Irańska huśtawka trwa. [A na niej – błazen Donald].

Irańska huśtawka trwa

11 września 2026 Jakub Majewski pch24/jakub-majewski-iranska-hustawka-trwa

forum-1133244371.jpg
Fot. Evan Vucci / Reuters / Forum

Nie godzi się, doprawdy, nazywać wojny huśtawką. Na huśtawce, co do zasady, ludzie nie giną, bomby nie wybuchają, domy się nie walą, statki nie toną. Co innego na wojnie. Ale, nie trywializując sytuacji, jak inaczej odnosić się do dziwacznego przebiegu wydarzeń w konfrontacji Stanów Zjednoczonych z Iranem? Jak scharakteryzować wojnę która trwa od ponad pół roku, ale przez większość tego czasu nie ma działań wojennych? Jak opisać rozejm, którego nie przestrzegano, ale którego zakończenie nie oznaczało też powrotu do wojny?

Doprawdy więc, mamy w Iranie do czynienia z czymś zupełnie dziwacznym.

Wojną Schrödingera, której rzekomo nie ma, a która jest, i rozejmem Schrödingera, który rzekomo był, a którego realnie nie było, i negocjacjami Schrödingera, które… były, albo i nie były, albo czasem były a czasem nie były, albo miały formę niezobowiązującej wymiany zdań przez pośredników.

Mamy też cieśninę Schrödingera, przez którą przepływają tankowce ale nie przepływają, albo nie przepływają ale przepływają… tak, trudno to nazwać inaczej niż tylko jakąś szaloną huśtawką. Zwłaszcza, jeśli spojrzymy na wykresy cen ropy, które wprawdzie powoli podnoszą swój minimalny pułap, ale jednak ciągle skaczą i spadają – i wydawałoby się, że ich ruchy zależą bardziej od deklaracji Donalda Trumpa na mediach społecznościowych niż od realiów.

Jest to, swoją drogą, zupełnym szaleństwem, które nie ma prawa zaistnieć miejsca na „racjonalnym” wolnym rynku, a które widzimy gołym okiem – jeśli po tym wszystkim, ktoś mi jeszcze będzie próbował mówić o rzekomej racjonalności „ukrytej ręki” wolnego rynku, zaśmieję się w twarz. Ale przecież sedno sprawy to temat zupełnie nie do śmiechu. Wciąż mówimy o wojnie, która trwa, i mimo odległości, wywiera na nas wpływ choćby tylko poprzez ceny paliwa. Co dalej?

Niepewność tylko narasta

Gdy ostatni raz pisałem o Iranie – jak się okazuje, było to już prawie trzy miesiące temu – właśnie udało się wprowadzić w życie wstępne porozumienie, dwumiesięczny rozejm który w domyśle miał pozwolić na negocjacje prawdziwego zakończenia konfliktu. Już wtedy pisałem, że rozejm ten będzie zagrożony, że ogromne siły w Stanach i w Izraelu będą dążyć do zerwania go, lub sprowokowania Iranu do wznowienia wojny, ponieważ dla Izraela i jego amerykańskich stronników, porozumienie, które de facto było znaczącym irańskim zwycięstwem, było po prostu niemożliwe do zaakceptowania.

Dokładnie tak się stało. Nie minęło kilka tygodni, a wojna została wznowiona. Ale, jak już wspomnieliśmy, była to wojna Schrödingera. Sporadyczne wymiany ciosów, bombardowań, a pomiędzy rundami, wiadomości o tym że w tle trwają negocjacje, ale może nie trwają – albo przeciwnie, że teraz to już lada chwila zacznie się prawdziwa burza, ale może jednak się nie zacznie. Że Trump gra na zwłokę, gromadząc siły na ostateczne uderzenie, ale że w gruncie rzeczy, nie ma już sił, i desperacko szuka wyjścia z całej sytuacji.

Każdy z tych scenariuszy, każda z tych wiadomości, mimo całej ich pozornej sprzeczności, była prawdziwa.

Potem zaś przyszedł największy „cios” Ameryki – sławetny D-Day, nazwany na cześć niegdysiejszego lądowania w Normandii, ale tym razem, zgoła bezobjawowy. Chodzi o blokadę gospodarczą Iranu, wprowadzoną przez Amerykę – bezobjawową o tyle, że wszelkie sankcje jakie można było nałożyć na Iran dawno już Stany nałożyły, statki handlowe Iranu też już od miesięcy blokowały, a jeśli chodzi o wtórne sankcje, mające dotknąć państwa trzecie za karę za handel z Iranem… cóż, poza paroma drobnymi wyjątkami dotyczącymi nawet nie państw, co pojedynczych banków, Stany nie odważyły się na nic podobnego.

Nie da się zdusić Iranu bez uderzenia w Chiny, Indie i Rosję, a na to Stany nie są gotowe. Więc blokada też jest blokadą Schrödingera, istnieje i nie istnieje. I znowu sprzeczne wieści – jedni mówią że teraz to już tylko kwestia czasu nim Iran się zawali jako państwo, inni mówią że cała ta blokada nie wpłynęła ani trochę na stanowisko irańskiego rządu, i że nie mają cienia zamiaru ustępować Trumpowi.

Nie żeby to miało znaczenie, bo od dawna już Trump nawet nie przedstawia żądań wobec Iranu. Więc z jednej strony, Stany blokują Iran i czekają na jego upadek, a z drugiej, Iran blokuje ropę z Zatoki Perskiej, i czeka aż inflacja zada Trumpowi bolesny cios w wyborach uzupełniających. Ale jednocześnie, Stany nie czekają na upadek Iranu, bo zamierzają uderzyć ponownie ze zdwojoną siłą gdy tylko miną – w listopadzie – wspomniane wybory uzupełniające, zaś z kolei Iran też nie czeka pasywnie, i zamierza uderzyć na Stany jeszcze przed wyborami, aby zadając Trumpowi i rządowi Republikanów bolesny medialnie cios, zapewnić mu definitywną przegraną w wyborach, i w ten sposób uniemożliwić dalsze działania w późniejszym terminie.

Sprzeczność goni sprzeczność. I znowu: każdy z tych scenariusz, każda z tych wiadomości, albo jest prawdziwa, albo przynajmniej może być.

Zmierzając do katastrofy

Proszę się więc nie dziwić, że tak rzadko ostatnio piszę o tych sprawach. To po prostu nie miało sensu, można było tylko prowadzić bieżący komentarz, kto kogo i gdzie uderzył – a ja schlebiam sobie przynajmniej, że jestem analitykiem, a nie komentatorem sportowym. Niemniej, trzeba spróbować z tego chaosu wydobywać jakieś prognozy. Trzeba spróbować określić kto realnie tutaj wygrywa – jeśli ktokolwiek – i kto przegrywa – jeśli nie wszyscy. I określić co może wydarzyć się dalej.

Na dobry początek, zauważmy że, cóż – wojna wojną, ale dla reszty świata, nie wybuchy i śmierć, a odcięcie ropy jest tutaj największym problemem. Znowu – oj, powtarzam się dzisiaj, powtarzam – problemem Schrödingera. Bo ropy już miało zabraknąć z dziesięć razy, więc można powiedzieć że ropy nie ma – a jednak jest. Nie powinno to nas jednak dziwić. Świat faktycznie stoi na krawędzi katastrofy, faktycznie rezerwy ropy kurczą się, i faktycznie w niektórych częściach świata już teraz paliwo jest racjonowane, a w Europie – cóż, trzeba się modlić o łagodną zimę.

Ale przecież, cokolwiek by nie myśleć o umiejętnościach przywódczych i zdolnościach myślenia Donalda Trumpa – mam wrażenie że przestałem być osamotniony na prawej stronie w swojej ambiwalencji względem tego prezydenta – to jednak ma do swojej dyspozycji całą machinę administracji i Pentagonu. Nic dziwnego że prognozy katastrofy udaje się ciągle odwlekać – cała ta machina robi co może aby to osiągnąć. Faktycznie więc, pomimo działań Iranu, Amerykanie zdołali przywrócić, z wielkim wysiłkiem, ograniczony przepływ tankowców przez cieśninę Ormuz – pod osłoną nocy, w konwojach, z silną eskortą – co pozwoliło trochę odwlec katastrofę.

A jednak znowu ceny ropy przekroczyły $100 za baryłkę, i choć nadal daleko nam do pesymistycznych prognoz z marca i kwietnia, gdy mówiono że lada chwila grozi nam $200 za baryłkę, to jednak kierunek zmian jest nieubłagany. Próżno też mówić, że niedobór jest tylko ograniczony. To trochę jak z jedzeniem – jeśli każdego dnia zabraknie mi kilkuset kalorii, to przez czas jakiś, będę to spokojnie znosił, ale skutki będą się kumulować.

W tym zaś przypadku, kumulują się niedobory wywołane przez wojnę w Iranie, przez wojnę na Ukrainie, oraz ich dalsze skutki, takie jak rosnące ceny transportu napędzające rosnące ceny jedzenia i nawozów, napędzające ceny żywności i jej niedobory, co z kolei może – nie wiemy kiedy, nie wiemy gdzie – doprowadzić do wybuchu kolejnych kryzysów, które mogą napędzać dalsze negatywne skutki. Dosyć wspomnieć że właśnie w ten weekend widzieliśmy bardzo poważną zmianę polityczną w Niemczech, która jest niczym innym jak tylko bardzo opóźnionym skutkiem wywołanej ponad dekadę wcześniej wojny domowej w Syrii.

Gdzieś na horyzoncie w dalszym ciągu majaczy katastrofa spowodowana kryzysem paliwowym. Ten kryzys wciąż się udaje odłożyć w czasie. Oby jak najdłużej się udawało, ale – no właśnie, jak długo da się to robić? Zwłaszcza że przecież nic nie wskazuje na możliwość rychłego i polubownego zakończenia wojny między Ameryką a Iranem. Przeciwnie.

Nowy wybuch –w październiku, czy w listopadzie?

Co właściwie sprawia, że odkąd zakończyła się główna faza działań wojennych, widzieliśmy na przestrzeni miesięcy zaostrzenie stanowisk po obu stronach? Na tyle na ile jesteśmy w stanie wniknąć w umysły przywódców, wydaje się że obydwie strony uważają nadal że mogą osiągnąć swoje cele, wygrywając wojnę. Oczywiście, Iran nie liczy na realne zwycięstwo militarne – ale z ich perspektywy, zwycięstwem będzie wymuszenie zapaści politycznego projektu Trumpa, i nauczenie Amerykanów raz na zawsze, że nie mogą bezkarnie atakować ich kraju. Aby to zrobić, Irańczycy uważają – tak się wydaje – że potrzebują uderzyć mocno jeszcze przed listopadowymi wyborami, tym bardziej że mają powody aby sądzić że jeśli oni nie uderzą pierwsi, wówczas Ameryka uderzy w dogodnym dla siebie momencie.

Z drugiej strony, Trump wciąż liczy chyba na szansę obalenia władzy w Iranie, i wcale nie musi to być oparte tylko na chciejstwie i fałszywych przesłankach suflowanych przez Izrael. Mimo wszystko, rząd w Iranie pozostaje niepopularny, i mimo wszystko blokada wyniszcza gospodarkę Iranu, co może doprowadzić do kolejnego wybuchu. Ktoś powie że to mrzonki, bo przecież jeszcze nikt nigdy nie zmusił kraju do kapitulacji ani nie wywołał rewolucji blokadą czy bombardowaniami – ale przecież to nie do końca tak. Niszczenie infrastruktury, handlu, prowadzi koniec końców do destabilizacji, osłabia wolę walki, i pobudza opozycję.

Czyż trochę tak nie było właśnie w Syrii? Taki scenariusz wydaje się absolutnie niemożliwy w Iranie. Ja również uważam go za skrajnie mało prawdopodobny – ale przecież nie znamy realnej sytuacji w Iranie, nie wiemy czy gdzieś w tle nie są kontynuowane jakieś próby uzbrojenia tej czy innej szajki jako ruchu oporu. Tu nie musi przecież chodzić o skuteczne doprowadzenie do zmiany władzy – zarówno Izrael jak i Ameryka zadowoliłyby się po prostu chaosem, niezdolnością centralnego rządu do natychmiastowego zduszenia rebelii, sytuacją którą można od zewnątrz podsycać. Niezależnie zaś od tego, czy to jest prawdopodobne czy nie, liczy się coś innego – wydaje się przynajmniej, że Donald Trump autentycznie uważa taki scenariusz za możliwy, a jego determinacja żeby nie przegrać, może go motywować do kolejnego uderzenia. Choć więc twierdzenia Trumpa, że zwycięstwo w Iranie przyjdzie natychmiast po wyborach można traktować jako czczą przechwałkę, to warto jednocześnie te słowa potraktować jako deklarację woli.

O ile więc nie nastąpi coś zupełnie nieoczekiwanego – wydaje się nieuniknione że na przestrzeni następnych dwóch miesięcy, działania wojenne będą coraz częściej powracać, eskalować, a prawdziwy wybuch nastąpi albo wkrótce – jeśli inicjatorem będzie Iran – albo zaraz po wyborach, jeszcze chyba w listopadzie, jeśli Iran pozostawi inicjatywę Ameryce.

Z tymi kalkulacjami obu stron jest jednak poważny problem, który – jeśli dobrze czytam sytuację – jak najgorzej wróży dla przyszłości tego konfliktu. Po stronie Iranu, błędem byłoby sądzić że doprowadzenie do porażki Republikanów i Trumpa w nadchodzących wyborach zakończy wojnę. Przeciwnie: pokonany Trump może chcieć tym mocniej i tym szybciej uderzyć na Iran, aby zdążyć nim nowy kongres zostanie zwołany, aby udowodnić że wcale nie przegrał, i aby zwyczajnie się zemścić.

Po stronie Ameryki z kolei, błędem byłoby sądzić, że potężna runda nowych nalotów, a może nawet lądowania piechoty morskiej, zdołają złamać irański opór tak szybko, że irańskie kontruderzenia nie pogrążą Zatoki Perskiej w chaosie, ani nie zadadzą Ameryce dalszych bolesnych strat.

Tyle razy tutaj wspominałem Schrödingera – ale kończę… Pyrrusem.

Jakub Majewski

dtrum132.jpg

Iran ogłasza rozszerzenie blokady, zmuszając jednocześnie – w największym ataku od miesięcy – flotę USA do ucieczki

Iran ogłasza rozszerzenie blokady, zmuszając jednocześnie flotę USA do ucieczki w największym ataku od miesięcy

Symplicjusz, 10 września 2026 r. simplicius/iran-announces-blockade-expansion

Wczoraj wieczorem Iran przypuścił kolejny zmasowany atak na amerykańskie aktywa w regionie, największy od początku roku. Celem była baza lotnicza Muwaffaq Salti w Jordanii, a także amerykańskie jednostki morskie w regionie. Jak widać na poniższym filmie, Stany Zjednoczone zużyły ogromną liczbę pocisków Patriot, niektórzy szacują, że ponad 100, co stanowiłoby znaczną część pozostałego zasobu:

Could not load video.

Bezpośrednie trafienia w bazę omijają obronę Patriotów:

Could not load video.

Jak widać [no, nie widać… md] , wiele irańskich pocisków balistycznych przedostało się przez tarczę antyrakietową i trafiło w swoje cele. Pojawiły się doniesienia o dziesiątkach rannych żołnierzy amerykańskich, które CENTCOM stanowczo zdementował.

List z Hormuz@ HormuzLetter

PILNE: Wielu rannych żołnierzy amerykańskich zostało przetransportowanych samolotami do bazy lotniczej Ramstein w Niemczech. Niektórzy z nich mają obrażenia zagrażające życiu. Stało się tak w wyniku dzisiejszych irańskich ataków rakietowych na bazy lotnicze Muwaffaq Salti i Prince Hassan w Jordanii, poinformowało jordańskie źródło w rozmowie z Al…

4:00 rano · 9 września 2026 · 485 tys. wyświetleń


286 odpowiedzi · 2,26 tys. repostów · 9,45 tys. polubień

Na nagraniach widać jednak, jak uszkodzone amerykańskie śmigłowce są odholowywane na przyczepach z bazy w Jordanii po ataku.

Mapowanie AMK 🇳🇿@ AMK_Mapping

Do tej pory Stany Zjednoczone wystrzeliły w Jordanii blisko 100 pocisków przechwytujących Patriot PAC-2/3. Iran wystrzelił około 30 pocisków balistycznych. To największy atak Iranu od miesięcy, a Stany Zjednoczone całkowicie wyczerpują swoje zapasy pocisków przechwytujących.

Mapowanie AMK 🇳🇿 @ AMK_Mapping_

Co najmniej 12 pocisków balistycznych zostało wystrzelonych w kierunku Jordanii. Zgłaszane są działania obrony przeciwlotniczej. Część pocisków jest wymierzona w bazę lotniczą Muwaffaq Salti.

00:07 · 9 września 2026 · 480 tys. wyświetleń


102 odpowiedzi · 496 repostów · 3,25 tys. polubień

========================================================

Iran twierdził, że uderzył w amerykański lotniskowiec, ale w przeszłości takie twierdzenia okazywały się fałszywe.

Ciekawym wydarzeniem w związku z dwoma ostatnimi atakami jest to, że Iran po raz pierwszy użył przeciwokrętowego pocisku balistycznego przeciwko amerykańskim okrętom wojennym. Poinformował o tym irański sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, generał dywizji Mohsen Rezai:

Could not load video.

Niektóre raporty wskazują, że „tajemniczą” rakietą, o której wspomina, jest Kassem Bassir , która zostanie zaprezentowana w 2025 roku. Podobno ma zasięg 1200 km, co jest znacznie więcej niż około 300 km, jakie mają typowe irańskie rakiety, co szczegółowo przeanalizowaliśmy wcześniej tutaj:

Czy Iran stanowi realne zagrożenie dla amerykańskich przewoźników? Debata w końcu rozstrzygnięta na dobre

Symplicjusz·10 marca

Czy Iran stanowi realne zagrożenie dla amerykańskich przewoźników? Debata w końcu rozstrzygnięta na dobre

W poprzednim odcinku poruszyliśmy jeden z najczęściej omawianych tematów – ostateczną opcję eskalacji konfliktu, jaką jest atak na amerykański lotniskowiec, i o tym, czy Iran jest w stanie to zrobić. W związku z tym postanowiłem poświęcić szczegółowy artykuł bardziej złożonym kwestiom związanym z taką operacją i wyjaśnić, dlaczego Iran może nie być tak zdolny do jej przeprowadzenia, jak większość ludzi zakłada.

Przeczytaj całą historię

===============================================

Teraz irańskie media podają, że amerykańskie lotniskowce i okręty wojenne natychmiast po ostatnim ataku uciekły na bezpieczną odległość 500 km:

https://wanaen.com/irgc-spokesman-iranian-forces-struck-us-aircraft-carrier-at-500-kilometer-range/

WANA (9 września)Rzecznik Sił Zbrojnych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) w oświadczeniach złożonych reporterom na marginesie spotkania oświadczył, że wszystkie okręty USA wycofały się co najmniej 400 kilometrów od irańskich wód przybrzeżnych w następstwie zaawansowanych ataków irańskich.

Zauważył, że przed operacją „Ramadan” w Zatoce Perskiej przebywało około 30–40 amerykańskich okrętów wojennych, ale twierdził, że do dziś w regionie nie pozostał ani jeden.Dodał, że wszystkie amerykańskie jednostki wycofały się co najmniej 400 kilometrów od wybrzeża Iranu.

https://www.wsj.com/world/middle-east/iran-launched-undisclosed-second-wave-of-attacks-on-us-navy-ships-560f31a1

Ostatni taki atak, który miał miejsce 5 września, został potwierdzony przez CENTCOM i zmusił amerykański lotniskowiec do wykonania manewrów unikowych, co potwierdza twierdzenia Iranu, że amerykańskie okręty miały przynajmniej powody do ucieczki:

https://www.centcom.mil/MEDIA/PUBLIC-RELEASES/Article/4591744/centcom-niszczy-3-irgc-oil-tankers-after-iran-targets-2-us-navy-warships/

Przeczytaj ostatnią część artykułu z irańskich wiadomości:

Rzecznik przypisał ten odwrót rozmieszczeniu przez Iran nowego uzbrojenia i zaawansowanych pocisków rakietowych, twierdząc, że siły irańskie zachowały zdolność do atakowania celów w odległości przekraczającej 400 kilometrów. Dodał również, że siły irańskie niedawno zaatakowały amerykański lotniskowiec znajdujący się 500 kilometrów dalej, utrzymując, że Cieśnina Ormuz pozostaje centrum irańskiej siły militarnej, odstraszającej agresję z zewnątrz.

Działania te były częścią nowej inicjatywy podjętej przez Iran, mającej na celu kontrolę szerszej strefy poza wąską Cieśniną Ormuz, tak jak poprzednio.

https://www.washingtonpost.com/business/2026/09/06/iran-usa-wojna-w-cieśninie-hormuz-statek-atak/9d856a64-a9c1-11f1-9e38-f705d048bd5a_story.html

Sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC), generał dywizji Mohsen Rezaei ogłosił, że w najbliższych dniach zostanie ogłoszona nowa strefa zamknięta poza Cieśniną Ormuz, ostrzegając, że każdy statek wpływający na ten obszar bez porozumienia z Teheranem zostanie wpisany na irańską listę sankcji.

Warto zwrócić uwagę na poniższe informacje – nowa blokada rozpocznie się nie tuż przy samej Cieśninie, ale od linii blokady Marynarki Wojennej USA, która biegnie aż na zewnątrz Zatoki Omańskiej:

W wywiadzie telewizyjnym w niedzielny wieczór Rezaei powiedział, że strefa „rozpocznie się od linii blokady Marynarki Wojennej USA i rozciągnie się na części Zatoki Perskiej”, obejmując odcinek w kierunku portów przeładunkowych. Dodał, że statki, które zbliżą się do cieśniny z obu stron i wpłyną na wyznaczony obszar, będą podlegać sankcjom, które będą miały konsekwencje dla ubezpieczenia i przyszłej żeglugi.

Iran ograniczył tranzyt przez Cieśninę Ormuz od samego początku wojny między USA i Izraelem, która rozpoczęła się pod koniec lutego i zakończyła się zawieszeniem broni na początku kwietnia w wyniku udanych odwetowych operacji wojskowych Republiki Islamskiej.

Przypomnijmy, że czerwona linia poniżej wyznacza linię blokady USA, a niebieska pokazuje głównie miejsca, gdzie koncentrowała się blokada Iranu:

Teraz Iran zamierza zwiększyć skalę własnej blokady aż do i poza amerykańską linię blokady.

==================================================

Najciekawszy aspekt dotyczy tego , dlaczego tak się dzieje — i wiąże się to z pytaniem, które zadaliśmy w poprzednim płatnym artykule .

Jak już wspomniano w tym artykule, jedną z dominujących teorii jest to, że blokada nałożona przez USA zaczyna wiązać się z wymiernymi kosztami ekonomicznymi dla Iranu, który zmaga się z poważną inflacją i innymi problemami. Może to zmusić Iran do szybszego podjęcia działań mających na celu wyrzucenie USA z regionu i zakończenie blokady.

To może być prawdą, jednak nie oznacza to, że Iran „przegrywa wojnę”, lecz raczej, że Iran dokonał analizy kosztów i ryzyka utrzymania status quo w porównaniu ze strategiczną eskalacją i prawdopodobnie wywnioskował, że ma już wystarczająco dużo kart, aby eskalacja była mniej ryzykowna niż utrzymywanie niekorzystnego pod względem ekonomicznym status quo.

Z drugiej strony, mocnym kontrargumentem jest to, że Iran stał się o wiele bardziej pewny siebie po zdominowaniu USA w tej wojnie, a Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej po prostu coraz bardziej cenił swoje szanse w wymianach z USA, szczególnie biorąc pod uwagę znane problemy z zapasami pocisków przechwytujących oraz wiele innych niedźwiedzich sygnałów dla regionalnych sił USA:

https://www.nytimes.com/2026/09/04/us/politics/iran-war-intelligence-reports.html

W powyższym artykule NYT czytamy:

Według raportów wywiadu USA z ostatnich tygodni Iran nabrał większej pewności co do swoich możliwości atakowania celów na Bliskim Wschodzie i wydaje się zdecydowany kontynuować konflikt przez wiele miesięcy, aby irytować Stany Zjednoczone.

Według urzędników poinformowanych o danych wywiadowczych, Iran wyszedł z miesięcy niestabilnej wojny z dużo lepszym zrozumieniem swojej siły militarnej i większą pewnością co do swoich możliwości.

Autorzy piszą, że obecnie Iran jest mniej skłonny niż kiedykolwiek do zawarcia umowy, biorąc pod uwagę, że pewność siebie Irańczyków wzrosła po serii zwycięstw do tego stopnia, że ​​Stany Zjednoczone wydają się teraz słabsze niż kiedykolwiek, a jakakolwiek umowa z nimi byłaby w zasadzie niepotrzebnym kompromisem z ich strony.

„Irańczycy są dość optymistycznie nastawieni do swojego stanowiska” –powiedział kongresmen Jason Crow, demokrata z Kolorado i członek Komisji ds. Wywiadu. „Ponieśli znaczne straty, ale to zawsze było wpisane w ich system. Rozumieją, że mogą ponieść straty i grają tu o wiele dłużej”.

Dlaczego więc czują się tak „byczo nastawieni”?

Pan Crow odmówił komentarza w sprawie tajnych ocen, ale powiedział, że Irańczycy uważają, że mają silniejszą pozycję z kilku powodów. Po pierwsze, dodał, dawniej podzielone kierownictwo Iranu jest teraz bardziej zjednoczone, a wewnętrzna opozycja została uciszona. Iran nadal posiada również zapasy pocisków rakietowych i dronów.

Wydaje się również, że władze Iranu lepiej rozumieją, jak sprawować kontrolę nad Cieśniną Ormuz, przez którą przed wojną przepływała jedna piąta światowych zasobów ropy naftowej.

W ostatnim zdaniu artykułu „rząd Iranu” można by w zasadzie zamienić na „rząd USA”:

Spór o to, kto ponosi większe straty gospodarcze w ujęciu ogólnym i długoterminowym, ożywiła dzisiejsza wiadomość, że cena ropy Brent po raz pierwszy od lipca wzrosła do ponad 100 dolarów za baryłkę:

Wielu ekspertów przewiduje teraz nadchodzącą katastrofę związaną z dieslem, zwłaszcza że w środę jego cena podobno osiągnęła 5,94 dolara :

Patrick De Haan@ GasBuddyGuyPILNE:

wkrótce zostanie napisana historia oleju napędowego. 6 USD/galon w skali kraju — nigdy wcześniej nie widziane, za kilka dni, już w przygotowaniu, nieuniknione.

19:02 · 9 września 2026 · 405 tys. wyświetleń


194 odpowiedzi · 1,07 tys. repostów · 6,12 tys. polubień

=========================================

Jak Trump zareagował na wszystkie najnowsze wydarzenia, w tym brutalne irańskie ataki na bazy i aktywa USA? Zobacz poniżej:

Oficjalny link

Były dowódca amerykańskiego CENTCOM i były dyrektor CIA David Petraeus przyznał mimochodem, że bazy USA we wschodniej części Zatoki Perskiej „nie są już opłacalne”:

Could not load video.

Tymczasem FT donosi, że „największe narody morskie świata” ostrzegają, iż cała globalna żegluga zaczyna się rozpadać z powodu bezprawia będącego wynikiem rozpadu tak zwanego porządku opartego na zasadach (Ruse Based Ordure):

https://www.ft.com/content/c6517e52-b855-487c-8408-7071936cf3b0

Największe państwa morskie świata ostrzegają, że zasady regulujące światową żeglugę ulegają rozpadowi,zakłócane przez wojny i rosnącą flotę cieni, która działa poza zachodnim nadzorem.

Sektor żeglugowy od dziesięcioleci chroniony jest przepisami gwarantującymi swobodną żeglugę i neutralność statków handlowych, jednak załamanie się tych zasad stwarza poważne ryzyko dla handlu światowego, jak twierdzi grupa 18 supermocarstw żeglugowych.

Ciekawe, jak próbują to przedstawić powyżej, gdy w rzeczywistości duże konsorcjum wydaje się pośrednio zrzucać winę na USA i ich kolesi:

Oświadczenie jest pierwszą publiczną interwencją CSG od czasu jej powstania ponad 60 lat temu. Do grupy należą Grecja, Singapur, Dania, Japonia, Kanada, Wielka Brytania, Holandia i Korea Południowa.

„Szlaki żeglugowe stają się coraz częściej instrumentami nacisku i ryzyka” –ostrzega CSG, dodając, że ostatnie wydarzenia pokazują, jak „kruchy” może być system handlu morskiego.

Kto zamienia morza w instrumenty nacisku ? Agresorzy z Zachodu, którzy wykorzystali ubezpieczenie Lloyd’s jako broń do ostracyzmu wobec każdego państwa sprzeciwiającego się narzuconemu imperializmowi? Która strona agresywnie i nielegalnie dokonuje abordaży i zatrzymuje statki, czego dowodem są cotygodniowe ataki na statki rosyjskie w ostatnim czasie?

