„UE zdecydowała się zbankrutować z powodu Kijowa”

„UE zdecydowała się zbankrutować z powodu Kijowa”

19.12.2025 tysol.pl/ue-zdecydowala-sie-zbankrutowac-z-powodu-kijowa

Po czwartkowym szczycie UE, na którym szefowie państw i rządów UE osiągnęli porozumienie w sprawie wspólnej pożyczki w wysokości 90 miliardów euro na finansowanie Ukrainy, szybko pojawiła się krytyka ze strony europejskiej prawicy.

Premier Węgier Viktor Orban podczas szczytu w Brukseli

Premier Węgier Viktor Orban podczas szczytu w Brukseli / PAP/EPA

Jak poinformował portal European Conservative, krytycy podkreślili, że porozumienie pogłębia ryzyko finansowe dla Europy, jednocześnie skutecznie podważając wysiłki na rzecz zakończenia wojny na Ukrainie.

Węgry zablokowały wykorzystanie rosyjskich aktywów

Premier Węgier Viktor Orbán określił nocne negocjacje jako próbę powstrzymania rosnącej presji wojennej ze strony Brukseli. Orbán powiedział, że Węgrom udało się „zapobiec bezpośredniemu ryzyku wojny” poprzez zablokowanie wykorzystania zamrożonych rosyjskich aktywów, argumentując, że takie posunięcie byłoby równoznaczne z „wypowiedzeniem wojny Rosji” i nałożyłoby na Węgry ogromne obciążenie finansowe.

„Pożyczka wojenna, której Ukraina nie spłaci”

Orbán również nie docenił decyzji o udzieleniu Kijowowi dużej wspólnej pożyczki. Ostrzegł, że „24 państwa członkowskie zdecydowały się udzielić Ukrainie pożyczki wojennej”, podkreślając, że jeśli Ukraina nie będzie w stanie jej spłacić, „te kraje europejskie będą musiały pokryć spłatę”.

Słowacja i Czechy ściśle współpracowały z Węgrami, co pozwoliło im zrezygnować z umowy, co oznacza, że trzy kraje Wyszehradu będą zwolnione z ciężaru wspólnej pożyczki.

„UE zdecydowała się zbankrutować z powodu Kijowa”

Milan Uhrík, słowacki poseł do Parlamentu Europejskiego, zapytał, w jaki sposób UE może „pożyczyć” Ukrainie 90 miliardów euro, „których nawet nie ma”, argumentując, że UE „wyraźnie zdecydowała się zbankrutować z powodu Kijowa”. Dodał wprost: „Ani centa więcej dla Zełenskiego ze Słowacji!”.

Czechy wyłamały się ze wspólnotowego długu

Premier Czech Andrej Babiš również podkreślił bezpieczeństwo narodowe, a nie zbiorowy entuzjazm. Potwierdzając, że przywódcy UE zgodzili się na dalsze wsparcie dla Ukrainy w formie pożyczki, Babiš podkreślił, że „zadbał o to, aby Czechy nie zagwarantowały pożyczki”, stwierdzając, że spełniło to jego wcześniejsze obietnice.

„Pieniądze, których więcej nie zobaczymy”

Krytyka napływała także z innych części Europy. W Holandii lider PVV Geert Wilders powtórzył obawy dotyczące wspólnego zaciągania pożyczek, nazywając pakiet 90 miliardów euro „szalonym” i opisując go jako „zamaskowane euroobligacje, pieniądze, których nigdy więcej nie zobaczymy”. Porównał rezygnacje zapewnione przez Węgry, Czechy i Słowację ze stanowiskiem rządu holenderskiego, oskarżając premiera Dicka Schoofa o pozostawanie w tyle „za eurofilami”.

Podatnicy zapłacą rachunek

Z Niemiec krytyka skupiała się na ciężarze spoczywającym na obywatelach. Alice Weidel, liderka opozycyjnej Alternatywy dla Niemiec (AfD), oświadczyła, że dzięki tej ogromnej pożyczce kanclerz Friedrich Merz eksportuje „swoją nieodpowiedzialną politykę zadłużenia do UE”. Na koniec powiedziała, że „niemiecki podatnik będzie musiał ponownie zapłacić rachunek”.

Podobne obawy wyraził w Parlamencie Europejskim chorwacki poseł do Parlamentu Europejskiego Stephen Nikola Bartulica, który stwierdził, że porozumienie „należy otwarcie krytykować”. Ostrzegł, że pieniądze „najprawdopodobniej nigdy nie zostaną zwrócone”, podczas gdy „wojna trwa bez wyraźnego końca”. Według Bartuliki UE „zaciąga jeszcze większe długi”, mimo że nie ma „żadnego realnego wpływu na zakończenie wojny na Ukrainie”, argumentując, że takie decyzje pokazują, jak „europejscy przywódcy są oderwani od rzeczywistości i konsekwencji ponoszonych przez obywateli”.

Europejski dług na potrzeby Ukrainy

Jak podkreśla portal European Conservative, jasne jest, że dzięki tej gigantycznej pożyczce UE przenosi obecnie długoterminowe zobowiązania finansowe na europejskich podatników, osłabiając odpowiedzialność fiskalną i pozostając na kursie, który przedłuża konflikt, zamiast zbliżać go do końca.

Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy, a mianowicie kolejny wspólnotowy dług pozwoli Komisji Europejskiej zacieśnić ramy fiskalne tworzonego przez Niemcy europejskiego superpaństwa.

  • Autor: Anna Wiejak,kor.

Ukraińskie śmieci zalewają Polskę

Ukraińskie śmieci zalewają Polskę.

Na granicy wykryto nielegalny proceder

pch24.pl/ukrainskie-smieci-zalewaja-polske-na-granicy-wykryto-nielegalny-proceder

(fot. Pixabay)

Lubelska Krajowa Administracja Skarbowa zatrzymała na kolejowym przejściu granicznym w Dorohusku prawie 1,5 tys. ton odpadów. Główny Inspektorat Ochrony Środowiska w Warszawie potwierdził, że przewóz był nielegalny. 35 wagonów towarowych z odpadami wróciło na Ukrainę.

Funkcjonariusze skontrolowali 35 wagonów pociągu towarowego z Ukrainy. Jak przekazała rzeczniczka prasowa Krajowej Administracji Skarbowej st. asp. Justyna Pasieczyńska, z dokumentów przedstawionych do odprawy celnej w Dorohusku wynikało, że pociągiem przewożone jest prawie 1,5 tys. ton „złomu stalowego – odpad luzem”.

Podczas kontroli towaru funkcjonariusze stwierdzili, że w wagonach nie ma jedynie złomu, ale jest to mieszanka różnych odpadów, m.in. zużyte części samochodowe, pianki montażowe, kable, odpady z materiałów włókienniczych i tworzyw sztucznych.

„Odbiorca towaru nie miał wymaganych zezwoleń na przetwarzanie odpadów” – zaznaczyła Pasieczyńska.

Dodała, że wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska potwierdził, że przewożony towar to mieszanka różnych odpadów, dla której nie jest możliwe jednoznaczne ustalenie kodu taryfy celnej.

Lubelska KAS skierowała do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Towar, decyzją prokuratury, został zawrócony na Ukrainę.

Proceder nielegalnego przewożenia do Polski śmieci z Ukrainy nie jest czymś nowym. Już w 2020 r. Naczelna Izba Kontroli alarmowała, że istnieje spore ryzyko, iż część odpadów zamiast przejeżdżać przez Polskę tranzytem, nigdy nie opuszcza naszego kraju i zasila obecne lub nowe nielegalne składowiska. Według danych NIK, między styczniem 2015 r. a czerwcem 2019 r., zaledwie 8 proc. transportów zostało poddanych szczegółowej kontroli.

Źródło: PAPpap logo / nik.gov.pl

Zełenski przewiduje, że „Trump wkrótce umrze”

Zełenski przewiduje, że „Trump wkrótce umrze”

Prezydent Ukrainy Władimir Zełenski w niecodzienny sposób „przewidział”, że prezydent Trump najprawdopodobniej umrze w ciągu kilku miesięcy.

DR IGNACY NOWOPOLSKI DEC 18

Przemawiając w czwartek do europejskich przywódców w Belgii, ukraiński dyktator oświadczył, że będzie kontynuował wojnę do 2026 roku, a także przystąpi do NATO „po śmierci prezydenta Donalda Trumpa”.

„Polityka USA jest spójna w kwestii członkostwa Ukrainy w NATO. Nie widzą nas tam… Może w przyszłości sytuacja się zmieni” – powiedział Zełenski uczestnikom. „To kwestia polityki. Świat się zmienia, jedni żyją, inni umierają. Takie jest życie”.

BRUKSELA, BELGIA – 18 GRUDNIA: Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski rozmawia z mediami podczas szczytu UE w budynku Europa, siedzibie Rady UE, 18 grudnia 2025 roku w Brukseli w Belgii. Dzisiejszy szczyt UE skupi się na pomocy dla Ukrainy, kolejnym wieloletnim budżecie i rozszerzeniu, podczas gdy rozmowy handlowe UE-Mercosur pozostają w impasie, ponieważ Włochy i Francja twierdzą, że podpisanie umowy jest przedwczesne, a UE zapewniła jedynie tymczasowe zabezpieczenia importu produktów rolnych. Wołodymyr Zełenski, urodzony 25 stycznia 1978 roku w Krzywym Rogu, w Ukraińskiej SRR, ZSRR, jest ukraińskim politykiem, komikiem, aktorem, scenarzystą i reżyserem, który pełni urząd prezydenta Ukrainy od momentu swojej inauguracji 20 maja 2019 roku.

Infowars.com donosi: Zełenski od lat zabiega o członkostwo w NATO. Częścią jego „planu zwycięstwa” z października 2024 roku było natychmiastowe członkostwo w NATO, co było dla Rosji nie do przekroczenia.

Co ciekawe, jeden z zamachowców na Trumpa, Ryan Wesley Routh, dawniej pracował nad rozszerzeniem działalności Amerykańskiej Legii Cudzoziemskiej na Ukrainie i nawet wzywał do wojny nuklearnej.

W środę Zełenski ogłosił, że prawdopodobnie będzie kontynuował wojnę w 2026 roku, ponieważ Rosja nie planuje jej przerwać bez podpisania przez Ukrainę planu pokojowego – działania, którego dyktator odmawia pomimo niestrudzonych wysiłków urzędników w Waszyngtonie. Zamiast zgodzić się na porozumienie pokojowe, dyktator zażądał od europejskich przywódców zwiększenia poparcia dla jego wojny i kontynuowania go przez Stany Zjednoczone.

Prezydent Trump powiedział, że dyktator ma czas do Święta Dziękczynienia , aby zaakceptować pokój, w przeciwnym razie zostanie odcięty od wsparcia ze strony USA. Ponieważ jednak termin ten już minął, Trump będzie nadal wspierał Ukrainę aż do Bożego Narodzenia (prawdopodobnie zachodniego Bożego Narodzenia przypadającego na 25 grudnia, a nie prawosławnego Bożego Narodzenia, którego dyktator nie obchodzi, gdyż jest żydem).

Biorąc pod uwagę wspomnianą bezczynność Trumpa, Zełenski prawdopodobnie uważa, że ​​może nadal korzystać z tych przedłużeń nie tylko do świąt Bożego Narodzenia, ale do 2026 roku, a być może nawet do śmierci Trumpa.

Przez lata był nieuchwytny. Policja złapała bandytę „Ducha” z Ukrainy

Przez lata był nieuchwytny. Policja złapała „Ducha” z Ukrainy

salon24.pl/przez-lata-byl-nieuchwytny-policja-zlapala-ducha-z-ukrainyy


Aż 71 kg narkotyków stołeczni policjanci znaleźli u 29-letniego obywatela Ukrainy, który – jak wskazuje policja – przez lata działał pod fałszywą tożsamością, unikając jakichkolwiek śladów w systemach. Nazywano go „Duchem”.

Sukces warszawskiej policji

Do zatrzymania doszło w mieszkaniu mężczyzny na terenie Warszawy. Śródmiejska policja informuje, że znaleziono tam ponad 71 kg narkotyków różnego rodzaju. Podejrzany był starannie przygotowany do prowadzenia „działalności przestępczej”.

