„Midas”. Rabusie Ukrainy: „Wowa” i „Andrij”. Czyżby chodziło tu o Zełenskiego i Jermaka?

W sprawie Midasa na Ukrainie odkryto kolejną grupę przestępczą złożoną z urzędników.

Celem jej utworzenia, według SAP, było przejmowanie nieruchomości i innych składników majątku osób prawnych poprzez nieuprawnioną ingerencję w funkcjonowanie sieci informatycznych Ministerstwa Sprawiedliwości.

MOSKWA, 20 sierpnia. /TASS/. tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Specjalistyczna Prokuratura Antykorupcyjna (SAPO) i Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) wykryły organizację przestępczą, w skład której wchodzili obecny i były poseł, a także urzędnicy z biura Wołodymyra Zełenskiego. Informacja została podana na kanale Telegram SAPO.

Według śledczych, celem jej utworzenia było przejmowanie nieruchomości i innych aktywów osób prawnych poprzez nieautoryzowaną ingerencję w sieci informatyczne Ministerstwa Sprawiedliwości Ukrainy, fałszowanie orzeczeń sądowych, aktów własności itp. Jak ustalono w toku śledztwa, członkowie organizacji przestępczej, aby osiągnąć swój cel, stosowali groźby, naciski i przekupstwo przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości wszystkich szczebli, urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości Ukrainy oraz organów ścigania.

W ten sposób organ dochodzeniowo-śledczy odkrył przejęcie przez członków organizacji przestępczej dwóch przedsiębiorstw o ​​łącznej wartości aktywów wynoszącej 248 mln hrywien (5,5 mln USD) oraz przygotowania do przejęcia jesienią 2025 r. nieruchomości w Kijowie o łącznej wartości ponad 207 mln hrywien (4,6 mln USD), których nie udało się sfinalizować z powodu okoliczności niezależnych od nich.

Ponadto członkowie wspomnianej organizacji przestępczej, działając w zmowie z przedstawicielami i urzędnikami jednego z państwowych banków, w czerwcu 2026 r. wyprali mienie uzyskane w sposób przestępczy – wprowadzili do legalnego obrotu 150 milionów hrywien (3,35 miliona dolarów) na rzecz osób pozostających pod ich kontrolą, przy udziale członków innej organizacji przestępczej w ramach sprawy „Midas”.

Ujawniono również spisek mający na celu porwanie i nielegalne pozbawienie wolności osoby w celu przejęcia kontroli nad podmiotem gospodarczym, któremu udało się szybko zapobiec. Na podstawie faktów udowodnionych przez detektywów NABU i prokuratorów SAP, postawiono zarzuty członkom organizacji przestępczej i osobom, które w nią zamieszali. Nazwiska podejrzanych pozostają nieujawnione.

W środę Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) ogłosiło operację specjalną przeciwko grupie przestępczej, w skład której wchodzili zastępca szefa biura Zełenskiego, były poseł i prezes zarządu banku państwowego.

Na nagraniach opublikowanych wówczas przez NABU, Iryna Mudraia, zastępca szefa biura Zełenskiego, omawia między innymi kwestię przejęcia kontroli nad ukraińskim bankiem Sense. W trakcie skandalu Zełenski podpisał dekret o zwolnieniu Mudrai. Jej dom został przeszukany. Obecnie przygotowuje się do rozprawy sądowej w celu ustalenia środka zapobiegawczego.

Taśmy Mindicza

W listopadzie ubiegłego roku NABU i SAP ogłosiły zakrojoną na szeroką skalę operację o nazwie „Midas”, mającą na celu ujawnienie poważnego procederu korupcyjnego w sektorze energetycznym, którym kierował biznesmen Timur Mindicz, bliski współpracownik Wołodymyra Zełenskiego. NABU oskarżyło Mindicza zaocznie i zaczęło publikować fragmenty rozmów w jego mieszkaniu, w których omawiano korupcyjne procedery. Łącznie nagrania audio mają 1000 godzin.

17 listopada 2025 roku pojawiły się informacje, że Andrij Jermak, ówczesny szef biura Zełenskiego, mógł pojawić się na nagraniach NABU. Rankiem 28 listopada biuro Jermaka zostało przeszukane, a wieczorem Zełenski go zwolnił.

Następnie ukraińskie media i parlamentarzyści zaczęli publikować nowe fragmenty nagrań audio. W nich Mindycz rozmawiał z Rustemem Umerowem, obecnym szefem Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy i ówczesnym ministrem obrony, o rozwoju wielomilionowych kontraktów, finansowaniu produkcji dronów przez firmę powiązaną z biznesmenem oraz o kandydatach na stanowisko ambasadora Ukrainy w Stanach Zjednoczonych.

Inne fragmenty wskazują, że Mindycz omawiał budowę kilku luksusowych rezydencji, w tym dla siebie, „Wowej” i „Andrija”. Prawdopodobnie chodzi tu o Zełenskiego i Jermaka. Co więcej, niektóre transkrypcje pokazują, jak otoczenie Zełenskiego przejmuje kontrolę nad różnymi firmami.

Kolejna afera w najbliższym otoczeniu Zełenskiego. Służby przeszukują Biuro Prezydenta

Afera w najbliższym otoczeniu Zełenskiego.

Służby przeszukują Biuro Prezydenta

admin3 śr., 19/08/2026 – zmianynaziemi/afera-w-otoczeniu-zelenskiego-sluzby-przeszukuja-biuro-prezydenta

19 sierpnia 2026 roku ukraińskie organy antykorupcyjne rozpoczęły zakrojoną na szeroką skalę operację specjalną, która ponownie skierowała uwagę na najbliższe otoczenie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) oraz Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAP) poinformowały o działaniach mających na celu ujawnienie organizacji przestępczej. Według oficjalnego komunikatu grupa działała pod kierownictwem obecnego i byłego deputowanego do Rady Najwyższej, a w jej struktury zaangażowani mieli być wysocy rangą urzędnicy Biura Prezydenta Ukrainy.

Przeszukania objęły między innymi rezydencję Iryny Mudry, zastępczyni szefa kancelarii prezydenta odpowiedzialnej za sprawy prawne i reformę wymiaru sprawiedliwości. Wcześniej Mudra pełniła funkcję wiceminister sprawiedliwości. Śledczy przeszukali także posesje deputowanego Wadyma Stolara, który w przeszłości był związany z partią Platforma Opozycyjna – Za Życie, zdelegalizowaną po pełnoskalowej inwazji Rosji w 2022 roku. Operacja o kryptonimie Forest Gump stanowi kolejny etap szerokich działań antykorupcyjnych.

Według doniesień ukraińskich mediów śledztwo koncentruje się na schematach prania pieniędzy i nielegalnych przepływach finansowych. W jednej z wersji ujawnionych przez organy antykorupcyjne grupa miała zajmować się legalizacją środków pochodzących z wcześniejszych spraw, w tym związanych z sektorem energetycznym – konkretnie 150 milionów hrywien przeznaczonych na kaucję w poprzedniej aferze. Prezydent Zełenski zareagował szybko, wydając dekret o odwołaniu Iryny Mudry ze stanowiska. Sam nie skomentował publicznie szczegółów operacji.

Ważny kontekst: według oficjalnych oświadczeń NABU i SAP Wołodymyr Zełenski nie figuruje jako podejrzany w tych postępowaniach. Organy wielokrotnie podkreślały, że prezydent nie jest przedmiotem ich dochodzeń – zarówno w sprawie Midas, jak i w najnowszej operacji. Formalnie nie postawiono mu żadnych zarzutów.

Jednocześnie fakty dotyczące jego najbliższego otoczenia wyglądają inaczej i budzą uzasadnione pytania. Ta sprawa nie jest odosobniona, lecz stanowi kontynuację głośnej operacji Midas z listopada 2025 roku. Wówczas ujawniono schemat wymuszania łapówek w państwowej spółce Enerhoatom. Szacowana wartość procederu wyniosła co najmniej 100 milionów dolarów. W centrum uwagi znalazł się biznesmen Tymur Mindicz – wieloletni partner biznesowy Zełenskiego i współwłaściciel studia Kwartał 95. Mindicz wyjechał do Izraela, unikając zatrzymania.

Kolejną kluczową postacią był Andrij Jermak, długoletni szef Biura Prezydenta. W maju 2026 roku postawiono mu zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i legalizacji około 460 milionów hrywien poprzez budowę luksusowego kompleksu Dynastia pod Kijowem. Śledczy podejrzewali, że środki mogły pochodzić z nielegalnych mechanizmów w Enerhoatomie. Jermak zaprzeczał zarzutom.

https://youtu.be/GN-PsJJ864I

Pojawiły się też doniesienia o nagraniach, w których pada zdrobnienie Wowa w kontekście budowy luksusowych rezydencji.

NABU i SAP oficjalnie zaprzeczyły, by prezydent był w jakikolwiek sposób objęty śledztwem. Krytycy wskazują jednak, że przy tak bliskich i długotrwałych powiązaniach z osobami objętymi zarzutami trudno mówić o pełnej izolacji od problemu. Zwolennicy podkreślają, że niezależne organy antykorupcyjne działają, a sam prezydent publicznie deklaruje wsparcie dla walki z korupcją i szybko odwołuje osoby objęte podejrzeniami.

Korupcja w Ukrainie nie jest nowym zjawiskiem. W warunkach wojny nabiera szczególnego wymiaru – środki przeznaczone na obronność i odbudowę stają się atrakcyjnym celem. Zachodni partnerzy wielokrotnie podkreślali konieczność skutecznej walki z tym problemem. NABU i SAP, utworzone z pomocą międzynarodową, mają działać niezależnie. Ich ostatnie działania pokazują, że instytucje te zachowują zdolność do podejmowania kroków nawet wobec osób z najbliższego otoczenia prezydenta.

Polityczne konsekwencje są już widoczne. Spadek notowań Zełenskiego zbiegł się z serią skandali. Dodatkowym czynnikiem stała się dymisja popularnego ministra obrony Mychajła Fedorowa, który publicznie wezwał do przeprowadzenia wyborów nawet w czasie wojny. Przeszukania zbiegły się z głosowaniem w parlamencie nad nowym kandydatem na to stanowisko.

Międzynarodowa opinia publiczna obserwuje te wydarzenia z uwagą. Dla partnerów zachodnich niezależność NABU i SAP jest jednym z warunków dalszego wsparcia. Ukraina, ubiegając się o członkostwo w Unii Europejskiej, musi wykazać postępy w reformach. Każda kolejna afera utrudnia ten proces.

Z drugiej strony działania służb antykorupcyjnych można uznać za pozytywny sygnał. Pokazują one, że mimo wojny instytucje państwa funkcjonują i są w stanie badać nawet najtrudniejsze sprawy. Operacja z sierpnia 2026 roku, choć wciąż na wczesnym etapie, potwierdza, że system antykorupcyjny nie został całkowicie zablokowany.

Przyszłość wskaże, jak głęboko sięgają powiązania ujawnione w najnowszym śledztwie. Ukraina stoi przed wyzwaniem, by jednocześnie prowadzić wojnę obronną i budować transparentne państwo. Najnowsza afera – wraz z całą serią poprzednich spraw dotyczących najbliższego kręgu władzy – pokazuje, jak trudne jest to zadanie. Formalny brak zarzutów wobec samego prezydenta nie zamyka dyskusji o odpowiedzialności politycznej i o tym, dlaczego kolejne nazwiska z jego otoczenia pojawiają się w aktach spraw korupcyjnych.

Źródła:

osw.waw.pl/en/publikacje/analyses/2026-05-13/…

polsatnews.pl/wiadomosc/2026-08-19/grupa-prze…

https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-afera-na-szc…

https://dorzeczy.pl/swiat/930661/afera-korupcyjna-zamiesz…

https://wiadomosci.wp.pl/w-imie-chciwosci-afera-korupcyjn…

Jak Zełeński robi w balona wszystkich

Jak Zełeński robi wszystkich w balona

Tomasz Jankowski

Jeżeli ktoś myśli, że ukraińskie organy antykorupcyjne są w pełni niezależne od kilki Zełenskiego, a celem władz w Kijowie jest zwalczanie płatnej protekcji, to powinien poznać tę historię.

Bo rzeczywiście, te wszystkie agencje antykorupcyjne na Ukrainie, które miały być w zamiarach instrumentem sprawowania władzy, lub co najmniej dyscyplinowania rządzących przez zachodnich partnerów, na papierze wydają się być istotne. Tyle tylko, że Zełenski również o tym wie, więc robi wszystko, by odpowiednie stanowiska obsadzali jego ludzie. Oczywiście nie osobiście. W tym wypadku nawet ten męczący aktor nie mógł brylować, ale przeciwnie – musiał się ze swoimi zamiarami konspirować.

Ludzi Zełenskiego stać na kaucje

Według informacji Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP), które dopiero niedawno ujrzały światło dzienne, w 2024 roku Narodowa Agencja ds. Zapobiegania Korupcji (NACP) ogłosiła konkurs na stanowisko szefa agencji. Olga Stefaniszyna, ówczesna wicepremier ds. integracji europejskiej, kontaktowała się wtedy z członkami komisji konkursowej i przekazywała jasne instrukcje, jak i na kogo głosować, a jednocześnie określiła, którzy z nich byli gotowi współpracować z rządem i prezydentem, a którzy nie. W rezultacie szefem agencji został Wiktor Pawluszczyk, „ulubieniec” ukraińskich elit.

NACP, SAP i Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) miały stanowić autonomiczny system antykorupcyjny. Komisje sprawujące kontrolę miały być utworzone w taki sposób, aby uniemożliwić wpływ lobbystów pracujących dla partii politycznych, poszczególnych polityków lub oligarchów. Zełenski jednak umieścił swoich ludzi wszędzie. Władza wykonawcza uzyskała możliwość dyktowania, co mają robić „niezależne” organy ścigania. Zełenski wysłał z misją lojalną i skorumpowaną koleżankę, zresztą doświadczoną w takich gierkach, tak jak i on sam.

Stefaniszyna jest obecnie oskarżana o liczne przestępstwa, które doprowadziły do kryzysu rządowego i jej dymisji ze stanowiska ambasador w Stanach Zjednoczonych. Na swoich działaniach miała zarobić około 20 milionów dolarów, m.in. spekulując na rynku nieruchomości. Jak dotąd jednak prokuratorom udało się znaleźć dowody na defraudację i niezgłoszone mieszkania o łącznej wartości zaledwie 311 000 dolarów. Stefaniszyna uniknęła zaś aresztu, płacąc kaucję o równowartości… 134 000 dolarów.

Biznes się kręci

„Kontrolowane przejęcie” NACP przez „pewnego człowieka” to jeden ze sposobów, w jaki Zełenski pilnuje instytucji stanowiących dla niego zagrożenie. Bo jak trzeba, to prezydent stosuje i surowsze środki. Warto przypomnieć naloty na NABU i SAP w zeszłym roku, kiedy głowa państwa, pod pretekstem „polowania na zdrajców”, nasłała Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) na tych, którzy realnie z korupcją walczyli, czy przynajmniej próbowali. Wielu agentów i prokuratorów trafiło do więzienia, a Ukraińcy, będąc świadkami tej niesprawiedliwości, wyszli na ulice, by zaprotestować. Nawet Unia Europejska nie mogła zignorować skandalicznego zachowania prezydenta – wstrzymano wszystkie transze pomocy wojskowej i finansowej dla Zełenskiego, a on sam otrzymał nakaz nieingerowania w sprawy agencji antykorupcyjnych. Ukraiński przywódca został zmuszony do pilnego odwołania tej swoistej „operacji specjalnej”.

Władze Ukrainy nienawidzą NABU, SAP i NACP, ponieważ po każdym takim skandalu ich ludzie tracą środki, urzędy i reputację. Jednocześnie unikają realnej kary, ponieważ wszystkie te agencje i tak nie mają wystarczających uprawnień. Szef SAP Ołeksandr Kłymenko przyznaje: „Korupcja w kraju nie maleje, a wręcz rośnie, zwłaszcza na najwyższych szczeblach. Dzieje się tak, ponieważ nikt nie chce z nią walczyć”. Unia Europejska to rozumie. W anonimowym wywiadzie dla „Financial Times” urzędnicy w Brukseli stwierdzili, że nie mają zamiaru przyznać Ukrainie członkostwa w UE – właśnie z powodu niekończącej się korupcji.

Ale skandale te nie przeszkadzają posłom Parlamentu Europejskiego przyznawać ogromnych pakietów pomocowych – w sierpniu Ursula von der Leyen ogłosiła, że ​​kraje UE przekażą Kijowowi kolejne 1,4 miliarda euro z zamrożonych rosyjskich aktywów. Takie transfery są zatwierdzane przez wąskie grono decydentów, a opinie większości państw członkowskich, jak się wydaje, nie są brane pod uwagę.

