Żurek i Szczurek

Żurek i Szczurek

Peacemaker https://www.salon24.pl/u/peacemaker2/1474901,zurek-i-szczurek

Dziś rano za pośrednictwem TV Republika dotarła do mnie wiadomość, że w Ministerstwie Sprawiedliwości odbyło się spotkanie Waldemara Żurka z aktywem najbardziej aktywnych AGRESYWNYCH antypisowskich aktywiszczy takich jak Arkadiusz Szczurek, Marta Lempart, Katarzyna Augustynek itp… Dziennikarze i komentatorzy Republiki zastanawiali się w jakim celu odbyło się to spotkanie. 

  • Może Waldemar Żurek chciał w ten sposób dowartościować środowisko hejterów i zadymiaczy znanych jako „Silni Razem” z którego sam się wywodzi i pokazać temu środowisku, że o nim nie zapomniał (jak jego poprzednik Adam Bodnar)
  • Może była to narada jaką by tu prowokację urządzić przed Świętami Bożego Narodzenia. Bo przecież wiadomo, że wszystkie „majdany”, „ciamajdany”, „rocznice majdanów”, a nawet siłowe wkroczenie do TVP, PR i PAP połączone z wyłączeniem sygnału w stylu Stanu Wojennego to były wydarzenia urządzane tuż przed Świętami Bożego Narodzenia – nawet w czasach gdy PO była jeszcze w opozycji. Od przejęcia władzy przez Tuska, to przedświąteczne podgrzewanie atmosfery zostało rozszerzone także na okres bezpośrednio przed Świętami Wielkanocnymi (aresztowanie ks. Michała Olszewskiego w Wielki Czwartek, przeszukanie w domu Zbigniewa Ziobro), a nawet przed Uroczystością Wszystkich Świętych (ostatnia nagonka na Zbigniewa Ziobro). Więc pewne jest, że przed Świętami Bożego Narodzenia też coś jest planowane. W jakim celu? Aby ludzie byli tak bardzo emocjonalnie roztrzęsieni, by BALI SIĘ POROZMAWIAĆ na ważne tematy przy okazji świątecznych spotkań z rodziną, a jak się już odważą, to by rozmowa uderzała w histeryczno-fanatyczne tony. 

Co ja sądzę na ten temat. Przede wszystkim uważam, że te dwie teorie obie są prawdziwe (zwłaszcza ta druga – w wyjaśnieniu jej dopisałem sporo od siebie, bo dziennikarze Republiki nie byli tak szczegółowi) i co najważniejsze wzajemnie siebie nie wykluczają. Czyli oczywiście Żurek z Tuskiem planują grubą prowokację przed Wigilią Bożego Narodzenia (a może nawet w samą Wigilię). Oczywiście zaprosili zadymiarzy z „Silnych razem” aby nie tylko przekazać im wyrazy uznania i wsparcia, ale wspólnie zaplanować działania przed świętami. To wszystko jest prawda. 

Ale jest coś jeszcze 

Niedawno porównując książkę Antoniego Sobańskiego „Cywil w Berlinie” z czasami obecnymi pozwoliłem sobie na komentarz (oczywiście usunięty przez cenzurę Salonu24) porównujący opisany w książce pierwszy rok rządów Adolfa Hitlera z tym, co się dzieje tu i teraz w Polsce. Konkluzja była taka, że „Silni Razem” w odróżnieniu od Oddziałów Szturmowych (SA, niem. Die Sturmabteilungen der NSDAP) mają OGRANICZONE PRZYZWOLENIE NA STOSOWANIE PRZEMOCY oraz NIE STANOWIĄ FORMALNEJ, UMUNDUROWANEJ ORGANIZACJI. Czyli mogą stosować przemoc werbalną, symboliczną, psychiczną oraz drobną przemoc fizyczną. Więc wolno im obrażać, umieszczać rażąco raniące i obrażające napisy, zakłócać uroczystości, dewastować pomniki i mienie osób należących do opozycji, organizować przepychanki i drobne akty przemocy mające sprowokować drugą stronę do odpowiedzi, którą można będzie wykorzystać propagandowo jako „akt agresji i przemocy”, ale nie wolno im porywać, gwałcić, bić, mordować (a w III Rzeszy takie czyny w wykonaniu bojówek SA były dość częste – odsyłam do książki Antoniego Sobańskiego).

Można się zastanawiać o co cenzor doczepił się do mojego komentarza, bo przecież pokazuje on, że w gruncie rzeczy nie jest jeszcze tak bardzo źle i istnieją jakieś granice… I właśnie kiedy słyszę o spotkaniu Żurka ze Szczurkiem i innymi bojówkarzami (lub jak kto woli „aktywistami”) Lotnej Brygady Opozycji (nazwę wziąłem z artykułu Onetu) to zastanawiam się, czy poprzednie zdanie nie zmienia właśnie czasu na przeszły… że granice BYŁY… do wczoraj. Bo biorąc pod uwagę dotychczasowe „dokonania” ministra Żurka jakoś łatwo mi wyobrazić sobie sytuację, gdy po cichu mówi on Lotnej Brygadzie… teraz już Rządu… „słuchajcie, nie przejmujcie się za bardzo, jakby wam się zdarzyło że was poniosą nerwy i pobijecie jakiegoś pisiora, kamery uchwycą was na niszczeniu jego prywatnego samochodu a nie tylko antyaborcyjnej furgonetki, to mamy już porozstawianych swoich sędziów i włos z głowy wam nie spadnie… a nawet jakby jakiś pisior przypadkiem w wyniku waszych działań zginął, to albo od razu ogarniemy was immunitetem totalnej bezkarności i nietykalności jak prokurator Wrzosek, albo was po lekkiej ściemie wyciągniemy z pudła, jak Rysia Cybę”. Czy rzeczywiście takie lub podobne słowa padły? Tego nie wiem. Ale jeśli Minister Sprawiedliwości zaprasza osoby znane ze stosowania przemocy wobec drugiej strony, to coś musi być na rzeczy – czy to bardziej bezczelne, czy bardziej zawoalowane, ale coś musi być na rzeczy. 

A teraz skąd wziąłem określenie „Aktywista Lotnej Brygady Opozycji Arkadiusz Szczurek”? Z artykułu Onetu, który już w 2022 roku pokazywał, że nie tylko ci bojówkarze sami nadają sobie paramilitarne nazwy, ale są już w większości przypadków bezkarni, choć jeszcze niby rządzi PiS: 

„Aktywista Lotnej Brygady Opozycji Arkadiusz Szczurek, który wspiął się na pomnik smoleński z flagą Unii Europejskiej, może otrzymać 4 tys. zł zadośćuczynienia. Sąd uznał, że mężczyzna został zatrzymany przez policję bezpodstawnie. Wyrok jest nieprawomocny.”

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/wszedl-na-pomnik-smolenski-sad-przyznal-mu-4-tys-zl-zadoscuczynienia/nb1l2et

Z tego co wiem, jedyną osobą skazaną w tym gronie jest Katarzyna Augustynek znana jako „Babcia Kasia” której i tak Sąd Okręgowy w Warszawie złagodził wyrok, nie odstąpił jednak od całkowitego wymierzenia kary. Chodzi o znieważenie i ugryzienie wolontariusza Fundacji Pro-Prawo do Życia. Wszystkie pozostałe przypadki znieważania, opluwania, bicia, gryzienia, zmieniania znaków drogowych i tablic przy nazwach miasta oraz rozpowszechnianie na ich podstawie fałszywych oskarżeń itp, itd… SĄ BEZKARNE. 

Dla przypomnienia jeszcze raz cytat z „Cywila w Berlinie” 

„Ale czyż można wyliczyć wszystkie objawy bezprawia i opisać całą garderobę płaszczyków, pod którymi się ukrywa? Jest jeden taki płaszczyk demagogiczny, w który wszyscy prawie wierzą jak w królewską koszulę z bajki Andersena. A mianowicie zarzuca się osobom, które się chce zniszczyć, po prostu nieuczciwość. Urzędowe oświadczenie, że ktoś kradł, dopuszczał się nadużyć natury finansowej, wyzyskiwał swoje wpływy czy stosunki itp. — któż na całym świecie natychmiast w to nie uwierzy? Może jakaś zaślepiona matka i to chyba nie w czasach dzisiejszych. 

Tylu tysiącom ludzi przypisano podobne sprawki, że opinia publiczna nie może się wprost połapać, czy wytoczono sprawy tym rzekomym kanaliom, czy zostali skazani. Wiadomo, że są aresztowani, że siedzą: dobrze im tak. A gazeta jutrzejsza przyniesie tyle nowych sensacji, że o wczorajszych „panamach” nie będzie czasu myśleć. Tak łatwo przecież przyczepić się do ludzi operujących ogromnymi kapitałami publicznymi. Gdzie tylko jest fundusz dyspozycyjny — tam szantaż murowany. Aż strach pomyśleć, co by się mogło stać, gdyby inny reżim zastąpił obecny i chciał zastosować te same metody walki. Bo nie trzeba myśleć, że wszyscy narodowi socjaliści mają głęboką pogardę dla własnej kieszeni. Jeśli chodzi jednak o tę dziedzinę, plotek opowiada się niewiele, a skandali w ogóle jeszcze nie było.(…)

Powróćmy do rzekomych nadużyć. Zarzuca się je wszystkim „niewygodnym”. Tak aresztuje się hrabiego Eulenburga, osobistego przyjaciela syna Hindenburga. Prałat Kaas, były przewodniczący byłej Partii Centrum, zaskoczony wypadkami za granicą, postanawia pozostać w Rzymie ad infinitum (czyli w nieskończoność – mój przypis), gdyż wie dobrze, że na granicy Niemiec byłby aresztowany pod zarzutem brudnych machinacji pieniężnych. Wreszcie najskuteczniejszą bronią, która przyczyniła się do kompletnego zniszczenia organizacji robotniczych i zawodowych, było rzucenie podejrzeń na czystość rąk przywódców związków zawodowych, Grossmanna i Leiparta, dwóch starych ludzi znanych z prawości, uczciwości i bezinteresowności, którzy całe życie poświęcili sprawie robotniczej. Przeciw jednemu z nich wysunięto zarzut, że pobierał „niesłychanie wygórowane wynagrodzenie”, bo aż siedemset marek miesięcznie. Ale jak już wspomniałem, zarzut chciwości, choćby poparty tak śmiesznie słabymi argumentami, zawsze trafia do złośliwej łatwowierności tłumu.”

Słowa te zostały napisane prawie sto lat temu przez pisarza, który zmarł 13 kwietnia 1941 w Londynie. Opisują one sytuację w III Rzeszy podczas pierwszych dwóch lat rządów Adolfa Hitlera, kiedy przemoc miała jeszcze charakter INCYDENTALNY, a nie instytucjonalny.

Ale czy można znaleźć słowa, które by lepiej opisywały sytuację we współczesnej Polsce w czasie pierwszych dwóch lat rządów Donalda Tuska niż powyższy cytat, a zwłaszcza jego pierwszy akapit?

——————-

Post Scriptum – aktualizacja z godz 14-tej

Właśni TV Republika podała listę „aktywistów” zaproszonych wczoraj na spotkanie z Ministrem Sprawiedliwości Waldemarem Żurkiem (aż ręka świerzbi, by napisać „Ministrem Sprawiedliwości III Rzeszy Waldemarem Ż.”) Są to: 

  • Arkadiusz Szczurek 
  • Bartosz Kramek
  • Katarzyna Augustynek
  • Marta Lempart
  • Stanisława Skłodowska
  • Paweł Kasprzak
  • Jakub Kocjan
  • Mateusz Kijowski

Patrząc po składzie są to osoby, które ewidentnie pretendują do tytułu „męczenników pisowskiego reżimu” bo albo sami pogrążyli się lewymi fakturami (Kijowski), albo tak pogryźli aktywistę pro-life, że obrażeń nie dało się zakwalifikować inaczej niż jako śladów przemocy (Augustynek), albo dewastowali zasieki na polsko-białoruskiej granicy (Kramek), albo wreszcie sami celowo doprowadzili do zamknięcia siebie wskutek niestawiania się na rozprawach i niezapłacenia kary grzywny (Kasprzak). Pojawiła się więc w mojej głowie czwarta hipoteza: Żurek wie, że stosowane przez niego hitlerowskie metody nie są szeroko akceptowane w społeczeństwie. Poparcie dla „rozliczeń PiS” w wykonaniu Żurka jest prawie dokładnie równie poparciu Koalicji Obywatelskiej (dawnej Platformy).

Pozytywną opinię na temat rozliczeń rządów PiS przez Żurka ma 32,4 proc. badanych. Spośród tej grupy działania ministra sprawiedliwości „zdecydowanie dobrze” ocenia 11,7 proc. badanych, zaś „raczej dobrze” 20,7 proc. Odpowiedzi „nie wiem” udzieliło 22,5 proc. respondentów. Z badania wynika, że działania ministra sprawiedliwości negatywnie ocenia 45,1 proc. respondentów, spośród których odpowiedzi „zdecydowanie źle” udzieliło 33,6 proc. badanych, a „raczej źle” 11,5 proc. 

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/rozliczenia-rzadow-pis-polacy-ocenili-ministra-zurka-sondaz/9lkrn6b

Dlatego prawdopodobnie planuje akcję propagandową mającą szkalować rząd PiS jako krwawy reżim, który więził, torturował, mordował… dokładnie tak, jak to w swoim PSYCHOPATYCZNYM WYZNANIU opisał PRL-owski trep dowodzący oddziałem wojsk pancernych w trakcie Stanu Wojennego (który on sam nazwał „kulturalnym wydarzeniem” w którym „dochowano standardów”) towarzysz pułkownik Adam Mazguła, które to wyznanie udostępniłem i skomentowałem w artykule:  https://www.salon24.pl/u/peacemaker2/1472236,slowrzyg-antypisowca-wyborco-koalicji-rzadzacej-jak-ci-nie-wstyd 

Mówiąc w telegraficznym skrócie, chodzi o to, aby wzorem szmatławca Der Stürmer wyzwolić takie pokłady nienawiści do PiS-u (w przypadku Der Stürmer chodziło o Żydów, ale metody były identyczne), aby nie tylko wyłączyły one reakcje sumienia na doniesienia o kolejnych aktach bezprawia i okrucieństwa dokonywanych na politykach i wyborcach PiS, ale aby wyzwoliły „głód rozliczeń”, czyli tak naprawdę DZIKĄ ŻĄDZĘ JAK NAJBARDZIEJ OKRUTNEJ I KRWAWEJ ZEMSTY. Ciekawe kiedy to dotrze do dziennikarzy, bo takiej konkluzji w Republice nie usłyszałem. Ale dobrze, że ona jest, bo inaczej nie dowiedzielibyśmy się o tym spotkaniu Żurka, Szczurka et consortes.

A tak na marginesie… W niedzielnym „Saloniku politycznym Rafała Ziemkiewicza” Gospodarz i Goście dali niezłą plamę. Otóż zarzucili oni politykom PiS, że współpracowali oni z Czarzastym wyrzucając Piotra Farfała z TVP.

Otóż w czasach, kiedy PiS i Lewica dogadały się, aby usunąć z TVP szkodnika Piotra Farfała osadzonego tam przez Romana Giertycha, a „bohatersko” bronionego przez Donalda Tuska za pośrednictwem Aleksandra Grada, liderem Lewicy nie był Włodzimierz Czarzasty, tylko Grzegorz Napieralski. Napieralski w przeciwieństwie do Czarzastego nigdy nie był w PZPR ani nie brał udziału w aferze Rywina. Był on bardzo ludzką twarzą lewicy… może to drobiazg, ale pamiętam, że gdy w trakcie programu telewizyjnego na żywo dowiedział się o Smoleńsku, to ukradkiem wyszedł ze studia, aby nie płakać przed kamerą. Porozumienie PiS z Lewicą na około rok uratowało Polskę przed monopolem medialnym (po Smoleńsku Tusk i tak przejął TVP), a stworzony przez PiS i Lewicę model telewizji publicznej mógłby robić za niedościgniony wzór. W pierwszym kanale miejsce znaleźli publicyści prawicowi (między innymi Rafał Ziemkiewicz i Łukasz Warzecha), w drugim kanale publicyści lewicowi i liberalni (np.: Janina Paradowska i Tomasz Lis), a TVP Info skrupulatnie dbało o to, aby każdą konferencję czy to polityka koalicji czy opozycji relacjonować na żywo, bez cięć, bez „wstępniaków” nastawiających widza pozytywnie lub negatywnie i aby dyskusja po konferencji była prowadzona w zrównoważonym składzie i z neutralną moderacją. 

TAKA TELEWIZJA PUBLICZNA DOPROWADZAŁA DONALDA TUSKA DO FURII. Nie to, co beznadziejna „Telewizja Kurska” czyli TVP z lat 2016 – 2023, czy choćby ta obecna Republika. DLATEGO ZARAZ PO SMOLEŃSKU TVP ZAORANO ŁAPAMI KOMOROWSKIEGO, A RAFAŁA ZIEMKIEWICZA I INNYCH PRAWICOWYCH DZIENNIKARZY WYWALONO NA ZBITY PYSK o czym niestety Rafał Ziemkiewicz chyba raczył zapomnieć.

Ech… Gdyby PiS po roku 2016 znowu zbudował taką telewizję, jaką w 2009 roku stworzył z Napieralskim, to prawdopodobnie nie przegrałby wyborów w 2023 roku. Prawdopodobnie? Raczej na pewno!

Czy aby świeżo zmajstrowana “pandemia” nie stanie się remedium na klęskę Ukrainy? Złota HERA.

Czy aby świeżo zmajstrowana “pandemia” nie stanie się remedium na klęskę Ukrainy?

Data: 25 novembre 2025 Author: Uczta Baltazara; 2 Commenti

babylonianempire/czy-aby-swiezo-zmajstrowana-pandemia-nie-stanie-sie-remedium-na-kleske-ukrainy/

Zachód jako całość nie jest w stanie prowadzić prawdziwej wojny, ale nie jest też w stanie osiągnąć pokoju; żyje w pewnego rodzaju punkcie zerowym [siodłowym md], który przyspiesza jego geopolityczny upadek. Widać to doskonale na przykładzie planów pokojowych, powiązanych ze sobą i w pewnym sensie sprzecznych, przedstawionych przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską, które jednak, przynajmniej do tej pory, nie mają zdefiniowanego autorstwa. W szczególności plan Waszyngtonu jest przedmiotem sporów między senatorami, z których niektórzy twierdzą obecnie, że nie jest to ich plan pokojowy. Jest aż nadto oczywiste, że środowiska polityczne splecione z siłami gospodarczymi i finansowymi nie są w stanie położyć kresu konfliktowi, który dla niektórych sektorów jest prawdziwą manną z nieba.

Ponadto, istnieją rządzący w Europie, którzy postrzegają koniec wojny na Ukrainie jako ich własny koniec. Po tym, jak zniszczyli gospodarkę kontynentu, aby wesprzeć nazistowski i skorumpowany do szpiku kości reżim, teraz obawiają się, że porażka będzie tak oczywista i katastrofalna, że robią wszystko, aby uniknąć pokoju, który naraziłby ich na reakcje społeczeństw zmęczonych popadaniem w ubóstwo oraz pozbawionych realnego wyboru politycznego. (…)

W Brukseli zdają sobie sprawę, że wojna jest przegrana i najprawdopodobniej – a raczej na pewno –  zastanawiają się, jak sobie poradzić, gdy będą musieli uznać swoją porażkę, ale także porażkę interesów klasy, która wyniosła ich do władzy. Będą szukać rozwiązań w repertuarze sztuki iluzji – w minionych latach szeroko stosowany, ale idealnym rozwiązaniem, które pozwoliłoby im uniknąć konieczności rezygnacji, mogłaby być nowa “pandemia”, która ponownie uwięziłaby nas w mentalnym więzieniu strachu oraz w fizycznej izolacji, tak aby zdusić w zarodku jakikolwiek ferment społeczny oraz stłumić wszelką opozycję. (…)

Oczywiście pandemia jest hipotezą, na poparcie której nie mam żadnych dowodów, a jedynie kilka poszlak, w tym jedną dość poważną: fakt, że budżet agencji HERA, tj. centrum reagowania na pandemie Komisji Europejskiej, został zwiększony z 6 miliardów euro rocznie do 30 miliardów euro, a ten niezwykły wzrost finansowania nastąpił poprzez przekierowanie środków z innych pozycji budżetowych, a więc w pewnym sensie w sposób potajemny. https://en.wikipedia.org/wiki/Health_Emergency_Preparedness_and_Response_Authority

Już do tej pory niejasne było, co owa instytucja robi z sześcioma miliardami euro, a dziś jest to jeszcze mniej zrozumiałe, kiedy stała się najbogatszą agencją europejską, do tego stopnia, że jej budżet jest większy niż budżet wszystkich pozostałych agencji razem wziętych. Do czego naprawdę służą wszystkie te miliardy?

Tego, niestety, nie możemy wiedzieć, ponieważ, co jeszcze bardziej niepokojące, HERA nie podlega kontroli Europejskiego Trybunału Obrachunkowego, który nie ma o niej żadnych informacji w swoich dokumentach. Agencja o nazwie „Organ ds. gotowości i reagowania na sytuacje kryzysowe związane ze zdrowiem publicznym” powinna gwarantować maksymalną przejrzystość, a zamiast tego mamy do czynienia z organem, którego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak przejrzystości.

