Polowanie na profesurę profesora – a poszukiwanie prawdy
Jaki „profesor” taki poziom argumentów
Można by się zdziwić, dlaczego od wielu lat środowiska zainteresowane sprawą „czy energia jądrowa jest potrzebna dla Polski” poszukują profesury Andrzeja Strupczewskiego, zamiast zająć się argumentami merytorycznymi, gospodarczymi.
Odpowiedź jest prosta:
Ten człowiek od ponad 30-tu lat personifikuje dążenia międzynarodowego lobby jądrowego do uszczęśliwienia, Polski, Polaków „nowoczesnymi i bezpiecznymi” reaktorami „najnowszej generacji”.
Najpierw, już w latach 70-tych używał takich określeń na korzyść „towarzyszy radzieckich” i ich WWER-ów. Potem zaś, po zmianie halsu, na rzecz reaktorów francuskich (z Framatom, Areva) i amerykańskich (Westinghouse). Od niedawna promuje reaktory na trzy plus (3+). Piszemy (zob. np. Niedoszłe energetyczne El Dorado czyli: https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=3582&Itemid=44 ) , że w Europie nie pracuje ani jeden z takich reaktorów, a jedyne dwa są, od wielu lat budowane, we Flamanville (Francja) i Olkiluoto (Finlandia). Budowa się przedłuża, koszty rosną o miliardy. Firmy się procesują.
Dyskusja merytoryczna jest uniemożliwiona (zob. np. Promocja energetyki jądrowej – wór sloganów ). Strupczewski przeznaczył (może to jemu przeznaczono? w komisji sejmowej w 2011 r) ponad 18 milionów zł na propagandę pro-jądrową, prowadzoną z naszych pieniędzy. Uwagi uczestników tego posiedzenia w sejmie, osób z Instytutu na rzecz Ekorozwoju, by te pieniądze były przeznaczone na informację o EJ, nie zaś na propagandę – zostały zbyte krzykiem.
Propaganda prowadzona jest m. inn. pod firmą SEREN , co niektórzy, może złośliwi w Świerku i wśród zainteresowanych agresją EJ w Polsce tłumaczą Stowarzyszenie Emerytów i Rencistów Energetyki Nuklearnej. Ale pieniądze są bardzo konkretne. W ubiegłym roku finansowano na przykład propagandowe wycieczki studentów w „jądrowym autobusie”. Zebrani z łapanki młodzi ludzie, przepytywani w różnych miastach, nie wiedzieli nawet, że w reaktorach powstają izotopy plutonu, nie tylko 239Pu, ale też cięższe, o ogromnej radioaktywności alfa. Nie wiedzą też, że z nich robi się (zwykle tajnie) paliwo MOX. Nie wiedzą też, tak jak promujący EJ w mediach prof. Jacek Jagielski ze Świerka, z którym spotkałem się w TVN, że reaktor Maria w Świerku ma zwierciadło grafitowe, co jest bardzo niebezpieczne. Takie zwierciadła na świecie nie są stosowane od lat 60-tych, po katastrofie w Windscale. Ono było też jedną z głównych przyczyn katastrofy w Czarnobylu.
Finansują też tygodniowe wycieczki do Świerka lub Flamanville dla przeciwników EJ, np. dla aktywistów z GĄSEK, gdzie przedtem, ku frustracji lobby jądrowego, 94% ludzi wypowiedziało się w referendum przeciw EJ .
Ponieważ wódz propagandzistów energetyki jądrowej ma bardzo ograniczony zestaw argumentów, ale poparty ogromna pewnością siebie, a z reguły nie odpowiada na argumenty merytoryczne, młodzi ludzie przed wielu laty usiłowali zorientować się, jakie p. A. Strupczewski ma podstawy naukowe do swych wypowiedzi „ex cathedra”. A ściślej – gdzie stoi ta cathedra profesorska. Bo od lat podpisuje się i przedstawia jako: prof. dr inż. ANDRZEJ STRUPCZEWSKI , np. tu: http://www.atom.edu.pl/index.php/redakcja/90-prof-dr-inz-andrzej-strupczewski.html
Okazało się że… nie w Polsce. W spisie profesorów mianowanych („belwederskich”) ciągle takiego nazwiska nie ma. A. Str. na bardzo liczne pytania przesyłane do niego np. na adres a.strupczewski@cyf.gov.plnie odpowiada.
Zadałem więc („na żądanie publiczności”) takie pytanie dyrektorowi Narodowego Centrum Badań Jądrowych (tak teraz nazwali Ośrodek Świerk) prof. dr hab. Grzegorzowi Wrochnie:
=========================================
30 kwietnia 2012
Szanowny Panie Profesorze,
Wiele miejsca w mediach zajmuje ostatnio dr. Andrzej Strupczewski, pracownik Pana instytutu. Wszędzie, i to od wielu lat, przedstawia się i podpisuje jako profesor, również w licznych oficjalnych materiałach Narodowego Centrum Badań Jądrowych.
Byłbym zobowiązany, gdyby odpowiedział Pan Profesor na parę pytań, na które p. A. Strupczewski od paru lat nie odpowiada dużemu gronu dziennikarzy i innych zainteresowanych :
Kiedy uzyskał TYTUŁ profesora nadawany przez prezydenta?
W wykazie profesorów mianowanych nie potrafimy go znaleźć.
Może – na jakiej uczelni ma on stanowisko profesora?
Bo, o ile się orientuję, w ośrodkach naukowych i badawczych nie ma możliwości nadawani ani tytułu ani stanowiska?
Ewentualnie: W jakim kraju nadano mu profesurę?
I kiedy?
Łączę wyrazy szacunku
Mirosław Dakowski,
prof. dr hab., fizyk
Z odpowiedzi wynikało, że : dr inż. Andrzej Strupczewski, prof. nadzw. NCBJ. Czyli – ponieważ NCBJ to nie uczelnia, więc byłoby to stanowisko zwyczajowe, jak w szkole: „Uwaga, psor idzie!!”.
A sprawa stanowiskaprofesora?
„Profesor to również nazwa stanowiska pracy na uczelniach wyższych. W tym znaczeniu profesor to samodzielny pracownik naukowy, który kieruje własnym zespołem naukowym lub jest kierownikiem katedry, instytutu lub innej samodzielnej jednostki uczelnianej”. Wobec skromnego milczenia A. Str. przeszukaliśmy liczne uczelnie, włączając Akademię Hotelarstwa i Gastronomii (bo tak nazwała się Wyższa Szkoła Gotowania na Gazie). Bez skutku.
Viki podaje jednak: W Polsce w szkołach średnich tradycyjnie nazywa się wszystkich nauczycieli profesorami, choć formalnie posiadają oni zwykle tytuł zawodowy magistra.
Koledzy profesorowie ze Świerka zasugerowali, że może należy źródeł profesury szukać w b. ZSSR, albo w Kirgystanie. Lub „gdzieś w Afryce”, może Burkina Faso, tam podobno tanio sprzedają profesury, a w pakiecie, jeśli się potarguje, dodają jeszcze tytuł książęcy (księcia krwi? Pamiętamy z „W pustyni i w puszczy”..). Szukamy…
Nie ma na uczelniach, w mediach oficjalnych, uczciwej dyskusji o kosztach, bezpieczeństwie i potrzebie EJ dla Polski. Jest jedynie propaganda pro-jądrowa, ostatnio popierana przez wszystkie partie będące w sejmie (sic!!)Posłowie 13 maja 2011: po nas choćby katastrofa nuklearna .
