WOŚP: To jest sprzedawanie fajnopolakom poczucia fajności

Trudna prawda o WOŚP. Ziemkiewicz UJAWNIA: „Na tym ten interes polega”

25.01.2026 trudna-prawda-o-wosp-ziemkiewicz-ujawnia-na-tym-ten-interes-polega

Rafał Ziemkiewicz oraz logo WOŚP.
NCZAS.INFO | Rafał Ziemkiewicz oraz logo WOŚP. / foto: screen YouTube/Wikipedia, OlgaZawada, CC BY-SA 4.0 (kolaż)

Dziś odbywa się 34. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (WOŚP) Jerzego Owsiaka. W związku z tym przypominamy wypowiedź Rafała Ziemkiewicza, który w jednym ze swoich filmów na YouTube wyjaśnił „co to jest – jego zdaniem – za interes”. – Mamy do czynienia z czymś aberracyjnym, co udaje świętość – uważa publicysta.

Przypomnijmy, że w niedzielę po raz 34. zagra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Na ulicach w całej Polsce tysiące wolontariuszy będzie zbierać pieniądze do puszek, odbędzie się też szereg internetowych aukcji. Kwesta odbędzie się na rzecz diagnostyki i leczenia chorób przewodu pokarmowego u dzieci.

Fundację WOŚP Jurek Owsiak założył ponad 30 lat temu. Od tej pory regularnie raz w roku — w styczniu – organizuje zbiórkę pieniędzy. W tym roku zebrane pieniądze zostaną przeznaczone na zakup sprzętu dla klinik onkologicznych. WOŚP zamierza też wesprzeć leczenie nieonkologicznych schorzeń hematologicznych, które są jednymi z najczęstszych chorób przewlekłych wśród dzieci.

Czytaj więcej: Owsiak nie był pierwszy. Zbieranie do puszek, serduszka i koncerty. Taką imprezę otworzył Adolf Hitler

Kogo trzeba przekonywać?

W swoim programie Ziemkiewicz przypomniał, że w październiku 2023 roku, niedługo przed wyborami parlamentarnymi WOŚP w całej Polsce rozwiesiła bilboardy, które „na pierwszy rzut oka wyglądały absolutnie jak bilboardy Platformy Obywatelskiej”. Znajdowało się na nich serduszko WOŚP oraz wyeksponowany napis: „Polacy! Pokonajmy to ZŁO! WYGRAMY”, pod którym małymi szarymi literami na czarnym tle dopisano, że chodzi o sepsę.

Jak przekazała fundacja WOŚP „koszty kampanii billboardowej są poniesione z pieniędzy zbiórkowych i jest to zgodne z przepisami ustawy o zbiórkach publicznych”. – Za 23 miliony złotych, według cennikowych danych, wystawiła fundacja Owsiaka tych bilboardów wszędzie, w całej Polsce, w każdej pipidówie dosłownie to stało – wskazał publicysta.

– Nawet, jeśli by przyjąć te głupkowate wyjaśnienia, że to nic nie miało wspólnego z polityką, to przecież tak czy owak nadużycie jest oczywiste i właściwie powinno się dokonać jakiegoś procesu sprawdzającego o niegospodarność (…), bo po pierwsze jaki jest w ogóle sens stawiania jakichś bilboardów wzywających do walki z problemem medycznym? (…) czy jest ktoś, kogo trzeba przekonywać, do tego, że sepsa to zło i trzeba jej przeciwdziałać? – pytał Ziemkiewicz.

Paskudny pierwowzór

Zdaniem Ziemkiewicza Owsiak „jasno i wyraźnie opowiedział się po stronie partyjnej”. – Nie powiedziano wszystkiego na temat WOŚP, ponieważ WOŚP ewoluuje i ewoluuje w bardzo paskudną stronę i doewoluował w tej chwili do tego, że stał się po prostu partyjną imprezą Platformy Obywatelskiej – uważa dziennikarz.

– Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jest aberracją (…) pokażcie mi odpowiednik orkiestry Owsiaka w jakimkolwiek innym kraju (…) jedyny odpowiednik, pierwowzór Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, który można znaleźć w historii, to jest bardzo paskudny pierwowzór, bo to są 30 lata w Niemczech i akcja, która była nazywana „pomocą zimową” – przypomniał Ziemkiewicz.

O co w tym chodzi?

– Wszędzie serduszka, na szpitalach serduszka i interes się kręci fantastycznie. Co to jest za interes? To jest sprzedawanie fajnopolakom poczucia fajności, które jest im bardzo potrzebne. Na tym ten interes polega – podkreślił Ziemkiewicz.

Publicysta podkreślił, iż „nie ma innego porównania z akcją Owsiaka niż tamta akcja z lat 30. z Niemiec” i dodał, że „w przeciwieństwie do »pomocy zimowej«, cel Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy był skromniejszy: dać ludziom poczucie, że są fajni, tanim kosztem”.

– Z punktu widzenia tych, co się oklejają serduszkami, to oni zrobili coś fajnego i mają to do przyszłego roku odfajkowane (…) nie muszą nikomu pomagać, już pomogli i są fajni. I to sprzedawanie poczucia fajności jest rzeczywiście świetnym biznesem. Owsiak jest biznesmenem genialnym, gdyby tylko o biznes chodziło, czapki z głów – stwierdził Ziemkiewicz.

Zdaniem redaktora „ten biznes coraz bardziej stawał się biznesem partyjnym, coraz bardziej staczał się do wzorca »zimowej pomocy« i teraz już właściwie tym jest”. – Fajność sprzedawana przez Owsiaka stała się nieuchronnie fajnością partyjną – uważa Ziemkiewicz.

– Mamy do czynienia z czymś aberracyjnym, co udaje świętość, co jest sztucznie wykreowaną świętością. Dlatego jest ten deal, że Owsiak potrzebuje Tuska do swoich interesów, a Tusk potrzebuje świętości, a ponieważ jest bardzo daleki od świętości, w związku z tym produkuje świętości lewe, typu [Lech] Wałęsa (…) typu właśnie Orkiestra, która uchodzi za jakieś wielkie, niezwykłe charytatywne dzieło – ocenił publicysta.

– „Samo dobro – powiadają fajnopolacy – on z nas wydobywa to, co najlepsze”. Nie, on z Was nic nie wydobywa, on za Waszą kasę Wam sprzedaje poczucie, że jest w Was coś dobrego i tak się to kręci. I potrzebują siebie nawzajem i się to nawzajem napędza. Po tych bilboardach z ubiegłego roku, na litość boską, naprawdę nie można być człowiekiem rozumnym i wierzyć w to, że to jest cokolwiek innego, niż to jest naprawdę – podsumował Ziemkiewicz.

Dwóch takich, co dostają furii, gdy pytają ich o faktury. MEM-y VIII.

Owsiak i Wojewódzki

———————————————

Winterhilfswerk des Deutschen Volkes (WHW), czyli Niemiecka Pomoc Zimowa, była masową, ogólnokrajową akcją charytatywną w III Rzeszy (1933–1945), prowadzoną pod patronatem NSDAP. Choć formalnie dobrowolna, zbiórka była de facto obowiązkowa, a jej celem było wsparcie biednych, propaganda solidarności rasowej („Volksgemeinschaft”) oraz zbiórka środków na cele wojenne.

————————————

————————–

————————-

—————————-

———————————–

——————————————

Kto płaci za tę ucztę?? MEM-y VII.

———————————————–

—————————————————-

—————————-

————————————–

———————————————————————————

—————————————————-

———————————————————-

Pytaj, dlaczego 20-ta gospodarka świata potrzebuje zbiórek? MEM-y VI.

———————————–

Owsica jest jedną z chorób pasożytniczych.

——————————-

———————————–

———————————————-

————————————————-

————————————————–

———————————————————————————-

————————————————————————

Komu szmal a komu światełko do nieba… Licytacje. MEM-y V.

————————————

—————————

—————————————————

——————————————–

——————————–

—————————————————-

—————————————————

———————————————–

Fajerwerki z tłumikiem. MEM-y IV.

————————————–

———————————————-

————————————-

————————————————

—————————————————

———————————————-

—————————————————–

——————————————————

Kasa dla Jurasa czyli mojsza lepszość

Kasa dla Jurasa czyli mojsza lepszość

Eksperyment filadelfijski


jeziorna3/kasa-dla-jurasa-czyli-mojsza-lepszosc

Powód, dla którego ludzie dają pieniądze Jerzemu Owsiakowi podczas imprezy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, jeszcze dziesięć lat temu, mógł by wiązać się z prawdziwym przekonaniem, że dając na jurkową tacę, wspiera się polską służbę zdrowia, a co najważniejsze, pomaga się wracać do zdrowia chorym ludziom, najczęściej dzieciom, bo to właśnie na nich pan Juras głównie budował swój medialny wizerunek.

Jednak po wielu aferach dotyczących dysponowania zebranymi funduszami ich zarządzaniem oraz lukratywnym biznesem jaki z orkiestry zrobi  Jerzy Owsiak. A także wobec kontrowersji związanych samą działalnością, jak choćby nie zabezpieczeniem imprezy na której zginął prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, czy też wydrukowania za zebrane pieniądze gigantycznych banerów, na których porównuje się przeciwników obecnie rządzących do sepsy, aprobata wobec działań Owsiaka znacznie osłabła.

Także zblatowanie się szefa Orkiestry z rządem Tuska i wspieranie go z pełną siłą i zaangażowaniem, mimo deklaracji o apolityczności, oraz ściganie przez organ władzy ludzi, którzy wyrażają na temat Jerzego Owsiaka inne zdanie niż to pozytywne, jednoznacznie ukazało obraz człowieka nie tylko cynicznie wykorzystującego finansowe poparcie części społeczeństwa do osobistego wzbogacenia się, ale także używającego  owych środków do politycznego wspierania obecnie rządzącego układu politycznego, nazwanego przez jednego z sędziów krypto dyktaturą.

Jeśli więc mimo tego  ktoś nadal wspiera Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, to albo jest człowiekiem wierzącym w swojej naiwności, że dycha wciśniętą do puszki trzymanej przez zmarzniętego dzieciaka, faktycznie w całości przeznaczona jest na szczytny cel (zapewne parę procent Polaków nadal w to wierzy); albo wciśnięcie do oklejonego serduszkami pudła, biletu Narodowego Banku Polskiego, jest niczym innym jak deklaracją polityczną?!

Co nam chcą zakomunikować owi ideowi dawcy luksusu i zbytku dla Jurasa? Otóż to, że wybierają nierząd zamiast rządu, kulturę upadającego zachodu niż  tą judeo chrześcijańską, wreszcie, że polskość to nienormalność przegrywająca z upragnioną przez nich europejskością.

Jest to wreszcie dla nich krótkotrwały zastrzyk owej tytułowej „lepszości” pozwalający poczuć, że należą do tych wygranych, do owych liberalno lewackich elit z milionami ukradzionych euro (oni też chcieli by tak kraść).

Owi ideowi wyciskacze banknotów pragną, żeby choć na chwilę, spłynął na nich ów splendor bycia elitą, który jest „mojszy”, a nie „twojszy”, na pohybel pisiorom i prawicy bajdurzącym  o Bogu, Honorze i Ojczyźnie i niech tuczy się Owsiak, a poczucie przyzwoitości i godność wolnego człowieka niech sczezną na wieki!

Otwieram puszkę Pandory. O WOŚP, Owsiaku i tym, o czym NIE WOLNO mówić!


salon24.pl/u/simulation-world/miazdzaca-krytyka-wosp-owsiaka

Otwieram puszkę Pandory. O WOŚP, Owsiaku i tym, o czym NIE WOLNO mówić

Ten tekst nie powstał po to, żeby komukolwiek „dowalić”. Powstał po to, żeby zdjąć z tematu klosz nietykalności. Bo w Polsce są sprawy, których nie wolno ruszać. Są resortowe święte krowy, których nie wolno kwestionować. A jeśli spróbujesz, natychmiast dostaniesz łatkę: hejter, oszołom, wróg dzieci, foliarz.

Jedną z takich świętych krów III RP jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i jej wieczny dyrygent, Jurek Owsiak. I właśnie dlatego trzeba o tym mówić.

Tekst jest trochę długi, ale warto go przeczytać, jak i przeczytać zaklinowane inne artykuły na ten temat. Takie demaskacje powstają dzięki Waszemu wsparciu. Jeśli chcesz pomóc niezależnym mediom, patrz na możliwe opcje wsparcia na samym końcu artykułu.

Mit nieskazitelnej Orkiestry i świętej resortowej krowy Owsiaka

WOŚP przez lata zbudowała wizerunek narodowego sakramentu: kto wrzuca, jest dobry; kto pyta, jest co najmniej podejrzany; kto krytykuje, jest wrogiem. Tyle że dobroczynność nie zwalnia z kontroli, a egzaltowane i momentami głupkowate emocje nie zastępują faktów. Im większa skala przedsięwzięcia, tym większy obowiązek przejrzystości. A im większy kult jednostki, tym większe ryzyko patologii. Transparentność? Jest raczej: „uwierz im na słowo.” Tak, WOŚP publikuje sprawozdania. Tak, formalnie wszystko się zgadza. Ale spróbuj jako zwykły obywatel: sprawdzić konkretne przepływy pieniędzy, dotrzeć do czytelnych, szczegółowych rozliczeń, zrozumieć, ile realnie trafia na sprzęt, a ile ginie w „obsłudze projektu”.

To nie są raporty pisane dla ludzi. To są dokumenty pisane pod księgowych i pod tzw papugi (wyzutych z moralności prawników). A pytanie jest proste: skoro wszystko jest krystalicznie czyste, dlaczego tak trudno to jasno pokazać?

Koszty organizacji finałów, które mają „nie przeszkadzać.” Sceny, koncerty, produkcje medialne, ochrona, logistyka, promocja. Machina większa niż niejedna kampania polityczna. Oczywiście słyszymy: „To się musi opłacać, bo przyciąga ludzi”. Tylko nikt uczciwie nie odpowiada: czy aby na pewno? Ile dokładnie kosztuje ten cyrk, kto na nim zarabia i na jakich zasadach? Bo gdy pytasz o pieniądze w WOŚP – psujesz atmosferę. A przecież to właśnie pieniądze są sednem sprawy. Jak zawsze zresztą w zgniłym, dorosłym świecie.

