Szacunek dla szczurów, dzieci do rynsztoka !

Centrum Życia i Rodziny
Szanowny Panie,
Szczur – na Dalekim Wschodzie patrzą na szczura dość pozytywnie: to symbol przebiegłości, zaradności i przetrwania. Ale w Polsce i generalnie w Europie to zwierzę kojarzy się z chciwością, zdradą, najgorszymi chorobami i upadkiem cywilizacji. A dla Pana – co reprezentuje ten gryzoń?
Pytam, bo w roku 2026 w Polsce jesteśmy wzywani do solidarności ze szczurami i wczuwania się w tragizm ich egzystencji. Jedna z prozwierzęcych fundacji zorganizowała akcję „Jestem Szczurem” i w Warszawie w eksponowanej lokalizacji w samym centrum miasta pojawił się wielki mural z hasłem „Szacunek nie zna gatunku”. I może uznałbym to za jedną z wielu nieszczególnie sensownych akcji społecznych i pewnie zapomniałbym o niej już następnego dnia, gdyby nie wylewająca się z tego muralu hipokryzja.
„Szacunek nie zna gatunku”? I w tym samym społeczeństwie triumfy święcą organizacje aborcyjne, odbierające należny szacunek istotom ludzkim, tylko dlatego, że ich życie dopiero się rozpoczęło i są zupełnie zależne od rodziców? Co się z nami dzieje, że w stolicy Polski może pojawić się wielkie malowidło reklamujące akcję szacunku dla szczurów, a obrońcy życia są mieszani z błotem, straszeni policją, a billboardy o tematyce pro-life są niszczone? Tymczasem brak szacunku dla życia ludzkiego ma znacznie bardziej tragiczne i dalekosiężne konsekwencje, niż – przepraszam za to absurdalne porównanie – brak szacunku do szczurów! Dość powiedzieć, że dzieci (podstępnie nazywane w mainstreamowych mediach „płodami”) są traktowane jak przedmiot, którego istnienie i los są do pewnego etapu zależne od widzimisię innych. Jeśli matka nie chce dziecka, ma przyzwolenie większości społeczeństwa na zabicie go przed urodzeniem. A jeśli matka czy rodzice bardzo pragną dziecka, to w ramach procedury in vitro mogą narażać jego życie, dokonywać selekcji eugenicznych, a nawet skazywać na śmierć jego „ponadprogramowe” rodzeństwo. I tu mógłbym sparafrazować przesłanie autorów akcji „Jestem Szczurem”: wokół dzieci nienarodzonych narosło mnóstwo stereotypów, mitów i manipulacji, przez co otoczone są atmosferą lęku, niechęci i traktowane jak zagrożenie. A w innych znów okolicznościach – jak towar, którego można domagać się na wszelkie sposoby. Dlatego chciałbym prosić Państwa o pomoc w pokazaniu prawdy, zarówno o procederze aborcji, jak i o zapłodnieniu in vitro. Domagajmy się szacunku dla życia ludzkiego! Szczury pod ochroną, dzieci do rynsztoka! Wspieram walkę w obronie życia! 15 00 dzieci urodzonych dzięki rządowemu programowi in vitro . To najpiękniejszy Dzień Dziecka i największa motywacja do pracy. Szczęścia, maluchy! – takie życzenia na portalu społecznościowym X złożył premier Donald Tusk. Brzmi pięknie?
Ale premier nie mówi o jednym szczególe – który właściwie zmienia te radosne życzenia w obraz rodem z horroru. Ostrożne szacunki wskazują, że od 1978 roku liczba zarodków utraconych bezpośrednio w wyniku procedur in vitro mogła przekroczyć 270 milionów. 270 milionów.
To tyle, ile obecnie wynosi liczba mieszkańców Indonezji. Indonezja to czwarty najludniejszy kraj na świecie. Proszę to sobie wyobrazić – gdyby wszystkie ofiary (bo tak trzeba nazwać te dzieci) procedury zapłodnienia in vitro mogły się urodzić, to zaludniłyby czwarte najludniejsze państwo na świecie! Jak szacują badacze, to około 1,6-1,9 miliona ofiar rocznie. Porównywalnie wiele ofiar wśród najmłodszych (1,7 miliona) mają choroby zakaźne, które są najczęstszą przyczyną zgonów dzieci do 5 roku życia. Jest tylko jedna przyczyna śmierci, która na głowę bije procedurę in vitro.
Aborcja. W ten sposób ginie ok. 73 miliony dzieci rocznie. Od 1978 roku (gdyby porównać to do całościowej liczby ofiar in vitro) to… ok. 2 MILIARDY zabitych dzieci.
Świat spływa ich krwią. I dzieje się to w ciszy.