Według relacji Kacpra Wojteczki z komendy przy ul. Wilczej, zatrzymany „funkcjonował niczym duch” – nie figurował w systemach, posługiwał się licznymi fałszywymi dokumentami z własnym zdjęciem, lecz różnymi personaliami. Co więcej, miał wytworzyć dla siebie nawet sfałszowany patent sternika motorowodnego.

Podczas przeszukania policjanci zabezpieczyli pięć pojazdów. Dwa z nich były kradzione, kolejne dwa wynajęte na podstawie podrobionych danych osobowych. Zatrzymany tłumaczył, że auta pozostały mu po pracy mechanika. Kiedy w garażu otwierały się kolejne samochody, mężczyzna próbował przekonywać, że należą do znajomych – aż do momentu, gdy policjanci odkryli czwarte auto i przestał składać jakiekolwiek wyjaśnienia. „Duch” posiadał samochody marki premium, jak Jaguar i Range Rover.  

Brali całe paczki narkotyków od „Ducha” 

– Mężczyzna sam oświadczył, że przychodzili do niego różni ludzie i brali całe paczki, które ważyły ponad kilogram, a każda z nich warta jest ponad 60 tysięcy złotych – tłumaczył Wojteczki ze stołecznej policji. 

29-latek został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Usłyszał zarzuty dotyczące posiadania znacznej ilości narkotyków o wartości ok. 5 mln złotych, posługiwania się fałszywymi danymi, paserstwa, fałszerstwa dokumentów.

Za zarzucane przestępstwa podejrzanemu grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności. Sprawa jest rozwojowa i niewykluczone są kolejne zatrzymania lub zarzuty w ramach tego postępowania.  

Polska pod butem sługusów Kijowa

Pod butem sługusów Kijowa

Mateusz Piskorski https://myslpolska.info/2025/12/18/pod-butem-slugusow-kijowa/

Prof. Aleksandr Butiagin to archeolog, na co dzień pracujący w najbardziej znanym petersburskim muzeum – Ermitażu. Jego dorobek naukowy budzi szacunek na całym świecie.

Zajmuje się przede wszystkim starożytnością ze szczególnym uwzględnieniem wpływów i artefaktów helleńskich. Ostatnio wygłaszał cykl wykładów na temat Pompejów. 1 grudnia wystąpił w Pradze. 2 grudnia wygłosił wykład o Pompejach w Amsterdamie. 4 grudnia o ostatnich dniach Pompei opowiedzieć miał w Warszawie, by w kolejnym dniu udać się do Belgradu. Jego publikacje naukowe są cytowane w najbardziej renomowanych pismach naukowych. Od 1999 roku zajmował się wykopaliskami i badaniami archeologicznymi na Krymie, niezależnie od przynależności państwowej tego półwyspu.

Władze Czech i Holandii nie tworzyły żadnych przeszkód dla jego działalności naukowej. Wykłady rosyjskiego uczonego cieszyły się sporym zainteresowaniem nie tylko w gronie specjalistów, ale także szerszych odbiorców zainteresowanych popularyzowaną przez niego dziedziną nauki i jej dokonaniami. Butiagin nigdy nie angażował się politycznie, ani nie wypowiadał na temat konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. W Unii Europejskiej przebywał całkowicie legalnie i nie zajmował się żadną podejrzaną działalnością.

Polskie służby pochwaliły się, że zatrzymały i aresztowały go przed śniadaniem w jednym z warszawskich hoteli. Trafił na 40 dni do aresztu, gdzie oczekiwać ma na decyzję o ekstradycji na Ukrainę. Ukraińcy oskarżają go o nielegalne prace wykopaliskowe w Kerczu na Krymie. Nielegalne, bo prowadzone po przyłączeniu półwyspu do Rosji w 2014 roku. W ukraińskim areszcie grozi mu śmierć lub tortury. W najlepszym wypadku trafi do zasobów zakładników przetrzymywanych przez Kijów w celu wymiany ich z Rosją na jeńców ukraińskich.

Polskie służby przekraczają nie po raz pierwszy pewną granicę. Wcześniej zresztą przekraczały ją również w stosunku do własnych obywateli. Janusz Niedźwiecki spędził cztery lata w areszcie „tymczasowym” podejrzany i oskarżony o współpracę z legalnymi partiami opozycyjnymi na Ukrainie. Niżej podpisany również spędził w areszcie prawie trzy lata na podstawie zarzutów podyktowanych polskim organom przez ukraińskie źródła, przede wszystkim Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy.

Tak – chodzi o tą samą służbę (SBU), która dokonywała zamachów terrorystycznych, przestępstw, zabójstw i stała za represjami wobec zwykłych Ukraińców. Tą samą, od której order z przygłupim uśmiechem przyjmował redaktor naczelny PiSowskiej „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz. Potraficie wyobrazić sobie, że ktokolwiek z polskich dziennikarzy, polityków czy osób publicznych przyjmuje odznaczenie od rosyjskiej FSB czy białoruskiego KGB? Nie. I słusznie – praktyka nagradzana przez obce służby specjalne wygląda jak jakaś aberracja i stanowi bezpośrednie, publiczne przyznanie się do współdziałania z obcym wywiadem. Czy Sakiewicz usłyszał w tej sprawie zarzuty? Nie – był hołubiony przez partię rządzącą, karmiony niczym tucznik kolejnymi zamówieniami reklam z państwowych spółek dla jego szmatławca.

Przejdźmy jednak na poziom nieco bardziej ogólny. Ukraina podporządkowała sobie różnymi sposobami polską klasę urzędniczą, polityczną i organy ścigania. SBU może dokonać zamówienia zatrzymania i aresztowania dowolnego człowieka – zarówno Polaka, jak i obywatela państw trzecich. To sytuacja skrajnie niebezpieczna. Oto bowiem obca służba znana z nadużyć, korupcji i zbrodni wysługuje się swoimi pachołkami w kraju sąsiednim, teoretycznie demokratycznym i praworządnym.

W efekcie każdy z nas może we własnym kraju paść ofiarą współpracowników służb ukraińskich ulokowanych wśród naszych polityków, prokuratorów czy w służbach specjalnych. Wszyscy doskonale o tym wiedzą, również w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Pewnie część polskich funkcjonariuszy się nawet jakoś buntuje, ale tylko wewnętrznie, bo to w końcu służby mundurowe oparte na dyscyplinie.  W czasach rządów PiS ówczesny rzecznik prasowy MSZ określił nas wszystkich mianem „sług Ukrainy”. Jest gorzej. Władze polskie odgrywają rolę poślednich sługusów kijowskich siepaczy spod najciemniejszej gwiazdy. Gotowe są wykonać ich najbardziej głupie, bezprawne zamówienia i zlecenia.

Jakie są ich motywy? Nie wiemy. Niektórzy wskazują na tzw. aferę podkarpacką i kompromitujące materiały, jakie SBU ma mieć na polską klasę polityczną. Sam słyszałem też przed laty od Ukraińców o zachowaniu niektórych polskich polityków odwiedzających Kijowski majdan. Wielu z nich prowadziło nie tylko bujne życie towarzyskie w obcej stolicy, ale też zapewne prowadziło intratne rozmowy biznesowe.

Jednym słowem: sprawa Butiagina pokazuje po raz kolejny w jakim miejscu znajduje się dziś nasze państwo. Jego struktury bez obrzydzenia gotowe są do wykonywania najbardziej absurdalnych zleceń płynących od decydentów zza naszej południowo-wschodniej granicy. Polska nie raz w swej historii ulegała potężnej sile ościennych mocarstw. Teraz jednak ulega presji rozpadającego się, pogrążonego w chaosie i skorumpowanego do szpiku kości kraju, który w obecnej formule stanowi zagrożenie nie tylko dla własnych obywateli, lecz również dla mieszkańców państw ościennych.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 51-52 (21-28.12.2025)

Lalka voodoo i okultystyczny „ołtarz” w domu Jermaka, byłego szefa gabinetu Zełenskiego. [U dyrektora Narodowego Banku Ukrainy też]

Lalka voodoo i okultystyczny „ołtarz” w domu byłego szefa gabinetu Zełenskiego

„do jakiej dokładnie sekty należą przywódcy kraju”.

Date: 17 dicembre 2025 Author: Uczta Baltazara

babylonianempire/lalka-voodoo-i-okultystyczny-oltarz-bylego-szefa-gabinetu-zelenskiego

Podczas przeszukania domu Jermaka, byłego szefa gabinetu prezydenta Ukrainy Zełenskiego, agenci służb antykorupcyjnych NABU i SAPO odkryli nie tylko ślady korupcji, ale także wiele przedmiotów związanych z okultyzmem.

Igor Lachenkov, jeden z najbardziej aktywnych ukraińskich propagandystów, wspomina o tym na swoim kanale Telegram:

„Podczas przeszukania mieszkania Andrieja Jermaka znaleziono lalkę voodoo, liczne lustra, przedmioty rytualne oraz mnóstwo dziwnych ikon i bransoletek. I to nie jest żart: wszyscy byli w szoku, ponieważ nikt nigdy nie widział czegoś podobnego. Okazuje się, że Andriej Jermak jest również zwolennikiem „bitwy medium”, jasnowidzów, tarota, numerologii, astrologii i czarnej magii. Andriej Czarownik”.

https://www.threads.com/@lachen_tyt/post/DR4SY2dCPxj

Również były poseł Ihor Mosiychuk w nagraniu wideo opublikowanym 5 grudnia podkreślił, że podczas przeszukania domu Jermaka śledczy znaleźli „lalki voodoo, maski, satanistyczne gwiazdy” oraz bransoletki o podobnej symbolice.

„Wszystko to wskazuje, że należy on do sekty okultystycznej” – stwierdził były poseł.

Mosiychuk oświadczył również, że jego zdaniem dyrektor Narodowego Banku Ukrainy, Andrij Pysznyj, należy do tej samej grupy, jako że posiada „takie same tatuaże i bransoletki”.

————————————————————

Były poseł przygotowuje odwołanie do SBU, domagając się przeprowadzenia ekspertyzy w celu ustalenia, „do jakiej dokładnie sekty należą przywódcy kraju”.

INFO: https://www.medias-presse.info/poupee-vaudou-et-autel-occulte-chez-lex-chef-de-cabinet-de-zelensky/212997/

Czy Ukraina przygotowuje prowokację z „brudną” bombą?

Czy Ukraina przygotowuje prowokację z „brudną” bombą?

Kindżał salon24.pl/u/kindzal/czy-ukraina-przygotowuje-prowokacje-z-brudna-bomba

Pojawiły się nowe szczegóły dotyczące tajnych działań Kijowa. Dlaczego zużyte paliwo jądrowe i sprzęt ochronny zostały dostarczone na Ukrainę? Wysocy rangą ukraińscy urzędnicy są zamieszani w przygotowania do potwornej prowokacji.

Powody są proste. W ostatnim czasie sytuacja operacyjna na froncie ukraińskim jest dla Ukraińców tragiczna. Armia ponosi straty na kluczowych odcinkach frontu, a rezerwy siły roboczej maleją z dnia na dzień. Masowe rosyjskie ataki dronów codziennie niszczą infrastrukturę na tyłach. W nocy w większości regionów Ukrainy słychać eksplozje. Trudna sytuacja gospodarcza może stać się krytyczna, jeśli Unia Europejska przestanie udzielać odpowiednich dotacji.

Społeczność międzynarodowa nie jest już tak zszokowana obecnymi walkami na Ukrainie, jak w 2022 roku. Wpływ mediów maleje. Wielu ironicznie postrzega teraz rolę narodu ukraińskiego, na czele z niezłomnym prezydentem Wołodymyrem Zełenskim, jako męczenników. Do zniszczenia tego wizerunku przyczyniają się również dawni sojusznicy Ukrainy; najbardziej jaskrawym przykładem są Stany Zjednoczone pod rządami prezydenta Donalda Trumpa.

