Podatkowy absurd. Najwyższy VAT [23%] na czystą wodę, a 5% na energetyki

Podatkowy absurd. Najwyższy VAT na czystą wodę, a nie na energetyki

27 lipca 2026 rynekzdrowia/Podatkowy-absurd-Najwyzszy-VAT-na-czysta-wode

Czysta woda mineralna jest w Polsce opodatkowana stawką 23 proc., podczas gdy część energetyków i bezalkoholowych drinków korzysta z preferencyjnej stawki 5 lub 8 proc. Ten podatkowy paradoks wywołuje oburzenie ekspertów i producentów, a sprawa trafiła już do Sejmu, sądu oraz Komisji Europejskiej.

Podatkowy absurd. Najwyższy VAT na czystą wodę, a nie na energetyki
Woda kosztuje nas 23 proc. VAT, a wiele sztucznie słodzonych napojów i energetyków korzysta z 5-procentowej stawki
  • Obecne przepisy sprawiają, że naturalna woda butelkowana objęta jest najwyższą stawką VAT, wynoszącą aż 23 procent. Jednocześnie część przetworzonych napojów słodzonych, bezalkoholowych drinków czy energetyków korzysta z preferencyjnego podatku na poziomie 5 procent – pisze portal wnp.pl
  • Taka sytuacja stoi w rażącej sprzeczności z oficjalną polityką zdrowotną państwa oraz zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia dotyczącymi ograniczania spożycia cukru
  • Spółka produkująca wodę złożyła przeciwko Skarbowi Państwa pozew odszkodowawczy i skierowała oficjalną skargę do Komisji Europejskiej. Temat wywołał również ostrą reakcję posłów

Najzdrowszy napój z najwyższym VAT-em. Podatkowy paradoks w sklepach w Polsce

W Polsce obowiązują przepisy, przez które woda butelkowana została obciążona wyższą stawką podatku niż niektóre sztucznie dosładzane płyny. Taka konstrukcja prawa uderza bezpośrednio w konsumentów i budzi ogromne wątpliwości ekspertów do spraw polityki zdrowotnej.

Naturalna woda mineralna, która stanowi kluczowy zasób strategiczny, jest w Polsce opodatkowana stawką 23 proc. Tymczasem napoje energetyczne, wina i piwa 0 proc. mogą korzystać z preferencyjnej stawki na poziomie 5 proc.

Polski system podatkowy ewidentnie stoi w sprzeczności z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia, ułatwiając finansowy dostęp do niezdrowych napojów. W połowie lipca do Sejmu trafił projekt ustawy mający obniżyć tę niezrozumiałą daninę. Jak zauważa wnp.pl, równolegle firma Nałęczów Zdrój złożyła pozew przeciwko państwu oraz skargę do Komisji Europejskiej, zarzucając naruszenie zasad uczciwej konkurencji.

Przedsiębiorcy domagają się pilnej zmiany tych absurdalnych przepisów, o powody, których Bruksela oficjalnie zapytała już polski rząd.

Sfingowanie „bankructwa wodnego”, część 2: Zmiany klimatyczne

Sfingowanie „bankructwa wodnego”, część 2: Zmiany klimatyczne

Podał: AlterCabrio , 21 lipca 2026

„Badanie wody” lub „nadzór nad mikrobami” w celu wykrycia ameb, azotanów lub innych groźnych substancji chemicznych może działać w ten sam sposób, w jaki działały testy PCR, czyli stworzyć „problem” wymagający rozwiązania.

Przygotuj grunt w mediach, wykorzystując propagandę, aby oswoić ludzi z myślą, że sytuacja się zmienia i woda może już nie być tak bezpieczna. Następnie, gdy będziesz gotowy, wyślij Agencję Ochrony Środowiska (EPA) lub Departament Środowiska, Żywności i Leków (DEFRA) na losowe badania terenowe.

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Część pierwsza:

Sfingowanie „bankructwa wodnego”, część 2: Zmiany klimatyczne

Jeszcze w tym roku ONZ będzie gospodarzem ważnego szczytu poświęconego światowym zasobom wody. Globalna Konferencja Wodna 2026 ma na celu rozwiązanie problemu, który ONZ nazywa „bankructwem wodnym”, oraz realizację 6. Celu Zrównoważonego Rozwoju w ramach Agendy 2030.

Powiedzmy sobie jasno – nie mówimy o zaludnionych, suchych regionach, które przerastają swoje zasoby wodonośne, ani o starzejącej się infrastrukturze, która pozostaje w tyle za rozrostem miast. Wszystkie te problemy są aktualne i wymagają rozwiązania – ale nie o to chodzi w Globalnej Konferencji Wodnej. Jest to raczej punkt centralny globalnego „przemyślenia” [re-thinking] kwestii zaopatrzenia w wodę, mającego na celu dotarcie do nas wszystkich, nawet w regionach z regularnymi opadami deszczu i obfitością słodkiej wody.

Sprzedawana narracja jest taka, że ​​światowe zasoby wody są zagrożone w jakiś nowy i krytyczny sposób i konieczne są drastyczne – potencjalnie globalne – działania.

Innymi słowy, kolejny „kryzys”. Kolejna dialektyka heglowska. I wiemy, co to oznacza.

W pierwszej części tej serii omówiłem, w jaki sposób prasa i „eksperci” ostatnio przeinaczają, wyolbrzymiają i upraszczają kwestię zużycia wody w centrach danych, a także rolę, jaką ta bezczelna propaganda odgrywa w promowaniu rozwijającej się narracji o „bankructwie wodnym”.

Ale ta narracja to coś więcej niż tylko sztuczna inteligencja czy centra danych. „Zagrożenie” dla naszych globalnych zasobów wody jest już wielowarstwowe.

Jedną z tych warstw jest nieuchronnie zmiana klimatu.

Nie mam zamiaru ponownie rozpatrywać tutaj tak zwanego antropogenicznego globalnego ocieplenia (AGW). Są całe hektary stron na ten temat. Dość powiedzieć, że AGW to kwestia priorytetowa w przejmowaniu władzy nad światem przez globalistów. To wytwór skorumpowanej nauki i nieustającej propagandy, służący do usprawiedliwiania wszelkich despotycznych nadużyć, jakie może wymyślić rząd.

To, że zmiana klimatu doprowadzi do rzekomego „kryzysu wodnego”, nie jest nowym tematem; mówi się o tym od lat, a nawet dekad, i jest to nierozerwalnie związane z niezliczoną ilością przewidywanych katastrof, od kwaśnych deszczów, przez dziurę ozonową, po zanikające czapy lodowe.

Oczywiście medialne doniesienia o suszach są powszechne – niektóre absolutnie prawdziwe, inne wybiórczo wyolbrzymione lub zmanipulowane, by powoływać się na globalne ocieplenie – ale znamienne jest, że powtarzającym się motywem w najnowszych doniesieniach o panice związanej z brakiem wody NIE jest to, że zmiana klimatu sama przez się zmniejszy ilość wody, ale raczej to, że sprawi, że nasza obecna woda stanie się bardziej niebezpieczna do picia.

Niebezpieczne wody

Na ile udało mi się ustalić, narracja ta zaczęła się pojawiać pod koniec 2019r. i na początku 2020r. w artykułach takich jak ten:

Czy zmiana klimatu spowoduje zwiększenie obecności patogenów w wodzie pitnej?

W ciągu następnych kilku lat porzucili znak zapytania i stali się nieco bardziej asertywni:

Zmiany klimatyczne mogą pogorszyć jakość wody pitnej

Ostatnio ciągle pojawiają się nowe opowieści i artykuły na ten temat.

W lutym Agencja Ochrony Środowiska USA opublikowała raport zatytułowany „Zmiany klimatu a szkodliwe zakwity glonów w wodach słodkich”, w którym ostrzega:

Naukowcy nadal dokumentują liczne skutki zmian klimatycznych dla wód słodkich, estuariów i środowiska morskiego, a przewiduje się, że skutki te ulegną w przyszłości pogłębieniu.

Wiosną ubiegłego roku Yale School of Environment opublikowała następujący artykuł:

Jak zmiana klimatu zagraża bezpieczeństwu wody pitnej

Ostrzega on przed powodziami i pożarami związanymi ze zmianą klimatu, które mogą zanieczyścić wodę pitną.

W lipcu ubiegłego roku ONZ poinformowała, że ​​topniejące lodowce mogą uwalniać do wody pitnej prehistoryczne mikroby:

Klimatolodzy twierdzą, że wiele lodowców nie przetrwa tego stulecia, jeśli nie zostaną podjęte działania mające na celu spowolnienie tempa topnienia spowodowanego zmianami klimatu. Oznacza to, że mieszkańcy terenów położonych niżej od lodowców będą musieli stawić czoła fali powodzi, a także zagrożeniom ze strony reaktywowanych mikrobów w ocieplającej się kriosferze lub zamarzniętych częściach Ziemi.

W pokrywach lodowych, lodowcach i wiecznej zmarzlinie zamrożone są bakterie, grzyby i wirusy. Choć większość z nich jest martwa, niektóre pozostają w stanie uśpienia, a inne są aktywne. Wraz ze wzrostem globalnych temperatur do rekordowo wysokich, mikroorganizmy te staną się bardziej aktywne w wielu ekosystemach. Nawet jeśli topnienie uda się spowolnić poprzez ograniczenie emisji gazów cieplarnianych, konieczne jest oszacowanie i przygotowanie się na potencjalne zagrożenia ze strony patogenów.

W styczniu Science Daily poinformował o „pilnych ostrzeżeniach” chińskich naukowców dotyczących rozprzestrzeniania się ameb w wodzie pitnej, co jest oczywiście spowodowane zmianami klimatycznymi:

mikroskopijne organizmy zyskują coraz większą popularność na całym świecie. Jest to spowodowane zmianami klimatu, pogarszającą się jakością systemów wodnych oraz ograniczonymi możliwościami monitorowania i wykrywania.

Zaledwie kilka dni temu Phys.org zrecenzował nowy artykuł zatytułowany:

Zmiany klimatyczne zmieniają ryzyko chorób przenoszonych drogą wodną, ​​ponieważ patogeny reagują inaczej

W maju w artykule w czasopiśmie „New Yorker” zatytułowanym „Nasza ocieplająca się planeta to szalka Petriego dla nowych i śmiercionośnych mikrobów” ostrzegano, że woda może stawać się coraz bardziej niebezpieczna w miarę ocieplania się planety ze względu na rozmnażanie się mikroorganizmów:

Bakterie „zjadające ciało” rozprzestrzeniają się. Pojawiają się zakaźne grzyby. Mikrobiomy mogą już nigdy nie być takie same. Czy jesteśmy gotowi?

