Dlaczego prawnicy dochodzący roszczeń odszkodowawczych nie pozwali producentów szczepionki przeciwko COVID?

Dlaczego prawnicy dochodzący roszczeń odszkodowawczych nie pozwali producentów szczepionki przeciwko COVID?

uncut-news.ch uncutnews-ch/warum-haben-anwaelte-fuer-schadensersatzklagen-die-covid-impfstoffhersteller-nicht-verklagt

Paul Craig Roberts

Obecnie istnieje obszerny i stale rosnący zbiór dowodów w postaci recenzowanych badań naukowych dotyczących zdarzeń niepożądanych związanych ze szczepionkami przeciwko COVID-19. Lista obejmuje obecnie 4530 badań i można ją przejrzeć tutaj :

Zdumiewające jest, że pomimo tak ogromnej ilości dostępnych dowodów, żaden prawnik nie wniósł pozwu zbiorowego przeciwko producentom szczepionek przeciwko COVID-19. Dowody wydają się być rozstrzygające, a wśród oskarżonych znalazłaby się prawdopodobnie większość, o ile nie wszystkie, rządy świata, ich prezydenci, premierzy, urzędnicy służby zdrowia, stowarzyszenia medyczne i wszyscy inni, którzy przyczynili się do masowych szczepień przeciwko COVID-19 – oprócz wielkich koncernów farmaceutycznych i Tony’ego Fauciego. Kwoty ugód mogą sięgać biliona dolarów, a może nawet więcej. Mimo to nie ma żadnych roszczeń odszkodowawczych.

Prawnicy mogli być zastraszeni działaniami niemieckiego rządu. Niemiecki prawnik Reiner Fuellmich założył organizację dokumentującą naruszenia prawa, błędy medyczne i oszustwa naukowe związane ze skandalem COVID-19. Gdy miał złożyć pozew zbiorowy, został aresztowany za granicą przez niemiecki rząd, uwięziony w Niemczech na podstawie zarzutów, które wielu uważa za fałszywe, i cofnięto mu licencję na wykonywanie zawodu prawnika.

Kiedy rządy działają bezprawnie, nie można już wymierzać sprawiedliwości. Zwycięża tylko przymus. Rząd niemiecki – podobnie jak inne rządy byłego świata zachodniego – prowadzi nas z powrotem do średniowiecza. [W średniowieczu katolickim prawo było egzekwowane. md]

Wygląda na to, że Big Pharma jest zbyt potężna, by można jej było poważnie zagrozić. Być może dlatego sekretarz zdrowia USA Robert F. Kennedy Jr. musiał zaakceptować decyzję CDC o przekazaniu firmie Pfizer 1,24 miliarda dolarów na szczepionki przeciw COVID-19, które będą podawane dzieciom i dorosłym.

CDC, federalna agencja podlegająca Sekretarzowi Zdrowia i Opieki Społecznej Kennedy’emu, zatwierdziła dalsze finansowanie i zatwierdzenie szczepionek przeciw COVID-19 dla dzieci, pomimo tego, co autor uważa za wyraźne dowody na znaczne ryzyko. To pokazuje, czyje ręce naprawdę nami kierują, skoro nawet Robert Kennedy nie jest w stanie ochronić nas przed Big Pharma.

Najwyraźniej Big Pharma ma większy wpływ na CDC niż minister zdrowia Robert Kennedy. To powinno nam powiedzieć wszystko, co musimy wiedzieć o liberalnym micie o władzy ludu. W rzeczywistości rządzą grupy interesu, z których najpotężniejszą jest lobby izraelskie.

W czasie zimnej wojny antykomuniści pisali książki o „zniewolonych narodach”. Dziś zniewolone narody to kraje, które nie są już narodami, lecz wieżami Babel, tworzącymi świat zachodni. Rządzą nimi potężne interesy gospodarcze oraz Izrael, który wykorzystuje miliardy dolarów przekazywane przez Waszyngton do wywierania wpływu na rządy.

Amerykanie są pierwszym narodem w historii, który płaci daninę Izraelowi z własnej kieszeni – bez wcześniejszej porażki militarnej z Izraelem – dzięki czemu Izrael może wykorzystywać amerykańskie pieniądze, aby wpływać nie tylko na rząd USA, ale także na rządy innych krajów.

Źródło: Dlaczego prawnicy specjalizujący się w dochodzeniu odszkodowań nie zajęli się producentami szczepionki na COVID?

13-miesięczny chłopczyk już nie żyje. Został zgwałcony na śmierć przez dwóch gejów, którzy go adoptowali

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Ten słodki 13-miesięczny chłopczyk, którego widzi Pan na poniższym zdjęciu – już nie żyje. Został zgwałcony na śmierć przez dwóch gejów, którzy go adoptowali – tak, tych ze zdjęcia. Sąd właśnie potwierdził, że są winni zabójstwa.

***

Wbrew poprawności politycznej nagłaśniamy takie sytuacje – dla dobra dzieci. Czy możesz wesprzeć naszą pracę?

Wspieram

***

Preston urodził się w 16 czerwca 2022 roku w Manchesterze i pięć dni po narodzinach trafił pod opiekę zastępczą na mocy pilnego nakazu wydanego przez angielski sąd. Przez pierwsze dziewięć miesięcy życia mieszkał u rodziców zastępczych. Para gejów – Jamie Varley i John McGowan-Fazakerley – została zatwierdzona jako kandydaci do adopcji w styczniu 2023 roku, a Preston zamieszkał z nimi w miejscowości Blackpool w kwietniu, gdy miał dziewięć miesięcy.

Od tego czasu niemowlę wielokrotnie trafiało do lekarza ze śladami przemocy: krwawieniem z nosa i napadami drgawek, później z wysypką i siniakami, ze złamanym lewym łokciem. Pracownicy socjalni, którzy w trakcie procesu adopcyjnego odwiedzali gejów i chłopca w domu, poszli jednak po linii poprawności politycznej, chwalili nowoczesną „rodzinę” i nie stwierdzili zagrożenia dla dziecka.

27 lipca 2023 r. Varley po raz ostatni zawiózł Prestona do szpitala w Blackpool. Twierdził, że zostawił dziecko w wannie na kilka minut, a po powrocie znalazł je pod wodą. Lekarze stwierdzili jednak, że chłopiec był suchy i nie było dowodów, by połknął wodę. Preston mimo reanimacji wkrótce zmarł.

Dziewięćdziesiąt minut przed przewiezieniem chłopca do szpitala Varley nagrał film, na którym dziecko było w skrajnym cierpieniu i ledwo oddychało.

Część dowodów w trakcie procesu była tak drastyczna, że jeden z przysięgłych nie był w stanie kontynuować udziału w sprawie – proces przerwano i rozpoczęto ponownie z nową ławą przysięgłych.

***

Pomóż ratować dzieci przed homo-adopcjami. Wesprzyj działania finansowo.

Wspieram

***

W minionym tygodniu Jamie Varley został skazany na dożywocie bez możliwości ubiegania się o zwolnienie warunkowe. Drugi homoseksualista – McGowan-Fazakerley – dostał 25 lat więzienia. Sąd uznał, że Preston był ofiarą przemocy fizycznej, seksualnej i emocjonalnej. Sama sekcja zwłok wykazała u dziecka 40 obrażeń zewnętrznych i wewnętrznych, a przyczyną zgonu było zaduszenie dziecka podczas gwałtu.

Szanowny Panie,

Czy wie Pan, jakie skutki wywołał ten skandal w Wielkiej Brytanii? Hrabstwo Lancashire, w którym mieszkał i zginął Preston, będzie teraz robić audyt procedur adopcyjnych. Sprawdzone ma być też działanie policji, opieki społecznej i systemu ochrony zdrowia. Nikt jednak nie zwraca uwagi na podstawowy problem: homoadopcje jako takie. Geje ani lesbijki nie powinni mieć oddawanych pod opiekę żadnych dzieci. Dziećmi mogą opiekować się wyłącznie osoby pozostające w normie seksualnej, inaczej dziecko narażone jest na wykorzystanie. W przypadku homoseksualistów dochodzą także inne współistniejące zagrożenia, jak choćby skłonność do przemocy – w tym przemocy skrajnej i skierowanej wobec dzieci.

Poprawność polityczna i wszechobecna cenzura i/lub autocenzura powodują, że kraje Zachodu są w ślepej uliczce.

W Polsce też obserwujemy presję na adopcje dzieci przez homoseksualistów. A zaczyna się to wszystko od legalizacji związków jednopłciowych. Środowisko LGBT w Polsce walczy w tej chwili o transkrypcje swoich pseudo-małżeństw – związków cywilnych zawartych w innych państwach UE.

Już teraz zapowiadają, że następnie wyciągną rękę po dzieci.

Fundacja Życie i Rodzina podejmuje liczne działania, aby tak się nie stało. Wiemy jednak doskonale, że decyzje, które zapadną na górze, będą wprost zależeć od tego, jaka będzie świadomość społeczna w sprawie LGBT. I wiemy, jak o tę świadomość zadbać.

Przygotowaliśmy projekt grafiki, którą chcemy w najbliższych godzinach przesłać do drukarni i wyprodukować co najmniej 10 szt. wielkoformatowych banerów. A potem pokazać je na ulicach w całej Polsce – w trakcie parad LGBT, pikiet edukacyjno-informacyjnych i innych akcji ulicznych.

Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o pomoc w sfinansowaniu druku tych banerów. Jedna sztuka kosztuje 400 złotych – więc muszę zebrać 4000 złotych, aby zlecić taki druk.

Ponieważ chcę jak najszybciej wyposażyć oddziały terenowe Fundacji w banery, szukam:

– 40 osób, które mogą wpłacić po 100 złotych

– lub 20 osób, które wpłacą po 200 złotych.

Czy może Pan być jedną z tych osób?

Bardzo o to proszę.

Dane do wpłat:

Fundacja Życie i Rodzina

Numer konta:

47 1160 2202 0000 0004 7838 2230

Kod SWIFT dla przelewów transgranicznych: BIGBPLPW

Blik/płatności kartami/szybkie przelewy online:

www.RatujZycie.pl/wesprzyj

tytułem: BANERY PRESTON

Każdy baner to źródło informacji i możliwość otwarcia oczu tysiącom Polaków. Wielu z nich nie dowie się o tragedii maleńkiego Prestona z mediów, do których ma na co dzień dostęp. Dlatego te banery muszą jak najszybciej trafić na ulice.

Sam proces druku to 2-4 dni roboczych.

Czy może Pan wpłacić 100 lub 200 złotych, abym mógł zlecić ten druk w najbliższych godzinach?

Z wyrazami szacunku,

Krzysztof Kasprzak
Krzysztof Kasprzak
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Jeśli ludzie w Polsce nie dowiedzą się, czym kończą się homo-adopcje, politykom przyjaznym LGBT będzie łatwiej do tych adopcji doprowadzić. Walczymy, aby ochronić polskie dzieci.

Proszę o pomoc finansową w tej walce, dane do wpłat w linku: www.RatujZycie.pl/wesprzyj.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

„Problemem Izraela nie jest Donald Trump” – Vance odpowiedział na krytykę

„Problemem Izraela

nie jest Donald Trump”

– Vance odpowiedział

na krytykę

Amerykański wicepremier zauważył, że gdyby był na miejscu państwa żydowskiego, nie krytykowałby „jedynego potężnego sojusznika”.

18 czerwca, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

WASZYNGTON, 18 czerwca. /TASS/. Wiceprezydent USA J.D. Vance ostro skrytykował przywództwo Izraela, wzywając państwo żydowskie do pamiętania, że ​​Stany Zjednoczone pozostają jego „jedynym, potężnym sojusznikiem” na świecie.

„Powiem to, bo naprawdę mnie to martwi: widzimy ludzi z gabinetu Bibiego (premiera Izraela Benjamina Netanjahu – TASS), którzy publicznie krytykują umowę [między Waszyngtonem a Teheranem] i w pewnym sensie dopuszczają się bardzo osobistych ataków na prezydenta Stanów Zjednoczonych [Donalda Trumpa]” – powiedział Vance na konferencji prasowej w Białym Domu.

„MWysyłam im podwójny sygnał. Po pierwsze, Donald Trump jest obecnie jedynym przywódcą państwa na świecie, który darzy państwo Izrael jakąkolwiek sympatią. Jest także przywódcą globalnego supermocarstwa. Gdybym był w izraelskim gabinecie, prawdopodobnie nie krytykowałbym jedynego potężnego sojusznika, jakiego mam gdziekolwiek na świecie” – podkreślił wiceszef amerykańskiej administracji.

