Nowe groźby i wątpliwe preteksty mogą skusić Waszyngton do próby wymuszenia zmiany reżimu na Kubie. Jednak każdy atak na wyspę grozi kosztowną porażką.
Prezydent USA Donald Trump wygłasza przemówienie w Białym Domu na cześć weteranów inwazji w Zatoce Świń, 23 września 2020 r.
Autorstwa Scotta Rittera
Ponieważ uwaga świata skupia się na wciąż nierozwiązanym konflikcie pomiędzy USA i Iranem, przeciętnemu odbiorcy wiadomości można wybaczyć zapomnienie, że USA trzeciego stycznia tego roku przeprowadziły mini-inwazję na Wenezuelę, w wyniku której zginęło wiele osób, w tym część kubańskich sił bezpieczeństwa, a także pojmano prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro i jego żonę.
Stany Zjednoczone uzasadniały to działanie, twierdząc, że Maduro był zbiegłym przestępcą, wcześniej oskarżonym przez federalny sąd o handel narkotykami. Łatwość, z jaką Stany Zjednoczone doprowadziły do upadku reżimu Maduro i ułatwiły przekazanie władzy w ręce ponadprzeciętnie uległej wiceprezydent Delcy Rodríguez, pomogła administracji prezydenta USA Donalda Trumpa kreować wizerunek niezwyciężonej siły w zakresie wdrażania tego, co prezydent i jego doradcy nazywali „doktryną Donroego” – ich interpretacją XIX-wiecznej doktryny Monroego, która ogłosiła półkulę zachodnią wyłączną strefą wpływów USA.
Nieco ponad tydzień później, 11 stycznia, prezydent Trump opublikował na swoim koncie TruthSocial wiadomość , która stanowiła bezpośrednie zagrożenie dla rządu Kuby. „Przez wiele lat Kuba żyła z ogromnych ilości ropy naftowej i pieniędzy z Wenezueli” – napisał prezydent, wyjaśniając, że istnieje bezpośrednia korelacja między wsparciem gospodarczym Wenezueli dla Kuby a wsparciem Kuby w zakresie bezpieczeństwa dla Wenezueli. „Wenezuela ma teraz Stany Zjednoczone Ameryki, (zdecydowanie) najpotężniejszą potęgę militarną na świecie, która ją chroni, i my ją ochronimy. ŻADNA WIĘCEJ ROPY NAFTOWEJ I ŻADNE PIENIĄDZE NIE POPŁYNĄ NA KUBĘ – ZERO! Wzywam ich do osiągnięcia porozumienia, ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO!”
Prezydent wywołał falę spekulacji w amerykańskich mediach społecznościowych, odpowiadając na żartobliwy wpis na portalu X, w którym można było przeczytać: „Marco Rubio zostanie prezydentem Kuby”, i odpowiadając: „Brzmi dobrze!”.
Zmiana reżimu na Kubie wydawała się nieunikniona.
Miesiąc później prezydent Trump spotkał się w Białym Domu z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu, gdzie zapadła decyzja o ataku na Iran. 28 lutego Stany Zjednoczone i Izrael przypuściły niespodziewany atak na Iran, rozpoczynając 37-dniową operację, w której ostatecznie nie udało im się osiągnąć żadnego ze swoich deklarowanych celów militarnych i geopolitycznych, a Iran znalazł się w sytuacji, w której dzięki kontroli nad przepływem ropy naftowej i gazu przez Cieśninę Ormuz, Teheran de facto decydował o losach światowej gospodarki.
Inwazja na Kubę nie była już priorytetem administracji Trumpa.
Ta ocena zmieniła się niemal z dnia na dzień. 21 maja Marco Rubio oświadczył, że Kuba jest „jednym z czołowych promotorów terroryzmu w całym regionie”. Jego wypowiedź nadeszła tego samego dnia, w którym Departament Sprawiedliwości USA opublikował akt oskarżenia przeciwko byłemu prezydentowi Kuby Raúlowi Castro. W ciągu jednego dnia administracja Trumpa po raz kolejny utorowała drogę do działań militarnych USA przeciwko Kubie, przywracając uzasadnienia zmiany reżimu, sfabrykowane przed atakiem na Caracas 3 stycznia, który doprowadził do pojmania Nicolása Maduro i upadku jego rządu. Działania te zbiegły się w czasie z przybyciem amerykańskiej grupy uderzeniowej lotniskowca u wybrzeży Kuby.
Przedstawienie Kuby przez Rubia jako państwa wspierającego terroryzm jest pozbawione jakiejkolwiek argumentacji i podstaw faktycznych, zwłaszcza że następuje ono bezpośrednio po skoordynowanych staraniach administracji Bidena o usunięcie tego określenia dla Kuby, ponieważ nie było już ku temu podstaw. Faktem jest jednak, że podobne braki istniały w kwestii legalności oskarżeń wysuwanych przez Stany Zjednoczone przeciwko Nicolásowi Maduro.
Administracja Trumpa nie powołuje się jednak na prawo międzynarodowe, lecz apeluje do wąsko zdefiniowanego elektoratu krajowego, dla którego wystarczyłaby nawet najsłabsza podstawa prawna do podjęcia działań przeciwko Kubie. Określenie państwa sponsorującego terroryzm ma jednak jeszcze większe znaczenie, ponieważ bezpośrednio odzwierciedla ścieżkę do działań militarnych, którą Stany Zjednoczone wytyczyły w okresie poprzedzającym decyzję o zbombardowaniu Iranu w lutym tego roku. Ostatecznie administracja Trumpa przygotowuje grunt pod inwazję militarną na Kubę, dalszą eskalację presji gospodarczej, a może jedno i drugie.
Powodem podjęcia takich działań nie jest realne zagrożenie, jakie dla Stanów Zjednoczonych stanowi Kuba i jej rząd, lecz raczej potrzeba administracji Trumpa, aby po kompromitującej porażce w Iranie odnotować „zwycięstwo” w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego.
Wybory uzupełniające są tuż za rogiem, mimo że prezydent Trump zadeklarował, że jego decyzje w polityce zagranicznej będą formułowane i wdrażane niezależnie od presji politycznej wynikającej z negatywnych skutków słabego wyniku Partii Republikańskiej. Krótko mówiąc, jeśli Republikanie stracą kontrolę nad Izbą Reprezentantów, pozostałe dwa lata prezydentury będą naznaczone paraliżem politycznym spowodowanym niekończącymi się procedurami impeachmentu – co sprawia, że ostatnie dwa lata pierwszej kadencji Trumpa, podczas których dwukrotnie podejmował próby impeachmentu, wydają się niczym w porównaniu z tym. Jednak impeachment to najmniejszy z problemów Trumpa – bez skazania Senatu, próby impeachmentu zostaną po prostu odrzucone przez Trumpa i jego zwolenników jako politycznie motywowana kampania niezadowolonych Demokratów.
Prawdziwe zagrożenie dla Trumpa pojawi się, jeśli Republikanie stracą kontrolę nad Senatem, zwłaszcza jeśli uzyskają przewagę na tyle dużą, że grozi im skazanie, co wymaga głosowania co najmniej 60 na 100 senatorów. W tym przypadku prezydent Trump dokonuje kolosalnego błędu w ocenie sytuacji na Kubie i amerykańskiej polityki wewnętrznej. Trump kieruje się wskazówkami swojego sekretarza stanu i doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, Marco Rubio – człowieka, który przez całe życie zmagał się z nagromadzonymi anty-kubańskimi obawami, które kształtują jego światopogląd.
Zarówno Rubio, jak i Trump zdają sobie sprawę z realiów politycznych na Florydzie i rozumieją ważną rolę, jaką liczna kubańska diaspora odgrywa w kształtowaniu polityki prezydenckiej. Jednak wybory uzupełniające nie są wyborami ogólnokrajowymi. Wybory uzupełniające zazwyczaj odzwierciedlają inny barometr polityczny, zależny od lokalnych kwestii politycznych, w dużej mierze determinowanych przez stan lokalnej gospodarki. Kwestie ogólnokrajowe odgrywają zazwyczaj drugorzędną rolę i, ogólnie rzecz biorąc, kubański elektorat na Florydzie nie wpływa na ogólny wynik w kraju, gdy w noc wyborczą podliczane są miejsca w Izbie Reprezentantów i Senacie.
Co więcej, Rubio i Trump dobrze by zrobili, gdyby zapoznali się z wyborami prezydenckimi z 1992 roku, w których urzędujący prezydent George H.W. Bush przystąpił do wyścigu z ogromną przewagą, częściowo dzięki imponującemu zwycięstwu militarnemu USA nad Irakiem podczas operacji Pustynna Burza. Konkurent Busha, Bill Clinton, potknął się, próbując dorównać Bushowi w polityce zagranicznej, co skłoniło jego szefa kampanii, Jamesa Carville’a, do naklejenia żółtej karteczki na drzwiach „pokoju wojennego” kampanii z prostym napisem: „Gospodarka, idioto!”.
Bush obiecał, że nie będzie nowych podatków, ale nie dotrzymał tej obietnicy. Kryzys gospodarczy, będący wynikiem tego błędu, dał Clintonowi impuls, którego potrzebował, by nadrobić straty i pokonać Busha w listopadzie 1992 roku.
