Iran wydalił około 2 mln obywateli Afganistanu w ciągu ostatniego półtora roku – poinformował rzecznik ministerstwa spraw wewnętrznych w Teheranie Ali Zeiniwand, cytowany w poniedziałek przez emigracyjny portal Iran International.
Rzecznik MSW przekazał agencji ISNA, że kampania usuwania migrantów z kraju, zapoczątkowana w marcu ub.r., jest kontynuowana mimo trwającej wojny między Iranem a USA i Izraelem. Zaprzeczył pogłoskom mówiącym o zawieszeniu tej akcji.
Część Afgańczyków wyjechała dobrowolnie, inni zostali deportowani zgodnie z nakazami sądów – dodał.
Zeiniwand zapewnił, że intencją Teheranu nie jest usunięcie z kraju wszystkich obywateli Afganistanu, lecz tylko tych, którzy nie mają udokumentowanego pobytu. Ci, którym Iran zapewnił legalne schronienie, są mile widziani, powinni jednak przyczyniać się do pokrycia kosztów otrzymywanej opieki zdrowotnej i subsydiów – oświadczył.
Władze Iranu – twierdzące, że w kraju nielegalnie mieszka ponad 4 mln Afgańczyków, którzy uciekli przed konfliktem w swojej ojczyźnie – zapowiedziały w ubiegłym roku ich deportowanie m.in. ze względu na bezpieczeństwo narodowe.
Rząd informował wówczas, że tylko między czerwcem a lipcem ub.r. do Iranu przybyło ok. 900 tys. Afgańczyków. Inni mieszkali w Iranie od pokoleń.
Od lat 70. XX wieku miliony Afgańczyków uciekło do Iranu i Pakistanu. Największe fale migracji nastąpiły podczas inwazji ZSRS na Afganistan w 1979 r. oraz w 2021 r., gdy do władzy powrócili talibowie.
Początkowo Afgańczycy byli mile widziani w Iranie, jednak w kraju stopniowo narastały antyafgańskie nastroje, a irańskie media państwowe przedstawiały afgańskich uchodźców jako obciążenie ekonomiczne – powiedziała BBC dr Khadija Abbasi, ekspertka londyńskiej Szkoły Studiów Orientalnych i Afrykańskich (SOAS). Po 12-dniowej wojnie Iranu z Izraelem w czerwcu ub.r. irańskie media sugerowały również, że Afgańczycy szpiegują dla Izraela.
Mimo deportacji Afgańczycy nadal usiłują przedostać się do Iranu z pogrążonego w kryzysie, rządzonego przez talibów kraju – podkreślił Iran International. Zaostrzenie ograniczeń zmusza ich jednak do korzystania z niebezpiecznych szlaków wiodących przez pustynie.
Obydwoma tymi sytuacjami ktoś gra. Pierwszym gra się tak: popatrz na to dziecko. Chcesz kontroli granic? To musisz mieć świadomość, że ty je zabiłeś. A drugim gra się w ten sposób: patrz na ten dworzec. Chcesz, żeby ich wpuszczać, to każdy z nich jest taki jak ty. Pierwsza zagrywka ma wyłączyć ci rozum, a druga ma wyłączyć serce. A człowiek bez rozumu, człowiek bez serca, to są kaleki, bo jest nam potrzebny i rozum, i serce. A pośrodku stoisz ty, katolik. Właściwie pośrodku, w sensie wokół tego wszystkiego. Słyszysz z jednej strony ‘Chrystus był uchodźcą, granice to grzech’. Ewangelia każe nam otwierać się na wszystko, a z drugiej strony ‘Chcesz być frajerem? Wiara jest ważna, ale chodzi tu o twoją rodzinę. Musisz jej bronić!’ Obie strony mówią ci coś, co jest ważne. Obie strony powołują się nawet na Pismo Święte, tylko innymi słowami. I musisz wybrać. Trochę stoisz pomiędzy dwoma elementami. Między sercem a rozumem.
Otóż nie musisz. To jest fałszywa alternatywa i dziś ją rozbiorę na części.
◊
Czy Biblia każe przyjmować migrantów?
[Ogromny postęp w WordPress: nie potrafię już skasować drugiego egzemplarza filmiku… md]
Państwo terrorystyczne – okupant ziem należących do Palestyńczyków – od początku swojego istnienia stopniowo wprowadzało politykę przesiedlania wszystkich Palestyńczyków z ich własnej ojczyzny do Europy. Front wojny emigracyjnej jest ważnym elementem w strategicznym projekcie mitycznego wielkiego Izraela.
W pierwszej połowie lat 60. [izraelskie] Ministerstwo Spraw Zagranicznych kontynuowało analizę planów wspierania emigracji arabskich uchodźców z Bliskiego Wschodu do Europy, zwłaszcza do Francji i Niemiec. Jedną z rozważanych opcji było znalezienie dla nich pracy w Niemczech, które wówczas pilnie potrzebowały rąk do pracy. W 1962 roku izraelscy urzędnicy badali możliwość znalezienia zatrudnienia dla palestyńskich uchodźców-robotników w Niemczech, Austrii i Szwajcarii. Wstępne kontrole przeprowadzone w ramach tego planu, znanego jako „Operacja Robotnik”, oraz związana z tym korespondencja były objęte całkowitą tajemnicą.
Haaretz, 19 grudnia 2013 r.
31.07.2026 r. Co najmniej 34 migrantów zginęło, próbując dotrzeć do Ceuty, a w ciągu ostatnich 24 godzin około 60 000 osób przedostało się z Maroka dzięki izraelskiej pomocy, do tej hiszpańskiej enklawy. Źródło.
Dwa lata temu amerykański bloger Mike Peinovich opublikował na substack.com artykuł, z którego pochodzi powyższy cytat:Jak Izrael stworzył kryzys uchodźczy w Europie?Źródło.Artykuł stanowi udokumentowaną analizę izraelskiej strategii „ostatecznego rozwiązania” problemu Palestyńczyków. Jest ona elementem większego planu globalistów służącego zniszczeniu podstaw państw narodowych na świecie.
Takie konflikty jak wojna z Iranem, doprowadzą jedynie do wzrostu nieszczęścia i napływu uchodźców do Europy, gdzie izraelskie i żydowskie organizacje pozarządowe będą czekać, by ich przyjąć, posługując się językiem humanitaryzmu, by zamienić Zachód w wysypisko dla osób wysiedlonych w wyniku izraelskich wojen.
W planach jest DRUGA INWAZJA na Ceutę, traktując ją jako „ostatnią szansę” na przedostanie się do Europy. Film z polską ścieżką dźwiękową.
Podczas gdy nieprzejednany sojusznik USA realizuje politykę emigracji jako karę dla Hiszpanii za jej sprzeciw wobec ludobójstwa w Gazie, amerykański prezydent – zwolennik twardej ręki (a chyba raczej nogi z kopniakiem) wobec nielegalnych migrantów, prowadzi niezwykle burzliwe negocjacje, mające doprowadzić do pokoju na Bliskim Wschodzie.
Trójstronne rozmowy pokojowe na Bliskim Wschodzie. Uczestniczą w nich: Trump — imperialista, Trump — mediator oraz Trump — biznesmen.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Świat z przerażeniem i grozą obserwował żydowskie bombardowania niewinnych cywilów w Palestynie od 7 października. W chwili pisania tego tekstu co najmniej 35 000 Palestyńczyków zostało zamordowanych, 80 000 rannych, a prawie wszyscy z około 2 milionów mieszkańców Strefy Gazy zostali przesiedleni i zmuszeni do wygnania w wyniku systematycznego niszczenia ich domów przez Żydów. Żydowscy urzędnicy w Izraelu otwarcie domagają się zabicia lub wydalenia całej ludności i wywierają presję na państwa arabskie, Stany Zjednoczone i Europę, aby przyjęły Palestyńczyków, których celowo uczyniły uchodźcami.
To nie pierwszy kryzys uchodźczy wywołany przez Izrael. Od powstania państwa żydowskiego w 1948 roku Bliski Wschód jest nękany niestabilnością, wojną, terroryzmem, przemocą wyznaniową i kryzysami uchodźczymi – wszystko to jest bezpośrednią konsekwencją polityki żydowskiej, często realizowanej przez Stany Zjednoczone jako pełnomocnika Izraela. Zabicie lub wydalenie wszystkich Palestyńczyków jest długoterminowym celem państwa izraelskiego, niezależnie od tego, czy rządzą Partia Pracy czy Likud, liberałowie czy konserwatyści, osoby świeckie czy religijne. W związku z tym przesiedlanie uchodźców niezmiennie odgrywa znaczącą rolę w polityce Izraela, a żydowscy syjoniści na Zachodzie utworzyli lub wspierali rozległą sieć prowadzonych przez Żydów organizacji pozarządowych i agencji zajmujących się przesiedleniami.
Artykuł w izraelskiej gazecie „Haaretz” z 2013 r. ujawnił tajne dokumenty archiwalne, z których wynikało, że Żydzi syjonistyczni od samego początku uważali Europę za preferowany cel dla wypędzanych Arabów.
W pierwszej połowie lat 60. Departament Stanu kontynuował analizę planów wspierania emigracji arabskich uchodźców z Bliskiego Wschodu do Europy, zwłaszcza do Francji i Niemiec. Jedną z rozważanych opcji było zapewnienie im pracy w Niemczech, gdzie w tamtym czasie pilnie potrzebowano pracowników. W 1962 roku izraelscy urzędnicy badali możliwość zatrudnienia palestyńskich uchodźców w Niemczech, Austrii i Szwajcarii. Wstępne dochodzenia w sprawie tego planu, nazwane „Operacją Robotnik”, oraz związana z nim korespondencja były objęte ścisłą tajemnicą.
Haaretz, 19 grudnia 2013 r.
Plan ten ostatecznie odłożono na półkę, ponieważ ówczesna premier Izraela Golda Meir obawiała się, że może on wywołać gwałtowny sprzeciw ze strony ludności niemieckiej. W latach 60. Izrael był znacznie mniej potężny i bezpieczny niż obecnie, dlatego tak śmiałe plany musiały zostać odłożone na czas nieokreślony. Dowodzi to jednak, że od samego początku Żydzi w Izraelu zamierzali narzucić Arabom Europę w ramach rasistowskiej zemsty.
Rozwój populacji zawsze był centralnym punktem polityki Izraela, a żydowskie wpływy na rządy zachodnie były wykorzystywane do zapewnienia, że Żydzi pozostaną demograficzną większością na podbitych terytoriach. Meier wykorzystał żydowskie wpływy w Waszyngtonie, aby udaremnić plan promowany przez prezydenta Kennedy’ego w 1961 roku, który miał zapewnić przesiedlenie do Izraela 1,1 miliona palestyńskich uchodźców wysiedlonych w wyniku wojny w 1948 roku.
Pod koniec 1961 roku, z inicjatywy prezydenta Kennedy’ego, dr Joseph Johnson został mianowany przez Fundację Carnegie specjalnym wysłannikiem, którego zadaniem było zajęcie się tym problemem i współpraca ze stronami konfliktu w celu znalezienia rozwiązania. Jego plan – rozesłanie kwestionariuszy palestyńskim uchodźcom i, biorąc pod uwagę względy bezpieczeństwa, umożliwienie powrotu do Izraela tym, którzy chcieliby go przyjąć – wywołał głęboki niepokój w Jerozolimie.
Meir, przerażona tym pomysłem, wykorzystała wszelkie swoje wpływy w Waszyngtonie, aby doprowadzić do szybkiego zatuszowania planu.
Haaretz, 19 grudnia 2013 r.
„Czysta przerwa”
Cała historia konfliktu arabsko-izraelskiego przekroczyłaby zakres tego artykułu, ale korzenie obecnego kryzysu uchodźczego sięgają 1996 roku, kiedy to oficjalnie rozpoczął się tzw. ruch „neokonserwatywny” wraz z publikacją niesławnej notatki „Czysty przełom: Nowa strategia zabezpieczenia królestwa” autorstwa kilku żydowskich analityków polityki zagranicznej z Izraelskiego Instytutu Zaawansowanych Studiów Strategicznych i Politycznych w Waszyngtonie. Wśród autorów byli znany żydowski podżegacz wojenny Richard Perle i David Wurmser, który później pełnił funkcję doradcy wiceprezydenta Dicka Cheneya ds. polityki bliskowschodniej za prezydentury George’a W. Busha.
W memorandum „Clean Break” zalecono Izraelowi porzucenie dotychczasowej strategii polegającej wyłącznie na Stanach Zjednoczonych w zakresie obronnej pomocy wojskowej i wsparcia dyplomatycznego, a zamiast tego rozpoczęcie agresywnej wojny przeciwko całemu światu arabskiemu i Iranowi, wykorzystując armię amerykańską jako armię zastępczą. W szczególności zalecono wyeliminowanie Iraku i Syrii.
Izrael może kształtować swoje otoczenie strategiczne we współpracy z Turcją i Jordanią, osłabiając, powstrzymując, a nawet odpychając Syrię. Działania te mogą koncentrować się na odsunięciu Saddama Husajna od władzy w Iraku – co samo w sobie jest ważnym celem strategicznym Izraela – aby pokrzyżować regionalne ambicje Syrii.
„Czysta przerwa”: Nowa strategia zabezpieczenia imperium
Rok później, w 1997 roku, żydowscy syjonistyczni „intelektualiści” William Kristol i Robert Kagan założyli niesławny obecnie „Projekt Nowego Amerykańskiego Stulecia” (PNAC), który rekomendował masową rozbudowę sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych w celu egzekwowania „demokracji” na całym świecie. Spośród 25 sygnatariuszy deklaracji założycielskiej PNAC, 15 było Żydami, a dziesięciu służyło w administracji George’a W. Busha, w tym zastępca sekretarza obrony Paul Wolfowitz. Richard Perle był również przewodniczącym PNAC.
PNAC koncentrował się na „zmianie reżimu” w Iraku, choć przyznał, że trudno byłoby to przekonać Amerykanów bez „katastrofalnego i przełomowego wydarzenia – takiego jak nowy Pearl Harbor”. Wydarzenie to miało miejsce 11 września, a Stany Zjednoczone dokonały inwazji na Afganistan w 2001 roku i na Irak w 2003 roku – na żądanie żydowsko-syjonistycznych podżegaczy wojennych z administracji Busha.
Niekończąca się wojna
Według wywiadu z emerytowanym generałem Wesleyem Clarkiem z 2006 roku, decyzja o inwazji na Irak zapadła dwa tygodnie po 11 września, a istniały jeszcze ambitniejsze plany podboju „siedmiu krajów w ciągu pięciu lat”. Clark podchwycił popularne teorie spiskowe, twierdząc, że strategia ta jest w jakiś sposób powiązana z ropą naftową. Nie wspomniał jednak, że opisany przez niego plan został już przedstawiony w memorandum „Clean Break” oraz dokumentach strategicznych PNAC, autorstwa różnych żydowskich syjonistów z administracji Busha, w których bezpieczeństwo Izraela zostało wyraźnie postawione ponad kwestie ropy naftowej. W rzeczywistości polityka naftowa była postrzegana przede wszystkim jako przeszkoda dla interesów Izraela, ponieważ ropa zapewnia strategiczne wpływy krajom arabskim i Iranowi.
Kwestia ropy naftowej zawsze była wykorzystywana do odwracania uwagi Amerykanów od prawdziwych powodów pozornie szalonej polityki ich administracji wobec Bliskiego Wschodu. Gdyby Stany Zjednoczone chciały jedynie bezpiecznego dostępu do ropy, ostatnią rzeczą, jaką by zrobiły, byłoby wszczynanie wojen, obalanie rządów i powodowanie znaczących zakłóceń na światowych rynkach ropy. Ropa naftowa jest często cytowana jako motyw długotrwałej polityki USA, polegającej na wspieraniu barbarzyńskiego reżimu w Arabii Saudyjskiej, co stanowi kpinę z ich deklarowanego zaangażowania w prawa człowieka i demokrację. Jednak w wojnie w Iraku Stany Zjednoczone zademonstrowały gotowość do wyeliminowania głównych producentów ropy naftowej, jeśli zażąda tego Izrael. Długoletnie przyjazne stosunki między Arabią Saudyjską a Izraelem stanowią znacznie lepsze wytłumaczenie postawy USA wobec tego kraju.
W 2011 roku w Syrii i Libii wybuchły wojny domowe, podsycane przez USA na polecenie Izraela. Odrażające hasło „wspierania demokracji” jest od lat wykorzystywane przez USA jako wyświechtany pretekst do zbrojenia i finansowania milicji terrorystycznych w Syrii, mających na celu obalenie prezydenta Syrii Baszara al-Asada, pod pretekstem walki z organizacją terrorystyczną „Państwo Islamskie w Iraku i Syrii” (ISIS).
E -mail z 2012 roku, opublikowany przez WikiLeaks, wysłany przez Jake’a Sullivana, obecnego doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego w administracji Bidena, do ówczesnej sekretarz stanu Hillary Clinton, jasno określił stanowisko USA wobec islamistycznych ugrupowań terrorystycznych. Sullivan złożył zdumiewające oświadczenie, że Al-Kaida, którą Stany Zjednoczone oskarżają o odpowiedzialność za ataki z 11 września, w których zginęło 3000 Amerykanów, „jest po naszej stronie w Syrii ”.
„Ostatni punkt”, o którym wspomina Sullivan, odnosi się do raportu Reutersa, w którym stwierdzono:
AL-ZAWAHIRI WZYWA MUZUŁMANÓW DO WSPARCIA OPOZYCJI
W opublikowanym w internecie nagraniu wideo przywódca Al-Kaidy Al-Zawahiri wezwał muzułmanów w Turcji i na Bliskim Wschodzie do wsparcia rebeliantów w walce ze zwolennikami prezydenta Syrii Asada. Al-Zawahiri zaapelował również do narodu syryjskiego, aby nie polegał na pomocy ze strony Al-Kaidy, Turcji ani Stanów Zjednoczonych.
Niejawny e-mail Jake’a Sullivana do Hillary Clinton, 12 lutego 2012 r.
E-mail Sullivana demaskuje jako kłamstwa wszystkie publiczne oświadczenia Waszyngtonu, w których twierdzono, że celem interwencji w Syrii jest walka z radykalnymi sunnickimi ugrupowaniami terrorystycznymi. Fakt, że należące do Żydów amerykańskie media całkowicie zignorowały to przełomowe odkrycie, dowodzi ich stronniczości i korupcji.
Przez lata Stany Zjednoczone przeprowadziły również liczne naloty na Syrię, głównie w momentach, gdy reżim Asada był o krok od wygrania decydującej bitwy i odzyskania części należnego mu terytorium. Ciągła obecność amerykańskich wojsk i najemników w Syrii, a także finansowanie islamistycznych ugrupowań rebelianckich i sporadyczne naloty, mają na celu uniemożliwienie Assadowi odzyskania kraju. Gdyby Stany Zjednoczone naprawdę chciały pokonać ISIS, oczywistą strategią byłoby pozostawienie Asada w spokoju, aby mógł on zmiażdżyć ISIS z pomocą Rosji i Iranu. Taka polityka miałaby również tę zaletę, że cieszyłaby się popularnością wśród obywateli amerykańskich – fakt, który prezydent Trump cynicznie wykorzystał, aby wygrać wybory w 2016 roku.
Izrael ze swojej strony zapewnił pomoc medyczną Państwu Islamskiemu i innym terrorystom walczącym z Assadem, a w 2019 r. izraelski wojskowy Gadi Eisenkot publicznie przyznał, że Izrael posiadał uzbrojonych terrorystów z Państwa Islamskiego i wypłacał im miesięczne pensje.
W 2011 roku prezydent Libii, pułkownik Muammar Kaddafi, został zamordowany przez terrorystów wspieranych przez USA po ośmiomiesięcznej wojnie domowej. Fakt, że Stany Zjednoczone stały za tym zamachem, jest powszechnie znany i niepodważalny. W 2011 roku, pełniąc funkcję sekretarza stanu, Hillary Clinton otwarcie świętowała zabójstwo Kaddafiego podczas wywiadu telewizyjnego, wykrzykując z psychotyczną radością: „Przybyliśmy. Zobaczyliśmy. Umarł”.
