Niedzielski musi odejść !! Balcerowicz na „ministra śmierci”.

Kto za Niedzielskiego? Karczewski, Piecha, Hoc, Kraska…

Nie wiem co sądzą inni wybitni analitycy, o ile tacy istnieją, ale mój geniusz mi podpowiada, że Niedzielski ministrem zdrowia już nie jest. Złośliwie, ale prawdziwie można powiedzieć, że nigdy nim nie był, bo to grabarz polskiej służby zdrowia i 200 000 ofiar bałaganu, jakiego narobił. Na papierze jeszcze istnieje jako szef resortu, w praktyce go nie ma. Dzisiejsza konferencja prasowa, to kolejny w ostatnim czasie desperacki akt propagandowy służący wyłącznie jednemu – utrzymaniu się na stołku, na co jest za późno.

Niedzielski nie ma żadnych przyjaciół, z wyjątkiem Andrusiewicza, politycznie jest całkowicie bezbronny, nikt w PiS za niego nie będzie umierał. Wizerunkowo to najgorszy minister w rządzie, do niedawna tylko Mejza był gorszy, ale rozstrzygające jest coś innego.

Niedzielski gra pod siebie i wciągnął do tej gry zarówno PiS, jaki i Kaczyńskiego, a takich rzeczy na Nowogrodzkiej się nie wybacza. Spójrzmy na zachowania Niedzielskiego w ostatnich tygodniach. Bez konsultacji zapowiedział restrykcje, których do dziś nie wprowadzono. W wywiadzie oświadczył, że kierownictwo PiS i Kaczyński są za obowiązkiem „szczepień” i to powszechnym, co medialnymi kanałami było prostowane przez Nowogrodzką. Afera z „radą medyczną” też pokazuje, że Niedzielski nie stanął po stronie PiS, ale po własnej. Tajemnicą poliszynela jest, że kierownictwo PiS od co najmniej kilku miesięcy miało dość autonomicznej polityki „rady”, która szła na ostry kurs „pandemiczny”, wbrew politycznej decyzji o złagodzeniu kursu.

Czarę goryczy przelało spotkanie „rady medycznej” z Tuskiem, wówczas stało się jasne, że PiS wyhodował bestię na własnej piersi i stracił nad nim kontrolę. I tylko Niedzielski był autentycznie zaangażowany w obronę „rady”, Morawiecki i Kaczyński przyjęli dymisję z ulgą. Wreszcie wczoraj poszła plotka, że Niedzielski znów zaszantażował PiS i zagroził dymisją, jeśli nie zostanie przegłosowana ustawa segregacyjna.

Co zostało powyżej spisane? Cała lista nielojalnych zachowań Niedzielskiego wobec PiS, z czego najmniej połowa przekłada się na poważne problemy polityczne i sondażowe partii. Innym bardzo ważnym argumentem przemawiającym na rzecz dymisji Niedzielskiego, jest mentalność prezesa PiS. Kaczyński jest za stary, żeby zmieniać swoje przyzwyczajenia i nie od dziś wiadomo, jaką wyznaje kadrową zasadę: „niech będzie idiotą, byle był nasz i robił, co mu powiemy”. Znajdziemy wielu takich ministrów w rządach PiS, z litości ich nazwisk nie wymienię. PiS ma na głowie tysiąc problemów, wewnętrznych i zewnętrznych, teraz doszedł problem Niedzielskiego i od razu stał się jednym z ważniejszych.

Dopóki Niedzielski czytał te swoje tabelki i bełkotał w technokratycznym stylu na poziomie odkurzacza, Kaczyński machał na to ręką. Gdy Niedzielski zaczął uprawiać politykę i to taką, którą prezes PiS zawsze i wszędzie bezlitośnie tępił, jego los jest przesądzony. Niedzielski, co najmniej od tygodnia nie byłby ministrem, ale dwie dymisje w jednym kierunku mogłyby zachwiać frakcjami w PiS. O ile z Niedzielskim w PiS nikt się nie liczy, o tyle najmniej połowa klubu chce zamordyzmu. Kaczyński musi jakoś kleić te rozsypane puzzle i na pewno nie chce wzmacniać frakcji Siarkowskiej, która i tak wygrała sporo.

