Niemiecka partia w Polsce. O sposobach i wpływach Berlina

Niemiecka partia w Polsce. Prof. Bogdan Musiał o wpływach Berlina

pch24.pl/niemiecka-partia-w-polsce

Niemcy od lat 90. korumpowali Polaków – i przez wiele lat mogli odliczać to sobie od podatku… Tworzyli też swoje zaplecze polityczne, używając zarówno środków legalnych, jak i tak zwanych „czarnych kas”. Mówił o tym w rozmowie z PCh24 prof. Bogdan Musiał. Profesor wskazywał też na kwestię reparacji – i wyjaśniał, że istnieją niepodważalne dowody na gazowanie Polaków i Żydów w Auschwitz-Birkenau.

Niemiecka kolonizacja Polski – polityczna i gospodarcza

Znawca tematyki polsko-niemieckiej wskazywał, że Niemcy zaczęli po 1989 roku bardzo intensywnie budować w Polsce swoją „opcję”.

Od początku, jak zaczął się sypać system poststalinowski sypać, Niemcy szybko stwierdzili, że to jest szansa dla nich na ekspansję na wschód. Definiowali to jako ekspansję gospodarczą, nie terytorialną – powiedział profesor.

Jeżeli mamy ekspansję gospodarczą, to musimy ją zabezpieczyć politycznie i społecznie. To działo się przez tzw. soft power: różne instytucje, fundacje, stypendia i tak dalej. Działo się to także nielegalnymi środkami. Proszę sobie wyobrazić, że niemieckie państwo prawa do 2004 roku promowało i wspierało korumpowanie władz przywódczych w Polsce – wskazał.

Polegało to na tym, że niemiecki przedsiębiorca, który prowadził interesy w Polsce, miał de facto zalecane płacenie łapówek. Załóżmy, że wyłożył kasę na konkretnego polityka. Mógł pójść do urzędu finansowego i powiedzieć: słuchajcie, zapłaciłem łapówkę dla pana X, to kosztowało mnie tyle i tyle… i mógł to odpisać od podatku – zaznaczył.

Niemcom udało się Polskę, mówiąc brutalnie, skolonizować gospodarczo. Taki jest opis rzeczywistości. Dopiero kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej, to zlikwidowano wspieranie [korupcji], ale jej nie ścigano. Jeżeli niemiecki przedsiębiorca skorumpuje kogoś w Polsce, to niemieckie organy nie będą go ścigać. Jeżeli już nawet dojdzie do takiego ścigania, to zapłaci jakąś symboliczną grzywnę – dodał. – To nadal jest chronione, nie jest to już skarbowe wspieranie korupcji w Polsce, ale jest ochrona – powiedział.

Jak wyjaśnił, gdyby państwo polskie taką osobę postawiło przed sąd, to Niemiec wyjechałby do swojego kraju, a tam odmawia się ekstradycji – Niemcy są więc zabezpieczeni.

Profesor mówił też o inwestowaniu przez Niemcy w środowiska polityczne. Odbywa się to zarówno przez oficjalne fundacje czy instytuty – na przykład Campus Polska Rafała Trzaskowskiego miał takie finansowanie. Istotne są jednak również tzw. „czarne kasy”. – Te pieniądze były przekazywane między innymi na KLD, czyli partii-matki Donalda Tuska – wskazał.

Niemcy celowo koncentrowali się w pewnych regionach, takich jak Wrocław, ale w szczególności w regionie Gdańska. – Tam jest ogromna korupcja i jest powiązana z Niemcami – zaznaczył.

Jak podkreślił, zna to również ze swojej dziedziny, to znaczy z uprawiania historii. Polega to na tym, że jakiś znany pan historyk zostaje zatrudniony przez niemiecką fundacje – pisze dla niej artykuły. Uzyskuje za to 15 czy 20 tysięcy euro. Są to tymczasem kompletnie puste teksty, które można napisać w pół dnia. Ściąga z internetu, coś poprawie – i za to dostaje duże pieniądze. Formalnie wszystko jest OK…

Jest dzieło, koszt 20 tysięcy euro, publikuje się i już. Są czasopisma w Polsce finansowane przez niemiecką stronę, pisze się tam artykuły i dostaje za do ładne pieniążki. Tak samo jest z gospodarką – powiedział, dodając, że dotyczy to również polityki.

Może to funkcjonować również w Unii Europejskiej, bo Niemcy roszczą sobie kompetencje do prowadzenia tzw. europejskiej polityki wschodniej. Francuzi nie chcą w to wchodzić. Z perspektywy Niemiec Polska należy właśnie do tego obszaru polityki. – Niemcy to kształtują, oni decydują o kierunkach – powiedział.

Niemcy mają własne interesy. Ich interesy na tym polegają, żeby Polskę spacyfikować. Jest Donald Tusk, to bardzo dobrze. Ale to za mało. Trzeba jeszcze prowokować konflikty. Im więcej konfliktów, tym łatwiej rządzić takimi osobami, jak Donald Tusk. To dekompozycja, atomizacja społeczeństwa. Nic w tym nowego – to się robi w białych rękawiczkach. Stare metody, które Niemcy realizowali w Polsce już w latach 20. i 30. XX wieku – podkreślił.

Gazowanie Polaków i Żydów w Auschwitz

Uczony mówił też o debacie, która rozgorzała w Polsce wokół sprawy gazowania Polaków i Żydów w Auschwitz. Niektórzy zaczęli negować istnienie komór gazowych w Auschwitz. Według profesora Musiała jest to merytorycznie żenujące, bo mordowanie gazem Polaków i Żydów jest doskonale udokumentowane. Jak podkreślił, pierwszymi ofiarami gazowania byli zresztą Polacy.

To jest żenujące i poniżające dla polskich ofiar. Pierwsze próby gazowania przeprowadzano na polskich więźniach – powiedział.

Pierwsze gazowanie odbyło się 28 lipca 1941 roku. To byli polscy więźniowie, wcześniej wyselekcjonowani i wywiezieni. W Auschwitz nie było jeszcze komór gazowych. Zostali załadowani do wagonów i wywiezieni do Saksonii. Tam zostali zagazowani, są nazwiska, akty zgonu – wskazał.

Na pomysł gazowania cyklonem B miał wpaść lekarz SS Siegried Schwela. Wówczas używano cyklonu B do dezynfekcji baraków. Metodę wypróbowano na dużej grupie jeńców sowieckich oraz na około 300 polskich chorych. Jak wskazał, z punktu widzenia oprawców wszystko się udało. Niemcy zaczęli w efekcie rozszerzać możliwości gazowania, zaadaptowali najpierw domek polskiego chłopa, którego wywłaszczono i wypędzono. Są rachunki z tej operacji, dobrze udokumentowane, dotyczy to zwłaszcza pozyskiwanych materiałów. Twórcy tych obiektów musieli się ze wszystkiego rozliczać, tworząc dokumenty nie wiedzieli, że będzie to kiedyś świadectwo zbrodni.

Pierwsze gazowanie było tam bodajże 23 marca 1942 roku. Tu po raz pierwszy gazowani byli Żydzi. Później gazowano też Polaków, tak zwanych „muzułmanów”, ludzi wycieńczonych. Na początku byli gazowani Żydzi z Zagłębia Dąbrowskiego, Górnego Śląska, Będzina. […] Później zaadaptowano kolejny domek – wskazał.

To działo się w Birkenau, gdzie były duże przestrzenie i łatwo było kopać duże doły i zakopywać tam trupy. Okazało się to jednak problematyczne choćby ze względu na wodę gruntową. Wtedy Niemcy wpadli na pomysł, żeby stworzyć regularne instalacje do wyniszczania – z jednej strony do gazowania, z drugiej do spalania zwłok w wysokowydajnych piecach. Budowę zaczęto w lecie 1942 roku i pierwszą instalację oddano do użytku w marcu 1943.

Jak podkreślił, pierwsza komora gazowa była zatem w Auschwitz, a jej ofiarami byli Polacy. W Birkenau gazowano przede wszystkim Żydów, ale Polaków również tam zabijano.

Reparacje od Niemiec

Profesor wskazał też w rozmowie na wagę kwestii reparacji, co można określić jako próbę przeciwdziałania niemieckim wysiłkom „skolonizowania” polskiej pamięci historycznej. – Dzięki debacie o reparacjach Polacy sobie uświadamiają, jak stała się nam krzywda. Ta debata jest dla Niemców bardzo niewygodna. Oni tej debaty nie chcą, dlatego twierdzą, że to jest proputinowskie. Tak powiedział niemiecki ambasador – wskazał historyk.

Trzeba wykazać, w jaki cyniczny, prymitywny i podły sposób niemieckie rządy odmawiały wypłaty tego, co nam się należy, za zniszczenia – powiedział. To może uświadomić zwłaszcza młodym ludziom, że opowieść o polsko-niemieckiej przyjaźni trochę zgrzyta…

Profesor odwołał się do przykładu kanclerza Willy’ego Brandta, który uchodzi za bohatera polsko-niemieckiego pojednania. – Ten człowiek chronił niemieckich zbrodniarzy. Świadomie blokował starania ówczesnego rządu komunistycznego w PRL o odszkodowania. Pojechał do Moskwy i powiedział: „słuchajcie, towarzysze, chcecie od nas rury – bo wtedy potrzebowali w Moskwie rur do rurociągów – no to musicie zrobić tak, żeby żadnych reparacji nie było”. Zadzwonili wtedy z Moskwy do Gomułki i powiedzieli: „zostaw tę kwestię odszkodowania”. Gomułka nie miał wyjścia, tak samo Gierek – wskazał.

Według profesora trzeba rzeczowo pokazać całą tę historię, a wówczas może dojść do zmiany świadomości wśród Polaków, zwłaszcza młodych, w sprawie naszych relacji z Niemcami.

W jego ocenie w dłuższej perspektywie powinno dojść do jakiejś ugody. – Zniszczyliście Warszawę, wymordowaliście polskie elity, zrobiliście Auschwitz, gdzie gazowaliście Żydów, ale także Polaków. Są szkody, za które nie zapłaciliście – powiedział.

Według profesora Niemcy stworzyli sobie legendę, że Polacy przejęli ich tereny zachodnie i to miałaby być spłata odszkodowań. – To jest absolutna bzdura – podkreślił. Jak podkreślił, Niemcy wspólnie z Sowietami napadli na Polskę i przekazali wschodnie tereny Rzeczpospolitej Moskwie. Jeżeli mówią teraz o tym, że obecne polskie ziemie zachodnie to forma odszkodowania, to muszą zrobić tak, żeby Polska otrzymała z powrotem swoje ziemie wschodnie.

Niemcy nie rozliczyli się ani materialnie, ani prawnie, bo niemieckie państwo chroniło zbrodniarzy przed ekstradycją i skazaniem. Stworzyli cały system ochronny, właśnie poprzez zakaz ekstradycji – dodał prof. Bogdan Musiał.

Jak młody Niemiec może wykręcić się od poboru

Wyobraź sobie, że jest wojna…

Autor: Friedrich Fellrocker Artykuł ukazał się 3 lutego 2026 roku na stronie : apolut.net/stell-dir-vor-es-ist-krieg-von-friedrich-fellrocker

W czasach przedwojennych młodym ludziom zaleca się zapoznanie z formalnościami dotyczącymi odmowy służby wojskowej ze względu na przekonania i uświadomienie sobie pułapek związanych z tą procedurą.

Pobór do wojska, służba wojskowa, a być może wkrótce faktyczne zaangażowanie bojowe – dla starszego pokolenia z nas to raczej teoretyczne debaty. Wielu jest oburzonych, ale może rozkoszować się kojącym poczuciem, że nie są osobiście dotknięci. W przeciwieństwie do młodych ludzi, którzy teraz otrzymują kwestionariusz dotyczący ich stosunku do Bundeswehry (niemieckich federalnych sił zbrojnych) jako swego rodzaju prezent powitalny od państwa po osiągnięciu dorosłości.

Na szczęście, pomimo masowej propagandy, mentalne przygotowanie młodzieży do wojny nie jest jeszcze tak powszechne. Mogą jednak spotkać się z represjami ze strony władz, a nawet z poborem, jak w okresie powojennym, jeśli „wystarczająco” młodych mężczyzn i kobiet nie zgłosi się do koszar. Ponieważ nie każdy chce uciekać z kraju, aby uniknąć służby wojskowej lub trafić do więzienia za swoje sumienie, pojawia się dziś trudne pytanie: jak wyrwać się ze szponów klasy politycznej, która coraz bardziej przekształca się w środowisko dalekie od pokoju, pozostając jednocześnie w zgodzie z prawem?

Niniejszy artykuł zawiera praktyczne wskazówki oparte na informacjach od prawników. Kolejnym punktem ciężkości jest analiza metod stosowanych do przechwytywania jednostek poprzez wcześniej obowiązkowy ustny „test sumienia” oraz opracowanie kontrstrategii. Ponadto, ujawnione zostają przyczyny wojny oraz motywy faktycznych podżegaczy wojennych i spekulantów, którzy kryją się za propagandową retoryką.

Punkt widzenia Friedricha Fellrockera.

W Niemczech i UE ogłoszono „punkt zwrotny”: nie jesteśmy jeszcze w stanie wojny z Rosją, ale nie jesteśmy już też w stanie pokoju, a przynajmniej tak twierdzi kanclerz. Dlatego, według ministra obrony, musimy bezwzględnie osiągnąć „gotowość do wojny” do 2030 roku. Putin z pewnością jest na tyle uprzejmy, że czeka, aż będziemy gotowi nas zaatakować, prawda? Aby zapewnić pół biliona euro w „funduszach specjalnych” – czyli długu – na zbrojenia, złamano obietnice wyborcze, a nawet zmieniono konstytucję.

Propagandowa militaryzacja społeczeństwa nie kończy się nawet na szkołach, które są atakowane przez Bundeswehrę (niemieckie siły zbrojne) w celach rekrutacyjnych. Dobra wiadomość: nie jesteśmy bezbronni. „Jeśli Bundeswehra wkroczy do szkół, to my, rodzice, powinniśmy tam być i powiedzieć im: Halo, musicie z nami porozmawiać! Bo to, o czym mówicie, znacie tylko z gier wideo. Drodzy żołnierze, nigdy nie byliście na froncie!” (1). A nagrane wywiady z ciężko rannymi weteranami mogłyby dać niepewnym siebie uczniom bardziej realistyczny obraz wojny. Szkolny strajk przeciwko poborowi pokazał przynajmniej, że wielu uczniów nie chce w nim uczestniczyć.

Jednak najważniejszym środkiem oporu dla jednostek jest sprzeciw sumienia. Ponieważ w przypadku „scenariusza obrony” wszyscy mężczyźni w wieku od 18 do 60 lat, nawet ci uznani za niezdolnych do służby wojskowej, mogą zostać powołani do wojska, problem ten dotyczy nie tylko 18-latków.

Sprzeciw sumienia – prosta procedura

Po pierwsze: termin „wniosek o sprzeciw sumienia” jest nieco mylący, ponieważ w rzeczywistości jest to osobiste oświadczenie o zamiarze odmowy służby z bronią, do którego państwo wymaga prawidłowej formy prawnej i wiarygodnego uzasadnienia. Co istotne, odpowiedniego formularza wniosku nie można znaleźć na żadnej oficjalnej stronie internetowej. Ta prawdopodobnie celowa luka została teraz wypełniona dzięki prywatnej inicjatywie: prawnika, Markus Bönig i jego zespół opracowali narzędzie oparte na sztucznej inteligencji, www.kriegsdienstblocker.de , które pozwala każdemu użytkownikowi bezpłatnie i łatwo utworzyć własny formularz sprzeciwu sumienia w ciągu piętnastu minut. Poniżej podsumowałem kilka ważnych punktów dotyczących tego i dalszej procedury (2):

W Kriegsdienstblocker (blokada służby wojennej) wymagane są wszystkie informacje niezbędne do złożenia sprzeciwu sumienia. Dostępnych jest kilka gotowych przykładów uzasadnienia. Należy je wiarygodnie uzupełnić własnymi słowami, dodając indywidualne argumenty, ponieważ jest to osobista decyzja sumienia, a zatem samo skopiowanie gotowych szablonów jest niewystarczające.

Dlatego jeszcze lepiej jest sformułować całe uzasadnienie w formie krótkiego tekstu, koncentrując się w miarę możliwości na jednym uzasadnieniu, korzystając z gotowych przykładów lub argumentów przedstawionych w dalszej części artykułu.

Zarysy powinny być traktowane wyłącznie jako sugestie.

Cały dokument jest następnie przekształcany w spersonalizowany list za pomocą sztucznej inteligencji i umieszczany w ramach prawnych – z odniesieniami do odpowiednich paragrafów. Wystarczy go wydrukować i podpisać – a wniosek jest kompletny. Należy dołączyć krótkie CV, a cały wniosek należy przesłać do właściwego centrum kariery Niemieckich Sił Zbrojnych (dawniej: okręgowego biura rekrutacji wojskowej).

Ważne: Niezbędne jest posiadanie wiarygodnej dokumentacji prawnej potwierdzającej, że wniosek został wysłany do właściwego adresata i kiedy tam dotarł. Dlatego dopuszcza się wyłącznie przesyłki polecone. Przesyłka polecona z potwierdzeniem odbioru może nie być wystarczająca, ponieważ tylko doręczyciel potwierdzi jej odbiór. Podpisane potwierdzenie odbioru tylko przez agenta pocztowego lub pracownika urzędu eliminuje możliwość ubiegania się o odszkodowanie za zaginięcie w transporcie. Dlatego warto zainwestować dodatkowe 30 centów w standardową przesyłkę poleconą (dawniej zwaną przesyłką poleconą z potwierdzeniem odbioru adresata ).

Również ważne: Wniosek o odmowę służby wojskowej z powodów sumienia zawiesza służbę wojskową tylko wtedy, gdy zostanie złożony przed otrzymaniem wezwania do poboru. Jeśli wniosek zostanie złożony później, możesz zostać powołany do wojska do czasu podjęcia ostatecznej decyzji. Dlatego najlepiej zacząć wcześniej niż później – wniosek o odmowę służby wojskowej ze względu na przekonania można złożyć już w wieku 17,5 roku.