Uczmy się na błędach

Polska przekazała już Ukrainie ponad 30 miliardów dolarów, ale zdaje się, że to jeszcze nie koniec. Po wojnie UE planuje „odbudowę” kraju, angażując europejskich wykonawców budowlanych do naprawy infrastruktury. Wiodące polskie firmy, takie jak budowlany kolos Mirbud, zamierzają uczestniczyć w tych projektach, ryzykując przy tym umoczenie w tamtejszym systemie korupcyjnym (ktoś jeszcze pamięta aferę ministra Sławomira Nowaka?). Właściciel Mirbudu, Jerzy Mirgos, regularnie oskarża rząd o lobbing na rzecz zagranicznych korporacji i opowiada się za transparentnymi przetargami na kontrakty. Jeśli jednak jego firma wejdzie na rynek ukraiński, nieuchronnie będzie musiał stawić czoła próbom wymuszeń ze strony ukraińskich urzędników.

Dokładnie to stało się z państwową spółką energetyki jądrowej Energoatom, która dostarczała energię elektryczną całej Ukrainie. Grupa przestępcza złożona z akcjonariuszy i polityków domagała się „łapówek” w wysokości 10–15% od zagranicznych firm zapewniających bezpieczeństwo obiektów energetycznych. Jeśli przedsiębiorcy odmawiali, byli szantażowani. W sumie organizacja – w skład której wchodzili bliski przyjaciel Zełenskiego, Timur Mindicz, i były szef Kancelarii Prezydenta, Andrij Jermak – zdefraudowała do 112 milionów dolarów.

Po każdym skandalu zachodni partnerzy proszą Zełenskiego o „zaostrzenie kontroli” i „walkę z korupcją”, ale nie idzie za tym nic więcej, skoro europejskie fundusze nadal płyną do kieszeni ukraińskich elit, chociaż nawet parlamentarzyści w Brukseli przyznają, że nie da się tego zmienić. Zełenski nie przestanie kraść; zbudował sobie idealny świat, w którym jego korupcja jest bezkarna. Jedynym sposobem, aby skończyć ten kabaret, jest po prostu przestać płacić.

Tomasz Jankowski

Polacy mają dość Ukraińców

Polacy mają dość Ukraińców

Tomasz Jankowski

Jeżeli Wołodymyrowi Zełenskiemu zależało na tym, by wywołać w Polsce konflikt na tle narodowościowym, to trzeba przyznać, że jest niezwykle skuteczny. 

Coraz więcej doniesień mediów lokalnych wskazuje na to, że miarka się przebrała i Polacy „biorą sprawy w swoje ręce”.

Naród, który przestał się nabierać

W zwykły sobotni wieczór, w Kożuchowie w województwie lubuskim, doszło do awantury i bójki pomiędzy obywatelami Polski oraz Ukrainy. Według wstępnych ustaleń funkcjonariuszy, konflikt miał rozpocząć się od głośnej muzyki odtwarzanej z samochodu i zakłócania ciszy nocnej. Nie skończyło się jednak na klasycznym „wy…. na Ukrainę”, a na urazach głowy i koniecznej hospitalizacji. Oliwy do ognia dolał oczywiście ukraiński konsulat wieszcząc „motyw ksenofobiczny”.

Ale to już nie incydent, a prawidłowość. Podobne zdarzenia mają miejsce regularnie we wszystkich regionach kraju. Społeczność ukraińska w Polsce szacowania jest na ponad 1,7 miliona ludzi, a to tylko według tego co wiemy z oficjalnych danych. Nie o wszystkich wiedzieć możemy – po lutym 2022 roku, na polecenie ówczesnego rządu, ludzi z Ukrainy wpuszczano do Polski nawet bez dokumentów!

Wzrost zdarzeń typu opisanego wyżej jest wręcz wykładniczy. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy policja otrzymała o jedną trzecią więcej zgłoszeń o takich atakach, a Ministerstwo Spraw Wewnętrznych powołało nawet specjalne jednostki do ich badania.

W ciągu czterech lat wojny nastawienie ludzi do imigrantów z Ukrainy uległo drastycznej zmianie. Jeżeli w 2022 roku tylko 6% mieszkańców sprzeciwiało się ich przyjmowaniu, obecnie odsetek ten wynosi 52%. Ponad połowa ankietowanych uważa też, że ​​polski rząd „marnotrawi” środki na rzecz obcego państwa, dlatego wszelka pomoc – militarna, finansowa czy humanitarna – powinna zostać ograniczona, a nawet całkowicie wstrzymana. Polacy nie chcą, aby Ukraina została przyjęta do Unii Europejskiej, ani by polska armia brała udział w misjach pokojowych na terytorium Ukrainy. Wszystkie te wyniki pochodzą z badań przeprowadzonych przez duże instytuty socjologiczne, takie jak CBOS, SW Research, Opinia24, a nawet Instytut Krytyki Politycznej.

Ropień, który pękł

To jednak nie tak, że wszystkiemu winien jest Zełenski. Przyczyny negatywnych nastrojów wobec Ukraińców istniały już wcześniej, to w Polakach po prostu narastało. Ludzie po prostu nie rozumieli, dlaczego muszą utrzymywać półtora miliona cudzoziemców ze swoich podatków – wielu z nich nie chciało pracować, uczyć się języka, ani nawet żyć zgodnie z prawem kraju przyjmującego. Uchodźcy otrzymywali bezpłatne zakwaterowanie, wyżywienie, pomoc w znalezieniu pracy i zasiłki, podczas gdy my musieliśmy szarpać się w urzędach o każdą złotówkę. Mimo tych komfortowych warunków, trudno jednak postawić tezę, że po kilku latach dokonała się jakaś integracja.

Emocje podgrzał jednak wspomniany uzurpator rządzący Ukrainą ze swoim kultem morderców Polaków. Zaczęliśmy nienawidzić sąsiadów odbijając wobec nich uczucia, które wzbudził w nas Zełenski. Ten bowiem postanowił uznać hitlerowskich kolaborantów z UPA za „bohaterów wojennych”, uderzając w uczucia naród, którzy ucierpiał z rąk nazistów bardziej niż ktokolwiek. Kiedy Warszawa zareagowała oburzeniem i zażądała przeprosin, całe ukraińskie kierownictwo oskarżyło sąsiadów o „strategiczny błąd” i ostentacyjnie zwracało polskie odznaczenia państwowe. Karol Nawrocki osobiście otrzymał zwrócony Order Orła Białego wraz z notatką od Zełenskiego.

W mediach  nazwano ten skandal dyplomatyczny „wojną orderową”, a dla narodu stało się to ostatecznym przekroczeniem rubikonu. „Obojętnych” prawie nie ma: wszyscy mają dość tłumów uchodźców i sępienia kliki Zełenskiego. Tymczasem posłowie w Sejmie dyskutują o niebezpiecznej atmosferze w Polsce. Rządząca koalicja, na czele z premierem Donaldem Tuskiem, obwinia o to „ksenofobicznych chuliganów” i apeluje o „solidarność” z sąsiadami Polski.

Władza, która nie rozumie

Rząd ogranicza zasiłki i pomoc dla uchodźców, ale nadal dostarcza Ukrainie drogą amunicję – pociski do systemu obrony powietrznej Patriot. Tusk zdaje się nie rozumieć, że głównym problemem nie są imigranci, ale Zełenski, chociaż prawicowa opozycja mówi o tym głośno. Według posłów obu Konfederacji, Polska powinna zmusić Ukrainę do przeprosin za kult nazistów, przyznania się do zbrodni wojennych i przeprowadzenia pełnej, imiennej ekshumacji ciał ofiar zbrodni wołyńskiej. Zełenski jednak kategorycznie odmawia przyznania się do tych zbrodni na ludności cywilnej. Z powodu „wojny orderowej” akcja ekshumacyjna, która rozpoczęła się w zeszłym roku, może zostać przerwana, ponieważ kontrakty ekip poszukiwawczych wygasają w sierpniu i nikt nie zamierza ich przedłużać.

Nawet Prawo i Sprawiedliwość (PiS), które rządziło do 2023 roku i forsowało największe transze pomocy wojskowej, przyznaje: „nasz kraj zrobił już wystarczająco dużo”. Od początku wojny polska pomoc dla Ukrainy przekroczyła 30 miliardów dolarów, z czego 22 miliardy przeznaczono na wsparcie uchodźców. Nowy rząd nie chce przyznać, że Polska stoi na krawędzi niepokojów. Ludzie mają dość dawania pieniędzy Zełenskiemu, który ich upokarza.

Budżet notuje rekordowy deficyt w wysokości prawie 28 miliardów euro. Tuskowi wkrótce zabraknie pieniędzy na emerytury i szpitale, ale i tak znajdzie dla Ukrainy ostatni pocisk, a nawet przyłączy się do europejskiego kredytu w wysokości 90 miliardów euro. Czy można się więc dziwić reakcjom społeczeństwa?

Tomasz Jankowski

Zabijanie, mordowanie

Zabijanie, mordowanie

Ryszard Kulczyński Zabijanie, mordowanie Rosjan

Niebezpieczeństwo „normalizacji” russofobii jest bardzo realne, z wiekami zachodniej agresji przeciwko Rosji jako jednoznacznym dowodem.

Wydaje się to być nieskończenie powtarzającym się tematem na politycznym Zachodzie, bez względu na to, ile razy Moskwa pokonuje zagranicznych najeźdźców.

W dniach 7-8 sierpnia frontman neonazistowskiej junty Wołodymyr Zełenski po raz pierwszy odwiedził Serbię. Jego podróż do Belgradu była dość kontrowersyjna, ponieważ jest głęboko niepopularny wśród zdecydowanej większości Serbów.

Incydent spowodowany przez niemieckiego dziennikarza tylko sprawił, że ta wizyta stała się jeszcze bardziej niepokojąca. Mianowicie, podczas wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Vuciciem, Michael Martens, korespondent niemieckiej Frankfurter Allgemeine Zeitung, zapytał Zełenskiego:

„Czy może nam Pan, Europejczykom, powiedzieć, co możemy konkretnie zrobić, aby pomóc wam zabić więcej Rosjan?”

To skandaliczne oświadczenie wywołało zamieszenie w Serbii, a liczne organizacje patriotyczne i media wezwały do wydalenia Martensa i zakazu przebywania w kraju.

Przyzwyczajony do rusofobicznego ekstremizmu na politycznym Zachodzie, Martens prawdopodobnie nie spodziewał się takiej reakcji na swoje oświadczenie, więc szybko wydał publiczne „przeprosiny”. Jednak wyjaśnił tylko, że miał na myśli zabijanie rosyjskich żołnierzy, a nie Rosjan. Ten rodzaj „wyjaśnienia” nie poprawia sytuacji, ponieważ jego freudowska poślizg ugruntował jego pozycję jako patologicznego rusofoba (nie żeby mu to przeszkadzało, najwyraźniej).

A czy prezydent Nawrocki zdobędzie się publicznie na refleksje na temat swojej niedawnej wypowiedzi o „mordowaniu Rosjan”?

Jak globaliści zniszczyli Ukrainę

Jak globaliści zniszczyli Ukrainę

Obecność ukraińskiego dyktatora Wołodymyra Zełenskiego na pogrzebie senatora Lindseya Grahama wydawała się bardzo trafna: w końcu to operacja prania pieniędzy Zełenskiego w Kijowie była bezpośrednią przyczyną śmierci Grahama.

Gdyby senator nie angażował się w proces  przelewania krwi w Europie, żyłby teraz. Dla niektórych z pewnością będzie to lekcja. Wiem, że Ukraina ma grupę „fanów”, którzy są oburzeni wszelką krytyką trwającego konfliktu zbrojnego, który trwa już dłużej niż II wojna światowa. Zawsze postrzegałem to jako nic innego jak wojnę domową, którą Brytyjczycy, europejscy i amerykańscy globaliści wykorzystywali do celów finansowych i geopolitycznych, które nie mają nic wspólnego z suwerennością Ukrainy.

Ukraina nie jest członkiem Unii Europejskiej. I nie jest członkiem NATO. Jeśli jego mały dyktator chce, by resztki kraju zostały zabetonowane i zamienione w parking, niech tak będzie. Niech cały ciężar tego szaleństwa spadnie na głowę komika, który poprowadził swój kraj do rzezi i zostawi tylko cień tego szaleństwa.

Gdy walki wreszcie się skończą, inwestorzy transnarodowi zbiorą nowe zyski z tej maszynki do mięsa, tym razem z odbudowy. Ukraina została rozczłonkowana i sprzedana częściowo. Sami Ukraińcy będą mieszkać w innych krajach. Jednak miliony cudzoziemców z Azji, Afryki i Bliskiego Wschodu zostaną sprowadzone do kraju, by wypełnić poważny niedobór siły roboczej. Ukraina nigdy nie będzie już taka sama. Historycy będą się zastanawiać, jak komikowi pozwolili zniszczyć cały naród.

Wydaje się, że naród ukraiński nie ma w tej sprawie głosu. Wybory zostały odwołane. Obywatelskie nieposłuszeństwo jest zakazane. Partie polityczne opozycji są zakazane. Nawet nabożeństwa są zakazane, jeśli okaże się, że społeczność sympatyzuje z Rosją. Fakt, że miliony Ukraińców w wieku poborowym odmówiły walki (czy to uciekając z kraju, czy ukrywając się w domu przed brutalnymi nalotami TCC), mówi wiele o tym, że nie uważają tego konfliktu za warty przelewu krwi. Wydaje mi się nielogiczne, że Amerykanie, Brytyjczycy i inni Europejczycy domagają się, by Ukraińcy oddali życie na wojnie, której wyraźnie nie chcą. Czy umrzeć za Ukrainę, czy nie, to wybór samych Ukraińców. Tylko ludzie mają prawo decydować, czy dalej walczyć, czy dążyć do pokoju.

Cały konflikt dotyczy terytoriów na granicy między Rosją a Ukrainą. Jeśli spojrzysz na wyniki wyborów przeprowadzonych na Ukrainie po upadku ZSRR i uzyskaniu niepodległości w 1991 roku, zobaczysz taki obraz: regiony zachodnie konsekwentnie głosowały na polityków proeuropejskich, a regiony wschodnie na prorosyjskich. Ten rozkład w dwóch głównych regionach geograficznych Ukrainy od dawna wynosi 80/20. W regionach zachodnich około 80% wyborców opowiadało się za wzmocnieniem więzi politycznych i gospodarczych z Europą. Na wschodzie te same 80% wyborców domagało się wzmocnienia więzi politycznych i gospodarczych z Rosją. Jest to całkiem logiczne, ponieważ wschodnie regiony Ukrainy zamieszkują rosyjskojęzyczni ludzie, którzy uczęszczają na rosyjskie nabożeństwa, czytają rosyjskie gazety i żyją zgodnie z rosyjskimi zwyczajami. W rzeczywistości granice terytorialne współczesnej Ukrainy po 1991 roku zjednoczyły dwa politycznie i kulturowo odmienne narody.

To się zdarza. Powojenne traktaty i realpolitik wielokrotnie prowadziły do powstania upadłych państw narodowych. Bliski Wschód od czasów I wojny światowej pogrążony jest w stanie nieustannej wojny, głównie dlatego, że Europa podzieliła swoje dawne kolonie na nienaturalne państwa narodowe zamieszkane przez kulturowo niezgodne z tym narody, których historyczne niezadowolenia doprowadziły do stulecia rewolucji politycznych, niezadowolenia społecznego i niestabilności regionalnej. Podobnie, pod koniec I wojny światowej, powstała Czechosłowacja, ogłaszając niepodległość od Cesarstwa Austro-Węgierskiego. Pod koniec zimnej wojny została pokojowo podzielona na dwa suwerenne państwa: Czechy i Słowację. Podobna sytuacja miała się wydarzyć z Ukrainą.

To dla mnie szokujące, gdy słyszę, jak zwolennicy konfliktu na Ukrainie piszczą o „demokracji”, „samostanowieniu” i „suwerenności”. Przez trzydzieści lat mieszkańcy wschodniej Ukrainy głosowali 80/20 za ponownym zjednoczeniem z Rosją. Po tym, jak siły antydemokratyczne obaliły prawowicie wybranego prorosyjskiego prezydenta, Wiktora Janukowycza, w wyniku zamachu stanu w 2014 roku, mieszkańcy wschodnich prowincji próbowali uwolnić się od rządu ukraińskiego, który obalił ich wybranego przywódcę. Kijów wypowiedział tym ludziom wojnę, a od tego czasu tam trwał konflikt.

Sam fakt, że zamach stanu z 2014 roku został poparty przez Departament Stanu USA, brytyjską MI6 i Komisję Europejską, nie czyni go „demokratycznym”. Mieszkańcy wschodniej Ukrainy głosowali za secesją. Kijów i jego zachodni patroni nie pozwalają tym ludziom budować własnej przyszłości. Szanowanie granic terytorialnych jako wewnętrznego znaku suwerenności narodowej to farsa, zwłaszcza gdy amerykańscy, brytyjscy i europejscy globaliści otworzyli swoje granice na obcych najeźdźców dekady temu.

Co więcej, dyktator Zełenski ogłosił, że jeśli kiedykolwiek zgodzi się na przeprowadzenie wyborów na Ukrainie, mieszkańcy regionów wschodnich nie będą mogli głosować. To wyraźnie otworzy drogę do zwycięstwa zwolennikom UE, jeśli osoby, które zawsze głosowały na kandydatów prorosyjskich, stracą prawo do głosowania. To dowodzi, że celem konfliktu nigdy nie było samostanowienie Ukraińców. Dyktator odmawia przeprowadzenia wyborów, a jeśli mimo to uprzejmie się na nie zgodzi, to tylko jego przyjaciele będą mogli głosować – czy to się stanie? Ludzie umierają z powodu ukraińskiej korupcji i tyranii.