Upolityczniona, liberalno lewacka WOŚP

Apolityczni”, ale tylko z nazwy – WOŚP miała być „ponad podziałami”. W praktyce stała się stroną sporu kulturowo – politycznego. Publiczne wypowiedzi Owsiaka są agresywne, jednoznaczne, ideologicznie (lewacko) zakotwiczone. Owsiak wiele razy promował liberalne anty wartości i czasami spotkał się z politykami obecnego obozu władzy. Efekt? Część społeczeństwa została wypchnięta poza nawias, a WOŚP przestała być wspólna, stała się ideologiczną, politycznie poprawną. Jeśli jesteś „nie z tej bajki”, masz siedzieć cicho i wrzucać do puszki. Albo przynajmniej zamknąć mordę i spadać.

Monopol na dobroczynność. Media, samorządy, szkoły, instytucje publiczne, nawet policja i straż pożarna? Są na miejscu, jak na rozkaz niewidzialnej siły (niewidzialnej ręki ukrytej władzy). A inne fundacje? Niewidzialne. WOŚP zdominowała przestrzeń charytatywną do tego stopnia, że: mniejsze inicjatywy nie mają tlenu, pomoc społeczna została zorkiestrowana pod jedną markę. Tak, powiedzmy sobie szczerze – to jest MARKA, przedsięwzięcie komercyjne, na którym Owsiak wiele zarabia. To już nie jest pluralizm dobra, to jest centralizacja emocji i uwagi, i zawłaszczenie przestrzeni publicznej.

A co ze sprzętem WOŚP dla szpitali?

Sprzęt jest wszędzie i nigdzie? Co roku słyszymy o miliardach, milionach, tysiącach urządzeń. Piękne liczby, idealnie pasują na clickbaitowe nagłówki. Ale kto realnie kontroluje sensowność dystrybucji? Kto sprawdza, czy sprzęt pracuje, czy stoi w magazynie i się kurzy, jak to już wiele razy bywało? Kto odpowiada za nierówności w jego dostępie?

Bo są szpitale doposażone po sufit jak i takie, gdzie tego sprzętu nie uświadczysz. „Złoty Melon” spółka Owsiaka, legalne, ale czy zdrowe? Tu zapala się czerwona lampka: Fundacja + spółka. Ten sam krąg ludzi, te same nazwiska. Formalnie niby OK. Prawnie oczywiście do obrony. Ale etycznie? Bo to też jest ważne. To klasyczny konflikt interesów, nawet jeśli zgodny z literą prawa. I znów, zamiast klarownego info, mamy nerwowe reakcje, agresję wobec pytających, narrację: „jak śmiesz w ogóle pytać?”

WOŚP jako alibi dla państwa? To jeden z najpoważniejszych zarzutów, o którym mówi się szeptem. A raczej nie mówi się w ogóle. Bo skoro: społeczeństwo zbiera, dzieci „ratują dzieci”, a politycy przybijają piątki na scenie, to państwo może umywać swoje usyfione rączki. WOŚP łata dziury, które powinny być zasypywane z podatków. I robi to tak skutecznie medialnie, że systemowa patologia trwa dalej. A dobrowolność pod presją? Teoretycznie nikt nie zmusza, praktyce: szkoły, urzędy, zakłady pracy, lokalne społeczności, wszelkie straże pożarne. Nie wrzucisz do puszeczki? Co z tobą nie tak, jak możesz, jak w ogóle śmiesz nie wrzucić złotówki i nie przypiąć serduszka?

To nie jest wolny wybór, tylko miękki terror moralny. I teraz najważniejsze: to nie jest tekst przeciw pomaganiu, lecz artykuł przeciwko nietykalności. Można robić dobro, ale nie wolno wyłączać krytycznego myślenia, bo ktoś gra na serduszku na kurtce w zamian za wrzuconą monetę jednozłotową (ja prywatnie nawet menelowi daję więcej na piwo).

[ Źródło i więcej ]

Od IZY do ELIZY i ORKIESTRY JURASA


OD IZY DO ELIZY I ORKIESTRY JURASA

Ted Cruz od-izy-do-elizy-i-orkiestry-jurasa

Jeśli ktoś sądził, że głupszych ministrów od Izy Leszczyny i Miłosza Motyki – aparatczyka PSL usadowionego na fotelu ministra ds. energii – już nie ma – to się grubo myli.

Kierownik ma całą armię przygłupów, którzy przebierają nóżkami, żeby przypodobać się niemieckiemu Namiestnikowi dla którego polskość to nienormalność.

                Przychylność kierownika jest bowiem i zawsze była jedynym gwarantem zrobienia kariery w czasach PRL, jaki i w PRL-bis do której zbliżyliśmy się zaledwie w dwa lata.

Mamy więc sytuację podobną do czasów, gdy towarzysz Szmaciak był symbolem władzy bolszewickiej, gdyż im głupszy – tym bardziej nadawał się do rządzenia. Nie tylko zresztą państwem. Każdy, kto w tych czasach żył i pracował przecież pamięta niezapomnianych kierowników, którzy tak trzęśli zakładami pracy, że w 1989 roku okazało się, że bez „okrągłego stołu” komuna już nie przetrwa ani dnia.

Nie dziwi więc powszechne nawoływanie do „okrągłego stołu” – w czym celują zwolennicy PSL – dawnego sojusznika PZPR. Tacy jak zapatrzona w Tygrysa Jolanta Milas. Jest to sygnał kompletnego rozkładu państwa i apel o uratowanie stołków tych, którzy już w czasach PRL-u zrównali chłopa z ziemią i pozostawili po sobie gigantyczne długi zagraniczne, w tym ogromne zobowiązania wobec ZSRR i krajów RWPG.

Przypomnę niedowiarkom, że część długu wobec Klubu Paryskiego spłacono w 2009 roku, a wobec Klubu Londyńskiego (tzw. dług Gieka) dopiero w 2012 roku! Kiedy spłacimy dług Tuska, który już teraz wynosi ponad półtora biliona złotych – wie tylko dobry Bóg…

Nie trzeba przypominać, że aparatowi PSL, który w ramach kałolicji z partią Tuska został rzucony na ministerstwa rolnictwa, energii, infrastruktury i MON – udało się zrównać chłopa z ziemią zaledwie w dwa lata nierządów kałolicji oraz doprowadzić do takiego zmniejszenia cen energii, że trzeba będzie za nią płacić nawet i 100% więcej! A jest to bowiem Kałolicja, której hasłem jest „Robimy – nie gadamy, gdyż mamy jeszcze kupę do zrobienia!”.

Kałolicji nie chodzi jednak tylko o tzw. „grubszą” robotę! Na przykład po dwóch latach nierządzenia na fotelu ministerki rodziny, pracy i polityki społecznej – lewaczka od Czarzastego, czyli Dziemianowicz- Bąk puściła na posiedzeniu nierządu takiego bąka, że Namiestnik na Polskę nadal wietrzy pomieszczenia kancelarii! Ministrze Dziemianowicz-Bąk – zapatrzonej w niewątpliwe sukcesy aparatczyków Tygrysaudało się bowiem zrównać betoniarza z betoniarką i wprowadzić do Kodeksu Pracy takie obostrzenia, o jakich towarzysz Gomułka nawet nie marzył!

W tej sytuacji Motyka nie mogła być gorsza! Dziś się okazuje, że Motyka wydała prawie 800 tys. złotych na propagandę Ministerstwa Energii w stacji TVN – powszechnie znanej, jako Tusk Vision Network. Dokładnie na 799 992 zł opiewa umowa z TVN S.A. na agitkę Ministerstwa Energii, którym kieruje aparatczyk, który w życiu jednego dnia nie przepracował i do dziś nie wie, że do włączenia pieca gazowego potrzebny jest prąd!

Kasa dla TVN to przecież najbardziej ekologiczne paliwo, które napędza sukcesy ministra Miłosza Motyki. Od dawna wiadomo, że najbardziej opłaca się zapłacić orkiestrze, która grać będzie do czasu, aż „Titanic” zatonie. Nic więc dziwnego, że Kierownik wspiera Orkiestrę Jurasa, nazywaną Wielką Orkiestrą Świątecznego Przekrętu, w którą opozycja wbija szpilki, jak te wilki: Chcą zniszczyć Jerzego Owsiaka i Orkiestrę, tak jak próbowali zniszczyć Lecha Wałęsę i prawdziwą polską solidarność” – alarmuje Namiestnik na Polskę, zatroskany że coraz więcej Polaków nie chce płacić na orkiestrę, przygrywającą na tonącej Platformie. I to pomimo tego, że Lidl i Biedronka ustawiły przy kasach nie tylko puszki Orkiestry Jurasa – ale i wprowadzili informację na paragonach!

Przygłupy więc płacą Jurasowi, gdyż ani w Tusk Vision Network, ani w TVPropaganda nie dowiedzą się, że zakupiony przez Jurasa sprzęt medyczny trafi do szpitali…wyłącznie na wypożyczenie!

Ale jest nadzieja na zapowiadane przez Kierownika przyspieszenie. Oto Eliza Michalik zaprezentowała się, jako potencjalna – nowa ministra obrony! I to wcale nie gorsza od doktorów Klicha i Kamysza, którzy podobnie do Elizy nie są i nigdy nie byli strategami wojskowymi. „Ja uważam, że USA powinny być wykluczone z NATO”- wyznała, dodając: „Ja wiem, radykalne, ale powinniśmy być może zrobić wszystko, żeby wciągnąć Chiny do sojuszu”…

Katoliku, dajesz na WOŚP? W Krakowie w ramach imprezy wystąpią zboczeńcy – „drag queen”

Katoliku, dajesz na WOŚP? W Krakowie w ramach imprezy wystąpią „drag queen”

Piotr Relich


pch24.pl/katoliku-dajesz-na-wosp-w-krakowie-w-ramach-imprezy-wystapia-drag-queen

W ramach finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Krakowie zaplanowano występy homoseksualnych mężczyzn, celebrujących swoje nieuporządkowanie w tzw. subkulturze drag queen.

„Już 10 stycznia 2026 roku aż 18 krakowskich Drag Queens stanie na scenie Slay Space, aby dać Wam jedno z najlepszych show w mieście – i to na wodzie! Odbędą się również licytacje niezwykłych przedmiotów od naszych osób partnerskich! Za DJ-ką stanie niezastąpiony DJ Alex, który będzie rozgrzewał parkiet aż do rana. Muzyka, występy i szczytny cel – nie może Was zabraknąć! Pokażmy razem nasze wielkie serca i po raz kolejny zagrajmy razem – ponad podziałami” – piszą organizatorzy.

Impreza odbędzie się pod hasłem „zdrowe brzuszki naszych dzieci”. Brzmi to co najmniej niepokojąco, biorąc pod uwagę charakter subkultury drag queen. Transwestyci przebierający się w jaskrawe damskie stroje, często poszukują m.in. „edukacyjnego” kontaktu z dziećmi w szkołach, bibliotekach publicznych czy w teatrach.

Homoseksualiści wystąpią podczas krakowskiego finału WOŚP jeszcze 25 stycznia, gdzie gościom zaserwowane zostaną… potrawy w różowych kolorach. „Wpadajcie pomóc, skosztować różowej pizzy, różowych pierogów czy różowej kawki! Wierzymy, że wspólnie możemy zdziałać cuda” – czytamy w opisie wydarzenia.

To nie pierwszy raz, kiedy podczas WOŚP następuje promocja homoseksualnego stylu życia. W zeszłym roku w Krakowie również odbyła się rewia draq queen. Jednocześnie nie brakuje katolików, którzy wciąż wspierają dzieło Jerzego Owsiaka, mimo jego jawnie antyklerykalnego nastawienia. Już w 2003 r. Jerzy Owsiak zakazał organizatorom Przystanku Jezus wstępu na festiwal Woodstock. Miejsce ewangelizacji i adoracji Najświętszego Sakramentu, organizator WOŚP nazwał wówczas „elementem konfliktowym”.

Źródło: gazetakrakowska.pl / własne PCh24.pl

Wielka Orkiestra Moralnego Szantażu i Sygnalizowania Cnoty

Wielka Orkiestra Moralnego Szantażu i Sygnalizowania Cnoty

Piotr Relich


pch24.pl/wielka-orkiestra-moralnego-szantazu-i-sygnalizowania-cnoty

Jakiś czas temu w amerykańskiej kulturze powstało określenie virtue signalling, co z braku lepszej alternatywy można topornie przetłumaczyć jako „sygnalizowanie cnoty”. W ten sposób nazwano zjawisko publicznego manifestowania moralności lub poparcia dla jakiejś sprawy, bez realnego wpływu na nią.

Sygnalista (sic!) w pierwszej kolejności chce wykorzystać popularność inicjatywy, by pokazać się jako osoba dobra lub będąca po „właściwej stronie”. A to, czy cała akcja w ogóle odniesie sukces i rzeczywiście wpłynie na proponowane zmiany, nie ma w danej chwili żadnego znaczenia.

Nakładki na zdjęcia profilowe, opatrywanie odpowiednimi hasztagami, nagrywanie „czelendżów” na YouTubie czy TikToku – wokół dostrzegamy pełno przykładów moralności na pokaz. Jednak w Polsce od ponad 30 lat istnieje wspólny, coroczny rytuał, w ramach którego stosunkowo niewielkim kosztem możemy poczuć się dużo lepsi niż na co dzień jesteśmy. Mowa oczywiście o Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, w ramach której wrzucając do puszki kilka drobniaków, wykupujemy roczny abonament na pogardę wobec wszystkich, którzy nie chcą partycypować w akcji z przeróżnych powodów. A za sprawą czerwonego serduszka na płaszczu czy plecaku, można jeszcze krzyczeć na całe gardło: patrzcie jaki jestem dobry!

Autor wie, co mówi z własnego doświadczenia. Kiedy w licealnych czasach błogiej nieświadomości grało się w przeróżnych kapelach rockowych, stały punkt programu stanowił styczniowy koncert WOŚP. Młode zespoły mogły pokazać się szerszej publiczności, występując na scenie z profesjonalnym nagłośnieniem. Była to doskonała okazja aby za darmo się wypromować, nie licząc jednocześnie na nic w zamian (w przeciwieństwie do gwiazd estrady, które nawet w tak szczytnym celu nie rezygnują z pokaźnych gaży).

A sama idea pomocy dzieciom? Podczas gdy oczywiście znajdowała się gdzieś z tyłu głowy, nie łudźmy się – w pierwszej kolejności chodziło przede wszystkim o możliwość wyjścia z garażu i zmierzenia się z wielką sceną.

I nie chodzi tutaj o krytykę samej pomocy, jakiej formy by nie przyjęła. Nic nikomu do tego, czy ktoś pomaga, komu i w jaki sposób, jeżeli przeznacza na to własny czas i pieniądze. Nawet jeżeli znaczna część funduszy zostaje zdefraudowana, idzie na cele niezgodne z przeznaczeniem lub po prostu okazuje się niewystarczająca by zrealizować deklarowane cele. Komentarza wymaga natomiast dość powszechna postawa, która streszcza się w haśle: nie dajesz „na Owsiaka” – nie wspierasz chorych dzieci.

