Azoty Puławy – nawozy dla Polski, czy Ukrainy???

[tytuł md, oczywiście]

===========================================

Czy polski nawóz stał się towarem luksusowym dla wybranych?

InfoPl


salon24/czy-polski-nawoz-stal-sie-towarem-luksusowym-dla-wybranych

Sytuacja w Grupie Azoty Puławy od dłuższego czasu przypomina jazdę bez trzymanki, ale to, co słyszymy w ostatnich dniach, przekracza granice czarnego humoru. Kiedy polski rolnik wychodzi w pole, oczekuje, że fundament jego pracy– nawozy – będzie dostępny w kraju, w którym są one produkowane. Tymczasem rzeczywistość skrzeczy. Zamiast pełnych magazynów i stabilnych cen, mamy do czynienia z sygnałami o masowym wywozie mocznika i saletry za granicę, podczas gdy nasi gospodarze odprawiani są z kwitkiem.

Kto wbija nóż w plecy polskiemu rolnictwu?

To pytanie nie jest jedynie publicystyczną hiperbolą. To realny strach o bezpieczeństwo naszych talerzy. Jeśli doniesienia o wstrzymywaniu sprzedaży krajowej na rzecz spekulacyjnego eksportu się potwierdzą, będziemy mieli do czynienia z patologią, która powinna stać się przedmiotem zainteresowania nie tylko opinii publicznej, ale i służb państwowych.

Mechanizm „sztucznego głodu”

Z relacji kolejarzy i środowisk rolniczych wyłania się obraz ponury: polskie nawozy, zamiast trafiać do lokalnych dystrybutorów, mają być masowo transportowane na wschód.

[Kurwa !! Na wschodzie mamy Białoruś, odrobiną Rosji i Ukrainę. To, dupku, dokąd jadą te polskie nawozy??? Mirosław Dakowski]

W tym samym czasie pośrednicy w kraju rozkładają ręce, informując o brakach magazynowych. To klasyczny mechanizm budowania paniki. Towar jest, ale „pod plandeką”, czekając, aż zdesperowany rolnik zapłaci każdą cenę, byle tylko nie stracić sezonu.

Taka krótkowzroczność uderza rykoszetem w samą Grupę Azoty Puławy. Zakład ten nie jest przecież wyizolowaną wyspą. To gigantyczny ekosystem, od którego zależy kondycja całego regionu. Jeśli rolnictwo upadnie pod ciężarem kosztów, puławski kolos straci swojego głównego odbiorcę. To naczynia połączone: bez silnego rolnika nie ma silnych Puław, a bez Puław nie ma suwerenności żywnościowej Polski.

Biznes w Puławach to nie tylko chemia

Mimo tych turbulencji, region nie składa broni. Miasto i okolice starają się dywersyfikować swoją bazę ekonomiczną. Lokalne firmy coraz częściej szukają nowych nisz, rozumiejąc, że monokultura oparta wyłącznie na wielkim przemyśle chemicznym jest ryzykowna w dobie globalnych kryzysów energetycznych. Widzimy to wyraźnie, patrząc na to, jak rozwija się nowoczesne pozycjonowanie Puławy jako atrakcyjnego punktu na mapie lubelskiego biznesu, gdzie obok gigantów wyrastają prężne firmy z sektora usług i technologii.

Współczesny rynek wymaga bowiem czegoś więcej niż tylko surowca. Wymaga widoczności i strategicznego podejścia do klienta. Firmy, które chcą przetrwać w cieniu problemów Grupy Azoty, muszą dziś stawiać na cyfrową obecność i budowanie lokalnej marki, która wyjdzie poza schemat „miasta jednej fabryki”.

Pytania, które muszą paść

Związkowcy z „Solidarności” nie zamierzają jednak poprzestać na narzekaniu. Droga interpelacji poselskich to jedyny sposób, by zmusić decydentów do wyłożenia kart na stół. [czyżby, gnojki zwiędłe?? md]

Musimy wiedzieć:

  • Ile dokładnie nawozów wyjechało z Polski w latach 2023-2026?
  • Czy po destabilizacji rynków wywołanej konfliktem w Iranie, Grupa Azoty zawierała nowe, niekorzystne dla krajowego rynku kontrakty?
  • Dlaczego tranzyt zagranicznych nawozów ma priorytet nad zaopatrzeniem rodzimych gospodarstw?

Odpowiedź na te pytania to nie jest kwestia statystyki – to kwestia racji stanu. Jeśli dopuścimy do sytuacji, w której polska żywność zostanie zastąpiona drogim importem o niepewnym składzie, przegramy wszyscy. Puławy muszą pozostać sercem polskiej chemii, ale sercem, które bije przede wszystkim dla Polaków. Walka o transparentność w dystrybucji nawozów to w rzeczywistości walka o to, co każdy z nas znajdzie w koszyku podczas najbliższych zakupów.

Rośliny NGT – mogą cię dopaść szybciej niż myślisz

Rośliny NGT – mogą Ciebie dopaść szybciej niż myślisz

Dr Jacek J. Nowak

Motto:

CRISPR zwrócił nam w rzeczywistości uwagę na to, jak mało

rozumiemynasz genom i genomy innych organizmów”.

(wyznanie Jennifer Doudny, uczonej, która współodkryła CRISPR,

główną podstawę NGT, laureatki nagrody Nobla za to odkrycie)

Wyobraźmy sobie kraj, w którym zapewnione jest bezpieczeństwo i suwerenność żywnościowa. Zapewniają to liczne rodzinne gospodarstwa rolne (a do końca II-giej wojny światowej dodatkowo część gospodarstw rolnych ziemian), które przez stulecia utrzymywały dobrej jakości glebę i odpowiednie bogactwo gatunkowe uprawianych roślin i hodowanych ras zwierzęcych – na bazie rodzimych odmian roślin uprawnych, najlepiej dostosowanych do rodzimych warunków glebowo-klimatycznych – i potrafiły przetrwać przeróżne niesprzyjające sytuacje zagrożeń przyrodniczych, politycznych, ekonomicznych i społecznych.

Takim krajem jest obecnie Polska.

A teraz wyobraź sobie, Czytelniku, że po cichu i niepostrzeżenie, nasz kraj może stracić to bezpieczeństwo i suwerenność żywnościową.

Jak to możliwe?

Otóż współcześnie rozwijają się co najmniej dwa procesy zagrażające bezpieczeństwu żywnościowemu świata i poszczególnych krajów – rozwijają się poza świadomością społeczeństw. Są to:

1)stała degradacja gleb na wielkich obszarach, a główną jej przyczyną jest stosowanie dużych ilości chemii rolnej oraz

2)przejmowanie przez wielkie korporacje kontroli nad łańcuchem żywnościowym poprzez patentowanie odmian roślin oraz poprzez wprowadzanie do upraw GMO (genetycznie zmodyfikowanych roślin).

Uwaga! Z kolei rośliny będące GMO, jak to rośliny, krzyżują się z roślinami odmian nie-GMO. Taka krzyżówka traktowana jest jako GMO i prawa do niej może zyskać (i zyskuje, jak dowodzi to praktyka w ojczyźnie GMO, w USA) właściciel praw do pierwotnego GMO, czyli najczęściej korporacja.

W ten sposób, po „wpuszczeniu” upraw GMO do jakiegoś kraju, ten kraj może stracić – po przekrzyżowaniu się roślin GMO z roślinami rodzimych odmian – najpierw suwerenność żywnościową, a potem bezpieczeństwo żywnościowe. Bo prawa do tych roślin uprawnych przejmą korporacje, właściciele praw do opatentowanych odmian roślin…

Co więcej, jest wiele uzasadnionych zastrzeżeń, także naukowych, co do bezpieczeństwa GMO dla zdrowia ludzi, zwierząt i dla środowiska (zob. np. John Fagan, Michael Antoniou, Claire Robinson, GMO Myths and Truths. An evidence-based examination of the claims made for the safety and efficacy of genetically modified crops and foods, 2nd edition, Earth Open Source, London 2014).

I oto współcześnie wchodzą na scenę nowe rośliny uprawne – zwane roślinami NGT.

A tak naprawdę wchodzą zakulisowo, po cichu, bez informowania z fanfarami opinii publicznej o tym, jakie to wspaniałe cechy mają mieć te rośliny oraz jak bezpieczne i precyzyjne są techniki, z pomocą których są lub mają być otrzymywane…

Techniki te nazwano nowymi technikami genomowymi (ang.: new genomic techniques – stąd skrót NGT). Podstawą olbrzymiej większości tych technik jest system CRISPR – cytowany w Motto. I są to techniki inżynierii genetycznej, a rośliny NGT są genetycznie zmodyfikowanymi roślinami

Używanie zaś tylko nazwy „rośliny NGT” sprawia, że ten fakt, że rośliny NGT to GMO, można dość długo ukrywać przed większością decydentów i opinią publiczną…

Ale dlaczego rośliny NGT wchodzą po cichu??

Przecież polityków, europosłów i innych decydentów, od których zależy legalizacja upraw roślin NGT oraz studentów i część rolników zwolennicy roślin NGT zasypują deklaracjami właśnie o tym, jakie to wspaniałe cechy mają mieć nowe rośliny uprawne – zwane roślinami NGT – oraz jak bezpieczne i precyzyjne są techniki, z pomocą których są lub mają być otrzymywane…

Dlaczego te wspaniałe wiadomości nie są szeroko rozgłaszane?

Bo rzeczywistość jest zupełnie inna. Zacytuję parę wypowiedzi ze świata nauki jako odpowiedzi na te deklaracje o roślinach i technikach NGT:

1. Otóż deklaruje się, że NGT to techniki:

– Naśladujące naturalne procesy

– Bezpieczne

– Precyzyjne

– O przewidywalnych efektach

Prof. Michael Antoniou, genetyk i toksykolog, kierownik Gene Expression and Therapy Group (Department of Medical and Molecular Genetics, King’s College London School of Medicine) stwierdza:

NGT to sztuczne techniki, stworzone w laboratorium. Produkują one niezamierzone uszkodzenia DNA poza docelowymi miejscami (tzw. off-target mutations).

Mogą powodować niezamierzone mutacje w docelowym miejscu w DNA (tzw. on-target mutations).

W wyniku off-target i on-target mutacji może dojść do zmiany funkcji wielu genów,

prowadzących do zmienionej biochemii rośliny, skutkującej produkcją toksyn lub alergenów.

Z uwagi na wyżej wymienione fakty:

a) deklaracje precyzji i przewidywalności nie mają uzasadnienia w praktyce doświadczalnej,

b) deklaracje bezpieczeństwa są hipotetyczne. Nie przeprowadzono żadnego testowania bezpieczeństwa nowych GMO.

Z kolei liczne badania od wielu lat wykazują ryzyko dla zdrowia ze strony pierwszej generacji genetycznie modyfikowanej żywności.”

Polska uczona, dr hab. med. Anna Wójcicka z Uniwersytetu Warszawskiego i Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, współzałożycielka i prezes firmy Warsaw Genomics, już nie mówi ostrożnie, że „mogą powodować…”, Stwierdza ona zdecydowanie, cytuję: „… metoda CRISPR ma to do siebie, że poza jedną konkretną zmianą, którą ma wprowadzić, wprowadza także liczne losowe zmiany w DNA. Ich znaczenia nie jesteśmy w stanie przewidzieć.”

Niemiecka zaś Federalna Agencja ds. Ochrony Przyrody (BfN) w swoim oficjalnym stanowisku „For a science-based regulation of plants from new genetic techniques” skrytykowała zdecydowanie argument „naturalności” NGT stwierdzając: „W kontekście nowych technik genomowych wszelkie odniesienia do „naturalności” są mylące i nie oznaczają zmniejszenia ryzyka. (…) niewielkie zmiany informacji genetycznej (…) mogą przekładać się na wysokie ryzyko dla środowiska oraz zdrowia ludzi i zwierząt”.

2. Deklaruje się też, że rośliny NGT dadzą lepsze, wyższe plony, będą odporne na różne warunki i zmiany klimatyczne. To będzie super-żywność:

– odporna na choroby

– odporna na szkodniki

– odporna na susze

– odporna na powodzie

Brak na to dowodów. Dotychczasowa praktyka wykazała, żedotychczasowerośliny genetycznie modyfikowane nie dają ani lepszych, ani większych plonów. Ponadto są mniej odporne na zmienne warunki klimatyczne.

Edycja genów może manipulować tylko jednym lub niewielką liczbą genów i stąd nie może zaprojektować złożonych cech w roślinach uprawnych (np. tolerancji na suszę, odporności na szkodniki/choroby, wyższe plony), które posiadają charakter „wszechgeniczny, wymagający zintegrowanej, zrównoważonej funkcji wszystkich genów…” – twierdzi prof. M. Antoniou w wywiadzie pt. 7 Reasons Why Gene Editing is Dangerous and Unpredictable.

