Archiwa tagu: Polska
Kościół jako polityczny wychowawca narodów
Feliks Koneczny
I.
O METODACH
Rozważając zagadnienia państwa chrześcijańskiego, a zwłaszcza temat „Kościół jako polityczny wychowawca narodów”, zastosujemy do tych problemów metodę indukcyjna, jedyną, która wiedzie do odkryć w naukach historycznych. Jest ona też dziełem historyka zawodowego. Historykiem bowiem był jej twórca, Bacon werulamski (1561-1626), który wychodząc od historii ogarnął najrozleglejsze rozłogi wiedzy, a którego wiedza miała w jego myśli służyć jednakowo naukom humanistycznym i przyrodniczym.
Ale zjawiły się metody inne, a wśród nich medytacyjna. Nazywam ją tak od Condorceta, który w 1793 oświadczył, że w naukach humanistycznych „odkrycia stanowią nagrodę samej medytacji”. Przypomnę też, jak zdaniem Wrońskiego (1778-1853), „wiedza, jak taka, jest z góry czysto kontemplacyjną lub spekulatywną”, co wychodzi zupełnie na to samo, co tamta „medytacyjność”.
Należy te sposoby rozumowania odróżnić od dedukcji naukowej, która musi mieć wpierw przed sobą jakieś założenie (już przedtem udowodnione), ażeby z niego snuć wnioski. Medytacyjna metoda nie wymaga w ogóle żadnych uprzednich studiów. Cała szkoła Condorceta poprzestawała na tym, że coś komuś wydało się jakimś, bo tak sobie „wyspekulował”. Sądzono, że człowiek inteligentny (a zwłaszcza matematyk lub literat ) może samą siłą swej inteligencji rozwiązywać wszelkie zagadnienia humanistyczne, nie potrzebując wcale studiów specjalnych „fachowych”. Metoda ta żyje dotychczas, a typowym jej piastunem jest znów matematyk, Bertrand Russel. Metodę tę trzeba śledzić i poznawać, żeby wiedzieć czego się wystrzegać, w jaki sposób nie należy i nie można rozumować o żadnej a żadnej sprawie z zakresu humanistyki. Rezultaty pewne otrzymuje się tylko indukcją.
Pierwszym warunkiem indukcji w tematach historycznych jest, żeby się zawsze liczyć z… chronologią.
Pozwolę sobie na mała dygresję, ażeby okazać na przykładzie, jak dana kwestia może przybrać zgoła inne oblicze, stosownie do tego, czy się będzie pedantem wobec chronologii, czy też potraktuje się ją bardziej liberalnie. Wybieram dla przykładu ciekawą sprawę o Macchiavella.
Wiadomo, jak obfitą jest tu literatura, ile studiów pochłonęło pytanie, czy krytyczny Florentczyk na serio urabiał swego „księcia”; jak to wytłumaczyć i usprawiedliwić (warto przypomnieć zdanie wielkiego Rankego, że Macchiavelli uważał Italię za dość silną, żeby jej w celach leczniczych móc zastrzyknąć truciznę). Ileż komentarzy do tego dzieła, ileż wyłoniło się argumentów, że w polityce nie sposób trzymać się moralności! Uznać trzeba, że piśmiennictwo naukowe, rozwinięte wokół „Księcia” obfituje w dzieła godne wszelkich pochwał dla wielu a wielu względów naukowych. Budzi atoli zdziwienie pewna okoliczność:
Jeżeli „Książe” miał służyć księciu na usprawiedliwienie (rządowi żołniersko-uzurpatorskiemu), jeśli miał tej państwowości dostarczyć duchowych fundamentów, czemuż książe nie łożył w wydanie „Księcia”? A gdyby przyłożyć do sprawy noniusz chronologii, sprawa będzie jeszcze ciekawsza: Dzieło było napisane w r. 1514, autor trzymał je w ukryciu i wyszło drukiem (w Rzymie) dopiero osiem lat po jego zgonie (1527-1535). Chronologia świadczyłaby tedy raczej, że Macchiavelli „sobie pisał, nie ludziom”, bo drukować nie mógł dla łatwo zrozumiałych okoliczności; a w takim razie nie będzie żadnej sprzeczności pomiędzy życiem autora, a chowanym przez niego pod kluczem… aktem oskarżenia. Ale nastać miały takie czasy, że książkę jego potraktowano pozytywnie, zamiast negatywnie.
II.
CZTERY POSTULATY MISYJ KATOLICKICH
Żeby tedy nie uchybić pedantyzmowi chronologicznemu, zaczniemy roztrząsania o stosunku Kościoła do życia publicznego od samego początku; jeżeli nie od samego Adama i Ewy, to przynajmniej gdzieś blisko nich, jak najbliżej. Wejdźmy z naszym problemem pomiędzy lud prymitywny i to choćby w zawiązkach protohistorii. Nie trzeba sobie czegoś „wyobrażać”; wyobraźnią nie udowodni się niczego w tej dziedzinie nauk! Nie trzeba się „wyobraźnią cofać” do prawieku naszych przodków, bo ludy prymitywne, nawet arcyprymitywne, istnieją dotychczas, a misjonarze do nich jeżdżą i przysyłają stamtąd sprawozdania.
Nadspodziewanie okazuje się, że tkwi w Kościele sama geneza państwowości. Samym misjonarstwem swym wytwarza Kościół urządzenia państwowe czyli państwowość, i rozsiewa zarodki państwa. Nie ma wprawdzie w Nowym Testamencie przepisów, jak urządzić państwo; nie ma w Ewangelii prawa ni prywatnego ni publicznego, a Kościół nigdy nie wybrał pewnych form dla państwa, ażeby się z nimi utożsamić, a inne potępić; ale Ewangelia osnuwa wszystko kategorią DOBRA, MORALNOŚCIĄ, ETYKĄ, i to wystarcza do wytworzenia wyraźnych drogowskazów we wszystkim, również w dziedzinie państwowej.
Każda misja katolicka niesie z sobą cztery postulaty : monogamię dożywotnią, dążenie do zniesienia niewolnictwa, zniesienie msty, wreszcie niezawisłość Kościoła od władzy państwowej, a to w imię niezawisłości czynnika duchowego od siły fizycznej. Te cztery wymagania są od samego początku te same i niezmienne i jednakie dla wszystkich rodzajów i szczebli cywilizacji, dla wszystkich krajów i ludów.
Fundament wychowania do wyższego szczebla życia zbiorowego, kamień węgielny organizacji państwowej mieści się w znoszeniu msty rodowej. Rodowe wykonanie msty stanowi obowiązek moralny, który trzeba od rodów przejąć i wypełnić go za rody, wyręczając je przez sądownictwo publiczne i publiczny wymiar kar.Polityczny zwierzchnik, a więc panujący (od kacyka do cesarza) staje się generalnym mścicielem za wszystkie rody, wykonawcą wszelkiej msty. Taki jest zaczyn sądownictwa państwowego.
Na najniższych nawet szczeblach, wśród najprymitywniejszych ludów, zaszczepia tedy misjonarz – nawet nieświadomie – państwowość, boć chcąc znieść mstę, musi przygotować ponadrodową władzę sadową, a naczelnik ludu nawróconego staje się nie tylko wodzem wojennym, ale też sędzią. Jest to pierwsza pokojowa funkcja państwowa.
Nie łatwo to przeprowadzić. Często głowa państwa sędzią być nie chce, ażeby nie ukrócać rodowego prawa zwyczajowego. Kiedy biskupi zażądali od Włodzimierza Kijowskiego, ażeby zajął się z urzędu sądownictwem kryminalnym, książę sprzeciwił się temu i postępował nadal „według urządzeń ojca i dziada”.
W Europie Zachodniej msta powikłała stosunki społeczne do tego stopnia, iż stałym stanem społeczeństwa stała się „wojna wszystkich przeciwko wszystkim”. Wieków trzeba było, żeby „treuga Dei” ograniczała mstę stopniowo; a wciągu tych pokoleń panujący zasiadał na sądach tylko na żądanie strony. Taki, który udawał się do swego księcia, żeby go wyręczył w mście i ukarał krzywdziciela, narażał na hańbę nie tylko siebie, lecz cały swój ród, bo usuwał się od osobistego spełnienia swych obowiązków i uznawał się być słabym. Długo też wyręczały się sądownictwem książęcym same tylko niewiasty, gdy im zabrakło męskiego mściciela. Działał „Treuga Dei” i robiła swoje, rozszerzana coraz bardziej, lecz jakżeż powoli i pod jakimże naciskiem kar kościelnych i nierzadkich klątw! W Polsce już za pierwszych Piastów wprowadzono za zabójstwo grzywny pieniężne, lecz krwawe zwady rodów zdarzały się jeszcze w XIV wieku. W Niemczech zaś dopiero na samym końcu XV w. ogłoszono „Landfrieden” w czym mieścił się zakaz wykonywania msty i przymus przekazywania krwawych sporów władzy państwowej. Minęło jednak jeszcze nieco czasu, zanim ustawa zdobyła sobie powszechne uznanie.
Wykonywanie msty, dziedziczne w rodach z pokolenia na pokolenie, wytworzyło i rozgałęziło długi szereg nadużyć i zbrodni; nadużywano bowiem msty i podszywano się chytrze pod nią, okrywając jej płaszczem liczne przestępstwa – aż do rozbojów włącznie. Ze stanu wojennego między rodami wytwarzały się walki całych okolic, aż wreszcie książę panujący w imieniu całej ludności swego kraju wypowiadał wojnę księciu ościennemu, stwierdzając krzywdę i urazę popełnioną względem wszystkich. Wojny rodziły się wprawdzie nie tylko z samej msty na wielką skalę, ale w znacznej, a może nawet po większej części taką miewały genezę i dlatego uważano je za uprawnione.
Zbrodniczość i wojny stały się niejako ubocznym produktem msty. Gdy zaś po kilku już pokoleniach niktby już nie zdołał osądzić, która strona pierwsza zawiniła i czy obie strony utrzymywały się w granicach prawa zwyczajowego, gdy przepadła nawet pamięć pierwotnego przedmiotu zwady, gdy wreszcie wygasły nawet rody, które mstę wszczęły, a jednak niebezpieczeństwo życia groziło na każdym kroku, widocznym stawało się coraz bardziej, ze ma się do czynienia już nie z mstą, lecz z jawnym opryszkostwem. Jak jedno z drugim wikłało się, widać było na Korsyce jeszcze poza połową XIX wieku.
Wypleniając mstę, staje się Kościół politycznym wychowawcą społeczeństw podwójnie: obdarzał ludy sądownictwem publicznym i zarazem zwiększał bezpieczeństwo życia i mienia. Oddając obie te dziedziny w ręce zwierzchności świeckiej, wytwarzał tym samym, a następnie rozszerzał i wzmacniał władze państwową.
Powiedziano już dawno i Kościele, ze stał się rodzicem i wychowawcą narodów, i to przyjęło się już powszechnie. Należy to jeszcze rozszerzyć, stwierdzając, że był również twórcą władzy państwowej, takiej, która by posiadała moc działania także poza sprawami wojennymi. Stałość i nieprzerwalność państwowości w państwie jest dziełem Kościoła ( Wyrazy „państwo” i „państwowość” nie są bynajmniej synonimami; państwowość oznacza urządzenia państwowe).
Przejdźmy do dalszych postulatów, stawianych przez Kościół zawsze i nieodmiennie każdej nawracanej społeczności. Kwestia monogamii dożywotniej jest już dostatecznie opracowana pod względem stosunku Kościoła do życia zbiorowego. Wiadomo powszechnie, że wyłoniło się z tego poszanowanie kobiety, przyznanie jej praw, w końcu równouprawnienie moralne i majątkowe.
Monogamia czyni z kobiety czynnik twórczy w życiu zbiorowym, podwaja ilość pracowników cywilizacyjnych. Mniej jest wiadomym, ze monogamia stanowi podstawę własności osobistej, że jedno z drugim łączy się nierozerwalnie. Bardzo się więc mylą utopiści, którym się wydaje, że dałby się pogodzić komunizm z katolicyzmem. Nie można przystać na komunizm, bo wraz przepadłaby monogamia, a po niedługim czasie rodzina w ogóle.