„Po drugie, sygnał dla niektórych członków [izraelskiego] gabinetu, którzy krytykują prezydenta USA – a Bibi, trzeba mu przyznać, nie poszedł tą drogą – brzmi następująco: w ciągu ostatnich trzech miesięcy dwie trzecie broni obronnej, która chroniła waszą ojczyznę, zostało zbudowanych przez Amerykanów i opłaconych przez amerykańskich podatników” – zauważył Vance.

Według niego „problemem Izraela nie jest Donald Trump”. „A każdy w Izraelu, kto uważa, że ​​jego największym problemem jest prezydent USA, powinien się obudzić i zdać sobie sprawę z realiów sytuacji w swoim kraju” – podkreślił wiceprezydent.

Potwierdził, że zna artykuł w Axios, w którym twierdzono, że Netanjahu „wścieka się” z powodu umowy USA-Iran. „Widziałem artykuł w Axios, w którym Netanjahu pisał, że jest wściekły. Moje rozmowy z nim tego nie odzwierciedlają. Może mówić coś, czego nie mówi mi, czegoś, czego nie mówi komuś innemu” – powiedział Vance.

Dodał, że Trump oczekuje, iż „wszyscy przyjaciele” Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie, w tym „Izraelczycy i Arabowie”, będą współpracować na rzecz osiągnięcia ostatecznego porozumienia pokojowego między Waszyngtonem a Teheranem. 

Handlarze strachu

Handlarze strachu

18.06.2026 wolnemedia.net/handlarze-strachu Autorstwo: Phil Broq
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz

=============================

Żyjemy w świecie, który zdaje się oszalał. Jakby między ludźmi a rzeczywistością wzniesiono gigantyczne, krzywe lustro, które odwraca wartości, przeinacza oczywistości i nagradza najbardziej drapieżne zachowania. W tej ogromnej komedii absurdu garstka drapieżników dokonała historycznego wyczynu, przekonując miliardy ludzi, że niewola to stan normalny, że niepewność jest nieunikniona, a posłuszeństwo cnotą.

Od pokoleń ci samozwańczy mistrzowie prosperują dzięki mechanizmowi równie prostemu, co skutecznemu, opartemu na strachu. Strachu, który jest pielęgnowany, udoskonalany i przekazywany z pokolenia na pokolenie niczym dziedzictwo. Strachu, który stał się niewidzialną infrastrukturą, na której opiera się cały porządek społeczny.

Wokół nich krąży dwór strażników narracji, świeckich kapłanów, zarządców symboli i twórców iluzji. ​​Nienaganne mundury, uroczyste ceremonie, pieczołowicie pielęgnowane tradycje – wszystko to sprzysięga się, by stworzyć wrażenie, że ci, którzy mieszkają w pałacach, są naturalnie skazani na podziw. Spektakl jest tak starożytny, że w końcu wydaje się naturalny. Jednak za złoconą fasadą często pozostaje jedynie podstawowa zasada, której celem jest gromadzenie władzy przez tych, którzy już ją posiadają.

Iluzja żeruje na krwi i zamęcie historii. Zabójstwa, ataki, nieudane rewolucje, zamachy stanu i wojny służą jako paliwo dla gigantycznej machiny narracyjnej. Każdy kryzys staje się okazją do wzmocnienia przekonania, że ​​to właśnie elity są niezbędne dla stabilności świata, który w rzeczywistości pomagają destabilizować.

W tym wypaczonym obrazie rzeczywistości ideolodzy, eksperci, propagandyści i strażnicy ortodoksji odgrywają rolę współczesnych magów. Ich funkcją jest nie tyle wyjaśnianie ich sfabrykowanej rzeczywistości, co spowijanie jej mgłą na tyle gęstą, by uniemożliwić komukolwiek dostrzeżenie jej prawdziwych mechanizmów. Dzielą, kategoryzują, nastawiają przeciwko sobie i przekierowują gniew z chirurgiczną precyzją.

Ich najwspanialszym osiągnięciem jest przekształcenie drapieżnika w filantropa, a grabieży w cywilizacyjny obowiązek. Historia pełna jest przykładów, w których ci, którzy zgromadzili kolosalne fortuny poprzez wyzysk, chciwość lub głęboko nierówne systemy, byli następnie celebrowani jako dobroczyńcy ludzkości. Przedsiębiorstwa kolonialne, które ogołociły całe kontynenty z zasobów, były przedstawiane jako agenci postępu. XIX-wieczni przemysłowcy, budujący swoje imperia na wyczerpującej pracy robotników i dzieci, są dziś czczeni za swoje fundacje charytatywne i biblioteki. Imperia finansowe, które powodują niszczycielskie kryzysy gospodarcze, są ratowane z funduszy publicznych w imię stabilności, podczas gdy obywatele, którzy płacą rachunek, są wzywani do odpowiedzialnego działania.

Kiedy Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska splądrowała zasoby rozległych terytoriów Azji, prezentowała się jako motor napędowy handlu i cywilizacji. Kiedy Cecil Rhodes rozszerzył swoje wpływy w Afryce, budując imperium kolonialne, został uznany za wizjonera. Kiedy niektórzy magnaci rewolucji przemysłowej, jak baronowie- rozbójnicy Nowego Porządku Świata, zgromadzili ogromne fortuny w często brutalnych warunkach socjalnych, przeszli do historii jako oświeceni mecenasi. W ostatnich latach liderzy głównych instytucji finansowych odpowiedzialnych za kryzys z 2008 roku nigdy nie ponieśli konsekwencji porównywalnych z tymi, jakie poniosły miliony ludzi, którzy stracili pracę lub domy w wyniku ich decyzji.

Zasada wydaje się niezmienna: drobny złodziej jest wytykany palcami, a wielki drapieżnik otrzymuje medal. Ten, kto kradnie zawartość kasy w sklepie, jest przestępcą; ten, kto przywłaszcza sobie przemysł, kraj lub całe pokolenie, staje się kapitanem przemysłu, strategiem lub mężem stanu. Im większa skala grabieży, tym bardziej jest ona skrywana pod płaszczykiem legalności. Zorganizowana grabież dokonywana przez tę kastę szkodników po prostu zmienia swój strój; wczoraj była uzbrojona w miecz, dziś jest po prostu ubrana w szyty na miarę garnitur, otoczona prawnikami, specjalistami od PR i oficjalnymi ceremoniami. Zatem ich arcydzieło polega na przekształceniu drapieżnika w dobroczyńcę, a grabieży w szanowaną instytucję.

Kto ukradnie kilka banknotów, staje się przestępcą. Kto przywłaszcza sobie zasoby kontynentu, staje się mężem stanu. Kto opróżnia skarbiec narodu, otrzymuje zaszczyty, tytuły, a czasem nawet miejsce w podręcznikach historii. Im większe przywłaszczenie, tym bardziej wydaje się ono uzasadnione. W tym tkwi cud tej moralnej inwersji!

Podczas gdy uwaga skupia się na starannie wyznaczonych wrogach, prawdziwe ośrodki władzy pozostają w cieniu. Masy kłócą się, obrażają i ścierają z powodu kolejnych, często ulotnych przyczyn. Wyczerpują się w nieustannych wojnach kulturowych, podczas gdy bogactwo wciąż rośnie.

Jeśli chcemy wyjść poza mit „głębokiego państwa”, nie musimy powoływać się na tajną organizację czającą się w cieniu. W krytycznej analizie współczesnej władzy, to, co niektórzy nazywają tym terminem, to nie tyle niewidzialny spisek, co zbiór doskonale rozpoznawalnych sieci wpływów, na które składają się ogromne odziedziczone fortuny, strategiczne grupy przemysłowe, międzynarodowe koncerny energetyczne, instytucje finansowe, firmy konsultingowe, giganty technologiczne i podmioty zdolne do wywierania nieproporcjonalnego wpływu na decyzje publiczne. Ich prawdziwa siła tkwi nie w absolutnej tajemnicy, lecz w ich powszechnej widoczności. Zasiadają w zarządach, finansują think tanki, uczestniczą w ważnych forach ekonomicznych, spotykają się z liderami politycznymi i kształtują część agendy publicznej bez konieczności ukrywania się.

Duzi producenci broni, międzynarodowe koncerny naftowe i imperia finansowe niekoniecznie tworzą jednorodny blok realizujący jeden cel; łączy je jednak wspólny interes w zachowaniu porządku gospodarczego, którego są głównymi beneficjentami. Do tego dochodzą nowe ośrodki władzy, które wyłoniły się z rewolucji cyfrowej. Firmy takie jak Google, Meta, Amazon, Apple i Microsoft posiadają obecnie wpływ na informację, komunikację, konsumpcję, a nawet debatę publiczną, jakiego żadna prywatna firma nie mogłaby sobie wyobrazić jeszcze kilka dekad temu. Ich liderzy są dobrze znani, udzielają wywiadów, są celebrowani w mediach i zapraszani na najbardziej prestiżowe konferencje międzynarodowe. Paradoks tkwi w tym, że najbardziej strukturalna siła w naszym społeczeństwie nie zawsze jest ukryta; wręcz przeciwnie, często jest eksponowana w pełnym świetle dziennym, ale zawsze prezentowana pod uspokajającym płaszczykiem innowacji, sukcesu przedsiębiorczości lub postępu technologicznego.

Z tej perspektywy, zasadnicze pytanie nie brzmi, czy niewidzialna ręka potajemnie kieruje światem, ale raczej, jak pewne nadzwyczajne skupiska bogactwa, własności, danych, siły lobbingowej i dostępu do decydentów mogą kształtować zbiorowe priorytety. Współczesna władza niekoniecznie nosi maskę, co często widać na okładkach magazynów biznesowych, na podium międzynarodowych szczytów i w rankingach najbogatszych ludzi świata. To właśnie ta normalizacja wpływów czasami utrudnia jej kwestionowanie.

Zatem, choć kwestia wyczerpywania się zasobów i „granic wzrostu” nie jest nowa, często służyła jako krzywe zwierciadło, odzwierciedlając zarówno uzasadnione obawy, jak i znacznie bardziej nieprzejrzyste strategie wywierania wpływu. Zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych idea rychłego wyczerpania się ropy naftowej powracała wielokrotnie w XX wieku, by być regularnie podważana lub obalana przez postęp w technikach wydobywczych i odkrycia nowych złóż. Ta narracja o niedoborze nigdy jednak nie była neutralna, ponieważ podsycała zbawienną krytykę obsesji na punkcie produktywizmu, a jednocześnie dostarczała wygodnego języka niektórym podmiotom gospodarczym do legitymizacji własnych interesów.

W latach 70. XX wieku, w okresie szoków naftowych, kilka dużych firm z sektora podejrzewano o skoordynowane działania mające na celu ograniczenie podaży i sztuczne zawyżanie cen, w kontekście już napiętym decyzjami OPEC i niestabilnością geopolityczną. Jednocześnie działalność Klubu Rzymskiego i jego przełomowy raport „Granice wzrostu” przyczyniły się do spopularyzowania idei rychłego fizycznego ograniczenia możliwości rozwojowych ludzkości. Nie kwestionując znaczenia długoterminowych ostrzeżeń środowiskowych, scenariusze te były niekiedy wykorzystywane w dyskursie politycznym i gospodarczym w sposób znacznie odbiegający od ich pierwotnego zamysłu.

Jednocześnie przemysł zbrojeniowy w niedoborze zasobów i napięciach, jakie on generuje, odnalazł powtarzający się argument uzasadniający konflikty i logikę militarnego bezpieczeństwa dostaw. Konkurencja o surowce – ropę naftową, gaz, minerały strategiczne – staje się wówczas narracją strukturalną, która może służyć zarówno potępieniu nadużyć modelu ekstraktywistycznego, jak i legitymizacji strategii władzy, interwencji lub kontroli terytorialnej. W ten sposób ta sama idea – idea granic – nieustannie oscyluje między szczerym ostrzeżeniem ekologicznym a narzędziem politycznego uzasadnienia, w zależności od tego, kto ją stosuje.

Mechanizm jest zawsze ten sam: stworzyć postać odpychającą, skupić na niej całą zbiorową uwagę, a następnie pozwolić widzom wyładować w niej swój gniew. W ten sposób reflektor oświetla wybraną postać, podczas gdy ci, którzy ją stworzyli, pozostają ukryci za kurtyną.

Gniew staje się wówczas surowcem. Oburzenie przekształca się w towar. Konflikt staje się odrębnym przemysłem. Bo w tym systemie kryzysy nie są już tylko katastrofami do rozwiązania, ale raczej szansami do wykorzystania, dźwigniami władzy, źródłami zysku lub legitymizacji politycznej.

