WIDZĄCY DALEKO JUŻ WIEDZĄ

WIDZĄCY DALEKO JUŻ WIEDZĄ

WIDZĄCY DALEKO JUŻ WIEDZĄ

Sławomir M. Kozak oficyna-aurora.pl/widzacy-daleko-juz-wiedza

W przestrzeni publicznej nareszcie zaczynają się pojawiać informacje o rzeczywistych zawiadowcach dzisiejszej polityki światowej, czyli o współczesnych miliarderach, nazywanych „geniuszami” Big Tech, w rzeczywistości czerpiących garściami nie tylko inspiracje, ale i ogromne pieniądze z kas Pentagonu i rozlicznych agencji wywiadowczych, nie tylko amerykańskich zresztą. Dobrze, bo dzięki temu czytelnicy mogą zacząć łączyć kropki i próbować podejmować decyzje bazując na właściwym rozpoznaniu animatorów również tubylczego życia politycznego.

Przypominam, bo pamięć u nas krótka, felieton „Cała prawda całą dobę”, który napisałem w roku 2023, czyli za czasów premierostwa osobnika, którego te właśnie ośrodki próbują ponownie obsadzić w roli sternika spraw rzekomo polskich, przy pomocy triku z  rozłamem w łonie partii, do której został zresztą tylko czasowo oddelegowany, a na której jego właściciele już „postawili krzyżyk”. Ta partia, realizująca od zawsze (jak zauważyli  spostrzegawczy Internauci rozwijając skrót jej nazwy) interesy syjonistyczne, odchodzi w polityczny niebyt. Oczywiście, nie stanie się to z dnia na dzień, ale w nieco dłuższej perspektywie, wraz z wyczerpaniem się zasadności utrzymywania amerykańskiego lotniskowca w rejonie Bliskiego Wschodu. Szerzej rozwijam ten wątek w książce „Zatopić Wolność”, która z końcem lata powinna pojawić się na rynku. Tymczasem, zachęcam do lektury przywołanego artykułu:

Jedna z prywatnych stacji telewizyjnych operujących w Polsce, umieściła niedawno na swej stronie internetowej informację, że korporacja z USA „zajmująca się analizą danych dla wojska i wywiadu dostarcza oprogramowanie polskiej administracji. Na razie robi to za darmo. Do tej pory wiadomo było o jej współpracy z kancelarią premiera”.

Z artykułu dowiadujemy się, że Palantir, bo taką ma nazwę, współpracująca dotąd z wojskiem i agencjami wywiadu amerykańskiego, szuka dla siebie miejsca w Polsce. Nazwa firmy pochodzi z języka elfów opisanych w książkach J. R. Tolkiena i oznacza „widzący daleko”.

To bardzo pożyteczna wiedza, która niewątpliwie może się nam przydać, ale zakładam, że polski czytelnik wolałby przeczytać o tej korporacji i stojących za nią ludziach więcej, tym bardziej, iż funkcjonuje już ona w bezpośrednim otoczeniu premiera i umacnia się w naszej administracji. Z tego powodu postanowiłem odrobić tę lekcję tak, jak na to zasługuje i przedstawić obraz pełniejszy. 

Palantir, to firma technologiczna ze słynnej Doliny Krzemowej, założona dla potrzeb CIA, przez jej spółkę In-Q-Tel, powołaną do życia w r. 1999, w charakterze pomostu między ośrodkami rządowymi, start-up’ami i spółkami kapitałowymi. Jak podają media, współpracowała lub robi to nadal z NSAFBI, Dowództwem Operacji Specjalnych, Akademią Wojskową USA, Narodowym Centrum Dzieci Zaginionych i Wykorzystywanych,  Agencją Żywności i Leków, czy jakże głośnym ostatnio Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorób.

Można przy tej okazji nadmienić, że przytłaczającą większość start-up’ów powoływał w ostatnich dekadach do życia wywiad izraelski, opierając swe działania na wiedzy i umiejętnościach członków elitarnej Jednostki 8200. Konsekwentnie też przejmowano wiele tego typu przedsięwzięć  amerykańskich. Cały ten szeroko zakrojony program funkcjonuje od lat pod nazwą Talpiot. Działalność ta wskazuje zresztą na szczególne podejście do wzajemnych relacji między USA i Izraelem, ale ich ocenę pozostawmy samym sojusznikom.

Palantir była jedną z pierwszych inwestycji In-Q-Tel w zakresie analizowania mediów społecznościowych, a informacje o niej upubliczniła w r. 2011 grupa hakerów LulzSec, wskazując ją, jako firmę, która złożyła ofertę w przetargu dotyczącym propozycji śledzenia działaczy związków zawodowych i innych krytyków amerykańskiej Izby Handlowej, największej biznesowej grupy lobbingowej w Waszyngtonie. Firma, którą określano mianem „technologicznego jednorożca” (termin odnosi się do start-up’ów, szacowanych na ponad 1 mld  dol.) zdystansowała się od tego planu po tym, jak został on ujawniony w mailach  nieistniejącej już firmy HBGary Federal.