Również decydującym o życiu społeczeństw jest postulat znoszenia niewoli. Niewolnicy bywali w olbrzymiej większości robotnikami fizycznymi, podczas gdy wolni zajmowali się pracami umysłowymi. Orzeczenie apostoła narodów św. Pawła: „„Kto nie pracuje, niech nie je” zawiera w sobie moralny przymus pracy, który staje się w katolicyzmie przykazem etycznym. Kogo nie stać na pracę umysłową, spełni ten przykaz fizyczną. Skoro zaś fizyczna staje się koniecznością etyczną, tym samym godną jest szacunku ludzkiego, a zatem nie hańbi taka praca człowieka wolnego. Tkwi w tym cały przewrót społeczny, dokonywany stopniowo, ewolucyjnie, i wreszcie dokonany. Na tym tle nastąpił ogromny rozwój rękodzieła, a następnie tego wszystkiego, co zwiemy techniką, a która wyłoniła się bądź co bądź z rzemiosł. Klasycznemu światu nie brakło odkryć naukowych., lecz nie powstawały z nich odpowiednie wynalazki, bo praca fizyczna, pozostając we wzgardzie, pozostała na zbyt niskich szczeblach. Zniesienie niewolnictwa, zrównanie w wolności zajęć fizycznych z umysłowymi, sprawiały, że praca umysłowa przenosiła się także na rękodzieła i w tym tajemnica, dlaczego starożytność nie celowała wynalazczością, czemu wynalazki stanowią przywilej świata chrześcijańskiego.
Przejdźmy do czwartego postulatu katolickiego życia zbiorowego, do kwestii o niezależności Kościoła od władzy świeckiej. Jak wiadomo, ani Kościół wschodni, ani konfesje protestanckie nie uznają tego postulatu. Katolicyzm ma bowiem swoje własne pojęcia o państwie i o życiu zbiorowym w ogóle a od tych pojęć odstąpić nie może. Istnieje katolicka nauka o państwie.Istnieje ideał „Civitas Dei”, któremu dał początek św. Augustyn przed lat półtora tysiącem. Zarzucano w owych czasach chrześcijanom, że usuwają się od przyjmowania urzędów w państwie rzymskim, mówiąc dzisiejszym językiem, że bojkotują rzymską państwowość. Bywało tak istotnie często (chociaż nie zawsze i nie wszędzie), ponieważ państwowość owa była wówczas tego rodzaju, iż nie zasługiwała na szacunek nawet uczciwych pogan. W umysłowość chrześcijańską wdziera się zaś poprzez wszystkie wieki aż po dzień dzisiejszy, powstały wówczas okrzyk: „Quid sunt regna remonta justitia, nisi magna latrocinia?”. Nie chcieli tedy chrześcijanie służyć i służbą swa dopomagać owemu latrocinium – lecz obowiązki względem państwa traktowali pozytywnie i spełniali zawsze bez szemrania. Tym się jednak wyróżniali od początku, iż znali nie tylko obowiązki względem państwa, ale też obowiązki państwa względem obywatela. Związek jednostki z państwem był w etyce katolickiej od samego początku splotem wzajemnych praw i wzajemnych obowiązków; państwo zaś winnym było podlegać etyce tak samo, jak jednostka. Ilekroć państwowość jakiegoś państwa nie pozostawała w zgodzie z tym postulatem, nie mogła cieszyć się poparciem Kościoła. Albowiem postulat niezawisłości Kościoła od władzy świeckiej stanowi cząstkę tezy ogólniejszej: o wyższości pierwiastków duchowych ponad materialne.
Ideał zaś – „De Civitate Dei” – spełniał się niemało w ciągu wieków, lecz (jak każdy Ideał) w miarę spełniania urastał i nabierał nowych działów, nowych postulatów szczegółowych, stosownie do tego, jak komplikowało się coraz bardziej życie zbiorowe. Pomysł państwa Bożego na ziemi, tj. państwa urządzonego po Bożemu, nie jest bynajmniej nieziszczalny, lecz wymaga się od niego coraz więcej. Ledwie ziści się, czego w danym czasie się wymagało a narosło niemało wymagań nowych! Był czas, gdy wzdychano, by „Treuga Dei” mogła się ziścić, a dziś wymagamy bez porównania więcej, i daj Boże, żebyśmy mieli wymagania jeszcze większe!.
III.
ZASADY ŻYCIA PUBLICZNEGO NARODÓW
Metody życia zbiorowego kształcą się w katolicyzmie, doskonalą się w miarę, jak zbliżają się do ideału „Civitatis Dei”, a gdy się od niego odchylają, obniżają się i psują. W każdym razie są niezmienne. Jak wiadomo, Kościół nie identyfikuje się z żadną specjalna formą rządów, wymaga tylko od każdej, żeby zachować moralność według etyki katolickiej. Ale pośród wielości najrozmaitszych sposobów rządzenie istnieją pewne wytyczne zasadnicze, według których Kościół postępuje w swej wielkiej misji wychowawcy politycznego.
Głębie etyki katolickiej wywodzą się od poczucia osobistego stosunku do Boga i w tym właśnie tkwi największa siła moralna katolika. Bo choćby zrzeszenie dopuszczało się najcięższych przewinień, stosunek jednostki do Boga pozostaje czystym, skoro tylko nie aprobuje się zła. Ale też za to każdy z osobna ponosi osobistą odpowiedzialność za swe myśli, mowy i uczynki czego symbolem jest spowiedź osobista, podczas gdy protestantyzm, judaizm i buddyzm znają spowiedzie tylko gromadne. Odpowiedzialność gromadna z reguły nie jest odpowiedzialnością wystarczającą do ułożenia stosunku do Boga. Kto na niej chce poprzestać, ten prędzej czy później poderwie same zasady etyki.
Najdobitniej występuje ten stosunek w żydostwie, bo Żyd nie staje w myśli przed Bogiem, jako jednostka człowiecza, lecz zawsze jako Żyd. Wobec Jehowy jest się albo Żydem, albo nie Żydem: o stosunku do Boga decyduje według żydowskiego przekonania przede wszystkim przynależność do pewnego zrzeszenia, czy też do reszty ludzkości, która znajduje się poza tym zrzeszeniem. To jednak jeszcze nie wszystko, bo wszyscy ludzie należą do jakichś zrzeszeń, katolicy również; lecz chociaż w zrzeszeniu działa się nieraz gromadnie, katolik jest w swym sumieniu odpowiedzialnym nawet za czyn gromadny każdy osobiście, jakby każdy z osobna czynu tego dokonywał w całości. Stosunek bowiem między zrzeszeniem a członkiem zrzeszenia może być dwojaki, i zrzeszenia są pod tym względem również dwojakie; jedne tłumią osobowość i wyrabiają gromadność, inne zaś nie tylko nie przeszkadzają osobowości. Lecz nawet pielęgnują ją. Takie przeciwieństwo gromadności zwiemy personalizmem. Gdy zrzeszają się osoby przejęte tą cechą ducha, powstają zjednoczenia personalizmów; zrzeszenia najtrwalsze, najmocniejsze i sięgające najwyższych szczebli cywilizacyjnych.
Cała filozofia religijna katolicyzmu i cała cywilizacja łacińska oparte są na personalizmie. Wyraźnie Kościół naucza, jako każda dusza ludzka tworzy odrębna całość i jest obdarzona wolną wolą.
Jednostki, zrzeszając się do życia publicznego, natenczas tylko robią to prawdziwie, jeżeli działalność ta jest dobrowolną. Wtedy bowiem tylko formy tego życia stanowią prawdziwy wyraz woli danego zrzeszenia. A skoro zrzeszenie ma być tak urządzone, ażeby nie hamowało personalizmu, a zatem nie może opierać się na jednostajności, lecz musi posiąść trudną sztukę, żeby utrzymywać jedność przy rozmaitości. Tym się różni państwowość katolicka od wszelkiej innej, a zwłaszcza od bizantyjskiej. W cywilizacji bizantyjskiej nie rozumie się jedności inaczej jak w zupełnej jednostajności. To zaś sprzeczne jest z natura ludzka tak dalece, iż da się przeprowadzić tylko przymusem, niekiedy tylko terrorem. Jednostajność jest sztuczna, naturalną jest rozmaitość. Wszystko, co jest naturalnym wyrasta samo z siebie, jest organiczne i przechodzi w coraz nowe organizmy, których spójnią dobrowolność, do których przystaje się z przekonania. W rozmaitości życia publicznego każdy służy mu takimi środkami, jakie zezwala mu rozwinąć maximum sił, maximum zdatności i sprawności. tak powstają zamiłowania i powołania i miłość pracy koło wspólnego dobra; tak wytwarza się zapał, gotowość do poświęceń, wiara w sprawę i wiara w samego siebie, że wysiłki nie będą próżne i że ziarno trafi w końcu na właściwą glebę To wszystko dostarcza radości życia, które staje się twórczym, a co możebnym jest tylko w życiu publicznym organicznym.
Tylko organizm bywa twórczym; tej właściwości brak przeciwieństwu organizmu – mechanizmowi.
Życie publiczne musi być organiczne lub mechaniczne. W przeciwieństwie do samorództwa organizmu, mechanizm musi być sztucznie obmyślony. Spotykamy się tu z dwiema metodami myślenia, o którym była mowa na początku: z indukcją i medytacyjnością, a których następstwami wżyciu zbiorowym są aposterioryzm i aprioryzm. „Mechanikom” życia publicznego wystarczy coś, co sobie wymedytują i uznają z a pewnik, ażeby z tego wysnuwać potem wnioski do wszystkich działów życia, tym niebezpieczniejsze, im konsekwentniejsze. Np. wszystkie wnioski z materialistycznego pojmowania historii z socjalizmem na czele, zmierzającym do tego, by cały świat zamienić w mechanizm.
Mechanizm żadną miara nie da się apriorycznemu układowi stosunków, musi być w mechanizmie zgnębione w imię jednostajności.
Idzie się więc od personalizmu przez aposterioryczność do organizmu, od gromadności przez aprioryczność do mechanizmu. Organizm a mechanizm powstają z innych metod i odmienne są też warunki ich powodzenia. Im bardziej rozwinięty organizm, tym bardziej komplikuje się pośród swoich rozmaitości, gdy tymczasem jednostajny mechanizm dąży do jak największych uproszczeń. Ciekawego zaś zaiste doświadczenia dostarcza nam historia powszechna. Oto wszystkie rewolucje myślały apriorycznie, a działały mechanicznie. Dokonują się też rewolucje przez zanik personalizmu a gromadności, a gromadność nie zdołała utrzymać nawet powierzchownego, zewnętrznego ładu inaczej, jak mechanicznie.
Zmierza przeto z całych sił uproszczeń we wszystkim, a występuje zaciekle przeciw rozmaitości rozmaitych równoległych objawów życia publicznego.
Co więcej, inna jest etyka organizmów, a inna mechanizmów. Cóż mówić o moralności, gdzie zasługą jest gnębić i łamać, terroryzować i odbierać godność osobistą, nierozdzielną od wolności przekonań? Bo też godność osobista rodzi się tylko z personalizmu.
Ze wszystkiego tego wynika, ze pomiędzy organizmem a mechanizmem zachodzi proste a bezwzględne: albo – albo. Łączyć zaś w jakimś zrzeszeniu, np. w państwie, w pewnym dziale państwowości obowiązuje mechanizm (np. w wojsku), dział taki odgradza się zazwyczaj z wielka stanowczością od innych, traktując go z całą wyłącznością.