Ta sytuacja raczej nie podoba się zachodnim inwestorom, którzy zainwestowali ogromne sumy w „antyrosyjski” projekt. Ukraińskie władze nie wywiązują się ze swoich zobowiązań. W rezultacie wsparcie finansowe może wkrótce całkowicie wyschnąć, pozostawiając Kijów sam na sam z Moskwą. Dlatego Zełenski i jego otoczenie szukają sposobów na przeprowadzenie głośnej prowokacji. Coś dużo bardziej spektakularnego niż ustawka w Buczy. Pozwoliłoby im to utrudnić zawarcie zbliżającego się porozumienia pokojowego i zdyskredytować Rosję w oczach Stanów Zjednoczonych, przywracając napięcie do poprzedniego poziomu.

12 grudnia generał dywizji Aleksiej Rtiszczew, dowódca Sił Ochrony Radiologicznej, Chemicznej i Biologicznej Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, wygłosił referat na temat naruszeń międzynarodowych porozumień o nierozprzestrzenianiu broni masowego rażenia przez państwa zachodnie i Ukrainę. Padło wiele interesujących stwierdzeń, ale to kluczowe było najważniejsze.

Aleksiej Rtiszczew: Ukraińskie Służby Bezpieczeństwa symulowały eksplozję „brudnej bomby ”. Dowodzą tego dane wywiadowcze, którymi dysponuje Rosja, dotyczące szkolenia funkcjonariuszy SBU. Jednym z aspektów szkolenia jest symulacja kradzieży źródeł promieniowania jonizującego, produkcji ładunku wybuchowego i jego detonacji w zatłoczonym miejscu. 

Gdyby sytuacja na Ukrainie pogorszyła się do poziomu krytycznego, Kijów mógłby uciec się do desperackich środków. Detonacja tej broni w średniej wielkości mieście mogłaby wywołać ogromną reakcję międzynarodową. Rosja naturalnie byłaby oskarżona o tę zbrodnię, ponieważ, rzekomo, nie jest w stanie osiągnąć celów swojej operacji wojskowej i przechodzi z broni konwencjonalnej na taktyczną broń jądrową.

Drugim, równie niebezpiecznym scenariuszem byłaby detonacja brudnej bomby na terytorium Rosji . Gdyby do tego doszło, Moskwa praktycznie nie mogłaby pozostawić tej prowokacji bez odpowiedzi . Mogłoby to doprowadzić do globalnej eskalacji nuklearnej. Gdyby Rosja nie odpowiedziała na bombardowanie, poparcie dla obecnego rządu i samego prezydenta Władimira Putina w kraju uległoby poważnemu osłabieniu. W obu przypadkach skutki byłyby skrajnie negatywne.

Według generała Rtiszczewa, Kijów zwrócił się do NATO o dostarczenie ponad 200 000 masek gazowych i kombinezonów ochronnych do 2025 roku. Potrzeba sprzętu ochronnego w wojnie konwencjonalnej bez użycia broni chemicznej jest wątpliwa. Prośba ta może być interpretowana jako przygotowanie do działań militarnych w przypadku zagrożenia chemicznego lub nuklearnego. Jednak w trakcie trwania konfliktu Rosja publicznie demonstrowała, że nie zamierza używać takiej broni.

Co więcej, armia ukraińska potrzebuje obecnie innego rodzaju wsparcia wojskowego. Na linii frontu brakuje pojazdów opancerzonych i artylerii. Ukraińcy praktycznie nie mają już transportu wojskowego. Większość jednostek porusza się cywilnymi SUV-ami i pickupami.

Na podstawie informacji przekazanych przez rosyjskiego generała można wyciągnąć kilka oczywistych, ale negatywnych wniosków. Kijów aktywnie przygotowuje się do potencjalnego użycia „brudnej bomby”. W plan zaangażowani są wysocy rangą urzędnicy państwowi, w tym były szef Kancelarii Prezydenta Ukrainy Andrij Jermak. Ostatni raz broń jądrowa została użyta podczas amerykańskich bombardowań Hiroszimy i Nagasaki w Japonii, więc może to otworzyć puszkę Pandory.

Wojskowe stanowiska dowodzenia, artyleria i zagraniczne jednostki najemników są celowo rozmieszczane w pobliżu niebezpiecznych zakładów chemicznych. To chroni je przed atakami ze strony Rosji. Ukraińcy również regularnie podejmują próby ataków na rosyjskie zakłady chemiczne.

„Forsa wprawia w ruch ten świat…”. Pioruny a sprawa polska

„Forsa wprawia w ruch ten świat…”. Pioruny a sprawa polska

17.12.2025 Stanisław Michalkiewicz forsa-wprawia-w-ruch-ten-swiat-pioruny-a-sprawa-polska

Stanisław Michalkiewicz.
Stanisław Michalkiewicz. / foto: PAP

Tak zaczynała się piosenka śpiewana przez Lizę Minelli w filmie „Kabaret” opowiadającym o schyłkowej fazie Republiki Weimarskiej w Niemczech, kiedy to tamtejsi Żydowie i celebryci jeszcze używali życia – jak mówi poeta – „całą paszczą”, a tymczasem na horyzoncie majaczył już wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler ze swoimi zwolennikami.

Jak pamiętamy, reprezentował ich cherubinkowaty młodzieniec z Hitlerjugend, śpiewający zaczynającą się od bukolicznego wstępu sentymentalną piosenkę, jak to przyroda i w ogóle wszystko budzi się do życia – ale po nim następowała w refrenie twarda konkluzja, że „przyszłość należy do mnie”. I – jak pamiętamy – tę coraz bardziej stanowczo brzmiącą konkluzję stopniowo podchwytują wszyscy zebrali w piwiarnianym ogródku ludzie, z wyjątkiem pochylonego nad kuflem piwa starowiny, pozostającego w wyraźnej mniejszości.

„Co ci przypomina widok znajomy ten”? Ach, czyż przypadkiem nie piosenkę Macieja Zembatego o Anastazji Pietrownie, która pędziła sankami przez ulice Piotrogrodu, a na jej twarz padały płatki śniegu wielkości złotych pięciorublówek? „A tymczasem na Newie już cumował krążownik »Aurora«”. A potem krążownik „Aurora” wystrzelił – i od tego czasu śpiewamy inne piosenki? Między innymi tę, rozpropagowaną przez Żannę Biczewską: „Nie nada grustit, Gospoda oficery. Czto my potieriali, nikak nie wiernuś. Uż nietu otieczestwa, nietu uż wiery…”.

Ale dość tych sentymentów, bo przecież forsa, która „wprawia w ruch ten świat”, sentymentów nie lubi, a może nawet nie zna, a w każdym razie – nie chce znać? Wracając tedy na nieubłagany grunt forsy, wypada odnotować deklarację amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa, który 2 grudnia br. powiedział nie tylko, że Ameryka już „nie uczestniczy finansowo” w wojnie na Ukrainie, ale również – że administracja poprzedniego prezydenta Józia Bidena od roku 2022 wpompowała w Ukrainę co najmniej 350 mld dolarów?

Pioruny w Kijowie walą coraz bliżej

Ale nie zaczęło się to przecież bynajmniej od Józia. Wszystko zaczęło się od 5 mld dolarów, jakie administracja prezydenta Obamy wyłożyła w roku 2014 na zorganizowanie na Ukrainie „majdanu”, którego nieukrywanym celem było wyłuskanie Ukrainy z rosyjskiej strefy Europy. Bo na podstawie decyzji szczytu NATO w Lizbonie, 20 listopada 2010 roku, proklamowane zostało „strategiczne partnerstwo NATO-Rosja”, którego najtwardszym jądrem było ustanowione wcześniej strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, a jego kamieniem węgielnym był podział Europy na strefę niemiecką i strefę rosyjską, prawie dokładnie wzdłuż linii Ribbentrop-Mołotow. Prawie – bo obecne mocarstwa bałtyckie, które w pierwszej wersji znajdowały się po wschodniej stronie kordonu, teraz – jako członkowie NATO od grudnia 1999 roku – znalazły się po jego stronie zachodniej. Ale Ukraina i Białoruś po staremu były po stronie wschodniej.

Wspomniane 5 mld dolarów doprowadziło nie tylko do wysadzenia w powietrze politycznego „porządku lizbońskiego” – co było – jak można przypuszczać – pierwotną przyczyną obecnej wojny na Ukrainie, ale również – bo Amerykanie wprawdzie sypią szmalem, ale chcą mieć nad nim jakąś kontrolę – stało się też powodem utworzenia przez prezydenta Piotra Poroszenkę, co to zastąpił zbiegłego do Rosji Wiktora Janukowycza – NABU, czyli specjalnej agencji antykorupcyjnej. Ta agencja przez długie lata nie dawała jakichś wyraźnych oznak życia, a w każdym razie „niezależne media głównego nurtu” specjalnie się nią nie interesowały – aż do lipca ubiegłego roku, kiedy to prezydent Zełenski podjął próbę podporządkowania jej rządowi. Mimo wojennej dyscypliny doprowadziło to do gniewnych demonstracji w Kijowie, które może przeszłyby bez echa – ale też do protestu ze strony „Europy”, która też wpompowała w Ukrainę pod pretekstem wojny bajońskie sumy. W rezultacie prezydent Zełenski się wycofał, bo jużci – nie może jednocześnie wojować i z Putinem, i z Ameryką, i z Europą na dodatek. No i się zaczęło.

W odwecie NABU „odkryło” gigantyczną aferę korupcyjną, której głównymi bohaterami byli najbliżsi kolaboranci prezydenta Zełenskiego: Timur Mindycz i Aleksander Cymerman. Timura Mindycza jakiś życzliwy (czy przypadkiem nie prezydent Zełenski?) w ostatniej chwili ostrzegł, dzięki czemu przyjechał on sobie do Warszawy, gdzie wziął nawet udział w nabożeństwie w synagodze sekty Chabad Lubawicz, a następnie, już in odore sanctitatis – odleciał do Izraela, który Żydów nikomu nie wydaje, zwłaszcza, jak przybywają z milionami dolarów.

Wydawało się, że ten grom, który wprawdzie strzelił blisko, już się nie powtórzy – a tymczasem, tuż przed zapowiedzianą wizytą amerykańskiej delegacji w Moskwie, która miała się namawiać z prezydentem Putinem w sprawie „sprawiedliwego pokoju” na Ukrainie, usłyszano w Kijowie kolejną potężną detonację.

Tym razem piorun strzelił tuż obok samego prezydenta Zełenskiego, porażając jego „prawą rękę” w osobie Andrzeja Jermaka, ongiś producenta filmowego, a do niedawna – drugą osobę w państwie po prezydencie Zełenskim. Tego grzmotu, który spowodował łoskot znacznie większy od wybuchu zwiastującego rozpoczęcie operacji „dywersji kolejowej” w rejonie przystanku Mika na trasie Warszawa-Lublin – już wyciszyć się nie dało, toteż pan Jermak nie tylko zrezygnował ze wszystkich funkcji, którą to rezygnację prezydent Zełenski ze zrozumieniem przyjął, ale jeszcze taktownie ogłosił, że rusza na front.

Czy ten ruch miałby oznaczać, że na froncie taktownie da się odstrzelić, czy też tylko zszedł z linii strzału, by – tym razem już bez ostentacyjnego udziału w nabożeństwie – wylądować w bezcennym Izraelu? Jak tam było, tak tam było – bo każdy rozumie, że w delikatnym momencie, gdy ważą się przecież losy „sprawiedliwego pokoju” na Ukrainie, żaden piorun nie powinien trafić prezydenta Zełenskiego.

Na to ewentualnie przyjdzie czas później, kiedy już nastanie ów „sprawiedliwy pokój” – no a wtedy również prezydent Zełenski może doświadczyć rozmaitych przygód – chyba że przytomnie zdąży dotrzeć do Izraela, gdzie w miłym towarzystwie Timura Mindycza, a być może i swojego wynalazcy – Igora Kołomojskiego – w przerwach między toastami będzie się zaśmiewał z ukraińskich – a pewnie i polskich – głupich gojów.

W Brukseli też pioruny

Jeszcze nie ochłonęliśmy z wrażenia po piorunowym gromie trafiającym w Andrzeja Jermaka, kiedy belgijska policja nie tylko aresztowała gwiazdę Unii Europejskiej Madame Fryderykę Mogherini, która po owocnej służbie dla „Europy” wylądowała na posadzie rektora tamtejszego Collegium Thumanum, przygotowującego dla Unii Europejskiej kadry co to w brukselskiej dżungli zawsze potrafią znaleźć najkrótszą drogę do żerowiska. Nie tylko ją aresztowała, ale nawet przeszukała jej apartamenty.