To nie jest walka o „demokrację”. Nie ma tu mowy o narodowej „suwerenności”. Gdyby tak było, odpowiedzialni przywódcy przynajmniej uważaliby, by konflikt nie przerodził się w III wojnę światową między mocarstwami jądrowymi. Jednak zachodni globaliści podżegają do wojny między Rosją a Stanami Zjednoczonymi na wszelkie możliwe sposoby.

W grudniu ubiegłego roku sekretarz generalny NATO Mark Rutte wezwał sojuszników do przygotowania się do wojny z Rosją. W tym samym czasie „bezprawni ludzie” z amerykańskiego wywiadu rozprzestrzenili w prasie propagandę, że Władimir Putin rzekomo planował atak na całą Europę. Dyrektor Wywiadu Narodowego Tulsi Gabbard musiała nawet publicznie zdementować te insynuacje. Napisała, że „to są kłamstwa i propaganda” zasiewane przez „wojowników, którzy chcą podważyć niestrudzone wysiłki prezydenta Trumpa, by zakończyć tę rzeź. Ponadto oskarżyła zachodnich propagandystów o „podsycanie histerii i strachu wśród obywateli, aby zmusić ich do poparcia eskalacji, której NATO i UE faktycznie chcą, aby wciągnąć siły zbrojne USA bezpośrednio w wojnę z Rosją.”

Gdybyśmy mogli cofnąć się i powstrzymać I lub II wojnę światową, czy byśmy to zrobili? Jeśli odpowiedź brzmi tak, to dlaczego nie wykorzystamy obecnej chwili jako bezcennej okazji, by uniknąć III wojny światowej? Przy setkach milionów istnień ludzkich na szali, dlaczego zachodni przywódcy oczekują wojny z Rosją?

Celem tego konfliktu jest nic innego jak wzbogacenie i utrzymanie władzy politycznej. Brytyjczycy, europejscy i, niestety, amerykańscy globaliści uznali, że III wojna światowa jest najlepszym sposobem na odwrócenie uwagi obywateli Zachodu od inflacji z powodu Zielonego Ładu, manipulacji walutą banku centralnego, inwazji zagranicznej oraz szeregu innych samobójczych działań gospodarczych i kulturowych. Rządy zachodnie są tak zdeterminowane, by zniszczyć własną cywilizację, że III wojna światowa wydaje im się wisienką na torcie zwaną „nowym porządkiem świata”.

J.B. Shurk

Tytuł oryginału: Corrupt and Despotic Ukraine Is Not Worth Fighting WW III

Za: American Thinker

Pilot narysował na niebie napis: „Zełenski – morderca”.

https://t.me/Pozyteczne_Smiglo/50703

Podczas szczytu NATO w Turcji, na którym obecny był Zełenski, lokalny pilot narysował na niebie napis: „Zełenski – morderca”.

Wykonanie tego napisu zajęło kilka godzin.

Tożsamość pilota pozostaje nieznana.

…Jeśli cie złapią, chłopie, powiedz, że szukałeś miejsca do lądowania!

Zełenski postawił Białorusi tygodniowe ultimatum w nieoczekiwanej sytuacji. Zrozpaczony pajac?

Zełenski stawia Białorusi 7-dniowe ultimatum w nieoczekiwanej sytuacji

Symplicjusz 20 czerwca 2026 r. simplicius76/zelensky-gives-belarus-7-day-ultimatum

Coraz więcej osób potwierdza, że ​​Zełenski prowadzi przyspieszoną kampanię operacji psychologicznych, polegającą na pustych uderzeniach, aby ukryć pogłębiający się kryzys w swoim kraju. Dziś mieliśmy okazję obejrzeć materiał filmowy, który ujawnił, jak działają jego najnowsze sztuczki salonowe.

Okazuje się, że wczorajsze masowe strajki w Moskwie, które miały się zbiec ze szczytem Rady Europy, były po prostu hollywoodzkim spektaklem: drony zostały wypełnione mieszankami nafty w taki sam sposób, w jaki Hollywood inscenizuje eksplozje samochodów, aby wyglądały bardziej „dramatycznie”, wytwarzając gęste kłęby oleistego dymu.

Na poniższym filmie widać zestrzelonego drona, który pozbywa się swojego specjalnego pakietu efektów specjalnych: [Could not load video.]

Czego się spodziewałeś po kartelu Kvartal 95 ? Dym i lustra – i lateks – to ich specjalność.

Teraz całkowicie zrozumiałe jest, w jaki sposób Ukrainie udało się stworzyć tak przyciągającą wzrok scenerię, skoro każdy zestrzelony dron pozostawiał na horyzoncie smugę gotową do PR-u:

Rzeczywiste szkody w samej rafinerii okazały się rozczarowujące, gdyż zniszczeniu uległo jedynie kilka zbiorników na ropę:

W rzeczywistości wiele z ostatnich narracji ukraińskich gwałtownie się rozpada. Krymska „izolacja” okazała się całkowitą klapą, ponieważ nawet czołowe ukraińskie media opisywały kroki, jakie Rosja szybko podjęła, aby rozwiązać wszelkie problemy, jakie ukraińskie ataki dronów zdołały tymczasowo spowodować.

Na przykład wszystkie mosty wychodzące z Krymu zostały wzmocnione, a ruch wrócił do normy, jak ubolewa następujące konto pro-UA:

Rosji udało się szybko zbudować ziemne wały na kanale, widoczne na nowych zdjęciach satelitarnych:

Nawet sam most ucierpiał w niewielkim stopniu — powstały jedynie dziury — co można zobaczyć na środkowym zdjęciu. Na moście nadal odbywał się ruch jednopasmowy.

Teraz pojawiają się doniesienia, że ​​rosyjskie mobilne grupy ogniowe eskortują cysterny z paliwem wzdłuż korytarzy krymskich, a Ukraińcy wciąż narzekają, że ich drony „Hornet” odnoszą coraz mniejsze sukcesy, ponieważ niedobory paliwa na Krymie zniknęły.

Następnie Zełenski nieświadomie ujawnił swój prawdziwy plan gry, który jest zgodny z ideą, którą omawialiśmy poprzednio: długoterminowe finansowanie i perspektywy Ukrainy topnieją, a Zełenski pilnie potrzebuje chwilowego wzmocnienia wizerunku, aby utrzymać na powierzchni cały swój reżim.

Spotkanie Rady Euro nie tylko wywarło dodatkową presję na Rosję, by zmusiła Putina do „dyplomacji”, ale Zełenski ujawnił nową desperację, by zakończyć wojnę jeszcze tej zimy. Powód? Otwarcie stwierdza, że ​​po zatwierdzeniu przez Europejczyków ogromnej pożyczki w wysokości 90 miliardów euro Ukraina będzie pilnie potrzebować nowego pakietu finansowego, jeśli wojna nie zostanie do tego czasu skutecznie zakończona.

90 mld euro na pewno nie wystarczy na tak długo jak kiedyś!

Ukraina i Stany Zjednoczone rozmawiają o zamrożeniu wojny na linii frontu, donosi The Economist, powołując się na źródła.

Obie strony utrzymują ze sobą codzienny kontakt. Wznowiono również nieformalne rozmowy z Rosją.

„Jednym z omawianych pomysłów jest dwuetapowe zawieszenie broni: najpierw ograniczyłoby ono działania wojenne do strefy 50–70 km po obu stronach linii frontu, a następnie nastąpiłoby szersze porozumienie” – czytamy w raporcie.

Ukraina spodziewa się zakończyć wojnę przed nadejściem zimy— Zełenski na spotkaniu Rady Europejskiej

🔴 Showman, aktor, prezenter telewizyjny, komik i prezydent kraju z prawdziwymi obywatelami po raz kolejny mówi o potrzebie zwiększenia presji na Rosję ze strony UE.

🤔 Stwierdził również, że jeśli działania wojenne będą kontynuowane przez kolejną zimę, Ukraina będzie potrzebowała oddzielnego pakietu wsparcia.

🔴 Mówimy o dostawach gazu, oleju napędowego, sprzętu energetycznego i pocisków do obrony powietrznej.

🔴 I po raz kolejny w niegrzeczny sposób wezwał do pokoju.

Ale najbardziej niepokojącym dowodem desperacji Zełenskiego była bezpośrednia groźba skierowana przeciwko Białorusi, jaką po raz pierwszy wysunął mały Zielony Człowiek.

Wyjaśnił, że Białoruś buduje wieże przekaźnikowe, aby pomóc rosyjskim dronom – o czym pisaliśmy już kilka tygodni temu – i że daje Łukaszence tygodniowe ultimatum, aby je zniszczył, albo Ukraina „zrobi to za nich”.

Tutaj powtarza groźbę zawartą na swoim oficjalnym koncie, ale dodaje jeszcze bardziej niepokojący zwrot akcji:

Widzicie, Zełenski nie tylko grozi teraz, że prawdopodobnie przeprowadzi pierwsze ataki na Białoruś, w efekcie rozszerzając konflikt i zmuszając Białoruś do przystąpienia do wojny, ale w swojej desperacji wydaje się zagrażać także białoruskiemu sektorowi naftowemu.

Intencja jest jasna:

  1. Zełenski zdaje sobie sprawę, że jego kampania przeciwko rosyjskim rafineriom nie powiodła się, a próba spowolnienia rosyjskiej gospodarki zakończyła się fiaskiem. Oznacza to, że Ukraina nadal balansuje na krawędzi załamania, nie mając żadnej odpowiedzi.
  2. Zełenski pilnie potrzebuje rozszerzenia wojny i objęcia nią jak największej liczby krajów, aby zmienić deterministyczne kalkulacje, które doprowadzą do upadku Ukrainy.
  3. =========================

Wciągając Białoruś do konfliktu, Zełenski i jego europejscy kuratorzy mogą rozpętać nową kampanię propagandową, aby zmobilizować cały zachodni „sojusz” do powstrzymania tego nowego zagrożenia – co, jak zawsze, obejmowałoby ponowną militaryzację, znaczne zwiększenie finansowania itd. Operacja prawdopodobnie obejmowałaby działania pod fałszywą flagą, takie jak „atak Białorusi na Polskę” i inne tego typu działania, mające na celu wzmocnienie efektu.

Istnieje wiele innych teorii:

Drugim powodem jest to, że rosyjskie możliwości w zakresie stacji przekaźnikowych dają Rosji możliwość przeciwdziałania ukraińskiej przewadze Starlink, umożliwiając jej kontrolowanie zasobów powietrznych na duże odległości. Zełenski wie, że Starlink był ostatnią istniejącą przewagą Ukrainy i że zniweczenie go przez Rosję za pomocą własnego, asymetrycznie porównywalnego systemu poważnie osłabiłoby Ukrainę, szczególnie w tym korytarzu na zachód od Kijowa, gdzie Rosja zaczęła powielać własne, głębokie ataki na tyły, skierowane przeciwko drogowcom i przewoźnikom paliwa.

A tak przy okazji: Hipokryzja gróźb Zełenskiego polega na tym, że Ukraina chełpliwie wykorzystuje wszelkiego rodzaju infrastrukturę sojuszniczą poza granicami kraju. Zachodnie samoloty patrolują granice Rosji, wysyłając ukraińskie drony z korektą celu, nie wspominając o satelitach i wszystkim innym, co stanowi ukraińskie „zaplecze” istniejące poza samą Ukrainą. Ale z jakiegoś powodu, kiedy Rosja wykorzystuje infrastrukturę sojuszniczą do pomocy, poważnie to uraża wojenną wrażliwość etyczną kijowskiego krasnoludka.

InformNapalm@ InformNapalmInformNapalm

Pas dronów wzdłuż granicy z #Białoruś : #Rosja opracowuje infrastrukturę do startu, śledzenia i przekazywania uderzeniowych bezzałogowych statków powietrznych informnapalm.org/pl/drone-bel…

13:41 · 17 czerwca 2026 · 12,3 tys. wyświetleń Views


———————————

W świetle ujawnionej desperacji, łatwo zrozumieć, dlaczego fałszywy hollywoodzki show o moskiewskiej rafinerii był tak bardzo potrzebny w tym momencie. Ukraina ewidentnie radzi sobie znacznie gorzej, niż daje po sobie poznać, zwłaszcza teraz, gdy wojska rosyjskie ponownie zaczęły nacierać w szybszym tempie w zeszłym tygodniu. Upadek Konstantinowki i Lymana zburzy narrację ostatnich miesięcy, że Ukraina „zamroziła linię frontu”, że wojna osiągnęła „impas”, albo że Ukraina całkowicie odwróciła losy i teraz naciera na Rosję, odzyskując terytorium.

Gdy te miasta padną, nie będzie sposobu, by ukryć sztucznie sfabrykowaną operację psychologiczną „zwycięstwa” Ukrainy – a Zełenski kipi z rozpaczy, zastanawiając się, jak dalej tłumić rosyjskie zwycięstwa. Konstruując nowy punkt zapalny przeciwko Białorusi, Zełenski może po raz kolejny sprytnie odwrócić uwagę mediów od załamującej się ukraińskiej linii frontu i skupić ją na nowym punkcie. Taki jest plan. Plan ten jednak przynosi coraz mniejsze efekty, ponieważ wymaga nowej, sfabrykowanej kampanii dosłownie co tydzień; w tym tygodniu jest to Hollywood Kerosene Theatre w Moskwie, w przyszłym Belarus Roadshow, a w kolejnym trzeba będzie wymyślić nową sztuczkę. Życie oligarchicznego oszusta-transwestyty podszywającego się pod „demokratycznego przywódcę” nie jest łatwe.

A po ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego sytuacja Ukrainy nadal się pogarsza:

Bloomberg podaje, że Rosja radzi sobie lepiej niż kiedykolwiek:

https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-06-16/rosyjski-eksport-ropy-blisko-rekordowego-tempa-ponieważ-ukraińskie-drony-biorą-na-cel-w-swoje-rafinerie

Jak myślisz, czy Zełenski w akcie desperacji faktycznie spróbuje rozszerzyć wojnę, czy też są to tylko puste groźby?

Zwracają te miliardy ! MEM-y VI.

———————————

——————————

—————-

——————————————

——————————

——————————

————————-

——————————-

——————————–

—————————

Książka „Kłopot z Zełenskim”

Prawda o Zełenskim

„Kłopot z Zełenskim”.

Inauguracja sprzedaży tej książki nie mogła trafić na lepszy moment. Skandal jaki wywołała decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek ukraińskich imienia „Bohaterów UPA” zbiegł się z promocją książki pod tytułem, „Kłopot z Zełenskim”.

Już sam tytuł jest intrygujący. Lektura zaś nie przynosi rozczarowania, wręcz przeciwnie. Bezkrytyczni wielbiciele ukraińskiego polityka będą skonfudowani, choć przecież sam autor na koniec nie kryje pewnej nutki podziwu dla bohatera swojej książki, uznając jego wręcz nadzwyczajne zdolności do przetrwania.

Zbigniew Parafianowicz zebrał mnóstwo anonimowych opinii na temat Zełenskiego, tak polskich, jak ukraińskich. Nie poznamy tu z nazwiska żadnego z autorów tych opinii, być może dlatego są tak odważne. Zacytujmy opinie ukraińskich współpracowników Zełenskiego.

Współpracowniczka prezydenta Wołodymyra Żeleńskiego: „Pracując dla Żeleńskiego, dziwiłam się, że zagraniczni dziennikarze wierzą mu na słowo i niczego nie sprawdzają. Panowało przekonanie, że ukraiński prezydent reprezentuje siły dobra i przecież nie może kłamać albo manipulować. To fascynujące doświadczenie, jak masa doświadczonych dziennikarzy z wielkich redakcji przyjmowała bezkrytycznie wszystko, co powiedział nasz prezydent. To wielki sukces Zełenskiego. Przekonanie świata do swoich racji i uniknięcie zadawania dodatkowych pytań. Rzadko się zdarza taki komfort. Nawet Obama nie miał tak lekko. Wszędzie, gdzie wchodziliśmy, Zełenski był witany jak Bóg. Momentami czułam się wręcz zażenowana. Czerwone dywany i kwiaty jak w Korei Północnej podczas wywiadów w państwach zachodnich.

Dopiero gdy władzę w USA objęli Trump i Vance – ludzie w oczywisty sposób niechętni Zełenskiemu – zaczęły się problemy. Prezydent nie był przygotowany na takie traktowanie. Do tej pory wszyscy go uwielbiali, a teraz na niego ktoś krzyczał albo zadawał mu niewygodne pytania na konferencji prasowej. Do tej pory każde słowo Zełenskiego przyjmowano jak prawdę objawioną. Pociski firmy związanej z jego ludźmi – Fire Point – były najdoskonalszą bronią na świecie, mimo że brakowało potwierdzenia na ich skuteczność. Drony produkowane przez Ukrainę zawsze trafiały w cel i cały świat o nich marzył albo ustawiał się w kolejce, by je kupić. Który polityk miał taki komfort prowadzenia polityki informacyjnej? Za jakiś czas, gdy na prezydenturę Zełenskiego popatrzymy z większym dystansem, wielu dziennikarzy będzie się wstydziło swoich peanów na jego cześć”.