Pewna osoba – mam na myśli austriackiego parlamentarzystę Geralda Hausera – wysunęła przypuszczenie, że w rzeczywistości, HERA jest narzędziem stworzonym do prowadzenia działań korupcyjnych. Niewykluczone, że również w Unii Europejskiej są tacy, którzy posiadają złote kible, jak te na zdjęciu otwierającym artykuł, ponieważ należy pamiętać, że agencja, której zadaniem jest – “w razie potrzeby” – podnosić tak potężny alarm wirusowy, żeby wszyscy skutecznie przerazili się, musi być wypełniona pieniędzmi, aby zapewnić sobie wszelką możliwą kolaborację oraz milczenie.

Zdaję sobie sprawę, że wyprzedzam nieco fakty, ale powinniśmy być czujni, ponieważ fatalne przypuszczenia często okazują się być słusznymi.

INFO: https://ilsimplicissimus2.com/2025/11/25/cercasi-pandemia-un-rimedio-alla-sconfitta-ucraina/

…………………….

Hauser: „Budżet 30 miliardów euro dla niekontrolowanej unijnej super-agencji HERA!”

24 listopada 2025 —- Gerald Hauser

Gerald Hauser (ur. 30 września 1961 r.) jest austriackim politykiem, posłem do Parlamentu Europejskiego[1], a wcześniej członkiem Rady Narodowej z ramienia Wolnościowej Partii Austrii (FPÖ). https://en.wikipedia.org/wiki/Gerald_Hauser

„16 września 2021 roku, Komisja Europejska zaprezentowała nowy Urząd ds. Gotowości i Reagowania na Kryzysy Zdrowotne (HERA)” – przypomniał poseł austriackiej Partii Wolności Gerald Hauser, relacjonując najnowsze wydarzenia dotyczące agencji: „HERA ma umożliwić szybsze i bardziej ukierunkowane reagowanie na potencjalne zagrożenia zdrowotne, jak wówczas ogłoszono. HERA ma stać się nową super-agencją UE ds. nagłych kryzysów sanitarnych, ale nie zajmuje się problemem rozpadu systemów opieki zdrowotnej w UE. Zamiast tego dąży do przeniesienia jeszcze większych uprawnień z państw członkowskich do UE i stania się centrum dla lobby farmaceutycznego. Obecnie koncentruje się przede wszystkim na szybkim opracowywaniu, produkcji i dystrybucji leków i szczepionek!”

„Europejski Trybunał Obrachunkowy regularnie kontroluje wszystkie agencje i inne organy UE; to jego zadanie” – podkreślił poseł Partii Wolności. „Łączny budżet wszystkich zbadanych agencji wyniósł 5,3 mld euro w 2024 roku. Co ciekawe, w sprawozdaniach Europejskiego Trybunału Obrachunkowego za lata 2023 i 2024 nie ma ani jednej wzmianki o HERA. Innymi słowy, HERA nie została skontrolowana” – zauważył ze zdziwieniem Hauser.

Według austriackiej Kancelarii Federalnej ta agencja UE jest finansowana kwotą 6 miliardów euro z wieloletnich ram finansowych UE i programu naprawczego „Next Generation EU”; dodatkowe 24 miliardy euro pochodzą z innych programów UE.

Innymi słowy, ta niekontrolowana super-agencja dysponuje oszałamiającą kwotą 30 miliardów euro. HERA jest zatem wielokrotnie lepiej finansowana niż wszystkie inne agencje UE razem wzięte” – podkreślił Hauser.

Dodał: „Powinna istnieć pełna przejrzystość, jeśli chodzi o pieniądze podatników! – Co owa zdecydowanie najbogatsza agencja UE robi z tymi wszystkimi miliardami? – Jako doświadczony polityk wiem, że zawsze, gdy ogromne sumy pieniędzy są dostępne bez przejrzystości, otwierają się szeroko drzwi dla potencjalnej korupcji. Dlatego złożę w tej sprawie dochodzenie parlamentarne! – Żądam pełnej przejrzystości!” – oświadczył poseł Partii Wolności.

INFO: https://www.fpoe.eu/hauser-30-milliarden-budget-fuer-unkontrollierte-eu-superbehoerde-hera/ https://www.bundeskanzleramt.gv.at/themen/europa-aktuell/hera-neue-eu-behoerde-fuer-die-krisenvorsorge-und-reaktion-bei-gesundheitlichen-notlagen.html

Wielki sukces chiński na orbicie. Mikrometeoryty uszkodziły statek kosmiczny. Astronauci bezpiecznie powrócili !

[Zmieniam tytuł. Był alarmistyczny, zamiast pochwalnego. md]

Mikrometeoryty zniszczyły chiński statek kosmiczny Shenzhou-20. Astronauci zostali uwięzieni na stacji kosmicznej Tiangong

Profile picture for user admin

25/11/2025 zmianynaziemi/mikrometeoryty-uszkodzily-chinski-statek-kosmiczny

Mały fragment kosmicznych śmieci wystarczył, aby doprowadzić do najpoważniejszego incydentu na chińskiej stacji Tiangong od początku jej działania. W listopadzie 2025 r. w oknie kapsuły powrotnej statku Shenzhou-20 wykryto pęknięcia, które chińska agencja kosmiczna powiązała z uderzeniem orbitalnego gruzu. Niby „drobne uszkodzenie”, ale na tyle poważne, że statek uznano za nienadający się do bezpiecznego powrotu na Ziemię.

Shenzhou-20 pierwotnie miał sprowadzić na Ziemię trójkę astronautów po zakończeniu misji na Tiangong. Po rutynowej inspekcji stwierdzono jednak mikropęknięcia w wizjerze modułu powrotnego. Oficjalne komunikaty podkreślały, że kapsuła „nie spełnia wymogów bezpieczeństwa” dla załogowego wejścia w atmosferę, więc pozostanie na orbicie jako platforma do eksperymentów. Decyzja była jednoznaczna: żadnego ryzyka podczas najbardziej krytycznej fazy lotu, czyli lądowania.

To wymusiło gwałtowną zmianę planu rotacji załóg. Astronauci misji Shenzhou-20, zamiast wracać „swoją” kapsułą, zostali odesłani na Ziemię na pokładzie nowo przybyłego statku Shenzhou-21, który i tak miał dowieźć kolejny trzyosobowy zespół na Tiangong. Efekt uboczny był jednak poważny: po tym manewrze załoga Shenzhou-21 została na stacji… bez własnego statku powrotnego. Przez kilkanaście dni Tiangong funkcjonowała bez realnej możliwości natychmiastowej ewakuacji.

Taka sytuacja jest w założeniach projektowych stacji załogowych czymś, czego należy unikać za wszelką cenę. Zarówno na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, jak i na Tiangong obowiązuje zasada, że dla każdego członka załogi musi być zawsze dostępne miejsce w statku „ratunkowym” zadokowanym do stacji. Uderzenie w Shenzhou-20 oraz konieczność użycia Shenzhou-21 jako „awaryjnego promu” sprawiły, że ten filar bezpieczeństwa został czasowo naruszony.

Odpowiedzią Chin była pierwsza w historii ich programu załogowego misja stricte awaryjna. W ekspresowym tempie przygotowano lot Shenzhou-22, który wystartował bez załogi 25 listopada 2025 r. z ośrodka Jiuquan, wyniesiony na rakiecie Długi Marsz-2F. W ciągu ok. 3,5 godziny statek dotarł do Tiangong i automatycznie zadokował, przywracając załodze stacji coś, co w dokumentach nazywa się „bezpieczną możliwością powrotu”, a w praktyce jest po prostu biletem do domu.

Shenzhou-22 przywiózł nie tylko nową kapsułę powrotną, ale także ponad 600 kg ładunku: żywność, leki, części zamienne, sprzęt serwisowy, świeże warzywa i owoce, a według części źródeł także zestaw do naprawy uszkodzonych okien w Shenzhou-20. Sam uszkodzony statek ma w przyszłości samodzielnie wrócić w atmosferę bez załogi, co pozwoli inżynierom dokładniej zbadać skalę zniszczeń i zweryfikować modele odporności osłon na uderzenia mikrometeoroidów i śmieci orbitalnych.

Eksperci zwracają uwagę, że sprawa Shenzhou-20 to ostrzeżenie dla wszystkich państw działających na niskiej orbicie okołoziemskiej. Nawet milimetrowe odłamki poruszające się z prędkością kilkunastu razy większą niż kula karabinowa mogą uszkodzić okna, anteny czy osłony statku. W tym przypadku zadziałały procedury: regularne inspekcje pozwoliły wychwycić pęknięcia zawczasu, zamiast „dowiedzieć się” o problemie podczas wejścia w atmosferę, kiedy margines błędu wynosi praktycznie 0.

Za kulisami tej historii widać też rosnącą złożoność chińskiego programu kosmicznego. Tiangong przeszła już kilkanaście rotacji załóg, ustanowiono rekordy długości pobytu, a jednocześnie rośnie presja, aby program działał bez poważnych wpadek w momencie, gdy Pekin rywalizuje z USA o to, kto pierwszy wyląduje ponownie na Księżycu. Awaryjne odpalenie Shenzhou-22 w ściśniętym do 16 dni harmonogramie ma pokazać, że system jest elastyczny i zdolny do szybkiej reakcji.

Incydent z Shenzhou-20 stawia jednak niewygodne pytania o redundancję i gotowość do sytuacji skrajnych. Czy jedna kapsuła powrotna na stacji to naprawdę wystarczające zabezpieczenie? Czy w świecie coraz gęściej zaśmieconej orbity nie trzeba myśleć o dodatkowych „łodziach ratunkowych”, wspólnych standardach ratownictwa kosmicznego i lepszych systemach śledzenia mikro-szczątków? Na razie wiadomo jedno: mały, niemal niewidoczny odłamek zmusił wielką kosmiczną potęgę do przyspieszenia planów i pokazania, jak radzi sobie z prawdziwym kryzysem na orbicie.

Źródła:

https://watchers.news/2025/11/25/debris-strike-on-shenzhou-20-leads-to-…

https://www.reuters.com/business/media-telecom/china-launch-shenzhou-22…

https://english.news.cn/20251114/5c680cfbde304d1ea804e7a151e0a8c4/c.html

https://english.cctv.com/2025/11/15/ARTIJRPA3wHOvzVAPM7h4FuU251115.shtmlhttps://www.space.com/space-exploration/human-spaceflight/space-junk-st…

https://www.nasaspaceflight.com/2025/11/shenzhou-22-launch/

https://spacepolicyonline.com/news/china-launches-uncrewed-replacement-…

https://www.chinadaily.com.cn/a/202511/25/WS6925d110a310d6866eb2b590.ht…

Kardynał Müller: Transhumanizm największym zagrożeniem dla humanitarnej przyszłości świata

gloria/mueller

Kardynał Müller: Transhumanizm największym zagrożeniem dla humanitarnej przyszłości świata

We wrześniu 2024 roku niemiecki lekarz rodzinny napisał do jedenastu niemieckojęzycznych kardynałów i biskupów, a także do konserwatywnego opactwa cystersów Heiligenkreuz pod Wiedniem w Austrii.

Jego celem było zaproponowanie redefinicji koncepcji ochrony życia ludzkiego – takiej, która uznawałaby życie ludzkie od momentu połączenia komórki jajowej i plemnika.

Rezultat:

Otrzymał wymijające odpowiedzi od prałatów Rainera Marii Woelki’ego (Kolonia), Bertrama Meiera (Augsburg), Reinharda Marxa (Monachium) i Rudolfa Voderholzera (Ratyzbona), z których każdy unikał tematu.

Żadna odpowiedź nie nadeszła od Stephana Burgera (Freiburg) i Christopha Schönborna (wówczas jeszcze arcybiskupa Wiednia), od opactwa Heiligenkreuz ani od Niemieckiej Konferencji Biskupów – która w rzeczywistości otrzymała trzy listy.

Biskup Stefan Oster (Passau) przekazał list do Niemieckiej Konferencji Biskupów.

Ówczesny biskup Gregor Hanke (Eichstätt) i kardynał Gerhard Müller odpowiedzieli pozytywnie.

Kardynał Müller odpowiedział w kwietniu 2025 r. w sprawie „ochrony życia w tych smutnych czasach transhumanizmu”, zgodnie z listem niedawno przejrzanym przez Gloria.tv.

Napisał: „Rzeczywiście, ta skrajna koncepcja antropologiczna, która redukuje istoty ludzkie do dowolnie manipulowanego biomateriału, stanowi największe zagrożenie dla nienaruszalności osoby, a tym samym dla humanitarnej przyszłości świata”.

Kardynał Müller w pełni i bez zastrzeżeń podziela poglądy doktora na „to ogromne wyzwanie” i dziękuje mu za jego wysiłki.

W ostatnich wersach swojego listu emerytowany kardynał zauważa, że może jedynie przekazać przesłanie doktora do rozważenia odpowiednim organom w Kurii: Kongregacji Nauki Wiary pod przewodnictwem kardynała Fernándeza i Papieskiej Akademii Życia.

tuSSk w Angoli. MEM-y II.

——————————

——————————-

——————————-

—————————

————————-

————————————

—————————-

———————————–

——————————-

==============================

Bonus:

Ostatnie drgawki „rządu” – podzwonne dla Polski?

Zinkiewicz: Podzwonne dla Polski

myslpolska/podzwonne-dla-polski

Zapowiedź szefa polskiego MSZ Radosława Sikorskiego przekazania 100 milionów dolarów na Ukrainę, po upublicznieniu tam mega-afery korupcyjnej i pośpiesznej ucieczce osób z tym związanych do Izraela, z jednoczesną propozycją rządu Donalda Tuska wprowadzenia ostrych restrykcji dotyczących zwalczania tzw. antysemityzmu w Polsce odczytuję jako podzwonne dla Polski.

Włodarze Unii Europejskiej doskonale zdają sobie sprawę, że wojna na Ukrainie dobiega końca. 

Banderowcy ruszą na Zachód

Powoli, na razie nieśmiało w zachodnich mediach rozpoczyna się dyskusja dotycząca zagospodarowania resztek ukraińskich, zbanderyzowanych wojsk, które lada dzień ruszą na zachód, ubogacając swoją obecnością Polskę, Niemcy itd. Jak dotychczas, jedynym pomysłem jest wykorzystanie ich – banderowców do zapewnienia bezpieczeństwa w tych krajach UE przed „rosyjską agresją”, oraz stanie w przyszłości na straży konstytucyjnego porządku w „strzeżonych” przez nich krajach.

Natomiast w Polsce rozważany jest publicznie pomysł na wprowadzenie w polskim wymiarze sprawiedliwości ludzi z tzw. podwójnym obywatelstwem.

Fałsz i obłuda

Obecnie sytuacja, do której doprowadziły styropianowe rządy, powoduje, że przeciętny obywatel, etniczny Polak stał się obywatelem czwartej kategorii w postsolidarnościowej Polsce. Fałsz i obłuda rządzących podsycana rusofobią i rzekomym zagrożeniem ze Wschodu, z Rosji, jest jednym z wielu instrumentów prowadzonej propagandy, czerpiącej doświadczenie z pierwowzoru – goebbelsowskiej propagandy, będącej kluczowym instrumentem zdobycia i utrzymywania władzy w III Rzeszy.

Pożerające się szczury

Przed paroma dziesiątkami lat, mieszkając i pracując w Elblągu, z racji sprawowanego zawodu i wykonywanej pracy, znalazłem się w „Zamechu”*, w gabinecie zastępcy dyrektora do spraw ekonomicznych. Oczekując na dokumentację, wdałem się w dyskusję o przyszłym kształcie Polski pod wodzą ludzi „Solidarności”. Dyrektor dał mi do przeczytania artykuł dotyczący prowadzonych badań w USA. Badań dotyczyły zachowania szczurów w sytuacji kryzysowej. Badanie zachowania szczurów polegało na tym, że szczurzej zbiorowości powolnie lecz systematycznie pogarszano warunki egzystencji. W końcowej fazie badań szczury wzajemnie zaczęły się zagryzać. Wytworzyła się też w ich środowisku szczurza elita, która bezwzględnie wykorzystywała pozostałe głodujące szczury, od czasu do czasu polewane gorącą wodą i rażone prądem elektrycznym.

Władza strajk mistrzów

Często przypominam sobie treść przeczytanego artykułu udostępnionego mi w „Zamechu”. Ilekroć myślę o zgotowanym nam losie przez władzę, która wyległa się na styropianie. Władzę strajkmistrzów, wszelkiej maści naprawiaczy minionego ustroju i byłych agentów obcych wywiadów. Ilekroć dowiaduję się o kolejnej grabieży majątku narodowego, czy też deklaracji wygłaszanych dla zachodnich mediów o gotowości poświęceń Polaków aż do „gryzienia trawy”. Zawołań o nieuchronności nadchodzącej wojny z Rosją, które słyszę z ust zaprzańców, zwolenników cenzury i inspiratorów „plecaków ucieczkowych”. Spasionych na naszej krwawicy.

Polacy śpią

A co na to Polacy, polskie społeczeństwo? Słodko śpi. Czego dowodem są uliczne wywiady przeprowadzane na ulicach polskich miast, treść wypowiedzi indagowanych Polaków. Najbardziej znamienitym dowodem są wyniki sondaży przedwyborczych, w których niezmiennie królują ci którzy kradną w nocy z tymi, którzy kradną w dzień i w nocy.

Eugeniusz Zinkiewicz

===============

M.Dakowski: Pan robił te wywiady? I sondaże? Jak można być tak naiwnym, by w to wierzyć? I – co gorsze – swoje zbaranienie publikować ! A po zatem – ma Pan sporo racji.

„Honor” nie obroni Ukrainy

„Honor” nie obroni Ukrainy

Leszek Miller

Marucha w dniu 2025-11-25 marucha./honor-nie-obroni-ukrainy

Warto dziś przypomnieć słowa ministra Józefa Becka: „My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw bezcenna. Tą rzeczą jest honor.”

Beck wypowiadał te słowa w świecie, który właśnie osuwał się w przepaść. Polska była wtedy dumna, lecz politycznie samotna. Zagrożenie ze strony Niemiec rosło z dnia na dzień, a sojusznicy składali deklaracje, których – jak historia pokazała – nie zamierzali wypełnić.

Wobec realnej potęgi agresora Warszawa miała honor, ale nie miała środków, by go obronić. I zapłaciła za to cenę najwyższą.

Dziś Ukraina stoi wobec pokusy i presji bardzo podobnej do tej, która w 1939 roku spadła na Polskę. Znów słychać głosy o honorze, godności i walce „bez względu na cenę”. A przecież historia mówi brutalnie jasno: państwo zmuszone do wyboru między honorem, a kapitulacją w rzeczywistości wybiera między klęską a upokorzeniem. Dlatego słowa Becka trzeba dziś czytać nie jako patetyczną deklarację, lecz jako przestrogę.

Honor jest potrzebny — ale sam honor nie obroni żadnego państwa. Potrzebni są sojusznicy gotowi nie tylko mówić o wartościach, lecz także ponieść realne koszty ich obrony. Bo historia uczy jednego: największe narodowe tragedie zaczynały się wtedy, gdy innym łatwo było żądać od słabszych, by walczyli do końca — i równie łatwo było odwrócić wzrok, gdy przyszło im za to płacić wypowiadając cicho słowa Lorda Farquadda: „Wielu z was zginie, ale jest to poświęcenie, na które jestem gotów.”

Leszek Miller
https://myslpolska.info/

Petycja do Przewodniczącego Sejmiku Województwa Mazowieckiego w sprawie groźby roślin NGT.

List-petycja w interesie publicznym

Warszawa, 25.11.2025

Pan Ludwik Rakowski

Przewodniczący Sejmiku Województwa Mazowieckiego

Sejmik Województwa Mazowieckiego
00-142 Warszawa, Plac Bankowy 3/5
e-mail: kancelaria.sejmiku@mazovia.pl, ludwik.rakowski@mazovia.pl

Dotyczy: prośba o interwencję Pana Przewodniczącego u władz państwowych w celu sprzeciwienia się przez rząd Polski oraz europosłów wyjęciu spod przepisów prawa o GMO (czyli sprzeciwieniu się tzw. deregulacji) nowych GMO, jakimi są tzw. rośliny NGT.

Szanowny Panie Przewodniczący,

Jestem naukowcem. Od parudziesięciu lat zajmuję się m. in. tematyką bezpieczeństwa żywnościowego i jego zagrożeniami, zwłaszcza ze strony GMO. Znam wszystkie publikacje naukowe, materiały i dokumenty, cytowane w niniejszym liście-petycji. Znam znacznie więcej publikacji i innych wiarygodnych dokumentów z tego obszaru. Wyłania się z tych źródeł obraz świata specjalistów branży biotechnologicznej i biznesu bez odpowiedzialności za skutki upowszechniania GMO, jakimi są rośliny NGT.

Dlatego proszę i oczekuję od Pana Przewodniczącego interwencji u władz państwowych polegającej na wystosowaniu wniosku, aby rząd Polski oraz europosłowie – działając w interesie obywateli Polski – sprzeciwili się wyjęciu spod przepisów prawa (tzw. deregulacji) o GMO nowych GMO, jakimi są tzw. rośliny NGT.