Oficjalnie, korporacja ta znana jest dzisiaj ze swych trzech projektów – Gotham, Foundry i  Apollo. Pierwszy dotyczy szeroko rozumianego wspierania działalności antyterrorystycznej dla ośrodków rządowych, drugi polega na analizowaniu działania ogólnokrajowych programów szczepień, a od 2022 r. stanowi też bazę dla brytyjskiej strategii wspierania Ukrainy. Natomiast trzeci jest po prostu systemem mającym na celu ich łączenie, dostarczanie, wdrażanie i zarządzanie, funkcjonującym w oparciu o tzw. platformy chmurowe. Dla starszego pokolenia termin ten może brzmieć egzotycznie, jednak także Polska ma swoją „Chmurę Krajową”, o czym wspominałem w książce „Covidowe Jeże”, pisząc na temat „Scenariuszy dla przyszłości technologii i rozwoju” opublikowanych już w maju 2010 r. (!) przez Fundację Rockefellera. 

Jednym z akcjonariuszy Palantir jest baron Charles Guthrie, były, czołowy oficer brytyjskiej armii, członek Zakonu Maltańskiego, dyrektor NM Rotschild & Sons, a przede wszystkim członek Rady Instytutu Dialogu Strategicznego, który powstał w r. 2006, by prowadzić badania nad ekstremizmem i między-społecznościowymi konfliktami. Instytut współpracuje z takimi firmami, jak Google, Twitter, Microsoft, korporacja Carnegie, Fundacje Społeczeństwa Otwartego George’a Sorosa, Instytutem Brookingsa, ONZ i licznymi rządami.

Jednak głównym akcjonariuszem i założycielem Palantir jest Peter Thiel, urodzony (1967) w niemieckim Frankfurcie bliski przyjaciel Donalda Trumpa, a przede wszystkim, od r. 2019 związany małżeńskim (!) węzłem z niejakim Mattem Danzeisen’em, wiceprezesem powszechnie już dziś znanego funduszu  BlackRock. Węzeł to zresztą nie tylko uczuciowy, ale skutkujący pełną kooperacją przedsiębiorstw pozostających w rękach obu tych osób. To mariaż Big Data i Big Tech!

Thiel pracował w swym, jakże bogatym życiu, jako prawnik specjalizujący się w papierach wartościowych dla amerykańskiej kancelarii Sullivan & Cromwell, giganta w zakresie prawa biznesowego. Ma ona na swym koncie tak wiele „dokonań”, że należałoby jej poświęcić odrębny materiał. Dość powiedzieć, że jest to najpoważniejsza korporacja prawna Wall Street, będąca od początków swego istnienia szczególnym łącznikiem pomiędzy amerykańskimi  korporacjami i gabinetami rządowymi.

Nawiasem mówiąc, Thiel, będący hojnym darczyńcą i głównym sternikiem kampanii wyborczej Trumpa, nazywany był przez znawców amerykańskich powiązań „prywatno-publicznych”, po wygranej w r. 2016, prezydentem-cieniem (shadow president). 

Do spółki z Elonem Muskiem i Maxem Levchinem założył, znany powszechnie serwis płatniczy PayPal, który później odsprzedał firmie eBay. Był też jednym z pierwszych inwestorów serwisu społecznościowego Facebook, ale też LinkedInSpotify, czy Yelp. Jest też członkiem Komitetu Sterującego Grupy Bilderberg. Thiel jest również prezesem funduszu hedgingowego Clarium Capital

Już w r. 2010 Thiel uruchomił inicjatywę Thiel Fellowship – przyznania 100 000 dol. 20 osobom nie mającym jeszcze 20 lat, by zachęcić je do porzucenia szkoły i zajęcia się przedsiębiorczością. Ofertę skierowano do młodzieży z 44 państw i wszystkich stanów USA.  Podejrzenie o filantropijnym charakterze tego, międzynarodowego przedsięwzięcia, uważałbym za daleko idącą naiwność. Tak więc, już wtedy postawiono na młodych, choć w naszym kraju po raz pierwszy zaczęto stosować tę nową metodę obstawiania stołków patyczakami około r. 2018. Dzięki temu pomysłowi Thiel skaptował całe mnóstwo geniuszy, a pośród nich najbardziej znanym jest Vitalik Buterin, który już jako 17-latek opublikował swój pierwszy artykuł w Bitcoin Magazine. W r. 2014, 20-letni Buterin przemawiał przed 400-osobowym audytorium, podczas Światowego Szczytu Bitcoin w… Pekinie. Wkrótce potem tworzył projekt Dark WalletKryptoKit i najsłynniejsze swoje dzieło, kryptowalutę Ethereum. Nie mamy niestety miejsca, by opisywać dokonania pozostałych 19 osób, które zerwały związki ze szkolną ławką za namową Petera Thiela. 