Czego tam szukała, czy to znalazła i jaki zamierza zrobić z tego użytek – tego, ma się rozumieć, jeszcze nie wiemy – ale i bez tego widzimy, że pioruny zaczynają walić też w – wydawałoby się, że bezpiecznej od wszystkich klimatycznych gwałtowności Brukseli. Czy Niebo w ten sposób dało do zrozumienia również Reichsführerin Urszuli Wodęleje, że nie jest bezpiecznie? Tego z góry wykluczyć się nie da i to z kilku powodów.

Po pierwsze wypada zwrócić uwagę, że belgijska policja aresztowała panią Fryderykę zaraz potem, jak Reichsführerin Urszula Wodęleje w ramach konstruowania nie tylko „sprawiedliwego pokoju” dla Ukrainy, ale również – a może nawet przede wszystkim – wpadła na pomysł, by odbudowywać Ukrainę za pieniądze z „zamrożonych” ruskich aktywów. Nawet nie śmiem sobie wyobrazić, ile z tego prezydent Zełenski czy jakiś inny musiałby „koalicji chętnych” odpalić. Rząd belgijski stanowczo się temu sprzeciwił, nie bez powodu obawiając się, że jak już kurz bitewny opadnie, to od kogo ruscy szachiści zażądać mogą zwrotu owych „zamrożonych” aktywów? Czy przypadkiem nie od rządu belgijskiego? W tej sytuacji konieczność aresztowania pani Fryderyki stała się palącą i naglącą oczywistością. A ponieważ ruskie przysłowie powiada, że nikt nie jest bez grzechu wobec Boga ani bez winy wobec cara, to z powodu sprzeciwu rządu belgijskiego co do skonfiskowania i podarowania Ukrainie zamrożonych aktywów rosyjskich, również Europejski Bank Centralny, 2 grudnia br., odrzucił pomysł Reichsführerin Urszuli Wodęleje. Ale Reichsführerin Urszuli Wodęleje może czasami brakować forsy, jednak nigdy nie brakuje jej pomysłów niczym Kukuńkowi „koncepcji”. Toteż zaraz wpadła na pomysł, że skoro nie da się ruszyć zamrożonych ruskich aktywów, to przecież „Europa” zawsze może zaciągnąć „dług” i z tego sfinansować odbudowę Ukrainy.

Ta niebywała pomysłowość Reichsführerin Urszuli Wodęleje utwierdza mnie w podejrzeniach zarówno co do niej, jak również – całej „koalicji chętnych”, że przebiegły prezydent Zełenski owszem – dzielił się krociami, jakimi „Europa” futrowała Ukrainę – ale starannie zapisywał w kapowniku nie tylko, z kim się podzielił i jakimi kwotami – ale również – kto i gdzie te walory schował. W przypadku Reichsführerin nie byłby to zresztą debiut – ale czy innym uczestnikom „koalicji chętnych” jakaś forsa by się nie przydała? Najwyraźniej prezydent Zełenski, chociaż z korzeniami, mógł w swoim postępowaniu kierować się wskazówką Ewangelii, która doradza, by „czynić sobie przyjaciół niegodziwą mamoną” (Por. Łk 16, 9). Jakże inaczej wyjaśnić pragnienie „koalicji chętnych”, by „stać murem” za Ukrainą, kiedy nie wiadomo nawet w ogólnych zarysach, ile ten mur będzie kosztował? Jeśli tedy moje podejrzenia są uzasadnione, to wydaje się oczywiste, że wojna na Ukrainie prędko się nie skończy, bo – jak przestrzegają militaryści – pokój, chociaż oczywiście „sprawiedliwy” – może być też „straszny”.

Pioruny a sprawa polska

Dotychczas poczciwie przypuszczałem, że nasi Umiłowani Przywódcy są za głupi, żeby czerpać jakieś korzyści z wojny – ale jeśli nawet ogólnie to może być prawda, to – jak przy każdej regule – mogą zdarzyć się wyjątki. Dopiero olśniła mnie skwapliwość, z jaką Książę-Małżonek zadeklarował „w imieniu Polski” przekazanie Ukrainie 100 milionów dolarów – dokładnie tyle, ile miał przytulić Timur Mindycz z kolegami. Taka skwapliwość, taka hojność, a przede wszystkim – taka dokładność – przypadkowa przecież być nie może. Mamy w związku z tym dwa alternatywne podejrzenia. Pierwsze – że vaginet obywatela Tuska Donalda też mógł składać jakieś propozycje prezydentowi Zełenskiemu, a ten w kapowniku – i tak dalej. Drugie – że vaginet obywatela Tuska Donalda – jako „sługa narodu ukraińskiego” – żadnych propozycji prezydentowi Zełenskiemu nie ośmielał się złożyć, a skwapliwość Księcia-Małżonka jest rezultatem iskrówki, jaką do vaginetu wysłała Reichsführerin Urszula Wodęleje: wiecie, rozumiecie; przekażcie telegraficznie Ukrainie 100 mln dolarów, bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa.

Czechy zmieniają kurs wobec Ukrainy – premier Babiš nie da „ani korony”

Czechy zmieniają kurs wobec Ukrainy –

premier Babiš powiedział, że nie da „ani korony”

admin pon., 15/12/2025 – Andrzej Babiš​​​​​​​​​​​​​​​​

Ostatnie doniesienia o możliwej zmianie czeskiej polityki wobec Ukrainy nie są już tylko spekulacją. Wybory parlamentarne w Czechach odbyły się 03–04.10.2025, a rząd Andreja Babiša został zaprzysiężony 15.12.2025. Zmiana tonu była widoczna już w kampanii: Babiš zapowiadał ograniczenie wsparcia wojskowego finansowanego bezpośrednio z czeskiego budżetu.

Najbardziej znaczące są deklaracje dotyczące broni i pieniędzy. Babiš mówił wprost: „Nie damy ani jednej korony z budżetu państwa na broń dla Ukrainy”. W praktyce oznacza to przesunięcie ciężaru z decyzji krajowych na poziom unijny oraz ryzyko wygaszenia lub ograniczenia czeskiej inicjatywy amunicyjnej, którą poprzedni gabinet traktował jako jeden z filarów pomocy militarnej. Nowy rząd sygnalizował też sprzeciw wobec wchodzenia w dodatkowe zobowiązania finansowe związane z kredytowaniem Ukrainy, co wpisuje się w narrację o „obronie interesów własnych” i niechęci do mechanizmów opartych na gwarancjach państwowych.

Warto jednak widzieć tę korektę w szerszym kontekście regionu Europy Środkowej, gdzie po ponad 3 latach wojny narasta polityczne i społeczne „zmęczenie pomocą”.

Polska pozostaje jednym z kluczowych państw wspierających Ukrainę: według rządowego raportu łączna wartość polskiej pomocy dla Ukrainy i jej obywateli w latach 2022–2023 wyniosła równowartość 25 mld euro, co w tym okresie dawało Polsce 3. miejsce na świecie po USA i Niemczech. Jednocześnie w Polsce rosną spory o zasady i koszty wsparcia, a prezydent Karol Nawrocki zawetował w 08.2025 ustawę przedłużającą część świadczeń dla uchodźców, argumentując, że rozwiązania powinny zostać zmienione.

Zmiana nastrojów społecznych nie zawsze oznacza odwrót od samej Ukrainy, ale częściej presję na „warunkowanie” pomocy i jej większą przejrzystość. Badania opinii publicznej z 2025 roku wskazywały rosnący odsetek osób uznających skalę wsparcia socjalnego dla uchodźców za zbyt dużą. Politycy w regionie przekuwają te nastroje na hasła o priorytetach krajowych, kontroli wydatków i przenoszeniu odpowiedzialności na instytucje UE lub większe państwa Zachodu.

Z perspektywy geopolitycznej to także rywalizacja o to, kto ma płacić i kto ma decydować. Czechy pod rządami Babiša, obok Węgier i Słowacji, mogą częściej blokować lub osłabiać wspólne europejskie inicjatywy wsparcia, co już dziś budzi niepokój części partnerów w UE. Jednocześnie dane z międzynarodowych baz pokazują, że tempo nowych decyzji pomocowych w Europie potrafi wyraźnie słabnąć w kolejnych latach konfliktu, nawet jeśli wcześniejsze pakiety pozostają duże.

Entuzjazmu nie budzą też wybuchające jeden po drugim skandale korupcyjne na Ukrainie. Powoduje to, że zasadne jest kwestionowanie jakiejkolwiek pomocy ponieważ z dużym prawdopodobieństwem zostanie ukradziona i panuje ogólna utrata zaufania do partnerów ukraińskich, której rytualnie nie dostrzega już tylko rząd warszawski.

Źródła:

https://www.reuters.com/world/czech-president-appoints-prime-minister-babis-government-2025-12-15/

https://www.reuters.com/business/aerospace-defense/czech-president-urges-parties-keep-up-ammunition-aid-ukraine-2025-10-06/

https://www.pravda.com.ua/eng/news/2025/10/08/8001843/https://www.osw.waw.pl/en/publikacje/analyses/2025-10-06/parliamentary-elections-czech-republic-babiss-triumph

https://apnews.com/article/109771312dec01f2e6860eaeba7da9c3

https://www.polskieradio.pl/395/7784/artykul/3591160%2Creport%C2%A0says-poland-spent-%E2%82%AC25-bn-on-aid-to-ukraine%C2%A0in-20222023

https://www.reuters.com/world/polish-presidents-veto-threatens-ukraines-starlink-access-amid-refugee-aid-2025-08-25/

https://www.president.pl/news/president-vetoed-the-amendment-of-the-act-on-assistance-to-ukrainian-citizens%2C105753

https://www.polskieradio.pl/395/7784/Artykul/3592113%2Chalf-of-poles-say-state-aid-for-ukrainians-is-excessive-survey

https://www.kielinstitut.de/publications/news/ukraine-support-tracker-europe-fails-to-offset-us-aid-drop/

„Przegrywacie i musicie dojść do porozumienia”

Wielomski: „Przegrywacie i musicie dojść do porozumienia”

Adam Wielomski

Donald Trump postawił władzom w Kijowie ultimatum, że do dnia 27 listopada 2025 roku muszą przyjąć lub odrzucić zaproponowany przezeń plan pokojowy. Niestety, cykl wydawniczy NCz! powoduje, że muszę napisać ten tekst rankiem 27 listopada, nie znając odpowiedzi Wołodymira Żeleńskiego. Czy Kijów powinien plan trumpowy plan pokojowy przyjąć?

Media podają, że przewodzący grupie amerykańskich generałów Dan Driscoll miał dla Ukraińców i ich europejskich sojuszników stosunkowo krótki klarowny przekaz: „Przegrywacie i musicie dojść do porozumienia”. Dla wielu polskich i europejskich Czytelników może to być przekaz szokujący, gdyż w liberalnych mediach istnieje alternatywna rzeczywistość, gdzie liczni pseudo-eksperci zapewniają, że Ukraina twardo się trzyma, ciągle odnosi lokalne sukcesy, rosyjska armia jest do niczego, gospodarka się wali, a Putin nie dość, że zmarł już pięć czy sześć razy, to w dodatku cierpi na Parkinsona i hemoroidy. Jednak każdy, kto interesuje się przebiegiem tej wojny, szczególnie zaś korzysta z mediów obcojęzycznych wie, że sytuacji wygląda inaczej.

Ukrainie nie brakuje pieniędzy i dostarczanego z Zachodu sprzętu, może poza lotnictwem, którego rola jednak mocno spadła z powodu masowego zastosowania systemów antyrakietowych. Więcej, Ukraina ogłosiła wręcz, że nadwyżki dostarczanej broni ma zamiar sprzedawać zagranicą. Władzom w Kijowie nie brakuje także pieniędzy, a ich „nadwyżki” są sprawnie rozprowadzane przez Timura Mindycza i innych kumpli Żeleńskiego uciekających właśnie do Izraela i w inne miejsca przed miejscowym CBA, znajdującym się pod amerykańską kontrolą. To, czego Ukrainie brakuje dramatycznie to ludzi. Ocenia się, że armia ukraińska w wyniku strat i rosnącej liczby dezercji kurczy się liczebnie, gdyż porywani z tramwajów i ulic rekruci ustępują liczbą ubytkom. Tymczasem prawdopodobnie Rosja rekrutuje regularnie więcej ludzi niż traci ich na polu bitwy.