Państwo jakie takie musi także być albo organizmem albo mechanizmem. Zależy to od cywilizacji. Np. w turańskiej jest ono mechanizmem, a gdzieby przetwarzało się w organizm, tam runęłaby cywilizacja turańska. W cywilizacji łacińskiej państwo może być tylko organizmem.
Łączy się to z pewna szczególną tej cywilizacji właściwością. W każdej innej może się wytwarzać siła polityczna niezależnie od stanu społeczeństwa. Mongołowie wytworzyli olbrzymie i potężne państwo uniwersalne, chociaż sił społecznych u nich nawet dostrzec trudno; podobnie Turcja; w bizantyjskim cesarstwie społeczeństwo ledwie było tolerowane przez państwo, w jednak państwo to posiadało okresy siły. Wszędzie tam rodziła się siła polityczna poza społeczeństwem, powstając samodzielnie, działając samoistnie. Lecz nie zdarzyło się ani razu w historii cywilizacji łacińskiej, żeby państwo było silne, choć społeczeństwo słabe. Tu siła polityczna rodzi się z sił społecznych. O cywilizacji łacińskiej możnaby raczej powiedzieć, że w niej o siłę polityczną – o potęgę państwową – nie trzeba zabiegać wprost i bezpośrednio, lecz całą staranność życia publicznego obrócić w krzewienie sił społecznych. Te bowiem nadzwyczaj łatwo i w razie potrzeby automatycznie zmieniają się w siłę polityczną, gdy tymczasem największa nawet polityczna siła społecznych w sobie nie mieści. W cywilizacji łacińskiej państwo musi być oparte na społeczeństwie, bo inaczej pozostanie słabym, i tym słabszym, im bardziej chciałoby górować nad społeczeństwem. Z silnego społeczeństwa wyłania się silne państwo samo przez się. W naszej cywilizacji niema obawy o to, iżby siła społeczna mogła nie wydać siły politycznej; lecz na nic wszelkie zachody o potęgę państwa, gdzie społeczeństwo osłabione. Albowiem państwo w cywilizacji łacińskiej jest organizmem, wytwarza się w sposób naturalny ze społecznego podłoża. Wszelkie próby, żeby państwo wyemancypować niejako od społeczeństwa, dezorganizują tylko społeczeństwo, mącą i obniżają stan cywilizacyjny.
Państwo, wychylające się ze wspólnoty cywilizacyjnej ze społeczeństwem, należącym do cywilizacji łacińskiej, musi się stawać coraz bardziej mechanizmem i przystąpi do walki z personalizmem. A zatem nastałby rozłam pomiędzy państwem a społeczeństwem, co stanowiłoby klęskę najcięższą dla obu.
Przyczyna istotna (owa przyczyna przyczyn) takiego związki tych spraw w naszej cywilizacji jest bardzo prosta. Nie można robić jednej i tej samej rzeczy równocześnie dwiema metodami: prawo to sięga od robót najgrubszych i najłatwiejszych aż do wyżyn twórczości państwowej. W ten błąd popadłoby się jednak, gdyby się chciało osadzić państwo mechanizmowe na podłożu organicznym, gdzie społeczeństwo (naród) wytworzyło się i rozkwitać ma nadal z jednoczenia się rozmaitych organizmów społecznych. Nie da się wytworzyć zrzeszenia, które by było równocześnie organizmem i mechanizmem, bo mieszanina tego z tamtym posiada własności trujące; stanowi truciznę i dla państwa i dla społeczeństwa. Gdyby zapanowało gdzieś powszechne pomieszanie metod organicznych a mechanicznych, gdyby udzielało się stopniowo wszystkim dziedzinom życia zbiorowego, wyniknęłyby z tego następstwa absurdalne a straszne. Wspólna cywilizacja stanowi bowiem więź zrzeszeń: naruszanie przeto zwartości cywilizacyjnej jest robotą destruktywną, jest druzgotaniem więzi i narodowej i państwowej. Jest to gonitwa za zerem. Dodajmy, ze mechanizm nie wytworzy moralności, oświaty, ni dobrobytu.
Jeżeli więc chcemy się utrzymać przy cywilizacji łacińskiej, musimy trzymać się personalizmu, zasady rozmaitości, aposterioryzmu i organizmu z zasadą supremacji sił duchowych.
Tak jest i tak pozostać winno we wszystkich społeczeństwach, które „wychowywał Kościół”, ten Kościół, którego dziełem jest cywilizacja łacińska.
Do cech państwowości łacińskiej należy odrębne prawo państwowe, odrębność prawa publicznego w ogóle. Co innego prawo prywatne, co innego publiczne. Ten dualizm prawny należy do węgłów naszej cywilizacji, a zatem stanowi tez węgiel węgielny naszych pojęć polityczny.
Przeciwieństwem naszych pojęć w tej dziedzinie jest monizm prawny, znający jedno tylko prawo, albo samo publiczne. Monizm taki pochodzi z cywilizacji turańskiej. Tam władca jest właścicielem całego państwa i całej jego ludności. Te przejawy prawnicze, które my zwiemy prawem publicznym, wywodzą się tam ze zamplifikowanej własności prywatnej głowy państwa, skutkiem czego nastąpiło tam pochłonięcie prawa publicznego przez prywatne. Słowem, w turańskiej cywilizacji prywatne prawo władcy wobec ludności staje się prawem publicznym, które nie jest niczym odrębnym od prywatnego, lecz tylko rozbudową prywatnego dla interesów władcy.
Obecnie powstaje w Europie monizm prawniczy metoda całkiem odmienną. Zmierza się do zniszczenia prawa prywatnego przez publiczne, mianowicie przez prawo państwowe, bezetyczne, a w imię omnipotencji państwa. Apriorycznie określa się jaką ma być państwowość i gnębi się personalizm w imię gromadności, byle zmusić do poddania się koncepcjom powziętym z góry, sztucznym, którym sama tylko przemoc udziela życia.
Wpada się obecnie w monizm prawniczy, polegający na wyłączności prawa publicznego. A rozstrzygać o tym, co jest prawne, będzie pięść. Gdy zaś omnipotencja państwa obejmie władzę nad wszelkimi sprawami dotychczasowego prawa prywatnego, będzie musiało wszystko być postawione do swobodnego uznania władcy ( i jego biurokracji), któremu nadane będzie prawo dowolnego dysponowania wszystkim i wszystkimi. Wyjdzie się więc w końcu najzupełniej na turańszczyznę, choć się zaczęło z przeciwnej strony.
Etyka cywilizacji łacińskiej nie może się pogodzić z linią rozwojową wszechwładzy państwa, a więc ani z etatyzmem ani z biurokratyzmem, ni z elephantiasis ustawodawczą, ni z ex lex podczas pokoju. Nasza etyka musi zmierzać do państwa opartego na społeczeństwie, a wiec ku samorządowi. Wszelki zaś krok, który by odsuwał państwo od omnipotencji, będzie zarazem krokiem postępu dla etyki, oświaty i dobrobytu.
Fundamentalnym zaś wszystkiego warunkiem jest pielęgnowanie personalizmu. Toteż w życiu publicznym musi być szanowana jednostka.
Nasz ks. Prymas gnieźnieński woła donośnym głosem na całą Polskę, jako „jednostka ludzka istniała wpierw, niż państwo i posiada swe przyrodzone prawa”..a zatem „nie można pogodzić z prawem przyrodzonym pewnych współczesnych dążeń do zupełnego podporządkowania obywateli celom państwowym, do wyznaczania obywatelom jakiejś służebnej roli i do rozciągania zwierzchnictwa państwowego na wszystkie dziedziny życia. Regulowanie każdego ruchu obywateli, wtłaczanie w przepisy państwowe każdego ich czynu, mechanizowanie ich obywateli w jakiejś globalnej i bezimiennej masie sprzeczne jest z godnością człowieka i z interesem państwa, bo zabija w obywatelach zdrowe poczucie państwowe… Państwo nie jest antytezą jednostki, lecz uzupełnieniem jej prywatnego bytu” ((Ks. Prymas August Hlond: „ O chrześcijańskie zasady życia państwowego 1934 „)
A zatem nie należy pogrążać prawa prywatnego w publicznym; monizm prawny nie mieści się w katolicyzmie.
Wymaga natomiast katolicyzm monizmu monizmu w innej dziedzinie. Wbrew rozpowszechnionemu mniemaniu, jakoby istniały dwie etyki, odrębna dla życia prywatnego a odrębna dla publicznego, stoi Kościół na stanowisku monizmu etycznego. Ta sama musi być moralność w życiu prywatnym i w publicznym, nie wyłączając ani nawet polityki. My, katolicy, chcemy etyki totalnej.
IV.
UNIWERSALIZM A IDEA NARODOWA
Skoro mowa o wychowaniu politycznym i o państwie, niesposób pominąć kwestii państwa uniwersalnego.
Ideał uniwersalizmu politycznego będzie zawsze przyświecać filozofom katolickim, lecz niema polegać na zaborach, na wspólności jarzma. Ideologia takiego państwa uniwersalnego jest orientalna, azjatycka: Babilon, Asyria, Partowie, Persowie, a potem Aleksander Wielki, i wreszcie Rzym schodzili również na szlaki orientalne. W wiekach średnich wypłynął uniwersalizm turański, gdy państwo dzingishanów sięgało od pogranicza polsko-rumuńskiego aż po Koreę.
Nie na zaborze, nie na niewoli polega uniwersalizm polityczny katolicki, gdyż i na tym polu trzyma się zasady, że do jedności droga w uznawaniu rozmaitości. Zresztą praktycznie raz tylko w historii powszechnej Kościół sam bezpośrednio przyłożył ręki do tworzenia państwa uniwersalnego, mianowicie gdy papież Leon III ustanowił cesarstwo zachodnie ( rzymskie Karola W.) przeciwko bizantyjskiemu. Nie miało to wcale być państwo jedno, rozszerzające zabory na inne, lecz zjednoczenie pod przewodnictwem cesarza państw zachowujących swa niepodległość ku wspólnym celom, ażeby siły państwowe używane były do wprowadzania zasad religijnych w życie publiczne i ażeby nie były marnowane na wojny pomiędzy państwami chrześcijańskimi.
Ideał na nasze nawet czasy może jeszcze za wysoki, jakżeż miał się spełnić wówczas? Wspomnijmy, że jeszcze ani jeden kraj Zachodu nie był zjednoczony państwowo. Wszędzie pełno było wojen i wojenek pomiędzy lokalnymi dynastiami. Wszystkie umysły wyższe musiały być zaprzątnięte przede wszystkim myślą, jak usunąć ten stan rzeczy. W tym chaosie nasuwała się sama z siebie idea dynastyczna, jako droga do tworzenia państw rozleglejszych, obejmujących całe kraje. Która dynastia okaże się silniejsza i obali szereg słabszych, przyczyni się tym samym do zbliżenia uniwersalizmu.
Następne cesarstwo, „rzymskie narodu niemieckiego” (nie mające nic wspólnego z tradycją Karola W. (powstało przeciwko papiestwu, jako zdwojenie bizantyjskiego; powstało podczas jawnej walki z Kościołem i później większą część jego dziejów wypełnia „walka cesarstwa z papiestwem”. A jednak uczeni katoliccy, a więc katoliccy kapłani stawali nieraz na rozstajach. Nie wszyscy orientowali się co do istoty cesarstwa niemieckiego; oświadczali się za nim jedni dlatego, bo wmówili w siebie, ze to wznowienie idei Karola W., drudzy zaś wprost dlatego tylko, że król niemiecki, zostając cesarzem, rozporządzał największą siłą, przez długi czas jedyną, która by mogła złączyć pod jednym berłem Niemcy z Włochami. Im dynastia jakaś bardziej zaborcza, tym sympatyczniejszą bywała tym marzycielom politycznym uniwersalizmu, lecz pod jednym warunkiem: żeby wyprawom zaborczym towarzyszyło szczęście.
