NWO: – Alternatywa dla MFW i Banku Światowego

Alternatywa dla MFW i Banku Światowego

Rozmowa z byłym wiceprezesem Nowego Banku Rozwoju, prof. Paulo Nogueira Batistą Jr

Zapewne jest Pan jednym z niewielu ekonomistów, którzy na podstawie własnych doświadczeń mogą porównać Międzynarodowy Fundusz Walutowy z zupełnie nową instytucją, czyli Nowym Bankiem Rozwoju działającym przy BRICS. Mamy tu zatem zachodnią instytucję finansową i instytucję finansową BRICS. Jakie widzi Pan między nimi różnice?

– Rzeczywiście spędziłem osiem lat w MFW w Waszyngtonie, a bezpośrednio po tym przeprowadziłem się do Szanghaju, gdzie zostałem jednym z członków-założycieli Nowego Banku Rozwoju. Dlaczego stworzyliśmy Nowy Bank Rozwoju? W szczególności dlatego, że MFW nie reagował na konieczność zmian. Były w MFW pewne zmiany w 2008, 2009 i 2010 roku, ale od 2010 roku struktura MFW – i to samo dotyczy Banku Światowego – uległa jakby skostnieniu. Nie przeprowadzano żadnych reform i żadne reformy nie wydawały się realne, prawdopodobne w możliwej do przewidzenia przyszłości. W pewnym momencie – myślę, że było to jakoś w 2011 czy w 2012 roku – grupa BRICS zdała sobie sprawę, że powinna zająć się tą kwestią.

Nie chodziło o opuszczenie MFW i Banku Światowego, których członkami wszystkie jej kraje nadal pozostawały, lecz o stworzenie pewnej alternatywy. Udało się to zrobić. Przeprowadziłem się do Szanghaju w 2015 roku i zostałem tam do 2017 roku. Podjęliśmy próbę stworzenia czegoś nowego. Nowy Bank Rozwoju, nazywany bankiem BRICS, tak naprawdę dopiero zaczyna działać. Nawet dziś, po 10 czy 11 latach od jego powstania, nadal tylko próbuje stać się silną instytucją. Budowa instytucji wielostronnej nie jest prostym zadaniem. Grupa BRICS nigdy wcześniej czegoś takiego nie robiła. Uczymy się na własnych błędach. Jestem rozczarowany tempem naszych postępów. Podam jeden przykład. Mieliśmy stworzyć bank globalny, a tymczasem mamy tylko 10 członków i o zasięgu globalnym nie sposób tu mówić. Mamy pięciu członków-założycieli BRICS i jeszcze pięć innych krajów, które dołączyły nieco później. Tymczasem musimy mieć znacznie więcej członków. Nie wiem co na to powiedziałaby Polska. Może Polska zechciałaby do nas dołączyć. Bank jest otwarty na wszystkie rynki wschodzące i kraje rozwijające się, bez żadnych wyjątków. Jest też otwarty na kraje zachodnie, które zechciałyby być kredytodawcami, na kraje o wysokich dochodach, które gotowe są do udzielania pożyczek. Na razie takowych nie mamy, za wyjątkiem Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które są krajem o wysokich dochodach, ale to nieco inny przypadek. Wszyscy pozostali członkowie to państwa o średnich lub niskich dochodach. Uważam, że Polska byłaby niezłym kandydatem, choć nigdy nie słyszałem, by bank się do niej zwracał.

Nawiasem mówiąc, to bardzo ciekawe, bo mamy pewne podobieństwa między krajami Ameryki Łacińskiej a Polską, jeśli chodzi o politykę Międzynarodowego Funduszu Walutowego a także Banku Światowego wobec nich. Mam tu na myśli warunki pożyczek. Jak wiemy w latach 1980-tych pojawiło się pojęcie konsensusu waszyngtońskiego odnoszące się do krajów latynoamerykańskich. Zaraz po rozpadzie bloku wschodniego, w początkach naszej transformacji, nam również MFW i Bank Światowy stawiały podobne warunki. Czy Pana zdaniem Międzynarodowy Fundusz Walutowy i inne instytucje finansowe kontrolowane przez Zachód nadal narzucają warunki określone w przeszłości mianem konsensusu waszyngtońskiego?

– Sądzę, że one nadal obowiązują. Mamy do czynienia z instytucjami bazującymi w Waszyngtonie, z MFW i Bankiem Światowym, które kontrolowane są przez Stany Zjednoczone i największe kraje zachodnioeuropejskie oraz przez Japonię. Te trzy ośrodki wraz z Kanadą i Australią dominują w MFW i Banku Światowym. To zachodni system kontroli. Kraje Ameryki Łacińskiej nie mają do niego dostępu. Co w związku z tym robimy? Unikamy jak tylko można korzystania z tych kredytów, bo ich warunki makroekonomiczne często nie mają nic wspólnego z potrzebami naszych krajów. Brazylia od wielu lat unika już Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Jeśli się nie mylę, ostatnie programy przez niego finansowane zamknęliśmy w 2013 roku, a może nawet wcześniej. Słabsze kraje Ameryki Łacińskiej nadal jednak zabiegają o jego wsparcie. Polska to przypadek szczególny, bo otrzymywała ona wsparcie z linii kredytowej określanej mianem Elastycznej Linii Kredytowej, którą współtworzyłem i która charakteryzuje się niewygórowanymi warunkami. Polska była jednym z niewielu krajów mogących z niej korzystać. Świadczyło to o jej potencjale. Generalnie jednak sądzę, że Polska jest także jednym z tych krajów, które czują się w funduszu niereprezentowane na odpowiednim poziomie. Polska i Szwajcaria dzielą się stanowiskiem dyrektora wykonawczego, ale jest to zaledwie jedno z 25 stanowisk kierowniczych. Myślę, że strona polska nie jest z tego zadowolona. Może nie w takim stopniu jak Ameryka Łacińska, ale również nie jest usatysfakcjonowana sytuacją w MFW i Banku Światowym.

Owszem, było tak szczególnie w latach 1990-tych, kiedy postawiono nam warunki w postaci deregulacji czy prywatyzacji dużej części naszej gospodarki. W tamtych czasach cała ta agenda neoliberalna została narzucona krajom, takim jak Polska, z zewnątrz. Chciałbym jednak teraz zapytać o Nowy Bank Rozwoju. Czy istnieją jakieś warunki, jakie musi spełnić kraj zainteresowany współpracą z tym bankiem?

– Cóż, zazwyczaj bank udziela pożyczek krajom członkowskim. W kilku wyjątkowych przypadkach udzielił kredytów krajom spoza tego grona. Zazwyczaj jednak wspiera kraje członkowskie. Stworzyliśmy ten bank właśnie po to, by nie tworzyć żadnych warunków dodatkowych. Taki był nasz cel. Oczywiście, bank musi zaakceptować każdy projekt. Projekty te muszą mieć zdrowe podstawy. Jednak gdy negocjujemy je z krajami członkowskimi, stawiamy akcent na poszanowaniu ram polityki i priorytetów politycznych kraju będącego kredytobiorcą. To odróżnia nas zdecydowanie od Banku Światowego i MFW. Bank Światowy stara się przekształcać kraje, którym pożycza pieniądze, zgodnie z polityką prowadzoną w Waszyngtonie. To samo dotyczy MFW. Tymczasem Nowy Bank Rozwoju może jeszcze nie dokonał jakiegoś przełomu, ale postawił przed sobą pewne cele. Są one częścią jego strategii, zapisane zostały w tekście porozumienia tworzącego bank. Mam trochę wątpliwości, odpowiadając na Pańskie pytanie, bo jednym ze słabych punktów Nowego Banku Rozwoju jest brak przejrzystości. Tym samym, nie będąc już wewnątrz banku – tak jak ja – nie wiesz tak naprawdę co się w nim dzieje. Nawiasem mówiąc, jedną z przyczyn braku transparentności jest to, że przekazaliśmy odpowiedzialność za tą kwestię Rosjanom. Rosjanie to wspaniali ludzie, ale przejrzystość nie jest ich specjalnością. Wręcz przeciwnie – zajmują się oni zwalczaniem walki informacyjnej i ukrywaniem pewnych rzeczy. Bank jest zatem bardzo zamknięty. Nie tylko zresztą przez Rosjan, ale to właśnie oni przyłożyli do tego rękę. Obecnym prezesem Nowego Banku Rozwoju jest była prezydent Brazylii Dilma Rousseff, z pochodzenia częściowo Bułgarka. Rousseff ma bardzo wysokie kwalifikacje. Była prezydentem naszego kraju. Sądzę, że posuwa ona sprawy banku do przodu. W czerwcu prawdopodobnie wybiorę się do Szanghaju i spróbuję przyjrzeć się pracy banku. Jako jeden z jego członków-założycieli jestem szczególnie zainteresowany jego powodzeniem.

Jakie były Pańskim zdaniem najpoważniejsze przeszkody, które stanęły przed nowymi krajami planującymi bądź zamierzającymi dołączyć do Nowego Banku Rozwoju, powodujące, że jeszcze one tego nie zrobiły?

– Sam się nad tym zastanawiam, bo od czasów, gdy tam pracowałem, staramy się bardzo mocno o rozszerzenie. Prowadziłem rozmowy z ponad 50 krajami na świecie, przekonując je do dołączenia do banku. Po tym jak odszedłem ze stanowiska, mieliśmy pewien problem. Była nim po raz kolejny Rosja. Rosjanie chcieli korzystać z kredytów Nowego Banku Rozwoju na swoje potrzeby i obawiali się, że jej przeciwnicy uzyskają członkostwo w banku. To dlatego Rosja blokowała wszelkie negocjacje. Kolejnym problemem są Indie, ponieważ obawiają się one dołączenia do banku państw związanych z Chinami, co osłabiłoby ich pozycję w tej instytucji. Wielka szkoda.

Gdy pracowaliśmy nad tekstem porozumienia o utworzeniu banku, zawarliśmy w nim punkt nie pozwalający na tryb podejmowania decyzji w drodze konsensusu, bo w przypadku metody konsensusu, rozumianej restrykcyjnie jako jednomyślność, każdy kraj członkowski miałby prawo weta. Tak jest w tekście porozumienia. Ale w praktyce bank za każdym razem proceduje w ramach zasady konsensusu. Jeśli zatem Rosja jest temu przeciwna, żaden nowy kraj nie może zostać przyjęty. Podobnie się dzieje, gdy przeciwne są Indie. Niemal nigdy nie przeprowadza się głosowania mogącego odrzucić weto sprzeciwiającego się kraju, a to prowadzi do paraliżu. Wiąże się to z faktem, że wiele naszych krajów – za wyjątkiem Chin – jest na etapie starania się o status istotnych podmiotów w stosunkach międzynarodowych. Dotyczy to wszystkich, poza Chinami, krajów-założycieli Nowego Banku Rozwoju. Ale jak już powiedziałem – mam nadzieję, że ruszymy naprzód. Jest wiele innych przykładów instytucji międzynarodowych, które zaczynały bardzo słabo i nieśmiało, a później dynamicznie się rozwinęły. Jednym z nich jest bank u nas, w Ameryce Łacińskiej, CAF, czyli Comunidad Argentina de Fomento. Zaczynał bardzo skromnie, a dziś jest jednym z największych wielostronnych banków działających na rzecz rozwoju na świecie, choć wciąż jest mało znany, nawet w Ameryce Łacińskiej.

Skoro jesteśmy przy Ameryce Łacińskiej, chciałbym Pana zapytać o możliwości rozszerzenia w przyszłości grupy BRICS. Pamiętamy, że zanim nastąpiły tam polityczne zmiany gotowość do akcesji zgłaszała Argentyna. Czy dostrzega Pan jeszcze jakieś inne kraje latynoamerykańskie gotowe do dołączenia do tej grupy?

– Już dawno zaakceptowane zostało członkostwo Urugwaju. Ostatnio słyszałem, że parlament urugwajski ma jakieś problemy z ratyfikacją umowy akcesyjnej. To bardzo przykra wiadomość. Mam nadzieję, że uda się je przezwyciężyć. Kolejny kraj to Kolumbia. Kolumbia przyłączyła się do banku, sporo do niego wnosząc. A co do Argentyny – ma Pan na myśli sam bank, czy cały blok polityczny?

Blok polityczny, a właściwie polityczno-gospodarczy. Mam na myśli samą grupę BRICS. Ale chodzi mi także o bank.