Wracając na chwilę do tematu międzynarodowych start-up’ów, warto dodać, że Thiel był jednym z udziałowców projektu o nazwie Carbyne911. Nawiązywała ona do amerykańskiego numeru alarmowego (911), a pomysł opierał się na zintegrowaniu specjalnej wtyczki dla centrów obsługi zgłoszeń i aplikacji telefonicznych osób wzywających pomocy. Całość umożliwiała operatorowi natychmiastowy dostęp do kamery i systemu lokalizacji w smartfonie, przy jednoczesnym porównaniu tożsamości użytkownika z wszelkimi danymi na jego temat, zgromadzonymi w bazie danych, z kartoteką kryminalną na pierwszym miejscu.

Spółkę tę powołał do życia Ehud Barak, były szef Sztabu Generalnego Sił Obronnych Izraela i premier tego państwa w latach 1999-2001 (!). Wspólnikami w tym interesie byli tacy ludzie, jak Pinchas Berkus, były brygadier Jednostki 8200, Amir Elichai z izraelskiego wywiadu wojskowego, Lital Leshem z Sił Obronnych, czy Alex Dizengof zajmujący się ochroną cybernetyczną kancelarii premiera Izraela. Natomiast w tzw. Radzie Doradczej zasiadał m.in. Michael Chertoff, zarządzający w administracji George’a Busha Departamentem Bezpieczeństwa Krajowego. To on był autorem słynnego Patriot Act, czyli ustawy wprowadzonej w życie po wypadkach 11.09.2001 r. w Ameryce.

Przypominam, że to ten dokument był pierwszym z całej serii kolejnych, które zredukowały do stanu obecnego wolność osobistą ludzi całego, nie tylko amerykańskiego, świata! Obok niego zasiadał w tej radzie członek spółki Palantir, Trae Stephens, który był też szefem tzw. zespołu przejściowego Departamentu Obrony w gabinecie Trumpa oraz Eliot Tawil, biznesman i jeden z głównych sponsorów jego kampanii prezydenckiej. Ale, człowiekiem rzucającym najgorszy cień na tę firmę, był medialnie najgłośniejszy jej członek (!), Jeffrey Epstein, któremu poświęciłem wiele stron w książce „TeraMar Utopia elit”.

Partnerem Thiela w firmie Palantir jest Alex Karp, którego poznał on jeszcze w czasie studiów na Uniwersytecie Stanford w r. 1992, choć Karp w rodzinnym mieście Thiela, czyli Frankfurcie, robił doktorat z neoklasycznej teorii społecznej, 10 lat później. Warto przypomnieć, że Frankfurt, to zarówno kolebka tzw. szkoły frankfurckiej, zakorzenionej w   marksizmie i neoheglizmie, jak i siedziba Deutsche Bank, głównego w Europie zaplecza finansowego ciemnej strony Mocy. Tam też przed II Wojną Światową urządziła sobie oddział europejski kancelaria Sullivan & Cromwell, pomagając w budowie niemieckiego zaplecza zbrojeniowego, włączając koncern IG Farben do międzynarodowego kartelu niklowego, obejmującego producentów amerykańskich, kanadyjskich i francuskich. 

Jednak związki Karpa z Europą są znacznie bliższe, bo zasiada on w Radach Dyrektorów dwóch niemieckich przedsiębiorstw – koncernu wydawniczego Axel Springer i giganta chemicznego BASF. Oba oddelegowały swych przedstawicieli  na tegoroczny sabat w Davos, którego lista uczestników obrazuje najlepiej współtowarzyszy broni dzisiejszej wojny z ludzkością. Karp nie zapomina jednak o Palantir, bo to ponoć dzięki jego staraniom firma pozyskała kontrakt na obsługę Urzędu Imigracyjnego i Celnego USA, podległego   Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego.

Nawiasem mówiąc, zanim uruchomiono system zbierania danych Palantir w sieci, został on przetestowany na krewnych dzieci imigrantów, które do USA docierały bez opieki. Taki był początek kolekcjonowania przez tę firmę danych na temat potencjalnych przestępstw i przestępców przy wykorzystaniu, tzw. analizy predykcyjnej. Ale, nie tylko z USA i Niemcami właściciele Palantir mają bliskie relacje, bo już 1.04.2020 r. Bloomberg podawał, że firma po zawarciu umowy z Wielką Brytanią, prowadzi rozmowy z Francją, Austrią i Szwajcarią, by „walczyć z rozprzestrzenianiem się Covid-19 i uczynić obciążone systemy opieki zdrowotnej bardziej wydajnymi”. W USA  wdrożyła oprogramowanie Tiberius wspierające system dysponowania szczepionkami na terenie całego kraju. Przypomnę, że pierwszy przypadek Covid-19 pojawił się oficjalnie w Polsce 4 marca, natomiast WHO ogłosiła stan pandemii 11 marca, uznając Europę za jej centrum dwa dni później, 13.03.2020 r.!

