Pielgrzymka autokarowa z Warszawy na święcenia kapłańskie i biskupie Bractwa św. Piusa X.

[też jest z Poznania]

Pielgrzymka autokarowa z Warszawy na święcenia kapłańskie i biskupie

początek 24.06.2026 r. (środa)

koniec 03.07.2026 r. (piątek)

Z okazji konsekracji biskupich w Ecône oraz święceń kapłańskich w Zaitzkofen jest organizowana dziesięciodniowa pielgrzymka autokarowa. Ma ona cztery cele:

  1. udział w uroczystościach święceń i konsekracji;
  2. rekolekcje o miłości do Kościoła;
  3. nawiedzenie świętych miejsc, które znajdują się na trasie przejazdu;
  4. ofiarowanie trudu pielgrzymowania w intencji Kościoła oraz nowych biskupów Bractwa.

Plan pielgrzymki

24.06: Warszawa – Częstochowa – Bawaria

Wyjazd z Warszawy w godzinach porannych. Przejazd do Częstochowy. Modlitwa przed cudownym obrazem na rozpoczęcie pielgrzymki. Nawiedzenie sanktuarium w Gidlach. Następnie dalszy przejazd do Bawarii. Zakwaterowanie w hotelu, obiadokolacja i nocleg.

25.06: Altötting

Śniadanie. Przejazd do sanktuarium maryjnego w Altötting, jednego z najważniejszych ośrodków pielgrzymkowych w Niemczech. Nawiedzenie Kaplica Łask w Altötting, modlitwa przed cudowną figurą Matki Bożej. Zwiedzanie bazyliki św. Anny i modlitwa w bazylice. Przejazd na kolację i nocleg.

26.06: Ratyzbona – Zaitzkofen

Śniadanie. Przejazd do Ratyzbony. Zwiedzanie kościołów: katedra św. Piotra, kościół św. Emmerama, Bazylika Narodzenia NMP, portal kościoła Szkotów (modlitwa i konferencje rekolekcyjne w kościołach), kamienny most na Dunaju. Po południu przejazd na kolację i nocleg. Przejazd na kolację i nocleg.

27.06: Zaitzkofen

Śniadanie, pobyt w Zaitzkofen. Święcenia kapłańskie. Kolacja i nocleg.

28.06: Zaitzkofen

Śniadanie, pobyt w Zaitzkofen. Msze prymicyjne. Kolacja i nocleg.

29.06: Monachium

Śniadanie. Przejazd do Monachium. Zwiedzanie najważniejszych kościołów w mieście, m.in: katedra Najświętszej Marii Panny – Frauenkirche, kościół św. Piotra (modlitwa i konferencje rekolekcyjne w kościołach), Marienplatz oraz spacer po historycznym centrum. Przejazd na kolację i nocleg.

30.06: Przejazd do Szwajcarii

Śniadanie. Przejazd do Szwajcarii. Po drodze nawiedzenie najważniejszego sanktuarium maryjnego w Szwajcarii –Einsiedeln. Modlitwa w Opactwo Einsiedeln, gdzie znajduje się słynna kaplica z cudowną figurą Czarnej Madonny, od wieków będąca celem licznych pielgrzymek. Czas na modlitwę i krótki spacer po placu klasztornym. Następnie dalszy przejazd w kierunku kantonu Valais i zakwaterowanie w okolicy Ecône. Nocleg.

01.07: Ecône

Śniadanie, przejazd do Ecône. Konsekracje biskupie. Wieczorem przejazd na kolację i nocleg.

02.07: Trydent

Śniadanie. Przejazd do Trydentu. Nawiedzenie katedry św. Wirgilusza w Trydencie oraz zwiedzanie historycznych miejsc w mieście. Przejazd na kolację i nocleg.

03.07: powrót do Polski

Po drodze nawiedzenie jasnogórskiego sanktuarium i dziękczynienie za nowych biskupów Bractwa.

Odpłatność

Cena udziału w pielgrzymce wyniesie 6320 6290 zł i 200 euro.

Płatność: 30% bezpośrednio po podpisaniu umowy; pozostała kwota do 20 maja 2026 r.

Czym jest więc katolickie wychowanie?

Zawsze Wierni nr 2/2026 (243) tj. piusx.org.pl/zawsze_wierni

ks. Piotr Dzierżak FSSPX

Od Redakcji

Drodzy czytelnicy, na pewno nikogo nie trzeba przekonywać, że bez właściwego wychowania przyszłych pokoleń wszelkie podejmowane próby restaurowania katolickiej rzeczywistości w wymiarze czy to społecznym, czy eklezjalnym muszą spełznąć na niczym. Pomijając kwestię trudności zaordynowania odpowiedniego lekarstwa w dzisiejszych realiach, pozostaje jeszcze kwestia  – wcale zresztą niebagatelna  – czym w istocie jest katolickie wychowanie. A może na początku należałoby zapytać o to, czym w ogóle jest wychowanie jako takie: czy chodzi o mozolne urabianie w młodym człowieku tego, co cała tradycja greckiej filozofii nazywała cnotą (stgr. ἀρετή), czy też chodzi o spełnianie wszelkich zachcianek persony już z urodzenia rzekomo mądrej, rzecz jasna wolnej, no i oczywiście z samej swojej natury dobrej, a przy tym posiadającej nieutracalną „godność osoby ludzkiej”, dysponującej przy tym wszelkimi możliwymi prawami, łącznie z tymi ubliżającymi samemu Stwórcy?

Przyznać trzeba, że na omawianym polu anty-Boża i zarazem antyludzka rewolucja dokonuje zmian w tempie iście ekspresowym, dlatego też każda uwaga zgodna ze zdrowym rozsądkiem i doświadczeniem ogólnoludzkim będzie już wartościowa i w jakiejś mierze przybliży nas do upragnionego celu. Jednocześnie musimy zdawać sobie sprawę z tego, że pomimo to nie będzie ona wystarczająca, choćby udało się przypomnieć, a nawet wprowadzić w czyn wszelkie konieczne recepty tego typu. Jest tak, ponieważ choroba, z którą się zmagamy w sferze wychowania, ma charakter nie tylko złożony i wielopłaszczyznowy, lecz wprost dotykający rzeczywistości nadprzyrodzonej. Stąd też i lekarstwo musi mieć nadprzyrodzony charakter. Dlatego szukać go należy jedynie w założonym przez naszego Pana Jezusa Chrystusa Kościele katolickim. W nim bowiem znajdziemy nie tylko lekarstwa na wszelkie bolączki jednostek ludzkich, ale też odpowiednie wytyczne, na których mają się oprzeć przejawy życia wspólnotowego: rodzinnego, społecznego i wreszcie politycznego.

Czym jest więc katolickie wychowanie? Jeśli chcielibyśmy poprzestać na jednym zdaniu, wystarczyłoby napisać, że jest ono wychowaniem nietracącym z pola widzenia tego, co stanowi ostateczny cel życia człowieka, którym jest niebo.

Reszta stanowi domenę środków  – bo to przecież cel je określa, a zarazem jest wobec nich nadrzędny. Tym samym ustala się pewna hierarchia dóbr. Dopiero wówczas można mówić o katolickim wychowaniu, gdy te naturalne dobra (takie jak zdrowie, długość życia, samopoczucie itd.) są w oczach wychowawcy mniej istotne od nadprzyrodzonych, od których bezpośrednio zależy wieczne zbawienie wychowanka (stan łaski uświęcającej, dobre nawyki prowadzące do unikania grzechu).

Obawiam się jednak, że dla dzisiejszego katolika, ukształtowanego przez nowoczesny, wygodny i (na swój sposób) bezpieczny świat, stanowi to zasadę bardzo trudną do przyjęcia  – a to ze względu na wszechobecny praktyczny naturalizm, każący oceniać wszystko z perspektywy zbyt naturalnej, nieuwzględniającej ceny życia wiecznego. Podkreślmy: postawa ta nie odrzuca katolickich prawd objawionych mówiących o niebie, piekle, sądzie Bożym itd., a jednak traktuje je w sposób nie dość poważny. Tym samym następuje zaburzenie perspektywy. Człowiek skażony praktycznym naturalizmem żyje głównie dla doczesności, wieczność natomiast staje się dla niego zaledwie pożądaną opcją. I podobną mentalność wytwarza w swoim wychowanku.

Jak jednak ustrzec się tej pułapki, jednocześnie unikając fanatyzmu skutkującego przesadą w drugą stronę? Kluczem jest wyrabianie w dziecku odpowiednio rozumianych cnót moralnych: roztropności, sprawiedliwości, męstwa i umiarkowania. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że cnoty mają podwójny charakter  – chrześcijańska filozofia wyróżnia cnoty nabyte, wytwarzane przez ustawiczne powtarzanie dobrych czynów, i wlane, wynikające wprost z nadprzyrodzonego życia łaski. Te pierwsze stanowiły przedmiot pożądania już u mędrców pogańskich, te drugie kształtowane są w duszach ludzkich bezpośrednio przez dobrego Boga, a z naszej strony wymagają one odpowiedniej dyspozycji zapewnianej przez życie modlitewne i sakramentalne. Prawdziwie katolickie podejście do cnoty wymaga wyrabiania w sobie i w innych obu – jak zaznacza św. Tomasz1 – gatunkowo różnych rodzajów cnót. Przy czym cnoty wlane (nadprzyrodzone) posługują się nabytymi (naturalnymi) jako swoimi narzędziami2. I tak np. roztropność wlana, każąca oceniać wszystko z perspektywy objawionej wiary, posługuje się roztropnością nabytą, widzącą świat z perspektywy zdrowego rozsądku (którego katolikowi nigdy dosyć!). Podobnie dzieje się w dziedzinie sprawiedliwości, męstwa i umiarkowania.

Zatem cnoty nadprzyrodzone, dające wewnętrzną łatwość potrzebną przy spełnianiu obowiązków, znajdują wsparcie w postaci cnót naturalnych, pomocnych w przezwyciężaniu zewnętrznych przeszkód w wypełnianiu owych obowiązków. Według optyki chrześcijańskiej dopiero połączenie tych dwóch rodzajów cnót, ich zespolenie, daje zdolność do właściwego działania. Tym samym w życiu wyrobionego moralnie chrześcijanina ustalić się może harmonia natury i łaski. Dzięki temu katolik będący świętym, bogaty w oba rodzaje cnót, niepomiernie góruje nad pogańskim mędrcem, posiadającym tylko cnoty naturalne.

Prawdziwe katolickie wychowanie musi być realistyczne. Dlatego ma po pierwsze uwzględniać, nie tylko w teorii, lecz również w praktyce, skażenie natury ludzkiej grzechem pierworodnym – ową znaną nam z katechizmu poczwórną ranę: ignorancji, złośliwości, słabości oraz pożądliwości, która jest w nas zaledwie zabliźniona dzięki łasce chrztu świętego. Stąd wyprowadzić można szereg zasad praktycznego postępowania w bardzo konkretnych sytuacjach, które należy wychowankowi wpajać, również samemu ich przestrzegając. Po drugie dzieło wychowawcze musi uwzględniać osobowość podopiecznego  – jego szczególne uzdolnienia i wady wymagające wytężonej pracy. To z kolei wymaga dokładnego poznania osób, za które się odpowiada. Wreszcie po trzecie w wychowaniu należy koniecznie uwzględnić to szczególne zadanie, które każdemu człowiekowi wyznaczyła Boża opatrzność. Niestety o tym dziś prawie wcale się nie pamięta. Ileż powołań do życia wyższego: kapłańskiego i zakonnego, przepadło bezpowrotnie wskutek niestosowania się do tej zasady!

Powyżej opisane zasady i uwagi są o tyle cenne, że w zasadzie każdy katolik jest w pewnej mierze wychowawcą. Skąd jednak ma on czerpać konkretne i szczegółowe rady wychowawcze, których z owych ogólnych zasad nie będzie się dało wyprowadzić? Wciąż niedocenianą pomoc stanowią, obok innych dokumentów Magisterium, liczne encykliki dotyczące szeroko pojętych spraw społecznych, pośród których w pierwszej kolejności należy wymienić: Divini illius Magistri (o chrześcijańskim wychowaniu młodzieży), Sacra virginitas (o świętym dziewictwie), Casti connubii (o małżeństwie chrześcijańskim), Sapientiæ christianæ (o obowiązkach chrześcijan jako obywateli).

Jako w pewnej mierze odpowiedzialni nie tylko za zbawienie własne, ale i naszych potomków, nie zapominajmy o uciekaniu się do pomocy Najświętszej Maryi Panny, najczulszej przecież i najroztropniejszej ze wszystkich matek, a także innych świętych i patronów. Niech oni każdego dnia wyjednują nam łaski potrzebne w pracy wychowawczej!

Przypisy

  1. Por. św. Tomasz z Akwinu, ST I–II, q. 63, a. 4.
  2. Por. o. R. Garrigou-Lagrange OP, Trzy okresy życia wewnętrznego wstępem do życia w niebie, tłum. s. T. Landy FSK, Wyd. Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2024, s. 65–66.

USA: Republikanie mają obowiązek wspierać Izrael, a tradycyjni katolicy to „pasożyty”.

Republikanie mają obowiązek wspierać Izrael,

a tradycyjni katolicy to „pasożyty”.

Kontrowersyjny wpis republikańskiego senatora

pch24.pl/republikanie-maja-obowiazek-wspierac-izrael-a-tradycyjni-katolicy-to-pasozyty-kontrowersyjny-wpis-republikanskiego-senatora

(fot. U.S. Customs and Border Protection, Public domain, via Wikimedia Commons)

Dlaczego część amerykańskich konserwatystów obawia się katolików? Esej udostępniony przez senatora Teda Cruza w mediach społecznościowych sugeruje odpowiedź na to pytanie. Autorka tekstu nazywa tradycyjnych katolików „pasożytami” i ostrzega, że mogą oni podważyć fundament amerykańskiego konserwatyzmu – chrześcijański syjonizm i bezwarunkowe poparcie dla Izraela w Partii Republikańskiej.

15 marca republikański senator z Teksasu Ted Cruz udostępnił na platformie X długi, antykatolicki esej opublikowany przez republikańskie syjonistyczne konto „Insurrection Barbie”, komentując go jako „najlepsze i najbardziej kompleksowe wyjaśnienie tego, z czym walczymy”.

Autorka tekstu twierdzi, że partia Republikańska jest wręcz przejmowana przez niewielką grupę katolików, którzy nie chcą już popierać idei „chrześcijańskiego syjonizmu”. Według niej, głównym źródłem wpływu na tę grupę mają być „twardogłowi zwolennicy Mszy łacińskiej”, zwłaszcza środowiska związane z Bractwem św. Piusa X (FSSPX), a także katolicy uznający istnienie kryzysu w Kościele.

Wśród osób i środowisk zaliczanych do tego „bloku” wymieniono portal apologetyczny Catholic Answers oraz takie postacie jak Tucker Carlson, Candace Owens, Nick Fuentes, Adrian Vermeule, Sohrab Ahmari, Patrick Deneen i Gladden Pappin. Autorka zaznacza przy tym, że „zwykli katolicy” „nawet nie wiedzą, że to się dzieje”.

Autorka artykułu używa wielu ostrych i kontrowersyjnych określeń wobec rzekomego katolickiego bloku w Partii Republikańskiej. Padają takie sformułowania jak „pasożyty”, a także oskarżenia o „kradzież” i „powolne zatruwanie istniejących instytucji”. W jej opinii katolicy odwołujący się do nauczania św. Tomasza z Akwinu „stosują średniowieczny schemat teologiczny” przeciwko chrześcijańskiemu syjonizmowi.

Zarzuca im również, że ich celem nie jest szerzenie Ewangelii, lecz bycie „oszustami i naciągaczami” oraz wzbudzanie wątpliwości wobec ideologii chrześcijańskiego syjonizmu.

Esej krytykuje także katolicką doktrynę społecznego królowania Chrystusa, przedstawiając ją jako rzekomą „teokratyczną monarchię”, w której duchowieństwo rządzi społeczeństwem. Zdaniem autorki wizja ta stoi w sprzeczności z ideą chrześcijańskiego syjonizmu.

Pisze ona wprost, że współczesny amerykański konserwatyzm „opiera się na twierdzeniu teologicznym”, według którego  „Bóg zawarł wieczne, bezwarunkowe przymierze z narodem żydowskim, że współczesne państwo Izrael jest wypełnieniem proroctwa biblijnego i że chrześcijanie, którzy „błogosławią Izrael”, wykonują bezpośredni boski nakaz”.

Jeśli takie myślenie rzeczywiście podzielają politycy Partii Republikańskiej, może to tłumaczyć ich niemal bezwarunkowe poparcie dla Izraela i jego zbrodniczych działań.

Autorka obawia się, że kandydat Republikanów w wyborach prezydenckich w 2028 r. może już nie składać „tych samych wyraźnych zobowiązań wobec ewangelikalnej teologii Izraela, jakie składał każdy republikański kandydat od czasów Reagana”.

Ostrzega, że w przyszłości partia zostanie zdominowana przez katolicki i prawosławny „nacjonalizm”, a protestanci nie będą mogli już narzucać swojej teologicznej wizji chrześcijańskiego syjonizmu. „Relacja USA–Izrael będzie traktowana jako interes podlegający negocjacji, a nie biblijny imperatyw” — czytamy w artykule.