Widzę dwa możliwe tryby pozbycia się Niedzielskiego, w pierwszym PiS stosuje technikę „na Gowina”, czyli dotąd będzie upokarzał, aż niechciany minister sam odejdzie albo zgodzi się złożyć dymisję.

W drugim trybie Niedzielski zostanie zdymisjonowany z przytupem, a wcześniej w mediach „niepokornych” pojawią się odpowiednie artykuły. Tak wygląda dobra informacja, zła jest umieszczona w tytule. Po wyrzuceniu Niedzielskiego z całą pewnością Kaczyński będzie chciał mieć w pełni dyspozycyjnego ministra z klucza politycznego i tutaj wybór jest przygnębiający: Karczewski, Piecha, Hoc, Kraska. Mierny, bierny, ale wierny, inaczej cała operacja nie ma większego sensu, no chyba, że znalazłby się jakiś kolejny technokrata pod pełną kontrolą „Pegasusa”. Tak, czy inaczej, pozbycie się Niedzielskiego jest mało kosztowne politycznie, natomiast jego trwanie na urzędzie kosztuje PiS coraz więcej, stąd dymisja jest dla mnie kwestią czasu.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/kto-za-niedzielskiego-karczewski-piecha-hoc-kraska/

Ludzki śmiech to wyrok śmierci dla poszczególnych polityków i całych partii.

PiS przekroczył zabójczą barierę śmiechu i z tej drogi nie ma odwrotu

Wszelkie analizy politycznych porażek powinny zaczynać się i kończyć na śmiechu, który jest jak najmodniejsza choroba na świecie i każdy polityk mógłby jeszcze pożyć, gdyby nie został zabity śmiechem. Mniej więcej od ucieczki Tuska do Brukseli, zaczęła się wypełniać beczka śmiechu PO, ale wtedy partia rządząca była święcie przekonana, że „obciachowe” i śmieszne jest wyłącznie PiS. Żadne sygnały do wierchuszki PO nie docierały, oni byli do tego stopnia oderwani od rzeczywistości, że naprawdę uwierzyli w zwycięstwo Komorowskiego w pierwszej turze i to z wynikiem 70%. Gdy zrozumieli, co się dzieje było za późno i każda kolejna próba wyjścia z beczki śmiechu kończyła się jeszcze większym śmiechem. PO przegrała kolejna wybory dlatego, że Kopacz wąchała pasażerom „kotlecika” w pociągu, a Komorowski „macał kury”.

Owszem nałożyły się na to inne czynniki kompromitujące partię „europejską”, ale śmiertelny cios zadał śmiech i dokładnie na tym etapie jest w tej chwili PiS. Prawdziwe są tezy, że główne problemy PiS to w tej chwili drożyzna, „polski ład” i „pandemia”, ale to samo w sobie jeszcze nie jest zabójcze. Dopiero w połączeniu ze śmiechem tworzy się mieszanka wybuchowa nie do zatrzymania. Nałożyło się kilka kryzysów naraz i sytuacja zrobiła się bardzo trudna. PiS zamiast rozbrajać minę po minie, zaczął po nich tłuc cepem na oślep. Jeśli odpowiedzią na drożyznę ma być od siekiery strugana propaganda Kurskiego, w której słyszymy, że jest drogo z powodu „podatku Tuska”, to przecież nikt poważny tego nie kupi. Ewidentne wpadki i wręcz kompromitacje przy wdrażaniu „polskiego ładu”, tłumaczy się zgraną do imentu formułą „wściekły atak opozycji, boją się wygranej PiS, bo Polakom żyje się lepiej”. Wreszcie „pandemia”, gdzie absurd goni absurd i niemal każda decyzja sprowadza się do groteski. W tym obszarze kompromitacje rządzących są przerzucane na „oszołomów”, „antyszczepów” i tak dalej, ale problem polega na tym, że adresatami wyzwisk jest około 60% elektoratu PiS.