Moralny szantaż to ulubiona broń zwolenników WOŚP, którzy w takich przypadkach bronią czci organizatora jak niepodległości. Na nic liczby, wyliczenia, oficjalne dane pokazujące, że bez owsiakowej, cholernie drogiej (opłacanej m.in. z naszych podatków) imprezy system ochrony zdrowia nie tylko by się nie zawalił, ale w zasadzie nie odczułby żadnej straty. Ostateczny argument, kończący dyskusję brzmi zazwyczaj następująco – skoro nie dajesz do puszki, napisz również oświadczenie, że w przypadku zagrożenia życia nie chcesz być leczony sprzętem zakupionym w ramach zbiórki.

Sekciarskiej postawy „ultrasów Jurasa” nie da się wytłumaczyć inaczej niż obroną okazji na uspokojenie sumienia. Możemy cały rok żyć w grzechu, niemoralnie, nie pracować nad sobą raniąc siebie i bliskich, ale wystarczy wrzucić kilka złotych do puszeczki, by nagle poczuć się jak nowonarodzony. Tym samym uczestnictwo w ogólnopolskim rytuale przyjmuje formę zarówno zbiorowej terapii, jak i społecznej psychozy.

Bo biada każdemu, kto zdecyduje się podważyć sens operacji, która dla części uczestników posiada wymiar przede wszystkim osobisty. Przy okazji można również „dokopać” katolikom zbulwersowanym antyklerykalnym usposobieniem Owsiaka, jego zaangażowaniem politycznym czy promocją homo-rewolucji, oskarżając ich o brak serca i obłudę. Jednocześnie samemu nie mając wstydu wysyłać wolontariuszy pod mury kościoła.

Z drugiej strony, podnosząc jednorazowy akt dobroczynności do rangi zbawiania świata, dezawuuje się ciche, konsekwentne dzieła charytatywne – w naszym kraju głównie katolickie – które do skutecznego działania nie potrzebują celebrytów, reklam w państwowych mediach czy poparcia samorządowców. Zasada „niech nie wie lewa ręka twoja, co czyni prawa” (Mt 6, 3) skutecznie broni bowiem przed postawą pychy i samouwielbienia, której festiwal będziemy mieli okazję podziwiać w najbliższym czasie.

Piotr Relich

Wspomnienia jelenia. Grałem z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy prawie od początku, wiele lat z rzędu…

Wspomnienia jelenia. Grałem z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy prawie od początku, wiele lat z rzędu…

Lech Makowiecki https://wpolityce.pl/polityka/182882-wspomnienia-jelenia-gralem-z-wielka-orkiestra-swiatecznej-pomocy-prawie-od-poczatku-wiele-lat-z-rzedu

Grałem z Orkiestrą prawie od początku, wiele lat z rzędu. Czasem jednego dnia dawaliśmy z „Zayazdem” trzy koncerty. Za friko. Kilka razy brałem nawet udział w licytacji; na ścianie salonu wiszą do dziś dwa nagie miecze, zakupione rok po roku od Bractwa Rycerskiego z Gniewu. Zwłaszcza ten drugi kosztował mnie stanowczo zbyt słono. Było akurat po wymianie pieniędzy, pomyliły mi się zera. W rezultacie nabyłem kawał żelastwa za 10-krotnie wyższą cenę! Miałem potem ciche dni w domu; styczeń to dla naszej branży raczej przednówek niż żniwa… Przebolałem i to; cel był tak szczytny, że warto było się zdebetować.

Zdarzało się, że graliśmy na Długim Targu w Gdańsku wielki finał – „światełko do nieba”. To, że w tym czasie przybyłe z Warszawy Gwiazdy Estrady lansowały się z gdańskiego studia na cały kraj nie wzbudzało mej zazdrości; oni mieli do pokonania (charytatywnie – jak w swej naiwności mniemałem) po kilkaset  kilometrów…

Pierwszy zimny prysznic spadł na mnie niespodzianie, gdy po kolejnym wielko-orkiestrowo -świateczno-pomocowym finale wpadł do garderoby znany mi z widzenia muzyk i rzucił krótkie pytanie: „Gdzie tu płacą kaskę?”. Widząc moje zdziwione spojrzenie („Jaką kaskę? To przecież wszystko … charytatywnie…”) – zmieszany nieco kolega-artysta ugryzł się w język, zawinął się na pięcie i popędził dalej. Zacząłem powoli kojarzyć pewne fakty i mniej euforycznie przyglądać się działalności radosnej, „owsianej” ekipy…

Kiedy w następnym roku otrzymałem propozycję zagrania w Gdyni lokalnego finału Orkiestry – postawiłem jeden jedyny warunek: wszyscy mają występować za darmo. Jeśli wyda się, że ktokolwiek bierze szmal – zrywam umowę. Organizator zaklinał się na wszystkie świętości, że u niego obowiązują czyste reguły. Miał pecha; w ostatniej chwili, zupełnie przypadkiem dowiedziałem się, że renomowany zespół kasuje na imprezie 15 tys. złotych. Nie przyjąłem tłumaczenia, że płaci jakiś „zewnętrzny sponsor”. Telefonicznie podziękowałem za współpracę; tego finału WOŚP nie oglądałem już nawet w telewizji… Koniec imprezy był przezabawny; wspomnianą wyżej kapelę podkupili „orkiestrowicze” z Polski południowej. W rezultacie gdyński finał toczył się przy muzyce mechanicznej…

Dziś wiemy o Orkiestrze i generowanym przez nią Woodstocku znacznie więcej. Polityczny charakter imprezy, czytelny zwłaszcza w garniturze zapraszanych lewicowo-platformerskich polityków i modernistyczno-demoralizatorskich celebrytów nie zostawia nawet cienia wątpliwości, o co tu naprawdę chodzi. Rząd dusz młodego pokolenia wart jest każdych pieniędzy (szaleństwo sponsorów!) i każdego czasu antenowego.

Reasumując –  zdecydowanie polecam „Caritas”; mniej szumu, większy efekt. Za każdym razem, gdy wspierałem akcje charytatywne z ich udziałem 100% zebranych pieniędzy wpływało na konto potrzebujących… Państwo ma psi obowiązek dbać z urzędu o zdrowie obywateli. „Orkiestrowy” PR tego nie uzdrowi. Dochód WOŚP to kropla w morzu potrzeb, do tego finansowana z naszych podatków. I z abonamentu. A w wychowawczy aspekt Orkiestry Owsiaka (zwłaszcza po lekturze „Resortowych Dzieci”) –  trudno mi dziś uwierzyć. Przecież główne hasło naszego guru brzmi: „Róbta, co chceta”…

P.S. Przy okazji z tomiku „PRO PUBLICO BONO” przypominam odę dedykowaną niektórym mainstreamowym dziennikarzom; propagandowa machina nie zwalnia ani na krok… Ponieważ są ponoć problemy z nabyciem tej pożytecznej książeczki – polecam stronę wydawcy: http://www.sklep.zysk.com.pl/pro-publico-bono.html

=======================================

ODA DO SPRZEDAJNYCH ŻURNALISTÓW

O, dziennikarskie hieny! Wy sprzedajne dziewki! Znam ja was jak zły szeląg. Znam te wasze śpiewki.

To wy, z licem przymilnym, lub z pianą na pysku. Zacnych ludzi niszczycie. Dla sławy. Dla zysku.

Mnożycie się, plugawcy niczym  karakany. Bez honoru, sumienia – słudzy swoich panów.

Cóż, że czasem skamlecie do przyjaciół, w domu:„ Wiesz… Kredytów nabrałem… Córce muszę pomóc…”

Albo – w pijanym widzie –  gdy was strach zadręcza – Wypłakujecie grzechy, by ich nie pamiętać.

Tacyście  mądrzy zawsze… Tacy wykształceni…O! Gdybyście zechcieli, świat by można zmienić! Lecz wyście już wybrali…

Wiem ja, co to znaczy:J a przez swój wybór tracę. Wam ktoś zań zapłaci!

Po was – chociażby potop! Czas rzezi baranów.Kraj nasz w biedę popadnie. Wy – pod nowych panów…

Jesteście ZŁYMI LUDŹMI! Dziećmi swoich maci!Brzydzę się wami, podlcy –  demokracji kaci!

Wiem, że próżna ma mowa, daremne me żale.Śmiejecie się z naiwnych, drwicie z dawnych zalet.

Iluż ludzi zgubicie? Ilu przez was błądzi?Naród kiedyś to przejrzy, a Bóg was osądzi…


I z cyklu – znalezione w sieci: „Gęby za lud krzyczące” Mickiewicza (z płyty „Zayazd u Mistrza Adama”); posłuchajcie sami –  czy nie zasłużył na miano Wieszcza?