Co prawda, obecnie można stosować tzw. multipleksowanie, czyli jednoczesne wprowadzeniu do komórek wielu narzędzi CRISPR/Cas9 do edycji danego genomu, w celu dotarcia do różnych miejsc w DNA organizmu. Pozwala to jednocześnie edytować więcej genów jednocześnie. Ale nawet jeśli będzie można jednocześnie otrzymać 100, a może nawet 200 zmodyfikowanych (edytowanych) genów, to cóż to jest wobec kilkunastu tysięcy do kilkudziesięciu tysięcy genów zawartych w genomach roślin uprawnych (np. jęczmień ma około 60 000 genów…), gdy potrzebne jest osiągnięcie zintegrowanej, zrównoważonej funkcji wszystkich genów.

Należy przy tym wiedzieć, że multipleksowanie „powoduje jednoczesne powstanie kilku rozcięć w DNA komórek, a w konsekwencji istnieje bardzo wysokie ryzyko wystąpienia dużych delecji i rearanżacji podczas naprawy DNA” – jak przestrzega prof. M. Antoniou.

Powyższe dwa punkty na temat deklaracji zacytowałem z pracy „Fakty, mity i prawda na temat NGT (nowych GMO)” opublikowanej na stronie https://doprawdy.info/2023/09/fakty-mity/, w której można znaleźć znacznie więcej omówień deklaracji o roślinach NGT, które okazują się być mitami na bazie współczesnej wiedzy naukowej. Praca ta zadedykowana została zwłaszcza europosłom i innym politykom, nie zwykłym sprawdzać deklaracji przedstawianych, że to postęp i nowoczesność…

Zmanipulowani powyższymi i innymi deklaracjami, stanowiącymi mity lub tylko oczekiwania, a nie fakty, politycy, członkowie rządów i europosłowie przygotowują nam wszystkim nowy, „wspaniały” świat, z uprawami rolniczymi patentowanych, genetycznie modyfikowanych roślin NGT, pod kontrolą obcych korporacji i o nieznanym ryzyku dla zdrowia ludzi i zwierząt oraz dla środowiska.

Przygotowują poprzez popieranie projektu unijnego rozporządzenia o roślinach NGT, które już może być przegłosowane w kwietniu br.

Rozporządzenia, które zwalnia olbrzymią większość genetycznie modyfikowanych, nieprzetestowanych roślin NGT – tzw. nowych GMO – od obowiązku spełniania warunków ustanowionych w prawie o GMO dla zabezpieczenia zdrowia naszego i zwierząt oraz środowiska…, jak:

– analiz ryzyka dla zdrowia ludzi i zwierząt oraz środowiska,

– identyfikacji i monitorowania GMO/NGT,

– etykietowania żywności i pasz.

Jeśli nic nie zrobimy – nie napiszemy przynajmniej listów do europosłów w tej sprawie – to może nas czekać niedługo przyszłość, w której będziemy podawać genetycznie modyfikowaną, nieprzetestowaną żywność naszym dzieciom i bliskim, nawet o tym nie wiedząc…

A o jakości żywności na naszych talerzach, a więc naszym zdrowiu i o bezpieczeństwie żywnościowym Polski będą decydować obce korporacje…

Takie przykładowe listy do europosłów wraz z listą e-maili do nich zostały opublikowane na: https://doprawdy.info/2026/03/wzywamy-do-obrony-naszych-rolnikow-i-dobrej-polskiej-zywnosci-2/.

Dr Jacek J. Nowak, emerytowany profesor Szkoły Wyższej im. Bogdana Jańskiego w Warszawie

Polscy rolnicy spisani na straty

Polscy rolnicy spisani na straty

Arkadiusz Miksa myslpolska

W cotygodniowym programie telewizyjnym z udziałem dziennikarzy różnych, ale w sumie jedynie słusznych mediów, dziennikarka Onetu Małgorzata Gałczyńska z rozbrajającą szczerością przyznała, że na rolnictwie się nie zna kompletnie, ale się wypowie. Otóż według tej pani, niekorzystna dla polskiego rolnictwa umowa Unii Europejskiej z państwami Ameryki Południowej, to nieuchronny element globalizacji. Stwierdziła również, że polskim rolnictwem straszono również kraje Zachodu przed przystąpieniem Polski do UE, a przecież polskie rolnictwo nie dobiło rolnictwa zachodniego. W epilogu swojej wypowiedzi stwierdziła, że interes branży motoryzacyjnej w Polsce jest ważniejszy od polskiego rolnictwa. Tymczasem o branży motoryzacyjnej jako o strategicznej dla swojej gospodarki to mogą mówić Czesi ze swoją Skodą i Tatrą czy nawet Rumuni z Dacią, która dobrze się sprzedaje. My to mamy popłuczyny po branży motoryzacyjnej, więcej produkuje pięciomilionowa Słowacja czy rolnicze Węgry.

W Polsce istnieje w tej chwili nieformalny kombinat w skład, którego wchodzą politycy rządzących Polską ugrupowań, dziennikarze, publicyści, jacyś internetowi patocelebryci oraz zainteresowane korporacje. Oni mówią wprost, że jako nasza elita intelektualna wiedzą lepiej co dla polskiego pospólstwa jest słuszne i dobre. Obiecywano nam Unię równych szans i solidaryzm międzynarodowy, tymczasem liderzy UE z Zachodniej Europy wynegocjowali sobie porozumienie z Brazylią czy Argentyną w ramach którego, ich rolnictwo ma ponieść jak najmniejsze zyski w sektorze rolniczym i jak największe w sektorze przemysłowym.

Negatywne aspekty podpisanej umowy mają wziąć na siebie kraje Europy Wschodniej. One według polityków z Berlina i Paryża i tak już za dużo zyskały na swoim członkostwie w UE, pora na rekompensatę. Tymczasem polscy euroentuzjaści wierzą niewzruszenie wierzą w istnienie brukselskiego Świętego Mikołaja, który od lat bezinteresownie zasila Polskę grubą kasą.

Polscy rolnicy protestują, premier Tusk bagatelizuje ich protesty twierdząc, że protesty są niewielkie i spodziewał się większych. Jednocześnie uruchamia się w mediach społecznościowych spiralę ataków internetowych trolli z obozu Tuska, którzy wrzucają chore z nienawiści komentarze pod adresem polskich rolników. W Polsce zniszczono już skutecznie wizerunek polskiego górnika, teraz przyszła pora na polskiego rolnika. Polskim rolnikom zarzuca się, że najwięcej zarobili na obecności Polski w UE. Dowodem na tę tezę mają być drogie, nowoczesne ciągniki, którymi pracują w polu. Tak, te ciągniki są drogie, ale czy to polski rolnik decyduje po ile są one rolnikom sprzedawane? Te ciągniki nie są formą prestiżu dla rolników, nie kupują ich dla rozrywki, tylko do pracy. To nie jest limuzyna prezesa firmy służąca rozrywce i ego właściciela.

Może te ciągniki byłby tańsze, gdyby były produkowane w Polsce, ale już nie są produkowane, bo zadbali oto kumple Tuska pokroju Janusza Lewandowskiego. Ciągniki byłby tańsze, gdyby rolnicy nie musieli kupować je od niemieckich firm tylko na przykład z Białorusi, gdzie są znacznie tańsze, ale polscy rolnicy nie mogą ich kupować, jeśli chcą otrzymać wsparcie z UE na zakup nowego taboru. Ci spośród polskich rolników, którzy kupili białoruskie traktory mimo pierwotnej zgody na ich zakup mają dziś zwracać całość dofinansowania. Czy ktoś z hejtujących rolników sekciarzy Tuska zdaje sobie w ogóle sprawę, ile sztuk bydła lub trzody chlewnej trzeba sprzedać, żeby kupić taki ciągnik? Czy wy myślcie, że te ciągniki to jest jakaś fanaberia?

W sukurs polskim hejterom idą ukraińscy hejterzy mieszkający w Polsce, którym dedykowane są strony na portalach społecznościowych. Pod postem dotyczącym rolniczych protestów wylała się ukraińska gnojowica w komentarzach. Ukraińcy mieszkający w Polsce nazywają polskich rolników świniami, które wysypywały ukraińskie zboże. Debile, głupcy, zwierzęta i tym podobne określenia pod adresem polskich rolników ze strony nacji, która jest u nas na „gościnnych występach”, tylko dlatego, że polski rolnik nie chciał w Polsce zanieczyszczonego zboża z państwa, które nie przestrzega norm w zakresie upraw, ma niższe koszty produkcji oraz zdecydowanie lepsze warunki wegetacji roślin.

Swoją drogą czy władze polskie, które tak ochoczo biorą się za wyłapywanie w sieci internetowe Polaków przekraczających dopuszczalną krytykę Ukraińców zajmą się w końcu niedopuszczalną ukraińską krytyką pod adresem Polski i Polaków?

Z obrzydzeniem patrzę jak pod protesty rolnicze podłączaj się dziś politycy PiS oraz ich medialne sługusy z Republiki czy „Gazety Polskiej”. Przecież to właśnie PiS przymykał oko na niekontrolowany napływ ukraińskich produktów rolnych do Polski a protestujących wówczas rolników nazywał „ruskimi onucami”, dziś udają amnezję w tym temacie.


Arkadiusz Miksa

Miłość do Tuska. MEM-y

————————————-

———————————————–

—————————————————————

——————————

———————————————

————————————————–

———————————————

Polscy rolnicy, ale i górnicy, hutnicy: milczenie z Warszawy, głośne echo z Brukseli

Polscy rolnicy:

milczenie z Warszawy,

głośne echo z Brukseli

pch24.pl/polscy-rolnicy-milczenie-z-warszawy-glosne-echo-z-brukseli

(Warszawa, 09. 01. 2026. Ogólnopolski protest rolników. Fot. PAP/Paweł Supernak)

Przestajemy być demokratycznym państwem. Rząd polski – tak naprawdę trudno go nazywać polskim – realizuje już tylko projekty, które są szykowane dla nas w Brukseli bądź w Berlinie – powiedzieli nam uczestnicy piątkowego protestu w Warszawie przeciwko umowie UE – Mercosur, dewastującej europejski sektor żywnościowy.  

To smutny czas dla państwa polskiego. Dobrowolnie tracimy suwerenność bez podjęcia walki przez cały naród. Dziś suweren przyszedł do swoich przedstawicieli i co usłyszał? Głuche milczenie w Warszawie, a głośne echo z Brukseli. Nasze wołania i głosy „Stop Mercosur” odbiły się od tych marmurowych ścian gmachów eurokratów. Niestety, nie zmobilizowaliśmy jako producenci żywności naszych konsumentów do tej walki o zdrowie naszych dzieci i nas samych. Czas pokaże, z czym się zmierzymy za chwilę, gdy przyjdzie nam jeść żywność niepewnej jakości – mówi Dominik Nikody.

Dziś głos wyborcy w niby suwerennym kraju nie jest słuchany, a z ich strony – obecnej ekipy rządowej – była i jest narracja o poszanowaniu demokracji, praworządności… Jeśli tak jest, to zakończę pytaniem: dlaczego decyzję o podpisaniu tej umowy podjęto z pominięciem Europarlamentu? Dlaczego łamie się traktaty? Kto tutaj jest hipokrytą? Biada nam, gdyż z komuną ze Wschodu walczyliśmy krwawo, a komunie z Zachodu sprzedajemy się za eurodopłaty – dodaje nasz rozmówca.

„Ten rząd nie robi nic”

Przyjechali ludzie z całej Polski, aby powiedzieć, jakie problemy są w rolnictwie. Pan premier miał ich przyjąć, wysłuchać, przyjąć petycję – mówi Rafał Jedwabny, wiceprzewodniczący Komisji Krajowej WZZ „Sierpień 80”.

Jak ocenił związkowiec, w minionym roku rolnicy wiele razy protestowali, lecz rząd realnie nie zrobił nic, aby wyjść naprzeciw oczekiwaniom społecznym. Realizuje jedynie wytyczne z Brukseli i z Niemiec, także w sprawie umowy z Mercosur. – Proszę zauważyć: rolnicy z Francji, która popierała zawarcie porozumienia, mogli wjechać do stolicy, zaprotestować, wyrazić swoje zdanie. Dzisiaj się okazało, że nasi rolnicy, którzy niejednokrotnie po 14 – 15 godzin jechali swoimi ciągnikami, zostali zatrzymani na rogatkach Warszawy. Choć manifestacja była legalna, zgłoszona i organizator poinformował, że ciągniki będą wjeżdżać, to niestety zostały zablokowane przez policję – opowiada Rafał Jedwabny.

– To pokazuje, że przestajemy być demokratycznym państwem. Rząd polski – tak naprawdę ciężko go nazywać polskim – realizuje już tylko projekty, które są szykowane dla nas w Brukseli bądź w Berlinie – wskazuje.

Jak przedstawiciel „Sierpnia 80” przyjął fakt, że ministrowie państw Unii Europejskiej zatwierdzili w piątek zawarcie niszczącej dla rolnictwa umowy z państwami Ameryki Południowej? – Mieliśmy szukać blokującej mniejszości. Oczywiście pan minister rolnictwa mówił, że on tam szuka, szuka… Jak się okazuje, to chyba z nikim nie rozmawiał. No i na koniec umowa wchodzi, a teraz… To oznacza tak naprawdę koniec europejskiego rolnictwa – nie tylko polskiego, ale europejskiego rolnictwa – uważa.