Prezydent Trump stoi w obliczu katastrofy gospodarczej, ponieważ nie udało mu się pokonać Iranu i z powodu wynikającego z tego globalnego kryzysu energetycznego. Jeśli Trump wierzy, że uda mu się oszukać Amerykanów, by zapomnieli o niszczycielskich konsekwencjach ekonomicznych jego błędów na Bliskim Wschodzie, dokonując inwazji na Kubę i obalając tamtejszy rząd komunistyczny, jest w głębokim błędzie.
Chodzi o gospodarkę, idioto.
Faktem jest jednak, że Trump i Rubio mogą i tak nie osiągnąć oczekiwanego zwycięstwa. Kuba to nie Wenezuela, a CIA może nie być w stanie powtórzyć zdrady Maduro, za którą zapłacił i którą przeprowadził wśród wenezuelskich elit politycznych, wojskowych i gospodarczych. Wielu obserwatorów Kuby nie wierzy, że uda się to osiągnąć w tym wyspiarskim państwie.
Fulton Armstrong, były latynoamerykański oficer wywiadu, który kiedyś pracował pod przykrywką jako agent CIA na Kubie, niedawno napisał memorandum dla organizacji Veteran Intelligence Professionals for Sanity (VIPS), w którym stwierdził, że „prowadzone przez USA »obalenie reżimu« i okupacja lub instalacja rządu według naszego wyboru [na Kubie] poniosą sromotną klęskę. Ci sami ludzie, którzy dbają o to, by ich stare Chevrolety z 1957 roku działały, trzymając wieszak na ubrania, wyrządzą ogromne szkody reżimowi narzuconemu z zewnątrz”. Armstrong dodał: „Naciski USA na Kubę nie przynoszą rezultatów od ponad sześciu dekad”.
Marco Rubio wciąż może przekonać Donalda Trumpa do inwazji na Kubę. Jednak zamiast być ukoronowaniem zrewitalizowanej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, która pomaga zabezpieczyć wpływy Partii Republikańskiej w Kongresie USA, a tym samym utrzymać skuteczność polityki wewnętrznej i zagranicznej Trumpa przez kolejne dwa lata, inwazja na Kubę najprawdopodobniej doprowadzi do katastrofy, która – wraz z porażką w Iranie – raz na zawsze przypieczętuje koniec ery Trumpa.
Znakiem przygotowań USA do kolejnej okrutnej wojny jest fakt, że Marco Rubio twierdzi , iż Kuba stanowi „zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego” dla Stanów Zjednoczonych, a prawdopodobieństwo pokojowego porozumienia „jest niewielkie”.
„Kuba nie tylko dysponuje bronią, którą pozyskała od Rosji i Chin na przestrzeni lat, ale także gości u siebie rosyjskie i chińskie służby wywiadowcze – niedaleko od miejsca, w którym obecnie się znajdujemy” – powiedział Rubio prasie w czwartek. „Kuba zawsze stanowiła zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Nawiasem mówiąc, byli oni jednym z głównych sponsorów terroryzmu w całym regionie”.
Komentarze Rubia pojawiły się w kontekście raportu amerykańskiego wywiadu, który został wyprany przez Axios, donoszącego, że Kuba może przygotowywać się do ataku dronów na amerykańskie siły zbrojne. Hawana stwierdziła, że raport Axios błędnie przedstawia działania obronne Kuby jako przygotowania do ataku, oskarżając USA o „fabrykowanie pretekstów, tworzenie i rozpowszechnianie kłamstw oraz wypaczanie logicznych przygotowań wymaganych do stawienia czoła potencjalnej agresji”.
Stany Zjednoczone opublikowały również akt oskarżenia przeciwko Raulowi Castro, 94-letniemu bratu Fidela Castro. Działanie to przypomina scenariusz wykorzystany w przypadku porwania prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro.
I wszyscy wiedzą, że to wszystko opiera się na kłamstwach. Ty to wiesz. Ja to wiem. Marco Rubio to wie. Propagandyści wojenni to wiedzą. Gusanos brygadujący media społecznościowe, błagając o wojnę, to wiedzą. Wszyscy wiemy, że to oszustwo.
Nikt szczerze nie wierzy, że Kuba stanowi zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych.
Nikt szczerze nie wierzy, że Kuba po prostu nagle i niespodziewanie stała się poważnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego USA, dokładnie w momencie, gdy USA zaczęły usilnie zabiegać o umocnienie kontroli geostrategicznej nad Bliskim Wschodem i półkulą zachodnią.
Nikt tak naprawdę nie myśli, że mały, ubogi kraj wyspiarski przygotowuje się do rozpoczęcia wojny agresywnej przeciwko Stanom Zjednoczonym.
To spektakl wystawiany przez podżegaczy wojennych i lizusów. Obraża naszą inteligencję i odziera nas z godności.
Jeśli sytuacja z Iranem się uspokoi, można śmiało założyć, że zaatakują Kubę. Imperium USA nigdy nie zawiera pokoju, po prostu przesuwa celownik swojej machiny wojennej z kraju na kraj.
Widzimy to ciągle i ciągle.
Hurra! Wojska opuszczają Afganistan – o, teraz prowadzą wojnę zastępczą na Ukrainie.
Świetnie, deeskalują konflikt w Jemenie — wow, teraz porywają prezydenta Wenezueli.
O, hej, wygląda na to, że masowa rzeź w Strefie Gazy wyhamowała — o, teraz idą na wojnę z Iranem.
Spójrz, wycofują tysiące żołnierzy z Niemiec — ach, chodzi o to, żeby móc ich przenieść do Polski .
No cóż, te negocjacje z Iranem w końcu przynoszą jakiś skutek — no człowieku, teraz dokonują inwazji na Kubę.
W kółko, w kółko i w kółko. Jak tylko ludzka rzeź zwalnia w jednym miejscu, zaczyna się gdzie indziej.
Imperium USA znajduje się w stanie ciągłej wojny. Wojna jest spoiwem, które spaja imperium. Jeśli wojny ustaną, imperium upadnie.
Dlatego mieszkańcy imperium nigdy nie mogą głosować za zakończeniem wojen. Można głosować na kandydatów, którzy położą kres aborcji, prawom osób transpłciowych czy regulacjom korporacyjnym, ale nie można głosować na kandydata, który faktycznie zakończy wojny. Pokój nigdy nie jest brany pod uwagę, ponieważ wojna jest zbyt krytyczna dla funkcjonowania imperium.
Dlatego tak ważne jest, abyśmy wszyscy przeciwstawili się machinie wojennej. Jeśli uda nam się położyć kres wojnom, możemy położyć kres imperium. Dopiero wtedy będziemy mieli szansę na zbudowanie zdrowego świata.
W obliczu narastającej agresji Stanów Zjednoczonych na wyspę Kubę, polegającej na wywieraniu „maksymalnej presji” i groźbie interwencji wojskowej, rząd USA potajemnie finansuje ogromną sieć kubańskich mediów, podszywających się pod niezależne, w celu promowania zmiany reżimu wbrew niezależnemu rządowi socjalistycznemu.
Te media przedstawiają się jako bezstronne dziennikarstwo śledcze, ale są po cichu finansowane przez Waszyngton za pośrednictwem USAID, National Endowment for Democracy i Open Society Foundation, aby siać niezadowolenie w tym karaibskim kraju i przygotowywać go na potencjalną „nieuchronną” inwazję administracji Trumpa.
Kuba zmaga się z jednymi z najgorszych przerw w dostawie prądu w swojej historii, spowodowanymi blokadą USA, która próbuje rzucić wyspę na kolana. Jako państwo komunistyczne, które sprzeciwia się rozkazom USA, Kuba znajduje się na celowniku Waszyngtonu od 1959 roku, kiedy to Stany Zjednoczone próbują obalić rząd. MintPress rzuca światło na ten niejasny związek ze zmianą reżimu.
Dziennikarstwo niezależne, prezentowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych
CubaNet to jeden z najbardziej wpływowych i uznanych serwisów informacyjnych relacjonujących wydarzenia na karaibskiej wyspie. Założony w 1994 roku przez aktywistów antyrządowych, portal stał się preferowanym źródłem informacji dla głównych mediów, które regularnie się do niego odwołują i prezentują go jako obiektywne i bezstronne, niezależne medium (np. „The Washington Post”, „The Wall Street Journal”, „Fox News” i „The Los Angeles Times”). Dziennikarze CubaNet publikowali felietony w głównych amerykańskich gazetach, takich jak „USA Today”, wzywając do natychmiastowej zmiany rządu na wyspie.
Jednak CubaNet nie jest tak niezależny, jak się wydaje. Platforma jest finansowana przez amerykański aparat bezpieczeństwa. CubaNet otrzymał miliony dolarów dofinansowania od USAID, National Endowment for Democracy i Open Society Foundation.
Na przykład, obecny grant USAID w wysokości 500 000 dolarów został przyznany CubaNet w celu „zaangażowania młodych Kubańczyków na wyspie poprzez obiektywne i nieocenzurowane dziennikarstwo multimedialne”. Choć na pierwszy rzut oka może się to wydawać chwalebnym celem, krótki opis grantu sugeruje, że jego celem jest osłabienie i atakowanie rządu kubańskiego. Stwierdza się w nim, że ma on na celu (podkreślenie dodane) „zwiększenie swobodnego przepływu informacji do i z Kuby w celu przeciwdziałania kampaniom dezinformacyjnym reżimu”.