Kanały informacyjne nadające przez całą dobę od dawna wiedzą, że społeczeństwo zaniepokojone utrzymuje łączność dłużej niż społeczeństwo spokojne. Każda kontrowersja jest analizowana przez wiele dni, każdy drobny incydent zostaje podniesiony do rangi tragedii narodowej, każdy spór napędza nieprzerwany cykl debat, reakcji i kontrreakcji. Strach przyciąga uwagę, a uwaga generuje dochód. W gospodarce informacyjnej lęk stał się towarem.

W mediach społecznościowych logika jest jeszcze bardziej brutalna. Algorytmy „Facebooka”, „X”, „TikToka” i „YouTube’a” często faworyzują treści wywołujące silne reakcje emocjonalne, takie jak gniew, strach, oburzenie i uraza. Im bardziej kontrowersyjny jest dany materiał, tym szerzej się rozchodzi. Im szerzej się rozchodzi, tym większe generuje zaangażowanie. W ten sposób ciągła konfrontacja staje się paliwem napędzającym model ekonomiczny. A ludzie toczą wojnę poziomą zamiast pionowej, skierowaną ku górze i tym, którzy naprawdę na niej korzystają!

Od dziesięcioleci historia polityczna oferuje to samo widowisko. Po każdym poważnym kryzysie – czy to po atakach z 11 września 2001 roku, kryzysie finansowym z 2008 roku, sfingowanej pandemii COVID-19, trwającej interwencji Rosji i przekierowaniu funduszy do rajów podatkowych przez Ukrainę, czy innych okresach niestabilności – systematycznie wprowadzane są nowe mechanizmy kontroli, nadzoru lub środki nadzwyczajne w imię bezpieczeństwa zbiorowego. Ale systemy te istnieją jedynie po to, by chronić skorumpowanych i zniewolonych, świadomych obywateli. Niektóre są uzasadnione i konieczne, podczas gdy inne utrzymują się długo po ustąpieniu pierwotnego zagrożenia. W ten sposób każdy wstrząs wzmacnia rolę instytucji odpowiedzialnych za zarządzanie jego skutkami i zamyka społeczeństwa w tyrańskim systemie masowego nadzoru.

Przemysł zbrojeniowy prosperuje wyłącznie dzięki napięciom geopolitycznym, które sam generuje. Firmy zajmujące się cyberbezpieczeństwem prosperują dzięki strachowi przed cyberatakami, które same generują. Konsultanci i inni eksperci prosperują dzięki kryzysom, które obiecują przewidzieć. Platformy cyfrowe prosperują dzięki konfliktom, które wzmacniają. Aktorzy polityczni prosperują dzięki podziałom, które publicznie potępiają, jednocześnie potajemnie je podsycając.

W tym nieustannym klimacie napięcia obywatele żyją w stanie niemal nieustannego pogotowia, tracąc tym samym racjonalność. Coraz trudniej im odróżnić autentyczną pilność od spektaklu pilności. Każdy tydzień przynosi nowego wroga, nowe obowiązkowe oburzenie, nowy skandal przedstawiany jako egzystencjalny. Zbiorowa uwaga jest rozproszona, głęboka refleksja staje się rzadkością, a strukturalne przyczyny problemów znikają w natłoku natychmiastowych reakcji.

Rezultat jest paradoksalny: im więcej społeczeństwa informacyjne posiadają, tym większe ryzyko, że zostaną przytłoczone przez jego szum. Im bardziej są połączone, tym bardziej mogą się rozdrobnić. A im bardziej żyją w ciągłym strachu, tym chętniej delegują swoją wolność, osąd lub odpowiedzialność tym, którzy obiecują je uspokoić. W ten sposób kryzys przestaje być wyjątkiem, a staje się sposobem rządzenia, rynkiem uwagi i modelem ekonomicznym.

Z biegiem czasu ta logika wywołuje dziwny zbiorowy niepokój. Ofiary podziwiają swoich ciemiężców. Wyzyskiwani marzą o tym, by być podobnymi do tych, którzy ich wyzyskują. Symbole władzy stają się obiektami powszechnej fascynacji. Korony, trony, dynastie i hierarchie przetrwały nie dlatego, że zostały narzucone wyłącznie siłą, ale dlatego, że zajmują zbiorową wyobraźnię.

Sam język ostatecznie zwraca się przeciwko tym, którzy go używają. Słowa tracą znaczenie. Wojna staje się operacją pokojową. Inwigilacja staje się ochroną. Cenzura staje się odpowiedzialnością. Wojna staje się moralnością. Agresja staje się atakiem wyprzedzającym. Przywilej staje się zasługą. A każda inwersja dodaje kolejną warstwę do mgły.

Podczas gdy oczy są zniewalane pompą, ceremoniami, starannie wyreżyserowanymi skandalami, partyjnymi kłótniami i nieprzerwanym strumieniem rozrywki, istotne realia rozgrywają się poza ekranem. Za nieustannym brzękiem ekranów dokonuje się głębsza transformacja, wraz ze stopniową erozją autonomii intelektualnej, krytycznego rozeznania i zdolności jednostek do samodzielnej interpretacji otaczającego świata. To panowanie infantylizacji.

Nigdy wcześniej w historii społeczeństwa nie miały dostępu do tak wielu informacji. Nigdy wcześniej nie były narażone na tak silny zalew sprzecznych, emocjonalnych i natychmiastowych treści. A jednak każdego dnia miliony ludzi poświęcają więcej czasu na śledzenie zwrotów akcji w życiu celebrytów, kontrowersji związanych z wirusami czy starć między influencerami niż na zrozumienie mechanizmów ekonomicznych, politycznych czy technologicznych, które naprawdę kształtują ich życie.

Kiedy królewski ślub czy mecz piłkarski przyciągają setki milionów widzów ledwo przekraczających granicę ubóstwa, kiedy najdrobniejsze gesty medialnych osobistości stają się wydarzeniami o zasięgu globalnym, kiedy całe tygodnie antenowe poświęcone są jałowym kontrowersjom chwili, wszystkie fundamentalne kwestie znikają ze zbiorowej świadomości. A restrukturyzacja przemysłu, koncentracja władzy gospodarczej, dług publiczny, transformacja pracy i wykorzystywanie danych osobowych wciąż postępują w względnej tajemnicy.

Podczas gdy uwaga opinii publicznej skupia się na najnowszym skandalu wirusowym, kilkadziesiąt konglomeratów wywiera coraz większy wpływ na globalną infrastrukturę informacyjną, handlową, komunikacyjną i cyfrową. Firmy takie jak Google, Meta, Amazon, Apple i Microsoft zajmują obecnie centralne miejsce w przepływie informacji, wymianie gospodarczej, a nawet interakcjach społecznych miliardów ludzi.

Wywłaszczenie niekoniecznie przybiera już brutalną formę cenzury czy bezpośredniego przymusu. Często następuje poprzez stopniowe delegowanie. Delegujemy naszą pamięć wyszukiwarkom, naszą orientację GPS-owi, uwagę algorytmom rekomendacji, naszą towarzyskość platformom cyfrowym, a nasze wybory kulturowe automatycznym systemom sugestii. Każde delegowanie wydaje się nieszkodliwe. Jednak razem zmieniają one relację jednostki z własnym osądem.

Co jeszcze bardziej niepokojące, sam język staje się polem bitwy. Słowa nabierają strategicznego znaczenia, zmieniają znaczenie w zależności od kontekstu lub stają się narzędziami mobilizacji emocjonalnej. Wyrażenia takie jak „reforma”, „modernizacja”, „bezpieczeństwo”, „wolność”, „postęp” czy „odpowiedzialność” są czasami używane do opisywania radykalnie odmiennych rzeczywistości, w zależności od interesów tych, którzy ich używają. Debata nie koncentruje się już wyłącznie na faktach, ale na samych słowach.

Współcześni obywatele ryzykują zatem utratę tego, co jest w istocie ich głównym środkiem oporu: zdolnością do jasnego nazywania tego, co obserwują. Kiedy brakuje im słów, by opisać sytuację, kiedy nie potrafią już odróżnić informacji od spektaklu, analizy od reakcji emocjonalnej, rzeczywistości od jej medialnej inscenizacji, stają się bardziej zależni od tych, którzy twierdzą, że interpretują za nich świat.

Prawdziwe pytanie zatem nie brzmi po prostu, kto sprawuje władzę ekonomiczną lub polityczną. Chodzi o to, kto definiuje kategorie, przez które ta władza jest postrzegana. Ten, kto narzuca narracje, ramy interpretacyjne i język debaty, często wywiera trwalszy wpływ niż ten, kto jedynie dysponuje siłą lub pieniędzmi.

Tak więc, podczas gdy ekrany świecą, ceremonie następują jedna po drugiej, skandale powtarzają się w szalonym tempie, a rozrywka zajmuje każdą dostępną przestrzeń uwagi, bogactwo cenniejsze od jakiegokolwiek innego może być zagrożone, a jest nim suwerenność samego ludzkiego ducha!

Największym zwycięstwem manipulatorów nie jest bowiem kontrolowanie bogactwa ani instytucji. To kontrolowanie umysłów i przekonywanie ludzi, że nie są w stanie sami sobą rządzić. To wmawianie im, że nieufność jest naturalna, rywalizacja nieunikniona, a ludzie są z gruntu źli. Jednak cała ta konstrukcja opiera się na fundamentalnej słabości, ponieważ zależy od wsparcia tych, którzy są jej poddani.

W dniu, w którym ludzie przestaną karmić maszynę swoim strachem, nienawiścią i nieustannym oburzeniem, część jej mocy wyparuje. W dniu, w którym na nowo odkryją znaczenie słów, smak rzeczywistości i pewność siebie, zaklęcia stracą swoją moc.

Prawdziwy przełom nie zaczyna się od spektakularnej rewolucji. Zaczyna się, gdy odmawiamy udziału w tej szaradzie. Gdy przestajemy mylić prestiż z cnotą, bogactwo z zasługami, a autorytet z mądrością. Bo systemy oparte na strachu przetrwają tylko tak długo, jak długo ktoś nadal będzie akceptował strach.

Autorstwo: Phil Broq
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz
Źródło zagraniczne: Jevousauraisprevenu.blogspot.com
Źródło polskie: WolneMedia.net

Minister Izraela zażądał otwarcia „bram piekła” nad Libanem

Minister obrony Izraela Israel Katz powiedział: „Zrównaliśmy z ziemią cały pierwszy rząd wiosek w południowym Libanie; wszystkie domy zostały zniszczone. Mieszkańcy nigdy ich już nie zobaczą”https://t.me/Middle_East_Spectator/33741

Izraelski minister bezpieczeństwa narodowego, Ben-Gvir, powiedział: „Za każdą łzę przelaną przez izraelską matkę, tysiąc libańskich matek musi płakać! Cały Liban musi spłonąć!”  https://t.me/ClashReport/86039

Izraelskie samoloty bojowe po raz czwarty bombardują południowo-libańską wioskę Arab Salim, uderzając w pobliskie budynki mieszkalne.

Izraelskie ataki na południowy Liban trwają od świtu  https://t.me/thecradlemedia/62277

Minister finansów Izraela zażądał otwarcia „bram piekła” nad Libanem po tym, jak Hezbollah zabił czterech izraelskich żołnierzy. https://t.me/thecradlemedia/62279

Były premier Izraela Ehud Olmert wysuwa poważne oskarżenia: po Gazie teraz „czystki etniczne” na Zachodnim Brzegu

Były premier Izraela wysuwa poważne oskarżenia: po Gazie teraz „czystki etniczne” na Zachodnim Brzegu

Gdyby ten nagłówek pochodził od dziennikarza z USA, Niemiec, Francji lub Wielkiej Brytanii, oskarżenia o antysemityzm prawdopodobnie szybko by się pojawiły. Kariery mogłyby zostać zakończone, artykuły wycofane, a debaty natychmiast stłumione.

Słowa te nie pochodzą jednak od aktywisty, palestyńskiego polityka ani raportu międzynarodowej organizacji pozarządowej.

Autorem jest Ehud Olmert – były premier Izraela.

W niezwykłym artykule dla izraelskiej gazety Haaretz Olmert podnosi oskarżenia rzadko spotykane w najwyższych kręgach politycznych Izraela. Oskarża rząd Izraela o prowadzenie „zorganizowanej, systematycznej i finansowanej przez państwo kampanii czystek etnicznych i zbrodni przeciwko ludzkości” na Zachodnim Brzegu.

Jeszcze bardziej niezwykłe jest to, że Olmert wyraźnie wyklucza Gazę z tych oskarżeń. Podczas gdy debata międzynarodowa od miesięcy zdominowana jest przez wydarzenia w Strefie Gazy, były premier koncentruje swoją uwagę na Zachodnim Brzegu.