Ponieważ wielu katolików w internecie protestowało przeciwko poparciu Teda Cruza dla tego eseju, sam senator próbował później złagodzić swoją wypowiedź. – Odczytałem to dokładnie odwrotnie. Desperacko POTRZEBUJEMY zachować silny sojusz wiernych katolików i ewangelikalnych protestantów – to była podstawa współczesnego ruchu konserwatywnego. Artykuł pokazuje, jak szkodliwe są skoordynowane wysiłki, aby wbić między nich klin – napisał na X 16 marca.

Jeszcze przed udostępnieniem eseju Cruz stwierdził również, że hasło „Christ is King” („Chrystus jest Królem”) ma być rzekomo antysemickim „internetowym kodem” oznaczającym nienawiść wobec Żydów.

Źródło: lifesitenews.com

AF

Bp Józef Strickland o decyzji FSSPX

Bp Józef Strickland o decyzji FSSPX

February 9, 2026 nondraco/bp-jozef-strickland-o-decyzji-sspx

“Obecna sytuacja dotycząca Bractwa św. Piusa X ponownie ujawniła poważną i nierozwiązaną rzeczywistość w Kościele – której nie można w odrzucić, w nieskończoność odsuwać bądź odpowiadać na nią milczeniem.

W latach po soborze abp Marceli Lefebvre działał w przekonaniu, że istotne elementy życia Kościoła – tradycyjna formacja kapłaństwa, teologia sakramentalna, która ją kształtowała oraz Msza, która żywiła niezliczonych świętych – zostały porzucone bądź aktywnie usunięte.

Z tego kryzysu wyłoniło się Bractwo św. Piusa X i, przez dziesięciolecia, zachowywało te rzeczywistości, podczas gdy niewielu innych chce lub może to robić. To zachowywanie nie miało charakteru ideologicznego czy też nostalgicznego. Aby wyświęcać kapłanów, bierzmować wiernych i rządzić tak by tradycyjne życie sakramentalne Kościoła nie wygasło w okresie głębokiego zamętu, konieczni są biskupi.

Podczas, gdy pierwsze pokolenie biskupów, na których spoczęła ta odpowiedzialność, odchodzi ze sceny, Bractwo wielokrotnie podnosiło konkretną troskę: bez nowych biskupów, nie można utrzymać ciągłości formacji kapłańskiej i życia sakramentalnego. To nie jest oczekiwanie nowości, władzy czy czegoś wyjątkowego. To kwestia czy coś zachowanego wielkim kosztem dla życia Kościoła ma zniknąć wskutek bezczynności. Gdy tego rodzaju troski są wysuwane spokojnie, z szacunkiem i wielokrotnie, i spotykają się nie z jasną odpowiedzią, lecz milczeniem – sama zwłoka staje się decyzją. Bezczynność staje się sądem. Zaś milczenie zaczyna być odpowiedzią.

Kościół jest wg Bożego planu hierarchiczny, zaś władza istnieje by strzec tego co mu powierzono. Na władzy tej spoczywa poważna odpowiedzialność: strzeżenia kapłaństwa, zachowania ciągłości apostolskiej oraz jasnej wypowiedzi, gdy na szali są istotne rzeczywistości.

Jedności Kościoła nie zachowuje się przez dwuznaczność. Wierność nie jest zagrożeniem, Tradycja nie jest wrogiem. Gdy toleruje się tych, którzy otwarcie sprzeciwiają się nauczaniu Kościoła, podczas, gdy ci pragnący ciągłości są traktowani jako podejrzani, to znaczy, że coś zostało odwrócone.

Obecna chwila wymaga modlitwy, uczciwości i odwagi zwłaszcza od tych, którym powierzono władzę. Zbawienie dusz musi pozostać najwyższym prawem Kościoła. Milczenie nie może stanowić ostatniego słowa.”

(źródło i całość)

FSSPX: Komunikat Domu Generalnego w sprawie odpowiedzi danej prefektowi Dykasterii Nauki Wiary

Wiadomości Tradycji Katolickiej

Komunikat Domu Generalnego w sprawie odpowiedzi danej prefektowi Dykasterii Nauki Wiary

  • 19 lutego 2026

Podczas spotkania w dniu 12 lutego br. pomiędzy ks. Davide Pagliaranim, Przełożonym Generalnym Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, a Jego Eminencją kardynałem Víctorem Manuelem Fernándezem, Prefektem Dykasterii Nauki Wiary, zorganizowanego w następstwie zapowiedzi przyszłych konsekracji biskupich w Bractwie, Kardynał zaproponował „ścieżkę ściśle teologicznego dialogu, według precyzyjnie określonej metodologii, […] aby uwypuklić minimalne warunki konieczne do pełnej komunii z Kościołem katolickim”, warunkując tenże dialog zawieszeniem zapowiedzianych konsekracji biskupich.

Na prośbę Prefekta Dykasterii Przełożony Generalny przedstawił tę propozycję członkom swej Rady i poświęcił niezbędny czas na jej ocenę.

W dniu 18 lutego br. ks. Davide Pagliarani przesłał Kardynałowi swą pisemną odpowiedź, opatrzoną kilkoma załącznikami i podpisaną przez pięciu członków Rady Generalnej.

Ponieważ wskutek komunikatu opublikowanego przez Stolicę Apostolską dnia 12 lutego sprawa ta stała się domeną publiczną, wydaje się stosowne udostępnić również publicznie treść tego listu oraz załączników, aby umożliwić zainteresowanym wiernym dokładne zapoznanie się z udzieloną odpowiedzią.

Przełożony Generalny powierza tę sytuację modlitwie członków Bractwa i wszystkich wiernych. Prosi, aby modlitwa różańcowa oraz umartwienia Wielkiego Postu, który właśnie się rozpoczyna, były szczególnie składane w intencji Ojca Świętego, dla dobra Kościoła świętego oraz ku godnemu przygotowaniu dusz na ceremonię dnia 1 lipca.

Menzingen, dnia 19 lutego 2026 r.

List ks. Pagliaraniego do kard. Fernándeza

FSSPX: List ks. Pagliaraniego do kard. Fernándeza

List ks. Pagliaraniego do kard. Fernándeza

  • 19 lutego 2026

Menzingen, dnia 18 lutego 2026 r.
Środa Popielcowa

Najczcigodniejsza Eminencjo,

przede wszystkim dziękuję za przyjęcie mnie dnia 12 lutego, jak również za upublicznienie treści naszego spotkania, co sprzyja całkowitej przejrzystości w komunikacji.

Nie mogę nie przyjąć z zadowoleniem otwarcia na dyskusję doktrynalną, okazanego dziś przez Stolicę Apostolską, z tej prostej przyczyny, że ja sam zaproponowałem ją dokładnie siedem lat temu, w liście z dnia 17 stycznia 2019 r.1 Wówczas Dykasteria nie wyraziła większego zainteresowania taką dyskusją, argumentując – ustnie – że porozumienie doktrynalne pomiędzy Stolicą Apostolską a Bractwem św. Piusa X jest niemożliwe.

Ze strony Bractwa dyskusja doktrynalna była – i nadal pozostaje – pożądana i pożyteczna. Nawet bowiem jeśli nie udałoby się porozumieć, braterskie rozmowy pozwalają lepiej się wzajemnie poznać, udoskonalić i pogłębić własne argumenty, lepiej zrozumieć ducha i intencje, które ożywiają stanowisko rozmówcy, a zwłaszcza jego rzeczywistą miłość do Prawdy, do dusz i do Kościoła. To dotyczy zawsze obu stron.

Taki właśnie był mój zamiar w 2019 r., gdy proponowałem dyskusję w spokojnej i pokojowej atmosferze, bez presji czy groźby ewentualnej ekskomuniki, która uczyniłaby dialog mniej wolnym – co niestety ma obecnie miejsce.

To powiedziawszy, choć oczywiście cieszę się z nowego otwarcia na dialog i z pozytywnej odpowiedzi na moją propozycję z 2019 r., nie mogę jednakże – z uczciwości intelektualnej i kapłańskiej wierności wobec Boga i dusz – zaakceptować ani perspektywy, ani celów, w imię których Dykasteria proponuje wznowienie dialogu w obecnej sytuacji; ani też odroczenia daty 1 lipca.

Pozwalam sobie przedstawić z szacunkiem powody tego stanu rzeczy, do których dodam kilka uzupełniających uwag.

1. Obaj z góry wiemy, że nie możemy dojść do porozumienia na płaszczyźnie doktrynalnej, w szczególności co do fundamentalnych orientacji przyjętych od czasu Soboru Watykańskiego II. Ten brak zgody, ze strony Bractwa, nie wiąże się ze zwykłą różnicą poglądów, lecz z prawdziwą sprawą sumienia, wynikającą z tego, co jawi się jako zerwanie z Tradycją Kościoła. Ta złożona kwestia stała się niestety jeszcze bardziej nierozwiązywalna na skutek ewolucji doktrynalnej i duszpasterskiej ostatnich pontyfikatów.

Nie widzę zatem, jak wspólny proces dialogu mógłby doprowadzić do określenia razem „minimalnych wymagań dla pełnej komunii z Kościołem katolickim”, skoro – jak Eminencja szczerze przypomina – teksty Soboru nie mogą być korygowane, a prawowitość reformy liturgicznej podawana w wątpliwość.

2. Dialog ten miałby z założenia służyć wyjaśnieniu interpretacji Soboru Watykańskiego II. Lecz interpretacja ta została już wyraźnie podana w okresie posoborowym i w późniejszych dokumentach Stolicy Apostolskiej. Sobór Watykański II nie stanowi zbioru tekstów wolno interpretowalnych: został przyjęty, rozwinięty i stosowany od sześćdziesięciu lat przez kolejnych papieży wedle precyzyjnych orientacji doktrynalnych i duszpasterskich.

Ta oficjalna lektura jego treści wyraża się m.in. w tak ważnych tekstach jak Redemptor hominis, Ut unum sint, Evangelii gaudium czy Amoris lætitia. Przejawia się również w reformie liturgicznej, rozumianej w świetle zasad potwierdzonych w Traditionis custodes. Wszystkie te dokumenty pokazują, że ramy doktrynalne i duszpasterskie, w jakich Stolica Apostolska zamierza umieścić wszelką dyskusję, są już z góry określone.

3. Proponowany dialog jawi się dziś w okolicznościach, których nie sposób pominąć. Oczekiwaliśmy bowiem przez siedem lat na pozytywne przyjęcie propozycji dyskusji doktrynalnej z 2019 r. Niedawno dwukrotnie pisaliśmy do Ojca Świętego: wpierw z prośbą o audiencję, potem by jasno i z szacunkiem przedstawić nasze potrzeby i konkretną sytuację Bractwa.

Tymczasem, po długim milczeniu, to dopiero w chwili, gdy wspomniano święcenia biskupie, proponuje się nam wznowienie dialogu, który jawi się zatem jako działanie odwlekające i uwarunkowane. Ręce wyciągniętej w geście otwarcia na dialog towarzyszy niestety druga ręka, gotowa do nałożenia sankcji. Mówi się o zerwaniu łączności, o schizmie2 i o „poważnych konsekwencjach”. Co więcej, groźba ta została już upubliczniona, co tworzy presję trudną do pogodzenia z prawdziwym pragnieniem braterskich rozmów i konstruktywnego dialogu.

4. Ponadto nie wydaje nam się możliwe podejmowanie dialogu w celu określenia, jakie minimalne wymagania byłyby konieczne do komunii eklezjalnej, z tej prostej przyczyny, że takie zadanie do nas nie należy. Na przestrzeni wieków to Kościół ustanowił i określił przez swoje Magisterium kryteria przynależności do Kościoła. To, w co należało obligatoryjnie wierzyć, by być katolikiem, było zawsze nauczane z autorytetem, w stałej wierności Tradycji.

Nie sposób zatem zrozumieć, jak te kryteria mogłyby stać się przedmiotem wspólnego rozeznania poprzez dialog, ani jak mogłyby być dziś na nowo oceniane w sposób nieodpowiadający już temu, co Tradycja Kościoła zawsze nauczała, a co my, z naszej strony, pragniemy wiernie zachowywać.

5. W końcu, jeśli dialog miałby prowadzić do deklaracji doktrynalnej, którą Bractwo mogłoby przyjąć w sprawie Soboru Watykańskiego II, nie możemy pomijać historycznych precedensów podobnych wysiłków. Szczególną uwagę zwracam na ten najbardziej niedawny: Stolica Apostolska i Bractwo prowadziły długi proces dialogu, rozpoczęty w 2009 r., szczególnie intensywny przez dwa lata, a następnie kontynuowany sporadycznie aż do 6 czerwca 2017 r. Przez wszystkie te lata starano się osiągnąć to, co Dykasteria teraz proponuje.

Otóż wszystko to zakończyło się drastycznie jednostronną decyzją prefekta Kongregacji Nauki Wiary, kard. Müllera, który w czerwcu 2017 r. uroczyście ustalił, na swój sposób, „minimalne warunki konieczne do pełnej komunii z Kościołem katolickim”, włączając w nie explicite cały Sobór i okres posoborowy3. Ukazuje to, że upieranie się przy zbyt forsowanym i pozbawionym wystarczającego spokoju dialogu doktrynalnym w dłuższej perspektywie, zamiast osiągnąć satysfakcjonujący rezultat, jedynie pogarsza sytuację.

W obliczu zatem obustronnej konstatacji niemożności osiągnięcia zgody w sprawach doktryny, wydaje mi się, że jedynym punktem, na którym możemy się spotkać, jest nadprzyrodzona miłość wobec dusz i wobec Kościoła.

Jako kardynał i biskup Eminencja jest przede wszystkim pasterzem, i proszę pozwolić mi się zwrócić do Eminencji właśnie w tym charakterze. Bractwo stanowi obiektywną rzeczywistość – ono istnieje. Dlatego też na przestrzeni lat Papieże brali je pod uwagę i poprzez konkretne i znaczące akty uznawali wartość dobra, które może ono czynić mimo swej sytuacji kanonicznej. Również właśnie dlatego dziś rozmawiamy.

To samo Bractwo prosi Eminencję jedynie o możliwość kontynuowania tego samego dobra wobec dusz, którym udziela świętych sakramentów. Nie prosi o nic więcej, o żaden przywilej, ani nawet o uregulowanie kanoniczne, które w obecnym stanie rzeczy jest nie do zastosowania z powodu rozbieżności doktrynalnych. Bractwo nie może porzucić dusz. Potrzeba konsekracji jest konkretną potrzebą na krótką metę dla przetrwania Tradycji, w służbie świętego Kościoła katolickiego.

Możemy zgodzić się co do jednego: żaden z nas nie chce na nowo otwierać ran. Nie będę tu powtarzał wszystkiego, co już wyraziliśmy w liście do papieża Leona XIV, z którym Eminencja bezpośrednio się zapoznał. Podkreślam jedynie, że w obecnej sytuacji jedyną realnie możliwą drogą do przyjęcia jest droga miłości.

W ostatniej dekadzie papież Franciszek i Eminencja bardzo często wzywali do „słuchania” i zrozumienia szczególnych, złożonych, wyjątkowych sytuacji, niemieszczących się w zwykłych ramach. Pragnęliście także, by prawo było stosowane zawsze w sposób duszpasterski, elastyczny i rozsądny, nie pretendując do rozwiązywania wszystkiego przez automatyczne mechanizmy prawne i aprioryczne schematy. Bractwo w chwili obecnej nie prosi o nic innego – a zwłaszcza nie prosi o to dla siebie: prosi o to dla dusz, co do których – jak już przyobiecano Ojcu Świętemu – nie ma innej intencji, jak czynić z nich prawdziwe dzieci Kościoła rzymskiego.

Na koniec, jest jeszcze jeden punkt, co do którego się zgadzamy i który jest krzepiący: czas, który dzieli nas od 1 lipca, jest czasem modlitwy. To chwila, w której błagamy Niebo o szczególną łaskę, a ze strony Stolicy Apostolskiej – o zrozumienie. Modlę się w szczególności za Eminencję do Ducha Świętego i – czego proszę nie odbierać jako prowokacji – do Jego świętej Oblubienicy, Pośredniczki wszelkich łask.

Szczerze dziękuję Eminencji za okazaną mi uwagę i za zainteresowanie, jakie Eminencja zechce poświęcić niniejszej sprawie.

Proszę przyjąć, Najczcigodniejsza Eminencjo, wyraz mojego najwyższego szacunku i oddania w Panu.

Davide Pagliarani
Przełożony Generalny

+ Alfonso de Galarreta
I Asystent Generalny

Christian Bouchacourt
II Asystent Generalny

+ Bernard Fellay
I Radny Generalny
Były Przełożony Generalny

Franz Schmidberger
II Radny Generalny
Były Przełożony Generalny

====================================================

Załącznik nr 1: List ks. Pagliaraniego do abp. Pozzo z 17 stycznia 2019 r.
Załącznik nr 2: Święcenia biskupie a jurysdykcja: bezzasadność zarzutu schizmy
Załącznik nr 3: List kard. Müllera do bp. Fellaya z 6 czerwca 2017 r.

Załącznik nr 1
List ks. Davide Pagliaraniego do abpa Guido Pozzo
z dnia 17 stycznia 2019 r.

