Miłość do Tuska. MEM-y

————————————-

———————————————–

—————————————————————

——————————

———————————————

————————————————–

———————————————

Polscy rolnicy, ale i górnicy, hutnicy: milczenie z Warszawy, głośne echo z Brukseli

Polscy rolnicy:

milczenie z Warszawy,

głośne echo z Brukseli

pch24.pl/polscy-rolnicy-milczenie-z-warszawy-glosne-echo-z-brukseli

(Warszawa, 09. 01. 2026. Ogólnopolski protest rolników. Fot. PAP/Paweł Supernak)

Przestajemy być demokratycznym państwem. Rząd polski – tak naprawdę trudno go nazywać polskim – realizuje już tylko projekty, które są szykowane dla nas w Brukseli bądź w Berlinie – powiedzieli nam uczestnicy piątkowego protestu w Warszawie przeciwko umowie UE – Mercosur, dewastującej europejski sektor żywnościowy.  

To smutny czas dla państwa polskiego. Dobrowolnie tracimy suwerenność bez podjęcia walki przez cały naród. Dziś suweren przyszedł do swoich przedstawicieli i co usłyszał? Głuche milczenie w Warszawie, a głośne echo z Brukseli. Nasze wołania i głosy „Stop Mercosur” odbiły się od tych marmurowych ścian gmachów eurokratów. Niestety, nie zmobilizowaliśmy jako producenci żywności naszych konsumentów do tej walki o zdrowie naszych dzieci i nas samych. Czas pokaże, z czym się zmierzymy za chwilę, gdy przyjdzie nam jeść żywność niepewnej jakości – mówi Dominik Nikody.

Dziś głos wyborcy w niby suwerennym kraju nie jest słuchany, a z ich strony – obecnej ekipy rządowej – była i jest narracja o poszanowaniu demokracji, praworządności… Jeśli tak jest, to zakończę pytaniem: dlaczego decyzję o podpisaniu tej umowy podjęto z pominięciem Europarlamentu? Dlaczego łamie się traktaty? Kto tutaj jest hipokrytą? Biada nam, gdyż z komuną ze Wschodu walczyliśmy krwawo, a komunie z Zachodu sprzedajemy się za eurodopłaty – dodaje nasz rozmówca.

„Ten rząd nie robi nic”

Przyjechali ludzie z całej Polski, aby powiedzieć, jakie problemy są w rolnictwie. Pan premier miał ich przyjąć, wysłuchać, przyjąć petycję – mówi Rafał Jedwabny, wiceprzewodniczący Komisji Krajowej WZZ „Sierpień 80”.

Jak ocenił związkowiec, w minionym roku rolnicy wiele razy protestowali, lecz rząd realnie nie zrobił nic, aby wyjść naprzeciw oczekiwaniom społecznym. Realizuje jedynie wytyczne z Brukseli i z Niemiec, także w sprawie umowy z Mercosur. – Proszę zauważyć: rolnicy z Francji, która popierała zawarcie porozumienia, mogli wjechać do stolicy, zaprotestować, wyrazić swoje zdanie. Dzisiaj się okazało, że nasi rolnicy, którzy niejednokrotnie po 14 – 15 godzin jechali swoimi ciągnikami, zostali zatrzymani na rogatkach Warszawy. Choć manifestacja była legalna, zgłoszona i organizator poinformował, że ciągniki będą wjeżdżać, to niestety zostały zablokowane przez policję – opowiada Rafał Jedwabny.

– To pokazuje, że przestajemy być demokratycznym państwem. Rząd polski – tak naprawdę ciężko go nazywać polskim – realizuje już tylko projekty, które są szykowane dla nas w Brukseli bądź w Berlinie – wskazuje.

Jak przedstawiciel „Sierpnia 80” przyjął fakt, że ministrowie państw Unii Europejskiej zatwierdzili w piątek zawarcie niszczącej dla rolnictwa umowy z państwami Ameryki Południowej? – Mieliśmy szukać blokującej mniejszości. Oczywiście pan minister rolnictwa mówił, że on tam szuka, szuka… Jak się okazuje, to chyba z nikim nie rozmawiał. No i na koniec umowa wchodzi, a teraz… To oznacza tak naprawdę koniec europejskiego rolnictwa – nie tylko polskiego, ale europejskiego rolnictwa – uważa.

Cóż, w Europie zrobiliśmy porządek z częścią szkodliwych preparatów dodawanych do produktów rolnych, a okazuje się, że dostaniemy na przykład z Argentyny czy z innych kierunków żywność, która będzie chemicznie zatruta i my to po prostu będziemy zjadać. I koło się zamknęło – ubolewa związkowiec.

Jak przewiduje Rafał Jedwabny, rolnicy i wspierający ich w protestach reprezentanci innych branż – nie tylko z Polski – w nieodległym czasie najprawdopodobniej spotkają się, by porozmawiać o kolejnych krokach w obronie kluczowej części gospodarki.

Spytany przez nas o emocjonalny ton swojego wystąpienia w trakcie piątkowego protestu, przyznaje: To wynika już tak naprawdę ze złości, że ten rząd nie robi nic. Bo to nie chodzi tylko o rolnictwo. My właśnie likwidujemy cały polski przemysł. Za przykład podam hutnictwo. Ono wpadło w duże kłopoty, gdy zjechała ukraińska stal, czy w ogóle ze wschodu, bo to nie tylko chodzi o ukraińską. Nasze, obciążone „Zielonym Ładem”, produkuje drożej stal, bo nie da się inaczej. Teraz rząd mówi: „pomożemy oddłużyć huty”, ale cóż nam z tego, skoro dalej nie możemy sprzedać swoich produktów, bo i tak będą droższe od tego, co wjeżdża z zagranicy i nie jest obarczone „Zielonym Ładem”. To jest droga donikąd. Rządzący jeszcze mówią: „my wam pomożemy, żeby huty przetrwały, ale jeśli one nie wyjdą na prostą, to dopiero je zlikwidujemy”. Więc tak naprawdę można je już dzisiaj zamknąć, bo nawet jeśli zostaną oddłużone, to one i tak swojego produktu nie sprzedadzą, właśnie ze względu na tańszy import. I tak koło się zamyka – wyjaśnia wiceprzewodniczący Komisji Krajowej WZZ Sierpień 80.

Rafał Jedwabny wspomina również o sytuacji we własnej branży, górnictwie. – W zeszłym roku wprowadzono rozporządzenie regulujące jakość paliw stałych. Wyeliminowano część węgli grubych z polskiego rynku, bo na przykład przekraczają o 2% dopuszczalny poziom wilgotności, więc nie możemy go sprzedać z polskich kopalń. Ale ten węgiel, który wpływa do portu i jest o wiele gorszej jakości, nie podlega normom, kontrolom, można go sprzedawać, bo to towar zagraniczny.

Not. Marta Dybińska

List otwarty G. Brauna i T. Leppera o rolnictwie i Mercosur.

List otwarty Brauna i Leppera.

Korona mówi o „ciosie ostatecznym”

8.01.2026 nczas.st-otwarty-brauna-i-leppera

Grzegorz Braun
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. / foto: PAP

W przeddzień zapowiadanych na szeroką skalę protestów rolniczych w Warszawie, przedstawiciele Konfederacji Korony Polskiej oraz środowiska rolnicze zorganizowali wspólną konferencję prasową. List otwarty wystosowali także Grzegorz Braun i Tomasz Lepper.

Podczas konferencji prasowej Piotr Heszen z KKP w mocnych słowach odniósł się do unijnej polityki handlowej, w szczególności umowy Mercosur. Zdaniem polityków Konfederacji Korony Polskiej oraz rolników umowa ta stanowi egzystencjalne zagrożenie dla rodzimej produkcji żywności.

Umowa Mercosur jest takim ciosem ostatecznym, dobijającym polskie rolnictwo, wiszącym nad polskim rolnictwem. Jeszcze jest czas, żeby powstrzymać te szkodliwe dla samej branży, i w ogóle życia narodowego, posunięcia – podkreślił.

Heszen odwołał się do najnowszego posunięcia USA i zmiany wytycznych żywieniowych. Przywołał przy tym słowa Roberta F. Kennedy’ego Jr., który powiedział: – Przez dekady Amerykanie stawali się coraz bardziej chorzy, a koszty opieki zdrowotnej rosły. Powód jest oczywisty. Brutalna prawda jest taka, że nasz rząd okłamywał nas, aby chronić korporacyjne zyski, wmawiając nam, że te substancje jedzeniopodobne są korzystne dla zdrowia publicznego. Polityka federalna promowała i dotowała wysoko przetworzoną żywność i rafinowane węglowodany, a dziś przymykała oko na katastrofalne konsekwencje.

CZYTAJ WIĘCEJ: USA ogłaszają nowe wytyczne żywieniowe. „Byliście okłamywani”

Heszen określił, że stanowisko USA jest zbliżone do „postulatów, które wspólnie mamy”. – To jest ten moment w historii Polski, że trzeba odłożyć jakieś teoretyczne, partykularne spory i przyjąć postawę solidarności narodowej z polskimi rolnikami (…) Musimy stanąć murem za polskim rolnikiem i obronić tę dziedzinę naszego życia, nie tylko gospodarczego, ale narodowego. Za każdą, można powiedzieć, praktycznie cenę – apelował.

List otwarty Grzegorza Brauna i Tomasza Leppera

Nawiązał też do listu otwartego lidera partii, Grzegorza Brauna oraz Tomasza Leppera, w którym sygnatariusze apelują o solidarny sprzeciw wobec umowy UE-Mercosur oraz wzywają rząd do zablokowania ratyfikacji porozumienia. Cały list do przeczytania poniżej.

Drodzy Rolnicy,
wobec konsekwencji, jakie może przynieść umowa handlowa Unii Europejskiej z Mercosur, zwracamy się do Was z apelem o solidarność środowiskową oraz wspólne działania w sprawie kluczowej dla polskiego i europejskiego rolnictwa.
Zawarcie tej umowy bez skutecznych mechanizmów ochronnych grozi nie tylko ograniczeniem krajowej produkcji żywności, lecz także destabilizacją całego rynku rolnego. Rząd Rzeczypospolitej Polskiej powinien podjąć inicjatywę i stanąć na czele grupy państw sprzeciwiających się jej ratyfikacji. Jest to elementarna odpowiedzialność wobec producentów rolnych. Jeżeli nie zapewnia on realnego wsparcia polskiemu rolnictwu, nie powinien przynajmniej podejmować działań prowadzących do jego marginalizacji.
Porozumienie z Mercosur oznacza otwarcie rynku na szeroki napływ towarów rolno-spożywczych z Ameryki Południowej, wytwarzanych przy znacznie niższych kosztach produkcji niż w Unii Europejskiej, w tym w Polsce. W krajach tych dopuszcza się stosowanie substancji aktywnych oraz technologii produkcji, które na rynku unijnym zostały wycofane lub objęte ścisłymi ograniczeniami. Taka sytuacja prowadzi do zachwiania konkurencyjności, silnej presji cenowej oraz spadku rentowności krajowych gospodarstw rolnych.
Dlatego wzywamy Was do obrony interesów polskiego rolnictwa – podobnie jak czynił to Andrzej Lepper, konsekwentnie stojący po stronie producentów rolnych. Zabiegał on o bezpieczeństwo żywnościowe państwa oraz ochronę krajowych zasobów ziemi rolnej. Jego działalność pozostaje istotnym punktem odniesienia dla działań, które powinniśmy dziś podejmować, także podczas tego protestu.
Wspólnym głosem musimy jasno zaznaczyć, że polskie gospodarstwa rolne zasługują na równe i uczciwe warunki funkcjonowania. Nie możemy dopuścić do tego, aby decyzje podejmowane w oderwaniu od realiów produkcji rolnej – przy brukselskich i korporacyjnych stołach – godziły w naszą pracę, wielopokoleniowe tradycje oraz stabilność ekonomiczną rodzin rolniczych. Razem upominajmy się o prawo do godziwego dochodu, bezpieczeństwa ekonomicznego i zrównoważonego rozwoju obszarów wiejskich.
Choć nie możemy uczestniczyć w zgromadzeniach osobiście, wyrażamy pełne poparcie dla Waszych działań i zgłaszanych postulatów.
Grzegorz Braun
Prezes Konfederacji Korony Polskiej
Tomasz Lepper
Fundacja Dziedzictwo Andrzeja Leppera

Wieś: Młode pokolenie nie chce bydła – co dalej z gospodarstwami rodzinnymi?

Młode pokolenie nie chce bydła

co dalej z gospodarstwami rodzinnymi?

