O tym, jak ta sama sieć, która odbudowała Ground Zero po 11 Września, już teraz przykłada miarę do Bliskiego Wschodu.

Ci sami “architekci”…

Date: 7 Maggio 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/ci-sami-architekci

O tym, jak ta sama sieć, która odbudowała Ground Zero po 11 Września, już teraz przykłada miarę do Bliskiego Wschodu.

Istnieje szczególny rodzaj człowieka, który patrzy na dymiące ruiny i widzi, zanim jeszcze dym opadnie, okazję do rozwoju. Historia zwykle hojnie go za to nagradza, a potem budynek nazywa jego imieniem.

Larry Silverstein jest tym człowiekiem. Podobnie jak Howard Lutnick. I jak, na swój własny sposób, Jared Kushner. Ci mężczyźni nie trafili do tych samych pomieszczeń przez przypadek. Zrozumienie, jak się tam znaleźli, wymaga zrozumienia, czym 11 września uczynił pierwszych dwóch, czym Porozumienia Abrahamowe uczyniły trzeciego, a co Donald Trump umożliwił wszystkim im.

Gruzowisko stworzyło ludzi

24 lipca 2001 roku Silverstein Properties podpisał 99-letnią dzierżawę całego kompleksu World Trade Center za 3,2 miliarda dolarów, co było wówczas największą transakcją na rynku nieruchomości w Nowym Jorku. Siedem tygodni później budynki zniknęły.

Cantor Fitzgerald, firma handlująca obligacjami, której 658 pracowników z Nowego Jorku zginęło tego ranka w Północnej Wieży, zajmowała piętra od 101 do 105, bezpośrednio powyżej miejsca uderzenia pierwszego samolotu. [To była inscenizacja on line, nie samolot uprowadzony przez amatorów.. md] . Howard Lutnick, ówczesny dyrektor generalny Cantor Fitzgerald, wyszedł, aby odprowadzić syna do pierwszej klasy przedszkola. Przeżył. Jego brat Gary nie.

Dla tych mężczyzn nastały dwie dekady ćwiczeń z odbudowy po katastrofalnych stratach oraz wspólne ramy retoryczne, w których cierpliwość, kapitał instytucjonalny i dostęp polityczny są przedstawiane jako naturalna odpowiedź na ruiny. Lutnick uczynił te ramy wyraźnymi. Przemawiając na gali United Hatzalah po 7 października, powiedział do zgromadzonych:

„Żaden z moich ludzi nie uratował się. Izrael się odbuduje. I będzie silniejszy. Za 15 lat Izrael będzie lśniącą gwiazdą świata”.

Człowiek, który spędził dwadzieścia lat, patrząc, jak ponownie składa się panorama Manhattanu, teraz rzutował tę samą oś czasu i ten sam zwrot z cierpliwego kapitału na kraj, którego panorama właśnie została w znacznym stopniu przearanżowana. Czysto sentymentalnie, oczywiście.

Ta sentymentalna postawa przełożyła się na działania. Po 7 października Lutnick zebrał 75 milionów dolarów na kampanię Trumpa i był współprzewodniczącym prezydenckiego zespołu przejściowego, co oznacza, że miał znaczący udział w wyborze gabinetu, w którym teraz zasiada. W lutym 2025 roku został Sekretarzem Handlu USA, czyli stanowiskiem odpowiedzialnym za ramy handlowe i architekturę inwestycyjną. Podczas przesłuchania w Senacie w sprawie zatwierdzenia jego nominacji, zapytany o Porozumienia Abrahamowe, wyraził pełne zaangażowanie w ich rozszerzanie, opisując ich „ogromny potencjał gospodarczy”. To jeden ze sposobów, by to opisać.

Bądźmy poważni co do tej sekwencji: Lutnick wydał 75 milionów dolarów, aby umieścić Trumpa w Białym Domu, współprojektował nadchodzącą administrację, sam umieścił się na stanowisku Sekretarza Handlu, a teraz nadzoruje architekturę handlową regulującą znormalizowany Bliski Wschód, czyli ten sam projekt ekonomicznej normalizacji, wobec którego zadeklarował swoje zaangażowanie, zanim Trump w ogóle został zaprzysiężony. Nie trafił do tego pokoju przez przypadek – ustawił grę i kupił sobie wejście.

I nie przyszedł z pustymi rękami. Fundusz “Opportunity Zone” Cantor Fitzgerald i Silverstein Properties, czyli mechanizm zaprojektowany do kierowania prywatnego kapitału na dużą skalę do wyznaczonych obszarów rewitalizacji w zamian za znaczne korzyści podatkowe, został zamknięty w marcu 2025 roku, gromadząc ponad 470 milionów dolarów.

„Opportunity Zone Fund” – tak to nazwali.

Nic niezwykłego w funduszu o wartości 470 milionów dolarów nastawionym na odbudowę, współzarządzanym przez człowieka, który odbudował Ground Zero, i człowieka, który porównał odbudowę Izraela do swojej własnej, zamykanym właśnie wtedy, gdy nabierała kształtu okazja do odbudowy pokolenia. Człowiek, który współzarządza tym funduszem, jest teraz Sekretarzem Handlu USA. Konflikt interesów jest strukturalny i ledwo traktuje się go jako problem – bo i co z tego? Kogo to obchodzi?

Jeśli Silverstein jest mitologią, a Lutnick jest dźwignią polityki, to Tal Kerret jest architekturą. Urodzony w Bat Yam, wykształcony na Uniwersytecie Telawiwskim, przez sześć lat oficer IDF, zanim założył dwie firmy technologiczne w Nowym Jorku i wżenił się w rodzinę Silversteinów – jest, w najbardziej dosłownym znaczeniu organizacyjnym, ludzkim pomostem między izraelskim establishmentem wojskowym, rynkami kapitałowymi Tel Awiwu a nowojorską machiną nieruchomościową znajdującą się w centrum tej historii. Nie tyle ożenił się z rolą, co ją zbudował, a budowa była zamierzona.

Był także prelegentem na corocznej konferencji UAE Family Office and High Net Worth w Abu Zabi w październiku 2026, odbywającej się na wyspie Saadiyat (czy nie było tam irańskiego ataku rakietowego?), kilka kilometrów od siedziby ADIA, największego na świecie suwerennego funduszu majątkowego. Sala, jak to mówią, rezerwuje się sama.

Infrastruktura już gotowa

Zanim przejdziemy do tego, jak ci mężczyźni trafili do tych samych pomieszczeń, które obecnie kształtują przyszłość Bliskiego Wschodu, warto zatrzymać się nad tym, co Silverstein Properties zbudowało już w Izraelu i co Izrael zbudował już w Stanach Zjednoczonych.

Relacja ta jest znacząca, głęboko sfinansjalizowana i ledwo dyskutowana poza izraelską prasą biznesową, prawdopodobnie dlatego, że szczegóły są zarówno niewygodne, jak i nudne.

Silverstein Properties Limited to podmiot emitujący obligacje notowany na Giełdzie Papierów Wartościowych w Tel Awiwie, który zgromadził blisko 190 milionów dolarów w ramach wielu emisji, a izraelscy inwestorzy indywidualni oraz główne fundusze instytucjonalne posiadają papiery zabezpieczone aktywami w Nowym Jorku.

Operacją w Izraelu kieruje Lior Mor, którego kariera jest mikrokosmosem tej sieci. Przyszedł z Menora Mivtachim, gdzie kierował działem nieruchomości jednej z największych izraelskich firm ubezpieczeniowych. Na TASE zebrał dla Silversteina ponad 500 milionów dolarów. Następnie współzałożył własną firmę inwestycyjną w nieruchomości, Goldstar Equities, zachowując jednocześnie miejsce w radzie nadzorczej Azorim – jednego z największych deweloperów w Izraelu, obecnie aktywnie uczestniczącego w powojennej odbudowie. Na każdym etapie swojej kariery Mor siedział dokładnie na przecięciu izraelskiego kapitału instytucjonalnego, rozwoju nieruchomości i infrastruktury finansowej, która decyduje o tym, kto, co, gdzie i po czym buduje.

