Największy, najbezczelniejszy terrorysta świata

=====================================

=======================

Pomoc humanitarna:

—————————–

Israel Defense Forces @IDF :

Israel has the right to defend itself.

===================================

Co najmniej 85 osób zginęło w izraelsko-amerykańskim nalocie na szkołę podstawową dla dziewcząt w Minabie:

Szkoła padła ofiarą „trzech ataków rakietowych„.

========================================================

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz do władz Iranu: Przestańcie atakować Izrael!!

—————-

Serio!!

Nowa wspaniała normalność

Nowa wspaniała normalność

orwell

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis 28 lutego, wpis nr 1397 dziennikzarazy

Zacząłem zaglądać wstecz we wpisy swego „Dziennika Zarazy”. W moim wieku czytam trochę siebie, nie tylko, by poprawić styl, ale z powodu postępującej sklerozy mogę chłonąć własne testy jako nowość i czasem przychodzi mi zaciekawić się własnymi przemyśleniami. Po prostu czytam je jak nowe treści, co daje mi możliwość obcowania z samym sobą jak z innym człowiekiem.

Właśnie zastanawiałem się nad nową częścią zbioru. Papierowe wydanie „Dziennika zarazy” zamknąłem zatrzaskując drzwi pandemii, nawet czekając do jej oficjalnego, formalnego domknięcia, choć de facto pandemię zakończyła wojna na Ukrainie, kiedy to z dnia na dzień wirusa zastąpił Putin. Moja książka, spisane pandemiczne zapiski dają, nawet choćby i jedynie z mojej, indywidualnej perspektywy, pewne świadectwo ogólnych trendów, kiedy każdy może się przejrzeć w okruchach mego własnego lustra, by przypomnieć siebie „z tamtych lat”. Jak to wszystko szło, jak człowiek się zmieniał w swoim stosunku do pandemii, ale także jak rodziły się zręby tzw. „nowej normalności”, którą obiecywał system w resecie kwarantanny. Normalność była tu obietnicą, choć słowo „nowa” było pewnym niedopowiedzianym ostrzeżeniem, groźbą. Nikt, poza zdeklarowanymi postępakami, nie uważa nowości za zawsze lepszy stan. Tak i miało się to wtedy.

Nowa część zbioru czyli przepisane na karty książki me cotygodniowe felietony po-pandemiczne miałyby dać świadectwo nie tyle już pandemii, co właśnie tej nowej normalności, onej ówczesnej obietnicy, która – wierzę, że do dziś – kształtuje swoje następstwa i nas wszystkich. Bo, moim zdaniem, pandemia była preludium, które skatalizowało proces przemian, przyspieszając podskórne do tej pory procesy. Nazbierało się tego znowu kilkaset tekstów, które – jak to w dzienniku – nie są premedytacją wszechwiedzy z perspektywy czasu, tylko powolnym szkicowaniem zdarzeń, których wzór widzi się dopiero, kiedy odejdzie się od płótna zdarzeń bieżących. I takim aktem mogłaby być druga część mego dziennika o nowej normalności, kolejnym etapie zarazy.

Nie wiem czy go wydam, ale zajrzałem wstecz, by zobaczyć przez chwilę refleksji, jak wygląda ta „nowa normalność” w działaniu, czyli jak kształtuje się świat popandemiczny. I znalazłem tam kilka ważnych, przynajmniej dla mnie, czynników opisujących nowy, wcale nie wspaniały świat. To wszystko dać może nam perspektywę na przyszłość. Inaczej czeka nas nieodgadniony mrok za horyzontem i wynikające z tego przeświadczenie o naszym braku wpływu na swój los. Zacznijmy więc od podstaw, czyli czego nas nauczyła, a właściwie do czego nas przyzwyczaiła pandemia, co otworzyło nasze dusze i losy na nowe, zobaczymy czy przypadkowe, czy zaplanowane poruszenia świata.

Utrata poczucia sprawczości

Tak, to był jeden z ciekawszych momentów. Do tej pory lud demokratyczny był usypiany kołysanką o swojej sprawczości, wszak to przed jego kartką wyborczą miały klękać co jakiś czas elity pod wszelkimi szerokościami demokratycznej utopii. Pandemia pokazała, że to wszystko ułuda, co spowodowało kilka rozwarstwień. Jedni wpadli w depresję społeczną, niektórzy na stałe (co spowodowało ich odejście od form aktywności społecznej, a już na pewno politycznej), inni wyparli tę refleksję, co jeszcze bardziej uodporniło tę grupę na wszelkie trzeźwiejące sygnały rzeczywistości.

To postawy ekstremalne, ale króluje hipokryzja zamkniętych oczu – lud nie tyle wyparł pandemiczne dowody utraty wpływu na swój los, ale wyparł całą epokę to przejawiającą. Po prostu pandemii nie było, nie robiliśmy z siebie durniów, ludzie nie umierali opuszczeni przez bliskich i lekarzy. Nic się nie działo – wymazaliśmy.

Nikt, łącznie z mediami nie chce do tego wracać, żadnych rozliczeń, raportów – obiecywanych od kilku lat – na podsumowanie działań i efektów. Milczenie winnego i ofiary zarazem. Temat pandemii, jeśli już się pojawia z rzadka, to tylko w kontekście foliarstwa – ot, jakiemuś tam politykowi, czy lekarzowi zarzuci się, że należał do sekty wątpiącej aktywnie, tak jakby naruszał jakiś ustalony aksjomat, z zasadności którego, nie ma się w ogóle co tłumaczyć. Tylko tak wraca się do tamtych czasów. Jako do ostrzeżenia, przypomnienia czerwonej linii, kiedyś ustalonej z góry, którą obecnie zasypuje może pył zapomnienia, ale którą zawsze można odkurzyć. Czeka tam na swój użytek i kolej, zaś usłużni przypominacze dla higieny i wprawy zawsze mogą się do niej odwołać.

Ale kryzys poczucia utraty sprawczości, bez jego konsekwencji, jak choćby zarzewia buntu, jest najlepszą inwestycją systemową w nową normalność. Leży zakorzeniony na dnie pogwałconych pandemicznie dusz, z poczuciem, że jednak godzimy się na wszystko, jeśli tylko nas pocisnąć. Jest to nauczka na przyszłość, gwarant, że jak się powtórzy taka sytuacja, to zawsze system może do niej powrócić, z przewidywanymi dla nas skutkami.

Barter aksjologiczny

Drugim przełomem było przyspieszenie, ba – ostentacja procesu wymiany wolności za obietnicę bezpieczeństwa. Tak, bezpieczeństwa, które z pandemicznego można było w jeden dzień wymienić na zagrożenie wojenne, drugiego jeźdźca Apokalipsy. Wcześniej proces zawłaszczania wolności był bardziej usubtelniony, w pandemii przestano się cackać z pulardą. Właściwie to niewielu widziało, że z czegoś przed pandemią rezygnuje, zjawiska postępowały osmatycznie, tiptopkami – w pandemii dokonano wielkiego skoku w tym obszarze.

Impasem do tej ostentacji był strach, jednocześnie zbiorowy i jednocześnie indywidualny. Panikowany lud nakręcał się sam i każdego z osobna. A więc sami już odzwyczajeni od uprawiania, identyfikowania swych wolności, a co dopiero mówić o ich bronieniu, łatwo rezygnowaliśmy z nieuświadomionych, bo nie uprawianych wartości za rzecz witalną, jaką jest obietnica bezpieczeństwa. Pytanie tylko czy była to obietnica spełniona? Wydaje się, że nie.

Świat, tak samo jak w pandemii z powodu postępowania władz, niezwiązanego z wirusem, tak i w czasach nowej normalności stał się miejscem bardziej niebezpiecznym. Cały więc pogrzeb na nic. Wolność rozmywa się codziennie, zaś bezpieczeństwa wcale nie przybywa. To powoduje coraz większe zaciąganie długu utraty wolności – trzeba jej oddać coraz więcej, by pojawiły się jakieś ułamkowe choćby efekty (złudzenia?) w obszarze bezpieczeństwa. Na razie trud to daremny, a więc może się za bardzo nie staramy z tą wymianą? A może to w ogóle ta wolność, źle uprawiana i destrukcyjna dla wojennego poziomu zagrożeń jest właśnie… powodem naszych zagrożeń? Może trzeba nas jeszcze bardziej przycisnąć, by się udało. I powtarza się przetrenowany dryl wirusowy – sam lud wzywa do większych obostrzeń wobec siebie, a właściwie głównie wobec tych nieprawomyślnych, których niefrasobliwość, mylona z wolnością, wciąż nie daje nam wyjść na prostą. Obecnie wirusa wyparły wmuszane deklaracje poglądów sprowadzające wszelkie wątpliwości do reductio ad Putinum. Na wzór pandemicznych powstają nowe „procedury” czystości sanitaryzmu anty-onucowego, których jak nie przestrzegasz, to zostaniesz potępiony, na razie tylko ostracyzmem medialnym, coraz częściej – społecznym, a w niektórych krajach postępowego Zachodu – więzieniem.

Handel ten idzie na całego, jest to wymiana niesymetryczna – tracimy więcej niż zyskujemy. Wolności ubywa, bezpieczeństwo zostało zredukowano do odruchów na poziomie przetrwania: piękna lekcja z pandemii, a to była tylko szkoła elementarna posłuszeństwa.

Opresja jako samoobsługa

Należy przypomnieć, że w pandemii system nie byłby w stanie utrzymywać sanitaryzmu, gdybyśmy się sami nie pilnowali. Jedni drugich. Ja to pamiętam i raczej nie zapomnę tej samoobsługi, kapowania, dyżurnego podglądania. Teraz ten stan przeszedł w permanencję. Mamy całe kodeksy może już nie zachowań prostych i rozpoznawalnych (jak noszenie lub nie maseczki), ale zestawów poglądów. Od razu sprzęgniętych z etykietowaniem i jego konsekwencją – ostracyzmem. Sami dajemy się wpychać na siłę w bańki polskiego gara, jesteśmy pilnowani przez usłużnych wzmożonych, acz równie gotowanych, ciągnięci w dół do gotującego się wywaru polskiego piekielnego rosołu.

Media spełniają tu prymarną rolę, ale te nie atakują niepoprawnych wprost. Wyznaczają ich tylko jako cel, dają kamienie obleg do społecznych rąk odbiorców, by ci sami wykonywali rytuał kamienowania. Wtedy media wychodzą na umiarkowane, zaś okrutne wyroki wykonuje lud, który mylić się przecież nie może. W ten sposób nie tylko integrują się bańki społecznego przekazu, ale i archipelagi aksjologiczne. Proste zatoki ustalonych pojęć, identyfikujących się haseł, gotowe listy wrogów, od czasu do czasu medialnie odświeżanych przez mainstream. Jest to nudne i powtarzalne jak komunikaty z głośnika więziennego, ale staje się to głównym elementem wokół którego integrują się ludzie. Prostym i prymitywnym, ale takie mamy społeczne czasy – coraz mniej subtelne, coraz bardziej trybalne, jaskiniowe.