I oto na tle ideologii uniwersalistycznej zjawia się podrzutek : kult -silniejszej dynastii, z czego wyłania się niebawem kult siły w ogóle. Czciciele siły pasożytują na szlakach uniwersalizmu.
Toteż przez ideę dynastyczną został w końcu doprowadzony do absurdu ideał uniwersalizmu politycznego i stał się niewykonalnym przez długie pokolenia.
Dla przykładu sięgnijmy do historii skrajnego Zachodu, pomiędzy Anglią i Francją. Prze lat 114 toczyła się wojna pomiędzy tymi krajami. O co? Jest to wojna czysto dynastyczna. Obowiązujące we Francji prawo usuwało kobiety od tronu, ale pomimo to w r. 1328 król angielski wystąpił z uroszczeniem, że tron francuski należy mu się po kądzieli. Miejmyż na uwadze, ze według ówczesnych pojęć legitymizmu dynastycznego, panujący miał prawo nawet handlować swoim krajem, sprzedać go lub zamienić, czego przykładów całe tuziny. Ludność z reguły nie pytano o wolę, a narody jakby nie istniały, bo idei narodowej jeszcze nie było.
Idea narodowa najwcześniej wykształciła się w Polsce. Kiełkowała na dworze kaliskim już w drugiej połowie XIII w., a Przemysław i Władysław Niezłomny stali się jej wykonawcami. Kiedy Kazimierz Wielki zmuszony był fatalnymi okolicznościami uznać następstwo Ludwika węgierskiego, przedstawił ten układ dynastyczny do zatwierdzenia Stanom polskim. Władysław Jagiełło został królem, bo go społeczeństwo polskie samo na tron powołało. Działalność polityczna społeczeństwa w imię idei narodowej zaczęła się u nas wcześnie.
A tymczasem we Francji i Anglii nie dzielono się jeszcze na obozy francuski i angielski. Najpotężniejszy z książąt francuskich, burgundzki, walczył po stronie angielskiej i miasto Paryż oddało się angielskim dynastom. Wielu francuskich dostojników Kościół opowiadało się przeciw Karolowi VII. Ogół inteligencji obu krajów, ogół współczesnych teologów nie zadawał sobie całkiem prostego pytania : Anglia czy Francja, w sensie narodowym. Tego się nie odczuwało. Widziano tylko wojnę dwóch dynastii o tron francuski i oddawano się badaniom, która z nich ma większe prawo do tego tronu. Badano genealogie, układy, dokumenty, kroniki, prawo angielskie i francuskie – ale nikomu nie przyśniło się, ze można by sprawę osądzić według zasady, ze dla Anglików jest Anglia, a Francja dla Francuzów. Nie wpadł nikt na pomysł, że mogłoby istnieć kryterium narodowe.
To wygłosiła pierwsza dopiero św. Joanna d’Arc. Ona wołała, że należy walczyć nie za dynastię, lecz za Francję i że w imię Francji trzeba stanąć przy tym królu, który może stać się francuskim królem narodowym. Z tego też hasła powstała cała tragedia Dziewicy Orleańskiej. Wnosiła do życia publicznego na Zachodzie hasło nowe, obce uczonym teologom i prawnikom, a nawet nienawistne. Bronić Karola VII bez względu na to, czy przy nim słuszność prawna prawa dynastycznego, nie brać zgoła pod uwagę względów prawniczych? Czyż tak można, czyż tak słusznie, a zatem czy to zgodne z religijnym punktem widzenia, z moralnością publiczną? A więc to herezja? Nie rozumie nowego ideału, wnoszonego przez Dziewicę Orleańską.
Kościół, ogłosiwszy ją świętą, uświęcił zarazem jej hasło: pojęcie narodu i państwa narodowego.
Idea narodowa skupiała się także nieraz około pewnej dynastii, lecz pod warunkiem, ze dynastia narodowa będzie służyć, a nie odwrotnie. Tym samym przeciwstawiała się taka dynastia narodowa wszelkim innym dynastiom na danym obszarze, a umowy handlowe o ten kraj były wykluczone. Miał być koniec politykom dynastycznym. Nastała tedy walka pomiędzy ideą narodowa a dynastyczną.
Równocześnie z akcją św. Joanny d’Arc toczy się w Polsce i na Litwie wojna z „całą nacją niemiecką „ tj. z pojęciami prawa międzynarodowego dynastycznego, opartego na systemie cesarstwa niemieckiego. Ciężką tę walkę, rozpoczętą w 1410, zakończono w cztery lata po podpaleniu stosu w Ronen – walnym zwycięstwem pod Wiłkomierzem (1431-1435), które współcześni zestawiali ze zwycięstwem grunwaldzkim.
Ale walka dwóch tych idei trwała dalej w całej Europie, prowadzona ze zmiennym szczęściem, aż wreszcie idea dynastyczna odniosła zwycięstwo i zawładnęła na nowo losami Europy – co skupiło się na Polsce (rozbiory dokonane przez ościenne wielkie państwa dynastyczne) i na Włoszech (rozbicie na rzecz drobnych dynastów obcokrajowych). Zjednoczenie Włoch stanowiło początek triumfu idei narodowej, a wznowienie niepodległej Polski jest triumfu tego ukoronowaniem.
V.
OBECNOŚĆ KOŚCIOŁA W HISTORII (OKREŚLONA W DWÓCH ZDANIACH)
Przejdźmy do spraw polskich. Ale przede wszystkim trzeba zdawać sobie sprawę, ze nie może być dla jednego narodu jakichś specjalnych praw dziejowych, może zachodzić tylko specjalne wykonywanie i sprawdzanie praw powszechnych. Chcąc wiedzieć jasno, jakim było polityczne wychowanie narodu naszego przez Kościół, musimy mieć wciąż na uwadze, jakie są powszechno-dziejowe cechy działalności Kościoła w tej dziedzinie. Zrekapitulujmy więc najpierw to, cośmy dotychczas roztrząsali. Da się to streścić w dwóch zdaniach:
1/ Kościół urządza życie publiczne narodów, pielęgnując personalizm, aposterioryzm, jedność w rozmaitości, narodowość, dualizm prawny, a monizm etyczny
2/ Kościół wymaga, by życie zbiorowe oparte było na monogamii, na szacunku pracy fizycznej, by zaś nie było w nim niewolnictwa ni msty rodowej, tudzież by Kościół był niezależnym od władzy świeckiej.
W tych dwóch zdaniach zawarta jest obecność Kościoła w historii powszechnej – a zatem także w historii polskiej.
VI
STOSOWANIE ZASAD KOŚCIOŁA W DZIEJACH POLSKI
Zdaje się, ze na ziemiach polskich monogamii zaprowadzać nie było trzeba, że Kościół już ją tu zastał. Pewnym zaś jest, jako najstarsi nasi rodowcy własnymi rękoma uprawiali gospodarstwo, a zatem nie trzeba też było wzbudzać dopiero szacunku dla pracy fizycznej. Niewolnika zaś w Polsce kupowano rzadko (od Żydów), lecz go nie sprzedawano; raz kupiony stawał się domownikiem. Pod koniec XII w. już nie słychać o niewolnikach.
Wiele natomiast trudu wymagało wprowadzenie czynnika personalizmu w ustrój społeczny. Gromadność organizacji rodowej z jej swoistym trójprawem, tj. z rodowym prawem familijnym, majątkowym i spadkowym, ustępowała zwolna i nader ciężko przed emancypacja rodziny, z czym łączyła się własność osobista, a więc czynnik personalistyczny. W łączności z tym propaguje Kościół prawo testamentu, ten najdotkliwszy wyłom w rodowym prawie majątkowym i spadkowym. Przejście od ustroju rodowego do rodzinnego nie obywa się nigdzie bez walki i ofiar. Przejawami tego są u nas spór Bolesława Śmiałego ze św. Stanisławem biskupem, a potem wstecznicze a uparte próby Mieszka Starego. Cały zaś przebieg tych walk łączył się zarazem z kwestią niezawisłości Kościoła od władzy świeckiej, co w zasadzie rozstrzygnięto na rzecz Kościoła na pierwszym Synodzie łęczyckim.
Wobec zagadnień ustroju państwowego pragnie Kościół od początku, żeby państwowość polska opartą była na społeczeństwie: przeciwnicy mechanizmowi samowoli książęcej, opartej o przymus siły fizycznej, staje Kościół po stronie samorządu organizmów społecznych. Kierunek ten przyjął się w Polsce tak dalece, iż następnie rozumiano przez „wolność” nie co innego, jak samorząd; ten zaś niesie z sobą decentralizacje.
Uwzględnienie wszelkiej rozmaitości w polskich krainach nie miało oczywiście przeszkadzać jedności państwa.
Tej bronił Kościół energicznie. Sami papieże stanęli w obronie praw zwierzchniczych Władysława II; niestety biskupi polscy nie posłuchali wówczas (tym jednym razem) wskazówek z Rzymu i dopomogli porobić z dzielnic państewka samoistne. Ale później następcy ich stanęli na czele prądu zjednoczeniowego. Przywrócenie królestwa zawdzięczamy papieżowi Bonifacemu VIII i następnie prymasowi gnieźnieńskiemu Śwince. Nie obce też były wpływy duchowieństwa przy kształtowaniu idei narodowej od Bolesława Pobożnego kaliskiego aż do Przemysława i Władysława Niezłomnego (Łokietka).
W walkach z zakonem krzyżackim kościół objął kierownictwo umysłów polskich i Kościół sam demaskował „chytrych nieprzyjaciół Chrystusa”. Zbijane też były przez Kościół wszelkie dynastyczne uroszczenia do Polski ościennych dynastii. Wziął Kościół w swą opiekę Władysława Jagiełłę, popierał dynastię Jagiellońską i przyczyniał się niemało do wytworzenia tego, co zowiemy ideą Jagiellońską. Nowa formułą kierunku uniwersalistycznego były unie, a formuła „wolni z wolnymi, równi z równymi” wyrażała katolickie pojmowanie uniwersalizmu najlepiej. Zawsze też Kościół polski strzegł autonomii litewskiej i pruskiej. Czyż „unia” nie była politycznym rozszerzeniem samorządu aż w stosunki międzypaństwowe? Nigdy państwo centralistyczne nie byłoby się zdobyło na ideę polityczną tego rodzaju! Lgnęli ościenni do Polski, pragnęli z nią związków prawno-politycznych, ponieważ pociągała ich polska państwowość, tj. decentralizacja samorządowa.
Bronił oczywiście Kościół samorządu własnego, co przytrafiło się jeszcze raz za Kazimierza Jagiellończyka; poza tym rządy polskie uznawały zawsze niezawisłość Kościoła. ale bo też Kościół stanowił jeden z filarów państwa; a czyż lektura Długosza, Skargi, Starowolskiego, Konarskiego nie stanowi dotychczas doskonałej szkoły patriotyzmu polskiego? Sprzęgł polskość z katolicyzmem Skarga, gdy wielkim głosem stwierdził, jako Polska jest „postanowienia Bożego”.
W dziejach naszych są tedy pewne pasma z wieczystej osnowy „de Civitata dei”. wydobywajmy je na światło i starajmy się, by tych czynników nie zabrakło w powołanej na nowo do życia Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, której państwowość, oby jak najrychlej opierała się na etyce katolickiej. Należy przyjąć za Mickiewiczem i Krasińskim, że misja dziejowa Polski polega na tym, by wprowadzić chrześcijańskiego ducha do polityki.
FELIKS KONECZNY 1938 r. Biblioteka Akcji Katolickiej nr 15 za pozwoleniem Władzy Duchownej
Jak bronić swych praw w Polsce. MEM-y VIII.