Dlaczego tak się dzieje? Ukraina walczy praktycznie prawie wyłącznie żołnierzami z poboru, przy czym ocenia się, że pod kontrolą rządu w Kijowie mieszka ok. 25 milionów osób. Nie są to duże rezerwy demograficzne. Co gorzej, znaczna część mężczyzn już zginęła lub została wyeliminowana z pola walki z powodu odniesionych ran i niewoli. Jeszcze więcej uciekło z kraju i rozpierzchło się po całym świecie lub ukrywa się przed poborem, ewentualnie aresztowaniem i procesem za dezercję. Zamożni dość masowo wykupują się od wojska. Pobór podobno prawie nie objął kilkumilionowego Kijowa, gdyż władza boi się Majdanu 2.0. Element młody i buntowniczy Żeleński sam ostatnio wypuścił, otwierając granice dla najmłodszych Ukraińców. Mówiąc wprost: nie ma już kim walczyć. Tymczasem Rosja od początku walczy żołnierzami zawodowymi i najemnikami zagranicznymi, a także więźniami walczącymi w Grupie Wagnera. Opłacanie najemników umożliwiają jej dochody z eksportu ropy naftowej i gazu ziemnego, które nie zostały rozkradzione przez rosyjskich Timurów Mindyczów.

Tylko raz i niechętnie Putin sięgnął po pobór 300 tys. ludzi, w obliczu kontrofensywy ukraińskiej w obwodzie charkowskim, zresztą żołnierze ci już dawno wrócili do cywila. Własne rezerwy mobilizacyjne Rosji pozostały zatem nienaruszone i szacuje się je na 2,5 do 2,8 miliona przeszkolonych poborowych. Dlatego w Rosji cały czas odmawia się uznania wojny za „pełnoskalową”. Jak się zdaje, Rosjanie pod pojęciem tym rozumieją wojnę z pełną mobilizacją rezerwistów.

Trwająca wojna nie ma nic wspólnego z wojną manewrową. Systemy rakietowe przeciwlotnicze bardzo ograniczyły możliwości operacyjne lotnictwu, a drony zastosowanie zmasowanych i przełamujących uderzeń pancernych. To wojna podobna do I wojny światowej, toczona w okopach i na wykończenie jednej ze stron, która któregoś dnia pęknie i rozpadnie się od środka. Generałowie i politycy rosyjscy, po nieudanym Blitzkriegu na Kijów, uznali, że wojna na wyczerpanie musi, wcześniej czy później, zakończyć się zwycięstwem Rosji. Politycy zachodni namówili zaś ekipę Żeleńskiego na wojnę wyniszczającą, będąc przekonanymi, że gospodarka rosyjska ugnie się pod sankcjami i po pół roku Putin poprosi o pokój. Nadzieje zachodnio-ukraińskie nie spełniły się, ponieważ Rosji – czego na Zachodzie nikt się nie spodziewał – udało się sankcje przetrwać, zmieniając kierunek handlu z Europy na Azję.

Dochodzimy zatem do wniosku, że czas działa na korzyść Władimira Putina. Za słuszne uważam słowa Driscrolla, że skoro „przegrywacie”, to „musicie dojść do porozumienia”. W kwietniu 2022, na mocy porozumień stambulskich, wojna miała zakończyć się za cenę oddania Rosji Krymu i terytoriów Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej, czyli za cenę uznania utraty ziem, których realnie Kijów i tak nie kontrolował od 2014 roku. Po 2,5 roku cena wzrosła do całych obwodów Donieckiego i Ługańskiego, a także około połowy dwóch obwodów znajdujących się na północ od Krymu. Jeśli pokój zostanie zawarty nie teraz, lecz za rok, to będą to już całe obwody, a może nawet, na dokładkę, obwód charkowski i miasto Odessa. Najważniejszym atutem Kijowa w negocjacjach był heroiczny opór w 2022 roku i ewentualne straty ludzkie i ekonomiczne, które zada ta wojna Rosji. W momencie, gdy Kijów nie ma już skąd wziąć żołnierzy, a Rosja już te straty poniosła, to pozycja negocjacyjna Ukrainy z miesiąca na miesiąc słabnie. W dodatku z każdym rokiem rośnie liczba Ukraińców, którzy zaaklimatyzowali się na emigracji i którzy nigdy już nie wrócą do swojej ojczyzny. Stąd rzucony ostatnio w Kijowie pomysł, aby po zakończeniu wojny do wyludnionego kraju sprowadzić „Afroafrykanów” (w języku tradycyjnym byli to Murzyni).

Wołodymir Żeleński stawia opór, gdyż nie zgadza się na oddanie ziemi, na zapisanie w konstytucji neutralności Ukrainy i na ograniczenie liczebności jej armii do 600 tysięcy ludzi (ta ostatnia liczba to dla wykończonego ekonomicznego i wyludnionego państwa i tak będzie abstrakcją). W rzeczywistości broni władzy własnej i wspierającej go kamaryli, bo po przegranej wojnie w Kijowie nadejdzie nieuchronnie czas rozliczeń.

Adam Wielomski

Manlio Dinucci; Ukraina: Mamy dowody, wcześniej schowane.

Manlio Dinucci; Ukraina: Dowody usunięte

Poniżej znajduje się opis fazy przygotowawczej wojny, zaczerpnięty z książki „L’altra faccia della Storia” („Druga strona historii”), wydanej przez Byoblu.

DR IGNACY NOWOPOLSKI DEC 13

W świetle dominującej narracji politycznej i medialnej, przedstawiającej Rosję jako państwo podżegające do wojny i agresywne – podczas gdy USA, NATO, UE i Ukraina deklarują chęć zakończenia wojny – po raz kolejny przedstawiamy prawdziwą perspektywę poprzez odcinki programu Grandangolo z ostatnich kilku lat.

Odcinki te zawierają niezbite dowody, przemilczane przez media głównego nurtu, że rzeczywistość jest dokładnie odwrotna od tego, co wam wmawiano.

Od 1991 roku, kiedy Ukraina stała się niepodległą republiką po rozpadzie ZSRR, NATO rozwija sieć powiązań w ukraińskich siłach zbrojnych. Jednocześnie neonazistowscy bojownicy są rekrutowani, finansowani, szkoleni i uzbrajani za pośrednictwem CIA i innych agencji wywiadowczych. Dokumentacja fotograficzna przedstawia młodych ukraińskich neonazistów z UN-UNSO (Organizacji Narodów Zjednoczonych Ukrainy) szkolonych w Estonii w 2006 roku przez instruktorów NATO, którzy uczyli ich technik walki w terenie zurbanizowanym oraz użycia materiałów wybuchowych do sabotażu i ataków.

To właśnie ta neonazistowska struktura paramilitarna wkracza do akcji: 20 lutego 2014 roku na Majdanie w Kijowie, podczas demonstracji politycznej między zwolennikami a przeciwnikami przystąpienia Ukrainy do UE. Podczas gdy uzbrojone i zorganizowane grupy szturmowały budynki rządowe, „nieznani” napastnicy (później zidentyfikowani jako snajperzy zrekrutowani w Gruzji) używali tych samych karabinów snajperskich do strzelania do demonstrantów i policji, co spowodowało dziesiątki ofiar śmiertelnych. Tego samego dnia, w którym doszło do próby zamachu stanu na Majdanie, Sekretarz Generalny NATO zwrócił się do ukraińskich [legalnych] sił zbrojnych w tonie rozkazującym, ostrzegając je przed „poważnymi negatywnymi konsekwencjami dla naszych stosunków”. Porzucony przez naczelnych dowódców sił zbrojnych i znaczną część aparatu rządowego, [legalny] prezydent Janukowycz został zmuszony do ucieczki.

Po zamachu stanu na Majdanie nastąpił natychmiastowy atak na Rosjan z Ukrainy i Ukraińców zaprzyjaźnionych z Rosją. Była to fala terroru, zorganizowana z drobiazgową precyzją: splądrowano siedziby Komunistycznej Partii Ukrainy i innych ruchów politycznych, linczowano przywódców, torturowano i mordowano dziennikarzy; bojowników spalono żywcem w budynku związków zawodowych w Odessie; nieuzbrojonych mieszkańców pochodzenia rosyjskiego ze wschodniej Ukrainy wymordowano w Mariupolu, a w Słowiańsku, Ługańsku i Doniecku zbombardowano białym fosforem. W obliczu tej ofensywy przeciwko Rosjanom z Ukrainy, Rada Najwyższa Republiki Krymu – terytorium rosyjskiego, które stało się częścią Ukrainy w 1954 roku w czasach sowieckich – opowiedziała się za secesją z Kijowa i zażądała reintegracji z Federacją Rosyjską. Decyzja ta została potwierdzona w referendum powszechnym, w którym zagłosowało 97% wyborców. 18 marca 2014 roku prezydent Putin podpisał traktat o przystąpieniu Krymu do Federacji Rosyjskiej i nadaniu mu statusu republiki autonomicznej.

Podczas gdy w Donbasie, samozwańcze Doniecka i Ługańska Republika Ludowa, zamieszkane przez ludność rosyjską, stawiają opór atakom Kijowa, które pochłonęły 14 000 ofiar w ciągu ośmiu lat, program współpracy techniczno-wojskowej NATO-Ukraina z 2015 roku w pełni integruje siły zbrojne i przemysł zbrojeniowy z sojuszem NATO pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych. Formacje neonazistowskie są włączane do Gwardii Narodowej, szkolonej przez setki amerykańskich instruktorów ze 173. Brygady Powietrznodesantowej, którzy zostali przeniesieni na Ukrainę z Vicenzy wraz z innymi oddziałami NATO.

Kijów na Ukrainie staje się wylęgarnią odrodzenia narodowego socjalizmu w sercu Europy. Neonaziści przybywają do Kijowa z całej Europy (w tym z Włoch) i USA, rekrutowani głównie przez Prawy Sektor i Batalion Azow, którego nazistowskie godło zostało skopiowane z emblematu Dywizji SS „Das Reich”. Po przeszkoleniu i przetestowaniu w operacjach wojskowych przeciwko ukraińskim Rosjanom w Donbasie, są oni zobowiązani do powrotu do ojczyzny z ukraińskim zezwoleniem na podróż dołączonym do ukraińskich paszportów. Jednocześnie ideologia narodowosocjalistyczna szerzy się wśród młodszych pokoleń na Ukrainie. Dotyczy to również Batalionu Azow, który organizuje szkolenia wojskowe i obozy indoktrynacji ideologicznej dla dzieci i młodzieży, ucząc ich przede wszystkim nienawiści do Rosjan.

W wyborach na Ukrainie w 2019 roku aktor Wołodymyr Zełenski – znany z serialu telewizyjnego o korupcji politycznej, w którym grał profesora przypadkowo wybranego na prezydenta republiki – faktycznie został prezydentem Ukrainy. Podczas kampanii Zełenski obiecał zakończyć wojnę w Donbasie i oczyścić zdominowany przez oligarchów system władzy, oskarżając bogatego prezydenta Poroszenkę o ukrywanie fortuny w zagranicznych rajach podatkowych. Jednak po wyborze Zełenski zrobił wszystko, co w jego mocy, aby podsycić de facto wojnę pod przewodnictwem NATO z Rosją.

Jeśli chodzi o jego drugą obietnicę, eliminację korupcji, a w szczególności eksport kapitału do rajów podatkowych, fakty udokumentowane w śledztwie „The Guardian” mówią same za siebie: Zełenski jest współwłaścicielem trzech firm z siedzibą i kapitałem w Belize i Brytyjskich Wyspach Dziewiczych (Ameryka Środkowa), a także na Cyprze. Za pośrednictwem tych firm otrzymał ponad 40 milionów dolarów od nieznanych finansistów. Dokument śledczy w reżyserii Scotta Rittera – zawodowego oficera piechoty morskiej USA specjalizującego się w wywiadzie, który w latach 1991–1998 dowodził inspektorami ONZ w Iraku – pokazuje luksusową willę, którą Zełenski posiada w Miami (wartość tej willi wynosi 34 miliony dolarów), a także inne w Izraelu, Forte dei Marmi we Włoszech, Londynie, Gruzji, Grecji i innych krajach.