I tak oto, podwaliny pod skierowanie izraelskich pieniędzy instytucjonalnych do pokryzysowych programów rewitalizacji zostały położone na długo przed tym, zanim ktokolwiek wystrzelił magiczną rakietę lub podpisał „nisko-oprocentowany” kredyt hipoteczny, który nigdy nie miał przetrwać.

Prawdopodobnie po prostu dobre planowanie.

Rodzaj planowania budowanego przez lata nawiązywania kontaktów, uroczystych zbiórek, sieci darczyńców, prywatnych briefingów, misji „na zamówienie” i nieformalnych rozmów przy kolacyjnych stołach, gdzie te rzeczy faktycznie się dzieją.

Co prowadzi nas do FIDF.

FIDF: Sieć wsparcia, a nie organizacja charytatywna

FIDF przedstawia się jako organizacja humanitarna: organizacja non-profit 501(c)(3) zajmująca się zdrowiem, dobrostanem i edukacją izraelskich żołnierzy. Ich sprawozdania finansowe wskazują, że została założona w Nowym Jorku 15 grudnia 1981 roku i rozpoczęła działalność 1 kwietnia 1983 roku. Na swojej stronie internetowej opisuje się jako oficjalne amerykańskie ramię fundraisingowe dla żołnierzy IDF.

Wszystko bardzo sielankowe i w stylu kiermaszu ciastek.

No właśnie, „proszę, myślcie wyłącznie o stypendiach”

Ugh.

Programy i stypendia są jak najbardziej realne. Mieszkania dla samotnych żołnierzy są umeblowane, a opieka psychiatryczna finansowana. Skarpetki, jak można przypuszczać, są starannie złożone.

Ale kiedy słyszysz, że w 2023 roku zebrali 280 milionów dolarów, trzymali je w rezerwach, nadal zbierali fundusze i pozwolili swojemu prezesowi wydać 53 tysiące dolarów na prywatne podróże, zanim ktokolwiek to zauważył – zrozum, na co tak naprawdę patrzysz. To nie jest organizacja charytatywna, która nie wywiązuje się ze swojej misji. To system, który działa dokładnie tak, jak został zaprojektowany.

Ta organizacja została zbudowana jako pomost między amerykańskimi pieniędzmi a izraelską potęgą wojskową. Dziś kieruje nią generał dywizji (w stanie spoczynku) Nadav Padan jako dyrektor generalny i dyrektor krajowy, Fred Distenfeld jako przewodniczący, a dr Nily Falic jako przewodnicząca honorowa. Wokół nich zasiada rada nadzorcza wypełniona finansistami, dyrektorami wykonawczymi, deweloperami, darczyńcami oraz przedstawicielami instytucji i wojska.

Czy naprawdę uważasz, że jedna z najlepiej finansowanych armii na świecie, wspierana miliardami dolarów pomocy amerykańskiej i ogromnym krajowym budżetem obronnym, wciąż potrzebuje pomocy od miliarderów, programów dopłat od korporacji oraz hojności okazywanej podczas uroczystych gal przez elity amerykańskiego świata biznesu?

Był nawet czas, gdy nazwa grupy nieruchomościowej Kushnera pojawiała się na ekranach podczas tych gal, podczas gdy Jared Kushner zasiadał w radzie nadzorczej FIDF.

Dopóki jej nie usunięto.

Lista darczyńców czyta się jak katalog amerykańskiej potęgi i statusu instytucjonalnego: Bernie Marcus, Larry Ellison, Jan Koum, Haim Saban, Cheryl Saban, Sheldon i Miriam Adelson, Paul Singer, Michael Dell, rodzinne fundacje Jareda Kushnera, Kushner Real Estate Group, Silverstein Properties oraz firmowe programy dopasowywania datków powiązane z BlackRock, Vanguard, Bank of America, Northrop Grumman, Honeywell, Google, Microsoft, Apple, Starbucks i McDonald’s.

Cała klasa rządząca nagle ogarnięta troską o dobrostan emocjonalny dziewiętnastoletnich poborowych?

Czy to ma sens, że Resnickowie – kalifornijscy miliarderzy z branży pistacjowej – przekazali 2,4 mln dolarów organizacji „Friends of the IDF”, a irańskie zakłady produkujące pistacje akurat znalazły się w zasięgu wybuchu?

Bo to przecież typowy cel wojskowy, prawda?

Czy też bardziej prawdopodobne jest, że dotacje kupują dostęp do instytucji, które kształtują bezpieczeństwo, ziemię, infrastrukturę, handel i odbudowę?

Wpływy przemieszczają się poprzez preferencje, dostosowanie i wczesny dostęp. Niektóre projekty postępują szybciej. Niektóre przeszkody znikają. Niektórzy ludzie są już w sali, gdy spisywane są kontrakty.

Nikt tam nie jest, bo martwi się o żołnierzy w Beer-Szebie. Są w tym pomieszczeniu, bo jest tam generał, a generał znajduje się tam, gdzie są wpływy. Ten żenujący język o trosce o żołnierzy to przepustka, a ulga podatkowa sprawia, że wszystko wygląda na czysto. Najważniejsza jest bliskość: status darczyńcy FIDF zapewnia dostęp do kręgów, w których krążą generałowie, wojskowi, finansiści, deweloperzy, ubezpieczyciele, ministrowie i ludzie z mapami.

A skoro mowa o kretynach, to podczas jednej z misji nieruchomościowej FIDF w Izraelu siedemnastu nowojorskich deweloperów zwiedziło bazy Sił Obronnych Izraela, odwiedziło bazę marynarki wojennej, obserwowało starty samolotów F-15 oraz zwiedziło czynne obiekty wojskowe na Wzgórzach Golan. Marty Burger, były dyrektor generalny Silverstein Properties, opisał tę pierwszą wycieczkę jako „poszukiwanie kontaktów finansowych”, a później został współprzewodniczącym misji nieruchomościowej.

Co jest naturalne, gdy po prostu chce się pomóc żołnierzom.

Warto również zauważyć, że FIDF jest obecnie bałaganem zarządczym. W połowie 2025 roku izraelski portal Ynet opublikował przeciek 18-stronicowego wewnętrznego raportu dochodzeniowego, który zarzucał organizacji niewłaściwe zarządzanie finansami, kumoterstwo, nadużycia związane z luksusowymi wydatkami oraz podwójną sprzedaż projektów nazwanych imieniem darczyńców, w tym amfiteatrów i pomników, wielu ofiarodawcom jednocześnie. Skargi dotyczące molestowania seksualnego podobno były źle rozpatrywane lub ignorowane.

Zarówno przewodniczący rady, jak i dyrektor generalny zrezygnowali pod presją. Datki spadły, a jeden z oddziałów w Zatoce San Francisco odnotował spadek wpłat z ponad 7 milionów dolarów rocznie do poniżej 1 miliona dolarów. Samo IDF odmówiło potwierdzenia roszczenia FIDF do bycia jedynym autoryzowanym ciałem fundraisingowym w USA dla swoich żołnierzy – roszczenia, które od 2017 roku stało za około miliardem dolarów zebranych funduszy. Niezwykłe zarządzanie.

Prosta wersja

Oto co to wszystko oznacza, wyrażone wprost.

Ci sami ludzie, którzy finansowali izraelskie wojsko przez FIDF, teraz czerpią zyski z odbudowy budynków, które operacje wojskowe oczyściły. Wielu z nich to byli oficerowie wojskowi. Deweloperzy budujący na terenach, które zostały zbombardowane, mieli wcześniejsze plany budowy tam, zanim spadł jakikolwiek „irański pocisk”. Firmy ubezpieczeniowe finansujące odbudowę to te same instytucje, które przez lata finansowały emisje obligacji Silversteina w Izraelu.

Człowiek kierujący izraelską operacją Silversteina wcześniej pracował w jednej z tych firm ubezpieczeniowych, a teraz zasiada w radzie nadzorczej jednego z tych deweloperów. Człowiek, który pośredniczył w porozumieniu normalizacyjnym, które otwiera kapitał z Zatoki Perskiej dla tego wszystkiego, zasiadał w radzie nadzorczej FIDF. Człowiek, który obecnie kontroluje amerykańską politykę handlową i inwestycyjną, wydał 75 milionów dolarów, aby się tam dostać, i współzarządza funduszem o wartości 470 milionów dolarów nastawionym na odbudowę z deweloperem, którego zięć pozyskuje fundusze od suwerennych funduszy majątkowych Zatoki w Abu Zabi.