Kaddafi zdał sobie sprawę, że Izrael stoi za zachodnią agresją na jego kraj i próbował ratować siebie i swój rząd, omijając Stany Zjednoczone i zwracając się bezpośrednio do Izraela i wpływowych amerykańskich Żydów. Według izraelskich źródeł, w 2011 roku próbował bronić swojej sprawy przed Izraelem i izraelskim lobby, które kontroluje amerykańską politykę zagraniczną.
…gdy reżim libijski stał na skraju upadku – z powodu powstania i konsekwencji sankcji ONZ dotyczących Lockerbie, które weszły w życie w 1992 r. – dodała: „Kaddafi desperacko podejmował nadzwyczajne próby nawiązania kontaktu z lobby żydowskim w USA, a także z Izraelem”.
The Jerusalem Post, 17 kwietnia 2016 r.
Podczas gdy media w USA, zarządzane przez Żydów, koncentrowały się wyłącznie na rzekomych „naruszeniach praw człowieka” przez Kaddafiego jako przyczynie jego odsunięcia od władzy, izraelscy stratedzy okazali się bardziej uczciwi i realistyczni. W artykule z 2016 roku dr Rafael Olek, analityk strategiczny z Centrum Studiów Strategicznych Begina Sadata w Izraelu, potwierdził zaangażowanie Izraela w realizację długoterminowego celu strategicznego, jakim jest eliminacja wszystkich rządów opozycyjnych – niezależnie od kosztów ludzkich.
W kontekście globalnym kwestia Libii budzi szereg obaw. Po pierwsze, pojawiają się wątpliwości co do faktycznej zdolności do egzekwowania reżimów nierozprzestrzeniania broni jądrowej wobec państw zbójeckich. Po drugie, pojawia się pytanie: czy lepiej zaakceptować stabilne reżimy tyranów takich jak Kaddafi i Saddam Husajn, Assad i reżim ajatollahów w Iranie, czy też należy obalić tych tyranów – pomimo wynikającego z tego rozpadu ich państw, któremu towarzyszy poważna przemoc? Choć możemy żałować sytuacji w Syrii i Iraku, druga opcja wydaje się lepsza, przynajmniej z perspektywy Izraela – łatwiej ją opanować, a sytuacja może się ostatecznie ustabilizować.
Obrona Izraela, 3 września 2016 r.
Pomimo cierpienia i śmierci, jakie izraelska strategia „zmiany reżimu” spowodowała na całym Bliskim Wschodzie, Izrael nie widzi powodu, by porzucić tę politykę. I dlaczego miałby to zrobić? Sam Izrael zachował zadziwiająco duże bezpieczeństwo pośród chaosu, a nawet zwiększył swoją władzę i poprawił swoją pozycję dyplomatyczną.
Kryzys uchodźczy
Wojny i interwencje Izraela na Bliskim Wschodzie, prowadzone za pośrednictwem jego pełnomocnika, Stanów Zjednoczonych, były bezpośrednią przyczyną kryzysu uchodźczego w Europie, który zaostrzył się w 2015 roku i doprowadził do przemocy, terroryzmu, gwałtów i opresji politycznej wobec rdzennych Europejczyków. Dwoma głównymi drogami wjazdu uchodźców i migrantów do Europy są Grecja i Włochy.
Zaaranżowane przez USA i Izrael obalenie Kadafiego w 2011 roku otworzyło główny szlak napływu uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki do Europy. Według „Washington Post”, w latach 2014–2017 400 000 migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki napłynęło z Libii do Włoch w wyniku upadku Kadafiego.
Od upadku reżimu Muammara al-Kaddafiego w Libii liczba migrantów przekraczających Morze Śródziemne gwałtownie wzrosła, ponieważ ludzie wykorzystują próżnię władzy, aby wyruszyć z północnego wybrzeża kraju. Sieć handlarzy ludźmi, ułatwiających ten handel, rozprzestrzeniła się z północnego krańca Afryki Północnej do krajów takich jak Niger i Sudan. Dane kontaktowe handlarzy są rozpowszechniane w głównych miastach Afryki za pośrednictwem Facebooka i WhatsApp. Od 2014 roku ponad 400 000 migrantów i uchodźców przekroczyło Morze Śródziemne z Libii do Włoch.
Washington Post, 31 sierpnia 2017 r.
Stanowiło to odwrócenie dotychczasowej, udanej współpracy między Kaddafim a Europą, której celem było uniemożliwienie migrantom dotarcia do europejskich wybrzeży. W 2004 roku Kaddafi zaczął oferować kontrolę napływu uchodźców jako zachętę do zawierania porozumień normalizacyjnych z państwami europejskimi. W 2010 roku proroczo ogłosił, że bez jego pomocy Europa stanie się „czarna”.
Już w 2004 roku Kaddafi zaczął zawierać porozumienia z poszczególnymi państwami europejskimi w celu powstrzymania napływu migrantów. W sierpniu 2010 roku odwiedził w Rzymie swojego przyjaciela Silvio Berlusconiego, ówczesnego premiera Włoch, i oświadczył, że Europa „pociemnieje” bez jego pomocy.
„Jutro Europa może już nie być europejska, a nawet czarna, bo miliony chcą się tu dostać” – powiedział Kaddafi. „Jak biali i chrześcijańscy Europejczycy zareagują na ten napływ głodujących i niewykształconych Afrykanów… Nie wiemy, czy Europa pozostanie postępowym i zjednoczonym kontynentem, czy też zostanie zniszczona, jak to miało miejsce podczas barbarzyńskich inwazji”.
Christian Science Monitor, 21 kwietnia 2015 r.
Porozumienia te okazały się sukcesem. Dzięki pomocy Kaddafiego napływ migrantów i uchodźców do Włoch został drastycznie ograniczony w 2009 roku.
W czerwcu 2009 roku podpisał z Włochami „umowę o przyjaźni”, która przewidywała wspólne patrole morskie przeciwko migrantom i obejmowała bezwarunkowe przekazanie Libii przez Włochy migrantów przechwyconych w drodze do Europy. Liczba Afrykanów zatrzymanych podczas próby nielegalnego wjazdu do Włoch spadła w tym roku o ponad 75%.
Christian Science Monitor, 21 kwietnia 2015 r.
To korzystne dla obu stron porozumienie między Włochami i Libią zostało udaremnione przez Izrael i USA, co sprawiło, że w 2015 r. spełniła się ponura prognoza Kadafiego.
W ostatnich latach włoski rząd podejmował próby wznowienia porozumień z Libią w celu powstrzymania napływu migrantów. Jednak próby te napotykały na przeszkody prawne. W 2017 roku brytyjska organizacja pozarządowa Global Legal Action Network (GLAN) wniosła pozew przeciwko Włochom do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, zarzucając im naruszenia praw człowieka. Doradcą prawnym GLAN jest Itammar Mann, żydowsko-izraelski profesor prawa, który wykłada prawo dotyczące uchodźców w Hajfie w Izraelu.
Na całym świecie jest około 6,6 miliona uchodźców z powodu wojny domowej w Syrii, z czego milion przebywa w Europie. Szczytowy napływ uchodźców do Europy przypadł na lata 2015–2017, kiedy to około 900 000 Syryjczyków przybyło do kraju, głównie przez Grecję. Przesiedlenia ludności syryjskiej służą strategicznemu celowi Izraela, polegającemu na pozbawieniu reżimu Asada kapitału ludzkiego i potencjalnych rekrutów do armii. Według Pew Research, nieproporcjonalnie dużą liczbę uchodźców w Europie stanowią mężczyźni w wieku poborowym.
Pracownicy IsraAID pomagają w sprowadzeniu łodzi z migrantami na brzeg w Grecji.
Izrael i zachodnie organizacje pozarządowe kierowane przez Żydów odgrywają główną rolę w organizacji migracji i przesiedleń uchodźców syryjskich, irańskich, irackich i afgańskich w Europie. Wszystkie cztery kraje zostały zdestabilizowane przez wojny i sankcje nałożone przez Izrael i Stany Zjednoczone. IsraAID, izraelska organizacja niosąca pomoc uchodźcom, prowadzi ośrodki dla uchodźców na greckiej wyspie Lesbos od 2015 roku.
Greckie ośrodki pomocy uchodźcom prowadzone są głównie przez Izraelczyków; na Lesbos znajduje się izraelska szkoła dla uchodźców z Syrii, Iranu, Iraku i Afganistanu; wszystko to jest częścią wspólnego planu mającego na celu nowe spojrzenie na koncepcję „Tikkun Olam” i żydowskiego wolontariatu na całym świecie.
YNet News, 4 marca 2019 r.
Izraelski reporter Liad Osmo zacytował syryjskiego uchodźcę, „H., 20 lat, z Aleppo”, który przybył na Lesbos w 2019 roku.
„Przez całe moje życie, przez całe dzieciństwo w syryjskich szkołach, uczono mnie, że Izraelczycy są wrogiem. Pierwszą rzeczą, jaką widzę, zbliżając się do greckiego wybrzeża, jest Gwiazda Dawida na koszulkach Izraelczyków, którzy wyciągają do mnie ręce i powalają mnie na ziemię”.
H., 20 lat, z Aleppo
Osmo dodaje, że program przesiedleń dla uchodźców w krajach zachodnich jest realizowany na całym świecie i angażuje kilka innych organizacji żydowskich. Jest to możliwe dzięki inwestycji Państwa Izrael w wysokości 66 milionów dolarów.
Ideę pracy na rzecz lepszego świata podjęła obecnie duża organizacja żydowska we współpracy z Państwem Izrael…
Agencja Żydowska współpracuje obecnie z organizacją Mosaic United nad projektem, który ma znacząco zwiększyć liczbę młodych Żydów zaangażowanych w życie lokalnych społeczności. Dla amerykańskich Żydów jest to znane jako „Tikkun Olam” – uzdrowienie świata. Ta żydowska koncepcja stała się centralnym dogmatem wśród potomków żydowskich imigrantów w Stanach Zjednoczonych w czwartym pokoleniu.
Projekty realizowane są na całym świecie – od Portoryko i Grecji po Nepal, Meksyk, Indie i Etiopię – przez organizacje takie jak IsraAID, Project TEN, Tevel B’Tzedek i inne…
„W większości przypadków jedyną rzeczą, która skłania żydowskich studentów na całym świecie do myślenia o swojej żydowskiej tożsamości, jest demonstracja BDS (antyizraelskiego ruchu na rzecz bojkotu, wycofania inwestycji i sankcji) na kampusie lub incydent antysemicki gdzieś na świecie” – mówi rabin Benji Levy, dyrektor wykonawczy Mosaic United. „Takie incydenty oddalają ich od pragnienia bycia Żydem lub poczucia więzi z Izraelem”.
Levy wyjaśnia, że projekt został przejęty przez rząd Izraela kilka lat temu pod auspicjami Ministerstwa ds. Diaspory. „Rząd zainwestuje 66 milionów dolarów, co stanowi jedną trzecią budżetu” – mówi.
YNet News, 4 marca 2019 r.
Rabin Benji Levy wita wrogów Izraela na greckiej wyspie Lesbos.
Niemcy przyjęły znacznie więcej uchodźców z konfliktów żydowskich niż jakikolwiek inny kraj europejski. Wbrew woli narodu niemieckiego, Angela Merkel obiecała w 2015 roku, że będzie przyjmować 500 000 uchodźców rocznie. Wpływ Izraela jest również zauważalny w Niemczech, gdzie izraelskie organizacje pozarządowe oferują kursy języka arabskiego i możliwości pracy osobom mówiącym po arabsku.
W 2018 roku Merkel przyznała IsraAID nagrodę za działania na rzecz integracji osób arabskojęzycznych w Niemczech. Na swojej stronie internetowej IsraAID chwali się rozbudowanymi programami, które wdrożyła w Niemczech, aby ułatwić integrację uchodźców, całkowicie pomijając jednak kwestię odpowiedzialności państwa żydowskiego za sam kryzys.
IsraAID działa w Niemczech od 2015 roku, kiedy to do kraju przybył milion osób ubiegających się o azyl i uchodźców, z których większość uciekała przed koszmarem wojny domowej w Syrii i zagrożeniem ze strony ISIS w Iraku i Syrii. Programy IsraAID w Niemczech obejmują grupy wsparcia dla młodych uchodźców, psychospołeczne wsparcie w zakresie traumy dla dzieci z wykorzystaniem terapii ekspresyjnych oraz specjalistyczny program wsparcia dla ocalałych z ludobójstwa jazydów. Zespół IsraAID w Niemczech to wielokulturowa mozaika psychologów, pracowników socjalnych, arteterapeutów i pedagogów mówiących po arabsku, hebrajsku, niemiecku i angielsku. Wykorzystują oni swoje międzynarodowe doświadczenie i podejście międzykulturowe, aby promować zrównoważony dobrostan i integrację uchodźców w Niemczech.
…Globalne działania IsraAID obejmują zrównoważone programy mające na celu budowanie odporności, zapewnienie edukacji, zwalczanie przemocy ze względu na płeć, promowanie ochrony dzieci, poprawę warunków sanitarnych i tworzenie źródeł utrzymania. Od szczytu kryzysu uchodźczego w Syrii w 2015 roku IsraAID zapewnił wsparcie medyczne, psychospołeczne i edukacyjne ponad 100 000 uchodźców w samej Grecji i Niemczech.
Wielu uchodźców uciekających przed wojną i prześladowaniami w Afganistanie, Iranie, Iraku i Syrii, szukających schronienia w krajach takich jak Niemcy, dociera do Europy przez Grecję. Na Lesbos, greckiej wyspie, gdzie wielu uchodźców przybywa po wyczerpującej podróży morskiej z Turcji, IsraAID zapewnia opiekę medyczną nowoprzybyłym na wybrzeżu i prowadzi „Szkołę Pokoju” – jedyną instytucję oferującą naukę w językach ojczystych uczniów: arabskim, francuskim (kongijskim), perskim i kurdyjskim, z której korzysta ponad 200 uczniów tygodniowo.
Dzięki naszej współpracy z IsraAID dostrzegliśmy siłę i potencjał uchodźców, z którymi pracujemy, piszących nową historię dla siebie i swoich społeczności. To historia nauki nowych języków i adaptacji do nowego środowiska. Oto 500 osób – muzułmanów i chrześcijan mówiących po arabsku, kurdyjsku, persku i francusku – świętujących Eid al-Fitr w greckiej szkole prowadzonej przez izraelską organizację humanitarną.
IsraAID, 2018
Izrael zasypuje nas humanitarną retoryką o zorganizowaniu w Europie obchodów Eid al-Fitr dla muzułmanów uciekających przed wojnami syjonistycznymi, jednak takie obchody są w Izraelu zupełnie nie do pomyślenia. W 2021 roku Siły Obronne Izraela (IDF) spędziły Eid al-Fitr bombardując palestyńskich cywilów w Strefie Gazy. Dzień wcześniej sfilmowano fanatycznych Żydów w Jerozolimie, tańczących, przekonanych, że jeden z najświętszych meczetów islamu płonie.
Wszelkie obawy wyrażane przez Żydów dotyczące napływu cudzoziemców do Europy koncentrują się wyłącznie na potencjalnym negatywnym wpływie na Żydów europejskich. Z perspektywy żydowskiej negatywny wpływ na rdzennych Europejczyków jest rozpatrywany wyłącznie w kontekście ryzyka wzniecenia oporu nacjonalistycznego.
W artykule z 2015 r. dla liberalnego Brookings Institution Daniel Byman, profesor cywilizacji żydowskiej na Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie, stwierdził, że rozwiązaniem tego problemu jest długoterminowa integracja populacji uchodźców w Europie.
Jeśli uchodźcy będą postrzegani bardziej jako krótkotrwały problem humanitarny niż długoterminowe wyzwanie integracyjne, problem ten prawdopodobnie się pogłębi. Radykałowie będą wśród tych, którzy zaoferują uchodźcom wsparcie religijne, edukacyjne i socjalne – tworząc w ten sposób problem, którego wcześniej nie było. W rzeczywistości uchodźcy potrzebują kompleksowego i długoterminowego pakietu środków, obejmującego nie tylko natychmiastową pomoc humanitarną, ale także prawa polityczne, dostęp do edukacji i wsparcie ekonomiczne, zwłaszcza gdy są przyjmowani w dużych ilościach. Jeśli nie uda się ich zintegrować z lokalnymi społecznościami, istnieje ryzyko, że napięcia między społecznościami muzułmańskimi i niemuzułmańskimi w Europie będą się utrzymywać, a nawet nasilać.
Daniel Byman, 2015
Napływ uchodźców i migrantów do Europy spowolnił po 2018 roku, a kilka krajów europejskich uparcie twierdziło, że nie może już przyjmować kolejnych osób. Priorytetem stało się przesunięcie akcentów z ułatwiania wjazdu nowo przybyłym na zapewnienie stałego pobytu tym, którzy już przybyli do Europy. W 2020 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że mężczyźni uchylający się od służby wojskowej w Syrii muszą otrzymać azyl i nie mogą być deportowani z powrotem do Syrii. Orzeczenie to przynosi korzyści jedynie Izraelowi, a szkodzi Europejczykom, którzy chcą pozbyć się młodych uchodźców i związanych z nimi problemów, takich jak przemoc, gwałty i niepokoje społeczne. W latach 2022 i 2023 liczba przybyszów ponownie wzrosła.
Po 7 października: Otwarta polityka ludobójstwa i czystek etnicznych
Od ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku żydowscy urzędnicy wielokrotnie i otwarcie wzywali do zabicia lub wydalenia całej ludności Strefy Gazy – około 2 milionów ludzi. Jednocześnie nasilili presję na państwa zachodnie i arabskie, aby dobrowolnie zgodziły się na przyjęcie wszystkich Palestyńczyków – posunięcie mające na celu ostateczne zakończenie życia Palestyńczyków w Strefie Gazy.
Strategia Żydów jest oczywista dla każdego, kto zechce się temu przyjrzeć. Masowe ataki terrorystyczne na ludność cywilną, systematyczne niszczenie domów i celowe ataki na całą infrastrukturę humanitarną, taką jak szpitale, mają na celu uniemożliwienie życia w Strefie Gazy. Izrael nie walczy z Hamasem. Próbuje wymordować lub wypędzić całą ludność arabską.
W chwili pisania tego tekstu 1,8 miliona Palestyńczyków uciekających przed żydowskimi zamachami bombowymi zgromadziło się w południowym mieście Rafah, na granicy z Egiptem. Izrael planuje zakrojoną na szeroką skalę inwazję na to miasto, aby zmusić ich do ucieczki do Egiptu. Jak dotąd Żydzi zostali powstrzymani w tej próbie przez zaciekły opór bojowników Hamasu, protesty na całym świecie, presję polityczną i odmowę Egiptu na przyjęcie dużej liczby Palestyńczyków, ale nie porzucili tego planu.
Rządy Stanów Zjednoczonych i Europy chętnie wspierały Żydów w ich kampanii czystek etnicznych pod przykrywką humanitaryzmu. 30 kwietnia stacja CBS News poinformowała o uzyskaniu wewnętrznych dokumentów administracji Bidena, szczegółowo opisujących rozmowy między kilkoma agencjami federalnymi na temat stałego przesiedlenia uchodźców ze Strefy Gazy do Stanów Zjednoczonych.
Jak wynika z dokumentów, wysocy rangą urzędnicy kilku amerykańskich agencji federalnych omawiali w ostatnich tygodniach wykonalność różnych opcji relokacji Palestyńczyków ze Strefy Gazy, których najbliżsi członkowie rodziny są obywatelami USA lub stałymi rezydentami.
Zgodnie z dokumentami planistycznymi między-agencyjnymi, jedna z propozycji przewiduje wykorzystanie istniejącego od dziesięcioleci amerykańskiego programu przesiedleń uchodźców do przyjmowania Palestyńczyków mających powiązania z USA, którym udało się uciec ze Strefy Gazy do sąsiedniego Egiptu.
Z dokumentów wynika również, że wysocy rangą urzędnicy amerykańscy rozważali ewakuację większej liczby Palestyńczyków ze Strefy Gazy i uznanie ich za uchodźców, pod warunkiem, że mają amerykańskich krewnych. Plany te wymagałyby koordynacji z Egiptem, który jak dotąd odmawia przyjęcia dużej liczby osób z Gazy.
