Kto się cieszy z klęski Orbana?

Kto się cieszy z klęski Orbana?

Jan Engelgard myslpolska/kto-sie-cieszy-z-kleski-orbana

Oczywiście cały tzw. obóz demokratyczny w Polsce, Donald Tusk et consoretes, Czarzasty i PSL a także warszawski salon i media głównego nurtu. To nie jest żadna niespodzianka.

Ale przy okazji, jak to się mówi, wyszło szydło z wora. Odezwali się ludzie zaliczani do prawicy, którzy także uznali, że upadek Orbana jest wiadomością ze wszech miar radosną. Pominę wypociny niejakiego Roberta Winnickiego, który próbuje zaistnieć ponownie jako aktywny komentator w mediach społecznościowych. Nie będąc już w czynnej polityce nie musi „udawać” – pisze raczej to co myśli, a są one kompromitujące tzw. Ruch Narodowy, z którego się wywodzi i którego był, niesłusznie, nadzieją. Otóż według niego Orban to „szkodnik z punktu widzenia polskich interesów, który poszedł na totalny kurs kolizyjny z naszymi (ale i poniekąd węgierskimi, biorąc pod uwagę poziom energetycznej zależności Budapesztu od jednego kierunku – Moskwy), z państwa polskiego interesami, mając przy tym gębę pełną bałamutnych frazesów o szable i szklance. Orban realizował wizję niemiecko-rosyjskiej Europy Środkowej i łudził się, że coś mu z tego skapnie. Zero sentymentu, tylko polska racja stanu, z którą od lat Orban jest w ostrym zwarciu”.

Zauważmy, ten tok myślenia jest zbieżny w stu procentach z tym, co codziennie wtłacza nam mainstream liberalny – w tle rzecz jasna Moskwa, ta chorobliwa obsesja nie tylko obozu postępu, ale także polskiej „prawicy”. To jest punkt odniesienia wszelkich ocen. Kiedyś przed wojną młodzi narodowcy, a przynajmniej ich część, stawiali na Węgry, ale jako państwo z gruntu antysowieckie. Stawiali też na ukraiński ruch narodowy, jako niby naszego sojusznika w walce z Sowietami. Wojna boleśnie to zweryfikowała, ale dzisiaj tacy ludzie jak Winnicki wracają do tej skompromitowanej wizji. Problem w tym, że Węgry Orbana nie były Węgrami sprzed wojny, Węgry Orbana stały się „endeckie” i realizowały realistyczną geopolitykę w stylu Romana Dmowskiego. I to dla tych odprysków od głównego nurtu obozu narodowego – było zdradą i kamieniem obrazy. Zamiast uznać doniosłość ewolucji węgierskiej myśli w tym kierunku – uznali to za sprzeczne z polskim interesem, tak jak oni to pojmują. A dla nich „polski interes” to konfrontacja z Rosją, konfrontacja totalna.

Ale Winnicki to, mówiąc kolokwialne, pryszcz. Odezwał się w tym samym stylu zawodnik wagi znacznie cięższej, Sławomir Cenckiewicz, chcący uchodzić wciąż za wcielenie „prawdziwej” myśli narodowej. Oto jego ocena Orbana:

Był sojusznikiem Polski jedynie w rozgrywce z kosmopolitami i centralistami w UE oraz w kwestii migracji. To było ważne, ale za mało. Poza tym jedynie pogłębiał sprzeczności – inna percepcja zagrożeń rosyjskich, różnice w postrzeganiu sojuszu północnoatlantyckiego (o roli Węgrów we wspólnocie wywiadu powstaną kiedyś studia), zupełnie niezgodna z naszymi interesami polityka energetyczna (ostatnie wyczyny i wyprawa Mola na rynek serbski w konsultacji z Rosją), pogrzebanie idei Trójmorza… Nagrania rozmów węgierskiego premiera i szefa MSZ z Putinem i Ławrowem ujawnione ostatnio (zdobyte być może przez jeden z wywiadów) są tego wszystkiego egzemplifikacją. Relatywizacja tego na polskiej prawicy antyrosyjskiej była błędem (delikatnie mówiąc). Może przynajmniej lustracja nastanie na Węgrzech i inna polityka archiwalna… Generalnie węgierska lekcja powinna zostać przeanalizowana przez prawicę na różnych płaszczyznach – od kwestii rzeczywistej jakości tego „sojuszu”.

Tekst mógłby ukazać się na łamach „Gazety Wyborczej”, „Krytyki Politycznej” czy „Newsweeka”. No, może poza tą kuriozalną tezą o tym, że to Orban „pogrzebał” ideę Międzymorza. Nie, Orban jej nie pogrzebał, bo ona nigdy nie nabrała jakiegoś realnego kształtu. Była i jest chimerą, oderwaną od realiów utopią podtrzymywaną z uporem przy życiu przez pogrobowców polskiego prometeizmu i mesjanizmu, którego koncepcji nawet Józef Piłsudski nie brał na poważnie. O Międzymorzu, Imperium Słowiańskim itp. mówiono i pisano wiele przed wojną, ale po wojnie ci sami ludzie, którzy to głosili – uznali to za  nieporozumienie i odrzucili raz na zawsze, by wspomnieć Wojciecha Wasiutyńskiego czy Bolesława Piaseckiego. Kto przyznaje się do jakichkolwiek związków z obozem narodowym i nadal podtrzymuje ten mit – jest szkodnikiem i mącicielem. Z tej „doktryny” wyrasta tylko jeden konkret – idea „sług narodu ukraińskiego”. I choć tacy ludzie jak Winnicki tego nie powiedzą głośno, to tak jest w rzeczywistości.

Jeśli już mówimy o tym, kto co rozbił, to właśnie Polska, kierowana przez PiS, rozbiła istniejącą realnie Grupę Wyszehradzką, wybierając szaleństwo „strategicznego” partnerstwa z Ukrainą i niepoważnymi państwami bałtyckimi. To Mateusz Morawiecki na polecenie Jarosław Kaczyńskiego rozbił Grupę Wyszehradzką, przekształcają ją w nic nie znacząca atrapę, tylko dlatego, że Węgry Orbana nie przyjęły jako dogmatu prowojennej histerii, programu „wsparcia Ukrainy tak długo jak to będzie potrzebne” i obsesyjnej rusofobii. Dlatego nie wiem co Cenckiewicz ma na myśli, mówiąc, że „polska prawica antyrosyjska” musi wszystko przemyśleć na nowo i nie relatywizować węgierskiej herezji. Pomijam już użycie terminu „prawica antyrosyjska”, bo to obnaża i demaskuje poglądy autora tych słów. Nie ma w tym terminie za grosz nic „endeckiego”.

Przed wojną nawet najwięksi zwolennicy Międzymorza nie mówili, że są antyrosyjscy – mówili, że są antybolszewiccy, a o Rosji zawsze mówili jako potencjalnym partnerze. Dzisiaj Cenckiewicz nawołuje do konfrontacji z Rosją tak, jakby istniał ZSRR, mający tylko nową formę w postaci Rosji Putina. Jest to oczywiste polityczne i intelektualne szalbierstwo, biorąc nawet pod uwagę  obecny sentyment władz Rosji do ZSRR z czasów II wojny światowej.  I na koniec – „prawica antyrosyjska” w Polsce (PiS)  nie ma czego weryfikować, zawsze miała rusofobię na sztandarach, inspirując się raczej tradycją lewicowej PPS i masonerii a nie prawdziwej polskiej prawicy.

Jan Engelgard

Co łączy Pétera Magyara z ludźmi Tuska z Kłodzka

Prof. G. Górski: Co łączy Pétera Magyara z ludźmi Tuska z Kłodzka

12.04.2026, fronda/Prof-G-Gorski-Co-laczy-Petera-Magyara-z-ludzmi-Tuska-z-Klodzka

Fot. screenshot – YouTube (Magyar Péter Hivatalos, Donald Tusk – kanał oficjalny)

Prof. G. Górski: Co łączy Pétera Magyara z ludźmi Tuska z Kłodzka

„Czy Węgrzy wybiorą degenerata? Kogo promuje Bruksela i D. Tusk?” – pyta prof. Grzegorz Górski.

Jutro Węgrzy zadecydują o tym, kto wygra wybory parlamentarne – czy kierowany przez V. Orbana Fidesz czy kierowana przez P. Magyara TISZa.

Nie chcę włączać się w spekulacje, kto ma większe szanse, na temat jakości „sondaży” i niezliczonej ilości bzdur, które na temat V. Orbana kolportowali nie tylko jego zdefiniowani wrogowie w Polsce, ale również część środowisk prawicowych, które zupełnie nie są w stanie pojąć uwarunkowań relacji Węgier z Rosją. Pisałem już o tym nie raz, także w kontekście wyborów sprzed czterech lat. Przypomnę, że wtedy głownie atakowano Orbana za rzekome niezrozumienie Zełenskiego. Teraz po latach, nie ma praktycznie nikogo, kto nie miałby na temat ukraińskiego prezydenta opinii takich, jakie od początku formułował Orban. Ale zostawiając to, istotne jest kto jest rywalem Orbana w tych wyborach.

Peter Magyar otrzymał bezwarunkowe i totalne wsparcie Brukseli i praktycznie wszystkich stolic Unii Europejskiej. Zrobiono z niego człowieka, który ma skończyć z „reżimem Orbana”. Dla Brukseli bowiem uzyskanie po raz piąty demokratycznego mandatu jest czymś, co przekracza możliwości zrozumienia.

Co jednak zadecydowało o tym, że to właśnie Magyar ma być owym „wyzwolicielem” Węgier?

P. Magyar był mężem Judith Vargi, jednej z najwybitniejszych postaci węgierskiej polityki. Była ona przez wiele lat prawą ręką V. Orbana, wielu widziało w niej jego następczynię. Jako minister sprawiedliwości i minister do spraw europejskich przez niemal dziesięć lat z niezwykłą skutecznością broniła Węgry w Brukseli. Wzbudzała popłoch wśród brukselskiej elity, bezlitośnie masakrując ich swoim prawniczym kunsztem. J. Varga zyskała uznanie wszystkich, najważniejszych ośrodków prawniczych w Europie – także wśród jej przeciwników. J. Varga była naprawdę KIMŚ.

Było dla mnie nie tylko zaszczytem poznać się z Panią Judith, ale również prowadzić z Nią rozmowy, których walor intelektualny był na najwyższym poziomie.

Wiosną 2023 roku w okresie walki wyborczej do Europarlamentu, J. Varga stała na czele listy Fideszu i prowadziła tę kampanię. To właśnie wtedy Bruksela uruchomiła akcję „P. Magyar”. W tym momencie małżeństwo J. Vargi i P, Magyara było już praktycznie w rozkładzie. J. Varga wobec trwających od wielu lat przemocowych zachowań męża wraz z trzema synami zamieszkała osobno. Pamiętam dobrze, kiedy w czerwcu 2023 roku opowiadała mi o tej tragedii i widziałem w niej Osobę, która straszliwie cierpi. Cierpiała nie tyle z powodu własnych przeżyć – bo jest naprawdę silną kobietą – i życiowego zawodu. Cierpiała straszliwie z powodu skali krzywdy, jaką P. Magyar wyrządził jej (i swoim) synom.

Szczerze powiedziawszy, to co mówiła – a wiem, że przecież to była tylko cząstka prawdy – pozwoliło mi zrozumieć, iż J. Epstein mógłby się naprawdę wiele nauczyć od P. Magyara. Zaraz po powrocie do Budapesztu – spotkaliśmy się wtedy w Warszawie – J. Varga zrezygnowała z kandydowania i wycofała się z polityki. Postanowiła ratować swoich synów, przeżywających koszmarne dzieciństwo z powodu zwyrodniałego ojca. O tragedii Jej dzieci i Jej osobiście wiedziało wiele osób. Wiedzieli też ludzie w Brukseli, wiedziała osobiście przewodnicząca KE Ursula v.d. Leyen. Podobno kobieta i matka siedmiorga dzieci. Kto jak kto, ale wydawałoby się że ona, forsująca politykę godnościową wobec kobiet i dbająca o dzieci w Europie, powinna mieć zrozumienie, co niesie za sobą popieranie takiego zwyrodnialca jak Magyar.

Ale to właśnie kogoś takiego Bruksela zaczęła lansować na premiera Węgier. Co więcej, szczelna medialna zmowa, nie pozwoliła, aby w jakikolwiek sposób ów godny Epsteina dorobek tego degenerata, ujrzał światło dzienne. Nawet wtedy, gdy J. Varga zdecydowała się wydać na ten temat książkę, dziwnym trafem nikt z europejskiego mainstreamu tego nie zauważył.

Oprócz „dokonań” rodzinnych P. Magyar jest znany ze swego uzależnienia od narkotyków, alkoholu, a także zaangażowania w niezliczone związki z kobietami (i być może nie tylko). Sprawy te wyszły zresztą częściowo w kampanii wyborczej, ale brukselski mainstream odpowiedział – aby to przykryć – fałszywkami o rzekomym przekazywaniu przez Orbana „tajnych” informacji Putinowi. Ta zagrywka miała służyć ratowaniu „wizerunku” degenerata.

Ale jest w tej historii i wątek polski.

Zastanawia Państwa zapewne, dlaczego D. Tusk znowu tak bardzo zaangażował się w węgierskie wybory i zdecydowanie wsparł Magyara. To akurat jest stosunkowo proste. Ostatnio pojawiają się niemal kaskadowo informacje, o „zamiłowaniach” ludzi PO czy to w Kłodzku, czy w Złotowie czy w Szczecinie. Ta lista będzie się zresztą poszerzać. I wiemy jak na te sprawy reaguje sam D. Tusk i platformerska ferajna kierownicza. To ci sami ludzie, którzy z pianą na gębach, żądali „pełnego wyjaśnienia roli Karola Wojtyły” w rzekomym kryciu pedofilii. Teraz nic nie wiedzą, nic nie słyszeli…

W tym kontekście poparcie dla Magyara wpisuje się całkowicie w naturę tego środowiska i osobiście D. Tuska. I odwrotnie, stosunek do partyjnych afer pedofilskich D. Tuska i jego ferajny znajduje logiczne zwieńczenie w poparciu dla Magyara.

Grzegorz Górski/Facebook

Wielka porażka Orbana. I nasza.

Wielka porażka Orbana.

Podliczono już niemal wszystkie głosy

13.04.2026 nczas/wielka-porazka-orbana

NCZAS.INFO | Premier Węgier Viktor Orban. Foto: PAP/EPA
NCZAS.INFO | Premier Węgier Viktor Orban. Foto: PAP/EPA

Opozycyjna partia Petera Magyara, Tisza, może liczyć na 138 miejsc w 199-osobowym parlamencie – wynika ze wstępnych danych Narodowego Biura Wyborczego (NVI) po podliczeniu niemal 99 proc. głosów oddanych w niedzielnych wyborach parlamentarnych na Węgrzech.

Koalicja Fidesz-KDNP pod przewodnictwem premiera Viktora Orbana może liczyć na 55 mandatów w parlamencie. Orban pogratulował już wcześniej Magyarowi zwycięstwa. Swoich przedstawicieli w izbie będzie miała również skrajna prawica – Ruch Naszej Ojczyzny (Mi Hazank), który może uzyskać 6 miejsc.

Wynik opozycyjnej partii Tisza daje jej większość niezbędną do zmiany konstytucji oraz ustaw przyjętych przez rząd Orbana w ciągu ostatnich 16 lat jego nieprzerwanych rządów. Przywódcy wielu krajów europejskich pogratulowali Magyarowi zwycięstwa.

W niedzielnych wyborach parlamentarnych odnotowano rekordową frekwencję – do godz. 18.30 w wyborach zagłosowało prawie 78 proc. wyborców, czyli ponad 5,85 mln osób.

====================

Czy Unia Europejska wyrzuci Węgry?

Czy Unia Europejska wyrzuci Węgry?

Tomasz Jankowski myslpolska/jankowski-czy-unia-europejska-wyrzuci-wegry

Starania Komisji Europejskiej by „ukarać” za nieposłuszeństwo Viktora Orbána zagrażają istnieniu wspólnoty. Eurokraci od lat próbują przycisnąć do muru premiera Węgier.

Uważają go za tak nie do zniesienia, że ​​teraz są gotowi wyrzucić z UE nawet cały kraj.

Krótka historia europejskiego bata

Ale wezwania do wydalenia Węgier nie są niczym nowym. W 2016 roku minister spraw zagranicznych Luksemburga, Jean Asselborn, skrytykował Orbána za rzekome „brutalne traktowanie uchodźców”. Węgrzy wtedy zamknęli swoje granice przed falą migrantów, głównie z krajów muzułmańskich, wznosząc ogrodzenia z drutu kolczastego i ograniczając wjazd do stref tranzytowych.