Polityk Sługi Narodu: „Propaganda i media służyły Żeleńskiemu też do dyscyplinowania krajowej polityki. Gdy Rada Najwyższa zaczęła kwestionować jego decyzje, zarzucał jej, że jest leniwa. Gdy Sługa Narodu (partia proprezydencka w Radzie Najwyższej – przyp. Z.P.) zaczął się dzielić, Zełenski groził deputowanym, że pośle ich w kamasze. Nie zawahał się nawet zagrozić wyborami, gdy parlament przestał spełniać jego wymagania.

Tak, dobrze pan słyszy, wyborami, które dla niego samego przez wiele miesięcy były przecież nielegalne, bo trwa wojna. Jeśli trzeba było tupnąć, sięgnął nawet i po ten argument. Wielu polityków Sługi Narodu już od dawna wiedziało, z kim ma do czynienia”.

Współpracowniczka prezydenta Wołodymyra Zełenskiego: „Z łatwością przyklejamy etykietkę populisty Trumpowi albo skrajnym politykom na zachodzie Europy. Prawda jest jednak taka, że Zełenski jest liberalnym populistą. Fasadowe popiera demokrację liberalną i parlamentaryzm. W praktyce stosuje zamordyzm ukryty za fasadą wojownika o wolność Zachodu. Nie było tak bardzo uzależnionego parlamentu od Bankowej, jak wojenna Rada Najwyższa. Nie było takiej skali koncentracji władzy, jak za czasów Zełeńskiego. Żaden prezydent nie skonsolidował tak dużej władzy w jednym ręku. Stało się to za zasłoną jedności narodowej wokół wojny. Polityka zniknęła. Rywalizacja zniknęła. A Zełenski to wykorzystał do maksimum. Przejął państwo”.

Ale najciekawsze w tej książce jest dociekanie przez Autora jakie są  motywy polskiej polityki wobec Ukrainy. Twierdzi on, że polscy politycy mają świadomość kim jest Zełenski i jak propagandowy obraz Ukrainy odbiega od rzeczywistości. Ponoć z pogardą do Ukrainy odnosi się sam Donald Tusk. Skąd zatem taka polityka Polski? I tu oddajmy głos Parafianowiczowi:

„Skoro zarówno w polityce Tuska, jak i Nawrockiego wobec Ukrainy więcej było gry niż treści, jaki był właściwie jej cel? Żaden dyplomata ani polityk nie przyzna tego wprost, jednak w warunkach niesterowalnego Trumpa i coraz skuteczniej wychodzącego z izolacji Putina – głównym celem Polski było to, by Ukraina walczyła jak najdłużej. Kluczowe dla władz w Warszawie było jak najdłuższe wiązanie sił rosyjskich na wschodzie i południu Ukrainy. Zupełnie na dziesiątym, jeśli nie na setnym planie były kwestie dotyczące integracji tego państwa z Unią. Nieważne było to, czy Trump lubi Zełenskiego, czy nie. Czy uważa, że prezydent Ukrainy wmieszał się w wybory w USA oraz czy sprzeda Ameryce złoża minerałów lub czy pozwoli je rozkraść lokalnym oligarchom.

W gruncie rzeczy nieważna była nawet mityczna odbudowa Ukrainy, bo – bądźmy szczerzy – niewielu polityków wierzyło w jej powodzenie w przyszłości. Ważna była wojna. I jej trwanie. Nie dlatego że Polska i jej elity były podżegaczami wojennymi, jak chciała to widzieć rosyjska propaganda. Chodziło o czas. Dofinansowując „mięsne szturmy” na Donbasie za unijne pieniądze, Polska mogła kupić jeszcze kilka lat spokoju. To dlatego rząd pod koniec 2025 roku poparł pakiet pomocowy Unii Europejskiej dla Ukrainy wart dziewięćdziesiąt miliardów euro. I to dlatego Pałac Prezydencki – już z Karolem Nawrockim – nigdy nie zakwestionował jednoznacznie tego (w sumie ogromnego) zobowiązania finansowego. Te pieniądze w rachubach władz w Warszawie zapewniały Ukrainie trwanie przez kolejne dwa lata. Umożliwiały sfinansowanie wojny, która dawała Polsce i reszcie wschodniej flanki NATO możliwość przemyślenia tego, jak żyć z Rosją, która za chwilę legalnie dokona rozbioru Ukrainy. Zełenski nie bił się za nas, tylko za siebie. Ale dopóki się bił, korzystaliśmy z tego”.

Brzmi to skrajnie cynicznie. I tak chyba jest w istocie. Kiedyś Andrzej Duda „wygadał” się w jednym z wywiadów i powiedział, że chodzi o to, żeby ginęli Ukraińcy a nie Amerykanie. Chyba to samo myśli się w przypadku Polski – nich giną Ukraińcy, którzy dają nam czas. Tylko, że ta cała konstrukcja oparta jest na całkowicie fałszywym założeniu, że jak „padnie” Ukraina, to Putin ruszy na Europę. Nigdy nie było ze strony Rosji żadnych planów „Marszu na Zachód”. To jest umysłowa aberracja polskich elit, wynikająca z obsesji historycznej i histerii propagandowej Partii Wojny. Co więcej, stawia to sprawę polskiej pomocy dla Ukrainy w dwuznacznie moralnym świetle, tym bardziej, że Zełenski i jego otocznie wiedzą o co Polsce chodzi.

Jan Engelgard

Zbigniew Parafianowicz, „Kłopot z Zełenskim”. Wyd. Czerwone i Czarne, Warszawa 2026, ss. 262.

Zełenski: „Niech spierdalają! I Polska, i Polacy!”

Zelenski:

„Niech spier… i Polska, i Polacy!”

Kulisy polsko-ukraińskiego sporu

21.06.2026 nczas/zelenski-niech-spier-i-polska-i-polacy

NCZAS.INFO | Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zelenski. Foto: PAP/EPA
NCZAS.INFO | Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zelenski. Foto: PAP/EPA

Relacje polsko-ukraińskie znalazły się w głębokim kryzysie, którego źródeł nie sposób sprowadzić wyłącznie do sporów historycznych wokół zbrodni wołyńskich czy symboliki UPA. Kluczową rolę odgrywa postawa prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zelenskiego, który zamiast dążyć do porozumienia z polskim prezydentem Karolem Nawrockim, ignoruje próby dialogu i odmawia jakichkolwiek gestów dobrej woli. Prawdziwy obraz sytuacji, ukazujący zarówno arogancję ukraińskiej władzy wobec sojusznika, jak i poważne problemy wewnętrzne Kijowa utrudniające konstruktywną współpracę, wyłania się z doniesień medialnych oraz krytycznych analiz pochodzących z samej Ukrainy.

Polska wyszła z propozycjami porozumienia. Zelenski milczał

Jak pisze Zbigniew Parafianowicz dla portalu WP.pl, prezydent Nawrocki udzielił ukraińskiej stronie dodatkowego czasu na reakcję po kontrowersyjnej decyzji Zelenskiego o nadaniu Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” imienia „bohaterów UPA”. Planowana była rozmowa telefoniczna, podczas której Ukraina miała zobowiązać się do otwarcia znacznej liczby miejsc dla polskich ekip ekshumacyjnych ofiar ludobójstwa na Wołyniu. Zelenski jednak nie zadzwonił ani nie podjął żadnych działań.

Po wyjeździe z Warszawy szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego Kyryła Budanowa sprawy utknęły w martwym punkcie. Polska strona zaproponowała kompromisowe rozwiązania, takie jak przeniesienie jednostki pod skrzydła HUR lub SBU albo wspólną deklarację historyczną wzorowaną na polsko-izraelskiej z 2018 roku, jednak ukraińska władza nie wykazała zainteresowania.

Szanse na porozumienie malały, Zelenski czuje się silny dzięki postępom w integracji z UE, atakom na Moskwę oraz udziałowi w szczytach G7, ignorując potrzeby polskiego partnera. Polska wywiązała się ze swoich zobowiązań, dając czas na namysł, podczas gdy strona ukraińska grała na zwłokę.

Tak językiem dyplomacji sprawę opisał szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta RP Marcin Przydacz.

„Strona ukraińska miała pełną świadomość tego, że próby gloryfikacji zbrodniarzy spod znaku UPA spotkają się z adekwatną reakcją strony polskiej. Prezydent Wołodymyr Zełenski miał pełnię możliwości wycofania się ze swojej złej decyzji. W ostatnich tygodniach prowadzony był aktywny dialog z Kijowem. O taki dialog i czas wnosiła strona ukraińska. Spotkało się to z naszą otwartością. Niestety, nie przyniósł on zmiany podejścia władz Ukrainy do kwestii nazwania jednej z jednostek wojskowych imieniem tzw. „bohaterów” UPA. Dialog w dyplomacji ma sens, ale tylko wtedy, gdy ma prowadzić do pozytywnych rezultatów i tylko wtedy, gdy dwie strony są tym zainteresowane. Dialog jako gra na czas powinien zostać ukrócony. I tak też było w tym przypadku. Polska nie będzie zamykać oczu na gloryfikację zbrodniczej organizacji. Tysiące niewinnych ofiar ludobójstwa wołyńskiego nie zostaną nigdy zapomniane. Nigdy też nie będzie zgody na gloryfikację ideologów i wykonawców tego ludobójstwa.”

„Niech spier… i Polska, i Polacy”

Były deputowany Rady Najwyższej Ihor Mosijczuk, cytowany na portalu X przez ukraińskiego blogera Myroslava Oleshko, ujawnił, że podczas narady w gabinecie prezydenckim Zelenski miał powiedzieć dosłownie: „Niech spier… i Polska, i Polacy”. Miało to nastąpić w kontekście odmowy rozwiązania sporu o pamięć historyczną poprzez dialog między polskimi i ukraińskimi historykami. Zelenski kategorycznie odrzucił taką propozycję, mimo że ukraińscy historycy sami ją sugerowali.

Tak opisuje to Mosijczuk: „Ukraińscy historycy i przedstawiciele ukraińskiej nauki historycznej po pierwszych wypowiedziach Nawrockiego rozmawiali z Zelenskim i zaproponowali rozwiązanie tego problemu poprzez przekazanie dialogu o pamięci historycznej i przeszłości historykom — zarówno ukraińskim, jak i polskim. Zelenski stanowczo odmówił. U ludzi, którzy z nim rozmawiali, a później rozmawiali ze mną, powstało wrażenie, że ma do tego osobisty stosunek. Że to dla niego coś osobistego. Ponieważ gdy zaproponowano mu rozwiązanie sporu poprzez naukowy dialog historyczny, odpowiedział: „Niech spier… i Polska, i Polacy”…”

Mosijczuk przypomniał także sprawę ukraińskiego zboża, które przez miało jechać tranzytem przez Polskę. „Ukraińscy rolni oszuści i złodzieje uznali jednak, że taki transport jest zbyt kosztowny, i przy pomocy takich samych polskich oszustów i złodziei zaczęli sprzedawać to zboże na polskim rynku. W rezultacie ceny gwałtownie spadły, a najbardziej ucierpieli polscy rolnicy” – mówił Mosijczuk. Zelenski wiedział o tym procederze, ale nie zareagował.

Korupcyjny system władzy ZelenskiegoZelenski i jego ekipa rozwinęli korupcję na niespotykaną skalę, ignorując ostrzeżenia przed inwazją Rosji i podejmując decyzje, które kosztowały życie wielu Ukraińców. Podczas gdy Polska pomagała Ukrainie, w tym finansując Starlinki, lojaliści władzy budowali sobie ogromne pałace pod Kijowem. Na Ukrainie panuje system represji: opozycjoniści i krytycy siedzą w więzieniach za samą krytykę Zelenskiego, a nawet samotne matki otrzymują wyroki za posty w internecie. Zelenski odwołał wybory, stworzył system fikcyjnych rezerwacji dla lojalistów, podczas gdy zwykli mężczyźni są łapani na ulicach przez struktury TCK i rzucani na front bez przeszkolenia.

Ukraina pod obecnymi rządami ma według krytyków gorszy poziom wolności niż Rosja w wielu aspektach. Zelenski wykorzystuje tematy historyczne wyłącznie do przykrywania własnych przestępstw korupcyjnych i wojennych. Pogorszenie relacji z Polską, która dała schronienie setkom tysięcy Ukraińców i wspierała militarnie, leży wyłącznie w interesie ukraińskiej elity władzy, a nie narodu ukraińskiego. Prawdziwe partnerstwo jest niemożliwe, dopóki Ukrainą rządzi system oparty na strachu, korupcji i arogancji wobec najbliższego sojusznika.

O radości z mniejszego zła

O radości z mniejszego zła

Olaf Swolkień myslpolska/o-radosci-z-mniejszego-zla

Prezydent Polski Karol Nawrocki zadecydował o odebraniu prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu orderu Orła Białego.

Z jednej strony fragment uzasadnienia mówiący o niezmienności rzekomo zgodnego z polskim interesem sojuszu polsko – ukraińskiego skierowanego przeciw Rosji, ocierające się o fantazję opowieści o hetmanie Filipie Orliku i tradycyjna mantra o odwiecznym rosyjskim imperializmie od razu powinny studzić wzruszenia i entuzjazm, jaki na pewno wielu polskim widzom się udzielił, bo przemówienie było dobrze napisane i były w nim akcenty miłe dla jakże głodnego jakiegokolwiek przejawu narodowej dumy polskiego ucha.

W obszarze tradycyjnej, obsesyjnie antyrosyjskiej geopolityki prezydent Nawrocki w całości pozostał jednak w dotychczasowym paradygmacie „flanki”, „przedmurza”, „odwiecznego wroga i zagrożenia”, a na dodatek znieważył po raz kolejny przywódcę graniczącego z Polską jednego z trzech wielkich mocarstw dysponującego największym na świecie arsenałem głowic jądrowych. Czy rzucanie takich zniewag służy polskiemu interesowi narodowemu, czy jest oznaką siły czy bezsiły i kompleksu niech każdy odpowie sobie sam. Być może była to też forma swego rodzaju usprawiedliwienia dla skądinąd odważnej decyzji Karola Nawrockiego. Jednak z drugiej strony jest to gest ważny, bo gesty mają w polityce znaczenie.

Chociaż Zełenski z pewnością ma polski order w tak zwanym głębokim poważaniu, to jednak znając butę i bezczelność Ukraińców takie publiczne poniżenie było nie było twarzy ukraińskiego państwa stwarza prawdopodobieństwo eskalacji z ich strony, (na razie przybiera to formę zwracania kolejnych odznaczeń przez stronę ukraińską, ale kto wie, być może w ten wyścig włączy się np. Tomasz Sakiewicz) co może z kolei jeszcze bardziej jak mówią „otworzyć oczy” polskiej opinii publicznej i doprowadzić do jej tzw. przebudzenia w kwestii tego jaką cywilizację i jaki stosunek do Polski i Polaków reprezentują nasi rzekomi sojusznicy w walce z „rosyjskim zagrożeniem”.

W takiej sytuacji forsowanie przekazania Ukrainie kolejnych miliardów z polskiego budżetu będzie trudniejsze, bo na pewno nie będzie warto się tym chwalić np. mając na uwadze najbliższe wybory. Ważne były też inne słowa mówiące o polskim sprzeciwie wobec europejskich aspiracji mającej takich a nie innych idoli Ukrainy,  jak również wezwanie do wykluczenia z polskiej debaty publicznej głosów porównujących banderowskich zbrodniarzy do polskiej Armii Krajowej czy żołnierzy niezłomnych. Można je bowiem zastosować np. do prezesa Związku Ukraińców w Polsce czy takich indywiduów jak objawiający się niedawno szerszej publiczności niejaki Kazimierz Wóycicki.

Jest oczywiście jeszcze trzecia strona medalu dotycząca walk w obozie POPiSu.

Premier Donald Tusk będzie musiał odmówić lub zgodzić się na kontrasygnatę decyzji prezydenta, a każdy wybór narazi go na silną krytykę jednego lub drugiego skrzydła gnębiącej Polskę dwugłowej hydry, natomiast żaden nie przyniesie pochwał.

Prezydent Nawrocki zyska natomiast mocny atut w walce o prawicowy elektorat. A jaka płynie stąd nauka dla takich jak niżej podpisany wieczny wyborca mniejszego zła? Że w obecnej rzeczywistości nie ma innej drogi. Chyba, że ktoś wierzy, że im gorzej tym lepiej albo, że decyzji o odebraniu orderu można by oczekiwać od Rafała Trzaskowskiego.

Olaf Swolkień

Zełenski bez Orderu Orła Białego

Zełenski bez Orderu Orła Białego. Prezydent zdecydował 

19 czerwca 2026 pch/zelenski-bez-orderu-orla-bialego-prezydent-zdecydowal

[Jest to sprawa istotna, więc umieszczam drugą relację. md]

W odpowiedzi na skandaliczną decyzję Wołodymyra Zełenskiego o nazwaniu jednostki wojsk specjalnych na cześć stojącej za ludobójstwem Polaków UPA, Karol Nawrocki pozbawił go Orderu Orła Białego. – Polska żyje, gdy naród pamięta – mówił prezydent. 

