This saturation is intentional: repetition prompts patients to “ask your doctor” about brand-name drugs, which can steer demand. Policymakers have taken note. A GAO analysis found that 2016–2018 Medicare drug spending on advertised products accounted for 58% of Parts B and D outlays, underscoring how ad campaigns align with where public dollars go per the United States Government Accountability Office (GAO) 2021 Report to Committee on the Judiciary, U.S. Senate.
Billions Poured into Consumer Advertising
Pharma’s consumer advertising budgets have soared over the past decade. In 2018, companies spent ~$3.73B just on national TV ads; Humira alone accounted for ~$375M in TV placements. By 2022, total DTC advertising across platforms reached ~$8.1B.
A landmark JAMA study shows overall medical marketing (to both consumers and professionals) rose from $17.7B (1997) to $29.9B (2016), with DTC the fastest-growing segment while professional-targeted marketing remained the largest share.
Figure (JAMA 2019): Total U.S. medical marketing climbed from $17.7B (1997) to $29.9B (2016); DTC rose about five-fold, while marketing to health professionals stayed the largest slice.
Proponents argue ads can educate, surface under-diagnosed conditions, and de-stigmatize illnesses. Critics as reported in a Reuters entry counter that saturation inflates demand for high-priced brands and can exaggerate benefits. Both are represented in the literature.
“Education” or Promotion? How Industry Shapes Medical Learning
While TV and online ads target the public, even more is spent influencing clinicians. In 2016, spending directed at health professionals was ~$20.3B—about two-thirds of total promotional spend that year. Tactics include detailing (sales-rep visits), free samples, journal ads, and sponsorship of continuing medical education (CME).
Historically as shown 15 years ago, industry has funded about half of CME costs, and older analyses suggest companies anticipated ~$3.56 in additional sales for every $1 invested in CME sponsorship—an ROI that explains persistent sponsorship despite guardrails. (These are historic estimates; current mixes vary.)
Evidence shows exposure to industry promotion shifts prescribing toward sponsor brands (often pricier than generics). GAO and congressional reviews also link advertised drugs to higher Medicare spending shares suggests the 2021 Senate GAO report.
Lobbying and Political Muscle
Pharma doesn’t just market to patients and prescribers—it also invests heavily in policy influence. In 2024, the pharmaceuticals/health products sector spent a record ~$388M lobbying the federal government—the most of any industry. Cumulatively, since 1998 the sector has spent >$6.3B on federal lobbying.
Trade association PhRMA routinely ranks among the top single spenders.
It’s difficult to prove causation between marketing/lobbying and market “power,” but the correlations are strong: heavy advertising builds blockbuster brands; sustained professional promotion keeps them top-of-mind; and lobbying helps preserve favorable rules on pricing and DTC marketing. Analyses also show many leading firms spend more on sales & marketing than on R&D in a given year (e.g., 9 of 10 in one 2019 analysis; 7 of 10 during 2021), highlighting how promotion remains central to the business model.
Finally, context matters: the $29.9B total medical marketing (2016) rivaled the NIH’s annual budget and was about six times the FDA’s, underscoring the scale of private promotional spend relative to public science and oversight as reported to Congress.
Bottom line
Pharma’s DTC ad presence on U.S. television is pervasive, but it’s only the tip of a larger influence strategy that includes professional promotion and record lobbying. Over the past decade, spending across these channels has surged, as have drug revenues and policy influence. Whether one views DTC as education or enticement, the evidence shows the industry’s marketing-and-lobbying engine has helped shape what drugs Americans see, which ones they get prescribed, and how much we all pay for them. And given the troubles and scandals such as Vioxx, and OxyContin, are collective vigilance should be up.
Sources
TV ad exposure: Ventola 2011; Parekh 2018; DTC legality (US/NZ): Johns Hopkins / JAMA; GAO findings (58% Medicare spending on advertised drugs, 2016–2018): GAO-21-380; TV spend 2018 & Humira: FiercePharma; DTC total 2022 (~$8.1B): FiercePharma roundup; CME funding & ROI (historic): Brody 2009; commentary noting ~50% CME funding; Lobbying: OpenSecrets (2024 $388M; >$6.3B since 1998); Drug spending: HHS/ASPE (2016–2021 to $603B); NASEM/IQVIA reference (> $603B payer net / 2022 > $633B) and finally “Marketing vs. R&D” (many top firms): RAPS 2019; AHIP 2021.
Św. Hildegarda z Bingen w jednym ze swoich tekstów używa zwrotu “smród duszy” “śmierdząca dusza”. Takie wyeksponowanie słowa “smród” zda się uszkadzać nasze poczucie przyzwoitości. “Jak tak można!” – mówimy. Wzdrygamy się. Jak przyzwoitki. Przyzwoitki które śledzą “życie” “celebrytów”. Tropią życie osobiste “gwiazd”. “Gwiazdami” nazywamy byle łachudrę, co to nauczył się uczyć scenopisów na pamięć, kręcić kuprem na “wybiegach”, szarpać druty, łgać w żywe oczy w programach “informacyjnych”. Kim jest aktualny partner gwiazdy X? Co zrobiła na wakacjach gwiazda Y? Gdzie mieszka dawna gwiazda i jak się szpetnie postarzała? Łykamy gówna. Sycąc się tym, że nie tylko my spsieliśmy, że oni też. I oglądamy. Gówno wpływa przez oczy. Oglądamy, patrzymy, wytrzeszczamy gały. I rżymy ze śmiechu. “Ale pieprznął na ziemie! Haha!” Ale go wyrolowali! Ale cymbał! Hihi! Podlożony pod obrazki oślinione śmierdzącymi “uczuciami” (metamorfozami najprostszych instynktów) śmiech zaraża nas i też rżymy. Zaraźliwość fetorem. Wirus gównianej “satysfakcji”.
Albo toniemy w podziwie: “Pięknie wygląda!” Ale suknia! Ile to musiało kosztować! Wspaniałe! Jaką piękną ma posiadłość! W najlepszej dzielnicy. Widziałaś kto był na jej zaręczynach z najwyższym koszykarzem z NBA? A jechali konno. Owinięci w aksamit. A widziałaś jej najnowszy film? Cały w różu. Szok. A jak ona świetnie udaje dziecko w tej roli. Pewnie będzie Oskar…
Czy naprawdę zwierzęta są też aż tak “walnięte”? Jeżdżą ryczącymi motorami po osiedlu nocą? By pokazać. Pokazać SIĘ. Pokazać nie wiadomo co niewiadomo komu. Pokazać gówno… Pokazać tym gówniarzom.
Ja wam pokażę! Nie podskoczycie mi! Gówno mi zrobicie!
Czerwone dywany Hollywood. Udawacze za dacze. Beverly Hills. Gówniane raje i my w roli podglądaczy zza płotu. Czasem nagle poczujemy się głupio, gdy ukryte szambo gwiazd się wyleje. Prezenter molestował dziesiątki dzieci, raper kierował gangiem narkotykowym i gangiem wykorzystującym seksualnie. Piosenkarz o pięknym głosie gwałcił. Kopacz wybitny lub wrzucacz do kosza rąbał kraj na miliony podatków. Strasznie inteligentny i moralizujący reżyser – pedofilił… Na chwilę się oburzamy. Następnego dnia kupujemy “Z życia gwiazd”.
Smród. Śmierdzimy na kilometry. Nie wiedząc o tym. Nie czując swojego smrodu ani naszych idoli.
Robimy falę! Rączki w górę i skandujemy!
Śmierdzące fałszem na kilometry słowa polityków. Subkultura strupkultura, trupkultura… Omijam śmierdzące dusze, miałaś rację, Hildegardo…
Płyną potoki guana przez nasze smartfony, laptopy i telewizory. Przez nasze myśli, uczucia i życie. Przez nasze serca. Czy to jeszcze serca? Czy wysypiska?
“Swifties” – jest takie hasło nawet w Wikipedii: “Swifties are the fandom of the American singer Taylor Swift. Regarded by journalists as one of the largest and most devoted fanbases in music, Swifties are known for their high levels of participation, community, and cultural impact on the music industry and popular culture. They are a subject of widespread coverage in the mainstream media.”
Jedna z największych i najbardziej oddanych grup fanów. Jest szeroko komentowana w mediach głównego nurtu. Dziennikarze uważają fanów Swift za niezwykle wpływowy blok wyborczy. Fani atakują werbalnie osoby, w tym celebrytów, które oczerniały Swift. Analizy kulturowe opisywały Swifties jako niezwykłą wspólnotę zainteresowań , subkulturę i niemal meta-świat. Według Dictionary.com termin “Swiftie” często sugeruje, że dana osoba jest „bardzo namiętnym i lojalnym fanem, a nie tylko okazjonalnym słuchaczem”.
A i “naukowcy” nie zasypiają gruszek w popiele. Też grzebią w gównie. Wygrzebują swoje. Badają i tworzą :). Stworzyli pojęcie “kolektywna efervescencja”, czyli fakt że “społeczność lub społeczeństwo może czasami zjednoczyć się i jednocześnie komunikować tę samą myśl i uczestniczyć w tym samym działaniu. Takie wydarzenie wywołuje wówczas efervescencję zbiorową, która pobudza jednostki i służy jednoczeniu grupy.” Naukowcy jak muchy na gnojowniku. Na żerowisku. ” “Pojedziemy na łów, na łów, Towarzyszu mój!” Niestrudzenie monitorują prędkość z jaką ludzkość zdąża do piekła…
Oddanie fanów. Szerokie komentarze. W mediach. Z fanów utworzymy blok wyborczy. Fani atakują. Bo mają wspólnotę zainteresowań. Mają wspólną namiętność. Są lojalni bez granic. Fani atakują fanów. Namiętnie. Jak dwie kupy wijących się koncertowo robaków walczących o swój udział w pożywnej gnojówce. W oparach smrodu.
Nowe, recenzowane badania nad szprycą. Preparat niebezpieczny, nieskuteczny i narusza prawo międzynarodowe
Łączna liczba zgonów spowodowanych agresywnie promowanym preparatem na kowid zgłoszonych do skorygowanych danych VAERS przekracza 589 tys. w USA i 17 milionów na świecie.
„Life Site News” poinformowało o nowych badaniach dostarczających „niepodważalnych” podstaw do „natychmiastowego wycofania szczepionek mRNA przeciwko COVID-19”. „Międzynarodowe dowody wskazują, że zastrzyki mRNA są niebezpieczne, nieskuteczne, zanieczyszczone i naruszają prawo międzynarodowe” – czytamy.