Ilekroć Zachód nadużywa i łamie zasady na swoją korzyść, traktuje się je po prostu jako „część gry” – rodzaj „nabytych praw” geopolitycznych. Ale kiedy inne państwa zaczynają wyrównywać szanse, stosując ten sam zestaw „niepisanych zasad”, które przysługują jedynie uprzywilejowanym państwom Zachodu, nagle największe, najstarsze i najbardziej poważane konsorcja świata muszą krzyczeć: „Ale prawa ogrodu i dżungli nie są zamienne!”.

Artykuł kończy się stwierdzeniem, że bunt zrodzony z przestępczej hipokryzji Zachodu doprowadził do tego, że światowa „flota cieni” – należąca głównie do Rosji i Iranu – rozrosła się do jednej piątej wielkości całej globalnej floty tankowców:

Jednocześnie sankcje USA, UE i Wielkiej Brytanii nałożone na Rosję i Iran spowodowały gwałtowny wzrost floty tankowców-cieni, która obecnie liczy ponad 1500 jednostek, według TankerTrackers.com, co stanowi prawie jedną piątą światowej floty tankowców. Prawie wszystkie z nich nie posiadają tradycyjnych polis ubezpieczeniowych.

Zachód powinien uważać, by nie prowokować dalej całego świata. W tym tempie „cień” może wkrótce urosnąć do rozmiarów przewyższających to, co go rzuca – a wtedy sam Zachód może zostać zredukowany do swego rodzaju zwiędłego królestwa cieni, daremnie machającego rękami w obliczu wschodzącego świtu Wschodu.


„Nieproporcjonalne reakcje”: Ostrzeżenie Iranu dla USA i reżimów Zatoki Perskiej

„Nieproporcjonalne reakcje”: Ostrzeżenie Iranu dla USA i reżimów Zatoki Perskiej

W wywiadzie dla Trends Journal profesor Seyed Mohammad Marandi z Uniwersytetu w Teheranie mówił o gwałtownej eskalacji konfliktu między Iranem a Stanami Zjednoczonymi. Po ponad sześciu miesiącach wojny, którą Marandi przypisuje Trumpowi, Netanjahu i ich regionalnym sojusznikom, Iran grozi atakami na tankowce i porty w Kuwejcie i Bahrajnie, atakami na bazy amerykańskie oraz strategią „nieproporcjonalnego” odwetu. Marandi uważa, że ​​deeskalacja jest spóźniona i ostrzega przed poważnymi konsekwencjami dla państw Zatoki Perskiej i gospodarki światowej, które i tak już borykają się z problemami.

Zagrożenie dla tankowców i baz

Według doniesień tureckiej agencji prasowej Anadolu, irańska marynarka wojenna zagroziła atakami na tankowce w Kuwejcie i Bahrajnie w odpowiedzi na doniesienia o atakach USA. Marandi uważa, że ​​nie jest to odosobniony incydent, lecz kolejny krok w szybko eskalującej sytuacji.

Stany Zjednoczone zerwały Memorandum of Understanding i rozpoczęły nową falę wojny gospodarczej. Sekretarz Skarbu Bessent oświadczył, że USA zamierzają „udusić” naród irański. Teheran przeszedł do ofensywy. USA zaatakowały następnie trzy tankowce – z oburzenia po utracie bezzałogowego pojazdu podwodnego oraz w odpowiedzi na irańskie ataki rakietowe na amerykańskie okręty. Iran planuje obecnie zmasowane ataki na amerykańskie bazy i tankowce w Kuwejcie i Bahrajnie.

Krótko przed wywiadem Marandi napisał na X, że jeśli Trump jeszcze bardziej zaostrzy sytuację, tankowce, statki i porty w Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Kuwejcie, Bahrajnie i Katarze nie będą już bezpieczne. Mieszkańcy tych krajów powinni przygotować się na mroczne czasy; Iran będzie bezkompromisowy. W wywiadzie powtórzył, że jest już za późno na deeskalację. Tej samej nocy siły irańskie zaatakują cele należące do dwóch z tych reżimów, a także bazy amerykańskie w regionie. Irańskie ataki będą dotkliwsze niż amerykańskie. Od teraz reakcje będą „nieproporcjonalne”. Celem było wywołanie głębokiego żalu w USA pod rządami Trumpa za prowadzenie tej wojny i zapobieżenie przyszłym atakom na Iran przez dziesięciolecia.

Złapany amerykański dron podwodny

Marandi dostrzega kluczowy sukces w przechwyceniu amerykańskiego bezzałogowego pojazdu podwodnego w Cieśninie Ormuz. Opisuje go jako najnowocześniejszą, najnowocześniejszą technologię. Stany Zjednoczone zbagatelizowały incydent, twierdząc, że był to pojazd drugiej generacji, pozbawiony najnowszych systemów. Marandi się z tym nie zgadza: to ogromna porażka dla Marynarki Wojennej USA i dla Trumpa. Iran przechwycił pojazd za pomocą walki elektronicznej. To pokazuje zarówno możliwości Teheranu, jak i to, kto tak naprawdę kontroluje Cieśninę Ormuz. Rosja i Chiny mogłyby skorzystać na analizie tego urządzenia.

Niestabilne państwa Zatoki Perskiej i niestabilna gospodarka światowa

Region i gospodarka światowa są znacznie bardziej narażone po miesiącach wojny niż na początku. Sprzymierzone z USA reżimy w Kuwejcie, Bahrajnie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Katarze i Arabii Saudyjskiej stoją teraz na jeszcze bardziej niepewnym gruncie. Jeśli obecna tendencja się utrzyma, globalna gospodarka ucierpi znacznie mocniej niż wcześniej.

Marandi bezpośrednio łączy eskalację działań militarnych ze szlakami naftowymi. Ataki na tankowce i porty Zatoki Perskiej dodatkowo nadwyrężyłyby rynek energetyczny, a tym samym i tak już nadwyrężoną gospodarkę światową.

Negocjacje: „Bierzesz albo odrzucasz”

Zapytany o pole manewru dyplomatycznego, Marandi odwołuje się do rozmów między czołowym irańskim dyplomatą a jego japońskim odpowiednikiem. Teheran nalega, aby Stany Zjednoczone powróciły do ​​pierwotnie uzgodnionego memorandum i w pełni je wdrożyły – zgodnie z interpretacją Iranu. Obejmuje to zakończenie wojny w Strefie Gazy, zakończenie okupacji Libanu i zaprzestanie wszelkich wojen w regionie. Nie będzie żadnych ustępstw. To sytuacja typu „bierz albo odpuść”.

Retoryka Trumpa dotycząca 11 września i kontrnarracja Marandiego

Na krótko przed rocznicą ataków z 11 września Trump oświadczył w Waszyngtonie, że wojna toczy się, ponieważ pewien naród pragnął i prawie posiadł broń jądrową; Iran nigdy nie będzie miał broni jądrowej. Marandi uważa, że ​​powiązanie z 11 września jest przewidywalne, ale nieścisłe.

Stany Zjednoczone twierdziły, że to Al-Kaida przeprowadziła ataki. Jednocześnie Al-Kaida była szkolona i finansowana przez Stany Zjednoczone oraz regionalnych sojuszników, w tym Arabię ​​Saudyjską. Dziesięć lat po 11 września Stany Zjednoczone współpracowały z Al-Kaidą, obalając rządy w Libii i Syrii, a ostatecznie osadziły w Syrii przywódcę Al-Kaidy. Jake Sullivan napisał do Hillary Clinton w 2012 roku, że Al-Kaida jest „po naszej stronie” w Syrii. Dla Irańczyków rodzi to fundamentalne pytania dotyczące oficjalnej narracji o 11 września – w tym o tzw. „tańczących Izraelczykach”, zawaleniu się budynku bez bezpośredniego trafienia i innych okolicznościach. Al-Kaida jest wrogiem Iranu, ale sojusznikiem USA – pomimo 11 września.

Ten fragment odzwierciedla poglądy Marandiego i stanowi część jego argumentacji politycznej, a nie niezależne oświadczenie wydarzeń historycznych.

Żadnego stagnacji, ale wyraźnej eskalacji.

Zapytany, czy sytuacja utknęła w schemacie sporadycznych ataków i kontrposunięć, a Cieśnina Ormuz pozostaje faktycznie pod kontrolą Iranu, Marandi odpowiedział jednoznacznie: Kraj zmierza w kierunku wyraźnej i szybkiej eskalacji. Oświadczenia Trumpa, Hegsetha, a ostatnio Sekretarza Skarbu, wskazywały, że Stany Zjednoczone zamierzają kontynuować wojnę z zapowiadaną intensywnością. W takim przypadku szkody dla światowej gospodarki wzrosłyby znacznie szybciej niż dotychczas.

Wniosek według interpretacji Marandiego

Profesor Marandi opisuje fazę, w której Iran przejął inicjatywę: przechwycenie amerykańskiego okrętu podwodnego, zapowiedź nieproporcjonalnego odwetu oraz zagrożenie dla tankowców uderzeniowych i infrastruktury państw Zatoki Perskiej, a także baz amerykańskich. Uważa, że ​​deeskalacja została zignorowana. Jego zdaniem dyplomatyczne podejście Teheranu jest maksymalistyczne i związane z pierwotnym porozumieniem oraz regionalnymi rezolucjami wojennymi.

Jednocześnie ostrzega, że ​​kruche reżimy w Zatoce Perskiej i i tak już napięta gospodarka światowa raczej nie przetrwają kolejnej eskalacji bez szwanku. Czy zapowiedziane nocne ataki zmaterializują się na skalę, którą nakreśla, dopiero się okaże; jego przesłanie do Waszyngtonu i stolic sojuszniczych w Zatoce Perskiej jest jednoznaczne: od teraz Iran będzie reagował ostrzej niż ataki drugiej strony.

Iran ostrzeliwuje rakietami statki po tym, jak USA odcięły ekonomiczny krwiobieg Turcji

Iran ostrzeliwuje rakietami statki po tym, jak USA odcięły Turcję od dostaw energii elektrycznej – z prof. Marandim

W ostatnich godzinach napięcia między Waszyngtonem a Teheranem ponownie wzrosły. Departament Skarbu USA, w ramach operacji „Economic Outcast”, nałożył sankcje na turecki Golden Global Bank i jego spółki zależne, odcinając go od dostępu do amerykańskiego systemu finansowego. Jednocześnie Iran ostrzeliwuje rakietami balistycznymi statki płynące po omańskiej stronie Cieśniny Ormuz – co stanowi eskalację wcześniejszych ataków dronów i pocisków manewrujących. W wywiadzie dla Mario Nawfala, profesor Seyed Mohammad Marandi ocenia te wydarzenia jako część kompleksowej wojny gospodarczej, na którą Teheran odpowie militarnie.

https://youtube.com/watch?v=_wahiJUx_OI%3Ffeature%3Doembed

Sankcje wobec Golden Global Yatirim Bankasi Anonim Sirketi (Golden Global Bank) i dwóch spółek zależnych zostały ogłoszone 4 września 2026 r. Biuro Kontroli Aktywów Zagranicznych (OFAC) oskarża bank o ułatwianie transakcji o wartości dziesiątek milionów dolarów na rzecz Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC-QF) oraz zapewnianie reżimowi irańskiemu dostępu do płatności międzynarodowych za pośrednictwem banków korespondentów. Bank rzekomo transferował dochody z irańskiej ropy naftowej z Chin do Turcji, gdzie były one wymieniane na gotówkę i złoto. Sekretarz Skarbu Scott Bessent nazwał ten krok częścią kampanii mającej na celu systematyczne blokowanie irańskich kanałów finansowych. Licencja na likwidację daje partnerom biznesowym czas do 19 września na rozliczenie istniejących transakcji. Bessent zapowiedział nałożenie kolejnych sankcji na kolejny bank w przyszłym tygodniu.

Dla Marandiego nie jest to odosobniony akt finansowy, lecz wojna. Stany Zjednoczone próbują zagłodzić i zdemontować irańskie społeczeństwo. Takie oblężenie to akt wojny. Iran nie może nałożyć na USA sankcji, ponieważ nie ma porównywalnej siły nacisku finansowego. Dlatego pozostaje tylko opcja militarna. Czołowi irańscy politycy otwarcie o tym mówili w ostatnich tygodniach: przewodniczący Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, przewodniczący parlamentu i pierwszy wiceprezydent. Ten ostatni w dosadnym oświadczeniu ogłosił „mroczne czasy” dla amerykańskiej gospodarki. Marandi postrzega to również jako próbę położenia kresu spekulacjom na temat wewnętrznych podziałów w Iranie, które od miesięcy rozpowszechniają zachodnie i niektóre arabskie media.

Niedawne ataki rakietowe wpisują się w ten schemat. Według wywiadu Iran kilkukrotnie wystrzelił balistyczne pociski przeciwokrętowe w statki po omańskiej stronie Cieśniny Ormuz. Trafienia pociskami balistycznymi powodują znacznie większe szkody niż drony czy pociski manewrujące. Marandi postrzega to jako kolejny krok na drodze eskalacji. Celem nie jest koniecznie całkowite zamknięcie Cieśniny Ormuz – znaczna część handlu odbywa się już za zgodą Iranu – ale raczej jej ograniczenie lub, w dłuższej perspektywie, blokada, jeśli Stany Zjednoczone będą kontynuować swoje działania.

Iran jasno dał do zrozumienia: jeśli Teheran nie będzie mógł eksportować ropy i przeznaczać dochodów na budżet, leki i żywność, to nikt nie będzie eksportował ropy. Dotyczy to również Morza Czerwonego.

Eskalacja zależy od Waszyngtonu, a zwłaszcza od Bessenta i Trumpa. Bessent zajął ostatnio zdecydowanie twarde stanowisko i posługuje się agresywnym językiem. Iran jest gotowy do ostrej odwetowej reakcji. Irańczycy przygotowują się do niej od dziesięcioleci i postrzegają konflikt jako walkę o przetrwanie. USA, Izrael i lobby syjonistyczne chcą udusić Iran. Dlatego Teheran będzie „walczył do końca”. Marandi nie wierzy, że wojna potrwa lata. Konsekwencje ekonomiczne dla gospodarki światowej i amerykańskiej są większe i bardziej bezpośrednie, niż wielu przypuszcza. Powszechne zakłócenia w handlu ropą naftową przez Cieśninę Ormuz i Morze Czerwone spowodowałyby gwałtowny wzrost cen ropy naftowej, oleju napędowego i innych surowców, destabilizację rynków obligacji i walut oraz wywarłyby presję na sojuszników USA w regionie Zatoki Perskiej. Ich państwa nie byłyby w stanie przetrwać w takich warunkach.

Centralnym punktem spornym jest Porozumienie o Porozumieniu (MOU), zawarte po wcześniejszych fazach konfliktu. Marandi oskarża USA o podważanie samego porozumienia: odmowę zwrotu irańskich aktywów, ciągłe groźby, sankcje wobec irańskiej ropy naftowej, próby otwarcia własnego korytarza w Cieśninie Ormuz oraz współpracę niektórych państw Zatoki Perskiej. Iran wydał dwutygodniowe ostrzeżenie przed atakiem na statki. Z perspektywy Iranu jedynym wyjściem jest wdrożenie Porozumienia i jego żądań. Opłaty za przeprawę nie są prawdziwą kwestią sedna. Iran chce utrzymać Zatokę Perską jako centrum handlu.

Prawdziwym problemem jest Izrael i projekt „Wielkiego Izraela”: kontynuacja działań w Strefie Gazy i południowym Libanie. Bez zakończenia wydarzeń w Strefie Gazy i bez wycofania się Izraela z Libanu do granic ustalonych przed 7 października, nie będzie normalizacji.

Komentarze Marandiego na temat sytuacji w Libanie były ostrożne, ale jednoznaczne. Wzgórze Ali al-Taher (znane również jako Ali Alaher lub Ali Taher) w południowym Libanie, które siły izraelskie ogłosiły pod swoją kontrolą operacyjną po miesiącach działań, było mniej istotne, niż często przedstawiano. Kompleks został ewakuowany jakiś czas temu. Prawdziwe fortyfikacje Hezbollahu znajdowały się gdzie indziej. Hezbollah był lepiej przygotowany niż kiedykolwiek wcześniej. Iran wyznaczył Bejrut jako czerwoną linię i monitorował wydarzenia na południu. W pewnym momencie kalkulacje miały się zmienić. Marandi odrzucił doniesienia Reutera o irańskiej czerwonej linii specjalnie dla tego wzgórza i obecności tam Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej jako niewiarygodne. Opierając się na swoim doświadczeniu z negocjacji nuklearnych, Reuters często powoływał się na anonimowe „irańskie źródła”, które były nieprecyzyjne. Twierdził, że raport został podłożony przez Izrael. Prawdziwy konflikt, jak twierdził Marandi, toczył się w regionie Zatoki Perskiej. Los Libanu i Gazy zależy od wyniku konfliktu między Iranem i USA.

Marandi umieszcza politykę sankcji w szerszym kontekście historycznym. Badanie opublikowane w czasopiśmie „The Lancet Global Health” szacuje, że jednostronne sankcje Zachodu w latach 1971–2021 wiązały się z około 38 milionami dodatkowych zgonów – więcej niż liczba ofiar śmiertelnych bezpośrednio na wojnie od wielu lat. Sankcje zabijają po cichu: brak leków, tlenu i specjalistycznej żywności dla dzieci. W Strefie Gazy i innych miejscach ludzie umierają z powodu uleczalnych chorób, podczas gdy bombardowania przykuwają uwagę opinii publicznej. Ta sama logika ma zastosowanie w Iranie, na Kubie, w Wenezueli, Syrii, Iraku i Afganistanie. Słynne stwierdzenie Madeleine Albright o 500 000 zabitych irackich dzieciach („cena jest tego warta”) jest tego symbolem.

Pod koniec rozmowy wspomniano o doniesieniach o irańskich wystrzeleniach rakiet w kierunku Jordanii i kolejnych atakach na okręty marynarki wojennej USA. Marandi obarcza Jordanię i innych aktorów regionalnych częściową odpowiedzialnością, ponieważ są częścią zjednoczonego frontu przeciwko Iranowi. „Grzech” Iranu, jak powiedział, leży w jego niepodległości i nazywaniu ludobójstwa w Strefie Gazy po imieniu. Oś oporu jest po prawej stronie, ponieważ dokonuje poświęceń, aby położyć kres temu, co się dzieje. Ci, którzy milczą lub współpracują, są po drugiej stronie.

Marandi wielokrotnie podkreśla, że ​​Iran nie chciał wojny. Teheran zgodził się na zawieszenie broni i podpisał Memorandum o Porozumieniu (MOU) po 40 dniach walk, aby uniknąć zniszczenia światowej gospodarki. Stany Zjednoczone i Izrael zmusiły Iran do znalezienia się w sytuacji, w której nie ma on innego wyjścia.

Jeśli Iran teraz zaatakuje militarnie – przeciwko okrętom, w regionie Zatoki Perskiej lub gdzie indziej – to dlatego, że Waszyngton próbuje udusić 90 milionów Irańczyków, a Trump publicznie chełpi się upadkiem irańskiej waluty i niedoborami żywności. Iran będzie walczył do końca.

Nadchodzące dni i tygodnie pokażą, jak daleko obie strony zdołają się posunąć. Ryzyko gospodarcze i militarne jest znaczne. Dalsze zaostrzanie sankcji lub ataki na żeglugę mogłyby jeszcze bardziej obciążyć Cieśninę Ormuz, a tym samym kluczowy element globalnego handlu ropą naftową – z konsekwencjami wykraczającymi daleko poza region.

Sankcje widmo: Pusty gest Europy wobec Iranu

Sankcje widmo: Pusty gest Europy wobec Iranu

3 września 2026, Larry Johnson sonar/sanctioning-a-ghost-europes-empty-gesture-against-iran

Sekretarz Skarbu USA Scott Bessent ogłosił dziś, że Unia Europejska „oficjalnie przyłączyła się” do amerykańskiej kampanii sankcji przeciwko Iranowi – operacji Economic Outcast – i sformułował wybór Teheranu w oparciu o typowe absoluty: całkowita globalna izolacja i gospodarka oparta na samowystarczalności albo droga powrotu do normalności.

Nagłówek stał się chwytliwym tytułem. Jest on pusty. Nie można nałożyć embarga na partnera handlowego, z którym już się nie handluje, a w istocie ekonomicznej Europa zrobiła to właśnie lata temu. Dziś wydała jedynie komunikat prasowy w tej sprawie.

Handel, którego wycofaniem Europa grozi , praktycznie nie istnieje

Jedna liczba oddaje istotę całej sprawy. W 2025 roku cała Unia Europejska handlowała z Iranem towarami o wartości około 3,7 miliarda euro – około 4 miliardów dolarów – przy całkowitym handlu zagranicznym Iranu wynoszącym około 182,6 miliarda dolarów. Na Europę przypada zatem około 2 procent handlu irańskiego. To jest suma obecnie wykorzystywanej dźwigni: błąd zaokrąglenia przedstawiony jako piorun.

I to są puste 2 procent, ponieważ przepływ jest prawie wyłącznie jednokierunkowy. Europa nadal sprzedaje Iranowi trochę maszyn, chemikaliów i produktów farmaceutycznych – około 3 miliardów euro, czyli 4 do 5 procent irańskiego rachunku za import. Nie skupuje prawie niczego: import UE z Iranu wyniósł 0,76 miliarda euro, czyli mniej niż 1 procent irańskiego eksportu, ponieważ Europa nie przyjmuje już znaczących ilości irańskiej ropy naftowej. Niemcy, Włochy i Holandia stanowią prawie dwie trzecie nawet tej resztkowej części. Wycofanie jej w całości spowoduje znacznie większe straty dla kilku eksporterów w Stuttgarcie i Mediolanie niż dla skarbu państwa w Teheranie.

Europa straciła swoje wpływy lata temu.

Upadek, który Europa teraz formalizuje, nastąpił już, powoli, na przestrzeni ponad dekady. Obroty handlowe UE–Iran przekroczyły 27 miliardów euro w 2011 roku i osiągnęły 20,7 miliarda euro w 2017 roku, w okresie „okna nuklearnego” – okresu, w którym Europa była rzeczywiście ważnym partnerem Iranu, odpowiadając za 15–20 procent handlu Teheranu. Wycofanie się USA w 2018 roku rozpoczęło proces wyczerpywania się tego potencjału; trend ten nigdy się nie odwrócił; nowy pakiet sankcji UE w styczniu 2026 roku jeszcze bardziej go uszczuplił. Do 2025 roku wyniosły 3,7 miliarda euro. Europa przez siedem lat stopniowo rozbierała swój most z Iranem, a Iran dawno temu zbudował nowe – przede wszystkim z Chinami, które pobierają większość jej ropy, a także z ZEA, Turcją i Irakiem po resztę. Marginalna cena irańskiej baryłki jest ustalana w Szantungu, a nie w Rotterdamie. Europa nie ma już nic do zabrania.

Sankcje z łoża boleści

Oto, co sprawia, że ​​gest ten jest jeszcze bardziej pusty: Europa wypowiada Iranowi wojnę gospodarczą w momencie, gdy jej własne, główne gospodarki najmniej na to stać – i to w czasie, gdy krwawią z powodu tej samej wojny, którą Europa obecnie toleruje.

Strefa euro przeszła przez pierwszy kwartał 2026 roku z 0,1% wzrostu, najsłabszym od prawie roku, przy skumulowanym wskaźniku PMI, który utknął w recesji, i inflacji cen energii sięgającej prawie 11%. Ta ostatnia wartość jest wymowna, ponieważ jest bezpośrednim przejawem tej wojny: szok irański i ograniczenie Cieśniny Ormuz spowodowały gwałtowny wzrost cen paliw w gospodarkach, które w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych importują energię. Europejski Bank Centralny ostrzegł, że przedłużający się konflikt może wpędzić Niemcy i Włochy w techniczną recesję do końca roku.

Szczegóły są ponure. Niemcy – największy europejski partner handlowy Iranu, a tym samym kraj, który ma do stracenia większość tego nikłego handlu – są również największą ofiarą na kontynencie. Kraj ten zmaga się już z recesją od dwóch lat z rzędu, jego baza produkcyjna skurczyła się o około 15 procent od szczytu z 2017 roku, co ekonomiści nazywają obecnie całkowitą deindustrializacją, jego motoryzacyjny klejnot w koronie traci dziesiątki tysięcy miejsc pracy, a bezrobocie utrzymuje się na najwyższym poziomie od dwunastu lat. Recesja w 2026 roku byłaby czwartą recesją w ciągu czterech lat, co nie ma precedensu w okresie powojennym. Francja jest sparaliżowana – deficyt bliski 5,1 procent PKB, piąty premier w ciągu dwóch lat, wzrost gospodarczy obniżony do 0,4 procent. Włochy kuleją na poziomie blisko 0,5 procent, a ich konsumenci są dotkliwie narażeni na wahania cen energii wywołane przez tę wojnę.

Obraz przedstawia się więc następująco: blok, którego największa gospodarka deindustrializuje się pod wpływem szoku energetycznego, którego druga co do wielkości gospodarka jest niekontrolowana pod względem fiskalnym, a trzecia jest o jeden kwartał od recesji, dobrowolnie zgodził się na przedłużenie konfliktu, który napędza jego rachunki za energię – rezygnując z niewielkiej części handlu, która kosztuje Teheran prawie nic, a własnych eksporterów znacznie więcej. Niemcy podpalają most, z którego mogłyby skorzystać, stojąc w domu, który również płonie.

Jedno zastrzeżenie i powód, dla którego się nie udaje

Sprawiedliwie rzecz biorąc, operacja „Economic Outcast” nigdy tak naprawdę nie dotyczyła wąskiego handlu Europy z Iranem. Jest to broń sankcji wtórnych – groźba wykluczenia każdej firmy lub państwa prowadzącego interesy z Iranem z systemu dolarowego – a teoretyczna wartość Europy nie leży w towarach, których sprzedaży zaprzestaje, ale w kontrolowanych przez nią punktach newralgicznych w finansach i transporcie: clearingu w euro, europejskich bankach, klubach reasekuracyjnych i ubezpieczeniowo-odszkodowawczych, które ubezpieczają tankowce.

Jednak ta dźwignia nacisku jest skierowana na handel Iranu z krajami trzecimi, głównie z Chinami – a Bessent wyraźnie odmówił odpowiedzi na pytanie, czy Waszyngton faktycznie nałoży sankcje na chińskie banki, ponieważ wszyscy wiedzą, ile by to kosztowało. Tymczasem Iran od siedmiu lat odbudowuje swój handel, korzystając z chińskich banków, rozliczeń w juanach, barteru i floty tankowców-widmo, zaprojektowanej tak, aby była nietykalna dla europejskiej biurokracji. Amerykańska blokada morska najwyraźniej przyczyniła się w tym roku do ograniczenia irańskiego eksportu bardziej niż jakakolwiek lista krajów objętych sankcjami. Podpisanie umowy przez Europę zwiększa ryzyko nieprzestrzegania przepisów przez garstkę europejskich firm, które wciąż kusi Iran. Nie robi to praktycznie nic chińskim rafineriom, które stanowią rzeczywisty rynek zbytu.

Sankcja ma wartość, jeśli wyklucza osiągnięcie celu, którego nie da się łatwo zastąpić. Pod tym względem Europa ma praktycznie puste ręce: jej bezpośredni handel z Iranem zmniejszył się do około 2 procent handlu Teheranu, w towarach, które Iran już sprowadza z Chin, Turcji i Zatoki Perskiej, a jedyny kanał, na który Europa mogłaby mieć wpływ, wskazuje na Pekin, z którym Waszyngton nie będzie chciał się konfrontować.

To, co sprawia, że ​​ten krok jest nie tylko daremny, ale wręcz autodestrukcyjny, to fakt, że Europa usiłuje wygrzebywać się z choroby – jej silnik przemysłowy gaśnie, a koszty energii rosną w wyniku tej właśnie wojny – aby przedłużyć walkę, która te koszty podnosi. Ogłoszenie sygnalizuje jedność Zachodu i demaskuje UE. Cios zadany Iranowi jest  jak nabój wystrzelony z drżącej ręki.

Irańskie rakiety niszczą amerykańską bazę F-35, Trump wznieca wojnę o Izrael

Pepe Escobar: Irańskie rakiety niszczą amerykańską bazę F-35, Trump wznieca wojnę o Izrael

W obszernej rozmowie z Dannym Haiphongiem analityk geopolityczny Pepe Escobar uważa, że ​​ten kontrast stanowi sedno obecnej sytuacji: z jednej strony mamy do czynienia z budowaniem systemu wielobiegunowego, a z drugiej – powrót do drabiny eskalacji, którą mediatorzy z Pakistanu, Kataru i Omanu chcieli jedynie porzucić.