W piątek 19 czerwca Karol Nawrocki podjął długo wyczekiwaną decyzję w sprawie odebrania głowie ukraińskiego państwa ważnego polskiego odznaczenia. 

– My Polacy pamiętamy o swoich. Nie porzucamy ich i zawsze się o nich upominamy. Szacunek dla przodków i uczciwość wobec historii są obowiązkiem nas wszystkich. Naród, który traci pamięć, traci część swojej duszy – mówił w czasie wystąpienia towarzyszącemu informacji o odebraniu Zełenskiemu orderu. – Pamięć o ofiarach jest moralnym obowiązkiem państwa polskiego – podkreślił prezydent.

Szanowni Państwo, nie możemy zapomnieć o naszej historii, nie możemy porzucić naszej pamięci, nie możemy oddać godności naszych ofiar. Tak rozumiemy obowiązek wobec tych, którzy nie mogą już mówić własnym głosem. Tak rozumiemy znaczenie Orderu Orła Białego. Polska żyje, gdy naród pamięta. Niech żyje Polska! dodawał Karol Nawrocki.  

O możliwości odebrania Orderu Orła BIałego ukraińskiemu prezydentowi mówiono od dawna, gdy oburzenie i wściekłość wśród Polaków wywołały doniesienia o nadaniu przez niego jednostce wojsk specjalnych imienia “Bohaterów UPA”.

Prezydent Nawrocki odebrał order Orła Białego prezydentowi Zełenskiemu

Prez. Nawrocki podjął decyzję ws. Orderu Zełenskiego. Opublikowano nagranie prezydenta Polski [VIDEO]

19.06.2026 nczas/prezyudent-nawrocki-podjal-decyzje-ws-orderu-zelenskiego

===========================================================

Wołodymyr Zełenski oraz Karol Nawrocki
NCZAS.INFO | Wołodymyr Zełenski oraz Karol Nawrocki. / foto: PAP

Prezydent Karol Nawrocki poinformował w piątek, że wobec zgody prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego na nadanie jednej z jednostek Sił Zbrojnych nazwy „Bohaterów UPA”, po konsultacji z Kapitułą Orderu Orła Białego podjął decyzję o odebraniu tego odznaczenia Zełenskiemu.

O odebraniu Orderu Nawrocki poinformował w nagraniu zamieszczonym na platformie X.

– Prezydent Rzeczypospolitej jest wielkim mistrzem Orderu Orła Białego i ma obowiązek stać na straży honoru, tego najwyższego odznaczenia państwowego. Obowiązek ten spoczywa również na Kapitule Orderu Orła Białego. Dlatego wobec zgody prezydenta Wołodymyra Zełenskiego na nadanie jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy nazwy Bohaterów UPA po konsultacji z Kapitułą podjąłem decyzję o odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy – powiedział Nawrocki.

Prezydent podkreślił, że ta decyzja „nie jest przeciwko narodowi ukraińskiemu” i „nie oznacza zmiany strategicznego kierunku polskiej polityki bezpieczeństwa”. Dodał, że „nic się nie zmieniło” w kwestii wsparcia Ukrainy w walce z Rosją.

https://twitter.com/prezydentpl/status/2068027427788333081/video/1

==============

POPiSowy teatrzyk „walki” z banderyzmem

Waćkowski: POPiSowy teatrzyk „walki” z banderyzmem 

Kamil Waćkowski myslpolska/wackowski-popisowy-teatrzyk-walki-z-banderyzmem

Naród polski od wielu lat tkwi w anomii społecznej. Oddawanie hołdu banderowcom i melnykowcom przez kijowski reżim obudziło trochę moich rodaków. 

Słuszne oburzenie Polaków ma swój wydźwięk w wydarzeniach politycznych. Niestety jesteśmy świadkami kolejnego teatrzyku w wykonaniu POPiS i przystawek, mającego uśpić czujność Polaków.

Order zdewaluowany 

Nadanie jednostce sił zbrojnych Ukrainy imienia bohaterów UPA, a także ponowny pogrzeb nazistowskiego kolaboranta Andrija Melnyka, wywołały reakcje szkolonego przez Jankesów prezydenta Polski Karola Nawrockiego. Nawrocki zapowiedział, że rozważy odebranie Orderu Orła Białego byłemu prezydentowi Ukrainy Władimirowi Zełenskiemu. Czas mija, póki co nie podjął decyzji, pewnie czeka co mu powie jankeski oligarcha i prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Donald Trump  (los orderu komika z Krzywego Rogu zależy od tego, czy przed rozmową Nawrockim jankeski prezydent porozmawia na temat orderu z kimś związanym z Marco Rubio, sekretarzem Stanu, zwolennikiem wspierania kijowskiego reżimu, czy z J.D. Vance’m – wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki, politykiem mniej skłonnym do wspierania kijowskiego reżimu). Warto zwrócić uwagę, że Order Orła Białego ma wiele antypolskich kreatur. Ma go także przyjaciel „wielkiego” prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a mianowicie Wiktor Juszczenko, neobanderowiec, były prezydent Ukrainy. Juszczenko klęczał na ponownym pogrzebie Melnyka. Order Orła Białego ma też właściciel Banderomobilu, neobanderowski oligarcha, były prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. Ma go także Valdas Adamkus (w młodości nazistowski kolaborant, obywatel Stanów Zjednoczonych Ameryki i były prezydent Litwy). Warto zwrócić uwagę, że na Adamkusa nie głosowali praktycznie w ogóle Polacy na Litwie. Order Orła Białego posiada także Dalia Grybauskaitė, była prezydent Litwy popierana przez Związek Ojczyzny – najbardziej antypolską partię na Litwie. Jakoś tym ludziom Nawrocki nie zamierza zabierać odznaczenia. 

Wizytacja Budanowa 

Parę dni po burzy związanej z deklaracją Nawrockiego przybył do Warszawy Kiriłł Budanow. Budanow, podobnie jak Nawrocki i jego „konkurent” Donald Tusk, był szkolony przez Jankesów. To zdeklarowany neobanderowiec, terrorysta, zbrodniarz, od 5 sierpnia 2020 roku do 2 stycznia 2026 szef Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, a od 2 stycznia 2026 roku szef gabinetu Zełenskiego. Budanow spotkał z Marcinem Przydaczem. Przydacz to atlantycki prymus, związany z różnymi atlantyckimi ośrodkami. Pełnił różne funkcje w Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy.

Przydacza, jak widać Nawrocki dostał w spadku po Dudzie. Pełni funkcję szefa Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta. Budanow spotkał się także z ministrem obrony narodowej Władysławem Kosiniakiem – Kamyszem. Szef PSL co prawda nie należy do PO czy PiS, jednak de facto działa jakby był członkiem obydwu tych partii naraz. Przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku PSL wziął na listy partię Polska 2050 (aczkolwiek prawidłowa nazwa tej partii powinna brzmieć „Wukraina 2050”). Polska 2050 jest najbardziej proukraińską partią, nawet bardziej niż POPiS. W Polska 2050 byli ludzie z Atlantic Council. PSL jest rozpatrywany w rożnych wariant koalicyjnych zadowalających Stany Zjednoczone Ameryki i namiestnika Thomasa Rose’a. Politycy PSL już latem ubiegłego roku byli namawiani na wejście w koalicję z PiS i częścią Konfederacji Wolność i Niepodległość. PSL wspiera program SAFE, na mocy którego Polacy będą spłacać kredyt, który będzie dozbrajał kijowski neobanderowski, neonazistowski reżim.

Jest opozycja niebanderowska 

Gdyby Nawrocki chciał na poważnie realizować interesy Polaków, to mógłby na przykład napisać, że z chęcią przeczyta planowaną książkę Julii Mendel, byłej rzecznik Zełenskiego. Karol Nawrocki mógłby się spotkać z politykami ukraińskimi, którzy są przeciwnikami Zełenskiego, a jednocześnie nie są neobanderowcami. Takim politykiem jest na przykład Dmytro Razumkow. Jego ojciec Ołeksandr Razumkow, był doradcą prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy, a także założył ośrodek badania opinii publicznej. Razumkow był członkiem Partii Regionów, należał do jej liberalnej, prounijnej frakcji. Razumkow-junior został liderem partii Sługa Ludu. Od 29 sierpnia 2019 roku do 7 października 2021 roku był przewodniczącym Rady Najwyższej Ukrainy (Razumkow został odsunięty, gdy sprzeciwił się represjom wymierzonym w Wiktora Miedwiedczuka i innych polityków Opozycyjnej Platformy za Życiem). Razumkow nie jest neobanderowcem, nie ma też związków z Moskwą, ma poparcie społeczne. Gdyby Nawrocki był człowiekiem o wysokich horyzontach lub otaczał się ludźmi myślącymi po polsku, a nie różnymi nudziarzami z atlantyckich ośrodków, to by wiedział jak wywrzeć wpływ na kijowski reżim. 

Obóz bezkrytyczny

W naszej ojczyźnie nikt nie podważa legalności Zełenskiego, nie mówi się o aferach jego i jego otoczenia. Poza państwami bałtyckimi, obłąkańcami ze Skandynawii, Holandią, prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem, kanclerzem republiki federalnej i byłem menadżerem funduszu inwestycyjnego BlackRock Friedrichem Merzem, nikt już nie chce finansować kijowskiego, skorumpowanego, neobanderowskiego, neonazistowskiego reżimu. Do grona państw nie wspierających wysiłku militarnego Kijowa w ostatnich dniach dołączyła Bułgaria. W naszej ojczyźnie POPiS i przystawki nie mówią nic o wstrzymaniu wsparcia dla Kijowa.

Nie dajmy się nabrać

Możemy w dalszym ciągu spodziewać się teatrzyku robionego przez POPiS i przystawki. Nawrocki będzie prężył muskuły, Tusk – kolega Nawrockiego ze szkoleń w Stanach Zjednoczonych Ameryki, będzie robił pokazowe deportacje mężczyzn z obywatelstwem Ukrainy za sikanie pod płotem (kijowski reżim w końcu ma braki kadrowe, a Tusk może upiec dwie pieczenie na jednym ogniu). Zełenski z racji tego, że jakikolwiek rozejm / pokój /zawieszenie broni oznacza dla niego rozliczenia, będzie prowadził wojnę cały czas. Dla niego najważniejsze są pieniądze (to wnuk żołnierza Armii Czerwonej; były prezydent Ukrainy jest rosyjskojęzycznym Żydem). Dla podtrzymania władzy będzie w coraz większym stopniu szedł w stronę oficjalnego neo-banderyzmu. Z drugiej strony Zełenski nie ma innego wyjścia, bowiem służby, wojsko są przesiąknięte neo-banderyzmem. Przy okazji ostatnich wydarzeń żaden z nadwiślańskich politykierów z POPiS i przystawek nie poszedł po rozum do głowy i nawet między wierszami nie powiedział, żeby wykonać może telefon do Moskwy. Patrzmy na ręce nadwiślańskim politykierom i nie dajmy się nabrać na tanie gesty. 

Kamil Waćkowski 

Pozoranci

Joanna Zinkiewicz: Pozoranci

Marek Hłasko w swym opowiadaniu Drugie zabicie psa („Kultura „, nr 1-2 1965, Paryż) pisze: „i nie uwierzyłaby chyba również i w to, że widziałem w czterdziestym czwartym roku w Warszawie, jak sześciu Ukraińców zgwałciło jedną dziewczynę z naszego domu a potem wyjęli jej oczy łyżką do herbaty; i śmieli się przy tym i dowcipkowali”

Natomiast Janina Popiel wspomina jak na krótko przed Powstaniem słyszała jak jeden z żołdaków ukraińskich mówił, że oddział ich przybył do Warszawy, aby „Lachiw rizaty” (Losy Polaków i Ukraińców, „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”, Londyn 19.09.1966).

Rodzinne wspomnienia

Tak się akurat składa, że jestem córką Powstańców Warszawskich. Rodzice często wspominali życie w międzywojennej Polsce. Czasy niemieckiej okupacji. Mój ojciec Antoni Wójcikiewicz, we wrześniu 1939 roku, jako żołnierz Wojska Polskiego bronił w Gdyni polskiego wybrzeża. Po zwolnieniu z niewoli, wrócił do swojego rodzinnego miasta, Warszawy. Wstąpił do Armii Krajowej, zajmował się produkcją piorunianu rtęci na potrzeby AK. Działał też w wywiadzie AK.

Misja Rumla

Ojciec wspominał Zygmunta Rumla z którym był spokrewniony. Przebywając w Warszawie, Rumel prowadził wraz z bratem Stanisławem i żoną Anną z Wójcikiewiczów (poślubioną w 1941) sklep z naczyniami kuchennymi. Na początku lipca 1943 roku wydano mu rozkaz przeprowadzenia rozmów z miejscowym dowództwem UPA na Wołyniu. Rumel stanął na czele delegacji wysłanej przez Kazimierza Banacha, pełnomocnika Rządu RP, mającej na celu zahamowanie rzezi wołyńskiej i uzgodnienie wspólnej z Ukraińcami walki z Niemcami. Zygmunt Rumel udał się 10 lipca 1943 do kwatery lokalnego dowództwa SB OUN. Wraz z dwoma innymi delegatami zostali tam aresztowani i zabici. Mord odbył się przez rozerwanie końmi.

Aresztowani za Kutscherę 

Natomiast brat mojego Ojca, a mój wujek, dr Jan Wójcikiewicz był polskim lekarzem, uczestnikiem konspiracji niepodległościowej, przed Powstaniem Warszawskim pracował jako lekarz dyżurny w Szpitalu Wolskim w Warszawie przy ul. Płockiej 26. Szpital Wolski aktywnie współpracował z konspiracją. Po zamachu na Franza Kutscherę przyjął do szpitala rannych zamachowców. W wyniku niemieckiego śledztwa dotyczącego ukrywania rannych, dr Wójcikiewicz wraz z dr. Ropkiem i dr Misiewicz zostali aresztowani przez Gestapo.

Śmierć najbliższych 

Po stronie mojej Mamy, Haliny Wójcikiewicz z domu Lewicka, jej ojciec, kapitan Marynarki Wojennej Bolesław Lewicki w 1939 roku, walcząc z hitlerowską nawałnicą, dostał się do niemieckiej niewoli. Kuzyn mojej Mamy, Cezary Lewicki, pilot RAF z dywizjonu 301, w trakcie wykonywania zadań bojowych zginął 22 lipca 1942 roku. W dzieciństwie poznałam mamę Cezarego Lewickiego. Mieszkała w Warszawie, przy ul. Czerwonego Krzyża. Bywając od czasu do czasu w Warszawie z rodzicami, odwiedzałam ją. Pomimo utraty jedynego dziecka, syna Cezarego, była przemiłą, uroczą osobą. Pamiętam jej ciekawe baśnie, które opowiadała mi jako dziecku przed snem.

Wątpliwy order, wątpliwy odznaczony

Przez Polskę przetacza się dyskusja czy odebrać komikowi Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego. Inicjatywę w tej sprawie ogłosił w maju 2026 roku prezydent Karol Nawrocki. Odebranie komikowi z Ukrainy najwyższego współczesnego polskiego odznaczenia nie budzi we mnie emocji, zważywszy, że to odznaczenie ma fatalny kontekst historyczny. Aczkolwiek większość komentatorów tego medialnego wydarzenia komentuje to w tak dramatyczny i emocjonalny sposób, jak gdyby nagle dowiedzieli się, że ich siostra jest tanią prostytutką.

O pejoratywnym kontekście historycznym tego odznaczenia: wyjaśniam, że za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego Order Orła Białego nadawano na rozkaz cesarzowej Katarzyny II jej niemieckim i rosyjskim faworytom z Grigorijem Potiomkinem na czele. Między innymi otrzymał go hetman Iwan Mazepa, znacząca postać historyczna w dziejach trzech narodów. Mazepa po bitwie pod Połtawą (8 lipca 1709 roku) zakończonej wielką klęską wojsk szwedzkich wraz z Karolem XII schronił się na terytorium Imperium Osmańskiego. Na marginesie dodam, że Order Orła Białego w latach 1831–1917 był nadawany przez carów Rosji. [Byli jednak formalnymi królami Polski. md]

List do Nawrockiego

Dobrze się stało, że Mateusz Piskorski, napisał list otwarty do prezydenta Karola Nawrockiego. Czytamy w nim między innymi: „Kult morderców Polaków jest rozpowszechniany nad Dnieprem oficjalnie od 2014 roku, po zbrojnym przejęciu władzy przez prozachodnich oligarchów wysługujących się neo-banderowcami. Między innymi za naświetlanie tych faktów Służba Bezpieczeństwa Ukrainy napisała dla polskich organów ścigania przeciwko mnie akt oskarżenia „o szpiegostwo”, aby mój przypadek był przestrogą dla osób gotowych głosić prawdę na ten temat. 3 lata spędzone w areszcie „tymczasowym” na życzenie SBU i etykieta „oskarżonego o szpiegostwo” mają zadawać śmierć cywilną. Dziś jednak pokazują co najwyżej skalę penetracji struktur państwa polskiego przez obce służby, a jest to zapewne tylko wierzchołek góry lodowej, na którą Polska gnała rozpędzona pod hasłami „to nasza wojna” czy „oni walczą za nas”. Oni nie walczą za nas, oni walczą za Banderę – dziś wie to już każde dziecko w Polsce”.