– Członkami banku są Urugwaj i Kolumbia. Argentyna otrzymała zaproszenie do dołączenia do bloku politycznego, ale na szczęście to zaproszenie odrzuciła. Gdybyśmy bowiem mieli teraz Argentynę z Milei’em podporządkowanym bezpośrednio Trumpowi w procesie integracyjnym grupy BRICS, stanowiłaby ona poważny problem wewnętrzny, szczególnie w obliczu faktu, że grupa ta również działa na zasadzie jednomyślności. Argentyna byłaby w tej sytuacji poważnym elementem blokującym. Jak zapewne Pan wie, kolejnym zaproszonym krajem, który na zaproszenie nie odpowiedział, jest Arabia Saudyjska. Tu również dobrze się stało, bo Arabia Saudyjska jest dziś w obozie zachodnim, co widać szczególnie wyraźnie w kontekście wojny przeciwko Iranowi. Jak jesteśmy już poza Ameryką Łacińską, to kolejnym – poza Iranem – krajem, który otrzymał zaproszenie i je przyjął, były Zjednoczone Emiraty Arabskie. Zastanawiam się kto wpadł na pomysł, by wystosować zaproszenie dla Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Owszem, jest to kraj o wysokich dochodach, kraj bogaty, ale geopolitycznie nie ma on kompletnie nic wspólnego z BRICS. Muszę to sprawdzić, ale wydaje mi się, że przyjęcie ZEA promowane było przez Indie. Indie same stanowią obecnie problem dla BRICS.

Tak, to ciekawa kwestia. Chodzi mi o Indie nie w wymiarze ekonomicznym, lecz politycznym – z ich stosunkiem do Iranu, z ich poparciem dla niektórych działań izraelsko-amerykańskiej koalicji walczącej z Iranem. To co najmniej dziwne. Na przykładzie Indii, chciałbym zapytać Pana czy w obliczu sprzeczności wewnętrznych w bloku BRICS jego dalsza integracja jest w ogóle możliwa?

– To zawsze stanowiło problem, ale teraz stał się on jeszcze większy w związku z coraz poważniejszą sytuacją geopolityczną i militarną po ataku na Iran. Indie mogą budzić niepokój z co najmniej dwóch powodów. Jednym z nich są ich związki z Izraelem. Jak to możliwe, że krótko przed atakiem na Iran premier Modi składa wizytę w Izraelu, ściskając się ze zbrodniarzem wojennym Netanjahu i przemawiając na forum Knesetu? Gdybym był Hindusem, byłoby mi wstyd. To naprawdę skandaliczne. To zachowanie niegodne członka BRICS, bo BRICS miało być grupą krajów postulujących reformy. Nie miała to być grupa antyzachodnia, ale jednak próbująca stworzyć alternatywę dla Zachodu, niekoniecznie przy tym wchodząc z nim w konflikt.

Jak wspomniałem, Iran jest członkiem BRICS. Wygląda na to, że Iran pasuje do BRICS bardziej niż Indie, choć to Indie były jednym z państw-założycieli grupy. Problem polega na rządach Modiego. Rząd Modiego jest z tego punktu widzenia znacznie gorszy od gabinetu poprzedniego premiera, Manmohana Singha. Singh wspierał powstanie Nowego Banku Rozwoju. Wystąpił z tym pomysłem w imieniu Indii, a inne kraje poparły tą ideę. Obecne Indie to zupełnie coś innego. Nie jestem w stanie usprawiedliwić tego, co robią, ale próbując to wyjaśnić w największym skrócie – Indie mają kłopoty z Pakistanem z jednej strony, a z Chinami – z drugiej. Nie mogą już bazować na dobrych relacjach z Rosją, jak to było w przeszłości. I nie chodzi o to, że ich stosunki z Rosją są jakoś wyjątkowo złe, ale Rosja bardzo zbliżyła się do Chin, szczególnie po inwazji na Ukrainę. Rosja nie jest już zatem dla Indii tak bliskim partnerem. W którym zatem kierunku spoglądają Indie? Patrzą na Stany Zjednoczone, bo obawiają się Chin. Modi pogorszył jeszcze sytuację przez swój stosunek do mniejszości muzułmańskiej. Indie muszą zatem prowadzić politykę równowagi, ale ostatnio zbliżają się bardzo do Stanów Zjednoczonych. Dzieje się to pomimo faktu, że w ubiegłym roku Trump wbił im nóż w plecy pod postacią wprowadzenia bardzo wysokich ceł. Mimo to Indie nadal stawiają na Stany Zjednoczone. To tragiczne, bo w 2026 roku Indie przewodniczą BRICS, całemu procesowi integracji grupy. Czego można się po takim przewodnictwie Indii spodziewać? Niczego, zera i jeszcze raz zera. Choć jako Brazylijczyk mógłbym powiedzieć, że brazylijskie przewodnictwo w grupie w ubiegłym roku też okazało się porażką i wielkim rozczarowaniem. Nie mam więc większego prawa do zbyt ostrego krytykowania Indii. Spójrzmy jednak na to, czego możemy się spodziewać. W 2027 roku przewodnictwo obejmą Chiny. Mogę mieć jedynie nadzieję, że w przyszłym roku Chiny zrobią o wiele lepszą robotę niż Indie i Brazylia. Indie mają jeszcze wciąż czas. Biorąc jednak pod uwagę ich relacje z Izraelem, a przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi, nie spodziewałbym się po nich niczego szczególnego.

Uważa Pan zatem, że to Chiny mogą stać się głównym motorem napędowym integracji BRICS?

– Uważam, że takimi największymi motorami napędowymi są Chiny i Rosja, a także Iran. Rosja i Chiny to olbrzymie kraje, które okazały się odporne na presję Zachodu. Chiny pokazały wspaniały przykład jak można radzić sobie z Amerykanami, gdy w ubiegłym roku odpowiedziały na politykę celną wprowadzoną przez Trumpa. Z kolei Rosja udowadnia, że zasługuje na szacunek, na polu walki. To samo robi Iran. Szczerze mówiąc, nie da się powiedzieć tego samego o innych krajach BRICS. Mówiłem już o Indiach. Jednak równie słabymi ogniwami okazują się Afryka Południowa i Brazylia. Dlaczego? Bo tu, w Brazylii, mamy sporą, bogatą mniejszość zapatrzoną w Europę, a w szczególności w Stany Zjednoczone. Jej przedstawiciele uważają, że jesteśmy częścią Zachodu. Tymczasem Brazylia częścią Zachodu nie jest. Brazylia jest częścią Globalnego Południa. Geograficznie znajduje się na zachodzie, ale geopolitycznie nie jest uznawana przez kraje zachodnie za równorzędnego partnera. Dlatego jesteśmy w BRICS. W Brazylii nie ma jednak w tej kwestii konsensusu. Gdy nasz kraj próbował podjąć pewne kroki w zeszłym roku, podniosła się opozycja, zaś groźby wysuwane przez Trumpa przestraszyły również wielu członków rządu. Nie chodzi o prezydenta Lulę, ale o wielu jego ministrów przerażonych groźbami Trumpa. Niestety, zapewne z uwagi na to, nasze działania w BRICS były sparaliżowane.

Przejdźmy do kolejnego pytania o Amerykę Łacińską. Gdy czytamy strategię Stanów Zjednoczonych, widzimy że deklarują one wprost powrót do doktryny Monroe. Niektórzy komentatorzy twierdzą nawet, że mamy doktrynę nazywaną przez nich doktryną Donroe, która jest znacznie bardziej agresywna od swego historycznego odpowiednika. Niektórzy analitycy utrzymują, że Brazylia jest jedynym krajem zdolnym do przeciwstawienia się koncepcji dominacji Stanów Zjednoczonych nad półkulą zachodnią. Czy uważa Pan, że brazylijski potencjał mógłby stać się rdzeniem dla niepodległej Ameryki Łacińskiej?

– Dokładnie przeczytałem oba dokumenty strategiczne upublicznione przez Stany Zjednoczone – strategie narodową z ubiegłego roku oraz strategię obronną ze stycznia tego roku. Oba podkreślają potrzebę hegemonii Stanów Zjednoczonych na półkuli zachodniej. Półkula zachodnia jest w nich rozumiana jako przestrzeń rozciągająca się od Grenlandii po Patagonię. Traktują ją całościowo. W moim przekonaniu atak na Wenezuelę na początku stycznia tego roku stanowił jej wcielenie w życie. To było naprawdę coś skandalicznego. Nigdy jeszcze nie było podobnej agresji na Amerykę Południową. Stało się to po raz pierwszy na przestrzeni bardzo długiej już historii. Było to szokujące, szczególnie dlatego, że – powiedzmy sobie szczerze – Stany Zjednoczone zrobiły to prawie bez żadnych kosztów lub poniosły koszty bardzo niewielkie, i kontrolują dziś rząd Delcy Rodriguez, która stała się wasalem Amerykanów. To naprawdę poważny problem. Jednak kiedy przeczytamy strategię Stanów Zjednoczonych, przekonamy się, że nie jest prawdą, że – jak niektórzy twierdzą – Amerykanie ograniczają się do półkuli zachodniej. Owszem, chcą sprawować nad nią kontrolę, jednak nie zrezygnowały ze swojego najważniejszego celu, jakim jest status hegemona globalnego. To dość oczywiste. Potwierdzają to ich kolejne działania, w tym przeciwko Iranowi. Stany Zjednoczone nie ograniczają się do półkuli zachodniej. A kogo mamy na tej półkuli zachodniej? Na Kanadę nie można liczyć. Kanada jest istotnym krajem, ale zależna jest od Stanów Zjednoczonych.

Gdy popatrzymy na południe, to obecnie które z krajów nie są związane z Trumpem? Jest Kolumbia, jest Brazylia i jest jeszcze Meksyk. Mamy jeszcze Nikaraguę i Kubę. I to chyba wszystko. Reszta jest już podporządkowana Trumpowi i jego doktrynie, doktrynie Donroe, jak Pan to nazwał. Najlepiej widać to na przykładzie Milei’a, ale mamy wiele innych przypadków.

Dlatego dla Brazylii tak istotne jest odgrywanie niezależnej roli. Nie chciałbym tu opowiadać się za żadnym ugrupowaniem. Nie jestem członkiem partii prezydenta Luli. Jestem często wobec niego bardzo krytyczny. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że opozycja przeciwko niemu w nadchodzących wyborach prezydenckich w tym roku to ludzie Trumpa w Brazylii, czyli syn byłego prezydenta Bolsonaro Flávio Bolsonaro, bardzo mocno obawiam się reelekcję Luli. Wciąż jest on faworytem sondaży, ale różnica jest niewielka. Tymczasem z punktu widzenia Donalda Trumpa i Stanów Zjednoczonych najlepszym, najłatwiejszym sposobem przejęcia kontroli nad półkulą zachodnią byłoby pokonanie Luli w wyborach, które odbędą się w październiku tego roku. Z geopolitycznego punktu widzenia wybory w Brazylii mogą być decydujące dla całego świata. Wcześniej odbędą się również bardzo istotne wybory w Kolumbii. Jeśli zdoła w nich wygrać następca prezydenta Petro, Kolumbia pozostanie w naszym obozie, co jest bardzo ważne.

Powiem jeszcze krótko, że naprawdę znakomita jest Claudia Sheinbaum, prezydent Meksyku, kobieta, Żydówka. Robi świetną robotę. Musimy zdawać sobie przy tym sprawę, że w sensie gospodarczym Meksyk jest bardzo mocno uzależniony od Stanów Zjednoczonych. Mimo to, wykazuje się ona wielką śmiałością w obliczu amerykańskiego dyktatu. Z kolei Kuba jest przykładem niewielkiego kraju, liczącego 10 milionów mieszkańców, podobnie jak Izrael, lecz zdolnego do stawiania oporu sankcjom i naciskom wielkiego supermocarstwa tuż u jej granic, jeszcze od wczesnych lat 1960-tych.

