Węgry: „wujek George” (Soros) źle ulokował swoje pieniądze: „Lewica była najgorszą inwestycją Sorosa”.

Najważniejsze elementy wyborów na Węgrzech. Sukces narodowej „Naszej Ojczyzny” i 95 proc. głosów przeciw oduraczaniu

Wybory węgierskie okazały się wielkim sukcesem rządzącej koalicji Fidesz-KDNP. Skala wygranej zaskoczyła chyba nawet samego Orbana, stąd jego słowa, że zwycięstwio było widoczne „z kosmosu”, a już z pewnością z perspektywy Brukseli.

Wygrana oznacza rozpad „zjednoczonej opozycji”. Przegrany Marki-Zay po ogłoszeniu wyników przeżywał porażkę samotnie, bez koalicjantów w otoczeniu kilkudziesięciu osób.

Jobbik będzie miał 11 posłów w parlamencie. Marki-Zay powiedział, że Fidesz prowadził „kampanię nienawiści” i „prania mózgów” i zakwestionował wolność głosowania.

Socjalista Ferenc Gyurcsány, który wprowadził 16 deputowanych, niemal od razy wyśmiewał „kapitana” Márki-Zaya.

Opozycji nie udało się nawet zdobyć wszystkich okręgów w Budapeszcie i znalazła się na czele tylko w dwóch okręgach wojewódzkich. Szef listy, Péter Márki-Zay, przegrał nawet na swoim terenie z Jánosem Lázárem w 4. okręgu wyborczym regionu Csongrád-Csanád (52,37% do 39,58%).

Jednak poza Orbanem, te wybory mają jeszcze jednego zwycięzcę. Jest nim ruch narodowy Mi Hazánk (Nasza Ojczyzna) kierowany przez burmistrza Ásotthalom, Laszló Toroczkaia.

Przekroczyli próg 5% ( 6,17%) i tym samym wprowadzili do parlamentu 7 posłów. Większości Fideszu przybędzie krytyka z prawej strony, która zakończy nudny dualizm sporów pomiędzy większością rządzącą a opozycją.

„Mi Hazánk” wypłynął na fali protestów przeciw obostrzeniom antycovidowym. Wydawał się słabnąć po ich zniesieniu. Przyciągnął jednak do siebie „sieroty po Jobbiku”, a także wyborców prawicowych rozczarowanych Fideszem.

Sukces „Naszej Ojczyzny” nie tylko wnosi nowy element do węgierskiego życia politycznego, ale jeszcze bardziej podkreśla porażkę sił lewicowo-liberalnych.

Na 199 miejsc w parlamencie 135 zajmą posłowie obecnej większości rządowej. Koalicja Fidesz-KDNP uzyskała 53,10% oddanych głosów i tym samym przewyższyła wynik z 2014 r. (45,04%) i 2018 r. (49,60%). W 2010 r. uzyskała 52,73% w pierwszej turze i 53,81% w drugiej turze.

Orban zakpił, że „wujek George” (Soros) źle ulokował swoje pieniądze i dodał, że „lewica była najgorszą inwestycją Sorosa”. Przypomniał o naciskach Brukseli, krytyce międzynarodowej jego rządu, naciskach Unii, ale też o… prezydencie Zełenskim. Ten popełnił błąd i w przeddzień wyborów mocno atakował Viktora Orbana. Kijów postawił na opozycję i relacji z Budapesztem nie polepszy…

Jednym z ważniejszych elementów niedzieli 3 kwietnia na Węgrzech było też referendum w sprawie ideologii LGBT. Po raz pierwszy taką kwestię poddano pod osąd demokratyczny. To lobby przepycha najczęściej swoje rewindykacje za pomocą władzy sądowniczej, międzynarodowych trybunałów, rozmaitych dokumentów ponad narodowych i zachodzi społeczeństwa „od tyłu”.

Orban postawił problem wprost. Natychmiast okazało się, że „w kwestii praw człowieka nie wolno robić głosowań”, chociaż ten sam argument w kwestii zabijania dzieci nienarodzonych, te same środowiska odrzucają. Etyka Kalego z „Pustyni i w puszczy”.

3 kwietnia Węgrzy odpowiadali na 4 pytania referendalne w kontekście ochrony dzieci. Dotyczyło to wpuszczania bez zgody rodziców do publicznych szkół propagandy LGBT, popularyzacji zabiegów korekty („zaminy”) płci dla nieletnich, nieograniczonego dostępu nieletnich do treści medialnych o charakterze seksualnym i treści propagujących „modny” ostatnio transseksualizm.