Ten trend produkuje całe grupy wyrzutków, pozbawionych społecznej zdolności honorowej, z którymi nie krzyżuje się nawet broni w sporach. Wyklęci też łączą się w samoobronne grupy, tak samo najeżone ostrożnościowymi procedurami, ale są – jak to gnębieni – paradoksalnie bardziej wolni, gdyż wciąż szukają uzasadnienia swych postaw w kierunkach bliskich szlachetności, którą formuje udręka pochodząca od bliźnich.

Oba te trendy prowadzą do samozaspokajanego podziału społecznego, nieufności w relacjach, pochodzących z etykietowania a priori, zanim bliźni otworzy usta. Społeczne podziały mnożą się w permutacjach podsuwanych wariantów rozmytych tożsamości, grupowa identyfikacja jest wręcz niemożliwa, od kiedy progresywizm przenicował wszelkie aksjomaty pojęć podstawowych. Rządzącym jest łatwiej – znowu, coś jak za pandemii. Ludowi jest gorzej, bo został pozbawiony (i sam się na to zgodził w tej samoobsłudze) podstawowych filarów samoidentyfikacji.

Internalizacja

Obecne czasy „nowej normalności” pogłębiają rozpoczęty za pandemii przyspieszający proces internalizacji. Chodzi o to, że dusza leniwa i nieposzukująca szybko godzi się z absurdami rzeczywistości narzuconej, gdyż konflikt między światem, a naszą wolną wolą, która podszeptuje, że to nie tak – prowadzi do niepokoju poznawczego. Aby pozbyć się tego stresu – i za kowida, i teraz – człowiek często nie tylko przyjmuje nakazy rzeczywistości wmuszonej, ale i sam uruchamia proces quasi-poznawczy, który prowadzi go do przekonania, że do tej akceptacji doszedł sam, broń Boże nie powodowany propagandą, czy zewnętrznym przekonywaniem. Po prostu sam to sobie wymyślił. Wtedy czuje się sam autorem własnych już wtedy ograniczeń, bierze je za swoje dzieło, wyraz właśnie wolnej woli, choć jest to odruch samoobrony leniwej duszy przed konfliktem poznawczym. Często więc wybierany jest kompromis, który nie jest wyborem złotego środka, tylko przyjęciem zewnętrznych norm i uzasadnień – w całości.

I mamy rzesze takich ludzi, którzy uważają, że do wszystkie doszli sami, że reprezentują swoje własne, indywidualne przekonania. W rzeczywistości mamy tłumy gadające kalkami, dosłownymi, powtarzalnymi zaklęciami, które chyba tylko dlatego tego nie słyszą, bo siebie nawzajem nie słuchają. Im wystarczy tylko potwierdzenie hasła i odzewu, by zidentyfikować się co do przynależności do ulubionego plemienia, co jest narkotycznym pocieszeniem w czasach suflowanej samotności. Tam później nie ma żadnej wymiany informacji – są tylko rytualne zaśpiewy potwierdzające przynależność przy trybalnym ognisku. Rytuał powtarzalności, bez treści.

Wdrukowane pojęcia-cepy są już wydrążone ze znaczeń. Nie poddają się weryfikacji w toku dyskursu, bo ten byłby dla nich zabójczy, a więc naruszałby integralność grupy. Byłby więc śmiertelnym zagrożeniem dla ludzi poszukujących ukojenia w plemiennych bańkach. Jest więc niedopuszczalny. Staje się dogmatem, nad którym się nie dyskutuje, raz gdzieś przez kogoś ustalonym i pewnym na tyle, że każdy, kto go kwestionuje podnosi rękę na wspólnotową świętość.

I znowu – przetrenowane za kowida wzmożenie dziś przechodzi w nową normalność, budując społeczności niewolnicze, które zanurzone we własnych rytuałach, nie widzą już strażników, krat i głośnika w celi. I wcale już nie trzeba tu wielkiego strachu, skoro to kręci się samo.

Wojna, która leczy pandemię

Wymiana strachu z powodu wirusa na strach z powodu wojny to zabieg techniczny tylko. Mechanizm strachu jest podobny, choć ludzie wojny boją się bardziej niż zarazy. W tej drugiej mają jakąś nadzieję, że przestrzegając norm i procedur uchronią się do złego. Z wojną już nie jest tak prosto – nie wiadomo kiedy cię może dopaść, chociaż możesz być niewinny, ostrożny, zapobiegliwy i odporny. Plecak ucieczkowy nie uratuje cię przed bombą.

Mamy jednak do czynienia z doskonałym fenomenem. Tak jak całe grupy ludzi, którzy utyskują na dezinformację mogą jednocześnie uchwalać prawo, że biologiczny mężczyzna może rodzić dzieci, tak podżegacze wojenni mogą jednocześnie być gołąbkami pokoju, straszącymi okropnościami wojny.

Mamy tu do czynienia z pewnym zabiegiem, który z wojny czyni żywioł nie do ujarzmienia, jakby ją wywoływały siły przyrody, nie zaś poczynania konkretnych grup i ludzi. Ot, wojna to taka wiedźma, przylatuje na miotle śmierci nie wiadomo skąd, zmiata miliony do niebytu, odlatuje, my zaś odbudowujemy pokolenia i miasta. Nie ma winnych, nie ma narzędzi do powstrzymania tego fenomenu.

Z drugiej strony wciska się spanikowanym, że trzeba się opierać wojennie w imię jakichś domniemanych wartości, sprawiedliwego pokoju, jakby były jakieś argumenty przewyższające przetrwanie. Jasne, trzeba się bronić, zbroić i odstraszać, ale po co mnożyć wzmożenie wojenne agresywnymi deklaracjami, że „nigdy nie pozwolimy”, że tak tej wojny nie możemy skończyć, że nie ma pokoju za wszelką cenę? Przypomina to jako żywo deklaracje ministra Becka w przededniu II wojny światowej, że jest coś więcej niż pokój, że jest honor. Po czym nie uratowaliśmy ani pokoju, ani honoru, o milionach ofiar takiej deklaracji nie wspominając.

Powtarzam do znudzenia cenną uwagę Orwella, że za wojnę nie do końca odpowiadają żołnierze, że jak się już zacznie, to już nie jest ważne kto pierwszy strzelił, spalił dom, zgwałcił. Po prostu uruchomiła się już bezwzględna maszyna przestępstw i odwetu. Winni okropieństwom wojny są ci, którzy powodują jej nieuchronność. W swych rachubach na geopolityczne przewagi, chęci zarobienia, podpuszczania ludu przeciwko wrogowi, tylko po to, by utrzymać się u władzy.

I mamy teraz, przypomnę handel wolnością za bezpieczeństwo, czasy coraz bardziej niebezpieczne, zaś animatorzy tego procesu siedzą sobie bezpiecznie patrząc jak narody na siebie hałłakują, nie oni przecież będą ginąć na tych wojnach. Wiadomo – można codziennie zaklinać samych siebie, że mamy wojnę królestw, że mieszają się karty świata, który staje się wielobiegunowy i zawsze przy tym dochodziło do wojen, gdy mocarstwa weryfikowały siłę swych konkurentów. Ale powoduje to cichą zgodę ludu na czas wojenny, znowu – coś takiego jak za kowida, ot przyszedł z Wuhan jakiś patogen, ani myśmy winni, ani nic na to nie poradzimy. A było jak wiemy inaczej: nie było, oprócz operacji propagandowej, żadnej pandemii. Ofiary miały inne, premedytacyjne źródło leżące w odgórnej i międzynarodowej decyzji o nieleczeniu. Ale ofiary były. Lud został strachem zmobilizowany do zachowań karnych. Teraz nowa normalność powtarza ten cykl, tyle, że w jeszcze większej intensywności.

Do czegoś jesteśmy przygotowywani, może będziemy musieli być szczęśliwsi, kiedy nie będziemy mieli niczego. Ale zawsze pozostaje pytanie – skoro mamy nie mieć nic, to kto będzie miał wszystko?

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Maria Wiernikowska, grzyby, Grzegorz Braun, antysemityzm i szajba „Wyborczej”.

[ Wiernikowska opisała prawdę. I była taką optymistką... To Ania B. została już „pisarką”… Ja ją pamiętam z jej młodości, gdy nijak, mimo wyjaśnień, nie rozróżniała zrabowanych tysięcy od milionów [FOZZ]. Poczytną damą i pisarką została też Madame Bonja z poematu Szpota „Banja w Paryżu”.. md]

Bezpieczne loty

Bezpieczne loty

Autor artykułu Marek Wójcik 27. lutego 2026 bezpieczne-loty

Wydawałoby się, że po pięciu latach skutki walki z jedyną uznawaną wtedy chorobą, stopniowo stracą na aktualności. A jednak incydenty spośród skutków walki ze zmyśloną pandemią związane z utratą przytomności pilotów podczas lotu wcale nie schodzą na plan dalszy.

Załogi samolotów, a zwłaszcza piloci, należą do najczęściej zaszczepionych grup zawodowych. Podlegają również ścisłemu nadzorowi medycznemu. Od czasu rozpoczęcia kampanii szczepień wielokrotnie dochodziło do nagłych i nieoczekiwanych zachorowań, a nawet zgonów. Incydenty te dotyczą obecnie młodszej grupy wiekowej, drugich pilotów.

Takim wstępem został opatrzony dzisiejszy artykuł na tkp.at: Dalsze sytuacje awaryjne w trakcie lotu z powodu nagłych zachorowań pilotów. Źródło.

A co, jeśli powiem ci, że to ty jesteś tym „śladem węglowym”, który chcą zredukować?

Nie zamierzam was straszyć niebezpieczeństwem lotów samolotami. Podobnie w ruchu drogowym zdarzają się wypadki spowodowane incydentem medycznym, czyli, kiedy kierowca zasłabnie podczas prowadzenia pojazdu. Życie jest niebezpieczne i zawsze kończy się śmiercią.

W maju ubiegłego roku Report24.news opublikował artykuł na temat problemów związanych z poszczepiennymi reakcjami pilotów samolotów:

W lutym 2025 roku Airbus Lufthansy przelatywał przez europejską przestrzeń powietrzną bez żadnej kontroli człowieka przez przerażające 10 minut. Kapitan opuścił kokpit, aby skorzystać z toalety, gdy jego 38-letni drugi pilot nagle stracił przytomność. Ponad 200 niczego niepodejrzewających pasażerów zostało narażonych na to poważne zagrożenie bezpieczeństwa podczas lotu z Frankfurtu do Sewilli, podczas gdy samolot dryfował praktycznie bez kontroli człowieka. Źródło. [no, leciał na automatycznym pilocie. To co innego. md]

Pracowałem dla firmy Pfizer przez 17 lat.
Nie opracowaliśmy leku, opracowaliśmy rynki.
Jeśli lek leczy astmę, niszczymy go.
Pieniądze pochodzą z chorób przewlekłych.
Leczenie nie jest dobre dla biznesu.
Peter Rost.