Wracam do pytania postawionego na początku: „Po co te poszukiwania?” Otóż po to, by Polacy zasypywani propagandą pro-EJ mogli choć odpowiedzieć :
O rozwoju energetyki w Polsce – energetyka geotermalna
Łódź 17.07.2026
Paweł Sarnik, Klub Przyjaciół „Wyspa”, w Łodzi
========================================
Szanowny Pan Włodzimierz Skalik
Wiceprezes Prezydium
Konfederacji Korony Polskiej
Dotyczy: Rozwoju energetyki w Polsce
Jako grupa ludzi skupionych pierwotnie wokół ugrupowania Polska Jest Jedna (PJJ), a aktualnie sympatyków Konfederacji Korony Polskiej (KKP) pragniemy podjąć polemikę w przedmiocie polityki energetycznej zaproponowanej przez Wasze ugrupowanie. Zgodnie z programem Waszej partii czytamy:
„stanowczo sprzeciwiamy się polityce „wygaszania” polskiego górnictwa węgla kamiennego i brunatnego będących podstawą tradycyjnego polskiego systemu energetycznego. W tym kontekście uważamy zabezwzględnie konieczną rewizję zobowiązań wynikających z „Paktu klimatycznego”, a w przypadku niemożności osiągnięcia rozwiązań zgodnych z interesem Państwa Polskiego, wypowiedzenie go.
Jako jedyną alternatywę dla obecnego systemu wytwarzania energii elektrycznej widzimy elektrownie jądrowe, do zbudowania których wzywamy rząd polski.
Jednocześnie uważamy doktrynę oparcia krajowego systemu energetycznego w Polsce wyłącznie lub głównie na odnawialnych źródłach energii (OZE) za szkodliwe mrzonki oderwane od realiów ekonomicznych i praw fizyki.”
W programie partii PJJ także sprzeciwialiśmy się „wygaszaniu” polskiego górnictwa węgla kamiennego i brunatnego, które na ten moment, uważamy za podstawę stabilnego systemu energetycznego.
Podobnie jak KKP oceniamy możliwość wykorzystania energetyki słonecznej i wiatrowej jako uzupełniającą a nie podstawową w miksie energetycznym.
Jednakże pragniemy zauważyć, że Polska ma największe w Europie zasoby odnawialnych nośników energii – przewyższające wielokrotnie jej potrzeby w zakresie ciepła do ogrzewania – są to zasoby geotermalne a Polska powinna dążyć jak najszybciej do pełnej samowystarczalności energetycznej , wykorzystując własne zasoby kopalne i odnawialne.
Inwestycje geotermalne charakteryzują się zerowym stopniem emisji tzw. gazów cieplarnianych i nie ingerują w krajobraz.
Wartością samą w sobie jest wytwarzanie energii w sposób ekologiczny. To jest źródło wręcz „doskonałe”, które nie powoduje zanieczyszczenia powietrza oraz które nie powoduje w ogóle emisji CO2, co jest sztandarowym wymogiem „klimatystów/zamordystów” z UE.
Geotermia Poddębice. „Kocioł” o mocy 10MW od wewnątrz
========================
Geotermia Poddębice. Budynek wymiennikowni. Ta szklana kopuła obok to „kocioł” o mocy 10MW
=================================
Taką architekturę można zaakceptować nawet w Gietrzwałdzie
——————————————————–
Geotermia Podhalańska jest w Polsce największą geotermią, wyjątkową, bo działającą z powodzeniem w trudnym, górzystym terenie, powstała przeszło 30 lat temu i ma wyjątkowo korzystne ceny ciepła. Wg stanu na styczeń 2023 r. cena energii wynosiła w Geotermii Podhalańskiej ok. 87 zł/GJ, w Łodzi, w Veolii ok 150 zł /GJ !.
Obecnie w Polsce istnieje 56 udokumentowanych złóż wód termalnych rozpoznanych pracami geofizycznymi (250000 kmb) i wiertniczymi (ponad 7000 otworów), w tym 17 złóż termalnych wód leczniczych. Istnieją i działają zrealizowane inwestycje geotermalne , najbardziej znane to Stargard Szczeciński, Toruń, Koło, Pyrzyce, Poddębice, Sieradz, Konin, Uniejów, Mszczonów i oczywiście Geotermia Podhalańska . W Szaflarach wykonano najgłębszy otwór geotermalny na świecie. Dowiercono się do głębokości ok 6103 m. Uzyskane temperatury 140 -150 C i wydajność złoża pozwolą na budowę pierwszej w Polsce elektrowni geotermalnej.
Geotermia może pokryć pełne zapotrzebowanie kraju na ciepło do ogrzewania, co może dać oszczędność gazu z importu sięgającą minimum 50% dostaw. Zaoszczędzone dewizy można przeznaczyć na rozwój poszukiwań i wydobycia krajowych zasobów ropy, gazu i wód geotermalnych. A zaoszczędzony gaz wykorzystać w nowych, elastycznych blokach gazowych do wytwarzania energii elektrycznej (np. Ostrołęka).
Pomimo to geotermia jest przemilczana, wręcz „ukrywana” przez rząd, polityków, mainstreamowe media. Przyczyna tego jest oczywista. Kosmopolityczne lobby energetyczne nie chce dopuścić do samowystarczalności energetycznej Polski.
Geotermia jest zasobem b. stabilnym – nie posiada podstawowych wad innych preferowanych źródeł OZE jak fotowoltaika czy wiatraki, które są zależne od zmiennych warunków pogodowych (słońce i wiatr) i ich rozwój jest dla „utrapieniem” dla stabilności systemu energetycznego państwa.
Podstawową zaletą geotermii jest także fakt, że jest to energetyka rozproszona i jej rozproszenie to bardzo istotny aspekt strategiczny.
Dlatego prosimy o zapoznanie się ze strategią rozwoju Polski zawartą w publikacji „Polska XXI wieku. Nowa wizja i strategia rozwoju” opracowaną przez 3 wybitnych polskich profesorów: J. Sokołowskiego, J. Zimnego i R. H. Kozłowskiego.
Ci „trzej polscy tenorzy polskiej energetyki” w publikacji charakteryzują zasoby przyrodnicze naszego kraju, ze szczególnym uwzględnieniem odnawialnych źródeł energii, analizują kierunki rozwoju Polski i jej sytuację związaną z wejściem w struktury UE, kreślą program ocalenia bytu narodowego, przeczuwając już wtedy (2001 rok) to, co dziś jest widoczne dla nas gołym okiem: musimy odzyskać niepodległość i niezależność.
U podstaw programu naprawy Rzeczypospolitej pozostaje Rodzina. By mogła trwać rozwijać się i wypełniać swoje posłannictwo winna mieć zapewnione przynajmniej konieczne minimum godnej egzystencji i o to chodzi w przedstawionej strategii.
Publikacja pochodzi z 2005 r. i niektóre z wniosków mogą być dziś postrzegane nieco inaczej, jednak większość jest nadal aktualna
W publikacji autorzy rozprawiają się także z przyjętymi kierunkami rozwoju.
„Polska w latach siedemdziesiątych była samowystarczalna energetycznie, wydobycie własne ropy naftowej wzrosło do 0.5 mln ton, wydobycie własne gazu osiągnęło wartość 8 mld m3/rok, wydobycie węgla kamiennego i brunatnego ok. 200 mln ton. W tym czasie metraż wierceń geologiczno-poszukiwawczych osiągnął wartość 450 km/rok”
Czytamy: „w wyniku haniebnych decyzji politycznych lat osiemdziesiątych imponujący rozwój polskiej energetyki oparty na wykorzystaniu własnych, naturalnych surowców kopalnych został niekorzystnie zmieniony. Dalszego rozwoju nowoczesnej Polski upatrywano w odkrytych , dużych zasobach węgla brunatnego (Pątnów , Adamów, Konin, rozwoju energetyki jądrowej (Żarnowiec) oraz dostawach taniego gazu z Rosji („kontrakt stulecia” W. Pawlaka)”.
Nastąpiła świadoma utrata samowystarczalności energetycznej państwa, która trwa do dziś. (118% – rok 1960, 113% – rok 1975, 85 % – rok 2000, planowane 60% w roku 2020).