Palantir dostarczała oprogramowanie m.in. dla wywiadu wojskowego USA w Afganistanie i Iraku, ale też, jak podał w maju 2018 r. magazyn Breitbart News, „stanowiła kluczowy element w porozumieniu nuklearnym z Iranem”.

Cytując agencję prasową Bloombergwyjaśniał związki firmy z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej (IAEA):

Palantir poświęciła lata modyfikując swoje oprogramowanie do predykcyjnej kontroli dla inspektorów wiedeńskiej IAEA, która została założona w 1957 r. w celu promowania pokojowego wykorzystania energii jądrowej. Narzędzie to stanowi analityczny rdzeń nowej, wartej 50 mln. dolarów platformy Mosaic, która przekształca bazy danych informacji niejawnych w mapy pomagające inspektorom w wizualizacji powiązań między ludźmi, miejscami i materiałami związanymi z działalnością jądrową – wynika z dokumentów IAEA.

Ustawia to Palantir, którą Thiel i jego partnerzy zbudowali z funduszy CIA, w charakterze platformy wybranej do oceny dokumentów, na podstawie których, będący w ich posiadaniu Izrael dowodzi kontynuowania wysiłków Iranu w tajnym budowaniu bomby. Premier Izraela Benjamin Netanjahu, główny wróg Iranu, ogłosił to na kilka dni przed upływem terminu (…), w którym Trump musi podjąć decyzję o zerwaniu umowy lub kontynuowaniu łagodzenia sankcji”.

Doradcami Palantir są m. in. takie osoby, jak Condoleezza Rice, czy były dyrektor CIA George Tenet. Niewątpliwie, wszystko to daje jej pozycję „widzącej daleko”, szczególnie w Polsce, która przed swoim najokazalszym sojusznikiem obnaża się na zawołanie, nie pozorując nawet wstydu. („Na razie robi to za darmo”). Podobnie zresztą, nie odczuwają żadnego zakłopotania media głównego nurtu prezentując nam swoiście pojmowaną całą prawdę, przez całą dobę. 

Zarówno tych, jak i wielu innych przedstawicieli tzw. Ciemnego Oświecenia, które nam szykują, już opisuję w książce „Bliscy ludzie prezydenta”, którą zamierzam wydać pod koniec bieżącego roku.

Tymczasem, serdecznie zachęcam do zakupu jedynej książki, którą mogę obecnie sprzedawać, a której ukazanie się na księgarskich półkach skutecznie przez 15 lat blokowała partia wspomnianych wcześniej interesów. Polecam „Ostatni lot PLF 101”.

Sławomir M. Kozak

================================

Jeśli uznacie Państwo za zasadne wsparcie mojej działalności, będę wdzięczny za postawienie wirtualnej kawy https://buycoffee.to/s.m.kozak

WRZASK NAD KUKUŁCZYM GNIAZDEM

WRZASK NAD KUKUŁCZYM GNIAZDEM

Sławomir M. Kozak oficyna-aurora/wrzask-nad-kukulczym-gniazdem

Za sprawą Sławomira Mentzena głośno się ostatnio zrobiło o jednym z generałów w Polsce, co wzbudziło skowyt tak zwanego systemu i mało przychylne komentarze wobec lidera Konfederacji. Szef Nowej Nadziei nie jest bohaterem mojego romansu, jak to się górnolotnie czasem mawia, jednak w pełni popieram jego wątpliwości dotyczące tej postaci, robiącej zawrotną karierę przy życzliwym wsparciu szefa tak zwanej komisji smoleńskiej, z którym moje drogi przecięły się nieszczęśliwie w przeszłości, o czym wspominam w najnowszej książce „Ostatni lot PLF 101”.

Szefowi Sztabu Generalnego Wojska Polskiego poświęciłem całych sześć zdań już w październiku roku 2024. Ostatnich zdań w felietonie, który pierwotnie ukazał się w Warszawskiej Gazecie, a później trafił do książki „Przewodnik po piekle”. Podejrzewam, że mało kto zrozumiał wówczas o kogo mi chodziło, a zatem przytoczę ten rozdział, zatytułowany „Paskudna ta kukułka” poniżej, zastanawiając się cały czas nad tym, dlaczego mój imiennik ocknął się dopiero teraz?

