Handlarze strachu

Handlarze strachu

18.06.2026 wolnemedia.net/handlarze-strachu Autorstwo: Phil Broq
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz

=============================

Żyjemy w świecie, który zdaje się oszalał. Jakby między ludźmi a rzeczywistością wzniesiono gigantyczne, krzywe lustro, które odwraca wartości, przeinacza oczywistości i nagradza najbardziej drapieżne zachowania. W tej ogromnej komedii absurdu garstka drapieżników dokonała historycznego wyczynu, przekonując miliardy ludzi, że niewola to stan normalny, że niepewność jest nieunikniona, a posłuszeństwo cnotą.

Od pokoleń ci samozwańczy mistrzowie prosperują dzięki mechanizmowi równie prostemu, co skutecznemu, opartemu na strachu. Strachu, który jest pielęgnowany, udoskonalany i przekazywany z pokolenia na pokolenie niczym dziedzictwo. Strachu, który stał się niewidzialną infrastrukturą, na której opiera się cały porządek społeczny.

Wokół nich krąży dwór strażników narracji, świeckich kapłanów, zarządców symboli i twórców iluzji. ​​Nienaganne mundury, uroczyste ceremonie, pieczołowicie pielęgnowane tradycje – wszystko to sprzysięga się, by stworzyć wrażenie, że ci, którzy mieszkają w pałacach, są naturalnie skazani na podziw. Spektakl jest tak starożytny, że w końcu wydaje się naturalny. Jednak za złoconą fasadą często pozostaje jedynie podstawowa zasada, której celem jest gromadzenie władzy przez tych, którzy już ją posiadają.

Iluzja żeruje na krwi i zamęcie historii. Zabójstwa, ataki, nieudane rewolucje, zamachy stanu i wojny służą jako paliwo dla gigantycznej machiny narracyjnej. Każdy kryzys staje się okazją do wzmocnienia przekonania, że ​​to właśnie elity są niezbędne dla stabilności świata, który w rzeczywistości pomagają destabilizować.

W tym wypaczonym obrazie rzeczywistości ideolodzy, eksperci, propagandyści i strażnicy ortodoksji odgrywają rolę współczesnych magów. Ich funkcją jest nie tyle wyjaśnianie ich sfabrykowanej rzeczywistości, co spowijanie jej mgłą na tyle gęstą, by uniemożliwić komukolwiek dostrzeżenie jej prawdziwych mechanizmów. Dzielą, kategoryzują, nastawiają przeciwko sobie i przekierowują gniew z chirurgiczną precyzją.

Ich najwspanialszym osiągnięciem jest przekształcenie drapieżnika w filantropa, a grabieży w cywilizacyjny obowiązek. Historia pełna jest przykładów, w których ci, którzy zgromadzili kolosalne fortuny poprzez wyzysk, chciwość lub głęboko nierówne systemy, byli następnie celebrowani jako dobroczyńcy ludzkości. Przedsiębiorstwa kolonialne, które ogołociły całe kontynenty z zasobów, były przedstawiane jako agenci postępu. XIX-wieczni przemysłowcy, budujący swoje imperia na wyczerpującej pracy robotników i dzieci, są dziś czczeni za swoje fundacje charytatywne i biblioteki. Imperia finansowe, które powodują niszczycielskie kryzysy gospodarcze, są ratowane z funduszy publicznych w imię stabilności, podczas gdy obywatele, którzy płacą rachunek, są wzywani do odpowiedzialnego działania.

Kiedy Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska splądrowała zasoby rozległych terytoriów Azji, prezentowała się jako motor napędowy handlu i cywilizacji. Kiedy Cecil Rhodes rozszerzył swoje wpływy w Afryce, budując imperium kolonialne, został uznany za wizjonera. Kiedy niektórzy magnaci rewolucji przemysłowej, jak baronowie- rozbójnicy Nowego Porządku Świata, zgromadzili ogromne fortuny w często brutalnych warunkach socjalnych, przeszli do historii jako oświeceni mecenasi. W ostatnich latach liderzy głównych instytucji finansowych odpowiedzialnych za kryzys z 2008 roku nigdy nie ponieśli konsekwencji porównywalnych z tymi, jakie poniosły miliony ludzi, którzy stracili pracę lub domy w wyniku ich decyzji.

Zasada wydaje się niezmienna: drobny złodziej jest wytykany palcami, a wielki drapieżnik otrzymuje medal. Ten, kto kradnie zawartość kasy w sklepie, jest przestępcą; ten, kto przywłaszcza sobie przemysł, kraj lub całe pokolenie, staje się kapitanem przemysłu, strategiem lub mężem stanu. Im większa skala grabieży, tym bardziej jest ona skrywana pod płaszczykiem legalności. Zorganizowana grabież dokonywana przez tę kastę szkodników po prostu zmienia swój strój; wczoraj była uzbrojona w miecz, dziś jest po prostu ubrana w szyty na miarę garnitur, otoczona prawnikami, specjalistami od PR i oficjalnymi ceremoniami. Zatem ich arcydzieło polega na przekształceniu drapieżnika w dobroczyńcę, a grabieży w szanowaną instytucję.

Kto ukradnie kilka banknotów, staje się przestępcą. Kto przywłaszcza sobie zasoby kontynentu, staje się mężem stanu. Kto opróżnia skarbiec narodu, otrzymuje zaszczyty, tytuły, a czasem nawet miejsce w podręcznikach historii. Im większe przywłaszczenie, tym bardziej wydaje się ono uzasadnione. W tym tkwi cud tej moralnej inwersji!

Podczas gdy uwaga skupia się na starannie wyznaczonych wrogach, prawdziwe ośrodki władzy pozostają w cieniu. Masy kłócą się, obrażają i ścierają z powodu kolejnych, często ulotnych przyczyn. Wyczerpują się w nieustannych wojnach kulturowych, podczas gdy bogactwo wciąż rośnie.

Jeśli chcemy wyjść poza mit „głębokiego państwa”, nie musimy powoływać się na tajną organizację czającą się w cieniu. W krytycznej analizie współczesnej władzy, to, co niektórzy nazywają tym terminem, to nie tyle niewidzialny spisek, co zbiór doskonale rozpoznawalnych sieci wpływów, na które składają się ogromne odziedziczone fortuny, strategiczne grupy przemysłowe, międzynarodowe koncerny energetyczne, instytucje finansowe, firmy konsultingowe, giganty technologiczne i podmioty zdolne do wywierania nieproporcjonalnego wpływu na decyzje publiczne. Ich prawdziwa siła tkwi nie w absolutnej tajemnicy, lecz w ich powszechnej widoczności. Zasiadają w zarządach, finansują think tanki, uczestniczą w ważnych forach ekonomicznych, spotykają się z liderami politycznymi i kształtują część agendy publicznej bez konieczności ukrywania się.

Duzi producenci broni, międzynarodowe koncerny naftowe i imperia finansowe niekoniecznie tworzą jednorodny blok realizujący jeden cel; łączy je jednak wspólny interes w zachowaniu porządku gospodarczego, którego są głównymi beneficjentami. Do tego dochodzą nowe ośrodki władzy, które wyłoniły się z rewolucji cyfrowej. Firmy takie jak Google, Meta, Amazon, Apple i Microsoft posiadają obecnie wpływ na informację, komunikację, konsumpcję, a nawet debatę publiczną, jakiego żadna prywatna firma nie mogłaby sobie wyobrazić jeszcze kilka dekad temu. Ich liderzy są dobrze znani, udzielają wywiadów, są celebrowani w mediach i zapraszani na najbardziej prestiżowe konferencje międzynarodowe. Paradoks tkwi w tym, że najbardziej strukturalna siła w naszym społeczeństwie nie zawsze jest ukryta; wręcz przeciwnie, często jest eksponowana w pełnym świetle dziennym, ale zawsze prezentowana pod uspokajającym płaszczykiem innowacji, sukcesu przedsiębiorczości lub postępu technologicznego.

Z tej perspektywy, zasadnicze pytanie nie brzmi, czy niewidzialna ręka potajemnie kieruje światem, ale raczej, jak pewne nadzwyczajne skupiska bogactwa, własności, danych, siły lobbingowej i dostępu do decydentów mogą kształtować zbiorowe priorytety. Współczesna władza niekoniecznie nosi maskę, co często widać na okładkach magazynów biznesowych, na podium międzynarodowych szczytów i w rankingach najbogatszych ludzi świata. To właśnie ta normalizacja wpływów czasami utrudnia jej kwestionowanie.

Zatem, choć kwestia wyczerpywania się zasobów i „granic wzrostu” nie jest nowa, często służyła jako krzywe zwierciadło, odzwierciedlając zarówno uzasadnione obawy, jak i znacznie bardziej nieprzejrzyste strategie wywierania wpływu. Zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych idea rychłego wyczerpania się ropy naftowej powracała wielokrotnie w XX wieku, by być regularnie podważana lub obalana przez postęp w technikach wydobywczych i odkrycia nowych złóż. Ta narracja o niedoborze nigdy jednak nie była neutralna, ponieważ podsycała zbawienną krytykę obsesji na punkcie produktywizmu, a jednocześnie dostarczała wygodnego języka niektórym podmiotom gospodarczym do legitymizacji własnych interesów.

W latach 70. XX wieku, w okresie szoków naftowych, kilka dużych firm z sektora podejrzewano o skoordynowane działania mające na celu ograniczenie podaży i sztuczne zawyżanie cen, w kontekście już napiętym decyzjami OPEC i niestabilnością geopolityczną. Jednocześnie działalność Klubu Rzymskiego i jego przełomowy raport „Granice wzrostu” przyczyniły się do spopularyzowania idei rychłego fizycznego ograniczenia możliwości rozwojowych ludzkości. Nie kwestionując znaczenia długoterminowych ostrzeżeń środowiskowych, scenariusze te były niekiedy wykorzystywane w dyskursie politycznym i gospodarczym w sposób znacznie odbiegający od ich pierwotnego zamysłu.

Jednocześnie przemysł zbrojeniowy w niedoborze zasobów i napięciach, jakie on generuje, odnalazł powtarzający się argument uzasadniający konflikty i logikę militarnego bezpieczeństwa dostaw. Konkurencja o surowce – ropę naftową, gaz, minerały strategiczne – staje się wówczas narracją strukturalną, która może służyć zarówno potępieniu nadużyć modelu ekstraktywistycznego, jak i legitymizacji strategii władzy, interwencji lub kontroli terytorialnej. W ten sposób ta sama idea – idea granic – nieustannie oscyluje między szczerym ostrzeżeniem ekologicznym a narzędziem politycznego uzasadnienia, w zależności od tego, kto ją stosuje.

Mechanizm jest zawsze ten sam: stworzyć postać odpychającą, skupić na niej całą zbiorową uwagę, a następnie pozwolić widzom wyładować w niej swój gniew. W ten sposób reflektor oświetla wybraną postać, podczas gdy ci, którzy ją stworzyli, pozostają ukryci za kurtyną.

Gniew staje się wówczas surowcem. Oburzenie przekształca się w towar. Konflikt staje się odrębnym przemysłem. Bo w tym systemie kryzysy nie są już tylko katastrofami do rozwiązania, ale raczej szansami do wykorzystania, dźwigniami władzy, źródłami zysku lub legitymizacji politycznej.

Kanały informacyjne nadające przez całą dobę od dawna wiedzą, że społeczeństwo zaniepokojone utrzymuje łączność dłużej niż społeczeństwo spokojne. Każda kontrowersja jest analizowana przez wiele dni, każdy drobny incydent zostaje podniesiony do rangi tragedii narodowej, każdy spór napędza nieprzerwany cykl debat, reakcji i kontrreakcji. Strach przyciąga uwagę, a uwaga generuje dochód. W gospodarce informacyjnej lęk stał się towarem.

W mediach społecznościowych logika jest jeszcze bardziej brutalna. Algorytmy „Facebooka”, „X”, „TikToka” i „YouTube’a” często faworyzują treści wywołujące silne reakcje emocjonalne, takie jak gniew, strach, oburzenie i uraza. Im bardziej kontrowersyjny jest dany materiał, tym szerzej się rozchodzi. Im szerzej się rozchodzi, tym większe generuje zaangażowanie. W ten sposób ciągła konfrontacja staje się paliwem napędzającym model ekonomiczny. A ludzie toczą wojnę poziomą zamiast pionowej, skierowaną ku górze i tym, którzy naprawdę na niej korzystają!

Od dziesięcioleci historia polityczna oferuje to samo widowisko. Po każdym poważnym kryzysie – czy to po atakach z 11 września 2001 roku, kryzysie finansowym z 2008 roku, sfingowanej pandemii COVID-19, trwającej interwencji Rosji i przekierowaniu funduszy do rajów podatkowych przez Ukrainę, czy innych okresach niestabilności – systematycznie wprowadzane są nowe mechanizmy kontroli, nadzoru lub środki nadzwyczajne w imię bezpieczeństwa zbiorowego. Ale systemy te istnieją jedynie po to, by chronić skorumpowanych i zniewolonych, świadomych obywateli. Niektóre są uzasadnione i konieczne, podczas gdy inne utrzymują się długo po ustąpieniu pierwotnego zagrożenia. W ten sposób każdy wstrząs wzmacnia rolę instytucji odpowiedzialnych za zarządzanie jego skutkami i zamyka społeczeństwa w tyrańskim systemie masowego nadzoru.

Przemysł zbrojeniowy prosperuje wyłącznie dzięki napięciom geopolitycznym, które sam generuje. Firmy zajmujące się cyberbezpieczeństwem prosperują dzięki strachowi przed cyberatakami, które same generują. Konsultanci i inni eksperci prosperują dzięki kryzysom, które obiecują przewidzieć. Platformy cyfrowe prosperują dzięki konfliktom, które wzmacniają. Aktorzy polityczni prosperują dzięki podziałom, które publicznie potępiają, jednocześnie potajemnie je podsycając.

W tym nieustannym klimacie napięcia obywatele żyją w stanie niemal nieustannego pogotowia, tracąc tym samym racjonalność. Coraz trudniej im odróżnić autentyczną pilność od spektaklu pilności. Każdy tydzień przynosi nowego wroga, nowe obowiązkowe oburzenie, nowy skandal przedstawiany jako egzystencjalny. Zbiorowa uwaga jest rozproszona, głęboka refleksja staje się rzadkością, a strukturalne przyczyny problemów znikają w natłoku natychmiastowych reakcji.

Rezultat jest paradoksalny: im więcej społeczeństwa informacyjne posiadają, tym większe ryzyko, że zostaną przytłoczone przez jego szum. Im bardziej są połączone, tym bardziej mogą się rozdrobnić. A im bardziej żyją w ciągłym strachu, tym chętniej delegują swoją wolność, osąd lub odpowiedzialność tym, którzy obiecują je uspokoić. W ten sposób kryzys przestaje być wyjątkiem, a staje się sposobem rządzenia, rynkiem uwagi i modelem ekonomicznym.

Z biegiem czasu ta logika wywołuje dziwny zbiorowy niepokój. Ofiary podziwiają swoich ciemiężców. Wyzyskiwani marzą o tym, by być podobnymi do tych, którzy ich wyzyskują. Symbole władzy stają się obiektami powszechnej fascynacji. Korony, trony, dynastie i hierarchie przetrwały nie dlatego, że zostały narzucone wyłącznie siłą, ale dlatego, że zajmują zbiorową wyobraźnię.

Sam język ostatecznie zwraca się przeciwko tym, którzy go używają. Słowa tracą znaczenie. Wojna staje się operacją pokojową. Inwigilacja staje się ochroną. Cenzura staje się odpowiedzialnością. Wojna staje się moralnością. Agresja staje się atakiem wyprzedzającym. Przywilej staje się zasługą. A każda inwersja dodaje kolejną warstwę do mgły.

Podczas gdy oczy są zniewalane pompą, ceremoniami, starannie wyreżyserowanymi skandalami, partyjnymi kłótniami i nieprzerwanym strumieniem rozrywki, istotne realia rozgrywają się poza ekranem. Za nieustannym brzękiem ekranów dokonuje się głębsza transformacja, wraz ze stopniową erozją autonomii intelektualnej, krytycznego rozeznania i zdolności jednostek do samodzielnej interpretacji otaczającego świata. To panowanie infantylizacji.

Nigdy wcześniej w historii społeczeństwa nie miały dostępu do tak wielu informacji. Nigdy wcześniej nie były narażone na tak silny zalew sprzecznych, emocjonalnych i natychmiastowych treści. A jednak każdego dnia miliony ludzi poświęcają więcej czasu na śledzenie zwrotów akcji w życiu celebrytów, kontrowersji związanych z wirusami czy starć między influencerami niż na zrozumienie mechanizmów ekonomicznych, politycznych czy technologicznych, które naprawdę kształtują ich życie.

Kiedy królewski ślub czy mecz piłkarski przyciągają setki milionów widzów ledwo przekraczających granicę ubóstwa, kiedy najdrobniejsze gesty medialnych osobistości stają się wydarzeniami o zasięgu globalnym, kiedy całe tygodnie antenowe poświęcone są jałowym kontrowersjom chwili, wszystkie fundamentalne kwestie znikają ze zbiorowej świadomości. A restrukturyzacja przemysłu, koncentracja władzy gospodarczej, dług publiczny, transformacja pracy i wykorzystywanie danych osobowych wciąż postępują w względnej tajemnicy.

Podczas gdy uwaga opinii publicznej skupia się na najnowszym skandalu wirusowym, kilkadziesiąt konglomeratów wywiera coraz większy wpływ na globalną infrastrukturę informacyjną, handlową, komunikacyjną i cyfrową. Firmy takie jak Google, Meta, Amazon, Apple i Microsoft zajmują obecnie centralne miejsce w przepływie informacji, wymianie gospodarczej, a nawet interakcjach społecznych miliardów ludzi.

Wywłaszczenie niekoniecznie przybiera już brutalną formę cenzury czy bezpośredniego przymusu. Często następuje poprzez stopniowe delegowanie. Delegujemy naszą pamięć wyszukiwarkom, naszą orientację GPS-owi, uwagę algorytmom rekomendacji, naszą towarzyskość platformom cyfrowym, a nasze wybory kulturowe automatycznym systemom sugestii. Każde delegowanie wydaje się nieszkodliwe. Jednak razem zmieniają one relację jednostki z własnym osądem.

Co jeszcze bardziej niepokojące, sam język staje się polem bitwy. Słowa nabierają strategicznego znaczenia, zmieniają znaczenie w zależności od kontekstu lub stają się narzędziami mobilizacji emocjonalnej. Wyrażenia takie jak „reforma”, „modernizacja”, „bezpieczeństwo”, „wolność”, „postęp” czy „odpowiedzialność” są czasami używane do opisywania radykalnie odmiennych rzeczywistości, w zależności od interesów tych, którzy ich używają. Debata nie koncentruje się już wyłącznie na faktach, ale na samych słowach.

Współcześni obywatele ryzykują zatem utratę tego, co jest w istocie ich głównym środkiem oporu: zdolnością do jasnego nazywania tego, co obserwują. Kiedy brakuje im słów, by opisać sytuację, kiedy nie potrafią już odróżnić informacji od spektaklu, analizy od reakcji emocjonalnej, rzeczywistości od jej medialnej inscenizacji, stają się bardziej zależni od tych, którzy twierdzą, że interpretują za nich świat.

Prawdziwe pytanie zatem nie brzmi po prostu, kto sprawuje władzę ekonomiczną lub polityczną. Chodzi o to, kto definiuje kategorie, przez które ta władza jest postrzegana. Ten, kto narzuca narracje, ramy interpretacyjne i język debaty, często wywiera trwalszy wpływ niż ten, kto jedynie dysponuje siłą lub pieniędzmi.

Tak więc, podczas gdy ekrany świecą, ceremonie następują jedna po drugiej, skandale powtarzają się w szalonym tempie, a rozrywka zajmuje każdą dostępną przestrzeń uwagi, bogactwo cenniejsze od jakiegokolwiek innego może być zagrożone, a jest nim suwerenność samego ludzkiego ducha!

Największym zwycięstwem manipulatorów nie jest bowiem kontrolowanie bogactwa ani instytucji. To kontrolowanie umysłów i przekonywanie ludzi, że nie są w stanie sami sobą rządzić. To wmawianie im, że nieufność jest naturalna, rywalizacja nieunikniona, a ludzie są z gruntu źli. Jednak cała ta konstrukcja opiera się na fundamentalnej słabości, ponieważ zależy od wsparcia tych, którzy są jej poddani.

W dniu, w którym ludzie przestaną karmić maszynę swoim strachem, nienawiścią i nieustannym oburzeniem, część jej mocy wyparuje. W dniu, w którym na nowo odkryją znaczenie słów, smak rzeczywistości i pewność siebie, zaklęcia stracą swoją moc.

Prawdziwy przełom nie zaczyna się od spektakularnej rewolucji. Zaczyna się, gdy odmawiamy udziału w tej szaradzie. Gdy przestajemy mylić prestiż z cnotą, bogactwo z zasługami, a autorytet z mądrością. Bo systemy oparte na strachu przetrwają tylko tak długo, jak długo ktoś nadal będzie akceptował strach.

Autorstwo: Phil Broq
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz
Źródło zagraniczne: Jevousauraisprevenu.blogspot.com
Źródło polskie: WolneMedia.net

Pułapka Skali. Dlaczego kosmiczny nihilizm jest intelektualnym błędem kategorii

Pułapka Skali.

Dlaczego kosmiczny nihilizm j

est intelektualnym

błędem kategorii

12 czerwca 2026 #Nocturno pch24/pulapka-skali-dlaczego-kosmiczny-nihilizm-jest-intelektualnym-bledem-kategorii,

problem-skali-nihilizm-kosmiczny.jpg
Oprac. PCh24.pl

Pozorna wielkość

Współczesny dyskurs światopoglądowy głównego nurtu zdominowany został przez specyficzną formę geometrycznego nihilizmu. Zarówno w publicystyce popularnonaukowej, jak i w masowej kulturze zakorzenił się paradygmat, który uzależnia wartość egzystencjalną człowieka od skali fizycznej otaczającego go wszechświata. Wielkość materialna stała się koronnym argumentem w debacie teologicznej i epistemologicznej, co rodzi fundamentalne konsekwencje dla naszej cywilizacji.

Zauważmy ten perfidny błąd logiczny, który stał się fundamentem współczesnej ateistycznej propagandy: utożsamienie objętości z wartością. Krytyk religii wskazuje na miliardy lat świetlnych pustki, na gigantyczne supernowe, mgławice i czarne dziury, a potem pyta z ironicznym uśmiechem: „I Ty naprawdę wierzysz, że Twórca tego wszystkiego interesuje się Twoim życiem?”. To klasyczny błąd kategorii. Wielkość fizyczna nie ma absolutnie nic wspólnego z rangą ontologiczną, czyli istotą i głębią samego istnienia.

Słońce jest miliardy razy większe od nowo-narodzonego dziecka. Słońce jest jednak tylko bezmyślnym, prymitywnym reaktorem termojądrowym, masą gazu poddaną bezwzględnej grawitacji. Nie posiada ono świadomości, nie kocha, nie cierpi, nie podejmuje decyzji i nie rozumie ani jednego z praw fizyki, którym ślepo podlega. Dziecko natomiast posiada duszę, intelekt i samoświadomość. W oczach obiektywnego Logosu jeden akt wolnej woli człowieka, jeden autentyczny gest przebaczenia czy jedna myśl świadomie skierowana ku Prawdzie ma nieskończenie większą wagę niż narodziny i śmierć dziesięciu galaktyk. Wielu tego nie pojmuje.

Fora i grupy internetowe są przepełnione zabawnymi obrazkami, w których autorzy naśmiewają się z bagatelizującą ironią z katolickich założeń. Świat płonie, są wojny, są bydlaki, głód, śmierć i destrukcja, a Ty się przejmujesz, że zjadłeś mięso w piątek? Że sobie ulżyłeś do filmów dla dorosłych? Daj spokój! Tego rodzaju stwierdzenia rzucają ludzie, którzy absolutnie nie pojmują, iż przed Bogiem stajemy pojedynczo. Bóg osądzać będzie stan naszej duszy, a nie całego świata. Dla zbawienia Twojej duszy, czytelniku, nie ma żadnego znaczenia, co robi sąsiad ze swoją duszą. Nie ma też znaczenia dla zbawienia Twojej duszy, czy dwa pulsary się ze sobą zderzą kilka milionów lat świetlnych od nas.

Religia skali horyzontalne

Ateizm w swoim dogmatycznym wydaniu okazuje się religią skali horyzontalnej – mierzy świat linijką i parsekiem, zamiast go rozumieć. Choć ciało ludzkie jest drobne, kruche i ulokowane na peryferiach przeciętnej galaktyki, to ludzki duch pozostaje jedynym znanym bytem we wszechświecie, który potrafi ten wszechświat objąć i sponad niego wykroczyć. Jak pisał Blaise Pascal:

Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale jest trzciną myślącą. Nie potrzeba, by cały wszechświat uzbroił się, aby go zmiażdżyć: mgła, kropla wody wystarczą, aby go zabić. Ale gdyby wszechświat go zmiażdżył, człowiek byłby jeszcze czymś szlachetniejszym niż to, co go zabija, ponieważ wie, że umiera, i zna przewagę, którą wszechświat ma nad nim. Wszechświat nie wie nic”.

Te genialne słowa francuskiego myśliciela uderzają w sam fundament scjentycznego pesymizmu. Świadomość własnej skończoności jest nieskończenie potężniejsza niż nieświadoma „nieskończenie” wielka materia.

Zrozumienie tej perspektywy rzuca zupełnie nowe światło na współczesne debaty kosmologiczne. Gdy współczesna fizyka odkryła, że nasz wszechświat jest skrajnie precyzyjnie dostrojony do powstania życia (tzw. zasada antropiczna), materialistyczna kosmologia stanęła pod ścianą. Prawa fizyki, stałe grawitacyjne czy masa cząstek elementarnych są dobrane z dokładnością do niewyobrażalnych miejsc po przecinku – minimalna zmiana zamieniłaby kosmos w martwą zupę atomową. Aby uniknąć jedynego logicznego wniosku – obecności Inteligentnego Projektanta – ateistyczni kosmologowie musieli uciec się do desperackiego zabiegu metafizycznego: stworzyli koncepcję Wieloświata (Multiwersum).

Hipoteza ta zakłada istnienie nieskończonej liczby niewidzialnych, niedostępnych dla nauki wszechświatów, z których w jednym – czystym przypadkiem – trafiły się idealne warunki. Spójrzmy na ironię tego faktu: materializm, który od zawsze legitymizował się empirią i twardymi dowodami, w sferze kosmologii stał się najbardziej dogmatyczną z wiar. Proponuje istnienie bytów, których z definicji nie da się zbadać, zaobserwować ani sfałszować. Posiadających także (a jakże) totalnie inne zasady chemiczne, fizyczne i logiczne… przynajmniej w ich teorii oznacza to, że niemożliwych do zbadania narzędziem, jakim jest nasza nauka. Kosmologiczny ateizm woli uwierzyć w nieskończoną liczbę niewidzialnych wszechświatów, byle tylko nie uwierzyć w jednego Niewidzialnego Boga.