Kolejną organizacją medialną, która otrzymuje ogromne sumy pieniędzy z Waszyngtonu, jest ADN Cuba. Jej nazwa dosłownie oznacza „DNA Kuby”, a portal zgromadził znaczną liczbę obserwujących w internecie: może pochwalić się ponad 100 000 subskrybentów na YouTube, ponad 200 000 na Instagramie i ponad 1,3 miliona na Facebooku. Opisuje się jako „niezależna firma medialna oddana wolności i demokracji na Kubie”. W rzeczywistości jednak ma siedzibę w Hiszpanii. I nie wydaje się być szczególnie transparentna w kwestii finansowania.
Jednak jest jasne, że ADN Cuba otrzymała miliony dolarów od amerykańskiego aparatu bezpieczeństwa. We wrześniu 2024 roku USAID zatwierdziło grant w wysokości 1,1 miliona dolarów dla ADN Cuba – gigantyczna suma dla organizacji, która publikuje zaledwie jeden artykuł dziennie na swojej stronie internetowej.
Stanowiło to dodatek do alokacji w wysokości 1,5 miliona dolarów na lata 2022–2024. W rzeczywistości ADN Cuba otrzymała ponad 3 miliony dolarów z samej USAID od 2020 roku. To powiązanie nie jest ujawniane czytelnikom – nawet w artykułach, które bezpośrednio informują o finansowaniu kubańskich mediów przez USAID – i jest relegowane do przypisów mało znanych baz danych dotyczących finansowania rządu USA.
Diario de Cuba to kolejny hiszpańskojęzyczny serwis informacyjny, który publikuje szeroką gamę artykułów, wszystkie z jednym wspólnym mianownikiem: głęboko zakorzenioną niechęcią do rządu kubańskiego. BBC określa go i CubaNet jako ważne źródła bezstronnych wiadomości, prowadzone przez dziennikarzy, którzy „relacjonują bez cenzury i przedstawiają pełniejszy obraz rzeczywistości kraju”.
Podobnie jak CubaNet, Diario de Cuba otrzymało siedmiocyfrową kwotę dofinansowania z Waszyngtonu. W latach 2016–2020 Diario de Cuba otrzymało 1,3 miliona dolarów dofinansowania z USAID – prawie tyle samo, co CubaNet w tym samym okresie. To hojne dofinansowanie umożliwiło portalowi dotarcie do globalnej publiczności, z ponad 600 000 obserwujących na samym Facebooku.
Sieci na rzecz zmiany reżimu
Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) bezpośrednio (i potajemnie) finansowała setki mediów na całym świecie. Jednak po ujawnieniu serii skandali i ujawnieniu kolejnych informacji o jej nikczemnych działaniach, Waszyngton zdecydował się powierzyć wiele ze swoich najbardziej kontrowersyjnych operacji zagranicznych organizacjom takim jak National Endowment for Democracy (NED) i Amerykańska Agencja ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID).
„Byłoby okropnie, gdyby grupy demokratyczne na całym świecie były postrzegane jako dotowane przez CIA” – powiedział Carl Gershman, wieloletni prezes NED, wyjaśniając decyzję o założeniu swojej organizacji w 1983 roku. Współzałożyciel NED, Allen Weinstein, zgodził się: „Wiele z tego, co robimy dzisiaj, było robione tajnie przez CIA 25 lat temu” – powiedział „Washington Post”.
Pod pretekstem promowania demokracji i praw człowieka rząd USA przekazuje fundusze grupom politycznym i społecznym na całym świecie, aby zmaksymalizować realizację swoich celów strategicznych, w tym zmianę reżimu.
W ostatnich latach Stany Zjednoczone wykorzystały dwie organizacje: NED i USAID do finansowania antyrządowych protestów w Hongkongu, przeprowadzenia kolorowej rewolucji na Białorusi, obalenia rządu Ukrainy w 2014 r. oraz organizowania zamieszek w całym Iranie na początku tego roku.
Na Kubie NED i USAID odegrały kluczową rolę w zorganizowaniu (nieudanego) powstania przeciwko rządowi w 2021 roku. W szczególności USAID wydało miliony dolarów na finansowanie, organizację i promocję ruchu San Isidro – kolektywu muzyków, artystów i dziennikarzy – aby mógł on przewodzić kontrrewolucji na wyspie.
Członkowie San Isidro przewodzili fali ogólnokrajowych protestów w lipcu. Demonstracje zostały natychmiast nagłośnione przez zachodnie media głównego nurtu, czołowe gwiazdy i polityków amerykańskich, w tym prezydenta Bidena. Społeczność internetowa została zalana sztucznie sfabrykowaną kampanią „SOS Kuba”, która przez wiele dni utrzymywała się w sieci.
Ostatecznie jednak skoordynowane działania USA nie przekonały zwykłych Kubańczyków do wyjścia na ulice i ruch szybko wygasł.
Esteban Rodríguez, ważna postać ruchu San Isidro, jest producentem w ADN Cuba.
Gdy kończą się fundusze USA, „niezależne” media natychmiast upadają
Znaczenie finansowania przez rząd USA dla przetrwania i funkcjonowania tych mediów stało się oczywiste na początku ubiegłego roku, kiedy administracja Trumpa podjęła decyzję o zamrożeniu finansowania USAID i NED. Ogłaszając tę decyzję, Elon Musk, ówczesny szef Departamentu Efektywności Rządowej, nazwał USAID „gniazdem radykalnych lewicowych marksistów, którzy nienawidzą Ameryki”.
Wpływ na kubańskie media był natychmiastowy. Gdy tylko fundusze się wyczerpały, dziesiątki organizacji stanęły w obliczu natychmiastowego zamknięcia. CubaNet opublikował pilny artykuł redakcyjny, apelując do czytelników o pomoc w wypełnieniu luki finansowej. „Stoimy przed nieoczekiwanym wyzwaniem: wstrzymaniem niezbędnego finansowania, które wspierało część naszej działalności” – napisali. „Jeśli cenicie naszą pracę i wierzycie w podtrzymywanie prawdy przy życiu, prosimy o wsparcie”. „Bez funduszy [USAID] kontynuowanie będzie niezwykle trudne” – dodał dyrektor CubaNet, Roberto Hechavarría Pilia.
Diario de Cuba znalazło się w podobnie niepewnej sytuacji. Jego dyrektor, Pablo Díaz Espí, zauważył, że „wsparcie rządu Stanów Zjednoczonych dla niezależnego dziennikarstwa zostało zawieszone, co utrudnia naszą pracę” i zwrócił się do czytelników z prośbą o datki.
Decyzja Muska nieumyślnie ujawniła ogromną sieć ponad 6200 reporterów i prawie 1000 placówek medialnych na całym świecie, które były po cichu szkolone, wspierane i finansowane przez organizację fasadową CIA – wszystko pod pretekstem promowania „niezależnych” mediów i wolności informacji.
Innym rzekomo niezależnym kubańskim medium, które padło ofiarą kryzysu, był El Toque (Dotyk). Założony w 2014 roku El Toque otrzymuje setki tysięcy dolarów od NED. Publikuje po hiszpańsku i angielsku oraz próbuje manipulować kursami walut na Kubie.
Cięcia w finansowaniu mocno ich dotknęły: zespół redakcyjny ogłosił, że będzie musiał natychmiast zwolnić połowę personelu (15 osób) i zaprzestać współpracy z kilkudziesięcioma freelancerami, do czasu aż będzie szukał alternatywnych źródeł finansowania.
Program „El Estornudo” (Kichnięcie) jest również hojnie finansowany przez NED. Tylko w 2021 roku fundacja przyznała firmie medialnej zajmującej się dochodzeniami śledczymi 180 000 dolarów. Otrzymuje również znaczące wsparcie od Fundacji Społeczeństwa Otwartego, choć podkreśla, że żadne z tych amerykańskich funduszy nie jest obwarowane żadnymi warunkami ani nie wpływa na sposób, w jaki publikuje swoje materiały.
Podczas gdy zachodnie media często przedstawiają kubański krajobraz medialny jako walkę Dawida z Goliatem – między odważnymi, niezależnymi mediami, które spotykają się z represjami, a rozrośniętą, finansowaną przez państwo machiną propagandową – ogromne sumy pieniędzy wypłacane tym „słabszym” sprawiają, że są oni zdecydowanie najlepiej finansowanymi mediami na wyspie. Na przykład artykuł w „Guardianie” z 2023 roku przedstawiał 24-letniego fotoreportera Pedra Sosę, który pracował zarówno dla „El Toque”, jak i „El Estornudo”. W artykule opisano te dwie publikacje jako „dostawców rzetelnego reportażu w przeciwieństwie do uciążliwych mediów państwowych”, a ich dziennikarzy jako biednych i bezbronnych głosicieli prawdy, walczących o „wolność” i narażonych na państwowe „naloty”.
Ujawniło to jednak również, że praca dla mediów wspieranych przez USA nie jest tak złym posunięciem zawodowym, jak się je przedstawia, ale w rzeczywistości niezwykle lukratywnym zajęciem. Wspomniano mimochodem, że pensje w maleńkim El Toque są dziesięciokrotnie wyższe niż pensje nawet najbardziej doświadczonych dziennikarzy w kubańskich mediach państwowych. W rzeczywistości ci uciskani obrońcy wolności słowa należą do najbogatszych ludzi na całej wyspie – dzięki potędze dolara amerykańskiego, który hojnie im płaci za produkowanie nieustannego strumienia wiadomości krytycznych wobec rządu.
Ostatecznie media wspierane przez USA nie miały się o co martwić, a finansowanie ze strony NED i USAID zostało wznowione po pewnej restrukturyzacji.