Kiedy w 2007 roku wystukiwałem na klawiaturze preludium swej pierwszej książki „Operacja Dwie Wieże”, nikt nie używał jeszcze sformułowania, które w ostatnich latach zrobiło niesamowitą karierę. To określenie „deep state”, które do obiegu literackiego w polityce wprowadził doktor Peter Dale Scott. Urodzony w Montrealu w roku 1929 poeta, pisarz i badacz, który jest również byłym dyplomatą i profesorem języka angielskiego na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Uczył go od roku 1980 do 1994, kiedy odszedł na emeryturę. I wątek polski. W latach 1959 – 1961 był dyplomatą w Paryżu. Tam poznał Czesława Miłosza. Ponownie spotkali się w 1961, kiedy doktor Scott rozpoczął pracę w Berkeley. Zaprzyjaźnili się,” Doktor Scott tłumaczył na język angielski utwory Miłosza. Spotykali się i gościli regularnie do roku 1967. Później, na skutek różnic w pojmowaniu świata, ich drogi się rozeszły. Doktor Scott tłumaczył także dzieła Zbigniewa Herberta. Peter Dale Scott jest absolwentem Uniwersytetu McGill w Montrealu, gdzie otrzymał tytuł doktora nauk politycznych. Doktor Scott jest działaczem antywojennym. Ma własną stronę internetową, na której dużo pisze o zamachach 11 września, wojnie w Iraku, Afganistanie, o Al Kaidzie, narkotykach i ropie naftowej. W roku 2002 otrzymał prestiżową nagrodę Lannan Award za swój zbiór poezji. Jest też autorem wielu artykułów i kilku książek.

Doktor Scott uznał, że siłą sprawczą amerykańskiej polityki, zarówno wewnętrznej, jak i zagranicznej, jest właśnie „deep state” – głębokie państwo, struktury nieobecne na co dzień w pierwszej linii, ale decydujące o kierunku, w jakim zmierzają Stany Zjednoczone. Nawiasem mówiąc, sformułowanie to zapożyczył od jednego z tureckich myślicieli. Ale, stosowane powszechnie w publikacjach stało się jego wyróżnikiem, praktycznym znakiem towarowym, z którego inni czerpią dziś przy każdej okazji. (…)

Kiedy pisałem swą drugą książkę, dotarłem do doktora Scotta, przedstawiłem założenia mojej pracy i poprosiłem go o zezwolenie na wykorzystanie w niej przynajmniej części jego tekstu. Wyraził zgodę błyskawicznie i dał mi carte blanche co, nie ukrywam, ogromnie mnie zaskoczyło, ale też zmotywowało do dalszego pisania. W ten sposób, w książce „Oko Cyklopa” znalazł się cały rozdział zbudowany właściwie przez niego. Wizja doktora Scott’a, to obraz przerażający, ale o wiele bardziej prawdziwy od naiwnego komiksu serwowanego nam przez wszystkie media świata od czasu, kiedy uderzono w Amerykę. Mamy w nim prawdę o narkotykach, ropie naftowej, przyczynach agresji na Irak, Afganistan, Kosowo i wszelkie przemiany odbywające się na naszych oczach w postaci różnokolorowych „rewolucji”. Dziś wiemy już, że dotyczy to nas wszystkich.

Przywołałem wówczas ten tekst doktora Scotta także z tego powodu, że zainteresowały mnie jego uwagi na temat wojskowych baz w Polsce i ich udziału w międzynarodowym handlu narkotykami. Po amerykańskich więzieniach na terenie naszego kraju, przyszedł czas na wielki szmugiel. To samo robili przez lata Sowieci, przerzucając przez swoje bazy na terytorium Polski wszystko, na czym dawało się zarobić. Pod koniec ich pobytu na ziemi polskiej, kradzione u nas i w całej Europie samochody, znikały całymi kolumnami za bramami poligonów, by nie niepokojone przez nikogo odlatywać mogły na pokładach sowieckich samolotów transportowych za Bug. Należy przypuszczać, że równolegle kursowały transporty z o wiele groźniejszym ładunkiem, do tego w obie strony. Nic więc dziwnego, że podobny przemyt odbywał się po tzw. „transformacji”. Nadal zachęcam do zakupu książki te osoby, które tej okazji dotąd nie miały.

W książce „Czarny Wrzesień” z kolei, wydanej rok po katastrofie smoleńskiej, kiedy pojawiały się nieśmiałe, ale coraz częstsze komentarze próbujące połączyć ją z wcześniejszym o dwa lata wypadkiem w Mirosławcu postawiłem sprawę dobitniej, przypominając, że od roku 2007 nasze wojska stacjonowały w Afganistanie. I dodawałem, że „na pewno smutne to, kiedy wyobrazimy sobie startujące i lądujące w Polsce samoloty typu CASA, w których trzewiach mogą się pysznić skrzynie pełne białej śmierci. Pewnie znajdują się w tych bazach nieliczni odważni, którym ten widok nie daje spokoju. Tacy, którzy inaczej pojmowali służbę Ojczyźnie i którym ta wiedza plami boleśnie honor żołnierza i polskiego munduru. Ale zło, póki co wygrywa. O tych niezłomnych, jeżeli istnieli lub istnieją,  być może nie dowiemy się nigdy”.