Picie wody nie jest nawet głównym motywem, ale jest w nim obecne. Stanowi tło, dyskretnie ustala linię bazową.

A przekaz jest ciągły.

W niedalekiej przyszłości nadejdzie czas, gdy zmiany klimatyczne sprawią, że woda, która dotychczas była bezpieczna, stanie się niebezpieczna”.

Rozszerzają ten mem „bezpieczna woda staje się niebezpieczna” również na kwestie wykraczające poza zmiany klimatyczne.

Nowe badania ujawniają, że znaczna liczba Amerykanów ma niebezpieczny poziom azotanów w wodzie pitnej lub że „woda deszczowa na całej Ziemi nie jest już bezpieczna” z powodu „trwałych substancji chemicznych”.

Można by argumentować, że te stwierdzenia są do pewnego stopnia prawdziwe. Z pewnością poziom azotanów w wodzie pitnej budzi obawy od kilku dekad, od czasu rozwoju intensywnego rolnictwa. Ale od kiedy kontrolowane media w ogóle się tym przejmowały? I dlaczego – teraz – nagle zdają sobie sprawę, że to ma znaczenie?

Samo to, jak relacjonują, wskazuje kierunek narracji. Odkrywają swoje obawy dotyczące azotanów – ponieważ teraz jest to wygodne.

Wspólnym mianownikiem jest to, że – czy to za sprawą mikrobów, czy zanieczyszczeń – woda, która wcześniej była bezpieczna, może stać się w jakiś sposób niebezpieczna. To najbardziej nadużywane, emocjonalne i upolitycznione ze słów.

Rola „Bezpieczeństwa”

„Bezpieczny” to potężne słowo w despotycznym przemyśle kontroli. Jego definicja ciągle się zmienia, napierając na nas lub znikając za horyzontem.

Co jest „bezpieczne”?

„Bezpieczny” we współczesnym rozumieniu mediów to słowo definiowane odgórnie, przez organy regulacyjne i międzynarodowe gremia, co zapewnia im pełną kontrolę nad narracją. Piękne i atrakcyjne dla propagandystów jest jednocześnie uważane za absolutnie niezbędne przez większość ludzi, ale z drugiej strony całkowicie subiektywne, a zatem bardzo przydatne w manipulowaniu „rzeczywistością”.

To prawda, że ​​dotyczy to niemal wszystkiego – chorób, zanieczyszczeń, czerwonego mięsa lub… wody pitnej.

Każdy chce być bezpieczny. I wiele osób zniesie niemal wszystko, jeśli alternatywą będzie narażenie ich bezpieczeństwa.

„Pandemia” pokazała nam, że naukowe badania przesiewowe i testy mogą służyć do kontrolowania tempa i kierunku narracji. Wykorzystano fałszywe testy, przeprowadzane zgodnie z oficjalnymi protokołami, nie tylko po to, by stworzyć pandemię, ale także po to, by kontrolować przypływ i odpływ „zachorowań” i „zgonów” oraz poziom „bezpieczeństwa”, jakiego doświadczali ludzie.

Im więcej „testowali”, tym większe zagrożenie ujawniali. Im więcej niebezpieczeństwa ujawniali, tym większy strach społeczny pozwalał im na uchwalanie przepisów chroniących przed tym „zagrożeniem”.

Myślę, że ten sam model jest stopniowo wdrażany w przypadku „kryzysu wodnego”. Myślę, że to nie przypadek, że kilka artykułów, do których linkuję powyżej, deklaruje potrzebę „wzmocnionego nadzoru” (testowania) nad zaopatrzeniem w wodę.

„Badanie wody” lub „nadzór nad mikrobami” w celu wykrycia ameb, azotanów lub innych groźnych substancji chemicznych może działać w ten sam sposób, w jaki działały testy PCR, czyli stworzyć „problem” wymagający rozwiązania.

Przygotuj grunt w mediach, wykorzystując propagandę, aby oswoić ludzi z myślą, że sytuacja się zmienia i woda może już nie być tak bezpieczna. Następnie, gdy będziesz gotowy, wyślij Agencję Ochrony Środowiska (EPA) lub Departament Środowiska, Żywności i Leków (DEFRA) na losowe badania terenowe.

I bez większego wysiłku jesteśmy tylko kilka „testów” lub prostą korektą „zalecanych poziomów” od nagłego posiadania „niebezpiecznej” wody pitnej, co wymaga usunięcia z obiegu określonych zbiorników (dowolnej liczby) – dopóki woda nie zostanie uzdatniona lub „nie zostanie osiągnięty bezpieczny poziom X” (co będzie możliwe w dowolnym momencie, który wybiorą od teraz do końca świata).

W ten sposób prawdziwy niedobór wody może zostać wywołany z niczego, wyższe rachunki będą tłumaczone jako nieuniknione, a racjonowanie wody jako część dobrej, starej nowej normalności.

*

Mamy więc dwa elementy układanki.

Z jednej strony media promują uproszczone i zniekształcone informacje na temat zużycia wody w sektorze technologicznym. Ta dezinformacja ma na celu wzbudzenie strachu przed potencjalnymi niedoborami.

Z drugiej strony, alarmiści klimatyczni ostrzegają nas, że ta niewielka ilość wody, którą mamy, staje się dla nas coraz bardziej niebezpieczna do picia. To z kolei może zostać wykorzystane do wywoływania lokalnych „kryzysów” na żądanie, na wzór modelu „covidowego”.

Mamy już podwaliny poważnego globalnego „problemu”, ale jaki jest cel końcowy?

Aby się tego dowiedzieć, musimy przyjrzeć się potencjalnym „rozwiązaniom”, które zostaną zaproponowane.

Omówimy je w części trzeciej.

________________

Faking “Water Bankruptcy” Part 2: Climate Change, Kit Knightly, Jul 20, 2026

Sfingowanie „bankructwa wodnego”, część 1: Centra danych

Sfingowanie „bankructwa wodnego”, część 1: Centra danych

Podał: AlterCabrio , 7 czerwca 2026

Ta mroczna i szybko rozwijająca się rzeczywistość to plan, który będzie wykorzystywał celowo wpajany strach przed niedoborami wody do tworzenia fałszywych niedoborów wody i w ramach którego będą następnie poddawane kontroli, przekształceniom i monetyzacji globalne zasoby wody w imię „bezpieczeństwa wodnego”.

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Sfingowanie „bankructwa wodnego”, część 1: Centra danych

Jesteśmy obecnie świadkami narodzin nowej operacji psychologicznej, której celem jest nasz najcenniejszy zasób naturalny – woda. W nadchodzącej serii artykułów omówimy szczegółowo każdy aspekt tej rodzącej się agendy.

Wybraną etykietą dla tego nowego ćwiczenia polegającego na kontrolowaniu strachu jest „bankructwo wodne”. Nazwa ta pochodzi z raportu ONZ opublikowanego na początku tego roku.

Widzicie, krążące od dziesięcioleci pogłoski o „kryzysie wodnym” nie były wystarczająco przerażające, więc tak jak globalne ocieplenie stało się „zmianą klimatu”, a potem „globalnym nagrzewaniem”, a teraz „globalnym wrzeniem” – tak ten „kryzys” odrodził się jako coś nieodparcie alarmującego.

Język sam w sobie jest pierwszym wskaźnikiem tego, co tu naprawdę mamy.

Ogólna narracja o „bankructwie wodnym” jest następująca:

1. Na planecie brakuje czystej i bezpiecznej wody pitnej

2. Problem ten powodują zmiany klimatyczne i rozwój sztucznej inteligencji.

…i – oczywiście –

3. Naprawdę musimy coś z tym zrobić.

Ta mroczna i szybko rozwijająca się rzeczywistość to plan, który będzie wykorzystywał celowo wpajany strach przed niedoborami wody do tworzenia fałszywych niedoborów wody i w ramach którego będą następnie poddawane kontroli, przekształceniom i monetyzacji globalne zasoby wody w imię „bezpieczeństwa wodnego”.

To kolejna wielka operacja psychologiczna rozwijająca się na naszych oczach, a w tej serii omówimy każdy jej aspekt:

– propaganda „zmian klimatycznych”,

– proponowane „rozwiązania” legislacyjne

– rola technologii nadzoru i

– nieuniknione korzyści finansowe dla sektora prywatnego.

Dzisiaj, w pierwszej części serii, przyjrzymy się bliżej temu, co wydaje się być trzonem tej nowej narracji – centrom danych.

Niedawno byliśmy świadkami pojawienia się fali medialnych doniesień o centrach danych. Twierdzenia dotyczące ich zużycia energii i wody nagle zalewają rynek informacyjny.

Jest to dziwny rozwój sytuacji, ponieważ centra danych zdają się stanowić istotę państwa policyjnego, które tego typu placówki regularnie promują.

Historie te są różne, od umiarkowanie krytycznych, jak w tym artykule z „Timesa”:

Wzrost liczby centrów danych może jeszcze bardziej podnieść rachunki za wodę

Dla tych nieco zaniepokojonych, na przykład ten z BBC:

Szkockie centra danych obsługujące sztuczną inteligencję zużywają już tyle wody, że można nią napełnić 27 milionów butelek rocznie

Do quasi-apokaliptycznych doniesień, takich jak ta oferta od rozhisteryzowanego Guardiana:

To, co tu widzicie, to mokradła bez wody: w jaki sposób boom na centra danych zaostrza ogromną suszę w Chile

Albo to z Al Jazeery:

Rosnące zapotrzebowanie sztucznej inteligencji na wodę staje się zagrożeniem dla zdrowia publicznego

Nie inaczej jest w USA, gdzie nagłówki takie jak ten

Amerykański boom na sztuczną inteligencję napotyka na nieplanowany problem z wodą

Albo ten

Sztuczna inteligencja przyspiesza utratę naszego najuboższego zasobu naturalnego: wody

…mnożą się w szybkim tempie.

Tak, to dziwne, że media establishmentu atakują reputację centrów danych tegoż establishmentu.