———————————–

————————————

—————————————–

————————————————-

————————————————-

——————————————————————

——————————————————-

————————————————————–

——————————————-

—————————————–

———————————————-

Polacy trochę się zapędzili. MEM-y VII.

——————————–

——————————————————

—————————————

————————————-

——————————————

————————————

——————————————–

————————————-

———————————–

Prawo do życia: Usłyszałem dwa wyroki w dwa dni.
| Dzień dobry Panie Mirosławie. Trwa nasza kampania wakacyjna, w trakcie której docieramy do Polaków z ostrzeżeniem przed „edukacją zdrowotną” (obowiązkowa dla dzieci od 1 września) oraz aborcją. Każdego dnia wiele się dzieje. Ja jeżdżę naszą furgonetką oraz pomagam moim kolegom organizować uliczne akcje informacyjne. Jesteśmy za to nieustannie prześladowani. W ciągu dwóch dni usłyszałem dwa wyroki w Białymstoku. Proszę zobaczyć, co jeszcze wydarzyło się w sądach i na policji tylko w ciągu jednego tygodnia 22-29 lipca: 22 lipca Białystok – usłyszałem wyrok 1500 zł grzywny za organizację akcji pod miejskim ratuszem, 23 lipca Białystok – usłyszałem kolejny wyrok 500 zł grzywny za organizację ulicznej akcji informacyjnej, 24 lipca Warszawa – do sądu wpłynął wniosek o ukaranie wolontariusza Macieja za organizację akcji antyaborcyjnej, 27 lipca Białystok – wyrok 500 zł grzywny dla wolontariusza Kacpra za udział w ulicznej akcji informacyjnej, 27 lipca Białystok – wyrok 1000 zł grzywny dla wolontariusza Michała za udział w akcji antyaborcyjnej, 28 lipca Toruń – kolejna rozprawa wolontariusza Wiesława, który został zatrzymany przez policję gdy trzymał banner i modlił się na różańcu, 29 lipca Rzeszów – wolontariuszka Marta przesłuchiwana na komisariacie policji w związku z organizacją akcji antyaborcyjnej, 29 lipca Szamotuły – wyrok 2500 zł grzywny dla wolontariusza Romana i 1000 zł dla wolontariusza Adriana za uliczną akcję antyaborcyjną. Wszystkie te sprawy będą trwały dalej, gdyż od każdego z wyroków odwołujemy się. Oznacza to dalszą walkę przed sądami. Ostatecznie większość spraw wygrywamy lub są one umarzane. Jednocześnie dzięki wytrwałości i wysiłkom naszego Centrum Prawnego, 27 lipca w Warszawie udało się skazać agresywną kobietę, która przeszkodziła nam w organizacji ulicznej akcji informacyjnej i zniszczyła nasze ulotki. Wyrok to w sumie 300 zł grzywny i zwrotu kosztów. 28 lipca wygraliśmy również kolejną sprawę z prezydentem Białegostoku o nielegalne rozwiązanie naszego zgromadzenia publicznego. To wszystko wydarzyło się w tydzień. Tak wygląda codzienność naszych wolontariuszy oraz Centrum Prawnego naszej Fundacji, które koordynuje walkę przed sądami i policją. Koszty tej walki prawnej to obecnie ponad 10 000 zł miesięcznie. Dzięki tej „tarczy prawnej” możemy dalej działać i ostrzegać Polaków przed aborcją i „edukacją zdrowotną” dzieci. Ja aktualne jeżdżę furgonetką po Wrocławiu, gdzie informujemy mieszkańców o tym, że szpital Falkiewicza zamierza zatrudnić aborterkę Gizelę Jagielską. Wywieramy presję na to, aby do tego nie dopuścić i aby nie przekształcono największej porodówki na Dolnym Śląsku w rzeźnię aborcyjną. Niedawno zatrzymała i spisała mnie policja. Będą teraz „analizować” sprawę w celu skierowania do sądu kolejnego wniosku o ukaranie mnie. Wkrótce planuje wyposażyć furgonetkę w plandeki ostrzegające przed „edukacją zdrowotną” i jeździć po kolejnych miastach. Równolegle moi przyjaciele organizują w całej Polsce uliczne akcje informacyjne. Tylko w tym tygodniu planujemy organizację akcji m.in. w: Tczewie, Kluczborku, Oławie, Elblągu, Stargardzie, Wałbrzychu, Gliwicach, Olkuszu, Rzeszowie, Włocławku, Rudzie Śląskiej, Lubinie, Świnoujściu i Legnicy. Proszę Pana o wsparcie i umożliwienie nam tych działań. Jedno tankowanie furgonetki do pełna to obecnie ponad 800 zł. Każda akcja uliczna w kolejnej miejscowości też wymaga paliwa, transportu wolontariuszy, bannerów, ulotek, megafonów i innych akcesoriów. Koszt walki prawnej to ponad 10 000 zł miesięcznie. Ratowanie dzieci przed aborcją i deprawacją jest możliwe dzięki zaangażowaniu wolontariuszy naszej Fundacji oraz stałemu i regularnemu wsparciu darczyńców. Liczymy na Pana pomoc. Będziemy informować o kolejnych działaniach i postępach naszych akcji . WPŁACAM Konto Fundacji do darowizn:79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 PruszkówZ wyrazami szacunku, Jan Bienias ============================== Fundacja Pro – Prawo do życia KRS: 0000233080 NIP: 1231051050 REGON: 010083573 ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego OPP. |
Pojedyncze czyny przestępcze. MEM-y VI.

———————————————

——————————————–

————————————

——————————————-

——————————————–

——————————————-

——————————————

——————————————-

—————————————

Banderowcy usprawniają metodę prowokacji militarnych w Polsce
Banderowcy usprawniają metodę prowokacji militarnych w Polsce!
msn.com/plniebezpiecznedoniesienia-z-ukraińskich-mediów-ws-polski-mają-związek-z-rosją
| Dr Ignacy Nowopolski Aug 3 |
Według doniesień polskojęzycznych mediów, nasi „ukraińscy przyjaciele”, poinformowali władze okupacyjne Unii Europejskiej w Warszawie, o zawłaszczeniu przez „zbrodniczych Rosjan”, banderowskich dronów. Mają one być używane jako „rosyjska prowokacja” przeciw Polsce.

Użycie ukraińskich dronów przez „przebiegłych Rosjan”, na sugerować banderowską prowokacje przeciw nam.
Tak więc, jeśli od dziś na Polskę nalatywać będą ukraińskie drony, Polacy powinni brać odwet na Rosji, a nie na „sojuszniczych” banderowcach.
Nie wiem czy polskie społeczeństwo osiągnęło już taki poziom debilizmu, by w tą historię uwierzyć, ale „nasi władcy” z Warszawy, zaakceptują ja z otwartymi rękami.
Ile to bowiem wysiłków „rządu polskiego” poszło na marne z powodu trudności udowodnienia „rosyjskiego sprawstwa” w „agresji” przeciw Polsce!
Po masowym nalocie banderowskich dronów na Polskę, wystarczy tylko wezwać do MSZ Ambasadora RF & zerwać stosunki dyplomatyczne z Rosją, po czym niezwłocznie wysłać „Wojsko Polskie” na rosyjsko-banderowski front.
Na dowódcę proponuję „generała” Polko, który od zawsze toczy pianę z pyska, na każde wspomnienie „Moskali”.
Ta farsa, którą od trzydziestu z górą lat odgrywa niezmiennie agenturalna „polska władza”, przestała już dawno być śmieszną. Staje się natomiast coraz bardziej niebezpieczną, zagrażając samemu biologicznemu przetrwaniu Polskiego Narodu.
Może więc już czas zacząć sprzątanie tego chlewa?
Krater im. Kosiniaka-Kamysza. MEM-y V.