Odebranie i przekazanie wniosku o odmowę służby wojskowej ze względu na przekonania należy potwierdzić pisemnie w ciągu czterech tygodni; w przeciwnym razie należy podjąć dalsze kroki. Często kontrowersyjna odpowiedź Bundeswehry brzmi: Tak, ale najpierw wniosek o powołanie do wojska, a potem wniosek, ponieważ to eliminowałoby zawieszenie. Jednak wspomniany wcześniej, wstępnie sformułowany formularz wniosku już odrzuca powołanie do wojska, ponieważ po złożeniu odmowy służby wojskowej ze względu na przekonania nie ma ku temu powodu, ponieważ w przeciwnym razie pośrednio stałbyś się częścią machiny wojennej. Nawet w tej sytuacji kriegsdienstblocker.de oferuje pomoc, sporządzając bezpłatną pisemną odpowiedź o odmowie powołania do wojska i wyznaczając czterotygodniowy termin, grożąc wszczęciem postępowania sądowego za bezczynność przed właściwym sądem administracyjnym. Sąd administracyjny przychyliłby się do tego wniosku bez konieczności reprezentacji prawnej, a jednorazowy koszt w wysokości 114 euro w opłatach sądowych powinien być znikomy w porównaniu z ryzykiem związanym ze służbą wojskową.

Obecnie powinno to zazwyczaj rozstrzygać wszystkie kwestie do czasu wydania ostatecznej decyzji. Jednak nie zawsze było to takie proste. Przed zawieszeniem obowiązkowej służby wojskowej badanie i ocena motywów osobistych osoby odmawiającej służby wojskowej z powodów sumienia (wówczas zwanej „Wehrdienstverweigerer”, czyli „osobą odmawiającą służby wojskowej z powodów sumienia”) były obowiązkowe – z przerwami w latach 1977/78 i 1983–2003, a od 1983 r. tylko dla osób już powołanych do wojska i byłych żołnierzy. Należy się spodziewać, że po przywróceniu poboru kryteria takiego „przesłuchania w sprawie odmowy służby wojskowej z powodów sumienia” zostaną ponownie zaostrzone, aby rozwiązać lub przynajmniej zmniejszyć przewidywany niedobór nowych rekrutów, wynikający również z tymczasowego, dobrowolnego charakteru służby. Prawdopodobnie stosowane będą „sprawdzone” struktury i procedury, dlatego analiza doświadczeń osób, które odmówiły służby wojskowej z powodów sumienia, może być pomocna dla przyszłych.

Pułapka „przesłuchania w sprawie sprzeciwu sumienia”

Chociaż obecnie obowiązująca wersja ustawy o sprzeciwie sumienia (KDVG) z 9 sierpnia 2003 r. zasadniczo zwalnia z obowiązku przeprowadzenia ustnego przesłuchania, pisemne uzasadnienie sprzeciwu sumienia powinno być nadal bardzo wiarygodne. Dlatego warto przynajmniej zapoznać się z możliwymi liniami rozumowania i argumentacji strony przeciwnej. Są one szczególnie widoczne w ustnych przesłuchaniach w sprawie sprzeciwu sumienia, stosowanych do 1983 r.: na początku osoba badana mogła wyjaśnić, że i dlaczego nie może pogodzić zabijania innych ludzi ze swoim sumieniem. Następnie musiała odpowiadać na pytania komisji egzaminacyjnej, zazwyczaj składającej się z funkcjonariusza i kilku cywilów. Pytano ją, jak zachowałaby się w hipotetycznych sytuacjach ekstremalnych. Wyraźnym zamiarem było postawienie osoby odmawiającej służby wojskowej z powodów sumienia, a raczej powodów, dla których to zrobiła, w trudnej sytuacji. Tę metodę zilustrujemy teraz przykładem.

Szczególnie popularnym pytaniem w tamtym czasie było to, co zrobiłaby osoba odmawiająca służby wojskowej z powodów sumienia, gdyby jej dziewczyna, żona lub matka zostały zaatakowane, a ona mogłaby je uratować jedynie za pomocą potencjalnie śmiercionośnej siły. Zazwyczaj stawiało go to w trudnej sytuacji: gdyby nie interweniował, komisja mogłaby zakwestionować wiarygodność jego zeznań – z wyjątkiem przypadków uzasadnienia ściśle religijnego lub przynależności do zdecydowanie pacyfistycznej wspólnoty religijnej. Pewien dobrowolny odmawiający służby wojskowej z powodów sumienia powiedział mi wówczas, że w takich przypadkach praktycznie zaakceptowałby wyłącznie względy religijne.

Jeśli jednak osoba badana interweniowała, aby uratować kogoś szczególnie bliskiego, nawet jeśli oznaczało to pogodzenie się ze śmiercią napastnika, śledczy mieli okazję zakwestionować integralność jej przekonań dotyczących fundamentalnego odrzucenia zabijania. Stwierdzenie etyczne „Nie chcę zabijać” staje się podatne na atak, gdy tylko powołuje się na wyjątek od bezwzględnego zakazu zabijania. Jeśli osoba odmawiająca służby wojskowej z powodów sumienia jest gotowa zabić napastnika, aby chronić swoją dziewczynę/żonę/matkę, dlaczego nie mogłaby tego zrobić również w celu ochrony innych osób mniej jej bliskich, takich jak rodzeństwo, przyjaciele, sąsiedzi, krewni itd.? I dlaczego nie miałaby tego zrobić również w celu ochrony większej części swojej społeczności lub wspólnego losu, takiej jak miasto, naród czy stan? Dopiero dość późno „sądy ustaliły, że gotowość do działania w samoobronie i udzielenia pomocy w nagłych wypadkach nie może być interpretowana na niekorzyść wnioskodawcy i nie umniejsza wiarygodności osoby odmawiającej służby wojskowej z powodów sumienia” (3). Jednak do tego czasu wiele osób odmawiających służby wojskowej z powodów sumienia, których wnioski odrzucono, stosując tę ​​linię rozumowania, zostało już zmuszonych do służby wojskowej.

Zasadniczo zarówno ustawodawstwo, jak i orzecznictwo można dostosować do nowych okoliczności i wymagań. Dlatego sensowne jest wcześniejsze rozważenie dalszych linii argumentacji, aby być o krok do przodu, choć oczywiście nie da się dokładnie przewidzieć, jakie manewry państwo może zastosować w przyszłości, aby utrudnić odmowę służby wojskowej ze względu na sumienie, jeśli zajdzie taka potrzeba. Alternatywne, spójne podejście musi przede wszystkim złagodzić dylemat wyjątków od tego, co w istocie jest bezwzględnym zakazem zabijania, z punktu widzenia etyki przekonań, aby nie tylko odeprzeć argumenty przeciwko niemu, nawet w nowych ramach prawnych, ale także uczynić takie ataki jak najbardziej bezcelowymi.

Myślenie i argumentowanie nie z punktu widzenia etyki przekonań, lecz etyki odpowiedzialności

Podejściem kontrastującym z etyką przekonań jest etyka odpowiedzialności. Etyka przekonań opiera się na subiektywnych, często emocjonalnych postawach, które są zawsze absolutne i nie dopuszczają wyjątków. Wynikające z tego stanowisko osobiste lub zbiorowe jest trudne do zakwestionowania i dlatego nie wykazuje realnego zainteresowania rozważeniem konsekwencji.

W przeciwieństwie do tego, etyka odpowiedzialności rozpatruje kwestie faktyczne i problemy w sposób bardziej racjonalny i formułuje niuanse w oparciu o konkretne sytuacje. Nie tylko poszukuje ona realnych rozwiązań, ale także dąży do ciągłej refleksji nad własnymi postawami i działaniami w świetle wynikających z nich konsekwencji oraz kwestionowania ich słuszności (4).

Zastosujmy teraz etyczne podejście do odpowiedzialności do sytuacji lub problemu „rachunku sumienia”. Punktem wyjścia dla tych rozważań może być bezwzględna natura współczesnej wojny od czasów II wojny światowej, pomimo wszelkich regulacji międzynarodowych. W praktycznie wszystkich późniejszych wojnach – zwłaszcza tych z wiodącym udziałem krajów zachodnich, takich jak Korea i Wietnam, a później Afganistan, Irak, Somalia, Libia i Syria, by wymienić tylko kilka – największy odsetek ofiar wojny stanowili niezaangażowani, czyli niewinni cywile – średnio około 90 procent tzw. „strat ubocznych”.

„Ciekawostka”, że w wojnie na Ukrainie stosunek liczby zabitych do ofiar cywilnych jest dokładnie odwrotny ze względu na rosyjską metodę prowadzenia tej wojny, powinna być w tym kontekście pomijana, ponieważ mogłaby przynieść odwrotny skutek.

„ Na podstawie tych faktów można łatwo uniknąć pułapki argumentacyjnej selektywnego pacyfizmu: jeśli nie mogę usprawiedliwić ani pogodzić się z własnym sumieniem w udziale w wojnie, w której wiem już, że na podstawie doświadczenia, aby wyeliminować jednego „winnego” bojownika wroga, muszę zaakceptować dziewięć niewinnych ofiar, to popularne wcześniej podchwytliwe pytanie, czy nie broniłbym mojej dziewczyny/żony/matki, nawet ze śmiertelnymi konsekwencjami dla napastnika, również staje się nieistotne.

Argument ten jest daremny. Dotknięty zostałby jedynie bezpośrednio „winny” agresor, a nie niezaangażowani, niewinni świadkowie, a kwestia indywidualnej winy osoby wykonującej rozkaz nie wymaga rozpatrywania. Co więcej, brak ochrony słabszych ofiar przed atakami można postrzegać jako brak udzielenia pomocy; dobór środków musi być adekwatny do konkretnej sytuacji i okoliczności, w razie potrzeby nawet obejmujący kontrprzemoc, ale najlepiej bez niedopuszczalnych „strat ubocznych”. Nie trzeba nawet być pacyfistą – sam nigdy nim nie byłem – aby argumentować w „teście sumienia” na podstawie praktycznie niepodważalnej odpowiedzialności etycznej.

Otóż każdy musi się spodziewać, że strona przeciwna w końcu wymyśli hipotetyczne sytuacje, które doprowadzą do podchwytliwego pytania o to, jaki rodzaj lub zakres strat ubocznych byłby nadal akceptowalny lub zgodny z własnym sumieniem. Z jednej strony fikcyjne przypadki przytoczone w tym celu mogą być tak arbitralnie skonstruowane, że trudno je sobie wyobrazić w rzeczywistości. Jeśli ten zarzut jest niewystarczający, należy konsekwentnie kontynuować dotychczasowy tok rozumowania oparty na etyce odpowiedzialności, posługując się podanym przykładem. W razie wątpliwości należy poprosić o wystarczająco dużo czasu na refleksję przed udzieleniem odpowiedzi, co może zająć kilka dni lub tygodni, ponieważ przed udzieleniem uczciwej odpowiedzi należy najpierw rozważyć własne zachowanie w tej hipotetycznej sytuacji, w szczególności w odniesieniu do własnej odpowiedzialności i wszystkich wynikających z niej konsekwencji. Etyka przekonań prowokowałaby lub przynajmniej dopuszczała spontaniczne odpowiedzi, podczas gdy wiarygodna argumentacja oparta na etyce odpowiedzialności wymaga gruntownej refleksji.

Ustawa Zasadnicza nie przewiduje możliwości całkowitego sprzeciwu sumienia. Jednakże możliwości argumentacyjne w tym kierunku mogłyby obecnie sięgać dalej niż w etyce przekonań, która koncentruje się głównie na odmowie służby wojskowej. Z drugiej strony, argument etyki odpowiedzialności, uwzględniający konsekwencje, mógłby odrzucić jakąkolwiek formę udziału w wojnie lub jej wspierania, w tym również służbę medyczną na froncie itd. Jedynie utrzymanie infrastruktury cywilnej, zaopatrzenie ludności cywilnej, a prawdopodobnie także opieka medyczna i leczenie rannych żołnierzy w kraju, byłyby w tym kontekście bezsprzecznie etycznie uzasadnionymi obowiązkami.

Nawiasem mówiąc, w odniesieniu do bezwzględnego unikania ofiar wśród niewinnych cywilów, oświadczenie wydane przez Federalny Trybunał Konstytucyjny (BVG) w kontekście ataków z 11 września idzie jeszcze dalej, o ile wiem: O ile pamiętam, na przykład samolot pasażerski nie mógłby zostać zestrzelony w przypadku porwania przez terrorystów, nawet jeśli groziłoby mu zderzenie z elektrownią jądrową, ponieważ życie poszkodowanych pasażerów nie podlegałoby ważeniu odszkodowań, a liczba ofiar nie mogłaby być równoważona. Nawet aby zapobiec zagrożeniu życia i zdrowia wielu tysięcy ludzi w wyniku zniszczenia elektrowni jądrowej, nie można było zaakceptować pewnej śmierci niewinnych pasażerów.

Jednakże, czy BVG, w obecnym składzie, rozpatrywałaby kwestię celowo przyjętych strat ubocznych w razie wojny z taką samą konsekwencją na korzyść niewinnych świadków, to osobna kwestia.

Zablokowanie pozornych dróg ucieczki

Niemiecka Ustawa Zasadnicza przewiduje pobór wyłącznie dla mężczyzn. Wprowadzenie Ustawy o samostanowieniu przyznaje teraz każdemu, niezależnie od cech biologicznych, prawo do zarejestrowania dowolnej płci innej niż poprzednia, zgodnie z orientacją seksualną. Jednak to prawo cywilne, które jest rygorystycznie egzekwowane w życiu codziennym, nie ma zastosowania do Niemieckich Sił Zbrojnych (Bundeswehry): w przypadku służby wojskowej nie tylko każdy biologiczny mężczyzna jest uważany za mężczyznę, ale nawet mężczyźni trans-płciowi, którzy przeszli już operację zmiany płci, są rejestrowani jako pierwotnie mężczyźni podczas poboru. Wykorzystanie lub nadużycie Ustawy o samostanowieniu, w zależności od interpretacji, nie zapewniłoby zatem ochrony przed poborem.

Bundeswehra – podobnie jak inne instytucje państwowe – nie chce w swoich szeregach ekstremistów politycznych, a zwłaszcza „ekstremistów prawicowych”. Niektórzy młodzi mężczyźni mogą rozważać wstąpienie do partii rzekomo prawicowo-ekstremistycznej, aby uniknąć służby wojskowej. Może to jednak mieć nie tylko negatywne konsekwencje zawodowe, ale także prawdopodobnie nie przyniesie zamierzonego celu w dłuższej perspektywie. Wiele partii początkowo uważanych za ekstremistyczne przesunęło się w stronę centrum i przeciętności, gdy tylko znalazły się w zasięgu władzy. Dlatego to rzekomo proste wyjście dla tych, którzy nie chcą odbyć służby wojskowej, byłoby jedynie kolejnym iluzorycznym rozwiązaniem.

Odnosząc się do nadziei na zwolnienie ze służby wojskowej z powodu problemów zdrowotnych, należy pamiętać, że kryteria poboru do wojska zawsze były traktowane stosunkowo elastycznie, gdy zachodziła potrzeba dostosowania ich do wymagań kadrowych. Zwolnienie ze służby nie daje gwarancji uniknięcia poboru w czasie wojny. A nawet jeśli nikt się tego nie spodziewa w Niemczech: praktyka „biznesizacji” nowych rekrutów na Ukrainie pokazuje, jak ekstremalne mogą być kryteria i metody poboru, gdy stale potrzeba mięsa armatniego.

W Niemczech odmowa służby wojskowej ze względu na sumienie, konsekwentnie podtrzymywana w toku rozumowania, pozostaje najbardziej obiecującą drogą.

W mgle propagandowych kłamstw

Kłamstwa mające na celu ukrycie władzy i interesów finansowych nie są niczym nowym. Już 7 kwietnia 1888 roku ówczesny kanclerz Otto von Bismarck powiedział o zachowaniu europejskich mocarstw kolonialnych, a zwłaszcza Imperium Brytyjskiego: „Ludzkość, pokój i wolność są zawsze ich pretekstem, gdy nie może nimi być chrześcijaństwo i szerzenie błogosławieństwa i cywilizacji wśród dzikusów i półbarbarzyńców”. Oprócz tuszowania własnych motywów, tradycyjnie demonizuje się przeciwnika lub wroga: Wilhelm II,jeszcze w 1913 roku czczony przez prasę międzynarodową jako „Cesarz Pokoju” , został oczerniony w prasie zachodniej jako krwiożerczy i żądny podbojów „król Hunów” już w 1914 roku, po wybuchu I wojny światowej.

Motywy Cesarstwa Niemieckiego są nie tylko upiększane, ale i oczerniane. Emocjonalnie manipulująca dehumanizacja wrogich żołnierzy poprzez sfabrykowane historie o okrucieństwach jest również klasyką: podczas I wojny światowej niemieckie siły okupacyjne w Belgii były przedstawiane przez wrogą prasę propagandową jako krwiożerczy sadyści, którzy bagnetami rozcinali brzuchy ciężarnych kobiet i mordowali dzieci. Operacje pod fałszywą flagą, mające na celu usprawiedliwienie własnych wojen agresywnych, również istniały od zawsze. Rzekomy polski atak na niemiecką stację radiową Gliwice w 1939 roku jako usprawiedliwienie hitlerowskiej inwazji na Polskę to tylko jeden z przykładów.

Podobnie skonstruowane kłamstwa propagandowe są również znane z czasów współczesnych. Oczywiście, dla wielu naszych „wykwalifikowanych dziennikarzy” nieproporcjonalna masakra w Strefie Gazy jest po prostu uzasadnioną samoobroną Izraela, a zachodnie demokracje i „wartości” są bronione przed Rosją przez nikogo innego, jak najbardziej skorumpowane państwo w Europie. „Autokrata” Putin, demokratycznie wybrany przez zdecydowaną większość Rosjan, rzekomo chce nas szantażować rosyjskim gazem, w swej żądzy władzy odbić terytoria byłego Związku Radzieckiego i po podbiciu Ukrainy najechać Europę Zachodnią. Nieważne, że Rosja zawsze wywiązywała się ze wszystkich kontraktów na dostawy, a prezydent Rosji cierpliwie oferuje współpracę dla obopólnych korzyści, podkreślając, że nie jest zainteresowany podbojem krajów zachodnich. Jako dobry Europejczyk, po prostu nie możesz ufać Rosjanom, prawda?

Znanymi kontynuatorami dwóch powyższych przykładów są kłamstwo o reaktorze z pierwszej wojny w Iraku i kłamstwo o broni masowego rażenia, użyte do uzasadnienia drugiej wojny w Iraku.