Mam nadzieję, że Brazylia będzie bardziej pomagała Kubie w zachowaniu jej niepodległości. Gdy posłuchamy przywódców kubańskich, dochodzimy do wniosku, że to wspaniali ludzie, bardzo konkretni, bardzo poważni, znacznie lepsi od przywódców w Europie czy w Stanach Zjednoczonych. Szczególnie, gdy popatrzymy na obecną Europę Zachodnią i Stany Zjednoczone. To zadziwiający widok. Naprawdę mam nadzieję, że Kubie uda się wymknąć z pułapki, do której próbuje się ją zagnać. To co teraz powiem jest dość egoistyczne, ale jeden czynnik może tu odegrać korzystną rolę: fakt, że Stany Zjednoczone ugrzęzły w Iranie i na Bliskim Wschodzie, sprawia, że nie mogą one wziąć się za nas. Koncentrują się na innym miejscu. Stany Zjednoczone są jednak potęgą zdolną do działań na różnych frontach jednocześnie. Tak czy inaczej, Iran dowiódł, że nie są one w stanie robić wszystkiego co zechcą, wszędzie, gdzie im się spodoba.

Dziękuję za rozmowę.

———————————————————-

Prof. Paulo Nogueira Batista Jr (ur. 1955 w Rio de Janeiro) – brazylijski ekonomista, w przeszłości m. in. wiceminister planowania, doradca ministra finansów, w l. 2007-2013 – dyrektor wykonawczy Międzynarodowego Funduszu Walutowego, w l. 2015-2017 – jeden z założycieli i wiceprezes Nowego Banku Rozwoju BRICS.

Całość wywiadu dostępna na kanale YouTube Wbrew Cenzurze.

Myśl Polska, nr 21-22 (24-31.05.2026)

Piękny i wielobiegunowy – Nowy Porządek Świata

Piękny i wielobiegunowy – Nowy Porządek Świata

Podał: AlterCabrio , 26 maja 2026

ONZ, pomysł oligarchów, to partnerstwo publiczno-prywatne, w którym rządy narodowe sprowadzone są do roli partnerów, których zadaniem jest umożliwienie międzynarodowym korporacjom osiągnięcia tego, czego pragną. Najwyraźniej zbliżająca się wielobiegunowa globalna dyktatura będzie przyjemniejsza, gdy BRICS „odegra większą rolę” w dyktowaniu wszystkim, co mają robić, za pośrednictwem Rady Bezpieczeństwa ONZ. Brzmi kusząco, muszę przyznać.

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Grafika: AI

Piękny wielobiegunowy nowy porządek świata

Wielobiegunowość oparta na BRICS uratuje nas przed Technokratycznym Państwem Ciemności, znacznie usprawniając proces wdrażania opresyjnego globalnego państwa inwigilacyjnego.

Będzie to wynikiem „poprawy globalnego zarządzania”. Tak przynajmniej wynika z dokumentu BRICS Outcome Document opublikowanego przez indyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych po ostatnim, pasjonującym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych BRICS.

Scentralizowana globalna dyktatura będzie szczęśliwszą, bardziej puszystą wersją nowego porządku świata, tyranią w ramach wielobiegunowego modelu BRICS, ponieważ będzie „bardziej sprawiedliwa, równa, sprawna, skuteczna, wydajna, responsywna, reprezentatywna, prawowita, demokratyczna i odpowiedzialna”. Fantastyczna wiadomość, niewątpliwie przyjęta z zadowoleniem przez tych, których Hrvoje Morić nazywa „multipolarystami” [Multipolaristas].

Choć dokument BRICS brzmi niczym najgorszy rodzaj globalistycznego szmelcu, jaki można sobie wyobrazić, należy pamiętać, że BRICS obiecuje nam „piękny, wielobiegunowy porządek świata, oparty na współpracy przynoszącej korzyści obu stronom”. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że ludzkość musi być pod jakąś scentralizowaną, kierowaną przez oligarchów globalną dyktaturą, która ją zniewala, aby ktokolwiek z nas miał szansę na „wygraną”.

Oczywiście, jeśli chcecie, to śmiało przedzierajcie się przez tę napuszoną propagandę BRICSu (link powyżej), ale mam nadzieję, że zaoszczędziłem wam czasu. Cytaty, którymi się podzielę, zostały opublikowane zbiorowo przez ministrów spraw zagranicznych BRICS – nie ja je wymyśliłem, choć być może chcielibyście, żebym to zrobił.

Kraje BRICS zamierzają wzmocnić „wielobiegunowość” poprzez przestrzeganie „Celów i Zasad Karty Narodów Zjednoczonych (ONZ) w całości”. Głównym celem Karty Narodów Zjednoczonych jest scentralizowanie globalnej władzy politycznej, przede wszystkim w rękach Rady Bezpieczeństwa ONZ, nad wszystkimi państwami narodowymi.

ONZ, pomysł oligarchów, to partnerstwo publiczno-prywatne, w którym rządy narodowe sprowadzone są do roli partnerów, których zadaniem jest umożliwienie międzynarodowym korporacjom osiągnięcia tego, czego pragną. Najwyraźniej zbliżająca się wielobiegunowa globalna dyktatura będzie przyjemniejsza, gdy BRICS „odegra większą rolę” w dyktowaniu wszystkim, co mają robić, za pośrednictwem Rady Bezpieczeństwa ONZ. Brzmi kusząco, muszę przyznać.

Kraje BRICS są w pełni zaangażowane w globalną technokrację — przepraszam, miałem oczywiście na myśli zrównoważony rozwój — ale obawiają się, że „obecne globalne wyzwania są złożone i powiązane ze sobą” i że ta globalnie powiązana złożoność może „utrudniać wzrost gospodarczy i zrównoważony rozwój”.

Rozwiązaniem tego problemu jest oczywiście uznanie „współczesnych realiów świata wielobiegunowego” i dążenie do „bardziej sprawiedliwego globalnego zarządzania”. To musi być prawdą, bo właśnie tego chce Światowe Forum Ekonomiczne, a któż mógłby się z tym nie zgodzić? Z pewnością nie ministrowie spraw zagranicznych państw BRICS.

Ministrowie BRICS martwią się również o „pokój i bezpieczeństwo”. Biorąc pod uwagę, że Iran jest państwem członkowskim BRICS, które właśnie zostało zaatakowane przez rządy USA i Izraela bez wyraźnego powodu, można by pomyśleć, że ta zbrodnia wojenna spotka się z gromkim potępieniem ze strony naszych wielobiegunowych wybawców z BRICS. Jednak, jak niedawno donosił Edward Slavsquat, wewnętrzna polityka BRICS oznaczała, że ​​faktyczne wystąpienie przeciwko podżegającym do wojny tyranom było nieco trudne. Dlatego delegaci BRICS postanowili nie wymieniać Iranu z nazwy, aby uniknąć kompromitacji.

Zamiast tego ministrowie spraw zagranicznych „wyrazili głębokie zaniepokojenie ostatnimi wydarzeniami w regionie Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej (MENA)” i zwrócili uwagę na „rozbieżne poglądy niektórych członków”.

Chociaż nie wspomniano konkretnie o ataku na Iran – z przyczyn dyplomatycznych, jak należy rozumieć – Kuba, Syria, Sudan i Liban otrzymały wyróżnienia. Ministrowie spraw zagranicznych państw BRICS podkreślili potrzebę „pokojowego rozwiązania konfliktu poprzez dialog”, „misji pokojowych ONZ” oraz „odbudowy i rozwoju po konflikcie” – jak na przykład w Strefie Gazy.

W odniesieniu do ludobójstwa w Strefie Gazy, ministrowie BRICS wyrazili zbiorowo swoje „poważne zaniepokojenie”. Podkreślili jednak, że niektóre państwa członkowskie BRICS „mają zastrzeżenia” co do państwowości Palestyny.

Zdecydowanie sprzeciwiając się ludobójstwu, politycy BRICS „zaapelowali o wdrożenie odpowiednich rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ i Rady Bezpieczeństwa ONZ”. Zauważyli, że dotyczy to również rezolucji RB ONZ nr 2803, która z zadowoleniem i poparciem przyjmuje zarówno „Kompleksowy plan” na rzecz pokoju w Strefie Gazy z 29 września 2025r., jak i późniejszą „Deklarację na rzecz trwałego pokoju i dobrobytu” z 13 października. To właśnie te rezolucje ONZ wykorzystuje administracja Trumpa, aby przekształcić cmentarzysko dzieci w Strefie Gazy w zliberalizowany plac zabaw dla korporacji międzynarodowych i miliarderów, w ramach specjalnej strefy ekonomicznej.

Popierając technokratyczną „pokonfliktową odbudowę” Gazy, ministrowie spraw zagranicznych państw BRICS ostatecznie zdecydowali się na powtarzanie tych samych frazesów, co każdy inny rząd – poza rządem izraelskim. Ministrowie BRICS opowiadali się za powrotem do „Państwa Palestyńskiego w granicach uznanych przez społeczność międzynarodową z 1967 roku”. No, w każdym razie w pewnym sensie.

Jasne! To im dopiero przyłożyli.

Spotkanie ministrów spraw zagranicznych BRICS w 2026 r. Źródło: LINK

.

Dystopijny „Pakt na rzecz przyszłości” ONZ, obejmujący „Globalny Pakt Cyfrowy i Deklarację przyszłych pokoleń”, nie powinien rujnować życia ludzi żyjących w krajach rozwiniętych.

Nie, nie, według BRICS, populacje „rynków wschodzących i krajów rozwijających się (EMDC), a także krajów najsłabiej rozwiniętych (LDC), zwłaszcza z Afryki, Ameryki Łacińskiej i Karaibów”, również muszą zostać zamknięte w cyfrowym Panoptikonie. Jaki sens ma globalne zarządzanie, jeśli nie wszyscy są przez nie kontrolowani?

Oczywiście, właśnie dlatego transnarodowa, kapitalistyczna oligarchia w ogóle wymyśliła wielobiegunowość. Ale odbiegam od tematu.

Podobnie jak rządy USA, Izraela i Wielkiej Brytanii – a także wszystkich innych państw członkowskich UE, państw członkowskich Five Eyes i Wspólnoty Narodów – rządy państw BRICS są zgodne co do tego, że „technologie informacyjno-komunikacyjne (ICT)” są kluczowymi czynnikami napędzającymi „wzrost społeczno-gospodarczy”.

Dlatego globalna „transformacja cyfrowa” musi ruszyć do przodu. Ponownie, Światowe Forum Ekonomiczne i jego partnerzy – tacy jak ONZ – muszą być gotowi na to, by kraje BRICS entuzjastycznie poparły Czwartą Rewolucję Przemysłową (4IR).

BRICS oferują piękną wielobiegunowość, a nie okropną, autorytarną siatkę kontroli technologicznej, którą obecnie oferują brzydkie zachodnie rządy i ich korporacyjni sponsorzy. Dlatego chwytliwy akronim Schwaba „4IR” nie znajduje się w leksykonie BRICS. 4IR nazywa się „Przemysł 4.0”, żeby nie było nieporozumień.

W globalistycznym żargonie BRICS całkowicie odrębna i wyjątkowa transformacja cyfrowa „Przemysłu 4.0” wymaga stworzenia prężnego ekosystemu start-upów dla firm technologicznych. Różni się to również całkowicie od inspirowanego mrocznym oświeceniem akceleracjonizmu oligarchów z Doliny Krzemowej, ponieważ ma ku temu powody.

Widać, że to nie to samo, ponieważ „cyfrowa infrastruktura publiczna wykorzystująca nowe technologie” będzie „miała na celu przyspieszenie wzrostu gospodarczego opartego na innowacjach”.

Ważne jest, aby zrozumieć, że wielobiegunowość pod przewodnictwem BRICS nadeszła, aby uratować nas wszystkich przed podstępnymi planami transnarodowych kapitalistycznych oligarchów. Nie jest to po prostu kolejny logiczny i od dawna planowany krok na drodze do wyobrażonego „nowego porządku świata”. A zresztą, nawet jeśli tak jest, wielu zwolenników wielobiegunowości twierdzi, że model „nowego porządku świata” Rhodesa/Milnera nie oznacza niczego poza tym, że służy jako ogólny termin dla globalnego zarządzania… A, i że globalne zarządzanie jest konieczne.

Wielobiegunowość ma charakter regionalny, a nie globalny.

Wielobiegunowy porządek świata ma na celu zapewnienie sprawiedliwości i zdrowej konkurencji regionalnej, promowanie pokoju oraz stymulowanie innowacji i lepszych międzynarodowych stosunków handlowych. Wielobiegunowość jest dobra, a każdy, kto twierdzi inaczej, po prostu promuje „Imperium Zachodnie” i prawdopodobnie jest zwolennikiem teorii spiskowych, i który uważa, że ​​wszyscy są w to zamieszani.