Łukasz Chmielewski 7-01-2026,Kontynuacja hodowli bydła przez młode pokolenie staje się coraz trudniejszym wyborem

Kontynuacja hodowli bydła przez młode pokolenie staje się coraz trudniejszym wyborem

Łukasz Chmielewski / PTWP

Jeszcze kilkanaście lat temu pytanie o następcę w gospodarstwie było formalnością. Dziś coraz częściej staje się tematem trudnej rozmowy, odkładanej „na później”.

Ogólnopolskie Badanie Farmera. Weź udział i wygraj prenumeratę

Hodowla bydła – zarówno mlecznego, jak i mięsnego – wymaga obecności 365 dni w roku, dużych nakładów kapitałowych i odporności na zmienność rynku. Dla młodego pokolenia, wychowanego w świecie mobilności, elastycznej pracy i szybkiego przepływu informacji, taki model życia przestaje być atrakcyjny.

Kontynuacja hodowli coraz trudniejszym wyborem

Dla wielu młodych ludzi bydło to dziś często synonim pracy bez wytchnienia. Codzienny rytm wyznaczany przez poranne i wieczorne obrządki, brak urlopu, dyżur 365 dni w roku. W świecie, w którym elastyczność, work-life balance i przewidywalność dochodów stały się kluczowymi wartościami, tradycyjny model hodowli przegrywa konkurencję z pracą poza rolnictwem. Nawet jeśli gospodarstwo jest nowoczesne i dobrze wyposażone, młodzi coraz częściej pytają: czy to się naprawdę opłaca – nie tylko finansowo, ale też życiowo?

Problem pogłębia się wraz z rosnącą presją regulacyjną. Wymogi środowiskowe, dobrostanowe, administracyjne i sprawozdawcze sprawiają, że hodowla bydła staje się coraz bardziej skomplikowana. Dla doświadczonych rolników to kolejne obciążenia, dla młodych – często bariera nie do przeskoczenia. Zamiast postrzegać gospodarstwo jako przestrzeń rozwoju, widzą oni system pełen kontroli, ryzyka i niepewności.

Farmer.pl rusza z regionalnymi konferencjami, podczas których będziemy rozmawiać o przyszłości rolnictwa, a eksperci omówią, jak redukować straty, poprawiać dobrostan zwierząt i budować rentowną produkcję w realiach rosnących kosztów. Sprawdźcie, czy odwiedzimy Twój region: Farmer w regionach

W tle pozostaje także kwestia społecznego wizerunku produkcji zwierzęcej. Narracje podważające sens chowu bydła, oskarżenia o nadmierną emisję czy brak troski o środowisko nie zachęcają młodych do identyfikowania się z zawodem hodowcy. Trudno budować dumę z profesji, która coraz częściej bywa stawiana w defensywie.

Rodzinne gospodarstwa w odwrocie?

Co to oznacza dla gospodarstw rodzinnych? Przede wszystkim realne ryzyko przyspieszonej koncentracji produkcji. Tam, gdzie brakuje następców, bydło znika. Ziemia jest dzierżawiona lub sprzedawana, a produkcja zwierzęca trafia do większych, często bardziej kapitałowych podmiotów. To zmienia strukturę wsi, relacje społeczne i lokalną gospodarkę. Gospodarstwo rodzinne – fundament polskiego rolnictwa – przestaje być oczywistą formą organizacji produkcji.

Czy ten proces da się odwrócić? Nie poprzez sentyment czy odwoływanie się do tradycji. Młode pokolenie potrzebuje realnych argumentów: stabilności dochodów, uproszczenia przepisów, wsparcia inwestycyjnego i jasnego sygnału, że produkcja bydła ma przyszłość w europejskim rolnictwie. Coraz większą rolę mogą odegrać nowe technologie – automatyzacja, cyfryzacja, precyzyjne zarządzanie stadem – które ograniczają nakład pracy i poprawiają komfort życia.

Kluczowa jest też zmiana narracji. Hodowca bydła nie może być postrzegany wyłącznie jako „beneficjent dopłat” czy „emitent”. To producent żywności, zarządca ekosystemu i przedsiębiorca funkcjonujący w coraz trudniejszych warunkach. Jeśli młodzi mają chcieć przejmować gospodarstwa, muszą widzieć w nich nie tylko obowiązek wobec rodziny, ale także sensowną, nowoczesną ścieżkę zawodową.

Bez młodego pokolenia bydła nie będzie. A bez bydła trudno mówić o trwałości wielu gospodarstw rodzinnych. To nie jest problem przyszłości – to wyzwanie, które już dziś zaczyna decydować o kształcie polskiego rolnictwa na kolejne dekady.

Umowa UE z krajami Mercosur. „Efekt Trójkąta Bermudzkiego”.

Szokujące fakty na temat umowy UE z krajami Mercosur. Ekspert: „Efekt Trójkąta Bermudzkiego”

18.10.2025 https://www.tysol.pl/a148022-szokujace-fakty-na-temat-umowy-ue-z-krajami-mercosur-ekspert-efekt-trojkata-bermudzkiego

Dlaczego Polska jest przeciwna umowie z Mercosur? Jacek Zarzecki, wiceprzewodniczący zarządu Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny nie ma złudzeń co do skali i powagi zagrożeń wynikających z wprowadzenia zapisów tej umowy w życie. W jego ocenie będzie można mówić o „efekcie Trójkąta Bermudzkiego”.

Zdjęcie ilustracyjne Szokujące fakty na temat umowy UE z krajami Mercosur. Ekspert: „Efekt Trójkąta Bermudzkiego”

Zdjęcie ilustracyjne / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • KE negocjowała umowę z Mercosur samodzielnie, bez udziału państw członkowskich UE
  • Straty polskiego rolnictwa w wyniku umowy z Mercosur liczy się w miliardach euro
  • Najbardziej zagrożone sektory to: drób, wołowina, cukier i miód

„Porozumienie handlowe między UE a państwami ma stworzyć największą na świecie strefę wolnego handlu obejmującą ponad 700 milionów konsumentów. Dla gospodarek przemysłowych Europy Zachodniej (motoryzacja, maszyny, chemia, farmacja) umowa oznacza nowe szanse eksportowe. Jednak dla Polski, gdzie rolnictwo jest jednym z filarów gospodarki i społeczności wiejskich, stanowi poważne zagrożenie” – napisał ekspert w mediach społecznościowych.

Jako jeden z głównych mechanizmów zagrożeń wskazał kontyngenty taryfowe: wołowina 99 000 ton (6 lat), drób 180 000 ton (6 lat), cukier 180 000 ton, etanol 650 000 ton, miód 45 000 ton; asymetrię regulacyjną (rolnicy w UE podlegają surowym wymogom środowiskowym i zdrowotnym, których nie stosuje się w krajach Mercosur. Australia jest w trakcie negocjacji i domaga się kontyngentu 40 000 ton, co dodatkowo zwiększy presję), import najcenniejszych części tuszy (rostbef, antrykot, polędwica) – kontyngent 99 tys. ton to aż 15% rynku premium oraz skalę gospodarstw. W Argentynie gospodarstwo eko ma 3000–5000 ha (niższe jednostokowe koszty produkcji), w UE średnio 37 ha. Zdaniem eksperta stanowi to zagrożenie dla planów zwiększenia udziału areału rolnictwa ekologicznego w UE do 25%.

Straty w najbardziej zagrożonych sektorach

Jacek Zarzecki wylicza straty, jakie przypuszczalnie poniosą najbardziej zagrożone sektory. I tak w sektorze drobiarskim pracę straci 15-30 tys. osób, natomiast straty szacuje się na 225–540 mln euro. Nie lepiej jest w sektorze produkcji wołowiny – tutaj pracę utraci 8-15 tys. osób, natomiast straty sięgną 200-330 mln euro. Z kolei branża cukrownicza nie ma szans wytrzymania konkurencji z tanim cukrem trzcinowym z Ameyki Południowej. Stracą również pszczelarze – 45 tys. ton duty-free miodu to poważne uderzenie w tę branżę rolnictwa.

W ocenie eksperta spadek dochodów rolników przełoży się na upadek gospodarstw, wyludnianie się wsi, wzrost bezrobocia i emigrację młodych ludzi. Najbardziej zagrożone są małe i średnie gospodarstwa rodzinne.

Rakotwórcze substancje

„Audyt KE w 2024 r. (oraz wcześniejsze) wykazał, że Brazylia nie gwarantuje wyeliminowania rakotwórczych hormonów wzrostu w hodowli bydła. Import takiej żywności podważa wiarygodność systemów bezpieczeństwa w UE”

Zwraca również uwagę na obciążenie europejskich gospodarstw Zielonym Ładem i podwójne standardy w traktowaniu europejskich i pozaeuropejskich rolników.

„Emisje GHG (1990–2023): Polska –25%, UE –27%. Mercosur: Urugwaj +15%, Paragwaj +75%, Boliwia +118%, Argentyna +11%, Brazylia +89%. UE importuje żywność o wyższym śladzie węglowym, podważając własną politykę klimatyczną”

Niekorzystna WPR

„Nowy budżetu WPR spada z 387 do 300 mld €. Komisja wskazuje na 6,3 mld € rezerwy kryzysowej, ale nie są to nowe środki. Fundusz obejmuje 7 lat, wszystkie 27 krajów i każdy możliwy kryzys rolniczy. Wprowadzenie mechanizmów ochronnych w postaci wstrzymania preferencji importowych gdy cena w UE spadnie o 10% rok do roku lub wzrostu importu o 10% nie zapewnia realnej ochrony, gdyż nie ma żadnego oddzielnego, dedykowanego środka ochronnego”

– wskazuje Zarzecki.

Należy przy tym zauważyć, że nowa WPR jest przede wszystkim nastawiona na finansowanie transformacji energetycznej w rolnictwie. Pozostałe problemy tej gałęzi gospodarki – również te wywołane przez samą Komisję Europejską – mogą nie doczekać się ani rozwiązania ani sfinansowania.

Niekorzystny bilans handlowy

„Polska ma skrajnie niekorzystny bilans handlowy z Mercosur w obszarze żywności (–1,66 mld € rocznie), a po podpisaniu umowy ta dysproporcja pogłębi się, a nasze produkty będą mniej konkurencyjne także na wspólnym rynku”

– zauważa Zarzecki dodając, iż import będzie 20 razy większy od eksportu.

Ekspert zaznacza, iż wskutek niekorzystnych dla państw członkowskich zapisów umowy UE-Mercosur w samej tylko Polsce zagrożonych jest od 33 tys. do prawie 65 tys. miejsc pracy, a straty rolnictwa mogą wynieść nawet ponad miliard euro rocznie. W jego ocenie można tu mówić o efekcie Trójkąta Bermudzkiego.

„Rolnictwo europejskie – a szczególnie polskie, oparte na rodzinnych gospodarstwach – wpada w pułapkę trzech potężnych sił: Presja importowa (Mercosur + Ukraina) – konkurencja taniej żywności spoza UE; Zielony Ład – kosztowne i restrykcyjne regulacje, dekarbonizacja wymuszana przez rynek (dyrektywa CSRD raportowanie ESG w zestawieniu z celami redukcyjnymi dużych sieci handlowych i instytucji finansowych); nieadekwatne wsparcie finansowe – drastyczne cięcia budżetu WPR, brak środków na realne interwencje wobec kryzysów i na transformację (dekarbonizację). Każdy z tych czynników osobno jest wyzwaniem. Razem tworzą 'czarną dziurę’ europejskiego rolnictwa, w której będą znikać gospodarstwa rodzinne”

Umowa UE-Mercosur

Komisja Europejska przyjęła we wrześniu bieżącego roku umowę handlową z krajami Mercosur. Zaproponowała też tymczasowe porozumienie, które mają zaakceptować Parlament Europejski i państwa członkowskie UE. Zapisy umowy były negocjowane przez Komisję Europejską bez konsultacji z przedstawicielami państw.

Porażające dane na temat pestycydów stosowanych w Mercosur

Porażające dane na temat pestycydów stosowanych w Mercosur

https://wpolityce.pl/swiat/739785-porazajace-dane-na-temat-pestycydow-stosowanych-w-mercosur


Umowa gospodarcza z Mercosur to nie tylko ogromne zagrożenie dla europejskiego rolnictwa, ale także dla zdrowia. Powszechnie wiadomo, że w krajach Ameryki Południowej nie obowiązują europejskie normy dotyczące stosowania szkodliwych pestycydów, ale wciąż niewiele osób wie, jak porażająca jest skala. „Brazylia dopuszcza do użytku 3669 pestycydów. To prawdziwe eldorado dla korporacji, głównie europejskich. Sprzedaje się tu produkty zakazane na starym kontynencie” – informowano w dokumencie francusko-niemieckiej telewizji Arte, który już nie jest dostępny w sieci.