Pomimo tych incydentów, nikomu nie chcę odradzać podróży samolotami. Ja też już leciałem dwa lata temu samolotem. Ryzyko wypadku nadal jest niewielkie, a również przed plandemią dochodziło do katastrof lotniczych. Nie po to, żeby straszyć, piszę na ten temat. Chcę jedynie zwrócić uwagę na jedną z wielu konsekwencji „ratowania” planety przed wyimaginowanym wirusem.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Od Rothschildów po Bohemian Grove, media głównego nurtu udowadniają, że mamy rację

Od Rothschildów po Bohemian Grove,

media głównego nurtu

udowadniają, że mamy rację

Autor: Kit Knightly

Wpisał: AlterCabrio , 28 lutego 2026

Umieszczenie w nagłówku dużej gazety tekstu „Proszę zignorować moje wielkie, złowrogie sekrety!” jest tak samobójczo złym posunięciem PR-owym, że aż śmiesznym, zwłaszcza w ustach członka rodziny, która doprowadziła do tego, że nigdy nie pojawia się w gazetach.

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Od Rothschildów po Bohemian Grove, media głównego nurtu spieszą się, żeby udowodnić, że mamy rację. Po raz kolejny

Ledwie wczoraj po południu opublikowaliśmy artykuł zatytułowany „Epstein i nadchodząca operacja psychologiczna pn. «era odpowiedzialności»”, w którym twierdziliśmy, że akta Epsteina są wykorzystywane do opowiadania historii o fałszywej odpowiedzialności klasy rządzącej.

Oto w skrócie cała narracja. System jest sprawiedliwy i traktuje wszystkich równo. Stara Gwardia jest zła, korupcja wykorzeniana, odpowiedzialność spada na dziadków z tego klubu. Niczym #MeToo na sterydach.

(…)

…i chyba można bezpiecznie założyć, że ta era udawanej odpowiedzialności jeszcze dość długo potrwa, a jakiś podupadający członek amerykańskiej klasy wyższej prawdopodobnie będzie musiał posypać głowę popiołem, aby popchnąć tę narrację do przodu.

Cóż, od tego czasu media głównego nurtu – jak to często bywa – pospieszyły się z publikacją dowodów mających na celu potwierdzenie tezy Off-Guardian.

Oto dziwaczny błąd strategiczny bankierki baronowej Ariane de Rothschild, o którym mowa w artykule na pierwszej stronie Telegraph:

Umieszczenie w nagłówku dużej gazety tekstu „Proszę zignorować moje wielkie, złowrogie sekrety!” jest tak samobójczo złym posunięciem PR-owym, że aż śmiesznym, zwłaszcza w ustach członka rodziny, która doprowadziła do tego, że nigdy nie pojawia się w gazetach.

Połączmy to ze znaczącą, nieocenzurowaną wzmianką o Rothschildach w aktach Epsteina:

jak zapewne wiecie reprezentuję Rothschildów

…i to budzi podejrzenia.

A jeśli to nie pomoże, to na pewno pomoże to – „The New York Post” opublikował „ujawnioną” listę uczestników Bohemian Grove:

New York Post

@nypost

Super-secretive Bohemian Grove society members allegedly leaked as who’s who of celebrity elite revealed https://trib.al/SQhmGuU

Zdjęcie

·

2,5 mln wyświetleń

Wyświetl cytaty

Mirosław Dakowski

Texas Tornado

@14TexasTornado

·

I’m saving the goyim from being forced to view the shittiest web design in human history

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

MSOElevator

===========================================================

Podobno wyciekły dane niektórych członków elitarnego, supertajnego klubu mężczyzn z siedzibą w regionie winiarskim Kalifornii. Wśród nich znajdują się nazwiska byłego prezentera nocnych programów Conana O’Briena, miliardera i byłego burmistrza Nowego Jorku Michaela Bloomberga oraz byłego dyrektora generalnego Google’a Erica Schmidta.

BoGro [Bohemian Grove] zawsze było w stylu staromodnego Alexa Jonesa (wiesz, tego dobrego Alexa Jonesa, zanim pojawiła się ogolona głowa i nastał agresywny trumpizm), ale że trafiło to na pierwszą stronę the Post jest po prostu dziwne.

Lista rezygnacji powiązanych z Epsteinem wydłuża się, ale czy któreś z tych nazwisk rzeczywiście należą do elity? A może są to polityczni nieudacznicy i nic nieznaczące osoby?

Rothschildowie i Bohemian Grove zaczynają przyciągać uwagę głównego nurtu, ale dla mnie wygląda to na spisek mający na celu stworzenie z „elity” papierowych celów, aby można było zacząć ich obalać.

______________

From the Rothschilds to Bohemian Grove, the MSM rushes to prove us right. Again, Kit Knightly, Feb 27, 2026

Azulai. Człowiek godzien Nobla. MEM-y VI.

———————-

Dla młodzieży:

Liga Antydefamacyjna, Liga przeciw Zniesławieniom[a], ADL (od ang. Anti-Defamation League) – której celem jest walka z nienawiścią i uprzedzeniami wobec Żydów[b]. Jedna z najstarszych i najważniejszych organizacji żydowskich na świecie.

===================================================

——————————————

——————————————

————————————————————————————


Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

NA Ukrainie, dupku… MEM-y V.

————————

———————————————————-

——————————————————————————

Nyyyyyyyyyyyyyyy… O nas zapomnieli? Co za antysemityzm..
—————————————————-

Блядь

——————————————-

to na Ukrainie, dupku…


Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Dno piekła. Izabela BRODACKA

Dno piekła

Izabela BRODACKA

Jak mówi ludowe przysłowie dobrymi intencjami jest wybrukowane dno piekła. Dlatego nigdy nie warto było usprawiedliwiać dobrymi intencjami działań komunistów, którzy chcieli – tak przynajmniej twierdzili- osiągnąć sprawiedliwość społeczną. Osiągnęli terror, nędzę i wymordowali miliony ludzi nie zbliżając się ani trochę do realizacji swego deklarowanego szczytnego celu. Natomiast złe intencje – twierdzę – podsycają ogień w tym piekle. Podsycając ludzką zawiść udaje się przeforsować wiele idiotycznych, kryminogennych, a nawet groźnych w swych konsekwencjach ustaw. Te ustawy nie poprawiają sytuacji ogólnej, w tym sytuacji zazdrośników, stwarzają tylko pozory działania na ich korzyść.

Oczywiste jest na przykład, że nieprawidłowy jest fakt posiadania po kilkanaście mieszkań przez włodarzy wielkich miast. Nieprawidłowy jest przede wszystkim sposób w jaki dochodzą do ich uzyskania. Jak można podejrzewać otrzymują mieszkania jako łapówki za korzystne dla deweloperów decyzje lokalizacyjne. Aby skanalizować oburzenie społeczne tym faktem proponuje się obecnie rozwiązania, które nie tylko nie usuną problemu lecz jak zwykle uderzą w najbiedniejszych. Takim chybionym rozwiązaniem jest podatek katastralny, za którego wprowadzeniem opowiada się ostatnio nawet lewica. Jasne jest przecież, że posiadający po kilkanaście mieszkań prominenci znajdą sposób na ustawowe zwolnienie ich od tego podatku, a w ostateczności będzie ich na jego opłacanie stać. Podatek uderzy w biednych emerytów, którzy chcieliby dożyć swoich dni we własnym zbyt dużym na ich potrzeby mieszkaniu czy domu, albo chcieliby zachować nieruchomość dla dzieci i wnuków. Ich naprawdę nie będzie stać na płacenie 10 tysięcy rocznie, a taka kwota podatku wynika z symulacyjnych obliczeń. Tyle trzeba byłoby płacić za spore mieszkanie przy ustaleniu stopy podatkowej na poziomie około 1%. Zbyt niska stopa podatkowa sprawia natomiast, że obsługa podatku jest zbyt kosztowna w stosunku do uzyskiwanych z niego przychodów.

Kolejnym chybionym rozwiązaniem jest dyskutowane ostatnio wprowadzanie opłat od pustostanów. Ludzie nie wynajmują posiadanych nie zajętych mieszkań, choć mogliby na wynajmie skorzystać, bo prawo nie chroni ich własności przed dzikimi lokatorami. Wolą więc trzymać mieszkanie puste dla dzieci czy wnuków i opłacać za nie czynsz czy opłatę remontową niż ryzykować, że ktoś im to mieszkanie zajmie, nic im nie będzie płacił i będą musieli za niego ponosić koszty eksploatacyjne w obawie przed zadłużeniem i zlicytowaniem mieszkania. Natychmiastowe eksmisje na bruk dzikich lokatorów uregulowałyby tę sprawę. Na rynku pojawiłoby się dużo więcej mieszkań do wynajęcia. Ceny wynajmu spadłyby z korzyścią dla ludzi niezamożnych, których nie stać na zakup własnego mieszkania. Kto jak kto ale lewica powinna to dobrze rozumieć i popierać. Nasza lewica jest jednak lewicą ideologiczną i to tylko w kwestiach obyczajowych. Skupia swe zainteresowania na promowaniu zboczeń płciowych natomiast los najbiedniejszych nic ją nie obchodzi.

Henry Hazlitt, amerykański publicysta i ekonomista (polecam jego książki ) twierdzi, że wszelkie ulgi czy przepisy przyjmowane na korzyść określonej grupy społecznej z czasem zaczynają działać na jej niekorzyść, obracają się przeciwko niej. Dobrym przykładem są przepisy zakazujące zwalniania kobiet w ciąży. Rozsądny prywatny przedsiębiorca woli zatrudnić starego alkoholika niż młodą sprawną kobietę, która prędzej czy później zajdzie w ciążę i będzie blokować mu etat kolejnymi urlopami macierzyńskimi. Przepisy chroniące kobiety utrudniają zatem tym kobietom znalezienie dobrej pracy.

Jak donosi prasa,  od 2026 roku w trosce o „dobrostan zwierząt” planowane jest wprowadzenie zmian w transporcie nad Morskie Oko, ograniczających wykorzystanie koni. Zamiast pełnej trasy, konie będą pracować w charakterze atrakcji turystycznej tylko na krótszym, płaskim odcinku (Palenica Białczańska – Wodogrzmoty Mickiewicza) a dalej turystów zabiorą elektryczne samochody. Nietrudno przewidzieć, że dla koni, które stracą pracę, oznacza to finał w rzeźni. Nikt nie zmusi górala do utrzymywania bezużytecznego konia.

To samo dotyczyłoby psów gdyby przeszedł projekt przymusu budowania dla każdego psa dwudziestometrowego zadaszonego kojca. Większość z nich nie zostałaby nawet humanitarnie uśpiona, lecz oberwałaby siekierą w łeb. Trudno wymagać od rolników, dla których zabijanie zwierząt jest gospodarską koniecznością, aby roztkliwiali się akurat nad psami jeżeli z przyczyn niefortunnych pomysłów aktywistów ochrony zwierząt mieliby na tym tracić pieniądze.