Niektóre rzeczy zdają się nigdy nie zmieniać: agresor zawsze deklaruje szlachetne motywy swoich działań, a przeciwnik jest zawsze demonizowany. My zawsze jesteśmy dobrzy, przeciwnicy zawsze źli. W końcu łatwiej zdobyć poparcie większości społeczeństwa, gdy wbija się im do głowy emocjonalne przesłania. I nieustannie powtarzana propaganda zdaje się przynosić pożądany skutek, przynajmniej chwilowo. „Jeśli powiesz wielkie kłamstwo i będziesz je powtarzać wystarczająco często, ludzie w końcu w nie uwierzą” – powiedział (rzekomo) Joseph Goebbels, ówczesny minister propagandy Rzeszy, uznany ekspert w tej dziedzinie.

Ale jakie są przyczyny wojen? Jakie motywy kryją się za kłamstwami propagandowymi, a raczej, czyje interesy są najskuteczniej realizowane? Jaka jest rzeczywista dynamika władzy w elitach?

W „autokratycznych dyktaturach”, takich jak Rosja i Chiny, rządy najwyraźniej kontrolują swoich oligarchów. Jednak w globalistyczno -kapitalistycznych „demokracjach” typu zachodniego politycy i ich partie ewidentnie uzależnili się od dobrej woli i pieniędzy bankierów, oligarchów i dyrektorów korporacji z ich „wysokiej jakości mediami”. Czyje interesy wywierają zatem najsilniejszy wpływ na politykę?

Jak zauważył już Frank Zappa: „Polityka to dział rozrywki w kompleksie militarno-przemysłowym”. Do tego należy dodać Wielkie Pieniądze, Wielkie Farmacje i Wielkie Technologie jako kolejne dominujące obszary zainteresowania naszych superbogatych oligarchów. Przepraszam, politycznie poprawne określenia to oczywiście „inwestorzy”, „filantropi” lub coś podobnego. Były niemiecki minister spraw wewnętrznych Horst Seehofer powiedział z niezwykłą szczerością w telewizyjnym programie „Pelzig unterhält sich” 20 maja 2010 roku: „Ci, którzy decydują, nie są wybierani; a ci, którzy są wybierani, nie decydują”. Zgadza się, tak właśnie działa nasz system.

To również nic nowego. Przyczyny ekonomiczne i finansowe zawsze były kluczową siłą napędową konfliktów. Powstanie Cesarstwa Niemieckiego z jego rozwijającą się gospodarką było postrzegane przez ówczesną dominującą potęgę morską i handlową, Wielką Brytanię, jako konkurencyjne zagrożenie dla jej własnej hegemonii gospodarczej, a tym samym dla jej bogactwa, co było główną przyczyną późniejszej wojny światowej.

Stany Zjednoczone przystąpiły do ​​I wojny światowej dopiero w 1916 roku, gdy wojska niemieckie zdawały się być gotowe do zdobycia przewagi. Stany Zjednoczone zostały wciągnięte w tę wojnę – naturalnie, z odpowiednią retoryką propagandową, jak wspomniano powyżej – przez wielkich amerykańskich bankierów, których instytucje pożyczyły ogromne sumy krajom alianckim w Europie w formie pożyczek wojennych, które musiałyby umorzyć w przypadku zwycięstwa Niemiec. Chodziło, i nadal chodzi, o interesy finansowe.

Widzimy więc:

Każda wojna to wojna bankierów (lub inwestorów).

Wojny od dawnej przeszłości do dziś pokazują, jak prawdziwe jest to powiedzenie. Weźmy na przykład dwie wojny w Iraku, które ostatecznie dotyczyły kontroli nad krajem posiadającym ogromne złoża ropy naftowej. Albo, jak ujął to artysta kabaretowy Volker Pispers:

Zawsze chodzi o prawa górnicze, nigdy o prawa człowieka. Pamiętaj o tym!”

Oczywiście, zachodnie, a zwłaszcza amerykańskie, korporacje czerpały korzyści z tych dwóch wojen na wiele sposobów: w trakcie wojny, uzbrajając i zaopatrując własnych żołnierzy, co naturalnie kontynuowano przez cały okres okupacji; a po wojnie, odbudowując zniszczoną infrastrukturę – wszystko to finansowane iracką ropą po preferencyjnych cenach, na czym firmy naftowe czerpały ogromne zyski. Banki i instytucje finansowe były silnie zaangażowane jako pożyczkodawcy i inwestorzy, zapewniając sobie również znaczny zwrot z inwestycji.

Wbrew oficjalnej narracji, sytuacja w wojnie na Ukrainie nie jest zupełnie inna: głównym celem zamachu stanu na Majdanie w 2014 roku było zapewnienie członkostwa w NATO i UE dla całej Ukrainy. Jednak w tle kraj ten miał wiele do zaoferowania zachodnim inwestorom: żyzne czarnoziemy, duże złoża surowców, takich jak lit i pierwiastki ziem rzadkich, i wiele innych.

Dodatkowym efektem było osłabienie gospodarcze Rosji, mające na celu zasianie niezadowolenia w kraju i ostatecznie doprowadzenie do zmiany reżimu, a także większego „otwarcia” kraju na tanią eksploatację jego ogromnych zasobów naturalnych przez zachodnie korporacje. Miało to zostać osiągnięte dzięki chętnej Ukrainie, silnie uzbrojonej od 2014 roku na wypadek potencjalnego konfliktu zbrojnego z dużym sąsiadem. Przeważająco rosyjskojęzyczna ludność na wschodzie kraju od 2014 roku spotykała się z narastającymi represjami ze strony radykalnego, nacjonalistycznego rządu centralnego w Kijowie, który dążył do wykorzenienia wszystkiego, co rosyjskie, w tym języka, kultury i religii. Zrozumiałe jest, że pięć tamtejszych regionów ogłosiło secesję po referendach – które oczywiście nie zostały uznane przez Zachód – i przyłączyło się do Rosji.

Zachód zręcznie ignoruje tło tego konfliktu: około 14 000 ofiar śmiertelnych wśród cywilów, potwierdzonych przez ONZ, w wyniku ataków nacjonalistycznych milicji ukraińskich w tych czterech regionach w latach 2014–2021.

Oczywiście Rosja czuje się zobowiązana do ochrony etnicznych Rosjan we wschodniej Ukrainie. Jednak pomimo licznych wcześniejszych prowokacji, to prawdopodobnie dopiero niekwestionowane żądanie prezydenta Ukrainy Zełenskiego, wysunięte na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa na początku 2022 roku, dotyczące rozmieszczenia broni jądrowej i natychmiastowego członkostwa w NATO, doprowadziło do „niesprowokowanej rosyjskiej wojny agresywnej”, na którą Zachód natychmiast zareagował dobrze przygotowanymi „sankcjami”. Od tego czasu liczba pakietów wzrosła do 20.

Jedyny problem polega na tym, że pakiety sankcji zaszkodziły rosyjskiej gospodarce w znacznie mniejszym stopniu niż sankcje w krajach UE, zwłaszcza w Niemczech. Niestety, armia rosyjska wyciągnęła wnioski ze swoich początkowych błędów i skutecznie wypiera wojska ukraińskie. A szczególnie niefortunne jest to, że ukraińskie złoża mineralne, tak pożądane przez zachodnie korporacje i inwestorów, znajdują się w regionie Donbasu, który jest roszczony i okupowany przez Rosję!

To właśnie dlatego hasło „Rosja musi przegrać tę wojnę!”, które dzięki rosyjskim sukcesom zostało nieco złagodzone do „Rosja nie może wygrać tej wojny!”. Bo jeśli Rosja wygra tę wojnę, zachodnie korporacje będą musiały umorzyć swoje miliardy zainwestowane już na Ukrainie, a to jest oczywiście całkowicie niedopuszczalne. Aby zapobiec tej katastrofie, BlackRock i jemu podobni, wraz z podległymi im politykami, są gotowi pozwolić, aby ta wojna zastępcza trwała „tak długo, jak będzie to konieczne” (5), jeśli to konieczne, aż zginie ostatni Ukrainiec, a być może nawet ostatni Europejczyk. Co więcej, kontynuowanie wojny generuje również stałe zyski dla producentów broni i ich akcjonariuszy. Ten ogólny obraz to rzeczywistość, która jest zaciemniana przez głośną propagandę.

Pamiętajcie: „Nie ten, kto pierwszy chwyta za broń, podżega do zła, ale ten, kto je wymusza” (Nicolo Machiavelli).

Drogie dzieci, teraz powiem wam coś jeszcze: Rosjanin wcale nie jest zły, a on nie chce nam zrobić krzywdy! Chce po prostu być traktowany z szacunkiem, jak równy z równym, w pokoju, z uwzględnieniem jego interesów, a najlepiej prowadzić z nami pokojową wymianę handlową – tak jak robi to z większością krajów na świecie – dla obopólnych korzyści. Fakt, że Rosja, jako supermocarstwo nuklearne, nie może tolerować członkostwa Ukrainy w NATO i rozmieszczenia rakiet nuklearnych 500 km od jej stolicy, znajduje również odzwierciedlenie w zachowaniu Stanów Zjednoczonych podczas kryzysu kubańskiego w 1962 roku.

Ale czy Rosja rzeczywiście od czasu rozpadu Związku Radzieckiego rozszerzała się na zachód, aż do granic NATO? Dlaczego Rosja miałaby chcieć wiązać się z coraz bardziej dysfunkcyjnymi krajami Europy Zachodniej, które były i nadal są pogrążane w ruinie przez politykę motywowaną ideologicznie? Rosja posiada ogromne terytoria i wszystkie zasoby naturalne, które tak bardzo pragną zdobyć zachodni oligarchowie/inwestorzy i ich politycy. Jest najbardziej samowystarczalnym krajem na świecie, a w dużej części słabo zaludnionym. Rosja nie potrzebuje naszych terytoriów. Jednak pomimo cierpliwości, jaką okazali jej przywódcy, nie będzie tolerować wszystkiego z naszej strony.

Nadszedł czas.

Werble wojenne rozbrzmiewają coraz głośniej: prezydent Francji Emmanuel Macron kilka miesięcy temu nakazał, aby szpitale we Francji priorytetowo traktowały leczenie rannych odniesionych w czasie wojny. W dokumencie strategicznym niemieckich sił zbrojnych „Plan Operacyjny Niemcy” stwierdza się, że Niemcy, jako logistyczne centrum kolejnej wojny, muszą ponownie nauczyć się wykonywać amputacje i leczyć okaleczonych żołnierzy na pierwszej linii frontu. Jednak największym zmartwieniem wydaje się być to, jak zastąpić przewidywane 1000 ofiar dziennie nowymi żołnierzami, aby utrzymać siłę bojową. Dalsze przykłady eskalacji propagandy wokół przygotowań do wojny można znaleźć na stronie german-foreign-policy.de (7).

Podżegacz wojenny Roderich Kiesewetter chciałby teraz ogłosić stan wyjątkowy, którego prawdopodobnym efektem ubocznym byłoby uniemożliwienie przeprowadzania wyborów w trakcie stanu wyjątkowego i zakazanie wszelkich „zakłóceń” w niemieckich siłach zbrojnych. Jednakże poniższe sytuacje mogą być szczególnie kontrowersyjne i trudne:

W przypadku wojny podstawowe prawo do odmowy służby wojskowej ze względu na sumienie mogłoby zostać zawieszone, zgodnie z kontrowersyjnym orzeczeniem Federalnego Trybunału Sprawiedliwości (BGH) z marca 2025 r. Nie jest do tego wymagana nowelizacja konstytucji (6). Stan napięcia to tylko ostatni etap przed tzw. stanem obronnym. Chociaż odmowa służby wojskowej ze względu na sumienie byłaby zasadniczo możliwa nawet po tym orzeczeniu, co się stanie, jeśli stan obronny zostanie ogłoszony wkrótce potem, a wiele wniosków o odmowę służby wojskowej ze względu na sumienie pozostanie nierozpatrzonych lub niekompletnych?

Zgodnie z obowiązującym prawem, jeśli wniosek zostanie złożony w terminie i przed otrzymaniem zawiadomienia o powołaniu do wojska, powołanie osoby odmawiającej służby wojskowej ze względu na sumienie zostaje zawieszone do czasu podjęcia decyzji. Czy jednak można mieć pewność, że tak pozostanie w przypadku rzeczywistego stanu wyjątkowego?

Czy podżegający do wojny przywódcy, tacy jak kanclerz i przewodnicząca Komisji Europejskiej, byliby gotowi wysłać własne dzieci lub wnuki na front wschodni w przypadku wojny? To prawdopodobnie oznaczałoby raczej zamarznięcie piekła. Elity chcą zgarniać zyski – a za to pospólstwo ma wyginąć. „Dywidendy rosną, proletariat upada” – powiedziała Róża Luksemburg o wojnie. Albo, jak ujął to Wolter: „Ci, którzy rozpoczynają wojny, rzadko muszą w nich walczyć”. A kiedy celebryci lojalni wobec systemu, tacy jak Campino, Robert Habeck, biskup Ernst-Wilhelm Gohl i inni, publicznie ogłaszają, w celu podniesienia morale, że nie będą już odmawiać służby wojskowej – co powstrzymuje ich przed wycofaniem się z odmowy i zgłoszeniem się na ochotnika?

Każdy, kto wypowiada się przeciwko wojnie z Rosją, a nawet potępia sprzeczności i podwójne standardy w zachodniej społeczności giełdowej, jest coraz częściej etykietowany wrogimi określeniami, zniesławiany, cenzurowany, a czasem nawet karany z powodu braku merytorycznych kontrargumentów. Bo tylko kłamstwa potrzebują wsparcia państwa, ale prawda obroni się sama, jak trafnie ujął to Peter Hahne.

† … Nie dajcie się zwieść! Nie dajcie się zastraszyć bezpodstawnym obelgom ani naciskać pustymi hasłami, takimi jak walka o „nasze” (zauważcie zaimek dzierżawczy!) wartości, takie jak demokracja i wolność (czyja?). Egon Bahr już zauważył:

Kiedy polityk zaczyna prawić morały o „wartościach” zamiast mówić o swoich interesach, najwyższy czas opuścić salę”.

Każdy, kto nie chce poświęcić się jako żołnierz pierwszej linii w beznadziejnej wojnie w interesie kapitału i elit, powinien to zrobić teraz, a nie później.

Ważne jest, aby działać szybko, aby uzyskać potwierdzenie odmowy służby wojskowej ze względu na sumienie i uniknąć niepotrzebnych opóźnień. Biorąc pod uwagę napięcia polityczne, sprawy mogą toczyć się bardzo szybko – szybciej, niż sądy i władze mogą lub chcą pracować. Wraz ze wzrostem zapotrzebowania na mięso armatnie, nie tylko wymogi dotyczące poboru staną się mniej rygorystyczne, ale kryteria dotyczące odmowy służby wojskowej ze względu na sumienie, zwłaszcza rachunek sumienia, staną się bardziej rygorystyczne, nie wspominając o możliwości – choć kontrowersyjnej prawnie – zawieszenia podstawowego prawa do odmowy służby wojskowej ze względu na sumienie w przypadku wojny. Oczywiście, w razie potrzeby, każdy w wieku od 18 do 60 lat może zostać powołany do wojska, nawet ci, którzy zostali uznani za niezdolnych do służby.

Mniejsza liczba żołnierzy gotowych do walki mogłaby znacząco przyczynić się do pokojowego potencjału ojczyzny. Ale czy warto również osobiście odmówić udziału w wojennym szaleństwie? Posłuchajmy raz jeszcze niezłomnego Kayvana Soufi-Siavasha:

Jeśli musisz pracować dla państwa (w razie wojny), to rób to w szpitalu, bo i tak tam trafisz jako żołnierz; równie dobrze możesz tam pójść już teraz!” (8)

Dodam: Zwłaszcza jeśli nie chcesz wracać z frontu w trumnie czy worku na zwłoki.

===============================

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 3 lutego 2026 roku na stronie : apolut.net/stell-dir-vor-es-ist-krieg-von-friedrich-fellrocker

Źródła :

(1) https://www.apolut.net/der-kommentar-9-wenn-die-usa-auf-europas-aufmupfige-schauen-von-kayvan-soufi-siavash  ab Minute 13.55

(2) https://www.youtube.com/watch?v=7nptagSqJBs  besonders ab Minute 7.00

(3) Zitiert aus Wikipedia-Artikel „Kriegsdienstverweigerung in Deutschland“, „Kritik“

(4) Wer ein gutes Buch über Verantwortungsethik lesen möchte, dem sei „Das Prinzip Verantwortung“ von Hans Jonas empfohlen.

(5) Vgl. dazu den ehemaligen Seleskyj-Berater Oleksej Arestovich über die EU-Strategie: https://tkp.at/2026/01/02/ex-selenskyj-berater-das-ist-der-weitere-eu-kriegsplan/

(6) https://www.german-foreign-policy.com/news/detail/10241 der letzte Abschnitt „Die Front ist überall“

(7) https://verfassungsblog.de/kriegsdienstverweigerung-kriegsfall-bundesgerichtshof/  Das Urteil bezog sich wohl auf einen ukrainischen Bürger, weshalb ich die rechtliche Einschätzung der Autorin teile. Trotzdem könnte sich das BVG für ein abschließendes Urteil ggf. viel Zeit nehmen, sofern es ein Verfahren gegen dieses Urteil des BGH überhaupt zulassen würde. Mindestens bis dahin könnten sich andere Gerichte auf das Urteil des BGH beziehen.

(8) https://www.apolut.net/der-kommentar-9-wenn-die-usa-auf-europas-aufmupfige-schauen-von-kayvan-soufi-siavash / ab Minute 12.25

+++

Z pieniędzy polskiego podatnika do dzisiaj płaci się za zbrodnie III Rzeszy oraz ZSRS

Z pieniędzy polskiego podatnika do dzisiaj płaci się za zbrodnie III Rzeszy oraz ZSRS

Anna Wiejak

Wśród niemieckich firm wykorzystujących niewolniczą pracę przymusowych robotników znajdują się: Hugo Boss, Thyssen Krupp, Daimler-Benz, BMW, Volkswagen, Audi, Opel, Bayer, AGFA, Siemens, Dr. Oetker, Zeiss, Continental, Bosch, Maggi, BASF, IG Farben, Heinkel, Allianz.


tysol.pl/z-pieniedzy-polskiego-podatnika-do-dzisiaj-placi-sie-za-zbrodnie-iii-rzeszy-oraz-zsrs

„Czy wiecie Państwo, że z pieniędzy polskiego podatnika do dzisiaj płaci się za zbrodnie III Rzeszy oraz Związku Sowieckiego, a Niemcy zaprzestali wsparcia 30 września 2006 r.? Czy wiecie Państwo, że Niemcy do dzisiaj płacą byłym SS-mannom za służbę «dla Hitlera» co miesiąc nawet 1275 euro?” – zapytał na platformie X mec. Bartosz Lewandowski.