Rządy BRICS twierdzą, że budowane przez nie „środowisko ICT” będzie „interoperacyjne”. Wielobiegunowa transformacja cyfrowa Przemysłu 4.0 będzie „bardziej inkluzywna, dostępna, zrównoważona i interoperacyjna” niż cyfrowy gułag 4IR oferowany przez Imperium Zachodnie. Dzieje się tak, ponieważ, jak twierdzą ministrowie spraw zagranicznych BRICS, ich cyfrowy Panoptikon będzie oparty na „globalnie interoperacyjnych wspólnych zasadach i standardach”.

Globalnie interoperacyjne zasady i standardy? Interoperacyjne z czym?

IBM — rzekomo największa na świecie organizacja zajmująca się badaniami przemysłowymi — podkreśla, dlaczego „interoperacyjność”, zwłaszcza między systemami ICT, ma znaczenie:

Interoperacyjność jest możliwa dzięki stosowaniu wspólnych standardów, które definiują sposób formatowania i wymiany danych między systemami. […] Interoperacyjność jest ważna, ponieważ optymalizuje udostępnianie danych między oddzielnymi systemami informacyjnymi, co pomaga zapobiegać powstawaniu silosów danych, […] dzięki czemu można łatwo uzyskać dostęp do rozłączonych zestawów danych, aby osiągnąć wspólny cel.

„Globalnie interoperacyjny” oznacza globalny, nie regionalny.

Można to nazwać „wielobiegunowością”, jeśli się chce, ale sprawowanie globalnego nadzoru nad tym zunifikowanym, interoperacyjnym systemem cyfrowym w celu osiągnięcia „wspólnych celów” to scentralizowana kontrola nad systemem globalnym. W świecie, w którym wszystko – od udostępnianych informacji, przez zarządzanie globalnymi łańcuchami dostaw, po kontrolę międzynarodowego systemu finansowego i monetarnego – jest cyfrowe i interoperacyjne, a jedyne co „wielobiegunowość” sugeruje to globalna dyktatura.

Wielobiegunowość to chwyt marketingowy. Multipolaryści stworzyli fałszywą dialektykę, jak się zdaje w imieniu transnarodowych kapitalistycznych oligarchów. Sugerują, że jeden model globalnej dyktatury jest lepszy od innego. Zachęcają ludzi na całym świecie do zaakceptowania własnego zniewolenia w ramach globalnego, cyfrowego państwa nadzoru. Poważnie argumentują, że wielobiegunowa dyktatura jest lepsza. Ale multipolaryści powiedzieliby, że jestem tylko zachodnim imperialistą analizującym wszystko z mojej zachodniej perspektywy, winnym myślenia zero-jedynkowego i nie dostrzegającym potencjalnego piękna wielobiegunowej współpracy, na której wszyscy zyskują.

Uwypuklając miejsca, gdzie zapędziłem się zbyt daleko, ministrowie spraw zagranicznych państw BRICS dodają, że „wzmocnienie cyfrowego bezpieczeństwa finansowego” jest niezbędne dla lepszego wielobiegunowego globalnego zarządzania. Można to osiągnąć poprzez zacieśnienie „współpracy transgranicznej między organami celnymi, jednostkami wywiadu finansowego, organami ścigania, organami podatkowymi i organami nadzoru”. W tym celu rządy państw BRICS są gotowe do podjęcia działań i przejęcia „przewodnictwa MFW i Banku Światowego”.

Na szczęście wielobiegunowy porządek świata „wzmocni legitymację Grupy Banku Światowego jako lepszej, większej i skuteczniejszej instytucji finansowania rozwoju”. To oznacza koniec globalnej dyplomacji spod znaku pułapki zadłużenia, pomijając to, że nastąpi jej rozszerzenie i jeszcze większa centralizacja kontroli nad nią.

Rządy krajów BRICS z niecierpliwością oczekują pogłębienia „współpracy w zakresie globalnych inicjatyw zdrowotnych, w tym w ramach Światowej Organizacji Zdrowia (WHO)”. Kraje BRICS wydają się być bardzo zainteresowane „Porozumieniem pandemicznym WHO” i mają nadzieję, że „Centrum badawczo-rozwojowe ds. szczepień BRICS” będzie mogło skutecznie przyczynić się do walki z kolejną globalną pandemią, będąc efektem współpracy sektora publicznego i prywatnego.

Ulgę przynosi zatem fakt, że cała ta opresyjna, globalna technokratyczna tyrania „zapewni wszystkim promocję i ochronę demokracji, praw człowieka i podstawowych wolności”. Dzieje się tak, ponieważ w przeciwieństwie do zachodnich rządów, które głoszą dokładnie te same propagandowe bzdury, wielobiegunowy nowy porządek świata pod przewodnictwem BRICS stawia „ludzkość i ludzi w centrum”. To pozostawia ludzkości – obecnie kierowanej przez multipolarystów – swobodę w promowaniu wielobiegunowego nowego porządku świata. Lub, jak to ujęli ministrowie spraw zagranicznych BRICS, „kontakty międzyludzkie” mogą wzmocnić „głos na rzecz większej reprezentacji BRICS w globalnym zarządzaniu”.

Na świecie jest parę osób, które nie są jeszcze do końca przekonane, że piękny, wielobiegunowy porządek świata jest aż tak atrakcyjny. Co więcej, niektórzy posuwają się nawet do publicznego kwestionowania, po co nam w ogóle jakikolwiek porządek świata kierowany przez oligarchów. Bez obaw! Rządy BRICS mogą położyć kres tym nonsensom.

Obawiając się, że „promowanie współpracy BRICS” może spotkać się z pewnym sprzeciwem, ministrowie BRICS twierdzą, że „wyzwania wynikające z i w obrębie sfery cyfrowej” można pokonać. Przyjmując „kompleksowe, zrównoważone i obiektywne podejście” do „bezpieczeństwa” informacji oraz wdrażając „globalnie interoperacyjne wspólne zasady i standardy”, rządy BRICS są przekonane, że poradzą sobie z plagą tego, co uznają za „dezinformację [i] mowę nienawiści”.

Uff, w końcu lepsza globalna cenzura! Może jednak piękny, wielobiegunowy, nowy porządek świata jest kuszący.

Co o tym myślicie?

_______________________

The Beautiful Multipolar New World Order, Iain Davis, May 25, 2026

Warto porównać:

“Wielobiegunowy” świat, czyli państwo sieciowe albo metamorfozy “wybranych”

____________

„Wielobiegunowość” czyli globalna franczyza starego systemu kontroli
Dwa duże zespoły, wyznające niemal identyczne ideologie i wykonujące rozkazy tych samych niewybieranych władz, zaciekle walczące o najmniejszy skrawek gruntu. Spowodują wyborcze bitwy, opierając się na różnicach w ikonografii, frazeologii […]

____________

„Pakt na rzecz przyszłości” czyli jak zdominować masy
Język jest bezpośredni i jednoznaczny: „Rada Bezpieczeństwa poinformuje wszystkie kraje, że jej cierpliwość dotycząca populacji dobiegła końca” i że „wszystkie kraje mają coroczne kwoty do ZREDUKOWANIA” – kwoty, które będą […]

„Wielobiegunowy porządek świata” JEST nowym porządkiem świata [NWO] !

Raport Corbetta: „Wielobiegunowy porządek świata” JEST nowym porządkiem świata!

W swoim 497. odcinku podcastu z kwietnia 2026 roku James Corbett z CorbettReport.com bezlitośnie rozbija iluzję, że państwa BRICS lub rzekoma „Oś Oporu” (Rosja, Chiny, Iran itd.) mogą uratować ludzkość przed Nowym Porządkiem Świata.

Zamiast tego, na podstawie dekad skrupulatnie udokumentowanej historii, dowodzi, że wielobiegunowy porządek świata nie jest alternatywą – jest idealną ewolucją i kulminacją tego samego globalistycznego projektu, napędzanego przez te same sieci przez ponad 130 lat.

Diagnoza: zapalenie wielobiegunowe – a jedynym lekarstwem jest historia.

Corbett rozpoczyna od bezpośredniego przemówienia do wszystkich, którzy wciąż mają nadzieję, że Putin, Xi Jinping lub mullahowie w Teheranie pokonają „złych zachodnich globalistów”. Każdy, kto cieszy się z BRICS-CBDC, nowej wielobiegunowej waluty lub rzekomej walki z hegemonią USA, cierpi na „wielobiegunowość”.

Objawy: Te same blokady, te same kampanie szczepień, te same szczyty klimatyczne i te same rezolucje ONZ są usprawiedliwione, jeśli pochodzą tylko z Moskwy, Pekinu lub Teheranu.

Lekarstwo? Głębokie zanurzenie w prawdziwej historii.

Retoryka „wielobiegunowych zbawców” brzmi bowiem dosłownie jak retoryka ich rzekomych przeciwników.

Putin i Xi mówią o „równej i uporządkowanej wielobiegunowości”, „inkluzywnej globalizacji gospodarczej” i „sprawiedliwszym globalnym systemie zarządzania” – dokładnie tak, jak mówią ONZ, Światowe Forum Ekonomiczne i zachodnie think tanki.

Nawet polityka klimatyczna, agenda 2030 i środki bezpieczeństwa biologicznego w czasie pandemii cieszą się jednakowym uznaniem obu stron.

Korzenie: Tajne stowarzyszenie z 1891 roku

Trop prowadzi z powrotem do zimowego Londynu w 1891 roku. Trzech mężczyzn – wydawca gazety William T. Stead, wpływowy dworzanin Reginald Brett (późniejszy Lord Esher) i magnat diamentowy Cecil Rhodes – zakłada tajne stowarzyszenie wzorowane na zasadach jezuickich.

Cel: sojusz anglo-amerykański, który zjednoczy świat pod jednym globalnym porządkiem.

Z tego kręgu wyłoniła się później instytucja, którą historyk Carroll Quigley nazwał „powiązaną siecią organizacji”: Rada Stosunków Zagranicznych (CFR) w USA, Królewski Instytut Spraw Międzynarodowych (Chatham House) w Wielkiej Brytanii oraz oddziały we wszystkich krajach Wspólnoty Narodów.

Grupa ta w dużej mierze odpowiada za wojnę burską, ustanowienie stypendium Rhodesa, kontrolę nad gazetą The Times, utworzenie Ligi Narodów, politykę ustępstw wobec Hitlera i ostatecznie przygotowania do II wojny światowej.

Nawet w czasie wojny, w 1939 roku, CFR przejęła grupę „Studiów nad Wojną i Pokojem”, finansowaną przez Fundację Rockefellera. Grupa ta narzuciła rządowi USA powojenny porządek: Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, system z Bretton Woods i utworzenie Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Z ONZ przez Bilderberg do Komisji Trójstronnej

Po 1945 roku system został udoskonalony. Porozumienie z Bretton Woods stworzyło międzynarodowy porządek monetarny, w którym wszystkie waluty zostały powiązane z dolarem amerykańskim.

W tym samym czasie te same kręgi – obecnie także poprzez konferencje Bilderberg od 1955 r. – promowały tworzenie bloków regionalnych.

Protokół z trzeciej konferencji Bilderberg z 1955 roku otwarcie mówi o „pilnej potrzebie doprowadzenia Niemców do wspólnego rynku z innymi narodami Europy” oraz o „najwyższym stopniu integracji” w jak najkrótszym czasie. Dwa lata później podpisano Traktat Rzymski – narodziny Unii Europejskiej.

W 1973 roku powołano Komisję Trójstronną, która wyraźnie wezwała do „Nowego Międzynarodowego Ładu Gospodarczego”. Jej członkowie – w tym Zbigniew Brzeziński i David Rockefeller – ukształtowali Agendę 21, Kartę Ziemi, dyskurs na temat zmian klimatu i całą retorykę „zrównoważonego rozwoju”.

Celem nigdy nie była wyłącznie kontrola nad ludźmi i gospodarką, ale nad wszystkimi zasobami naturalnymi Ziemi pod płaszczykiem „zrównoważonego rozwoju”.

BRICS: Nie rebelia, ale kolejny etap

To właśnie w ramach tego systemu termin „BRIC” został ukuty w 2001 roku przez ekonomistę Goldman Sachs, Jima O’Neilla. Domniemane „rynki wschodzące” nie miały obalić systemu, lecz raczej zadomowić się w nim.