Czołowy ekspert ds. zagrożeń związanych ze szczepionkami mRNA Nicolas Hulscher, epidemiolog i administrator Fundacji McCullough poinformował o trzech nowych recenzowanych już badaniach, z czego dwa zostały już opublikowane. Stwierdził, że dostarczają one „niepodważalnych podstaw do natychmiastowego wycofania z rynku zastrzyków mRNA przeciwko COVID-19”.
– W ciągu ostatnich 48 godzin opublikowano dwa WAŻNE artykuły, które bezpośrednio bazują na naszym niedawnym przełomowym badaniu – powiedział McCullough.
– Wspólnie dowody międzynarodowe są spójne: zastrzyki mRNA są niebezpieczne, nieskuteczne, zanieczyszczone i naruszają prawo międzynarodowe – dodał.
Jedno z badań zatytułowane „Harms and Damages, a Non-Exhaustive Conclusion” (ang. Rany i szkody, wniosek niewyczerpujący) stwierdza, że szpryce na koronkę „zawierają elementy modyfikowane genetycznie, co narusza Konwencję o Broni Biologicznej”.
Badanie wykazało, że szczepionki przeciw COVID-19 miały szkodliwy wpływ na układ sercowo-naczyniowy, rozrodczy i odpornościowy. Wskazano na układ sercowo-naczyniowy i silny związek z zapaleniem mięśnia sercowego, zawałami serca, udarami mózgu i arytmiami. W kwestii układu rozrodczego potwierdzono wysoki wskaźnik poronień, martwych urodzeń i zgonów noworodków. Natomiast w sprawie układu odpornościowego stwierdzono załamanie charakteryzujące się reaktywacją wirusa, chorobami autoimmunologicznymi i przyspieszeniem rozwoju raka.
Drugie badanie to „Regulatory and Safety Assessment of COVID-19 mRNA-LNP Genetic Vaccines in Japan: Evidence for Revocation of Approval and Market Withdrawal” (ang. Ocena regulacyjna i bezpieczeństwa szczepionek genetycznych mRNA-LNP przeciw COVID-19 w Japonii: Dowody na cofnięcie zatwierdzenia i wycofanie z rynku). Stwierdzono w nim, że 103 miliony osób w Japonii otrzymało szprycę bez ogólnokrajowego dochodzenia w sprawie bezpieczeństwa ani długoterminowego monitorowania.
Naukowcy zgodnie oceniają, że preparaty na koronkę zostały błędnie sklasyfikowane jako „szczepionki”, a nie „produkty terapii genowej”. Pozwoliło im to ominąć surowsze normy regulacyjne.
„Nigdy nie przeprowadzono badań krytycznych” – stwierdzili autorzy badania, którzy udokumentowali naruszenia prawne i etyczne, w tym zatajanie szkód, zatajanie danych dotyczących śmiertelności oraz zgody wydane bez badań klinicznych.
Nowe, recenzowane badania potwierdzają wcześniejszy raport z początku roku sporządzony przez Hulschera, dr Mary Talley Bowden i dr. Petera McCullougha opublikowany w czasopiśmie „Science, Public Health Policy and the Law”. Stwierdzono w nim, że ryzyko związane ze szprycami na koronę „znacznie przewyższa teoretyczne korzyści”.
„Kampanie szczepień przeciwko COVID-19 na całym świecie nie spełniają podstawowych standardów bezpieczeństwa i skuteczności, co prowadzi do narastających dowodów na znaczną szkodliwość” – ocenili wówczas naukowcy.
Lifesitenews.com przypomina, że łączna liczba zgonów spowodowanych agresywnie promowanym preparatem na koronkę zgłoszonych do skorygowanych danych VAERS przekracza 589 tys. w USA i 17 milionów na świecie.
„Te trzy badania razem prowadzą do tego samego wniosku: natychmiastowe globalne wycofanie zastrzyków mRNA COVID-19 jest niezbędne, aby zapobiec dalszym stratom w ludziach” – napisał na X Hulscher.
„Nadszedł czas, aby stanąć po właściwej stronie historii – lub zostać zapamiętanym przez przyszłe pokolenia jako współwinny jednej z największych tragedii naszych czasów” – podsumował.
The prime directive of Western medicine, its golden rule, is expressed by the Latin maxim primum non nocere– first, do no harm. Unfortunately, the Covid era taught us that from the patient’s point of view, a better motto for our times might be caveat emptor – let the buyer beware.
Every medical student is taught that, first and foremost, they should not cause harm to their patients, and every doctor is familiar with this maxim. It is echoed in the Hippocratic Oath and forms the basis for the four pillars of medical ethics: autonomy, beneficence, non-maleficence, and justice.
This rule, and the core tenets of medical ethics that it underpins, were all abandoned during the Covid era. They were replaced with a brutal, inhumane, and unethical martial-law-as-public-health approach to medicine. The results were unconstitutional lockdowns, prolonged school closures, suppression of early treatment, mandated vaccinations, and silencing of dissenting views. These abuses were justified by constant propaganda and lies from public health authorities, the medical establishment, the mainstream media, and medical professional associations.
Enter the American Academy of Pediatrics.
The American Academy of Pediatrics (AAP) is the largest professional association for pediatricians in the United States. Nearly one hundred years old, the AAP’s motto is “Dedicated to the Health of All Children.” But as with so much of the medical establishment, the Covid era revealed that the AAP has abandoned its stated mission, and in the process, it has betrayed children everywhere.
During the Covid era, no group was harmed more – or more unnecessarily – than children, who lost multiple years of education, socialization, and normal growth and development. Many millions of kids also received the fraudulently tested, toxic, experimental mRNA-based injections that were coercively imposed upon the population at large. Countless children have been harmed or killed by these products, with myocarditis being only the most universally acknowledged of the many toxicities associated with the shots.
Adding insult to injury, it was known from the beginning of the pandemic that the gain-of-function-produced SARS-CoV-2 virus affected children very mildly, rarely causing severe illness, and almost never killing them. Even at the height of the pandemic, an article in the preeminent journal Nature described pediatric Covid deaths as “incredibly rare.” A very large population-based Korean study from 2023 found the case-fatality rate in children from Covid to be well under 1 death in every 100,000 cases.
If no segment of the population was harmed more egregiously than children during the Covid era, few medical organizations betrayed their patient population more thoroughly than the American Academy of Pediatrics.
While the AAP has for many years taken questionable stances on a variety of issues, including the ever-enlarging pediatric vaccine schedule, “gender reassignment,” and others, at one early point during Covid, the AAP did attempt to advocate appropriately in the interest of children. It didn’t last long, however, and a review of this incident shows how the AAP, like so many other medical professional organizations, effectively sold its soul during Covid.
Summer 2020: The AAP Changes Its Tune on In-School Learning
From mid-March 2020, when the Covid lockdowns began, until the end of that school year in June, most American schoolchildren had been kept completely out of school. On July 9, 2020, the AAP released a statement arguing forcefully for the return of American schoolchildren back:
The AAP strongly advocates that all policy considerations for the coming school year should start with a goal of having students physically present in school. The importance of in-person learning is well-documented, and there is already evidence of the negative impacts on children because of school closures in the spring of 2020.
The July AAP statement went on to say that school closure “places children and adolescents at considerable risk of morbidity and, in some cases, mortality.” It went even further to state that:
the preponderance of evidence indicates that children and adolescents are less likely to be symptomatic and less likely to have severe disease resulting from SARS-CoV-2 infection. In addition, children may be less likely to become infected and to spread infection.
All of these claims the AAP made in July 2020 were known to be true to those who did the proper research (as the AAP apparently had done), and they have been repeatedly and definitively confirmed in the following years.
I was acutely aware of that July 9, 2020, AAP statement. I used it as an important resource in my own advocacy during the summer of 2020 to try to get schools reopened for full-time learning in New York State by the fall. The July AAP document was a well-researched, well-constructed, and well-argued advocacy tool that supported all children’s best interests.
So far, so good. Very soon thereafter, however, the AAP shamefully succumbed to pressure from public health officials, teachers’ unions, and others pushing for continued school closures. By August 19, 2020, with school reopening imminent, the AAP suddenly “revised” their recommendations. The AAP dramatically changed its tune, stating that they would go along with whatever measures public health officials decreed:
…many schools where the virus is widespread will need to adopt virtual lessons and [AAP] is calling for more federal funding to support both models.
“This is on us – the adults – to be doing all the things public health experts are recommending to reduce the spread of the virus,” said AAP President Sara “Sally” H. Goza, M.D., FAAP.
In an act of cowardice and dereliction of duty, the AAP surrendered. It abandoned the strong and sound advocacy for normalizing children’s education contained in its July document. As a physician actively following the issues of the day surrounding Covid and publicly fighting for school reopening, I can testify that nothing changed regarding our knowledge of the virus that justified the AAP’s abdication of its responsibility to children. In fact, multiple foreign countries had already returned children to school without ill effect. The AAP’s capitulation significantly undermined school reopening efforts, especially in Blue states.
The AAP’s sudden and craven volte-face regarding in-school learning was just one of many disgraceful acts committed by medical associations during the Covid era, and it acted to the severe harm of schoolchildren across the nation. Millions of American schoolchildren continued to languish in “remote” or “hybrid” learning for the entire 2020-2021 school year. Many thousands simply dropped out of school, never to return.
In retrospect, the AAP cannot claim that they “didn’t know” enough to push for school reopening. Their July 2020 document proves they knew the correct course of action – before caving in to the establishment’s false narrative, and then subsequently devolving into just one more shameless shill organization, pushing for the mass inoculation of children with the toxic Covid mRNA injections.
Why would the AAP have done such a thing?
Money, for one thing. And plenty of it.
The AAP’s Federal Funding Windfall During Covid
As the Covid vaccine push intensified, the AAP became one of the trusted legacy medical associations that was handsomely rewarded to “push vaccines and combat ‘Misinformation’.” By 2023, the year for which data is most available, the AAP was absolutely raking it in.
AAP… received $34,974,759 in government grants during the 2023 fiscal year, according to the organization’s most recent tax disclosure. The grants are itemized in the AAP’s single audit report for 2023-2024.Documents show some of the money was used to advance childhood vaccination in the U.S. and abroad, target medical “misinformation” and “disinformation” online, [and] develop a Regional Pediatric Pandemic Network.
In summary: in July 2020, the AAP ever-so-briefly and correctly sided with the lockdown dissenters, in service of its self-proclaimed motto to serve “the health of all children.” But by mid-August, the AAP switched sides and subsequently got a massive payout to do so. In fiscal 2023 alone, the AAP was receiving $35 million of tax money, much of it directly tied to pushing the Covid mRNA shots in children and to silence dissenters, whom it knew were telling the truth.