A robi się jeszcze dziwniej, gdy przyjrzymy się temu bliżej – bo praktycznie wszystkie publikowane przez nich przerażające historie są albo mocno przesadzone, wyrwane z kontekstu, albo po prostu są NIEPRAWDĄ.

Jaki jest więc w tym przypadku współczynnik rzeczywistości?

Przyjrzyjmy się temu. Nagłówek tego artykułu Reutersa brzmi:

Sztuczna inteligencja podwoi zużycie energii i wody w centrach danych do 2030r.

Problem polega na tym, że nie daje to żadnego kontekstu, co to „podwojenie” oznacza w kategoriach porównawczych.

W artykule przytoczono fakt, że centra danych zużywają „4,5 biliona litrów rocznie” – i rzeczywiście brzmi to jak mnóstwo, ale gdy przywrócimy brakujący kontekst, okaże się, że całkowita ilość wody zużywanej rocznie przez ludzi wynosi około 4 biliardów litrów, czyli prawie 1000 razy więcej.

Oznacza to, że obecnie centra danych odpowiadają za zaledwie około 0,1% światowego zużycia wody.

Owszem, raport z 2025r. oszacował, że amerykańskie centra danych zużywają 449 milionów galonów wody dziennie, ale nie wspomniał, że produkcja [przemysł] zużywa 15 miliardów, czyli ponad trzydzieści razy więcej, a sektor energetyczny zużywa blisko 100 miliardów.

Tak więc to przerażające „podwojenie do 2030r.”, o którym wspomina ONZ, oznacza, że ​​do 2030r. centra danych będą odpowiadać zaledwie za 0,2% światowego zużycia wody – zakładając, że całe zużycie wody w gospodarstwach domowych, rolnictwie i przemyśle pozostanie dokładnie takie samo w tym czasie (co oczywiście nie nastąpi).

Niezależnie od tego, co myślimy o centrach danych jako o narzędziach Wielkiego Brata, prawdą jest, że rolnictwo, produkcja i wytwarzanie energii zużywają o wiele więcej wody niż one same, jeśli chodzi o wpływ na środowisko.

Prasa stara się też zacierać różnice między „bezpośrednim zużyciem wody” i „pośrednim zużyciem wody”.

Krótkie wyjaśnienie:

Bezpośrednie zużycie wody oznacza wodę wykorzystywaną do picia, gotowania, sprzątania i kąpieli.

Pośrednie zużycie wody to woda wykorzystywana do uprawy żywności, którą spożywasz, lub do produkcji ubrań.

To wyraźne rozróżnienie, którego główne media nie biorą pod uwagę, mówiąc o „śladzie wodnym” centrów danych.

Rutynowo uwzględniają one pośrednie zużycie, takie jak „woda używana do produkcji energii” (np. do chłodzenia elektrowni jądrowych lub elektrociepłowni itd.) lub do produkcji układów scalonych i innych części jako część bezpośredniego zużycia w centrach danych.

Zobacz najnowszy raport Uniwersytetu Oksfordzkiego zatytułowany „Centra danych zachłanne na wodę” [podkreślenie dodane]:

Większość operatorów centrów danych koncentruje się na wodzie wykorzystywanej bezpośrednio do chłodzenia, ale największym źródłem zużycia wody jest w rzeczywistości wytwarzanie energii elektrycznej. Pochodzi ona z podgrzewania wody w celu wytworzenia pary, która napędza turbinę i generuje energię elektryczną. Paliwa kopalne i energia jądrowa właśnie w ten sposób zużywają wodę, ale nawet energetyka wodna wiąże się z utratą wody ze zbiorników.

Obwinianie centrów danych za utratę wody ze zbiorników hydroelektrowni, ponieważ zużywają część wyprodukowanej energii elektrycznej? Czy to ma sens? I czy ta norma obowiązuje w każdej branży?

Te i inne przekłamania zostały bardzo dobrze omówione w niniejszym wpisie Andy’ego Masleya. Polecam go każdemu zainteresowanemu rozwikłaniem tej dziwnej historii.

Na przykład, powszechnie uważa się, że centra danych zatruwają wody gruntowe – ale to znowu przekłamanie, ponieważ chociaż mogą one koncentrować zanieczyszczenia już obecne w wodzie poprzez parowanie lub dodawać środki czyszczące i zapobiegające osadzaniu się kamienia, jest to powszechne zjawisko w praktycznie wszystkich procesach przemysłowych i systemach chłodzenia. Nie ma nic wyjątkowego w sposobie, w jaki centra danych to robią.

Prawdą jest również, że wiele centrów danych AI w ogóle nie zużywa wody. Od 10% do 25% działających centrów danych korzysta z systemów chłodzenia powietrzem wykorzystujących gazy chłodnicze (liczba ta była znacznie wyższa jeszcze w 2024 roku, ale wiele z nich przeszło na inne systemy, ponieważ chłodzenie cieczą zużywa znacznie mniej energii elektrycznej). Wiele centrów chłodzonych wodą korzysta z zamkniętego systemu obiegu, który wielokrotnie ponownie wykorzystuje wodę i uzdatnia ją na miejscu.

I nie – nie zamierzam tu bronić wielkich firm technologicznych ani zgłaszać się na ochotnika do wypicia kufla płynu chłodzącego. Po prostu donoszę, że przeciętne centrum danych nie radzi sobie ani lepiej ani gorzej z zaopatrzeniem w wodę niż większość sektorów przemysłowych, a wręcz przeciwnie – zużywa znacznie mniej wody niż większość z nich.

Naprawdę ważne pytanie brzmi: dlaczego media manipulowały statystykami i definicjami, aby tworzyć nagłówki budzące strach w związku z czymś tak zakorzenionym w systemie kontroli rządowej?

I to nie tylko media. Ta dziwna konstrukcja narracyjna wykracza poza prasę czy doniesienia rządowe, wkraczając w polityczny teatr na żywo.

Zobaczcie absurdalne widowisko, w którym Alexandra Ocasio Cortez wymachiwała po całym Kongresie słoikiem pełnym błota, krzycząc, że centra danych sprawiają, że woda staje się niezdatna do picia.[w oryg. md]

Czy ta woda tak samo pochodzi z Georgii, jak probówka Colina Powella, która nie zawierała wąglika? Nie ma to znaczenia i ona tego nie wie, po prostu została jej przekazana, zanim wyszła na scenę. Dla zainteresowanych: szczegóły sprawy wskazują, że w lokalnej studni mógł nagromadzić się osad w wyniku prac wykopaliskowych/budowlanych. Nie ma to dosłownie nic wspólnego z zużyciem wody przez centrum danych – ponieważ to urządzenie jeszcze nie działało.

Doświadczona działaczka Erin Brockovich również przyłączyła się do krucjaty, uruchamiając rejestr centrów danych dla całego kraju.

Nowy raport ONZ stanowi „ostrzeżenie” (raporty zawsze „ostrzegają”) przed boomem sztucznej inteligencji i zasobami – zwłaszcza ziemią i wodą – które są przez nią zużywane.

Wiele stanów i miejscowości w USA próbuje zakazać budowy centrów danych, głównie ze względu na ich „pochłanianie” wody. Pierwszy zakaz został wprowadzony wczoraj. Według niedawnego sondażu, większość Amerykanów wolałaby mieszkać w pobliżu reaktora jądrowego niż centrum danych.

Nawet papież Leon XIV – tak, sam Jego Świątobliwość – ostrzega wiernych przed centrami danych opartymi na sztucznej inteligencji i „ogromnymi ilościami energii i wody”, które zużywają.

Być może te ostatnie głośne wypowiedzi zaczynają dawać pewne wskazówki, dlaczego główny nurt demonizuje jedno ze swoich głównych narzędzi.

Centra danych AI niszczą wodę – trzeba coś z tym zrobić.

A w razie gdyby ktoś miał wątpliwości, czy to właśnie w tym kierunku zmierza opowieść o „przerażającym centrum danych”, Chatham House jest na miejscu, aby wyjaśnić wszystko:

Wykorzystanie wody przez sztuczną inteligencję wymaga od rządów ponownego przemyślenia podejścia do wody

…co więc dokładnie oznacza „przemyślenie naszego podejścia do wody”?

Omówimy to w dalszej części tej serii.

_______________

Faking “Water Bankruptcy” Part 1: Data Centres, Kit Knightly, Jun 5, 2026

Centra danych dla sztucznej inteligencji pochłoną tyle wody, co 1,3 miliarda ludzi

5/06/2026 zmianynaziemi/centra-danych-dla-sztucznej-inteligencji-pochlona-tyle-wody-co-13-miliarda-ludzi

AI Generated

Sztuczna inteligencja kojarzy się nam z niematerialną chmurą, wirtualnymi asystentami i błyskawicznym przetwarzaniem danych w cyfrowej przestrzeni. Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej namacalna i obciążająca dla środowiska. Nowy raport przygotowany przez Instytut Wody, Środowiska i Zdrowia Uniwersytetu Narodów Zjednoczonych (UNU-INWEH) rzuca światło na mroczną stronę cyfrowej rewolucji. Okazuje się, że rozwój AI wiąże się z gigantycznym zapotrzebowaniem na zasoby naturalne, z których najmniej dostrzegalnym, a najbardziej krytycznym, jest woda.

Według prognoz badaczy z ONZ, do 2030 roku centra danych będą zużywać dwa razy więcej energii elektrycznej i wody niż obecnie. Przyczyną jest gwałtowny wzrost zapotrzebowania na usługi oparte na generatywnej sztucznej inteligencji, które wymagają ogromnej mocy obliczeniowej. Przetwarzanie miliardów parametrów w modelach językowych generuje kolosalne ilości ciepła, a jedynym skutecznym sposobem na zapobieżenie przegrzaniu serwerów jest ich intensywne chłodzenie.

Liczby przedstawione w raporcie są alarmujące. Szacuje się, że do 2030 roku globalne zużycie wody przez centra danych może osiągnąć poziom 9,3 biliona litrów. Aby uzmysłowić sobie skalę tego zjawiska, badacze porównali tę ilość do podstawowych potrzeb domowych ludzi. Ilość wody pochłaniana przez infrastrukturę AI będzie odpowiadać zapotrzebowaniu 1,3 miliarda osób. To tak, jakby nagle do globalnego systemu wodnego dołączyła populacja niemal jednego i pół miliarda nowych mieszkańców, których jedynym celem byłoby zasilanie serwerowni.