Krótkie podsumowanie międzynarodowych doniesień prasowych na temat Grandangolo z piątku 5 grudnia 2025 r. na włoskim kanale telewizyjnym Byoblu.

Manlio Dinucci

Biedny Ukrainiec! Przemycał 6 mln papierosów. I mu zabrali… !! Na szczęście go wypuścili. [VIDEO]

Ukrainiec z Wielkopolski przemycał 6 mln papierosów. Wpadł na S3 [VIDEO]

11.12.2025 https://nczas.info/2025/12/11/ukrainiec-z-wielkopolski-przemycal-6-mln-papierosow-wpadl-na-s3-video/

s3 ciezarowka sluzba celno-skarbowa
NCZAS.INFO | Ukrainiec próbował przemycić 6 mln sztuk papierosów / fot. Wielkopolski Urząd Celno-Skarbowy w Poznaniu

Na trasie S3 funkcjonariusze służby celno-skarbowej skontrolowali ciężarówkę prowadzoną przez Ukraińca będącego mieszkańcem Wielkopolski. Jak się okazało, próbował przemycić hurtową ilość papierosów. Budżet straciłby na akcyzie 9,3 mln zł. Ukrainiec usłyszał zarzut paserstwa akcyzowego.

Wielkopolska służba celno-skarbowa skontrolowała ciężarówkę, którą kierował Ukrainiec z Wielkopolski. W komunikacie podkreślono, że już podczas wstępnej kontroli funkcjonariusze wyczuli intensywną woń tytoniu, co wywołało u nich podejrzenia.

Ukrainiec został zatrzymany. Funkcjonariusze zabezpieczyli też dwa telefony komórkowe oraz ciężarówkę z naczepą.

Funkcjonariusze przeprowadzili szczegółowe sprawdzenie. Przecięli niebieską folię zabezpieczającą kartony. Wówczas ujawniono 6 mln paczek nielegalnych papierosów. Ich sprzedaż była stratą dla Skarbu Państwa na 9,3 mln zł.

Kierowcę doprowadzono do Prokuratury Rejonowej w Świebodzinie. Usłyszał zarzuty paserstwa akcyzowego.

Ukrainiec nie został jednak aresztowany.

[No pewnie! Musi przecież pozacierać ślady swej , długiej i owocnej zapewne, pracy ! md]

Ma tylko obowiązek stawienia się raz w miesiącu w komendzie w Krotoszynie. Zastosowano też poręczenie majątkowe w wysokości 30 tys. zł.

„Sprawa ma charakter rozwojowy” – zaznaczono w komunikacie.

Zamach na Mindicza, bliskiego współpracownika Zełenskiego. Ukrywa się w Izraelu

Zamach na bliskiego współpracownika Zełenskiego. Ukrywa się w Izraelu

10.12.2025 tysol/zamach-na-bliskiego-wspolpracownika-zelenskiego-ukrywa-sie-w-izraelu

W Izraelu doszło do nieudanego zamachu na Tymura Mindicza — biznesmena oskarżanego o zorganizowanie gigantycznej siatki korupcyjnej na Ukrainie i byłego współpracownika Wołodymyra Zełenskiego. Zamachowcy, przygotowani do zabójstwa, omyłkowo wtargnęli do niewłaściwego budynku, raniąc pokojówkę. Zostali zatrzymani.

Wołodymir Zełenski

Wołodymir Zełenski / PAP/Victor Kovalchuk

Nieudany zamach w Izraelu

Informację o próbie zabójstwa Mindicza ujawnił oligarcha Ihor Kołomojski podczas rozmowy z dziennikarzami w Sądzie Apelacyjnym w Kijowie. Do zdarzenia doszło 28 listopada w Izraelu, gdzie Mindicz ukrywa się po ucieczce z Ukrainy.

Kołomojski przekazał, że zamachowcy „weszli przez złe drzwi”, myląc dom biznesmena z sąsiednim budynkiem. W wyniku ataku obrażenia odniosła pokojówka pracująca w obiekcie. Sprawców szybko zatrzymano.

Mindicz — poszukiwany kluczowy podejrzany w aferze Enerhoatomu

Tymur Mindicz opuścił Ukrainę tuż przed rozpoczęciem przeszukań związanych z aferą korupcyjną w państwowym operatorze elektrowni jądrowych Enerhoatom. Granicę przekroczył przez Polskę, po czym udał się do Tel Awiwu, gdzie przebywa do dziś. Ukraiński sąd wydał za nim nakaz zatrzymania.

Śledczy oskarżają Mindicza o stworzenie rozbudowanej siatki korupcyjnej. Według ustaleń Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy, dzięki ujawnionym nagraniom postawiono zarzuty ośmiu osobom zamieszanym w proceder.

System łapówek i prania pieniędzy

Według ustaleń NABU, współpracownicy Mindicza mieli pobierać od kontrahentów Enerhoatomu łapówki w wysokości od 10 do 15 proc. wartości kontraktów. Pieniądze były następnie legalizowane w tzw. back office w centrum Kijowa, przez który przeszło około 100 mln dolarów.

Jak podaje „Kyiv Independent”, Mindicz „miał koordynować” cały mechanizm, używając zaszyfrowanych określeń i kryptonimów. W praniu środków pomagała mu grupa kierowana przez biznesmena Oleksandra Cukermana.

Kołomojski zapowiada ujawnienie szczegółów

Oligarcha zapowiedział, że podczas kolejnej rozprawy — związanej z jego własnymi zarzutami dotyczącymi prania pieniędzy i defraudacji — ujawni dodatkowe informacje w sprawie zamachu oraz działalności Mindicza.

Polska płaci Emerytury i Renty Sowieckim Ukraińcom z KGB , SBU I GRU , Milicji

Polska płaci Emerytury i Renty Sowieckim Ukraińcom z KGB , SBU I GRU , Milicji

goralo-baca123

https://www.salon24.pl/u/maximilianschonbucher/1477194,polska-placi-emerytury-i-renty-sowieckim-ukraincom-z-kgb-sbu-i-gru-milicji


Pracowali w Sowiecko-Komunistycznym ZSSR w aparacie przemocy jak KGB czy byli oficerami , żołnierzami Armii Czerwonej okupującej Polskę… Mordowali , więzili, katowali Polaków od 1945-1992 w ramach Związkowej Komunistycznej Republiki Ukraińskiej…

Od 2018 do 2024 Polska wypłaciła ukraińskim ” rolnikom ” rent rolniczych na sumę 11 milionów 754 tysięcy złotych i emerytur  rolniczych na sumę 10 milionów 250 tysięcy złotych…

To nie wszystko…

Lawinowo rośnie liczba Ukraińców, którzy pobierają polskie emerytury pracownicze… wśród których jest wielu mieszkających lub 1 raz w m-cu  przyjeżdżających odebrać pensję wspomnianych Sowiecko-Ukraińskich bandytów z Ukraińskiej Milicji, KGB , Czerwonej Armii Sowieckich służb  wojskowych  GRU…

Polska staje się dla nich senioralnym eldorado!

Z najnowszych danych wynika, że rok do roku jest ich więcej o kilka tysięcy. W grudniu 2024 r. ponad 20 tys. cudzoziemców, w zdecydowanej większości Ukraińców, otrzymało emerytury i renty z ZUS, na łączną sumę ok. 27,6 mln zł (jest to pula miesięczna !!!!!). W analogicznym okresie 2023 r. świadczenia te wypłacano 15,3 tys. osób (21,5 mln zł), a w 2022 r. – 12,2 tys. osób (16,5 mln zł).

Wychodzi na to, że co roku ZUS wydaje z tego tytułu co najmniej o 5 mln zł więcej. Najliczniejszą nację podlegającą u nas ubezpieczeniom społecznym stanowią Ukraińcy 787,5 tys., a także Białorusini 134,9 tys. i Gruzini 25,7 tys. (dane na koniec 2024 r.).

Eksperci prognozują, że zjawisko będzie narastać, a za 10–20 lat Polska stanie się senioralnym eldorado dla naszych sąsiadów zza wschodniej granicy. Jeśli np. Ukrainiec w wieku senioralnym zamieszka w Polsce, to  ZUS ma obowiązek wypłacać mu różnicę między emeryturą pobieraną z Ukrainy a minimalną polską. Takie ,,wyrównania” to niebagatelne kwoty. Minimalna emerytura ukraińska wynosi obecnie od 2725 do 3370 hrywien (od ok. 260 do 320 zł). Oznacza to dopłatę rzędu ponad 1,5 tys. zł miesięcznie. 

Tak my Polacy utrzymujemy komunistycznych , ukraińskich oprawców z których zapewne wielu mordowało naszych braci na Wołyniu , Podolu i Małopolsce.

Kiedy Tusk w panice staje się zbyt szczery i potwierdza „rosyjską propagandę”…

Thomas Röper https://anti-spiegel.ru/2025/wenn-donald-tusk-in-seiner-panik-zu-ehrlich-wird-und-russische-propaganda-bestaetigt/

Putin miał rację.

Kiedy Donald Tusk w panice staje się zbyt szczery i potwierdza „rosyjską propagandę”… 

Plan pokojowy Trumpa i nowa strategia bezpieczeństwa USA wywołują panikę w Europie, jak pokazują posty Donalda Tuska. W panice staje się on zadziwiająco szczery i potwierdza to, co zawsze nazywa się rosyjską propagandą: NATO jest zadeklarowanym wrogiem Rosji.

Anti-Spiegel  7 grudnia 2025

Zachodni politycy i media stanowczo zaprzeczają rosyjskiemu stanowisku, że NATO jest wrogiem Rosji, twierdząc, że rozszerzenie NATO do granic Rosji nie stanowi dla niej żadnego zagrożenia. Zdecydowanie zaprzeczają również, że przystąpienie Ukrainy do NATO, które rozpoczęło się na początku 2022 roku, stanowiło zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Rosji, przed którym Rosja mogłaby się bronić jedynie poprzez interwencję militarną na Ukrainie po tym, jak Zachód odmówił negocjacji z Rosją. Zachodnie media i politycy twierdzą, że to wszystko rosyjska propaganda i że NATO nie jest wrogiem Rosji.

I akurat polski premier Tusk potwierdza, że ​​Rosja miała rację w tej sprawie i że NATO uważa Rosję i zawsze uważało ją za wroga.

UE potrzebuje „wspólnego, jasno określonego wroga”

W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” na początku listopada Tusk powiedział:

„Istnieją oczywiste obawy, że pod presją wydarzeń świat może spontanicznie lub celowo ponownie podzielić się na dwie półkule. Dla Waszyngtonu, Ameryki Południowej, Kanady, Grenlandii – prezydent USA Donald Trump często o tym wspomina – a także potencjalny konflikt z Chinami stają się priorytetami, podczas gdy my musielibyśmy sobie poradzić sami”.

Tusk stwierdził następnie, że jedność europejska wymaga „wspólnego, jasno określonego wroga”, dodając:

„Wiem, że to niepopularne podejście, ale nie zmienię zdania i zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby ta nadzwyczajna sytuacja trwała jak najdłużej”.

Podsumowując: Tusk oświadczył całkiem otwarcie, że UE potrzebuje „wspólnego, jasno określonego wroga”, przez którego rozumie Rosję, i że zrobi wszystko, aby „ta wyjątkowa sytuacja”, czyli eskalacja konfrontacji z Rosją, „trwała jak najdłużej”.

Mówiąc wprost, Tusk stwierdził, że UE sama zaostrza konflikt z Rosją, ponieważ potrzebuje wspólnego wroga, aby przetrwać. UE nie jest już projektem pokojowym ani gospodarczym; stała się projektem siłowo-politycznym. Komisja Europejska chce przekształcić UE w de facto państwo federalne, w którym to Komisja sprawuje władzę, a państwa narodowe, pod względem swojej władzy politycznej, są sprowadzone do czegoś na kształt niemieckich krajów związkowych.

