Ilu katolików na świecie, ilu muzułmanów w Europie

Według pewnych źródeł w 2000 roku było w Europie około 500 000 muzułmanów, teraz 50 000 000. 

Ilu katolików? interia.pl/co-z-liczba-katolikow-w-europie

17 października 2025 

Na całym świecie rośnie liczba katolików. W ciągu roku do Kościoła dołączyło ponad 15 milionów osób. Największe wzrosty odnotowują Afryka i Ameryka, ale liczba wiernych powiększyła się także w Europie – wynika z raportu Rocznika Statystycznego Kościoła.

Dane zaprezentowane przez portal Vatican News pochodzą z najnowszego raportu Rocznika Statystycznego Kościoła, który przygotowała agencja Fides. Jak podkreślono, odzwierciedla on stan z 2023 roku.

Jak wynika z dokumentu, łączna liczba katolików na świecie wynosi 1 405 454 000.

Odsetek katolików w światowej populacji wzrósł o 0,1 proc. i wynosi 17,8 proc.

W ciągu dwunastu miesięcy przybyło 15 881 000 wiernych, z czego 8 309 000 w Afryce i 5 668 000 w Ameryce. W Europie, gdzie intensywnie w wielu krajach w ostatnich latach postępowała sekularyzacja, roczny przyrost wiernych wynosi natomiast 740 tys. osób.

Prevost do migrantów na Wyspach Kanaryjskich: “Zanim powiem cokolwiek więcej, pragnę pokłonić się przed waszą godnością…”

Prevost do migrantów na Wyspach Kanaryjskich:

“Zanim powiem cokolwiek więcej,

pragnę pokłonić się przed waszą godnością…”

Date: 14 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/prevost-do-migrantow-na-wyspach-kanaryjskich-zanim-powiem-cokolwiek-wiecej-pragne-poklonic-sie-przed-wasza-godnoscia/

“Drodzy bracia i siostry,

właśnie wysłuchaliśmy jednego z najbardziej wymagających fragmentów Ewangelii. Wiemy, że ten sam rozdział zawiera również ostrzeżenie, którego żaden wierzący nie powinien lekceważyć (Mt 25,41-45). Dzisiaj, nad brzegiem morza, Słowo staje się namacalne: tu przybywa wiele zranionych istnień, pozbawionych niemal wszystkiego, ale nigdy, przenigdy swojej godności. Tutaj Ewangelia wyrywa nas z wygodnej pozycji widza i stawia nas twarzą w twarz z przybywającym bratem. Pyta nas, czy potrafiliśmy rozpoznać Chrystusa w tych, którzy schodzą na ląd naznaczeni strachem, głodem i przemocą, po przejściu przez pustynię, noc i morze“.

“Ta wyspa, niewielka pod względem powierzchni, ale wielka pod względem humanitaryzmu, przyjęła tysiące ludzi wyrwanych ze swojej ojczyzny i pozostawionych na łasce kruchej łodzi. Są tam osoby uratowane na morzu oraz ciała bez życia wyłowione z wody. Dlatego Następca Piotra nie może pozostawać obojętny wobec tych wydarzeń. Kościół nie może ignorować tych wód, ani żadnego miejsca, gdzie głód, pragnienie, przemoc, strach czy wygnanie wciąż ranią godność ludzką. Uczniowie Jezusa nie powinni traktować tego krzyku jako czegoś obcego, gdy ktoś woła w ciemnościach”.

“Dziękujemy za te świadectwa; za przypomnienie nam, co oznacza ratowanie życia. María, dziękujemy Ci za przypomnienie nam, co Caritas, parafie i tak wiele osób robi każdego dnia. Twoje słowa pokazują nam, gdzie zaczyna się przemiana spojrzenia: kiedy migrant przestaje być „jednym z wielu”, przestaje być kategorią i liczbą. Dopiero wtedy rozumiemy, że ta dziewczynka mogłaby być naszą córką, a te twarze częścią naszej rodziny; i wtedy sumienie nie ma już wymówek. Miłosierdzie zaczyna się od małych gestów: czasem od kilku ciastek i odrobiny mleka; innym razem od pięciu chlebów i dwóch ryb (por. Mt 14,17-21). Nie chodzi o to, by rozwiązać wszystkie problemy, ale o to, by powierzyć wszystko Bogu i być obecnym tam, gdzie ludzie cierpią, gdzie brakuje środków i nie ma wspólnego języka, ale gdzie wciąż przemawiają gesty. Z całego serca dziękuję wszystkim, którzy angażują się w pomoc, przyjmowanie i towarzyszenie, dając świadectwo, że konkretne miłosierdzie może ratować i zmieniać życie wielu ludzi“.

“Drodzy migranci: zanim powiem cokolwiek więcej, pragnę złożyć hołd waszej godności. Nie jesteście numerami ani numerami akt! Jesteście ludźmi, którzy zostawili za sobą rodziny i domy, a także marzenia, których nikt nie ma prawa lekceważyć”.

“Wasza tragedia musi stać się okazją do refleksji: dla krajów pochodzenia, które muszą stworzyć warunki sprzyjające pokojowi, sprawiedliwości i rozwojowi; dla krajów tranzytowych, wezwanych do ochrony i niepozostawiania słabszych w rękach sieci przestępczych; dla Europy, której nie wolno głosić godności ludzkiej i przyzwyczajać się do tego, że Morze Śródziemne i Atlantyk są cmentarzami bez nagrobków; dla społeczności międzynarodowej, wezwanej do skutecznej i wytrwałej współpracy“.

“Również Kościół powinien podjąć to wyzwanie. Przyjęcie migrantów nie może być sprawą drugorzędną ani zleconą wyłącznie kilku wolontariuszom. Klękamy przed ołtarzem, aby wielbić Chrystusa obecnego w Eucharystii, od którego otrzymujemy siłę i motywację do życia w miłości: dlatego nie możemy „przechodzić obojętnie” obok cayucas i pateras, ponieważ z modlitwy wypływa każda służba, a do niej powraca każde zaangażowanie (por. Łk 10,31-32)”.

“Chciałbym, aby z tej wyspy głosy tych, którzy dziś zabrali głos, dotarły do osób sprawujących decydującą władzę – władz cywilnych, parlamentów, rządów i organizacji międzynarodowych – a także do wspólnot chrześcijańskich, przedstawicieli innych tradycji religijnych oraz wszystkich ludzi dobrej woli. Nie wystarczy jedynie zarządzać napływem uchodźców, podawać statystyki, wzmacniać granice czy opłakiwać ofiary śmiertelne, gdy już do nich doszło. Każda przybywająca łódź nie przywozi tylko migrantów; niesie ze sobą pytanie: jaki świat zbudowaliśmy, skoro tak wielu braci musi ryzykować śmiercią, by szukać życia?”

“Nie wolno nam przyzwyczajać się do liczenia ofiar śmiertelnych. Godność ludzka nie ma paszportu i nie traci na wartości, gdy przekracza granicę“.

“Niech Bóg, który „o zmierzchu życia osądzi nas na podstawie miłości” (por. św. Jan od Krzyża, „Porady i sentencje”, 57), pozwoli nam dziś rozpoznać Go w ubogich i cudzoziemcach oraz uwolni nas od postrzegania cierpienia innych tak, jakby nas nie dotyczyło. Niech Matka Boża z Karmelu towarzyszy tym, którzy przybyli, pociesza tych, którzy stracili swoich bliskich, wspiera tych, którzy ich przyjmują, i budzi w nas wszystkich odwagę miłosierdzia“.

“I niech nie stanie tak, że historia zarzuci nam, iż zamieniliśmy ból tych, którzy cierpią, w zwyczajny widok na naszych wybrzeżach. Bo dziś, tutaj, nad brzegiem morza, każda przybywająca tu istota pyta nas, co pozostało z naszego człowieczeństwa. Wcześniej czy później okaże się, czy potrafiliśmy je zachować, czy też pozwoliliśmy, by przemówiła za nas obojętność. Dziękuję bardzo”.

INFO (wybrane fragmenty papieskiego przemówienia): vatican.va/leo-xiv/it/speeches/2026/giugno/documents/20260611-spagna-accoglienza-migranti

PL Zaloguj się

Migranti, il Papa alle Canarie: «La dignità umana non ha passaporto»

Encyklika Leona XIV jako argument dla rewolucji

Encyklika Leona XIV jako argument dla rewolucji

15 czerwca 2026 Paweł Chmielewski pch24/encyklika-leona-xiv-jako-argument-dla-rewolucji

Leon-Encyklika-rewolucja.jpg
Oprac. PCh24.pl

Encyklika „Magnifica humanitas” papieża Leona XIV jest tekstem szeroko komentowanym w całym katolickim świecie. Dokument może zostać interpretacyjnie zawłaszczony przez środowiska rewolucyjne, które widzą w nim wygodne narzędzie do forsowania własnej agendy.

Hermeneutyka zmiany

Habent sua fata libelli, powiadali Rzymianie. Mają swoje losy i papieskie dokumenty. Franciszkowa Amoris laetitia o pięknie miłości małżeńskiej przeszła do historii z powodu kilku zdań dotyczących roli ludzkiego sumienia i Komunii świętej dla rozwodników. W przypadku adhortacji Jorge Mario Bergoglia nie ma większych wątpliwości, że taki los był autorowi dzieła miły – długaśne passusy papieskiego tekstu tylko otaczały faktycznie istotne zdania. Opinia publiczna i teologiczna po prostu trafnie je wydobyła.  

Nie wiem, jaki był papieski zamiar względem encykliki Magnifica humanitas. Pozostaje jednak faktem, że obszerny tekst Leona XIV, który co do zasady poświęcony jest kwestii sztucznej inteligencji, opinia publiczna recypuje głównie za sprawą problematyki niewolnictwa. Papieskie przestrogi przed ludzką pychą i nieledwie ludobójczym potencjałem źle wykorzystanej AI giną wśród komentarzy, zdominowanych przede wszystkim przez jedno: przeprosiny za stanowisko Kościoła wobec fenomenu niewolnictwa.

Nie chcę tu wchodzić w dyskusję o naturze tego stanowiska. Na polskim gruncie rzecz drobiazgowo omówił Grzegorz Kulik w monumentalnej pracy „Katolickie zasady niewolnictwa w nauczaniu teologów XVI i XVII wieku”. Nieco wbrew tytułowi, autor omawia problem w szerszej perspektywie historycznej, pokazując, z czego wynikało kościelne akceptowanie instytucji niewolnictwa. Kościół ją przecież zastał jako fundament społeczny Imperium Romanum, przeniesiony przez wiatr historii aż do średniowiecza i nowożytności. Nie wzywając do społecznej rewolucji w tym zakresie, Kościół starał się prezentować sposoby na chrześcijańskie przeżywanie tej rzeczywistości w duchu miłosierdzia. To się oczywiście nie zawsze udawało, ale nie sposób odmówić Kościołowi intencji cywilizowania niewolnictwa.

„Wzrastanie Kościoła w rozumieniu prawd”

Leon XIV zresztą o tym napisał, ale nie te jego słowa znalazły się w soczewce komentarzy. Kluczową rolę przypisano następującym zdaniom:

O ile bowiem w starożytności i w średniowieczu wiele osób i instytucji kościelnych posiadało niewolników, to już w epoce nowożytnej rzymska Stolica Apostolska, pobudzana prośbami władców, wielokrotnie interweniowała, by regulować i uprawomocniać sposoby podporządkowania, a w niektórych przypadkach także zniewolenia „niewiernych”. Trzeba było czekać aż do XIX w., aby pojawiło się formalne, absolutne i powszechne potępienie niewolnictwa, zwłaszcza przez Leona XIII. Stanowi to wyraźny przykład wzrastania Kościoła w rozumieniu odwiecznych prawd Objawienia, których on strzeże. [P]rzez osiemnaście wieków nie zdołano oficjalnie wyrazić całkowitej niezgodności tego faktu z niewolnictwem. Jest to rana w pamięci chrześcijańskiej i nie możemy uważać, że nas to nie dotyczy. Nie sposób nie odczuwać głębokiego bólu, gdy rozważamy ogromne cierpienie i upokorzenie, jakie niewolnictwo oznaczało dla tak wielu osób, w sprzeczności z ich nieograniczoną godnością, nieskończenie umiłowaną przez Pana. Dlatego w imieniu Kościoła szczerze proszę o przebaczenie.

Ten passus można odczytywać w różnych perspektywach. Chcę skupić się na jednej, to znaczy wewnątrzkościelnej. Co oznaczają słowa Leona XIV dla wielkich dyskusji o przyszłości nauczania Kościoła katolickiego? W tym kluczu za najważniejsze można uznać zdanie:

„Stanowi to wyraźny przykład wzrastania Kościoła w rozumieniu odwiecznych prawd Objawienia, których on strzeże”.

Czytając katolicką prasę liberalną już szereg razy spotkałem się z odwołaniem do tych właśnie zdań. Katoliccy reformiści uważają, że Leon XIV, przepraszając za niewolnictwo i uznając, że nauczanie Kościoła katolickiego może „wzrastać w rozumieniu odwiecznych prawd”, otworzył drogę do zmian doktrynalnych również w innych kwestiach.

Kolejne zmiany?

Zwrócił na to uwagę między innymi dr Stefan Orth, redaktor naczelny prominentnej niemieckiej Herder Korrespondenz. W artykule opublikowanym gościnnie na łamach Katolisch.de napisał: „Puentą u Leona jest jego definicja możliwości dalszego rozwoju katolickiej nauki. […] Oczywiście także w przypadku Objawienia chodzi o «wieczne prawdy». Jednak najwyraźniej muszą one niekiedy dopiero zostać odkryte w całej ich pełni, nie mogąc być po prostu odczytane z Ewangelii i Tradycji. Przychodzą na myśl również inne tematy, które w związku z równą godnością katoliczek i katolików mogłyby zostać odczytane w takim duchu. Leon XIV dał tu znaczący impuls dla nadchodzących dyskusji”.

Orth zwrócił uwagę na perspektywę ludzkiej godności, bo Leon XIV w Magnifica humanitas właśnie z tej godności wyprowadza kościelne potępienie niewolnictwa. Kościelni reformiści uważają, że rozpoznanie prawdziwej natury tej godności powinno mieć jednak również inne implikacje. W obecnej dyskusji dotyczy to przede wszystkim dwóch spraw: homoseksualizmu oraz roli kobiet w Kościele.

Homoseksualizm i rola kobiet

Otóż twierdzi się, że właśnie ze względu na równą godność wszystkich ludzi, skłonności homoseksualne powinny zostać w Kościele całkowicie zaakceptowane, a co za tym idzie – aktywność intymną w związkach jednopłciowych należy uznać za moralnie dopuszczalną. Stoi za tym przekonanie, że homoseksualizm jest wrodzony albo przynajmniej zależny od czynników, na które jednostka nie ma żadnego wpływu – a jako taki, musi zostać uznany za „dany” człowiekowi przez Boga. Na takiej koncepcji ufundowana jest działalność również polskiego ruchu na rzecz normalizacji homoseksualizmu w Kościele. Magnifica humanitas – niezależnie od intencji papieskiego autora – rzeczywiście może stać się bardzo poręcznym argumentem na rzecz zmiany w tym obszarze.