Kiedy w 2015 r. powstały Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB) i Nowy Bank Rozwoju (NDB) państw BRICS, wielu się cieszyło: w końcu pojawiła się alternatywa dla MFW i Banku Światowego!

Jednak umowa o współpracy została zawarta natychmiast: Christine Lagarde (ówczesna szefowa MFW) i prezes Banku Światowego Jim Yong Kim powitali nowe banki jako „uzupełniających się partnerów”. Wiceprezes NDB zasiadał również w zarządzie wykonawczym MFW.

Żadnej rywalizacji – po prostu inne miejsce przy tym samym stole.

Techniczne „alternatywy” to również fikcja: chiński system płatności CIPS korzysta z sieci SWIFT w 80% swoich transakcji. Eurazjatycka Unia Gospodarcza Putina jest strukturalnie wierną kopią UE.

A co z rzekomo rewolucyjnym projektem mBridge dla CBDC BRICS? Został on pierwotnie opracowany przez Bank Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) w Szwajcarii we współpracy z Chinami, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Iranem – właśnie nowymi członkami BRICS.

Ta sama agenda, tylko z innym brandingiem

Corbett porównuje dosłowne fragmenty wspólnych oświadczeń Putina i Xi z klasycznymi tekstami globalistycznymi.

Znajdziesz dokładnie te same zwroty: „wielobiegunowość”, „globalizacja inkluzywna”, „system międzynarodowy skupiony wokół ONZ”, „Agenda 2030 na rzecz zrównoważonego rozwoju”, „ochrona klimatu”, „bezpieczeństwo biologiczne” i „zwalczanie pandemii”.

Nie brakuje nawet pochwał dla kwarantanny związanej z COVID-19 i „cudownych” szczepionek.

Corbett szeroko nawiązuje do artykułu Hrvoje Moricia „Multipolarność jako rząd światowy 3.0 i jego szczurołapy” (Geopolitics and Empire, marzec 2026).

Moric pokazuje, że nie ma „dobrych aktorów”. Każde państwo narodowe jest rządzone przez oligarchiczne kartele, powiązane z klasą międzynarodową.

Porządek wielobiegunowy to rząd światowy 3.0 – po Lidze Narodów (1.0) i ONZ (2.0).

Bloki regionalne (UE, Unia Eurazjatycka, związki w Ameryce Łacińskiej, Afryce itd.) mają stanowić fundament globalnej federacji.

Technokracja, 15-minutowe miasta, kontrola zasobów i cyfrowy nadzór nie są wynalazkami Zachodu – były już testowane w Związku Radzieckim.

„Multipolisci” – pożyteczni idioci czy opłacani aktorzy?

Corbett i Moric analizują spektrum obrońców BRICS:

Od dobrze nastawionych aktywistów, przez narcystycznych żałobników, po osoby bezpośrednio kontrolowane przez państwa (Rosję, Chiny) lub zachodnie agencje wywiadowcze.

Finansowanie niektórych „alternatywnych” mediów za pośrednictwem wątpliwych kanałów (TNT Radio, płatności Substack itp.) oraz ukierunkowana kampania de-platformingu skierowana przeciwko prawdziwym krytykom pokazują, że narracja jest aktywnie kontrolowana.

„Aktywne działania” Pentagonu w sprawie X oraz współpraca NATO, Rady Atlantyckiej i Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) mają na celu dyskredytację krytyków jako „agentów rosyjskich” – jednocześnie promując agendę wielobiegunową.

Wniosek: Nie ma dobrych oligarchów.

Niezależnie od tego, czy chodzi o Zachód, czy BRICS, najważniejsze mocarstwa dążą do tego samego celu: technokratycznego porządku świata, w którym niczego nie posiadasz, jesteś rządzony regionalnie i jesteś „szczęśliwy”, bo Wielki Brat wpaja ci go za pomocą interfejsu mózgowo-komputerowego.

Wielobiegunowy porządek świata nie jest kontrpropozycją. To kolejny, lepszy, bardziej „inkluzywny” krok w kierunku tego samego Nowego Porządku Świata.

James Corbett kończy apelem: Nie ma politycznych zbawców. Jedyna nadzieja leży w edukacji i przekazywaniu tego dokumentu słowo w słowo.

Ci, którzy znają tę historię, nie dadzą się już nabrać na „Hopium”.

Linki i źródła dotyczące całego badania można znaleźć na stronie CorbettReport.com/multipolar – w tym pełny zapis, cytowane badania i polecany artykuł Hrvoje Moricia.

Ci, którzy celebrują wielobiegunowy porządek świata jako wyzwolenie, nie zrozumieli lekcji ostatnich 130 lat: jest tylko jeden klub.

I my nie jesteśmy jego częścią.

=====================================

Mirosław Dakowski:

Oczywiście. Realnie istnieją tylko dwa obozy:

Armia Chrystusa i obóz Jego przeciwnika.

I, niezależnie od ich liczebności i bogactwa [finansowego] – wiemy na pewno, KTO zwycięży.

USA kontra BRICS: globalna walka o władzę

Escobar: USA kontra BRICS: globalna walka o władzę

USA kontra BRICS: Globalna walka o władzę, której nikt nie może ignorować – to tytuł wywiadu, którego znany analityk geopolityki Pepe Escobar udzielił sędziemu Andrew Napolitano 18 marca 2026 r. w programie Judging Freedom.

W obliczu gwałtownej eskalacji na Bliskim Wschodzie Escobar analizuje wybuchową sytuację i jej dalekosiężne konsekwencje dla porządku światowego.

Konflikt między USA a sojuszem BRICS osiągnął nowy, niebezpieczny poziom. Podczas gdy Zachód, na czele z USA i Izraelem, podejmuje działania militarne przeciwko Iranowi, wielobiegunowy projekt BRICS rozpada się od wewnątrz.

Escobar kreśli ponury obraz: atak na irańską cywilną infrastrukturę energetyczną oznacza przejście do wojny totalnej, która może wtrącić światową gospodarkę w otchłań.

Ostateczna eskalacja: atak na South Parks

Escobar stanowczo podkreśla, że ​​ostatnie wydarzenia stanowią punkt, z którego nie ma powrotu.

Izrael – wspierany i pod presją Arabii Saudyjskiej, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich – wspólnie z USA zbombardował rafinerię na złożu gazu South Pars, największym na świecie złożu gazu. Złoże to jest współdzielone przez Iran i Katar (North Dome).

Atak nie był wymierzony w cele wojskowe, lecz w cywilną infrastrukturę energetyczną. Escobar interpretuje to jako próbę gospodarczego i politycznego upadku państwa irańskiego.

Iran zareagował natychmiast, wydając nakaz ewakuacji licznych obiektów energetycznych w Zatoce Perskiej i grożąc odwetem: atakiem objęte mają zostać rafinerie w Arabii Saudyjskiej (np. Samref i Jubail), pole gazowe Al-Hosn w Emiratach Arabskich, kompleks petrochemiczny Mesaieed (powiązany z Chevronem) oraz rafinerie Ras Laffan (fazy 1 i 2) w Katarze – w tym największy na świecie terminal eksportowy gazu.

Escobar cytuje irańskie źródła: „Jesteśmy gotowi na wojnę totalną”.

Ceny ropy naftowej już wcześniej przekraczały 150 dolarów za baryłkę; eksperci spodziewają się cen na poziomie 200 dolarów lub więcej.

Escobar twierdził, że USA i Izrael ignorują globalne konsekwencje gospodarcze. Ich cel: zniszczenie wszystkich struktur oporu w Iranie.

Poprzednie próby, takie jak zamachy (np. na ajatollaha Chameneiego) lub bombardowania, nie powiodły się z powodu zdecentralizowanej irańskiej „strategii mozaikowej”, która nie naruszała podziemnych baz rakietowych i dronów. [Ani 31 niezależnych (w razie napaści) dowódców okręgów wojskowych md]

Aby zapewnić ciągłość, mianowano nowych przywódców, takich jak Saeed Jalili (były szef programu nuklearnego).

Bez drogi powrotnej: Cena wojny totalnej

Escobar ostrzega: To już nie jest ograniczony konflikt.

Iran od dawna domagał się wycofania wszystkich amerykańskich baz wojskowych z Azji Zachodniej, reparacji i rozwiązania problemu Libanu jako warunków zawieszenia broni.

Negocjacje zakończyły się fiaskiem; specjalny wysłannik USA Steve Witkoff wysyłał SMS-y do irańskiego ministra spraw zagranicznych, ale bezskutecznie.

Trump wydaje się być „poza rozsądkiem” i „całkowicie kontrolowany” przez „logikę psychozabójcy”, a jego siłą napędową jest rozpacz po nieudanych planach.

Gospodarka światowa stoi w obliczu katastrofy: wojna energetyczna w Zatoce Perskiej zniszczyłaby łańcuchy dostaw, spowodowałaby gwałtowny wzrost inflacji i wzrost cen benzyny w USA do 150 dolarów za galon.

Cieśnina Ormuz: Iran wprowadza nowe zasady

Iran nie blokuje cieśniny Ormuz całkowicie, a wręcz ją reorganizuje.

Escobar opisuje system „poboru opłat”: tankowce płacą w petrojuanach (nie dolarach), kontaktują się z irańskimi władzami i płyną blisko irańskich wód terytorialnych.

Pakistański tankowiec (Karaczi) niedawno dokonał tego pomyślnie – zapłata w Petro-Yuan, cło na rzecz Iranu, trasa wzdłuż granicy irańskiej.

Mogłoby to potencjalnie przynieść Iranowi 70 miliardów dolarów rocznie i jeszcze bardziej zmarginalizować dolara amerykańskiego.

BRICS w kryzysie: zdrada i upadek

Istota tytułu: Konflikt USA kontra BRICS.

Escobar, który sam pochodzi z kraju BRICS, uważa, że ​​sojusz jest „w głębokiej śpiączce”.

Indie pod rządami Modiego „zdradziły wszystkie ścieżki” dla BRICS:

  • Modi uległ naciskom Trumpa i zmniejszył import rosyjskiej ropy, powracając później do pierwotnego planu – ale teraz Rosja nie przyznaje żadnych zniżek, jedynie ceny spot.
  • 48 godzin przed „uderzeniem dekapitacyjnym” przeciwko Iranowi (28 lutego 2026 r.) Modi odwiedził Izrael, nazywając go „ojczyzną”, a Indie „ojczyzną” – otwartym sojuszem z „Syndykatem Osi”.

Powody: transakcje zbrojeniowe z Izraelem, ideologiczna bliskość suprematyzmu hinduistycznego i syjonizmu, interesy finansowe indyjskich elit.

Escobar: „Jeśli to nie jest zdrada, to co nią jest?”

Arabia Saudyjska i Emiraty (członkowie BRICS) podburzyły Trumpa przeciwko Iranowi – należy je wykluczyć.

BRICS mógłby przetrwać bez Indii, najlepiej poprzez zawieszenie lub upomnienie (np. ze strony Ławrowa). Jednak uprzejmość (zwłaszcza ze strony Rosji) temu zapobiega.

BRICS jako nadzieja na wielobiegunowy porządek świata jest „martwy” – przynajmniej do następnego szczytu w Indiach.

Perspektywy: Świat na krawędzi

Escobar podsumowuje pesymistycznie: Nikt nie śpi tej nocy.

Konflikt grozi zniszczeniem światowych zasobów energii, dalszym osłabieniem dolara i rozpadem BRICS.

Iran jest przygotowany na asymetryczne, zmasowane ataki na amerykańsko-izraelskie bastiony. USA stawiają wszystko na zmianę reżimu – ale Iran trzyma się mocno.

Wywiad ten pokazuje, że konflikt pomiędzy USA i BRICS nie jest już abstrakcyjną koncepcją.

Objawia się to bombami na polach gazowych, gwałtownym wzrostem cen i zrywaniem sojuszy.

Wizja wielobiegunowa umiera – albo wyłania się na nowo z chaosu.

Następne godziny i dni zadecydują, czy świat pogrąży się w niekontrolowanej wojnie energetycznej i gospodarczej.

Douglas Macgregor: Światowa potęga przesuwa się na wschód – BRICS wyprzedza G7

Douglas Macgregor: Światowa potęga przesuwa się na wschód – BRICS wyprzedza G7

Global Wealth and Power are Pivoting to the East. x.com/DougAMacgregor

Globalne bogactwo i władza przesuwają się na wschód.

