Współczesna cenzura nie uderza na oślep. Jesteśmy w wyjątkowym punkcie historii.

Szanowny Panie, współczesna cenzura nie uderza na oślep. Jej ostrze zwrócone jest przeciwko liderom konserwatywnej opinii publicznej. Prezydent Donald Trump, abp. Marek Jędraszewski, red. Paweł Lisicki, Janusz Korwin-Mikke, Marsz Niepodległości, Radio Maryja, Telewizja wRealu24, Media Narodowe, a nawet Fundacja „SMS z nieba” – wszyscy zostali uznani za szerzycieli „mowy nienawiści” i pozbawieni dostępu do kluczowych dzisiaj instrumentów komunikacji – portali Facebook, Twitter czy YouTube. Jesteśmy w wyjątkowym punkcie historii. Rozwój internetu wymusił powstanie regulacji prawnych. Tylko od nas zależy, czy będą sprzyjały wolności, czy też będą nowym systemem cenzorskiej kontroli prawdy. Dlatego Instytut Ordo Iuris uczestniczy w wykuwaniu nowych rozwiązań prawnych na poziomie krajowym, unijnym i globalnym. Kilka dni temu, niemal w rocznicę usunięcia Donalda Trumpa z przestrzeni internetowej, do grona zablokowanych w mediach społecznościowych dołączyła Konfederacja, która posiadała do tej pory największy profil na Facebooku spośród polskich partii politycznych. Pomimo triumfalnych głosów lewicy i liberalnych mediów, wiele osób wyrażało oburzenie. Mój apel o reakcję rządu dotarł w kilka godzin do ponad 200 000 odbiorców. Przeciwko aktowi cenzury zaprotestowali Premier Mateusz Morawiecki, Minister Cyfryzacji i pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa Janusz Cieszyński i Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.W# Jednak wyrazy oburzenia nie zmienią faktu, że jako państwo pozostajemy bezsilni wobec globalnych monopoli informacyjnych, zdolnych nie tylko do łamania praw indywidualnych użytkowników, ale dążących do wywarcia wpływu na scenę polityczną całych państw. Dlatego od kilku lat prowadzimy praca analityczne, piszemy projekty ustaw, śledzimy działania rządu i Komisji Europejskiej oraz udzielamy nieodpłatnej pomocy prawnej ofiarom cenzury w internecie. Dzięki przygotowanym przez nas materiałom, obecny atak cenzury może stać się katalizatorem zmian. Wystarczy, by rządzący sięgnęli po gotowe rozwiązania.
Eksperci Instytutu Ordo Iuris już ponad trzy lata temu przedstawili założenia do projektu ustawy chroniącej użytkowników portali społecznościowych. Nasza propozycja zakładała wprowadzenie sądowej procedury odwoławczej od kasowania treści i profili oraz możliwość nałożenia wysokiej administracyjnej kary pieniężnej na platformę łamiącą prawa użytkowników. Wyjaśnialiśmy, że egzekwowanie polskiego prawa wobec globalnych korporacji jest możliwe, o czym świadczą doświadczenia państw takich jak Niemcy, Francja, Austria, Włochy czy Łotwa. Uszczegółowione rozwiązania chroniące wolność słowa w mediach społecznościowych znalazły się w projekcie ustawy Ministerstwa Sprawiedliwości. Gdyby projekty te przyjęto, dzisiaj ani Facebook, ani YouTube nie mógłby nadużywać swej dominującej pozycji. Teraz, po blokadzie facebookowego profilu Konfederacji, Minister Sprawiedliwości zapowiedział przyspieszenie prac nad ustawą ograniczającą internetową cenzurę. Wspieram działania Ordo Iuris Zrobimy wszystko, by polskie wysiłki o zatrzymanie cenzury nie okazały się spóźnione. Komisja Europejska kończy niebawem prace nad rozporządzeniem „Digital Services Act”, które reguluje funkcjonowanie mediów społecznościowych. Propozycja unijnych urzędników zmierza jednak w stronę poszerzenia cenzury politycznej pod pozorem walki z dezinformacją oraz w stronę utrudnienia dochodzenia praw użytkowników przed sądami krajowymi. Niestety, sojusznikiem w walce z nadużyciami międzynarodowych koncernów nie chciał zostać polski Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który dwukrotnie odmawiał wyciągnięcia konsekwencji za eliminowanie profili prywatnych użytkowników lub internetowych mediów z Facebooka i YouTube. Nie zrażając się oporem urzędników, już niebawem – po zakończeniu dodatkowych analiz – damy im szansę na wykazanie pożyteczności urzędu dla przeciętnego polskiego użytkownika internetu. Największe postępy odnotowujemy w prowadzonych postępowaniach sądowych. Ich znaczenie jest ogromne. Jeżeli rząd i parlament będą dalej zwlekać z wprowadzeniem prawa ograniczającego nadużycia koncernów, to tylko dobra linia orzecznicza będzie naszą obroną przez cenzorskimi praktykami. W precedensowym postępowaniu reprezentujemy przed polskim sądem redaktora Pawła Lisickiego, który za prezentowanie nauczania Kościoła katolickiego na temat homoseksualizmu został oskarżony o „szerzenie nienawiści” i zablokowany przez YouTube’a. W sprawie wytoczonej Facebookowi w imieniu właściciela profilu SuperPolska osiągnęliśmy już natomiast pierwszy sukces. Sąd przyznał rację naszym prawnikom, którzy przekonywali, że sprawa powinna toczyć się przed polskim sądem, a nie jak wynikało z regulaminu Facebooka – przed sądem w Kalifornii. W ubiegłym roku odbyły się już pierwsze rozprawy. W walce z cenzurą w internecie wspieramy też między innymi twórców Telewizji wRealu24, która w 2019 roku została odblokowana w efekcie przygotowanego przez naszych prawników pisma przedsądowego. Wolność prasy i słowa ulega cenzorskim ograniczeniom nie tylko w internecie, ale także na rynku mediów tradycyjnych, gdzie własność stacji telewizyjnych, radiowych i tytułów prasowych skoncentrowana jest w rękach kilku dominujących podmiotówskutecznie ograniczających konkurencję. Nadużywając swej pozycji, nie muszą liczyć się z zasadami wolnej konkurencji. Zamiast rzetelnego informowania obywateli, walczą o publiczne dotacje i przychylność polityków przez manipulację i kreowanie fałszywych narracji. Dlatego eksperci Ordo Iuris zaprezentowali właśnie obszerną monografię na temat dekoncentracji mediów, w której przeanalizowaliśmy niemieckie, francuskie, brytyjskie, węgierskie czy czeskie prawo i zaproponowaliśmy rozwiązania skutecznie chroniące polski rynek medialny przed nadmierną koncentracją kapitału, i tym samym chroniące pluralizm w mediach. Podczas debaty towarzyszącej premierze monografii przyglądaliśmy się także rozwiązaniom słynnego „lex TVN” zawetowanego przez Prezydenta Andrzeja Dudę. Liczę na to, że dzięki Pana wsparciu nie tylko pomożemy kolejnym ofiarom cenzury, ale wreszcie doprowadzimy do systemowej, ustawowej ochrony wolności słowa i prasy oraz wolności polskiej sceny politycznej od manipulacji ze strony lewicowych, międzynarodowych korporacji jak Facebook, Google czy Twitter. Wspieram działania Ordo Iuris

