Demograficzny dramat na wsi. Dane KRUS: 1,15…

Demograficzny dramat na wsi. Dane KRUS są oczywiste

oprac. MCh farmer.pl/demograficzny-dramat-na-wsi-dane-krus-sa-oczywiste

Wieś traci swoją demograficzną przewagę szybciej, niż jeszcze niedawno się wydawało. Najnowsza analiza pokazuje, że dzietność kobiet na obszarach wiejskich spadła do najniższego poziomu w historii, a różnice między wsią a miastem niemal całkowicie się zatarły. 

Wieś bez dzieci. Historyczny spadek dzietności

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu to właśnie wieś była demograficznym zapleczem kraju. W latach 60. kobiety mieszkające na obszarach wiejskich rodziły średnio ponad trzy dzieci, a różnica między wsią a miastem była wyraźna i trwała. Wysoka dzietność była naturalną konsekwencją modelu życia opartego na rodzinnych gospodarstwach, pracy wielopokoleniowej i ograniczonej mobilności.

Dziś ten obraz należy już do przeszłości. Współczynnik dzietności kobiet na wsi spadł w 2024 roku do poziomu 1,149 – najniższego w historii pomiarów. Oznacza to nie tylko brak zastępowalności pokoleń, ale wejście obszarów wiejskich w fazę tzw. „najniższej niskiej dzietności”, charakterystycznej dla krajów dotkniętych głębokim kryzysem demograficznym. Wieś, która przez dekady amortyzowała demograficzne problemy miast, przestała pełnić tę funkcję.

Co szczególnie istotne, dzietność na wsi niemal zrównała się z dzietnością w miastach. Przez dziesięciolecia to właśnie różnice między tymi obszarami decydowały o stabilności liczby ludności w Polsce. Dziś ten bufor demograficzny zanikł niemal całkowicie, a wieś znalazła się w tym samym kryzysowym punkcie co aglomeracje miejskie.

Coraz starsze matki, coraz mniej kobiet

Jednym z kluczowych czynników spadku liczby urodzeń jest zmiana struktury wiekowej kobiet mieszkających na wsi. Mediana wieku kobiet w 2024 roku osiągnęła poziom 42,8 roku. Oznacza to, że znaczna część mieszkanek obszarów wiejskich znajduje się już poza wiekiem rozrodczym lub na jego granicy, co w oczywisty sposób ogranicza potencjał urodzeń.

Równolegle gwałtownie spada liczba kobiet ubezpieczonych w KRUS w wieku rozrodczym. W ciągu dwóch dekad ich liczba zmniejszyła się o ponad połowę. To pokazuje, że problemem nie jest wyłącznie decyzja o odkładaniu macierzyństwa, ale także szybkie kurczenie się samej grupy potencjalnych matek na wsi.

Dodatkowym czynnikiem pogłębiającym kryzys jest wyraźna dysproporcja płci. W wielu gminach wiejskich mężczyzn w wieku 20–44 lata jest znacząco więcej niż kobiet. W skrajnych przypadkach przewaga mężczyzn sięga 30–40 proc. Takie proporcje realnie ograniczają możliwość zakładania rodzin, prowadzą do trwałego rozpadu lokalnych społeczności i przyspieszają proces depopulacji.

Odpływ kobiet do miast i zmiana modelu życia

Analiza pokazuje, że młode kobiety coraz częściej opuszczają wieś nie tylko z powodów stricte ekonomicznych, ale również edukacyjnych i społecznych. Miasta oferują szerszy dostęp do edukacji, pracy zgodnej z kwalifikacjami, usług zdrowotnych i instytucjonalnej opieki nad dziećmi. Wieś, mimo poprawy infrastruktury w ostatnich latach, wciąż przegrywa w tej konkurencji.

Równocześnie zmienił się sam model funkcjonowania obszarów wiejskich. Rolnictwo, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu było głównym źródłem zatrudnienia i utrzymania rodzin, dziś daje pracę znacznie mniejszej liczbie osób. Mechanizacja, specjalizacja i koncentracja gospodarstw ograniczyły zapotrzebowanie na siłę roboczą, a tradycyjny model rodziny rolniczej – łączącej pracę w gospodarstwie z wychowywaniem licznego potomstwa – przestał być dominujący.

W praktyce oznacza to, że młode pokolenie coraz rzadziej widzi na wsi perspektywę stabilnego życia rodzinnego, a decyzja o migracji staje się nie tyle wyborem, co koniecznością.

KRUS kontra ZUS. System, który zniechęca

Jednym z najbardziej praktycznych, a zarazem dotkliwych wniosków płynących z analizy jest wpływ systemu ubezpieczeniowego na decyzje prokreacyjne kobiet. Kobieta ubezpieczona w KRUS otrzymuje zasiłek macierzyński w stałej, relatywnie niskiej kwocie, podczas gdy kobieta pracująca na etacie w systemie ZUS dostaje świadczenie powiązane z jej wcześniejszym wynagrodzeniem.

Różnica ta rośnie wraz z poziomem dochodów i w praktyce oznacza, że macierzyństwo na wsi jest finansowo znacznie słabiej zabezpieczone niż w mieście. Dualizm systemów KRUS i ZUS, który przez lata był postrzegany jako element specyfiki wsi, coraz częściej działa jako czynnik zniechęcający młode kobiety do pozostania na obszarach wiejskich.

W efekcie decyzja o migracji do miasta bywa podejmowana nie tylko ze względu na pracę, ale również w celu uzyskania lepszego zabezpieczenia socjalnego na etapie zakładania rodziny.

Opieka nad dziećmi – problem nie tylko finansowy

Istotnym czynnikiem wpływającym na decyzje o posiadaniu dzieci jest także dostęp do opieki instytucjonalnej. Programy wsparcia dla rodzin w praktyce faworyzują tych, którzy mogą korzystać ze żłobków lub opieki niani. Na wsi, gdzie dostęp do takich usług jest ograniczony lub zerowy, oznacza to realne nierówności.

W wielu gminach kobiety nie mają alternatywy – pozostają w domu z dzieckiem i otrzymują niższe wsparcie niż ich rówieśniczki w miastach. To pogłębia poczucie wykluczenia i wzmacnia migrację młodych kobiet, które poszukują nie tylko pracy, ale też systemowego wsparcia w łączeniu macierzyństwa z aktywnością zawodową.

Depopulacja i jej długofalowe skutki

Ujemny przyrost naturalny stał się na wsi normą. W zdecydowanej większości powiatów liczba zgonów przewyższa liczbę urodzeń. Skutkiem jest wyludnianie się całych obszarów, zamykanie szkół, oddalanie usług publicznych i narastające problemy infrastrukturalne.

Proces ten ma charakter samonapędzający się – im mniej mieszkańców, tym trudniej utrzymać podstawowe usługi, a im trudniej funkcjonować, tym więcej osób decyduje się na wyjazd. Wieś stopniowo traci zdolność do odtwarzania swojej struktury społecznej.

Co dalej? Bez zmiany polityki trend się nie odwróci

Wnioski płynące z analizy są jednoznaczne. Uniwersalne programy prorodzinne, projektowane głównie z myślą o miastach, nie zatrzymają kryzysu demograficznego na wsi. Potrzebna jest polityka terytorialnie zróżnicowana, uwzględniająca specyfikę obszarów wiejskich.

Wśród kluczowych kierunków działań wymienia się wyrównanie świadczeń macierzyńskich w systemach KRUS i ZUS, rozwój dostępnej opieki nad dziećmi do lat trzech oraz tworzenie atrakcyjnych miejsc pracy dla kobiet poza rolnictwem. Bez takich zmian wieś będzie tracić nie tylko mieszkańców, ale także zdolność do biologicznej i społecznej odnowy.

Dekalog Narodowego Przetrwania: Jacek Karnowski i Marek Grabowski stawiają sprawę jasno

Dekalog Narodowego Przetrwania:

Jacek Karnowski i Marek Grabowski

stawiają sprawę jasno

– „Trzeba to położyć na stole”

5 sty, 2026 wakcji24.pl/dekalog-narodowego-przetrwania-jacek-karnowski

Dekalog Narodowego Przetrwania: Jacek Karnowski i Marek Grabowski stawiają sprawę jasno – „Trzeba to położyć na stole”

Polska stoi w obliczu najpoważniejszego kryzysu demograficznego w swojej nowoczesnej historii. Liczby nie pozostawiają złudzeń, a dotychczasowe polityki – zdaniem coraz większej grupy komentatorów – okazały się nieskuteczne lub pozorne. W „Salonie Dziennikarskim Extra” na antenie Telewizja wPolsce24 Jacek Karnowski i Marek Grabowski zaprezentowali „Dekalog Narodowego Przetrwania” – dziesięć radykalnych postulatów, które mają odwrócić proces wymierania narodu. To nie gotowa ustawa, ale propozycja cywilizacyjnej debaty. Jak podkreślał Jacek Karnowski: „To są rzeczy, które trzeba położyć na stole”.

Dekalog Narodowego Przetrwania: Jacek Karnowski i Marek Grabowski stawiają sprawę jasno – „Trzeba to położyć na stole”

Katastrofa demograficzna – diagnoza bez znieczulenia

Polska demografia znalazła się na równi pochyłej, a tempo spadku liczby urodzeń przyspiesza. W latach 80. w Polsce rodziło się ponad 700 tys. dzieci rocznie, jeszcze w 2017 r. – ponad 400 tys. Tymczasem dziś prognozy mówią o zaledwie ok. 230 tys. urodzeń rocznie. „To jest katastrofa” – padało wprost w programie Telewizji wPolsce24.


Jacek Karnowski zwracał uwagę, że nie mamy już do czynienia z wahaniem czy cyklem, lecz z trwałym załamaniem modelu cywilizacyjnego. Wskaźnik dzietności na poziomie 1,38 oznacza nie tylko brak zastępowalności pokoleń, ale realne zagrożenie dla ciągłości państwa, systemu emerytalnego, obronności i kultury. W tym sensie – jak sugerował prowadzący – demografia przestaje być „jednym z tematów”, a staje się sprawą egzystencjalną. To właśnie z tej perspektywy powstał Dekalog Narodowego Przetrwania.

Dog parenting

Dog parenting – fałszywa relacja człowiek–zwierzę. „Macie po trzy smycze zamiast trójki dzieci”

Czytaj dalej

Dekalog Narodowego Przetrwania: Jacek Karnowski i Marek Grabowski stawiają sprawę jasno – „Trzeba to położyć na stole”

Dekalog Narodowego Przetrwania – dziesięć punktów w całości

Autorzy dekalogu – Jacek Karnowski i Marek Grabowski  podkreślali, że nie jest to dokument zamknięty ani dogmatyczny. „My się nie upieramy przy konkretnych zapisach i punktach, można rozmawiać, ale to jest premiera” – mówił redaktor naczelny telewizji wPolsce24 Jacek Karnowski. Oto pełna lista dziesięciu przykazań, wraz z komentarzami pojawiającymi się w trakcie dyskusji:

  1. Zakaz propagandy antyrodzinnej – wprost nazwany przez Jacka Karnowskiego zjawiskiem groźniejszym niż narkotyki: „Jej skutki są nawet straszniejsze”.
  2. Przyjęcie założenia, że misją każdej kobiety i mężczyzny jest posiadanie potomstwa – „To nie oznacza stygmatyzowania, ale to musi być ważna wartość społeczna” (Jacek Karnowski)
  3. Przyznanie rodzinom z dziećmi większych praw politycznych – np. dodatkowy głos wyborczy na każde dziecko.
  4. Progresywne programy socjalne – im więcej dzieci, tym realnie większe wsparcie finansowe.
  5. Wychowanie młodego pokolenia maksymalnie poza wpływem mediów społecznościowych – jako warunek zdrowia psychicznego i więzi społecznych.
  6. Wzmocnienie treści narodowych i wspólnotowych w edukacji szkolnej – więcej praktyki, ruchu i wspólnoty.
  7. Obowiązkowe przeszkolenie wojskowe – powszechne, z różnymi formami służby.
  8. Powstrzymanie laicyzacji życia społecznego – a przynajmniej jej systemowej promocji.
  9. Zaprzestanie wykorzystywania zagrożeń geopolitycznych i zdrowotnych jako narzędzia destabilizacji społecznej – odniesienie do doświadczeń pandemicznych.
  10. Przyjęcie założenia, że emigracja na stałe z Polski nie może być postrzegana jako zjawisko neutralne – lecz jako realna strata narodowa.
Mniej dzieci mniej pieniędzy

Mniej dzieci to mniej pieniędzy i praca do późnej starości. Eksperci McKinsey ostrzegają przed konsekwencjami spadku urodzeń

Czytaj dalej

Dekalog Narodowego Przetrwania: Jacek Karnowski i Marek Grabowski stawiają sprawę jasno – „Trzeba to położyć na stole”

Antyrodzinna propaganda i fałszywe obietnice nowoczesności

Najostrzejsze słowa Jacka Karnowskiego dotyczyły kulturowego tła kryzysu. Jego zdaniem Polska od lat podlega intensywnej presji narracyjnej, w której rodzina i rodzicielstwo przedstawiane są jako ciężar, przeszkoda lub wręcz patologia. „Propaganda antyrodzinna powinna być karana – co najmniej tak surowo jak handel narkotykami” – mówił dziennikarz, argumentując, że skutki społeczne są długofalowe i nieodwracalne.


W tym kontekście Marek Grabowski przywoływał konkretne przykłady medialnych przekazów: hasła w rodzaju „ciąża to choroba” czy „żałuję, że jestem matką”. Zdaniem Karnowskiego problem polega na tym, że takie komunikaty nie są neutralne – one aktywnie zniechęcają do rodzicielstwa i podkopują fundamenty wspólnoty. W jego ocenie państwo, które nie reaguje na taki przekaz, de facto godzi się na własne wymieranie.

Kryzys dzietności w Polsce. Czy "psiecko" zastąpi dziecko

Kryzys dzietności w Polsce. Czy „psiecko” zastąpi dziecko? [ANALIZA I KOMENTARZ]

Czytaj dalej

Dekalog Narodowego Przetrwania: Jacek Karnowski i Marek Grabowski stawiają sprawę jasno – „Trzeba to położyć na stole”

Rodzina jako podmiot polityczny, a nie petent

Jednym z najbardziej dyskutowanych punktów dekalogu była propozycja przyznania rodzinom z dziećmi większych praw politycznych. Redaktor Jacek Karnowski tłumaczył ją wprost: skoro dzieci nie głosują, a decyzje polityczne bezpośrednio wpływają na ich przyszłość, to ich interes musi być reprezentowany. „Dodatkowy głos na każde dziecko” – ten postulat ma, zdaniem autorów, wymusić zmianę logiki rządzenia.


Równie mocno wybrzmiała propozycja progresywnych programów socjalnych. Jacek Karnowski mówił jasno: 800+ na pierwsze dziecko, 1600+ na drugie, 2400+ na trzecie – to nie „rozdawnictwo”, lecz inwestycja w przetrwanie narodu. Dziennikarz podkreślał, że dotychczasowe programy były zbyt płaskie i nie tworzyły realnej zachęty do powiększania rodzin. W tym ujęciu rodzina przestaje być klientem państwa, a staje się jego strategicznym partnerem.

dzietność

John Burn-Murdoch: Martwimy się o dzietność, a problemem jest globalna samotność [ANALIZA]

Czytaj dalej

Dekalog Narodowego Przetrwania: Jacek Karnowski i Marek Grabowski stawiają sprawę jasno – „Trzeba to położyć na stole”

Rodzina jako podmiot polityczny, a nie petent

Kolejne punkty dekalogu dotyczyły wychowania i bezpieczeństwa. Jacek Karnowski akcentował konieczność ograniczenia wpływu mediów społecznościowych na dzieci i młodzież. „Trzeba szukać rozwiązań” – mówił, wskazując, że cyfrowa socjalizacja niszczy więzi, autorytety i zdolność do życia we wspólnocie.


Wzmocnienie treści narodowych w edukacji szkolnej nie oznacza – jak zaznaczał – indoktrynacji, lecz odbudowę poczucia sensu, zakorzenienia i odpowiedzialności. Podobnie obowiązkowe przeszkolenie wojskowe ma być nie tylko elementem obronności, ale także szkołą wspólnoty. „Wszyscy bez wyjątku” – mówił redaktor Karnowski, dodając, że kobiety mogłyby pełnić służbę np. w strukturach medycznych czy logistycznych. To wizja państwa, które znów uczy współodpowiedzialności.