Jak dobroczynność walczy o reklamodawców

Jak dobroczynność walczy o reklamodawców

By admin on 2 lutego, 20252 lutego, wpis nr 1334  Jerzy Karwelis


Sorki za spóźnienie, ale jakieś choróbsko mnie dopadło i nie dało się siąść do pisania, ani zebrać myśli. Kurcze – człowiek się starzeje, bo nie dał rady, a kiedyś dawał. Jak w Sylwestra 2020-2021 złapałem kowida to nie przestałem codziennie pisać postów. Jak dziś do nich wracam to widzę, ze nawet składnie mi szło – przy 39 stopniach Celsjusza. A tu teraz, raz na tydzień, człowiek się nie wyrabia. Ale, jak mówi mój ulubiony redaktor – do rzeczy.
Objawy zimy
To, że idzie zima poznaje się po tym, że pojawiają się mandarynki (moje ulubione), zaraz potem pojawia się zwyczajowa nawalanka na temat Owsiaka, dawać chłopu, czy nie dawać. Kiedyś jeszcze mnie to zajmowało, na tyle, że dałem sobie szansę na całościową wypowiedź na ten temat. Po tym zagadnienie uznałem za załatwione, czyli nudne, a więc zamknięte. Trochę się tam ciśnienie podniosło, jak nasz Juras już kompletnie bez gaci pokazał swoją skrywaną nieudolnie polityczną… powiedzmy że twarz. Tak, chodzi o słynne plakaty, gdzie pod pozorem sepsy (małymi literami) wydał zebrane przez dzieci (na mrozie) dla dzieci (w szpitalach) pieniądze na polityczną hucpę swoich faworytów w okresie wyborczego wzmożenia.
Dla mnie to tylko jeszcze jeden pretekst, by oganiać się od „puszkinów” napadających. W czasie ostatniej łapanki „na dzieci”, nieborakowi, który podszedł do mnie z serduszkiem pokazałem swoją nalepkę z niedawnego Orszaku Trzech Króli. Nie zrozumiał aluzji, że ja już mam swoje serduszko i dalej jechał coś o dzieciach. Zapytałem więc czy teraz też zbiera na walkę z polityczną sepsą i chyba się zorientował, bo się zacukał. Ale przyatakowała mnie też pomocnica, że niby nie wie o co chodzi, a więc odwinąłem się tym, że głupio tak pod kościołem (bo tam się odbywała akcja) zbierać pieniądze pod patronatem lidera jawnie deklarującego się za mordowaniem niepoczętych dzieci.
I tu się jakoś skończyła dyskusja, co oczywiście nie powstrzymywało innych wychodzących z mszy od datkowania puszkinów. Ale taki to już jest ten nasz polski katolicyzm – bezobjawowy.
Dobroczynność na złość
Ale zainteresował mnie inny aspekt z dziedziny mej ulubionej, czyli mediów. Sprawę z Owsiakiem mam załatwioną jako dziwny fenomen dobroczynności na złość, bo Juras zarabia głównie na perpetuum mobile, polegającym na tym, że daje mu się kasę na pohybel PiS-owi, co głupi PiS wzmacnia nawalanką. Ale chyba Juras zobaczył ten mechanizm i sam w okresie przed- zbiórkowym wznieca tę nawalankę, by wzbudzić tę motywację w swym puszkowym elektoracie.
Tak, zamienić nienawiść ludzką na kasę dla dzieci to mistrzostwo świata i nagroda Nobla (może jednak Jobla), ale bardziej z dziedziny ekonomii niż pokoju na świecie. Ale żeby to na dzieci szło – ostatnio wyliczono, że z tej zbiórki na dzieci poszło tyle, że Jurasowi zostało ponad 700 milionów złotych resztówki. No, ja rozumiem – chyba jednak to nagroda Nobla z ekonomii.
Ale wróćmy do naszych medialnych baranów. Jak pisałem pisowcy wdają się w tę walkę, która robi dobrze Jurasowi. Jak dzieci. Tym razem zrobili alternatywę: zamiast Jurasowi – daj na telewizję Republika. Nie wiem po co to było – republikanie i tak Owsiakowi nie daliby ani grosza, a więc – jak zwykle w przypadku PiS-u – przekonywano przekonanych, zrażając przy tym wahających się. I zaczęło się. Juras takich okazji nie przepuszcza. Po nawalance przyszła refleksja – jak tu najbardziej dopiec telewizyjnym republikanom? I wymyślono.
Bojkot
Numer jest stary jak czerwone portki Jurasa. Guru jednorazowej dobroczynności zwrócił się do swoich sponsorów, że albo on, albo Republika. Znaczy się, że jak się będziesz reklamował w tej telewizji, to już nie u niego. Szantaż taki znaczy się. Jak to uzasadnił Juras? Najpierw taktycznie, ale chyba zbyt pochopnie – powodem miało być (niesłuszne okazało się) oskarżenie, że telewizja Republika nie wyemitowała na swojej antenie spotu reklamowego jednej z firm, w którym znalazły się elementy promocyjne Orkiestry. Po tej bzdurze poszło tak jakoś na okrągło, że klienci reklamowi Jurasa nie mogą wspierać telewizji, która jest „antyonkologiczna, antyhematologiczna, antyludzka momentami”. Jezu…
To cwane, ale głupie. Tak, telewizja Republika jest antyrakowa. A przecież Republika – jak ktoś pamięta, ja pamiętam – była w szpicy kowidowych obostrzeń, jest więc jak najbardziej po stronie „nauki, takiej jak ją rozumiemy”. A więc zarzucanie im płaskoziemskiego guślarstwa nie jest zasadne – jest śmieszne. Ale nie dla właściwego celu takiej hucpy. To było starannie wymierzone w klientów Republiki. Juras po prostu wziął listę reklamodawców telewizji Republika i zobaczył branże – pierwsze co mu się rzuciło, to sieci (niemieckich) dodajmy dyskontów, drugie to była Big Farma. I mamy cośmy chcieli – wycofał się Lidl, Kaufland i Wedel (nie bójta – też niemiecki, tak, tak), no przecież nie z powodów farmakologicznego zaprzaństwa, ale raczej niemieckiego sprzyjania pewnej opcji politycznej obecnie rządzącej w Polsce, oraz polska firma farmaceutyczna Oleofarm, której listę produktów niniejszym załączam., by ci od bojkotu firm antyrepublikańskich mogli to zapamiętać i omijać w aptekach.
Oczywiście takie działania wyzwoliły falę nawoływań do bojkotu odwrotnego, żeby nie kupować od Owsiakowych zaprzańców konsumenckich. Nawet Kukiz wystąpił z takim apelem, bo przecież nie Republika, bo ta nie może nawoływać do bojkotu, nawet choćby byłych, ale może i przyszłych, klientów. A nadzieja w biznesie to podstawa i nie ma co sobie palić mostów. Na to sobie (na razie) może pozwolić tylko Juras, ale firmy będą pamiętać, że kazał ci on wybierać. Tylko Lidl zagrał tutaj taktycznie i powiedział, że jak się strony nie dogadają to on odchodzi. Ale zaraz zdeklarował – do kogo, znaczy się do Jurasa.
To tak jakby panienka zażądała od dwóch kawalerów, by sobie ustalili, że obaj akceptują, iż będzie się ona umawiała z każdym z nich, a jak tego nie ustalą, to się będzie umawiała tylko z Jasiem. Tylko jak się ma poczuć odrzucony Krzysio?  
Numer, jako się rzekło, nie jest nowy. Już od dawna Republika jest poddana nagonce inicjowanej przez dziwnie wzmożone media, które przekonują, że na antenie tej telewizji dzieją się rzeczy straszne, ksenofobiczne, rasistowskie i co tam jeszcze ateistyczna bozia dała. Już przed awanturą z Owsiakiem odbyła się cała wspomagana akcja odwrotu „oburzonych firm” z grona reklamodawców tej telewizji. Kogo tam nie ma: Żabka, Media Expert. Adamed, IKEA, Carrefour. Ten exodus zaczął się dokładnie rok temu a mechanizm był taki:
Zagładzanie konkurencji
Telewizję publiczną przejęła za pomocą ochroniarzy uśmiechnięta Polska. Pisowcy bez swego medium przenieśli się do pozostałości prywatnej, czyli telewizji Republika, której (na razie) nowa władza nie przejęła, ale stara się to zrobić znanym i aktualnym do dziś niemieckim sposobem – przez zagłodzenie. Ale najpierw zadziałały obiektywne kryteria rynkowe. Miliony widzów przeniosły się do telewizji Republika, wykazały to badania i w związku z tym domy mediowe podążyły za klientem, lokując w Republice reklamy swych klientów, głównie przeniesione z telewizji publicznej, która za uśmiechniętej Polski tak padła na finansowy ryj, że Tuski przeznaczyły na nią w 2024 roku 2 miliardy złotych, z tendencją rosnącą. To podobne kwoty, które przeznaczał PiS, ale wtedy te pieniądze Kaczyński  zabierał rakowcowm, zaś teraz PO zabiera je ministerstwu kultury, co zmienia znacznie sytuację.
No dobra – domy mediowe podążyły za publicznością, bo to ich rola. Ale tak być nie może. Co zrobić, by takie rynsztoki jak Republika nie miały kasy? Trzeba postraszyć reklamodawców, że reklamują się w miejscu źle przyjmowanym. Głównie przez władzę i jej narracyjnych akolitów.
A więc rekomendacje fachowców liczących zasięgi poszły do kosza. To jeszcze starszy numer – trend wycinania mediów za pomocą ich wygłodzenia jest kontynuowany od lat przez ideologię lewactwa. Lewacy straszą reklamodawców, że ich przekaz nie może stać obok niepoprawnych politycznie mediów. Ma to bowiem stawiać reklamodawców i ich firmy w złym świetle, bo może stwarzać wrażenie, że te firmy popierają takie straszne zgorszenie.
Ma to dwa ważne aspekty. Pierwszy to taki, że – jak to u lewactwa – musi być jedność treści i formy. A tak nie jest w tym przypadku. Reklamodawca ma za zadanie komunikować się ze swoimi klientami i jeśli im się podoba np. Republika, to nie znaczy, że taki widz nie je, nie kupuje słodyczy, samochodów, lekarstw czy mebli.
No, kupuje, chyba, c’nie? A więc reklamodawca miałby rezygnować z takiej komunikacji, bo co? A co to, widzowie Republiki dokonują swymi postawami jakichś przestępstw? Jeśli tak, to muszę stwierdzić, że jednak nie ściganych. Skoro więc bodnarowskie państwo nie widzi tu żadnych uchybień niebu obrzydłych to mogą sobie chyba oglądać co chcą, zaś firmy mogą się z nimi komunikować? Nie, nie mogą – tu wchodzi, jak zwykle u lewaków – pozasystemowy szantaż, napuszczanie, że klienci nie podzielają takich postaw swych firm i ukarzą je konsumenckim bojkotem. Ale to jak kulą w płot – jak mają być konsumenci źli na firmy za lokowanie reklam w nieprawomyślnych mediach, skoro tam nie zaglądają? Bo skąd mają wiedzieć o takim strasznym fakcie? Ano dowiadują się od takich właśnie kapusio-szantażystów jak Juras.Drugi aspekt już kompletnie obnaża całą imprezę. Otóż okazuje się, że reklama nie jest wcale sposobem dotarcia do klienta tylko okupem od firm dawanym mediom za przychylność, którym te media – polityką wmuszanego zagładzania – szantażują swoich konkurentów. No, bo jeśli przyjąć założenie, że chodzi o komunikację, to jaki jest sens pomijania całych grup konsumentów z jakichś innych niż szantażowo-ideologicznych powodów?
I bezwstydne media nagłaśniają tę hucpę, po to tylko, by pozbyć się konkurenta na rynku reklamowym. Czyli cała impreza ma cel finansowy, tylko leży w ekscytującym publikę kontekście ideologicznym.
Kosztowna zabawa i ukryty sekret
I dobrze to zdefiniowała sama telewizja Republika, która w tej sprawie poszła do sądu przeciwko Jurasowi. I – pomijając domniemaną, acz oczywistą stronniczość sądów w sprawie guru dobroczynności – w każdym normalnym kraju sprawę by Owsiak przegrał. Publiczne nawoływanie do eliminacji konkurenta jest mocno karalne. W dodatku jest wyliczalne – wystarczy tylko skorelować w czasie nawoływania Owsiakowe do bojkotu z wyliczoną pieniężnie stratą wynikającą z utraty klienta. I pozew gotowy. Wychodzi na to, że jak Republika wygra to następna zbiórka będzie już na Republikę, bo z czego Owsiak zapłaci karę? Przecież nie ze swoich, bo biedaczek żyje przecież jak mnich.
Owsiak walczy o reklamodawców, co pokazuje pewien wstydliwy trend jego działalności. Juras coraz mniej zbiera do puszek, a coraz więcej dostaje od reklamodawców. Dlatego o nich walczy. Ale to też pokazuje, że proporcje się zmieniają – ludzie dają coraz mniej, źródło corocznych sukcesów zbiórki lokuje się coraz bardziej po stronie reklamodawców. A jak tak jest, jak popularność wśród publiki spadnie, to i sponsorzy odejdą, bo nie będą widzieli sensu w przyklejaniu się do akcji dobroczynności, skoro dobroczynność, inna niż korporacyjna, będzie w zaniku. Nawet nie pomogą żałosne tłumaczenia Owsiaka, że w tej sumie puli zebranych pieniędzy to te z puszek idą na pewno (brakuje, jak Boga kocham) na dzieci, zaś cała reszta (przypomnijmy – ideologiczne odmóżdżanie na spędach młodzieży plus akcje typu „Sepsa”) idzie na „inną działalność”.
A któż jest w stanie – przy takiej nie-transparentności finansów Owsiaka – dojść do tego które pieniądze z tego wspólnego przecież mieszka idą na co? To są jakieś znaczone pieniądze? Jedne lepsze, drugie gorsze? A które są które?
Owsiak traci. Jest smutnym przykładem przejścia akcji jednorazowej dobroczynności (co zabija od razu całą ideę, bo dobroczynność w swej zasadzie zawiera stałą kontynuację) do ukrywanej przed naiwnymi (najgorzej że dziećmi głównie) swej zdecydowanej linii ideologicznej.
Wydaje mi się, że będzie on funkcjonował tak długo, jak długo istnieje wojna polsko-polska, gdyż dzięki jej istnieniu zbiera kasę, w dużej mierze od ludzi, którzy dają do puszek „na złość PiS-owi”, podczas gdy firmy dają z powodu (gasnącej już co prawda) lewackiej ideologii i przypodobania się bobasowi postępackiej władzy.
Karawana dobroczynności
A więc pośrednim efektem końca wojny polsko-polskiej, o której w beznadziei modli się myśląca część narodu, będzie upadek całej akcji. I może wtedy Polacy zrozumieją jedną prawdę – że dobroczynność to nie jednorazowa akcja, ale stałe zaangażowanie się w świadomą, odideologizowaną pomoc.
I dopiero wtedy, bez tej akcyjności, zobaczymy co jest warta polska dobroczynność. Ale tę strategię uprawia od lat inny gigant, o rząd wielkości większy od Owsiaka – nazywa się Caritas. Też w czasie zimowej wojny Owsiakowej – obwoływany wrogiem numer jeden Orkiestry. Ale on – Caritas – jest jak karawana. Pieski szczekają, a on idzie dalej. Po pustyni polskiego szaleństwa, w nadziei na znalezienie oazy rozsądku. 

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

WOŚP: Sprzedawanie fajnopolakom Polakom poczucia fajności

Niewygodna prawda o WOŚP. Ziemkiewicz UJAWNIA: „Na tym ten interes polega”

26.01.2025 https://nczas.info/2025/01/26/niewygodna-prawda-o-wosp-ziemkiewicz-ujawnia-na-tym-ten-interes-polega/

Rafał Ziemkiewicz oraz logo WOŚP.
Rafał Ziemkiewicz oraz logo WOŚP. / foto: screen YouTube/Wikipedia, OlgaZawada, CC BY-SA 4.0 (kolaż)

Dziś odbywa się „33. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (WOŚP)” Jerzego Owsiaka. W związku z tym przypominamy wypowiedź Rafała Ziemkiewicza, który w jednym ze swoich filmów na YouTube wyjaśnił „co to jest – jego zdaniem – za interes”. – Mamy do czynienia z czymś aberracyjnym, co udaje świętość – uważa publicysta.

Przypomnijmy, że w niedzielę po raz 33. zagra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Na ulicach w całej Polsce tysiące wolontariuszy będzie zbierać pieniądze do puszek, odbędzie się też szereg internetowych aukcji. Hasłem 33. Finału WOŚP jest „Bezpieczeństwo i zdrowie dzieci”.

Fundację WOŚP Jurek Owsiak założył ponad 30 lat temu. Od tej pory regularnie raz w roku — w styczniu – organizuje zbiórkę pieniędzy. W tym roku zebrane pieniądze zostaną przeznaczone na zakup sprzętu dla klinik onkologicznych. WOŚP zamierza też wesprzeć leczenie nieonkologicznych schorzeń hematologicznych, które są jednymi z najczęstszych chorób przewlekłych wśród dzieci.

Czytaj więcej: Owsiak nie jest pierwszy. Dzieci rozdawały serduszka i zbierały pieniądze do puszek. Tak robili WOŚP za Hitlera

Kogo trzeba przekonywać?

W swoim programie Ziemkiewicz przypomniał, że w październiku 2023 roku, niedługo przed wyborami parlamentarnymi WOŚP w całej Polsce rozwiesiła bilboardy, które „na pierwszy rzut oka wyglądały absolutnie jak bilboardy Platformy Obywatelskiej”.

Znajdowało się na nim serduszko WOŚP oraz wyeksponowany napis: „Polacy! Pokonajmy to ZŁO! WYGRAMY”, pod którym małymi szarymi literami na czarnym tle dopisano, że chodzi o sepsę.

Jak przekazała fundacja WOŚP „koszty kampanii billboardowej są poniesione z pieniędzy zbiórkowych i jest to zgodne z przepisami ustawy o zbiórkach publicznych”. – Za 23 miliony złotych, według cennikowych danych, wystawiła fundacja Owsiaka tych bilboardów wszędzie, w całej Polsce, w każdej pipidówie dosłownie to stało – wskazał publicysta.

– Nawet, jeśli by przyjąć te głupkowate wyjaśnienia, że to nic nie miało wspólnego z polityką, to przecież tak czy owak nadużycie jest oczywiste i właściwie powinno się dokonać jakiegoś procesu sprawdzającego o niegospodarność (…), bo po pierwsze jaki jest w ogóle sens stawiania jakichś bilboardów wzywających do walki z problemem medycznym? (…) czy jest ktoś, kogo trzeba przekonywać, do tego, że sepsa to zło i trzeba jej przeciwdziałać? – pytał Ziemkiewicz.

Paskudny pierwowzór

Zdaniem Ziemkiewicza Owsiak „jasno i wyraźnie opowiedział się po stronie partyjnej”. – Nie powiedziano wszystkiego na temat WOŚP, ponieważ WOŚP ewoluuje i ewoluuje w bardzo paskudną stronę i do-ewoluował w tej chwili do tego, że stał się po prostu partyjną imprezą Platformy Obywatelskiej – uważa dziennikarz.

– Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jest aberracją (…) pokażcie mi odpowiednik orkiestry Owsiaka w jakimkolwiek innym kraju (…) jedyny odpowiednik, pierwowzór Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, który można znaleźć w historii, to jest bardzo paskudny pierwowzór, bo to są 30 lata w Niemczech i akcja, która była nazywana „pomocą zimową” – przypomniał Ziemkiewicz.

O co w tym chodzi?

– Wszędzie serduszka, na szpitalach serduszka i interes się kręci fantastycznie. Co to jest za interes? To jest sprzedawanie fajnopolakom Polakom poczucia fajności, które jest im bardzo potrzebne. Na tym ten interes polega – podkreślił Ziemkiewicz.

Publicysta podkreślił, iż „nie ma innego porównania z akcją Owsiaka niż tamta akcja z lat 30. z Niemiec” i dodał, że „w przeciwieństwie do »pomocy zimowej«, cel Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy był skromniejszy: dać ludziom poczucie, że są fajni, tanim kosztem”.