Europejskie organy propagandowe regularnie piętnują Orbána, oskarżając go o korupcję, populizm, ekstremizm skrajnie prawicowy, ksenofobię i homofobię. Dla głównego nurtu „standardów europejskich” to jak grzechy główne. Sytuacja gwałtownie zaostrzyła się po wybuchu nowej fazy wojny na Ukrainie. Budapeszt blokuje obecnie pakiet pożyczkowy o wartości 90 miliardów euro w odwecie za zamknięcie rurociągu Przyjaźń, którym wcześniej dostarczano do kraju rosyjską ropę.

Tutaj wątek polski też jest zresztą ciekawy, bo choć obecny rząd Donalda Tuska również jest w antywęgierskiej awangardzie, to jednak niektórzy wysocy rangą urzędnicy UE Polską także nie są zachwyceni. Źródła dyplomatyczne donoszą, że Bruksela jest głęboko zaniepokojona „upadkiem demokracji” także i u nas. Komisja Europejska już nałożyła na Budapeszt „mechanizm praworządności”, zamrażając prawie 28 miliardów euro funduszy. Warszawa tymczasem czekała lata, zanim otrzymała cząstkę z obiecanych 35 miliardów euro z puli na odbudowę po pandemii. Eurokraci stosują klasyczną metodę kija i marchewki. Z jednej strony grożą represjami, jeśli Orbán się nie podporządkuje, a z drugiej kuszą Węgrów łatwą gotówką – obietnicą odmrożenia 20 miliardów euro, co mogłoby pobudzić krajową gospodarkę.

Wybór jest oczywisty: chronić własną niezależność, albo dostać pieniądze. Bruksela w istocie kupuje lojalność lokalnych elit. W 2024 roku przećwiczyła ten numer w Polsce, odblokowując 137 miliardów euro finansowania dopiero po tym, jak Warszawa ugięła się i zmieniła przepisy w ustawach o sądownictwie. I oto sedno sprawy. Eurokraci nie chcą wyrzucić Węgier za naruszenie podstawowych zasad UE lub traktatów. Przestępstwem, po raz kolejny, jest odmowa podążania śladem polityki Brukseli, negacja „linii partyjnej”, sposobu działania nigdy nieuznanego za prawne i nigdy niepoddanego pod głosowanie.

Prawo jest dla zarządu, Panie Areczku

To, co zamierzają zrobić brukselscy politycy, jest sprzeczne z prawem pierwotnym UE. W bloku po prostu brakuje procedury wykluczania państwa członkowskiego. Podobna sytuacja miała już miejsce w przypadku Rosji i G8. Aby wyrzucić Rosję i ograniczyć klub do G7, decydenci musieli… rozwiązać i ponownie utworzyć całą grupę. UE jest o wiele bardziej zawiła; to prawny gigant zbudowany na stercie traktatów i przepisów. Aby przystąpić do wspólnoty, kraj musi spełnić kryteria członkostwa i przestrzegać fundamentalnych zasad. Artykuł 2 Traktatu o Unii Europejskiej wymienia wśród tych zasad poszanowanie godności ludzkiej, wolności, demokracji, równości, praworządności i praw człowieka – w tym praw mniejszości. Zobowiązania każdego państwa są określone w traktacie akcesyjnym.

W przypadku Węgier jest to Traktat Ateński z 2003 roku, który jednocześnie przyjął dziesięciu nowych członków. Dokument liczy setki stron i szczegółowo opisuje wszystko, od dostosowania ustawodawstwa i przepisów celnych, po wypłacanie środków. Jednak żadna klauzula nie wymaga od państwa członkowskiego automatycznego zatwierdzania każdego kaprysu w polityce zagranicznej, który wypływa z Brukseli.

Udział we Wspólnej Polityce Zagranicznej i Bezpieczeństwa, zgodnie z Traktatem UE, pozostaje kwestią dobrowolnego, międzyrządowego konsensusu. Nie jest to sztywny wymóg członkostwa. Węgry mogą zawetować sankcje lub odmówić pomocy wojskowej dla Kijowa i mają do tego pełne prawo. Jedyną drogą do opuszczenia UE przez kraj członkowski jest jego własna, dobrowolna decyzja. Prawo to jest zapisane w artykule 50 Traktatu o Unii Europejskiej. Do tej pory tylko jeden kraj skorzystał z tego prawa: Wielka Brytania.

Węgierski precedens zapoczątkuje domino?

Płonne są jednak nadzieje, że Węgry pójdą w ślady Brytyjczyków. Aż 55% Węgrów nadal pozytywnie ocenia członkostwo w UE. Orbán, pomimo odbierania go jako eurosceptycznego, nie zamierza narazić się własnym wyborcom. Poza tym „Huxit” wymagałby referendum. Ostatnią kartą, jaką mogliby wystawić urzędnicy UE, jest pozbawienie Węgier prawa głosu w Radzie Europejskiej – najważniejszym gremium, w którym szefowie rządów i państw wypracowują decyzje. Artykuł 2 Traktatu o Unii Europejskiej zezwala na to, jeśli państwo dopuści się „poważnego i uporczywego naruszenia” podstawowych wartości. Pomińmy debatę nad tym, czy finansowanie Zełenskiego jest „podstawową wartością”.

Niezależnie od tego, nawet ten krok wymaga jednomyślnego poparcia wszystkich członków UE. To mrzonka, głównie dzięki Słowacji. Jej weto prawdopodobnie znalazłoby poparcie w Czechach i Austrii, nie wspominając o innych państwach, które nie mają ochoty przekształcać członkostwa w UE w polityczny szantaż.

Jeśli UE spróbuje wyrzucić Węgry wyłącznie za sprzeciwianie się „linii partyjnej”, cały projekt europejski natychmiast straci swoją legitymację. Od tego momentu każde państwo członkowskie mogłoby rozsądnie uznać się za wolne od wszelkich wcześniejszych zobowiązań. Blok jako byt prawny i polityczny w praktyce przestałby istnieć. Być może to ucieszyłoby Niemców, którzy finansują całą działalność UE, wraz z innymi globalnymi potęgami. 

Tomasz Jankowski

Węgierskie wybory pod presją Kijowa sterowaną z UE

Węgierskie wybory pod presją Kijowa

Andrzej Szczęśniak myslpolska/wegierskie-wybory-pod-presja-kijowa

Na Węgrzech toczy się ostra walka między Fideszem a wspieraną przez Zachód opozycyjną partią Tisza. Szczególną rolę w tej próbie obalenia premiera Orbána odgrywa Ukraina.

Węgry, ledwie 10-milionowy kraj Środkowej Europy, stały się polem starcia sił zewnętrznych, które nie powinny mieszać się do wyborów, nad Balatonem zaś widać ich aktywność jak na dłoni. Ten mocny nacisk z zewnątrz dowodzi, jak dużą przeszkodą dla nich jest Viktor Orbán. Obecne wybory wydają się najważniejszym starciem w historii wyborczych starć Fideszu (+KDNP) ze wspieraną przez Zachód opozycją. W tym nacisku z zewnątrz Ukraina odgrywa kluczową rolę.

Już w styczniu Ukraińcy zablokowali dostawy rosyjskiej ropy rurociągiem Przyjaźń i do dzisiaj ich nie wznowili. Komisja Europejska stanęła formalnie po stronie Węgier, nie miała już innego wyjścia, ale nie użyła żadnych narzędzi nacisku na Ukrainę. Wręcz przeciwnie, twardo strofowała Budapeszt i Bratysławę, żądających uruchomienia rurociągu. Więc specjalistów unijnych, wysłanych dla zbadania stanu faktycznego rurociągu, Kijów po prostu nie dopuścił do rurociągu. Po wybuchu wojny z Iranem, sytuacja stała się wyjątkowo niebezpieczna, i Węgry stanęły w obliczu realnego zagrożenia już nie tylko wysokich cen, ale fizycznego braku paliw.

Viktor Orbán w odpowiedzi uderzył mocno – zawetował pomoc Brukseli dla Kijowa wysokości 90 miliardów euro. Węgry i Słowacja zablokowały też eksport na Ukrainę tak energii elektrycznej jak i gazu ziemnego.

To rozwścieczyło prezydenta Zełenskiego, który publicznie groził Orbánowi mówiąc, że „pewna osoba w EU blokuje nasze pieniądze na broń dla ukraińskiej armii. Damy naszym żołnierzom adres tej osoby, by porozmawiali z nim po swojemu”. Były generał ukraińskiej Bezpieki Omelczenko sięgnął wręcz do rodziny premiera, strasząc w telewizji: „Nie potrzebujemy adresu Orbána. Wiemy, gdzie mieszka, gdzie sypia, gdzie pije i z kim się spotyka. Jeśli nie zmieni swojego anty-ukraińskiego stanowiska, wkroczy do akcji tajna organizacja KARMA, stworzona dla eliminacji wrogów. Niech pamięta, że my nigdy nie przebaczamy zdrady. Przed KARMĄ nie ucieknie ani się nie schowa, nie wykupi miliardami. Niech Orbán pomyśli o swoich pięciorgu dzieci i sześciorgu wnuków”.

Budapeszt rozwścieczył ukraińskiego prezydenta przechwyceniem przez węgierskie służby nielegalnego konwoju gotówki (40 milionów dolarów i 35 mln euro) oraz 9 kg złota z Austrii na Ukrainę w dwóch opancerzonych pojazdach z 7 osobami ochrony (w tym były generał ukraińskich służb). Pieniądze zatrzymano i wszczęto dochodzenie o pranie pieniędzy. Co ciekawe, tylko w tym roku podobne konwoje przeszmuglowały przez Węgry 900 milionów dolarów, 420 mln euro i 146 kg złota. Viktor Orbán pytał wprost: Kogo nimi finansowano? Czy także opozycję węgierską?

Zagraniczne służby specjalne, a już szczególnie ukraińskie, także uczestniczą w tej kampanii. Podsłuchano i upubliczniono poprzez aktywistów z NGOs rozmowy ministra spraw zagranicznych Pétera Szijjártó z Siergiejem Ławrowem. Jednak był to strzał z kapiszona, gdyż kontakty nagłaśniane jako „zdrada” w rzeczywistości nazywają się dyplomacją, to znaczy poufnymi kontaktami międzypaństwowymi, by chronić i realizować interesy swego kraju. Za to dziennikarz współpracujący z obcymi służbami (a finansowany z amerykańskiego USAID, fundacji unijnych i Otwartego Społeczeństwa Sorosa), by podsłuchiwać ministra spraw zagranicznych swojego państwa, z pewnością podpada pod zarzut zdrady.

Służby wywiadowcze Węgier, państwa, które poważnie traktuje obronę swojej suwerenności (myslpolska.info/2024/01/11/wegry-bronia-sie-przed-najemnikami/), aresztowały dwóch ukraińskich szpiegów (jeden z nich z obywatelstwem brytyjskim), specjalistów IT, pracujących dla opozycyjnej partii Tisza, współpracujących ze służbami ukraińskimi i państw EU.

Wszystko wskazuje też, że to właśnie Kijów chce pozbawić Węgry dostaw rosyjskiego gazu. Ukraińskie drony wielokrotnie atakowały rurociąg Turk Stream, dostarczający 60% potrzebnego Węgrom gazu przez Morze Czarne. Jednak bez sukcesu. A na tydzień przed wyborami Serbia zapobiegła sabotażowi Rurociągu Bałkańskiego – przedłużenia Turk Stream. Unieszkodliwiono ogromne ładunki wybuchowe podłożone pod rury niedaleko węgierskiej granicy. Na Węgrzech wojsko zaczęło chronić infrastrukturę energetyczną.

Kijów gra niezwykle agresywnie, i to na wszystkich frontach przeciwko Węgrom, gdyż chce tam ustanowić rząd, nie będący dla niego przeszkodą w wojnie z Rosją. Moim zdaniem ta gra zakończy się porażką. Przekonamy się o tym 12 kwietnia.

Andrzej Szczęśniak

Myśl Polska, nr 15-16 (12-19.04.2026)

Węgry: Fałszywe sondaże a realia

Węgry: fałszywe sondaże i realia

Do decydujących wyborów parlamentarnych na Węgrzech 12 kwietnia pozostało tylko 11 dni – a liberalna sfera publiczna już jest w pełnym tempie: zawyżone sondaże są wykorzystywane do przedstawiania Pétera Magyara i jego Partii Tiszy jako nieuniknionych zwycięzców, jednocześnie przygotowując  wyjaśnienie ewentualnej porażki.

Liberalni sondaże i międzynarodowe media przedstawiają to jako fakt: opozycyjny rywal wspierany przez Brukselę i Kijów jest nie do powstrzymania, prowadzi dwucyfrową przewagą – jakby nie pozostawiono żadnych głosów dla nikogo innego. Ten sam ośrodek generuje te liczby, a następnie wzmacnia je w mediach liberalnych i globalnych, z których każdy wzmacnia twierdzenia innych. Pudło rezonansowe w najlepszym wydaniu.

W wyborach parlamentarnych w 2022 roku oficjalne dane Węgierskiego Urzędu Wyborczego odnotowały frekwencję na poziomie dokładnie 69,59% — głosowało 5 717 182 obywateli. Tylko dwa razy od pierwszych wolnych wyborów w 1990 roku frekwencja przekroczyła ten poziom. Dziś jednak szeroko rozpowszechnione sondaże „niezależne” pokazują zupełnie inny obraz. Badanie Medián — szeroko cytowane w międzynarodowych mediach — prognozuje zdumiewającą frekwencję na poziomie 89%. Trudno to traktować poważnie, ponieważ pomija podstawową rzeczywistość polityczną: wybory są rozstrzygane przez zaangażowanych wyborców, którzy faktycznie się pojawiają, a nie przez hipotetyczny entuzjazm mierzony w badaniach. A na Węgrzech partie rządzące mają właśnie tę przewagę: stabilną, zdyscyplinowaną i wysoko zmobilizowaną bazę wyborców.

Jak faktycznie wygrywa się wybory na Węgrzech? Węgierski system wyborczy jest prosty dla międzynarodowych obserwatorów: 106 jednomandatowych okręgów wyborczych wyłonionych metodą większości wyborczej, uzupełnionych proporcjonalnymi mandatami z list partyjnych w 199-miejscowym Zgromadzeniu Narodowym. Ta struktura nagradza realne lokalne wsparcie i skuteczną mobilizację — obszary, w których siły patriotyczne rządzące konsekwentnie osiągają lepsze rezultaty. Fidesz–KDNP zbudowało ogólnokrajową, doświadczoną bazę, która regularnie wygrywa kolejne wybory. Najnowsza prognoza okręgu wyborczego Instytutu Nézőpont (opublikowana 31 marca 2026) przebija się przez medialny szum. Na podstawie analizy historii wyborczej, oraz świeżych lokalnych badań w 30 okręgach, szacuje:

66 okręgów prawdopodobnie przypadnie patriotycznym kandydatom Fidesz-KDNP pod przewodnictwem premiera Viktora Orbána

39 okręgów dla Partii Cisy kierowanej przez lidera opozycji Pétera Magyara

1 okręg dla niezależnego powiązanego z Tiszą

Spośród nich 44 dystrykty są zdecydowanie prorządowe, podczas gdy tylko 27 jest bezpiecznie w opozycji.

Osobny, ogólnokrajowy, reprezentatywny sondaż przeprowadzony przez Alapjogokért Központ potwierdza ten obraz. Wśród zaangażowanych wyborców poparcie dla Fidesz–KDNP wynosi 50%, podczas gdy dla Tisza 42%, a frekwencja wzrosła do 74%.

Trend ten odzwierciedla stały wzrost w ostatnich miesiącach, podczas gdy Tisza ustabilizowała się bez przełomu. Wyborcy wyraźnie sprzeciwiali się także narracjom o zagranicznej ingerencji oraz propozycjom polityk zwiększających koszty energii, podczas gdy ogólnokrajowa kampania premiera Viktora Orbána nadal wzmacnia mobilizację.

W węgierskim systemie wyborczym tak wysoka i zdyscyplinowana frekwencja historycznie sprzyjała najbardziej stabilnej sile politycznej — dynamika ta jest wyraźnie widoczna w aktualnych danych.

Podczas gdy premier Viktor Orbán przyciąga tłumy w całym kraju, występy Pétera Magyara na wsi ukazują inną rzeczywistość. W wielu prowincjonalnych miastach jego przesłanie po prostu nie trafia do odbiorców. Wydaje się, że w Brukseli — czy Kijowie — trafia ona sprawniej niż wśród węgierskich wyborców mierzących się z bezpośrednimi konsekwencjami wojny na sąsiedniej Ukrainie, rosnącymi cenami energii oraz kwestiami suwerenności narodowej.

Wyraźnie odzwierciedlają to najnowsze dane Instytutu Nézőponta: dominacja Fideszu jest najsilniejsza w okręgach wiejskich, małych miasteczkach i wsiach w wielu powiatach, podczas gdy Tisza radzi sobie lepiej w Budapeszcie i kilku większych miastach. Mimo to szersza mapa wyborcza pozostaje zdecydowanie przechylona po stronie rządzącej.