Unfortunately, this is unsurprising. Years before Covid, the AAP had already morphed into a highly compromised organization, straying far from its stated goal of being “dedicated to the health of all children.”
The Dinosaurs Sell Themselves to Survive
The business model for the old establishment medical professional organizations, like the AAP, is a dinosaur. The value of paid membership to these organizations has disappeared over the years, causing income from membership fees to fall. Individual paid subscriptions to their flagship journals have nosedived as well. Their financial survival increasingly relies upon Big Pharma largesse and, as we saw above for the AAP during Covid, government payouts.
In return for Big Pharma and government money, these professional organizations function less and less as champions for their professional members and their patients. They become mouthpieces for government initiatives and advertisers for Pharma. If you’ll pardon the mixed metaphor, they have become a strange species of dinosaur-prostitutes.
The AAP in particular is deeply tied to and heavily subsidized by Big Pharma, especially in the area of vaccine promotion.
Starting with the 1986 National Childhood Vaccine Injury Act (NCVIA), which effectively eliminated tort liability for vaccine manufacturers, the CDC pediatric vaccine schedule has ballooned from 7 vaccines in 1985 to 23 vaccines (and over 70 total doses!) in 2024. Since then, the AAP has largely been in the vaccine promotion business.
In accordance with the CDC vaccine schedules, the Federal government purchases huge quantities of the recommended vaccines from pharmaceutical companies. The shots are promoted to the public and to physicians through well-paid organizations like the AAP, and administered by pediatricians, many of whom receive payment – essentially kickbacks – to do so. Every step of the way, palms are greased.
As a result, American children have become what Dr. Meryl Nass calls “a delivery system to transfer taxpayer funds to big pharmaceutical companies, via your child or grandchild’s arm.”
As HHS Secretary Kennedy recently noted, the AAP posts on its own website its financial indebtedness to its corporate “donors.” Lo and behold, the four top vaccine manufacturers for the products on the pediatric vaccine schedule – Merck, Pfizer, Moderna, and Sanofi – stand at the top of the AAP’s corporate “donor” list. (The total amounts of the payouts the AAP receives are not disclosed.)
The AAP, originally created a century ago to advocate for pediatricians and their patients, has devolved into an advertiser and lobbyist for the corporate interests that fund their operations. So much for “dedicated to the health of all children.”
Stepan Bandera jest symbolem tej ideologii, w imię której wymordowano dziesiątki tysięcy polskich kobiet, dzieci, starców, ludności cywilnej; ideologii, która zasadzała się na ścisłej współpracy z Niemcami Adolfa Hitlera. Mówił o tym prof. Andrzej Nowak.
Historyk opowiadał o postaci Stepana Bandery na antenie „Kanału Zero”. Profesor przypomniał, że Bandera stał się symbolem narodowym Ukraińców tak naprawdę dopiero w ciągu minionych dwudziestu lat. W 2010 roku ówczesny prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko ogłosił Banderę bohaterem narodowym, co rozpętało wielką dyskusję – czy symbol walki z okupantem sowieckim, ale zarazem symbol agresji ukraińskiego nacjonalizmu przeciwko Polakom i Żydom, może być rzeczywiście bohaterem. W 2010 roku głosy w tym sporze rozkładały się po połowie. W roku 2022 było już inaczej – 74 proc. Ukraińców pozytywnie oceniało postać i znaczenie Bandery.
Jak podkreślił, w narodowym ruchu ukraińskim czasów Bandery „Polacy w Galicji byli traktowani jako główny wróg do zniszczenia, do zabicia”. Tych Ukraińców, którzy zgadzali się na jakąś formę ugody z Polakami, traktowano tak samo – należało ich wyeliminować.
– Ta tendencja, by zniszczyć wszelkie możliwości ugody Ukraińców z Polakami, Polaków z Ukraińcami jest istotą koncepcji integralnego nacjonalizmu, który stopniowo będzie się wyłaniał już w następnych latach w środowisku ukraińskim – podkreślił.
– Ta właśnie szczególna sytuacja, w której rozwija się ukraiński ruch narodowy, nacjonalistyczny na terenie Galicji Wschodniej, w II Rzeczpospolitej nazwanej Małopolską Wschodnią, kształtuje świadomość rodzinną, młodzieńczą Stepana Bandery – mówił.
„Wielka” kariera Bandery w OUN rozpoczęła się w 1933 roku; działalność OUN w II Rzeczpospolitej była wówczas wspierana przez wywiad niemiecki, ale nie tylko – OUN wspierali wszyscy, którzy chcieli zaszkozdić wtedy Polsce, także Czechosłowacja i Litwa. Robili to w dyskretny sposób nawet Sowieci, choć tak, by nie było to jawne dla samych działaczy OUN. Sowietom zależało na wyniszczeniu Polski stojącej na drodze do dominacji w Europie Środkowej.
Historyk przypomniał, że kiedy UPA dokonywała ludobójstwa na Wołyniu, Bandera siedział internowany w obozie Sachsenhausen – w luksusowych warunkach, niemniej jednak był daleko od centrum wydarzeń. Okoliczności podjęcia decyzji o przeprowadzeniu ludobójstwa nie zostały jak dotąd w pełni wyjaśnione, stąd rola Bandery w drodze do tej decyzji jest sporna. Niewątpliwie jednak jednym z głównych sprawców zbrodni był Roman Szuchewycz, którego pomniki stoją dziś na zachodniej Ukrainie. Szuchewycz tymczasem jest czystym [brudnym !! md] zbrodniarzem, i zasługuje „na wieczną niepamięć, na skreślenie go czarną linią z listy osób zasługujących na jakikolwiek cień szacunku”.
– Bandera niewątpliwie był symbolem ideologii, w imię której Szuchewycz i jemu podobni dowódcy UPA podejmowali się akcji zabijania tysięcy, dziesiątków tysięcy polskich kobiet, dzieci, starców, ludności cywilnej po to, ażeby zostawić miejsce dla czystej rasowo, czystej etnicznie rasy ukraińskiej. Ukraina miała być, jak to ujął jeden z wykonawców tej zbrodni i ideologów jednocześnie, jak złoty łan pszenicy, bez jednego chwastu. Ta metafora, tak pięknie brzmiąca, oznaczała po prostu, że żadnego Polaka, żadnego Żyda, żadnego obcoplemieńca nie może być na terenie, na którym będzie wielka Ukraina, że trzeba tych, którzy sami nie zdążą uciec, zamordować. To właśnie zostało wykonane w 1943-1944 roku rękami UPA, której symbolem, najważniejszym, można powiedzieć, bohaterem pozostawał w dalekim Sachsenhausen Stepan Bandera – wskazał profesor Nowak.
– „Niech żyje Adolf Hitler, wódz III Rzeszy, niech żyje Stepan Bandera. Śmierć Żydom, Polakom i komunistom” – to była istota ideologii, której Bandera patronował – dodał historyk. Ostatecznie Bandera został z Sachsenhausen zwolniony, żeby prowadzić dalsze działania wygodne dla Niemiec. Do samego końca, czyli do wiosny 1945 roku, Bandera podkreślał, że Ukraina musi pozostać przy Niemcach Adolfa Hitlera.
Prof. Nowak zaznaczył, że w roku 2016 było na Ukrainie ponad 60 pomników Bandery, dziś jest ich pewnie około 100. – Bandera jest upowszechniany jako bohater, bohater, z którego biografii wyparowała cała część kolaboracji z Niemcami, cała część odpowiedzialności politycznej za ludobójstwo na Polakach i mordowanie ludobójcze ludności żydowskiej na Ukrainie w czasie II wojny światowej, a pozostał jeden symbol. To jest bohater wojny przeciwko Związkowi Sowieckiemu – stwierdził.
W istocie jednak Bandera nie brał w ogóle udziału w walce z Sowietami. Mieszkał w Monachium, kiedy żołnierze UPA, wcześniej mordujący Polaków, walczyli z okupacją sowiecką. – Bandera nie był bohaterem walki przeciwko Sowietom. Stał się symbolem niejako wbrew swojej biografii – zaznaczył historyk.
Flagi Polski, USA i NATO. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: PAP
Bardzo często w naszej publicystyce pojawia się przekonanie, że kraj nasz dziś znalazł się w potrzasku geopolitycznym, który przypomina czasy schyłku XVIII wieku. W myśl toku tego rozumowania Polska jest otoczona przez wrogie nam mocarstwa i skazana na unicestwienie, czyli powtórkę z rozbiorów Rzeczpospolitej przez kraje niemieckie i Rosję.
Przekonanie to opiera się na słusznej co do zasady analizie obecnego położenia Polski będącej w istocie protektoratem obcych potęg, gospodarczo całkowicie uzależnionej od Niemiec, politycznie co do joty wypełniającej wytyczne płynące z Waszyngtonu. Elity społeczno-polityczne nad Wisłą są w takim samym stopniu skorumpowane i podporządkowane interesom Brukseli czy Berlina, jak te niegdyś przyjmujące jurgielt i realizujące polecenia płynące z ambasad dworów Sankt-Petersburga czy Berlina.
Terytorium współczesnej Rzeczpospolitej w takim samym stopniu stało się „karczmą zajezdną Europy” – jak określał nasz kraj książę Adam Kazimierz Czartoryski w czasach panowania Augusta III Wettyna. Dobitnie pokazał to przebieg konfliktu Rosji z Ukrainą, kiedy to – polskie z nazwy – lotnisko Jesionka pod Rzeszowem stało się największą bazą logistyczną wojny. Jak w czasach wojny północnej czy też siedmioletniej, tak i teraz kraj nasz nie ma żadnych korzyści z międzynarodowej rozgrywki, usłużnie udostępniając swoje terytorium. Na naszych oczach pod dyktando obcych interesów dokonano bezprzykładnego rozdrapania środków obrony Rzeczpospolitej i wydrenowania jej finansów publicznych. Polscy patrioci mogą się tylko temu bezsilnie przyglądać…
Starej Rzeczpospolitej lot ku przepaści
Mimo wszystko jednak można i należy dostrzec bardzo poważne różnice w położeniu geostrategicznym monarchii polsko-litewskiej w XVIII wieku i współczesnej Polski. Rzeczpospolita Obojga Narodów w wyniku błędów, zaniechań i katastrofalnie złych wyborów własnych elit, pozwoliła na bezprzykładne wzmocnienie wrogów własnej państwowości: od niepamiętnych czasów nieprzyjaznych krajów niemieckich i protestanckiej Szwecji. Z kolei konsekwentne wspieranie nowego gracza – Rosji – przez skrajnie wrogie nam protestanckie potęgi morskie: Wielką Brytanię i Zjednoczone Prowincje Niderlandów doprowadziło do zaciśnięcia na szyi Rzeczypospolitej geostrategicznych kleszczy. Jeśli dodamy do tego chwiejną politykę Francji, która przywiązana była do sojuszu z Turcją i Szwecją, łatwo zrozumiemy, jak osamotniona była u progu XVIII wieku nasza Ojczyzna.