Krąg Menory: Jak pieniądze z Zatoki wracają do deweloperów

Firmą ubezpieczeniową w centrum tego wszystkiego jest Menora Mivtachim, ta sama instytucja, w której Lior Mor kierował działem nieruchomości przed dołączeniem do Silversteina, i ta sama instytucja, której relacje kapitałowe z Silversteinem pomogły zbudować opisany powyżej izraelski program obligacyjny.

Nie jest to czysta instytucja. 1 stycznia 2026 roku śledczy z izraelskiej jednostki antykorupcyjnej Lahav 433, elitarnej jednostki zajmującej się poważnymi przestępstwami finansowymi, najechali biura Menory i przesłuchali troje jej najwyższych rangą dyrektorów: dyrektora generalnego Ariego Kalmana, przewodniczącego rady nadzorczej Yehudę Ben Assayaga oraz wiceprezes Orit Kramer. Wszyscy troje zostali zwolnieni, ale pod restrykcyjnymi warunkami.

Dochodzenie, nazwane “Hand Shaking Hand”, koncentruje się wokół skandalu korupcyjnego w federacji związków zawodowych Histadrut, gdzie Menora jest podejrzana o łapownictwo i udzielanie nielegalnych zachęt agentowi ubezpieczeniowemu będącemu w centrum sprawy. Zgromadzono ponad 370 zeznań, przesłuchano 70 podejrzanych i zabezpieczono tysiące dokumentów. Spodziewane są akty oskarżenia. To jest instytucja, która obecnie znajduje się w centrum przepływu kapitału na odbudowę pokonfliktową.

Oto jak działa ten układ. W okresie, gdy Kushner tworzył ramy normalizacji stosunków w ramach porozumień Abrahama, mające na celu udostępnienie funduszy państwowych z krajów Zatoki Perskiej na potrzeby integracji gospodarczej Izraela, firma Menora Mivtachim zainwestowała 30 milionów dolarów w należące do Kushnera kompleksy mieszkaniowe w stanie Maryland. Menora finansowała osobiście Kushnera, podczas gdy ten budował strukturę dyplomatyczną, która ostatecznie przyniosła korzyści instytucjonalne właśnie Menorze.

Ta sama firma Menora przeznacza obecnie 200 milionów szekli na izraelskie projekty rewitalizacji miast, których realizacja nabrała tempa w wyniku ataków. Fundusz Affinity Partners należący do Kushnera, dysponujący 2 miliardami dolarów pochodzących z saudyjskiego funduszu majątkowego oraz kolejnymi 1,5 miliarda dolarów od Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kataru, dąży obecnie do uzyskania statusu największego udziałowca Menory.

Przeczytaj tę sekwencję jeszcze raz. Menora finansuje amerykańskie nieruchomości Kushnera. Kushner tworzy ramy normalizacji stosunków, które przyciągają kapitał z krajów Zatoki Perskiej. Kushner pozyskuje miliardy od państw Zatoki Perskiej, do których dostęp umożliwiły jego porozumienia. Kapitał z Zatoki Perskiej wraca do Menory, izraelskiej firmy ubezpieczeniowej, która jest obecnie przedmiotem śledztwa karnego, finansującej deweloperów odbudowujących zniszczone dzielnice i która wkrótce znajdzie się w większościowej własności człowieka, który zaprojektował architekturę dyplomatyczną, dzięki której to wszystko stało się możliwe. Ten krąg to model biznesowy.

Teren oczyszczony zanim spadły rakiety

Obszary dotknięte atakami w północnej i środkowej części Izraela były już wcześniej objęte programami rewitalizacji miejskiej w ramach TAMA 38 i Pinui-Binui – izraelskich inicjatyw mających na celu ułatwienie rozbiórki i przebudowy starszych budynków o wadliwej konstrukcji poprzez obniżenie progu wymaganej zgody oraz przyspieszenie procesu zatwierdzania planów zagospodarowania przestrzennego. Po dokładniejszej analizie okazuje się, że rozkład zniszczeń i ocalałych budynków bardziej odpowiada planowi wyburzeń niż logice wyboru celów przez przeciwnika kierującego się koniecznością militarną.

W kompleksie przy bulwarze Tirzah-Yerushalayim w Ramat Gan deweloper Canaan jeszcze przed atakami promował plany renowacji obejmujące siedem budynków. Firmy Carasso Real Estate i Shaked Group wspólnie realizowały projekt ewakuacji i odbudowy w południowej części kompleksu. Zniszczone budynki – Tirzah 12, Tirzah 14 oraz budynek przy bulwarze Yerushalayim 75 – znajdowały się w strefach objętych aktywnymi programami renowacji.

Baruch Shaked, jeden z tych deweloperów, jest emerytowanym podpułkownikiem Sił Obronnych Izraela (IDF), który służył w jednostkach budowlanych i logistycznych Dowództwa Frontu Krajowego. Po ataku władze miejskie natychmiast podjęły działania zmierzające do całkowitej odbudowy zamiast naprawy, koordynując z deweloperem Tidhar rozbiórkę 11 budynków i budowę 60-piętrowego wieżowca w trybie przyspieszonym. Tidhar został współzałożony przez Gila Gevę po tym, jak pełnił on funkcję oficera operacyjnego w Sayeret Matkal, najbardziej elitarnej jednostce specjalnej rozpoznania Sił Obronnych Izraela. Wydaje się to normalne.

Wojsko, darczyńcy i deweloperzy tworzą ten sam ekosystem, przechodząc między różnymi stanowiskami.

W Bat Yam, mieście, w którym urodził się Tal Kerret, 15 czerwca 2025 r. pocisk balistyczny przypisywany Iranowi rzekomo zabił dziewięć osób, w tym dwoje dzieci, niszcząc lub uszkadzając 80 budynków, a 800 wysiedlonych rodzin przewieziono autobusami do hoteli. Oficjalne doniesienia nie wspomniały jednak, że Bat Jam zostało zidentyfikowane, jeszcze przed upadkiem pierwszej rakiety, jako jeden z najbardziej atrakcyjnych rynków rewitalizacji miejskiej w środkowej części Izraela. Rakieta nie stworzyła tej okazji. Przyspieszyła jedynie proces wyburzeń, który został już zaplanowany w systemie urbanistycznym.

Potem jest Kirya, czyli własna siedziba IDF w sercu Tel Awiwu, już wcześniej wyznaczona do częściowej prywatyzacji przed rozpoczęciem konfliktu. Została trafiona pociskiem przypisywanym Iranowi 13 czerwca 2025 roku i ponownie 4 kwietnia 2026 roku.

Równocześnie IDF przenosi 11 baz z centralnego Izraela na pustynię Negew, uwalniając pierwszorzędne tereny miejskie wzdłuż najdroższego korytarza nieruchomości w kraju. Zastępczy kampus wywiadu wojskowego buduje Shikun & Binui, jedna z największych izraelskich firm deweloperskich.

Wojsko się wycofuje. Wkraczają deweloperzy. Pociski, przypisywane Iranowi, w samą porę przyspieszyły ten proces.

Pamiętacie, jak wielki szum wywołało uderzenie w te budynki?

Czy teraz ma to więcej sensu?

Wyolbrzymianie potencjału Iranu służy bardzo konkretnemu celowi. Sprawia, że zniszczone nieruchomości stają się wydarzeniem o znaczeniu dla bezpieczeństwa narodowego. Daje to opinii publicznej wroga, stanowi uzasadnienie dla stanu wyjątkowego, zapewnia ubezpieczycielom ramy działania, deweloperom toruje drogę, a najbogatszym zapewnia kolejny cykl odbudowy, na którym mogą zarobić.

Stare budynki, sporne działki, wstrzymana rewitalizacja miast, roszczenia ubezpieczeniowe, uprawnienia nadzwyczajne, budżety obronne i gwałtowne wzrosty na rynku – wszystko to zostaje spakowane w jedną zgrabną historię:

To sprawka Iranu.