Facebook chce wpływać na krajową politykę Niemal równo rok temu technologiczni giganci dominujący na rynku mediów społecznościowych solidarnie zablokowali konta urzędującego wówczas prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, uniemożliwiając mu kontakt nie tylko ze swoimi wyborcami, ale z całym narodem. Co gorsza, w tym samym czasie cyfrowi monopoliści skutecznie zablokowali rosnącą wówczas konkurencję. Google i Apple solidarnie usunęły ze swoich sklepów aplikacje Parler i Gab, które powstały jako odpowiedź na rosnącą na głównych portalach społecznościowych cenzurę. Dodatkowo Amazon wyłączył portalowi Parler serwery. Portal Gab został natomiast zablokowany przez PayPal a jego właściciel trafił wraz z rodziną na „czarną listę” VISA, tracąc dostęp do kart płatniczych. W rocznicę tamtych wydarzeń, w Polsce po raz kolejny powróciła dyskusja na temat ograniczania wolności słowa w mediach społecznościowych. Facebook arbitralnie usunął profil Konfederacji – partii politycznej, która nie tylko ma swoich przedstawicieli w polskim parlamencie, ale była też do tej pory najpopularniejszą polską partią polityczną na tym portalu. Profil ugrupowania śledziło ponad 670 tys. osób. Przedstawiciele Konfederacji do dziś nie uzyskali od portalu żadnego uzasadnienia usunięcia strony, a na odwołanie od decyzji otrzymali jedynie automatyczną odpowiedź, że odwołanie być może nie zostanie w żaden sposób rozpatrzone w związku z pandemią koronawirusa… Efektów nie przyniosła nawet reakcja ministra Janusza Cieszyńskiego – pełnomocnika rządu ds. cyberbezpieczeństwa, i premiera Mateusza Morawieckiego, który podkreślał, że decyzja Facebooka „uderza w podstawowe wartości demokratyczne”, a „cyfrowa cenzura jest dziś potężnym zagrożeniem dla demokracji”.
Od razu zaoferowaliśmy krajowym politykom wsparcie w dopracowaniu rozwiązań ustawy zaprezentowanej przez Krzysztofa Bosaka, zgodnie z którą Państwowa Komisja Wyborcza mogłaby nakładać kary finansowe na właścicieli dominujących portali społecznościowych. Bez takiego rozwiązania łatwo możemy wyobrazić sobie scenariusz, w którym wszystkie partie konserwatywnego elektoratu tracą swoje kanały komunikacji w kluczowym momencie kampanii wyborczej. Wspieramy ofiary internetowej cenzury Instytut Ordo Iuris jest oczywiście gotowy wesprzeć prawników Konfederacji i innych partii oraz organizacji społecznych w sporach z właścicielami portali społecznościowych, tak samo jak wspieramy inne ofiary internetowej cenzury. Nasi prawnicy osiągnęli już pierwsze sukcesy w precedensowych postępowaniach przeciwko gigantom technologicznym. W sprawie wytoczonej właścicielowi Facebooka, w imieniu redaktora naczelnego portalu SuperPolska, Sąd Okręgowy w Gdańsku przyznał rację naszym prawnikom i uznał swoje prawo do rozstrzygania sporu z zarejestrowanymi w USA korporacjami, które przez lata odsyłały swoich użytkowników do sądów w Kalifornii. W ubiegłym roku odbyły się w tej sprawie pierwsze rozprawy.Wcześniej czekaliśmy dwa lata na odpowiedź na nasz pozew, w której prawnicy Facebooka przekonywali, że czasowe zablokowanie dostępu do portalu „nie uniemożliwia, ani nie utrudnia prowadzenia działalności gospodarczej, publikowania treści w swojej Gazecie Internetowej, rozpowszechniania opinii czy też wpływania na opinię publiczną jako dziennikarz”, twierdząc, że tę samą działalność można prowadzić na portalach takich jak Fotka․com, Myspace, Tumblr czy Reddit, pomimo tego, że w przeciwieństwie do wymienionych podmiotów z Facebooka korzysta dziś, według raportu IRCenter, aż 90% polskich internautów.
W precedensowym postępowaniu wytoczonym właścicielom portalu Youtube reprezentujemy redaktora naczelnego tygodnika „Do Rzeczy” Pawła Lisickiego, który za zaprezentowanie nauczania Kościoła katolickiego na temat homoseksualizmu został oskarżony o „szerzenie nienawiści”. To zresztą nie pierwsza sprawa, w której prawnicy Ordo Iuris bronią ofiar cenzury ze strony Youtube’a. W 2019 roku po przygotowanym przez nas wezwaniu przedsądowym portal odblokował kanał telewizji wRealu24. W związku z naruszaniem przez właścicieli mediów społecznościowych przepisów polskiego prawa – z gwarantowaną konstytucyjnie wolnością słowa na czele – skierowaliśmy zawiadomienie do Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w związku z nadużywaniem pozycji dominującej i stosowaniem praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów zarówno przez Facebooka jak i przez platformę Google, która jest właścicielem YouTube’a. Jak już wspomniałem, UOKiK z uporem godnym lepszej sprawy nie chce jednak podjąć się uporządkowania specyficznego rynku medialnego zagrożonego dominacją międzynarodowych koncernów. Kolejne nasze analizy mogą pomóc urzędnikom w podjęciu bardziej odpowiedzialnych decyzji. Nadal jednak głównym problemem w walce z internetową cenzurą jest brak odpowiednich regulacji prawnych, które nakładałyby na właścicieli mediów społecznościowych obowiązek przestrzegania polskiego prawa. Wspieram działania Ordo Iuris Jak zapewnić prawdziwą wolność dla użytkowników mediów społecznościowych? Już ponad trzy lata temu przedstawiliśmy projekt ustawy regulującej funkcjonowanie sieci społecznościowych na terenie Polski i uruchomiliśmy petycję o jego przyjęcie do Premiera RP i Ministra Cyfryzacji. Postulowaliśmy wprowadzenie ogólnego zakazu ograniczania dostępu do portali społecznościowych, za wyjątkiem sytuacji, w których dochodziłoby do popełnienia przestępstwa lub naruszenia dóbr osobistych. Ustawa wprowadzałaby też sądową procedurę odwoławczą wobec decyzji portali społecznościowych oraz możliwość nałożenia administracyjnej kary pieniężnej na platformę niestosującą się do przepisów lub orzeczeń sądu. O naszych propozycjach przypomnieliśmy w opublikowanym w ubiegłym roku raporcie na temat wolności słowa w internecie, w którym wymieniliśmy przykłady internetowej cenzury i omówiliśmy przepisy regulujące działalność mediów społecznościowych w Niemczech, we Francji, w Austrii, we Włoszech i na Łotwie. Tamtejsze ustawy zmierzają bardziej w stronę poszerzania cenzury niż jej ograniczania, ale pokazują, że uregulowanie działalności zagranicznych gigantów technologicznych jest możliwe. Postulowane przez nas rozwiązania znalazły się w zaprezentowanym przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekcie ustawy o ochronie wolności słowa w internecie, która zakłada między innymi, że powstała w ramach ustawy Rada Wolności Słowa mogłaby nałożyć na właściciela serwisu społecznościowego karę administracyjną w wysokości od 50 tysięcy do nawet 50 milionów złotych. W ramach publicznych konsultacji projektu ustawy przekazaliśmy opinię prawną, w której wyraziliśmy swoje poparcie dla jej głównych założeń i wskazaliśmy rekomendacje drobnych zmian realnie zwiększających poziom ochrony wolności słowa i ograniczających możliwość omijania projektowanych przepisów. UE w imię wolności postuluje… cenzurę Konieczność uregulowania działań cyfrowych monopolistów dostrzega też Komisja Europejska, która zaprezentowała „Prawo o usługach cyfrowych” („Digital Services Act”), czyli rozporządzenie