Podobnie jest w przypadku roli kobiet w Kościele. Środowiska reformistyczne uważają, że równa godność mężczyzn i kobiet wyklucza ograniczenie kapłaństwa do jednej płci. W ich ocenie wszelkie argumenty biblijne albo historyczne przeciwko kapłaństwu kobiet tracą swoją decydującą moc w obliczu aktualnego rozpoznania charakteru tej godności. W efekcie postulują dopuszczenie kobiet do kapłaństwa, bez żadnych ograniczeń: od sakramentalnego diakonatu, poprzez prezbiterat, aż po episkopat. Reformiści twierdzą, że Kościół katolicki w swoim podejściu do roli kobiet był na przestrzeni wieków ściśle zależny od zastałych uwarunkowań społecznych – dokładnie tak, jak w przypadku niewolnictwa. Skoro sytuacja społeczna gruntownie się zmieniła i kobietom przyznaje się dziś dokładnie te same prawa, co mężczyznom, powinno to, argumentują, znaleźć odzwierciedlenie również w Kościele w kwestii kapłaństwa. Powiedziałbym, że w tej sprawie „Magnifica humanitas” może być wykorzystywana na rzecz reformy z jeszcze większą siłą, niż w przypadku rewaluacji homoseksualizmu.

Bitwa dwóch hermeneutyk

Podkreślę raz jeszcze, że nie znam intencji Leona XIV w kwestii losów, jakie spotykają jego encyklikę. Nie wiem też, co papież zamierza względem oceny homoseksualizmu albo roli kobiet. Inaczej niż Jorge Mario Bergoglio, Robert Prevost dość oszczędnie gospodaruje słowem, kiedy przychodzi mu określić własne zapatrywania. Dlatego wysiłki środowisk reformistycznych mogą rozbić się o skałę papieskiej woli, nieskorej do zmiany nauczania Kościoła w obu obszarach.

Reformiści wiedzą jednak, że – jak powiadali ci sami Rzymianie – kropla drąży skałę nie siłą, lecz częstym padaniem. Prowadzona przez lata agitacja na rzecz głębokich przeobrażeń życia kościelnego może odnieść w dalekiej przyszłości swój skutek, zwłaszcza, jeżeli zostanie poparta sprytną hermeneutyką papieskich encyklik.

Tym bardziej potrzebny jest wysiłek konserwatywnych środowisk katolickich, nakierowany na ukazanie obu problemów w perspektywie zgodnej z Tradycją. Nie chodzi o to, by tylko powtarzać przeszłe orzeczenia kościelnego autorytetu, bo taka archaizująca, papuzia teologia nie może przekonywać. Rzecz w tym, wydobyć z tych orzeczeń niezmienną istotę, odnieść ją do Pisma Świętego i samej natury rzeczy, pokazując, dlaczego nauczanie Kościoła nie powinno albo po prostu nie może się w tych sprawach zmienić. Jeżeli ten wysiłek zostanie podjęty, to Kościołowi może zostać oszczędzone wiele niepotrzebnego fermentu.

Zakładając, że w obu kwestiach nauczanie nie może ulec zmianie, nie musimy obawiać się o finalny wynik całego sporu; ale powinniśmy troszczyć się o poglądy współczesnych, tak, by zachowywać jedność Kościoła, a nie pozwalać milcząco na jego rozbijanie poprzez błędy feminizmu albo permisywizmu moralnego. Dlatego rewolucyjnej interpretacji „Magnifica humanitas” powinna towarzyszyć równoległa interpretacja tradycyjna. Historia ostatnich dekad w Kościele pokazała dobitnie, że sporów nie wygrywa litera kościelnych dokumentów, ale hermeneutyka – a raczej siła stronnictwa, które stoi za daną linią hermeneutyczną.

Paweł Chmielewski

SKANDAL W AUSCHWITZ! Przedstawiciele Korony Brauna zablokowani przed wejściem na obchody rocznicy deportacji Polaków

SKANDAL W AUSCHWITZ!

Przedstawiciele Korony Brauna zablokowani

przed wejściem na obchody rocznicy deportacji Polaków

14.06.2026 nczas/skandal-w-auschwitz-przedstawiciele-korony-brauna-zablokowani-przed-wejsciem-na-obchody-rocznicy-deportacji-polakow-video

NCZAS.INFO | KL Auschwitz. Obóz koncentracyjny. Nazistowski niemiecki obóz koncentracyjny. Oświęcim. Arbeit macht frei. Szlaban. Halt.
NCZAS.INFO | Brama obozu Auschwitz. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Pixabay

W Oświęcimiu i Harmężach odbywają się uroczystości upamiętniające 86. rocznicę pierwszej deportacji Polaków do niemieckiego obozu Auschwitz. Co zdumiewające, nie zostali do nich dopuszczeni przedstawiciele Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna, z posłem Romanem Fritzem na czele.

14 czerwca uważany jest za dzień, w którym zaczął funkcjonować KL Auschwitz. W Polsce obchodzony jest jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady.

Obchody rozpoczęły się od złożenia wieńców i zniczy przed Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku 11 w byłym obozie Auschwitz I. Rozbrzmiał polski hymn narodowy. W tym miejscu Niemcy rozstrzelali wiele tysięcy osób, głównie Polaków.

Uroczystościom patronuje prezydent Karol Nawrocki. Na miejscu obecna była m.in. minister kultury Marta Cienkowska,  a także kilkunastu byłych więźniów.

Delegację na obchody wysłała także Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Na jej czele stał poseł Roman Fritz. Nie wpuszczono ich jednak za bramy byłego obozu.

„To niedopuszczalny brak szacunku dla pamięci o ofiarach i haniebne blokowanie Polakom możliwości czczenia własnej, bolesnej historii” – czytamy w komunikacie partii.

Przedstawiciele Korony złożyli wieńce w barwach narodowych pod zewnętrznymi murami, na trawie przy budynkach obozowych.

„Pamięci o polskim męczeństwie i narodowej dumy nie zatrzymają jednak żadne zamknięte bramy! Udostępnijcie to dalej! Niech cała Polska dowie się, jak traktuje się dzisiaj tych, którzy chcą pielęgnować prawdę historyczną” – oświadczyła Korona.

https://twitter.com/KoronyPolskiej/status/2066119459727614016/video/1

Kiedy „Der Spiegel” donosi o ofiarach wojny na Ukrainie…

Thomas Röper anti-spiegel.ru/2026/wenn-der-spiegel-ueber-kriegstote-in-der-ukraine-berichtet

Propaganda

========================================

Kiedy „Der Spiegel” donosi o ofiarach wojny na Ukrainie…

Der Spiegel donosi, że według ONZ w maju zginęło więcej ukraińskich cywilów niż kiedykolwiek od początku wojny. Brzmi to dramatycznie, ale dlaczego Der Spiegel nie pisze w podobnym tonie o ofiarach cywilnych wojny izraelskiej, które są ponad dziesięciokrotnie wyższe niż na Ukrainie?

„Der Spiegel. Nie boimy się prawdy.  Momencik, proszę…”

Anti-Spiegel 14 czerwiec  2026

Powiem to od razu: byłem na froncie kilka razy, widziałem wojnę, widziałem zniszczenia, rozmawiałem z przerażonymi ludźmi, którzy tygodniami ukrywali się przed ostrzałem, widziałem zwłoki. Nic nie mogłoby być zatem dalsze od moich intencji niż bagatelizowanie wojny. Wręcz przeciwnie.

Ale artykuł w Spiegel zatytułowany „Rosyjska wojna agresji – ONZ raportuje rekordowo wysoką liczbę ofiar cywilnych na Ukrainie” wymaga uporządkowania. Artykuł w Spiegel donosi, że według ONZ w maju na Ukrainie zginęło co najmniej 274 osoby, a kolejne 1763 zostały ranne. To oczywiście przerażające liczby, bo każda śmierć to o jedną za dużo!

Jednak „Spiegel” podważa swoją wiarygodność, dopóki nie krytykuje Izraela za jego znacznie brutalniejsze wojny agresywne, publikując podobne nagłówki, jak „Izraelskie wojny agresywne – 1200 ofiar cywilnych miesięcznie w samym Libanie”. 

W samym Libanie od początku nowej wojny agresywnej Izraela 2 marca zginęło co najmniej 3756 cywilów, a 11 632 zostało rannych. To średnio około 1200 zabitych i 4700 rannych miesięcznie, wielokrotnie więcej niż liczba ofiar na Ukrainie.

Co więcej, Der Spiegel donosi, że od początku eskalacji w lutym 2022 roku na Ukrainie zginęło łącznie 16 000 cywilów. W tym miejscu również krytykuję Der Spiegel za to, że nie poświęca równie dużo uwagi ponad 100 000 ofiarom śmiertelnym wśród cywilów w Strefie Gazy od października 2023 roku.

Te przykłady pokazują, że niemieckie media relacjonują wydarzenia w sposób stronniczy, a nie obiektywny. Mogą uznać Rosję za agresora, jeśli chcą, ale obiektywne relacjonowanie obejmowałoby wskazanie, że wojna na Ukrainie pochłonęła mniej ofiar cywilnych niż jakakolwiek inna wojna w historii nowożytnej. We współczesnych wojnach ostatnich stu lat stosunek ofiar cywilnych do zabitych żołnierzy wynosił co najmniej 50:50; często liczba ofiar wśród cywilów była wyższa niż liczba zabitych żołnierzy.

Jednak po stronie ukraińskiej, w zależności od interpretacji, zginęło kilkaset tysięcy, a nawet milion żołnierzy, w porównaniu do „zaledwie” 16 000 ofiar wśród cywilów. To pokazuje, jak bardzo Rosja stara się chronić ludność cywilną. A media, które określają się jako obiektywne i krytyczne, nie mogą tego ignorować, nawet jeśli uważają Rosję za agresora.

Powtarzam: każda śmierć to o jedną za dużo, ale podając liczbę ofiar, trzeba je czytelnikom wyjaśnić. Wszelkie inne informacje są celowo mylące, ponieważ liczbami można łatwo manipulować, jak pokazuje ten przykład. Bez porównania 274 ofiary śmiertelne brzmią jako dużo, ale kiedy porówna się to z innymi wojnami, takimi jak te prowadzone przez Izrael i USA, w których ginie dziesięć razy więcej cywilów, to sprawa nabiera szerszej perspektywy – co, powtarzam, nie zmienia faktu, że każda śmierć to o jedną za dużo.

Żaden artykuł w „Spieglu” nie jest wolny od dezinformacji!

I to nie wszystko, ponieważ „Spiegel” ponownie dezinformuje czytelników w swoim artykule, pisząc:

„Według ONZ od początku wojny w lutym 2022 roku zginęło ponad 16 000 cywilów, a ponad 46 000 zostało rannych. Z powodu braku dostępu do terytoriów okupowanych przez Rosję, nie wszystkie ofiary są uwzględniane w statystykach ONZ”.

Sposób sformułowania „Der Spiegel” sugeruje, że Rosja odmawia ONZ dostępu do nowo zdobytych terytoriów. To po prostu kłamstwo, ponieważ to Ukraina odmawia ONZ dostępu. Rosja w rzeczywistości ma silny interes w tym, aby ONZ dokumentowała ofiary ukraińskiego ostrzału w tym kraju.

Sedno tkwi w tym, że ONZ nie uznaje referendów, w których tamtejsi mieszkańcy opowiedzieli się za pozostaniem częścią Rosji. Dla ONZ te terytoria są zatem terytorium ukraińskim, do którego eksperci ONZ mogą dostać się jedynie przez Ukrainę. Ukraina jednak na to nie pozwala, choć byłoby to możliwe, jak pokazuje przykład ekspertów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej monitorujących elektrownię jądrową w Zaporożu. Zawsze podróżują przez Ukrainę, wymagając za każdym razem ogłoszenia tymczasowego zawieszenia broni na odcinku linii frontu, aby eksperci mogli przekroczyć granicę.

Der Spiegel ukrywa jednak ten fakt przed czytelnikami, sugerując tym samym po raz kolejny, że Rosja nie pozwala nikomu wjechać na swoje nowo zdobyte terytoria, co jest po prostu kłamstwem. Można tam podróżować z Rosji, nawet jako organizacja międzynarodowa.

Ale ani Der Spiegel, ani Ukraina nie są zainteresowane dokumentowaniem ofiar ukraińskiego ostrzału na tych terytoriach.

Geo-patologia i stojąca za nią ekono-patologia

Geo-patologia i stojąca za nią ekono-patologia

Michael Hudson 6 Czerwca 2026 roku

nakedcapitalism/michael-hudson-geopathology-and-the-econopathology-behind-it

W tym krótkim, ale ważnym artykule Michael Hudson próbuje ustalić dwie nowoczesne choroby, które niszczą społeczeństwo, i to, co jest naszym globalnym porządkiem.

=================================================

Strategia bezpieczeństwa narodowego Ameryki w 2025 roku przewiduje ustanowienie kontroli nad światowym handlem ropą naftową. W tym celu naftowa wojna Donalda Trumpa jest skierowana na to, aby pozbawić Iran, Irak i sąsiadujące z nimi kraje OPEC ich suwerenności nad tym, komu mogą sprzedawać swoją ropę; dokładnie tak samo, jak to zrobił z Wenezuelą. Nikt nie odczuwa wyrzutów sumienia z powodu towarzyszącej szkody, spowodowanej przez nieprawidłowe działanie w handlu energii, które zanurzają większość gospodarek świata w depresję.

To jest nierozsądne (i destruktywne) zachowanie, zgodne z literą tego, co psychologowie nazywają socjopatą. Mayo Clinic stosuje ten termin do „człowieka, [który] ciągle nie wykazuje szacunku do dobra i zła i ignoruje prawa i uczucia innych. Osoby z antyspołecznymi zaburzeniami osobowości mają tendencję aby celowo prowokować lub denerwować innych, manipulować nimi, lub odnosić się do nich wulgarnie lub z brutalną obojętnością. U nich nie ma wyrzutów sumienia lub zmartwienia swoim zachowaniem”.

Podsumowując: „ludzie z antyspołecznymi zaburzeniami osobowości [którzy] często łamią prawo, stając się przestępcami. Mogą kłamać, zachowywać się brutalnie lub impulsywnie …”. Diagnoza ta łatwo może być stosowana do każdego narodu, z tendencją dążenia do imperium poprzez podbój. Ale polityka zagraniczna USA przyniosła ją do nowych skrajności.

Dokładnie tak samo, jak socjopatom brakuje poczucia rozróżnienia dobra i nieprawości (i walczą z wszelkimi podobnymi wartościami moralnymi, powstrzymującymi ich agresywne zachowanie), amerykańscy dyplomaci odrzucili zbiór międzynarodowych praw wojny, zapisanych w Statucie Organizacji Narodów Zjednoczonych, który uniemożliwia ataki na cywilów.

Amerykańskie uzbrojenie i systemy naprowadzania rakiet służą religijnemu i etnicznemu ludobójstwu od Ukrainy do Bliskiego Wschodu, ponieważ ukraińskie, izraelskie i różne armie, obsługujące wahabicką „Al-Kaidę”, rekrutowano jako obce legiony Ameryki.

Impulsywne, agresywne i manipulacyjne wymagania Trumpa, wraz z zastraszeniami, naruszają najbardziej podstawowe prawa międzynarodowego postępowania, wcześniej uważane za istotę cywilizacji. Zasada Karty Narodów Zjednoczonych nie ingerencji w suwerenność państw obcych jest dziedzictwem Westfalskiego traktatu pokojowego z 1648 roku, który położył kres wojnie trzydziestoletniej w Europie.

Stany Zjednoczone niszczą siłą zagraniczne rządy i starali się osiągnąć zmiany trybu z Rosji do Iranu, bombardując ludność cywilną, zwłaszcza młodych studentów i lekarzy, szkoły i szpitale, w nadziei, że taki terroryzm zachęci ludność do zamiany ich rządów na oligarchów na usługach USA, aby zakończyć rozruchy, które stały się znakiem rozpoznawczym polityki USA.