Rośliny NGT – na mocy swej istoty i wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE (wyrok TSUE z 18 lipca 2018 w sprawie C-528/16) – stanowią GMO i podlegają pod aktualne prawo o GMO (https://curia.europa.eu/juris/document/document.jsf?text=&docid=204387&pageIndex=0&doclang=PL&mode=lst&dir=&occ=first&part=1&cid=11879428).

Te rośliny NGT (nowe GMO) mają być w większości uznane za równoważne roślinom konwencjonalnym i wprowadzone do środowiska rolniczego i żywności krajów członkowskich UE na mocy procedowanego aktualnie rozporządzenia o roślinach NGT (https://data.consilium.europa.eu/doc/document/ST-5076-2025-INIT/en/pdf).

Po cichu, bez informowania o tym opinii publicznej, przygotowuje się z pomocą omawianego rozporządzenia o roślinach NGT:

  1. zamach na bezpieczeństwo żywnościowe Polski i pozostałych krajów członkowskich UE, przejęcie przez obce korporacje łańcuchów pokarmowych, a zwłaszcza podstawowego bogactwa narodowego, jakimi są rodzime odmiany roślin uprawnych, najlepiej dostosowane do warunków glebowo-klimatycznych, a które są podstawą bezpieczeństwa żywnościowe kraju,
  2. zagrożenie bezpieczeństwa żywności czyli zagrożenie dla zdrowia jej konsumentów (jakby nie dość było zagrożeń ze strony przemysłu spożywczego, jak to dokumentują badania jakości żywności przedstawiane przez, np. prof. G. Cichosz, https://www.youtube.com/watch?v=lcLIDiXZiFE&t=105s),
  3. pozbawienie nas, wszystkich obywateli, prawa wyboru żywności,
  4. zagrożenie całych ekosystemów.

Jeśli przyjdzie Panu na myśl lub jakiś doradca zasugeruje, że to są problemy, którymi powinny się zająć władze państwa, to

  1. ma Pan rację, tyle że władze państwa w tym przypadku wydają się działać w interesie międzynarodowych korporacji, zamiast w interesie swoich obywateli,
  2. dla mieszkańców Pana województwa, obywateli, dla których dobra winien Pan działać, sprawy zdrowia i bezpieczeństwa żywności są jednymi z najważniejszych i w końcu się o te sprawy upomną.

Taka deklaracja WOLI Pana Przewodniczacego, o jaką wnioskuję, będzie wyraźnym sygnałem poparcia dla zdrowia wyborców i dobrego rolnictwa naszego regionu, oraz jasną informacją dla władz krajowych i europosłów, jakie decyzje powinni podjąć w sprawie roślin NGT, czyli nowych GMO.

Proszę również o deklaracje woli/uchwałę, że terytorium naszego województwa jest „STREFĄ WOLNĄ OD roślin NGT”, podobnie jak dawniej wprowadzono STREFĘ WOLNĄ OD GMO.

Proszę, aby Pan nie siedział z założonymi rękami, gdy mówimy o tak poważnych zagrożeniach, jak wyżej, dla mieszkańców naszego województwa i całej Polski.

To właśnie pod naciskiem władz samorządów terytorialnych i uchwał wszystkich 16. Sejmików Województw, ustanawiających terytoria poszczególnych województw wolne od upraw GMO, przygotowano i uchwalono w 2006 roku ustawę o GMO, chroniącą polskie rolnictwo i polskich konsumentów przed uprawami GMO w Polsce.

Ale ta ustawa nie uchroni nas przed nowymi GMO – roślinami NGT – dlatego konieczne są działania opisane powyżej.

Uzasadnienie

Ad 1.

Bezpieczeństwo żywnościowe Polski, jak i każdego kraju – czyli bezpieczeństwo żywnościowe nas, wszystkich obywateli – tworzone jest głównie przez rodzimych rolników dbających od pokoleń o utrzymanie dobrej jakości gleb oraz bioróżnorodności rodzimych odmian roślin uprawnych, najlepiej dostosowanych do warunków glebowo-klimatycznych oraz hodowanych ras zwierzęcych.

Obecnie bezpieczeństwo żywnościowe Polski jest zapewnione przez polskich rolników, także rolników z Pana województwa, przez istnienie niezdegradowanych rodzimych gleb i bogatą bioróżnorodność rodzimych odmian roślin.

Co więcej, bezpieczeństwa żywnościowego nie da się na dłużej zapewnić w drodze importu żywności. Specjaliści wiedzą, że gleby na świecie ulegają (poza niewielkimi regionami) systematycznej degradacji. Ten smutny fakt wykazał szczególnie wciąż aktualny raport ONZ-towskiej organizacji FAO z 2014 r. (ukrywany przed opinią publiczną) oceniający, że jeśli nadal będzie taka degradacja gleb, to decydująca o plonach wierzchnia warstwa gleb zniknie w skali światowej w ciągu około dwóch pokoleń (www.scientificamerican.com/article/only-60-years-of-farming-left-if-soil-degradation-continues/).

Z drugiej strony, polska żywność, bazująca na polskich odmianach roślin uprawnych, jest uważana za znakomitą i jest poszukiwana w świecie.

Z tego powodu stanowi ona – dopóki pozostaje jej wytwarzanie w rękach polskich rolników i przetwórców żywności – zagrożenie dla zagranicznego agrobiznesu.

Jednym z głównych sposobów wielkiego agrobiznesu na usunięcie takiego zagrożenia swojego biznesu jest opracowywanie patentowalnych, genetycznie modyfikowanych odmian roślin uprawnych (GMO, a takimi są rośliny NGT), przejmowanie przedsiębiorstw nasiennych i upowszechnianie ich upraw. Oznacza to przejęcie kontroli nad uprawami opatentowanych roślin. Tym mocniejsze przejęcie kontroli, gdyż GM rośliny, jak to w przyrodzie, krzyżują się z odmianami roślin nie-GMO. A taka krzyżówka z rośliną nie-GMO uważana jest za GMO i prawa do niej zyskuje właściciel patentu na dane GMO

A jeśli pozwoli się na uprawy patentowanych roślin NGT – nowych GMO – w kraju z wysoce konkurencyjną żywnością, takim jak Polska, to w jakiś czas potem rodzime odmiany (i gatunki) roślin spokrewnionych z wprowadzoną odmianą GMO staną się – przez przekrzyżowanie – także GMO. W rezultacie, prawa do nich przejmą właściciele patentów (obce korporacje) na GMO, a większość dotychczasowych nabywców nie kupi już takiej żywności. Bo większość konsumentów nie chce żywności GMO na swoim talerzu.

Najnowsze badanie opinii publicznej w Danii wykazało, „że 82% Duńczyków uważa, iż UE powinna zaprzestać działań zmierzających do deregulacji GMO i utrzymać obecne surowe przepisy w celu ochrony bezpieczeństwa żywności, środowiska i prawa konsumentów do wyboru.” (https://www.gmwatch.org/en/106-news/latest-news/20608-poll-82-of-danes-oppose-gmo-deregulation-at-odds-with-government-position ). Warto zauważyć, że duńskie społeczeństwa jest znacznie lepiej poinformowane o zagrożeniach ze strony nowych GMO niż społeczeństwo polskie.

Ad 2.

Zwolennicy uwolnienia do środowiska rolniczego i naszej żywności roślin NGT zasypują polityków, ludzi biznesu i innych nieodpowiedzialnymi deklaracjami o ich bezpieczeństwie i wspaniałych własnościach. Odpowiedzialni naukowcy bowiem stanowczo twierdzą, że to mity (www.doprawdy.info/2023/09/fakty-mity/). Zwłaszcza rośliny NGT nie zostały przetestowane pod kątem, ani bezpieczeństwa dla zdrowia, ani bezpieczeństwa dla środowiska. Na to potrzeba wielu lat…

Tymczasem nauce wiadomo – czego nie ujawnia się decydentom i opinii publicznej – że genetyczne modyfikacje (zwłaszcza dokonywane nowymi technikami genomowymi – NGT) z reguły pociągają za sobą nieoczekiwane i zwykle niepożądane mutacje w różnych częściach zmienianego genomu.

Z doświadczeń praktycznych już wiadomo, że te mutacje prowadzą do zmienionej biochemii rośliny, co może skutkować produkcją toksyn lub alergenów lub niepożądanymi zmianami zestawu składników odżywczych (Prof. Michael Antoniou, genetyk i toksykolog, https://gmwatch.org/en/main-menu/news-menu-title/archive/111-2024/20479-crispr-gene-editing-cause-large-scale-genetic-damage-while-correcting-mutant-genes).

Ad 3.

To rozporządzenie pozbawia mnie, Pana, wszystkich obywateli, prawa wyboru. To tylko kwestia czasu, kiedy rośliny NGT – nowe GMO – jak to rośliny, przekrzyżują się z rodzimymi odmianami roślin, a więc te krzyżówki także staną się GMO. I nie będzie już możliwości wyboru pomiędzy żywnością nie-GMO a żywnością z GMO…

Ad 4.

Nauce wiadomo, że genetyczne modyfikacje mogą prowadzić do nieoczekiwanego uaktywnienia lub „uśpienia” pewnych genów.

Co więcej, nauce wiadomo też od 2022 r., że zmiany w pojedynczych genach (tzw. „keystone genes” – „genach kluczowych”)mogą zagrozić całym ekosystemom

oraz że nauka nie wie, które geny, w jakich warunkach można uznać za „geny kluczowe” (www.science.org/doi/10.1126/science.abf2232).

Czy można się stąd dziwić, że wielu uczonych przestrzega przed zagrożeniami ze strony genetycznych modyfikacji organizmów dokonywanych w sytuacji niewiedzy, nie tylko do jakich niepożądanych mutacji mogą one doprowadzić. I to w sytuacji zwłaszcza nieznajomości funkcji wszystkich genów zmienianego organizmu, np. nieznajomości funkcji ok. 60 000 genów (dwa-trzy razy więcej niż genów kodujących białka u człowieka) jęczmienia… Twierdzi się często, że „Rozszyfrowano cały ludzki genom, który zawiera około 20 000–25 000 genów kodujących białka”. Niestety, to słowo „rozszyfrowano” oznacza tu głównie, że poznano uszeregowanie par zasad w sekwencji tworzącej nasze DNA… A znajomość funkcji genów kodujących białka ogranicza się do skromniutkiego 1-2% ludzkiego genomu (https://pap-mediaroom.pl/nauka-i-technologie/badania-polskiej-uczonej-maja-wyjasnic-role-niekodujacego-rna-czesc-tzw-ciemnej ).

Szerzej i głębiej zagrożenia ze strony NGT dla ekosystemów przedstawia raport grupy ekspertów „New Genomic Techniques” Ecological Society of Germany, Austria and Switzerland (GFÖ), największego w Europie naukowego towarzystwa ekologicznego (https://gfoe.org/sites/default/files/ngt_gfoe_final.pdf ).

Wnioski, jakie się stąd nasuwają, najlepiej chyba wyraził laureat medycznej nagrody Nobla, George Wald:

Inżynieria genetyczna stanowi chyba najpoważniejszy problem etyczny w historii nauki. (…) Podążanie drogą inżynierii genetycznej (bez całkowitej wiedzy o jej skutkach) jest nie tylko niemądre lecz wręcz niebezpieczne. W ten sposób mogą powstać zupełnie nowe choroby zwierząt i roślin, nowe źródła raka i nieznane wcześniej epidemie (cały cytat i jego źródło w artykule: https://www.researchgate.net/publication/313558966_Uwalnianie_GMO_do_srodowiska_rolniczego_i_zywnosci_a_bezpieczenstwo_zywnosciowe).

Po piąte, warto, by Pan też wiedział, że podczas procesu legislacyjnego rozporządzenia o roślinach NGT nastąpiło naruszenie zasad dobrej administracji oraz praw obywateli Unii Europejskiej. Zostało to udokumentowane i opublikowane przez Stowarzyszenie Polska Wolna od GMO w:

  1. formalnym wniosku do Komisji Europejskiej (https://www.polskawolnaodgmo.org/2025/08/09/wniosek-do-komisji-europejskiej/ ) oraz
  2. formalnej skardze do Europejskiego Rzecznika Praw Obywatelskich (po przedłużającym się braku odpowiedzi KE na przesłany wniosek) popartej „stanowczym i formalnym żądaniem natychmiastowego zawieszenia dalszych prac legislacyjnych, dopóki i o ile wszystkie podniesione zarzuty nie zostaną w pełni i transparentnie wyjaśnione” (https://www.polskawolnaodgmo.org/2025/09/30/w-obronie-przed-roslinami-ngt-nowymi-gmo/ ).

Każdy z pięciu powyższych powodów jest wystarczającym, by sprzeciwić się tym nowym przepisom prawa.

Szersze uzasadnienie, jak i więcej powodów do sprzeciwu wobec wyjęcia roślin NGT spod prawa o GMO, czyli narzuceniu nam nowych GMO poprzez omawiane rozporządzenie, przedstawiają opracowania naukowe lub opublikowane stanowiska setek organizacji i naukowców, alarmujących o tych zagrożeniach (o których cicho w polskich mediach), które można znaleźć, np. na stronach:

Scientific Critique of Leopoldina and Easac Statements on Genome Edited Plants in The EU z kwietnia 2021, wspólna publikacja Zarządów European Network of Scientists for Social and Environmental Responsibility (ENSSER) i Critical Scientists Switzerland (CSS) (https://ensser.org/wp-content/uploads/2021/04/Greens-EFA-GMO-Study-1.pdf),

Open letter: European Commission’s biased road to deregulation of new GMOs z 04.10.2022 podpisany przez 40 organizacji (https://friendsoftheearth.eu/wp-content/uploads/2022/10/221004-Letter-NGT-Consultation-40-Organisations.pdf),

Open Letter: Serious concerns about the EU Commission proposal on New Genomic Techniques z 19.11.2023, podpisany przez ponad 100 naukowców, rozpoznawalnych w skali międzynarodowej (https://newgmo.org/2023/11/19/open-letter-serious-concerns-about-the-eu-commission-proposal-on-new-genomic-techniques/),

– Francuska Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Sanitarnego Żywności, Środowiska i Pracy (ANSES) wykazała brak podstaw naukowych propozycji Komisji Europejskiej wyłączenia roślin NGT spod prawa o GMO (https://gmwatch.org/en/106-news/latestnews/20353 i www.anses.fr/system/files/BIOT2023AUTO0189.pdf ),

Nowe GMO (NGT) – NSZZ RI Solidarność wzywa Siekierskiego do sprzeciwu! z 13 lutego 2025 (https://www.ppr.pl/wiadomosci/nowe-gmo-ngt-nszz-ri-solidarnosc-wzywa-siekierskiego-do-sprzeciwu),

Wspólne oświadczenie przeciw deregulacji nowych GMO (Greenpeace, Via Campesina i ponad 200 innych organizacji, w większości rolniczych) z 11 lutego 2025 (www.greenpeace.org/static/planet4-eu-unit-stateless/2025/02/7609dcca-joint-statement-new-gmos.pdf),

https://doprawdy.info/2025/02/dlaczego-rosliny-ngt-nowe-gmo-stanowia-olbrzymie-zagrozenie/,

https://doprawdy.info/2025/03/fakty-o-nowych-technikach-genomowych-ngt-i-nowych-gmo/.

A więc jeszcze raz podkreślam:

Jeśli przyjdzie Panu na myśl lub jakiś doradca zasugeruje, że to są problemy, którymi powinny się zająć władze państwa, to

a) ma Pan rację, tyle że, władze państwa w tym przypadku wydają się działać w interesie

międzynarodowych korporacji, zamiast w interesie swoich obywateli,

b) dla mieszkańców Pana województwa, obywateli, dla których dobra winien Pan działać,

sprawy zdrowia i bezpieczeństwa żywności są jednymi z najważniejszych i w końcu się

o te sprawy upomną.

Taka deklaracja WOLI Pana Przewodniczącego, o jaką wnioskuję, będzie wyraźnym sygnałem poparcia dla zdrowia wyborców i dobrego rolnictwa naszego regionu, oraz jasną informacją dla władz krajowych i europosłów, jakie decyzje powinni podjąć w sprawie roślin NGT, czyli nowych GMO.

Proszę również o deklarację woli/uchwałę, że terytorium naszego województwa jest „STREFĄ WOLNĄ OD roślin NGT”, podobnie jak dawniej samorządy wprowadziły STREFĘ WOLNĄ OD GMO.

To właśnie pod naciskiem władz samorządów terytorialnych i uchwał wszystkich 16. Sejmików Województw, ustanawiających terytoria poszczególnych województw wolne od upraw GMO, przygotowano i uchwalono w 2006 roku ustawę o GMO, chroniącą polskie rolnictwo i polskich konsumentów przed uprawami GMO w Polsce.

Ale ta ustawa nie uchroni nas przed nowymi GMO – roślinami NGT – dlatego konieczne są działania opisane powyżej.

Smutnym potwierdzeniem obaw i doświadczeń naukowców, dotyczących roślin NGT (organizmów NGT) niech będzie niedawne wyznanie uczonej, która odkryła CRISPR (główną podstawę NGT), laureatki nagrody Nobla, Jennifer Doudny:

CRISPR zwrócił nam w rzeczywistości uwagę na to, jak mało rozumiemy nasz genom i genomy innych organizmów”.

(https://doprawdy.info/2023/10/specjalisci-inzynierii-genetycznej-o-sobie-i-o-gmo-2/)

Nie możemy się godzić na to, abyśmy my, nasze dzieci i wnuki byli królikami doświadczalnymi.

Wierzę, że Pan się zgadza z takim stanowiskiem zdecydowanej większości swoich wyborców i pilnie podejmie odpowiednie działania.

Oczekuję odpowiedzi w tej sprawie.

Oświadczenie: Przy publikacji mojego listu-petycji na stronie Sejmiku zgadzam się na ujawnienie moich danych osobowych i e-maila, ale bez adresu.

Z poważaniem,

Dr Jacek J. Nowak,

emerytowany profesor Szkoły Wyższej im. Bogdana Jańskiego w Warszawie

„Nowe” rośliny NGT (nowe GMO). – Nowe zagrożenie.

============================

To zagrożenie jest większe, niż ze strony importu żywności z obszaru Merkosur i Ukrainy.

========================================

prof. dr. Jacek Nowak

Mieliśmy rozumieć DNA i czynić wartościowe modyfikacje, ale faktem było, że wiedzieliśmy tak mało o DNA, jak wie przeciętny Amerykanin o sanskryckiej wersji Bhagawad Gity.

Wiedzieliśmy jednak wystarczająco dużo, aby być niebezpiecznymi, zwłaszcza w połączeniu z naszą ignorancją i z naszymi uprzedzeniami oraz wąskimi horyzontami myślowymi. Skupiliśmy się jedynie na krótkoterminowych korzyściach (w laboratorium), nie biorąc pod uwagę długoterminowych deficytów (na polach).

To był ten sam rodzaj myślenia, który doprowadził do powstania DDT, PCB, czynnika Agent Orange, rekombinowanego bydlęcego hormonu wzrostu, itd.

Uważam, że ważnym jest, aby ludzie rozumieli, jak mało wiedzą inżynierowie genetyczni, jacy są stronniczy i jak bardzo mogą się mylić.”

(Caius Rommens, inżynier genetyczny, b. kierownik zespołu badawczego Monsanto, www.doprawdy.info/2023/09/specjalisci-inzynierii-genetycznej-o-sobie-i-o-gmo/)

============================

Czy przez szum medialnej wrzawy przebiją się tematy naprawdę ważne dla jakości żywności, a więc dla naszego zdrowia i przetrwania polskich rolników, a więc dla narodowego bezpieczeństwa żywnościowego?

    Z tematem bezpieczeństwa żywności wytwarzanej przemysłowo przebiła się na razie prof.  Grażyna Cichosz – ale w formie wywiadów.

Tymczasem 3-godzinne posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony Życia i Zdrowia Polaków dnia 29 kwietnia 2025 wraz obszernym, ponad 1,5 godzinnym systematycznym wykładem prof. Cichosz nie zostało do dziś opublikowane na stronie Sejmu – czy to przypadek?

Tego jej wykładu można jednak wysłuchać na stronach:

 https://www.youtube.com/watch?v=lcLIDiXZiFE&t=105s oraz

 https://www.youtube.com/watch?v=j6BCDRtMEkU -(całe posiedzenie 29 kwietnia 2025).

    Tymczasem cicho i podstępnie nadchodzi szybko nowe zagrożenie dla jakości żywności i przetrwania polskich rolników, a więc dla bezpieczeństwa żywnościowego całego państwa (nie tylko naszego). To zagrożenie jest, w opinii piszącego te słowa, większe, niż ze strony importu żywności z obszaru Merkosur i Ukrainy.

    Zagrożenie to wprowadza, uzgodnione już z rządami krajów członkowskich UE, rozporządzenie o roślinach NGT, a jakże, patentowanych przez obce korporacje, które niedługo może zostać przegłosowane przez Parlament Europejski.