Najczcigodniejsza Ekscelencjo,
przede wszystkim pragnę podziękować za życzliwą uwagę, jaką Ekscelencja okazywała przez wszystkie te lata wobec Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, jak również za serdeczne przyjęcie, z jakim spotkałem się podczas naszego spotkania dnia 22 listopada 2018 r. Moja wdzięczność obejmuje naturalnie również Jego Eminencję kardynała Ladarię.

Zgodnie z ustaleniami poczynionymi podczas tego spotkania piszę do Ekscelencji w sprawie przewidzianych dyskusji teologicznych. W porównaniu z tym, co czyniliśmy w przeszłości, proponuję nadać priorytet regularnym wymianom pisemnym pomiędzy teologami Stolicy Apostolskiej i Bractwa, przewidując na przykład dwa spotkania rocznie.

Przedstawicielami Bractwa, których proponuję do rozmów, są kapłani zdolni do dyskusji doktrynalnych. Są to ks. Arnaud Sélégny, ks. Guillaume Gaud oraz ks. Jean-Michel Gleize. Jest zresztą przewidziane, że ks. Sélégny wkrótce zamieszka w Domu Generalnym, co pozwoli na utrzymanie bardziej bezpośredniego kontaktu pomiędzy nami. Nie wyklucza to oczywiście, by inni współbracia mogli dodatkowo wnieść swój wkład.

Uważam, że dobrze byłoby już teraz rozważyć możliwość publikacji wyników tych dyskusji. Pomysł ten przyszedł mi do głowy po lekturze stenogramu spotkania Ekscelencji z moim poprzednikiem z dnia 28 lutego 2018 r. Sama Ekscelencja wyrażała wówczas życzenie takiej publikacji. Dlatego pozwalam sobie przedstawić tę sugestię. Pozostawiam jednak Ekscelencji wskazanie sposobu publikacji wzajemnych syntez naszych dyskusji, jeśli uzna to Ekscelencja za stosowne.

Jeśli chodzi o tematy dyskusji, uważam, że dobrze byłoby, aby dotyczyły one zarówno Soboru, jak i późniejszego Magisterium. W rozwoju posoborowym istnieje bowiem wiele elementów, które pozwalają precyzyjnie określić prawdziwą interpretację, jaką należy nadać Soborowi – stąd zasadność włączenia w rozmowy także Magisterium posoborowego.

Proponuję zatem następującą listę, która powinna pozwolić nam objąć niemal wszystkie tematy do omówienia:
1. Eklezjologiczne podstawy ekumenizmu;
2. Praktyka ekumenizmu przez hierarchię Kościoła;
3. Podstawy i cele dialogu międzyreligijnego;
4. Zbawienie żydów wedle obecnego Magisterium;
5. Nowa koncepcja kapłaństwa: jej podstawy teologiczne i konsekwencje liturgiczne;
6. Urząd Piotrowy w świetle nauczania Jana Pawła II w dokumentach Apostolos Suos, Ut Unum Sint oraz innych;
7. Synodalność w ramach obecnego Magisterium;
8. Obecna doktryna dotycząca moralności małżeńskiej;
9. Prymat i rola sumienia w Magisterium soborowym i posoborowym.

Mam nadzieję, że propozycja ta odpowiada również oczekiwaniom Ekscelencji.

Proszę przyjąć, Najczcigodniejsza Ekscelencjo, wyraz mojego najgłębszego szacunku i oddania w Panu.

ks. Davide Pagliarani

Załącznik nr 2
Święcenia biskupie a jurysdykcja: bezzasadność zarzutu schizmy

Konstytucja dogmatyczna Lumen gentium o Kościele stwierdza w rozdziale III, nr 21, że władza jurysdykcji przekazywana jest przez sakrę biskupią jednocześnie z władzą święceń. Dekret Christus Dominus o pasterskich zadaniach biskupów w Kościele stwierdza to samo w nr preambuły. Twierdzenie to zostało uwzględnione w Kodeksie prawa kanonicznego z 1983 r., w kanonie 375, par. 2. Otóż w Kościele przyjęcie władzy jurysdykcji biskupiej zależy z prawa Bożego od woli Papieża, a schizma definiowana jest właśnie jako akt tego, kto przywłaszcza sobie jurysdykcję autonomicznie i bez uwzględnienia woli Papieża. Dlatego według tych dokumentów konsekracja biskupia dokonana wbrew woli Papieża byłaby z konieczności aktem schizmatyckim.

Ta argumentacja, która zmierzałaby do stwierdzenia schizmy nadchodzących konsekracji w Bractwie, opiera się w całości na założeniu Soboru Watykańskiego II, zgodnie z którym sakra biskupia przekazuje jednocześnie władzę święceń i władzę jurysdykcji.

Otóż zdaniem pasterzy i teologów, których autorytet był uznawany w chwili Soboru Watykańskiego II, to założenie nie jest tradycyjne i jest pozbawione solidnych podstaw. Podczas Soboru kardynał Browne oraz bp Luigi Carli wykazali to w swoich pisemnych uwagach do schematu przyszłej konstytucji Lumen gentium; podobnie i abp Dino Staffa, opierając się na najbardziej pewnych danych Tradycji.

Pius XII oświadczył trzykrotnie – w Mystici Corporis w 1943 r., w Ad Sinarum gentem w 1954 r. oraz w Ad apostolorum principis w 1958 r. – że zwykła władza rządzenia biskupia, którą posiadają biskupi i którą sprawują pod autorytetem Papieża, jest im przekazywana bezpośrednio – to znaczy bez pośrednictwa sakry biskupiej – przez samego Papieża: „immediate sibi ab eodem Pontifice Summo impertita”. Jeśli ta władza jest im przekazywana bezpośrednio samym aktem woli Papieża, nie widać, jak mogłaby wynikać z sakry.

Tym bardziej, że zdecydowana większość teologów i kanonistów stanowczo zaprzecza, jakoby sakra biskupia udzielała władzy jurysdykcji.

Ponadto dyscyplina Kościoła pozostaje w sprzeczności z tą tezą. Jeśli bowiem władza jurysdykcji byłaby udzielana przez sakrę, w jaki sposób Papież, który nie zostałby jeszcze konsekrowany na biskupa, posiada z prawa Bożego pełnię władzy jurysdykcji oraz charyzmat nieomylności już od chwili akceptacji swego wyboru? Według tej samej logiki, jeśli to sakra udziela jurysdykcji, ordynariusze, mianowani, lecz jeszcze nie konsekrowani, choć są już ustanowieni na czele swoich diecezji jako prawdziwi pasterze, nie posiadaliby żadnej władzy jurysdykcji ani prawa uczestniczenia w soborze, podczas gdy w rzeczywistości posiadają obie te prerogatywy przed swoją sakrą biskupią. Co do biskupów tytularnych, którzy nie sprawują żadnej władzy nad żadną diecezją, byliby oni przez wieki pozbawieni wykonywania władzy jurysdykcji, którą według Lumen gentium otrzymaliby na mocy swojej sakry.

Jeśli ktoś zarzuci, że sakra udziela właściwej władzy jurysdykcji, która jednak wymaga interwencji Papieża dla prawidłowego sprawowania, odpowiadamy, że to rozróżnienie jest sztuczne, ponieważ Pius XII wyraźnie mówi, że to właśnie władza jurysdykcji w swej istocie jest przekazywana bezpośrednio przez Papieża, który nie ogranicza się zatem do spełnienia warunku wymaganego do należytego wykonywania tej władzy.

Biskupi, którzy zostaną konsekrowani dnia 1 lipca jako biskupi pomocniczy Bractwa, nie przywłaszczą sobie zatem żadnej jurysdykcji wbrew woli Papieża i w żaden sposób nie będą schizmatykami.

=======================================================

Załącznik nr 3
List kardynała Gerharda Müllera do bp. Bernarda Fellaya
z dnia 6 czerwca 2017 r.

Ekscelencjo,

jak Ekscelencji wiadomo, Papież Franciszek wielokrotnie okazywał swoją życzliwość wobec Waszego Bractwa Kapłańskiego, udzielając w szczególności wszystkim kapłanom członkom Bractwa władzy ważnego spowiadania wiernych oraz upoważniając ordynariuszy miejsca do udzielania delegacji na zawieranie małżeństw wiernych korzystających z posługi duszpasterskiej w Bractwie. Z drugiej strony trwa dyskusja dotycząca kwestii związanych z pełnym przywróceniem komunii Bractwa z Kościołem katolickim.

W tej sprawie, za aprobatą Ojca Świętego, uznałem za konieczne przedłożyć Zwyczajnej Sesji naszej Kongregacji, obradującej dnia 10 maja, tekst Deklaracji doktrynalnej, który został Ekscelencji przekazany podczas spotkania dnia 13 czerwca 2016 r., jako warunek konieczny do pełnego przywrócenia komunii. Oto w tej kwestii jednomyślne decyzje wszystkich Członków naszej Dykasterii:

1. Konieczne jest wymaganie od członków Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X akceptacji nowej formuły Professio fidei z roku 1988. W związku z tym nie wystarcza już żądanie od nich złożenia Professio fidei z roku 1962.

2. Nowy tekst Deklaracji doktrynalnej musi zawierać paragraf, w którym sygnatariusze oświadczają explicite przyjęcie nauczania Soboru Watykańskiego II oraz nauczania posoborowego, przyznając wymienionym twierdzeniom doktrynalnym należny im stopień akceptacji.

3. Członkowie Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X muszą uznać nie tylko ważność, lecz także prawowitość Rytu Mszy Świętej i Sakramentów według ksiąg liturgicznych promulgowanych po Soborze Watykańskim II.

Podczas audiencji udzielonej Kardynałowi Prefektowi dnia 20 maja 2017 r. Ojciec Święty zatwierdził te decyzje.

Przekazując je Ekscelencji, będę wdzięczny za zapoznanie z nimi członków Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X.

Zapewniając o mojej modlitwie za delikatną misję Ekscelencji, proszę przyjąć wyraz moich oddanych uczuć w Panu.

Gerhard kard. Müller, Prefekt

Przypisy

  • 1Zob. załącznik nr 1.
  • 2Bractwo wzbrania się jednakże przed wszelkim oskarżeniem schizmy i uważa, opierając się na tradycyjnej teologii i stałym nauczaniu Kościoła, że święcenia biskupie bez zezwolenia Stolicy Apostolskiej, jeśli nie wiążą się z intencją schizmatycką ani z udzieleniem jurysdykcji, nie stanowią zerwania kościelnej komunii. Zob. załącznik nr 2.
  • 3Zob. załącznik nr 3.

Suprema lex, salus animarum. Wywiad z przełożonym generalnym Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X

Suprema lex, salus animarum. Wywiad z przełożonym generalnym Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X

Ks. Dawid Pagliarani, przełożony generalny Bractwa św. Piusa X

1. FSSPX.News: Księże Przełożony, ogłosił Ksiądz właśnie publicznie zamiar dokonania konsekracji biskupich dla Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X w dniu 1 lipca. Dlaczego ta zapowiedź została ogłoszona dzisiaj, 2 lutego?

Ks. Dawid Pagliarani: Święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny ma w Bractwie szczególne znaczenie. Jest to dzień, w którym kandydaci do kapłaństwa przywdziewają sutannę. Ofiarowanie Pana Jezusa w świątyni, które dziś obchodzimy, przypomina im, że klucz do ich formacji i przygotowania do święceń tkwi w ofierze z siebie, która dokonuje się przez ręce Maryi. Jest to święto maryjne o wyjątkowej wadze, albowiem zapowiadając Matce Bożej miecz boleści, Symeon ukazuje wyraźnie Jej rolę Współodkupicielki u boku Jej Boskiego Syna. Widzimy Ją złączoną z Panem Jezusem od początku Jego ziemskiego życia aż po dopełnienie Jego ofiary na Kalwarii. Podobnie Matka Boża towarzyszy przyszłemu kapłanowi w jego formacji i przez całe jego życie: to Ona nadal kształtuje w jego duszy samego Chrystusa.

2. W ostatnich miesiącach, zwłaszcza od śmierci ks. bpa Tissier de Mallerais w październiku 2024 r., perspektywa konsekracji biskupich w Bractwie miała charakter pogłoski. Dlaczego Ksiądz czekał z tą decyzją aż dotąd?

Podobnie jak arcybiskup Lefebvre w swoim czasie, Bractwo zawsze troszczy się o to, by nie wyprzedzać Opatrzności, lecz by za nią podążać, pozwalając się prowadzić jej wskazaniom. Tak ważna decyzja nie może być podjęta lekkomyślnie ani w pośpiechu.

W szczególności, ponieważ chodzi o sprawę, która w oczywisty sposób dotyczy najwyższej władzy Kościoła, konieczne było wpierw podjęcie starań u Stolicy Apostolskiej – co uczyniliśmy – oraz wystarczające poczekanie, umożliwiające jej udzielenie odpowiedzi. Nie jest to decyzja, którą moglibyśmy podjąć bez konkretnego okazania naszego uznania władzy Ojca Świętego.

3. W swojej homilii powiedział Ksiądz, że rzeczywiście napisał do Papieża. Czy mógłby Ksiądz powiedzieć o tym coś więcej?

Latem ubiegłego roku napisałem do Ojca Świętego prośbę o audiencję. Nie otrzymawszy odpowiedzi, kilka miesięcy później napisałem do niego drugi list, w prosty i synowski sposób, nie ukrywając niczego z naszych potrzeb. Wspomniałem o naszych rozbieżnościach doktrynalnych, ale także o naszym szczerym pragnieniu nieustannej służby Kościołowi katolickiemu, albowiem jesteśmy sługami Kościoła pomimo naszego nieuznawanego statusu kanonicznego.

Na ten drugi list otrzymaliśmy kilka dni temu odpowiedź z Rzymu, ze strony kardynała Fernándeza. Niestety, nie bierze ona w żadnym stopniu pod uwagę przedstawionej przez nas propozycji i nie zawiera niczego, co odpowiadałoby naszym prośbom.

Propozycja ta, biorąc pod uwagę całkowicie szczególne okoliczności, w jakich znajduje się Bractwo, polega konkretnie na prośbie, aby Stolica Apostolska pozwoliła nam tymczasowo pozostać w naszym nadzwyczajnym położeniu, dla dobra dusz, które się do nas zwracają. Obiecaliśmy Papieżowi poświęcić całą naszą energię na zachowanie Tradycji oraz czynić z naszych wiernych prawdziwych synów Kościoła. Wydaje mi się, że taka propozycja jest zarazem realistyczna i rozsądna, i że jako taka mogłaby uzyskać aprobatę Ojca Świętego.

4. Skoro jednak tej zgody nie otrzymaliście, dlaczego mimo to uważacie, że musicie dokonać konsekracji biskupich?

Jest to środek ostateczny, proporcjonalny do rzeczywistej i również ostatecznej konieczności. Ma się rozumieć, zachodząca konieczność dla dobra dusz nie oznacza, że każda inicjatywa podjęta, by jej zaradzić, jest z góry usprawiedliwiona. Jednak w naszym przypadku, po długim okresie oczekiwania, obserwacji i modlitwy, możemy dziś powiedzieć, że obiektywny stan wyższej konieczności, w jakim znajdują się dusze, Bractwo i Kościół, wymaga takiej decyzji.

Wobec dziedzictwa pozostawionego nam przez papieża Franciszka, zasadnicze racje, które już uzasadniały konsekracje z 1988 roku, nadal w pełni zachodzą, a pod wieloma względami ukazują się nawet z nową ostrością. Sobór Watykański II pozostaje bardziej niż kiedykolwiek kompasem, którym kierują się ludzie Kościoła, i trudno przypuszczać, by w niedalekiej przyszłości obrali oni inną drogę. Główne kierunki, które już się zarysowują dla nowego pontyfikatu, zwłaszcza w świetle ostatniego konsystorza, jedynie to potwierdzają: widać w nich wyraźną determinację, by zachować linię Franciszka jako nieodwracalną drogę dla całego Kościoła.

Smutno to stwierdzić, ale takie są fakty: w zwykłej parafii wierni nie znajdują już środków potrzebnych do zapewnienia sobie wiecznego zbawienia. Dotyczy to w szczególności pełnego głoszenia prawdy i moralności katolickiej, jak również udzielania sakramentów tak, jak Kościół zawsze je sprawował. Na tym właśnie polega stan wyższej konieczności. W tym krytycznym kontekście nasi biskupi posuwają się w latach, a przy stałym rozwoju apostolatu nie są już w stanie odpowiadać na potrzeby wiernych na całym świecie.

5. W jaki sposób konsystorz sprzed miesiąca potwierdza kierunek obrany przez papieża Franciszka?

Kardynał Fernández, w imieniu papieża Leona, wezwał Kościół do powrotu do fundamentalnej intuicji Franciszka, wyrażonej w Evangelii gaudium, jego kluczowej encyklice: upraszczając, chodzi o zredukowanie głoszenia Ewangelii do jej pierwotnego, istotnego wyrazu, w bardzo zwięzłych i uderzających formułach – „kerygmacie” – w celu wywołania „doświadczenia”, bezpośredniego spotkania z Chrystusem, pozostawiając na boku wszystko inne, choćby najcenniejsze, a konkretnie: całość elementów Tradycji, uznanych za drugorzędne i uboczne. Właśnie ta metoda nowej ewangelizacji wytworzyła charakterystyczną dla pontyfikatu Franciszka pustkę doktrynalną, silnie odczuwaną przez znaczną część Kościoła.