Dyplomacja Stanów Zjednoczonych narusza międzynarodowe prawo morskie, bombardując łodzie rybackie w portach od Wenezueli i Kolumbii w Ameryce Łacińskiej do cieśniny Ormuz i zatoki Perskiej bez ostrzeżenia lub prawdopodobnej przyczyny, tylko po to, aby zaprezentować swoją bezkarność wobec ograniczeń prawa międzynarodowego i niezdolność Organizacji Narodów Zjednoczonych lub jakiegokolwiek innego międzynarodowego organu zapobiegania piractwu i morderstwom na otwartym morzu.

Kładąc nacisk na to, aby inne kraje przestrzegały narzucone przez niego sankcje, mające na celu izolację Federacji Rosyjskiej w wydobyciu ropy naftowej, Stany Zjednoczone zniszczyły Libię, przejęły wydobycie w Iraku i kontrolę nad jego dochodami, ignorując wymagania irackiego rządu wycofania się Stanów Zjednoczonych. Trump również przejął kontrolę nad Wenezuelą i przelał wszystkie dochody z eksportu ropy naftowej na rachunki USA w Miami znajdujące się pod bezpośrednią kontrolą administracji Trumpa.

Zachowanie Trumpa na stanowisku prezydenta USA stało się oczywiste ze względu na jego przeszłość jak głośnego oszusta-dewelopera, który kłamał i zrywał umowy ze swoimi dostawcami, bankierami i siłą roboczą, a także traktował narzucone kary po prostu jako koszty prowadzenia działalności gospodarczej, nie mówiąc już o jego drapieżnym zachowaniu w stosunku do kobiet. Istnieje prawie naturalne pokrewieństwo między jego dawnym życiem i jego obecną polityczną rolą.

W czasie, gdy polityka zagraniczna USA ma na celu uniemożliwienie krajom odnalezienia własnej suwerenności i odzyskania własnych sił, dzisiejsi potentaci finansowi i od nieruchomości z Klasy Jednego Procenta wraz z ambitnymi politykami, których zatrudniają do uzyskania kontroli nad polityką USA, stawiają coraz większą część populacji USA zależności zadłużenia i skazują je na życie od wypłaty do wypłaty.

Amerykańscy stratedzy obawiają się (ci przestępcy są tchórzami), że zewnętrzna niezależność od amerykańskiej kontroli nad handlem ropą naftową, technologiami informacyjnymi i sztuczną inteligencją pozwoli krajom oprzeć się wymaganiom nielegalnej imperialnej władzy Ameryki. Klasa wierzycieli, monopoliści i inni członkowie rentierskiej grupy Jednego Procenta dzielą podobne obawy co do tego, że rząd USA może przyjąć i stosować przepisy, które ograniczą kumulację władzy finansowej i monopolizację bogactwa kosztem tego, że coraz bardziej zadłużone 99 procent będą zmuszeni jeszcze głębiej wejść w długi (i zaległe należności), tylko po to, aby związać koniec z końcem.

Podobne dążenie do władzy jest charakterystyczne dla menedżerów największych korporacji współczesności, a także dla gangsterów, przywódców religijnych kultów i wielu polityków realizujących swoje ambicje. Socjopatyczne uleganie swoim pragnieniom wielbione jako siła napędowa postępu, „wolna” od publicznych kontroli i równowagi, przyjmującym gospodarczą polaryzację i samoniszczący kryzys, który doprowadził do upadku Imperium Rzymskiego.

Słownik do opisu dzisiejszego globalnego załamania i związanej z nim wojny cywilizacji

Potrzebny jest nam odpowiedni słownik, aby opisać te zjawiska, a także ich próby oszukiwania siebie poprzez promowanie dzisiejszej neoliberalnej ideologii. Proponuję następujące dwa słowa:

Geopatologia: bezprawne prowadzenie międzynarodowych stosunków wyzysku w sposób, który szkodzi innym krajom i sprawia, że są ofiarami poprzez wprowadzanie jednostronnych podwójnych standardów postępowania. Taką geopatologią charakteryzuje się każdy imperializm, dążący do budowania imperium.

Ekonopatologia: doktryna, chroniąca brak społecznej empatii. Jej jądrem jest nowoczesny wolnościowy indywidualizm pod hasłem „chciwość jest dobra”, broniący nieograniczone osobiste interesy i odrzucający wszelkie państwowe ograniczenia lub regulacje dla ochrony głównej społecznej zasady wzajemności i wzajemnej pomocy, stanowiący podstawę startu naszej cywilizacji.

Wczesna cywilizacja nie mogłaby się rozwinąć, gdyby Margaret Thatcher, Milton Friedman, Fryderyk Hayek i Alan Greenspan wyruszyli z powodzeniem w przeszłość na maszynie czasu i – jak bogowie z przyszłości – zaoferowali oświecenie wodzom, kapłanom i królom Mezopotamii, Egiptu i Chin. Cywilizacja nie mogłaby wzrosnąć, gdyby przyjęto ich rady. Ich poddani nie byliby chronienie przed dostaniem się w niewolę i utratą prawa własności ziemi. Taki start prowadziłby bezpośrednio do powstania cywilizacji gospodarczej polaryzacji i podporządkowania wąskiej oligarchii, dominującej nad ludnością i walczącej o unikanie wszelkich alternatywnych prób startu poprzez ochronę wolności osobistej i wszechobecnej samodzielności jako warunku postępu.

Tylko system wzajemnej pomocy i ochrony osobistej samowystarczalności obywateli mógł pozwolić przetrwać archaicznej gospodarce z niską nadwyżką. Nie mogli pozwolić sobie na luksus nierówności i pozbawienia ludności wolności i praw własności ziemi. Dokładnie tak samo dzisiejsza gospodarka potrzebuje określonej władzy państwowej, pełnomocnika nie dopuszczającego do tego, aby gospodarcza i fizyczna agresja doprowadziła do powstania drapieżnych oligarchii. Większość z nich nosi charakter finansowy i stara się zmonopolizować ziemię.

Grecka filozofia uświadamiała sobie potrzebę ochrony społeczeństwa od patologicznego zachowania, które było integralnym wynikiem zależności od pieniędzy. Wszelkie bogactwo, szczególnie w gotówce, uznawano za uzależniające i wiodące do zachowania czyniącego krzywdy innym. W związku z tym uważano je jako asocjalne i nie uzyskiwało ono aprobaty. Lichwiarscy kredytodawcy zlecali taką „brudną” działalność sługom lub uwolnionym z niewolnictwa, aby ich samych nie unikano w dobrym towarzystwie. Zasady elementarnej wzajemności i poszanowania praw innych ludzi działały w celu ograniczenia tego typu zachowania, które straciły dzisiejsze przefinansowane i neoliberalne społeczeństwa zachodnie. Uzależnienie od pieniędzy nie odgrywa żadnej roli ani w nowoczesnej utylitarne ekonomicznej teorii, ani w zasadach prawa, ani w filozofii politycznej. Studentów szkół biznesu uczą, że ich zadaniem jako korporacyjnych menedżerów musi być maksymalizacja zysków kapitałowych dla swoich akcjonariuszy i zysku na wypłatę dywidendy w tym celu poprzez zmniejszenie kosztów i bezwzględnego podboju rynków, jakby cała późniejsza eksploatacja i zniszczenie nosziły konstruktywny charakter.

Wspólnym mianownikiem między geopatologią i ekopatologią jest ich odmowa wolności i samodzielnego kierowania innym krajom i narodom. Traktując obcą suwerenność i samodzielność w oparciu o własne siły jako możliwość przeciwstawienia się amerykańskiej dyplomacji, uważa się taką suwerenność jako zagrożenie bezpieczeństwa USA w zakresie ochrony jego imperium uzeleżniającego poddanych. Podobnie do geopatologii, ekopatologia stara się sprowadzić inne narodydo zależnego statusu klientów, dłużników, najemców i, ostatecznie, do pańszczyzny.

Uzależnienie od bogactwa i władzy – to naturalne impulsy, ale społeczeństwa na przestrzeni wieków starały się złagodzić te zjawiska. Sokrates uważał, że ideałem mądrej centralnej władzy jest utrzymywanie na wodzy tych dążeń. Ochrona socjalna od oligarchii była naturalnym warunkiem do tego, aby społeczeństwo uniknęło polaryzacji i stagnacji. Ale – jak zauważył Arystoteles – demokracje wydają się przekształcać w oligarchie, które następnie przekształcają się w dziedziczne arystokracje rentierów. I takie kraje starają się „uwolnić” bratnie oligarchie od ograniczeń państwowej regulacji (na przykład, Trump wspiera libertyna Javiera Milei w Argentynie) i zapobiec stosowaniu takich zasad w skali międzynarodowej.

Jak dzisiejsza gospodarka może poradzić sobie z geopatologią i towarzyszącą jej ekonopatologią?

Socjopatologia nie leczy się samodzielnie. Ekonopatologia i geopatologia również nie. W dawnych społeczeństwach były miasta-azyle, w które takich socjopatów i innych przestępców zsyłano, przynajmniej tymczasowo, do momentu, dopóki nie przeszli socjalizacji i nie nauczyli się żałować swojego zachowania.

Dzisiejsza polityka zagraniczna USA przez ostatnie osiemdziesiąt lat od 1945 roku, wdraża neoliberalną antyrządową doktrynę i jej antysocjalistyczną retorykę, odrzucającą wszystkie pomysły dyplomatycznych i wewnętrznych reform gospodarczych. Zadanie, z którym boryka się dzisiejsza globalna większość, polega na tworzeniu alternatywnego wielobiegunowego systemu instytucji międzynarodowych i sojuszy, opartego na zasadach wzajemnej pomocy i tolerancji wobec autonomi własnej i innych, co zawsze było ideałem do którego dążono.

Tworzenie takiej alternatywy wymaga doktryny, alternatywnej doktryny wobec neoliberalizmu, a także odtworzenia najważniejszych przepisów regulujących stosunki międzynarodowe. Jest to możliwe dzisiaj, ponieważ – po raz pierwszy od 1945 roku – obecnie istnieje masa krytyczna krajów do tworzenia nowych instytucji w celu ochrony ich autonomii i suwerenności.

Michael Hudson, profesor, badacz ekonomii Uniwersytetu Missouri, Kansas City, i pracownik naukowy Gospodarczego instytutu Levy w Bard college.

Jego najnowsza książka – The Destiny of Civilization

Kraje bałtyckie i Finlandia otworzyły swoją przestrzeń powietrzną dla ukraińskich ataków dronów na Rosję

Thomas Röper  anti-spiegel.ru/die-baltenstaaten-und-finnland-haben-ihre-luftraeume-fuer-angriffe-ukrainischer-drohnen-auf-russland-geoeffnet

Czasami sto dronów na noc

Kraje bałtyckie i Finlandia otworzyły swoją przestrzeń powietrzną dla ukraińskich ataków dronów na Rosję.

W niektóre dni ponad sto ukraińskich dronów przelatuje nad krajami bałtyckimi i Finlandią, atakując Rosję. Jest to jawny udział tych krajów w wojnie, o czym niemieckie media nie mówią, starając się odwrócić uwagę od rządów tych krajów.

Anti-Spiegel 13 czerwiec  2026

Stałym czytelnikom „Anti-Spiegla” udało się już przeczytać obszerne informacje o tym, jak od końca marca państwa bałtyckie i Finlandia otwarcie udostępniły swoją przestrzeń powietrzną ukraińskim dronom atakującym Sankt Petersburg i otaczający go obwód leningradzki, niszcząc infrastrukturę cywilną, przemysł naftowy i porty. Ostatnio odnotowano przypadki ataków stu lub więcej ukraińskich dronów w ciągu jednej nocy.

Stanowi to jawny udział tych krajów w wojnie z Rosją, fakt, który niemieckie media ignorują, podczas gdy rządy tych krajów próbują uspokajać swoje społeczeństwa oświadczeniami, że nie zezwoliły Ukrainie na wykorzystywanie swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję.

Te puste słowa – a nawet okazjonalne demonstracyjne zestrzelenia pojedynczych dronów – nie mogą ukryć ich zaangażowania w wojnę, ponieważ wszystko, co deklarują, aby temu przeciwdziałać, ma charakter czysto symboliczny. Nie podejmuje się żadnych poważnych prób przechwytywania dronów i nie wywiera się presji na Kijów, aby zaprzestał ataków z wykorzystaniem przestrzeni powietrznej państw członkowskich NATO i UE.

Co więcej, rosyjskie dane radarowe i doniesienia o obserwacjach lub zderzeniach dronów z tych krajów jasno wskazują, że najwyraźniej korzystają one z tras przelotów koordynowanych przez NATO, przebiegających nad słabo zaludnionymi obszarami, aby zminimalizować szkody spowodowane zderzeniami dronów.

W TASS opublikowano artykuł podsumowujący kluczowe fakty dotyczące tego otwartego zaangażowania militarnego, który przetłumaczyłem (https://tass.ru/armiya-i-opk/27707869).

Bałtycka brama. Dlaczego sąsiedzi Rosji nie zestrzeliwują ukraińskich dronów?

Francuskie myśliwce Sił Powietrznych, biorące udział w misji patrolowania przestrzeni powietrznej NATO, zestrzeliły nieznanego drona nad Łotwą. Tymczasem ukraińskie drony regularnie latają nad krajami bałtyckimi, celując w Rosję, ale doniesienia o ich przechwyceniu są rzadkie. Eksperci, rozmawiający z agencją TASS, są przekonani, że Łotwa, Litwa i Estonia wspierają Kijów w atakach – co najmniej zapewniając korytarz powietrzny. Przyjrzyjmy się sytuacji.

Ukraińskie samoloty naruszają przestrzeń powietrzną innych państw od pierwszego dnia Specjalnej Operacji Wojskowej (SMO). 24 lutego 2022 roku ciężki myśliwiec wielozadaniowy Su-27 Sił Powietrznych Ukrainy przekroczył granicę z Rumunią , gdzie został przechwycony przez parę F-16 lokalnych Sił Powietrznych, po czym wylądował w bazie lotniczej w Bacău. Uszkodzony samolot powrócił na Ukrainę. We wrześniu 2025 roku kilka ukraińskich bezzałogowych statków powietrznych zostało zestrzelonych nad terytorium Polski.

Drony z Morza Bałtyckiego

Ukraińskie drony również „odwiedziły” niebo nad krajami bałtyckimi. W lipcu 2025 roku niezidentyfikowany dron został zauważony nad Wilnem. Litewskie dowództwo wojskowe uznało, że chodzi o ukraińskiego drona, który przyleciał z Białorusi. W sierpniu tego samego roku dron, prawdopodobnie ukraiński, eksplodował na polu w południowo-wschodniej Estonii. W obu przypadkach władze uznały, że drony zostały przekierowane z powodu zakłóceń ze strony rosyjskich środków przeciwdziałania elektronicznego.

Rankiem 23 marca 2026 roku kilka rosyjskich regionów zostało zaatakowanych przez drony Sił Zbrojnych Ukrainy. Ponad 60 z nich zostało zestrzelonych nad obwodem leningradzkim, ale zbiornik paliwa w porcie Primorsk został uszkodzony i zapalił się. Wcześniej pojedyncze ukraińskie drony zostały zniszczone w Zatoce Fińskiej. Zmasowany atak został powtórzony w nocy z 24 na 25 marca 2026 roku. Uszkodzone zostały obiekty w porcie Ust-Ługa i kilka obszarów zaludnionych. Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało wówczas o zestrzeleniu 56 bezzałogowych statków powietrznych. Kolejny atak miał miejsce w nocy z 30 na 31 marca 2026 roku i ponownie zaatakowano port nad Zatoką Fińską .