regulujące funkcjonowanie platform i usług internetowych. Jednak, zamiast zmierzać ku realnym gwarancjom wolności użytkowników internetu, wiele z proponowanych rozwiązań Komisji Europejskiej w imię walki z dezinformacją poszerzy instrumenty cyfrowej cenzury. Unijni urzędnicy chcą bowiem wymóc na moderatorach portali społecznościowych skuteczniejsze usuwanie treści uznanych za „mowę nienawiści” i „materiałów manipulacyjnych, dyskryminacyjnych oraz szkodliwych”. Wejście w życie unijnego rozporządzenia byłoby więc kolejnym batem na niepoprawnych politycznie polityków, dziennikarzy i zwykłych użytkowników portali społecznościowych, którym jeszcze częściej zarzucanoby zapewne niezdefiniowaną nigdzie „mowę nienawiści” stanowiącą dziś pretekst do cenzury debaty publicznej. Dlatego nasi prawnicy na bieżąco monitorują proces powstawania rozporządzenia, analizując jego treść i broniąc wolności słowa na forum unijnym w ramach społecznych konsultacji projektu. Przy odpowiedniej mobilizacji państw członkowskich i opinii publicznej niebezpieczne elementy propozycji Komisji można jeszcze ograniczyć, zachowując jednocześnie cenne gwarancje wolności. W tym celu opublikowaliśmy analizę krajowych i unijnych projektów regulujących funkcjonowanie platform społecznościowych, w której porównaliśmy projekt rozporządzenia Komisji Europejskiej z projektem ustawy o wolności słowa w internetowych serwisach społecznościowych przygotowanym przez polskie Ministerstwo Sprawiedliwości. W analizie wskazaliśmy przepisy, które powinny ulec zmianie, aby planowane polskie regulacje nie były sprzeczne z projektem unijnego rozporządzenia, a jednocześnie służyły wolności słowa. O obu proponowanych projektach mówiłem też w trakcie wykładu na brazylijskim Universidade Federal Fluminense (UFF), w ramach którego szczegółowo omówiłem przed uczelnianym Centrum Prawa i Technologii unijne i polskie propozycje dotyczące regulacji funkcjonowania platform społecznościowych. Potrzeba wzmocnienia gwarancji wolności słowa i wolności politycznej w internecie wykracza bowiem poza Polskę i Unię Europejską. Pracując nad dobrymi rozwiązaniami prawnymi, uczestniczymy w wykuwaniu rozwiązań, które niedługo mogą mieć charakter globalny.Od naszych ekspertów i Darczyńców zależy, czy w tym trudnym procesie zwyciężą lewicowi cenzorzy i internet radykalnej lewicy, czy wizja wolności i wolnej debaty politycznej. Wspieram działania Ordo Iuris Jak skutecznie zapewnić pluralizm mediów? Główną przyczyną szalejącej w internecie cenzury jest oligopol na rynku mediów społecznościowych, z których korzystają dziś na całym świecie prawie 4 mld ludzi, czyli ponad połowa świata – z tego sam Facebook to ok. 2,7 mld aktywnych użytkowników. W Polsce z usług tego portalu korzysta 90 proc. internautów. Nie ma więc wątpliwości, że mamy do czynienia z pozycją dominującą na rynku, a biorąc dodatkowo pod uwagę liczbę użytkowników portali takich Twitter, Instagram czy YouTube widać wyraźnie, że rynek mediów społecznościowych przybiera kształt oligopolu, którego kluczowym elementem jest ograniczona liczba podmiotów posiadających niemalże całościowy udział w rynku. W efekcie globalni potentaci internetowi mogą skutecznie blokować wszelką rodzącą się konkurencję, tak jak miało to miejsce w przypadku wspomnianych portali Parler i Gab i stosować wspólnie nieograniczoną cenzurę – tak jak miało to miejsce choćby z blokadą Donalda Trumpa. Obowiązkiem organów państwowych powinna być ochrona konkurencji przed zbytnią koncentracją kapitału. Dlatego eksperci Instytutu Ordo Iuris przygotowali obszerną monografię, w której przeanalizowali niemieckie, francuskie, brytyjskie, węgierskie, czeskie, chorwackie i polskie regulacje przeciwdziałające zbytniej koncentracji kapitału w mediach oraz rynek mediów w tych państwach i zaproponowali konkretne zmiany prawne, które mogłyby rozwiązać istniejące problemy. W przygotowanej przez ekspertów Ordo Iuris monografii przypomnieliśmy o przepisach polskiego prawa regulujących funkcjonowanie systemu medialnego. Przywołaliśmy w tym kontekście między innymi art. 18 ustawy o radiofonii i telewizji, który formułuje szereg wymogów związanych z treścią materiałów publikowanych w mediach. Znajduje się tu między innymi zakaz propagowania „działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym”. W ustawie zapisano też, że treści zawarte w mediach „powinny szanować przekonania religijne odbiorców, a zwłaszcza chrześcijański system wartości.” Omówiliśmy również kształt polskiego rynku medialnego, który nadal boryka się z problemem zbyt dużej koncentracji kapitału. Z klasycznym oligopolem mamy do czynienia na polskim rynku telewizyjnym zdominowanym przez trzech nadawców: Telewizję Polską, Grupę Polsat oraz Grupę TVN Discovery Polska. Te trzy podmioty skupiają dziś w swoich rękach ponad 75% ogółu audytorium telewizyjnego. Podobnie jest na polskim rynku radiowym i prasowym, gdzie ponad 70% audytorium zdominowane zostało przez odpowiednio 4 i 3 podmioty. Do tego na ogólnopolskim rynku prasowym pozycję dominującą osiągnął podmiot zagraniczny, czyli niemiecko-szwajcarski Ringier Axel Springer. W analizie poszczególnych rynków medialnych zwróciliśmy także uwagę na to, że w większości omawianych państw znaczącą pozycję posiadają koncerny medialne z rodzimym kapitałem. Taka sytuacja ma miejsce choćby w Niemczech, Wielkiej Brytanii, we Francji, na Węgrzech czy w Czechach, gdzie w 2018 roku grupa medialna Mafra przejęła tytuły prasowe należące do niemieckiej grupy Bauer Media, a grupa Czech Media Invest nabyła stacje radiowe kontrolowane do tej pory przez francuską grupę Lagardere, w wyniku czego czescy przedsiębiorcy wyparli z czeskiego rynku dwóch wpływowych graczy medialnych zza granicy. Z omawianych państw tylko rynek polski i chorwacki charakteryzuje się znaczącym udziałem kapitału zagranicznego w mediach. Nasi eksperci postulują więc w pierwszej kolejności, by w polskich regulacjach prawnych wprost uznać sektor medialny za sektor strategiczny dla funkcjonowania państwa – tak jak uczyniono to na przykład w Wielkiej Brytanii. Wówczas w ramach ochrony polskiego interesu narodowego, można wprowadzić funkcjonującą już w Niemczech zasadę, że nabycie co najmniej 10% udziałów w podmiocie medialnym przez podmiot spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego będzie uzależnione od zgody właściwych władz państwowych. Oprócz tego proponujemy, by przy ustalaniu, czy mamy do czynienia z pozycją dominującą na rynku medialnym, traktować rynek medialny jednolicie, a więc sumować audytorium danego podmiotu ze wszystkich zarządzanych przez niego mediów. Udział jednego podmiotu w tak określonym jednolitym rynku nie powinien przekraczać 30%. Po przekroczeniu tego limitu korporacja medialna, podobnie jak ma to miejsce w Niemczech, byłaby zmuszona do sprzedania części tytułów, ograniczenia nakładu, sprzedaży stacji radiowej czy telewizyjnej lub podjęcia jakichkolwiek innych działań skutkujących zmniejszeniem udziału w rynku. Brak podjęcia takich działań skutkowałby odebraniem koncesji, tak by osiągnąć dopuszczalny udział w rynku.