Przez lata debata publiczna na temat wpływu technologii na planetę koncentrowała się głównie na emisji dwutlenku węgla i śladzie węglowym. Raport UNU-INWEH wskazuje jednak, że takie podejście jest zbyt wąskie i prowadzi do błędnych pomiarów kosztów środowiskowych. Eksperci podkreślają, że AI generuje nie tylko emisje, ale przede wszystkim ogromny „ślad wodny” oraz „ślad gruntowy”.

Woda jest niezbędna nie tylko do bezpośredniego chłodzenia maszyn w centrach danych, ale także w procesach produkcji energii elektrycznej, która zasila te obiekty.

Problem staje się szczególnie palący w regionach już teraz borykających się z deficytem wody. Budowa wielkich centrów danych w miejscach, gdzie zasoby wodne są ograniczone, może prowadzić do konfliktów o dostęp do wody pitnej i rolniczej. Kiedy korporacje technologiczne konkurują o te same zasoby co lokalne społeczności, zagrożone zostaje bezpieczeństwo wodne całych regionów.

Kolejnym aspektem, na który zwracają uwagę badacze, jest zajmowana przestrzeń. Rozbudowa infrastruktury niezbędnej do obsługi AI wymaga ogromnych terenów. Przewiduje się, że do 2030 roku tzw. ślad gruntowy centrów danych przekroczy 14 500 km2. Obejmuje to nie tylko same budynki serwerowni, ale także całe łańcuchy dostaw i infrastrukturę energetyczną potrzebną do ich funkcjonowania.

Sytuacja jest o tyle trudna, że tempo rozwoju sztucznej inteligencji wyprzedza tempo wdrażania ekologicznych rozwiązań. Choć giganci technologiczni deklarują dążenie do neutralności klimatycznej, rzeczywiste dane pokazują, że zapotrzebowanie na energię i wodę rośnie szybciej, niż są w stanie redukować ich zużycie. Optymalizacja algorytmów i poszukiwanie nowych metod chłodzenia, takich jak systemy zamknięte czy wykorzystanie wody morskiej, są krokiem w dobrym kierunku, ale wciąż nie nadążają za skalą inwestycji.

Raport ONZ jest jasnym sygnałem dla rządów i organizacji międzynarodowych, że czas na wprowadzenie bardziej rygorystycznych regulacji dotyczących budowy i eksploatacji centrów danych. Przezroczystość w raportowaniu zużycia wody stała się kluczowym elementem walki o zrównoważony rozwój. Bez precyzyjnych danych o tym, ile litrów wody „kosztuje” jedno zapytanie wysłane do bota AI, trudno będzie zarządzać kryzysem wodnym na poziomie globalnym.

Sztuczna inteligencja obiecuje nam rozwiązanie wielu problemów ludzkości, od medycyny po walkę ze zmianami klimatu. Jednak paradoksem jest to, że narzędzie, które ma nam pomóc chronić planetę, w obecnej formie staje się jednym z jej największych obciążeń. Jeśli nie zmieni się podejście do projektowania infrastruktury cyfrowej, cena za postęp technologiczny może okazać się zbyt wysoka, a jej głównym kosztem będzie dostęp do najcenniejszego zasobu Ziemi.

Źródła:

https://www.reuters.com/business/energy/ai-double-data-ce…

https://www.ksl.com/article/51506282/ai-to-double-data-ce…

https://americanbazaaronline.com/2026/06/04/un-warns-ai-c…

https://www.insurancejournal.com/news/national/2026/06/03…

https://letsdatascience.com/news/un-report-finds-ai-data-…

https://time.com/article/2026/06/03/ai-global-water-resou…

Bill Gates, BlackRock & Co.: Dlaczego nagle wszystko kręci się wokół wody

Bill Gates, BlackRock & Co.: Dlaczego nagle wszystko kręci się wokół wody

Nie trafiło to na pierwsze strony gazet.

Brak oficjalnego oświadczenia. Brak konferencji prasowej. Jedynie powolne zbliżenie – nazwiska, które rzadko pojawiają się w jednym zdaniu, teraz zmierzają w podobnym kierunku.

Bill Gates. Nestle. BlackRock.

Na pierwszy rzut oka ich zainteresowania są różne. Technologia. Żywność. Finanse. Oddzielne obszary, oddzielne zadania. Ale ostatnio te granice zaczęły się subtelnie zacierać – zwłaszcza w kontekście czegoś znacznie bardziej fundamentalnego niż wszystkie te branże.

Woda.

Nie takiego, który napełnia szklankę albo bezmyślnie płynie z kranu. Ale takiego, który leży pod ziemią, przepływa przez infrastrukturę i po cichu decyduje, kto ma dostęp – a kto nie.

Idea, że ​​woda jest cenna, nie jest nowa. Ale ton się zmienił. Nie w komunikacji publicznej, która nadal koncentruje się na zrównoważonym rozwoju i odpowiedzialnym użytkowaniu, ale w pozycjonowaniu.

Własność. Kontrola. Długoterminowy dostęp.

Są to słowa, które pojawiają się częściej, jeśli przyjrzeć się im bliżej.

I właśnie w tym momencie sprawy zaczynają wyglądać inaczej.

Ponieważ woda – w przeciwieństwie do ropy naftowej czy danych – nie ma substytutu

======================================================.

—======================================================

Nasuwa się jedno podstawowe pytanie, które rezonuje z tym wszystkim:

Kiedy niezbędne zasoby stają się aktywami inwestycyjnymi, dla kogo właściwie są przeznaczone?

Na to pytanie nie ma bezpośredniej odpowiedzi. Zazwyczaj rozpływa się ono w języku politycznym, ramach ESG i starannie skonstruowanych partnerstwach. Ale wciąż powraca.

Zwłaszcza gdy zakup gruntów rolnych na dużą skalę zbiega się z prawami do wody.

Zwłaszcza, gdy fundusze infrastrukturalne zaczynają koncentrować się na przedsiębiorstwach użyteczności publicznej.

Zwłaszcza gdy producenci wody butelkowanej rozszerzają swoją działalność na regiony, które już borykają się z problemami.

Staje się to jaśniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę sposób, w jaki omawia się niedobór wody – nie tylko jako problem środowiskowy, ale także jako sygnał rynkowy.

Coś, co można przewidzieć.

Coś, czemu można się przeciwstawić.

Przez lata ruchy te uważano za odosobnione.

Tutaj zakup ziemi. Tam fundusz wodny. Ekspansja korporacyjna, przedstawiana jako odpowiedź na globalny popyt.

Jednak biorąc wszystko pod uwagę, zaczyna wyłaniać się pewien schemat.

Cichy. Metodyczny. Cierpliwy.

Nie pospiesznie. Nie chaotycznie.

Ale celowo.

Uderzająca jest nie tylko sama czynność, ale także jej czas.

Ponieważ problemy z wodą nie są już tylko teorią. W wielu miejscach są już widoczne. Spadające poziomy w zbiornikach. Zaostrzone ograniczenia. Rosnące koszty, które nie zawsze są od razu zrozumiałe.

To, co wydarzyło się później, rodzi jeszcze więcej pytań.

Dlaczego teraz?

Skąd taki poziom zgody, skoro nie jest to wyraźnie powiedziane?

W tym kontekście na pierwszy plan wysuwa się jeszcze inny aspekt.

Technologia.

Systemy monitorowania wody. Akwizycja danych. Modele predykcyjne, które mapują zużycie, dostępność i zagrożenia z wieloletnim wyprzedzeniem.

Te narzędzia są przydatne same w sobie. Wydajność. Planowanie. Konserwacja.

Jednakże w połączeniu ze strategiami inwestycyjnymi na dużą skalę otwierają one inną możliwość.

Informacja staje się wpływem.

A wpływ, w kontekście ograniczonych zasobów, zmienia sposób podejmowania decyzji.

Podobny schemat pojawił się lata temu na rynkach energii – na długo zanim opinia publiczna w pełni zrozumiała, co się dzieje. Infrastruktura była budowana po cichu, a następnie stopniowo stawała się widoczna poprzez ceny, politykę i dostęp.

Woda może podążyć podobną ścieżką, choć oznaki tego są jeszcze wczesne.

Jest również kwestia narracji.

W centrum uwagi opinii publicznej pozostają zrównoważony rozwój, adaptacja do zmian klimatu i odpowiedzialne zarządzanie. To uzasadnione obawy. A nawet konieczne.

Tworzą one jednak także ramy, w których konsolidacja może przebiegać bez zwracania na siebie uwagi.

Bo któż sprzeciwiłby się ochronie wody?

Pytanie, po raz kolejny, nie dotyczy wyłącznie intencji.

Ale chodzi o strukturę.

Kto ma prawa? Kto kontroluje dystrybucję? Kto decyduje o alokacji, gdy niedobór staje się czymś więcej niż tylko przewidywaniem?

I tak wracamy do początku.

Cicha konwergencja.

Nieogłoszone, ale możliwe do zaobserwowania.

Nie wyjaśnione, ale zrozumiałe.

Nie trzeba zakładać koordynacji, aby rozpoznać trend. Duzi gracze często poruszają się w tym samym kierunku, gdy bodźce na to wskazują.

Woda płynie w jednym z tych kierunków.

Taka, która zmienia branże powoli – a potem wszystko naraz.

Nie jest jasne, jak daleko to zajdzie.

Czy pozostanie to serią strategicznych inwestycji… czy rozwinie się w coś bardziej scentralizowanego.

Czy dostęp pozostanie szeroko rozpowszechniony… czy też stopniowo się zawęzi ze względu na poziom administracji i cen.

I czy społeczeństwo dostrzeże tę zmianę, gdy ona dopiero następuje – czy dopiero wtedy, gdy będzie już zakończona.

Ponieważ gdy wzorce te staną się oczywiste, zazwyczaj nie są już elastyczne.

Są już ustalone.

Ostatnie wydarzenia związane z globalnym zakupem gruntów mogą zmienić nasze spojrzenie na tę kwestię.

Dokładniejsze przyjrzenie się prawom wodnym i finansowaniu infrastruktury ujawnia coś nieoczekiwanego.

Może to być związane z większą zmianą, która już trwa.

Źródło: The Quiet Convergence Around Water

Ci piekielni furiaci chcą: Nie tylko Zielony, ale też Niebieski Ład. UE intensyfikuje wysiłki….