Oczywiście, były to tylko moje całkiem swobodne, nie poparte najmniejszymi nawet poszlakami dywagacje, niczym wstęp do sensacyjnej powieści, taka licentia prosaica. Jednak, ta codzienna proza życia pokazała, że tematu nikt nigdy nie odważył się podjąć.

Większość moich oponentów zarzucała mi uprawianie „teorii spiskowych”, oczywiście nigdy jawnie. Mam nadzieję, że część z nich dojrzała do stanięcia w prawdzie, naturalnie wobec samych siebie, bo nie oczekuję od nich posypywania głowy popiołem. Dziś, prawie wszystkie teorie spiskowe okazały się być spiskową praktyką, zwrotu „deep state” otwarcie używają publicyści, dziennikarze i politycy, od lewej strony sceny politycznej, do prawej. O ile w ogóle można tak to nadal nazywać, bo przecież ten podział jest już w zasadzie nieaktualny i można go ograniczyć do zwolenników porządku, przyzwoitości, pokoju oraz ich przeciwników. Coraz bardziej krystalizuje się on na wzór podziału z czasów tzw. „komuny”, kiedy byliśmy my, a po drugiej stronie byli oni. To chyba uczciwsze postawienie barykady. Z pewnością bardziej czytelne.

Mało kto wie jednak, że doktor Scott swoje widzenie „głębokiego państwa” rozdziela na dwie frakcje. Mianem „deep state” określa czynniki dbające o amerykańską rację stanu, ludzi w znacznej mierze dbających o interes Ameryki, w uproszczeniu można ich umiejscowić w budynku Departamentu Stanu. Grupą drugą, o wiele bardziej bezwzględną i agresywną jest „deep security”, którego rozgrywający okupują budynki Wall Street, CIA, Pentagonu i biurowce korporacji zbrojeniowych. Warto wziąć to pod uwagę, bo bez zrozumienia tego podziału, szafowanie sformułowaniem „głębokiego państwa” będzie nie tylko kontrskuteczne, co prowadzące na manowce każdą analizę, również dotyczącą naszego poletka.

Korzystając z okazji uzupełniam, bo już po ukazaniu się poprzedniego felietonu, w którym przyglądałem się z ornitologicznym zacięciem tubylczemu ptactwu, uaktywnił się na naszej scenie ptak wędrowny znany w Polsce pod nazwą gżegżółki. Narobiła ona hałasu, bo też zgodnie z opisem Wikipedii „usłyszeć ją można na całym niżowym obszarze Polski i w różnych typach krajobrazów”. To, tzw. pasożyt lęgowy. Wykazuje się wyjątkową pogardą wobec przyszłych pokoleń, bo też ma odwieczny zwyczaj podrzucania jaj do cudzych gniazd, swoich nie zakłada, ani nie wychowuje piskląt. Co istotne, taki podrzutek, zaraz po wykluciu, kiedy jeszcze jest ślepy, wyrzuca jaja lub już wyklute potomstwo gospodarza, które ginie na ziemi. Naprawdę, paskudny gatunek, nazywany też zazulą, a powszechnie u nas znany, jako kukułka.”

Sławomir M. Kozak

============================

mail:

Ojej.. Czy Kukuła to taka duża kukułka?

EINSTEIN, A GANG EPSTEINA

EINSTEIN, A GANG EPSTEINA

Sławomir M. Kozak oficyna-aurora.pl/aktualnosci/einstein-a-gang-epsteina

Na nikim nie robi już wrażenia określenie sił prowadzących wojnę napastniczą na Bliskim Wschodzie mianem koalicji czy też gangu Epsteina. Jako, że w aktach tego agenta globalistycznej kliki co najmniej kilkadziesiąt razy pojawiło się nazwisko obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, mało kto kwestionuje powody, dla których Donald Trump dokonuje marszu na Iran wspólnie i w porozumieniu z Benjaminem Netanjahu. Opowiadam o tym, politycznie samobójczym moim zdaniem posunięciu w pogadance „Epickie fiasko”. Prawdopodobnie, przyszłe opracowania, kiedy Trump zniknie już ze sceny politycznej, wykażą zasadność kierowanych wobec niego podejrzeń. Niemniej jednak, chciałbym wskazać na wątek zupełnie pomijany, a godny tego, by się nad nim pochylić.