Taka strategia likwidacji energetyki polskiej oraz przemysłu wydobywczego jest nie do zaakceptowania – zważywszy na posiadane ogromne zasoby surowców kopalnych, największe w Europie zasoby odnawialnych/geotermalnych źródeł (przekraczają przeszło 100 krotnie potrzeby kraju), potencjał wydobywczy i ludzki Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazowego (PGNiG, wchłoniętego niestety przez Orlen) oraz znakomite zaplecze naukowe.
W rozdziale „Polska – zielonym Kuwejtem Europy” czytamy m.in.:
Rozpoczęcie realizacji programu (geotermii) od województwa łódzkiego. Władze tego województwa posiadają już: oceny zasobów geotermalnych dla Łodzi, wszystkich gmin i powiatów województwa łódzkiego oraz wstępne projekty wierceń dla 6 osiedli : Retkinia , Ustronna, Teofilów , Traktorowa, Wyścigowa i Politechnika zapewniających możliwość zastąpienia około 100-200 MW mocy uzyskiwanej z węgla energią geotermalną.”
„ Przy pracy 2 wiertni w ciągu 2-3 lat zrealizować program zapewniający dostawę energii geotermalnej do w/w osiedli w Łodzi. Ponieważ istnieje tu gotowa sieć ciepłownicza to niepotrzebne byłyby dodatkowe nakłady finansowe, co znacznie poprawiłoby efektywność ekonomiczną przedsięwzięcia”.
Niestety sieć ciepłownicza oraz elektrociepłownie zostały przekazane/sprzedane? za czasów rządu M. Belki firmie Dalkia, obecnie korporacja Veolia.
Dlaczego? – stanie się to oczywiste poniżej.
Aby nie dopuścić do przejęcia przez obce podmioty w opracowaniu czytamy: „Zasoby energii geotermalnej , znajdujące się pod obszarem każdej gminy powinny stać się własnością komunalną gminy, gmina powinna też uzyskać prawo do dysponowania dokumentacjami i „zlikwidowanymi” odwiertami Państwowego Instytutu Geologicznego oraz Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa”.
A co realizuje w Łodzi prezydent H. Zdanowska? . Podpisuje list intencyjny z zagraniczną korporacją Innargi sp. z o.o. (o kapitale założycielskim 5 tys. zł) oraz korporacją Veolia, która uwłaszczyła się na łódzkich elektrociepłowniach i niestety także na łódzkiej sieci ciepłowniczej, z zamiarem przekazania praw do dysponowania zasobami geotermalnymi zlokalizowanymi pod miastem Łódź.
A jaka jest opłata za wydobycie ? Zgodnie z obwieszczeniem ministra Klimatu i Środowiska (Pauliny Henning-Kloski) z dn. 24 .11 2024 r. w sprawie stawek opłat za rok 2025 z zakresu przepisów prawa geologicznego i górniczego – cena jest b. konkurencyjna i wynosi … 0 zł/m3. To jest „żyła złota…”.
Dociekliwych zachęcam do sprawdzenia: jakie podatki odprowadza korpo Veolia do budżetu Łodzi. A jakie opłaty będzie wnosić spółka Innnargi? Innargi to spółka córka: A.P. Moller Holding (duńska grupa inwestycyjna, znana głównie z marki Maersk), ATP (największy duński fundusz emerytalny) i NRGi (duńska spółka energetyczna należąca do konsumentów) – mam nadzieję, że nie są zarejestrowane w rajach podatkowych.
Posiadamy w Polsce nadal nasz potencjał naukowy, polskie firmy wiertnicze i wykonawcze, które zbudowały większość polskich zakładów geotermalnych. Polska firma Exalo Dilling (dawniej Nafta Kraków) ustanowiła rekord głębokości odwiertu w Kazachstanie i całej Azji Centralnej docierając do głębokości 7050 m w otworze na polu gazowym Tasym Jugo.
Na konferencji geotermalnej w PIG w Warszawie w 2024 r. pani Dyr. Handlowy z Veolii Łódź stwierdziła, że nie jest w stanie nic powiedzieć o cenach energii cieplnej dla mieszkańców!
Dla porównania, na tej samej konferencji, właściciel prywatnej polskiej Geotermii w Stargardzie Szczecińskim podał cenę w jego firmie dla odbiorców tj. 93 zł/GJ, w Łodzi mieliśmy wtedy ~150 zł/GJ.
Ocalmy od zapomnienia wizję rozwoju polskiej geotermii, przedstawioną przez w/w trzech wybitnych przedstawicieli polskiej nauki, wizji, która od przeszło 25 lat nie może się przebić do realizacji ani nawet do świadomości ludzi.
„ Realizacja przedstawionego powyżej programu , jak też kontynuacja w latach następnych tendencji do wykorzystania w maksymalnym stopniu tańszych i bezpieczniejszych krajowych zasobów energii odnawialnych stworzyłoby warunki do pełnego zatrudnienia ludzi w dziedzinach produkcji opartych o odnawialne nośniki energii . Uczyniłaby naszą produkcję konkurencyjną w stosunku do innych krajów i stworzyłoby perspektywę rozwoju społeczeństwa , zahamowując również obecną tendencję pomniejszania się liczebności naszego kraju”.
A teraz zajmijmy się energetyką jądrową. Należy tutaj rozprawić się z szeregiem mitów i stereotypów związanych z tą tematyką.
Pierwsza polska elektrownia jądrowa Lubiatowo-Kopalino ma mieć przewidywaną moc 3.75 GW. Elektrownia ma składać się z trzech bloków typu AP1000 o mocy 1.25 GW każdy (od korporacji Westinghouse). Planowany koszt to jak wspomniano wyżej 200 mld zł.
Docelowo planowana jest budowa sześciu bloków o łącznej mocy od ok. 6 do 9 GW.
1. Choć energetyka jądrowa jest przez wielu postrzegana jako synonim nowoczesności i prestiżu to od „paru dziesięcioleci nie ma istotnych postępów w technologiach zamiany energii rozszczepienia na energie użyteczne (elektryczna, cieplna, czy mechaniczna). Od trzech dziesięcioleci ilość reaktorów energetycznych waha się od około 430 do 400 z tendencją raczej malejącą. Ich udział w globalnej produkcji energii zmalał.” (4).
Liczba reaktorów jądrowych oddawanych do użytku na świecie miała swoje max około 1987 r., cechuje się wyraźnym spadkiem w latach 90 i po 2010 r., choć przy wyraźnym wzroście w Chinach i częściowo w Azji.
Dostępnych jest niewiele lub wcale informacji na temat doświadczeń eksploatacyjnych w budowie reaktorów w Chinach i brakuje wiarygodnych informacji na temat ich wydajności. (12).
Wg danych z tabeli poniżej w wszystkich krajach Europy, w USA i Japonii energetyka jądrowa jest w odwrocie. Wszystkie te kraje w ostatnich latach praktycznie nie budowały nowych reaktorów.
W ostatnich 5-latkach w ilości oddanych do użytku komercyjnego reaktorów są śladowe : w USA – 1, Francja -1, Niemcy -0, Japonia -0 .
Litwa rozpoczęła kolejny kluczowy etap likwidacji Elektrowni Jądrowej Ignalina. Spółka Altra, odpowiedzialna za realizację programu wycofania elektrowni z eksploatacji, ogłosiła międzynarodowy przetarg na zaprojektowanie i wykonanie demontażu rdzeni obu reaktorów RBMK-1500.
2. Miejsca pracy. Wg sekretarz USA ds. energii Jennifer Granholm budowa elektrowni atomowej w Polsce da 100 tys. miejsc pracy ale… dla amerykańskich pracowników (5), co pozwoli być może przetrwać korporacji Westinghouse.
W Polsce szacuje się, że w szczytowym okresie budowy elektrowni może być to ok. 10 -30 tys. miejsc pracy.
3.W Polsce nie posiadamy złóż uranu czy innego paliwa jądrowego. Ceny na rynkach światowych są zależne od światowych korporacji. Największe zasoby znajdują się na terenie Australii (28% zasobów światowych), Kazachstanu (15%), Kanady (9%), Rosji (8%) i Namibii (7%).