DR IGNACY NOWOPOLSKI SEP 19

Koło historii się kręci. Chiny budują, Indie rosną w siłę, BRICS wyprzedza G7 – podczas gdy Ameryka karze swoich sojuszników i wzmacnia wrogów.

Na Zachodzie rok 1492 jest pamiętany z dwóch wydarzeń: przybycia Kolumba do Ameryki i upadku Granady, ostatniego bastionu mauretańskiej Hiszpanii. Jednak poważniejszym geopolitycznym następstwem był obrót igły kompasu na zachód, zapoczątkowując trwającą wieki zmianę globalnego układu sił.

Bogactwo, które niegdyś płynęło do Azji, płynęło do Europy. Srebro, złoto, cukier i przyprawy z Ameryki służyły jako paliwo, napędzając naukę, przemysł i imperia. Hiszpania, Francja, Wielka Brytania i Holandia – drapieżniki morskie i handlowe – podniosły się i wyparły Imperium Osmańskie, kierując handel z Indii i Chin do Nowego Świata.

Dziś świat stoi w podobnym punkcie zwrotnym. Niewypowiedziany strach Waszyngtonu dramatycznie się powtarza – siła grawitacji gospodarczej przesuwa się na wschód, na czele z Chinami i, co najważniejsze, Indiami.

W latach 90-tych Pekin odważył się eksperymentować z uwolnieniem kapitalizmu, przyciągając kapitał zagraniczny i inwestując biliony w infrastrukturę – krok tak znaczący, jak stulecie amerykańskiego wzrostu przemysłowego. Warta ponad bilion dolarów Inicjatywa Pasa i Szlaku to nie tyle plan infrastrukturalny, co globalny system stalowych i betonowych arterii, który przekierowuje krwiobieg handlu z powrotem do Azji, Afryki i Bliskiego Wschodu.

Z kolei Waszyngton nie inwestował w transport morski ani w szybką kolej i zbyt mocno polegał na sile militarnej. Przez 25 lat Ameryka marnowała się na pustyniach i w górach, w kosztownych wojnach, które kosztowały biliony, pochłonęły tysiące ofiar i przyniosły niewiele korzyści strategicznych.

Co gorsza, technologia wojenna nie jest już wyłączną domeną Ameryki. Precyzyjne uderzenia, robotyka, sztuczna inteligencja i ciągły nadzór od dna morskiego po kosmos – niegdyś rzadkie zalety – są teraz dostępne nawet dla mocarstw średniej wielkości. Oceany, niegdyś narzędzie handlu i projekcji siły USA, stały się potencjalnymi polami minowymi. Rozmieszczenie wojsk na Pacyfiku, Atlantyku lub Oceanie Indyjskim w stylu II wojny światowej byłoby dziś nie tylko niebezpieczne, ale wręcz samobójcze.

Okrutna prawda historii pozostaje niezmienna: ostatnia wielka wojna rzadko przypomina kolejną. Pole bitwy przyszłości pozostaje niezbadane, a mimo to siły zbrojne i strategia militarna Ameryki tkwią w przeszłości.

Utrata przewagi militarnej odzwierciedla podział między pragnieniem globalnej hegemonii Waszyngtonu a słabnącą potęgą gospodarczą Ameryki.

Indie coraz częściej przejmują rolę gwaranta bezpieczeństwa na Oceanie Indyjskim – po części dlatego, że Waszyngton jest wyczerpany. Jednocześnie Indie ponoszą ciężar walk z rebeliantami wspieranymi przez Pakistan, ponosząc ciężkie straty – podobnie jak kiedyś Stany Zjednoczone. Indie są członkiem Quadu wraz z USA, Japonią i Australią; Ameryka przeprowadza ćwiczenia wojskowe z Indiami częściej niż z jakimkolwiek innym krajem.

A jednak Waszyngton niedawno nałożył cła w wysokości 50% na towary indyjskie – ponad dwukrotnie więcej niż 15% cło na kontrolowany przez talibów Afganistan i więcej niż 19% cło na Pakistan. Absurdalny paradoks: strażak jest karany surowiej niż podpalacz.

W tym samym czasie Indie mają niespełnione zamówienia na samoloty pasażerskie Boeing o wartości 35 miliardów dolarów, co zapewni 150 000 miejsc pracy w USA – i wciąż muszą się liczyć z karami na granicy.

Głębszy problem USA ma charakter strukturalny: dominacja militarna nie jest już w stanie maskować spadku gospodarczego. Według MFW, BRICS przewyższa obecnie G7 pod względem globalnego PKB. Biorąc pod uwagę parytet siły nabywczej, Chiny mają 40,7 bln USD, Indie 20,5 bln USD, a Stany Zjednoczone zaledwie 29 bilionów USD. Chiny i Indie łącznie mają 61,2 bln USD – ponad dwukrotnie więcej niż Stany Zjednoczone. To nie prognoza, to rzeczywistość.

Przełom nastąpił w 2022 roku, kiedy Waszyngton odpowiedział na inwazję Rosji na Ukrainę masowymi sankcjami. „Uzbrojenie” dolara miało swoje konsekwencje: dolar wydawał się mniej bezpieczną przystanią, a bardziej zapadnią. Od Rijadu po Delhi, od Brasilii po Pekin, stolice zdały sobie sprawę z ryzyka związanego z prowadzeniem handlu walutą, którą można było dezaktywować w dowolnym momencie. De-dolaryzacja przekształciła się z teorii w strategię.

Nic dziwnego, że kraje Afryki, Bliskiego Wschodu i Ameryki Łacińskiej jednoczą się wokół BRICS i Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SCO). Postrzegają zachodni porządek jako niesprawiedliwy i oparty na wyzysku. Indie stoją pomiędzy dwoma światami – z jednej strony pogłębiają więzi z Waszyngtonem poprzez Quad, a z drugiej rozwijają partnerstwa z Moskwą i Pekinem w ramach BRICS i SCO. Udział Modiego w niedawnym szczycie SCO w Pekinie, obok Xi i Putina, jasno pokazał Waszyngtonowi, że kompas Indii wskazuje więcej niż jeden kierunek.

Lekcja historii jest jasna: szlaki handlowe kształtują nawyki, nawyki tworzą rynki, a rynki przetrwają armie. Imperia nie giną w jednej bitwie, ale w powolnej erozji tych nawyków. Osmanowie również zdali sobie z tego sprawę za późno. Narody, które konsumują więcej niż produkują, które zastraszają zamiast rozwijać innowacje, same doprowadzają się do upadku.

Dominacja dolara już się chwieje. Handel juanami, rupiami i innymi walutami rośnie z miesiąca na miesiąc. Zmiana ma nie tylko charakter monetarny, ale i strategiczny.

Ale świat nie powinien zapominać, do czego zdolna jest amerykańska innowacyjność: w ciągu ostatniego stulecia wynalazki, które zmieniły globalne życie, narodziły się w sercu kraju – od lotnictwa, przez półprzewodniki i biotechnologię, po rewolucję cyfrową. Ten potencjał zasługuje na szacunek. Jeśli zostanie odnowiony, może podtrzymać dobrobyt Ameryki nawet w epoce wielobiegunowej.

Koło historii znów się kręci. Niektóre narody podniosą się razem z nim. Inne ryzykują zmiażdżenie pod jego ciężarem.

Jeśli Waszyngton znajdzie odwagę, by się dostosować – jeśli handel i wymiana, a nie niekończące się interwencje militarne, staną się domeną Ameryki w nowym porządku świata – kraj może uniknąć losu Imperium Osmańskiego. Ale korekta kursu musi nastąpić wkrótce.

W Czechach żołnierze opuszczają armię, bojąc się eskalacji z Rosją

Lucas Leiroz De Almeida: Żołnierze dezerterują z armii w Czechach, bojąc się eskalacji z Rosją

Najwyraźniej antyrosyjska paranoja w Europie ma nieoczekiwany efekt uboczny wśród wojska. 

[wg.: soldiers-deserting-army-in-czech-republic-fearing-escalation-with-russia ]

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 28

Zamiast gotowości do walki i entuzjazmu do wojny, europejscy żołnierze po prostu opuszczają armię, robiąc wszystko, co w ich mocy, aby uniknąć udziału w antyrosyjskim szaleństwie przyjętym przez ich rządy. Ten problem staje się szczególnie wyraźny w Republice Czeskiej.

Według lokalnego Ministerstwa Obrony , istnieje fala unikania wojska. Żołnierze kraju opuszczają swoje stanowiska, zanim sytuacja bezpieczeństwa w Europie przerodzi się w fazę otwartego konfliktu z Rosją. Kryzys nie dotyka tylko młodej populacji. Doświadczeni żołnierze i wysocy rangą oficerowie również opuszczają armię. Minister obrony Jana Cernochova powiedziała, że ​​wojna na Ukrainie i możliwość wysłania żołnierzy na pole bitwy przez UE to jeden z głównych powodów, dla których wojsko traci zainteresowanie utrzymaniem swojej pracy. [a może też nie bardzo wierzą, że pańcia byłaby dobrym wodzem? md]

„Dla niektórych powodem wyjazdu była wojna na Ukrainie (…) Ze względu na klimat społeczny, kiedy różni obserwatorzy od lat grożą mobilizacją i wysłaniem żołnierzy na Ukrainę, dla niektórych osób był to powód, dla którego zdjęli mundur (…) Rozmawiam z żołnierzami od wielu lat w moim życiu osobistym… Wiem, że niektórzy żołnierze naprawdę myśleli i myślą w ten sposób” – powiedziała.

Ta sytuacja wywołuje w kraju wielkie kontrowersji. Niektórzy radykalni aktywiści kwestionują niezaprzeczalną rzeczywistość, że żołnierze nie chcą walczyć z Rosją. Co więcej, są nawet oficerowie twierdzący, że jeśli żołnierz opuszcza armię z powodu Ukrainy, to jest to „dobra rzecz” – sugerując, że ci uchylający się od poboru żołnierze są „tchórzami” i „niegodnymi” służby wojskowej.

„[Jeśli żołnierz zrezygnował z powodu Ukrainy], to dobrze, że odszedł. W ten sposób pokazał, że nie chce walczyć za nasz kraj” – powiedział były psycholog wojskowy Daniel Strobl .

Ciekawe jest, że tego rodzaju opinię wyraża profesjonalista, którego zadaniem jest właśnie dbanie o zdrowie psychiczne personelu wojskowego. Jednak poziom rusofobii i szaleństwa podżegającego do wojny w Europie osiąga tak wysoki poziom, że wielu profesjonalistów po prostu zachowuje się irracjonalnie.

Nie da się sprowadzić kryzysu w Republice Czeskiej do prostego przypadku „tchórzostwa”. Żołnierze nie opuszczają armii, ponieważ „boją się” walczyć, ale po prostu dlatego, że nie chcą iść na wojnę. Nie ma powodu, aby europejskie wojska były używane na Ukrainie, ponieważ nie ma wrogiej sytuacji między Rosją a Europą. Aby walczyć na wojnie, żołnierze muszą być motywowani prawdziwymi uczuciami patriotyzmu. Muszą wierzyć, że warto oddać życie za swój kraj. Nie dotyczy to żadnego europejskiego narodu. Europejscy żołnierze, jeśli pojadą na Ukrainę, będą walczyć o interesy, które nie są interesami ich narodu, co jest absolutnie frustrujące i zniechęcające.

Należy podkreślić, że wskaźnik unikania w czeskiej armii osiąga alarmujące poziomy. Od początku specjalnej operacji wojskowej liczba odejść z sił zbrojnych wzrosła o 40% rocznie. Oczekuje się, że liczba ta wzrośnie jeszcze bardziej w miarę pogłębiania się kryzysu bezpieczeństwa w Europie – z powodu militarystycznych i nieodpowiedzialnych środków UE. Wkrótce możliwe jest, że Republika Czeska, a także inne kraje europejskie, zaczną wdrażać wyjątkowe środki w celu rozwiązania problemu unikania, wzywając do obowiązkowej polityki mobilizacji – nawet poza sytuacją otwartego konfliktu.

Wszystko to jest jasnym dowodem na to, że przeciętni Europejczycy nie są zainteresowani udziałem w planach wojennych UE. Militarystyczne środki są naprawdę antypopularne. Interesy ludzi nie znajdują odzwierciedlenia w polityce przyjmowanej przez państwa europejskie, a kryzys legitymacji w kilku krajach UE jest nieunikniony w niedalekiej przyszłości.