A gdy ludzie to zaakceptują, pieniądze zaczynają krążyć.

To, czy pociski przypisywane Iranowi zostały wystrzelone z inicjatywy Iranu, czy za jego zgodą, to pytanie, na które oficjalne źródła nie zadały sobie trudu, by udzielić dokładnej odpowiedzi. Ci, którzy czerpią z tego korzyści finansowe, nie wykazują szczególnej chęci, by poruszać tę kwestię.

“Closer”

W listopadzie 2025 roku, kiedy saudyjski książę Mohammed bin Salman przybył do Waszyngtonu na spotkanie z Trumpem, obecny był tam również 94-letni Larry Silverstein, który nie pełnił żadnej oficjalnej funkcji w zakresie polityki handlowej Stanów Zjednoczonych, wraz z Talem Kerretem, który celowo nie precyzował charakteru zapowiadanej inicjatywy: mogła to być albo inwestycja deweloperska Silversteina w Arabii Saudyjskiej, albo umowa dotycząca kampusu Uniwersytetu Nowojorskiego w Zatoce Perskiej. Nie zabiera się człowieka, który odbudował Ground Zero, na szczyt geopolityczny jako gadżet do rozmowy. Chyba że jednak tak jest.

Trump jest kluczową postacią w tej historii. To właśnie za jego projekt polityczny Lutnick zapłacił 75 milionów dolarów, to Kushner zbudował, a Trump ożywił dyplomację w regionie Zatoki Perskiej, i to właśnie on stał u boku 94-letniego dewelopera World Trade Center podczas spotkania z człowiekiem, który kontroluje fundusz majątkowy większy niż PKB większości krajów.

Trump nie wymyślił relacji finansowych opisanych w tym artykule. Zapewnił strukturę rządową, dzięki której można je było wdrożyć na dużą skalę: otoczenie regulacyjne, dyplomację normalizacyjną oraz skład gabinetu, który przekształca relacje kapitału prywatnego w wyniki polityczne. Mówiąc językiem umów, które zawierał przez całe życie, jest on „closerem”.

Plany poprzedzają wyburzenie

Symetria między wydarzeniami z 11 Września a obecną sytuacją jest wpisana w sposób, w jaki ci mężczyźni mówią o sobie. Lutnick odwołuje się do niej wprost. Cała publiczna tożsamość Silversteina opiera się na niej. Narracja o katastrofalnym zniszczeniu, po którym następuje cierpliwa, zdyscyplinowana odbudowa, finansowana przez kapitał instytucjonalny, realizowana przez zaufanych deweloperów, wspierana przez powiązania wojskowe i dostęp do kręgów politycznych, przez dwie dekady i na dwóch kontynentach okazała się niezwykle odpornym modelem biznesowym.

Ten sam scenariusz. Ci sami gracze. Inna geografia, inne zniszczenia. Plany, jak to się mówi, mają to do siebie, że poprzedzają wyburzenie.

INFO: https://morganc000.substack.com/p/the-usual-architects (przekład: AI, możliwe błędy; w oryginale mnóstwo zdjęć i odnośników)

„Kanion” z 2001 roku w aktach Epsteina

Kanion z 2001 roku w aktach Epsteina

Autor artykułu Marek Wójcik 19.02.2026 r.

Wielu dziennikarzy interesuje się opublikowanymi dokumentami ze śledztwa dotyczącego Epsteina. Bardziej interesujące jest jednak to, czego w tych aktach brakuje. 14 lutego 2026 roku audytor danych śledczych opublikował analizę na Redditorze sprawy Epsteina, która wywołała sensację. W oficjalnym zestawie danych EFTA nr 9 Internal Communications Correspondence odkryto ogromną, chronologicznie precyzyjną lukę, tzw. kanion z 2001 roku. Między wrześniem 1998 roku (ostatni numer seryjny EFTA00045000) a styczniem 2002 roku (następny numer seryjny EFTA00070000) brakuje dokładnie 25 000 numerów seryjnych. Nie są to luki spowodowane przypadkiem ani awariami technicznymi – to czysty, systematyczny podział. Jednocześnie w zestawie danych nr 3, Financial Records, brakuje trzech lat kompletnych danych transakcyjnych.

Ogólnie rzecz biorąc, istnieje luka 2,6 miliona stron między około 6,1 miliona stron ogłoszonych przez Departament Sprawiedliwości a około 3,5 miliona stron faktycznie opublikowanych. Cytat z opublikowanego wczoraj na UncutNews.ch artykułu: Co jest tuszowane? 25 000 brakujących dokumentów z okresu tuż przed 11 września: Departament Sprawiedliwości usuwa korespondencję Epsteina z kluczowego okresu. Źródło.

Źródło.

Powyższa grafika dobrze tłumaczy, skąd wzięło się w tym kontekście pojęcie kanionu.

Podobnie wyglądały wykresy przypadków zachorowań na grypę w okresie 2018 do 2022 r.

Jakkolwiek przyczyna jest zupełnie inna. Nauczona doświadczeniem prokurator generalna USA Pam Bondi, kiedy wcześniej opublikowane akta ujawniły szczegóły planowania plandemii, postanowiła tym razem po prostu usunąć tysiące dokumentów wskazujących na planowanie – zapewne nie przez Al-Kaidę – zamachów na World Trade Center z 11 września 2001 roku.

Nigdy nie zapomnij WTC1 i WTC2!
Zapomij WTC7!

Jesteśmy wszyscy oblężeni w bagnie kłamstw. Nie ma dnia ni godziny, żeby z ekranu telewizora nie płynęła propagandowo wystylizowana nieprawda. Od budowy egipskich piramid bez narzędzi, jedynie siłą pracy niewolników, do najnowszych rewelacji świadczących o udziale rosyjskich służb specjalnych w tworzeniu diabelskiego pomiotu wyspy Epsteina. Od procesów moskiewskich Stalina sprzed prawie wieku, do „samobójstwa” Jeffreya Epsteina. Od „skutecznej” szczepionki przeciwko ospie z czasów wojen napoleońskich po zabójcze eliksiry mRNA. Od „ratującego” zęby fluoru po „niebezpieczny” cholesterol.

Można te kłamstwa wymieniać w nieskończoność. Niedawno miałem rozmowę z panią doktor, która postanowiła poświęcić więcej czasu dla mnie, by mnie przekonać do używania statyn przeciwko „straszliwemu” cholesterolowi. Porozmawiamy o tym podczas mojej następnej wizyty u pani doktor…

Nasz świat został zakłamany przez natrętne powtarzane nieprawdy. Gdyby druga wojna światowa inaczej się potoczyła i nie daj Boże Hitler, zwyciężył Stalina, to zgadnijcie, kto dzisiaj byłby symbolem wszelkiego zła? Rolę dzisiejszego Hitlera przejąłby Stalin. Komunizm byłby zły, a faszyzm dobry. Obaj przywódcy byli zbrodniarzami, ale zwycięzca jest zawsze tym „dobrym”. Podobnie ich zbrodnicze, niszczące autentycznego człowieka ideologie.

Przykład, jak właściciele upodabniają się do swych psów.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Katar, 11 września [9/11] i coraz bardziej nieunikniona zmiana stosunku do Izraela

Katar, 11 września i coraz bardziej nieunikniona zmiana dla Izraela

Kategoria: Archiwum, Ciekawostki, Co piszą inni, Filozofia, Kontrowersyjne, Militaria, Niekonwencjonalne, Polecane, Polityka, Świat, Ważne

Autor: AlterCabrio, 11 września 2025

Czy poparcie dla Palestyny ​​stanie się wkrótce domyślnym stanowiskiem większości głównych mediów? Być może, z kilkoma opornymi w bardziej konserwatywnych publikacjach amerykańskich.

Czy Izrael i 11 września będą nićmi, którymi pociągną, by rozbić imperium USA? Relacje z nadchodzącego weekendu rocznicowego będą tego wymownym dowodem.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Katar, 11 września i coraz bardziej nieunikniona zmiana dla Izraela

Wczoraj Izrael przeprowadził ataki na stolicę Kataru, Dohę, rzekomo wymierzone (i rzekomo zabijające) w kluczowych członków kierownictwa Hamasu.