Ma się rozumieć, w tej perspektywie należy zawsze troszczyć się o udzielanie nowych, stosownych odpowiedzi na pojawiające się pytania, przy czym zadanie to ma się realizować poprzez reformę synodalną, a nie przez ponowne odkrywanie klasycznych i wciąż aktualnych odpowiedzi udzielanych przez Tradycję Kościoła. W ten sposób, w rzekomym „tchnieniu Ducha” tej reformy synodalnej, Franciszek był w stanie narzucić całemu Kościołowi katastrofalne decyzje, takie jak dopuszczenie do Komunii świętej rozwodników trwających w nowych związkach czy błogosławienie par jednopłciowych.

Podsumowując: poprzez „kerygmat” oddziela się głoszenie Ewangelii od całego korpusu tradycyjnej doktryny i moralności; a poprzez synodalność zastępuje się tradycyjne odpowiedzi dowolnymi decyzjami, łatwo absurdalnymi i doktrynalnie nie do usprawiedliwienia. Sam kardynał Zen uważa tę metodę za manipulację, a przypisywanie jej Duchowi Świętemu za bluźnierstwo. Obawiam się, że niestety ma rację.

6. Mówi Ksiądz o służbie Kościołowi, lecz w praktyce Bractwo może sprawiać wrażenie, że rzuca Kościołowi wyzwanie, zwłaszcza jeśli rozważa się konsekracje biskupie. Jak Ksiądz wyjaśnia to Papieżowi?

Służymy Kościołowi przede wszystkim służąc duszom. To obiektywny fakt, niezależny od innych względów. Kościół zasadniczo istnieje dla dusz: jego celem jest ich uświęcenie i zbawienie. Wszystkie piękne mowy, rozmaite debaty i wielkie zagadnienia, o których można by dyskutować, nie mają żadnego sensu, jeśli nie służą zbawieniu dusz. Trzeba o tym przypominać, ponieważ Kościołowi grozi dziś niebezpieczeństwo zajmowania się byle czym. Troska o ekologię, na przykład, prawa mniejszości, kobiet czy migrantów – wszystko to może odciągać uwagę od zasadniczej misji Kościoła. Jeśli Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X walczy o zachowanie Tradycji, ze wszystkim, co się z tym wiąże, robi to wyłącznie dlatego, że skarby te są absolutnie niezbędne do zbawienia dusz – i nie dąży ono do niczego innego niż do tego: do dobra dusz i kapłaństwa ukierunkowanego na ich uświęcenie.

Czyniąc to, oddajemy na użytek Kościoła to, co zachowujemy. Ofiarujemy Kościołowi nie muzeum dawnych, zakurzonych rzeczy, lecz Tradycję w jej pełni i płodności – Tradycję, która uświęca dusze, przemienia je, wzbudza powołania i autentycznie katolickie rodziny. Innymi słowy, to dla samego Papieża, to dla Papieża jako takiego zachowujemy ten skarb aż do dnia, gdy jego wartość będzie z powrotem rozumiana i gdy jakiś Papież zechce posłużyć się nim dla dobra całego Kościoła. Albowiem Tradycja należy do Kościoła.

7. Mówi Ksiądz o dobru dusz, lecz Bractwo nie posiada misji wobec dusz. Przeciwnie, zostało ono kanonicznie zniesione ponad pięćdziesiąt lat temu. Na jakiej podstawie można uzasadniać jakąkolwiek misję Bractwa wobec dusz?

To po prostu kwestia miłości bliźniego. Nie chcemy przypisywać sobie misji, której nie posiadamy. Jednocześnie jednak nie możemy nie odpowiadać na duchową niedolę dusz, które coraz częściej są zdezorientowane, zagubione i wołają o pomoc. A po długich poszukiwaniach, to właśnie w bogactwach Tradycji Kościoła, przeżywanej w całości, znajdują one – z głęboką radością – światło i pociechę. Wobec tych dusz ponosimy prawdziwą odpowiedzialność, nawet jeśli nie mamy oficjalnej misji: jeśli ktoś widzi na ulicy osobę w niebezpieczeństwie, ma obowiązek udzielić jej pomocy na miarę swoich możliwości, nawet jeśli nie jest ratownikiem czy policjantem.

Liczba dusz zwracających się w ten sposób do nas rosła na przestrzeni lat w sposób stały, a w ciągu ostatniej dekady nawet znacząco wzrosła. Ignorowanie potrzeb tych dusz i ich porzucenie oznaczałoby ich zdradę, a przez to zdradę samego Kościoła, gdyż – powtórzmy – Kościół istnieje dla dusz, a nie po to, by podsycać próżne i jałowe dyskusje.

Ta miłość bliźniego jest obowiązkiem nadrzędnym wobec wszystkich innych. Samo prawo Kościoła tak to przewiduje. W duchu prawa kościelnego, będącego prawnym wyrazem tej miłości, dobro dusz stoi ponad wszystkim. Jest ono autentycznie prawem nad prawami, któremu podporządkowane są wszystkie inne i wobec którego żadne prawo kościelne nie ma pierwszeństwa. Aksjomat suprema lex, salus animarum – zbawienie dusz jest najwyższym prawem – jest klasyczną maksymą tradycji kanonicznej, zresztą dosłownie przywołaną w ostatnim kanonie Kodeksu z 1983 roku; w obecnym stanie wyższej konieczności to od tej najwyższej zasady zależy ostatecznie cała prawowitość naszego apostolatu i naszej misji wobec dusz, które się do nas zwracają. Pełnimy tu rolę zastępczą, w imię tej samej miłości.

8. Czy ma Ksiądz świadomość, że perspektywa konsekracji biskupich może postawić wiernych korzystających z posługi Bractwa przed dylematem: albo wybór Tradycji w całości, ze wszystkimi jej konsekwencjami, albo „pełna” łączność z hierarchią Kościoła?

Ten dylemat w rzeczywistości jest jedynie pozorny. Oczywiste jest, że katolik powinien jednocześnie zachować Tradycję w całości i łączność z hierarchią. Nie może wybierać pomiędzy tymi dobrami, które są oba konieczne.

Jednakże zbyt często zapomina się, że jedność w Kościele opiera się zasadniczo na wierze katolickiej, ze wszystkimi tego implikacjami: począwszy od autentycznego życia sakramentalnego i sprawowania władzy, która właśnie tę wiarę głosi i wciela w życie, używając władzy nie arbitralnie, lecz rzeczywiście dla duchowego dobra powierzonych jej dusz.

To właśnie po to, by zagwarantować te fundamenty – te warunki konieczne dla samego istnienia łączności w Kościele – Bractwo nie może przyjąć tego, co tej jedności się sprzeciwia i ją wypacza, nawet jeśli pochodzi to, paradoksalnie, od tych, którzy w Kościele sprawują władzę.

9. Czy mógłby Ksiądz podać konkretny przykład tego, czego Bractwo nie może zaakceptować?

Pierwszy przykład, który przychodzi mi na myśl, sięga roku 2019, kiedy papież Franciszek, z okazji swojej wizyty na Półwyspie Arabskim, podpisał z imamem słynną deklarację z Abu Zabi. Twierdził wraz z przywódcą muzułmańskim, że mnogość religii jako taka była chciana przez Mądrość Bożą.

Oczywiste jest, że jedność, która opierałaby się na przyjęciu takiego stwierdzenia lub która by je zawierała, po prostu nie byłaby katolicka, albowiem obejmowałaby grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu oraz zaprzeczenie pierwszego artykułu wiary. Uważam, że takie twierdzenie jest czymś więcej niż zwykłym błędem. Jest ono po prostu niewyobrażalne. Nie może być fundamentem katolickiej łączności, lecz raczej przyczyną jej rozpadu. Sądzę, że katolik powinien raczej wybrać męczeństwo, niż przyjąć takie twierdzenie.

10. Na całym świecie, zwłaszcza za pośrednictwem internetu, narasta świadomość błędów od dawna wskazywanych przez Bractwo. Czy nie lepiej zatem pozwolić, aby ten ruch rozwijał się w zaufaniu do Opatrzności, zamiast ingerować tak mocnym publicznym gestem, jakim są święcenia biskupie?

Ruch ten jest z pewnością pozytywny i krzepiący. Ilustruje on bez wątpienia słuszność tego, czego broni Bractwo, i należy wspierać to upowszechnianie prawdy wszelkimi dostępnymi środkami. Jednak ruch ten ma swoje granice, ponieważ walka o wiarę nie może ograniczać się ani wyczerpywać w dyskusjach i stanowiskach, których areną jest internet czy media społecznościowe.

Uświęcenie duszy zależy oczywiście od autentycznego wyznania wiary, ale to wyznanie musi prowadzić do prawdziwego życia chrześcijańskiego. Potrzebą dusz w niedzielę nie jest przeglądanie portali internetowych – dusze potrzebują kapłana, który je wyspowiada i pouczy, który odprawi dla nich Mszę świętą, który rzeczywiście je uświęci i poprowadzi do Boga. Dusze potrzebują kapłanów. A aby byli kapłani, potrzebni są biskupi. Nie „influencerzy”. Innymi słowy, trzeba powrócić do rzeczywistości – do rzeczywistości dusz i ich konkretnych, obiektywnych potrzeb. Święcenia biskupie nie mają innego celu: zapewnić wiernym przywiązanym do Tradycji udzielanie sakramentu bierzmowania, święceń kapłańskich i wszystkiego tego, co z nich wynika.

11. Czy nie obawia się Ksiądz, że pomimo dobrych intencji Bractwo mogłoby w jakiś sposób zacząć uważać się za Kościół lub przypisywać sobie niezastąpioną rolę?

W żadnym wypadku Bractwo nie rości sobie pretensji do zastępowania Kościoła ani do przejmowania jego misji; przeciwnie, zachowuje ono głęboką świadomość, że istnieje wyłącznie po to, by mu służyć, opierając się jedynie na tym, co sam Kościół zawsze i powszechnie głosił, wierzył i czynił.

Bractwo jest też głęboko świadome, że to nie ono zbawia Kościół – bo jedynie Pan Jezus strzeże i zbawia swoją Oblubienicę, On, który nigdy nie przestaje nad nią czuwać.

Bractwo jest po prostu – w okolicznościach, których nie wybrało – uprzywilejowanym środkiem dochowania wierności Kościołowi. Uważne na misję swojej Matki, która przez dwadzieścia wieków karmiła swoje dzieci doktryną i sakramentami, Bractwo synowsko poświęca się zachowaniu i obronie Tradycji w jej całości, obierając środki wyjątkowej wolności, by pozostać wiernym temu dziedzictwu. Według wyrażenia arcybiskupa Lefebvre’a, Bractwo jest jedynie dziełem „Kościoła katolickiego, które nadal przekazuje doktrynę”; jego rola jest rolą „listonosza doręczającego list”. I nie pragnie ono niczego bardziej niż żeby wszyscy katoliccy pasterze przyłączyli się do niego w wypełnianiu tego obowiązku.

12. Wróćmy do Papieża. Czy uważa Ksiądz za realistyczne, by Ojciec Święty mógł zaakceptować lub przynajmniej tolerować fakt, że Bractwo dokona konsekracji biskupich bez mandatu papieskiego?

Papież jest przede wszystkim ojcem. Jako taki potrafi rozeznać prawą intencję, szczerą wolę służenia Kościołowi oraz – przede wszystkim – rzeczywisty dylemat sumienia w wyjątkowej sytuacji. Są to elementy obiektywne i wszyscy, którzy znają Bractwo, mogą je uznać, nawet jeśli niekoniecznie podzielają jego stanowisko.

13. Teoretycznie jest to zrozumiałe. Czy jednak sądzi Ksiądz, że w praktyce Rzym mógłby tolerować taką decyzję ze strony Bractwa?

Przyszłość pozostaje w rękach Ojca Świętego i – oczywiście – Opatrzności. Niemniej trzeba przyznać, że Stolica Apostolska potrafi czasem wykazać się pragmatyzmem, a nawet zaskakującą elastycznością, gdy jest przekonana, że działa dla dobra dusz.

Weźmy bardzo aktualny przypadek relacji z rządem chińskim. Mimo prawdziwej schizmy tzw. Kościoła patriotycznego w Chinach, mimo nieustającego prześladowania Kościoła milczącego wiernego Rzymowi, mimo regularnie odnawianych porozumień, następnie łamanych przez chińskie władze, w 2023 roku papież Franciszek zatwierdził post factum nominację biskupa Szanghaju dokonaną przez chińskie władze. Niedawno papież Leon XIV również zaakceptował post factum nominację biskupa Xinxiang, dokonaną w ten sam sposób w czasie wakatu Stolicy Apostolskiej, podczas gdy biskup wierny Rzymowi, wielokrotnie więziony, wciąż sprawował swój urząd. W obu przypadkach chodzi oczywiście o hierarchów przychylnych rządowi, narzuconych jednostronnie przez Pekin w celu kontroli Kościoła katolickiego w Chinach. Zauważmy, że nie chodzi tu o dwóch zwykłych biskupów pomocniczych, lecz o ordynariuszy, czyli pasterzy swoich diecezji (lub prefektur), posiadających jurysdykcję nad miejscowymi kapłanami i wiernymi. A w Rzymie doskonale wiadomo, w jakim celu ci pasterze zostali wybrani i jednostronnie narzuceni.

Przypadek Bractwa jest zupełnie inny: przecież nie chodzi nam o wspieranie władzy komunistycznej czy antychrześcijańskiej, lecz wyłącznie o zachowanie praw Chrystusa Króla i Tradycji Kościoła w czasie powszechnego kryzysu i zamętu, w którym są one wielce zagrożone. Intencje i cele nie są więc oczywiście takie same. Papież o tym wie. Ponadto Ojciec Święty doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że Bractwo w żaden sposób nie zamierza nadawać swoim biskupom jakiejkolwiek jurysdykcji, co oznaczałoby tworzenie równoległego Kościoła.

Szczerze mówiąc, nie widzę w jaki sposób Papież mógłby obawiać się większego zagrożenia dla dusz ze strony Bractwa niż ze strony rządu w Pekinie.

14. Czy uważa Ksiądz, że jeśli chodzi o Mszę tradycyjną, potrzeba dla dusz jest dziś równie poważna jak w roku 1988? Po znanych perypetiach rytu św. Piusa V – jego uwolnieniu przez Benedykta XVI w 2007 r. oraz ograniczeniach nałożonych przez Franciszka w 2021 r. – w jakim kierunku zmierzamy wraz z nowym Papieżem?

O ile mi wiadomo, papież Leon XIV zachowuje w tej kwestii dyskrecję, która budzi wielkie oczekiwania w środowiskach konserwatywnych. W ostatnim czasie upubliczniono jednakże tekst kardynała Roche’a o liturgii, pierwotnie przeznaczony dla kardynałów uczestniczących w konsystorzu w zeszłym miesiącu. Nie ma powodu by wątpić, że w głównych zarysach odpowiada on orientacji wyznaczonej przez Papieża. Jest to tekst bardzo jasny, a przede wszystkim logiczny i spójny. Niestety, opiera się on na fałszywym założeniu.

Konkretnie, tekst ten – w pełnej ciągłości z Traditionis custodes – potępia projekt liturgiczny papieża Benedykta XVI. Według Benedykta XVI dawny ryt i nowy ryt były dwiema formami mniej więcej równoważnymi, wyrażającymi w każdym razie tę samą wiarę i tę samą eklezjologię, a zatem mogącymi się wzajemnie ubogacać. W trosce o jedność Kościoła, Benedyktowi XVI zależało zatem na promowaniu współistnienia obu rytów i w 2007 r. ogłosił on motu proprio Summorum Pontificum. Dla wielu była to – opatrznościowo – okazja do ponownego odkrycia Mszy wszech czasów, lecz w dłuższej perspektywie wzbudziło to również kontestację nowego rytu, którą to motu proprio Traditionis custodes z 2021 r. usiłowało powstrzymać.

Wierny Franciszkowi, kardynał Roche również głosi jedność Kościoła, lecz według idei i przy użyciu środków diametralnie przeciwnych tym, które proponował Benedykt XVI: podtrzymując wprawdzie twierdzenie o ciągłości między jednym a drugim rytem w ramach reformy liturgicznej, stanowczo sprzeciwia się ich współistnieniu. Widzi w nim źródło podziału, zagrożenie dla jedności, które należy przezwyciężyć poprzez powrót do autentycznej łączności liturgicznej: „podstawowe dobro jedności Kościoła nie osiąga się poprzez ‘zamrożenie’ podziału, lecz przez ponowne odnalezienie się wszystkich we współdzieleniu tego, co jako jedyne może być współdzielone”. W Kościele „powinien istnieć tylko jeden ryt”, w pełnej harmonii z prawdziwym sensem Tradycji.

Jest to zasada słuszna i spójna, ponieważ Kościół, mając jedną wiarę i jedną eklezjologię, może mieć tylko jedną liturgię, zdolną je odpowiednio wyrażać… Jednak jest to zasada błędnie zastosowana, ponieważ – zgodnie z nową, posoborową eklezjologią – kardynał Roche pojmuje Tradycję jako rzeczywistość ewoluującą, a nowy ryt jako jej jedyną żywą formę wyrazu dla naszych czasów; wartość rytu trydenckiego może więc być tylko przestarzała, a jego użycie – co najwyżej „koncesją”, „w żadnym wypadku promowaniem”.