Wywiad odbył się bezpośrednio po ataku USA na pozycje na wyspie Larak w Zatoce Perskiej i irańskim odwecie na jordańskie bazy, w których stacjonowały wojska amerykańskie. Escobar opisuje, jak obudził się „w piekle” po weekendzie spędzonym w Bretanii: zdjęcia ataku na Larak, kontrataki na bazy Muwaffaq Salti (Al-Azraq) i króla Husajna oraz drony zmierzające w kierunku bazy Al-Minhad na południe od Dubaju. Zdjęcia satelitarne i irańskie twierdzenia dotyczące hangarów, w których rzekomo stacjonowały F-35, są sporne; Jordania i Waszyngton mówią o przechwytach, Teheran o bezpośrednich trafieniach. Escobar postrzega eskalację nie jako odosobniony incydent, lecz jako symptom.

https://youtube.com/watch?v=WXIbMp5fisY%3Ffeature%3Doembed

Buduj i niszcz

Escobar celowo nie zaczyna od pocisków rakietowych, ale od szczytu SCO w Biszkeku. Miasto, jak zauważa Escobar, szybko się modernizuje; szczyt zbiega się z 25. rocznicą istnienia organizacji i kontynuuje wątek zeszłorocznego szczytu w Tianjinie. Ważne spotkania dwustronne już się odbywają: Putin i Xi, Putin i Modi. Oczekuje on, że następnego dnia zostanie wydana deklaracja potwierdzająca wielobiegunowe ambicje SCO. Jednocześnie we Władywostoku rozpoczyna się Wschodnie Forum Ekonomiczne – dla Escobara, centralne miejsce, gdzie Rosja, Chiny i partnerzy będą dyskutować o Syberii, Arktyce i Północnej Drodze Morskiej (nazywanej przez Pekin „Polarnym Jedwabnym Szlakiem”).

Na Zachodzie, jak twierdzi, oba aspekty są ledwo dostrzegane. Jeśli zapytasz setkę ekspertów z Waszyngtonu, czym jest SCO, kiedy powstała i kim są jej członkowie, w 99 przypadkach spotkasz się z pustymi spojrzeniami. Jednak, obok BRICS, SCO jest najważniejszą organizacją wielostronną w świecie wielobiegunowym. Założona w 2001 roku jako „Szanghajska Piątka” – Chiny, Rosja i trzy państwa Azji Środkowej – zaledwie trzy miesiące przed 11 września, początkowo zwalczała „trzy zła”: terroryzm, separatyzm i ekstremizm religijny. Escobar zwraca uwagę, że w tym czasie Pekin walczył już z wpływami CIA i MI6 w Sinciangu, a Moskwa zwalczała siatki wahhabicko-salafickie na Kaukazie Północnym. Później dołączyły Indie, Pakistan i Iran. To, co zaczęło się jako platforma antyterrorystyczna, stało się organizacją geoekonomiczną: w latach 2010. jej spotkania wypełnione były dyskusjami biznesowymi, często bez udziału przedstawicieli Zachodu. Deklaracja Tianjin 2025 umieściła już w centrum budowę porządku wielobiegunowego.

Łukaszenka przewidział dwa lata temu, że BRICS i SCO w końcu się połączą lub połączą. Escobar uważa to za logiczne: Rosja, Chiny i Iran są członkami obu formatów, Indie i Pakistan należą do SCO, a Pakistan mógłby zbliżyć się do BRICS. Jest jeszcze Eurazjatycka Unia Gospodarcza. Wszystkie trzy państwa wyznaczają plan integracji euroazjatyckiej. Relacje zachodnich mediów sprowadzają to do „spotkania autokratów” – i na tym historia się kończy.

Zawalona bezpieczna strategia

Potem nastąpił zwrot akcji. Pośrednicy z Pakistanu, wspierani przez Katar i Oman, z Turcją w tle i wsparciem Chin, pracowali w poprzednich dniach nad tymczasowym systemem żeglugi w Cieśninie Ormuz i uwolnieniem zamrożonych irańskich funduszy. Escobar i Larry Johnson śledzili ten proces niemal co godzinę. Oczekiwano, że Waszyngton powróci do Porozumienia o Porozumieniu w ciągu 24 do 72 godzin – aby „poskładać Humpty Dumpty’ego do kupy”. Zamiast tego, cios został zadany Larakowi.

Stany Zjednoczone uzasadniają to tym, że siły IRGC przygotowywały pociski z minami morskimi na Cieśninę Ormuz. Escobar uważa, że ​​moment był wymowny: miny zostały już położone, co czyniło atak militarnie nieskutecznym, ale politycznie stanowiło przesłanie. Teheran chciał uniemożliwić Waszyngtonowi przejęcie kontroli nad transportem morskim. Irańska odpowiedź na bazy jordańskie i drony wymierzone w ZEA była nieuniknioną kontrą. Trump zapowiedział kolejne ataki. Drabina, z której wszyscy chcieli zejść dziesięć dni wcześniej, została odbudowana.

Wniosek Escobara jest surowy: pokojowe, dyplomatyczne rozwiązanie wojny z Iranem jest niemożliwe w obecnych warunkach. Każdy mediator jest skazany na porażkę, ponieważ Waszyngton nie dąży do dyplomacji, a do bombardowań i sankcji. Nawet gdyby Pakistan, Oman i Iran zaoferowały szansę – powrót do porozumienia, a następnie negocjacje – doszłoby do kolejnej eskalacji.

Zegar Teheranu i amunicja Waszyngtonu

Dla Iranu to żaden problem; wręcz przeciwnie. Według Escobara, niepisana linia nowej doktryny polega na tym, by pozwolić Trumpowi „zaszaleć” w ciągu dwóch miesięcy poprzedzających wybory parlamentarne. Teheranowi się nie spieszy. Mohsen Rezaee powiedział, że nowe systemy nie zostały jeszcze nawet zademonstrowane. Produkcja pocisków rakietowych podobno znacznie przekracza poziom sprzed wojny.

Irańskie media otwarcie argumentują, że ataki odwetowe przynoszą „korzyści” Stanom Zjednoczonym: wyczerpują zapasy pocisków przechwytujących, podnoszą ceny ropy i zmuszają Waszyngton do wyczerpania zapasów. Escobar uważa to za strategicznie prawdopodobne. IRGC czasami komunikuje się bezpośrednio („wyczerpywanie amerykańskich zapasów działa”), a czasami jedynie poprzez samo uderzenie. Ataki na bazy jordańskie są szczególnie istotne, ponieważ część amerykańskiej infrastruktury w regionie nadal tam się znajduje, zanim została przeniesiona do Izraela. Interpretacja irańskiego planu według Escobara: im więcej amerykańskich aktywów trafi do „izraelskiego pudełka”, tym bardziej skoncentrowany staje się cel. Odpowiedź nie będzie indywidualna, ale co najmniej dwustronna – „jak remake The Doors: Nikt stąd nie wyjdzie żywy”.

Escobar odnosi się do roli Izraela zwięźle i ostro. Nie chce zwracać uwagi na „aparat ludobójczy”, ponieważ jego modus operandi jest dobrze znany: kontrola nad Waszyngtonem, groźby kontynuacji ataków nawet w przypadku porozumienia amerykańsko-irańskiego. Typowa „retoryka syjonistyczna”.

Iran mógłby „zamienić Izrael w parking”, ale jeszcze nie użył niezbędnej broni. Dlatego w praktyce Stany Zjednoczone zazwyczaj atakują, a Netanjahu zapewnia retorykę. Zapowiedź Trumpa o kolejnych atakach w Fox News wydaje się Escobarowi dziecinna; dobrze poinformowani obserwatorzy na całym świecie się z niej śmiali.

Nieudana wojna gospodarcza

Co stało się z przepowiedzianym „ekonomicznym D-Day”? Narracja ta zniknęła z obiegu medialnego w ciągu kilku dni. Jego zdaniem, impulsem było wyraźne odrzucenie ze strony Pekinu i Moskwy: sankcje wobec firm handlujących z Iranem dotyczą przede wszystkim Chin – które odpowiadają za około 90 procent irańskiego eksportu ropy naftowej i gazu – a także partnerów z Azji Środkowej i Eurazji. Argumentuje, że nie jest to polityka wobec Iranu, lecz atak na całą euroazjatycką sieć handlową i na państwa BRICS. Dlatego SCO i BRICS muszą zjednoczyć swoje podejście. Za Trumpa dyplomacja oznacza bombardowanie i sankcje. To zmusza Globalne Południe do organizacji.

Jako odpowiedź instytucjonalną Escobar przewiduje postęp w zakresie banku rozwoju SCO: pożyczki w walutach członkowskich, obejście dolara, logiki petrodolara i architektury sankcji. Iran i tak często otrzymuje płatności w juanach. Escobar porównuje to do Nowego Banku Rozwoju BRICS, którego statuty nadal są powiązane z dolarem – wady konstrukcyjnej, którą Paulo Nogueira Batista, jeden ze współzałożycieli, od dawna krytykuje w swoim środowisku. NDB jest zbyt mały, zbyt powolny, nękany wewnętrznymi impasami i „koniami trojańskimi”. Bank SCO, o innej strukturze od samego początku, mógłby działać szybciej, również dla partnerów stowarzyszonych, takich jak Afganistan, pod warunkiem, że Rosja i Chiny powstrzymają konflikty wewnątrz-afgańskie i afgańsko-pakistańskie. Delegacje talibów już uczestniczą w forach w Sankt Petersburgu i Władywostoku – nie jako terroryści, ale jako potencjalni inwestorzy.

Nowa architektura bezpieczeństwa: Sojusz Obronny Mekki

Kolejnym elementem układanki, na który zwrócił uwagę Escobar, jest oświadczenie tureckiego ministra spraw zagranicznych Hakana Fidana: porozumienie między Turcją, Arabią Saudyjską i Pakistanem nosi teraz nazwę Sojusz Obrony Mekki (MDA). Jego sekretariat będzie mieścił się w Rijadzie, a jego pierwszym sekretarzem generalnym na trzyletnią kadencję będzie Pakistan. Podobno zainteresowanych jest pięć lub sześć innych państw; potwierdzono udział Bangladeszu i Syrii, a Egipt jest rozważany jako kandydat. Zjednoczone Emiraty Arabskie, będące członkiem BRICS, najwyraźniej nie chcą dołączyć. Escobar postrzega to jako kolejny poziom samoorganizacji euroazjatycko-zachodnioazjatyckiej – rozciągającej się od Azji Zachodniej po Południową – która nieuchronnie będzie negocjowana na szczytach SCO i BRICS.

Wszystko to razem tworzy dla niego obraz: Szanghajska Organizacja Współpracy w Biszkeku, Forum Ekonomiczne we Władywostoku, instytucjonalizacja MDA, BRICS w Nowym Delhi 12 i 13 września. Integracja wszędzie. Z drugiej strony, zamachy bombowe i prezydent zmierzający w kierunku możliwej fazy „kaczki milczenia”. „Nawet wielbłądy na pustyni Gobi to widzą”.

CIA w Moskwie i iluzja siły

Escobar interpretuje wizytę dyrektora CIA w Moskwie – przylot w ciągu dnia, z międzylądowaniem na Łotwie i praktycznie bez wycieku informacji – jako przejaw desperacji, a nie wyższości. Pieskow nazwał spotkanie rutynowym, bez obecności Putina. Naryszkin mówił o normalnych kontaktach wywiadowczych, ale wspomniał o szczególnie wrażliwym dossier, nie wymieniając go z nazwy. Escobar widzi dwa prawdopodobne tematy: NATO/Ukraina lub Iran/USA.

Odnosząc się do polityki wobec Ukrainy, wyjaśnił rosyjską piramidę decyzyjną: najpierw Ławrow, potem głosowanie w Dumie (Komisji Obrony), a na końcu Putin. Dopiero gdy Putin przemawia, decyzja zostaje podjęta – i często już wdrożona. Tematem jest rosyjska odpowiedź na ataki NATO na terytorium Rosji. Z perspektywy Moskwy Brytyjczycy już toczą otwartą wojnę z Rosją; faza „na niby” dobiegła końca. Lot CIA odzwierciedla amerykańską nerwowość, a nie siłę.

Escobar dostrzega ten sam schemat w retoryce Trumpa o „prawdach społecznych”: Iran jest państwem upadłym bez marynarki wojennej ani sił powietrznych – a mimo to musi być nadal bombardowany. Twierdzi, że jest to sprzeczność z imperium, które obiecywało izolację gospodarczą, a doprowadziło do eskalacji militarnej.

Co pozostaje

Przesłanie Escobara do zachodniej opinii publicznej jest praktyczne: Biszkek, potem Władywostok, wliczając w to długą sesję plenarną Putina, a następnie Nowe Delhi. Tam, za dwa tygodnie, stanie się jasne, jak daleko Eurazja zaszła już w omijaniu dolara, sankcji i jednostronnej siły. W tej interpretacji wojna z Iranem to nie tylko regionalna potyczka o Ormuz i hangary na F-35. To próba zatrzymania, za pomocą bomb, dynamiki integracyjnej, która jest już bardziej zaawansowana dyplomatycznie i gospodarczo niż drabina eskalacji, do której Waszyngton wielokrotnie powraca.

To, czy zdjęcia satelitarne Muwaffaqa Saltiego pokazują zniszczony hangar, czy tylko ciemną plamę w niskiej rozdzielczości Copernicusa, niewiele zmienia w ogólnym obrazie Escobara. Dla niego liczy się struktura: podczas gdy Szanghajska Organizacja Współpracy tworzy bank rozwoju, centra bezpieczeństwa i korytarze handlowe, wojna powraca do Zatoki Perskiej – nie dlatego, że dyplomacja była niemożliwa, ale dlatego, że Waszyngton postrzega ją nie jako zjazd, lecz jako oznakę słabości.

W przypadku dostaw ropy z Zatoki Perskiej obowiązuje zasada „wszystko albo nic”

Źródło zdjęcia: Amirhosein Khorgooi / AP

Ghalibaf wyjaśnia, że ​​w przypadku dostaw ropy naftowej z Zatoki Perskiej obowiązuje zasada „wszystko albo nic”.

uncutnews-ch/ghalibaf-erklaert-bei-den-oellieferungen-aus-dem-persischen-golf-gelte-das-prinzip-alles-oder-nichts

Wysoko postawiony irański urzędnik dodał, że bezpieczeństwo regionu zależy od wycofania wojsk amerykańskich.

Przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf oświadczył 28 sierpnia, że ​​albo wszystkie kraje Zatoki Perskiej powinny mieć możliwość swobodnego eksportu ropy naftowej, albo nie powinny go eksportować wcale, dodając, że bezpieczeństwo Azji Zachodniej zależy od wycofania wojsk amerykańskich.

„Równanie tej wojny jest jasne: albo wszystko, albo nic!” powiedział Ghalibaf, dodając: „W regionie, w którym my nie sprzedajemy ropy, nikt inny też nie będzie jej sprzedawał”.

„Jeśli nie zagwarantujemy naszego bezpieczeństwa, żadna infrastruktura nie będzie bezpieczna” – podkreślił rzecznik.

„Bezpieczeństwo cieśniny zależy od wycofania sił amerykańskich. Wielokrotnie oświadczaliśmy, że sytuacja w cieśninie nie będzie już taka sama jak przed wojną”.

Oświadczenia te były odpowiedzią na twierdzenia dowódcy Centralnego Dowództwa Stanów Zjednoczonych (CENTCOM), admirała Brada Coopera, który twierdził, że siły amerykańskie przejęły całkowitą kontrolę nad Cieśniną Ormuz i wstrzymały eksport irańskiej ropy naftowej.

W oświadczeniu wydanym tego samego dnia irańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało wszystkie państwa, aby odmówiły egzekwowania tego dnia nowego pakietu sankcji USA, ostrzegając, że podporządkowanie się tym sankcjom uczyniłoby rząd współwinnym łamania prawa międzynarodowego i suwerennej równości państw.

Waszyngton wprowadził te środki pod nazwą „Operacja Economic Outcast” po tym, jak nie udało mu się osiągnąć celów wojny z Iranem za pomocą siły militarnej.

Ministerstwo potępiło pakiet sankcji, nazywając go aktem terroryzmu ekonomicznego, stwierdzając, że ujawnia on „przestępcze zamiary tych, którzy go opracowali i wdrożyli, mające na celu zadanie cierpienia narodowi irańskiemu i pozbawienie obywateli Iranu podstawowych praw człowieka; w związku z tym jest to zbrodnia międzynarodowa i zbrodnia przeciwko ludzkości”.

Twierdzono, że USA wykorzystują dolara jako broń, aby naciskać na inne rządy, naruszając w ten sposób Kartę Narodów Zjednoczonych i zasadę nieinterwencji, aby poparły ich politykę wobec Iranu.

Teheran oświadczył również, że sankcje naruszają postanowienie Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (MTS) z 3 października 2018 r., które nakłada na Waszyngton obowiązek usunięcia przeszkód w przepływie żywności, leków i sprzętu medycznego.

Ministerstwo powiązało wojnę ekonomiczną z szerszą ofensywną polityką USA i Izraela przeciwko Iranowi prowadzoną w ciągu ostatniego półtora roku, stwierdzając, że niezdolność ONZ i jej członków do przeciwdziałania tym naruszeniom doprowadziła do „niezwykle niebezpiecznego wzorca bezprawia”.

Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi oświadczył wcześniej, że kampania Trumpa pod hasłem „Gospodarczy D-Day” przyniesie Waszyngtonowi jedynie kolejną porażkę, i określił ją jako taktykę odwracającą uwagę od kryzysu zadłużenia USA, który w tym miesiącu osiągnął rekordowe 40 bilionów dolarów.

Wiceminister spraw zagranicznych Kazem Gharibabadi stwierdził, że zwrot w stronę wojny gospodarczej był konsekwencją nieosiągnięcia przez Waszyngton celów militarnych i że USA teraz zwracają się do swoich sojuszników o pomoc, twierdząc, że Iran stoi na skraju upadku.

Źródło: Ghalibaf deklaruje, że przepływy ropy w Zatoce Perskiej są „całe albo żadne”

Iran: Druga Ojczyzna Polaków (film)

Iran: Druga Ojczyzna Polaków (film)

Agnieszka Piwar 2026-08-30 piwar/iran-druga-ojczyzna-polakow-film

Wiosną 2025 roku towarzyszyłam z kamerą polskim motocyklistom w drodze do Iranu. Owocem wyprawy zorganizowanej przez Stowarzyszenie Kocham Polskę jest film „Iran: Druga Ojczyzna Polaków”:

https://youtube.com/watch?v=dZeO8Z9Duak%3Ffeature%3Doembed

W Iranie wszędzie towarzyszyły nam tamtejsze telewizje, ponieważ nasza wyprawa została uznana za wielką sensację i historyczne wydarzenie, ukazujące niezwykłą przyjaźń dwóch narodów. Niestety, media w Polsce zignorowały ten fantastyczny rajd.

Tymczasem dla mnie realizacja takiego materiału to spełnienie dziennikarskiego marzenia.

W związku z tym, że nie mam dostępu do mediów głównego nurtu, a moje zasięgi są obcinane, zwracam się z osobistą prośbą do odbiorców, których poruszył ten film: proszę, pokażcie go swoim znajomym i udostępnijcie w mediach społecznościowych.

Film został zrealizowany w ramach działalności społecznej, co oznacza, że jego twórcy nie otrzymali za niego wynagrodzenia.

Ku chwale Ojczyzny!

Agnieszka Piwar

tutaj można postawić mi kawę

Trump: „Jesteśmy właścicielami”. „Mur ze stali” znów przecieka w pobliżu Larak w Cieśninie Ormuz.

„Jesteśmy właścicielami”: „Mur ze stali” znów przecieka w pobliżu Larak w Cieśninie Ormuz.

Larry C. Johnson

Ktoś powinien powiedzieć Korpusowi Strażników Rewolucji Islamskiej, że Cieśnina Ormuz jest zamknięta dla biznesu – przynajmniej dla amerykańskiego biznesu – i całkowicie pod kontrolą”. Prezydent Trump powtarza to od tygodni. 11 sierpnia powiedział światu na Truth Social, że Stany Zjednoczone mają cieśninę „całkowicie pod kontrolą” i „MYŚLĘ, ŻE JĄ UTRZYMAMY”, a blokada morska to „stalowy mur”, z którym „Iran nic nie może zrobić”. 14 sierpnia poszedł jeszcze dalej: „Jesteśmy właścicielami Cieśniny Ormuz” – powiedział, wyjaśniając, że łodzie mogą przez nią przepływać tylko „jeśli chcemy, żeby przez nią przepłynęły”. Ze śmiechem obiecał również wkrótce ogłosić ten szlak wodny terytorium USA. Zaledwie trzy dni temu Biały Dom wydał oświadczenie zatytułowane „Prezydent Trump miał rację: Ameryka kontroluje Cieśninę Ormuz” – zwięzły zapis zapewnień prezydenta dla dziennikarzy, że cieśnina jest otwarta, działa i zalewana ropą.

Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej najwyraźniej nie zapisał się na newsletter. W niedzielę siły amerykańskie zaatakowały dwie irańskie wyrzutnie rakiet na wyspie Larak – pierwszy znany amerykański atak na terytorium Iranu od końca lipca – ponieważ, jak powiedział przedstawiciel USA w wywiadzie dla Al-Dżaziry i Reutersa, zaobserwowano jednostki Straży Rewolucyjnej przygotowujące rakiety z minami morskimi do rozmieszczenia w cieśninie, którą Stany Zjednoczone rzekomo kontrolują. To nieuchronnie rodzi pytanie, w jaki sposób Teheran zamierza zaminować szlak wodny, którego nie kontroluje i na który rzekomo nie ma nawet pozwolenia na wodowanie łodzi. Stalowy mur najwyraźniej musi być regularnie bombardowany, aby utrzymać go w miejscu.

Irańska agencja informacyjna Tasnim określiła atak jako atak dronów. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) potwierdził ofiary śmiertelne i obrażenia wśród żołnierzy i cywilów oraz ogłosił reakcję. „ Washington Post” i „US News” poinformowały o tym samym incydencie w ciągu kilku godzin. Jeśli przyjąć oficjalne wyjaśnienie za dobrą monetę, atak miał charakter ograniczony, niemal rutynowy: był to środek przeciwko górnictwu, mający na celu utrzymanie cieśniny otwartej. Jednak cel, moment i dyplomacja rozgrywająca się pod powierzchnią tej wojny sugerują inną interpretację wartą rozważenia – znacznie mniej pochlebną dla tezy „to my jesteśmy odpowiedzialni”.

Prawdziwą przeszkodą może być kawałek papieru, a nie rakieta.

Od trzech tygodni Iran i Oman prowadzą potajemne negocjacje w sprawie tego, kto faktycznie kontroluje ruch przez Cieśninę Ormuz – dość osobliwa sytuacja dla dwóch innych państw, jeśli chodzi o cieśninę, która według Stanów Zjednoczonych należy do Stanów Zjednoczonych. Wiceminister spraw zagranicznych Iranu Kazem Gharibabadi oświadczył, że obie strony są bliskie porozumienia w sprawie współrzędnych bezpiecznego korytarza tranzytowego, mechanizmów technicznych jego funkcjonowania oraz – co kluczowe – wspólnego centrum koordynacyjnego do zarządzania ruchem morskim i gromadzenia danych o tranzycie statków . Opiera się to na Protokole z Maskatu, który obie strony podpisały w kwietniu i który ustanowił wspólnie zarządzany „Zielony Korytarz” monitorowany przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) i Królewską Marynarkę Wojenną Omanu.

Dwa aspekty tego powstającego systemu zasługują na szczególną uwagę. Po pierwsze, według doniesień CNN z 5 sierpnia, nowe korytarze miałyby częściowo przebiegać przez irańskie wody terytorialne – co stanowiłoby odejście od obowiązującego od dziesięcioleci porozumienia, które kierowało żeglugę handlową przez wody Omanu. Po drugie – i to właśnie ten szczegół łączy je z niedzielnym atakiem – proponowane porozumienie zamknęłoby tymczasowe szlaki w pobliżu wyspy Larak i przez wody Omanu, zastępując je nowymi, wspólnie zarządzanymi korytarzami.

Oznacza to, że wyspa, którą Waszyngton zbombardował w niedzielę, leży w geograficznym i administracyjnym centrum irańsko-omańskiego kondominium dotyczącego żeglugi przez Cieśninę Ormuz: systemu, który sformalizowałby irańską kontrolę nad tym strategicznym wąskim gardełkiem, potencjalnie go spieniężył – Teheran zaproponował już opłaty za pośrednictwem swojego „ Urządu Cieśniny Zatoki Perskiej ” – i po cichu wykluczył Stany Zjednoczone z zarządzania szlakiem wodnym, który ich prezydent nazywa amerykańską własnością. CNN ujmuje to jednoznacznie: Porozumienie nabiera kształtów, ale nie takie, jakiego chce Trump.

Wniosek analityczny jest zatem następujący: uzasadnienie obrony przed minami morskimi jest realne, ale może nie wyczerpuje tematu. Atak na Larak osłabia konkretny potencjał Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i – co ważniejsze – sygnalizuje, że Waszyngton nie będzie biernie przyglądał się, jak Iran i Oman instytucjonalizują system kontroli, który sprawia, że ​​twierdzenie o „całkowitej kontroli” jawi się jako prawdziwe. Oficjalnie podanym powodem jest zagrożenie minowe. Strategiczną kwestią jest jednak kontrola nad transportem morskim – i problem ten będzie się utrzymywał długo po tym, jak szczątki na Larak zostaną usunięte, a kolejny wpis na Truth Social ogłosi zamknięcie sprawy.

Odpowiedź Iranu: Powrót do sprawdzonego schematu ataków na bazy.

Iran zareagował błyskawicznie – i wcale nie tak, jak można by się spodziewać po zdziesiątkowanej armii uciekającej przed nieprzebytym murem. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) ogłosił wspólną operację rakietowo-dronową przeciwko pozycjom USA, wskazując jako cele bazę lotniczą im. Króla Husajna i bazę lotniczą Al-Azraq w Jordanii . Poinformował również, że baza lotnicza Al Udeid w Katarze – wysunięta siedziba CENTCOM – została trafiona. Irańska telewizja państwowa poinformowała o wystrzeleniu pocisków z wielu miejsc w całym kraju; nad Jordanią aktywowano obronę przeciwlotniczą, a w Katarze, Kuwejcie i Dubaju ogłoszono alarmy. Amerykańskie źródło poinformowało Fox News, że niemal wszystkie nadlatujące pociski zostały przechwycone i że „na razie” nie odnotowano znaczących skutków – co jest standardową i całkiem realną metodą ograniczania strat. Ebrahim Azizi, przewodniczący Komisji Bezpieczeństwa Narodowego irańskiego parlamentu, zapowiedział kolejne ataki, nie brzmiąc jak człowiek, który uważa, że ​​jego kraj „nie ma już pieniędzy” i jest „skończony”.

Schemat jest znany – Al Udeid w czerwcu 2025 roku, bazy w Zatoce Perskiej wiosną 2026 roku – a wynik, z dużą liczbą przechwyconych pocisków, ponownie wskazuje na przemyślaną reakcję: wystarczającą, by zaspokoić potrzebę odwetu, ale nie na tyle masową, by zmusić Teheran do eskalacji, na którą nie może sobie pozwolić. Liczą się nie tyle szkody wyrządzone w ciągu jednej nocy, ile skumulowana rzeczywistość, jaką te fale ataków nakładają na pozycję militarną, którą prezydent wielokrotnie ogłaszał niezwyciężoną.

Koszty strategiczne: Iran wypycha USA na zachód.

I oto nadchodzi moment, którego nie powstrzyma żaden stalowy mur. Każda fala irańskich ataków na Al-Udeid, na bazy jordańskie i na kwaterę główną Piątej Floty w Bahrajnie dodatkowo utwierdza w przekonaniu, do którego Pentagon doszedł już całkowicie bez irańskiego wsparcia: wysunięta architektura militarna zbudowana po operacji Pustynna Burza jest zbyt bliska, zbyt nieruchoma i zbyt narażona na irański arsenał precyzyjnej broni, by można ją było utrzymywać w nieskończoność.

Ta ponowna ocena nie jest spekulacją, niezależnie od tego, co zostanie powiedziane na podium. Jak donosiły Washington Post i Times of Israel w połowie sierpnia, Pentagon aktywnie rozważa wycofanie się z Zatoki Perskiej i bada bardziej rozproszone rozmieszczenie, przesuwając siły dalej na zachód — do bazy lotniczej Prince Sultan w pobliżu Rijadu, w głąb Arabii Saudyjskiej, do Jordanii, Izraela, południowej Europy i do bardziej odległych obiektów na Oceanie Indyjskim — a zatem poza zasięg najkrótszego zasięgu irańskich systemów. Memorandum z czerwca 2026 r., które zakończyło główną fazę wojny, zawierało już zobowiązanie do redukcji obecności wojskowej USA w Zatoce Perskiej. Rada Stosunków Zagranicznych i całe mnóstwo analiz wojskowych dochodzą do tego samego wniosku: wojna obnażyła podatność baz w Zatoce Perskiej na ataki, a presja na ich relokację rośnie.

Niedzielna wymiana ognia natychmiast wzmacnia tę dynamikę. Za każdym razem, gdy Iran demonstruje swoją zdolność do wystrzeliwania pocisków i dronów z lotnisk Al-Udeid i Jordanii – nawet jeśli większość z nich podobno zostaje zestrzelona – rosną koszty utrzymania wysokiej jakości systemów wojskowych w tym rejonie, a wewnętrzny argument Pentagonu na rzecz bardziej rozproszonych sił zyskuje na popularności. Ataki nie muszą niszczyć baz, aby były skuteczne; muszą jedynie sprawić, że staną się one nie do utrzymania jako skoncentrowane, dalekosiężne platformy operacyjne.