Co więcej, próby wyjaśnienia początku wszystkiego za pomocą mechaniki kwantowej, gdzie wszechświat miałby wyłonić się z „fluktuacji próżni”, cierpią na fundamentalną ślepotę definicyjną. Fizyczna próżnia kwantowa nie jest filozoficzną nicością (nihil). To wciąż przestrzeń rządząca się skomplikowanymi prawami fizyki i matematyki. Pytanie kosmologiczne: „Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?” pozostaje nietknięte. Skąd wzięły się same prawa mechaniki kwantowej przed powstaniem czasu i przestrzeni? Przed powstaniem w ogóle słowa i pojęcia „przed”? Kosmologia bez metafizyki potrafi jedynie przesuwać granicę niewiedzy, udając, że rozwiązuje problem, który sama głęboko ukrywa. Dla zwykłych ludzi to naprawdę łatwe do przyjęcia, gdyż są karmieni filmami z kategorii sci-fi, mitologią Cthulhu, Obcym, Avatarem i pochodnymi.

Łatwiej jest uwierzyć w romantyczne hasła, w stylu „gdybyśmy byli sami, to byłoby to wielkie marnotrawstwo przestrzeni” (bez Boga nie ma w ogóle mowy o marnotrawstwie, bo i kto by miał coś marnować?), albo „wszechświat jest tak olbrzymi, że musi tam coś być na pewno” (taki Neil deGrasse Tyson, astrofizyk, rozumie, iż światło ma ograniczoną prędkość, ale ma problem pojąć, że wszechświat nie jest aż na tyle olbrzymi, by usprawiedliwić zdarzenie probabilistycznie praktycznie niemożliwe, a tym bardziej zakładać, że wydarzyło się kilkukrotnie…). To korci, kusi, nadaje naszemu życiu głębi.

Dużo trudniej jednak zwykłemu człowiekowi zrozumieć, o czym tak naprawdę jest ten spór. I na tej ignorancji bazuje ateizm. Bo mowa tu nie jest o nieskończonym wszechświecie – bo ten, jak wskazują obserwacje, ma granice, nawet jeśli rozszerza się w niczym absolutnym. Nie jest też tu mowa o wiecznym wszechświecie – bo ten, jak wskazuje mikrofalowe promieniowanie tła i postępująca ekspansja, miał początek. Nie rozmawiamy o multiświatach, białych dziurach (odwrotność czarnych dziur, które mają wypluwać z siebie nowe wszechświaty), czy wielkim odbiciu i ciągłych narodzinach wszechświata – bo to czyste sci-fi bez poparcia w dowodach, nie ma takich badań, nic na żadną z tych tez nie wskazuje. One pasują na siłę tylko w takich modelach fizycznych, w których usuwa się Boga, jako Praprzyczynę. To nie fizyka, to magia dla ubogich duchem.

My tu mówimy o pierwotnej osobliwości. O tym jednym, nieskończenie uporządkowanym punkcie w niczym, z którego wzięło się wszystko. A mówiąc wszystko, mamy na myśli wszystko: energia, materia, kwarki, czas, przestrzeń, żelki i samochody, ludzie i dzbany, koty, myszy, asteroidy, pulsary, DNA, grawitacja… i logika. Przyczynowość, że A rodzi B. Konsekwencja zdarzeń i model naukowy, racjonalny, także powstały. Wszystkie tytuły naukowe w naszym świecie tracą cały swój autorytet na „chwilę przed” Wielkim Wybuchem.

Tego Wam, drodzy czytelnicy, żaden ateista nie powie. Nie przyzna się, że jego racjonalizm zawodzi na absolutnym fundamencie.

Redukcjonizm, czyli ślepota na sens

Tragizm współczesnego naukowego redukcjonizmu polega na tym, że drobiazgowo analizuje on skład chemiczny farby na obrazie, ale pozostaje całkowicie ślepy na namalowany portret. Wiemy współcześnie, jak drgają struny w fortepianie, znamy dokładne częstotliwości fal dźwiękowych, ale ta czysta matematyczna wiedza w żaden sposób nie wyjaśnia, dlaczego określony układ tych dźwięków w sonacie wywołuje w nas głęboki, metafizyczny zachwyt. Próba zredukowania symfonii do zapisu herców i decybeli, w naiwnym przekonaniu, że tym samym wyeliminowało się kompozytora, jest fundamentalnym błędem metodologicznym.

Szukanie Prawdy o świecie przy jednoczesnym kategorycznym odrzuceniu Autora tej Prawdy staje się ostatecznie logicznym absurdem. Jeśli ludzki mózg to wyłącznie wynik ślepych, bezcelowych procesów chemicznych i ewolucyjnych przypadków, to na jakiej podstawie racjonalista ufa, że jego własne myśli o wszechświecie są obiektywnie prawdziwe? Współczesny materializm, odrzucając transcendencję, odrzuca jednocześnie jedyne metafizyczne uzasadnienie dla wiarygodności własnego rozumu.

Nocturno

=======================================================

Powyższy esej stanowi przedpremierowy wgląd w nadchodzącą publikację „Fundamenty na skraju Otchłani” autorstwa piszącego pod pseudonimem Nocturno.

Książka to drapieżny, napisany bez znieczulenia manifest filozoficzno-naukowy. Autor, posługując się narzędziami z zakresu fizyki teoretycznej, biologii molekularnej i klasycznej ontologii, bezpardonowo rozprawia się zarówno z dogmatami nowego ateizmu, jak i z kryzysem tożsamości współczesnego chrześcijaństwa.

Inny sposób porównania dwóch największych gospodarek świata

Inny sposób porównania dwóch największych gospodarek świata

11.06.2026 wolnemedia/inny-sposob-porownania-dwoch-najwiekszych-gospodarek-swiata

Istnieje wiele sposobów porównywania wielkości gospodarek.

Najpopularniejszą metodą jest nominalny PKB, oparty na kursach wymiany różnych walut. Według tego standardu Stany Zjednoczone mają największą gospodarkę świata, z wartością 30,5 bln USD w 2025 roku, czyli około 50% większą niż Chiny, których PKB wynosi 19,4 bln USD.

Innym popularnym wskaźnikiem jest PKB według parytetu siły nabywczej (PPP), który uwzględnia poziom cen i lokalne koszty utrzymania. Według tego wskaźnika wielkość chińskiej gospodarki wynosi około 41 bilionów dolarów, w porównaniu z 31 bilionami dolarów w USA.

Ekonomiści wykorzystują również dane wyjściowe różnych sektorów, aby porównywać różne gospodarki na bardziej szczegółowym poziomie.

Na przykład, Chiny produkują 35 milionów samochodów w 2025 roku, w porównaniu z 10 milionami w USA. Chiny produkują 960 milionów ton stali i 1,7 miliarda ton cementu, w porównaniu z 82 milionami ton stali i 86 milionami ton cementu w USA. Chiny mają około 60% udziału w globalnym rynku transportu morskiego, w porównaniu z 0,1% w USA.

Z drugiej strony, sektor FIRE (finanse, ubezpieczenia i nieruchomości) w USA wygenerował PKB w wysokości 6 bilionów dolarów w 2025 roku, w porównaniu z 2,5 biliona dolarów w Chinach. Amerykański sektor opieki zdrowotnej wygenerował PKB w wysokości 5,3 biliona dolarów, w porównaniu z 1 bilionem dolarów w Chinach.

Oczywiste jest, że struktura obu gospodarek znacznie się różni i niełatwo ją porównywać.

Czy istnieje obiektywny, ilościowy i niepodważalny wskaźnik pozwalający na porównywanie gospodarek na poziomie podstawowym?

Produkcja i zużycie energii jako wskaźnik wyników gospodarczych

Ostatnio obserwuje się duże zainteresowanie rolą energii w nowej erze sztucznej inteligencji.

Nagle słyszymy od prominentnych osobistości z Doliny Krzemowej i ekspertów z Wall Street, że energia ma kluczowe znaczenie w wyścigu sztucznej inteligencji, a ten, kto wyprodukuje więcej energii, zadecyduje o tym, kto będzie rządził w erze sztucznej inteligencji. Energię uważa się obecnie za wyznacznik potęgi kraju.

W rzeczywistości nie jest to wcale nowy pomysł. W 1964 roku rosyjski naukowiec Nikołaj Kardaszew stworzył skalę Kardaszewa , która miała mierzyć poziom zaawansowania cywilizacji planetarnej. Zamiast oceniać inteligencję i kreatywność danej cywilizacji, skala Kardaszewa skupia się na jednym: ilości energii, jaką jest w stanie wytworzyć i wykorzystać. Im więcej energii dana cywilizacja jest w stanie kontrolować, tym wyższą pozycję zajmuje w skali.

Skala sklasyfikowała trzy typy cywilizacji planetarnych (typ 1 do 3) na podstawie ich różnych poziomów zdolności do wytwarzania energii z zasobów własnej planety i galaktyki. Według naukowca Carla Sagana, według tego standardu rasa ludzka ma typ 0,73.

Chiny są największym producentem energii i prądu na świecie. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) produkują około 33% globalnej energii elektrycznej, w porównaniu z 14% w USA.

Łączna zainstalowana moc w Chinach osiągnęła około 3890 gigawatów (GW), co stanowi prawie trzykrotność całkowitej mocy bazowej USA wynoszącej 1373 GW. Chiny prześcignęły Stany Zjednoczone pod względem produkcji i zużycia energii elektrycznej od 2011 r. Ilość nowych mocy wytwórczych, które Chiny wybudowały tylko od 2021 r., jest większa niż cała sieć energetyczna USA.

Pod względem miksu energetycznego Chiny zbudowały największy na świecie system energii odnawialnej. Całkowita moc odnawialna Chin (ponad 1800 GW) jest większa niż cała moc elektryczna USA.

Chiny zwiększają produkcję zielonej energii szybciej niż jakikolwiek inny kraj w historii, instalując więcej czystej energii niż reszta świata razem wzięta. Chiny odpowiadają za ponad 37% do 40% światowej energii elektrycznej wytwarzanej z energii słonecznej i wiatrowej. Korzystając z ogromnej infrastruktury, takiej jak Zapora Trzech Przełomów, Chiny produkują około 30% światowej energii wodnej.

Chiny produkują 92% światowych modułów słonecznych i 82% turbin wiatrowych. W Chinach buduje się 36 reaktorów jądrowych, co odpowiada łącznej liczbie wszystkich budowanych w reszcie świata.

Chiny dodały łącznie 543 gigawaty (GW) nowej mocy wytwórczej ze wszystkich źródeł energii do 2025 roku, z czego 60% pochodziło z energii odnawialnej. Stany Zjednoczone dodały 64 GW w 2025 roku, napędzane popytem na centra danych AI. Dla porównania, całkowita zainstalowana moc elektryczna w Niemczech, największych w Europie, wynosi 290 GW.

Indeks Hamiltona – pomiar konkurencyjności przemysłowej krajów

Indeks Hamiltona to wskaźnik ekonomiczny, który mierzy, jak dobrze kraje konkurują ze sobą w 10 strategicznie ważnych branżach zaawansowanych technologii.

Indeks został stworzony przez waszyngtońską Fundację Technologii Informatycznych i Innowacji (ITIF) , jeden z czołowych ośrodków analitycznych zajmujących się ekonomią, i śledzi branże mające kluczowe znaczenie zarówno dla bezpieczeństwa narodowego, jak i handlu międzynarodowego.

Nazwa pochodzi od imienia Alexandra Hamiltona, pierwszego Sekretarza Skarbu USA, który propagował ideę budowy silnej krajowej bazy produkcyjnej.

Indeks służy jako kontrola kondycji przemysłowej kraju. Zamiast analizować standardowe budownictwo czy prosty handel detaliczny, indeks Hamiltona agreguje globalne udziały w rynku i wartość dodaną dla 10 kluczowych branż, w tym: komputery, elektronika i mikroprocesory, usługi informatyczne i oprogramowania, produkty farmaceutyczne, pojazdy silnikowe, urządzenia elektryczne (takie jak transformatory i turbiny), maszyny i urządzenia, chemikalia, metale podstawowe i metale przetworzone oraz inny sprzęt transportowy (np. samoloty i pociągi).

Indeks nie klasyfikuje krajów wyłącznie według tego, który jest największy. Zamiast tego wykorzystuje wzór matematyczny zwany ilorazem lokalizacji (LQ), aby sprawdzić, jak bardzo dany kraj koncentruje swoją gospodarkę na tych technologiach w porównaniu z resztą świata. Wskaźnik LQ równy 1,0 oznacza, że ​​kraj idealnie wpisuje się w średnią światową.

Wskaźnik LQ powyżej 1,0 sugeruje, że kraj jest wysoce wyspecjalizowany i „osiąga ponadprzeciętne wyniki” w zakresie produkcji high-tech. Wskaźnik LQ poniżej 1,0 oznacza, że ​​kraj pozostaje w tyle i zbyt mocno opiera się na innych dziedzinach, takich jak rolnictwo, finanse i podstawowa turystyka.

Wyniki indeksu Hamiltona wskazują na ogromną zmianę w globalnym układzie sił.

Chiny dominują – przekroczyły średnią światową z wskaźnikiem LQ na poziomie 1,36 , co oznacza, że ​​ich gospodarka jest o 36% bardziej skoncentrowana na branżach high-tech niż średnia światowa. Chiny odpowiadają za ponad 30% światowej produkcji w tych 10 dziedzinach i przodują na świecie w 7 z 10 kategorii.

Stany Zjednoczone pozostają w tyle – plasują się poniżej średniej światowej z wskaźnikiem LQ wynoszącym 0,88 . Mimo że Stany Zjednoczone mają ogromne firmy zajmujące się oprogramowaniem i technologiami, ich rzeczywista baza produkcyjna sprzętu i elektroniki skurczyła się. Aby dorównać chińskiemu rozwojowi technologicznemu, Stany Zjednoczone musiałyby rocznie zwiększać produkcję zaawansowanych technologii o 1,5 biliona dolarów.

Audyt termodynamiczny – gospodarka realna kontra iluzja nominalna

Przez ponad stulecie globalną hierarchię wyznaczał jeden, niepodważalny wskaźnik: Produkt Krajowy Brutto (PKB).

Uczono nas, że naród, który ma najwyższą wartość rynkową dóbr i usług, jest najbardziej rozwinięty. Jednak w połowie lat dwudziestych XXI wieku pojawił się zasadniczy kryzys pomiarów. Ponieważ strategie gospodarcze USA i Chin różnią się od siebie – jedna stawia na „bity i przepływy finansowe”, a druga na „atomy i przepustowość energii” – tradycyjny wskaźnik PKB przestaje odzwierciedlać prawdziwy rozkład sił.

Jeśli zastosujemy skalę Kardaszewa, która klasyfikuje cywilizacje według ich zdolności do wykorzystywania energii, oraz indeks Hamiltona , który śledzi dominację w zakresie produkcji fizycznej, wyłoni się inna rzeczywistość. Zgodnie z tymi standardami termodynamicznymi, „prawdziwa” gospodarka oddala się od Zachodu, co pokazuje, że bogactwo nominalne może być przykrywką dla fizycznej stagnacji.

Pułapka nominalna – PKB jako wskaźnik stagnacji

W 2026 roku Stany Zjednoczone pozostają największą gospodarką świata pod względem nominalnego PKB. Jednak dokładna analiza tych danych ujawnia zdumiewający brak metabolizmu fizycznego.

Około 80% PKB USA pochodzi z sektora usług — szerokiej kategorii obejmującej działalności o wysokiej wartości, takie jak inżynieria oprogramowania i badania medyczne, ale zdominowanej przez usługi finansowe, ubezpieczenia i „czynsz przypisany” (teoretyczna wartość, jaką płacą sobie właściciele domów).

Tego typu działalność jest „energooszczędna”. Kancelaria prawnicza w Waszyngtonie może generować 500 milionów dolarów rocznego przychodu, zużywając jednocześnie mniej energii elektrycznej niż pojedyncza średniej wielkości fabryka form wtryskowych w Guangdong. W świecie nominalnym kancelaria prawnicza jest „większa”. W świecie fizycznym prawdziwą jednostką potęgi cywilizacyjnej jest fabryka.

Rezultatem jest oddzielenie bogactwa od energii. Podczas gdy PKB USA nadal rośnie w umiarkowanym tempie 2–3%, całkowite zużycie energii elektrycznej od dwóch dekad pozostaje na stałym poziomie, oscylując wokół 4,1 biliona kWh.

To cecha charakterystyczna „gospodarki rentierskiej” – systemu, który rozwija się poprzez podnoszenie cen istniejących aktywów i usług, a nie poprzez rozszerzanie swojego fizycznego panowania nad otoczeniem.

Jeśli elektryczność jest „pulsem” realnej gospodarki, to do roku 2026 Chiny staną się supermocarstwem zupełnie innego rodzaju. W 2025 r. roczne zużycie energii w Chinach przekroczyło 10,4 biliona kWh. To oszałamiający kamień milowy, dzięki któremu Chiny stały się pierwszym krajem w historii, który przekroczył granicę 10 bilionów.

Aby zrozumieć skalę tej gospodarki fizycznej, rozważmy następujące porównania…

Całkowita produkcja: sieć energetyczna Chin jest obecnie około 2,5 do 3 razy większa niż sieć USA.

Różnica wzrostu: tylko w 2025 roku Chiny dodały 540 GW nowej mocy wytwórczej. Ten roczny przyrost stanowi prawie połowę całkowitej mocy zainstalowanej w całej sieci energetycznej w USA.

Gwałtowny wzrost „nowej trójki”: wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną w Chinach jest napędzany przez branże określane jako „nowa trójka”: pojazdy elektryczne (EV), akumulatory litowo-jonowe i panele fotowoltaiczne.

W 2025 r. zużycie energii elektrycznej wykorzystywanej wyłącznie do produkcji pojazdów elektrycznych i urządzeń wiatrowych wzrosło odpowiednio o 20% i 30%. Podczas gdy USA świętują „efektywność energetyczną”, Chiny stosują „intensywność energetyczną”.

W ujęciu Kardaszewa Chiny zachowują się jak cywilizacja próbująca przeskoczyć na wyższy poziom złożoności, podczas gdy USA zachowują się jak cywilizacja próbująca utrzymać swój obecny stan przy mniejszej liczbie kalorii.

Indeks Hamiltona i gęstość przemysłowa

Rozbieżność jest najbardziej widoczna w indeksie Hamiltona. Chiny wytwarzają blisko 1/3 światowej produkcji w 10 kluczowych branżach i 36% powyżej średniej światowej gęstości przemysłowej.

Stany Zjednoczone są o 12% poniżej średniej światowej pod względem gęstości przemysłowej. Aby dorównać chińskiemu poziomowi intensywności przemysłowej w stosunku do swojej gospodarki, Stany Zjednoczone musiałyby zwiększać produkcję przemysłową o 1,5 biliona dolarów rocznie. Ta luka w „realnej gospodarce” jest powodem, dla którego Chiny produkują 52% światowej stali, podczas gdy udział USA wynosi 4,4%. Obok paneli słonecznych i pojazdów elektrycznych nie są to jedynie „towary”, lecz podstawowe elementy cywilizacji typu 1.

Nie da się zbudować sfery Dysona ani nawet krajowej sieci kolei dużych prędkości za pomocą „usług finansowych”. Buduje się je ze stali, krzemu i ogromnych ilości energii elektrycznej.

Boom na sztuczną inteligencję – powrót do fizyki

Jednym sektorem, w którym Stany Zjednoczone na nowo odkrywają znaczenie energetyki, jest sztuczna inteligencja. W 2026 r. centra danych oficjalnie osiągnęły granicę: zużywają obecnie 6% całej energii elektrycznej w USA, co wywołało sprzeciw polityczny i ostrzeżenia o niestabilności sieci. Rozwój sztucznej inteligencji dowodzi, że nawet „cyfrowa” gospodarka w pewnym momencie osiąga swoje fizyczne granice. Pojedynczy klaster szkoleniowy AI wysokiej klasy może wymagać 100 MW mocy – co odpowiada mocy małego miasta. Zmusza to Stany Zjednoczone do ponownego rozważenia strategii „bity ponad atomy”. Po raz pierwszy od trzydziestu lat amerykańscy giganci technologiczni inwestują bezpośrednio w energię jądrową (SMR), ponieważ zdali sobie sprawę, że inteligencja jest funkcją energii.

Wyrok Kardaszewa

Ludzkość znajduje się obecnie na poziomie około 0,73 w skali Kardaszewa. Aby osiągnąć typ 1 – panowanie nad planetami – musimy zwiększyć wykorzystanie energii o rzędy wielkości.

Chiny próbują osiągnąć sukces metodą „brutalnej siły”. Będąc światowym liderem w dziedzinie reaktorów jądrowych czwartej generacji i bijąc rekordy czasu trwania plazmy termojądrowej („Eksperymentalny Zaawansowany Nadprzewodzący Tokamak”), budują sprzęt cywilizacji typu 1.

Stany Zjednoczone próbują osiągnąć „algorytmiczny” wzrost. Liczą na to, że lepsze oprogramowanie (AI) i efektywność finansowa pozwolą im utrzymać pozycję lidera bez konieczności posiadania takiej samej fizycznej obecności. Jednak historia pokazuje, że po „atomach” zawsze następują „bity”.

W XIX wieku panowaniem w dziedzinie globalnych finansów (bity) cieszyło się Imperium Brytyjskie, jednak zostało ono wyprzedzone przez Stany Zjednoczone, ponieważ to one opanowały budowę silnika spalinowego, sieci elektrycznych i masową produkcję (atomy).

Jeśli zdefiniujemy „gospodarkę realną” jako zdolność do przekształcania świata fizycznego, wówczas wynik będzie jasny: gospodarka realna Chin jest znacznie większa i bardziej rozwinięta niż gospodarka Stanów Zjednoczonych, niezależnie od tego, co mówią liczby dotyczące PKB.

Choć Stany Zjednoczone pozostają władcami „nominalnego” świata – posiadającymi walutę rezerwową i dominujące indeksy giełdowe – to w obliczu kryzysu te konstrukcje społeczne mogą zaniknąć.

Kilowatogodziny, tonaż stali i nocne natężenie światła rejestrowane przez satelity to nie konstrukty społeczne. To fakty termodynamiczne.

Gdy zbliżamy się do połowy XXI wieku, naród, który traktuje energię jako swoją główną walutę, będzie tym, który będzie dyktować warunki ludzkiego postępu. Stany Zjednoczone i cały Zachód muszą zdecydować, czy zadowolą się rolą drogiej, „butikowej” cywilizacji, czy też powrócą do ciężkiej, energochłonnej pracy nad budowaniem przyszłości.

Świat ostatecznie nie interesuje się twoim PKB; interesuje go tylko twoja władza.

====================

Autorstwo: Hua Bin
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz
Źródło zagraniczne: HuaBinOliver.substack.com
Źródło polskie: WolneMedia.netwolnemedia.net/inny-sposob-porownania-dwoch-najwiekszych-gospodarek-swiata/

huabinoliver.substack.com/p/another-way-to-compare-the-worlds

Około – religijne. MEM-y V.

————————————

——————————————

————————————–

—————————————–

——————————–

——————————-

——————————————-

—————————-

————————————

—————————

Chińskie „nie” 不 . Moment końca udawania

Chińskie „nie”

Zbigniew Jacniacki 10.05.2026 wolnemedia.net/chinskie-nie

Moment końca udawania

Decyzja Pekinu z 3 maja 2026 r., nakazująca chińskim firmom ignorowanie amerykańskich sankcji wobec Iranu, nie jest zwykłym epizodem wojny handlowej ani kolejnym konfliktem o ropę.

To moment symboliczny — chwila, w której drugie największe mocarstwo świata publicznie zakwestionowało prawo Stanów Zjednoczonych do definiowania globalnych reguł. Przez lata wszyscy uczestniczyli w grze pozorów. Iran eksportował ropę przez „ciemną flotę”, tankowce wyłączały AIS, przeładunki odbywały się na pełnym morzu, a chińskie rafinerie kupowały surowiec w półjawny sposób. Każdy wiedział, że sankcje są obchodzone, ale utrzymywano fikcję, iż globalny system kontroli nadal działa.

Maj 2026 przyniósł zmianę jakościową. Pekin przestał udawać. Po raz pierwszy druga gospodarka świata powiedziała otwarcie: amerykańskie sankcje nie są uniwersalnym prawem świata. To wydarzenie wykracza daleko poza relacje USA–Iran–Chiny. Pokazuje, że świat wchodzi w etap rozpadu jednolitego modelu globalnego porządku i przechodzi do epoki konkurujących centrów sterowania.

Sankcje jako narzędzie organizowania rzeczywistości

W oficjalnej narracji sankcje przedstawiane są jako instrument polityki zagranicznej: obrona demokracji, walka z terroryzmem, ochrona prawa międzynarodowego. W rzeczywistości pełnią znacznie głębszą funkcję. Przez dekady Stany Zjednoczone budowały system, w którym dolar stał się uniwersalnym językiem wartości, SWIFT — systemem nerwowym globalnych finansów, a zachodnie instytucje finansowe — mechanizmem regulowania przepływów energii, kapitału i technologii.

Sankcje nie są więc jedynie karą ekonomiczną. Są narzędziem utrzymywania kontroli nad globalną architekturą sterowania. Państwo odcięte od systemu dolarowego nie traci wyłącznie dostępu do waluty — zostaje częściowo wyłączone z dominującego modelu organizacji świata.

Współczesny konflikt wokół sankcji nie dotyczy więc wyłącznie gospodarki. Dotyczy fundamentalnego prawa do określania legalności, norm i struktury globalnej rzeczywistości politycznej.

Chiny przestają funkcjonować w cudzym układzie

Przez wiele lat Pekin działał ostrożnie. Korzystał z systemu stworzonego pod dominacją USA — eksportował na Zachód, używał dolara, unikał otwartej konfrontacji – jednocześnie budując własne mechanizmy autonomii: alternatywne systemy płatności, rozliczenia w yuan i niezależne szlaki logistyczne. Zakup irańskiej ropy był elementem tej strategii, ale pozostawał w strefie półjawnej.

Decyzja z maja 2026 r. oznacza jednak coś znacznie ważniejszego niż spór handlowy.To moment przejścia od układu reaktywnego do jawnego budowania własnego centrum organizacji świata. Pekin nie mówi już „obchodzimy wasze sankcje”. Mówi: „nie uznajemy waszego prawa do definiowania naszych reguł”.

Iran jako punkt koncentracji napięć systemowych

Iran jest dziś czymś więcej niż państwem eksportującym ropę. To strategiczny węzeł przepływu energii, w którym krzyżują się interesy Stanów Zjednoczonych, Chin, Rosji, państw Zatoki i światowych rynków finansowych. Ropa nie jest tu jedynie surowcem — jest materialnym nośnikiem stabilności całych systemów gospodarczych i politycznych. Kontrola nad tym przepływem oznacza realny wpływ na globalny układ sił. USA próbują ograniczyć możliwości finansowania Iranu poprzez sankcje i blokadę szlaków morskich. Chiny utrzymują zakupy, ponieważ potrzebują stabilnych dostaw taniej ropy i jednocześnie testują granice skuteczności amerykańskiego systemu sankcyjnego. Iran stał się więc polem testowym nowego układu globalnego — miejscem, w którym ścierają się dwa konkurencyjne modele organizacji świata.

Konflikt dwóch schematów sterowania

Najważniejszy wymiar tego kryzysu nie jest militarny, lecz systemowy. To starcie dwóch konkurencyjnych systemów globalnego sterowania. Model amerykański opiera się na dominacji dolara, kontroli finansów, sankcjach wtórnych, globalnych instytucjach regulacyjnych oraz przekonaniu, że zachodni model legalności ma charakter uniwersalny. Model chiński nie dąży do budowy jednego ideologicznego centrum. Skupia się na wielobiegunowości, pragmatyzmie gospodarczym, równoległych systemach rozliczeń i stopniowym ograniczaniu zależności od Zachodu. Dlatego obecny konflikt nie jest wyłącznie walką o wpływy. To walka o prawo do kształtowania norm globalnej rzeczywistości.