Te rozwiązania zgodnie z wywodami Hazlitt’a, wbrew intencjom ustawodawców, działają na szkodę rzekomo chronionych. Są więc tylko głupie. Niektóre ustawy czy zarządzenia są jednak nie tylko głupie lecz wręcz kryminogenne gdyż prowokują do przestępstwa. Kryminogenny jest system prywatnych schronisk dla zwierząt, gdyż prowadzący dostaje opłatę za odłowienie błąkającego się psa czy kota, a potem losem zwierzęcia nikt się nie interesuje. Takie schroniska są wspaniałym biznesem dla krewnych i znajomych królika, a wiele z tych schronisk jest prawdziwą mordownią dla zwierząt. Lepiej byłoby gdyby prowadzący schronisko zatłukł i zakopał zwierzaka. Niektórzy jednak nie karmią i nie poją zwierząt skazując je na okrutną śmierć z głodu i pragnienia. Miłośnicy zwierząt zgłaszali wielokrotnie ten problem lecz władze gmin odpowiadały, że wszystko działa zgodnie z przepisami. Sprawa schroniska w Sobolewie też była wielokrotnie zgłaszana władzom. Jednak dopiero skandal wywołany przez pewną celebrytkę (niejaką Dodę i chwała jej za to) sprawił, że los psów zainteresował media i opinię publiczną. Trzeba jednak rozumieć, że nie jest to sprawa jednostkowa lecz systemowa, a przepisy obowiązujące w sprawie bezdomnych zwierząt są nie tylko głupie, są wręcz kryminogenne, bo prowokują dręczenie zwierząt w imię obłudnej troski o ich los. Prywatne schronisko dla zwierząt może dla niektórych z nich okazać się właśnie dnem piekła.

Czemu rząd upadł/nieupadł? MEM-y IV.

———————————————————————–

——————————————–

————————————————————

———————————————

————————————————————————-

—————————————————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

„Teoria spisku”. MEM-y III.

—————————————————————-

————————————————-

————————————-

Na „małą” – 300 ha??

======================================

————————————————–

————————————————————————-

———————————-

———————————————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Mistrzostwa w Meksyku. Kto zostanie królem strzelców? MEM-y II.

———————————————-

————————————————

——————————

—————————————————

————————————————————–

Bo te 3 % to byli „swoi”

——————————-

———————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Koledzy polskich aborterek aresztowani w Czechach

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

W drugiej części tej wiadomości przekażę najnowsze informacje o Leli, pacjentce szpitala w Olsztynie, gdzie chcą zabić jej 15-tygodniowe dziecko. Sprawa ma swoją kontynuację – spieszę przekazać Panu, co udało mi się ustalić.

Ale najpierw ważna wiadomość: koledzy polskich aborterek zostali aresztowani w Czechach. Tamtejsza policja rozbiła szajkę, która zajmowała się zabijaniem polskich dzieci – gdy matki przyjeżdżały do Czech na aborcję. Zatrzymanym grozi do 8 lat pozbawienia wolności.

Czeska policja i prokuratura prowadzą postępowanie dotyczące działalności placówki aborcyjnej w miejscowości Bílovec. Pracownicy kliniki, w tym 62-letni ginekolog, robili aborcje ze złamaniem nawet czeskiego – fatalnego – prawa. Tworzyli grupę, która za nic miała jakiekolwiek regulacje i nie dość że masowo mordowała polskie dzieci, to jeszcze działała jak mafia. Jedna z zatrzymanych osób usłyszała m.in. zarzut wprowadzania w błąd oraz zatajenia istotnych informacji w celu osiągnięcia korzyści majątkowych. Natomiast główny zarzut to przekraczanie terminu wykonywania aborcji (12 tygodni na życzenie i 24 tygodnie z przesłanki eugenicznej), a także niedopełnianie obowiązków informacyjnych i łamanie procedur.

Wspieram

To właśnie prawdziwa natura morderców. Oficjalnie utrzymują oni, że ratują kobiety, pomagają matkom i niosą ulgę w trudnych sytuacjach. W rzeczywistości zabijają maleńkie dzieci, są chciwi i nie istnieje dla nich żaden system wartości. Nie trzymają się żadnego prawa, nawet najbardziej permisywnego. Zawsze chcą zabić więcej i bez limitów.

Do czeskich klinik regularnie wysyła Polki Aborcyjny Dream Team, grupa polskojęzycznych feministek, które prowadzą także ośrodek Abotak na ul. Wiejskiej w Warszawie. Reklamują wyjazdy, pomagają je organizować i kontaktują z klinikami po drugiej stronie granicy. Klinika w Bilovcu miała stronę internetową w języku polskim, chwaliła się także, że część personelu porozumiewa się po polsku, więc może przyjmować matki z naszego kraju. I mordować ich dzieci.

Obecnie w rękach czeskich organów ścigania znajduje się dokumentacja dotycząca aborcji wielu pacjentek z Polski. Niektóre z nich mogą się spodziewać wezwań na przesłuchanie – na mocy przepisów, które umożliwiają współpracę organów ścigania w różnych państwach Unii Europejskiej (w tym wypadku pomiędzy Polską a Czechami).

Jak Pan myśli, jak zachowa się Aborcyjny Dream Team, gdy kobiety zaczną dostawać wezwania na przesłuchania? Czy zapewni im pomoc prawną, czy raczej umyje ręce i będzie udawać, że nie ma ze sprawą nic wspólnego? Twoje ciało, twoja sprawa – twój wyjazd, twoja sprawa. My przecież do niczego cię nie namawiałyśmy… Prawda…?

Szanowny Panie,

Zdajemy sobie sprawę, że polskojęzyczni aborterzy są częścią większej grupy, która działa na terenie wielu państw – z pominięciem prawa, obchodząc przepisy lub otwarcie je łamiąc. Już od blisko roku Fundacja Życie i Rodzina regularnie pikietuje ich ośrodek, gdzie próbują prowadzić swoją odrażającą działalność. Pokazujemy prawdę o aborcji, odstraszamy kobiety, które chcą wejść do środka i zabić dziecko tabletkami, prowadzimy publiczne modlitwy przed wejściem i nie pozwalamy zabijać dzieci w ciszy. Gdy państwo zamyka oczy na aborcyjne bezprawie, działaniami obywatelskimi zastępujemy niewydolne instytucje. Jesteśmy na pierwszej linii.

Wspieram

Tymczasem Aborcyjny Dream Team próbuje dotrzeć do szpitala w Olsztynie, bo chce zabić tabletkami dziecko Leli, Gruzinki, o której pisałam w poprzedniej mojej wiadomości do Pana. Dziecko Leli ma już 15 tygodni – nawet proaborcyjni ginekolodzy odradzają robienie samodzielnej aborcji na tak zaawansowanym etapie, jednak dla Natalii Broniarczyk i spółki to żaden problem.

Całkiem na poważnie, aborterki chcą przedostać się na oddział i przekazać tabletki z nielegalnego źródła, aby Gruzinka mogła samodzielnie je zażyć. Taka aborcja zabije dziecko i sprawi, że Lela też może umrzeć. 

Ważna informacja: w chwili obecnej Lela NIE znajduje się w stanie zagrożenia życia. Jest w dalszym ciągu hospitalizowana i poddawana presji, aby zabić swoje dziecko.

Chciałabym także, aby wiedział Pan, że do Fundacji Życie i Rodzina zgłosili się pierwsi świadkowie wydarzeń w szpitalu w Olsztynie. Osoby te w poufnej rozmowie przekazały, że o tym, jak wygląda sytuacja Leli, huczy cały oddział. I jest to sytuacja zupełnie inna niż opisywana przez lewicowe media i organizacje. Dysponuję w tej chwili kontaktami do tych osób. Jeśli dojdzie do tej aborcji, natychmiast złożymy zawiadomienie do Prokuratury, a osoby te zgłosimy jako świadków, aby zeznali, co widzieli i słyszeli na oddziale.

Wspieram

Trzymam rękę na pulsie i proszę o modlitwę, aby nikt nie zabił tego dzieciątka.

Z wyrazami szacunku,

Kaja GodekKaja GodekKaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Jak sam Pan widzi, Fundacja Życie i Rodzina mierzy się obecnie z potężnymi wyzwaniami. Możemy być silni, gdy otrzymujemy Pańskie wsparcie – modlitewne i finansowe. W tym wymagającym czasie – z serca za nie dziękuję.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Po co wam porodówki. Macie MNIE. MEM-y I.

————————————————–

————————————————-

———————————-

—————————————————————————

To Marcin Plichta – a sąd – „w tej kraj”

=======================================

————————————————–

———————————————————————–

———————————-

Mafia zboczonych satanistów panoszy się w Watykanie

Arcybiskup Viganò przeciwko możliwej nominacji dla Edgara Peña Parra

Date: 27 febbraio 2026 Author: Uczta Baltazara

Oto kontrowersje dotyczące arcybiskupa Edgara Peña Parra (obecnie Substytuta ds. Ogólnych Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej), o których mowa w artykule na stronie Marco Tosatti z 27 lutego 2026 roku. Artykuł dotyczy pogłoski mówiącej, że Peña Parra może wkrótce zostać mianowany Nuncjuszem Apostolskim we Włoszech przez papieża Leona XIV. Autor publikacji, a przede wszystkim Carlo Maria Viganò uważają tego rodzaju posunięcie za skandaliczne i zamiast tego domagają się procesu kanonicznego przeciwko Peña Parra..wikipedia.org/wiki/EdgarParra

Główne zarzuty według artykułu Marco Tosattiego (27.02.2026) i cytowanego w nim Viganò

Artykuł opiera się na wieloletniej narracji Viganò i przywołuje starsze oskarżenia (głównie z lat 2018–2019), które autor uważa za niewystarczająco zbadane przez media głównego nurtu i Watykan.

Kluczowe punkty oskarżeń:

  • Peña Parra miał być już przed święceniami kapłańskimi (lata 90.) sygnalizowany jako „notoryczny homoseksualista” – do tego stopnia, że opuścił seminarium, bo rektorzy uważali go za homoseksualistę (powołanie na starszy artykuł L’Espresso z 2018).
  • Wenezuelski dziennikarz Gastón Guisandés López (wówczas związany z pismem „Qué Pasa” w Maracaibo) opublikował w latach 90. / na początku 2000. dwa artykuły opisujące tzw. gejowską lobby wśród duchownych diecezji Maracaibo – wymieniając wśród ~16 księży również Edgara Peña Parra.
  • Guisandés López miał dwukrotnie prosić o audiencję u ówczesnego nuncjusza w Wenezueli (mons. Aldo Cavalli lub wcześniejszego – bez skutku.
  • Następnie wysłał oficjalny list-denuncjację do nuncjatury, opisujący wszystkie zarzuty (w tym molestowanie seminarzystów / nieletnich).
  • Według Viganò zarówno ten list, jak i wyniki lokalnego dochodzenia kanonicznego / wstępnego znajdują się w aktach Sekretariatu Stanu – i on sam widział je na własne oczy, gdy był w Watykanie.
  • Guisandés López w 2019 potwierdził osobiście dziennikarzom Infovaticana i Stilum Curiae wszystkie fakty, artykuły i sam list denuncjacyjny.
  • Viganò w 2019 (m.in. w wywiadzie dla Washington Post) i później oskarżał Peña Parra o udział w „homoseksualnej lobby”, a także o molestowanie seminarzystów (od co najmniej 2002 roku według niektórych relacji anglojęzycznych).
  • Najcięższy wniosek Viganò (przytaczany w artykule): zamiast nominacji na nuncjusza Peña Parra powinien stanąć przed sądem kościelnym, zostać usunięty ze wszystkich funkcji i ukarany najsurowszą karą – jako sygnał prawdziwej zmiany.