Tych przyczyn śmierci nie ujmują statystyki WHO. Nie słyszymy alarmujących o „pandemii” komunikatów w mediach. Nikt nie usiłuje wymyśleć na to szczepionki. Nie mówią o nich politycy, nabijający punkty u potencjalnego elektoratu sloganami o „prawach kobiet” i „sukcesach rządowego programu in vitro”. Ta cisza wynika oczywiście w dużej mierze z tego, że na temat zarówno aborcji, jak i procedury zapłodnienia pozaustrojowego narosło mnóstwo kłamstw. Ogrom manipulacji, utrwalany przez lata, sprawił, że dziś wiele osób – w tym, niestety, nawet katolików! – nie dostrzega zła, które kryje się za zgrabnymi sloganami. „Moje ciało, mój wybór”. „Spełnienie marzeń o rodzicielstwie”. W obu przypadkach dziecko to przedmiot – albo tak bardzo niechciany, że można się go pozbyć, albo tak bardzo pożądany, że można dążyć do „zdobycia go” za wszelką cenę.
I w obu przypadkach można powiedzieć, że zmierzamy po trupach do celu. Dosłownie. Jestem przekonany, że w walce o ochronę życia dzieci nienarodzonych, niezwykle istotne jest właśnie zwalczanie kłamstw, które tak dogłębnie przeniknęły debatę publiczną, ale też powszechne myślenie, że nawet osobom o ogólnie dobrze ukształtowanym sumieniu trudno jest dotrzeć do prawdy.
Nie możemy też pomijać jeszcze jednego ważnego aspektu. Rodzicielstwo to bardzo istotny element życia, często warunkujący wręcz poczucie naszego spełnienia. Zarówno wówczas, gdy jest chciane, jak i wtedy, gdy jest niechciane. To coś, co niejednokrotnie wywraca nasz świat do góry nogami. Co nieodwracalnie zmienia naszą codzienność, ale i nas samych. Dlatego często bycie w ciąży wiąże się z ogromnymi emocjami. W przypadku ciąży nieplanowanej – to strach, obawy o przyszłość, frustracja, że nasze plany na życie legły w gruzach, poczucie braku kontroli.
W przypadku zaś, gdy ciąża jest największym marzeniem, a kolejne miesiące starań kończą się rozczarowaniem – to rozpacz, brak nadziei i niewyobrażalna desperacja. W tak dużych emocjach łatwo o pochopne decyzje. A te prowadzą do tragedii, bo stawką jest w tym wypadku ludzkie życie. Dlatego włączamy się aktywnie w walkę w obronie dzieci nienarodzonych. A ten obowiązek ciąży na nas tym bardziej dziś, gdy od ponad roku w polskich szpitalach stosowane są barbarzyńskie „wytyczne” aborcyjne minister Leszczyny, a niedawno minęły dwa lata od początku rządowego programu refundacji procedury in vitro.
Z jednej strony podejmujemy walkę duchową. To rzeczywistość często bagatelizowana, ale niesłusznie. Modlitwa, zwłaszcza publiczna, oprócz ogromnych możliwości duchowych, jest formą świadectwa, której bardzo dziś potrzebujemy. Nasze cykliczne spotkania modlitewne w pobliżu „przychodni aborcyjnej” AboTak trwają już od kilku miesięcy. Najbliższe odbędzie się już w tę środę. Serdecznie zapraszam Pana do udziału w tej inicjatywie – 17 czerwca, godzina 17.00, ul. Wiejska 12 w Warszawie (pod neonem „Czytelnik”). Fizyczna obecność na ulicach – szczególnie w tak wymownych