Według Olmerta, palestyńskie wioski są tam regularnie celem ataków. Mówi o pogromach, podpaleniach, napaściach, kradzieżach ziemi i zorganizowanych kradzieżach. Zdecydowanie odrzuca tezę, że to jedynie dzieło garstki radykalnych osadników.

Według jego relacji nie są to odosobnione ekscesy, lecz proces możliwy dzięki decyzjom politycznym i chroniony przez struktury państwowe.

Jego oskarżenie wobec przywódców politycznych kraju jest szczególnie poważne. Olmert wymienia premiera Benjamina Netanjahu, ministra obrony Israela Katza oraz ministrów Itamara Ben-Gvira i Bezalela Smotricza jako polityczne siły napędowe stojące za rozwojem sytuacji, której ostatecznym celem jest całkowita kontrola nad Zachodnim Brzegiem bez zamieszkującej tam ludności palestyńskiej.

Były premier nie ukrywa swojego doboru słów. Mówi wprost o „czystkach etnicznych”.

Choć Olmert opisuje działania izraelskiego wojska w Strefie Gazy jako częściowo brutalne, a w niektórych przypadkach wręcz przestępcze, stawia tu pewną granicę. Twierdzi, że nie widział żadnych dowodów na to, że rząd Izraela prowadził politykę ludobójstwa.

Jednak na Zachodnim Brzegu doszedł do innych wniosków.

Uważa, że ​​rząd ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za wydalanie Palestyńczyków i poważne naruszenia praw człowieka.

Jego oskarżenia pod adresem izraelskich instytucji są szczególnie bulweersujące. Według Olmerta policja nie zapobiega atakom, lecz czasami współpracuje ze sprawcami. Funkcjonariusze sił bezpieczeństwa regularnie przymykają oko, a nawet aktywnie interweniują – często przeciwko palestyńskim ofiarom, a nie napastnikom.

Krytykuje również krajowy wywiad Szin Bet i część armii. Obie organizacje dysponują środkami do walki z żydowskim ekstremizmem, ale nie potrafią ich konsekwentnie wykorzystywać.

Olmert ostrzega, że ​​społeczność międzynarodowa może w końcu sama podjąć działania. Jeśli władze Izraela nie podejmą działań przeciwko osobom odpowiedzialnym, inicjatywę mogą przejąć Stany Zjednoczone, państwa europejskie lub Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze.

Jednak prawdziwe znaczenie jego artykułu leży gdzie indziej.

Były premier Izraela publicznie oświadczył, że największe zagrożenie dla przyszłości Izraela nie pochodzi z zewnątrz, lecz z wewnątrz.

Wzywa współobywateli, aby zaprzestali samouwielbienia i przymykania oczu na sprawy innych oraz aby stawili czoła wydarzeniom we własnym kraju.

Niezależnie od tego, czy podzielamy ocenę Olmerta, czy nie, jego tekst stanowi moment przełomowy. W tym przypadku bowiem najostrzejsza krytyka polityki rządu Izraela pochodzi nie od jego przeciwników, lecz od człowieka, który sam kiedyś stał na jego czele.

Źródło: Izrael prowadzi systematyczną kampanię czystek etnicznych i zbrodni przeciwko ludzkości na Zachodnim Brzegu

Państwo narodowe a paroksyzmy nacjonalizmu

Państwo narodowe i paroksyzmy nacjonalizmu

Solidarność wojenna z Ukrainą nie wystarczyła, aby narastające napięcia po obu stronach nie powróciły w formie paroksyzmów – otwartych, gwałtownych wybuchów emocji – gniewu, pretensji i żalu – przez pryzmat których definiuje się interes narodowy.

W wyniku skumulowania resentymentów historycznych, schizofrenicznej i fałszywej przyjaźni, wreszcie oburzenia i frustracji społecznej, spowodowanej szkodliwymi aktami strony ukraińskiej, w Polsce trwa debata polityczna i medialna, po której należałoby oczekiwać  rewizji dotychczasowych założeń polityki wobec Ukrainy oraz zastopowania szkodliwych dla państwa i społeczeństwa procesów ukrainizacji.

Zawirowania polityczne i medialne wokół przejawów banderyzacji Ukrainy przywracają sens dyskutowania o nacjonalizmie i towarzyszących mu aberracjach w postaci ksenofobii i populizmu. Obnażają też potężne zaniedbania strony polskiej, która kierując się rzekomo wspólnymi interesami  strategicznymi, opartymi na wrogości wobec Rosji, przegapiła ten historyczny moment, kiedy u południowo-wschodnich granic Rzeczypospolitej ukształtowało się państwo zainfekowane złowieszczą ideologią.

Ignorowanie banderyzmu

Od wielu lat polskie pseudo-elity przymykały oczy na instytucjonalizację nacjonalizmu banderowskiego. Ignorowano tę podstawową prawdę, że zbrodniczej ideologii nie można interpretować wybiórczo. Jeśli na potrzeby wojny obronnej wskazywano na jej antyrosyjski charakter, to przecież nie sposób było zapomnieć, że jej ostrze było skierowane także przeciwko Polakom. Państwo ukraińskie nigdy nie odcięło się od zbrodniczego dziedzictwa formacji OUN-UPA, co po polskiej stronie powinno być przedmiotem nieustannych kategorycznych żądań. Tymczasem akceptacja ordynarnego „nacjonalfaszyzmu” stała się podstawą „zgniłego” kompromisu, którego istotą jest pohańbienie pamięci o wymordowanych na Ukrainie rodakach oraz tchórzostwo i uległość w rozwiązywaniu problemów bieżących.

Nacjonalizm jako ideologia integracyjna i identyfikacyjna wspólnot narodowych jest w stanie zawładnąć wyobraźnią i wywierać silny wpływ na życie milionów ludzi. Nawet w społecznościach plemiennych, choćby w państwach afrykańskich, nacjonalizm przejawia się jako silny czynnik konsolidacji grupowej. Wyraża się to na przykład podczas wydarzeń sportowych (meczów piłki nożnej), kiedy kibice pochodzący z różnych plemion identyfikują się ze swoją narodowo-państwową reprezentacją (na przykład w Kamerunie, Senegalu czy Wybrzeżu Kości Słoniowej). Odniesienie do wspólnoty narodowej nie jest w takich przypadkach determinowane ani przez pochodzenie etniczne, ani kulturę. Naród stanowi wspólnotę obywateli, czyli demos i jest definiowany przede wszystkim przez państwo.

Są też narody charakteryzujące się przez pryzmat etnosu, czyli wspólnego pochodzenia etnicznego, języka i kultury. Należą do nich na przykład Kurdowie czy Katalończycy, którzy nie mają własnego państwa, ale mają silne poczucie tożsamości narodowej. Są to narody bezpaństwowe lub dążące do uzyskania niepodległości. Przez taką fazę przechodziły w XIX i XX wieku narody środkowo- i wschodnioeuropejskie, w których nacjonalizm akcentował czystość etniczną, traktując naród jako zbiorowość homogeniczną. Dla jej ustanowienia i obrony usprawiedliwione było użycie przemocy wobec obcych, w tym zbrodni i terroru.

Współczesna Ukraina, negując  swoją historię w ramach Związku Radzieckiego, nawiązuje niestety do fazy nacjonalizmu etnicznego, uznając go za ideologię politycznego legitymizmu. Jego istotą jest apologia narodowych bohaterów, winnych okrutnych zbrodni oraz zrzucanie odpowiedzialności za wyrządzone zło na innych.

Od kilku wieków najważniejszą instytucją opartą na ekspresji nacjonalistycznej jest państwo narodowe. Jego podstawą jest wspólnota obywatelska – demos. Ten model został praktycznie przyjęty na całym globie. To czynnik polityczny, a nie kulturowo-etniczny determinuje tożsamość narodową. W tym sensie nacjonalizmy są ideologiami stricte politycznymi, stanowiącymi spoiwo organizacji politycznej społeczeństwa. Państwa jednolite pod względem etnicznym czy kulturowym stanowią wyjątek. W rzeczywistości istnieje głęboka rozbieżność między liczbą państw a liczbą narodów. Nieliczne państwa, jak Arabia Saudyjska, Iran, Brunei czy Afganistan odwołują się natomiast do legitymizacji religijnej, stawiając ją ponad demosem. Śmiało można je nazwać dyktaturami religijnymi.

Istota nacjonalizmu

W literaturze przedmiotu dominuje przekonanie, że nacjonalizm jest zjawiskiem przeniesionym z Zachodu i w rzeczywistości niezwykle złożonym. Może bowiem orientować się na utworzenie państwa opartego na tożsamości etnicznej lub lojalności wobec takiego państwa już istniejącego. Może skupiać się na tym, co łączy ludzi na danym terytorium, albo na dyskryminacji i wykluczaniu obcych. Może też przybierać zarówno pokojową, jak i agresywną formę. Choć wybitni znawcy problematyki – Benedict Anderson i Ernest Gellner – przypisywali językowi i kulturze kluczową rolę w budowaniu tożsamości narodowej, to jednak w rzeczywistości powstanie państwa narodowego w wyniku rewolucji atlantyckich XVII i XVIII wieku (Anglia, USA, Francja) było konsekwencją konfliktu o legitymizację władzy. Różnice etniczne, kulturowe i językowe nie odgrywały istotnej roli.

Z czasem rozwijano instytucje umacniające państwo narodowe od wewnątrz, ale nie przy pomocy ideologii nacjonalizmu, lecz demokratyzacji struktur, rozwijania procesu wyborczego, poboru do wojska, centralizacji biurokracji państwowej, indywidualnego prawa własności, równości prawnej obywateli i świeckiej edukacji.

Gdy państwo narodowe stało się normą na Zachodzie, jego model przyjęły ruchy nacjonalistyczne w innych częściach świata. Pod koniec I wojny światowej zaczęło inspirować antyimperialnych aktywistów w koloniach do domagania się niepodległości. Apogeum zwycięstw ruchów narodowowyzwoleńczych miało miejsce po II wojnie światowej. Warto przy tym zwrócić uwagę, że upowszechnianie nacjonalizmu jako dążeń do posiadania państwa narodowego nie było bynajmniej konsekwencją liniowego procesu modernizacji. Nowoczesność gospodarek, rozbudowa infrastruktury czy wysoki stopień alfabetyzacji niekoniecznie decydowały o uniwersalizacji państwa narodowego. Jego skomplikowana historia  jest ciągle odkrywana na nowo, zważywszy na dotychczasowe obciążenia eurocentryzmem (por. Eric Storm, „Nationalism. A World History”, Princeton 2024).

Wyjątkiem, a nawet anachronizmem było łączenie państwa narodowego z imperium. Jest paradoksem, że większość zachodnioeuropejskich nowoczesnych państw narodowych długo tkwiła w formie imperiów kolonialnych. Także dzisiejsze największe potęgi, jak Stany Zjednoczone, Chiny czy Rosja mienią się nominalnie państwami narodowymi, ale  nie stronią przecież od praktyk imperialnych. Można  nawet zaryzykować twierdzenie, że z perspektywy mniejszości etnicznych i ludów rdzennych większość istniejących państw narodowych nadal stanowi wielonarodowe imperia, w których mieszkańcy, posługujący się swoim językiem, innym od języka większości, są w praktyce traktowani jak obywatele drugiej kategorii.

Powstanie państw narodowych było wynikiem kilkuwiekowej transformacji, a towarzyszące temu nacjonalizmy intensywnie oddziaływały na ludzką świadomość. Perspektywa narodowa w epoce romantyzmu silnie zdeterminowała procesy poznawcze. Naród został wtedy zreifikowany jako podmiot mający swoją historię, tożsamość i kanony. Skutkowało to upowszechnieniem poglądów o wyjątkowości danego narodu, jego odrębnej drodze rozwojowej i wyróżnianiu się na tle innych. Do dzisiaj wpadamy w pułapki nadmiernego skupiania się na pojedynczych wydarzeniach i ich zmitologizowanych interpretacjach, zamiast na próbach zrozumienia genetycznego, strukturalnego i funkcjonalnego wpływu nacjonalizmu na pojmowanie tożsamości wspólnoty obywatelskiej (demosu).

Współcześnie polityki tożsamościowe państw narodowych, ustawiając się w opozycji do procesów globalizacji, ponadnarodowej integracji czy nasilania imigracji, coraz częściej sięgają do nacjonalizmów, skażonych innymi -izmami, zwłaszcza populizmem i ekskluzywizmem. Towarzyszy temu nasilona „nacjonalizacja” przestrzeni publicznej. Znajduje ona wyraz w instytucjonalizacji pamięci narodowej, pomnikomanii, toponimice (nazewnictwie miejsc). Trwa propagowanie standardowych reprezentacji tożsamości narodowej, znajdujących odbicie w wyrobach rękodzieła, folklorze, kulinariach i profesjonalnym brandingu produktów pochodzących z konkretnego kraju. W ten sposób powszechne skojarzenia  między tożsamościami narodowymi, środowiskiem fizycznym i różnymi aspektami życia codziennego uległy swoistej banalizacji (Michael Billig, „Banalny nacjonalizm”,  Kraków 2008) i stały się dla ludzi na całym świecie czymś naturalnym.