Śledząc rozgrywki dyplomatyczne tego okresu, można ze zdumieniem odkryć ślepotę i zadziwiający upór mocarstw morskich w pogłębianiu izolacji Rzeczpospolitej, co w dłuższej perspektywie załamało wielowiekowy porządek i równowagę sił w naszym regionie Europy. W tym wypadku ideologiczne zacietrzewienie i nienawiść – podsycane przez międzynarodowe środowiska masonerii i diaspory żydowskiej – zaburzyły chłodną ocenę i doprowadziły do implozji najważniejszego zwornika porządku geopolitycznego – upadku Królestwa Francji. Upadek Francji i Polski, a także bezprzykładne osłabienie Hiszpanii i Monarchii Habsburgów spowodował upadek strego porządku opartego na ideałach chrześcijańskiej i europejskiej Universitas.
Krótki moment otrzeźwienia i powrotu do politycznego realizmu nastąpił u schyłku działań III Wojny Północnej (1700-21). Król Polski i elektor saski popełnił wówczas katastrofalny błąd geostrategiczny, atakując Szwecję zamiast stosunkowo słabą jeszcze Rosję, ale uśmiech fortuny sprawił, że ten fatalny błąd można jeszcze było naprawić. Elity brytyjskie przerażone mocarstwowymi planami cara Piotra I, który po podporządkowaniu sobie Rzeczpospolitej i odepchnięciu Szwecji poprzez zagarnięcie drogą dynastycznej sukcesji księstwa Meklemburgii próbował wejść ze swoją flotą na wody Morza Północnego, gwałtownie zareagowały. Londyn powściągnął ambicje ostatniego po mieczu Romanowa i udzielił mu lekcji. W efekcie krótkotrwałego sojuszu Anglii–Austrii–Rzeczpospolitej król August II odzyskał suwerenność, co w porozumieniu ze szlachtą doprowadziło do reform Sejmu Niemego.
Efektem kursu reformatorskiego w Polsce i na Litwie było ustanowienie m.in. stałych podatków na armię i reform systemu fiskalnego, w tym ustanowienie ceł generalnych. Dla Rzeczpospolitej na krótko zaświeciło słońce, jednak nie na długo. Tak naprawdę kraj nasz był już za słaby, by móc decydować sam o sobie. Kiedy Brytyjczycy wkrótce zmienili oś swojego kompasu politycznego i obawiając się marszu Rosjan na Wschód i Południe po trupie Turcji, na nowo skierowali uwagę mocarstw północnych na ziemie RzON. Oznaczało to wolną rękę dla Prus i Rosji w kształtowaniu ładu w Europie środkowej. Wyrok na państwo litewskie państwo zapadł. Efektem tego było sławetne porozumienie Trzech Czarnych Orłów (w istocie było to doraźne porozumienie, które jest u nas mocno przeceniane, ale symbole są ważne w historii) i ustanowienie cichego, a od 1766 roku jawnego rosyjskiego protektoratu na terytoriom Rzeczpospolitej.
Jak wyrwać się z matni?
Późniejsze losy Polski to w istocie dzieje agonii. Żaden – nawet najzdolniejszy władca – nie mógł odwrócić katastrofalnego kursu. Dla polsko-litewskich elit prawdziwym szokiem był pierwszy rozbiór Rzeczypospolitej. Przez cały wiek XVIII panowało w kraju przekonanie, że rację miał Wielki Elektor Brandenburski Fryderyk Wilhelm I, który w swym politycznym testamencie pisał, że „Wielka Rzeczpospolita jest państwem nigdy nie wymierającym”. Polscy władcy i szlachta byli przekonani, że właśnie ich kraj jest takim niemożliwym do usunięcia elementem większego porządku europejskiego. Wyciągnięcie tego elementu – w myśl tego toku rozumowania – doprowadzić miałoby do rozsypania się kontynentalnej układanki.
Także król Stanisław August był przekonany, że korzyści płynące dla Rosji i jego byłej kochanki Katarzyny II z utrzymania rosyjskiego protektoratu nad CAŁYM ciałem Rzeczpospolitej, są niezachwiane. Stało się inaczej, gdyż Katarzyna, choć z pochodzenia Niemka, była opanowana rządzą urzeczywistnienia tak zwanego „Wielkiego Planu Greckiego”, czyli wypchnięcia Turcji z Europy, odzyskania dla prawosławia Konstantynopola i odtworzenia dawnego prawosławnego Cesarstwa Bizantyjskiego (pod rosyjskim protektoratem oczywiście).
W tej sytuacji polskie powstanie narodowe w postaci tzw. Konfederacji Barskiej – jawnie wspierane przez Francję i Austrię – było przeszkodą w tych dalekosiężnych planach. Kompromitujące porażki z bitnymi Polakami i przedłużanie się tej ruchawki sprawiły, że Katarzyna (w sercu przecież Niemka i to z pomorskiego Szczecina) uległa presji Wielkiego Fryderyka i zgodziła się na rozbiór. Dla Prusaków odzyskanie dawnego terytorium Prus Królewskich zagarniętego przez króla polskiego przed wiekami i uzyskanie lądowego połączenia między Brandenburgią i Prusami, było kwestią pierwszorzędną.
Polski lot ku katastrofie nabrał wówczas rozpędu i wydawało się, że jedyną szansą na przetrwanie jakiejś formy państwowości jest wierne trwanie u boku Rosji, co było niezmiennym programem partii dworskiej. Polscy patrioci, skupieni w lożach masońskich i wokół wybitnie zdolnego Ignacego Potockiego w ramach tzw. „stronnictwa patriotycznego”, zadecydowali inaczej. Doprowadzili do podpisania traktatu zaczepno-odpornego z Królestwem Prus. Posłowie obradujący w ramach tzw. Sejmu Wielkiego zgodzili się za cenę odstąpienia Gdańska i Torunia na rewindykację całej Galicji. Był to element tak zwanego Traktatu Zamiennego ministra spraw zagranicznych Królestwa Prus Ewalda Friedricha von Hartzberga. Choć Rosja za cenę przystąpienia Rzeczpospolitej do wojny z Turcją i Szwecją godziła się aukcję wojska do 100 tysięcy żołnierzy, to jednak zdecydowano się na ofertę Prusaków.
10 grudnia 1789 odczytano na posiedzeniu Sejmu list króla pruskiego, w którym obiecywał on zawarcie sojuszu, pod warunkiem przeprowadzenia reform ustrojowych w kierunku wzmocnienia władzy wykonawczej. Na ile Król pruski był szczery wobec Polaków, pewnie nie dowiemy się nigdy, faktem jest jednak, że traktat podpisano w marcu 1790 roku. Prusacy dostarczyli broń dla polskiej armii: karabiny dla piechoty i szable dla jazdy. Wkrótce okaże się jednak, że Berlin nie wypełnił postanowień traktatu: latem król Prus podpisze porozumienie z Austrią w Reichenbach (czyli dzisiejszym Dzierżoniowie). Rozwój sytuacji w ogarniętej rewolucyjnym szałem Francji odwróci uwagę od konającej Polski. Austriacy i Prusacy wspólnie poszli wojować nad Sekwaną – i tak nie było już mowy o zwrocie Galicji. Katastrofy dopełnił fakt, że kiedy Imperatorowa Katarzyna posłała swoje korpusy armijne nad Niemen i Wisłę, Prusacy nie dość, że nie pomogli swojemu aliantowi, to wysłali do Wielkopolski tzw. „korpus obserwacyjny”. W praktyce oznaczało to kolejny rozbiór i śmierć Rzeczpospolitej.
Błędne oceny
Dziś trudno winić naszych polityków, że dali się tak rozegrać. Manewr z sojuszem pruskim był śmiałym posunięciem, który zadziwił i wzbudził podziw w całej Europie. Takie odwrócenie sojuszy było czymś normalnym w ówczesnych warunkach. Nasi politycy nie przewidzieli jednak bezczelnej i dwulicowej gry króla Prus, który wiedział, że jeśli będzie cierpliwy, dostanie nie tylko Gdańsk czy Toruń, ale i całą Wielkopolskę, o której marzył już jego dziad… Jedyną szansą Rzeczpospolitej było zwycięstwo Turcji i Szwecji w wojnie z Rosją. Całkowicie nierealne w ówczesnych warunkach mission impossible. Kiedy Rosjanie pokonali Ottomanów, wybiło podzwonne dla Rzeczpospolitej. Oczywiście możemy zastanawiać się, czy utrzymanie sojuszu z Rosją w ramach protektoratu coś by zmieniło? Czy okrojona po pierwszym rozbiorze Rzeczpospolita dotrwałaby do śmierci Katarzyny i objęcia władzy przez polonofila Pawła I? Zabrakło dosłownie kilku miesięcy…
W istocie jednak „Sojusz Trzech Czarnych Orłów” przy cichym wsparciu Wielkiej Brytanii – największej potęgi ówczesnego świata – mroził swobodę manewru Polaków. Porozumienie niemiecko-rosyjskie zawsze było pierwszym wyborem. Choć rozbiorów nie uznała nigdy Turcja, a także np. Królestwo Danii czy Hiszpanii, w praktyce to nic nie znaczyło…
Wróćmy do rozważań z początku artykułu. Czy dzisiejsze elity są równie bezsilne?
Nie. Na naszych oczach doszło do przejaśnienia w pogodzie dla Polaków. Fundament naszych nieszczęść, czyli trwałe porozumienie niemiecko-rosyjskie przeszło w ostatnich latach silną erozje i dziś nie ma mowy o współpracy. Niemcy, choć silne gospodarcze, chwilowo – to nie będzie trwało długo – wojskowo są słabe. Rosjanie wysyłają sygnały do Warszawy, które konsekwentnie są ignorowane przez polskie czynniki decyzyjne.
Najlepszym przykładem jest ostatnia dyplomatyczna inicjatywa Mińska, ze wzgardą odrzucona przez ministra Radka Sikorskiego, realizująca ściśle polecenia płynące z Waszyngtonu. Prawdziwie suwerenny polski rząd byłby dziś w stanie prowadzić wielowektorową politykę, rozgrywając na swoją korzyść konflikty między sąsiadami. Ze względu na swoje unikalne położenie geograficzne i relatywnie mocną gospodarkę, a także soft power, które promieniuje z Polski jako kraju odpornego na globalistyczną agendę, to, co się dzieje nad Wisłą, jest przedmiotem uważnej analizy czy to w Moskwie, Pekinie, czy Teheranie. Na horyzoncie majaczy się idea „Międzymorza”, do realizacji której Rzeczpospolita jest w sposób naturalny predestynowana.