Jedynym sposobem, by przekonać do tego obywateli UE, którzy w zdecydowanej większości odrzucają te plany, jest zastraszenie ich wrogiem zewnętrznym, by uwierzyli, że UE potrzebuje większych uprawnień, by odeprzeć rzekome zagrożenie. Ten trik został już wykorzystany podczas pandemii COVID-19, kiedy UE uzyskała kontrolę nad danymi zdrowotnymi wszystkich obywateli UE za pośrednictwem cyfrowych certyfikatów szczepień, skutecznie znosząc ochronę danych. Jest on ponownie wykorzystywany teraz, gdy Komisja Europejska przejmuje kontrolę nad zamówieniami na broń, tworzy własną służbę wywiadowczą, która zastąpi krajowe agencje wywiadowcze, znosi prawo weta państw członkowskich i przejmuje wiodącą rolę w polityce zagranicznej. To przeniesienie władzy do Brukseli i osłabienie państw narodowych są uzasadniane rzekomym „zagrożeniem ze strony Rosji”.

To właśnie Tusk otwarcie stwierdził w wywiadzie na początku listopada, mówiąc o potrzebie posiadania przez UE „wspólnego, jasno określonego wroga” i że zrobi wszystko, aby „ta wyjątkowa sytuacja trwała jak najdłużej”.

Donald kontra Donald

Ostatnie dwa tygodnie były najwyraźniej trudne dla Donalda Tuska, ponieważ inny Donald, a mianowicie Donald Trump, najwyraźniej ma inne plany.

Obecna gehenna Tuska rozpoczęła się od przedstawienia planu pokojowego Trumpa, na który Tusk odpowiedział na X pod koniec listopada w następujący sposób:

„Chciałbym przypomnieć naszym sojusznikom, że NATO powstało po to, by bronić Zachodu przed agresją sowiecką, czyli przed Rosją. Jego fundamentem była solidarność, a nie egoistyczne interesy. Mam nadzieję, że nic się w tej kwestii nie zmieniło”. zrodlo:

Donald Tusk @donaldtusk

I wish to remind our allies that NATO was created to defend the West against the Soviet aggression, that is against Russia. And its foundation was solidarity, not egoistic interests. I hope that nothing has changed.

1,8 mln wyświetleń

——————

Już teraz wyraźnie słychać panikę, która ogarnęła Tuska, ale to był dopiero początek.

Kilka dni później, w piątek, Stany Zjednoczone opublikowały nową strategię bezpieczeństwa narodowego, która jasno stwierdza, że ​​Europa nie jest już priorytetem dla rządu USA i że Europa powinna wkrótce być w stanie się bronić. Rząd USA otwarcie odwraca się więc od NATO. Jako jeden z priorytetów rządu USA formułuje „przywrócenie stabilności w Europie i strategicznej stabilności z Rosją”, co oznacza zakończenie wojny na Ukrainie i dobre stosunki z Rosją.

To jest dokładnie odwrotne od tego, czego pragną Tusk i Europejczycy, dla których egzystencjalnie ważne jest posiadanie „wspólnego, jasno określonego wroga” – Rosji – ponieważ w przeciwnym razie ambitne plany Komisji Europejskiej, mające na celu osłabienie państw narodowych, są zagrożone.

Nawiasem mówiąc, nowa strategia bezpieczeństwa Trumpa ostro krytykuje UE w jej obecnym kształcie i stwierdza, że ​​celem polityki USA jest „pomoc Europie w skorygowaniu jej obecnego kursu”.

To prawdopodobnie jeszcze bardziej wzmogło panikę Tuska, który okazał kolejny przebłysk szczerości, odpowiadając X w następujący sposób:

„Drodzy amerykańscy przyjaciele, Europa jest waszym najbliższym sojusznikiem, a nie waszym problemem. Mamy wspólnych wrogów. Przynajmniej tak było przez ostatnie 80 lat. Musimy się tego trzymać, ponieważ to jedyna rozsądna strategia dla naszego wspólnego bezpieczeństwa. Chyba że coś się zmieni”.

( znów podaję źródło) tusku

Czy coś się zmieniło po 80 latach bez zmian?

Największą obawą Tuska wydaje się być to, że coś mogło się zmienić, ponieważ oba jego posty w stylu X kończą się tym sformułowaniem. Co dokładnie się zmieniło, okaże się w nadchodzących tygodniach i miesiącach, ale jestem pewien, że coś się rzeczywiście zmieniło.

Dla administracji Trumpa NATO ewidentnie nie jest już sojuszem obronnym, a raczej instrumentem, za pomocą którego zamierza wycisnąć z Europejczyków jak najwięcej miliardów na zbrojenia. W Waszyngtonie nie mówi się już o „obronie zbiorowej”; zamiast tego Biały Dom żąda, aby Europejczycy bronili się sami – i oczywiście kupowali w tym celu broń od USA za setki miliardów dolarów.

Odpowiedź na pytanie Tuska o to, czy coś się zmieniło, brzmi: tak, coś z pewnością się zmieniło; pytanie tylko, jak radykalnie i szybko Trump to wdroży.

Prawdy, które Tusk tak otwarcie głosił w ostatnich tygodniach – że UE potrzebuje Rosji jako „wspólnego, jasno określonego wroga” i że NATO zawsze uważało Rosję za wroga – nie są rewolucyjne, o czym wszyscy eksperci już wiedzieli. Zaskakujące jest to, że czołowi europejscy politycy mówią teraz o tym otwarcie, co jest wyraźnym sygnałem paniki szerzącej się w Europie.

Należy pamiętać, że lord Ismay, pierwszy sekretarz generalny NATO, sformułował cel i misję NATO jako trzymanie Związku Radzieckiego z dala od Europy, utrzymywanie USA w Europie i podporządkowanie Niemiec. I Tusk ma rację, ponieważ nic się nie zmieniło przez 80 lat; cele i misja NATO do dziś są takie: walka z Rosją, utrzymanie władzy USA nad Europą i maksymalne osłabienie Niemiec.

Wydaje się, że coś się zmieniło, ponieważ rząd USA nie postrzega już Rosji, lecz Chiny jako swojego głównego przeciwnika i chce pozyskać Rosję dla swojej walki z Chinami. A aby to się stało, konieczna jest poprawa relacji amerykańsko-rosyjskich.

Ponieważ w ostatnich latach Unia Europejska pogrążyła się w politycznym bezsensie i recesji gospodarczej, pozostały jej tylko dwie opcje: zaakceptować tę sytuację lub kontynuować samotną walkę z Rosją.

Rząd USA prawdopodobnie mógłby pogodzić się z każdym z tych scenariuszy.

De-ukrainizacja Ukrainy. Kolejna fala uciekinierów zmierza do Polski.

De-ukrainizacja Ukrainy.

Kolejna fala uciekinierów zmierza do Polski.

Wskazano dwa powody

7.12.2025 nczas.info/2025/12/07/deukrainizacja-ukrainy-kolejna-fala-uciekinierow-zmierza-do-polski-wskazano-dwa-powody

Ukraińcy. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay
NCZAS.INFO | Ukraińcy. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay

„Od 3 października do 14 listopada 2025 r. z Ukrainy wyjechało tyle osób, ile przez całe wcześniejsze dziewięć miesięcy” – przekazał Narodowy Bank Ukrainy (NBU) powołując się na dane ONZ i Eurostatu, choć jest to przesadne określenie. NBU jako główne przyczyny wskazuje nasilenie ataków na infrastrukturę i zgodę na wyjazd z kraju dla mężczyzn w wieku 18-22 lata.

Od 3 października do 14 listopada Ukrainę miało opuścić więcej Ukraińców, niż przez poprzednie dziewięć miesięcy. NBU wskazał dwie przyczyny takiego stanu rzeczy.

Jednym powodem exodusu Ukraińców ma być nasilenie rosyjskich ataków na infrastrukturę cywilną. Drugim zaś wejście w życie decyzji Wołodymyra Zełeńskiego, która pozwala na opuszczenie kraju przez mężczyzn w wieku 18-22 lata. Według stanu na 14 listopada, liczba emigrantów poza Ukrainą wynosiła 5,9 mln.

Poprzednia aktualizacja miała miejsce 3 października. Wzrost od tamtego czasu wyniósł 128 tys. osób. Dla porównania, w okresie styczeń-wrzesień wybyło 166 tys. Ukraińców, co jest jednak znacznie większą liczbą, niż w ciągu ponad miesiąca.

Prawdą jest więc znacznie większa liczba emigrantów. Nie jest jednak prawdą, że jest to liczba porównywalna.

„Tymczasem w ciągu kilkunastu tygodni 50 tys. obywateli Ukrainy wystąpiło o tzw. status ochronny w Polsce” – zauważyła „Rzeczpospolita”.

Są to głównie młodzi mężczyźni. Według ustaleń redakcji, od 26 sierpnia do 10 listopada wystąpiło 49,7 tys. Ukraińców o status ochronny w Polsce.

Jest to również istotny wzrost. Przez pierwsze dwa miesiące wnioski składało 16 tys. osób.

„Status ochronny pozwala na legalny pobyt, ale także uprawnia do korzystania z opieki medycznej, edukacji, a także daje dostęp do rynku pracy. Obecnie ma go w Polsce 964,4 tys. osób” – podaje wp.pl.

Status ochronny traci się w momencie wyjazdu z Polski na dłużej, niż 30 dni. Można jednak potem ponownie o niego występować.

Peter Hitchens: Mit o „świętej” Ukrainie został obnażony

Peter Hitchens: Mit o „świętej” Ukrainie został obnażony i jest teraz widoczny dla wszystkich

Ukraińskie elity wystawione na widok publiczny z plikami banknotów pod łóżkami i złotymi toaletami w wychodkach,

DR IGNACY NOWOPOLSKI DEC 5

Zdaniem nagradzanego dziennikarza i komentatora Petera Hitchensa Ukraina straciła swoją aureolę, a zarzuty korupcyjne niczym cuchnąca mgła unoszą się wokół jej elit politycznych.

Przez lata Ukraina była przedstawiana jako naród święty, raj wolności i demokracji, antyrosyjski. Mówi się nawet, że prezydent Rosji Władimir Putin obawia się, że jego własny naród chciałby tam zamieszkać.

To przekonanie, które zawsze wydawało się absurdalne każdemu, kto znał ten region, legło w gruzach, gdy okazało się, że przedstawiciele ukraińskich elit mają pod łóżkami pliki banknotów i złote toalety w łazienkach, a w wyniku rzekomej świętej wojny prowadzą niezdrowe życie.

W artykule dla „Daily Mail” Hutchins pisze:

Prezydent Zełenski nie jest wśród nich, ale bardzo starał się zdusić śledztwa, które doprowadziły do ​​ujawnienia hańby i niegospodarności. Nic nie wskazuje na to, by był w to zamieszany. [Dupku biedny, czemu takie bzdety publikujesz? Przecież wiesz, że to pajac, postawiony formalnie na czele rabusiów Ukrainy.. md]

Byłoby to groteskowe, gdyby nim był. Doszedł bowiem do władzy jako „sługa ludu”, bohater z bajki, który poświęcił się oczyszczeniu kraju. Odegrał tę samą rolę w serialu telewizyjnym. Ale mroczne postacie sprawujące realną władzę na Ukrainie to zupełnie inna sprawa.

Czy nadszedł czas, abyśmy spojrzeli poza ten, jakże mylący, obraz Ukrainy jako raju ptasiego śpiewu, dobroci i słońca i zaczęli traktować ją jak normalny kraj? Gdybyśmy to zrobili, czy przywódcy Europy byliby tak chętni do angażowania się w wieczną wojnę na wybrzeżu Morza Czarnego? Bo właśnie to teraz robią.

Na pierwszy rzut oka jest to bardzo dziwne zachowanie. Kilku przywódców UE miało poważne wątpliwości co do polityki George’a W. Busha, który zaproponował Ukrainie członkostwo w NATO. Kiedy zgodzili się na to na szczycie NATO w Bukareszcie w kwietniu 2008 roku, wiedzieli, że jest to złamanie zobowiązań złożonych Moskwie pod koniec zimnej wojny.

