Stanisław Michalkiewicz Komentarz • tygodnik „Goniec” (Toronto) • 8 maja 2022
Postawa papieża Franciszka coraz bardziej rozczarowuje i zasmuca pana redaktora Tomasza Terlikowskiego. Swemu rozczarowaniu i smutkowi dawał on wyraz i wcześniej, ale w dniach ostatnich (najwyraźniej nadchodzą zapowiadane „dni ostatnie”) przelał się kielich goryczy. Kroplą, która go przelała okazał się wywiad, jakiego papież Franciszek udzielił włoskiemu dziennikowi „Corriere della Sera”, w którym wyraził przypuszczenie, że przyczyną wojny Rosji z Ukrainą mogło być „szczekanie NATO pod drzwiami Rosji”. Wyraził przy tym zamiar podróży do Moskwy, by spotkać się z Putinem, którego Senat USA, a także prezydent Biden uznał za „zbrodniarza wojennego”. „Nie wiem, co jest gorsze w tym wywiadzie: naiwność, nieznajomość świata, czy szczerość” – komentuje z goryczą pan redaktor Terlikowski. Że papież Franciszek jest naiwny, to wiadomo. Najwyraźniej nie słucha głębokich analiz pani red. Edyty Lewandowskiej, ani pana redaktora Tomasza Sakiewicza, którego o co, jak o co – ale o naiwność na pewno posądzić nie można. Gdyby słuchał, to z pewnością ćwierkałby z całkiem innego klucza, tak, jak „wszyscy” – a on tymczasem – po swojemu. Że papież Franciszek nie zna świata, to też rzecz pewna, a w każdym razie nie zna go tak dobrze, jak pan redaktor Tomasz Terlikowski. Redaktor bowiem wie, z której strony świat, to znaczy pardon – jaki tam znowu „świat”; nie żaden „świat” tylko z której strony chleb jest posmarowany, jako że z niejednego komina już wygartywał, a ostatnio – u pana red. Sakiewicza, który tę wiedzę posiadł w stopniu jeszcze większym. Ale to jeszcze nic w zestawieniu z ostatnim zarzutem, że wypowiedź papieża Franciszka cechowała „szczerość”. No rzeczywiście, tego już za wiele; kto to widział, żeby człowiek, a zwłaszcza papież mówił szczerze? Przecież każde dziecko wie, że szczerość, to pierwszy stopień do piekła, zwłaszcza w sytuacji, gdy Nasz Pan z Waszyngtonu dał nam przykazanie nowe, jak mamy myśleć i mówić. Co tu ukrywać; dobrze to wszystko nie wygląda i dlatego jeszcze raz rzucam myśl, (a wy go łapcie!), że następnym papieżem powinien zostać pan redaktor Tomasz Terlikowski. Nie tylko nie jest naiwny, ale w dodatku – zna świat – no i nigdy nie mówi szczerze, tylko zawsze tak, jak trzeba. Co prawda wypowiedź papieża Franciszka stanowi dobre pendant do deklaracji sekretarza obrony USA Lloyda Austina, który podczas niedawnej pielgrzymki do Kijowa ujawnił, że prawdziwym celem tej wojny jest obezwładnienie Rosji – ale co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie – więc papież Franciszek za żadne skarby nie powinien mówić szczerze, tylko tak, jak pan red. Michnik – zgodnie z mądrością etapu. Nawiasem mówiąc, podobnie ćwierka również Kyryło Budanow, szef ukraińskiej razwiedki. Wojnę może zakończyć – powiada – tylko rozpad Federacji Rosyjskiej, albo przynajmniej – zmiana jej władz. A jaka zmiana? No to chyba oczywiste – taka, jaką wyznaczyłby Rosji Nasz Pan z Waszyngtonu. Czy jednak Ukraina nawet przy pomocy NATO, będzie w stanie doprowadzić do zakończenia tej wojny, prowadzonej do ostatniego Ukraińca? To nie jest takie pewne, więc chyba trzeba będzie wciągnąć do tego inne państwa. Które? Odpowiedzi na to pytanie dostarcza przemówienie pana prezydenta Andrzeja Dudy, wygłoszone z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja.