Oczywiście dziś rządząca naszym krajem klika jurgieltników i sługusów, uniokratów, nie dopuści do prowadzenia nieskrępowanej polityki polskiej. Musimy czekać.
Trzeba pamiętać jednak, że czasu nie jest dużo, prędzej czy później dojdzie do odnowienia złowrogiego „Sojuszu Czarnych Orłów”.
Istnieje atrakcyjna idea piękna, sięgająca czasów Platona i Plotyna, która na różne sposoby została włączona do chrześcijańskiej myśli teologicznej. Zgodnie z tą ideą piękno jest wartością najwyższą – czymś, do czego dążymy dla niego samego, i dla którego dążenia nie potrzeba dalszych argumentów. Piękno należy zatem porównać do prawdy i dobra, jednego z trzech najwyższych wartości, które uzasadniają nasze racjonalne skłonności…
„Mamy technologię, wygodę, bezpieczeństwo i pewną miarę dobrobytu, ale gdzie jest piękno? Gdzie jest piękno, bez którego, jak wiemy, nie możemy żyć?”
John-Mark Miravalle, Piękno: czym jest i dlaczego jest ważne
W 2009 roku nieżyjący już angielski filozof Roger Scruton ostrzegał, że „piękno znika z naszego świata”, a jego miejsce zajmuje „kult brzydoty”. Wspaniała architektura minionych wieków stanowi jaskrawy kontrast dla współczesnych krajobrazów, zdominowanych przez monotonne betonowo-szklane wieżowce, jednolitą podmiejską zabudowę i abstrakcyjne, bezduszne budynki. Współczesna muzyka jest coraz bardziej przeciętna i schematyczna, a dzisiejsze malarstwo i rzeźba bledną w porównaniu ze splendorem wielkich arcydzieł minionych wieków. Natura zachowuje swoje ponadczasowe piękno – jednak nawet to estetyczne sanktuarium jest niszczone przez bezmyślną eksploatację.
W tym filmie dowodzimy, że wraz ze znikaniem piękna wzrasta kulturowe zepsucie i niemoralność jednostki. Badamy również, dlaczego ludzie odwracają się od piękna ku temu, co szokujące i perwersyjne, i zgłębiamy głęboką prawdę śmiałego stwierdzenia Fiodora Dostojewskiego, wypowiedzianego przez księcia Myszkina w „Idiocie”: „Piękno zbawi świat”.
W całej historii Zachodu filozofowie i teologowie uważali piękno za jedną z trzech najwyższych wartości, obok prawdy i dobra. Instynktownie pociąga nas ta trójca cnót, ponieważ, w przeciwieństwie do dóbr, do których dąży się dla jakiegoś wyższego celu, piękno, prawda i dobro posiadają wrodzoną wartość – są wartościowe same w sobie. Jak wyjaśnia Roger Scruton:
„Istnieje atrakcyjna idea piękna, sięgająca czasów Platona i Plotyna, która na różne sposoby została włączona do chrześcijańskiej myśli teologicznej. Zgodnie z tą ideą piękno jest wartością najwyższą – czymś, do czego dążymy dla niego samego, i dla którego dążenia nie potrzeba dalszych argumentów. Piękno należy zatem porównać do prawdy i dobra, jednego z trzech najwyższych wartości, które uzasadniają nasze racjonalne skłonności… Dlaczego wierzyć w p? Ponieważ jest prawdą. Dlaczego pragnąć x? Ponieważ jest dobre. Dlaczego patrzeć na y? Ponieważ jest piękne.”
Roger Scruton, Piękno
Piękno nie jest jednak czymś pożądanym samo w sobie. Potrzebujemy go również do dobrego życia, ponieważ życie pozbawione piękna zubaża nas psychicznie, emocjonalnie i duchowo. Jak zauważył Roger Scruton:
„Nasza potrzeba piękna nie jest czymś, czego mogłoby nam brakować, a mimo to czuć się spełnionymi jako ludzie”.
Roger Scruton, Piękno
Jednym z powodów, dla których potrzebujemy piękna, jest rola, jaką odgrywa ono w rozbudzaniu naszych pasji. W książce „Piękno: czym jest i dlaczego ma znaczenie” John-Mark Miravalle wyjaśnia:
„Pomyśl o chwili, kiedy usłyszałeś piękną melodię i przeszedł cię dreszcz. Albo o chwili, kiedy płakałeś nad piękną historią. W rzeczywistości głębokie uczucie, namiętna reakcja, jest nieodłączną częścią całego doświadczenia piękna. Możesz znać prawdę i nic nie czuć. Możesz wybierać dobro i nic nie czuć. Ale nie doświadczysz estetyki – nie docenisz piękna – jeśli czegoś nie poczujesz”.
John-Mark Miravalle, Piękno: czym jest i dlaczego jest ważne
Namiętności pobudzane przez doświadczenie piękna należą do najszlachetniejszych poruszeń ludzkiej duszy, dlatego piękno, z samej swojej natury, wzbogaca życie. „Piękno nigdy nikogo nie odrzuca. Piękno jest z definicji urzekające, kuszące i pełne rozkoszy” – pisał Miravalle. Kiedy postrzegamy piękno, nie kwestionujemy sensu życia – czujemy go bowiem do szpiku kości. Filozof Friedrich Nietzsche uchwycił sposób, w jaki piękno budzi w nas namiętności, wyjaśniając:
„…w każdym estetycznym działaniu i widzeniu [występuje] uczucie zwiększonej siły i pełni… W tym [estetycznym] stanie człowiek wzbogaca wszystko z własnej pełni: cokolwiek widzi, cokolwiek chce, jest widziane jako nabrzmiałe, napięte, silne, przeładowane siłą”.
Friedrich Nietzsche, Wola mocy
W obliczu piękna potężne namiętności, które nas budzą, wyrywają nas z naszego zwyczajnego, przyziemnego stanu bytu, a my jesteśmy przepełnieni głębokim pragnieniem, by stać się bardziej cnotliwymi – bardziej godnymi piękna, które dostrzegamy. Piękno, pobudzając nasze szlachetne namiętności, przywołuje nasze wyższe ja. Jak zauważył Jacques Maritain, piękno „wzbudza w nas niejasne, mgliste i nieokreślone potencjały heroizmu” (Jacques Maritain, Intuicja twórcza w sztuce i poezji). Tylko złamani ludzie są zdolni do wulgarnych myśli lub pragnień występku w obliczu majestatycznego obrazu lub zapierającego dech w piersiach pasma górskiego. Na resztę z nas namiętności, które aktywuje piękno, działają jak siła moralizatorska, motywująca nas do kształtowania naszego charakteru w dzieło sztuki. „Czego pragniemy, widząc piękno? Bycia pięknym” – zauważył Friedrich Nietzsche. Albo, jak pisze John-Mark Miravalle :
„…piękno jest tym, co rozpala w nas namiętności, pragnienie dobra i prawdy, ponieważ ukazuje się w obrazach zmysłowych, które wywołują w nas tak silne reakcje emocjonalne.”
John-Mark Miravalle, Piękno: czym jest i dlaczego jest ważne
W wierszu Rainera Marii Rilkego „Archaiczny tors Apollina” człowiek z głębokim podziwem obserwuje zachwycającą starożytną rzeźbę. Nagle doświadcza gwałtownej zmiany świadomości: czuje, że podczas gdy on obserwuje dzieło sztuki, sama rzeźba jego obserwuje, przenika jego duszę, odsłaniając jego wady i ułomności, i domaga się, by stał się tak piękny jak ona. Jak pisze Rilke: „Bo nie ma tu miejsca / które by cię nie widziało”. Wiersz kończy się transformującym nakazem: „Musisz zmienić swoje życie!”. To samo przesłanie powtórzył Fiodor Dostojewski:
„Można zaryzykować stwierdzenie, że celem dzieła sztuki jest humanizacja tego potwornego człowieka-polipa w bryle”.
Fiodor Dostojewski , Dziennik pisarza
To właśnie dlatego, że doświadczenie piękna stawia przed nami wymagania moralne i uświadamia nam – poprzez kontrast – brzydotę, zepsucie i nieporządek naszych dusz, tak wielu ludzi ucieka dziś od piękna. Albo, jak zauważył Roger Scruton:
„…osąd estetyczny [jest dziś] odczuwany jako udręka. Nakłada nam nieznośny ciężar, coś, czemu musimy sprostać, świat ideałów i aspiracji, który stoi w ostrym konflikcie z tandetą naszego improwizowanego życia. Siedzi jak sowa na naszych ramionach, podczas gdy próbujemy ukryć nasze domowe gryzonie w ubraniach. Pokusa jest taka, by zwrócić się przeciw niemu i go przegonić. Pragnienie profanacji to pragnienie skierowania osądu estetycznego przeciwko sobie, tak aby przestał wydawać się osądem nas… To ciągle widać u dzieci – upodobanie w obrzydliwych dźwiękach, słowach, aluzjach, która pomaga im zdystansować się od świata dorosłych, który je osądza i którego autorytetowi chcą zaprzeczyć”.
Roger Scruton, Piękno
Aby zrozumieć, w jaki sposób współcześni ludzie profanują piękno i uciekają od niego, musimy zrozumieć, że kluczową cechą pięknych przedmiotów i zjawisk jest to, że ucieleśniają one rzadkie połączenie porządku i zaskoczenia. To właśnie ta mieszanka porządku i zaskoczenia wywołuje uczucie zachwytu, jakie odczuwamy w obliczu piękna, ponieważ zachwyt to „uczucie zaskoczenia zmieszane z podziwem wywołanym czymś pięknym, nieoczekiwanym lub niewytłumaczalnym”. Albo, jak wyjaśnia John-Mark Miravalle:
„[Na przykład] natura jest przesiąknięta wzorami, formami i strukturami, które można zobaczyć i uchwycić, a zazwyczaj także wyrazić liczbowo… Ale natura nie jest tylko uporządkowana. Jest też zaskakująca nie tylko tym, jaka jest czy jak się zachowuje, ale tym, że w ogóle istnieje. Zaskoczenie musi być zatem również fundamentalną cechą piękna… Skoro ludzie zostali stworzeni dla piękna – a tak jest – i skoro piękno wiąże się z zaskoczeniem, to wszyscy zostaliśmy stworzeni dla zaskoczenia”.