Wspólnie zapewnimy wolność słowa i pluralizm mediów Jesteśm

y w tym wyjątkowym momencie historii, gdy wykuwa się nowy międzynarodowy system prawnych gwarancji wolności słowa i wolności politycznej w internecie. Tylko od nas zależy, czy będzie to realna wolność, czy dyktat lewicowych koncernów i radyklanych ideologów, wyposażonych w instrumenty legalnej cenzury i wykluczenia. Zrobimy wszystko co w naszej mocy, by zagwarantować użytkownikom i odbiorcom mediów poszanowanie ich praw, ale nasza aktywność na tym polu będzie oznaczała konkretne wydatki i będzie możliwa tylko przy wsparciu Przyjaciół i Darczyńców Ordo Iuris. Z koniecznością poniesienia konkretnych kosztów wiążą się precedensowe postępowania, w których prawnicy Ordo Iuris reprezentują przed polskimi sądami ofiary internetowej cenzury. Walka z właścicielami Facebooka czy YouTube’a to znacznie większe koszty procesowe niż w przypadku krajowych postępowań o naruszenie dóbr osobistych. W jednej z takich spraw za samo tłumaczenie pozwu i załączników przez tłumacza wyznaczonego przez sąd musieliśmy zapłacić 16 tysięcy złotych. Precedensowa wartość wyroków będzie jednak ogromna, a ich beneficjentami będzie każdy użytkownik portalu społecznościowego. Koncentrujemy się na precedensowych i strategicznych procesach przeciwko Facebookowi i Google, starannie wybierając sprawy spośród licznych zgłoszeń wpływających do Ordo Iuris. Każda taka sprawa to przeciętny koszt sięgający 8 000 zł.Nawet przyjmując jedną lub dwie w miesiącu czujemy poważną presję kosztów. Bez postępowań nie uzyskamy jednak decydujących rozstrzygnięć. Nasi eksperci monitorują także tworzenie prawa przez Ministerstwo Sprawiedliwości, Komisję Europejską i inne międzynarodowe gremia. Zawsze uczestniczymy w konsultacjach i przedstawiamy poprawki, zmierzające do ochrony poddanej szczególnej cenzurze konserwatywnej większości. Monitoring i analizy to stały koszt ok. 5 000 zł miesięcznie.  Realizacja wszystkich naszych planów jest więc ściśle związana ze wsparciem naszych Przyjaciół i Darczyńców, którzy są jedynym źródłem finansowania Ordo Iuris. Dlatego bardzo Pana proszę o wsparcie Instytutu kwotą 50 zł, 80 zł, 130 zł lub dowolną inną, która pozwoli nam kontynuować walkę z cenzurą w internecie.