======================

Trzy lata temu francusko-niemiecka telewizja Arte przygotowała film dokumentalny „Pestycydy – europejska hipokryzja”, w których przestrzegała przed pestycydami, które są masowo używane w rolnictwie w Brazylii, a następnie trafiają do Europy.

Dokument analizuje używanie pestycydów w rolnictwie, które mimo iż zakazane w Europie, są eksportowane do krajów, gdzie ich stosowanie jest dozwolone pomimo wysokiej szkodliwości – przede wszystkim do Brazylii. Następnie produkowane tam pomarańcze, kawa czy soja, z pozostałościami trujących pestycydów, są wysyłane z powrotem do Europy. Dlaczego UE pozwala na ten (lukratywny) eksport do krajów wschodzących? — reklamowała swój film.

Warto zauważyć, że teraz, kiedy Komisja Europejska wyraziła zgodę na szkodliwą umowę z Mercosur, w sprawie ułatwień dotyczących sprowadzania taniej żywności z krajów Ameryki Południowej, film ten nie jest już dłużej dostępny online.

Przetrwał on jednak na ich kanałach, na których został umieszczony.

Wstrząsające doniesienia

Fragmenty usuniętego filmu dokumentalnego udostępnił w mediach społecznościowych internauta „Borys61581538”.

Mato Grosso. Ten stan w Brazylii to królestwo przemysłu rolnego. Bawełna, ryż, trzcina cukrowa, kukurydza, wielka produkcja transgenicznej soi i rekordy zużycia pestycydów. Mato Grosso wygrywa każdą światową konkurencję w dziedzinie agrotoksyczności. Takiego terminu używają ci, którzy potępiają imperium chemii. Brazylia dopuszcza do użytku 3669 pestycydów. To prawdziwe eldorado dla korporacji, głównie europejskich. Sprzedaje się tu produkty zakazane na starym kontynencie

— wskazał narrator w filmie.

Zatrute królestwo to przede wszystkim rynek międzynarodowych korporacji, w tym trzech europejskich gigantów, szwajcarskiej firmy Syngenta oraz niemieckich BASF i Bayer, które w 2018 roku wchłonęły Monsantu. Promują one czyste powietrze i zdrowe produkty, idealną planetę, na której rozwija się zrównoważone rolnictwo — ujawnił.

CZYTAJ TAKŻE: Klimatyczna hipokryzja. Umowa UE–Mercosur: 42 rodzaje pestycydów do Europy

Działania europejskich gigantów

W filmie dokumentalnym ujawniono, że w 2018 roku trzej europejscy giganci sprzedali ponad 80 000 ton pestycydów zakazanych w Europie.

90% produktów pochodzi z fabryk starego kontynentu w Wielkiej Brytanii, Włoszech, Holandii, Niemczech, Francji, Belgii i Hiszpanii.

Zauważono, że używane są m.in takie zakazane środki jak atrazyna i metolachlor.

„To nie jacht, to narzędzie pracy”. Rolnicy walczą o swoje ciągniki

„To nie jacht, to narzędzie pracy”. Rolnicy walczą o swoje ciągniki Belarus [VIDEO]

Angelika Całko 5/09/2025 https://ewysmaz.pl/artykul/to-nie-jacht-to-narzedzie-n1955538

Kilka lat temu Mariusz Maksymowicz ze wsi Średnica-Pawłowięta w gminie Szepietowo wraz z rodzicami zakupił ciągnik marki Belarus. Po kilku latach od rejestracji pojazdu nad gospodarstwem wisi widmo utraty maszyny.

Czy do takiej sytuacji doprowadziły „błędy urzędników”?

Ponad 7,5 tysiąca rolników w całej Polsce stoi dziś przed dramatycznym problemem – lada moment nie będą mogli korzystać ze swoich ciągników marki Belarus, które od lat pracowały w ich gospodarstwach. Rolnicy twierdzą, że do takiej sytuacji doprowadziły decyzje urzędników, którzy dopiero po kilku latach od rejestracji uznali, że pojazdy nie spełniają wymagań unijnego prawa.

Taką sytuację przeżywa m.in. Mariusz Maksymowicz ze wsi Średnica-Pawłowięta w gminie Szepietowo. Kilka lat temu jego rodzina zakupiła ciągnik, który zgodnie z procedurą został zarejestrowany w urzędzie. Jak podkreśla rolnik, wszystkie dokumenty zostały wtedy złożone, wydano tymczasowy, a następnie stały dowód rejestracyjny. Dopiero w ubiegłym roku przyszła decyzja o cofnięciu dokumentu, z powodu błędów urzędnika podczas rejestracji. 

– Dostaliśmy informację, że nasz ciągnik został nielegalnie zarejestrowany, bo nie spełnia norm Unii Europejskiej. Po tylu latach dowiadujemy się, że rejestracja jest nieważna, mimo że urząd miał obowiązek sprawdzić wszystkie dokumenty – mówi poszkodowany rolnik.

Decyzje Samorządowych Kolegiów Odwoławczych (SKO) oznaczają, że ciągnikami Belarus nie można poruszać się po drogach publicznych. To wyklucza możliwość dojazdu na pola czy wykonywania podstawowych prac rolniczych, a także sprzedaży pojazdu. Rolnicy czują się pozostawieni sami sobie – kredyty na zakup maszyn zostały zaciągnięte, podatki zapłacone, a teraz sprzęt, który miał służyć przez lata, staje bezużyteczny.

W gospodarstwie pana Mariusza pojawili się przedstawiciele Ruchu Gospodarstw Rodzinnych (RGR). Prezes organizacji Konrad Krupiński ostro skrytykował działania państwa. 

– Dlaczego za błędy urzędnika konsekwencje ma ponosić rolnik? Na te ciągniki rolnicy wzięli kredyty, zapłacili podatki, uiścili opłaty rejestracyjne. A teraz po pięciu czy sześciu latach ktoś żąda od nich zwrotu dowodów rejestracyjnych. To państwo polskie powinno zwrócić pieniądze za sprzęt, który sam dopuściło do ruchu – podkreślał.

RGR domaga się od rządu dotrzymania obietnicy złożonej przez ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka, który kilka miesięcy temu zapowiadał abolicję w tej sprawie.

– Państwo powinno wziąć się za samochody, które naprawdę nie spełniają norm, jak te z afery spalinowej niemieckiego koncernu. A nie prowadzić nagonki na rolników, którzy kupili ciągniki do pracy, a nie do luksusu – mówił Krupiński.


Lider RGR przypomniał również, że ciągnik jest podstawowym narzędziem pracy, a nie dobrem luksusowym. – To nie jest jacht kupiony do opalania się, tylko maszyna do ciężkiej pracy – argumentował.

Rolnicy podkreślają, że wybierali markę Belarus nie z kaprysu, lecz z powodów ekonomicznych. Maszyny były tańsze od zachodnich odpowiedników, mniej komfortowe, ale wystarczająco mocne do pracy w polu. Dziś jednak okazuje się, że ten wybór, dokonany zgodnie z prawem, może ich doprowadzić do poważnych strat finansowych.

Sprawa wciąż budzi emocje i oburzenie. Rolnicy pytają, kto poniesie odpowiedzialność za urzędnicze błędy i czy państwo rzeczywiście zamierza ich obciążyć skutkami decyzji, na które nie mieli wpływu. Ostateczne rozwiązania wciąż nie zapadły, a gospodarze – zamiast w spokoju pracować w polu – muszą walczyć o prawo do korzystania z własnych maszyn.

Zdrada na talerzu – umowa UE-Mercosur zniszczy polskie rolnictwo

Zdrada na talerzu – umowa UE-Mercosur zniszczy polskie rolnictwo


Komisja Europejska właśnie uruchomiła proces ratyfikacji umowy handlowej z krajami Mercosuru, która może okazać się gwoździem do trumny dla europejskiego, w tym polskiego, rolnictwa. Mimo pięknych zapewnień o zabezpieczeniach i rekompensatach, dokument otwiera europejskie rynki na zalew tańszej żywności, produkowanej według niższych standardów.

6 grudnia 2024 roku UE osiągnęła porozumienie polityczne z czterema krajami założycielskimi Mercosuru – Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem. Dziś, 3 września 2025, Komisja Europejska uruchomiła proces ratyfikacji, wymagający zatwierdzenia kwalifikowaną większością państw członkowskich i Parlamentu Europejskiego. Według oficjalnych zapowiedzi, umowa ma zwiększyć roczne eksporty UE do krajów Mercosuru aż o 39%, przynosząc dodatkowe 49 miliardów euro.

Główni zwolennicy umowy – z Niemcami i Hiszpanią na czele – przekonują, że porozumienie to szansa na dywersyfikację rynków i zmniejszenie zależności od Chin w zakresie krytycznych surowców, takich jak lit. Europejscy przedsiębiorcy mają oszczędzać ponad 4 miliardy euro rocznie dzięki zniesieniu ceł. Komisarz ds. handlu Maroš Šefčovič zapewnia, że “rolnictwo nie będzie płacić za inne sektory”, a umowa zapewni europejskim producentom żywności “bezprecedensowy dostęp” do rosnącego rynku 280 milionów konsumentów.

Rzeczywistość może okazać się jednak zupełnie inna. Według szacunków Komisji, masowy napływ produktów z krajów Mercosuru może spowodować spadek cen wołowiny w UE o 2-2,5% oraz zmniejszenie produkcji o 0,5-1%. W ramach umowy UE otworzy swój rynek na import 99 000 ton wołowiny z 7,5% cłem, 180 000 ton drobiu bez cła, a także znaczące ilości miodu, ryżu i etanolu.

Komisja zapewnia, że w umowie zawarto klauzule ochronne, które można uruchomić w przypadku zakłóceń rynkowych, oraz obiecuje utworzenie rezerwy finansowej w wysokości “co najmniej 1 miliarda euro” na łagodzenie ewentualnych strat. Šefčovič wspomniał nawet o możliwości przeznaczenia do 6,3 miliarda euro rekompensat dla rolników. Jednak doświadczenia z wcześniejszymi mechanizmami wsparcia, jak Rezerwa Dostosowawcza do Brexitu, pokazują, że takie fundusze często nie docierają do poszkodowanych producentów lub są wypłacane z dużym opóźnieniem.

Rolnicy w całej Europie nie dają się przekonać tym obietnicom. Od listopada 2024 roku trwają protesty przeciwko umowie – najpierw we Francji, Irlandii i Polsce, potem w Hiszpanii, a w lutym 2025 dołączyli rolnicy z Czech, Austrii, Słowacji i Węgier. Główny zarzut to nieuczciwa konkurencja – podczas gdy europejscy producenci muszą spełniać rygorystyczne normy środowiskowe i bezpieczeństwa żywności, ich południowoamerykańscy konkurenci działają według znacznie łagodniejszych przepisów.

Copa Cogeca, najsilniejsza grupa interesu rolników w UE, oskarża umowę o stosowanie “podwójnych standardów” – tolerowanie w importowanych produktach praktyk, które są zabronione w UE. Organizacja Greenpeace określa porozumienie jako “korzystne wyłącznie dla dużych firm rolno-spożywczych”, a nie dla małych i średnich gospodarstw, stanowiących trzon europejskiego rolnictwa.

Francuscy rolnicy ostrzegają przed “chaosem”, jeśli umowa wejdzie w życie, a rząd francuski stanowczo sprzeciwia się porozumieniu. Również polski rząd wyraża obawy związane z porozumieniem, dołączając do koalicji państw broniących interesów swoich producentów rolnych.

Umowa UE-Mercosur to część szerszej polityki gospodarczej, która faworyzuje wielkie korporacje kosztem lokalnych producentów. W świetle tego porozumienia obawy o przyszłość europejskiego, w tym polskiego rolnictwa, wydają się uzasadnione. Piękne obietnice o rekompensatach nie zmienią faktu, że umowa może prowadzić do systematycznego osłabiania europejskiej suwerenności żywnościowej i uzależnienia od importu z odległych rynków.

Źródła:

https://www.europeanmovement.ie/just-the-facts-what-is-the-eu-mercosur-…
https://www.euronews.com/my-europe/2025/01/23/eu-plans-to-shield-farmer…
https://www.eunews.it/en/2025/01/16/sefcovic-reassures-farmers-on-eu-me…
https://en.wikipedia.org/wiki/EU–Mercosur_Association_Agreement
https://colombiaone.com/2025/09/03/eu-mercosur-trade-deal/

To koniec polskiego rolnictwa? Minister przyznaje: Nie ma ma teraz sił, by zablokować MERCOSUR

To koniec polskiego rolnictwa? Minister przyznaje: Nie ma ma teraz sił, by zablokować MERCOSUR

https://pch24.pl/to-koniec-polskiego-rolnictwa-minister-przyznaje-nie-ma-ma-teraz-sil-by-zablokowac-mercosur

(Fot. Pixabay)

Komisja Europejska dąży do przyjęcia umowy z MERCOSUR, czyli organizacją krajów Ameryki Łacińskiej. Efektem ma być import żywności z tego regionu na wielką skalę. Beneficjentem będą przede wszystkim Niemcy, które zyskają nowy rynek zbytu dla swoich produktów przemysłowych, w tym samochodów i maszyn. Przegranym będzie między innymi Polska. 