Najwięksi wydobywcy uranu (przedsiębiorstwa) w 2022 roku: kazachski Kazatomprom (11 373 ton; 23% produkcji światowej), kanadyjska Cameco (5675 ton; 12% produkcji światowej).
A jaka jest dostępność paliwa jądrowego na świecie?. W 2023 roku, w obliczu niepewności i paniki związanej z przyszłymi łańcuchami dostaw, Stany Zjednoczone zakupiły od Rosji rekordową ilość wzbogaconego uranu – najwyższą od 2013 roku – przekraczającą 701 ton i opiewającą na łączną kwotę 1,2 miliarda dolarów. Było to w czasach , gdy obowiązywało embargo na zakup paliw w Rosji…
Jak to się ma do dywersyfikacji źródeł energii przez Polskę?.
Jak zapewnić bezpieczeństwo i opłacalność dostaw w aktualnej sytuacji ekonomicznej i międzynarodowej, gdy źródła nośników energii nie są w naszych rękach i nie mamy wpływu na ich ceny, a coraz bardziej widoczny jest zbrojny rabunek światowych zasobów energetycznych?.
4. Energetyka jądrowa nie jest bezpieczna. Zasadniczy problem występowania zagrożeń sprowadza się do dwóch kwestii:
– braku możliwości zadowalającego rozwiązania odprowadzenia ciepła z prętów paliwowych, przy równoczesnej olbrzymiej koncentracji mocy jednostkowej w reaktorze, to ~99% wszystkich problemów,
– niemożność pracy elektrowni jądrowej bez zewnętrznego zasilania z tzw. sieci systemowej, bez którego nie ma szans wyjścia z prostego stanu awaryjnego, jakim jest nagłe wyłączenie jej generatora elektrycznego będącego pod obciążeniem. Na takich próbach „poległ” reaktor w Czarnobylu. Oczywiste jest, że każda EJ. musi być wyposażona w układy zasilania awaryjnego. W przypadku reaktorów III generacji (Westinghouse AP1000 i GE/Hitachi ESBWR) zaopatrzonych w układy bezpieczeństwa pasywnego blok jądrowy osiąga bezpiecznie stan wyłączenia także przy braku zasilania z zewnątrz, ale na ten moment nie ma zbyt wielu doświadczeń z nimi. (3 )
Nie do pominięcia jest jednak czynnik ludzki. Japończycy, w kraju o dużej aktywności sejsmicznej, nie przewidzieli, że trzęsienie ziemi o magnitudzie 9.0 w skali Richtera spowoduje falę tsunami o wysokości 14-15 m, oszacowano projektową wysokość fali tsunami na 5.7 m…
Groźne katastrofy ze stopieniem rdzenia -Three Mile Island, Windscale, Czarnobyl, Fukushima przekroczyły wiele tysięcy razy obliczone prawdopodobieństwo takich katastrof.
Po Czarnobylu realna ilość ofiar śmiertelnych przekroczyła tysiące razy dane oficjalne, ilość przypadków uszczerbku na zdrowiu ludzi jest niepoliczalna!
Koszt neutralizacji stopienia trzech czy czterech rdzeni w Fukushimie przekracza dziesiątki miliardów dolarów, a czas zakończenia tych prac oddala się na nieznaną ilość lat (4). Jak policzyć straty w faunie i florze w wyniku przedostania się do środowiska skażeń radioaktywnych? Niewykonalne.
5. Energetyka jądrowa nie jest tania w budowie i eksploatacji.
Najnowszą elektrownią jądrową w Europie jest trzeci blok elektrowni Olkiluoto w Finlandii, który rozpoczął regularną pracę w kwietniu 2023 roku. Jest to największy reaktor jądrowy w Europie o mocy 1600 megawatów (MW), typu European Pressurized Reactor (EPR) ale zaprojektowany przeszło 25 lat temu. Jego budowa trwała 14 lat, z dużymi opóźnieniami i 4 krotnym wzrostem kosztów, a budowa rozpoczęła się w 2005 roku…
Będąc stroną konfliktu Rosja-Ukraina USA zakupiły uran od Rosji. Nie posiadając własnych złóż uranu, trudno byłoby nam kupić od Rosji uran w sytuacji embarga narzuconego całej Europie przez USA.
Lansowane ostatnio małe reaktory energetyczne nie są jeszcze sprawdzone, Polska nie powinna być ich poligonem doświadczalnym. Ceny energii elektrycznej z nich muszą być jednak wyższe niż z normalnych reaktorów energetycznych [efekt skali].
6. Energetyka jądrowa cechuje się koniecznością stałego utrzymywania mocy (jest mało elastyczna), OZE zaś odwrotnie – mają kapryśne, mało przewidywalne, zależne od pogody, zasilanie. Więc tak dla energii jądrowej, jak dla OZE [wiatr, fotowoltaika] konieczny jest priorytet rozwoju magazynowania energii, magazynów tak wielkich jak i lokalnych. Technologie są znane i wypróbowane: Elektrownie szczytowo-pompowe, magazynowanie przez wodór, przemiany fazowe, przemiany chemiczne [na przykład magnetyt plus wodór].
7. Nierozwiązanym do dziś problemem jest także utylizacja paliwa jądrowego. W elektrowni jądrowej o mocy 1GW zużycie paliwa to ok. 80 kg dziennie czyli około 30 ton rocznie i tyle jest też radioaktywnych odpadów. Do tej pory nikt na świecie nie poradził sobie z tym problemem.
Wypalone paliwo jądrowe z reaktorów rozszczepialnych pozostaje wysoce radioaktywne – i niebezpieczne, okres połowicznego rozpadu dla uranu-238 wynosi 4.5 miliarda lat.
– Finowie zbudowali składowisko, które jest ich zdaniem bezpieczne, w zakresie najbliższych 100 tys. lat. Co najmniej tyle czasu zużyte paliwo musi być bowiem schładzane, a co będzie później? Koszt przedsięwzięcia szacowany jest na 3,5 miliarda euro!
Dwie wielkie katastrofy na składowiskach odpadów radioaktywnych w Kisztym w ZSRR spowodowane były awarią chłodzenia odpadów a ich skutki radioaktywne dla ludzi i zwierząt są dużo groźniejsze niż z Czarnobyla. `
– W Polsce od ponad 60 lat funkcjonuje tylko jedno Krajowe Składowisko Odpadów Promieniotwórczych w Różanie. Przyjmuje ono jedynie odpady nisko- i średnioaktywne.
Rząd poszukuje lokalizacji pod nowe, naziemne lub przypowierzchniowe składowisko tego samego typu. Obiekt ten jest niezbędny ze względu na planowaną budowę elektrowni jądrowych (gdzie składowisko musi mieć możliwość stałego chłodzenia) oraz bieżącą działalność medyczną i przemysłową. Samorząd, który zgodziłby się przyjąć inwestycję, może liczyć na wielomilionowe wsparcie, w tym budowę infrastruktury towarzyszącej (drogi, sieci) oraz centrum edukacyjno-szkoleniowe. Po apelu do gmin żadna gmina nie wykazała zainteresowania…
– Czy Finowie uwzględnili wszystkie możliwe zagrożenia np. ruchy tektoniczne w tym obszarze? Po trzęsieniu ziemi w Kaliningradzie w 2004 r. bezpieczeństwo sejsmiczne Polski północnej zostało zakwestionowane, magnitudę szacowano na 5.0 stopni w skali Richtera.