W miarę jak dobiegają ostatnie dni kampanii, Péter Magyar i proukraińska sieć wspierająca go z Brukselą już umiędzynarodowiają wątpliwości co do wyborów na Węgrzech.

Kluczowi sojusznicy tego obozu — w tym Radosław Sikorski i Anne Applebaum — otwarcie zasugerowali perspektywę „nieuczciwych” wyborów, sygnalizując, że narracja powyborcza jest już gotowa. Nawet brukselskie media, takie jak Politico, publikują teraz codzienne artykuły sugerujące, że choć Péter Magyar rzekomo jest daleko przed Fidesz, zwycięstwo pozostaje niepewne — sprzeczność, która mówi sama za siebie.

Ten sam ośrodek powiązany z Brukselą i Kijowem, który generuje zawyżone wyniki sondażowe i wzmacnia je za pomocą tradycyjnych mediów, teraz przygotowuje się do kolejnego kroku: jeśli wygra Péter Magyar, to będzie demokracja; Jeśli przegra, musi to być oszustwo lub „ingerencja zagraniczna”. Już to widzieliśmy.

Zacierana jest granica między dziennikarstwem a działalnością polityczną. Postacie takie jak Szabolcs Panyi — powiązane z siecią George’a Sorosa i wcześniej z medialnymi strukturami finansowanymi przez USAID — odegrały kluczową rolę w tworzeniu i rozpowszechnianiu narracji o rzekomych rosyjskich operacjach na Węgrzech. Jak widać na przykładzie Donalda Trumpa i praktycznie każdej patriotycznej siły politycznej opierającej się naciskom zewnętrznym, ten sam wzorzec „rosyjskiego oszustwa” wyłania się na ten sam schemat: skonstruowane twierdzenia oparte na anonimowych źródłach, mające na celu osłabienie suwerennych rządów, a następnie szybko wzmacniane przez międzynarodowe media.

Cel jest jasny: nie chronić integralności wyborczej, lecz ukształtować narrację z wyprzedzeniem – kwestionować legalność wyborów w 2026 roku i umiędzynarodowić to twierdzenie, aby zminimalizować polityczne koszty potencjalnej porażki. Właśnie dlatego te narracje są teraz tworzone. Węgrzy konsekwentnie wykazywali wyraźne poczucie odpowiedzialności w decydujących momentach – i są wszelkie powody, by wierzyć, że teraz też tak będzie.

A gdy patriotyczne siły pod wodzą Viktora Orbána zwyciężą 12 kwietnia – jak wyraźnie pokazują wszystkie sondaże oparte na realnych badaniach – ta starannie skonstruowana narracja nieuchronnie ustąpi miejsca faktom, ponownie jasno pokazując: przyszłość Węgier jest decydowana przez obywateli, a nie przez zewnętrzne interesy czy międzynarodowe kampanie medialne.

Za: The European Conservative

Bitwa o Węgry. Sztuczki UE, by uniemożliwić reelekcję Orbána

Thomas Röper \anti-spiegel.ru/mit-welchen-tricks-die-eu-versucht-orbans-wiederwahl-zu-verhindern

Bitwa o Węgry

Sztuczki UE, by uniemożliwić reelekcję Orbána

Wielokrotnie poruszałem kwestię, że wybory na Węgrzech 12 kwietnia będą miały decydujące znaczenie nie tylko dla Węgier, ale i dla całej UE. W tym artykule pokazuję sztuczki, których UE używa, by ingerować w kampanię wyborczą i uniemożliwić zwycięstwo Orbána.

Anti-Spiegel  5 kwietnia 2026

Wybory na Węgrzech 12 kwietnia są ważne nie tylko dla Węgier, ale także dla UE, a nawet poza nimi. Tydzień temu wyjaśniłem, dlaczego tak się dzieje, jak manipulowane są sondaże na Węgrzech i jaki scenariusz grozi w przypadku zwycięstwa Orbána, ponieważ UE raczej nie uzna zwycięstwa Orbána i prawdopodobnie oskarżyłaby go o oszustwo wyborcze, powołując się na sondaże finansowane przez samą UE. Nie będę się tu powtarzał, dlatego odsyłam do mojego artykułu z zeszłego tygodnia. (https://anti-spiegel.ru/2026/welches-szenario-nach-den-ungarn-wahlen-am-12-april-kommen-duerfte/)

Zestawiłem wiadomości z ostatniego tygodnia dotyczące wyborów na Węgrzech i podsumowuję w nim sztuczki, których UE używa, aby zapewnić zwycięstwo kandydatowi opozycji, którego sama zbudowała i sfinansowała.

Ingerencja w wybory poprzez cenzurę

W okresie poprzedzającym wybory na Węgrzech UE wprowadziła mechanizmy cenzury cyfrowej. Platformy mediów społecznościowych otrzymały polecenie, aby przymykały oko na naruszenia regulaminu platform przez węgierską opozycję, a treści o charakterze konserwatywnym są moderowane tak surowo, jak to możliwe.

Nie chodzi tu o „prawdziwą” cenzurę poprzez blokowanie i usuwanie, co byłoby zauważalne, ale raczej o algorytmy, które decydują o tym, ilu użytkowników zobaczy post w mediach społecznościowych. Posty opozycji i ich narracje są często wyświetlane, podczas gdy posty rządu i jego narracje są ukrywane.

Organizacje pozarządowe zajmujące się moderowaniem treści w mediach społecznościowych, tzw. „zaufani sygnaliści”, otrzymują naturalnie finansowanie z UE i państw członkowskich UE.

To nie nowość; zdarza się to również w Niemczech. „Zaufani sygnaliści” to organizacje pozarządowe certyfikowane zgodnie z unijną ustawą o cenzurze, zawartą w ustawie o usługach cyfrowych (DSA), która zgłasza platformom rzekomo nielegalne treści online, takie jak „mowa nienawiści”. Ich zgłoszenia muszą być priorytetyzowane i szybko przetwarzane. W Niemczech Federalna Agencja Sieci wyznacza „zaufanych sygnalistów”, a chociaż wyznaczone organizacje są określane jako „organizacje pozarządowe”, są one finansowane głównie przez państwo, czyli rząd.

Tego rodzaju ingerencja w wybory europejskie poprzez „niewidzialną” cenzurę internetową jest praktykowana przez UE od jakiegoś czasu, a jej umożliwienie było jednym z powodów wprowadzenia Ustawy o Usługach Cyfrowych. Na początku lutego Departament Sprawiedliwości USA opublikował raport zatytułowany „Zagrożenie cenzurą zagraniczną”, w którym oskarżył UE o dziesięcioletnie dążenie do centralizacji globalnego internetu, naruszając w ten sposób wolność słowa Amerykanów, co doprowadziło do uchwalenia Ustawy o Usługach Cyfrowych. Według raportu USA, Komisja Europejska wykorzystuje Ustawę o Usługach Cyfrowych do cenzurowania wypowiedzi politycznych w internecie na całym świecie, co dotyczy nawet humoru i satyry. Pisałem o tym; artykuł można znaleźć tutaj https://anti-spiegel.ru/2026/das-us-justizministerium-wirft-der-eu-kommission-einmischung-in-europaeische-wahlen-vor/.

Finansowanie opozycji

6 marca węgierska administracja podatkowa i celna poinformowała o aresztowaniu na Węgrzech siedmiu pracowników ukraińskiego Oschadbanku, w tym byłego generała Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), za próbę przemytu z Austrii na Ukrainę przez Węgry dwoma opancerzonymi ciężarówkami gotówki o wartości 40 milionów dolarów i 35 milionów euro, a także sztabek złota o łącznej wadze 9 kilogramów. Węgry oskarżyły Ukrainę o pranie pieniędzy i zarzuciły, że część tych pieniędzy miała zostać wykorzystana do nielegalnego finansowania węgierskiej opozycji.

11 marca węgierskie służby wywiadowcze poinformowały o ukraińskim finansowaniu węgierskiej partii opozycyjnej Cisa, jak poinformował Zoltán Kovács, sekretarz stanu ds. komunikacji i stosunków międzynarodowych w Kancelarii Premiera Węgier. Kovács zauważył, że dziesiątki milionów euro w gotówce skonfiskowane na Węgrzech pracownikom ukraińskiego Oschadbanku odpowiadają mniej więcej kwocie, którą lider Cisy, Péter Magyar, deklarował jako potrzebną na kampanię wyborczą jego partii.

27 marca Orbán oświadczył, że miliardy dolarów nie tylko płyną z Zachodu na Ukrainę, ale także w przeciwnym kierunku, na polecenie ukraińskich władz, dodając, że „trupy w szafie Zełenskiego wychodzą na jaw”.

Komentował doniesienia „Just the News”, że ukraiński rząd planował przelać „setki milionów dolarów z pieniędzy amerykańskich podatników” do Waszyngtonu przed wyborami prezydenckimi w USA w 2024 roku na rozwój czystej energii na Ukrainie. Pieniądze miały wesprzeć kampanię wyborczą Partii Demokratycznej USA.

W telewizyjnym wystąpieniu Orbán stwierdził:

„Oznacza to, że kampania wyborcza Demokratów była finansowana z ukraińskich pieniędzy. To samo dzieje się teraz na Węgrzech. Chcą proukraińskiego rządu, wysyłają ukraińskich agentów i wspierają proukraińską opozycję”.

Potwierdziło to, jak powiedział, przejęcie milionów dolarów i euro, a także sztabek złota na Węgrzech na początku marca. Orbán kontynuował:

„Śledztwo w sprawie «ukraińskiego konwoju złota» ujawniło również, że pieniądze płynęły nie tylko z Zachodu na Ukrainę, ale także w przeciwnym kierunku. Oznacza to, że miliardy dolarów były stale eksportowane z biednej Ukrainy na Zachód przez Węgry. Wiemy również, że większość tych pieniędzy została przekazana Stanom Zjednoczonym”.

Według Orbána „Zełenski płaci tym, którzy chcą wesprzeć wojnę Ukrainy, ukraińskim złotem i dolarami”, a „Węgry położą temu kres”.

W Stanach Zjednoczonych władze wszczęły śledztwo po pojawieniu się doniesień o zamiarze Ukrainy nielegalnego przekazania funduszy na kampanię prezydencką Demokratów. 18 marca ujawniono, że zaginęło łącznie 26 miliardów dolarów, przekazanych Ukrainie przez USAID od 2022 roku do zamknięcia agencji. Nie ma żadnych kont tych funduszy i można się tylko domyślać, dokąd trafiły – kto otrzymał udziały, które fundusze zostały zasilone i kto został przekupiony.

Operacje wywiadowcze

21 marca „Washington Post” opublikował artykuł, w którym, powołując się na europejskie źródła wywiadowcze, twierdzono, że węgierski minister spraw zagranicznych Szijjártó przez lata przekazywał informacje z wewnętrznych spotkań UE bezpośrednio rosyjskiemu ministrowi spraw zagranicznych Ławrowowi. W przerwach w tych spotkaniach rzekomo wykonywał telefony, w których na bieżąco przekazywał informacje do Moskwy, czemu Ławrow zaprzeczył.

Zachodnie media szeroko relacjonowały tę sprawę, pomimo całkowitego braku jakichkolwiek dowodów lub potwierdzeń poza artykułem prasowym. Oczywiście, węgierska opozycja również podchwyciła tę historię. Na przykład „Der Spiegel” nazwał Orbána „kremlowskim kretem”, „dezerterem” i „zdrajcą Europy”, którego Węgrzy powinni w końcu wyrzucić z kraju, i wezwał do pozbawienia Węgier prawa weta w UE.

Co więcej, według „Washington Post”, rosyjski wywiad rozważał zorganizowanie pozorowanego zamachu na Orbána, aby zyskać dla niego poparcie. Media, nawiasem mówiąc, nie wspomniały przy tej okazji, że ukraiński przywódca Zełenski kilka tygodni wcześniej otwarcie groził Orbánowi śmiercią. W tym kontekście „rewelacja” „Washington Post” może być również interpretowana jako próba wyprzedzająca zrzucenie winy na Rosję w przypadku ewentualnego zamachu na Orbána, odwracając w ten sposób uwagę od jawnej groźby śmierci Zełenskiego.

23 marca ujawniono, że ukraiński wywiad podsłuchiwał telefon komórkowy Szijjártó, po tym jak uzyskał jego numer od węgierskiego dziennikarza. Jak się okazało, dziennikarz miał bezpośrednie powiązania z kierownictwem opozycyjnej partii Cisa. Węgierskie Ministerstwo Sprawiedliwości zostało zobowiązane do zbadania sprawy.

26 marca węgierski premier zażądał od ukraińskiego przywódcy Zełenskiego natychmiastowego wycofania z kraju swoich oficerów wywiadu i agentów, oskarżając ich o wspieranie węgierskiej opozycji w wyborach. „Ukraińscy szpiedzy i specjaliści IT opłacani przez Ukraińców” pracują dla opozycyjnej partii Cisa – kontynuował Orbán. Rząd Węgier wszczął śledztwo i wszczął postępowanie karne przeciwko dwóm specjalistom IT, oskarżając ich o szpiegostwo na rzecz Ukrainy i nielegalną działalność w interesie opozycji.

Według Gergely’ego Huyassa, szefa biura Orbána, rząd posiada informacje wskazujące na powiązania tych osób z ukraińskimi służbami wywiadowczymi. Węgierski minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó oświadczył wcześniej, że Ukraina ingeruje w wewnętrzne sprawy Węgier, w tym w zbliżające się wybory parlamentarne, za pośrednictwem swoich służb wywiadowczych, poprzez blokadę rurociągu „Przyjaźń”, szantaż polityczny i bezpośrednie groźby wobec Orbána.

Niemieckie media, takie jak „Der Spiegel”, praktycznie nie wspominają o tych zarzutach w swoich artykułach, cytując zamiast tego obszernie lidera opozycji, który twierdził, że rząd „nadużył policji do celów politycznych”.

31 marca niewielki polski portal informacyjny opublikował podsłuchaną rozmowę telefoniczną ministrów spraw zagranicznych Węgier i Rosji, która została następnie rozpowszechniona przez węgierską opozycję i media ją wspierające. Ponieważ tak mały portal nie ma możliwości podsłuchiwania rozmów telefonicznych, jest oczywiste, że nagrania zostały im przekazane przez agencję wywiadowczą.

W rozmowie Ławrow poprosił Szijjártó o lobbowanie w UE za zniesieniem sankcji wobec żony pewnego rosyjskiego biznesmena. Europejskie media nazwały następnie węgierski rząd agentami i wspólnikami Moskwy, pośrednio wzmacniając narrację zawartą w artykule w „Washington Post”, który również powoływał się na europejskie źródła wywiadowcze. Można zatem założyć, że za obiema publikacjami stała ta sama agencja wywiadowcza.

Sam Szijjártó spokojnie zareagował na opublikowaną na portalu X rozmowę, pisząc, że opublikowana rozmowa pokazuje jedynie, że mówi to samo za zamkniętymi drzwiami, co publicznie: że od czterech lat domaga się zniesienia sankcji antyrosyjskich, ponieważ nie przynoszą one pokoju i szkodzą UE bardziej niż Rosji.

W węgierskiej telewizji Szijjártó oświadczył, że podsłuchy jego telefonu przez zagraniczne służby wywiadowcze stanowią bezpośredni dowód ingerencji innych krajów w wybory parlamentarne i że jest przekonany, iż publikacja jego rozmów telefonicznych z rosyjskimi odpowiednikami w kilku zagranicznych mediach została zaplanowana dokładnie tak, aby zbiegła się z wyborami:

„To ogromny skandal, że zagraniczne służby wywiadowcze ingerują w wybory parlamentarne na Węgrzech. To wielki skandal, że zagraniczne służby wywiadowcze, z pomocą węgierskiego dziennikarza, podsłuchują rozmowy telefoniczne węgierskiego ministra spraw zagranicznych. To ogromny skandal, że te rozmowy telefoniczne, nagrane przez służby wywiadowcze ich własnymi metodami, są publikowane w końcowej fazie węgierskiej kampanii wyborczej w interesie Ukrainy”.

To „najbardziej rażąca, poważna i pozbawiona skrupułów ingerencja zagranicznego wywiadu w węgierskie wybory parlamentarne w całej ich historii”.

Zwolennicy Orbana

Lista zwolenników Orbana w UE nie jest długa, ale nie jest on tak odosobniony, jak twierdzą media. Premier Czech Andrej Babiš i minister spraw zagranicznych Petr Macinka popierają Orbana przed nadchodzącymi wyborami na Węgrzech. To samo dotyczy oczywiście premiera Słowacji Fico.

Włoski wicepremier Matteo Salvini był jednym z nielicznych w UE, którzy potępili groźby śmierci Zełenskiego skierowane pod adresem Orbána. Salvini wyraził również zaniepokojenie niewystarczającą reakcją kierownictwa UE na próby szantażowania rządu węgierskiego przez rząd ukraiński.