Iran wypiera siły USA z regionu za pomocą pocisków balistycznych i dronów. To sprawia, że ​​obecna taktyka militarna jest na tyle kosztowna, że ​​Waszyngton jest zmuszony ją zmienić – po cichu wycofując własne siły z cieśniny , którą rzekomo kontroluje, podczas gdy prezydent jednocześnie deklaruje, że może ją zaanektować.

Oficjalnym powodem ataku na Larak jest obrona przed miną. Jednak znacznie ważniejszym kontekstem jest irańsko-omańska próba zinstytucjonalizowania kontroli nad Ormuzem – przedsięwzięcie, którego celem mógł być dezorganizacja i odstraszanie, co kłóci się z twierdzeniem, że cieśnina i tak jest już amerykańska.

Irański odwet na Al-Udeid i dwie jordańskie bazy jest zgodny z ustalonym, wyrachowanym schematem Teheranu. Prawdziwy zysk strategiczny tkwi jednak w dalszym zwiększaniu presji na Pentagon, aby przemieścił swoje siły na zachód – z dala od wąskiego gardła i poza zasięgiem.

Cieśnina, którą faktycznie kontrolujesz, nie musi być odzyskiwana co kilka tygodni. Jednak w tym przypadku wydaje się, że właśnie tego potrzeba.

Źródło: „My to mamy”: Ściana stali powoduje kolejny wyciek w Larak w Cieśninie Ormuz

Od Hollywood do medycyny: Coraz więcej prominentnych osób domaga się wyjaśnień na temat potencjalnych szkód wyrządzanych przez szczepionki przeciwko

USA zbombardowały dwa obiekty wojskowe na irańskiej wyspie Larak

Larry Johnson: PILNE WIADOMOŚCI:

USA zbombardowały dwa obiekty wojskowe

na irańskiej wyspie Larak,

w pobliżu kluczowego punktu

dostaw ropy naftowej

W niedzielę, 30 sierpnia 2026 roku, siły amerykańskie zaatakowały dwie irańskie pozycje na wyspie Larak w strategicznie ważnej Zatoce Omańskiej, bezpośrednio przylegającej do Cieśniny Ormuz.

Atak, pierwszy publicznie potwierdzony atak USA na cele irańskie od końca lipca, przerwał kruchy okres względnej powściągliwości i w ciągu kilku godzin wywołał irański atak rakietowy na bazy amerykańskie w Jordanii. W wywiadzie na żywo dla kanału Dialogue Works, były analityk CIA Larry Johnson określił te wydarzenia jako symptom braku amerykańskiej strategii i początek nowej rundy eskalacji.

https://youtube.com/watch?v=ApuFYdI9ATc%3Ffeature%3Doembed

Wyspa Larak leży zaledwie kilka kilometrów od irańskiego wybrzeża, w pobliżu Bandar-Abbas, bezpośrednio na jednym z najwęższych i najważniejszych szlaków żeglugowych świata. Znaczna część światowej ropy naftowej przepływa przez Cieśninę Ormuz. Stany Zjednoczone oświadczyły, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) przygotował tam wyrzutnie rakiet do wystrzeliwania min morskich w kierunku cieśniny. Oficer amerykański potwierdził użycie dronów. Irańskie źródła poinformowały o ofiarach śmiertelnych i rannych wśród żołnierzy i cywilów oraz zapowiedziały „odpowiedź i karę”.

Johnson wierzy w irańskie zapowiedzi. Teheran nie rzuca pustych gróźb. Drony podobno pochodziły z Jordanii; w związku z tym Iran zaatakuje właśnie tam. Jordania ma dwie istotne bazy: Muwaffaq Salti (znaną również jako Al-Azraq) i King Hussein. Te same cele zostały zaatakowane w godzinach po ataku USA kilkoma falami pocisków balistycznych z zachodnich prowincji Iranu, takich jak Teheran, Fars, Tebriz, Kermanszah, Lorestan i Chorramabad. Zgłoszono co najmniej jedno trafienie w Muwaffaq Salti. Systemy obrony powietrznej – najwyraźniej Patriot PAC-3 – wystrzeliły pociski przechwytujące. Niektóre pociski zostały przechwycone, inne nie.

Johnson uważa, że ​​zapasy [USA] są w dużej mierze wyczerpane: „To butelka szampana, która została opróżniona”. Przeciwko systemom manewrującym lub hipersonicznym, takim jak pocisk Fatah, Patriot, THAAD i Żelazna Kopuła mają w każdym razie niewielką skuteczność. Iran często najpierw wykorzystuje starsze rakiety do wyczerpania obrony przeciwnika, a następnie wysyła nowocześniejszą broń.

Moment ten jest politycznie i gospodarczo napięta. Obie strony od tygodni mówiły o deeskalacji. Amerykańscy dyplomaci mieli wrócić. W tym samym czasie Amerykanie najwyraźniej wycofywali tankowce z Kataru – co wskazywało na spodziewane ataki na państwa Zatoki Perskiej. Johnson postrzega to nie jako przemyślany plan, ale jako zwykłą praktykę: „Co zrobimy dzisiaj? Zbombardujmy wyspę”. Waszyngton nadal nie docenia gotowości i zdolności Iranu do odwetu.

Jednocześnie prezydent Trump próbuje obniżyć ceny ropy naftowej, zawierając rzekomo historyczne porozumienie w sprawie wenezuelskich rezerw. Johnson nazwał to iluzją na stronie sonar21.com. Rezerwy znajdują się pod ziemią, ropa jest ciężka i lepka, a niezbędna infrastruktura jest niewystarczająca. ExxonMobil wcześniej podawał koszty rzędu 100 miliardów dolarów i odrzucił ten pomysł. Co więcej, wenezuelska ciężka ropa nie rozwiąże problemu dotkliwego niedoboru oleju napędowego i paliwa lotniczego spowodowanego zakłóceniami na trasie Ormuz. Atak w niedzielę jeszcze bardziej podniesie ceny na rynkach w poniedziałek.

Straty gospodarcze w regionie są już ogromne. Od początku wojny w lutym 2026 roku Katar odnotował spadek PKB o 8% do ponad 17% oraz ogromne straty w produkcji LNG; Kuwejt odnotował spadek wydobycia ropy o około 53%, Irak o 63%, Arabia Saudyjska o 29%, a Zjednoczone Emiraty Arabskie o 40%. Państwa Zatoki Perskiej chcą ponownie otworzyć Cieśninę Ormuz; Iran w zamian domaga się zniesienia blokady nałożonej przez USA. W Stambule niebawem odbędzie się spotkanie w sprawie tzw. Paktu Mekkańskiego.

Jednocześnie Rosja zaostrza sytuację na Ukrainie: Trwające prawie 80 godzin nieprzerwane ataki dronów i rakiet na magazyny, sieci energetyczne i infrastrukturę cywilną. Supermarkety stoją puste. Johnson postrzega to jako przejaw determinacji Putina i braku woli zawarcia zawieszenia broni. Według niego Stany Zjednoczone nie mają jasnej strategii ani wobec Ukrainy, ani wobec Iranu. Trump podwaja skalę operacji wojskowych, a wstrząsy gospodarcze – związane z ropą, pszenicą i olejem napędowym – uderzają w rynki.

Johnson spodziewa się kolejnych dni lub tygodnia wzajemnych ataków, zanim w końcu nastąpi przerwa lub negocjacje. Iran będzie ostro reagował na każdy atak USA. W momencie rozmowy nie było jeszcze jasne, czy rakiety uderzą również w Izrael lub amerykańskie okręty w Zatoce Omańskiej i na Morzu Arabskim. Noc była jeszcze młoda. Cieśnina Ormuz pozostaje punktem krytycznym.

Odpowiedź Johnsona na pytanie, czy Waszyngton wyciągnął jakiekolwiek wnioski z sześciu miesięcy wojny, jest jednoznaczna: nie.

Czy Iran planuje zamach na Netanjahu? Prof. Marandi omawia wojnę gospodarczą, odporność Iranu i możliwą nową fazę militarną.

Czy Iran planuje zamach na Netanjahu? Profesor Seyed Mohammad Marandi omawia wojnę gospodarczą, odporność Iranu i możliwą nową fazę militarną.

Na początku dyskusji moderator serdecznie powitał teherańskiego profesora Seyeda Mohammada Marandiego i zapytał go, jak się czuje, po czym przeszedł bezpośrednio do amerykańskiej strategii wojny gospodarczej.

Centralnym pytaniem był prawdziwy stan irańskiej gospodarki – pomiędzy skrajnościami rzekomo nieuchronnej implozji i powstania a twierdzeniem, że gospodarka jest silniejsza niż przed wojną. Marandiego poproszono o umiejscowienie sytuacji gdzieś pośrodku, zwłaszcza w świetle tego, co sekretarz skarbu USA Scott Bessent nazwał ekonomicznym „D-Day”.

Wywiad z profesorem literatury angielskiej i orientalistyki Uniwersytetu w Teheranie, który regularnie występuje jako analityk polityczny, odbył się 29 sierpnia 2026 roku. Dotyczą one obecnego konfliktu między Iranem, Stanami Zjednoczonymi i Izraelem, fazy, którą Marandi opisuje jako wojnę ekonomiczną z możliwością ponownej eskalacji militarnej. Wypowiedzi są wypowiedziami profesora i odzwierciedlają irańską perspektywę.

https://youtube.com/watch?v=CHCQwG9oMjQ%3Ffeature%3Doembed

Sytuacja gospodarcza: Ani załamanie, ani siła jak poprzednio

Marandi jednoznacznie odrzucił oba skrajne stanowiska. Gospodarka Iranu nie załamywała się, ale nie była też lepsza niż przed wojną. Życie w Iranie było dziś trudniejsze niż w zeszłym roku. Wojna, oblężenie, maksymalne sankcje i naloty sprawiły, że codzienne życie stało się trudniejsze. Jednak odporność narodu irańskiego była wyjątkowa.

Jego zdaniem zachodni dyplomaci i obserwatorzy błędnie interpretują typowe irańskie narzekania. Irańczycy zawsze narzekają – na złe zarządzanie, sytuację lub rząd. Nie oznacza to jednak, że kraj się rozpada. Jako dowód przytoczył ogromne tłumy na pogrzebach w Teheranie (około 16 milionów) i w Meszhedzie. Ci sami ludzie, którzy protestowali lub narzekali na ulicach, często mówili w rozmowach, że sytuacja była straszna. To, jak argumentował, odróżnia Iran od wielu krajów regionu sprzymierzonych z USA, gdzie taka otwarta krytyka jest bardziej ryzykowna.

Niewielka część społeczeństwa popiera drugą stronę, nawet podczas nalotów. Rząd przechodzi na gospodarkę wojenną, co wskazuje, że Teheran spodziewa się przedłużającego się konfliktu. Obie strony wywierają presję, ale żadna nie jest w stanie szybko wyeliminować drugiej.

Pomimo blokad, ropa nadal płynie – Marandi wymienił około sześciu milionów baryłek dziennie, z czego znaczną część stanowi ropa irańska, której eksport odbywa się za zgodą Iranu. Wyjaśnił, że istnieją złożone modele biznesowe, takie jak transport ropy z Zatoki Perskiej małymi statkami do supertankowców wzdłuż wybrzeża Omanu.

Nawet przeciwnicy, tacy jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, które wspierały Stany Zjednoczone w wojnie z Iranem, utrzymują kontakty handlowe z Teheranem. Iran zezwala na przepływ irackiej ropy i nie zamyka całkowicie Cieśniny Ormuz, aby uniknąć niepotrzebnego obciążania państw sojuszniczych. Chińskie statki i mniejsze łodzie mogą przepłynąć. Handlu z Chinami i Rosją nie da się po prostu odciąć.

Niedobór amunicji na Zachodzie i powiązania z Ukrainą

Moderator połączył doniesienia z „Wall Street Journal” i Associated Press o niedoborach pocisków przechwytujących Patriot, taktycznych pocisków balistycznych, systemów THAAD i zdolności do zwalczania bezzałogowych statków powietrznych. EUCOM dostarczył amunicję do CENTCOM na potrzeby konfliktu z Iranem.

Europa ledwo wytrzymałaby ciągły atak rakietowy Rosji i miałaby trudności nawet z pojedynczymi pociskami. Takie ostrzeżenia były ignorowane przed wojną z Iranem.

Marandi postrzegał to jako konsekwencję czterech lat polityki wobec Ukrainy i bezpośredniej wojny z Iranem. Obie te sytuacje katastrofalnie osłabiły Stany Zjednoczone. Wspomniał o informacji, że dyrektor CIA udał się do Moskwy, aby szukać rozwiązania, ponieważ sytuacja na Ukrainie była katastrofalna. Amerykańskie niepowodzenie w Europie miałoby pozytywny wpływ na Azję Zachodnią i Iran. Niedobór amunicji nie był wyłącznie winą Iranu.

Choć Stany Zjednoczone są potężne, nie dysponują nieograniczonymi możliwościami przechwytywania. Marandi nie wykluczył wznowienia fazy militarnej – niekoniecznie przez USA. Iran mógłby wznowić konflikt. Polityka Iranu jest wyrachowana, podczas gdy polityka Zachodu często opiera się na emocjach.

Dziesięciolecia przygotowań i rosnąca siła militarna

Iran planował tę wojnę od lat 80. i 90. XX wieku, zwłaszcza po 11 września i amerykańskiej obecności w Afganistanie i Iraku. Cieśnina Ormuz odegrała kluczową rolę w tym planie. Podziemne instalacje, technologia dronów i rakiet były rozwijane przez dekady. Iran niedawno po raz pierwszy ujawnił podziemną fabrykę rakiet. Marandi odrzucił twierdzenia, że ​​Izrael zniszczył zakłady produkcyjne, twierdząc, że nawet ich nie tknięto.

Iran dynamicznie produkuje nowe, bardziej precyzyjne i zwrotne pociski rakietowe oraz drony. Z czasem jego przewaga nad USA, które borykają się z problemami związanymi z pierwiastkami ziem rzadkich, mechanizmami produkcji i korupcją w systemie, będzie rosła. W Iranie państwo kontroluje przemysł zbrojeniowy.

Irańskie siły zbrojne są dziś silniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Rząd zapewnia znaczne środki. Budowane są nowe podziemne bazy i centra dowodzenia.

Oświadczenie dotyczące Netanjahu: interpretacja jako długoterminowy zamiar

Kluczowym punktem było oświadczenie nowego przewodniczącego Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, generała Mohsena Rezaei, który w wywiadzie dla libańskiej stacji telewizyjnej Al-Manar oświadczył, że Netanjahu prędzej czy później zostanie „zesłany do piekła”. Marandi zinterpretował to jednoznacznie jako groźbę przemocy, a nie jedynie retorykę czy symbolikę. Oznaczało to, że Iran planował zabić Netanjahu w pewnym momencie – czy to teraz, czy za dziesięć, czy za dwadzieścia lat.

Marandi podkreślił, że nie był to priorytet, lecz forma kary. Netanjahu zabił tysiące niewinnych ludzi i zbombardował szpitale i budynki mieszkalne. Jako przykład podał budynek mieszkalny z bankiem na parterze w Teheranie, który został zaatakowany. Zachodnie media określiły to wówczas mianem precyzyjnych ataków. Podobne tendencje można było zaobserwować w Strefie Gazy i Bejrucie.

Moderator jasno dał do zrozumienia, że ​​jest przeciwny zabójstwu jakiegokolwiek przywódcy państwa, w tym Netanjahu, i zwrócił uwagę, że Izrael i Stany Zjednoczone wystosowały podobne groźby pod adresem irańskich przywódców. Marandi odpowiedział, że priorytetem Iranu jest opuszczenie Libanu przez Izrael i zakończenie ludobójstwa w Strefie Gazy. Rezaei wspomniał o obu tych kwestiach w tym samym wywiadzie. Iran zapewniłby to, niezależnie od wsparcia Zachodu dla Izraela.

Ewentualne wdrożenie byłoby spekulatywne i uzależnione od stworzenia wystarczających środków odstraszających, aby zapobiec wybuchowi kolejnej poważnej wojny. Marandi wspomniał o różnych możliwych scenariuszach, nie podając szczegółów.

Presja ekonomiczna jako dźwignia i potencjalna eskalacja

Iran stopniowo zwiększa presję na Trumpa. Środki gospodarcze są coraz bardziej intensywne. Teheran domaga się wdrożenia Porozumienia o Porozumieniu (MoU): zakończenia ludobójstwa, zwrotu skradzionych irańskich aktywów i zakończenia okupacji Libanu. Z perspektywy Iranu, poprzednie negocjacje były fikcyjne – przed, w trakcie i po 12-dniowej wojnie. Stany Zjednoczone podważyły ​​Porozumienie, zaostrzyły sankcje, nie zwróciły aktywów i otworzyły własny korytarz.

Iran ma przewagę: rynki obligacji, jena oraz niedobory helu, siarki i oleju napędowego. Obecnie może pozwolić na przepływ około dziesięciu milionów baryłek ropy naftowej z Półwyspu Arabskiego. Może to szybko lub stopniowo spaść do zera. Handel innymi towarami jest trudniejszy niż ropa naftowa, więc ich niedobory rosną szybciej.

Kraje Zatoki Perskiej zainwestowały ogromne środki w amerykańskie obligacje, akcje i sektor sztucznej inteligencji. Ponieważ same zużywają ogromne ilości gotówki, a końca kryzysu nie widać, są zmuszone do sprzedaży aktywów. To zwiększa presję na gospodarkę USA. Stany Zjednoczone zaoferowały już linie swapowe Emirates.

Nie ma zawieszenia broni. Państwa Zatoki Perskiej gościły bazy USA, tankowce, żołnierzy i sprzęt. Jeśli irańska gospodarka zostanie poważnie uszkodzona, na przykład w wyniku ataków na sektor bankowy, Iran mógłby zaatakować amerykańskie banki lub infrastrukturę sztucznej inteligencji w Dubaju (inwestycja warta wiele miliardów dolarów). Rezaei został mianowany, aby reprezentować bardziej asertywne podejście.

Sankcje i kwestia pierwszego uderzenia

Moderator argumentował, że sankcje i tak zawiodą: gdyby okazały się nieskuteczne, Iran po prostu przeczekałby globalne skutki gospodarcze. Gdyby okazały się skuteczne i wywołały niepokoje, Iran mógłby gwałtownie wznowić konflikt i wciągnąć Stany Zjednoczone w wojnę, w której Teheran miałby przewagę dzięki niedoborom amunicji. Marandi uznał to za rozsądną ocenę.

Trudno powiedzieć, czy „Operacja D-Day” miała charakter symboliczny. Rząd USA zachowuje się inaczej niż poprzednie administracje. Zdecydowane deklaracje bez ich realizacji podważają wiarygodność. Jeśli Bessent poważnie myśli o obaleniu reżimu, konflikt jest nieunikniony.

Marandi zwrócił również uwagę na zachodnie wsparcie dla ideologii ekstremistycznych – od Afganistanu, przez Syrię, Irak i Libię, po Afrykę i Zachód. Nie ma to nic wspólnego ze zwykłym sunnickim islamem ani judaizmem. Pierwsze podręczniki szkolne takfiri zostały wydrukowane w USA.

Na koniec polecił książki takie jak te autorstwa Alastair Crooke’a i inne analizy spoza głównego nurtu zachodnich mediów i ośrodków analitycznych, które miały pomóc zrozumieć Iran.

Wywiad przedstawia obraz przedłużającego się konfliktu, w którym siły gospodarcze, militarne i polityczne są ze sobą powiązane. Marandi dostrzega wzrost militarny Iranu i jest gotowy do zwiększenia presji, jeśli Waszyngton nie wdroży Porozumienia. Interpretacja oświadczenia Netanjahu jako konkretnego, długoterminowego zamiaru pozostaje w gestii profesora, opartego na słowach przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa. Sytuacja pozostaje niestabilna, z ryzykiem wznowienia działań militarnych po obu stronach.

Irańskie Służby Specjalne: Miecz i Tarcza Rewolucji

Irańskie Służby Specjalne: Miecz i Tarcza Rewolucji

Działają w ukryciu. Nigdy nie poznamy ich nazwisk ani nie usłyszymy o ich indywidualnych nagrodach i osiągnięciach. Jednak codziennie widzimy rezultaty ich pracy w geostrategicznym bagnie, w które wciągnięto USA i Izrael po popełnieniu błędu ataku na Iran.

To opowieść o tym, jak irańskie służby wywiadowcze, niegdyś ściśle powiązane z CIA i Mossadem, stały się jednym z najskuteczniejszych i najbardziej przerażających przeciwników koalicji Epsteina.

Irański kompleks wywiadowczy to skomplikowana sieć powiązanych ze sobą agencji o nakładających się na siebie obowiązkach.

Agencje te, koordynowane przez Radę Koordynacyjną Wywiadu, której przewodniczy Ministerstwo Wywiadu i Bezpieczeństwa (MOIS), cieszą się znaczną autonomią operacyjną i w dużej mierze podlegają jedynie Najwyższemu Przywódcy, który zatwierdza nominacje wyższych rangą urzędników MOIS i jest głównodowodzącym sił zbrojnych oraz ich struktur wywiadowczych.

MOIS odpowiada za krajowe i zagraniczne operacje wywiadowcze, tropie szpiegów, rozbijanie siatek informatorów i współpracowników, udaremnianie krajowych działań terrorystycznych, sabotażu i planów separatystów, a także szpiegowanie i monitorowanie wrogów za granicą.

Wojsko składa się z trzech ważnych pododdziałów wywiadowczych: Organizacji Wywiadowczej Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC-IO), Dyrekcji Wywiadu Artesh (Wojskowego, J2) i Dowództwa Egzekwowania Prawa (FARAJA).

IRGC-IO prowadzi równoległą krajową i zagraniczną służbę wywiadowczą oraz współpracuje z Siłami Quds IRGC w prowadzeniu tajnych operacji wojskowych i koordynowaniu współpracy z sojusznikami za granicą. J2 wykonuje tradycyjne zadania wywiadu wojskowego (bezpieczeństwo granic, walka elektroniczna, monitorowanie zagranicznych sił zbrojnych, kontrwywiad). FARAJA kontroluje policję krajową i odpowiada za utrzymanie porządku publicznego, zwalczanie przestępczości zorganizowanej i przemytu oraz gromadzenie informacji wywiadowczych w terenie.

Sądownictwo i Ministerstwo Obrony mają własne wyspecjalizowane organizacje kontrwywiadowcze, których zadaniem jest przeprowadzanie wewnętrznych kontroli bezpieczeństwa, zwalczanie korupcji i zapobieganie szpiegostwu zagranicznemu w irańskich instytucjach sądowniczych i wojskowo-przemysłowych – od ochrony tajemnic państwowych po ochronę łańcuchów dostaw obronnych.

Irański aparat wywiadowczy musiał zostać w zasadzie odbudowany od podstaw po rewolucji z 1979 r., ponieważ SAVAK z czasów szacha był mocno skompromitowany – został założony w latach 50. XX wieku przy bezpośrednim wsparciu operacyjnym, finansowaniu i szkoleniu ze strony CIA i Mossadu.

W trakcie czystek wśród wysoko postawionych urzędników, z których część zdołała uciec za granicę, sądy rewolucyjne postawiły przed sądem co najmniej 83 podległych im oficerów (głównie tych zamieszanych w tortury, wykorzystywanie seksualne i morderstwa dziesiątek tysięcy osób za rządów szacha).

Personelowi technicznemu, pracownikom kontrwywiadu i analitykom zezwolono na pozostanie w kraju. W znacznym stopniu pomogli oni nowo powstałemu rządowi rewolucyjnemu w rozbiciu wspieranej przez Irak opozycji i grup separatystycznych, a także w budowie kompleksowej sieci wywiadu ludzkiego (Humint) w Iraku po inwazji Saddama Husseina.

Zagraniczna sieć pośredników powiązanych ze służbami wywiadowczymi umożliwiła Iranowi obejście embarga na broń, a nawet potajemne pozyskiwanie broni i części zamiennych od Izraela i USA (afera Iran-Contras).

Wstrząs wywołany 12-dniową wojną z Izraelem

Po wojnie iracko-irańskiej MOIS i IRGC-IO systematycznie pracowały nad wykorzenieniem i zniszczeniem zbrojnej opozycji i sił separatystycznych w kraju, atakowały ich przywódców za granicą i budowały sojusze regionalne – od Hezbollahu w Libanie po Huti w Jemenie, Syrię Asada i milicje szyickie w Iraku.

Służby wywiadowcze, które przekształciły się w skomplikowaną, zbiurokratyzowaną sieć równoległych, konkurujących ze sobą agencji, odniosły w tym okresie tyle samo sukcesów, co porażek, ale już wcześniej pojawiły się sygnały ostrzegawcze, że coś jest nie tak.

W 2021 roku były minister wywiadu Ali Younesi ostrzegł, że „Mossad wniknął tak głęboko w kraj, że władze obawiają się o swoje życie”. Były prezydent Mahmud Ahmadineżad powtórzył to ostrzeżenie w 2024 roku, stwierdzając, że Mossad zinfiltrował irańską agencję wywiadowczą odpowiedzialną za wykrywanie izraelskich szpiegów.

Obawy te okazały się prorocze. 13 czerwca 2025 roku niespodziewany atak Izraela doprowadził do prawdopodobnie najbardziej katastrofalnej porażki strategicznej i wywiadowczej w historii współczesnego Iranu.

W ciągu kilku godzin Izrael zamordował przywódcę Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej Hosseina Salamiego, szefa sztabu sił zbrojnych Mohammada Bagheriego, Gholama Alego Rashida – szefa wspólnego centrum dowodzenia koordynującego działania armii i Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej – dowódcę sił powietrznych i kosmicznych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej Amira Aliego Hajizadeha oraz kilkunastu innych wysoko postawionych dowódców wojskowych i naukowców zajmujących się tematyką nuklearną.

Co gorsza, terytorium Iranu zostało bezpośrednio naruszone przez izraelskich komandosów i agentów Mossadu, którzy systematycznie atakowali irańskie instalacje rakiet przeciwlotniczych i radarów, umożliwiając izraelskim myśliwcom ataki na wyrzutnie rakiet, obiekty nuklearne i wyżej wymienionych wysoko postawionych dyrektorów.

Wojna w czerwcu 2025 roku nie była bynajmniej całkowitą porażką wywiadowczą, ponieważ Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) przeprowadził niszczycielskie kontrataki na wrażliwe cele izraelskie – od baz wojskowych i siedzib Mosadu, po firmy i instytucje badawcze powiązane z kompleksem wojskowo-przemysłowym, takie jak Rafael, Instytut Weizmana i Centrum Energii Jądrowej na Negewie, a także na krytyczną infrastrukturę energetyczną i portową w Hajfie. W niecałe dwa tygodnie Izrael został zmuszony do wystąpienia o zawieszenie broni, ponieważ jego zapas pocisków przechwytujących zmniejszył się do poziomu krytycznego.

Te ataki nie byłyby możliwe bez precyzyjnego mapowania izraelskich celów przez IRGC-IO oraz bezcennych danych operacyjnych w czasie rzeczywistym na temat izraelskiej obrony zebranych podczas operacji True Promise I i True Promise II w kwietniu i październiku 2024 r., które umożliwiły Iranowi zebranie informacji o częstotliwościach radarów, czasach reakcji i rozmieszczeniu geograficznym pocisków przechwytujących w celu przeciążenia obrony wroga.

Niemniej jednak szkody były znacznie poważniejsze. Irański wywiad zawiódł podczas niespodziewanego ataku Izraela i pilnie potrzebował reform.

Wojna 2026: Odbudowana, wzmocniona, wynaleziona na nowo

Wojna z 2025 roku wywołała gruntowną przebudowę struktur bezpieczeństwa narodowego i dowodzenia wojskowego, doprowadziła do rozszerzenia współpracy między MOIS a IRGC-IO, wzmocniła bezpieczeństwo komunikacji, a także skłoniła Iran do wznowienia strategii „obrony mozaikowej” – strategii opracowanej przez IRGC dwie dekady wcześniej, aby umożliwić krajowi przetrwanie wrogich ataków polegających na dekapitacji.

W styczniu 2026 r., w przededniu nowej fali ataków, nowo zreorganizowany aparat wywiadowczy stanął przed poważnym wyzwaniem: niepokojami społecznymi wywołanymi przez siły zagraniczne, które groziły eskalacją do wojny domowej.

W obliczu protestów trwających od końca grudnia, wywołanych machinacjami Departamentu Skarbu USA mającymi na celu destabilizację irańskiej waluty, wygnany „następca tronu” i agent CIA Reza Pahlavi ogłosił 8 i 9 stycznia rozpoczęcie aktywnej fazy kampanii destabilizacyjnej i wezwał do skoordynowanych, zsynchronizowanych demonstracji i masowego obywatelskiego nieposłuszeństwa.