Że zachodzi więc „podział” i istotna niekompatybilność między dwoma rytami, teraz stało się to już jasne. Nie łudźmy się jednak: jedyną liturgią, która w sposób adekwatny, niezmienny i bez ewolucyjnych mutacji wyraża tradycyjne pojmowanie przez Kościół życia chrześcijańskiego oraz kapłaństwa katolickiego, jest to liturgia wszech czasów. A sprzeciw Stolicy Apostolskiej na tym punkcie wydaje się bardziej niż kiedykolwiek nieodwracalny.

15. Kardynał Roche przyznaje mimo wszystko, że istnieją jeszcze pewne problemy w realizacji reformy liturgicznej. Czy sądzi Ksiądz, że może to doprowadzić do uświadomienia sobie ograniczeń tej reformy?

To ciekawe, że po sześćdziesięciu latach wciąż przyznaje się, że zachodzą realne trudności w stosowaniu reformy liturgicznej, której bogactwo należałoby odkryć: to stara śpiewka, którą słychać ilekroć porusza się ten temat i tekst kardynała Roche’a również od niej nie stroni. Zamiast jednak szczerze zastanowić się nad wewnętrznymi brakami nowej Mszy, a zatem nad ogólną porażką tej reformy, zamiast zmierzyć się z faktem pustoszejących kościołów i malejących powołań, zamiast spytać, dlaczego ryt trydencki nadal przyciąga tak wiele dusz… kardynał Roche jako jedyne rozwiązanie widzi pilną, uprzednią formację wiernych i seminarzystów.

Nie zdając sobie z tego sprawy, popada on tu w błędne koło, albowiem to właśnie sama liturgia powinna kształtować dusze. Przez niemal dwa tysiące lat dusze – często niepiśmienne – były wychowywane i uświęcane przez samą liturgię, bez potrzeby jakiejkolwiek uprzedniej formacji. Nie dostrzegać wewnętrznej niezdolności Novus Ordo do kształtowania dusz, a jednocześnie domagać się jeszcze lepszej formacji do liturgii wydaje mi się oznaką nieuleczalnej ślepoty. Prowadzi to do szokujących paradoksów: reforma została pomyślana po to, by sprzyjać uczestnictwu wiernych; tymczasem masowo opuścili oni Kościół, ponieważ ta pozbawiona wyrazu liturgia nie potrafiła ich wykarmić; a wszystko to miałoby nie mieć nic wspólnego z samą reformą!

16. Dziś w wielu krajach na świecie grupy niezwiązane z Bractwem nadal korzystają z Mszału z 1962 r. Takich możliwości prawie nie było w 1988 r. Czy nie mogłoby to stanowić na chwilę obecną wystarczającą alternatywę, czyniąc nowe konsekracje biskupie przedwczesnymi?

Pytanie, które musimy sobie zadać, brzmi następująco: czy te możliwości odpowiadają temu, czego potrzebują Kościół i dusze? Czy w wystarczający sposób zaspokajają to, co konieczne dla dusz?

Nie ulega wątpliwości, że wszędzie tam, gdzie sprawowana jest Msza tradycyjna, jaśnieje prawdziwy ryt Kościoła, z tym głębokim poczuciem sacrum, którego nie odnajduje się w nowym rycie. Nie można jednak abstrahować od kontekstu, w jakim te celebracje się odbywają. A kontekst ten wydaje się jasny, zwłaszcza od czasu Traditionis custodes, co potwierdził kardynał Roche: chodzi o kontekst Kościoła, w którym jedynym oficjalnym i „normalnym” rytem jest ryt Pawła VI. Sprawowanie rytu wszech czasów odbywa się zatem w drodze wyjątku: jego zwolennicy otrzymują – z łaskawej tolerancji – derogacje pozwalające na jego sprawowanie, ale indulty te wpisują się w logikę nowej eklezjologii i zakładają, że nowa liturgia pozostaje kryterium pobożności wiernych oraz autentycznym wyrazem życia Kościoła.

17. Dlaczego twierdzi Ksiądz, że nie można abstrahować od tego kontekstu? Czy mimo wszystko nie dokonuje się tam dobro? Jakie konkretne konsekwencje z tym związane byłyby godne ubolewania?

Z tej sytuacji wynikają co najmniej trzy szkodliwe konsekwencje.

Najbardziej bezpośrednia to głęboka kruchość strukturalna. Kapłani i wierni, którzy korzystają z pewnych przywilejów umożliwiających im sprawowanie liturgii trydenckiej, żyją w niepokoju o jutro: przywilej nie jest prawem. Dopóki władza toleruje ich praktykę religijną, mogą ją sprawować bez przeszkód. Gdy jednak władza postawi pewne wymagania, narzuci warunki lub nagle cofa udzielone pozwolenia, kapłani i wierni znajdują się w sytuacji konfliktu, bez jakichkolwiek środków obrony, które skutecznie zapewniłyby im tradycyjne środki, do których dusze mają prawo. A jak uniknąć w sposób trwały takich dylematów sumienia, gdzie między dwiema nie do pogodzenia wizjami życia Kościoła, ucieleśnionymi w dwóch niekompatybilnych liturgiach, jedna posiada pełne prawo bytu, a druga jest jedynie tolerowana?

Druga konsekwencja – i zapewne poważniejsza – polega na tym, że sama racja przywiązania tych grup do liturgii trydenckiej przestaje być rozumiana, co poważnie godzi w publiczne prawa Tradycji Kościoła, a przez to w dobro dusz. Jeżeli bowiem Msza wszech czasów godzi się na to, by nowa Msza była sprawowana w całym Kościele, a dla siebie samej domaga się jedynie partykularnego przywileju, związanego z osobistą preferencją lub własnym charyzmatem, jak wówczas zrozumieć, że Msza ta bezapelacyjnie sprzeciwia się nowej Mszy, pozostaje jedyną prawdziwą liturgią całego Kościoła i że nikt nie może być pozbawiony prawa do jej sprawowania? Jak uświadomić, że Msza Pawła VI nie może zostać uznana, ponieważ stanowi znaczne oddalenie od katolickiej teologii Mszy świętej i że nikt nie może być zmuszany do jej sprawowania? I jak skutecznie odciągać dusze od tej skażonej liturgii, aby poiły się czystymi źródłami liturgii katolickiej?

Trzecia konsekwencja, bardziej odległa, lecz wynikająca z dwóch poprzednich, polega na tym, że potrzeba nienarażania swego kruchego położenia poprzez „niewygodne” zachowanie prowadzi wielu pasterzy do przymusowego milczenia tam, gdzie należałoby wystąpić przeciwko takim czy innym gorszącym naukom, które niszczą wiarę lub moralność. Konieczne piętnowanie błędów rujnujących Kościół – wymagane przez samo dobro dusz, którym grozi ta zatruta nauka – zostaje tym samym sparaliżowane. Oświeca się prywatnie jedną czy drugą osobę, o ile jeszcze potrafi się rozeznać szkodliwość danego błędu, ale pozostaje to jedynie nieśmiałym szeptem, w którym prawda z trudem wyraża się z należytą wolnością… zwłaszcza gdy chodzi o zwalczanie zasad milcząco przyjętych. Tu znowu nie oświeca się dusz i pozbawia ich chleba doktryny, którego mimo wszystko łakną: z czasem prowadzi to do stopniowej przemiany mentalności i do powszechnej, nieświadomej akceptacji kolejnych reform dotykających życia Kościoła. Wobec tych dusz Bractwo także odczuwa odpowiedzialność, by je oświecać i nie porzucać.
Nie chodzi tu o czynienie wyrzutów ani o osądzanie kogokolwiek, lecz o otwarcie oczu i stwierdzenie faktów. Musimy bowiem uznać, że o ile korzystanie z tradycyjnej liturgii pozostaje uzależnione od przynajmniej domyślnej akceptacji reform soborowych, o tyle grupy, które z niej korzystają, nie mogą stanowić adekwatnej odpowiedzi na głębokie potrzeby Kościoła i dusz. Natomiast – jak już powiedziano – trzeba móc zaoferować dzisiejszym katolikom prawdę bez ustępstw, podawaną bez warunków, wraz ze środkami pozwalającymi żyć nią w pełni – dla zbawienia dusz i służby całemu Kościołowi.

18. Czy mimo wszystko nie uważa Ksiądz, że Rzym mógłby w przyszłości okazać się bardziej szczodry wobec tradycyjnej Mszy?

Niewykluczone, że Rzym w przyszłości przyjmie bardziej otwartą postawę, jak to już miało miejsce w 1988 r., w zbliżonych okolicznościach, gdy pewnym grupom przyznano dawny Mszał w celu odciągnięcia wiernych od Bractwa. Gdyby to się powtórzyło, byłoby to posunięcie bardzo polityczne a bardzo mało doktrynalne: Mszał trydencki winien służyć wyłącznie oddawaniu czci Boskiemu Majestatowi i karmieniu wiary; nie może być wykorzystywany jako narzędzie dostosowań duszpasterskich czy środek doraźnego uspokojenia.

Jednakże większa czy mniejsza życzliwość dla tradycyjnej Mszy nie zmieniłaby istoty opisanego wcześniej kontekstu i nie zmieniłaby więc zasadniczo sytuacji.

Zresztą scenariusz jest w rzeczywistości bardziej złożony: w Rzymie papież Franciszek i kardynał Roche dobrze dostrzegli, że rozszerzenie użycia Mszału św. Piusa V nieuchronnie wywołuje zakwestionowanie reformy liturgicznej i Soboru, w kłopotliwych proporcjach, przede wszystkim niemożliwych do kontrolowania. Trudno więc przewidzieć, co się wydarzy, jednakże zagrożenie zamknięcia się w bardziej politycznym niż doktrynalnym trybie myślenia jest realne.

19. Co chciałby Ksiądz powiedzieć w sposób szczególny wiernym oraz członkom Bractwa?

Chciałbym im powiedzieć, że obecna chwila jest przede wszystkim czasem modlitwy oraz przygotowania serc, dusz, a także umysłów, abyśmy mogli usposobić się na łaskę, jaką te konsekracje stanowią dla całego Kościoła. Wszystko to w skupieniu, pokoju i ufności w Opatrzność, która nigdy nie opuściła Bractwa i nie opuści go także teraz.

20. Czy nadal żywi Ksiądz nadzieję na możliwość rozmowy z Papieżem?

Tak, z pewnością! Wydaje mi się niezwykle ważne móc porozmawiać z Ojcem Świętym; jest wiele rzeczy, którymi chętnie bym się z nim podzielił, a których nie mogłem zawrzeć w liście. Niestety, odpowiedź otrzymana od kardynała Fernándeza nie przewiduje audiencji u Papieża. Wspomina natomiast o groźbie nowych sankcji.

21. Co uczyni Bractwo, jeśli Stolica Apostolska zdecyduje się je potępić?

Przede wszystkim przypomnijmy, że w takich okolicznościach ewentualne kary kanoniczne nie miałyby żadnego realnego skutku.

Jeśli jednak miałyby zostać nałożone, jest pewne, że Bractwo – bez goryczy – przyjęłoby to nowe cierpienie tak, jak potrafiło przyjąć i te przeszłe, szczerze ofiarowując je dla dobra samego Kościoła. Bractwo pracuje bowiem dla Kościoła i nie wątpi, że gdyby taka sytuacja miała nastąpić, byłaby ona jedynie przejściowa, ponieważ Kościół jest Boski i Pan Jezus go nie opuszcza.

Bractwo będzie więc nadal, najlepiej jak potrafi, działać w wierności Tradycji katolickiej oraz pokornie służyć Kościołowi, odpowiadając na potrzeby dusz.

I będzie nadal synowsko modlić się za Papieża, jak zawsze to czyniło, w oczekiwaniu na dzień, w którym zostanie uwolnione od ewentualnych niesprawiedliwych sankcji, jak to miało miejsce w 2009 r. Jesteśmy pewni, że kiedyś władze rzymskie z wdzięcznością uznają, iż te konsekracje biskupie opatrznościowo przyczyniły się do zachowania wiary – na większą chwałę Bożą i dla zbawienia dusz.

Wywiad udzielony w Flavigny-sur-Ozerain dnia 2 lutego 2026 r.
w święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny

Zobacz też:

Komunikat Domu Generalnego w sprawie konsekracji biskupich

Konsekracje biskupie – z wierności wobec Kościoła i dusz

Statystyki dotyczące Bractwa św. Piusa X

Statystyki dotyczące Bractwa św. Piusa X

Członkowie Bractwa w Rzymie podczas pielgrzymki z okazji Roku Jubileuszowego

Od momentu swojego założenia w 1970 r. Bractwo wciąż się rozwija, a nowych miejsc kultu ‒ kościołów i kaplic ‒ przybywa każdego roku. Piękno liturgii, głoszenie katolickiej wiary oraz różne dzieła apostolskie przyciągają wiernych, którzy dzięki posłudze księży Bractwa łatwiej mogą opierać się światu i mężnie wyznawać wiarę w Chrystusa Króla. Istnienie Bractwa świadczy o żywotności Kościoła katolickiego wiernego swojej tradycji.

Statystyki dotyczące Bractwa św. Piusa X na dzień 1 listopada 2025 r.:

Członkowie

Ogółem: 1482, w tym:

  • biskupi: 2
  • kapłani (bez biskupów): 733
  • seminarzyści (w tym postulanci): 264
  • bracia: 145
  • oblatki: 88
  • siostry: 250

Średni wiek: 47 lat

Liczba krajów, z których pochodzą członkowie Bractwa: 50

Rozmieszczenie geograficzne

Kraje, w których księża Bractwa sprawują posługę: 77

  • Dystrykty i Domy Autonomiczne: 17
  • Seminaria: 5
  • Przeoraty:
    • Bractwa: 184
    • wspólnot zakonnych: 19
  • Miejsca kultu:
    • należące do Bractwa: 798
      • należące do wspólnot zakonnych: 79
  • Szkoły:
    • prowadzone przez Bractwo: 94
    • prowadzone przez wspólnoty zakonne: 46

Członkowie Bractwa nie będący kapłanami

Choć do Bractwa należą głównie kapłani, to jego Założyciel, abp Marceli Lefebvre, pragnął, aby posiadało ono także braci, pomagających księżom w ich posłudze poprzez wykonywanie różnych prac fizycznych, opiekę nad miejscami kultu itp. Bracia podlegają bezpośrednio przełożonemu generalnemu; obowiązują ich te same statuty, co księży, z dodatkiem kilku reguł.

Do Bractwa należą także oblatki, również podlegające bezpośrednio przełożonemu generalnemu, ale posiadające swoje własne statuty.

Żeńska gałąź Bractwa ‒ Siostry Bractwa św. Piusa X ‒ została założona przez m. Marię Gabrielę, rodzoną siostrę Arcybiskupa. Podlegają one swojej przełożonej, współpracując z kapłanami Bractwa, których ducha i ideały w pełni podzielają.

Zaprzyjaźnione wspólnoty zakonne

Z Bractwem współpracują różne męskie i żeńskie zgromadzenia zakonne, wierne tradycji katolickiej. Bractwo wspiera je duchowo i moralnie, ponadto księża FSSPX są kapelanami w niektórych klasztorach żeńskich.

Członkowie Bractwa

—————————————————–

Kapłani wg narodowości

———————————————————-

Seminarzyści wg narodowości

———————————————————————–

Seminarzyści w poszczególnych seminariach

—————————————————-

Bracia wg narodowości

——————————————————————–

Oblatki wg narodowości

———————————————————-

Siostry Bractwa św. Piusa X wg narodowości

———————————————–

Miejsca kultu (łącznie z zaprzyjaźnionymi wspólnotami zakonnymi)

——————————————————-

Miejsca kultu (łącznie z zaprzyjaźnionymi wspólnotami zakonnymi) w poszczególnych krajach

———————————————————————————-

Przeoraty w poszczególnych krajach

————————————————

Szkoły w poszczególnych krajach

————————————————————————-

Źródło

Kościół rozdarty – czy częściowo okupowany. [2 h].

Kościół rozdarty

7 stycznia 2026 hekspedyt/kosciol-rozdarty/

Ks. Daniel Wachowiak – proboszcz parafii św. brata Alberta w Koziegłowach, były duszpasterz akademicki w Poznaniu. Prowadzi własny kanał na YouTube. Współautor petycji wyrażającej apel o pochowanie abp. Paetza poza poznańską katedrą. Od grudnia 2019 roku do kwietnia 2020 roku z zakazem medialnych wypowiedzi. W czasie kryzysu wywołanego przez C19, opowiadał się za wolnością ws. szczepień.

Ks. Szymon Bańka – należący do Bractwa św. Piusa X, które w 1970 roku założył abp Lefebvre. Dyrektor Szkoły Podstawowej i Liceum św. Tomasza z Akwinu w Józefowie, prowadzi na YouTube kanały „Okiem Akwinaty” i „Szkoły Akwinaty”, w których prezentuje „tradycyjną katolicką naukę nie zdeformowaną przez około modernistyczne błędy i niedomówienia”.