Koniec iluzji jednego świata

Przez wiele lat utrzymywano narrację o jednolitym świecie opartym na wspólnych zasadach i uniwersalnych wartościach. W praktyce był to system oparty na dominacji jednego centrum finansowo-militarnego. Dzisiejszy kryzys pokazuje, że ta epoka dobiega końca. Powstają równoległe struktury: alternatywne systemy płatnicze, handel poza dolarem, niezależne sieci logistyczne, własne systemy ubezpieczeń oraz „ciemne floty” funkcjonujące poza zachodnią kontrolą.

Najważniejsza zmiana zachodzi jednak w świadomości. Coraz więcej państw przestaje wierzyć, że istnieje tylko jeden dopuszczalny model organizacji świata. I właśnie dlatego obecna sytuacja ma znaczenie historyczne.

Pułapka dla globalnych firm

Chińskie Ministerstwo Handlu wydając bezprecedensową dyrektywę tworzy nową rzeczywistość dla międzynarodowych korporacji a firmy chińskie mają ignorować amerykańskie sankcje nałożone na podmioty kupujące irańską ropę. Pekin powołał się na własną „ustawę blokującą” z 2021 r., która zabrania przestrzegania zagranicznych sankcji uznanych za bezprawne. To pierwsze formalne użycie tego narzędzia przeciwko USA.

Do tej pory Chiny omijały sankcje dyskretnie — przez „flotę cieni” , przeładunki na Morzu Arabskim, płatności poza systemem dolarowym. Teraz przestały udawać. Korporacje globalne, jeżeli podporządkują się sankcjom USA – ryzykują utratę dostępu do chińskiego rynku. Jeżeli podporządkują się Pekinowi — ryzykują odcięcie od systemu dolarowego i zachodnich instytucji finansowych. To początek fragmentacji globalizacji. Firmy, które przez dekady funkcjonowały w iluzji jednego świata, muszą dziś dokonać wyboru: w jakim systemie chcą działać, komu podporządkowują swoją legalność i od którego centrum będą zależne. To już nie jest wyłącznie problem ekonomiczny. To problem cywilizacyjny.

Kluczowy problem Stanów Zjednoczonych

Problemem USA nie jest sam Iran ani chińskie zakupy ropy. Problemem jest erozja wiary świata w zdolność Waszyngtonu do definiowania globalnych reguł. Stany Zjednoczone pozostają największą potęgą finansową i militarną, ale coraz trudniej utrzymywać system jednolitych norm wobec rzeczywistości, która staje się wielobiegunowa. Waszyngton stoi więc przed fundamentalnym pytaniem: czy potrafi funkcjonować jako jedno z kilku centrów świata, zamiast jako jego wyłączne centrum organizacyjne?

Świat przechodzi do epoki równoległych porządków

Spór wokół irańskiej ropy jest w rzeczywistości konfliktem o przyszły model globalnego ładu. Nie chodzi już wyłącznie o sankcje. Chodzi o legalność, kontrolę przepływów, autonomię struktur cywilizacyjnych oraz prawo do budowy własnych systemów organizacji rzeczywistości. Chińskie „Nie” nie jest zwykłym buntem wobec USA. Jest sygnałem, że coraz większe podmioty na świecie przestają akceptować model, w którym jedno centrum posiada monopol na definiowanie globalnych norm.

Każdy system, który uznaje własny model rzeczywistości za jedyny dopuszczalny, wcześniej czy później napotyka opór innych centrów. Dzisiejszy konflikt wokół Iranu jest jedynie jednym z pierwszych wyraźnych przejawów tego procesu. Świat nie rozpadł się jeszcze formalnie, ale coraz mniej uczestników naprawdę wierzy, że dawny jednobiegunowy układ da się utrzymać bez końca.

Autorstwo: Zbigniew Jacniacki

Ławrow ostrzega przed bezprecedensowymi zmianami na świecie

Ławrow ostrzega przed bezprecedensowymi zmianami na świecie: Jego przemówienie musi zostać odczytane.

Spotykamy się w tej formule co roku. Wiem, że organizacje, które reprezentujecie, departamenty naszego ministerstwa, kierownicy departamentów i ich pracownicy, a także wiceministrowie odpowiedzialni za poszczególne obszary, utrzymują ze sobą kontakt i wymieniają się informacjami.

Zgodnie z tradycją panującą na corocznych wydarzeniach, skupimy się na otwartej i interaktywnej dyskusji na tematy międzynarodowe, które są wszystkim znane i które mają wpływ na ważne i wysoko cenione przez Państwa działania.

Jeśli się zgadzasz, powiem kilka słów na temat naszej oceny ostatnich wydarzeń międzynarodowych, po czym rozpoczniemy interaktywną dyskusję.

Prezydent Putin wielokrotnie podkreślał, że świat wkroczył w erę bezprecedensowych zmian. Podobne oceny publicznie wygłosił prezydent Chińskiej Republiki Ludowej, Xi Jinping. Jak zauważył prezydent Putin, Rosja odgrywa kluczową rolę w tych burzliwych procesach ze względu na swoją historię, geografię i tożsamość cywilizacyjną.

Jak mawiają nasi chińscy przyjaciele, kryzys to gra niebezpieczeństwa i wielkiej szansy. Taki jest świat. Takie okresy zdarzały się już wielokrotnie w historii.

Polityka kolektywnego Zachodu stanowi główne zagrożenie dla międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa. Nadal nazywamy ją „kolektywną”, mimo że aspekt kolektywny jest obecnie rozdarty przez spory. Ich cel strategiczny pozostaje jednak niezaprzeczalnie ten sam: dominować, dominować i nadal dominować za wszelką cenę, utrzymując swoją hegemonię tak długo, jak to możliwe, jednocześnie hamując rozwój nowych globalnych centrów i konkurentów w krajach stanowiących większość świata w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej.

Codziennie jesteśmy świadkami i na bieżąco widzimy, że w celu utrzymania hegemonii i osiągnięcia tych nieuczciwych celów stosowane są nielegalne sankcje, grabieże, kradzież suwerennych aktywów innych krajów, wymuszenia, groźby i oczywiście użycie siły militarnej, jak to miało miejsce w Wenezueli, a teraz w Iranie – wszystko to w rażącym pogwałceniu prawa międzynarodowego.

Ocena, że ​​niesprowokowana agresja Amerykanów i Izraelczyków na Iran poważnie zdestabilizowała sytuację na Bliskim Wschodzie, jest dalece nietrafiona, ponieważ sytuacja destabilizuje się obecnie na całym świecie, a wszystkie kraje dokonują ponownej oceny swoich perspektyw rozwoju gospodarczego, dostaw energii itd. Kontynuacja konfliktu (który, jak się wydaje, jest daleki od zakończenia) będzie miała najbardziej negatywne konsekwencje dla całej społeczności międzynarodowej, dla sytuacji gospodarczej większości ludzkości i dla globalnego bezpieczeństwa.

Wszystko to nie dzieje się w próżni. Trwająca dekady ekspansja Zachodu na kontynent euroazjatycki, zwłaszcza w regionach, w których Rosja historycznie miała silne wpływy i uzasadnione tradycyjne interesy, jest kolejnym istotnym czynnikiem globalnej destabilizacji.

Ta nieustanna presja, która w ostatnich latach otwarcie wyrażała się pod hasłem zadania Rosji strategicznej klęski, odzwierciedla długotrwałą, a jak się okazuje, wielowiekową strategię. W pewnym momencie naszej historii, po powstaniu ONZ i OBWE oraz po upadku Związku Radzieckiego, perspektywy współistnienia, a nawet współpracy z Zachodem wydawały się całkiem realne. To wszystko jest już historią.

Wojna przeciwko nam została otwarcie wypowiedziana. Reżim w Kijowie jest wykorzystywany jako szpica. Jednak wszyscy wiedzą, że ta szpica jest bezużyteczna bez zachodnich dostaw broni, danych wywiadowczych, systemów satelitarnych, szkoleń wojskowych i wielu innych. Reżim w Kijowie i państwo ukraińskie są otwarcie wykorzystywane jako geopolityczny taran. Kilka dość gadatliwych osób, jak sądzę w belgijskim Sztabie Generalnym, publicznie oświadczyło, że przygotowują się do wojny z Rosją i że Ukraina kupuje im czas. Jak sami mówią, nie mogliby wyrazić się jaśniej.

Aby usprawiedliwić swoją politykę, Zachód – a zwłaszcza międzynarodowa biurokracja w Brukseli (zarówno UE, jak i NATO, które coraz bardziej się jednoczą), a także Berlin, Paryż i oczywiście Londyn – próbuje demonizować wszystko, co rosyjskie, i otwarcie omawiać z nami przygotowania do wojny w najbliższej przyszłości. Szef sztabu belgijskich sił zbrojnych, Frederik Vansina, oświadczył, że mają jeszcze kilka lat i że Ukraina kupuje im czas. Ten sam tok myślenia wyraził w oświadczeniu kanclerz Niemiec Friedrich Merz, opisując atak Izraela na Iran, a właściwie wszystko, co robi Izrael, jako wykonywanie przez Izrael brudnej roboty poprzez walkę z Hamasem, Hezbollahem i innymi organizacjami „terrorystycznymi”, bez uwzględnienia ich historii. Historia ta jest bezpośrednio związana z jawną odmową wdrożenia rezolucji ONZ w sprawie utworzenia państwa palestyńskiego.

Pomimo trudnych okoliczności, będziemy nadal realizować naszą politykę zagraniczną i bronić naszych żywotnych interesów narodowych, tworząc jak najbardziej sprzyjające warunki zewnętrzne dla zrównoważonego rozwoju naszego kraju jako wieloetnicznego, suwerennego państwa, wzmacniając naszą suwerenność we wszystkich dziedzinach. To niemal dosłowny cytat z koncepcji polityki zagranicznej, zaktualizowanej i zatwierdzonej przez prezydenta Rosji w 2023 roku. Pozostaje ona w mocy i nadal jest aktualna.

Nasze priorytety obejmują wspieranie sprawiedliwych i wzajemnie korzystnych partnerstw ze wszystkimi, którzy chcą współpracować na równych zasadach, w oparciu o powszechnie uznane zasady Karty Narodów Zjednoczonych i prawa międzynarodowego w ogóle, a także dążenie do sprawiedliwej równowagi interesów, aby osiągnąć cele rozwoju wewnętrznego i wzmocnić naszą suwerenność. Kontrastującym przykładem są nasi koledzy z USA, którzy promują swoje interesy narodowe tak, jak je rozumieją, i pojmują je jako swoją dominację, co obecnie znajduje odzwierciedlenie w ich polityce zdobywania kontroli nad niemal całym globalnym sektorem energetycznym. Jesteśmy tego świadkami każdego dnia.

Logika Amerykanów w relacjach z większością krajów (nigdy nie słyszałem, żeby ktoś tak mówił w dialogach z nami i mam nadzieję, że nigdy nie usłyszę) jest taka, że ​​jeśli nie zrobisz tego, co mówię, ukarzę cię. Innymi słowy, niczego nie obiecuję, ale musisz dać mi to, czego chcę; a jeśli tego nie zrobisz, ukarzę cię. To nie jest wyważenie interesów, a już na pewno nie jest to szczera rozmowa.

Nasza polityka obrony sprawiedliwości i kategoryczny sprzeciw wobec zastępowania prawa międzynarodowego tego typu arbitralnością są dobrze rozumiane przez większość naszych partnerów z Globalnego Południa, którzy również są zainteresowani wzmocnieniem swojej suwerenności i sprawiedliwszymi stosunkami międzynarodowymi, ale nie zawsze mogą o tym otwarcie mówić, ponieważ grożą im „karą”, jeśli sprzeciwią się swoim nadrzędnym partnerom.

Z jednej strony upraszcza to sytuację. Staje się jasne, kto jest kim. Wielu naszych analityków politycznych zauważa, że ​​prezydent Trump otwarcie mówi o swoich planach; nikogo nie oszukuje. Potrafi często i szybko zmieniać swoje poglądy w zależności od sytuacji, ale nie maskuje swoich dość surowych planów retorycznymi ozdobnikami, które mogłyby zmylić dyskusję.

W tej walce (stosunki międzynarodowe są zawsze walką) o sprawiedliwość, o status i reputację kraju, który uczciwie prowadzi swoje sprawy, zamierzamy nadal polegać na naszych instytucjach publicznych i organizacjach non-profit. Wnoszą one bowiem istotny i cenny wkład w realizację polityki zagranicznej nakreślonej przez prezydenta Putina.

Chciałbym podkreślić, że reprezentujecie Państwo mniejszość liczebną na arenie międzynarodowej w różnych instytucjach ONZ, OBWE i innych, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę tylko Zachód, a wykluczymy ruchy społeczne na Globalnym Południu. Możemy o tym porozmawiać później. Oczywiście, organizacje zachodnie i prozachodnie znacznie przewyższają liczebnie te reprezentowane tutaj, a także Państwa kolegów z innych krajów, którzy podzielają podobne podejście.

Nadal jednak wierzymy, że siła tkwi w prawdzie. To zostało powiedziane i te słowa nigdy się nie zmienią. A ci, którzy narzucają swoją „prawdę” siłą, są historycznie skazani na zapomnienie. Doceniamy również fakt, że w kontaktach międzynarodowych za granicą i podczas goszczenia u siebie kolegów, często prowadzicie poufne rozmowy z partnerami międzynarodowymi. Jest to również pomocne, również w odniesieniu do krajów (chcielibyśmy odejść od określenia „kraje nieprzyjazne”), których rządy prowadzą obecnie nieprzyjazną politykę wobec Rosji.

Taki dialog oparty na zaufaniu i utrzymywanie atmosfery poufności, mający na celu wzmocnienie wzajemnego zrozumienia i rozwój dialogu między cywilizacyjnego i międzykulturowego na poziomie społeczeństwa obywatelskiego, jest niezwykle korzystny, a jego znaczenie rośnie w obliczu obecnych okoliczności.

Dzisiejsze realia geopolityczne sprawiają, że dyplomacja publiczna jest coraz częściej rozwijana w tych krajach Azji, Bliskiego Wschodu, Afryki i Ameryki Łacińskiej, w których istniała już wcześniej, a także w tych państwach, w których tradycyjnie nie odgrywała żadnej roli w polityce zagranicznej.

Warunki umożliwiające rozwój kontaktów między społeczeństwem obywatelskim a organizacjami non-profit są również tworzone poprzez naszą działalność międzyrządową. Mam na myśli BRICS, regularne Forum Rosja-Afryka, Szanghajską Organizację Współpracy (SCO) i Globalny Instytut Współpracy (GGW). We wszystkich tych instytucjach promowany jest równoległy, dwutorowy dialog między przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego. Dołożymy wszelkich starań, aby wzmocnić ten dialog, z Państwa udziałem, zarówno na tych platformach wielostronnych, jak i na innych forach. Odpowiednie departamenty Ministerstwa Spraw Zagranicznych odpowiedzialne za Szanghajską Organizację Współpracy, BRICS i przestrzeń postsowiecką są zawsze do Państwa dyspozycji.

Chciałbym szczególnie podkreślić wymiar afrykański. W ostatnich latach relacje z naszymi afrykańskimi partnerami poczyniły ogromne postępy we wszystkich dziedzinach.

Wspomniałem wcześniej o Waszych kolegach z krajów zachodnich. Wielu z nich nie akceptuje rusofobii, darzy Rosję sympatią, kocha język, kulturę i literaturę rosyjską oraz podziela wartości duchowe i moralne typowe dla naszego wielonarodowego społeczeństwa. Wspomniałem również o organizacjach takich jak ONZ i OBWE, które promują współpracę ze społeczeństwem obywatelskim za pośrednictwem specjalnych komitetów i grup. Cieszylibyśmy się, gdyby do reprezentowanych tu organizacji, które mają już takie doświadczenie, dołączyło więcej uczestników.

Na uwagę zasługuje również aspekt społeczeństwa obywatelskiego w agendzie G20. Reprezentuje on najbardziej skoncentrowany przekrój współczesnego świata, w którym zachodnie kraje G7 i ich sojusznicy – ​​Japonia i Korea Południowa (łącznie dziesięć krajów) – są reprezentowane na równi z drugą grupą dziesięciu, składającą się z krajów BRICS i naszych partnerów dialogu w tym formacie. Otwiera to obiecujące perspektywy na rozpoczęcie bezpośredniego dialogu między przedstawicielami globalnej większości a zachodnią mniejszością.

Ukraina to kwestia, która interesuje wszystkich i jest obecnie przedmiotem bezpośredniej konfrontacji między nami a Europą. Amerykanie oczywiście są przede wszystkim zainteresowani realizacją własnych interesów, ale tylko oni – jak już wspomniałem – publicznie przyznali się do istnienia głębszych przyczyn tego konfliktu. Prezydent USA Donald Trump wielokrotnie argumentował, że Ukraina powinna zapomnieć o NATO, które było jedną z głównych przyczyn konfliktu, ponieważ Ukraina, poprzez serię wydarzeń na Majdanie, zamachy stanu i odwołane wybory (2004), przygotowywała się do wykorzystania swojego terytorium do rozmieszczenia nowoczesnych, zaawansowanych technologicznie środków militarnych stanowiących zagrożenie dla bezpieczeństwa naszego kraju bezpośrednio u naszych granic.

Jednocześnie Amerykanie deklarują gotowość zaakceptowania realiów na miejscu, takich jakie są teraz, po referendach. Nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek inny powiedział, że jest gotowy uznać wyniki referendum i wynikające z nich podziały terytorialne. Popierają nawet ideę, że cały Donbas – obwody doniecki i ługański (nikt już nawet nie rozważa kwestionowania statusu Krymu) – powinien zostać uznany za część Federacji Rosyjskiej, zgodnie z naszą konstytucją.

Zachód ogarnęła histeria. Zełenski twierdzi, że nie opuści obwodu donieckiego, który jest częścią jego gwarancji bezpieczeństwa. Innymi słowy, postrzega wojnę jako część tych gwarancji bezpieczeństwa. Zachód mówi mu, że priorytetem jest teraz zaprzestanie działań wojennych – po prostu zamrożenie sytuacji i udzielenie Ukrainie gwarancji bezpieczeństwa, w tym, zgodnie z marzeniem Francuzów i Brytyjczyków, rozmieszczenia wielonarodowych sił stabilizacyjnych. Oznacza to jedno: chcą dać gwarancje bezpieczeństwa reżimowi nazistowskiemu.

Zełenski niedawno udał się na Cypr i spotkał się z przedstawicielami UE, aby omówić gwarancje utrzymania władzy przez niego i jego klikę, przy założeniu, że wszystko pozostanie niezmienione. To stało się kolejną kluczową przyczyną obecnej sytuacji: rozpętanej wojny i prawnego unicestwienia wszystkiego, co związane z Rosją – języka rosyjskiego w edukacji, mediach i kulturze, a także zniszczenia kanonicznego prawosławia. Jest to również element cywilizacyjnej agresji Zachodu na Federację Rosyjską, ponieważ Zachód zaplanował i zaczął tworzyć zagrożenia cywilizacyjne na naszych granicach, w samym sercu rosyjskiego świata.

Ten sam rodzaj agresji cywilizacyjnej był widoczny w zachęcaniu reżimu Zełenskiego do eliminacji wszystkiego, co rosyjskie, i Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej. To również element agresji przeciwko nam, przeciwko Rosji jako cywilizacji. W ten sposób Zachód wykorzystuje reżim nazistowski na Ukrainie. Mówią nam, że powinniśmy jakoś rozwiązać problem Donbasu i że być może uda im się namówić Zełenskiego do ustępstw, albo może Rosja pójdzie na ustępstwa i wszystko będzie dobrze. Nic nie będzie dobrze. Zachód otwarcie oświadczył, że opracowuje gwarancje bezpieczeństwa dla reżimu, który jest postrzegany jako długoterminowe zagrożenie dla naszego kraju i ma być między innymi wykorzystywany do dalszych militarnych awantur. Oświadczyli, że wszystko to rozpocznie się w latach 2029-2030.

Dlatego doceniamy fakt, że Stany Zjednoczone, pomimo specyfiki swoich działań, zajmują stanowisko publicznego nakreślenia leżących u ich podstaw przyczyn (w sposób zbliżony do ich rzeczywistego rozumienia) i – co najważniejsze – podejmują konkretne kroki: brak rozszerzenia NATO i przystąpienie do porozumień osiągniętych na szczycie na Alasce. Zbliża się pierwsza rocznica szczytu w Anchorage. W tym czasie Europejczycy – trzeba im oddać sprawiedliwość – oraz Zełenski zrobili wiele, aby odwieść Amerykanów od obranego przez nas kursu i kontynuować gry mające na celu zniszczenie geopolitycznego konkurenta.

Języka rosyjskiego nie da się zniszczyć. Obserwujemy to również na Ukrainie. Im bardziej jest zakazany, tym częściej się nim mówi, nawet wśród przedstawicieli reżimu Zełenskiego podczas spotkań. Czują się swobodniej mówiąc po rosyjsku niż po ukraińsku, którego wielu z nich zaczęło się uczyć dopiero, gdy weszli do polityki.

W tym kontekście chciałbym podkreślić powstanie Międzynarodowej Organizacji Języka Rosyjskiego (IORL) z inicjatywy prezydenta Kazachstanu Kasyma-Żomarta Tokajewa. W zeszłym miesiącu zorganizowaliśmy pierwszą konferencję ministerialną IORL i przedstawiliśmy plany dotyczące pierwszego etapu rozwoju tej nowej i obiecującej organizacji. Liczymy na Państwa wkład w organizację wspólnych wydarzeń i rozwój wspólnych projektów.

Jednocześnie, podobnie jak w latach ubiegłych, będziemy współpracować z naszymi organizacjami non-profit, aby zintensyfikować działania mające na celu przeciwdziałanie historycznej agresji (będącej częścią szerszej agresji cywilizacyjnej przeciwko Rosji), zapobieganie próbom przepisywania historii Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i II wojny światowej oraz rewizję uznanych przez społeczność międzynarodową rezultatów naszego Wielkiego Zwycięstwa.

W tym roku, 19 kwietnia, po raz pierwszy, dekretem Prezydenta Rosji, obchodzono Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa Narodu Radzieckiego – ludobójstwa popełnionego przez nazistów na wszystkich narodach ZSRR podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Wierzymy, że ta data daje nam i naszym przyjaciołom z organizacji społecznych non-profit dodatkowy impuls do konsekwentnego dążenia do sprawiedliwości. Będziemy również zabiegać, w tym na forum międzynarodowym, o uznanie zbrodni popełnionych na narodzie radzieckim wszystkich grup etnicznych za ludobójstwo. W tym względzie nie można przecenić roli patriotycznych organizacji non-profit, które promują obiektywną informację i realizują projekty mające na celu zachowanie i utrwalenie pamięci w naszym narodzie i w narodach Europy, które wyzwoliliśmy.

Na zakończenie chciałbym potwierdzić nasze zaangażowanie w dalszą współpracę z organizacjami non-profit we wszystkich dziedzinach. Poparliśmy inicjatywę Rossotrudniczestwa i Rosyjskiego Stowarzyszenia Współpracy Międzynarodowej, aby ustanowić 5 kwietnia w Rosji Dzień Dyplomacji Ludowej. To przełomowe wydarzenie, które niewątpliwie stanie się nowym punktem centralnym dla konsolidacji naszych wysiłków i wzmocnienia dyplomacji publicznej. Doceniamy ważną rolę, jaką odgrywacie w promowaniu historycznych i uzasadnionych interesów naszego państwa oraz realizacji polityki zagranicznej nakreślonej przez prezydenta Putina.

Źródło: Przemówienie otwierające ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa na spotkaniu z liderami organizacji non-profit, Moskwa, 24 kwietnia 2026 r.

Sabotaż globalnej infrastruktury energetycznej ma na celu zagłodzenie miliardów ludzi

Edward7 gloria.tv

Na podst.: Mike Adams naturalnews/sabotage-global-energy-infrastructure-intended-starve-billions

Sabotaż globalnej infrastruktury energetycznej ma na celu zagłodzenie miliardów ludzi na śmierć

Od 1 marca na całym świecie zapaliło się 11 rafinerii paliw… walka z rolnikami za pomocą dronów termicznych…

Mike Adams

To nie jest przypadek


Obserwuję, jak świat rozpada się w czasie rzeczywistym. Od pustych dystrybutorów oleju napędowego w Sydney po rozpaczliwe kolejki po benzynę w Manili, kształtuje się przerażająca nowa rzeczywistość. To nie chwilowe załamanie podaży ani wahania rynku. Jesteśmy świadkami pierwszych, celowych wstrząsów globalnego załamania energetycznego – zaplanowanego kryzysu, którego celem jest zburzenie fundamentów współczesnej obfitości i wepchnięcie ludzkości w stan kontrolowanego niedoboru. [1]

Jak dokumentowałem przez lata, schematy te są niepodważalne. Obecna fala eksplozji rafinerii, pożarów zakładów nawozowych i potwierdzone zniszczenie kluczowej infrastruktury skroplonego gazu ziemnego to nie seria nieszczęśliwych wypadków. To skoordynowany, globalny wysiłek, wykorzystujący taktykę sabotażu, mającą naśladować wypadki i sparaliżować systemy podtrzymujące ludzkie życie. [2] To celowy akt wojny, nie przeciwko narodowi, ale przeciwko samej ludzkości.

Schemat globalnego sabotażu energetycznego
Aby zrozumieć teraźniejszość, musimy spojrzeć wstecz, w niedawną przeszłość. Era COVID-19 nie była jedynie operacją z użyciem broni biologicznej i psychologii; była próbą przed dzisiejszym, sztucznie wykreowanym chaosem. Podczas pandemii byliśmy świadkami strategicznego zamykania zakładów przetwórstwa żywności, wystawiając na próbę tolerancję społeczeństwa na zakłócenia. Ten sam schemat działania jest obecnie realizowany przeciwko globalnej sieci energetycznej z przerażającą precyzją. [3]

Obecny sabotaż jest zjawiskiem globalnym. Jak donoszono, w ostatnich latach spalono, uszkodzono lub zniszczono ponad 100 obiektów spożywczych i rolniczych, a schemat ten rozprzestrzenił się na infrastrukturę energetyczną. [4] Od rafinerii w Hajfie po kompleks Ras Laffan LNG w Katarze, cele nie są przypadkowe. Są to wąskie gardła współczesnej cywilizacji. Książka Shadow Grid: The Hidden War on Global Energy obnaża, jak energia, siła napędowa naszego świata, została wykorzystana przez elity geopolityczne do kontrolowania populacji i gromadzenia władzy. [5] Nie są to akty wojny w tradycyjnym sensie, ale sabotaż w stylu sił specjalnych, zaprojektowany tak, aby wyglądały na wypadki, a jednocześnie osiągały strategiczne spustoszenie.

Prawdziwy cel: celowy niedobór i depopulacja
Jednoczesne oddziaływanie otwartej wojny i tajnego sabotażu ma jeden jasny cel: zniszczenie światowego potencjału węglowodorów. Dlaczego? Ponieważ energia jest fundamentem wszystkiego. Jest warunkiem koniecznym dla współczesnego rolnictwa, transportu, produkcji i handlu. Jak ostrzega książka „ Kruche fundamenty: Zabezpieczanie filarów nowoczesnej cywilizacji” , nasza zależność od scentralizowanych, złożonych systemów jest naszą największą słabością. [6] Zniszczenie fundamentów energetycznych bezpośrednio prowadzi do głodu, ubóstwa i upadku społeczeństwa.