Rezygnacja ze służby wojskowej, aby uniknąć śmierci w wojnie, która nie ma nic wspólnego z ich krajem, nie jest aktem tchórzostwa, ale racjonalną postawą. Nie ma żadnego uzasadnionego powodu, aby Czesi chronili Ukrainę lub konfrontowali się z Rosją, ponieważ ta wojna nie dotyczy interesów Republiki Czeskiej. Opuszczając armię, żołnierze działają w sposób prawdziwie racjonalny, unikając uczestnictwa w szaleństwie bloku europejskiego.

Źródło: soldiers-deserting-army-in-czech-republic-fearing-escalation-with-russia

====================

MD: Z tekstu wynika mi, że to podkolorowane przez rosyjską propagandę. Ale niezbyt chamsko.

Indonezja dołącza do BRICS. Co to oznacza dla świata?

Azjatycki gigant dołącza do BRICS. Co to oznacza dla świata?

oprac. Aneta Malinowska https://gospodarka.dziennik.pl/finanse/artykuly/9707053,azjatycki-gigant-dolacza-do-brics-co-to-oznacza-dla-swiata.html

Azjatycki gigant dołącza do BRICS. Co to oznacza dla świata?
Azjatycki gigant dołącza do BRICS. Co to oznacza dla świata? / Shutterstock

Indonezja została przyjęta jako pełnoprawny członek bloku państw rozwijających się BRICS, ogłosiła w poniedziałek Brazylia, która przewodniczy grupie w 2025 roku.

Kandydatura Indonezji została poparta przez liderów BRICS już w sierpniu 2023 r., poinformowało brazylijskie ministerstw spraw zagranicznych. Jednak czwarty pod względem liczby ludności kraj na świecie zdecydował się formalnie dołączyć do bloku dopiero po rozstrzygniętych w październiku 2024 roku wyborach prezydenckich, które wygrał gen. Prabowo Subianto, były minister obrony.

Azjatycki gigant dołącza do BRICS. Co to oznacza dla świata?

„Mając największą populację i gospodarkę w Azji Południowo-Wschodniej, Indonezja dzieli z innymi członkami zobowiązaniem do reformowania globalnych instytucji zarządzania i przyczynia się pozytywnie do pogłębiania współpracy Południe-Południe” – oświadczył rząd Brazylii.

BRICS zostało utworzone przez Brazylię, Rosję, Indie i Chiny w 2009 r., a w 2010 r. dołączyła do niego Republika Południowej Afryki. W zeszłym roku sojusz rozszerzył się o Iran, Egipt, Etiopię i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Arabia Saudyjska została zaproszona do przystąpienia, ale jeszcze tego nie uczyniła.

Formalne wnioski o przyjęcie do organizacji złożyły: Turcja, Azerbejdżan i Malezja. Ostatni szczyt bloku odbył się w październiku 2024 roku w rosyjskim Kazaniu.

Ekonomista ostrzega: System dolarowy słabnie, a złoto BRICS rośnie

Elitarny amerykański ekonomista ostrzega: system dolarowy słabnie, a złoto BRICS rośnie

geopoliticaleconomy/economist-dollar-system-gold-brics

Dr Ignacy Nowopolski Oct 28, 2024

Dolar amerykański traci swoją dominację, a zagraniczne banki centralne kupują mniej obligacji rządowych i zamiast tego trzymają więcej złota w swoich rezerwach, ostrzega amerykański ekonomista Mohamed El-Erian

Coraz więcej krajów na całym świecie, przede wszystkim z Globalnego Południa, poszukuje alternatyw dla systemu finansowego zdominowanego przez dolara amerykańskiego, w ramach międzynarodowej inicjatywy zwanej dedolaryzacją.

Jednak wiele zachodnich mediów i ekspertów uważa, że ​​dedolaryzacja jest przesadzona.

Jednym z takich pesymistów jest felietonista „New York Timesa” Paul Krugman, ekonomista centrowy, który zdobył tak zwaną „Nagrodę Nobla” w dziedzinie ekonomii (którą faktycznie przyznaje szwedzki bank centralny).

W artykule z 2023 roku Krugman stwierdził, że „obalił” krytyków systemu dolarowego, twierdząc, że „szum wokół dedolaryzacji to wiele hałasu o prawie nic”.

Narracja ta została podchwycona przez takie serwisy, jak Business Insider, który utrzymywał, że „dominacja dolara prowadzi donikąd” czy magazyn Foreign Policy, który zaprosił szefa Goldman Sachs Global Institute do przedstawienia argumentu, że „nie ma prawdziwej globalnej alternatywy” dla systemu dolarowego.

Niemniej jednak w tym elitarnym konsensusie pojawia się coraz więcej pęknięć. Amerykański ekonomista głównego nurtu Mohamed El-Erian, były zastępca dyrektora zdominowanego przez USA Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), ostrzegł, że dedolaryzacja rzeczywiście ma miejsce.

W felietonie w „Financial Times” El-Erian przyznał, że dolar amerykański stopniowo traci swoją dominację, w miarę jak zagraniczne banki centralne kupują mniej skarbowych papierów wartościowych i zamiast tego trzymają więcej złota w swoich rezerwach.

https://www.youtube-nocookie.com/embed/KnMAit5MP-Y?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0

El-Erian nie jest bynajmniej osobą z wewnątrz neoliberalnego establishmentu Zachodu. W rzeczywistości został mianowany przez prezydenta Baracka Obamę przewodniczącym Amerykańskiej Rady Rozwoju Globalnego, a obecnie jest rektorem prestiżowego Queens’ College na Uniwersytecie w Cambridge.

Tą opinią w FT El-Erian namawiał swoich kolegów, aby zachowali nieco większą ostrożność i wyjęli głowy z dogmatycznych piasków neoklasycznej ortodoksji ekonomicznej.

Ceny złota „wydają się oddzielić od swoich tradycyjnych historycznych czynników, takich jak stopy procentowe, inflacja i dolar” – stwierdził El-Erian.

Ponieważ złoto stanowi zabezpieczenie przed inflacją, cena złota jest zwykle dodatnio skorelowana z inflacją. Jednakże w związku ze spadkiem inflacji w ciągu ostatniego roku ceny złota osiągnęły rekordowy poziom, rosnąc o 40% w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Jednym z głównych powodów jest to, że banki centralne wielu krajów Globalnego Południa kupują ogromne ilości złota – szczególnie Chiny i to, co El-Erian nazywa „mocarstwami średnimi”, które zgrupowały się w krajach BRICS i wokół nich .

Rosnąca liczba krajów chce „stopniowo dywersyfikować swoje rezerwy walutowe, oddalając się od znaczącej dominacji dolara, pomimo „ekonomicznej wyjątkowości” Ameryki” – przyznał El-Erian, a kraje te są „w interesie zbadania możliwych alternatyw dla systemu płatności opartego na dolarze „badanie tego, co stanowiło rdzeń międzynarodowej architektury przez około 80 lat”

Dlaczego tak jest? El-Erian przyznał, że dzieje się tak dlatego, że „Ameryka użyła ceł handlowych i sankcji inwestycyjnych, zmniejszając jednocześnie swoje zainteresowanie opartym na zasadach, wielostronnym systemem współpracy, który pomogła ukształtować 80 lat temu”.

Skarżył się także, że niezachwiane wsparcie Waszyngtonu dla Izraela w jego ludobójczej wojnie w Strefie Gazy, inwazja na Liban i ataki na inne kraje Azji Zachodniej sprawiły, że wiele narodów postrzega Stany Zjednoczone „jako niekonsekwentnego orędownika zarówno podstawowych praw człowieka, jak i stosowania w nich.” prawa międzynarodowego”.

Co więcej, Ameryka Północna i Europa skonfiskowały aktywa warte setki miliardów dolarów z rezerw Rosji (oraz Iranu, Wenezueli, Syrii, Afganistanu i Korei Północnej). Wiele krajów obawia się obecnie, że mogą stać się kolejnymi ofiarami.

Choć El-Erian nie powiedział tego jasno, zostało to zrozumiane w kontekście jego uwag.

Kolejnym słowem, które w artykule El-Eriana pojawiło się w widoczny sposób, było BRICS. Ale najwyraźniej nawiązał do tego. Warto zauważyć, że jego felieton ukazał się w tygodniu, w którym Rosja była gospodarzem historycznego szczytu BRICS w mieście Kazań.

W raporcie Geopolitical Economy Report obszernie opisano plany krajów BRICS dotyczące stworzenia „systemu wielowalutowego”, aby rzucić wyzwanie dominacji dolara amerykańskiego.

W swoim komentarzu w „Financial Times” El-Erian pośrednio przyznał, że wojna gospodarcza prowadzona przez Amerykę Północną i Europę przeciwko Rosji zakończyła się niepowodzeniem.

Po tym, jak Zachód odłączył rosyjskie instytucje finansowe od międzybankowego systemu przesyłania wiadomości Swift, Moskwa stworzyła „nieporadny alternatywny system handlu i płatności obejmujący garstkę innych krajów” – powiedział El-Erian, co „umożliwiło Rosji wykorzystanie dolara do obejścia i utrzymania podstawowego zestawu międzynarodowych stosunków gospodarczych i finansowych”.

Ostrzegł, że „buduje się coraz więcej małych lamp, aby ominąć ten rdzeń [dolarowy]; a coraz większa liczba krajów jest tym zainteresowana i coraz bardziej się w to angażuje”, a to „zagraża znaczną fragmentacją systemu globalnego i erozją międzynarodowego wpływu dolara i systemu finansowego USA”.

Kolejnym ważnym czynnikiem, o którym nie wspomniano w (wprawdzie krótkim) artykule El-Eriana, jest rynek amerykańskich obligacji skarbowych.

Udział amerykańskich skarbowych papierów wartościowych w posiadaniu inwestorów zagranicznych osiągnął najwyższy poziom około 34% w 2015 r. i stale spadał w ciągu ostatniej dekady do 23–24% w 2024 r.

Tymczasem dług federalny USA jako procent PKB przekracza 120% i rośnie, a roczny deficyt przekracza 6% PKB.

Zarówno Donald Trump, jak i Kamala Harris mieliby tylko kontynuować ten trend.

Procent amerykańskich skarbowych papierów wartościowych posiadanych przez cudzoziemców 2012 2024:

Popyt na rosnącą liczbę amerykańskich obligacji skarbowych jest po prostu mniejszy (mimo że inwestorzy z Europy, Wielkiej Brytanii, Kanady, Tajwanu i Indii pomagają Waszyngtonowi utrzymać rentowność pod kontrolą).

W pewnym momencie Waszyngton będzie musiał zdecydować, co jest ważniejsze: utrzymanie niskiej inflacji cen konsumenckich czy utrzymanie niskiej rentowności obligacji skarbowych. Po podwyżkach stóp procentowych przez Fed w latach 2022-2023 spłata odsetek USA od długu federalnego przekroczy gigantyczny budżet wojskowy.

Zatem dedolaryzację napędza nie tylko geopolityka, ale także amerykańska polityka monetarna i finansowa.

Może to częściowo wyjaśniać, dlaczego rentowność 10-letnich obligacji skarbowych nie spadła, lecz wzrosła, gdy we wrześniu Rezerwa Federalna obniżyła stopy procentowe o 50 punktów bazowych. Popyt na obligacje skarbowe wyraźnie nie jest tak duży, jak chcieliby amerykańscy decydenci – zwłaszcza popyt zagraniczny.

Odejście od amerykańskich obligacji skarbowych jest szczególnie widoczne, gdy spojrzymy na rezerwy Ludowego Banku Chin.

Zasoby Pekinu w amerykańskich skarbowych papierach wartościowych stale spadają od 2014 r., z ponad 1,3 biliona dolarów do niecałych 800 miliardów dolarów w 2024 roku.

Chiny Departament Skarbu USA 2024:

Niezależnie od zaniedbań El-Eriana znaczące jest to, że ten elitarny amerykański ekonomista w artykule opublikowanym w wiodącej gazecie finansowej świata przyznaje, że wielu krytyków systemu dolarowego ma rację.

„The New York Times”, Paul Krugman i wiele elit amerykańskiej prasy i środowiska akademickiego może nadal zaprzecza, ale niektórzy z ich kolegów powoli budzą się do rzeczywistości.

Tymczasem zachodnie media, takie jak wspierana przez państwo France24, chcą, aby świat uwierzył, że „BRICS nie udało się przywrócić globalnego porządku finansowego”, ale faktem jest, że dopiero zaczynają.