Stanowiska dla własnych ludzi
Wszystko to jednak blednie w porównaniu z zasobami, jakie Stany Zjednoczone przekazały Radiu i Telewizji Martí. Założona w 1985 roku przez administrację Reagana, sieć z siedzibą w Miami zatrudnia dziesiątki etatowych pracowników i otrzymuje dziesiątki milionów dolarów rocznie z Waszyngtonu.
W przeciwieństwie do reszty branży medialnej, pracownicy Radia i Telewizji Martí cieszą się wysokim bezpieczeństwem zatrudnienia i sześciocyfrowymi pensjami, mimo że rząd kubański może zakłócać i blokować wiele ich transmisji, uniemożliwiając im dotarcie na Kubę – co oznacza, że bardzo niewiele osób ma dostęp do ich treści.
Od momentu powstania Waszyngton wydał co najmniej 800 milionów dolarów na Radio i telewizję Martí.
Przedstawione tu media stanowią jedynie niewielką część sieci mediów krytycznych wobec rządu, finansowanych przez Stany Zjednoczone. Większość beneficjentów amerykańskich funduszy pozostaje anonimowa – decyzja ta została podjęta częściowo w celu ukrycia ich tożsamości i utrzymania wiarygodności na Kubie.
Narodowy Fundusz na rzecz Demokracji uważa Kubę za „długotrwały priorytet” i obecnie oficjalnie finansuje 32 odrębne projekty na wyspie.
Dotacje na media obejmują projekt o wartości 80 000 dolarów zatytułowany „Wzmocnienie dostępu do informacji”, który ma na celu:
Aby ułatwić dostęp do informacji i promować krytyczne myślenie, organizacja będzie codziennie publikować raporty i analizy w różnych formatach, oferując niezależne spojrzenie na kwestie wpływające na codzienne życie obywateli, w tym wolność słowa, bezpieczeństwo publiczne, prawa człowieka i inne palące problemy społeczne.
Dalsza dotacja w wysokości 115 000 USD zatytułowana „Rozszerzanie dostępu do nieocenzurowanych mediów” stanowi, że:
„Aby promować niezależne informacje, organizacja będzie oferować dziennikarstwo narracyjne na tematy objęte cenzurą, prowadzić badania i publikować artykuły kontekstowe, eseje fotograficzne i artykuły publicystyczne, jednocześnie wzmacniając potencjał operacyjny mediów”.
W trzydziestu jeden z trzydziestu dwóch projektów nazwisko i tożsamość odbiorcy są ukryte, co oznacza, że grupy współpracujące z organizacją podobną do CIA jako przykrywką są zazwyczaj identyfikowane dopiero wtedy, gdy ujawnią tę relację publicznie lub poproszą o pomoc – tak jak to miało miejsce, gdy finansowanie USA zostało tymczasowo zawieszone w 2025 r.
Media krytykujące rząd to tylko niewielka część ogromnej gamy grup, które Waszyngton potajemnie finansuje i wspiera. Od muzyków i naukowców, przez organizacje społeczeństwa obywatelskiego, edukacyjne i religijne, po think tanki, organizacje charytatywne i pozarządowe – istnieje ogromna sieć organizacji, które otrzymują ogromne sumy pieniędzy od rządu USA.
Do instytucji tych należą między innymi Observatorio Cubano de Derechos Humanos (Kubańskie Obserwatorium Praw Człowieka, OCDH) i grupa prawników Cubalex.
Obie grupy publikują raporty potępiające rząd Kuby i są regularnie cytowane w zachodnich mediach, takich jak „New York Times”, CNN i „Washington Post”, jako bezstronne autorytety w dziedzinie praw człowieka na Kubie. Czytelnicy nie wiedzą jednak, że obie organizacje są finansowane przez amerykański aparat bezpieczeństwa.
Dokumenty pokazują, że USAID przekazało OCDH prawie 1,5 miliona dolarów. Tymczasem wsparcie ze strony NED odegrało kluczową rolę w utworzeniu Cubalex w 2010 roku, a Waszyngton nadal wypłaca pensje swoim pracownikom. Jak stwierdziła w zeszłym roku dyrektor wykonawcza organizacji, Laritza Diversent:
„Bez wsparcia Narodowego Funduszu na rzecz Demokracji Cubalex nie istniałby; aby móc działać, potrzebujemy środków. NED wspiera nas od 14 lat. W październiku ubiegłego roku, po wielu próbach, otrzymaliśmy również grant od Departamentu Stanu”.
W ten sposób nie ma prawie żadnego obszaru kubańskiej opozycji krytycznej wobec rządu, do którego nie dotarłyby fundusze amerykańskie, czy to za pośrednictwem organizacji rządowych, takich jak NED czy USAID, czy też za pośrednictwem instytucji, takich jak Fundacja Forda i Fundacja Otwartych Społeczeństw, które historycznie odgrywały podobną rolę w promowaniu amerykańskich interesów za granicą.
Wiele z tych grup ma siedzibę w południowej Florydzie, gdzie fundusze rządu USA pomagają dotować tysiące miejsc pracy dla społeczności kubańsko-amerykańskiej. Nie będzie zatem przesadą stwierdzenie, że znaczna część gospodarki Miami jest wspierana pieniędzmi podatników, wykorzystywanymi do finansowania sił kontrrewolucyjnych. To ironia, biorąc pod uwagę, że konserwatywni Kubańczycy często zaciekle sprzeciwiają się rządowym programom socjalnym zarówno w USA, jak i na Kubie.
Cyfrowe bombardowanie
W 2010 roku nowa aplikacja do mediów społecznościowych i przesyłania wiadomości o nazwie Zunzuneo podbiła Kubę. Stała się viralem, pozornie niespodziewanie, i zyskała dziesiątki tysięcy użytkowników – bardzo dużą liczbę jak na wyspę z tak ograniczonym dostępem do internetu w tamtym czasie.
Żaden z użytkowników nie wiedział jednak, że platforma została potajemnie stworzona przez USAID w celu promowania zmiany reżimu. Ich plan zakładał najpierw zaoferowanie doskonałej usługi, która podbije rynek, następnie stopniowe wprowadzanie antyrządowych przekazów wśród Kubańczyków, a na koniec przekonanie ich do dołączenia do „inteligentnych tłumów” w celu wywołania kolorowej rewolucji.
Aby ukryć własne zaangażowanie w projekt, rząd USA zorganizował tajne spotkanie z założycielem Twittera, Jackiem Dorseyem, aby przekonać go do inwestycji. Nie jest jasne, w jakim stopniu Dorsey w tym pomógł, ponieważ odmówił komentarza w tej sprawie.
Program Zunzuneo został nagle zamknięty w 2012 r., prawdopodobnie dlatego, że Biuro Nadawania Kuby (nadzorujące telewizję i radio Marti) uruchomiło już nowy program o nazwie Piramideo.
Piramideo reklamowało się jako aplikacja umożliwiająca Kubańczykom otrzymywanie wiadomości ze świata za darmo i bez cenzury. Jednak niemal natychmiast mieszkańcy zaczęli donosić, że są bombardowani fałszywymi informacjami o protestach antyrządowych, które nigdy nie miały miejsca. Piramideo zostało zamknięte w 2015 roku po tym, jak doniesienia o ingerencji rządu USA na Kubie wywołały skandal i dyplomatyczne zażenowanie.
Jednak dziś, gdy Kubańczycy coraz częściej korzystają z amerykańskich aplikacji mediów społecznościowych, tego typu oszustwa są w dużej mierze zbędne, ponieważ można je przeprowadzać całkiem otwarcie. Podczas protestów w San Isidro w 2021 roku aplikacje takie jak Instagram i Twitter otwarcie uczestniczyły w próbie obalenia rządu i nie zrobiły nic, aby powstrzymać masowy wzrost liczby ewidentnie fałszywych kont botów, które powtarzały dokładnie te same wiadomości (łącznie z literówkami) i używały tego samego sztucznie wygenerowanego hashtaga. Zespół redakcyjny Twittera umieścił nawet protesty – które przyciągnęły zaledwie kilka tysięcy osób w całym kraju – na szczycie sekcji „Co się dzieje” przez ponad 24 godziny, co oznacza, że każdy użytkownik na świecie został powiadomiony. Nieudany zamach stanu stał się znany jako „Zatoka Tweetów”.
Niekończąca się wojna z Kubą
W październiku ONZ po raz 33. z rzędu, zdecydowaną większością głosów (165 do 7), zagłosowała za zniesieniem blokady Kuby przez Stany Zjednoczone. Ta wojna gospodarcza została narzucona przez administrację Eisenhowera w odpowiedzi na rewolucję kubańską z 1959 roku, która obaliła wspieranego przez USA dyktatora Fulgencio Batistę.
Te nielegalne, jednostronne środki przymusu, które według wewnętrznej notatki rządu USA mają na celu „zmniejszenie płac gotówkowych i realnych, wywołanie głodu i rozpaczy oraz obalenie rządu”, kosztują Kubę miliardy dolarów rocznie i znacznie utrudniają jej rozwój.
Stany Zjednoczone podjęły próbę inwazji na Kubę w 1961 roku, doprowadzając świat na skraj zagłady podczas kryzysu kubańskiego. Według doniesień Stany Zjednoczone dokonały setek zamachów na kubańskiego przywódcę Fidela Castro i przeprowadziły falę ataków terrorystycznych na Kubę, w tym z użyciem broni biologicznej na wyspie.