John-Mark Miravalle, Piękno: czym jest i dlaczego jest ważne
Aby zaspokoić potrzebę zaskoczenia, a jednocześnie uniknąć moralnych wymogów, jakie stawia piękno, wielu ludzi konsumuje dziś treści niepokojące, perwersyjne lub sensacyjne – bodźce, które zaskakują, szokując, zamiast budzić zachwyt. Jak wyjaśnia Miravalle:
„…często ulegamy pokusie dążenia do dobra – a mianowicie zaskoczenia – w oderwaniu od porządku, w którym powinno być ono zawarte. A kiedy zaskoczenie staje się jedynym celem, natychmiast przeradza się w perwersję… Mężczyzna, który je mięso i warzywa, nie robi niczego zaskakującego, ale mężczyzna, który je książki – już tak. Kobieta, która mija cię na ulicy i uśmiecha się uprzejmie, raczej cię nie zaskoczy, ale zaskoczy cię, jeśli nagle uderzy cię w kark lub nagle wtargnie na ulicę i zostanie potrącona przez samochód. Te przykłady mogą wydawać się dziwaczne (i takie są), ale faktem jest, że ludzkość ma dziś silny pociąg do tego, co wypaczone, perwersyjne i oszpecone”.
John-Mark Miravalle, Piękno: czym jest i dlaczego jest ważne
Jednym z wielu problemów z zaspokajaniem naszej potrzeby zaskoczenia za pomocą nieuporządkowanych i perwersyjnych bodźców jest to, że z czasem stajemy się znieczuleni i potrzebujemy coraz więcej szokujących bodźców, aby nas zaskoczyć. Na przykład, wielki dramaturg XX wieku Robert Bolt zauważył narastający trend we współczesnym teatrze: odchodzenie od pogoni za pięknem na rzecz pragnienia szokowania publiczności. Ostrzegał, że ten trend osiągnie punkt kulminacyjny, gdy aktorzy będą stać na scenie i krzyczeć do publiczności przekleństwa. Albo, jak pisze Miravalle:
„Nieporządek to stan, w którym czemuś brakuje porządku – gdy jest zepsute, chaotyczne, perwersyjne, wypaczone. Tego rodzaju rzeczy mogą nas zaskakiwać pewnego rodzaju wypaczoną przyjemnością, ale prowadzą nas ścieżką narastającego szoku i deformacji. To właśnie motywuje ludzi do oddawania się fetyszyzmowi seksualnemu, dysfunkcyjnym reality show i horrorom… Dla wielu w „świecie sztuki” jedynym wymogiem dla artysty jest przełamywanie granic, tworzenie czegoś nowatorskiego, zaskakiwanie lub szokowanie publiczności”.
John-Mark Miravalle, Piękno: czym jest i dlaczego jest ważne
Innym sposobem, w jaki ludzie uciekają dziś od piękna, jest poszukiwanie bodźców i tworzenie obiektów uporządkowanych, lecz pozbawionych zaskoczenia. Najbardziej widoczne jest to w architekturze nowoczesnej, będącej produktem tego, co Roger Scruton nazwał „kultem użyteczności”. Choć większość współczesnych budynków spełnia swoje praktyczne zadanie, brakuje im piękna. Ich sztywne, pudełkowate formy otępiają zmysły, usypiają namiętności, a tym samym działają jak odczłowieczająca siła, która otula obserwatorów atmosferą monotonii i martwej jednolitości. Le Corbusier, jeden z pionierów architektury nowoczesnej i kluczowa postać kultu użyteczności, który zaczął zakorzeniać się w XX wieku, otwarcie oświadczył:
„Serce naszych starożytnych miast z ich wieżami i katedrami musi zostać zniszczone i zastąpione wieżowcami”.
Le Corbusier, cytowany w książce Hansa Sedlmayra „Sztuka w kryzysie”
Albo jak napisał John-Mark Miravalle:
„Jednym z oczywistych przykładów tego, co nas spotkało, jest utrata wrażliwości estetycznej w architekturze. Kiedyś rolą architektury było upiększanie wspólnej przestrzeni naszych miast i dzielnic, teraz zaś jej rolą jest budowanie jak najtańszych, użytkowych budowli. Rezultatem jest głęboka utrata piękna. To rodzaj wandalizmu. Do jakiego współczesnego budynku ludzie tłumnie przybywaliby za tysiąc lat, tak jak my dzisiaj do katedry Notre Dame? Jeśli gotycka katedra była architektonicznym symbolem średniowiecza, to hipermarket może być architektonicznym symbolem naszych czasów. To tragiczne.”
John-Mark Miravalle, Piękno: czym jest i dlaczego jest ważne
Niektórzy komentatorzy społeczni twierdzą, że moralny upadek Zachodu wynika z zaniku religii. Twierdzą, że bez wiary religijnej ludzie nie mogą być prawdziwie cnotliwi. To wyjaśnienie może jednak stawiać wóz przed koniem. A co, jeśli głębszym problemem nie jest erozja religii, ale zanik piękna, które towarzyszy żywej wierze? Być może to nie religijne przykazania i dogmaty moralnie podnoszą człowieka, ale piękno. Historia oferuje uderzającą anegdotę, która potwierdza tę tezę.
Ponad tysiąc lat temu książę Włodzimierz Wielki, pogański władca Kijowa, poszukiwał nowej wiary, która zjednoczyłaby naród rosyjski. Wysłał emisariuszy do sąsiednich krajów, aby studiowali ich religie. Niektórzy powracali, opisując religie sztywne, surowe i ascetyczne, pełne kar. Inni odnaleźli religie zakorzenione w abstrakcyjnej teorii. Jednak posłowie, którzy odwiedzili stolicę bizantyjską, Konstantynopol, donieśli, że ówczesne chrześcijaństwo czerpało swoją władzę nie z surowej doktryny czy filozofii, lecz z tworzenia dzieł sztuki o oszałamiającym pięknie, inspirowanych do tworzenia przez jego wyznawców. Albo, jak donieśli posłańcy:
„Potem udaliśmy się do Konstantynopola i zaprowadzono nas do miejsca, gdzie czczą swojego Boga, a my nie wiedzieliśmy, czy jesteśmy w niebie, czy na ziemi, bo na ziemi nie ma takiej wizji ani piękna i nie wiemy, jak to opisać. Wiemy tylko, że Bóg mieszka pośród ludzi. Nie możemy zapomnieć o tym pięknie”.
Cytat z książki „The Weight of Glory” autorstwa C.S. Lewisa
Ze względu na piękno chrześcijaństwa, książę Włodzimierz wybrał chrześcijaństwo jako religię, która miała zjednoczyć naród rosyjski, i jak pisze Brian Zahnd:
„To, co zrobiło wrażenie na posłańcach i przekonało księcia Włodzimierza do przyjęcia chrześcijaństwa, to nie jego apologetyka czy etyka, lecz jego estetyka – jego piękno. Można zatem powiedzieć, że to piękno przyniosło zbawienie narodowi rosyjskiemu”.
Brian Zahnd, Piękno uratuje świat
Choć żywe religie mogą inspirować do tworzenia piękna, zdolność do doświadczania i tworzenia piękna jest uniwersalna i wykracza poza religię – ponieważ osoby niereligijne mogą być głęboko poruszone pięknem i zmotywowane do jego tworzenia. Być może zatem nasz świat najbardziej potrzebuje nie odrodzenia religii, lecz piękna – odrodzenia, które wymaga odwagi, by zaakceptować moralne wymogi, jakie piękno nam stawia. Jeśli tak jest, to deklaracja Dostojewskiego, że „piękno zbawi świat”, nie jest naiwna ani idealistyczna, lecz wyraża głęboką prawdę. Lub, jak napisał Dostojewski w „Biesach”:
„Ludzkość może żyć bez nauki, może żyć bez chleba, ale nie może żyć bez piękna. Bez piękna nie byłoby nic do zrobienia w tym życiu. Cały sekret jest tutaj, cała historia jest tutaj”.
Piękno bez wątpienia istnieje obiektywnie, a ludzka natura ma zdolność jego dostrzegania podobnie jak prawdy i dobra. Istnieje też połączenie prawdy, dobra i piękna. Widziałem kiedyś na filmie jak starsze rodzeństwo witało w domu swoja malutką, ledwo umiejącą chodzić siostrzyczkę po powrocie ze szpitala. Czyste piękno.
Do tego mogę dodać cytat z Norwida: Kształtem miłości piękno jest – i tyle,Ile ją człowiek oglądał na świecie, W ogromnym Bogu albo w sobie-pyle, Na tego Boga wystrojonym dziecię; Tyle o pięknem człowiek wie i głosi – Choć każdy w sobie cień pięknego nosi I każdy – każdy z nas – tym piękna pyłem
Oczywiście istnieją też tacy, których trzewia porusza coś innego, będącego zaprzeczeniem i piękna i dobra i prawdy. Brak prawdy, dobra i piękna wyłania się z opisów, recenzji dotyczących nowego przedmiotu – “edukacji zdrowotnej”. Ten brak będzie niszczyć dzieci, brak wynikający z moralnej, intelektualnej i estetycznej dysfunkcji lewicy.Brak nie tylko piękna, ale ogólnie nieobecność sztuki jest widoczna po pierwszym rzucie oka na eksponaty w muzeum Trzaskowskiego
W 2024 r. Poczdamski Instytut Badań nad Wpływem Klimatu zaszokował opinię publiczną badaniem, które rzekomo przewidywało ruinę światowej gospodarki z powodu zmian klimatu. Jednak od tego czasu badanie okazało się naukową katastrofą, pełną błędów metodologicznych, ukrytych konfliktów interesów i wątpliwych powiązań z sieciami finansowymi i politycznymi. Źródło w języku niemieckim.
Korupcja nauki odzwierciedla korupcję procesu demokratycznego. Starając się obejść demokratyczny proces podejmowania decyzji w zakresie polityki energetycznej i przemysłowej (proces uważany za zbyt frustrujący przez twardogłowych zwolenników klimatu), stworzyli złożony i rozległy system regulacji finansowych organizacji pozarządowych, który może skutecznie kierować rządami i instytucjami finansowymi, aby działały na podstawie wątpliwe informacje klimatyczne w celu ograniczenia zużycia paliw kopalnych, ograniczenia emisji bez względu na konsekwencje i zwiększenia kosztów życia w imię uniknięcia zapaści ekologicznej.
Nie jest to jedyny przypadek, kiedy oszuści wykorzystują naukę dla swoich niecnych celów. Fałszywe modele matematyczne, oparte na manipulowanych danych wraz z nielogicznymi założeniami prowadzą do wniosków sprzecznych z rzeczywistością.