Najsilniejsze zarejestrowane trzęsienie ziemi w historii Polski miało miejsce 5 czerwca 1443 roku. Jego epicentrum znajdowało się na Dolnym Śląsku w rejonie Strzelina, a magnituda szacowana na około 5,8 – 6,0 w skali Richtera. Wstrząsy były odczuwalne w całej Europie Środkowej. Trzęsienie ziemi, które spowodowało katastrofę w Fukushimie miało siłę 9.0 w skali Richtera
Największe udokumentowane tsunami na obszarze Polski miało miejsce w 1497 roku i było znane jako „Morski Niedźwiedź”. Ogromna fala o przypuszczalnej wysokości do 20 metrów zniszczyła port w Darłówku, a woda wdarła się na 8 km w głąb lądu. Pierwsza polska elektrownia jądrowa (Lubiatowo-Kopalino) powstaje w odległości około 2 km metrów od linii brzegowej Morza Bałtyckiego. Czy wobec powyższego trudno sobie wyobrazić w Polsce Fukushimę bis?.
– A jak wygląda utylizacja odpadów jądrowych w USA?. W połowie lat sześćdziesiątych XX wieku, u szczytu zimnej wojny, USA zmagazynowało około 32 000 głowic jądrowych, a przy tym góry śmieci radioaktywnych z produkcji plutonu do tej broni. Wyprodukowanie jednego kilograma plutonu wymagało około 907 ton rudy uranowej. Pluton, generowany z uranu bombardowanego neutronami w reaktorze jądrowym, był oddzielany od uranu w piekielnych kąpielach w kwasach i rozpuszczalnikach, które nadal oczekują na utylizację.
Długo odkładane oczyszczanie właśnie trwa w 114 z obiektów jądrowych USA, które obejmują powierzchnię równą stanom Rhode Island i Delaware, razem prawie 10 000 kilometrów kwadratowych. Wiele z mniejszych obszarów, tych łatwych, zostało oczyszczonych, ale wielkie wyzwania pozostają. Co zrobić z 47 174 tonami niebezpiecznego, bo radioaktywnego, zużytego paliwa z komercyjnych i wojskowych reaktorów jądrowych? Jak postąpić z 344,5 mln litrów wysokoaktywnych odpadów, które pozostały z przetwarzania plutonu, dziesiątkami ton plutonu, 450 tys. ton zubożonego uranu, milionami metrów sześciennych zanieczyszczonych narzędzi, skrawków metalu, odzieży, olejów, rozpuszczalników i innych odpadów? Ponadto, co z 240 milionami ton odpadów z przeróbki rudy uranu, mniej niż połową z nich stabilizowaną, zaśmiecającymi krajobraz?
Aby zdać sobie sprawę ze skali: po załadowaniu odpadów do wagonów kolejowych, a następnie wlaniu 344,5 mln litrów odpadów do cystern, powstałby mityczny pociąg, sięgający wokół równika i jeszcze dalej.
Miejscem składowania dla wspomnianych materiałów miała być wybrana przez rząd USA góra Yucca w stanie Nevada, ale lokalizacja ta napotykała od początku na opór. Do tej pory nie wiadomo, czy dojdzie do realizacji projektu, pomimo znacznych, poczynionych już, nakładów finansowych.
Oprócz samego przechowywania odpadów, zanieczyszczone gleby i wody gruntowe muszą zostać przetworzone i ustabilizowane, reaktory jądrowe zamknięte, budynki rozebrane, część z zakopanych odpadów wykopana, posortowana i ponownie złożona w ziemi, ponieważ nie zostały od razu odpowiednio zakopane.
Koszt całej operacji będzie oszałamiający – może nawet sięgnąć 400 miliardów dolarów przez 75 lat. (7)
Nieznany jest sposób uwzględniania kosztów śmierci dziesiątków tysięcy górników rud uranowych i pracowników zakładów wzbogacania uranu i oczyszczania plutonu oraz koszty chorób! W analizie kosztów energetyki jądrowej takiej muszą być jawnie uwzględniane tak koszty inwestycyjne, eksploatacyjne, jak i realne koszty paliwa.
Tylko takie 'uogólnione koszty’ można i należy porównywać z kosztami produkcji energii z różnych źródeł kopalnych, z energii odnawialnych, czy też z kosztami zwiększenia potencjału energetycznego poprzez poszanowanie energii.
– Jedną z metod swoistej „utylizacji” zubożonego uranu jest wykorzystywanie ich w pociskach artyleryjskich i czołgowych. Mało kto jest świadomy, że takie praktyki są stosowane.
Zubożony uran (DU) to odpad z procesu wzbogacania uranu. Stany Zjednoczone oraz Wielka Brytania przekazały Ukrainie amunicję przeciwpancerną wykonaną z tego materiału. Wiosną 2023 r. Brytyjczycy potwierdzili dostawy pocisków zawierających zubożony uran dla przekazanych Ukrainie czołgów Challenger 2. Są to zaawansowane pociski przeciwpancerne. We wrześniu 2023 r. Departament Obrony USA ogłosił pakiet pomocowy, który zawierał 120-milimetrowe naboje ze zubożonym uranem do czołgów M1 Abrams.
Użycie zubożonego uranu (który jest gęstszy od ołowiu) pozwala pociskom przebijać zaawansowane opancerzenie. Podczas uderzenia w cel pocisk rozgrzewa się i ulega samozapłonowi, wywołując pożar wewnątrz trafionego pojazdu. Wykorzystanie w przemyśle zbrojeniowym pozwala mocarstwom nuklearnym na zagospodarowanie setek tysięcy ton zubożonego uranu, który w innym wypadku musiałby być przechowywany jako odpad radioaktywny. Zubożony uran jest mniej radioaktywny niż naturalny uran. Organizacje takie jak IAEA wskazują, że zagrożenie radiologiczne jest niewielkie. Głównym problemem jest toksyczność chemiczna, która w przypadku wdychania pyłu po uderzeniu może uszkodzić nerki.
Według Instytutu Badań nad Rozbrojeniem ONZ (UNIDIR) zubożony uran nie jest klasyfikowany jako broń chemiczna, biologiczna czy nuklearna !, jednak kwestia jego stosowania pozostaje dyskusyjna z uwagi na długoterminowe zanieczyszczenie środowiska.
– Żywotność elektrowni i urządzeń E.J. szacowana jest na przeszło 50- 60 lat. Ale w którymś momencie trzeba będzie te urządzenia zutylizować. Koszt utylizacji reaktora jądrowego i innych urządzeń o mocy 1 GW wynosi wg AI zazwyczaj od 500 mln do 2,7 mld USD (ok. 2 mld – 11 mld zł). Większość państw (w tym Polska) wymaga od operatorów elektrowni odprowadzania części zysków na specjalne fundusze likwidacyjne już od pierwszych dni działania obiektu, co pozwala pokryć koszty unieszkodliwienia odpadów. Przykładowo, w Polsce przepisy Prawa Atomowego nakładają na operatora wymóg odkładania kwoty 17,16 PLN/MWh na poczet przyszłego wygaszania elektrowni. Najistotniejsze jest to, że koszty te będą prawdopodobnie i tak przerzucone na klienta…
No i żeby nie było z tym odkładaniem na fundusze likwidacyjne jak z ZUSem.
8. Wpływ na środowisko. Pierwsza polska EJ nie będzie posiadała chłodni kominowych (wysokość ok 180-200 m), bo w trosce o aspekt środowiskowy i krajobrazowy postanowiono zastosować tzw. system chłodzenia otwartego. Polegać to będzie na tym, że do chłodzenia reaktorów używana ma być woda morska.
Co prawda woda nie będzie przepływać przez rdzeń reaktora bezpośrednio a jedynie przez wymienniki ciepła, skąd jak sama nazwa wskazuje odbierze ciepło, odda też energię w turbinach a pozostałość ciepła zostanie wypuszczona z powrotem do morza cieplejsza o ok 7-10 stopni C.
Jest to ponad 2,5x więcej od elektrowni Kozienice i ponad 4x więcej od elektrowni Połaniec, gdzie pomimo ciągłego napływu chłodnej wody z góry rzeki występują problemy ze zrzutem ciepłej wody, a podniesienie temperatury wód rzeki wpływa negatywnie na florę i faunę. A wg autorów polskiej EJ jest to najmniej wpływające na środowisko rozwiązanie. Ciekawe co na to sinice?