Nie chodzi o eksterminację wszystkich. Strategia globalistów to strategia kontrolowanego „szczypania”. Jej celem jest wybicie miliardów, aby „rozwiązać” obciążenia ekonomiczne i społeczne – a konkretnie wielo-bilionowe zobowiązania socjalne, które rządy postrzegają jako nie do utrzymania. Jak stwierdziłem w wywiadzie z 2022 roku, globalne elity widzą te zobowiązania finansowe i mają proste, ludobójcze rozwiązanie: oczyścić bilanse poprzez wyeliminowanie osób, którym zalegają z płatnościami. [7] Zniszczenie produkcji nawozów jest kluczowym wektorem tego planu. Proces Habera-Boscha, który syntetyzuje amoniak do produkcji nawozów, jest bezpośrednio odpowiedzialny za wyżywienie połowy światowej populacji. Sabotowanie surowca gazu ziemnego dla tego procesu jest bezpośrednim atakiem na globalne zaopatrzenie w żywność. [8]

Podążaj za zachętami: Dlaczego rządy chcą, żebyś był zależny
Musimy podążać za bodźcami finansowymi, aby dostrzec zimną, wyrachowaną logikę stojącą za tą wojną. Programy takie jak powszechny dochód podstawowy (UBI), często reklamowane jako polityka postępowa, tworzą przewrotną zachętę. Rząd, który obiecuje każdemu obywatelowi dochód podstawowy, ma bezpośredni motyw finansowy, by mieć mniej obywateli. Każda osoba usunięta z listy UBI to trwałe zmniejszenie zobowiązań państwa. [9]

Co więcej, rozwój sztucznej inteligencji i robotyki sprawia, że ​​praca ludzka staje się w oczach klasy rządzącej zbędna. W wywiadzie omawiałem, jak postaci takie jak Yuval Noah Harari argumentują, że technologia może zastąpić ludzkich pracowników, czyniąc ogromne rzesze ludzkości „bezużytecznymi”. [10] Z tej perspektywy życie ludzkie nie jest już atutem, lecz obciążeniem (dla elity) – pochłania zasoby („matki ziemi”). Po co karmić, zapewniać dach nad głową i opiekę miliardom ludzi, skoro pracę mogą wykonywać maszyny napędzane sztuczną inteligencją? Ta mentalność uzasadnia program depopulacji.

To również wyjaśnia, dlaczego prawdziwe przełomy w dziedzinie długowieczności i naturalnego zdrowia są tłumione. Technologie i protokoły, które mogłyby pozwolić masom żyć dłużej i zdrowiej, jedynie pogłębiłyby „problem” „zbyt wielu ludzi” dla elity . Takie przełomy są zatem zarezerwowane dla elit, które postrzegają siebie jako godnych spadkobierców wyludnionej planety. Masy są uważane za zbędne.

Etapy upadku już się rozpoczęły
Nie czekamy na załamanie; jesteśmy na jego wczesnym etapie. Pierwszym etapem jest widoczny sabotaż, którego jesteśmy świadkami już dziś, gdzie większość społeczeństwa pozostaje nieświadoma lub lekceważy go, obwiniając „konflikt geopolityczny” lub „siły rynkowe”. Główne media posłusznie podają tę przykrywkę. [2]

Etap drugi – powszechne obawy opinii publicznej dotyczące ostrych niedoborów, hiperinflacji i uświadomienia sobie, że system jest zepsuty – jest nieuchronny. Biorąc pod uwagę trajektorię cen paliw i żywności, ten etap prawdopodobnie nastąpi w Ameryce Północnej za kilka tygodni. Widzieliśmy już zapowiedzi panicznych zakupów i rządowych dyskusji o racjonowaniu w niektórych ograniczonych obszarach. [11]

Trzecim etapem jest powszechna panika i akceptacja nowej, trwałej rzeczywistości. To wtedy ludzie zdają sobie sprawę, że obfitość XX wieku odeszła w zapomnienie, zastąpiona kontrolowanym spadkiem poziomu życia, mobilności i wolności osobistej, ” , kruche systemy podtrzymujące naszą cywilizację zawodzą w skoordynowany sposób. [12] Zaprojektowany niedobór energii jest czynnikiem wyzwalającym ten ostateczny upadek.

Dlaczego wiedza i przygotowanie są Twoją jedyną obroną
Korporacyjne media głównego nurtu nigdy nie powiedzą ci tej prawdy. Są współwinne tej historii, działając jako ramię propagandowe dla samych instytucji, które stoją za tym upadkiem. [13] Twoje przetrwanie zależy od odrzucenia ich narracji i poszukiwania wiedzy w zdecentralizowanych, nieocenzurowanych źródłach.

Samowystarczalność nie jest już hobbystycznym zajęciem; to jedyna realna droga do przetrwania sztucznie wywołanej burzy. Oznacza to zapewnienie sobie własnego pożywienia, wody, energii i komunikacji poza kruchymi, scentralizowanymi sieciami. Jak od lat namawiam, posiadanie gospodarstwa rolnego, gromadzenie namacalnych aktywów, takich jak złoto i srebro, oraz wycofanie majątku z systemu bankowego to kluczowe kroki. [14]

Moje przekonanie, ukształtowane przez dziesięciolecia badań, jest takie: ci, którzy dostrzegają ten schemat i działają teraz, aby zbudować samowystarczalność, przetrwają to, co nadchodzi, nawet jeśli miliardy nie przetrwają. System, na którym nauczono cię polegać, pragną twojej śmierci, ponieważ jesteś obciążeniem finansowym ( zasobów pachamamy/matki ziemi). [16] Twoją jedyną obroną jest rezygnacja z tego systemu w jak największym stopniu. Wiedza, przygotowanie i społeczność podobnie myślących osób to twoje koła ratunkowe. Czas biernej obserwacji minął. Wojna z ludzkością się rozpoczęła, a twoje przetrwanie zależy od jej rozpoznania i walki z nią wszelkimi dostępnymi zasobami… The Sabotage of Global Energy Infrastructure is …

Od 1 marca na całym świecie zapaliło się 11 rafinerii paliw – jakie to wygodne dla agendy klimatycznej


W ciągu około siedmiu tygodni od 28 lutego 2026 r. w wielu krajach doszło do licznych poważnych pożarów i eksplozji w rafineriach paliw i zakładach energetycznych.
Krytyczne infrastruktury energetyczne na całym świecie stają w płomieniach. Dzieje się to codziennie, zarówno na obszarach objętych wojną, jak i w krajach, w których oficjalnie nie obowiązuje stan wojny. Niniejszy artykuł koncentruje się na incydentach niemilitarnych.

Kluczowe incydenty (niemilitarne)

1 marca 2026 r. – Ekwador:
W największej rafinerii ropy naftowej w kraju wybuchł poważny pożar. Dokładne informacje na temat przyczyn pożaru są nadal ograniczone w publicznych raportach.
17 marca 2026 r. – Rafineria Olmeca (Dos Bocas), Tabasco, Meksyk : W najnowszej rafinerii w Meksyku (należącej do PEMEX) doszło do pożaru. Był to drugi incydent w tym miejscu w krótkim odstępie czasu.
Kolejny pożar 9 kwietnia miał miejsce w magazynie koksu naftowego; nie odnotowano żadnych ofiar.
23 marca 2026 r., Valero, Teksas, USA : Eksplozja podpaliła rafinerię ropy naftowej w Port Arthur w Teksasie. Rafineria Valero jest jedną z największych rafinerii w Stanach Zjednoczonych.
14 kwietnia 2026 r. – Elektrownia cieplna Vedanta, Sakti, Chhattisgarh, Indie : W wyniku eksplozji kotła w tej elektrowni węglowej zginęło 19 osób, a kilka zostało rannych podczas rutynowej pracy.
15-16 kwietnia 2026 r. – Geelong, Wiktoria, Australia: W rafinerii Geelong należącej do Viva Energy – jednej z dwóch działających rafinerii ropy naftowej w Australii – wybuchł duży pożar. Rafineria dostarcza około 10% paliwa do Australii, co spowodowało tymczasowe problemy z dostawami i konieczność importu w celu zrównoważenia strat. Przedstawiciele władz określili to zdarzenie jako „bezprecedensowe”.
16-17 kwietnia 2026 r. – Haripur, Chajber Pasztunchwa, Pakistan: Gazociąg Sui Northern w strefie przemysłowej Hattar pękł i zapalił się, wywołując potężny pożar, który strawił pobliskie dzielnice mieszkalne.
18 kwietnia 2026 r. – Rafineria BP Cherry Point, Blaine, stan Waszyngton: Trzy osoby zostały ranne w incydencie, do którego doszło w sobotę w rafinerii BP Cherry Point w Blaine, poinformowali przedstawiciele firmy.
20 kwietnia 2026 r. – Pachpadra, Balotra, Radżastan, Indie: W pobliżu instalacji destylacji ropy naftowej w nowym kompleksie HPCL Rajasthan Refinery Ltd (HRRL), projekcie rafineryjno-petrochemicznym o wartości 9,5 miliarda dolarów, wybuchł poważny pożar. Trwa dochodzenie w sprawie przyczyn technicznych lub operacyjnych.
20 kwietnia 2026 r. – Bukareszt, Rumunia: W elektrociepłowni CET Vest (kluczowym obiekcie ciepłowniczym dla miasta) doszło do potężnej eksplozji, w której uczestniczyły transformatory elektryczne zawierające 30–40 ton oleju izolacyjnego.
20-21 kwietnia 2026 r. – Homalin, region Sagaing, Mjanma: Potężna eksplozja w porcie rzecznym nad rzeką Chindwin wywołała pożar, który strawił ponad 10 tankowców z paliwem.
21 kwietnia 2026 r. – Etoile, Teksas, USA: Eksplozja na odwiercie gazu ziemnego/ropy naftowej w Teksasie wywołała duży pożar, który był widoczny z odległości wielu kilometrów i doprowadził do ewakuacji niektórych osób.
Wpływy
Wydarzenia te ożywiły dyskusje w Internecie na temat potencjalnych zagrożeń dla globalnej infrastruktury energetycznej, zwłaszcza w obliczu szerszych napięć geopolitycznych i napięć na rynku energii.
Pożary rosyjskich rafinerii, które miały miejsce w tym samym okresie (np. w Nowokujbyszewsku, Syzraniu, Tuapse) były wyraźnie powiązane z atakami dronów i zostały tutaj pominięte ze względu na skupienie się na przypadkach niezwiązanych z wojskiem.

Wpływ jest różny
Australia zmaga się z krótkoterminowymi problemami z dostawami paliwa; Indie opóźniły otwarcie nowej, dużej rafinerii; w Pakistanie zginęło wielu cywilów; w Rumunii wystąpiły tymczasowe zakłócenia w dostawach ogrzewania; pożar w porcie w Mjanmie wpłynął na logistykę dostaw paliwa. Do szerszych skutków zalicza się ewakuacje lokalne, obawy dotyczące jakości powietrza spowodowanej dymem oraz apele o wzmożone kontrole bezpieczeństwa w przestarzałych lub przeciążonych obiektach.

Geelong oil refinery up in flames joins 10 others across the world including the US

==========================================================

AP: Wybuch na odwiercie [gazu ziemnego/ropy] wywołuje duży pożar i ewakuację w Teksasie [Etoile]
Reuters: Ugaszono pożar w indyjskiej rafinerii w Radżastanie o wartości 8,5 miliarda dolarów
Świt: 8 osób zginęło, 11 zostało rannych w wyniku pożaru linii dostarczającej gaz w Haripur w prowincji KP
ABC News Australia: Co wiemy o „bezprecedensowym” pożarze rafinerii w Geelong
Inżynier chemik: Nikt nie ucierpiał w wyniku drugiego pożaru w ciągu dwóch miesięcy w najnowszej rafinerii w Meksyku
Zagrożenie: Liczba ofiar śmiertelnych eksplozji w elektrowni w Chhattisgarh wzrosła do 19, rozpoczyna się śledztwo
NewsVoice: Eksplozja Våldsam w rafinerii Valero w Teksasie
Cascadia Daily: Aktualizacja: Incydent w rafinerii BP badany przez państwowe agencje pracy i lotnictwa
KOMO News: 3 osoby ranne w incydencie w rafinerii BP Cherry Point w hrabstwie Whatcom
Komentarz: Zaniepokojony Obywatel, 20 kwietnia 2026 r.
Komentarz: Gerry Nolan, The Islander, 21 kwietnia 2026 r.


Udostępnij wszędzie! 11 fuel refineries catch fire across the world …

WALKA Z ROLNICTWEM – KARTEL SZCZEPIONKOWY BILLA GATESA POLUJE NA ROLNIKÓW WE FRANCJI ZA POMOCĄ DRONÓW TERMICZNYCH!

Francuskie niebo jest pełne dronów monitorujących, które wyszukują „nieposłuszne” bydło… bo dzielni farmerzy ODWAŻYLI SIĘ odrzucić popierane przez Gatesa nakazy szczepień. Naloty policyjne w środku nocy. Stada osaczone. Przymusowe zastrzyki pod groźbą broni. To nie jest zdrowie publiczne. To wojna biologiczna na twoim talerzu. Oni nie tylko szczepią zwierzęta — oni zatruwają łańcuch pokarmowy, tworzą zależność i miażdżą każdego, kto staje na drodze do całkowitej kontroli nad tym, co trafi na twój stół.

Niezależne gospodarstwa? Celowane. Stada ekologiczne? Naznaczone do zniszczenia. Rolnicy, którzy mówią NIE? Traktowani jak terroryści. Podczas gdy główny nurt wiwatuje na „bezpieczeństwo żywności”, prawdziwy cel jest jasny jak kryształ: osłabić populację, kontrolować dostawy i upewnić się, że każdy kęs będzie zawierał ich eksperymentalny koktajl. Machina globalistów nie zatrzymuje się już na ludziach. Teraz idą po zwierzęta gospodarskie… a co za tym idzie, po CIEBIE. Ale opór NArasta. W cieniu tego szaleństwa prawdziwi wojownicy budują niezniszczalne alternatywy — zdecentralizowane, przejrzyste i poza ich zasięgiem. x.com/SternDrewCrypto/status/204701102438211178
3

Dodatki paszowe redukujące emisję metanu u bydła dają „wołowinę Frankenstein”
SÃO PAULO, 22 kwietnia 2026 r. /PRNewswire/ — Minerva Foods, globalna firma spożywcza i czołowy eksporter wołowiny w Ameryce Południowej, oraz Rumin8, australijska firma zajmująca się technologiami klimatycznymi, opracowująca dodatki paszowe mające na celu redukcję emisji metanu przez zwierzęta gospodarskie, ogłosiły dziś wyniki badania wykazującego znaczną redukcję emisji metanu przez bydło oraz poprawę efektywności paszy.

Bajka o nadmiarze metanu (i dwutlenku węgla) szkodzącym środowisku była dla Zielonych taranem przeciwko wypasaniu bydła na pastwiskach i emisji metanu. Liczne badania wykazały, że metan nie jest szkodliwy dla klimatu, ludzkości ani niczego innego. Cała kampania ONZ dotycząca zanieczyszczenia dwutlenkiem węgla i metanem napędzała rozwój potężnego przemysłu zwanego odnawialnymi źródłami energii. Międzynarodowe firmy farmaceutyczne, rządy i giganci spożywczy nie chcą zaakceptować faktu, że tysiące lat naturalnego rozwoju układu pokarmowego przeżuwaczy nie mogą zostać zmienione bez powodowania problemów zdrowotnych u zwierząt lub u konsumentów spożywających mięso nasączone chemikaliami.

Z powodu propagandy opartej na strachu, kierowanej pod adresem przemysłu bydlęcego w czasie „kryzysu klimatycznego”, rolnicy zdają się być ostatnio zmuszeni do zwrócenia uwagi na to stosunkowo niewielkie źródło produkcji metanu. Rolnicy muszą podawać środki chemiczne, które zakłócają normalne procesy trawienne, wytwarzając metan u bydła, w postaci dodatku paszowego Bovaer-10 lub szczepionki Rumin8. Przemysł ten zapomniał o tym, że spożywamy takie zwierzęta, a optymalny stan metaboliczny zwierząt jest dla nas niezbędny dla zdrowia po spożyciu.

Wyobraź sobie, że przez ostatnie 80 lat, wraz z pojawieniem się rolnictwa przemysłowego, nagle przeszliśmy na dietę złożoną z przetworzonej żywności i głównie martwej trawy – to odpowiednik przejścia od całodziennego jedzenia w domu do życia wyłącznie na fast foodach dla bydła. Co więcej, jesteśmy ograniczeni do zamkniętej przestrzeni z setkami innych krów. Dokładnie to samo dzieje się we współczesnych fermach tuczu w okresie „tuczu”, gdzie dieta bydła ulega drastycznej zmianie i zawiera do 80% zbóż i nasion oleistych, takich jak bawełna. Można to porównać do buntu układu pokarmowego, który pojawia się po drastycznej zmianie diety podczas podróży zagranicznej, z tą różnicą, że bydło nie wraca do swojej normalnej diety po kilku tygodniach.

Dodatek paszowy dla przeżuwaczy Coles Bovaer – cairnsnews.org/…ti-methan-cattle-feed-additive-is…. Największy australijski zakład przetwórstwa mięsa, brazylijska firma JBS Swift, stosuje dodatek Bovaer we wszystkich swoich tuczarniach, aby zapobiegać emisji metanu u bydła. Coles i Woolworths należą do największych sprzedawców detalicznych wołowiny JBS. W Australii nie ma żadnego przepisu prawnego nakazującego stosowanie tego toksycznego dodatku. Udostępnij wszędzie!
Feed additives to reduce methane emissions in …

Czy główny Szatan jest krótkowzroczny oraz głupi?

Czy główny Szatan jest krótkowzroczny oraz głupi?

Mirosław Dakowski, 12 kwiecień 2026

Postawione w tytule pytanie opiera się na obserwacjach ostatnich konwulsji „polityki światowej”.

Już wszyscy trzeźwi widzą, a mniej bystrzy zaczynają podejrzewać,

– że na przykład USA są prowadzone na mocnej smyczy przez rządców małego państewka w Azji Mniejszej.

– że w Ameryce ogromny tłum [około 60 milionów?] ludzików, identyfikujących się jako „chrześcijańscy syjoniści”, wspiera finansowo i duchowo bandę krwawych morderców.

– że przeciw tym żarłocznym i krwawym zbrodniczym państwom walczy Persja, kraj i państwo mahometańskie.

A gdzie są państwa Chrystusa, katolickie?

Takich już nie ma. Od dawna zostały zatłuczone, zgwałcone, rozerwane…

– że UE, przepoczwarzone w ostoję komunizmu, przefarbowanego z czerwonego na zielony, zdąża coraz szybciej do przepaści energetycznej, ekonomicznej, umysłowej i duchowej.

– że BRICS też …

– że finansjera świata…

Itp itd.

Czyżby ich przywódcy, oczywiście pełni pychy, byli też aż tak głupi i krótkowzroczni? Może wariaci? Wszystko na to wskazuje.

Ale musimy sobie uświadomić, że ich Pan i Władca to chyba najinteligentniejsze stworzenie Boga – to Lucyfer.

 – Otóż – nie identyfikujmy pychy, głupoty i krótkowzroczności jego podwładnych i marionetek – z Jego Pychą i Inteligencją.

Nie sięgając z dalej, niż do ostatnich wieków:

Ogromne rzezie, terror, eksterminacja głównie kapłanów katolickich, zakonnic w Wielkiej Rewolucji anty-Francuskiej przyniosły oczekiwane przez niego skutki: Francja z Pierwszej ry Kościoła stała się ostoją masonerii, laicyzmu, perwersji.

– prawosławne Carstwo Rosji zostało wdeptane w krwawy gnój, znów przed wszystkimi torturowano i mordowano biskupów, kapłanów, zakonników i zakonnice.

– Niemcy, m.inn. za sprawą potwornego i zwariowanego Adolfa, duchowo zupełnie odeszły od chrześcijaństwa, od katolicyzmu.

To tylko przykłady.

============================

Już w Fatimie Matka Boża pokazała dzieciom wielkie rzeki potępionych idących do piekła.

Te rzeki przez następne stulecie wzrosły co najmniej 10-krotnie.

Czy Lucyfer nie może być pijany? Ze zwycięstwa?

Więc te obecne konwulsje świata są zgodne z jego planami, prawda?

Jego sługi mogą, nawet muszą być krwawymi idiotami.

Sądzę, iż wnioski z tych paru przypomnień mogą być dość jednoznaczne:

Zbliżamy się do Ostatniej Walki, do Ostatniej Konfrontacji.

Pamiętajmy, by być po stronie jej Ostatecznego Zwycięzcy.

– dla malutkich: warto, synkowie.

Wiem, kim są włodarze wojen, lockdown’ów i nienawiści do życia: To zawsze ci sami, te same postacie…

Wiem, kim są włodarze wojen, lockdown’ów i nienawiści do życia: To zawsze ci sami, te same postacie…

Date: 22 aprile 2026 Author: Uczta Baltazara

babylonianempire/wiem-kim-sa-wlodarze-wojen-lockdownow-i-nienawisci-do-zycia

na podst.: x.com/intuslegens

—————————————————————————-

Wiem.

Wiem, że za lockdownem energetycznym stoją te same osoby, które stały za lockdownem sanitarnym.

Wiem, że miliardowe zyski z lockdownu sanitarnego trafiły do tych samych osób, które stoją za lockdownem gospodarczym – tj. do tych samych, którzy zaplanowali zakaz wydatków publicznych, emisji pieniądza przez państwo, zakładania przedsiębiorstw państwowych, państwowości służącej celom społecznym i solidarnościowym.

Wiem, że te same nazwiska zaplanowały kaftan bezpieczeństwa, jakim jest pakt stabilności, zasadę trzech procent, zakaz pomocy państwowej, zakaz wykupywania przez państwo własnego długu oraz ratowania pracowników przed lichwą.

Wiem, że te same osoby, które zaplanowały lockdown gospodarczy, zaplanowały również lockdown etniczny – poprzez zakaz dla narodów egzystowania według ich wielowiekowej tradycji, nakaz metysowania się, budowę społeczeństwa wielo-konfliktowego, chaotycznego, złożonego z niewolników nienawidzących się nawzajem.

Wiem, że te same osoby, które zaplanowały lockdown etniczny, zaplanowały również lockdown klimatyczny. Uniemożliwiają nam korzystanie z samochodu, domu, kotła, kominka, gazu, węgla, krów i produktów rolnych. Kontrolują, ograniczają, zakazują i cenzurują każdy krok, każdy oddech, każdą nadzieję, każde marzenie.

Wiem, że te same osoby, które stworzyły lockdown klimatyczny, stworzyły lockdown monetarny: każdy jeden zakup wiąże się z elektronicznym obciążeniem konta na rzecz banku, każda rodzina zmaga się z “nową normalnością” zadłużenia, wezwań do zapłaty, rat, odsetek i lichwiarstwa.

Wiem, że za tym wszystkim stoją te same osoby, które zabijają, eksterminują i dokonują ludobójstwa oraz masowych mordów na narodach, które nie stoją po ich stronie.

To są te same postacie, które domagają się od nas lockdownu pokoju, czyli lockdownu życia. Miliardy odebrane szkołom i szpitalom wydawane są na broń dla wojen Zachodu, kanonizowanych przez “europeizm unijny”.

Wiem, że te same osoby zabijają, oszukują, kłamią, kontrolują, niszczą, rujnują, wymazują wszelkie ślady miłości i człowieczeństwa.

Wiem to, choć nie mam dowodów, ale po prostu wiem.

Suma wszystkiego, co widzę, obserwuję, badam, analizuję, interpretuję, łączę i rekonstruuję, podpowiada mi, że to oni, zawsze oni, zawsze te same postacie.

Znam te postacie: moralną nikczemność tych postaci, ich okrucieństwo, ich nienawiść do nas, ich nieludzką naturę.

INFO: x.com/intuslegens

Płk. McGregor o amerykańskiej pysze, głupocie i upadku

Płk. McGregor o amerykańskiej pysze, głupocie i upadku

Autor: pokutujący łotr, 22 marca 2026

Doskonała zwięzła analiza sytuacji na froncie i na zapleczu wojny usraelsko-irańskiej. Pułkownik Douglas McGregor, jak zawsze  z precyzją i chłodem zawodowego żołnierza, przeprowadza wiwisekcję nieudolności, głupoty, próżności i pozoranctwa “elit Epsteina” rządzących dziś USA, wespół z ich zbójeckimi szefami w Tel Aviwie. Ta szajka, po totalnej kompromitacji czterodniowego blitzkriegu,  wymyślonego przez tych bywalców Wyspy Rozkoszy, nie ma dziś  żadnego racjonalnego planu jak ciągnąć tę krwawą awanturę inaczej, niż  pchając narody w III Wojnę Światową wobec odważnej i bezwzględnej reakcji świetnie uzbrojonego Iranu. Nie maja oni innego pomysłu, jak tylko bombardować, bombardować, choćby celem były już tylko ewakuowane wcześniej w głąb Iranu opustoszałe fabryki i osiedla i choćby miliardy dolarów dziennie wyrzucane w błoto na te nieistotne cele, nie rujnowały przede wszystkim amerykańskiej gospodarki.

Taka obłąkana polityka prowadzi naczelną do niedawna gospodarkę świata do bankructwa i izolacji od głównych dzisiaj graczy, Chin i Rosji. Zwłaszcza, wobec ewidentnych głupot wygłaszanych do tego  prawie co dzień przez “głównego w  Białym Domu” (tak się teraz mówi na Trumpa, jego nazwisko już nie przechodzi dziennikarzom przez gardło) i “wojennych sukcesów” amerykańsko-izraelskiego gangu podżegaczy, otrąbianych prze kamerami z zapalczywością godną mów podpitego teścia na weselu, przez szefa obrony USA i amatora mocnych trunków, Petera Hegsetha.

Całość przypomina coraz bardziej słynne zdanie kończące poemat T.S. Eliota “Wydrążeni ludzie”: I tak się właśnie kończy świat, nie hukiem ale skomleniem.

This is the way the world ends not with a bang but a whimper

Iran i zmierzch cywilizacji

Iran i zmierzch cywilizacji

Andrzej Madejewski


salon24.pl/iran-i-zmierzch-cywilizacji

Najpierw Strefa Gazy i mordowanie dzieci – świat milczał. Teraz dramat z dziewczynkami w Iranie i dalej milczy. Następnym razem świat nie będzie milczeć, tylko wyć z bólu zagłady, ale będzie już za późno Obojętność na zło to jego potęgowanie. Milcz, a wtedy przyjdą demony wojny po ciebie!

W marcu 2026 roku ludzkość przekroczyła próg, zza którego nie ma już powrotu do cywilizacyjnego ładu. Eskalacja konfliktu w Iranie, zapoczątkowana operacjami „Epic Fury” i „Roaring Lion”, stanowi moment krytyczny, w którym mechanizmy historii przestały służyć przetrwaniu, a stały się narzędziem globalnej eutanazji. To nie jest jedynie lokalna wojna o zasoby czy strefy wpływów, lecz rzeczywisty, materialny Armagedon, wynikający z połączenia technicznego nihilizmu Zachodu z eschatologicznym fanatyzmem Wschodu. Obserwujemy właśnie finalny etap dekompozycji gatunku, który własny geniusz technologiczny obrócił przeciwko samej idei istnienia.