lokalizacjach jak okolice AboTaku, a przy okazji również polskiego Sejmu – to potężny akt obywatelskiego sprzeciwu i wiary. To publiczne świadectwo ma wstrząsnąć sumieniami i przełamać barierę manipulacji wokół tematu „praw kobiet” i unicestwiania setek istnień w czasie aborcji! Z drugiej strony, od lat prowadzimy merytoryczną walkę o dzieci nienarodzone: tworzymy i dystrybuujemy publikacje takie jak „Kompendium Pro-Life”, zawierające mnóstwo argumentów użytecznych w rozmowach na temat zabijania nienarodzonych, czy poradnik „Droga Mamo” dla wystraszonych i zagubionych mam spodziewających się dziecka, a ponadto na naszej stronie znaleźć można wiele artykułów poświęconych tej tematyce; produkujemy filmy – tak pełnometrażowe („Miłość większa niż strach”) jak i krótsze formy („Aborcja, eugenika, in vitro – co je łączy?”) – wszystkie obecne jeszcze na YouTube wraz z krótszymi materiałami z wielu naszych konferencji o obronie i wartości życia; przygotowujemy materiały edukacyjne dla Szkół Przyjaznych Rodzinie – rozsyłamy konspekty oraz poruszamy te tematy podczas spotkań z młodzieżą! Dostrzegając dużą, a niewypełnioną potrzebę, chcemy jednak pójść w naszych działaniach o krok dalej.
Chcę stanąć w obronie życia!
Rozumiemy, jak ogromnym dramatem dla małżonków jest zmaganie się z przedłużającą się niepłodnością. To droga pełna bólu, niespełnionych nadziei i cichego cierpienia. Widzimy zranienie tych par, ogromną tęsknotę za dzieckiem i kolejne miesiące, w których nadzieja przeplata się z rozczarowaniem. Bardzo często problem polega na tym, że małżonkowie w tym najtrudniejszym czasie nie widzą innej drogi niż in vitro. Zewsząd słyszą, że to jedyne i najlepsze rozwiązanie. Popycha ich do tego presja otoczenia, niekiedy zniecierpliwienie bliskich, dominujący przekaz uchodzący za „naukowy” standard, ale nierzadko też ich własne serca, skrajnie wyczerpane napięciem i kolejnymi porażkami. Właśnie dlatego podjęliśmy decyzję o stworzeniu poradnika na temat procedury in vitro skierowanego do osób, które poszukują wyjścia z osobistego dramatu, jakim jest niepłodność. Naszym celem jest pokazanie, że inna droga istnieje, choć w głównym nurcie jest konsekwentnie zbywana milczeniem. Chcemy nieść przywracającą siły nadzieję tam, gdzie dziś panuje bezradność, i pokazać, że diagnoza o niepłodności wcale nie musi oznaczać wyboru rozwiązań, które budzą dylematy moralne.
W publikacji stawiamy na rzetelną wiedzę i bardzo praktyczne rozwiązania, które stanowią realną alternatywę dla zapłodnienia pozaustrojowego. Zebraliśmy konkretne wskazówki, dane o innych, skutecznych metodach leczenia przyczynowego oraz adresy specjalistycznych ośrodków medycznych, które podchodzą do ludzkiego zdrowia integralnie. Poradnik wzbogacimy o autentyczne historie osób, które drogę leczenia i trudnych wyborów mają już za sobą. Wierzymy, że te żywe świadectwa, połączone z twardą, rzetelną wiedzą, dadzą małżonkom poczucie, że nie są w swoim cierpieniu