Trafia się nam okazja
Stanisław Michalkiewicz; serwis „Prawy.pl” 22 sierpnia 2026 michalkiewicz
Wprawdzie do 1 kwietnia jeszcze daleko, ale mimo to prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump już 15 sierpnia ogłosił, że „wkrótce” cieśnina Ormuz stanie się częścią terytorium Stanów Zjednoczonych. Niektórzy obserwatorzy widzą w tym akt desperacji prezydenta Trumpa, który już nie wie, jak zakończyć, a właściwie – jak wyplątać Amerykę z wojny, w którą wkręcił ją bezcenny Izrael. Rzeczywiście – wiele wskazuje na to, że prezydent Trump nie został przez premiera rządu jedności narodowej bezcennego Izraela nawet poinformowany o celach tej wojny.
Inna sprawa, że Beniamin Netanjahu wcześniej publicznie deklarował, iż „czuje się związany” ideą „wielkiego Izraela” – a więc Izraela rozciągającego się „od wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat” – zgodnie z obietnicą, jaką Stwórca Wszechświata miał złożyć pewnemu mezopotamskiemu koczownikowi. Realizacja tej idei jest już całkiem zaawansowana; Izrael, przy pomocy Stanów Zjednoczonych, doprowadził już do politycznego obezwładnienia państw leżących na tym obszarze – tak, że jedynie złowrogi Iran staje okoniem. Z punktu widzenia bezcennego Izraela rozgromienie złowrogiego Iranu nabiera zatem pozorów racjonalności.
Gorzej to wygląda z punktu widzenia interesów Stanów Zjednoczonych – ale wiadomo przecież, że amerykańscy twardziele w podskokach wykonują wszystkie zachcianki, jakich zażądają od nich Żydowie, a nawet zgadują ich życzenia. Niech by któryś amerykański twardziel się zawahał, albo ociągał, to zaraz jakieś dziecko by sobie przypomniało, że 40 lat temu włożył mu rękę pod spódniczkę i zanim by się wyjaśniło, że to nieprawda, to trzeba by pożegnać się nie tylko z karierą, ale i majątkiem, bezlitośnie wyszlamowanym za pośrednictwem tamtejszych nienawisłych sądów. Jeśli wiemy to nawet my, w których bantustanie przemysł molestowania jest dziś chyba najbardziej dynamicznie rozwijającą się dziedziną gospodarki, to cóż dopiero – amerykańscy twardziele – skoro ta gałąź przemysłu narodziła się właśnie w Ameryce?
No dobrze – ale jeśli nawet Izraelowi uda się zrealizować ideę „Wielkiego Izraela”, to co z tego będzie miała Ameryka? Wygląda na to, że same zgryzoty, bo skoro na obronę i utrzymanie „małego Izraela” USA muszą co roku nie tylko wydawać krocie, ale również antagonizować przeciwko sobie narody, które wcale nie musiałyby być zantagonizowane – to cóż dopiero, gdy mały Izrael rozrósłby się w Izrael Wielki? Obawiam się, ze zasoby całej Ameryki mogłyby nie wystarczyć do sfinansowania tego eksperymentu, zwłaszcza gdyby władze bezcennego Izraela kontynuowały na całym tym obszarze politykę, jaką uprawiają w Strefie Gazy, Libanie, czy Zachodnim Brzegu. Ludobójstwo bowiem sprawia, ze na podbitych terytoriach jest coraz mniej osób, a w konsekwencji może nie być nawet nikogo, komu można by pożyczać pieniądze na procent – co jest głównym zajęciem środowisk żydowskich – oczywiście poza gorzelnictwem i wyszynkiem alkoholu. Ale wódkę też trzeba komuś sprzedawać, żeby biznes sze kręczył – a komu – jeśli w następstwie ludobójstwa obszar Wielkiego Izraela się wyludni?