Wybrane miejsce na elektrownię jądrową nad brzegiem Bałtyku nie tylko wpłynie negatywnie na środowisko, ale jest również jedną z najgorszych lokalizacji ze względu na transport energii elektrycznej. Na północy Polski nie ma dużych odbiorców energii, tak że zachodzi konieczność przesyłu znacznych ilości energii elektrycznej na południe kraju, do linii geograficznej: Kraków-Katowice-Wrocław, gdzie znajdują się największe odbiory. Wymaga to budowy kilku linii najwyższych napięć (400kV) o długości 500-600 km
Dotychczasowe działania wskazują, że nawet przy bardzo optymistycznych założeniach pierwsza elektrownia jądrowa w Polsce może powstać nie wcześniej niż w latach 2040-2045 a jednym z podstawowych problemów do rozwiązania będzie sposób finansowania inwestycji. Do tego czasu, jak sygnalizuje Ministerstwo Klimatu i Środowiska w Polsce zabraknie energii elektrycznej, co może skutkować kryzysem gospodarki i degradacją poziomu życia społeczeństwa.
Dlatego nie zgadzamy się na dalsze niszczenie polskiej energetyki, na gigantyczne rachunki za prąd i ciepło, na wiatraki do mielenia ptaków i fotowoltaikę na każdym polskim dachu – fotowoltaika to także potencjalne zagrożenie pożarem, pożarem, w którym b. łatwo stracić życie i/lub dorobek całego życia a nawet pokoleń. Gaszenie fotowoltaiki jest podobnie trudne jak gaszenie samochodów elektrycznych.
[8] https://www.dakowski.pl/geotermia-niechciana-energia-szansa-rozwoju-polski/ Polska może być samowystarczalna energetycznie. Prof. Jacek Zimny,. AGH.
Moje książki. I – dość dyskretnie ujawniane – okolice.
Mirosław Dakowski
1. Gdy sięgam pamięcią wstecz, to okazuje się że jestem współ-autorem książki „Krzemowe i germanowe detektory promieniowań”.
Na początku lat 60 detektory takie powstały, zostały wynalezione. A my, młodzi fizycy rozszczepienia bardzo ich potrzebowaliśmy. Zaprzyjaźnione laboratorium dr Jadwigi Chwaszczewskiej zaczęło je produkować. A my testowaliśmy je przy reaktorze, na akceleratorach, budowaliśmy dla nich nisko-szumową elektronikę. Przy okazji wyprosiliśmy, wymusili zbudowanie detektorów powierzchniowych krzemowych które wytrzymywały napięcie 300 V [sic!!] . Bo takie nam były potrzebne do badania lekkich cząstek z rozszczepienia. Opublikowaliśmy wspólnie kilka, rewelacyjnych na te czasy publikacji.
Wtedy zgłosił się do nas dyrektor Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej [CLOR] . Że on da pieniądze na druk, ale będzie współautorem książki.
Nazwiska jego nie chce mi się przypominać. Był on wśród kadr Informacji Wojskowej czy wyższych urzędników Urzędu Bezpieczeństwa, w przeważającej wielkości Żydów, którzy zwykle przyjmowali gojskie nazwiska. Jedynie prezes Urzędu do spraw Pokojowego Wykorzystania Energii Jądrowej, zachował swoje nazwisko Billig. Choć, wg jego współ-plemieńców, w młodości był krawcem mężczyźnianym, nicował głównie pelisy.
Ale już Oskar Karliner (właśc. Szyja Karliner, ps. Stefan) cyt. za viki: – dyrektor departamentu/zespołu współpracy międzynarodowej (lub zagranicznej) w Biurze Pełnomocnika. Osoba mocno zaangażowana w sprawy kadrowe, szczególnie dotyczące wyjazdów zagranicznych, kontaktów międzynarodowych i „sprawdzania” pracowników (m.in. blokował wyjazdy osobom z niepożądaną przeszłością lub zapisami służb). Przed przeniesieniem do atomistyki był prokuratorem wojskowym. I krwawym oprawcą. Takich była wśród władców EJ ogromna większość. W Świerku mówiło się, że całe Władze to kadra z właśnie rozwiązanej UB.
W wieku lat 30 chciałem się żenić. Byłem bezdomny. Poszedłem do Szyi, bo od niego zależał przydział. Popatrzył z daleka: „Przecież pan nie jest w naszej nomenklaturze.. „. No tak. Ja byłem w grupie znanej w świecie fizyki jądrowej jako „Warsow school of Ternary Physics”. A on…
————————–
Jednak dodam: On spędził resztę życia w luksusie w Izrael. Powiedział mi o tym b. Dyrektor w X Departamencie UB. Szyja był chyba przez jakiś czas jego podwładnym. A Dyrektor wybrał dalszy pobyt w ten kraj. [Viki: Departament X Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (MBP) był elitarną i jedną z najbardziej tajnych jednostek stalinowskiego aparatu represji w Polsce w latach 1951–1954. Jego głównym zadaniem była walka z tzw. „wrogami klasowymi wewnątrz partii”, czyli inwigilacja, aresztowania i wymuszanie zeznań
—————————————————–
Wracając do książki: Została w sporym nakładzie wydrukowana. Dopiero wtedy zauważyliśmy, że rozdział, którego autorem był ten dyrektor CLOR-u, jest żenująco bzdurny. Zażądaliśmy więc i dopilnowali wykonania przemiału całego nakładu. Udało się, bo jego pracownicy też go bardzo nie znosili.
Mam gdzieś w szpargałach jedyny chyba egzemplarz, dla pamięci. O dziwo, żadne zauważalne kary nas nie dosięgły.
—————————————–
2. Już w roku 1980 [!] ukazała się moja książka o Solidarności po rosyjsku „Солидарность”.
Wydałem pod pseudonimem Andrzej Pomorski w NTS [Народно Tрудовой Cоюз]. Siedzibę mieli pod Frankfurtem n/Menem. NTS to działająca na emigracji, ostro antysowiecka organizacja, ale… robotniczo-socjalistyczna.
Ukazały się tam dwa wydania po 3000 egzemplarzy, w małym formacie i na bibułkowym papierze, by łatwiej przemycało się do Sojuza.
Widzę jeszcze szok i obrzydzenie rosyjskiej arystokratki, naczelnej redaktor z Russkoj Mysli w Paryżu, gdy zauważyła wydawcę. Ale gdy przejrzała treść, wzięła 100 egzemplarzy do przesłania do Rosji. „Mamy bezpieczne kanały” – zapewniła mnie.
Brali również emigranci z Czechosłowacji, Rumunii, oczywiście z Polski.
W tym czasie [w PRL] kupiłem pierwszy telewizor kolorowy, z felerną fioletową plamą gdzieś w rogu. Ale był…
Zobaczyliśmy wtedy [jesień 1980] w Dzienniku Telewizyjnym, że prokurator PRL-u we Wrocławiu aresztował Kornela Morawieckiego, który [Solidarność Walcząca] przerzucał tę książeczkę do wojsk sowieckich pod Legnicą [Mała Moskwa].
Ogromna większość nakładów poszła jednak do Sojuza. Moi przyjaciele z Moskwy i Leningradu rozprowadzali ją po Rosji. Powiedzieli mi potem w żartach, że ona skróciła dni Breżniewa. Egzemplarze są na pewno w archiwach KGB i – może – IPN.
3. Książkę o Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego pod tytułem „Via Bank i FOZZ – o rabunku finansów Polski” wydałem z profesorem Jerzym Przystawą w 1992 roku.
A tak podpisał się Urban..
============================
Poniższą dedykację przeczytałem na wielkim zgromadzeniu w Politechnice Warszawskiej, na sali siedzieli między innymi b. premier Jan Olszewski i b, minister Spraw Wewnętrznych Antoni Macierewicz. Widzę jeszcze zażenowanie byłego już premiera Olszewskiego, gdy po przeczytaniu tej dedykacji wręczyłem mu książkę.