Jak przyznał teraz minister rolnictwa, obecnie w Unii Europejskiej nie ma tzw. mniejszości blokującej, czyli wystarczającej liczby państw do zablokowania planów Komisji Europejskiej.

Nowy minister rolnictwa Stefan Krajewski powiedział, że Polska prowadzi rozmowy z kilkoma państwami, które nakierowane są na stworzenie takiej mniejszości. Póki co jednak jej nie ma.

Oprócz Polski największym przeciwnikiem umowy z MERCOSUR jest Francja. Oba kraje mają relatywnie rozwinięte rolnictwo, dlatego otwarcie europejskiego rynku dla produktów z Ameryki Łacińskiej stanowiłoby poważny cios dla tego kluczowego sektora. Minister Krajewski przyznał, że MERCOSUR doprowadziłoby do „wyhamowania” polskiego rolnictwa.

Do zawarcia umowy prą przede wszystkim Niemcy. Republika Federalna chciałby zyskać nowy bezcłowy rynek zbytu dla swoich produktów, przede wszystkim samochodów, ale również rozmaitych maszyn czy farmaceutyków. 

Niemcy widzą w umowie z MERCOSUR jedyną możliwość ratunku dla własnej gospodarki, zwłaszcza po zawarciu przez Komisję Europejską niekorzystnego porozumienia z USA, które nakłada na europejski import cła w wysokości 15 procent. 

Niemiecka prasa powszechnie pisze o konieczności dążenia do jak najszybszej finalizacji umowy, co oznacza, że Berlin będzie naciskać na wszystkie kraje, by zgodziły się na umowę. 

To może oznaczać, że polskie i francuskie wysiłki na rzecz zbudowania mniejszości blokującej będą miały bardzo poważnie utrudnione.

Źródła: 300polityka.pl, pch24.pl Pach

KE i rząd przygotowują armagedon dla polskiego rolnictwa. Tuż po II turze wyborów.

KE i rząd przygotowują armagedon dla polskiego rolnictwa

Zbigniew Kuźmiuk Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/725950-ke-i-rzad-przygotowuja-armagedon-dla-polskiego-rolnictwa


Komisja Europejska prowadzi intensywne prace nad dwiema umowami handlowymi z krajami Mercosur, a także Ukrainą, które mają wejść w życie tuż po rozstrzygnięciu w Polsce wyborów prezydenckich. Ta druga z Ukrainą o bezcłowym handlu zostanie ogłoszona najprawdopodobniej tuż po 1 czerwca (a więc po II turze wyborów prezydenckich w Polsce), aby mogła obowiązywać od 6 czerwca, bo 5 czerwca kończy się umowa dotychczasowa.

Przypomnijmy, że trzecie już przedłużenie umowy o bezcłowym handlu UE-Ukraina, które miało miejsce w maju 2024 roku na skutek protestów rolników, w tym przede wszystkim w Polsce doprowadziło do wprowadzenia do niej kwot na „wrażliwe” produkty rolne, co złagodziło negatywne skutki eksportu ukraińskich towarów rolnych na polski rynek.

Nowa umowa ma zliberalizować handel produktami rolnymi, co oznaczałoby kolejną falę wwozu do Polski przede wszystkim ukraińskiego zboża, ponieważ koszty transportu drogą lądową są znacznie wyższe niż drogą morską, to właśnie nasz kraj jako najbliżej położony zostanie zalany tym eksportem. Nowa umowa handlowa UE -Ukraina jest negocjowana od kilku miesięcy, ale ma być upubliczniona i akceptowana dopiero po 1 czerwca, aby jak mówi się wprost na brukselskich korytarzach, nie zaszkodzić kampanii wyborczej głównego kandydata rządzącego obozu w Polsce. Przypomnijmy, Polska w tym półroczu ma prezydencję w Radzie Europejskiej, więc rząd w tym przypadku wykorzystuje swoje możliwości, nie żeby ochronić interesy polskich rolników, a po raz kolejny, żeby ich oszukać i ogłosić niekorzystne dla nich zapisy umowy już po rozstrzygnięciu wyborów  prezydenckich.

Z kolei umowa UE z krajami Mercosur (Brazylia, Argentyna, Urugwaj i Paragwaj), zawarta jeszcze w poprzednim roku przez przewodniczącą KE Ursulę von der Leyen czeka tylko na ratyfikację. Nie ma wprawdzie oficjalnego potwierdzenia, ale podjęta została już polityczna decyzja, aby część handlowa umowy z tymi krajami została wydzielona i ratyfikowana tylko przez Parlament Europejski i Radę Unii Europejskiej (europejskich ministrów rolnictwa), kwalifikowaną większością, czyli musiałoby, by ją poprzeć, przynajmniej 15 krajów reprezentujących 65 proc. ludności UE. Według nieoficjalnych informacji taką większość w Radzie przewodnicząca von der Leyen już ma, a polski minister rolnictwa, który jeszcze niedawno zapowiadał porozumienie z Francją i stworzenie mniejszości blokującej (4 kraje reprezentujące przynajmniej 35 proc. ludności UE) niestety już zaprzestał tych działań.

Ratyfikacja umowy z krajami Mercosur [gł. kraje Ameryki południowej md] ma się odbyć w II połowie tego roku, a więc także już po wyborach prezydenckich w Polsce, chodzi o to, aby jej fatalne skutki dla polskiego rolnictwa nie zaszkodziły w kampanii wyborczej głównego kandydata rządzącej koalicji.

Umowa UE-Mercosur jest tak skonstruowana, żeby produkty przemysłowe głównie z krajów Europy Zachodniej (przede wszystkim samochody) były łatwiej zbywalne na rynkach tych krajów, natomiast z kolei europejski rynek stałby się bardziej atrakcyjny dla towarów rolnych z krajów Ameryki Południowej. Jest oczywiste, że produkcja rolna, w tym w szczególności hodowla w krajach Ameryki Południowej odbywa się w bardziej sprzyjających warunkach klimatycznych niż w Europie, a także nie jest tak „spętana” przepisami związanymi z ochroną środowiska i klimatu.

Na przykład hodowla bydła odbywa się często cały rok „pod gołym niebem”, co w oczywisty sposób obniża koszty produkcji i czyni produkty takiej hodowli konkurencyjnymi cenowo na rynkach światowych. Ratyfikacja tej umowy oczywiście uderzy w interesy całego unijnego rolnictwa, ale to polskie obciążone w sposób szczególny liberalizacją handlu z Ukrainą zostanie wystawione naprawdę na ciężką próbę.

Ratyfikacja obydwu umów z krajami Mercosur i Ukrainą jest przygotowywana w zaciszu brukselskich, ale i polskich gabinetów, wszak to nasz kraj ma w tym półroczu przewodnictwo w Radzie Europejskiej.

Ale przecież ujawniając wcześniej te zamiary, które grożą wręcz armagedonem polskiemu rolnictwu, oburzyłoby to polską wieś i polskich rolników, a ich głosy są niezwykle ważne dla przeforsowania za wszelką cenę kandydata rządzącej koalicji Rafała Trzaskowskiego.

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/725950-ke-i-rzad-przygotowuja-armagedon-dla-polskiego-rolnictwa

Jak USAID pomogło w korporacyjnym przejęciu ukraińskiego rolnictwa

Jak USAID pomogło w korporacyjnym przejęciu ukraińskiego rolnictwa

Marucha 2025-03-08 marucha/jak-usaid-pomoglo-w-korporacyjnym-przejeciu-ukrainskiego-rolnictwa

Niedawny esej zatytułowany „The Real Purpose of Net Zero” autorstwa Jeffereya Jaxona postawił tezę, że obecna wojna Europy z rolnikami w imię zapobiegania zmianom klimatycznym jest ostatecznie zaprojektowana w celu wywołania głodu.


Jaxon nie spekuluje na temat motywów globalistycznych; ostrzega ludzkość przed szybko rozwijającą się rzeczywistością, którą można zaobserwować w perwersyjnych kłamstwach przeciwko krowom, poniżaniu europejskich rolników jako wrogów Ziemi oraz apelach WHO, WEF i ONZ o dietę opartą na roślinach, całkowicie zależną od GMO, syntetycznych nawozów i środków agrochemicznych.

Rewelacje na temat niegodziwych czynów orwellowskiej „Agencji Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego” (USAID) ujawniają plan do totalitarnej kontroli nieświadomie finansowanej przez amerykańskich podatników. Tajne machinacje USAID od dawna skupiają się na kontrolowaniu lokalnych i globalnych dostaw żywności jako „miękkiej kolonizacji” przez międzynarodowe korporacje chemiczne, rolnicze i finansowe.

Europejscy rolnicy buntujący się przeciwko polityce klimatycznej, dzikiej przyrodzie i „prawom zwierząt” są zwiastunami tej zaciskającej się globalistycznej pętli.

Początki obecnego globalistycznego planu „uratowania ludzkości przed zmianami klimatycznymi” bezpośrednio nawiązują do niesławnego Raportu Kissingera , który wzywał do kontrolowania światowych dostaw żywności i rolnictwa jako części globalistycznej współpracy między państwami narodowymi i organizacjami pozarządowymi w celu promowania interesów bezpieczeństwa narodowego USA i „uratowania świata” przed przeludnieniem za pomocą „technologii redukcji płodności”. Raport Kissingera z 1974 r. został stworzony przez USAID, CIA i różne agencje federalne, w tym USDA.

Przewińmy do wojny w Iraku w 2003 r., usprawiedliwionej propagandą strachu o broni masowego rażenia i neokonserwatywnymi bzdurami o ratowaniu narodu irackiego. Okupacja Iraku pod przewodnictwem USA stała się drapieżnym, spekulacyjnym szwedzkim stołem dla kolonizujących korporacji zarządzanych przez USAID. Irak jest dziedzicem miejsca narodzin ludzkiej cywilizacji, co stało się możliwe dzięki wczesnemu rolnictwu Mezopotamii: wiele zbóż, owoców i warzyw, które obecnie żywią świat, zostało tam wyhodowanych.

Iraccy rolnicy odzyskali 97% swoich zapasów nasion z własnych zbiorów przed inwazją USA. Za Paula Bremera, Reguła 81 ( nigdy w pełni niewdrożona ) dążyła do wprowadzenia upraw GMO i opatentowanych odmian nasion, gdy Cargill , Monsanto i inne korporacje napadły na spustoszony wojną kraj, wykorzystując amerykańskie pieniądze podatkowe i USAID.

Ten podręcznik został wdrożony w bardziej dyskretny sposób podczas wojny na Ukrainie, ponownie zaaranżowanej przez USAID . Przed rosyjską inwazją 24 lutego 2022 r. Ukraina była spichlerzem Europy, zakazując technologii GMO i ograniczając własność ziemi do Ukraińców.

W ciągu kilku miesięcy od interwencji USA, USAID pomogło w demontażu tych zabezpieczeń w imię „ reform rolnych ”, wolnego rynku, wsparcia finansowego, poprawy wydajności rolnictwa i ratowania narodu ukraińskiego. W ciągu zaledwie dwóch lat ponad połowa gruntów rolnych na Ukrainie stała się własnością zagranicznych inwestorów.

Nasiona GMO i technologia dronów zostały „podarowane” przez Bayer Corporation, a firmy takie jak sprzedawca nasion GMO Syngenta i niemiecki producent chemikaliów BASF stały się dominującymi „interesariuszami” rolnymi na ogarniętej wojną Ukrainie. Rosja może się wycofać, ale zagraniczne długi Ukrainy, degradacja gleby i łagodna kolonizacja pozostaną.

ONZ, WTO, WHO i WEF spiskują, by rozpowszechniać fałszywą narrację, że krowy i chłopi niszczą planetę, a monokultura GMO zależna od chemikaliów, nawozy sztuczne i opatentowane sztuczne mięsa i burgery z robakami muszą zostać wdrożone w trybie pilnym (jeśli to konieczne, siłą), aby uratować ludzkość.

Argument, że pestycydy i nawozy sztuczne (wytwarzane z gazu ziemnego, czyli metanu) są zbawienne, jest ewidentnie fałszywy. Są jednak wysoce dochodowe dla firm chemicznych, takich jak Bayer, Dow i BASF.

