Inwazja na Ceutę – narzędzie geopolitycznej układanki Izraela i USA
Posted by Marucha 2026-08-28 marucha/inwazja-na-ceute-narzedzie-geopolitycznej-ukladanki-izraela-i-usa
Koniec lipca stał się teatrem największego szturmu imigrantów na Ceutę, hiszpańską enklawę na północnym wybrzeżu Afryki. Jednego dnia do tego 83-tysięcznego miasta wdarło się około 60 tysięcy, głównie młodych mężczyzn w wieku poborowym.

Można sobie wyobrazić przerażenie mieszkańców widzących tłumy wałęsających się mężczyzn szukających zaczepki, wskutek czego zapanował chaos.
Świat natychmiast obiegły zdjęcia i filmy przedstawiające biednych ludzi usiłujących za wszelką cenę, często z narażeniem życia, dostać się do upragnionej Europy.
Niemniej jednak wydarzenie to, ze względu na swoją złożoność, nie może być analizowane wyłącznie jako ciekawostka medialna czy kryzys humanitarny. Przede wszystkim należy na nie spojrzeć jako na przemyślane narzędzie w złożonej układance geopolitycznej. Dlatego, aby zrozumieć przyczyny tego, co doprowadziło do tych wydarzeń, trzeba cofnąć się w czasie i tam szukać źródeł.
Historia relacji między Hiszpanią a Marokiem, a szerzej – między Hiszpanią a Afryką Północną – jest wynikiem wielowiekowych kontaktów politycznych, militarnych i kulturowych. Ich początki sięgają VIII wieku, kiedy Maurowie podbili znaczną część Półwyspu Iberyjskiego. Od XV wieku Hiszpania rozpoczęła ekspansję w Afryce Północnej. XIX i początek XX wieku były okresem intensywnej kolonizacji, natomiast w latach 60. i 70. XX wieku nastąpił proces dekolonizacji. Współcześnie relacje w tym regionie są złożone. Obok współpracy gospodarczej i politycznej występują również spory dotyczące granic, migracji oraz statusu Sahary Zachodniej.
Istotnym punktem napięć pozostają także Ceuta i Melilla – dwa hiszpańskie miasta autonomiczne położone na północnym wybrzeżu Afryki, które od ponad pięciu wieków są częścią Hiszpanii. Jednak Rabat od czasu uzyskania przez Maroko niepodległości w 1956 roku uznaje je za część swojego terytorium.
Prawo międzynarodowe nie uznaje Ceuty i Melilli za kolonie, a ONZ nie uwzględnia ich na liście terytoriów oczekujących na dekolonizację, co w praktyce oznacza, że obie eksklawy należą do Hiszpanii, a zarazem stanowią jedyne lądowe granice Unii Europejskiej z Afryką.
Ich położenie sprawia, że są szczególnie podatne na presję migracyjną. Wystarczy przekroczyć przejście graniczne, przejść przez płot lub przepłynąć niewielki odcinek morza, by znaleźć się w upragnionym Eldorado. To zresztą jest tam normalnym procederem. Przejścia graniczne w Ceucie i Melilli niemal codziennie są atakowane przez grupy mężczyzn, którzy w ten sposób próbują przedostać się do Europy.
Innym spornym terytorium jest Sahara Zachodnia, leżąca w północno-zachodniej Afryce. W 1884 roku Hiszpania ustanowiła protektorat nad tym terytorium, jednak w 1976 roku wycofała się z tego terenu, nie rozwiązując kwestii jego statusu. W międzyczasie narodziły się ruchy niepodległościowe, z których najważniejszym stał się Front Polisario, utworzony w 1973 roku.
Przełomowym momentem był rok 1975, kiedy Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w wydanej opinii uznał prawo mieszkańców Sahary Zachodniej do samostanowienia. Mimo tego król Maroka Hassan II zorganizował tzw. Zielony Marsz, w którym około 350 tysięcy Marokańczyków przekroczyło granicę Sahary Zachodniej, aby zamanifestować roszczenia Maroka do tego obszaru.
W 1976 roku Front Polisario ogłosił powstanie Saharyjskiej Arabskiej Republiki Demokratycznej i rozpoczęła się wojna z Marokiem i Mauretanią. Po kilku latach walk Mauretania zrezygnowała ze swoich roszczeń, co wykorzystało Maroko i przejęło kontrolę nad opuszczonymi przez nią terenami.
W 1991 roku, dzięki mediacji ONZ, zawarto zawieszenie broni, a jednym z jego głównych założeń było przeprowadzenie referendum, do którego nigdy nie doszło.
Obecnie większość terytorium Sahary Zachodniej znajduje się pod administracją Maroka, które je uważa za integralną część swojego państwa, natomiast Front Polisario kontroluje wschodnią część terytorium. ONZ nadal uznaje Saharę Zachodnią za terytorium niesamorządne, którego ostateczny status powinien zostać określony zgodnie z prawem mieszkańców do samostanowienia.