Książka ciągle jest dostępna, widocznie sprawa ciągle budzi zainteresowanie Polaków.
4. W roku 2005 ukazała się „O energetyce dla użytkowników i sceptyków”. Potem nastąpiły, kolejne uzupełnione i poprawione wydania. Ciągle jest dostępna. Naprawdę jest potrzebna. Ukazuje liczne skandaliczne błędy rządzących [Po-PiS] , a także krótkowzroczność publicystów N. Czasu. Wskazuje racjonalne drogi wyjścia z katastrofy energetycznej.
6. Dopiero w roku 2018 w wydawnictwie Bolinari, związanym z Warszawską Gazetą pokazała się książka dziewięciu autorów – analityków Zbrodni: „Maskirowka Smoleńska”.
Widzę, że obecnie jest dostępna tylko na Allegro, ale w razie większego zapotrzebowania Wydawca może ją łatwo dodrukować.
——————————————————–
Dla zabawy : Od trzech dziesięcioleci nie dostałem żadnego honorarium, z wyjątkiem ok 300 zł za „Maskirowkę”.
Meduzy wyłączyły reaktory największej elektrowni atomowej we Francji
Cztery reaktory elektrowni atomowej Gravelines we Francji zostały w niedzielę wyłączone, ponieważ w ich systemach chłodzących pojawiły się liczne meduzy – poinformował w poniedziałek operator elektrowni, spółka EDF.
Elektrownia jądrowa Gravelines znajduje się w regionie Nord na północy Francji, niedaleko Dunkierki i Calais. Składa się z sześciu reaktorów o mocy około 910 MW każdy (łącznie 5,4 gigawata) i jest największą elektrownią jądrową we Francji i jedną z największych na świecie.
Morze Północne: Temperatura wody rośnie, meduz jest coraz więcej
Elektrownia chłodzona jest wodą z kanału połączonego z Morzem Północnym. Meduzy pojawiły się prawdopodobnie w związku z rosnącą temperaturą wód morskich spowodowaną globalnym ociepleniem. [hi, hi.. I tu tę brednię musieli wcisnąć.. MD]
W związku z inwazją meduz cała elektrownia w Gravelines wstrzymała całkowicie wytwarzanie prądu – ponieważ już wcześniej dwa jej reaktory zostały wyłączone ze względu na zaplanowane wcześniej prace konserwacyjne.
Na plażach wokół Gravelines, miejscowości położonej między Dunkierką i Calais, obserwuje się wzrost liczby meduz w ostatnich latach w związku pojawieniem się gatunków inwazyjnych.
Gatunek inwazyjny znany pod nazwą Aurelia coerulea, występujący naturalnie w wodach północno-zachodniego Pacyfiku, po raz pierwszy został zauważony w Morzu Północnym w 2020 roku
– Meduzy rozmnażają się szybciej, gdy woda jest cieplejsza, a ponieważ akweny takie jak Morze Północne ocieplają się, okno reprodukcyjne otwiera się szerzej i szerzej – wyjaśnił Derek Wright, konsultant ds. biologii morskiej ze Służby Rybołówstwa Morskiego Narodowej Administracji Oceanicznej i Atmosferycznej USA.
– Meduzy mogą także podróżować na pokładach tankowców, dostając się do zbiorników balastowych statków w jednym porcie i często są wypompowywane do wód po drugiej stronie świata – dodał Wright.
Elektrownię atomową we Francji wyłączyły meduzy, które normalnie występują na Pacyfiku
Gatunek inwazyjny znany pod nazwą Aurelia coerulea, występujący naturalnie w wodach północno-zachodniego Pacyfiku, po raz pierwszy został zauważony w Morzu Północnym w 2020 roku.
Gatunek ten, który często pojawia się w wodach, w których występują duże ilości planktonu – w portach i kanałach – był w przeszłości źródłem problemów w systemach chłodzenia elektrowni atomowych w Chinach, Japonii i Indiach.
W niedzielę tuż przed północą reaktory drugi, trzeci i czwarty elektrowni w Gravelines wyłączyły się automatycznie, gdy filtry w stacji pomp zatkał rój meduz. Reaktor numer sześć wyłączył się kilka godzin później.
Incydent nie wywołał zagrożenia dla bezpieczeństwa elektrowni, jej personelu, ani środowiska naturalnego – zapewnia EDF.
W 2013 roku podobny incydent miał miejsce w Szwecji, w elektrowni w Oskarshamn, gdzie meduzy zatkały rury systemu chłodzącego.
Elektrownia atomowa w Polsce nigdy nie powstanie? Ekspert: przez 16 lat jedyne, co udało się zrobić, to wyciąć 40 hektarów lasu
[ MD: Z komicznej strony: Te hektary wyciętego lasu, to ostatnio. Ale w latach 80-tych i pierwszych 90-tych – w okolicy Żarnowca powstały miasteczka i wioski z ciężkiego, „JĄDROWEGO” spec-betonu. Wtedy cement był trudno dostępny, nawet za łapówkę. Więc – wiadomo.. Wywrotki piasku. Sam widziałem, jako dość nielegalny inspektor ze strony Państwowej Agencji Atomistyki, wielkie pęknięcia w 8-metrowej grubości fundamentach reaktorów. Zalewano je mleczkiem cementowym i suszono w pośpiechu nagrzewnicami, bo.. miała przyjechać ważniejsza inspekcja z Agencji w Wiedniu. Potem na terenach Żarnowca powstały różne „przedsiębiorstwa”, np. smażalnia frytek]
————————
Koszt budowy elektrowni wzrósł od czasu Czarnobyla pięcio- czy nawet siedmiokrotnie. Budowa bloku gazowego o mocy tysiąca megawatów kosztuje 4 mld zł, węglowego – 6–7 mld zł, a jądrowego – ponad 50 mld zł.
– Na elektrownie jądrowe w Europie mamy małe szanse, szczególnie w Polsce, gdzie po 16 latach działania Programu Polskiej Energetyki Jądrowej jedyne, co zrobiono, to wycięto 40 hektarów lasu w okolicach Choczewa i ogłoszono przetarg na budowę drogi do tej wycinki – mówi w rozmowie z tygodnikiem „Do Rzeczy” prof. dr hab. inż. Władysław Mielczarski – wieloletni pracownik Instytutu Elektroenergetyki Politechniki Łódzkiej, który brał udział w projektowaniu oraz we wdrażaniu rynków energii elektrycznej w Australii, Kanadzie i w Polsce.
Zdaniem naukowca Polska nie ma ani pieniędzy, ani nawet konkretnego pomysły na energetykę jądrową. Nie dość, że nie wiemy, jak taką elektrownię sfinansować, to ponadto nie mamy pojęcia kto dostarczyłby technologii, i jaka firma wybudowałaby instalacje. – Łudzenie się nadzieją na powstanie elektrowni jądrowej powoduje odkładanie na później istotnych problemów w energetyce, których brak rozwiązania spowoduje braki energii elektrycznej – podkreśla.
Rozmówca „Do Rzeczy” zwraca uwagę, że zdolność do dostaw wyposażenia elektrowni jądrowych mają obecnie trzy kraje: Chiny, Rosja i po części Francja. – Nie wiem, czy moglibyśmy kupić elektrownię jądrową w tych dwóch pierwszych krajach, ale we Francji ze względu na obecnie realizowane zamówienia, to nie wcześniej niż po 2040 roku. To bardzo kosztowna technologia i wiele krajów, jak USA, zrezygnowało z budowy nowych reaktorów, a jeszcze więcej innych, jak kraje postsowieckie, chętnie tych jądrowych elektrowni by się pozbyło. Koszt budowy elektrowni wzrósł od czasu Czarnobyla pięcio- czy nawet siedmiokrotnie. Budowa bloku gazowego o mocy tysiąca megawatów kosztuje 4 mld zł, węglowego – 6–7 mld zł, a jądrowego – ponad 50 mld zł. I może być jeszcze większa – wyjaśnia.