95% Węgrów zagłosowało na „Nie”. Nie jest to jednak wynik rozstrzygający, bo w referendum wymagano frekwencji powyżej 50% ogólnej liczby wyborców. Frekwencja w wyborach wyniosła poniżej 70%, a wyborcy opozycji głosowanie to bojkotowali. Jednoznaczny wynik referendum może być jednak dla parlamentu wskazówką braku społecznej akceptacji dla tego typu progresywizmu.

Źródło: Visegrad Post/ mandiner.hu

Wybory na Węgrzech. Zdecydowane zwycięstwo Orbana. „Tak wielkie, że widać je z Brukseli”

Orban Victor !!!

https://nczas.com/2022/04/04/wybory-na-wegrzech-zdecydowane-zwyciestwo-orbana-tak-wielkie-ze-widac-je-z-brukseli/
——————————
Media głównego nurtu w całej Europie od kilku tygodni trąbiły, że wybory na Węgrzech są wielką niewiadomą i możliwa jest porażka Fideszu Victora Orbana. Nic takiego nie nastąpiło. Co więcej, Orban odniósł zdecydowane zwycięstwo, dające Fideszowi być może nawet większość konstytucyjną.

Węgierskie Narodowe Biuro Wyborcze (NVI) podało, że po przeliczeniu ok. 85 proc. głosów, na Fidesz swój głos oddało 54 proc. wyborców, na tzw. zjednoczoną opozycję 34 proc., a na Naszą Ojczyznę 6,3 proc.

Przy takim układzie, w 199-osobowym parlamencie partia Orbana uzyskuje 135 mandatów, co daje większość konstytucyjną (2/3 głosów). Zjednoczonej opozycji przypada 56 mandatów, a Naszej Ojczyźnie – 7.

Frekwencja o godz. 19, czyli w momencie zamknięcia lokali wyborczych, wyniosła 68,69 proc.

Orban: odnieśliśmy wielkie zwycięstwo

Odnieśliśmy wielkie zwycięstwo. Tak wielkie, że widać je nawet z księżyca, a już na pewno z Brukseli – powiedział Orban po opublikowaniu wstępnych wyników wyborów parlamentarnych na Węgrzech.

Orban ocenił, że właśnie podczas tych wyborów koalicja rządząca musiała walczyć z najsilniejszymi wiatrami przeciwnymi: „lewicą w kraju, międzynarodową lewicą dookoła, brukselskimi biurokratami, wszystkimi pieniędzmi i organizacjami (finansisty) Gyoergya Sorosa, międzynarodowymi mediami głównego nurtu, i wreszcie z prezydentem Ukrainy. Nigdy dotąd nie mieliśmy tylu przeciwników na raz”.

Nie pozwoliliśmy na powrót haniebnej przeszłości, obroniliśmy niezależność i wolność Węgier, obroniliśmy ich pokój i bezpieczeństwo – ocenił.

Podkreślił przy tym, że Węgry mają nie tylko przeciwników, ale też przyjaciół.

Oni też uczynili wszystko, byśmy zwyciężyli. Z życzliwością myślimy o amerykańskich przyjaciołach, o Polakach, Włochach, Hiszpanach, Serbach, Słowakach i Austriakach, którzy byli z nami i nam pomagali w minionych miesiącach– powiedział.

„Po pierwsze Węgry”, czy „Po pierwsze Ukraina”.

Orban ma łatwiej, bo rządzi Węgrami, nie Polakami

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/orban-ma-latwiej-bo-rzadzi-wegrami-nie-polakami/

Wielki przyjaciel Polski, jak do niedawna partia rządząca i media „niepokorne” nazywały Victora Orbana, praktycznie z dnia na dzień stał się wrogiem Polski i w dodatku „ruską onucą”. Zmiana oceny polityki Orbana dobitnie świadczy, jakimi ignorantami w sferze międzynarodowej są przedstawiciele kierownictwa PiS, z Kaczyńskim na czele. Nie kto inny tylko właśnie Jarosław Kaczyński był wpatrzony w Orbana, jak w obrazek, a po dojściu do władzy kopiował niemal wszystkie pomysły węgierskiego prezydenta, z wyjątkiem jednego – polityki międzynarodowej. Dlaczego zmiana oceny Orbana jest przejawem ignorancji? Z dwóch generalnych powodów, po pierwsze Orban zawsze był „ruską onucą”, po drugie kopiowanie wewnętrznej polityki Orbana bez powielania polityki zagranicznej, jest jak chodzenie na jednej nodze.