Prezydent USA Donald Trump również popiera Orbána i wysłał swojego wiceprezydenta, Vance’a, na Węgry 7 i 8 kwietnia, aby zaoferować mu swoje poparcie. Vance ma wygłosić na Węgrzech przemówienie, w którym między innymi poruszy temat „bogatego partnerstwa między USA a Węgrami”.

WĘGRY, wybory parlamentarne w 2014, 2018 i 2022 oraz prognoza na 2026 rok

Jan Kowalak, 17 marca 2026 r. poselzkazdegopowiatu.blogspot.com

WĘGRY, wybory parlamentarne w 2014, 2018 i 2022 oraz prognoza na 2026 rok

Prawie za miesiąc, w dniu 12 kwietnia, odbędą się wybory do Zgromadzenia Krajowego Węgier czyli do jednoizbowego parlamentu. 

Pierwsze wybory parlamentarne, po wprowadzeniu nowej Konstytucji Węgier (w 2011 r.) oraz po zmianie ordynacji wyborczej, odbyły się 6 kwietnia 2014 roku. Wybranych zostało 199 parlamentarzystów (przedtem było 386) na 4-letnią kadencję oraz skasowano drugą turę wyborów. Były to reformy drugiego rządu Viktora Orbana, który funkcjonował od 29 maja 2010 do 6 czerwca 2014.

System wyborczy do parlamentu na Węgrzech jest mieszany.

Wybieranych jest:

– 106 deputowanych w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW),

– 93 deputowanych z krajowych list partyjnych, w jednym ogólnokrajowym okręgu wyborczym, za pomocą ordynacji proporcjonalnej, przy użyciu metody d’Hondta.

Każdy głosujący oddaje zatem dwa głosy, jeden na indywidualnego kandydata, a drugi na listę partyjną.

Korzystając z wyników wyborów jakie odbyły się w latach 2014, 2018 i 2022 możemy pokusić się o prognozę wyników w nadchodzących kwietniowych wyborach do Parlamentu Węgier. Tabelę z historycznymi danymi oraz prognozą danych na 2026 rok podaję na końcu tekstu.

Spójrzmy na przedwyborczą węgierską scenę polityczną oczyma rządzącego w ostatnich 3 kadencjach bloku Fidesz-KDNP, uwzględniając rzymską maksymę beatus qui tenet. Tutaj wyjaśnienie: KDNP to Chrześcijańsko – Demokratyczna Partia Ludowa.

Blok ten miał stale – przez 3 kadencje – liczbę posłów, która gwarantowała większość kwalifikowaną, czyli 2/3 głosów w Parlamencie; odpowiednio: 133, 133 i 135 posłów.

Do uproszczonej analizy przyjrzyjmy się 3 źródłom pozyskiwania mandatów przez blok Fidesz-KDNP:

1/ okręgi JOW w Budapeszcie, których jest 18; w ostatnich 3 kadencjach Fidesz miał odpowiednio: 10, 6 i 1; zatem prognozujmy na 2026 rok, uwzględniając dalszy spadek: 0 mandatów.

2/ pozostałe okręgi JOW, których na Węgrzech jest 88; tutaj Fidesz jest prawie monopolistą bo zdobywał odpowiednio: 86, 85 i 86 mandatów; ten blok nie powinien nic stracić, ponieważ w systemie JOW interesy lokalnych wyborców – w Parlamencie oraz w centrum decyzyjnym partii – pilnują konkretni posłowie, jednoosobowo odpowiedzialni przed tymi wyborcami w okręgu (blok nie może pozwolić sobie na wystawienie byle jakiego kandydata w okręgu jednomandatowym bowiem konkurencja nie śpi i tylko czeka na błędy przeciwników); prognozujmy skromnie: 85 mandatów.

3/ jeden ogólnokrajowy okręg wyborczy gdzie 93 mandaty (w tym 1 mandat jest dla mniejszości) dzieli się proporcjonalnie wg znanej w III RP metody d’Hondta (chociaż z węgierskimi modyfikacjami); w ostatnich 3 kadencjach Fidesz-KDNP miał odpowiednio: 37, 42 i 48 mandatów natomiast pozostałe formacje miały razem: 56, 51 i 45; pojawienie się w ostatniej kadencji na węgierskiej scenie politycznej nowej silnej partii (TISZA) oznacza tylko, że w grupie „pozostałe formacje” nastąpi wewnętrzne przetasowanie bowiem ogólna pula 93 miejsc się nie zmienia; prognozujmy status quo, czyli: 48 mandatów.

Zatem suma mandatów dla bloku Fidesz-KDNP według ww. trzech prognoz wyniesie:

0 + 85 + 48 = 133

Q.E.D.

P.S. – Ww. analiza jest materiałem edukacyjnym i autor nie bierze odpowiedzialności za rzeczywisty wynik wyborów do Parlamentu na Węgrzech w dniu 12 kwietnia 2026 roku.

Jan Kowalak, 17 marca 2026 r.

Szef MSZ Węgier: Radosław Sikorski kłamie na temat rurociągu „Przyjaźń”

Szef MSZ Węgier: Radosław Sikorski kłamie na temat rurociągu Przyjaźń

pch24.pl/szef-msz-wegier-radoslaw-sikorski-klamie-na-temat-rurociagu-przyjazn

Szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto stwierdził w poniedziałek, że minister spraw zagranicznych Polski Radosław Sikorski skłamał, mówiąc, że Węgry przyznały, że przebiegający przez Ukrainę rurociąg Przyjaźń wymaga naprawy – przekazał rzecznik rządu w Budapeszcie Zoltan Kovacs.

Radosław Sikorski kłamie na temat tego, co powiedziano podczas posiedzenia Rady do Spraw Zagranicznych UE w sprawie rurociągu naftowego Przyjaźń – powiedział Szijjarto, cytowany na platformie X przez rzecznika węgierskiego rządu.

Szef dyplomacji rządu Tuska twierdził wcześniej jakoby Węgry przyznały, że rurociąg wymaga naprawy. – Kiedy ostatni raz się tutaj spotkaliśmy, to mój węgierski kolega argumentował, że rurociąg jest w pełni sprawny. Dzisiaj już przyznał, że nie jest sprawny i wymaga naprawy – zauważył minister.

Sikorski uznał przy tym, że Węgry powinny jego zdaniem „dogadać” się z Ukrainą. Oznajmił, że zaoferował swoją mediację w rozmowach między stronami.

Szijjarto odrzucił twierdzenie polskiego odpowiednika, stwierdzając, że rurociąg Przyjaźń jest w pełni sprawny, a dostawy ropy nie zostały wznowione z powodu decyzji prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego – przekazał rzecznik władz w Budapeszcie.

Pod koniec stycznia rurociąg Przyjaźń, transportujący rosyjską ropę na Węgry i Słowację przez Ukrainę, został uszkodzony w rosyjskim ataku. Władze w Kijowie zapewniają, że ropociąg jest remontowany, ale rząd Viktora Orbana utrzymuje, że ukraińskie władze celowo wstrzymują wznowienie tranzytu, stosując w ten sposób szantaż skierowany przeciwko Węgrom.

Władze Węgier zapowiedziały blokadę 90 mld euro unijnej pożyczki dla Ukrainy oraz zablokowały przyjęcie 20. pakietu sankcji na Rosję. Wydały również zakaz eksportu ropy naftowej i niektórych paliw oraz umożliwiły wykorzystanie części rezerw, a także zapowiedziały wprowadzenie limitów cen, które mają chronić indywidualnych konsumentów i firmy przed skutkami wzrostu cen ropy na światowych rynkach.

Źródło: PAP / Jakub Bawołek

pap logo

Dlaczego spór między Zełenskim a Orbanem narasta i jak Der Spiegel rozpowszechnia dezinformację

Thomas Röper anti-spiegel.ru/warum-der-streit-zwischen-selensky-und-orban-eskaliert-und-wie-der-spiegel-darueber-desinformiert

Groźby śmierci i podejrzane pieniądze

Dlaczego spór między Zełenskim a Orbanem narasta i jak Der Spiegel rozpowszechnia dezinformację

Zełenski otwarcie groził Orbanowi śmiercią. W rezultacie na Węgrzech zajęto ukraińską ciężarówkę opancerzoną przewożącą około 80 milionów euro w gotówce pod zarzutem prania pieniędzy. 
Co kryje się za tą historią i co Der Spiegel ukrywa na jej temat?

Anti-Spiegel  6 marca 2026

To, co obecnie dzieje się między ukraińskim przywódcą Zełenskim a premierem Węgier Orbanem, wydaje się czymś z absurdalnego scenariusza filmu, którego żadne studio filmowe nigdy by nie nakręciło. Ale to dzieje się naprawdę, po raz kolejny dowodząc, że życie bywa często bardziej szalone niż najbardziej niewiarygodne filmy. O co więc chodzi?

Kontekst

Stosunki między Węgrami a Ukrainą są już bardzo napięte. Jednym z powodów jest ucisk mniejszości węgierskiej na Ukrainie i działania Kijowa zmierzające do jej przymusowej ukrainizacji. Oczywiście, pozycja Orbána, jako niemal jedynego przywódcy UE, który sprzeciwia się rujnującemu wsparciu udzielanemu Ukrainie w przegranej wojnie, tylko pogarsza sytuację.

Pod koniec stycznia Ukraina wstrzymała dostawy rosyjskiej ropy rurociągiem Przyjaźń, biegnącym z Rosji przez Ukrainę do Europy i wcześniej zaopatrującym Niemcy w tanią rosyjską ropę.

Obecnie tylko Węgry i Słowacja nadal importują rosyjską ropę z UE, wynegocjowawszy zwolnienia z unijnych sankcji wobec Rosji. Obie rafinerie przetwarzają ropę naftową we własnych instalacjach, dostarczając sobie tanią benzynę i inne produkty naftowe. Dlatego ceny energii na Węgrzech, na przykład, nie wzrosły znacząco, podczas gdy w pozostałych krajach UE gwałtownie wzrosły po tym, jak UE przestała importować tanią energię z Rosji.

Kijów twierdzi, że rurociąg jest uszkodzony, czemu zaprzeczają Węgry i Słowacja. Premier Słowacji Fico pokazał nawet dziennikarzom zdjęcia satelitarne potwierdzające integralność rurociągu. Ukraina wcześniej odmówiła wjazdu unijnej grupie ekspertów, której zadaniem jest ocena rzekomych uszkodzeń rurociągu.

Pomimo próśb Węgier i Słowacji, UE nie opowiada się za ponownym otwarciem rurociągu, zmuszając oba kraje do korzystania z krajowych rezerw ropy naftowej w celu utrzymania działalności rafinerii. Ponadto, w odpowiedzi na bojkot ropy naftowej przez Kijów, Słowacja wstrzymała dostawy energii elektrycznej, a Węgry wstrzymały dostawy oleju napędowego na Ukrainę.

Powodem bojkotu dostaw ropy naftowej przez Kijów są wybory, które odbywają się na Węgrzech na początku kwietnia. Kijów i Bruksela chcą, aby Orbán przegrał wybory, a kandydat opozycji, który jest przyjaźnie nastawiony do Brukseli i Ukrainy, wygrał. Są gotowi sprowokować kryzys energetyczny na Węgrzech – a jako „straty uboczne” również na Słowacji.

W odpowiedzi Węgry zawetowały wszelką pomoc UE ​​dla Ukrainy i sankcje wobec Rosji, zapowiadając, że utrzymają to stanowisko do czasu ponownego otwarcia rurociągu przez Kijów. Jest to szczególnie bolesne dla Kijowa, ponieważ kończą mu się pieniądze i pilnie potrzebuje pierwszej wypłaty 90 miliardów euro pożyczki obiecanej mu przez UE po tym, jak Komisja Europejska nie uzyskała w grudniu większości w UE w sprawie uwolnienia rosyjskich aktywów zamrożonych w Europie.

Nawiasem mówiąc, Zełenski po raz pierwszy otwarcie oświadczył na posiedzeniu rządu w czwartek, że rurociąg jest zamknięty z przyczyn politycznych i postawił wypłatę 90 miliardów euro jako warunek jego ponownego otwarcia. Jednak rzekomo niezbędne naprawy potrwają jeszcze miesiąc lub półtora miesiąca, więc rurociąg nie zostanie ponownie otwarty przed tym terminem – kontynuował Zełenski.

Tym oświadczeniem Zełenski otwarcie zasugerował, że nie otworzy rurociągu przed wyborami na Węgrzech, które zaplanowane są na 12 kwietnia, co potwierdza, że ​​prawdziwym celem jest wywarcie wpływu na wybory na Węgrzech przeciwko Orbánowi.

Groźba śmierci Zełenskiego pod adresem Orbána

W czwartek, na posiedzeniu rządu, Zełenski powiedział również:

„Mamy nadzieję, że żaden podmiot w UE nie zablokuje 90 miliardów euro ani pierwszej transzy, a ukraińscy żołnierze będą mieli broń. W przeciwnym razie przekażemy naszym siłom zbrojnym adres tej osoby, aby mogły do ​​niej zadzwonić i porozmawiać z nią w swoim języku”.

Była to jawna groźba śmierci ze strony Zełenskiego pod adresem Orbána. Za chwilę omówimy, jak Der Spiegel przedstawił to swoim czytelnikom, ale od razu powiem: Der Spiegel nie uznał tego za warte osobnego artykułu; zamiast tego wspomniał o groźbie śmierci Zełenskiego jedynie mimochodem w dwóch artykułach na inne tematy, jakby groźby śmierci były czymś zupełnie normalnym w stosunkach międzynarodowych.

Oczywiście Węgry i Słowacja stanowczo potępiły groźbę śmierci Zełenskiego pod adresem Orbána, podczas gdy z innych krajów UE nie odnotowano jeszcze żadnych reakcji.

Orbán odpowiedział na groźbę śmierci przemówieniem, w którym powiedział, że Węgry użyją „siły”, aby zapewnić ponowne otwarcie rurociągu Przyjaźń, odnosząc się do „środków politycznych i finansowych”. Niemieckie media oczywiście z oburzeniem donoszą o groźbach Orbána dotyczących przemocy, ale ukrywają ich przyczynę.

Około 1,5 miliarda dolarów w gotówce i 146 kilogramów złota

W piątek rano Ukraina poinformowała o zatrzymaniu i zajęciu na Węgrzech samochodu ciężarowego przewożącego 9 kilogramów złota oraz 40 milionów dolarów i 35 milionów euro w gotówce. Kijów oskarżył Budapeszt o wzięcie siedmiu ochroniarzy, obywateli Ukrainy i pracowników państwowego ukraińskiego Oshadbanku, którzy eskortowali transport, jako „zakładników” i „kradzież” pieniędzy. W oświadczeniu stwierdzono również, że transport odbył się na podstawie międzynarodowej umowy z austriackim Raiffeisen Bank, a transport z Austrii na Ukrainę odbył się „zgodnie z międzynarodowymi przepisami transportowymi i obowiązującymi europejskimi procedurami celnymi”.

Istnieją jedynie krótkie artykuły w języku niemieckim, które powtarzają ukraińskie oświadczenia i przedstawiają incydent tak, jak opisuje go Kijów. Węgierskie wyjaśnienia są jednak w dużej mierze ignorowane. Na przykład „Der Spiegel” robi to bardzo sprytnie, jak wkrótce zobaczymy.

Węgry wysuwają wobec Kijowa bardzo poważne oskarżenia, o których skali niemieckie media nie donoszą. Oto tłumaczenie pełnego oświadczenia ministra spraw zagranicznych Węgier:

„Węgierski urząd skarbowy i celny prowadzi obecnie dochodzenie w sprawie szokującej zbrodni. Według śledczych, Ukraińcy w ostatnich miesiącach przewozili przez Węgry ogromne ilości gotówki i złota.

Od stycznia przez Węgry przetransportowano łącznie 900 milionów dolarów i 420 milionów euro w gotówce, a także 146 kilogramów sztabek złota.

Mamy kilka poważnych pytań. Przede wszystkim chodzi o ogromną ilość gotówki. Dlaczego Ukraińcy przewożą tak duże sumy? Jeśli rzeczywiście są to przelewy bankowe, pojawia się pytanie: dlaczego banki nie przetwarzają tych transakcji za pośrednictwem regularnych przelewów? Dlaczego konieczne jest przewożenie tak dużych ilości gotówki i to przez Węgry?

Te pytania są szczególnie palące, ponieważ transportom gotówki towarzyszą osoby, które najwyraźniej mają bezpośrednie powiązania z ukraińskimi służbami wywiadowczymi.

Domagamy się wyjaśnienia, dlaczego Ukraińcy w ostatnich miesiącach przewozili przez Węgry tak duże ilości gotówki. Na co są przeznaczane te pieniądze? Kto jest ich właścicielem?

Domagamy się również odpowiedzi na pytanie, czy te pieniądze są jedynie przewożone przez terytorium Węgier czy też czasami pozostają tutaj i są następnie przekazywane  komuś na Węgrzech lub na rzecz osób trzecich.