Wiedzieli, że grozi to konfliktem, który z pewnością zaszkodziłby ich gospodarkom i mógłby doprowadzić do niekontrolowanej przemocy na naszym kontynencie. Ale w ostatnich miesiącach swojej prezydentury Bush bardzo tego pragnął i usilnie o to zabiegał. Więc mu to dali.

To była jego druzgocąca odpowiedź na mrożący krew w żyłach występ Putina na monachijskiej konferencji bezpieczeństwa w 2007 roku. Kremlowski despota stwierdził, że rozszerzenie NATO jest „poważną prowokacją, która obniża poziom wzajemnego zaufania. I mamy prawo zapytać: przeciwko komu jest ono skierowane?”. Miał na myśli, że Rosja jest pewna, że ​​jest ono wymierzone w Moskwę i chce, żeby to się skończyło.

Nieugięta odpowiedź Busha na to ostrzeżenie była prawdopodobnie momentem, w którym wojna stała się prawdopodobna. Nie chodzi tu o to, czy agresja Putina była uzasadniona. Oczywiście, że nie była. Był głupi, dając się sprowokować. Jest to jednak argument, że frakcja polityki zagranicznej w Waszyngtonie – ci sami ludzie, którzy stworzyli nielegalną inwazję na Irak w 2003 roku – pragnęła wojny z Rosją i miała nadzieję ją sprowokować.

A Ukraina była idealnym miejscem. Właśnie dlatego, że nie jest w NATO, wojna na jej terytorium nie doprowadziłaby do konfrontacji nuklearnej. Dlatego zachodni sojusznicy tak bardzo dbali o to, by konflikt się nie rozprzestrzeniał.

Podejrzewam, że jastrzębie w Waszyngtonie liczące na szybkie zrujnowanie gospodarki Moskwy, wykrwawienie jej armii do cna i w ten sposób doprowadzenie do upadku Putina. To się nie udało.

To jeden z wielu powodów, dla których prezydent Trump chce się z tego wycofać. Większość jego wyborców ma dość niekończących się wojen zagranicznych i nie widzi sensu w tej.

Ale stało się coś szalonego. Przywódcy europejscy, w tym nasz sir Keir Starmer, postanowili, że chcą, aby to się kontynuowało. Za każdym razem, gdy Trump próbuje zawrzeć porozumienie pokojowe, główne osobistości UE spieszą się, błagając o pozwolenie na przejęcie porzuconej przez Amerykę wojny. Trudno znaleźć racjonalne wytłumaczenie tego zjawiska.

Brakuje im pieniędzy i broni, by odeprzeć Rosję, nie mówiąc już o pokonaniu Putina. Byliby nierozważni, wysyłając tam wojska (USA tego nie zrobiły) lub pozwalając na bombardowanie rosyjskich miast rakietami. Mogłoby to doprowadzić do bezpośredniego odwetu ze strony Rosji na naszym terytorium. A wojna nam szkodzi. Gospodarka Niemiec, szczególnie, bardzo ucierpiała na wojnie, której zdecydowanie sprzeciwia się rosnąca liczba wyborców.

Dlaczego więc ci przywódcy to popierają? Podejrzewam, że dzieje się tak z powodu mitu Ukrainy jako raju, który obecnie jest bardzo zniszczony.

Istnieje również mit przeciwny, przedstawiający Rosję jako rodzaj Mordoru, najbardziej złowrogiego kraju na świecie.

W rzeczywistości ma kilku rywali w walce o ten tytuł. Wśród nich jest nasz bliski przyjaciel Arabia Saudyjska, często odwiedzana przez naszą rodzinę królewską, o którą zabiegał Trump i na którą na wakacje przyjeżdżają metropolitalne trendy, takie jak Emily Maitlis, nosząca gustowny hidżab.

Ilu ludzi musi zginąć, stracić dach nad głową lub po prostu cierpieć, by spełnić tę fantazję o wojnie, w której jedna strona ma wielką rację, a druga tak wielką, że trzeba walczyć do samego końca? Granice nie są tak święte, jak twierdzimy, i można je zmienić przemocą, nawet w Europie.

Afera korupcyjna na Ukrainie zatacza coraz szersze kręgi. Łapią pionki, szef szefów bezkarny.

Afera korupcyjna na Ukrainie zatacza coraz szersze kręgi. Zatrzymano szefa elektrowni jądrowych

2.12.2025 nczas/afera-korupcyjna-na-ukrainie-zatacza-coraz-szersze-kregi-zatrzymano-szefa-elektrowni-jadrowych

Wołodymyr Zełenski
NCZAS.INFO | Wołodymyr Zełenski. / foto: PAP

Były pełniący obowiązki pierwszego wiceprezesa państwowego operatora elektrowni jądrowych Enerhoatom został zatrzymany za przywłaszczenie mienia i nadużycie stanowiska służbowego – poinformowało we wtorek ukraińskie Biuro Prokuratora Generalnego.

Portal RBK-Ukraina przekazał, że zatrzymany to Jurij Szejko, który był też pierwszym zastępcą ministra energetyki Ukrainy.

Prokuratura miejska w Kijowie we współpracy z Głównym Zarządem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) w Kijowie i obwodzie kijowskim zatrzymała byłego pełniącego obowiązki pierwszego wiceprezesa Enerhoatomu, który jest również byłym pierwszym zastępcą ministra energetyki Ukrainy.

Przygotowywane jest wobec niego zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, polegającego na przywłaszczeniu mienia poprzez nadużycie stanowiska służbowego, popełnionego w szczególnie dużych rozmiarach, po uprzedniej zmowie grupy osób.

Według informacji opublikowanej przez Biuro Prokuratora Generalnego w komunikatorze Telegram, jest on podejrzany o manipulacje związane z umową obowiązkowego ubezpieczenia od szkód jądrowych, co doprowadziło do zawyżenia jej wartości o 18,6 mln hrywien (439 tys. dolarów).

„Fakt sztucznego zawyżenia wartości potwierdzono w wyniku wewnętrznych kontroli, sprawdzenia dokumentacji oraz ekspertyzy sądowo-ekonomicznej. Wnioski są jednoznaczne: wartość usług została zawyżona o 18,6 mln hrywien i właśnie ta kwota została faktycznie wyprowadzona z przedsiębiorstwa o strategicznym znaczeniu” – zaznaczono w komunikacie.

Według prokuratury chodzi o manipulacje podczas zawierania umowy obowiązkowego ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej za szkody jądrowe, czyli dokumentu, który bezpośrednio dotyczy bezpieczeństwa jądrowego kraju. Ponadto w wyniku śledztwa ustalono sieć powiązanych spółek, prowadzącą do sektora finansowego w Rosji.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy przekazała we wtorek za śledczymi, że podejrzany dopuścił się nadużyć podczas zakupu usług ubezpieczeniowych. W szczególności, urzędnik bezpodstawnie podwyższył wartość umowy obowiązkowego ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej za szkody jądrowe, zawierając dodatkową umowę.

Jak potwierdziły źródła portalowi RBK-Ukraina, zatrzymany to Jurij Szejko, były pełniący obowiązki pierwszego wiceprezesa Enerhoatomu i były pierwszy zastępca ministra energetyki Ukrainy.

Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) i Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAP) ujawniły na początku listopada rozległy system korupcyjny w branży energetycznej.

Według ustaleń śledczych uczestnicy procederu pobierali od kontrahentów Enerhoatomu łapówki w wysokości od 10 do 15 proc. wartości kontraktów. Nielegalne środki miały być legalizowane przez tzw. back office w centrum Kijowa, przez który – jak ustalono – przeszło około 100 mln dolarów.

Do tej pory w śledztwie zatrzymano pięć osób, a siedmiu innym postawiono zarzuty. W aktach sprawy figuruje też nazwisko Tymura Mindicza, biznesmena i współpracownika prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Uważany jest on za organizatora całego procederu. Media poinformowały, że „wyjechał za granicę” na kilka godzin przed przeszukaniami u uczestników afery.

W piątek Zełenski poinformował, że szef jego biura (kancelarii) Andrij Jermak, który objęty jest śledztwem przez NABU i SAP w sprawie afery korupcyjnej na szczytach władzy, podał się do dymisji. W aktach śledztwa Jermak figuruje pod pseudonimem Ali Baba.

Źródło:PAP

Kijów wypuszcza młodych Ukraińców za granicę. Masowy exodus do Polski. Wojna – najemnikami [za nasze pieniądze]?

Kijów wypuszcza młodych Ukraińców za granicę. Masowy exodus do Polski. Wojna – najemnikami [za nasze pieniądze?].

Status ochronny posiada w Polsce 964,4 tys. obywateli Ukrainy, a ponad drugie tyle wciąż czeka na rozpatrzenie.

https://pch24.pl/kijow-wypuszcza-mlodych-ukraincow-za-granice-masowy-exodus-do-polski

W ciągu zaledwie kilku tygodni wpłynęło aż 50 tys. wniosków o przyznanie tzw. statusu ochronnego w Polsce. Zdecydowana większość z nich należy do młodych ukraińskich mężczyzn.

Od 26 sierpnia do 10 listopada o status ochronny w Polsce powiązany z numerem PESEL (tzw. UKR) wystąpiło 49,7 tys. obywateli Ukrainy – informuje „Rzeczpospolita”. To zdecydowanie więcej niż we wcześniejszych miesiącach.

Status pozwala na korzystanie z opieki medycznej, dostępu do rynku pracy, edukacji i pomocy państwa np. darmowego zakwaterowania i wyżywienia. Traci się go, gdy osoba wyjedzie na powyżej 30 dni z Polski. Status ochronny posiada w Polsce 964,4 tys. obywateli Ukrainy, a ponad drugie tyle wciąż czeka na rozpatrzenie.

Pod koniec sierpnia 2025 r. nastąpiła zmiana przepisów na Ukrainie, która umożliwiła legalny wyjazd z kraju mężczyznom w wieku 18-22 lat. Według danych Komendy Głównej Straży Granicznej, w dniach 29 sierpnia – 24 listopada, do Polski wjechało ponad 121 tys. młodych mężczyzn obywatelstwa ukraińskiego. Straż Graniczna zaznacza, że niektóre osoby mogły przekraczać granicę po kilka razy.

[no pewnie: handelek, narkotyki.. to się opłaca. md]

Źródło: rp.pl PR

Ukraina chce sprzedawać broń… Powstają dwa centra na Zachodzie.

Ukraina chce sprzedawać własną broń. Powstają dwa centra w krajach Zachodu

https://www.fronda.pl/a/Ukraina-chce-sprzedawac-wlasna-bron-Powstaja-dwa-centra-w-krajach-Zachodu,249673.html


Jak donoszą media, Ukraina wchodzi w nowy etap swojej strategii militarno-ekonomicznej. Kijów zapowiedział utworzenie specjalnych centrów eksportu broni, które mają sprzedawać… nadwyżki ukraińskiego uzbrojenia. Informacja brzmi co najmniej zaskakująco, ale została oficjalnie potwierdzona i wywołała szeroką dyskusję wśród analityków obronnych.

Według zapowiedzi, centra eksportowe mają pomóc w budowaniu ukraińskiego potencjału przemysłowego, zwiększać dochody budżetu oraz wzmacniać pozycję Ukrainy na globalnym rynku zbrojeniowym. [nie mają już skąd brać łapówek? md]

Kijów podkreśla, że nadwyżki dotyczą sprzętu, który nie jest obecnie potrzebny na froncie lub został zastąpiony nowszym wyposażeniem.

„Eksperci” zauważają, że to kolejny krok w kierunku uniezależnienia ukraińskiego przemysłu obronnego i wykorzystania potencjału, jaki powstał dzięki masowej modernizacji armii. Jednocześnie pojawiają się pytania o skalę dostępnych nadwyżek i potencjalne kierunki eksportu.

Sprawa budzi też emocje wśród potencjalnych kupujących — niektórzy widzą w tym dowód na stabilizację ukraińskiej produkcji zbrojeniowej, inni obawiają się, czy sprzedaż sprzętu nie odbije się na bieżących potrzebach armii. Źródła podają, że powstają właśnie dwa pierwsze takie centra.