Część państw uznaje Saharyjską Arabską Republikę Demokratyczną, natomiast inne popierają marokański plan przyznania temu obszarowi szerokiej autonomii w granicach Maroka, w tym USA, które w 2020 roku uznały suwerenność Maroka nad Saharą Zachodnią.
Właśnie te dwa nierozwiązane spory – o Ceutę i Melillę oraz o Saharę Zachodnią – są kluczowe dla zrozumienia współczesnych relacji Hiszpanii i Maroka. Bez tego kontekstu trudno zrozumieć, co naprawdę wydarzyło się w Ceucie.
Inwazja pod koniec lipca nie była pierwszą tego typu demonstracją siły. Już w 2021 roku w ciągu kilku godzin do Ceuty wdarło się około 10–14 tysięcy Marokańczyków i tak jak teraz – była to rozgrywka polityczna pomiędzy Rabatem a Madrytem. Hiszpania przyjęła wówczas do szpitala szefa Frontu Polisario, co Rabat uznał za wrogi gest i wykorzystał jako pretekst, aby 17 maja tysiące Marokańczyków wdarły się do tego hiszpańskiego miasta.
W obu przypadkach świat zobaczył jednak przede wszystkim obrazy kryzysu migracyjnego. Media ze szczegółami opowiedziały nam o tym, co wydarzyło się w sławetny czwartek. Z detalami pokazywały ludzi walczących z morzem i biedne dzieci pozostawione przez rodziców. Spójrzmy jednak, jak ta „inwazja” wyglądała od strony Maroka.
Otóż 29 lipca, w środę wieczorem, król Maroka Mohammed VI wygłosił przemówienie z okazji 27. rocznicy swojego wstąpienia na tron. Starał się w nim stworzyć wizerunek stabilności i postępu gospodarczego kraju.
Jednak zaledwie kilka godzin później dziesiątki tysięcy Marokańczyków próbowały opuścić kraj i przedostać się do Ceuty. Kontrast ten podważył oficjalną narrację rządu, a główną ofiarą polityczną, oprócz samego monarchy, stał się szef rządu Aziz Akhannouch. W ten sposób inwazja na Ceutę stała się rozgrywką polityczną przed wrześniowymi wyborami – ruchem wymierzonym w obecną władzę.
To, co wydarzyło się w ów czwartek, nie było spontanicznym aktem. Już kilka dni wcześniej tysiące młodych ludzi podążały przez Maroko w kierunku Ceuty. Robili to pociągami, ciężarówkami, a także pieszo. Dziennik „El Mundo” opublikował wypowiedzi niektórych z nich, którzy twierdzili, że na trasie ich wędrówki nie było żadnych marokańskich kontroli policyjnych.
Według „The New York Times” władze marokańskie wręcz zachęcały ludzi do przekroczenia granicy. Natomiast hiszpańska Gwardia Cywilna i służby specjalne wykryły agentów marokańskiego wywiadu obecnych w tłumie ludzi maszerujących na Ceutę. Ustalono również, że wielu młodych ludzi zrezygnowało z pracy, a za tę specyficzną „wycieczkę” do Hiszpanii otrzymywali około 350 euro.
W ostatnich dniach Facebook stanął na wysokości zadania i zlikwidował kilka grup liczących ponad 230 tysięcy członków, które od kilku lat służyły jako platformy do organizacji i koordynacji nielegalnych przekroczeń granicy z Hiszpanią. Wśród publikowanych treści znajdowały się reklamy płatnych przewodników, mapy z trasami do Ceuty i Melilli, porady dotyczące pokonania przeszkód granicznych i odcinka morskiego, oraz oferty zakupu sprzętu, który mógł być wykorzystywany podczas podróży.
Jak widać, ta inwazja była dobrze zorganizowanym przedsięwzięciem, a świat przy okazji zobaczył, że ruch migracyjny jest dobrze zorganizowanym przemysłem.
Analizując ostatnie wydarzenia, można zauważyć, że to, co się wydarzyło, ma jeszcze szerszy wymiar. Tutaj w grę wchodzą ostatnie napięcia pomiędzy USA a Hiszpanią w sprawie NATO i Iranu.
Odmowa Hiszpanii udzielenia USA dostępu do baz wojskowych w Rota i Morón podczas kampanii irańskiej, konsekwentne pozostawanie poniżej poziomu wydatków uzgodnionego w NATO oraz konfrontacyjna postawa premiera Hiszpanii Pedro Sáncheza wobec administracji Donalda Trumpa – te okoliczności nieoczekiwanie otworzyły Maroku możliwość wysuwania śmiałych roszczeń wobec Ceuty i Melilli.
Natomiast Izrael, jako nowy i najważniejszy partner Maroka, natychmiast dostrzegł w tej wyjątkowej sytuacji okazję do realizacji własnych celów i działając w ramach sojuszu pod przewodnictwem USA, dyplomatycznie zaczął wspierać Rabat.
Tak też w marcu tego roku Michael Rubin z American Enterprise Institute wezwał administrację Trumpa do formalnego uznania Ceuty i Melilli za okupowane terytorium marokańskie, a Hiszpanię określał mianem „kolonialnej potęgi”.