Niesprowokowany atak, bezpośrednio naruszający suwerenność i integralność terytorialną innego państwa. Typowe naruszenie prawa międzynarodowego.

Nie jest to niczym niezwykłym. Pogarda Izraela dla prawa międzynarodowego nie jest niczym nowym i wcale nie jest niedoceniana.

Problemem jest reakcja światowych przywódców, która okazała się nieco chłodniejsza, niż można by się spodziewać.

Ataki te spotkały się z ostrą krytyką ze strony marionetek na całym świecie – Kanadyjczyka Marka Carneya, Brytyjczyka Keira Starmera, Australijczyka Albanese’a, Francuza Macrona i wielu innych.

W swoim orędziu o stanie Unii Europejskiej szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ostrzegła, że ​​UE powinna „rozważyć nasze dwustronne wsparcie” dla Izraela.

Nawet Biały Dom Donalda Trumpa zdystansował się od tego planu, co jest tak bliskie całkowitego odrzucenia, jak to tylko z tamtej strony możliwe.

Na początku tygodnia hiszpański rząd ogłosił zamknięcie swojej przestrzeni powietrznej i portów morskich dla samolotów i łodzi przewożących broń do Izraela.

Wyrażanie antyizraelskich nastrojów staje się coraz powszechniejsze na scenie politycznej, na której poparcie dla Palestyny ​​było kiedyś domeną wyłącznie Kuby, Wenezueli i innych krajów uznawanych za „wrogów” Zachodu.

Izrael odpowiada podwojeniem wysiłków, przeprowadzając dziś kolejne ataki – tym razem na Jemen.

Tymczasem w świecie mediów Tucker Carlson pojawił się w programie Piersa Morgana, aby porozmawiać o udziale Izraela w zamachach z 11 września. Powtarzam, to nic nowego, chóralne opisy „tańczących Izraelczyków” są bardzo powszechne o tej porze roku… ale nie u Piersa Morgana i nie przy tak niewielkim sprzeciwie ze strony tego prostackiego bufona.

Carlson najwyraźniej zamierza w tym tygodniu opublikować nowy film dokumentalny na temat 11 września.

Wszystko to każe mi myśleć, że niedługo sytuacja w Izraelu całkowicie się odwróci i to oni staną się „tymi złymi”.

Oczywiście oficjalnie. Nie twierdzę, że obecnie są tymi dobrymi, zanim zaczniecie mnie za to krytykować w komentarzach.

Czy poparcie dla Palestyny ​​stanie się wkrótce domyślnym stanowiskiem większości głównych mediów? Być może, z kilkoma opornymi w bardziej konserwatywnych publikacjach amerykańskich.[cóż neocons mają wspólnego z konserwatyzmem? Chyba to, że też jedzą szprotki z konserwy. MD]

Czy Izrael i 11 września będą nićmi, którymi pociągną, by rozbić imperium [kłamstwa md] USA? Relacje z nadchodzącego weekendu rocznicowego będą tego wymownym dowodem.

„Ponowne rozpatrzenie” 11 września i zrzucenie winy na Izrael – a może nawet przyznanie się częściowo do prawdy o udziale CIA i Pentagonu – mogłoby doprowadzić do rozmów o zagrożeniach związanych z nacjonalizmem i imperializmem itd., a także o tym, że potrzebujemy „współpracy międzynarodowej” i „myślenia wielobiegunowego”, aby zapobiec powstaniu nowego imperium i powiązanym z nim okrucieństwom w przyszłości.

Sądzę, że coś takiego może się wydarzyć. Może już niedługo.

__________________

Qatar, 9/11 and the Increasingly Inevitable Israeli Heel Turn, Kit Knightly, Sep 10, 2025

9/11 – zbrodnia założycielska NWO

9/11 – zbrodnia założycielska NWO

Sławomir M. Kozak 11.09.2024 aurora9-11-zbrodnia-zalozycielska-nwo

Najmłodsi Czytelnicy nie pamiętają już nawet tego dnia. Ale, powinni poznać chociaż kilka podstawowych faktów, żeby wiedzieć, czemu (komu) zawdzięczają to wszystko, czego doświadczają dzisiaj i z czym się będą mierzyły ich dzieci w przyszłości. Tylko z tego powodu piszę te słowa, bo przecież napisałem przez ostatnich 17 lat już na ten temat tyle, ile żaden autor na świecie. Brzmi to mało skromnie, ale takie są fakty. Kto zechce, może sięgnąć do moich książek i zanurzyć się w szczegóły, których zebrałem multum. Nie będę zatem przytaczał ogólników na temat oficjalnej wersji tamtego dnia, wystarczy poszukać w sieci.

Tu, w telegraficznym skrócie o tym, czego w Wikipedii nie znajdziecie.

Już w kilka godzin po ataku wmówiono światu, że dokonali go islamscy wrogowie Ameryki, muzułmanie z organizacji Al-Kaida, której przewodził wówczas Osama Bin Laden. Ten zarzut wyartykułował w studio NBC, o 12:46 tego dnia, w dwie godziny po zawaleniu Północnej Wieży kompleksu WTC, Paul Bremer – od 1999 roku przewodniczący Narodowej Komisji ds. Terroryzmu. Zapewniał o tym ze stoickim spokojem, choć w obu budynkach tego ranka znajdowało się 400 jego pracowników, o których słowem nie wspomniał, a których losów każdy mógł się domyślać. „To dzień, który zmieni nasze życie” – powiedział. I wiedział, co mówi. Dwa lata później został szefem koalicyjnej administracji Iraku, odpowiedzialnym za wszelkie polityczne i gospodarcze kwestie związane z odbudową tego kraju, zaatakowanego i zrujnowanego w ramach tzw. „wojny z terrorem”. Jak spożytkowano bilion dolarów, który przeznaczono na jego odbudowę, nie wiadomo do dziś. Do dziś też rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki nie wyjawił dlaczego nigdy nie wydał listu gończego za Bin Ladenem, którego rzekomo amerykańskie służby dopadły po 10 latach poszukiwań. Nigdy też nie postawiono mu żadnych formalnych zarzutów.

Dwie godziny, to rzeczywiście dość szybko, ale byli przecież tacy, którzy wiedzieli dwa miesiące wcześniej, jak nowojorski spekulant na rynku nieruchomości Larry Silverstein, który wydzierżawił wtedy na 99 lat obie wieże. Zdążył je jeszcze ubezpieczyć na kwotę 7 miliardów. W umowie znalazła się szczęśliwie klauzula ubezpieczająca WTC „od ataków terrorystycznych”, co w owym czasie nie było praktyką częstą. Nie tylko je uzyskał, ale zbudował później w tym miejscu budynek One World Trade Center, który od tej pory zarabia kolejne miliardy.

Ale co tu mówić o dwóch miesiącach, skoro ze dwa lata wcześniej rozpoczęły się zapewne prace nad scenariuszem do filmu „The Lone Gunmen”, w którego pilotażowej części w pełni załadowany Boeing 727 miał rozbić się o WTC, stając się tym samym narzędziem w rękach rządowych konspiratorów, dążących do wywołania wojny i zwiększenia zysków armii. Spiskowcy winą za zamach obarczali w filmie cudzoziemskich terrorystów. Film pojawił się na kanale Fox TV już 4 marca 2001 roku. Jego producentem był Arnon Milchan, pracownik służb specjalnych Izraela. Kiedy wspominałem o tym kilkanaście lat temu, okrzyczany byłem zwolennikiem teorii spiskowych, dziś informacje o tym osobniku znaleźć już można w oficjalnych opracowaniach wielu autorów i publicystów, w tym emerytowanych pracowników Mosadu.