Jak pisałem w książce „TerraMar utopia elit”, wspólniczka, a w moim przekonaniu prowadząca Epsteina Ghislaine Maxwell uruchomiła w latach 90. sieć lokali o nazwie Kit Kat Club, które prasa opisywała, jako „salony gromadzące kobiety ze świata sztuki, polityki i socjety”, pomagające paniom w biznesie i handlu. Nie oznacza to, że panie widywały tam tylko inne kobiety, kluby z ogromną przyjemnością odwiedzali mężczyźni, zwłaszcza ci „dobrze urodzeni”. U Ghislaine Maxwell bywał choćby Jeffrey Archer, torysowski poseł, który zdążył też być pisarzem, ale i obiektem różnego rodzaju oskarżeń o oszustwa podatkowe, aż trafił za kraty za krzywoprzysięstwo. Był również bliskim współpracownikiem konserwatywnego członka Parlamentu Harveya Proctora, któremu pomagał, finansując jego odbudowywanie wizerunku po tym, kiedy ten ostatni skazany został za akty „rażącej nieprzyzwoitości” wobec dwóch nastoletnich chłopców.

Nie ma tu miejsca na opisywanie dość poważnej intrygi, której autorem był jeszcze ojciec Ghislaine, a która sugerować miała, że padła ona ofiarą zbyt usilnych karesów Proctora i została przez niego w efekcie zgwałcona. Była to chyba pierwsza akcja Ghislaine w branży wywiadowczej, ona sama była wówczas bardzo młoda, rzecz nagłośniły zależne od Roberta media, ale sprawa spaliła na panewce, bo ktoś chyba zorientował się, że Proctor ma zupełnie inne skłonności i próba uwikłania go w gwałt na Ghislaine nikogo nie przekona, a dodatkowo może „spalić” dobrze zapowiadającą się agentkę. (…) 

Najsłynniejszymi jednak gośćmi Kit Kat Club, a dokładniej jego filii w Nowym Jorku, byli niewątpliwie Donald Trump i Melania Knauss,  którzy tam się ponoć poznali. To właśnie Ghislaine i Epsteinowi przypisywano doprowadzenie do spotkania tej, najsłynniejszej pary Ameryki. Z przyszłym prezydentem, który zaprzyjaźnił się z Ghislaine dużo wcześniej, wspólnie pojawili się po raz pierwszy na przyjęciu, w klubie Trumpa – Mar-a-Lago. Melania była od 16 roku życia modelką, w byłej jeszcze Jugosławii, gdzie się urodziła. Od wczesnych lat 90. robiła zawrotną karierę, początkowo w Mediolanie, a później w Paryżu.

Jak podaje Wikipedia, obecna pierwsza dama Ameryki „w 1996 przyjechała do Nowego Jorku z wizą turystyczną niepozwalającą na legalną pracę. Niedługo po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych wzięła udział w kolejnej rozbieranej sesji zdjęciowej; akty autorstwa Alexandre Alé de Basseville’a zostały opublikowane w 1997 w jednym z francuskich magazynów. (…) W roku 2000 wzięła udział w rozbieranej sesji zdjęciowej dla brytyjskiej edycji magazynu „GQ”, która odbyła się na pokładzie prywatnego odrzutowca należącego do Donalda Trumpa”. Nie wiemy, w jakiej mierze ta podniebna sesja pomogła jej w karierze modelki, faktem jest, że posiadała wówczas, według Wikipedii „wizę pracowniczą typu H1B, którą musiała odnawiać do 2001, kiedy to stała się posiadaczką zielonej karty, pozwalającej na stały pobyt w USA”. Niewątpliwie więc pomogła jej w zmianie statusu, bo już pięć lat później otrzymała obywatelstwo amerykańskie. Nie wiemy oczywiście, czy w karierze przed przybyciem do Stanów ktokolwiek ją wspierał, ale warto przyjrzeć się francuskiej scenie modowej tamtych lat. 

Jak pisałem w tej samej książce, w słynnym czarnym notesie Epsteina znalazło się między innymi nazwisko Jean-Luc Brunel, które stało się powszechnie znane w grudniu 2020 roku, kiedy ten 74-letni wówczas mężczyzna został zatrzymany przez policję na lotnisku Charlesa de Gaulle’a przed wejściem na pokład samolotu mającego lecieć do Senegalu. Paryscy prokuratorzy powiedzieli wówczas dziennikarzom, że Brunel został przesłuchany w ramach wszczętego rok wcześniej śledztwa w sprawie domniemanego gwałtu i napaści na tle seksualnym na nieletnich, molestowania seksualnego oraz handlu ludźmi w celu wykorzystania seksualnego nieletnich dziewcząt. Początkowo prowadził w Paryżu agencję Karin Models, to dzięki niemu sławę zyskały takie modelki, jak Christy Turlington, czy Sharon Stone. Później założył agencję modelek MC2, która zdaniem prokuratorów służyła, jako przykrywka dla kręgu handlarzy seksualnych Epsteina. Nawiasem mówiąc, jako że nauki ścisłe były mu bliskie, całkiem prawdopodobne jest, iż odwołał się, tworząc tę nazwę, do słynnego równania Einsteina  o równoważności energii i masy, nieprzypadkowo.