Kilka dni później kongresmen Mario Díaz-Balart, przewodniczący Podkomisji ds. Bezpieczeństwa Narodowego Izby Reprezentantów, a zarazem jeden z najbliższych kongresowych powierników Marca Rubio, publicznie oświadczył, że obie eksklawy „nie znajdują się na terytorium geograficznym Hiszpanii”, lecz na terytorium Maroka, a ich los już dawno powinien zostać ustalony.
Oliwy do ognia dolał wewnętrzny e-mail Pentagonu, o którym w kwietniu 2026 roku poinformował Reuters. W jego treści znajdowała się m.in. informacja o zawieszeniu członkostwa Hiszpanii w NATO, które miało być konsekwencją odmowy wspierania operacji USA przeciwko Iranowi. To nie były jedyne sygnały narastającej niechęci Waszyngtonu wobec Madrytu. Sekretarz obrony Pete Hegseth wyraził pogardę wobec europejskich, jak to określił, „pasożytów”, wskazując Hiszpanię jako wątpliwego „sojusznika”. Natomiast w marcu sam Donald Trump nazwał Hiszpanię „straszną” i nakazał swojemu sekretarzowi skarbu zerwanie stosunków gospodarczych z Madrytem.
W tym miejscu należy też podkreślić, że Maroko od 2004 roku posiada status głównego sojusznika Stanów Zjednoczonych spoza NATO, a w dniach 14–16 kwietnia tego roku USA i Maroko podpisały nowy, dziesięcioletni plan działań dotyczący współpracy obronnej.
Patrząc z tej perspektywy pojawia się zasadnicza kwestia, kogo będzie wspierać Waszyngton. O czym rzadko się mówi – to status Ceuty i Melilli w ramach NATO. Hiszpania jest członkiem Sojuszu, a art. 6 Traktatu Północnoatlantyckiego określa geograficzne granice stosowania art. 5. Obejmuje on terytoria państw NATO w Europie i Ameryce Północnej oraz kilka wskazanych w traktacie obszarów, ale nie wymienia terytoriów państw członkowskich położonych w Afryce.
Ceuta i Melilla, choć są integralną częścią Hiszpanii, leżą właśnie w Afryce. Oznacza to, że w przypadku ich zaatakowania nie ma jednoznacznej traktatowej gwarancji automatycznego zastosowania art. 5.
I właśnie tutaj pojawia się zasadniczy problem. Hiszpania jest członkiem NATO, ale jej dwa najbardziej narażone na marokańską presję terytoria znajdują się poza jasno określonym geograficznym zakresem artykułu 5. Co prawda NATO mogłoby zdecydować o udzieleniu Hiszpanii pomocy, jednak nie wynika to wprost z automatycznego mechanizmu obrony zbiorowej.
Kolejnym elementem układanki są Porozumienia Abrahama, które przekształciły dotychczasowe, w dużej mierze nieformalne kontakty Maroka z Izraelem w otwartą współpracę i doprowadziły do powstania formalnego partnerstwa wojskowego. Działania te dają Izraelowi bezpośredni strategiczny udział w ewentualnym sukcesie Rabatu w regionie, co ma oczywiste znaczenie odnośnie do Ceuty i Melilli.
W tym kontekście Abrahamowa koalicja administracji Trumpa, zbudowana wokół wspólnej opozycji wobec Iranu i bodźców ekonomicznych, stworzyła nowe relacje w trójkącie między Waszyngtonem, Jerozolimą i Rabatem.
W rezultacie roszczenia terytorialne Maroka wobec eksklaw stały się już nie tylko dwustronnym sporem z Hiszpanią, ale znacznie poszerzyły swój zasięg. Maroko konsekwentnie wykorzystuje presję dyplomatyczną, prawną i demograficzną, budując wokół swoich północnych roszczeń odpowiednią narrację. Rola Izraela sprowadza się natomiast do wzmocnienia marokańskiej dyplomacji w ramach struktury sojuszu, która już teraz przychylnie odnosi się do stanowiska Rabatu.
Jak widać, nic z tych działań nie wymaga militarnego awanturnictwa, a koszty pozostają minimalne. Reasumując obecną sytuację, można wyciągnąć następujące wnioski:
1) Hiszpania znajduje się w izolacji dyplomatycznej dokładnie w momencie, gdy jej południowe terytoria są zagrożone;
2) Porozumienia Abrahama stworzyły ramy dla rekonfiguracji sojuszy na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej w sposób, który służy jednocześnie interesom USA i Izraela;
3) pomoc Maroku w przejęciu Ceuty i Melilli służy tym ramom i dodatkowo może stać się karą dla członka NATO – Hiszpanii – który utrudnia działania;
4) dla Izraela wzmacnianie roszczeń Maroka nie jest aktem dobroczynności. To strategiczna inwestycja w partnera, który po drugiej stronie Cieśniny Gibraltarskiej ma klucz do jednego z najważniejszych morskich punktów strategicznych na świecie.
W kontekście Cieśniny Ormuz, Ceuta może być kolejnym punktem zapalnym.
Ewa Marcinkowska
https://myslpolska.info/