Polacy płacą za zbrodnie Niemców i Rosjan

To nie żart. Państwo polskie na mocy przepisów ustawy z dnia 31 maja 1996 roku o osobach deportowanych do pracy przymusowej oraz osadzonych w obozach pracy przez III Rzeszę i Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich wypłaca ofiarom II wojny światowej deportowanym do pracy przymusowej w Niemczech czy ZSRR albo osadzonych w obozach pracy przymusowej specjalne świadczenie finansowane z budżetu państwa (art. 6) – alarmował mec. Bartosz Lewandowski.

Jakie warunki trzeba spełnić?

Świadczenie może być przyznane – co wynika już z orzecznictwa sądowego – także dzieciom przymusowych robotników, którzy przyszły na świat w III Rzeszy czy ZSRR i jest przyznawane na mocy decyzji Szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Świadczenia nie można łączyć z inną formą pomocy z tytułu świadczenia kombatanckiego czy uzyskanego za tajne nauczanie. Wysokość świadczenia jest symboliczna i dzisiaj wynosi od 17,46 zł za miesiąc pracy do 348,22 zł za 20 miesięcy niewolniczej pracy

– wyjaśniał prawnik.

W jego ocenie „żenujące jest jednak to, że Niemcy zaprzestali zapłaty 30 września 2006 r., wypłacając żenująco niskie świadczenia pod wpływem nacisków przedsiębiorców niemieckich wobec, których inicjowano postępowania cywilne w Stanach Zjednoczonych”.

Świadczenia jednorazowe

Sami Niemcy chwalą się na oficjalnych stronach internetowych, że od 2001 r. rozpoczęli wypłatę świadczeń jednorazowych z Federalnej Fundacji 'Pamięć, Odpowiedzialność i Przyszłość’. Fundacja – co bardzo ciekawe – powstała w wyniku nacisków niemieckiego sektora prywatnego w związku z pozwami, które były w Stanach Zjednoczonych kierowane wobec niemieckich spółek i ich następców prawnych, którzy czerpali korzyści z niewolniczej pracy obywateli państw okupowanych! Niemcy objęli programem 484 tys. osób wypłacając około 975 miliona Euro, co daje śmieszne około 2000 euro na każdego przymusowego robotnika, a zatem niewolnika w III Rzeszy pracującego na rzecz gospodarki hitlerowskich Niemiec. Na oficjalnych stronach internetowych można przeczytać, że 1/3 osób, która uzyskała świadczenia mieszkała do 2006 roku w Polsce (ok. 159 500 osób z szacowanych 3-3,5 miliona robotników), a co czwarte euro wypłacone przez Fundację trafiło do naszego kraju.

Niemcy wypłacają zbrodniarzom więcej niż ofiarom

Zdaniem mec. Bartosza Lewandowskiego „najbardziej obrzydliwe jest jednak to, że Niemcy dalej wypłacają świadczenia emerytalne członkom zbrodniczej formacji SS, które wynoszą od 425 do 1275 euro miesięcznie!”.

Na mocy prawa niemieckiego służba w SS umożliwia ubieganie się o tego typu świadczenie także przez obywateli innych krajów, którzy byli SS-mannami-ochotnikami. W 2019 roku głośno było o przypadku 30 byłych belgijskich esesmanów, którym Niemcy wypłacali co miesiąc (sic!) świadczenia równe połowie jednorazowego świadczenia dla robotników przymusowych

– wyliczył prawnik.

Firmy wykorzystujące niewolniczą pracę

Wśród niemieckich firm wykorzystujących niewolniczą pracę przymusowych robotników znajdują się: Hugo Boss, Thyssen Krupp, Daimler-Benz, BMW, Volkswagen, Audi, Opel, Bayer, AGFA, Siemens, Dr. Oetker, Zeiss, Continental, Bosch, Maggi, BASF, IG Farben, Heinkel, Allianz.

Do tego dochodzą ogromne tysiące niemieckich rolników, którzy skorzystali na niewolniczej pracy ponad 2 milionów polskich robotników przymusowych podczas II wojny światowej.

Według różnych danych w III Rzeszy pracowało łącznie od 13 do 26 mln przymusowych robotników z różnych krajów.

Niemcy w kryzysie. Gigant – Bosch – zwalnia 20 tys. pracowników

Niemcy w kryzysie. Gigant zwalnia 20 tys. pracowników

Niemiecki gigant przemysłowy Bosch potwierdza masowe zwolnienia po gwałtownym spadku zysków. W tle rosnące bezrobocie, kryzys motoryzacji i narastająca presja na rząd w Berlinie. Niemcy stają przed pytaniem o przyszłość swojej pozycji gospodarczej w Europie.

2026-02-01, polskieradio/niemcy-w-kryzysie-gigant-zwalnia-20-tys-pracownikow

Bosch potwierdza zwolnienia. „Zyski spadły niemal dwukrotnie”

Koncern Bosch oficjalnie potwierdził plan redukcji 20 tysięcy miejsc pracy na świecie. Decyzja zapadła po tym, jak zyski firmy w ubiegłym roku spadły niemal o 50 proc., co dobitnie pokazuje skalę problemów, z jakimi mierzy się niemiecki sektor przemysłowy. – Rzeczywistość gospodarcza znajduje także odzwierciedlenie w naszych wynikach – przyznał prezes Boscha Stefan Hartung. Jak dodał, rok 2026 będzie dla spółki „trudny, a w niektórych obszarach wręcz bolesny”. Bosch pozostaje jednym z kluczowych dostawców części dla branży motoryzacyjnej, która obecnie przeżywa głębokie załamanie.

Bezrobocie w Niemczech najwyższe od 12 lat

Problemy Boscha zbiegają się z niepokojącymi danymi makroekonomicznymi. Według oficjalnych statystyk opublikowanych w piątek, stopa bezrobocia w Niemczech wzrosła do 6,6 proc., osiągając najwyższy poziom od dwunastu lat. W styczniu liczba osób pozostających bez pracy przekroczyła trzy miliony. Dane te dodatkowo wzmacniają obawy o kondycję największej gospodarki Europy i podnoszą presję na decydentów politycznych w Berlinie.

Decyzja Boscha wpisuje się w szerszy kryzys niemieckiej motoryzacji – sektora, który przez dekady był filarem krajowej produkcji i eksportu. Branża od miesięcy notuje masowe redukcje zatrudnienia.

Z raportu EY wynika, że tylko w 2024 roku w Niemczech zlikwidowano ponad 50 tysięcy miejsc pracy w sektorze motoryzacyjnym. Spadające zamówienia, wysokie koszty energii oraz niepewność regulacyjna skutecznie hamują nowe inwestycje.

Presja polityczna i obawy o przyszłość konkurencyjności

Kryzys w motoryzacji stał się poważnym testem dla niemieckiego rządu oraz całej Unii Europejskiej. Branża, niegdyś uznawana za klejnot w koronie niemieckiej gospodarki, znajduje się pod silną presją wynikającą z polityki elektromobilności, wysokich cen energii oraz coraz agresywniejszej konkurencji ze strony producentów z Chin.

Eksperci ostrzegają, że wraz ze słabnięciem dostawców ryzyko przesuwa się z chwilowego spadku zysków w stronę trwałej utraty konkurencyjności. Rosnąca fala zwolnień i wstrzymywanie inwestycji sprawiają, że rząd kanclerza Friedricha Merza znajduje się pod rosnącą presją ze strony związków zawodowych i liderów przemysłu, by zrewidować niemiecką strategię przemysłową. W Niemczech – i coraz częściej w całej Europie – narastają wątpliwości, czy kraj zdoła utrzymać swoją pozycję jednej z kluczowych potęg gospodarczych świata.

Niemca należy bać się zawsze. Nawet jeśli jest się Niemcem.

Niemca należy bać się zawsze.

Ted Cruz


salon24.pl/niemca-nalezy-bac-sie-zawsze

Czy wiecie, że w niemieckim podręczniku do historii agresji na Polskę poświęcono całe 11 linijek? Czy wiecie, że według podręcznika ofiarami wojny są głównie Żydzi i Niemcy, ale generalnie to „obie strony dopuszczały się wielkich okropieństw”?

Ktoś spyta: „zaraz, zaraz, ale jak to Niemcy ofiarą Niemców?”.

Odpowiadam: otóż wychodzi ostatnio Merz na mównicę i rzuca gromy na Zielony Ład, na słabość Europy względem reszty świata, biurokrację i ideologizację Unii Europejskiej. Każdy normalny człowiek powie: „przecież wy nas wszystkich w to wpieprzyliście”. I to będzie u Niemców błąd logiczny! Winni mogą być wszyscy, ale nigdy Niemiec. Dlatego w podręcznikach historii w Niemczech Niemcy są przedstawiani nierzadko jako społeczeństwo zniewolone, zastraszone, uwikłane w system.

Wnioski są oczywiste. Niemca należy bać się zawsze. Nawet jeśli jest się Niemcem. Wtedy boisz się samego siebie, bo masz w sobie ten gen bezczelnej, aroganckiej, teutońskiej pewności siebie.

Czy wiecie, co pisze niemiecki podręcznik do historii o wojnie i reszcie narodów Europy? Polacy, Ukraińcy, Białorusini czy sowieccy cywile pojawiają się rzadko i tylko wtedy, gdy jest to konieczne.

Czy wiecie, jak w podręczniku z serii „Horizonte” wydawnictwa Westermann przeznaczony do nauczania historii w gimnazjach w dwóch landach – Berlinie i Brandenburgii, przedstawiany jest obraz Izraela, Francji i Polski? W przypadku Izraela klasyfikacja jest prosta – Żydzi i Holokaust, a później właściwie aktor konfliktu bliskowschodniego. Francja? Wzór, partner i przeciwnik, obiekt fascynacji i niechęci. A Polska? Myślicie, że przeczytacie o rozbiorach Rzeczypospolitej? O Powstaniu warszawskim i 6 milionach ofiar, zagrabieniu nam właściwie wszystkiego, od koron, dzieł sztuki, dzieci, aż po kostkę brukową? Nie. Nawet słowa.

Uczeń siódmej i ósmej klasy nie przeczyta o tym, że Prusy dokonały rozbioru Rzeczypospolitej. Widzi jedynie mapę „podbojów Fryderyka II” przedstawianego jako reformatora i modernizatora Prus. Ekspansja terytorialna, która kosztowała życie setek tysięcy ludzi, określana jest w podręcznikach jedynie jako „obecnie kontrowersyjna”, dlatego że naród polski i Polska w ogóle traktowana jest od 1000 lat tak samo – nas w ich optyce nie powinno i nie może być. Jesteśmy ich wstydem i dowodem na ich słabość. Dlatego tak chronicznie nas nienawidzą.

Powstaje więc pytanie. Kogo w takim razie wykształcą te podręczniki? W badaniach przeprowadzonych przez Uniwersytet w Bielefeldzie w 2023 roku wyłania się taki obraz młodzieży: 20 proc. młodych Niemców uważa, iż ich przodkowie byli ofiarami w trakcie drugiej wojny światowej, a 15 proc., że ich przodkowie pomagali ofiarom.

Jeżeli już zapytamy o te ofiary, to się okaże, że byli to przede wszystkim Żydzi (88 proc.), a następnie osoby chore i z niepełnosprawnościami (40 proc.), Romowie (31 proc.), homoseksualiści (24 proc.), osoby pochodzenia niearyjskiego (14 proc.), prześladowani politycznie (8 proc.), przeciwnicy reżimu (7 proc.), specyficzne grupy narodowościowe (3 proc.). Polacy? A skąd. Jaka to ofiara, jak przecież od początku nie powinno ich być? Polak to wróg z zerową opcją litości.

Dziękuję pani Annie Kwiatkowskiej za książkę „W służbie przyszłości. Polityka historyczna zjednoczonych Niemiec”. Bardzo dobry, otwierający oczy zbiór tekstów.

A do Polaków, którzy wybrali sobie na premiera pół-niemca z zamiłowania, mam tylko jedno do powiedzenia. Jeśli myśleliście, że Wasze posłuszeństwo wobec niemieckich gazet, portali i telewizji zostanie nagrodzone łagodnością, to tkwicie głęboko w błędzie. To w Niemczech jest odbierane jako słabość i przyspieszy Wasz koniec. Zero litości.

Niedobory gazu w Niemczech

Uniper ostrzega przed niedoborem gazu:

Bezpieczeństwo dostaw nie jest gwarantowane

apolut.net/uniper-warnt-vor-gasknappheit-versorgungssicherheit-nicht-garantiert

Państwowa spółka energetyczna Uniper wydała alarm: Bezpieczeństwo dostaw gazu ziemnego w Niemczech nie jest obecnie gwarantowane. Magazyny gazu w całym kraju są zapełnione zaledwie w 37 procentach, wiele z nich poniżej krytycznego poziomu 20 procent.

Uniper oświadczył, że dostawy są obecnie gwarantowane, ale wkrótce może nastąpić reglamentacja. Gaz może zacząć brakować już w lutym, ceny mogą gwałtownie wzrosnąć, a przemysł może zostać zamknięty – priorytet mają gospodarstwa domowe i szpitale.

Firma, w 99 procentach należąca do państwa, domaga się od rządu federalnego stabilnych warunków ramowych i zachęt rynkowych do napełniania magazynów. Obecne przepisy sprawiają, że magazynowanie jest nieopłacalne.

Szef Federalnej Agencji Sieciowej, Klaus Müller, wydał sprzeczne oświadczenie w połowie stycznia: sytuacja była stabilna, a niskie temperatury nie stanowiły problemu.

=================================

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 26 stycznia 2026 roku na stronie: apolut.net/uniper-warnt-vor-gasknappheit-versorgungssicherheit-nicht-garantiert

Ostatni niemiecki Blitzkrieg

Ostatni niemiecki Blitzkrieg

Lewicki konserwatyzm.pl/ostatni-niemiecki-blitzkrieg

Blitzkrieg to termin z dziedziny historii wojen i oznacza, w języku niemieckim, wojnę błyskawiczną, co odnosi się do metody prowadzenia działań militarnych, których skutkiem ma być szybkie przełamanie frontu i doprowadzenie do zwycięskiego rozstrzygnięcia całej wojny. Pomysł ten wywodzi się z niemieckiego sztabu generalnego i był wielokrotnie zastosowany przez armię Hitlera na początku drugiej wojny światowej. Potem wychodziło im to coraz gorzej i po przegranej wojnie wyglądało na to, że Niemcy przestały się bawić w Blitzkrieg, gdyż stały się mocarstwem moralnym, zajętym bardziej operacjami humanitarnymi, sprowadzaniem i dystrybucją migrantów, ratowaniem planety oraz podobnymi sprawami.
Tymczasem jednak ostatnie wydarzenia pokazują, że Niemcy nie mogą się całkowicie uwolnić od tego czym skorupka wcześniej nasiąkła, chociaż bardziej wygląda to na parodię niż kontynuację wcześniejszych praktyk. Tak właśnie, jako parodię, czy bardziej jeszcze jako bóle fantomowe po dawno temu utraconej potędze,  należałoby ocenić ich ostatnią operację związaną z wysłaniem żołnierzy na Grenlandię. Chcąc zamanifestować swoje zdecydowanie, wolę działania i przyjęcie odpowiedzialności za europejską politykę, Niemcy pospiesznie wysłały na Grenlandię aż piętnastu żołnierzy ze specjalnej jednostki KSK Kommando Spezialkräfte. Ta nikła liczba to była i tak prawie połowa tego, co wysłały inne państwa, które chciały zademonstrować poparcie dla Danii w jej sporze ze Stanami Zjednoczonymi odnośnie przyszłości Grenlandii, gdyż cały ten mikroskopijny „kontyngent” składał się z około 30 żołnierzy.
Co do niemieckiego komponentu, czyli wspomnianej KSK Kommando Spezialkräfte, to warto przypomnieć, że w roku 2020  rozformowano jedną z czterech kompanii tworzących tę jednostkę, a to w związku z oskarżeniami o ekstremizm, udział w spisku i posługiwanie się nazistowskimi symbolami, w tym Hitlergruß. Jak na zbrojne ramię mające chronić niemiecką  „dojrzałą demokrację” i „moralne mocarstwo”, to nie wyglądało dobrze.

Tym niemniej, w związku z Grenlandią, można zaobserwować w Niemczech duże wzmożenie i dość powszechną akceptację do zaangażowania militarnego w tę sprawę, co wydaje się tym  dziwniejsze, że wcześniej sondaże wskazywały na bardzo dużą wstrzemięźliwość Niemców w kwestii angażowania się w pomoc dla państw zagrożonych agresją ze Wschodu, a nawet jeśli chodzi o  chęć obrony własnego państwa, czyli Niemiec. Sondaż przeprowadzony krótko po tym jak rozpoczął się kryzys na Ukrainie wskazywał, że aż 57 proc. Niemców  twierdziło, że nie zgodziłoby się na wysłanie niemieckich żołnierzy na pomoc Polsce czy państwom bałtyckim w razie agresji ze strony Federacji Rosyjskiej, a tylko 31 proc. poparłoby udzielenie takiej pomocy. Inny sondaż, z sierpnia ubiegłego roku, pokazał, że tylko około 16-17% Niemców zadeklarowało, że „zdecydowanie” byłoby gotowych bronić swojego kraju z bronią w ręku. Stąd jawi się obraz niemieckiego społeczeństwa jako głęboko niechętnego wszelkiemu militarnemu zaangażowaniu, szczególnie gdyby to dotyczyło starcia z siłami Rosji.
Teraz jednak, w obliczu narastającego kryzysu wokół Grenlandii, można zaobserwować jakby całkiem inny obraz niemieckich emocji, tym razem nakierowanych w stronę USA. Jak wynika z nowego sondażu Instytutu Forsa dla magazynu „Stern” aż 62 proc. Niemców opowiada się za militarnym wsparciem Danii przez Niemcy w przypadku zajęcia Grenlandii przez Stany Zjednoczone, a tylko 32 proc wypowiedziało się przeciwko takim działaniom. Jak widzimy jest to całkowite odwrócenie deklarowanej reakcji w stosunku do ewentualnej agresji Rosji.