Z wyrazami szacunku
Jerzy Kwaśniewski Ordo Iuris

P.S. Uregulowanie działalności technologicznych gigantów zza granicy wydaję się dziś być potężnym wyzwaniem. Jeżeli odniesiemy sukces, wyznaczymy jednak kierunek regulacyjny na wiele lat i na skalę globalną. Musimy podjąć tę próbę! Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris jest fundacją i prowadzi działalność tylko dzięki hojności swoich Darczyńców.
Jerzy Kwaśniewski Ordo Iuris <kontakt@ordoiuris.pl>



Nie żyje tancerz. Zapalenie mięśnia sercowego. 34 lata. Czemu ukrywają, czy brał szpryce – i ile??

Nie żyje tancerz znany z „Tańca z gwiazdami”. Zmarł nagle. Zapalenie mięśnia sercowego.34 lata.

Żora Korolyov, trenujący uczestników „Tańca z gwiazdami”, zmarł niespodziewanie w wieku 34 lat. O śmierci tancerza poinformował Paweł Dudek, znany jako Czadoman. Potwierdziła ją partnerka Korolyova, Ewelina Bator.

Nie żyje tancerz Żora Korolyov znany m.in. z „Tańca z gwiazdami” i epizodów w filmach i serialach („Kochaj i tańcz”, „Niania”, „Ojciec Mateusz”). Jako pierwszy o śmierci tancerza i trenera poinformował Paweł Dudek, znany jako Czadoman

Nie wiadomo, jaka jest przyczyna śmierci tancerza. Jako zawodowy tancerz i trener utrzymywał on dobrą kondycję fizyczną.

Tymczasem „Super Express” podał, że odkrył tajemnicę zgonu Żory Korolyova.

„Jak udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć, przyczyną śmierci tancerza było zapalenie mięśnia sercowego” – czytamy na stronie internetowej SE.

„Był dziś bardzo zabiegany, miał iść na trening. Zasłabł w domu, gdzie znalazła go jego ukochana. Wezwano karetkę, jednak mimo reanimacji zmarł” – ujawniła ponoć informatorka gazety.

Na podst.: https://nczas.com/2021/12/22/nie-zyje-tancerz-znany-z-tanca-z-gwiazdami-zmarl-nagle-i-niespodziewanie-foto/

==========================

Mail: stawia pan pytanie: „Czemu nie piszą, czy brał szpryce — i ile??”

Dość było WCZORAJ WIECZOREM wpisać w Google „Georgiy Korolyov”, aby otrzymać:”Wyświetl profil użytkownika Żora Georgiy Korolyov na LinkedIn,Doświadczenie. Akademia Arte Żora Korolyov – grafika … Cyfrowy paszportszczepienia na…”

UWAGA: dzisiaj już Pan tego nie znajdzie! Już Google takiego wyniku nie zwraca. Także wczoraj w nocy, gdy usiłowałem obejrzeć jego kompletny profil na LinkedIn, to już był „czysty”. Po prostu „tabula rasa” (białe tło i nic więcej).

Tam za górą jest granica…

Coraz więcej mamy analogii z wiekiem XVIII, ale nie tyle z prądami oświeceniowymi, jakie wtedy też się u nas pojawiały, ale przede wszystkim z rozpanoszeniem się ducha partyjniackiego, który nie tylko rozhuśtuje emocjonalnie miliony ludzi, ale sprawia, że wszystko oceniane jest według partyjniackich kryteriów. Analogia z tendencjami oświeceniowymi manifestuje się w bigoterii laickości. Nie jest to żadna racjonalna postawa, tylko rozpalone do białości emocje, którym ulegają zwłaszcza niestabilne emocjonalnie kobiety, albo nastolatki w okresie naporu hormonów na mózg, albo panie dojrzałe, które właśnie – jak pisał Boy-Żeleński – kobietami być przestają, co też wiąże się z przejściowym rozchwianiem emocjonalnej stabilności. Najlepszą tego ilustracją były manifestacje „Strajku Kobiet”, podczas którego nawet osoby z cenzusem akademickim publicznie rzucały „chujami” i „kurwami”, pozdrawiając się nawzajem kultowym zawołaniem: „wypierdalać”. Tego zawołania z upodobaniem używa – a być może nawet je wylansowała – pani Marta Lempart, co niektórzy złośliwcy traktują jako wyraz niezaspokojonej tęsknoty – ale nie o to chodzi, by dokonywać tu egzegezy osobowości pani Marty, tylko żeby zilustrować analogie z wiekiem XVIII.

Bigoteria laickości wspierana jest cenzurą, która już bez żadnych pozorów jest wprowadzana i egzekwowana przez Youtube , której prezesem jest Żydówka Suzan Wojcicki. Nie robi ona wszystkiego sama, tylko wydaje odpowiednie polecenia swoim ormowcom, którzy nie oglądają na żadną konstytucję, co to zakazuje cenzury i cenzurują wszystkie publikacje jak leci – a władze państwowe podkulają pod siebie ogon, bo jakże tu się sprzeciwiać pani Wojcicki, kiedy sam pan prezydent Duda skacze z gałęzi na gałąź przez cadykami i rabinami? Jak daleko zaszliśmy na tej drodze, pokazuje taki oto przypadek.