Współczesna machina wojenna, operująca w oparciu o autonomiczne algorytmy i bezduszną precyzję uderzeń, doprowadziła do całkowitej dehumanizacji destrukcji. Śmierć ajatollaha Alego Chameneia i następujący po niej chaos stały się jedynie danymi w procesorach systemów kierowania ogniem. Filozoficzna „banalność zła” Hannah Arendt osiągnęła swoją ostateczną, cyfrową formę, w której unicestwienie całych społeczeństw odbywa się z matematyczną obojętnością. Ta sterylność współczesnej rzezi jest najbardziej przerażającym sygnałem końca. Gdy decydenci zostają odcięci od fizycznego wymiaru cierpienia przez ekrany wysokiej rozdzielczości, znika ostatnia bariera powstrzymująca ludzkość przed samounicestwieniem.

Polityczny porządek świata, budowany od pokoju westfalskiego, uległ ostatecznemu spopieleniu w płomieniach nad Teheranem. Atak przeprowadzony z pominięciem jakichkolwiek struktur międzynarodowych sankcjonuje powrót do pierwotnego stanu natury, w którym jedynym prawem jest prawo totalnego zniszczenia. Jednak w 2026 roku stan natury jest uzbrojony w głowice jądrowe i broń hipersoniczną. Iran, realizując strategię asymetrycznego Armagedonu poprzez blokadę cieśniny Ormuz i uderzenia odwetowe w infrastrukturę krytyczną świata, domyka pułapkę, w którą ludzkość wpędziła się sama. Globalny krwiobieg ekonomiczny został przerwany, co nieuchronnie prowadzi do gwałtownego gnicia struktur państwowych w Europie i Azji.

Z perspektywy eschatologicznej zderzenie to ma charakter ostateczny. Po jednej stronie stoi technokratyczny mesjanizm, wierzący w możliwość zaprowadzenia „ładu” poprzez chirurgiczną eksterminację oporu, po drugiej zaś religijny fatalizm, dla którego zniszczenie świata jest pożądanym etapem przejścia. Gdy obie strony konfliktu operują w kategoriach absolutnego zła i dobra, dyplomacja staje się jedynie formą kapitulacji, a jedyną logiczną ścieżką pozostaje totalna anihilacja przeciwnika. To właśnie ta niemożliwość kompromisu, wpisana w tkankę obu ideologii, czyni obecną wojnę początkiem końca ludzkości.

Kruchość naszej cywilizacji objawia się teraz w pełnej jaskrawości. Armagedon nie musi być nagłym błyskiem na horyzoncie, lecz procesem nieuchronnego rozpadu wszystkiego, co definiowało nas jako istoty społeczne. Głód energetyczny, upadek systemów finansowych i masowe migracje wywołane pożogą na Bliskim Wschodzie zamienią metropolie w pola bitew o przetrwanie. To, co nazywaliśmy postępem, okazało się jedynie budowaniem coraz wyższego rusztowania pod szubienicę gatunku.

Wojna w Iranie to moment, w którym historia przestała być procesem, a stała się wyrokiem. Ludzkość, wyposażona w boską moc niszczenia przy jednoczesnym zachowaniu niemowlęcej niedojrzałości politycznej, skazała się na niebyt. Każda kolejna rakieta spadająca na irańską ziemię jest gwoździem do trumny cywilizacji, która nie potrafiła udźwignąć ciężaru własnej potęgi. Stoimy u kresu, patrząc, jak światło rozumu gaśnie w oślepiającym blasku eksplozji, kończących krótki i krwawy sen o panowaniu nad materią.

Świat w chaosie. Lekcje dla Trumpa

salon24/dziobaty/swiat-w-chaosie-wedlug-raya-dario-lekcje-dla-donalda-trumpa

Świat w chaosie według Raya Dario. Lekcje dla Donalda Trumpa

Dziobaty


Ray Dalio jest miliarderem i założycielem największego funduszu hedgingowego na świecie — Bridgewater Associates... Dario ostrzega, przed wielkim chaosem na świecie i rozpadem powojenny porządku globalnego. W najnowszym eseju „Koniec Pax Americana” z 13 marca 2026 roku, na platformie LinkedIn przekonuje, że świat wszedł w fazę „wielkiego nieporządku”, w której dominują konflikty mocarstw, chaos gospodarczy i zasada siły zamiast reguł. Pisze o tym Fortune z 16 marca 2026.

W sporo starszym poście umieszczonym na LinkedIn w 2023 roku, Ray Dalio napisał w że jest apolityczny, ale uważa się za „silnego, ponadpartyjnego umiarkowanego.”  Argumentował, że walka o przyszłość USA nie toczy się między Republikanami a Demokratami, lecz między umiarkowanymi a ekstremistami... Rzeczywiście, Dario do żadnej amerykańskiej partii nie należy, ale jak na dobrego biznesmana przystało, kieruje się zdrowym rozsądkiem sponsorując  „jedynych posłusznych linii partii” polityków… Jest to o tyle ważne, że finansista Ray Dario, wielokrotnie wypowiadał się na temat polityki gospodarczej i społecznej prezydenta Donalda Trumpa… Czy uważa Trumpa za ekstremistę?

W ostatnim tekście oraz powiązanych ostatnich publikacjach z 2026 roku Dario analizuje koncepcję „Wielkiego Cyklu” — modelu opisującego wzloty i upadki imperiów. Jego zdaniem znajdujemy się obecnie w „Szóstej Fazie”, przypominającej lata 30. XX w. Wówczas kryzysy zadłużeniowe, protekcjonizm, nacjonalizm i ekstremizmy polityczne doprowadziły do II wojny Światowej … Dalio podkreśla, że wielkie konflikty często zaczynają się od napięć ekonomicznych – wojen handlowych, zamrażania aktywów, sankcji i embarg. Dziś obserwujemy „wojny kapitałowe”, w których restrykcje finansowe stają się pierwszą linią starcia. Najgroźniejszym punktem zapalnym pozostaje rywalizacja USA–Chiny o Tajwan, dochodzi wojna o atom i ropę naftową z Iranem; w cieniu pozostaje wojna Rosji z Ukrainą — są to konflikty, które mają zarówno militarny, jak i finansowy wymiar i które powodują rosnącą polaryzację między mocarstwami.

Dalio wcześniej ostrzegał przed kryzysem finansowym w 2008 r.; teraz apeluje o ostrożność. W jego ocenie w czasach geopolitycznego starcia i wysokiego zadłużenia największym zagrożeniem dla majątku jest inflacja oraz utrata zaufania do instytucji. Dlatego zamiast polegać wyłącznie na walutach fiducjarnych czy cyfrowych aktywach, rekomenduje realne zabezpieczenie kapitału… Standard złota został w USA zawieszony w USA w 1971 r. – w obliczu narastającej niestabilności dolara Dalio zaleca redukcję zadłużenia oraz zwiększenie udziału złota w portfelu. Jego zdaniem wojny i kryzysy są finansowane przez dodruk pieniądza i wzrost długu publicznego, co prowadzi do osłabienia walut i obligacji. Złoto jako zasób trwały i ograniczony; ma według niego chronić wartość majątku w czasach inflacji i kryzysów systemowych… Warto jednak wiedzieć, że  chociaż w 2024 roku oficjalne rezerwy złota w Stanach Zjednoczonych były prawie 4 x  większe niż w Chinach, w tym samym roku  Chiny wyprodukowały około 380 ton metrycznych złota, a USA około 160 ton. Produkcja złota w USA od 2017 roku systematycznie spada.

Bridgewater Dario jest również sceptyczny wobec kryptowalut. Uważa, że mogą one zwiększać kontrolę państw nad przepływem pieniędzy i ograniczać prywatność użytkowników – w jego ocenie cyfrowe eksperymenty monetarne nie dają takiej trwałości jak fizyczne aktywa…. Donald Trump w pełni przyjął Bitcoina i kryptowaluty, co jest zwrotem w stosunku do jego pierwszej kadencji … Obecnie wyraźnie identyfikuje się jako „Crypto President” i chce uczynić USA „światową stolicą kryptowalut” i centralnym elementem swojej platformy gospodarczej….

Dario zgadza się z Trumpem że chce on osłabić i odsunąć świat od dolara, bo jako waluta fiat zawsze będzie gospodarce dodawać minusy…. Świat się podzielił; Trump zapewnia, że zachodnia półkula jest strefą amerykańską i  reindustrializacja USA jest jej dużą częścią. Według Trumpa wszystkie jego ruchy są częścią tego planu… Globalizm jest praktycznie martwy, ale to nie oznacza zniknięcia handlu, lecz w przyszłości selektywne umowy handlowe i ochronne … Klasa średnia ma problemy od około 1980 roku, a globalizm przynosił największe korzyści 1-5%  elitom… Chiny z mapy świata nie znikną i pozostaną największym wrogiem Stanów Zjednoczonych, mając za plecami Rosję i Iran… Europa przestaje być sojusznikiem.

Dalio opisał USA jako zmierzające pod rządami Trumpa w stronę autokracji w stylu lat 30. Wskazuje na wzmożoną interwencję państwa administracji w sektorze prywatnym — na przykład przejmowanie udziałów w prywatnych firmach takich jak Intel — jako dowód na „silne autokratyczne przywództwo” mające przejąć kontrolę nad gospodarką.

Początkowo Dalio postrzegał politykę pro-biznesową i obniżki podatków Trumpa jako stymulujące wzrost; później ostrzegał, że korzyści te mogą zostać zniwelowane przez  „szkodliwe skutki” populistycznych i protekcjonistycznych agend. Wyraźnie ostrzegł, że droga gospodarcza Trumpa może prowadzić do „czegoś gorszego niż recesja”, jeśli nie będzie odpowiednio zarządzana.

Dalio postrzega politykę zagraniczną Trumpa „America First” jako znak końca powojennego porządku światowego opartego na zasadach po II wojnie światowej… czy sugeruje zalety nowej „żelaznej kurtyny”? … Wyraził głębokie zaniepokojenie, że styl polityki Trumpa pogłębia wewnętrzne podziały.. . Ocenił ryzyko ” wojny domowej” jako wysokie ze względu na te spolaryzowane warunki… Kto jeszcze przyczynia się do polaryzacji warunków w walce o władzę, Dalio nie wspomina.

Dalio uważa cła Trumpa za „pragmatyczne” w budowaniu samowystarczalności wewnętrznej w nieprzyjaznym klimacie globalnym… nazwał je też wysoce zakłócającymi globalny system produkcyjny… Dario jednocześnie „zapala świeczkę i gasi ogarek”. Komu zapala, komu gasi, zależy od kursów giełdowych.

Dalio utrzymuje, że nie ocenia Trumpa moralnie, lecz jedynie opisuje „zależności przyczynowo-skutkowe” jego polityki oparte na cyklach historycznych… Właściwie – jak Dalio ocenia Trumpa? … W swojej ostatniej publikacji napisał –„Teraz jest jasne, że Donald Trump i jego wyborcy reformują rząd i kraj, niczym korporacyjny rajder prowadzący wrogie przejęcie nieefektywnej firmy”.

Jako gracz który zawsze gra na zwiększenie swoich akcji na giełdzie, Ray Dario na pewno wie co mówi.

Teraźniejszość często wydaje się być zbudowana z rozbitych fragmentów dawnych zmagań

Jak przeszłość szepcze teraźniejszości w Iranie

Alfred Mc Coy laprogressive/foreign-policy/past-whispers

Historycy określają dziś zjawisko polegające na tym, że umierające imperium podejmuje desperacką interwencję militarną, aby odzyskać gasnącą imperialną chwałę, mianem „mikro-militaryzmu”.

Alfred McCoy

W pierwszym rozdziale swojej powieści z 1874 roku The Gilded Age Mark Twain sformułował trafną obserwację dotyczącą związku między przeszłością a teraźniejszością:

„Historia nigdy się nie powtarza, lecz… teraźniejszość często wydaje się być zbudowana z rozbitych fragmentów dawnych legend.”

Wśród tych „dawnych legend”, które mogą najlepiej pomóc zrozumieć prawdopodobny wynik obecnej interwencji Stanów Zjednoczonych w Iranie, znajduje się kryzys sueski z 1956 roku, który opisuję w mojej nowej książce Cold War on Five Continents.

Po tym jak egipski przywódca Gamal Abdel Naser znacjonalizował Kanał Sueski w lipcu 1956 roku, wspólna brytyjsko-francuska armada sześciu lotniskowców zniszczyła egipskie lotnictwo, podczas gdy izraelskie oddziały rozbiły egipskie czołgi na pustyniach półwyspu Synaj. W ciągu mniej niż tygodnia wojny Naser utracił swoje strategiczne siły, a Egipt wydawał się bezradny wobec przytłaczającej potęgi tej potężnej imperialnej machiny.

Jednak zanim siły angielsko-francuskie wylądowały na północnym krańcu Kanału Sueskiego, Naser wykonał mistrzowski ruch geopolityczny, zatapiając dziesiątki zardzewiałych statków wypełnionych kamieniami u północnego wejścia do kanału. W ten sposób odciął Europę od jej życiowej linii zaopatrzenia prowadzącej do pól naftowych w Zatoce Perskiej.

Kiedy brytyjskie wojska wycofywały się z Suezu w poczuciu porażki, Wielka Brytania została objęta sankcjami ONZ, jej waluta znalazła się na skraju załamania, aura imperialnej potęgi wyparowała, a globalne imperium zmierzało ku zagładzie.

Historycy określają dziś zjawisko polegające na tym, że umierające imperium podejmuje desperacką interwencję militarną, aby odzyskać swoją gasnącą imperialną chwałę, mianem „mikro-militaryzmu”.

A w kontekście słabnącego wpływu imperialnego Waszyngtonu na rozległym obszarze Eurazji, niedawny amerykański atak militarny na Iran zaczyna wyglądać jak amerykańska wersja właśnie takiego mikro-militaryzmu.

Nawet jeśli historia nigdy naprawdę się nie powtarza, w tej chwili wydaje się całkowicie uzasadnione zastanowić się, czy obecna interwencja Stanów Zjednoczonych w Iranie nie okaże się amerykańską wersją kryzysu sueskiego.

A jeśli próba zmiany reżimu w Teheranie zainicjowana przez Waszyngton miałaby w jakiś sposób „się powieść”, nie należy nawet przez chwilę zakładać, że jej rezultatem będzie stabilny nowy rząd zdolny dobrze służyć swojemu społeczeństwu.

70 lat zmiany reżimów

Wróćmy do zapisu historycznego, aby odkryć prawdopodobne konsekwencje zmiany reżimu w Iranie.

W ciągu ostatnich 70 lat Waszyngton wielokrotnie próbował doprowadzić do zmiany rządów na pięciu kontynentach — początkowo poprzez tajne operacje CIA w ciągu 44 lat zimnej wojny, a w dekadach po jej zakończeniu poprzez konwencjonalne operacje militarne.

Chociaż metody się zmieniały, rezultaty — pogrążanie dotkniętych społeczeństw w dekadach gwałtownych konfliktów społecznych i nieustannej niestabilności politycznej — były niestety podobne. Wzorzec ten można dostrzec w kilku najbardziej znanych operacjach CIA w czasie zimnej wojny.

W 1953 roku nowy parlament Iranu zdecydował się znacjonalizować brytyjską koncesję naftową, aby finansować usługi społeczne dla rozwijającej się demokracji. W odpowiedzi wspólny zamach stanu CIA i MI6 obalił reformistycznego premiera i przywrócił władzę synowi wcześniej obalonego szacha.

Niestety dla narodu irańskiego okazał się on niezwykle nieudolnym przywódcą, który przekształcił bogactwo naftowe kraju w powszechne ubóstwo — co doprowadziło do islamskiej rewolucji w Iranie w 1979 roku.

Do 1954 roku Gwatemala realizowała historyczny program reformy rolnej, który dawał jej w większości majańskiej ludności rdzennej warunki do pełnego obywatelstwa. Jednak sponsorowana przez CIA inwazja doprowadziła do ustanowienia brutalnej dyktatury wojskowej, pogrążając kraj w 30-letniej wojnie domowej, która pochłonęła 200 000 ofiar w populacji liczącej zaledwie pięć milionów ludzi.

Podobnie w 1960 roku Kongo, po stuleciu brutalnych rządów kolonialnych Belgii, wybrało charyzmatycznego przywódcę Patrice’a Lumumbę. CIA szybko jednak doprowadziła do jego obalenia i zastąpiła go wojskowym dyktatorem Josephem Mobutu, którego 30 lat kleptokracji doprowadziło do przemocy, która przyczyniła się do śmierci ponad pięciu milionów ludzi podczas drugiej wojny w Kongu (1998–2003) i do dziś zbiera swoje żniwo.

W nowszych dekadach: interwencje militarne

W bardziej współczesnych dekadach podobnie ponure rezultaty przyniosły próby zmiany reżimu podejmowane przez Waszyngton przy użyciu konwencjonalnych operacji militarnych.

Po atakach terrorystycznych z września 2001 roku siły amerykańskie obaliły rządy talibów w Afganistanie. W ciągu następnych 20 lat Waszyngton wydał 2,3 biliona dolarów — i nie, to „bilion” nie jest pomyłką! — na nieudaną próbę budowy państwa, która została zmieciona z powierzchni ziemi, gdy odradzający się talibowie zdobyli stolicę, Kabul, w sierpniu 2021 roku, pogrążając kraj w mieszance surowego patriarchatu i masowej nędzy.

W 2003 roku Waszyngton dokonał inwazji na Irak w poszukiwaniu nieistniejącej broni nuklearnej i ugrzązł w bagnie 15-letniej wojny, która doprowadziła do śmierci około miliona ludzi i pozostawiła po sobie autorytarny rząd, który stał się w istocie klientem Iranu.

W 2011 roku Stany Zjednoczone poprowadziły natowską kampanię powietrzną, która obaliła radykalny reżim pułkownika Muammara Kaddafiego w Libii. Doprowadziło to do siedmiu lat wojny domowej i ostatecznie pozostawiło kraj podzielony między dwa antagonistyczne, upadłe państwa.

Kiedy próby zmiany reżimu podejmowane przez Waszyngton kończą się niepowodzeniem — jak miało to miejsce na Kubie w 1961 roku czy w Wenezueli w ubiegłym roku — często prowadzi to do jeszcze większego umocnienia autorytarnych rządów, których kontrola nad policją polityczną zostaje wzmocniona, a ich uścisk nad gospodarką kraju staje się jeszcze silniejszy.

Dlaczego — można by zapytać — takie interwencje Stanów Zjednoczonych niemal zawsze prowadzą do tak ponurych rezultatów?

W społeczeństwach, które próbują osiągnąć kruchą stabilność społeczną w warunkach gwałtownych przemian politycznych, zewnętrzna interwencja — czy to tajna, czy jawna — wydaje się niezmiennie przypominać uderzenie w stary zegarek kieszonkowy młotkiem, a następnie próbę ponownego wciśnięcia wszystkich jego kół zębatych i sprężyn na właściwe miejsce.

Geopolityczne konsekwencje wojny z Iranem

Analizując geopolityczne konsekwencje najnowszej interwencji Waszyngtonu w Iranie, można wyobrazić sobie, w jaki sposób wojna wybrana przez prezydenta Donalda Trumpa może stać się własną wersją kryzysu sueskiego dla Waszyngtonu.

Tak jak Egipt w 1956 roku wyrwał dyplomatyczne zwycięstwo z paszczy militarnej porażki poprzez zamknięcie Kanału Sueskiego, tak Iran zamknął teraz inny kluczowy punkt strategiczny Bliskiego Wschodu, wysyłając swoje drony Shahed przeciwko pięciu statkom towarowym w Cieśninie Ormuz (przez którą przepływa około 20% światowej ropy i gazu ziemnego) oraz przeciw rafineriom na południowym wybrzeżu Zatoki Perskiej.

Uderzenia dronów Iranu zablokowały ponad 90% wypłynięć tankowców z Zatoki Perskiej i zamknęły ogromne katarskie rafinerie produkujące 20% światowych dostaw skroplonego gazu ziemnego. Spowodowało to wzrost cen gazu ziemnego o 50% w wielu częściach świata i aż o 91% w Azji, przy czym cena benzyny w Stanach Zjednoczonych zmierza w kierunku 4 dolarów za galon, a cena ropy może w najbliższym czasie osiągnąć 150 dolarów za baryłkę.

Ponadto, poprzez przetwarzanie gazu ziemnego w nawozy, Zatoka Perska jest źródłem niemal połowy światowych składników odżywczych dla rolnictwa. Ceny nawozu mocznikowego wzrosły o 37% na rynkach takich jak Egipt, co zagraża zarówno wiosennym zasiewom na półkuli północnej, jak i bezpieczeństwu żywnościowemu w globalnym Południu.

Znaczenie Zatoki Perskiej dla gospodarki światowej

Niezwykła koncentracja produkcji ropy naftowej, międzynarodowej żeglugi oraz inwestycji kapitałowych w Zatoce Perskiej sprawia, że Cieśnina Ormuz jest nie tylko wąskim gardłem dla przepływu ropy i gazu, ale również dla przepływu kapitału w całej globalnej gospodarce.

Dla zrozumienia skali:

Zatoka Perska posiada około 50% światowych potwierdzonych rezerw ropy, szacowanych na 860 miliardów baryłek, czyli około 86 bilionów dolarów przy obecnych cenach.

Aby zobrazować koncentrację kapitału w infrastrukturze regionu:

Narodowe kompanie naftowe państw Rady Współpracy Zatoki zainwestowały 125 miliardów dolarów w 2025 roku w swoje instalacje produkcyjne. Światowa flota tankowców liczy około 7500 statków. Pojedynczy duży tankowiec typu „Suezmax” kosztuje około 100 milionów dolarów. Na morzach znajduje się około 900 takich jednostek, o łącznej wartości około 90 miliardów dolarów

Ponadto Dubaj posiada najbardziej ruchliwe międzynarodowe lotnisko świata, będące centrum globalnej sieci około 450 000 lotów rocznie — które obecnie zostało sparaliżowane przez ataki irańskich dronów.

Skala działań militarnych

Pomimo medialnej narracji Białego Domu o niszczycielskiej sile ostatnich nalotów, 3000 wspólnych amerykańsko-izraelskich nalotów na Iran w pierwszym tygodniu wojny blednie w porównaniu z 1 400 000 misji bombowych nad Europą podczas II wojny światowej.

Kontrast między tymi liczbami sprawia, że obecne naloty na Iran przypominają z militarnego punktu widzenia strzelanie do słonia z wiatrówki.

Co więcej:

Stany Zjednoczone posiadają ograniczone zapasy około 4000 rakiet przechwytujących, które kosztują nawet 12 milionów dolarów za sztukę. Ich produkcja nie może być szybko zwiększona. Tymczasem Iran dysponuje niemal nieograniczoną liczbą: około 80 000 dronów Shahed, z możliwością produkcji 10 000 miesięcznie, przy koszcie około 20 000 dolarów za sztukę.

W praktyce oznacza to, że czas nie działa na korzyść Waszyngtonu, jeśli wojna przeciągnie się na więcej niż kilka tygodni.

Czyje wojska na lądzie?

Podczas gdy presja ekonomiczna i militarna rośnie, by wojna była jak najkrótsza, Waszyngton stara się uniknąć wysłania wojsk lądowych, próbując zmobilizować mniejszości etniczne Iranu, które stanowią około 40% ludności kraju.

Jak Pentagon dobrze sobie zdaje sprawę, amerykańskie wojska lądowe napotkałyby ogromny opór ze strony:

– milionowej milicji Basij,

– około 150 000 członków Gwardii Rewolucyjnej (dobrze przygotowanych do asymetrycznej wojny partyzanckiej),

– oraz 350 000 żołnierzy regularnej armii irańskiej.

Ponieważ inne grupy etniczne — jak Azerowie na północy — nie są skłonne do walki, a inne, jak plemiona Beludżów na południowym wschodzie, są zbyt daleko od stolicy, Waszyngton próbuje zagrać „kartą kurdyjską”, tak jak czynił to przez ostatnie 50 lat.

Kurdowie, liczący około 10 milionów ludzi, zamieszkują górskie obszary na granicach Syrii, Turcji, Iraku i Iranu. Są oni największą grupą etniczną na Bliskim Wschodzie, która nie posiada własnego państwa. Z tego powodu od dawna zmuszeni są uczestniczyć w imperialnej „Wielkiej Grze”, stając się czułym wskaźnikiem zmian w globalnej równowadze sił.

Chociaż prezydent Trump w pierwszym tygodniu najnowszej wojny dzwonił do przywódców autonomicznego regionu Kurdystanu w Iraku, oferując im „rozległe wsparcie lotnicze USA” w przypadku ataku na Iran — a Stany Zjednoczone posiadają nawet bazę lotniczą w stolicy Kurdystanu, Erbilu — Kurdowie okazują się jak dotąd wyjątkowo ostrożni.

Waszyngton ma bowiem długą historię wykorzystywania i porzucania kurdyjskich bojowników, sięgającą czasów sekretarza stanu Henry’ego Kissingera, który uczynił zdradę Kurdów swoistą sztuką dyplomatyczną.

Po tym jak w 1975 roku polecił CIA wstrzymać pomoc dla kurdyjskiego ruchu oporu przeciwko Saddamowi Husajnowi, Kissinger powiedział jednemu ze swoich współpracowników:

„Obiecaj im wszystko, daj im tyle, ile dostaną, a jeśli nie potrafią znieść żartu, to trudno.”

Gdy irackie wojska wkroczyły do Kurdystanu, zabijając setki bezbronnych Kurdów, ich legendarny przywódca Mustafa Barzani, dziadek obecnego przywódcy irackiego Kurdystanu, błagał Kissingera:

„Wasza Ekscelencjo, Stany Zjednoczone mają moralną i polityczną odpowiedzialność wobec naszego narodu.”

Kissinger nie odpowiedział nawet na ten desperacki apel, a przed Kongresem stwierdził jedynie:

„Tajnych operacji nie należy mylić z działalnością misyjną.”

W styczniu ubiegłego roku Biały Dom Trumpa podjął niezwykle niefortunną decyzję, zdradzając Kurdów po raz kolejny — zmuszając syryjskich Kurdów do oddania 80% terytorium, które kontrolowali w wyniku dziesięcioletniego sojuszu z Waszyngtonem.

W południowo-wschodniej Turcji radykalna kurdyjska Partia PKK zawarła porozumienie z premierem Recepem Tayyipem Erdoğanem i faktycznie się rozbraja, podczas gdy iracki Kurdystan pozostaje poza wojną, respektując porozumienie dyplomatyczne z Teheranem z 2023 roku dotyczące pokojowej granicy iracko-irańskiej.

Prezydent Trump miał nawet zadzwonić do jednego z przywódców irańskich Kurdów, którzy stanowią około 10% ludności Iranu, zachęcając do zbrojnego powstania. Jednak większość z nich wydaje się bardziej zainteresowana autonomią regionalną niż zmianą reżimu.

Wobec milczenia zarówno Kurdów, jak i społeczeństwa irańskiego w odpowiedzi na wezwania do powstania, Waszyngton może zakończyć tę wojnę jedynie z jeszcze silniej umocnionym reżimem islamskim w Iranie — pokazując światu, że Ameryka jest nie tylko siłą destabilizującą, lecz także mocarstwem w fazie schyłku, bez którego inne państwa mogą się obejść.