Przywołałem tylko generalia, główne kierunki satyryczne, ale to codzienność zabija śmiechem i wypełnia beczkę po brzegi. Tylko w ostatnich dwóch dniach mieliśmy do wyboru całą gamę skeczy w wykonaniu polityków PiS. Szczególną uwagę przykuł poseł Smoliński, który oświadczył, że PiS przymierza się do regulowanych cen na niektóre produkty spożywcze. Pomysł tak głupi i tak jednoznacznie się kojarzący, że inaczej niż śmiechem nie może być podsumowany. W drugim występie, niezawodny Tarczyński opowiada w programie Rachonia, że to PO sama siebie podsłuchiwała „Pegasusem” w ramach walk frakcyjnych. Do wyboru, do koloru, od wąchania kotlecika po macanie kur i to nie są incydenty, ale stały punkt programu z zabójczą konsekwencją realizowany przez polityków PiS. Analogię do PO widać też w reakcjach Nowogrodzkiej, która niczego nie dostrzega, łącznie z tym, że Kaczyński jednym wywiadem u Karnowskich ośmieszył premiera, czyli swojego szefa i kilku kluczowych ministrów od Wosia, przez Ziobrę, aż po Kamińskiego. Swoje dokładają ściśle związani z PiS „niepokorni”, którzy zachowują się jak Lis urządzający urodziny Tuskowi.

Ludzki śmiech to wyrok śmierci dla poszczególnych polityków i całych partii, ostania klepsydra, jaka zawisła w polskiej polityce, to Ryszard Petru i „Nowoczesna”. Przypomnę, że w tym przypadku wystarczyły dwa, góra trzy skecze: „romans na Maderze”, „sześciu króli”, „Cezar na Rubikoniu”. PiS ze swoimi czołowymi politykami od wielu lat zaliczali niemniejsze wpadki, ale jakoś się to chowało za 500+ i naprawdę niezłym stanem gospodarki i portfeli Polaków do 2020 roku. Teraz sprawy się diametralnie zmieniły, a PiS kompletnie nie radzi sobie z falą, czy nawet kilkoma falami kryzysu. Nie ma też szans, aby w takiej kondycji PiS z beczki śmiechu wyszedł. Rozpoczął się nieodwracalny proces gnicia i dobijania partii śmiechem. Ile potrwa? Na szybki zgon bym nie liczył, raczej zapowiada się dłuższa, co najmniej roczna agonia.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/pis-przekroczyl-zabojcza-bariere-smiechu-i-z-tej-drogi-nie-ma-odwrotu/

DUDA : 1)jest ozdrowieńcem, 2)cały czas chodzi w maseczce, 3)się „zaszczepił”, 4)„zaszczepił” się drugą dawką, 5)„zaszczepił” się trzecią dawką, 6)znów „pozytywny”. Czy rozumie w czym uczestniczy?

Trudne pytanie prawda? Czy może retoryczne? Pożyjemy zobaczymy i poczekamy na odpowiedź, póki co przedstawiam fakty.

Prezydent Andrzej Duda był jednym z pierwszych, który wziął udział w farsie „leczymy osoczem”. Mógł to zrobić, bo pomimo skrupulatnego stosowania DDM zaraził się najmodniejszą chorobą na świecie. Jak wszyscy wiemy jeden z wielu pomysłów „ekspertów” zakończył się totalną kompromitacją, nikt dziś nie wspomina o leczeniu osoczem, co od samego początku nie miało najmniejszego sensu. Paru cwaniaków na tym skorzystało, natomiast ludzie, którzy mówili, że mamy do czynienia z hucpą nie mającą nic wspólnego z medycyną, zostali okrzyknięci oszołomami, zgodnie z podstawową linią „naukowej” polemiki.

Czy Andrzej Duda wyciągnął wnioski po tym wydarzeniu? Niekoniecznie, a powiedziałbym, że wręcz przeciwnie.