Odpowiedzialność krajów bałtyckich

6 kwietnia 2026 roku rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa przypomniała państwom bałtyckim, że Moskwa zamierza podjąć działania odwetowe, jeśli otworzą one swoją przestrzeń powietrzną dla sił ukraińskich. Według niej, kraje te otrzymały już ostrzeżenie. W odpowiedzi ministrowie spraw zagranicznych Litwy, Łotwy i Estonii wydali wspólne oświadczenie, w którym odmówili udzielenia Kijowowi takiej pomocy.

13 kwietnia Nikołaj Patruszew, doradca prezydenta Rosji i szef Kolegium Marynarki Wojennej, oświadczył w wywiadzie dla „Rossijskiej Gazety”, że państwa bałtyckie i Finlandia ponoszą odpowiedzialność za zapewnienie Ukrainie przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję. Argumentował, że ustanowienie korytarza powietrznego stanowi udział państw NATO w atakach na terytorium Rosji. Patruszew zwrócił uwagę na odległość – ponad 1400 kilometrów – między północnymi regionami Ukrainy a obwodem leningradzkim w Rosji, która wymaga co najmniej koordynacji tras lotu dronów.

Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji Siergiej Szojgu przypomniał państwom bałtyckim i Finlandii o prawie Rosji do samoobrony, jeśli świadomie udostępniają swoją przestrzeń powietrzną do ataków na Rosję. Służba prasowa Rady Bezpieczeństwa Rosji poinformowała o przechwyceniu ponad 240 bezzałogowych statków powietrznych nad obwodem leningradzkim od początku 2026 roku.

Ukraińskie drony „zestrzeliły” łotewski rząd.

Kolejny powód do spekulacji na temat udziału państw bałtyckich w atakach na Rosję pojawił się 7 maja 2026 roku. Wtedy to rosyjskie Siły Powietrzno-Kosmiczne wykryły na Łotwie sześć dronów, jak i myśliwce Rafale i myśliwce F-16. Według rosyjskiego wojska, pięć z nich zaginęło we wschodniej Łotwie, a szósty został zestrzelony po wejściu w rosyjską przestrzeń powietrzną.

Tego samego dnia dron rozbił się w pobliżu składu ropy naftowej w łotewskim mieście Rzeżyca, uszkadzając cztery puste zbiorniki. Kijów przyznał, że dron był ukraiński. Nie powstrzymało to Łotwy przed obwinianiem Rosji za incydent.

10 maja łotewski minister obrony Andris Spruds zrezygnował ze stanowiska , „aby chronić łotewską armię przed wciągnięciem w kampanię polityczną”, a później premier Evika Siliņa również zrezygnowała ze stanowiska .

Maria Pawłowa, doktorantka historii i starsza badaczka w Instytucie Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych (IMEMO) Rosyjskiej Akademii Nauk, uważa, że ​​incydent z dronem był katalizatorem kryzysu w rządzie republiki. „Łotewska koalicja rządząca jako całość znajduje się w stanie półrozpadu co najmniej od lata 2025 roku” – zauważyła. „Następnie jej notowania – w przededniu czerwcowych wyborów samorządowych – spadły do ​​poziomu krytycznego: poniżej 30%”. Jej zdaniem ukraińskie drony, które zaatakowały skład ropy naftowej, pokazały mieszkańcom kraju bałtyckiego nieskuteczność znacznych inwestycji w obronę narodową. Pośrednie potwierdzenie tego faktu można znaleźć w oświadczeniu właściciela uszkodzonego składu ropy, firmy East-West Transit, która zdecydowała się go zamknąć z powodu braku możliwości zagwarantowania bezpieczeństwa swoim pracownikom.

Incydenty trwają

19 maja 2026 roku biuro prasowe Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji (SWR) opublikowało komunikat , w którym wskazano, że Kijów przygotowuje się do ataków z państw bałtyckich. „Oczekuje się, że taka taktyka znacznie skróci czas dotarcia do celów i zwiększy skuteczność ataków terrorystycznych” – czytamy w komunikacie.

„Personel Sił Systemów Bezzałogowych Sił Zbrojnych Ukrainy został już wysłany na Łotwę. Stacjonuje w łotewskich bazach wojskowych: Ādaži, Selija, Lielvārde, Daugavpils i Jēkabpils” – dodało biuro prasowe SWR. Zaznaczono, że współrzędne miejsc startu bezzałogowych statków powietrznych można odzyskać z ich wraków. Podobne doniesienia dotarły wcześniej do GRU w sprawie prób ataku dronów na rosyjską rezydencję prezydencką w grudniu 2025 roku.

Ukraińskie drony nadal były wykrywane na niebie nad krajami bałtyckimi. 23 maja niezidentyfikowany dron rozbił się w jeziorze w południowo-wschodniej Łotwie. W dniu otwarcia 29. Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Sankt Petersburgu (SPIEF), 3 czerwca 2026 roku, drony Sił Zbrojnych Ukrainy zaatakowały różne obszary Sankt Petersburga. Nagranie przedstawiające domniemanego ukraińskiego bezzałogowego statku powietrznego zbliżającego się do miasta nad Zatoką Fińską z krajów bałtyckich jest komentowane w mediach i mediach społecznościowych .

Pseudo-przechwycenia?

3 maja 2026 roku nad terytorium Finlandii zauważono dwa bezzałogowe statki powietrzne, później zidentyfikowane jako ukraińskie . Fińskie Siły Zbrojne nie zestrzeliły ich jednak, powołując się na bliskość granicy z Rosją.

W maju tego roku estońskie siły obrony powietrznej, według ministra obrony kraju, po raz pierwszy samodzielnie zniszczyły drona w swojej przestrzeni powietrznej. Dron prawdopodobnie pochodził z Ukrainy. Podobny incydent miał miejsce 8 czerwca: francuskie myśliwce NATO zniszczyły drona nad Łotwą. Jego pochodzenie nie zostało określone.

Aleksandr Stepanow, ekspert wojskowy z Instytutu Prawa i Bezpieczeństwa Narodowego przy Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej i Administracji Publicznej przy Prezydencie Rosji (RANEPA), powiedział agencji TASS, że doniesienia o przechwytywaniu ukraińskich dronów nad państwami bałtyckimi stanowią medialną przykrywkę dla faktycznego udziału państw bałtyckich w organizowaniu ukraińskich ataków na terytorium Rosji i „absolutnie jednoznacznego skoordynowanego zapewnienia im przestrzeni powietrznej”.

„Przechwycenia i wszelkie publiczne oświadczenia o rzekomo spadających dronach stanowią nieuniknioną ofensywę informacyjną, której celem jest kształtowanie zarówno krajowej opinii publicznej na temat braku zaangażowania przywódców wojskowo-politycznych krajów bałtyckich w eskalację konfliktu, jak i, szerzej, zademonstrowanie pseudo-neutralności na arenie międzynarodowej” – powiedział.

Ekspert zauważył, że państwa te są w pełni zdolne do przechwytywania bezzałogowych statków powietrznych (BSP) atakujących ich przestrzeń powietrzną, zwłaszcza biorąc pod uwagę powstający „mur dla dronów” – wielowarstwowy zautomatyzowany system obrony powietrznej wdrożony przez kilka krajów europejskich. „Ale, jak już wspomniałem, jest to pojedyncza jednostka z centrum koordynacyjnym w Dowództwie Europejskim NATO, gdzie Pentagon zarządza całym procesem. Zatem poprzez te formaty i te tajne instrumenty, de facto następuje rozszerzenie strefy eskalacji” – podsumował Stiepanow.

Podobną opinię wyraził wcześniej Aleksandr Michajłow, szef Biura Analiz Wojskowo-Politycznych. „Jest mało prawdopodobne, aby Łotysze, Litwini czy Estończycy odważyli się sami z siebie przeprowadzić naloty na Rosję z własnego terytorium, wykorzystują w tym celu Ukrainę” – powiedział. „W końcu zapewnienie przestrzeni powietrznej i przeprowadzenie nalotów to dwie zupełnie różne rzeczy”. Ekspert dodał, że Kijów wykorzystuje to, aby bezpośrednio wciągnąć państwa NATO w konflikt.

Tymczasem 8 czerwca w Mołdawii eksplodował kolejny dron . Ministerstwo Spraw Zagranicznych tego kraju oświadczyło , że pochodził z Ukrainy. Jednak według mołdawskich dyplomatów „niezależnie od pochodzenia drona, odpowiedzialność za każdy bezzałogowy statek powietrzny, który dotrze na terytorium Mołdawii, spoczywa na Rosji”. [Brawo ta logika !! md]

Makabra w Lutoryżu! Czy to cmentarzysko ofiar aborcji?

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Jestem głęboko wstrząśnięta wydarzeniami w Lutoryżu . W tej miejscowości pod Rzeszowem, na terenie prywatnej posesji, nowi właściciele dokonali makabrycznego odkrycia. Podczas prac ziemnych wykopali ciała nienarodzonych dzieci. Służby wciąż pracują na miejscu, a media mówią już o odnalezieniu kilkudziesięciu ciał – niektóre źródła podają, że to 50 lub nawet 100 ciał.

Policja zatrzymała w tej sprawie rzeszowską lekarkę-patomorfolog. Magdalena H. była właścicielką tej działki przez krótki czas, nie więcej niż dwa lata – do początku bieżącego roku. Trzeba zatem głośno zadać kluczowe pytania: czy Lutoryż stał się miejscem masowego ukrywania szczątków dzieci z aborcji?

Dlaczego w tej sprawie od razu narzuca się wątek aborcji? Wskazuje na niego kilka szczegółów, które trzeba podkreślić.

Po pierwsze – naturalne poronienia zdarzają się najczęściej na wczesnych etapach ciąży. Ciałko dziecka jest wtedy niewielkie, a na pewno nie ma wykształconych kości – tymczasem komunikaty Policji z Lutoryża mówią o odnalezieniu szkieletów nienarodzonych dzieci. Ten opis pasuje bardziej do dzieci, które zostały zabite celowo po 20. tygodniu życia płodowego.

Po drugie – w ciągu ostatnich lat legalne aborcje w szpitalach na całym Podkarpaciu to od 2 do 5 przypadków rocznie. Skąd więc w jednym miejscu wzięło się kilkadziesiąt, a może nawet sto ciał dzieci? I to dużych dzieci – takich, które rzadko pochodzą z naturalnych poronień, raczej z późnych aborcji…

Po trzecie – sposób ukrycia zwłok przypomina instruktaż, jakiego nielegalne siatki aborcyjne udzielają kobietom w sieci: „po aborcji zakop płód w ogródku, ukryj go w ziemi”.

Po czwarte – w wypowiedziach Magdaleny H. widać skrajną pogardę dla tych dzieci. Mówi ona o „odpadach medycznych” – że składowała je na działce i nie widzi problemu. Nie wykazuje absolutnie żadnej refleksji wobec faktu, że szczątkom ludzi należy się godny pochówek.

Po piąte – internauci znaleźli już profile Magdaleny H. w mediach społecznościowych, a to, co udostępniała i jak się przedstawiała, wskazuje, że była przyjazna radykalnym lewicowym ideologiom.

Po sieci krąży m.in. jej zdjęcie, na którym wspiera WOŚP i Owsiaka (zwolenników aborcji), ma też przy sobie emblematy z sześciokolorową tęczą LGBT.

Tak działa państwo, w którym na aborcję przymyka się oko – niech się ona dzieje, byle po cichu. Potem oficjalne statystyki mówią o pojedynczych aborcjach, podczas gdy pod ziemią, na prywatnych posesjach, odkrywa się masowe groby nienarodzonych dzieci. Gdy ideologia zabijania wnika do gabinetów lekarskich, ludzkie życie przestaje mieć jakąkolwiek wartość, stając się w oczach medyków jedynie problemem – do pozbycia się i zatarcia śladów.

Fundacja Życie i Rodzina stoi na stanowisku, że Policja i Prokuratura nie mogą ograniczyć się wyłącznie do zarzutów zbezczeszczenia zwłok czy nielegalnego składowania odpadów. Tropy w tej sprawie wiodą prosto do przestępców aborcyjnych – prawdopodobnie działających w najbliższej okolicy.

Zatrzymana Magdalena H. mogła albo współpracować z przestępcami aborcyjnymi, albo nawet sama pokątnie zabijać dzieci. Aby zrobić nielegalną aborcję, nie trzeba w ogóle być ginekologiem. Skoro robią to aborterki bez żadnego przeszkolenia medycznego, tym bardziej mogła zrobić to lekarka, nawet innej specjalności.

Jeśli wątek aborcji zostanie pominięty w śledztwie, prawda o losie tych dzieci może już nigdy nie ujrzeć światła dziennego.

Patrzymy na ręce Prokuraturze i Policji. Będziemy monitorować tę sprawę i dawać znać, co zrobią śledczy.

Każde dziecko jest bezcennym darem. Żadne nie powinno kończyć tak jak dzieci znalezione w Lutoryżu.

Z wyrazami szacunku,

Kaja Godek Kaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Areszt wydobywczy dla dziennikarza śledczego. KOŃ w tle.

Areszt wydobywczy dla dziennikarza śledczego

Aresztowany we wtorek, 9 czerwca, Leszek Kraskowski jest doświadczonym dziennikarzem śledczym. Pracował w ‚Rzeczpospolitej’, we ‚Wprost’  oraz ‚Super Expresie’, a od kilku lat prowadzi własny portal oraz kanał na YouTube. Niezależny od PO i PiS-u tropi przekręty władzy.

W ostatnich latach przeprowadził dogłębne śledztwo dotyczące afery Polnordu, w którą – jak wskazują materiały oparte na dokumentach ze śledztwa i aktach sprawy – umaczany był Roman Giertych.

Czytamy w opozycyjnej prasie: „Kraskowski ujawnił mechanizm, który porównał do słynnego ‚oscylatora’  z afery Art-B Bogusława Bagsika i Andrzeja Gąsiorowskiego. Według jego ustaleń wartość gruntów w obrocie Polnardu była sztucznie windowana – kupowane za kilka milionów, odsprzedawane spółce Polnord za kilkukrotnie wyższą kwotę, a następnie wykorzystywane jako zabezpieczenie obligacji.

W transakcjach miały uczestniczyć osoby z otoczenia Giertycha (m.in. jego ochroniarz ‚Foka’). Giertych miał świadczyć usługi prawne i brać udział w operacjach, które doprowadziły do wyprowadzenia dziesiątek milionów złotych ze spółki giełdowej, na szkodę obligatariuszy i akcjonariuszy. Mimo że prokuratura umorzyła śledztwo wobec Giertycha (co Kraskowski nazwał skandalicznym i kompromitującym), dziennikarz konsekwentnie twierdzi, że afera Polnord to jedna z największych spraw gospodarczych III RP, a jej skala jest niedoceniana.

Dziennikarz podkreśla, że jego publikacje opierają się na dokumentach ze śledztwa i aktach sprawy. Jego materiały stały się przedmiotem zainteresowania sejmowych zespołów parlamentarnych i wywołały burzę w mediach społecznościowych. Bojąc się o swoje bezpieczeństwo Kraskowski wyjechał na pewien czas do Albanii, gdzie obecnie mieszka.

Decyzję o wyjeździe podjął ze względów bezpieczeństwa po incydentach takich, jak – ostrzelanie jego i żony samochodu z broni myśliwskiej – oraz w obliczu nasilających się procesów i nacisków związanych z prowadzonymi śledztwami”.

Roman GiertychRoman Giertych

W środę, 10 czerwca Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała o przejęciu śledztwa. Leszek Kraskowski jest podejrzany o posiadanie broni palnej, tj. pistoletu gazowego i 54 sztuk amunicji bez wymaganego zezwolenia, a także o grożenie śmiercią komendantowi policji w Piasecznie. Przesłanką ogólną środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztu jest „duże prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanego przestępstwa”. Sam oskarżony zaprzecza, jakoby on był autorem tych gróźb.