Od dawna zauważano, że taka marka jak „naród” dobrze się sprzedaje, gdyż ludzie spoglądają na system międzynarodowy przez pryzmat partykularyzmów. Produkty spożywcze czy atrakcje turystyczne są kojarzone z ich krajem pochodzenia, a komercyjne i społecznościowe media nie tylko przedstawiają glob podzielony na odrębne państwa narodowe, jako coś oczywistego, ale także otwarcie podsycają nastroje nacjonalistyczne (dumę,  wyjątkowość, misyjność, przekonania o wyższości, posłannictwo dziejowe, arogancję wobec słabszych, dystanse cywilizacyjne i kulturowe).

Oblicze nacjonalizmu ukraińskiego

Gorzej jest, gdy nacjonalizm nawiązuje do swojej najbardziej radykalnej postaci nacjonalizmu integralnego, w której naród w znaczeniu wspólnoty krwi stanowi najwyższą i absolutną wartość. Twórcą tej koncepcji był Charles Maurras i ruch Action française na przełomie XIX i XX wieku. Zakładała ona połączenie idei narodowej z monarchizmem i militaryzmem. W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku myśl ta inspirowała ruchy autorytarne i faszyzujące w całej Europie. Wywarła silny wpływ na ukształtowanie się ideologii Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Twórcami podstaw teoretycznych ukraińskiego nacjonalizmu byli m.in. Mykoła Michnowski (manifest „10 Przykazań” Ukraińskiej Partii Ludowej, 1903; Dmytro Doncow, „Nacjonalizm”, 1926; Stepan Łenkawski, „Dekalog ukraińskiego nacjonalisty”, 1929; Mykoła Sciborski, „Nacjokratija”, 1935).

Nacjonalizm ukraiński we współczesnym wydaniu ma więc do czego nawiązywać i nie pojawił się bynajmniej jak „grzyby po deszczu”. Sprzyjała mu polityka tożsamościowa prezydentów Ukrainy – od Wiktora Juszczenki, przez Petra Poroszenko, po Wołodymyra Zełenskiego. „Cieplarniana” atmosfera dla idei narodowej postawiła na głowie projekt państwa narodowego, opartego na konstrukcji demosu. Zamiast przyjąć za punkt wyjścia złożoność  etniczną, językową, religijną i kulturową Ukrainy, aby stworzyć jakąś formę państwa złożonego (sfederalizowanego, lub przynajmniej zdecentralizowanego, opartego choćby na brytyjskim modelu dewolucji), postawiono na państwo jednolite narodowo, odwołujące się do  etnosu. Choć zdaniem znawcy problematyki Rogersa Brubakera, obecnie język stracił część swojego potencjału mobilizacyjnego na rzecz religii, to jednak ataki na rosyjskojęzycznych Ukraińców, a także na Ukraińską Cerkiew Prawosławną Patriarchatu Moskiewskiego dowodzą od wielu lat, że reżim polityczny wybiera etnocentryczną, a nie obywatelską legitymizację swoich rządów.

Przyjmując ideologię  nacjonalizmu banderowskiego, którego matecznikiem jest zachodnia Ukraina, czyli Hałyczyna, władze w Kijowie stworzyły bezwarunkowe kryterium  samookreślenia się w kategoriach patriotycznych: kto nie pasuje do właściwego szablonu „członka wspólnoty narodowej”, zasługuje na miano zdrajcy i wykluczenie. Nie należy się zatem dziwić, że taki szantaż i groźba wykluczenia (łącznie z fizyczną eliminacją) zdecydował o konsolidacji Ukraińców w konfrontacji z Rosją.

W obliczu agresji rosyjskiej najłatwiej było sięgnąć do historycznych zasobów wrogości i nienawiści, uosabianych przez nacjonalistów, od faszystowskiego OUN, po przesiąkniętą OUN-owskimi ideami Ukraińską Powstańczą Armię (UPA). Do powszechnego dyskursu i imaginarium (ostatnio modne słowo) powróciły więc demony zła. Nacjonalizmu o brunatnym rodowodzie nie poddano przewartościowaniom ani pod kątem użyteczności praktycznej dla nowoczesnego państwa ukraińskiego, aspirującego do europejskich struktur integracyjnych, ani ze względu na wieloznaczność, gdyż był on skierowany nie tylko przeciwko Moskalom i Sowietom, ale także Lachom, Żydom, Czechom i Madziarom (wszystkim obcym).

Brak zrozumienia dla wrażliwości innych narodów, a także pycha i arogancja, iż w świetle walki o tożsamość z Rosją, przedstawianą jako najbardziej agresywne i imperialistyczne państwo we współczesnym świecie, wszystkie chwyty są dozwolone, okazały się zgubne dla strategii narodowej kijowskich władz. Niezdolność do odróżnienia bohaterstwa od ludobójstwa, dokonanego przez oddziały UPA, dyskwalifikuje rządzących Ukrainą w oczach opinii międzynarodowej. Osłabia ją wizerunkowo i poważnie komplikuje dalszą solidarność wojenną ze strony Polski. Ukraińcy liczą jednak na wyrozumiałość władz Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii, które wydają się być mniej wrażliwe na renesans zbrodniczych ideologii, gdyż same nigdy nie rozliczyły się uczciwie z niechlubnych idei i praktyk swoich państw i imperiów kolonialnych.

Osobliwością współczesnej Ukrainy jest przyjęcie istniejących granic zewnętrznych za nienaruszalne i trwałe. Jest to jeden z paradoksów ukraińskiego negacjonizmu wobec epoki radzieckiej, kiedy Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka istniała w ramach ZSRR w granicach skrojonych przez Lenina i Stalina. Przyjmując dziedziczenie terytorium i kształtu granic według zasady „uti possidetis iuris”, Ukraina odcięła się od wytyczenia nowych granic, zgodnie z kryteriami etnicznymi lub językowymi.

Skąd zatem  biorą się na Ukrainie tendencje rewizjonistyczne i obłędna fala fantastycznych narracji o historycznym rodowodzie i dziejach „imperium ukraińskiego”? (Wojnar) Kto z polskich polityków, gorliwie popierających Ukrainę, zagwarantuje zatem, że kolejne rządy na Ukrainie, zahartowane w bojach wojennych i posiadające w swojej dyspozycji  jedną z najsilniejszych armii w Europie, nie pokuszą się o przywracanie „status quo ante”, czyli powrót do mitycznej Wielkiej Ukrainy z czasów dziewiętnastowiecznych marzeń i rojeń pierwszych nacjonalistycznych marzycieli?

Warto zdawać sobie sprawę z tego, że ukraiński nacjonalizm, odwołujący się do źródeł banderowskich, nie jest w stanie wymazać złożoności współczesnej Ukrainy, jej mniejszości narodowych, językowych i religijnych, populacji imigrantów oraz „mieszanych potomków”, choćby społeczności rosyjskiej, żydowskiej, polskiej czy węgierskiej. Polska dyplomacja powinna właśnie wskazywać na tę złożoność, broniąc jednocześnie polskiej mniejszości narodowej, o której w ostatnich latach całkowicie zapomniano.

Ułuda dialogu

Nacjonalizm jest z pewnością spontanicznym wyrazem poczucia przynależności ludzi do konkretnej wspólnoty. Ale jego ekspresja publiczna  spoczywa zawsze w ręku przywódców politycznych, organizacji i instytucji publicznych. To od ich profesjonalizmu i dojrzałości mentalnej zależy sposób artykułowania interesu narodowego oraz definiowania relacji z innymi państwami. Jak dotąd, ukraińscy przywódcy nie wykazali się szczególnym wyczuciem  wiedzy historycznej, ani wrażliwości. Po żadnej ze stron nie podjęto dialogu, który pozwoliłby na zdiagnozowanie aktualnego stanu relacji, bez obciążeń historycznych, które należy pozostawić sporom historyków. Zabrakło woli zbudowania racjonalnej, wolnej od emocji i paroksyzmów, opartej na wzajemnym szacunku perspektywy współpracy. Obserwując polityków obu stron, można ulec wrażeniu, że raczej improwizują niż realizują świadomą i obliczoną na wzajemne korzyści strategię. Po polskiej stronie demonstrują akty uniżenia i poddaństwa, zamiast determinacji wolicjonalnej i psychologicznej na rzecz  obrony prawdy historycznej.

Stawiając na utrzymanie ukraińsko-polskiego partnerstwa, a nawet sojuszu strategicznego, warto zachować ostrożność i świadomość  niebezpieczeństw związanych z nacjonalizmem metodologicznym, terminologicznym i normatywnym,  dzięki którym politycy, historycy oraz komentatorzy ukraińscy będą  nadal chcieli ogrywać polskich partnerów w dowodzeniu swoich racji oraz obronie wizji  zwycięskiej i triumfującej Ukrainy.

W stosunkach polsko-ukraińskich istnieje duża asymetria w instrumentalizacji nacjonalizmu dla uzasadniania racji każdej ze stron. Dla Ukrainy nacjonalizm jest środkiem mobilizującym w obronie państwa i jego tożsamości w toczącej się wojnie. Strona polska koncentruje się natomiast na sferze symbolicznej, roszczeniach historycznych i postulatach „rozliczeń”, które abstrahują od militarnej zależności bezpieczeństwa od ukraińskiego oporu. Wszystko na to wskazuje, że kryzysy wywołane ukraińskimi gestami upamiętnienia „bohaterów”, sporami gospodarczymi czy wypowiedziami polityków pozostaną trwałym elementem  relacji polsko-ukraińskich, nawet przy kontynuacji strategicznej współpracy przeciwko Rosji.

Jedynie od mądrości i roztropności polityków będzie zależeć, czy w stosunkach wzajemnych nastanie długotrwała zima, czy też pojawi się otrzeźwiająca tendencja do zbudowania jakiegoś „modus vivendi”, rozwiązania tymczasowego, zanim dojrzeją warunki do zbudowania relacji, opartych na uczciwej i krytycznej ocenie tragicznej przeszłości.

Prof. Stanisław Bieleń

Minimum, optimum, maksimum

www.mtodd.pl


Minimum, optimum, maksimum 25/2026(779)



     U zarania dziejów człowiek, musiał się ruszać, żeby zdobyć pożywienie i znaleźć bezpieczne miejsce do przetrwania. Było to konieczne minimum do egzystencji. Później, kiedy te potrzeby zostały zaspokojone, wymyślił gimnastykę i sport, żeby mieć powód do „zatrudniania” mięśni. Taniec stał się kolejnym pretekstem do ruchu, nie tyle z konieczność, co dla przyjemności.
     Siedemdziesiąt lat temu Amerykanie tańczyli rock and rola (link poniżej), a my im zazdrościliśmy. W 1956 roku następowała w Polsce obiecująca „odwilż”, ale towarzysze radzieccy upierali się i narzucali nam swoje nieznośne czastuszki. Wiek dwudziesty stał się końcowym etapem możliwości optimum w wielu zakresach życia człowieka współczesnego.
     Wiek dwudziesty pierwszy zapoczątkował erę maksimum. Przyszły czasy, kiedy można wszystko, tylko nikt na nic nie ma już ochoty. Po co się męczyć? Nawet zamiast iść na spacer można mieć urządzenie poruszające mięśnie. Pojechać można wszędzie, ale po co? Żeby pstryknąć sobie fotkę? To też da się zrobić nie ruszając się z fotela. Nuda chaosu może i wyczerpuje, ale tak niezauważalnie. A czy maksymalnie? Osądźcie sami.


PS link: rock 1956  https://youtu.be/-eJOJhwgluE


Strój

‒Nie strój zdobi człowieka– stwierdziła Małgorzata.

‒A co? – spytał DUCH CZASU –czyżby tatuaże?

‒Właśnie,oraz kolczyk w nosie.

‒Dawniej kolczyki w nosie zakładano bydłu, ale nie dla ozdoby.

‒Racja. U człowieka pełni on rolę podwójną. Prócz ozdoby można delikwenta prowadzić jak na sznurku.

‒Bydło dosłownie, a człowieka w przenośni, jak rozumiem.
‒Częściej „człowieczynię”‒uzupełniła Małgorzata.

USA i Iran nie spotkają się w Szwajcarii… Izrael utrudnia negocjacje: Morduje Libańczyków.