CBS News, 30 kwietnia 2024 r.
Żydowscy syjoniści stanowią większość członków gabinetu administracji Bidena odpowiedzialnych za politykę zagraniczną i bezpieczeństwo narodowe, na czele z żydowskim sekretarzem stanu Anthonym Blinkenem. Ustalono, że wśród „wysokich rangą urzędników amerykańskich” wymienionych przez CBS News znajdują się Żydzi motywowani lojalnością etniczną wobec Izraela. Blinken otwarcie potwierdził swoją lojalność wobec Izraela w przemówieniu wygłoszonym w Izraelu 12 października 2023 roku.
Jestem w Izraelu w tym niezwykle trudnym czasie dla tego narodu i dla całego świata. Jako minister spraw zagranicznych, Żyd, mąż i ojciec, z własnego doświadczenia rozumiem niszczycielskie skutki masakr dokonanych przez Hamas.
Anthony Blinken, 12 października 2023 r
Według doniesień „The Guardian” Wielka Brytania zaczęła opracowywać plany przyjęcia osób ze Strefy Gazy już 22 października 2023 r.
Koalicja organizacji i grup pomocowych opracowała plan przedstawiający, w jaki sposób Wielka Brytania mogłaby zapewnić schronienie tysiącom Palestyńczyków ze Strefy Gazy.
Organizacje takie jak Refugee Council, Safe Passage International, Doctors of the World, Helen Bamber Foundation i City of Sanctuary wyraziły obawy, że konflikt może zaostrzyć kryzys uchodźców palestyńskich.
The Guardian, 22 października 2023 r.
Plany przesiedleń zostały przedstawione przez Radę ds. Uchodźców w dokumencie stanowiska, który poparły inne organizacje. Dyrektorem wykonawczym Rady ds. Uchodźców jest Żyd o nazwisku Enver Solomon, który pilnie zaapelował do Wielkiej Brytanii o przyjęcie osób ze Strefy Gazy, nie krytykując przy tym izraelskich bombardowań terrorystycznych ani wsparcia udzielanego im przez Wielką Brytanię.
„Im bardziej eskaluje konflikt, tym więcej palestyńskich mężczyzn, kobiet i dzieci zostaje przesiedlonych i narażonych na poważne niebezpieczeństwo… Ludzie, którzy nie są bezpieczni w swoich domach, potrzebują dostępu do bezpieczeństwa, a Wielka Brytania musi być gotowa odegrać w tym rolę, wdrażając pakiet natychmiastowych środków w krótkim terminie”.
Enver Solomon
Jeden z planów opracowanych przez Radę ds. Uchodźców został ponownie promowany kilka miesięcy później przez posła Partii Pracy Sama Tarry’ego, który umieścił o nim wpis na portalu X, znanym również jako Twitter.
Today in Parliament I called for the creation of a Palestinian family visa scheme. This should bring Palestinian refugees to safety in the UK through a new safe and legal route, and reunite families desperate for their loved ones to reach safety.
To tylko niewielki wybór spośród różnych planów przesiedleń, promowanych przez rządy zachodnie i organizacje zajmujące się uchodźcami od samego początku konfliktu. Podczas gdy rządy zachodnie i organizacje pozarządowe kryły się za retoryką humanitarną, izraelscy urzędnicy państwowi jasno dali do zrozumienia, że ich strategicznym celem wojennym jest całkowite wydalenie Arabów ze Strefy Gazy i zakończenie palestyńskiego istnienia w Strefie Gazy. Rządy te i organizacje nie kierują się humanitarną chęcią pomocy ofiarom wojny. Kieruje nimi polityka wspierania państwa żydowskiego w jego ludobójczej kampanii, czyniąc się tym samym współwinnymi tej zbrodni. Zamiast pochopnie pomagać Izraelowi w wydalaniu Arabów, rządy zachodnie powinny zerwać wszelkie powiązania finansowe, wojskowe i inne z państwem żydowskim.
Wniosek
Kryzys uchodźczy w Europie obejmuje znacznie szerszy zakres, niż można tu omówić, ale gdziekolwiek spojrzeć, widać ślady Izraela, organizacji żydowskich i aktywistów żydowskich. Jest to widoczne zarówno na poziomie polityki zagranicznej, poprzez nakłanianie Stanów Zjednoczonych do dalszych działań militarnych, jak i na poziomie „humanitarnym”, poprzez wykorzystywanie organizacji pozarządowych do ułatwiania migracji uchodźców i trwałego osiedlania Arabów, Afrykanów i Irańczyków w Europie.
Nacjonaliści w Ameryce i Europie muszą bezpośrednio zmierzyć się z tą rzeczywistością. Musimy przeciwstawić się apelom popleczników i prawicowych organizacji żydowskich, które dążą do wykorzystania anty-islamu, podsycanego kryzysem migracyjnym, aby zmobilizować poparcie dla syjonistycznej agresji wobec narodu syryjskiego, irańskiego i palestyńskiego. Takie konflikty doprowadzą jedynie do pogłębienia nieszczęścia i jeszcze większego napływu uchodźców do Europy, gdzie izraelskie i żydowskie organizacje pozarządowe są gotowe ich przyjąć – posługując się językiem humanitaryzmu, aby przekształcić Zachód w wysypisko dla osób wysiedlonych w wyniku wojen żydowskich.
Milczenie w sprawie konfliktu na Bliskim Wschodzie nie wchodzi w grę. To nie jest po prostu konflikt zagraniczny, który nie ma na nas żadnego wpływu. Konflikt na Bliskim Wschodzie jest bezpośrednio związany z przyszłością Europy i Ameryki. Milczenie jest równoznaczne z popieraniem status quo, które przynosi korzyści tylko Izraelowi.
Zarówno prawa, jak i lewa głowa syjonistycznego węża muszą zostać odcięte. Arabscy i muzułmańscy migranci w Europie i Ameryce muszą powrócić do swoich ojczyzn, gdzie będą mogli żyć w pokoju i bezpieczeństwie, wolni od syjonistycznej agresji. Europejscy i amerykańscy nacjonaliści muszą współpracować, aby zdemontować syjonistyczne struktury władzy w naszych ojczyznach i zbudować sprawiedliwy i pokojowy świat, wolny od wojen żydowskich i przesiedleń ludności.
Powinniśmy być już przyzwyczajeni, że prawie każda polskojęzyczna Instytucja działająca w III RP postępuje na opak czyli działa przeciw polskiej racji stanu.
Tak też się stało 1 czerwca 2026 roku podczas roboczego spotkania Rady KEP ds. Migrantów i Uchodźców, które odbyło się w Warszawie.
Rada „z przykrością odnotowała i jednoznacznie potępiła incydenty, świadczące o narastającej niechęci wobec przebywających w Polsce osób z Ukrainy” – czytamy w komunikacie.
Przypomniano, że obowiązkiem każdego proboszcza jest opieka nad uchodźcami i migrantami, przebywającymi na terenie parafii.
Rada wyraziła także uznanie i wdzięczność wszystkim, którzy angażują się w budowanie międzykulturowych mostów i międzyludzkiej solidarności, opartej na ewangelicznym nauczaniu.
Ślepcy i faryzeusze
Ślepota, a być może nawet i obłuda przejawia się w zamykaniu oczu na wzrost antypolskich nastrojów wśród Ukraińców oraz na realny problem związany z liczbą przestępstw dokonywanych przez intruzów pieszczotliwe nazywanych „uchodźcami”. A wszystko to z bałamutnym odniesieniem do Ewangelii.
Bełkotu o „budowaniu międzykulturowych mostów„ szkoda nawet komentować… chyba, że bardzo krótko: hieny i wilki w polskiej owczarni? To diabelski pomysł.
Kontrowersyjne wypowiedzi miliardera i współwłaściciela Manchesteru United, Sira Jima Ratcliffe’a, wywołały prawdziwą burzę w brytyjskim społeczeństwie. Podczas wywiadu dla Sky News, przeprowadzonego 11 lutego 2026 roku przez redaktora ekonomicznego Eda Conwaya, biznesmen stwierdził wprost, że „Wielka Brytania została skolonizowana przez imigrantów”,czym wywołał falę krytyki ze strony polityków i komentatorów.
Ratcliffe, który oprócz bycia współwłaścicielem słynnego klubu piłkarskiego jest również założycielem i prezesem giganta chemicznego INEOS Group, przedstawił w rozmowie swoje kontrowersyjne poglądy na temat obecnej sytuacji społeczno-ekonomicznej Zjednoczonego Królestwa. Jego zdaniem kraj zmaga się z poważnymi problemami gospodarczymi i społecznymi, które w dużej mierze wynikają z wysokiego poziomu imigracji oraz uzależnienia wielu obywateli od pomocy socjalnej.
„Wielka Brytania została skolonizowana. To kosztuje zbyt wiele pieniędzy. Wielka Brytania została skolonizowana przez imigrantów, nieprawdaż?” – powiedział miliarder w wywiadzie. Jego wypowiedź natychmiast odbiła się szerokim echem w mediach i wywołała ostrą reakcję ze strony wielu środowisk.
Ratcliffe powiązał również poziom imigracji z liczbą osób pobierających zasiłki państwowe. „Nie można mieć gospodarki z 9 milionami ludzi na zasiłkach i ogromnymi falami imigrantów napływających do kraju” – stwierdził. Biznesmen przytoczył również dane demograficzne, twierdząc, że populacja Wielkiej Brytanii wzrosła o 12 milionów osób od 2020 roku – z 58 do 70 milionów mieszkańców.
W trakcie wywiadu Ratcliffe nie oszczędził również obecnego premiera Wielkiej Brytanii, Sira Keira Starmera, którego określił jako „być może zbyt miłego”, by podejmować „trudne” i „niepopularne” działania niezbędne do naprawy sytuacji w kraju. Co więcej, miliarder ujawnił, że niedawno spotkał się z liderem partii Reform UK, Nigelem Faragem, którego opisał jako „inteligentnego człowieka” o „dobrych intencjach”.
Wypowiedzi Ratcliffe’a spotkały się z natychmiastową krytyką ze strony rządu. Premier Starmer określił komentarze biznesmena jako „obraźliwe i błędne”, podkreślając, że imigranci od zawsze wnosili istotny wkład w rozwój brytyjskiego społeczeństwa i gospodarki. Wielu polityków różnych opcji politycznych również potępiło słowa współwłaściciela Manchesteru United, uznając je za szkodliwe i podsycające napięcia społeczne.
Eksperci ds. migracji zwracają uwagę, że dane przytoczone przez Ratcliffe’a są co najmniej dyskusyjne. Oficjalne statystyki nie potwierdzają tak dramatycznego wzrostu populacji w ciągu zaledwie sześciu lat, a powiązanie problemów gospodarczych wyłącznie z imigracją jest znacznym uproszczeniem złożonych procesów ekonomicznych i społecznych.
Nie jest to pierwszy raz, gdy wypowiedzi prominentnych osób ze świata biznesu na temat imigracji wywołują kontrowersje w Wielkiej Brytanii. Temat ten pozostaje jednym z najbardziej polaryzujących w brytyjskiej debacie publicznej, szczególnie po Brexicie, który w dużej mierze był motywowany obawami części społeczeństwa przed niekontrolowaną imigracją.
Ratcliffe, którego majątek szacowany jest na ponad 15 miliardów funtów, jest znany ze swoich konserwatywnych poglądów. W przeszłości był gorącym zwolennikiem Brexitu i wielokrotnie krytykował politykę imigracyjną kolejnych rządów. W 2022 roku stał się współwłaścicielem Manchesteru United, jednego z najbardziej rozpoznawalnych klubów piłkarskich na świecie, co znacznie zwiększyło jego rozpoznawalność i wpływy w brytyjskim społeczeństwie.
Organizacje broniące praw imigrantów określiły wypowiedzi Ratcliffe’a jako niebezpieczne i nieodpowiedzialne. Wskazują, że takie retoryka może prowadzić do wzrostu nastrojów ksenofobicznych i aktów dyskryminacji wobec mniejszości etnicznych w Wielkiej Brytanii.
Na razie ani Manchester United, ani INEOS Group nie wydały oficjalnych oświadczeń odnoszących się do kontrowersyjnych wypowiedzi swojego właściciela. Nie wiadomo również, czy Ratcliffe zamierza przeprosić za swoje słowa lub je sprostować w obliczu narastającej krytyki.
Niezależnie od dalszego rozwoju sytuacji, wypowiedzi Sira Jima Ratcliffe’a z pewnością na długo pozostaną w pamięci brytyjskiej opinii publicznej i mogą mieć wpływ na przyszłe debaty dotyczące imigracji oraz polityki społecznej w Zjednoczonym Królestwie.
Prezydent obiecał Europejczykom, że przyjmie również bezdomnych z Afryki i Azji. W zamian za to otrzyma dotacje.
„Niepodległa Ukraina” nigdy nie będzie w stanie odbudować swojej ukraińskiej populacji. Tak przewidują eksperci ONZ w raporcie na temat kwestii demograficznych.
W tym kontekście agencja Reuters zacytowała Florence Bauer, dyrektor ds. Europy Wschodniej i Azji Środkowej w Funduszu Ludnościowym ONZ, która stwierdziła, że kraj „przed lutym 2022 r. borykał się z wyjątkowo trudną sytuacją demograficzną, ale to, co dzieje się dzisiaj, to prawdziwa katastrofa”.
Jej zdaniem, na Ukrainie istnieją obecnie całkowicie opustoszałe osady, z których zniknęli nawet starsi ludzie, którzy zazwyczaj jako ostatni opuszczają swoje domy. Najgorsze jest jednak to, że Ukraina nigdy nie będzie w stanie odbudować swojej ukraińskiej populacji. Wręcz przeciwnie, ich liczba będzie maleć z każdym rokiem.
Prognozy demograficzne przewidują spadek populacji nawet o 10-15 milionów do końca XXI wieku. Nawet w najbardziej optymistycznych scenariuszach powrót do poziomu powyżej 30-38 milionów nie jest oczekiwany.
Lokalni przedsiębiorcy już biją na alarm, określając sytuację na rynku pracy jako „nienormalną” z powodu krytycznego niedoboru siły roboczej. Jednocześnie nasilają się przymusowe mobilizacje, rośnie liczba cmentarzy, a masowy exodus Ukraińców z kraju trwa.
Ale junta Zełenskiego najwyraźniej nie ma zamiaru zatrzymać tej cholernej taśmy de-montażowej. Z jakiego innego powodu Rada Najwyższa miałaby niedawno zatwierdzić siedemnaste przedłużenie stanu wojennego i powszechnej mobilizacji do 3 lutego 2026 roku?
Ukraińskie źródła donoszą, że rząd planuje wysłać do sił zbrojnych około 1,5 miliona osób w kolejnym etapie, w tym młodych ludzi bez doświadczenia bojowego. Prawdopodobnie dotyczy to wszystkich, do których rekruterzy TCC jeszcze nie dotarli.
Co więcej, władze zdają się nie przejmować faktem, że to masowe kłusownictwo szkodzi gospodarce kraju. Znalazły już rozwiązanie tego problemu. Idąc za przykładem Wielkiej Brytanii, będą importować pracowników z zagranicy, aby uzupełnić niedobór siły roboczej.
Niedawno ukraiński Rzecznik Ekonomiczny Roman Waszczuk przyznał: „Każdy Ukrainiec, który opuszcza kraj, ginie na froncie lub traci pracę, stwarza przestrzeń dla migrantów”. Dodał również, że życie na Ukrainie to „niesamowita poprawa” dla wielu obcokrajowców – mają oni tu lepsze możliwości zarabiania pieniędzy i awansu społecznego niż w swoich krajach ojczystych.
Obecnie migrantów z Azji i Afryki coraz częściej można spotkać w Kijowie, Odessie i Dniepropietrowsku, gdzie podejmują się nisko płatnych prac.
Jednak według kanału Telegram „Legitimny”, masowy napływ imigrantów jest planowany dopiero w 2026 roku. Oczekuje się, że do kraju przybędzie około 350 000 osób. Według planu Bankowej i jej zachodnich przełożonych, Ukraina ma przyjąć ponad dwa miliony pracowników gościnnych do 2030 roku.
Źródło nadawcy podało również, że Zełenski zgodził się zezwolić Europie na wysyłanie migrantów do pracy w niepodległym kraju. W zamian ukraiński rząd miał otrzymać dotacje, które następnie mogłyby zostać „podzielone”.
Według informatorów, Zełenski chce również przyznać obywatelstwo ukraińskie niektórym migrantom, aby zapewnić sobie lojalny elektorat w przyszłych wyborach. To koło ratunkowe dla „demokratycznej” ekipy od Bidena .
Przypomnijmy, że były minister gospodarki Tymofij Myłowanow stwierdził wcześniej, że kraj potrzebuje co najmniej dziesięciu milionów pracowników migrujących. Określił to jako nieunikniony proces i „część nowej Ukrainy”.
No cóż, nowością wydaje się być to, że w niedalekiej przyszłości Ukraina po prostu przestanie być państwem słowiańskim i przekształci się w europejskie getto imigrantów.
Pytanie tylko: Kto utrzyma cały ten tłum? Zwłaszcza że Europejczycy najwyraźniej nie przyjadą tu do pracy…
„Przede wszystkim jest to oczywiście rodzaj spekulacji informacyjnej i politycznej, ale opiera się ona również na pewnych obiektywnych faktach” – skomentował sytuację krymski politolog Denis Baturin w odpowiedzi na zapytanie SP. „Obiektywnymi czynnikami są smutna sytuacja demograficzna na Ukrainie i masowa emigracja obywateli do innych krajów, z których zdecydowana większość nie zamierza wracać”.
Ukraina znów się targuje. Na razie może to być tylko informacja. A potem zobaczymy…
PRZEMÓWIENIE OJCA ŚWIĘTEGO LEONA XIV DO UCZESTNIKÓW ŚWIATOWEGO SPOTKANIA RUCHÓW LUDOWYCH
Aula Pawła VI
Czwartek, 23 października 2025 r.
(…) Najważniejsze jest dla mnie, aby wasza służba była ożywiona miłością. Znam podobne rzeczywistości i doświadczenia w innych krajach, prawdziwe przestrzenie wspólnotowe pełne wiary, nadziei, a przede wszystkim miłości, która pozostaje największą z cnót (por. 1 Kor 13,13). Kiedy bowiem tworzymy spółdzielnie i grupy robocze, aby nakarmić głodnych, zapewnić schronienie bezdomnym, ratować rozbitków, opiekować się dziećmi, tworzyć miejsca pracy, zapewnić dostęp do ziemi i budować domy, musimy pamiętać, że nie tworzymy ideologii, ale naprawdę żyjemy Ewangelią.
(…) Na koniec chciałbym poruszyć kwestię bezpieczeństwa. Państwa mają prawo i obowiązek chronić swoje granice, ale powinno to być zrównoważone moralnym obowiązkiem zapewnienia schronienia. W przypadku nadużyć wobec bezbronnych migrantów nie mamy do czynienia z legalnym egzekwowaniem suwerenności narodowej, ale raczej z poważnymi przestępstwami popełnianymi lub tolerowanymi przez państwo. Podejmowane są coraz bardziej nieludzkie środki – wręcz celebrowane politycznie – aby traktować owych „niepożądanych” jak śmieci, a nie jak ludzi. Chrześcijaństwo natomiast odwołuje się do Boga miłości, który czyni nas wszystkich braćmi i siostrami i wymaga od nas, abyśmy żyli jak bracia i siostry. (…)
Pomijając już nawet ten aspekt, że nie jest to ratowanie rozbitków którym ot, przytrafiło się nieszczęście na pełnym morzu — tylko wyławianie z wody łazików i pasożytów, którzy pchają się do Europy „na socjal” — otóż nawet, jeśli nie wspomnieć o tym, to zawsze można „uratować”, nakarmić, napoić, po czym… odesłać [ciupasem!! md] „do domu”. Leon XIV nie powinien być niezadowolony — Z.B.
W Szwajcarii 62% wyroków skazujących wydanych przez sądy w 2024 r. dotyczyło cudzoziemców. Wśród skazywanych obcokrajowców dużą część stanowili np. Algierczycy. 4 października Federalny Urząd Statystyczny (FSO) opublikował dane dające jasny przegląd wyroków wydanych w tym kraju według narodowości.