W ciągu ostatnich ponad stu lat naród irański sześciokrotnie mobilizował się w próbach ustanowienia prawdziwej demokracji. Wydaje się jednak, że ewentualna siódma próba nastąpi dopiero długo po tym, gdy obecna amerykańska armada opuści Morze Arabskie.

Od szczegółów do geopolityki

Jeśli spojrzymy szerzej, poza szczegółową analizę irańskiej polityki etnicznej, malejące wpływy Waszyngtonu w Kurdystanie odzwierciedlają spadek amerykańskiego wpływu w całej Eurazji, która od pięciu stuleci pozostaje centrum geopolitycznej potęgi świata.

Przez niemal 80 lat Stany Zjednoczone utrzymywały globalną hegemonię, kontrolując oba krańce Eurazji: poprzez NATO w Europie Zachodniej, oraz poprzez cztery dwustronne pakty obronne wzdłuż wybrzeży Pacyfiku — od Japonii po Australię.

Jednak obecnie, gdy Waszyngton coraz bardziej koncentruje swoją politykę zagraniczną na półkuli zachodniej, jego wpływy szybko słabną na ogromnym łuku Eurazji rozciągającym się od Polski, przez Bliski Wschód, aż po Koreę.

Ten obszar geopolitycy tacy jak Halford Mackinder i Nicholas Spykman określali jako „rimland” — strefę konfliktu.

Jak ujął to Spykman:

„Kto kontroluje Rimland, rządzi Eurazją; kto rządzi Eurazją, kontroluje losy świata.”

Od czasu pojawienia się polityki zagranicznej America First Donalda Trumpa w 2016 roku wiele państw wzdłuż tego eurazjatyckiego pasa zaczęło stopniowo dystansować się od wpływów Stanów Zjednoczonych.

Dotyczy to między innymi:

Europy (która zaczęła się ponownie zbroić),

Rosji (kwestionującej rolę Zachodu w wojnie na Ukrainie),

Turcji (pozostającej neutralną w obecnym konflikcie),

Pakistanu (zacieśniającego sojusz z Chinami),

Indii (oddalających się od amerykańskiego sojuszu Quad),

Japonii (która buduje bardziej autonomiczną politykę obronną).

———————————————

To oddalanie się od wpływów USA widać również w braku międzynarodowego poparcia dla interwencji w Iranie, co stanowi wyraźny kontrast z szerokimi koalicjami, które wsparły Stany Zjednoczone podczas wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku czy podczas okupacji Afganistanu w 2002 roku.

Jeśli mikro-militaryzm Trumpa w Iranie ujawni granice amerykańskiej potęgi, osłabienie wpływów Waszyngtonu w Eurazji może przyspieszyć powstanie nowego ładu światowego, który wykracza poza dotychczasową hegemonię Stanów Zjednoczonych.

Tak jak premier Anthony Eden jest dziś w Wielkiej Brytanii pamiętany jako nieudolny przywódca, który doprowadził do upadku imperium w czasie kryzysu sueskiego, tak przyszli historycy mogą uznać Donalda Trumpa za prezydenta, który osłabił międzynarodową pozycję Stanów Zjednoczonych, między innymi poprzez swoją mikro-militarną przygodę na Bliskim Wschodzie.

Wraz z powstawaniem i upadkiem imperiów geopolityka pozostaje stałym czynnikiem kształtującym ich los — lekcją, którą autor stara się przekazać w swojej książce Cold War on Five Continents.

W trudnych czasach, gdy wydarzenia wydają się chaotyczne i trudne do zrozumienia, „rozbite fragmenty dawnych legend”, o których pisał Mark Twain, mogą przypominać nam o analogiach historycznych — takich jak upadek potęgi Wielkiej Brytanii czy Związku Radzieckiego — które pomagają zrozumieć, jak przeszłość często szepcze do teraźniejszości, tak jak dzieje się to dziś w Cieśninie Ormuz.

Dugin ostrzega: Europa siedzi na geopolitycznej bombie z opóźnionym zapłonem

Aleksander Dugin ostrzega: Europa siedzi na geopolitycznej bombie z opóźnionym zapłonem.

uncutnews-ch/alexander-dugin-warnt-europa-sitzt-auf-einer-geopolitischen-zeitbombe

Rosyjski filozof i geopolityczny myśliciel Aleksandr Dugin przedstawił ponurą diagnozę obecnej sytuacji na świecie. W trafnej analizie wyjaśnia, że ​​prawdziwym zagrożeniem dla Europy nie jest Rosja, lecz dynamika konfliktu na Bliskim Wschodzie – a zwłaszcza rola Izraela w tym konflikcie.

Według Dugina, Europa jest coraz częściej wciągana w globalne konflikty, nie mając w tym żadnego strategicznego interesu. Twierdzi on, że Rosja nie stanowi dla Europy zagrożenia egzystencjalnego. Prawdziwe zagrożenie wynika raczej z politycznego i militarnego zaangażowania rządów europejskich w konflikty, które stoją w sprzeczności z ich własnymi realiami geopolitycznymi i społecznymi.

Podstawą jego analizy jest strukturalna zależność Europy od Bliskiego Wschodu. Unia Europejska jest silnie uzależniona od importu energii z krajów arabskich i szerzej pojętego Bliskiego Wschodu. Jednocześnie Europa ma dużą populację muzułmańską. Według Dugina stwarza to wysoce ryzykowną sytuację polityczną.

Jeśli rządy europejskie będą wspierać Izrael w konfliktach zbrojnych, podczas gdy wojny na Bliskim Wschodzie będą się nasilać, nastroje społeczne wśród muzułmańskiej ludności mogą się gwałtownie zwrócić przeciwko ich własnym rządom. Dla Dugina jest to właśnie „prawdziwa bomba z opóźnionym zapłonem w Unii Europejskiej”. Europa ryzykuje nie tylko napięcia geopolityczne na zewnątrz, ale także narastające konflikty społeczne wewnątrz.

Ale Dugin nie poprzestaje na analizie geopolitycznej. Interpretuje obecną sytuację światową jako głębszy konflikt ideologiczny, a nawet metafizyczny. Według jego relacji, obecnie ścierają się różne wizje „końca historii”.

Odwołuje się do liberalnej koncepcji politologa Francisa Fukuyamy, który postrzega liberalizm jako ostateczną formę porządku politycznego. Dugin opisuje ten projekt jako świecki, indywidualistyczny, posthumanistyczny i coraz bardziej powiązany z programami kulturowymi, które interpretuje jako próbę położenia kresu samemu rozwojowi historycznemu.

Równocześnie identyfikuje kilka konkurujących ze sobą koncepcji eschatologicznych. Należą do nich izraelski projekt „Wielkiego Izraela”, mesjańskie oczekiwania świata szyickiego związane z koncepcją Mahdiego oraz rosyjska koncepcja „Katechonu”. [O katolicyzmie chyba nie chce pisać, myśleć?? Może widzi tylko obecny Watykan? MD]

Koncepcja ta odgrywa kluczową rolę w rosyjskiej filozofii geopolitycznej. Według Dugina, Rosja postrzega siebie jako „Katechon” – siłę, która zapobiega całkowitemu rozpadowi porządku świata i zapobiega pojawieniu się Antychrysta. Jest to koncepcja religijna i filozoficzna wywodząca się z tradycji prawosławnej, która przypisuje Rosji szczególną rolę historyczną.

Dugin dostrzega również w Stanach Zjednoczonych odrębną, uwarunkowaną religijnie koncepcję końca czasów, szczególnie w obrębie niektórych ruchów protestanckich, które także mają konkretną wizję tego, jak powinna zakończyć się historia świata.

Z tej perspektywy obecny konflikt nie jawi się już jedynie jako geopolityczna walka o władzę, lecz jako starcie różnych modeli cywilizacji i światopoglądów. Liberalizm, religijny mesjanizm, geopolityczne imperia i projekty kulturowe konkurują ze sobą o interpretację globalnej przyszłości.

Wniosek Dugina jest równie prowokacyjny, co dramatyczny. Świat jest obecnie uwikłany w rywalizację między różnymi wizjami końca historii – a być może nawet końca świata.

Ostrzegł, że Europa znajduje się w samym środku historycznego konfliktu, prawdopodobnie nie zdając sobie w pełni sprawy z długoterminowych konsekwencji swoich decyzji politycznych.

Dugin: Wojna Iranu o świat

Wojna Iranu o świat

Arktos Journal and Aleksander Dugin

10 marca 2026 r. arktosjournal/irans-war-for-the-world

Poniższy zapis pochodzi z najnowszego odcinka programu Radio Sputnik Escalation Show, prowadzonego przez prof. Aleksandra Dugina. Dugin argumentuje, że amerykańsko-izraelski atak na Iran jedynie wzmocnił determinację Iranu, podsycił starożytne przepowiednie i przyspieszył upadek powojennego systemu światowego.

Arktos JournalUczynić antyglobalizm globalnym od 2009 r.


Radio Sputnik, gospodarz programu Escalation : Trwają gwałtowne starcia na Bliskim Wschodzie. Początkowo pojawiły się doniesienia, że ​​Steve Witkoff i Jared Kushner przygotowują się do wizyty w Izraelu, ale potem nadeszła niespodziewana wiadomość, że planowana podróż została odwołana. Powody tego posunięcia nie zostały oficjalnie ujawnione, ale sam fakt jest dość wymowny. W tym kontekście kwestia perspektyw zakończenia konfliktu jest szczególnie interesująca. Donald Trump podkreślił w swoich ostatnich komentarzach, że decyzja o zawieszeniu broni zostanie podjęta tylko za zgodą Benjamina Netanjahu. Nasuwa się zatem logiczne pytanie: kiedy nastąpi koniec? Wydaje się, że Izrael i sam Netanjahu są zdeterminowani, by zniszczyć wroga bez kompromisów, co oznacza, że ​​szybkie zakończenie konfliktu jest mało prawdopodobne.

Alexander Dugin : Uważam, że konieczne jest poproszenie drugiej strony o opinię, której zdanie jest absolutnie ważne. Chodzi o bohaterski naród irański, który stracił przywództwo i poniósł ogromne straty. Doświadczył on żałoby i tragicznej śmierci wielu osób. Dziewczynki, małe dzieci, córki dowódców Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, zostały zabite, a ataki były celowo wymierzone w nie. To nic innego jak mordowanie niemowląt.

Netanjahu oświadczył, że ta wojna, z jego punktu widzenia, w sensie religijnym i syjonistycznym, jest prowadzona przeciwko Amalekitom. Amalek jest wrogiem Izraela, a Netanjahu w swoim przemówieniu stwierdził wprost, że zniszczą niemowlęta i dzieci, że nikt nie powinien pozostać przy życiu w tej wojnie. Właśnie taki jest nastrój Netanjahu: wojna z Iranem musi się zakończyć, gdy Amalekici zostaną zniszczeni. To jest religijno-polityczny projekt Izraela. Pierwszy atak na wrogów Izraela, Amalekitów i Iran, okazał się bardzo bolesny.

Zniszczono przywództwo religijne – to mniej więcej tyle, co zniszczenie papieża lub patriarchy prawosławnego. Cios zadano przywódcom religijnym świata szyickiego, kręgom wojskowym, naukowym i politycznym. Atak Ameryki i Izraela miał na celu ścięcie Iranu i sprowokowanie operacji zmiany reżimu, co wywołałoby powstanie. Aby zastraszyć ludzi, cynicznie unicestwiano dzieci za pomocą celowego ataku. Nie przyniosło to jednak takiego efektu, na jaki liczyli ci amerykańsko-izraelscy potworowie.

Naród irański zjednoczył się wokół swoich przywódców: wybrano nowego rahbara, nowego przywódcę polityczno-religijnej struktury Wilayat al-Faqih, syna Chameneiego, który stracił w ataku nie tylko ojca, ale i najbliższych krewnych. Naród i przywódcy Iranu są teraz zdeterminowani, by zakończyć tę wojnę dopiero po zmieceniu Izraela z powierzchni ziemi.

Teraz topór opadł: z punktu widzenia Izraela to Amalek, którego należy zniszczyć. Z punktu widzenia Iranu Izrael, podobnie jak cały Zachód pod wodzą USA, to Dadźjal, swego rodzaju antychryst, który ma zostać królem panującym nad całą ziemią.

Trump i Netanjahu mogą mieć własne plany zakończenia tej wojny. Nikt nie traktuje Kushnera i Witkoffa poważnie; to po prostu dziwacy. Negocjowali z Iranem dokładnie w momencie, gdy Amerykanie i Izraelczycy atakowali dowództwo wojskowe. Nikt w Izraelu ani nigdzie indziej na świecie nie będzie już z nimi rozmawiał. Zostali całkowicie zdyskredytowani i skompromitowani.

Wiele teraz zależy od Iranu. Iran nie zakończy tej wojny; osiągnie swoje cele – zniszczy Izrael jako taki – i ma ku temu wszelkie powody po tym, co Izrael zrobił swojemu przywódcy wojskowemu, religijnemu i politycznemu. Nie sposób teraz argumentować, że Iran zakończy wojnę pod czyjąkolwiek presją. Iran staje się brutalną siłą. Mówimy, że nie będzie rozmów pokojowych, dopóki jedna ze stron nie przegra – dopóki całkowicie się nie podda lub nie zostanie zniszczona.


CZYTAJ WIĘCEJ:


Prowadzący : Nie wiemy, jak rozwinie się sytuacja, ale chcę podkreślić, że Trump z pewnością ma pewien wpływ na tę wojnę, ale nie cały. Sam twierdzi, że wynik jest w rękach Benjamina Netanjahu, ale to tylko część prawdy. W rzeczywistości wszystko sprowadza się do tego, kto wyjdzie zwycięsko i kto pierwszy przyzna się do porażki. Gdyby, hipotetycznie rzecz biorąc, Izrael, Iran lub Stany Zjednoczone skapitulowały teraz i ogłosiły wycofanie się z konfliktu, radykalnie zmieniłoby to bieg wydarzeń. Czy w takim razie powinniśmy spodziewać się powtórki scenariusza „wojny 12-dniowej”, w której nie było wyraźnego zwycięzcy, czy też czeka nas coś innego?

Alexander Dugin : Oczywiście, że nie. W rzeczywistości nie spodziewamy się powtórzenia tego scenariusza. Po pierwsze, Iranowi nie udało się wówczas przebić przez „Żelazną Kopułę”. Nie doszło do masowych ataków, a całe irańskie kierownictwo polityczne nie zginęło.

Taka okazja istniała, a u władzy był stosunkowo życzliwy Rahbar Chamenei. Teraz u władzy jest jego syn, teraz u władzy jest Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, teraz wszyscy Irańczycy – nawet ci, którzy mieli coś przeciwko reżimowi – są mobilizowani do całkowitej eksterminacji Izraelczyków.

Nie chodzi już o to, kto ma rację, a kto nie: ludność Iranu uważa, że ​​Izrael musi zostać zniszczony. A to kraj liczący prawie 100 milionów mieszkańców. Jeśli dodamy do tego szyitów, siły oporu i muzułmanów, którzy stopniowo się budzą, myślę, że to dość poważny czynnik.

Trudno powiedzieć, jak bardzo Ameryka będzie zdeterminowana, by bronić Netanjahu do końca, dopóki Trump nie zaangażuje się w tę przygodę. Traci punkty w tej wojnie na własnym podwórku. Gospodarka światowa jest poważnie zagrożona, i to nie tylko na Bliskim Wschodzie. Wszyscy, którzy mogli wyjechać z Dubaju, już wyjechali, a ci, którzy nie mogą, pakują się. To, co wydarzyło się w ciągu ostatniego tygodnia, oznacza koniec pewnej ery.

Jak dotąd Trump zdecydowanie popierał Netanjahu, a nawet groził lądowa inwazją na Iran, ale to wymagałoby co najmniej sześciu miesięcy przygotowań i mobilizacji od pół miliona do 2 milionów żołnierzy, aby odnieść sukces. Trudno powiedzieć, jak poważna jest ta sytuacja, ale poparcie dla Trumpa w USA szybko spada. I w pewnym momencie, właśnie z powodu załamania sprowokowanego tymi agresywnymi działaniami USA i Izraela, które nie były w żaden sposób sprowokowane przez sam Iran, wszystko będzie zależało od tego, jak szybko nastąpi ten upadek światowego systemu – finansowej i politycznej władzy Trumpa. W pewnym momencie może ogłosić „Wygrałem”. Ale będzie to widoczne tylko w jego mediach społecznościowych, ponieważ oczywiste jest, że w obecnej sytuacji po prostu nie da się wyjść i ogłosić zwycięstwa.

Gospodarz : Czy możemy powiedzieć, kto teraz wygrywa?

Alexander Dugin : Iran teraz wygrywa. Iran wygrywa, ponieważ nie przegrywa, ponieważ nie ugiął się i ponieważ przebił się przez „żelazną kopułę” nad Izraelem. Ben-Gvir, minister w rządzie Netanjahu, który obiecał wysadzić meczet Al-Aksa, wielką muzułmańską świątynię, miał zniszczony dom. Nie wiadomo, czy żyje, czy nie: Irańczycy twierdzą, że nie, ale widziałem film, na którym mężczyzna mówi: „Mój dom został zburzony”.

Irańczycy atakują cele w Izraelu, i to bardzo ważne. Co więcej, skutecznie sparaliżowali większość amerykańskich centrów przesiadkowych na Bliskim Wschodzie, w tym centra zaawansowanych technologii; zaatakowali wszystkie amerykańskie bazy wojskowe w regionie – czasami skutecznie, a czasami nie. Dokładna liczba ofiar po obu stronach nie jest znana: Trump twierdzi, że zginęły trzy osoby, podczas gdy Irańczycy mówią o dziesiątkach tysięcy amerykańskich żołnierzy. Obiektywni analitycy szacują liczbę ofiar po stronie USA na 1000–2000, ale dla Amerykanów, którzy nie są przyzwyczajeni do takich strat, to i tak kolosalne liczby.

Iran się nie załamał; wybrał nowego przywódcę, mimo że Amerykanie i Izraelczycy obiecali go natychmiast zabić. Trump oświadczył, że nowy przywódca Iranu zostanie wybrany tylko za jego zgodą i że cała irańska ropa naftowa należy teraz do USA, ale to nie oznacza już ostatecznego upadku całego porządku międzynarodowego: teraz rację ma ten, kto silniejszy. I teraz Iran pokazuje swoją siłę. Dopadł Izraela, zadał zdecydowany i śmiały cios amerykańskiej infrastrukturze, bardzo trafnie wybrał cele w krajach Zatoki Perskiej i skutecznie podważył puls światowej gospodarki, między innymi blokując Cieśninę Ormuz.

Tym razem, w porównaniu z wojną, która miała miejsce niecały rok temu, Iran zachowuje się zupełnie inaczej: zdecydowanie, pewnie, atakuje, wyznacza poważne cele i nie zamierza negocjować z agresorem. I słusznie. Ogólnie rzecz biorąc, Iran teraz wygrywa.

Zauważyłem w mediach społecznościowych, że wielu wpływowych przeciwników amerykańskiego imperializmu, hegemonii i jednobiegunowości, z milionami odbiorców, w pewnym momencie zaczęło krytykować Rosję za jej powolność i brak interwencji – niektórzy nawet wysuwali absurdalne teorie na temat wpływu izraelskich sieci na nas. Były to bardzo ostre wypowiedzi ze strony naszych przyjaciół. Ale jednocześnie nie było ani jednego słowa niezadowolenia z irańskich kont, ani oficjalnych, ani nieoficjalnych uczestników procesu. Wręcz przeciwnie, wyrażają poparcie dla Rosji. Dlaczego? Nie mówią o tym i być może nie musimy wiedzieć. Po prostu zauważam: przeciwnicy amerykańskiej hegemonii są na krawędzi, wszyscy czekają na przystąpienie Rosji do wojny. Na razie działamy bardzo ostrożnie, rekompensując sytuację i bezwarunkowo wspierając naszego sojusznika Iran. Skala naszego wsparcia jest ukryta; obie strony wolą jej nie ujawniać. Sądząc po analizach samych irańskich źródeł, które promują skoordynowaną agendę polityczną z Rosją, to właśnie tam można usłyszeć najwięcej pozytywnych komentarzy.

Stany Zjednoczone domagają się, abyśmy zaprzestali dostarczania Iranowi informacji wywiadowczych. To znaczy, że je dostarczamy. Jednocześnie od czterech lat dostarczają informacje wywiadowcze naszemu wrogowi na Ukrainie i nadal to robią – te wojny są ze sobą powiązane. Co więcej, to dwa fronty tej samej bitwy ze wspólnym wrogiem i wspólnymi wartościami. My i Iran walczymy o świat wielobiegunowy, podczas gdy Zachód i Izrael walczą o zachowanie bolesnego, rozpadającego się świata jednobiegunowego. Obiektywnie rzecz biorąc, jesteśmy po stronie Iranu. Jeśli chodzi o to, jak Chiny i Rosja pomagają Iranowi, wolę kierować się informacjami z otwartych źródeł, OSINT. Nie spałem zbyt wiele w zeszłym tygodniu, stale monitorując to, co się dzieje – to bardzo ważne procesy, które wszystko zmieniają. Prawdopodobnie znajdujemy się w pierwszej fazie przygotowawczej III wojny światowej. Wielokrotnie ogłaszano jej początek, a potem koniec, więc może się to powtórzyć. Nikt nie może być pewien, ale sytuacja jest bardzo poważna – poważniejsza niż rok temu. Powaga tego, co widzimy na Bliskim Wschodzie, jest niemierzalna.

Zderzyły się tam cztery idee dotyczące końca świata. W Ameryce pełnię władzy przejęli zwolennicy radykalnych sekt protestanckich, tzw. chrześcijańskiego syjonizmu lub dyspensacjonalizmu. Wierzą, że to ostateczna bitwa między siłami „dobra” (do których należą USA, Netanjahu i syjoniści) a „złem” (do którego należymy my i Iran).

W ich modelu jesteśmy ważniejszym wrogiem niż islamskie siły Iranu. W Białym Domu odprawiają rytuały i modlą się za Trumpa; jest tam szefowa biura ds. religijnych Trumpa, pastorka, która krzyczy bezsensowne słowa (wśród charyzmatycznych ewangelistów nazywa się to „glosolalią”), rzuca przekleństwa i żąda pieniędzy. Nie ma to nic wspólnego z chrześcijaństwem; to warczące kobiety, które czczą jakiś wyraźnie inny duchowy lub antyduchowy byt. To bardzo poważne. Ci chrześcijańscy syjoniści są zdeterminowani, ponieważ z ich punktu widzenia wydarzenia w Izraelu poprzedzają drugie przyjście Chrystusa i pojawienie się „niezidentyfikowanych obiektów latających”, na których prawdziwi protestanci zostaną porwani do nieba – to nazywa się teorią pochwycenia.

Minister obrony Hegseth, szef Departamentu Wojny, należy do tej sekty i sprawuje ona całkowitą kontrolę nad Trumpem. Netanjahu uważa się za ostatniego premiera przed przyjściem Mesjasza – zbawiciela, który ma zostać królem Żydów i rządzić światem. To absolutnie radykalny punkt widzenia. Netanjahu twierdzi, że konieczne jest zbudowanie „Wielkiego Izraela” i zniszczenie Amalekitów. Trudno pokonać ludzi, którzy nie tylko tak myślą, ale i postępują tak radykalnie.

Irańczycy odpowiadają, że same Stany Zjednoczone i Izrael są tzw. Adżajem, antychrystem, uzurpatorem, złem świata, dziećmi ciemności, które muszą zostać zniszczone w ostatecznej bitwie . Nasze stanowisko jest mniej skoncentrowane na eschatologii, ale również istnieje i, paradoksalnie, jest bliższe irańskiemu rozumieniu tego, co reprezentują współczesny Zachód i współczesny ultrareligijny syjonistyczny Izrael.

Nie dotyczy to judaizmu ani Żydów – dotyczy to jedynie radykalnych sił ekstremistycznych, które stoją u steru Izraela.

Prowadzący : Pozwólcie, że wyjaśnię nasze stanowisko. W obliczu eskalacji Rosja przygotowała projekt rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ wzywającej do natychmiastowego zawieszenia broni w regionie. Ale skoro utrzymujemy bliskie stosunki dyplomatyczne z Iranem, dlaczego mielibyśmy domagać się rozejmu, skoro Teheran wyraźnie ma inne cele i jest zdecydowany kontynuować walkę?

Alexander Dugin : Po pierwsze, są tu dwa punkty. Po pierwsze, chodzi o zachowanie spójności. Ten dokument, ponieważ każdy członek Rady Bezpieczeństwa ma prawo go przedstawić, po prostu trafi do kosza. Robimy to dla pozorów. To nie przyniesie żadnego efektu. Po drugie, chcemy pokazać, że jesteśmy przeciwni wojnie, chcemy powiedzieć: „Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi”. Jest to, ogólnie rzecz biorąc, zgodne z przykazaniami Ewangelii.

Ale jednocześnie uważam, że to stanowisko ma swoją słabą stronę: Rosja rozpaczliwie trzyma się porządku świata, który wyłonił się po zakończeniu II wojny światowej – tak zwanego porządku jałtańskiego, systemu ONZ – którego już nie ma. To jak ból fantomowy. Nie ma go. Musimy zbudować nowy, wielobiegunowy świat, praktycznie od podstaw, i osiągnąć w nim własne rezultaty. Pomysł powrotu do porządku świata, którego już nie ma – o którym, nawiasem mówiąc, mówił niedawno Pieskow – jest, że tak powiem, nieco spóźniony. Proponujemy: pozwólmy ONZ działać, ale ona nie działa. Niech Rada Bezpieczeństwa coś zdecyduje, ale niczego nie zdecyduje, ponieważ Amerykanie zajmują w niej pozycję biegunową. Mówimy: szanujmy suwerenność, ale nikt jej nie szanuje; we współczesnym świecie szanuje się tylko siłę.

Mam propozycję: zaakceptujmy po prostu rzeczywistość – że ten porządek międzynarodowy nie istnieje i odwoływanie się do niego jest bezcelowe. Wszelkie działania w tym zakresie będą albo bezsensowne, albo nieskuteczne. Zaproponujmy model przyszłego porządku świata. Zrealizujmy nasze interesy, które są niezbędnym warunkiem, abyśmy stali się aktywnymi uczestnikami budowy tego porządku, zamiast biernie przyglądać się, jak inni narzucają nam swoje. Osiągnijmy te cele, wesprzyjmy naszych sojuszników, połóżmy kres bolesnemu jednobiegunowemu światu, a następnie, po podziale stref wpływów i uznaniu poszczególnych państw za cywilizacje, zbudujemy zupełnie nowy porządek międzynarodowy z nowymi zasadami. Ale właśnie taki z zasadami.

Teraz żyjemy w czasach bez reguł. A w tych czasach bez reguł możemy albo marzyć o przyszłości, co jest bezużyteczne, albo pogodzić się z teraźniejszością i po prostu walczyć jak najskuteczniej na wszystkich frontach, na których jesteśmy atakowani, czasem prowadząc działania prewencyjne. Musimy zbudować nasz świat, w którym Rosja otrzyma godne miejsce, gdzie będziemy suwerenni, gdzie będziemy aktorami, gdzie będziemy poddanymi, a nie przedmiotami. To musi się stać teraz. Moim zdaniem, możemy grzecznie pożegnać się ze starym światem. On już nie istnieje. Nie ma świata dwubiegunowego. Nie ma ONZ. System westfalski odszedł w przeszłość. Świat jałtański odszedł w przeszłość. Weszliśmy w inną erę; wszystko to jest w przeszłości, za horyzontem. Przenieśmy się w przyszłość, żyjmy teraźniejszością, również w odniesieniu do sytuacji międzynarodowej. A żeby to zrobić, musimy wygrać. I pomóc naszym sojusznikom, przyjaciołom i partnerom strategicznym wygrać.