USA i Iran nie spotkają się w Szwajcarii… Izrael utrudnia negocjacje.

przez Larry’ego C. Johnsona

Cóż, to nie trwało długo. Jeśli obstawiasz w Polymarket, że Iran i USA nie spotkają się w Szwajcarii w piątek, odbierz wygraną i wyślij mi cynk.

Izrael zignorował prośbę Donalda Trumpa o wstrzymanie działań wojskowych w Libanie i zamiast tego zdecydował się na eskalację ataków na południe od rzeki Litani. Na obrzeżach Nabatijja w Libanie toczą się zacięte walki między Hezbollahem a siłami izraelskimi.

Piłka jest teraz po stronie Donalda Trumpa… Czy zażąda, aby Izrael zaprzestał działań lub poniósł konsekwencje, czy też ulegnie Bibiemu?

Trump ma siłę, by zmusić Netanjahu do uległości, wstrzymując lub opóźniając dostawy kluczowej pomocy wojskowej i wycofując amerykańskie systemy obrony powietrznej, a mianowicie Patriot i THAAD.

Według doniesień dziennika Middle East Spectator Iran rozważy wycofanie się z Porozumienia, jeśli Izrael natychmiast nie wprowadzi zawieszenia broni w Libanie i nie zaprzestanie działań na wszystkich frontach.

Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego Iranu wydała w czwartek wieczorem oświadczenie w sprawie porozumienia:

„Pod ścisłym nadzorem procesu negocjacji, jeśli po stronie amerykańskiej dojdzie do jakiegokolwiek naruszenia lub złamania umowy, zostaną podjęte środki zaradcze zgodnie z wcześniej uzgodnionym planem”.

Deklaracja podkreśla „całkowitą nieufność wobec zdradzieckiego i łamiącego traktaty wroga” oraz gotowość do odpowiedzi.

Półoficjalna irańska agencja informacyjna Fars podała:

Spotkanie delegacji irańskiej ze Stanami Zjednoczonymi w Genewie zostanie przełożone do czasu osiągnięcia zawieszenia broni w Libanie. Do tego czasu Iran nie będzie jednostronnie wypełniał swoich zobowiązań wynikających z Porozumienia – chyba że Stany Zjednoczone zrobią to samo.

Iran nie będzie działał emocjonalnie ani irracjonalnie. Przewodniczący irańskiego parlamentu Ghalibaf i minister spraw zagranicznych Aragczi z pewnością skonsultują się ze swoimi pakistańskimi, chińskimi i rosyjskimi odpowiednikami przed podjęciem działań militarnych przeciwko Izraelowi. Sytuacja pozostaje krucha i niestabilna.

Najwyższy Przywódca Iranu, Seyyed Modżtaba Chamenei, wydał w czwartek następującą wiadomość:

„O żarliwy i lojalny narodzie irański! Jak się dowiedzieliście, podpisano Memorandum o Porozumieniu między prezydentami Iranu i Stanów Zjednoczonych”.

Aby dojść do tego etapu, odpowiedzialni urzędnicy, kierując się troską i dobrymi intencjami, poczynili wiele wysiłków, a to właśnie ten amerykański prezydent, w akcie desperacji, sięgnął po różne środki, aby osiągnąć ten cel.

Zasadniczo się z tym nie zgadzałem. Jednakże, ze względu na zobowiązanie podjęte przez Czcigodnego Prezydenta, jako Przewodniczącego Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, w imieniu własnym i pozostałych członków, do obrony praw narodu irańskiego i Frontu Oporu, a także ze względu na to, że wyraźnie przyjął na siebie odpowiedzialność za te działania, wyraziłem swoją aprobatę.

Wyraźnie stwierdzili również, że nie zaakceptują żądań strony amerykańskiej, jeśli te będą wygórowane.

Od tej chwili my – to znaczy Wy, dumny naród i ten pokorny sługa – będziemy oczekiwać na spełnienie się wyżej wymienionych warunków.

Jest jednak oczywiste, że bezpośrednie negocjacje, które odbędą się w przyszłości, nie oznaczają akceptacji punktu widzenia wroga. Mamy nadzieję, że dobre modlitwy naszego Mistrza – oby Bóg przyspieszył jego szlachetny powrót – przyniosą liczne zwycięstwa i triumfy czcigodnemu narodowi Iranu.

Jak wynika z powyższej wiadomości, prezydent Peseschkian znajdzie się w tarapatach – nie dosłownie – jeśli Stany Zjednoczone nie dotrzymają obietnicy powstrzymania Izraela i zapewnienia prawdziwego zawieszenia broni. Zobaczymy, co przyniesie jutro. Osobiście uważam, że Iran pomoże Hezbollahowi wyprzeć Siły Obronne Izraela z południowego Libanu.

Źródło: USA i Iran nie spotkają się w Szwajcarii… Izrael utrudnia negocjacje

=================

mail:

Jestem porażona – odbywa się jakaś totalna masakra cywili w Libanie, na razie tylko w krótkich telegramach wzmianki

=================

Grok:

Tak, Izrael prowadzi dziś operacje wojskowe w Libanie.

Według najnowszych doniesień (rano, z 19 czerwca 2026):

  • Izraelskie siły powietrzne i drony przeprowadziły ataki na południe Libanu (m.in. okolice Nabatieh, Kfar Tebnit i inne miejscowości).
  • Libańskie ministerstwo zdrowia podaje, że w ostatnich atakach zginęło 15–18 osób, a dziesiątki zostało rannych. Hezbollah melduje o starciach z izraelskimi żołnierzami, zniszczeniu czołgów i ostrzale rakietowym.
  • Izrael potwierdza śmierć czterech swoich żołnierzy w walkach z Hezbollahem.

Kontekst

Czy w Lutoryżu pod Rzeszowem prowadzono eksperymenty medyczne na dzieciach?

Wstrząsające odkrycie pod Rzeszowem.


Fundacja Pro-Prawo do Życia Dzień dobry Panie Mirosławie. Do wstrząsającego odkrycia doszło kilka dni temu w Lutoryżu pod Rzeszowem. 

57-letnia lekarka zakopała na swojej działce zwłoki kilkudziesięciu dzieci. Służby pracowały na miejscu kilka dni. Dotychczas odkryto 34 ciała.

Kobieta, która pracowała w kilku szpitalach w Rzeszowie, a ostatnio miała być zatrudniona również w Zamościu, została zatrzymana, a prokuratura analizuje możliwe wersje wydarzeń. 

Nie wiemy co dokładnie działo się w Lutoryżu, ale prawdopodobne są dwie, być może powiązane ze sobą sytuacje:

1) Dokonywano masowych, nielegalnych aborcji. W szpitalach na Podkarpaciu oficjalnie prawie nie przeprowadza się aborcji. Możliwe, że próbowano zatuszować dokonujące się zbiorowe dzieciobójstwo.

2) Prowadzono eksperymenty medyczne na dzieciach. Zatrzymana lekarka specjalizowała się m.in. w badaniach tkanek i narządów. Nasza Fundacja od lat informuje opinię publiczną w Polsce, że abortowane dzieci to jeden z głównych „surowców” branży medycznej i farmaceutycznej, a organy wycinane żywym jeszcze dzieciom urodzonym w wyniku aborcji służą do badań nad lekami, szczepionkami i kosmetykami (warto przeczytać nasz raport na ten temat).

Zwraca uwagę również fakt, że aktywistki aborcyjne, które namawiają Polki do aborcji, w swoich poradnikach doradzają, aby po zamordowaniu dziecka pozbyć się jego ciała, a jednym z najlepszych sposobów na ukrycie zwłok ma być zakopanie ich w ogrodzie. Lekarka z Lutoryża „wpadła” ponieważ sprzedała działkę, a nowy właściciel odkrył ciała dzieci w trakcie prac budowlanych.

Takie są właśnie konsekwencje aborcyjnej propagandy, ideologii i mentalności, zgodnie z którą dziecko w łonie matki nie jest człowiekiem tylko „pasożytem”, którego należy pozbyć się z organizmu jak „odpadu medycznego”.

To również konsekwencje braku karalności za dzieciobójstwo prenatalne oraz pomocnictwo w tym procederze i rezultat odrzucenia w latach 2011-2023 wszystkich obywatelskich projektów „Stop aborcji”, pod którymi nasza Fundacja zebrała kilka milionów podpisów poparcia Polaków. Projekty te zakładały nie tylko zakaz aborcji, ale również wprowadzenie w Polsce skutecznych mechanizmów karalności za zabicie poczętego dziecka.

Dlatego walczymy dalej, aby powstrzymać aborcję i ratować dzieci. Ta walka rozgrywa się obecnie przede wszystkim na płaszczyźnie świadomości i sumień Polaków. Chcemy sprawić, aby aborcja stała się dla naszego społeczeństwa czymś nie do pomyślenia.  Na nadchodzący tydzień zaplanowaliśmy uliczne akcje informacyjne oraz publiczne różańce w intencji odnowy moralnej Polski i powstrzymania aborcji w 20 miastach i miejscowościach.
Chcemy być m.in. w: Dynowie, Koszalinie, Lublinie, Puławach, Wieliczce, Zabrzu, Dęblinie, Ełku, Szamotułach, Włocławku, Słomnikach, Łomży, Bielsko-Białej, Łańcucie, Zgierzu, Strykowie, Poznaniu, Gorzowie Wielkopolskim, Białymstoku, Kielcach.

Jeżeli chce Pan, żebyśmy tam dotarli, proszę nam pomóc.

Nasi wolontariusze są w gotowości do działania – wyjazdu w teren, rozstawienia akcji na ulicach, rozmawiania z przechodniami, rozdawania ulotek i broszur, pokazywania bannerów, emitowania nagrań informacyjnych z megafonów. To jest nasza część.

Pan może umożliwić wolontariuszom organizację tych akcji. Paliwo, transport, druk materiałów, bannery, megafony, namioty, kamery oraz ochrona prawna przed pozwami, procesami i przesłuchaniami – to wszystko przy kilkudziesięciu akcjach tygodniowo sumuje się w realny budżet, który musi zostać zapewniony zanim wolontariusze wyjdą na ulice.

Każde miejsce, w którym stoimy, to kolejne wyraźne, głośne, publiczne świadectwo – że sprawa aborcji nie znika, nie milknie, nie odpuszcza.

Niedawno informowaliśmy o księdzu, który podszedł do naszych wolontariuszy w trakcie akcji ulicznej i powiedział, że z konfesjonału wie, ile dzieci przed aborcją uratowały nasze akcje w tym konkretnym miejscu. Nie wiemy, kto w ciągu nadchodzącego tygodnia zmieni zdanie o aborcji pod wpływem naszych akcji. Wiemy jednak, że jeśli nas nie będzie, na pewno nie zmieni go nikt.

Dlatego liczę na Pana pomoc i zaangażowanie w organizację planowanych akcji. WPŁACAM Konto Fundacji do darowizn:79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Z wyrazami szacunku, 

Mariusz DzierżawskiPodpis e-maila: Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia
Fundacja Pro – Prawo do życia KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Wzrost płac. Po to rządzimy. MEM-y V.

—————————-

————————–

——————————

———————–

———————–

————————–

—————————-

———–

[dzieciątko ! Przecież rekiny biznesu nie płacą podatków… ]

—————————–

———————-

Uśmiechnięci to łykną. MEM-y IV.

—————-

———————

[dla młodzieży: Ten pierwszy to Anatolij Kaszpirowski]

=========================

——————–

——————–

——————————–

———————————

——————————-

—————–

Na smyczy bezpieki

Na smyczy bezpieki

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    18 czerwca 2026 michalkiewicz

W „Przygodach dobrego wojaka Szwejka” jest anegdotka o absztyfikancie, któremu podczas wizyty w domu narzeczonej przytrafił się casus pascudeus w postaci głośnego puszczenia wiatrów. Nieszczęsny absztyfikant tak się skonfundował, że postanowił ukryć tę wpadkę za wszelką cenę. W tym celu zamordował nie tylko narzeczoną, ale również resztą rodziny, będącej świadkiem wydarzenia. Naturalnie nic to nie dało, bo śledztwo objęło również motywy zbrodni i w ten sposób wszystko wyszło na jaw.