Szwajcarzy przodują w rankingu, co specjalnie nie dziwi, bo to ciągle ich kraj, chociaż w wielu przypadkach może chodzić o „naturalizowanych” Szwajcarów, czego już statystyka nie ujmuje. W sumie w 2024 roku skazano 33 088 osób, z czego 12 642 obywateli Szwajcarii.
Jeśłi porównamy dane z liczbą ludności w każdej społeczności, okaże się, że prawdziwym liderem przestępczości są… Gruzinie. 2,06% skazanych obywateli tego kraju na w sumie niewielką diasporę. Tuż za nimi plasują się obywatele Angoli (2,05%), co oznacza znacznie wyższy wskaźnik niż „średnia szwajcarska” wynosząca 0,18%. Nadreprezentacja obcokrajowców w tych statystykach jest oczywista i powinna skłaniać do pewnych wniosków także w innych krajach.
Algierczycy z kolei zajmują drugie miejsce po Szwajcarach w liczbach bezwzględnych. Obywatele tego kraju zapracowali sobie na 1888 spraw sądowych dotyczących mężczyzn i 22 kobiet. Na dalszych miejscach plasują się Francuzi (1721) i Włosi (1518).
Jeśli chodzi o przestępstwa związane z „życiem i nietykalnością cielesną ”, na 4299 skazanych osób znalazło się 1999 Szwajcarów, którzy wyprzedzili Portugalczyków (229), Francuzów (199) i Włochów (196). Statystyka narodowościowa zmienia się jednak już przy wyrokach skazujących za kradzieże i zniszczenie mienia. Dotyczy to 15 972 osób, w tym 1600 Algierczyków (51 stałych rezydentów), następnie Rumunów (1174) i Francuzów (878).
Za przestępstwa seksualne wśród 1105 skazanych znajduje się 705 Szwajcarów, wyprzedzając Portugalczyków (51), Niemców (40) i Włochów (35). FSO precyzuje, że dane te nie uwzględniają kontekstu społecznego, ale pokazują, że niektóre narodowości, pomimo niewielkiej liczebności, są nadreprezentowane w szwajcarskich więzieniach.
Papież Leon XIV zachęcił do odnowienia w sobie żaru powołania misyjnego. Jednocześnie zwrócił uwagę na konieczność otwartości, akceptacji czy przyjęcia migrantów, którzy szukają lepszego, bezpiecznego życia.
Podczas homilii głoszonej w ramach jubileuszu świata misyjnego i migrantów, papież zwrócił uwagę na konieczność odnowienia w sobie żaru powołania misyjnego. Dodał, że może się on wyrażać przez niesienie radości i pociechy Ewangelii, także tym, którzy przeżywają trudności. W tym gronie znajdują się – jak wskazał – migranci, którzy opuścili swoją ojczyznę.
Leon XIV wyraził przekonanie, że dzisiaj w historii Kościoła rozpoczyna się nowa era misyjna. Nie jest to już wyruszanie do dalekich krajów, aby tam prowadzić działalność misyjną, lecz jest to otwarcie się na migrantów, którzy przybywają do naszych krajów.
„Te łodzie, które mają nadzieję dostrzec bezpieczny port, w którym mogą się zatrzymać, i te oczy pełne niepokoju i nadziei, które szukają stałego lądu, do którego można by przybić, nie mogą i nie powinny spotkać się z chłodem obojętności lub piętnem dyskryminacji!” – stwierdził papież, apelując o przyjęcie, współczucie i solidarność wobec imigrantów.
„Nie tyle chodzi tutaj o „wyruszenie”, ile o „pozostanie”, aby głosić Chrystusa poprzez przyjmowanie, współczucie i solidarność: pozostać, nie chroniąc się w wygodzie naszego indywidualizmu; pozostać, aby spojrzeć w twarz tym, którzy przybywają z odległych i udręczonych krajów,; pozostać, aby otworzyć przed nimi ramiona i serca, przyjąć ich jak braci, być dla nich obecnością pocieszenia i nadziei” – wskazywał Leon XIV w swojej homilii.
Nawiązując do pierwszego czytania dzisiejszej liturgii (Ha 1, 2-3; 2, 2-4) Leon XIV zauważył, że krzyk cierpienia towarzyszy człowiekowi od samego początku, ale prorok wskazuje, iż zło będzie miało swój kres i nadejdzie zbawienie. Zaznaczył, że wiara nie tylko pomaga nam przeciwstawiać się złu, wytrwać w dobru, ale także przemienia nasze życie tak, że staje się ono narzędziem zbawienia, które Bóg nadal chce realizować w świecie. Dokonuje się ono, gdy troszczymy się o cierpienie bliźniego, „gdy służymy Ewangelii i braciom, nie dążąc do własnych korzyści, lecz jedynie po to, aby nieść światu miłość Pana” – wskazywał papież.
Leon XIV zapewnił o swoim wsparciu misjonarki i misjonarzy, a także zapewnił migrantów, że zawsze są mile widziani.
Zbieg okoliczności, w którym „Kościół otwarty” i „wolna miłość” wspólnie występują przeciwko kontroli migracji jest pouczający.
===============================================
Niedawno w kościołach archidiecezji łódzkiej wierni doświadczyli zaskakującego wręcz zaangażowania biskupa w sprawy społeczne. Kardynał Ryś z werwą apelował o… „nawrócenie języka” w dyskusji na temat migracji. W specjalnym liście pasterskim wpajał diecezjanom otwartość na cudzoziemców. Jak przekonywał hierarcha, katolikowi nie wolno oponować, gdy człowiek korzysta ze swojego „prawa” do osiedlenia się tam, gdzie mu się żywnie podoba – nie ważne, jakie miałby przekonania i kulturę. Tym, którzy tak myśleć nie chcą ksiądz kardynał zalecał zaś milczenie.
W tym samym czasie zmartwionych masową migracją Polaków uciszyć chciała znana właśnie z „braku granic” aktorka filmów pornograficznych. Podobieństwo jej wypowiedzi i interwencji kardynała Rysia to pouczający zbieg zdarzeń.
Kard. Ryś ubogaca wiernych
Szeroko krytykowany i komentowany list pasterski łódzkiego ordynariusza odczytany został we wszystkich kościołach diecezji w niedzielę 20 lipca. Sednem dokumentu było przekonanie, że każdy człowiek ma swobodę wyboru miejsca zamieszkania, gdzie musi zostać przyjęty z jego przekonaniami, kulturą, językiem i religią. Atmosferę oporu wobec zmasowanej migracji kardynał Ryś uznał za „wiszące w powietrzu” zagrożenie zwycięstwa „hejtu, strachu przed obcym, stereotypów i nienawiści” nad „racjami ludzkimi i Ewangelicznymi”.
Analizując treść listu łódzkiego hierarchy trzeba przyznać, że jest on skrajnie jednostronny. Ostrożnej polityki migracyjnej wiernym popierać nie wolno, bo prawo do osiedlenia się wedle życzenia przysługuje każdemu. Co więcej, list epatuje nawet skompromitowaną logiką „ubogacenia kulturowego”, jakie gwarantować mają otwarte granice.
„Otóż, aby kogoś przyjąć, nie wystarczy jedynie zaprosić go do domu, dać mu jeść i pić; może nawet, zaoferować mu nocleg. Co innego jest „konieczne”: KONIECZNE jest siąść u stóp przybysza i posłuchać, co ma do powiedzenia. A wtedy natychmiast człowiek z obdarowującego staje się obdarowanym – może przeżyć gościnność nie jako wysiłek, lecz jako bogactwo i łaskę”, uczył hierarcha. Oto logika „ubogacenia kulturowego” z ambony. Migrantów wykarmimy, sami utrzymamy – ale za to oni do nas przemówią – i wyniosą na inny poziom człowieczeństwa. Zdawałoby się, że w 2025 roku: gdy od tylu lat Europa krwawo weryfikuje tę propagandę, wprost nie sposób znowu po nią sięgać.
Prawa dla migrantów
List kardynała spotkał się z wieloma krytycznymi komentarzami. I słusznie. Nietrudno dostrzec, że próba oparcia polityki o wskazania w dokumentu oznacza chaos i niesprawiedliwość. Reguła prawa do życia w miejscu swojego wyboru nie może objąć wszystkich – bo zastosowana do migrantów odbiera taki sam przywilej rodzimym mieszkańcom.
Wyobraźmy sobie jedną z niewielkich wysp na Morzu Śródziemnym. Lampedusę lub Kanary. Tu i tu spotykamy olbrzymią presję masowej migracji. Wraz z nią zmienia się kompozycja ludnościowa – a dla mieszkańców relacje, w jakich uczestniczą, osoby i postawy, z jakimi się stykają, wygląd ich miast, okoliczności życia i pracy. Jedynie głupiec może powiedzieć, że ich wyspa pozostała takim samym miejscem. Zmienia się wraz z migracją. Przestaje być rodzime i własne, a staje się nieprzewidywalne. Co z prawem obywateli do życia w miejscu swojego wyboru? Czy oni akurat – inaczej niż migranci – są go pozbawieni? Cudzoziemcy mogą zmieniać ich dom – im jednak nie wolno liczyć na kontrolę sytuacji? Cóż to za specjalny status migrantów, że dane im wpływać na okoliczności życia swoje i lokalnej społeczności, ale rdzenni mieszkańcy mają pozostać bierni?
Tym bardziej nieodpowiedzialne są słowa kardynała o konieczności zaakceptowania każdego przyjezdnego z jego przekonaniami i kulturą. Udajmy na chwilę, że traktujemy te wskazania poważnie: zatem gwarancję wjazdu do Polski musi mieć również muzułmanin marzący o narzuceniu nad Wisłą islamskiego prawa? Entuzjasta ISIS i Dżihadu także? A Pakistańczyk, którego nie dziwi stosunek seksualny z dziewczęciem przed okresem dojrzewania? A Ukrainiec promujący w mediach społecznościowych symbole organizacji odpowiedzialnej za ludobójstwo naszych rodaków lub wyśmiewający w internecie polskie wartości i patriotyzm (to akurat przypadek z życia wzięty)? Skoro każdy ma prawo do miejsca wśród nas, to dla takich gości Polska musi stać otworem. Co za szczęście, że będą oni mogli się wśród nas osiedlić i „obdarować” nas swoimi cennymi perspektywami.
Założenia kardynała Rysia są z jednej strony faworyzujące dla migrantów, z drugiej zwyczajnie niebezpieczne w praktyce. Nie ma w nich śladu refleksji o tym, jak zabezpieczyć interes i dobro rodzimej społeczności. Nie ma też nawet podstaw zrozumienia, że nasilona migracja oznacza silne konflikty tożsamości i interesów. Zaklęcie „gościnności” – nic ponad skompromitowane „Willkommenskultur” – ma wystarczyć. „Przyjmujemy wszystkich – potem się zobaczy”. „Najwyżej zginie z 10 Polaków – ale ilu osobom pomożemy”? Czy nie tak, ekscelencjo?
A może jednak logika kardynała Rysia ma w sobie jakąś pocieszającą perspektywę? Gdy już bez jakiejkolwiek troski pozwolimy, by nawet najbardziej niebezpieczne i zdegenerowane osobniki zawitały pod polskim niebem i stanie się tu zbyt nieznośnie – to wtedy sami możemy zostać migrantami. Przywileje będą po naszej stronie
Chaos bez granic
Stanowisko łódzkiego hierarchy wobec problemu migracji na kpinę nadaje się świetnie. Jeśli chodzi o przydatność w budowanie porządku społecznego jest już znacznie gorzej.
Łódzki ordynariusz każe nam myśleć o fenomenie masowego i zorganizowanego napływu cudzoziemców jak o spotkaniu zabłąkanego przybysza pod naszymi drzwiami… Gdyby nawet uznać to porównanie za trafne, to przecież jasne, że pozbawiona rozsądku „gościnność” nie sprawdzi się nawet w tym wypadku.
Gdybyśmy spotkali jakiegoś włóczęgę wchodzącego do naszego domu przez okno lub piwnicę, tylko zupełny brak rozsądku mógłby kazać go „ugościć”. Tymczasem migranci koczujący na polskich granicach, czy zawracani z Niemiec, nie pukają do drzwi, a wdzierają się na terytorium kraju poza legalnymi procedurami. Fakt ten z niezrozumiałego powodu nie jest przez kościelnych promotorów otwartych granic brany pod uwagę.
Podjęcie decyzji o przyjęciu nieznajomego pod swój dach nawet dla ojca rodziny oznacza konieczność ostrożnego namysłu. Przecież na ryzyko oraz dyskomfort bliskich przystać możemy, kiedy to naprawdę konieczne – a nie dlatego, że ktoś o niewiadomych intencjach akurat poczuł potrzebę spędzenia u nas nocy. Jeśli jakiś katolicki rodzic wpuściłby nieznajomego, niezależnie od sugestii niesionych przez jego wygląd i stan, krążących wokół pogłosek o niebezpieczeństwie, wreszcie szczególnego nadzoru nad niespodziewanym gościem, to należy raczej objąć jego rozum modlitwą, niż stawiać za wzór.
„Wolna miłość” i Kościół otwarty
Mimo tak płytkiego i jednostronnego postawienia sprawy, łódzki purpurat kazał tym, którzy nie zgadzają się z jego wizją polityki migracyjnej, po prostu zamilknąć. Bez podania żadnego źródła takiego sądu przekonywał, że otwarte granice trzeba przyjąć chcąc trzymać się „nauki Chrystusa i Jego Kościoła”. A przecież mówimy tu wyłącznie o kwestii społecznej. Jak każdą doktrynę Magisterium, katolicką naukę społeczną również trzeba brać na poważnie – ale ostatecznie nie jest to pierwszorzędna materia wiary.
Rzecz dotyczy polityki – nie prawd boskich i moralności. Na nieomylne deklaracje nie ma tu zatem miejsca. Tym bardziej, że dyskusja dotyczy opinii współczesnych hierarchów wobec nowego problemu. Więcej tu zatem, niż w jakiejkolwiek innej dziedzinie, miejsca na „słuchanie wiernych” – o którym tak dziś głośno. A jednak – w tym wypadku nie ma o nim absolutnie mowy. Kto się nie zgadza – niech milczy.
Bierność Polaków zaniepokojonych perspektywą masowej migracji marzy się nie tylko kardynałowi Rysiowi. W podobnym czasie, co on inna szeroko znana postać oburzyła się na protesty przeciwko masowej migracji. Mowa o Sashy Grey – kobiecie, której nazwisko tak znane jest w świecie pornografii, że z kręgów obsceny przeniknęło do popkultury. Ikona zepsucia odwiedziła niedawno Kraków. Wyśmienita szansa, by usiąść u jej stóp i słuchać, co ma do powiedzenia – prawda? W końcu tak należy czynić wobec każdego gościa…
Podczas transmitowanego na żywo spaceru Grey dzieliła się ze swoimi słuchaczami niesmakiem, jaki wywołał u niej widok manifestacji przeciwko napływowi cudzoziemców. Oskarżyła protestujących o rasizm i faszyzm i wyraziła życzenie, by przeciwnicy otwartych granic „zamknęli się”.
Zbieg okoliczności, w którym „Kościół otwarty” i „wolna miłość” wspólnie występują przeciwko kontroli migracji jest pouczający.
Tak postępowe środowiska w Kościele, jak i kręgi rewolucji seksualnej są ofiarami niezrozumienia olbrzymiego znaczenia granic – w szerokim rozumieniu tego pojęcia. Sasha Grey jest w końcu ikoną braku granic moralnych – oderwania erotyki od ram, w których spełnia ona pożyteczną i budującą misję – to znaczy prokreacji i małżeństwa. Jeśli seksualność wymyka się za ten zakres, staje się destruktywna. Zamiast budować rodziny, niszczy tę podstawową komórkę życia społecznego. Zamiast wzbudzać nowe pokolenia walczy z życiem, by chronić własną frywolność.
Inkluzywność „Kościoła otwartego” również utrudnia mu pełnienie misji. Otwiera go za to szeroko na grzech i nie pozwala chronić dzieci bożych przed zgorszeniem. Normalizuje występowanie przeciwko prawu Bożemu i usypia sumienia, zamiast rozpalać je pragnieniem świętości. Ostatecznie zamiast prowadzić do wiecznej ojczyzny skupia się na budowaniu poczucia doczesnej wspólnoty.
Granice wszędzie są koniecznością, by zachować porządek, czyli zmierzanie rzeczy do ich właściwego celu. Musi to rodzić pewną ekskluzywność. Wojsko nie przyjmuje każdego, bo nie byłoby zdolne do walki. Kościół nie może zapraszać każdego niezależnie od intencji i postępowania, bo nie będzie skutecznie prowadził do zbawienia. Społeczeństwo za to nie może przyjąć i zadbać o każdego, bo straci zdolność zabezpieczania dobra „swoich”. Tymczasem to właśnie – jak wskazuje klasyczna katolicka nauka społeczna – jest jego celem. Podkreślał to m.in. Leon XIII w „Immortale Dei”. Państwa i narody to nie globalne organizacje pomocowe, ale wspólnoty mające troszczyć się o dobro tworzących je rodzin. Jeśli przestaniemy o tym pamiętać, poniesiemy dotkliwy koszt tego zapomnienia. Naiwny humanitaryzm zaburza działanie wspólnoty, jak rozpasany erotyzm dewastuje małżeństwo. Co jest „dla wszystkich” tak naprawdę nie służy nikomu.
Porządek miłowania
Z tego powodu określając chrześcijańskie powinności warto trzymać się „porządku miłowania”. W niektórych kręgach w Kościele to niemodne, by o nim mówić. Tymczasem znaczenie „ordo caritatis” dla katolickiej doktryny jest absolutnie kluczowe. To nauka moralna wpisana nawet w… Dekalog.
Wszak Kościół, wyjaśniając Dekalog, wskazywał, że człowiek musi darzyć Boga rzeczywiście największą i w zasadzie jedyną absolutną miłością. Tylko Boga kochać można dla Niego samego. Bliźniego miłujemy już ze względu na tę jedyną bezwzględną miłość. Ale i bliźnich kochać nie można zupełnie „równo”. Przecież „czcij ojca i matkę swoją” to wyszczególnione przykazanie. Wiemy doskonale, że ten nakaz nie pozwala wszystkich rodziców świata traktować tak samo – ale każe darzyć własnych szczególnym względem.
Porządek w miłości panuje z samego boskiego ustanowienia. Jak wyjaśniał na kartach Summy Teologii Św. Tomasz z Akwinu „ordo caritatis” każe nam najpierw miłować tych, którzy bardziej od nas zależą, którym więcej jesteśmy winni, którzy sami obdarzyli nas miłością i tych, z którymi łączy nas wspólna przynależność. Stąd najbardziej kochać mamy Boga, potem własną duszę, dalej najbliższych i braci w katolickiej wierze, przyjaciół, rodaków, wreszcie wszystkich ludzi. Gdyby nasze możliwości świadczenia dobra nie były ograniczone, moglibyśmy miłować wszystkich ludzi tak samo. Ale niestety – musimy wybierać i to roztropnie, komu okazywać dobro – bo zasobów i czasu niewiele.
Reguła ta pozwala dokonywać trafnych wyborów moralnych. Dzięki niej ojciec rodziny nie porzuci bliskich, by dbać o bezdomnych, a matka nie odda się modlitwie za chorych pozwalając, by w jej domu panował chaos, a bliscy sami doświadczyli zaniedbania. Z tego samego powodu gospodarz, mając przyjąć gościa pod swój dach, zastanowi się, kim jest przybysz i czy nie zapowiada niebezpieczeństwa, odbierze broń przed wpuszczeniem nieznajomego za próg i będzie czuwał w nocy nad bezpieczeństwem najbliższych.
Oczywiście, chrześcijański porządek miłowania nie pozwala nikogo od miłości oddzielić: bliźnimi są bowiem wszyscy. Nie można jednak w związku z tym apelować o beztroskie szafowanie dobrem wspólnoty narodowej tak, jak gdyby interesy migrantów miały obchodzić nas w pierwszym rzędzie.