Bezstronny  obserwator musi sobie wobec tego zadać pytanie: kogo, w takim razie, Niemcy uważają za swojego głównego wroga? Patrząc na to co pokazują te sondaże, można odnieść wrażenie, że to USA są uważane za głównego wroga Niemiec, z którym, na dodatek, większość Niemców chce się konfrontować militarnie, choćby nawet na Grenlandii.
Takie podejście większości Niemców łatwo daje się wytłumaczyć jako odległy resentyment po dwóch przegranych przez Niemcy wojnach światowych, o których wyniku zadecydowało właśnie zaangażowanie USA. Także niemieckie nazistowskie elity miały takie samo podejście i jak wynika chociażby z dzienników Josepha Goebbelsa, do samego końca wojny karmił się on złudzeniami o możliwości zawarcia separatystycznego pokoju ze Stalinem, zaś za głównego wroga uważał USA.
Tymczasem jednak rzeczywistość boleśnie zweryfikowała niemieckie sny o przeciwstawianiu się USA na Grenlandii. Zaraz po tym jak  Niemcy wysłały tych swoich kilkunastu żołnierzy na Grenlandię, Donald Trump nieoczekiwanie zareagował i ogłosił, że państwa które w ten sposób się zaangażowały na Grenlandii zostaną od lutego objęte dodatkowymi cłami w wysokości 10 proc, która to stawka od czerwca zwiększy się do 25 proc. Trudno nie uważać  tej decyzji Trumpa za przyczynę tego co stało się potem, a mianowicie pospiesznego wycofania, po 44 godzinach pobytu, tej grupy niemieckich żołnierzy z Grenlandii. Wygląda na to, że Niemcy przebudziły się z króciutkiego snu o własnej potędze i wróciły do rzeczywistości. I tak to zakończył się ostatni niemiecki Blitzkrieg.

Stanisław Lewicki

Röper: Dziwny flirt Niemcy – UE – Rosja. Cz.II.

Część druga: Europa zaczyna zdawać sobie sprawę, że Putin miał rację

Thomas Röper anti-spiegel.ru/europa-beginnt-zu-begreifen-dass-putin-recht-hatte

W 2023 roku, na spotkaniu Klubu Wałdajskiego Władimir Putin powiedział: „Kryzys na Ukrainie nie jest konfliktem terytorialnym, chcę to podkreślić. Rosja jest największym krajem na świecie, największym pod względem powierzchni. Nie jesteśmy zainteresowani podbojem kolejnych terytoriów. Wciąż mamy długą drogę do przebycia w rozwoju Syberii, Syberii Wschodniej i Dalekiego Wschodu. Nie jest to konflikt terytorialny ani nie chodzi o ustanowienie regionalnej równowagi geopolitycznej. Pytanie jest znacznie szersze i bardziej fundamentalne: chodzi o zasady, na których będzie opierał się nowy porządek świata”.

Robert Fico

Stanowisko Rosji w tej sprawie pozostaje niezmienne od lat. I właśnie na tej podstawie prezydent FR początkowo prowadził negocjacje z wysłannikiem Trumpa, na czele ze Stevem Witkoffem. W rezultacie Trump, w pełni świadomy zasadności takiego podejścia, przedstawił inicjatywę pokojową na Alasce, zgodnie z którą Rosja zachowałaby kontrolę nad Donbasem. Putin zgodził się na przyjęcie tego jako podstawy negocjacji. W Europie zaczyna się już dostrzegać nieodwracalność i zasadność tej sytuacji.

Robert Fico, na przykład, powiedział: „Czy Rosjanie opuszczą Donbas? Nigdy. Wręcz przeciwnie, to tylko kwestia czasu, zanim pozostałe terytorium znajdzie się pod ich kontrolą. Nie ma potrzeby rozmawiać o Ługańsku; jest on całkowicie pod kontrolą Rosji. Krym? To przesądzone. I oczywiście mówimy o jakiejś linii frontu w innych obszarach”.

Putin konsekwentnie podkreślał, że ten konflikt z Zachodem nie dotyczy Ukrainy, ale zasad nowego porządku świata. Ta pozornie oczywista idea nie zyskała jeszcze poparcia większości w Europie, ale jest tak przekonująca, że nie można jej po prostu zignorować. Ma ona silnych zwolenników w Europie, takich jak Viktor Orbán, który powiedział: „Zamiast żywić iluzje o zwycięstwie na froncie, musimy usiąść do stołu negocjacyjnego, wysłać delegację do Rosjan i powiedzieć: Proponujemy negocjacje między UE a Rosją. Tak, wojna na Ukrainie będzie ich ważną częścią, ale nie jedyną ani najważniejszą. Musimy wypracować długoterminowe porozumienie z Rosjanami w sprawie nowego europejskiego systemu bezpieczeństwa. Znajdujemy się w trudnej sytuacji, ponieważ w istocie żyjemy w cieniu wojny światowej. Musimy położyć temu kres i ustanowić równowagę sił poprzez porozumienie, które przyniesie pokój Europie”.

Europa bardzo ucierpiała z powodu samobójczych sankcji. Słowacki premier Fico dzieli się poufnymi informacjami i uważa, że kraje europejskie masowo zwrócą się do Rosji, aby poprawić swoją sytuację: Fico: „Nie bądźmy naiwni! Gdy tylko wojna się skończy, wszystkie kraje zachodnie tam pobiegną. Nigdy w życiu nie widzieliście tyle hipokryzji, co zobaczycie. Apelowałem o wznowienie stosunków i będę to nadal czynił. Poproszę ministra spraw zagranicznych o jak najszybsze wznowienie posiedzeń komisji ds. współpracy gospodarczej między krajami”.

Nawet niektórzy zagraniczni agenci, którzy bezmyślnie uciekli z ojczyzny, przyczyniają się do uświadomienia sobie, że Rosja miała rację. Teraz, gdy zostali odcięci od amerykańskiego finansowania po zamknięciu USAID, rzeczywistość staje się dla nich coraz bardziej oczywista. Jak powiedziała Julia Łatynina, agentka zagraniczna: „Zawsze się śmiałam, kiedy mówiono nam, że za tym wszystkim stoi Ameryka. Ale słucham nagrania Nuland z 2014 roku, gdzie mówi o tym, kogo chce mianować przywódcą Ukrainy, i czuję, że zostaliśmy całkowicie oszukani. I to nie tylko od 2014 roku, ale znacznie wcześniej. Uświadamiam sobie, że cały obraz, z którym tak radośnie weszliśmy w 2022 rok, został namalowany fałszywymi kolorami na poszarpanym płótnie. I że wiele twierdzeń Putina było znacznie bliższych rzeczywistości. I uświadamiam sobie, że zostałam okłamana”.

Prawie objawienie. Tego procesu nie da się zatrzymać również w Europie. Kolejne oświadczenie słowackiego premiera Ficy. Można by pomyśleć: kto to jest? Ale to samo mówi się w UE, przez ludzi, którzy popierają UE z miłości, i nie ma kontrargumentu dla tez Ficy. Musimy po prostu przestać żyć w nienawiści. Robert Fico ujął to tak: „Jeśli UE się w końcu nie obudzi, nie będzie w stanie zareagować na nic. Pamiętajmy, że jedyne, co UE może zrobić, to nienawidzić Rosjan. Niestety, UE nie ma nic innego do zaoferowania: konkurencyjność maleje, nie możemy dojść do porozumienia w sprawie wspólnej obrony, a wszyscy patrzą tylko na USA”.

Prezydent Francji Emmanuel Macron lubi prowokować opinię publiczną. Działa we własnym interesie, ale podążając za nowym trendem, jest gotów zwrócić się do Putina: „Myślę, że warto będzie ponownie porozmawiać z Władimirem Putinem”. 

Włoska premier Giorgia Meloni zgodziła się: „Uważam, że Macron ma rację: czas, aby Europa rozpoczęła dialog z Rosją”.

Viktor Orban

Krótko mówiąc: obecna faza jest taka, że świadomość racji Putina staje się coraz bardziej oczywista, choć powoli, i zaczyna rezonować ze społeczeństwem. To fenomen. Mimo że chcą wyznaczyć negocjatora do rozmów z Kremlem, Europa jeszcze nie jest gotowa. Rozważają różnych kandydatów, ale obciążanie się tymi nazwiskami nie ma sensu.

Z braku alternatyw, wspomniano nawet o prezydencie Finlandii Aleksandrze Stubbie, w stylu: „On gra w golfa z Trumpem”. Jakby Putin przewidział temat, zażartował w październiku w Klubie Wałdaj: „Pan Stubb, mówi Donald, gra w dobrego golfa. To dobrze. Ale to nie wystarczy. Nie chcę powiedzieć nic negatywnego; sam lubię sport. Ale to nie wystarczy. Gdzie w tym przyszłość?”

Nie chodzi tu o Aleksandra Stubba osobiście. Problem Europy polega na tym, że obecny proces wyboru negocjatora z Rosją nie definiuje ani kryteriów, jakie musi spełnić kandydat, ani podejścia, jakie powinien przyjąć w negocjacjach z Rosją. Ale poza tym wszystko jest w porządku. Jesteśmy obecnie świadkami bardzo pozytywnego zjawiska, jakim jest uświadomienie sobie, że Putin miał i ma rację w swoim podejściu do bezpieczeństwa europejskiego. To nie jest błahostka; lody zaczynają pękać.

anti-spiegel.ru/europa-beginnt-zu-begreifen-dass-putin-recht-hatte

Napisał: Thomas Röper

** * * * * *

ZB: A czy politycy III RP są przygotowani na nowe rozdanie. Czy dalej chcą wdeptywać Putina w ziemię (Szymon Hołownia)? Albo wyrażają przekonanie, że ‚Putin nie rozumie języka pokoju, trzeba więc wysłać rakiety na Ukrainę’ (Radosław Sikorski). A więc nie są przygotowani. Na spotkaniu z Korpusem Dyplomatycznym (15 stycznia br.) mówi prezydent RP Karol Nawrocki: „Jednym z celów Rosji poza prześladowaniem własnych obywateli jest ekspansja terytorialna, masowe mordy i ataki na cele cywilne, w tym na szpitale i na szkoły.Rosyjski imperializm nie jest zatem żadną anomalią ani wyłącznie tym, co nazywamy putinizmem. Niestety, musimy sobie zdawać z tego na całym świecie sprawę, że ten imperializm nie zniknie wraz z obecnym gospodarzem na Kremlu”.

W końcu przyjdzie czas pokoju, należałoby uderzyć się we własne piersi, nie gadać już bzdur i podjąć w odpowiednim momencie rozmowy z Rosją. Czy są u nas tacy politycy?

Opracował: Zygmunt Białas

„Europa zaczyna zdawać sobie sprawę, że Putin miał rację” – Cz.I.

Europa zaczyna zdawać sobie sprawę, że Putin miał rację – część I.

Napisał: Thomas Röper anti-spiegel.ru/uropa-beginnt-zu-begreifen-dass-putin-recht-hatte

[Röper to rosyjski propagandysta, pisuje po niemiecku. Ciekawie. md]

———————————————————–

Nagle ton w UE wobec Rosji ulega zmianie, a apele o bezpośredni dialog z Rosją stają się coraz głośniejsze. Nawet kanclerz Friedrich Merz zmienił swoją retorykę. Wydaje się, że budzi to nadmierny optymizm w rosyjskiej telewizji.

Wyjaśniłem już, co moim zdaniem stoi za nowym tonem, jaki kanclerz Merz przyjął w zeszłym tygodniu wobec Rosji, kiedy nagle nazwał Rosję ‚krajem europejskim’, z którym trzeba osiągnąć ‚kompromis’. Było to więcej niż zaskakujące, ponieważ ten sam Fritz Merz oświadczył w oświadczeniu rządowym w Bundestagu 17 grudnia, niecały miesiąc wcześniej, że bardziej dyplomatyczne działania niż pozorowane wówczas negocjacje w Berlinie w sprawie Ukrainy są niemożliwe.

W moim artykule o niedawnym oświadczeniu Merza donosiłem, że Merz po prostu podąża za trendem, który najwyraźniej zakorzenił się w UE: apelem o bezpośrednie negocjacje z Rosją. Niemieckie media praktycznie to zignorowały, ale najwyraźniej w Brukseli trwają już dyskusje na temat powołania specjalnego przedstawiciela UE do rozmów z Rosją.

W przeciwieństwie do mediów niemieckich, media rosyjskie bardzo uważnie śledziły wydarzenia ostatnich dni w UE i były one tematem komentarza w cotygodniowym przeglądzie wiadomości w rosyjskiej telewizji w niedzielny wieczór. Zamieszczam ten komentarz, choć uważam, że jego ton jest przesadnie euforyczny i optymistyczny:

Europa zaczyna zdawać sobie sprawę, że Putin miał rację.

Są wydarzenia i są zjawiska. Wydarzenia są wyjątkowe zdarzenia i one zazwyczaj trafiają do wiadomości. Programy informacyjne wszędzie naturalnie interesują się wydarzeniami: czymś tragicznym, czymś nieoczekiwanym, a także czymś dobrym i długo oczekiwanym. Ale są też wydarzenia zaplanowane, równie ważne dla programów informacyjnych.

Rzadziej jednak w wiadomościach pojawiają się zjawiska. Jakoś nie było pojedynczego wydarzenia, nic szczególnie godnego uwagi się nie działo, a jednak nagle człowiek zdaje sobie sprawę, że coś się zmieniło. Powoli to narastało, a potem nagle… bum!

Tak to teraz wygląda. Zjawiskiem, na które chcemy zwrócić uwagę, jest uświadomienie sobie, że Rosja miała rację. Prezydent Rosji Władimir Putin od lat walczy o to uznanie, wielokrotnie je deklarując, czasem z sympatią, czasem w inny sposób. Dziś przyjrzymy się oznakom tego nowego zrozumienia, które narasta na Zachodzie.

Na przykład, co powiecie na fakt, że kanclerz Niemiec już ogłosił Rosję Europą? To coś nowego, prawda? – Ale Merz powiedział: „Rosja jest krajem europejskim. Jeśli uda nam się znaleźć sposób na długoterminowe pojednanie z Rosją, jeśli zapanuje pokój, jeśli zostanie zagwarantowana wolność, jeśli uda nam się to wszystko, to Unia Europejska, a także my w Republice Federalnej Niemiec, zdamy kolejny test i będziemy mogli patrzeć w przyszłość z wielką ufnością, wykraczającą poza rok 2026. Życzę nam tego wszystkim. Jestem pewien, że nam się uda”.

Friedrich Merz jest tu znakomity. „Długofalowe pojednanie z Rosją”  oznacza wolność narodów do życia we własnej kulturze bez ucisku. Właśnie tego Rosja broni od dziesięcioleci. Dla Merza i Niemiec to test, ale jest on gotów nalegać, by UE go zdała, co ostatecznie da ‚zaufanie’  na przyszłość.

Putin niezliczoną ilość razy mówił o pojednaniu i wolności. Począwszy od jego przemówienia w Bundestagu w 2001 roku, przez Monachijską Konferencję Bezpieczeństwa w 2007 roku, aż po teraz, dokładniej, pięć lat temu, latem 2021 roku, w odniesieniu do działań nazistów wobec Rosjan na Ukrainie w ogóle, a zwłaszcza w Donbasie: „Chodzi o wymuszoną zmianę tożsamości. A najbardziej obrzydliwe jest to, że Rosjanie na Ukrainie są nie tylko zmuszani do wypierania się swoich korzeni i przodków przez pokolenia, ale także do przekonania, że Rosja jest ich wrogiem. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że proces wymuszonej asymilacji, tworzenia czystego etnicznie, agresywnie antyrosyjskiego państwa ukraińskiego, jest porównywalny z użyciem przeciwko nam broni masowego rażenia. W wyniku tak brutalnego, sztucznego rozdzielenia Rosjan i Ukraińców, populacja rosyjska może skurczyć się o setki tysięcy, jeśli nie miliony”.

W rezultacie Rosja nie miała innego wyjścia, jak tylko działać. I tak, tego doniosłego dnia, 24 lutego 2022 roku, Putin zwrócił się do narodu w telewizyjnym przemówieniu, wyjaśniając powody rozpoczęcia operacji wojskowej: „Nie można patrzeć na to, co się tam dzieje, bez współczucia. Po prostu nie dało się tego wszystkiego tolerować. Trzeba było położyć kres temu koszmarowi, temu ludobójstwu milionów ludzi, którzy tam mieszkają, i jak najszybciej pokładać nadzieję wyłącznie w Rosji, wyłącznie w nas”.

A skoro już o tym mowa, to oceny Tuckera Carlsona, prawdopodobnie najpopularniejszego amerykańskiego dziennikarza, mówią same za siebie: „Trzeba po prostu otwarcie powiedzieć: ‚Bierzemy Wenezuelę, bo denerwuje nas, że sprzedają naszą ropę Chińczykom, naszym rywalom. Gdy tylko to powiesz – a uczciwość jest dobra – od razu staje się bardzo trudno dalej twierdzić, że Rosja rzekomo nie jest zainteresowana tym, co dzieje się na wschodzie Ukrainy. Trudno krytykować Putina za wkroczenie na Ukrainę. To mocarstwo, które jest bezpośrednio zagrożone na swoich granicach i broni się. Jak to możliwe, żeby mocarstwo takie jak Rosja broniło się? Zgodnie z zasadami, którymi kierujemy się dzisiaj, nie jest to wcale złe”.

Tucker Carlson mówi o prawie mocarstwa do samoobrony. Ale istnieje również różnica między motywami Ameryki a Rosji. W 2023 roku, na spotkaniu Klubu Wałdajskiego, Putin powiedział: „Kryzys na Ukrainie nie jest konfliktem terytorialnym, chcę to podkreślić. Rosja jest największym krajem na świecie, największym pod względem powierzchni. Nie jesteśmy zainteresowani podbojem kolejnych terytoriów. Wciąż mamy długą drogę do przebycia w rozwoju Syberii, Syberii Wschodniej i Dalekiego Wschodu. Nie jest to konflikt terytorialny ani nie chodzi o ustanowienie regionalnej równowagi geopolitycznej. Pytanie jest znacznie szersze i bardziej fundamentalne: chodzi o zasady, na których będzie opierał się nowy porządek świata”.

anti-spiegel.ru/uropa-beginnt-zu-begreifen-dass-putin-recht-hatte

Napisał: Thomas Röper Opracował: Zygmunt Białas

Cła w USA to koniec niemieckiej gospodarki

Koniec niemieckiej gospodarki

Claudia Töpper apolut.net/das-ende-fur-deutschlands-wirtschaft

Cła w USA to koniec niemieckiej gospodarki

Komentarz Claudii Töpper.