Kolejne rządy kontynuowały wojnę gospodarczą z Kubą, która nasiliła się po upadku Związku Radzieckiego. Jednak Departament Stanu pod rządami Trumpa, kierowany przez kubańsko-amerykańskiego polityka Marco Rubio, przeniósł tę wojnę na nowy poziom, czyniąc wyspę jednym ze swoich priorytetów.
Sam Trump stwierdził, że Kuba jest „następna” na liście krajów, które mają zostać objęte zmianą reżimu. „Możemy zatrzymać się na Kubie, kiedy skończymy z Iranem” – powiedział w zeszłym miesiącu.
W odpowiedzi prezydent Kuby Miguel Díaz-Canel oświadczył, że jego kraj jest gotowy odeprzeć każdą inwazję Stanów Zjednoczonych, tak jak zrobił to już podczas inwazji w Zatoce Świń, i stwierdził:
„Sytuacja jest niezwykle trudna i po raz kolejny wymaga od nas, byśmy byli gotowi, tak jak 16 kwietnia 1961 roku, stawić czoła poważnym zagrożeniom, w tym agresji militarnej. Nie chcemy tego, ale naszym obowiązkiem jest przygotować się, aby tego uniknąć, a jeśli stanie się to nieuniknione, pokonać”.
Na tym tle należy rozpatrywać kwestię finansowania przez rząd USA licznych mediów krytycznych wobec Kuby; ataki medialne to tylko jeden z aspektów wielopłaszczyznowego podejścia Waszyngtonu do zmiany reżimu.
Wiele z organizacji przedstawionych tutaj publikuje w języku angielskim, a niemal wszystkie z nich są wykorzystywane przez zachodnie media głównego nurtu jako rzekomo wiarygodne źródła informacji na temat Kuby. Oznacza to, że narracje Departamentu Stanu USA są wprowadzane do świadomości publicznej za pośrednictwem tej sieci.
Wielu Kubańczyków i Amerykanów nie zdaje sobie sprawy, że informacje o wyspie pochodzą w dużej mierze z sieci wątpliwych mediów, po cichu finansowanych przez amerykański aparat bezpieczeństwa za pośrednictwem NED i USAID. Ich celem jest podtrzymywanie stałego strumienia negatywnych doniesień, aby przygotować opinię publiczną do zaakceptowania zmiany reżimu na wyspie. W końcu, na wojnie, prawda zawsze pada pierwszą ofiarą.
HAWANA — Władze Kuby poinformowały, że w poniedziałek [16 III] doszło do przerwy w dostawie prądu na całej wyspie, w kraju liczącym około 11 milionów mieszkańców. Kryzys energetyczny i gospodarczy pogłębia się, a sieć energetyczna nadal się rozpada.
Ministerstwo Energii i Górnictwa w komunikacie X odnotowało „całkowite odłączenie” krajowego systemu elektroenergetycznego i poinformowało, że prowadzi dochodzenie. Zaznaczyło, że nie było żadnych usterek w jednostkach, które działały w momencie awarii sieci.
Lázaro Guerra, dyrektor ds. energii elektrycznej, powiedział w poniedziałek wieczorem mediom państwowym, że ekipy starają się ponownie uruchomić kilka elektrowni cieplnych, które odgrywają kluczową rolę w przywróceniu dostaw prądu.
„Musimy to robić stopniowo, aby uniknąć niepowodzeń” – powiedział. „Ponieważ systemy, gdy są bardzo słabe, są bardziej podatne na awarie”.
To już trzecia poważna awaria zasilania na Kubie w ciągu ostatnich czterech miesięcy.
Tomás David Velázquez Felipe, 61-letni mieszkaniec Hawany, powiedział, że nieustanne przerwy w dostawie prądu skłaniają go do myślenia, że Kubańczycy, którzy mogą sobie na to pozwolić, powinni po prostu spakować się i opuścić wyspę. „To niewiele, co mamy do jedzenia, psuje się” – powiedział. „Nasz naród jest za stary, żeby dalej cierpieć”.
Do poniedziałku wieczorem państwowe media poinformowały, że ekipy przywróciły zasilanie 5% mieszkańców Hawany, co stanowi około 42 000 odbiorców, a także kilku szpitali na całej wyspie. Urzędnicy zapowiedzieli, że priorytetowo potraktują sektor łączności, ostrzegając jednocześnie, że przywrócone dotychczas niewielkie obwody mogą ponownie ulec awarii.
W ostatnich latach starzejąca się sieć energetyczna Kuby uległa drastycznej erozji, co doprowadziło do wzrostu liczby codziennych przerw w dostawach prądu na całej wyspie. Rząd zrzucił jednak winę za swoje problemy na blokadę energetyczną USA po tym, jak prezydent Trump w styczniu ostrzegł przed cłami nałożonymi na każdy kraj sprzedający lub dostarczający ropę naftową Kubie. Administracja Trumpa domaga się uwolnienia więźniów politycznych na Kubie i liberalizacji politycznej i gospodarczej w zamian za zniesienie sankcji. Trump podniósł również kwestię „przyjaznego przejęcia Kuby”. W poniedziałek powiedział, że wierzy, iż będzie miał „zaszczyt zdobycia Kuby”.
„Chodzi mi o to, że jeśli ją uwolnię, to ją wezmę. Myślę, że mógłbym z nią zrobić, co zechcę” – powiedział Trump o Kubie, nazywając ją „bardzo osłabionym państwem”.
Według amerykańskiego urzędnika oraz źródła mającego wiedzę na temat rozmów między Waszyngtonem a Hawaną, administracja Trumpa dąży do odsunięcia prezydenta Kuby Miguela Díaz-Canela od władzy, podczas gdy Stany Zjednoczone kontynuują negocjacje z rządem kubańskim na temat przyszłości tego wyspiarskiego państwa. Obaj zeznawali pod warunkiem zachowania anonimowości, opisując trudne rozmowy. Nie podali żadnych szczegółów na temat tego, kogo administracja chciałaby zobaczyć u władzy.
Potwierdzili oni, że administracja Trumpa chce, aby Díaz-Canel odszedł od władzy, kilka dni po tym, jak prezydent Kuby po raz pierwszy publicznie potwierdził, że jego rząd prowadził rozmowy z administracją Trumpa. O naciskach administracji na odsunięcie Díaz-Canela od władzy po raz pierwszy poinformował „The New York Times”.
Łatanie przerw w dostawie prądu
William LeoGrande, profesor American University, który od lat śledzi losy Kuby, powiedział, że sieć energetyczna kraju nie jest odpowiednio konserwowana, a jej infrastruktura „już dawno przekroczyła swój normalny okres użytkowania”. „Technicy pracujący przy sieci to prawdziwi magicy, którzy potrafią utrzymać ją w działaniu, biorąc pod uwagę jej obecny stan” – powiedział LeoGrande.
LeoGrande powiedział, że jeśli wyspa drastycznie ograniczy konsumpcję i rozszerzy działalność na odnawialne źródła energii, może przez jakiś czas borykać się z brakiem dostaw ropy. „Ale oznaczałoby to nieustanną nędzę dla ogółu społeczeństwa, a w końcu gospodarka mogłaby się całkowicie załamać, a wtedy nastąpiłby chaos społeczny i prawdopodobnie masowe migracje” – dodał.
Według LeoGrande’a, aby jeszcze szybciej zwiększyć wykorzystanie energii słonecznej, niż zrobiła to Kuba w ubiegłym roku, inne kraje, przede wszystkim Chiny, musiałyby wyrazić chęć podwojenia lub zwiększenia dostaw takiego sprzętu.
Díaz-Canel poinformował w piątek, że wyspa od trzech miesięcy nie otrzymała dostaw ropy naftowej, a funkcjonuje dzięki energii słonecznej, gazowi ziemnemu i elektrowniom cieplnym. Dodał również, że [szpitale] musiały przełożyć operacje dziesiątek tysięcy osób.
Yaimisel Sánchez Peña, 48 lat, powiedziała, że jest zdenerwowana tym, że jedzenie, które kupuje za pieniądze przysyłane jej przez syna z USA, ciągle się psuje. Dodała, że przerwy w dostawie dotykają również jej 72-letnią matkę: „Ona cierpi każdego dnia”.
Mercedes Velázquez, 71-letnia mieszkanka Kuby, ubolewała nad kolejnym zanikiem prądu. „Czekamy, co się stanie” – powiedziała, dodając, że niedawno oddała część zupy, którą ugotowała, gdy była jeszcze świeża, a zjadła, żeby jej nie wyrzucać. „Wszystko się psuje”.
„Idealna burza załamania”
Ponad tydzień temu ogromna awaria dotknęła zachodnią część wyspy, pozbawiając prądu miliony ludzi. Poprzednia poważna awaria dotknęła zachodnią Kubę na początku grudnia.
Dostawy kluczowej ropy naftowej z Wenezueli zostały wstrzymane po ataku Stanów Zjednoczonych na ten południowoamerykański kraj na początku stycznia i aresztowaniu ówczesnego prezydenta Wenezueli, Nicolása Maduro.
Mimo że Kuba produkuje 40% [swego zapotrzebowania] ropy naftowej i sama wytwarza energię elektryczną, nie wystarcza to, aby pokryć zapotrzebowanie na energię elektryczną, gdyż jej sieć energetyczna ulega ciągłemu rozpadowi.
„A na dodatek rząd kubański nie ma twardej waluty, żeby importować części zamienne czy modernizować elektrownię czy samą sieć. To po prostu burza, prowadząca do załamania” – powiedział LeoGrande.