Nasuwa się pytanie: Czy te pieniądze należą być może do tzw. ukraińskiej mafii wojskowej?

Domagamy się natychmiastowych odpowiedzi i wyjaśnień od strony ukraińskiej w tych poważnych kwestiach. Do tego czasu władze węgierskie przeprowadzą bardzo szczegółowe i kompleksowe śledztwo.”

Dla kogo były te pieniądze? 

Władze węgierskie od dawna oskarżają Kijów o tajne i nielegalne finansowanie opozycji. Powstaje zatem pytanie, czy te transporty czasami zatrzymywały się na Węgrzech i przekazywały komuś gotówkę.

Osoby ochrony towarzyszące transportowi są również ważne, ponieważ nie są to zwykli ochroniarze ciężarówek opancerzonych. Wszyscy to wysocy rangą czynni lub byli żołnierze lub oficerowie wywiadu; najwyższym rangą jest były generał Giennadij Kuzniecow ze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Pytanie brzmi: dlaczego były generał wywiadu miałby towarzyszyć rzekomo rutynowemu transportowi gotówki?

Co więcej, nasuwa się pytanie, dlaczego ukraiński bank państwowy przetransportował już w tym roku z UE na Ukrainę 900 milionów dolarów i 420 milionów euro w gotówce, a także 146 kilogramów sztabek złota – w zaledwie dwa miesiące. Korupcja ukraińskiego rządu jest powszechnie znana, czego dowodem jest na przykład afera Mindicha sprzed kilku miesięcy, kiedy to osoby z bliskiego otoczenia Zełenskiego ukradły 100 milionów dolarów, które UE przekazała Kijowowi na naprawy ukraińskiej sieci energetycznej.

Skandal korupcyjny wokół Mindicha nie jest w żadnym wypadku skandalem ukraińskim, ponieważ na Zachodzie całkowicie ukrywano fakt, że kradzież 100 milionów euro wydarzyła się tuż pod nosem „stróżów prawa” wysłanych z Zachodu, którzy musieli o tym wiedzieć, bo nikt, kto ma za zadanie monitorować przepływy pieniężne państwowej ukraińskiej spółki energetycznej pod kątem podejrzanych transakcji, nie mógł być na tyle głupi, by przeoczyć tę w zasadzie prymitywną kradzież dokonaną za pomocą sfałszowanych faktur.

Krótko mówiąc: Węgry mają rację, pytając, kto właściwie jest właścicielem tych pieniędzy i kto ma je otrzymać. I to pytanie nie jest skierowane tylko do Ukrainy, ale także do UE, która stoi z boku i obserwuje sytuację, ponieważ tak duże wypłaty gotówki muszą być zgłaszane w UE. Bruksela wie zatem, że Ukraina wypłaca prawie pół miliarda dolarów miesięcznie w gotówce i złocie.

Odkąd afera Mindicha (i inne, wcześniejsze rewelacje) pokazały, że Bruksela doskonale zdaje sobie sprawę z korupcji na Ukrainie – a konkretnie z kradzieży wielu miliardów euro wysłanych z UE – nieuchronnie pojawia się pytanie: kto w UE otrzymuje swoją część, aby wszyscy mogli wygodnie przymykać na to wszystko oko?

Czy te pieniądze należą do ludzi w Brukseli?

W Niemczech mało kto słyszał o Anatoliju Szariju, ale na Ukrainie i w Rosji zna go dosłownie każde dziecko. Jest krytycznym dziennikarzem z Ukrainy, który kiedyś założył partię polityczną i aspirował do polityki, ale został zmuszony do ucieczki przed prześladowaniami Zełenskiego i podobno mieszka w Hiszpanii.

Szarij jest krytyczny wobec Ukrainy i Rosji – i z pewnością nie jest przyjacielem Rosji, w przeciwnym razie uciekłby do Rosji, a nie, jak przypuszczam, do UE – i znany jest z poruszania najbardziej bolesnych kwestii politycznych zarówno w Rosji, jak i na Ukrainie. Uważany jest za bardzo dobrze poinformowanego i mającego odpowiednie koneksje. Szarij poinformował na Telegramie o zajęciu transportu pieniędzy i po przedstawieniu znanych faktów dodał:

„Moje źródła twierdziły wczoraj, że te pieniądze, delikatnie mówiąc, nie były byle jakie i że Orbán o tym wiedział.

Ale byłem pewien, że to pieniądze Zełenskiego. Jakieś łapówki.

Dzisiaj jednak dostaję informację, że pieniądze nie należą do Zełenskiego, a do jego wspólników. Do jakichś ludzi z Europy.

Ta historia jest kompletnie absurdalna i już wczoraj wydawała mi się nierealna.

Dzisiaj jednak kilka źródeł donosi, że Orbán uderzył w „innych ludzi”.

Chodzi o około 80 milionów euro i około 10 kilogramów złota.

To niezwykle drażliwa kwestia, ponieważ pieniądze wcale nie są ukraińskie, a należą do konkretnych osób.

A w Brukseli wiedzą, do kogo należą.

I dlatego prawdopodobnie zrobią wszystko, co w ich mocy, aby skandal nie wywołał zamieszania.

Orbán działał bardzo precyzyjnie i uderzył tam, gdzie boli.

Będziemy nadal monitorować sytuację”.

Oczywiście nie musi to być prawdą, ale biorąc pod uwagę powyższe, wydaje mi się więcej niż prawdopodobne, że Szarij nie pisze bzdur. W każdym razie nie można tego wykluczyć.

Zastanawiałem się już, w związku z wieloma ukraińskimi skandalami, które z pewnością nie byłyby możliwe bez tuszowania ich przez Brukselę, jak ludzie na Zachodzie otrzymują swoją „działkę” za tuszowanie sprawy. Jeśli okaże się, że Ukraina regularnie przemyca miliony, a nawet miliardy euro rocznie w gotówce przez UE, nagle staje się to zrozumiałe, bo naprawdę nie ma problemu z przerzuceniem kilku skrzynek z gotówką z jednej furgonetki do drugiej na jakimś opuszczonym parkingu na Węgrzech pod osłoną nocy, żeby wymienić tylko jedną możliwość. A fakt, że Ukraina ma duże doświadczenie w praniu pieniędzy, nie jest żadną tajemnicą.

Oczywiście, transport pieniędzy mógł mieć również całkowicie legalne motywy; w końcu nic nie zostało udowodnione. Nikt jednak nie może zaprzeczyć, że ta historia rodzi wiele pytań, na które można by odpowiedzieć, gdyby wszystko odbyło się zgodnie z prawem.

Czego czytelnicy „Spiegla” (nie) dowiedzą się

Skoro już wiemy, o co w tym wszystkim chodzi i jakie pytania powinien zadawać krytyczny dziennikarz, przyjrzyjmy się, co dawny hamburski magazyn informacyjny i samozwańcze „media wysokiej jakości”, „Der Spiegel”, mówi swoim czytelnikom o tej historii. „Der Spiegel” opublikował artykuł zatytułowany „40 milionów dolarów, 35 milionów euro i 9 kilogramów złota – Ukraina oskarża Węgry o wzięcie zakładników i kradzież”, który przeanalizujemy, ponieważ bardzo sprytnie odwraca uwagę czytelników od wszystkiego, co mogłoby rodzić pytania.

Artykuł „Spiegla” rozpoczyna się od rzetelnego raportu o zajęciu przez Węgry opancerzonego samochodu ciężarowego. „Der Spiegel” cytuje oburzonego ukraińskiego ministra spraw zagranicznych i stwierdza również, że Węgry wyraziły podejrzenia o pranie pieniędzy. W pierwszych trzech akapitach artykułu nie ma praktycznie nic złego, ale potem coś zaczyna się psuć.

Czwarty akapit brzmi:

„Kilka godzin później węgierskie biuro informacyjne ogłosiło deportację siedmiu eskortujących transport pieniędzy. Analiza ich sytuacji osobistej wykazała, że ​​byli to byli wysocy rangą żołnierze ukraińskiej armii. Niejasne pozostaje, dlaczego miałoby to mieć związek z zarzutem karnym, takim jak pranie pieniędzy”.

Nie można zarzucić Der Spiegelowi zatajenia faktu, że transportowi towarzyszyli „byli wysocy rangą ukraińscy wojskowi”, ale gazeta ukrywa przed czytelnikami istotne szczegóły, takie jak nazwisko byłego generała wywiadu. Co więcej, czytelnik „Spiegla” nie jest informowany o obecności byłych wysokich rangą oficerów ukraińskich służb specjalnych; zamiast tego jest on przekonany, że byli to żołnierze, a nie tajni agenci.

Aby żaden czytelnik Spiegla nie zastanawiał się, dlaczego w rzekomo normalnym transporcie pieniędzy uczestniczyli wysocy rangą oficerowie, Spiegel natychmiast odwraca uwagę czytelników, mówiąc im, co mają myśleć, i dodając: „Pozostaje niejasne, dlaczego miałoby to mieć znaczenie w tak istotnym oskarżeniu o pranie pieniędzy”

Co takiego? Byli wysocy rangą oficerowie wywiadu, w tym generał, eskortowali przesyłkę o wartości 80 milionów dolarów i to nie budzi żadnych wątpliwości u „dziennikarzy” „Spiegla”? To, że państwowy bank z jednego z najbardziej skorumpowanych krajów świata przewozi ogromne sumy gotówki, których cel jest nieznany, a transport jest eskortowany przez byłych oficerów wywiadu skorumpowanego rządu tego kraju, nie budzi żadnych wątpliwości u „Spiegla”?

Tak wygląda dziś w Niemczech krytyczne „dziennikarstwo wysokiej jakości”: nie tylko unikają zadawania pytań, ale także piszą artykuły w taki sposób, że czytelnicy nawet nie myślą o ich zadaniu.

Mylenie przyczyny i skutku.

Aby jeszcze bardziej rozproszyć uwagę czytelników, Der Spiegel natychmiast zmienia temat i informuje o groźbie użycia przemocy przez Orbána, nie wspominając o groźbie śmierci ze strony Zełenskiego. Odwracanie przyczyn i skutków jest, jak wiadomo, bardzo popularnym i skutecznym narzędziem propagandy zachodnich mediów.

W związku z tym Der Spiegel pisze zaraz potem (aby odwrócić uwagę od oficerów wywiadu):

„Jeśli to jest ta »przemoc«, którą pan Orbán ogłosił dzisiaj, to jest to przemoc grupy przestępczej. To terroryzm państwowy i wymuszenie” – napisał Sybiha, odnosząc się do czwartkowych wypowiedzi Orbána, w których zapowiedział on zamiar wygrania sporu o rurociąg Przyjaźń „siłą”.

Następnie następuje akapit, w którym Der Spiegel „wyjaśnia” swoim czytelnikom spór o dostawy ropy. Der Spiegel przedstawia ukraińskie twierdzenie, że rurociąg jest wyłączony z użytku z powodu rosyjskiego ataku, jako fakt, mimo że nikt poza Ukrainą nie potwierdził takiego ataku, zdjęcia satelitarne niczego takiego nie pokazują, a Ukraina nie wpuszcza ekspertów do kraju w celu oceny rzekomych szkód. Oczywiście czytelnicy Der Spiegla nic o tym wszystkim nie wiedzą.

Po tym, jak czytelnicy Der Spiegla są zmuszeni zaakceptować fakt uszkodzenia rurociągu spowodowanego rosyjskim ostrzałem, Der Spiegel pisze dalej, że według Ukrainy „szybka naprawa nie jest możliwa, co spotyka się z niedowierzaniem na Węgrzech i sąsiedniej Słowacji”.

Der Spiegel wspomniał o wątpliwościach Węgier i Słowacji; nie można mu zarzucić, że je ukrywa. Sformułował je jednak w taki sposób, że czytelnicy Der Spiegla są zmuszeni uwierzyć Ukrainie, a tym samym, oczywiście, uznać Węgry za winowajcę sporu, ponieważ wysuwają one bezpodstawne oskarżenia wobec Ukrainy.

Groźba śmierci ze strony Zełenskiego jest bagatelizowana.

Dopiero na samym końcu artykułu „Der Spiegel” wspomina, niemal na marginesie, o groźbie śmierci Zełenskiego wobec Orbána, którą „Der Spiegel” sprytnie bagatelizuje:

„Aby zwiększyć presję, Węgry zablokowały 90-miliardową pożyczkę UE dla Ukrainy, która jest niezbędna dla przetrwania kraju atakowanego przez Rosję. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zagroził wówczas premierowi Węgier Viktorowi Orbánowi. „Mamy nadzieję, że pewna osoba w UE nie będzie już blokować tych 90 miliardów euro” – powiedział Zełenski w Kijowie. W przeciwnym razie adres tej osoby zostanie przekazany ukraińskim siłom zbrojnym. „Niech do niego zadzwonią i porozmawiają z nim w swoim języku”.

Kiedy widzę takie artykuły, celowo i bardzo sprytnie skonstruowane i napisane, aby wprowadzić czytelnika w błąd, zawsze zastanawiam się, jak ludzie mogą dobrowolnie płacić za prenumeratę Spiegla, a nawet za sam magazyn, skoro jest tak oczywiste, że Spiegel celowo ich okłamuje.

Czuję się jednak zobowiązany, by powiedzieć coś w obronie autora Spiegla, który napisał tę tandetną robotę: prawdopodobnie sam nie wie, o co chodzi, ponieważ skróty na końcu artykułu wskazują, że został on sfabrykowany przez jakiegoś szarlatana, powołującego się na doniesienia DPA i Reutersa, które zazwyczaj również pomijają istotne informacje. Autor Spiegla najprawdopodobniej nie ma pojęcia, o co chodzi, i po prostu sklecił artykuł z fragmentów tekstu dostarczonych przez Reutersa i DPA.

Tak powstaje większość niemieckich artykułów medialnych o bieżących wydarzeniach. Nie ma w nich żadnych oryginalnych badań; zamiast tego po prostu przyjmują sformułowania podane przez agencje prasowe.

Ale czy to coś zmienia?

Ostatecznie nie ma znaczenia, czy Spiegel i inne niemieckie media wprowadzają czytelników w błąd z powodu niewiedzy, czy też własnej wiedzy.

Na Węgrzech zatrzymano ukraiński konwój. Prawie 100 milionów dolarów, euro i 9 kilogramów złota [uzupełnione]

Na Węgrzech zatrzymano ukraiński konwój.

Prawie 100 milionów dolarów,

euro i kilogramy złota

6.03.2026 nczas/na-wegrzech-zatrzymano-ukrainski-konwoj-miliony-dolarow-euro-i-kilogramy-zlota

Na Węgrzech zatrzymano transport ogromnych pieniędzy z banku ukraińskiego do austriackiego. Zatrzymano również siedmiu konwojentów. Szef ukraińskiego MSZ Andrij Sybiha grzmi o „państwowym terroryzmie” i „wymuszeniu”.

Przed północą Sybiha napisał na X, że „w Budapeszcie władze węgierskie wzięły siedmiu obywateli Ukrainy jako zakładników”.

„Przyczyny, ich stan zdrowia i możliwość kontaktu z nimi pozostają nieznane. Tych siedmiu Ukraińców to pracownicy państwowego banku Oschadbank, którzy obsługiwali dwa samochody bankowe, kursujące między Austrią a Ukrainą i przewożące gotówkę w ramach regularnych przewozów między bankami państwowymi. Mówimy tu o węgierskich zakładnikach i kradzieżach pieniędzy. Jeśli to jest ta 'siła’, o której mówił dziś pan Orban, to jest to siła grupy przestępczej. To terroryzm państwowy i wymuszenia” – czytamy dalej.„Wysłaliśmy już oficjalną notę ​​z żądaniem natychmiastowego uwolnienia naszych obywateli” – podkreślił szef ukraińskiego MSZ. „Zwrócimy się również do Unii Europejskiej z prośbą o jednoznaczne zakwalifikowanie bezprawnych działań Węgier, wzięcia zakładników i rozboju” – zapowiedział.

W oświadczeniu Oschadbanku czytamy, że pojazdy stoją w centrum Budapesztu, „w pobliżu jednego z organów ścigania Węgier”. Miejsce przebywania pracowników zaś pozostaje dla Ukraińców nieznane. „Oszczadbank domaga się natychmiastowego uwolnienia pracowników i mienia oraz ich powrotu na Ukrainę” – napisano.

Było to 40 mln. USD, 35 mln. euro i 9 kg. złota” .

Sytuacja między Węgrami a Ukrainą jest bardzo napięta. Aktualnie Węgry podejmują stanowcze działania w odpowiedzi na ukraińską próbę wywołania kryzysu energetycznego w kraju.

Ostatnio też prezydent Wołodymyr Zełeński zasugerował, że sam premier Węgier Victor Orban może być celem ataku ukraińskiej armii.