Niemcy znajdują się w opłakanym stanie. Nie tylko politycznym i społecznym, ale także gospodarczym. Od dziesięcioleci Niemcy są nie tylko poważnie zadłużone, ale teraz oficjalnie bankrutują. Kraje związkowe Saksonia-Anhalt i Saksonia jako pierwsze publicznie przyznały się do tego w ostatnich tygodniach i wkrótce w ich ślady pójdzie pozostałych 14 krajów związkowych. Stuttgart, stolica Badenii-Wirtembergii i jeden z najważniejszych ośrodków niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego, z fabrykami Porsche, Daimlera i Mercedesa-Benz, również ogłosił, że stoi na skraju bankructwa. (1)

13 listopada 2025 roku premier Saksonii-Anhalt, Reiner Haselhoff z CDU, wystąpił na żywo w programie „Maybrit Illner” niemieckiej telewizji ZDF pod tytułem: „Czarno-czerwoni: Brak ożywienia, brak zaufania – kryzys dla czarno-czerwonych?” (w Niemczech przyjęło się, żę każda partia ma przypisany kolor, czarny oznacza CDU czyli chrześcijańską demokrację, a czerwony SPD czyli socjaldemokratów – przyp. tłum.), aby przyznać, że „jesteśmy w zasadzie bankrutami”. (2) Nie jest jasne, czy miał na myśli tylko swój kraj związkowy, czy też ujawnił prawdę o całych Niemczech. Dokładnie dwa miesiące później, 13 stycznia 2026 roku, przedwcześnie ogłosił swoją rezygnację z dniem 27 stycznia 2026 roku. (3) Jego następca miał zostać wybrany w parlamencie krajowym następnego dnia. Jednak już wtedy mówiono, że jego następcą będzie Sven Schulze. (4) Podobnie, 6 stycznia 2026 roku kraj związkowy Saksonia również ogłosił bankructwo. (5)

Niemiecki przemysł motoryzacyjny od co najmniej roku znajduje się w opłakanym stanie. W 2025 roku kilka zakładów musiało zawiesić produkcję z powodu niskiej liczby zamówień. Dotknęło to zakłady VW w Zwickau, Emden i Osnabrück, a także zakład Opla Stellantisa w Eisenach. (6) Wstrzymanie produkcji w Oplu dotknęło również zakłady we Francji, Polsce i Hiszpanii. (7)

Aby zredukować zatrudnienie, firmy takie jak VW i Mercedes-Benz zaoferowały pracownikom wcześniejsze emerytury w wysokości 500 000 euro. (8) Jednocześnie pracownicy byli zapewniani w firmie, że niemiecka gospodarka powróci do rentowności do 2026 roku, ponieważ przemysł motoryzacyjny otrzymał polecenie produkcji broni zamiast samochodów. Należy jednak jasno powiedzieć, że po pierwsze, nie jest to rozwiązanie, z którego można być dumnym, a po drugie, jedynie na jakiś czas odsunie ono w czasie widmo niewypłacalności. (9)

Zakupy samochodów elektrycznych gwałtownie spadły, a wszyscy w branży motoryzacyjnej wiedzą, że Niemcy lata temu zostały w tyle za Chińczykami i Japończykami pod względem jakości i innowacyjności, do tego stopnia, że ​​nasz postęp już za nimi nie nadąża. (10) Wydaje się to być powszechną wiedzą w Niemczech, nawet jeśli nie jest oficjalnie uznawane.

Do tego dochodzą wygórowane ceny energii, które Niemcy zawdzięczają poprzedniej i obecnej koalicji rządowej. (11) Ponadto nadmierne regulacje i akty administracyjne niszczą wszelkie nowe, innowacyjne pomysły w Niemczech. Niemcy realizują plan samozniszczenia na wszystkich poziomach, ponieważ coraz więcej firm w Niemczech ogłasza bankructwo. (12) Na przykład, po 24 latach, 16 grudnia 2025 r. VW ostatecznie zaprzestał produkcji samochodów w Transparent Factory w Dreźnie. (13)

Konsekwencje amerykańskich ceł dla Niemiec

W ubiegłą sobotę, 17 stycznia 2026 r., prezydent USA Donald J. Trump ogłosił na portalu TruthSocial, że od 1 lutego 2026 r. nałoży cła karne w wysokości 10% na wszystkie kraje europejskie, które wspierają Grenlandię, do czasu uzyskania zgody na jej zakup. Jeśli to okaże się niewystarczające, cła zostaną podwyższone do 25% od 1 czerwca 2026 r. (14) Te cła karne dotyczą również Niemiec. Niemieckie Stowarzyszenie Przemysłu Motoryzacyjnego (VDA) już bije na alarm. (15) Prezes VDA, Hildegard Müller, stwierdziła:

Koszty tych dodatkowych ceł byłyby ogromne dla niemieckiego i europejskiego przemysłu – w i tak już trudnych czasach. […] Mądra, strategiczna reakcja, skoordynowana z krajami dotkniętymi kryzysem [jest teraz kluczowa]. Pochopne działania doprowadzą do eskalacji i potencjalnej spirali, która przyniesie same straty”. (16)

Przewodniczący Niemieckiego Związku Handlu Hurtowego, Zagranicznego i Usług (BGA), Antonin Finkelnburg, również krytycznie ocenia sytuację gospodarczą w Niemczech. Wyjaśnił:

Możemy już wyciągnąć wnioski z ubiegłego roku i początkowych ceł: wolumen handlu z USA spadł o 7,8% do listopada 2025 r. To znaczące. To jeszcze nie są ostateczne liczby, ale już teraz wiadomo – mamy do czynienia z ogromnym spadkiem. Nowe cła jeszcze bardziej pogorszą sytuację”. (17)

Jednocześnie jednak podkreśla:

UE musi zająć stanowcze stanowisko w tej sprawie. Wolność, demokracja i praworządność Grenlandii są zagrożone”. (18)

W 2025 roku Stany Zjednoczone były krajem, do którego Niemcy eksportowały najwięcej towarów. To sprawia, że ​​Niemcy są krajem najbardziej dotkniętym tymi cłami, ponieważ eksportują do USA towary o wartości około 163–170 miliardów dolarów rocznie. (19) Wśród towarów, które USA kupują od Niemiec, znajdują się nie tylko produkty motoryzacyjne, ale także dostawy uzbrojenia. Na przykład BMW, VW, Porsche, Audi i Mercedes-Benz dostarczają do USA samochody i komponenty, takie jak silniki i skrzynie biegów, co czyni je największym towarem eksportowym Niemiec. (20) Oprócz maszyn przemysłowych, Niemcy sprzedają USA również broń i amunicję, taką jak bomby, rewolwery, granaty, pistolety i części do broni wojskowej. (21) Oprócz tych towarów eksportowych, zwiększone cła będą również dotyczyć produktów medycznych i komponentów lotniczych. (22)

Komentarz

10-procentowe cła nałożone przez USA to nie tylko dodatkowe obciążenie dla Niemiec. Oznaczają one koniec gospodarczy Niemiec. Uzależniając się niemal całkowicie gospodarczo od Stanów Zjednoczonych poprzez sankcje wobec Rosji i własną rezygnację z energii jądrowej, Niemcy w istocie podpisały własny wyrok śmierci. Jeśli cła nie zostaną odrzucone w rozmowach między Trumpem a UE na Światowym Forum Ekonomicznym (WEF) w Davos w Szwajcarii w tym tygodniu, prawdopodobnie będzie to ostateczny koniec Niemiec jako potęgi przemysłowej, a także koniec UE. (23) Ponieważ Chiny mają już traktaty z Grenlandią, do których obecnie roszczą sobie prawa Stany Zjednoczone, nie jest jeszcze jasne, czy UE faktycznie będzie musiała walczyć z USA sama. Obecnie jednak Chiny wydają się powstrzymywać. Jedno jest pewne: uzasadnienie Trumpa dla zakupu Grenlandii – rzekomo dlatego, że rosyjskie i chińskie statki zostały zauważone w pobliżu Grenlandii i stanowiły dla niej zagrożenie – zostało już ujawnione jako kłamstwo przez dyplomatów. (24)

Stały Przedstawiciel Rosji przy OBWE Dmitrij Polański udzielił wywiadu 13 stycznia 2026 r. W wywiadzie odniósł się do obecnych relacji między USA a Europą. Odnosząc się do obecnej sytuacji, wyjaśnił:

[…] Myślę, że połkną Grenlandię. Już po cichu się do tego przygotowują. Nawet Duńczycy, którzy wydają ponure ostrzeżenia, robią to. Europa dawno pogodziła się z podwójnymi standardami. I podwójne standardy będą obowiązywać także tutaj. Znajdą sposób, żeby wytłumaczyć ludziom, że nic poważnego się nie stało. Taka jest moja prognoza. W Europie bardzo trudno będzie odwrócić ten spadkowy trend, który sami wywołali swoimi nieprzemyślanymi działaniami. Nie chodzi tylko o USA, ale o strategiczną decyzję. Teraz, gdy zapadła decyzja o braku współpracy z Rosją pod żadnym pozorem – nawet w dziedzinie kultury i sportu – Europa straciła ten filar, a tym samym źródło siły. Musi znaleźć nowe źródło siły. […] W pewnych okolicznościach USA mogłyby być takim źródłem siły. Zasadniczo [USA] chcą czerpać zyski ze wszystkiego i wcale nie są zainteresowane wzmacnianiem Europy. Widać to w ich polityce gospodarczej, na przykład wobec Niemiec, których Trump, jak wiadomo, nie lubi. Chiny są nadal opcją, ale Chiny są dość daleko i w jakiś sposób droga Chin wiedzie przez Rosję, jakkolwiek na to nie patrzeć. […] (25)

Aby ukryć ogromne zadłużenie Niemiec i falę bankructw, wojna na Ukrainie jest konsekwentnie podtrzymywana przez Merkel, Scholza, Merza i całą UE, za wszelką cenę. Społeczeństwo pod żadnym pozorem nie może zdawać sobie sprawy z tego, jak źle radzi sobie niemiecka gospodarka. Plandemia związana z koronawirusem została wykorzystana nie tylko do eksperymentu psychologicznego, mającego na celu sprawdzenie, jak daleko można się posunąć, ale także do ukrycia faktu, że Niemcy w 2020 roku były już gospodarczo u kresu sił.

W ten sposób, poprzez koronawirusa i wojnę na Ukrainie, zaciągnięto tak wiele długów, aby wmówić ludziom, że sytuacja gospodarcza Niemiec jest fatalna tylko z powodu tych czynników, a nie z powodu złych decyzji niemieckich i europejskich polityków. Co więcej, mit, że cały ten dług trzeba spłacić, musi zostać obalony. Te kwoty dawno przestały przedstawiać jakąkolwiek realną wartość; Powstają one poprzez drukowanie pieniędzy na ślepo. W rzeczywistości od lat trwają prace nad nową walutą, e-euro. Najprawdopodobniej będzie to wiązać się z umorzeniem długu i po prostu wprowadzeniem nowej waluty. Jest to przedstawiane jako ratunek, ale w rzeczywistości będzie to koniec wolności i ostateczne otwarcie cyfrowego i fizycznego więzienia.

To jest prawdziwy plan, który za tym wszystkim stoi. Czy ludzie w Niemczech naprawdę wierzą, że cyfrowe prawo jazdy i cyfrowy dowód osobisty, w tym skanowanie odcisków palców, a także liczne kamery z rozpoznawaniem twarzy w supermarketach i miejscach publicznych, są rzeczywiście wprowadzane przez polityków w celu ochrony obywateli? Dlaczego więc Niemcy i świat nie stają się bezpieczniejsze, mimo że oficjalnie coraz więcej robi się dla bezpieczeństwa? Ponieważ nie służy to bezpieczeństwu obywateli, lecz raczej bezpieczeństwu rządu przed obywatelami, a także absolutnej kontroli i zniewoleniu. Każdy, kto sprzeciwi się rządowi lub nie podporządkuje się, zostanie pozbawiony dostępu do żywności, nie będzie mógł płacić czynszu z powodu zamrożenia kont i nie będzie mógł uciec z kraju, ponieważ wszystko podlega cyfrowemu nadzorowi.

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 20 stycznia 2026 roku na stronie : apolut.net/das-ende-fur-deutschlands-wirtschaft-von-claudia-topper

Źródła i Przypisy:

(1) https://www.welt.de/wirtschaft/article694281553e25dcaf036adcd3/gigantischer-einbruch-zahlungsfaehigkeit-ende-2025-unter-null-stuttgart-muss-bericht-ueber-haushaltslage-korrigieren.html; https://www.focus.de/finanzen/stuttgart-unter-0-eine-der-reichsten-deutschen-staedte-rutscht-in-die-pleite_9f20bbfa-1b3b-4ee1-b688-cc4126ee03a4.html; https://www.bild.de/politik/inland/zahlungsfaehigkeit-unter-null-stuttgart-kurz-vor-der-pleite-694256ea11416590a630da13

(2) https://www.zdf.de/video/talk/maybrit-illner-128/maybrit-illner-vom-13-november-2025-100

(3) https://www.freiepresse.de/nachrichten/sachsen/haseloff-will-am-27-januar-zuruecktreten-artikel14096950

(4) https://www.welt.de/newsticker/dpa_nt/infoline_nt/Politik__Inland_/article696647d61fdfcb5ac32fcb95/haseloff-will-am-27-januar-zuruecktreten.html; https://www.bild.de/politik/inland/magdeburgs-machtwechsel-um-mitternacht-tritt-haseloff-zurueck-696657bd0bbaff31d07df0b7

(5) https://www.dw.com/de/kommunen-gemeinden-deutschland-finanziell-am-abgrund-pleite-bundesregierung-haushalt-infrastruktur/a-75404372

(6) https://ev.com/news/volkswagen-pauses-ev-production-at-two-german-plants-amid-slower-demand; https://www.diesachsen.de/en/economy/vw-cuts-shifts-weak-demand-3058486; https://evertiq.com/news/2025-09-30-stellantis-pauses-car-production-across-europe-amid-weakening-demand

(7) https://evertiq.com/news/2025-09-30-stellantis-pauses-car-production-across-europe-amid-weakening-demand

(8) https://www.merkur.de/wirtschaft/mercedes-bis-zu-500-000-euro-abfindung-bei-freiwilliger-kuendigung-zr-93639629.html; https://www.hna.de/wirtschaft/vw-stellenabbau-internes-papier-bringt-ueberraschende-details-ans-licht-zr-93782442.html

(9) https://www.armyrecognition.com/focus-analysis-conflicts/army/defence-security-industry-technology/rheinmetall-could-shift-automotive-production-to-military-manufacturing-in-response-to-growing-defense-demand; https://defence-industry.eu/germany-considers-converting-automotive-factories-to-defence-production/; https://www.defensenews.com/global/europe/2025/03/10/defense-companies-jack-up-germanys-auto-industry-to-make-weapons-fast/

(10) https://ev.com/news/volkswagen-pauses-ev-production-at-two-german-plants-amid-slower-demand; https://www.ifo.de/en/facts/2025-02-05/automotive-industry-germany-concerned-about-competitiveness; https://www.bundesbank.de/en/tasks/topics/monthly-report-weakness-in-the-german-automotive-industry-continues-945866; https://www.aa.com.tr/en/europe/profits-fall-rivals-rise-german-auto-sector-faces-tough-road/3746146; https://www.aa.com.tr/en/europe/profits-fall-rivals-rise-german-auto-sector-faces-tough-road/3746146; https://www.reuters.com/business/autos-transportation/porsche-2025-deliveries-drop-10-weak-china-demand-eu-cybersecurity-rules-2026-01-16/; https://www.ft.com/content/6d96578e-4d24-4ea5-9f81-55a42de036c8

(11) https://www.dihk.de/en/german-economy/economy-in-the-wake-of-the-energy-price-crisis-85178; https://www.vda.de/en/press/press-releases/2023/231102_Medium-sized-Automotive-Companies_Red-Tape-and-high-Electricity-Prices-ongoing-Major-Challenges; https://cepr.org/voxeu/columns/recent-weakness-german-manufacturing-sector; https://newseu.cgtn.com/news/2025-02-21/Germany-s-auto-industry-slowdown-symbolizes-country-s-economic-slump-1B7ONMSZGg0/p.html

(12) https://www.fr.de/wirtschaft/rekord-insolvenzen-experte-warnt-vor-strukturellem-kollaps-der-deutschen-wirtschaft-94115584.html; https://www.meinbavaria.de/warning-signs-for-the-german-economy-as/; https://www.merkur.de/wirtschaft/rekordinsolvenzen-fuer-2026-erwartet-geht-nur-noch-ums-reine-ueberleben-zr-94114931.html

(13) https://aufgewacht-online.de/deindustrialisierung-vw-stellt-autoproduktion-in-dresden-ein/

(14) https://truthsocial.com/@realDonaldTrump/posts/115911344443637897

(15) https://de.rt.com/inland/267632-trumps-erneute-zoelle-als-oekonomische/

(16) https://de.finance.yahoo.com/nachrichten/deutsche-autobauer-schlagen-alarm-verband-140250570.html

(17) https://de.rt.com/inland/267632-trumps-erneute-zoelle-als-oekonomische/

(18) https://de.rt.com/inland/267632-trumps-erneute-zoelle-als-oekonomische/

(19) https://www.destatis.de/DE/Presse/Pressemitteilungen/2025/05/PD25_178_51.html; https://de.rt.com/inland/267632-trumps-erneute-zoelle-als-oekonomische/

(20) https://www.destatis.de/DE/Presse/Pressemitteilungen/2025/05/PD25_178_51.html

(21) https://tradingeconomics.com/germany/exports/united-states; https://tradingeconomics.com/germany/exports/united-states/arms-ammunition-parts-accessories

(22) https://tradingeconomics.com/germany/exports/united-states; https://www.dw.com/en/us-remains-by-far-the-top-market-for-german-exports/a-72237171

(23) https://www.weforum.org/meetings/world-economic-forum-annual-meeting-2026/

(24) https://kwsn.com/2026/01/11/nordics-reject-trumps-claim-of-chinese-and-russian-ships-around-greenland-ft-reports/; https://theprint.in/world/nordics-reject-trumps-claim-of-chinese-and-russian-ships-around-greenland-ft-reports/2824431/

(25) https://de.rt.com/international/video/267281-poljanski-entweder-europa-schmollt-weiter-oder-erkennt/#

Deutschland, Deutschland über alles. Niemiecka armia osiągnęła najwyższą liczebność.