Bp Ignacy Dec: Małżeństwo jest pomysłem samego Boga

Bp Ignacy Dec: Małżeństwo jest pomysłem samego Boga

Czytaj dalej

Dekalog Narodowego Przetrwania: Jacek Karnowski i Marek Grabowski stawiają sprawę jasno – „Trzeba to położyć na stole”

Emigracja, laicyzacja i pytanie o przyszłość

Ostatnie punkty dekalogu dotykały tematów najbardziej drażliwych: laicyzacji i emigracji. Jacek Karnowski podkreślał, że nie chodzi o narzucanie wiary, lecz o zatrzymanie procesu systemowego wypychania religii i etyki chrześcijańskiej z życia publicznego. W jego ocenie to właśnie one przez dekady wzmacniały rodzinę i solidarność międzypokoleniową.
Równie stanowczo mówił o emigracji: „Nie może być dalej postrzegana jako rzecz neutralna czy wręcz pozytywna”. Stały odpływ młodych, wykształconych ludzi to – jak argumentował – podwójna strata: demograficzna i kulturowa. Dekalog Narodowego Przetrwania nie jest więc tematem jednej audycji, lecz apelem o cywilizacyjne otrzeźwienie. Jak mówił Jacek Karnowski: „Jeżeli teraz nie przejdziemy do czynów, za chwilę nie będzie już komu tej debaty prowadzić”.

Biskup Świdnicki Marek Mendyk

Biskup Świdnicki Marek Mendyk: Współczesny świat skutecznie wygasza w kobietach instynkt macierzyński

Czytaj dalej

За что боролись на то и напоролись. Chiny walczą z kryzysem demograficznym.

Chiny walczą z kryzysem demograficznym.

W tym roku wzrośnie podatek od antykoncepcji

pch24.pl/chiny-walcza-z-kryzysem-demograficznym

(for. Pixabay.com)

Podatek od sprzedaży środków antykoncepcyjnych w Chinach od 1 stycznia wzrośnie o 13 %. w ramach rządowej polityki zwiększania dzietności – poinformowała w czwartek BBC. Populacja Chin zmniejsza się już trzeci rok z rzędu, a rząd w Pekinie poszukuje kolejnych rozwiązań chcąc zachęcić młodych ludzi do małżeństwa i zakładania rodzin.

Podatek obejmuje prezerwatywy, pigułki oraz inne środki antykoncepcyjne.

W nowych przepisach podatkowych zniesiono wiele ulg wprowadzonych w 1994 r., kiedy w Chinach nadal obowiązywała jednego dziecka. Jednocześnie zniesiono podatek VAT na usługi związane z zawieraniem ślubów oraz opieką nad osobami starszymi.

Zmiana polityki demograficznej ma związek ze starzeniem się ludności kraju. Władze starają się teraz zachęcić mieszkańców do zawierania małżeństw i posiadania dzieci.

Według oficjalnych danych w 2024 r. ludność Chin zmniejszyła się trzeci rok z rzędu. Na świat przyszło 9,54 mln dzieci, czyli około o połowę mniej niż 10 lat temu, gdy władze zaczęły rozluźniać politykę jednego dziecka.

Jak podkreśliła BBC, zmiany podatkowe mogą nie wystarczyć do zachęcenia mieszkańców, by posiadali więcej dzieci, gdyż spadek liczby porodów jest szerszym trendem kulturowym, wyraźnym także np. w Korei Południowej i Japonii.

Chiny są jednym z krajów na świecie, w których wychowanie dziecka wiąże się z największymi kosztami – wynika z raportu Instytutu Badań Demograficznych YuWa w Pekinie za 2024 r. Koszty te są wyższe ze względu na wysokie opłaty za szkoły i trudności wielu kobiet w łączeniu pracy zawodowej z opieką nad dziećmi.

PAPpap logo / oprac. PR

Wymieramy. Najszybciej Polska powiatowa. Wskaźnik dzietności spada tam poniżej jednego dziecka na kobietę.

Polska powiatowa wymiera. Wskaźnik dzietności spada tam poniżej jednego dziecka na kobietę

pch24.pl/polska-powiatowa-wymiera-wskaznik-dzietnosci-spada-tam-ponizej-jednego-dziecka-na-kobiete

(PCh24TV)

Już w dziewięćdziesięciu powiatach wskaźnik dzietności wynosi poniżej jednego dziecka na kobietę. Dzietność powyżej średniej krajowej jest w rejonach skupionych wokół największych miast – podaje wtorkowy „Puls Biznesu”.

Dziennik przypomina, że w 2024 r. wskaźnik dzietności TFR (Total Fertility Rate) dla całego kraju wyniósł 1,099.

„To najniższy poziom w historii tych badań. W uproszczeniu wskaźnik tej wielkości oznacza, że tysiącowi par urodzi się 1099 dzieci. To oznacza, że obecnie do zastępowalności pokoleń jest nam bardzo daleko — żeby ją uzyskać, wskaźnik powinien wynosić co najmniej 2,1” – wskazuje „PB”.

„Jeszcze bardziej ponury obraz wyłania się ze szczegółowych danych GUS. W 90 z 380 powiatów, wliczając miasta na prawach powiatu, wskaźnik dzietności wynosi już poniżej 1. Najgorzej jest w Sopocie, gdzie TFR to zaledwie 0,57 – mniej niż w Korei Południowej, zajmującej pod tym względem ostatnie miejsce wśród państw OECD” – czytamy w „Pulsie Biznesu”.

Dziennik podkreśla, że w danych GUS trudno odnaleźć korelację między dzietnością a innymi czynnikami. „Z jednym wyjątkiem — dzietność powyżej średniej występuje w powiatach wokół największych miast, choć w samych miastach jest z nią bardzo słabo” – podaje „PB”.

Źródło: PAP

Demografia a dziewictwo, czystość i wierność małżeńska.

Regina Poloniae, Mater Gratiarum, ora pro nobis!

Mirosław Dakowski. 11 luty 2020

W cywilizacji Łacińskiej, obejmującej dużą większość narodów rozwiniętych, przez stulecia pielęgnowano instytucję sakramentalnego małżeństwa, a więc też odróżnianie odrębnej a tradycyjnej rolę męża i ojca, żywiciela i obrońcy oraz żony i matki, wychowawczyni i opiekunki. Te role wyrosły z naturalnych ról mężczyzny – myśliwego i wynalazcy, oraz kobiety- rodzicielki i strażniczki ogniska domowego.

Taką rolę rodziny ugruntował w Swym Objawieniu Jezus Chrystus.

Co najmniej od stulecia obserwujemy podważanie, podgryzanie tych wartości. W pierwszych dziesięcioleciach 21 wieku rodzina sakramentalna nie jest już celem życia „zbiorowości” [bo i pojęcie narodu jest dezawuowane], żyjącej w erze Postępu laickiego i technicznego. Planista nowego porządku świata [New World Order] wypromował singli, partnerów, aborcję jako „zabieg”, wiele różnych zboczeń, 78 płci i dużo tym podobnych absurdów.

Cieszymy się, że z wnętrza piekielnego Planned Parenthood w USA podniosła się i wyrwała jedna z dyrektorek, Abby Johnson. Film Nieplanowane, jak też jej książka pod tym samym tytułem, koniecznie powinny być oglądane, czytane i propagowane. Ale jest to krzyk z wnętrza tego ciężko już chorego społeczeństwa. Abby sama, jak większość [???] amerykanek, żyła z chłopem bez ślubu, skrobała „przypadkowe wyniki”. Chwała jej za to, że to współczesne zbrodnicze bagno opisała i z nim odważnie walczy.

Statystyki mówią już jednak o ponad miliardzie ludzi zamordowanych w ostatnim stuleciu.

Spójrzmy głębiej.

Narody, w tym kierunku przez wroga indoktrynowane, przestały się rozmnażać. Z jednej strony w sowietach, później Rosji, w Chinach, w obu Amerykach, w t.zw. „Europie”. Porównaj Summary of Reported Abortions Worldwide, through August 2015 i uaktualnienia.

Mordowanie bezbronnych stało się głównym sposobem antykoncepcji i polityki rządów. Były i są lata i kraje gdzie 2/3 dzieci jest zabijanych zgodnie z tamtejszym prawem. Percentage of Pregnancies Aborted by Country

Poza tym, cywilizacja białego człowieka stała się tak chorą, że kobiety przestały rodzić [bo już nie mówi się o rodzinie i jej roli]. Bolesnym dla nas przykładem jest Polska, gdzie około 1989-90 współczynnik dzietności gwałtownie spadł z około trzech do 1.8, potem nawet do 1.3. Przypominam, że do przetrwania narodu współczynnik ten musi być trwale co najmniej około 2.2, a dla jego zdrowego rozwoju około 3. Teraz, w 2019 , jest ok. 1.45… Według prognoz GUS-u z lat 60-tych ubiegłego wieku powinno nas teraz być 60-70 milionów. A od trzech dziesięcioleci telepiemy się na ok. 40 milionach. Z perspektywą już oficjalnie [nie byle kogo, bo ONZ-u] jedynie około 20 milionów pod koniec wieku.

Jak obserwujemy, próby rządu naprawy sytuacji w postaci np. 500+ nie wpływają na ten współczynnik w sposób znaczący.

Możemy jednak, więc musimy dotrzeć głębiej, do podstawowych przyczyn.

1. Towarzystwa trzeźwości i wstrzemięźliwości rozwinęły się pod zaborami półtora wieku temu od dołu. Wielka była rola błog. Honorata Koźmińskiego.

Szydził z nich, choćby w Słówkach, Boy. Pisywał ładnie i lekko, ale nie wiedziałem w młodości, że był też pedałem, oraz człowiekiem żyjącym w seksualnych trójkątach i czworokątach. Bardzo więc nam, narodowi szkodził i zaszkodził.

Teraz więc, nie u progu katastrofy, ale w trakcie jej trwania, możemy i musimy od dołu rozwinąć ruchy, stowarzyszenia młodych idących za wskazaniami Chrystusa, zachowujących i promujących dziewictwo, czystość, też wstrzymujących się od alkoholu, narkotyków i podobnych świństw. Takie ruchy istnieją już i rozwijają się w Ameryce [to uwaga dla lubiących czerpać z obcych wzorów].

2. Możliwe i konieczne jest też dowartościowanie sakramentu małżeństwa katolickiego z jego potrójną przysięgą: miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej.

Pewność, że taka wzajemna potrójna przysięga jest wartością uznawaną i umacnianą przez Kościół i rządy da, przywróci rodzinie trwałość i szacunek. Dzieci będą więc, tak jak i były kiedyś, dumą i chwałą rodziny, a ich dobre wychowanie – głównym celem. Tylko powrót na stałe do Chrystusa może to zapewnić.

Przecież tylko w stabilnej, bezpiecznej rodzinie mogą małżonkowie chcieć i mieć dużo dzieci. Tylko więc, gdy taki model rodziny przeważy, osiągniemy szansę na przeżycie Narodu.

Te dwa radykalne kroki możemy wykonywać od dołu. Wiem, że moją stronę czytają dziesiątki, może setki księży, mam na to dowody, listy. Rozwińmy, rozwińcie księża propagandę tych dwóch kroków. Kazania, nauki, broszury, rozmowy z innymi księżmi. To wszystko jest dostępne, przeprowadzenie chyba nie trudne.

Gdy takie stowarzyszenia staną się silniejsze, dostrzegą je również nasi Biskupi. Teraz są oni uwikłani w demokratyczno-biurokratyczną sieć Konferencji Episkopatu Polski, tak jak i w innych krajach niby katolickich.

Ale katastrofa moralna jest bezpośrednio powiązana z katastrofą demograficzną. To Biskupi zauważą, nawet biskupi-urzędnicy. Jako następcy apostołów staną więc na czele odnowy moralnej, odnowy znaczenia dziewictwa i rodziny katolickiej. Zdecydują się więc do powrotu do swojej przyrodzonej roli Dobrych Pasterzy powierzonej sobie trzody katolików, rodzin katolickich. Czas, byście, ekscelencje, wydali Listy Pasterskie do swoich owieczek, odczytywane we wszystkich podległych im parafiach.

Przywrócenie czci i szacunku dla dziewictwa i czystości przed-małżeńskiej, oraz czci dla małżeństwa katolickiego jest konieczne, ale jest też możliwe.

To jest też ostateczny, już jedyny sposób przeciwdziałania katastrofie demograficznej, katastrofie cywilizacyjnej, w tym trwającej katastrofie cywilizacji Łacińskiej.

===================

PS. Do Kolegów z innych portali: Kopiujcie to, proszę, posyłajcie do swoich biskupów i znajomych księży, zachęcajcie do tego Czytelników. Pokonajmy [nie istniejącą przecież] cenzurę.

Z Panem Bogiem !

Zwijanie porodówek: Kiedy zysk staje się ważniejszy niż życie (i demografia).

Zwijanie polskich porodówek: Kiedy zysk staje się ważniejszy niż życie (i demografia).

Liczba porodówek w Polsce drastycznie spada – z mapy zniknęło już ponad 50 oddziałów, a kolejne są zagrożone. W zamian słyszymy o pomysłach rodzenia na SOR-ach i widzimy lekarzy-kominów płacowych zarabiających krocie w systemie, który bankrutuje. Czy likwidacja opieki okołoporodowej to ostateczny dowód na kapitulację państwa wobec kryzysu demograficznego? Sprawdzam, dlaczego ekonomia wygrywa z bezpieczeństwem matek i co to mówi o naszej kondycji moralnej.

„Naród, który zabija własną przyszłość w tabelkach Excela, nie potrzebuje proroków zagłady – wystarczą mu księgowi.”


Polska 2025: Dziecko jako koszt nieuzasadniony

 Jeszcze dekadę temu, w 2010 roku, w Polsce funkcjonowało 407 oddziałów położniczych. Dziś, w rzeczywistości roku 2025, mamy ich niespełna 350. To nie jest tylko statystyka – to mapa wycofywania się państwa z jego fundamentalnych obowiązków. Analizując dane przedstawione przez dr Jana Śpiewaka w programie „Wiadomości z końca świata”, wyłania się obraz systemu, w którym „cud narodzin” został sprowadzony do rubryki „strata netto”.

Narodziny w cieniu kalkulatora. Czy polskie matki zostały skazane na SOR, by ratować budżety szpitali?


Ekonomia odczłowieczenia

 Z perspektywy czysto rynkowej – brutalnej i wypranej z empatii – poród w Polsce się nie opłaca. Szpitale otrzymują wycenę na poziomie maksymalnie 11.000 zł za poród. W dobie inflacji i rosnących kosztów, kwota ta nie pokrywa nawet podstawowego utrzymania oddziału, nie mówiąc o godziwych wynagrodzeniach dla personelu niższego szczebla. Mamy więc do czynienia z paradoksem: procedura, która jest biologiczny fundamentem przetrwania narodu, jest traktowana przez system jako zbędny balast finansowy.

 Tu wkracza wnioskowanie oparte na twardych danych: jeśli szpital jest przedsiębiorstwem, a oddział położniczy generuje stratę, dyrektorzy – często pod presją samorządów – podejmują „racjonalną” decyzję o jego likwidacji. Jednak z perspektywy aksjologii społecznej, a nawet biblijnego nakazu ochrony życia i szacunku dla matki, jest to decyzja barbarzyńska. Czy godność rodzącej kobiety można wycenić?

SOR jako nowa porodówka?

 Najbardziej niepokojącym sygnałem zmian jest narracja o przenoszeniu porodów na Szpitalne Oddziały Ratunkowe (SOR). Potwierdzenia ze strony Ministerstwa Zdrowia, że SOR-y mogą stać się miejscami porodów w sytuacjach kryzysowych, brzmią jak ponury żart. SOR to miejsce walki o życie w trybie nagłym – pełne chaosu, krwi, ofiar wypadków i pacjentów pod wpływem substancji.

 Rzecznik izby lekarskiej celnie, choć gorzko, zauważa: „zakładamy, że rodzą wśród bezdomnych”. To sformułowanie obnaża upadek standardów. Zmuszanie kobiet do rodzenia w warunkach, gdzie intymność i spokój są luksusem nieosiągalnym, to nie tylko błąd systemowy. To gwałt na psychice społecznej i jawne złamanie umowy społecznej, w której obywatel płaci podatki w zamian za bezpieczeństwo w kluczowych momentach życia.

Kasty i kominy, czyli gdzie są pieniądze?

 Sytuacja staje się jeszcze bardziej groteskowa, gdy spojrzymy na strukturę wynagrodzeń. Podczas gdy oddziały są zamykane z braku funduszy, wąska grupa lekarzy kontraktowych notuje zarobki przekraczające 200.000 zł miesięcznie. To klasyczny przykład rozwarstwienia, które niszczy tkankę społeczną. Mamy do czynienia z systemem, który z jednej strony głodzi infrastrukturę (zamykanie oddziałów, brak sprzętu), a z drugiej strony tuczy wybrane jednostki. To nie jest socjal-demokratyczna troska o dobro wspólne; to drapieżny kapitalizm w najgorszym wydaniu, zaszczepiony na organizmie publicznej służby zdrowia.

Matka kontra ZUS

 Obrazu „piekła kobiet” dopełnia postawa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Zamiast wsparcia, ciężarne i młode matki (często prowadzące działalność gospodarczą) spotykają się z domniemaniem winy. Kontrole, oskarżenia o „wyłudzanie zasiłków”, wstrzymywanie wypłat – to rzeczywistość wielu Polek. Państwo, które w deklaracjach politycznych stawia rodzinę na piedestale, w praktyce traktuje macierzyństwo jako potencjalne oszustwo podatkowe.