Sąd Rejonowy w Piasecznie, uznał wniosek prokuratury o areszt, dodatkowo wskazując „na wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez podejrzanego przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu” […] „stanowiło to dodatkową przesłankę stosowania środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania określoną w dyspozycji art. 258 § 3 kpk.”.

** * * * * *

Środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu, zwanego wydobywczym, był kiedyś stosowany wobec zbrodniarzy i groźnych przestępców. W III RP, szczególnie w ostatnich 20 latach, jest taki areszt niezawodnym środkiem zemsty wobec przeciwników politycznych i szansą na zdobycie poklasku u swoich wyborców. Tak więc poseł Samoobrony Stanisław Łyżwiński odsiedział swoje w więzieniu. Gdy ciężko tam zachorował i nie mógł być dostarczony sądowi, sąd wysoki (nie inaczej) przybył do jego celi. Nie przyszły nikomu do głowy skojarzenia z niemieckim wymiarem sprawiedliwości z lat 30-tych. 

Pecha miał również szef byłej partii ZMIANA dr Mateusz Piskorski, którego ministrowie PiS zamknęli na trzy lata. Nie trzeba szczególnych dociekań, by dostrzec, że zarzuty agenturalnej działalności na rzecz Rosji /Chin wyssano z palca. Sprawa sądowa nie zakończyła się do dzisiaj, co uniemożliwia zdolnemu politykowi odtworzenie partii czy wyjazdy za granicę.

Dla rządu Tuska są areszty wydobywcze wobec opozycji, w tym przede wszystkim wobec posłów PiS-u i ludzi związanych z tą partią, centralnym punktem polityki. Nie ma inwestycji, nie ma rozwoju, jest ogromne zadłużenie państwa, a także dziura budżetowa, więc ta pustka jest zakryta tanimi chwytami. Znaczna część ludzi nabiera się na tę grę, choć zdaje się, że mija fascynacja tego typu widowiskami. Ale też ludzie, którym Tusk wyznaczył rolę ofiary, nie mogą czuć się komfortowo.

Tym razem ofiarą tuskowej samowoli nie jest polityk, lecz dziennikarz śledczy.

Kto będzie następny?

Zygmunt Białas

Polska największym producentem narkotyków syntetycznych w UE

Polska największym producentem

narkotyków syntetycznych w UE.

Nowy raport Brukseli

ujawnia porażające fakty


2026-06-13 bankier/Polska-najwiekszym-producentem-narkotykow-syntetycznych-w-UE

Nielegalne narkotyki, w tym kokaina i narkotyki syntetyczne, są w UE powszechnie dostępne – oświadczył w Brukseli komisarz UE ds. wewnętrznych Magnus Brunner. Z opublikowanego we wtorek europejskiego raportu narkotykowego za 2026 r. wynika, że Polska jest największym producentem narkotyków syntetycznych w UE.

Zgodnie z raportem Agencji UE ds. Narkotyków (EUDA), obejmującym 29 państw – kraje członkowskie UE, Norwegię i Turcję – kokaina jest w Europie bardziej dostępna niż kiedykolwiek wcześniej, a syntetyczne opioidy i nowe substancje psychoaktywne stają się coraz większym zagrożeniem dla zdrowia i bezpieczeństwa Europejczyków.

W dokumencie podkreślono, że opioidy, zwykle w połączeniu z innymi substancjami, pozostają główną przyczyną zgonów spowodowanych narkotykami w Europie. EUDA szacuje, że w 2024 r. w UE odnotowano co najmniej 7,6 tys. ofiar śmiertelnych przedawkowania, często było to właśnie związane z zażyciem mieszanki narkotyków, czyli kilku substancji jednocześnie.

Komisarz Brunner, prezentując raport w Brukseli, ostrzegł, że handel narkotykami coraz silniej napędza przestępczość zorganizowaną. Polityk zauważył, że przestępcy zmodyfikowali działania, w tym zmienili szlaki przemytnicze i sposób przemytu. I tak np. chociaż ilość skonfiskowanej kokainy spadła w 2024 r. o ponad 20 proc. wobec roku wcześniejszego, to liczba konfiskat wzrosła z 95 tys. do 97 tys., co – zdaniem autorów raportu – może świadczyć o przejściu handlarzy na mniejsze, bardziej rozdrobnione przesyłki.

– Handel narkotykami finansuje pranie pieniędzy, korupcję, handel ludźmi, przemoc i inne formy poważnej przestępczości zorganizowanej. Za tym rynkiem stoją profesjonalne sieci przestępcze, które korzystają z najnowocześniejszych technologii, szyfrowanej komunikacji, a także międzynarodowych struktur logistycznych – powiedział komisarz, Jak zauważył handlarze narkotykami często szukają klientów wśród grup słabszych społecznie, osób wykluczonych, bezrobotnych, gdzie „tworzą środowisko, w którym zachęca się do zażywania narkotyków”.

Jak zauważyła Lorraine Nolan z EUDA, dodatkowe obawy budzą zwłaszcza nowe narkotyki, czyli syntetyczne opioidy, które mogą rozprzestrzeniać się bardzo szybko i powodować poważne szkody, zanim systemy ochrony zdrowia zdążą zareagować. – Niektóre są tak silne, że kilka gramów może stanowić tysiące potencjalnie śmiertelnych dawek – podkreśliła.

Z raportu wynika, że w 2024 r. w Europie przechwycono 34 kg silnie działających syntetycznych opioidów, w tym nitazenów. W 2025 r. po raz pierwszy wykryto także 50 nowych substancji psychoaktywnych, co zwiększyło liczbę monitorowanych przez EUDA środków do ponad tysiąca. Jak wynika z raportu produkcja syntetyków jest szczególnie wysoka zwłaszcza w Polsce, z kolei konopie uprawiane są w dużej mierze w Hiszpanii.

Raport zwraca też uwagę na rosnącą popularność ketaminy, szczególnie popularnej w tzw. środowiskach rekreacyjnych, czyli np. w klubach nocnych, która przestała być narkotykiem niszowym. Liczba osób rozpoczynających leczenie z powodu problemów związanych z ketaminą wzrosła w ostatnich latach czterokrotnie. Wciąż jednak jednym z najczęściej zażywanych narkotyków w UE pozostaje kokaina; tylko w ciągu ostatniego roku zażywało ją ok. 2,5 mln młodych dorosłych.

Z Brukseli Jowita Kiwnik Pargana (PAP)

„Polski” dyplomata w Kijowie: „Wieczna wdzięczność Ukrainie”.

Piotr Łukasiewicz, fot. Onet

„Wieczna wdzięczność Ukrainie”. Polski dyplomata w Kijowie komentuje relacje w czasie sporu o „Bohaterów UPA”

13 June 2026 kresy/wieczna-wdziecznosc-ukrainie-polski-dyplomata-w-kijowie-komentuje-relacje-w-czasie-sporu-o-bohaterow-upa

Chargé d’affaires Piotr Łukasiewicz powiedział, że Polska jest wdzięczna Ukrainie i jej żołnierzom za obronę pokoju w Europie. Jego wypowiedź padła w czasie kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich, wywołanego decyzją strony ukraińskiej o nadaniu jednej z jednostek nazwy „Bohaterów UPA”.

Podczas oficjalnego uruchomienia III fazy Programu Wsparcia Zarządzania Finansami Publicznymi na Ukrainie pełniący obowiązki chargé d’affaires Polski na Ukrainie Piotr Łukasiewicz podziękował ukraińskim żołnierzom za obronę pokoju w Europie — podał portal Slawa.

Program EU4PFM dotyczy wsparcia zarządzania finansami publicznymi na Ukrainie. W czasie uroczystości polski dyplomata mówił, że ukraińscy żołnierze bronią nie tylko własnego państwa, ale także całej Europy.

Łukasiewicz zaznaczył, że między sąsiednimi narodami istnieje szerokie spektrum emocji. Wskazał jednak, że w Polsce dominuje wdzięczność wobec Ukrainy.

„Jak wiecie, między narodami istnieje wiele emocji, zwłaszcza między sąsiadami — Polską i Ukrainą. Ale jedna emocja, którą odczuwam i co do której jestem absolutnie pewien, że dominuje w Polsce — to emocja wiecznej wdzięczności Ukrainie, jej obrońcom, którzy są teraz na pierwszej linii frontu, broniąc nie tylko pokoju w swoim kraju, ale i pokoju w całej Europie. Bardzo wam dziękuję” — oświadczył pełniący obowiązki chargé d’affaires Polski na Ukrainie Piotr Łukasiewicz.

Kryzys wokół nazwy „Bohaterów UPA”

Wypowiedź polskiego dyplomaty padła w czasie napięć w relacjach polsko-ukraińskich.  Pod koniec maja Zełenski ogłosił, że Samodzielne Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy otrzymało nazwę „Bohaterów UPA”. Decyzja stała się bezpośrednim tłem dyskusji o odebraniu orderu nadanemu ukraińskiemu prezydentowi.

12 czerwca przedstawiciele KPRP informowali później, że prezydent podejmie decyzję „w odpowiednim czasie”.

Decyzję Zełenskiego skrytykował także premier Donald Tusk. Szef rządu uznał ją za niepokojącą z punktu widzenia relacji polsko-ukraińskich oraz naruszającą polską wrażliwość historyczną. Tusk zaznaczył jednak, że „każdy naród ma prawo do własnej interpretacji historii”, ale ukraińskie władze powinny rozumieć, czym UPA jest w polskiej pamięci historycznej.

Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał stanowisko swojemu ukraińskiemu odpowiednikowi. Polityk oświadczył, że decyzja Kijowa jako „gloryfikowanie UPA jest nie do zaakceptowania”. Minister zaapelował do władz Ukrainy o ponowne rozważenie nazwy jednostki.

Kosiniak-Kamysz podkreślił, że Polska od początku rosyjskiej inwazji wspiera Ukrainę pomocą humanitarną, wojskową, logistyczną i polityczną. Jednocześnie ocenił, że uhonorowanie Ukraińskiej Powstańczej Armii budzi w Polsce „głęboki ból, niepokój i sprzeciw”.

Szef MON zaznaczył również, że „wolna Ukraina to także bezpieczeństwo Polski i całej naszej części Europy”.

Według ukraińskich źródeł, szanse na zbudowanie kompromisu są nikłe. Jak stwierdził rozmówca portalu LIGA.net z otoczenia Budanowa –Kijów nie zamierza zmieniać nazwy jednostki wojskowej uhonorowanej jako „Bohaterowie UPA”, co zaprzecza doniesieniom polskich mediów o możliwym kompromisie po rozmowach z delegacją Ukrainy w Warszawie.

„Die Welt”: Ukraina oddala się od Europy

Wołodymyr Zełenski, fot. Flickr/European Parliament

Niemiecki dziennik krytykuje Zełenskiego. „Ukraina oddala się od Europy”

13 June 2026 kresy

„Die Welt” skrytykował decyzję Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek nazwy „Bohaterów UPA”. Autor komentarza ocenił, że Polska ma rację, sprzeciwiając się tej decyzji, i wskazał na zbrodnie popełnione przez UPA na Polakach oraz pomoc w mordowaniu Żydów.

Pod koniec maja prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadał nazwę „Bohaterów UPA” Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy, co wywołało sprzeciw w Polsce i reakcję niemieckiego dziennika „Die Welt”.

W wydanym dekrecie Zełenski wyjaśnił, że decyzję podjął „w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy”.

„Die Welt”: Ukraina oddala się od Europy

Dziennikarz Jacques Schuster powołał się na myśl Leszka Kołakowskiego, zgodnie z którą Europa jest „darem pozwalającym na kwestionowanie samego siebie”. W ocenie niemieckiego publicysty to zdanie zawiera kwintesencję Europy.

Autor komentarza wyraził zrozumienie dla sytuacji Ukraińców, którzy podczas wojny nie mają czasu, aby zastanawiać się nad znaczeniem tych słów. Dodał jednak, że oznaczają one „krytyczne podejście do własnej historii”.

Schuster ocenił, że gdyby Zełenski poddał się takiej refleksji, musiałby dojść do wniosku, że nie może nadać jednostce specjalnej imienia UPA, której przywódcą był Stepan Bandera. Niemiecki publicysta nazwał Banderę wprost „rzeźnikiem”.

„Bandera i jego żołnierze podczas II wojny światowej nie tylko rozstrzelali dziesiątki tysięcy polski cywilów, lecz także pomagali Niemcom w mordowaniu Żydów. Polska gotuje się z powodu decyzji Zełenskiego i ma rację” — napisał Schuster.

„Ukraina oddala się od Europy” — pisze niemiecki dziennik.

Schuster dodał jednak, że Ukraina broni się przed rosyjską wojną na wyniszczenie i walczy za wolność Europy.

„Ukraina należy do Europy. Co więcej, Ukraina broni się przed prowadzoną przez Rosjan wojną na wyniszczenie i walczy za wolność kontynentu (europejskiego)” — napisał publicysta „Die Welt”.

Autor komentarza przyznał, że podczas wojny trudno jest mierzyć się z problemami polityki wewnętrznej i zastanawiać się dłużej nad wartościami, które są symbolem Europy.

„Ukraińcy powinni jednak zdawać sobie sprawę z tego, że jest to konieczne” — podkreślił publicysta.

„Kijów nie jest jeszcze gotowy”

Według autora komentarza decyzja ukraińskiego prezydenta pokazuje, że Ukraina nie jest jeszcze gotowa do pełnego członkostwa w Unii Europejskiej.

Publicysta nawiązał także do propozycji kanclerza Friedricha Merza dotyczącej członkostwa stowarzyszonego Ukrainy bez prawa głosu.

„Ukraina jako członek stowarzyszony bez praw głosu, co niedawno zaproponował kanclerz Friedrich Merz, powinna po zakończeniu wojny zająć się nie tylko spełnianiem warunków Komisji Europejskiej, lecz także przyswojeniem sobie wartości europejskich, i to wszystkich bez wyjątku” — stwierdził niemiecki publicysta.

Kijów nie chce kompromisu z Polską

Decyzja Wołodymyra Zełenskiego stała się bezpośrednim tłem dyskusji o odebraniu orderu nadanemu ukraińskiemu prezydentowi. 12 czerwca przedstawiciele KPRP informowali później, że prezydent podejmie decyzję „w odpowiednim czasie”.

Decyzję ukraińskiego prezydenta skrytykował także premier Donald Tusk. Szef rządu uznał ją za niepokojącą z punktu widzenia relacji polsko-ukraińskich oraz naruszającą polską wrażliwość historyczną. Tusk zaznaczył jednak, że „każdy naród ma prawo do własnej interpretacji historii”, ale ukraińskie władze powinny rozumieć, czym UPA jest w polskiej pamięci historycznej.

Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał stanowisko swojemu ukraińskiemu odpowiednikowi. Polityk oświadczył, że decyzja Kijowa jako „gloryfikowanie UPA jest nie do zaakceptowania”. Minister zaapelował do władz Ukrainy o ponowne rozważenie nazwy jednostki.

Kosiniak-Kamysz podkreślił, że Polska od początku rosyjskiej inwazji wspiera Ukrainę pomocą humanitarną, wojskową, logistyczną i polityczną. Jednocześnie ocenił, że uhonorowanie Ukraińskiej Powstańczej Armii budzi w Polsce „głęboki ból, niepokój i sprzeciw”.

Szef MON zaznaczył również, że „wolna Ukraina to także bezpieczeństwo Polski i całej naszej części Europy”.