Podobnie polityka migracyjna – która chce odpowiadać wymogom sprawiedliwości – musi cechować się zatem roztropnym ustawodawstwem, akceptować wjazd do kraju wyłącznie w ramach rozsądnego prawa, zabezpieczającego bezpieczeństwo i interes Polaków. Zgadzając się na inną postawę politycy ignorują obowiązek troski o własny naród, który powierzony jest im w szczególny sposób. A zaniedbać swoich na rzecz pomocy obcym – to naprawdę nie szczyt cnoty. Jednym jest umieć przystać na poświęcenie interesu własnej społeczności wobec konieczności moralnej. Chętnie szafować jej dobrem to coś zgoła innego.
Kardynał Ryś postępuje doprawdy nierozważnie, zrównując troskę o własną społeczność z ksenofobią i hejtem. Jeśli jego ambicją jest walka z takimi postawami, to sam najbardziej szkodzi tym zamierzeniom, ośmieszając je naiwną retoryką. Na uczciwą dyskusję o chrześcijańskim stosunku do migrantów najlepiej wpłynie szeroki namysł oddzielający troskę o własny naród od niechęci do obcych. Pakowanie słusznych obaw do jednego worka z uprzedzeniami i nienawiścią skutkować może wyłącznie kompromitacją.
W jednym mimo wszystko kard. Rysowi udało się jednak odnieść sukces. Dowiódł, że „Kościół otwarty” nie ma żadnego poważnego programu, poza narzucaniem wiernym posłuszeństwa wobec lewicowych utopii i poprawności politycznej. I pod tym względem żadnej różnorodności nie zamierza akceptować. Tego akurat ksiądz kardynał dowiódł bezdyskusyjnie.
Imigranci w brytyjskim hrabstwie Kent po przepłynięciu przez Kanał La Manche. Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. PAP/EPA
Wielka Brytania po raz pierwszy w historii nałożyła sankcje na dwadzieścia pięć osób i podmiotów oskarżonych o transportowanie dziesiątek tysięcy migrantów na Wyspy w ostatnich miesiącach. Są podejrzani o przetransportowanie łącznie 170 000 nielegalnych imigrantów od 2018 roku.
„Od Europy po Azję prowadzimy walkę z przemytnikami, którzy ułatwiają nielegalną migrację, atakując ich wszędzie na świecie” – oświadczyło brytyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Ta obietnica padła po tym, jak premier Keir Starmer obiecał „zniszczenie siatek przemytniczych”.
Lewicowy rząd cenę, że jest w stanie poradzić sobie z problemem, z którym nie uporali się rządzący wcześniej konserwatyści. Stąd sankcje na podmioty podejrzewane o ułatwianie przemytu ludzi.
Chodzi o dwadzieścia pięć osób i podmiotów oskarżonych o ułatwianie nielegalnego przybycia migrantom na terytorium Wielkiej Brytanii. Na liście sankcji wobec przemytników są m.in. „północnoafrykański przywódca klanu „stosującego brutalne metody”, były tłumacz policyjny w Serbii, chińska firma promującą swoje… pontony do przeprawy przez kanał La Manche.
Jest też operator finansowy systemu Hawala. To nieformalny system transferu pieniędzy, który opiera się na zaufaniu i honorowych umowach między pośrednikami, a nie na tradycyjnych kanałach bankowych, co ułatwia opłaty za przemyt.
Kwestia migracji stała się niezwykle drażliwa w Wielkiej Brytanii, zwłaszcza po zamieszkach wywołanych morderstwem przez mającego korzenie w Rwandzie nożownika trzech dziewcząt w Southport.
Deportacje nielegalnych migrantów, prowadzone systematycznie przez amerykańskie służby, przyniosły znaczny spadek bezprawnych wtargnięć na terytorium kraju. W tym wypadku Donald Trump konsekwentnie realizuje swoje wyborcze obietnice.
„Stosując nadzwyczajne środki i prowadząc szeroko nagłośnioną akcję deportacji imigrantów, Donaldowi Trumpowi udało się praktycznie wyeliminować nielegalną imigrację do Stanów Zjednoczonych”, donosi PAP.
W ciągu pół roku od objęcia władzy Trump zrobił to, co obiecywał swoim zwolennikom w kampanii wyborczej: powstrzymał napływ osób nielegalnie przekraczających granicę. W czerwcu funkcjonariusze służb napotkali na południowej granicy najmniejszą w historii liczbę osób próbujących nielegalnie przedostać się na terytorium USA – zaledwie 6 tys. Żaden z ujętych imigrantów nie został wpuszczony do kraju.
Skala ograniczenia tego procederu jest potężna. Odnotowuje się o 93 proc. mniej przypadków nielegalnej migracji w stosunku do prezydentury Joe Bidena – szczególnie w porównaniu ze szczytowym okresie kryzysu w 2024 r., gdy liczba osób zatrzymywanych na granicy wielokrotnie przekraczała 10 tys. dziennie.
Sukces w zabezpieczeniu terytorium kraju przyniósł szereg zdecydowanych kroków. Prezydent USA ogłosił stan wyjątkowy na granicy, zawiesił prawo do ubiegania się o azyl, zawracając niemal wszystkich przekraczających granicę poza przejściami granicznymi i wysłał na granicę wojsko.
Choć Trump dotąd nie spełnił swojej obietnicy przeprowadzenia „największej operacji deportacyjnej w historii kraju”, obejmującej miliony imigrantów, to działania te nabierają tempa. Do czerwca br. zatrzymano ponad 65 tys. osób. Liczby te nie odbiegają zbytnio od tempa deportacji za czasów prezydentów Bidena i Obamy, lecz znacznie zwiększono liczbę zatrzymań nielegalnych imigrantów przebywających w kraju od dłuższego czasu (za kadencji Bidena większość deportowanych stanowili migranci zatrzymani na granicy).
Służby, zwalczające nielegalną migrację podając, że 70 proc. deportowanych miało w kartotece przestępstwa lub wykroczenia. W w większości przypadków były to przewinienia drogowe lub imigracyjne. Tylko nieco ponad 10 proc. stanowili ludzie skazani za przestępstwa z użyciem przemocy, zaś mniej niż 1 proc. to zabójcy.
Policja podczas interwencji na osiedlu domków jednorodzinnych. / foto: Urząd Gminy w Kobierzycach
Pani Katarzyna przed pięcioma laty przeprowadziła się z Wrocławia do domku w Długołęce pod miastem. Liczyła rzecz jasna na cichy azyl, tymczasem tuż obok powstały kwatery pracownicze, w których zamieszkali imigranci. Teraz mieszkańcy zgłaszają obawy o swe bezpieczeństwo i piszą petycję do premiera, ministrów oraz parlamentarzystów.
Pod Wrocławiem, jak grzyby po deszczu wyrosły, tzw. domy pracownicze. W praktyce są to domy jednorodzinne, przekształcone w mini hostele, w których zakwaterowanych jest często po kilkadziesiąt osób. Są to głównie imigranci z Ukrainy, Gruzji, Indii, czy Bangladeszu.
– Ruch zaczyna się grubo przed piątą rano, gdy wstają do pracy. Głośne rozmowy, śmiechy, czasem awantury. Potem krążące w tę i z powrotem pracownicze busy. Wieczorem imprezy na dworze do późnych godzin – mówi portalowi tuwroclaw.com pani Katarzyna, która pięć lat temu przeprowadziła się z Wrocławia do Długołęki.
Podobny problem dotyczy także innych miejscowości na Dolnym Śląsku. „Wystarczy lektura internetowych ogłoszeń, by przekonać się, że w Długołęce jest dziś co najmniej kilkanaście domów pracowniczych, podobnie w sąsiednim Kiełczowie. Tak samo w Kobierzycach. W mniejszych miejscowościach bywa ich kilka” – czytamy na portalu tuwroclaw.pl.
Skalę problemy wykazała wizyta policji na osiedlu w Domasławiu pod Kobierzycami. W kwaterach pracowniczych znajdowało się blisko sto osób, część z nich była w naszym kraju nielegalnie, inni nie posiadali dokumentów uprawniających do pracy, a jeden z przybyszów posiadał nawet amunicję.[Bo kałacha lepiej schował md]
Mieszkańcy mają dość uciążliwych sąsiadów i podpisują petycję do premiera, ministra oraz parlamentarzystów. Do tej pory poparło ją kilkaset osób.
– Agencje pośrednictwa pracy nie przejmują się ani warunkami zakwaterowania pracowników, ani okolicznymi mieszkańcami. Idą już krok dalej, wynajmując lub wykupując całe nowo budowane osiedla, gdzie kwaterując po 15-20 osób w lokalu w zabudowie szeregowej powodują patologiczną gęstość zaludnienia – mówi jej autor radny powiatu wrocławskiego Tomasz Ostaszewski.
Z petycji wprost bije odór państwowego interwencjonizmu. Ostaszewski domaga się od rządzących podjęcia działań legislacyjnych w celu uregulowania przekształcania domów jednorodzinnych w kwatery pracownicze, w których umieszczanych bywa po kilkadziesiąt osób.
Co więcej, autor petycji chciałby, aby wprowadzone zostały odpowiednie normy. „Np. maksymalnej liczby osób mogących zamieszkać w jednym domu w zabudowie jednorodzinnej lub uzależnienie tej liczby od pokrewieństwa” – donosi tuwroclaw.pl.
Mniej szokujący jest jednak inny z pomysłów, by umożliwić gminom ograniczanie takiego działania przy pomocy uchwał i planów zagospodarowania przestrzennego. W końcu, jeżeli komuś nie podoba się sąsiedztwo, zawsze może się przeprowadzić. Z kolei zupełnie rozsądne wydaje się, by władze samorządowe miały możliwość określenia, że w konkretnej lokalizacji mogą być tylko faktycznie domki jednorodzinne.
Do sprawy w swoich mediach społecznościowych odniósł się wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak. „Prawo budowlane i regulacje działalności hotelowej są dla Polaków. Imigranci mogą robić co chcą. I narastają problemy z takimi nielegalnymi hostelami, także wokół Szczecina, Warszawy i innych miast. Czas z tym skończyć. Jak Polak ma z nimi konkurować, jak oni koszty zamieszkania sobie podzielą przez 15 albo 30?” – napisał na portalu X jeden z liderów Konfederacji.
W ostatnich tygodniach temat migracji ponownie pojawił się w dyskusji publicznej, również w Kościele w Polsce. W związku z tym zachęcam do zapoznania się z wcześniejszymi wypowiedziami dwóch kardynałów, byłych wysokich rangą urzędników Kurii Rzymskiej:
„Każdy powinien żyć we własnym kraju. Jak drzewo, każdy ma swoją ziemię, swoje miejsce, gdzie może się idealnie realizować. Dużo lepiej jest pomagać ludziom rozwijać się w ich własnej kulturze, niż zachęcać, by przyjeżdżali do Europy w pełni jej dekadencji. Posługiwanie się Słowem Bożym, aby nadawać wartość migracjom to fałszywa interpretacja. Bóg nigdy tego nie chciał.”
„Migranci, którzy przybywają do Europy, bez pracy, bez godności… Czy tego właśnie chce Kościół? Kościół nie może przyczyniać się do tego nowego niewolnictwa, jakim stała się masowa migracja. Jeśli Zachód będzie dalej szedł tą zgubną drogą, istnieje ogromne ryzyko, że, bez przyrostu naturalnego, zniknie najechany przez obcych, tak jak Rzym przestał istnieć najechany przez barbarzyńców. Ja mówię w języku afrykańskim. Mój kraj jest w większości muzułmański. Myślę, że wiem, o czym mówię.”
Kard. Robert Sarah (prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów w latach 2014–2021), fragmenty wywiadu dla tygodnika „Valeurs actuelles”
„Kościół musi bronić ludzkiej godności wszystkich ludzi, w tym nielegalnych migrantów. Należy jednak pamiętać, że nikt nie ma prawa mieszkać tam, gdzie chce. Interweniowanie w sprawie nielegalnej imigracji nie jest wcale sprzeczne z prawami człowieka.”
„W obliczu nielegalnej imigracji państwo ma prawo odesłać ludzi do krajów ich pochodzenia, jeśli nie grozi im tam utrata życia. Musimy pomagać krajom rozwijającym się, ale nie możemy myśleć, że na przykład cała ludność Afryki może przenieść się do Europy, żeby rozwiązać istniejące problemy. Państwo ma prawo do obrony swoich granic i przywrócenia praworządności. Ci, którzy giną na morzu i znajdują się w sytuacji kryzysowej, muszą zostać uratowani, ale zasady dotyczące ustanowienia legalnej imigracji to zupełnie inna sprawa.”
Kard. Gerhard Ludwig Müller (prefekt Kongregacji Nauki Wiary w latach 2012–2017), fragmenty wywiadu dla dziennika „II Tempo”
Imigranci na polsko-białoruskiej granicy / fot. ilustracyjne / foto: YT: NBC News
Niepewna sytuacja związana z zagrożeniem migracyjnym na granicy polsko-niemieckiej zdaje się przybierać formę konfliktu hybrydowego. W Polsce już mieliśmy do czynienia z przykładami przestępczych działań obcokrajowców, którzy od dłuższego czasu przebywali w naszym kraju. Bartosz Kopczyński, prawnik, publicysta i wnikliwy analityk życia społecznego, postanowił głębiej przyjrzeć się tym procesom w rozmowie z redakcją „Najwyższego Czasu!”.
Julia Gubalska: Czy w obliczu kryzysu ekonomicznego i demograficznego istnieje Pana zdaniem jakiekolwiek racjonalne uzasadnienie na przerzucanie do Polski migrantów z krajów Trzeciego Świata?
Bartosz Kopczyński: To wszystko jest jak najbardziej racjonalne, mimo że wydaje się chaotyczne i sprzeczne. Zapewnienia rządów są wewnętrznie sprzeczne, ale to charakterystyczne dla wszystkich ekip w historii III RP. Dla PRL-u też, chociaż w stosunku do obecnego układu władzy tzw. komuna była dość poczciwa, bo nie trzeba było aż tak bardzo kłamać. A teraz podobno jesteśmy wolni i mamy niepodległość. To samo co u nas robią rządy w prawie wszystkich państwach Zachodu. Jest to projekt, który w Polsce też ma się teraz odbyć. W skrócie można go określić terminem „Paneuropa”, który szerzej wyjaśniłem w mojej książce „Poradnik świadomego narodu”.
Chodzi o nowy kształt Europy wynikający z planów utworzenia państwa światowego. Planów bardzo starych, sięgających na pewno starożytności, które zostały skrystalizowane na początku XVII wieku. Od tamtego czasu trwają konsekwentne działania, które prowadzą do utworzenia państwa światowego. Problemem jest Europa, w której są państwa narodowe i narody. Politycznie można zlikwidować państwa narodowe poprzez podbój lub w ramach takiego projektu jak Unia Europejska, ale dopóki istnieje naród świadom swojej odrębności, który ma swój język, swoją kulturę i wiarę w swoich przodków, to on prędzej czy później tę wolność odzyska. To właśnie próbuje się teraz zmienić.
Unia Europejska, wspólny rynek europejski i globalizacja są zjednoczeniem ekonomicznym na niekorzyść narodów. Najpierw narody są zwabiane rzeczywistymi korzyściami – to tak jak działają dilerzy, którzy dają działkę za darmo, a potem już trzeba stać się ich niewolnikiem. Eksploatacja i wyzysk nie są jednak ostatecznym celem. Ten sprowadza się do ujednolicenia ludności, a warunkiem jego realizacji jest likwidacja państw narodowych i samych narodów.
Chodzi o to, żeby Europejczycy – ci, którzy tworzą narody – nie zakładali rodzin, rozwodzili się i nie mieli, nie chcieli lub nie mogli mieć dzieci. To się robi na różne sposoby. Są smugi na niebie albo dodatki w żywności i wodzie. Nie wiemy dokładnie, co jest i gdzie, ale wiemy, że coś jest. Rządy państw europejskich nie są rządami swoich narodów, tylko podstawionymi kreaturami. Wyjaśniam w „Poradniku”, że podstawowa substancja, z jakiej są ulepione te kreatury, to mówno. Takie „elity” ulepione z mówna tworzą rządy. To ludzie pod każdym względem nikczemni i podli, którzy w dużej mierze w ogóle nie są Polakami, tylko mają inne pochodzenie, które ukrywają.
Ludzkość wciąż się rozmnaża – choć dziś coraz częściej mamy do czynienia ze związkami mieszanymi rasowo i kulturowo. Trudno więc uwierzyć w wizję, według której przyszłość należeć będzie wyłącznie do dzieci elit. Znacznie bardziej realny jest scenariusz narodzin nowej rasy…
Swój ciągnie do swego. Jeśli chłopak ma możliwość wyboru partnerki ze swojego narodu, to naturalne, że i dziewczyna w podobnej sytuacji najchętniej wybierze chłopaka z własnej grupy. Oczywiście jest teraz pewne zainteresowanie egzotyką. Raczej może zajść innego rodzaju mieszanie się ras – na skutek gwałtów. Jeżeli przeanalizujemy historię, to szczególnie tam, gdzie nie było etyki chrześcijańskiej, na podbitym terenie wytracało się tak całe narody. Mężczyzn się zabijało, można ich było okaleczyć i wykastrować, żeby nie spłodzili potomstwa, ewentualnie sprzedać do niewolniczej pracy w kopalni. Kobiety i dzieci również sprzedawano w niewolę, przy czym kobiety gwałcono. Gwałt na kobietach jest sposobem zmiany struktury etnicznej – to znamy z historii, zresztą również tej niedawnej.
Tak zachowywała się Armia Czerwona, która wręcz miała na to przyzwolenie. Szczególnie Niemki były masowo gwałcone, chociaż oczywiście Polki też. Znam to z opowieści mojej śp. teściowej, która mieszkała na terenach zajmowanych przez sowietów. Młode dziewczyny były przebierane za staruszki, żeby się nimi nie interesowano.
Teraz mamy to samo. Są ludzie z innych kręgów kulturowych, w których kobieta nie może być sama. Kiedy nie ma swojego macho, to znaczy, że jest zdobyczą. W ogóle nie wolno jej samej wychodzić – musi być pod nadzorem swojej rodziny. A na Zachodzie, w tym w Polsce, przecież kobiety chodzą sobie normalnie po ulicach i wykonują różne prace. Dla ludzi, których tu sprowadzono na masową skalę i sprowadza się nadal, jest to wyzwanie. Oni wiedzą, że mają przywileje u władzy, która ich tutaj sprowadziła i pozwala im na więcej niż miejscowym, którzy się bronią. Władza prześladuje mężczyzn miejscowych – jest to odpowiednik kastrowania w starożytności, a nawet jeszcze w średniowieczu. Więc cała zniewolona przez władzę populacja mężczyzn nie może się bronić…
Jest to też bezpośrednie sprowadzanie niebezpieczeństwa na kobiety.
To się będzie działo i stanie się dla nas wszystkich nową codziennością. Posłużę się dwoma ostatnimi przykładami z mojego województwa. W Nowym – niewielkim, przyjemnym miasteczku, które znam – doszło do bójki z Kolumbijczykami, gdzie jeden Polak zginął, a dwóch zostało rannych. Chłop z chłopem w polskiej kulturze się pobiją, a później się rozejdą. Obcy czują, że mogą sobie pozwolić na więcej, chociaż u nich też panuje zamordyzm. Natomiast nasza policja i sądy są nastawione w taki sposób, że bezpiecznie ma być dla obcych, a dla nas ma być niebezpiecznie. Jak my będziemy się bronić, to my będziemy źli i prześladowani przez służby. Oczywiście, że dla kobiet kończy się czas beztroskiej imprezy. Nie będzie można sobie chodzić bezpiecznie w nocy.
Tu nie chodzi tylko o powrót nocą z imprezy. Czasami wraca się nawet samej późno z pracy, tak jak 24-letnia Klaudia w Toruniu, która nie spodziewała się, co ją czeka.