———————————————

———————————————

————————

—————————-

—————————————

————————————

—————————–

————————–

————————————

Myśli nieuczesane …
Jastrzębski: Myśli nieuczesane …
Paskudna noc. Nie potrafiłem zasnąć. A jak nie śpię, to czytam. A jak nie czytam, to myślę. Kilka nieuczesanych myśli z nocy.
EMIGRACJA. Bawi mnie to, że ludzie przekonujący nas codziennie w mediach głównego nurtu o tym, że sztuczna inteligencja, robotyka i innowacje powodują, że jest nas za dużo na rynku pracy. Według ich ekspertyz znaczna część pracowników będzie, a właściwie już jest zbędna. Czekają nas ogromne zwolnienia. Niemal codziennie jakiś ekspert orzeka AI zastąpi żywego człowieka. Ale dokładnie ci sami eksperci jak lwy walczą o nielegalnych przybyszów z Afryki, Azji i Ameryki Południowej bo są nam niezbędni na rynku pracy. Bez nich nasza gospodarka padnie i do pracy będą musiały iść przedszkolaki i pensjonariusze domów starców.
JĘZYK UKRAIŃSKI. Co chwila trafiam na materiały kręcone przez Ukraińców, a zwłaszcza Ukrainki skarżące się na prześladowania w Polsce. W szczególny sposób ubolewają nad tym, że rzekomo atakowane są za używanie języka ukraińskiego. Mniejsza z tym, że moim zdaniem te powszechne użalanie jest ukraińską operacją propagandową na terenie Polski. Mniejsza nawet z tym, ze walna część Ukraińców przebywających w Polsce mówi w języku rosyjskim. Ale warto brać pod uwagę to, że to na Ukrainie Wołodymyr Zełenski podpisał ustawę nr 4699-IX, która oficjalnie wyklucza język rosyjski z listy języków objętych ochroną w kraju zgodnie z Europejską Kartą Języków Regionalnych. A ukraiński parlament to radośnie przyklepał.
TROCKISTA ŚLĄZAKOWIEC. Pewien powszechnie znany ślązakowski trockista zaznał małego incydentu kałowego, ponieważ na IV Zjeździe Klubów Myśli Polskiej wystąpi Iwan Komarenko. Więc „doktor trockista kapitalista” napisał „I to wasz poziom”. Mocne słowa jak na kogoś, kto miewa problemy z pionem. Mógłbym się rozpisywać o tym, że to klasizm lub przeanalizować jakie to arie operowe i koncerty muzyki poważnej odbywają się przed jego szynkiem – ale po co? Prawdziwym powodem niechęci do Komarenki nie jest wykonywany przez niego repertuar, tylko fakt, że w jego żyłach płynie również rosyjska krew. Niedaleko padał kowalewski od kowala i tam zalega. A poza tym i tak wszyscy skończą na Myśli Polskiej.
KOMARENKO. Jak napisałem, że na wrześniowym Zjeździe Klubów Myśli Polskiej wystąpi Iwan Komarenko mój dawny znajomy Piotr napisał: „Dlaczego nie potępia on polityki Putina”. Myślę, że powodów jest wiele i kilka z nich znam. Mnie jednak bardziej zastanawia czy Piotr oczekuje, przed każdym spektaklem w teatrze Kamińskich prowadzonym przez Gołde Tencer krytyki polityki premiera Netanyahu?
UŚMIECHNIĘTA WANDA. Uśmiechnięte media nieprzerwanie faszerują społeczeństwo mądrościami prawie stuletniej pani Wandy Traczyk-Stawskiej ps. „Pączek”. Była ona żołnierzem Szarych Szeregów i Armii Krajowej. Jestem przekonany, że dzielnie wykonywała rozkazy w powstaniu w Warszawie. Ale to, że ktoś ma zasługi w przeszłości nie czyni z niego autorytetu we wszelkich dziedzinach. Pani Traczyk promuje bardzo szkodliwy rodzaj patriotyzmu i patrzenia na sprawy społeczne. Ludzie starzy bardzo często potrzebują atencji i moim zdaniem jest to wykorzystywane przez środowiska od „Trzaskania” i „Szkiełka kontaktowego”. Dawne zasługi nie czynią z człowieka mędrca.
PITOŃ. Różnorakie osoby atakowały Sebastiana Pitonia za zdroworozsądkowe podejście do tematu rzezi warszawskiej w 1944 roku. Najbardziej obrywało mu się za użycie tytułu „Polskie mięso”. Inicjator akcji Góralskie Veto ma całkowitą rację. Każdy rozumny polski patriota ze wszystkich sił będzie zwalczał wysyłanie naszych dzieci na śmieć. To nie Sebastian Pitoń powinien się tłumaczyć ze swojego stanowiska, tylko stronnicy powstania, które przyniosło śmierć 200 000 Polaków, zniszczenie stolicy i zatracenie polskich zabytków.
SZKODLIWY PATRIOTYZM. Mamy w Polsce dwa patriotyzmy. Ten rozumny wyrastający przede wszystkim z tradycji pozytywizmu i Narodowej Demokracji. I ten zakażony nowotworem zupełnie bezrozumnego romantyzmu i insurekcyjności. Ten drugi oczywiście jest powszechniejszy. Powszechnie czcimy bezrozumne powstanie w Warszawie, które spowodowało bezsensowną śmierć i kalectwo poszło 40 000 żołnierzy – w tym najbardziej ofiarnych i najlepiej wykształcanych młodych Polaków. Gdzie szaleńcy posłali na śmierć dzieci! Gdzie zginęło 200 000 naszych rodaków, a stolice zmieniono w kupę zgliszczy i gruzów. Dmowszczyzna czyli polityka przeciwna szaleństwu insurekcyjności oraz umiejętność zerwania z kompleksem antyrosyjskości. Bo polityka to przede wszystkim budowanie wspólnoty narodowej i jej państwowości. A nie harce i późniejsze cmentarne rytuał.
LUDOWCY. Polskie Stronnictwo Ludowe było przez długie lata łajane przez michnikowszczyznę za rzekomą prorosyjskość. Wynikało to z tego, że wywodziło się z ZSL-u a nie z styropianowego stronnictwa. Uderzano PSL za podpisanie przez premiera Waldemara Pawlaka z Igorem Sieczinem porozumienia gazowego. Bolało stronników błogosławionej pamięci Unii Wolności również to, że przez lata PSL był jedyną znacząca siłą polityczną, która upominała się o Polaków pomordowanych przez Ukraińców w latach 1939-1947. To już przeszłość. Dzisiejszy PSL stał się awangardą rusofobii i ukrainofilii na scenie politycznej. To nic dziwnego neofici zawsze najgłośniej śpiewają w kościele w pierwszej ławie. Tylko po co? Dla nich nigdy ludowcy nie będą swoi. Nawet gdyby wszyscy ministrowie z nadania PSL-u mieli nie tylko żony i kochanki z Ukrainy.
TYGRYSEK. Władysław Kosiniak-Kamysz cytuje tweety Koleżanki Samueli Torkowskiej z mównicy sejmowej. To musi być bardzo skromny człowiek, bo mógłby cytować swoje. Większa byłaby beka! W 2023 roku Kamysz napisał: „Jeśli minister Mariusz Błaszczak nie wiedział, że nad Polską leciała rosyjska rakieta, to jest to ogromny skandal. Jeśli wiedział i nic z tym nie zrobił, to jest to rażąca nieodpowiedzialność i igranie z bezpieczeństwem Polski. Jedno i drugie jest dyskwalifikujące. Do dymisji!”. Jak teraz poda się do dymisji to zdąży na wrześniowe wykopki.
SZYSZKOWSKA. Kiedyś powszechnie uważana za ikonę lewicowości prof. Maria Szyszkowska stała się obiektem powszechnych ataków ze strony lewactwa. Wszech-tolerancyjni lewacy nie tolerują tego, że profesor może mieć inne zdanie, niż te Tuska, Michnika i Czarzastego. Podczas swojego ostatniego wystąpienia w Dąbrowie Górniczej po raz kolejny podkreśliła, że Polska powinna opuścić Unię Europejską oraz powinna żyć w zgodzie i handlować z Białorusią i Rosją. I skrytykowała skrytykowała lobbystyczne koterie w naszym kraju i stanowczo stwierdziła, że nie ma w Polsce lewicy. Lewactwo zaatakowało również już tradycyjnie prof. Marię Szyszkowską za to, że pisze do „Myśli Polskiej” i broni tradycji PAX-u. A przecież każdy wyhodowany brojler Sorosa wie, że „lewica” powinna popierać Unię Europejską, wojować z Rosją, wspierać lobby farmaceutyczne, publikować w „Gazecie Wyborczej” i bronić tradycji udeckiej.
Łukasz Jastrzębski
Letnie i gorące. MEM-y V.

———————-

———————————-

—————————————-

———————————————–

——————————————-

—————————————————————-

————————————————————

————————————————————-

————————————
Śmiszki. MEM-y IV.

—————————–

———————————————

———————————————-

——————————————

——————————————————–

———————————————-

Bydło odgradza się płotem. MEM-y III.

————————-

————————————–

————————–

————————————————-

——————————————-

——————————————

———————————————-

———————————

—————————————————–

Inwazje. Strachu? Głupoty? Cynizmu? MEM-y II.