Bundeswehra liczy już blisko 200 tys. żołnierzy

Piotr Relich


pch24.pl/niemcy-rosna-w-sile-bundeswehra-liczy-juz-blisko-200-tys-zolnierzy

Niemiecka armia osiągnęła najwyższą liczebność od 12 lat i ma obecnie 184,2 tys. żołnierzy w czynnej służbie – powiedział we wtorek minister obrony Niemiec Boris Pistorius. Jak podkreślił, Bundeswehra odnotowała najlepszy wynik rekrutacyjny od czasu zawieszenia poboru w 2011 roku.

Według danych resortu obrony na koniec 2025 roku o 18 proc. wzrosła też liczba osób odbywających dobrowolną służbę wojskową. Do Bundeswehry zgłosiło się 12,2 tys. ochotników wobec 10,3 tys. w 2024 roku.

W 2025 roku niemieckie siły zbrojne przyjęły do służby ponad 25 tys. nowych żołnierzy, co – według ministerstwa – oznacza wzrost o 23 proc. i jest najlepszym wynikiem rekrutacyjnym od czasu zawieszenia obowiązkowej służby wojskowej w 2011 roku.

Niemiecka armia od lat zabiega o zwiększenie liczby personelu. Mimo szeroko zakrojonych kampanii informacyjnych liczebność wojska długo utrzymywała się na podobnym poziomie lub spadała. W 2024 roku liczba żołnierzy w czynnej służbie zmniejszyła się do ok. 181,1 tys.

Od stycznia w Niemczech obowiązuje nowy model służby wojskowej. Przewiduje on obowiązkową kwalifikację wojskową dla wszystkich młodych mężczyzn oraz możliwość wprowadzenia poboru w drodze losowania, jeśli liczba ochotników okaże się niewystarczająca. Młode kobiety mogą wypełniać kwestionariusz dobrowolnie.

Zgodnie z nowymi celami NATO do 2035 roku niemiecka armia ma liczyć 260 tys. żołnierzy zawodowych i kontraktowych oraz 200 tys. rezerwistów.

PAP

Toyota wyłączyła ogrzewanie w 100 tys. samochodów. Rząd Niemiec jest bezlitosny. [efekt cieplarniany]

Toyota wyłączyła ogrzewanie w 100 tys. samochodów. Rząd był bezlitosny

Kupujący Toyoty i Lexusy w Niemczech zostali na lodzie

Właściciele aut produkcji Toyoty w Niemczech mogli się ostatnio spotkać z dość nietypowym problemem. Funkcje ogrzewania postojowego w ich samochodach zostały zdalnie wyłączone.

Marek Stawski 15.01.2026 autoblog.spidersweb.pl/toyota-wylaczyla-ogrzewanie-w-100-tys-samochodow

Subskrypcje na funkcje wyposażenia w samochodach to jeden z najbardziej kontrowersyjnych wynalazków ostatnich lat. Skoro w samochodzie, który kupiłem mam jakieś urządzenie, to czemu mam za nie dopłacać? To pytanie po stokroć zadają sobie teraz właściciele Toyot i Lexusów za naszą zachodnią granicą, którzy za nic nie musieli płacić, a i tak stracili pewną funkcję.

Ogrzewanie postojowe odcięte

Jak podaje niemiecki dziennik Bild, właściciele japońskich aut w Niemczech masowo uskarżają się na nagłą dezaktywację funkcji klimatyzacji/ogrzewania postojowego w ich samochodach. Po włączeniu multimediów w samochodach dostawali oni komunikat od obsługi klienta, że dostęp do owej funkcji został zdalnie wyłączony.

Jako przykład koronny podawany jest pan Stephan, właściciel Lexusa LBX rocznik 2025 z Berlina, który zgłosił się ze swoją historią do dziennika, jednak problem dotyczył dosłownie tysięcy kierowców – w 2025 r. Toyota sprzedała w Niemczech ponad 100 tys. samochodów, choć problem może dotyczyć także starszych egzemplarzy.

Ciepło pozdrawiam wszystkich, którzy przy ujemnych temperaturach tracą możliwość ogrzania auta przed jazdą.

Powodem jest… prawo

Zgodnie z oficjalnym wydarzeniem jest to kwestia „obecnej sytuacji prawnej”. Oczywiście, Bundestag nie przegłosował ustawy nakazującej Toyocie wyłączenie części funkcji w ich samochodach. Chociaż… może jednak?

Dziennikarze Bilda skontaktowali się z przedstawicielami Toyoty w Niemczech. Rzecznik Ralph Muller poinformował ich, że bezpłatna funkcja aplikacji MyToyota i Lexus Link Plus jaką jest „przygotowanie do jazdy” dalej jest dostępna w modelach o napędzie elektrycznym, lub hybrydowym typu plug-in.

Sytuacja komplikuje się dopiero przy modelach o napędzie wyłącznie spalinowym – funkcje przygotowania do jazdy w modelach o tym rodzaju napędu działają jedynie przy włączonym silniku. Wszystko przez konstrukcję aut: w hybrydach typu plug-in i elektrykach ogrzewanie postojowe jest zasilane przez akumulator – jest oddzielnym elementem i działa niezależnie. Zaś w autach spalinowych za to odpowiada silnik spalinowy – a problem w tym, że zgodnie z aktualnym niemieckim ustawodawstwem praca silnika na biegu jałowym bez poruszania się autem jest nieekologiczna, co grozi mandatem.

Oznacza to, że działanie Toyoty miało charakter czysto ochronny wobec kierowców – chcieli uchronić kierowców od niepotrzebnych mandatów (nawet jeżeli nie ma czegoś takiego, jak potrzebne mandaty). Do tego, jako że prawo w tej kwestii przekroju ogólnoeuropejskim jest skomplikowanym, Toyota ma informować o możliwości wyłączenia tej funkcji w odpowiednich informatorach – pewnie jednych z tych rzeczy, których nikt nie czyta, a każdy klika, że przeczytał.

Jak sobie z tym poradzić?

Dalej za panem rzecznikiem Toyoty: podaje on, że rozwiązaniem jest przeróbka tradycyjnego ogrzewania. Chociaż zwiększa to wagę samochodu o 10 kilogramów i nie posiada tak zaawansowanego systemu oczyszczania spalin, miałoby to być legalne. Wspomniany wyżej pan Stephan z Berlina zwrócił się już do Toyoty o pomoc, choćby w postaci zniżki na przeróbkę ogrzewania. Odpowiedział mu konsultant ds. sprzedaży Lexusa w formie maila – dowiedział się, że producent „nie widzi podstaw do roszczeń z tytułu gwarancji na wady ani innych odszkodowań”.

Kupujący Toyoty i Lexusy w Niemczech zostali zatem na lodzie – i to dosłownie, bo nie mają jak ogrzać samochodów przed porannym wyjazdem do pracy w zimę. I choć nie jestem osobą, która podchodzi szczególnie sceptycznie do ekologii, to to już jest przesada – pewnie najlepiej by było, żeby pan Stephan ogrzewał się w drodze do pracy wtulając się we współpasażerów w autobusie.

Czy Berlin wkrótce legnie w gruzach?

 Czy Berlin wkrótce legnie w gruzach?

Tylko jedno może jeszcze zapobiec samobójstwu Europy.

https://freede.tech/meinung/265510-liegt-berlin-bald-in-ruinen

Napisała: Wiktoria Nikiforowa Opracował: Zygmunt Białas

Jeśli Europa rozpocznie nową wojnę z Rosją, jednym z głównych winowajców będzie kanclerz Niemiec Friedrich Merz. Pytanie brzmi, czy apatyczne masy w Niemczech zdołają na czas obalić swoich podżegających do wojny polityków.

Mówiąc o szybkiej militaryzacji UE, ważne jest, aby nie rozkładać odpowiedzialności równo między wszystkich. Po pierwsze, nie ma w Europie ani jednego narodu gotowego maszerować na front wschodni, śpiewając tam i umierając. Bez względu na to, jak bardzo stara się propaganda, ani Polacy, ani Niemcy, ani Bałtowie nie chcą masowo iść na wojnę z Rosjanami. W internecie jest mnóstwo podżegaczy wojennych, ale w rzeczywistości mało kto jest na tyle głupi, by chcieć koczować w okopach.

Po drugie, wojna toczy się również między europejskimi szefami państw i rządów właśnie w tej sprawie. Za Viktorem Orbánem i premierem Robertem Fico, którzy otwarcie sprzeciwiają się agresywnym planom Brukseli, kroczą szefowie rządów Włoch, Austrii i Czech, starając się unikać zajęcia stanowiska. Potężne partie, takie jak francuskie Zgromadzenie Narodowe i niemiecka Alternatywa dla Niemiec, sprzeciwiają się wojnie z Rosją.

Bądźmy szczerzy: jeśli Europa rozpocznie z Rosją nową wojnę, jednym z głównych winowajców będzie kanclerz Niemiec. Za nim stoi legendarny kompleks militarno-przemysłowy, który stał się motorem napędowym niemieckiej gospodarki, powiązania z wiodącym na świecie mega-funduszem  BlackRock, którego interesy nadal reprezentuje, oraz jego nienasycone pragnienie, by zasłynąć jako kanclerz Czwartej Antyrosyjskiej Rzeszy. Czy musimy pamiętać, jak kończą tacy kanclerze i gdzie później znajdują się ich zwęglone szczątki?

Kilka dni temu znany amerykański ekonomista Jeffrey Sachs zwrócił się do Merza w liście otwartym. Przypomniał w nim o ogromnym historycznym długu Niemiec wobec Rosji: To dzięki radzieckim władzom Niemcy otrzymały w 1990 roku szansę na zjednoczenie i stanie się motorem napędowym gospodarki Europy. Moskwa otrzymała wówczas od Niemców wszelkiego rodzaju zapewnienia, że rozwój kraju będzie pokojowy i nie będzie stanowił zagrożenia dla Rosji. Złożono niezliczone obietnice dotyczące nierozszerzania NATO. Zostały one jednak niemal natychmiast złamane.

Już w 1999 roku Niemcy uczestniczyły w bombardowaniach Serbii przez NATO. Następnie uznały Kosowo. Opowiadały się za przystąpieniem do NATO państw Europy Wschodniej i państw bałtyckich. W 2014 roku stały się gwarantem porozumienia między prezydentem  Wiktorem Janukowyczem a opozycją, które zostało natychmiast zerwane. Trzymały się porozumień mińskich, mimo że wiedziały, że Kijów nie ma zamiaru ich realizować. Teraz doszło do faktycznego aktu agresji wobec Rosji, przeprowadzonego przez ukraińskich pełnomocników.

Niemcy wyraźnie widzą otchłań, w którą ich przywódca pogrąża kraj. Poparcie dla Merza spada z każdym tygodniem. Ludzie protestują przeciwko militaryzacji i wprowadzeniu obowiązkowego poboru. Zdecydowana większość Niemców nie chce pójść w ślady Hitlera i stać się wrogiem Rosji.

Żołnierze sowieccy świętują w Berlinie1945 rok – żołnierze radzieccy świętują w Berlinie

Niemcy mają jednak niewiele sił, aby temu zapobiec. Kanclerz, nie wybrany przez naród, lecz mianowany przez swoich politycznych kolegów, opracowuje plany ‚obrony przed rosyjską agresją’. Nazistowscy przywódcy uzasadniali swoją inwazję na ZSRR właśnie taką retoryką – trudno w to uwierzyć, ale oni również ‚bronili się’  przed bolszewikami.

Jak ta militarna przygoda skończy się dla Niemiec, jest już jasne. Choć Ukraina jest dla Rosjan częścią świata rosyjskiego, nie ma sentymentów wobec Republiki Federalnej Niemiec. Wręcz przeciwnie, narasta poczucie, że Józef Stalin wykazał się w 1945 roku nadmiernym humanitaryzmem.

Jedynym ratunkiem dla Niemców – i dla całej Europy – jest pomysł Jeffreya Sachsa. Chodzi o spełnienie wszystkich rosyjskich żądań bezpieczeństwa, rezygnację z rozszerzenia NATO i nadanie Ukrainie neutralnego statusu.

Oczywiste jest, że kanclerz Merz raczej nie będzie skłonny do tego. Dlatego Niemcy muszą zrobić wszystko, co w ich mocy, aby doprowadzić do zmiany w swoich elitach politycznych – tylko wtedy będą mieli szansę na nawiązanie normalnego dialogu z Moskwą.

Pytanie brzmi, czy apatycznym masom uda się na czas obalić swoich podżegających do wojny polityków. Merz bowiem praktycznie zapowiada atak na Rosję w nadchodzących latach. Czas ucieka. Do upadku Berlina nie jest już daleko.

https://freede.tech/meinung/265510-liegt-berlin-bald-in-ruinen

Napisała: Wiktoria Nikiforowa

Opracował: Zygmunt Białas

Zbiorowe szaleństwo?? Ile kosztuje Niemców „Herzlich willkommen” Angeli Merkel

Ile Niemców kosztuje szaleństwo Angeli Merkel

image

https://www.welt.de/politik/deutschland/article693a695fc3b4893a9e2b537e/kostenintensive-grossunterkuenfte-berlins-kosten-fuer-unterbringung-von-migranten-steigen-auf-fast-900-millionen-euro.html

berliner-zeitung.de/mensch-metropole/die-li.

Sam BERLIN wydaje około 1 MILIARDA Euro rocznie na przyjmowanie migrantów z zagranicy.

Pomimo bardzo wysokich kosztów, migranci nadal są zakwaterowani w drogich hotelach zamiast w tańszych kontenerach mieszkalnych, czy to racjonalne zachowanie?

Prawie miliard euro rocznie na zapewnienie dachów nad głowami „migrantów”, podczas gdy miasto ogranicza podstawowe usługi dla obywateli.

Zakwaterowanie emigrantów w Berlinie kosztowało podatników bardzo dużo, a nowe dane to potwierdzają. Dane potwierdzone dla Niemieckiej Agencji Prasowej (dpa) przez źródła z Senatu i cytowane przez Die Welt wskazują, że w 2024 roku miasto wypłaciło 883 miliony euro na zapewnienie zakwaterowania dla migrantów, w porównaniu do 312 milionów euro w 2020 roku.

Jednocześnie Berlin wprowadza poważne cięcia budżetowe z powodu niedoborów budżetowych, a miasto zaciąga coraz większe długi.

Duże obiekty zakwaterowania, takie jak Tegel i Tempelhof, mają jeszcze wyższe koszty, przy czym sam Tegel odpowiadał za około 260 milionów euro całkowitych kosztów w 2024 roku.

Roczne wydatki na zakwaterowanie, opatrywanie i integrację uchodźców w Berlinie niemal podwoiły się między 2022 a 2025 rokiem, osiągając 2,24 miliarda euro. W pewnym momencie rozważano nawet stan wyjątkowy w celu uzyskania pożyczek awaryjnych na finansowanie.

Podobne problemy mają inne miasta w Niemczech.

Najnowszy, nowoczesny kompleks mieszkaniowy Hamburga jest bliski ukończenia — ale nie dla miejscowych. Projekt o wartości 41 milionów euro w dzielnicy Bahrenfeld jest zarezerwowany wyłącznie dla rodzin migracyjnych, co potwierdza rosnący trend w Niemczech, gdzie osoby ubiegające się o azyl mają priorytetowy dostęp do mieszkań, podczas gdy obywatele Niemiec borykają się z trwającym kryzysem mieszkaniowym.

Sześciobudynkowy kompleks, zbudowany na dawnym boisku sportowym Wichmannstraße, oferuje 107 nowoczesnych mieszkań dla 370 osób ubiegających się o azyl. Dzięki oknom od podłogi do sufitu, zielonym dachom, balkonom i ogrzewaniu podłogowym, stanowi szczyt współczesnego życia miejskiego. Obejmuje nawet przestrzenie wspólne, place zabaw oraz pracowników socjalnych na miejscu, aby zapewnić płynny proces integracji.

Pomimo że na ulicach Hamburga mieszka prawie 2 000 osób — i tysiące innych zmagających się z nieosiągalnym czynszem — żaden lokalny nie będzie mógł się tam wprowadzić. Projekt jest częścią inicjatywy „Living in the Future”, stworzonej wyłącznie dla rodzin „poszukujących ochrony z tłem ucieczki” (każde draństwo można uzasadnić).

… Miejscowi mieszkańcy wyrazili zdecydowany sprzeciw wobec projektu, nie tylko ze względu na jego wyłączność, ale także ze względu na sposób jego zatwierdzenia. Zazwyczaj taki projekt wymagałby wieloletniego procesu konsultacji społecznych, pozwalających obywatelom na wypowiedzenie się w rozwoju miejskim. Jednak w tym przypadku Senat Hamburga ominął standardowy proces, powołując się na pilną potrzebę zapewnienia mieszkań migrantom. … Ponad milion euro miesięcznie kosztuje nowe schronisko dla uchodźców w Berlinie, Friedrichshain. Nieruchomość jest wynajmowana na 10 lat. Tymczasem koszty uchodźczości w Berlinie i tak gwałtownie rosną. Berlin wydał prawie 900 000 000 euro tylko w 2024 roku na zakwaterowanie osób ubiegających się o azyl. Prawie trzy razy więcej niż w 2020 roku.

Więc jeśli następnym razem będziesz się zastanawiać, dlaczego nie ma pieniędzy na nic, szkoły i mosty gniją, mimo że płacisz mnóstwo podatków. Oto jeden z powodów tego stanu.

Spośród 36 851 osób mieszkających w państwowych mieszkaniach w Berlinie na listopad, znaczna część należy do 18 600 migrantów podlegających deportacji. Dlaczego Niemcy nie zrobią tego samego co Amerykanie i nie deportują ich samolotami wojskowymi?

W Berlinie mieszka około 18 600 migrantów podlegających deportacji. Administracja Spraw Wewnętrznych poinstruowała policję, jak postępować w deportacjach.

Trzeba przyznać, że niektórzy próbowali, ale niemieckie sądy wkroczyły, by to utrudnić.

Polizei może mieć nakaz deportacji, ale teraz pozwala im to tylko pukać do drzwi. Jeśli nikt nie odbiera, muszą odejść. Planem awaryjnym jest ich przewiezienie do Polski, wystraszyć i przewieść do Polski.