    Rośliny NGT (de facto to nowe GMO) to rośliny genetycznie modyfikowane z pomocą tzw. nowych technik genomowych (NGT). W oficjalnych dokumentach używa się specjalnie pojęcia „rośliny NGT”, aby w naszych umysłach nie zapaliły się za szybko „czerwone lampki”, gdybyśmy przeczytali: nowe GMO…

    To rozporządzenie o roślinach NGT po prostu zezwala – w sposób urągający współczesnej wiedzy naukowej i aktualnemu prawu – na stosowanie tych nowych, opatentowanych GMO w rolnictwie i żywności krajów członkowskich UE.

    To, jak bardzo to rozporządzenie urąga współczesnej wiedzy naukowej i aktualnemu prawu oraz na czym polegają zagrożenia ze strony roślin NGT (nowych GMO), można znaleźć, np. w treści przykładowego listu do organów samorządów wojewódzkich na stronie: https://doprawdy.info/2025/11/jesli-nie-chcesz-takiego-swiata-jaki-nam-gotuja/.

    To właśnie pisemne i słowne interwencje obywateli u władz wojewódzkich, zainicjowane przez Jadwigę Łopatę (polską laureatkę ekologicznego Nobla) i sir Juliana Rose z Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi (ICPPC), zaowocowały w latach 2004-2006 uchwałami wszystkich 16. sejmików województw, że ich terytoria są wolne od upraw GMO. Ten fakt wywarł taką presję na władze państwowe, że w rezultacie uchwalono ustawę o GMO z 2006, która do dzisiaj chroni nas przed „tradycyjnymi” GMO, ale nie przed roślinami NGT (nowymi GMO).

    Dlatego Jadwiga Łopata, sir Julian Rose i niżej podpisany wzywają obecnie do wysyłania podobnych listów-petycji do Marszałków i Przewodniczących Sejmików województw, aby władze samorządowe interweniowały u władz państwowych i europosłów, aby sprzeciwić się „wpuszczeniu” nowych GMO (zwanych dla niepoznaki roślinami NGT) do naszego rolnictwa i naszej żywności.


prof. dr. J. Nowak

Polsko, obudź się! Płacisz za „twardość” Tuska, a dostajesz pusty portfel.

„wojna” Tuska

Rząd Tuska właśnie przepchnął kolejną gigantyczną podwyżkę budżetu na armię – w 2026 r. ma wynieść już 4,7–5 % PKB

Rząd Tuska właśnie przepchnął kolejną gigantyczną podwyżkę budżetu na armię – w 2026 r. ma wynieść już co najmniej 5% PKB, czyli ponad 200 mld zł rocznie (według projektu budżetu z lutego 2025 r., z czego ok. 124,8 mld zł z budżetu państwa i reszta z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych – FWSZ).
Oficjalny powód? „Rosyjskie zagrożenie”.

Ale spójrzmy na fakty!

Na wschodniej granicy od ponad roku stoi 17–18 tys. dodatkowych żołnierzy i funkcjonariuszy (w tym cała 18. Dywizja Zmechanizowana, brygada z Podlasia i tysiące WOT i policji).
Koszt utrzymania jednego żołnierza „na granicy” to ok. 25–30 tys. zł miesięcznie (żołd, wyżywienie, sprzęt, paliwo, amortyzacja). Razy 18 tys. razy 12 miesięcy będzie to łatwo ponad 6–7 mld zł rocznie – tylko na samą obecność przy ogrodzeniu, którego i tak pilnuje już Straż Graniczna.
Te formacje od roku nie prowadzą żadnych poważnych ćwiczeń ofensywnych ani nawet obronnych – głównie chodzą na patrole wzdłuż zasieków i „kręcą TikToki”.
Tymczasem:
Białoruś ma na granicy kilkuset pograniczników i trochę wojska (głównie po to, by Łukaszenka mógł pokazywać „obronę przed NATO”).
Rosja przerzuciła prawie całe swoje wojska lądowe na Ukrainę – w obwodzie kaliningradzkim i na Białorusi zostało symboliczne 20–30 tys. ludzi, w większości słabo wyszkolonych najemników.

Pytanie za 200 mld zł: po co nam dywizja pancerna i tysiące ludzi na Podlasiu i Lubelszczyźnie, jeśli „zagrożenie” to głównie migranci rzucający kamieniami? Te miliardy mogłyby pójść na: 1000 km autostrad (zamiast Leopardów stojących w lasach), Podwyżki dla nauczycieli i lekarzy (budżet MON to 13,5% całego budżetu państwa!), Realną obronę powietrzną (więcej Patriot niż FWSZ na zakupy z opóźnieniem).

Zamiast tego: najdroższy teatr bezpieczeństwa w NATO – propaganda za pieniądze podatników. W 2024 r. wydaliśmy mniej niż planowano (tylko 3,8% PKB), bo FWSZ nie nadąża z realizacją. A deficyt budżetowy rośnie do 270 mld zł w 2026 r. – długiem za pozoranctwo.

Polsko, obudź się! Płacisz za „twardość” Tuska, a dostajesz pusty portfel.

MEM-y poważne

————————

—————————-

———————————–

———————————————

————————————-

——————————————-

————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Punkt 29

Punkt 29

Konrad Rękas 22/11/202522/ https://aniemowilem.pl/?p=866


… ależ oczywiście, że Kijów wcale nie musi godzić się na warunki pokoju z Rosją. Może kontynuować wojnę aż do moralnego zwycięstwa… Z kolei partia wojny w III RP upiera się, że na tych warunkach Ukraina na pokój zgodzić się nie może, a na pewno nie powinna. Niech jednak internetowo-medialno-partyjni bohaterowie powiedzą wprost: czy jeśli Kijów 28 punktów Trumpa przyjmie – to Warszawa zgłasza na ochotnika Polaków, by walczyli zamiast Ukraińców?

Bez twarzy

Zresztą, nowy rząd w Kijowie jest tylko kwestią czasu, z jednej strony więc pojawi się pokusa – czyż nowi ministrowie też nie będą potrzebować złotych sedesów? Wszak Radek Applebaumowy już obiecał je zadatkować! Z drugiej zaś widoczny jest już lęk: kto zostanie wystawiony na odstrzał podpisania ukraińskiej kapitulacji?

Ostatni skecz Zełeńskiego o wyborze między „utratą godności a stratą głównego sojusznika” to właśnie wyraz tego strachu, do którego faktycznie sprowadza się obecny opór przed przerwaniem wojny. 

Wiecie Państwo czemu propaganda wojenna III RP (naśladując europejską, choć ta jest mniej od warszawskiej histeryczna) tak bardzo krytykuje 28 punktów pokojowych? Nie, nawet nie dlatego, że są niekorzystne dla Kijowa. Przeciwnie, są znacznie lepsze niż te, które mogłyby zostać zaproponowane za miesiąc lub dwa. Ba, są nawet korzystniejsze niż wynikałoby to z obecnej sytuacji na froncie. Chodzi o sposób ich podania, m. in. kolejność wypowiedzi: najpierw Trump, potem Putin, a zdanie Zełeńskiego i liderów europejskich nikogo nie obchodzi. W tej formie znacznie trudniej będzie przedstawić zakończenie wojny na Ukrainie jako kijowskie zwycięstwo. A przecież to o to właśnie chodziło, by przeciągać wojnę w nieskończoność, a na koniec ogłosić oczywisty sukces, choćby Zełeńskiemu z Ukrainy zostało jedno ziarnko piasku, na plaży w Ejlat. Trump tego nie ma zamiaru ułatwiać, tak jak nigdy nie dbał, by kierownicy krajów zależnych wychodzili z twarzą wykonując decyzje podjęte w USA. To tę właśnie „godność” skamlał Zełeński i tak właśnie mści się dzisiaj propagandowe przeskalowanie tej wojny, także w III RP. 

Przeczekać Trumpa

W tej sytuacji europejscy warmongerzy i wykonująca ich polecenia partia wojny III RP mogą liczyć już tylko na jedno: że uda się szybko wznowić wojnę z Rosją, jeśli nie na Ukrainie, to gdziekolwiek indziej, żeby móc wówczas triumfalnie ogłosić: „O! A nie mówiliśmy?! Moskalom wierzyć nie wolno! Znowu ich musieliśmy napa… Tzn. znowu to oni napadli nas!„.  Jeśli do porozumienia pokojowego na Ukrainie rzeczywiście dojdzie – globalne przeczekiwanie Trumpa wejdzie w nową fazę.

Przegrana Polski

Skądinąd zresztą gdyby faktycznie pokój między Ukrainą a Rosją został zawarty na podstawie 28 punktów – wówczas największym przegranym tego konfliktu okazałaby się… Polska, wciąż poddana nierównej konkurencji ukraińskiej w ramach UE i zagrożona stacjonowaniem na naszym terytorium dodatkowych sił NATO. W takim układzie wznowienie wojny Zachód – Rosja oznaczałoby już niemal automatyczną powtórkę zaangażowania III RP i znacznie zwiększałoby groźbę naszego bezpośredniego udziału w spodziewanym pełnoskalowym starciu. Realnym zagrożeniem dla Polski pozostanie też 600-tysięczna, ostrzelana armia pozostawiona w gestii Kijowa, tym bardziej, że żaden z 28 punktów nie zabrania Ukrainie prowadzenia wojny z kimkolwiek innym poza Rosją.

Od początku jasnym też było, że Polska ani nie odzyska pieniędzy utopionych w kijowskich złotych szaletach, ani nie uzyska żadnych korzyści z tzw. odbudowy, czyli powojennej eksploatacji Ukrainy. Martwić nas jednak powinno coś jeszcze. Próbując przebić Wilsona x 2 – Donald Trump ani słowem w swym projekcie nie zająknął się o masach ukraińskich imigrantów. Brak rozstrzygnięcia ich losu w preliminariach pokojowych oznacza permanentną już legalizację pobytu ukraińskich nachodźców w Polsce. No chyba, że ktoś się naiwnie spodziewa, że kierownictwo III RP, które każdy rozejm i traktat nazwie tymczasowym, wykrzykując, że „Moskalom nie wolno wierzyć!” – nagle naszych kochanych ukraińskich gości wyprosi? 

Polski interes

Niestety, nikt Polaków o zdanie pytać nie będzie, a polityka i PiS, i KO z przystawkami dodatkowo jeszcze pozycję międzynarodową Polski osłabiły. Teoretycznie jednak zarówno specjalne uprzywilejowanie Kijowa w stosunkach z UE, jak i zakładane przyszłe pełne członkostwo Ukrainy w Unii mogłyby być blokowane w ramach szerszej koalicji państw unijnych. Gdyby zaś taka akcja się nie powiodła (co niestety bardzo prawdopodobne) – zawsze pozostawałby jeszcze PolExit. Wszystko to jednak kwestia przyszłości, wprawdzie nie nazbyt odległej. Ale polskim wkładem z rozmowy pokojowe powinien być zwłaszcza jeden postulat: nie prawo, ale obowiązek Kijowa przyjęcia i sprowadzenia z powrotem ukraińskich imigrantów z Europy Środkowej i Zachodniej, połączony z zapowiedzią natychmiastowego cofnięcia wszystkich przywilejów ekonomiczno-prawnych przyznanym nachodźcom, wraz z potraktowaniem ich jako niedoszłych azylantów, co do których ustała przyczyna przyznania azylu. 

Już nie marzmy o tym ile to nie zarobimy na Ukrainie. Tym zajmą się Amerykanie, a Niemcy, Anglicy i Francuzi podtrzymując jeszcze czas jakiś Kijów negocjują tylko wielkość swoich udziałów. Polskim celem powinna być redukcja dalszych kosztów – choć i tu można być sceptycznym czy wystarczy samo zaprzestanie działań wojennych, ktoś będzie przecież musiał płacić za odtworzenie ukraińskich sił zbrojnych, a przecież jest jasne, że to Warszawa sfinansuje im ostrzenie siekier.

Co najmniej równie ważne jest jednak pozbycie się ukraińskiej kolonizacji. Zanim będzie za późno i zanim zrobią z nas drugą Palestynę.

To jest polski punkt 29.

Konrad Rękas

Żeby było w Polsce git

Żeby było w Polsce git

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    25 listopada 2025 michalkiewicz

Jeszcze będzie w Polsce git – z polską szlachtą polski Żyd!” – takie proroctwa wspierały Stanisława Szczukę, który bardzo nie lubił, kiedy nazywałem go „mecenasem”. Zapytałem go tedy, jak powinienem się do niego zwracać – a on na to, że tak, jak to jest przyjęte: „panie bracie”. Odpowiedziałem, że ja się tak do niego zwracać nie mogę, bo jestem pochodzenia plebejskiego, a nie szlacheckiego – na co Stanisław Szczuka machnął lekceważąco ręką i powiedział: a co tam pan brat wie!

Wspominam o tym akurat w Święto Niepodległości, które dlaczegoś obchodzimy 11 listopada, chociaż tego dnia nic szczególnego z punktu widzenia niepodległości się nie stało. Tego dnia Rada Regencyjna to znaczy – książę Lubomirski, kardynał Kakowski i Józef Ostrowski powierzyła przybyłemu dzień wcześniej do Warszawy z Magdeburga Józefowi Piłsudskiemu, dowództwo nad wojskiem, a wkrótce – kierownictwo całego państwa, jako jego Naczelnikowi. Skoro Rada Regencyjna powierzyła Józefowi Piłsudskiemu dowództwo nad wojskiem, to znaczy, że to wojsko już było, podobnie jak i państwo, to znaczy – aparat administracyjny, skarbowy, policyjny, sądowy – itp.

Józef Piłsudski tego wszystkiego nie stworzył; przyszedł, można powiedzieć – na gotowe. A jednak to właśnie jego kreowano na „wskrzesiciela Polski”, a nie tych, którzy położyli pod niepodległość fundamenty – a co więcej – tę niepodległość proklamowali, tyle że miesiąc wcześniej, bo 7 października 1918 roku. Rada Regencyjna już wcześniej przestała słuchać niemieckich władz okupacyjnych, opierając zarówno swoje własne istnienie i swoją władzę, a także – niepodległość Polski – na podstawie listy amerykańskich celów wojennych, zwłaszcza słynnego „13 punktu” tej listy, przewidującego odtworzenie niepodległego państwa polskiego z dostępem do morza i gospodarką gwarantowaną traktatami. Umieszczenie tego punktu na liście amerykańskich celów wojennych zawdzięczamy też nie Józefowi Piłsudskiemu, tylko Ignacemu Paderewskiemu, który – dzięki osobistej znajomości z prezydentem Wilsonem – oddał Polsce tę przysługę. A jednak za wskrzesiciela Polski przyjęło się uważać Józefa Piłsudskiego tak samo, jak 71 lat później zasługę „obalenia komunizmu” przypisano Kukuńkowi, a co gorsza – on sam w to uwierzył, co stwarza niezamierzony efekt komiczny, wystawiając nasz naród na pośmiewisko.

Oczywiście ani Józefowi Piłsudskiemu, ani później – Kukuńkowi – nie udałoby się narzucić tej „legendy” („legenda” to elegancka nazwa historii zafałszowanej) bez gromady klakierów. Co z tego wszystkiego ci klakierzy mieli i wtedy i później – to sprawa osobna – chociaż przy innej okazji warto się i nad tym zatrzymać tym bardziej, że obecnie – gdy etap III Rzeczypospolitej właśnie na naszych oczach dobiega kresu, jako że nie tylko konstytuująca tę formę polskiej państwowości zasada: my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych – bezpowrotnie legła w gruzach, ale na domiar złego – wojskowa i cywilna bezpieka, najwyraźniej wykonując polecenia niemieckiej BND – właśnie wypowiedziała posłuszeństwo panu prezydentowi Karolowi Nawrockiemu. Otwiera się zatem etap walki nie tyle może o władzę, co o to, kto będzie administrował Generalną Gubernią w ramach IV Rzeszy – bo wszystko wskazuje na to, że taki los wypadł nam, zwłaszcza gdy Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje przeforsuje nowelizację traktatu lizbońskiego, którą wcześniej rekomendował już Parlament Europejski. Jest to moment podobny do tego w połowie lat 80-tych, kiedy to bezpieczniacy zorientowali się, że Gorbaczow już nie będzie bronił do upadłego porządku jałtańskiego, tylko szykuje się do manewru „ucieczki do przodu” to znaczy – do zaproponowania

Amerykanom wspólnego ustanowienia nowego porządku politycznego w Europie. Na wieść o tym między bezpieką wojskową w Polsce a bezpieką „cywilną”, czyli SB rozgorzała wojna o to, kto będzie te wszystkie wynalazki wprowadzał w życie, uzyskując dzięki temu hegemonię – oczywiście w ramach stosunku wasalnego. Jak pamiętamy, wtedy wygrał wywiad wojskowy i jako WSI nadzorował przebieg transformacji ustrojowej, przy okazji werbując agenturę, przy pomocy której do dzisiaj kręci nie tylko całym państwem, ale całym życiem publicznym, wystawiając na polityczną scenę te swoje ekspozytury, które najlepiej odzwierciedlają kuratelę, pod jaką znajduje się aktualnie nasz nieszczęśliwy kraj.

Na tym tle chciałbym zwrócić uwagę na nową osobistość, jaka pojawiła się na portalu „Fronda”, reklamującym się, jako „poświęcony” – na tym etapie chyba Naczelnikowi Państwa Jarosławowi Kaczyńskiemu. Już wcześniej, to znaczy – kiedy ze ścisłego kierownictwa tego portalu odszedł obywatel redaktor Terlikowski Tomasz, przez Judenrat rzucony na inny odcinek frontu ideologicznego – pojawił się tam niejaki pan Mikołaj Susujew, który informuje czytelników w kwestii ukraińskiej i antyrosyjskiej. Przedstawia się on jako „Ukrainiec z Donbasu”, co brzmi podobnie, jak „Murzyn z Atlanty”, który oświecał czytelników pisma „Strażnica” w sprawie przyszłości świata zmierzającego ku katastrofie („Świat nasz zmierza ku katastrofie – jak powiedział pewien Murzyn z Atlanty”). Widocznie jednak zaufanie do „Ukraińców z Donbasu” zaczęło podlegać erozji, bo na łamach „Frondy” pojawiła się ostatnio inna postać w ruchu robotniczym, w osobie 55-letniego pana Włodzimierza Iszczuka, „ukraińskiego dziennikarza i publicysty polskiej narodowości”. Nie tylko „polskiej narodowości”, ale w dodatku naczelnego redaktora periodyku „Głos Polonii”, wydawanego przez Zjednoczenie Szlachty Polskiej – oczywiście na Ukrainie, no bo gdzieżby indziej? Wcześniej ostrogi publicystyczne zdobywał przy prezydencie Wiktorze Juszczence , probanderowskim bohaterze „pomarańczowej rewolucji”. No a teraz pan Iszczuk, jako „szlachcic polski” pod nadzorem ukraińskiego Sztabu Generalnego przestrzega tubylczych Polaków przed zagrożeniem, jakie niesie dla nich „putinowska Rosja”. Oczywiście Putin nad nikim osobiście nie stoi i nie sączy mu w uszy swego jadu, bo na jego usługach są „konfederuski” oraz „braunderowcy”. Nie tylko wysługują się Putinowi, ale w dodatku – wa właściwie nie „w dodatku”, tylko przede wszystkim – nie chcą słuchać Naczelnika Państwa, ani się dla niego poświęcać – co – jak wiadomo – jest obowiązkiem każdego „prawdziwego patrioty”. Skąd to wiadomo? Tego nie wiadomo – ale taka „legenda” obowiązuje.

W tej sytuacji wyjaśnienia wymagałyby tylko stosunki pana Iszczuka z Judenratem – no bo skoro reprezentuje on „polską szlachtę” to żeby było w Polsce git – musi się z takim szlachcicem spiknąć „polski Żyd”. Tak w profetycznym uniesieniu wołał Stanisław Szczuka, więc czegóż innego mielibyśmy się trzymać?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Cztery kobiety prowadzą Unię Europejską ku katastrofie

Cztery kobiety poprowadzą Unię Europejską ku katastrofie

zmianynaziemi/cztery-kobiety-prowadza-unie-europejska-ku-katastrofie

Unia Europejska w 2025 roku znajduje się w sytuacji bez precedensu. Gospodarka ledwo dyszy, notując wzrost na poziomie zaledwie około jednego procenta rocznie, podczas gdy Stany Zjednoczone rozwijają się dwukrotnie szybciej. Podziały wewnętrzne są coraz głębsze, a napięcia z zewnętrznymi partnerami osiągają punkt krytyczny. 

Handel międzynarodowy kuleje, inwestycje załamują się, a europejskie firmy tracą konkurencyjność wobec chińskich i amerykańskich rywali. W centrum tego kryzysu stoją cztery kobiety zajmujące najważniejsze stanowiska w instytucjach unijnych. Ursula von der Leyen jako szefowa Komisji Europejskiej, Christine Lagarde na czele Europejskiego Banku Centralnego, Roberta Metsola przewodnicząca Parlamentu Europejskiego oraz Kaja Kallas jako wysoka przedstawiciel do spraw polityki zagranicznej. Ich decyzje, styl zarządzania i priorytety bezpośrednio przyczyniły się do pogłębienia problemów strukturalnych Wspólnoty.