Według ukraińskich źródeł, szanse na zbudowanie kompromisu są nikłe. Jak stwierdził rozmówca portalu LIGA.net z otoczenia Budanowa –Kijów nie zamierza zmieniać nazwy jednostki wojskowej uhonorowanej jako „Bohaterowie UPA”, co zaprzecza doniesieniom polskich mediów o możliwym kompromisie po rozmowach z delegacją Ukrainy w Warszawie.

Po wizycie Budanowa w Polsce Wirtualna Polska podała, że strona ukraińska miała rozważać kompromisowy wariant zmiany nazwy jednostki.

Polska uzna handel dziećmi? Rząd potwierdza

Polska uzna handel dziećmi? Rząd potwierdza

magnapolonia/polska-uzna-handel-dziecmi-rzad-potwierdza

To, co jeszcze niedawno przedstawiano jako teorie spiskowe środowisk konserwatywnych, dziś zostało potwierdzone przez przedstawiciela rządu. Podczas posiedzenia sejmowej Komisji do Spraw Unii Europejskiej przyznano, że projekt unijnego rozporządzenia dotyczącego wzajemnego uznawania rodzicielstwa obejmuje nie tylko standardowe przypadki uznawania dokumentów rodzinnych między państwami członkowskimi, ale również dzieci adoptowane przez pary jednopłciowe oraz dzieci urodzone w wyniku surogacji, czyli „zlecenia” kobiecie zajścia w ciążę i porodu, za opłatę.

Polska uzna handel dziećmi?

Zapowiedzi rządu Tuska potwierdzają zastrzeżenia podnoszone od 2022 roku przez Instytut Ordo Iuris, który ostrzegał, że nowe przepisy mogą prowadzić do obchodzenia krajowych regulacji dotyczących rodziny, małżeństwa i ochrony dzieci. Przez długi czas krytycy projektu słyszeli jednak, że ich obawy są nieuzasadnione, przesadzone lub wręcz wynikają z niezrozumienia unijnego prawa. Dziś okazuje się, że to właśnie oni trafnie przewidzieli konsekwencje proponowanych rozwiązań.

Projekt rozporządzenia zakłada, że rodzicielstwo ustalone w jednym państwie członkowskim miałoby być automatycznie uznawane w pozostałych krajach UE. W praktyce oznaczałoby to, że Polska mogłaby zostać zobowiązana do uznawania zagranicznych aktów urodzenia wskazujących dwie osoby tej samej płci jako rodziców dziecka. Co więcej, podobny mechanizm mógłby dotyczyć również dzieci urodzonych dzięki handlu dziećmi, czyli tzw. surogacji, mimo że polskie prawo nie przewiduje takiej instytucji.

Trudno nie zauważyć paradoksu całej sytuacji. Przez lata politycy zapewniali, że kwestie małżeństwa, adopcji czy definicji rodziny pozostają wyłączną kompetencją państw członkowskich. Teraz okazuje się, że nie trzeba zmieniać konstytucji, ustaw ani przeprowadzać debaty społecznej. Wystarczy przyjąć unijne rozporządzenie, które nakaże uznawanie skutków rozwiązań wprowadzonych za granicą. Formalnie więc nic się nie zmienia, a praktycznie zmienia się bardzo wiele. To legislacyjna sztuczka przypominająca tłumaczenie, że drzwi są zamknięte, choć właśnie otwarto okno.

Szczególne sprzeciw budzi kwestia tzw. surogacji. W wielu krajach jest ona przedmiotem gorących sporów etycznych, a krytycy wskazują na ryzyko komercjalizacji ludzkiej prokreacji i traktowania dzieci oraz kobiet jako elementów transakcji. Tymczasem proponowane przepisy mogłyby prowadzić do sytuacji, w której państwo nie musi akceptować samej procedury surogacji, ale musi uznać jej skutki prawne. Innymi słowy: można oficjalnie twierdzić, że czegoś się nie popiera, jednocześnie zobowiązując się do honorowania rezultatów tego procesu.

Niepokój budzi dwuznaczna postawa rządu warszawskiego. Zamiast jasno wskazywać zagrożenia dla polskiego porządku prawnego i aktywnie budować koalicję państw sprzeciwiających się kontrowersyjnym zapisom, przedstawiciele władzy sprawiają wrażenie, jakby problem dostrzegli dopiero wtedy, gdy nie dało się go już dłużej ukrywać. Trudno oprzeć się wrażeniu, że opinia publiczna miała uwierzyć, iż projekt dotyczy jedynie technicznych kwestii administracyjnych, podczas gdy jego skutki mogą sięgać znacznie głębiej.

Na szczęście negocjacje w Brukseli nadal trwają, a przyjęcie rozporządzenia wymaga jednomyślności państw członkowskich. Oznacza to, że Polska wciąż dysponuje realnymi narzędziami do zablokowania projektu lub wymuszenia istotnych zmian jego treści. Pytanie brzmi jednak, czy lewicowo-liberalny rząd będzie chciał z nich skorzystać.

Jeśli ostatecznie okaże się, że Polska zgodzi się na rozwiązania, przed którymi przez lata przestrzegano, trudno będzie tłumaczyć obywatelom, że nic się nie stało. Zwłaszcza że właśnie usłyszeliśmy od przedstawiciela rządu, iż stać może się dokładnie to, przed czym ostrzegano od początku – Polska stanie się krajem z legalnym handlem dziećmi.

Już można to ujawnić?

Już można to ujawnić?

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  •  14 czerwca 2026

8 czerwca w godzinach przedpołudniowych, miała zebrać się Kapituła Orderu Orła Białego i m.in. wydać opinię, czy godzi się odebrać ten order ukraińskiemu prezydentowi Zełeńskiemu, czy przeciwnie – się nie godzi. Na pomysł odebrania prezydentowi Zełeńskiemu Orderu Orła Białego wpadł pan prezydent Nawrocki zaraz, jak tylko prezydent Zełeński nadał pewnej jednostce ukraińskiej niezwyciężonej armii imię „Bohaterów UPA”.

W tak zwanym międzyczasie jednak rozpoczęły się rozhowory, czy odbierając ukraińskiemu prezydentowi order Polska przypadkiem nie wyleje dziecka z kąpielą i w ogóle. Poza tym do Polski przybył ukraiński generał Kyryło Budanow, były szef wywiadu, a obecnie – szef Biura Prezydenta Ukrainy. Odbył on bliskie spotkania III stopnia z rozmaitymi tubylczymi osobistościami, a teraz ukraińskie media piszą, że „udało się uniknąć najgorszego”. Co to może znaczyć? Pewne światło na tę sprawę rzuca deklaracja obywatela Tuska Donalda, żeby obydwaj prezydenci odbyli bezpośrednią rozmowę.

Warto zwrócić uwagę, że obywatel Tusk Donald, który musiałby złożyć pod decyzją prezydenta Nawrockiego o odebraniu orderu swoją kontrasygnatę, przeżywa silny dysonans poznawczy. Najpierw był na „nie” – bo wystarczy, że pomysł wyszedł od prezydenta Nawrockiego. Potem jednak zaczął się wahać, bo w Polsce górę wzięły nieżyczliwe wobec Ukraińców nastroje, aż nawet Episkopat wezwał parafian, by przestali przeciwko Ukraińcom „szemrać”. Widocznie jednak Niemcy, którzy w kwietniu proklamowali swoje „strategiczne partnerstwo” z Ukrainą obywatelu Tusku dali do zrozumienia, by kontrasygnaty nie składał, bo wtedy oni przypomną mu, skąd wyrastają mu nogi.

Toteż nie tylko obywatel Tusk, ale i Książę-Małżonek wyraża nadzieję, że prezydent Zełeński, który „walczy z Putinem” orderu nie straci, bo ma go nawet były niemiecki kanclerz Schroeder, który z Putinem współpracuje.

Do Kapituły orderu wchodzi pan prezydent Nawrocki. Michał Kleiber, Zofia Romaszewska, Adam Bujak, Wojciech Roszkowski i Bronisław Wildstein. Ale Kapituła tylko wydaje opinię, podczas gdy dla ważności decyzji prezydenta wymagana jest kontrasygnata, na którą chyba się nie zanosi.

Jeśli tak, to byłby to nieomylny znak, że w na stwarzane przez Ukrainę fakty dokonane w sferze polityki realnej i symbolicznej, Polsce nie wolno nawet zareagować w sferze pozorów. Bo wygląda na to, że ukraiński prezydent nie zamierza ustępować, a gwoli zaznaczenia niezależności od Polski, do Londynu nie wyleciał, – jak zwykle – z Jasionki w Rzeszowie, tylko z lotniska w Mołdawii.

Tymczasem ni z gruchy, ni z pietruchy odezwał się pan Tomasz Siemoniak, który w vaginecie obywatela Tuska Donalda na fuchę ministra-koordynatora służb specjalnych. Obawiam się, że nazwa tej funkcji jest na wyrost i to znacznie – bo chyba pan minister Siemoniak niczego nie koordynuje.

Jest raczej odwrotnie – że to bezpieka, która – podobnie jak za pierwszej komuny – nadal pozostaje najtwardszym jądrem systemu, ręcznie steruje w naszym nieszczęśliwym kraju nie tylko całym życiem państwowym, ale całym życiem publicznym – oczywiście z uwzględnieniem zagranicznych central wywiadowczych, którym się wysługuje.

Ale incipiam.

Żeby dać odpór podejrzeniom, że dwaj ukraińscy gangsterzy, bracia Rysicz, którzy na Podkarpaciu założyli sieć burdeli zwanych „agencjami towarzyskimi”, z których korzystały osobistości z pierwszych stron gazet i cieszyli się nadzwyczajną pobłażliwością ze strony policji, ze strony niezależnej prokuratury oraz niezawisłych sądów, to nie dlatego, że korumpowali policjantów, prokuratorów i niezawisłych sędziów, tylko dlatego, że bracia Aleksiej i Jewgienij Rysiczowie byli konfidentami polskich służb.

Czy tak było naprawdę – tego ma się rozumieć, nie wiemy – ale tę wersję właśnie oficjalnie potwierdził pan Tomasz Siemoniak, minister-koordynator bezpieki w vaginecie obywatela Tuska Donalda. Więc jeśli tak było naprawdę, to znaczy – że bracia Rysiczowie mogli rozpocząć na terenie Podkarpacia swoją sutenerską działalność, ponieważ wcześniej zobowiązali się do tajnej współpracy z tubylczą bezpieką. Czy bezpieka pomagała im finansowo w rozwijaniu przedsięwzięcia i czy partycypowała w zyskach z podkarpackich burdeli – wydaje się to bardzo prawdopodobne, bo nawet Pismo Święte powiada, że „nie zawiążesz gęby wołowi młócącemu” – a cóż dopiero, gdy „wół młócący” ma do dyspozycji zarówno policję, niezależną prokuraturę i niezawisłe sądy?

Dlatego właśnie braciom Rysiczom nikt na Podkarpaciu nie podskakiwał, a kiedy bokser Kossecki zaczął podskakiwać, to powiesił się w więziennej celi, więc chyba policja, niezależna prokuratura i niezawisłe sądy stały – jak to się mówi – na świecy – żeby było dobrze. Pewnie dlatego burdele braci Rysiczów uchodziły za przybytki bezpieczne, dzięki czemu cieszyły się zainteresowaniem osobistości z pierwszych stron gazet. Tak naprawdę bezpiecznie jednak nie było, bo szefowie burdeli wszystko nagrywali.

Czy tylko na rzecz polskiej bezpieki? Tej pewności też nie ma, bo mogli być tubylczym bezpieczniakom podstawieni przez ukraińską SBU, która przecież hula po Polsce bez żadnych przeszkód, m.in. dlatego, że do polskiej policji przeniknęło sporo Ukraińców. Oni – podobnie jak bracia Rysiczowie – mają obywatelstwo polskie, ale przecież Ukraińcami być nie przestali. Podobnie jak bracia Rysiczowie, którzy Polskę opuścili, podobno wyjeżdżając na Ukrainę – być może nawet ze wszystkimi nagraniami. Czy Kyryło Budanow, którego prezydent Zełeński mianował w roku 2020 szefem Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, podczas swojego pobytu w Polsce i rozmów z tubylczymi dygnitarzami, mógł dać im do zrozumienia, że jak będą Ukrainie podskakiwać, nawet w sferze pozorów, to przestanie być bezpiecznie? Czy przypadkiem nie z tego właśnie powodu odruch oburzenia nie ustępuje miejsca refleksji i chłodnej rozwadze?

Czy w rezultacie sprawa odebrania orderu Orła Białego ukraińskiemu prezydentowi Zełeńskiemu nie rozejdzie się przypadkiem po kościach, podobnie jak właśnie rozchodzi się po kościach sprawa publikacji „Aneksu”, którą z takim przytupem zapowiadał pan prezydent Karol Nawrocki?

Muszę się przyznać, że i mną targają tak zwane „mieszane uczucia”. Z jednej bowiem strony nie jest przyjemnie uzyskać potwierdzenie podejrzeń, że nasz nieszczęśliwy kraj jest igraszką w rękach bezpieki i to nawet nie tubylczej, tylko ukraińskiej – ale z drugiej odczuwam coś w rodzaju przyjemności z powodu tak oficjalnego i autorytatywnego potwierdzenia mojej ulubionej teorii spiskowej, według której najtwardszym jądrem systemu – podobnie jak za pierwszej komuny – pozostaje bezpieka – a ci wszyscy dygnitarze, prezydenci, ministrowie, posłowie, senatorowie – a być może również pretendenci do sprawowania nad nami przywództwa moralnego – to tylko taka dekoracja, takie przedstawienie, żeby było ładniej, żeby nie było nam przykro, że za nasze podatki dostajemy pozór państwa.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Pełny tekst wypowiedzi Tulsi Gabbard o tajnych amerykańskich laboratoriach

Pełny tekst wypowiedzi Tulsi Gabbard o tajnych amerykańskich laboratoriach na całym świecie:

„Po miesiącach przeszukiwania zasobów i plików społeczności wywiadowczej, dziś publikuję nowe dowody na wieloletnie finansowanie przez rząd USA ponad 120 laboratoriów biologicznych w ponad 30 krajach. Teraz te laboratoria biologiczne obejmują laboratoria w miejscach takich jak Ukraina, które mogą być zagrożone z powodu trwającej wojny rosyjsko-ukraińskiej. W rzeczywistości społeczność wywiadowcza ostrzegła wcześniej, że finansowane przez USA laboratorium biologiczne na Ukrainie prawdopodobnie zawierało niebezpieczne patogeny i pozostawało podatne na długotrwałe zagrożenia rosyjskim atakiem, zajęciem lub uszkodzeniem.

Do tej pory dowody dotyczące pełnego istnienia i finansowania tych laboratoriów były świadomie ukrywane przed wami, narodem amerykańskim. Wiele z tych finansowanych przez rząd Stanów Zjednoczonych laboratoriów biologicznych jest obecnie lub wcześniej zaangażowanych w badania z wykorzystaniem niebezpiecznych i wysoce zaraźliwych patogenów, a w niektórych przypadkach obejmowało niebezpieczne badania wzrostu tych funkcji przy bardzo małej widoczności lub nadzorze.

Teraz prezydent Trump wyraźnie rozumie poważne zagrożenie, jakie niebezpieczne korzyści z badań funkcji stanowią dla narodu amerykańskiego i dlatego podjął zdecydowane działania ponad rok temu. 25 maja 2025 roku podpisał dekret o zakończeniu federalnego finansowania gain of function research na całym świecie.

Tutaj, w ODNI, wydałam nowe wytyczne dla społeczności wywiadowczej, kierując zwiększony nadzór w tych laboratoriach i obiektach za granicą, i już widzimy wyniki tego zwiększonego nadzoru. Uczymy się nowych szczegółów, na przykład, na temat badań klinicznych, które są w toku w tych placówkach, i które budzą poważne obawy etyczne, finansowe i dotyczące bezpieczeństwa rzekomych inicjatyw w zakresie zdrowia publicznego i bezpieczeństwa narodowego USA.