Cóż jednak znaczą owe dwa lata wobec lat ponad dwudziestu?! A przecież właśnie w roku 1980 pojawił się wywiad, którego Michael’owi Evans’owi udzielił Isser Harel, założyciel wszystkich kolejnych służb izraelskich, szef Shai jeszcze przed powstaniem państwa – w roku 1944, dyrektor Shin Bet od roku 1948 i Mosadu do 1962, a w latach 1962-1963 dowódca w wywiadzie wojskowym Aman. Ten raczej dobrze zorientowany oficer powiedział wówczas, że islamski terroryzm uderzy wcześniej, czy później w Amerykę, a konkretnie w jej falliczny symbol. „Waszym największym fallicznym symbolem jest Nowy Jork, a jego najwyższy budynek będzie fallicznym symbolem, w który uderzą”. Evans przytoczył tę wypowiedź w książce „The American Prophecies, Terrorism and Mid-East Conflict Reveal a Nation’s Destiny”, która ukazała się na rynku w styczniu 2001 roku. Pomijając wszelkie inne aspekty, dowodzi to też tego, że jest to szajka ewidentnych zboczeńców.

Takich „profetycznych” sygnałów można przytaczać dziesiątki, część z nich przywołuję na stronach moich książek o tym szczególnym dniu, który odcisnął się tragicznym piętnem na dziejach całego świata, również na losach naszego kraju. Bo przecież dołączyliśmy wtedy do tej diabolicznej koalicji, doskonale rozumiejąc wezwanie z przemówienia prezydenta Busha, napisanego mu zresztą przez neokonserwatystę Davida Fruma, mówiące, że „albo jesteście z nami, albo z terrorystami”. Frum, którego dziś nazwalibyśmy już wprost globalistą, był też autorem innego, słynnego określenia „oś zła”, sformułowanego pięć miesięcy później, a odnoszącego się do Iraku, Iranu i Korei Północnej.

Od tego pamiętnego wtorku sprzed blisko ćwierćwiecza, w tzw. „wojnie z terrorem” zginęło ponad milion ludzi. Część moich rodaków nadal zapewne wierzy, że Amerykę zaatakowali wtedy Talibowie z jaskiń Afganistanu, uzbrojeni w nożyki do cięcia kartonu, których później dosięgnęła karząca ręka sprawiedliwości.

Niektórzy wiedzą, że to absurd, bo chodzili do dobrych szkół w czasach jeszcze przed kolonialnych i potrafią myśleć. Choć i w tej grupie dominuje przekonanie, że ta operacja była z rodzaju „inside job”, bo taką wersją zdarzeń kanalizuje się tych szczególnie dociekliwych. Cóż jednak oznacza owo „wewnętrzne działanie”? Amerykańskie? Z pewnością, nie można zarzucić takiej zbrodni Amerykanom wiernym swojemu państwu. Wszystko wskazuje na projektowanie i udział w niej ludzi, którzy Ameryki w sercach nie nosili. Ale chciałbym podkreślić, że przypisywanie tego ataku konkretnej nacji, co bywa często stosowane, jest podobnie nieusprawiedliwione, jak objaśnianie zbrodni katyńskiej sprawstwem czysto rosyjskim. To poczynania konkretnego grona osób, które łączy wspólnota interesów przede wszystkim, ale też przekonania, latami podsycane posłuszeństwo plemienne, nienawiść do religii, wierność ideologii trockistowskiej. Dopiero wszystkie te elementy tworzą wizerunek tych, którzy z kilkoma amerykańskimi zdrajcami, dokonali tego przewrotu. Bo też był to przewrót, swoisty zamach stanu, w wyniku którego ta ekipa, budująca przez lata swoją pozycję w amerykańskim systemie politycznym, przemyśle zbrojeniowym, a zwłaszcza w kręgach wywiadu, nie wypuściła już, wtedy przejętej władzy, po dziś dzień. A, żeby im się to udało, musieli kilkadziesiąt lat wcześniej, w odstępie kilku lat, wyeliminować największych swoich wrogów – Johna i Roberta Kennedy’ch. Też współpracując. O tym piszę w swojej najnowszej książce, która ukaże się już jesienią tego roku.

Nikt zapewne nie miał w Polsce okazji poznać raportu Szkoły Zaawansowanych Studiów Wojskowych Armii Stanów Zjednoczonych, w którym napisano, że podejrzenia, co do roli Izraela powinny być naturalne dla każdego, kto jest świadomy reputacji Mosadu jako wywiadu, który jest „bezwzględny i przebiegły. Jest w stanie zaatakować siły USA i sprawić, by wyglądało to na działanie Palestyńczyków/Arabów”. Słowa te przywołał dzień przed zamachem, 10 września 2001 roku, Washington Times. Dlaczego? Czy autorzy, zarówno raportu, jak i cytującego go artykułu, byli wariatami? Przyjęcie takiego założenia byłoby wysoce dla nich krzywdzące. I jedni, i drudzy działali już wówczas na popularyzację opcji „inside job”, jako dzieła jakiejś zdegenerowanej, szaleńczej grupki amerykańskich odszczepieńców. Aby, jeśli nawet nie „kupi” się wersji o Talibach, nie brać pod uwagę nikogo innego, niż rodzimych zdrajców. Tym bardziej, że kolejne fakty zaczęły układać się z czasem coraz czytelniej w obrazek mozolnie budowany z kolorowych puzzli.

Kolorowo ubrani byli mężczyźni, tańczący radośnie podczas pierwszej eksplozji na dachu furgonetki, którą przejechali wkrótce kilka przecznic dalej, by kontynuować zabawę, robiąc sobie przy tym zdjęcia z płonącymi wieżami w tle. Byli widziani przez różnych świadków, a pewna kobieta nie wytrzymała tego widoku i powiadomiła policję. Zgłoszenie przywołała tego samego popołudnia stacja NBC News. Mówiło o „białej furgonetce, dwóch lub trzech facetach w środku. Wyglądają, jak Palestyńczycy i krążą wokół budynku”. Policja wkrótce wydała list gończy za „pojazdem prawdopodobnie związanym z atakiem terrorystycznym w Nowym Jorku. Biała furgonetka marki Chevrolet z 2000 roku, z rejestracją New Jersey i logo „Urban Moving Systems” na tylnych drzwiach, widziana w Liberty State Park, Jersey City, NJ, w momencie pierwszego uderzenia odrzutowca w World Trade Center. Trzy osoby z furgonetki widziano świętujące po pierwszym uderzeniu i późniejszej eksplozji”. Kiedy ich zatrzymano, okazało się, że było ich pięciu: Sivan i Paul Kurzberg, Yaron Shmuel, Oded Ellner oraz Omer Marmari. Braci Kurzberg zidentyfikowano natychmiast, jako funkcjonariuszy Mosadu. Raport FBI, dziś już dostępny, mówi że „pojazd został przeszukany przez psa szkolonego do szukania materiałów wybuchowych i dało to wynik pozytywny”. Szef firmy zajmującej się przeprowadzkami (oczywista przykrywka), Dominik Otto Suter, odleciał nie niepokojony przez nikogo, już 14 września do Tel Awiwu. Pozostali „studenci” opuścili USA trochę później, a już w Izraelu opowiadali z uśmiechem o swoich przygodach, przed kamerami jednej z tamtejszych stacji telewizyjnych.

Takich studentów było zresztą wtedy w Stanach około 200. Ponad 30 z nich zidentyfikowano na długo przed 9/11, wraz ze stu innymi mieszkali w Hollywood. Studiowali rzekomo sztukę. Jedna z takich grup studiowała ją w praktyce, na 91 piętrze nowojorskiej Wieży Północnej. Określała się mianem grupy Gelatin, wywodziła się podobno z Austrii i w ramach „sztuki ulicznej” usunęła całe okno, po czym wystawiła poza nie drewniany taras. Żeby zrozumieć, jaką rolę mógł odegrać ten kawałek rusztowania, należy pamiętać, że eksplozja spowodowana rzekomym uderzeniem Boeinga 767 w Wieżę Północną miała miejsce między 92, a 98 piętrem. A, choć ich działania miały miejsce rok wcześniej, to i tak, co najmniej zagadkowo wyglądały używane przez nich wtedy manekiny, które uwieczniono na jednym z filmów, w dniu zamachów. Już po wszystkim, „studenci” twierdzili, że… śledzili arabskich ekstremistów. Zaprawdę, byli blisko. Jeden z nich, Hanan Serfaty mieszkał w bezpośrednim sąsiedztwie apartamentu zajmowanego przez głównego herszta zamachowców, Mohameda Atty. Tyle, że to on, a nie ów „zamachowiec”, zdołał wypłacić ze swego konta ponad 100 000 dolarów, w ciągu trzech miesięcy przed atakami. Jak podał w roku 2009 magazyn New York Times, niejaki Ali al-Jarrah, kuzyn „porywacza” samolotu UAL 93, 25 lat funkcjonował pod przykrywką, jako izraelski agent infiltrujący palestyński ruch oporu i Hezbollah.