W ciągu 48 godzin życie straciło 3117 osób, w tym 2427 cywilów i funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa. Na ulicach dochodziło do strzelanin między policją a uzbrojonymi rebeliantami, a bandyci spalili ponad 400 budynków rządowych, a także meczety, kościoły, posterunki policji, domy prywatne i inne obiekty infrastruktury.

Później źródła izraelskie i amerykańskie podały liczbę „ponad 30 000” ofiar, zarówno po to, by usprawiedliwić zbliżającą się agresję, jak i by porównać przemoc do brutalnej wojny Izraela w Strefie Gazy.

Jednak błyskawiczna reakcja irańskich służb wywiadowczych – w tym szeroko zakrojona mobilizacja własnych zasobów i sieci cywilnych, uruchomienie Krajowej Sieci Informacyjnej (awaryjnego intranetu) i szybkie działanie przeciwko Starlinkowi po odkryciu, że zamieszki są koordynowane za pomocą satelitarnej usługi internetowej – szybko pomogła zapobiec eskalacji przemocy w kontrrewolucję.

28 lutego Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Iran – ponownie w trakcie negocjacji i z większą zaciekłością niż kiedykolwiek wcześniej – z jasno określonym celem zmiany reżimu. W ciągu pierwszych kilku godzin zginęli Najwyższy Przywódca Ali Chamenei, szefowie sił zbrojnych, minister obrony i inni czołowi politycy.

W przededniu wojny Chamenei ostrzegł potencjalnych agresorów, że Iran nie da się „zastraszyć” i nie rozpocznie wojny, lecz zada wrogowi „decydujący cios”, jeśli ten odważy się zaatakować. Wyraźnie ostrzegł również, że każdy nowy konflikt będzie „wojną regionalną”.

Na krótko przed atakiem ekipa bezpieczeństwa Chameneiego namawiała go do opuszczenia domu i udania się do ufortyfikowanego kompleksu, ale odmówił, deklarując, że stawi czoła agresji u boku narodu irańskiego, któremu odmówiono takich wygód. Męczeństwo Chameneiego (silne pojęcie w szyickiej teologii politycznej, sięgające czasów Husajna ibn Alego i bitwy pod Karbalą w 680 roku) umocniło irańskie społeczeństwo i jego regionalne sojusze, mobilizując wielu neutralnych Irańczyków do poparcia rządu.

Działania restrukturyzacyjne i przygotowawcze podjęte przez MOIS i IRGC-IO przyniosły efekty. Osiągnięto zdecentralizowaną ciągłość zarządzania i dowództwa wojskowego, a reakcja Iranu była szybka.

1. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej oraz siły lądowe przeprowadziły zmasowane, skoordynowane ataki rakietowe i dronowe na amerykańskie obiekty w Zatoce Perskiej, koncentrując się na instalacjach radarowych, co szybko unieruchomiło baterie Patriot i THAAD oraz umożliwiło dalsze ataki (w krótkim odstępie czasu zaatakowano co najmniej 20 baz).

Skala i zaciekłość tych ataków, możliwych dzięki skrupulatnemu gromadzeniu informacji wywiadowczych, były ciosem, po którym dowództwo centralne (CENTCOM) nigdy w pełni się nie otrząsnęło, co zmusiło je do wycofania większości swoich sił z Zatoki Perskiej i rozmieszczenia sił morskich poza zasięgiem irańskich kontrataków.

2. Celowanie okazało się tak precyzyjne, że irańskie drony zaczęły obierać za cel luksusowe hotele w Dubaju i Manamie, gdzie potajemnie przebywali ewakuowani ze swoich baz żołnierze amerykańscy.

Później okazało się, że stało się to możliwe częściowo dzięki monitorowaniu telefonów komórkowych amerykańskich żołnierzy – przy użyciu dostępnych komercyjnie danych o lokalizacji pochodzących z reklam, zdjęć i filmów zamieszczanych w mediach społecznościowych, a nawet opasek fitness, które przesyłały ich lokalizację.

3. Iran korzystał również z ludzkich źródeł wywiadowczych w Izraelu; izraelskie media później poinformowały, że władze aresztowały i zatrzymały co najmniej 70 osób oskarżonych o szpiegostwo na rzecz Iranu – w tym techników Sił Powietrznych, pracowników systemu „Żelazna Kopuła”, weterana Sił Obronnych Izraela pracującego dla „tajnej jednostki”, a nawet cywilów, którzy filmowali lokalną infrastrukturę i przekazywali informacje irańskim agentom.

4. Co więcej, irański wywiad udowodnił, że jest w stanie przewidzieć i uprzedzić reakcje polityczne USA, gdy wojna utknęła w martwym punkcie – stąd nieustraszoność Iranu w obliczu narastających gróźb Trumpa i jego maksymalistycznych stanowisk w negocjacjach.

Z ogólnodostępnych doniesień medialnych i analiz ośrodków analitycznych na temat uszczuplonych zapasów broni USA, po wymianę informacji wywiadowczych między państwami, śledzenie logistyki i monitorowanie pola walki (biorąc pod uwagę liczbę pocisków przechwytujących użytych przez USA przeciwko tanim dronom i starszym pociskom), Iran był w stanie szybko dostrzec, jak krytycznie niskie stały się zapasy broni ofensywnej i defensywnej USA – być może nawet zanim Trump zdał sobie z tego sprawę:

5. Celowe i powtarzające się ataki na infrastrukturę Amazon Web Services w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Bahrajnie sugerują, że irański wywiad wojskowy był świadomy skali wykorzystania AWS w zautomatyzowanych systemach planowania wojny opartych na sztucznej inteligencji i „łańcuchu śmierci” Pentagonu obsługiwanych przez Palantir (które ostatecznie okazały się niezdolne do przewidywania ani przeciwdziałania zachowaniom ludzkich przeciwników).

6. Wywiad wojskowy współpracował również z ekspertami technicznymi, aby analizować w czasie rzeczywistym zestrzelony wrogi sprzęt i wyciągać z tego wnioski w celu udoskonalenia irańskich środków zaradczych w dziedzinie walki elektronicznej.

7. Cyberprzestępcy związani z MOIS, w tym kolektyw hakerów „Handala”, przeprowadzili serię udanych i niezwykle kompromitujących ataków hakerskich na urzędników amerykańskich i izraelskich. Ataki te obejmowały dostęp do kont Google dyrektora FBI Kasha Patela, usuwanie danych i publikowanie danych osobowych pracowników amerykańskich firm powiązanych z kompleksem wojskowo-przemysłowym (MIC), w tym Lockheed Martin, a także kompromitację prawie 200 członków Sił Obronnych Izraela (IDF) i wysokich rangą urzędników izraelskich.

Sukces tych operacji w zakresie wpływania na przebieg konfliktu mówi sam za siebie: Waszyngton tkwi teraz w bagnie, z którego nie ma innego wyjścia, jak tylko zaakceptować wszystkie żądania Teheranu, podczas gdy rząd Izraela kończy wojnę i rozpoczyna kompleksową restrukturyzację Mossadu – którego wyznaczony dyrektor zdymisjonował swojego zastępcę, szefa wydziału wywiadu, oraz jego biuro ds. Iranu. Były szef Mossadu, David Barnea, został publicznie poświęcony z powodu tej katastrofy.

Rozlew krwi dotknął również amerykański aparat wywiadowczy: Joe Kent, szef Narodowego Centrum Antyterrorystycznego, zrezygnował w marcu w ramach bezpośredniego protestu przeciwko wojnie, powołując się na nadmierny wpływ Izraela na proces decyzyjny USA, a dyrektor Narodowej Służby Wywiadowczej, Tulsi Gabbard, zrezygnowała w czerwcu po tym, jak została systematycznie wykluczana z podejmowania kluczowych decyzji dotyczących Iranu.

Zmiana reżimu w Iranie to coś, co Izrael, a zwłaszcza Benjamin Netanjahu, planował i o czym marzył od pokoleń, począwszy od memorandum „Clean Break” z 1996 r. w sprawie nowego Bliskiego Wschodu.

Plan się nie powiódł: irańskie władze nabrały nowego impetu, poparcie dla rządu jest silniejsze niż kiedykolwiek, strategia zagraniczna i obronna państwa okazała się skuteczna, a Teheran zapewnił sobie kontrolę nad Cieśniną Ormuz – swoją najsilniejszą jak dotąd pozycję geopolityczną. Nic z tego nie byłoby możliwe bez cichej, w dużej mierze niewidocznej pracy irańskich służb wywiadowczych.

Źródło: Aparat wywiadowczy Iranu: miecz i tarcza rewolucji

Zaszufladkowano do kategorii Wojna | Otagowano

Czy Trump może osiągnąć wyjście, nie nazywając tego wyjściem?

Ekskluzywne: Czy Trump może osiągnąć wyjście, nie nazywając tego wyjściem?

Pepe Escobar

Realpolitik? Poważne nieporozumienie? A może wycofanie się bez nazywania tego wycofaniem?

Oto, co naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami – a właściwie za kilkoma drzwiami: wysoce uprzywilejowane, poufne informacje z obu ośrodków ciężkości obecnego dramatu, Teheranu i Islamabadu, wskazują na rodzącą się architekturę, która wykracza daleko poza typową spektakularną inscenizację Waszyngtonu. W obecnej sytuacji możemy wykorzystać uzyskane informacje, aby zrozumieć tę architekturę, wyostrzyć nasze pytania i nakreślić niezwykle spójny obraz.

Krótko mówiąc, administracja Trumpa zasadniczo ogranicza swoją ofensywę militarną, podczas gdy Teheran nadal utrzymuje w gotowości drabinę eskalacji. Zagrożeń jest wiele. Różnica polega na tym, że po największej ze wszystkich podróży na początku tego tygodnia – feldmarszałek Asim Munir udał się do Teheranu, aby porozmawiać ze wszystkimi kluczowymi graczami – Pakistan ponownie przejmuje praktyczne mechanizmy możliwego wyjścia z bezpardonowej konfrontacji Trumpa z Iranem.

Munir udał się do Teheranu z propozycją amerykańską: Trump dzwonił do niego wcześniej i dosłownie błagał go, żeby znalazł jakiś bodziec, który pozwoli Teheranowi powrócić do stołu negocjacyjnego – stołu negocjacyjnego, który sam Waszyngton rozbił.

Islamabad poinformował później Teheran, że nowe sankcje USA mogą zostać cofnięte przed wznowieniem negocjacji lub w ich trakcie.

W tym samym czasie Departament Skarbu USA, za pośrednictwem odrażającego byłego człowieka Sorosa, Scotta Bessenta – uosobienia arogancji i ignorancji – ogłosił niezwykle agresywną kampanię maksymalnej presji ekonomicznej, mającą na celu uduszenie irańskiej gospodarki, ale powstrzymał się od podjęcia środków finansowych – na przykład wobec chińskich firm i banków – które natychmiast uczyniłyby tę „kampanię” systemową i praktycznie nieodwracalną.

I co najważniejsze, ograniczono zakres ukierunkowań wojskowych.

Łącznie – i patrząc na to, co mówią nam źródła z obu ośrodków grawitacyjnych – środki te tworzą coraz bardziej spójną architekturę: na bieżąco powstaje wyjście z sytuacji.

Trump – lub Neo-Krassus – kurczowo trzyma się retoryki maksymalnej presji z powodów wewnętrznych i politycznych. Waszyngton utrzymuje odwracalne sankcje jako narzędzie negocjacyjne. Pakistan zarządza komunikacją polityczną między Waszyngtonem a Teheranem. Oman omawia specyficzny mechanizm dotyczący Cieśniny Ormuz. Teheran utrzymuje kontrolę nad cieśniną, presję na żeglugę i opcje eskalacji, jednocześnie oceniając, czy Waszyngton jest wreszcie gotowy do poważnych negocjacji.

Oto więc kluczowa informacja: Iran się nie poddaje, a Trump nie ustępuje.

Obie strony starają się stworzyć sobie wystarczająco dużo swobody politycznej, aby móc się wycofać, bez konieczności publicznego przyznawania się do tego.

To sprawia, że ​​nowe okno czasowe jest realną, choć jednocześnie niezwykle kruchą szansą.

Jak utrzymać drabinę eskalacji bez wchodzenia po niej

Munir udał się do Teheranu z konkretnym amerykańskim przesłaniem, które Waszyngton chciał przekazać irańskim przywódcom.

Możliwość, że Waszyngton cofnie nowe sankcje przed wznowieniem negocjacji lub w ich trakcie, pokazuje, że sankcje są w istocie narzędziem wywierania nacisku: instrumentem przymusu, który można jednocześnie zawiesić, zmniejszyć, a nawet wymienić w ramach sekwencji negocjacji.

Jak zadrukowane opakowanie z wbudowanymi drzwiami wyjściowymi.

Amerykański „Gospodarczy Dzień D” był dotychczas typowym retorycznym cyrkiem, przesiąkniętym bombastycznymi groźbami – i wywołał niezliczone żarty w całym Globalnym Południu. Waszyngton powstrzymał się od podjęcia kroków, które mogłyby bezpośrednio przekształcić presję ekonomiczną w systemową konfrontację.

Tłumaczenie: Trump utrzymuje otwartą pozycję negocjacyjną. Most powrotny do dyplomacji nie został całkowicie spalony. Można to nazwać taktyczną pauzą w warunkach ekstremalnej presji militarnej.

Tymczasem Iran i Oman podjęły działania w celu utworzenia tymczasowego korytarza żeglugowego i wspólnego mechanizmu rozminowywania.

Teheran jasno i jednoznacznie stwierdza jedną rzecz: nNie oznacza to, że Cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta.

Tłumaczenie: Iran wykazuje elastyczność, utrzymując jednocześnie swoją strategiczną pozycję.

Tak więc, powtórzę: Teheran nie ugiął się. Wręcz przeciwnie:

Żądania pozostają niezwykle surowe, w tym znaczące ustępstwa ze strony Stanów Zjednoczonych w sprawie sankcji, zamrożenia aktywów, blokady morskiej i przymusu militarnego. A co najważniejsze: wszystkie te zobowiązania są zapisane w martwym punkcie Porozumienia o Porozumieniu – podpisanego dwustronnie – i muszą zostać spełnione, zanim będzie możliwa jakakolwiek normalizacja stosunków wokół Cieśniny Ormuz.

Wreszcie Iran nadal dysponuje praktycznie wszystkimi istotnymi instrumentami przymusu: kontrolą żeglugi, czarnymi listami, zatrzymaniami, możliwością wywierania presji na żeglugę oraz potencjałem eskalacji działań przeciwko interesom USA.

potencjalne obciążenie regionalnej infrastruktury energetycznej;

i ostatecznie opcje na progu nuklearnym.

Kluczowym sygnałem jest obecnie to, czego Teheran celowo nie robi. Teheran koncentruje się na budowaniu korytarzy, mediacji, wymianie informacji oraz dyplomacji telefonicznej i osobistej. Żadnej strategicznej eskalacji. Teheran ma gotową drabinę eskalacji, ale świadomie – przynajmniej na razie – decyduje się po niej nie wspinać.

Kto rusza się pierwszy, nie sprawiając wrażenia, że ​​to on wykonał pierwszy ruch?

Cóż, to trudne. Waszyngton chce, żeby Iran wykonał pierwszy krok. Teheran chce, żeby Ameryka wykonała pierwszy krok.

Politycznie Trump nie może pozwolić sobie na stwarzanie wrażenia, że ​​Teheran zmusił go do wycofania się. Teheran jednak nie przejmuje się pozorami: potrzebuje namacalnego dowodu, że negocjacje doprowadzą do wzajemnych działań ze strony Stanów Zjednoczonych, a nie staną się kolejnym mechanizmem, za pomocą którego Waszyngton wymusza ustępstwa Iranu, zachowując jednocześnie wszystkie swoje środki przymusu.

Pakistan, znajdujący się dokładnie pośrodku, próbuje załagodzić tę lukę, odpowiadając na kluczowe pytanie: Kto działa pierwszy, nie sprawiając przy tym wrażenia, że ​​zrobił to pierwszy?

Informacje, które otrzymaliśmy, pozwalają nam porównać to, co Islamabad uważa za transmitowane, z tym, co Teheran uważa za odbierane. To właśnie tam znajdują się naprawdę cenne informacje.

Kluczowe pytania brzmią: Co Islamabad chciał, żeby Teheran zrozumiał? I co Teheran faktycznie zrozumiał?

Jaką odpowiedź Teheran wysyła tym kanałem?

Co mogłoby realnie sprowadzić Pakistan z powrotem do Waszyngtonu?

Jest nowa pętla komunikacyjna. Wygląda na to, że działa.

Trump potrzebuje wyniku, który będzie mógł przedstawić jako zwycięstwo. Potrzebuje powrotu Iranu do stołu negocjacyjnego, ponieważ presja amerykańska rzekomo odniosła skutek. Potrzebuje deeskalacji w Cieśninie Ormuz, nie stwarzając wrażenia, że ​​Teheran jest za to nagradzany. Musi wiarygodnie podtrzymywać zagrożenie militarne, nie wszczynając jednocześnie kolejnej, potencjalnie niekontrolowanej wojny.

Przede wszystkim potrzebuje wyjścia, które nie będzie wyglądało jak wyjście.

Teheran z kolei potrzebuje widocznych ustępstw ze strony USA. Potrzebuje dowodu, że sankcje rzeczywiście można znieść, a nie tylko mówić. Potrzebuje zakończenia blokady morskiej. Potrzebuje zapewnienia, że ​​negocjacje nie staną się pułapką, w której Iran zrzeknie się swoich wpływów, a Waszyngton pozostawi całą swoją architekturę przymusu nienaruszoną.

A przede wszystkim Teheran potrzebuje wiarygodnej formuły dla Cieśniny Ormuz, która zachowa wystarczającą kontrolę suwerenności, aby ani w jego własnym kraju, ani w całej Azji Zachodniej nie powstało wrażenie kapitulacji.

I to doprowadza nas do Pakistanu, który próbuje pogodzić te dwa zasadniczo sprzeczne i prawie niemożliwe do rozwiązania żądania polityczne gdzieś pośrodku.

To sprowadza nas z powrotem do możliwego wyjścia. Niewielkiego otwarcia. Ale do porozumienia wciąż daleka droga.

Cały proces dyplomatyczny toczy się w obliczu bardzo poważnej i trwającej konfrontacji militarnej. Amerykańska blokada morska nadal obowiązuje. Teheran oficjalnie uznaje Cieśninę Ormuz za zamkniętą. Żegluga handlowa jest całkowicie odsłonięta. Ryzyko wojny pozostaje dość wysokie. Iran nadal dysponuje znacznymi możliwościami eskalacji. Stany Zjednoczone nadal dysponują przytłaczającą siłą militarną. Jeden błąd w obliczeniach może zniszczyć cały kanał komunikacyjny.

W obecnej sytuacji wydaje się, że inicjatywa przejęła ścieżka dyplomatyczna: tak wąska, tak niepewna, ale mimo to realna. Kolejny kluczowy krok będzie miał charakter polityczny – a nie militarny. Chyba że, oczywiście, któryś z aktorów celowo zamknie to okno możliwości zawczasu.

Islamabad uważa – za pośrednictwem kręgu premiera Shehbaza Sharifa, który rozmawiał bezpośrednio z Trumpem i irańskimi przywódcami – że istnieje znaczna szansa na wznowienie porozumienia, przy czym okno negocjacyjne wynosi od 60 do 90 dni, w ciągu których obie strony mogłyby wypracować bardziej kompleksowe porozumienie i zerwać z drabiną eskalacji, zanim przerodzi się ona w całkowicie niekontrolowaną wojnę.

I nagle coś przychodzi z biura prezydenta Iranu Pezeshkiana. Jest on niezwykle zadowolony z wizyty pakistańskiej delegacji i przesłania, które Munir przekazał mu od Trumpa:

„Ta wojna może wreszcie dobiec końca – a zwycięzcą będzie Iran”.

Realpolitik? Poważne nieporozumienie? A może wycofanie się bez nazywania tego wycofaniem?

Źródło: Ekskluzywne: czy Trump może wyjść z sytuacji, nie nazywając tego wyjściem?

Cichy upadek supermocarstwa: Jak wojna gospodarcza z Iranem niszczy hegemonię USA

Cichy upadek supermocarstwa: Jak wojna gospodarcza z Iranem niszczy hegemonię USA

Autor: Dirk Ellerbrock apolut/der-stumme-abstieg-der-supermacht-wie-der-wirtschaftskrieg-gegen-den-iran-die-us-hegemonie-sprengt

Cichy upadek supermocarstwa: Jak wojna gospodarcza z Iranem niszczy hegemonię USA | Autor: Dirk Ellerbrock

Dlaczego władza Waszyngtonu jest nieskuteczna, a porządek globalny ulega przekształceniu.

Artykuł Dirka Ellerbrocka.

Wprowadzenie: Beczka prochu i puste skrzynie

Rozbieżność między amerykańskimi roszczeniami do potęgi a ich rzeczywistą siłą finansową rzadko była tak wyraźna, jak w tych sierpniowych dniach 2026 roku. Podczas gdy sekretarz skarbu Scott Bessent, w imieniu Donalda Trumpa, ogłasza „Operację Wygnańców” przeciwko Iranowi i mówi o „gospodarczym D-Day”, dług publiczny Stanów Zjednoczonych po raz pierwszy przekroczył granicę 40 bilionów dolarów – wzrastając z 39 bilionów dolarów do ponad 40 bilionów dolarów w ciągu zaledwie pięciu miesięcy, w tempie około 7 miliardów dolarów dziennie. W tym tempie próg 41 bilionów dolarów prawdopodobnie zostanie osiągnięty przed końcem roku; Biuro Budżetowe Kongresu szacuje obecny deficyt budżetowy na sam rok 2026 na około 1,9 biliona dolarów, z czego 1,8 biliona dolarów zgromadziło się już w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy.

Ale nie tylko malejące możliwości finansowe malują obraz supermocarstwa w cichym upadku. To coraz bardziej absurdalna retoryka maskująca ten upadek. Zapytany o możliwe środki stabilizacji rynku obligacji rządowych, sam Trump oświadczył, że dysponuje licznymi narzędziami interwencji – „najważniejszym z nich są nasze siły zbrojne”. Siła militarna jako środek wpływania na rentowność obligacji? To sformułowanie jest nie tylko dziwne, ale wręcz groteskowe, biorąc pod uwagę, że według emerytowanego czterogwiazdkowego generała Barry’ego McCaffreya, Stany Zjednoczone faktycznie i trwale utraciły dostęp do 15 baz wojskowych w Zatoce Perskiej.

„Najpotężniejszego narzędzia”, którego użycie jest publicznie zagrożone, praktycznie nie da się już wykorzystać w żadnym miejscu w regionie. Próba dyktowania geopolityki za pomocą systemu dolara amerykańskiego osiąga swoje fizyczne i ekonomiczne granice.

Iluzja izolacji: dlaczego „Operacja Wyrzutek” kończy się niepowodzeniem

Zapowiedź Bessenta, że ​​wdroży „zasadę zerowego wycieku” w odniesieniu do sankcji wobec Iranu i całkowicie odetnie każdy kraj, który kontynuuje interesy z Teheranem, od systemu dolara amerykańskiego, nie ma żadnych realnych podstaw. Reakcje były szybkie.

Chiny natychmiast odrzuciły amerykańską wojnę gospodarczą z Iranem i zapowiedziały, że będą chronić własne interesy. Władze Iranu oświadczyły, że partnerzy handlowi kraju jasno dali do zrozumienia, zarówno w mediach, jak i w wiadomościach bezpośrednich, że nie będą już zwracać uwagi na amerykańskie groźby.

W tym kontekście mamy do czynienia z postępującym rozwojem równoległych, bez-dolarowych struktur handlowych. Iran od dawna handluje chińską walutą i współpracuje z chińskimi bankami – omijając zachodni system finansowy. Kraje BRICS rozwijają swoje alternatywne mechanizmy płatności, Korytarz Północ-Południe zyskuje na znaczeniu, a kraje takie jak Pakistan, niegdyś podporządkowane Waszyngtonowi, dawno temu zdały sobie sprawę, że ich kluczowe zaopatrzenie w energię przebiega przez Iran.

Sankcje USA nie działają jako broń przeciwko Iranowi, lecz raczej jako katalizator globalnej dedolaryzacji. Z perspektywy USA może to wyglądać na operację mającą na celu wydalenie Iranu. W rzeczywistości to same Stany Zjednoczone coraz bardziej wycofują się z globalnego systemu gospodarczego.

Geografia twierdzy: asymetryczna obrona i logistyka Iranu

Pomysł, że Iran można pokonać poprzez izolację gospodarczą lub militarną, kłóci się z rzeczywistością geograficzną. Kraj ma 15 sąsiadów lądowych i dostęp do Morza Kaspijskiego – okoliczność, która obiektywnie komplikuje wszelkie próby całkowitej blokady.

Ale nie tylko geografia czyni Iran odpornym. Jego potencjał militarny przeszedł w ostatnich latach transformację jakościową i ilościową. Władze Iranu niedawno zaprezentowały podziemną fabrykę pocisków balistycznych. Takie podziemne ośrodki produkcyjne i badawcze są rozproszone po całym kraju, co czyni je niezwykle trudnym celem dla ingerencji z zewnątrz. Tempo produkcji nowych systemów rakietowych już teraz przewyższa amerykańskie możliwości rozwoju obrony przeciwrakietowej.

Jednocześnie rozbudowa irańskiej infrastruktury handlu lądowego nie jest już tylko zapowiedzią, ale trwającym procesem: linia kolejowa Raszt–Astara – kluczowy element międzynarodowego korytarza transportowego północ–południe – której budowa rozpoczęła się na początku 2026 roku po latach opóźnień związanych z sankcjami, już teraz służy do transportu towarów; w czerwcu 2026 roku wolumen przewozów przez przejście graniczne w Astara wzrósł o 3,5% w porównaniu z rokiem poprzednim.

Towary, które wcześniej trafiały do ​​Iranu przez Zatokę Perską i Dubaj, są obecnie coraz częściej przekierowywane szlakami środkowoazjatyckimi – nie jako projekt na przyszłość, ale jako wymierna zmiana.

Podatność Zatoki Perskiej na szantaż i bezbronność baz USA są oczywiste dla każdego podmiotu regionalnego. Znaczna część krytyki ze strony Iranu skierowana jest pod adresem krajów, które pomimo własnych deklaracji solidarności z Palestyńczykami, nadal współpracują ze stroną amerykańską i izraelską. Przesłanie jest jednoznaczne: jeśli wojna gospodarcza będzie trwała, ani jedna kropla ropy nie zostanie wyeksportowana – ani przez samą cieśninę, ani z żadnego innego punktu w Zatoce Perskiej.

Przesunięcie tektoniczne w Azji Zachodniej: koniec starego systemu sojuszy

Być może najważniejsze wydarzenia ostatnich tygodni rozgrywają się nie na polach bitew ani na giełdach, ale w pałacach królewskich i ośrodkach rządowych Azji Zachodniej. Tradycyjny wizerunek sunnicko-szyickiego wroga, który Stany Zjednoczone od dziesięcioleci wykorzystują jako narzędzie swojej polityki regionalnej, rozpada się.

Pakt obronny podpisany w Mekce 7 sierpnia między Arabią Saudyjską, Turcją i Pakistanem zburzył dotychczasowy porządek. Oficjalny autoportret jest już wymowny: wszystkie trzy państwa-sygnatariusze publicznie podkreślają, że porozumienie „nie jest skierowane przeciwko żadnemu konkretnemu państwu”. To stwierdzenie stoi w wyraźnej sprzeczności z faktem, że wszystkie państwa członkowskie są bezpośrednimi sąsiadami Iranu, a pakt został zawarty w trakcie najpoważniejszego od dziesięcioleci konfliktu obronnego w Zatoce Perskiej – to doskonały przykład tego, jak deklarowana funkcja sojuszu i jego strukturalny charakter mogą się rozmijać.

Według doniesień medialnych, powołujących się na źródła irańskie, Teheran został zaproszony do przystąpienia do paktu; oficjalne potwierdzenie ze strony Rijadu, Ankary lub Islamabadu wciąż oczekuje na potwierdzenie, ale same władze Iranu już zapowiadają ponowne rozpatrzenie zaproszenia. Bahrajn, państwo Zatoki Perskiej, które gości również Piątą Flotę USA, podobno negocjuje przystąpienie do paktu. 25 sierpnia wiceminister spraw zagranicznych Bangladeszu Humajun Kobir oficjalnie potwierdził zainteresowanie swojego kraju przystąpieniem do paktu, powołując się na rosnące międzynarodowe uznanie dla nowego przywództwa premiera Tarique Rahmana; wizyta Rahmana w Rijadzie na zaproszenie następcy tronu, księcia Mohammeda bin Salmana, jest spodziewana po lecie.

Według spójnych doniesień wiarygodnych źródeł, rozmowy między dowódcą pakistańskiej armii Asimem Munirem a irańskim kierownictwem w Teheranie przebiegały „entuzjastycznie”. Nie chodzi tu o jednorazowe porozumienie, ale o rozszerzającą się regionalną architekturę bezpieczeństwa, która obejmuje coraz więcej państw – od bezpośrednich sąsiadów Iranu po Azję Południową.