———————————————

———————————————

——————————————-

———————————————————

—————————–

————————————————–

————————————————-

—————————————————-

————————————————-

—————————————
Katastrofa !!! Alert RCB. MEM-y. I

———————————————

——————————————————-

———————————

———————————-

———————————————

———————————————–

——————————–

——————————–

———————————————————

Ostatnia szansa na nawrócenie
Ostatnia szansa na nawrócenie
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 2 sierpnia 2026 michalkiewicz
Wprawdzie to już tylko formalność, ale formalnościom też musi stać się zadość, więc chociaż o północy z czwartku na piątek upłynął termin ultimatum, jakie Naczelnik Państwa przedstawił Mateuszowi Morawieckiemu i jego pretorianom – żeby nie tylko zlikwidowali stowarzyszenie „Rozwój Plus”, ale i rewokowali w specjalnie sporządzonych lojalkach – że będą słuchać Naczelnika – ale gwoli zadośćuczynienia formalnościom, utrata członkostwa w PiS zostanie 28 lipca zatwierdzona przez Biuro Polityczne, to znaczy – pardon; nie żadne „Biuro Polityczne”, które było organem PZPR, tylko oczywiście Komitet Polityczny.
Nie ulega wątpliwości – jak mawiała stara niania – że Biu… – ach, co ja piszę; nie żadne „Biuro”, tylko oczywiście – Komitet Polityczny wszystko zatwierdzi i w ten oto sposób „rozłam” w PiS stanie się faktem. Jak z kronikarskiego obowiązku wspominałem, część wyznawców Naczelnika Państwa uważa, że to tylko taka ustawka, której celem jest wciągnięcie obywatela Tuska w pułapkę: niech sobie myśli, że PiS się rozpadło, („Nie płoszmy ptaszka; niech mu się zdaje, że naszej partii siły nie staje…”), a tymczasem na pół roku przed przyszłorocznymi wyborami, Mateusz Morawiecki ponownie „zleje się” z Naczelnikiem Państwa i w ten oto sposób osiągnięte zostanie ostateczne zwycięstwo.
To jasne, że wyznawcy Naczelnika Państwa w coś przecież wierzyć muszą, więc dlaczego nie w ustawkę, która to wiara ufundowana jest zresztą na przekonaniu, iż Naczelnik jest wirtuozem intrygi? Może i jest – ale warto zwrócić uwagę, że nader często potyka się o własne nogi. Tak było w przypadku Kazimierza Marcinkiewicza, tak było w przypadku Andrzeja Dudy i tak właśnie jest w przypadku Mateusza Morawieckiego.
Warto bowiem zwrócić uwagę, że stowarzyszenie Rozwój Plus powstało w kwietniu br. – to znaczy akurat wtedy, gdy Niemcy proklamowały strategiczne partnerstwo z Ukrainą – co oznacza, że realizują politykę, jaką Cesarstwo Niemieckie prowadziło w Europie Środkowo-Wschodniej w roku 1917, zezwalając na utworzenie Ukraińskiej Republiki Ludowej, by za pomocą tego narzędzia szachować Rosję i trzymać w ryzach Polaków. Ponieważ za sprawą Judenratu i innych ośrodków propagandowych, znaczna część Polaków jak ognia boi się posądzenia o „ruskie onuctwo” i szachowanie Rosji przez Niemcy przy pomocy Ukrainy uważa za wielkie osiągnięcie, to w cieniu tego wielkiego osiągnięcia już zupełnie nie zauważa, że Ukraina ma jeszcze jedno zadanie – mianowicie – trzymania w ryzach Polaków.
Z tych powodów wolę trzymać się teorii spiskowej, według której Mateusz Morawiecki właśnie realizuje trzecią część swego zadania w postaci neutralizacji PiS. Żaden listek figowy nie jest już w Polsce Niemcom do niczego potrzebny, no i właśnie to pokazują najnowsze sondaże. Na pozycji lidera plasuje się Volksdeutsche Partei z satelitami z poparciem ponad 28 procent. Na drugim miejscu PiS – ale z wynikiem niecałych 16 procent, na trzecim – Konfederacja z wynikiem 13,5 procenta, na kolejnym – Konfederacja Korony Polskiej z wynikiem 12,3 procenta, potem jeszcze Lewica (7,9 proc.) i wreszcie – grupa Mateusza Morawieckiego z wynikiem 7,5 proc. Nie zapominajmy jednak o innych następstwach rozłamu. Z Mateuszem Morawieckim wyszło z PiS 40 parlamentarzystów. Każdy z nich zdążył się jakoś tam ukorzenić w terenie, to znaczy – we własnym okręgu wyborczym. W tej sytuacji bardzo ważna jest okoliczność, czy taki parlamentarzysta będzie wyrywany z korzeniami, czy też przynajmniej część korzeni nadal będzie służyła Naczelnikowi Państwa, którego siła polega m.in. na przekonaniu, że każdy powinien się dla niego poświęcać.
Dopóki ta wiara jest podzielana przez część opinii publicznej, dopóty Naczelnik Państwa może swoich wyznawców uwodzić – ale w miarę rozwoju sytuacji, a zwłaszcza – w miarę topnienia wpływów PiS w terenie – również możliwości uwodzicielskie będą się kurczyły. Od razu bowiem między rozłamowcami rozpoczęły się tzw. potępieńcze swary. „Maślarze” zauważyli ze zgrozą, że Mateusz Morawiecki był doradcą Donalda Tuska – co im przedtem – to znaczy – ani w roku 2015, ani w roku 2017, kiedy Morawiecki zostawał premierem rządu „dobrej zmiany” z namaszczenia Naczelnika – absolutnie nie przeszkadzało – podobnie jak i to, że na stanowisku premiera rządu Mateusz Morawiecki podpisywał wszystko, co mu tam Niemcy podsunęli do podpisu.
Inni jednak mogą zacząć dociekać, dlaczego w takim razie Naczelnik Państwa upodobał sobie akurat w Mateuszu Morawieckim i do kogo jeszcze musi się akomodować – a wtedy uwodzicielskie możliwości Naczelnika mogą skurczyć się jeszcze bardziej. I o to właśnie w tej trzeciej części zadania, którą właśnie wykonuje Mateusz Morawiecki, chodzi.
Ale przebudowa sceny politycznej naszego bantustanu to jedna sprawa, bo drugą sprawą jest toczący się równolegle proces coraz mocniejszego chwytania za twarz tubylczych Polaków. Na wieść o strategicznym partnerstwie niemiecko-ukraińskim, główny cadyk warszawskiego Judenratu, pan red. Adam Michnik rzucił hasło – „wszyscy jesteśmy Ukraińcami”. Z punktu widzenia „krajowych cudzoziemców”, za jakich uchodzą Żydowie, przynależność do tej czy innej z mniej wartościowych tubylczych nacji jest sprawą płynną. Toteż kiedy pan red. Michnik doszedł do wniosku, że wobec proklamowania strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego Polska już jest passe – rzucił wspomniane hasło – natychmiast zostało ono podchwycone przez funkcjonariuszy Propaganda Abteilung, którzy natychmiast ruszyli ławą, by piętnować polską „ksenofobię” i inny tubylcze myślozbrodnie. Dodając tak zwanego „dramatyzmu” Judenrat „Gazety Wyborczej” zaczął lansować pogląd – donos, że w Polsce narasta „atmosfera przedpogromowa” wobec goszczących u nas 2 mln Ukraińców.
To bardzo poważna zastawka, która może stanowić podstawę do ewentualnej interwencji w Polsce, gdyby się okazało, że własnymi siłami tubylcza administracja nie jest w stanie tych wszystkich myślozbrodni stłumić. Jest oczywiście mało prawdopodobne, by za pacyfikowanie Polaków wzięli się bezpośrednio Niemcy – bo jeszcze swąd po Oświęcimiu do końca się nie rozwiał – ale od czego ukraińska diaspora? Ta mogłaby otrzymać nie tylko wolną rękę, nie tylko zachętę, ale i wsparcie w postaci broni i pieniędzy do urządzenia tubylczym Polakom „wołynki” – żeby raz na zawsze zrozumieli, że nie powinno się wierzgać przeciwko ościeniowi. Propagandową padgatowką do tego mogą służyć codzienne doniesienia o atakach – jak nie na ukraińskie dziewczęta, to na ukraińskich chłopców – aż przewielebna siostra Małgorzata Chmielewska, na łamach prowadzonej przez warszawski Judenrat „Gazety Wyborczej”, dała wyraz swoim uczuciom wobec mniej wartościowego narodu tubylczego, a nawet „kraju”. Przewielebna siostra Małgorzata Chmielewska wprost wije się ze wstydu za „mój kraj” w w ogóle – zalewa ją „gorycz”. Jeśli tedy mniej wartościowy naród tubylczy się nie opamięta, to nieuchronnie spadnie na niego surowa ręka sprawiedliwości ludowej. Doprawdy – ostatnia chwila do nawrócenia.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
@MKierwinski: Brawo !! Zero tolerancji dla agresji i nienawiści

Marcin Kierwiński @MKierwinski
Brawo
Zero tolerancji dla agresji i nienawiści
Cytuj

PomorskaPolicja @PomorskaPolicja
·
1 sie
W wyniku intensywnych czynności operacyjnych policjanci kryminalni z Komenda Miejska Policji w Gdyni zatrzymali 76- letniego mężczyznę- obywatela Polski, który przedwczoraj zaatakował 40-letnią obywatelkę Ukrainy. Sprawca dwukrotnie uderzył ją drewnianą laską spacerową w
„Pszeki! Spierdalać do Polski!” Banda Ukraińców zaatakowała polskich kierowców, którzy przywieźli pomoc
„Pszeki! Spier… do Polski!” Banda Ukraińców zaatakowała polskich kierowców, którzy przywieźli pomoc
[VIDEO] – w oryginale. md
2.08.2026 nczas/pszeki-spier-do-polski-banda-ukraincow-zaatakowala-polskich-kierowcow-ktorzy-przywiezli-pomoc

Banda Ukraińców obrażała i groziła polskim kierowcom ciężarówek na ukraińskim terminalu celnym. Używano wobec nich słów „pszeki”, co jest pogardliwym określeniem Polaków. Film udostępnił na TikToku Ukrainiec. Oryginał został już usunięty, ale udało się zachować nagrania ukazujące kolejny przykład agresji Ukraińców, który niestrudzenie będą ignorować politycy i wielkie media.
30 lipca użytkownik TikToka SV_VINNYTSIAUTO opublikował nagranie z Winnicy ukazujące sytuację na ukraińskim terminalu. Trzech Ukraińców podeszło do polskich kierowców z zaopatrzeniem. Ukraińcy zaczęli słownie atakować Polaków. Nazywali ich „pszakami”, kazali „wypierda**ć” i grozili, że „ich jest tutaj pełny terminal, a Polaków kilku”.
Portal kresy.pl zaznaczył, że w sobotę materiał zniknął z konta ukraińskiego użytkownika. Jednak w sieci zachowały się kopie.
Oddzielne nagranie z tego samego incydentu nagrał drugi z Ukraińców o nazwie Мішаня___0001. W sobotę konto użytkownika było niedostępne. W tym przypadku także internauci zarchiwizowali film dowodzący agresji Ukraińców wobec Polaków.
Według użytkownika X Codziennik z Mordoru, Polacy przywieźli na Ukrainę pomoc. W momencie ataku Ukraińców na nich byli w drodze do sklepu po zakupy. Taka to ukraińska wdzięczność.
Rzecz jasna, w TVN o tym wszystkim nie powiedzą ani słowem. Zamiast tego do spóły z politykami rządzącej koalicji i poprzedniego rządu będą rozczulali się nad rzekomą „polską agresją wobec Ukraińców”.
Wildstein i Rokita mówią Gazetą Wyborczą. Postęp czy upadek?
Wildstein i Rokita mówią Gazetą Wyborczą. Postęp czy upadek?
Autor: CzarnaLimuzyna , 2 sierpnia 2026