Piętra od 93 do 100 w Wieży Północnej zajmowała firma Marsh & McLennan, której dyrektorem generalnym był Jeffrey Greenberg, syn bogatego syjonisty (i finansisty George’a W. Busha) Maurice’a Greenberga, który był jednocześnie właścicielem Kroll Inc, firmy odpowiedzialnej za bezpieczeństwo całego kompleksu WTC 11 września 2001 roku. Greenbergowie byli również ubezpieczycielami Bliźniaczych Wież i 24 lipca 2001 roku podjęli całkiem przytomnie środki ostrożności polegające na reasekuracji zawieranego wówczas kontraktu. W listopadzie 2000 roku, do zarządu Marsh & McLennan dołączył wspominany przeze mnie wcześniej Paul Bremer. Spośród 400 zatrudnionych w jego firmie osób, 11 września zginęło blisko 300.

Jeśli mówimy o ochronie, to nie sposób nie wspomnieć o tym, że oba samoloty, które podobno rozbiły się o WTC, wystartowały z lotniska Logan w Bostonie, gdzie za bezpieczeństwo odpowiedzialna była firma International Consultants on Targeted Security (ICTS), mająca siedzibę w Izraelu, a zarządzana przez Menachema Atzmona, skarbnika partii Likud, z której wywodzi się zresztą Benjamin Netanjahu.

Tych „niewytłumaczalnych” powiązań z jednym, konkretnym śladem, mógłbym przytaczać bez liku, bo spędziłem nad ich poszukiwaniem i analizowaniem kilkanaście lat. Zapewne nie pomogło mi to w mojej karierze zawodowej, która urwała się nagle i w sposób ewidentnie zmanipulowany. Od pięciu już lat pozostaję bez pracy, której byłem pasjonatem i walczę w sądzie o możliwość powrotu. Jednak, jak wiadomo, sądy nasze są wolne. Cokolwiek miałoby to znaczyć. Ale, przynajmniej żyję. Inni nie mieli tyle szczęścia, choć nie zajmowali się pracą o podwyższonym ryzyku, jak na przykład księgowi badający manko w wysokości 2,3 biliona dolarów na kontach Departamentu Obrony USA, poza milionem, o którym wspomniał na jeden dzień przed zamachami, 10 września 2001 roku, Donald Rumsfeld. Analitycy finansowi z Resource Services Washington (RSW) mieli niezwykłego pecha, bo właśnie w ich biura w Pentagonie „wleciał” nazajutrz samolot, którego części nie odnaleziono do dziś. 34 pracowników RSW i 12 innych etatowych księgowych najlepiej strzeżonego budynku świata zginęło wpatrując się w komputery.

Jedyny z nich, którego nie było tego dnia w pracy, nie umknął i tak przeznaczeniu. Bryan C. Jack, wybitny matematyk i główny analityk odpowiedzialny za budżet obronny Ameryki znalazł się bowiem tego dnia na pokładzie samolotu AA 77, lecąc służbowo do Kalifornii. Ten właśnie Boeing 757, jak twierdzą z uporem od 23 lat media głównego ścieku, uderzył w budynek Pentagonu, w miejsce, gdzie na co dzień przy swoim biurku Bryan zwykł zarabiać na chleb.

P.S.

W roku 2006, Rob Balsamo, jeden z amerykańskich pilotów powołał do życia organizację Pilots For 9/11 Truth (P4T). Jak napisał wtedy na głównej stronie „Pilots for 9/11 Truth to organizacja zrzeszająca profesjonalistów lotniczych i pilotów z całego świata, którzy zebrali się w jednym celu. Jesteśmy zaangażowani w poszukiwanie prawdy o wydarzeniach z 11 września 2001 roku. Nie przedstawiamy teorii, ani nie wskazujemy winnych. Skupiamy się na ustaleniu prawdy o tym fatalnym dniu w oparciu o solidne dane i fakty – ponieważ 11 września 2001 roku był katalizatorem wielu wydarzeń kształtujących nasz dzisiejszy świat – a rząd Stanów Zjednoczonych nie wydaje się być otwarty na informacje i fakty”.

Rob zaprosił mnie do udziału w organizacji rok później, gdy wydałem swoją pierwszą książkę na temat 9/11. Dzięki niemu mogłem do kolejnych tytułów dołączać filmy, które powstawały pod marką P4T. Ostatniego z nich nie zdążyłem umieścić w kolejnej książce, która dopiero miała powstać. Rob odszedł na wieczną, błękitną wartę, filmu nie przetłumaczyłem, książki nie napisałem.

Dziś myślę jednak, że pewnie chciałby, aby Jego praca nie poszła na marne i z tego powodu, mimo braku polskich napisów, umieszczam film zatytułowany SKYGATE na swojej stronie. Osoby nie znające języka angielskiego proszę o wybaczenie tej niedogodności, pozostałe zachęcam gorąco do obejrzenia materiału, ponieważ lepszego i bardziej profesjonalnego podsumowania tego, co kryje się za pojęciem „9/11”, nigdzie nie znajdziecie.

Wszystkich, którzy zechcą wspierać moje dalsze wysiłki w przybliżaniu prawdy o manipulatorach niszczących życie milionów ludzi, proszę o zwyczajowe postawienie kawy, za który to gest serdecznie z góry dziękuję. I zapraszam do pozostania blisko Oficyny Aurora.

Sławomir M. Kozak

PRAWDY JEDYNIE SŁUSZNE

Według opublikowanej natychmiast po wydarzeniach 11 września 2001 r. listy, zamachów dokonało 19 obywateli Arabii Saudyjskiej. Dlaczego więc Ameryka nie uderzyła na Arabię Saudyjską? Może dlatego, że ośmiu z nich nadal w tej Arabii żyło i miało się całkiem dobrze? Oczywiście, kiedy pisałem o tym po raz pierwszy, spotykałem się z reakcjami co najmniej nieprzychylnymi, jednak dziś, do coraz większej liczby osób dociera wreszcie, jak funkcjonuje świat. Niestety, przez wiele lat, dla większości Polaków, polityka, a co z tym bezpośrednio związane, historia, były zagadnieniami obchodzonymi szerokim łukiem i z niechęcią. A już szczególnie ta, dotycząca otoczonej naiwnym uwielbieniem, Ameryki. Dużą rolę odegrała w tym zapewne, celowo podtrzymywana mitologia demokracji, która zresztą na co dzień zderzała się z doświadczeniami Polaków żyjących w, najweselszym co prawda, ale jednak baraku obozu państw socjalistycznych. Kilkadziesiąt lat bez szans na godne życie, miraże roztaczane przez szczęśliwców, którym udało się wyjechać z kraju za Wielką Wodę i zarobić, na tutejsze warunki fortunę, dopełniły reszty. Warto jednak odbrązawiać te mity, bo w innym wypadku nigdy nie wyzwolimy się z ich zaklętego kręgu. Całe rzesze ludzi, zwłaszcza Amerykanów, ale i żyjących tam emigrantów, nie może uwierzyć w to, co dzieje się wokół nich. Myślę, że musi to być, poza wszystkim innym, ogromny wstrząs i dylemat również dla Polonii, ludzi, którzy postanowili osiąść na resztę życia w miejscu dającym im lepszy start i nadzieje na spokojną jesień życia. Wielu z nich zapewne bije się dzisiaj z myślami, czy pozostać na miejscu, które wybrali dawno temu, czy w obliczu wielkiej niewiadomej, porzucić wszystko i wracać do kraju Ojców. Część spośród nich nie znajdzie w sobie tej siły, zwłaszcza ci najstarsi, ale również odrobinę młodsi nie mają łatwiej, bo przecież w dużej mierze wrośli w tamten grunt, a na pewno związały się z nim ich dzieci i wnuki. Są to dylematy, nad którymi będą się pochylały zastępy przyszłych socjologów i historyków, dziś jeszcze nie dyskutowane, co najwyżej w gronie najbliższych. To chyba podobne, wewnętrzne dramaty, jakie były udziałem naszych Rodaków, kiedy dokonywali tego typu wyborów, opuszczając lata temu Polskę. To też jeden z tych elementów obecnej wojny z ludzkością wytoczonej nam przez globalistyczną garstkę satanistów, który poza bezpośrednim wpływem na fizyczną kondycję ludzi, wpływa równie  destrukcyjnie na ich psychikę. 