Cóż, w Europie zrobiliśmy porządek z częścią szkodliwych preparatów dodawanych do produktów rolnych, a okazuje się, że dostaniemy na przykład z Argentyny czy z innych kierunków żywność, która będzie chemicznie zatruta i my to po prostu będziemy zjadać. I koło się zamknęło – ubolewa związkowiec.

Jak przewiduje Rafał Jedwabny, rolnicy i wspierający ich w protestach reprezentanci innych branż – nie tylko z Polski – w nieodległym czasie najprawdopodobniej spotkają się, by porozmawiać o kolejnych krokach w obronie kluczowej części gospodarki.

Spytany przez nas o emocjonalny ton swojego wystąpienia w trakcie piątkowego protestu, przyznaje: To wynika już tak naprawdę ze złości, że ten rząd nie robi nic. Bo to nie chodzi tylko o rolnictwo. My właśnie likwidujemy cały polski przemysł. Za przykład podam hutnictwo. Ono wpadło w duże kłopoty, gdy zjechała ukraińska stal, czy w ogóle ze wschodu, bo to nie tylko chodzi o ukraińską. Nasze, obciążone „Zielonym Ładem”, produkuje drożej stal, bo nie da się inaczej. Teraz rząd mówi: „pomożemy oddłużyć huty”, ale cóż nam z tego, skoro dalej nie możemy sprzedać swoich produktów, bo i tak będą droższe od tego, co wjeżdża z zagranicy i nie jest obarczone „Zielonym Ładem”. To jest droga donikąd. Rządzący jeszcze mówią: „my wam pomożemy, żeby huty przetrwały, ale jeśli one nie wyjdą na prostą, to dopiero je zlikwidujemy”. Więc tak naprawdę można je już dzisiaj zamknąć, bo nawet jeśli zostaną oddłużone, to one i tak swojego produktu nie sprzedadzą, właśnie ze względu na tańszy import. I tak koło się zamyka – wyjaśnia wiceprzewodniczący Komisji Krajowej WZZ Sierpień 80.

Rafał Jedwabny wspomina również o sytuacji we własnej branży, górnictwie. – W zeszłym roku wprowadzono rozporządzenie regulujące jakość paliw stałych. Wyeliminowano część węgli grubych z polskiego rynku, bo na przykład przekraczają o 2% dopuszczalny poziom wilgotności, więc nie możemy go sprzedać z polskich kopalń. Ale ten węgiel, który wpływa do portu i jest o wiele gorszej jakości, nie podlega normom, kontrolom, można go sprzedawać, bo to towar zagraniczny.

Not. Marta Dybińska

List otwarty G. Brauna i T. Leppera o rolnictwie i Mercosur.

List otwarty Brauna i Leppera.

Korona mówi o „ciosie ostatecznym”

8.01.2026 nczas.st-otwarty-brauna-i-leppera

Grzegorz Braun
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. / foto: PAP

W przeddzień zapowiadanych na szeroką skalę protestów rolniczych w Warszawie, przedstawiciele Konfederacji Korony Polskiej oraz środowiska rolnicze zorganizowali wspólną konferencję prasową. List otwarty wystosowali także Grzegorz Braun i Tomasz Lepper.

Podczas konferencji prasowej Piotr Heszen z KKP w mocnych słowach odniósł się do unijnej polityki handlowej, w szczególności umowy Mercosur. Zdaniem polityków Konfederacji Korony Polskiej oraz rolników umowa ta stanowi egzystencjalne zagrożenie dla rodzimej produkcji żywności.

Umowa Mercosur jest takim ciosem ostatecznym, dobijającym polskie rolnictwo, wiszącym nad polskim rolnictwem. Jeszcze jest czas, żeby powstrzymać te szkodliwe dla samej branży, i w ogóle życia narodowego, posunięcia – podkreślił.

Heszen odwołał się do najnowszego posunięcia USA i zmiany wytycznych żywieniowych. Przywołał przy tym słowa Roberta F. Kennedy’ego Jr., który powiedział: – Przez dekady Amerykanie stawali się coraz bardziej chorzy, a koszty opieki zdrowotnej rosły. Powód jest oczywisty. Brutalna prawda jest taka, że nasz rząd okłamywał nas, aby chronić korporacyjne zyski, wmawiając nam, że te substancje jedzeniopodobne są korzystne dla zdrowia publicznego. Polityka federalna promowała i dotowała wysoko przetworzoną żywność i rafinowane węglowodany, a dziś przymykała oko na katastrofalne konsekwencje.

CZYTAJ WIĘCEJ: USA ogłaszają nowe wytyczne żywieniowe. „Byliście okłamywani”

Heszen określił, że stanowisko USA jest zbliżone do „postulatów, które wspólnie mamy”. – To jest ten moment w historii Polski, że trzeba odłożyć jakieś teoretyczne, partykularne spory i przyjąć postawę solidarności narodowej z polskimi rolnikami (…) Musimy stanąć murem za polskim rolnikiem i obronić tę dziedzinę naszego życia, nie tylko gospodarczego, ale narodowego. Za każdą, można powiedzieć, praktycznie cenę – apelował.

List otwarty Grzegorza Brauna i Tomasza Leppera

Nawiązał też do listu otwartego lidera partii, Grzegorza Brauna oraz Tomasza Leppera, w którym sygnatariusze apelują o solidarny sprzeciw wobec umowy UE-Mercosur oraz wzywają rząd do zablokowania ratyfikacji porozumienia. Cały list do przeczytania poniżej.

Drodzy Rolnicy,
wobec konsekwencji, jakie może przynieść umowa handlowa Unii Europejskiej z Mercosur, zwracamy się do Was z apelem o solidarność środowiskową oraz wspólne działania w sprawie kluczowej dla polskiego i europejskiego rolnictwa.
Zawarcie tej umowy bez skutecznych mechanizmów ochronnych grozi nie tylko ograniczeniem krajowej produkcji żywności, lecz także destabilizacją całego rynku rolnego. Rząd Rzeczypospolitej Polskiej powinien podjąć inicjatywę i stanąć na czele grupy państw sprzeciwiających się jej ratyfikacji. Jest to elementarna odpowiedzialność wobec producentów rolnych. Jeżeli nie zapewnia on realnego wsparcia polskiemu rolnictwu, nie powinien przynajmniej podejmować działań prowadzących do jego marginalizacji.
Porozumienie z Mercosur oznacza otwarcie rynku na szeroki napływ towarów rolno-spożywczych z Ameryki Południowej, wytwarzanych przy znacznie niższych kosztach produkcji niż w Unii Europejskiej, w tym w Polsce. W krajach tych dopuszcza się stosowanie substancji aktywnych oraz technologii produkcji, które na rynku unijnym zostały wycofane lub objęte ścisłymi ograniczeniami. Taka sytuacja prowadzi do zachwiania konkurencyjności, silnej presji cenowej oraz spadku rentowności krajowych gospodarstw rolnych.
Dlatego wzywamy Was do obrony interesów polskiego rolnictwa – podobnie jak czynił to Andrzej Lepper, konsekwentnie stojący po stronie producentów rolnych. Zabiegał on o bezpieczeństwo żywnościowe państwa oraz ochronę krajowych zasobów ziemi rolnej. Jego działalność pozostaje istotnym punktem odniesienia dla działań, które powinniśmy dziś podejmować, także podczas tego protestu.
Wspólnym głosem musimy jasno zaznaczyć, że polskie gospodarstwa rolne zasługują na równe i uczciwe warunki funkcjonowania. Nie możemy dopuścić do tego, aby decyzje podejmowane w oderwaniu od realiów produkcji rolnej – przy brukselskich i korporacyjnych stołach – godziły w naszą pracę, wielopokoleniowe tradycje oraz stabilność ekonomiczną rodzin rolniczych. Razem upominajmy się o prawo do godziwego dochodu, bezpieczeństwa ekonomicznego i zrównoważonego rozwoju obszarów wiejskich.
Choć nie możemy uczestniczyć w zgromadzeniach osobiście, wyrażamy pełne poparcie dla Waszych działań i zgłaszanych postulatów.
Grzegorz Braun
Prezes Konfederacji Korony Polskiej
Tomasz Lepper
Fundacja Dziedzictwo Andrzeja Leppera

Wieś: Młode pokolenie nie chce bydła – co dalej z gospodarstwami rodzinnymi?

Młode pokolenie nie chce bydła

co dalej z gospodarstwami rodzinnymi?

Łukasz Chmielewski 7-01-2026,Kontynuacja hodowli bydła przez młode pokolenie staje się coraz trudniejszym wyborem

Kontynuacja hodowli bydła przez młode pokolenie staje się coraz trudniejszym wyborem

Łukasz Chmielewski / PTWP

Jeszcze kilkanaście lat temu pytanie o następcę w gospodarstwie było formalnością. Dziś coraz częściej staje się tematem trudnej rozmowy, odkładanej „na później”.

Ogólnopolskie Badanie Farmera. Weź udział i wygraj prenumeratę

Hodowla bydła – zarówno mlecznego, jak i mięsnego – wymaga obecności 365 dni w roku, dużych nakładów kapitałowych i odporności na zmienność rynku. Dla młodego pokolenia, wychowanego w świecie mobilności, elastycznej pracy i szybkiego przepływu informacji, taki model życia przestaje być atrakcyjny.

Kontynuacja hodowli coraz trudniejszym wyborem

Dla wielu młodych ludzi bydło to dziś często synonim pracy bez wytchnienia. Codzienny rytm wyznaczany przez poranne i wieczorne obrządki, brak urlopu, dyżur 365 dni w roku. W świecie, w którym elastyczność, work-life balance i przewidywalność dochodów stały się kluczowymi wartościami, tradycyjny model hodowli przegrywa konkurencję z pracą poza rolnictwem. Nawet jeśli gospodarstwo jest nowoczesne i dobrze wyposażone, młodzi coraz częściej pytają: czy to się naprawdę opłaca – nie tylko finansowo, ale też życiowo?

Problem pogłębia się wraz z rosnącą presją regulacyjną. Wymogi środowiskowe, dobrostanowe, administracyjne i sprawozdawcze sprawiają, że hodowla bydła staje się coraz bardziej skomplikowana. Dla doświadczonych rolników to kolejne obciążenia, dla młodych – często bariera nie do przeskoczenia. Zamiast postrzegać gospodarstwo jako przestrzeń rozwoju, widzą oni system pełen kontroli, ryzyka i niepewności.

Farmer.pl rusza z regionalnymi konferencjami, podczas których będziemy rozmawiać o przyszłości rolnictwa, a eksperci omówią, jak redukować straty, poprawiać dobrostan zwierząt i budować rentowną produkcję w realiach rosnących kosztów. Sprawdźcie, czy odwiedzimy Twój region: Farmer w regionach

W tle pozostaje także kwestia społecznego wizerunku produkcji zwierzęcej. Narracje podważające sens chowu bydła, oskarżenia o nadmierną emisję czy brak troski o środowisko nie zachęcają młodych do identyfikowania się z zawodem hodowcy. Trudno budować dumę z profesji, która coraz częściej bywa stawiana w defensywie.

Rodzinne gospodarstwa w odwrocie?

Co to oznacza dla gospodarstw rodzinnych? Przede wszystkim realne ryzyko przyspieszonej koncentracji produkcji. Tam, gdzie brakuje następców, bydło znika. Ziemia jest dzierżawiona lub sprzedawana, a produkcja zwierzęca trafia do większych, często bardziej kapitałowych podmiotów. To zmienia strukturę wsi, relacje społeczne i lokalną gospodarkę. Gospodarstwo rodzinne – fundament polskiego rolnictwa – przestaje być oczywistą formą organizacji produkcji.

Czy ten proces da się odwrócić? Nie poprzez sentyment czy odwoływanie się do tradycji. Młode pokolenie potrzebuje realnych argumentów: stabilności dochodów, uproszczenia przepisów, wsparcia inwestycyjnego i jasnego sygnału, że produkcja bydła ma przyszłość w europejskim rolnictwie. Coraz większą rolę mogą odegrać nowe technologie – automatyzacja, cyfryzacja, precyzyjne zarządzanie stadem – które ograniczają nakład pracy i poprawiają komfort życia.

Kluczowa jest też zmiana narracji. Hodowca bydła nie może być postrzegany wyłącznie jako „beneficjent dopłat” czy „emitent”. To producent żywności, zarządca ekosystemu i przedsiębiorca funkcjonujący w coraz trudniejszych warunkach. Jeśli młodzi mają chcieć przejmować gospodarstwa, muszą widzieć w nich nie tylko obowiązek wobec rodziny, ale także sensowną, nowoczesną ścieżkę zawodową.

Bez młodego pokolenia bydła nie będzie. A bez bydła trudno mówić o trwałości wielu gospodarstw rodzinnych. To nie jest problem przyszłości – to wyzwanie, które już dziś zaczyna decydować o kształcie polskiego rolnictwa na kolejne dekady.

Umowa UE z krajami Mercosur. „Efekt Trójkąta Bermudzkiego”.