Źródło podstawowe: marcotosatti/mons-pena-parra-nuovo-nunzio-in-italia-attacco-durissimo-dellarcivescovo-carlo-maria-vigano/

Kontekst szerszy – wcześniejsze fale oskarżeń (2018–2020)

Oskarżenia Viganò wobec Peña Parra nie są nowe – pojawiają się już w jego słynnym „Testimonium” z 22/26 sierpnia 2018 (gdzie pisze: „Otrzymałem niepokojące informacje na jego temat” w kontekście Honduraskim / Maradiaga).

Najostrzejsza eskalacja nastąpiła w czerwcu 2019:

  • Wywiad Viganò dla Washington Post (10 czerwca 2019) – zarzuty o homoseksualizm, molestowanie seminarzystów i korupcję
  • Potwierdzenie przez Guisandésa Lópeza dla mediów tradycjonalistycznych (Infovaticana, Stilum Curiae)

Większość mainstreamowych mediów katolickich i świeckich (New York Times, Catholic Herald, Washington Post) uznała wtedy, że nie jest w stanie niezależnie potwierdzić zarzutów i nie opublikowała ich w pełnej formie.

Źródła z tamtego okresu:

Stan obecny (luty 2026)

  • Nie ma publicznie znanego kanonicznego procesu karnego wobec Peña Parra w Watykanie w związku z tymi zarzutami (ani za pontyfikatu Franciszka, ani po 2025).
  • Peña Parra pozostaje jedną z najpotężniejszych postaci w Kurii – codziennie spotyka się z papieżem, jest nr 3 w Sekretariacie Stanu.
  • Oskarżenia Viganò są traktowane przez środowiska tradycjonalistyczne i sedewakantystyczne jako dowód na całościową korupcję obecnego kierownictwa Kościoła.
  • Środowiska prourządowe / umiarkowane uważają je za niepotwierdzone ataki polityczne na Franciszka i jego współpracowników.

Najnowszy post Viganò na X (luty 2026) wprost odnosi się do hipotezy o nuncjaturze włoskiej i powtarza żądanie procesu.

……………………..

„Un Dossier sugli scandali finanziari – e non solo – alla Santa Sede, diffuso dall’Arcivescovo Carlo Maria Viganò. E una ‘Lettera da Berlicche’” korazym/un-dossier-sugli-scandali-finanziari-e-non-solo-alla-santa-sede-diffuso-dallarcivescovo-carlo-maria-vigano-e-una-lettera-da-berlicche/

Data publikacji: 2 listopada 2020 r. Autor tekstu na korazym.org: Vik van Brantegem

Główna treść i struktura artykułu

Artykuł prezentuje i komentuje dossier (raport / memoriał) sporządzone i upublicznione przez arcybiskupa Carlo Marię Viganò (byłego nuncjusza apostolskiego w USA). Dossier dotyczy szeregu skandali finansowych, seksualnych i korupcyjnych w Watykanie, z naciskiem na pontyfikat Franciszka. Tekst na korazym.org udostępnia ten dokument (pochodzący z bloga Marco Tosatti – Stilum Curiae) i łączy go z osobnym tekstem: fikcyjną „Listą z Berlicche” autorstwa Aldo Marii Valliego (blog Duc in altum), napisaną w stylu korespondencji szatana (diabła Berlicche) do kardynała, który ma zostać fałszywym papieżem.

Autor korazym.org opisuje całość jako „quadro chiarissimo, inequivocabile ed inquietante” (wyraźny, jednoznaczny i niepokojący obraz) obecnego stanu Kościoła.

Kluczowe elementy dossier Viganò (według artykułu)

Viganò przedstawia systemową korupcję, szantaż i infiltrację w Kurii Rzymskiej, nazywając ją „deep church” powiązaną z „deep state”, masonerią i globalizmem. Główne wątki i oskarżenia:

  1. Edgar Peña Parra (od 2018 Substytut Sekretariatu Stanu – trzecia najważniejsza osoba w Watykanie)
    1. Najcięższe i najbardziej szczegółowe zarzuty.
    2. Już przed święceniami kapłańskimi (1985) sygnalizowany jako notoryczny homoseksualista → expulsja z seminarium San Tommaso d’Aquino w Caracas.
    3. 1990: molestowanie dwóch seminarzystów w parafii San Pablo w Maracaibo → zgłoszone policji, pisemne potwierdzenie od rektora Enrique Pérez.
    4. 1992: współudział w morderstwie dwóch osób (medyka i Jairo Pérez) na wyspie San Carlos – ofiary porażone prądem podczas praktyk homoseksualnych, ciała znalezione nagie. Oskarżony o udział: José Severeyn. Tuszowanie przez biskupa Roberto Lückert Leon (fałszywe dokumenty) i arcybiskupa Roa Pérez.
    5. Mimo tych faktów – błyskawiczna kariera dyplomatyczna (m.in. Honduras 2002–2007 blisko Maradiagi i Pinedy, Kenia, Genewa, Meksyk, nuncjusz w Pakistanie 2011, Mozambiku 2015).
    6. Nominacja na Sostituto w 2018 na osobistą rekomendację Óscara Andrésa Rodrígueza Maradiagi.
    7. Oskarżenie o spowodowanie strat finansowych Watykanu powyżej 100 mln euro w latach 2018–2019 poprzez tajne, nieautoryzowane negocjacje.
  2. Kardynał Óscar Andrés Rodríguez Maradiaga (Honduras, kluczowy doradca papieża, członek C9 – Rady ds. reformy Kurii)
    1. Oszustwo finansowe wobec wdowy po ambasadorze Hondurasu, Marthy Alegría Reichmann.
    2. Przyjmowanie pieniędzy od George’a Sorosa (650 tys. USD w 2015 od Open Society Foundations dla organizacji PICO i FPL na wpływanie na biskupów USA w kierunku zmiany nauczania Kościoła).
    3. Tuszowanie skandali seksualnych i finansowych swojego biskupa pomocniczego Juana José Pinedy.
  3. Juan José Pineda (były biskup pomocniczy Tegucigalpy)
    1. Sieć homoseksualna, kontakty z prostytutami, wykorzystywanie funduszy diecezjalnych na prezenty (mieszkania, samochody, motocykle, podróże).
    2. 48 seminarzystów oskarżyło go w 2017 o molestowanie seksualne.
    3. Samobójstwo jednego seminarzysty po nadużyciach.
    4. Spotkania seksualne w rezydencji Maradiagi (Villa Iris).
    5. Raport apostolski Alcidesa Casaretto do papieża Franciszka – bez realnych konsekwencji.
    6. Usunięty w 2017 bez podania przyczyny.
  4. Inni wymienieni hierarchowie i mechanizmy tuszowania
    1. Kardynałowie: Tarcisio Bertone, Pietro Parolin, Leonardo Sandri, Fernando Filoni – znali dossier, ale nic nie zrobili.
    2. Giovanni Angelo Becciu – usunięty w 2020 w związku ze skandalem finansowym (Londyn), ale według Viganò Peña Parra jest znacznie gorszy i bardziej szantażowalny.
    3. Fabián Pedacchio (sekretarz osobisty Bergoglio), Gustavo Zanchetta i inni jako część „lawendowej mafii”.
    4. Mechanizm: szantaż seksualny + korupcja finansowa → kontrola nad nominacjami i decyzjami.
  5. Wniosek Viganò: Bergoglio otacza się skorumpowanymi i szantażowalnymi ludźmi albo celowo (demolka Kościoła na rzecz „NGO filantropijnej”), albo sam jest szantażowany. Cytat: „Questa non è la Chiesa di Cristo, ma un’antichiesa massonica” (To nie jest Kościół Chrystusa, lecz antykościół masoński).

Druga część artykułu – „Lettera da Berlicche” (Aldo Maria Valli)

Fikcyjna satyra / dystopia w formie listu diabła Berlicche do kardynała X (przyszłego fałszywego papieża). Instrukcje destrukcji Kościoła:

  • łamanie protokołu,
  • zaprzeczanie bóstwu Chrystusa,
  • traktowanie dziewictwa Maryi jako mitu,
  • promowanie modernizmu, dialogu międzyreligijnego, lobby homoseksualnego, masowej imigracji jako narzędzi rozbicia tradycyjnego katolicyzmu.

WARTO PRZYPOMNIEĆ: Skandaliczne miliony kardynała Maradiagi dakowski.pl/archiwum/pliki/

babylonianempire/vigano-watykan-znajduje-sie-dzis-w-rekach-dwoch-ekstremalnie-zdeprawowanych-postaci

babylonianempire/kardynalowie-powinni-zrobic-aby-oczyscic-kosciol-po-smierci-franciszka

Certyfikat celebryty

Szanowni Państwo! 
Oto dziewiąty w tym roku SOBOTNIK, wraz z DUCHEM CZASU. 
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd

www.mtodd.pl


Certyfikat celebryty   9/2026(763)

Obecny rząd/nierząd zaspakaja potrzeby zwłaszcza tych, którzy potrzebują zarobić/ukraść – nie napracować się. W Spółkach Skarbu Państwa są takie stanowiska w obfitości. Mała niedogodność polegała na tym, że ubieganie się o stanowisko w radzie nadzorczej firmy, wymaga posiadania doktoratu, ale potrzeba matką wynalazku. Stąd popularność Collegium Tumanum, którego dyplom kupić można było, jak kapustę na straganie. 

Tytuł celebryty nie wymaga nakładów finansowych. Zostać może nim byle bloger, pod warunkiem jednak, że będzie wiedział skąd wiatr wieje. Jest bowiem pewna „zagwozdka”, póki się nie jest celebrytą, nikt twoich wpisów czytać nie będzie, bo inteligentnym jakieś wypociny nie przypadną do gustu, a ci gustu pozbawieni, celebrytę poznają po tym, że już jest celebrytą, bo się za niego podał. A żeby się nim stać, trzeba na wypisywać sporo wulgaryzmów pod adresem jakiegoś „faszysty”, lub innego „przyjaciela Putina”.

Nie wiem doprawdy, jak to się stało, że jeszcze nie zostałam zaliczona, do tych ostatnich i aresztowana. Minęła właśnie czwarta rocznica napaści Putina na Ukrainę i nikt dotąd nie zapytał dlaczego wybrał on właśnie datę 24 lutego. Bo zamierzał uczcić moje imieniny, ale spóźnił się o dwa dni. Odkąd włada nami Demokracja Warcząca, tego dnia, co roku, o szóstej rano czekam na uzbrojony patrol, ale nikt nie przychodzi. Oj, chyba żadna ze mnie celebrytka. Na razie nigdzie tego nie ogłaszam, a swoją drogą mam nadzieję, że Putin odpowie za swoje czyny.

Kredyt dla kretynów

‒ Czy ty rozumiesz o co chodzi z tym sejfem? – spytała Małgorzata.

‒ To takie miejsce do trzymania, między innymi, gotówki – odpowiedział DUCH CZASU.

‒ Nie to miałam na myśli, tylko te miliardy „oferowane” nam przez Unię Europejską

‒ Oferowane, powiadasz? To tak jak bym ci oferował kredyt na bliżej nieokreślony procent, pod warunkiem, że kupisz ode mnie to, co ci każę za cenę, której zażądam.

‒ Podobno z przeznaczeniem na zbrojenia.

‒ Rzeczywiście, co jak co, ale zbroić, to Niemcy się lubią. Mają milenijne tradycje. Bez tego nie wywołaliby ani pierwszej, ani drugiej Wojny Światowej.