Rozpocząłem ten wpis od wydarzeń związanych z 11 września 2001 r. nieprzypadkowo. To wtedy bowiem, o czym wspominałem wielokrotnie, ruszyło przygotowanie do tego, czego doświadczamy w tej chwili. I to nie tylko po tamtej stronie Atlantyku, ale już na całym świecie. Poza odebraniem ludziom ich praw, które z czasem redukowano kolejnymi zakazami, wywoływanymi poprzez rozmyślnie wywoływane działania terrorystyczne w innych państwach, dokonano niesamowitego oszustwa medialnego. Podejrzewam, że jego efekt zaskoczył nawet samych pomysłodawców.

Pokazywane tysiące razy te same obrazki walących się wież nowojorskich, z identycznymi komentarzami, powielał cały świat. I wszyscy to kupili, bez wahania. Bo, jak nie wierzyć w coś, co widać na własne oczy, w co wierzą również, jak się mogło wydawać, przedstawiciele wszelkich, demokratycznych rządów? Nasi, wybrani w wolnych wyborach reprezentanci, mający przy tym nieograniczony dostęp do wiedzy wywiadów, chcący przecież uchylić nam nieba. Właśnie go uchylają po raz kolejny, tym razem już bardziej dosłownie, powielając sprawdzone metody medialnego ogłupienia dla mas, którym nie chce się samodzielnie myśleć. W książce „Operacja Terror”, wydanej już w roku 2016, krzyczałem wręcz:

„Wciskają Wam owe prawdy jedynie słuszne, w które powinniście uwierzyć z początkiem dnia, przy śniadaniu przed telewizorem, a które następnie dopychają Wam w głowach zapełnionych ogromem codziennych problemów podczas jazdy do pracy przez równie służalcze i infantylne stacje radiowe, kończąc tę łajdacką suitę ostatnim akordem przy przerwie na kawę, w czasie której sięgacie po codzienne gazety leżących na stolikach w Waszych firmach. Niezależnie od ich tytułów i aktualnych „redaktorów prowadzących”. A kiedy siadacie z koleżankami i kolegami przy stole w porze lunchu, to zaczynacie wymieniać się tymi kłamstwami, tą propagandową papką, którą zdołaliście się nafaszerować przez tych kilka zaledwie godzin. I chcecie błysnąć, być na czasie, pokazać, że już macie swoje, gotowe opinie, wiedzę na tematy najnowsze, inni to podchwytują, nadajecie przecież na jednej fali, to nic, że nuta fałszywa, ale trzymacie chociaż ogólny ton, bo on jest dla Was wspólny. Wyrwać się z niego, wygłosić własną ocenę zdarzeń, to przecież wręcz samobójstwo, wykluczenie społeczne, swoisty ostracyzm środowiskowy, a może i utrata zaufania wśród przełożonych, skażona podejrzeniem oszołomstwa, braku poprawności politycznej, odstawaniem od tych wspaniale wykształconych elit, za jakie chcecie uchodzić. Jaką kierujecie się wiedzą? Jaką wynieśliście z owej wiedzy naukę? Po jakie środki sięgnęliście?” Kierowałem te słowa do ludzi młodych, mając nadzieję na to, że się ockną i zaczną walczyć o przyszłość, starając się zrozumieć przeszłość. Cyprian Kamil Norwid mówił, że „przeszłość, to jest dziś, tylko cokolwiek dalej. Nie jakieś tam coś, gdzieś, gdzie nigdy ludzie nie bywali”.

Kiedy Ameryka była u szczytu swojego demokratycznego rozwoju, 13 marca 1962 r., Lyman Lemnitzer, Przewodniczący Połączonych Szefów Sztabu przedstawił Sekretarzowi Obrony, Robertowi Mc Namara, plany operacji wojskowej pod kryptonimem „Operacja Northwoods”. W dokumencie proponował zorganizowanie ataków terrorystycznych w Zatoce Guantanamo, w celu dostarczenia pretekstu do przeprowadzenia interwencji wojskowej na Kubie. Plany zakładały:

  • rozgłaszanie plotek o działającej na Kubie tajnej rozgłośni radiowej,
  • lądowanie zaprzyjaźnionych Kubańczyków w bazie Stanów Zjednoczonych w celu inscenizacji ataku,
  • wszczęcie zamieszek przed główną bramą bazy,
  • wysadzenie w powietrze amunicji wewnątrz bazy i spowodowanie pożarów,
  • sabotaż samolotów i statków w bazie,
  • bombardowanie bazy granatami z moździerza,
  • zatopienie statku przy wejściu do portu,
  • inscenizowanie pogrzebów fikcyjnych ofiar,
  • kampanię terroru w Miami na Florydzie i w Waszyngtonie …

i wreszcie …

  • zniszczenie samolotu pasażerskiego nad wodami Kuby.

W tym ostatnim przypadku, pasażerami mieli być agenci federalni udający studentów na wakacjach. Samolot CIA z bazy sił powietrznych w Eglin w Miami, miał zostać przemalowany i oznakowany identycznie, jak rzeczywiście istniejący zarejestrowany samolot cywilny. Na jego pokładzie znaleźliby się pasażerowie, podczas gdy prawdziwy cywilny samolot zostałby zamieniony w samolot bezzałogowy. Oba samoloty miałyby się spotkać na południu Florydy. Samolot z pasażerami wylądowałby w bazie Eglin, gdzie miano by ich ewakuować natomiast samolot bez załogi wystartowałby i kontynuował lot nad wodami kubańskimi. Tam, miałby nadać sygnał niebezpieczeństwa, a następnie zostałby zdalnie wysadzony w powietrze.

Mc Namara plan odrzucił, a Prezydent Kennedy odwołał Lemnitzera ze stanowiska Przewodniczącego Połączonych Szefów Sztabu.

Wkrótce potem odwołano Kennedy’ego z tego świata, choć powodów do tego dał swoim przeciwnikom znacznie więcej.

Podobnych prowokacji historia najnowsza zna więcej, począwszy od podpalenia Reichstagu przez rzekomych „komunistów” w 1933 roku, poprzez napaść niemieckich przebierańców w 1939 roku na radiostację w Gliwicach, czy atak na  Pearl Harbor. W 1954 r. izraelski wywiad przeprowadził operację „Suzannah”. Polegała na zbombardowaniu amerykańskich instalacji, w tym również kin, w Egipcie, pozorując udział Arabów, co miało spowodować konflikt pomiędzy USA i Egiptem. Więcej na ten temat będzie można przeczytać w jednym z najbliższych wydań magazynu „Zakazana Historia”.

4 sierpnia 1964 r., opierając się na przechwyconych rozmowach, wojskowy wywiad amerykański doniósł, że doszło do drugiego ataku na okręt USS Maddox przez marynarkę wietnamską. Tak zwany „incydent w Zatoce Tonkińskiej” spowodował, że oburzony Kongres dał zgodę, by prezydent Lyndon Johnson użył amerykańskich sił w Wietnamie. Po 40 latach udowodniono na podstawie dokumentów, że informacje te były w tym celu właśnie sfabrykowane. Oto są prawdy jedynie słuszne! 

Felieton pochodzi z 49 numeru Warszawskiej Gazety 2021-12-03

Sławomir M. Kozak

https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/prawdy-jedynie-sluszne,p221139560