Zresztą nawet gdyby się nie wyludnił, to i tak byłby problem, bo muzułmanie picie wódki mają przecież od proroka Mahometa surowo zakazane. Może z wyjątkiem muzułmanów spolonizowanych. Jak pisze autor opowiadania „Łostaje”, kwestarz bernardyn zaproszony przez pana Amurata, szlachcica polskiego tatarskiego pochodzenia na obiad, spotkał się z propozycją wypicia przed obiadem wódeczki dla konkokcji. – „Wódeczka u was?” – zdumiał się ojciec bernardyn – ale pan Amurat mu wyjaśnił: „Mahomet zabronił nam wina, miłościwy księżulu – ale o wódeczce w Al Koranie cyt!” Ale u nas muzułmanów jak na lekarstwo, więc z punktu widzenia biznesowego to żaden interes.
Więc w sytuacji gdy bezcenny Izrael skutecznie wkręcił Amerykę w tę wojnę, a teraz się z niej wycofał, prezydent Trump nie widzi innego wyjścia, jak kombinować po swojemu. Wojna, w którą został wkręcony, doprowadziła nie tylko do zablokowania cieśniny Ormuz, ale złowrogi Iran zamierza rozciągnąć nad jej obszarem własną suwerenność. Wcześniej, jak pamiętamy, ogłosił zamiar pobierania opłat od każdego statku, który tamtędy przepływa – a zdesperowany prezydent Donald Trump ogłosił, że opłaty w wysokości 20 procent wartości ładunku będzie pobierał on. Widocznie jednak ktoś starszy i mądrzejszy mu to wyperswadował – ale co z tego, skoro tej nieszczęsnej wojnie końca nie widać? Skoro tedy złowrogi Iran odgraża się, że rozciągnie swoją suwerenność na obszar cieśniny Ormuz, to prezydent Trump pomyślał sobie, że równie dobrze on może rozciągnąć na obszar cieśniny Ormuz suwerenność amerykańską.
To świetny pomysł – problem tylko – jak to zrobić. Trzeba by w tym celu kontynuować wojnę ze złowrogim Iranem – ale tego właśnie prezydent Trump wolałby uniknąć tym bardziej, że otrzymał niedawno wiadomość od generała dowodzącego siłami amerykańskimi na Bliskim Wschodzie, że dotychczasowe obrzucanie złowrogiego Iranu ponaddźwiękowymi dzidami tak zredukowało ich zapasy, że wojska amerykańskie nie byłyby już w stanie zapewnić bezpieczeństwa bezcennemu Izraelowi, gdyby złowrogi Iran zaczął znowu obrzucać go swoimi ponaddźwiękowymi dzidami. To jest dla Ameryki bardzo poważna zastawka, z której prezydent Trump musi wyciągnąć wnioski, jeśli nie chce zostać przez amerykańskich Żydów przerobiony na marmoladę. W takiej sytuacji tonący nawet brzytwy się chwyta, więc nic dziwnego, że również prezydent Trump wykombinował sobie, że najprościej będzie przyłączyć cieśninę Ormuz do terytorium amerykańskiego.
Dlaczego jednak tylko cieśninę Ormuz? Na świecie jest przecież mnóstwo miejsc, które też można by przyłączyć do USA. Na przykład – nasz bantustan. Wprawdzie obywatel Tusk Donald na defiladzie w Gdyni mówił o niepodległości – ale kto wierzy obywatelu Tusku, ten sam sobie szkodzi. Zresztą nawet gdyby – to z tą niepodległością są same zgryzoty; trzeba jej bronić, niczym socjalizmu i w ogóle. Gdyby zatem nasz bantustan został przyłączony do Ameryki, to Amerykanie musieliby się martwić nie tylko, jakby nas, to znaczy – nie „nas”, tylko siebie – obronić, ale również nie dopuścić, by Żydowie realizowali z naszego terytorium roszczenia majątkowe dotyczące „własności bezdziedzicznej”.
Do terytorium amerykańskiego Żydowie żadnych roszczeń majątkowych nie wysuwają, więc czy nie powinniśmy wyciągnąć z tego wniosków? Zamiast tedy proponować referendum w sprawie „Zielonego Wała”, które Senat, pod przewodnictwem posągowej Małgorzaty Kidawy-Błońskiej zresztą odrzucił, czy nie lepiej byłoby, by pan prezydent Karol Nawrocki zaproponował referendum w sprawie przyłączenia do Stanów Zjednoczonych również naszego bantustanu? Jak przyłączać, to przyłączać – nieprawdaż?
Stanisław Michalkiewicz