Ci sami „naukowcy” przekonali prezydenta, że jednak warto się poddać „szczepieniom”. W pierwszej wersji podwójna dawka miała dać 100% ochronę przed zarażaniem i taką samą nieśmiertelność. Później została tylko nieśmiertelność, natomiast chorobę przechodziło się łagodnie w… szpitalu. Dziś Andrzej Duda po raz drugi zachorował „bezobjawowo”, choć tym razem był aż pięciokrotnie zabezpieczony. Po pierwsze prezydent jest ozdrowieńcem, po drugie cały czas chodzi w maseczce, po trzecie się „zaszczepił”, po czwarte „zaszczepił” się drugą dawką, po piąte „zaszczepił” się trzecią dawką.

Ile sygnałów musi dostać w miarę rozgarnięty człowiek, żeby zacząć myśleć kategoriami faktów i nauki, zamiast połykać kolejną propagandę? W tym miejscu pojawia się trudność związana z odpowiedzią na pozornie proste pytanie. Gdyby założyć, że zachowanie Andrzeja Dudy jest spontaniczne i przez to autentyczne, wiedzielibyśmy, że ten człowiek nie jest zdolny do żadnej refleksji. Istnieje jednak jeszcze jedna interpretacja, w mojej ocenie bardziej prawdopodobna, mianowicie taka, że mamy do czynienia z polityczną grą.

Obojętnie w jaki sposób będziemy oceniać potencjał intelektualny głowy państwa, jedno musimy zgodnie przyznać, to jest polityk, który dwukrotnie wygrał wybory prezydenckie, co dotąd udało się tylko Kwaśniewskiemu. O czym to świadczy? Co najmniej o tym, że Andrzej Duda wie jak się poruszać w świecie polityki i potrafi się utrzymać na topie. W konsekwencji trzeba założyć, że co najmniej „swój rozum ma” i bez większych problemów łączy fakty, które przecież dotykają go bezpośrednio.

Nie sądzę, żebym popełnił jakiś błąd, jeśli przyjmę, że Andrzej Duda doskonale wie w czym bierze udział i doskonale rozumie mechanizmy rządzące całą tą inżynierią społeczną. Widać to między innymi po zachowaniu prezydenta, które w miarę politycznych potrzeb potrafi powiedzieć, że się nie zaszczepi, potem namawia do „szczepień”, w końcu sam się „szczepi” i póki co nadal jest przeciwnikiem obowiązku „szczepień”. Jak nazwać ten pozorny chaos w postawach prezydenckich? Jest to nic innego, jak polityka w czystej postaci! Nie ma sensu zadawać pytania, czy Andrzej Duda rozumie, co się wokół niego dzieje. Każdy kto się powstrzyma przed złośliwością zobaczy, że polityk na tym poziomie nie może nie wiedzieć, co więcej posiada znacznie szerszą wiedzę niż przeciętny obywatel.

Andrzej Duda ponad wszelką wątpliwość rozumie w czym uczestniczy, w dodatku śmiem twierdzić, że rozumie więcej niż większość Polaków, ale jest politykiem i będzie podejmował decyzje polityczne. Żadne osobiste doświadczenie, na pewno nie takie, jak pozytywny wynik testu, nie będzie miało w podejmowaniu politycznych decyzji najmniejszego znaczenia. Jeśli prezydent będzie chciał stanąć w kontrze do obowiązkowych „szczepień”, to rzecz jasna podeprze się własnym przykładem, ale na wypadek innej decyzji, nie zająknie się na temat ozdrowienia, DDM i trzech dawek, które nie powstrzymały najmodniejszej choroby na świecie. Cała bieda polega dokładnie na tym, że podejmowane są decyzje polityczne, nie medyczne, nie wspominając o logicznych.

Matka Kurka

Rozwody zawsze są przeżyciem traumatycznym i najczęściej występuje przejście od miłości do nienawiści. Kaczyński straszy „swój ciemnogród”.

Kaczyński straszy ciemnogród obowiązkami i paszportami – niski upadek.