Pętla demograficzna

 W 2021 roku urodziło się zaledwie 250.000 dzieci. To katastrofa. Likwidacja porodówek, przedszkoli i szkół jest reakcją na ten spadek, ale jednocześnie ten spadek napędza. To mechanizm samospełniającej się przepowiedni. Młodzi ludzie, widząc zamykane placówki, brak dostępu do znieczulenia, ryzyko rodzenia na korytarzu SOR-u i opresyjność ZUS-u, rezygnują z rodzicielstwa. Infrastruktura zwija się, bo nie ma dzieci, a dzieci nie ma, bo zwija się infrastruktura.

* * *

Źródło: Piekło matek w Polsce trwa, Paulina Matysiak wyrzucona z Razem, lekarze zarabiają za dużo? | Jan Śpiewak

Decyzja o likwidacji kolejnej porodówki nigdy nie jest tylko decyzją ekonomiczną. Jest decyzją cywilizacyjną. Jeśli jako społeczeństwo godzimy się na to, by rachunek ekonomiczny brał górę nad bezpieczeństwem narodzin, to w istocie podpisujemy akt kapitulacji. Bezpieczeństwo matek nie jest przywilejem – jest fundamentem, bez którego żadne programy demograficzne nie mają racji bytu. Zamiast pytać „czy nas na to stać?”, powinniśmy zapytać: ile nas będzie kosztować, jeśli tego nie utrzymamy?.

Odpowiedź brzmi: istnienie nas samych.

Odnowa moralna warunkiem niepodległości

Fundacja Pro-Prawo do Życia
Wczoraj był 11 listopada – świętowaliśmy kolejną rocznicę odzyskania niepodległości. W jakiej atmosferze odbyły się uroczystości? Uwaga naszego społeczeństwa koncentruje się przede wszystkim na doraźnej walce politycznej, sondażach wyborczych oraz propagandowych sloganach powtarzanych nieustannie przez media, które rozgrzewają i podtrzymują emocje Polaków czerpiąc z tego zyski finansowe. Równolegle panuje niemal całkowita zmowa milczenia na temat kwestii najważniejszych i najbardziej fundamentalnych. Jakie to kwestie i co należy robić? Proszę przeczytać naszą analizę i wesprzeć walkę o przebudzenie moralne Polski.Odnowa moralna warunkiem niepodległości [foto]Z okazji 11 listopada warto zadać sobie pytanie – czym w ogóle jest niepodległość? Niepodległa może być tylko wspólnota, która jest świadoma swojej tożsamości. Tłum przypadkowych ludzi na ulicy nie jest niepodległy. Niepodległość zasadniczo odnosi się do narodów, których spoiwem jest kultura. Naród może przetrwać przez wieki mimo braku własnego państwa, a nawet wrogości państwa, które nim włada.

Polska miała długie tradycje niezależnej, a nawet mocarstwowej, państwowości. Wspaniała historia nie uchroniła nas jednak od utraty własnego państwa pod koniec XVIII wieku. Naród polski przetrwał jednak czasy upadku, a nawet wyszedł z nich wzmocniony. Jak do tego doszło? W 1877 roku miały miejsce objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie.

Ksiądz prof. Krzysztof Bielawny w swojej książce „Niepodległość wyszła z Gietrzwałdu” trafnie zauważył, że objawienia gietrzwałdzkie wywołały odrodzenie religijne, moralne, a w konsekwencji demograficzne narodu polskiego. Klasy wyższe utraciły swoją pozycję, a często również wiarę, ale nośnikiem patriotyzmu stał się lud polski, który odpowiedział na wezwanie Matki Bożej do osobistego nawrócenia. W ciągu kolejnych czterech dziesięcioleci liczba Polaków we wszystkich zaborach podwoiła się – wzrosła z 10 do 20 milionów. Ta ekspansja demograficzna stała się fundamentem do odzyskania niepodległości. Źródłem odrodzenia narodowego było odrodzenie moralne.

Spójrzmy z perspektywy objawień gietrzwałdzkich na to, co dzisiaj dzieje się w Polsce. 

Kolejne rządy po 1989 roku oddają atrybuty suwerenności instytucjom międzynarodowym, przede wszystkim Unii Europejskiej, która w swoich dokumentach ideowych i statutowych wprost zakłada likwidację państw narodowych, w tym likwidację niepodległego państwa Polskiego, na rzecz super-państwa europejskiego. Jeśli ta wizja do końca się zrealizuje, to być może będą jeszcze istnieć atrybuty takie jak biało-czerwona flaga czy godło z orłem, tak jak dzisiaj własne herby mają np. województwa czy powiaty, ale będą to barwy oznaczające w praktyce „euroregion nadwiślański” podporządkowany decyzjom wydawanym w Brukseli i Berlinie.

Czołowi przedstawiciele polskiej klasy politycznej od samego początku (traktat akcesyjny Polski do UE, Traktat Lizboński itp.) albo wprost popierają rezygnację z suwerenności Polski na rzecz UE (KO, Lewica), albo tolerują i akceptują ten stan rzeczy twierdząc przy tym, że w ramach Unii Europejskiej powinniśmy „twardo negocjować” oddawanie kolejnych atrybutów suwerenności (PiS, duża część Konfederacji).

Jednak jak już wspomnieliśmy, naród może przetrwać długo nawet bez własnego państwa lub pod okupacją, o ile będzie silny i spójny moralnie. Jaki jest dzisiejszy, w 2025 roku, naród polski?

Rzuca się w oczy przede wszystkim zapaść demograficzna. Rodzi się najmniej dzieci w historii pomiarów. Polska stała się celem ataku ideologicznego ze strony Unii Europejskiej i innych instytucji międzynarodowych, które żądają od polskich władz upowszechnienia aborcji, antykoncepcji i systemowej deprawacji całego społeczeństwa, a w szczególności dzieci i młodzieży. Kolejne polskie rządy naciskom tym ulegają.

Aborcja zbiera śmiertelne żniwo. Każdego roku morduje się w Polsce ok. 40 000 dzieci za pomocą nielegalnych pigułek aborcyjnych. To tyle ofiar, jakby w rok z mapy Polski znikało miasto takie jak Malbork, Ciechanów, Otwock czy Świnoujście. Z kolei w szpitalach można zamordować dziecko w łonie matki de facto na żądanie do końca ciąży. Tak zamordowano m.in. Felka w 9-tym miesiącu ciąży, któremu wykonano zastrzyk z trucizny w serce w szpitalu w Oleśnicy.

Kobiety w Polsce masowo faszerowane są tzw. „antykoncepcją hormonalną” i „pigułkami po”, czyli preparatami chemicznymi, które rujnują ich zdrowie oraz mogą mieć działanie wczesnoporonne. Tylko w 2022 roku w całej Polsce wystawiono blisko 900 000 recept (!) na „pigułki po”.

Dzieci i młodzież na ogromną skalę deprawowane są poprzez media (w szczególności ekrany smartfonów) oraz od niedawna lekcje tzw. „edukacji zdrowotnej” w szkołach. Proces deprawacji służy oswajaniu z rozwiązłością seksualną, pornografią, homoseksualnym stylem życia, rozwodami i bezdzietnością oraz oderwaniu seksualności od miłości, małżeństwa, rodziny i odpowiedzialności. Skutkuje to pogłębianiem zapaści moralnej i demograficznej. 

Bez czystości młodzieży nie będzie stabilnych rodzin i kochających się małżeństw. Bez rodzin nie będzie dzieci. A bez dzieci nie będzie narodu, nie będzie Polski i nie będzie niepodległości.

Wobec tych fundamentalnych kwestii elity polityczne zajmują najczęściej dwa stanowiska. Część polityków (KO, Lewica) dąży otwarcie do likwidacji państwa polskiego i demograficznej zagłady naszego narodu. Z kolei prawica głównego nurtu, centro-prawica i liczni „patrioci” (PiS, duża część Konfederacji) to środowiska w praktyce obojętne wobec najważniejszych moralnie tematów takich jak aborcja, rozwiązłość, deprawacja młodzieży, LGBT itp. 

W programach wyborczych PiS i Konfederacji nie znajdziemy ani słowa na temat przywrócenia prawa do życia dla dzieci w łonach matek oraz obrony dzieci przed deprawacją seksualną. Zamiast tego jest w nich niemal wyłącznie koncentracja na obietnicach budowy materialnego dobrobytu. 
Wielu polityków „prawicy” deklaruje werbalny sprzeciw wobec takich zjawisk jak aborcja, ale jednocześnie mówią oni otwarcie, że nic w sprawie aborcji nie robią i nie zamierzają zrobić. Podobną postawę przyjmują redakcje licznych mediów o charakterze prawicowym, a nawet niektóre media katolickie.

Uwaga polityków wszystkich ugrupowań skupia się natomiast na tym, aby atakować swoich przeciwników politycznych, obrzucać ich inwektywami lub „ciętymi ripostami”, które zdobywają kolejne polubienia i wyświetlenia w mediach społecznościowych. Najważniejsze kto wygra kolejne wybory, kto wejdzie do Sejmu, kto zostanie prezydentem i kto co powie w telewizji zyskując tym poparcie sondażowe. Na tym właśnie AD 2025 koncentrują się uwaga i emocje zarówno polityków jak i dużej części polskiego społeczeństwa, zarówno na prawicy jak i lewicy.

Tymczasem Polsce i Polakom konieczna jest przede wszystkim pilna odnowa moralna.

Takiej odnowy nie przeprowadzą politycy żadnego ugrupowania, chociaż mogą w niej pomóc ustanawiając dobre i godziwe prawo. Aby odnowa nastąpiła, konieczne jest przebudzenie sumień Polaków, które poskutkuje osobistym nawróceniem i przemianą życia.

Po czym będziemy mogli poznać, że taka odnowa się dokonała? 

Wyraźnymi wskaźnikami będą skłonność do zawierania małżeństw i dzietność. Gdy odzyskiwaliśmy niepodległość w 1918 roku Polska miała najwyższą dzietność w Europie i przy populacji 27 milionów Polaków rodziło się prawie milion dzieci rocznie. Dzisiaj mamy najgorszą dzietność w Europie, a przy 38 milionach Polaków rodzi się 250 000 dzieci rocznie. Istotnym wyznacznikiem będzie też kwestia czystości i stosunek do wierności małżeńskiej. Czy można np. ufać obietnicom wyborczym polityka, który nie dotrzymał obietnicy złożonej własnej żonie?

Szacunek do życia, otwartość na życie, czystość w życiu osobistym i publicznym, dużo dzieci i wiele małżeństw, które przejmą na siebie osobistą odpowiedzialność za wychowanie swoich dzieci – oto zwiastuny dokonującej się odnowy moralnej.

To wszystko stało się po 1877 roku, kiedy naród polski masowo odpowiedział na wezwanie Matki Bożej i podjął trud odnowy.
To samo może stać się również dzisiaj, jeśli znów odpowiemy na liczne apele, jakie Królowa Polski wielokrotnie kierowała do Polaków historii.
Dlatego nasza Fundacja organizuje w całym kraju publiczne modlitwy różańcowe oraz kampanie informacyjne, których celem jest przebudzenie sumień i świadomości naszego społeczeństwa. Jeszcze w tym tygodniu będziemy m.in. w Tarnowie, Warszawie, Gdyni, Łodzi, Dębicy, Katowicach, Krakowie, Dynowie i Włocławku. Aktualizowany na bieżąco harmonogram akcji można znaleźć na naszej stronie.

Pomagamy także rodzinom, które się do nas zgłaszają w tematach takich jak wybór szkoły, edukacja domowa, wychowanie oraz wpływ smartfonów na dzieci (prosimy o kontakt e-mailowy lub przyjście na którąś z naszych akcji). W ramach naszej kampanii Ocalone.org niesiemy także pomoc kobietom przymuszanym do aborcji – mamy pod opieką kilkanaście kobiet i ich rodzin, które regularnie wspieramy materialnie oraz pomagamy im w kontakcie z lekarzami, szpitalami, specjalistami itp. Służymy także rozmową i pomocą zaprzyjaźnionych kapłanów. Wszystkie te działania wymagają dużego zaangażowania logistycznego i organizacyjnego, a także stałej i regularnej pomocy naszych darczyńców. Aby je kontynuować w najbliższym czasie potrzebujemy co najmniej 19 000 zł.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł lub dowolnej innej kwoty, jaka jest obecnie dla Pana możliwa, aby wesprzeć organizację kolejnych kampanii społecznych służących przebudzeniu moralnemu Polaków oraz pomocy potrzebującym.Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku, 
Mariusz Dzierżawski | Fundacja Pro-Prawo do Życia
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Na początku XX wieku dzietność Polaków wynosiła 6,0 (dzisiaj 1,1). Bez dzieci nie będzie niepodległości.

Fundacja Pro-Prawo do Życia
Na początku XX wieku dzietność Polaków wynosiła blisko 6,0 (dzisiaj 1,1). 
Szanowny Panie! 11 listopada po raz kolejny obchodzić będziemy święto niepodległości. W całym kraju odbywać się będą uroczystości, apele, przedstawienia i koncerty patriotyczne. To wszystko w sytuacji, gdy kolejny rok z rzędu Polska notuje najgorszą dzietność w historii pomiarów. Gdy odzyskiwaliśmy niepodległość w 1918 roku Polska miała najwyższą dzietność w Europie. Rodziło się milion Polaków rocznie.
Dzisiaj ponad czterokrotnie mniej.

Wkrótce być może nie będzie niepodległości, gdyż naród polski przestanie istnieć, a tereny nad Wisłą zaludni jakaś inna nacja. Aby obronić naszą niepodległość musi nastąpić odrodzenie moralne.
Historia pokazuje, że jest to możliwe. Spójrzmy co trzeba zrobić, aby uratować Polskę przed katastrofą.Bez dzieci nie będzie niepodległości [foto]Bez dzieci nie będzie niepodległości. Ten oczywisty i prosty fakt wciąż nie przebija się jednak do świadomości społecznej. Główny Urząd Statystyczny podał niedawno, że w okresie styczeń – wrzesień 2025 zarejestrowano tylko 181 000 urodzeń, o 11 000 mniej niż w tym samym okresie rok temu. Kolejny rok z rzędu Polska będzie mieć więc najgorszą dzietność w historii.

Jeżeli nic się nie zmieni, to w ciągu kilkudziesięciu lat ubędą Polsce miliony obywateli, aż w końcu jako naród przestaniemy istnieć. Nic nie pomogą kotyliony, patriotyczne pikniki i pełne patosu deklaracje, jeśli nie będą rodziły się dzieci.

Przyczyn katastrofy demograficznej jest wiele. Najważniejsza z nich jest moralna i kulturowa – Polacy jako całe społeczeństwo po prostu nie chcą mieć dzieci pod wpływem rewolucji (anty)moralnej i ideologicznej, jaka przeprowadzana jest w naszym kraju przez media masowe należące do zagranicznego kapitału oraz rozmaite instytucje ponadnarodowe, przy udziale większości klasy politycznej.

Jest wiele przyczyn drugorzędnych, które tę główną przyczynę wzmacniają i przyczyniają się do zapaści demograficznej Polski. Są to m.in.:

1) Aborcja. W szpitalach aborcja jest dostępna de facto na żądanie do końca porodu. Tak został zamordowany np. Felek w szpitalu w Oleśnicy – zabito go zastrzykiem w serce z chlorku potasu. Wedle statystyk, w ostatnich latach w Polsce morduje się ok. 40 000 dzieci rocznie za pomocą nielegalnych pigułek aborcyjnych, na dystrybucję których aborcyjna mafia ma pełne zezwolenie ze strony polityków od 10 lat. Tabletki śmierci można swobodnie kupić przez internet z dostawą do domu.  

40 000 mordowanych dzieci każdego roku to tyle ofiar, jakby w rok z mapy Polski znikało miasto takie jak Malbork, Ciechanów, Otwock czy Świnoujście. Czołowi przedstawiciele polskiej klasy politycznej bez przerwy licytują się, która partia jest bardziej „patriotyczna”, jednocześnie promując lub tolerując aborcyjne ludobójstwo polskich dzieci na ogromną skalę. KO i Lewica otwarcie popierają i promują aborcję, PiS aborcję toleruje i pozwala na nią, Konfederacja jako partia na temat aborcji milczy, a niektórzy jej członkowie jak np. Krzysztof Bosak publicznie chwalą się tym, że już ponad 5 lat są w Sejmie i nic w sprawie aborcji nie zrobili oraz nie zamierzają zrobić. 

2) Antykoncepcja. W ostatnich latach sprzedaż wszystkich dostępnych na receptę tabletek stosowanych jako tzw. „antykoncepcja awaryjna” (mogących mieć działanie poronne), czyli tzw. „pigułek po”, kształtowała się na poziomie ok. 300 000 rocznie. Z kolei pod względem liczby wystawionych recept rekordowy był m.in. rok 2022, gdzie w całej Polsce wystawiono blisko 900 000 recept (!!) na „pigułki po”.