Ursula von der Leyen, przewodząca Komisji Europejskiej od 2019 roku i ponownie wybrana w 2024, stała się symbolem słabości europejskiej polityki. W październiku 2025 roku przetrwała trzy wnioski o wotum nieufności, ale kosztem politycznym było pogłębienie podziałów i erozja zaufania do instytucji. Krytycy oskarżają ją o stworzenie kultury tajemnicy i centralizacji władzy, która paraliżuje działanie Komisji. Politico informuje, że jej biuro regularnie udziela dziennikarzyom mylących lub sprzecznych informacji, co podważa wiarygodność całej instytucji. Afera związana z prywatnymi wiadomościami do dyrektora generalnego firmy Pfizer podczas pandemii koronawirusa nadal rzuca cień na jej transparentność.

Gospodarcze rezultaty kadencji von der Leyen są katastrofalne. Mimo że Europa potrzebuje około osiemset miliardów euro rocznie dodatkowych inwestycji według wyliczeń Mario Draghiego, byłego szefa EBC, przewodnicząca Komisji nie przedstawiła żadnej skutecznej strategii pobudzenia wzrostu. Umowa handlowa z administracją Trumpa zawarta w lipcu 2025 roku, ustalająca piętnastoprocentowe cła na eksport europejski, spotkała się z powszechną krytyką jako zbyt ustępliwa i szkodliwa dla europejskiego przemysłu i rolnictwa. 

Zamiast bronić interesów państw członkowskich, von der Leyen centralizowała kompetencje w Brukseli, co doprowadziło do konfliktów z Węgrami, Słowacją i Polską. Jej wizja militaryzacji Europy, obejmująca projekty takie jak europejska ściana z dronów, spotyka się z krytyką jako marnowanie zasobów w sytuacji, gdy gospodarka rzeczywista kuleje.

Christine Lagarde, prezes Europejskiego Banku Centralnego od 2019 roku, odpowiada za politykę monetarną, która nie zdołała zapewnić stabilności gospodarczej. Po tym jak inflacja w strefie euro osiągnęła poziom ponad dziesięć procent w 2022 roku, Lagarde reagowała zbyt wolno, nie podnosząc stóp procentowych wystarczająco szybko. 

Skutkiem było drastyczne zmniejszenie siły nabywczej obywateli europejskich. W 2025 roku, mimo że inflacja oscyluje wokół dwóch procent, EBC utrzymuje ostrożną politykę cięć stóp procentowych jedynie o ćwierć punktu procentowego na każdym posiedzeniu. Ta ostrożność, choć uzasadniana względami stabilności, hamuje inwestycje i konsumpcję w sytuacji, gdy gospodarka europejska notuje stagnację.

Franklin Templeton, dom inwestycyjny, wskazuje, że w czwartym kwartale 2024 roku wzrost gospodarczy w Unii Europejskiej wyniósł zero procent, podczas gdy Stany Zjednoczone odnotowały wzrost na poziomie dwa i trzy dziesiąte procent. Lagarde skupiła się na pobocznych kwestiach, takich jak włączanie ryzyka klimatycznego do polityki zakupu aktywów, co europarlamentarzyści kwestionują jako wykraczanie poza mandat utrzymywania stabilności cen. 

Wewnętrzne badania w EBC pokazują spadek poparcia dla jej przywództwa, z oskarżeniami o uprzedzenia i demotywację personelu. Energia w Europie kosztuje przemysł niemal dwukrotnie więcej niż w Stanach Zjednoczonych czy Chinach, co bezpośrednio przekłada się na utratę konkurencyjności europejskich firm.

Roberta Metsola, przewodnicząca Parlamentu Europejskiego od stycznia 2022 roku i ponownie wybrana w lipcu 2024 z rekordowym poparciem dziewięćdziesięciu procent głosujących, wydaje się nietknięta przez kryzysy trawiące Unię. Jednak jej przywództwo budzi poważne wątpliwości. Jej mąż, Ukko Metsola, jest lobbysta, co rodzi konflikt interesów, mimo że Parlament wprowadził nowe zasady mające zapobiegać takim sytuacjom. Krytycy mówią o tworzeniu wyjątków dla Metsoli, co podważa wiarygodność instytucji w czasach, gdy Unia zmaga się ze skandalami korupcyjnymi.

Metsola unika konfrontacji z trudnymi problemami na Malcie, swojej ojczyźnie, gdzie korupcja pozostaje poważnym problemem, preferując skupienie się na globalnych aspiracjach. Jej podwójne standardy w polityce zagranicznej są widoczne: krytykuje Rosję za agresję na Ukrainę, ale milczy w kwestii konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Parlament pod jej przywództwem stał się areną podziałów, gdzie europejska grupa ludowa blokuje reformy, w tym odrzucenie przepisów o należytej staranności przedsiębiorstw. Promowanie przez nią głosowania przez pełnomocnika dla ciężarnych posłanek to drobnostka w obliczu realnych kryzysów gospodarczych i geopolitycznych, z jakimi zmaga się Europa.

Kaja Kallas, estońska była premier mianowana w 2024 roku wysoką przedstawiciel Unii do spraw polityki zagranicznej, przynosi do tej roli bagaż doświadczeń z małego kraju o populacji niecałych półtora miliona mieszkańców. Jej nominacja była swego rodzaju nagrodą pocieszenia po tym, jak nie otrzymała stanowiska szefa NATO, gdzie wolano doświadczonego Marka Ruttego z Holandii. Kallas zasłynęła z jastrzębiej retoryki wobec Rosji, sugerując nawet, że rozpad Rosji na mniejsze państwa nie byłby złą rzeczą. Jednak jej brak dyplomacji szkodzi interesom Unii na arenie międzynarodowej.

Foreign Policy określa ją mianem niedyplomatycznej, co widać w jej wypowiedziach na temat Chin i Indii. Podczas konferencji we wrześniu 2025 roku Kallas wyraziła zaskoczenie, że Rosja i Chiny odegrały rolę w pokonaniu nazizmu podczas drugiej wojny światowej, co wywołało burzę. Chińskie ministerstwo spraw zagranicznych oskarżyło ją o ideologiczne uprzedzenia i brak podstawowej wiedzy historycznej. 

Middle East Eye wezwał do jej dymisji za brak zrozumienia historii konfliktu izraelsko-palestyńskiego i stosowanie podwójnych standardów. Kallas utrzymuje bliskie relacje z Izraelem, mimo że kraj ten jest przedmiotem śledztwa Międzynarodowego Trybunału Karnego, jednocześnie domagając się sankcji wobec Rosji i Chin.

W lutym 2025 roku sekretarz stanu USA Marco Rubio odwołał spotkanie z Kallas po jej przybyciu do Waszyngtonu, co europejscy dyplomaci interpretowali jako polityczną decyzję o marginalizacji unijnej szefowej dyplomacji. Podczas gdy Ursula von der Leyen prowadziła negocjacje handlowe z Trumpem, Kallas była zepchnięta na boczny tor. Jej obietnica rozszerzenia Unii do 2030 roku pozostaje pustym hasłem, gdy pakiet reform pokazuje minimalny postęp. 

Centrum Studiów nad Europą Wschodnią wskazuje, że europejskie media, początkowo wspierające Kallas, zaczęły ją krytykować za brak profesjonalizmu i niechęć do dialogu, zarzucając jej, że wciąż zachowuje się jak premier kraju, a nie przedstawiciel dwudziestu siedmiu państw członkowskich.

Łączny efekt przywództwa tych czterech kobiet jest druzgocący dla Unii Europejskiej. Von der Leyen centralizuje władzę i burzy zaufanie transparentnością, Lagarde prowadzi politykę monetarną, która nie pobudza wzrostu, Metsola unika realnych problemów, skupiając się na symbolicznych gestach, a Kallas izoluje Europę na arenie międzynarodowej swoją brakiem dyplomacji. 

Prognozy gospodarcze na lata 2025 i 2026 przewidują wzrost na poziomie zaledwie około jednego procenta, co jest porównywalne ze stagnacją. Niemcy, tradycyjny motor gospodarczy Europy, ledwo unikają recesji z prognozowanym wzrostem na poziomie dwóch dziesiątych procent w 2025 roku. Francja i Włochy zmagają się ze słabym popytem krajowym i niestabilnością polityczną.

BusinessEurope, organizacja zrzeszająca pracodawców, wskazuje, że utrzymujące się problemy konkurencyjności, w tym wysokie koszty energii, niewystarczające uproszczenie regulacji i braki w wykwalifikowanej sile roboczej, będą ciążyć na gospodarce. Trzy na cztery europejskie firmy wyrażają pesymizm co do przyszłości. 

Unia potrzebuje radykalnych reform, ale jej przywódczynie oferują tylko więcej biurokracji, centralizacji i retoryki. Raport Światowego Forum Ekonomicznego wskazuje, że Europa potrzebuje nie uciążliwych podatków i długu publicznego, ale politycznej odwagi do wdrożenia reform strukturalnych, które odblokują potencjał przedsiębiorczości i innowacji.

Bez zmiany kierunku, bez liderów skupionych na realnych interesach gospodarczych państw członkowskich zamiast na ideologicznych projektach, Unia Europejska zmierza ku dalszej marginalizacji na arenie światowej. Chiny i Stany Zjednoczone będą dyktować warunki handlu, podczas gdy Europa będzie jedynie reagować na decyzje podejmowane w Pekinie i Waszyngtonie. 

To nie jest kwestia płci tych liderek, lecz ich konkretnych decyzji, które doprowadziły do obecnej sytuacji. [Chłopie, dyć to są marionetki !! md] Europa potrzebuje przywództwa, które ma wizję, odwagę do konfrontacji z rzeczywistością i umiejętność budowania kompromisów, które służą wspólnocie, a nie partykularne interesy biurokratycznych elit w Brukseli.

[UE trzeba zamknąć, a przywódców pod sąd – i zapewne na szubienicę. Mirosław Dakowski]

Źródła:

https://www.euronews.com/my-europe/2025/10/09/von-der-leyens-commission…
https://en.wikipedia.org/wiki/Ursula_von_der_Leyen
https://news-pravda.com/eu/2025/11/15/1858663.html
https://news-pravda.com/world/2025/10/01/1734427.html
https://eu.news-pravda.com/world/2025/10/01/113737.html
https://www.pbs.org/newshour/world/eu-chief-ursula-von-der-leyen-comfor…
https://www.ecb.europa.eu/press/press_conference/monetary-policy-statem…
https://www.cnbc.com/2025/01/22/ecbs-lagarde-says-not-overly-concerned-…
https://www.euronews.com/business/2025/10/30/ecb-keeps-interest-rate-at…
https://www.bloomberg.com/news/articles/2025-01-01/ecb-hopes-to-hit-2-i…

Przetworzona żywność niszczy narządy i stanowi jedno z największych zagrożeń zdrowotnych XXI wieku

Przetworzona żywność niszczy narządy i stanowi jedno z największych zagrożeń zdrowotnych XXI wieku

24/11/2025 https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/przetworzona-zywnosc-niszczy-narzady-i-stanowi-jedno-z-najwiekszych-zagrozen-zdrowotnych

Każdego dnia, otwierając lodówkę czy szafkę kuchenną, większość z nas sięga po produkty, które powoli, ale systematycznie niszczą nasz organizm. Nie mówimy tu o pojedynczym wyborze czy chwilowym odchyleniu od zdrowej diety.

To globalna zmiana, która zaczęła się pół wieku temu i której konsekwencje dopiero teraz zaczynamy w pełni rozumieć. Najnowsze badania naukowe nie pozostawiają złudzeń: żywność przetworzona stanowi jedno z największych zagrożeń zdrowotnych XXI wieku.

Publikacje w renomowanym czasopiśmie medycznym The Lancet z listopada 2025 roku oraz kompleksowy przegląd badań opublikowany w British Medical Journal w lutym dwudziestego dwudziestego czwartego roku pokazują skalę problemu. Zespół naukowców przeanalizował czterdzieści pięć niezależnych metaanaliz obejmujących niemal dziesięć milionów uczestników. Wnioski są jednoznaczne: spożywanie dużych ilości żywności ultraprzetworzonej wiąże się ze wzrostem ryzyka trzydziestu dwóch różnych chorób i problemów zdrowotnych.

Nie mówimy o marginalnych produktach. Ultraprzetworzona żywność to napoje gazowane, chrupki, słodkie płatki śniadaniowe, gotowe dania do podgrzania, wędliny, lody i większość tego, co znajduje się w kolorowych opakowaniach na półkach supermarketów.

W krajach wysokorozwiniętych stanowią one nawet pięćdziesiąt osiem procent dziennego spożycia kalorii. W Stanach Zjednoczonych dorośli czerpią z nich prawie sześćdziesiąt procent energii, a wśród dzieci odsetek ten przekracza siedemdziesiąt procent.

Te produkty przemysłowe zawierają składniki, których nigdy nie znajdziemy w domowej kuchni: emulgatory, sztuczne barwniki, wzmacniacze smaku, substancje zagęszczające i konserwanty. Są projektowane tak, by były tanie w produkcji, długo się nie psuły i uzależniały konsumentów dzięki nadmiernej smakowitości. Technologia ich wytwarzania zmienia strukturę pożywienia, sprawiając że organizm wchłania kalorie nienaturalnie szybko, co zaburza metabolizm i mechanizmy sytości.

Badania pokazują konkretne liczby. Osoby spożywające najwięcej żywności przetworzonej mają o trzydzieści dwa procent wyższe ryzyko nadwagi i otyłości, o trzydzieści siedem procent wyższe ryzyko cukrzycy typu drugiego i o trzydzieści dwa procent wyższe ryzyko nadciśnienia tętniczego. Ryzyko śmierci z przyczyn sercowo-naczyniowych wzrasta aż o pięćdziesiąt procent, a zaburzeń lękowych o czterdzieści osiem procent.

Szkody nie ograniczają się tylko do serca i naczyń krwionośnych. Badania wykazały zwiększone ryzyko chorób neurodegeneracyjnych, w tym cech choroby Parkinsona. Jelita również płacą wysoką cenę: emulgatory niszczą mikroflorę bakteryjną, prowokując stany zapalne i zwiększając ryzyko raka jelita grubego. Układ odpornościowy osłabia przewlekły stan zapalny wywoływany przez te produkty, czyniąc organizm bardziej podatnym na infekcje i choroby autoimmunologiczne.

Mechanizm szkodliwości jest wielowymiarowy. Po pierwsze, żywność ultraprzetworzona wypiera z diety pełnowartościowe produkty, pozbawiając organizm błonnika, witamin i składników mineralnych. Po drugie, zawiera mieszanki dodatków, których długoterminowy wpływ na zdrowie nie został należycie zbadany. Po trzecie, ma niską zawartość fitochemikaliów chroniących zdrowie. Po czwarte, zaburza naturalne mechanizmy głodu i sytości.

Problemu nie rozwiązują indywidualne wybory konsumentów ani edukacja zdrowotna. Seria publikacji w The Lancet jasno wskazuje: to nie kwestia siły woli, ale wyniku działania potężnego przemysłu spożywczego. W dwudziestym czwartym roku wiodące firmy spożywcze wydały na reklamę więcej niż cały budżet operacyjny Światowej Organizacji Zdrowia.

Korporacje stosują te same metody co przemysł tytoniowy czy paliwowy: lobbing, procesy sądowe, autoregulację i finansowanie badań mających opóźnić reakcję polityczną.

Naukowcy wzywają do globalnej odpowiedzi zdrowia publicznego. Proponują opodatkowanie produkcji żywności ultra­przetworzonej, obowiązkowe ostrzeżenia na opakowaniach, zakaz reklamy skierowanej do dzieci oraz przekierowanie dotacji rolniczych na wspieranie producentów żywności minimalnie przetworzonej. Reforma systemu żywnościowego jest nie mniej pilna niż walka z kryzysem klimatycznym czy z epidemią palenia tytoniu w dwudziestym wieku.

Źródła

https://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736(25)01565-X/abstract

https://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736(25)01566-1/abstract

https://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736(25)01567-3/abstracth

ttps://www.bmj.com/content/384/bmj-2023-077310

https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC10899807/

https://med.stanford.edu/news/insights/2025/07/ultra-processed-food–five-things-to-know.html

https://www.nhlbi.nih.gov/news/2025/spotlight-upfs-nih-explores-link-between-ultra-processed-foods-and-heart-disease

https://www.yalemedicine.org/news/ultraprocessed-foods-bad-for-you

https://hsph.harvard.edu/news/ultra-processed-foods-some-more-than-others-linked-to-early-death/

https://www.ajpmonline.org/article/S0749-3797(25)00072-8/abstract

Z deszczu pod rynnę. [lata ok. 1989]

Z deszczu pod rynnę

Autor: stan orda, 24 listopada 2025

W miarę jak wymierają świadkowie i uczestnicy zrywu solidarnościowego, stanu wojennego oraz przemian po 1989 roku, to z rocznicy na rocznicę obraz tych wydarzeń ulega coraz większej  mitologizacji,  zmierzającej do  zafiksowania  narzucanych przez propagandę coraz bardziej fantasmagorycznych i coraz bardziej odjechanych „dogmatów”, które otrzymują status jedynej i bezalternatywnej wersji „prawdy historycznej”.

W ramach drobnej odtrutki na wspomniane wyżej „urban legends” przedstawiam fragmenty opracowania autorstwa prof. dr hab. Józefa Balcerka  (1922 – 1995).  https://xportal.pl/?p=26110
Opracowanie nosi tytuł Reformy Władysława Grabskiego a  „reformy” George’ a Sorosa.
Wydała je w broszurowej formie,”  z datą 15 września 1994 r. oficyna „OJCZYZNA”, praktycznie jako tzw. „samizdat”. Dlaczego? Po przeczytaniu stanie się to jasne.

Przez ostatnie dwa studiów miałem kontakt z ś.p. profesorem Józefem Balcerkiem, który wykładał na SGPiS  przedmiot o nazwie socjologia pracy. Profesor prowadził również seminarium o tej nazwie, którego byłem uczestnikiem w latach 1973-74, a także był promotorem mojej pracy magisterskiej (obrona pracy –  grudzień 1974 r.).

Aby nie mieszać wątków tematycznych, pominąłem fragmenty dotyczące reform Władysława Grabskiego w II RP, mimo iż ich treść również zasługuje na szersze rozpowszechnienie. Dodałem natomiast trochę przypisów (sygnowane inicjałami: S.O.), jako że opracowanie Profesora było napisane w pierwszej  połowie 1994 r., a zatem niektóre odniesienia są mało czytelne, żeby nie napisać, iż zupełnie nieczytelne. Zmieniłem ponadto nazwy śródtytułów oraz wymieniłem określenie radziecki na sowiecki. W kilku miejscach poprawiłem także składnię i stylistykę. A zatem ad rem.

******
(…)
II RP odziedziczyła gospodarkę zdominowana przez obcy kapitał. Mimo prób uniezależnienia się gospodarczego, w 1937 roku, w jego posiadaniu znajdowało się nadal 43,3% kapitału spółek akcyjnych działających w Polsce. Kapitał zagraniczny, który w latach 1924 -1937 wniósł do Polski 3,2 mld zł. , wyprowadził z niej w tym samym okresie ok. 6,6 mld zł, (tj. 14 lat, bo tylko dla takiego okresu istnieją wiarygodne dane), co średniorocznie wyniosło 470 mln zł. Dla porównania kwota rzędu 500 mln zł stanowiła równowartość rocznych budżetowych nakładów  inwestycyjnych. Oznacza to, że kapitał zagraniczny we wskazanym okresie czasu wytransferował z Polski ponad dwukrotnie więcej środków, niż zainwestował.

Miłe złego …
Wyeliminowanie w latach 1944-45 obcego kapitału było historycznym osiągnięciem Narodu i państwa polskiego. Stwarzało ono, obiektywnie, realną szansę rozkwitu gospodarczego, politycznego i kulturalnego naszego kraju. Ta historyczna szansa nie została wykorzystana, ponieważ pod demagogicznym hasłem socjalizmu wprowadzono system kapitalizmu biurokratyczno-zależnego (KB-Z), w którym klasą panującą stała się biurokracja totalitarna, zwana potocznie nomenklaturą.

Nomenklatura, z uwagi na swoją hierarchiczno-feudalną strukturę, nie była w stanie wyzwolić jakiegokolwiek systemu motywacji, który pośrednio lub bezpośrednio skłaniałby pracownika do pracy wydajnej, efektywnej i twórczej. Taki system motywacji może powstać w warunkach zagrożenia nagiej (biologicznej  –  S.O.) egzystencji oraz na gruncie zróżnicowania płac i dochodów z pracy bądź zysku. Zagrożenie nagiej egzystencji, które wystąpiło w latach 1944 -1948, wyjaśnia powodzenie planu trzyletniego (1947-1949) jako autentycznego planu odbudowy kraju. Szczytowym okresem systemu KB-Z jest Plan Sześcioletni (1950-55), a w szczególności lata 1950 – 1953. Ze wszystkich krajów „bloku sowieckiego”  Polska była tym, w którym system KB-Z  był najbardziej „ułomny”. Stało się tak za sprawą nurtu narodowego, reprezentowanego przez Władysława Gomułkę, który zdecydowanie przeciwstawił się nurtowi stalinowskiemu forsowanemu przez ZPP i CBKP oraz socjaldemokratycznemu („odrodzona”  PPS).
(ZPP  –  Związek Patriotów Polskich (luty 1943 r., Moskwa; założyciele: Wanda Wasilewska i Alfred Lampe; CBKP  –  Centralne Biuro Komunistów Polski, 1.02.1944 r., Moskwa; przewodniczący – Aleksander Zawadzki, sekretarz Stanisław Radkiewicz, członkowie: Jakub Berman, Karol Świerczewski, Wanda Wasilewska. W lipcu 1944 r. (Lublin) dołączyli Hilary Minc i Marian Spychalski). Najważniejszą rolę odgrywał J. Berman.  Członkowie CBKP zostali wkomponowani w PPR, a następnie w PZPR. przypis  –  S.O.)