W ramach kącika „poezji nikt nie zji” zaprezentowałem niedawno na youtube nieśmiertelny poemat Janusza Szpotańskiego „Caryca i zwierciadło”. Janusz Szpotański napisał go w latach 70-tych i ogłosił w drugim obiegu pod pseudonimem „Aleksander Oniegow” – bo to była komuna, a nie żadna tam „wolna Polska”. Wszystko ładnie się nagrało, ale youtubowi ormowcy zablokowali to nagranie. Po wymianie korespondencji okazało się, że przyczyny były dwie. Takie mianowicie, że Janusz Szpotański użył tam określeń dzisiaj już zakazanych. Pierwsze słowo to „negry” („Negry bieleją z przerażenia”), a drugie słowo, to „pederasta” („Zimny egipski pederasta, podstępna, jadowita żmija…”). Jeśli chodzi o „negrów”, to nawet przypadkowo wiem, kiedy to słowo zostało zakazane. Akurat byłem w Nowym Jorku, kiedy prezenterka w telewizji powiedziała, że „zakazane” zostało słowo na literę „n”. Już nie ośmieliła się wymówić go na antenie – co pokazuje, że amerykańska komuna mocno już trzyma tamtejszych twardzieli i rozwydrzone panie na mordę. Niby w kółko pieprzą o „wolności”, a amerykański Kongres wystawia innym państwom cenzurki – ale słowa na literę „n”, wymówić się nie ośmielą. Ciekawe, że Murzyni nic sobie z tego zakazu nie robią.

Do czego to doprowadzi? Stanisław Lem w bajce „Jak ocalał świat” opowiada o maszynie, która umiała robić wszystko na literę „n”. Wielki konstruktor Trurl najpierw zaproponował, żeby zrobiła „natrium” – ale maszyna odmówiła, bo „natrium”, czyli sód, jest słowem łacińskim. – Żeby zrobić natrium musiałabym być maszyną umiejącą Robić Wszystko Na Każdą Literę” – powiedziała. Wtedy Trurl kazał jej zrobić „nic”. Maszyna początkowo sprawiała wrażenie bezczynnej, ale po chwili przerażony Trurl zobaczył, jak ze świata znikają, najpierw rzeczy na literę „n”, ale potem i wszystkie inne. Zaczął czynić maszynie gorzkie wyrzuty, ale ta odparła, że właśnie robi „nicość”, która jest na literę „n”. Ledwo Trurl ją ubłagał, żeby przestała, ale zanim przestała, ze świata bezpowrotnie zniknęło już mnóstwo rzeczy, a to, co ze świata zostało, ziało dziurami nicości. Bardzo możliwe, że coś takiego czeka i nas, bo czy jest taka siła, która potrafiłaby zatrzymać osoby, które Francuzi nazywają „fou furieux”?

Co tu gadać; za komuny było jednak lepiej, bo jak partia zabraniała publikować niechby taką „Carycę i zwierciadło”, to stworzyliśmy drugi obieg i po krzyku – ale teraz jest wolność, to znaczy sytuacja, w której o tym, co wolno, a czego nie wolno, decydują mnożące się w oczach, anonimowe polityczne gangi, przerabiające normalnych ludzi na ludzi sowieckich. Jak się bowiem okazuje, Związek Radziecki wcale nie zniknął, tylko zmienił położenie, przesuwając się na zachód. Dowodzi tego pomysł mojej faworyty, maltańskiej durnicy Heleny Dalli, która całkiem niedawno chciała zabronić wymawiania nazwy „Bożego Narodzenia”. Najwyraźniej pan prezydent Trzaskowski, którego uważam za zarozumiałego, nadętego blagiera, musiał się z nią jakoś spiknąć, bo wydał świąteczny plakat, z którego ani w ząb nie można się zorientować, z jakiej to okazji mamy wkrótce świętować. Ta maltańska durnica jest ludowym komisarzem do spraw równości, czyli pełni w Unii Europejskiej rolę podobną do tej, jaką za komuny w latach 70-tych pełnił w Moskwie Główny Cadyk komunizmu Michaił Susłow, który w miejsce Bożego Narodzenia lansował Dziadka Mroza.

Oczywiście ani Susłow, ani durnica nic by nie zdziałali, gdyby nie posłuszne ich rozkazom i sugestiom rzesze ormowców, zwanych dzisiaj „sygnalistami”. Tacy „sygnaliści” w okresie okupacji sygnalizowali do gestapo, gdzie ukrywają się Żydzi, no a teraz niezwykle rozszerzyli zakres swojej aktywności. Oto niedawno odbył się w rządowej telewizji koncert „Murem za polskim mundurem”. Ponieważ organizowała go telewizja rządowa, to Judenrat „Gazety Wyborczej”, w którym zasiada brat prezesa rządowej telewizji, rozkazał, że koncert podobać się nikomu nie może pod rygorem utraty intelektualnego i towarzyskiego statusu. W przeciwieństwie do szprycowania, nie było co prawda obowiązku oglądania go – ale dla Sanhedrynu, a zwłaszcza – dla ormowców to byłoby za mało. Toteż pan Jakub Żulczyk, biegający za obiecującego, a nawet wybitnego pisarza, koncert chyba obejrzał, bo strasznie skrytykował panią Edytę Górniak, której występ mu się nie spodobał. Jego zdaniem z tego powodu skompromitowała się „i artystycznie i wizerunkowo”. Gdyby koncert pod tytułem „Tam za górą jest granica” urządzała TVN, to jestem pewien, że panu Żulczykowi, „według stołecznych życzeń” wszystko by się podobało, ale skoro to nie ona – to nie. Ktoś mógłby pomyśleć, że pan Żulczyk jest uznanym krytykiem muzycznym, ale przecież nie jest i nawet nie wiadomo, czy ma pierwszy stopień muzykalności, to znaczy – rozróżnia, kiedy grają, a kiedy nie – ale gorliwości z pewnością mu nie brakuje. Miejmy nadzieję, że ta gorliwość zostanie zauważona gdzie trzeba i kto wie, czy już w przyszłym roku nie usłyszymy, że pan Żulczyk, za wierną służbę został laureatem nagrody Nike, a potem – może nawet Nagrody Nobla? Cóż w tych zepsutych czasach, gdzie zdrada wyziera z każdego kąta, nagradzać, jeśli nie gorliwość i dyspozycyjność?