Prawie milion recept na „pigułkę po” wystawionych w Polsce w ciągu tylko jednego roku. To właśnie efekt upowszechniania się aborcyjnej i antykoncepcyjnej mentalności w Polsce. Należy do tego dodać, że wszelkie hormonalne środki antykoncepcyjne mają dewastujący wpływ na zdrowie kobiet. Niemal cała polska klasa polityczna akceptuje ten stan rzeczy. Jak w Polsce mają rodzić się dzieci, kiedy pod wpływem mediów, polityków i propagandy kobiety masowo są faszerowane tzw. antykoncepcją, która rujnuje ich zdrowie, niszczy relacje, zapobiega zajściu w ciążę oraz może mieć działanie poronne na dzieci w najwcześniejszej fazie ich rozwoju…? 

3) System podatkowo-emerytalny. Od dawna cały system ekonomiczny w Polsce nastawiony jest na drenaż pieniędzy, energii i potencjału obywateli, w szczególności polskich rodzin i lokalnych przedsiębiorców. Szczególnie destrukcyjny jest system emerytalny, który zmusza Polaków do płacenia gigantycznych kwot na ZUS, których to pieniędzy nie mogą przez to wydać na bieżące potrzeby i wychowanie kolejnych dzieci. Z uwagi na katastrofę demograficzną cały ten system, będący w swojej istocie piramidą finansową, w najbliższej przyszłości prawdopodobnie się zawali powodując ogromny kryzys.

4) Media masowe. Wielokrotnie pisaliśmy już o tym, jak największe, polskojęzyczne media głównego nurtu nieustannie obrzydzają Polakom rodzicielstwo, zniechęcają do posiadania dzieci, promują rozwody, zdrady i rozwiązłość seksualną. Media te należą najczęściej do zagranicznego kapitału (głównie niemieckiego) i w ostatnich dziesięcioleciach skutecznie zdewastowały moralność społeczeństw Europy Zachodniej, teraz to samo robiąc w Polsce. 

5) Pornografia. Regularną, codzienną praktykę oglądania filmów lub zdjęć pornograficznych deklaruje niemal co czwarty (23,9%) nastolatek w Polsce. Przerażająca skala uzależnienia młodzieży od pornografii wpływa destrukcyjnie na zdolność do wchodzenia w relacje i tworzenie stabilnych związków. 

5) Edukacja seksualna. Weszła do polskich szkół 1 września w ramach tzw. „edukacji zdrowotnej”. W świetle podstawy programowej i programu nauczania tego przedmiotu seksualność jest całkowicie oderwana od miłości, odpowiedzialności i małżeństwa. Zamiast tego uczniów zachęca się do rozwiązłości seksualnej, homoseksualnego stylu życia, bezdzietności i aborcji. Aby ten proceder powstrzymać, nasza Fundacja przeprowadziła obywatelskie inicjatywy ustawodawcze „Stop pedofilii”, pod którymi podpisało się kilkaset tysięcy Polaków. Nasz projekt został jednak zamrożony w Sejmie w 2020 roku po czym uległ przedawnieniu gdyż politycy nie chcieli się nim zająć pomimo nacisku społecznego. 

Jest oczywiście jeszcze wiele innych czynników. Wszystkie rządy po 1989 roku prowadzą konsekwentną politykę demograficzną w tym samym kierunku – depopulacji Polski. Różnica między nimi jest tylko w tempie pogłębiania kryzysu, jedni robią to szybciej (KO, Lewica), inni trochę wolniej (PiS). Na horyzoncie wyłania się teraz potencjalna wojna oraz podmiana demograficzna ludności nad Wisłą, podobnie jak dzieje się to na Zachodzie.  

Według oficjalnych informacji z Wiednia, ponad 40% uczniów pierwszych klas szkół podstawowych w stolicy Austrii nie potrafi nawet mówić po niemiecku. Z kolei w wielu rejonach Niemiec od lat najpopularniejszym imieniem nadawanym nowo-narodzonym chłopcom jest Mohammed. Niemcy, Austriacy, Francuzi, Anglicy, Włosi, Hiszpanie i inne narody nie chcą mieć dzieci, więc są w swoich państwach zastępowani przez obcych nam cywilizacyjnie i kulturowo „imigrantów”, którzy mają dużo dzieci i są ekspansywni. Europejskie elity polityczne planują już transfer tych „imigrantów” do Polski. 

Jak się przed tym wszystkim bronić? Czy możemy coś zrobić?

Tak. Konieczna jest rewolucja moralna, która przywróci Polakom radość z posiadania dzieci i odbuduje cnoty obywatelskie. Żaden rząd oczywiście tej rewolucji nie przeprowadzi, ale może wskazać kierunek, formułując dobre prawo. 

Takie przebudzenie moralne już co najmniej raz się w Polsce dokonało. W 1877 roku Matka Boża objawiła się w Gietrzwałdzie. Setki tysięcy ludzi odpowiedziało na apel Królowej Polski, podjęło pielgrzymkę do Gietrzwałdu (utrudnianą przez zaborców) oraz wysiłek w celu poprawy moralnej własnego życia. Zaowocowało to m.in. tym, że w ciągu dwóch pokoleń populacja Polaków podwoiła się.
Na początku XX wieku dzietność wynosiła blisko 6,0 (dzisiaj 1,1). Dzięki temu było komu budować niepodległą Polskę po 1918 roku.  

Z ludzkiego punktu widzenia sytuacja naszych przodków była beznadziejna – kraj pod zaborami, okupacja, prześladowania, rusyfikacja, germanizacja, a następnie tuż po odzyskaniu niepodległości inwazja bolszewicka. Dla Polaków żyjących jeszcze w połowie XIX wieku wizja wolnej, niepodległej ojczyzny była czymś abstrakcyjnym.
 Ta wizja jednak zrealizowała się z Bożą pomocą. Podobnie może być również dzisiaj.

Wiele osób jest przytłoczonych zagrożeniami, które bez przerwy się nasilają: promocja aborcji, deprawacja seksualna dzieci, LGBT, ateizacja, laicyzacja, prześladowania rodzin itp. Pan Bóg nie wymaga od nas samodzielnego pokonania tych trudności. On chce tylko naszego udziału w walce. Najgorsze jest bycie biernym. „Obyś był zimny albo gorący!” – brzmi jedno z najbardziej przejmujących upomnień zawartych w Piśmie Świętym. To upomnienie skierowane jest także do nas, dzisiaj. 

Zło odnosi sukcesy nie dlatego, że jest silne, tylko dlatego, że ludzie dobrzy są bierni i nie chcą stanąć do walki, w której Pan Bóg obiecał im pomoc i zwycięstwo.

Jeżeli po raz kolejny odpowiemy na liczne apele Matki Bożej kierowane do nas w przeszłości to zwyciężymy. 

Dlatego nasza Fundacja organizuje kolejne kampanie społeczne oraz publiczne modlitwy różańcowe, których celem jest przebudzenie moralne wszystkich Polaków, kształtowanie świadomości społecznej i mobilizacja rodaków do walki o dzieci. W najbliższych dniach będziemy m.in. w: Oleśnicy, Wrocławiu, Rzeszowie, Olkuszu, Bolesławcu, Puławach, Olsztynie, Tarnowie, Gdyni, Łodzi, Dębicy, Katowicach, Krakowie i Warszawie. Aktualizowany na bieżąco harmonogram akcji dostępny jest na naszej stronie. Aby dalej działać niezbędna jest stała i regularna pomoc naszych darczyńców. W najbliższym czasie potrzebujemy ok. 17 000 zł.
Proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby wesprzeć organizację kolejnych akcji w przestrzeni publicznej, które zmienią świadomość społeczną i zmobilizują Polaków do obrony naszej niepodległości poprzez odnowę moralną – kluczową dla dalszego istnienia naszego państwa i narodu.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku, 
Mariusz Dzierżawski | Fundacja Pro-Prawo do Życia
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

PKB produkowane przez kobiety czyni nas biedniejszymi

PKB produkowane przez kobiety czyni nas biedniejszymi

6.11.2025 Krzysztof Szczawiński https://nczas.info/2025/11/06/pkb-produkowane-przez-kobiety-czyni-nas-biedniejszymi/

Rodzina. Obrazek ilustracyjny. Źródło: pixabay
NCZAS.INFO | Rodzina. Obrazek ilustracyjny. Źródło: pixabay

PKB produkowane przez kobiety czyni nas biedniejszymi.

Bo gdy kobieta poświęca czas rodzinie, wspólnym przedsięwzięciom, wychowuje dzieci, dba o dom i o ciągłość wspólnoty, to buduje kapitał, którego żadne państwo nie potrafi policzyć. Ale gdy ten sam czas sprzeda korporacji, PKB rośnie, choć wartości powstaje mniej. I to bogactwo nie zostaje w rodzinie, tylko w tabelkach obcej firmy.

PKB nie mierzy miłości, wychowania, zaufania ani pamięci – nie zna wartości wspólnego stołu i ciepła domowego. Mierzy tylko przepływ pieniędzy – nawet jeśli płyną one z serca rodziny do cudzej kieszeni. Ale nawet wartości materialnej powstaje wtedy mniej.

Wmawia się nam, że dobrobyt to dwa etaty, dwa samochody i zero czasu. Że postęp to gdy matka wychodzi z domu, a dzieci oddaje się instytucjom. Że nowoczesność to rodzina, która widuje się tylko wieczorem – zmęczona i oddzielona ekranami.

Ale prawda jest taka, że gdy kobieta pracuje dla obcych, nie buduje już kapitału rodziny. A ciepło domowe, wspólne posiłki, wychowanie i pamięć – to wszystko zostaje urynkowione, opodatkowane, sprzedane – a my nazywamy to wzrostem. To co dawniej zapewniało się wewnątrz rodziny, dziś musi być kupione od obcych: opieka, wychowanie, posiłki, spokój. I na wszystko nakłada się podatek, rachunek i stres.

Statystyki rosną, a prawdziwe bogactwo maleje. Dom staje się przystankiem między zmianami – nie twierdzą, lecz noclegownią.

Rodzina z jednym mocnym dochodem i matką w domu to nie zacofanie. To trwałość. To struktura odporna na chaos. Nie stajemy się bogatsi, gdy żony zamieniamy w pracownice. Stajemy się biedniejsi, bo zapominamy, co miały budować i chronić.

Spadek demograficzny w Chinach

Jak wytłumaczyć spadek demograficzny w Chinach?

1.11.2025 https://nczas.info/2025/11/01/jak-wytlumaczyc-spadek-demograficzny-w-chinach/

Chiny. Rodzinna wycieczka po Wielkim Murze. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay
Chiny. Rodzinna wycieczka po Wielkim Murze.

Dziesięć lat po zakończeniu polityki posiadania „jednego dziecka”, komunistyczne Chiny nie mogą powrócić do wzrostu demograficznego. Trzeci rok z rzędu liczba ludności tego komunistycznego kraju spada, liczba zgonów przewyższa liczbę urodzeń.

Społeczeństwo się starzeje, a na ulicach Pekinu, Kantonu i Szanghaju pojawia się coraz więcej ludzi o siwych włosach, niż dziecięcych wózków. Populacja Chin szacowana jest obecnie na 1,408 miliarda. Jednak wskaźnik urodzeń spada od trzech lat.

Po 1979 roku w Chinach małżeństwa nie mogły mieć więcej niż jednego dziecka. Władze komunistyczne uznały rosnącą populację za zagrożenie dla stabilności kraju i chciały kontrolować tempo wzrostu populacji. Skutki tez „inżynierii demograficznej” dzisiaj odbijają się w Pekinie czkawką. Polityka jednego dziecka obowiązywała przez ponad trzy dekady i została zmieniona dopiero w 2015 roku (na posiadanie dwójki dzieci i w 2021 roku (limit na parę został podniesiony do trójki).

Chińczycy przyzwyczaili się jednak do „jedynaków”, a rosnący dobrobyt i chęć korzystania z konsumpcji też zrobiły swoje. Dodatkowo ze spadkiem liczby urodzeń we wcześniejszych latach, piramida wieku uległa odwróceniu. Przybyło osób starszych, a ubyło par w wieku rozrodczym. Według danych Banku Światowego, współczynnik dzietności – czyli średnia liczba dzieci urodzonych przez Chinki w ciągu życia – wynosił 1 dziecko na kobietę w 2023 roku.

Dochodzi do tego nierównowaga płci, będąca bezpośrednim skutkiem polityki jednego dziecka. Rodziny wolały chłopców, niż dziewczynki i znając płeć nienarodzonych dzieci uciekały się do aborcji. Według chińskiej agencji informacyjnej ECNS, najnowszy spis powszechny z 2024 roku wykazał, że na 100 kobiet przypada w Chinach około 104,34 mężczyzn.

Paradoksalnie, ograniczenia w liczbie dzieci, miały eliminować problemy ekonomiczne, a obecnie starzenie się społeczeństwa stanowi właśnie ekonomiczne obciążenie dla państwa. Eksperci twierdzą, że z ekonomicznego, społecznego i politycznego punktu widzenia i w perspektywie nadchodzących lat, demografia pozostaje najważniejszym wyzwaniem dla tego kraju.

Dużych zmian nie będzie, bo posiadanie dziecka jest drogie i sytuacja w Chinach przypomina coraz bardziej procesy społeczne w Japonii czy Korei Południowej. Pary mają mniej dzieci, bo rosną koszty utrzymania, a kobiety też coraz częściej zajmują ważne pozycje na rynku pracy. Programy publiczne też nie wystarczają, by złagodzić dodatkowe wydatki.

Według raportu YuWa Demographic Research Institute z 2024 roku; średni koszt wychowania dziecka w Chinach do 18. roku życia wynosi 538 000 juanów, czyli około 65 000 euro. Kwota ta stanowi ponad sześciokrotność rocznego chińskiego PKB per capita.

Także chiński system emerytalny zmusza rodziny do oszczędzania na potrzeby starszych rodziców i na własne emerytury. Młodsze pokolenia często muszą utrzymywać zarówno rodziców, jak i dzieci, co stanowi finansowe wzywanie. Rząd ostatnio wdrożył szereg środków pro-natalnych. M.in. roczną premię 3600 juanów, czyli około 430 euro, na każde dziecko poniżej trzeciego roku życia, a nawet podarunki w postaci telefonów. [żeby te dzieci robili przez telefon. md] Pewne zachęty stosują odrębnie poszczególne prowincje. Jednak wyraźnie takie działania nie przynoszą rezultatów.

Źródło: France Info

Jak wymiera Ukraina.

Te straszne dane są jeszcze przed wojną… obecnych danych nie mam, ale są one jeszcze zdecydowanie gorsze. Może ktoś znajdzie? Nie „oceny”, lecz dane wiarygodne.

==================

W 2021 r., jeszcze przed obecną fazą inwazji, sytuacja demograficzna Ukrainy była na tyle kryzysowa, że ONZ uznała kraj za jednego ze światowych liderów pod względem tempa spadku liczby ludności. Ukraińska populacja wykazuje tendencję malejącą od 1990 r., która wynika z wieloletniego ujemnego przyrostu naturalnego (śmiertelności znacznie przewyższającej rozrodczość) oraz z ogromnej skali migracji zarobkowej. W 1995 r. współczynnik przyrostu naturalnego (różnica między liczbą urodzeń i liczbą zgonów w stosunku do liczby ludności) wyniósł -5,8%, w 2000 – -7,6%, w 2005 – -7,6%, w 2010 – -4,4%, w 2015 – -4,2%, a w 2019 – -6,6% (dane Państwowej Służby Statystyki Ukrainy[3]). W 2021 r. ubytek ludności sięgnął 442 tys.[4], a w styczniu 2022 r. na 100 zgonów przypadło jedynie 39 narodzeń.

[to wyjątki z artykułu z 2023 roku: https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/komentarze-osw/2023-07-11/ukraina-w-obliczu-katastrofy-demograficznej

„Być razem”, ale po co? O prawdziwym celu związków w dobie niskiej dzietności

„Być razem”, ale po co? O prawdziwym celu związków w dobie niskiej dzietności

Jan Wudkowski https://pch24.pl/jan-wudkowskibyc-razem-ale-po-co-o-prawdziwym-celu-zwiazkow-w-dobie-niskiej-dzietnosci/

Demograf Mateusz Łakomy stwierdza, że kluczową przyczyną niskiej dzietności jest trudność z wchodzeniem Polaków w związki – dzieci pojawiają się tam, gdzie wcześniej powstały relacje oparte na zaufaniu i trwałości. Tę konstatację omówiłem dalej w kontekście zaniku w kulturze głównego nurtu celu, w jakim powinno się nawiązywać i rozwijać relację damsko-męską.

Ten, kto nie wie, dokąd idzie, zmierza bez celu. Ważne społecznie cele, a takim jest niewątpliwie założenie rodziny, zostają utrwalone w kulturze i instytucjach społecznych danego kraju. W ten sposób słabsze jednostki, do których należy np. młodzież z racji braku doświadczenia życiowego i mądrości, powinny otrzymać od wspólnoty (rodzinnej, religijnej, lokalnej czy narodowej) dobre warunki do własnego rozwoju, jak i roztropne doradztwo w perspektywie matrymonialnej.

Demograf Łakomy zauważa jednak, że w Polsce oraz w innych krajach rozwiniętych załamała się zdolność młodych ludzi do tworzenia wczesnych i trwałych relacji. Ekspert, który wystąpił w reportażu PCh24 „Polska umiera”, zauważa także, że wbrew doniesieniom medialnym par „bezdzietnych z wyboru” jest nad Wisłą i Odrą bardzo mało.