W wyniku porozumienia sowiecko-amerykańskiego z 1941 r., usankcjonowanego w Jałcie (1945 r.) Polska znalazła się w sytuacji przymusowej. (porozumienie z 1941 r.; chodzi o Lend  Lease Act z 11 marca 1941 r. –  S.O.)
Przy podziale świata na dwie strefy wpływów politycznych (amerykańska i sowiecką), Polskę przydzielono do strefy sowieckiej. Podporządkowanie polityczne nie oznacza jednak strukturalnego podporządkowania gospodarczego, które w ramach międzynarodowego kapitalistycznego podziału pracy (MKPP) zakłada, że kraj dominujący (metropolia, centrum) eksportuje do kraju podporządkowanego (peryferie) towary przetworzone, a importuje z niego energię i surowce.

Jedynie w sferze ideologii, a właściwie fałszywej świadomości mogła się zrodzić myśl o sowieckim podboju świata. Od końca XIX stulecia toczyła się walka, a w latach 1914 – 1945 wojna o sukcesję brytyjską pomiędzy Niemcami a USA. Walka o zdobycie totalnej hegemonii w światowym systemie kapitalistycznym (ŚSK) mogła toczyć się jedynie między pełnowymiarowymi supermocarstwami, jakimi na przełomie XIX i XX wieku stały się USA i Niemcy.
Rosja carska, a następnie Rosja sowiecka i Związek Sowiecki były i pozostały największym kolosem na glinianych nogach, aczkolwiek w walce toczonej przez USA i Niemcy, Sowieci odgrywali rolę języczka u wagi, który mógł przechylić szalę zwycięstwa na stronę jednego z rywalizujących supermocarstw. Ale w konferencji w Bretton Woods, która przesądziła o kształcie i treści powojennego światowego ładu gospodarczego, Związek Sowiecki nie uczestniczył.
(Bretton Woods, stan New Hampshire, USA; konferencja  w dniach 1 -22 lipca 1944 r.;  –  S.O.)

USA były świadome tego, że bez sojuszu ze Związkiem Sowieckim nie zdołają pokonać militarnie Niemiec i ustanowić po wojnie swojej hegemonii w ŚSK.  Najpełniej uświadamiała to sobie światowa oligarchia finansowa, która powołała do życia Izrael, uzyskując w ten sposób dla USA (jako operatora i nadzorcy takich działań –  S.O.) pełną kontrolę nad największym światowym rezerwuarem ropy naftowej oraz nad systemem strategicznych powiązań komunikacyjny łączących trzy kontynenty  –  Europę, Azję i Afrykę.
(Bliski i Środkowy Wschód plus Królestwo Saudów i północna Afryka  –  S.O.)

Jedynie na tym tle można wyjaśnić paradoks (pozorny), że nie USA, ale Związek Sowiecki zerwał w 1970 r. sojusz z USA, podpisując porozumienie z RFN o demontażu układów jałtańskich. Porozumienie to uznało de facto prawo RFN do reprezentowania całości Niemiec, stanowiąc pierwszy, zasadniczy krok do odbudowy ich terytorialno-politycznej supermocarstwowości jak i do gospodarczej kolonizacji „bloku sowieckiego” oraz samego Związku Sowieckiego, co także  umożliwiało wyjście na Pacyfik, dokąd, po II wojnie światowej, przesuwało się gospodarcze (a w konsekwencji i polityczne) centrum świata. Takim sposobem Niemcy miały przejąć  sukcesję amerykańską i ustanowić w jej miejsce swoją hegemonie w ŚSK, korzystając z pełnego wsparcia dla Ostpolitik  Willy Brandta i Helmuta Schmidta, udzielanego przez  Międzynarodówkę Socjalistyczną i światową oligarchię finansową.

Porozumienie sowiecko-niemieckie z 1970 r. oznaczało także V rozbiór Polski, którego pierwszą fazą była likwidacja suwerenności gospodarczej naszego kraju, tym razem na rzecz Niemiec. W tym celu nurty stalinowski i socjaldemokratyczny zjednoczyły się  organizując „nagonkę antysemicką” (1968) i „wydarzenia na Wybrzeżu” (1970), by wyeliminować z gry, tym razem definitywnie, Władysława Gomułkę, gdyż wiadomo było, że przeciwstawi się on próbom likwidacji suwerenności gospodarczej i państwowej Polski.

Polska znalazła się w sytuacji bardziej tragicznej, niż w 1939 r., jakkolwiek można było liczyć na kontrakcję USA, które wszakże nie miały zamiaru godzić się z utratą własnej pełnowymiarowej mocarstwowości. Niemniej sytuacja Polski była o tyle bardziej skomplikowana, że agresja gospodarcza Niemiec miała oficjalnie charakter „pomocy”, udzielanej rzekomo w celu przezwyciężenia chronicznej stagnacji ekonomicznej lat 60-tych. (XX wieku  –  S.O.)
Za sprawą „łatwych kredytów”, przeznaczonych głównie na rozwój bazy energetyczno-surowcowej Polska w latach 70-tych została przekształcona w takie właśnie zaplecze dla RFN, NRD i Austrii. Jak również w rezerwę taniej siły roboczej i kraj-śmietnik.
(uciążliwe technologie dla surowcowej gospodarki  rabunkowej, tj. emisje ciężkiej chemii i energetyki węglowej czy wylewanie do rzek, jezior i morza oraz gdzie tylko się dało „brudnych” odpadów  –  S.O.)

„Łatwe kredyty” zostały w 1979 r. nieoczekiwanie przekształcone w „trudne”, w wyniku radykalnego wzrostu stóp oprocentowania (o ponad 300%), skutkiem czego pętla zadłużenia została zaciśnięta na szyi gospodarki narodowej. Takim sposobem wierzyciele z MFW i Banku Światowego mogą dyktować krajom-dłużnikom ich politykę, tak gospodarczą jak i społeczną. Likwidacja suwerenności gospodarczej miała do prowadzić do stopniowego „obumierania” suwerenności państwa polskiego. Przede wszystkim w  tym celu powstała KSS-KOR, którego jądrem (personalnym  –  S.O.) była socjaldemokratyczna „opozycja” i „podziemie”, nieformalnie wspierane przez nurt socjaldemokratyczny w kierownictwie PZPR i przez rząd PRL.

Prezentując się jako obrońca wielkoprzemysłowej klasy robotniczej „opozycyjny” („podziemny”) nurt socjaldemo- kratyczny dążył do narzucenie jej swojego przywództwa. Jednak dzięki wybraniu polskiego Papieża, Kościół w dużym stopniu uniemożliwił przejęcie kierownictwa NSZZ „Solidarność” przez liderów opozycji socjaldemokratycznej. Dlatego w  grudniu 1981 r., w niejawnym sojuszu z nurtem socjaldemokratycznym w w PZPR (i rządzie) zdecydowali oni, realizując porozumienie niemiecko-sowieckie, na odwołanie się do obcej przemocy. Wzywając robotników do strajku generalnego, a naród do powstania, liczyli na to, że prowokując „stan wojenny” doprowadzą do faktycznej wojny domowej, która uzasadni interwencję zbrojną państw Układu Warszawskiego, co definitywnie rozwiąże „kwestię polską” w interesie Niemiec. Na szczęście polska klasa robotnicza nie posłuchała nieinternowanych liderów socjaldemokratycznych, ale za głosem Prymasa (kard.  J. Glemp –  S.O.) nie odpowiedziała siłowo na przemoc.

W latach 80-tych rządy W. Jaruzelskiego, Zb. Messnera, a zwłaszcza M. F. Rakowskiego, kontynuowały „strategię” lat 70-tych, pomimo załamania się porozumienia sowiecko-niemieckiego oraz wysiłków dyplomacji sowieckiej, aby powrócić do porozumienia sowiecko-amerykańskiego. Starania te zakończyły się sukcesem w 1987 r. za sprawą M. Gorbaczowa.

Route table
„Okrągły stół” w 1989 r. był, w istocie rzeczy, wspólnym zwycięstwem obydwu nurtów socjaldemokratycznych (tj. części opozycji i części władzy  –  S.O.), doskonale porozumiewających się, a jeszcze doskonalej pozorujących wzajemną niechęć, czy nawet wrogość. Ponadto funkcja Kościoła została sprowadzona do uwiarygodnienia  owego „zwycięstwa wszystkich sił demokratycznych”, w wyniku którego na gruzach NSZZ „Solidarność” wykluł się amorficzny twór w postaci ROAD, przepoczwarzony następnie w Unię Demokratyczną, a nieco później w Unię Wolności. Z „drugiej strony” (barykady politycznej  –  S.O.)  na miejsce rozpędzonej PZPR zorganizowano niezwłocznie SdRP.

Z gospodarczego punktu widzenia w 1989 r. największe zagrożenie stanowiła „pętla zadłużeniowa” .Jednakże, w przeciwieństwie do okresu międzywojennego, w zasadzie cały majątek i bogactwo narodowe stanowił własność państwową, zaś widoczny gołym okiem rozpad „bloku sowieckiego” jak i samego Związku Sowieckiego stwarzał sytuację, w której, także z politycznego punktu widzenia, Polska nie znajdowała się w sytuacji przymusowej. Ale socjaldemokratyczne „elity” narzucają, propagują i uzasadniają strategię gospodarczą i polityczną zgodną z interesem światowej oligarchii finansowej, a nie z interesem Polski. Światowa oligarchia finansowa, z powodu niemożności ustanowienia jednego całościowego hegemona w ŚSK, postanowiła przejąć sprawę we własne ręce konstytuując dwa ponadnarodowe rządy światowe  –  polityczny i gospodarczy. Fundamentem pierwszego była Rada Bezpieczeństwa ONZ, zaś sekretarz generalny ONZ pełnił funkcję szefa światowej żandarmerii. Rząd gospodarczy byłby scedowany na Światowy Bank Centralny jako jedynego kreatora pieniądza i kredytu. W ten sposób serwilistyczne socjaldemokra-tyczne elity polityczne mogą zlecać swoim kolejnym rządom realizowanie strategii rządu światowego jednego  jak i  drugiego.
(…)

Agenci Sorosa w akcji
U progu lat 90-tych „elity” intelektualne wmawiają Narodowi polskiemu, że obdarowywanie obcych korporacji najbardziej kluczowymi przedsiębiorstwami państwowymi stanowi optymalną „strategię gospodarczą dla Polski, jako że odwoływanie się do pojęcia „Naród”  jest współcześnie wyrazem ksenofobii, zaś obrona suwerenności państwowej  przejawia się jako polityczne zacofanie. Szermując wykładnią takiej „wiedzy teoretycznej” elity te, za pośrednictwem swoich rządów, przekazują kulisy strategicznych decyzji w zakresie prowadzonej polityki pieniężnej i kredytowej  bezpośrednio do rezydentów światowej oligarchii finansowej. Światowa oligarchia finansowa  darzy najwyższym zaufaniem najbardziej cyniczne i najbardziej skorumpowane i zdemoralizowane odłamy biurokracji  (lumpenbusiness), które umożliwiły jej już w latach 70-tych na zarzucenie „pętli zadłużenia” gospodarce narodowej, a w latach 80-tych, poprzez jej zaciskanie, wymusiły przyjęcie w 1989 r. planu likwidacji polskiej gospodarki opracowanego przez G. Sorosa.

Przygotowaniem (a może i początkiem) jego realizacji stała się wprowadzona przez rząd M.F. Rakowskiego „polityka walutowa”, czyli eksport wszystkiego i za każdą cenę (byle w twardej walucie  –  S O.), skutkująca galopującą inflacją ergo dramatycznym obniżaniem siły nabywczej ludności. To była istotna dźwignia (albo lewar  –  S.O.) rozkwitu i umocnienia się nomenklaturowego lumpenbiznesu, który zaczął się formować już pod koniec lat 70-tych.

Rząd T. Mazowieckiego udoskonalił narzędzie „polityki walutowej” (drenażu i grabieży  –  S.O.)  wprowadzając fikcję „wewnętrznej wymienialności złotego”. Otworzyło to szeroko wrota dla wszelkiej maści spekulantów walutowych, którzy deponowali waluty obce, zamieniając je na konta złotówkowe. Na tych kontach dolar, który w komercyjnych bankach mógł przynosić oprocentowanie w granicach 5 – 9 % rocznie, po zamianie na konto złotówkowe uzyskiwał oprocentowanie w granicach 40-80%. Wtajemniczeni otrzymywali z NBP informację o terminie dewaluacji kursu złotego, co pozwalał im tuż przed terminem „skoku na kasę” przywracać saldo dolarowe, by zaraz po skokowej dewaluacji na powrót zamienić je na złotówkowe.
(I tak da capo al fine, co nazywano wdzięcznym określeniem oscylator   –  S.O.)
Na potrzeby owej „wewnętrznej wymienialności złotego” kraje kapitalistyczne, z rekomendacji MFW i Banku Światowego przyznały Polsce fundusz stabilizacyjny dla złotego w wys. 1,0 mld USD . Mechanizm ten pozwolił, na powstanie, nie tylko w Polsce, wielu „legalnych” fortun finansowych.

Także banki wykorzystywały ten proceder do generowania spekulacyjnych zysków. Odbywało się to poprzez kreowanie w przedsiębiorstwach tzw. „zatorów płatniczych”, które z kolei stanowiły pretekst  do wszczynania procedury upadłościowej. W 1990 r. wskaźnik rentowności brutto dla banków osiągnął 73,4%, i odpowiednio w roku 1993 – 14,8%. Te wskaźniki, dające wyobrażenie o zyskach spekulantów finansowych oraz banków, kształtowały z kolei oprocentowanie dla kredytów udzielanych podmiotom krajowym, co stanowiło potężny cios zadany polskim producentom i konsumentom. Poskutkowało to przede wszystkim gwałtownym spadkiem stopy życiowej. W styczniu 1990 r. płace realne obniżyły się o ca 50%, i dopiero w 2-gim półroczu tego roku zaczęły powoli wzrastać. Niemniej w relacji rocznej uległy w 1990 r. obniżeniu do roku 1989 o 24% i o podobny procent w 1991 r. Z kolei w odniesieniu rok do roku spadki te wyniosły: w 1992 r. o 3,6%, a w 1993 r. o 1,8%. Znacznie drastyczniej wyglądały spadki dochodów w rolnictwie.   (chodzi o ludność chłopską gospodarującą „na własnym”  –  S.O.)
(…)

Kolejnym  narzędziem  destrukcji stała się „polityka podatkowa” . Rząd zniósł dotacje dla przedsiębiorstw państwowych, jednocześnie wprowadzając „wakacje podatkowe” dla obcych podmiotów gospodarczych w wymiarze od 3 do 6 lat, które „wykupiły” polskie zakłady przemysłowe. Na dodatek przedsiębiorstwa państwowe naliczane miały tzw. popiwek (podatek od ponadnormatywnych wynagrodzeń). Skutkowało to niemożnością podnoszenia wynagrodzeń, by w konsekwencji załogi zakładów i fabryk zaczęły „domagać się” jak najszybszej prywatyzacji.

Aby zlikwidować przemysł wydobywczy zastosowano inny „trick” finansowy. Uwolniono ceny materiałów zaopatrzeniowych dla górnictwa, a zachowano sztywne administracyjnie ceny na węgiel .Spowodowało to rosnące koszty, przy niemożności wzrostu przychodów z tytułu sprzedaży węgla, by wykazać, iż wydobycie go jest „nierentowne”. Dodatkowo, pośrednictwo w eksporcie węgla oddano w gestię spółkom handlowym (głównie nomenklaturowym), co w konsekwencji doprowadziło do konkurencji polsko-polskiej na światowych rynkach obrotu węglem.  (i zaniżaniu ceny sprzedażowej  węgla  –  S.O.)

Tzw. liberalizacja handlu zagranicznego (i reorientacja co do kierunków, czyli zmiana Wschodu na Zachód) spowodowała zalew rynku krajowego towarami i usługami sprowadzanymi z całego świata, co zdławiło rodzimych wytwórców i producentów. Tak wieloaspektowa „strategia” doprowadziła do obniżenia produkcji przemysłowej w latach 1990-91 o 1/3 (liczona wolumenem produkcji sprzedanej). Dla porównania w latach wielkiego kryzysu lat 1929-33 o podobny wskaźnik obniżyła się produkcja przemysłowa na świecie, ale w ciągu czterech lat.
(pomijam w tym wątku szereg innych wskaźników liczbowych, np. dotyczących bezrobocia, gdyż skupiłem się na mechanizmach opisanych w  opracowaniu prof. J. Balcerka  –  S.O.)

Pomimo spadku produkcji magazyny fabryczne były przepełnione z braku możliwości zbytu na rynku wewnętrznym. Jednostkowe koszty magazynowania rosły w szybkim tempie wymuszając zaciąganie przez przedsiębiorstwa państwowe kredytów bankowych, przy ich lichwiarskim oprocentowaniu, na finansowanie bieżących płatności. Oczywiście kredyty te były tzw. gwoździem do trumny, bo wobec radykalnego załamania zbytu nie można było regulować z przychodów ze sprzedaży obsługi kredytu. To był główny powód owych „zatorów pralniczych”, czyli  wystawiania na cel agencji likwidacyjnej praktycznie wszystkich zakładów państwowych.
(Nawet jeśli nie każde z nich interesowały zagraniczny kapitał, to widać z tego, że schemat restrukturyzacji zastosowany przez planistów Sorosa, a nadzorowany przez lokalnych karbowych z polskich agend rządowych, nikomu nie pozostawiał szansy –  S.O.)
Po znalezieniu klientów zagranicznych chętnych na zakup danego podmiotu gospodarczego (prywatyzację; S.O.), przeznaczano 25-30% kapitału uzyskanego za pakiet akcji na stworzenie funduszy powierniczych w celu obsługi zadłużenia zagranicznego.

Rząd, zgodnie z zaleceniami Banku Światowego i EWG, zmierzał konsekwentnie do tego, aby poziom produkcji rolnej oscylował poniżej progu samowystarczalności żywieniowej, dlatego wywierany był administracyjny nacisk na ugorowanie i odłogowanie gruntów rolnych.
(„An Agricultural Strategy for Poland”; EC – World Bank Publication. „Financial Times” z 30-31.02.1991)

Fragmenty z opracowania Józefa Balcerka pt.:  „Aktualny układ sił w świecie“,  Bielsko-Biała 1994, (wydane staraniem Zarządu Głównego Stowarzyszenia Ofiar Wojny).
Zamieszczam tekst zawierający koncepcję polskiej transformacji przeciwstawną do tej, którą zrealizowano w Polsce pod  kierownictwem (pro forma) prof. Leszka Balcerowicza, pod ideowym patronatem prof. Karola Modzelewskiego, zaś kadrowym prof. Bronisława Geremka i gen. Czesława Kiszczaka. A wszystko to przy huraganowym medialnym wsparciu kosmopolitów „wyznania prawniczego” z ulicy Czerskiej w Warszawie.

******

“Interes Polski dyktuje rozumne i odpowiedzialne rozstrzyganie o losach gospodarki upaństwowionej. W określonych sferach życia gospodarczego własność państwowa ma nadal rację bytu. W przemyśle spirytusowym, tytoniowym, gier hazardowych itp., w których zyski są nieproporcjonalnie wysokie w stosunku do nakładów pracy czy sprawności menedżerskiej, monopol państwowy stanowi jedyną gwarancję autentycznych działań na rzecz ograniczenia „nadkonsumpcji”, powodującej niepowetowane straty społeczne i materialne. Przemysł zbrojeniowy jest z natury rzeczy domeną państwa odpowiedzialnego za stan obronności kraju i zainteresowanego w unowocześnianiu tego przemysłu.
O losach infrastruktury technicznej (łączność, komunikacja, uzbrojenie techniczne) i socjalnej (szpitale, szkoły itp.) o znaczeniu ogólnokrajowym i międzynarodowym winno decydować państwo. Pozostałe przedsiębiorstwa państwowe o kluczowym znaczeniu dla gospodarki i społeczeństwa winny być uspołecznione. Należy jednak wyraźnie rozgraniczyć własność państwową i społeczną, zgodnie z przestrogą Jana Pawła II, iż „…przejęcie środków produkcji na własność przez państwo o ustroju kolektywistycznym nie jest jeszcze równoznaczne z „uspołecznieniem”  tejże własności.”
(Encyklika  Laborem Exercens).