Jefferey Jaxon ma całkowitą rację. Holandia zobowiązała się do solidnego rozwoju rolnictwa po nazistowskim embargu , które celowo wywołało masowy głód po ich współpracy z siłami alianckimi w operacji Market Garden. Francja szczyci się największą populacją krów w całej Europie. Kultura Irlandii jest ściśle związana z rolnictwem jako częścią jej traumy podczas ( wspieranego przez Brytyjczyków ) głodu ziemniaczanego w Irlandii.

Korporacyjna/NGO-skała wyrywająca obecnie z korzeniami i atakująca rolników w tych krajach i w całej UE w imię powstrzymania zmiany klimatu i ochrony dzikiej przyrody jest bezpośrednim odgałęzieniem wielkiego dystopijnego planu Kissingera, wprowadzonego przez USAID w 1974 r.

Amerykanie obserwują protesty europejskich rolników z daleka, w dużej mierze nieświadomi, że większość amerykańskiego rolnictwa została wchłonięta przez Big Ag Borg pokolenia temu. Kontrola waluty powiązana z (polityczną, środowiskową i ekonomiczną) kartą wyników kredytowych obiecuje urzeczywistnienie demonicznego planu Kissingera: „Kontroluj żywność, kontroluj ludzi”.

Współcześni ludzie cierpią na podwójną pychę, która oślepia ich na rozważania nad prawdą hipotezy Jaxona: kultowe zaufanie do technologii, połączone z irracjonalną wiarą w ich postrzeganą wyższość moralną nad poprzednimi cywilizacjami (Wendell Berry nazywa to „historyczną dumą”).

Jednak tak długo, jak ludzkość miała zdolność do wyrządzania krzywdy innym dla osobistych korzyści, ludzie wymyślali sposoby kontrolowania żywności dla władzy lub zysku. Wojna oblężnicza polegała zazwyczaj na głodzeniu obrońców murów zamkowych do poddania się.

Nawet jeśli globalistyczne propozycje kontroli żywności mają dobre intencje, monolityczny, monokulturowy, zależny od przemysłu światowy system żywnościowy jest czyhającą katastrofą humanitarną. Berry zauważył:

W wysoce scentralizowanym i uprzemysłowionym systemie zaopatrzenia w żywność nie może być małej katastrofy. Niezależnie od tego, czy jest to „błąd” produkcyjny, czy zaraza kukurydzy, katastrofa nie jest przewidywana, dopóki nie zaistnieje; nie jest rozpoznawana, dopóki nie stanie się powszechna.

Obecne dążenie do zdominowania globalnej produkcji żywności przy użyciu systemów przemysłowych jest kamieniem węgielnym całkowitego globalistycznego panowania nad całą ludzkością.

„Znak Bestii”, bez którego żaden Amerykanin nie kupi ani nie sprzeda towarów – w tym broni, kul, czy hodowanych w fabrykach hamburgerów i kotletów z krykieta – jest o krok. Pan Jaxon ma rację, że ci przywódcy „znają te podstawowe historyczne i aktualne fakty” i że „[r]olnicy są narażeni na niebezpieczeństwo z powodu polityki rządowej [klimatycznej]… i że pozwala się na to”. USAID aktywnie zasiewa i podlewa tę dystopię od dziesięcioleci.

Klaus Schwab i Bill Gates są tak samo w pełni świadomi tej fundamentalnej prawdy, jak Henry Kissinger w 1974 r. USAID pomogło wszystkim trzem.

Po utracie niemal wszystkich swoich małych gospodarstw rolnych w ciągu ostatniego stulecia Amerykanie znacznie wyprzedzili Europejczyków w niemal całkowitym uzależnieniu od żywności przemysłowej.

Taki jest plan.

John Klar https://brownstone.org/articles/how-usaid-assisted-the-corporate-takeover-of-ukrainian-agriculture/

Nad. „Carlos”.

Rolnicy pod ubojniami Animex i Rytel. Import niemieckich świń trwa.

Rolnicy pod ubojniami Animex i Rytel. Import niemieckich świń trwa.

Grzegorz Tomczyk 18-02-2025, farmer/rolnicy-pod-ubojniami-animex-i-rytel-import-niemieckich-swin-trwa

Rolnicy z Łódzkiego ponownie przyjechali pod zakłady Animex Foods w Kutnie, by stwierdzić że zakład nadal importuje niemieckie tuczniki. Rolnicy z Podlasia sprawdzili ciężarówki z trzodą zmierzające do Ubojni Rytel pod Łomżą. Świnie jechały z Brandenburgii – twierdzą.

Porozmawiamy o optymalizacji produkcji ozimin, integrowanej uprawie, biopreparatach, rolnictwie regeneratywnym, opłacalności produkcji zbóż. Od 4 do 20 lutego 2025 r. w 5 lokalizacjach.

Wczoraj rolnicy z łódzkiego ponowili wizytę pod ubojnią Animexu w Kutnie, by sprawdzić czy zakład zgodnie [z deklaracjami] zaprzestał importu świń z Niemiec. Rolnicy ze północno-wschodniej Polski podobna akcje przeprowadzili pod ubojnia Rytel w Podgórzu pod Łomżą. Tam również ciężarówki zwoziły niemieckie tuczniki.

Rolnicy znowu w Kutnie

-Dyrekcja Animexu zapewniała, że dokonała jednorazowego zakupu świń z Niemiec w ilości 3% tygodniowego zapotrzebowania. Nawet gdyby zakład pracował wciąż z maksymalną wydajnością, ten import dawno powinien się skończyć, a świnie z Niemiec wciąż tam przyjeżdżają, co wczoraj na własne oczy zobaczyliśmy – mówi Janusz Terka, działacz rolniczej Solidarności i współorganizator wczorajszej akcji. -W dodatku potwierdziło się, że te tuczniki z Niemiec zwozi m.in. polska firma Europig, która ma siedzibę w naszym zagłębiu produkcji trzody w gminie Grabica, w powiecie piotrkowskim.

Rolnicy alarmują, że import ten wpłynie zarówno na ceny skupu trzody, jak i możliwości zbytu przez krajowych producentów.

-Wzmożony import trzody z Niemiec trwa na dużą skalę. Niemcy wyczyszczą sobie chlewnie i magazyny, a u nas ceny zaczynają spadać i rynek będzie rozregulowany – mówi Terka. -Biorąc pod uwagę, że średnio na polskie gospodarstwo hodowlane przypada 200 świń, to jeden taki transport który przyjechał do Kutna pozbawia tego statystycznego rolnika możliwości zbytu tuczników. A tych transportów jest przyjeżdża dużo, nasz rynek zbytu się kurczy i zaraz będziemy mieć kryzys.

Niemieckie tuczniki w ubojni pod Łomżą

Podobną jak w Kutnie akcję rolnicy ze wschodniej Polski zorganizowali wczoraj pod ubojnią Rytel w gminie Łomża. Współorganizatorami jej były Związek Zawodowy Rolnictwa Korona i Związek Zawodowy Orka. ZZR Korona na swoim fejsbukowym profilu relacjonuje wydarzenia. W zamieszczonym poście czytamy:

„Ciężarówki z Tucznikami z Niemiec z rejonów gdzie wykryto pryszczycę wjeżdżają do polskich zakładów. Ile mogą kosztować tuczniki ściągane z Brandenburgii??Zakład który ściąga te tuczniki znajduje się w zagłębiu hodowców bydła. Oby nie podzielili oni losu hodowców trzody chlewnej.”

W opublikowanym filmie dokumentującym działania, rolnicy mówią, że kierowcy przywożący tuczniki potwierdzili, że wiozą do zakładu świnie z Brandenburgii. Związkowcy ubolewają, że właściciel dotąd zapewniał rolników, że świń z Niemiec nie importuje.

Obawy przed pryszczycą

Zarówno pod Kutnem, jak i pod Łomżą rolnicy wyrażali zaniepokojenie faktem, że tuczniki przywożone są do Polski z Brandenburgii, gdzie było ognisko pryszczycy. W ich opinii zagrożenie epidemią jest wciąż realne, tymczasem ochrona naszych hodowców bydła i trzody jest mizerna.

-Ograniczenia zdjęto, ale Niemcy wciąż nie wyjaśnili skąd choroba się u nich wzięła. Nie ma więc pewności, że import z Brandenburgii faktycznie jest bezpieczny – mówi Janusz Terka.

Jak mówi związkowiec, ciężarówek z niemieckimi tucznikami byłoby wczoraj dużo więcej, gdyby niemieckie służby weterynaryjne nie wstrzymywały transportów ze względu na panujące mrozy.

Pytaliśmy firmy

Kilka dni temu, po pierwszej akcji rolników, dzwoniliśmy również do firmy Europig, by sprawdzić doniesienia o wzmożonym imporcie realizowanym przez polskiego przewoźnika. Właściciel firmy zapewniał, że żadnych świń z Niemiec nie przywozi.

Pytaliśmy również w ubojni Rytel, czy pogłoski o zakupach świń w Niemczech są prawdziwe, ale dyrektor zakładu nie miał życzenia z nami rozmawiać. Rzecznik Animex Foods zapewniał z kolei, że firma dokonała niewielkiego zakupu niemieckich tuczników z braku dostępności żywca na rynku. Zakup ten stanowić miał jedynie 3% tygodniowego zapotrzebowania grupy.

Według danych podawanych w czasie, gdy zakład w Kutnie ruszał z produkcją, zapotrzebowanie to wynosić miało według różnych źródeł 60-80 tys. świń tygodniowo. Wszystkie zakłady Animex Foods przerabiają tygodniowo około 100 tys. świń.

Chrońmy polskich rolników – powstrzymajmy tani import i dbajmy o naszą żywność!

Chrońmy polskich rolników – powstrzymajmy tani import i dbajmy o naszą żywność!

Chrońmy polskich rolników – powstrzymajmy tani import i dbajmy o naszą żywność!

petition author image

CitizenGO – rozpoczął tę petycję do Premiera RP, Donalda Tuska – 2024/12/24

Wyobraź sobie umowę, która poświęca los polskich rolników, społeczności wiejskie i naszą suwerenność w zakresie żywności na rzecz zysków wielkich korporacji. Taka jest rzeczywistość umowy handlowej UE-Mercosur, forsowanej przez Ursulę von der Leyen.

To porozumienie poważnie zagraża polskiemu rolnictwu, zalewając nasz rynek tanim importem z Ameryki Południowej. Polscy rolnicy, już obciążeni rosnącymi kosztami i surowymi [a głupawymi md] regulacjami UE, nie będą w stanie konkurować, co może doprowadzić do upadku polskiej wsi.

podpisz/petycje

Ten problem nie dotyczy tylko rolników – chodzi o nas wszystkich. Ta umowa zagraża naszej suwerenności żywnościowej, uzależniając nas od zagranicznego importu i narażając stabilność dostaw żywności. Podczas gdy nieliczni skorzystają, większość z nas poniesie koszty tego ryzykownego rozwiązania.

Kto naprawdę skorzysta na tej umowie? Na pewno nie polscy rolnicy ani wiejskie rodziny utrzymujące się z rolnictwa. Zyskają zachodnie korporacje i przemysł, znajdując w Ameryce Południowej kolejne rynki zbytu. Niestety przyszłość małych i średnich gospodarstw w Polsce będzie poważnie zagrożona.

Ta umowa ujawnia hipokryzję UE w kwestiach środowiskowych. Podczas gdy europejscy rolnicy, w tym polscy, muszą sprostać surowym regulacjom i rosnącym kosztom w imię walki ze zmianami klimatu, UE wspiera import z Ameryki Południowej od producentów, którzy ignorują te standardy.

Jeśli elity UE twierdzą, że walczą o planetę, to jak mogą usprawiedliwiać wspieranie destrukcyjnych praktyk w państwach Ameryki Południowej, jednocześnie nakładając druzgocące ograniczenia na własnych rolników? Czy naprawdę chodzi o ochronę środowiska, czy raczej o zysk kosztem polskiego rolnictwa?

Porozumienie UE-Mercosur zagraża samym podstawom życia na wsi. Rolnictwo to nie tylko sposób zarabiania pieniędzy, lecz fundament naszej kultury i tradycji. Utrata gospodarstw oznacza koniec wielowiekowego stylu życia, przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Wiejskie społeczności, które już teraz zmagają się z wyludnieniem, nie poradzą sobie z kolejnym ciosem, niszczącym ich źródło utrzymania i stabilności.

Co więcej, takie porozumienie tworzy niebezpieczny precedens dla przyszłych umów handlowych. Wysyła jasny sygnał, że Unia Europejska przedkłada zysk ponad sprawiedliwość, zrównoważony rozwój i dobrobyt lokalnych społeczności.