Teraz, pomimo oczywistego potencjału katastrofalnego globalnego wpływu, jaki mogą mieć badania nad niebezpiecznymi patogenami w bio-labach, politycy, tak zwani pracownicy służby zdrowia, tacy jak Dr Fauci, a także podmioty w zespole ds. bezpieczeństwa narodowego Administracji Bidena, wielokrotnie kłamali Amerykanom o istnieniu finansowanych i wspieranych przez USA bio-labów.

Nie tylko kłamali, ale grozili tym, którzy próbowali ujawnić prawdę. Tak więc to wystąpienie otwiera dziś nowe możliwości, ponieważ informacje dotyczące istnienia, historii, lokalizacji i finansowania tych finansowanych przez USA bio-labs zostały celowo zatuszowane przez bardzo potężnych ludzi, którzy fałszywie twierdzili, że te bio-labs nie istniały. Teraz oskarżają każdego, kto mówi inaczej, że są zagranicznymi aktywami i zdrajcami Ameryki.

ODNI i ja będziemy kontynuować ścisłą współpracę z partnerami w całym rządzie USA, aby dokładnie określić, gdzie znajdują się te laboratoria i jakie patogeny zawierają, aby zakończyć niebezpieczne badania, które zagrażają zdrowiu i dobremu samopoczuciu Amerykanów i ludzi na całym świecie”.

Prace nad bronią biologiczną

Prace nad bronią biologiczną

13. czerwca 2026 Marek Wojcik world-scam/prace-nad-bronia-biologiczna

Informacje dotyczące istnienia, historii, lokalizacji i finansowania tych finansowanych przez USA biolaboratoriów były celowo ukrywane przez wpływowe osoby, które fałszywie twierdziły, że nie istnieją, a każdego, kto twierdził inaczej, oskarżały o bycie zagranicznymi agentami i zdradę Ameryki. Cytat ze strony amerykańskiego Biura Dyrektora Wywiadu Narodowego (ODNI) – źródło.

Kolejna farsa przedstawiana przez zachodnie media jako „rosyjska dezinformacja” okazuje się faktem.

Kolejna „teoria spiskowa” doprowadziła w USA do wszczęcia oficjalnego śledztwa, a prawdy nie da się już dłużej ukrywać.

Oczywiście, że nie wszystkie wiadomości z Kremla są objawioną prawdą, a te z Waszyngtonu zawsze kłamstwem. Jeśli ktoś żyje w takim czarno białym świecie, to sam siebie okłamuje. Obie strony zatrudniają fachowców od propagandy. Jednak Rosjanie robią to znacznie lepiej – trudno im jest zarzucić kłamstwo i poprzeć argumentami.

Dyrektor amerykańskiego wywiadu narodowego (DNI) Tulsi Gabbard opublikowała odtajnione dokumenty, które, jak twierdzi, ujawniają długotrwałe finansowanie przez Stany Zjednoczone ponad 120 laboratoriów biologicznych w ponad 30 krajach, w tym ponad 40 placówek na Ukrainie. Jednocześnie oskarżyła poprzednie administracje o ukrywanie zakresu programu.

Zacytowany powyżej fragment pochodzi z wczorajszego artykułu na presstv.ir: Szefowa amerykańskiego wywiadu ujawniła odtajnione dokumenty potwierdzające istnienie wspieranej przez USA zagranicznej sieci laboratoriów biologicznych. Źródło.

Zatrudnieni w tych militarnych laboratoriach naukowcy doskonale wiedzą, że wirusy – przynajmniej w takiej formie, jak są definiowane – nie roznoszą żadnych chorób. Sceptyków zapraszam do przeczytania mojego wczorajszego artykułu: Teoria zarażenia nie wytrzymuje próby rzeczywistości!

Praca w takim tajnym laboratorium ma na celu znalezienie nowego sposobu na choroby zakaźne, ale nie w celu leczenia tylko zabijania. Różnica między tymi wojskowymi placówkami a medycyną szkolną, jest taka, że ta ostatnia przynajmniej stara się utrzymać chorego przy życiu i przy chorobie. Tajne laboratoria pracują nad biologicznymi sposobami uśmiercania każdego, kogo nazwie się wrogiem.

Komary przenoszące gorączkę badane na Ukrainie BioLabs używane do wywołania pandemii dengi na Kubie.

18 czerwca 2022 r. Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało o znalezieniu dokumentów w skonfiskowanych laboratoriach biologicznych na Ukrainie, które wskazywały, że naukowcy testowali szkodliwe patogeny z wyraźnym zamiarem wykorzystania ich jako części broni biologicznej. Źródło.

Każde państwo z ambicjami wojskowymi prowadzi badania także w zakresie broni biologicznej. Najczęściej wcale się z tego nie tłumaczą, a jeśli nawet, to najczęściej stosują argument: „nie możemy pozwolić, by przeciwnik zdobył przewagę”, jest wystarczający, by uciszyć krytyków tego szaleństwa.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

JKM: Fakty i chronologia. O Mikołaju II i o nas.

JKM: Fakty i chronologia; o Mikołaju II

W Sieci ukazał się tekst zachęcająco zatytułowany: „10 faktów o Mikołaju II, które sprawią, że zaczniesz kwestionować wszystko, czego cię nauczono”. Podam kilka fragmentów – z krytycznymi uwagami.

„2. Do 1913 roku Rosja miała jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek na świecie. Imperium zarabiało niemal tyle samo na eksporcie masła, co na złocie. W ciągu zaledwie 15 lat eksport masła wzrósł z 2 600 do 82 000 ton. Rosja szybko stawała się jednym z największych eksporterów rolnych i przemysłowych na świecie.

  1. W ciągu 20 lat panowania Mikołaja II populacja Rosji wzrosła o około ~ 50 milionów osób. Wzrost wynikał z wysokich wskaźników urodzeń, silnych struktur rodzinnych, niskiego spadku demograficznego w miastach oraz szybkiego zasiedlania nowych terytoriów.
  2. Ustawodawstwo pracy za panowania Mikołaja II uważano za jedno z najbardziej postępowych na świecie. Rosja wprowadziła ograniczenia godzin pracy, inspekcje pracy, odszkodowania za urazy w miejscu pracy oraz ubezpieczenia pracownicze na wypadek chorób i wypadków, stając się jednym z pierwszych systemów ubezpieczeń społecznych na świecie, wprowadzonym przed pojawieniem się podobnych systemów w Stanach Zjednoczonych.

Prawo dotyczące ubezpieczeń społecznych pojawiło się w Rosji wcześniej niż w wielu krajach europejskich. Obowiązkowe ubezpieczenie pracownicze na wypadek chorób i wypadków w pracy. […]

  1. Mikołaj II zainicjował Konferencję Pokojową w Hadze i pomógł położyć podwaliny pod to, co później stało się międzynarodowym systemem sądów haskich. Pod koniec XIX wieku stał się pierwszym wielkim światowym przywódcą, który wezwał do ograniczenia wyścigu zbrojeń i stworzenia międzynarodowych mechanizmów pokojowego rozwiązywania konfliktów. Jak na tamtą epokę, była to idea rewolucyjna. Wiele współczesnych międzynarodowych instytucji prawnych wywodzi swoje korzenie z tej rosyjskiej inicjatywy. […]
  2. Do 1913 roku Imperium Rosyjskie stało się jedną z największych potęg przemysłowych świata. Kraj szybko rozwijał się w zakresie kolei, przemysłu, inżynierii, lotnictwa, produkcji energii i edukacji. Wielu ekonomistów początku XX wieku uważało, że gdyby te tempa wzrostu się utrzymały, Rosja mogłaby stać się jedną z wiodących gospodarek świata do połowy wieku”.

Otóż Rosja istotnie rozwijała się bardzo szybko – przy bardzo wysokim przyroście naturalny, co dowodzi, że dzieci nie przeszkadzają w bogaceniu się. Pytanie: jak to się stało?

Mało kto z historyków to zauważa, ale bodźcem do zmian gospodarczych było absolutne zwycięstwo liberalizmu gospodarczego w Europie Zachodniej – La Belle Epoque pod koniec XIX wieku – ale też Odrodzenie Meiji w Japonii (1868-1912).. To ostatnie bardzo dotkliwie dało się Rosji we znaki, bo patrzono na nią tak, jak dziś Polak patrzy na Chiny: jako na zacofany kraj feudalny. O błędzie przekonano się w 1905 roku po przegranej wojnie – i wyciągnięto z tego konsekwencje. Do władzy doszedł taki rosyjski Xiao-Píng Deng – i w ciągu pięciu lat zrobił z zacofanej Rosji prawdziwą lokomotywę gospodarczą.

Ja przypominam, że zawsze twierdzę, iż przestawić np. Polskę na zdrową gospodarkę potrafię w trzy miesiące – i w ciągu sześciu lat Polska stałaby się zamożniejsza, niż Niemcy, a w ciągu 10 lat – niż Stany Zjednoczone (co nie jest trudne, przy panującym w tych krajach socjalizmie). Zrobił to w Niemczech śp. Ludwik Erhard w ciągu kilku lat przeganiając zwycięską Wielką Brytanię, która otrzymała od USA znacznie wyższą pomoc z planu Marshalla.

To właśnie zrobił śp. Piotr Stołypin, jako premier i minister spraw wewnętrznych. Był to reakcjonista, czyli normalny człowiek. Wszystkich rewolucjonistów (w 1905 był rewolucja) wieszał lub wysyłał na białe niedźwiedzie, czyli stosował zasadę śp. Stefana Kisielewskiego: „Wziąć za pysk – i wprowadzić liberalizm”. Za Jego rządów (kwiecień 1906 – wrzesień 1911) Rosja stała się potęgą – i jeszcze po Jego śmierci, w 1913, ten rozpęd utrzymywała – ale lokomotywa zaczęła już zgrzytać na zakrętach.

Stołypin Dumę rozwiązał i zrobił z nią to, co należało – czyli sprowadził do roli doradczej. Krzykaczom powiedział twardo: „Wam potrzebne są wielkie wstrząsy – nam potrzebna jest Wielka Rosja!” – i tę Wielką Rosję budował.

Nie podobało się to zarówno socjalistom, komunistom i innym rewolucjonistom – ale też i konserwatystom, którzy byli przeciwko liberalizmowi, za etatyzmem. Zamordował Go niejaki Dymitr Bagrow, socjalista-rewolucjonista będący jednocześnie agentem Ochrany – i do dziś nie wiemy, komu na Jego śmierci bardziej zależało. Car też miał do Niego pretensję, bo Stołypin sam nie potrafił przeprowadzić w Dumie zasadniczego dekretu i namówił Go, by wprowadził go Cesarskim Reskryptem – a śp. Mikołaj II był słabym cesarzem i wolałby stać ponad polityką.

Odtąd Rosja Stołypina stała się Rosją Rasputina.

Co jest ważne: Rosja rozwijała się dzięki liberalizmowi – a wyhamowała wskutek wprowadzenia ubezpieczeń społecznych i całej socjalnej otoczki, którą Autor tekstu wychwala! Konkretnie: po śmierci Stołypina, 23 czerwca 1912  Mikołaj II zatwierdził pakiet ustaw ubezpieczeniowych: Ustawę o ubezpieczeniu robotników na wypadek choroby i Ustawę o ubezpieczeniu od wypadków przy pracy.

I to było znacznie gorsze, niż wojna.

Janusz Korwin-Mikke

Ostatni dzwonek by uratować Polskę. Braun: Polexit – jedyna droga ratunku

Ostatni dzwonek by uratować Polskę.

Braun: Skutki będą nieodwracalne

13.6.2026 nczas/ostatni-dzwonek-by-uratowac-polske-braun-skutki-beda-nieodwracalne

NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP

Pakt migracyjny Unii Europejskiej wszedł w życie 12 czerwca bieżącego roku. Wszedł wśród licznych „fajerwerków” w postaci ataków, morderstw, gwałtów i grabieży dokonywanych masowo przez przybyszów na zachodzie Europy. Czy oznacza to ostateczny kres polskiej niepodległości i suwerenności? Grzegorz Braun, prezes Konfederacji Korony Polskiej nie pozostawia złudzeń – nadchodzi czas dramatycznych decyzji dla narodu, który od lat jest oszukiwany przez brukselskich urzędników i krajowych polityków.

Inwazja po cichu – nieodwracalne skutki

Grzegorz Braun wprost opisuje, co realnie przyniesie wejście w życie paktu. Jak mówi: „Wchodzi po cichu. Wchodzi zwiększona liczba gwałtów, grabieży i niepokojów. Wchodzi konieczność zatrudniania ochroniarzy dla dzieci, które idą do szkół. Wchodzi rozwadnianie narodu i czynienie z ludzi poddanych tej tyranii.”

Prezes Konfederacji Korony Polskiej podkreśla, że media i politycy establishmentu próbują bagatelizować pakt, przedstawiając go jako „techniczne rozwiązanie”. W rzeczywistości – jego zdaniem – oznacza on masowy napływ ludzi z zupełnie innych kultur, wzrost przestępczości oraz konieczność ochrony własnych dzieci w polskich szkołach.

„Nie gryziemy się już w język – mówi Braun – bo skutki tego paktu są w praktyce nieodwracalne i niebezpieczne. Konfederacja Korony Polskiej mówi jasno: Polexit powinien być na stole natychmiast. To jedyne wyjście z tej jaskini szulerów, w której od lat jesteśmy oszukiwani na kolejnych etapach w coraz to nowych sprawach.”

Konfederacja Korony Polskiej od początku konsekwentnie powtarzała, że nie ma mowy o żadnych „poprawkach” ani „wyjątkach”. Pakt migracyjny to narzędzie, które ma trwale zmienić skład demograficzny Polski. Społeczeństwo ma być celowo utrzymywane w stanie niepokoju i dezorientacji – wtedy łatwiej nim rządzić.

Rozwadnianie narodu i tyrania z Brukseli

Najmocniejszy fragment wypowiedzi Brauna dotyczy ukrytego celu całego przedsięwzięcia: „Drodzy Państwo, od momentu kiedy media zajęły się tematem, o którym my mówiliśmy od dawna – że Zełenski jest pro-banderowski – nagle od lewa do prawa wszyscy wypowiadają się na temat Ukrainy. A tymczasem tylnymi drzwiami wprowadzany jest nam bandycki pakt migracyjny, którego jedynym celem jest zdestabilizowanie państwa, które i tak zostało już rozprzedane przez obecnych rządzących.”

Braun wskazuje, jak działa ten mechanizm: wielkie tematy zastępcze (jak wojna na Ukrainie) zajmują uwagę opinii publicznej, podczas gdy w tle wprowadza się rozwiązania uderzające w samą istotę państwa narodowego. Pakt migracyjny nie powstał po to, by pomagać komukolwiek. Powstał po to, by osłabić kraje, które jeszcze bronią swojej tożsamości.

Rozwadnianie narodu nie jest przypadkiem – to celowa polityka. Decyzje o tym, kto mieszka w Polsce i jakie ma prawa, mają zapadać w Brukseli, a nie w Warszawie.

Polexit – jedyna droga ratunku

Polska była – zdaniem Brauna – oszukiwana etapami: najpierw w sprawach gospodarczych, potem prawnych, a teraz demograficznych. Pakt migracyjny jest kolejnym, bardzo zaawansowanym etapem tego procesu. Jeśli nie zareagujemy radykalnie, skutki będą nieodwracalne.