‒ Sami tego kredytu nie biorą.

‒ Wystarczy, że znaleźli frajerów, którzy im to sfinansują.

‒ Podobno jest już jakaś polska firma zbrojeniowa…

‒ Która przygarnie miliony? Firma-krzak ukryta za Poncjuszem Piłatem, zarejestrowana w miejscu niedostępnym dla nieuprawnionych, podzieli szmal między tych, co trzeba według instrukcji z Berlina.

‒ Z tych przeznaczonych dla Niemców?

‒ W porozumieniu z nimi, rzecz jasna.

‒ Duży przekręt, to duże ryzyko.

‒ Dlatego beneficjenci zrobią wszystko, żeby „europejska” mafia, której służą, nie straciła władzy w Generalnej Guberni.

Friday Funnies: „I Speak Jive” [MEM-y, nie bój się…]

Friday Funnies: „I Speak Jive”

Exit Stage left – Gruesome Newsom

Dr. Robert W. Malone Feb 27, 2026





[Brag i bragging – oznaczają przechwalanie się. asshat, arsehat – dupek; arogant. md]














Finding good Newsom jokes today is like shooting fish in a barrel!



OK- for those that missed the actual video, here it is! Comedy doesn’t get much better!



The World’s a Stage and Newsom is Front and Center

He doesn’t govern so much as he tours. Every microphone becomes a spotlight, every press appearance a carefully staged scene, while the state he’s supposed to manage simmers on the back burner. Wildfires flare, water systems creak, rolling blackouts hum — but those aren’t cues for him, just background noise to the next photo op. The problem with living under the lights is that they don’t just illuminate, they expose. When you build a career on visibility, every crack shows in high definition. The real work waits in the wings while the roadshow rolls on, polished optics and soundbites front and center. In a world where attention is currency, overexposure is the cost.

He stands in the limelight while backstage, the theater is ablaze.

  • from: Worlds Amiss






Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber.


Thanks for reading Malone News! This post is public so feel free to share it.

Share




Szef Światowego Forum Ekonomicznego odchodzi po ujawnieniu kontaktów z Epsteinem. A tak dzielnie zaprzeczał…

Szef WEF odchodzi

po ujawnieniu kontaktów z Epsteinem

– „nie wiedziałem” nie wystarczyło…

zmianynaziem/szef-wef-odchodzi-po-ujawnieniu-kontaktow-z-epsteinem

Børge Brende, prezes i dyrektor generalny Światowego Forum Ekonomicznego, złożył rezygnację 26 lutego 2026 roku. Bezpośrednim powodem była wewnętrzna kontrola przeprowadzona przez WEF w sprawie jego kontaktów z Jeffreyem Epsteinem – skazanym przestępcą seksualnym, który w 2019 roku „zmarł w areszcie”. To kolejna prominentna postać ze świata globalnych elit, której nazwisko pojawia się w kontekście afery Epsteina.

Brende przyznał się do uczestnictwa w trzech kolacjach z Epsteinem – jednej w 2018 roku i dwóch w 2019 roku – odbywających się w nowojorskiej rezydencji finansisty. Pierwsza miała się odbyć na zaproszenie byłego norweskiego wicepremiera Terjego Rød-Larsena. Oprócz spotkań twarzą w twarz doszło też do wymiany wiadomości e-mail i SMS-ów. Brende utrzymuje, że nie wiedział o przestępczej działalności Epsteina.

Problem w tym, że jeszcze w listopadzie 2025 roku Brende publicznie zaprzeczał jakimkolwiek kontaktom z Epsteinem. Dopiero dokumenty opublikowane przez Departament Sprawiedliwości USA w styczniu 2026 roku zmusiły go do zmiany wersji. Akta ujawniły, że Epstein pisał do Brende o „przyszłości Davos” i proponował swoje usługi jako pośrednik w aranżowaniu spotkań z miliarderami i szefami rządów – sam określał się mianem „concierge Davos”.

Norweski polityk i menedżer ma za sobą długą karierę na styku polityki i biznesu. Był ministrem środowiska, ministrem handlu oraz ministrem spraw zagranicznych Norwegii z ramienia Partii Konserwatywnej. Z WEF związał się w 2011 roku, a od 2017 roku stał na czele całej organizacji. Przez niemal dekadę był twarzą forum, które co roku gromadzi w Davos przywódców państw, szefów największych korporacji i przedstawicieli świata nauki.

Po ujawnieniu kontaktów z Epsteinem WEF zlecił niezależne dochodzenie. Jego wyniki były lakoniczne: nie znaleziono „żadnych dodatkowych problemów poza tym, co już ujawniono”. Brende ogłosił rezygnację, uzasadniając ją chęcią uniknięcia „rozpraszania Forum”. Stanowisko tymczasowego prezesa objął Alois Zwinggi, wieloletni menedżer WEF związany wcześniej z koncernem budowlanym Holcim.

Sprawa Brende to kolejny epizod w długiej historii powiązań Epsteina z elitami finansowymi i politycznymi. Finansista przez lata budował sieć kontaktów wśród najpotężniejszych ludzi świata, wykorzystując prestiż takich wydarzeń jak szczyt w Davos. Według materiałów opublikowanych przez Bloomberga w lutym 2026 roku, Epstein otwarcie chwalił się swoją rolą pośrednika i używał nazwy forum jako przepustki do kolejnych środowisk. Robił to nawet po skazaniu w 2008 roku za nakłanianie nieletniej do prostytucji.

Wśród osób, których nazwiska pojawiały się w kontekście Epsteina, są byli prezydenci, miliarderzy i członkowie rodzin królewskich. Bill Clinton wielokrotnie korzystał z prywatnego samolotu finansisty. Bill Gates przyznał się do spotkań i publicznie wyraził żal. Książę Andrzej zrezygnował z obowiązków publicznych po tym, jak wyszły na jaw jego relacje z Epsteinem. Lista jest długa i obejmuje ludzi z kręgów regularnie obecnych na szczytach w Davos.

Obrońcy Brende wskazują, że nie ma żadnych dowodów na jego udział w przestępstwach ani świadomość tego, co Epstein robił swoim ofiarom. To prawda. Jednak trudno przejść obojętnie obok faktu, że szef organizacji, która od lat stawia się w roli moralnego autorytetu w kwestiach etyki biznesu i praw człowieka, spotykał się z człowiekiem skazanym za przestępstwa seksualne – i to po jego skazaniu, nie przed. Epstein był osobą publicznie skompromitowaną już od 2008 roku. Wystarczyło kilka minut z wyszukiwarką, by to ustalić.

Sama rezygnacja Brende nie rozwiązuje głębszego problemu. Akta Epsteina, które trafiają do opinii publicznej etapami, zawierają tysiące stron dokumentów i setki nazwisk. Każde nowe ujawnienie pokazuje, jak szeroka była sieć powiązań „finansisty” i jak długo funkcjonowała bez żadnych konsekwencji. Odejście jednego prezesa to za mało, by uznać sprawę za zamkniętą.

WEF zapewne przetrwa ten kryzys wizerunkowy. Kolejny szczyt w Davos odbędzie się zgodnie z planem, a globalne elity znajdą nowego lidera. Pytanie, które pozostaje bez odpowiedzi, brzmi: ilu innych uczestników tych samych kolacji i tych samych konferencji miało podobne kontakty z Epsteinem i nigdy nie zostało z tego rozliczonych?

Źródła:

reuters.com/world/ceo-world-economic-forum-qu…

bbc.com/news/articles/cr5lq9ll15jo

cnn.com/business/borge-brende-wef-…

theguardian.com/us-new/boss-worl…

theguardian.com/business

euronews/davos-forum-chief-bre…

Legnica. Prokuratura kapituluje w starciu z siatką pedofilów

Prokuratura kapituluje w starciu z siatką pedofilów
goniec.pl/prokuratura-kapituluje-w-starciu-z-siatka-pedofilow


Liliana Łukasiewicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy, fot. Lubin.pl

============================================

Prokuratura Okręgowa w Legnicy, policja i służby specjalne właśnie kapitulują w sprawie pedofilskiej siatki, na której ślad natrafiły w połowie 2022 roku, a przez dwa i pół roku prowadziły śledztwo. Ustalenia dziennikarzy Gońca, prowadzących śledztwo dziennikarskie od końca 2024 roku wskazują jasno, że decyzja o umorzeniu śledztwa jest przedwczesna, dlatego dla dobra interesu społecznego ujawniamy szokujące treści rozmów, którymi dysponowali śledczy.


Niezrozumiała postawa prokuratorów

Piątek trzynastego jest uznawany za najbardziej pechowy dzień w roku, ale nie bacząc na przesądy Prokuratura Okręgowa w Legnicy umorzyła tego dnia śledztwo prowadzone ws. podejrzenia pedofilii i innych przestępstw, których mogli się dopuszczać politycy, policjanci, ludzie związani ze służbami i potentaci z branży śmieciowej.

Decyzja budzi zdumienie, bo ledwie trzy dni wcześniej rzeczniczka prokuratury w specjalnym komunikacie potwierdzała fakt istnienia opinii biegłych, która uniemożliwia uznanie przekazanych dowodów za wytwór sztucznej inteligencji, co sugerowali podejrzani.

PROKURATURA ŚCIGA DZIENNIKARZA ZAMIAST SPRAWCÓW? ZOBACZ WIDEO!

Chodzi o domniemane rozmowy, jakie w okresie 2021 – 2023 mieli prowadzić między sobą Robert Raczyński, prezydent Lubina i lider ogólnopolskiej formacji Bezpartyjnych Samorządowców, startującej w przeszłości w wyborach parlamentarnych i prezydenckich, ze swoim współpracownikiem Andrzejem Pudełką, naczelnikiem oświaty w ratuszu.

10 lutego 2026 r ujawniliśmy, że od października 2025, czyli od przeszło trzech miesięcy prokuratorzy prowadzący śledztwo dysponują opinią wykluczającą, że rozmowy stworzyła sztuczna inteligencja. Taką wersję próbowali narzucić Raczyński z Pudełką, składając w 2024 roku doniesienie do tej samej legnickiej prokuratury, rok po rozpoczęciu umorzonego właśnie śledztwa wszczętego w sprawie art. 200, czyli pedofilii. Ich opinie i zarzuty biegli w opinii jednoznacznie obalili, co powinno otwierać drogę do dalszych działań weryfikujących bulwersujące okoliczności ujawnione w stenogramach.

W rozmowie z redaktorami Gońca 27.01 rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy Lilianna Łukasiewicz zapewniała:

“Uzyskano opinię biegłego z zakresu informatyki, który wypowiadał się w tym zakresie. Niestety, z uwagi na dobro tego śledztwa, absolutnie nie możemy ujawnić żadnych informacji dotyczących treści tejże opinii (…)”

„Ten materiał jest w sprawie skomplikowany, wymaga dużo pracy. Opinia informatyczna również wymagała dużo pracy z uwagi na tą obszerność materiału dowodowego, więc na obecnym etapie prokurator analizuje też tą opinię i podejmuje kolejne czynności w sprawie, które są niezbędne do tego, aby to postępowanie właściwie wyjaśnić” – tłumaczyła.