Musimy działać teraz, aby pokazać, że polskie głosy mają znaczenie i że nasza przyszłość nie będzie poświęcona dla zysków zachodniego przemysłu i korporacyjnych gigantów.

Jeszcze nie wszystko stracone. Ta umowa wymaga zatwierdzenia przez 15 państw członkowskich UE oraz Parlament Europejski. Francja i Włochy już wyraziły swój sprzeciw – Polska musi do nich dołączyć i stanowczo bronić interesów swoich rolników.

Stań w obronie polskich rolników, polskiej wsi i naszej przyszłości!

Podpisz petycję już teraz i zażądaj od premiera RP Donalda Tuska odrzucenia umowy handlowej UE-Mercosur.

Twój podpis ma znaczenie – razem możemy to zatrzymać!

podpisz/petycje

Zbankrutowany Ursus sprzedany. Trafi w „ukraińskie” ręce

Ursus sprzedany. Polski producent ciągników trafi w ukraińskie ręce

24.10.2024., Paweł Mikos tygodnik-rolniczy

Syndyk sprzedał firmę Ursus, legendarnego producenta ciągników. Nowym właścicielem jest spółka powiązana z przedsiębiorcą z Ukrainy.– Wysoko cenimy przemysłowe dziedzictwo Ursusa i zrobimy wszystko, aby przywrócić jego chwałę – deklaruje inwestor. Jakie plany na Ursusa ma nowy właściciel?

Syndyk sprzedał Ursusa – cena wywoławcza to 74 mln zł

W czwartek 24 października 2024 odbyło się otwarcie kopert w przetargu na zakup spółki Ursus w upadłości. Był to już trzeci konkurs, bo w poprzednich nie było chętnych na zakup legendarnego producenta polskich ciągników rolniczych.

Tym razem cena wywoławcza była znacznie niższa niż podczas pierwszego przetargu i z kwoty 125 mln zł spadła o 40% do poziomu 74 mln zł.

Nowy właściciel nabył m.in.:

  • zakłady produkcyjne w Dobrym Mieście i w Lublinie,
  • nieruchomości zlokalizowanych w Dobrym Mieście i Lublinie, gminie Zakroczym i Biedaszki,
  • dokumentacje projektów badawczo-rozwojowych Ursusa,
  • maszyny i urządzenie w zakładach produkcyjnych,
  • zapasy magazynowe,
  • prawo do wykorzystywania znaku towarowego Ursusa.

Kim jest nowy właściciel Ursusa?

Nowy właściciel Ursusa to dość enigmatyczna spółka M.I. Crow. Pierwszy taką informację podał portal wrp.pl, a my potwierdziliśmy to w kancelarii syndyka oraz w rozmowie z nowym właścicielem Ursusa.

Z danych KRS wynika, że została założona dopiero 1 lipca 2024 roku, a jej kapitał zakładowy wynosi 50 tys. zł. Wspólnikami jest Bożena Głowacka i Oleg Krot, który jednocześnie jest prezesem spółki.

W rozmowie z Tygodnikiem Poradnikiem Rolniczym Bożena Głowacka wskazała, że obecnie nowy właściciel opracowuje dokładny plan działalności Ursusa po jego przejęciu.

– Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu prezes Oleg Krot pojawi się w Lublinie i Dobrym Mieście, aby spotkać się z załogą i przedstawić plany rozwoju Ursusa – mówi Bożena Głowacka w rozmowie z „Tygodnikiem Poradnikiem Rolniczym”.

Oleg Krot to kijowski przedsiębiorca, jeden z partnerów zarządzających holdingu TECHIIA. Koncern zrzesza 10 firm technologicznych z takich branż jak lotnictwo bezzałogowe (drony), IT, e-sport, technologia budowlana, SaaS. W wywiadach prasowych Krot stawia na zrównoważony rozwój i biznes, który jest związany z lokalną społecznością.

Jakie plany na Ursusa ma nowy właściciel?

Spółka M.I. Crow, czyli oficjalnie nowy właściciel Ursusa, uważa, że to zupełnie nowy rozdział w historii legendarnej fabryki Ursus.

– Nasza firma jest gotowa podjąć zobowiązanie ożywienia tego przemysłowego giganta, przy jednoczesnym zachowaniu jego unikalnego dziedzictwa i wieloletniej tradycji w produkcji maszyn rolniczych – można przeczytać w oświadczeniu spółki.

Nowy właściciel Ursusa zamierza teraz opracować nową strategię rozwoju producenta ciągników. Firma deklaruje, że utrzyma wszystkie istniejące miejsca pracy, a w planach ma również zatrudnienia nowych specjalistów i zwiększyć zdolności produkcyjne Ursusa. Inwestor zapewnia, że strategia będzie opartą na zasadach zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialności korporacyjnej, a Ursus w nowej odsłonie ma być „wartościowym członkiem lokalnej społeczności”.

Jak można przeczytać w oświadczeniu, plan inwestycyjny zakłada m.in. znaczną modernizację produkcji poprzez wdrożenie nowoczesnych technologii i zasad zarządzania, które będą koncentrować się także na wpływie na środowisko.

„Chcemy przywrócić chwałę Ursusowi”

 – Nasz zespół wysoko ceni przemysłowe dziedzictwo Ursusa i jego wkład w rozwój europejskiej inżynierii, dlatego zrobimy wszystko, aby przywrócić i pomnożyć chwałę tego przedsiębiorstwa w skali globalnej. Zapewniam, że wspólnie możemy nie tylko ożywić fabrykę, ale także wynieść ją na nowy poziom rozwoju, zachowując jej unikalną tożsamość i historyczne znaczenie. Dostrzegamy ogromny potencjał w tym przedsiębiorstwie i zrobimy wszystko, aby jego ożywienie stało się symbolem nowego rozdziału w rozwoju polskiego przemysłu – podsumowują nowi właściciele Ursusa.

Jak doszło do upadku Ursusa?

Z jakiego powodu legendarny producent ciągników upadł? O tym możesz przeczytać w tym artykule: Ursus zbankrutował. Koniec 100-letniej historii polskich ciągników

image

Paweł Mikos

Europę zalewa cukier z Ukrainy. Nie jest on ukraiński tylko… niemiecki

18 października 2024 pch/europe-zalewa-cukier-z-ukrainy-tylko-niemiecki

Europę zalewa cukier z Ukrainy. Problem w tym, że nie jest on ukraiński tylko… niemiecki

Spółki cukrowe proponują plantatorom buraka ceny na przyszły rok niższe od tegorocznych, i to aż o 25 procent. Powodem jest zalew towaru napływającego do nas zza wschodniej granicy. Problem jednak dotyczy nie tylko Polski, lecz także innych państw UE.

Portal „Wieści Rolnicze” pisze o aż 23-krotnym wzroście importu cukru z Ukrainy przez kraje Unii Europejskiej. W dużej mierze chodzi o towar należący do spółek niemieckich. Przejęły one pokaźną część rynku w kraju, którego stosunkowo niewielkie obszary są dzisiaj objęte działaniami zbrojnymi.

Według danych Eurostatu, jeszcze w roku 2021 do Krajów Wspólnoty wpłynęło około 14 840 ton, a rok później aż 10 razy więcej, bo ponad 148 000 ton cukru. Wielkość ta okazuje się być mała w porównaniu z kolejnym – 2023 rokiem, kiedy Ukraina eksportowała do UE prawie pół miliona ton cukru. Jest to wzrost o 2 240 %! (23-krotny) względem średniej z lat 2016 – 2021” – czytamy w tekście Doroty Andrzejewskiej.

Jak podkreśla portal, tylko jedna niemiecka spółka Pfeifer&Langen jest na Ukrainie właścicielem 6 spośród 30 wszystkich cukrowni. Zakłady P&L znajdują się w miejscowościach: Chorostkiw, Kosowa, Radechiw, Zbaraż, Czortkiw i Gnidawa. Ostatni z wymienionych został wykupiony przed rokiem.  W ciągu jednego dnia potrafi przerobić 6 tysięcy ton buraków.

Według zaś witryny UkrAgroConsult, ubiegłoroczna łączna powierzchnia tamtejszych zasiewów buraka cukrowego przekroczyła aż o 30 tysięcy hektarów stan sprzed wojny (249 900 hektarów przy 220 tysiącach ha w roku 2021). Roczny plon u naszych wschodnich sąsiadów wynosi łącznie 13 mln ton buraków.

Źródło: Wieści Rolnicze RoM

Zysk kosztem dobra ludzi i zwierząt. Tak produkowane mleko nie jest zdrowe !!

—————————————–

Zysk kosztem dobra ludzi i zwierząt. Czy tak produkowane mleko jest zdrowe?

pch24.pl/zysk-kosztem-dobra-ludzi-i-zwierzat

(Źródło: pixabay.com)

– Krowa rasy pierwotnej daje rocznie od 1,2 do 2 tysięcy tysiąca litrów mleka. Natomiast z krowy tzw. rasy nowoczesnej potrafi się „wycisnąć” nawet 15 tysięcy litrów rocznie. Nie zwraca się jednak uwagi, co dla nas konsumentów jest rzeczą najważniejszą, na jakość mleka.

Mleko krowy rasy pierwotnej jest bardzo zdrowe i tak tłuste, że można z niego wytworzyć duże ilości zdrowego masła i śmietany, a mleko od krów ras nowoczesnych jest szkodliwe dla zdrowia. Powiem panu więcej – nowoczesna krowa jest chora, wynaturzona i zdegenerowana – mówi Bogdan Garkowski, weterynarz i zootechnik.

Jak doszło do wykształcenia się ras pierwotnych zwierząt hodowlanych?

Początkiem było udomowienie ich dzikich przodków. Na naszych ziemiach  stało się to już kilka tysięcy lat temu. Po zmianie sposobu życia człowieka z koczownictwa do trybu życia osiadłego, on i jego cały inwentarz pozostawał w jednym miejscu. Wraz z upływem czasu udomowione zwierzęta hodowlane powoli ulegały działaniu miejscowego środowiska, czyli dostosowywały się do niego. Doprowadziło to do powstania mnóstwa ras pierwotnych, naturalnych, doskonale dostosowanych do miejscowego rodzaju klimatu, ukształtowania terenu i paszy (roślin), która rosła na danym obszarze.

Doskonałe przystosowanie się do życia w warunkach przyrodniczych, jakie występują na konkretnym terenie, czyni zwierzęta ras pierwotnych najlepszymi do hodowli. Po pierwsze zwierzęta te cechuje długa żywotność, do 20 lat, i rzadkie zapadanie na choroby. Kiedy dawniej rolnicy hodowali rasy pierwotne krów, m.in. krowę czerwoną, to o takiej piętnastoletniej krowie nikt nie mówił, że jest stara. Natomiast tzw. okres użytkowania bydła nowych ras, to maksymalnie 5 –7 lat życia na antybiotykach i innych lekach. Potem taka krowa nadaje się jedynie na ubój, albo sama zdycha. 

Dlaczego więc nowe rasy, które często chorują i krócej żyją wyparły stare rasy pierwotne – zdrowe i długowieczne?

Jak w każdej dziedzinie nowoczesnej gospodarki, cały ten tzw. postęp wynika z ludzkiej zachłanność, czyli chęci pomnażania zysków w chory sposób. Dla przykładu, krowa rasy pierwotnej daje rocznie od 1,2 do 2 tysięcy tysiąca litrów mleka. Natomiast z krowy tzw. rasy nowoczesnej potrafi się „wycisnąć” nawet 15 tysięcy litrów rocznie. Nie zwraca się jednak uwagi, co dla nas konsumentów jest rzeczą najważniejszą, na jakość mleka. Kiedy mleko krowy rasy pierwotnej jest bardzo zdrowe i tak tłuste, że można z niego wytworzyć duże ilości zdrowego masła i śmietany, to mleko od krów ras nowoczesnych jest szkodliwe dla zdrowia. Powiem panu więcej – nowoczesna krowa jest chora, wynaturzona i zdegenerowana.

W jaki sposób z nowoczesnej krowy wyciąga się aż 15 tysięcy litrów mleka rocznie ?

Pierwsza sprawa – nowoczesne krowy są „dziećmi” manipulacji genetycznych, czyli powstają w laboratoriach. Po drugie – normalnie, zgodnie z naturą, krowa powinna wydzielać mleko w sposób fizjologiczny, czyli jako pokarm dla cielęcia, którego wzbudzi byk. Wówczas, podobnie jak u człowieka, ciąża krowy trwa 9 miesięcy. Przez cały ten czas krowa wytwarza mleko. Przez pierwsze dni po porodzie krowa produkuje tzw. siarę, czyli mleko bogate w składniki odżywcze, mineralne i przeciwciała. Siara nie nadaje się jednak do konsumpcji przez ludzi, dlatego podczas jej wytwarzania nie powinno doić się krów. Takie mleko – siara jest niezwykle ważne w początkowych dniach życia cielaka, ponieważ daje mu odporność. Po kilku dniach krowa znów produkuje normalne mleko. I to jest naturalny sposób pozyskiwania mleka. Natomiast w hodowlach przemysłowych stosuje się sposób patologiczny. Mówiąc w dużym skrócie polega on na tym, iż krowa jest zaraz po każdym porodzie zapładniana sztucznie, tak aby wciąż była w ciąży i wytwarzała mleko.