Historia powstania paktu podkreśla ten pragmatyzm: nie powstał on jako emocjonalna reakcja na wojny w Strefie Gazy czy Syrii, ale jako chłodna kalkulacja po saudyjskich atakach na Jemen – w czasie, gdy zaatakowano międzynarodowe lotnisko w Sanie, a irański samolot pasażerski miał tam lądować.

Państwa Zatoki Perskiej znajdują się w pozornie nierozwiązywalnym dylemacie: rozdarte między niepłynnymi rezerwami amerykańskimi a bezpośrednim zagrożeniem regionalnym. Coraz bardziej zdają sobie sprawę, że Stany Zjednoczone nie są już w stanie dotrzymywać obietnic dotyczących ich ochrony. Stany Zjednoczone nie zwiększają bezpieczeństwa swoich sojuszników, lecz sprowadzają na nich większe zagrożenie

Wnioski: Zmiana epoki – przymus kontra pragmatyczne sieciowanie

To, co się tu wyłania, to coś więcej niż regionalna zmiana układu sił. To koniec porządku jednobiegunowego – i narodziny świata wielobiegunowego, w którym finansowa i militarna hegemonia USA zostaje zastąpiona regionalną inicjatywą.

Asymetria nie mogłaby być bardziej oczywista: z jednej strony mamy amerykańskie cła, groźby i reżimy sankcji, z drugiej – bezwarunkowe inwestycje infrastrukturalne i pragmatyczne korytarze handlowe. Tam, gdzie Waszyngton oferuje przymus i warunki, pojawiają się alternatywy bez porozumień ograniczających politycznie.

Iran nie tylko oparł się natarciu, ale także rozbudował swoją infrastrukturę wojskową i logistyczną we współpracy z partnerami w Azji. Siedemdziesięcioletnia, niekwestionowana dominacja Stanów Zjednoczonych nad Zatoką Perską i Azją Zachodnią dobiega końca.

Ten koniec nie nadchodzi z hukiem – nadchodzi cicho. Nie nagle, ale nieubłaganie. Upadek supermocarstwa rzadko następuje w wyniku pojedynczej spektakularnej porażki, lecz poprzez stopniową erozję jego wiarygodności, fundamentów finansowych i strategicznej obecności. Świat się zmienia, podczas gdy Waszyngton pozostaje uwięziony w retoryce przeszłości. A gdy trwa „Operacja Wyrzutek”, historyczna ironia tego procesu staje się oczywista: ostatecznie to same Stany Zjednoczone są wygnane.

+++

Źródło obrazu: Alive Color Stock / shutterstock

+++

Źródła:

Dominującą potęgą na Bliskim Wschodzie nie będą odtąd ani USA, ani Izrael, lecz Iran

Uwolniony Iran

Dominującą potęgą

na Bliskim Wschodzie

nie będą odtąd

ani USA, ani Izrael,

lecz Iran

Autorstwa Roberta Kagana

Przez lata Iran zmagał się z niekorzystną dla siebie równowagą sił na Bliskim Wschodzie. Region był zdominowany przez wrogie amerykańskie supermocarstwo, Izrael, posiadający broń jądrową i przewagę militarną, oraz znaczących graczy regionalnych – Egipt, Arabię ​​Saudyjską i Zjednoczone Emiraty Arabskie – strategicznie i gospodarczo sprzymierzonych ze Stanami Zjednoczonymi.

Dziś Iran znalazł się w zupełnie nowej sytuacji. Bezpośrednio stawił czoła supermocarstwu i Izraelowi, przetrwał ostrzał z ich najnowocześniejszej broni i z nawiązką przetrwał. W rezultacie Iran – z pomocą Ameryki – całkowicie przekształcił strukturę władzy na Bliskim Wschodzie i w Zatoce Perskiej. Dominującą potęgą w regionie będzie odtąd Iran, a nie Stany Zjednoczone ani Izrael. Kraje sąsiednie już zaczynają dostosowywać się do tej nowej rzeczywistości. To samo zrobią bardziej odległe mocarstwa. Przez lata świat zmagał się z powściągliwym Iranem. Teraz zobaczy, jak wygląda Iran wyzwolony.

Iran nie potrzebuje porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi. Powszechne założenie, że słaby i zubożały Iran będzie musiał w końcu jakoś dojść do porozumienia z amerykańską potęgą, otworzyć Cieśninę Ormuz i uporać się ze swoją poważnie zrujnowaną gospodarką, okazało się fałszywe. Republika Islamska rzadko wydawała się słabsza lub bardziej podatna na zagrożenia w ciągu ostatnich dwóch lat. W lutym ubiegłego roku prezydent Trump wznowił kampanię „maksymalnej presji” poprzez sankcje międzynarodowe, które poważnie zaszkodziły i tak już kruchej gospodarce Iranu i pozbawiły państwo miliardów dolarów dochodów.

W czerwcu Izrael i Stany Zjednoczone rozpoczęły dwunastodniową wojnę, aby zniszczyć irańskie obiekty nuklearne. Wojna ta znacząco zaszkodziła programowi Iranu i pokazała, jak bardzo kraj jest podatny na agresję ze strony Izraela i Ameryki. Następnie, w lutym, Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły najnowszą wojnę, zabijając Najwyższego Przywódcę i zdecydowaną większość jego najwyższych rangą urzędników, po czym nastąpiły ponad pięć tygodni nieprzerwanych ataków na irańskie zdolności militarne.

Mimo wszystko reżim przetrwał i nie poszedł na żadne ustępstwa. Wręcz przeciwnie, Iran obnażył piętę achillesową Ameryki – słabość sąsiadów Iranu. Decydujący punkt zwrotny nastąpił w połowie marca, gdy Izrael zaatakował irańskie złoże gazu Południowy Pars, a Iran odpowiedział atakiem na katarski kompleks Ras Laffan, największy na świecie zakład skraplania gazu ziemnego (LNG). Atak ten pokazał, że choć Iran z pewnością nie byłby w stanie pokonać Stanów Zjednoczonych w wojnie powietrznej, irańskie pociski i drony mogłyby wyrządzić wystarczająco dużo szkód infrastrukturze naftowo-gazowej Zatoki Perskiej, by pogrążyć świat w długotrwałym kryzysie gospodarczym.

Państwa Zatoki Perskiej natychmiast to zrozumiały – podobnie jak Trump. Wstrzymał ataki na irańskie cele energetyczne, nakazał niechętnemu Izraelowi uczynić to samo, a wkrótce potem zakończył szerszą kampanię, nie wymuszając na Iranie ani jednego ustępstwa. Od tego czasu, pomimo licznych gróźb, Trump ani razu nie nakazał kolejnego ataku na irańską infrastrukturę energetyczną.

Już samo to wystarczyło, by zmienić równowagę sił między Iranem a Stanami Zjednoczonymi. Od kwietnia do zeszłego miesiąca Trump wielokrotnie groził kolejnym zmasowanym atakiem na Iran. Za każdym razem, gdy Iran groził odwetem, państwa Zatoki Perskiej ostrzegały przed konsekwencjami, a Trump ustępował. Po trzecim lub czwartym blefie, najpóźniej, Teheran miał powody, by sądzić, że Stany Zjednoczone nie są już skłonne podążać za Iranem w górę drabiny eskalacji. Trump dał temu jasno do zrozumienia, gdy w połowie czerwca oświadczył, że kontynuacja wojny doprowadzi do „katastrofy gospodarczej”, a być może nawet „depresji”, i że nie chce zostać prezydentem Herbertem Hooverem. Od tego czasu Trump z niezwykłą desperacją próbuje zakończyć konflikt.

Porozumienie o porozumieniu (MOU) podpisane w czerwcu przez Stany Zjednoczone i Iran odzwierciedlało tę rzeczywistość. Choć sformułowane tak, aby umożliwić Stanom Zjednoczonym zachowanie twarzy w jak największym stopniu, było ono wyraźnym zwycięstwem Iranu. Oświadczało, że Islamska Republika Iranu – i żaden inny kraj – zapewni bezpieczne przejście statków handlowych przez Cieśninę Ormuz. W dialogu z Omanem, bez pośredników ani innych uczestników, Iran będzie ustalał sposób administrowania cieśniną „zgodnie z obowiązującym prawem międzynarodowym i suwerennymi prawami państw nadbrzeżnych”.

Porozumienie nie wzywało do powrotu do status quo sprzed wojny. Nie przyznało też Stanom Zjednoczonym żadnego głosu w kwestii przyszłego administrowania cieśniną. Przeciwnie, wskazało Iran jako jedynego gracza obok słabego Omanu, a nawet zezwoliło Iranowi na pobieranie opłat od państw za bezpieczne przejście przez cieśninę po 60 dniach. W ten sposób porozumienie przypieczętowało porażkę, jaką Stany Zjednoczone poniosły już w marcu, kiedy Trump najwyraźniej zdał sobie sprawę, że nie może lub nie będzie ryzykował dalszych ataków na obiekty energetyczne w regionie.

Z perspektywy czasu wydaje się, że irańscy przywódcy wcale nie wierzyli w potrzebę podpisania porozumienia. Według doniesień, Najwyższego Przywódcę Modżtabę Chameneiego musiał przekonać prezydent Masud Pezeshkian do jego podpisania. Względna obojętność Teheranu była zrozumiała: amerykańskie ustępstwa odzwierciedlały tak wielką desperację, by zakończyć wojnę, że Irańczycy mogli zasadnie oczekiwać, że Stany Zjednoczone prędzej czy później się wycofają – z porozumieniem lub bez.

Irańskie władze ze swojej strony bez wahania zerwały zawieszenie broni niemal natychmiast, gdy Marynarka Wojenna USA rozpoczęła eskortowanie tankowców przez omańską stronę cieśniny. Trump mógł, ale nie musiał, w pełni zdawać sobie sprawę z zakresu ustępstw, jakie poczynili jego negocjatorzy w sprawie kontroli nad cieśniną, ale z irańskiej perspektywy szlak omański był próbą odzyskania tego, co Stany Zjednoczone wcześniej oddały. Przez pewien czas Stany Zjednoczone i Iran prowadziły ataki odwetowe, których kulminacją były intensywne ataki amerykańskie w połowie lipca. Gdy okazały się one nieskuteczne, Trump ostrzegł 15 lipca, że ​​Stany Zjednoczone „zamkną wszystkie swoje elektrownie” i „wszystkie mosty”, jeśli Iran nie podejmie negocjacji. I tym razem atak nie nastąpił.

Wtedy świat i Irańczycy poznali jedną z głównych przyczyn tego stanu rzeczy: ujawnienie, że amerykańskie zapasy kluczowej amunicji są niebezpiecznie niskie i że sam Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów szuka „wyjścia”, wysłało jasny sygnał co do przyszłego kierunku amerykańskiej strategii. Poważny atak na Iran zagroziłby amerykańskim interesom w innych częściach świata, ponieważ osłabiłby Stany Zjednoczone w przypadku ewentualnego ataku Chin na Tajwan lub Rosji na państwo członkowskie NATO.

Niedobór pocisków rakietowych zwiększyłby również ryzyko zmasowanego ataku na irańską infrastrukturę. Stany Zjednoczone byłyby zmuszone do wysłania większej liczby samolotów załogowych w zasięg irańskiej obrony powietrznej i dysponowałyby stosunkowo niewielką liczbą pocisków przechwytujących do ochrony państw Zatoki Perskiej i własnych baz regionalnych. Ryzyko ofiar wśród Amerykanów byłoby wysokie, podobnie jak zagrożenie dla infrastruktury energetycznej regionu. Nic nie gwarantowałoby, że taki atak okaże się skuteczniejszy niż ponad pięciotygodniowe bombardowania na początku tego roku.

Działania Amerykanów jasno pokazały, że Waszyngton obawia się eskalacji bardziej niż Iran – nie tylko teraz, ale i w przyszłości. Ogranicza to nawet pole manewru Stanów Zjednoczonych w konfliktach o niskiej intensywności. Ponieważ każda akcja militarna przeciwko Iranowi grozi wejściem na drabinę eskalacji, na którą USA nie chcą się wspinać, nawet ataki odwetowe wydają się już nie być częścią amerykańskiej strategii. Prezydent podobno powiedział swoim doradcom, że nie zamierza wydawać rozkazów dalszych ataków. Irańczycy zaatakowali w tym miesiącu kilka okrętów Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a nawet wystrzelili w kierunku tego kraju pociski balistyczne, jednak Stany Zjednoczone nie odpowiedziały od lipca – fakt ten niewątpliwie został zauważony przez Zjednoczone Emiraty Arabskie i innych sąsiadów Iranu.

Biorąc pod uwagę widoczną niechęć Amerykanów do rozpoczęcia kolejnej dużej kampanii wojskowej, Iran ma powody, by zastanawiać się, co mógłby zyskać na umowie, której bez niej by nie osiągnął. Wysocy rangą irańscy urzędnicy domagają się obecnie wycofania wojsk amerykańskich, zniesienia amerykańskiej blokady morskiej i wszystkich sankcji, uwolnienia zamrożonych irańskich aktywów oraz wypłaty reparacji wojennych.

Przeważa pogląd, że irańskie władze wiedzą, że żądania te są nie do przyjęcia dla Waszyngtonu i dlatego albo próbują utrzeć nosa Trumpowi porażce, wymusić lepszą umowę, albo przesadzić. Wielu obserwatorów nadal zakłada, że ​​kontrola nad Cieśninami jest kartą przetargową, którą Iran ma nadzieję wykorzystać do wymuszenia dalszych ustępstw ze strony Stanów Zjednoczonych lub do skłonienia Trumpa do powrotu do Porozumienia o Porozumieniu. Ale już dawno przekroczyliśmy ten punkt. Zwycięzca nie musi wracać do stołu negocjacyjnego – poza ustaleniem warunków kapitulacji.

Iran przedstawił już te warunki. Mogą się one wydawać maksymalistyczne i przesadne, ale Teheran raczej nie uwierzy, że istnieją jakiekolwiek powody, by żądać mniej. Iran od miesięcy jasno daje do zrozumienia, że ​​kontrola nad Cieśniną Ormuz nie podlega negocjacjom. Pogląd, stale propagowany przez administrację Trumpa i media, że ​​Irańczycy są niezdecydowani i ciągle zmieniają swoje stanowiska, jest absurdalny. Już w kwietniu Modżtaba oświadczył, że Iran ustanowi „nowe ramy prawne i nową administrację” Cieśniny i że „cudzoziemcy przybywający z odległości tysięcy kilometrów” nie mają prawa przebywać w Zatoce Perskiej „poza dnem jej wód”. W dniu upamiętniającym zwycięstwo Iranu nad Portugalią w Cieśninie w 1622 roku, oświadczył: „Z woli i mocy Boga świetlana przyszłość regionu Zatoki Perskiej będzie przyszłością bez Ameryki”.

Pogląd, że Iran, który przetrwał zarówno ataki militarne, jak i sankcje, zostanie teraz powalony na kolana samymi sankcjami, jest iluzją. Modżtaba odbudował irańskie kierownictwo bezpieczeństwa narodowego, mianując na najwyższe stanowiska weteranów Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Były dowódca IRGC, Mohsen Rezaei, stoi obecnie na czele Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, a inni radykalni działacze z aparatu bezpieczeństwa zostali awansowani. Ogarnięty wojną reżim jest reorganizowany przez ludzi, którzy wierzą, że Iran przetrwał amerykańsko-izraelską próbę jego zniszczenia i że to opór, a nie kompromis, przyniósł zwycięstwo.

Ale to nie tylko triumfalizm. Dla Iranu kontrola nad Cieśniną nie jest ani luksusem, ani kartą przetargową. Biorąc pod uwagę prawdopodobieństwo ponownego ataku ze strony Izraela lub Stanów Zjednoczonych w przyszłości – z porozumieniem lub bez – Cieśnina zapewnia Iranowi najsilniejszy i najbezpieczniejszy środek odstraszający. Jest również kluczem do przełamania wielu kajdan, które zdominowany przez USA porządek świata narzucał Iranowi przez dekady, oraz do demontażu regionalnego i globalnego systemu gospodarczego, którego celem jest wykluczenie i zubożenie Iranu. Niektórzy tak zwani umiarkowani przedstawiciele irańskiego establishmentu mogą postrzegać Cieśninę jako kartę przetargową, ale nie zyskują na znaczeniu w tej debacie – z nietrudnych do zrozumienia powodów. Rzecznik Gwardii Rewolucyjnej wyraził jednoznacznie pogląd reżimu: „Dla nas Cieśnina Ormuz to nie tylko ekonomiczny szlak wodny, ale centralny element naszej geopolitycznej i strategicznej potęgi”.

Iran od miesięcy buduje mechanizmy kontroli i instruuje firmy żeglugowe oraz państwa, jak powinien funkcjonować system. Utworzył Urząd Cieśniny Zatoki Perskiej i wymaga od firm żeglugowych rejestracji w nim, uzyskania zezwoleń, korzystania z tras wyznaczonych przez Iran oraz opłacania ubezpieczeń i usług bezpieczeństwa świadczonych przez Iran.

Iran nie tylko rości sobie prawo do pobierania opłat. Rości sobie również prawo do decydowania, kto może przepływać przez cieśninę. Zaproponował wykluczenie statków powiązanych z rządami, które uważa za wrogie, takimi jak Stany Zjednoczone i Izrael, i domaga się odszkodowań od państw, które uczestniczyły w atakach na Iran.

Iran ustanawia w ten sposób zasadę, że przepływ przez cieśninę będzie odtąd przywilejem, który Teheran może przyznać, uzależnić, opóźnić lub odmówić. Inne państwa już zaczęły oswajać się z nowym porządkiem. Indie, Pakistan, Irak, Turcja, Chiny i inne kraje próbowały osiągnąć porozumienie.

Kontrola Iranu nad Cieśniną Ormuz jest bardziej użytecznym narzędziem siły niż broń jądrowa. Broń jądrowa może odstraszyć atak, ale kontrola nad cieśniną daje Iranowi wpływ na dziesiątki krajów każdego dnia. Dzięki niej Iran może nagradzać przyjaciół, karać wrogów, generować dochody, wymuszać złagodzenie sankcji i zmuszać rządy do zastanowienia się dwa razy, zanim sprzeciwią się polityce Iranu. Iran może to wszystko zrobić bez oddania jednego strzału, zachowując jednocześnie możliwość groźby użycia siły, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Strategia sankcji, która przez dekady służyła izolacji Iranu, opierała się na współpracy międzynarodowej. Państwa uzależnione od dostępu do cieśniny – na przykład Japonia i Korea Południowa – będą musiały wybrać między dostępem do niezawodnych dostaw energii a udziałem w sankcjach wspieranych przez USA. Czy wybiorą solidarność z Waszyngtonem – tym Waszyngtonem – ponad własne interesy gospodarcze? W nowym porządku, jaki tworzy Iran, globalny system sankcji prawdopodobnie nie będzie trwały.

Iran prawdopodobnie utrzyma kontrolę nad przepływami energii przez co najmniej kilka lat. Najbardziej optymistyczne prognozy sugerują, że budowa alternatywnych rurociągów i szlaków eksportowych omijających Cieśninę Ormuz zajmie co najmniej tyle samo czasu. Można jednak wątpić, czy kiedykolwiek powstaną. Nowe rurociągi, porty i elektrownie byłyby równie narażone na irańskie rakiety i drony, jak te już istniejące. Czy Iran po prostu będzie biernie przyglądał się, jak jego sąsiedzi budują środki, aby wymknąć się spod jego kontroli? Małe państwa, które musiałyby budować i chronić takie szlaki, będą obawiać się gniewu Iranu, a amerykańska ochrona okazała się niewystarczająca. Iran już teraz próbuje zniechęcić Irak do rozwijania alternatywnych korytarzy eksportu ropy, częściowo oferując irackim tankowcom bezpieczny przepływ na irańskich warunkach.

Rozpoczęła się reorientacja regionalna. Władcy Zatoki Perskiej, którzy niegdyś polegali na amerykańskich gwarancjach bezpieczeństwa, muszą teraz pogodzić się z potęgą, która udowodniła, że ​​potrafi pokonać swojego protektora. Odrzucenie przez Arabię ​​Saudyjską wspieranych przez USA i Izrael Porozumień Abrahama na rzecz strategicznego paktu z Pakistanem i Turcją daje przedsmak tego, co może przynieść przyszłość. Porozumienia Abrahama oznaczały konsolidację izraelskiej władzy i wpływów w regionie oraz dalsze powstrzymywanie Iranu.

Pakt Mekka to coś zupełnie innego. Ani Pakistan, ani Turcja nie uważają Iranu za poważne zagrożenie; Pakistan, podobnie jak Iran, utrzymuje bliskie stosunki z Chinami; Izrael postrzega Turcję jako drugie co do wielkości zagrożenie regionalne po Iranie. Zamiast porządku amerykańsko-izraelskiego wyłoni się orientacja mniej bezwzględnie wroga wobec Iranu, mniej przyjazna wobec Izraela i bardziej niezależna od Stanów Zjednoczonych. Sygnatariusze dzielą się również bronią jądrową: Pakistan ją posiada, a Turcy i Saudyjczycy jej pragną.

Tymczasem Iran będzie mógł wznowić własny program zbrojeń nuklearnych bez obawy przed kolejnym poważnym atakiem. Sam ten fakt zmieni regionalną równowagę sił. W zeszłym roku Izrael i Stany Zjednoczone bombardowały irańskie obiekty nuklearne przez dwanaście dni, nie spotykając się z żadnym poważnym odwetem ze strony Iranu. Teraz Iran nabrał odwagi, by wykorzystać kontrolę nad Cieśninami i groźby wobec sąsiednich państw oraz ich infrastruktury energetycznej, aby odstraszyć od takich ataków w dającej się przewidzieć przyszłości. Uzupełnienie amerykańskich zapasów pocisków rakietowych i przechwytujących zajmie dużo czasu i mogą one być potrzebne gdzie indziej w nadchodzących latach; tymczasem Iran będzie się dozbrajał przy wsparciu Rosji i Chin, co potencjalnie pozostawi Stany Zjednoczone w słabszej pozycji za rok niż obecnie.

Konsekwencje sięgną daleko poza Bliski Wschód. Sojusznicy Ameryki w Azji i Europie widzą, że stosunkowo krótka wojna z drugorzędnym mocarstwem wyczerpała znaczną część amerykańskich zapasów broni potrzebnej do obrony przeciwrakietowej. Widzą, że Stany Zjednoczone rozpoczęły wojnę, której nie mogły zakończyć, naraziły swoich partnerów na ataki odwetowe, a następnie przerwały ją, gdy koszty stały się zbyt wysokie. Jakie wnioski wyciągnie Pekin w sprawie Tajwanu, a Moskwa w sprawie Europy, być może nie sposób przewidzieć. Ale sojusznicy Ameryki nieuchronnie będą pytać, czy Waszyngton ma broń, wytrwałość i wolę polityczną, by doprowadzić do końca kolejny poważny konflikt. W rzeczywistości już ma.

Upadek irańskiego reżimu jest oczywiście możliwy. Jest on [może.. md] skorumpowany, represyjny, niekompetentny gospodarczo i znienawidzony przez znaczną część społeczeństwa. Jednak wszystkie te słabości posiadał już przed wojną. Brakowało mu wówczas kontroli nad najpoważniejszym na świecie wąskim gardłem energetycznym, perspektywy wzrostu dochodów i wpływów, udowodnionej zdolności odstraszania Stanów Zjednoczonych oraz prestiżu pozornie niemożliwego zwycięstwa.

Reżim, który przetrwał to, co zdaniem większości świata doprowadziło do jego upadku, a następnie zmusił dominującą potęgę świata do odwrotu, prawdopodobnie wyjdzie z tego wzmocniony – przynajmniej na jakiś czas. Takie sukcesy rodzą pewność siebie, a być może i nadmierną pewność siebie. Jest jednak mało prawdopodobne, aby osłabiły one ambicje irańskiego przywództwa ani nie osłabiły jego wiary w przekonania, które poprowadziły go przez ten cudowny triumf.

Ostatnio wysocy rangą irańscy urzędnicy publicznie mówili o przyjęciu „pełnej ofensywy”, a pojawiły się doniesienia o irańskich planach rozszerzenia listy celów o kraje europejskie, w których znajdują się amerykańskie bazy. Czytanie artykułów w „New York Timesie” pytających: „Kto pierwszy mrugnie?” jest zabawne, zważywszy na to, że Irańczycy jak dotąd ani razu nie mrugnęli, podczas gdy administracja Trumpa nic innego nie robiła.

Iran mógłby nawet wznowić walkę, aby zmusić USA do zniesienia blokady morskiej. Biorąc pod uwagę udowodnione obawy rządu amerykańskiego przed eskalacją konfliktu, ta nadzieja nie jest bezpodstawna.

Przez dekady świat martwił się o to, co Iran mógłby zrobić, gdyby zdobył broń jądrową. Teraz powinien martwić się o coś jeszcze ważniejszego: Iran, który pokonał Stany Zjednoczone, nie boi się już amerykańskiego ataku i kontroluje dostęp do Zatoki Perskiej.

Sama broń jądrowa nie byłaby w stanie dać Iranowi takiej potęgi.

Dokonała się tego nieudana wojna USA i Izraela z Iranem.

Źródło: Iran Unleashed

Sankcje wobec dolara, którego Iran już porzucił: dlaczego „Gospodarczy D-Day” Bessenta jest bezsilny

Sankcje wobec dolara, którego Iran już porzucił: dlaczego „Gospodarczy D-Day” Bessenta jest bezsilny

24 sierpnia 2026przez Larry C. Johnson sonar21/sanctioning-the-dollar-iran-already-left-why-bessents-economic-d-day-is-toothless

Bessent ogłasza nowe sankcje wobec Iranu

W poniedziałkowym ogłoszeniu sankcji Scotta Bessenta znalazło się jedno zdanie, które zdradziło całą grę. Sekretarz Skarbu ostrzegał, że każdy, kto pierze pieniądze dla irańskiego reżimu, „zostanie usunięty z systemu dolara amerykańskiego”. Miało to oznaczać groźbę zagłady. Jest to raczej przyznanie się do zasadniczej słabości tej polityki. Cała architektura tego, co Bessent nazwał „Operacją Wyrzutków Ekonomicznych”, opiera się na jednym założeniu – że Iran i jego partnerzy handlowi potrzebują dolara amerykańskiego. Coraz częściej go nie potrzebują. A groźba wykluczenia kogoś z systemu dolara nic nie znaczy dla handlu, który już z niego zrezygnował i przeszedł na chińskiego juana.

Co tak naprawdę ogłosił Bessent

Pomijając teatralność „ekonomicznego D-Day”, istotą jest system sankcji wtórnych: Stany Zjednoczone grożą ukaraniem każdego kraju lub podmiotu, który odmawia zerwania powiązań gospodarczych z Iranem, rozszerzają kategorie działalności objętej tymi sankcjami wtórnymi na pięć nowych obszarów – aktywa cyfrowe, technologię, złoto, lotnictwo i żeglugę – i wskazują około sześćdziesięciu osób, podmiotów i statków powiązanych z zakupem broni jądrowej i rakietowej, operacjami cybernetycznymi i przemytem ropy naftowej. Mechanizm bólu jest w każdym przypadku taki sam: wykluczenie z systemu finansowego opartego na dolarze, który Waszyngton nadzoruje poprzez kontrolę rozliczeń dolarowych, komunikatów SWIFT i bankowości korespondencyjnej.

To niszczycielska broń dla każdego, kto żyje w systemie dolarowym. Jest niemal nieistotna dla tych, którzy celowo zbudowali swój najważniejszy handel poza nim. A irańska linia ratunkowa – handel ropą z Chinami – jest teraz w dużej mierze poza nim.

Handel oparty na juanie

Podążaj za baryłkami. Chiny są obecnie odbiorcą ponad 80 procent irańskiego eksportu ropy naftowej drogą morską. Iran wysyła dziennie około 1,65 do 1,8 miliona baryłek, prawie w całości do niezależnych rafinerii „czajniczków” w Szantungu, transportowanych przez flotę cieni składającą się z ponad 350 tankowców, korzystających z transferów statek-statek u wybrzeży Malezji, Singapuru i Morza Omańskiego. Ładunki są rutynowo oznaczane jako malezyjskie lub omańskie. Co istotne, coraz częściej nie są one rozliczane w dolarach. Płatności w juanach, przesyłane przez małe chińskie banki i filie handlowe Hongkongu, rozliczane są w rosnącym wolumenie renminbi, całkowicie omijając system rozliczeniowy w dolarach.

Za realizację tego celu odpowiada Chiński Międzybankowy System Płatności Transgranicznych (CIPS) – sieć rozliczeniowa uruchomiona przez Ludowy Bank Chin w 2015 roku właśnie w celu rozliczania transgranicznych transakcji w juanach bez ingerencji w zachodnią architekturę finansową. Jej wykorzystanie gwałtownie wzrosło wraz z wojną. W marcu 2026 roku CIPS przetworzył transakcje rzędu 214 miliardów dolarów, osiągając dzienny rekord 1,22 biliona juanów – około 178 miliardów dolarów – w prawie 42 000 transakcji, a jego średnia dzienna wartość wzrosła o około 50 procent między lutym a marcem. Ten skok, zdaniem analityków, jest bezpośrednio powiązany z konfliktem w Iranie i rosnącym popytem na juany w handlu ropą naftową. Obecnie połączonych jest ponad pięć tysięcy instytucji. Kanały te umożliwiają rozliczenia bez pośrednictwa banku amerykańskiego w łańcuchu – i o to właśnie chodzi.