Niedługo przyjdzie radość, której nikt nam nie odbierze

Cierpienia i trudy, które przeżywamy tu na ziemi, to tylko chwile. Są one dla nas kolejnymi krokami w dążeniu do chwały nieba. ks. Karol Stehlin FSSPX

Kazanie 3. Niedziela po Wielkanocy Warszawa 11.05.2025

=============================

Wsparcie apostolatu Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X http://www.piusx.org.pl/darowizny

Wydawnictwo Tradycji Katolickiej Te Deum http://www.tedeum.pl/

Drugi oficjalny kanał YT Bractwa św. Piusa X w Polsce    / @tradycyjnekazania7541 

  Kanał YT Szkół św. Tomasza z Akwinu    / @szkolyakwinaty  

Pielgrzymka Chartres-Paryż zakończy się przed Notre Dame

Pielgrzymka Chartres-Paryż zakończy się przed Notre Dame

Chartre

———–

Notre Dame

———

Ostatnia Msza pielgrzymki katolików wiernych Stowarzyszenia Kapłańskiego Świętego Piusa X (FSSPX) z Chartres do Paryża w Zielone Świątki 2025 r. zostanie odprawiona na placu przed katedrą Notre-Dame, a nie na Place Vauban, jak w poprzednich latach.

Lokalne władze wyraziły na to zgodę, pisze LeSalonBeige.fr (31 marca). Katedra Notre Dame i plac przed nią należą do państwa.

Wiadomość ta pojawiła się po tym, jak arcybiskup Paryża odmówił wspólnotom Ecclesia Dei odprawienia mszy inaugurującej ich pielgrzymkę z Paryża do Chartres (w przeciwnym kierunku) w odrestaurowanej katedrze Notre-Dame de Paris.

„Katedra Notre-Dame, wypróbowana w tyglu ognia i znów stojąca dumnie, powita nas u swoich stóp”, pisze SSPX:

„Co za zaszczyt dla nas i co za hołd złożony Notre-Dame przez wiernych wiary katolickiej!”.

=======================

Chartre:

To nie do pomyślenia, aby Kościół mógł błądzić przez dwa tysiące lat

To nie do pomyślenia, aby Kościół mógł błądzić przez dwa tysiące lat – wywiad z ks. Dawidem Pagliaranim

Ks. Dawid Pagliarani, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X

W sobotę 15 grudnia 2018 r. na łamach ukazującego się w Austrii dziennika „Salzburger Nachrichten” został opublikowany wywiad z Przełożonym Generalnym Bractwa św. Piusa X, ks. Dawidem Pagliaranim

Ks. Pagliarani wyjaśnia w nim, czego każdy katolik oczekuje od papieża: wiernego przekazywania depozytu wiary, będącej przylgnięciem intelektu do Bożego objawienia a nie indywidualnym i subiektywnym doświadczeniem. Niestety, ogłaszane w ostatnim czasie przez Rzym dokumenty, jak np. ekshortacja Amoris laetitia, promują w istocie negujący istnienie absolutnej prawdy subiektywizm, wywołując w rezultacie powszechną dezorientację i osłabiając ducha misyjnego Kościoła wobec wyznawców innych religii.

Założyciel Bractwa św. Piusa X, abp Marcel Lefebvre, został w 1988 r. ekskomunikowany z powodu konsekrowania czterech biskupów bez zgody [papieża]. W 2009 r. papież Benedykt XVI zniósł te ekskomuniki. Co to dla was oznacza?

Jeśli chodzi o nas, niczego to nie zmieniło, ponieważ zawsze uważaliśmy te ekskomuniki za nieważne. Niemniej jednak [deklaracja ta] ośmieliła do zbliżenia z nami pewną liczbę ludzi, którzy do tej pory nie mieli odwagi tego uczynić. Ogłoszenie jej wpłynęło także na poprawę naszych relacji z niektórymi biskupami oraz częścią duchowieństwa, zwłaszcza z młodymi księżmi.

Także papież Franciszek wykonał pewne gesty względem was. Czego jeszcze oczekujecie?

Chodzi nam o to, o co każdy katolik prosi Kościół podczas chrztu – o wiarę. Boże objawienie zakończyło się i od tej pory obowiązkiem [każdego] papieża jest wierne przekazywanie depozytu wiary. Papież musi więc położyć kres straszliwemu kryzysowi, który wstrząsa Kościołem od co najmniej 50 lat. Kryzys ten wywołany został przez nową koncepcję wiary, kładącą nacisk na subiektywne doświadczenie jednostki – każdy człowiek posiada pełną wolność w sprawach wiary i może wybierać jakąkolwiek religię, nie starając się rozeznać, która jest prawdziwa a która fałszywa. Jest to jednak sprzeczne z obiektywnym prawem Bożym.

A na jakie gesty względem papieża gotowe jest Bractwo św. Piusa X?

Bractwo Kapłańskie św. Piusa X jest głęboko przywiązane do Następcy Piotra, nawet kiedy krytykuje [ono] błędy II Soboru Watykańskiego. Bardzo niepokoi nas jednak fundamentalna cecha obecnego pontyfikatu – całkowicie nowe stosowanie idei miłosierdzia. Jest ono przedstawiane jako panaceum na wszelkie grzechy, ignorując potrzebę autentycznego nawrócenia, przeobrażenia duszy przez łaskę, umartwienie i modlitwę. W swej posynodalnej adhortacji Amoris laetitia papież daje wszystkim chrześcijanom możliwość indywidualnego decydowania – w oparciu o ich własne sumienie – w kwestiach moralnych związanych z małżeństwem. Jest to całkowicie sprzeczne z jasnymi i jednoznacznymi nakazami prawa Bożego.

Dostrzec w tym można echa duchowości Lutra – chrześcijaństwo bez potrzeby moralnej odnowy; subiektywizm, który nie dopuszcza istnienia jakiejkolwiek prawdy absolutnej. Skutkiem tego jest głęboka dezorientacja wśród wiernych oraz duchowieństwa. Każda istota ludzka poszukuje prawdy. Do tego jednak konieczne jest kierownictwo kapłana, podobnie jak uczeń potrzebuje kierownictwa nauczyciela.

Jakie skutki przyniosły pod tym względem obchody 500-lecia reformacji w 2017 r.?

Od XVI wieku wszelkie inicjatywy Kościoła katolickiego wobec protestantów miały na celu ich nawrócenie i doprowadzenie z powrotem do prawdziwego Kościoła [Chrystusowego]. Jednakże wydarzenia organizowane z okazji 500-lecia reformacji celowi temu – tj. nawróceniu protestantów – nie służyły. Wręcz przeciwnie – zostali oni utwierdzeni w swych błędach. Powodem tego jest fakt, iż od II Soboru Watykańskiego Kościół głosi, że każdy człowiek może znaleźć Boga w swej własnej religii. Jest to założenie, które redukuje wiarę do osobistego i wewnętrznego doświadczenia, nie jest już ona bowiem rozumiana jako przylgnięcie intelektu do objawienia Bożego.

Wielu wyznawców innych religii prowadzi przykładne życie, idąc za głosem serca i sumienia. Czy Bóg uzna ich dobrą wolę?

Kościół jest zasadniczo misyjny. Nasz Pan Jezus Chrystus powiedział: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”. To On jest jedynym źródłem zbawienia dla całego rodzaju ludzkiego. [I] założył On tylko jeden Kościół, Kościół Rzymskokatolicki. Ta prawda teologiczna musi być przypominana, podobnie jak podkreślać należy obiektywizm norm moralnych oraz ukazywać piękno tradycyjnej Mszy w rycie trydenckim.

Szczere poszukiwanie prawdy przez wyznawców innych religii nie wystarcza do jej poznania. Musimy więc pomagać tym duszom osiągnąć zbawienie. Jeśli nawet ktoś osiągnie zbawienie poza Kościołem katolickim (tj. nie należąc do niego w sposób widzialny – przyp. tłum.), osiągnie je pomimo błędu w jakim się znajduje, a nie dzięki niemu, a przede wszystkim jedynie dzięki Jezusowi Chrystusowi.

Księdza poprzednik, [bp] Bernard Fellay, widział w żydach, masonach oraz modernistach wrogów Kościoła. Czy także żydzi muszą nawrócić się do Kościoła katolickiego, podobnie jak powinni to uczynić, wedle was, protestanci?

Modernizm jest jednym z najniebezpieczniejszych błędów. Przed II Soborem Watykańskim Kościół nakładał na wszystkich kapłanów obowiązek składania Przysięgi antymodernistycznej, którą złożyłem również ja.

Co do judaizmu, ukrywanie przed narodem żydowskim dóbr i skarbów Kościoła katolickiego byłoby niewybaczalnym grzechem. Zbawcza misja Kościoła ma charakter powszechny i nie może wykluczać żadnego narodu.

Bractwo św. Piusa X odrzuca ważne dokumenty II Soboru Watykańskiego, takie jak deklaracje o wolności religijnej i ekumenizmie. Czy chodzi jedynie o różnicę w interpretacji czy też odrzucacie te teksty całkowicie?

Sam II Sobór Watykański stwierdził, że jest jedynie soborem duszpasterskim. Niemniej jednak [w jego trakcie] podjęto ważne decyzje natury doktrynalnej, m.in. dotyczące wspomnianych przez Pana kwestii. Doprowadziło to do całkowitego przeobrażenia wiary.

Papież Benedykt XVI uważał, że różnice pomiędzy Rzymem a Bractwem Kapłańskim św. Piusa X sprowadzały się jedynie do interpretacji tekstów soborowych. [Sądził, że] dla osiągnięcia porozumienia wystarczy wnikliwie je przeanalizować. Nasze stanowisko w tej kwestii jest jednak inne. Bractwo św. Piusa X odrzuca w tekstach II Soboru Watykańskiego wszystko, co nie pozostaje w zgodzie z Tradycją katolicką.

Papież powinien ogłosić, że dekret o wolności religijnej zawiera błędy i odpowiednio go skorygować. Jesteśmy przekonani, że pewnego dnia [któryś] papież tak właśnie postąpi i powróci do nieskażonej doktryny, która stanowiła punkt odniesienia przed tym soborem. Przed II Soborem Watykańskim papieże wypowiadali się w kwestiach wolności religijnej, ekumenizmu oraz boskiej konstytucji Kościoła. Wystarczy powrócić do ich nauczania.

To nie do pomyślenia, aby Kościół mógł błądzić przez dwa tysiące lat i odnaleźć prawdę w tych kwestiach dopiero podczas soboru, pomiędzy rokiem 1962 a 1965.

Czy nie odczuwacie niepokojów sumienia wskutek tego, że – z punktu widzenia Rzymu – pozostajecie w stanie schizmy z Kościołem?

W rzeczywistości Rzym nie uważa nas za schizmatyków, ale raczej za wspólnotę o nieuregulowanym statusie kanonicznym. W każdym bądź razie, gdybym nie miał pewności, że posługuję w Kościele katolickim i dla niego, natychmiast opuściłbym Bractwo.

Wychodzący od 1945 r. dziennik „Salzburger Nachrichten” jest wydawany w nakładzie 80 tys. egzemplarzy (2016). Wywiad przeprowadził Józef Bruckmoser. Tytuł pochodzi od redakcji portalu internetowego fsspx.news

Źródło

Przekonywanie tych, którzy żyją w związku ze swej natury grzesznym, że mógłby on posiadać jakąkolwiek pozytywną wartość, jest najgorszą formą zwodzenia, a także wyrazem braku miłości dla tych zagubionych dusz. Komunikat przełożonego generalnego Bractwa św. Piusa X.

Komunikat przełożonego generalnego Bractwa św. Piusa X

Kto Mnie miłuje, zachowuje – i uczy zachowywać – moje przykazania

Z głębokim niepokojem przyjęliśmy ogłoszenie przez prefekta Dykasterii Nauki Wiary deklaracji Fiducia supplicans, dotyczącej błogosławienia związków nieregularnych oraz homoseksualnych, zwłaszcza że ten dokument został podpisany przez samego papieża.

Choć deklaracja podkreśla, że [dykasteria] stara się zapobiec dezorientacji, do jakiej prowadziłoby utożsamianie błogosławieństwa udzielanemu takim nielegalnym związkom z błogosławieństwem małżeństwa między mężczyzną a kobietą1, w istocie nie zapobiega ani dezorientacji, ani zgorszeniu: nie tylko naucza, że sługa Kościoła może ściągać Boże błogosławieństwo na takie grzeszne związki, ale przez ten fakt utwierdza pozostających w nich ludzi w grzechu.

Udzielenie „błogosławieństwa” miałoby polegać jedynie na proszeniu Boga, poza sprawowaną liturgią, żeby „wszystko, co w ich [tj. członków „błogosławionej” pary] życiu oraz relacji jest prawdziwe, dobre oraz po ludzku ważne, zostało ubogacone, uzdrowione i uwznioślone przez obecność Ducha Świętego”2.

Jednak przekonywanie tych, którzy żyją w związku ze swej natury grzesznym, że mógłby on posiadać jakąkolwiek pozytywną wartość, jest najgorszą formą zwodzenia, a także wyrazem braku miłości dla tych zagubionych dusz. Jest błędem wyobrażanie sobie, że w publicznym grzechu może być cokolwiek dobrego, i jest błędem twierdzenie, że Bóg może błogosławić parom w takim grzechu żyjącym.

Bez wątpienia każdy człowiek może uzyskać pomoc przez uprzedzające Boże miłosierdzie oraz odkryć, że jest wezwany do nawrócenia, aby otrzymać oferowane mu przez Boga zbawienie. Kościół Święty nigdy nie odmawia błogosławienia grzeszników, którzy ze słusznych powodów o to proszą, jednak wówczas jedynym celem takiego błogosławieństwa jest pomóc duszy w przezwyciężeniu grzechu, aby mogła żyć w stanie łaski.

Tak więc Kościół Święty może udzielić błogosławieństwa każdemu, nawet poganinowi. Jednak nigdy, w żadnych okolicznościach, nie może on pobłogosławić związku, który jest grzeszny z samej swej natury, pod pretekstem rozwijania tego, co jest w nim dobre.

Kiedy błogosławimy parę, nie błogosławimy pojedynczych osób: w nieunikniony sposób błogosławimy łączącą ich relację. Nie możemy jednak zrehabilitować czegoś, co samo w sobie jest złe i gorszące.

Tego rodzaju zachęta do kierowania się przy udzielaniu owych błogosławieństw motywami duszpasterskimi w praktyce prowadzi – w sposób nieunikniony i bez względu na wszelkie zapewnienia – do systematycznej akceptacji sytuacji sprzecznych z prawem moralnym.

Pokrywa się to niestety z twierdzeniami papieża Franciszka, określającego mianem „powierzchownego i naiwnego” stanowiska tych, którzy zmuszają ludzi do postępowania „w sposób, do którego jeszcze oni nie dojrzeli lub też do którego są niezdolni”3.

Ta idea, stanowiąca przejaw braku wiary w siłę łaski i odrzucająca krzyż, nie pomaga nikomu w unikaniu grzechu. Zastępuje ona prawdziwe przebaczenie oraz prawdziwe miłosierdzie będącą wyrazem bezsilności amnestią – i jedynie przyśpiesza zgubę dusz oraz erozję katolickiej moralności.

Zawiły styl oraz sofistyka dokumentu Dykasterii Nauki Wiary nie są w stanie ukryć zasadniczej i oczywistej natury owych błogosławieństw: przyczynią się one wyłącznie do utwierdzenia w grzechu osób żyjących w złych z samej swej natury związkach oraz będą zachęcać innych do ich naśladowania. Będzie to jedynie substytut małżeństwa katolickiego.

W istocie ten dokument stanowi świadectwo braku wiary w rzeczywistość nadprzyrodzoną, w łaskę Bożą oraz w siłę krzyża, dzięki którym możemy prowadzić życie cnotliwe, w czystości i miłości, zgodnie z Bożą wolą.

Jest przepełniony duchem naturalistycznym i defetystycznym, można rzec – duchem tego świata, wrogiego Bogu. Mamy tu do czynienia z kolejną kapitulacją i podporządkowaniem się światu przez liberalną i modernistyczną hierarchię, która od czasu II Soboru Watykańskiego pozostaje na służbie rewolucji [toczącej się] tak wewnątrz, jak i na zewnątrz Kościoła.

Oby Najświętsza Maryja Panna, Strażniczka wiary i świętości, raczyła przyjść z pomocą Kościołowi Świętemu. Oby zechciała otoczyć swą opieką zwłaszcza tych, którzy wskutek tego chaosu są narażeni na największe niebezpieczeństwo: dzieci, zmuszone dorastać obecnie w nowym Babilonie, bez [pewnych] punktów odniesienia czy też przewodnika, który przypominałby im o prawie moralnym.

ks. Dawid Pagliarani FSSPX, przełożony generalny
Menzingen, 19 grudnia 2023 r.

Źródło

Przypisy

  • 1Poprzez wprowadzenie „obrzędu liturgicznego lub błogosławieństwa przypominającego obrzęd liturgiczny”, cf. https://press.vatican.va/content/salastampa/it/bollettino/pubblico/2023/12/18/0901/01963.html#en – przyp. tłum.
  • 2Ibidem.
  • 3Papież Franciszek, rozmowa z jezuitami w Lizbonie 5 sierpnia 2023.

Światło dla Polski wśród mroków neopogaństwa.

Światło dla Polski wśród mroków neopogaństwa.