– Z punktu widzenia tych, co się oklejają serduszkami, to oni zrobili coś fajnego i mają to do przyszłego roku odfajkowane (…) nie muszą nikomu pomagać, już pomogli i są fajni. I to sprzedawanie poczucia fajności jest rzeczywiście świetnym biznesem. Owsiak jest biznesmenem genialnym, gdyby tylko o biznes chodziło, czapki z głów – stwierdził Ziemkiewicz.

Zdaniem redaktora „ten biznes coraz bardziej stawał się biznesem partyjnym, coraz bardziej staczał się do wzorca »zimowej pomocy« i teraz już właściwie tym jest”. – Fajność sprzedawana przez Owsiaka stała się nieuchronnie fajnością partyjną – uważa Ziemkiewicz.

– Mamy do czynienia z czymś aberracyjnym, co udaje świętość, co jest sztucznie wykreowaną świętością. Dlatego jest ten deal, że Owsiak potrzebuje Tuska do swoich interesów, a Tusk potrzebuje świętości, a ponieważ jest bardzo daleki od świętości, w związku z tym produkuje świętości lewe, typu [Lech] Wałęsa (…) typu właśnie Orkiestra, która uchodzi za jakieś wielkie, niezwykłe charytatywne dzieło – ocenił publicysta.

„Samo dobro – powiadają fajnopolacy – on z nas wydobywa to, co najlepsze”. Nie, on z Was nic nie wydobywa, on za Waszą kasę Wam sprzedaje poczucie, że jest w Was coś dobrego i tak się to kręci. I potrzebują siebie nawzajem i się to nawzajem napędza. Po tych bilboardach z ubiegłego roku, na litość boską, naprawdę nie można być człowiekiem rozumnym i wierzyć w to, że to jest cokolwiek innego, niż to jest naprawdę – podsumował Ziemkiewicz.

Dozór policji i nakaz milczenia… za komentarz o szefie WOŚP

Ordo Iuris
Szanowny Panie,
Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy niemal co roku wzbudza ogromne kontrowersje [raczej: protesty md]. Jednoznaczne zaangażowanie polityczne Jerzego Owsiaka i liczne pytania, co do sposobu rozliczania zbiórek WOŚP od lat budzą emocje i prowokują do dyskusji.Ale w tym roku na krytyce i wzmożonej debacie się nie skończyło. Finał WOŚP stał się okazją do bezprecedensowego pokazu siły władzy – Donalda Tuska, Adama Bodnara i ręcznie sterowanej przez nich prokuratury.W ubiegłym tygodniu o godz. 6 nad ranem do mieszkania pani Izabeli z Torunia weszli uzbrojeni policjanci, którzy zatrzymali kobietę pod zarzutem kierowania gróźb karalnych pod adresem prezesa WOŚP. Grozi jej kara do 3 lat pozbawienia wolności.
Po przedstawieniu emerytce zarzutów, prokurator nałożył na nią dozór policyjny.
66-letnia, schorowana kobieta musi 3 razy w tygodniu stawiać się na komendzie policji. Zapewne z obawy o możliwość salwowania się przez nią ucieczką do odległych krajów…
Dla porównania, toruńskie media donosiły w ubiegłym roku o sprawie lokalnej celebrytki, która pod wpływem alkoholu wjechała z ogromnym impetem w miejscowy salon urody i była podejrzana o groźby karalne, uporczywe nękanie, naruszenie nietykalności cielesnej, kradzieże i zniszczenie mienia. W jej przypadku toruńska prokuratura… nie zastosowała żadnych środków zapobiegawczych. 
Natomiast pani Izabeli, oprócz dozoru policji, zarekwirowano telefon, z którego napisała swój komentarz oraz nałożono na nią zakaz kontaktowania się z Jerzym Owsiakiem i zbliżania się do niego na odległość mniejszą niż 100 metrów, zakaz opuszczania kraju i… zakaz publicznego wypowiadania się na temat swojej sprawy! 
Ten ostatni środek to po prostu polityczny knebel, który miał uniemożliwić ofierze nagłośnienie skandalicznie służalczej wobec szefa WOŚP akcji policji.
W ramach zabezpieczenia, kobieta musiała też złożyć kaucję w wysokości 300 zł, a za kilka dni musi stawić się na komendzie w celu wykonania jej pełnej rejestracji fotograficznej oraz odebrania odcisków palców.
W dziwny sposób o całej sprawie od razu byli zaalarmowani dziennikarze Super Expressu, którzy mieli nawet dostęp do zdjęcia wykonanego kobiecie zza pleców bez jej wiedzy podczas czynności przeprowadzanych na policji. Choć o sprawie pisały największe media w Polsce, to jak wyglądała prawda nikt miał się nigdy nie dowiedzieć przez zakaz wypowiadania się nałożony na kobietę. Została zaszczuta tylko po to, by rząd Donalda Tuska mógł ją użyć do zastraszania wszystkich potencjalnych krytyków prezesa WOŚP.

Polacy mieli tylko wiedzieć, że Jerzy Owsiak jest ofiarą hejtu, otrzymuje groźby i że rząd z tym skutecznie walczy. Mieli nigdy nie poznać tych rzekomych „groźnych przestępców”. I tak by pozostało, gdyby Telewizja Republika nie dotarła do kobiety z Torunia i nie nagłośniła jej sprawy.
Gdy obejrzałam przygotowany przez red. Janusza Życzkowskiego reportaż w tej sprawie, poruszona historią pani Izabeli od razu skontaktowałam się z dziennikarzem, pytając, czy kobieta ma zapewnioną pomoc prawną. Otrzymałam odpowiedź, że emerytki nie stać na taką pomoc. Zaoferowałam więc bezpłatne wsparcie Instytutu Ordo Iuris.Tego samego dnia byłam już w kontakcie z panią Izabelą i odbierałam od niej upoważnienie do obrony. Czasu było niewiele, bo zaraz upływał 7-dniowy termin na złożenie zażaleń na zatrzymanie kobiety i nałożone na nią środki zapobiegawcze.W dwa dni po przyjęciu sprawy i po uzyskaniu zgody na zapoznanie się z aktami w prokuraturze i ich analizie, wnieśliśmy o uchylenie nałożonych na panią Izabelę środków zapobiegawczych i złożyliśmy zażalenie na jej zatrzymanie. W naszej ocenie komentarz emerytki z Torunia nie wypełnia znamion czynu zabronionego, bo przepisy polskiego prawa stanowią jednoznacznie, że przestępstwo groźby karalnej jest popełnione tylko wtedy, gdy groźba wzbudza w osobie, do której została skierowana lub której dotyczy, uzasadnioną obawę, że będzie spełniona. 
Trudno o bardziej ewidentny przykład groźby, która nie spełnia tego warunku niż komentarz 66-letniej, schorowanej emerytki, która krytykuje w internecie wspieranego przez władze i największe media celebrytę.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskPani Izabela od kilku dni żyje w ogromnym stresie, pod wpływem którego nie może nawet nic przełknąć. Jej mąż próbuje ją namawiać do jedzenia, martwiąc się o to, by załamanie nerwowe nie doprowadziło do pogorszenia stanu jej zdrowia. W dniu zatrzymania nikt nie przejmował się zdrowiem kobiety. Zupełnie ignorowano ją, gdy upominała się o swoje leki, których w szoku zapomniała zabrać z mieszkania, z którego wyprowadzali ją na oczach sąsiadów funkcjonariusze.
Podstawą tych wszystkich drastycznych działań i zaszczucia emerytki był jej komentarz do jednego z postów Jerzego Owsiaka na Facebooku, w którym wezwała prezesa WOŚP do pełnej jawności rozliczania zbiórek. Pod wpływem dużych emocji napisała w swoim komentarzu zwrot „Giń człeku”, co zostało uznane za… groźbę karalną, budzącą zapewne po stronie Jerzego Owsiaka realną obawę, że emerytka wyraża w ten sposób swe zaawansowane plany zamachu na jego życie. To absurd całkowity i oczywisty chyba dla każdego, kto korzysta z Facebooka!Oczywiście nikt nie popiera takich komentarzy, ale uznanie, że była to groźba, której spełnienie jest realne, to całkowity absurd i wie o tym każdy prawnik w Polsce. Groźba musi być obiektywnie realna do spełnienia. 
Sama pamiętam z zajęć z prawa karnego na drugim roku studiów przykład starszej kobiety, która grozi dorosłemu mężczyźnie, że go pobije, przywoływany przez prowadzącego jako oczywisty przypadek, w którym należy uznać, że obiektywnie rzecz biorąc nie zachodzi w takim przypadku uzasadniona obawa, że groźba może zostać spełniona.Tymczasem wobec pani Izabeli zostały zastosowane szczególnie surowe środki zapobiegawcze, pomimo że jakiekolwiek środki mogą być stosowane tylko wtedy, gdy zebrane dowody wskazują na duże prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa.Nie mam wątpliwości, że w całej tej sprawie nie chodzi o rzekomą ochronę bezpieczeństwa Jerzego Owsiaka. 
Chodzi tylko o pokazanie siły państwa, co doskonale obrazuje nam, jak będzie wyglądała Polska pod rządami Donalda Tuska po przyjęciu procedowanej właśnie w Sejmie ustawy o „mowie nienawiści”. Wtedy tak jak pani Izabela będą mogły zostać potraktowane wszystkie osoby, które napiszą w internecie, że „istnieją tylko dwie płcie” albo że „tzw. tranzycja to okaleczanie zdrowych narządów płciowych”, „homoseksualizm jest grzechem”, „aborcja zabójstwem człowieka” a „migranci z Afryki i Bliskiego Wschodu są zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polaków”.
To wszystko będzie mogło zostać potraktowane jako „mowa nienawiści”, a władza właśnie pokazuje dziś, jak będzie się obchodziła z takimi „nienawistnikami” za pomocą ręcznie sterowanej przez Adama Bodnara prokuratury.Dlatego dziś – jak nigdy do tej pory – niezbędna jest praca prawników Ordo Iuris, którzy staną w obronie wszystkich ofiar rażąco niesprawiedliwych i nieproporcjonalnych działań władzy oraz w obronie wszystkich ofiar ideologicznej cenzury.Gdyby nie prawnicy Instytutu Ordo Iuris, wszystkie te osoby zostałyby całkowicie same, zastraszone przez media i władze oraz niezdolne do samodzielnej obrony. Ale dzięki wsparciu ludzi takich jak Pan możemy świadczyć im bezpłatną pomoc prawną. To dzięki naszej wspólnej społeczności, każda ofiara ideologicznej cenzury i rządowego bezprawia może liczyć na pomoc. Abyśmy nadal mogli pełnić tę misję, potrzebujemy Pana wsparcia, za które z góry serdecznie Panu dziękuję. 
Takich osób jest więcej. Chcemy pomóc wszystkim!Sprawa pani Izabeli z Torunia to nie jedyny przypadek osoby ściganej w ostatnich dniach za krytyczne wobec Jerzego Owsiaka komentarze w internecie. Media informowały, że podobnych osób, zatrzymanych w ostatnich dniach za swoje wypowiedzi w internecie jest więcej.Jeden z portali donosił między innymi o zatrzymaniu 38-latka z podkarpacia, który również miał rzekomo kierować groźby karalne wobec Owsiaka. Mężczyzna przebywa w areszcie i grozi mu do 3 lat więzienia. Oferujemy bezpłatną pomoc prawną wszystkim osobom, zatrzymanym w ostatnich dniach za swoje komentarze na temat Owsiaka i Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Niestety do tej pory nie udało się nam dotrzeć do nikogo poza panią Izabela. Dlaczego? Prawdopodobnie podobnie jak w przypadku pani Izabeli pozostałe ofiary bezpodstawnych i nieproporcjonalnych działań służb Tuska i prokuratury Bodnara otrzymały zakaz publicznych wypowiedzi i boją się nawet z kimkolwiek kontaktować!Gdyby nie odwaga pani Izabeli i nagłośnienie jej sprawy przez Telewizję Republika, dokładnie tak samo byłoby zapewne w jej przypadku. A gdyby sprawa kobiety nie została nagłośniona, to dziś byłaby pozostawiona sama sobie, bo nie moglibyśmy dowiedzieć się o koszmarze, jaki przeżywa i zaoferować pomocy Instytutu. Pani Izabela jest emerytką i nie stać jej na skorzystanie z usług profesjonalnego prawnika. W ten sposób była idealną „kandydatką”, aby zostać przez władzę potraktowana w sposób nieuwzględniający podstawowych praw – z surowością niespotykaną często nawet w przypadku sprawców najpoważniejszych przestępstw takich jak, np. spowodowanie śmierci człowieka czy gwałt – oraz wykreować ją na „potwora” wzbudzającego u Jerzego Owsiaka obawę o swoje bezpieczeństwo.
Byłaby po prostu całkowicie bezbronna, zaszczuta i zastraszona przez media i całą rządową machinę propagandową. 
Podwójne standardy prokuratury Bodnara
Pani Izabela na pewno nie zostałaby zatrzymana i potraktowana jak groźny przestępca, gdyby obiektem jej krytyki był ktoś inny niż Jerzy Owsiak – pupilek obecnego rządu.Wiem o tym sama, bo regularnie – tak jak inni prawnicy Instytutu Ordo Iuris – jestem ofiarą wyzwisk, poniżania i gróźb w internecie. Najlepiej jednak zdaje sobie z tego sprawę prezes Instytutu, mec. Jerzy Kwaśniewski – „rekordzista”, jeśli chodzi o liczbę otrzymywanych tego typu wiadomości i pogróżek. Najczęściej nie reagujemy, ale gdy groźby są na tyle poważne, że dają podstawy do obawy o nasze własne bezpieczeństwo (w tym są to groźby pobicia, którym towarzyszy zapewnienie o znajomości miejsca zamieszkania adresata), zdarzyło nam się złożyć zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Jak się kończą te sprawy? Odpowiedzi na to pytanie nie muszę szukać daleko. Wczoraj mec. Magdalena Prządka-Leszczyńska jako pełnomocnik mec. Kwaśniewskiego złożyła zażalenie na decyzję o umorzeniu jednej z nich. Jak zwykle organy ścigania nie zdobyły się na żadne poważniejsze czynności i nie wykryły sprawców…
Podobne problemy miał też niedawno inny z adwokatów Ordo Iuris – mec. Bartosz Malewski, który jako Prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości otrzymał na kilka dni przed ubiegłorocznym Marszem poważne groźby. Proszę zgadnąć, czy w tej sprawie także zastosowano podobne środki zabezpieczające jak w przypadku pani Izabeli, której 2 dni po napisaniu komentarza policja wtargnęła nad ranem do mieszkania.
Oczywiście nie! Mec. Malewskiemu dopiero na ubiegły poniedziałek wyznaczono termin celem jego przesłuchania jako pokrzywdzonego… 
Ostatnio, gdy zgłosiliśmy kolejną wiadomość o alarmie bombowym w siedzibie Instytutu Ordo Iuris… odmówiono w ogóle wszczęcia postępowania.
Tymczasem gdy ofiarą podobnych ataków jest hołubiony przez rząd Tuska Jerzy Owsiak, wystarczyło niespełna 2 dni od zamieszczenia komentarza, by do domu schorowanej emerytki wyrażającej swą frustrację na Facebooku weszli uzbrojeni policjanci, a prokuratura potraktowała ją jak groźnego przestępcę. 
Za poprzednich rządów służby nigdy w podobny sposób nie potraktowały „Babci Kasi”, która krzyczała publicznie przez megafon, że zabije Jarosława Kaczyńskiego i która wielokrotnie dopuściła się agresji fizycznej wobec osób, z których poglądami się nie zgadza czy wobec policjantów. 
Nie zatrzymano Macieja Maleńczuka, który uderzył pięścią w twarz wolontariusza pro-life, ani genderysty, który w trakcie swojego pokazu drag queen symulował poderżnięcie gardła abp. Marka Jędraszewskiego (a niedawno media informowały o uniewinnieni mężczyzny).
Wspólnie obronimy wolność słowa
Nie możemy pozwolić na podwójne standardy i nierówność obywateli wobec prawa.Każdy uczestnik życia publicznego i każdy internauta powinien być traktowany tak samo, a prokuratura nie może działać na polityczne zlecenie rządu.
Obiecuję Panu, że nasi prawnicy będą stali na straży praworządności i sprawiedliwości w naszym kraju oraz wolności słowa, będącej fundamentalną wartością konstytucyjną. Choć dziś władza surowo traktuje osoby, podejrzane o stosowanie gróźb, to po wejściu w życie ustawy o „mowie nienawiść” podobny los może spotkać naprawdę każdego z nas – nawet jeśli nasze krytyczne wobec ideologii gender komentarze będą wyłącznie stwierdzeniem tak oczywistych faktów jak to, że „istnieją dwie płcie”.
Wierzę jednak, że i tym razem prawo zwycięży, bo prawnicy Instytutu Ordo Iuris już wielokrotnie dowiedli swojej skuteczności w obronie wolności słowa. To dzięki nam IKEA musiała przywrócić do pracy Pana Janusza Komendę, zwolnionego za cytowanie Pisma Świętego w krytycznym wobec ideologii LGBT komentarzu w internecie. 
To dzięki nam do niemieckiego więzienia nie trafił ks. prof. Dariusz Oko, oskarżony o „szerzenie nienawiści” za treść artykułu naukowego o homoseksualnym lobby w Kościele.
To dzięki nam na wolność wyszła Marika – studentka z Poznania, która została skazana na 3 lata bezwzględnego pozbawienia wolności i spędziła ponad rok w więzieniu za próbę wyrwania lnianej, tęczowej torby o wartości… 15 złotych.
To na naszą bezpłatną pomoc prawną może dziś liczyć ks. prof. Tadeusz Guz, oskarżony o „nawoływanie do nienawiści” za treść wykładu naukowego sprzed 6 lat. 
Gdyby nie my, na bezpłatną pomoc prawną nie mógłby liczyć Pan Adam – informatyk z Warszawy, który został zwolniony z korporacji IT za sprzeciw wobec zmuszania pracowników do uczestnictwa w Paradzie Równości.
Właśnie by móc angażować się w takie sprawy potrzebujemy Pana wsparcia finansowego.
Zwłaszcza, że w ostatnich tygodniach musimy tracić czas na kolejne batalie prawne z zarządcą wynajmowanego przez z nas biura. Pilnie potrzebujemy dziś spokojnego miejsca pracy, byśmy nie musieli się odrywać od pomocy naprawdę potrzebującym naszego wsparcia, aby poświęcać czas na mocno angażujące kolejne spory sądowe z zarządcą budynku PAST-y. Przed nami wielkie wyzwanie remontu, adaptacji i wyposażenia nowego biura, o którym pisaliśmy kilka dni temu.
Z tego powodu Pana wsparcie finansowe udzielane Instytutowi Ordo Iuris jest teraz tym bardziej nieocenione. Dlatego bardzo proszę Pana o wsparcie Instytutu kwotą 80 zł, 130 zł, 200 zł lub dowolną inną, dzięki czemu będziemy mogli nadal stawać w obronie ofiar bezpodstawnych i nieproporcjonalnych działań władzy oraz zwykłej ideologicznej cenzury.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Z wyrazami szacunkuAdw. Magdalena Majkowska - Członek Zarządu Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