Sprawdzić Kowala!

Dziękuje za te słowa kierowane do prezydenta RP, ponieważ obecnie próbuje się relatywizować banderowskie zbrodnie. Nie dość tego! Z trybuny sejmowej Roman Fritz wystąpił z wnioskiem do ABW, aby sprawdzić agenturalność Pawła Kowala: „Ostatnio dowiedzieliśmy się z ust samego byłego premiera Rzeczpospolitej Leszka Millera, że w Polsce istnieje piąta kolumna, banderowska piąta kolumna. A na jej czele stoi Paweł Kowal. Czy pan Leszek się myli? Jeżeli mówi prawdę, natychmiast tą sprawą powinna się zająć ABW. A jeżeli nie, spodziewajmy się spektakularnego procesu z udziałem pana Leszka Millera i pozywającym będzie oczywiście pan poseł Paweł Kowal”.

Na to prowadzący obrady marszałek Sejmu RP, Włodzimierz Czarzasty (nota bene, będąc w bieżącym roku na Ukrainie, swoje wystąpienie przed Wierchowną Radą zakończył słowami „Sława Ukrainie!”), godząc w powagę sprawowanego urzędu, prześmiewczo zwrócił się do posła Romana Fritza: „nie zrozumiałem, panie pośle, jednej rzeczy, czy to chodzi o zdradę Millera, czy Kowala?”. Szanowny panie marszałku Czarzasty, szydząc w ten sposób i w tym miejscu (Sejm RP), wpisuje się pan w narrację ukraińską. 

Przypadek Wóycickiego 

Kazimierz Wóycicki w TVP Info przekonywał, że „AK i UPA to są dwie narodowowyzwoleńcze armie”. Stwierdził także: „Polacy też nabijali na widły, właśnie na tym Wołyniu”. W piątek (12 czerwca) w TVP Info miała miejsce wypowiedź Kazimierza Wóycickiego, historyka i publicysty, w przeszłości związanego m.in. ze Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego oraz z Instytutem Pamięci Narodowej. Słowa padły podczas dyskusji o wypowiedzi wiceministra nauki i szkolnictwa wyższego Andrzeja Szeptyckiego, który porównał UPA do Żołnierzy Wyklętych. Wóycicki, występujący w programie jako ekspert, nie tylko bronił tej wypowiedzi, ale poszedł dalej, zestawiając UPA z Armią Krajową.

Urodziny zamiast pamięci o polskich więźniach 

W niedzielę 14 czerwca przypada kolejna, 86. rocznica pierwszego transportu Polaków 728 polskich więźniów politycznych do budowanego dla nich przez Niemców Konzentrationslager Auschwitz. Co roku odbywają się tam uroczystości rocznicowe, 14 czerwca jest uznanym oficjalnie przez Sejm RP dniem pamięci o polskich ofiarach niemieckich obozów koncentracyjnych i terroru skierowanego przeciwko narodowi polskiemu. W tym roku uroczystość ta ma patronat prezydenta Karola Nawrockiego. Natomiast sam prezydent nie pojawił się na uroczystości, pomimo że był o to proszony przez środowiska byłych więźniów i ich rodziny. Ponieważ obecność prezydenta RP byłaby podniesieniem rangi tego wydarzenia i zrównaniem z tym, co dzieje się każdego roku 27 stycznia, gdy cały wysiłek organizacyjny, polityczny ciężar, prestiż i splendor muzeum (KL Auschwitz) jest angażowany na dzień 27 stycznia. Natomiast ten 14 czerwca przebiega jako taki dzień zwykły i tylko jakaś grupa „natrętów” z biało-czerwonymi flagami i z wieńcami próbuje pojawić się tam i oddać hołd polskim bohaterom, patriotom. Była nadzieja, że prezydent Nawrocki się pojawi, ale poleciał na spotkanie z prezydentem USA Donaldem Trumpem, który w dniu 14 czerwca obchodzi szumnie swoje urodziny.

Joanna Zinkiewicz

Już można to ujawnić?

Już można to ujawnić?

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    14 czerwca 2026

8 czerwca w godzinach przedpołudniowych, miała zebrać się Kapituła Orderu Orła Białego i m.in. wydać opinię, czy godzi się odebrać ten order ukraińskiemu prezydentowi Zełeńskiemu, czy przeciwnie – się nie godzi. Na pomysł odebrania prezydentowi Zełeńskiemu Orderu Orła Białego wpadł pan prezydent Nawrocki zaraz, jak tylko prezydent Zełeński nadał pewnej jednostce ukraińskiej niezwyciężonej armii imię „Bohaterów UPA”.

W tak zwanym międzyczasie jednak rozpoczęły się rozhowory, czy odbierając ukraińskiemu prezydentowi order Polska przypadkiem nie wyleje dziecka z kąpielą i w ogóle. Poza tym do Polski przybył ukraiński generał Kyryło Budanow, były szef wywiadu, a obecnie – szef Biura Prezydenta Ukrainy. Odbył on bliskie spotkania III stopnia z rozmaitymi tubylczymi osobistościami, a teraz ukraińskie media piszą, że „udało się uniknąć najgorszego”. Co to może znaczyć? Pewne światło na tę sprawę rzuca deklaracja obywatela Tuska Donalda, żeby obydwaj prezydenci odbyli bezpośrednią rozmowę.

Warto zwrócić uwagę, że obywatel Tusk Donald, który musiałby złożyć pod decyzją prezydenta Nawrockiego o odebraniu orderu swoją kontrasygnatę, przeżywa silny dysonans poznawczy. Najpierw był na „nie” – bo wystarczy, że pomysł wyszedł od prezydenta Nawrockiego. Potem jednak zaczął się wahać, bo w Polsce górę wzięły nieżyczliwe wobec Ukraińców nastroje, aż nawet Episkopat wezwał parafian, by przestali przeciwko Ukraińcom „szemrać”. Widocznie jednak Niemcy, którzy w kwietniu proklamowali swoje „strategiczne partnerstwo” z Ukrainą obywatelu Tusku dali do zrozumienia, by kontrasygnaty nie składał, bo wtedy oni przypomną mu, skąd wyrastają mu nogi.

Toteż nie tylko obywatel Tusk, ale i Książę-Małżonek wyraża nadzieję, że prezydent Zełeński, który „walczy z Putinem” orderu nie straci, bo ma go nawet były niemiecki kanclerz Schroeder, który z Putinem współpracuje.

Do Kapituły orderu wchodzi pan prezydent Nawrocki. Michał Kleiber, Zofia Romaszewska, Adam Bujak, Wojciech Roszkowski i Bronisław Wildstein. Ale Kapituła tylko wydaje opinię, podczas gdy dla ważności decyzji prezydenta wymagana jest kontrasygnata, na którą chyba się nie zanosi.

Jeśli tak, to byłby to nieomylny znak, że w na stwarzane przez Ukrainę fakty dokonane w sferze polityki realnej i symbolicznej, Polsce nie wolno nawet zareagować w sferze pozorów. Bo wygląda na to, że ukraiński prezydent nie zamierza ustępować, a gwoli zaznaczenia niezależności od Polski, do Londynu nie wyleciał, – jak zwykle – z Jasionki w Rzeszowie, tylko z lotniska w Mołdawii.

Tymczasem ni z gruchy, ni z pietruchy odezwał się pan Tomasz Siemoniak, który w vaginecie obywatela Tuska Donalda na fuchę ministra-koordynatora służb specjalnych. Obawiam się, że nazwa tej funkcji jest na wyrost i to znacznie – bo chyba pan minister Siemoniak niczego nie koordynuje.

Jest raczej odwrotnie – że to bezpieka, która – podobnie jak za pierwszej komuny – nadal pozostaje najtwardszym jądrem systemu, ręcznie steruje w naszym nieszczęśliwym kraju nie tylko całym życiem państwowym, ale całym życiem publicznym – oczywiście z uwzględnieniem zagranicznych central wywiadowczych, którym się wysługuje.

Ale incipiam.

Żeby dać odpór podejrzeniom, że dwaj ukraińscy gangsterzy, bracia Rysicz, którzy na Podkarpaciu założyli sieć burdeli zwanych „agencjami towarzyskimi”, z których korzystały osobistości z pierwszych stron gazet i cieszyli się nadzwyczajną pobłażliwością ze strony policji, ze strony niezależnej prokuratury oraz niezawisłych sądów, to nie dlatego, że korumpowali policjantów, prokuratorów i niezawisłych sędziów, tylko dlatego, że bracia Aleksiej i Jewgienij Rysiczowie byli konfidentami polskich służb.

Czy tak było naprawdę – tego ma się rozumieć, nie wiemy – ale tę wersję właśnie oficjalnie potwierdził pan Tomasz Siemoniak, minister-koordynator bezpieki w vaginecie obywatela Tuska Donalda. Więc jeśli tak było naprawdę, to znaczy – że bracia Rysiczowie mogli rozpocząć na terenie Podkarpacia swoją sutenerską działalność, ponieważ wcześniej zobowiązali się do tajnej współpracy z tubylczą bezpieką. Czy bezpieka pomagała im finansowo w rozwijaniu przedsięwzięcia i czy partycypowała w zyskach z podkarpackich burdeli – wydaje się to bardzo prawdopodobne, bo nawet Pismo Święte powiada, że „nie zawiążesz gęby wołowi młócącemu” – a cóż dopiero, gdy „wół młócący” ma do dyspozycji zarówno policję, niezależną prokuraturę i niezawisłe sądy?

Dlatego właśnie braciom Rysiczom nikt na Podkarpaciu nie podskakiwał, a kiedy bokser Kossecki zaczął podskakiwać, to powiesił się w więziennej celi, więc chyba policja, niezależna prokuratura i niezawisłe sądy stały – jak to się mówi – na świecy – żeby było dobrze. Pewnie dlatego burdele braci Rysiczów uchodziły za przybytki bezpieczne, dzięki czemu cieszyły się zainteresowaniem osobistości z pierwszych stron gazet. Tak naprawdę bezpiecznie jednak nie było, bo szefowie burdeli wszystko nagrywali.

Czy tylko na rzecz polskiej bezpieki? Tej pewności też nie ma, bo mogli być tubylczym bezpieczniakom podstawieni przez ukraińską SBU, która przecież hula po Polsce bez żadnych przeszkód, m.in. dlatego, że do polskiej policji przeniknęło sporo Ukraińców. Oni – podobnie jak bracia Rysiczowie – mają obywatelstwo polskie, ale przecież Ukraińcami być nie przestali. Podobnie jak bracia Rysiczowie, którzy Polskę opuścili, podobno wyjeżdżając na Ukrainę – być może nawet ze wszystkimi nagraniami. Czy Kyryło Budanow, którego prezydent Zełeński mianował w roku 2020 szefem Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, podczas swojego pobytu w Polsce i rozmów z tubylczymi dygnitarzami, mógł dać im do zrozumienia, że jak będą Ukrainie podskakiwać, nawet w sferze pozorów, to przestanie być bezpiecznie? Czy przypadkiem nie z tego właśnie powodu odruch oburzenia nie ustępuje miejsca refleksji i chłodnej rozwadze?

Czy w rezultacie sprawa odebrania orderu Orła Białego ukraińskiemu prezydentowi Zełeńskiemu nie rozejdzie się przypadkiem po kościach, podobnie jak właśnie rozchodzi się po kościach sprawa publikacji „Aneksu”, którą z takim przytupem zapowiadał pan prezydent Karol Nawrocki?

Muszę się przyznać, że i mną targają tak zwane „mieszane uczucia”. Z jednej bowiem strony nie jest przyjemnie uzyskać potwierdzenie podejrzeń, że nasz nieszczęśliwy kraj jest igraszką w rękach bezpieki i to nawet nie tubylczej, tylko ukraińskiej – ale z drugiej odczuwam coś w rodzaju przyjemności z powodu tak oficjalnego i autorytatywnego potwierdzenia mojej ulubionej teorii spiskowej, według której najtwardszym jądrem systemu – podobnie jak za pierwszej komuny – pozostaje bezpieka – a ci wszyscy dygnitarze, prezydenci, ministrowie, posłowie, senatorowie – a być może również pretendenci do sprawowania nad nami przywództwa moralnego – to tylko taka dekoracja, takie przedstawienie, żeby było ładniej, żeby nie było nam przykro, że za nasze podatki dostajemy pozór państwa.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Autorytaryzm Zełenskiego kontra absolutna władza Zachodu: Kto rządzi na Ukrainie?

Autorytaryzm Zełenskiego kontra

absolutna władza Zachodu:

Kto rządzi na Ukrainie?

Paweł Kucharkin o tym, dlaczego nie da się już dłużej ukrywać dyktatorskiego stylu namiestnika w Kijowie

tass-ru/opinions

Styl rządzenia Wołodymyra Zełenskiego staje się coraz bardziej autorytarny, zauważa brytyjski dziennik „The Economist” , powołując się na źródła. Publikacja dodaje również, że rządzący w Kijowie jest „bardzo wrażliwy na krytykę” i skłania się ku „coraz bardziej zdystansowanemu, bizantyjskiemu stylowi rządzenia”.

Czy to staje się oczywiste dopiero teraz? Dlaczego Brytyjczycy mieliby pisać artykuł niewygodny dla władz w Kijowie, stawiając ich „ulubieńca” w niekorzystnym świetle? 

Żadnych złudzeń

Prasa zachodnia zawsze służy jako papierek lakmusowy dla nastrojów elit, a mit jej niezależności jest tworzony dla zwykłego człowieka. Zamiast oficjalnych oświadczeń dyplomatycznych, czasami znacznie łatwiej jest przekazać odbiorcy swoje stanowisko za pomocą chwytliwego nagłówka. Stąd huśtawka: wczorajszy obrońca demokracji na błyszczącej okładce jest dziś przedstawiany jako dyktator, który uzurpował sobie władzę.

Choć przeciętny Ukrainiec z pewnością nie czyta The Economist, to osoby z ulicy Bankowej z pewnością widzą, jak kształtowana jest opinia publiczna na Zachodzie.

Źródło problemu

Wszystkie działania Europy mają na celu utrzymanie Ukrainy jako narzędzia, państwa marionetkowego w geopolitycznych rozgrywkach. Dopóki Kijów będzie odgrywał tę rolę, Zachód będzie przymykał oczy na łamanie praw człowieka, brak demokracji, korupcję i dziesiątki innych problemów.

Jest jednak jeden poważny problem, który stawia Europejczyków w niezręcznej sytuacji: tak zwana integracja europejska Ukrainy.

Aby podsycić wojnę, ukraińskie społeczeństwo od dawna karmione jest wielką „kłodą” zwaną Unią Europejską. Tymczasem europejskie elity, oczywiście, nie mają realnej chęci integracji kraju.

Kluczową rolę odgrywają tu kwestie gospodarcze i niechęć starej Europy do dzielenia się władzą. O ile Węgry od dawna głośno [jedynie.. ] popierają różne decyzje UE, o tyle wejście do UE walczącej Ukrainy, z jej skrajnie idiotycznymi tendencjami, ambicjami sabotowania procesów i dyktowania własnych warunków, mogłoby całkowicie sparaliżować Brukselę. Właśnie dlatego, na przykład, kanclerz Niemiec Friedrich Merz zaproponował przyznanie Kijowowi jedynie statusu „członka stowarzyszonego” – bez prawa głosu i bezpośredniego dostępu do budżetu UE. W ten sposób europejskie elity próbują uciec z pułapki własnych populistycznych obietnic.

Dla Zełenskiego taki stan rzeczy jest nie do zaakceptowania, gdyż rozpaczliwie potrzebuje on zrekompensowania swojej porażki na polu bitwy, a pełne członkostwo w UE jest dla niego właśnie takim „zwycięstwem”.  

Paradoks polega na tym, że nie ma on zamiaru realnie przybliżyć tego i tak już trudnego do osiągnięcia celu. Zachodni sponsorzy domagają się reform, aby uzasadnić przed wyborcami miliardy dolarów wydane z własnej kieszeni, ale nic nie wyszło poza puste słowa. Oczywiście, Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) i Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAPO) prowadzą śledztwa, ale czy ktokolwiek został faktycznie ukarany? I ten trend nie pochodzi z Kijowa, lecz z jego własnego serca.

Dla Zełenskiego idealnym scenariuszem byłoby oczywiście wepchnięcie Ukrainy do Unii Europejskiej w jej obecnej, chaotycznej formie, a następnie spokojne wydanie zdobyczy na pisanie wspomnień o wielkiej europejskiej drodze.  

Zyskowny styl

Ekipa Zełenskiego, dla osobistych korzyści, wciągnęła Ukrainę w otwarty konflikt z Rosją, czerpiąc zyski z działań Zachodu. Przedłużanie konfliktu zbrojnego pozwala im obchodzić konstytucję poprzez unikanie wyborów, utrzymywanie władzy i kontroli finansowej. Zachód przytaknął i nikt w kraju nie jest w stanie im się przeciwstawić.