sami, i pomogą podjąć decyzję w poczuciu wolności i w zgodzie z własnym sumieniem. Dodatkowo, chcemy wskazać tam miejsca, w których lekarze nie zaproponują in vitro (od razu lub bardzo szybko), ale będą starali się pomóc poprzez etyczne metody. Mamy nadzieję, że ta wiedza pozwoli parom rozważającym procedurę in vitro zatrzymać się na chwilę i spojrzeć na swoją sytuację z szerszej perspektywy. Koszty stworzenia takiej publikacji, w które wlicza się zarówno praca ekspertów, jak i koszt składu i druku, a następnie dystrybucji gotowego poradnika do instytucji takich jak poradnie rodzinne, gdzie mógłby trafić w ręce potrzebujących informacji i otuchy par, wyceniliśmy wstępnie na 10 000 zł.
Dlatego bardzo proszę Pana o pomoc w produkcji i dystrybucji poradnika na temat procedury in vitro i alternatywnych, moralnie słusznych metod walki z niepłodnością poprzez przekazanie dobrowolnego datku w wysokości 50 zł, 100 zł, 200 zł lub nawet 500 zł albo wyższą, jeśli to dla Pana możliwe.
Wspieram tę inicjatywę!
Szanowny Panie, na koniec tej wiadomości podzielę się postem aborcjonistek z Aborcyjnego Dream Teamu, czyli odpowiedzialnych właśnie za działanie „przychodni” AboTak. Proszę sobie wyobrazić, że rozpaczliwie prosiły o pomoc, ponieważ ich działalność jest rzekomo zagrożona z powodu braku funduszy. Nawoływały do wpłat, chcąc zebrać aż… milion złotych! To wszystko ma być przeznaczone na organizowanie wyjazdowych zabiegów zabijania dzieci nienarodzonych. Jak nietrudno się domyśleć, takie wyjazdy dotyczą szczególnie późniejszych ciąż, gdy samodzielna aborcja farmakologiczna staje się szczególnie niebezpieczna.
MILION ZŁOTYCH na zabijanie dzieci.
To barbarzyństwo na niewyobrażalną skalę. I oczywiście nie mam pojęcia, czy paniom z AboTaku uda się zebrać tę astronomiczną kwotę.
Chciałbym jednak, abyśmy naprzeciw tej machiny śmierci mogli stawać z choćby porównywalnym wsparciem. Nie mamy po swojej stronie wielkich mediów, w których możemy brylować, jak one, entuzjastycznie opowiadając o tym, jak samodzielnie przeprowadzić aborcję. Nie mamy poparcia polityków na najwyższych szczeblach władzy, które nad aborcjonistkami roztacza parasol ochronny. Ale mamy coś znacznie cenniejszego – zaangażowanych i gotowych do stanięcia z nami ramię w ramie Sympatyków. To dzięki Pana nieocenionej pomocy niejednokrotnie już udawało nam się skutecznie walczyć, nawet na frontach tak trudnych, jak walka o życie dzieci nienarodzonych. Wierzę, że tak będzie i tym razem! Marcin Perłowski - Dyrektor Centrum Życia i Rodziny, Wiceprezes Zarządu       WSPIERAM DZIAŁANIA CENTRUM ŻYCIA I RODZINY!  
Dane do przelewu: Centrum Życia i Rodziny
Skrytka pocztowa 99, 00-963 Warszawa 81
Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SA
Z dopiskiem: „Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny” SWIFT: PKOPPLPW
IBAN: PL32 1240 4432 1111 0011 0433 7056 Centrum Życia i Rodziny
Skrytka Pocztowa 99, 00-963 Warszawa
tel. +48 22 629 11 76