Rozwody zawsze są przeżyciem traumatycznym i najczęściej występuje słynne przejście od miłości do nienawiści. Z politycznymi rozwodami dzieje się bardzo podobnie, ale mnie towarzyszą zupełnie inne uczucia, gdy patrzę i słucham człowieka, którego nie tak dawno szanowałem. Irytacja i znużenie jednocześnie, po prostu nie da się słuchać tych bredni, jakie wypowiada prezes PiS. Z Kaczyńskiego nie zostało nic i mam wrażenie, że gdyby nawet biologia nie dokonała dzieła zniszczenia, to i tak mielibyśmy do czynienia z zupełnie innym politykiem niż ten, którego znaliśmy i wielu popierało przed 2015 rokiem. Jakie są główne przyczyny upadku, bo to jest upadek polityka, pisałem wielokrotnie i nie chcę się ponownie tym katować, jedno w każdym razie jest pewne – był Kaczyński i nie ma Kaczyńskiego.

Jeszcze na początku tej paranoi pomorowej widzieliśmy prezesa PiS, który puszczał oko do wyborców. Do klasyki przeszła scena, w której Kaczyński zrugał kuzyna tak mocno, że ten zdjął maskę. Potem były jeszcze bardziej słynne wizyty na cmentarzu, a także uczestnictwo w mszach świętych, jak się pojawiały pierwsze sygnały, żeby pozamykać kościoły. Po półtora roku nic nie zostało z tamtych zachowań dających dość jednoznacznie do zrozumienia, co Kaczyński myśli o kolejnej inżynierii społecznej odpalonej przez tłuste misie. Teraz widzimy przerażonego staruszka ze szmatą zaciągniętą pod same brwi, który powtarza największe idiotyzmy za Horbanem, jak choćby te o milionie pacjentów w szpitalach. W najnowszym wywiadzie padają też słowa o obowiązku „szczepień”, co oczywiście wywołało burzę, ale chyba mało kto zwrócił uwagę, na bardzo charakterystyczne zdanie, jakie tam padło. Otóż Kaczyński opowiadał, jak wygląda kwestia obostrzeń w poszczególnych regionach Polski, w mieście większość zasad przestrzega, natomiast na wsi tylko jeden znajomy Kaczyńskiego chodził w maseczce. Co w tym jest takiego uderzającego?

Przed 2015 rokiem Kaczyński objeździł całą Polskę wzdłuż i wszerz, zwiedził prawie każdą gminę, miasteczko, wieś i na podstawie tych doświadczeń PiS zbudował program oraz przekaz, który przekonał rekordową liczbę wyborców. Dziś Kaczyński opowiada banały i to na podstawie relacji człowieka, który mieszka na wsi. O czym to świadczy? Bez niespodzianek, o kompletnym oderwaniu tego człowieka od rzeczywistości, a wręcz o przejęciu „narracji”, jaką się posługiwali i posługują jego przeciwnicy. Dowiedzieliśmy się od Kaczyńskiego, że obowiązek „szczepień” razem z paszportami dawno byłby wprowadzony, ale niestety wiejski i małomiasteczkowy ciemnogród hamuje postęp. W tym miejscu można powiedzieć, że polityk traci instynkt i nie rozumie jaką krzywdę sobie wyrządza, ale tak nie jest. Dalej Kaczyński zdradza, że doskonale wie ile ryzykuje takimi stwierdzeniami i jak to się przełoży na osobiste sympatie wobec niego. Z tego należy wnioskować, że jakąś tam świadomość zachował, ale nie do końca wiadomo, czy potrafi odróżnić publicystyczne bajanie od konkretnych porażek politycznych. Kaczyński otoczony propagandowymi doradcami, realizuje ich toporne scenariusze, które zakładają, że „ciemnogród” nagle zmieni zdanie i pójdzie za swoim idolem w ciemno.

Bardzo długo działał taki mechanizm, trwały jakieś wewnętrzne spory i dyskusje, po czym przychodził sam „naczelnik”, mówił jak ma być i tak było.