Zauważył, że elektrownie cieplne wykorzystują także ciężki olej, którego zawartość siarki powoduje korozję urządzeń.
Wicepremier Ministerstwa Handlu Zagranicznego i Inwestycji Zagranicznych Óscar Pérez-Oliva Fraga powiedział reporterom, że Kuba jest otwarta na handel z firmami amerykańskimi, zwracając jednak uwagę na ograniczenia wynikające z embarga.
Dodał, że wdraża również nowe środki mające na celu pobudzenie gospodarki wyspy. Wśród nich jest umożliwieniek Kubańczykom mieszkającym za granicą bycia partnerami lub właścicielami prywatnych firm w kraju oraz udziału w dużych projektach, w tym związanych z infrastrukturą. Dodał, że Kubańczycy będą mogli współpracować z kubańskimi firmami prywatnymi i nawiązywać kontakty zarówno z państwowymi, jak i prywatnymi podmiotami na Kubie.
Pérez-Oliva dodał, że rząd będzie również przyznawał grunty w użytkowanie wieczyste pod realizację określonych projektów. Dodał, że Kubańczycy mieszkający za granicą będą mogli również otwierać konta bankowe w obcej walucie w kubańskich bankach, co ułatwi przeprowadzanie transakcji.
FOTO: Szpital w kalabryjskim Locri i pracująca w nim kubańska lekarka Lisandra Cobas Suarez.
Kalabria opiera się dyktatowi Trumpa: „Nie odeślemy naszych kubańskich lekarzy!”
Kalabria sądziła, że znajduje się we Włoszech, w centrum Morza Śródziemnego. Okazało się jednak, że leży w Ameryce Łacińskiej, na Morzu Karaibskim. Dowiedziała się o tym od prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa oraz od sekretarza stanu Marco Antonio Rubio, syna Kubańczyków. Stany Zjednoczone, zaangażowane w coraz mocniejsze zaciskanie pętli na szyi Kuby po siedemdziesięciu latach embarga i sankcji, wypowiedziały wojnę również kubańskim lekarzom pracującym na całym świecie. A więc również 321 lekarzom pracującym w regionie będącym symbolem katastrofy włoskiej służby zdrowia – Kalabrii, gdzie, jak mówi nam przewodniczący rady regionu Roberto Occhiuto: „kierowany desperacją, w roku 2022 wykorzystałem przepisy dotyczące stanu wyjątkowego związanego z Covidem, aby zatrudnić tu 321 kubańskich lekarzy, chociaż w rzeczywistości potrzeba ich co najmniej tysiąc”.
Pełnomocnik
W zeszłym tygodniu, do włoskiej Kalabrii przybył pełnomocnik Stanów Zjednoczonych ds. Kuby, Michael Hammer. Nie w ramach wizyty kurtuazyjnej, ale aby poprosić Occhiuto o wydalenie kubańskich lekarzy. To, że są oni uważani za jednych z najlepiej przygotowanych na świecie i świadczą swoje usługi w najbiedniejszych krajach, lub że jako jedyni samodzielnie wyprodukowali szczepionkę przeciwko Covidowi, dla rządu Stanów Zjednoczonych nie ma znaczenia. Kto korzysta z pomocy kubańskich lekarzy, a chce pozostać przyjacielem USA, musi ich wydalić.
Wydaje się, że dotychczasowe argumenty Stanów Zjednoczonych były przekonujące: kolejno Paragwaj, Gujana, Bahamy, Saint Vincent i Grenadyny, Antigua i Barbuda, Saint Lucia, a ostatnio Gwatemala i Honduras zerwały programy współpracy zdrowotnej z Kubą i odesłały do domu wszystkich zatrudnionych tam lekarzy. Trump i Rubio, występującw roli «związkowców», twierdzą, że Kuba eksploatuje własnych lekarzy pracujących za granicą, ponieważ zatrzymuje dwie trzecie ich wynagrodzenia. Pieniądze te, jak twierdzą, pomagają przetrwać kubańskiemu reżimowi. Dodają też, występując w roli «filantropów», że sprawiedliwiej byłoby, gdyby ci lekarze wrócili na Kubę, gdzie ludzie cierpią (tak, ale z czyjej winy?) i bardzo ich potrzebują.
Prezydent regionu Kalabria
Co pan powie o Hammerze? – Occhiuto zachowuje spokój. „Za każdym razem – zdradza – pierwsze pytanie, jakie zadaje mi każdy nowy ambasador amerykański we Włoszech, dotyczy kubańskich lekarzy. Tak było również za czasów Bidena. Za czasów Trumpa nacisk jest jeszcze większy”. Tak, ale co pan odpowiedział Hammerowi? – „Powiedziałem mu, że naszym kompasem jest zdrowie mieszkańców Kalabrii – podkreśla Occhiuto – jeśli lekarzy, których potrzebujemy, zapewni nam administracja amerykańska lub pomoże nam ich znaleźć, być może nie będziemy musieli przyjmować Kubańczyków. Ale jeśli oni odejdą, tutaj będzie po wszystkim”.
Nie wiemy, jak zareagował pan Hammer i czy Stany Zjednoczone podejmą takie same działania w Kalabrii, jak na Karaibach. Wiemy jednak, jakie nastroje panują wśród mieszkańców Kalabrii. Są negatywne. W szpitalach, mniej lub bardziej zrujnowanych, które odwiedziliśmy między Aspromonte, Costa Viola i Costa dei Gelsomini — w Locri, Polistena, Gioia Tauro, Melito Porto Salvo — nie znaleźliśmy ani jednej osoby ani jednego pacjenta, młodego czy starego, kobiety czy mężczyzny, który nie chwaliłby profesjonalizmu, ludzkiego podejścia i skromności kubańskich lekarzy, a jednocześnie nie przeklinałby fatalnego stanu kalabryjskiej służby zdrowiaoraz „wniosku o wydalenie” kubańskich lekarzy z Włoch, którego domagają się Stany Zjednoczone. „Jeśli Kubańczycy wyjadą, nasze szpitale zostaną zamknięte”. Wszyscy to powtarzają.
Głosy Kubańczyków
I w końcu oto oni, lekarze z Kuby. W ojczyźnie przypada ich 8,4 na tysiąc mieszkańców, w porównaniu z 2,6 w Stanach Zjednoczonych (i być może właśnie tutaj pojawia się zazdrość). W “karaibskiej” Kalabrii, gdzie stali się celem ataków gringos, jest ich 30 w Locri, 22 w Polistena, 12 w Gioia Tauro i 10 w Melito Porto Salvo. Dwóch z nich ożeniło się tutaj z kalabryjskimi kobietami. Jeden z nich, Domingo Marquez Camayd, jest wykładowcą na Uniwersytecie w Hawanie. Wszyscy są specjalistami: kardiologami, ortopedami, anestezjologami, urologami, chirurgami, angiologami, radiologami. Żaden z nich nie ma postawy “barona”, jak wielu ich włoskich kolegów.
„Nie postrzegamy medycyny i zdrowia jako biznesu lub zawodu służącego zarabianiu pieniędzy” – mówi Lisandra Cobas Suarez, 38-letnia reanimatorka. „U nas lekarzem zostaje się, jeśli ma się pasję i predyspozycje”. Lisandra jest lekarzem od 2011 roku i pracowała w Wenezueli, Brazylii, wśród rdzennych społeczności Amazonii oraz w Kuwejcie. „Włochy były dla mnie marzeniem i czuję się tu świetnie. Nie rozumiem jednak, dlaczego na Kubie, biednym kraju Trzeciego Świata, mamy w szpitalach wszystko, nawet oddziały takie jak neurochirurgia, podczas gdy tutaj, z przykrością to mówię, napotkaliśmy zacofanie i dezorganizację”. Harold Dawkins Tellez, również 38-latek z bogatym doświadczeniem zdobytym w Wenezueli, Boliwii i Azerbejdżanie, pochodzi z Guantanamo. „Kiedy przybyliśmy – opowiada Harold pracujący na oddziale ratunkowym – wielu mówiło: czego możemy oczekiwać od lekarzy z Trzeciego Świata? – Potem okazali nam wiele sympatii i wdzięczności, a teraz uważają nas za niezbędnych”.
Chory, który przyjechał do Locri z miejscowości San Luca, oddalonej o trzydzieści kilometrów wąską, wyboistą i pełną dziur drogą, pyta kubańskiego ortopedę: „Czy to prawda, że wyjeżdżacie?”. Lekarz uspokaja go: „Nasza umowa powinna wygasnąć w grudniu 2027 roku”. Mężczyzna jednak nalega: „Jeśli was stąd wypędzą, tu wybuchnie rewolucja”. Ortopeda uśmiecha się. Nazywa się Eurys Guevara.
A co, jeśli Trump i Rubio pomylą go z „tym innym” Guevarą?
In the eighties, hundreds of thousands of Cuban troops fought as proxy soldiers for the Soviet Union in Angola. After the fall of the Iron Curtain, that relationship supposedly ended.
It now appears that the old partnership has returned. The Russian government is signing up thousands of desperate Cuban citizens who are enticed to enter its military. Many have appeared on the frontlines in Ukraine. Cubans now join North Koreans and make up the second-largest contingent of mercenaries in the bloody battle to subjugate Ukraine.
Deceptive Recruitment
Ukrainian intelligence claims that nearly twenty thousand Cubans have “joined” the Russian Army since the 2022 invasion. These enlistments are often done with the Cuban government’s unofficial complicity. Presently, six to seven thousand find themselves on the battlefield.