Na pytanie o możliwy czas zakończenia śledztwa usłyszeliśmy: „Oba te śledztwa są jeszcze przedłużone. Na tym etapie jest za wcześnie, aby o tym informować, a poza tym takie informacje też mogą się odbić niekorzystnie na toku prowadzonych śledztw (…) Oba te postępowania zakończą się wtedy, kiedy prokurator wyjaśni wszystkie wątki, które są przedmiotem jednego i drugiego śledztwa”.

Wśród dolnośląskich samorządowców i parlamentarzystów, do których docierały wcześniej informacje o domniemanej zorganizowanej na wielką skalę siatce pedofilów wybuchła dyskusja o konsekwencjach naszego odkrycia. Jak ustalił Goniec parlamentarzyści zajmujący się służbami i zwalczeniem pedofilii rozpoczęli serię spotkań m.in. z ministrami rządu Donalda Tuska oczekując wyjaśnienia sprawy i konkretnych działań organów ścigania.

W nadchodzącym tygodniu sprawę dalszego postępowania miał rozstrzygnąć minister Waldemar Żurek, a informacji na temat sprawy domagał się też Marcin Kierwiński, szef MSWiA nadzorujący policję.

Najszybciej i w zupełnie niespodziewany sposób zareagowała rzeczniczka prokuratury Liliana Łukasiewicz. W komunikacie zamieszczonym na stronie poinformowała o… wszczęciu nie jednego, ale dwóch śledztw, które miały na celu ustalenie, kto przekazał nam opinię i dlaczego Goniec ujawnia tajemnice śledztwa.

„W związku ze stwierdzonym podejrzeniem ujawnienia osobie nieuprawnionej informacji (…) Prokurator Okręgowy w Legnicy w dniu 11 lutego 2026 r. wszczął śledztwo w tej sprawie – czytamy w oficjalnym komunikacie PO w Legnicy 11 lutego 2026. – Śledztwo zostało również wszczęte w sprawie publicznego rozpowszechnienia w dniu 10 lutego 2026 r. za pośrednictwem sieci Internet na portalu Goniec.pl informacji z postępowania przygotowawczego”.

Dwa dni później, Prokuratura Okręgowa w Legnicy publikuje w tej sprawie kolejny komunikat, informując, że w sprawie zostało ostatecznie wszczęte tylko jedno postępowanie, dotyczące ujawnienia informacji śledztwa: „W toku tego samego postępowania prowadzone będą również czynności zmierzające do ustalenia, kto w sposób nieuprawniony przekazał materiał dowodowy toczącego się śledztwa do publicznego rozpowszechniania. W trakcie postępowania będą w pełni respektowane prawa wszystkich uczestników, w tym prawa dziennikarza określone w art. 15 ust. 1–3 ustawy – Prawo prasowe” – zapewnia prokuratura.

Podsumujmy.

Opinia biegłych, jak ujawnił Goniec, uprawdopodobniała istotnie prawdziwość stenogramów spisanych z rozmów dwóch mężczyzn, przesłanych na skrzynkę mailową prokuratury wrocławskiej wiosną 2023 roku.

Wrocławska prokuratura ukrywała fakt śledztwa przed opinią publiczną i dziennikarzami, którzy jako pierwsi zajęli się sprawą w lutym 2024 roku.

Wówczas wspólne śledztwo Onetu i Superwizjera TVN24 zakończone publikacją „Brudna gra” koncentrowało się na domniemanej inwigilacji, jaką miało prowadzić ABW wobec Raczyńskiego i Pudełki, ale wątki pedofilskie skwitowano jedynie formułką, że służby pozyskały też rozmowy dotyczące drastycznych wątków obyczajowych.

Dziennikarzom Onetu, kiedy pytali o stenogramy, które miały być pozyskane w ramach inwigilacji, prokuratura wrocławska potwierdzała jedynie fakt wszczęcia śledztwa, ale nie podawała nawet jego podstawy prawnej, odmawiając jakichkolwiek szczegółów. Dopiero pytania Gońca ujawniły, że chodzi o pedofilię, a nasza publikacja sprzed dwóch tygodni ujawniła ciężar gatunkowy śledztwa.

Było tak wbrew zapewnieniom rzeczniczki, która w rozmowach z naszymi dziennikarzami przekonywała, że nie jesteśmy jedyną redakcją, która pyta o postępowanie i wszystkim przekazuje to samo.

Te wszystkie okoliczności sprawiają, że trudno jest zrozumieć decyzje o umorzeniu po cichu sprawy i wzmacniają wątpliwości, co do rzetelności i determinacji prokuratury i policji. Decyzja o umorzeniu była szokiem dla radnych i polityków podejmujących po naszej publikacji interwencję w rządzie.

Dziwne okoliczności nagłego umorzenia śledztwa skłoniły naszą redakcję do ujawnienia, co faktycznie zawierają stenogramy. Publikujemy ledwie kilka, wcale nie najdrastyczniejszych, fragmentów, a wobec wyraźnie nerwowej postawy Prokuratury Okręgowej w Legnicy żądamy natychmiastowych działań.
Wstrząsające wątki pedofilskie

Po wielomiesięcznym analizowaniu i braku działań ze strony służb oraz prokuratury ujawniamy zatrważające wątki ze stenogramów.

Na przeszło sześciuset stronach można wyczytać dziesiątki faktów wskazujących na to, że osoba w stenogramach podpisana jako “RR” (zadaniem śledczych było ustalić, czy “RR” to prezydent Lubina, a jego rozmówca “AP” to jego podwładny i czy ich rozmowy są prawdziwe) prowadzi zbrodniczą działalność nie tylko na terenie swojego miasta i województwa, ale nawet Podkarpacia, Mazowsza i przygranicznych terenów z Niemcami.

Rozmowy wskazują na związki siatki ze światem przestępczym Hamburga, miasta wokół którego koncentruje się transport na całą Europę, a także z księżmi z okolicznych miasteczek oraz grupami przestępczymi zajmującymi się przemytem, handlem narkotykami, handlem ludźmi i bandycką działalnością prowadzoną wespół z grupą gangsterów z niewielkiego miasteczka Ścinawa.

Przestępstw, jakie można wyczytać ze stenogramów jest kilkadziesiąt, ale jako dziennikarze nie jesteśmy w stanie zweryfikować wszystkich tropów, od których roi się w rozmowach, którymi dysponuje prokuratura.

Ujawniamy je, bo już po opublikowaniu przez nas tekstu o ekspertyzie, nie tylko nie podjęto natychmiastowych działań, ale wybrano drogę gróźb i prób zniechęcenia nas do ujawnienia kolejnych okoliczności.

W skrócie pisząc, ze stenogramów osób podpisanych jako RR i AP wyłania się obraz dwóch gangsterów i zwyrodnialców, którzy kontrolują półświatek Lubina i okolic, uzyskując wielkie „cyfry” jak nazywają pochodzące z przestępstw pieniądze z wielu źródeł. Opierając się na strachu, przekupstwie i szantażach działają od lat pod ochroną służb i policji.

Trudno stwierdzić, na ile współpracujący z nimi politycy zdają sobie sprawę z prawdziwego charakteru ich działalności, więc na ten moment będziemy unikać przesądzania i wskazywania konkretnych osób. Ograniczymy się tylko do tych, którzy pojawiają się przy przestępstwach pedofilskich, bo dobro dzieci wymaga ich natychmiastowego, gruntownego sprawdzenia.

O skali procederu najbardziej świadczy przerażający obraz działań pedofilów, którzy perspektywicznie i na bieżąco obserwują dzieci w szkołach, przedszkolach i placówkach zajmujących się dziećmi z niepełnosprawności intelektualną. Ze spisanych rozmów wynika, że dzieci są na bieżąco fotografowane i trafiają na listę, którą mężczyźni nazywają rejestrem.

Podczas trzyletniego okresu, w którym toczyli rozmowy, wielokrotnie omawiają oni zlecenia, które realizują dla nich pracujący w urzędach lub wywodzący się ze świata przestępczego mężczyżni i kobiety. Wszystko ma na celu pozyskanie dzieci, które biorą udział w spotkaniach z mężczyznami. Są odurzane, wykorzystywane i nagrywane na filmach pedofilskich, którymi pedofile wymieniają się potem w sieci.

Scenariusz jest zwykle podobny. RR i AP wysyłają zaufanych ludzi, którzy nagrywają szkolne apele lub inne uroczystości gromadzące lubińskie dzieci, by wybrać ofiary. Współpracownicy siatki montują dzień wcześniej kamery a zdobyte dzięki nim nagrania przekazują pedofilom.

Z rozmów wynika, że te dzieci, które uznają za atrakcyjne, trafiają na pedofilski celownik. Zbrodniczy proceder nadzoruje AP, dysponujący siecią kontaktów wśród dyrektorek, nauczycielek i innych pracowników szkół. Informacje przekazuje mu np. szkolna woźna, która ostrzega przed zbyt ostentacyjnym zachowaniem współpracującego z nimi księdza, popadającego w uzależnienie od narkotyków, w które mieli go wkręcić RR i AP.

„Portierka dzwoniła na moje biurko. Ona wie coraz więcej. Muszę ogarnąć sytuacje z syfem u salezjan. Ksiądz G. jest w kiepskim stanie, znowu siedzi najebany u siebie i wydobywają się dziwne odgłosy z gabinetu” – można przeczytać relację AP z września 2021.

Ile razy i jakimi środkami dzieci miałyby być zniewolone do pedofilskich orgii ze stenogramów się nie dowiadujemy. Mamy jednak wiele konkretnych terminów, w których seanse miały miejsce, jak choćby majówki, kolonie czy długie weekendy.
Mężczyźni używający specjalnych szyfrujących aplikacji mieli przekonanie, że mogą prowadzić bezpiecznie organizacyjne rozmowy, ale i tak w niektórych sprawach umawiali się na rozmowy bez jakiejkolwiek elektroniki w ustronnych miejscach, wybranych tak, by maksymalnie zabezpieczyć się przed możliwością użycia mikrofonów kierunkowych.

Świadczy to i ma potwierdzenie w wielu fragmentach, że RR i AP byli przeszkoleni przez osoby znające policyjne procedury i możliwości służb. Chodzi zarówno o doświadczonych pedofilów i organizacje przestępcze, jak i ludzi ze służb i organów ściągania.

Jedną z takich osób był ksiądz współpracujący z nimi przez dwa lata i pracujący w jednej z szkół. Dwie inne, których wsparcie najbardziej cenią, to tajemnicza postać nazywana przez nich „pułkownikiem”, „ciemnym policjantem”, a także związany z położoną nieopodal Ścinawą „Mich”, który z opisu wydaje się być lokalnym mafijnym bossem z dostępem do narkotyków (kokainy, marihuany i mefedronu), prostytutek, i towarów z przemytu.

Mich uczestniczy, jako jeden z wielu współpracujących z bohaterami stenogramów, w organizowaniu „słupów” do wielu innych przestępczych aktywności organizowanych przez ludzi związanych z ugrupowaniem Bezpartyjni Samorządowcy, a także ważnymi w czasach ich rządów politykami PiS.
W kontekście działalności przestępczej RR i AP wypowiadają się także o środowisku prezydenta Jacka Sutryka, w którego deale układ lubiński się nie wtrąca.