W artykule przedstawiłem historyczny rozwój zjawiska zaniku celowości „bycia razem” oraz jego obecne negatywne przejawy, odwołując się do badań socjologicznych dotyczących młodzieży akademickiej. Pod koniec tekstu odniosłem się do wyzwania, jak można by próbować odbudować rozważną kulturę wchodzenia w związki mające prowadzić do sakramentalnego małżeństwa.

W ramach wstępu wypada jeszcze zaznaczyć, że wzmiankowany kryzys wchodzenia w trwałe związki ma podłoże nie tylko kulturowe, co także strukturalne. Z racji przyjętej objętości artykułu odniosłem się przede wszystkim do tego pierwszego, choć nieporządek w wymiarze strukturalnym też dotyka silnie nasze społeczeństwo (w postaci np. niewspółmiernie wysokich cen mieszkań, z którymi muszą mierzyć się młode rodziny czy dysproporcji młodych kobiet, studentek, w metropoliach wobec Polaków pozostających na prowincji – do czego przyczynił się model rozwojowy III RP).

Rewolucja randkowania

Zwyczaj randkowania rozpowszechnił się w Polsce na początku lat 30. XX wieku jako element kultury miejskiej i młodzieżowej. Swobodne randkowanie, w sensie obyczajowym, budziło wtedy opór społeczny, gdyż naruszało m.in. dotychczasową etykietę matrymonialną i pozycję rodziców przy zapoznaniu pary. W społeczeństwach industrialnych Zachodu, gdzie narodziło się randkowanie, można mówić o obyczajach „klasycznej randki” do swoistej cezury ’68 roku.

Klasyczna randka była oparta na wizji miłości romantycznej, miłości na całe życie. Randkowanie było zarezerwowane dla ludzi młodych, a okres spotkań sam na sam poprzedzał nawiązanie regularnej znajomości. Obowiązywał podział ról, tzn. mężczyzna był stroną aktywną, a kobieta niepodejmującą inicjatywy. Obyczaj randkowania łączył się z wydatkami konsumpcyjnymi, takim jak dobór eleganckiego stroju czy koszt spotkania w atrakcyjnym lokalu.

Obecnie randkowanie wiąże się z kilkoma zasadniczymi zmianami wobec klasycznej randki. Socjolog Joanna Wróblewska-Skrzek wyróżniła tutaj trzy zasadnicze czynniki.

Po pierwsze randka w XXI wieku została w (progresywno-liberalnej) kulturze powszechnej wyraźnie oddzielona od celu matrymonialnego. Po drugie zaloty przeniesiono ze sfery prywatnej do publicznej, w tym także do sfery wirtualnej, a zatem zapoznanie panny odbywa się z dala od jej domu rodzinnego. Trzeci powód stanowi zerwanie z mitem randki jako zaczynu miłości romantycznej, na co wpłynęła przede wszystkim rewolucja seksualna. Randkowanie, które dotyczy obecnie osób w przeróżnym wieku, może mieć krótkotrwałe motywacje, jak chęć spędzania w atrakcyjny sposób wolnego czasu bez zobowiązań czy zaspokojenie cielesnych żądz.

Zjawisko umawiania się na randki on-line stało się w Polsce powszechne. Według badania Gemius, w styczniu 2023 r. z internetowych serwisów i aplikacji randkowych skorzystał co piąty internauta, co przekłada się na ponad 6 mln użytkowników, z czego 65% stanowili mężczyźni. Wedle statystyk randkowaniem w sieci jest stosunkowo mało zainteresowana grupa użytkowników Internetu w wieku od 15 do 20 lat.

Można by powierzchownie stwierdzić, nawiązując do znanego powiedzenia „rewolucja pożera własne dzieci”, że zjawisko „klasycznej randki” stanowiło li tylko rewolucję moralną i zostało z czasem zastąpione jeszcze innymi, bardziej nieuporządkowanymi zwyczajami. W takiej perspektywie to zdobywanie popularności złego wzoru (randkowania jako sposobu na miłość romantyczną) miałoby wypierać mądrość skumulowaną w tradycyjnej chrześcijańskiej kulturze co do celu oraz sposobów nawiązywania relacji damsko-męskiej.

Powyższe uogólnienie, wyrażające pośrednio sceptycyzm do randkowania jako takiego, jest jednak nietrafione w tym sensie, że pomija kontekst strukturalny. Nowy sposób na znalezienie sympatii należy łączyć historycznie z wielką skalą migracji ze wsi do miast w krajach uprzemysłowionych (takie migracje wewnętrzne dotyczyły w XX wieku w skali świata przeszło dwóch miliardów ludzi, sic!).

W warunkach migracji do dużego miasta za pracą, jeśli zarówno kawaler jak i panna zachowywali chrześcijańską moralność, randkowanie okazywało się w licznych przypadkach efektywnym sposobem na zaręczyny. Z kolei tradycyjne obyczaje matrymonialne utrwalone na prowincji krajów chrześcijańskich znalazły się w impasie co do ich powszechnego wykorzystania przy tak dynamicznych przemianach społecznych.

Jaki powinien być cel „bycia razem” w perspektywie nauki Kościoła? [1]

Randkowanie, przez które rozumiem dobrowolne spotykanie się ze sobą dwojga osób, prowadzące wpierw do nawiązania, a później do rozwinięcia ich relacji, uznaję w tekście za synonim bycia razem lub chodzenia ze sobą.

Określając cel randkowania, należy uwypuklić zarówno aspekt moralny relacji, jak i praktykę postępowania, gdyż te dwa wymiary są społecznie istotne. Godziwym celem nawiązania i rozwijania zażyłej znajomości z przeciwną płcią są zaręczyny (które wytyczają jasną drogę ku sakramentalnemu małżeństwu). Matrymonialny potencjał związku może jednak z różnych przyczyn nie zostać zrealizowany (co powinno się uzewnętrznić w taktownym zakończeniu relacji). Dlatego cel randkowania w sensie praktyki postępowania można ująć jako roztropne ustosunkowanie się do kwestii wspólnych spotkań w kontekście, choćby początkowo mglistych i odległych, możliwości zaręczyn.

Potrzeba zauważyć, że w perspektywie nauki Kościoła parę obowiązuje w ramach nawiązanej relacji nie tylko godne zachowanie wobec siebie, lecz także wobec rodziców (IV przykazanie Dekalogu), wspólnoty lokalnego Kościoła i samego Boga. Młodzi powinni wobec wszystkich dawać świadectwo dobrych obyczajów (1 Kor 6, 12-20). Przy czym wypaczeniem byłoby utożsamiać szacunek dla innych ze sztywnością zachowania czy obraniem tak wyszukanej etykiety, która zupełnie nie przystawałaby do współczesnej komunikacji.

Swoją drogą fenomen randkowania nie występuje we wszystkich kulturach świata. Wobec tego Kościół katolicki, np. w uniwersalnym prawie kanonicznym, nie omówił osobno tego zjawiska. Wiernych obowiązują zatem ogólne normy, które powinni zastosować do przypadku nawiązywania i rozwoju relacji damsko-męskiej. W praktyce jednak, jak dalej pokażę, występują z tym nie lada problemy.

Zagubienie i odrealnienie młodych w perspektywie tradycyjnej nauki o rodzinie  

O ile dla licznych przedstawicieli starszego pokolenia katolików w Polsce – związek chodzenia ze sobą w młodości z dojrzałą miłością i następnie z sakramentem małżeństwa – może być oczywisty, o tyle badania socjologiczne wyraźnie pokazują, że nie jest to jasne dla polskiej młodzieży, w tym młodzieży katolickiej.

Badanie z 2020 r. wykazało, że kilkadziesiąt procent młodzieży akademickiej, która sama określa siebie jako wierzących katolików, uważa, że małżeństwo nie jest potrzebnym elementem do udanego wspólnego życia[2]. Z kolei 90% młodzieży niewierzącej uznaje, że rodzina to „związek dwóch bliskich sobie osób, bez względu na płeć”, a tylko 5% z tej grupy definiuję rodzinę jako „małżeństwo kobiety i mężczyzny wraz z dziećmi” (sic!).

Wspomniane badanie przytacza komentarze socjologów, które objaśniają, że część młodzieży akceptuje w swym światopoglądzie formę kohabitacji poprzedzającą małżeństwo, zawierane dopiero w późniejszych latach życia, bądź trwanie bez formalizacji związku. Można zatem skonkludować, że ci młodzi podążają za swoistą wypadkową obserwowanych wzorów i opinii: w mediach, wśród rówieśników, sąsiadów czy w swojej rodzinie. Nie kierują się natomiast refleksją etyczną lub religijną, co rzeczywiście daje człowiekowi szczęście, pozostając odciętymi od (niezmiennej) prawdy o ludzkiej naturze.

Na podstawie przestudiowanych badań i moich własnych obserwacji skłaniam się do wniosku, że w Polsce występuje złożony kryzys w przekazywaniu młodym mądrości co do celu małżeństwa, a pośrednio także godziwego celu bycia razem przed narzeczeństwem. Kryzys obejmuje, w różnych proporcjach, zaniedbania u licznych rodziców, w publicznej szkole czy we wspólnocie parafialnej, w której przecież spora część polskiej młodzieży przyjmuje sakrament bierzmowania.

Niewątpliwą przyczyną kryzysu są także dobrowolne błędy (grzechy) samej młodzieży w ramach chodzenia ze sobą. Grzech bowiem, w tym pycha i zmysłowość, prowadzi człowieka do przedkładania własnego osądu i osobistej wygody nad przekazane przez Boga treści moralne.

Jak przezwyciężyć dyktat liberalnej kultury?

„Poznać naturę człowieka, poznać ją głęboko, całkowicie, zrozumieć, kim jest właściwie człowiek to wielki ratunek dla współczesnego świata” – bł. kard. S. Wyszyński

Jeśli przyjąć, że dominującym nurtem w kulturze III RP jest od lat progresywny liberalizm, to taka perspektywa pozwala w dużej mierze naświetlić obecne trudności we wchodzeniu w trwałe związki przez Polaków. Immanentnymi cechami, jakie można zidentyfikować w liberalizmie, są m.in. dążenie do samostanowienia i samowystarczalności czy potrzeba autoekspresji. Liberalnemu Polakowi wydaje się zatem, że nie musi zawsze okazywać wierności i odpowiedzialności wobec drugiej połówki, rodziców, narodu czy Kościoła, gdyż to on sam określa ostatecznie, co wypada w danej sytuacji myśleć i czynić.

Na marginesie, patrząc filozoficznie, samowystarczalność człowieka w liberalizmie wypływa z jego naturalizmu (i odrzucenia Boga), co – w wymiarze publicznym – wyklucza obowiązywanie obiektywnych norm moralnych i religijnych.

Współczesne produkcje medialne częstokroć depersonalizują i ogłupiają człowieka, skupiając się głównie na cielesności, tj. emocjach i popędach, oraz promują postawę mieć niż być. W konsekwencji następuje infantylizacja oczekiwań i zachowań, jak również obniżenie standardów moralnych. Kiedy emocje i popędy zaczynają w związku słabnąć (bądź kiedy człowiek zaczyna wręcz odczuwać do nich wstręt) poranienie pary staje się coraz bardziej oczywiste.

Do stworzenia trwałej relacji z przeciwną płcią niezbędne są m.in. wysiłek wkładany w jej budowanie, zachowanie czystości w myślach i czynach, gotowość do pracy nad własnymi słabościami czy zdolność do znoszenia pewnych cierpień. Tymczasem wzór brania swojego krzyża jest zupełnie obcy progresywnemu liberalizmowi.

Zagadnienie przezwyciężenia zagrożeń sączących się ze współczesnej (anty)kultury, która nie sprzyja trwałym związkom, jest złożone i nie sposób je wyczerpać w jednym artykule prasowym. Wątek został szerzej poruszony w reportażu PCh24 „Polska umiera”, w którym połączono go z takimi zjawiskami jak m.in. osamotnienie sporej części młodzieży, rozjechanie się aspiracji młodych kobiet i mężczyzn czy feminizm.

Z mojej strony chciałbym na koniec podkreślić wspólnotowy wymiar rozpoczynania i budowania trwałego związku. Założenie szczęśliwej rodziny nie jest bowiem nigdy sukcesem samej tylko pary, gdyż wiele osób musi przyłożyć się do wykształcenia i wychowania młodych przed ich stanięciem na ślubnym kobiercu. To zatem rzetelny wysiłek pedagogiczny podjęty w rodzinach, w parafiach, na lekcjach katechezy w szkołach itp. stanowi sposób, aby pomóc wielu młodym, zwłaszcza tym pogubionym, żeby za jakiś czas byli oni w stanie zacząć realistycznie rozważać małżeństwo.

Ten kierunek myślenia i działania przedstawiłem w kilku tekstach opublikowanych pro-bono w Internecie (sprawdzonych przez kapłanów) jako seria o „konkurach”. Uważam, że kluczowym zagadnieniem, które należy naświetlać młodym, jest, w sensie pozytywnym, cel bycia razem, a w sensie negacji – potępienie określonych postaw i zachowań w ramach randkowania, które stanowią grzech. Bycie razem potrzeba oczywiście omawiać w perspektywie celu małżeństwa w tradycyjnej nauce Kościoła, który zakłada otwartość i postawę poświęcenia dla nowego życia.

Człowiek, który posiądzie mądrość dokąd ma zmierzać, będzie potrafił, zwłaszcza z pomocą bliskich i Bożą, dojść do szczęścia. A takie niewątpliwie daje w wymiarze doczesnym zgodne małżeństwo – ustanowione przez Stwórcę a podniesione przez Chrystusa do godności sakramentu

Jan Wudkowski

Wykorzystane źródła

[1] https://konkury.pl/randkowanie-a-grzech.php

[2] M. Kawińska, J. Wróblewska-Skrzek & A. Linek, Wolność wyboru czy przymus zwyczaju? Młodzież akademicka w dobie pandemii o związkach, intymności i więziach rodzinnych, Wydawnictwo Rys, t. 3, Poznań, 2020, s. 61 i in.

  1. Wróblewska-Skrzek, „Architektura randki a kryzys matrymonialny”, w: Dyskursy Młodych Andragogów, t. 18, 2017, 389–402.

media-panel.pl, Ponad 6 mln internautów na serwisach randkowych; blisko dwóch mężczyzn na jedną kobietę, 14 lutego 2023, https://media-panel.pl/pl/aktualnosci/ponad-6-mln-internautow-na-serwisach-randkowych-blisko-dwoch-mezczyzn-na-jedna-kobiete/, dostęp: 23 września 2025.

Mateusz Łakomy, Dzieci nie będzie tam, gdzie nie ma związków, https://polskawielkiprojekt.pl/debaty/mateusz-lakomy-dzieci-nie-bedzie-tam-gdzie-nie-ma-zwiazkow/, dostęp: 23 września 2025.

Kto chce żeby Polska wymarła?

Fundacja Pro-Prawo do Życia
Szanowny Panie!
 „Czy Niemcy chcą żeby Polska wymarła?” – to tytuł reportażu, który ukazał się niedawno w jednym z tygodników. Dotyczy on sposobów deprawacji moralnej polskiego społeczeństwa w celu doprowadzenia do zagłady naszego narodu. Nie są to metody nowe. Nasza Fundacja już od kilkunastu lat ostrzega i alarmuje przed tymi zjawiskami. Na Zachodzie strategia deprawatorów stosowana jest już od dziesięcioleci, co doprowadziło do zapaści moralnej i demograficznej Europy. Co zrobić, aby uratować przed tym Polskę? Konieczne jest przebudzenie moralne oraz osobiste zaangażowanie każdego z nas, w szczególności w życie naszych rodzin i lokalnych społeczności. 
Proszę przeczytać naszą krótką analizę i wesprzeć dalszą walkę naszej Fundacji.Kto chce żeby Polska wymarła? [foto]Tygodnik Sieci opublikował artykuł pod tytułem: „Czy Niemcy chcą żeby Polska wymarła?”. Opisuje on medialną taktykę niemieckiego koncernu Ringier Axel Springer, który jest właścicielem polskojęzycznych mediów takich jak Onet, Fakt czy Newsweek. Tego typu media nieustannie bombardują Polaków artykułami, newsami, reportażami i tekstami zachęcającymi do rozwiązłości seksualnej, cudzołóstwa, rozwodów, zdrad małżeńskich oraz homoseksualnego stylu życia.
Jak zauważa Tygodnik Sieci: 

„W mediach koncernu Ringier Axel Springer Polska rodzina jest koszmarem, zdrada i rozwód są wolnością, a bezdzietność powodem do dumy.”

Tygodnik przytacza przy tym kilka przykładowych nagłówków medialnych, wybranych z tysięcy deprawacyjnych materiałów tego typu:

– „Mam 40 lat i żałuję bycia matką. Nigdy więcej bym na to nie poszła.”
– „Kacper ma 36 lat i zdradza żonę regularnie. Ale uważa, że jest uczciwy.”
– „Nigdy nie chciałam być matką. Dziś mam 47 lat, jestem bezdzietna i szczęśliwa.”
– „Mają 40 lat i decydują się na rozwód. Odzyskałam życie.”