Na uwagę, iż rząd w Warszawie twierdzi, że wybuduje elektrownię jądrową w Polsce prof. Mielczarski odpowiada: „To jest publicystyka PR, która ma na celu przesłonięcie rzeczywistych problemów, z którymi boryka się energetyka, a przede wszystkim z mocami wytwórczymi. Prowadzi to do braku realistycznej strategii energetycznej w obliczu narastającego kryzysu. Nakład inwestycyjny przy budowie w Polsce jednej elektrowni, jak np. w Choczewie, o mocy ok. 3,5 GW jest rzędu 180–200 mld zł. I gdyby taką elektrownię nawet wybudować, to dostarczyłaby ona maksymalnie ok. 21 TWh energii elektrycznej, podczas gdy w roku 2040, zgodnie z prognozą polityki energetycznej, będziemy potrzebować ponad 300 TWh energii elektrycznej. Czy budowa elektrowni jądrowej o mocy 3,5 GW, której udział w pokryciu zapotrzebowania wyniesie ok. 7 proc., cokolwiek zmieni?”.
[Przypominam naszym milusińskim rządowym psychologom i innym „ekspertom” od EJ. 2023. MD]
[Gerd Rosenkranz, „Mity energetyki jądrowej: Jak oszukuje nas lobby energetyczne”, , str. 9, wyd. Fundacja im. Heinricha Bőlla ]
Jest 25 lipca 2006 roku, godzina 1319, gdy elektrycy pracujący poza elektrownią jądrową Forsmark w Szwecji doprowadzają do zwarcia w stacji rozdzielczej. Takie rzeczy się zdarzają wszędzie tam, gdzie obracają się wielkie turbiny i gdzie trzeba odprowadzić gigantyczne ilości energii wyprodukowanej w blokach elektrowni. Zwykłe takie zakłócenie w sąsiedniej sieci nie powoduje w żadnej elektrowni jądrowej poważnych kłopotów. Systemy zabezpieczeń są przygotowane na podobne sytuacje. Reaktor jest wtedy odłączany od uszkodzonej sieci, zanim jeszcze zewnętrzne zwarcie dotrze do urządzeń elektrycznych reaktora. W najgorszym przypadku następuje automatyczne wyłączenie reaktora, a – jako że promieniowane fragmentów rozszczepiania w jego wnętrzu trwa jeszcze przez wiele dni i miesięcy – systemy chłodzenia awaryjnego stopniowo powinny obniżać temperaturę reaktora aż do osiągnięcia bezpiecznego stanu.
Ale w tamten wtorek w Forsmark nic nie działa normalnie. Ponieważ odłączenie od sieci następuje zbyt wolno i właściwie drobne zakłócenie wywołuje całą kaskadę dalszych komplikacji, posłuszeństwa odmawia duża część zabezpieczeń elektrycznych w bloku I reaktora wodnego wrzącego (BWR). Nie działają dwa z czterech dieslowskich agregatów, które miały w przypadku awarii zasilać urządzenia sterowania reaktorem oraz pompy chłodzenia awaryjnego. Przez nieznośnie długie 22 minuty najbardziej krytycznej fazy awarii ekrany w nastawni są ciemne, czujniki nie przesyłają żadnych sygnałów dotyczących reakcji łańcuchowej w reaktorze, nie działa nawet część głośników, przez które ogłasza się alarm i zarządza ewakuację. Nie docierają najważniejsze informacje – o położeniu prętów sterujących do regulacji szybkości reakcji w rdzeniu czy o poziomie chłodziwa w zbiorniku reaktora. Dopiero gdy jednemu z techników udaje się ręcznie uruchomić oba agregaty Diesla i przywrócić zasilanie systemów pomiarowych i zabezpieczających, ten „lot po omacku” wreszcie się kończy.
Szwedzka instytucja nadzorująca instalacje atomowe (SKI) ustaliła dość szybko, że bezpośrednim czynnikiem, który wywołał sekwencję zdarzeń w reaktorze wodnym wrzącym, było uszkodzenie dwóch falowników, wskutek czego nie włączyły się planowo dwa z czterech silników w siłowniach awaryjnych.
Dokładnego przebiegu procesów podczas decydującej fazy awarii dużej części systemu zabezpieczeń nie udało się zrekonstruować. Pozostały zagadką.
Co najdziwniejsze, eksperci nie potrafili wyjaśnić, dlaczego z czterech identycznych pod względem konstrukcji falowników, odpowiedzialnych za prawidłowy rozruch agregatów awaryjnych, połowa zadziałała tak, a druga połowa inaczej. Pewne było na koniec jedno: gdyby wszystkie zadziałały tak samo, istniałoby duże prawdopodobieństwo utraty kontroli nad reaktorem. Wtedy bowiem zawiodłyby wszystkie cztery ciągi systemu zabezpieczeń reaktora, co – jak przyznał szwedzki nadzór – „doprowadziłoby do wyłączenia zasilania prądem przemiennym wszystkich siłowni awaryjnych i tym samym do zdarzenia, którego zaistnienie nie było zakładane w procedurach bezpieczeństwa” (Gesellschaft filr Anlagenund Reaktorsicherheit, 2006). Taka awaria nie została przewidziana w żadnej instrukcji, nie istniały więc żadne procedury – a prawdopodobnie także możliwości – jej opanowania.
Sytuacja, która miała miejsce w południe owego letniego dnia w 2006 roku na szwedzkim wybrzeżu Bałtyku, była przerażająco podobna do dwóch wydarzeń, które od kilkudziesięciu lat kładą się ponurym cieniem na historii cywilnego wykorzystania energii jądrowej – katastrof reaktorów w Harrisburgu w USA (w marcu 1979 roku) oraz Czarnobylu na Ukrainie (w kwietniu 1986 roku).
[pisane przed Fukushima – md]
Trudne do pojęcia błędy w zakresie planowania, niewłaściwy montaż ważnych części, niewybaczalna partanina podczas konserwacji urządzeń oraz naiwna wiara w zaawansowaną, bardzo czułą technikę – to wszystko już było. Nie tylko w Harrisburgu i Czarnobylu: podobne błędy popełniano również w zakładzie przerobu paliwa jądrowego w brytyjskim Sellafield [to była miejscowość Windscale, ale po strasznej katastrofie jądrowej w 1957 roku zmieniono nawet nazwę miejscowości MD], w japońskim reaktorze powielającym Monju czy zakładzie przerobu zużytego paliwa w Tokaimura, niemieckich elektrowniach jądrowych Brunsbüttel czy Krümmel nad Łabą.
Tam, gdzie pracują ludzie, popełniane są błędy. Możemy mówić o szczęściu, że nie każda awaria, opisywana zawsze jako „niewytłumaczalny” splot popełnionych błędów, jest tak brzemienna w skutki jak katastrofa z 1986 roku dla Ukrainy i jej sąsiadów. W bloku numer l elektrowni jądrowej Forsmark, ok. 100 km na północ od stolicy kraju Sztokholmu, skończyło się na 22 minutach strachu i przerażenia osób obsługujących reaktor oraz na istotnych wątpliwościach co do wiarygodności operatora elektrowni, szwedzkiego państwowego koncernu Vattenfall, który od tamtej pory dal już podstawy do kolejnych krytycznych pytań – tym razem dotyczących swoich niemieckich obiektów w Brunsbütteł i Krümmel.
Nazwa Forsmark stała się symbolem przypuszczalnie najbardziej spektakularnego wypadku w europejskim reaktorze jądrowym od katastrofy w Czarnobylu.
Fachowcy w kraju i za granicą, którzy próbowali zrekonstruować przebieg tamtych zdarzeń, stwierdzili z przerażeniem, że cała sytuacja w Forsmark mogła mieć znacznie gorsze skutki i takich gorszych skutków można się w każdej chwili spodziewać.