Problem polega na tym, że mówimy o historii i to dość zamierzchłej. Kaczyński ma za sobą całą serię spektakularnych porażek, od batów, jakie zebrał po dymisji Szydło, przez wybory kopertowe i „piątkę dla zwierząt”, aż po katastrofalną politykę wobec UE. Autorytet Kaczyńskiego spadł gwałtownie i jego wypowiedź, de facto pogardzająca własnym elektoratem, a na pewno grożąca temu elektoratowi czymś, czego wyborcy PiS boją się najbardziej, to polityczna katastrofa. Mam swoją ulubioną tezę, która mówi, że ludzie nienawidzą się bać i w końcu chcą usłyszeć, że będzie dobrze. Dla wielu wyborców Kaczyński był autorytetem i liczyli, jak zawsze, że to właśnie on powie, nie bójcie się, nie pozwolę Wam zrobić krzywdy. Co usłyszeli zamiast tego? Jesteście ciemnogrodem ze wsi, zobaczcie jak w mieście grzecznie noszą maseczki i pokazują paszporty. Nic nie zostało z polityka, który znał i rozumiał charakter polskiej prowincji, Kaczyński stał się nieudolna kopią swoich wrogów i ich metod.

================

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/kaczynski-straszy-ciemnogrod-obowiazkami-i-paszportami-niski-upadek/

=================

Poniżej jeden z takich zawiedzionych; nie popieram tak skrajnej opinii, bo nigdy nie miałem entuzjastycznej. Ale podaję dla oceny nastrojów „elektoratu”. M.Dakowski.

Ufol 27 grudnia 2021 At 18:34 

/…/ Robił to, co przez całe życie, czyli udawał swoje przeciwieństwo. Tchórz i zdrajca odgrywający rolę patrioty oraz odważnego przywódcy. Oto prawdziwy wizerunek prezesa. Nie stracił kontaktu z rzeczywistością, bowiem nigdy go nie nawiązał. Nie zidiociał ze starości, nie zwariował, nie zmienił swoich poglądów. Po prostu sytuacja go zmusiła do pokazania prawdziwej twarzy. Pozował na męża stanu, a teraz, nawet jego byli wyznawcy, widzą zdradziecką mordę niedoszłego zbawcy narodu. Kurka wciąż powtarza hagadę o wielkim wodzu, który upadł. Dlatego ja, przyznaję, dosyć emocjonalnie, przeciwko tej fałszywej legendzie znów protestuję. Jarosław Kaczyński nie upadł, ponieważ zawsze był nikczemnikiem. Co odróżnia go od Leszka Millera, Donalda Tuska, czy Waldemara Pawlaka?
Uważam, że nic godnego uwagi. Wszyscy oni grają do jednej bramki.
Dzisiejszy wywiad dowodzi, cóż za niespodzianka, iż “szury” znowu mają rację. Pis marzy o zamordyzmie w austriackim stylu. Nie wprowadził go dotychczas wyłącznie z przyczyn kadrowych. Aparat partyjny i propagandowy jest zbyt głupi, aby ogarnąć uruchomienie w Polsce totalitaryzmu, którego, swoją drogą, Hitler i Stalin by się nie powstydzili.

Prezes planuje nam bowiem przyszłość iście orwellowską. Takie wrażenie odniosłem po lekturze zapisu ostatnich, że tak gorzko zażartuję, refleksji prezesa na przyszły rok.

W Polsce za władzę robią konkurujące ze sobą grupy kelnerów – Kariera Dudy

Logika, racjonalizm, fakty, to najwięksi wrogowie celnej analizy politycznej. Chciałbym ironizować, bawić się słowem, żonglować formą i treścią, ale ta teza niestety zbyt wiele razy się potwierdziła, aby ją podważyć. Ostanie wydarzenia polityczne dostarczają też kolejnych dowodów, że polska polityka z logiką, racjonalizmem, czy jakimkolwiek faktem odnoszącym się do interesu narodowego nie ma nic wspólnego.

Po przegłosowaniu ustawy medialnej, analityk życia politycznego mógł zebrać wszystkie dane i z dość dużym komfortem celować w przyszłość. Wszystkie logiczne i racjonalne znaki wskazywały, że prezydent Polski, choćby z uwagi na powagę państwa, nie ulegnie połajankom trzecioligowych polityków USA i krzykom Marty Lempart. Na podpisanie ustawy nie liczyli najwięksi optymiści, ale skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego było tak oczywistym krokiem, że praktycznie mówili o nim wszyscy.