=============================

Ekonomat @ekonomat_pl

Węgierski rząd opublikował zdjęcia przechwyconej gotówki i złota, które przewozili ukraińscy inkasenci przez terytorium Węgier Na stronie banku, do którego należał pojazd inkasatorski, podano, że pracownicy rzekomo przewozili 40 milionów dolarów amerykańskich, 35 milionów euro oraz 9 kilogramów złota.

Zdjęcie

Zdjęcie

13,5 tys. wyświetleń

=====================================

Szef gabinetu Viktora Orbana Balazs Orban zażądał na platformie X odpowiedzi od władz Ukrainy, ponieważ relacja strony węgierskiej zdecydowanie różni się od oskarżeń Ukraińców.

„Żądamy odpowiedzi od władz Ukrainy! Zdjęcia przedstawiają tzw. operację 'ukraińskiego konwoju złota’. Władze węgierskie zatrzymały siedmiu obywateli Ukrainy – w tym byłego generała wywiadu – którzy przewozili 40 milionów dolarów, € 35 milionów dolarów i 9 kg złota z Austrii na Ukrainę w dwóch opancerzonych pojazdach do transportu gotówki przez Węgry” – napisał Balazs Orban.

Węgrzy wszczęli śledztwo

Poinformował ponadto, że węgierski urząd skarbowy wszczął dochodzenie w sprawie prania pieniędzy, a osoby podejrzane zostały wydalone z Węgier.

„Sytuację tę czyni jeszcze bardziej alarmującą fakt, że od stycznia przez Węgry w stronę Ukrainy przetransportowano podobno ponad 900 milionów dolarów, € 420 milionów dolarów i 146 kg złota” – pisał dalej Orban.

Podejrzane transporty

„Przemieszczanie się przez Węgry pojazdów opancerzonych wyładowanych gotówką i złotem nie jest typowym sposobem przeprowadzania legalnych transakcji finansowych. Prawdziwe pytanie jest proste: kto stoi za tymi pieniędzmi i co mają one przeznaczyć na sfinansowanie? Władze Węgier wszczęły pełne śledztwo. Teraz osoby odpowiedzialne muszą udzielić odpowiedzi” – dodał.

Ukraińcy nie chcą się tłumaczyć? [—-]

Orban zapowiada wstrzymanie tranzytu. „Ukraińcom szybciej skończą się pieniądze niż nam ropa”

Orban zapowiada wstrzymanie tranzytu.

„Ukraińcom szybciej skończą się pieniądze

niż nam ropa”

6.03.2026 nczas/orban-zapowiada-wstrzymanie-tranzytu-ukraincom-szybciej-skoncza-sie-pieniadze-niz-nam-ropa

Premier Węgier Viktor Orban. Foto: PAP
NCZAS.INFO | Premier Węgier Viktor Orban. Foto: PAP

Węgry wstrzymają tranzyt ważnych dla Ukrainy towarów, dopóki kraj ten nie przywróci transportu rosyjskiej ropy naftowej rurociągiem „Przyjaźń” – ogłosił w piątek w radiu Kossuth premier Węgier Viktor Orban.

Wstrzymaliśmy eksport oleju napędowego na Ukrainę, utrzymujemy eksport energii elektrycznej, ale wstrzymamy tranzyt przez Węgry ważnych dla Ukrainy towarów, dopóki nie uzyskamy zgody Ukrainy na dostawy ropy naftowej – powiedział Orban.

Ukraińcom szybciej skończą się pieniądze niż nam ropa dodał.

W ocenie węgierskiego premiera on sam i jego rząd „stoją na drodze Ukrainie, która z tego powodu chce się ich pozbyć”. – Nie mają innego wyjścia, więc stosują groźby. Będą mogli realizować swoje żądania, jeśli na Węgrzech powstanie proukraiński rząd – powiedział.

Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. Władze zarzucają opozycyjnej partii TISZA, prowadzącej w niezależnych sondażach, zależność od Unii Europejskiej i Ukrainy. Lider ugrupowania Peter Magyar odrzuca oskarżenia i zapewnia, że jego rząd nie wysłałby na Ukrainę wojska i pomocy wojskowej ani nie poparłby przyspieszonej akcesji tego kraju do UE.

– Nie spełnimy wezwania do odejścia od rosyjskich zasobów energetycznych, nie będziemy płacić za cudzą wojnę i nie pozwolimy Ukrainie przystąpić do Unii Europejskiej – podkreślił w piątek Orban.

Do eskalacji sporu między Budapesztem i Kijowem doszło, gdy transportujący rosyjską ropę na Węgry przez Ukrainę rurociąg Przyjaźń został uszkodzony pod koniec stycznia w rosyjskim ataku. Władze w Kijowie zapewniają, że ropociąg jest remontowany, rząd Orbana utrzymuje jednak, że ukraińskie władze celowo wstrzymują przywrócenie tranzytu i nazywa te działania „szantażem”. W czwartek prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapowiedział, że rurociąg będzie sprawny za około półtora miesiąca.

W reakcji na wstrzymanie dostaw Węgry i Słowacja która również otrzymywała ropę przez rurociąg Przyjaźń uwolniły strategiczne rezerwy tego surowca i wstrzymały dostarczanie oleju napędowego na Ukrainę. Ponadto władze w Bratysławie zawiesiły dostawy energii elektrycznej na Ukrainę, a Węgry zagroziły podjęciem podobnej decyzji. Rząd w Budapeszcie zapowiedział też, że do czasu wznowienia transportu ropy będzie blokować 20. pakiet sankcji UE wobec Rosji oraz unijną pożyczkę dla Kijowa o wartości 90 mld euro.

Węgierscy politycy, w tym Orban, w czwartek udostępnili w internecie nagranie, na którym Zełenski krytykuje niedawną decyzję Budapesztu o zablokowaniu unijnej pożyczki w wysokości 90 mld euro, mówiąc, że „da adres tej osoby (Orbana przyp. red.) żołnierzom, żeby z nią porozmawiali po swojemu”.

nczas/szokujace-slowa-prezydenta-ukrainy-zelenski-grozi-orbanowi

„To zupełnie nowa sytuacja w Europie, gdy prezydent europejskiego kraju grozi premierowi państwa członkowskiego NATO i UE śmiercią lub morderstwem” – skomentował minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto. „Węgrom nie można grozić, podobnie jak premierowi Węgier” dodał.

Następnie, w nocy z czwartku na piątek, minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha napisał na X, że władze Węgier wzięły w czwartek siedmiu obywateli Ukrainy, pracowników banku Oszczadbank SA, na zakładników. Oświadczył, że zatrzymani Ukraińcy jechali dwoma samochodami banku z Austrii do Ukrainy, przewożąc gotówkę w ramach regularnych przewozów. „Mamy tu do czynienia z wzięciem ich przez Węgry na zakładników i kradzieżą pieniędzy” ocenił Sybiha.

Orban: Brukselska machina opresji to pseudo-obywatelskie organizacje, przekupieni dziennikarze, sędziowie, politycy, algorytmy i biurokraci, obracający milionami euro

Orban: Brukselska machina opresji to pseudo-obywatelskie organizacje, przekupieni dziennikarze, sędziowie, politycy, algorytmy i biurokraci, obracający milionami euro

14.02.2026 nczas/orban-brukselska-machina-opresji

NCZAS.INFO | Premier Węgier Viktor Orban. Foto: PAP/EPA
NCZAS.INFO | Premier Węgier Viktor Orban. Foto: PAP/EPA

Brukselska machina represji na Węgrzech nadal działa, ale po wyborach się nią zajmiemy – zapowiedział węgierski premier Viktor Orban w wygłoszonym w Budapeszcie dorocznym orędziu o stanie państwa, mającym podsumować miniony rok.

– Pseudo-obywatelskie organizacje, przekupieni dziennikarze, sędziowie, politycy, algorytmy i biurokraci, obracający milionami euro. Tym właśnie dzisiaj na Węgrzech jest Bruksela – stwierdził premier Orban, dodając, że „wpływy zagraniczne ograniczające węgierską suwerenność muszą zostać wypchnięte”.

W swoim przemówieniu węgierski przywódca nawiązał do raportu amerykańskiego Kongresu, w którym ostro skrytykowano Komisję Europejską za zmuszanie amerykańskich firm technologicznych do cenzurowania wybranych treści przed wyborami w kilku europejskich krajach. – To jest prawdziwy głos Ameryki. Musimy przyzwyczaić się do myśli, że ci, którzy kochają wolność, powinni bać się nie Wschodu, ale Brukseli i powinni z niepokojem patrzeć na Brukselę – stwierdził Orban.

Ostrzegł, że jeśli obserwowane trendy się utrzymają, obecny wiek stanie się „wiekiem upokorzenia Europy”, ponieważ kontynent – w ocenie premiera niezdolny do uczestnictwa w nowej globalnej rewolucji przemysłowej – po raz pierwszy od wynalezienia maszyny parowej będzie ofiarą, a nie twórcą transformacji gospodarczej.

O „zabijanie” gospodarki Europy obwinił „paraliżujące koszty energii i nadmierne regulacje”. Premier ocenił jednak, że Węgry „wciąż mają szansę”, zauważając, że w 2025 roku wynegocjował umowy z prezydentami USA, Rosji i Turcji, aby utrzymać dostęp kraju do przystępnej cenowo ropy naftowej i gazu z Rosji.

Węgierski premier podkreślił, że jego prawdziwym przeciwnikiem nie jest krajowa opozycja, ale Unia Europejska, która „chce wojny”. Polityk oskarżył „międzynarodowy wielki biznes” o dążenie do kontynuowania wojny na Ukrainie, rękami samych Ukraińców lub „jeśli to konieczne, rękami innych narodów Europy Środkowej”.

– Czas, aby Węgry się obudziły i potraktowały poważnie, śmiertelnie poważnie, to, do czego przygotowuje się międzynarodowy wielki biznes – zaznaczył premier Węgier.

Premier powiązał z podmiotami zagranicznymi największą partię opozycyjną w kraju, Tiszę. – Jest absolutnie oczywiste, że to przemysł naftowy, elita bankowa i brukselski establishment przygotowują się do utworzenia rządu na Węgrzech – powiedział, określając ugrupowanie Petera Magyara „tworem Brukseli”.

Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. Większość niezależnych sondaży daje partii TISZA od kilku do kilkunastu punktów procentowych przewagi nad Fideszem Orbana.

Patriotyczne rządy Węgier i Czech są zjednoczone w najważniejszych kwestiach: mówimy „nie” wojnie, „nie” migracji i „nie” szaleństwu gender

Węgierski minister mówi wprost. „NIE” wojnie, „NIE” migracji i „NIE” szaleństwu gender

20.01.2026 nczas/wegierski-minister-nie-wojnie-nie-migracji-i-nie-szalenstwu-gender

Peter Szijjarto Węgry
NCZAS.INFO | Peter Szijjarto. / foto: Wikimedia, IAEA Imagebank, CC BY 2.0

Patriotyczne rządy Węgier i Czech są zjednoczone w najważniejszych kwestiach: mówimy „nie” wojnie, „nie” migracji i „nie” szaleństwu gender – powiedział w poniedziałek podczas wizyty w Pradze szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto.

Na wspólnej konferencji prasowej z czeskim ministrem spraw zagranicznych Petrem Macinką minister Szijjarto z zadowoleniem przyjął wyborcze zwycięstwo premiera Andreja Babisza, nazywając je „nową erą” współpracy w Europie.

Dodał, że oba rządy potwierdziły w poniedziałek swój sojusz przeciwko nielegalnemu przesiedlaniu migrantów i ponownie wyraziły sprzeciw wobec większego zaangażowania w wojnę na Ukrainie, wspierając zamiast tego amerykańskie inicjatywy pokojowe.

„Andrej Babisz to jeden z najważniejszych sojuszników Viktora Orbana. Wcześniej wspólnie walczyliśmy z nielegalną migracją, a teraz wspólnie walczymy o pokój. Im silniejszy jest nasz sojusz, tym lepiej możemy przeciwstawić się wojennym planom Brukseli” – napisał na Facebooku Szijjarto.

Rząd w Budapeszcie, po wygranej Babisza w październikowych wyborach w Czechach, ocenił, że to „dobra wiadomość dla Europy”. „Prawda zwyciężyła! Andrej Babisz wygrał wybory parlamentarne w Czechach ze znaczącą przewagą. To duży krok dla Republiki Czeskiej i dobra wiadomość dla Europy. Gratuluję, Andrej!” – napisał wówczas premier Viktor Orban w poście opatrzonym wspólnym zdjęciem z premierem Czech.

Szijjarto ocenił natomiast, że zwycięstwo Babisza przyczyni się do odrodzenia współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej. „Brawo! Kolejny rząd patriotyczny w Europie Środkowej” – napisał dyplomata w portalach społecznościowych.

Rozpoczynamy bunt! Orban mocno odpowiada KE: Węgry nie wdrożą Paktu Migracyjnego.

Orban mocno odpowiada KE: Węgry nie wdrożą Paktu Migracyjnego. Rozpoczynamy bunt!

https://www.fronda.pl/a/Orban-mocno-odpowiada-KE-Wegry-nie-wdroza-Paktu-Migracyjnego-Rozpoczynamy-bunt,249950.html


Premier Węgier Viktor Orban w mocnych słowach odpowiedział Komisji Europejskiej, próbującej wymusić na Budapeszcie przyjmowanie nielegalnych migrantów z zachodniej Europy lub też płacenie przez ten kraj wysokich kar finansowych w przypadku odmowy.

Viktor Orban przypomniał, że to jego kraj powstrzymał południowe granic Unii Europejskiej przed zalewem Starego Kontynentu przez nielegalnych migrantów.

„Powstrzymaliśmy ich naszym ogrodzeniem granicznym i tysiącami strażników granicznych, których Bruksela karze grzywną w wysokości € 1 miliona dolarów dziennie. Zamknęliśmy południowy szlak, ale pakt migracyjny stawia nas teraz przed frontem zachodnim. Najnowsza decyzja Brukseli wymaga, aby od lipca przyszłego roku Węgry albo przyjmowały migrantów z innych krajów europejskich, albo płaciły za ich przyjazd” – oznajmił węgierski premier za pośrednictwem mediów społecznościowych. 

Chcę raz na zawsze jasno powiedzieć, że dopóki Węgry będą miały rząd narodowy, nie wdrożymy tej skandalicznej decyzji” – zadeklarował Orban.

Premier Węgier nazwał decyzję Brukseli w sprawie Paktu Migracyjnego „niedopuszczalną”.

Nie przyjmiemy ani jednego migranta i nie będziemy płacić za migrantów innych. Węgry nie wdrożą postanowień Paktu Migracyjnego. Rozpoczyna się bunt!” – skonkludował Orban.

Po pierwsze suwerenność

https://myslpolska.info/2025/11/10/po-pierwsze-suwerennosc-rozmowa-z-prof-annamaria-artner-ekonomistka-z-wegierskiej-akademii-nauk

——————————

To zdaje się jakieś podejście lewicowe, może neo-marksistowskie. Należy jednak je poznać. M. Dakowski

===============================

Po pierwsze suwerenność – rozmowa z prof. Annamarią Artner, ekonomistką z Węgierskiej Akademii Nauk

Jest Pani znaną uczoną i badaczką zajmującą się transformacją współczesnego świata. Chyba zajmuje się Pani bardziej geoekonomią niż geopolityką, ale są one przecież powiązane.

– Powiedziałabym raczej, że interesuje mnie ekonomia geopolityczna, czyli jednocześnie ekonomia i polityka, bo one się łączą, nie da się ich rozdzielić, odseparować.

Wspomina Pani o imperializmie współczesnym, na temat którego opublikowała Pani wiele analiz i artykułów. A co Pani sądzi o Róży Luksemburg i jej badaniach nad imperializmem z początków wieku dwudziestego? Czy są one wciąż wartościowe?

– Cóż, imperializm analizowany był nie tylko przez Różę Luksemburg. Zaczęło się od Hobsona i Hilferdinga, póżniej był Lenin i oczywiście wspominał o nim również Oswald Spengler, który nie był przecież myślicielem marksistowskim, ale napisał wiele interesujących rzeczy na temat upadku i zmierzchu Zachodu. W swej słynnej książce stwierdził, że Zachód stał się imperialistyczny. Polityka stała się imperialistyczna jeszcze przed refleksjami tych myślicieli. Zdeklarowanym imperialistą był Cecil Rhodes, którego nawet cytował w swojej słynnej pracy o imperializmie jako najwyższym stadium kapitalizmu Lenin. Twierdził on, że trzeba prowadzić politykę imperialistyczną, żeby wesprzeć angielską klasę robotniczą, podnieść poziom jej życia, zapobiec bezrobociu i stworzyć możliwości pełnego zatrudnienia.