Stanisław Michalkiewicz 15 grudnia 2021 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5086

W życiu publicznym najniebezpieczniejszym rodzajem kłamstwa bywa często prawda połowiczna

W życiu publicznym najniebezpieczniejszym rodzajem kłamstwa bywa często prawda połowiczna,

Feliks Koneczny, Państwo i prawo.

Z rozdziału „Państwo a Dekalog”

VIII. NIE MÓW PRZECIWKO BLIŹNIEMU TWEMU FAŁSZYWEGO ŚWIADECTWA

Katechizm rozszerza to przykazanie na mówienie nieprawdy w ogóle, uważając kłamstwo zasadniczo za grzech. Licha państwowość może nie tylko wywrócić wszelką sprawiedliwość i prawdę, lecz może sama szerzyć kłamstwo i to z całą świadomością. Obywatelowi więc musi być wolno odezwać się głośno i dochodzić samemu prawdy na własną rękę, gdy u góry kłamią.

Gdziekolwiek celem rządu jest tylko utrzymać się przy rządach, państwowość staje się kłamliwą. Gdy filarem rządu staje się policja tajna, nastaje urodzaj na donosicieli i fałszywe donosy, fabrykowane często przez samą policję (tak było od dawna w Rosji). Gdy rządzącym brak związku z ideałami społeczeństwa, tym bardziej pławią się w donosach i szpieguje się bez końca, i tym bardziej ludzie porządni obawiają się policji. A kiedy się raz wprowadzi kłamstwo, jako podstawę urządzeń państwowych, musi się rząd poddać pod kuratelę kłamców najsprytniejszych. Rząd, któremu się nie daje wiary, stanowi nie tylko przekleństwo dla państwa, lecz jest zarazem straszliwym demoralizatorem społeczeństwa.

Wielką maszyną kłamstwa jest cenzura polityczna. Stanowi ona najcięższe przewinienie przeciwko pomyślności wielkich zrzeszeń, gdyż pierwszym warunkiem ich rozwoju jest swobodne roztrząsanie spraw publicznych. Cenzura polityczna jest zbrodnią przeciw państwu. Jako specjalna maszyna kłamstwa, usuwa cenzura polityczna dzień po dniu od publicystyki pisarzy prawych, a wysuwa na ich miejsce pióra sprzedajne. Można też mieć wątpliwości, czy potrzeba jest państwu prasa gadzinowa. Czy ona państwu służy, czy tylko osobom rządzicieli? Czy godzi się, żeby rządziciele urządzali regularne, codzienne samochwalstwo swoich osób za pieniądze podatkowe?

Z pomocą ustaw prasowych można dojść do ogólnego zakłamania całego życia zbiorowego. W końcu musi się z tego wywiązać paraliż ducha. Nie rozumiałem nigdy potrzeby państwowej ustawy prasowej. Na kłamstwa w prasie i w ogóle na wszystkie możliwe jej przewinienia starczyłby jeden paragraf w kodeksie „Przestępstwa popełniane drukiem podlegają karze podwójnej”. Drakoński taki przepis stanowiłby a contrario hołd złożony potędze prasy; byłby zaś wybornym środkiem ochronnym do strzeżenia jej czci i powagi. Prasa „rewolwerowa” nie wytrzymałaby nacisku tego paragrafu. Czego więcej trzeba dla dobra prasy, do jej podniesienia intelektualnego i moralnej czystości, to zarządziłaby sobie prasa sama w swym oficjalnym stowarzyszeniu (o którym będzie jeszcze mowa).

W państwie niekłamliwym obeszłoby się bez poufnych, a tajnych stosunków rządu z prasą. Czyż rządy same nie demoralizują prasy, używając jej do swoich spraw i sprawek? Państwo może stać się kłamliwym wszędzie i we wszystkim: w szkole, w sądzie, w urzędzie i w wojsku. Każdy z czytelników sam, z własnej obserwacji, przypomni sobie przykładów tego aż za dużo.

Zakłamaniem jest wszelka sztuczność, wprowadzona w życie publiczne. Np., ażeby prace biurowe i w ogóle wszelkie zajęcia pozadomowe, związane z zegarem zaczynać od rana o godzinę wcześniej (co latem jest chwalebne), nakazuje się przesuwać zegary o godzinę naprzód. Zamiast powiedzieć: pójdziesz do biura o godzinie siódmej rano, robi się godzinę 8-mą o godzinę wcześniej. Nonsens charakterystyczny istny symbol zakłamania.

Cała państwowość może opierać się na zakłamaniu; albowiem na zakłamaniu mogą polegać wszystkie funkcje rządowe i wszelkie ’ stosunki urzędów głównych z ludnością. Takim było państwo Mikołajów, Napoleona III, Piłsudskiego i Hitlera. Takie państwa, to klęski społeczeństwa.

Państwa tego rodzaju nie mogłyby grasować pośród narodów cywilizacji łacińskiej, gdyby ogół nabrał przekonania o stosowalności dekalogu do polityki. .

Zakazujące „fałszywego świadectwa” przykazanie ma swoją drugą stronę, tj. nakaz, żeby dawać świadectwo prawdzie. Potępione jest kłamstwo, a zatem zalecony jest kult prawdy. Zalążkiem ideału prawdy jest prawdomówność. Pielęgnowana bywa, jako ideał wychowawczy, tylko w cywilizacji łacińskiej. W innych cywilizacjach, o ile się pojawia, nie sięga poza stosunki natury prywatnej. Jest to prostą konsekwencją faktu, że tylko w cywilizacji łacińskiej życie publiczne podlega wymaganiom moralności również, jak prywatne.

Buddyjskie przykazanie prawdomówności obowiązuje tylko mnichów wyższych stopni obrządku żółtego (bezżennych). W bramińskiej cywilizacji kwestia ta pozostawiona jest dowolności każdego z osobna. U Żydów zachodzi obowiązek prawdomówności tylko względem współwyznawców. Odznaczają się natomiast prawdomównością wyznawcy islamu i to w obydwóch cywilizacjach, w arabskiej i turańskiej (Turcy), lecz obejmuje to tylko osobiste stosunki pomiędzy ludźmi, mającymi z sobą bezpośrednio do czynienia. Brak odpowiedniej organizacji życia publicznego nie daje tam nawet sposobności do roztrząsań na temat „państwo a prawda”.