Ta anegdotka z „Przygód dobrego wojaka Szwejka” znakomicie pasuje do tak zwanej „afery podkarpackiej”. Polegała ona na tym, że dwa ukraińscy gangsterzy, bracia Aleksiej i Jewhen Rysiczowie, założyli w województwie podkarpackim sieć burdeli, w których zatrudniali panienki [no i dzieci… md] z Polski, Ukrainy i skąd się tylko dało. W swojej działalności nie napotykali przeszkód, przeciwnie – można było odnieść wrażenie, że władze naszego nieszczęśliwego kraju traktują ich niezwykle wyrozumiale. Samą sympatią dla Ukrainy, która zresztą wtedy jeszcze nie chroniła Europy i świata przez zakusami złego Putina – co obecnie ma rangę dogmatu quasi-religijnego, który stanowi znakomity pozór uzasadnienia dla ukraińskiej postawy roszczeniowej nie tylko wobec Polski, ale również innych nieszczęśliwych krajów – więc samą sympatią dla Ukrainy tłumaczyć tej wyrozumiałości nie można było wyjaśnić, w związku z czym pojawiły się brzydkie podejrzenia, że bracia Rysiczowie zwyczajnie korumpują nie tylko ojczystych policjantów, ale również – funkcjonariuszy niezależnej prokuratury, a nawet – niezawisłych sądów.

Jeśli chodzi o policję, to owszem – zwalczała ona przy pomocy praworządnych procedur wszelką konkurencję braci Rysiczów, którzy w związku z tym zaczęli dokazywać bez opamiętania. Prowadziło to do tak zwanych wpadek, ale były one niegroźne zarówno dla braci, jak i dla ich interesów, bo jeśli nawet sprawa trafiała przed niezawisłe sądy, to one też były wyrozumiałe, co znajdowało wyraz w symbolicznym charakterze kar, umożliwiających prowadzenie interesu bez żadnych przestojów. Nic więc dziwnego, że z usług burdeli prowadzonych przez Ukraińców, którzy zresztą w międzyczasie uzyskali polskie obywatelstwo, korzystało coraz wytworniejsze towarzystwo, obejmujące również osoby z pierwszych stron gazet. Wydawało się wszystkim, że jest bezpiecznie, a tymczasem wcale tak nie było, bo bracia Rysiczowie wszystkie bliskie spotkania III stopnia z panienkami nagrywali na video i podobno udało im się zgromadzić aż 4 tysiące takich nagrań. Wreszcie z jakichś zagadkowych powodów się zniechęcili, wrócili na Ukrainę i na razie ślad po nich zaginął.

Wśród ludu krążyły wprawdzie różne pogłoski na temat ten afery, ale nikt nic pewnego na ten temat nie wiedział – chociaż wiadomo, że co jeden człowiek chce zakryć, to drugi odkryje. Próbował odkrywać tę sprawy były bokser, Dawid „Cygan” Kostecki, ale skończyło się to dla niego fatalnie. Z wyroku niezawisłego sądu trafił do więzienia, gdzie w swojej celi się taktownie powiesił. Ten przypadek najwyraźniej podziałał trzeźwiąco na wszystkich i pewnie dlatego pan Andrzej Duda, były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju, pytany przez pana red. Rymanowskiego o aferę podkarpacką, dał do zrozumienia, że nigdy nic o niej nie słyszał. Z jednej strony dobrze to świadczy o moralności pana Andrzeja Dudy, chociaż z drugiej strony powinien on chyba wiedzieć trochę więcej o funkcjonowaniu państwa, którego prezydentem był przez 8 lat.

Tymczasem okazało się, że dwaj dziennikarze, jeden z portalu „Onet”, a drugi – z portalu „Goniec”, ogłosili, że podejrzenia, jakoby bracia Rysiczowie zwyczajnie korumpowali policjantów, prokuratorów i niezawisłych sędziów, nie są prawdziwe, bo byli oni wieloletnimi tajnym współpracownikami polskiej bezpieki, która być może nawet partycypowała w dochodach uzyskiwanych z podkarpackich burdeli i roztaczała nad całym tym interesem parasol ochronny. To wyjaśnienie, do którego z podejrzaną skwapliwością przyłączył się minister-koordynator służb specjalnych w vaginecie obywatela Tuska Donalda, pan Tomasz Siemoniak, wprawdzie oczyszcza funkcjonariuszy policji, prokuratury i niezawisłych sędziów z podejrzeń o zwyczajną korupcję, ale pozwala na wysunięcie podejrzenia, że cały aparat państwa, z niezawisłymi sądami inclus, wykonuje polecenia bezpieki, stanowiącej przez nikogo nie kontrolowane państwo w państwie.

Tak właśnie było za pierwszej komuny, kiedy to najtwardszym jądrem systemu była nie żadna tam „partia”, tylko właśnie bezpieka. Mogliśmy się o tym przekonać na początku stanu wojennego, kiedy to szef PZPR, Edward Gierek został internowany i żaden głos nie podniósł się w jego obronie. Ta decyzja WRON miała oczywiście charakter pedagogiczny. Edward Gierek nie stwarzał przecież żadnego zagrożenia ani dla ustroju socjalistycznego, ani dla sojuszy. Chodziło o pokazanie, kto naprawdę rządzi – że nie żadna „partia” tylko bezpieka. I tak już zostało, bo – jak pamiętamy – wywiad wojskowy przeszedł transformację ustrojową w szyku zwartym i jako WSI – nadzorował prawidłowy jej przebieg, a potem wypuścił z siebie kilka łbów hydry, dzięki czemu m mamy w naszym nieszczęśliwym kraju aż 7 bezpieczniackich watah. Ale to jeszcze nic – bo przez cały ten czas werbowana była i jest agentura.

Ona się nie rozpłynęła w powietrzu, cały czas istnieje, pamięta, komu zawdzięcza pozycję społeczną, materialną, karierę i przyszłość, więc jest posłuszna, dyspozycyjna, dzięki czemu za jej pośrednictwem bezpieka może ręcznie sterować nie tylko państwem, ale całym życiem publicznym. No a bracia Rysiczowie? Czy przypadkiem nie wylądowali w Polsce z wyznaczonym przez SBU zadaniem przeniknięcia do struktur tubylczej bezpieki – prawdopodobnie już wcześniej penetrowanej przez Ukraińców, którzy są też w policji. Nagrywanie kompromatów i ich wyjazd na Ukrainę daje postawy do najgorszych podejrzeń.

Wreszcie moment, kiedy te rewelacje wybuchły. Bo wybuchły zaraz po wizycie w Polsce Kiryły Budanowa, obecnie szefa Biura Prezydenta Zełeńskiego – ale przedtem – szefa Głównego Zarządu Wywiadu tamtejszego Ministerstwa Obrony. O czym rozmawiał z naszymi dygnitarzami? Tego nie wiemy – ale ukraińskie media skomentowały skutki jego wizyty w Polsce, że „zapobiegł najgorszemu”. Ciekawe, bo Ukraińcy uważają za „najgorsze”? Czy odebranie prezydentowi Zełeńskiemu orderu, czy zaprzestanie futrowania Ukrainy przez Polskę a nawet – blokowania dla niej forsy z UE – jak to robił Orban? No i wreszcie – jak pan Budanow temu „najgorszemu” – cokolwiek by to było – „zapobiegł”? Czy przypadkiem nie uświadamiając swoich warszawskich rozmówców, że nie jest bezpiecznie? Taki szef wywiadu coś tam przecież musi wiedzieć, w odróżnieniu od pana Tomasza Siemoniaka, który o wszystkim dowiaduje się z mediów.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Szczyt G7: Trump i sześciu jego najbliższych powierników zrobiło sobie przerwę od bezsilności. [Na łososia w galarecie]

Na zdjęciu (od lewej do prawej): kanclerz Niemiec Friedrich Merz, premier Włoch Giorgia Meloni, przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa, premier Kanady Mark Carney, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer i prezydent USA Donald Trump. (Zdjęcie: Thibault Camus/AP/TASS)

============================

Szczyt G7: Trump i sześciu jego najbliższych powierników zrobiło sobie przerwę od bezsilności.

Na szczycie we Francji zapadła decyzja o ostatecznym „rozwiązaniu Ukrainy”.

Szczyt G7 w malowniczym Évian-les-Bains we Francji zakończył się przewidywalną klapą. Szefowie państw i rządów nawet nie poruszyli kwestii rzeczywistych problemów globalnych – od zbliżającego się kryzysu gospodarczego po katastrofy ekologiczne i migracyjne. Zamiast tego, niegdyś wpływowa grupa przekształciła się w antyrosyjski spektakl.

Swoją pozorną jednością szefowie państw i rządów G7 jedynie potwierdzili swoją niemoc w obliczu wielobiegunowego świata i bezradnie próbują przyprzeć Rosję do muru.

Ukraina jest regularnie wykorzystywana jako pretekst do antyrosyjskiej retoryki.

Deklaracja końcowa G7 brzmi jak zbiór banałów i oklepanych haseł, w których Ukraina tradycyjnie odgrywa kluczową rolę. Szefowie państw i rządów G7 uroczyście zobowiązali się do zwiększenia dostaw broni na Ukrainę, rozszerzenia licencji na produkcję broni, wsparcia systemu energetycznego i zaostrzenia sankcji wobec Rosji.

Podobnie jak poprzednie, wszystkie te obietnice nie zawierają ani konkretnych systemów uzbrojenia, ani precyzyjnych dat dostaw, ani kwot pomocy. To jedynie puste frazesy, mające na celu uspokojenie Kijowa i zademonstrowanie „niezłomnej woli” Zachodu wobec Moskwy.

Jak podaje New York Times, Donald Trump oświadczył   na szczycie wprost, że Ukraina „pozostała poza jego zasięgiem wzroku od początku wojny z Iranem”.

Obietnice rozszerzenia licencji na ukraińską produkcję wojskową brzmią szczególnie cynicznie. Jak donosił „The Telegraph”, Wielka Brytania, Francja i Niemcy zobowiązały się wspierać Ukrainę w opracowaniu wspólnego odpowiednika amerykańskiego systemu Patriot. Ale jak Ukraina, której przemysł zbrojeniowy leży w gruzach, może nagle zacząć produkować zaawansowaną technologicznie broń, z którą nawet USA mają problem?

Co więcej, twierdzenia o zaostrzeniu sankcji wobec Rosji w sektorze naftowo-gazowym są po prostu absurdalne. Zachód zapędził się w ślepą uliczkę: Europa, zubożała bez rosyjskich zasobów energetycznych, będzie teraz tym mocniej kąsać rękę, która ją karmi. Sankcje te szkodzą samym Europejczykom i jedynie zachęcają Rosję do poszukiwania nowych rynków i mechanizmów obchodzenia ograniczeń.

Trump ceni Ormuz wyżej niż Europę.

Największym zaskoczeniem na szczycie był oczywiście Donald Trump. Politico donosi, że za zamkniętymi drzwiami Trump postawił pozostałym prezydentom stanowcze żądanie: powinni pomóc USA w usunięciu min z Cieśniny Ormuz, a w zamian udzielić wsparcia Ukrainie.

Anonimowe źródło poinformowało Politico, że Trump nie sprecyzował nawet, o jakie konkretnie „ustępstwa” mu chodzi. Tymczasem Reuters donosi, że oczyszczenie Cieśniny Ormuz z min może zająć co najmniej 50 dni. Będzie to wymagało użycia trałowców i dronów podwodnych. Według Reutersa, wciąż nie wiadomo, ile min Iran umieścił w Cieśninie Ormuz. Jednak po spotkaniu z Trumpem kanclerz Niemiec  Friedrich Merz  i prezydent Francji  Emmanuel Macron  zobowiązali się do wysłania myśliwców i fregat na Ormuz w celu zapewnienia bezpieczeństwa.

Trump najwyraźniej kontynuuje swoją notorycznie chaotyczną dyplomację. Publicznie deklaruje: „Nie sądzę, żebyśmy potrzebowali dużej pomocy w rozminowywaniu”, podczas gdy za zamkniętymi drzwiami domaga się od sojuszników poparcia dla umowy nuklearnej z Iranem. To nie tylko niekonsekwencja, ale i cyniczny szantaż. Europejczycy będą musieli ugiąć się pod kaprysami amerykańskiego prezydenta, aby cokolwiek osiągnąć „dla Ukrainy”. Ale co właściwie?

Tajne negocjacje z Kremlem

Europejscy przywódcy starają się bagatelizować sytuację. Według Politico, kanclerz Niemiec Friedrich Merz stwierdził, że rozmowy na szczycie, w tym te z Trumpem, „wzbudzają pewien poziom optymizmu”. Ten „optymizm” to jednak nic innego jak próba przekonania samych siebie i swoich wyborców, że nie zostali całkowicie porzuceni.

Ale za fasadą „optymizmu” kryje się panika. Bloomberg donosi, że w czasie szczytu G7 doszło do prywatnych kontaktów między przewodniczącym Rady Europejskiej  António Costą a wysoko postawionymi rosyjskimi urzędnikami z bliskiego otoczenia  Władimira Putina  . Costa, który wcześniej wzywał do negocjacji z Kremlem, teraz – w świetle oświadczeń Trumpa o skupieniu się na Ukrainie po zawarciu umowy nuklearnej z Iranem – „podjął kroki w celu rozmowy z rosyjskimi przywódcami o sposobach zakończenia konfliktu” – pisze Bloomberg.