Nie tylko Zielony, ale też Niebieski Ład. UE intensyfikuje wysiłki na rzecz „ochrony zasobów wodnych”

portalkomunalny/nie-tylko-zielony-ale-tez-niebieski-lad-ue-intensyfikuje

Nie tylko Zielony, ale też Niebieski Ład. UE intensyfikuje wysiłki na rzecz ochrony zasobów wodnych

Europejski Komitet Regionów wezwał niedawno tworzącą się nową Komisję Europejską do prac nad Europejska Strategią Wodną i powołania komisarza odpowiedzialnego za zasoby wodne w UE. Impulsem do planowania zmian w tym obszarze ma być Blue Deal, czyli Niebieski Ład – inicjatywa stworzona w ubiegłym roku na wzór Zielonego Ładu. Przyspieszenie działań na rzecz ochrony zasobów wodnych to zdaniem ekspertów konieczność w obliczu coraz częstszych i poważniejszych susz, powodzi i problemów z dostępem do wody pitnej. Niebieski Ład ma być istotnym elementem dostosowywania się do zmian klimatu.



– Blue Deal jest nową inicjatywą utworzoną przez Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny na początku 2023 roku, która jest wezwaniem do podjęcia działań przez Komisję Europejską oraz Parlament Europejski dotyczący ochrony zasobów wodnych. Do tej pory polityka Unii Europejskiej w zakresie wody ograniczała się do wybranych zagadnień, takich jak monitoring jakości wody, tymczasem w ostatnich latach narastają problemy z dostępem do wody pitnej, zarówno dla obywateli, jak i dla przedsiębiorców, i w związku z tym konieczne jest podjęcie znacznie szerszego pakietu działań – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, która odpowiadała za polskie propozycje do zapisów Blue Deal.

https://embed.newseria.pl/obsadz_news/1299531802

Niepokojące prognozy

Jak niedawno wskazywał Jan Bondaruk, dyrektor Głównego Instytutu Górnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego (GIG PIB), obieg wody w środowisku jest zakłócany przez zmiany klimatyczne. Wśród zagrożeń dla zasobów wód wymienia się m.in. niezrównoważone nawyki konsumpcyjne oraz fałszywe poczucie bezpieczeństwa obserwowane głównie w regionach mocno uprzemysłowionych. Tymczasem – jak wskazują eksperci z GIG-PIB – co najmniej 11 proc. mieszkańców UE i 17 proc. jej terytorium jest dotkniętych niedoborem wody. Od 1980 roku susze występują coraz częściej, generując koszt sięgający 100 mld euro w ciągu ostatnich trzech dekad. Prognozy są jeszcze bardziej niepokojące. Europejska Agencja Środowiska (EEA) szacuje, że w południowej oraz południowo zachodniej części Europy wzrost temperatury o 3 st. Celsjusza może zmniejszyć przepływ rzek w okresie letnim nawet o 40 proc. To uderza nie tylko w mieszkańców, ale także może pogrążyć rolnictwo, co oznacza zagrożenie dla bezpieczeństwa żywnościowego, a także wiele gałęzi przemysłu.

Ogromne wyzwania

– Konieczne jest sprostanie ogromnym wyzwaniom inwestycyjnym związanym z adaptacją do zmian klimatycznych. Jak wynika z szacunków Banku Światowego, 50 proc. wydatków z tym związanych to są właśnie wydatki związane z gospodarką wodną. Zmieniają się schematy związane np. z częstością i intensywnością opadów deszczu, w związku z tym konieczne jest zwiększenie zdolności w zakresie retencjonowania wody, tak aby można było wykorzystywać te zasoby wtedy, kiedy mamy do czynienia z przedłużonym okresem suszy – tłumaczy główny ekonomista FPP.

Blue Deal obejmuje wiele zagadnień związanych z gospodarowaniem zasobami wodnymi. Wśród nich są: dbanie o powszechny dostęp do wody pitnej i efektywne zużywanie wody, walka z ubóstwem wodnym, inwestycje w infrastrukturę wodną i sieć dystrybucyjną, zajęcie się wodochłonnymi gałęziami przemysłu oraz wodooszczędnymi technologiami.

Nakłady inwestycyjne? 390 mld euro

– Realizacja strategii Blue Deal wiąże się z koniecznością poniesienia nakładów inwestycyjnych w łącznej kwocie ok. 390 mld euro, co jest ogromnym wyzwaniem. To oczywiście musi być rozłożone na lata, prawdopodobnie są to środki do wydania w perspektywie finansowej Unii Europejskiej na lata 2028–2035 – zauważa ekonomista.

Mobilizacja tak dużych środków finansowych nie jest możliwa wyłącznie z wykorzystaniem funduszy ze wspólnotowego budżetu czy budżetów poszczególnych państw członkowskich.

– Konieczna jest również mobilizacja kapitału prywatnego za pomocą instrumentów takich jak niebieskie obligacje, które służyłyby finansowaniu inwestycji związanych z ochroną zasobów wodnych czy też zwiększeniem efektywności wykorzystania wody. Ponieważ te działania mogłyby się realizować nie tylko poprzez poprawę dostępu do wody czy zwiększenie zasobów wodnych, ale również z drugiej strony po stronie konsumpcji, czyli ograniczenie zużycia wody w niektórych rodzajach procesów produkcyjnych – mówi Łukasz Kozłowski. – Obecnie w sieciach wodociągowych tracimy aż 30 proc. wody. To woda, która jest nimi wysyłana, ale nie jest ostatecznie dostarczana do odbiorców z uwagi na różnego rodzaju nieszczelności czy fakt, że infrastruktura wodociągowa nie jest wystarczającej jakości.

Jak wynika z prognoz World Resources Institute, do 2050 roku 1 mld ludzi na świecie będzie się zmagać z wysokim niedoborem wody, nawet jeśli stopniowo będziemy ograniczać wzrost średniej temperatury. Na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej może to dotyczyć 100 proc. populacji. WRI szacuje, że w ciągu kolejnych 25 lat zapotrzebowanie na wodę wzrośnie o 20–25 proc.

Polska szczególnie narażona

– Polska jest szczególnie narażona na skutki niedoboru wody, ponieważ jest jednym z tych krajów UE, które ma najmniejsze zasoby wodne. W przeliczeniu na mieszkańca jedynie Malta, Cypr i Czechy są mniej zasobne w wodę niż Polska. Tymczasem jesteśmy na poziomie trzykrotnie niższym niż Unia Europejska w tym zakresie, więc rzeczywiście skala potrzeb jest ogromna – wyjaśnia główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Jak podkreśla, szansą dla Polski wynikającą z Niebieskiego Ładu jest możliwość dostępu do dużych środków, które mogłyby zostać wydatkowane na inwestycje w tym obszarze, zwłaszcza na wdrażanie innowacji służących poprawie efektywności wykorzystania wody.

Konieczna poprawa efektywności wykorzystania wody

– Celem tej inicjatywy nie jest karanie firm, ale tworzenie zachęt i instrumentów wsparcia dla nich po to, aby mogły w sposób bardziej odpowiedzialny wpływać na zarządzanie ograniczonymi zasobami wody – mówi ekspert FPP. – Potencjalnie mogą się zmienić również struktury taryf wodnych dla przedsiębiorstw. Mogą być one uzależnione np. od intensywności wykorzystania wody, czyli pewien bazowy poziom zapotrzebowania na wodę może być zaspokajany w niskim koszcie, natomiast to, co zostanie uznane za nadmiarowe zużycie wody, może się wiązać z ponoszeniem znacznie wyższych kosztów, niż ma to miejsce do tej pory. Jednocześnie w przypadku przedsiębiorców również istnieje możliwość rozszerzenia zasad tzw. rozszerzonej odpowiedzialności producenta również na kwestie związane z wodą. To potencjalnie w przypadku producentów produktów, do których wytworzenia zużywane są duże ilości wody, lub w przypadku producentów, którzy odprowadzają duże ilości ścieków niepodlegające oczyszczeniu, może się wiązać z dodatkowymi obciążeniami finansowymi.

Europejski Komitet Regionów wezwał w czerwcu unijne instytucje do prac nad ambitną i międzysektorową Europejską Strategią Wodną oraz powołania komisarza odpowiedzialnego za zasoby wodne.

WHO. Teraz, gnojki piekielne, będą nas szantażować „brakiem wody”.

Po Covidzie i zmianach klimatycznych teraz WEF chce kontrolować wodę, by ustanowić globalne zarządzanie.
Infowars.com USA 2023-10-03
Polityka

Uczestniczka Światowego Forum Ekonomicznego stwierdziła, że nadchodzący kryzys wodny doprowadzi do ustanowienia rządu światowego tam, gdzie zawiodły plandemia Covid i narracje dotyczące zmian klimatycznych.

Klip z zeszłorocznego spotkania WEF w Davos, który wówczas nie wzbudził większego zainteresowania, ale obecnie jest niezwykle popularny, pokazuje jak rzeczniczka WEF, profesor Mariana Mazzucato, ubolewa nad tym, że COVID i zmiany klimatyczne nie doprowadziły do powołania rządu światowego, po czym zasugerowała, że katalizatorem będzie kryzys wodny, który narzuci ludzkości takie globalne zarządzanie.

World Economic Forum „agenda contributor”, Mariana Mazzucato: Our attempt to vaccinate the entire planet failed, „climate change” is „too abstract” for people to understand, but the coming water crisis is something that everyone will get on board with. Source: https://youtube.com/watch?v=1bw0gjFxu_w Subscribe to us on Telegram: https://t.me/realwideawakemedia

For more content like this, visit: https://wide-awake-media.com #WorldEconomicForum #GreatReset #ClimateScam

0:01 / 1:09 5,1 mln Wyświetlenia

„Czy rzeczywiście udało nam się zaszczepić wszystkich na świecie? Nie. Zatem podkreślanie wody jako globalnego wspólnego dobra oraz tego, co to znaczy współpracować i patrzeć na nią zarówno z perspektywy globalnej wspólnoty, jak i z perspektywy własnego interesu ma tę analogię. Jest to ważne ponieważ nie udało nam się rozwiązać problemów, które miały podobne cechy. A woda jest czymś, co ludzie rozumieją” powiedziała Mazzucato, dyrektorka i założycielka Instytutu Innowacji i Celów Publicznych UCL, podczas forum WEF na temat „ekonomiki wody”.