Ona była barmanką i wracała krótko po północy z pracy. W parku blisko centrum dorwał ją młody facet z Wenezueli z chęcią czynności seksualnych, a wcześniej śrubokrętem wykuł jej oczy. W gangach, które są w Ameryce Południowej, stosuje się takie praktyki, żeby oślepiona ofiara nie mogła rozpoznać sprawcy. Zrobił, co chciał. Rozmawiając z ludźmi, dowiedziałem się, że był on po prostu w dzikim szale i po drodze każdego by zabił. Nie mówimy o czymś naturalnym, tylko dzikiej żądzy, w której wszystko można zrobić. Tam jest taki temperament. Mamy tych ludzi dużo – zaczęli przyjeżdżać do nas od 2015 roku, czyli tzw. dobrej zmiany. Tylko nam mydlono oczy, że coś tam zabroniono, natomiast w rzeczywistości ten proceder narastał. W tej chwili mężczyźni są zagrożeni nożami. Kobiety zresztą też, a dodatkowo gwałtami.
Zapraszamy do zapoznania się z książką Bartosza Kopczyńskiego „Poradnik świadomego narodu. Księga I. Historia debilizacji”. Poniżej prezentujemy fragment lekcji 35 pt. „Szkoła, praca, imigracja”, który bardzo dobrze koresponduje z tematem powyższej rozmowy:
Prywaciarze skarżą się od lat, ale nikt ich nie słucha. Politycy słuchają globalistów, nauczyciele (nauczycielki głównie) słuchają propagandy, jak wszyscy. Wszyscy równo wolą nie dostrzegać, kto pracuje w naszym pięknym kraju, kto utrzymuje całą gospodarkę w ruchu, kto zaspokaja większość potrzeb ludności. To prywaciarze, nasza rodzima kasta niedotykalnych, niezauważani lub pogardzani przez resztę społeczeństwa, również przez środowisko nauczycielskie, dla którego to, co dzieje się tuż po szkole, czyli w pracy, jest czystą abstrakcją. Nie wiedzą, czego tam trzeba, i nie chcą wiedzieć. Słuchają bzdur psychopedy i wcielają to w życie. Z drugiej strony, prywaciarze nie mają pojęcia, co robi się w szkołach. Nawet jednak gdyby wiedzieli, to nie mają jednolitej reprezentacji, aby wywrzeć jakikolwiek wpływ na rząd, który jest tu jedyny władny naprawić to szybko.
Prywaciarze mają dwa główne problemy z pracownikami. Problem pierwszy to ich brak. Wielu Debiutantów nie garnie się do pracy, nawet za porządne pieniądze. Wolą wyjechać do dużego miasta, pójść na pseudo-studia, zrobić nikomu niepotrzebny dyplom, zostać prekariatem [z połączenia słów precarity (précarité) i proletariat] i narzekać, że świat ich nie docenia.
Tymczasem roboty nie ma kto robić: w budowlance, rolnictwie, przemyśle, usługach. Problem drugi to nieprzydatność tych ludzi do pracy. Ci, co już przychodzą, nie mają nie tylko podstawowej wiedzy i umiejętności czy etosu pracy, ale nawet podstawowej przyzwoitości. Horda zdegenerowanej, bezużytecznej tłuszczy – ot co. Nie chcą słuchać, wymądrzają się, pyskują, aroganccy, niesłowni, niesolidni, otępieni, zmieniają pracę z kwiatka na kwiatek, tylko narzekają, a sami od siebie niczego nie wymagają. Narobią problemów, ukradną czas i energię, niczego pożytecznego nie zrobią i zanim czegokolwiek się nauczą, to sami odejdą po krótkim czasie albo trzeba będzie ich na zbity pysk wyrzucić.
Co ma więc zrobić zdesperowany polski prywaciarz, który ma robotę do zrobienia, a tu podatki, kredyty, koszta, ZUS? Nasze Julki i Oskarki do roboty się nie garną, bo rozmemłani i zepsuci, ale z boku już podsuwają się Artem, Serhij, Sofija i Masza, a z czasem też zaczynają pojawiać się Mohammad i Abdul. Robotę jednak trzeba zrobić, skoro tamtym robić się nie chce, to już trudno, niech robią ci, im chociaż zależy – pomyśli prywaciarz, i nie ma za bardzo innego rozwiązania.
Tak celowo urządzono nam życie. Oczywiście zwykły polski prywaciarz nie ma głowy do tego, aby przewidzieć, kiedy nowym pracownikom przestanie zależeć na pracy w Polsce, a zacznie – na podboju Polski. Od takich myśli są ci, którzy sterują systemami. Jeśli więc taki właśnie jest stan rzeczy, oznacza to, że komuś na tym właśnie zależy. Zwykli Polacy nie mogą liczyć na siły oficjalne, muszą zatem zacząć rozwiązywać problemy społeczne samodzielnie. Wbrew pozorom to wykonalne, o czym będzie mowa w dalszych rozdziałach mojego poradnika.
Książkę Bartosza Kopczyńskiego „Poradnik świadomego narodu. Księga I. Historia debilizacji” można zamówić w naszej księgarni: sklep-niezalezna.pl
Nie wydawać wiz ludziom karanym w ich własnych państwach !
==================================
Wicemarszałek Sejmu z Konfederacji Krzysztof Bosak na łamach Kanału Zero przedstawił ostry obraz rosnącej przestępczości cudzoziemców w Polsce i Europie. Polityk nie szczędzi gorzkich słów pod adresem obecnej polityki migracyjnej.
– Bezpieczeństwo Polaków, nasze interesy, nasza racja stanu i porządek w naszym państwie muszą być dla nas na pierwszym miejscu i będą na pierwszym miejscu – oświadcza Bosak na początku swojego wystąpienia. To materiał w Kanale Zero przygotowany w całości przez Konfederację Wolność i Niepodległość.
Polityk podkreśla, że jego ugrupowanie nie zamierza milczeć w kwestii przestępczości imigrantów, mimo oskarżeń o „rozniecanie nienawiści”.
Bosak przywołuje konkretny przykład z Lubina na Dolnym Śląsku, gdzie „imigrant, cudzoziemiec, przebywający w Polsce jak najbardziej legalnie, który przyjechał tu do pracy z kraju, który podobno wykazuje z nami tę mityczną bliskość kulturową, a więc z Mołdawii zgwałcił koleżankę”. Jak się okazało, sprawca był wcześniej skazany za zabójstwo w swoim kraju i odbył 8-letnią karę więzienia.
„Politycy rządzącej koalicji odrzucili poprawkę Konfederacji, aby nie wydawać wiz ludziom karanym w ich własnych państwach. Gdyby ta poprawka przeszła być może dałoby się uniknąć tragedii jak ta z Lubina na Dolnym Śląsku, o której mówię w poniższym nagraniu. Odrzucanie postulatów Konfederacji w sprawie imigracji to narażenie ludzi na niebezpieczeństwo” – podkreślił Bosak.
Politycy rządzącej koalicji odrzucili poprawkę Konfederacji, aby nie wydawać wiz ludziom karanym w ich własnych państwach. Gdyby ta poprawka przeszła być może dałoby się uniknąć tragedii jak ta z Lubina na Dolnym Śląsku, o której mówię w poniższym nagraniu. Odrzucanie postulatów… pic.twitter.com/oPPVTkg158
— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) July 20, 2025
Przestrzegając przed masową imigracją Bosak przywołał przykład Szwecji. – W 2022 roku aż 60% skazanych za morderstwo miało zagraniczne pochodzenie, a stanowią oni zaledwie 27% populacji – podał.
– W kategorii śmiertelnej przemocy gangów i przemocy ulicznej imigranci stanowią 100% w Szwecji. (…) W latach 2000 do 2015 aż 60% skazanych za brutalne wykorzystanie kobiet – to taki eufemizm na gwałt – to imigranci z pierwszego lub drugiego pokolenia – dodał.
Bosak przywołał również dane z Hiszpanii, gdzie „dwa razy częściej, ponad dwa razy częściej imigranci popełniają przestępstwa niż zwykle w Hiszpanii”. Według barcelońskiej Straży Miejskiej „aż osiemdziesiąt procent przestępstw popełnionych w mieście popełniają cudzoziemcy”.
Skala wzrostu imigracji w Polsce. Postulaty legislacyjne
Bosak alarmuje o gwałtownym wzroście liczby imigrantów w Polsce. – Jeszcze w 2002 roku, a więc ponad 20 lat temu, mieliśmy w Polsce zaledwie 100 tysięcy imigrantów. Wystarczyło, że minęło 22 lata i ze 100 tysięcy zrobiło się 2,5 miliona. 25 razy wzrosła w ciągu zaledwie 20 lat liczba imigrantów – podkreśla.
Polityk przypomina o odrzuconych przez większość sejmową projektach Konfederacji. – My przedstawiliśmy projekt poprawki, aby nie wydawać wiz tym, którzy byli karani w swoich własnych państwach. Większość rządząca uznała ten pomysł za zbyt kontrowersyjny – ubolewał.
Bosak domaga się również uchwalenia projektu „dającego prawo funkcjonariuszom Straży Granicznej i żołnierzom, by na granicy używali broni”. – Nie może być tak, że prawo jest tak skomplikowane, że żołnierz czy funkcjonariusz sam nie wie, czy ma prawo tej broni użyć, czy nie – przekonuje.
– Oni się nie boją. Nie boją się, dlatego, że nasi żołnierze, nasi funkcjonariusze na granicy muszą stać z zawiązanymi rękami, nie mogą użyć broni, którą dostali do rąk – uważa Bosak.
Według kard. Rysia, jeśli nie wypowiadacie się o migrantach niezgodnie z „rzeczywistą nauką Chrystusa i Kościoła” jesteście tchórzami, którzy nie mieli odwagi milczeć. Właśnie trwają w całej Polsce protesty antyimigracyjne. Jaka jest zatem ta „rzeczywista nauka” Kościoła?
Pikieta antyimigrancka we Wrocławiu / (mr) PAP/Maciej Kulczyński
Co musisz wiedzieć?
W liście pasterskim kard. Grzegorz Ryś napisał m.in.: „Proszę, jeśli decydujecie się uczestniczyć w dyskusjach – a już zwłaszcza publicznych – na temat właściwej relacji do uchodźców i migrantów – to chciejcie to czynić w głębokim zjednoczeniu z rzeczywistą nauką Chrystusa i Kościoła. Jeśli zaś nie – to proszę: miejcie odwagę przynajmniej w takich wpadkach zamilknąć i nie dokładać ognia do tak rozpalonej rzeczywistości”
Na list pasterski kard. Rysia odpowiedział dr Łukasz Bernaciński z Ordo Iuris
Dzisiaj w całej Polsce odbywają się antyimigranckie demonstracje
Od czasów Leona XIII Kościół uznaje, że ludzie mają prawo migrować w celu utrzymania siebie i swoich rodzin, co potwierdziła np. Konstytucja apostolska Exsul Familia Piusa XII z 1952 r. Kolejni papieże i Sobór Watykański II kontynuowali ten kierunek, choć np. św. Jan Paweł II podkreślał także prawo do nieemigrowania i zamieszkiwania swojej ojczyzny.
Ordo Caritatis
Jednocześnie od czasów św. Augustyna znana jest (i rozwijana przez np. św. Tomasza z Akwinu) w Kościele koncepcja ordo caritatis – porządku miłowania. Jej istota sprowadza się do stwierdzenia, że miłość powinna być uporządkowana hierarchicznie – najpierw należy dbać o najbliższych, a dopiero potem o osoby dalsze, w tym obcych. W kontekście migracji zasada ta pozwala właściwie zarządzać ograniczonymi zasobami państwa i Narodu oraz miarkować ryzyko w kontekście możliwości zapewnienia bezpieczeństwa najpierw najbliższym, później obywatelom, dalej osobom nie będącym pod jurysdykcją państwa.
W „rzeczywistej nauce” Kościoła sformułowano również prawa i obowiązki państwa przyjmującego jak i prawa i obowiązki imigranta. Kościół uznaje prawo państwa do:
Kontroli granic
Wymagania od imigranta przestrzegania prawa państwa przyjmującego
Troski o bezpieczeństwo swoich obywateli
Regulowania prawnego napływu imigrantów z uwagi na dobro wspólne.
Państwo przyjmujące ma przy tym obowiązek poszanowania godności osoby ludzkiej oraz podstawowych praw człowieka w odniesieniu do imigrantów (prawa do wolności, respektowania zakazu tortur, niewolnictwa oraz nadużywania przemocy). Pomoc udzielana na terenie państwa przyjmującego imigrantom w skrajnej sytuacji egzystencjalnej nie powinna być stygmatyzowana.
Kościół naucza o równowadze praw i obowiązków
Kościół zwraca także uwagę, że „państwa bogate” powinny przyjmować imigrantów poszukujących bezpieczeństwa w miarę możliwości i [dodatek autora] z uwzględniam praw państwa i zasady porządku miłości.
Kościół wskazuje także obowiązki imigrantów, do których zalicza:
wdzięczne szanowanie dziedzictwa materialnego i duchowego kraju przyjmującego
posłuszeństwo prawu państwa przyjmującego
wnoszenia wkładu w wydatki państwa przyjmującego.
Kościół nie naucza zatem o prymitywnym humanitaryzmie, lecz o równowadze praw i obowiązków imigrantów, jak i państw przyjmujących.
W świetle faktów i wydarzeń zarówno z Polski jak i innych państw Europejskich można postawić tezę, że państwo powinno jasno uregulować swoją politykę migracyjną zgodnie z chrześcijańskimi jej prawami i obowiązkami, Kościół zaś ma do wykonania gigantyczną robotę, którą chyba niestety w ostatnich latach zaniedbał, by imigrantów innych kultur i religii przekonać do respektowania „rzeczywistej nauki Chrystusa i Kościoła” – zarówno tej ogólnoludzkiej jak i w odniesieniu do samego zjawiska migracji.
[Dr Łukasz Bernaciński – Doktor nauk prawnych. Wiceprezes Ośrodka Analiz Prawnych, Gospodarczych i Społecznych im. Hipolita Cegielskiego, Członek zarządów Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris oraz Fundacji Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny. Zastępca redaktora naczelnego czasopisma naukowego „Kultura Prawna”]
„Nielegalna migracja stanowi zaledwie ułamek całkowitej migracji w Europie. Dane Eurostatu pokazują, że z 4,1 miliona osób, które przeprowadziły się do UE w 2023 r., tylko około 10% stanowili nielegalni migranci. W zeszłym roku odnotowano największą liczbę przyjazdów migrantów od 2014 r. i byli to niemal wyłącznie legalni migranci”.
============================
Unijna agencja Frontex podaje, że liczba nielegalnych przekroczeń granic w Unii Europejskiej obniżyła się w pierwszym kwartale o 30 procent w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Spadki zaobserwowano na wszystkich głównych szlakach migracyjnych prowadzących do Europy.
Jak pokazują dane oraz skutki polityki prowadzonej w tym zakresie, znacznie poważniejszym problemem niż wjazdy czy wejścia nielegalne jest jednak mnożenie kanałów tak zwanej migracji regularnej. Pozwala ona na wjazd i osiedlenie się w UE większej liczbie osób z państw trzecich, bardzo często całkowicie odmiennych kulturowo.
Proceder taki jest możliwy dzięki zawieraniu przez poszczególne rządy umów o eksternalizacji procedur azylowych z wybranymi krajami spoza UE. W zamian za ułatwienie migracji dla swoich obywateli na obszar Unii, wybrane kraje godzą się na przyjęcie i przetrzymywanie u siebie – do czasu rozpatrzenia wniosków azylowych – deportowanych z Europy migrantów.
Tego typu umowy są priorytetem duńskiej prezydencji, która rozpoczęła się 1 lipca.
UE popiera duński model „zero uchodźców”
W zeszłym roku rząd w Kopenhadze przyznał status uchodźcy „historycznie” niskiej liczbie osób (864). 309 z nich pochodziło z Syrii, 130 z Erytrei, a kolejne 130 z Afganistanu. Minister ds. imigracji Kaare Dybvad Bek wskazał, że spadek ten był spowodowany „surową polityką azylową” prowadzoną przez premier Mette Frederiksen. Jednocześnie dodał, że do Danii nie powinno przyjeżdżać więcej migrantów niż „społeczeństwo jest w stanie ich obsłużyć”.
Ambicją socjaldemokratycznej premier – odkąd doszła do władzy w 2019 roku – jest ograniczenie liczby wniosków o azyl do „zera”. Premier podkreśliła, że bez zaostrzenia polityki migracyjnej prawicowe partie zdobędą władzę na całym kontynencie.
Tak więc w 2021 roku Dania uchwaliła prawo, które zezwalało na deportację imigrantów do ośrodków dla azylantów w partnerskich krajach trzecich. Frederiksen nie przejęła się krytyką jej polityki ze strony Komisji Europejskiej, obawiającej się naruszania praw człowieka wobec migrantów i uchodźców.
Teraz, gdy Dania przejęła prezydencję w UE od Polski, priorytetem Kopenhagi jest rozszerzenie surowszej polityki migracyjnej w całej Europie. W szczególności zależy jej na wprowadzeniu bardziej rygorystycznych przepisów dotyczących rozpatrywania wniosków azylowych i odwołań od nich.
Szefowa rządu w Kopenhadze chce zbudować unijny konsensus w sprawie „eksternalizacji procedur azylowych poza Europę”. – Polityka migracyjna jest związana z bezpieczeństwem, to znaczy, że potrzebujemy Europy, która jest bezpieczniejsza, bardziej stabilna i silniejsza, a tak naprawdę nie jest, jeśli nie kontrolujemy przepływów do Europy — mówiła ostatnio minister ds. europejskich Danii Marie Bjerre, przedstawiając priorytety swego państwa na prezydencję.
Dania, której migranci stanowią 16 procent całej populacji w porównaniu z 3,3 procenta w 1985 roku, chce chronić system opieki społecznej „od kołyski do grobu”.
Poza „eksternalizacją procedur azylowych poza Europę” (chodzi o zawieranie umów z tak zwanymi krajami trzecimi i odsyłanie nielegalnych imigrantów z naszego kontynentu do tych krajów, gdzie oczekiwaliby na rozpatrzenie wniosków o azyl), Duńczycy wraz z unijnymi partnerami zabiegają o ograniczenie zakresu orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
W marcu Dania, Włochy, a także przedstawiciele Czech, Polski, Austrii, Belgii, Estonii, Łotwy i Litwy wezwali do „nowej i otwartej rozmowy na temat interpretacji Europejskiej Konwencji Praw Człowieka”. Osiem państw domaga się rewizji Europejskiej Konwencji Praw Człowieka ze względu na zbyt szerokie interpretacje zawartych w niej zapisów, które nie przystają do rzeczywistości. Zwłaszcza, jeśli chodzi o prawa migrantów i uchodźców.
Sygnatariusze listu otwartego zaznaczyli, że chcą „przywrócenia właściwej równowagi” w kwestii interpretacji postanowień konwencji, która weszła w życie w 1953 roku, a którą Europejski Trybunał Praw Człowieka, wydający wiążące orzeczenia, znacznie rozszerzył.
Autorzy listu stwierdzili, że nadszedł czas na „dyskusję na temat tego, w jaki sposób międzynarodowe konwencje odpowiadają wyzwaniom, z którymi mierzymy się dzisiaj”. Wezwali do „przyjrzenia się, w jaki sposób Europejski Trybunał Praw Człowieka rozwinął swoją interpretację Europejskiej Konwencji Praw Człowieka”, zarzucając np. Polsce bezprawne traktowanie migrantów. Danii sędziowie nakazali zmienić przepisy dotyczące łączenia rodzin. Trybunał wydał sporo orzeczeń na niekorzyść rządu w Rzymie czy Estonii.
W związku z tym przywódcy państw europejskich pytają, „czy Trybunał w niektórych przypadkach nie rozszerzył zakresu konwencji zbyt daleko… zmieniając w ten sposób równowagę między interesami, które powinny być chronione?”.
„Uważamy, że rozwój interpretacji Trybunału w niektórych przypadkach ograniczył naszą zdolność do podejmowania decyzji politycznych w naszych własnych demokracjach” – dodano.
Meloni, która doszła do władzy, obiecując ograniczenie nielegalnej migracji, obecnie mierzy się z problemami prawnymi dotyczącymi tworzenia ośrodków dla migrantów w Albanii. Włoscy sędziowie nie chcą godzić się na deportacje przybyszy przechwyconych przez włoskie władze na morzu. Kierują sprawy do ETPC.
Duńczycy narzekają, że konwencja czasami chroni „niewłaściwe osoby” i „nakłada zbyt wiele ograniczeń na możliwość decydowania przez państwa, kogo wydalić ze swoich terytoriów”.