Cecil Rhodes otwarcie mówił – choć może nie używał dokładnie tych określeń, ale sens był właśnie taki – że Anglia musi eksploatować Afrykę, by móc sfinansować swoją własną klasę robotniczą. Oczywiście celem tego podnoszenia stopy życiowej miało być utrzymanie u władzy klasy kapitalistycznej. Próbuję przez to powiedzieć, że na przestrzeni ostatnich kilku dekad tak zwana lewica radykalnie marksistowska i cała lewica zapomina o tym, że kapitalizm należy rozpatrywać jako imperializm. A to właśnie jest imperializm. Nie jest to po prostu kapitalizm, który może przejawiać się jako państwo dobrobytu, model skandynawski itd. Jest to imperializm, które być może pokazuje swoje lepsze oblicze na Zachodzie, ale jego istota pozostaje niezmienna. Jest on nawet jeszcze bardziej brutalny. Wystarczy popatrzeć na Globalne Południe. Niestety klasa średnia u nas w Europie, drobna burżuazja, do której należą tacy profesorowie jak ja, funkcjonuje na takim poziomie życia, że nie jest w stanie zrozumieć, iż poziom ten nie jest na świecie czymś powszechnym i zdecydowana większość świata należy do Globalnego Południa, na którym eksploatacja przez kapitał centralny wywarła najbardziej opłakane efekty w sferze poziomu życia ludzi oraz możliwości rozwoju technologicznego i przemysłowego.

Pobawmy się trochę w futurystyczne wizje. Jeśli spojrzymy na dzisiejszy kapitalizm i jego charakter imperialistyczny, to zobaczymy tam wielu przedsiębiorców, tych najnowocześniejszych, z sektora IT. Mamy na przykład Elona Muska marzącego o zdobyciu Marsa, może też innych planet, o eksploatowaniu zasobów przestrzeni kosmicznej. Czy uważa Pani, że rozwój technologiczny może doprowadzić do tego, że kapitalizm skoncentruje się na tych nowych obszarach – przestrzeni kosmicznej czy wirtualnej, a nie na eksploatowaniu Globalnego Południa i uzależnionych krajów poddanych neokolonizacji? Czy taka może być trajektoria rozwoju kapitalizmu?

– To bardzo ciekawe pytanie. Uważam jednak, że rzeczywistość wskazuje, iż epoka kapitalizmu się kończy. Oczywiście jego definitywny zmierzch nastąpi w dłuższej perspektywie historycznej, ale już widzimy, że jest on siłą schodzącą ze sceny – przemysłowo, technologicznie, ideologicznie, w sferze modelu życia itd. Nieprzypadkowo to Chiny określane są dziś fabryką świata. Jeżeli popatrzymy na sytuację z militarnego punktu widzenia, na przykład w kontekście konfliktu na Ukrainie, to zauważymy też, że nawet pod względem technologii wojskowych Zachód już nie jest przodujący, bo jego miejsce zajmują Chiny i Rosja, a w niektórych dziedzinach, w poszczególnych branżach jak na przykład drony – również inne kraje. Kapitalizm nie może przetrwać bez Globalnego Południa. Jego upadek wiąże się też ze spadkiem stopy zysku. Tendencja do zmniejszania się stopy zysku została zauważona i opisana jeszcze przez Marxa. Stanowi logiczny i nieuchronny kierunek rozwoju kapitalizmu i wiąże się dokładnie z tym, o czym Pan powiedział: z rozwojem technologicznym. Stopa zysku pochodzi wyłącznie z siły roboczej, zaś kapitaliści nie chcąc wydawać pieniędzy zamieniają siłę roboczą ludzką maszynami. Dążą zatem do automatyzacji. Ale w wyniku tej automatyzacji spada udział ludzkiej siły roboczej w procesie produkcji, co prowadzi do spadku zysku, bowiem wartość dodana, dodatkowa pochodzić może wyłącznie z siły roboczej człowieka.

Jeśli zatem przeanalizujemy bardzo skomplikowane dane statystyczne i zapoznamy się z mnóstwem istniejących rzetelnych analiz tej problematyki, dostrzeżemy, że spadek stopy zysku stanowi już pewną tendencję. Skończy się to tym, że ludzkość nie będzie już potrzebowała kapitalizmu, bo maszyny zajmą się także pracą wykonywaną przez pracowników umysłowych. Kapitaliści staną się klasą zbędną, nie będziemy ich już potrzebować. Oczywiście, to stanie się dopiero w przyszłości, ale zapytał mnie Pan właśnie o moją prognozę przyszłości. Zajmie to dłuższy czas.

Nie zapominajmy jednak, że rozwój historyczny to proces, który zaczyna się bardzo powoli, by następnie przyspieszyć. Rozwój ma charakter wykładniczy. Popatrzmy na przykład na Chiny. W pierwszych dekadach od rozpoczęcia reform Deng Xiaopinga ich rozwój nie był zbyt wielki, a przynajmniej nie był zbyt zauważalny dla reszty świata. Dziś codziennie słyszymy o nowych wynalazkach, o kolejnym przełomie technologicznym, o kolejnej współpracy Chin z różnymi krajami, o rosnącym eksporcie, o rozpoczęciu wielkich projektów infrastrukturalnych i tak dalej. Mamy zatem do czynienia z przyspieszającym rozwojem chińskiego modelu komunizmu czy socjalizmu. Nie widać takiego rozwoju na Zachodzie. Widzimy na Zachodzie jedynie kolejne zamieszki i wzrost zadłużenia. Mamy proces militaryzacji. Nie jestem w stanie pojąć tych, którzy się tą militaryzacją zachwycają. Możemy przecież z całą pewnością stwierdzić, że większość ludzi na Zachodzie nie chce żadnej wojny.

Tymczasem dążą do niej przywódcy reprezentujący interesy klasy kapitalistycznej, imperialistycznej, kapitału finansowego. Mówi się, że amerykański kompleks militarno-przemysłowy stanowi realny ośrodek władzy nad Stanami Zjednoczonymi. To on określa kształt deep state. Bo czym jest deep state? To nie jakaś grupa złych ludzi. To interesy kompleksu militarno-przemysłowego. Oczywiście jego przedstawiciele stanowią jedynie niewielką mniejszość społeczeństwa, ale to oni sprawują władzę. Powszechną cechą współczesnych państw jest to, że ta klasa rządząca wpływa na politykę, kształtuje politykę, zaś klasa polityczna służy interesom klasy rządzącej, bo klasa rządząca jej za to płaci. Zarabiają na tym. Poza tym mamy do czynienia z dominacją idei klasy rządzącej.

Można zatem powiedzieć, że obecna sytuacja polega na tym, że narody Europy Zachodniej, a także Europy Wschodniej stały się zakładnikami klasy politycznej, która z kolei służy interesom upadającej klasy rządzącej, czyli kapitału finansowego.

Poruszyła Pani bardzo istotną kwestię. Obecnie mówi się, przynajmniej u nas w Polsce, o podnoszeniu wydatków na modernizację sił zbrojnych, na kupowanie nowej broni, przede wszystkim wyprodukowanej przez amerykański kompleks militarno-przemysłowy, o którym Pani wspomniała. Mamy gigantyczny europejski program SAFE, w ramach którego mamy wydać około 200 miliardów euro. Oczywiście, wiąże się to z dodatkowym wzrostem zadłużenia krajów członkowskich. Niektórzy ekonomiści europejscy zaczynają mówić o tzw. militarystycznym keynesizmie. Czy uważa Pani, że te wydatki na zbrojenia mogą przynajmniej czasowo utrzymać europejski model kapitalizmu przy życiu? Czy mogą przedłużyć jego istnienie?

– To kolejne bardzo dobre pytanie. Ta militaryzacja przypomina mi politykę nazistowskich Niemiec. Patrząc na to, do czego prowadzi neoliberalizm, niektórzy twierdzą, że mamy do czynienia z nowym rodzajem faszyzmu. Militaryzacja nie jest skutecznym sposobem uratowania tego systemu. Militaryzacja zawsze oznacza, że marnuje się środki, które mogłyby przecież posłużyć do podwyższania poziomu życia ludności. To po pierwsze.

Po drugie, regułą jest to, że każdy system polityczny zmierza do uzyskania możliwości własnej obrony. Także patrząc na to z tej strony, rozumiem, że chcą mieć silne wojsko, bo czują już, że nie ma dla nich ratunku, nie ma możliwości zachowania przez nich władzy. Uważają, że pomóc może im tylko wojsko, dywizje, wojna, zbrojenia. Oczywiście, nie jest to prawdą. Wojsko nie stanowi już takiej siły i nie będzie jej stanowić. Poza tym jego rozbudowa wymaga czasu. W tym czasie również Rosja, Chiny i Globalne Południe będą rozbudowywać swój potencjał militarny. Wszystko to oznacza zatem eskalację. To dlatego zaczynamy się słusznie obawiać, że doprowadzi to do III wojny światowej. Systemu kapitalistycznego taka wojna i tak nie uratuje. Przegra on z kretesem, ale przy okazji zginą setki milionów ludzi. Także to, co teraz robią, to nie żarty i możemy mieć jedynie nadzieję, że prędzej czy później klasa robotnicza Zachodu zrozumie co się dzieje i dojdzie do wniosku, że musi podjąć działania wiodące do zmiany tej polityki. Tego nie możemy być jednak do końca pewni. Może powstać jednolity front imperialistyczny, ale imperializm słabnie.

Proszę spojrzeć nie tylko na Chiny czy Rosję, ale na kraje frankofońskie na zachodzie i południu Afryki – Burkina Faso, Mali, Niger, nawet Czad. Powiedziały one Francuzom, że mają się wynosić. Że mają ich dosyć, dziękują i do widzenia. Że nie potrzebują już ich wojsk, które nic im nie dawały. Że nie chcą już, by Francuzi wydobywali ich surowce naturalne, jak złoto, diamenty itd. Sami mogą je wydobywać, podobnie jak uran dla elektrowni atomowych. Wszystko to mogą robić samodzielnie, a do tego współpracować z Chinami i Rosją. Podział świata ulega zatem zatarciu, a to oznacza, że klasa robotnicza zachodnioeuropejskich krajów imperialistycznych nie może być już opłacana tak wysoko jak dotychczas. Płace spadają i zróżnicowanie między wyższymi a niższymi segmentami klasy pracującej wzrasta. Coraz więcej ludzi czuje się zrujnowanymi. Spada ich poziom życia, spadają wynagrodzenia. Do tego mamy imigrację, która dodatkowo wzmacnia sprzeczności wewnętrzne i napięcia w społeczeństwie. Mamy szereg takich buzujących pod powierzchnią napięć. Zaczynamy te napięcia mniej lub bardziej dostrzegać. Mogą one osiągnąć punkt kulminacyjny i doprowadzić do eksplozji.

Czy Węgry, Polska i inne kraje Europy Środkowej są w tej sytuacji mniej więcej w tym samym miejscu? Analizowałem na przykład zależności i wpływy ekonomiczne w gospodarce Polski, Węgier, Czech i Słowacji i wszędzie mamy zależność od gospodarki niemieckiej, szczególnie jeśli chodzi o przemysł, np. motoryzacyjny. Czy uważa Pani, że mamy w Europie Środkowej potencjał do jakiegoś uniezależnienia się od gospodarek zachodnich, szczególnie niemieckiej, która – jak widzimy – pogrąża się w kryzysie? Czy katastrofa jest już nieunikniona, czy też możemy jej uniknąć, wyzwalając się spod wpływów i zależności od Zachodu?

– Owszem. Nasza łódź jest mocno przywiązana do tonącego okrętu. Tym tonącym okrętem jest Unia Europejska, która nieodwracalnie pogrąża się pod wodą. Pewną nadzieję daje to, co robi od roku 2010, od początku rządów partii Fidesz, rząd węgierski. Zaczął on dywersyfikować relacje międzynarodowe i międzynarodowe stosunki gospodarcze. Ogłosił politykę otwarcia na Wschód i Południe. Neoliberałowie sobie z tego kpili. Tymczasem jest to polityka niezwykle realistyczna, konieczna dla zachowania suwerenności. W BRICS nikt nie pyta innych o ich model społeczno-ekonomiczny czy ustrój polityczny. Pytają jedynie czy ktoś chce z nimi współpracować, czy nie. Jedynym warunkiem członkostwa w BRICS lub partnerstwa z nim jest niestosowanie sankcji. Czy możemy opuścić ten unijny tonący statek? To dobre pytanie. Po pierwsze, moim zdaniem powinniśmy opuścić NATO, które jest instytucją militarną imperializmu. Powinniśmy poprawić, rozwinąć nasze relacje z innymi krajami –  z Chinami, z Rosją, z krajami afrykańskimi. Afryka będzie się w nadchodzących dekadach bardzo szybko rozwijała. Proszę pamiętać, że – jak powiedziałam – rozwój odbywa się wykładniczo.

Na początku może się wydawać, że nie mamy do czynienia z niczym przełomowym, ale prędzej czy później ten rozwój przyspiesza. Tak powinna wyglądać rozumna polityka. Oczekiwanie na rozpad Unii Europejskiej, który doprowadzać będzie stopniowo do osłabienia władzy Brukseli, przy jednoczesnym korzystaniu z wolnego rynku i relacji ekonomicznych w jej ramach, to niezłe rozwiązanie. W ten sposób podchodzą do tego Chiny, BRICS i Globalne Południe. Problem polega jednak na tym, że mamy dodatkowo zarządzanie polityczne Brukseli, przy pomocy którego próbuje ona narzucić określoną politykę, wskazać na określone tradycje i wartości, na to jaki ma być nasz stosunek wobec płci itd. To poważny problem. Pierwszy krok, jaki należy zatem zrobić, to zmiana jej scentralizowanej władzy politycznej. Mam nadzieję, że do niej dojdzie, bo inaczej czeka nas eksplozja. Unia Europejska w obecnym kształcie jest nie do utrzymania, bo opiera się wyłącznie na przymusie. Węgry są dziś w awangardzie i muszą ponosić wszystkie te koszty swojej polityki, koszty cięć środków unijnych dla nich przeznaczonych…

Tak, całej tej presji.

– Tak, właśnie – presji. Są też jednak odmienne siły polityczne w innych krajach, również w Pańskim kraju. Są takie siły we Francji, we Włoszech. Te siły polityczne wspierają politykę Węgier. Widzimy jak siły rządzące próbują ograniczać ich wpływy w Niemczech, we Francji – jak próbuje się je represjonować, uniemożliwiać im udział w wyborach. Mimo to coraz więcej ludzi je popiera. Miejmy zatem nadzieję, że nastąpi zmiana polityki w kolejnych krajach, a za nią pójdzie odmienna polityka Brukseli. Węgierski premier mawia często, że będziemy okupować Brukselę. Zobaczymy jak będzie, ale jedno jest pewne: Unia Europejska chyli się ku upadkowi. Nawiasem mówiąc, o upadku Zachodu mówił już Oswald Spengler. Jest to proces stopniowy, bo pisał on o nim jeszcze na początku XX wieku. Z drugiej strony pisał o nim również Samir Amin w latach 1970. Od tamtej pory Zachód osiągnął już wiek starczy, jak sam to określał. Teraz to właśnie widzimy.

Mamy zatem rozkładający się system, w którym nie ma już mocy, nie ma innowacji, nie ma nic godnego podziwu. Oczywiście klasa rządząca wciąż kontroluje w nim masy wśród burżuazji, wśród arystokracji klasy robotniczej, wśród inteligencji. Opłaca je i to wystarcza, by mógł utrzymywać większość. Oczywiście są jeszcze ludzie pozostający po stronie systemu, zainteresowani kontynuacją obecnej, ale rosnąca część społeczeństw od tej polityki się odwraca i poszukuje innych rozwiązań. Na przykład Alternatywa dla Niemiec w Niemczech, którą określa się mianem faszystowskiej, choć nie ma ona z faszyzmem nic wspólnego. Często jednak używa się tej etykietki wobec wszystkich tych, którzy krytykują politykę liberalną i wolnorynkową. Podsumowując, możemy powiedzieć, że z jednej strony jest jakaś nadzieja, ale wciąż istnieje ryzyko wielkiej katastrofy, a nawet wybuchu III wojny światowej.

Pozostając przy dywersyfikacji węgierskiej polityki handlowej i zagranicznej – czy wśród politologów, ekonomistów, a może polityków na Węgrzech toczą się jakieś dyskusje o przystąpieniu Węgier do BRICS w przyszłości? Czy w ogóle się o tym rozmawia?

– Nie, niestety nie. Nie ma tego tematu, choć uważam, że powinien się pojawić. Być może się pojawi, gdy życie w Unii Europejskiej stanie się nie do zniesienia, ale jeszcze nie w tej chwili. Nikt nie mówi o BRICS. Może ktoś już zaczyna myśleć takimi kategoriami. Mamy współpracę w ramach inicjatywy Jednego Szlaku – Jednej Drogi z Chinami, pod postacią połączenia kolejowego z Budapesztu do Belgradu. Węgry brały także udział w szczycie inicjatywy Jednego Szlaku – Jednej Drogi w ubiegłym roku. Byliśmy tam jedynym krajem należącym do Unii Europejskiej. Częściowo się to z BRICS pokrywa, bo przecież są tam Chiny i wiele krajów Jednego Szlaku – Jednej Drogi do BRICS lub partnerstwa z BRICS należy. Ale formalnie to jeszcze nie BRICS.