Many captured Cubans claim they were lured to Russia under false pretenses. An extensive report in the Spanish newspaper El Pais details the massive infusion of Cubans into the Ukrainian conflict. Author Carla Gloria Colome interviewed prisoners in Spanish who reported that Russian job recruiters promised them generous monthly salaries of $2,000 [this is a lot of money in Communist-starved Cuba], construction jobs, and a Russian passport. They were not always told about the Army option they faced when they finally reached Russia. Thus, many now find themselves on the front lines in Ukraine, where 200 to 300 Cubans have died.
Everyone Wants to Get Out of Cuba
The job recruitment process is facilitated by conditions in Cuba. Seven decades of socialist rule have taken their toll on the infrastructure of this once-prosperous country. Basic necessities, including sugar (which was Cuba’s chief export), are now in short supply. Nationwide blackouts are increasingly common as aging power plants decay. The country has experienced its largest mass exodus in recent history. Everyone wants to get out of Cuba.
According to Ukraine’s intelligence service, which analyzes captured identity documents, everyone who can is escaping the prison island, including people as young as 18 and as old as 62. The average age of the captured Cuban soldier is 38.
Generous Job Packages Turn Into Enlistment Scams
Those desperate Cubans who cannot afford to find a way to the United States look to Russia. Recruiters target Cuban WhatsApp contacts and social media accounts with “packages” offering generous benefits such as construction jobs and free travel to Russia. Cubans take advantage of the fact that they have never needed visas to go to Russia.
Upon arrival in the promised land of Russia, many sign contracts that are written in Russian, a language they do not understand. Thus, the new immigrants find themselves enlisted in the Russian Army. Many do not receive the promised signing bonus, and others complain of irregular pay schedules. Some bitterly denounce these job recruitment drives as scams designed to recruit soldiers for the Army.
Legal Limbo
Officially, the Russian and Cuban governments do not acknowledge this human trafficking operation. When captured in the field, the Ukrainian government finds that neither Moscow nor Havana will recognize the prisoners as mercenaries or take them back in official exchanges. These poor victims of Communism officially do not exist and thus remain in legal limbo. One prisoner said he preferred to stay in a Ukrainian prison rather than return to the miseries he endured in Cuba.
Cuba engages in the trade of its citizens quite freely since it owes a lot to Russia. During the long Soviet years, Russia was an ally that sustained Castro’s communist regime with financial and military aid. In post-Soviet times, Russia lent Cuba $2.3 billion from 2006 to 2019. Vladimir Putin forgave 90 percent of Cuba’s $35 billion debt to Russia. He is constantly sending small aid packages to prop up the decrepit regime on the island.
Brutal Payback
Given this aid, Cuban officials look the other way or actively help out when Russian recruiters line up candidates to fill the gaps in their military ranks.
“There is no doubt that the Cuban regime is actively participating in the war against Ukraine, facilitating the active recruitment of mercenaries, and sending its own security troops,” says Maryan Zablotskyy, a Ukrainian legislative assembly member. The legislator estimates that 40 percent of the Cuban recruits are part of the government military apparatus, a fact described as “indisputable.” When the regime participates in recruiting, the Cuban government can pocket a signing bonus of $50,000.
The presence of communist Cuban (and North Korean) troops in Ukraine shows how little has changed in the world panorama. The Spanish-language interviews with captured Cubans show how unwilling individuals are coerced to expose their lives for a cause that is not their own. This tragic situation is one more example of why the West must help Ukraine against Russia’s invading forces.
[ ??? To ostatnie zdanie. Dziwny pogląd. Dla mnie – niespodziewany. Dlaczego TFP jest tak pro- Zelenskie? Bo to nie do Ukrainy oni mają sympatię.. M. Dakowski
Ludzie idą po ciemku ulicami Hawany Fot. PAP/EPA/ERNESTO MASTRASCUSA
Kilkaset tysięcy mieszkańców Kuby pozostaje od niedzieli bez energii elektrycznej i wody z powodu awarii krajowego systemu energetycznego, przekazały we wtorek kubańskie władze.
Najtrudniejsza sytuacja była we wtorek w położonej na zachodzie aglomeracji Hawany, stolicy kraju, a także w prowincji Santiago de Cuba, na wschodzie wyspy.
Problemy w dostawach prądu potwierdziła odpowiedzialna za przesyłanie energii elektrycznej spółka Union Electrica (UNE). Sprecyzowała, że paraliż systemu energetycznego w dużej mierze związany jest z awariami głównej elektrowni kraju Antonio Guiteras w Matanzas. Dyrekcja UNE przekazała, że w ciągu co najmniej czterech dni konieczne będzie przeprowadzenie jej remontu.
Paraliż energetyczny kraju przejawia się nie tylko kilkudniowymi brakami prądu, ale też niedoborami wody. Według Radia Marti najtrudniejsza sytuacja występuje w kilku miejscowościach prowincji Santiago de Cuba, gdzie energii elektrycznej oraz wody w kranach nie ma już od ponad tygodnia.
We wtorek dyrektor Narodowego Instytutu Zasobów Wodnych (INRH) Antonio Rodriguez przekazał, że poważne niedobory wody występują też w stolicy kraju. Jak oszacował, wodę w kranach straciło ponad 250 tys. mieszkańców aglomeracji Hawany. Ich potrzeby zaspokajane są regularnymi dostawami wody pitnej beczkowozami.(PAP)
Things Are So Bad in Cuba that It Must Even Import Sugar to Survive
When the Soviet Union dissolved the day after Christmas 1991, it inaugurated a season of celebration in Miami’s many Cuban neighborhoods. Long-time exiles pulled yellowing deeds and other legal documents out of bank safety deposit boxes, preparing to return to Cuba and reclaim land, homes and businesses confiscated by Castro’s socialist experiment.
There was no such joy in Havana. The Soviet Union’s political and economic support underlaid all of Cuban life. A time of hunger and doubt that Cubans call the “Special Period” began. In a masterpiece of political manipulation, the Castro government turned the uncertainty to its advantage and held on to power.
The exiles’ deeds and documents went back to the bank.
Today, Cuba is once again an economic basket case. A presentation by Professor Carmelo Mesa Lago of the University of Pittsburgh makes the disasters’ extent plain. He made the presentation to the Association for the Study of the Cuban Economy at Florida International University (FIU) in Miami.
“Six decades after the Cuban Revolution,” the Professor began, “the country is again undergoing a severe economic crisis, this time worse than the infamous ‘Special Period’ in the 1990s.”
A Bitter Tale About Sugar
The most obvious example of Cuba’s woes is the sugar crop.
When Cuba was a Spanish colony, sugar plantations formed the centerpiece of the economy. The Industrial Revolution radically altered sugar harvesting and processing. The Cuban economy swelled.
According to Encyclopedia Britannica, “By 1850, the sugar industry accounted for four-fifths of all exports, and in 1860 Cuba produced nearly one-third of the world’s sugar.”
Such expansion is a source of nostalgia today. The sugar crop, 8.5 million tons in 1970, was about one-nineteenth that large (473,000 tons) in 2021. The Cuban official estimate for 2023 is 350,000 tons. Complicating the issue, Cuba has a commitment to sell China 400,000 tons. So, they plan to purchase sugar from Brazil to close the gap.
Professor Mesa Lago’s presentation at FIU gave much more detail about the Cuban economy, which he divided into seven categories.
The Inefficient Economic System
One of the chief flaws of communism is that central planning creates unworkable economic systems. No small group of leaders is wise enough to make sound economic decisions for whole societies. Inevitably, that group crafts policies that fit their prevailing notions, benefit them personally or both. The decision-making apparatus further deteriorates as the leaders increasingly insulate themselves against the woes they inflict on their people. No effective change is possible because the decision-makers are the broken system’s chief beneficiaries.
This has been Cuba’s story throughout the Castro regime, which continues under Raoul Castro’s hand-picked successor, Miguel Díaz-Canel.
Dr. Mesa-Lago makes an exception for “market socialism,” but he is unduly optimistic. No socialist government can allow vibrant and free markets to exist. They always end up working against the regime’s control. That is the great lesson of the former British colony, Hong Kong.
The Serious Economic-Humanitarian Crisis in Venezuela
The current state of Venezuela’s economy is far too complex to go into here. The subtitle of a recent article from the oh-so-liberal New York Times sums it up beautifully.
“After years of extreme scarcity, some Venezuelans lead lives of luxury as others scrape by. The nation of grinding hardship has increasingly become one of haves and have-nots.”
When the “Gray Lady on Times Square” criticizes socialists, the situation must be disastrous.
The effect of Venezuela’s deterioration on Cuba is simple to explain. When Hugo Chávez took over the oil-rich nation in 1999, he revered his mentor, Fidel Castro. The above-mentioned “special period” ended when Chávez sent cash and oil to Cuba. That policy continued under Nicolás Maduro after Chávez’s death. However, Maduro’s government is now broke. Once again, Cuba lost its primary financial support.
The Inability of Cuba to Finance its Own Imports with its Own Exports
The sugar production problem is one component of this problem. The overall picture is far worse. From 1989 to 2021, the overall value of Cuban exports went down by 67 percent, while imports increased by five percent. The cumulative effect over time is an enormous trade deficit.
Even exports of the famous Cuban cigars are off by over one-fifth. If Cuba were a corporation, it would be time to hang up the “Going Out of Business” sign.