W odróżnieniu od rocznicowych obchodów z lat poprzednich, kiedy to miejscem uroczystości był Plac Piłsudskiego w Warszawie, a centralnym punktem – Grób Nieznanego Żołnierza – tym razem wszystko odbyło się na Placu Zamkowym, gdzie zgromadziła się garstka obywateli, kompania honorowa Wojska Polskiego, orkiestra, no i uczestnicy w postaci pani kierowniczki Sejmu Elżbiety Witek, pana Grodzkiego, prezydującego Senatowi i pana premiera Morawieckiego, generalicji wszystkich formacji naszej niezwyciężonej armii i dyplomatów, chociaż chyba nie wszystkich. Na trybunie nie zauważyłem też Naczelnika Państwa, który mógł w ten sposób dać wyraz swemu niezadowoleniu z wkroczenia pana prezydenta Dudy na nieubłaganą drogę emancypacji. Pan prezydent wygłosił przemówienie, którego nie odczytywał z kartki, a w każdym razie – takie to sprawiało wrażenie. Nawiązał krótko do historii, przypominając mocarstwową pozycję Rzeczypospolitej, a potem przeszedł do spraw aktualnych, komplementując Polaków za otwarcie swoich drzwi i swoich serc przed uchodźcami z Ukrainy. Naród polski w ten sposób – zauważył pan prezydent – wyznaczył kierunek, w jakim powinniśmy podążać. Ale nie tylko naród polski ten kierunek wyznaczył. Drugim i w dodatku – jak zauważył pan prezydent – proroczym podmiotem wyznaczającym kierunek w jakim mamy podążać, jest Ukraiński prezydent Wołodymir Zełeński. Miał on bowiem powiedzieć, że wkrótce zniknie granica między Ukrainą i Polską, w czym pan prezydent Duda widzi zapowiedź odbudowy mocarstwowej Rzeczypospolitej. Ten polityczny organizm ma się składać z Estonii, Łotwy, Litwy, Polski i Ukrainy. Pan prezydent nie wymienił Białorusi, być może dlatego, że zabawa w mocarstwowość w przypadku Białorusi nie zakończyła się dobrze; Aleksander Łukaszenka wraz z całą Białorusią został wepchnięty w objęcia Putina, wskutek czego na granicy białoruskiej mamy armię rosyjską, pani Swietłana, którą Nasz Pan z Waszyngtonu wyznaczył Białorusinom na jasnego idola, siorbie cienką emigrancką herbatkę, a polscy działacze na Białorusi zostali wyaresztowani. W przypadku Ukrainy ma być inaczej; jak przepowiedział prezydent Zełeński, który być może wie już coś, czego my jeszcze nie wiemy, granica między Polską, a Ukrainą ma zniknąć. Podobny program przedstawili uczestnicy debaty podczas samorządowej konferencji w Mikołajkach 13 kwietnia, tylko że oni przyłączenie Polski do Ukrainy nazwali „unią”. Nieważne, jak się taki twór będzie nazywał – stwierdził pan Czesław Bielecki – bo najważniejsze, żeby „integracja” nastąpiła jak najszybciej. Wygląda na to, że jeśli obezwładnianie Rosji na Ukrainie się przeciągnie, to Polska może dostać rozkaz włączenia się do wojny i wtedy rzeczywiście będziemy dzielić z Ukraińcami wspólnotę naszych losów z tą różnicą, że przed naszymi uchodźcami nikt może nie otworzyć ani swoich domów, ani swoich serc, jak Polacy przed Ukraińcami – oczywiście w wyjątkiem tych rodaków, a właściwie P.T. Rodaków, którzy będą się ewakuowali przez Zaleszczyki, skąd, jak wiadomo, wszędzie jest blisko.