„Zmiany klimatu są nieco abstrakcyjne. Niektórzy rozumieją to naprawdę dobrze, niektórzy rozumieją trochę, a jeszcze inni po prostu nie rozumieją.”

„Woda, każde dziecko wie, jak ważne jest posiadanie wody. Kiedy grasz w piłkę nożną i jesteś spragniony, potrzebujesz wody” zauważyła.

„Zatem jest coś autentycznego w zaangażowaniu obywateli w tę sprawę i w pewnym sensie w eksperymentowaniu z koncepcją dobra wspólnego”.

„Czy tym razem rzeczywiście możemy sprostać temu zadaniu jeśli ostatnio zawiedliśmy? I miejmy nadzieję, że nie będziemy ciągle zawodzić w innych kwestiach, ale tak czy inaczej” dodała.

https://www.prisonplanet.pl/files/bannery/archive_4_1.zip/index.html

Zgodnie z opisem WEF celem dyskusji było sformułowanie „dwuletniej inicjatywy mającej na celu zmianę ekonomi wokół wody. Raport i plan działania zmienią sposób, w jaki będziemy rozmawiać o wodzie, cenić ją i zarządzać nią przez resztę XXI wieku”.

WEF nie udało się kontrolować ludzkości za pomocą stworzonego w laboratorium wirusa, nie udało się kontrolować ludzkości za pomocą kłamstwa o umieraniu planety, więc teraz obiera za cel wodę jako sposób by narzucić światu program globalnego zarządzania.

Pazerne państwo – legalizacją studni 5000 zł

Niestety, ale prawda jest taka że człowiek jest właścicielem gruntu tylko formalnie – jako osoba przypisana do płacenia podatku. Władza ludowa może zawsze użyć monopolu na przemoc , np za korzystanie z wody ze studni.

Tropienie „złodziei wody” w południowej Hiszpanii. „Truskawki połykają wodę z ptasiego raju”. Jak UE niszczy rolnictwo.

Tropienie „złodziei wody” w południowej Hiszpanii. „Truskawki połykają wodę z ptasiego raju”. Jak UE niszczy rolnictwo.

„W ciągu ostatnich czterech lat zamknęliśmy 1116 nielegalnych otworów wodnych. „

euronews–tracking-water-thieves

[Euronews, największa tuba propagandowa zielonych komunistów]

Andaluzja w południowej Hiszpanii, gdzie nasz reporter szuka – i znajduje! – dużo nielegalnych studni wodnych.

Dwie trzecie Hiszpanii jest zagrożone pustynnieniem. Kryzys klimatyczny przybiera na sile. Mnożą się konflikty związane z wykorzystaniem wody. Doñana, jeden z najbardziej wyjątkowych rezerwatów przyrody w Europie, jest jednym z takich miejsc.

Ochrona wody

Solidnie wyglądający strażnicy patrolują granicę rezerwatu Doñana. Intensywne rolnictwo szklarniowe jest coraz bliżej. Uprawia się tu około 80% hiszpańskiej produkcji owoców jagodowych. Truskawki połykają wodę z ptasiego raju.

Nielegalne rozbudowy i przepompownie „rosną jak grzyby po deszczu”. Ziemia jest perforowana i przekształca się w rodzaj „szwajcarskiego sera”.

Antonio Santos, lider jednostki Konfederacji Hydrograficznej Gwadalkiwiru, podjął działania: „W ciągu ostatnich czterech lat zamknęliśmy 1116 nielegalnych otworów wodnych. „

W lesie napięcie rośnie. Rolnicy energicznie bronią swoich odwiertów. Czasami Antonio musi wzywać Guardia Civil. Zamykanie nielegalnych studni nie jest łatwe. To prawdziwa wojna papierkowa, toczona za pomocą pism procesowych i procedur sądowych, które mogą trwać nawet osiem lat.

======================================================

Mój korespondent:

Niszczenie europejskiego rolnictwa odbywa się różnymi metodami.

W Polsce ukraińskie zboże wypiera nasze.

W Holandii wyrzuca się na ten cel ciężkie pieniądze wykupując i zamykając gospodarstwa rolne.

Kolej na Hiszpanię:

Tam pod pozorem ochrony przyrody zabiera się rolnikom wodę, aby nie mieli czym podlewać:

Ale oni jeszcze walczą o swoją egzystencję i nie dają za wygraną.

Oglądam często Euronews, bo to największa tuba propagandowa zielonych komunistów. Tam można się dowiedzieć co nam grozi i jak się ogłupia widzów, żeby to łyknęli.

Euronews nadaje w 12 językach, ale (jeszcze?) nie po polsku.

WODA SPOD SAHARY – a ATAK NA Libię. 11.09.2011.

WODA SPOD SAHARY – a ATAK NA Libię. 11.09.2011.

https://www.dakowski.pl/archiwum/pliki/index.4264_44.php

[W artykule: Libia delenda est. Dlaczego? opisuje Autor przyczyny „wodne” ataku banksterów na Libię Kaddafiego. Tu umieszczam więc stronę techniczną, opisaną przez inżyniera, który referuje stan (na rok 2000) tych ogromnych, potrzebnych całej Afryce północnej prac, wykonanych na skutek decyzji Kaddafiego. Artykuł wzięty z kwartalnika „Rurociągi” MD]

dr. Wojciech Brański 11.09.2011.

WSTĘP

Kiedy w latach 60-ych amerykańskie i brytyjskie koncerny naftowe prowadziły w Libii intensywne prace wiertnicze w celu zlokalizowania źródeł ropy naftowej, w trakcie ich wykonywania natrafiano na płytsze warstwy wodonośne o znacznej zasobności „słodkiej” wody. Początkowe oceny zasobów były następujące:

  • w rejonie Kufry 20 000 km2,
  • w rejonie Sirty 10 000 km2,
  • w rejonie Morzuk 4,8 000 km2.

W późniejszych latach dane to zostały uzupełnione o nowe zasoby w innych rejonach ( Hamadah, East Jabal Hasouna i North East Jabal Hasouna), a pierwotne szacunki skorygowano in plus. Ujmując rzecz obrazowo ocenia się, że całkowite zasoby są porównywalne z ilością wody, która przepływa Nilem przez ponad 200 lat.

Oczywiste jest, że zasoby te są nieodnawialne. Woda w nich zawarta pochodzi z wcześniejszego okresu lodowcowego (14 – 38 000 lat przed Chr.) , kiedy prawie cały kontynent europejski skuty był lodem, a dzisiejszą Pustynię Libijską porastały subtropikalne lasy zraszane gwałtownymi ulewami. Nieckowate uformowanie porowatych warstw skalnych graniczących od dołu z warstwami nieprzepuszczalnymi dla wody stworzyło naturalne zbiorniki wody o pojemności dziesiątków tysięcy kilometrów sześciennych . Miąższość tych wodonośnych warstw jest rzędu 600-800 m.

Kto odwiedzał Libię przed 1995 r., musiał zetknąć się z problemem braku pitnej wody. Ze względu na duże zasolenie dostępnych źródeł, rurociągi miejskie ulegały przyspieszonej korozji, a mycie się zwykłym mydłem było prawie niemożliwe. Głównie jednak brak wody stanowi poważne ograniczenie upraw rolnych, które przy panującym w Libii klimacie – temperatury często przekraczają tu 40oC – udają się tylko przy intensywnym zraszaniu gleby.

W czasach kolonizacji rzymskiej Libia była spichlerzem zaopatrującym w żywność całe cesarstwo. W pasie nadbrzeżnym i w dolinach okresowych rzek, tzw. uadi, na dużą skalę uprawiano oliwki i pomarańcze, hodowano owce. Po upadku cesarstwa rzymskiego liczne najazdy i wojny, oraz prawdopodobnie dalsze pogorszenie libijskiego klimatu, spowodowały ograniczenie upraw do rozmiarów szczątkowych. W tej sytuacji szansa użycia zasobów wodnych zalegających w większych ilościach niż zasoby ropy, oraz to, że są one łatwiej osiągalne (zalegają w płytszych warstwach) była zbyt kusząca, żeby jej nie wykorzystać.

Próby wykorzystania wody na miejscu jej występowania dawały obiecujące wyniki, ale poważnym ograniczeniem jest duże zasolenie pustynnych piasków, wymagające wstępnego ich odsalania. Decydujące było jednak to, że rozwinięcie intensywnych upraw na terenach pustynnych wymagałoby osiedlenia w niegościnnych rejonach pustyni znacznych ilości ludzi, wybudowania dla nich osiedli i całej związanej z takim przedsięwzięciem infrastruktury. O wiele łatwiejsze wydawało się sprowadzenie wody do pasa nadbrzeżnego, w którym zamieszkuje większość ludności, a koszty tego przedsięwzięcia – choć gigantyczne- i tak byłyby znacznie mniejsze niż odsalanie wody morskiej na podobną skalę.

W 1980 r. brytyjska firma konsultingowa Brown&Root dostała zlecenie na wykonanie prac projektowych przedsięwzięcia nazwanego nieco pompatycznie: Wielka Rzeka – Dzieło Człowieka (The Great Man-made River), a w 1983 r. koreańskie konsorcjum Dong Ah (Korea Południowa) wygrało przetarg na wykonanie pierwszego etapu prac: doprowadzenia wody do Benghazi i Sirt, do której planowano przeniesienie stolicy kraju. Już wstępne prace projektu wykazały, że odrzucić należy rozwiązanie wprowadzające transport wody kanałami naziemnymi. Główną przeszkodą stanowią tutaj wzniesienia terenu, do pokonania których (mimo zadowalającego uśrednionego gradientu nachylenia) trzeba by budować liczne przepompownie, oraz nieuniknione zasypywanie kanałów ruchomymi piaskami. Ostatecznie zdecydowano się na zastosowanie zagłębionego rurociągu o średnicy 4 m. Wybór padł na technologię rur wykonywanych metodą betonu sprężonego. Ciekawostkę natury nietechnicznej stanowi to, że technologię tą w ramach pod-kontraktu opracowywała i nadzorowała amerykańska firma Price Brothers Company z Dayton w Ohio. I to pomimo wszystkich zawirowań libijsko-amerykańskich stosunków przyjmujących momentami stan wojny. Zgodnie z przyjętym rozwiązaniem, choć Libię stać byłoby na zakup rur (zakładając, że znalazł by się mający odpowiedni potencjał producent), postanowiono produkcję ich uruchomić na miejscu korzystając z dostaw libijskiego cementu i taniej miejscowej energii elektrycznej.

