Aj waj…panie Kitajec!! Mówię: Taipei !!!

Supermocarstwo chińskie wzięło na celownik Litwę

Otwarcie misji Tajwanu w Wilnie stało się przyczyną ogromnej akcji odwetowej ze strony Pekinu. Poszło o to, że biuro zawiera nazwę Tajwan, zamiast dopuszczanej przez komunistów nazwy Taipei. Najpierw wyrzucili z Pekinu litewskich dyplomatów, a teraz wywierają nacisk ekonomiczny.

————————

Spór dyplomatyczny z Litwą narasta, ale Chiny sięgnęły też po inne środki. Właśnie wstrzymały import litewskiej wołowiny. Chiński urząd celny ogłosił wstrzymanie importu wołowiny z Litwy i to bez podania powodu.

Urząd celny ChRL zwykle podejmuje decyzje o wstrzymaniu importu z powodu przypadków chorób zwierząt wykrywanych w krajach eksportujących, ale Litwa nie zgłosiła ostatnio takich przypadków – stwierdza agencja Reutera.

Według komentatorów komunistyczne władze ChRL sięgają po prostu po gospodarcze środki nacisku na Litwy, by ukarać ją za otwarcie w Wilnie biura przedstawicielskiego Tajwanu. Rzecznik chińskiego MSZ Zhao Lijian odmówił wyjaśnień, ale skorzystał z okazji i kolejny raz skrytykował władze Litwy za działania związane z Tajwanem: „Litwa powinna stawić czoło faktom, naprawić swoje błędy i powrócić na drogę przestrzegania zasady jednych Chin, zamiast mylić dobre ze złym”.[—-]

Dyskwalifikacja za brak dopingu – chińskie igrzyska

Postaram się spojrzeć z odpowiednim dystansem, chociaż to nie będzie łatwe, na te wszystkie absurdy, jakie nam zafundowano od dwóch lat. Zmęczenie narodu jest tak wielkie, że pozostaje tylko śmiech i właśnie odpowiedni dystans. Jestem na tyle stary, że pamiętam pierwsze igrzyska olimpijskie w Pekinie, gdy nagle nastąpiła zwyżka formy chińskich sportowców niemal w każdej dziedzinie. Największe wrażenie robiły biegi długodystansowe, gdy nagle Chinki i Chińczycy zaczęli o pół okrążenia wyprzedzać biegaczy afrykańskich, od lat pozostających poza konkurencją. Czym to tłumaczono? Zupą z żółwia! Nie, to nie był kiepski żart, w każdym razie nie mój, ale oficjalne stanowisko władz chińskich.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/dyskwalifikacja-za-brak-dopingu-chinskie-igrzyska/

———————–

Działo się to wszystko na parę miesięcy przez olimpiadą w Pekinie i wywołało naprawdę wielkie zamieszanie. W efekcie doszło do paru dyskwalifikacji, a reszta chińskich sportowców została objęta wyjątkowo reżimowym systemem kontroli. Niewiele to jednak pomogło i bodaj pierwszy raz w historii letnich igrzysk Chiny wygrały klasyfikację medalową. Potem prawie wszystko wróciło na swoje miejsce, w sporcie nadal królował doping, ale taki ciężej wykrywalny niż zupa z żółwia. Opisany stan rzeczy jest jednak niczym wielkim, przy tym, co się dzieje na drugiej chińskiej olimpiadzie w Pekinie, gdzie dyskwalifikuje się zawodników za brak dopingu. Jedną z ofiar tej „nowej normalności” jest polska zawodniczka Natalia Maliszewska, uziemiona na kwarantannie zaraz po przyjeździe do Chin. Warto w tym miejscu dodać, że Maliszewskiej nie da się porównać do polskiej reprezentacji piłkarskiej, która najpierw modli się o wyjście z grupy, a potem gra mecz o honor. Polska łyżwiarka, była jedną z faworytek do zdobycia medalu, ponieważ w swojej dyscyplinie osiąga regularne sukcesy.