Nie ogranicza się to jednak wyłącznie do Chin. Nawet indyjscy rafinerie kupujące rzadkie ładunki irańskiej ropy rozliczają płatności w juanach, przesyłane za pośrednictwem szanghajskiego oddziału indyjskiego banku, ponieważ Iran potrzebuje waluty, która ominie kanał sankcji oparty na dolarze. Irańska Gwardia Rewolucyjna podobno zaczęła żądać juanów lub kryptowalut za transakcje naftowe. Kiedy Bessent dodaje „aktywa cyfrowe” i „złoto” do kategorii sankcji, podąża za metodami unikania sankcji, które Iran już celowo stosuje, za pośrednictwem ukrytego systemu, stworzonego tak, aby był niemożliwy do wyśledzenia.

Nie można zamrozić płatności w juanach z systemu dolarowego, do którego nigdy nie trafią. To nie jest luka w planie Bessenta. To brak fundamentu planu.

Rynek już wydał swój werdykt

Najbardziej wymowny osąd tych sankcji nie pochodził od eksperta, lecz od samego rynku ropy naftowej. Gdyby inwestorzy wierzyli, że „atak ekonomiczny” Bessenta faktycznie zagłuszy irańską ropę naftową, cena ropy gwałtownie wzrosłaby po ogłoszeniu. Stało się jednak odwrotnie. Cena ropy Brent spadła o około 2,3% 24 sierpnia, poniżej 92 dolarów, ponieważ inwestorzy uznali, że mało prawdopodobne jest, aby środki te wyeliminowały irańską ropę z rynku. Pakiet sankcji reklamowany jako ekonomiczny „dzień kryzysu” spotkał się z rynkowym spadkiem cen ropy . Inwestorzy, którzy obracają prawdziwymi pieniędzmi w oparciu o realną podaż, odczytali ogłoszenie dokładnie tak, jak było: jako wrzawę i furię wymierzoną w cel, którego dolar nie jest już w stanie osiągnąć.

Tego jednego zęba Bessent nie pokaże

Jest dokładnie jeden środek, który mógłby faktycznie nadszarpnąć kurs juana: nałożenie sankcji na duże chińskie banki i architekturę CIPS, która je zatwierdza – odcięcie dużych chińskich instytucji finansowych od systemu dolarowego i zmuszenie Pekinu do wyboru. I to jest krok, który Bessent, po raz kolejny zapowiedział, ale którego nie podjął. Ostrzegł, że co najmniej jedna duża instytucja finansowa może zostać objęta sankcjami w tym tygodniu i stwierdził, że Chiny nie będą z nich zwolnione. Groźba, a nie działanie – to samo zagrożenie, które wisi nad tą kampanią od miesięcy i nigdy nie znika, ponieważ jego realizacja oznacza zerwanie finansowe z Pekinem w przededniu planowanego spotkania Trump-Xi oraz szok cenowy ropy, na który Waszyngton nie może sobie pozwolić przed wyborami uzupełniającymi.

A nawet gdyby pociągnął za spust, transakcja jest tak skonstruowana, by przetrwać. Płatności w juanach i tak przepływają przez małe chińskie banki i firmy-przykrywki z Hongkongu, właśnie po to, by duże instytucje, narażone na ryzyko związane z dolarem, pozostały czyste, a przepływ pieniędzy mógł się utrzymać, gdyby zaatakowano duży bank. System został zaprojektowany przez ludzi, którzy zakładali, że Waszyngton w końcu się na niego rzuci. Bessent grozi przełamaniem muru, który jego budowniczowie wzmocnili lata temu.

Dziesięć lat sankcji i większa gospodarka

Cofnijmy się o krok od poniedziałkowego ogłoszenia i zadajmy sobie dłuższe pytanie: jaki wpływ na irańską gospodarkę miała dekada sankcji? Właściwie mierzona, gospodarka wzrosła.

Ta miara ma znaczenie, ponieważ istnieją dwa sposoby pomiaru wielkości gospodarki i tutaj opowiadają one przeciwstawne historie. W dolarach nominalnych — płaszczyźnie, na której działają sankcje — Iran wygląda na zdewastowany: jego dolarowy PKB wynosi około 300 miliardów dolarów w 2026 roku, a dochód dolarowy na głowę mieszkańca szybko spada, ponieważ rial został rozdrobniony i wszystko, co irańskie, wygląda tanio, gdy wycenione jest w walucie, której Irańczycy coraz bardziej nie mogą uzyskać. Jednak nominalny dolarowy PKB w dużej mierze mierzy kurs wymiany, a nie gospodarkę. Mierzony parytetem siły nabywczej — który wycenia to, co Iran faktycznie produkuje, po cenach, które Irańczycy faktycznie płacą, pomijając upadłą walutę — PKB Iranu wzrósł z około 1,4 biliona dolarów w 2015 roku, kiedy obowiązywała architektura sankcji z ery JCPOA, do około 2,18 biliona dolarów w 2026 roku, według szacunków MFW, dwudziestej trzeciej co do wielkości gospodarki świata. Stanowi to wzrost o ponad pięćdziesiąt procent w ciągu tej samej dekady „maksymalnej presji”, która miała doprowadzić do przełamania.

Zastrzeżenie powinno być widoczne, a nie ukryte: część tego zysku to po prostu więcej Irańczyków — populacja wzrosła o mniej więcej jedną szóstą od 2015 roku — więc produkcja na mieszkańca wzrosła znacznie skromniej, a nic z tego nie oznacza, że ​​irańskie gospodarstwa domowe czują się bogatsze, przy inflacji sięgającej prawie czterdziestu procent i zrujnowanej walucie. Wzrost gospodarczy nie oznacza dobrobytu dla rodziny. Ale to inne twierdzenie niż to, które ma znaczenie dla polityki sankcji. Kampania nacisków, która może zniszczyć walutę, a mimo to nie zmniejszyć realnej produkcji, to kampania, która powoduje trudności bez poddania się. Iran właśnie to zademonstrował na przykładzie dwóch architektur sankcji — JCPOA snapback i jego następców „maksymalnej presji” — oraz dziesięciu lat danych. Bessent dodaje rozdział do książki, której zakończenie jest już napisane.

Uczciwe granice

To ominięcie dolara, a nie jego koniec. Dolar nadal stanowi około 57 procent światowych rezerw walutowych, w porównaniu z około 2 procentami juana, a jedynie niewielki, jednocyfrowy udział w handlu transgranicznym rozliczany jest w renminbi; CIPS pozostaje znacznie mniejszy niż system SWIFT-i-CHIPS, który naśladuje. Twierdzenie to jest ograniczone i wystarczające: zdeterminowany sprzedawca, taki jak Iran, z chętnym chińskim kontrahentem, może kierować swoje dochody z ropy naftowej wokół dolara – świat tego nie zrobił.

Sankcje nie są też dla Teheranu dosłownie bezkosztowe. Tarcie związane z działaniem w ukryciu jest realne: Iran sprzedaje swoją ropę naftową z rabatem od 14 do 17 dolarów za baryłkę poniżej ceny ropy Brent, w porównaniu z 8 dolarami w 2023 roku, właśnie dlatego, że sankcje zwiększają ryzyko i złożoność jej zakupu; jego próg rentowności fiskalnej znacznie przekracza cenę, którą faktycznie osiąga, a rial stracił większość na wartości. Działania Bessenta dodadzą nieco więcej tarcia na marginesie – kolejne zakręcenie śruby w kwestii rabatu, kolejne firmy-przykrywki do zastąpienia.

Ale tarcie nie jest chwytem przymusu, a biedniejszy Iran nie jest uległy. Sankcje obniżają cenę irańskiej ropy, a jej gospodarka staje się bardziej obciążona; nie przecinają one i nie mogą przeciąć denominowanej w juanach arterii łączącej Chiny z krajami, która zapewnia dopływ ropy i finansowanie reżimu. To właśnie tę arterię obiecał przeciąć Bessent i to jedyna rzecz, której jego oświadczenie nie dotyka.

Bessent zagroził wykluczeniem Iranu i jego partnerów z systemu finansowego, który Iran opuszczał latami. Gilotyna dolara jest realna i wciąż spada z przerażającą siłą na każdego, kto się pod nią ugina – ale irański handel ropą zszedł z drogi i wszedł w juana, a każda nowa runda dolarowej broni tylko zaostrza motywację innych do pójścia w jej ślady.

Środki ogłoszone w poniedziałek trafią na pierwsze strony gazet, kilkadziesiąt deklarowanych zastrzeżeń i doprowadzą do nieznacznego poszerzenia dyskonta, z którego Chiny już korzystają na irańskiej ropie naftowej. Nie zrobią jednak tego, do czego zostali sprzedani: nie zniszczą opcji Iranu i nie zmuszą go do ustąpienia. Nie można odciąć liny ratunkowej, która już nie znajduje się w twoich rękach. Bessent stoi na straży drzwi, z których Iran wyszedł dawno temu, grożąc, że je zamknie.


Długi, pracowity dzień z podcastami. Zacząłem poranek od Sędziego:

Larry Johnson: Jak Stany Zjednoczone karmiły swoich wrogów

Najnowszy protokół przejściowy skupia się na wizycie Asima Munira w Teheranie:

„Największe sankcje” Bessenta NIE POWIODŁY SIĘ Iran zmierza w kierunku Paktu Mekkowskiego, podczas gdy Trump błaga Pakistan o zjazd

Rozmawialiśmy z Kyle’em Anzalone o przesadnie rozdmuchanym D-Dayu ekonomicznym:

LARRY JOHNSON: GOSPODARCZY DZIEŃ D NADSZEDŁ! Czy Trump w końcu ma zwycięską strategię?

Nima i ja zagłębiliśmy się także w żałosną zapowiedź Scotta Bessenta dotyczącą tak zwanych „nowych” sankcji wobec Iranu:

Larry Johnson: USA biorą na celownik irańską sieć naftową, a Teheran skupia się na amerykańskich aktywach regionalnych

Mario i ja pomyliliśmy znaczenie porozumienia z Mekki:

PILNE: HEGSETH MÓWI, ŻE ATAKI IRANU SĄ OBECNE PO NAŁOŻENIU SANKCJI — z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Sulaiman chce wiedzieć, czy Iran wkrótce zaatakuje cele USA:

IRAN ZAATAKUJE NAS W CIĄGU DNI, IRAN ZAATAKOWAŁ AMERYKAŃSKI STATEK ESCOROWANY, GOSPODARCZY D-DAY z Larrym Johnsonem

Iran ostrzega przed kolejnym atakiem, który może unicestwić amerykańskie rezerwy ropy naftowej

Seyed M. Marandi: Iran ostrzega przed kolejnym atakiem, który może unicestwić amerykańskie rezerwy ropy naftowej – Trump panikuje.

W obszernym wywiadzie z dziennikarzem Dannym Haiphongiem, irański profesor Seyed Mohammad Marandi z Uniwersytetu w Teheranie ostrzega przed zmasowanym odwetem ze strony Iranu. W obliczu oblężenia gospodarczego ze strony USA, Teheran grozi zniszczeniem amerykańskich obiektów naftowych i energetycznych w regionie, a także wszystkich szlaków okrężnych wokół Cieśniny Ormuz.
Marandi podkreśla, że ​​toczy się wojna, a nie zawieszenie broni, i że państwa Zatoki Perskiej, które goszczą i finansują bazy USA, ponoszą pełną odpowiedzialność.

https://youtube.com/watch?v=EvDXk8OK49k%3Ffeature%3Doembed

Iran grozi odwetem „podobnym do trzęsienia ziemi” – Marandi: Państwa Zatoki Perskiej i amerykańskie obiekty naftowe są zagrożone

Seyed Mohammad Marandi, profesor Uniwersytetu w Teheranie i wieloletni analityk irańskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, w niedawnym wywiadzie udzielonym Danny’emu Haiphongowi, skontekstualizował i znacząco zintensyfikował najnowsze ostrzeżenia Teheranu. Impulsem do ataku było oświadczenie nowego przewodniczącego irańskiej Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, generała Mohsena Rezaia (również dr Mohsen Rezai, doktor ekonomii), który w obszernym wywiadzie jasno dał do zrozumienia, że ​​Iran przygotowuje odwet o charakterze trzęsienia ziemi, jeśli Stany Zjednoczone i ich partnerzy regionalni będą kontynuować lub rozszerzać blokadę gospodarczą.

Rezai podobno oświadczył, że irańskie siły zbrojne są gotowe wyeliminować amerykańskie interesy gospodarcze w regionie. Twierdził, że amerykańskie firmy były dotychczas celowo oszczędzane, ale to może się zmienić. Wyraźnie ostrzegł wszystkie państwa Zatoki Perskiej, aby nie brały udziału w „wojnie gospodarczej” z Iranem. W przeciwnym razie, ostrzegł, cała wspierana przez USA infrastruktura energetyczna w Zatoce Perskiej, a także szlaki okrężne wokół Cieśniny Ormuz – zwłaszcza Janbu nad Morzem Czerwonym i Fudżajra w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – zostaną zaatakowane.

W takim przypadku nie będzie można wyeksportować ani jednej kropli ropy, ani przez Cieśninę Ormuz, ani alternatywnymi szlakami.

Marandi podkreśla: „Jesteśmy w stanie wojny. Nie ma zawieszenia broni – ani ze Stanami Zjednoczonymi, ani z reżimem izraelskim, ani z krajami, które goszczą i wspierają USA w tej wojnie”. Wymienia państwa Zatoki Perskiej: Arabię ​​Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Bahrajn, Katar, Oman, a nawet Jordanię. Wszystkie te państwa goszczą siły amerykańskie, a niektóre (Kuwejt, Arabia Saudyjska, Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie) nawet finansują ich rozmieszczenie. To czyni je aktywnymi uczestnikami trzech wojen z Iranem: wojny w Iraku w 1980 roku, która była masowo wspierana przez USA i Zachód; tzw. „błyskawicznego uderzenia” z poprzedniego roku, w którym amerykańskie samoloty zaopatrywały izraelskie samoloty z baz w Zatoce Perskiej i zapewniały wsparcie radarowe i powietrzne; oraz obecnego, trwającego konfliktu.

Reżimy Zatoki Perskiej zachowują się, jakby były ofiarami, podczas gdy samoloty startują z ich terytorium, paliwo jest dostarczane, a instalacje radarowe są wykorzystywane. Iran jak dotąd zareagował „bardzo łagodnie”. Jednak wielu Irańczyków spodziewa się, że reżimy zostaną surowiej ukarane po dekadach wrogości. „Iran ma prawo teraz zaatakować, ponieważ jesteśmy w stanie wojny, a Stany Zjednoczone prowadzą wojnę oblężenia”.

Zbliżająca się eskalacja: od blokady morskiej do totalnej wojny gospodarczej

Marandi opisuje obecną politykę USA jako „oblężenie głodowe” i „barbarzyński akt wojny” wymierzony w irańską ludność cywilną – kobiety i dzieci. Twierdzi, że Zachód zastosował już podobne strategie wobec Syrii (ustawa Cezara), Kuby i Wenezueli. Sekretarz Skarbu USA Scott Bessent ma wkrótce ogłosić konkretne środki; spekulacje wskazują na „blokadę lądową”, która miałaby wywrzeć presję na sąsiednie państwa, takie jak Pakistan, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska, Azerbejdżan i Turcja, aby zaprzestały współpracy z Iranem.

Iran odpowiedział wyraźnymi groźbami: Każdy, kto przyczynił się do uduszenia narodu irańskiego, zostanie ukarany militarnie. Eksport ropy naftowej i gazu z państw Zatoki Perskiej zostanie całkowicie wstrzymany, lotniska zamknięte, a infrastruktura krytyczna zniszczona. Na przykład Katar, który niedawno podpisał umowę o zaopatrywaniu amerykańskich tankowców, był szczególnie narażony na atak. Kilkanaście pocisków i kilkadziesiąt dronów wystarczyłoby, by sparaliżować infrastrukturę gazową emiratu – a tym samym reżim.

To samo dotyczy Arabii Saudyjskiej, Emiratów, Kuwejtu i Bahrajnu: „To pustynie z ropą i gazem. Nic więcej”. Irańska kontrofensywa doprowadziłaby te państwa do gospodarczego i politycznego upadku. Azerbejdżan (Baku) również jest ostrzegany: jeśli droga do Rosji zostanie zablokowana, Iran może zamknąć instalacje naftowe w Baku i przerwać przepływ ropy do Izraela przez Turcję.

Marandi wskazuje na szybko rosnącą irańską produkcję wojskową. Irański dowódca wojskowy niedawno odwiedził tajną podziemną fabrykę pocisków balistycznych i mówił o „ogromnym boomie w produkcji wojennej”: wyższej jakości, większych możliwościach i znacznie zwiększonym wolumenie produkcji. Iran posiada podziemne fabryki, ośrodki badawczo-rozwojowe i struktury dowodzenia, które są niedostępne dla Stanów Zjednoczonych.

Podczas gdy Waszyngton stara się rozwijać obronę powietrzną, Iran produkuje szybsze i lepsze pociski rakietowe oraz drony. Doświadczenia z niedawnych konfliktów (wojna 12-dniowa, wojna 40-dniowa i 13-dniowa ofensywa po zerwaniu Porozumienia o Porozumieniu) dodatkowo wzmocniły te zdolności.

Skutki ekonomiczne i ryzyka globalne

Wypowiedzi Marandiego dotyczące skutków gospodarczych są szczególnie kontrowersyjne. Państwa Zatoki Perskiej posiadają ogromne aktywa w amerykańskich obligacjach, akcjach i na rachunkach bankowych. Jednak ich dochody z ropy naftowej, gazu, nawozów, helu, siarki i aluminium już gwałtownie spadły. Musiałyby sprzedać te aktywa, aby utrzymać swój kosztowny styl życia i projekty związane z budowaniem wizerunku (Dubaj, Doha). Stany Zjednoczone raczej by im na to nie pozwoliły – a gdyby nawet, dodatkowo nadwyrężyłyby i tak osłabiony rynek obligacji. Japonia, Chiny i inni gracze już się wycofują. Trump liczył na biliony dolarów inwestycji państw Zatoki Perskiej w projekty związane ze sztuczną inteligencją – teraz nie wchodzą one w grę.

Marandi dostrzega zagrożenie globalnego załamania gospodarczego: „Jeśli Trump potraktuje tę politykę poważnie i nie ustąpi, nastąpi załamanie – ale nie w Iranie, a raczej w Kuwejcie, Emiratach Arabskich, Katarze, Bahrajnie i Arabii Saudyjskiej”. Znaki są już widoczne: niestabilny jen i rynki obligacji, wysokie ceny oleju napędowego w USA (prawie 6 dolarów za galon) oraz utrzymujące się niedobory energii. Całkowita blokada Cieśniny Ormuz i alternatywne szlaki transportowe drastycznie pogłębiłyby niedobory LNG, petrochemikaliów, nawozów i aluminium.

Jednocześnie Iran rozwija alternatywne korytarze lądowe: korytarz północ-południe do Rosji (w tym linię kolejową Rasht Astara, której budowa wkrótce zostanie podpisana), trasy przez Azję Środkową, Afganistan i Pakistan. Towary, które wcześniej docierały przez Dubaj i Zatokę Perską, coraz częściej trafiają przez Azję Środkową. Ponadto sankcje zmusiły Iran do zbudowania w dużej mierze samowystarczalnej bazy przemysłowej i rolniczej. Dzięki dobrym zbiorom kraj jest niemal całkowicie samowystarczalny.

Kontekst historyczny i ocena strategiczna

Marandi przypomina wcześniejsze sankcje „maksymalnej presji” za czasów Obamy i Trumpa, które Iran przetrwał – czasami praktycznie bez eksportu ropy.

Dziś sytuacja jest inna: Iran toczy otwartą wojnę, dwukrotnie pokonał połączone siły USA, Izraela i ich regionalnych sojuszników i dysponuje realnymi możliwościami militarnymi. Reżimy Zatoki Perskiej nie są suwerennymi aktorami, lecz raczej rodzinnymi dyktaturami ustanowionymi przez USA i Wielką Brytanię, pozbawionymi prawdziwej niezależności. Prywatne sygnały ze strony państw Zatoki Perskiej wyrażające chęć stworzenia niezależnego systemu bezpieczeństwa z Iranem lub zaproszenia do „paktu bezpieczeństwa w Mekce” (Arabia Saudyjska, Pakistan, Turcja) obecnie nie przynoszą skutku. Reżimy pozostają związane z Waszyngtonem, nawet jeśli prywatnie wyrażają swoje niezadowolenie.

Podsumowując, Marandi podkreśla, że ​​cała eskalacja jest prowadzona „w imię syjonizmu i ludobójstwa w Strefie Gazy”. Trump i Netanjahu są gotowi poświęcić globalną gospodarkę, aby izraelscy żołnierze i piloci mogli „cieszyć się” zabijaniem i głodzeniem dzieci. Irańczycy mają na myśli wybory parlamentarne: kryzys gospodarczy w USA mógłby znacząco osłabić pozycję Trumpa po listopadzie.

Marandi kończy jasnym stwierdzeniem: Iran zareaguje „bardzo szybko i bardzo zdecydowanie”. Konsekwencje wpłyną nie tylko na region, ale na całą gospodarkę światową. Jednocześnie ostrzega przed zapominaniem o Strefie Gazy i cierpiących dzieciach – Rada Pokoju zniszczyła globalny impet protestu. Nadzieja leży w tym, że rosnąca nienawiść do izraelskiego reżimu i jego zwolenników ostatecznie doprowadzi do zmiany.

Z wywiadu wynika, że ​​Teheran wyraźnie nakreślił czerwoną linię. To, czy Waszyngton i państwa Zatoki Perskiej ją przekroczą, zdaniem Marandiego, zadecyduje o losie regionalnych reżimów, a być może i światowej gospodarki.

Teheran uważa amerykańskie sankcje za „deklarację wojny” przeciwko wszystkim narodom i wzywa do globalnego oporu

Za pośrednictwem EPA

Teheran uważa amerykańskie sankcje za „deklarację wojny” przeciwko wszystkim narodom i wzywa do globalnego oporu.

Autorstwa Tylera Durdena

Teheran w sobotę ponownie skomentował nowy plan Trumpa Bessant, zakładający długoterminowe „uduszenie” i izolację gospodarczą. Według Sekretarza Skarbu USA, ma on na celu „doprowadzenie irańskiego rządu na skraj upadku” poprzez „najsurowsze sankcje w historii ”. Oznacza to oczywiście, że Waszyngton musi jednocześnie wywierać presję na inne kraje prowadzące interesy z Teheranem, aby natychmiast zaprzestały takich działań – co może być trudnym zadaniem, biorąc pod uwagę, że Chiny i Rosja już teraz mówią, że nie zastosują się do tego planu.

Rzecznik irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Esmaeil Baghaei, oświadczył, że nowa inicjatywa sankcji jest równoznaczna z „wypowiedzeniem wojny” wszystkim krajom i wykracza poza „nielegalną wojnę ekonomiczną przeciwko pojedynczemu państwu”.

Baghaei powiedział: „Ogłoszenie nowych sankcji stanowi próbę Stanów Zjednoczonych, aby sprawować eksterytorialną suwerenność nad wszystkimi niezależnymi państwami członkowskimi ONZ”.

„Żaden rząd nie ma prawa zmuszać zagranicznych banków, firm ani lotnisk, z których każde działa pod wyłączną jurysdykcją własnego państwa, do powstrzymania się od legalnego handlu z państwem trzecim” – dodał, według agencji prasowej Fars.

Ministerstwo dodało, że „takie sankcje wtórne nie mają żadnej podstawy w prawie międzynarodowym” i „naruszają podstawową zasadę suwerennej równości zapisaną w artykule 2 ust. 1 Karty Narodów Zjednoczonych”.

Baghaei ostrzegał, że poddanie się takiemu „zastraszaniu” doprowadzi do całkowitej erozji suwerenności narodowej i będzie oznaczać „katastrofalny powrót do jawnego, wszechobecnego kolonializmu” .

To ewidentna próba ostrzeżenia innych krajów i wezwania ich do nieuczestniczenia w grze Waszyngtonu. Apel może spotkać się ze szczególnie entuzjastycznym odbiorem wśród państw BRICS i krajów Globalnego Południa.

Oświadczenie pojawiło się zaledwie kilka dni po tym, jak irańskie wojsko wydało bardziej bezpośrednie ostrzeżenie i groźbę pod adresem regionalnych sojuszników USA w Zatoce Perskiej. W środę Ali Abdollahi, szef sztabu irańskich sił zbrojnych , oświadczył, że „wszelkie wsparcie lub pomoc udzielana agresywnej armii USA jest równoznaczne z udziałem w operacji wojskowej USA”.

„Wydaje się mało prawdopodobne, aby tak duża liczba samolotów wojskowych, zwłaszcza samolotów-cystern, mogła znajdować się w regionalnych bazach bez wiedzy państw-gospodarzy” – powiedział Abdollahi.

Wszystko to jest reakcją na retorykę Bessenta w stylu Busha: „Albo jesteście z nami, albo przeciwko nam”.

Tymczasem Mohammad Bagher Ghalibaf, przewodniczący irańskiego parlamentu i główny negocjator, wydał nowe oświadczenia. Twierdził, że Teheran otrzymał „liczne wiadomości” dotyczące nowych porozumień w zakresie bezpieczeństwa i gospodarki w regionie w wyniku amerykańsko-izraelskiej agresji.

„Stany Zjednoczone, poprzez nękanie i całkowite lekceważenie interesów swoich sojuszników, naraziły na szwank bezpieczeństwo każdego ze swoich sojuszników – na korzyść Izraela – do tego stopnia, że ​​na krótki czas ich istnienie zostało zagrożone ” – oświadczył Ghalibaf na antenie X.

„Tworzy, niezależny porządek to prawdziwy pokój i bezpieczeństwo” – dodał. Iran od miesięcy twierdzi, że różne kraje próbują wynegocjować własne, odrębne umowy dotyczące żeglugi przez Cieśninę Ormuz – co, jeśli okaże się prawdą, dałoby Republice Islamskiej dodatkowe wpływy. Biały Dom stara się jednak przeciwdziałać tej narracji, dostarczając agencji Axios raporty…

Axios twierdzi obecnie , że miliony baryłek ropy naftowej nadal są transportowane przez „tajny” korytarz zabezpieczony przez Marynarkę Wojenną USA, ale wielu wyraża wątpliwości. Rzeczywiście, w ostatnich dniach nie doszło do żadnych nowych ataków na obce statki w cieśninie, a sytuacja staje się coraz bardziej skomplikowana ze względu na sprzeczne narracje – zwłaszcza że Irańczycy odrzucili doniesienia Axios jako sfabrykowane.

Źródło: Teheran twierdzi, że sankcje USA są „deklaracją wojny” dla wszystkich krajów, wzywa do globalnego buntu

„Maksymalna presja” Trumpa na Iran nie powiodła się

PEPE ESCOBAR: „Maksymalna presja” Trumpa na Iran nie powiodła się – Pakistan utrzymuje otwarte szlaki, brakuje 400 kg uranu, Waszyngton stracił ostatnią szansę.

W wyjątkowym piątkowym programie specjalnym na kanale „Transition Protocol” dziennikarz śledczy Pepe Escobar i jego kolega, pan Z, analizują obecną sytuację geopolityczną wokół Pakistanu, Iranu i nieudanych prób mediacji w Islamabadzie. Wykorzystując informacje rzekomo pochodzące bezpośrednio z otoczenia generała Asima Munira i pakistańskiego wicepremiera, przedstawiają obraz rosnącej izolacji administracji Trumpa i umacniania się osi euroazjatyckiej między Chinami, Pakistanem i Iranem.

https://youtube.com/watch?v=-LaVbjEaA9g%3Ffeature%3Doembed

Pakistan między młotem a kowadłem – i jasna decyzja Chin i Iranu

Pakistan znajduje się w niezwykle niezręcznej sytuacji: rozdarty między żądaniami administracji Trumpa a strategicznymi interesami Chin i Iranu. Trump „dyplomatycznie zdegradował” Islamabad, ponieważ Pakistan odmówił zamknięcia lądowych szlaków tranzytowych do Iranu. Istnieje łącznie sześć takich szlaków, a także port Gwadar, które są kluczowe dla irańskiej gospodarki. Towary z Chin i innych krajów trafiały i nadal trafiają do Iranu tymi szlakami, utrzymując irańską gospodarkę w ruchu.

Według źródeł pana Z., które określa on jako „aktualne, godzinę temu”, oraz bezpośrednio z najbliższego otoczenia generała Asima Munira, pakistańskie kierownictwo – zarówno cywilne, jak i wojskowe – podjęło jasną decyzję: szlaki pozostaną otwarte. Pakistan nie ustąpi ani o krok. Stanowisko to potwierdzają zapewnienia ze strony Chin. Pekin zdecydowanie popiera Islamabad i Teheran. Co więcej, kierownictwo w Islamabadzie kalkuluje, że Waszyngton nie ma realnych alternatyw poza Pakistanem. Katar i Oman nie mają takiej samej siły strategicznej, a Iran jednoznacznie dał Trumpowi do zrozumienia, że ​​Porozumienie o Porozumieniu (MOU) z Islamabadu pozostaje punktem wyjścia wszelkich negocjacji.