Szokujące fakty na temat umowy UE z krajami Mercosur. Ekspert: „Efekt Trójkąta Bermudzkiego”

18.10.2025 https://www.tysol.pl/a148022-szokujace-fakty-na-temat-umowy-ue-z-krajami-mercosur-ekspert-efekt-trojkata-bermudzkiego

Dlaczego Polska jest przeciwna umowie z Mercosur? Jacek Zarzecki, wiceprzewodniczący zarządu Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny nie ma złudzeń co do skali i powagi zagrożeń wynikających z wprowadzenia zapisów tej umowy w życie. W jego ocenie będzie można mówić o „efekcie Trójkąta Bermudzkiego”.

Zdjęcie ilustracyjne Szokujące fakty na temat umowy UE z krajami Mercosur. Ekspert: „Efekt Trójkąta Bermudzkiego”

Zdjęcie ilustracyjne / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • KE negocjowała umowę z Mercosur samodzielnie, bez udziału państw członkowskich UE
  • Straty polskiego rolnictwa w wyniku umowy z Mercosur liczy się w miliardach euro
  • Najbardziej zagrożone sektory to: drób, wołowina, cukier i miód

„Porozumienie handlowe między UE a państwami ma stworzyć największą na świecie strefę wolnego handlu obejmującą ponad 700 milionów konsumentów. Dla gospodarek przemysłowych Europy Zachodniej (motoryzacja, maszyny, chemia, farmacja) umowa oznacza nowe szanse eksportowe. Jednak dla Polski, gdzie rolnictwo jest jednym z filarów gospodarki i społeczności wiejskich, stanowi poważne zagrożenie” – napisał ekspert w mediach społecznościowych.

Jako jeden z głównych mechanizmów zagrożeń wskazał kontyngenty taryfowe: wołowina 99 000 ton (6 lat), drób 180 000 ton (6 lat), cukier 180 000 ton, etanol 650 000 ton, miód 45 000 ton; asymetrię regulacyjną (rolnicy w UE podlegają surowym wymogom środowiskowym i zdrowotnym, których nie stosuje się w krajach Mercosur. Australia jest w trakcie negocjacji i domaga się kontyngentu 40 000 ton, co dodatkowo zwiększy presję), import najcenniejszych części tuszy (rostbef, antrykot, polędwica) – kontyngent 99 tys. ton to aż 15% rynku premium oraz skalę gospodarstw. W Argentynie gospodarstwo eko ma 3000–5000 ha (niższe jednostokowe koszty produkcji), w UE średnio 37 ha. Zdaniem eksperta stanowi to zagrożenie dla planów zwiększenia udziału areału rolnictwa ekologicznego w UE do 25%.

Straty w najbardziej zagrożonych sektorach

Jacek Zarzecki wylicza straty, jakie przypuszczalnie poniosą najbardziej zagrożone sektory. I tak w sektorze drobiarskim pracę straci 15-30 tys. osób, natomiast straty szacuje się na 225–540 mln euro. Nie lepiej jest w sektorze produkcji wołowiny – tutaj pracę utraci 8-15 tys. osób, natomiast straty sięgną 200-330 mln euro. Z kolei branża cukrownicza nie ma szans wytrzymania konkurencji z tanim cukrem trzcinowym z Ameyki Południowej. Stracą również pszczelarze – 45 tys. ton duty-free miodu to poważne uderzenie w tę branżę rolnictwa.

W ocenie eksperta spadek dochodów rolników przełoży się na upadek gospodarstw, wyludnianie się wsi, wzrost bezrobocia i emigrację młodych ludzi. Najbardziej zagrożone są małe i średnie gospodarstwa rodzinne.

Rakotwórcze substancje

„Audyt KE w 2024 r. (oraz wcześniejsze) wykazał, że Brazylia nie gwarantuje wyeliminowania rakotwórczych hormonów wzrostu w hodowli bydła. Import takiej żywności podważa wiarygodność systemów bezpieczeństwa w UE”

Zwraca również uwagę na obciążenie europejskich gospodarstw Zielonym Ładem i podwójne standardy w traktowaniu europejskich i pozaeuropejskich rolników.

„Emisje GHG (1990–2023): Polska –25%, UE –27%. Mercosur: Urugwaj +15%, Paragwaj +75%, Boliwia +118%, Argentyna +11%, Brazylia +89%. UE importuje żywność o wyższym śladzie węglowym, podważając własną politykę klimatyczną”

Niekorzystna WPR

„Nowy budżetu WPR spada z 387 do 300 mld €. Komisja wskazuje na 6,3 mld € rezerwy kryzysowej, ale nie są to nowe środki. Fundusz obejmuje 7 lat, wszystkie 27 krajów i każdy możliwy kryzys rolniczy. Wprowadzenie mechanizmów ochronnych w postaci wstrzymania preferencji importowych gdy cena w UE spadnie o 10% rok do roku lub wzrostu importu o 10% nie zapewnia realnej ochrony, gdyż nie ma żadnego oddzielnego, dedykowanego środka ochronnego”

– wskazuje Zarzecki.

Należy przy tym zauważyć, że nowa WPR jest przede wszystkim nastawiona na finansowanie transformacji energetycznej w rolnictwie. Pozostałe problemy tej gałęzi gospodarki – również te wywołane przez samą Komisję Europejską – mogą nie doczekać się ani rozwiązania ani sfinansowania.

Niekorzystny bilans handlowy

„Polska ma skrajnie niekorzystny bilans handlowy z Mercosur w obszarze żywności (–1,66 mld € rocznie), a po podpisaniu umowy ta dysproporcja pogłębi się, a nasze produkty będą mniej konkurencyjne także na wspólnym rynku”

– zauważa Zarzecki dodając, iż import będzie 20 razy większy od eksportu.

Ekspert zaznacza, iż wskutek niekorzystnych dla państw członkowskich zapisów umowy UE-Mercosur w samej tylko Polsce zagrożonych jest od 33 tys. do prawie 65 tys. miejsc pracy, a straty rolnictwa mogą wynieść nawet ponad miliard euro rocznie. W jego ocenie można tu mówić o efekcie Trójkąta Bermudzkiego.

„Rolnictwo europejskie – a szczególnie polskie, oparte na rodzinnych gospodarstwach – wpada w pułapkę trzech potężnych sił: Presja importowa (Mercosur + Ukraina) – konkurencja taniej żywności spoza UE; Zielony Ład – kosztowne i restrykcyjne regulacje, dekarbonizacja wymuszana przez rynek (dyrektywa CSRD raportowanie ESG w zestawieniu z celami redukcyjnymi dużych sieci handlowych i instytucji finansowych); nieadekwatne wsparcie finansowe – drastyczne cięcia budżetu WPR, brak środków na realne interwencje wobec kryzysów i na transformację (dekarbonizację). Każdy z tych czynników osobno jest wyzwaniem. Razem tworzą 'czarną dziurę’ europejskiego rolnictwa, w której będą znikać gospodarstwa rodzinne”

Umowa UE-Mercosur

Komisja Europejska przyjęła we wrześniu bieżącego roku umowę handlową z krajami Mercosur. Zaproponowała też tymczasowe porozumienie, które mają zaakceptować Parlament Europejski i państwa członkowskie UE. Zapisy umowy były negocjowane przez Komisję Europejską bez konsultacji z przedstawicielami państw.

Porażające dane na temat pestycydów stosowanych w Mercosur

Porażające dane na temat pestycydów stosowanych w Mercosur

https://wpolityce.pl/swiat/739785-porazajace-dane-na-temat-pestycydow-stosowanych-w-mercosur


Umowa gospodarcza z Mercosur to nie tylko ogromne zagrożenie dla europejskiego rolnictwa, ale także dla zdrowia. Powszechnie wiadomo, że w krajach Ameryki Południowej nie obowiązują europejskie normy dotyczące stosowania szkodliwych pestycydów, ale wciąż niewiele osób wie, jak porażająca jest skala. „Brazylia dopuszcza do użytku 3669 pestycydów. To prawdziwe eldorado dla korporacji, głównie europejskich. Sprzedaje się tu produkty zakazane na starym kontynencie” – informowano w dokumencie francusko-niemieckiej telewizji Arte, który już nie jest dostępny w sieci.

======================

Trzy lata temu francusko-niemiecka telewizja Arte przygotowała film dokumentalny „Pestycydy – europejska hipokryzja”, w których przestrzegała przed pestycydami, które są masowo używane w rolnictwie w Brazylii, a następnie trafiają do Europy.

Dokument analizuje używanie pestycydów w rolnictwie, które mimo iż zakazane w Europie, są eksportowane do krajów, gdzie ich stosowanie jest dozwolone pomimo wysokiej szkodliwości – przede wszystkim do Brazylii. Następnie produkowane tam pomarańcze, kawa czy soja, z pozostałościami trujących pestycydów, są wysyłane z powrotem do Europy. Dlaczego UE pozwala na ten (lukratywny) eksport do krajów wschodzących? — reklamowała swój film.

Warto zauważyć, że teraz, kiedy Komisja Europejska wyraziła zgodę na szkodliwą umowę z Mercosur, w sprawie ułatwień dotyczących sprowadzania taniej żywności z krajów Ameryki Południowej, film ten nie jest już dłużej dostępny online.

Przetrwał on jednak na ich kanałach, na których został umieszczony.

Wstrząsające doniesienia

Fragmenty usuniętego filmu dokumentalnego udostępnił w mediach społecznościowych internauta „Borys61581538”.

Mato Grosso. Ten stan w Brazylii to królestwo przemysłu rolnego. Bawełna, ryż, trzcina cukrowa, kukurydza, wielka produkcja transgenicznej soi i rekordy zużycia pestycydów. Mato Grosso wygrywa każdą światową konkurencję w dziedzinie agrotoksyczności. Takiego terminu używają ci, którzy potępiają imperium chemii. Brazylia dopuszcza do użytku 3669 pestycydów. To prawdziwe eldorado dla korporacji, głównie europejskich. Sprzedaje się tu produkty zakazane na starym kontynencie

— wskazał narrator w filmie.

Zatrute królestwo to przede wszystkim rynek międzynarodowych korporacji, w tym trzech europejskich gigantów, szwajcarskiej firmy Syngenta oraz niemieckich BASF i Bayer, które w 2018 roku wchłonęły Monsantu. Promują one czyste powietrze i zdrowe produkty, idealną planetę, na której rozwija się zrównoważone rolnictwo — ujawnił.

CZYTAJ TAKŻE: Klimatyczna hipokryzja. Umowa UE–Mercosur: 42 rodzaje pestycydów do Europy

Działania europejskich gigantów

W filmie dokumentalnym ujawniono, że w 2018 roku trzej europejscy giganci sprzedali ponad 80 000 ton pestycydów zakazanych w Europie.

90% produktów pochodzi z fabryk starego kontynentu w Wielkiej Brytanii, Włoszech, Holandii, Niemczech, Francji, Belgii i Hiszpanii.

Zauważono, że używane są m.in takie zakazane środki jak atrazyna i metolachlor.

„To nie jacht, to narzędzie pracy”. Rolnicy walczą o swoje ciągniki

„To nie jacht, to narzędzie pracy”. Rolnicy walczą o swoje ciągniki Belarus [VIDEO]

Angelika Całko 5/09/2025 https://ewysmaz.pl/artykul/to-nie-jacht-to-narzedzie-n1955538

Kilka lat temu Mariusz Maksymowicz ze wsi Średnica-Pawłowięta w gminie Szepietowo wraz z rodzicami zakupił ciągnik marki Belarus. Po kilku latach od rejestracji pojazdu nad gospodarstwem wisi widmo utraty maszyny.

Czy do takiej sytuacji doprowadziły „błędy urzędników”?

Ponad 7,5 tysiąca rolników w całej Polsce stoi dziś przed dramatycznym problemem – lada moment nie będą mogli korzystać ze swoich ciągników marki Belarus, które od lat pracowały w ich gospodarstwach. Rolnicy twierdzą, że do takiej sytuacji doprowadziły decyzje urzędników, którzy dopiero po kilku latach od rejestracji uznali, że pojazdy nie spełniają wymagań unijnego prawa.

Taką sytuację przeżywa m.in. Mariusz Maksymowicz ze wsi Średnica-Pawłowięta w gminie Szepietowo. Kilka lat temu jego rodzina zakupiła ciągnik, który zgodnie z procedurą został zarejestrowany w urzędzie. Jak podkreśla rolnik, wszystkie dokumenty zostały wtedy złożone, wydano tymczasowy, a następnie stały dowód rejestracyjny. Dopiero w ubiegłym roku przyszła decyzja o cofnięciu dokumentu, z powodu błędów urzędnika podczas rejestracji. 

– Dostaliśmy informację, że nasz ciągnik został nielegalnie zarejestrowany, bo nie spełnia norm Unii Europejskiej. Po tylu latach dowiadujemy się, że rejestracja jest nieważna, mimo że urząd miał obowiązek sprawdzić wszystkie dokumenty – mówi poszkodowany rolnik.