P.S. Wspomniana sprawa pani Izabeli to niestety tylko wierzchołek cenzorskiej góry lodowej. Podobnych spraw mamy dziś dużo więcej. W wielu z nich odbyły się w ostatnich dniach kolejne rozprawy i zapadały ważne, przełomowe wyroki. Dziś chciałam się skupić tylko na opisaniu dramatu pani Izabeli. W najbliższych dniach napiszemy Panu więcej o bieżących sprawach, w których prawnicy Ordo Iuris stają w obronie wolności słowa w Polsce.Działalność Instytutu Ordo Iuris możliwa jest szczególnie dzięki hojności Darczyńców, którzy rozumieją, że nasze zaangażowanie wymaga regularnego wsparcia.

1,5% na WOŚP? Pieniądze poszły nie na „chore dzieci”, a 10 milionów na jubel Woodstock…

1,5% na WOŚP? Pieniądze poszły nie na „chore dzieci”, a 10 milionów na Woodstock, przekonuje Piotr Wielgucki

https://pch24.pl/15-na-wosp-pieniadze-poszly-w-duzej-czesci-na-woodstock-przekonuje-piotr-wielgucki

18 milionów przekazanych w ramach odpisu 1,5 proc dla Fundacji WOŚP zostało w większej części rozdysponowanych na potrzeby tzw. Przystanku Woodstock, mówił w Kanale Zero Piotr Wielgucki.

Piotr Wielgucki był gościem programu Roberta Mazurka i Krzysztofa Stanowskiego w Kanale „Zero”. Rozmowa trwała niemal trzy godziny i pełna była szczegółów. Wielgucki mówił, że pomimo powszechnej opinii to bynajmniej nie on jako pierwszy zajął się tematyką finansów WOŚP.

Ja lubię porządek w faktach i muszę przyznać, że ja nie byłem pierwszym, który przyjrzał się finansom Fundacji WOŚP. Pierwszy to robił pan Łukasz Fołtyn, to jest, jeśli nie pomyliłem nazwiska, człowiek od gadu-gadu. Drugi pan to był pan Michał Majewski, który po raz pierwszy ruszył sprawę związaną z finansami Fundacji WOŚP i Jerzym Owsiakiem. Ja przeczytałem te dwa artykuły i zacząłem się dogrzebywać do źródeł, czyli do rozliczeń finansowych Fundacji WOŚP, a nie tych kolorowych kwadracików i kółeczek, które Jerzy Owsiak pokazuje i przekonuje, że on na przykład wydaje więcej pieniędzy na sprzęt i zbiera w czasie finału. I to była inspiracja – powiedział.

Pokazywał następnie dokumenty, które, jak mówił, obrazują metodologię działania Fundacji WOŚP.

Tutaj mamy, proszę państwa, to, w jaki sposób Fundacja WOŚP rozlicza 1,5% podatku – mówił prezentując jeden ze slajdów. – Jerzy Owsiak mówi, że te pieniądze idą na leczenie dzieci, na sprzęt i tak dalej. No to widzicie, na co idą. Z 18 milionów przekazanych w ramach odpisu 1,5% wydano 12 milionów z hakiem. I widzicie Państwo np. przystanek Woodstock za 10 milionów złotych, pomoc Ukraina i tak dalej. Czyli ani złotówka z 1,5% pomimo zapowiedzi Jerzego Owsiaka i Fundacji WOŚP nie poszła na dzieci. Ona na pewno nie poszła na polskie dzieci, natomiast zawrotna kwota za 10 milionów złotych poszła na organizację przystanku Woodstock. To jest ten 1,5% – wskazywał.

—————–

kataryna @katarynaaa

Ale tego, że Woodstock jest finansowany z 1,5% to nie wiedziałam. 10 baniek na imprezę, ciekawe czy podatnicy mają tego świadomość, gdy decydują na jaki cel pożytku publicznego przekazać swój podatek.

Zdjęcie

———————————–

Czym to się różni, proszę Panów, z tym, kiedy robicie, jeszcze raz to powtórzę, zbiórkę na chore dziecko, a później za tą kwotę robicie bibę albo wesele? Przecież to jest analogiczna sytuacja – dodał.

Następnie Piotr Wielgucki mówił, że Jerzy Owsiak deklaruje, iż nic nie zarabia na byciu prezesem Fundacji WOŚP. Jak zaznaczył, jest jednak jeszcze taka spółka jak Złoty Melon.

Fundacja była właścicielem 100% udziału Złotego Melona. Fundacja praktycznie założyła tę spółkę. To jest tak zwana spółka powiązana – powiedział.

Zarząd Fundacji WOŚP, czyli w osobach m.in. Jerzego Owsiaka i Lidii Niedźwieckiej-Owsiak [żony Jerzego Owsiaka – red.] powołał spółkę Złoty Melon. Na prezesa tej spółki wyznaczył Jerzego Owsiaka. Jedynym pełnomocnikiem Fundacji WOŚP na zarządzie spółki Złoty Melon jest Pani Lidia Niedźwiecka-Owsiak. A zatem spółka jest zarządzana jednoosobowo przez prezesa. Prezesem został Pan Jerzy Owsiak – mówił.

Pierwsze, co zrobił to jako Jerzy Owsiak zatrudnił Jerzego Owsiaka na stanowisku dyrektora graficznego. W tej chwili pensja Jerzego Owsiaka – według sprawozdań w KRS-ie – to jest około 28 tysięcy złotych brutto. Miesięcznie. Miesięcznie. Mało tego. Pan Jerzy Owsiak sam ze sobą podpisywał umowy zlecenia i umowy dzieła. Podpisywał taką umowę również z panią Lidią Niedźwiecką-Owsiak – dodał.

Oczywiście można powiedzieć, że pan Jerzy Owsiak nie ma nic z tego, że jest prezesem Fundacji WOŚP. Tymczasem on ma wszystko. Gdyby nie był prezesem Fundacji WOŚP to nie powołałby z spółki Złoty Melon, której uczynił się sam siebie prezesem i sam siebie dyrektorem graficznym. Gdyby nie był prezesem Fundacji WOŚP to nie zatrudniłby na stanowisku dyrektora ekonomicznego swojej żony – wskazał.

Piotr Wielgucki powoływał się też na wyrok sądu ze Złotoryi, wskazując, że choć przegrał, bo został uznany winnym obrażania Jerzego Owsiaka, to zarazem sąd potwierdził, że informacje które podawał wówczas na temat przepływów finansowych pomiędzy WOŚP a powiązanymi instytucjami były oparte na konkretnych dokumentach.

Dziennikarze Kanału Zero chcieli, aby w rozmowie o WOŚP brał też udział ktoś z samej Fundacji, ale nikt nie chciał tego zrobić.

Pach

WOŚP i Owsiak współpracuje z aborterami, z wulgarnymi drag queens. Rząd roztacza nad tą współpracą parasol ochronny.

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Jestem zaniepokojona.

W ubiegłym tygodniu pisałam Panu, jakie wartości promuje WOŚP i Jerzy Owsiak – po współpracy z aborterami, obecnie współpracuje ze środowiskiem wulgarnych drag queens. Jednak rząd roztacza nad tą współpracą parasol ochronny.

Tymczasem my kolejny raz doświadczamy prób zastraszania ze strony organów ścigania.

Przesyłam Panu nagranie, na którym widać, że Policja prowadzi systematyczną obserwację Publicznych Różańców o zatrzymanie aborcji w Częstochowie. Znowu w tym samym mieście, znowu pokazowe nękanie.

Co oni wyprawiają? W jakim celu nagrywają księdza i modlących się z nim ludzi…? Czy będą ich „opiłowywać”?

Dla kontrastu – załączam poniżej mój poprzedni list, aby zobaczył Pan, jak bardzo różni się traktowanie obrońców życia od traktowania promotorów LGBT.

Serdecznie Pana pozdrawiam,

Kaja Godek

Fundacja Życie i Rodzina

www.RatujZycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci,

To już oficjalne: lobby LGBT gra dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Organizacja Jerzego Owsiaka ma już na koncie współpracę ze środowiskami  proaborcyjnych strajków. Teraz także ze środowiskiem queer.

W ten weekend w Krakowie odbył się show przygotowany przez 16 krakowskich drag queens. Drag queen to określenie na szczególny rodzaj transwestyty. To mężczyzna, który przebiera się w wyuzdany sposób za kobietę i manifestuje w ten sposób, że płeć to tylko konstrukt społeczny, zjawisko płynne i niedookreślone.

Drag queens na całym świecie mają szczególne upodobanie w występach przed dziećmi. Epatują wtedy swoim zboczeniem i robią striptiz przed młodziutką publicznością. Jak wyglądają takie występy, może Pan zobaczyć np. tutaj:

Subkultura drag to jeden z najbardziej radykalnych odłamów środowiska LGBT. Są obsceniczni, za nic mają normy, celowo gorszą najmłodszych. W Polsce spotykali się w bibliotekach z publicznością złożoną z kilkuletnich dzieci i zachęcali, by spróbować, jak to jest „być drag”.

Jak wielkie szkody czyni w psychice dzieci tak zdeformowany obraz ludzkiej płciowości – nie muszę chyba tłumaczyć…

Szanowny Panie,

Krok po kroku zamiast wielkiej apolitycznej akcji charytatywnej mamy w Polsce co roku festiwal wspierania lewicowych ideologii. Do wrogów życia płynie strumień pieniędzy, także publicznych, bo rząd i samorządy przekazują ogromne środki na WOŚP.