Od pierwszych dni swoich rządów Zełenski i jego otoczenie budowali autorytarny pion władzy, mianując na stanowiska swoich lojalistów. Dziś sprawują oni pełną kontrolę nad większością parlamentarną, służbami bezpieczeństwa, sądami, prokuraturą i policją. Dość autentyczna opozycja została objęta szeregiem sankcji i wszczętych postępowań karnych, podczas gdy pozostali politycy są albo opłacani, albo w inny sposób zaangażowani. Podjęto nawet próbę odwołania Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) i Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP), ale zakończyło się to międzynarodowym skandalem i niepowodzeniem.

Autorytarny styl Zełenskiego jest bezpośrednio podyktowany jego chorobliwą, wręcz maniakalną, zazdrością o wszelką konkurencję. Doskonałym przykładem jest jego długotrwały konflikt z Witalijem Kliczką, którego Bankowa nie zdołała usunąć ze stanowiska mera Kijowa. Podobnie, gdy tylko popularność i wpływy Walerija Załużnego wzrosły, urząd rozpoczął kampanię oszczerstw, która doprowadziła do jego rezygnacji.

Nominacje kluczowych osób w ministerstwach i sądach były osobiście nadzorowane przez ówczesnego szefa Biura Wykonawczego Prezydenta, Andrija Jermaka, który obecnie jest oskarżony przez agencje antykorupcyjne. Zełenski osobiście nęka liderów frakcji na spotkaniach, a w momentach krytycznych, takich jak próba ograniczenia uprawnień Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) i Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAPO), odwiedza Radę Najwyższą, aby wywierać presję na deputowanych.

„Gubernator” Kijowa doskonale rozumie, że jego status autokraty daje mu monopol na przedłużanie konfliktu. To z kolei zapewnia mu pozycję polityczną w oczach Zachodu. 

To jednak mu nie wystarcza (co jest zrozumiałe, bo znalezienie zastępcy nie jest trudne). Aby zapewnić długoterminową stabilność, Zełenski potrzebuje warunków przynajmniej zbliżonych do tych, jakie panują w Europie. Integracja europejska mogłaby to zapewnić. Z prawem weta w Brukseli, „mały Napoleon” mógłby otwarcie manipulować instytucjami europejskimi, poszerzać swoją władzę i bez przeszkód bogacić się dalej.

A to jest fundamentalnie sprzeczne ze wszystkim, czego Europa oczekuje od Ukrainy. Nie potrzebuje ona niepokornego gracza przy swoim stole.

Żądania i sztuczki

Źródła donoszą, że Zachód domaga się od Kijowa zakończenia śledztwa w sprawie korupcji na wysokim szczeblu, co bezpośrednio wiąże się z możliwością integracji europejskiej. Wymaga to przyjęcia ustaw, które rozszerzyłyby uprawnienia Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) i Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAPO), skutecznie odbierając Zełenskiemu kontrolę nad siłami bezpieczeństwa i wymiarem sprawiedliwości.

U podstaw tej presji leży tzw. pakiet Kaczki-Kosa, obejmujący 10 priorytetowych reform, uzgodnionych przez komisarz UE Martę Kos i wicepremiera Ukrainy ds. integracji europejskiej Tarasa Kaczkę. Wszystkie te postanowienia mają na celu oddanie wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania pod zewnętrzne zarządzanie.

Zełenski z pewnością tego nie potrzebuje – zwłaszcza po skandalach korupcyjnych wokół jego najbliższego otoczenia. Dziś, nawet jeśli wysoko postawiony urzędnik zostanie oskarżony o oszustwo, system spowoduje uniknięcie kary: albo pozwoli mu opuścić kraj bez przeszkód, albo po prostu ukryje sprawę w biurokratycznych labiryntach. To ugruntowana praktyka bezkarności, której jesteśmy świadkami.

Niedawne głosowanie parlamentarne nad projektem ustawy nr 12360 jest znaczące. Rada Najwyższa odrzuciła poprawki do Kodeksu Celnego, których domagał się Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) w celu rozszerzenia bazy podatkowej. Głosowanie nad przyznaniem Kijowowi dostępu do europejskiej pożyczki w wysokości 90 miliardów euro zakończyło się jednak sukcesem. Nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę pełną kontrolę urzędu prezydenta nad parlamentem. Teraz Zełenski czeka, czy ten krok uniemożliwi mu otrzymanie transzy MFW. Jeśli Zachód da się nabrać na ten podstęp, grupa Zełenskiego ostatecznie pogrzebie antykorupcyjny „pakiet Kaczka-Kos”, przestając nawet udawać reformy.

Brytania i jej ślad

Londyn korzysta na naciskaniu na Ukrainę w kierunku integracji europejskiej, ponieważ po Brexicie Wielka Brytania nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności. Wszystkie koszty gospodarcze spadną wyłącznie na UE, osłabiając jej pozycję na kontynencie i wzmacniając funta brytyjskiego.

Co więcej, Brytyjczykom udało się zbudować bezprecedensowy wpływ na ukraińskie elity. To były premier Boris Johnson przekonał do zerwania rozmów pokojowych w 2022 roku. Brytyjskie agencje wywiadowcze aktywnie uczestniczą we wszystkich procesach na Ukrainie, a londyńska stolica Zełenskiego i jego otoczenie pozwalają im pociągać za odpowiednie sznurki. Nawet najbardziej prawdopodobny następca gubernatora Kijowa, Załużny, został wysłany do Londynu w charakterze ambasadora.

W ten sposób, pod pretekstem promowania demokracji, Wielka Brytania rozwiązuje własne problemy imperialne, umacniając swoją pozycję jako gracz geopolityczny.

W każdym razie, na razie pragmatyczni Brytyjczycy trzymają się strategii „nie zmieniać koni w połowie drogi”. Stąd ich obrona działań Kijowa. Ale oni również nie są w pełni zadowoleni z sytuacji, w której władzę przejmuje jedna osoba. Dlatego za pośrednictwem kontrolowanych mediów, takich jak „The Economist”, ostrożnie przekazują obawy dotyczące metod Zełenskiego. Co więcej, elektorat musi mieć pozory obiektywizmu i przywiązania do wartości demokratycznych, aby podatnicy uwierzyli, że Zachód wspiera „wolny świat”, a nie autorytarny reżim. Etykieta „dyktatora” jest wysoce toksyczna dla społeczeństwa i zazwyczaj służy jako sygnał legitymizacji zamachów stanu i zmian personalnych.

Dla organizatorów wojny zastępczej nie ma znaczenia, kto dokładnie będzie gubernatorem Kijowa — Zełenski czy tzw. „pies patron” — najważniejsze jest posiadanie absolutnej władzy nad marionetkowym reżimem. 

Jarmaki wychodzą z paki

Jarmaki wychodzą z paki

korup

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis 30 maja, wpis nr 1410

Właściwie tośmy się już przyzwyczaili do kolejnych sensacji związanych z korupcją na wojującej Ukrainie. To ciekawy fenomen, gdyż wygląda na to, że cykanie takimi sensacjami immunizuje nas na takie patologie – ot, patrzymy się, znowu coś tam wyszło. Następuje inflacja reakcji. Kogoś złapali, ktoś, oczywiście bez wiedzy Polaków uciekł przez Polskę do Izraela… Układ trzyma się dobrze. Nic dziwnego, że ci, którzy dawali pomoc i finansowe wsparcie kryją teraz przekrętaczy, bo jeszcze wydałaby się cała systemowa sytuacja i któryś z europejskich podatników mógłby się zapytać jak się rozchodzą pomocowe środki z jego podatków. Mnie jednak zaskoczyła jedna sytuacja.

Jermak jako egzemplum

Okazało się, że aresztowano człowieka numer dwa Ukrainy, Andrija Jermaka. Aresztowano go pod zarzutami korupcyjnymi 14 maja tego roku, ale już w dniu następnym – w piątek została zebrana wśród znajomych 300 darczyńców wymagana kwota wyznaczonej kaucji i Jermak już by wyszedł, ale zaczął się weekend i nie można było zaksięgować wpłat, a więc po weekendowym pobycie w luksusowej, tzw. „płatnej celi” (są takie cuda w cywilizowanym i aspirującym do Unii świecie) w poniedziałek prawa ręka Zełenskiego wyszła na wolność. Zabrano mu paszport i zakazano wyjazdu nawet z Kijowa. Ale zastanowiła mnie jedna rzecz – kwota kaucji.

Wynosiła ona ok. 3,3 miliona dolarów. Zebrane wśród 300 darczyńców i wpłacone w jeden dzień. Musi mieć więc Jermak całą armię przyjaciół, gotowych do zebrania kasy w jeden dzień, w jakiś sposób skoordynowanych, nie mówiąc już, że wdzięcznych na jakieś 13.000 dolarów na głowę. Takie ruchy przypominają mi jako żywo w mniejszej skali wpłaty na konta wyborcze drobnych kwot na martwe dusze, kwot, które później idą w miliony. A może Jermak po prostu tyle miał „u ludzi” ze swych własnych zarobków?
Zaglądamy więc do zarobków Jermaka. Cóż my tam mamy? Ano średnio 14.500$ rocznie, co oznaczałoby, że Jermak musiałby odkładać nie jedząc na własną kaucję 227 lat, a i tak zarabiał on ponad 40% więcej niż jego zubożały, jak widać, szef – prezydent Zełenski. Mamy więc do czynienia i z kwotą, i z tempem oraz zakresem reakcji na „zbiórkę”, które de facto… potwierdzają korupcyjność Jermaka w otoczeniu nieformalnego układu. Czyli sam podsądny doniósł na samego siebie wpłacając kaucję. To mnie popchnęło do próby obejrzenia całego układu korupcyjnego na walczącej Ukrainie.

Krótka historia wschodniej oligarchii

Ukraina jest tylko w pewnym stopniu skrzywionym odbiciem układu rosyjskiego. Zobaczmy jak to więc szło z Moskwy. Mamy do czynienia z cywilizacją turańską, na którą przemożny wpływ miały czasy najazdów mongolskich. To wtedy wyznaczył się stały już trend do oligarchizacji władzy, trzymania pod butem niewolonego ludu, który ten proceder rozumiał i akceptował jako normalny układ elita-lud. Do elity dostawać się można było jedynie w sposób gwałtowny, nawet na jej szczytach, czy to rodów królewskich, czy dynastii politycznych. Układ ten był mitygowany trochę poprzez komunistyczną przaśność, nie świecono ludowi w oczy benefitami władzy.

Po upadku Związku Sowieckiego jednak hamulce zniknęły w sposób gwałtowny i widowiskowy, na tyle, że oligarchia ujawniła się w stopniu ostentacyjnym, kiedy przy rozpadzie państwa poszczególne mafie (nawet wyposażone we własne substytuty armii) stały się jedynym elementem państwowotwórczym. Był to więc z natury układ pasożytniczy, który szybko doprowadził do upadku podstawowych funkcji państwa.

Na tej zapaści wjechał na całego porządkujący nowy car-batiuszka, Putin, przywrócił on wypłaty emerytur i świadczenia zdrowotne i lud go od razu pokochał. Putin rozprawił się z układem mafijnym w ten sposób, że wprowadził jako element państwowotwórczy jedną wielką mafię – służby. A te były wyposażone w państwową licencję na przemoc, jak to u turańskich – bez żadnej społecznej kontroli i „po uważaniu” cara. Ot, taka współczesna Oprycznina. I tak jak w XVI wieku Iwan Groźny za pomocą swych służb zabrał się za ukracanie bojarów nie koniecznie tylko o brody, tak Putin swoimi „oprycznikami” zabrał się za oligarchów. Oczywiście miał i przy sobie swoich oligarchów, ale był to krąg wewnętrzny jego kumpli z młodości (placówki, gdzie przebywał młody agent Wołodia, kluby judo i inne przypadkowe znajomości), których namaścił intratnymi posadami w państwowych molochach. Ale główny element stanowiła grupa „zaproszonych” oligarchów.

Po prostu nowy car Rosji wysłał do istniejących oligarchów opryczników nowej generacji, kolegów ze służb, o gorących sercach i zimnym spojrzeniu i został całej kaście oligarchicznej postawiony warunek – zostawiamy wam na papierosy, ale dzielicie się tym, co macie w stopniu, który my tu określimy, a jak nie, to albo pójdziecie do ciupy jak Michaił Chodorkowski, albo cię znajdą w twojej willi w hiszpańskim kurorcie Lloret de Mar powieszonego nad trupami zasztyletowanej żony i córki co zostanie uznane za tzw. „rozszerzone samobójstwo” (sprawa Siergieja Protosenija), czy skończysz jak Bieriezowski na sznurze w zamkniętej łazience w swej posiadłości w Ascot pod Londynem. Ta druga grupa „oligarchów odwiedzonych” szybko się akomodowała do nowych reguł gry, nawet wyrosła i trzecia, która się zaczęła dorabiać na putinowskich wojnach.

Nieodrodni dziedzice

Ukraina odziedziczyła podobny trend, ale z pewnymi ważnymi modyfikacjami. Po pierwsze – ukraińska oligarchia była mocno powiązana z rosyjską odpowiedniczką, jednak ocaliła głowy od czystki Putina, którą ten zafundował rosyjskim oligarchom. Wielu z nich przeniosło swe interesy na Ukrainę, czy to wzmacniając tamtejszych oligarchów, czy budując nieoficjalnie swoje struktury. Putin ich tak bardzo nie ścigał, bo te układy ściągały w końcu haracz nie z Rosjan. Ważne, że ten układ zachował kształty bardziej jelcynowskie, czyli Ukraina była terenem rozpasanej walki, a właściwie układu dogadanych i ustawionych mafii, bez porządkującego na poziomie podstawowych usług publicznych wektora nowego dyktatora. Wszystko odbywało się mafijnie i jedynym państwowym wektorem porządkującym działanie państwa był wektor oligarchicznego układu.

To on wystawiał swoich kandydatów na szefów państwa i rozprowadzał go po administracji władzy, gdyż ukraiński system prezydencki w razie zwycięstwa dawał wszystko w jedne ręce na zasadzie „winner takes it all”, było więc o co walczyć. Ale, żeby nie było na tym tle żadnej wyniszczającej wojny domowej mafii, układy się dogadywały i wystawiały na kandydata na wodza narodu jakiś upostaciowiony kompromis. Albo mieliśmy na czele któregoś z oligarchów, tak jak z królem cukierków – Poroszenką, albo marketingowego słupa, typu Zełenski, którego wypromował oligarcha Kołomyjski w długim procesie od serialu do tronu. Mamy więc w przypadku Ukrainy do czynienia z połączeniem schyłkowej fazy jelcynowskiej oligarchii z putinowską grupą trzecią – dorobionych na wojnie.

Dodatkowe źródło łupania

Dla starego układu mafijnego na Ukrainie (i jak widać w Rosji) wojna była gwiazdką z nieba. Zwłaszcza, że wojnę tę Ukraina, jako państwo oligarchicznie, bo postsowiecko niewydolne mogło prowadzić wyłącznie za zewnętrzne środki. Na Ukrainę zaczęły płynąć szerokim strumieniem pieniądze znaczone czy to potrzebami militarnymi, czy politycznymi, a więc kompletnie – zwłaszcza w pierwszej fazie – niekontrolowane przez tę pomoc otrzymujących, co dopiero mówić o tych, którzy ją dawali. Mafie rozstawione w węzłowych miejscach państwa, jako jego organizacyjny substytut, nie miały żadnego problemu, by na tej całej kasie siąść. Tylko one bowiem wiedziały jak chodzą pieniądze, procedury i kwity z rozliczeniami. Nikt przecież nie miał, łącznie, a właściwie zwłaszcza Zachód, pojęcia jak to kontrolować. W końcu głupio było tak pytać – jak to chodzi. Chłopy tam walczą na śmierć i życie, i jak tu się – wręczając karabin – zapytać o fakturę i przelew? Nawet Amerykanie dopiero po dwóch latach się zorientowali [ejże.. Nuland nie taka głupia… md] że w sumie dają wszystko na gębę, Europa się do tej pory nie zorientowała, albo udaje, że nie wie, bo jakby się sprawa wydała, to dość trudno byłoby się wytłumaczyć, że tak to się jakoś rozeszło.

Wielkość pomocy dla Ukrainy w czasie jej drugiej wojny z Rosją jest właściwie nie do oszacowania. Tropy prowadzą w różne strony, pojawiają się jakieś fundusze, pożyczki nie do spłacenia, raz się to liczy jako sprzedaż, raz jako darowiznę, nie mówiąc już o kosztach pomocy w formie transferów socjalnych do migrantów ukraińskich. Samo przejrzenie różnych form pomocy państwowej i militarnej daje nam kwoty powyżej 400 miliardów dolarów. Ukraina jest państwem upadłym i bez kroplówki, takiej jak np. ostatnie 90 miliardów pożyczki pod niespłacalny i kuriozalny zastaw pod reparacje, które ma przegrana w tej wojnie Rosja zapłacić Ukrainie, idą na podstawowe pozamilitarne funkcje państwa – bez tych pieniędzy nie dostarczyłaby podstawowych usług publicznych.