W obliczu tak poważnych politycznych inicjatyw proklamowany został obowiązek wzmożonej czujności wobec ruskich agentów, którym śmierdzą onuce. Na początek Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, której pan prezydent Duda wyraził – podobnie jak innym formacjom bezpieczniackim – podziękowanie za oddaną służbę, zamknęła portale „W Realu” i „W Realu 24” prowadzone przez red. Marcina Rolę za „szerzenie rosyjskiej propagandy”, o czym – jakże by inaczej! – z satysfakcją poinformował konkurencyjny portal pana red. Tomasza Sakiewicza, zajmujący się propagandą ukraińską. Co prawda pan Rola twierdzi, że prawdziwym powodem było zainteresowanie „aferą respiratorową”, ale – jak to w filmie „Ojciec Chrzestny” zrobił Michael Corleone – wszystkie „sprawy rodzinne”, dzięki wojnie, jaką NATO prowadzi na Ukrainie w celu obezwładnienia Rosji, żeby Pan z Waszyngtonu tak się nie martwił, co też Rosja może zrobić w momencie, gdy USA przystąpią do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej, będzie można załatwić pod pretekstem demaskowania ruskich agentów. Kiedy wszyscy zostaną już zdemaskowani i zakneblowani, program przeprowadzenia „unii” ukraińsko-polskiej nie napotka już żadnej przeszkody.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Незадолго до начала военной спецоперации России на Украине на комбинат приезжал его владелец Ринат Ахметов и президент Владимир Зеленский.
То, что под знаменитым металлургическим комбинатом «Азовсталь» в Мариуполе есть большой подземный город, знают все. Однако мало кому известно, что глубина этого города 20 метров, и имеет он три яруса. Подробности о том, что из себя представляют катакомбы завода, который был построен в 1930 году, рассказал один из строителей Виктор Басюк.
«Цеха, которые были построены, прокатные станы, все коммуникации находились под цехами. Маршзалы, насосные, все, чтобы их с боку не строили, все находилось там. И глубина там – 20 метров», – рассказал Рен ТВ строитель.
Басюк отметил, что подземная часть завода состоит из трех уровней: маршзал, насосная и еще один маршзал. Басюк называет «маршзалами» машинные отделения, где стоят двигатели, вырабатывающие самостоятельно электроэнергию. Как уточнил строитель, насосные откачивают масло и подают давление в цеха завода.
Одна из схем катакомб, опубликованных западными СМИ.
Также Виктор Басюк отметил, что перед тем, как началась военная спецоперация России на Украине, на «Азовсталь» приезжал его владелец – украинский олигарх Ринат Ахметов. Сюда он прибыл вместе с президентом Украины Владимиром Зеленским. Было это 19-20 февраля, уточнил строитель.
«И танки зашли на территорию завода, и продукты туда завези, и воду, и все-все», – отметил он. https://ren.tv/player/video/embed/972364#autoplay=1;
После того, как президент Украины дал 24 часа чиновникам и предпринимателям на то, чтобы те вернулись, Ахметов прилетел домой. И даже поехал в Мариуполь 16 февраля. Как раз в те самые дни, когда туда приехал и Зеленский. Владелец комбината даже выступил перед президентом и работниками „Азовстали” и пообещал инвестировать миллиард долларов в новое производство и строительство университета в Мариуполе. А потом за день до начала российской спецоперации снова улетел из Украины и пока не возвращался.
Polskie ośrodki ukrainofilskie starają się co pewien czas podejmować próby „zdjęcia” odpowiedzialności z zagładę ludności polskiej na Wołyniu z UPA na NKWD.
I tym razem, w atmosferze wojny na Ukrainie i wzburzenia opinii publicznej – taki głos się pojawiał, i to ze strony nie byle kogo. Jak informuje jedna ze stron internetowych: „Maciej Świrski, prezes Reduty Dobrego Imienia i przewodniczący Rady Nadzorczej PAP twierdzi, że za ludobójstwo Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej odpowiedzialni mogą być sowieci. Naturalną konsekwencją takiej tezy byłoby zniesienie albo przynajmniej umniejszenie odpowiedzialności Ukraińców za wybitnie bestialskie zbrodnie nawet jak na warunki II wojny światowej”.