Pepe Escobar podkreśla, że ​​Trump zniszczył w ten sposób jedyny działający kanał mediacji w ciągu ostatnich dwóch i pół do trzech miesięcy. Do niedawna Trump dzwonił niemal codziennie do swojego „ulubionego feldmarszałka” Asima Munira, błagając o rozwiązanie konfliktu. Teraz ten kanał zniknął – i nikt nie jest w stanie go zastąpić, ani Katar, Oman, Turcja, ani Egipt.

Iran może utrzymać się do listopada, co stawia Trumpa w trudnej sytuacji.

Irańskie źródła potwierdzają, że Teheran jest w stanie wytrzymać maksymalną presję ze strony USA do listopada. Strategia polega na zagłodzeniu administracji Trumpa i doprowadzeniu prezydenta – którego Escobar polemicznie nazywa „czteroletnim psychopatą” – do rozpaczy. Trump nie ma już żadnych możliwości wyjścia z tej sytuacji. Jedyną „strategią” pozostającą Waszyngtonowi jest totalna wojna gospodarcza i finansowa z Iranem, w przekonaniu, że może ona zamienić kraj w odizolowaną wyspę. Escobar uważa to za absurd geograficzny i historyczny: Iran leży na skrzyżowaniu Eurazji.

Lądowe korytarze między Iranem, Pakistanem i Chinami pozostają nienaruszone. Chińskie firmy eksportujące do Iranu już omijają dolara amerykańskiego i są instruowane przez Pekin, aby ignorować sankcje wtórne. Ponadto istnieje połączenie Caspian Express z Rosją, którego amerykańskie drony nie mogą skutecznie zakłócić bez ryzyka bezpośredniego konfliktu z oboma krajami. Chińsko-irańska linia kolejowa przez Turkmenistan i Azję Środkową jest projektem Inicjatywy Pasa i Szlaku – atak na nią byłby równoznaczny z atakiem na Chiny, co jest wysoce nieprawdopodobne przed potencjalną wizytą Xi Jinpinga w Waszyngtonie. Ponadto, dwustronne spotkania z Rosją, Chinami, Iranem, Kazachstanem i Uzbekistanem podczas zbliżającego się szczytu BRICS w Delhi (za nieco ponad trzy tygodnie) dodatkowo wzmocnią relacje handlowe.

Pytanie za 10 miliardów dolarów i chińska sieć bezpieczeństwa

Prawdziwym narzędziem nacisku, jakiego USA używają przeciwko Pakistanowi, jest około 10 miliardów dolarów, których Islamabad potrzebuje od MFW. Pepe Escobar ubolewa, że ​​Pakistan nie jest ani członkiem BRICS, ani członkiem Nowego Banku Rozwoju – w przeciwnym razie kraj ten mógłby pozyskać pieniądze stamtąd, a nie z MFW. Pan Z. relacjonuje jednak niepublikowaną wcześniej decyzję: podczas rozmów między pakistańskim wicepremierem Ishaqiem Darem (byłym ministrem finansów) a chińskim ministrem spraw zagranicznych Wang Yi uzgodniono, że Chiny wesprą Pakistan w kryzysie. Jeśli sytuacja się nie zmieni, Islamabad odwróci się od MFW i całkowicie zda się na Chiny. Pakistan jest gotowy podjąć ten krok.

Handel ZEA przenosi się do Pakistanu – i próba kupienia irańskiego generała

ZEA oficjalnie wstrzymały handel z Iranem – krok korzystny dla Pakistanu. Podjęto już ustalenia, aby w przyszłości znaczna część tego handlu była kierowana przez Pakistan. Jednocześnie pan Z. donosi o kolejnej desperackiej próbie Waszyngtonu: prezydent Regionu Kurdystanu, Nechirvan Barzani, rzekomo zaoferował generałowi Wahidiemu (IRGC) wsparcie USA dla wojskowego zamachu stanu i wprowadzenia stanu wojennego w Iranie, uznając go za nowego przywódcę. Wahidi podobno zerwał rozmowy w oburzeniu i zakazał dalszych kontaktów. Źródła pana Z. – w tym biuro Asima Munira i irańskiego Najwyższego Przywódcy – są tego świadome. To dowodzi całkowitej desperacji Trumpa: przekupstwo, pochlebstwa, działania militarne, a teraz wojna ekonomiczna – nic nie działa.

Ryzyko terroryzmu w Beludżystanie i szersza eurazjatycka partia szachów

Escobar ostrzega przed typową amerykańską taktyką: nasilonymi działaniami terrorystycznymi koordynowanymi przez CIA, MI6 i Mossad w obu regionach Beludżystanu, zwłaszcza w części pakistańskiej. To, jak twierdzi, klasyczny amerykański modus operandi na Globalnym Południu. Niemniej jednak, strategiczna oś Pekin-Islamabad-Teheran pozostaje nienaruszalna. Oba kraje są kluczowymi partnerami Chin w ramach Inicjatywy Pasa i Szlaku; 25-letnia umowa z Iranem o wartości 400 miliardów dolarów oraz inwestycje w chińsko-pakistański Korytarz Gospodarczy w Gwadarze zostaną dodatkowo wzmocnione.

Brakujący uran i utracone okno

Szczególnie wybuchowe: Zachód – a tym samym Trump – nie ma absolutnie żadnego wglądu w to, gdzie podziało się około 400 kg wzbogaconego materiału (określanego w transkrypcji jako „400 kg reżimu inflacyjnego”, a w tytule filmu jako 440 kg zaginionych). Pakistan jest jedynym pozostałym kanałem, przez który Trump mógł uzyskać jakiekolwiek informacje z Teheranu. Iran nie da się zastraszyć groźbami taktycznej broni jądrowej. Irańskie władze są technicznie przygotowane do zdetonowania broni jądrowej – decyzja należy wyłącznie do ajatollaha. W przypadku prowokacji Iran przejdzie do ofensywy w nadchodzących tygodniach. Podobnie, stosunek Rosji do USA radykalnie zmienił się w ostatnich tygodniach: Kabuki, „duch Anchorage”, został uznany za nonsens, a Moskwa wie, że Waszyngton zamierza kontynuować wojnę z Rosją w nieskończoność.

Wniosek: Oś się utrzymuje – Trump sam siebie wpędza w kozi róg.

Pakistan, Iran i Chiny są zdecydowanie zaangażowane w porozumienie. Irański parlament (Madżlis) jednomyślnie popiera przywódców, Najwyższego Przywódcę i Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej. Sam Trump zmarnował jedyną szansę na mediację. Integracja euroazjatycka postępuje, podczas gdy Stany Zjednoczone pogrążone są w chaosie taktycznym, pobożnych życzeniach ekonomicznych i niebezpiecznej normalizacji taktycznej broni jądrowej. Irańskie władze liczą na to, że reżim Trumpa upadnie pod własnym ciężarem przed wyborami uzupełniającymi – i jednocześnie są gotowe przejść do ofensywy, jeśli zostanie sprowokowany.

Przesłanie raportu specjalnego jest jasne: „maksymalna presja” Trumpa zawiodła, zanim jeszcze się na dobre zaczęła. Pakistan trzyma drzwi otwarte, Chiny stoją za nim, a Iran przetrwa – do listopada i dłużej.

Przyznanie się do eskalacji: Jeśli Iran został pokonany, a „Ormuz należy do nas”, to po co te „bezprecedensowe” sankcje?

Przyznanie się do eskalacji: Jeśli Iran został pokonany, a „Ormuz należy do nas”, to po co te „bezprecedensowe” sankcje?

Larry C. Johnson

W moim poprzednim wpisie „Mury mają teraz drzwi” argumentowałem, że „środki, jakich nigdy nie widziano w historii izolacji gospodarczej kraju”, obiecane przez sekretarza skarbu Scotta Bessenta, napotkają na otwartą granicę: Iran z lądowymi połączeniami z Pakistanem, wojskowymi i wywiadowczymi liniami wsparcia dla Rosji i Chin, a co najważniejsze – handel ropą naftową, który całkowicie porzucił dolara i jest prowadzony w juanach chińskich za pośrednictwem chińskiej sieci rozliczeniowej CIPS, poza zasięgiem amerykańskiej infrastruktury finansowej. Ten argument nadal jest aktualny. Ale kryje się za nim jeszcze prostszy problem, który leży w słowach samej administracji.

Trump jednocześnie wysuwa trzy deklaracje zwycięstwa. Iran, jak twierdzi, zostanie „bardzo dotkliwie pobity”. Cieśnina Ormuz, jak twierdzi, jest w istocie amerykańska – „należy do nas”, Stany Zjednoczone mają „całkowitą kontrolę”, szlak wodny jest otwarty, a miny zostały usunięte. A blokada morska, jak twierdzi, jest całkowita i skuteczna, dławiąc gospodarkę Teheranu. Gdy te trzy deklaracje zestawi się z czwartym faktem – że jego własny Departament Skarbu gorączkowo próbuje wynaleźć broń finansową, „jakiej nigdy dotąd nie widziano”, i że ponownie grozi „nowym, silnym atakiem”, jeśli cieśnina nie zostanie „wkrótce” ponownie otwarta – wzajemnie się one znoszą. Nie potrzeba bezprecedensowej kampanii sankcji, aby pokonać kraj, który już się pokonało. Nie trzeba grozić nowymi nalotami bombowymi, aby otworzyć cieśninę, którą już się posiada. Eskalacja jest przyznaniem się. Każde nowe żądanie większej presji jest przyznaniem się, że poprzednie deklaracje zwycięstwa były nieprawdziwe.

Retoryka zwycięstwa była nieustająca. „Gdy w końcu pokonamy Iran, który właśnie teraz jest w bardzo dotkliwej porażce” – powiedział Trump publiczności w akademii policyjnej w Nowym Jorku 14 sierpnia – „wkrótce ogłoszę Cieśninę Ormuz terytorium Stanów Zjednoczonych”. Kilka dni wcześniej powiedział reporterom, że Stany Zjednoczone mają „całkowitą kontrolę” nad tym szlakiem wodnym: „To nasze i w pewnym momencie mogą coś zrobić, a wtedy zostaną zmieceni z powierzchni ziemi”. 18 sierpnia opublikował zdjęcie, na którym nazwał cieśninę „Nowym Terytorium USA”. 19 sierpnia upierał się, że cieśnina jest otwarta, a miny usunięte – jednocześnie potwierdzając, że blokada morska „nadal obowiązuje”.

Ta ostatnia kombinacja przedstawia całą historię w miniaturze. Cieśnina, która jest rzeczywiście otwarta, nie potrzebuje ciągłej blokady. Blokada, która „nadal obowiązuje”, z definicji oznacza, że ​​cieśnina jest zamknięta. Oba twierdzenia są wysuwane jednocześnie, ponieważ każde z nich służy innemu celowi retorycznemu: „Cieśnina jest otwarta” odpowiada na zarzut, że Trump zniszczył globalny handel energetyczny, a „blokada jest całkowita” odpowiada na zarzut, że Iran nie ucierpiał. Żadne z twierdzeń nie wytrzymuje krytyki.

Retoryka reaguje na przemówienia kampanijne. Ceny ropy reagują na tankowce. A tankowce nie ruszają, pomimo zapewnień CENTCOM-u.

Ruch statków przez Cieśninę Ormuz wynosi około 17 procent średniej sprzed konfliktu, według Centrum Operacji Handlu Morskiego Zjednoczonego Królestwa. Wywiad morski ocenia, że ​​szlak wodny jest w dużej mierze zablokowany, bez całkowicie bezpiecznej drogi. Od początku wojny 28 lutego pojawiły się dziesiątki doniesień o uszkodzonych statkach w cieśninie i jej okolicach, w tym osiem ataków na jednostki w tym miesiącu, niektóre powiązane z ZEA i Arabią Saudyjską. Jeszcze 19 sierpnia trzy supertankowce powiązane z Chinami zawróciły w trakcie tranzytu. To nie jest profil ruchu otwartego, kontrolowanego przez USA szlaku morskiego. To profil spornego, w dużej mierze zamkniętego wąskiego gardła.

Akcja cenowa przedstawia tę samą historię w innym języku. Cena ropy Brent zbliżała się do 92 dolarów za baryłkę w połowie sierpnia, czyli o około jedną czwartą więcej niż przed wojną – i rosła z sesji na sesję właśnie dlatego, że rynki nie widzą ani porozumienia, ani wznowienia wydobycia. Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej (EIA) nie spodziewa się powrotu produkcji na Bliskim Wschodzie do poziomów sprzed wojny przed początkiem 2027 roku i przewiduje dalsze przerwy w wydobyciu na poziomie około 0,6 miliona baryłek dziennie aż do przyszłego roku. Gdyby Ormuz rzeczywiście został otwarty, a Iran faktycznie pokonany, cena ropy spadłaby do poziomu sprzed wojny, wynoszącego około 70 dolarów. Zamiast tego dzieje się odwrotnie. Rynek wycenia zamknięcie cieśniny i niedokończoną wojnę, a nie wystawia przedstawienia dla krajowej publiczności.

Należy również zwrócić uwagę na wewnętrzną sprzeczność w twierdzeniu dotyczącym samej blokady. Dane dotyczące nawigacji morskiej pokazują, że pomimo blokady niektóre statki nadal przepływają przez cieśninę – co oznacza, że ​​blokada nie jest hermetyczną uszczelką, jaką opisuje ją administracja. Cieśnina jest zatem jednocześnie „otwarta” (słowa Trumpa) i w 83 procentach zamknięta (dane), a blokada jest jednocześnie „całkowita” (wizerunek Trumpa) i przepuszczalna (dane nawigacyjne). Oficjalna narracja jest jednocześnie niespójna w obu kierunkach. To oszałamiające!

Dlaczego nie karze się zwłok

Oto logiczny rdzeń, jasno określony. Sankcje są narzędziem przymusu. Ich jedynym celem jest wyrządzenie wystarczająco dotkliwych strat ekonomicznych, aby zmienić zachowanie przeciwnika – zmusić pokonany, ale jeszcze nieuległy rząd do negocjacji. Gdyby irańska armia została rzeczywiście zniszczona, jej cieśniny rzeczywiście zajęte, a gospodarka rzeczywiście zdławiona całkowitą blokadą, nie byłoby już nic do osiągnięcia za pomocą „podwójnego uderzenia” sankcji. Reżim zostałby już pokonany tymi samymi środkami, które według Trumpa już zadziałały.

Fakt, że Bessent musi teraz uciekać się do „środków, jakich nigdy wcześniej nie widziano”, nie jest zatem oznaką siły. Wskazuje raczej, że deklaracje o sukcesach militarnych i blokada nie przyniosły rezultatu, który miały gwarantować. Sam Departament Skarbu nałożył na Iran kolejne sankcje w 2026 roku – przeciwko „nielegalnym przepływom pieniędzy”, tankowcom floty cieni, giełdom aktywów cyfrowych, chińskim rafineriom „czajniczków” i giełdom walutowym pod hasłem „Gospodarczej Furii” – a Teheran nadal sprzedaje ropę, utrzymuje cieśninę zamkniętą i walczy dalej. Obietnica czegoś bezprecedensowego to ukryte przyznanie, że wszystko, co było wcześniej, zawiodło. Gdyby obecna presja działała, nie byłoby potrzeby wymyślania nowej jej kategorii.

Tutaj nowy argument przeplata się ze starym. Jeśli zapytasz, co właściwie może oznaczać „bezprecedensowy”, eksperci ds. sankcji dochodzą do jednej odpowiedzi: jedynym pozostałym narzędziem nacisku jest atakowanie chińskich banków i kanałów płatności denominowanych w juanach, którymi handluje się irańską ropą naftową. Chiny kupują zdecydowaną większość irańskiej ropy naftowej – ponad 80 procent według większości szacunków, ponad 90 procent według innych – i płacą w renminbi, przetwarzanym w systemie CIPS poza systemem dolarowym. Właśnie dlatego są celem i właśnie dlatego tak trudno je trafić.

Sankcje wtórne oparte na dolarze nie mogą być nakładane na transakcje, które nigdy nie dotyczą dolara. Aby presja była skuteczna, Waszyngton musiałby objąć sankcjami duże chińskie instytucje finansowe – nie małych pośredników, lecz duże banki – i odciąć je od globalnego systemu finansowego. Ocena Scotiabanku, podzielana przez klientów, jest jednoznaczna: Stany Zjednoczone „nie mogą bombardować się po drodze do zwycięstwa”, a młot ekonomiczny opisany przez Bessenta oznacza likwidację całej sieci finansowej stojącej za irańskim eksportem ropy naftowej. Jednak użycie tego młota wiąże się z kosztami, których administracja może nie być gotowa ponieść. Odcięcie dużych chińskich banków od rozliczeń w dolarach oznaczałoby bezpośrednie zerwanie relacji finansowych z Pekinem – i to w czasie, gdy Trump przygotowuje się do spotkania z Xi Jinpingiem. Wycofanie z rynku przecenionej irańskiej ropy naftowej jeszcze bardziej podniosłoby i tak już wysokie ceny ropy naftowej i podniosłoby ceny benzyny, których akceptacji Trump żąda od Amerykanów. Jak ujął to magazyn „Fortune”, pozostałe opcje niosą ze sobą ryzyko załamania się samej gospodarki USA.

Poza problemem zdolności, istnieje problem z wiarygodnością. W czerwcu 2025 roku Trump publicznie oświadczył: „Chiny mogą teraz nadal kupować ropę z Iranu” – deklaracja ta była w bezpośredniej sprzeczności z memorandum prezydenckim w sprawie bezpieczeństwa narodowego jego własnej administracji, którego celem było ograniczenie eksportu irańskiej ropy „do zera”. Było to tak wyraźne, że członkowie Kongresu zwrócili się do Departamentu Skarbu i Departamentu Stanu z protestem. Administracja, która w jednym roku mówi Pekinowi, że może nadal kupować irańską ropę naftową, będzie miała trudności z przekonaniem rynków – lub Teheranu – w kolejnym roku, że Pekin zrezygnuje z dostaw. Groźba zastosowania sankcji w celu zmuszenia Chin do rezygnacji z irańskiej ropy jest podważana przez wcześniejszy sygnał administracji, że tego po prostu nie zrobi.

Węzeł pakistański: drzwi, których sankcje nie mogą zamknąć – i na których zamknięcie ich nie stać.

Lądowy szlak, który najwyraźniej ujawnia zarzut „całkowitej blokady”, przebiega przez Pakistan, i w tym miejscu sprzeczność sankcji przestaje być abstrakcyjna.

25 kwietnia 2026 roku – dwanaście dni po rozpoczęciu blokady przez Marynarkę Wojenną USA – Ministerstwo Handlu w Islamabadzie wydało rozporządzenie SRO 691(I)/2026, „Zarządzenie w sprawie tranzytu towarów przez terytorium Pakistanu”, aktywizujące umowę o transporcie drogowym z Teheranem z 2008 roku, która pozostawała niewykorzystana przez osiemnaście lat. Wyznaczono sześć korytarzy lądowych, łączących Karaczi, Port Qasim i zbudowany przez Chińczyków port Gwadar z irańskimi przejściami granicznymi Gabd i Taftan.

Umożliwiło to bezcłowy wwóz towarów z krajów trzecich – głównie z Chin – do Iranu, całkowicie poza zasięgiem blokady morskiej. Trasa Gwadar–Gabd ma długość około 89 kilometrów i zajmuje od dwóch do trzech godzin, w porównaniu z szesnastoma do osiemnastu godzinami z Karaczi. To nie tylko teoria: w samym kwietniu 2026 roku Gwadar obsłużył około 11 000 kontenerów – więcej niż port przeładował w całym 2025 roku – a ładunki testowe już dotarły na północ przez Iran, w kierunku Azji Środkowej.
Blokada nie jest w stanie zatrzymać ciężarówki w Beludżystanie, a ciężarówki wciąż się poruszają. Wzrost ruchu kontenerowego w Gwadarze to równowartość ceny ropy naftowej w transporcie towarowym: tak jak cena ropy Brent wynosząca 92 dolary przeczy twierdzeniu, że „cieśnina jest otwarta”, tak kontenery przeczą twierdzeniu, że „blokada jest całkowita”.

Po pierwsze, szczere zastrzeżenie: analitycy zgadzają się w raportach, że korytarz łagodzi presję na peryferie Iranu, a nie ratuje jego gospodarkę – główny ciężar spoczywa na kanale Yuan i CIPS, a także na wsparciu Rosji i Chin. Pakistan nie ma tu na celu bycia kołem ratunkowym Iranu. Chodzi o to, by być najwyraźniejszym przykładem drzwi, których Waszyngton nie może zamknąć, nie zaprzeczając samemu sobie.

Aby „bezprecedensowa” izolacja miała realny wpływ, musi w końcu dotrzeć do sieci – portów, banków, spedytorów – które utrzymują przepływ handlu z Iranem, a które obecnie przebiegają przez terytorium Pakistanu i banki pakistańskie. Pakistan nie został ukarany za otwarcie korytarza; amerykańskie sankcje wtórne nie wchodzą w życie automatycznie, a OFAC nie podjął takiej decyzji. Ryzyko jest jednak realne i strukturalne: kontrole zgodności ładunków związanych z Iranem mogłyby wpłynąć na pakistańskie banki i zwiększyć koszty, a analitycy wskazują, że Islamabad ma jedynie „ograniczone możliwości obejścia” amerykańskich kar, a wyjątki są „prawie nieistniejące”. Kraj ten jest objęty programem MFW i w żadnym wypadku nie jest w stanie wytrzymać konfrontacji z Departamentem Skarbu USA. Jego własni komentatorzy określają korytarz jako skalkulowane ryzyko na legalnej linie.

W tym przypadku Pakistan wzmacnia sprzeczność, zamiast ją jedynie ilustrować. Ta sama administracja, która obiecuje zamknąć wszystkie kanały do ​​Iranu, jednocześnie zabiega o względy rządu, który utrzymuje jeden z najszerszych kanałów otwarty. Trump wielokrotnie chwalił feldmarszałka Asima Munira i premiera Szehbaza Sharifa, gościł Munira w Białym Domu, sugerował amerykańskie inwestycje w pakistańskie sektory wydobywcze i kryptowalut oraz wzywał Islamabad do pośredniczenia w czerwcowym „Memorandum Islamabad” – wynegocjowanym przez Pakistan amerykańsko-irańskim zawieszeniu broni, które od tamtej pory ponownie przerodziło się w blokadę i groźby. Zapytany wprost o korytarz irański, Trump po prostu powiedział, że „wie o nim wszystko” i nie zgłosił sprzeciwu. To, co Middle East Institute nazywa „milczącą zgodą” Waszyngtonu, nie oznacza poparcia dla irańskiego mostu lądowego w celu obejścia blokady, ale zależność od kraju, który go obsługuje.

Sankcje uderzają zatem w mur, który sam Waszyngton wzniósł. Aby zachować spójność, presja musiałaby zostać wymierzona w pakistański korytarz i jego brzegi. Jednak nałożenie sankcji na mediatora – generała, o którego Trump zabiegał przez rok – zniweczyłoby dyplomację, którą administracja wciąż twierdzi, że jest na skraju sukcesu, i jeszcze bardziej popchnęłoby państwo posiadające broń jądrową i sprzymierzone z Chinami w kierunku Pekinu. Po wykluczeniu korytarza „całkowita izolacja” okazuje się jedynie retoryką. Nie ma takiej wersji tej polityki, która mogłaby zamknąć pakistańskie drzwi, nie zaprzeczając jednocześnie czemuś, co administracja twierdzi jako prawdę.

Pakistan ma również kartę, która odwraca presję na Waszyngton. Munir podobno ostrzegał Trumpa, że ​​sparaliżowany Iran otworzy 560-milowy „korytarz terroru” przez Beludżystan – tę samą prowincję, w której znajduje się Gwadar i do której Chiny wpompowały miliardy dolarów z CPEC – zagrażając tym samym zarówno interesom USA, jak i chińskiej infrastrukturze. Innymi słowy, im bardziej USA naciskają na Iran, tym bardziej ryzykują destabilizację kruchego, ogarniętego rebelią regionu przygranicznego, kontrolowanego przez swojego preferowanego partnera i finansowanego przez rywala. Ironia jest głęboka: przez ponad dekadę Waszyngton groził sankcjami, aby powstrzymać Pakistan przed budową choćby gazociągu do Iranu; dziś Pakistan prowadzi otwarty korytarz handlowy, a Waszyngton milczy.

Dla samego Pakistanu sytuacja przypomina balansowanie na linie. Korzyści są realne – dochody z tranzytu, realne zadanie gospodarcze dla Gwadaru, rola łącznika między Chinami, Iranem i Azją Środkową oraz wpływy jako niezastąpionego pośrednika. Równie realne są wady – ryzyko sankcji wtórnych, na które Pakistan nie może sobie pozwolić, ewentualna konieczność wyboru między relacjami ze Stanami Zjednoczonymi i korytarzem irańskim a obciążeniem bezpieczeństwa związanym z transportem tego handlu przez Beludżystan, przy jednoczesnym równoważeniu Iranu z Arabią Saudyjską, państwami Zatoki Perskiej i Waszyngtonem. Korzyści zależą wyłącznie od kontynuacji amerykańskiej uległości, której właśnie „bezprecedensowe środki” Bessenta mają położyć kres. Oto dylemat w pigułce: jeśli sankcje są realne, Pakistan będzie jedną z pierwszych ofiar; jeśli Pakistan zostanie oszczędzony, sankcje nie będą tym, za co się podają.

Iran nie znajduje się w komfortowej sytuacji. Blokada jest realna i kosztowna – pochłonęła miliardy dolarów z dochodów z ropy naftowej – a irańska gospodarka rzeczywiście cierpi. Nowe sankcje finansowe nie są nieskuteczne; jeśli Waszyngton jest gotów zaakceptować reperkusje i bezpośrednio nałożyć sankcje na duże chińskie banki, rzeczywiście spowodowałoby to znaczne dodatkowe straty. Luka w juanie i CIPS to realna możliwość obejścia przepisów, ale nie pole siłowe: CIPS nadal opiera się na zachodnich systemach przesyłania wiadomości w dużej części swojego ruchu, a renminbi nadal odpowiada za jedynie niewielką część globalnych płatności. Prawdziwym stwierdzeniem jest to, że Iran, jako zdeterminowany użytkownik z chętnym chińskim partnerem handlowym, może ominąć dolara – a nie to, że dolar się załamuje. A irańska armia jest poobijana, a nie unicestwiona; twierdzenie Trumpa, że ​​Iran został „całkowicie pokonany”, jest obalone przez Iran, który nadal jest w stanie utrzymać Ormuz na poziomie 17% normalnego ruchu, podczas gdy jego siły rakietowe są nienaruszone i rosną.

Zatem uczciwy wniosek nie jest taki, że sankcje będą nieskuteczne. Chodzi o to, że napotkają one ograniczenia strukturalne, które przeczą retoryce samego rządu – i że presja doprowadzi do tego, że Iran stanie się biedniejszy, bardziej wściekły i jeszcze bardziej zorientowany na wschód, który ucierpi, ale się nie załamie. To zupełnie inny rezultat niż ten, który obiecuje kapitulacja Bessent.

Odrzućmy wszelką teatralność, a sekwencja wydarzeń sama się sobie przeczy. Gdyby irańska armia została pokonana, nie byłoby potrzeby „uderzenia” bezprecedensowymi sankcjami. Gdyby cieśnina była rzeczywiście otwarta i znajdowała się pod amerykańską kontrolą, ropa nie kosztowałaby prawie 92 dolarów, podczas gdy ruch wynosiłby 17 procent, a supertankowce zawracałyby.

Gdyby blokada była całkowita, dochody Iranu z ropy wyniosłyby zero – zamiast tego Iran sprzedaje ją Chinom w juanach, poza zasięgiem blokady i dolara, i właśnie dlatego Bessent musi uciec się do finansowej broni, której Waszyngton nie posiada. A szlak lądowy przez Pakistan przewozi prawdziwe ładunki przez Gwadar, podczas gdy Waszyngton, który potrzebuje Islamabadu jako mediatora, patrzy w inną stronę – ten sam rząd, który przysięga zamknąć Iranowi wszystkie drzwi, zabiega o względy rządu, który utrzymuje jedne z najszerszych drzwi otwartych. Każde twierdzenie o zwycięstwie zostaje obalone przez kolejną eskalację, a eskalacja trwa. Kiedy rząd, który twierdzi, że już wygrał, stale domaga się nowych i bardziej radykalnych środków, by wygrać, samo to żądanie jest dowodem. Wojna się nie skończyła, cieśnina nie jest nasza, a sankcje są wymierzone w żelazny uścisk, z którego Iran już się wyrwał.

Źródło: Wyznanie w obliczu eskalacji: jeśli Iran został pokonany, a Ormuz jest nasz, po co te „bezprecedensowe” sankcje?