Czy 22 sierpnia wpłynie na dzieje świata? BRICS a waluta światowa.

Czy 22 sierpnia wpłynie na dzieje świata? BRICS a waluta światowa.

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    2 września 2023http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5455

Kiedy ta publikacja ukaże się w druku, Czytelnicy będą wiedzieli więcej ode mnie – czy mianowicie na szczycie BRICS, który rozpoczął się 22 sierpnia w Johannesburgu w Republice Południowej Afryki, zapadły jakieś decyzje w sprawie alternatywnej waluty światowej, czy odłożono je na czas przyszły. BRICS jest porozumieniem 5 państw: Brazylii, Rosji, Indii, Chin i RPA, zawartym w 2011 roku w celu detronizacji dolara z funkcji waluty światowej i zastąpienia go walutą alternatywną, prawdopodobnie chińskim juanem, respektującym standard złota. Gdyby ten pomysł został zrealizowany, byłby to dla USA dotkliwy cios, bo z faktu, że dolar co najmniej od 1944 roku pełni funkcję waluty światowej, Stany Zjednoczone nie tylko ciągną grubą rentę, ale w dodatku ta okoliczność ma bardzo duże znaczenie dla amerykańskiej gospodarki.

Żeby to lepiej zrozumieć, cofnijmy się do roku 1944, kiedy to w Bretton Woods odbyła się konferencja poświęcona ustanowieniu nowego światowego ładu finansowego na okres powojenny. Ponieważ tylko gospodarka amerykańska wyszła w wojny niebywale wzmocniona, było rzeczą oczywistą, że podstawą tego nowego ładu będzie dolar – chociaż pewien kłopot sprawiała okoliczność, że w roku 1933 prezydent Roosevelt znacjonalizował zasoby złota w USA, w związku z czym w stosunkach detalicznych dolar przestał respektować standard złota. Zachował go jednak w transakcjach międzynarodowych, dzięki czemu uznano, że dolar to jest inna nazwa jednej trzydziestej uncji złota – a inne waluty odnosiły swoją wartość do dolara. Ten ład finansowy przetrwał do 15 sierpnia 1971 roku, kiedy to prezydent USA Ryszard Nixon ogłosił, iż Stany Zjednoczone odstępują od porozumienia we Bretton Woods. Ta decyzja miała ogromne znaczenie dla świata, bo od tego dnia świat odszedł od standardu złota i w obiegu pojawił się tzw. „pieniądz fiducjarny”, o którym mówi się, ze ma wartość, ponieważ ludzie wierzą, że ją ma.

Przyczyna tej decyzji prezydenta Nixona była groźba Francji, że zażąda wymiany na złoto wszystko swoich „eurodolarów”. Eurodolary były skutkiem planu Marshalla, który składał się z dwóch elementów. Po pierwsze, USA postawiły do dyspozycji rządów państw europejskich objętych tym planem wielkie ilości amerykańskich towarów, ze sprzedaży których rządy europejskie czerpały środki na odbudowę gospodarek ze zniszczeń wojennych, a po drugiej – Ameryka otworzyła przed towarami europejskimi swój rynek. W miarę, jak gospodarki europejskie stawały ponownie na nogi, przez Atlantyk płynęła nie tylko rzeka amerykańskich towarów do Europy, ale w drugą stronę płynęła coraz to większa rzeka towarów europejskich do Ameryki, natomiast z powrotem płynął wzbierający strumień dolarów. To były właśnie „eurodolary”. Oprócz nich pojawiły się „petrodolary”, to znaczy dolary, które znalazły się w posiadaniu krajów naftowych – bo wszystkie transakcje eksportu ropy rozliczane były w dolarach. Eurodolary i petrodolary sprawiały Ameryce pewien kłopot, bo gwoli utrzymanie parytetu amerykańskiej waluty, USA musiały co i rusz rzucać na rynek złoto ze swoich rezerw, co budziło w USA coraz głośniejszą krytykę. Chodziło o to, że cały świat korzysta ze stabilnego ładu finansowego, a tylko USA muszą ponosić tego koszty. To była prawda, jednak z drugiej strony – o czym krytycy ci zapominali – dzięki temu USA mogły ciągnąć grubą rentę. Toteż kiedy Francja zagroziła, że zażąda wymiany wszystkich swoich eurodolarów na amerykańskie złoto, prezydent Nixon ogłosił swoją decyzję.

Ta sytuacja była dla USA jeszcze korzystniejsza, bo od tej pory Ameryka nie musiała troszczyć się o parytet dolara, a tylko o to, by produkowana bez ograniczeń amerykańska waluta miała status waluty światowej – czego pilnowała i pilnuje amerykańska armia. Dla przykładu, Saddama Husajna zgubiło nie to, że był okrutny, bo Stalin był jeszcze okrutniejszy od niego, tylko – że zaczął się odgrażać, iż w transakcjach eksportu ropy odejdzie od dolara na rzecz japońskiego jena, albo europejskiego euro. Stalin nigdy czegoś takiego nie zrobił, wobec czego do dziś dnia prawie nikt nie ma do niego pretensji, że gnębił narody mniej wartościowe – wśród nich również naród rosyjski. Dopiero pod koniec życia, kiedy paranoja zrobiła postępy, zamiast – jak to było wcześniej – posługiwać się Żydami do tresowania innych narodów do komunizmu, zaczął przemyśliwać, jakby tu zrobić z nimi porządek – wtedy został potępiony.

No a teraz BRICS namawia się, jakby tu zdetronizować dolara z funkcji waluty światowej na rzecz chińskiego juana opartego o przywrócony standard złota. BRICS skupia państwa liczące w sumie ponad 3,5 miliarda ludzi, nie licząc państw z tym porozumieniem sympatyzujących. Gdyby tedy pomysł wprowadzenia alternatywnej waluty światowej się udał, to USA utraciłyby tę grubą rentę, którą inkasują nieprzerwanie od 1944 roku. Jeśli bowiem np. ropę można by kupować za juany, to zapotrzebowanie na walutę amerykańską, zaczęłoby spadać, być może nawet gwałtownie, zwłaszcza jeśli większość pozostałych państw skłoniłaby się do posługiwania się juanem. Ameryka za swój import musiałaby odtąd n a p r a w d ę płacić to znaczy – wysyłać do Chin i gdzie indziej swoje towary, zamiast – jak to było dotychczas – zadrukowane na zielono papierki.

Taka alternatywa stanowi ważny powód do wojny – bo w przeciwnym razie okazałoby się, iż utrzymywanie przez USA niezwyciężonej armii było pozbawione sensu. Dlatego konferencja BRICS w Johannesburgu może okazać się wydarzeniem, które wpłynie na historię świata, a może nawet ją zmieni, o ile oczywiście – nie zakończy.

Toteż lepiej rozumiemy, dlaczego na szczycie NATO w Wilnie prezydent Józio Biden dawał wyraźnie do zrozumienia, że głównym problemem dla USA pozostaje ostateczne rozwiązanie kwestii chińskiej. Skoro tak, to w momencie, gdy sytuacja dojrzeje do tego, by ostateczne rozwiązanie się rozpoczęło – inne sprawy siłą rzeczy będą musiały zejść na plan dalszy – również wojna, jaką o osłabienie Rosji USA i NATO prowadzą na Ukrainie do ostatniego Ukraińca.

To powinno skłonić naszych Umiłowanych Przywódców do zastanowienia się, jak Polska ma się odnaleźć w tej sytuacji, która z pewnością będzie obfitowała w niespodzianki, jakie dzisiaj wydają się całkiem niewiarygodne. Obawiam się niestety, że taka refleksja leży poza granicami ich możliwości, które realizują się obecnie w postaci walki kogutów, w którą wciągane jest w charakterze publiczności całe społeczeństwo, a znaczna jego część myśli, że to wszystko naprawdę, to znaczy – że koguty rzeczywiście o coś walczą.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Czy Saddam Husajn i Kaddafi zginęli za próby obalenia dolara? BRICS.

Czy Saddam Husajn i Kaddafi zginęli za próby obalenia dolara?

https://nczas.com/2023/02/26/michalkiewicz-to-by-byl-dla-usa

Czy dolar wkrótce zostanie zdetronizowany, a główną rolę zacznie odgrywać inna waluta? Rozważa Stanisław Michalkiewicz, choć jak podkreśla, Stany Zjednoczone na pewno łatwo nie ustąpią na tym polu.

——–

Ostatnio coraz częściej przebąkuje się o nadejściu nowego światowego porządku monetarnego. USA bezsprzecznie pozostają największą światową gospodarką, mają decydujące zdanie w kwestii zarządzania systemem SWIFT, to jednak swoją pozycję zbyt często wykorzystują jedynie do własnych celów, więc coraz więcej państw szuka innej waluty rezerwowej.

Publicysta Stanisław Michalkiewicz, odpowiadając na pytania widzów na swoim kanale na YouTube, przypomniał, że już w 2011 roku zawarto międzynarodowe porozumienie ws. waluty.

To był BRICS, czyli Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA. Celem jest detronizacja dolara z funkcji waluty światowej i zastąpienie jej chińskim juanem opartym na standardzie złota – przypomina Michalkiewicz.

Uważa, że taki scenariusz jest możliwy, ale do porozumienia musiałyby dołączyć inne państwa – na przykład kraje naftowe.

To by był dla USA bardzo bolesny cios. Potężna armia amerykańska pilnuje tego jak oka w głowie. Co zgubiło Saddama Husajna? Nie to, że gdzieś wpuszczał gazy bojowe, tylko to, że zaczął się odgrażać, iż w transakcjach eksportowych ropy naftowej odstąpi od dolara na rzecz japońskiego jena albo europejskiego euro – przypomniał Michalkiewicz.

Jako inny przykład podał postać Muammara Kaddafiego, który zdaniem Michalkiewicza zginął z innych powodów niż oficjalne. Zginął, bo chciał wprowadzić złoty dinar do rozliczeń na rynku ropy z innymi krajami Afryki Północnej.

Widać, że Stany Zjednoczone są bardzo wyczulone na takie rzeczy. Z faktu, że dolar jest walutą światową, USA „ciągną” grubą rentę. Z całą pewnością będą się temu przeciwstawiali, ale sytuacja może się zaostrzyć – podsumowuje Michalkiewicz.

BRICS Summit Reaffirms that Russia Not as Isolated…

BRICS Summit Reaffirms that Russia Not as Isolated as NATO Suggests

Jun 28, 2022 https://www.zerohedge.com/geopolitical/brics-summit-reaffirms-russia-not-isolated-nato-suggests

The recent BRICS summit managed to run its course this past week with very little fanfare, despite the fact that Russia is in the midst of a conflict with Ukraine that has led to a worldwide economic war. China is edging towards a potential invasion of Taiwan, and much of the planet is in the middle of a stagflationary crisis in the meantime.

The one major takeaway from the summit was the reaffirmed stance of the BRICS that they would continue to work closely with Russia in economic terms.  

Since the beginning of the invasion of Ukraine, there has been a running narrative in the western media that sanctions and the removal of Russian access to the SWIFT network would crush the country within a few months, leaving them penniless and unable to project military power.  This has not happened.

A picture was painted by journalists and politicians of a completely isolated Russia, destroyed by a global cancel culture campaign that would de-nation them.  In reality, Russian trade, specifically their oil trade, has actually expanded.  Both China and India have increased their purchases of Russian oil while enjoying discounted prices.  Simultaneously, Europe and the US are suffering from oil and gas inflation and the EU is cutting vital oil and gas supplies from Russia.

Any economist with a brain and a familiarity with the BRICS could have predicted this outcome, but the bias within the mainstream media is a powerful thing.  If there were any doubts that the BRICS might distance themselves from Russia, these were put to rest in the BRICS statement on the Ukraine situation.  While supporting humanitarian efforts within Ukraine as well as diplomatic solutions, the BRICS member took swipes and NATO countries for opportunism and instigation.  In other words, there will be no breakup with Russia and BRICS markets will continue to remain open to them. 

This means that Russia’s war with Ukraine will be sustainable for many months to come, which means that sanctions and economic warfare will continue for many months to come.  Supply chain disruptions will continue unabated as Russian commodities remain off the market for the west, and this will add to the already high inflation we are currently dealing with.

Further economic escalation could even lead to BRICS allies engaging in trade warfare as well.  The situation has a powderkeg potential beyond anything the world has seen in decades.