Jak się stało w rzeczywistości wiemy od wczoraj i po fakcie warto się zastanowić, co w takim razie zagrało, jeśli nie logika, racjonalizm i interes państwa? Zagadka nie jest taka trudna, jakby się wydawało. Kto uważał w szkole na lekcjach języka polskiego, ten wie, że prywata była największą przywarą szlachty, która prowadziła Ojczyznę do zguby. Andrzej Duda kierował się wyłącznie prywatą, a ponieważ jest politykiem, to troskę o własny kręgosłup i okolice, ubrał w patetyczne słówka z wolnością i troskę o Polskę na czele. Jakie konkretne biznesy załatwił sobie Duda? Konkretnie to co najmniej dwa. Jego decyzja o zawetowaniu ustawy to odpowiedź dla obozu politycznego, z którego się wywodzi.

Nie pierwszy raz Dudę zabolało ego i postanowił pokazać swoją „samodzielność”. Zadanie miał bardzo łatwe, bo potężne grupy wpływu oczekiwały od niego dokładnie takiej decyzji i jeśli się komukolwiek narażał, to wyłącznie byłej partii i wyborcom, którzy do niczego Dudzie nie są już potrzebni. Wystarczyło posłuchać tych żałosnych opowieści o wielkości Dudy, jakie wypowiadał Duda, aby wiedzieć jak duże znaczenie miała dla niego terapia obolałego ego. Mnie się szczególnie rzuciło na oczy i uszy kilkukrotnie podkreślenie, że Polacy mieli odwagę podejść do prezydenta. Dalej było jeszcze żałośniej, ponieważ decyzja miała zapaść po rozmowie z jedną panią i byłym wojskowym.

Równorzędna okoliczność mająca wpływ na zawetowanie ustawy to międzynarodowa kariera, która się Andrzejowi Dudzie marzy. Ponoć te plotki są rozsiewane przez centralę PiS i mają być zemstą za nieposłuszeństwo, ale nie dam się nabrać.

Żadnej logiki, żadnego racjonalizmu, trzymajmy się emocji i prywaty polityków, w przeciwnym razie znów damy się ponieść chybionym analizom. Duda będzie miał 54 lata, gdy skończy się jego druga kadencja i w Polsce będzie mógł zostać członkiem rady nadzorczej „Caritasu” albo wykładowcą w prywatnej uczelni, na wydziale „Turystyka katolicka”. Nie ma żadnych szans, żeby przejąć władzę w PiS, zresztą były prezydent w roli partyjnego wodzireja, to byłoby kolejne ukłucie ego. Dudzie nie pozostaje nic innego tylko szukanie na siłę miejsca w jakiejś międzynarodowej instytucji, O europejskich może zapomnieć, z oczywistych powodów, a jedynym realnym kierunkiem jest jakieś NATO, czy ONZ. Oczywiście nikt z Dudy nie uczyni szefa tych instytucji, jeśli już to dostanie smoking i będzie robił za jakiegoś sekretarza-kelnera, ale i na to potrzebna jest zgoda amerykanów i „przyjaciół Ameryki”, którzy osiedlili się na „Ziemi Świętej”.

Zawetowanie ustawy było powodowane wyłącznie prywatą Dudy, niczym więcej i cała reszta kadencji będzie temu podporządkowana. Każda zapalona świeca chanukowa, każda wyżebrana wizyta u Bidena albo chociaż jakiegoś kongresmana, to wydeptana ścieżka do stołka sekretarza w NATO ONZ labo czymś podobnym. Cała tajemnica i doszukiwanie się jakichkolwiek innych powodów decyzji Dudy jest całkowicie bezsensowne.

Jego od Tuska różni tylko to, komu podaje do stołu i od kogo dostaje napiwki, pozostałe cechy obu „mężów stanu” są tożsame. Kto nie chce głupio cierpieć, niech porzuci nadzieję. Nie ma żadnego prezydenta Dudy, podobnie jak nie ma „obozu patriotycznego”. W Polsce za władzę na przemian robią konkurujące ze sobą grupy kelnerów.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/w-polsce-za-wladze-robia-konkurujace-ze-soba-grupy-kelnerow-kariera-dudy/

Jedyne, co się PiS udało, to wszystkie strony zirytować, postraszyć i przerzucić obowiązki na ludzi.