Decyzje Samorządowych Kolegiów Odwoławczych (SKO) oznaczają, że ciągnikami Belarus nie można poruszać się po drogach publicznych. To wyklucza możliwość dojazdu na pola czy wykonywania podstawowych prac rolniczych, a także sprzedaży pojazdu. Rolnicy czują się pozostawieni sami sobie – kredyty na zakup maszyn zostały zaciągnięte, podatki zapłacone, a teraz sprzęt, który miał służyć przez lata, staje bezużyteczny.

W gospodarstwie pana Mariusza pojawili się przedstawiciele Ruchu Gospodarstw Rodzinnych (RGR). Prezes organizacji Konrad Krupiński ostro skrytykował działania państwa. 

– Dlaczego za błędy urzędnika konsekwencje ma ponosić rolnik? Na te ciągniki rolnicy wzięli kredyty, zapłacili podatki, uiścili opłaty rejestracyjne. A teraz po pięciu czy sześciu latach ktoś żąda od nich zwrotu dowodów rejestracyjnych. To państwo polskie powinno zwrócić pieniądze za sprzęt, który sam dopuściło do ruchu – podkreślał.

RGR domaga się od rządu dotrzymania obietnicy złożonej przez ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka, który kilka miesięcy temu zapowiadał abolicję w tej sprawie.

– Państwo powinno wziąć się za samochody, które naprawdę nie spełniają norm, jak te z afery spalinowej niemieckiego koncernu. A nie prowadzić nagonki na rolników, którzy kupili ciągniki do pracy, a nie do luksusu – mówił Krupiński.


Lider RGR przypomniał również, że ciągnik jest podstawowym narzędziem pracy, a nie dobrem luksusowym. – To nie jest jacht kupiony do opalania się, tylko maszyna do ciężkiej pracy – argumentował.

Rolnicy podkreślają, że wybierali markę Belarus nie z kaprysu, lecz z powodów ekonomicznych. Maszyny były tańsze od zachodnich odpowiedników, mniej komfortowe, ale wystarczająco mocne do pracy w polu. Dziś jednak okazuje się, że ten wybór, dokonany zgodnie z prawem, może ich doprowadzić do poważnych strat finansowych.

Sprawa wciąż budzi emocje i oburzenie. Rolnicy pytają, kto poniesie odpowiedzialność za urzędnicze błędy i czy państwo rzeczywiście zamierza ich obciążyć skutkami decyzji, na które nie mieli wpływu. Ostateczne rozwiązania wciąż nie zapadły, a gospodarze – zamiast w spokoju pracować w polu – muszą walczyć o prawo do korzystania z własnych maszyn.

Zdrada na talerzu – umowa UE-Mercosur zniszczy polskie rolnictwo

Zdrada na talerzu – umowa UE-Mercosur zniszczy polskie rolnictwo


Komisja Europejska właśnie uruchomiła proces ratyfikacji umowy handlowej z krajami Mercosuru, która może okazać się gwoździem do trumny dla europejskiego, w tym polskiego, rolnictwa. Mimo pięknych zapewnień o zabezpieczeniach i rekompensatach, dokument otwiera europejskie rynki na zalew tańszej żywności, produkowanej według niższych standardów.

6 grudnia 2024 roku UE osiągnęła porozumienie polityczne z czterema krajami założycielskimi Mercosuru – Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem. Dziś, 3 września 2025, Komisja Europejska uruchomiła proces ratyfikacji, wymagający zatwierdzenia kwalifikowaną większością państw członkowskich i Parlamentu Europejskiego. Według oficjalnych zapowiedzi, umowa ma zwiększyć roczne eksporty UE do krajów Mercosuru aż o 39%, przynosząc dodatkowe 49 miliardów euro.

Główni zwolennicy umowy – z Niemcami i Hiszpanią na czele – przekonują, że porozumienie to szansa na dywersyfikację rynków i zmniejszenie zależności od Chin w zakresie krytycznych surowców, takich jak lit. Europejscy przedsiębiorcy mają oszczędzać ponad 4 miliardy euro rocznie dzięki zniesieniu ceł. Komisarz ds. handlu Maroš Šefčovič zapewnia, że “rolnictwo nie będzie płacić za inne sektory”, a umowa zapewni europejskim producentom żywności “bezprecedensowy dostęp” do rosnącego rynku 280 milionów konsumentów.

Rzeczywistość może okazać się jednak zupełnie inna. Według szacunków Komisji, masowy napływ produktów z krajów Mercosuru może spowodować spadek cen wołowiny w UE o 2-2,5% oraz zmniejszenie produkcji o 0,5-1%. W ramach umowy UE otworzy swój rynek na import 99 000 ton wołowiny z 7,5% cłem, 180 000 ton drobiu bez cła, a także znaczące ilości miodu, ryżu i etanolu.

Komisja zapewnia, że w umowie zawarto klauzule ochronne, które można uruchomić w przypadku zakłóceń rynkowych, oraz obiecuje utworzenie rezerwy finansowej w wysokości “co najmniej 1 miliarda euro” na łagodzenie ewentualnych strat. Šefčovič wspomniał nawet o możliwości przeznaczenia do 6,3 miliarda euro rekompensat dla rolników. Jednak doświadczenia z wcześniejszymi mechanizmami wsparcia, jak Rezerwa Dostosowawcza do Brexitu, pokazują, że takie fundusze często nie docierają do poszkodowanych producentów lub są wypłacane z dużym opóźnieniem.

Rolnicy w całej Europie nie dają się przekonać tym obietnicom. Od listopada 2024 roku trwają protesty przeciwko umowie – najpierw we Francji, Irlandii i Polsce, potem w Hiszpanii, a w lutym 2025 dołączyli rolnicy z Czech, Austrii, Słowacji i Węgier. Główny zarzut to nieuczciwa konkurencja – podczas gdy europejscy producenci muszą spełniać rygorystyczne normy środowiskowe i bezpieczeństwa żywności, ich południowoamerykańscy konkurenci działają według znacznie łagodniejszych przepisów.

Copa Cogeca, najsilniejsza grupa interesu rolników w UE, oskarża umowę o stosowanie “podwójnych standardów” – tolerowanie w importowanych produktach praktyk, które są zabronione w UE. Organizacja Greenpeace określa porozumienie jako “korzystne wyłącznie dla dużych firm rolno-spożywczych”, a nie dla małych i średnich gospodarstw, stanowiących trzon europejskiego rolnictwa.

Francuscy rolnicy ostrzegają przed “chaosem”, jeśli umowa wejdzie w życie, a rząd francuski stanowczo sprzeciwia się porozumieniu. Również polski rząd wyraża obawy związane z porozumieniem, dołączając do koalicji państw broniących interesów swoich producentów rolnych.

Umowa UE-Mercosur to część szerszej polityki gospodarczej, która faworyzuje wielkie korporacje kosztem lokalnych producentów. W świetle tego porozumienia obawy o przyszłość europejskiego, w tym polskiego rolnictwa, wydają się uzasadnione. Piękne obietnice o rekompensatach nie zmienią faktu, że umowa może prowadzić do systematycznego osłabiania europejskiej suwerenności żywnościowej i uzależnienia od importu z odległych rynków.

Źródła:

https://www.europeanmovement.ie/just-the-facts-what-is-the-eu-mercosur-…
https://www.euronews.com/my-europe/2025/01/23/eu-plans-to-shield-farmer…
https://www.eunews.it/en/2025/01/16/sefcovic-reassures-farmers-on-eu-me…
https://en.wikipedia.org/wiki/EU–Mercosur_Association_Agreement
https://colombiaone.com/2025/09/03/eu-mercosur-trade-deal/

To koniec polskiego rolnictwa? Minister przyznaje: Nie ma ma teraz sił, by zablokować MERCOSUR

To koniec polskiego rolnictwa? Minister przyznaje: Nie ma ma teraz sił, by zablokować MERCOSUR

https://pch24.pl/to-koniec-polskiego-rolnictwa-minister-przyznaje-nie-ma-ma-teraz-sil-by-zablokowac-mercosur

(Fot. Pixabay)

Komisja Europejska dąży do przyjęcia umowy z MERCOSUR, czyli organizacją krajów Ameryki Łacińskiej. Efektem ma być import żywności z tego regionu na wielką skalę. Beneficjentem będą przede wszystkim Niemcy, które zyskają nowy rynek zbytu dla swoich produktów przemysłowych, w tym samochodów i maszyn. Przegranym będzie między innymi Polska. 

Jak przyznał teraz minister rolnictwa, obecnie w Unii Europejskiej nie ma tzw. mniejszości blokującej, czyli wystarczającej liczby państw do zablokowania planów Komisji Europejskiej.

Nowy minister rolnictwa Stefan Krajewski powiedział, że Polska prowadzi rozmowy z kilkoma państwami, które nakierowane są na stworzenie takiej mniejszości. Póki co jednak jej nie ma.

Oprócz Polski największym przeciwnikiem umowy z MERCOSUR jest Francja. Oba kraje mają relatywnie rozwinięte rolnictwo, dlatego otwarcie europejskiego rynku dla produktów z Ameryki Łacińskiej stanowiłoby poważny cios dla tego kluczowego sektora. Minister Krajewski przyznał, że MERCOSUR doprowadziłoby do „wyhamowania” polskiego rolnictwa.

Do zawarcia umowy prą przede wszystkim Niemcy. Republika Federalna chciałby zyskać nowy bezcłowy rynek zbytu dla swoich produktów, przede wszystkim samochodów, ale również rozmaitych maszyn czy farmaceutyków. 

Niemcy widzą w umowie z MERCOSUR jedyną możliwość ratunku dla własnej gospodarki, zwłaszcza po zawarciu przez Komisję Europejską niekorzystnego porozumienia z USA, które nakłada na europejski import cła w wysokości 15 procent. 

Niemiecka prasa powszechnie pisze o konieczności dążenia do jak najszybszej finalizacji umowy, co oznacza, że Berlin będzie naciskać na wszystkie kraje, by zgodziły się na umowę. 

To może oznaczać, że polskie i francuskie wysiłki na rzecz zbudowania mniejszości blokującej będą miały bardzo poważnie utrudnione.

Źródła: 300polityka.pl, pch24.pl Pach

KE i rząd przygotowują armagedon dla polskiego rolnictwa. Tuż po II turze wyborów.

KE i rząd przygotowują armagedon dla polskiego rolnictwa

Zbigniew Kuźmiuk Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/725950-ke-i-rzad-przygotowuja-armagedon-dla-polskiego-rolnictwa


Komisja Europejska prowadzi intensywne prace nad dwiema umowami handlowymi z krajami Mercosur, a także Ukrainą, które mają wejść w życie tuż po rozstrzygnięciu w Polsce wyborów prezydenckich. Ta druga z Ukrainą o bezcłowym handlu zostanie ogłoszona najprawdopodobniej tuż po 1 czerwca (a więc po II turze wyborów prezydenckich w Polsce), aby mogła obowiązywać od 6 czerwca, bo 5 czerwca kończy się umowa dotychczasowa.

Przypomnijmy, że trzecie już przedłużenie umowy o bezcłowym handlu UE-Ukraina, które miało miejsce w maju 2024 roku na skutek protestów rolników, w tym przede wszystkim w Polsce doprowadziło do wprowadzenia do niej kwot na „wrażliwe” produkty rolne, co złagodziło negatywne skutki eksportu ukraińskich towarów rolnych na polski rynek.

Nowa umowa ma zliberalizować handel produktami rolnymi, co oznaczałoby kolejną falę wwozu do Polski przede wszystkim ukraińskiego zboża, ponieważ koszty transportu drogą lądową są znacznie wyższe niż drogą morską, to właśnie nasz kraj jako najbliżej położony zostanie zalany tym eksportem. Nowa umowa handlowa UE -Ukraina jest negocjowana od kilku miesięcy, ale ma być upubliczniona i akceptowana dopiero po 1 czerwca, aby jak mówi się wprost na brukselskich korytarzach, nie zaszkodzić kampanii wyborczej głównego kandydata rządzącego obozu w Polsce. Przypomnijmy, Polska w tym półroczu ma prezydencję w Radzie Europejskiej, więc rząd w tym przypadku wykorzystuje swoje możliwości, nie żeby ochronić interesy polskich rolników, a po raz kolejny, żeby ich oszukać i ogłosić niekorzystne dla nich zapisy umowy już po rozstrzygnięciu wyborów  prezydenckich.

Z kolei umowa UE z krajami Mercosur (Brazylia, Argentyna, Urugwaj i Paragwaj), zawarta jeszcze w poprzednim roku przez przewodniczącą KE Ursulę von der Leyen czeka tylko na ratyfikację. Nie ma wprawdzie oficjalnego potwierdzenia, ale podjęta została już polityczna decyzja, aby część handlowa umowy z tymi krajami została wydzielona i ratyfikowana tylko przez Parlament Europejski i Radę Unii Europejskiej (europejskich ministrów rolnictwa), kwalifikowaną większością, czyli musiałoby, by ją poprzeć, przynajmniej 15 krajów reprezentujących 65 proc. ludności UE. Według nieoficjalnych informacji taką większość w Radzie przewodnicząca von der Leyen już ma, a polski minister rolnictwa, który jeszcze niedawno zapowiadał porozumienie z Francją i stworzenie mniejszości blokującej (4 kraje reprezentujące przynajmniej 35 proc. ludności UE) niestety już zaprzestał tych działań.