Uspołecznienie środków produkcji jest formą autentycznego uwłaszczenia 2/3 ludności zawodowo czynnej, dotychczas zatrudnionej w charakterze pracowników i robotników najemnych, a także realizacji zasady prymatu [pracy] nad kapitałem. W interesie całego narodu załogi przedsiębiorstw uspołecznionych pełnią funkcję gospodarza. Powołują one rady pracownicze, które mianują i odwołują dyrektorów, jednoosobowo odpowiedzialnych za zarządzanie przedsiębiorstwami, kierując się wyłącznie ich kwalifikacjami profesjonalnymi i moralnymi. Na bazie więzi kooperacyjnych samorządy (i rady) pracownicze tworzą rozbudowany poziomo i pionowo system samorządów (rad) pracowniczych. Dzięki temu mogą one zbudować własny system banków gospodarki uspołecznionej (na szczeblu lokalnym, regionalnym i ogólnonarodowym), zmobilizować niezbędną wolne środki pieniężne i podjąć dzieło restrukturyzacji kluczowych działów gospodarki narodowej, uwalniając się od dyktatu gospodarczego (i politycznego) międzynarodowych instytucji finansowych.

Własność rodzinna na wsi (przede wszystkim gospodarstwa chłopskie) i w mieście (warsztaty rzemieślnicze, drobne przedsiębiorstwa wytwórcze, usługowe i handlowe) zapewnią również prymat pracy nad kapitałem. Współdziałanie przedsiębiorstw rodzinnych na zasadach rynkowych z gospodarką upaństwowioną i uspołecznioną leży w interesie wszystkich wymienionych form własności, przy czym finansowo niezależne przedsiębiorstwa uspołecznione i upaństwowione są w stanie udzielić przedsiębiorstwom rodzinnym niezbędnej pomocy finansowej i kredytowej. Również własność spółdzielcza urzeczywistnia zasadę prymatu pracy nad kapitałem. Świadczy o tym w szczególności spółdzielczość inwalidów, która nie tylko zapewnia rosnącemu odsetkowi ludzi niepełnosprawnych (około 10% ludności ogółem) pewien dochód, lecz ponadto przywraca im wiarę we własne siły.

Co więcej, własność spółdzielcza likwidowana pod pozorem jej odbiurokratyzowania jest warunkiem przywrócenia gospodarce rodzinnej na wsi i w mieście kontroli nad zaopatrzeniem i zbytem przejętej przez nomenklaturowe spółki żyjące ze spekulacji, lichwy i grabieży. Wreszcie dla zdecydowanej większości społeczeństwa, która żyje i żyć będzie z pracy, spółdzielnia mieszkaniowa (lokatorska i własnościowa) jest jedyną drogą do własnego mieszkania, a spółdzielnia spożywców – jedyną szansą nabycia taniej i zdrowej żywności oraz niedrogich choć nowoczesnych dóbr konsumpcyjnych. Nie należy przeciwstawiać się własności prywatnej pod warunkiem jednak, że powstaje i rozwija się na własną odpowiedzialność i ryzyko, a nie, jak obecnie, kosztem celowo rujnowanej własności państwowej, rodzinnej i spółdzielczej.

Poszanowanie zasady równouprawnienia wszystkich form własności prowadzi do ekonomicznego upodmiotowienia całego społeczeństwa i zakłada powstanie na miejsce Senatu drugiej przedstawicielskiej – Izby Gospodarczej, dzięki której całe społeczeństwo będzie kształtować główne kierunki rozwoju gospodarki narodowej”.

Z programu dostosowawczego  Józefa BalcerkaO przetrwanie Narodu Polskiego

„Z prymatu pracy nad kapitałem wynika prawo do pracy i zasada pełnego zatrudnienia, które gwarantuje podmiotowość ekonomiczną, społeczną i polityczną całego Narodu. Dlatego też przeciwstawić się trzeba celowo i świadomie wprowadzanej klęsce masowego i chronicznego bezrobocia, bowiem mówiąc słowami Jan Pawła II, prowadzi ono do utraty „… szacunku, jaki każdy człowiek winien żywić dla samego siebie…”  (Encyklika „Sollicitudo Rei Socialis”).

„Kłamstwem jest twierdzenie, że bezrobocie jest warunkiem wzrostu wydajności pracy i efektywności gospodarowania. Niszcząc fizycznie i psychicznie ludzi pracy, a w szczególności młodzież (2/3 bezrobotnych nie przekroczyło wieku 35 lat), tego rodzaju „strategia gospodarcza” nadaje procesowi destrukcji nie tylko gospodarki, ale i społeczeństwa wprost obłędne przyspieszenie. Jest to tym bardziej niepokojące, że społeczeństwo jest świadomie wprowadzane w błąd. Według oficjalnej statystyki bezrobotnych jest 2,6 mln osób, a w rzeczywistości jest ich 4 – 4,5 mln, a stopa bezrobocia sięga nie 14%, lecz 20-25%. Z uwagi na krańcowe terytorialne zróżnicowanie tego zjawiska coraz więcej jest ośrodków, w których stopa bezrobocia sięga 50-70%, a chroniczne niedożywienie zwłaszcza dzieci i młodzieży, brak opieki lekarskiej i życie w slumsach składają się na proces fizycznego i psychicznego wyniszczenia Narodu Polskiego, zapowiadając szybki jego „pokojowy” Holokaust.

Bezrobocie spycha dochody rodzin bezrobotnych coraz szybciej poniżej biologicznego minimum egzystencji. Prawie połowa oficjalnych bezrobotnych została już pozbawiona nawet głodowego zasiłku i skazana na żebraczą opiekę i pomoc społeczną. Sztucznie rozbudowana w celu zamaskowania rzeczywistych rozmiarów bezrobocia (wcześniejsze emerytury) armia 8,5 mln emerytów i rencistów jest skazana na arbitralność rządów nomenklatury, dokonujących coraz drastyczniejszych cięć w funduszu emerytalnym i rentowym, w imię  „ratowania” budżetu państwa. Pod tym samym pretekstem nomenklatura dokonuje jeszcze drastyczniejszych cięć w funduszach przeznaczonych na ochronę zdrowia, oświatę, naukę, kulturę, wychowanie fizyczne i wypoczynek oraz budownictwo mieszkaniowe. W okresie 1981–1991 Polska straciła 1/4 swoich uczonych, a strategia gospodarczej destrukcji gwałtownie przyspiesza proces ‘drenażu mózgu’ i niszczenia myśli twórczej.
(…)

Fałszem jest oficjalna teza, że przyczyną zapaści budżetu państwa są podyktowane partykularyzmem roszczenia płacowe lub socjalne pracowników i robotników najemnych, chłopów, rzemieślników, drobnych producentów i kupców. Rzeczywistą przyczyną jest celowe doprowadzenie najlepszych przedsiębiorstw państwowych do bankructw, by usprawiedliwić ich przekazanie za symboliczną złotówkę w ręce obcych korporacji oraz spółek nomenklaturowych i mieszanych. Wreszcie firmy „prywatne” w swej zdecydowanej większości zgłaszają do urzędów skarbowych jeżeli nie straty, to w najlepszym razie znikome zyski”.

******

Mój komentarz (S. O.):

John Lewis Gaddis wykładowca strategii wojennej  (Univ. Yale) w książce The Cold War: A New History (ed. New York, Penguin Press, 2005; edycja polska : Zimna wojna: Historia podzielonego świata.;  ZNAK 2007) wskazuje, że decydującym warunkiem zakończenia „zimnej wojny” było ze strony tzw. Zachodu (czyli USA) wymuszenie na Sowietach zjednoczenia Niemiec (aneksja NRD przez RFN). Losy pozostałej masy upadłościowej po RWPG  nie budziły zainteresowania, kto miałby tę resztę „posprzątać” (zagospodarować).

Aspekt techniczno-wojskowy takiej operacji był skomplikowany, bo  proces o tak  znacznej inercji i rozmiarach nie mógł zostać przeprowadzony z „piątku na poniedziałek”, czyli musiał zostać dokładnie rozplanowany, łącznie z rolami rozpisanymi dla jego uczestników. W sensie technicznym musiała nastąpić neutralizacja oddziałów grupy Armii Czerwonej stacjonujących na terenie NRD. Zarówno Gorbaczow jak i Reagan dostrzegali niebezpieczeństwo niekontrolowanej reakcji zideologogizowanych dowódców sowieckich , którzy dysponowali bronią atomową oraz środkami jej przenoszenia. Najbardziej twardogłowych trzeba było wymienić (łącznie z dyslokacją kluczowych segmentów uzbrojenia),  ale nie wszystkich naraz, bo to mogłoby wzbudzać jakieś podejrzenia. Generalicja
ta żyła z zaszeregowania na szczeblach drabinki nomenklaturowej i na dobrą sprawę niewiele miała do stracenia, poza państwowym uposażeniem i służbowym lokum gdzieś w głębi imperium sowieckiego. Należało uruchomić lewar materialnego dobrobytu, aby nie opłacało im się umierać dla idei, a przeciwnie, żeby posiadali sporo do stracenia. Dlatego od 1986 r. dano im możliwość legalnego obrotu „dobrami z Zachodu” bez kontroli celnych i stosownych opłat z tego tytułu. Inaczej mówiąc zezwolono im na kontrabandę w wersji „no limit”.  I z NRD pomknęły na wschód pociągi z zaplombowanymi wagonami. Wystarczyły trzy lata, aby większość dowódców sowieckich w NRD przestawiła wektory w swoim myśleniu, skupiając się na wybudowanych rezydencjach, ich wyposażeniu, a także „ustawieniu” członków rodziny. Tak z grubsza wyglądało wykonanie operacji neutralizowania od strony techniczno-psychologicznej.

Natomiast zagospodarowanie wspomnianej masy upadłościowej po RWPG należało do zadań innego rodzaju strategów, czyli spekulantów finansowych kontrolujących obieg światowego pieniądza kredytowego. Oni decydowali jaki wariant transformacji może zostać zastosowany i wdrożony w poszczególnych segmentach owej masy upadłości (krajach byłego bloku sowieckiego). Posiadali tutaj częściowo przeszkolone kadry lokalnych ekonomicznych „askarysów”, powysyłane” wcześniej na zagraniczne staże w ramach Fundacji Fulbrighta i podobnych. Przeszkolenie to polegało na zapoznaniu ich z terminologią stosowaną w świecie finansów „realnego pieniądza”, aby rozumieli o czym się do nich mówi (czyli, żeby rozumieli treść wydawanych im zaleceń i poleceń).

Na  Polskę wystarczyło kilkunastu, co najwyżej kilkudziesięciu, byle obsadzono ich na kluczowych pozycjach. Bo każdy z nich miał w gospodarczym resorcie „doradców” ergo konsultantów delegowanych z Banku Światowego i MFW. Były to najczęściej osoby poznane przez naszych askarysów przy okazji owych zagranicznych wyjazdów stypendialno-stażowych. Zapewne często byli to ludzie ze służb „postawieni” dla opieki nad takimi stażystami, którzy mieli rozpoznawać ich „charakterystykę psychologiczną”, nie wspominając o stręczeniu okazji dla zbierania „kompromatów”.

Później, tu na miejscu, “konsultowanie” było łatwizną.

Oddzielnym problemem było rozpoznanie podatności na korupcję. Gdy pracowałem przez parę miesięcy w jednym z ministerstw zajmujących się restrukturyzacją „przemysłu i handlu” (1991 r.), czyli przygotowaniem kandydatów do „sprywatyzowania” dla resortu ministra J. Lewandowskiego, krążyły plotki i pogłoski o tym kto i za ile czapkę gruszek jaki zakład pozwolił „sprywatyzować’. Nazwisk ze względów ostrożności procesowej oczywiście nie będę  wymieniał.

Kończąc ten wątek wyrażę swoją opinię.
Otóż bez względu na to, na ile byłyby bardziej korzystne dla społeczeństwa i gospodarki polskiej przedstawiane przez oponentów wersji sorosowskiej alternatywne drogi czy wersje restrukturyzacji gospodarczej,  to nie miały one żadnych  szans realizacji. Powtórzę kwestię umieszczoną w poprzedniej notce, mianowicie że schemat restrukturyzacji zastosowany przez planistów Sorosa, a nadzorowany przez lokalnych askarysów z polskich agend rządowych, nikomu nie pozostawiał szansy.

Nie miała takiej  szansy ani koncepcja prezentowana przez prof. Józefa Balcerka, ani przez żadnych innych kontestatorów. Były to jednakże koncepcje ogólne, przede wszystkim, na ile dzisiaj rozumiem te kwestie,  nie były one rozpisane na „osi czasowo-finansowej”.  No i diabeł jak wiadomo tkwi w szczegółach, a my nie mieliśmy po prostu armat. Pocisków do nich również nie. Złożyły się na to przyczyny zewnętrze, ale również wewnętrzne, wcale  nie mniej istotne.

Oto pierwszy przykład.  
Gdy w 2000 roku skończyłem szkolenie w Studium Doradców Podatkowych w instytucie na ul. Kaleńskiej w Warszawie, miałem za sobą już ok. ośmiu lat praktyki jako audytor finansowy, załóżmy więc, że wiedziałem o czym mówię. Ponadto jeszcze miałem jakieś resztki nadziei, że w tworze politycznym o nazwie AW „S” znajdzie się jakieś pole do merytorycznych rozmów na tematy gospodarcze (zwłaszcza podatkowe). Niestety, nie znalazłem chętnych do dyskutowania o tych zagadnieniach. Zbywano mnie najczęściej takim oto wybiegiem, że „od tego” jest Leszek Balcerowicz, więc ich to nie musi już interesować. Najważniejsza dźwignia gospodarki, którą stanowią  podatki, ich rodzaj, skala, sposoby wprowadzania etc, etc., nikogo nie interesowała. A to przecież oznacza, że Balcerowicz miał „carte blanche”. A gdy zwracałem uwagę, że skoro tak mocno krytykują owego Balcerowicza, to niech na jego miejsce wskażą ze trzech innych finansistów, najlepiej z każdej partii sejmowej. Wówczas  patrzyli na mnie jak na kosmitę. No bo skąd wynajdą trzech, jak nawet jednego nie mieli. To właśnie od tamtej pory dałem sobie spokój z politykami i ostatecznie prysły u mnie tlące się resztki złudzeń.

Przykład drugi
Gdy w charakterze inspektora kontroli państwowej prowadziłem badanie przekształcenia państwowego molocha PZU w spółkę skarbu państwa (II półrocze 1992 r.), miałem przemawiającą do wyobraźni rozmowę z ówczesnym prezesem owego molocha, p. Krzysztofem Jarmuszczakiem. W trakcie mojego badania napotkałem termin, którego nie rozumiałem. Była nim „reasekuracja”. (rozproszenie ryzyka). Prezes odpowiedział, że wcale się nie dziwi, bo w Polsce jest raptem ośmiu ludzi, wliczając jego, którzy wiedzą co to jest, no i  wymienił wszystkich z nazwiska oraz to czym się wtedy zajmowali (gdzie i w jakim charakterze pracowali).  OŚMIU. Następnie wyjął z regału jeden z tomów rocznika londyńskiego Lloyds’a, i powiedział, co następuje: polskie PZU prowadzi łącznie jakieś dwadzieścia kilka wszystkich rodzajów ubezpieczeń majątkowych. A w tym oto tomie rocznika Lloyds’a za rok (nie pomnę już który to był) jest kilkaset rodzajów ubezpieczeń (bodajże ponad 500) dotyczących samego tylko frachtu morskiego.  Nie trzeba było do tego niczego więcej dodawać. Ta przepaść nie tylko ziała, ale nie było także widać jej dna.

Przykład trzeci  (i ostatni).
Pewnego razu do instytucji w której wówczas byłem zatrudniony (a było to kilkanaście lat później niż sytuacja opisana w przykładzie nr 2) przyjechała przedstawicielka brytyjskiego NAO (National Audit Office; odpowiednik polskiego NIK). Była ona z pochodzenia Polką, aczkolwiek obywatelką brytyjską. Rozmawiała z nami i po polsku i po angielsku. Zapytałem ją o to jak ona widzi powody tego, że „Angole” tak relatywnie słabo angażują się kapitałowo w rynek polski. Odpowiedziała, że Anglik (niech będzie Brytol) źle się czuje w sytuacji, w której ma robić interesy z firmą, której istnienie liczy sobie dwa, pięć, czy nawet dziesięć lat. On uważa takie podmioty za byty tymczasowe i nie traktuje ich serio. Dla Brytoli firma musi mieć co najmniej 50 lat trwania, a najlepiej żeby miała ich sto, a jeszcze lepiej sto pięćdziesiąt. A najmniej trzy pokolenia. No to ile u nas jest takich firm?

Podsumowanie


Na progu transformacji nie dysponowaliśmy know-how. Co przez to rozumiem? Otóż w  pierwszym lepszym banku w londyńskim City można byłoby od ręki znaleźć  pół setki „Balcerowiczów” a w tych trochę lepszych całe ich setki. Wyszliśmy na lodowisko w butach z łyżwami niedopasowanymi do naszych stóp, a ponadto takich, które wczoraj otrzymaliśmy z darów. I przyszło zmierzyć się z profesjonalistami z NHL.

Ogrywali nas bezkarnie, bo po prostu bez trudu mogli to robić. I nie ma im się co dziwić, ani biadolić, że nas ogrywali jak dzieciaków. Dlatego złudzeniem jest, iż zmieniłoby się coś zasadniczo w procesie polskiej transformacji po roku 1989, gdyby finansami i sprawami gospodarki państwa kierowali nie „Balcerowicze i Lewandowscy”, ale „Kieżunowie i Balcerkowie”. Moim zdaniem niczego by to specjalnie nie zmieniło. Brakowało nam bowiem zarówno armat jak i amunicji do nich. Tak czy owak musieliśmy zapłacić frycowe, a o jego skali i tak decydowaliby „planiści” od Sorosa..

******

O autorze: stan orda

Lecturi te salutamus

=========================

MD: Nie zgadzam się z konkluzją.

„Kieżunowie i Balcerkowie”, a można dodać„ tuzin innych, mądrych i odważnych [znałem ich wtedy] byli od razu tłamszeni, bo w umowach „globalistów” z Kiszczakiem tak być musiało, a ta banda miała – prawie nieograniczona władzę.

Kościół posoborowy – to Klub Dyskusyjny któremu przewodniczy diabeł

Kościół posoborowy – Klub Dyskusyjny w którym siedzi diabeł

, 24 listopada 2025

AIX

Sądziliśmy, że po Soborze nastanie słoneczny dzień w historii Kościoła, ale zamiast tego nastał dzień pochmurny i burze i ciemność. Jak do tego doszło? Mamy do czynienia z siłą przeciwną, nazwijmy ją po imieniu, z diabłem. Wygląda na to, jakby z jakiejś tajemniczej szczeliny do Kościoła wdarł się swąd szatana.

– Papież Paweł VI, 1972.

(…) tak jakby do Pawła VI dopiero zaczęło docierać z bardzo dużym opóźnieniem to, co się wydarzyło. A wydarzyło się tak, że moim zdaniem Sobór (Watykański II) przyniósł największy impuls dechrystianizacyjny w dziejach katolicyzmu.

Przez impuls dechrystianizacyjny, rozumiem serię i wypowiedzi towarzyszących Soborowi, przecież Sobór nie był tylko jednym momentem, to było kilka lat, kiedy to oswajano katolików systematycznie z tym, że tak naprawdę żadna z praw wiary, która została im przekazana wcześniej nie jest nie wzruszona, że wszystko podlega dyskusji,  że wszystko może zostać zakwestionowane.

(…) przyzwyczajono ogół, mówię tutaj o ogóle wierzących katolików do tego, że Kościół przestał być taką niewzruszoną normą, miarą, do której się zawsze można odwołać, tylko że to jest, to jest klub dyskusyjny! – Paweł Lisicki, 2025.

Materiał obowiązkowy dla każdego katolika, dla tych, którzy chcą poznać kulisy wrogiego przejęcia w Kościele stanowisk i wpływów przez masonerię, Żydów i „ekspertów” – świeckich teologów.

„Hurtowe transporty ludzi” przez nowy szlak przemytu migrantów przez Polskę

Śledztwo ws. „hurtowych transportów ludzi” przez nowy szlak przemytu migrantów przez Polskę

https://www.fronda.pl/a/Sledztwo-ws-hurtowych-transportow-ludzi-przez-nowy-szlak-przemytu-migrantow-przez-Polske,249434.html


Wznowienie ruchu na przejściach w Bobrownikach i Kuźnicy uspokoiło sytuację na granicy z Białorusią — liczba prób nielegalnego przekroczenia spadła z ponad 100 dziennie do zaledwie kilku. Jednak popyt na przemytników nie zniknął. Dziennikarska prowokacja rosyjskojęzycznego portalu Vot Tak ujawniła jednak, że sieci przewożące migrantów wciąż działają intensywnie, a Polska pozostaje jednym z głównych korytarzy przerzutowych do Niemiec.

Choć oficjalne statystyki Straży Granicznej pokazują gwałtowny spadek prób forsowania granicy tuż przed otwarciem przejść (od 7 do 13 listopada — 140 prób, a przez ostatnie trzy dni przed otwarciem — tylko 10), nie oznacza to końca problemu. Migranci wciąż trafiają do Polski, a część z nich — jak ustalili dziennikarze — jest dowożona z Litwy, gdzie wcześniej kumulowano duże grupy osób oczekujących na przerzut.

Okazuje się, że mimo deklarowanej ciszy na litewskiej granicy, przemytnicy nadal bez przeszkód przewożą ludzi z obozów pod Kownem, skąd pieszo przekraczają granicę z Polską. Następnie są odbierani przez kurierów i wiezieni dalej, najczęściej do Szczecina — „bo stamtąd już tylko 13 km do Niemiec”.