I właśnie w tym czasie chcę prosić Pana o wsparcie dla Fundacji Życie i Rodzina, bo jesteśmy w trudnym położeniu. Koniec ubiegłego roku był czasem wielkich trudności, które spiętrzyli przed nami wrogowie życia. Przeżyliśmy próby cenzury, zastraszanie naszej koordynatorki, nękanie naszych wolontariuszy przez organy ścigania. Jesteśmy w trakcie kilkudziesięciu procesów sądowych, a każdy z nich to stres dla naszych działaczy i dla mnie samej – bardzo martwię się o każdą osobę prześladowaną za obronę życia.

Nie będę owijać w bawełnę.

W tym miesiącu muszę kupić co najmniej:

– 2 megafony z mikrofonami i wejściem na Buetooth dla nowych grup, które zaangażowały się w Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji, jeden zestaw kosztuje 800 złotych, w sumie 1600 złotych,

– 5 nowych banerów czołowych (każdy 350 złotych) i 6 banerów antyaborcyjnych (każdy 350 złotych), w sumie 3850 złotych,

– 6 banerów #stopLGBT (każdy 350 złotych, w sumie 2100 złotych), szczególnie do akcji związanych z edukacją pseudo-zdrowotną wprowadzaną przez Minister Edukacji Barbarę Nowacką.

Dojdą do tego koszty przesyłek kurierskich i inne koszty codziennej logistyki naszych oddziałów terenowych.

W sumie potrzebuję zebrać 7550 złotych plus koszty organizacyjno-logistyczne.

Czy może Pan pomóc?

Czy zamiast wpłacać na orkiestrę złożoną z miłośników zboczeń może Pan przekazać darowiznę na Fundację Życie i Rodzina, abym mogła wyposażyć oddziały terenowe Fundacji w niezbędne materiały? 

Numer konta Fundacji Życie i Rodzina: 

47 1160 2202 0000 0004 7838 2230

Kod SWIFT: BIGBPLPW

Wszelkie dane do wpłat Blikiem i kartami znajdzie Pan w stopce niniejszego maila.

Gdy wiele lat temu zakładałam ŻiR, postanowiłam, że nie będziemy ograniczać się do samej Warszawy. Od początku miałam wielkie pragnienie, aby działalność prolife objęła siecią całą Polskę. To marzenie realizuje się, ale potrzeba zaopiekować się ludźmi i ich wyposażyć. Oni w swoim miejscu zamieszkania zmieniają świadomość o tym, czym jest aborcja. Budzą sumienia, edukują i przekonują nieprzekonanych. Często odwodzą od aborcji konkretne skołowane kobiety.

Czy wesprze Pan tę trudną codzienną pracę?

Serdecznie Pana pozdrawiam,

Kaja Godek
Kaja GodekKaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Już teraz dziękuję za każdą kwotę, jaką zdecyduje się Pan przelać. Numer konta, dane do Blika i wpłat kartami znajdują się pod linkiem www.RatujZycie.pl/wesprzyj.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Wielka orkiestra szlachetności zastępczej

Autor: AlterCabrio , 15 stycznia 2025 Wielka orkiestra szlachetności zastępczej

Jak co roku, już 33 – ci raz Polacy około połowy stycznia dostępują wiekopomnej okazji uczestniczenia w niezwykłej imprezie charytatywnej, i nie tylko. Każdy może choć przez chwilę poczuć się człowiekiem szlachetnym i dobrym, wznieść się ponad swoją przytłaczającą codzienność, dołączyć do społeczności podobnie szlachetnych ludzi, dążących do świętości za cenę datku do puszki, w przypadkach kwalifikowanych – wykupienia fantu, co w tej grupie jest chyba równoznaczne z samoubóstwieniem.

−∗−

Obraz tytułowy: Hieronymus Bosch, tryptyk „Ogród rozkoszy ziemskich”, zwany też „Tysiącletnim królestwem”, fragment części prawej – Piekło, ok. 1500 r., ob. Muzemum Prado w Madrycie. LINK

Wielka orkiestra szlachetności zastępczej

Jak co roku, już 33 – ci raz Polacy około połowy stycznia dostępują wiekopomnej okazji uczestniczenia w niezwykłej imprezie charytatywnej, i nie tylko. Każdy może choć przez chwilę poczuć się człowiekiem szlachetnym i dobrym, wznieść się ponad swoją przytłaczającą codzienność, dołączyć do społeczności podobnie szlachetnych ludzi, dążących do świętości za cenę datku do puszki, w przypadkach kwalifikowanych – wykupienia fantu, co w tej grupie jest chyba równoznaczne z samoubóstwieniem.

Być może nie bez znaczenia jest kolejny numer igrzysk – trzydziesty trzeci, jakby stopnień wtajemniczenia w loży. Ciekawie też byłoby odgadnąć, o jakie święta tu chodzi, jakie bóstwo tu się czcią obdarza. Charytatywny cel całej imprezy może być wskazówką – deklarowanym celem wolnomularzy zawsze była filantropia. Jako szlachetna, bezinteresowna działalność dla dobra innych przyciąga uwagę i sympatię, jednocześnie umożliwiając działania zgoła inne – politykę. Mamy więc jakby dwa cele społeczne takiego właśnie grania: filantropijny cel fundowania zazwyczaj dzieciom różnych rzeczy, czasem potrzebnych, czasem nie, ale zawsze drogich i domagających się prowizji. Drugi cel jest polityczny – popieranie określonych ugrupowań politycznych i ich programu, oraz krytyka wszystkiego, co jest z nimi niezgodne. Tak się u nas składa, że tą niezgodność można przypisać wszystkiemu, co dawno temu ufundowało, a przez wieki podtrzymywało polski naród i jego państwo. Te same cechy posiada także łaciński normotyp cywilizacyjny.

Czytaj też:

Po co nam własne państwo

Jak odzyskać niepodległość

Uczestnicy całego przedsięwzięcia ze strony społecznej, czyli sponsorzy i zwolennicy podwójnego grania, gromko orędując za największą ponoć imprezą filantropijną w tej części świata radują się z powodu takiego nadliczbowego dofinansowania służby zdrowia. Nie dostrzegają jednak kilku składników tego procesu. Środki nie zawsze odpowiadają rzeczywistym potrzebom obdarowanych, często są też na wyrost, przekraczając możliwości placówek. Publiczna służba zdrowia to system, będący podsystemem większego nadsystemu, którym jest państwo. Nadsystem powinien dbać o sprawne funkcjonowanie wszystkich podsystemów, również służby zdrowia. Finansowanie pobierane jest w wielkiej obfitości od społeczeństwa w postaci obowiązkowych składek zdrowotnych. Pomimo tego wciąż brakuje środków, więc system musi wciąż być dotowany z budżetu państwa i samorządów. Przed II Wojną Światową z oszczędności, wygenerowanych dzięki rozsądnemu gospodarowaniu ubezpieczeniami udało się sfinansować transatlantyk Batory, w III RP trzeba wciąż dotować, i wciąż pokrywać braki filantropią. Zachwyt nad ofiarnością społeczeństwa przykrywa problem główny – dlaczego jest, jak jest, i dlaczego od dziesięcioleci niczego nie można zmienić; kto psuje i jak można to naprawić. Tym się nikt nie przejmuje, bo i po co, orkiestra funduje. Splendor akcji dobroczynnej pozwala nam choć na chwilę zapomnieć o patologii ustrojowej.

Wiele można by się tu rozpisywać o zaletach i wadach tego przedsięwzięcia, i zapewne w nadchodzących czasach wiele ich będzie się nam ukazywać, nawet mimo wprowadzenia zakazu mowy nienawiści. Nie o tym jednak chcę pisać, jest od tego wielu bardziej kompetentnych autorów. Chciałbym za to ukazać pewien aspekt wielkiej orkiestry, bardzo istotny, acz niedostrzegany. Określę go jako szlachetność zastępczą, ona bowiem najlepiej wyjaśnia tak wielkie zaangażowanie i tak silne przylgnięcie do całej imprezy, jej kierownictwa i idei, a raczej ideologii – wielkiego odstępstwa od tego, co własne na rzecz tego, co cudze.

Impreza istnieje na rynku od roku 1992. Czas ten był szczególny – dla Polski i Polaków, dla całej Europy, wcześniej znajdującej się pod władzą Związku Radzieckiego, dla całego świata, który wówczas jeszcze nie rozumiał epokowych zmian, jakie w nim zachodzą, a raczej jakie są przeprowadzane. By to rok publikacji słynnej książki Francisa Fukuyamy pod znamiennym tytułem „Koniec historii”. Zgodnie z jej główną tezą, wraz z rozpadem ZSRR, upadkiem komunizmu (pozornym upadkiem, czego jeszcze wówczas większość ludzi nie wiedziała), i zwycięstwem demokracji liberalnej skończą się wielkie spory przeszłości, typowe dla państw i gospodarek narodowych. Rywalizacja odejdzie do lamusa, a przyszłość to globalna współpraca ekonomiczna, swoboda wszelkich przepływów, zastąpienie narodów przez coś, co mocą pieniądza George Soros wprowadza do państw narodowych pod hasłem społeczeństwa otwartego. Jako pierwszy pojęcia tego użył Henri Bergson, a dwa pokolenia później zreformował Karl Popper (zadziwiająca jest ta koincydencja pochodzenia wielu wybitnych myślicieli, których Zachód uważa za swoich). Polska i Europa Środkowo – Wschodnia „wyrwała” się wtedy spod sowieckiego reżimu, aby wejść do bogatego i dobroczynnego zachodniego kapitalizmu, jak wówczas wydawało się niemal wszystkim na Wschodzie. Ponieważ w Polsce, odciętej od głównych nurtów przemian i gospodarki rynkowej brak było naturalnych elit, które wiedziałyby, co należy robić w takich sytuacjach, naród chcąc nie chcąc przyjął za swoją tą elitę, którą mu podstawiono, a którą wytypowano na nieoficjalnych bibach w Magdalence. Wraz z tą elitą Polacy jako wybawienie z polskich problemów przyjęli Plan Balcerowicza – Sachsa (znowuż ta koincydencja), i szereg innych planów na przebudowę gospodarki, państwa i społeczeństwa, których nie był świadom. Upraszczając, rzec można, że każda zachodnia dewiza miała służyć generalnej przemianie Polski i Polaków. Nie byliśmy w tym osamotnieni – była to część dawno zaplanowanej zmiany Europy i świata.

Nasza polska przemiana polegała na tym, że częściowo nas zmuszono, a częściowo zechcieliśmy tego sami, aby na główkę rzucić się do basenu z demokracją liberalną, neoliberalizmem, społeczeństwem otwartym, postmodernizmem, dyktatem wielkich korporacji. Nie zdołaliśmy tylko zawczasu sprawdzić, czy w basenie znajduje się woda, ale skoro skakaliśmy do tego, co jest na szczęśliwym i bogatym Zachodzie, mogliśmy spodziewać się, że nie będzie całkiem źle. Okazało się, że otchłań, w którą skaczemy nie odpowiadała temu, co wówczas mieli jeszcze ludzie na Zachodzie, lecz została skonstruowana specjalnie dla nas. Wody więc nie było, ale basen rychło został zapełniony – krwią ofiar, przymusowo zrzucanych ze stromego klifu na ostre skały. Nikt tych ludzi zapytał, czy tego chcą, o swoim losie mieli przekonać się dopiero na dole, ale tak, aby nawet ci, którzy przeżyli, nie zorientowali się, że zostali zagnani w pułapkę.

Zdewastowano nam gospodarkę, przemysł, infrastrukturę, finanse, edukację, przejęto media, na trzy ponad dekady poukładano politykę. Cały nasz świat energomaterialny oraz informacyjny został zdefiniowany przez obce siły, dążące do zniesienia narodów i państw narodowych. Społeczeństwo zostało zdewastowane, nie tylko poprzez odebranie ludziom możliwości utrzymania siebie i rodzin, ale też za pomocą galopującej demoralizacji. Nastała ona natychmiast, wraz z uwolnieniem energii gospodarczej ludzi do działań w nowych układach, i wraz z zalewem antykulturowego szlamu, płynącego z każdej możliwej strony. Symbolem ówczesnej kultury masowej stały się książeczki Harlequin, pornografia, kasety video, czasopismo „Nie”, seriale „Dynastia” i „Moda na sukces”. Wyrazem głębszych dążeń natomiast – środowisko intelektualne Gazety Wyborczej i drukowane masowo przez wydawnictwo Jacka Santorskiego ezoteryczne podręczniki jak się samopoznać i odnieść sukces dzięki wykorzystaniu energii – wszechświata i własnej.

Wszystkie te zabiegi około sukcesu niewiele dawały skutku bez kapitału startowego, którego pozbawiono naród, pozostawiając jedynie przy wybranych jednostkach dawnego i nowego układu. Wmówiono nam, że nie jest potrzebny kapitał ani możliwości materialne, każdy może być tym, kim chce i osiągnąć światowy sukces, na wyciągnięcie ręki możliwa jest kariera od pucybuta do milionera, trzeba tylko bardzo pragnąć i bardzo się starać. Niektórzy nawet tak próbowali, kończąc zwykle po pewnym czasie jako bankruci, mimo początkowego sukcesu. Okazało się, że przejść do powodzenia mogą zasadniczo ci, którzy przyswoili sobie hasło, głoszące, że „pierwszy milion trzeba ukraść”, a do celu trzeba podążać „po trupach”, cel bowiem zawsze uświęca środki, a życie jest trudne, skomplikowane i pełne zasadzek. Moralność, jaka w ludziach trwała jeszcze mimo komunistycznej degrengolady załatwiono hasłami: „nie kradnij – rząd nie lubi konkurencji”, „nic nie jest czarno – białe, wszystko jest szare”, „każdy ma swoją prawdę”, „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. Wszyscy poznali te aforyzmy, przekazywane drogą marketingu szeptanego, nie wiedząc nawet, skąd się wywodzą. Podsumowaniem szokowej zmiany mentalnej Polaków stało się główne hasło Jurka Owsiaka – „róbta, co chceta” – brzmiące jak przeróbka masońskiego „czyń wedle woli swojej”.