Z materiału, którym dysponują śledczy wynika, że RR i AP posiadają szeroki wachlarz osób, instytucji i organizacji związanych z Kościołem, które służyć mają jako zasób dzieci do wykorzystywania seksualnego, produkcji pornografii pedofilskiej, a nawet do handlu żywym towarem, którego odbiorcy tworzą grupę operującą w Hamburgu i kilku innych miastach.

Kto dokładnie organizuje dzieci? W stenogramach wskazane są konkretne osoby, ale też instytucje i miejscowości skąd można zamówić „Aniołki”, jak nazywają w swoich rozmowach dzieci używane do seksualnych imprez lub za wcześniejszym zamówieniem, udostępniane przez osoby sprawujące nad nimi opiekę.

Prokuratorzy dysponowali nawet jednym konkretnym nazwiskiem upośledzonego dorosłego już mężczyzny, który miał być wykorzystywany przez pedofilów jako dziecko. W jego przypadku chodziło o układ z matką, której przestępcy płacili za dobę z dzieckiem około dwóch tysięcy złotych i spotykali się w wynajętych domach na uboczu. W rozmowach padają też imiona innych dzieci i wspomnienia z działań pedofilskich w Ścinawie, Głogowie i innych miejscach.

Pokrzywdzonych dzieci można było szukać po imionach, które kilkukrotnie nieostrożnie wymieniają rozmówcy, (najczęściej robi to AP, co niemal zawsze łączy się z paniczno-napastliwą reakcją RR, wyraźnie odpowiedzialnego za zorganizowanie zabezpieczeń technologicznych) oraz nazwach miejscowości, z których dzieci miały pochodzić.

Wśród miejsc ich pochodzenie wymienia się Głogów, Ścinawę, Górę, Trzebnicę, miejscowości przygraniczne nieopodal Wałbrzycha, Zgorzelec oraz Cieszyn po czeskiej stronie. Nagrania, którymi chwali się przed nimi znajomy ksiądz, miały być natomiast wytworzone na Śląsku, a kontaktami księdza mieli być też pedofile z Ostrawy.

Z rozmów wynika, że dostawy dzieci mieli organizować także dwaj inni księża. Jednym z nich jest ksiądz S., aktualnie pracujący w Częstochowie oraz nieznany z nazwiska pracownik szkoły. Dzieci miały być też dostarczane przez zakonnice z kilku ośrodków, którym zwyrodnialcy płacą za pośrednictwem ludzi-słupów. W stenogramach wymienione są miejscowości, w których należało szukać śladów działalności zakonnic i księży, oraz prowadzić operacyjne działania, niestety, wedle ustaleń Gońca, nic takiego się nie działo.

Rozmówcy ze stenogramów chełpią się układami z lokalnymi prokuratorami, wtykami w policji, a także wśród ludzi powiązanych z armią, nazywanymi w rozmowach „zielonymi” lub „leśnymi dziadkami”.

Usługi świadczą też dla nich detektywi oraz eksperci od podsłuchów, często z przeszłością w SB lub służbach wolnej Polski, byli oficerowie SKW i Biura Wewnętrznego Policji. Poza zorganizowaniem systematycznie uaktualnionego systemu łączności mają oni też pilnować, czy RR i AP nie są śledzeni i sprawdzać miejsca spotkań na wypadek podłożonej „techniki”, jak w slangu służb nazywają podsłuchy.

W jednym z dialogów RR i AP rozmawiają o konkretnych ludziach świadczących systematycznie tego rodzaju usługi. Jeden z nich miał być oficerem, specjalizującym się w sztukach walki i wyrzuconym ze służby, a innym ktoś zatrudniony w KGHM.
System kaucyjny
Znalazł sposób na oszukanie systemu kaucyjnego. Na jednej butelce zarobił prawie 200 tys. zł
Nie żyje aktor, pożar, nie żyje Bobby J. Brown, Bobby J. Brown
Nie żyje znany aktor. Zginął w potwornych okolicznościach, fani we łzach
Wątek morderstw

Najbardziej wstrząsające w stenogramach są jednak wypowiedzi wskazujące na to, że dzieci mogły być mordowane. Takie wątki dotyczą zarówno abstrakcyjnych dyskusji o organizacji procederu, jak i konkretnych dzieci, które wykorzystali.

„Na majówkę pofolgujemy sobie, a potem ucinamy temat. Poczekamy, aż wymienią się kadry u aniołków. Tych klechów, wokół których robi się szum, wymieni się gdzieś” – mówi RR.

„Tak. Wszystko mam już dogadane. Są dwaj chłopcy i dziewczynka. No już bardziej dziewczyna. Mam badania i farmakologię dla nich, zjedzie też dodatkowy soczek (tak nazywają kokainę). Skoczymy tylko do Legnicy przebrać łachy i możemy ruchać” – planuje 19 kwietnia 2021 AP, który po weekendzie doda, że „żal iść pod prysznic, ciągle mi koszula pachnie młodym ciałkiem”.

Potworna impreza wspominana przez RR i AP miała odbyć się na majówce 2021, a jej podsumowanie powinno na baczność postawić całą policję i służby.
„Dzieciaczki też wspaniałe. Szkoda, że już się nie przydadzą” – mówi RR, na co AP odpowiada pytaniem „Czy chcesz je wrzucić do utylizacji”. RR odpowiada szokująco „Zastanawiam się nad tym. Ta dziewczynka jednak chyba coś zapamięta. Trzeba brać więcej cukierków następnym razem. (,,,) Jesteś pewien, że ktoś przyjedzie po tamte dzieciaki? Zostawiliśmy je naćpane. Leżące na podłodze” – mówi RR, ale najwyraźniej nie zdeterminowało to w prokuraturze do działania nikogo.

„Trochę chemii przyjęliśmy w majówkę. Dobrze, że wódka się skończyła w pewnym momencie – mówi RR, a na uwagę, że przestawał nad sobą panować, ten przyznaje rację. – „Wtedy jak zacząłem krzyczeć na aniołka, jak rozlał wodę” – dopowiada.
Final

Obraz zła, jakie widzimy na kartach stenogramów, to coś, czego nigdy dotąd nie opisywały polskie media. Mężczyźni nie są sami. Wokół nich istnieje grupa działających podobnie, albo specjalnie wkręconych w pedofilię przez RR i AP. Ich degenerację widać najwyraźniej, gdy rozmowy prowadzą będąc pod wpływem narkotyków i pozwalając sobie na szczere refleksje. Jak wtedy, gdy wrócili z weekendu, który zorganizował dla nich jeden młody ksiądz:

„Nie mogę się przy nim w pełni odprężyć. On jest po prostu pierdolnięty. Psychopata!” – komentuje AP, na co zaskakujące pytanie stawia RR: „A my nie jesteśmy?”

„My jesteśmy tylko znudzeni urzędowymi pierdami i naszymi starymi. Przebiliśmy szklany sufit” – mówi AP, a RR odpowiada. „Moja fujara przebiła szklany sufit dobre 15 lat temu.”

„I wylądowała w cieplutkim aniołkowie” – kończy rozmowę AP.
Czytaj więcej: goniec.pl/prokuratura-kapituluje-w-starciu-z-siatka-pedofilow

Prokuratura nie chce ścigać pedofilów. Woli ścigać dziennikarza, który ujawnił proceder

Prokuratura nie chce ścigać pedofilów.

Woli ścigać dziennikarza,

który ujawnił proceder

magnapolonia.org/prokuratura-nie-chce-scigac-pedofilow-woli-scigac-dziennikarza

Decyzja Prokuratury Okręgowej w Legnicy o umorzeniu śledztwa dotyczącego siatki pedofilskiej, wywołała ostrą reakcję części opinii publicznej. Sprawa, którą od miesięcy opisywali dziennikarze śledczy, ponownie trafiła do debaty publicznej po publikacji materiałów wskazujących na kulisy działań organów ścigania oraz treści stenogramów rozmów, będących przedmiotem postępowania.

Prokuratura nie chce ścigać pedofilów.

Według ustaleń medialnych śledztwo było prowadzone przez ponad dwa i pół roku, a jego początki sięgają 2022 roku. Prokuratura zdecydowała się jednak na jego umorzenie, co spotkało się z krytyką części komentatorów i polityków domagających się wyjaśnień. Dziennikarze podkreślają, że jeszcze na krótko przed zakończeniem sprawy istniała opinia biegłego z zakresu informatyki, która miała podważać tezę, iż materiały dowodowe były wytworem sztucznej inteligencji.

Decyzja śledczych budzi pytania o tempo i kierunek postępowania. Jak się bowiem okazuje, równolegle z umorzeniem śledztwa wobec szajki pedofilskiej, ruszyło postępowanie, mające ustalić źródło przecieku informacji do mediów. W efekcie, ścigani są dziennikarze, którzy ujawnili aferę, a nie potencjalni sprawcy przestępstw.

W tle pojawiły się także wątki polityczne. Wśród osób wymienianych w materiałach prasowych znalazł się m.in. samorządowiec Robert Raczyński oraz jego współpracownik, których rozmowy miały stanowić część analizowanych stenogramów. Sam fakt pojawienia się nazwisk w publikacjach nie oznacza jednak potwierdzenia winy — postępowanie zostało bowiem formalnie umorzone, a zarzuty nie zostały rozstrzygnięte przez sąd.

Największe emocje wzbudzają fragmenty rozmów ujawnione przez dziennikarzy. Opisywane materiały mają zawierać liczne wątki dotyczące przestępstw seksualnych wobec nieletnich oraz powiązań polityków PO i „Bezpartyjnych Samorządowców” ze światem przestępczym. Siatka powiązań pedofilskich obejmuje różne środowiska — od lokalnych urzędników po osoby związane z grupami przestępczymi. Trzeba jednak podkreślić, że są to twierdzenia dziennikarzy, oparte na interpretacji treści stenogramów, których autentyczność i znaczenie procesowe nie zostały publicznie ocenione przez niezależny sąd.

Nagłe zakończenie śledztwa miało wywołać reakcje parlamentarzystów zajmujących się tematyką bezpieczeństwa i zwalczania przestępczości seksualnej wobec dzieci. Według relacji medialnych część z nich domagała się wyjaśnień od przedstawicieli rządu oraz służb odpowiedzialnych za prowadzenie sprawy. Standardowo, nie uzyskali odpowiedzi.

Ta sprawa pokazuje napięcia pomiędzy mediami a organami ścigania oraz trudności związane z publikowaniem materiałów pochodzących z toczących się postępowań. Z jednej strony dziennikarze wskazują na interes społeczny i konieczność ujawniania możliwych nadużyć, z drugiej — prokuratura podkreśla obowiązek ochrony tajemnicy śledztwa.

Na obecnym etapie trudno jednoznacznie ocenić skalę i wiarygodność opisywanych wątków. Umorzenie postępowania nie zamknęło publicznej debaty — przeciwnie, stało się impulsem do kolejnych pytań o skuteczność instytucji państwa i standardy prowadzenia śledztw w sprawach o szczególnie wrażliwym charakterze.

Nietrudno domyślić się, jaki wpływ na krajową politykę miałoby ujawnienie, że część polityków partii rządzącej, wchodzi w skład siatki pedofilskiej. Właśnie dlatego, tej sprawie należało „ukręcić łeb”.