Ratyfikacja umowy z krajami Mercosur [gł. kraje Ameryki południowej md] ma się odbyć w II połowie tego roku, a więc także już po wyborach prezydenckich w Polsce, chodzi o to, aby jej fatalne skutki dla polskiego rolnictwa nie zaszkodziły w kampanii wyborczej głównego kandydata rządzącej koalicji.

Umowa UE-Mercosur jest tak skonstruowana, żeby produkty przemysłowe głównie z krajów Europy Zachodniej (przede wszystkim samochody) były łatwiej zbywalne na rynkach tych krajów, natomiast z kolei europejski rynek stałby się bardziej atrakcyjny dla towarów rolnych z krajów Ameryki Południowej. Jest oczywiste, że produkcja rolna, w tym w szczególności hodowla w krajach Ameryki Południowej odbywa się w bardziej sprzyjających warunkach klimatycznych niż w Europie, a także nie jest tak „spętana” przepisami związanymi z ochroną środowiska i klimatu.

Na przykład hodowla bydła odbywa się często cały rok „pod gołym niebem”, co w oczywisty sposób obniża koszty produkcji i czyni produkty takiej hodowli konkurencyjnymi cenowo na rynkach światowych. Ratyfikacja tej umowy oczywiście uderzy w interesy całego unijnego rolnictwa, ale to polskie obciążone w sposób szczególny liberalizacją handlu z Ukrainą zostanie wystawione naprawdę na ciężką próbę.

Ratyfikacja obydwu umów z krajami Mercosur i Ukrainą jest przygotowywana w zaciszu brukselskich, ale i polskich gabinetów, wszak to nasz kraj ma w tym półroczu przewodnictwo w Radzie Europejskiej.

Ale przecież ujawniając wcześniej te zamiary, które grożą wręcz armagedonem polskiemu rolnictwu, oburzyłoby to polską wieś i polskich rolników, a ich głosy są niezwykle ważne dla przeforsowania za wszelką cenę kandydata rządzącej koalicji Rafała Trzaskowskiego.

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/725950-ke-i-rzad-przygotowuja-armagedon-dla-polskiego-rolnictwa

Jak USAID pomogło w korporacyjnym przejęciu ukraińskiego rolnictwa

Jak USAID pomogło w korporacyjnym przejęciu ukraińskiego rolnictwa

Marucha 2025-03-08 marucha/jak-usaid-pomoglo-w-korporacyjnym-przejeciu-ukrainskiego-rolnictwa

Niedawny esej zatytułowany „The Real Purpose of Net Zero” autorstwa Jeffereya Jaxona postawił tezę, że obecna wojna Europy z rolnikami w imię zapobiegania zmianom klimatycznym jest ostatecznie zaprojektowana w celu wywołania głodu.


Jaxon nie spekuluje na temat motywów globalistycznych; ostrzega ludzkość przed szybko rozwijającą się rzeczywistością, którą można zaobserwować w perwersyjnych kłamstwach przeciwko krowom, poniżaniu europejskich rolników jako wrogów Ziemi oraz apelach WHO, WEF i ONZ o dietę opartą na roślinach, całkowicie zależną od GMO, syntetycznych nawozów i środków agrochemicznych.

Rewelacje na temat niegodziwych czynów orwellowskiej „Agencji Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego” (USAID) ujawniają plan do totalitarnej kontroli nieświadomie finansowanej przez amerykańskich podatników. Tajne machinacje USAID od dawna skupiają się na kontrolowaniu lokalnych i globalnych dostaw żywności jako „miękkiej kolonizacji” przez międzynarodowe korporacje chemiczne, rolnicze i finansowe.

Europejscy rolnicy buntujący się przeciwko polityce klimatycznej, dzikiej przyrodzie i „prawom zwierząt” są zwiastunami tej zaciskającej się globalistycznej pętli.

Początki obecnego globalistycznego planu „uratowania ludzkości przed zmianami klimatycznymi” bezpośrednio nawiązują do niesławnego Raportu Kissingera , który wzywał do kontrolowania światowych dostaw żywności i rolnictwa jako części globalistycznej współpracy między państwami narodowymi i organizacjami pozarządowymi w celu promowania interesów bezpieczeństwa narodowego USA i „uratowania świata” przed przeludnieniem za pomocą „technologii redukcji płodności”. Raport Kissingera z 1974 r. został stworzony przez USAID, CIA i różne agencje federalne, w tym USDA.

Przewińmy do wojny w Iraku w 2003 r., usprawiedliwionej propagandą strachu o broni masowego rażenia i neokonserwatywnymi bzdurami o ratowaniu narodu irackiego. Okupacja Iraku pod przewodnictwem USA stała się drapieżnym, spekulacyjnym szwedzkim stołem dla kolonizujących korporacji zarządzanych przez USAID. Irak jest dziedzicem miejsca narodzin ludzkiej cywilizacji, co stało się możliwe dzięki wczesnemu rolnictwu Mezopotamii: wiele zbóż, owoców i warzyw, które obecnie żywią świat, zostało tam wyhodowanych.

Iraccy rolnicy odzyskali 97% swoich zapasów nasion z własnych zbiorów przed inwazją USA. Za Paula Bremera, Reguła 81 ( nigdy w pełni niewdrożona ) dążyła do wprowadzenia upraw GMO i opatentowanych odmian nasion, gdy Cargill , Monsanto i inne korporacje napadły na spustoszony wojną kraj, wykorzystując amerykańskie pieniądze podatkowe i USAID.

Ten podręcznik został wdrożony w bardziej dyskretny sposób podczas wojny na Ukrainie, ponownie zaaranżowanej przez USAID . Przed rosyjską inwazją 24 lutego 2022 r. Ukraina była spichlerzem Europy, zakazując technologii GMO i ograniczając własność ziemi do Ukraińców.

W ciągu kilku miesięcy od interwencji USA, USAID pomogło w demontażu tych zabezpieczeń w imię „ reform rolnych ”, wolnego rynku, wsparcia finansowego, poprawy wydajności rolnictwa i ratowania narodu ukraińskiego. W ciągu zaledwie dwóch lat ponad połowa gruntów rolnych na Ukrainie stała się własnością zagranicznych inwestorów.

Nasiona GMO i technologia dronów zostały „podarowane” przez Bayer Corporation, a firmy takie jak sprzedawca nasion GMO Syngenta i niemiecki producent chemikaliów BASF stały się dominującymi „interesariuszami” rolnymi na ogarniętej wojną Ukrainie. Rosja może się wycofać, ale zagraniczne długi Ukrainy, degradacja gleby i łagodna kolonizacja pozostaną.

ONZ, WTO, WHO i WEF spiskują, by rozpowszechniać fałszywą narrację, że krowy i chłopi niszczą planetę, a monokultura GMO zależna od chemikaliów, nawozy sztuczne i opatentowane sztuczne mięsa i burgery z robakami muszą zostać wdrożone w trybie pilnym (jeśli to konieczne, siłą), aby uratować ludzkość.

Argument, że pestycydy i nawozy sztuczne (wytwarzane z gazu ziemnego, czyli metanu) są zbawienne, jest ewidentnie fałszywy. Są jednak wysoce dochodowe dla firm chemicznych, takich jak Bayer, Dow i BASF.

Jefferey Jaxon ma całkowitą rację. Holandia zobowiązała się do solidnego rozwoju rolnictwa po nazistowskim embargu , które celowo wywołało masowy głód po ich współpracy z siłami alianckimi w operacji Market Garden. Francja szczyci się największą populacją krów w całej Europie. Kultura Irlandii jest ściśle związana z rolnictwem jako częścią jej traumy podczas ( wspieranego przez Brytyjczyków ) głodu ziemniaczanego w Irlandii.

Korporacyjna/NGO-skała wyrywająca obecnie z korzeniami i atakująca rolników w tych krajach i w całej UE w imię powstrzymania zmiany klimatu i ochrony dzikiej przyrody jest bezpośrednim odgałęzieniem wielkiego dystopijnego planu Kissingera, wprowadzonego przez USAID w 1974 r.

Amerykanie obserwują protesty europejskich rolników z daleka, w dużej mierze nieświadomi, że większość amerykańskiego rolnictwa została wchłonięta przez Big Ag Borg pokolenia temu. Kontrola waluty powiązana z (polityczną, środowiskową i ekonomiczną) kartą wyników kredytowych obiecuje urzeczywistnienie demonicznego planu Kissingera: „Kontroluj żywność, kontroluj ludzi”.

Współcześni ludzie cierpią na podwójną pychę, która oślepia ich na rozważania nad prawdą hipotezy Jaxona: kultowe zaufanie do technologii, połączone z irracjonalną wiarą w ich postrzeganą wyższość moralną nad poprzednimi cywilizacjami (Wendell Berry nazywa to „historyczną dumą”).

Jednak tak długo, jak ludzkość miała zdolność do wyrządzania krzywdy innym dla osobistych korzyści, ludzie wymyślali sposoby kontrolowania żywności dla władzy lub zysku. Wojna oblężnicza polegała zazwyczaj na głodzeniu obrońców murów zamkowych do poddania się.

Nawet jeśli globalistyczne propozycje kontroli żywności mają dobre intencje, monolityczny, monokulturowy, zależny od przemysłu światowy system żywnościowy jest czyhającą katastrofą humanitarną. Berry zauważył:

W wysoce scentralizowanym i uprzemysłowionym systemie zaopatrzenia w żywność nie może być małej katastrofy. Niezależnie od tego, czy jest to „błąd” produkcyjny, czy zaraza kukurydzy, katastrofa nie jest przewidywana, dopóki nie zaistnieje; nie jest rozpoznawana, dopóki nie stanie się powszechna.

Obecne dążenie do zdominowania globalnej produkcji żywności przy użyciu systemów przemysłowych jest kamieniem węgielnym całkowitego globalistycznego panowania nad całą ludzkością.

„Znak Bestii”, bez którego żaden Amerykanin nie kupi ani nie sprzeda towarów – w tym broni, kul, czy hodowanych w fabrykach hamburgerów i kotletów z krykieta – jest o krok. Pan Jaxon ma rację, że ci przywódcy „znają te podstawowe historyczne i aktualne fakty” i że „[r]olnicy są narażeni na niebezpieczeństwo z powodu polityki rządowej [klimatycznej]… i że pozwala się na to”. USAID aktywnie zasiewa i podlewa tę dystopię od dziesięcioleci.

Klaus Schwab i Bill Gates są tak samo w pełni świadomi tej fundamentalnej prawdy, jak Henry Kissinger w 1974 r. USAID pomogło wszystkim trzem.

Po utracie niemal wszystkich swoich małych gospodarstw rolnych w ciągu ostatniego stulecia Amerykanie znacznie wyprzedzili Europejczyków w niemal całkowitym uzależnieniu od żywności przemysłowej.

Taki jest plan.

John Klar https://brownstone.org/articles/how-usaid-assisted-the-corporate-takeover-of-ukrainian-agriculture/

Nad. „Carlos”.

Rolnicy pod ubojniami Animex i Rytel. Import niemieckich świń trwa.

Rolnicy pod ubojniami Animex i Rytel. Import niemieckich świń trwa.

Grzegorz Tomczyk 18-02-2025, farmer/rolnicy-pod-ubojniami-animex-i-rytel-import-niemieckich-swin-trwa

Rolnicy z Łódzkiego ponownie przyjechali pod zakłady Animex Foods w Kutnie, by stwierdzić że zakład nadal importuje niemieckie tuczniki. Rolnicy z Podlasia sprawdzili ciężarówki z trzodą zmierzające do Ubojni Rytel pod Łomżą. Świnie jechały z Brandenburgii – twierdzą.

Porozmawiamy o optymalizacji produkcji ozimin, integrowanej uprawie, biopreparatach, rolnictwie regeneratywnym, opłacalności produkcji zbóż. Od 4 do 20 lutego 2025 r. w 5 lokalizacjach.

Wczoraj rolnicy z łódzkiego ponowili wizytę pod ubojnią Animexu w Kutnie, by sprawdzić czy zakład zgodnie [z deklaracjami] zaprzestał importu świń z Niemiec. Rolnicy ze północno-wschodniej Polski podobna akcje przeprowadzili pod ubojnia Rytel w Podgórzu pod Łomżą. Tam również ciężarówki zwoziły niemieckie tuczniki.

Rolnicy znowu w Kutnie

-Dyrekcja Animexu zapewniała, że dokonała jednorazowego zakupu świń z Niemiec w ilości 3% tygodniowego zapotrzebowania. Nawet gdyby zakład pracował wciąż z maksymalną wydajnością, ten import dawno powinien się skończyć, a świnie z Niemiec wciąż tam przyjeżdżają, co wczoraj na własne oczy zobaczyliśmy – mówi Janusz Terka, działacz rolniczej Solidarności i współorganizator wczorajszej akcji. -W dodatku potwierdziło się, że te tuczniki z Niemiec zwozi m.in. polska firma Europig, która ma siedzibę w naszym zagłębiu produkcji trzody w gminie Grabica, w powiecie piotrkowskim.