Widmo epidemii nad Paryżem. Możliwe: Dżuma, tularemia, tyfus plamisty, leptospiroza i gorączka szczurza. – Jeśli lewacy przemogą.

Widmo epidemii nad Paryżem. Możliwe: Dżuma, tularemia, tyfus plamisty, leptospiroza i gorączka szczurza.

Na ulicach przybywa śmieci i… szczurów

Paulina Wójtowicz Medonet choroby-zakazne,widmo-epidemii-nad-paryzem

Wrzucamy do worka, wiążemy, wyrzucamy, problem z głowy. Nie interesuje nas to, co ze śmieciami dzieje się później. Gdyby jednak służby porządkowe przestały je usuwać, utonęlibyśmy w resztach tego, co spożywamy i zużywamy. Tak jak Francuzi, którzy stoją właśnie w obliczu zagrożenia epidemią. Wszystko przez strajk służb porządkowych i korzystające z ich absencji w pracy szczury. W samym Paryżu jest ich 6,5 mln — dwa razy więcej niż mieszkańców stolicy Francji. Gryzonie te przenoszą groźne patogeny, zdolne wywołać falę zakażeń, jakiej nikt z nas jeszcze nie widział.

Na protesty we Francji „reagują” szczury

We Francji trwają protesty przeciwko rządowej reformie emerytalnej. Strajkują m.in. pracownicy wywożący śmieci. W efekcie w Paryżu zalega obecnie ok. 6,6 tys. ton śmieci. Najgorzej jest w dzielnicach, które obsługują jednostki miejskie, choć i tam, gdzie usługi świadczą prywatne firmy, nie jest dobrze — duża część ich pracowników również jest od kilku dni nieobecna w pracy.

Problem sięga głębiej — zakłócenia w funkcjonowaniu widać też w spalarniach odpadów. Nie działają trzy z czterech znajdujących się na obrzeżach stolicy zakłady, a czwarty przestał być już wydolny — śmieci jest po prostu za dużo.

Protesty, do których dochodzi także w innych miastach, Francuzi odczuwają dotkliwie. Wyzwaniem są nie tylko piętrzące się wszędzie śmieci, ale i szczury, które natychmiast ruszyły na łowy. To bardzo groźna sytuacja, bo gryzonie te są rezerwuarem niebezpiecznych patogenów.

Jakie choroby przenoszą szczury?

Chorobą, która kojarzy się ze szczurami jako pierwsza, jest dżuma. W błędzie jest każdy, kto uważa, że to problem historyczny. Wprawdzie w naszym regionie „czarna śmierć” nie występuje, ale jest wciąż wyzwaniem dla krajów Azji, Afryki oraz Ameryki Południowej. Pałeczką dżumy można zarazić się poprzez ukąszenie pchły bytującej na szczurze.

Dziś, na szczęście, wyleczenie choroby jest jak najbardziej możliwe. Warunkiem jest jednak szybkie rozpoznanie. Choroba objawia się gorączką, dreszczami, bólami brzucha, silnym osłabieniem, czasem także krwawieniem do skóry lub narządów wewnętrznych. Nieleczona dżuma prowadzi do śmierci w ok. 50 proc. przypadków – przy podjęciu odpowiedniego leczenia śmiertelność spada do ok. 5 proc.

Sporym problemem jej też tularemia, do której dochodzi wskutek zakażenia bakterią Francisella tularensis. To wyjątkowo zjadliwy i podstępny patogen, ponieważ wystarczy zaledwie kilka „osobników”, by doszło do zarażenia. Bakterię przenoszą głównie kleszcze i muchy jelenie (bądź kontakt z ugryzionym przez nie i zakażonym zwierzęciem), ale znane są przypadki choroby u osób, które sprzątały zwierzęce odchody (m.in. pochodzące od szczurów).

Sama tularemia objawia się m.in. wysoką gorączką, bólami mięśni i stawów, wymiotami, biegunką. U wielu chorób pojawiają się zmiany skórne w postaci wysypki czy owrzodzenia.

Inną grupą bakterii przenoszonych przez szczury są riketsje, powodujące chorobę zakaźną, zwaną tyfusem plamistym. Do zakażenia dochodzi wskutek ukąszenia przez pasożytującą na szczurach pchłę bądź wesz. Bakteria, dostając się do krwiobiegu, uszkadza naczynia krwionośne, serce oraz układ nerwowy. Jej powikłania są bardzo dotkliwe (to m.in. opadowe zapalenie płuc, zapalenie opłucnej, zapalenie mózgu, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, zapalenie nerek).

Niegdyś tyfus wywoływało liczne epidemie, które zbierały tragiczne żniwo, ale i dziś występuje w Azji oraz Afryce. W Polsce notuje się kilka przypadków zachorowań rocznie.

Bezpośrednio (jako nosiciele) szczury mogą przenieść na człowieka także dwie inne choroby bakteryjne: leptospirozą i gorączkę szczurzą. Pierwsza wywołana jest zakażeniem krętkami bakterii Leptospira, która znajduje się w moczu gryzoni. Zarazić można się poprzez kontakt z zanieczyszczoną glebą lub żywnością. Objawami leptospirozy są wysoka gorączka, światłowstręt, bóle mięśni, bóle brzucha, wysypka. Wśród powikłań występują zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych oraz uszkodzenie wątroby.