Zanim zajmiemy się omówieniem niektórych szczegółów, warto wspomnieć, że całość prac podzielona została na V etapów lub tzw. faz:

I etap – system wykorzystania zasobów wodnych w Sarir i Tazerbo do zasilania rejonów rolniczych Cyrenajki i miast: Sirt i Benghazi (SSTB)

II etap – system wykorzystania zasobów wodnych w górach Jabal Hassouna do zasilania rejonów rolniczych Trypolitanii i samego Trypolisu (WSJ)

III etap – system wykorzystania zasobów wodnych Kufry do zwiększenia przepływu w systemie SSTB z 2 mln m3 do 3.68 mln m3 na dobę

IV etap – połączenie systemów SSTB i WSJ

V etap – odgałęzienie systemu SSTB (w miejscowości Ajdabia) i zasilenie rejonu Tobruku.

Początkowe szacunki obejmujące całość prac wykazywały, że koszt realizacji projektu wynieść ma 25 miliardów $. Suma ta obejmowała: budowę dwóch fabryk do produkcji rur z betonu sprężonego i elektrowni do ich zasilania, ułożenie 3 380 km rurociągów, w tym przeszło 250 000 rur z betonu sprężonego, wiercenia 960 studni głębinowych dla 6 pól wodnych, każda o głębokości 450-500 m, połączonych rurami stalowymi o łącznej długości 1 300 km, budowę szeregu stalowych zbiorników wyrównawczych po stronie pól wodnych i w rejonach dystrybucji końcowej – 4 ziemnych zbiorników retencyjnych o pojemności od 4000 000 m3 do 28 000 000 m3, instalację systemu dystrybucji wody do użytkowników finalnych tzn. farm (85%), wodociągów miejskich (12%) i przemysłu (3%).

Według wstępnych założeń , po zakończeniu całości prac system GMMR powinien dostarczać 5,68 milionów m3 wody na dobę. Rocznie stanowić to ma nieco ponad 2 km sześcienne, wielkość większą niż roczne zużyciem wody przez londyńską metropolię. Uwzględniając zasoby wodne oszacowane już we wstępnych pracach i te wykryte później, widać, że przyjęty w projekcie czas eksploatacji systemu – 50 lat, jest całkowicie realny. Nawiasem mówiąc czas ten jest dłuższy niż szacunki określające żywotność libijskich pól naftowych.

Największy KONTRAKT NA ŚWIECIE

Podpisany przez Dong Ah w 1984 r. 10-letni kontrakt, dotyczący tylko I etapu prac, opiewał na sumę 3,6 miliarda dolarów amerykańskich i został oceniany jako największy na świecie kontrakt budowlany zawarty z prywatną firmą. Obejmował on następujące główne punkty:

  • budowę dwóch wytwórni rur betonowych w Sarir (na pustyni) i w Bredze
  • wyprodukowanie przeszło 250 000 odcinków rur z betonu sprężonego (o średnicach od 1600mm do 4000mm)
  • budowę podwójnego rurociągu głównego o średnicy 4 m i łącznej (zsumowanej) długości przeszło 1500 km, oraz 284 km rurociągów dla pola wodnego Sarir utworzonego ze 126 studni głębinowych i pola wodnego Tazerbo utworzonego ze 108 studni głębinowych, oraz 3 stalowych zbiorników wyrównujących ciśnienie na początku rurociągu, każdy o pojemności 170 000 m3
  • budowę przeszło 1500 km dróg dojazdowych dla transportowania rur i budowy rurociągu
  • budowę zbiornika wyrównawczego o pojemności 4 mln m3 w Ajdabi , gdzie następuje rozdział dwóch nitek rurociągu, na zachód do Sirt i na wschód do Benghazi
  • uruchomienie i roczną eksploatację systemu
  • budowę polowych ośrodków nadzoru operacyjnego i serwisu eksploatacyjnego.

W zestawieniu nie widać punktów odpowiadających: (a) wierceniu studni i instalacji pomp głębinowych, (b) budowie dwóch zbiorników retencyjnych: w Sirt o pojemności 6,8 milionów m3 i w Benghazi – o pojemności 4,7 mln m3, (c) budowie elektrowni o mocy 90 MW zlokalizowanej na pustyni w okolicach Sarir, w pobliżu pola naftowego dostarczającego gaz do zasilania generatorów turbinowych (d) budowanie linii energetycznych zasilających studnie głębinowe na polach wodnych i pozostałe urządzenia regulacyjne rurociągu, łącznie z podstacjami, (e) instalacji systemu radiokomunikacji (pozyskiwania danych i sterowania urządzeniami regulacyjnymi). Prace te zostały zlecone innym kontrahentom.

Kontrakt na drugi etap prac, wyceniony na 4,6 mld $, został podpisany przez Dong Ah w 1990 r.( termin realizacji 1998r.) i obejmował następujące główne punkty:

  • modernizację wytwórni rur z betonu sprężonego w Sarir i Bredze produkcję przeszło 165 000 rur (o średnicach od 1600 mm do 4000 mm)
  • instalację rurociągów o łącznej długości ok. 1500 km
  • budowę studni głębinowych na dwóch polach wodnych w liczbie 448, łącznie ze sterownią (448x 500 kVA)
  • 2 przepompownie o wydajności 2 000 000 m3 składające się z 19 pomp i 4 zbiorników posiłkowych o pojemności 58 300 m3 i 25 000 m3 .
  • stację chlorowania i uzdatniania
  • budowę dróg dojazdowych o łącznej długości 1800 km
  • komputerowy system kontroli i sterowania, oraz system ochrony katodowej przed korozją
  • budowę polowych ośrodków nadzoru operacyjnego i serwisu eksploatacyjnego.

PRODUKCJA RUR

Uwzględniając przyszłe etapy projektu i optymalizując transport rur wybudowane zostały dwie fabryki, jedna w Sarir (trzy linie produkcyjne) i druga w Bredze (dwie linie produkcyjne). Z miejscowych kamieniołomów zapewniono dostawy żwiru, a dostawy cementu z cementowni w Benghazi. Konieczną do produkcji wodę dla fabryki w Sarir dostarczają odległe o 6 km i 10 km studnie; do fabryki w Bredze trzeba wodę dostarczać 500 mm rurociągiem ze źródła zlokalizowanego w okolicach Jalu (267 km).

Proces produkcji rur z betonu sprężonego opracowany przez Price Brothers jest zgodny ze amerykańskim standardem AWWA Standard C 301-84. W celu zapewnienia szczelności stosuje się wewnętrzny stalowy cylinder wykonywany na miejscu z blachy stalowej o grubości 2 mm. Po przyspawaniu do końców cylindra stalowego kielicha i czopu, cylinder jest następnie umieszczany w pionowej, centrowanej formie cylindrycznej pomiędzy dwoma koncentrycznymi ścianami, którą wypełnia się zaprawa betonową w celu utworzenia właściwego rdzenia rury. Po przyspieszonym dojrzewaniu betonu z użyciem specjalnego naparownika, forma jest demontowana, a rurę transportuje się z pomocą jezdnego dźwigu ( udźwig 50 lub 100 ton) do stanowiska, na którym przyspawa się do rdzenia zewnętrzne taśmy metalowe, które mają zapewnić ciągłość elektryczną rurociągu, ważną ze względu na zabezpieczenia antykorozyjne. Stąd rura przenoszona jest do stanowiska, na którym dzięki obrotowi, nawija się na nią wstępnie naprężony drut kotwiczony do obu końców rury. Ciągle utrzymywana w pionowej pozycji rura jest ponownie natryskiwana zaprawą cementową, poczym powtórzony zostaje proces dojrzewania betonu. W zależności od wymaganej wytrzymałości rury stosuje się druty o średnicy 4,88 mm, 6,35 mm i 7,25 mm zachowując skok nawijania rzędu 2-3 średnic. Rury o zwiększonej wytrzymałości są nawijane dwuwarstwowo. Całkowita długość wysokowęglowego drutu użytego do produkcji jednej rury sięga 18 km. Końcowym elementem procesu produkcji jest instalowanie gumowych kołnierzy zapewniających szczelność połączeń łączonych rur. Standardowa rura ma długość 7,5 m i średnicę 4 m; grubość jej ściany wynosi 250 mm, a całkowity ciężar – 70 ton. Rury przeznaczone do nominalnego ciśnienia 18 barów ważą ponad 80 ton. Wszystkie inne elementy rurociągów są wykonywane ze stali grubościennej i następnie obustronnie pokrywane betonem, tak żeby pasowały do odcinków wykonanych z rur standardowych. Rury przeznaczone do rejonów o podwyższonej korozyjności są dodatkowo zabezpieczane zewnętrznie 1- mm warstwą bitumiczną o własnościach dielektrycznych (w celu odcięcia przepływu prądów błądzących). Każda rura przed opuszczeniem miejsca produkcji jest testowana na szczelność.

Według opinii uzyskanej od przedstawicieli firmy Price Brothers obie fabryki rur w Bredze i Sarir są największymi tego typu zakładami produkcyjnymi na świecie. Ich powierzchnia całkowita wynosi 338 ha; zużycie piasku i żwiru wyraża się liczbami 13 milionów i 6 milionów ton odpowiednio dla pierwszego i drugiego etapu prac. Wymieniana w materiałach reklamowych zdolność produkcyjna fabryki w Sarir wynosi 4 rury na godzinę.

BUDOWA RUROCIĄGÓW

Wschodni rurociąg (SSTB). W pierwszej fazie prac zagospodarowane zostały dwa pola wodne : w rejonie Sarir i w położonym ok. 250 km na południe Tazerbo, na których zainstalowano odpowiednio 126 i 108 pomp produkcyjnych. Studnie mają przeciętnie głębokość 450 m i początkowe zanurzenie pomp wynosiło 145 m.