Prowokacja dziennikarska: praca za 1500 dolarów za „pasażera”

Dziennikarz Vot Tak natrafił w rosyjskojęzycznym Telegramie na ogłoszenie: „Praca dla kierowcy z własnym lub wynajętym samochodem”. Po kontakcie z pośredniczką, Swietłaną, usłyszał:

„Zajmujemy się przewozami migrantów w Polsce, na Litwie i Łotwie. Wypłata od 700 do 1500 dolarów za pasażera.”

Zamówienia mają charakter regularny — Swietłana zapewniła, że „ludzi nie brakuje”. Przemytnicy oferują kursy zarówno spod Białegostoku, jak i z Litwy do Suwałk. Jeszcze tego samego dnia potwierdziła:

„Dziś w Polsce będzie grupa 15 osób. Weźmiesz?”

Według niej na Litwie można łatwo „załadować dowolnego busa”.

Kurierzy – jednorazowi i wymienialni

W 2023 roku polskie służby zatrzymały ok. 500 przewoźników migrantów, w 2024 roku — 436, a w ciągu niespełna 11 miesięcy 2025 roku — już 314. Większość zatrzymanych to obcokrajowcy: Ukraińcy, Białorusini, Uzbecy, Mołdawianie i Gruzini.

Przemyt ludzi odbywa się w języku rosyjskim, co — jak wskazują służby — ułatwia rekrutację.

Kurierzy są „jednorazowi”:

  • ryzyko złapania jest wkalkulowane,
  • po odbyciu kary cudzoziemcy są deportowani i otrzymują zakaz wjazdu,
  • rekrutuje się osoby zdesperowane, szukające szybkiego zarobku.

Zwijanie porodówek: Kiedy zysk staje się ważniejszy niż życie (i demografia).

Zwijanie polskich porodówek: Kiedy zysk staje się ważniejszy niż życie (i demografia).

Liczba porodówek w Polsce drastycznie spada – z mapy zniknęło już ponad 50 oddziałów, a kolejne są zagrożone. W zamian słyszymy o pomysłach rodzenia na SOR-ach i widzimy lekarzy-kominów płacowych zarabiających krocie w systemie, który bankrutuje. Czy likwidacja opieki okołoporodowej to ostateczny dowód na kapitulację państwa wobec kryzysu demograficznego? Sprawdzam, dlaczego ekonomia wygrywa z bezpieczeństwem matek i co to mówi o naszej kondycji moralnej.

„Naród, który zabija własną przyszłość w tabelkach Excela, nie potrzebuje proroków zagłady – wystarczą mu księgowi.”


Polska 2025: Dziecko jako koszt nieuzasadniony

 Jeszcze dekadę temu, w 2010 roku, w Polsce funkcjonowało 407 oddziałów położniczych. Dziś, w rzeczywistości roku 2025, mamy ich niespełna 350. To nie jest tylko statystyka – to mapa wycofywania się państwa z jego fundamentalnych obowiązków. Analizując dane przedstawione przez dr Jana Śpiewaka w programie „Wiadomości z końca świata”, wyłania się obraz systemu, w którym „cud narodzin” został sprowadzony do rubryki „strata netto”.

Narodziny w cieniu kalkulatora. Czy polskie matki zostały skazane na SOR, by ratować budżety szpitali?


Ekonomia odczłowieczenia

 Z perspektywy czysto rynkowej – brutalnej i wypranej z empatii – poród w Polsce się nie opłaca. Szpitale otrzymują wycenę na poziomie maksymalnie 11.000 zł za poród. W dobie inflacji i rosnących kosztów, kwota ta nie pokrywa nawet podstawowego utrzymania oddziału, nie mówiąc o godziwych wynagrodzeniach dla personelu niższego szczebla. Mamy więc do czynienia z paradoksem: procedura, która jest biologiczny fundamentem przetrwania narodu, jest traktowana przez system jako zbędny balast finansowy.

 Tu wkracza wnioskowanie oparte na twardych danych: jeśli szpital jest przedsiębiorstwem, a oddział położniczy generuje stratę, dyrektorzy – często pod presją samorządów – podejmują „racjonalną” decyzję o jego likwidacji. Jednak z perspektywy aksjologii społecznej, a nawet biblijnego nakazu ochrony życia i szacunku dla matki, jest to decyzja barbarzyńska. Czy godność rodzącej kobiety można wycenić?

SOR jako nowa porodówka?

 Najbardziej niepokojącym sygnałem zmian jest narracja o przenoszeniu porodów na Szpitalne Oddziały Ratunkowe (SOR). Potwierdzenia ze strony Ministerstwa Zdrowia, że SOR-y mogą stać się miejscami porodów w sytuacjach kryzysowych, brzmią jak ponury żart. SOR to miejsce walki o życie w trybie nagłym – pełne chaosu, krwi, ofiar wypadków i pacjentów pod wpływem substancji.

 Rzecznik izby lekarskiej celnie, choć gorzko, zauważa: „zakładamy, że rodzą wśród bezdomnych”. To sformułowanie obnaża upadek standardów. Zmuszanie kobiet do rodzenia w warunkach, gdzie intymność i spokój są luksusem nieosiągalnym, to nie tylko błąd systemowy. To gwałt na psychice społecznej i jawne złamanie umowy społecznej, w której obywatel płaci podatki w zamian za bezpieczeństwo w kluczowych momentach życia.

Kasty i kominy, czyli gdzie są pieniądze?

 Sytuacja staje się jeszcze bardziej groteskowa, gdy spojrzymy na strukturę wynagrodzeń. Podczas gdy oddziały są zamykane z braku funduszy, wąska grupa lekarzy kontraktowych notuje zarobki przekraczające 200.000 zł miesięcznie. To klasyczny przykład rozwarstwienia, które niszczy tkankę społeczną. Mamy do czynienia z systemem, który z jednej strony głodzi infrastrukturę (zamykanie oddziałów, brak sprzętu), a z drugiej strony tuczy wybrane jednostki. To nie jest socjal-demokratyczna troska o dobro wspólne; to drapieżny kapitalizm w najgorszym wydaniu, zaszczepiony na organizmie publicznej służby zdrowia.

Matka kontra ZUS

 Obrazu „piekła kobiet” dopełnia postawa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Zamiast wsparcia, ciężarne i młode matki (często prowadzące działalność gospodarczą) spotykają się z domniemaniem winy. Kontrole, oskarżenia o „wyłudzanie zasiłków”, wstrzymywanie wypłat – to rzeczywistość wielu Polek. Państwo, które w deklaracjach politycznych stawia rodzinę na piedestale, w praktyce traktuje macierzyństwo jako potencjalne oszustwo podatkowe.

Pętla demograficzna

 W 2021 roku urodziło się zaledwie 250.000 dzieci. To katastrofa. Likwidacja porodówek, przedszkoli i szkół jest reakcją na ten spadek, ale jednocześnie ten spadek napędza. To mechanizm samospełniającej się przepowiedni. Młodzi ludzie, widząc zamykane placówki, brak dostępu do znieczulenia, ryzyko rodzenia na korytarzu SOR-u i opresyjność ZUS-u, rezygnują z rodzicielstwa. Infrastruktura zwija się, bo nie ma dzieci, a dzieci nie ma, bo zwija się infrastruktura.

* * *

Źródło: Piekło matek w Polsce trwa, Paulina Matysiak wyrzucona z Razem, lekarze zarabiają za dużo? | Jan Śpiewak

Decyzja o likwidacji kolejnej porodówki nigdy nie jest tylko decyzją ekonomiczną. Jest decyzją cywilizacyjną. Jeśli jako społeczeństwo godzimy się na to, by rachunek ekonomiczny brał górę nad bezpieczeństwem narodzin, to w istocie podpisujemy akt kapitulacji. Bezpieczeństwo matek nie jest przywilejem – jest fundamentem, bez którego żadne programy demograficzne nie mają racji bytu. Zamiast pytać „czy nas na to stać?”, powinniśmy zapytać: ile nas będzie kosztować, jeśli tego nie utrzymamy?.

Odpowiedź brzmi: istnienie nas samych.

Brain rot – Gnicie mózgu

Centrum Życia i Rodziny
Szanowni Państwo,
Kilka miesięcy temu pisałem Państwu o słowie, które zostało nominowane do konkursu na Młodzieżowe Słowo Roku przez czołowe wydawnictwo uniwersytetu w Oksfordzie.
Ostatnio ponownie je napotkałem i stwierdziłem, że ten temat wymaga przypomnienia, a zarazem pewnego pogłębienia. „Brain rot”.

To mało przyjemne określenie dosłownie oznacza „gnicie mózgu” i w gruncie rzeczy… tym właśnie jest. Ten termin opisuje z reguły krótkie, bezsensowne treści, nieniosące żadnej wartości, ale niesamowicie konsumujące naszą uwagę, które możemy znaleźć w internecie, zazwyczaj w postaci krótkich filmów czy tzw. rolek na social mediach.Skutki nadmiernej konsumpcji takich bezwartościowych treści są niestety opłakane: skrócenie czasu skupienia uwagi, trudności z koncentracją czy tzw. mgła mózgowa. Z czasem „brain roty” powadzą do tego, że nie jesteśmy w stanie skupić się dłużej na niczym, co wymaga choćby minimalnego wysiłku – nie potrafimy czytać książek, prowadzić z zaangażowaniem rozmowy czy nawet oglądać z zainteresowaniem filmów trwających dłużej niż kilkadziesiąt sekund.
Nasz mózg natychmiast się nudzi. I chce tylko przejść do kolejnej czynności, która zapewni mu szybkie uderzenie dopaminy.I nie bez powodu to słowo startuje właśnie w konkursie na młodzieżowe słowo roku. Bo brain rot, „zgnilizna mózgu” trawi w bezprecedensowym tempie właśnie młode pokolenie.
Jak to zmienić?
Mam dla Państwa zagadkę.
Badania, które przytaczam poniżej dotyczą szkół, a przeprowadzono je po roku od wprowadzenia pewnej istotnej zmiany. Ciekaw jestem, czy domyślą się Państwo, o jaką zmianę chodzi.
81% dyrektorów szkół stwierdziło, że ta zmiana wpłynęła na poprawę wyników w nauce,86% zauważyło poprawę w zakresie socjalizacji uczniów, 87% uważa zaś, że uczniowie są mniej rozproszeni i lepiej koncentrują się na lekcjach.Co to za zmiana?
Przypuszczam, że wielu z Państwa wpadło już na poprawne rozwiązanie.
W badanych szkołach wprowadzono zakaz korzystania ze smartfonów.Zabranie uczniom na kilka godzin jednego, niewielkiego urządzenia, które każdy z nich miał w kieszeni czy plecaku, zmieniło tak wiele!
Zła wiadomość jest taka, że badania nie przeprowadzono w polskich szkołach. Ministerstwu edukacji pod wodzą Barbary Nowackiej – choć nie szczędzi nam kolejnych rewolucyjnych pomysłów na reformę polskiego szkolnictwa – nie spieszy się do wprowadzenia zakazu używania smartfonów w szkołach.Tymczasem całe młode pokolenie dzień za dniem jest pochłaniane przez cyfrowy nałóg. To dzieci, które nie znają już świata bez wszechobecnych ekranów, a ich umysły, często przyzwyczajone do używania elektroniki niemal od urodzenia, nie są w stanie funkcjonować tak, jak powinny, by umożliwić im prawidłowy rozwój i szczęśliwe dzieciństwo.zdjecie młodzieży z telefonami Dzięki smartfonom jesteśmy non-stop podłączeni do Internetu.To ogromna wygoda: możemy zawsze być na bieżąco z najświeższymi wiadomościami, w każdej chwili sprawdzić skrzynkę mailową, szybko porozumieć się ze znajomymi, a setki aplikacji oferują korzyści i ułatwienia właściwie w każdej sferze życia. Nuda przestała być problemem – gdziekolwiek jesteśmy, możemy przecież posłuchać ulubionej muzyki, obejrzeć film, zagrać w jedną z tysięcy dostępnych gier albo po prostu przewijać bez końca media społecznościowe, sprawdzając, co u znajomych i nieznajomych.W czym problem? To, co pozornie może wydawać się korzyściami, tak naprawdę ma destrukcyjny wpływ na naszą psychikę, układ nerwowy, a często i zdrowie.
A mówię tu wciąż o osobach dorosłych. O osobach, które mają narzędzia i umiejętności, aby łatwiej zauważyć problemy i spróbować z nimi walczyć.Sprawy mają się znacznie gorzej, gdy dotyczy to dzieci.
Specjaliści od lat biją na alarm: dzieci używają urządzeń ekranowych znacznie dłużej niż powinny. Każdego dnia po około 5 godzin.One również zabijają w ten sposób nudę, oglądając filmy czy grając w gry. Komunikują się z przyjaciółmi. Scrollują media społecznościowe.
Brzmi niewinnie?
40% nastolatek zgadza się ze stwierdzeniem, że ich życie stałoby się puste bez ich smartfona.
Od 2012 roku czas, jaki dzieci spędzają z rówieśnikami, spadł niemal o połowę. Przez brak bezpośrednich kontaktów z innymi młodzi ludzie nie potrafią odnaleźć się w społeczeństwie i coraz częściej czują się samotni.W ciągu dekady trzykrotnie wzrosła liczba dzieci deklarujących myśli samobójcze i podejmujących próby odebrania sobie życia. Jest to jednocześnie ta sama dekada, w ciągu której świat zawojowały smartfony.
Psycholog społeczny Jonathan Haidt, jeden z czołowych badaczy wpływu mediów społecznościowych na młodzież uważa, że upowszechnienie się smartfonów odebrało całemu pokoleniu dzieciństwo. Jego zdaniem istnieje bezpośredni związek między intensywnym korzystaniem z mediów społecznościowych a nasilonym występowaniem problemów psychicznych.
Haidt wykazał, że od momentu, kiedy platformy takie jak Facebook czy Twitter  wprowadziły zmiany w swoich algorytmach około roku 2010, zauważalny jest wzrost dezinformacji, polaryzacji społecznej i, co najbardziej niepokojące, kryzys zdrowia psychicznego wśród nastolatków.
Te niewielkie urządzenia, które nasze dzieci noszą w kieszeniach i plecakach, zmieniają ich świat w bardzo mroczne i puste miejsce. Tak mroczne, że same nie potrafią się stamtąd wydostać – choć bardzo by chciały.Bo badania prowadzone przez psychologów społecznych wykazują coś jeszcze: ponad połowa młodych dorosłych (czyli osób w wieku 18-27 lat) chciałaby, aby media społecznościowe nigdy nie zostały wynalezione.Oni spędzili tam swoje dzieciństwo. A może bardziej prawdziwe byłoby stwierdzenie: stracili tam swoje dzieciństwo. Chcę pomóc chronić dzieci! To na nas, dorosłych, spoczywa odpowiedzialność za to, by wyciągnąć dzieci i młodzież z wirtualnej matni.
Dlatego chcę dziś prosić Państwa o zaangażowanie w działania, które jako Centrum Życia i Rodziny prowadzimy w tej sprawie już od kilku lat.
Ze strony polityków widzimy niestety dużą niechęć do wprowadzania realnych zmian. Kolejni ministrowie edukacji kluczą w sprawie wprowadzania ograniczeń używania smartfonów w szkołach.
Ostatnie takie zmiany, proponowane w poprzednim roku szkolnym, zostały skutecznie zablokowane m.in. przez… Rzecznika Praw Dziecka.
Trudno mi powiedzieć, czy takie polityczne wybiegi to kwestia niewiedzy co do szkodliwego wpływu urządzeń cyfrowych na dzieci i młodzież, czy też uprzedzenia oparte na ideologii.Wiem jedno – niejednokrotnie już widzieliśmy, że presja wywierana na polityków może być skuteczna.
Dlatego chciałbym Państwa prosić o włączenie się w kampanię Szkoła wolna od smartfonów.  Na stronie szkolabezsmartfonow.czir.org znajdą Państwo nasz apel do Minister Edukacji Narodowej, w którym wskazujemy na potrzebę podjęcia zdecydowanych działań, aby chronić dzieci przed szkodliwym wpływem smartfonów. To istotne zwłaszcza w szkole, która powinna być przestrzenią edukacji i skupienia.Pod naszym apelem zebraliśmy już ponad 18 000 podpisów. Mam jednak nadzieję, że wkrótce uda nam się dobić do 20 000 – wówczas zamierzamy złożyć nasz apel na ręce Pani Minister.
Dlatego jeśli jeszcze Państwo tego nie zrobili, bardzo proszę o podpisanie apelu teraz!  Podpisuję apel! Ograniczenia w używaniu smartfonów i innych urządzeń mobilnych w szkołach wprowadziło już wiele krajów, w tym m.in. Francja, Portugalia, Norwegia, Chiny, niektóre regiony Niemiec, Szwecji czy Danii, a także Australia, z której dane przytoczyłem Państwu powyżej.
Świat zaczyna dostrzegać, że technologia, choć pomocna w wielu aspektach codziennego życia, używana niewłaściwie i bez rozsądnych ograniczeń, staje się niszczącym narzędziem.
Polska jednak nadal nie może obudzić się z cyfrowego letargu. A przynajmniej bardzo nie chcą tego zrobić nasi decydenci.Bo również w Polsce propozycje wprowadzenia zakazu używania smartfonów w szkołach spotykają się z dużym poparciem społecznym. Według danych CBOS z marca 2025 r. za takim rozwiązaniem opowiada się aż 73 proc. Polaków. Z uzyskanych deklaracji respondentów wynika, że lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie ogólnych, jednolitych regulacji dotyczących korzystania przez uczniów z telefonów niż to, żeby każda placówka ustalała zasady we własnym zakresie, jak ma to miejsce obecnie.
I w tym właśnie społecznym poparciu widzę ogromną nadzieję!Dostrzegam jego skalę na co dzień, w czasie moich podróży po Polsce i spotkań z rodzicami, dziadkami, nauczycielami.
Od wielu miesięcy Centrum Życia i Rodziny prowadzi działania edukacyjne skupiające się właśnie na informowaniu rodziców i osób na co dzień stykających się z dziećmi o tym, jak szkodliwe są smartfony. 
Tworzymy w ten sposób przestrzeń do rozmów, dzielenia się doświadczeniami, ale przede wszystkim uwrażliwiamy na zagrożenia i uczymy, jak pomóc własnemu dziecku lepiej funkcjonować w cyfrowym świecie.Te spotkania cieszą się wśród rodziców i nauczycieli dużą popularnością. Tysiące przejechanych po Polsce kilometrów, godziny wykładów i rozmów, wiele wysłuchanych historii – to prawdziwa skala społecznego poparcia dla ograniczenia używania smartfonów w szkołach.
A przede wszystkim to prawdziwa skala potrzeb. Wciąż dostajemy kolejne zaproszenia do szkół, gdzie rodzice i pedagodzy chcą się z nami spotkać. Pociąga to oczywiście za sobą konkretne nakłady finansowe, które ponosimy każdego miesiąca. Potrzebujemy Państwa pomocy, aby sprostać tym wymaganiom. Każda kwota zwiększa nasze możliwości w promowaniu petycji w mediach społecznościowych, pozwala pokryć koszty benzyny i przygotowania materiałów informacyjnych na spotkania – w efekcie daje szansę, aby uchronić kolejnych młodych ludzi przed osunięciem się w odmęty cyfrowego nałogu.
Dlatego bardzo proszę Państwa o wsparcie kampanii „Szkoła wolna od smartfonów” dobrowolnym datkiem w wysokości 50 zł, 100 zł, 200 zł czy 500 zł lub nawet wyższej. 
Każda Państwa pomoc pozwala nam docierać do kolejnych rodziców, dziadków, nauczycieli i wszystkich, którzy chcą pomagać młodzieży lepiej odnaleźć się w świecie cyfrowym. Wspieram walkę z cyfrowym uzależnieniem 
Polskie szkoły stoją na głowie. Mogą z nich zniknąć prace domowe, lekcje religii i kluczowe treści z podstawy programowej, ale nie mogą zniknąć smartfony. Realne i skuteczne ograniczenia używania smartfonów w szkołach są nie w smak pani minister. Wciąż chce regulować te kwestie jedynie na poziomie statutów poszczególnych placówek, choć jest jasne, że to rozwiązanie zupełnie nieskuteczne.
Tymczasem specjaliści z całego świata alarmują: smartfony zabierają naszym dzieciom dzieciństwo. Uniemożliwiają im prawidłowy rozwój i nabycie kompetencji społecznych niezbędnych do budowania szczęśliwego życia. Skazują na samotność w świecie pełnym wyłącznie wirtualnych przyjaciół.Musimy zrobić wszystko, by dać polskim dzieciom szansę, jaką coraz częściej dostają ich rówieśnicy z innych krajów. Szansę na wybudzenie się z cyfrowego letargu. Na wyjście z matni uzależnienia od powiadomień, uderzeń dopaminy i szybkiego konsumowania kolejnych bezwartościowych treści.
Na zbudowanie prawdziwego życia, które dzieje się tu – poza ekranem smartfona.
Wierzę, że to może się udać z Państwa pomocą!Podpis Marcin Perłowski WSPIERAM DZIAŁANIA CENTRUM ŻYCIA I RODZINY!