Naród zaczął więc robić, co każdy chciał, tracąc spoistość i rozbijając się na atomy. Umysły ludzi i ich relacje ogarnęły trujące miazmaty swoistego amalgamatu ideologii – neomarksizmu, neoliberalizmu, wszelkiego lewactwa, globalizmu, i spajającego to wszystko talmudyzmu. Czasami ludzkie atomy sczepiały się w jakimś sprzężeniu, by zwykle rozpaść się po pewnym czasie z trzaskiem, lecz częściej zderzały się, odbijając się od siebie jak bile, i od przeszkód, niczym kulki we flipperze. Ludzkie atomy nie miały nawet czasu pomyśleć nad swoim otoczeniem, zajęte gorączkową krzątaniną, by przeżyć kolejny dzień i miesiąc, by dorobić się jak najszybciej, by udowodnić dostawcom ukradzionych kapitałów, że Polak też potrafi. Ci śmiali się do rozpuku z biegających i zderzających się ludzików, podlewając cały bałagan gęstym sosem pedagogiki wstydu. Polskie ludziki uwierzyły, że wszystko zło, które ich spotyka, ba, nawet całe zło świata tkwi w nich samych i z nich wypływa, wynikając z wielowiekowych specyficznie polskich tradycji złości, zawiści, zacofania, ciemnoty, nieuczciwości, nieudolności. Ileż to było artykułów w gazetach i czasopismach, ileż książek beletrystycznych, publicystycznych i pseudonaukowych, ileż wykładów na uczelniach, filmów i seriali, wypowiedzi politykierów, pseudoautorytetów i patocelebrytów. To, co spotykało ludzi było wypadkową kilku głównych procesów: globalnych trendów antykulturowych, w tym – rewolucji seksualnej; warunków ekonomicznych, prawnych i politycznych, stworzonych celowo; działań w obszarze infosfery, zawierających antypedagogikę, złe wzorce zachowań, pornografię, ogłupianie i pedagogikę wstydu; braku dobrych wskazań i dobrych wzorców zachowań.

Stosunki międzyludzkie, począwszy od słynnej „wojny na górze” stały się brutalne, bezwzględne, interesowne i nikczemne. Odgórne upodlenie stopiło się z oddolnym samoupodleniem w ogólną wszechpodłość. Polskojęzyczne media i podstawione elity z pozmienianymi nazwiskami przekonywały nas usilnie, że stan wszystkiego do góry nogami jest właściwy, koszta społeczne transformacji są nieuniknione a jedyne problemy tkwią w nas, pod postacią kulturowych, chrześcijańsko – łacińskich skrupułów, które wciąż blokują nam postęp i dołączenie do szczęśliwej, wesołej, odnoszącej sukcesy społeczności globalnej. Polacy byli więc jednocześnie namawiani do zła, zmuszani do zła, oszukiwani co do zła, pozbawieni dobra. Faktyczna wina rozkłada się na trzy grupy podmiotów: rzeczywistych, cudzoziemskich sprawców, pasożytnicze, kolaboranckie pseudoelity, oszukany, upodlony i samoupadlający się naród.

Takie było tło społeczne zjawiska wielkiej orkiestry. Tam wszystko było inne, niż w społeczeństwie – dobre, szlachetne, bezinteresowne. Tak przedstawiała to propaganda, tak przyjęli Polacy, unurzani we wszech-podłości, cierpiący trudności materialne, poczucie porażki i wstydu, wyrzuty sumienia. I naraz dostali przebłysk szlachetności, jedyną szparę w szarej opończy moralnej bylejakości, ściśle zasłaniającej ich świat. Oto nagle z lepszego świata spłynęła do nich obietnica nowego odkupienia wszelkich win i frustracji – filantropia, finansująca chore dzieci, w otoczeniu szlachetnych, bezinteresownych, postępowych, wyluzowanych ludzi, jakże odmiennych od codziennych, szarych, goniących za lepszym dzisiaj dusigroszów. Nagle każdy Polak – łapserdak mógł choć raz w roku poczuć się dobry, szlachetny i hojny jak panisko, utwierdzany w tym postępowym katharsis przez wszech-mądrych celebrytów pasożytniczej elity, którą uważał za ekspertów moralności i arbitrów elegancji. Skoro usunięto z otoczenia jakąkolwiek szlachetność, zdewastowany psychicznie Polak kurczowo chwycił się szlachetności zastępczej. A wraz z samą orkiestrą i jej melodią Polak – łapserdak przyjął wszystko, co z nią było wprost lub pośrednio połączone. Zjawisko to zostało odkryte i opisane już w I połowie XX wieku przez behawiorystów, i dostosowane przez B.F. Skinnera do technologii zarządzania społeczeństwem. Bodziec, powodujący reakcję utrwala nie tylko reakcję na sam bodziec główny, ale też na wszystkie bodźce towarzyszące. Po utrwaleniu reakcji, gdy usunie się bodziec główny, bodźce towarzyszące nadal będą wywoływać te same reakcje, co bodziec główny. To właśnie tłumaczy tak głębokie przylgnięcie do orkiestry, mediów ją promujących, ugrupowań politycznych, promowanych przez te media. Tłumione wyrzuty sumienia, wywołane wszech-podłością, połączone z socjotechniczną, behawioralną tresurą społeczną uczyniły z nas tych, którymi dziś jesteśmy.

Czytaj o przebudzeniu:

Naród zaczyna walczyć

Gdy zbudzi się naród, cz-2, twierdza kulturowa

Główni i pomocniczy sprawcy tego naszego stanu popełniają jednak ten sam, fundamentalny błąd – myślą, że człowiek jest tabula rasa i można go ukształtować w dowolny sposób, i będzie to trwałe. Tymczasem w kwestiach istotowych natura ludzka jest niezmienna i zachowuje się jak korek – utrzymuje pamięć pierwotnej, naturalnej formy. Ściskany przez lata, po ustaniu ucisku pomału powraca do swej pierwotnej postaci. Tak też jest z nami, i w końcu spod zeszmaconego, zestrachanego Polaka – łapserdaka, stopniowo, powoli na razie, lecz coraz szybciej wydobywa się dumny i gniewny Polak – Lechita.

______________

Wielka orkiestra szlachetności zastępczej, Bartosz Kopczyński, 15 stycznia 2025

Drag Queen na „finale WOŚP”. Oswajanie z perwersją.

8 stycznia 2025 https://pch24.pl/to-jest-oswajanie-z-perwersja-lisicki-mocno-o-rewii-drag-queen-na-finale-wosp/

„To jest oswajanie z perwersją”. Lisicki mocno o rewii Drag Queen na finale WOŚP

(Fot. Mikolaj Kamienski / Forum)

Rodzice, którzy z dziećmi uczestniczą w takich akcjach jak „rewia Drag Queen”, albo którym to nie przeszkadza, to są ludzie w wieku 30-40 lat. Są to osoby wychowane w wolnej Polsce po 1989 roku, a zatem są „produktem” cywilizacji, gdzie zaniknęło myślenie o Polsce jako pewnej ciągłości pokoleń, pewnej ciągłości tradycji – mówi w rozmowie z PCh24.pl Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”.

Kraków przygotowuje się do „33. finału” Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W tym roku jednym z wydarzeń będzie… rewia krakowskich Drag Queen. Czy jeżeli chodzi o pomoc dzieciom, to wszystkie chwyty są dozwolone?

To pokazuje, że Polska podąża drogą „Wielkiego Zachodniego Postępu”. W kategoriach moralnych jest rzeczą obrzydliwą, kiedy wykorzystuje się przedsięwzięcie, którego celem jest cel charytatywny, tym wypadku pomoc chorym dzieciom, do tego, żeby promować nieludzką, barbarzyńską ideologię, która rozkwitła obecnie na całym Zachodzie. Tak należy prezentować wywołaną rewię Drag Queen w Krakowie. To jest oswajanie z perwersją.

Ale zwolennicy tego wydarzenia odpowiedzą, że przecież to wszystko jest dla chorych dzieci i w związku z tym jest to jak najbardziej na miejscu, bo przecież uda się im pomóc np. poprzez licytację przedmiotów wystawionych przez Drag Queen…

Mamy tu do czynienia z kategorią, że „cel uświęca środki”, ponieważ cel – pomoc chorym dzieciom – jest zbożny, więc można posłużyć się środkiem moralnie niegodziwym.

Całe nasze doświadczenie wskazuje na to, że ten sposób rozumowania prowadzi na manowce. Rodzi się bowiem pytanie: jakie jeszcze środki można by było zaakceptować dla tego poniekąd szczytnego celu?

Ja nie wiem, ile dzieci się uda się uratować tą akcją. [Nigdy tego nie podano.. md] Ale wiem, że dopuszczenie w przestrzeni publicznej do oswojenia perwersji pociąga za sobą bardzo negatywne skutki. Pokazuje to ludziom: dzieciom i ich rodzicom, że to, co powinno być czymś nienaruszalnym – na czym buduje się w ogóle tożsamość człowieka czy przekonanie o tym, że istnieje coś takiego jak ludzka tożsamość w związku z tym, że człowiek ma pewną osobową, nienaruszalną godność, że ta godność oparta jest na tym, że ma wolną wolę, ma rozum, a to wszystko jest zakorzenione w jego osobie, a to z kolei jest zakorzenione również w pewnych materialnych czy biologicznych podstawach i w podziale na mężczyznę i na kobietę, z których to każdy ma swoje osobne cechy i swoje osobne przeznaczenie – że to wszystko można zanegować i że można, tworzyć cywilizację i kulturę opartą na negacji, na zaprzeczeniu, na zniszczeniu, na arbitralnym wymyśleniu sobie tego, kim jest człowiek.

I to jest skrajnie szkodliwe! To jest barbarzyństwo! To nas prowadzi do rozpadu!

Zatem opowieści o tym, że to ma służyć jakiemuś dobremu celowi, to jest mydlenie oczu, to jest zasłona dymna i to jest tym bardziej obrzydliwe.

Zawsze jest tak, że każdy, kto próbował wprowadzić do ludzkiego obiegu czy do ludzkiej cywilizacji, rewolucyjne pojęcia, przedstawiał to jako wspaniałą zdobycz, a potem widzieliśmy, jakie są tego efekty w historii.

W poprzednich latach na finale WOŚP były do wylicytowania na przykład pokazy tańca na rurze. W mediach społecznościowych pojawiały się szokujące nagrania, jak rodzice zabierają dzieci na taki pokaz. W tym roku mamy przesunięcie granicy? Organizowane jest wydarzenie z drag queen, żeby zobaczyć, co się stanie, jaka będzie reakcja społeczna?

Im bardziej Polska chce się upodobnić do obecnego Zachodu, czy do obecnej Unii Europejskiej, tym bardziej perwersyjne praktyki są tolerowane i wprowadzane do Polski. Pod tym względem mamy oczywiście przesunięcie.

Można oczywiście się zastanowić, co będzie za rok. Promowanie aborcji jako „zabiegu ratującego życie”? Promowanie tranzycji? Promowanie eutanazji? Albo, bo to jest najnowszy krzyk mody, jakieś akty, które mają na celu pokazywanie negacji istnienia różnicy gatunkowej między człowiekiem a zwierzętami? Można sobie różne rzeczy wymyślać, ale moim zdaniem trzeba być ślepym, żeby nie dostrzegać ścisłego związku między europeizacją, Polski, a promocją perwersji.

A czy może być tak, że za kilka lat WOŚP zacznie zbierać pieniądze na przykład na sprzęt pomagający w tzw. zmianie płci?

Jeśli się uzna w Polsce, że to jest prawo człowieka, jak w niektórych państwach się to stało, to dlaczego nie? Przecież w Europie zaczyna dominować pogląd, że „zmiana płci” jest formą „ludzkiej godności”, i że człowiek zdobywa godność przez fakt wolnego wyboru, a takim właśnie wolnym wyborem jest wybór własnej płci. A skoro Polska chce iść drogą Zachodu, to dlaczego nie ogłosić i prawnie wprowadzić czegoś podobnego?

Ta sama argumentacja była używana w przypadku kobiet, jeśli chodzi o aborcję, czy w przypadku ludzi starszych, jeśli chodzi o eutanazję. W tych dwóch przypadkach uznano, że godność nie polega na tym, że się coś ma, że coś się otrzymało i trzeba tego pilnować, tylko godność polega na tym, że się coś kreuje, a kreuje się zawsze w opozycji do istniejącego powszechnie prawa naturalnego. No więc… dlaczego nie? Myślę, że równie dobrze można sobie wyobrazić zbiórkę na jakieś małe machiny eutanazyjne, żeby „pomóc chorym”. Na pewno znaleźliby się eksperci głoszący, że przecież jest to „wspaniała zdobycz cywilizacji”, że przecież Zachód w tę stronę zmierza, że coraz więcej krajów to przyjmuje itd.

Najsmutniejszą rzeczą w tym wszystkim jest to, że jest tak wielu rodziców, którzy w tego typu historię wchodzą, ale to tylko pokazuje, że w Polsce został w bardzo silnym stopniu zakłócony przekaz międzypokoleniowy. Krótko mówiąc: ci rodzice, którzy z dziećmi uczestniczą w takich akcjach jak „rewia Drag Queen”, albo którym to nie przeszkadza, to są ludzie w wieku 30-40 lat. Są to osoby wychowane w wolnej Polsce po 1989 roku, a zatem są „produktem” cywilizacji, gdzie zaniknęło myślenie o Polsce jako pewnej ciągłości pokoleń, pewnej ciągłości tradycji. To jest pokolenie wychowane na kulcie zachodu, na tym, żeby Polska się upodobniła we wszystkim do najgłupszych i najbardziej absurdalnych rzeczy, które wymyślono na Zachodzie. To jest pokolenie kompleksu niższości. No i nic dziwnego, że swoim dzieciom ma ono do przekazania to samo, tylko jeszcze bardziej.

Czy nie boi się Pan redaktor, że w przyszłym roku nie będzie mógł krytykować tego typu wydarzeń, o którym rozmawiamy? Rząd pracuje przecież nad ustawą o tzw. mowie nienawiści…

Mam nadzieję, że nawet niezależnie od tego, co sobie rząd wprowadzi, to i tak będziemy krytykowali takie obrzydliwości…

Nawet pod groźbą więzienia?

Tak! Jeśli trzeba będzie pójść do więzienia za to, co się uważa, to tak się po prostu stanie. Są rzeczy tak niegodne i tak niewłaściwe, że milczenie wobec nich jest ściągnięciem na sobie czegoś znacznie gorszego niż więzienie we współczesnym państwie. Takie jest moje zdanie i go nie zmienię!

Dlatego też trzeba jasno mówić, że w sytuacji, gdyby takie przepisy o tzw. mowie nienawiści przeszły potrzebne jest tzw. obywatelskie nieposłuszeństwo i przyjęcie na siebie konsekwencji sytuacji, w której w sposób publiczny głosi się rzeczy niegodne, niewłaściwe z punktu widzenia „mowy nienawiści”.

Oczywiście wolałbym, żeby te przepisy nigdy nie weszły i żeby ci, którzy je przygotowują, zniknęli z przestrzeni publicznej, ale gdyby tak się nie stało, to trzeba pamiętać, że są pewne warunki Non possumus, czyli sytuacji, w której nie wolno się poddać.

Rozmawiał Tomasz D. Kolanek