Poziom gruntu w rejonie pola wodnego Tazerbo wynosi ok. 270 m n.p.m., a końcowe zbiorniki w Sirt i Benghazi leżą na wysokości 50 m n.p.m. Taka różnica poziomów zapewnia grawitacyjny przepływ wody 1 miliona m3 na dobę z maksymalną szybkością 1.1 m/s . Od Sarir położonego na poziomie 150 m n.p.m. biegnie druga nitka rurociągu o tej samej zdolności przepustowej 1 miliona m3 na dobę. Po wydłużeniu w przyszłości rurociągu do Kufry zwiększenie całkowitego przepływu obu rurociągów do założonej wielkości 3.68 miliona m3 na dobę będzie wymagało zastosowania pomp wspomagających, dzięki czemu prędkość przepływu ma wzrosnąć do 2.5 m/s. Stanowisko pomp jest usytuowane w odległości 80 km od Ajdabii. Warto zwrócić tutaj uwagę na to, że rurociąg główny na swojej drodze obniża się w pewnym miejscu poniżej poziomu morza. Jednak nawet w tym miejscu przepływ nie odbywa się pełnym przekrojem rurociągu. W pobliżu Sarir oba rurociągi są połączone, co umożliwia odpowiednie przerzucanie przepływu między obu nitkami, np. w okresach remontu lub przy jakiejś awarii .

Rurociąg jest wyposażony w standardowe urządzenia zapewniające odpowietrzenie przy jego napełnianiu i zapowietrzanie przy opróżnianiu, a ponad to zainstalowano zawory odcinające przepływ w poszczególnych jego sekcjach oraz urządzenia do odpompowania wody przy opróżnianiu poszczególnych sekcji. Pewna liczba zaworów „oddychających” umożliwia usunięcie powietrza gromadzącego się w miejscach szczytowych rurociągu przy normalnym przepływie wody. Co 600 m rozmieszczone są włazy serwisowe i co 40 km zainstalowane są komory rewizyjne umożliwiające wjazd do rurociągu pojazdu serwisowego.

Regulacja przepływu w głównej części rurociągu (na odcinku od Sarir do Ajdabi) możliwa jest poprzez włączanie lub wyłączanie pomp w poszczególnych studniach pól wodnych. Zawory regulacyjne typu tulejowego umieszczone są na wylocie kolektorów głównych obu pól wodnych w Tazerbo i Sarir, oraz przy ujściu wody ze zbiorników w Sirt i Benghazi, a także na odgałęzieniach doprowadzających wodę do użytkowników.

Zbiorniki ziemne w Ajdabi, Sirt i Saluk zbudowane zostały metodą obwałowania; mają kształt kołowy (średnica ok. 1km) i są wyposażone w wodoszczelne geo membrany, oraz w systemy monitorowania przecieków z pomocą czujników zainstalowanych na dnie, a także monitorowania osadzania obwałowań.

Zachodni rurociąg. Rurociąg ten zasilany jest z dwóch pól wodnych : East Jabal Hasouna (EJH) -299 studni i North East Jabal Hasouna NEJKH) -149 studni. Oba pola położone są w rejonach o wyższej elewacji niż pola wschodniego rurociągu, a woda na swojej drodze musi pokonać znacznie większe deniwelacje. Dlatego na kolektorach zbierających wodę z poszczególnych pól zainstalowano pompy wspomagające przepływ: 11 na EJH i 8 na NEJH, każda o mocy 2 MW.

Dla zapobieżenia efektom tzw. młota wodnego wywołanym nagłym zastopowaniem pomp (np. w wyniku defektu zasilania), zainstalowane zostały powietrzne zbiorniki ciśnieniowe o pojemności 250 m3 każdy: 12 na EJH i 8 na NEJH. W celu regulacji i zbilansowania nierównomierności przepływu zbudowane zostały dwie stacje wyposażone w podwójne, betonowe, podziemne zbiorniki: o pojemności 2×58 300 m3 w Fezan (pomiędzy ESH i NEJH) i 2×83 300 m3 w Tarhunie, w pobliżu Trypolisu.

Z Tarhuny rurociąg, zgodnie z projektem, miał być poprowadzony przez wzgórza Jabal Nafusa 15-to kilometrowym tunelem do zbiornika końcowego usytuowanego na południe od Trypolisu. Przy budowie tego tunelu wynikły komplikacje międzynarodowe, gdyż padło podejrzenie, że zamiast tunelu, lub przy tej okazji, Libia buduje fabrykę broni chemicznej. Nie czekając na rozwiązania dyplomatyczne Dong Ah przystąpiło do budowy odcinka rurociągu omijającego wzgórza i biegnącego wprost do linii brzegowej i dalej do Trypolisu. W ten sposób jakby rozpoczęto realizację 4 etapu projektu : połączenie obu systemów – wschodniego i zachodniego – rurociągiem biegnącym właśnie wzdłuż linii brzegowej Sirt – Trypolis.

O tempie realizacji prac planowanych w II etapie na 8 lat, może świadczyć to, że będąc w Trypolisie w 1996 autor miał okazję uczestniczyć w uroczystościach spłynięcia „pierwszej wody” do miasta, w którym brak dobrej wody był bardzo dotkliwy. Inna rzecz, że wkrótce potem nastąpił istny kataklizm: Trypolis zostało zalane wodą z pękających pod zwiększonym ciśnieniem skorodowanych rurociągów miejskich, a w wielu miejscach ulice zapadały się.

TRANSPORT RUR

Dochodząca do 86 ton waga rur z betonu sprężonego stanowi poważne wyzwanie techniczne dla ich transportu. Dzięki rozdzieleniu produkcji na dwie fabryki usytuowane w odległości blisko 400 km od siebie i położone w pobliżu linii przebiegu rurociągu, w I etapie prac można było zoptymalizować przebiegi dostaw rur do miejsc chwilowego składowania, a następnie do przesuwającego się miejsca montażu. Natomiast optymalizacja taka nie była możliwa w przypadku realizacji II etapu prac, a to ze względu na decyzję pozostawienia produkcji rur w istniejących fabrykach. Przeważyły tutaj porównawcze rachunki kosztów budowy nowych fabryk i koszty wydłużonych linii transportu. Te ostatnie okazały się jednak mniejsze, na co miała wpływ dostępność taniego libijskiego paliwa.

Brak odpowiednich dróg dojazdowych na pustyni i obawa zniszczenia dróg istniejących zmusiły Dong Ah do budowy drogi gruntowej przeznaczonej do transportu rur, przebiegającej wzdłuż linii rurociągu. Droga ta jest przystosowana do ruchu dwukierunkowego, (szerokość 10-12 m); długość jej dla I etapu miała przeszło 1500 km, a dla II etapu – 1800 km. Konstrukcja takiej drogi jest bardzo prosta: wyselekcjonowany i ubity piasek oraz żwir. Prostota ta okupiona jest koniecznością ciągłego polewania wodą powierzchni drogi w celu utrzymania odpowiedniej spoistości użytych materiałów – z natury bardzo sypkich. Długość drogi transportu rur, która w pierwszym etapie realizacji projektu nie przekraczała 400 km, w drugim etapie wydłużona została do 800 km ( z Bregi) i 1200 km (z Sarir). Do transport wykorzystuje się 120 niskopodwoziowych przyczep ciągnionych prze 20 tonowe ciągniki (MAN i Berliette).

WYKOPY.

Do kopania rowu pod rurociąg używa się minimum 27 koparek o pojemności łyżki 7.6 m3. Przeciętna głębokość rowu wynosi 7 m. Dno wykopu utwardzane jest z pomocą walców drogowych. W przypadku przekraczania terenów skalistych do rozbijania skał używa się specjalistycznych jezdnych wiertarek. Na terenach przybrzeżnych konieczne jest wstępne odwodnienie rowu.

Rozładunek rur dowożonych na miejsce montażu odbywa się z pomocą gąsienicowych żurawi o udźwigu 280 ton, które układają je w odległości 20 m od wykopu, skąd są następnie przenoszone są na dno wykopu z pomocą 450-tonowych żurawi gąsienicowych i łączone z częścią rurociągu już zmontowanego z pomocą spychaczy Caterpiller. Odcinkami rurociąg jest testowany hydraulicznie, poczym następuje zasypywanie go piaskiem i ubijanie zasypki. Ostatecznie zabezpieczenie stanowią układane na powierzchni płyty betonowe. Mimo ostrzeżeń mieszkańcy pustyni często skracają sobie dojazdy używając tych płyt do jazdy samochodami.

Wszystkie czynności związane z układaniem rurociągu muszą być wykonywane w tempie nie tylko ze względów ekonomicznych. Zdarzyło się w trakcie budowy rurociągu zachodniego (do Trypolitanii), że nagły i gwałtowny opad deszczu spowodował wypłynięcie wielokilometrowego, już zmontowanego ale nie zasypanego, odcinka rurociągu, który oczywiście uległ prawie całkowitemu zniszczeniu.

Jedna ekipa instalacyjna w ciągu miesiąca jest w stanie położyć 8 km rurociągu . Przy zastosowanej liczbie pięciu zespołów instalacyjnych udaje się generalnie utrzymać tempo 40 km rurociągu na miesiąc.

UWAGI KOŃCOWE.

Dla celów kontroli i sterowania przepływem zastosowany został telemetryczny system przekazywania danych pomiarowych, ich komputerowej analizy i sterowania na odległość elementami regulacyjnymi. Ze względu na znaczne odległości między poszczególnymi elementami systemu zdecydowano się wybudować szereg ośrodków obsługi i utrzymania w ruchu urządzeń rurociągu, z których każde zawiera budynek biurowy, warsztaty naprawcze oraz pomieszczenia mieszkalne dla załogi, basen, korty i meczet. W przypadku systemu TSSB wybudowanych zostało 5 takich ośrodków ulokowanych w Tazerbo, Sarir, Ajdabi, Sirt i Benghazi, przy czym ten ostatni pełni rolę nadrzędną w stosunku do pozostałych.

Według założeń wstępnych głównym przeznaczeniem tego ogromnego przedsięwzięcia inżynierskiego jest rozwój rolnictwa w pasie nadmorskim: ponad 86% uzyskiwanej wody miało być wykorzystane dla tego celu. Ze względu na znaczny udział czynnika ludzkiego w tym zakresie trudno oczekiwać szybkich i spektakularnych sukcesów. Piszący te słowa miał okazję oglądać, wybudowane z resztą przez polskie firmy, osady farmerskie całkowicie nie zamieszkałe i niszczejące. W innym jednak miejscu imponująco wyglądały zautomatyzowane zraszarnie nawadniające hektary upraw.

Niewątpliwym sukcesem stało się już samo dostarczenie względnie taniej wody do największych ośrodków miejskich Libii. Rozwój rolnictwa to proces długotrwały.