Nasza Fundacja wielokrotnie informowała już o tym zjawisku. Dlatego publikujemy kilka istotnych uwag do artykułu Tygodnika Sieci.

Po pierwsze, na tytułowe pytanie: „czy Niemcy chcą żeby Polska wymarła?” należy oczywiście odpowiedzieć twierdząco. Trzeba jednak przy tym zaznaczyć, że chodzi o niemieckie elity polityczne, medialne i finansowe. Program deprawacji i depopulacji został najpierw wymierzony w niemieckie społeczeństwo – w zwykłe niemieckie rodziny, które jako pierwsze padły ofiarami całego procederu.

To właśnie w Niemczech powstały Standardy Edukacji Seksualnej w Europie – wytyczne, wedle których prowadzi się działania demoralizacyjne i depopulacyjne. Standardy te zakładają, że człowiek już od wczesnego dzieciństwa jest seksualny, dlatego należy oswajać go z rozwiązłością, masturbacją, pornografią oraz „różnymi rodzajami rodzin”. W świetle Standardów Edukacji Seksualnej nie istnieją żadne normy moralne w dziedzinie związków międzyludzkich. Przekaz jest prosty – „róbta co chceta” w dziedzinie seksualności.

Niemieckie media od dziesięcioleci „edukują” społeczeństwo według tych wytycznych. Równolegle, w niemieckich szkołach od kilku dekad obecna jest przymusowa „edukacja seksualna” prowadzona w oparciu o te Standardy. 
Doprowadziło to do katastrofy moralnej i demograficznej. Skala zjawisk takich jak aborcja, gwałty, przestępstwa seksualne, pedofilia czy dziecięca pornografia jest w Niemczech przerażająca. Jednocześnie od lat jednym z najpopularniejszych imion nadawanych noworodkom w Niemczech jest Mohammed. Następuje gwałtowna podmiana ludności na terenie Niemiec – zdeprawowane i zdemoralizowane społeczeństwo niemieckie nie chce mieć dzieci, więc jest zastępowane przez dzietnych i ekspansywnych muzułmanów. 

Społeczeństwo Niemiec było więc pierwszą ofiarą niemieckich wytycznych odnośnie deprawacji. Jak wskazuje nazwa opracowanego dokumentu – Standardy Edukacji Seksualnej w Europie – kolejne narody naszego kontynentu są demoralizowane według tego samego schematu.

Od lat jednym z głównych celów deprawatorów jest Polska. W 2013 roku, na konferencji organizowanej przez Ministerstwo Edukacji i Polską Akademię Nauk, po raz pierwszy w języku polskim zostały publicznie zaprezentowane Standardy Edukacji Seksualnej w Europie. Od 12 lat intensywnie wdrażana w szkołach jest „edukacja seksualna” w oparciu o te standardy.

Naszą reakcją na wydarzenia z 2013 roku było zapoczątkowanie ogólnopolskiej kampanii „Stop pedofilii”. W jej ramach dotarliśmy do milionów Polaków z ostrzeżeniem przed Standardami Edukacji Seksualnej oraz deprawatorami, którzy wchodzili do szkół pod pozorem lekcji o „dojrzewaniu” i „tolerancji”. Zebraliśmy kilkaset tysięcy podpisów pod obywatelskimi inicjatywami ustawodawczymi „Stop pedofilii”, których celem było wprowadzenie karalności za namawianie dzieci do aktywności seksualnych. 

Gdy nasza Fundacja, szereg innych organizacji oraz wielu rodziców zmobilizowanych do działania przez nasze kampanie, walczyło w całej Polsce z deprawatorami, sprzeciw polityków rządzących wobec demoralizacji i depopulacji narodu polskiego był wyłącznie werbalny. Nasze projekty „Stop pedofilii”, poparte przez setki tysięcy Polaków, zostały zamrożone w Sejmie (równolegle wszystkie nasze projekty „Stop aborcji” zostały odrzucone). Zabrakło woli politycznej do tego, aby podjąć realne działania w obronie polskich rodzin. 

Teraz demoralizacja coraz bardziej się nasila. Podobne standardy, które obowiązują w polskojęzycznych mediach zarządzanych przez niemieckie koncerny, od niedawna obowiązują w szkołach. Rząd Tuska wprowadził do szkół „edukację seksualną” według niemieckich standardów pod nazwą „edukacji zdrowotnej”. Wedle statystyk, ok. 40% uczniów szkół podstawowych chodzi na te demoralizujące zajęcia.

Wpływowi politycy aktualnej prawicowej opozycji deklarują, że gdy wrócą do władzy po kolejnych wyborach, to „edukacja seksualna” w szkołach dalej będzie, tylko pod inną nazwą. Zapowiadają również, że aborcja dalej będzie legalna de facto na żądanie do końca ciąży. Programy wyborcze największych partii aspirujących do przejęcia władzy w Polsce w ogóle nie zawierają obietnic zmian w zakresie ochrony życia dzieci przed aborcją oraz powstrzymania deprawatorów seksualnych przed niszczeniem sumień dzieci poprzez szkoły, media oraz działania w przestrzeni publicznej takie jak „parady równości”. 

Co w tej sytuacji trzeba robić?1) Dalej działać na rzecz wprowadzenia w Polsce dającego się egzekwować prawnego zakazu zachęcania dzieci do aktywności seksualnych oraz całkowitego zakazu aborcji. Najlepiej użyć do tego gotowych projektów „Stop pedofilii” oraz „Stop aborcji”, które mają poparcie milionów Polaków. Póki co po stronie większości polityków katolickiej prawicy brakuje woli do tego, aby takie rozwiązania przyjąć. Dlatego konieczna jest nieustanna presja. 

2) Całkowicie usunąć ze szkół „edukację seksualną” pod jakąkolwiek nazwą i postacią.

3) Przebudzić świadomość rodziców na temat deprawacji, ideologizacji i zgorszenia ich dzieci dokonującego się za pomocą mediów i ekranów smartfonów, przed którymi polska młodzież spędza nawet do 8 godzin dziennie. Warto przypomnieć, że blisko 25% nastoletnich chłopców w Polsce jest już uzależnionych od regularnego oglądania pornografii. Trzeba ratować przed tym dzieci i młodzież! 

4) Zmobilizować rodziców do przejęcia osobistej odpowiedzialności za wychowanie własnych dzieci.

5) Modlić się publicznie o odnowę moralną Polski i Polaków.

Powyższe punkty to długofalowy plan na ocalenie naszego narodu. Do jego realizacji konieczne jest zaangażowanie i pozyskanie wielu wolontariuszy oraz stała pomoc darczyńców. Nasza Fundacja pomimo prześladowań i represji, jakie na nas spadają, chce walczyć dalej. Zwycięstwo nad deprawatorami i aborcjonistami jest możliwe. Musimy tylko prowadzić konsekwentne, regularne działania u podstaw.

Organizacja kolejnych akcji ulicznych, wystaw, kampanii billboardowych, przejazdów furgonetek, szkolenie wolontariuszy, działania w internecie, ochrona prawna – to wszystko jest dla nas dużym wyzwaniem organizacyjnym i finansowym. Na ten miesiąc zaplanowaliśmy kilkadziesiąt akcji w całej Polsce (harmonogram na naszej stronie). Jak już też informowaliśmy, tylko w październiku sam koszt obrony prawnej naszych wolontariuszy przed sądami to ponad 10 000 zł. Na dalszą walkę w najbliższym czasie potrzebujemy Pańskiego wsparcia.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana obecnie możliwa, aby umożliwić nam prowadzenie dalszej walki w przestrzeni publicznej, kształtować świadomość i docierać z prawdą do kolejnych Polaków.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku, 
Mariusz Dzierżawski | Fundacja Pro-Prawo do Życia
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Katastrofa, której na co dzień nie widać


Centrum Życia i Rodziny
 Szanowni Państwo,
Komentatorzy prześcigają się w alarmistycznych nagłówkach: „bezprecedensowa sytuacja”, „drastyczne załamanie”, „katastrofa”.
O czym mowa? Nie, nie o wojnie ani o żadnym kataklizmie.To katastrofa, której nie widać na ulicach. I to dosłownie: nie widać.
Coraz mniej na nich bowiem… dziecięcych wózków. Na osiedlach coraz bardziej opustoszałe place zabaw i boiska. Zamykane szkoły, do których nie ma już kto chodzić.251,8 tys. – tyle dzieci urodziło się w Polsce w ubiegłym roku.Demografowie określają te dane jako bezprecedensowe, bo tak znaczącego spadku jeszcze kilka lat temu nikt nie przewidywał.W 2022 roku eksperci z ONZ szacowali, że w Polsce współczynnik dzietności spadnie do poziomu 1,12 dopiero w 2055 roku. Tymczasem stało się to… 31 lat wcześniej. Taki właśnie poziom odnotowano w Polsce w ubiegłym roku.
Z jednej strony badacze usiłują teraz znaleźć odpowiedź na pytanie: skąd aż tak katastrofalne wyniki? Dlaczego Polacy nie chcą mieć dzieci? I co zrobić, żeby odwrócić ten destrukcyjny trend? Czy w ogóle jest to możliwe?Ale szczerze mówiąc, uważam, że nie powinno nas to dziwić.
Czy możemy spodziewać się czegoś innego w kraju, w którym media niemal codziennie zalewają swoich odbiorców tytułami takimi jak: „Marzyłam o dziecku, ale teraz nienawidzę być matką”, „Nie decyduj się na dziecko. Ja żałuję, że je mam” czy „Nikt nie powiedział mi, że macierzyństwo to taki koszmar”, z okładki topowego pisma dla kobiet uśmiechają się trzy znane aborcjonistki, ogłaszające, że „Aborcja jest ok”, a wielkie marki produkują całe kampanie reklamowe oparte na wychwalaniu bezdzietności z wyboru?grafikaI oczywiście przyczyn niskiej dzietności jest znacznie więcej, a wiele z nich ma nawet większe znaczenie.
Jednak sposób przedstawiania rodziny w kulturze i mediach ma kluczowy wpływ: to właśnie ten czynnik pozwala kształtować postawy społeczne – zarówno postawę prorodzinną czy sprzyjającą rodzicielstwu, jak i tę przeciwną, postawę dobrowolnej bezdzietności. To właśnie przekazy medialne mają więc możliwość zbudować niezbędną bazę do tego, by młodzi ludzie w ogóle chcieli zakładać rodziny.Mają jednak też władzę przeciwną: niszczyć wizerunek rodziny, wprowadzać negatywne wzorce i sączyć wprost do umysłów młodych ludzi jad egoizmu.
Dlatego prorodzinne i prorodzicielskie nastawienie mediów musi być kluczowym obszarem zmian, jeśli nie chcemy, by Polska, jaką znamy, zniknęła na zawsze.
Wspieram działania Centrum Życia i Rodziny!
Być może pomyślą Państwo teraz, że to bzdura. Przecież nikt, kto chce mieć dzieci, nie zrezygnuje z rodzicielstwa tylko przez to, że przeczytał nieprzychylny artykuł.Ale co, jeśli taki negatywny obraz macierzyństwa czy ojcostwa będzie otrzymywał konsekwentnie przez lata? Jeśli będzie on dobiegał właściwie ze wszystkich stron, nie dając większej szansy na poznanie innego obrazu świata?A przecież dokładnie to dzieje się obecnie!Media – i to zarówno tradycyjne, jak telewizja czy prasa, jak i internet – od lat w dość jednoznaczny sposób starają się wpływać na decyzje rodzicielskie młodych ludzi. Wystarczy wspomnieć wymienione już wyżej tytuły.I proszę mi wierzyć, takich i podobnych treści nie trzeba nawet szukać, a tytułów tego rodzaju mogłabym przytoczyć jeszcze dziesiątki.
Taki przekaz, czy tego chcemy, czy nie, trafia często na podatną glebę coraz bardziej rozbitego społeczeństwa, kultywującego kulturę indywidualizmu.Bycie mamą czy tatą jawi się dziś wielu młodym ludziom jako „koniec życia” czy „koniec wolności”. Dziecko widzą jako barierę dla swojego rozwoju: czy to drogi do wymarzonej kariery, czy też uniemożliwienie realizacji marzeń.
Próżno w mediach głównego nurtu szukać przedstawienia dziecka jako daru, a rodzicielstwa jako drogi niosącej spełnienie i radość.
Zmiana takiego stanu to oczywiście ogromne wyzwanie!Ale wierzę, że podejmując je, możemy zawalczyć o zmianę mentalności, niezbędną do tego, aby odwrócić katastrofalne trendy związane z dzietnością.Dlatego pod koniec września wzięłam udział w debacie na temat dzietności w telewizji PCH24. Wraz z pozostałymi gośćmi – redaktorem Pawłem Chmielewskim, doktorem Marcinem Kędzierskim i redaktorem Tomaszem Wróblewskim – miałam okazję porozmawiać o tym, dlaczego w Polsce rodzi się tak mało dzieci i jakie działania mogłyby przynieść poprawę tej sytuacji (link poniżej).
Mimo różnych podejść do wielu aspektów tego złożonego tematu, udało nam się naświetlić wiele obszarów, które często w podobnych dyskusjach są pomijane lub bagatelizowane.Czynniki wpływające na dzietność to przecież nie tylko świadczenia socjalne czy mieszkalnictwo (choć i tych tematów nie zabrakło w naszej rozmowie). To także problematyka rozpadu wspólnoty i zmiana struktury rodziny czy choćby kwestia podejścia Kościoła do problemu rodzicielstwa.Wspieram takie działania!Rozważania o przyczynach to jednak nie wszystko. Równie istotne jest promowanie naprawdę skutecznych i korzystnych dla rodzin rozwiązań.
Niestety obecny rząd często w kwestii polityki prorodzinnej strzela sobie w stopę. Ważniejsze są przecież ideologiczne postulaty. Zmiany w edukacji prowadzone pod wodzą lewicowej minister, które ukształtują dzieci i młodzież na „postępową” modłę, nie przekażą za to wartości rodziny i nierozerwalnego małżeństwa. Nie nauczą budowania trwałych, całożyciowych relacji.
Wprowadzenie związków partnerskich, które w dłuższej perspektywie przyczynią się do jeszcze większej dewastacji instytucji małżeństwa.
Promowanie aborcji na żądanie, zamiast odpowiedzialnego podejścia do rodzicielstwa i uznania podmiotowości i godności życia od poczęcia.To prosta droga do pogłębiania kryzysu dzietności! Niefrasobliwym i szalenie krótkowzrocznym podejściem rządzący tylko przyspieszają zupełne załamanie systemu społecznego.
Fundamentalne dla odbudowy wskaźników dzietności jest wytworzenie w młodych ludziach poczucia, że posiadanie rodziny to najlepsza droga do osobistego szczęścia, a dzieci to dar, a nie obciążenie ponad siły!
Tak długo, jak rodzicielstwo będzie im przedstawiane jako decyzja, której będą żałować, nie możemy marzyć o tym, że wskaźnik dzietności choćby drgnie w górę.Eksperci wskazują jasno: musimy odbudować społeczny prestiż rodziny! Sprawić, by wejście w trwały, całożyciowy związek i urodzenie kilkorga dzieci przestały być postrzegane jako życiowa porażka, nuda czy „zaściankowość”, a stały się celem i marzeniem kolejnych pokoleń.Medialna ofensywa prorodzinna będzie mieć tu niebagatelne znaczenie.
Dlatego w Centrum Życia i Rodziny od lat inicjujemy działania, które budują pozytywny obraz rodziny, małżeństwa i rodzicielstwa, starając się jednocześnie docierać z nim do szerokiego grona odbiorców.Te działania to z jednej strony Marsze dla Życia i Rodziny, które rokrocznie przechodzą ulicami kilkudziesięciu miast w Polsce, a także za granicą.Przypomnę – już dwa lata temu, w roku 2023 za hasło Marszu przyjęliśmy właśnie wezwanie do zadbania o dzietność: „Dzieci przyszłością Polski”. Choć wówczas daleko jeszcze było do poruszenia, które towarzyszy temu tematowi obecnie, alarmowaliśmy, że pikujące wskaźniki wymagają pilnej interwencji.
Z drugiej strony to także nasza bezpośrednia obecność w mediach, podczas debat, konferencji czy paneli dyskusyjnych. Niekiedy to trudne starcia jeden na jeden, rozmowy, które właściwie można by określić próbą zakrzyczenia przeciwnika. Co znamienne, w tym wypadku zazwyczaj temat jest ten sam – aborcja. Słowne ataki ze strony aborcjonistek powtarzają się właściwie przy każdym bezpośrednim spotkaniu.Na szczęście częściej to jednak merytoryczne rozmowy i starcia co najwyżej na argumenty. Niezależnie jednak od charakteru i przebiegu tych wystąpień, zawsze najważniejsze pozostaje dla nas to, aby w naszych wypowiedziach wybrzmiał jasny przekaz za życiem, małżeństwem i rodziną.
W naszych działaniach efektywnie wykorzystujemy też media społecznościowe. Jak istotna jest ta sfera, nie muszę zapewne wyjaśniać: badania wskazują, że dziś z mediów cyfrowych informacje czerpie ponad 40% Polaków, a prym wiodą tu młodzi ludzie.
Nasza aktywność w mediach społecznościowych daje więc ogromne możliwości dotarcia do tych, którzy najbardziej potrzebują przekazu o wartości życia i rodziny. To właśnie o nich najzacieklejszy bój toczą środowiska lewicowe, próbując wyrugować ze szkół religię, a na jej miejsce wprowadzając ukrytą pod płaszczykiem dbałości o zdrowie skrajnie zideologizowaną edukację seksualną. Media społecznościowe, z których najliczniej korzysta młodzież i młodzi dorośli, są więc często jedyną platformą przekazu treści podważających fałszywy i deprawujący obraz świata, który wpaja się im na co dzień.
I na tym polu Centrum Życia i Rodziny jest znaczącym graczem. Wystarczy wspomnieć, że na jednym z największych portali społecznościowych, Facebooku, profil CŻiR ma ponad 66 tys. obserwujących, czyli ponad sześciokrotnie więcej niż nasz brytyjski odpowiednik, March For Life UK.Zapotrzebowanie na treści związane z obroną godności życia od poczęcia, małżeństwa i rodziny jest więc duże. Działalność medialna pochłania też jednak znaczne środki. Dla przykładu – dotarcie w do 130 000 odbiorców poprzez media społecznościowe to dla nas koszt kilku tysięcy złotych.
Widzimy wciąż rosnącą potrzebę zwiększania naszego zaangażowania na tym polu. Konieczność zarówno świadczenia o nich, jak i informowania, dyskutowania, argumentowania w rozmowach z nieprzekonanymi staje się dziś jeszcze pilniejsza.Merytorycznych głosów stających w mediach po stronie wartości wciąż jest za mało. Za mało, by ten przekaz przebił się do szerszego grona odbiorców, by przekonał tych, którzy na co dzień są wręcz zalewani lewicową narracją.
Dlatego bardzo proszę Państwa o wsparcie w naszej misji odbudowy pozytywnego wizerunku rodziny w mediach datkiem w dowolnej wysokości, na przykład 50 zł, 100 zł, 200 zł, 500 zł lub innej. Każda Państwa wpłata przyczyni się do poszerzania naszej działalności w tym zakresie i dotarcia do kolejnych grup odbiorców z przekazem o wartości życia, małżeństwa i rodziny.Wspieram walkę o wizerunek rodziny w mediach
Proszę pozwolić, że na koniec podzielę się z Państwem osobistym wspomnieniem.Kilka lat temu, spacerując z moim mężem po jego rodzinnym mieście, zawędrowaliśmy w okolice szkoły, do której chodził jako dziecko. Wszystko wyglądało zwyczajnie: niezmieniona od lat spokojna okolica, ten sam budynek. Dopiero, gdy podeszliśmy bliżej zauważyliśmy, że coś jednak uległo zmianie. W tym miejscu nie było już szkoły, ale… dom spokojnej starości.Mamy już pewność, że rok 2024 zapisze się pod względem dzietności na czarnych kartach historii – odnotowana liczba urodzeń jest nie tylko najniższa po II wojnie światowej, ale i najniższa od 200 lat na całym obszarze obecnych ziem polskich.O ile więc jeszcze kilka lat temu alarmowaliśmy, że Polskę czeka demograficzna katastrofa, to dziś możemy powiedzieć po prostu: ta katastrofa już dzieje się na naszych oczach. A to prawdopodobnie dopiero początek – skutki tych destrukcyjnych procesów dopiero zaczynają być widoczne.Jeśli jednak chcemy mieć przynajmniej szansę na odwrócenie tego procesu, musimy zacząć działać już teraz. Tego bowiem, co czeka nas, jeśli nic się nie zmieni, nikt z nas nie chce oglądać.
Aleksandra Gajek PS. Debatę, o której wspomniałam wcześniej mogą Państwo do obejrzeć w tym miejscu, do czego bardzo serdecznie Państwa zachęcam! 
WSPIERAM DZIAŁANIA CENTRUM ŻYCIA I RODZINY!
 Dane do przelewu:Centrum Życia i Rodziny
Skrytka pocztowa 99, 00-963 Warszawa 81
Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SA
Z dopiskiem: „Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny”
SWIFT: PKOPPLPW
IBAN: PL32 1240 4432 1111 0011 0433 7056Centrum Życia i Rodziny
Skrytka Pocztowa 99, 00-963 Warszawa
tel. +48 22 629 11 76