Braun ostrzega przed naiwnością tych, którzy wciąż wierzą, że „jakoś to będzie”. Nie będzie. Albo odzyskamy kontrolę nad własnym krajem, albo staniemy się biernymi świadkami jego demograficznej i kulturowej transformacji – co w praktyce oznacza koniec naszego narodu jako wspólnoty historycznej i kulturowej, i zakończenie pięknego dzieła pokoleń zwanego Polską.

Wybór należy do nas.

Spielberg, UFO, bogi – a BÓG. Zdarta płyta new age’owskiej propagandy.

„Dzień objawienia”.

Zdarta płyta

new age’owskiej propagandy

13 czerwca 2026 Piotr Relich pch24./dzien-objawienia-zdarta-plyta-new-ageowskiej-propagandy

Jeżeli ktoś jeszcze zastanawiałby się, o co chodzi z tym całym cyrkiem UFO, Steven Spielberg w najnowszym filmie o obcych nie pozostawia żadnych wątpliwości. Wiara w istnienie istot pozaziemskich – mówiąc dyplomatycznie – ma „wzbudzić wątpliwości” wobec naszych przekonań religijnych.

Od niedawna świat pop-kultury przeżywa coś na kształt renesansu UFO. Co ciekawe, bezpośredni asumpt dla ponownego zainteresowania osobliwą modą dostarczyła polityka. Z zupełnie nieznanych powodów, urzędnicy Pentagonu zaczynają zeznawać w świetle kamer, Donald Trump ujawnia ściśle tajne dokumenty Białego Domu, a J.D. Vance chodzi po mediach dzieląc się swoimi, jakże istotnymi w obecnej sytuacji międzynarodowej, przemyśleniami. I choć same materiały źródłowe nie dostarczają żadnych przełomowych rewelacji, mit UFO – jak każdego fenomenu kulturowego o potencjalnie nadprzyrodzonych charakterze – żyje swoim własnym życiem, niejako obok faktów, zdobywając wciąż nowych sympatyków na całym świecie.

Nic dziwnego, że również Hollywood stara się kuć żelazo póki gorące, wyznaczając do swojej najnowszej superprodukcji sprawdzonego weterana kina, Stevena Spielberga. Tym razem jednak, w odróżnieniu od poprzednich hitów z obcymi w roli głównej, ludzkość nie jednoczy się we wspólnym wysiłku odparcia pozaziemskiej inwazji. „Dzień objawienia” tym różni się od poprzedników, że dotyka dużo głębszych pokładów ludzkiej wrażliwości, wprowadzając widza w stan niemal filozoficznej refleksji.

Sam reżyser podkreślał w wywiadach, że jego film może „wpłynąć na podstawowe przekonania”, które wyznaje wielu z nas. „Czy Bóg jest naszym Bogiem tylko na tej planecie? A może jest bogiem każdego systemu, w którym istnieje cywilizacja i inteligentne życie, a nawet życie w pewnej fazie rozwoju?” – pytał w wywiadzie dla CBS. Spielberg, który sam wychował się w rodzinie wyznającej judaizm reformowany, ujawnił również, że choć film jest dziełem fikcyjnym, on sam wierzy, że kosmici rzeczywiście odwiedzili Ziemię.

„Opierając się na poszlakach zebranych przez całe moje życie, na wszystkich, których słuchałem, na każdym obejrzanym przeze mnie filmie dokumentalnym oraz na wszystkich zeznaniach przed Kongresem, które słyszałem, jestem absolutnie przekonany, że byli tutaj i że nadal tu są” – przyznał. „Kto wie, może zawsze tu byli”, sugerował tajemniczo.
I rzeczywiście, zaprezentowane w filmie kontakty z istotami pozaziemskimi mają w sobie coś z mistycyzmu. Obcy Spielberga oferują wybrańcom, niczym Duch Święty, dar rozumienia języków i czytania w sercu, napełniają wiarą, nadzieją i miłością, oraz dosłownie ratują ludzkość od III wojny światowej. 

Spielberg wprost nadaje wydarzeniom wymiar religijny, wprowadzając postać zakonnicy (w tej roli Elizabeth Marvell) oraz byłej nowicjuszki Jane (Eve Hewson). Postawione przed faktem istnienia obcych, zadają w pierwszej kolejności pytania o charakterze teologicznym (swoją drogą ciekawe, że do ukazania podobnych rozterek nigdy nie służą wyznawcy judaizmu).
Dla Jane, która utraciła wiarę w boskość Chrystusa, „objawienie” kosmitów oznacza przede wszystkim zburzenie religijnych narracji trzymających w ryzach cywilizacyjny porządek. Dziewczyna obawia się, że na skutek bliskiego spotkania trzeciego stopnia, „ludzie odwrócą się od Boga”, a wraz z utratą wiary zawali się cały porządek etyczny i moralny. Zupełnie inne podejście sugeruje siostra Maura (Marvell), przekonując, że istnienie obcych wcale nie musi przeczyć prawdom wiary, ponieważ Pan Bóg ma swoje plany również wobec innych światów. Ostatecznie obcy Spielberga zakładają nową, światową religię pokoju, a ich pierwsze słowa skierowane do gatunku ludzkiego brzmią: „Posłuchajcie”.

Stare herezje w latającym spodku

Przesłanie filmu, podobnie współczesne opowieści na temat obcych cywilizacji, od nieżyjącego już guru „religii UFO” Ericha von Dänikena, po rodzimych „ufologów” pokroju Roberta Bernatowicza, na kilometr pachną starym, dawno skompromitowanym New Age’em. W tym przypadku miejsce „duszy”, „wewnętrznego ja” czy „boskiego kosmosu”, zajmuje technologiczno-probabilistyczna frazeologia, dostosowana do zsekularyzowanego człowieka XXI wieku. Cuda, magia i zjawiska nadprzyrodzone mają być efektem działania kosmicznej technologii, odpowiadającej za fenomeny, które znamy pod postacią daru bilokacji, stygmatów czy opętania. Zbawienie zaś polega nie na przekroczeniu własnej natury wraz z Chrystusem, ale odkryciu i wdrożeniu w życie ewolucyjnej „supermocy” w postaci…empatii. 

Choć Kościół katolicki oficjalnie nie rozsądza na temat istnienia istot pozaziemskich, jednocześnie ostrzega przed możliwością wykorzystania „wiary w UFO” do uderzenia w prawdy katolickie. „New Age zostało zaludnione dziwnymi i egzotycznymi bytami, mistrzami, adeptami, istotami pozaziemskimi, jest to miejsce psychicznych mocy i okultystycznych tajemnic, spisków i tajnego nauczania” – ostrzega Stolica Apostolska w broszurze „Jezus Chrystus Dawcą Wody Żywej” z 2003 r.

Szczególne miejsce w podobnych nurtach zajmuje postać tzw. Kosmicznego Chrystusa, czyli wzorzec, który może być powielany w wielu ludziach, miejscach i czasach, który niesie w sobie ogromną zmianę paradygmatu. To klasyczna pułapka new age’owskich teorii, które „w jakiś sposób zaprzeczają historii i nie akceptują faktu, że duchowość może być zakorzeniona w czasie lub w jakiejś instytucji. Jezus z Nazaretu [w tej optyce – red.] nie jest Bogiem, ale jednym z wielu historycznych przejawów kosmicznego i uniwersalnego Chrystusa”.

Tymczasem według wiary chrześcijańskiej, Jezus Chrystus nie jest wzorcem, ale „osobą boską, której ludzko-boska postać odkrywa tajemnicę miłości, jaką Ojciec żywi dla każdej osoby od początku całej historii ludzi (Jan 3,16)”. 

Wcielenie, choć miało znaczenie dla całego wszechświata, dokonało się w konkretnym miejscu i czasie. My zaś zostaliśmy wezwani do budowania relacji z Bogiem, doświadczonym „we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu” (Hbr 4, 15). Odrzucenie tej perspektywy prowadzi w króliczą norę dalszych rozważań na temat spraw ostatecznych: skoro Pan Bóg nie zbawia obcych, to czy pozostają wolni od grzechu pierworodnego, a zatem są dużo doskonalsi od istot ludzkich? (właśnie taki obraz obcych wyłania się z filmu Spielberga).

A jeżeli zbawia, to co z wyjątkową pozycją Matki Bożej – Królowej Nieba i Ziemi, skoro na innych planetach mogą istnieć inne „matki” Boga? Widzimy wyraźnie, że nawet bez przesądzania o istnieniu kosmitów, nawet sama dyskusja na ten temat potrafi potężnie wstrząsnąć samymi fundamentami wiary chrześcijańskiej. I być może właśnie o to chodzi. 

Epstein wiecznie żywy

I tak główni bohaterowie filmu, Margaret (Emily Blunt) i Daniel Kellner (Josh O’Connor) okazują się ostatecznie posłańcami obcych, którzy przybywają do naszego świata z „dobrą nowiną”. Co ciekawe, obaj bohaterowie zostają w dzieciństwie uprowadzeni przez UFO, objawiające się pod postacią niemal bajkowych, dysney’owskich zwierzątek – jelenia, szopa, lisa i ptaka. Poprowadzeni do czarodziejskiego domu Jasia i Małgosi (dokładnie takie określenie pada w filmie), który okazuje się laboratorium obcych, zostają poddani eksperymentom. Po spotkaniu w dorosłym życiu, mimo koszmaru jaki przeżyły, ostatecznie zostają ich wiernymi emisariuszami i pałają do nich bezgraniczną miłością. 

Powyższy wątek fabularny niepokoi szczególnie w kontekście licznych skandali pedofilskich w samym Hollywood, nie mówiąc już o ujawnionych związkach amerykańskiej elity artystycznej z nieżyjącym pedofilem-sutenerem Jeffreyem Epsteinem. Przedstawienie motywu nieletnich ofiar nadużyć (wszak obcy nie pytali o zgodę) wdzięcznych swoim oprawcom, w naszej post-epsteinowskiej rzeczywistości może budzić tylko najgorsze skojarzenia.

Na koniec jeszcze jeden interesujący fakt. W niektórych środowiskach katolickich dominuje przekonanie, że za fenomenem UFO mogą stać demony, pragnące zwieść ludzkość. [?? A są takie, katolickie, które temu zaprzeczają? md]. Dokładnie w ten sposób argumentował zasłużony amerykański egzorcysta, Stephen Rossetti. Za swoje wypowiedzi został pozbawiony stanowiska przez metropolitę Waszyngtonu, kard. Roberta McElroya.

Zastanówmy się jednak, czy gdyby rzeczywiście pod postacią obcych chciały objawić się upadłe anioły, z wszystkimi tego dramatycznymi konsekwencjami, czy nie postąpiłyby podobnie jak w filmie Spielberga?

Piotr Relich

Na Zachodzie nie chcą rodzić dzieci

Na Zachodzie nie chcą rodzić się dzieci

Nowy raport brytyjskiego ‚Daily Mail’  bije na alarm: wskaźnik urodzeń w Anglii i Walii spadł do najniższego poziomu od dziesięcioleci, a cztery na dziesięć noworodków ma obecnie co najmniej jednego rodzica urodzonego za granicą.

To, co staje się widoczne w Wielkiej Brytanii, nie jest jednak odosobnionym przypadkiem, lecz symptomem znacznie większego problemu: Zachód znajduje się w samym środku historycznego załamania demograficznego.

Zamieszki w Belfaście

Dane z Wielkiej Brytanii ukazują rzeczywistość społeczeństwa, które coraz bardziej traci swoją zdolność do reprodukcji – pod względem ekonomicznym, kulturowym i społecznym. Coraz mniej osób na Zachodzie zakłada rodziny, ma dzieci i coraz mniej wierzy w stabilną przyszłość. Jednocześnie rządy starają się zrekompensować wynikający z tego upadek swoich systemów poprzez stale rosnącą migrację. Zamiast polityki prorodzinnej prowadzona jest polityka demograficzna.

Współczesny Zachód stworzył system, w którym dzieci stały się luksusem dla wielu ludzi. Rosnące koszty mieszkań, niepewność zatrudnienia, stagnacja płac, wysokie podatki, rosnąca samotność i całkowita ekonomizacja życia systematycznie niszczą tradycyjne struktury rodzinne. Do tego dochodzi kultura, która przedkłada konsumpcję, karierę i indywidualizm nad pokolenia, wspólnotę i stabilność.

Rezultat jest dramatyczny: niemal wszędzie w Europie wskaźniki urodzeń są znacznie poniżej poziomu zastępowalności pokoleń. Bez masowej imigracji wiele państw zachodnich już by się kurczyło. Systemy emerytalne, systemy opieki zdrowotnej i rynki pracy są coraz bardziej uzależnione od sztucznego wzrostu populacji poprzez migrację. A to właśnie zmienia społeczeństwa zachodnie w tempie niespotykanym dotąd w historii.

Podczas gdy klasa polityczna publicznie mówi o ‚różnorodności i kosmopolityzmie’, za kulisami widoczna jest o wiele bardziej brutalna rzeczywistość: Zachód najwyraźniej nie jest już w stanie ekonomicznie motywować własnej populacji do posiadania dzieci. Migracja staje się zatem nie tylko strategią rynku pracy, ale także centralnym mechanizmem podtrzymywania funkcjonowania starzejących się społeczeństw.

Krytycy ostrzegają zatem przed niebezpiecznym ślepym zaułkiem. System, który jest zależny od stale rosnącej migracji, aby opóźnić swój gospodarczy i demograficzny upadek, nieuchronnie generuje napięcia społeczne, konflikty kulturowe i dezintegrację polityczną. Jednocześnie przyczyny leżące u podstaw tego zjawiska pozostają nierozwiązane. Ponieważ sednem problemu nie jest migracja.

Sednem problemu jest cywilizacja zachodnia, która staje się coraz potężniejsza technologicznie, ale zaczyna wymierać biologicznie i społecznie. Coraz więcej państw przypomina dziś starzejące się maszyny gospodarcze, które nie są już w stanie funkcjonować bez ciągłego napływu siły roboczej z zewnątrz. Rodziny się rozpadają, dzieci są odkładane na później lub w ogóle nie są planowane, a elity polityczne zachowują się tak, jakby nieograniczona migracja mogła na stałe zastąpić każdy kryzys strukturalny.

Brytyjskie dane to zatem coś więcej niż tylko statystyki. Są one sygnałem ostrzegawczym dla stanu całego Zachodu.

uncutnews.ch/demografischer-kollaps-im-westen-europas-regierungen-ersetzen-kinder-durch-migration

** * * * * * 

ZB: Problemy demograficzne w Europie Zachodniej były już zauważalne w latach 60-tych ub. wieku, w USA nieco później, a w Polsce pierwsze objawy zaczęły być widoczne w II połowie lat 70-tych, powstrzymane przez kryzys gospodarczy i stan wojenny, któremu zawdzięczamy (no tak, nie inaczej) gwałtowny wzrost urodzeń. Dziś te dzieci mają powyżej 40 lat i są (ciągle jeszcze) kołem zamachowym naszej gospodarki.

W latach 90-tych wróciły tendencje spadkowe urodzin. Co było wtedy dziwne? – Żaden polityk nie wypowiadał się w tej sprawie, nikt nie bił na alarm, a poseł, który zaproponował powrót do gomułkowskiego ‚bykowego’, został wyśmiany przez liberalne media.

Podobno 90% licealistek orzekło, że nie chce mieć dzieci w przyszłości. Co prawda życie dokona tu pewnej korekty in plus, ale można przewidywać, że problem demograficzny będzie się pogłębiał. Już dziś widzimy, przynajmniej w dużych miastach, że w wózkach dziecięcych, chroniących przed deszczem i słońcem, przewożone są psy. Czy takie społeczeństwo może się rozwijać? – Marne szanse.

Opracował: Zygmunt Białas