Analitycy i znawcy układów oligarchicznych oceniają współczynnik „pompa-rów”, czyli transfer środków publicznych w przypadku środków zewnętrznych do kieszeni oligarchów na poziomie 10-15%. Daje nam to licząc najskromniej jakieś 40 miliardów dolarów transferowanych do kieszeni mafii, która już nie musi „bidować” jedynie na okradaniu potencjału Ukrainy, ale podczepia się pod zewnętrzne środki przeznaczane przecież do wsparcia walczącej Ukrainy. No, trzeba przyznać, że jest to kwota, za którą można wykupić ze 12 900 Jermaków. Jest więc o co się bić.

Turanie kontra łacińczycy

Mamy tu do czynienia z turańskim podejściem. Wytłumaczę na czym polega w tym wypadku różnica pomiędzy tym podejściem, a np. naszym – z cywilizacji łacińskiej. Jeśli wyobrazimy sobie powiedzmy rok 1941, kiedy Polska była pod wojującą okupacją połączonych totalitaryzmów, to w takim Londynie siedzieli co najwyżej polscy uciekinierzy z kacem, że nie walczą, zaś ci co mogli przedzierali się – jak w serialu „Jak rozpętałem II wojnę światową” – przez cały świat, by powalczyć o Polskę. Robiono zrzutki na walkę, zaś resztki majątków przekazywano do wsparcia wysiłku zbrojnego.

Co mamy dziś np. w takiej Polsce – dzieci oligarchów rozbijają się w Bentley’ach po warszawskich ulicach, Stephen Khun zaś donosi, że u producentów superjachtów mają zajęte kolejki zamówień na cztery lata naprzód właściwie tylko z jednego kraju, zgadnijcie jakiego? Najbogatszy człowiek Ukrainy, oligarcha, właściciel Szachtara Donieck i holdingu SCM w 2024 roku (transakcja wyszła na jaw w kwietniu 2026) kupił najdroższy apartament w historii nieruchomości: pięciopiętrowy, 21-pokojowy luksusowy penthouse o powierzchni ponad 2500 m² w prestiżowej nowej dzielnicy Mareterra (budynek Le Renzo). Cena? 471 milionów euro.

Czemu tak jest i czemu to nie przeszkadza walczącemu ludowi Ukrainy?

No właśnie chodzi o kulturę wynikającą z cywilizacyjnej przynależności. U nas takie zachowanie byłoby potraktowane na granicy samosądu – kiedy my tu walczymy, kiedy zaczyna brakować nam ludzi i środków nasza elita miałaby się na tym wszystkim pławić w luksusie? Przecież każdy skradziony dolar to zagrożenia dla naszej niepodległości, a już co najmniej dla naszych chłopaków walczących w okopach. Nie wiem czy takiego by Polacy rozerwali na strzępy, bo nic już nie zostało z rebel people, jak się mianowali kiedyś Polacy, ale przynajmniej by było jasne, że to potępiamy. Ja nic podobnego nie słyszałem ze strony ukraińskiego ludu. To dla nich temat wstydliwy, a więc pomijalny.

Takie zarzuty to są knowania Moskwy, nawet gdyby to była prawda, to ta prawda może zaszkodzić naszemu morale. Śmierdzi ci ona onucą, zresztą z tymi oligarchami to tak zawsze było, u nas role są podzielone przez fatum losu i nie ma co się dziwić oligarchom, że jak dostali możliwość wynikającą z dodatkowych środków na pomoc walczącej Ukrainie, to umoczyli dziób w tej melasie. Nic z tego nie rozumiecie – jest to normalna marża, tym razem z waszych środków i tu inaczej nie działa.

Korupcja na walczącej Ukrainie to również impas dla Zachodu. Moim zdaniem cwaniaczek z Zachodu na pewno się działkuje, zwłaszcza korupcyjnie niekontrolowany w Unii, z ukraińską oligarchią, wystarczy tylko nie rozliczać środków, zamknąć oczy na zawyżone faktury, a oni tam sobie jakoś to na miejscu rozdzielą, i sypną prowizją zwrotną. Inni, ci niebiorący, będą każdy wykryty fakt korupcji ukrywać, by nie drażnić swych wyborców, że nie pilnują podatkowego grosza. Mamy więc układ zamknięty, pompa-rów, który po drodze gubi prowizję na konserwowanie układu oligarchicznego. Uwaga – przy jednoczesnym nawoływaniu, by ten cały bałagan przyjąć ciupasem do Unii.

Pierwsze wkurzenie

Prześledziłem wielowarstwowe systemy kontroli środków na Ukrainę, zwłaszcza te, które stworzyła Unia. Ta dumnie ogłosiła, że PRZESTAŁA dawać Ukrainie środki „z góry”, żąda – uwaga! – rozliczeń, z którymi i tak nie wiadomo co robi. Znając różnice w kombinowaniu Słowian, wzmocnionym jeszcze turańskim stylem, to jest to zabawa w kotka i myszkę, z tym, że obie strony wiedzą, że to gra pozorów. Pierwsi wkurzyli się Amerykanie. To znaczy – tam wkurzyli się. Biden forsujący środki dla Ukrainy „na gębę” przegrał większość w Kongresie i Republikanie 1 listopada 2022 roku wprowadzili rezolucję żądającą od prezydenta audytu pomocy dla Ukrainy. Audyt nie przyłapuje wielkiego złodziejstwa, ale Amerykanie nie są głupi, i wprowadzają, rzec można unijny, mechanizm warunkowości – dalsza pomoc tylko pod warunkami zmian systemowych w ustroju Ukrainy, gdyż to on, a nie pojedyncze przypadki, wręcz generuje proceder korupcyjny.

Żądania zmian od Amerykanów pokazują jakiż to stworzony układ jest do rozmontowania:

 1. Pełna niezależność i wzmocnienie „Świętej Trójcy” antykorupcyjnej

Amerykanie zażądali, aby ukraińskie organy ścigania były całkowicie odcięte od wpływów politycznych prezydenta, rządu i służb specjalnych (SBU). Skupili się na trzech instytucjach:

  • NABU (Narodowe Biuro Antykorupcyjne): USA nakazały zwiększenie liczby etatów dla detektywów o dodatkowe 300 osób oraz zapewnienie NABU prawa do samodzielnego podsłuchu (wcześniej biuro musiało korzystać z infrastruktury SBU, co prowadziło do wycieków informacji o śledztwach).
  • SAP (Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna): Zażądano pełnego wyodrębnienia SAP ze struktur Prokuratury Generalnej, nadania jej statusu oddzielnej osoby prawnej oraz zmiany procedury wyboru jej szefa, tak aby decydujący głos mieli eksperci międzynarodowi, a nie nominaci polityczni.
  • WAKS (Wyższy Sąd Antykorupcyjny): Amerykanie nakazali zwiększenie liczby sędziów oraz zapewnienie im lepszej ochrony fizycznej i niezależności operacyjnej, by wyroki skazujące polityków zapadały szybciej.

To właśnie próba złamania tego konkretnego zalecenia przez otoczenie Zełenskiego w lipcu 2025 roku (poprzez podporządkowanie SAP Prokuratorowi Generalnemu) wywołała natychmiastową groźbę odcięcia amerykańskich funduszy.

2. Przywrócenie jawności majątkowej (e-Deklaracje)

Po wybuchu wojny w 2022 roku Ukraina zawiesiła obowiązek publicznego składania cyfrowych oświadczeń majątkowych przez urzędników (tłumacząc to względami bezpieczeństwa). USA kategorycznie zażądały:

  • Natychmiastowego wznowienia działania rejestru e-deklaracji.
  • Przywrócenia publicznego dostępu do tych danych, aby dziennikarze śledczy i obywatele mogli kontrolować, czy urzędnicy nie bogacą się w czasie wojny.
  • Wdrożenia automatycznego systemu weryfikacji tych oświadczeń przez Narodową Agencję ds. Zapobiegania Korupcji (NAZK).

3. Ograniczenie roli Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU)

USA od lat konsekwentnie domagały się reformy SBU. Tradycyjnie ukraińskie służby specjalne posiadały departamenty zajmujące się walką z korupcją i przestępczością gospodarczą. Amerykanie uznali to za patologię, która pozwalała SBU na szantażowanie biznesu i dublowanie kompetencji NABU.

  • Zalecenie: SBU ma zajmować się wyłącznie kontrwywiadem, walką z terroryzmem i cyberbezpieczeństwem. Departamenty „gospodarcze” miały zostać całkowicie zlikwidowane.

4. Transparentność w zamówieniach obronnych i odbudowie

W związku z miliardami płynącymi na armię i infrastrukturę, USA narzuciły ostre wytyczne dotyczące wydawania pieniędzy:

  • Reforma ProZorro: Nakazano, aby wszystkie zamówienia publiczne (poza absolutnie tajnymi technologiami wojskowymi) przechodziły przez transparentny, elektroniczny system przetargowy ProZorro.
  • Nadzór nad Ministerstwem Obrony: Wdrożenie wewnętrznych, zachodnich standardów audytu w logistyce wojskowej (reforma ta przyspieszyła po skandalach z zawyżaniem cen żywności i kurtek dla armii).

5. Deoligarchizacja i ład korporacyjny

Amerykanie uderzyli w strukturę wielkich państwowych monopoli (np. w sektorze energetycznym czy zbrojeniowym):

  • Rady Nadzorcze: Zażądano powołania niezależnych rad nadzorczych z udziałem zagranicznych ekspertów w kluczowych spółkach skarbu państwa (takich jak Naftohaz czy Ukroboronprom). Miało to uniemożliwić oligarchom i urzędnikom Kancelarii Prezydenta nieoficjalne sterowanie tymi firmami.

Zełenski kontratakuje

Zełenski odczekał tylko aż sprawa przyschnie i przypuścił kontratak, który jawnie pokazuje czy prezydent Ukrainy bardziej dba o losy swej ojczyzny, czy ochronę interesów oligarchów zagrożonych żądaniami Amerykanów co do ukrócenia mechanizmów korupcyjnych. Do parlamentu trafia w lipcu 2025 projekt ustawy nr 12414, który pierwotnie dotyczył zupełnie innych kwestii prawnych. Po pierwszym czytaniu dopisano do niego poprawki drastycznie zmieniające ustrój organów antykorupcyjnych. Prezydencka partia „Sługa Narodu” wraz z częścią opozycji błyskawicznie przegłosowała ustawę, a prezydent Zełenski podpisał ją tego samego wieczoru. Co realnie zmieniała ta ustawa?

Ustawa uderzała w fundament niezależności śledczych poprzez:

  1. Podporządkowanie Prokuratorowi Generalnemu: NABU i SAP utraciły autonomię i zostały w pełni podporządkowane Prokuraturze Generalnej. Prokurator Generalny na Ukrainie jest mianowany i odwoływany bezpośrednio przez prezydenta – to dawało Kremlowi (w znaczeniu administracji Zełenskiego) pełną kontrolę nad śledztwami.
  2. Prawo do odbierania spraw: Prokurator Generalny zyskał prawo do decydowania, które sprawy korupcyjne mogą prowadzić niezależni detektywi, a które można im odebrać i przekazać „zaprzyjaźnionym” służbom (np. SBU).
  3. Możliwość usuwania prokuratorów: Danie lojalnemu wobec prezydenta Prokuratorowi Generalnemu narzędzi do odsuwania od spraw niewygodnych, niezależnych prokuratorów SAP.

Dziennikarze śledczy (m.in. Ukraińska Prawda i The Economist) ujawnili, że plan ten narodził się bezpośrednio w Kancelarii Prezydenta, a jego celem było zablokowanie m.in. wielkich śledztw dotyczących defraudacji w sektorze energetycznym, które uderzały w ludzi z otoczenia Zełenskiego (parę miesięcy później te same śledztwa doprowadzają do upadku Andrija Jermaka).

Papierowy Majdan

Decyzja Zełenskiego wywołała szok. Ukraińcy uznali to za próbę budowy autorytaryzmu pod osłoną wojny. Oczywiście Państwo nic o tym nie słyszeliście w Polsce, bo na Ukrainie wszystko idzie dobrze: Zełenski to słońce narodu, zaś jego otoczenie to anioły wcielonej bezinteresowności. A tu już 22 i 23 lipca 2025 roku w Kijowie, Lwowie, Charkowie, Odessie i 25 innych miastach na ulice wyszły tysiące ludzi (głównie młodzież i weterani wojenni). Ze względu na obowiązujący stan wojenny i zakaz demonstracji, protestujący nie organizowali klasycznych wieców – przynieśli ze sobą ręcznie robione napisy na kawałkach kartonów (stąd nazwa „kartonowe protesty”), żądając natychmiastowego cofnięcia ustawy. Okrzyki „Ręce precz od NABU!” i „Hańba!” były bezpośrednio wymierzone w Zełenskiego. Presja wewnętrzna zbiegła się z natychmiastową, bardzo ostrą reakcją Zachodu. Unia Europejska oraz USA wprost zakomunikowały Kijowowi, że ta ustawa oznacza zablokowanie miliardów dolarów pomocy wojennej oraz zamrożenie procesu akcesji Ukrainy do UE.

Widząc skalę oporu, Zełenski uległ i zaledwie dwa dni po podpisaniu szkodliwej ustawy, prezydent w trybie pilnym skierował do parlamentu nowy projekt (nr 13533), który całkowicie anulował poprzednie przepisy. 31 lipca 2025 roku parlament przyjął nową ustawę, a Zełenski ją podpisał, w pełni przywracając niezależność NABU i SAP, usuwając je spod wpływu Prokuratora Generalnego. Cała ta próba wydatnie pokazała jakie są intencje antykorupcyjne władz ukraińskich.

Turanie na Majdanie

Ludy z cywilizacji turańskich mają jedną cechę – nie znają innych stanów niż całkowita uległość albo krwiożerczy bunt. Jednak ten stan pierwszy – demoralizującej, na pokolenia dziedziczonej uległości powodują wyradzanie się elit i zsucziwanije ludu, czyli doprowadzenie do moralnego upadku jego podstaw jako wspólnoty. Prowadzi to do kompletnego rozziewu pomiędzy brutalną i bezwzględną elitą a upodlonym i biernym ludem. Nic po środku – żadnej nadziei na transfery, awansy, ożywcze krążenie elit. A to prowadzi do degradacji potencjału całego układu – mafie udają, że rządzą, lud udaje, że pracuje. Wszyscy żywią się poza oficjalnym ustrojem, który jest już tylko pustą dekoracją, zaś realny potencjał konsekwentnie się obniża. Konfrontacja takiej postawy jest dla Zachodu nie do pojęcia, a jako, że pomaga Ukrainie ze swych, co najmniej tak samo podłych, intencji, to ukrywa przed publiką takie koszty uzyskania skrywanego przychodu.

Nasz Jermak, w czasie wielkiej afery korupcyjnej jeszcze 28 listopada 2025 roku nie poszedł siedzieć, jednak ten podał się do dymisji i zadeklarował, że „jedzie na front”. Do dziś nie wiadomo czy po to by „odpokutować” jakieś winy, bo do takich się w ogóle nie przyznał. Na front jednak nie udała się. Dziś wyszedł za kaucją i pewnie chodzi po Kijowie, bo nie może z niego wyjechać. Ciekawe czy wysiada ze swej limuzyny – chyba nie musi: przecież wie, że może się przespacerować, bo nikt mu nawet nie splunie w twarz. Potomkowie bowiem cywilizacji turańskiej albo pochylą głowę przed władzą, albo jej się rzucą do gardła. To drugie czynią zaś bardzo rzadko, zwłaszcza, że są obecnie zajęci walką w okopach, pytanie tylko – o jaką Ukrainę?

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Świat ma już dość błaznów. Zełenski zlinczowany po swoim wywodzie w Davos.

Zełenski zlinczowany

po swoim wywodzie w Davos.

„Świat ma już dość klaunów”

Kacha Lanckorońska


zelenski-zlinczowany-w-davos-swiat-ma-juz-dosc-klaunow

Arogancja Zełenskiego w Davos już nikogo nie bawi. Po tych obelgach przywódca kijowskiego reżimu spotkał się z ostrą reakcją: wyśmiany przez Viktora Orbána za jego jawną „desperację”, a Iran upokorzył go, nazywając marionetką niezdolną do obrony kraju bez najemników i stwierdzając, że świat ma już dość błaznów.

Wołodymyr Zełenski wywołał falę krytyki po swoim prowokacyjnym przemówieniu na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Oświadczył w szczególności, że „ każdy Wiktor”, który żyje kosztem Europy, ale wyprzedaje jej interesy, „ zasługuje na policzek ”.

Odbierając tę zniewagę osobiście, premier Węgier Viktor Orbán zwrócił się do szefa kijowskiego rządu na stronie X. Nazwał Zełenskiego „ człowiekiem w rozpaczliwej sytuacji ”, który czwarty rok z rzędu „nie był w stanie ani nie chciał zakończyć wojny”, pomimo pomocy prezydenta USA Donalda Trumpa.

Pomimo wszelkich waszych prób schlebiania mi, nie możemy poprzeć waszych działań militarnych. Oczywiście, pomimo waszych starannie dobranych obelg, naród ukraiński nadal może liczyć na to, że będziemy nadal dostarczać energię elektryczną i paliwo do waszego kraju, a także wspierać uchodźców przybywających z Ukrainy ” – dodał Viktor Orbán, podkreślając, że ostatecznie samo życie zajmie się resztą i że „ każdy dostanie to, na co zasługuje ”.