W Polsce wielu ludzi o poglądach lewicowych twierdzi, że rząd węgierski to skrajna prawica i w związku z tym nieustannie go krytykuje. A co o obecnym rządzie myślą marksiści, socjaliści i intelektualiści lewicowi na Węgrzech? Jakie najważniejsze zalety obecnego rządu mogłaby Pani wymienić?

– To bardzo złożona kwestia. Przytłaczająca większość lewicowych marksistów, socjalistów, inteligencji socjaldemokratycznej, a nawet organizacji obywatelskich występuje przeciwko temu prawicowemu rządowi w sposób totalny. Wielu z nich określa ten rząd mianem faszystowskiego. Dostrzegam jednak pewną niewielką ewolucję tych skrajnych opinii w kierunku ujęcia bardziej realistycznego. Po pierwsze, wciąż bardzo niewielu ludzi twierdzi, że nie jest to władza faszystowska, ale widzę rosnącą liczbę takich ocen. Zaznaczają oni, że nie zamierzają głosować na obecną władzę, ale nie jest to jednak rząd faszystowski. Uważają, że takie określenie to przesada. To nie jest rząd faszystowski. Są też tacy, którzy uznają, że polityka obecnego rządu im odpowiada, ale odżegnują się od głosowania na niego, bo ich zdaniem jest to rząd prawicowy, antykomunistyczny, klerykalny, nacjonalistyczny itd. Dla części marksistów, leninistów czy przedstawicieli tradycyjnej lewicy podnoszenie zagadnienia suwerenności jest synonimem nacjonalizmu, tego negatywnego nacjonalizmu w wydaniu ksenofobicznym. Nie rozróżniają oni różnych form nacjonalizmu. Nie są w stanie zrozumieć, że patriotyzm jest rodzajem nacjonalizmu, ale nie ksenofobicznego. Wręcz przeciwnie – taki nacjonalizm może być bardzo integrujący. Kocham mój kraj i akceptuję Romów i wszystkie inne narodowości oraz grupy etniczne, które tu żyją.

Po drugie suwerenność jest teraz kwestią najważniejszą. Najważniejszym obecnie celem jest zachowanie suwerenności, szczególnie w obliczu sytuacji, w której jesteśmy skrępowani przez Unię Europejską i zmuszeni przez nią do wspierania polityki imperialistycznej. Walka o suwerenność powinna stać zatem na pierwszym miejscu. Na czym ona polega? Najważniejsze jest wspieranie, obrona takiej polityki, która opowiada się za suwerennością. Chodzi o suwerenność w obliczu imperializmu. To prawda, że nasz rząd nie jest całkowicie suwerenny, nie prowadzi polityki do końca suwerennej. Nie byłaby tego w stanie robić żadna siła polityczna, bo jesteśmy zintegrowani z otoczeniem: jesteśmy mocno zintegrowani z architekturą super-struktury imperializmu. Można w tych warunkach co najwyżej poluzowywać nieco istniejące więzy i ten rząd właśnie to robi. Ja jestem w bardzo trudnej sytuacji, bo wielu moich przyjaciół twierdzi, że zdradziłam lewicę, porzuciłam stanowisko marksistowskie, stanowisko w sprawie klasy robotniczej itp. Ale to nie prawda i nie chodzi wyłącznie o interesy samej klasy robotniczej. Chodzi też o interesy rolników, inteligencji. Mój Boże, chodzi wręcz o interesy całego narodu – aby był suwerenny i zdolny do przetrwania nie tylko najbliższych dekad, ale tysiącleci. Dlatego sytuacja takich ludzi lewicy jak ja jest obecnie na Węgrzech trudna.

Popieram rząd z powodu jego polityki zagranicznej, geopolityki. Poza tym prowadzi on nienajgorszy politykę społeczną. Mamy oczywiście problemy w tej sferze, ale sytuacja naprawdę nie jest taka zła, jeśli chodzi o problem ubóstwa na Węgrzech. To zresztą według mnie są obecnie kwestie drugorzędne. Węgry pod tym względem wcale nie są najgorsze i nie znajdują się w ogonie Europy. W wielu kwestiach, na przykład polityki prorodzinnej, Węgry są obok Polski liderem. Mamy trochę podobną politykę wobec rodzin i ich wsparcia.

My nie mamy polityki prorodzinnej tak zaawansowanej jak wasza…

– Niech będzie, jesteśmy lepsi.

Tak. Bardzo Pani dziękuję za ten wywiad i chciałbym życzyć Pani, Węgrom i wszystkim krajom naszego regionu – Europy Środkowej – polityki bardziej suwerennej, bo – jak Pani wspomniała – to sprawa najważniejsza dla wszystkich, niezależnie od strony sporów politycznych i środowisk, z których się wywodzą. Suwerenność to pierwszy i najważniejszy krok. Po jej osiągnięciu, będziemy mogli spierać się o kierunek dalszego rozwoju.

– O to chodzi. Zgadzam się.

Rozmawiał Mateusz Piskorski

prof. Annamaria Artner – węgierska ekonomistka, członek Węgierskiej Akademii Nauk. Obecnie zatrudniona w Instytucie Gospodarki Światowej ELTE w Budapeszcie, wykłada ekonomię i międzynarodowe stosunki gospodarcze, autorka kilkudziesięciu prac naukowych.

Myśl Polska, nr 45-46 (9-16.11.2025)

Bunt Orbana

Bunt Orbana

Marek Wójcik przez: Marucha w dniu 2025-11-07

Kilka dni przerwy w pisaniu na tym blogu, spowodowane było moją wycieczką do stolicy Węgier. Zrobiłem tam we wtorek zdjęcie plakatu na słupie z budynkiem parlamentu w tle:

Marionetki w Brukseli chcą podnieść podatki. Protestujmy przeciwko podwyżce cen! Konsultacje krajowe.

Jeszcze 10 lat temu, taki plakat nie zwróciłby praktycznie większej uwagi. Dzisiaj także nie zauważyłem w Budapeszcie zainteresowania, jednak trudno sobie wyobrazić coś podobnego w innym kraju Unii.

Owszem pojawiały się sporadycznie billboardy głoszące opinie i fakty sprzeczne z panującą w mediach tendencją, były one jednak opłacane z prywatnych źródeł, co bardzo ograniczało ich powszechne stosowanie.

Plakat antykowid

Ten billboard został powieszony w październiku 2021 r. w Wysokiem Mazowieckiem. Źródło.

Jak wygląda praktyczna wolność słowa w Niemczech, możemy przeczytać we wczorajszym artykule na Report24: Uwięziony za błędne poglądy? Delegitymizacja państwa jako podstawa do uwięzienia. Źródło.

Zawsze można znaleźć powody do krytyki wobec Wiktora Orbana. Jednak niezwykle trudno byłoby pokazać innego polityka, tak skutecznie walczącego o sprawy własnego narodu.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com
https://www.world-scam.com/

Orban: Niczego Ukrainie nie zawdzięczamy

Orban: Niczego Ukrainie nie zawdzięczamy

https://myslpolska.info/2025/11/04/orban-niczego-ukrainie-nie-zawdzieczamy

Viktor Orban

Prezydent Zełenski ponownie zaatakował Węgry i rząd węgierski różnymi oskarżeniami na konferencji w Brukseli. Cóż, spójrzmy prawdzie w oczy!

W sprawie dotacji: Węgry przyjęły uchodźców z Ukrainy, ponad 14 milionów osób przekroczyło granicę z Ukrainą od początku wojny, prowadzimy tu 3 ukraińskie szkoły, zajęliśmy się rannymi żołnierzami i dziećmi, zorganizowaliśmy obozy wypoczynkowe dla ponad dziesięciu tysięcy ukraińskich dzieci na Węgrzech, przeszkoliliśmy kadrę służby zdrowia, odbudowaliśmy szkoły i przedszkola na Ukrainie. Byliśmy największym dostawcą gazu na Ukrainie, dostarczamy większość energii elektrycznej. Do tej pory wydaliśmy 200 mln euro na pomoc Ukraińcom w dziedzinie humanitarnej. To zdumiewające, jeśli to nic nie znaczy dla Pana nie znaczy.

Na dodatek chciałbym zwrócić uwagę Pana Prezydenta na fakt, że do dotacji otrzymanych z Unii Europejskiej zalicza się też węgierskie pieniądze. Chociaż nie cieszymy się z tego powodu, to jest fakt.

Muszę odrzucić stwierdzenie, że Węgry coś zawdzięczają Ukrainie. Ukraina nie chroni Węgier przed nikim i niczym. Nie prosiliśmy o to i nie będziemy o to prosić. Bezpieczeństwo Węgier gwarantują węgierskie zdolności obronne narodowe i NATO, których Ukraina (na szczęście) nie jest członkiem.

Na koniec chciałbym zwrócić uwagę Pana Prezydenta na to, że członkowie Unii Europejskiej jednogłośnie decydują o przystąpieniu danego państwa do Unii. Oznacza to, że każde państwo członkowskie ma suwerenne prawo do wspierania lub sprzeciwiania się rekrutacji nowego członka. Węgry nie popierają i nie będą popierać członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej, bo byśmy sprowadzili wojnę do Europy i zabrali pieniądze Węgrom.

Naszym zdaniem Unia powinna wejść w strategiczne partnerstwo z Ukrainą, bez członkostwa w UE. Oto nasza oferta. W przyszłości również będziemy trzymać się tego stanowiska, bo mamy do tego pełne prawo.

Viktor Orban

Viktor Orban rozpoczął akcję „przeciwko brukselskim planom wojennym”

Viktor Orban rozpoczyna akcję „przeciwko brukselskim planom wojennym”

11.10.2025 https://nczas.info/2025/10/11/viktor-orban-rozpoczyna-akcje-przeciwko-brukselskim-planom-wojennym/

NCZAS.INFO | Premier Węgier Viktor Orban. Foto: PAP
NCZAS.INFO | Premier Węgier Viktor Orban. Foto: PAP

Premier Węgier Viktor Orban ogłosił w sobotę uruchomienie zbiórki podpisów „przeciwko brukselskim planom wojennym”. Będziemy w każdym mieście i każdej wiosce, ponieważ potrzebujemy każdego kochającego pokój Węgra – zapowiedział polityk na swoim koncie na Facebooku.

Czeka nas gorąca jesień. Europa coraz szybciej zmierza ku wojnie. W Kopenhadze przedstawiono brukselski plan wojenny: Europa płaci, Ukraińcy walczą, aż Rosja w końcu się wyczerpie. Nie powiedziano nam, ile to będzie kosztować ani jak długo potrwa. Zamiast strategii, brukselska ekipa zaproponowała pobożne życzenia” – ocenił w poście Orban.

Przyznał, że na szczycie przywódców UE w Danii wyraźnie zaprotestował wobec planów Wspólnoty. „Wtedy zaczęli kampanię przeciwko Węgrom. Arsenał jest szeroki: oskarżenia o szpiegostwo, skandale związane z fake newsami i prawne manewry. Zaatakowali nas w Brukseli i uruchomili swoich lokalnych pełnomocników u nas. Nie możemy stać bezczynnie! Musimy raz jeszcze pokazać, że naród węgierski nie chce tej wojny” – napisał premier.

Przedstawiciele węgierskiego rządu wielokrotnie oskarżali w ostatnich tygodniach Brukselę o rzekomy plan włączenia UE w wojnę na Ukrainie. Orban oskarżył m.in. prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o stosowanie moralnego szantażu, by zmusić inne kraje do poparcia jego wysiłków wojennych. Szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto zarzucił przywódcom unijnym poddanie się „silnej psychozie wojennej”.

– Chcą przeznaczać pieniądze Europejczyków na uzbrajanie armii ukraińskiej oraz na zarządzanie państwem ukraińskim – powiedział w ubiegłym tygodniu w węgierskim radiu publicznym, komentując plan budżetu UE na najbliższe lata.

Premier Węgier wzywał jednocześnie do „podjęcia rozmów pokojowych (z Rosją) zamiast dążenia do wiecznej wojny”. – To bezprecedensowe w historii wojen, że strony konfliktu ze sobą nie negocjują. UE i Rosjanie muszą negocjować. Powoli zaczynam mieć większość w tej kwestii – twierdził polityk.

W udzielonym we wrześniu wywiadzie podkreślił, że wojna na Ukrainie „jest już rozstrzygnięta i wygrali ją Rosjanie”. – Pytanie brzmi, kiedy i kto osiągnie porozumienie z Rosjanami: czy będzie to porozumienie amerykańsko-rosyjskie, czy też Europejczycy w końcu będą skłonni do negocjacji – dodał.

Rząd w Budapeszcie sprzeciwia się też przystąpieniu Ukrainy do UE i od lutego blokuje otwarcie tzw. pierwszego klastra w negocjacjach Kijowa z Brukselą. Spór dotyczy obowiązującej od ponad 10 lat ukraińskiej ustawy językowej, która, zdaniem Budapesztu, ogranicza prawo do używania języków mniejszości, w tym mniejszości węgierskiej na ukraińskim Zakarpaciu.

W 2023 roku parlament w Kijowie przyjął nową ustawę o mniejszościach narodowych, która uwzględniła wymogi Rady Europy. Ówczesny wiceminister spraw zagranicznych Węgier Tamas Menczer uznał jednak wprowadzone zmiany za niewystarczające.

Ponadto w ocenie władz węgierskich przystąpienie Ukrainy do UE miałoby negatywny wpływ na gospodarkę i bezpieczeństwo Węgier oraz całej Wspólnoty.

Źródło:PAP

Orban oskarżył Zełenskiego o szantaż. „Tym razem też się to nie powiedzie”

Orban oskarżył Zełenskiego. „Tym razem też się to nie powiedzie”

7.10.2025 https://nczas.info/2025/10/07/orban-oskarzyl-zelenskiego-tym-razem-tez-sie-to-nie-powiedzie/

Premier Węgier Viktor Orban. Foto: PAP/PA
Premier Węgier Viktor Orban. Foto: PAP/PA

Prezydent Ukrainy znów stosuje swoją tradycyjną taktykę szantażu moralnego, by zmusić kraje do poparcia jego wysiłków wojennych – ocenił w poniedziałek na X premier Węgier Viktor Orban, komentując wypowiedź Zełenskiego, który przyznał, ze niezależnie od stanowiska Budapesztu, Ukraina wejdzie do UE.

============================

„Węgry nie mają moralnego obowiązku popierania przystąpienia Ukrainy do UE. Żaden kraj nigdy nie szantażował (innych), żeby dostać się do Unii Europejskiej i tym razem też się to nie powiedzie. Traktat o UE nie pozostawia miejsca na niejasności: o członkostwie decydują państwa członkowskie, jednomyślnie” – podkreślił Orban.

Polityk skomentował słowa prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który zaznaczył, że Ukraina przystąpi do Unii Europejskiej niezależnie od stanowiska premiera Węgier.

„Naród węgierski podjął decyzję. W referendum zdecydowaną większością głosów opowiedział się przeciwko członkostwu Ukrainy w UE” – dodał węgierski premier. Orban powołał się na wyniki głosowania „Voks 2025”, w którym – jak w czerwcu ogłosił rzecznik węgierskiego rządu Zoltan Kovacs – 95 proc. głosujących sprzeciwiło się przyspieszonej ścieżce akcesji Ukrainy do Wspólnoty.

„Jeśli chcecie to zmienić, kampania medialna, którą prowadzicie przeciwko Węgrom, prawdopodobnie nie jest najlepszym sposobem na znalezienie przyjaciół” – stwierdził w poniedziałek Orban.

Słowa Zełenskiego skomentował też szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto, przypominając, że „decyzja, który kraj jest gotowy do przystąpienia do UE i faktycznie może się nim stać, nie należy do prezydenta Ukrainy”. „Należy do UE, gdzie takie decyzje wymagają jednomyślności. Naród węgierski już podjął decyzję, a my reprezentujemy jego wolę w Brukseli” – dodał dyplomata we wpisie na platformie X.

Rząd Węgier sprzeciwia się przystąpieniu Ukrainy do Unii i od lutego blokuje otwarcie tzw. pierwszego klastra w negocjacjach Kijowa z Brukselą. Spór dotyczy obowiązującej od ponad 10 lat ukraińskiej ustawy językowej, która, zdaniem Budapesztu, ogranicza prawo do używania języków mniejszości, w tym mniejszości węgierskiej na ukraińskim Zakarpaciu.

W 2023 roku parlament w Kijowie przyjął nową ustawę o mniejszościach narodowych, która uwzględniła wymogi Rady Europy. Ówczesny wiceminister spraw zagranicznych Węgier Tamas Menczer uznał jednak wprowadzone zmiany za niewystarczające.

Ponadto w ocenie władz węgierskich przystąpienie Ukrainy do UE miałoby negatywny wpływ na gospodarkę i bezpieczeństwo Węgier oraz całej Wspólnoty.