Rolnicy alarmują, że import ten wpłynie zarówno na ceny skupu trzody, jak i możliwości zbytu przez krajowych producentów.

-Wzmożony import trzody z Niemiec trwa na dużą skalę. Niemcy wyczyszczą sobie chlewnie i magazyny, a u nas ceny zaczynają spadać i rynek będzie rozregulowany – mówi Terka. -Biorąc pod uwagę, że średnio na polskie gospodarstwo hodowlane przypada 200 świń, to jeden taki transport który przyjechał do Kutna pozbawia tego statystycznego rolnika możliwości zbytu tuczników. A tych transportów jest przyjeżdża dużo, nasz rynek zbytu się kurczy i zaraz będziemy mieć kryzys.

Niemieckie tuczniki w ubojni pod Łomżą

Podobną jak w Kutnie akcję rolnicy ze wschodniej Polski zorganizowali wczoraj pod ubojnią Rytel w gminie Łomża. Współorganizatorami jej były Związek Zawodowy Rolnictwa Korona i Związek Zawodowy Orka. ZZR Korona na swoim fejsbukowym profilu relacjonuje wydarzenia. W zamieszczonym poście czytamy:

„Ciężarówki z Tucznikami z Niemiec z rejonów gdzie wykryto pryszczycę wjeżdżają do polskich zakładów. Ile mogą kosztować tuczniki ściągane z Brandenburgii??Zakład który ściąga te tuczniki znajduje się w zagłębiu hodowców bydła. Oby nie podzielili oni losu hodowców trzody chlewnej.”

W opublikowanym filmie dokumentującym działania, rolnicy mówią, że kierowcy przywożący tuczniki potwierdzili, że wiozą do zakładu świnie z Brandenburgii. Związkowcy ubolewają, że właściciel dotąd zapewniał rolników, że świń z Niemiec nie importuje.

Obawy przed pryszczycą

Zarówno pod Kutnem, jak i pod Łomżą rolnicy wyrażali zaniepokojenie faktem, że tuczniki przywożone są do Polski z Brandenburgii, gdzie było ognisko pryszczycy. W ich opinii zagrożenie epidemią jest wciąż realne, tymczasem ochrona naszych hodowców bydła i trzody jest mizerna.

-Ograniczenia zdjęto, ale Niemcy wciąż nie wyjaśnili skąd choroba się u nich wzięła. Nie ma więc pewności, że import z Brandenburgii faktycznie jest bezpieczny – mówi Janusz Terka.

Jak mówi związkowiec, ciężarówek z niemieckimi tucznikami byłoby wczoraj dużo więcej, gdyby niemieckie służby weterynaryjne nie wstrzymywały transportów ze względu na panujące mrozy.

Pytaliśmy firmy

Kilka dni temu, po pierwszej akcji rolników, dzwoniliśmy również do firmy Europig, by sprawdzić doniesienia o wzmożonym imporcie realizowanym przez polskiego przewoźnika. Właściciel firmy zapewniał, że żadnych świń z Niemiec nie przywozi.

Pytaliśmy również w ubojni Rytel, czy pogłoski o zakupach świń w Niemczech są prawdziwe, ale dyrektor zakładu nie miał życzenia z nami rozmawiać. Rzecznik Animex Foods zapewniał z kolei, że firma dokonała niewielkiego zakupu niemieckich tuczników z braku dostępności żywca na rynku. Zakup ten stanowić miał jedynie 3% tygodniowego zapotrzebowania grupy.

Według danych podawanych w czasie, gdy zakład w Kutnie ruszał z produkcją, zapotrzebowanie to wynosić miało według różnych źródeł 60-80 tys. świń tygodniowo. Wszystkie zakłady Animex Foods przerabiają tygodniowo około 100 tys. świń.

Chrońmy polskich rolników – powstrzymajmy tani import i dbajmy o naszą żywność!

Chrońmy polskich rolników – powstrzymajmy tani import i dbajmy o naszą żywność!

Chrońmy polskich rolników – powstrzymajmy tani import i dbajmy o naszą żywność!

petition author image

CitizenGO – rozpoczął tę petycję do Premiera RP, Donalda Tuska – 2024/12/24

Wyobraź sobie umowę, która poświęca los polskich rolników, społeczności wiejskie i naszą suwerenność w zakresie żywności na rzecz zysków wielkich korporacji. Taka jest rzeczywistość umowy handlowej UE-Mercosur, forsowanej przez Ursulę von der Leyen.

To porozumienie poważnie zagraża polskiemu rolnictwu, zalewając nasz rynek tanim importem z Ameryki Południowej. Polscy rolnicy, już obciążeni rosnącymi kosztami i surowymi [a głupawymi md] regulacjami UE, nie będą w stanie konkurować, co może doprowadzić do upadku polskiej wsi.

podpisz/petycje

Ten problem nie dotyczy tylko rolników – chodzi o nas wszystkich. Ta umowa zagraża naszej suwerenności żywnościowej, uzależniając nas od zagranicznego importu i narażając stabilność dostaw żywności. Podczas gdy nieliczni skorzystają, większość z nas poniesie koszty tego ryzykownego rozwiązania.

Kto naprawdę skorzysta na tej umowie? Na pewno nie polscy rolnicy ani wiejskie rodziny utrzymujące się z rolnictwa. Zyskają zachodnie korporacje i przemysł, znajdując w Ameryce Południowej kolejne rynki zbytu. Niestety przyszłość małych i średnich gospodarstw w Polsce będzie poważnie zagrożona.

Ta umowa ujawnia hipokryzję UE w kwestiach środowiskowych. Podczas gdy europejscy rolnicy, w tym polscy, muszą sprostać surowym regulacjom i rosnącym kosztom w imię walki ze zmianami klimatu, UE wspiera import z Ameryki Południowej od producentów, którzy ignorują te standardy.

Jeśli elity UE twierdzą, że walczą o planetę, to jak mogą usprawiedliwiać wspieranie destrukcyjnych praktyk w państwach Ameryki Południowej, jednocześnie nakładając druzgocące ograniczenia na własnych rolników? Czy naprawdę chodzi o ochronę środowiska, czy raczej o zysk kosztem polskiego rolnictwa?

Porozumienie UE-Mercosur zagraża samym podstawom życia na wsi. Rolnictwo to nie tylko sposób zarabiania pieniędzy, lecz fundament naszej kultury i tradycji. Utrata gospodarstw oznacza koniec wielowiekowego stylu życia, przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Wiejskie społeczności, które już teraz zmagają się z wyludnieniem, nie poradzą sobie z kolejnym ciosem, niszczącym ich źródło utrzymania i stabilności.

Co więcej, takie porozumienie tworzy niebezpieczny precedens dla przyszłych umów handlowych. Wysyła jasny sygnał, że Unia Europejska przedkłada zysk ponad sprawiedliwość, zrównoważony rozwój i dobrobyt lokalnych społeczności.

Musimy działać teraz, aby pokazać, że polskie głosy mają znaczenie i że nasza przyszłość nie będzie poświęcona dla zysków zachodniego przemysłu i korporacyjnych gigantów.

Jeszcze nie wszystko stracone. Ta umowa wymaga zatwierdzenia przez 15 państw członkowskich UE oraz Parlament Europejski. Francja i Włochy już wyraziły swój sprzeciw – Polska musi do nich dołączyć i stanowczo bronić interesów swoich rolników.

Stań w obronie polskich rolników, polskiej wsi i naszej przyszłości!

Podpisz petycję już teraz i zażądaj od premiera RP Donalda Tuska odrzucenia umowy handlowej UE-Mercosur.

Twój podpis ma znaczenie – razem możemy to zatrzymać!

podpisz/petycje

Zbankrutowany Ursus sprzedany. Trafi w „ukraińskie” ręce

Ursus sprzedany. Polski producent ciągników trafi w ukraińskie ręce

24.10.2024., Paweł Mikos tygodnik-rolniczy

Syndyk sprzedał firmę Ursus, legendarnego producenta ciągników. Nowym właścicielem jest spółka powiązana z przedsiębiorcą z Ukrainy.– Wysoko cenimy przemysłowe dziedzictwo Ursusa i zrobimy wszystko, aby przywrócić jego chwałę – deklaruje inwestor. Jakie plany na Ursusa ma nowy właściciel?

Syndyk sprzedał Ursusa – cena wywoławcza to 74 mln zł

W czwartek 24 października 2024 odbyło się otwarcie kopert w przetargu na zakup spółki Ursus w upadłości. Był to już trzeci konkurs, bo w poprzednich nie było chętnych na zakup legendarnego producenta polskich ciągników rolniczych.

Tym razem cena wywoławcza była znacznie niższa niż podczas pierwszego przetargu i z kwoty 125 mln zł spadła o 40% do poziomu 74 mln zł.

Nowy właściciel nabył m.in.:

  • zakłady produkcyjne w Dobrym Mieście i w Lublinie,
  • nieruchomości zlokalizowanych w Dobrym Mieście i Lublinie, gminie Zakroczym i Biedaszki,
  • dokumentacje projektów badawczo-rozwojowych Ursusa,
  • maszyny i urządzenie w zakładach produkcyjnych,
  • zapasy magazynowe,
  • prawo do wykorzystywania znaku towarowego Ursusa.

Kim jest nowy właściciel Ursusa?

Nowy właściciel Ursusa to dość enigmatyczna spółka M.I. Crow. Pierwszy taką informację podał portal wrp.pl, a my potwierdziliśmy to w kancelarii syndyka oraz w rozmowie z nowym właścicielem Ursusa.

Z danych KRS wynika, że została założona dopiero 1 lipca 2024 roku, a jej kapitał zakładowy wynosi 50 tys. zł. Wspólnikami jest Bożena Głowacka i Oleg Krot, który jednocześnie jest prezesem spółki.

W rozmowie z Tygodnikiem Poradnikiem Rolniczym Bożena Głowacka wskazała, że obecnie nowy właściciel opracowuje dokładny plan działalności Ursusa po jego przejęciu.

– Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu prezes Oleg Krot pojawi się w Lublinie i Dobrym Mieście, aby spotkać się z załogą i przedstawić plany rozwoju Ursusa – mówi Bożena Głowacka w rozmowie z „Tygodnikiem Poradnikiem Rolniczym”.

Oleg Krot to kijowski przedsiębiorca, jeden z partnerów zarządzających holdingu TECHIIA. Koncern zrzesza 10 firm technologicznych z takich branż jak lotnictwo bezzałogowe (drony), IT, e-sport, technologia budowlana, SaaS. W wywiadach prasowych Krot stawia na zrównoważony rozwój i biznes, który jest związany z lokalną społecznością.

Jakie plany na Ursusa ma nowy właściciel?

Spółka M.I. Crow, czyli oficjalnie nowy właściciel Ursusa, uważa, że to zupełnie nowy rozdział w historii legendarnej fabryki Ursus.

– Nasza firma jest gotowa podjąć zobowiązanie ożywienia tego przemysłowego giganta, przy jednoczesnym zachowaniu jego unikalnego dziedzictwa i wieloletniej tradycji w produkcji maszyn rolniczych – można przeczytać w oświadczeniu spółki.

Nowy właściciel Ursusa zamierza teraz opracować nową strategię rozwoju producenta ciągników. Firma deklaruje, że utrzyma wszystkie istniejące miejsca pracy, a w planach ma również zatrudnienia nowych specjalistów i zwiększyć zdolności produkcyjne Ursusa. Inwestor zapewnia, że strategia będzie opartą na zasadach zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialności korporacyjnej, a Ursus w nowej odsłonie ma być „wartościowym członkiem lokalnej społeczności”.

Jak można przeczytać w oświadczeniu, plan inwestycyjny zakłada m.in. znaczną modernizację produkcji poprzez wdrożenie nowoczesnych technologii i zasad zarządzania, które będą koncentrować się także na wpływie na środowisko.

„Chcemy przywrócić chwałę Ursusowi”

 – Nasz zespół wysoko ceni przemysłowe dziedzictwo Ursusa i jego wkład w rozwój europejskiej inżynierii, dlatego zrobimy wszystko, aby przywrócić i pomnożyć chwałę tego przedsiębiorstwa w skali globalnej. Zapewniam, że wspólnie możemy nie tylko ożywić fabrykę, ale także wynieść ją na nowy poziom rozwoju, zachowując jej unikalną tożsamość i historyczne znaczenie. Dostrzegamy ogromny potencjał w tym przedsiębiorstwie i zrobimy wszystko, aby jego ożywienie stało się symbolem nowego rozdziału w rozwoju polskiego przemysłu – podsumowują nowi właściciele Ursusa.

Jak doszło do upadku Ursusa?

Z jakiego powodu legendarny producent ciągników upadł? O tym możesz przeczytać w tym artykule: Ursus zbankrutował. Koniec 100-letniej historii polskich ciągników

image

Paweł Mikos

Europę zalewa cukier z Ukrainy. Nie jest on ukraiński tylko… niemiecki

18 października 2024 pch/europe-zalewa-cukier-z-ukrainy-tylko-niemiecki

Europę zalewa cukier z Ukrainy. Problem w tym, że nie jest on ukraiński tylko… niemiecki

Spółki cukrowe proponują plantatorom buraka ceny na przyszły rok niższe od tegorocznych, i to aż o 25 procent. Powodem jest zalew towaru napływającego do nas zza wschodniej granicy. Problem jednak dotyczy nie tylko Polski, lecz także innych państw UE.