Prawdomówność jest podstawą kultu prawdy, a szczytem instytucja życia publicznego, na prawdzie oparte i nie potrzebujące zakłamania, ani go wymagające. Albowiem, jak we wszystkim, podobnież i w tej kwestii, podstawa i szczyt muszą być zawisłe wzajemnie od siebie i czyż ten stosunek zależności nie jest nieuchronnym? Sama możliwość szczytu zależy od istnienia stosownej podstawy, a trwałej. Gdy szczyt się wali, podstawa traci rację bytu i będzie niczym korzenie, nie mogące zdobyć się na wydanie łodygi i same przy tym wysychające, czy raczej gnijące. Gdzie nie odczuwa się ideału’ Prawdy, tam podkopuje się prawdomówność życia powszedniego.

Prawdomówność nadaje trwałość więzi życia, przepajając je poczuciem bezpieczeństwa i stałości. Następnie z miłości prawdy wypływa poczucie godności osobistej, prawość, szczerość, słowem te zalety, które stanowią o posiadaniu sumienia (jakież sumienie u kłamców?) Miłość prawdy wiedzie daleko i wysoko, bo do personalizmu. Od nabycia tej cechy wysuwa się dalej cały łańcuch cech cywilizacyjnych, którego ogniwem jest organizacja życia zbiorowego w organizmach, a nie w mechanizmach. Organizacje zaś bywają obmyślane metodą aposterioryczną, przy dualizmie prawa i zachowaniu rozmaitości danej przez naturalną rzeczywistość życia i pielęgnuje się. współmierność w rozmaitości, bo tylko w niej tkwi prawda życiowa.

W królestwie prawdy istnieje cała hierarchia, zależnie od zasięgu prawdy czy kłamstwa, a w związku z tym, od wagi następstw. Pewne kłamstwa mogą być tylko uchybieniami, inne wręcz zbrodniami; wszystko jest zależne od wielkości koła, zataczanego przez dany rodzaj prawdy czy nieprawdy. Poważniejszą staje się każda sprawa, gdy wchodzą w grę interesy osób trzecich. Cóż dopiero, gdy chodzi o interes publiczny? Inaczej traktujemy zeznania sądowe, niż rozmowę prywatną. Inną przykładamy miarę, gdy coś „padnie” przy stoliku polityków kawiarnianych, a zgoła inną, gdy to samo zostanie powtórzone z krzesła poselskiego. A cóż dopiero z ławy ministerialnej! Inny jest szczebel zła, gdy dopuści się czegoś złego policjant, a całkiem inny, gdy ten sam zły postępek pochwali minister.

W życiu publicznym najniebezpieczniejszym rodzajem kłamstwa bywa często prawda połowiczna, gdy się umyślnie część prawdy ukryje, przez co część ujawniona nabiera zgoła innej postaci, niezgodnej z rzeczywistością. Wielcy kłamcy, zamiłowani w kłamstwie grubym, zmyślili pogląd, jakoby mogło być kilka rodzajów prawdy. Prawda jest ta sama w doli i niedoli, przed wojną i po wojnie, w dobie zwycięstw czy klęsk. Jeżeli przeczy się temu systematycznie, jeżeli w powodzeniu materialnym weźmie górę sztuczne przyprawianie „prawdy” i jeżeli tym powodzeniem dadzą się olśnić umysły niekrytyczne, natenczas nie wytworzy się z tego bynajmniej jakaś prawda nowa, ale zapadnie się w ogóle ideał Prawdy. Ludzie zwodzeni, okłamywani, karmieni kłamstwem, widząc jak kłamstwo tuczy zwątpią we wszelką prawdę i uznają ją za przesąd, stanowiący przeszkodę w życiu. Na kłamstwie robi się interesy, jeździ się na kłamstwie i kłamstwu stawia się pomniki aż wreszcie bije zgnilizna od takiej społeczności. Wtedy kwitną ujemne strony formalistyki prawniczej. „W społeczeństwie pełnym prawniczych zakamarków, w których nikt dobrze nie wie, co do czego należy i kto za co odpowiada, anonimowe ręce wykonują anonimowe zbrodnie”? [ Adam Doboszyński: Gospodarka narodowa].

Blumizm do potęgi.

Trzeba wyższego stopnia wykształcenia etycznego, żeby zrozumieć wyższe szczeble ideału prawdy, a cóż dopiero przejąć się nim; jeszcze zaś tym bardziej, by stać się skłonnym do poświęceń, do miłości Prawdy. Pewne ostrowidztwo etyczne da się wyrobić tylko na wyższych szczeblach rozwoju umysłowego. Kult prawdy stanowi koronę wykształcenia etycznego, której nie da się zdobyć bez wyższego wykształcenia intelektualnego. Tak dalece wiążą się obie duchowe kategorie bytu: Dobro z Prawdą.

Wiążą się też w praktyce. Najcięższe oszustwo, tj. podejmowanie rzeczy i spraw, na których ów człowiek się nie zna, staje się pospolitym tam, gdzie zakłamanie jest rzeczą zwyczajną. W miarę rozwoju kłamliwego blumizmu tracą głos i wpływy znawcy przedmiotów. Znawstwo toć część kultu prawdy!

Do wzmożenia prawdy przyczynia się nauka (odkrycia), a to doświadczenie nasuwa nam wniosek niezmiernie znamienny: zachodzi stosunek prosty pomiędzy stopniem prawdomówności, a stanem nauki w danym społeczeństwie, w państwie czy narodzie. Jeżeli w obrębie cywilizacji łacińskiej zaniecha się kultu prawdy, musi nastąpić rozbicie społeczne, upadek narodu, bezsilność państwa na zewnątrz, a zobojętnienie obywatelskie wewnątrz, albowiem poderwie się zasadniczo wielkie siły twórcze. Toteż upadek nauk bywa pierwszym mimowolnym zwiastunem zła.

Ideał prawdy jest cywilizacyjnie ściśle łacińskim i wiedzie poprzez szereg konsekwentnych pojęć do personalizmu. Toteż poza cywilizacją łacińską nieznany jest żadnej innej.