„E”, czyli energia, to przecież on sam – Epstein. MC2 może natomiast oznaczać dziewczęta, czyli masę naenergetyzowaną przez niego, zgodnie z założeniem, że masa bezwładna obiektu lub układu, jest miarą zawartej w nim energii.

Kiedy Epstein przebywał w więzieniu po raz pierwszy, w roku 2008, Brunel odwiedził go 70 razy. Służby zajęły się Brunelem, kiedy okazało się, że z księciem Andrzejem łączyła go, poza zwykłą znajomością, wspólna kochanka. Nie oznacza to, że był wymiarowi sprawiedliwości wcześniej nieznany. Jego postać przewijała się podczas pierwszej sprawy Epsteina, w kontekście gwałtów dokonywanych w latach 70, 80 i 90 ubiegłego wieku, ale we Francji okres przedawnienia za tego typu przestępstwa mija po 20 latach, a świadków tych zdarzeń nie było. Tym razem, po fali oskarżeń wobec Epsteina i księcia Andrzeja, przeciwko Brunelowi wystąpiły imiennie cztery kobiety. Pętla wokół niego zaczęła się zaciskać. Został oskarżony o gwałty na modelkach i handel nimi. Jesienią tamtego roku w jednej z gazet pojawiło się nieznane wcześniej zdjęcie Brunela, na tle dziewięciu dziewcząt, zrobione na należącej do Epsteina wyspie Little St. James. Podobno, w ciągu długoletniej współpracy z Epsteinem, dostarczył mu ponad 1000 młodych kobiet! Drobnym wydaje się w świetle tej informacji postawiony mu zarzut o przetransportowanie trzech 12-letnich sióstr, wprost z paryskiego osiedla do Stanów w formie „prezentu urodzinowego” dla Epsteina.

Zresztą, ten ostatni miał w Paryżu własne mieszkanie, które Brunel miał wykorzystywać do swych przestępstw. Wiadomo jednak, że nie ograniczał się do szaleństw w jednym miejscu, ponieważ w manifestach lotniczych wykazano co najmniej 25 jego podróży samolotami należącymi do Epsteina. Brunel taktownie odczekał ponad rok, a 19 lutego 2022 roku, wkrótce po tym, kiedy książę Andrzej zawarł ugodę z oskarżającą go kobietą, poszedł za przykładem Epsteina i w celi więzienia o podwyższonym rygorze bezpieczeństwa La Sante, po prostu się powiesił. La Sante słynie z tego, że umieszcza się w nim szczególnie niebezpiecznych przestępców, to właśnie tam odsiaduje dożywotni wyrok niejaki Carlos, pseudonim „Szakal”, czyli super terrorysta Ramirez Sanchez. Jak podały władze, chociaż telewizja przemysłowa jest powszechnie stosowana na korytarzach i w bramach francuskich zakładów karnych, zdecydowana większość cel nie jest objęta monitoringiem wizyjnym. Ma to na celu zapewnienie pewnego stopnia prywatności oraz zagwarantowanie, że nie zostaną naruszone europejskie przepisy dotyczące praw człowieka. No, to mu zagwarantowali.

MC2 rozwiązano zaraz po śmierci Epsteina, we wrześniu 2019 roku, ale czynny pozostał oddział agencji w Tel Awiwie.

Naturalnie, nie wiemy, czy ścieżki Brunela i obecnej pierwszej damy USA kiedykolwiek się przecięły. Wydaje się jednak, że byłoby to nieprawdopodobne, gdyby modelka tej klasy i zarządca głównych europejskich wybiegów nie mieli okazji się nie tylko spotkać, ale wręcz współpracować. Warto też zwrócić uwagę na to, że Brunel zmuszony był ewakuować się z Europy na początku roku 2000 przenosząc swoje interesy do Stanów Zjednoczonych. W tym samym, jakże przełomowym dla Melanii roku. Wskazuję na to, jako na zupełnie inny, możliwy aspekt uzależnienia Trumpa od dokonań Epsteina i jego wspólników w ostatniej dekadzie ubiegłego jeszcze wieku. Nie uwalnia to prezydenta od związków z samym Epsteinem i nie usprawiedliwia jego niezrozumiałych dla świata posunięć politycznych oraz militarnych, ale być może rację miał Einstein mówiąc, że czysto logiczne rozumowanie nie da nam żadnej wiedzy o realnym świecie.

Sławomir M. Kozak

jeśli uważasz, że moja praca pozwala lepiej zrozumieć świat, nie wahaj się – 

postaw mi kawę

Zapraszam też do zaglądania na portal Reduta.tv

Epickie fiasko – Reduta.TV Sławomir M. Kozak

źródło: https://reduta.tv/nagranie/epickie-fiasko/