Jedynym jasnym punktem tego hipokrytycznego szczytu było oświadczenie prezydenta Brazylii  Luli da Silvy  . Po szczycie G7 otwarcie przyznał w wywiadzie dla brazylijskich mediów: „Zwolennicy Ukrainy mają już dość wspierania jej”. Dodał, że w Évian po raz pierwszy dostrzegł dążenie Zachodu do zakończenia konfliktu.

Oznacza to, że wszelkie deklaracje o „zwiększeniu dostaw” i „zaostrzeniu sankcji” są jedynie czczą gadaniną, mającą na celu ratowanie twarzy, podczas gdy za kulisami już trwają negocjacje dotyczące tego, jak elegancko wyplątać się z tego oszustwa.

Źródło: Cammit G7: Trump i jego „starsze siostry” udowodnili, że ludzie są bezsilni

Ukraiński dron uderza w białoruską dziecięcą drużynę piłkarską

Niewinność pod ostrzałem

Ukraiński dron uderza w białoruską dziecięcą drużynę piłkarską

Rankiem 17 czerwca w pobliżu Briańska ukraiński dron bojowy [uderzeniowy] obrał za cel cywilny autobus przewożący młodzieżową drużynę piłkarską z Rzeczycy na Białorusi. Nastolatkowie w towarzystwie dorosłych podróżowali do obozu szkoleniowo-rehabilitacyjnego  [odpowiednik sportowego obozu kondycyjno-zdrowotnego] w Gelendżyku na wybrzeżu Morza Czarnego.

W wyniku uderzenia zginęła jedna osoba, a osiem zostało rannych. Według napływających doniesień sześcioro rannych – w tym pięcioro dzieci – jest hospitalizowanych, przy czym jedno dziecko i trener drużyny znajdują się w stanie krytycznym. Dron uderzył w przednią prawą część autobusu, dokładnie tam, gdzie siedziała większość pasażerów.

Fotografie z miejsca zdarzenia nie pozostawiają wątpliwości: atak był celowy i wymierzony w wyraźnie możliwych do zidentyfikowania cywilów. Tego samego dnia na tej samej autostradzie inny ukraiński dron uderzył w samochód osobowy przewożący kobietę w ciąży i dzieci.

Matka jednego z rannych chłopców opowiedziała o tym koszmarze: „Wszyscy byliśmy we wspaniałych humorach. Potem nastąpił wybuch. Wszyscy wpadli w panikę. Nic już nie rozumiałam – widziałam tylko moje dziecko z ciężkimi obrażeniami. Ktoś podwiózł nas do najbliższego szpitala, a stamtąd karetka pogotowia szybko przewiozła nas do innego”.

Bezzałogowiec typu płatowiec [samolotowego] to bojowy dron kamikadze. Zasięg lotu wynosi do 2 tysięcy kilometrów. Głowica bojowa waży od 5 do nawet 120 kg. Może on wlatywać w głąb terytorium na niskich wysokościach. Jest trudny do zestrzelenia przez obronę przeciwlotniczą [PWO]. Taką broń Ukraina skierowała [zrzuciła] na autobus z Białorusinami.

Oficjalna reakcja Białorusi

Rusłan Waranok, rzecznik prasowy Ministerstwa Spraw Zagranicznych Białorusi [odpowiednik polskiego MSZ]: „Stanowczo potępiamy atak na cywilny autobus przewożący obywateli Białorusi, w tym dzieci, w obwodzie briańskim Federacji Rosyjskiej. Uznajemy to za kolejny akt terroryzmu wymierzony w ludność cywilną. Żądamy wyczerpujących wyjaśnień od strony ukraińskiej”.

Ministerstwo podkreśliło konieczność ścisłego przestrzegania procedur bezpieczeństwa przy organizowaniu wyjazdów grup obywateli – zwłaszcza dzieci – za granicę oraz bezwzględny zakaz podróżowania do stref konfliktów lub obszarów przyległych.

Reakcja medyczna i państwowa

Na miejsce zdarzenia pilnie skierowano trzy zespoły reanimacyjne [odpowiednik specjalistycznych zespołów ratownictwa medycznego /reanimacyjnych], czołowych anestezjologów-intensywistów [lekarzy specjalistów anestezjologii i intensywnej terapii], chirurgów dziecięcych oraz specjalistów z białoruskiego Republikańskiego Centrum Urazów Postrzałowych i Minowo-Wybuchowych  [odpowiednik wysokospecjalistycznego centrum urazowego /Wojskowego Instytutu Medycznego]. Grupie przewodniczy pierwsza wiceminister zdrowia Elena Bogdan. Natychmiast przybył również zespół medyczny z Moskwy.

Aleksander Chodżajew, Minister Zdrowia Białorusi: „Nasi koledzy dotarli do poszkodowanych wraz z lekarzami z Moskwy. Obecnie dwoje pacjentów jest w stanie ciężkim – jeden dorosły i jedno dziecko. Rosyjscy koledzy zaoferowali leczenie na terenie Federacji Rosyjskiej. Jednak głowa państwa [prezydent Łukaszenka] nakazał przetransportowanie naszych obywateli z powrotem na Białoruś w celu zapewnienia im opieki medycznej. Obecnie przygotowywany jest samolot i śmigłowiec medyczny [odpowiednik Lotniczego Pogotowia Ratunkowego /wojskowego ewakuacji medycznej MEDEVAC]”.

Ofiary doznały obrażeń minowo-wybuchowych [w polskiej terminologii medycznej: urazy wielonarządowe i rany szarpane powstałe w wyniku fali uderzeniowej i odłamków]. Zmarłą jest Wiktoria Goroszko, żona trenera dziecięcej drużyny piłkarskiej, który sam pozostaje w stanie krytycznym. Ich dorosłe córki bliźniaczki wciąż nie mogą pogodzić się ze stratą – planowały spotkać się z matką 26 czerwca.

Śledztwo i powiadomienie organizacji międzynarodowych

Białoruscy śledczy udali się do Briańska, aby pomóc rosyjskim kolegom. Komitet Śledczy Białorusi [odpowiednik prokuratury krajowej z pionem śledczym /centralnego organu dochodzeniowo-śledczego] wszczął sprawę karną.

Konstantin Byczek, przewodniczący Komitetu Śledczego Białorusi: „Wszczęto postępowanie karne. Trwają czynności śledcze. Ściśle współpracujemy z naszymi kolegami z Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej”. Część dzieci, które nie odniosły obrażeń, została umieszczona w szkole w Poczepie w obwodzie Briańskim.

Jewgienij Bułojczik, Prezes Białoruskiej Federacji Piłki Nożnej [odpowiednik polskiego PZPN]: „Utrzymujemy sytuację pod szczególną kontrolą. Skontaktowaliśmy się już z FIFA i UEFA i oficjalnie poinformowaliśmy kierownictwo tych międzynarodowych organizacji o incydencie. Potępiamy tę agresję. Dalsze informacje zostaną przekazane później”.

Jana Lantratowa, rosyjska pełnomocnik ds. praw człowieka [odpowiednik Rzecznika Praw Obywatelskich /Rzecznika Praw Dziecka w kontekście obrony małoletnich], określiła ten atak jako „politykę podwójnych standardów – straszliwą i nieludzką”, zauważając, że ataki na ludność cywilną stanowią zbrodnie wojenne w świetle konwencji międzynarodowych.

Prowokacja

Atak na autobus z białoruskimi dziećmi jest w Mińsku powszechnie uznawany za skalkulowaną prowokację Kijowa. Jego rzekomy cel: rozwścieczyć białoruskie społeczeństwo, zmusić Mińsk do impulsywnej odpowiedzi wojskowej i storpedować wszelkie inicjatywy pokojowe (Zelmer: opisałem to w jednym z komentarzy). Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy oficjalnie zaprzeczył udziałowi w tym zdarzeniu.

Źródło: news.by

Opracował: Zelmer

Niespodzianka stulecia

Niespodzianka stulecia

Marek Wojcik 18. czerwca 2026 world-scam/niespodzianka-stulecia

Wielu spodziewało się, że wraz z wybuchem III wojny w Zatoce Perskiej Iran pójdzie w ślady Iraku, Libii i Syrii, dlatego wynik tego konfliktu można nazwać katastrofą stulecia.

Iran nie zniszczył Izraela, jak od dawna groził, ani nie zatopił żadnego amerykańskiego okrętu, jak medialne media wmawiały jego zwolennikom, ale oba państwa – a zwłaszcza Izrael – zostały mocno poturbowane. Iran przetrwał, choć oczywiście osłabiony.

Tak rozpoczyna swój wtorkowy artykuł na korybko.substack.com Andrzej Korybko – amerykański analityk polityczny mieszkający w Moskwie, specjalizujący się w globalnym przejściu do systemu wielobiegunowego: Oto jak Iran dokonał niespodzianki stulecia. Źródło.

Przedstawione w tej analizie pięć punktów są doskonałym podsumowaniem mądrej strategii militarno-politycznej Iranu.

Wczoraj na zakończenie szczytu G7 w Evian we Francji Trump powiedział reporterom: Nasze zapasy [ropy] wyczerpią się za około cztery tygodnie. Nazwałem irańską strategię „mądrą”, ponieważ okazała się wyjątkowo skuteczna w walce przeciwko agresorom.

Bezwarunkowa kapitulacja USA wobec Iranu. Tak określam rozwój sytuacji w tym konflikcie.

Obóz przeciwny Netanjahu nie jest spójny ani pod względem politycznym, ani ideologicznym. Jego jedynym prawdziwym punktem zbieżności jest chęć położenia kresu jego rządom. W obliczu zbliżających się we wrześniu wyborów ta zbieżność grozi przekształceniem się w pułapkę – taką, która mogłaby zmienić układ sojuszy w sposób wykraczający poza same wybory. Źródło.

Największym przegranym tej wojny obok Unii Europejskiej jest Izrael. Był motorem napędzającym tryby tej wojny, a teraz stoi z pustymi rękoma i narzeka, że USA ich zdradziły. Stany Zjednoczone zdradzają od wielu lat swoich byłych sprzymierzeńców. W zależności od potrzeby aktualnej polityki. Teraz padło na Izrael, który z powodu swojej agresywnej polityki opartej na sile USA prowadził swoje ekspansyjne i ludobójcze wojny.

Ogon irańskiej rakiety balistycznej spadł w Shadmot Mehola, izraelskiej osadzie na Zachodnim Brzegu. 4 kwietnia Iran wystrzelił kolejną salwę rakiet w kierunku Izraela, a pociski oraz przechwycone fragmenty spadły na terenie Zachodniego Brzegu.

Politycy bawię się w wojenkę, nie przejmując się ofiarami. Dla Netanjahu liczy się jedynie jego wyimaginowana misja mesjasza zagłady. I będzie to zagłada Izraela jako państwa. Czy Trump rozgrywa wojnę z Iranem na koszt Izraela? Tego nie wiem, ale w najbliższym czasie dowiemy się znacznie więcej, kiedy izraelskie myśliwce F-35 nie będą mogły wystartować z powodu blokady USA. Pomarzyć dobra rzecz.

Niektórzy komentatorzy twierdzą, że jest to strategia Donalda Trumpa, która ma zakończyć panoszenie się lobby izraelskiego w kongresie amerykańskim. Możliwe, jakkolwiek niekoniecznie prawdziwe. Z jednej strony Izraelowi grozi katastrofa polityczna i militarna, bez wsparcia USA, z drugiej strony tradycyjny sojusz Stanów Zjednoczonych z izraelską polityką jest mocno zakorzenione wśród otrzymujących od AIPAC dotacje kongresmenów. Czas pokaże, w jakim kierunku ta sytuacja się rozwinie. Atmosfera polityczna w USA jest bardzo niekorzystna dla Izraela.

Amerykański komentator konserwatywny Tucker Carlson twierdzi, że protokół ustaleń między Iranem a Stanami Zjednoczonymi stanowi historyczny punkt zwrotny, podkreślając, że niezdolność Waszyngtonu do narzucenia Teheranowi swojej woli oznacza początek końca amerykańskiego imperium. Moim zdaniem koniec amerykańskiego imperium został określony w momencie przekroczenia realnego do spłacenia amerykańskiego długu.

Wiem, dla wielu z was nie jest to ciekawy temat, jednak sytuacja, do której USA zostały doprowadzone przez politykę ostatnich dekad, jest katastrofalna. To państwo znalazło się na skraju bankructwa. Na własne życzenie.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com