screenshot TV
Wybitny polityk Mateusz Morawiecki rozpoczynając Kampanię Wyborczą 2027., zaprosił na swój piknik programowy wiele podobnych osobliwości. Jedną z gwiazd był Jan Rokita, który stwierdził wprost, że każda Ukraina, nawet Ukraina nazistowska czcząca SS Galizien powinna być traktowana jako nasz sojusznik.
Mogę dopytać? Chcę podostrzyć trochę. Czy Ukraina biorąca na sztandary SS Galizien, ale bijąca się z Rosją, jest w dalszym ciągu naszym sojusznikiem?
Każda Ukraina.
– odpowiedział Rokita
Dla Rokity Ukraina biorąca na sztandary SS Galizien nadal będzie naszym sojusznikiem.
Nazistowska szmata. Tfuu. – napisał Coolfon na X
Nazistowska szmata? Eee tam… od razu szmata. Onuca. Ukraińska. Ze starego zestawu, A te, jak wiadomo, śmierdzą tak samo albo gorzej od rosyjskich.
Jan Maria Rokita to wybitny asceta intelektualny, w oczach innych ascetów intelektualnych uchodzący za intelektualistę – stwierdził prof. Adam Wielomski.
Asceta? I tu prof. Wielomski się myli, Rokita intelektualistą nie jest, ale sroce czyli żydokomunie spod ogona nie wypadł. Poddany selekcji jako były członek lewicowej organizacji „Wolność i Pokój” przez wiele lat był na partyjnym piedestale UW , a potem w PO. Zwolennik sojuszu PO i PiS aż do czasu, gdy zmieniła się potworność etapu. Dziś podpora intelektualna „Gangu Pinokia”.
Najbardziej niewygodne pytanie zadał Tomasz Sommer:
A jakby tak Ukraińcy, jak w 1941 r., zaczęli mordować Żydów, to to też się »może nie podobać«, ale nadal trzeba będzie ich wspierać?
Co to, to już nie. Tu potworność etapu jest niezmienna. Wytłumaczyła to już Barbara Engelking, Według jej egzegezy śmierć Żyda miała walory metafizyczne, a śmierć Polaka była kwestią mniej skomplikowaną – „kwestia biologiczna, naturalna – śmierć jak śmierć”.
Na przykład śmierć polskiego dziecka porąbanego przez Ukraińca siekierą lub ciężkim młotem.
Zostawiając popaprańca Rokitę , przechodzimy do kolejnej gwiazdy „Gangu Pinokia”, do drogiego Bronisława, nie Geremka, lecz Wildsteina
Przerażenie ponad podziałami
Dokonując szybkiej kwerendy z Gazety Wyborczej, TVN-u, a nawet z Gnoma Sromotnika… [to Jarosław Kaczyński (lider PiS), podaje Grok md]. tak sądzę, bo nie podejrzewam, aby było to B’nai B’rith, ADL albo Chabad Lubawicz, a już na pewno nie minister Żurek albo Tusk…
Drogi Bronisław powiedział:
Zdumiewa mnie i przeraża…
Co takiego? Zdumienie rzecz ludzka, przerażenie też, ale żeby aż tak, na grillu u Pinokia, niepokoić poczciwą publiczność?
Jeżeli program partii wygląda tak dokładnie, literalnie, jakby był napisany na Kremlu, jakby przemyślany głęboko, tak po to, żeby Polskę skompromitować, żeby po prostu realizować politykę kremlowską…
…jeżeli bliżej tej partii jest do Iranu niż do Stanów Zjednoczonych i mógłbym wymienić i tak dalej, jeżeli wiemy o tej partii tylko tyle, że jest ufundowana na antysemityzmie i ukrainofobii…
Po tych słowach już wiadomo o kogo chodzi, a skandal jest podwójny, no bo jak nie można kochać USraela? Dodam tylko, że w kwestii antysemityzmu zapewne nie chodziło o mordowanie palestyńskich i libańskich semitów, bo w tym gronie jest to temat tabu.
„Jeżeli wiemy o tej partii tylko tyle”
Akurat w to nie uwierzę. Nie wierzę, aby jeden z bardziej inteligentnych imprezowiczów wiedział „tylko tyle”. Potworność etapu zobowiązuje.
Nikt nam nie zrobi nic
Stanisław Michalkiewicz: Nikt nam nie zrobi nic magnapolonia
Co tu dużo gadać; możemy uważać się za szczęściarzy. Nawet nie dlatego, że rakieta, która spadła na Lubelszczyźnie w gminie Turobin, została najpierw „przechwycona” ale mimo to spadła, wybiła w ziemi lej o średnicy 10 metrów, więc prawdopodobnie mogła nawet wybuchnąć, ale to wszystko drobiazg, w porównaniu z tym, że od samego początku wszystko było pod kontrolą. Tak w każdym razie zapewniają nas nasze władze, więc nie wypada zaprzeczać. Obywatel Tusk Donald twierdzi nawet, że mogliśmy ją zestrzelić, ale widocznie ze względu na jakieś wyższe konieczności tego nie zrobiono.
Złośliwcy, których nigdzie, a już zawłaszcza w naszym nieszczęśliwym kraju nie brakuje twierdzą, że owszem, „mogliśmy” ale tak naprawdę nie mogliśmy, bo wcześniej pociski do baterii systemu „Patriot” Ministerstwo Obrony przekazało Ukrainie, Jak zatem widzimy czarno na białym, wszystko jest w jak najlepszym porządku – ale przecież nie dlatego, a zwłaszcza – nie przede wszystkim dlatego możemy uważać się za szczęściarzy.
Za szczęściarzy możemy się uważać dzięki temu, że wśród naszych Umiłowanych Przywódców mamy człowieka na miarę czasów w osobie Księcia-Małżonka, który w vaginecie obywatela Tuska Donalda piastuje fuchę ministra spraw zagranicznych. Nie chodzi o to, by Książę-Małżonek prowadził jakąś zagraniczną politykę, bo przecież każde dziecko wie, że prowadzenie polityki zagranicznej władze naszego nieszczęśliwego kraju mają od Naszych Sojuszników surowo zakazane – ale dlatego, że jest on postacią wybitną.
Nie tylko jest zadowolony ze swego rozumu, czemu nieustannie składa dowody na Twitterze i gdzie tylko może, nie tylko dlatego, że w sztuce wiązania krawatów ociera się o genialność, ale przede wszystkim dlatego, że – jak się właśnie okazało – wspierają go proroctwa.
Dlatego tak jest – tajemnica to wielka, bo formalnie rzecz biorąc, Książę-Małżonek jest – jak to mówią starsi i mądrzejsi – „głupim gojem” – ale z drugiej strony nie możemy zapominać, że „Spiritus flat ubi vult” – co się wykłada, że Duch tchnie, kędy chce – a poza tym ludowe przysłowie powiada, że jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści. „Z kija” – a cóż dopiero – z Księcia-Małżonka, który choćby ze względu na bycie Księciem-Małżonkiem powinien cieszyć się specjalnym względami Stwórcy Wszechświata. I chyba się cieszy – bo czyż w przeciwnym razie wspierałyby go proroctwa?
Prawdę na tym odcinku spenetrowali już dawno władcy Cesarstwa Austriackiego, o czym świadczy znana sentencja: „bella gerant alii, tu felix Austria nube” – co się wykłada, że niech inni toczą wojny, a ty szczęśliwa Austrio zawieraj małżeństwa. Nic więc dziwnego, że ostatnio pojawiły się na mieście pogłoski, że nie ma lepszego kandydata na przyszłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju, jak Książę-Małżonek zwłaszcza gdyby został on przekształcony w Generalną Gubernię – a to przecież tylko kwestia czasu.
Zwracam uwagę, że mimo iż te pogłoski od pewnego czasu krążą po mieście, pan ambasador Tomasz Róża nie wyraził wobec tej kandydatury żadnych zastrzeżeń, podczas gdy w przypadku Grzegorza Brauna od razu wszedł zaporowo, że sobie „nie wyobraża”. Widać zatem jak na dłoni, że Księcia-Małżonka wspierają nie tylko Moce niebieskie, ale i Różne Inne, których z ostrożności procesowej wolę nie wymieniać.
Wyjaśnienia w tym względzie dostarcza Pismo Święte głosząc, że wszelkie królestwo podzielone wewnętrznie nie ma przed sobą przyszłości, więc jeśli nawet Nasz Najważniejszy Sojusznik czasami sprawia wrażenie królestwa podzielonego, to najwyraźniej musi spajać je jakiś najtwardszy rdzeń, który to wszystko utrzymuje w całości ponad podziałami.
A co się tyczy proroctw, jakie wspierają Księcia-Małżonka, to wszyscy pamiętamy, jak przestrzegał nas przez ruskimi prowokacjami, w których mogą być wykorzystane ukraińskie rakiety, czy drony. Putin – jak wiadomo – zdolny jest do wszystkiego, więc dlaczego nie do posłużenia się w zbrodniczych prowokacjach ukraińskimi rakietami, albo choćby dronami?
Okazuje się jednak, że chyba nawet nie musiał, bo przecież z ukraińskich rakiet albo dronów trzeba by się było tłumaczyć – jak w przypadku Przewodowa, gdzie – zgodnie ze słowami piosenki Bułata Okudżawy – „jeszcze dziś winnych szuka świat” – więc w tej sytuacji rozsądek nakazuje posłużyć się rakietą ruską.
Oczywiście – jak poucza nas Pismo Święte – „z obfitości serca usta mówią” – i pewnie dlatego ukraiński minister spraw zagranicznych pan Sybiha nie tylko od razu spenetrował prawdę, że w gminę Turobin uderzyła ruska rakieta, ale nawet oznajmił to światu zanim jeszcze nasza niezwyciężona armia natrafiła na jej ślad – żeby świat wiedział, czego się trzymać i jak nawijać.
Warto tedy dodać, że prezydent Zełeński w drodze powrotnej z Waszyngtonu, zatrzymał się w Lublinie, gdzie na audiencji przyjął obywatela Tuska Donalda, informując go, że teraz Ukraina dostanie licencję na produkcję pocisków do „Patriotów” – a poza tym przestrzegając go przed dalszym tolerowaniem „pogromów” obywateli ukraińskich w Polsce, o których każdego dnia donosi Judenrat oraz inne niezależne media głównego nurtu.
Na reakcję nie trzeba było długo czekać; skoro strategiczny partner Republiki Federalnej Niemiec kieruje taką przestrogę obywatelu Tusku, to on powinność swej służby rozumiejąc, wyda już odpowiednie rozkazy. Toteż obywatel Żurek Waldemar ma początek utworzył specjalny zespół prokuratorów, który wszystkim, wskazanym przez Judenrat, albo przedstawicieli diaspory ukraińskiej, pogromowcom pokaże ruski miesiąc, wybijając im ze łbów wszelką „nienawiść”, gdy będzie trzeba – to razem z mózgami.
To jest zresztą dla obywatela Tuska Donalda i jego vaginetu ważny egzamin. Albo potrafi on opanować „przed-pogromową” sytuację własnymi siłami, albo sprawę wezmą w swoje ręce starsi i mądrzejsi, którzy już tam będą wiedzieli co robić, by w Warszawie zapanował porządek. Wprawdzie swąd po Oświęcimiu jeszcze całkiem się nie rozwiał – ale od czego wiadoma, dwumilionowa diaspora, którą na wieści o „pogromach” z pewnością mogą świerzbieć ręce? W tej sytuacji Putin jest oczywiście na wagę złota, bo wcale nie jest wykluczone, że rakieta, która spadła w gminie Turobin, rzeczywiście była wystrzelona z Rosji.
I to jest dodatkowy powód, byśmy mogli uważać się za szczęściarzy – chociaż najważniejszy jest oczywiście ten, że jest z nami Śmig… to znaczy – pardon; nie żaden „Śmigły-Rydz”, tylko oczywiście – Książę-Małżonek.
Дей, дай! MEM-y V.

——————————————————

—————————————–

——————————–

————————————————–

———————————————–

———————————————-

—————————————————————–

—————————————————–

————————————

——————————————-

================================