Bez dzieci, bez jutra: Polska umiera!

Bez dzieci, bez jutra: Polska umiera!

Autor: AlterCabrio, 19 września 2025

Będąc w domu, grając na komputerze, konsoli, telefonie, nie wychodzimy do znajomych, mniej poznajemy, mamy słabsze relacje społeczne, więc jest nam trudniej z kimś się poznać.

Czy nie jest łatwiej spędzić czas z serialem, czy z grą i traktować bohaterów, z którymi tam ‘obcujemy’, jako swoich przyjaciół, niż porozmawiać z innymi ludźmi i spróbować razem z nimi zbudować prawdziwe relacje? Bardzo często ludzie wybierają po prostu to, co jest łatwiejsze, to, co jest dostępne, to, co jest natychmiastowe. A żyjemy też w społeczeństwie natychmiastowej gratyfikacji.

−∗−

WSTRZĄSAJĄCY DOKUMENT! BEZ DZIECI, BEZ JUTRA: POLSKA UMIERA!

Zobacz wstrząsający dokument Łukasza Korzeniowskiego o kryzysie demograficznym. Czy jest jakieś wyjście z sytuacji?

Kryzys demograficzny w Chinach. Komunistyczny rząd zapowiada… zasiłki na dzieci

Kryzys demograficzny w Chinach.

Komunistyczny rząd zapowiada

zasiłki na dzieci

https://pch24.pl/kryzys-demograficzny-w-chinach-komunistyczny-rzad-zapowiada-zasilki-na-dzieci

(Chińska rodzina, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Flickr / Philip McMaster)

Pekin ogłosił w poniedziałek wprowadzenie rocznych dopłat w wysokości 3,6 tys. juanów za każde dziecko poniżej trzeciego roku życia. Specjaliści jednak ostrzegają, że same dotacje mogą nie wystarczyć, by skutecznie przeciwdziałać pogłębiającemu się kryzysowi demograficznemu.

Nowe przepisy, opublikowane w dokumencie „Plan wdrożenia systemu dotacji na opiekę nad dziećmi”, weszły w życie z mocą wsteczną od 1 stycznia 2025 r. To pierwszy raz, gdy program subsydiów obejmuje cały kraj, a nie tylko wybrane regiony.

Zgodnie z zasadami programu rodzice dzieci urodzonych po 1 stycznia 2025 r. otrzymają 3,6 tys. juanów (ok. 1,8 zł) rocznie aż do ukończenia przez dziecko trzeciego roku życia. Rodziny dzieci urodzonych wcześniej, które w momencie wejścia programu w życie nie ukończyły jeszcze trzech lat, także otrzymają dopłaty, ale ich wysokość będzie odpowiednio niższa.

Do tej pory podobne inicjatywy istniały jedynie lokalnie. Na przykład w Hefei, stolicy prowincji Anhui, pary otrzymują jednorazową dopłatę w wysokości 20 tys. juanów za drugie dziecko i 5 tys. za trzecie.

Nowe środki mają na celu przeciwdziałanie gwałtownemu spadkowi liczby urodzeń w Państwie Środka. W 2024 r. populacja Chin zmniejszyła się już trzeci rok z rzędu, a liczba nowo narodzonych dzieci w 2023 r. spadła do rekordowo niskiego poziomu 9,02 mln – najmniej od momentu rozpoczęcia prowadzenia statystyk w 1949 r.

W zamyśle chińskich władz subsydia mają „zmniejszyć presję związaną z rodzicielstwem” i zachęcić młode pary do posiadania dzieci. Eksperci są jednak sceptyczni co do tego, czy skromne wsparcie finansowe wystarczy, by odwrócić niekorzystny trend.

Walka ze spadkiem urodzeń to proces długofalowy, który wymaga kompleksowego podejścia – powiedział Song Jian, profesor wydziału populacji i zdrowia na Uniwersytecie Ludowym (Renmin), cytowany przez rządową agencję Xinhua. – Potrzebne są polityki wspierające opiekę nad dziećmi, ale również w zakresie mieszkalnictwa, edukacji czy rynku pracy – dodał.

Istotną przyczyną obecnego kryzysu demograficznego pozostaje „polityka jednego dziecka”, prowadzona w Państwie Środka przez około cztery dekady. Choć formalnie zakończono ją w 2015 r., a sześć lat później zniesiono wszelkie limity, jej konsekwencje są głęboko zakorzenione społecznie.

Polityka ta bowiem nie tylko ograniczała przyrost naturalny za pomocą sankcji i presji administracyjnej, ale także trwale zmieniła model życia rodzinnego, wzmacniając pozycję kobiet na rynku pracy i obniżając aspiracje rodzicielskie.

Zjawisko to nakłada się na rosnące koszty życia, wysokie ceny nieruchomości, konkurencyjny system edukacyjny oraz brak stabilnych form wsparcia w opiece nad dziećmi – zwłaszcza w dużych miastach.

Efektem ubocznym „polityki jednego dziecka” było też pojawienie się zjawiska „małych cesarzy” – pokolenia jedynaków, w które rodzice i dziadkowie inwestowali wszystkie swoje zasoby emocjonalne i finansowe. Tak wychowane osoby – otoczone uwagą i presją sukcesu – same nie mają doświadczenia życia w większej rodzinie i często nie odczuwają potrzeby jej zakładania.

Źródło: PAP

„Odpowiedzialne rodzicielstwo” do kosza. Normą Kościoła [i rodzin] musi być wielodzietność

„Odpowiedzialne rodzicielstwo” do kosza.

Normą Kościoła musi być wielodzietność

Paweł Chmielewski https://pch24.pl/odpowiedzialne-rodzicielstwo-do-kosza-norma-kosciola-musi-byc-wielodzietnosc/

Ostrzegam: Ten tekst nie spodoba się wielu Czytelnikom. Będą nim oburzeni i wściekli na autora, zarzucając mu pomylenie, ciężkie wariactwo i odklejenie od rzeczywistości. Wiem o tym z góry – ale mimo wszystko go piszę. Zapraszam do lektury.

***

„Nie” dla dzieci, „tak” dla psów i LGBT. W ten sposób oznaczyła swoją szybę jedna z restauracji nad Bałtykiem, wywołując wiele reakcji publicystów i polityków – nie tylko prawicowych.

Wrogość wobec dzieci sięga dziś zenitu, napędzana przez szydercze artykuły w dużych lewicowych mediach. Efektem jest tragiczna sytuacja demograficzna Polski – rodzi się u nas o wiele mniej dzieci, niż w większości państw europejskich, nawet tak bliskich nam kulturowo jak Czechy, Słowacja, Węgry, Bułgaria czy Rumunia.

Często są to zdecydowanie biedniejsze kraje, bo tu nie chodzi o przyczyny ekonomiczne. Kluczową rolę odgrywa po prostu niechęć do dzieci. Dobrze, że z tym zjawiskiem zaczyna się coraz częściej walczyć, przedstawiając rodzinę w pozytywnym świetle; dobrze, że czynią to politycy różnych prawicowych formacji. Nieustannie pytam jednak: gdzie w tym wszystkim jest Kościół katolicki?

To pytanie, uważam, kluczowe, bo za fatalnie niską dzietność Polaków część odpowiedzialności ponosi również kościelne nauczanie – zarówno to, którego nie ma, jak i to, które jest – a jest często po prostu błędne.

Teoretycznie wydaje się, że Kościół robi, co trzeba. Na przykład – piętnuje antykoncepcję. To ma pierwszorzędne znaczenie, bo czego by nie opowiadać o przyczynach kryzysu demograficznego, to właśnie łatwa dostępność skutecznej antykoncepcji jest jego „warunkiem”. Gdyby nie antykoncepcja, unikanie potomstwa byłoby trudne, a przez to dalece rzadsze – to oczywiste. Dzięki łatwej i skutecznej antykoncepcji, dzisiaj dziecko już się nie „zdarza” – jest wynikiem decyzji o tym, by w danym okresie życia małżeńskiego zrezygnować z antykoncepcji.

Antykoncepcja stała się normą, ale Kościół tę normę odrzuca. Tyle, że w ogóle się o tym nie mówi. Temat jest nieobecny na kazaniach, nie ma go w katechezie, rzadko tylko pojawia się w katolickiej publicystyce. Badania wskazują, że przytłaczająca większość polskich katolików po prostu ignoruje nauczanie Kościoła na temat antykoncepcji – a duszpasterze zdają się ten fakt po prostu przyjmować jako niezmienialny. Tak już jest – i tyle.

Dlaczego? Przyczyna jest dość prosta – choć zarazem bardzo głęboka. Otóż Kościół sam się obezwładnił, wprowadzając pod koniec lat 60. katastrofalną w skutkach kategorię „świadomego rodzicielstwa”. Kategoria ta pojawiła się w encyklice „Humanae vitae” papieża Pawła VI, ale była już wcześniej obecna w wielu dyskusjach i publikacjach.

„Odpowiedzialne rodzicielstwo” oznacza tymczasem totalne przewartościowanie.

W naturalnym modelu rodziny dzieci jest tyle, ile jest: małżonkowie prowadzą normalne życie małżeńskie, a dzieci przychodzą na świat. Generuje to oczywiście różne trudności, ale – tak jest. Małżeństwo oznacza wielodzietność, kropka.

W modelu „świadomego rodzicielstwa” jest inaczej. To rodzice decydują o tym, ile będą mieć dzieci. Może siedmioro? A może tylko troje albo nawet jedno? To ich decyzja. Owszem, papież Paweł VI – a za nim katolickie duszpasterstwo posoborowe – teoretycznie mówi o otwartości na dzieci oraz o tym, że nie można ograniczać ich liczby „bez poważnej przyczyny”. Jednak w praktyce to, co jest „poważną przyczyną”, każdy definiuje sobie sam – porównując się z innymi ludźmi.

Koleżanka z pracy ma dwoje dzieci i razem z mężem mogą zapewnić im dobrą edukację. Jeżdżą co roku za granicę. Mają ładne i wygodne mieszkanie w centrum. A ja mam urodzić trzecie dziecko? Znowu zrezygnować z pracy? Jak zresztą zapłacę im wszystkim za dodatkowy angielski? Na wakacje pojedziemy tylko nad jezioro? Skąd wezmę większy samochód? Wreszcie, będzie trzeba mieszkać w domku pod miastem i wszędzie dojeżdżać?

Przecież to zniszczy „dobre życie”!

Czy nie jest to „poważna przyczyna”?

W sumie każda przyczyna staje się „poważna” – bo może się taką stać. Nie ma tu jasnych reguł, nie ma wytycznych, nikt o tym nie mówi; temat nie istnieje. Kiedy przyjmuje się paradygmat, w którym to rodzice „świadomie” ograniczają liczbę dzieci – temu ograniczaniu nigdy nie będzie końca, a ludzie będą chodzić na łatwiznę.

Tak się właśnie dzieje. Zamiast dużych, wielodzietnych rodzin, katolicy zakładają malutkie rodziny z jednym czy dwojgiem dzieci. No, góra z trojgiem, przy czym troje uchodzi już za heroizm albo fanaberię, co kto woli. Dane są jasne. Tylko 8,6 proc. rodzin ma w Polsce troje lub więcej dzieci. Przy czym troje to absolutna większość w tej grupie. Normalne, naturalne rodziny, w których dzieci jest na przykład siedmioro czy dziesięcioro – to w skali kraju całkowity margines. W skali kraju oznacza, że również – w skali Kościoła w Polsce.

Do totalnego chaosu dokłada się jeszcze sposób, w jaki Kościół katolicki zaleca realizować to „odpowiedzialne rodzicielstwo”. Jest nim „naturalna kontrola poczęć”. Bardzo szybko zaczęła być przedstawiana jako „katolicka antykoncepcja” – i nic dziwnego, bo do tego się sprowadza.

Paweł VI zakazał stosowania antykoncepcji, ale nakazał (sic!) „odpowiedzialnie planować rodzinę”. Katolicy wzorują się na innych ludziach (to normalne) i chcą w aspekcie materialnym żyć, jak oni. Mają więc mało dzieci – bo tak się dziś żyje, no, a zresztą papież kazał być „odpowiedzialnym” – jak się rozumuje, żeby było na ten angielski, wakacje i samochód.

Muszą to jakoś osiągnąć. Zaczynają zatem „naturalnie kontrolować poczęcia”. Problem polega na tym, że choć jest to niewątpliwie „kontrola poczęć”, to naturalna nie jest na pewno.

Polega to na tym, że mąż i żona odsuwają się od siebie w okresie płodnym, współżyjąc tylko wówczas, kiedy kobieta jest niepłodna. Naturalnie mąż i żona współżyliby właśnie wtedy, kiedy kobieta jest płodna – wtedy ma do tego skłonność, tego wymaga naturalny rytm.