Jaką cenę za taką ogromną wydajność krowy płaci ona sama i konsumenci mleka oraz jego przetworów?

Krowy, przez ten patologiczny sposób produkcji mleka, są wyczerpane, schorowane i zdychają, lub jadą do rzeźni bardzo szybko, czyli w wieku 5 do 7 lat. Gnębią je liczne choroby. Nagminnie występuje zapalenie wymienia, co razem z białaczką stanowi największy problem współczesnej hodowli krów. W czołowych oborach naszego kraju, ze względu na białaczkę trzeba usuwać każdego roku bardzo poważny procent pogłowia. Natomiast zapalenie wymienia leczy się przez podawanie krowie wielu specyficznych środków opartych na antybiotykach. W skali jednego województwa, w ciągu roku, zużywa się wiele ton antybiotyków – część z nich przedostaje się do mleka. Dlatego m.in. inspektorat sanitarny dawno już zakazał picia w szkołach surowego mleka. Konsumenci mleka i jego przetworów dostają „chore” wyroby mleczne. Zasada jest prosta – zdrowe zwierzę obdarza człowieka zdrowymi produktami, zaś chore – chorymi.

Kiedy w Polsce uznano, że rasy pierwotne zwierząt hodowlanych są niepotrzebne i je zdziesiątkowano?

Tej „rzezi” na rasach pierwotnych dokonano za czasów PRL-u. Wówczas to wyniszczono w bardzo poważnym stopniu pierwotne rasy owiec i bydła. Z istniejących niegdyś kilkuset ras pierwotnych, dziś doszukano się istnienia jedynie kilkunastu. Właśnie wówczas powstało to niemądre powiedzenie: „Nie rasa i pochodzenie, lecz pasza i żywienie” – decydują o wydajności zwierząt. W minionym komunistycznym okresie wydano odpowiednie państwowe zarządzenia likwidacji ras pierwotnych, hodowanych na danych terenach Polski od wieków. Jeśli chodzi o owce, w sporej liczbie, ostały się właściwie tylko dwie polskie czyste rasy pierwotne – „cakiel górski” oraz „wrzosówka”. Również kilka naturalnych ras bydła, w tym typowo polskie, doskonale przystosowane do naszego terenu i klimatu, bydło rasy czerwonej.

Dziękuję za rozmowę

Adam Białous

Rolnicy w Czechach otworzyli własny supermarket. Mają dość szkodliwych praktyk sieci handlowych. Czas, by i w Polsce.

Rolnicy w Czechach otworzyli własny supermarket. Mają dość szkodliwych praktyk sieci handlowych

22 maj 2024 ceny/rolnicze

czechy, rolnicy, sieć handlowa

– Czeskim rolnikom w końcu zabrakło cierpliwości, bo stało się dla nich jasne, że sieci handlowe nie zmienią swojego zachowania wobec nich, jeśli nie znajdą się pod presją. I tak zaczęli otwierać własne sklepy. Mówi się też, że wkrótce mogłaby powstać tu nowa sieć, która miałaby działać właśnie w oparciu o współpracę krajowych producentów i dostawców żywności – czytamy w publikacji portalu eprehledne.cz.

– Izba Rolnicza Republiki Czeskiej kilkakrotnie zwracała uwagę na wielkie szkody jakie wyrządzają krajowemu rolnictwu sieci handlowe, np. zwykłe owoce i warzywa sprowadzane są z zagranicy do sieci handlowych, mimo że krajowi rolnicy posiadają pełne magazyny danych upraw. I to pomimo tego, że w reklamach wszystkie sieci grają na tym, jak bardzo wspierają lokalnych rolników i producentów żywności – czytamy w publikacji portalu eprehledne.cz.

– Wygląda jednak na to, że rolnikom w końcu zabrakło cierpliwości, bo stało się dla nich jasne, że sieci handlowe nie zmienią swojego zachowania, jeśli nie znajdą się pod presją. I tak zaczęli otwierać własne sklepy. Mówi się też, że wkrótce mogłaby powstać tu nowa sieć, która miałaby działać właśnie w oparciu o współpracę krajowych producentów i dostawców żywności. Ma to duży sens, gdyż produkty trafiłyby do klientów od razu, a nie przez ogniwo pośrednie. Jak mogłoby to wyglądać pokazuje na przykład działający już od wielu miesięcy sklep Hanácký grunt, do którego ustawiają się długie kolejki. Jej operatorem jest spółdzielnia rolnicza Unčovice – pisze eprehledne.cz.

Jakość i niższa cena 

– Teraz robię zakupy tylko tutaj. Dostanę tu wszystko, czego potrzebuję, w jakości, o jakiej w sieciówkach można tylko pomarzyć. Przede wszystkim mięso tutaj jest zupełnie inne. Inaczej wygląda i przede wszystkim smakuje. Przecież to, co teraz jest z supermarketów, to w ogóle boję się kupować  – mówi pani Aleksandra w rozmowie z Eprehledne, nawiązując do praktyki krajowych sieci, które coraz częściej importują problematyczne mięso z różnych krajów, np. z Ukrainy.

– Kolejną dużą zaletą są rozsądne ceny. Jeśli się tu rozejrzysz, przekonasz się, że wcale nie jest drogo. Niektóre rzeczy możesz kupić nawet za połowę kwoty, jaką zapłaciłbyś za nie w supermarkecie.

Można mieć tylko nadzieję, że podobnych sklepów będzie coraz więcej i być może rzeczywiście połączą się w większą sieć, która w końcu pozytywnie wpłynie na rynek spożywczy – pisze eprehledne.cz.

– Kiedy w kwietniu tego roku rolnicy z Unčovic koło Litovli otworzyli sklep Hanácký Grunt, w którym chcieli zaoferować klientom nie tylko świeże mięso z własnej hodowli, wkroczyli w nieznane. Kierownictwo spółdzielni nie miało pojęcia, jak skutecznie będzie ona odnosić się do klientów. Jednak pierwsze tygodnie działania przeszły najśmielsze oczekiwania i popularny sklep spółdzielczy z lokalnymi pysznościami wciąż rośnie, a wraz z nim rzesze klientów – czytamy w czeskich mediach w publikacji z listopada 2023 r.

Robactwo

Robactwo

Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” (prawy.pl)    18 maja 2024 michalkiewicz

Kolejny protest rolników w Warszawie po raz kolejny pokazał, że pretendująca do miana politycznej elity menażeria, uprawianie prawdziwej polityki ma surowo zakazane. Grupa rolników weszła do Sejmu, stawiając jedyny warunek opuszczenia gmachu, by spotkał się z nimi premier Donald Tusk. Ale premier Donald Tusk, podobnie jak wystrugany przez niego na wiceministra rolnictwa pan Michał Kołodziejczak, schronił się za murami godności twierdząc, że odpowiednim miejscem jest Kancelaria Premiera. Ale to oczywiście pretekst, bo mocny w gębie cienki Bolek Donald Tusk, nie ma rolnikom nic do powiedzenia. A dlaczego nie ma im nic do powiedzenia, podobnie jak nie miał im nic do powiedzenia Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, kiedy jeszcze zażywał dobrego fartu przed podmianką, przeprowadzoną w październiku ubiegłego roku na pozycji lidera tubylczej sceny politycznej w związku z udzielonym w marcu ubiegłego roku przez amerykańskiego prezydenta Józia Bidena niemieckiemu kanclerzowi Scholzowi pozwoleniem, by Niemcy urządzały Europę po swojemu?

A dlatego, że zarówno sprawa ukraińskiego eksportu rolnego na teren Unii Europejskiej, jak i sprawa Zielonego Ładu, którego skasowania domagają się rolnicy, pozostaje poza granicami możliwości tubylczych Zasrancen. Sprawa ukraińskiego eksportu została bowiem załatwiona przez tamtejszych oligarchów z brukselskimi biurokratami, prawdopodobnie nie za darmo, więc nic dziwnego, że z tubylczymi ministrami, czy nawet niemieckim owczarkiem, postawionym przez Reichsfuhrerin Urszulę von der Leyen na czele tubylczego rządu, ani jedni, ani drudzy nie chcą gadać – bo niby o czym, skoro łapówka została wypłacona i pewnie już wydana? Podobnie w sprawie „Zielonego Ładu”, który jest kolejnym, po epidemii zbrodniczego koronawirusa, programem tresury miliardów ludzi, tym razem pod pretekstem „ratowania planety” przez zbrodniczym klimatem, co to się zmienia.

Tresurę pod pretekstem epidemii trzeba było przerwać w momencie, gdy zimy ruski czekista Putin rozpoczął inwazję na Ukrainę, tym samym z dnia na dzień likwidując epidemię. Od czegóż jednak zbrodniczy klimat? On naprawdę się zmienia, co prawda nie z przyczyn antropogenicznych – jak głoszą skorumpowani eksperci – tylko powodów natury kosmicznej, które były, są i będą po wiek wieków poza zasięgiem ludzkich możliwości. Tego jednak nie można głośno powiedzieć, bo wtedy nie można by ani tresować miliardów ludzi do pożądanych zachowań stadnych, ani też ograbiać ich w tak zwanym „majestacie prawa” – zgodnie z programem likwidacji własności ogłoszonym przez Klausa Schwaba.

Toteż z jednej strony Donald Tusk wykombinował sobie retoryczny wybieg, by uchylić się przed natarczywością ze strony rolników. Chodzi o wybory do Parlamentu Europejskiego. Rzeczywiście dzieli nas od nich już tylko miesiąc, więc to znakomita okazja, by powiedzieć, iż ten cały protest, to rodzaj politycznej manipulacji przedwyborczej, żeby od suwerenów wyłudzić dodatkowe głosy. To oczywiście prawda – a najlepszym tego dowodem jest próba podczepienia się pod rolnicze protesty byłego Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego, jako „prostego obywatela” – chociaż to na nim osobiście, podobnie jak na Donaldzie Tusku, ciąży odpowiedzialność za wprowadzenie Polski w stan postępującego obezwładnienia. I jeden i drugi w 2003 roku stręczył Polakom Anschluss i jeden i drugi popierał w 2008 roku ratyfikację traktatu lizbońskiego, który Donald Tusk 13 grudnia 2007 roku podpisał w Lizbonie – jak sam przyznał – bez czytania – ani jeden, ani drugi nie pisnął nawet słowa protestu, kiedy prezydent Lech Kaczyński, lansowany dzisiaj na świątka, ten amputujący Polsce ogromny kawał suwerenności politycznej traktat w październiku 2009 roku ratyfikował i wreszcie – to Jarosław Kaczyński, bełkocący dzisiaj, że „jest za, a nawet przeciw” – w 2021 roku przy pomocy klubu parlamentarnego Lewicy – bo nawet część jego własnego klubu mu się zbuntowała – przeforsował w Sejmie ratyfikację ustawy o zasobach własnych UE, która dała Komisji Europejskiej dwa nowe uprawnienia:

Do zaciągania zobowiązań finansowych w imieniu całej Unii, to znaczy – w mieniu wszystkich państw członkowskich, które potem muszą spłacać przypadającą na nie część zaciągniętego długu – oraz do nakładania „unijnych” podatków – co stanowi jeden z filarów „Zielonego Ładu”.

Więc rzeczywiście; były Naczelnik Państwa próbuje podłączyć się pod rolnicze protesty, żeby wyłudzić jeszcze trochę głosów dla drużyny swoich drapichrustów w wyborach do PE – ale to nie zmienia ani trochę faktu, że Donald Tusk i hałastra zwąca się „rządem”, też z tych wyborów korzysta, jako z pretekstu, by psim swędem wymigać się od odpowiedzialności.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że i jedni i drudzy uczepili się tematu zastępczego w postaci ucieczki sędziego Tomasza Szmydta na Białoruś. Przerzucają go sobie niczym gorący kartofel, oskarżając się nawzajem o wysługiwanie się Putinowi. Najzabawniejsze w tej sytuacji jest to, że i w jednym i w drugim przypadku te oskarżenia mogą być prawdziwe.