Najwięksi histerycy zmian klimatycznych nie odważyli się nazwać lato roku 2025 najbardziej gorącym od ponad 100 tysięcy lat. Rok temu owszem, ale chłodny lipiec nie sprzyjał propagandzie mówiącej, że tam, gdzie mieszkasz, jest bardziej gorąco niż gdziekolwiek indziej. „Gdziekolwiek indziej”, to zapewne Grenlandia, której pokrywa lodowa od wielu lat rośnie.
To było w grudniu 2009 roku – były wiceprezydent USA Al Gore ostrzegał: lód polarny może zniknąć w ciągu pięciu lat! Wykorzystywał wtedy modele komputerowe. Niektóre modele sugerują, że istnieje 75% szans na to, że cała pokrywa lodowa na biegunie północnym może być całkowicie wolna od lodu w niektórych miesiącach letnich w ciągu najbliższych pięciu do siedmiu lat – powiedział Gore. Al Gore został uznany za pierwszego milionera, którego majątek powstał dzięki histerii klimatycznej.
Gospodarz tego pastwiska otrzymał od władz zakaz budowy wiaty dla swoich koni. Na szczęście nie zabroniono mu postawić na pastwisku stołu z dwoma krzesłami…
Strach jest kluczowym narzędziem służącym kontroli społeczeństw. Dlatego pierwsze co się pojawiło w mediach przed ogłoszeniem plandemii, były obrazy padających ludzi na ulicach chińskich miast, pokazywane wtedy w większości programów telewizyjnych.
Lasy zamknięte – wstęp wkrótce tylko z kartą kredytową? Źródło.
W Nowej Szkocji / Kanada zakazano całkowicie wstępu do lasów z powodu suszy i ryzyka pożaru. Nieposłusznym grozi grzywna w wysokości do 25 000 dolarów. Naturalnie, że chodzi o ochronę życia i mienia. Rząd zawsze przecież stoi na straży naszych interesów.
Pamiętacie przepisy dotyczące pandemii. W Polsce wstęp do lasów groził zakażeniem zmyśloną chorobą i karami administracyjnymi. Rozpoznaj wzór: najpierw „tymczasowa” blokada w celu ochrony, a następnie nowe warunki dostępu. Kolejnym krokiem może być „regulacja” przestrzeni publicznej, czyli jej prywatyzacja pod pretekstem bezpieczeństwa, ochrony klimatu lub zapobiegania katastrofom.
W następnym kroku korporacje takie jak BlackRock lub ich partnerzy ustanowią prawa dzierżawy i dostępu, lasy staną się płatnymi strefami przygód zamiast wspólną własnością. Prowizorycznie wprowadza się nowe reguły, ponieważ prowizorka jest najtrwalszym elementem przekształceń społeczno-politycznych.
Był rok 1983. W niemieckojęzycznych krajach dużym przebojem był utwór zespołu Geier Sturzflug: Odwiedź Europę (póki jeszcze istnieje). Temat nadal aktualny, chociaż dzisiaj można by zaktualizować tytuł: Odwiedzaj lasy, dopóki jeszcze możesz.
Nowi podatnicy nie są bynajmniej niezbędni dla utrzymania budżetu i systemu emerytalnego państwa. To jak z systemem bankowym. Kiedyś faktycznie jedna osoba musiała przynieść fizycznie pieniądze w formie lokaty, by inna mogła je otrzymać jako kredyt. Dziś jednak banki produkują pieniądze, uzyskują je z oprocentowania kredytów, nie z lokat.
Pieniądze z brudnego powietrza
Dla przykładu, z-agregowane dla Eurozony loan-to-deposit ratio w pierwszym kwartale 2025 r. osiągnęło 101.97 proc., tzn. że wartość udzielanych kredytów przekracza wartość depozytów, choć i tak pod tym względem utrzymuje się trend spadkowy od rekordowych 127 proc. osiągniętych w roku 2015. Obserwowana tendencja nie jest jednak objawem zdrowienia systemu finansowego, ale przede wszystkim zwiększania ilości pieniądza w obiegu, którego część trafiła z powrotem do banków w formie lokat, przy jednoczesnym podniesieniu stóp procentowych, studzącym popyt na kredyty.
Skądinąd zresztą skuteczność rozwiązań tak monetarystycznych z jednej, a makroekonomicznych z drugiej strony słabnie, co jest skutkiem konsekwentnej deregulacji rynków finansowych, nad którymi wbrew zapowiedziom nie przywrócono kontroli po kryzysie 2008-2011/13, ale przeciwnie, których zakres wpływu na politykę finansową państw jeszcze się zwiększył, co zostało tylko umocnione w okresie tzw. pandemii.
Drukarki nie pracują dla emerytów
Podobnie jak z bankami rzecz ma się bowiem również z państwami. Lockdowny potwierdziły, że dochód z podatków (a więc i praca) nie są niezbędne państwom, by ponosić wydatki. Środki na ich pokrycie uzyskano właśnie z bankowej kreacji pieniądza, bo to banki, a nie państwa dysponują dziś osłabionymi drukarkami pieniędzy. Państwa mogą więc sobie długiem rekompensować redukcję dochodów powodowaną cięciami podatkowymi (z reguły korzystnymi dla i tak najbogatszych i/lub o najwyższych dochodach), jednak gdy przychodzi do wypłaty emerytur nagle okazuje się, że drukarki nie działają i koniecznie musi ktoś przyjechać z drugiego końca świata i włożyć pieniądze dla systemu, bo inaczej akurat dla emerytów ich nie starczy.
Abstrahując zatem od oceny samego mechanizmu kreacji pieniądza z brudnego powietrza – łatwo można dostrzec hipokryzję jego beneficjentów w stosunku do zobowiązań zaciągniętych wobec podatników. Nagle wtedy potrzebują piramidy finansowej, jaką są systemy ubezpieczeń społecznych, bo drukarki mają widać do innych celów.
Mechanizmy wegetacyjne
Inaczej też niż sądzą sami podatnicy, nie istnieje i nigdy nie istniała żadna dedykowana im pula odkładanych pieniędzy, które zostaną im następnie zwrócona w formie emerytur.
Pierwotnym założeniem systemu świadczeń społecznych był nie tylko społeczny solidaryzm, ale przekonanie o równomiernym podziale rosnącego majątku narodowego. Praca kolejnych pokoleń służyć będzie zwiększaniu ogólnego bogactwa danego społeczeństwa, a zatem pomnożeniu również środków podlegających następnie redystrybucji. To stąd miały brać się m. in. nasze emerytury.
Jeśli jednak bogactwo nie rośnie albo jest transferowane poza daną społeczność, (geograficznie i/bądź klasowo) wówczas nie ma czego dzielić. Tak działa zarówno pułapka średniego wzrostu, jak i narastające rozwarstwienie majątkowe. System podatkowo/emerytalny zaczyna więc chodzić na jałowym biegu i pojawiają się pomysły utrzymywania go tak przez redukcję liczby przewidywanych odbiorców, jak i metodami ekstensywnymi, czyli sztucznie zwiększając liczbę podatników.
Stąd właśnie masowa imigracja, podwyższanie wieku emerytalnego czy skracanie tygodnia pracy. To są mechanizmy wegetacyjne, podczas gdy równocześnie przecież w skali globalnej następuje pomnożenie bogactwa. Sęk w tym co się z nim dzieje, bo nie odlatują przecież na Jowisza.
U progu zmiany dehumanizacyjnej.
To właśnie to zagregowane bogactwo i jego nowa redystrybucja mogą i powinny stanowić podstawę nie tylko odbudowanych systemów emerytalnych, ale także są kapitałem do wykorzystania w sytuacji globalnej zmiany struktury pracy, postępów jej automatyzacji i zastępowania człowieka przez AI. I odpowiednio – nierówność dostępu do zgromadzonych zasobów jest jednym z kluczowych instrumentów dehumanizacji, etapu, w którym zbędne są już nie tylko zobowiązania wobec nas, nasze depozyty i nasza praca, ale nawet nasza fizyczna egzystencja. Polityka imigracyjna globalnego Północnego-Zachodu jest więc w tym zakresie tylko elementem całościowej transformacji, wykraczającej nawet poza skalę finansową i cywilizacyjną.
A nam wmawiają, że chodzi tylko o to, żeby Danyło dołożył się Polakom do składek…
Zepsute relacje między naszymi krajami to wielomiliardowe straty dla naszych gospodarek i niepotrzebne utrudnienia dla mieszkańców Polski i Białorusi. Już czwarty rok robimy, co możemy, aby odbudować dobrosąsiedzkie stosunki, ale strona Polska nie chce nawet podejmować dialogu – ubolewa w rozmowie z NCz! Michaił Bacenko, zastępca gubernatora obwodu brzeskiego.
Leszek Szymowski: Michaile Leonidowiczu, niestety wzajemne stosunki między naszymi krajami są dalekie od idealnych. Jak wygląda to jednak na poziomie regionalnym? Czy w tej trudnej sytuacji województwu brzeskiemu udaje się współpracować z władzami wschodnich województw Polski – na przykład z województwem lubelskim i podlaskim?
Michaił Bacenko: Współpraca na poziomie naszych województw układała się znakomicie przez wiele lat, przede wszystkim w obszarze gospodarczym, turystycznym i kulturalnym. Władze obwodów brzeskiego i grodzieńskiego utworzyły wspólnie z przedstawicielami województw lubelskiego i podlaskiego oraz zachodnich obwodów Ukrainy polsko-ukraińsko-białoruską grupę współpracy regionalnej. Było podpisanych wiele dokumentów regulujących szczegóły tej współpracy. Aż przyszedł rok 2022 i otrzymaliśmy od władz tych dwóch polskich województw oficjalne listy z informacją, iż oni wypowiadają podpisane wcześniej umowy. Od tego momentu do dzisiaj nie ma już żadnej współpracy ani żadnych oficjalnych kontaktów między władzami województw i Komitetem Wykonawczym Obwodu Brzeskiego. Pozostały nam tylko kontakty prywatne.
Kontakty prywatne to chyba zbyt mało dla tego, aby utrzymywać współpracę między dwoma województwami.
Niestety taka współpraca skończyła się oficjalnie w 2022 roku. Od tego czasu, z niezrozumiałych dla mnie powodów, polscy koledzy nie chcą z nami nawet prowadzić rozmów na temat spraw bieżących. Kiedyś szef polskiej placówki granicznej w Terespolu regularnie spotykał się z naszym komendantem punktu granicznego dla współpracy choćby przy wykrywaniu przemytu zakazanych towarów. Teraz polscy strażnicy nawet nie podejmują rozmowy. A my zabiegaliśmy o to wielokrotnie choćby po to, aby poprawić ruch i usprawnić przekraczanie granicy. A podkreślam, że przejście między Terespolem a Brześciem jest obecnie jedynym czynnym przejściem granicznym między naszymi państwami.