Prezydent Węgier nad swoim biurkiem i łóżkiem ma powieszone jedno postanowienie: „Először is Magyarország”. Dla tych, którzy nie znają węgierskiego tak biegle, jak piszący te słowa, wklejam tłumaczenie: „Po pierwsze Węgry”. U polityków słowa z reguły nie mają większego znaczenia i najczęściej służą jako narzędzie propagandy, ale dla Orbana to nie są słowa, tylko filozofia działania, modus operandi.

Wszystko, co robi Orban jest egoistyczną, do bólu realistyczną strategią ochrony węgierskich interesów i pomimo wieloletniej krytyki ze strony całego świata Orban nie zmienił absolutnie nic w swoim postępowaniu. Konsekwencja daje określone korzyści, w postaci rozwoju Węgier i wygrywania kolejnych wyborów przez partię Fidesz.

Dosłownie za kilka dni na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne i wszystko wskazuje na to, że znów partia Orbana będzie zwycięska. Jak to możliwe, przy takim nastawieniu prezydenta Węgier do „wojny” na Ukrainie? Odpowiedź nie jest prosta, w każdym razie nie dla Polaków, którzy żyją w swoim świecie romantycznych uniesień i moralnych zwycięstw. Prawdą jest, że sam Orban ma bardzo dobre relacje z Putinem, co się przekłada na biznesy z Rosją. Nie chodzi tylko o rosyjską ropę i gaz dostarczane na Węgry po cenie, o jakiej Polacy mogę pomarzyć, ale też elektrownię atomową na rosyjskiej licencji.

Takie uzależnienie węgierskiej gospodarki od Rosji na pierwszy rzut oka wydaje się mało rozsądne, ale jeśli weźmiemy pod uwagę uwarunkowania społeczne, to zbuduje nam się pełen obraz węgierskiej rzeczywistości. W ostatnim sondażu ponad 40% Węgrów uznało, że Putin słusznie napadł na Ukrainę, co dla Polaków z całą pewnością jest szokującą informacją. Podkreślę, że nie chodzi o to, czy Węgrzy martwią się losem Ukraińców, ale o to, że ponad 40% Węgrów kibicuje w tym konflikcie Rosji.

Zatem dla Węgrów tak jak dla Orbana nie liczą się żadne moralne dywagacje, ale wyłącznie węgierski interes. Sympatia dla Rosji pewnie ma wiele składowych, ale też wiąże się bezpośrednio z tym, co Węgier tankuje, na jakim gazie gotuje gulasz i z jakiej elektrowni dostaje rachunki. Rasowy polityk z taką wiedzą, szczególnie na parę dni przed wyborami, może zrobić tylko jedno – bezwzględnie wykorzystać. I tak też się dzieje, Orban wręcz sobie kpi z Zełenskiego, gdy ten używa zgranych szantaży emocjonalnych z użyciem kobiet i dzieci. Odpowiedź

Orbana na apel prezydenta Ukrainy, aby Węgry zaangażowały się w konflikt nie pozostawia złudzeń:

1. „Jestem prawnikiem. Pracuję z wiedzą, którą zgromadziłem w świecie prawa. Ktoś, kto jest aktorem, pracuje z wiedzą, którą zdobył jako aktor”.

2. „Polityka węgierska nie jest przyjazna dla Ukrainy ani prorosyjska, ale przyjazna Węgrom”.

W Polsce nie do pomyślenia i trzeba uczciwie przyznać, że ani PiS nie może iść krok w krok za polityką Fideszu, ani Kaczyński dosłownie naśladować Orbana. Polskie uwarunkowania są skrajnie odmienne i poparcie dla Rosji występuje na poziomie promili, czemu trudno się dziwić z uwagi na kontekst historyczny i współczesne bandyckie zachowania Putina wobec Polski.

Tyle tylko, że jak się uznaje Orbana za wybitnego polityka i wzór do naśladowania, to wypadałoby skopiować przynajmniej podstawy jego polityki: „Po pierwsze Polska”. PiS z Kaczyńskim mogli i powinni zachować dystans do tego, co się dzieje na Ukrainie, oczywiście nie w takim stopniu, jak Węgrzy, bo to w Polsce byłoby politycznym samobójstwem, ale w odpowiednich dostosowanych do polskich realiów proporcjach.

Tymczasem mało zdolni uczniowie Orbana ruszyli w dokładnie przeciwnym kierunku, wymachując kuriozalnym hasłem na polskich sztandarach: „Po pierwsze Ukraina”.