Pamiętamy przecież, że gdy prezydent Obama 17 września 2009 roku dokonał słynnego „resetu” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, to nikt nie protestował, gdy 17 sierpnia 2012 roku, na Zamku Królewskim w Warszawie patriarcha Moskwy i Wszechrusi Cyryl, wespół z ówczesnym przewodniczącym KEP, abp Józefem Michalikiem, podpisywał deklarację o pojednaniu między narodami polskim i rosyjskim. Nie tylko nikt nic nie pisnął, ale asystowała przy tym liczna reprezentacja dygnitarzy obozu zdrady i zaprzaństwa oraz „parlamentarzystów”. Pewnie większość z nich wolałaby dzisiaj o tym zapomnieć, bo dzisiaj, z łaski Naszego Najważniejszego Sojusznika, mamy inny etap, kiedy to obowiązują inne mądrości – ale my nie kierujemy się mądrościami etapu, tylko staramy się pokazywać prawdę.

Drugim akcentem komicznym całej sprawy jest to, że kiedy ABW zaczęła sprawę sędziego Szmydta „energicznie wyjaśniać”, to nie mogła wyjść poza ogólniki. Trzeba było tedy wołać pana generała Marka Dukaczewskiego, ostatniego szefa WSI, który jednym rzutem oka spenetrował prawdę: „powiedziałbym, że jest agentem”. Ten tryb przypuszczający to pewnie z ostrożności, by nie ujawnić tajemnicy państwowej – ale i tak możemy się domyślać, że pan generał wie więcej, niż mówi i kto wie – może nawet osobiście zwerbował pana sędziego Szmydta, który potem dostawał rozmaite zadania, aż wylądował na Białorusi. Inna sprawa, że pan sędzia Szmydt nie należał do organizacji „Iustitia”, która powstała w 1990 roku, zaraz jak rozwiązała się PZPR, która – jak wiadomo – była pasem transmisyjnym bezpieki do sądownictwa – tylko drugiej organizacji „Themis” – o której po mieście krążą fałszywe pogłoski, jakoby skupiała niezawisłych sędziów, zwerbowanych przez ABW w ramach operacji „Temida” – jako że ABW też chciała mieć własny pas transmisyjny, a nie korzystać z pasa starych kiejkutów.

Powiadają, że wystarczy odwrócić kamień, by zobaczyć kłębiące się pod nim robactwo – i właśnie taki kamień został odwrócony, dzięki czemu możemy lepiej zrozumieć funkcjonowanie nie tylko naszej młodej demokracji, nie tylko naszego bantustanu, ale i zrozumieć przyczyny, dla których towarzystwo pretendujące do bycia elitą polityczną, żadną miarą nie może zasługiwać na szacunek, ani nawet na wyrozumiałość.

Stanisław Michalkiewicz

Bogacz rolniczy z Ukrainy zarobił 141 mln dol. w rok – dzięki UE. Naszych rolników zatkało.

Największy rolnik Ukrainy pokazał, ile zarobił dzięki UE. Naszych rolników zatkało.

wiadomosci.wp

Spółka MHP – największy ukraiński konkurent polskich firm drobiarskich – podała, że głównie dzięki eksportowi mięsa do Unii Europejskiej przychody są rekordowe i przekroczyły 3 mld dol. Szefowie MHP wspominają o pokonaniu takich barier w handlu, jak protesty na polskiej granicy. Nasi rolnicy grzmią: – Ich zysk to nasze pieniądze.

Powtarzające się strajki na polskiej granicy (red. chodzi o blokady rolników i przewoźników), w połączeniu z podobnymi problemami na granicach Węgier, Rumunii i Słowacji, w dalszym ciągu zwiększają koszty dostaw mięsa drobiowego do Unii Europejskiej. (…) Aby przeciwdziałać strajkom, szybko zmienialiśmy środek transportu lub trasę, na przykład przekierowując naszą flotę ciężarówek przez inne kraje i alternatywne, dłuższe trasy – poinformowali w czwartek szefowie firmy MHP z Ukrainy.

Firma zarządza 351 tysiącami hektarów ziemi w Ukrainie. Prowadzi hodowle kurczaków i produkuje mięso, żywność, a także uprawia zboża. Właścicielem 60 proc. akcji spółki, notowanej na giełdzie w Londynie, jest Jurij Kosiuk. W czwartek miał powody do zadowolenia, gdy łącząc się z inwestorami z Londynu i innych rynków, prezentował wyniki finansowe za rok 2023.

Przychody wzrosły do 3 mld dolarów (przed agresją Rosji było 1,9-2,3 mld dol).

Wpływy z eksportu (głównie na rynki UE) wzrosły do 1,8 mld dol. (wcześniej eksport wynosił ok. 1 mld rocznie). Zysk na czysto wyniósł 141 mln dol. (za 2022 rok ponieśli 240 mln straty). MHP odnotowała urodzaj w plonach zbóż,głównie kukurydzy i pszenicy, które z zyskiem sprzedano na rynkach zagranicznych. Dane pochodzą raportu rocznego opublikowanego 2 maja.

Mięso po dwa dolary. Nasi drobiarze w szoku

W najnowszym raporcie MHP poinformowała też, że średnia cena sprzedawanego przez nich mięsa kurczaków wynosiła niecałe dwa dolary za kilogram (1,95 dol. w przeliczeniu ok. 8 zł). Taka stawka gwarantowała im zyskowność handlu. 45 proc. eksportu kurczaków szło do Unii Europejskiej.

Już rok temu nasi drobiarze rwali włosy z głowy. – Produkt MHP rozszedł się po UE w cenach dla nas nieosiągalnych, wręcz dumpingowych – mówił w WP Dariusz Goszczyński, prezes Krajowej Rady Drobiarstwa-Izby Gospodarczej.

– W efekcie mamy w sklepach pierś kurczaka po 13-14 zł, gdy polski producent nie ma co myśleć o opłacalności, jeżeli cena będzie poniżej 19 zł. Ten produkt wypiera polski drób z ważnego segmentu unijnego rynku, jakim jest zaopatrzenie restauracji i hoteli – podkreślał.

Przypomnijmy, jednak, że swobodny handel firm z Ukrainy z odbiorcami UE jest możliwy, odkąd w marcu 2022 unijni politycy uzgodnili, że jest to forma pomocy w prowadzeniu obrony przed Rosją. Jurij Kosiuk nawiązał do tego wątku. – Wpłaciliśmy równowartość 164 mln dolarów podatków do ukraińskiego budżetu państwa i jesteśmy największym podatnikiem sektora rolnego. Nigdy to wsparcie nie było większe i ważniejsze niż podczas trwającego konfliktu – ogłosił Kosiuk, zwracając się do akcjonariuszy.

Dodatkowo 21 mln dol. spółka wydała na inicjatywy związane z pomocą dla sił zbrojnych Ukrainy. 2380 pracowników MHP zostało zmobilizowanych do ukraińskiej armii, a 125 spośród nich zginęło, zaginęło lub jest w niewoli. – Opłakujemy ich tragicznych los – skomentował Kosiuk.

Ich zysk to nasza strata?

Do danych potentata rolnego odniósł się Roman Kondrów z ruchu Podkarpacka Oszukana Wieś, inicjator blokad na granicy. – Miliardy? Ja dobrze słyszę!? To potwierdzenie słuszności naszych protestów. Staliśmy przeciwko oligarchom i ich korporacjom, nie na przekór ukraińskim rolnikom. Za takimi firmami nie ma rolników, są różni bogaci ludzie z tego świata – komentuje Kondrów w rozmowie z WP.

Towar z Ukrainy przeszedł przez UE, zabierając nam nasze rynki zbytu, a my tu walczymy o przetrwanie rodzinnych gospodarstw rolnych. Czyli ich zyski to są właściwie nasze pieniądze! – dodaje.

Rolnik musi sprzedać 3 razy więcej zboża niż parę lat temu, by kupić ciągnik.

Rolnik musi sprzedać 3 razy więcej zboża, by kupić ciągnik. Skala kryzysu poraża!

29.04.2024., Kamila Szałaj

https://www.tygodnik-rolniczy.pl/pieniadze/oplacalnosc-w-rolnictwie/rolnik-musi-sprzedac-3-razy-wiecej-zboza-by-kupic-ciagnik-szokujaca-skala-kryzysu-2509038

14 lat temu rolnik musiał sprzedać 171 ton pszenicy, żeby kupić ciągnik. Teraz musi sprzedać prawie 500 ton! Te dane potwierdzają szokującą skalę kryzysu w rolnictwie, zwłaszcza że w 2010 roku ceny skupu były niższe.

Sytuacja w rolnictwie jest katastrofalna. Ceny skupu spadają, ale koszty produkcji wciąż pozostają wysokie, a nawet rosną. Tak jest m.in. w przypadku maszyn rolniczych. To najszybciej drożejąca grupa środków produkcji – od 2021 roku ceny maszyn poszły w górę o prawie 70 proc.!

– Od początku roku do marca br. maszyny podrożały średnio o 2 proc. Dla porównania podwyżki cen w tym samym czasie rok wcześniej wyniosły 6,6 proc., a w 2022 r. – 13,5 proc. Ceny w marcu br. były jednak przeciętnie o 6,8 proc. wyższe niż rok wcześniej – wylicza dr Arkadiusz Zalewski z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Ile pszenicy musi sprzedać rolnik, żeby kupić ciągnik?

Tragiczną sytuację rolników potwierdzają też dane z GUS. GUS wyliczył, ile rolnik musiałby sprzedać pszenicy w marcu tego roku, by kupić ciągnik.

Ciągnik był wart tyle co:

  • 467,5 t pszenicy,
  • 602 ton żyta,
  • 48,74 t żywca wieprzowego,
  • 35,63 t żywca wołowego
  • 175200 l mleka.

Rolnik musi sprzedać 3 razy tyle pszenicy i o 100 tysięcy litrów mleka więcej, żeby kupić ciągnik

A jak to było 14 lat temu? W tym samym okresie 2010 roku ciągnik kosztował tyle co 171 t pszenicy, 242 t żyta, 21 t żywca wieprzowego, 17 t żywca wołowego i 76400 l mleka. Z tych wyliczeń wynika, że obecnie rolnik musi sprzedać prawie 3 razy więcej zboża niż 14 lat temu żeby kupić ciągnik. Musi też sprzedać ponad 2 razy więcej tuczników i  2 razy więcej bydła. A mleka musi sprzedać o 100 tysięcy litrów więcej!

Ile pszenicy, świń i bydła trzeba sprzedać, żeby kupić tonę saletrę?

Żeby kupić 1 tonę saletry rolnik w marcu 2024 r. musiał sprzedać:

  • 3,1 tony pszenicy
  • 3,9 t żyta,
  • 0,32 t żywca wieprzowego,
  • 0,23 t żywca wołowego
  • 1100 l mleka

Dla porównania 14 lat temu (w 2010 roku), żeby kupić tonę saletry rolnik musiał sprzedać:

  • 2,3 tony pszenicy
  • 3,2 t żyta,
  • 0,28 t żywca wieprzowego,
  • 0,23 t żywca wołowego
  • 1000 l mleka

Ile tuczników rolnik musi sprzedać, by kupić mieszankę paszową?

Mimo ogromnego wzrostu cen skupu tuczników, rolnik w dalszym ciągu musi sprzedać żywca więcej niż 14 lat temu, żeby kupić tonę paszy.

Żeby kupić 1 tonę mieszanki paszowej dla tuczników rolnik musiał sprzedać w marcu 2024 roku:

  • 3,2 t pszenicy,
  • 4,1 t żyta,
  • 0,33 t żywca wieprzowego,
  • 0,24 t żywca wołowego,
  • 1200 l mleka.

Z kolei w 2010 roku było to: 2,1 t pszenicy, 2,9 t żyta, 0,25 t żywca wieprzowego, 0,21 t żywca wołowego i 900 l mleka.

Z tych wyliczeń wynika, że obecnie rolnik musi sprzedać dużo więcej płodów rolników, by kupić ciągnik, paszę czy nawóz niż 14 lat temu.

14 lat temu ceny skupu niższe, ale rolnik mógł kupić dużo więcej

Co ciekawe w 2010 roku ceny skupu były dużo niższe, a i tak rolnik mógł kupić dużo więcej środków produkcji za tonę pszenicy i innych płodów niż obecnie.

Wg GUS, w marcu 2024 r. ceny skupu wynosiły (w nawiasie ceny z 2010 roku):

  • trzoda chlewna – 7,37 zł/kg (3,89 zł w 2010 r.)
  • bydło – 10,08 zł/kg (4,56 zł w 2010 r.)
  • pszenica – 768,50 zł/kg (598 zł w 2010 r.)
  • żyto 596,80 zł/kg (421 zł w 2010 r.)
  • mleko 2,05 zł/l (1,06 zł w 2010 r.)

image