Gdzie na odprawę czeka się czasem ponad dobę.
Dlatego właśnie jako władze Obwodu Brzeskiego staramy się robić, co możemy, żeby ten czas skrócić. W tym roku wystąpiliśmy z pismem do władz Polskich Kolei Państwowych. Oficjalnie zaproponowaliśmy przywrócenie połączenia kolejowego między Terespolem a Brześciem. Do marca 2020 roku, czyli do ogłoszenia pandemii Covid-19 takie przejście funkcjonowało na popularnej trasie kolejowej Warszawa-Mińsk-Moskwa. Przekraczanie granicy zajmowało 30 minut. Naszym zdaniem nie ma żadnego powodu, żeby to połączenie było nadal zawieszone tym bardziej, że cała infrastruktura techniczna funkcjonuje bez zarzutu.
Na oficjalną propozycję nie dostaliśmy nawet odpowiedzi, choćby odmownej. Potraktowano nasz list tak, jakby w ogóle nie był wysłany. Inny przykład to nasza próba usprawnienia kontroli celnej na granicy. Wszystko po to, aby osoby chcące przejechać w jedną czy w drugą stronę, nie musiały długo czekać. Zaproponowaliśmy polskiej Służbie Celnej usprawnienie odpraw. Również w tym przypadku na pismo nie dostaliśmy nawet odpowiedzi. Nie tak wyobrażam sobie budowanie dobrosąsiedzkich relacji.
Państwu, które tak jak Polska należy do Unii Europejskiej, trudno budować dobre relacje z krajem, który wsparł Rosję w ataku na Ukrainę i objęty jest sankcjami, stosuje karę śmierci, nie dopuszcza do głosu opozycji i prowadzi przeciwko Polsce wojnę hybrydową z użyciem nielegalnych imigrantów.
Armia Białorusi nie walczy na Ukrainie. Wbrew pogłoskom, plotkom i obawom, zapewniam Pana i wszystkich czytelników, że nikt nie ma zamiaru wysyłać naszych żołnierzy na Ukrainę. Co do kary śmierci to rzeczywiście prawo naszej Republiki przewiduje tę karę za najcięższe przestępstwa, ale nie jest ona teraz stosowana. Ostatni przypadek wykonania kary śmierci miał miejsce w stosunku do skazanych za przeprowadzenie zamachu terrorystycznego na metro w Mińsku w 2011 roku. Słyszał Pan na pewno, że ten zamach był bardzo krwawy. Kosztował życie 15 osób, a ponad 200 zostało rannych. Sprawcy tego zamachu po uczciwie przeprowadzonym procesie, z prawem do obrony, zostali skazani na śmierć i to był ostatni wykonany w naszym kraju wyrok śmierci.
Natomiast w tej kwestii Polska niestety stosuje podwójne standardy. Kara śmierci w kodeksie karnym Białorusi przeszkadza, ale w kodeksie USA już nie przeszkadza. Co do wolności słowa i działań opozycji politycznej to mam dla Pana taką propozycję: proszę sobie wyjść na ulicę Brześcia, Grodna albo dowolnego innego miasta i krzyczeć, że są 2 płcie, a małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety. Ręczę, że włos Panu z głowy nie spadnie za to. A w Europie nie byłbym taki pewien.
Różnica tkwi jeszcze w czymś innym: my uważamy, że regulowanie wolności słowa, sprawy ustrojowe w tym relacje z opozycją to wewnętrzna sprawa każdego państwa. My szanujemy wasze decyzje i rozwiązania w tych sprawach, prosimy, abyście na zasadzie wzajemności szanowali i nasze. Mamy świadomość, że są to różnice ale przecież nie na tyle silne, żeby uniemożliwiały szeroką współpracę. Różnijmy się w niektórych kwestiach, współpracujmy tam, gdzie jest to możliwe.
Jak Pan sobie wyobraża współpracę w czasie sankcji?
Mówiąc o sankcjach, trzeba zwrócić uwagę, że sankcje nigdy nie były inicjatywą strony białoruskiej. Zawsze były reakcją na sankcje nakładane przez stronę polską czy Unię Europejską. Przy czym my deklarowaliśmy wielokrotnie, że jesteśmy gotowi w każdej chwili znieść sankcje przeszkadzające polskim firmom, gdyby tylko współpraca między naszymi krajami zaczęła układać się lepiej. Mówię to bez satysfakcji, bo konflikty i sankcje oznaczają dla naszych krajów straty idące w miliardy euro. Wiem, co mówię, gdyż sprawy ekonomiczne znajdują się w moim zakresie obowiązków. Podam ciekawy przykład: po polskiej stronie granicy, w mieście Terespol, przez lata funkcjonował sklep popularnej sieci Biedronka, czynny całą dobę. Z tego, co wiem, to była to jedyna całodobowa Biedronka i miała ona największe obroty spośród wszystkich sklepów tej sieci w Polsce. Te obroty wynikały po części stąd, że tysiące Białorusinów przyjeżdżało tam na zakupy. Po wprowadzeniu sankcji i zamknięciu przejść granicznych te obroty znacznie spadły.
Przygotowując się do rozmowy z Panem, poprosiłem o dane liczbowe dotyczące naszych stosunków gospodarczych. Przez lata polscy przedsiębiorcy eksportowali na rynek Białorusi swoje produkty, między innymi spożywcze, w tym tysiące ton jabłek. Sam wspominam polskie jabłka jako bardzo smaczne. Bilans handlowy polsko-białoruski był wyraźnie bardziej korzystny dla strony polskiej. Jeśli przełożymy to na kwoty to polskie firmy zarabiały trzy razy więcej na eksporcie na Białoruś niż firmy białoruskie na eksporcie do Polski. Oczywiście dążyliśmy do wyrównania tych różnic.
Ten czas się skończył, gdy uderzyliście w nas sankcjami. My wtedy zaczęliśmy kupować jabłka i inne produkty spożywcze z innych krajów, nie ma u nas kryzysu w dostawach owoców czy warzyw. A nałożone na nasz kraj sankcje zablokowały eksport do Polski i kazały naszym firmom szukać innych rynków zbytu. Znaleźliśmy je w krajach azjatyckich i w krajach Zatoki Perskiej, nawet w dalekich Chinach. I tu ciekawostka: na przestrzeni tych kilku lat nasz eksport z każdym rokiem rośnie. A jeśli chodzi teraz o handel między Polską a Białorusią towarami nieobjętymi sankcjami, to mamy dodatni bilans, sprzedajemy do Polski za kwoty kilkukrotnie większe, niż kupujemy z Polski. Można więc powiedzieć, że finalnie te sankcje nam nie zaszkodziły tylko pomogły. A czy polscy eksporterzy produktów spożywczych znaleźli rynki zbytu dla swoich towarów? O to proszę już ich zapytać. Moim zdaniem to są straty idące w miliardy euro. Zaprzepaszczony potencjał i zmarnowane szanse to drugie tyle. Jeśli ktoś myślał, że zdusi białoruską gospodarkę sankcjami, to srodze się zawiódł.
Co obwód brzeski może w czasie sankcji zaoferować polskim przedsiębiorcom?
Już prawie 30 lat funkcjonuje u nas specjalna strefa ekonomiczna. Na dzień dzisiejszy swoją siedzibę ma tam wiele polskich firm. Jestem w kontakcie z ich przedstawicielami, wiem, że są bardzo zadowoleni. Te firmy mają też u nas swoje zakłady produkcyjne. Nasze prawodawstwo gwarantuje im bezpieczny biznes i możliwość transferów zysków do kraju macierzystego. Mam powody twierdzić, że polskich firm zainteresowanych inwestycją w naszym regionie, będzie znacznie więcej. Prezydent naszego kraju Aleksandr Łukaszenka mówi, że sąsiadów się nie wybiera. Nam zależy na dobrosąsiedzkich relacjach. Chcemy powrócić do handlu na poziomie sprzed sankcji, chcemy zbudować współpracę w obszarze kulturalnym, turystycznym i każdym innym. I naprawdę chcemy zakończenia politycznych awantur, które do niczego nie prowadzą.
Od tygodnia mamy w Polsce nowego prezydenta. Czego Pan jako przedstawiciel władz obwodu brzeskiego życzyłby Karolowi Nawrockiemu?
Życzę mu, aby z uwagą wsłuchał się w głos polskich przedsiębiorców, którzy przez lata eksportowali na Białoruś i importowali z Białorusi. Ci przedsiębiorcy na pewno powiedzą mu, jak atrakcyjnym partnerem handlowym był nasz kraj i ile stracili wskutek politycznych awantur, i ile stracił Skarb Państwa z tytułu podatków, które ci przedsiębiorcy przestali odprowadzać.
Życzyłbym mu też wizyty na przejściu granicznym w Brześciu, żeby zobaczył setki osób, w tym matki z dziećmi, czekające godzinami na przekroczenie granicy. Wiążemy z osobą nowego prezydenta Polski nadzieje na poprawę relacji między naszymi krajami. I pragnę też zapewnić, że dobre stosunki z Polską i potężny potencjał, który niosą, będą dla naszej administracji zawsze celem priorytetowym.
=============================================
MD: Na : „Chcemy dobrych relacji z Polską„
My też chcemy, Polacy znający Białoruś i jej mieszkańców. Jątrzą wrogie siły pasione z UE.
Ciężarówka, którą Ukrainiec wjechał w dwóch mężczyzn na pasie awaryjnym / fot. Lubelska Policja
Ukrainiec kierujący ciężarówką potrącił śmiertelnie dwóch mężczyzn, którzy na pasie awaryjnym przy drodze ekspresowej koło Lublina zmieniali koło. Ich bus i czynności wykonywano na pasie awaryjnym.
Minionej nocy na trasie S17 krótko po północy doszło do tragicznego wypadku. Ciężarówka potrąciła dwóch mężczyzn, którzy wymieniali koło w busie na pasie awaryjnym.
„Do tragicznego wypadku doszło dziś w nocy (30/31 sierpnia) na drodze ekspresowej S17 w kierunku Warszawy w miejscowości Sieprawice. Z ustaleń pracujących na miejscu zdarzenia policjantów wynika, że dwóch mężczyzn w wieku 49 i 28 lat podczas wymiany koła w pojeździe zostali potrąceni przez samochód ciężarowy, którym kierował 28- letni obywatel Ukrainy” – poinformowała Lubelska Policja.
Mężczyźni mieli na sobie kamizelki odblaskowe. Miejsce oznaczono też trójkątem ostrzegawczym.
Mimo tego 28-letni Ukrainiec w nich wjechał. Badanie alkomatem wykazało, że był trzeźwy.