The Strong Sanctions Imposed by Trump
Less than two weeks before leaving the Oval Office, the Trump administration designated Cuba a “state sponsor of terrorism.” Secretary of State Mike Pompeo tied the designation to three long-standing grievances.
“For decades, the Cuban government has fed, housed, and provided medical care for murderers, bombmakers, and hijackers, while many Cubans go hungry, homeless, and without basic medicine…. Cuba also harbors several U.S. fugitives from justice wanted on or convicted of charges of political violence, many of whom have resided in Cuba for decades…. The Cuban intelligence and security apparatus has infiltrated Venezuela’s security and military forces, assisting Nicholas Maduro to maintain his stranglehold over his people while allowing terrorist organizations to operate.”
The sanctions included restrictions on flights, trade and various financial transactions between U.S. companies and the island nation. Of these, the most damaging may be a severe limitation on the amounts of U.S. dollars that American citizens can send to Cuba, in many cases to family members. According to Professor Mesa-Lago, these remittances dropped from $3.7 billion in 2019 to $1.0 billion in 2021.
Despite promises by the Biden Administration to roll back the Trump sanctions against Cuba, they largely remain in effect, due partly to the objections of New Jersey Democrat Senator Bob Menendez, whose parents emigrated from Cuba shortly before his birth. According to the Pew Research Center, in 2006, New Jersey had the second-highest concentration of Cubans in the nation, trailing only Florida.
Covid-19
For a time, it looked like tourism might be Cuba’s economic salvation. The one-time “Pearl of the Antilles” has always been a celebrated tourist destination. The government invested heavily in refurbishing hotels and promoting the raucous nightlife that predated Fidel Castro. When President Obama eased travel restrictions, a vast number of American leftists burnished their liberal credentials by taking vacations in Havana.
Those tourists, 4.7 million In 2018, brought in millions of dollars and euros that the regime needed.
Then came Covid. The number of visitors in 2020 was about one-quarter of 2018’s record. The figure would have been worse, except that the Covid crisis broke in March—the close of the winter travel season. When the problem continued into 2021, combined with the new Trump sanctions, caused the figure to decline even further.
There was a bounce-back in 2022, but it was small, with 1.6 million visitors. Apparently, the liberals found other beaches.
Tarea Ordenamiento
Translated from Spanish, the phrase means “Task Ordering.” One of the tasks was to unify the currency.
For decades, Cuba had two monetary systems. The island’s people used normal—meaning all but valueless—“national” Cuban pesos. A “convertible” peso was available for those who could purchase them with internationally recognized currencies. The effect was a ridiculously complicated system that reduced productivity.
The plan backfired miserably. According to the Columbia University Law School, the official exchange rate against the U.S. dollar dropped by a catastrophic 2,300 percent. The result has been massive inflation. Higher prices, in turn, significantly diminished the already marginal standard of living.
The Russian Invasion of Ukraine
Russia inherited a trading relationship with Cuba from the old Soviet Union. This never constituted a major factor for Russia, but it was vital for Cuba.
The international reaction to Russia’s invasion of Ukraine complicated that situation. As sanctions curtailed Russian energy exports, Cuba’s oil supply—never abundant—plummeted. This condition further fueled the runaway inflation rate.
Can Cuba Recover?
It isn’t easy to see any path that Cuba can take to reverse its fortunes short of repudiating the Castro revolution. Even then, Cuba would still need to rely on foreign capital to revive its withered economy. That process would consume decades.
Perhaps the greatest lesson Cuba can teach the world is that communism destroys everything. Even when a nation has excellent natural resources, solid allies and high-spending Western tourists, Karl Marx’s “workers’ paradise” manages to reduce everything to poverty. It is best thrown into the dustbin of history.
Invited by the political left and LGT associations, Mariela Castro Espín arrived in Italy for a speaking tour that started in Milan and Genoa and continued to other major cities. Castro Espín spoke about human rights in Cuba. Her presence among us raised a wave of criticism, even in Rome’s Montecitorio Palace, where the Chamber of Deputies meets. Thus, let’s introduce the character who is the target of the attack.
Mariela Castro Espín is the daughter of Raúl Castro, the niece of Fidel Castro and a leading member of the clan that has brutally oppressed Cuba for more than half a century. Her brother, Alejandro Castro, heads the Council of Defense and National Security. The site of the Cuban Defense Ministry defines the work of this Council as taking care of “the coordinated action of all the forces and resources of society and the state, carried out under the direction of the Communist Party of Cuba, to deal with external military aggression and to prevent internal subversion.”1 In other words, this entity organizes the total repression of society under Cuban communism. It is the tropical version of the KGB.
On the other hand, Mariela represents a very unique version of Castroism. She is a member of the National Assembly of Popular Power (the Cuban Parliament dominated by the Communist Party). She is also the president of the National Center for Sexual Education, the National Commission for Integral Attention to Transgender People, and the editor of the magazine Sexology and Society, dedicated to sexual liberation. Castro Espín is a champion of LGBT “rights,” a symbol of the fight against gender discrimination and “homo-lesbo-transphobia.”
Castro Espín’s visit to Italy naturally aroused much criticism, especially from the conservative media. They rightly observe that talking about human rights in Cuba is an oxymoron, a contradiction in terms. It’s like inviting Mafia boss Messina Denaro to talk about legality. Indeed, the Cuban regime has one of the worst human rights records in the world, rivaled only by North Korea and some radical Muslim countries. There are 1,057 political prisoners in Cuba, although the actual number may be much higher.
Critics note that Castro Espín’s tour was a propaganda tool for Cuban communism. The tour also revealed a flagrant contradiction. Cuba is known for its persecution of homosexuality and other moral deviations typical of “Western decadence.”
Until recently, Cuban homosexuals and any long-haired hippy types (“cabelludos”) were sent to concentration camps. At the time of Che Guevara, people ended up in concentration camps just for listening to rock ‘n roll, wearing jeans or using Anglo-Saxon words. Even today, LGBT activism is barely tolerated, if not hunted down. How can Castro Espín come to Italy to pontificate about human rights and sexual liberation in Cuba?
When pointing out this contradiction, critics spoke of deception, blatant political maneuvering and even dishonesty.
Indeed, there was deception and leftist political maneuvering of the left in Castro Espín’s tour. However, the problem is more profound. It involves the internal dialectic of communism.
According to the well-known classification by Plinio Corrêa de Oliveira, communism is the third stage of the Revolution, that is, a process of decadence which, since the fall of the Middle Ages, has been pushing the world away from Christian civilization. Two notions express the spirit of this Revolution: absolute equality and complete freedom. Both seem and indeed are somewhat contradictory from some points of view. However, they are reconciled in the communist utopia of an anarchist paradise, the final result of the revolutionary process. According to Plinio Corrêa de Oliveira’s classification, this transformation into anarchy would be a Fourth Revolution aimed at “liberating” not the proletarians but the instincts of man for all restraints.
At points during the communist phase, the Revolution often had to sacrifice freedom to impose equality. This is what happened, for example, to the Soviet Union and its massive repressive state. Communist theorists hold that the Revolutionary process goes from “liberation” to “liberation” as part of the historical dialectical process as it advances inexorably toward the final utopia that will be totally free and absolutely equal.
This dialectic process was reflected in the preamble of the Soviet Constitution, which stated: “The supreme goal of the Soviet state is the construction of a classless communist society in which communist social self-management will develop.”2 FV Konstantinov of the Soviet Academy of Sciences explains that this process with bring about “the withering away of the state,” i.e., the disappearance of the repressive apparatus that characterized the Soviet period and the beginning of a new era of total freedom and total equality, precisely the communist utopia.3
Throughout the twentieth century, the transition from state socialism to a communist, libertarian utopia was a major topic of discussion among communist and socialist intellectuals. None of them defended the continuation of the Soviet status quo. Theirs is an evolutionary vision that conceives history as a continuous becoming. During the Soviet period, several attempts were made to implement transitions to the next phase: Gramscism, Frankfurt School, Freudian Marxism, Marxist Humanism, the Cultural Revolution, Self-managing Socialism and so on.
This tension within the Revolution to transition to new liberations has survived to this day. And so we return to Mariela Castro Espín.
Everything in Cuba is completely controlled. Any activity not sanctioned by the government can lead to prison or, worse, the paredón—the wall of execution. It is inconceivable that Castro Espín, a high-ranking member of the Cuban nomenklatura, could do anything that is not explicitly permitted, indeed, promoted by the Communist Party.
In other words, her high-profile activism for LGBT “rights” in Cuba and abroad is part of a communist strategy, which represents the next step in the process, the Fourth Revolution. This Revolution germinates from within the Third and perhaps even clashes with it. The historical dialectic process may generate internal conflict, but it always advances toward the goal of anarchist utopia.
It is no coincidence that, while maintaining Soviet-style state repression, Cuba has progressed towards moral libertarianism. For example, free sex reassignment surgery has been legal since 2008. In 2014, “gender” discrimination was outlawed. In 2018, a referendum approved a new “Family Code,” which includes same-sex marriage, adoption of children by same-sex couples, surrogacy and so on. Indeed, in the field of LGBT “rights,” Cuba is on par with the most liberal countries in the world. We might also mention that abortion was legalized in 1965.
Reacting to Mariela Castro Espín’s visit, several anti-Castro figures in Italy have called for a ban on communism, just as there is a ban on fascism. I couldn’t agree more. However, let us not lose sight that the problem is more profound. Today we cannot be true anti-communists without also opposing the most recent developments of the revolutionary process: abortion, homosexuality, the LGBTQ agenda and general moral decadence.