18 minut

Działalność św. Wojciecha przypadła na czasy znacznego zepsucia Kościoła i upadku duchowieństwa. Patron Polski pozostał jednak wierny Chrystusowi, za co był prześladowany także przez katolików, a z rąk pogan poniósł śmierć. Kto w dzisiejszych czasach zachowa skarb wiary dla naszego narodu?

ks. Mateusz Grabowski Kazanie

Św. Wojciecha, Biskupa i Męczennika, Głównego Patrona Polski – Warszawa / 23.04.2023

Wsparcie apostolatu Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X http://www.piusx.org.pl/darowizny

Wydawnictwo Tradycji Katolickiej Te Deum http://www.tedeum.pl/

Drugi oficjalny kanał YT Bractwa św. Piusa X w Polsce:    / @tradycyjnekazani…  

Kanał YT Szkół św. Tomasza z Akwinu:    / @szkolyakwinaty  

Bajerze, miejsce katolickich rekolekcji, wyjazdów formacyjnych i spotkań integracyjnych dla młodzieży oraz rodzin. Zrzutka.

Bajerze, miejsce katolickich rekolekcji, wyjazdów formacyjnych i spotkań integracyjnych dla młodzieży oraz rodzin. Zrzutka.

Pilne prace remontowe zabytkowego Pałacu / Domu Rekolekcyjnego w

Łukasz Szydłowski https://zrzutka.pl/rk63dh

[[Ładne zdjęcia – skaczą w oryginale. M. Dakowski]

=========================

Szanowni Państwo!

Jesteśmy tradycyjną, katolicką wspólnotą duchownych, pełniących posługę duszpasterską na całym świecie. Opiekujemy się tysiącami wiernych w Polsce, dbając o przekazywanie katolickiej nauki oraz formowanie prawdziwie chrześcijańskich rodzin.

Oprócz opieki duszpasterskiej, dzięki pomocy ludzi dobrej woli staramy się wspierać finansowo i materialnie potrzebujących wiernych. Organizujemy zbiórki dla najuboższych, liczne wyjazdy dla rodzin i młodzieży, rekolekcje oraz spotkania formacyjne. Niestety, dalsze funkcjonowanie w tym obszarze, przynoszące liczne duchowe owoce dla wiernych w całym kraju, jest obecnie zagrożone z przyczyn materialnych.

NA CO ZBIERAMY?

Aby dalej skutecznie realizować swoją misję polegającą na krzewieniu katolickiej nauki i duchowym wsparciu polskich rodzin, zwracamy się do Państwa, szlachetnych ludzi dobrej woli, z ważnym apelem i gorącą prośbą. Bez pilnych, kosztownych prac remontowych, nasz dom formacyjno-rekolekcyjny nie będzie mógł dalej pełnić swojej funkcji.

REMONT ZABYTKOWEGO PAŁACU W BAJERZU

Bajerze to malownicza, niewielka wieś położona w województwie kujawsko-pomorskim, której początki sięgają XV wieku. Nad całą okolicą góruje imponujący zespół pałacowy, w skład którego wchodzi wzniesiony pod koniec XIX wieku pałac oraz rozległy, niezwykle urokliwy park. Murowana z cegły budowla, składająca się z dwukondygnacyjnego korpusu głównego i czterokondygnacyjnej wieży, oraz rozległy przylegający do niej teren z licznymi alejkami i stawem, to wpisane na listę zabytków dziedzictwo kulturowe.

Dzięki Bożej opatrzności cały kompleks pałacowy jest obecnie pod opieką naszego zgromadzenia. Zabytkowy budynek przejęliśmy w stanie zupełnej ruiny, jednak staraniem krajowych i zagranicznych darczyńców obiekt udało się częściowo odremontować i doprowadzić do stanu używalności. Od wielu lat pałac w Bajerzu jest miejscem, które cieszy oczy mieszkańców, turystów i koneserów zabytkowych budowli. Przede wszystkim jest to jednak nieocenione z naszego punktu widzenia miejsce cyklicznie odbywających się rekolekcji, wyjazdów formacyjnych i spotkań integracyjnych dla młodzieży oraz rodzin.

GORĄCA PROŚBA O WSPARCIE

Z przykrością musimy przyznać, że pomimo wszelkich możliwych starań dalsze funkcjonowanie tego niezwykle ważnego dla nas miejsca, przynoszącego tak obfite owoce dla całej wspólnoty, stoi pod znakiem zapytania. Cały kompleks pałacowy wymaga kosztownych, bieżących remontów, a także osuszenia i renowacji zabytkowej piwnicy wraz z zakupem i instalacją nowego pieca z buforami wody.

Całość koniecznych prac remontowych specjaliści szacują na ponad 600 tyś. złotych, co jest kwotą znacznie przekraczającą środki, którymi dysponuje nasze skromne zgromadzenie. Zwracamy się więc z gorącą prośbą do wszystkich Państwa, którym nie jest obojętny los tego tak ważnego dla setek wiernych w całej Polsce miejsca. Miejsca krzewienia prawdziwego, katolickiego nauczania. Miejsca setek nawróceń i wielu powołań kapłańskich.

Jeżeli nasz apostolat, los wielu katolickich rodzin oraz dalsze krzewienie prawdziwie Chrystusowej nauki nie jest dla Państwa obojętny, gorąco prosimy o wsparcie niniejszej inicjatywy. Każda, nawet najmniejsza darowizna spotka się z naszą wielką wdzięcznością i niewspółmiernie większą nagrodą w niebie.

Bóg zapłać dla wszystkich darczyńców, za których ofiarujemy nasze modlitwy.

Zrzutka została udostępniona 411 razy

Członkowie Bractwa św. Piusa X w Polsce

W IV wieku świat chrześcijański „wydał jęk zgrozy, stwierdzając, że jest ariański”, w XVI w. jedna trzecia Europy obudziła się protestancka. Dziś świat cały staje się jedną wielką Sodomą i Gomorą.

W IV wieku świat chrześcijański „wydał jęk zgrozy, stwierdzając, że jest ariański”, w XVI w. jedna trzecia Europy obudziła się protestancka. Dziś świat cały staje się jedną wielką Sodomą i Gomorą.

List do Przyjaciół i Dobroczyńców nr 91

ks. Dawid Pagliarani FSSPX

Drodzy Wierni, Przyjaciele i Dobroczyńcy!

W historii nieraz się zdarzało, iż ludzkość nagle odnosiła wrażenie, że obudziła się jako inna. Przykładowo w starożytności, w IV wieku świat chrześcijański „wydał jęk zgrozy, stwierdzając, że jest ariański”, by przytoczyć znane słowa św. Hieronima. Podobnie w XVI w. jedna trzecia Europy nagle obudziła się jako protestancka. Zjawiska te oczywiście nie zachodziły z dnia na dzień, ale były poprzedzane przez cały ciąg wydarzeń będących ich przygotowaniem, niemniej i tak stanowiły pewne zaskoczenie, ponieważ ówcześni ludzie nie uświadamiali sobie powagi faktów zapowiadających owe katastrofy ani nie rozumieli ich konsekwencji. Całe narody stawały się ariańskie lub protestanckie, a kiedy to sobie uświadamiały, było już za późno.

Dziś, niestety, znajdujemy się w podobnej sytuacji. Jesteśmy świadkami różnego rodzaju gorszących wydarzeń, wypowiedzi i inicjatyw, jednak istnieje ryzyko, że nie rozumiemy w pełni ich znaczenia. Nierzadko postrzegamy je jako coś, co dotyczy innych, a nas samych z pewnością nigdy nie dotknie. Czytamy o nich, oburzamy się, a jednak w jakiś sposób w codziennym życiu ignorujemy je. Oznacza to, że nasze oczy nie zawsze są na tyle otwarte, abyśmy mogli zrozumieć wpływ tych wydarzeń na nas samych, a zwłaszcza na nasze dzieci. Trzeba to jasno powiedzieć: świat staje się jedną wielką Sodomą i Gomorą. Nie będziemy w stanie przed tym uciec przenosząc się w inne miejsce, ponieważ ta transformacja ma charakter powszechny. Musimy zachować spokój, a równocześnie już teraz przygotowywać się, wykorzystując wszystkie środki, jakie mamy do dyspozycji, żeby nie dać się zaskoczyć.

Powszechna Sodoma i Gomora

Nigdy nie jest łatwo być prorokiem zagłady, jednak niekiedy nie da się tego uniknąć. Każdego dnia diaboliczna kultura coraz głębiej zapuszcza w świecie swoje korzenie. Współczesny człowiek, który wybrawszy apostazję i ateizm odrzucił Boga, siłą rzeczy pragnie zająć Jego miejsce. Rezultaty są prawdziwie szatańskie: oto ten człowiek rości sobie prawo do decydowania o tym co jest dobre, a co złe; o tym czy żyć, czy umrzeć; czy być tym, czy tą; komu pozwolić żyć, a komu nie… Innymi słowy: do decydowania o wszystkim, o czym powinien decydować Bóg – i to na skalę powszechną.

Co jednak najgorsze, ewidentnie pragnie się wpoić te odrażające zasady istotom najbardziej niewinnym. Szczególną uwagę poświęca się dzieciom i młodzieży, chcąc od najmłodszych lat zaszczepiać im tę nową wizję rzeczywistości, deprawować i uczyć tego, co powinni wiedzieć jedynie dorośli – a także tego, czego w zdrowym społeczeństwie nie powinni wiedzieć nawet oni. Można mówić o faktycznym dążeniu do zniszczenia niewinności tam, gdzie powinna ona istnieć w sposób naturalny. Właśnie na tym etapie się znajdujemy. Problemem jest nie tylko grzech, który atakuje świat i zatruwa wszystko na swej drodze, ale także fakt, że jest on aprobowany i narzucany. Jest to znak, że Bóg, od którego człowiek się odwraca, w konsekwencji pozostawia go własnemu losowi.

Konsekwencje odrzucenia Boga

W nowej Sodomie miejsce wiary i miłości zajęły kłamstwo i egoizm.

Już św. Paweł w jednoznacznych słowach przedstawiał ostateczne konsekwencje apostazji: „Gdyż poznawszy Boga, nie oddawali mu chwały jak Bogu, ani nie dziękowali, ale znikczemnieli w myślach swoich i zaćmione jest ich bezrozumne serce […] Dlatego Bóg wydał ich pożądliwościom ich serca na nieczystość, aby między sobą hańbili swoje ciała, gdyż prawdę bożą przemienili w kłamstwo, i cześć oddawali i służyli raczej stworzeniu niż Stwórcy […] Dlatego Bóg oddał ich sromotnym namiętnościom. […] I jak im się nie podobało mieć w poznaniu Boga, poddał ich Bóg bezrozumnym myślom, aby czynili to, co nie przystoi, ich napełnionych wszelką nieprawością, złością, nierządem, łakomstwem, nikczemnością; pełnych zazdrości, mężobójstwa, swaru, zdrady, złośliwości; plotkarzy, obmówców, Bogu obmierzłych, zuchwalców, pysznych, wyniosłych, wynalazców złości, nieposłusznych rodzicom, bezrozumnych, nieukładnych, bez serca, nieprzejednanych, bez miłosierdzia. Choć sprawiedliwość Boga poznali, nie zrozumieli, że ci, co takie rzeczy czynią, godni są śmierci; a nie tylko ci, co je czynią, ale ci także, co z czyniącymi się zgadzają” (Rz 1, 21.32).

Słabość ludzi Kościoła

Skonfrontowany z tą rzeczywistością Kościół, przeobrażony przez II Sobór Watykański, znalazł się w ślepej uliczce. Było to nieuniknione od dnia, w którym dialogowanie zastąpiło głoszenie prawdy. Dzisiaj widzimy ostateczne konsekwencje pragnienia dostosowania się do świata, akceptowania go takim, jaki jest, bez potępiania jego wynaturzeń. Już teraz znaczna część Kościoła otwarcie opowiada się za akceptacją wspomnianych wyżej obrzydliwości; pozostała wydaje się nie wiedzieć, dlaczego należy się temu przeciwstawiać. Innymi słowy, wszystko jest gotowe na nową Sodomę i Gomorę.

Właściwe środki zaradcze

Pierwszym warunkiem znalezienia jakiegokolwiek rozwiązania jest otwarcie oczu i zrozumienie, że ten nowy paradygmat dotyka nas wszystkich. Stanowiąc element dominującej kultury, jest obecny wszędzie: w języku, w modzie, w sztuce, w rozrywce i na ulicy, a także – to znak naszych czasów – w przekazie medialnym. Musimy zawsze o tym pamiętać: powietrze, którym oddychamy, jest zatrute; Internet, z którego w coraz większym stopniu jesteśmy zmuszeni korzystać, jest zatruty i roznosi zarazę w najodleglejsze krańce ziemi. Wszystko to w sposób nieunikniony wywiera na nas wpływ. Najbardziej bezbronni wobec tej straszliwej trucizny są najmłodsi – dzieci i młodzież, przede wszystkim z naszych własnych rodzin.

Dwie zasadnicze cechy chrześcijańskiego heroizmu

Co jednak mamy czynić, skoro już przejrzeliśmy na oczy? Jeśli Pan Bóg dopuszcza, w stopniu większym niż kiedykolwiek wcześniej, taką powszechność zła, jeśli dopuszcza istnienie tego nowego pogańskiego imperium, to z pewnością ma na celu pobudzenie chrześcijańskiego świata do heroizmu. Nie możemy żyć poza tym imperium, możemy jednak żyć tak, abyśmy nie zostali przez nie unicestwieni. Jesteśmy w stanie przetrwać, o ile będziemy się od niego separować.

Ten heroizm, którym odznaczali się chrześcijanie żyjący w imperiach pogańskich, posiada dwie zasadnicze cechy.

Po pierwsze, rodzi się i rozwija w ukryciu. Aby dojrzewać, potrzebuje odosobnienia. Potrzebuje modlitwy, aby wzrastać w miłości do Boga oraz w bezkompromisowej nienawiści do grzechu. Nie da się tego osiągnąć z dnia na dzień. Wielkie akty zewnętrzne, wyrazy tego heroizmu, zawsze były rezultatem ukrytej stałości i niezłomnej wytrwałości. Heroizm krzyża poprzedzało ukryte życie w Betlejem i Nazarecie. Łaska ostatecznego wytrwania będzie dana jedynie tym, którzy w codziennym życiu i w swych najbardziej zwyczajnych czynnościach będą w stanie uchronić się od zła i powstrzymywać od grzechu z heroizmem, który zna i wynagrodzi jedynie Bóg, przenikający ludzkie serca i umysły. Zewnętrzne deklaracje i akty, które nie wypływają z czystości serca, z prawdziwego wewnętrznego nawrócenia, mogłyby prowadzić nas do złudzeń, a nawet hipokryzji. Takie właśnie czyste serce, utwierdzone w Bogu, posiadał Abraham – i to właśnie pozwoliło mu trzymać się z dala od wszystkiego, co reprezentowała sobą Sodoma. Lot, choć był człowiekiem sprawiedliwym (1 P 2, 7–8), postanowił jednak osiedlić się w Sodomie i pozostać w niej: to środowisko, pomimo wszystko, odpowiadało mu, a jego dzieci niestety nie uchroniły się od złych wpływów.

Drugą cechą tego heroizmu, która także musi rozwijać się przez całe lata, jest gotowość do złożenia całkowitego daru z siebie. Stanowi to widomy i pewny znak miłości. Wyznawanie wiary jest jedynie wówczas skuteczne, gdy towarzyszy mu prawdziwa wielkoduszność w ofiarowaniu się Bogu, każąca kochać wszystko to, co On sam kocha oraz nienawidzić tego, czego On nienawidzi. Bez tej miłości nie możemy posiadać tej nienawiści, a bez tej nienawiści nie będziemy w stanie opierać się uwodzeniu, które będzie coraz bardziej subtelne, podstępne i powszechne; uwodzeniu, przed którym rodzina Lota nie potrafiła całkowicie się obronić.

Credidimus caritati: trzy najskuteczniejsze środki

Otwórzmy więc nasze oczy, otwórzmy oczy naszych dzieci, zanim obudzimy się w nowej Sodomie. Uczmy zawczasu dzieci naszym własnym przykładem, naszą miłością i naszą nienawiścią. Nie zwlekajmy z zapewnieniem im ochrony. Usuńmy z naszych domów wszystko, co mogłoby ułatwić przeniknięcie do nich ducha tego świata – bez kompromisów, ale z łagodną i zdrową nieustępliwością. Nie bądźmy naiwni ani słabi: żaden człowiek ani żadna rodzina nie mogą uznać, że są bezpieczni. Zepsucie posunęło się dalej niż sądzimy, a jego postępu nie da się już powstrzymać.

Równocześnie nie zapominajmy jednak, że ta walka zasadniczo ma charakter nadprzyrodzony. Środki czysto naturalne są wobec podstępów diabelskich absolutnie niewystarczające. Mamy do swej dyspozycji trzy środki nadprzyrodzone, które musimy wciąż na nowo odkrywać.

Pierwszym jest Msza Święta: to poprzez nią Chrystus Pan nieustannie zwycięża szatana oraz grzech. Nigdy nie będziemy w stanie w pełni docenić tego środka ani też nie będziemy mogli polegać na nim za bardzo. Najdroższa Krew, ofiarowana na naszych ołtarzach, aż do końca czasów zachowa moc owocowania czystością i dziewictwem, nawet pośród nowej Sodomy. Msza jest arcydziełem miłości Zbawiciela do dusz i rozbudza w nich tę samą miłość, która je umacnia aż do całkowitego daru z siebie.