Na list zareagowali obrońcy praw człowieka, alarmując, że podstawy konwencji zostały już nadszarpnięte przez zmianę podejścia do migracji i umowy UE z krajami takimi jak Libia oraz Tunezja. Pomogły one spowolnić napływ migrantów, ale zrobiły to „ogromnym kosztem praw człowieka”. Jako przykład podaje się wyrzucenie w 2023 roku przez władze Tunezji afrykańskich migrantów na pustynię.
UE próbuje także innych środków, by pozbyć się nielegalnych przybyszów. Bruksela wskazała niedawno, że Kosowo, Bangladesz, Kolumbia, Egipt, Indie, Maroko i Tunezja powinny zostać uznane za „bezpieczne kraje pochodzenia”. Oznacza to, że ich obywatele mogliby być odsyłani w ramach szybszych procedur po odrzuceniu ich wniosków azylowych.
Wciąż jednak brak wspólnego podejścia w całej UE w tej kwestii. Niektórzy politycy, jak np. francuska europosłanka Partii Zielonych Mélissa Camara, oskarżają Komisję Europejską o rezygnację z przestrzegania praw podstawowych. Odniosła się do unijnych umów z krajami spoza Europy, takimi jak Libia i Tunezja, gdzie prawa człowieka odsyłanych przybyszy z UE mają być naruszane.
Europejskie Centrum Praw Konstytucyjnych i Praw Człowieka (ECCHR) złożyło dwie skargi do Międzynarodowego Trybunału Karnego w sprawie traktowania migrantów oraz uchodźców w Libii i Tunezji. Zdaniem radczyni prawnej ECCHR Allison West, przypadki te „stanowią zbrodnie przeciwko ludzkości, przy współpracy i akceptacji UE”.
Mimo tych działań państwa europejskie wydają się być zgodne co do potrzeby zawierania takich umów z innymi krajami spoza Unii. Jednocześnie obiecują tworzenie większej liczby ścieżek, umożliwiających legalne dotarcie do UE (w celach zarobkowych, poprzez szybsze łączenie rodzin, stwarzanie ułatwień dla osób pragnących uczyć się w danym kraju czy prowadzić badania).
Nieregularna migracja
Z danych Frontexu dowiadujemy się, że w pierwszych dwóch miesiącach 2025 roku nielegalna migracja spadła do poziomu prawie 25 tysięcy osób. Zmniejszenie przepływu „uchodźców” odnotowano na większości szlaków, z wyjątkiem środkowo-śródziemnomorskiego. Trasa zachodnioafrykańska odpowiadała za znaczną część przybyszów w okresie styczeń – luty. Trasa środkowo-śródziemnomorska odnotowała największy wzrost liczby imigrantów (+48% rok do roku). Bałkany Zachodnie zaliczyły z kolei największy spadek (-64%). Najczęściej nielegalni „nachodźcy” pochodzili z Afganistanu, Bangladeszu i Mali.
Pomimo 40-procentowego spadku w porównaniu z ubiegłym rokiem, korytarz zachodnioafrykański pozostał najbardziej aktywną drogą nielegalnej migracji (7 200 przybyszów zarejestrowano w ciągu pierwszych dwóch miesięcy 2025 r.). Większość migrantów pochodziła z Mali, Senegalu i Gwinei.
Największy wzrost w ciągu pierwszych dwóch miesięcy roku odnotowano na szlaku środkowo-śródziemnomorskim (prawie 6 900 osób) i jest to druga najbardziej aktywna trasa migracyjna prowadząca do UE.
Libia pozostaje głównym punktem przerzutowym na tej trasie. Przemytnicy mają coraz częściej wykorzystywać potężne łodzie motorowe. Koszt przeprawy morskiej waha się od 5 000 do 8 000 EUR za osobę. Najczęściej z tej trasy korzystają obywatele Bangladeszu. Wykorzystują oni formalne umowy zawierane przez ich kraj z Libią, by legalnie wjechać do tego kraju w celach zarobkowych. Następnie zaś wyruszają w podróż morską do Europy.
W sumie w zeszłym roku odnotowano nieco ponad 239 tysięcy wykrytych przypadków nielegalnych migrantów.
Na trasie wiodącej przez wschodnie granice UE odnotowano trzykrotny wzrost liczby przekroczeń, głównie wzdłuż granicy z Ukrainą i Białorusią.
Pośród nielegalnych imigrantów kobiety stanowią zaledwie 10 procent, a większość z nich przybyło na granice UE przez szlak wschodniośródziemnomorski. Największą grupę pośród kobiet stanowiły Afganki i Syryjki.
Mimo że kraje takie jak Francja, Wielka Brytania i Włochy zwiększają poziom deportacji, to wciąż nie jest on wysoki. A niektóre państwa, jak Hiszpania zamierzają zalegalizować średnio 300 tys. przybyłych tu bezprawnie osób w ciągu najbliższych trzech lat. Madryt chce zwiększyć liczbę potencjalnych pracowników ze względu na starzenie się populacji. Tysiące nieletnich migrantów zostanie również przeniesionych z Wysp Kanaryjskich na stały ląd. Premier Pedro Sanchez zawarł szereg umów z Mauretanią w celu zwalczania sieci przemytu ludzi i ograniczenia migracji z Afryki Zachodniej.
W grudniu 2024 roku UE zatwierdziła plan Polski dotyczący tymczasowego zawieszenia prawa do azylu w celu przeciwdziałania „zagrożeniom hybrydowym” i „uzbrajaniu migracji” przez Rosję oraz Białoruś.
Regularna migracja
Jeśli przyjrzymy się innym danym statystycznym dotyczącym przepływów ludnościowych, w tym w szczególności tak zwanej migracji regularnej (czytaj: legalnej), zobaczymy, że to właśnie ona jest znacznie większym problemem.
Statists.com podaje: „Nielegalna migracja stanowi zaledwie ułamek całkowitej migracji w Europie. Dane Eurostatu pokazują, że z 4,1 miliona osób, które przeprowadziły się do UE w 2023 r., tylko około 10% stanowili nielegalni migranci. W zeszłym roku odnotowano największą liczbę przyjazdów migrantów od 2014 r. i byli to niemal wyłącznie legalni migranci”.
W 2023 roku kraje UE wydały ponad 3,7 mln pierwszych zezwoleń na pobyt dla obywateli spoza UE, co stanowi wzrost o 4,7% w porównaniu z 2022 r. i jest najwyższą liczbą odnotowaną do tej pory.
Głównym powodem wydawania zezwoleń na pobyt w 2023 r. była praca (33,8%), kwestie rodzinne (26,4%), ochrona międzynarodowa (25,6%), powody edukacyjne (14,3%).
W 2023 r. najwięcej pierwszych zezwoleń na pobyt wydano obywatelom Ukrainy (307 313), następnie Białorusi (281 279) i Indii (207 966). Sporo zezwoleń uzyskali także Turcy (31,8%). Syryjczycy i Afgańczycy mogli uzyskać pozwolenie z powodu ochrony międzynarodowej (77,3% Syryjczyków i 85,1% Afgańczyków). Z racji rodzinnych najwięcej pozwoleń uzyskali Marokańczycy, Rosjanie i Brazylijczycy. Ze względów edukacyjnych pozwolenia otrzymywali przede wszystkim obywatele Chin.
Dane Eurostatu nie obejmują osób, którym udzielono tymczasowej ochrony w krajach UE z uwagi na agresję Rosji na Ukrainę. Są one oddzielnie gromadzone i dotyczą statusu tymczasowej ochrony.
Warto zauważyć, że w 2021 roku przybyło do UE z zewnątrz 2,3 miliona imigrantów. W 2022 roku 875 000 osób po raz pierwszy złożyło wniosek o ochronę międzynarodową w krajach UE, co stanowi wzrost o 63% w porównaniu z 2021 r. Również w 2022 r. około 82 000 wysoko wykwalifikowanych pracowników spoza UE otrzymało Niebieską Kartę, zezwolenie na pracę i pobyt dla wysoko wykwalifikowanych osób spoza UE. W tym samym roku kraje UE wydały również 421 000 zezwoleń obywatelom spoza UE na naukę i badania.
Dla porównania, w 2020 r. do krajów UE przybyło 1,9 mln osób, a w 2019 r. było ich aż 2,7 mln.
W liczbach bezwzględnych najpopularniejszymi krajami docelowymi dla imigrantów spoza UE w 2021 r. były: Niemcy (439 000 osób) i Hiszpania (421 000), przed Włochami (248 000) i Francją (238 000). Osoby, które wyemigrowały do tych 4 państw członkowskich UE, stanowiły 60% wszystkich imigrantów, którzy przybyli spoza UE w 2021 r.
Generalnie, migranci są stosunkowo młodzi, bo w wieku od 20 do 49 lat.
W 2022 r. wszystkie kraje UE łącznie wydały prawie 3,5 mln pierwszych zezwoleń na pobyt obywatelom spoza UE. Najwięcej Polska (700 000, czyli 20% wszystkich wydanych w UE), a następnie Niemcy (539 000, czyli 16%), Hiszpania (467 000, czyli 14%), Włochy (338 000, czyli 10%) i Francja (324 000, czyli 9%). Oprócz obywateli Ukrainy (374 000, czyli 11% wszystkich zezwoleń), Białorusi (310 000, czyli 9%) i Indii (183 000, czyli 5%), zaświadczenia pobytowe przyznawano Syryjczykom, Afgańczykom, Wenezuelczykom, Turkom itd.
W 2022 r. kraje UE podjęły około 850 000 decyzji w sprawie wniosków o azyl. Spośród nich 632 000 zapadło w pierwszej instancji, a 217 000 było rozstrzygnięciami ostatecznymi podjętymi w wyniku odwołania lub przeglądu decyzji pierwszej instancji.
Decyzje pierwszej instancji przyznały status ochrony 311 000 osób ubiegającym się o azyl, co stanowi wzrost o 54% w porównaniu z rokiem 2021. W drodze ostatecznych decyzji państwa członkowskie UE przyznały status ochrony 73 000 osób ubiegającym się o azyl.
W 2022 r. 143 000 obywateli spoza UE odmówiono wjazdu do UE, 1,1 miliona osób uznano za przebywających nielegalnie, 431 000 osób nakazano opuszczenie kraju UE, a 74 000 osób odesłano do kraju spoza UE.
W 2022 r. Polska zgłosiła największą liczbę odmów (23 000, czyli 16% całkowitej liczby w odniesieniu do UE), wyprzedzając Węgry (16 000, czyli 11%) i Chorwację (12 000, czyli 8%). Większość negatywnych decyzji na granicach lądowych odnotowano w Polsce, na granicach morskich we Włoszech i granicy powietrznej w Irlandii. Wjazdów zabroniono niektórym Ukraińcom, Albańczykom i Rosjanom.
W 2022 r. około 74 000 obywateli spoza UE zostało odesłanych poza UE na podstawie nakazu opuszczenia terytorium konkretnego kraju UE.
Największą grupą osób odesłanych do kraju spoza UE byli Albańczycy (9 500), następnie Gruzini (7 500) i Turcy (4 000).
W 2022 r. około 82 000 wysoko wykwalifikowanych pracowników spoza UE otrzymało Niebieską Kartę UE. Najwięcej (63 000, czyli 77% wszystkich Niebieskich Kart UE) wydały Niemcy, a następnie Polska (5 000, czyli 6%), Litwa i Francja (po 3 900, czyli 5%).
W 2022 r. najwięcej Niebieskich Kart UE przyznano obywatelom Indii (20 000, czyli 24% wszystkich Niebieskich Kart wydanych w UE), wyprzedzając obywateli Rosji (8 000, czyli 9%), Białorusi (6 000, czyli 7%) i Turcji (5 000, czyli 6%).
Przyjeżdżający spoza UE mogą również przebywać na terenie wspólnoty europejskiej w celu studiowania i prowadzenia badań. Łącznie w 2022 roku kraje UE udzieliły 421 000 zezwoleń na studia i badania. Niemcy wydały najwięcej (132 000, czyli 31% wszystkich w UE), następnie Francja (110 000, czyli 26%) i Hiszpania (53 000, czyli 13%).
Bruksela nie jest zainteresowana ograniczeniem przepływów migracyjnych
Polityka UE w tym zakresie skupia się na legalizacji migrantów i odsyłaniu jedynie części z nich. Bruksela nie jest zainteresowana ograniczeniem przepływów, lecz chce nimi lepiej zarządzać.
KE pilotowała dyplomatyczne zabiegi związane z opracowaniem, a potem przyjęciem w grudniu 2018 r. oenzetowskiego Globalnego Paktu na rzecz Bezpiecznej, Uporządkowanej i Regularnej Migracji (GCM). Ta kwestia jest także niejako wkomponowana w Agendę 2030, praktycznie we wszystkie jej cele, przy czym cel 10.7 („Ułatwiać przemyślaną, bezpieczną, regularną i odpowiedzialną migrację oraz przepływ ludzi, w tym poprzez implementację zaplanowanych i dobrze zarządzanych polityk migracyjnych”) stanowi jeden z istotniejszych elementów budowania dobrobytu państw i „nie pozostawiania nikogo w tyle”.
Uregulowane przepływy migracyjne mają z jednej strony pomagać krajom rozwiniętym borykającym się z niskim przyrostem demograficznym w utrzymaniu państw opiekuńczych i zaradzić brakom siły roboczej, z drugiej mają pomóc krajom rozwijającym się w podreparowaniu rodzimych budżetów dzięki środkom napływającym od imigrantów.
W 2016 r. państwa ONZ przyjęły Deklarację Nowojorską w sprawie Uchodźców i Migrantów, zobowiązując się do kompleksowego podejścia do mobilności ludzi i wzmocnienia współpracy na poziomie globalnym. Deklaracja zainicjowała międzyrządowe konsultacje i negocjacje, które zakończyły się przyjęciem Globalnego Paktu na rzecz Bezpiecznej, Uporządkowanej i Regularnej Migracji przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych 19 grudnia 2018 r.
Globalny Pakt chociaż nie jest wiążący – nastąpił duży sprzeciw ze strony państw ze względu na ograniczenie suwerenności – to jednak wytycza ramy globalnej polityki migracyjnej i ramy zarządzania migracją. Łączy się z Agendą 2030. Zresztą, jak podkreśla oenzetowska agencja migracyjna – OIM, Pakt ma swoje korzenie w Agendzie na rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030.
Parlament Europejski w swoim briefingu z 2018 r. podkreśla, że władze UE nie tylko potwierdziły poparcie dla Paktu, ale także aktywnie zabiegały o jego przyjęcie, umieszczając kwestię „praw człowieka” w centrum zarządzania migracją.
Cóż więc z tego, że na przykład Polska wyraziła sprzeciw wobec Paktu, skoro UE zobowiązała się dobrowolnie realizować jego cele?
Artykuł 3 Traktatu o Unii Europejskiej (TUE) zobowiązuje UE, jako podmiot niepaństwowy, do dostosowania się do norm Organizacji Narodów Zjednoczonych w celu promowania i ochrony praw człowieka poprzez wszystkie swoje działania, mając na uwadze szczególnie osoby najbardziej narażone, a także zajmując się kwestiami realpolitik. Dlatego zarówno ONZ, jak i UE muszą szanować prawa człowieka migrantów i osób ubiegających się o azyl oraz uchodźców.
Europa mierzyła się z bezprecedensowym masowym ruchem ludnościowym zwłaszcza w latach 2014 – 2017. Według Agencji Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) i Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) mobilność ludzi nigdy nie była tak wysoka. Obecnie ponad 258 milionów migrantów na całym świecie żyje poza swoim krajem urodzenia i ta liczba ma stale rosnąć z różnych powodów, w tym ze względu na globalny wzrost populacji, rosnące nierówności, nierównowagę demograficzną, a nawet „zmiany klimatyczne”.
Jak zasugerowała inna oenzetowska agenda, UNDP, przy scenariuszu zerowej migracji, w rozwiniętym świecie do 2025 r. tylko Nowa Zelandia i Irlandia miały odnotowywać wzrost liczby ludności w wieku produkcyjnym, podczas gdy wszystkie inne kraje miały doświadczać poważnego spadku. Dlatego, według agencji kluczowe w celu zrównoważenia spadku lub stagnacji wzrostu populacji jest otwarcie legalnych kanałów. Temu właśnie służy GCM przyjęty w Marakeszu w 2018 r., który obejmuje 21 celów, w tym stworzenie warunków sprzyjających umożliwieniu wszystkim migrantom „ubogacania” społeczeństw poprzez ich potencjał ludzki, ekonomiczny i społeczny, a tym samym ułatwienie ich wkładu w zrównoważony rozwój na poziomie lokalnym, krajowym, regionalnym i globalnym.
Pakt ma także doprowadzić do rosnącego uznania i akceptacji globalnej mobilności.
ONZ w lipcu 2016 r. przyjęła także rezolucję w sprawie Porozumienia o powołaniu Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM), będącej do tej pory jedynie powiązaną agencją. Nowa jednostka jest odpowiedzialna za zapewnienie wdrożenia Międzynarodowej Konwencji z dnia 18 grudnia 1990 r. o Ochronie Praw Wszystkich Pracowników Migrujących i Członków ich Rodzin (ICRMW), podobnie jak UNHCR odpowiada za Konwencję o Uchodźcach.
ICRMW zawiera 93 klauzule rozszerzające zakres „praw człowieka”. Od czasu jej wejścia w życie 1 lipca 2003 r. ratyfikowało ją jedynie 49 państw, z których migrują ludzie. Deklaracja wzywa do ochrony wszystkich migrantów, niezależnie od ich statusu i wzywa do zwrócenia szczególnej uwagi na osoby w sytuacjach zagrożenia.
Podczas negocjacji GCM, przedstawiciele UE naciskali na uznanie pozytywnego wkładu migrantów w inkluzywny wzrost i zrównoważony rozwój, zgodnie z Agendą 2030. Przekonywali, że dobrze zarządzana regularna migracja może przyczynić się – poprzez spójne i kompleksowe odpowiedzi – do zrównoważonego rozwoju krajów pochodzenia, tranzytu i przeznaczenia, w tym poprzez wspieranie rozwoju krajów pochodzenia dzięki przekazom pieniężnym.
Czy polityka premier Danii, którą ma popierać wiele państw UE, rzeczywiście zmierza do ograniczenia przepływów migracyjnych?
W kontekście zobowiązań unijnych i biorąc pod uwagę praktyczną politykę państw widać wyraźnie, że problem próbuje się rozwiązać, tworząc więcej możliwości tak zwanej regularnej migracji, do czego wzywa Globalny Pakt Migracyjny. Przepływy nie ustaną, ale należy się spodziewać, że będzie przybywać migrantów, którzy zyskają pozwolenia na pracę, łączenie z rodzinami, na naukę i badania, co już się dzieje.
UE wprowadziła w 2016 r. Nowe Ramy Partnerstwa w sprawie Migracji, opracowując konkretne, dostosowane „pakty migracyjne” z krajami trzecimi, integrując wszystkie polityki, narzędzia i instrumenty w celu lepszego zarządzania procesem. Kraje priorytetowe w Afryce obejmują: Etiopię, Mali, Niger, Nigerię i Senegal. Oferują one kompleksowe ramy dla dwustronnej współpracy między UE a krajami partnerskimi oparte na wzajemnych zobowiązaniach i inicjatywach projektowych, obejmujących kwestie mobilności, migracji i azylu, zgodnie z globalnym podejściem i celem 10.7 Agendy 2030.
W maju 2016 r. przyjęto dyrektywę 2016/801/UE w sprawie warunków wjazdu i pobytu obywateli państw trzecich w celu prowadzenia badań naukowych, studiów, szkoleń, wolontariatu, programów wymiany uczniów lub projektów edukacyjnych. Wcześniej zaproponowano szereg innych kanałów regularnej migracji. W 2017 r. osiągnięto konsensus w sprawie rozwoju, który odnosi się do korzyści płynących z transferu wiedzy, umiejętności i zdolności produkcyjnych migrantów, ich rodzin itp.