Pozytywny test, jak w 99% innych przypadkach, nie niesie za sobą żadnych objawów chorobowych, o czym szczegółowo opowiedziała polska łyżwiarka, ale to żaden argument. Maliszewska została zamknięta w pokoju na wiele dni i będzie mogła sobie w telewizji obejrzeć otwarcie igrzysk, a potem eliminacje, w których nie wystąpi. Nikt w Pekinie nie testuje zawodników pod kątem jakichkolwiek innych chorób zakaźnych, to znaczy, że w teorii i praktyce może w zawodach brać udział: prątkujący gruźlik, nosiciel HIV, zarażony malarią, odrą, gronkowcem i inną cholerą.

Najbardziej niebezpieczna jest, nawet nie najmodniejsza choroba na świecie, ale test, który stygmatyzuje człowieka i w tym przypadku dodatkowo dyskwalifikuje sportowca. Kto obserwuje tę paranoję choćby jednym okiem, ten wie, że z testowaniem sportowców dzieją się cuda. Bez końca można wymieniać choćby przykłady polskich skoczków i piłkarzy, którzy rano mieli pozytywny wynik, wieczorem negatywny, by następnego ranka znów mieć pozytywny. Nie zapominajmy też, że testy są dziełem chińsko-niemieckim, co oznacza, że tylko producent tak naprawdę wie, czym ten wynalazek jest i ma pod kontrolą całą produkcję. Nie koniec nad tym, prawdę mówiąc nie wiem, jak to wygląda w Chinach, ale przypuszczam, że bardzo podobnie, jak w Niemczech, gdzie to tamtejszy sanepid, a nie federacje sportowe zajmowały się testowaniem.

Reszty można się tylko domyślać, jednak nie radzę głośno powtarzać, bo natychmiast można się narazić na szereg przykrych konsekwencji, z czego klasyczny zbiór wyzwisk, to najmniejszy problem. W historii sportu zdarzały się i zdarzają różne cuda, na przykład „rywalizacja” mężczyzn udających kobiety, z kobietami nie udającymi kobiet, ale takich cudów jeszcze nie było. Dziś dyskwalifikuje się sportowców za brak dopingu, mało tego, powodem dyskwalifikacji jest de facto przeziębienie, czyli naturalne osłabienie organizmu, zamiast sztucznego wzmocnienia.

Światowa paranoja, w połączeniu z chińskim komunizmem kapitalistycznym, daje naprawdę „ciekawe” efekty. W zasadzie można powiedzieć, że ostatecznej klasyfikację medalową ustawi chiński Pinkas albo Horban i coś czuję, że tylko chińscy sportowcy w prawie wszystkich testach wypadną negatywnie.

Droga super-maska nie pomogła. Szwedzki biegacz z pozytywnym wynikiem testu, mimo sześciu negatywnych w poprzednich dniach

Szwedzki biegacz narciarski Leo Johansson, który przechorował niedawno COVID-19 i miał negatywne wyniki testów przed wylotem do Pekinu, tuż po przylocie do stolicy Chin otrzymał pozytywny wynik testu na koronawirusa. By uchronić się przed zakażeniem kupił sobie specjalistyczną maskę której cena wynosi 5500 koron szwedzkich, czyli ok. 2400 złotych.

O dwukrotnym pozytywnym wyniku testu biegacza poinformował Szwedzki Komitet Olimpijski. W komunikacie dodano, że żaden inny sportowiec z grupy biegaczy nie jest zakażony.

22-latek miał pozytywny wynik testu na koronawirusa ledwie dwa tygodnie wcześniej, podczas zgrupowania reprezentacji narciarskiej we Włoszech.

Następnie izolował się w domu, a przed wylotem do Pekinu uzyskał sześć kolejnych negatywnych wyników testów na obecność w organizmie SARS-CoV-2.

Nasz zespół medyczny ocenił, że jego pozytywne testy w Pekinie są wynikiem wcześniejszej infekcji. Uważamy, że obecnie nie może ona zarażać, ale stosujemy się oczywiście do zasad w protokole zdrowotnym. Leo może wrócić z izolacji, gdy kolejne dwa testy wykonane w odstępach 24 godzin będą negatywne” – powiedział Peter Reinebo ze Szwedzkiego Komitetu Olimpijskiego.

Specjalistyczne maski produkowane przez szwedzką firmę są wyposażone w system wentylacyjny i zasilane przez baterie.