Obojętnie co zrobią, po dzisiejszym występie Niedzielskiego PiS nie odbuduje strat

Ludzie nienawidzą wielu rzeczy, w tym niepewności i lęku, tymczasem PiS jedną konferencją zafundował Polakom jedno i drugie. Cieszy mnie niezmiernie, że tym razem nie jestem sam, bo to z jednej strony nobilitujące, z drugiej męczące, gdy się samotnie odczytuje znaki. Wielu przede mną i po mnie pisze to samo, że mamy do czynienia z kolejnym testowaniem i wprowadzeniem kozy.

PiS postanowił dać każdemu po trochę i tylko nie zauważył, że takie działania nie tylko nie zadowolą nikogo, ale wszystkich w…nerwią. Dla zwolenników sanitaryzmu mamy pozorne ruchy dotyczące limitów, które są fikcją w 90% placówek usługowych i innych przybytkach. Do tego dochodzi jakaś bliżej nieokreślona deklaracja wprowadzenie obowiązku „szczepień” dla wybranych grup zawodowych.

Konferencje konferencjami, życie życiem i nie licząc lewicowych teatrów i dosłownie dwóch knajp w Poznaniu, nikt żadnych „paszportów” nie sprawdza. Z kolei dobór grup zawodowych i termin nakazu miały być tak sprytne, aby PiS prawie nic nie kosztowały polityczne i w każdej chwili mogą zrobić odwrót.

Dla przeciwników segregacji poszedł jeszcze bardziej żałosny pakiet, niby nie ma lokali tylko dla wybranych, niby Święta będą bez limitu miejsc przy stole, a przypominam, że taki chory przepis istniał, ale sama zapowiedź, że w jakiejś części ma być wprowadzony obowiązek „szczepień”, działa na tę blisko 50% grupę, niczym płachta na byka. Przypomnę w tym miejscu, że spośród pozostałych 50%, może 30% poddało się zabiegowi z przekonania i powodów medycznych, reszta uległa presji albo – turystyce. Stara zasada mówi, że jak chcesz zadowolić wszystkich, to nikt nie będzie szczęśliwy. Jedyne, co się PiS udało, to ze wszystkich stron zirytować, postraszyć i przerzucić obowiązki na ludzi.

Właściciele lokali mają działać i weryfikować „paszporty” w warunkach bezprawia, pod rygorem kary. „Zaszczepieni” podlegają obowiązkowym testom, jeśli ktoś zachoruje w rodzinie. Pracownicy boją się utraty pracy, pracodawcy boją się utraty pracowników, którzy nie ulegną presji. Jakby tego było mało PiS uderzył w służby mundurowe, w tym w Policję, gdzie około 40% to „szury”. Taki krajobraz się roztoczył po jednej konferencji Niedzielskiego, czyli ministra najgorzej odbieranego przez społeczeństwo.

Dlaczego w takim razie PiS wykonało tak idiotyczne z politycznego punktu widzenia ruchy, zamiast pójść zdecydowanie w jedną stronę i to tę, która daje przynajmniej polityczną stabilizację.

Powiada się, że chodzi o presję zewnętrzną i wewnętrzną, co rzecz jasna istnieje, ale w moim przekonaniu, chodzi o coś więcej. Polska ma rekordową liczbę zgonów, służba zdrowia leży i kwiczy, sytuacja jest tak dramatyczna, że nawet politycy zaczynają się obawiać odpowiedzialności karnej.

Przed „szczepionkami” dało się wszystko zrzucić na wesela w Nowosądeckiem. Po odpaleniu „szczepionek” PiS próbowało wykonać ten sam manewr, czyli szczuć „foliarzy”, ale to się nie udało i poziom „wyszczepienia” stał się synonimem porażki PiS, które w dodatku nie wprowadza obowiązku „szczepień”, chociaż umierają ludzie.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/obojetnie-co-zrobia-po-dzisiejszym-wystepie-niedzielskiego-pis-nie-odbuduje-strat/