Zgodnie z „odpowiedzialnym rodzicielstwem” następuje jednak całkowite zaburzenie tego naturalnego rytmu. Po drugie, żeby stwierdzić, kiedy jest niepłodna a kiedy płodna, kobieta kontroluje się za pomocą specjalistycznej aparatury, co wprowadza do codziennego życia kolejny całkowicie nienaturalny element.

W posoborowym duszpasterstwie dorabia się do tego całą ideologię, na pozór bardzo pobożną. Słychać na przykład – pisał o tym również Jan Paweł II – że tego rodzaju postępowanie uczy wstrzemięźliwości, bo wprowadza do małżeństwa czas bez pożycia. Nie zwraca się już uwagi na frustrację, którą to rodzi. Zapomina się, że okresy wstrzemięźliwości są naturalne dla każdego małżeństwa, również tego, które nie zajmuje się „odpowiedzialnym rodzicielstwem”. Miesiączka, ciąża, połóg – tak wyglądają „naturalne” okresy wstrzemięźliwości.

Kompletnie ignoruje się też sprytny wybieg, którego dokonuje „naturalna” kontrola poczęć. „Otóż akt małżeński z natury swej zmierza, ku płodzeniu potomstwa. Działa zatem przeciw naturze i dopuszcza się niecnego w istocie swej nieuczciwego czynu ten, kto spełniając uczynek, świadomie pozbawia go jego skuteczności” – tak pisał w „Casti connubii” Pius XI. Posoborowe duszpasterstwo twierdzi, że „naturalne” planowanie rodziny pod to nie podpada.

Na pewno?

Papież potępił „świadome pozbawienie” skuteczności aktu małżeńskiego, który z natury zmierza ku płodzeniu potomstwa. Wstrzymywanie się z tym aktem do momentu, kiedy dzięki specjalistycznym narzędziom stwierdzamy niepłodność kobiety, jest w oczywisty sposób „świadomym pozbawieniem” aktu małżeńskiego jego skuteczności. Dzięki technice znajdujemy moment, kiedy akt nie będzie mieć swojej skuteczności – i wówczas go realizujemy. Jasne, że to coś innego, niż mechaniczne albo chemiczne obezpłodnienie aktu. Niemniej jednak – nadal jest to sprytne i przemyślne „użycie” małżeństwa tak, by dzieci z tego nie było. Uczciwie byłoby zatem ogłosić, że… Pius XI po prostu się pomylił, jak i cała katolicka Tradycja w ogóle. Absurd – prawda?

Są katolicy, którzy próbują łączyć wymaganie odrzucenia antykoncepcji z przyjęciem współczesnego stylu życia – i faktycznie przez całe życie małżeńskie stosują „naturalne” metody ograniczania dzietności, jakoś sobie z tym radząc. Wielu z nich ma przy tym wiele dzieci – pięcioro, siedmioro, dziesięcioro. To jednak bardzo rzadkie przypadki – o wiele rzadsze, niż liczba ludzi, którzy naprawdę głęboko wierzą w Jezusa Chrystusa i regularnie chodzą do Kościoła. Jak to możliwe?

Przyczyna jest prosta. Nie bardzo rozumieją, dlaczego mieliby to zrobić: użycie prezerwatywy jest złem, ale unikanie całymi tygodniami pożycia i zbliżanie się tylko w okresie niepłodnym – jest już w porządku? Na zdrowy chłopski rozum – nie ma to sensu; a życiem rządzi zwykle zdrowy chłopski rozum, a nie romantyczne rozważania posoborowych teologów o wielkiej wartości relacyjnej aktu seksualnego w okresie, w którym żona jest niepłodna.

Metoda, owszem, inna, ale przecież cel dokładnie ten sam – odrzucić główny cel małżeństwa, uniknąć dzieci.

Uniknąć dzieci – oto credo „odpowiedzialnego rodzicielstwa” tak, jak rzeczywiście jest realizowane.

Dokładnie to samo, którym posługuje się modernistyczna cywilizacja wroga normalności. Różnią się tylko przyjętymi narzędziami i używaną propagandą, ale realizują dokładnie ten sam cel.

Skutki są, jakie są – dzieci nie ma, bo wszyscy starają się ich unikać.

Co zatem? Sądzę, że z tego impasu są dwa wyjścia. Pierwsze zakłada quasi-modernistyczną rewolucję na modłę niemiecką. Duszpasterze musieliby przestać udawać i bawić się w romantyczne gry słowne. Koniec z pozornie „naturalnym” planowaniem rodziny. Kościół uznaje, że skoro o liczbie dzieci decydują rodzice, to mają prawo robić to tak, jak im jest wygodnie – byleby nie wiązało się to z naruszeniem prawa do życia. Innymi słowy, antykoncepcja „chemiczna” pozostaje niedopuszczalna, bo jest potencjalnie wczesnoporonna; niedopuszczalne są także inne jej formy, które mogłyby zniszczyć rodzące się życie. Takie formy współżycia i antykoncepcji, które nie naruszają życia, zostają całkowicie dopuszczone i rzecz pozostawia się w gestii małżonków. Nie teoretyzuję – to model, który został przyjęty przez biskupów w wielu diecezjach świata, tam, gdzie „Humanae vitae” od początku została uznana za zbyt restrykcyjną. Koronnym przykładem są oczywiście Niemcy. W Kościele katolickim w RFN przyjęto tzw. etykę relacyjną. Uznaje się, że w życiu seksualnym małżonków dopuszczalne jest to, co w ich ocenie służy relacji – i tyle. Logicznie prowadzi to również do zaakceptowania seksu homoseksualnego.

W tym niemieckim paradygmacie zasadniczo na bok odsuwa się pojęcie natury. To bardzo konsekwentne rozwinięcie pryncypiów, które wyłożono w duszpasterstwie po II Soborze Watykańskim, czyli unikania potomstwa i kładzenia prymatu na romantyczną relację między ludźmi. Niemiecki model jest przy tym jawnie niezgodny z wcześniejszym nauczaniem Kościoła, ale nikt tego nie kryje. Uważa się, że tak po prostu można – i już.

Drugie wyjście jest, powiedziałbym, o wiele bardziej katolickie. Odrzuca się w nim „odpowiedzialne rodzicielstwo” w jego obecnej patologicznej formie. Rezygnuje się z „naturalnego” planowania rodziny jako normy – na rzecz przyjęcia wielodzietności jako właściwego i zwykłego modelu katolickich rodzin.

Przyjmuje się, że katolicka rodzina co do zasady nie ogranicza liczby dzieci, ale ma ich tyle, ile da Pan Bóg. Trudności, które z tego wynikają, przyjmuje się jako krzyż; ale dzięki pociesze płynącej z mocnej wiary są one przecież do zniesienia.

„Naturalne” metody unikania potomstwa zostają sprowadzone do marginesu i służą teologom moralnym do wypracowywania zasad „używania” małżeństwa w rzeczywiście trudnych sytuacjach, kiedy na przykład na kolejne poczęcie nie pozwala trudna sytuacja zdrowotna.

W przypadku zwykłym, powtarzam, normą staje się autentyczna wielodzietność – i z tej perspektywy prowadzone jest duszpasterstwo. Rodzina 2+2, bo małżonkowie nie chcieli więcej dzieci, choć zdrowotnie mogli, staje się patologią, a nie „odpowiedzialnym rodzicielstwem”.

Przyjmując drugie wyjście Kościół katolicki, jak sądzę, zachowałby wierność wobec swojej misji, którą jest głoszenie naturalnego prawa moralnego i Bożego Objawienia, a nie układanie się z modelem życia wykreowanym przez antychrześcijańską i wrogą wobec człowieka Rewolucję.

Nie wymagam, by ten nowy model od razu się zakorzenił, a ci, którzy do niego nie dostają, spotykali się z ciężkim potępieniem, bynajmniej. Błąd już się zakorzenił i ludzkie decyzje należy oceniać w adekwatnym kontekście. Moralna odpowiedzialność małżonków, którzy na różne sposoby unikają potomstwa, jest bardzo różna, a kto chciałby wszystko wrzucać do worka grzechu ciężkiego skazującego na wieczne potępienie, ten, sądzę, naruszyłby zasady sprawiedliwego osądu – szczegóły muszą oczywiście rozstrzygać moraliści, nie dziennikarze.

Kościół musi jednak zrobić wszystko, co w jego mocy, by rozpowszechniony błąd – zaniknął.

Dlatego wielkim wyzwaniem duszpasterskim i teologicznym na XXI wiek jest odrzucenie kategorii „świadomego rodzicielstwa” i wprowadzenie na to miejsce naturalnej kategorii katolickiej wielodzietnej rodziny, która przyjmuje dzieci jako dar od Pana Boga, znosząc w pokorze i modlitwie trudy dnia codziennego.

Paweł Chmielewski

Morawiecki o demografii. To powinno wykluczyć go trwale z polityki

Morawiecki o demografii. Warzecha krótko:

To powinno wykluczyć go trwale z polityki [VIDEO] w oryginale

24.07.2025 https://nczas.info/2025/07/24/morawiecki-o-demografii-warzecha-krotko-to-powinno-wykluczyc-go-trwale-z-polityki-video/

Mateusz Morawiecki oraz ukraińska flaga
Mateusz Morawiecki oraz ukraińska flaga. / Foto: PAP

Mateusz Morawiecki opublikował post dotyczący katastrofy demograficznej. Oczywiście, wynika z niego, że rząd KO nic nie robi w tej kwestii, pośrednio sugerując, że za PiS było inaczej, a nie, że jego rząd w takim samym stopniu – jeśli nie większym – doprowadził do tego stanu rzeczy. Byłego pisowskiego premiera skwitował publicysta Łukasz Warzecha.

„Wczoraj Donald Tusk ogłosił 'rekonstrukcję rządu’. Padły wielkie słowa o 'nowym otwarciu’, 'odpowiedzialności’ i 'przyszłości’. Ale nie padło ani jedno zdanie o największym wyzwaniu dla Polski – o katastrofie demograficznej” – napisał na X Mateusz Morawiecki.

„Brakuje rąk do pracy, OECD ostrzega. A rząd? Milczy” – dodał.

Załączył do tego nagranie ze swoją propagandą. Jak mówi na nim Morawiecki, „nadciąga totalny kataklizm”.

– Czy mamy plan, żeby temu zapobiec? OECD bije na alarm. Prognoza jest dramatyczna – straszy Morawiecki.

Następnie mówi o zapaści demograficznej. Więcej o nagłaśnianym przez wiele, niezależnych od siebie instytucji przeczytacie m.in. w artykule poniżej.

https://nczas.info/2025/07/22/polacy-wymieraja-w-dramatycznym-tempie-to-nie-kryzys-to-zapasc/embed/#?secret=jnocWCiEV9#?secret=sLBs9FDO6g

Warto zaznaczyć, że do tej sytuacji przyczynił się w znacznym stopniu rząd PiS, w tym jako premier Morawiecki. Wprowadzenie programów socjalnych zabierających pieniądze ludziom i przeznaczenie części tej kwoty w postaci np. 800+ na osoby mające już dzieci w oczywisty sposób zmniejszało dzietność.

Osoby już mające dzieci śmiały się z osób, które próbowały zapewnić sobie ku temu warunki, biorąc od nich pieniądze. Wprowadzono przy tym wiele komplikacji prawnych, podatkowych, wywołano pisflację pod pretekstem walki z Putinem oraz zniszczono państwo gospodarczo w trakcie Wielkiej Histerii.

Wiele osób chcących mieć dzieci miało utrudnione zadanie. Wielu wybrało też emigrację do bardziej cywilizowanych krajów pod kątem traktowania obywatela.

Do wpisu Morawieckiego odniósł się m.in. Łukasz Warzecha, krótko podsumowując pisiorską propagandę.

Czy ten człowiek mógłby przestać się w końcu produkować przy każdej okazji? Siedem lat jego rządów powinno go było wykluczyć trwale z polityki. Co Pan, Panie @MorawieckiM, zrobił na rzecz demografii? Jakie macie w tej mierze osiągnięcia? Sprowadzanie imigrantów?” – skwitował Warzecha.

Demografia walcząca. Trzeba zakazać propagandy antynatalistycznej!

Demografia walcząca.

Trzeba zakazać propagandy antynatalistycznej!

MOCNA ROZMOWA w PCh24 TV

https://pch24.pl/demografia-walczaca-trzeba-zakazac-propagandy-antynatalistycznej-mocna-rozmowa-w-pch24-tv

[Na obrazku mężów i ojców małowato... md]

Propaganda wroga rodzinie i dzietności musi zostać zakazana – dla ochrony moralności publicznej i dla przetrwania polskiego narodu. Mówił o tym w PCh24 TV Michał Adam Szymański. 

Gościem PCh24 TV był Michał Adam Szymański, prawnik i publicysta. Autor napisał niedawno artykuł pt. „Prawo kontra antynatalizm. Pora na demografię walczącą”, który opublikował na łamach „Nowego Ładu”. Stawia w nim w tezę, że państwo powinno penalizować publiczne wypowiedzi o charakterze antynatalistycznym.

O tej sprawie Michał Adam Szymański rozmawiał z red. Pawłem Chmielewskim.

Szymański wskazał, że Polska jest na światowym dnie, gdy idzie o liczbę urodzeń. Znacząco więcej dzieci rodzi się nawet w Syrii, kraju od lat ogarniętym wojną domową. W Europie prowadzimy w negatywnym peletonie, na świecie gorzej jest w Korei Południowej, ale to niemal wszystko – Polska wymiera praktycznie najszybciej na świecie.

W roku 2100 według prognoz ONZ mieszkańców Polski ma być około 14 milionów – ale tylko w części będą to Polacy, bo ONZ zakłada dużą migrację każdego roku. Poza tym, ONZ przyjęła nierealistyczne dane – dzietność jest tak naprawdę mniejsza, niż założyła organizacja, więc ostateczny „wynik” może być jeszcze gorszy.

Gość PCh24 TV wskazał, że pomimo tak dramatycznego kryzysu demograficznego, czołowe polskie serwisy informacyjne „regularnie dostarczają tzw. kontentu, który przedstawia rodzinę i dzieci w szczególności jako problem”. Promuje się prostytucję, zdrady małżeńskie, różnego rodzaju szkodliwe zachowania – szkodliwe nie tylko z punktu widzenia nauczania Kościoła katolickiego, ale po prostu zdrowego rozsądku.

Według Michała Adama Szymańskiego należałoby takich treści po prostu zakazać, korzystając z cywilizacyjnej normy, jaką jest ograniczanie wolności słowa, kiedy ta wolność godzi w dobro wspólne.

W Polsce, przypomniał, tak samo jak w Europie, wolność słowa nie jest nieograniczona. Mamy różne ograniczenia tej wolności, jak choćby zakaz promowania ideologii totalitarnych czy zakaz obrażania uczuć religijnych. Są też przepisy, które zabraniają obrażać wartości narodowe, jak na przykład znak Polski Walczącej.

Michał Adam Szymański stwierdził, że propagowanie antynatalizmu, czyli sianie niechęci do posiadania dzieci, godzi w moralność publiczną, a poniekąd także w bezpieczeństwo państwa. Konstytucja Rzeczpospolitej, wyjaśnił, opiera się na chrześcijańskim systemie etycznym, który jest podstawą polskiej tradycji i kultury. W związku z tym propagowanie antynatalizmu po prostu godzi w ten porządek i jako takie mogłoby zostać zakazane na gruncie konstytucji. W jego ocenie jest też możliwe, by utworzyć kategorię bezpieczeństwa demograficznego. Mówi się dziś o bezpieczeństwie energetycznym, bezpieczeństwie militarnym, bezpieczeństwie żywnościowym, cyberbezpieczeństwie – można byłoby więc mówić również o bezpieczeństwie demograficznym, bo chodzi tu przecież o biologiczne [i kulturowe md] przetrwanie narodu. Stąd potencjalnie zakaz propagandy antynatalistycznej można byłoby oprzeć również o zapisy konstytucji mówiące o możliwości ograniczenia wolności słowa dla ochrony bezpieczeństwa publicznego.

Według prawnika należałoby zatem stworzyć „jawny, czytelny katalog treści, które są penalizowane”, obejmujący na przykład „przedstawianie w negatywnym świetle instytucji rodziny, rodzicielstwa, macierzyństwa” i tak dalej. W jego ocenie „z perspektywy techniki legislacyjnej stworzenie takich przepisów byłoby jak najbardziej możliwe”, a propaganda antynatalistyczna byłaby do uchwycenia tak, by w praktyczny sposób te przepisy stosować, bez narastania jakichś większych wątpliwości.
Michał Adam Szymański zaapelował też do prawicy, by nie bała się ograniczać wolności słowa, kiedy jest to potrzebne dla ochrony moralności i porządku publicznego.

Niektórzy prawicowcy twierdzą, że tak nie można, bo wtedy lewica zacznie robić to samo; ale lewica już to robi, wskazał prawnik, dlatego nie ma na co czekać; potrzeba działać, bo stawką jest w zupełnie dosłownym sensie – przetrwanie Polski.

Więcej w nagraniu.