Portal „Wieści Rolnicze” pisze o aż 23-krotnym wzroście importu cukru z Ukrainy przez kraje Unii Europejskiej. W dużej mierze chodzi o towar należący do spółek niemieckich. Przejęły one pokaźną część rynku w kraju, którego stosunkowo niewielkie obszary są dzisiaj objęte działaniami zbrojnymi.

Według danych Eurostatu, jeszcze w roku 2021 do Krajów Wspólnoty wpłynęło około 14 840 ton, a rok później aż 10 razy więcej, bo ponad 148 000 ton cukru. Wielkość ta okazuje się być mała w porównaniu z kolejnym – 2023 rokiem, kiedy Ukraina eksportowała do UE prawie pół miliona ton cukru. Jest to wzrost o 2 240 %! (23-krotny) względem średniej z lat 2016 – 2021” – czytamy w tekście Doroty Andrzejewskiej.

Jak podkreśla portal, tylko jedna niemiecka spółka Pfeifer&Langen jest na Ukrainie właścicielem 6 spośród 30 wszystkich cukrowni. Zakłady P&L znajdują się w miejscowościach: Chorostkiw, Kosowa, Radechiw, Zbaraż, Czortkiw i Gnidawa. Ostatni z wymienionych został wykupiony przed rokiem.  W ciągu jednego dnia potrafi przerobić 6 tysięcy ton buraków.

Według zaś witryny UkrAgroConsult, ubiegłoroczna łączna powierzchnia tamtejszych zasiewów buraka cukrowego przekroczyła aż o 30 tysięcy hektarów stan sprzed wojny (249 900 hektarów przy 220 tysiącach ha w roku 2021). Roczny plon u naszych wschodnich sąsiadów wynosi łącznie 13 mln ton buraków.

Źródło: Wieści Rolnicze RoM

Zysk kosztem dobra ludzi i zwierząt. Tak produkowane mleko nie jest zdrowe !!

—————————————–

Zysk kosztem dobra ludzi i zwierząt. Czy tak produkowane mleko jest zdrowe?

pch24.pl/zysk-kosztem-dobra-ludzi-i-zwierzat

(Źródło: pixabay.com)

– Krowa rasy pierwotnej daje rocznie od 1,2 do 2 tysięcy tysiąca litrów mleka. Natomiast z krowy tzw. rasy nowoczesnej potrafi się „wycisnąć” nawet 15 tysięcy litrów rocznie. Nie zwraca się jednak uwagi, co dla nas konsumentów jest rzeczą najważniejszą, na jakość mleka.

Mleko krowy rasy pierwotnej jest bardzo zdrowe i tak tłuste, że można z niego wytworzyć duże ilości zdrowego masła i śmietany, a mleko od krów ras nowoczesnych jest szkodliwe dla zdrowia. Powiem panu więcej – nowoczesna krowa jest chora, wynaturzona i zdegenerowana – mówi Bogdan Garkowski, weterynarz i zootechnik.

Jak doszło do wykształcenia się ras pierwotnych zwierząt hodowlanych?

Początkiem było udomowienie ich dzikich przodków. Na naszych ziemiach  stało się to już kilka tysięcy lat temu. Po zmianie sposobu życia człowieka z koczownictwa do trybu życia osiadłego, on i jego cały inwentarz pozostawał w jednym miejscu. Wraz z upływem czasu udomowione zwierzęta hodowlane powoli ulegały działaniu miejscowego środowiska, czyli dostosowywały się do niego. Doprowadziło to do powstania mnóstwa ras pierwotnych, naturalnych, doskonale dostosowanych do miejscowego rodzaju klimatu, ukształtowania terenu i paszy (roślin), która rosła na danym obszarze.

Doskonałe przystosowanie się do życia w warunkach przyrodniczych, jakie występują na konkretnym terenie, czyni zwierzęta ras pierwotnych najlepszymi do hodowli. Po pierwsze zwierzęta te cechuje długa żywotność, do 20 lat, i rzadkie zapadanie na choroby. Kiedy dawniej rolnicy hodowali rasy pierwotne krów, m.in. krowę czerwoną, to o takiej piętnastoletniej krowie nikt nie mówił, że jest stara. Natomiast tzw. okres użytkowania bydła nowych ras, to maksymalnie 5 –7 lat życia na antybiotykach i innych lekach. Potem taka krowa nadaje się jedynie na ubój, albo sama zdycha. 

Dlaczego więc nowe rasy, które często chorują i krócej żyją wyparły stare rasy pierwotne – zdrowe i długowieczne?

Jak w każdej dziedzinie nowoczesnej gospodarki, cały ten tzw. postęp wynika z ludzkiej zachłanność, czyli chęci pomnażania zysków w chory sposób. Dla przykładu, krowa rasy pierwotnej daje rocznie od 1,2 do 2 tysięcy tysiąca litrów mleka. Natomiast z krowy tzw. rasy nowoczesnej potrafi się „wycisnąć” nawet 15 tysięcy litrów rocznie. Nie zwraca się jednak uwagi, co dla nas konsumentów jest rzeczą najważniejszą, na jakość mleka. Kiedy mleko krowy rasy pierwotnej jest bardzo zdrowe i tak tłuste, że można z niego wytworzyć duże ilości zdrowego masła i śmietany, to mleko od krów ras nowoczesnych jest szkodliwe dla zdrowia. Powiem panu więcej – nowoczesna krowa jest chora, wynaturzona i zdegenerowana.

W jaki sposób z nowoczesnej krowy wyciąga się aż 15 tysięcy litrów mleka rocznie ?

Pierwsza sprawa – nowoczesne krowy są „dziećmi” manipulacji genetycznych, czyli powstają w laboratoriach. Po drugie – normalnie, zgodnie z naturą, krowa powinna wydzielać mleko w sposób fizjologiczny, czyli jako pokarm dla cielęcia, którego wzbudzi byk. Wówczas, podobnie jak u człowieka, ciąża krowy trwa 9 miesięcy. Przez cały ten czas krowa wytwarza mleko. Przez pierwsze dni po porodzie krowa produkuje tzw. siarę, czyli mleko bogate w składniki odżywcze, mineralne i przeciwciała. Siara nie nadaje się jednak do konsumpcji przez ludzi, dlatego podczas jej wytwarzania nie powinno doić się krów. Takie mleko – siara jest niezwykle ważne w początkowych dniach życia cielaka, ponieważ daje mu odporność. Po kilku dniach krowa znów produkuje normalne mleko. I to jest naturalny sposób pozyskiwania mleka. Natomiast w hodowlach przemysłowych stosuje się sposób patologiczny. Mówiąc w dużym skrócie polega on na tym, iż krowa jest zaraz po każdym porodzie zapładniana sztucznie, tak aby wciąż była w ciąży i wytwarzała mleko.

Jaką cenę za taką ogromną wydajność krowy płaci ona sama i konsumenci mleka oraz jego przetworów?

Krowy, przez ten patologiczny sposób produkcji mleka, są wyczerpane, schorowane i zdychają, lub jadą do rzeźni bardzo szybko, czyli w wieku 5 do 7 lat. Gnębią je liczne choroby. Nagminnie występuje zapalenie wymienia, co razem z białaczką stanowi największy problem współczesnej hodowli krów. W czołowych oborach naszego kraju, ze względu na białaczkę trzeba usuwać każdego roku bardzo poważny procent pogłowia. Natomiast zapalenie wymienia leczy się przez podawanie krowie wielu specyficznych środków opartych na antybiotykach. W skali jednego województwa, w ciągu roku, zużywa się wiele ton antybiotyków – część z nich przedostaje się do mleka. Dlatego m.in. inspektorat sanitarny dawno już zakazał picia w szkołach surowego mleka. Konsumenci mleka i jego przetworów dostają „chore” wyroby mleczne. Zasada jest prosta – zdrowe zwierzę obdarza człowieka zdrowymi produktami, zaś chore – chorymi.

Kiedy w Polsce uznano, że rasy pierwotne zwierząt hodowlanych są niepotrzebne i je zdziesiątkowano?

Tej „rzezi” na rasach pierwotnych dokonano za czasów PRL-u. Wówczas to wyniszczono w bardzo poważnym stopniu pierwotne rasy owiec i bydła. Z istniejących niegdyś kilkuset ras pierwotnych, dziś doszukano się istnienia jedynie kilkunastu. Właśnie wówczas powstało to niemądre powiedzenie: „Nie rasa i pochodzenie, lecz pasza i żywienie” – decydują o wydajności zwierząt. W minionym komunistycznym okresie wydano odpowiednie państwowe zarządzenia likwidacji ras pierwotnych, hodowanych na danych terenach Polski od wieków. Jeśli chodzi o owce, w sporej liczbie, ostały się właściwie tylko dwie polskie czyste rasy pierwotne – „cakiel górski” oraz „wrzosówka”. Również kilka naturalnych ras bydła, w tym typowo polskie, doskonale przystosowane do naszego terenu i klimatu, bydło rasy czerwonej.

Dziękuję za rozmowę

Adam Białous

Rolnicy w Czechach otworzyli własny supermarket. Mają dość szkodliwych praktyk sieci handlowych. Czas, by i w Polsce.

Rolnicy w Czechach otworzyli własny supermarket. Mają dość szkodliwych praktyk sieci handlowych

22 maj 2024 ceny/rolnicze

czechy, rolnicy, sieć handlowa

– Czeskim rolnikom w końcu zabrakło cierpliwości, bo stało się dla nich jasne, że sieci handlowe nie zmienią swojego zachowania wobec nich, jeśli nie znajdą się pod presją. I tak zaczęli otwierać własne sklepy. Mówi się też, że wkrótce mogłaby powstać tu nowa sieć, która miałaby działać właśnie w oparciu o współpracę krajowych producentów i dostawców żywności – czytamy w publikacji portalu eprehledne.cz.

– Izba Rolnicza Republiki Czeskiej kilkakrotnie zwracała uwagę na wielkie szkody jakie wyrządzają krajowemu rolnictwu sieci handlowe, np. zwykłe owoce i warzywa sprowadzane są z zagranicy do sieci handlowych, mimo że krajowi rolnicy posiadają pełne magazyny danych upraw. I to pomimo tego, że w reklamach wszystkie sieci grają na tym, jak bardzo wspierają lokalnych rolników i producentów żywności – czytamy w publikacji portalu eprehledne.cz.

– Wygląda jednak na to, że rolnikom w końcu zabrakło cierpliwości, bo stało się dla nich jasne, że sieci handlowe nie zmienią swojego zachowania, jeśli nie znajdą się pod presją. I tak zaczęli otwierać własne sklepy. Mówi się też, że wkrótce mogłaby powstać tu nowa sieć, która miałaby działać właśnie w oparciu o współpracę krajowych producentów i dostawców żywności. Ma to duży sens, gdyż produkty trafiłyby do klientów od razu, a nie przez ogniwo pośrednie. Jak mogłoby to wyglądać pokazuje na przykład działający już od wielu miesięcy sklep Hanácký grunt, do którego ustawiają się długie kolejki. Jej operatorem jest spółdzielnia rolnicza Unčovice – pisze eprehledne.cz.

Jakość i niższa cena 

– Teraz robię zakupy tylko tutaj. Dostanę tu wszystko, czego potrzebuję, w jakości, o jakiej w sieciówkach można tylko pomarzyć. Przede wszystkim mięso tutaj jest zupełnie inne. Inaczej wygląda i przede wszystkim smakuje. Przecież to, co teraz jest z supermarketów, to w ogóle boję się kupować  – mówi pani Aleksandra w rozmowie z Eprehledne, nawiązując do praktyki krajowych sieci, które coraz częściej importują problematyczne mięso z różnych krajów, np. z Ukrainy.

– Kolejną dużą zaletą są rozsądne ceny. Jeśli się tu rozejrzysz, przekonasz się, że wcale nie jest drogo. Niektóre rzeczy możesz kupić nawet za połowę kwoty, jaką zapłaciłbyś za nie w supermarkecie.

Można mieć tylko nadzieję, że podobnych sklepów będzie coraz więcej i być może rzeczywiście połączą się w większą sieć, która w końcu pozytywnie wpłynie na rynek spożywczy – pisze eprehledne.cz.

– Kiedy w kwietniu tego roku rolnicy z Unčovic koło Litovli otworzyli sklep Hanácký Grunt, w którym chcieli zaoferować klientom nie tylko świeże mięso z własnej hodowli, wkroczyli w nieznane. Kierownictwo spółdzielni nie miało pojęcia, jak skutecznie będzie ona odnosić się do klientów. Jednak pierwsze tygodnie działania przeszły najśmielsze oczekiwania i popularny sklep spółdzielczy z lokalnymi pysznościami wciąż rośnie, a wraz z nim rzesze klientów – czytamy w czeskich mediach w publikacji z listopada 2023 r.