Prowadzący : Wspominaliśmy już kilkakrotnie o Mojtabie Chameneim, który został nowym najwyższym przywódcą Iranu. Chciałbym zgłębić ten temat bardziej szczegółowo. Jak znacząco, Pana zdaniem, zmieni się polityka Iranu w przyszłości i jakie znaczenie dla społeczeństwa irańskiego w tym krytycznym momencie ma wybór nowego Rahbara?

Alexander Dugin : Po pierwsze, jest on głową całego systemu, nie tylko systemu politycznego i państwa, ale także przywódcą religijnym. System Wilayat al-Faqih panujący w Iranie przekazuje najwyższą władzę rahbarowi, czyli osobie, która została wybrana na to stanowisko. Jest on trzecim przywódcą po ajatollahu Chomeinim. Ajatollah Chomeini był twórcą tego systemu, jego następcą był ajatollah Chamenei, który rządził do ostatniej chwili, a teraz jest nim jego syn. To rzadkość, ponieważ tak wyjątkowa pozycja zazwyczaj nie jest dziedziczona, ale Rada, Najwyższa Rada Iranu, prawdopodobnie podjęła wyjątkową decyzję.

Co to oznacza? Po pierwsze, to zmiana pokoleniowa. To zmiana w porównaniu z pokoleniem ludzi, którzy, z wyjątkiem wojny iracko-irańskiej, przez kilkadziesiąt lat żyli pod sankcjami, ale wciąż w stanie pokoju. Ajatollah Chamenei, w przeciwieństwie do swojego poprzednika, założyciela Republiki Iranu i systemu Wilayat al-Faqih, był bardziej umiarkowany, skłonny do kompromisu i bardziej pokojowo nastawiony. Jego syn nie jest taki, zwłaszcza po stratach osobistych poniesionych przez cały Iran, po atakach na magazyny ropy naftowej – „czarnym deszczu”. To są czasy ostateczne.

Obecny Rahbar jest znacznie bliższy Korpusowi Strażników Rewolucji Islamskiej i z pewnością wyklucza — moim zdaniem, przynajmniej w warunkach, które mogą zostać narzucone z zewnątrz — jakiekolwiek rozmowy pokojowe z agresorem.

Będzie walczył do końca, ludzie będą walczyć do końca, a ekscesy, które nagromadziły się w irańskim społeczeństwie w ciągu ostatnich dekad, były powiązane właśnie z czymś bardzo subtelnym: Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej jest zasadniczo nastawiony na „wojnę czasów ostatecznych”, na konfrontację z wrogiem, na walkę z Adżadżalem, z Antychrystem. A kiedy rok po roku, dekada po dekadzie, ci wojownicy, którzy w istocie byli szkoleni i przygotowywani do ostatecznej bitwy, prowadzili pokojowe życie, to oczywiście wojownik w takich warunkach gnije. Zaczyna angażować się w ekonomię, biznes, korupcję. Kiedy wojownik nie walczy, jest to niebezpieczne; staje się toksycznym zasobem. Wojownik musi walczyć. A teraz ta zasłona tak zwanego pokojowego życia, gdzie wszystko straciło sens dla wielu Irańczyków, gdzie wszystko stało się nudne, gdzie nikt nie rozumiał, dlaczego nałożono te sankcje, dlaczego Zachód ma być znienawidzony – wszystko to zostało rozwiane. Teraz widzą, dlaczego trzeba to zrobić. Jeśli nie zniszczą Zachodu, jeśli nie wypełnią swojego przeznaczenia, to ich reżim, ich system, ich kultura i ich wielki kraj – który istnieje znacznie dłużej niż Stany Zjednoczone czy współczesny Izrael – zostaną zaatakowane. Przecież wszystkie te elementy tożsamości – wielkie imperium irańskie, świat islamski, który przejął ponad połowę ludzkości – są żywe i teraz budzą się w irańskim społeczeństwie.



METAFIZYKA WOJNY

Bitwa, zwycięstwo i śmierć w świecie tradycji

przezJuliusa Evolę

JUŻ DOSTĘPNEw wydawnictwieArktosw oprawionej w skórę edycji kolekcjonerskiej z oryginalnym wstępem Kevina DeAnny.

*Ograniczona do zaledwie 100 egzemplarzy*

W naszej epoce prawdziwych i pozornych konfliktów nadszedł czas na ponowne odkrycie metafizycznych tajemnic wojny i etosu wojownika.„Metafizyka wojny” Evolijest i pozostanie podręcznikiem do pielęgnowania wojownika w naszych duszach. Czerpiąc z arsenału mądrości i doświadczeń tradycji nordyckiej, wedyjskiej, rzymskiej, perskiej, islamskiej i innych, Evola pokazuje, jak sztuka wojny może prowadzić do transcendencji i wielkości w życiu codziennym.



Nowy władca Iranu uosabia to: nową energię, nową wiarę. Irańczycy wierzą, że rewolucja z 1979 roku miała miejsce w przededniu tego historycznego wydarzenia, kiedy to era złych rządów na świecie dobiegnie końca, a dwunasty imam – Imam Mahdi – wyjdzie ze swojej kryjówki, zgodnie z teologią szyicką. W rzeczywistości wszystko zostało stworzone w tym celu.

Rozmawiałem z ajatollahem Abdullahem Dżawadim Amolim, który wydał fatwę o potrzebie prowadzenia dżihadu w celu całkowitego zniszczenia Stanów Zjednoczonych i ich przywódców oraz Izraela i jego przywódców. Powiedział mi w Kom, świętej stolicy: „Żyjemy w kulturze oczekiwania”. I rzeczywiście, irańskie społeczeństwo żyło w „kulturze czekania”. Po naszym spotkaniu z nim – głębokim, filozoficznym, poetyckim i teologicznym spotkaniu – wyszliśmy, a towarzyszący nam Irańczyk powiedział: „Jakże jestem zmęczony tymi staruszkami, którzy ciągle mówią o kulturze czekania, podczas gdy my mamy sankcje, problemy, zakazy społeczne”. To była luka pokoleniowa: starsze pokolenie wierzyło, że trzeba czekać na czasy ostateczne, podczas gdy młodsze pokolenie zaczęło się rozczarowywać, uważając to wszystko za mity. A teraz wszystkie te mity – kultura czekania, ostateczna bitwa, starcie z absolutnym wrogiem – zostały w końcu historycznie potwierdzone. Czekały na swój moment.

Widzą agresję, a nowe pokolenie, które przestało rozumieć, dlaczego trzeba nienawidzić Izraela i USA, dlaczego trzeba krzyczeć „Śmierć Ameryce!”, teraz zrozumiało przyczynę. Zniszczenie przywództwa, nieszczęsne irańskie dziewczyny zabite w wyniku celowego ataku – Amerykanie wzięli za to odpowiedzialność. Wszystko to przypomniało im, na czym opiera się ta nienawiść.

Musimy bliżej przyjrzeć się temu, co dzieje się z Iranem, ponieważ walczymy z tym samym wrogiem. Pamiętając o okrucieństwach popełnionych przez ich ukraińskich satelitów na naszym narodzie, powinniśmy również szybko opamiętać się, ale jesteśmy w tej kwestii bardziej pobłażliwi. Irańczycy mają absolutną rację, nazywając rzeczy po imieniu, wyznaczając właściwe cele i realizując je zdecydowanie i bezkompromisowo. Historia ajatollaha Amoliego w Kom nabiera teraz innego znaczenia: myślę, że człowiek, który sceptycznie odnosił się do słów starca o konieczności czekania, teraz walczy z agresorem na linii frontu i broni swojego kraju. Sądząc po informacjach, które otrzymuję z Iranu, tak właśnie jest.

Jeśli Trump chciał podzielić irańskie społeczeństwo, osiągnął dokładnie odwrotny skutek: do władzy doszli bardziej radykalni politycy i duchowni, którzy zemszczą się za swoje osobiste straty, za swoich ojców i za swoich bliskich. Cały naród jest w tej samej sytuacji. Irańczycy są bardziej zjednoczeni niż kiedykolwiek i gotowi zmieść Izrael z powierzchni ziemi. Nie sądzę, żeby dotarli do Ameryki, ale mogą doprowadzić do upadku Trumpa i amerykańskiego porządku świata, wypełniając swoją misję budowy systemu wielobiegunowego, o który walczymy również na Ukrainie.

Prowadzący : Nawiasem mówiąc, amerykańskie źródła wielokrotnie donosiły, że Iran przygotował plan działania na wypadek bezpośredniego ataku ze strony USA i Izraela na długo przed obecną eskalacją. Strategia rzekomo obejmuje nie tylko ataki na bazy wojskowe i terytorium Izraela, ale także zniszczenie infrastruktury cywilnej, co mogłoby wywołać chaos nie tylko w państwach arabskich, ale na skalę globalną. W tym kontekście zamknięcie Cieśniny Ormuz, która już teraz wywiera ogromną presję na rynki światowe, nabiera szczególnego znaczenia. Chciałbym wiedzieć, na ile realistyczny jest taki scenariusz, czy Iran jest gotowy wywołać globalny kryzys gospodarczy i jakie mogłyby być tego konsekwencje.

Alexander Dugin : Po pierwsze, to już nie jest plan, to już fakt: wszystkie trzy wymienione przez ciebie punkty są już wdrażane. Iran oczywiście miał taki plan; rozumieli, jak to się skończy, że nigdy nie można ufać Zachodowi, że nie można negocjować, a tym bardziej, że nie można ufać tym negocjacjom z Trumpem.

A jednak popełnili błąd: gdyby naprawdę byli gotowi na to, że te negocjacje nie doprowadzą do niczego, to po pierwsze, nie przystąpiliby do nich, a po drugie, poświęciliby o wiele więcej uwagi ochronie swoich politycznych, wojskowych i religijnych przywódców. Uważam to za błąd. A te złowrogie postacie – Kushner i Witkoff, do których my, jak sądzę, również naiwnie się schlebiamy, biorąc ich powitalne uśmiechy za dobrą monetę – jedynie zmyliły Irańczyków, przeceniając ich gotowość do dialogu. To ważna lekcja dla nas wszystkich.

Myślę, że musimy zrozumieć, że rzeczywiste rezultaty na Ukrainie osiągniemy tylko dzięki prawdziwemu, zdecydowanemu zwycięstwu, a nie poprzez jakiekolwiek negocjacje. Ale nawet Irańczycy, którzy przygotowali ten plan i wdrożyli go tak szybko, dosłownie w tydzień, ulegli hipnozie Zachodu. Zachodowi nie można ufać – nikomu, ani Trumpowi, ani liberałom, ani Europie. Absolutnie nikomu. Bo to czyste oszustwo: jeśli chcą z nami zawrzeć rozejm, to znaczy, że jest to dla nich korzystne, ale dla nas będzie to katastrofa. Dopóki nie zwyciężymy, dopóki nie stworzymy tego nieodwracalnego, wielobiegunowego świata, nie ma o czym z nimi rozmawiać; musimy z nimi rozmawiać tylko z pozycji siły, broniąc naszych interesów. Iran opracował ten plan, wdrożył go, ale mimo to w pewnym momencie uległ hipnozie. Im mniej kontaktów z Zachodem, tym spokojniej i bardziej wiarygodnie.

Jak to się skończy? Pytanie najczęściej sprowadza się do tego, kiedy nastąpi ostateczny upadek systemu światowego i czy w toku tych katastroficznych procesów pojawi się czynnik nuklearny. Czy Stany Zjednoczone, zdając sobie sprawę z porażki całej operacji i beznadziejności swojej pozycji, poruszając się zgodnie ze scenariuszem inercyjnym, przeprowadzą atak nuklearny na Iran? Mogłoby to zmienić sytuację, ale nawet użycie strategicznej, a raczej taktycznej, broni jądrowej nie wystarczy, by złamać Iran. Mówimy więc o czymś zupełnie innym. Czy Ameryka użyje całego swojego arsenału broni, by po prostu zniszczyć Iran, zamieniając go w coś na kształt Gazy? To pytanie otwarte. Faktem jest jednak, że albo stoimy na krawędzi III wojny światowej – albo już w jej pierwszym etapie – albo stoimy na krawędzi globalnego upadku całego systemu finansowego i gospodarczego.

Jeśli ktokolwiek na świecie nadal wierzy, że „wszystko jest w porządku, wszystko się ułoży, wszystko minie”, to jest to jedynie psychologiczna obrona umysłu przed informacjami, z którymi nie może sobie poradzić.

W islamie istnieje tradycja, która głosi: kiedy aniołowie zatrąbią w trąby, ogłaszając nadejście Dnia Sądu, tylko poganiacz mułów, który w tym momencie będzie poprawiał siodło, usłyszy to i podniesie uszy ku niebu. Pobiegnie i zawoła do wszystkich: „Słuchajcie, aniołowie zatrąbili, nadchodzi koniec czasów!”. A oni mu odpowiedzą: „Nic nie słyszymy”. To idealny obraz dzisiejszego świata. Wszyscy mówią: „No dalej, ropa wróci, Dubaj zostanie odbudowany, ceny nieruchomości znów wzrosną”. Ale nigdy nie będzie tak samo jak wcześniej. Będzie inaczej.

Kto wygra, kto kogo zniszczy – nic nie jest przesądzone, ale stawka jest niezwykle wysoka. Niektóre rzeczy zależą od nas, od Rosji, niektóre od Chin, a wiele, jeśli nie wszystkie, od Iranu – czy zdoła on osiągnąć swoje cele i zetrzeć z powierzchni ziemi agresywne państwo izraelskie, które wpadło w ręce religijnych ekstremistów, i odeprzeć ataki USA. Jak zachowają się inne kraje islamskie?

Różowe marzenie Dubaju i Emiratów o bezpiecznym międzynarodowym hubie dawno prysło: to już nie centrum, gdzie można zarobić krocie, to peryferie, które wkrótce zostaną pokryte piaskiem, a wszystko wróci do beduińskich zasad. A może nawet lepiej: społeczeństwo stanie się tradycyjne, a moralny wizerunek Arabów zostanie ocalony.

Wszyscy muszą teraz przystąpić do egzaminu. Można go pominąć, można nie przystąpić, ale wtedy zostanie się wykluczonym z kategorii tych, którzy podejmują decyzje, którzy uczestniczą w polityce światowej jako podmioty, a nie przedmioty. Dlatego jestem przekonany, że każdy musi zaangażować się w to, co się dzieje, określić swoje stanowiska i strategie.

Indie, na przykład, ku mojemu wielkiemu żalowi, niedawno chwaliły się, że przekazały Izraelczykom współrzędne irańskiego statku, co pozwoliło im go zatopić. W tym przypadku Indie odchodzą od pozycji świata wielobiegunowego. Nie tak powinny postępować suwerenne państwa cywilizacyjne, zwłaszcza te należące do BRICS. Zbytnie skłanianie się ku agresorowi to posunięcie lekkomyślne. Ale Indie to wielka cywilizacja, wielkie państwo Bharatu, i będziemy tam świadkami wielu nowych wydarzeń. Wszyscy globalni gracze są teraz wystawiani na próbę i dotyczy to wszystkich, w tym nas, ponieważ znajdujemy się w zupełnie innej sytuacji.

Prowadzący : Pozwól, że zadam ci jeszcze jedno pytanie. Jak obecna globalna sytuacja gospodarcza wpłynie na Rosję? Na przykład, Kiriłł Dmitriew zauważa, że ​​cena ropy powyżej 100 dolarów za baryłkę z pewnością działa na naszą korzyść. Czy w tej sytuacji jesteśmy beneficjentami, czy też globalny kryzys nadal będzie nas przytłaczał, jeśli nieuchronnie nastąpi?

Alexander Dugin : Przede wszystkim, widzicie, w tak krytycznej sytuacji, w której w grę wchodzą czynniki religijne, etyczne, moralne i geopolityczne, wydaje mi się nieco niestosowne mówienie tylko o tym, kto jest beneficjentem i kto na tym skorzysta. Te sankcje dotkną nas w mniejszym stopniu.

Ten upadek prawdopodobnie będzie miał mniejszy wpływ na Rosję, ponieważ jesteśmy już objęci sankcjami, odcięci od gospodarki zachodnio-centrycznej, więc nie przejmujemy się tym. Im szybciej wszystko się zawali, tym lepiej, moim zdaniem. Już się dostosowaliśmy i zwróciliśmy się ku suwerenności. Nadal mamy naszych partnerów, Iran, a reszta ludzkości pozostaje z nami. Co do Zachodu, jeśli ten upadek go zabije, zniszczy, nie sądzę, żebyśmy żałowali, bo biorąc pod uwagę jego ostatnie zachowanie, zasługuje na to.

Dlatego przyjąłbym zasadę „kopnij leżącego”. Nie warto czerpać korzyści z cierpienia i śmierci ludzi; musimy wspierać swoich, a nasi „swoi” już zostali zdefiniowani. W tej sytuacji musimy bronić naszej suwerenności wszelkimi środkami, w tym ekonomicznymi, i wykorzystywać każdą okazję, która nas wzmocni.

Nasi wrogowie wyraźnie słabną. Są podzieleni i zdezorientowani: jedni popierają Trumpa i Izrael, inni nie. Wśród krajów europejskich panuje niezgoda; spieszą się z opozycji, i to bardzo dobrze. W obozie naszych wrogów panuje panika. Jest to dla nas niezwykle korzystne, a jeśli doprowadzi do załamania i upadku obecnej globalnej gospodarki, to, szczerze mówiąc, tylko na tym skorzystamy – zbudujemy bardziej sprawiedliwy, bardziej poprawny, a jeśli tak, to bardziej humanitarny i demokratyczny globalny system finansowy i gospodarczy.


CZYTAJ WIĘCEJ autorstwa prof. Aleksandra Dugina, dzięki uprzejmości Arktos :


Apatia i nienawiść, czyli powszechna śmierć cywilizacji [może raczej cywilizacja śmierci]

Apatia i nienawiść, czyli powszechna śmierć cywilizacji

Paweł Chmielewski pch24/pawel-chmielewski-apatia-i-nienawisc

(Oprac. PCh24)

Apatia i nienawiść. Tak można byłoby określić nić przewodnią współczesnej kultury: apatia wobec istnienia, nienawiść do własnego dziedzictwa, do samych siebie, do świata w ogóle. Na nienawiść choruje nie tylko Zachód, ale również Wschód. Nowoczesny świat dławi się apatią i nienawiścią.

  • Przyczyna jest prosta: brak Boga.

Kto wyjedzie z Polski, od razu to zobaczy: brudne ulice, zniszczone sklepy, grupy młodych, agresywnych, ciemnoskórych mężczyzn wałęsających się bez celu. To rzeczywistość wielu największych miast europejskich. Patrzą z głupkowatą miną na to, co ich otacza: kościoły, pomniki, piękne budynki. Nie wiedzą, co to jest. W ogóle ich to nie obchodzi. Gdyby mogli na tym zarobić choćby kilka euro, od razu by to wszystko spalili. Część jest może owładnięta świadomą niechęcią do Zachodu, którą sufluje im ideologia islamska, ale większość jest po prostu obojętna. Ktoś dał, oni biorą, to wszystko.

Skąd się tam wzięli? Przecież w większości nie przyjechali sami. Stworzono cały skomplikowany system, który pozwolił im przekroczyć europejskie granice, a później tu zostać: brak kontroli paszportowych, instytucja rozdawanego szeroką ręką azylu, świadczenia socjalne. Imigranci przyjeżdżają tu, bo chwytają istnienie – ale ktoś ich tu sprowadził. Spisek i teoria podmiany ludności? Może, ale w krajach zachodniej Europy ludzie od dekad konsekwentnie głosują na partie, które sprowadzają im na głowę niepracujących imigrantów. Nic się nie zmienia. Stworzony raz system trwa i jest podtrzymywany, a większość społeczeństwa biernie patrzy na tego efekty. Przyglądają się, jak przyjezdni zamieniają ich piękne miasta w cuchnącą ruinę. Są obojętni w obliczu dewastacji. Może zatem zwykła inercja i głupota?

Dewastacji ulegają nie tylko miasta, ale i całe narody. W Republice Federalnej Niemiec przyszło w 2025 roku na świat 650 tysięcy dzieci. Część z nich to dzieci z rodzin imigrantów, którzy nie mówią nawet po niemiecku. Równolegle do kraju sprowadzono około 250 tysięcy przybyszów. Jeszcze wyższej liczbie ludzi nadano niemieckie obywatelstwo. Społeczeństwo spokojnie patrzy, jak z niemieckiego zamienia się w coś zupełnie nowego. To w dłuższej perspektywie oznacza śmierć narodowej kultury. Większości to jednak nie obchodzi. Są wobec tej śmierci obojętni, a głosy krytyków uważają za niepotrzebny ekstremizm.

Giną też inne narody, z innych przyczyn – w tym naród polski. W 2025 roku urodziło się u nas 238 tysięcy dzieci, rekordowo mało. Główny Urząd Statystyczny w najczarniejszych scenariuszach nie przewidywał takiej zapaści. Wskaźnik dzietności wynosi obecnie 1,09. To oznacza, że przeciętna Polka ma w życiu jedno dziecko. Z dwojga Polaków robi się jeden – i tak dalej, aż do zaniku. W Europie przodujemy, ale inni nas gonią. Niemcy, Czesi, Włosi, Hiszpanie, Brytyjczycy – oni też nie chcą mieć dzieci. To nie jest problem tylko Zachodu, Europy czy USA. Dzieci nie mają też Rosjanie i Chińczycy, Koreańczycy i Japończycy. Rozwinięty świat zrezygnował z dzieci. Wszyscy dobrze wiedzą, że wymierają, dane są na wyciągnięcie ręki – ale są obojętni.

Mamy tendencję do narzekania na „zgniły Zachód”. To zrozumiałe, w końcu żyjemy na Zachodzie. Tak naprawdę zgniły jest również Wschód – również tam obserwujemy błyskawiczną zapaść cywilizacyjną. Odrzucenie genderyzmu przez Rosjan niewiele znaczy. Wznoszenie drapaczy chmur i budowa nowych portów w Chinach to jeszcze za mało. Rosjanie i Chińczycy, podobnie jak my, wymierają. Wszyscy jedziemy na tym samym wózku, różnią się tylko szczegóły – Zachód zabija się rękami imigrantów, Rosja pijaństwem i tak dalej. Wszyscy są na samobójczym torze.

Co łączy wszystkich, od Ameryki, przez Portugalię, Francję, Polskę, aż po Rosję i Chiny? Przede wszystkim: bezbożność. Boga zabito w liberalizmie i komunizmie, z różnych przyczyn, ale z tym samym skutkiem – dominacją kompletnego bezsensu.

Życie, takie jakie jest, bywa nieznośne. Bez perspektywy wieczności nie ma też żadnego celu. Trzeba to sobie poważnie uświadomić: bez Boga życie po prostu nie ma sensu. Można tylko stwierdzić, że się wydarza – ale trzeba przyznać, że nie posiada żadnej ukierunkowanej treści. Dlatego współczesny świat może podpisać się pod znanym tekstem poezji egipskiej sprzed trzech czy czterech tysięcy lat: „Mury ich zniszczone, nie pozostały żadne ślady, tak jakby ich nigdy nie było. Ciesz się w sercu swoim, póki nie napełni się radością po brzegi. Będziesz żywy, gdy będziesz podążał za pragnieniami swego serca. Spójrz, nikt, kto odszedł, już stamtąd nie wrócił”.

Korzystanie z życia celem maksymalizacji własnej przyjemności, oto jedyna racjonalna strategia w świecie bez Boga. Nie da się wymyślić nic innego. Etyka obowiązku, samopoświęcenia, ofiary – to wszystko jest zawieszone w próżni, jeżeli nie odnosi się do Stwórcy.

Skoro cały rozwinięty świat żyje dziś bez Boga, to w konsekwencji nie ma żadnego celu poza zwykłym trwaniem. Przecież każdy rozsądny nihilista przyzna, że tak naprawdę równie dobre (równie obojętne) byłoby nie istnieć. Na pytanie, dlaczego istnieje raczej coś niż nic, nihilista nie odpowiada. Nie wie, dlaczego: zresztą nawet go to nie obchodzi: „coś” jest przecież niczym. Nihilizm – a konsekwentny ateizm zawsze jest nihilizmem – to strukturalna obojętność wobec życia, która w przypadku niemożności „napełniania serca radością po brzegi” staje się koniecznie nienawiścią.

Ludzie pozbawieni perspektywy wieczności mogą przez całe swoje życie głosować na zdegenerowane formacje polityczne, które sprowadzają migrantów i walczą z rodziną, bo te formacje gwarantują im realizację jedynego rozsądnego celu życia w paradygmacie ateistycznym, czyli maksymalizacji własnej przyjemności. Francuscy nihiliści będą patrzeć, jak imigranci spalają ich Paryż – co ich to obchodzi? Przecież w ich perspektywie ten Paryż nie ma żadnego sensu. Niemieccy nihiliści zbudowali system zalewania własnego kraju imigrantami – i nie chce im się go zmieniać, bo to wymagałoby wysiłku. Po co się wysilać, skoro da się jeszcze wegetować? Polscy nihiliści przestali mieć dzieci, ale co z tego? Niech Polska się skończy – byleby nie teraz, póki żyją. Bo po co ma istnieć Polska? Rosyjski i chiński aparat władzy zadba o własne przetrwanie, ale długa perspektywa go nie interesuje – nie może go interesować, bo bez Boga nie ma żadnej „długiej perspektywy”.

Bezbożny nihilizm, który dominuje myślenie większości współczesnych ludzi w rozwiniętych krajach, jest samobójczą obojętnością wobec cywilizacji. Ta obojętność przeradza się w nienawiść, ilekroć ktoś stara się jej rzucić wyzwanie. Stąd ta wielka nienawiść do wierzących katolików, krytyków sodomii, aborcjonizmu, imigracjonizmu. Żywe trupy chcą spokojnie gnić dalej w swoim świecie pozbawionym znaczeń. Ci, którzy mówią im o Bogu i domagają się jakiegoś wysiłku, to jedyni, do których mogą odczuć nienawiść. Żywe trupy stanowią większość, mają masę – więc uchwalają różne prawa, które zamykają usta ich krytykom. Chcą spokojnie zgnić. Zachód i Wschód stał się zbiorowym Neronem. Podpala wszystko, z czego wyrasta – dla przyjemności.

Czy jest na to recepta?

Tylko jedna: wiara w Boga, silna na tyle, by nadać życiu sens. Nie wiem, jak można ją przywrócić w szerokiej skali. W życiu ludzkim zawsze istniały momenty, które z druzgocącą mocą objawiały niedoskonałość tego życia, jego zależność. Dziś to występuje bardzo rzadko: społeczność ludzka stała się niemal doskonała, bo wyeliminowała większość poważnych przykrości, które dotąd ją trapiły. Została tylko śmierć, ale śmiercią większość nie przejmuje się, zanim ona nie nadejdzie, a kiedy nadejdzie, nie da się już nią przejmować. Widzę tu aporię – trudność, której nie da się przekroczyć. To jednak również jakiś scenariusz. Rzym z tętniącego witalnością i potęgą centrum świata stał się we wczesnych wiekach średnich wynędzniałą osadą. Taki może być los całej rozwiniętej ludzkiej kultury.