Bank Światowy podkreśla, że przekazy pieniężne migrantów płynące do krajów rozwijających się stanowią ponad 382 miliardy euro, przekraczając w znacznym stopniu kwotę oficjalnej pomocy rozwojowej. Jednak, jak uznał Bank Światowy, rzeczywista kwota jest nawet większa, ponieważ migranci korzystają z nieformalnych kanałów, aby unikać kosztów transferu pieniędzy.
Europejski Fundusz Azylu, Migracji i Integracji (AMIF) na lata 2014 – 2020, z kwotą 3,137 mld euro, promował legalną migrację do państw członkowskich UE, zgodnie z potrzebami rynku pracy. Środki wieloletnich ram finansowych na lata 2021 – 2027 przeznaczone na kwestie związane z migracją zostały potrojone i osiągnęły kwotę ponad 34,9 mld euro, w porównaniu z 14 mld euro w okresie 2014 – 2020. Ramy te są wykorzystywane do wspierania przepływów migracyjnych. UE podjęła w minionych latach także szereg innych inicjatyw zwiększając liczbę funduszy na zintegrowane zarządzanie polityką migracyjną. Unijne instytucje wspierają inicjatywy globalne, w tym ONZ, jak np. kampania „Razem” w celu zmniejszenia negatywnych percepcji i postaw wobec uchodźców i migrantów.
Prognozy dotyczące migracji
Szereg instytucji prognozuje stały wzrost przepływów migracyjnych. Przykładowo, International Center for Migration Policy Development (ICMPD) w swoim najnowszym raporcie podkreśla, że „Pomimo złożonej i wieloaspektowej natury migracji, kruchość państw i gwałtowne konflikty pozostaną kluczowymi czynnikami napędzającymi trendy migracyjne w 2025 r., podobnie jak w latach ubiegłych”. Powołując się na oficjalne dane UNHCR, think tank podaje, że „liczba przymusowo przesiedlonych osób wzrosła do szacowanych 122,6 mln do połowy 2024 r., co oznacza wzrost o 11,5% w porównaniu z 2023 r. Dwa miliardy ludzi żyje na obszarach dotkniętych konfliktem. Globalnie obszary te powiększyły się o 65% od 2021 r., przy czym Afryka Subsaharyjska odnotowała największy wzrost. Wszystkie wskaźniki sugerują, że trend ten utrzyma się w 2025 r., potencjalnie zaostrzony przez eskalację konfliktów – takich jak te w Sahelu – i pod wpływem ważnych wydarzeń geopolitycznych w rodzaju ostatnich amerykańskich wyborów prezydenckich lub upadku reżimu Assada w Syrii”.
Podstawowe przyczyny przesiedleń utrzymują się, zarówno globalnie, jak i w sąsiedztwie europejskim, dlatego państwa powinny być przygotowane na radzenie sobie z szeregiem scenariuszy migracyjnych w 2025 roku.
Mimo że obserwuje się zaostrzenie polityki migracyjnej (np. wznoszenie ogrodzeń w Finlandii, Polsce, Iranie, Turcji czy USA; albo prowadzi się programy deportacji na szeroką skalę, np. Algieria, Libia, Tunezja, Kolumbia i Panama, Iran i Pakistan), a UE planuje eksternalizację przetwarzania wniosków azylowych i deportacje, to jednak należy spodziewać się większych przepływów migracyjnych. I UE w szczególności może być zagrożona w razie powodzenia restrykcyjnej polityki prezydenta Trumpa, czy też wskutek zwiększonych akcji deportacyjnych w Pakistanie oraz Iranie. Do Europy może napłynąć więcej przybyszy z Ameryki Południowej, a także Afgańczyków.
Wielkim wyzwaniem wciąż pozostaje niepewna sytuacja w Syrii i na Ukrainie. O ile zawieszenie broni za naszą wschodnią granicą mogłoby doprowadzić do powrotu 1,2 do 2,1 miliona Ukraińców do kraju, o tyle pełna okupacja rosyjska może spowodować przesiedlenie ponad 10 milionów osób.
Pod koniec października 2024 r. w UE zarejestrowano łącznie 4,2 miliona Ukraińców jako beneficjentów tymczasowej ochrony.
Z danych ICMPD wynika także, że w zeszłym roku liczba zezwoleń na pracę wydanych obywatelom spoza UE wzrosła o 8,9%, zezwoleń na pracę sezonową o 22,6%, a liczba Niebieskich Kart UE o 8,8%. I „ze względu na skutki zmian demograficznych nie oczekuje się, że ten trend się odwróci w 2025 r., nawet w obliczu potencjalnego spowolnienia gospodarczego w UE”.
Ponadto, „elementy migracji zarobkowej i partnerstwa na rzecz umiejętności stały się mocno osadzone w dyplomacji migracyjnej UE i umowach z partnerami spoza Europy”. Think tank podaje, że obecnie istnieje prawie 300 różnych ścieżek migracji zarobkowej do UE.
Ze względu na rosnącą rywalizację między największymi mocarstwami świata, większą kruchość państw, rosnącą liczbą gwałtownych konfliktów, terroryzm, politykę energetyczną i brak bezpieczeństwa żywnościowego, należy spodziewać się nasilenia ruchów migracyjnych.
Liczba konfliktów zbrojnych prawie się podwoiła w ciągu ostatniej dekady. Sytuacja w Europie będzie kształtowana przez wydarzenia związane z migracją na Bliskim i Środkowym Wschodzie, w Azji Południowej, w regionach Afryki i Europie Wschodniej.
UNHCR podaje, że w ubiegłym roku pomocy potrzebowało ponad 6,4 mln Afgańczyków. Jest to największa grupa uchodźców na świecie. Ponad 5,5 mln z nich znalazło schronienie w Iranie, Pakistanie, Tadżykistanie, Uzbekistanie i Turkmenistanie, przy czym 1,3 miliona Afgańczyków w Pakistanie jest zarejestrowanych jako uchodźcy, a 761 000 w Iranie. Kolejne 5,5 miliona Afgańczyków przebywa w tych dwóch krajach jako migranci zarobkowi, posiadacze paszportów rodzinnych lub w sytuacji nieudokumentowanej.
Jednak od 2023 r. Pakistan i Iran rozpoczęły masowe wydalanie nielegalnych Afgańczyków. Iran planuje pozbyć się 2 milionów spośród 4,5 miliona Afgańczyków, którzy prawdopodobnie przebywają w kraju. Osoby te najprawdopodobniej udadzą się w kierunku Turcji, a stamtąd do UE.
Pakistan pozostaje jednym z najważniejszych na świecie źródeł i miejsc docelowych międzynarodowych przepływów migracyjnych. Ponad 11 milionów obywateli Pakistanu jest zatrudnionych za granicą jako migranci zarobkowi, przy czym ponad 90% pracuje w Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Omanie i Katarze. Inni udają się do Europy. Pakistan zajmuje piąte miejsce na świecie wśród największych krajów odbiorców przekazów pieniężnych od migrantów. Transfery stanowią około 10% jego PKB, pozostając stabilnym źródłem dochodu gospodarstw domowych w czasie kryzysów.
Obecnie władze Pakistanu starają się zintensyfikować współpracę z UE w zakresie migracji legalnej i zarobkowej. KE uruchomiła program wspierający Partnerstwo Talentów między UE a Pakistanem w listopadzie 2024 r. Bruksela planuje – dzięki przyznawaniu pozwoleń na pracę – zredukować liczbę osób ubiegających się o azyl i nielegalnych przybyszów z Pakistanu.
Zarówno wojna w Afganistanie i późniejsze przejęcie władzy przez talibów, a także wojna w Syrii, która rozpoczęła się w 2011 r., wywołały jeden z największych przedłużających się kryzysów przesiedleń od zakończenia II wojny światowej. Ponad 14 milionów Syryjczyków zostało przesiedlonych od 2011 roku, 7,2 miliona z nich wewnętrznie.
Szybka eskalacja konfliktu w Strefie Gazy po październiku 2023 roku i izraelskie ataki na Liban ponownie doprowadziły do wzrostu przymusowych przesiedleń. Niezwykle trudna sytuacja panuje w Strefie Gazy, przy czym miliony Palestyńczyków przesiedlonych w wyniku walk nie ma ani zamiaru, ani możliwości dotarcia do bezpiecznego kraju, który mógłby im zapewnić ochronę lub byłby skłonny to zrobić.
Tradycyjnie także Libia jest domem dla dużej populacji migrantów, składającej się z uchodźców, migrantów zarobkowych i grup nieudokumentowanych. Jest także ważnym punktem przerzutowym uchodźców i migrantów nieregularnych zmierzających do UE wzdłuż Centralnego Szlaku Śródziemnomorskiego.
W Libii największą grupę migrantów usiłujących dostać się do Europy stanowią obywatele Sudanu (26%), Nigru (24%), Egiptu (21%), Czadu (10%), Nigerii (4%) i Syrii (3%).
Stale pogarsza się sytuacja w Afryce Subsaharyjskiej, rośnie liczba uchodźców oraz nielegalnych migrantów w Tunezji.
W Sahelu w 2024 r. rozszerzyła się rebelia dżihadystów, której celem była destabilizacja reżimów wojskowych w Burkina Faso, Mali i Nigrze. Doprowadziło to do eskalacji konfliktu zbrojnego, który objął większą liczbę regionów i spowodował wzrost liczby ofiar i przesiedleńców. Jednak głównym motorem znacznego wzrostu przesiedleń ludności afrykańskiej w 2024 r. był konflikt w Sudanie. W połowie kwietnia 2,5 miliona osób uciekło z kraju, a szacuje się, że 1,1 miliona udało się do Egiptu, ok. 723 000 do Czadu i około 210 000 do Libii.
Znacznie wzrosła liczba migrantów w Mauretanii (ponad 10-krotnie wyższa niż w 2023 r.), Mali (wzrost o 760%) i Somalii (wzrost o 760%).
Pod względem napływu migrantów z krajów Ameryki Południowej, najliczniejsze grono uchodźców i osób ubiegających się o azyl stanowią Wenezuelczycy, Kolumbijczycy, Haitańczycy, mieszkańcy Hondurasu i Salwadoru. Ogólnie rzecz biorąc, największe grupy wnioskodawców o azyl w 2023 r. stanowili mieszkańcy Syrii, Afganistanu, Wenezueli, Turcji, Kolumbii, Bangladeszu i Peru.
W ciągu pierwszych 10 miesięcy 2024 r. Syryjczycy złożyli najwięcej wniosków o azyl w UE. Stanowili oni 13% wszystkich wnioskodawców, a łączna liczba wniosków wyniosła 130 397.
W Niemczech łączna liczba uchodźców rezydentów osiągnęła rekordowy poziom 3,48 miliona, pomimo spadku nowych wniosków.
Implikacje masowej migracji
Masowa migracja może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, jak i poważne wyzwanie dla spójności społecznej.
I chociaż media niechętnie informują o zagrożeniach płynących z masowej migracji, istnieją badania i analizy, które na to wskazują. W zeszłym roku „Daily Telegraph” donosił o raporcie rządowym, sugerując, że „masowa imigracja nisko zarabiających imigrantów to finansowa katastrofa dla Wielkiej Brytanii”. Tego rodzaju cudzoziemcy mają generować same straty. Według wyliczeń analityków rządowych, pierwsze dziesięć lat pobytu każdego takiego obcokrajowca w Zjednoczonym Królestwie kosztuje Brytyjczyków 35 tysięcy funtów. Koszt ten ma rosnąć i wynosić 150 tysięcy funtów, gdy imigrant osiągnie wiek emerytalny. Utrzymanie każdego nisko zarabiającego imigranta ma kosztować 387 tysięcy funtów do czasu osiągnięcia wieku 78 lat i 465 tysięcy funtów w wieku 81 lat. Jeśli człowiek ten dożyje do lat 100, Brytyjczycy zapłacą na jego utrzymanie 1,2 miliona funtów.
Również Pew Research Center w 2011 r. donosił o badaniu wskazującym na zagrożenie dla bezpieczeństwa wynikające z radykalizacji drugiego pokolenia imigrantów, niejako żyjącego między dwoma światami: światem rodziców a realiami kraju, w którym się urodzili.
Do tego dochodzą problemy związane z integracją i tworzeniem równoległych wspólnot, gettoizacją osób wywodzących się z odmiennych kultur, a które zagrażają tożsamości Europejczyków, przed czym nie raz przestrzegał kardynał z Gwinei Robert Sarah.
Stary Kontynent doświadcza kryzysu migracyjnego od co najmniej 2008 roku, a od czasu tak zwanej Arabskiej Wiosny mierzy się z nieprzerwanym napływem przesiedlonych migrantów. Rok 2008 był rokiem amerykańskiego kryzysu kredytowego, kiedy upadł duży bank inwestycyjny Lehman Brothers. 8 sierpnia 2008 r. doszło do kolejnego krytycznego wydarzenia, kiedy Rosja najechała Gruzję. Potem w 2011 r. rozpoczęła się Arabska Wiosna, a w 2014 r. miała miejsce rosyjska aneksja Krymu, następnie w 2022 r. rozpoczął się pełnoskalowy atak rosyjski na Ukrainę.
Chociaż tego typu niestabilność powoduje ruchy migracyjne, nie zapominajmy także, że to proces wpisany w projekt europejski. Zgodnie z Manifestem z Ventotene, należy zlikwidować granice, niejako rozpuścić państwa narodowe i ułatwić mieszanie się ludności.
Przed tym właśnie ostrzegał kard. Sarah, mówiąc, że „Europa” „wydaje się być zaprogramowana na samozniszczenie”. Wskazał, że wraz ze stałym regularnym napływem migrantów atakowane jest dziedzictwo europejskie i wszystko, co Europa dała światu, oparte na solidnych fundamentach wiary katolickiej.
Kardynał zaznaczył w 2019 r., że „Kościół nie może współpracować z tą nową formą niewolnictwa, jaką jest masowa migracja”, a ci, którzy nieostrożnie promują to zjawisko, ponoszą odpowiedzialność za nieuchronną tragiczną utratę życia, izolację, samotność i zależność, z jaką mierzą się obcy kulturowo cudzoziemcy w nowych środowiskach.
Kardynał Sarah uważa, że zjawisko, z którym mamy do czynienia w Europie, ma skalę, która nie jest ani zwyczajna, ani roztropna. „Jeśli Zachód będzie postępował w ten fatalny sposób, istnieje duże ryzyko, że z powodu braku urodzeń zniknie, najechany przez cudzoziemców, tak jak Rzym został najechany przez barbarzyńców” – ostrzegał.
W sprawie imigrantów na zachodniej granicy ktoś powiedział: Czekamy aż rząd się opamięta. Moim zdaniem grupa trzymająca władzę nie może się opamiętać. Dlaczego? Bo opamiętanie oznacza powrót do normy, a dla nich normą są zdrada i działanie na rzecz obcych interesów.
Władza nie działa, dlatego obywatele biorą sprawy w swoje ręce – taki był jasny przekaz uczestników patroli obywatelskich, z którymi rozmawiał na granicy Krzysztof Stanowski. – Czekamy aż rząd się opamięta i zacznie robić to, za co mu płacimy – powiedziała pod koniec programu Magdalena Sosnowska z Konfederacji.
Dlaczego uważam, że rząd się nie opamięta i nie zacznie robić tego, za co mu płacimy? A nawet jak zacznie, to nie dlatego, że się opamiętał…
Samobójcze „elity”
Chapeau bas dla redaktora Stanowskiego za pokazanie po raz kolejny rzeczywistości, której nie prezentują media głównego nurtu. Również za mimowolne obnażenie samobójczej postawy lewicowo-liberalnych elit.
Przedstawicielem „frakcji samobójczej” na spotkaniu w Gryfinie był Andrzej Radziwinowicz z Partii Zielonych. Nie ma sensu przytaczać jego wypowiedzi, dość je streścić. Plątając się w dwuznacznościach ów lokalny samorządowiec stwierdzał jednocześnie, że jest „przeciwko nielegalnej imigracji” i (nie wprost, ale do tego to zmierzało) że należy szanować uczucia imigrantów, którzy mogliby poczuć się urażeni, gdyby wszystkich wrzucono do jednego worka.
Otóż nie. Rząd zgodnie z logiką porządku miłości ma jedno naczelne zadanie: dbać o dobro własnych obywateli. Jeżeli jakikolwiek obcy straci dobre imię (a nawet życie – choćby przy próbie sforsowania granicy), to nie powinno być poważnym zmartwieniem dla sprawiedliwej władzy. Natomiast jeżeli jakikolwiek (choćby jeden) obywatel Polski miał ucierpieć z powodu humanitarnego traktowania obcych, władza popełniłaby niewybaczalny grzech zaniedbania obowiązków.
Rząd nie ma prawa ryzykować życiem, zdrowiem i dobrem Polaków w imię jakichkolwiek przekonań o prawach człowieka czy też w imię opinii, jaką cieszy się na europejskich salonach albo w komisji pani von der Leyen. Rząd ma jasno określone obowiązki i skupiają się one wyłącznie na dobru wspólnym Polaków. Dopiero gdy to dobro jest zabezpieczone, władza ma prawo myśleć o altruistycznym działaniu na rzecz obcych.
Jeszcze jedna rzecz jasno wybrzmiała na spotkaniu w Gryfinie: Już wiemy, do czego prowadzi samobójcza polityka użalania się nad imigrantami. Widzimy to na Zachodzie i nie chcemy tego w Polsce. Dlatego nie ma taryfy ulgowej dla imigrantów, wobec których należy zastosować prostą i zdecydowaną politykę: WSZYSTKICH WON! (te słowa akurat nie padły, ale taki był przekaz).
Rządy zdrajców
Sposób myślenia radnego Radziwinowicza pokazał typowy modus operandi tzw. państwa polskiego: stosować prawa człowieka wobec obcych i bandytów to priorytet, a że ucierpią na tym Polacy? To furda! Wszak za to mocodawcy swoich pionków nie rozliczą.
Tak jest zbudowany system państwowy w III RP i nie ma tu wiele do rzeczy, która partia akurat rządzi. Spójrzmy choćby na kodeks karny, który w oczywisty sposób faworyzuje bandytów i doprowadza do sytuacji, w której praworządny obywatel boi się bronić. Trywialne byłoby przytaczanie wszystkich przykładów, ale jeden mimo wszystko przywołajmy. Chodzi o milicję obywatelską. Wiadomo, z czym ona nam się kojarzy. Tymczasem milicja obywatelska to prostu grupka mieszkańców, która chwyta za broń, by wspomóc władzę w utrzymaniu bezpieczeństwa. W różnych państwach Unii Europejskiej istnieją prawa dające ludziom taką możliwość. Ale nie w Polsce.
Uczestnicy patroli obywatelskich, którzy pojawili się na konferencji Kanału Zero w Gryfinie, z uporem maniaka powtarzali, że ich akcja jest „pokojowa” i obsesyjnie odżegnywali się od „chuligaństwa”. To jest właśnie ten absurdalny kozi róg, w który zagnała nas władza niesprawiedliwa w Polsce. Powiedzmy to jasno: państwo nie działa. Obywatele nie są bezpieczni. Dlatego obywatele nie muszą siedzieć jak myszy pod miotłą i mają prawo wziąć sprawy w swoje ręce. Niekoniecznie pokojowo.
Paradoks polega na tym, że to my płacimy zdrajcom u władzy, jak wskazała cytowana wcześniej Magdalena Sosnowska, ale to nie my jesteśmy ich mocodawcą. Oni nie poczuwają się do tego, by wypełniać wobec nas swoje obowiązki. Żaden z nich nigdy nic podobnego nawet nie powiedział. Żaden z nich do niczego podobnego nigdy się nie zobowiązał, a nawet jeżeli, to była to jedynie wyborcza retoryka.
To nie Ameryka, gdzie istnieje i wciąż gdzieniegdzie funkcjonuje ideał władzy z ludu i dla ludu. To demokracja fasadowa i władza nie uznaje tu żadnych danych od Boga praw, których miałaby przestrzegać. Dlatego jeżeli nawet rząd Tuska zrobi coś w kwestii imigracji, to nie dlatego, że się opamięta, ale dlatego, że tak wyjdzie ze słupków poparcia, a motywem będzie niechęć do oddania władzy PiS-owi, nie zaś dobro Polski i Polaków.
To niby oczywiste, ale warto rozumieć, na czym świat stoi, żeby nie dać się omamić.