Deportacje ze schronisk dla uchodźców stają się coraz trudniejsze. 20 listopada Federalny Trybunał Konstytucyjny opublikował orzeczenie, że nakaz przeszukania sądowy jest zazwyczaj wymagany przy deportacjach z pokoi w ośrodkach azylowych. W praktyce oznacza to teraz, że policjanci odpowiedzialni za odebranie cudzoziemca oczekującego na deportację muszą zapukać – a jeśli nikt nie odbierze, wyjść.

Nielegalni imigranci są czynnikiem napędzający wzrost cen czynszów oraz ograniczenia świadczeń społecznych dla najbardziej potrzebujących Niemców. Dochodzą do tego przestępstwa…

https://www.salon24.pl/u/r8w8b8j8/1477268,opublikowane-dane-niemieckiej-policji-pokazuja-prawde-o-skutkach-emigracji

Czym właściwie są interesy niemieckie i europejskie?

Thomas Röper anti-spiegel.ru/was-sind-eigentlich-die-deutschen-und-europaeischen-interessen/

Długo oczekiwane pytanie:

Czym właściwie są interesy niemieckie i europejskie? 

Rząd niemiecki i Komisja Europejska zawsze uzasadniają swoje decyzje polityczne interesami niemieckimi i europejskimi, niezależnie od tego, jak niepopularne mogą być te decyzje. To nasuwa proste pytanie: czym właściwie są interesy niemieckie i europejskie?

Anti-Spiegel  19 grudnia 2025

Niemieccy i europejscy politycy uzasadniają wszelkiego rodzaju decyzje, twierdząc, że leżą one w interesie Niemiec i Europy. Obecnie wykorzystują ten argument głównie do uzasadnienia poparcia dla wojny z Rosją, sankcji i związanych z nimi konsekwencji, takich jak de-industrializacja, cięcia socjalne, wysokie ceny energii, zbrojenia i rosnący dług publiczny.

Ale o jakich konkretnie interesach Niemiec i Europy mówią rządy z takim przekonaniem?

Gdyby UE była demokratyczna, większość ludzi pragnęłaby właśnie interesów Niemiec i Europy. A czego pragnie na przykład większość mieszkańców Niemiec?

Niezależnie od tego, z którego badania skorzystamy, kwestie, które najbardziej niepokoją Niemców, to konsekwentnie polityka migracyjna, a następnie kwestie społeczne i gospodarcze, takie jak mieszkalnictwo, kryzys gospodarczy, ubóstwo itd. Kolejność bywa różna w zależności od badania, ale to właśnie te kwestie najbardziej niepokoją Niemców – i to właśnie te problemy większość Niemców chciałaby rozwiązać.

Innymi słowy, to właśnie te prawdziwe interesy Niemiec powinny być najwyższym priorytetem rządu, gdyby Niemcy były krajem prawdziwie demokratycznym, w którym rząd realizuje to, czego chce naród.

Jak jednak wiadomo, rząd niemiecki ma inne priorytety; w rzeczywistości ma tylko jeden priorytet, któremu obecnie podporządkowuje wszystko inne: wojnę z Rosją.

Ipsos prowadzi tzw. „barometr zmartwień”, który regularnie śledzi, które kwestie są obecnie najważniejsze dla Niemców. Najnowsze wydanie ukazało się 11 grudnia. Według badania, imigracja jest obecnie największym zmartwieniem Niemców, a następnie temat „ubóstwa i sprawiedliwości społecznej”. Trzecie miejsce również należy do tej kategorii, ponieważ zajmują je obawy dotyczące inflacji. Czwarte miejsce to „przestępczość i przemoc”, a piąte – strach przed konfliktami zbrojnymi, co prawdopodobnie można interpretować jako brak chęci udziału Niemców w konfliktach zbrojnych.

Obawa, że ​​Ukrainie zabraknie pieniędzy i broni, nie znalazła się na liście, nawet w pierwszej dziesiątce obaw Niemców. Niemniej jednak wsparcie Ukrainy jest zdecydowanie najważniejszą kwestią dla rządu niemieckiego, na który, według kanclerz Merz, rząd wydał już 76 miliardów euro i zamierza wydać kolejne 11 miliardów euro w 2026 roku.

Co można było zrobić z tą kwotą, na przykład w obszarze „ubóstwa i sprawiedliwości społecznej”? Przecież te kwoty oznaczają, że każdy Niemiec, od niemowląt po emerytów, zapłacił Ukrainie prawie 1000 euro w ciągu ostatnich czterech lat. Próg 1000 euro na osobę w Niemczech zostanie przekroczony w przyszłym roku, gdy do tego dodane zostanie kolejne 11 miliardów euro.

I to pomimo faktu, że obawa przed utratą Donbasu przez Ukrainę nie należy do największych obaw, a raczej nie leży w interesie Niemców. Podobnie jest w innych krajach europejskich.

O jakich więc „niemieckich i europejskich interesach” mówią rządy w Europie, uzasadniając swoje poparcie dla Ukrainy?

Z pewnością nie o interesach Europejczyków – to jest jasne.

Niemcy ubogacone kulturowo. Wzrost obrzezanych kobiet o ponad 80%. Tolerują barbarzyństwo.

\

Niemcy ubogacone kulturowo. Wzrost obrzezanych kobiet o ponad 80 proc.

Niemcy. Flaga.
NCZAS.INFO | Flaga Niemiec. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay

Niemieckie Ministerstwo Rodziny przedstawiło badania. Wynika z nich, że w Niemczech rośnie zjawisko tzw. obrzezania kobiet.

W środę w Berlinie Ministerstwo Rodziny przedstawiło badania dotyczące tzw. obrzezania kobiet. Oszacowano w nich, że pełnoletnich ofiar obrzezania w Niemczech jest 86,5 tys. kobiet. Szacunki mówią też o 11,1 tys. dziewczyn, których problem „może dotyczyć” oraz 25 tys. dziewcząt, które uznano za „zagrożone”.

Wcześniejsze szacunki pochodzą sprzed ośmiu lat. W 2017 roku szacowano na dokładnie 47 359 liczbę kobiet pełnoletnich, które padły ofiarą obrzezania. Przez ten czas więc wzrost wyniósł ponad 80 proc..

Z kolei liczba dziewcząt uznanych za zagrożone wyniosła 5684. To wzrost o prawie 340 %.

Analizę danych na zlecenie Ministerstwa Rodziny przeprowadziła firma Prognos. Chodzi o dane statystyczne obcokrajowców pochodzące z Federalnego Urzędu Statystycznego. Badano kobiety i dziewczęta bez niemieckiego paszportu z jednego z 31 krajów, gdzie obrzezanie kobiet jest praktykowane. Uwzględniono w badaniu między innymi ich wiek i status pobytu oraz generację imigrantów, do których należą w celu oceny skutków lub potencjalnego zagrożenia.

Mareike Wulf, sekretarz stanu w niemieckim Ministerstwie Rodziny określiła szacunki mianem „wstrząsających”. Powiedziała, że okaleczanie żeńskich narządów płciowych jest „nie do pomyślenia i jest szczególnie ciężką formą przemocy ze względu na płeć”. Wspomniała też o fizycznych i psychicznych skutkach powodujących cierpienie przez całe życie.

Następnie oceniła, że w Niemczech obrzezanie kobiet jest karalne, nawet jeśli odbyło się za granicą.

– Niestety samo ustawodawstwo nie wystarczy. Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby skutecznie chronić przed tym kobiety i dziewczęta w Niemczech – mówiła Wulf i dodała, że ministerstwo wspiera w tym celu projekty mające na celu profilaktykę i edukację.

=============================

A wyrzucić tych barbarzyńców do kraju ich pochodzenia, gdzie takie zwyczaje są akceptowalne. Na ich koszt wyrzucić, oczywiście... md

Niemcy nie mają kontroli nad migrantami. Przestępcy, mordercy pozostają bezkarni.

Niemcy nie mają kontroli nad migrantami. Przestępcy pozostają bezkarni

04.11.2025 tysol/niemcy-nie-maja-kontroli-nad-migrantami-przestepcy-pozostaja-bezkarni

„Problem przestępczości migrantów w Niemczech wymknął się spod kontroli” – pisze portal European Conservative, wskazując jednocześnie na bezkarność dokonujących przestępstw migrantów.

Zdjęcie ilustracyjne Niemcy nie mają kontroli nad migrantami. Przestępcy pozostają bezkarni

Zdjęcie ilustracyjne / Polizei NRW Viersen

——————————

Od 2015 r. obywatele Syrii popełnili 135 000 przestępstw – co odpowiada jednemu przestępstwu co 39 minut.

==============================================================

Morderca pozostał bezkarny

Portal przytacza jedną z licznych krwawych historii z udziałem migrantów:

W rozsądnym kraju byłoby nie do pomyślenia, aby morderstwo dwuletniego chłopca pozostało faktycznie bezkarne. A jednak właśnie to dzieje się w Niemczech. W styczniu tego roku 28-letni afgański azylant – Enamullah Omarzai – przeprowadził brutalny atak na grupę małych dzieci będących na wycieczce z przedszkola w parku w Aschaffenburgu w Bawarii. Dużym kuchennym nożem zaczął dźgać dwójkę dzieci – dwuletniego chłopca z Maroka i dwuletnią dziewczynkę z Syrii. Jedna z nauczycielek oraz dwóch przechodniów próbowali interweniować, umożliwiając ucieczkę pozostałemu nauczycielowi i dzieciom. Podczas walki jednej nauczycielce złamano rękę, a obu mężczyzn dźgnięto nożem. Chłopiec i 41-letni mężczyzna zmarli na skutek odniesionych obrażeń.

European Conservative informuje, że zabójca nie poniósł odpowiedzialności karnej za swoje czyny, ponieważ – jak stwierdzono podczas procesu – cierpiał na ciężką chorobę psychiczną i słyszał w głowie głosy, które nakazywały mu atakować dzieci

Migranci terroryzują miasta

Przypadkowe ataki migrantów są obecnie niemal rutyną. W marcu Drezno było terroryzowane przez 23-letniego Irakijczyka, który rzekomo w ciągu zaledwie kilku dni dokonał napaści na tle seksualnym na wiele ofiar. Mężczyzna, Ismail A., jest oskarżony o nękanie kobiety, chwycenie za tylną część ciała 17-letniej dziewczynki, a nawet próbę wyrwania plecaka 10-letniej dziewczynce, zanim miał obmacywać jej udo. W areszcie groził tłumaczce, ostrzegając, że „zastrzelę cię, uderzę cię w cipkę, zabiorę do piekła” – pisze portal. Również ten przestępca nie poniósł odpowiedzialności karnej.

Skala przestępstw

Autorka artykułu podkreśla, iż skala problemu wymknęła się spod kontroli. Przytacza dane z ubiegłego roku, z których wynika, że mimo iż obcokrajowcy stanowią zaledwie 15% populacji Niemiec, [Już tyle !! md] to na nich przypada 35% przestępstw związanych z przemocą seksualną. Szczególnie Syryjczycy stanowią oszałamiającą część wszystkich przestępstw. Od 2015 r. obywatele Syrii popełnili 135 000 przestępstw – co odpowiada jednemu przestępstwu co 39 minut.

Brak reakcji władz

Publicystka zauważa, że nie ma w zasadzie żadnej reakcji politycznej na problem przestępczości migrantów. Wskazuje jednocześnie na problemy z deportacją takich osób ze względu na to, że w swojej ojczyźnie „nie są w stanie prowadzić godnego życia”.

Ochrona społeczeństwa zawsze musi być na pierwszym miejscu, a nie jakieś niejasne pojęcia „praw człowieka” A prawa nie powinny być traktowane jako opcjonalne – konkluduje European Conservative.

Europa zagrożona

Niemcy nie są jedynym europejskim krajem, który ma problemy z przestępczością migrantów. Analogiczna sytuacja jest bowiem zarówno w Szwecji, jak i Francji.

Skandal w Niemczech. W publicznej telewizji transmitowano „queerowe katolickie nabożeństwo”. Odprawiał apostata?

Skandal w Niemczech. W publicznej telewizji transmitowano „queerowe katolickie nabożeństwo”.

28.10.2025 skandal-w-niemczech-w-telewizji-transmitowano-queerowe-katolickie-nabozenstwo

Kościół z flagą LGBT
Kościół z flagą LGBT. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Pixabay

W niedzielę niemiecka publiczna telewizja ZDF transmitowała na żywo „katolickie nabożeństwo o charakterze queerowym”. Niemieckie media chwalą się, że oglądało to 690 tys. widzów.

„W niedzielę telewizja publiczna ZDF po raz pierwszy w historii niemieckiej telewizji transmitowała queerowe nabożeństwo katolickie” – podaje portal dw.com.

Można domyślać się tylko, że chodzi o jakiś rytuał podszywający się pod katolicyzm, który odprawiła osoba będąca formalnie kapłanem, ale faktycznie z katolicyzmem niemająca w rzeczywistości nic wspólnego.

W Kościele katolickim nie ma bowiem „queerowych nabożeństw”, a niemieckie duchowieństwo od lat podejmuje działania, za które jeszcze pół wieku temu ekskomunika byłaby nadawana w ekspresowym tempie.

Pełnomocnik Episkopatu Niemiec ds. współpracy z ZDF Sabrina Sieber przekazała, że transmisję oglądało 692 tys. osób. To nieco wyższa oglądalność, niż zwykle. – Udział w rynku wyniósł 9,1 procent – powiedziała Ewangelickiej Agencji Prasowej (epd) Sieber.

Hucpa miała miejsce w kościele św. Anny w Münster-Mecklenbeck. Odbyła się pod hasłem „Kim jestem… dla Ciebie?”. Zorganizowała ją grupa Queer-Gemeinde Münster.

Według DW jest to „jedna z najstarszych wspólnot queerowych w Niemczech”. W rzeczywistości jest to organizacja z Munsteru, która zrzesza LGBT i nadaje im niby-chrześcijański wydźwięk łączony z aprobatą dla dewiacji seksualnych i atakuje chociażby płeć, nazywając to „dyskryminującą klasyfikacją”.

W kościele, w którym miała miejsce hucpa zebrało się 200 osób. Przedstawicielka niemieckiego episkopatu przekonywała, że większość reakcji była „bardzo pozytywna”.

– Szczególnie na Instagramie i Facebooku pojawiło się wiele polubień i pozytywnych komentarzy – twierdziła Sieber i dodała, że negatywne opinie „pojawiły się jedynie sporadycznie”. Tu warto wspomnieć, że nie tak dawno Niemcy przyznali, że muszą uważać z wyrażaniem swoich prawdziwych opinii, więc nic dziwnego, że krytyki było mało.

Skandal we wrocławskiej szkole. „Ubieramy się w kolory Niemiec” !

Skandal we wrocławskiej szkole. Zmuszają do tego dzieci. „A to jeszcze nie wszystko”

29.10.2025 nczas/skandal-we-wroclawskiej-szkole-zmuszaja

NCZAS.INFO | Flaga Niemiec. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay

Zespół Szkolno-Przedszkolny nr 4 we Wrocławiu nakazał dziś przyjść uczniom ubranymi w barwy niemieckie. W placówce zapowiedziano „fotobudkowy dzień Niemiec”.

Na stronie internetowej Szkoły Podstawowej nr 40 we Wrocławiu – należącej do ZSP nr 4 – opublikowano ogłoszenie z przypomnieniem o planowanym na dziś wydarzeniu. Uczniowie zmuszeni są odziać się w barwy niemieckiej flagi: Czarne, czerwone i żółte barwy.

Tego dnia w naszej szkole będą królować trzy kolory – czarny, czerwony i żółty! Załóżcie coś w tych barwach, żebyśmy wszyscy razem stworzyli super, kolorową atmosferę! Będą robione zdjęcia, więc naprawdę opłaca się być przebranym i pokazać, jak fajnie można się bawić” – napisano na zsp4wroc.pl.

„Jeśli nie macie ubrań w tych kolorach, spokojnie – możecie założyć akcesoria, np. czapkę, szalik czy opaskę. Liczy się dobry nastrój i chęć do zabawy! A to jeszcze nie wszystko – klasy 8 przygotowały fotobudki, w których będziemy pozować w barwach Niemiec! Niech cała szkoła tego dnia tętni energią i niemieckimi barwami” – czytamy.

Wydarzenie organizowane jest w ramach corocznego „Tygodnia Języków Obcych”. W poprzednich latach uczniowie byli zmuszani do ubierania się w barwy innych państw, np. Ukrainy, Zjednoczonego Królestwa czy też Polski.

W ubiegłym roku program zakładał cztery dni, które poświęcono poszczególnym krajom z zajęciami i elementami kultury kojarzonej z tymi państwami. Rok wcześniej szkoła z inicjatywy samorządu zorganizowała akcję „Przebieramy się w kolory”. Klasy losowały po kolorze. Uczniowie, którzy wzięli udział w akcji byli zwolnieni z odpowiedzi.

Dziś w SP nr 40 pojawią się fotobudki przygotowane przez ósmoklasistów. Uczestnicy będą mogli wykonać pamiątkowe zdjęcia w barwach niemieckich.

Akcja spotkała się z ostrą krytyką w sieci. Wiele osób podkreśla, że nakazywanie dzieciom ubieranie się w barwy obcego państwa jest trudne do wyobrażenia sobie w odwrotnej sytuacji. Ponadto ubieranie się w barwy Niemiec w Polsce kojarzy się wyjątkowo źle, co jest zrozumiałe.

Co jednak ważniejsze, a jednak nie wybrzmiewa, pokazuje to, jak marnowane są publiczne pieniądze oraz czas dzieci. Przymus chowu dzieci zwany „obowiązkiem edukacji” uzasadniany jest tym, że dzieci muszą „odebrać wykształcenie”.

Jeśli ktoś z rodziców dziecka z tego „dobrodziejstwa” w formie przygotowanej i zaakceptowanej przez urzędników nie skorzysta, aparat państwowy posiada szereg sankcji wobec rodziców, z odebraniem dziecka włącznie. Placówka zaś utrzymywana jest z pieniędzy pod przymusem odbieranych ludziom w ramach podatków.

I tak oto dzień ten finansowany jest z pieniędzy publicznych, a czas dzieci, który mógłby zostać wykorzystany albo na rozwój czegoś sensownego lub na odpoczynek, marnowany jest na jakieś akcje wewnątrzszkolne, by – jak sama szkoła przyznaje – tworzyć „kolorową atmosferę” i by „fajnie się bawić”.