Karmiące się nienawiścią i obojętnością trupy muszą zgnić. Są jednak również ci, którzy wierzą i chcą żyć. Skupmy się właśnie na tym. Niech żyją ci, którzy żyć chcą. Nie będzie to wielu? Trudno. Do nas należy konsekwentnie wypełnianie obowiązków, które wynikają z prostego faktu: Bóg istnieje i daje nam życie wieczne. Weźmy to życie. Twórzmy kulturę, która o tym opowiada.

Czy to się uda, a jeżeli się uda, to kiedy – tego nie wiemy, ale nasza jest praca, a owoce są Pana Boga.

Paweł Chmielewski

w MEM-ach łatwiej o prawdę

—————————

———————————————-

[Synek, dyć jest więcej afer do szantażu… ]

————————————

——————————————


—————————

——————————————–

———————–

Kontrola przez pieniądze

Kontrola przez pieniądze

Autor artykułu Marek Wójcik 8. marca 2026 world-scam/kontrola-przez-pieniadze

W połowie lutego Facebook zablokował moje konto z „obawy” przed hakerami. Założyłem drugie konto i, pomimo że nie jest zbyt rozpowszechnione jakoś działa. Długo trwało, zanim odzyskałem pierwotne konto. Facebookowe „szczęście” trwało jednak krótko. Zuckerberger postanowił sprawdzić, czy nie jestem wirtualnym krokodylem i postawił przede mną zadanie, którego nie zamierzam wykonać.

Powiedzmy, że jestem nieśmiały przed kamerą i nie lubię, kiedy ktoś pod płaszczykiem walki z robotami – walki przy użyciu mocno sztucznej pseudointeligencji – usiłuje tanim kosztem zdobyć aktualne nagrania mojej fizjonomii. Jak przy aresztowaniu, musiałbym pokazać moją twarz z profilu i en face.

Proponuję, by technokraci zastosowali klasyczną metodę i wysłali kogoś, by nagrał mnie na ulicy, czy w sklepie. Nie zrobią tego, ponieważ Palantir nie pokryje kosztów. Tak więc moje konto na tym mało-społecznościowym medium pozostanie nieaktywne. Przynajmniej to stare. Wiem, że takim cyrkowym sztuczkom poddawani są także inni użytkownicy. Wiem też, że wielu z was nie wyobraża sobie życia bez Facebooka. Ja sobie wyobrażam.

W lutym Parlament Europejski zaakceptował kolejny krok do wprowadzenia cyfrowego euro. Można o tym przeczytać we wczorajszym artykule na tkp.at: Parlament Europejski przyspiesza wprowadzenie cyfrowego euro. Źródło.

Parlamentarzyści zagłosowali za poprawkami wspierającymi cyfrowe euro, które będzie funkcjonować zarówno online, jak i offline, zgodnie z wizją banku centralnego UE dotyczącą publicznie emitowanej cyfrowej formy pieniądza. Głosowanie zostało przyjęte zdecydowaną większością głosów. Uzasadnieniem były rosnące obawy dotyczące struktury globalnych systemów płatności. Znaczna część transakcji cyfrowych w UE odbywa się obecnie za pośrednictwem sieci takich jak Visa i Mastercard, których firmy mają siedziby poza UE. Mogłoby to umożliwić obywatelom unikanie kontroli UE.

Trudno uwierzyć, że europejscy globaliści obawiają się konkurencji globalnych globalistów reprezentowanych przez firmy usługowe kart kredytowych. Jeśli jednak to jest prawda, to mamy do czynienia z podziałami wśród Deep State, które są dla nas tak samo korzystne, jak dla uzurpatorów do władzy nad światem dzielenie nas na lewicę i prawicę, jak podsycanie nienawiści pomiędzy narodami albo dzieleniem na zwolenników preparatów mRNA i przeciwników.

Z rozbawieniem przeczytałem, że pieniądz cyfrowy będzie funkcjonował zarówno online, jak i offline. Czyli ma być niezależny od internetu. W związku z „dalekowzroczną” polityką energetyczną eurokratów postawiłbym tu raczej inne pytanie: czy pieniądz cyfrowy będzie działał, gdy zabraknie prądu?

A może zastosujemy czytniki kart na korbkę? Zasilane siłą mięśni i co ważniejsze wielkie komputery bankowe zapewne podłączone do przenośnych reaktorów atomowych? Albo jeszcze lepiej – możemy przecież polegać na wiatrakach lub fotowoltaice.

Jedno jest pewne, tak jak do tej pory było z pieniędzmi nie będzie trwało długo. Czym będziemy płacić, zależy od rozwoju napiętej sytuacji w świecie finansów. Dolar skazany jest na galopującą inflację.

By przedłużyć jego agonię, FED zostanie zmuszony do produkowania zielonych banknotów zarówno papierowych jak wirtualnych. Aktualnie puszcza na rynek niewielką kwotę 40 miliardów miesięcznie, ale będzie zmuszony, by zwiększyć wytwarzanie tych pustych pieniędzy przynajmniej dziesięciokrotnie.

Ten problem dotknie praktycznie wszystkie papierowe i wirtualne waluty. Jedne wcześniej inne później. Ten proces można porównać do dolewania wody do piwa przez karczmarza. Przy niewielkich dolewkach piwosz nie odczuje różnicy, jednak gdy karczmarz posmakuje w łatwych zarobkach, trudno będzie wyczuć smak resztek piwa w wodzie.

Dlaczego kryzys zacznie się od dolara? Jeden z argumentów znajdziecie na poniższym obrazku.

Taxpayer to płatnik podatków – resztę łatwo można zrozumieć także bez wiedzy lingwistycznej.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Dugin: Trump podzielił Zachód na pięć części.

Trump podzielił Zachód na pięć części.

Polityka światowa charakteryzuje się niezwykle szybkimi i dynamicznymi procesami. Pod wieloma względami jest to związane z polityką Trumpa, który wprowadził do systemu stosunków międzynarodowych wysoki poziom turbulencji, nieprzewidywalności i radykalizmu – a wydarzenia wciąż narastają.

Na naszych oczach idea kolektywnego Zachodu – to znaczy zjednoczonej i względnie przewidywalnej polityki głównych mocarstw zachodnich i tych krajów, które całkowicie podążają za Zachodem – rozpada się. Taki konsensus już nie istnieje. Projekty globalistyczne chwieją się; nawet jedność euroatlantycka, los NATO i ONZ stoją pod znakiem zapytania.

Trump otwarcie oświadczył, że prawo międzynarodowe go nie dotyczy i że działał w oparciu o własne rozumienie tego, co jest moralne, a co nie. Żądanie Trumpa dotyczące aneksji Grenlandii przez Stany Zjednoczone i jego groźby aneksji Kanady, które wyraźnie odbiegają od stanowiska mocarstw europejskich, a także jego rozbieżne stanowiska wobec Ukrainy i Izraela (brak bezwarunkowego poparcia dla reżimu Zełenskiego, a wręcz przeciwnie, pełne poparcie dla Netanjahu i jego polityki bliskowschodniej) dodatkowo pogłębiają rodzący się i niemal całkowity podział.

W takiej sytuacji, gdy zbiorowy Zachód przestaje istnieć jako zjednoczona całość polityczna, ideologiczna i geopolityczna, stopniowo wyłania się nowa mapa, na której w jej miejsce pojawia się kilka odrębnych, a niekiedy konkurujących ze sobą bytów. Nie jest to jeszcze ukończony model, lecz proces – z nieznanym jeszcze wynikiem. Niemniej jednak można już teraz założyć, że w miejsce zjednoczonego Zachodu wyłoni się pięć odrębnych bytów geopolitycznych. Spróbujmy je opisać.

Stany Zjednoczone ery Trumpa 2.0 jako Zachód numer jeden

Poglądy geopolityczne Trumpa różnią się radykalnie od globalistycznej strategii realizowanej przez poprzednie administracje – nie tylko Demokratów, ale także Republikanów (takich jak George W. Bush). Trump otwarcie deklaruje bezpośrednią hegemonię amerykańską, obejmującą kilka etapów. Po pierwsze, dąży do umocnienia dominacji USA w obu Amerykach. Znajduje to odzwierciedlenie w najnowszej wersji Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, w której Trump wyraźnie odwołuje się do doktryny Monroe i uzupełnia ją własną perspektywą.

Doktryna Monroe’a została sformułowana przez prezydenta Jamesa Monroe’a w jego dorocznym orędziu do Kongresu 2 grudnia 1823 roku. Jej główną ideą było osiągnięcie całkowitej niezależności Nowego Świata od Starego (tj. od metropolii europejskich), przy czym Stany Zjednoczone były uważane za główną siłę polityczną i gospodarczą w wyzwalaniu stanów amerykańskich spod wpływów europejskich. Chociaż nie stwierdzono wprost, że jedna forma kolonializmu (europejska) zostanie zastąpiona inną (ze strony Stanów Zjednoczonych), sugerowano pewien stopień hegemonii USA w regionie.

W swojej współczesnej interpretacji, uwzględniającej dodatki Trumpa, doktryna Monroe oznacza:

  • Całkowita i absolutna suwerenność USA i niezależność od wszelkich instytucji transnarodowych, odrzucenie globalizmu;
  • Tłumienie znaczących wpływów geopolitycznych ze strony innych głównych potęg (Chiny, Rosja i państwa europejskie) we wszystkich krajach Ameryki;
  • Ustanowienie bezpośredniej hegemonii militarno-politycznej i gospodarczej Stanów Zjednoczonych nad całym kontynentem amerykańskim i nad przyległymi obszarami oceanicznymi.

Doktryna ta obejmuje wspieranie proamerykańskich reżimów w Ameryce Łacińskiej, usuwanie polityków nielubianych przez Waszyngton oraz ingerencję w sprawy wewnętrzne każdego państwa w regionie – niekiedy pod hasłem walki z handlem narkotykami, nielegalną migracją, a nawet komunizmem (Wenezuela, Kuba, Nikaragua). Ogólnie rzecz biorąc, niewiele różni się to od polityki prowadzonej przez Stany Zjednoczone w XX wieku.

Nowością w doktrynie Trumpa są jednak jego twierdzenia dotyczące aneksji Grenlandii i Kanady, a także pogardliwy stosunek do Europy i partnerów z NATO.

W istocie Stany Zjednoczone są tu proklamowane jako imperium, otoczone państwami peryferyjnymi, rzekomo wasalnie zależnymi od metropolii. Znajduje to odzwierciedlenie w centralnym haśle polityki Trumpa: „Uczyńmy Amerykę Wielką Ponownie” [MAGA] lub „Najpierw Ameryka”.

Podczas swojej drugiej kadencji Trump realizował tę politykę znacznie bardziej rygorystycznie niż w pierwszej, co znacząco zmieniło globalny układ sił.

Ten trumpistowski, amerykańsko-centryczny Zachód można określić mianem Zachodu numer jeden.

Unia Europejska jako drugi Zachód

Drugim Zachodem jest Unia Europejska, która znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Przez dekady państwa członkowskie UE w polityce, bezpieczeństwie, a nawet gospodarce, w ramach partnerstwa atlantyckiego, wielokrotnie wybierały między europejską suwerennością a podporządkowaniem Waszyngtonowi. Poprzednie rządy USA zachowywały się tak, jakby uważały Europejczyków za niemal równoprawnych partnerów i słuchały ich opinii – tworząc iluzję kolektywnego zachodniego konsensusu. Trump zniszczył ten model i brutalnie zmusił UE do uznania jej wasalnego statusu.

W styczniu 2026 roku, na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, belgijski premier Bart De Wever otwarcie mówił o „szczęśliwym wasalu” i „nieszczęśliwym niewolniku” w kontekście zależności Europy od USA. Stwierdził, że europejskie elity były wcześniej „szczęśliwymi wasalami”. Trump spojrzał na sytuację z innej perspektywy i pouczył ich: jak „nieszczęśliwi niewolnicy”. Przedstawił wybór między szacunkiem do samego siebie a utratą godności w obliczu presji ze strony Waszyngtonu w sprawie aneksji Grenlandii – wybór, na który UE jak dotąd najwyraźniej nie była gotowa.

W tej nowej sytuacji UE niechętnie stała się czymś niezależnym. Macron i Merz mówią o konieczności europejskiego systemu bezpieczeństwa w warunkach, w których Stany Zjednoczone postrzegane są mniej jako gwarant bezpieczeństwa, a bardziej jako nowe, poważne zagrożenie. UE nie podjęła jeszcze konkretnych kroków, ale zarysy drugiej potęgi Zachodu stają się coraz wyraźniejsze. Jej stanowisko wobec Ukrainy również znacząco różni się od stanowiska Trumpa: prezydent USA chce zakończyć tę wojnę z Rosją, którą uważa za niepotrzebną (a przynajmniej tak twierdzi), podczas gdy UE chce ją kontynuować do końca i skłania się ku bezpośredniemu zaangażowaniu.

Podobnie, stanowiska w sprawie Netanjahu i ludobójstwa Palestyńczyków w Strefie Gazy są różne: Trump w pełni je popiera, podczas gdy UE skłania się ku jego potępieniu.

Wielka Brytania jako numer trzy na Zachodzie

Na tle tego atlantyckiego podziału, po Brexicie wyłania się kolejny biegun: Wielka Brytania – trzeci Zachód. Z jednej strony lewicowo-liberalny rząd Starmera jest blisko UE w kluczowych kwestiach; z drugiej strony Londyn tradycyjnie utrzymuje bliskie stosunki z USA i pełni rolę strażnika procesów europejskich w interesie Waszyngtonu. Jednocześnie Wielka Brytania nie jest członkiem UE ani nie popiera podejścia Trumpa, które przypisuje jej niepochlebną rolę „niewolniczego wasala”.

Wielka Brytania nie może już pełnić roli międzynarodowego mediatora i sama jest stroną mającą interes w wielu sytuacjach. Dotyczy to w szczególności konfliktu na Ukrainie, gdzie w pełni opowiedziała się po stronie Kijowa, a nawet zainicjowała eskalację konfliktu, prowadzącą do bezpośredniej interwencji wojskowej w celu wsparcia reżimu Zełenskiego. Wizyta brytyjskiego premiera Borisa Johnsona na Ukrainie w 2022 roku doprowadziła do upadku porozumień stambulskich.

Ale trzecie mocarstwo Zachodu również nie może powrócić do swojej dawnej polityki imperialnej. Zasoby dzisiejszej Anglii, jej kryzys gospodarczy i załamanie się polityki migracyjnej – a także jej ograniczona skala – nie pozwalają na odgrywanie prawdziwej roli lidera we Wspólnocie Narodów ani hegemona w Europie.

Globaliści jako Zachód numer cztery

Biorąc pod uwagę ideologię, sieci organizacyjne i instytucje globalistów – takich jak George Soros, Światowe Forum Ekonomiczne i inne organizacje międzynarodowe promujące ideę rządu światowego i zjednoczonego świata – dochodzimy do czwartego Zachodu. Ten Zachód zdominował poprzednią fazę i był siłą jednoczącą, która pozwoliła nam mówić o „kolektywnym Zachodzie”. Środowiska te były reprezentowane w samych Stanach Zjednoczonych przez elitę globalistów – przez tak zwane „głębokie państwo”, z którym Trump chwycił za broń. Dotyczy to przede wszystkim kierownictwa Partii Demokratycznej, a także części republikańskich neokonserwatystów, którzy stoją między Trumpowskim „America First” a klasycznym globalizmem.

Większość przywódców UE, a także Starmer, należy do tego globalistycznego projektu, którego pozycja uległa znacznemu osłabieniu za rządów Trumpa, co przyspieszyło podział Zachodu.

Typowym przykładem czwartego świata zachodniego jest Kanada. Podczas niedawnego Forum w Davos premier Mark Carney oświadczył, że obecny porządek świata ulega rozpadowi, że świat znajduje się w stanie pęknięcia, a nie transformacji. Główne mocarstwa wykorzystują gospodarkę jako broń – cła, łańcuchy dostaw i infrastrukturę jako dźwignię – prowadząc do deglobalizacji. Odrzucił twierdzenia Trumpa o zależności Kanady od Stanów Zjednoczonych i wezwał mocarstwa średniego szczebla do zjednoczenia się przeciwko hegemonii trumpizmu, dywersyfikacji relacji (w tym zbliżenia z Chinami) i przeciwstawienia się populizmowi.

Pokazuje to, jak czwarty Zachód kształtuje się coraz bardziej jako odrębna wspólnota ideologiczna i geopolityczna – zwłaszcza w bezpośredniej opozycji do trumpizmu jako pierwszego Zachodu.

Izrael jako Zachód numer pięć

Wreszcie, w ostatnich latach – a szczególnie wyraźnie od początku drugiej kadencji Trumpa – wyłonił się kolejny Zachód: Zachód numer pięć. To Izrael pod rządami Benjamina Netanjahu. Mały kraj, egzystencjalnie zależny od Stanów Zjednoczonych i Europy, z ograniczonymi zasobami demograficznymi i lokalną gospodarką, coraz częściej twierdzi, że reprezentuje niezależną cywilizację i odgrywa szczególną rolę w losach Zachodu, którego przyczółkiem jest Bliski Wschód.

Do pewnego momentu Izrael mógł być uważany za pełnomocnika USA – kolejnego, aczkolwiek uprzywilejowanego, wasala. Jednak polityka Netanjahu, radykalny prawicowy ruch syjonistyczny, na którym się opiera, oraz skala wpływu izraelskiego lobby na politykę USA doprowadziły do ​​ponownej oceny.

Po pierwsze, skala zniszczeń ludności cywilnej w Strefie Gazy dokonanych przez Netanjahu i pojawienie się radykalnych postaci polityczno-religijnych, otwarcie opowiadających się za Wielkim Izraelem, wywołały sprzeciw również na Zachodzie – zwłaszcza w drugim, trzecim i czwartym mocarstwie zachodnim. Ani UE, ani Wielka Brytania, ani kręgi globalistyczne nie poparły Netanjahu w jego najsurowszych posunięciach, w tym tych dotyczących wojny z Iranem.

Po drugie, bezwarunkowe poparcie Trumpa dla Netanjahu podzieliło nawet jego zwolenników, którzy w mediach społecznościowych rozpoczęli masową kampanię przeciwko wpływom Izraela na politykę USA. Republikanie i urzędnicy państwowi stanęli przed pytaniem: Najpierw Ameryka czy Najpierw Izrael? Co jest ważniejsze – Ameryka czy Izrael? Każda odpowiedź niosła ze sobą ryzyko polityczne.

Ujawnienie akt Epsteina nasiliło obawy tych, którzy uważają, że wpływ Izraela na politykę USA jest nadmierny. Powstało wrażenie, że Tel Awiw i jego sieć stanowią niezależny byt zdolny do narzucania swojej woli nawet największym mocarstwom.

W ten sposób powstał piąty Zachód – z własną agendą, własną ideologią i własną geopolityką.

wniosek

Na koniec porównajmy postawy tych biegunów wobec wojny na Ukrainie.

Piąte co do wielkości mocarstwo zachodnie jest najmniej zainteresowane tym konfliktem. Dla Netanjahu Rosja Putina nie jest głównym przeciwnikiem, a reżim w Kijowie nie cieszy się bezwarunkowym poparciem prawicowych sieci syjonistycznych. O ile Rosja wspiera siły antyizraelskie na Bliskim Wschodzie – zwłaszcza Iran – piąte co do wielkości mocarstwo zachodnie obiektywnie stoi po przeciwnej stronie niż Rosja w konfliktach lokalnych. Nie przekłada się to jednak na bezpośrednie poparcie dla Zełenskiego.

Nawet czołowa postać Zachodu – Trump – nie uważa Rosji za swojego głównego wroga. Choć okazjonalnie wygłasza antyrosyjskie argumenty, wywiera presję i dostarcza broń do Kijowa, jego stanowisko nie jest najbardziej radykalne w porównaniu z innymi siłami na podzielonym Zachodzie.

Drugi, trzeci i czwarty blok zachodni to zupełnie inna historia. UE, Wielka Brytania i sieci globalistyczne zajmują radykalnie antyrosyjskie stanowisko, w pełni popierają Zełenskiego i są gotowe udzielić Ukrainie dalszego wsparcia – w tym bezpośredniej pomocy wojskowej. Dominującym poglądem globalistycznym jest tutaj to, że Rosja Putina, ze swoim tradycjonalizmem i roszczeniami do porządku wielobiegunowego, jest ideologicznie i geopolitycznie przeciwna planom rządu światowego i zjednoczonego świata.

Dla drugiego, a zwłaszcza czwartego mocarstwa zachodniego, nie tylko Putin, ale i sam Trump jest wrogiem. To dało początek politycznemu mitowi, że Trump pracuje dla Rosji. W rzeczywistości Trump podzielił zbiorowość Zachodu i odsunął globalistów od ich dominującej pozycji – nie w interesie Rosji, ale kierując się własnymi przekonaniami.

Gdyby podział między pierwszym a drugim mocarstwem zachodnim się pogłębił, można sobie wyobrazić, że europejscy przywódcy w przyszłości będą rozważać Rosję jako przeciwwagę dla Waszyngtonu. Obecnie jest to mało prawdopodobne, ale dalsza fragmentacja mogłaby sprawić, że ta opcja wydałaby się bardziej realistyczna.

Trzecie państwo Zachodu – Wielka Brytania – pozostaje jednym z głównych biegunów wrogości wobec Rosji, mimo braku realnych szans na odbudowę dawnej hegemonii.

W ten sposób zbiorowość Zachodu rozpadła się na pięć względnie niezależnych ośrodków władzy. Trudno przewidzieć, jak rozwinie się ta mozaika. Jasne jest jednak, że tę konstelację należy brać pod uwagę, analizując sytuację międzynarodową – zwłaszcza w kontekście geopolitycznym i ideologicznym, w którym rozwija się nasza specjalna operacja wojskowa na Ukrainie.

Źródło: Трамп расколол Запад на пять частей

Totalne przewartościowania. Zmiana „ciepłych kłamstw”.

Davos 2026- tzw. cywilizowany Zachód przyznał, że pławił się w cieple własnej hipokryzji.

20 stycznia 2026 roku, na scenie w Davos, premier Kanady Mark Carney powiedział coś, co wcześniej żaden przywódca Zachodu nie odważył się wypowiedzieć tak brutalnie i otwarcie.

Przyznał, że „porządek międzynarodowy oparty na zasadach” – fundament, na którym Zachód budował swoją moralną wyższość przez ostatnie 30 lat – był w dużej mierze fikcją.  Nie drobną niedoskonałością. Nie chwilową hipokryzją, lecz użyteczną fikcją, w której wszyscy grzali się wygodnie, bo dawała wzrost, bezpieczeństwo i poczucie słuszności.
„Wiedzieliśmy, że historia porządku międzynarodowego opartego na zasadach była częściowo fałszywa: potężni zwalniali się z przestrzegania zasad, kiedy im to odpowiadało, a normy handlowe były stosowane asymetrycznie. Wiedzieliśmy również, że prawo międzynarodowe jest stosowane z różną surowością w zależności od tego, kto jest oskarżonym, a kto ofiarą.”
To był moment, w którym rdzeń Zachodu – nie jakiś marginalny krytyk, ale premier jednego z najbliższych sojuszników USA – publicznie powiedział: przez dekady żyliśmy w kłamstwie, które sami sobie wmawialiśmy. I wszyscy o tym wiedzieliśmy.

Jak działało to ciepłe kłamstwo? Stany Zjednoczone dostarczały: wolne szlaki morskie, stabilny dolar i system finansowy, parasol NATO, instytucje do rozwiązywania sporów. W zamian reszta świata – w tym Kanada, Europa, Japonia, Australia – zgadzała się na asymetrię. Milcząco akceptowała, że: prawo międzynarodowe jest gumowe dla silnych, sankcje to broń polityczna, nie sprawiedliwość, a reguły handlu i WTO nie obowiązują równo. Ale dopóki maszyna dawała dobrobyt i ochronę – nikt nie protestował. Grzaliśmy się – piszę w liczbie mnogiej, bo taka też była oficjalna narracja w Polsce- w tym cieple hipokryzji, bo było wygodnie. Carney powiedział to bez owijania w bawełnę: „Ta fikcja była użyteczna, a amerykańska hegemonia, w szczególności, pomogła zapewnić dobra publiczne – wolność szlaków morskich, stabilny system finansowy, bezpieczeństwo zbiorowe i wsparcie dla mechanizmów rozstrzygania sporów. Dlatego powiesiliśmy transparent w oknie. Uczestniczyliśmy w rytuałach i generalnie unikaliśmy wskazywania rozdźwięku między retoryką a rzeczywistością. Ta umowa już nie działa. Powiem wprost: jesteśmy w stanie zerwania, a nie transformacji.”

Co się zmieniło – i dlaczego to boli? Zmienił się styl hegemonii.  W erze Trumpa Stany przestały udawać, że chodzi o wspólne wartości i zasady. Zaczęły mówić wprost: „to jest usługa. Płaćcie więcej – za ochronę, za dostęp do rynku, za parasol bezpieczeństwa”. Albo nie będzie nic. System nie runął dlatego, że stał się brutalniejszy. Runął, bo przestał udawać, że nie jest. A każde imperium – nawet to „liberalne” – trzyma się na propagandzie. Gdy opowieść pęka, zostaje naga siła. Naga siła nie buduje sojuszy. Budzi strach, kalkulację i chęć ucieczki. Co naprawdę pęka? Nie NATO (jeszcze). Nie dominacja dolara (na razie). Nie łańcuchy dostaw (choć trzeszczą). Pęka wiarygodność. Zachód przez dekady powtarzał: „jesteśmy inni – opieramy się na zasadach, nie na czystej sile”.
Jeśli teraz premier Kanady mówi: „to była fikcja, w której wszyscy graliśmy” – to cała moralna podbudowa Zachodu się sypie. Bez wiarygodności zostaje tylko rachunek sił. Świat staje się cyniczny. A cyniczny świat jest niebezpieczny. To otwiera drzwi Rosji i Chinom. Bo Pekin i Moskwa nigdy nie sprzedawały  moralnego uniwersalizmu. Mówią wprost: interes, strefa wpływów, siła, stabilność za lojalność.  W świecie zmęczonym hipokryzją – brutalna szczerość zaczyna wyglądać na uczciwość. Nie dlatego, że jest dobra. Dlatego, że jest spójna. A spójność narracji nokautuje dziś propagandę chrześcijańskiego Zachodu.

To dopiero początek. Na razie to tylko słowa. Ale słowa poprzedzają czyny. Gdy najbliższy sojusznik USA publicznie mówi: „grzaliśmy się w cieple własnej hipokryzji i koniec z tym” – to znak, że elity Zachodu wiedzą: starej opowieści już nie da się ratować. To nie jest spór o cła, o 2% na NATO czy o Trumpa. To spór o to, czy Zachód ma jeszcze prawo moralne twierdzić, że reprezentuje coś więcej niż własny egoistyczny interes. 

Imperium nie pada, gdy traci armię czy gospodarkę. Pada, gdy traci wiarygodność. Siłę da się odbudować-czołgami, dolarami, sankcjami. Zaufania i wiarygodności – prawie nigdy. 

Davos 2026 może przejść do historii nie jako antyamerykański bunt, lecz jako chwila, w której Zachód spojrzał w lustro i zobaczył prawdę: jego największym wrogiem nie jest Rosja, nie są Chiny, nie jest nawet Trump. Największym wrogiem jest utracona wiarygodność. A kiedy świat przestaje wierzyć – zaczyna liczyć. I kalkulować. Bez sentymentów.