Drugim środkiem jest różaniec. Ten tak zwyczajny środek musi zostać w naszych rodzinach odkryty na nowo. Musimy widzieć w nim sposób na zanurzanie się coraz głębiej w wielkich tajemnicach życia Zbawiciela i Niepokalanej. Dzięki temu, prowadzeni przez naszą Matkę, staniemy się zdolni do naśladowania Ich w ofiarowaniu siebie Bogu, w duchu wyrzeczenia oraz czystości. Często nie potrafimy już, niestety, znaleźć czasu na wspólną modlitwę. Różaniec musi stać się najważniejszym wydarzeniem codziennego życia naszych rodzin, do którego będziemy dostosowywać cały harmonogram. W rodzinach, które będą trzymać się tej zasady, dzieci z pewnością otrzymają łaskę wytrwania.

Trzeci środek jest szczególnie istotny dla uzyskania daru wytrwania w obecnej sytuacji: jest nim Niepokalane Serce Najświętszej Maryi Panny. Opatrzność Boża zechciała zapewnić nam bezpieczne schronienie w tym imperium Sodomy i Gomory. To właśnie w Nim powinniśmy szukać ratunku. Innymi słowy musimy doprowadzić do takiej zażyłości pomiędzy naszymi sercami a Jej Sercem, abyśmy mogli poznać i kontemplować Jej życie wewnętrzne, dzielić Jej pragnienia, Jej radości, Jej smutki i Jej troski. Przede wszystkim jednak powinniśmy podzielać Jej bezwarunkową gotowość do współpracy w dziele odkupienia.

Cóż więc odkryjemy w tym Sercu, czego nie jesteśmy w stanie znaleźć nigdzie indziej? Przede wszystkim przemożną miłość, która czyni duszę niezwyciężoną. Tam właśnie znajduje się tajemnica zwycięstwa i tam należy jej szukać. Kiedy dusza kocha prawdziwe, jest gotowa stawić czoła każdej próbie. Znikają wówczas wszystkie uzasadnione i zrozumiałe obawy oraz słabości, zaś dusza staje się zdolna do heroizmu. W istocie wszystko, o czym wspomnieliśmy we wcześniejszych rozważaniach, sprowadza się do kwestii radykalnej miłości. Prawdziwa miłość, którą Bóg wlewa w nasze serca, zawsze zwycięża. Kiedy miłość króluje, podporządkowuje sobie wszystko. Miłość, o której mówimy, nie jest synonimem słabości, ale siły. Jest bronią, której nic nie może się oprzeć. Tylko miłość dusz gotowych na męczeństwo może zatryumfować nad imperium egoizmu i nieczystości. I to właśnie w Sercu Najświętszej Maryi Panny znajdziemy przykład oraz źródło tej miłości, której brak już w świecie, ale która musi ożywiać nasze dusze. Credidimus caritati.

Niech Bóg Wam błogosławi!

Menzingen, 3 września 2022, we wspomnienie św. Piusa X

ks. Dawid Pagliarani FSSPX
przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X

Estonia: Wmurowanie kamienia węgielnego pod budowę kościoła w Tallinie.

https://news.fsspx.pl/2022/05/estonia-wmurowanie-kamienia-wegielnego-pod-budowe-kosciola-w-tallinie/

24 kwietnia, w Niedzielę Przewodnią, w Tallinie został wmurowany kamień węgielny pod budowę nowego kościóła Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Kamień węgielny poświęcił ks. Karol Stehlin FSSPX, przełożony Dystryktu Europy Środkowo-Wschodniej. Wydarzenie to ma znaczenie nie tylko duchowe, ale również historyczne, ponieważ przez ostatnie sto lat w Estonii wzniesiono zaledwie kilka katolickich świątyń.

Estonia to kraj położony nad Morzem Bałtyckim, od wschodu graniczący z Federacją Rosyjską, a od południa z Republiką Łotewską. Stolicą kraju jest Tallin (do 1918 r. Rewel). Estonia niemal przez półwiecze była pod okupacją sowiecką i odzyskała niepodległość dopiero po upadku ZSRS. Na powierzchni ponad 45 tys. km² – większej niż Dania czy Szwajcaria – mieszka 1,2 mln obywateli, czyli nieco mniej niż w województwie świętokrzyskim.

Od czasu, gdy w 1215 r. papież Innocenty III poświęcił Matce Bożej Inflanty, to znaczy krainę obejmującą dzisiejszą Łotwę i Estonię, były one nazywane Ziemią Maryjną (Terra Mariana). Mimo to dane sprzed dekady wskazują, że dwie trzecie Estończyków w wieku powyżej piętnastu lat określa siebie jako niewierzących. Prawosławie liczy 177 tysięcy wiernych, głównie wśród ludności rosyjskojęzycznej, a niecałe 150 tys. Estończyków wyznaje luteranizm. Katolicyzm prawie nie istnieje od czasu, kiedy w latach 1625–1774 Estonią rządzili Szwedzi. W kraju rezyduje administrator apostolski, a w siedmiu parafiach zrzeszających sześć tysięcy katolików działa jedenastu księży. Odradzanie się wiary katolickiej w Estonii następuje bardzo powoli.

Obecna kaplica w Tallinie jest już za mała dla wiernych z Estonii

Tym większym powodem do radości jest rosnąca liczba wiernych Tradycji katolickiej, zwłaszcza w Tallinie, gdzie od 2015 r. Bractwo św. Piusa X sprawuje opiekę nad miejscem celebracji. Wówczas wzniesiono dom, mieszczący tymczasową kaplicę. Z czasem coraz pilniejszą potrzebą stało się posiadanie większego budynku, zapewniającego wystarczającą przestrzeń na spotkania, rekolekcje i katechizację. Budowa kościoła rozpoczęła się w zeszłym roku.

Ksiądz Volker Schultze FSSPX z radością zapowiada, że nowa świątynia będzie nosić wezwanie Niepokalanego Serca Najświętszej Panny Maryi. Jak wyjaśnia, Kościół ten „nade wszystko zapewni naszym wiernym odpowiednie miejsce do oddawania czci Bożej. W niedziele kaplica częstokroć bywa tak pełna, że nawet przed drzwiami wejściowymi panuje tłok. Nowa świątynia pozwoli pomieścić także osoby stojące dziś na zewnątrz, które mogłyby zniechęcić się do Kościoła i jego tradycji nauczanej w małej, przepełnionej sali”.

Źródło

Ojcowie, jakich potrzebujemy

[Temat numeru: „Bitwa o ojców”]

Zawsze Wierni nr 2/2022 (219) ks. Hervé de la Tour FSSPX https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3041

Potrzebujemy dziś mężczyzn z charakterem, którzy będą prawdziwymi duchowymi przywódcami swych rodzin. Niestety, liberalizm zainfekował nasze umysły do tego stopnia, że dzisiaj trudno znaleźć prawdziwych mężczyzn nawet w środowiskach tradycjonalistycznych. Naszym celem będzie więc przedstawienie pewnych rad i sugestii odnoszących się do jednego z najpoważniejszych problemów współczesnego świata – braku prawdziwych ojców – na podstawie doktryny św. Tomasza z Akwinu zawartej w jego Sumie teologicznej. Mamy nadzieję, że dzięki zaprezentowaniu w sposób przystępny klarownych zasad Doktora Anielskiego – wszyscy czytelnicy będą mogli obficie czerpać z jego mądrości.

Większość interesujących nas elementów znajdujemy w rozważaniach św. Tomasza na temat cnoty męstwa, który to termin postrzegany jest współcześnie często jako synonim odwagi. Jednym z łacińskich słów oznaczających męstwo jest virtus (które oznacza także cnotę). Korzeniem tego słowa jest vir, czyli mężczyzna. Widzimy więc, że męskość wiązana była tradycyjnie z odwagą. Aby mieć prawdziwych ojców, musimy mieć prawdziwych mężczyzn, a prawdziwi mężczyźni to silni mężczyźni. Czym jednak dokładnie jest siła?

Święty Tomasz wyjaśnia, że męstwo jest cnotą moralną związaną z niebezpieczeństwem. Podczas swego życia człowiek staje w obliczu wielu zagrożeń, tak więc musi stawiać im czoła w sposób rozumny, kontrolując strach. Odwaga umożliwia człowiekowi przezwyciężanie trudności oraz przeszkód. Owocem tej cnoty są dwa rodzaje działania: atak i obrona. Męstwo składa się więc z dwóch elementów: wielkoduszności (magnanimitas) oraz wytrwałości. Wielkoduszność umożliwia nam pokrzepienie serca i podejmowanie z ufnością trudnych zadań; wytrwałość zaś pozwala nam opierać się złu przez długi czas, odrzucając pokusę kapitulacji.

Problem polega na tym, że grzech pierworodny w poważny sposób okaleczył naszą ludzką naturę, prowadząc do częściowej utraty wcześniejszej inklinacji do dobra. Jednym z będących jego skutkiem nieuporządkowań jest osłabiająca męstwo rana słabości (vulnus infirmitatis). Od upadku Adama odwaga nie jest rzeczą łatwą – mamy skłonność do popadania w grzechy przeciwne cnocie męstwa.

Grzech bojaźliwości (tchórzostwa duszy) sprawia, że nie doceniamy własnych sił, co prowadzi do paraliżu woli. Przykład takiej godnej ubolewania postawy znajdujemy w biblijnej przypowieści o słudze, który zakopał talent otrzymany od swego pana z obawy przed jego surowością, zamiast pokrzepić duszę nadzieją na pomnożenie depozytu. Posiadał dary niezbędne do osiągnięcia tego celu, bojaźliwość powstrzymywała go jednak od działania. Uważał, że przerasta to jego możliwości.

Jak pisał o. Humbert Clérissac OP, jedną z cech liberalnego umysłu jest to, że „nie pokłada on wystarczającej ufności w prawdzie”. Mówiąc ściślej, człowiek współczesny uważa, że prawda jest czymś należącym wyłącznie do sfery teorii, nie dającym się zastosować w praktyce. Louis kard. Billot SI słusznie zwracał uwagę, że ponieważ mamy do czynienia z prawdami moralnymi, tj. zasadami, które ze swej natury są również normami postępowania, absurdem byłoby odrzucanie ich w konkretnych sytuacjach życiowych. Możemy niestety zauważyć, że jedną z cech współczesnego życia jest brak wiary w praktyczną skuteczność naszych katolickich zasad. Twierdzimy, że w nie wierzymy, jednak postępujemy wbrew nim. Rozdźwięk pomiędzy doktryną a życiem jest dziś niestety zjawiskiem bardzo powszechnym.

Weźmy przykład ojca, który jest świadom, że jego nastoletni syn słucha muzyki szkodliwej dla swego rozwoju duchowego oraz moralnego. Sumienie ojca mówi mu, że powinien nadzorować rozrywki swego syna i chronić go przed tym, co nie jest miłe Bogu, obawia się jednak zastosować swe zasady w praktyce. Zamiast ufać swoim przekonaniom i na tej podstawie podjąć odważną decyzję, niezależnie od tego jak niemiłe mogłoby to mieć konsekwencje, pozwala lękom sparaliżować wolę. Wmawia sobie, że kontrolowanie muzycznych preferencji syna nie jest ani możliwe, ani pożądane, sugerując tym samym niemożliwość zastosowania w praktycznym życiu katolickiego ideału. Wolałby raczej zyskać (fałszywy) spokój, udając „przyjaciela” swego syna i nie naruszać status quo, niż wypełnić swój ojcowski obowiązek, kierując się troską o duszę dziecka.

Silniejszy ojciec prosiłby Boga o odwagę w podjęciu kroków koniecznych do odciągnięcia syna od szkodliwej muzyki i innych złych wpływów. Zamiast zamartwiać się, co jego syn o nim pomyśli, jeśli zakaże mu pewnych rozrywek, pokładałby nadzieję w sile prawdy oraz własnego autorytetu. Wiemy, że nie jest to łatwe, jednak życie jest walką i nie wolno nam uciekać przed trudnościami. Na tym, między innymi, polega bycie prawdziwym ojcem.

Autorytet jest niestety jednym z pojęć najzacieklej atakowanych przez współczesny liberalizm, będący fałszywą koncepcją wolności wykluczającą wszelki autorytet. Jest więc sprzeczny z podkreślaną przez św. Tomasza zasadą hierarchii w stworzonym przez Boga świecie. Porządek istnieje wszędzie – wśród aniołów, ludzi, zwierząt, roślin i minerałów. Ojciec posiada w rodzinie daną mu przez samego Boga władzę, z której nie może zrezygnować bez pogrążenia domu w chaosie. Cnota męstwa (odwagi) daje mu siłę do wypełniania swych obowiązków, a cnota wielkoduszności niezbędną ufność we własny autorytet.

Z pokusą tchórzostwa ojciec będzie musiał oczywiście walczyć zawsze. Vulnus infirmitatis nigdy nie zagoi się całkowicie, a ideologia liberalizmu zachęca do unikania konfliktu z dziećmi. Jednak prawdziwy ojciec pozostanie wierny swym przekonaniom. Nie będzie zachowywał prawdy dla siebie, pod pretekstem pragnienia zgodnego współżycia z innymi, włączając w to swą żonę oraz dzieci. Będzie miał odwagę oświecać prawdą dusze bliźnich, poczynając od swej własnej rodziny.

Widzimy dziś często, że współczesnemu katolickiemu ojcu brakuje heroicznej odwagi niezbędnej do przetrwania długiego oblężenia [prowadzonego] przez wrogów rodziny. Jego dzieci wystawione są na wszelkiego rodzaju złe wpływy i stają się coraz trudniejsze do zdyscyplinowania. Współczesny świat wydaje miliardy dolarów na reklamę, której celem jest uczynienie ich [tj. dzieci – przyp. red.] chciwymi, rozpustnymi i pysznymi. Dysproporcja sił jest ogromna: z jednej strony szatan oraz jego potężne kohorty, pożądający naszego wiecznego potępienia i mający do swej dyspozycji gigantyczne środki, a z drugiej biedny mężczyzna, zraniony przez grzech pierworodny i słaby.

Jak w takiej sytuacji ojciec ów może nie popaść w zniechęcenie? Jedynie pamiętając, że nie jest w tej walce sam! Jest z nim Jezus Chrystus, nasz zwycięski Król, który przypomina: „Ufajcie, jam zwyciężył świat” (J 16, 33). Jednak ojciec, któremu brakuje cnoty męstwa, wyczerpany długotrwałą walką, może ulec pokusie kompromisu, paść ofiarą innej cechy mentalności liberalnej, a mianowicie skłonności do samooszukiwania. Dobry skądinąd katolicki ojciec będzie odczuwać pokusę, aby skapitulować i zadowolić się iluzorycznym spokojem; może nawet przekonywać samego siebie, że jego kompromis ze światem jest czymś rozumnym i miłym Bogu.

Taki oszukujący samego siebie, słaby katolicki ojciec w końcu zacznie postrzegać liberalną tolerancję wobec błędu i grzechu jako cnotę. Z tego właśnie powodu wielki francuski teolog o. Réginald Garrigou-Lagrange OP nazywał liberalizm rzeczą najgorszą, ponieważ jest on zepsuciem rzeczy najlepszej – miłosierdzia względem bliźnich. Taka tolerancja nie jest prawdziwą cnotą chrześcijańską; stanowi odrażającą parodię autentycznego miłosierdzia, które wymaga zdecydowanego trwania przy prawdzie i prostowania błędu, gdziekolwiek może się on pojawić. Dla katolickiego ojca zadanie to rozpoczyna się od własnego domu – i rozciąga na wszystkie aspekty jego codziennego życia.

Kończąc ten artykuł, pragnęlibyśmy przytoczyć fragment pięknego poematu Gilberta Keitha Chestertona Ballada o białym koniu. Król Alfred walczy z Duńczykami od wielu lat. Pewnego dnia ukazuje się mu Najświętsza Maryja Panna, on zaś pyta Ją, czy wojna wreszcie się zakończy. Matka Boża odpowiada walecznemu królowi:

Nie powiem nic, co mogłoby cię pocieszyć,

Nic, za czym tęskni twa dusza,

Prócz tego, że niebo wciąż ciemnieje,

A morze piętrzy swe fale.

Trzykrotnie ołowiany całun

Okryje cię i niebo całe.

Czyż może być radość bez przyczyny

Lub bez nadziei wiara?

Alfred nie stracił odwagi.

Król zwołał chrześcijańskich wojów.

Jak długo istnieć będą wojownicy,

toczyć się będzie wielki bój.

Teraz jest wojna mężów.

Alfred, dzięki wstawiennictwu Matki Bożej, ostatecznie odniósł zwycięstwo. Dlatego właśnie potrzebujemy prawdziwych ojców. Diabeł jest bardzo potężny, a otaczające nas zło przytłaczające. Jednak nasz Pan Jezus Chrystus i Najświętsza Maryja Panna mogą uczynić z was prawdziwych mężczyzn – prawdziwych ojców. A dzięki Ich pomocy będziecie mieli dość męstwa, aby wygrać ostateczną bitwę o dusze wasze i waszych rodzin.

Za „The Angelus”, wrzesień 2016 [dostęp 25.01.2022], tłumaczył Tomasz Maszczyk.