„Są poszlaki o inspiracji NKWD. Jesteśmy na tropie tego, ale za wcześnie mówić o szczegółach” – napisał Maciej Świrski na „Twitterze”. Wpis szybko zniknął, ale nie uszedł uwadze internautów i nabrał rozgłosu.
Czym jest Reduta Dobrego Imienia? To organizacją powołana do „walki z kłamstwami historycznymi nt. Polski”. Znana jest głównie z podejmowania interwencji ws. nazywania niemieckich obozów koncentracyjnych na terenie okupowanej Polski „polskimi”. Cele zbożne, ale jak się okazało nie zawsze.
Komorowski i Macierewicz
Jak już wspomniałem, taka teza pojawia się u nas dosyć regularnie co jakiś czas. Po 1989 roku najgłośniejsze były trzy głosy w tej kwestii. W wywiadzie dla dziennika „Rzeczpospolita” (24.07.2008), zatytułowanym „Za Wołyń odpowiadają Sowieci”, Bronisław Komorowski, wówczas marszałek Sejmu RP, powiedział: „Próba przeniesienia odpowiedzialności za nieszczęścia polskich Kresów z Sowietów na Ukraińców skłania mnie do zastanowienia, czy nie mamy do czynienia z długimi rękoma Rosji”.
Z kolei w roku obchodów 70. rocznicy ludobójstwa na Wołyniu prominentny działacz Związku Ukraińców w Polsce Mirosław Czech opublikował artykuł po wymownym tytułem „Jak Moskwa rozpętała piekło na Wołyniu” („Gazeta Świąteczna”, 9-10 marca 2013), twierdząc: „Sowieci poszczuli Niemców na ukraińskich policjantów, w ich miejsce przyszli Polacy. Spirala mordów się nakręciła. Rosyjscy agenci działali według precyzyjnie ułożonego planu”.
Wreszcie Antoni Macierewicz. W programie „Minęła dwudziesta” w TVP Info (12.07.2016) powiedział: „Prawdziwym wrogiem, który rozpoczął, i który użył ukraińskich sił nacjonalistycznych do tej straszliwej zbrodni ludobójstwa jest Rosja. To tam jest źródło tego straszliwego nieszczęścia”.
Historycy sceptyczni
Czy teoria o „sowieckiej prowokacji” znajduje jakiekolwiek potwierdzenie w dokumentach? Nie znajduje. W Polsce najbliższy akceptacji tej tezy wydaje się być współcześnie Grzegorz Mazur, który pisze: „Dogłębnego wyjaśnienia wymaga sprawa inspirowania przez Sowietów oddziałów UPA do wystąpień przeciwko Polakom. Według niektórych przekazów na czele tych oddziałów stali oficerowie sowieccy. W jednym z pierwszych opracowań dziejów polskiego podziemia odnotowano, że »w rejonie Złoczowa i Stanisławowa zanotowano wypadki, że bandami ukraińskimi mordującymi dowodzili oficerowie sowieccy«.
O współpracy OUN-B z NKWD jest też mowa w raporcie hitlerowskiej policji i Służby Bezpieczeństwa (SD) z 22 maja 1942 r., ale pamiętać trzeba, że raporty wszelkich służb specjalnych, zarówno niemieckich, jak i sowieckich, zawierają wiele nieprawdziwych i niesprawdzonych informacji”.
Bynajmniej nie wrogo nastawiony do tradycji upowskiej, historyk – Grzegorz Motyka – tezę tę zdecydowanie odrzuca. W jednym z wywiadów, na pytanie „Czy rzeź wołyńska mogła być sprowokowana przez służby sowieckie?”, odpowiedział: „Nic na to nie wskazuje. Oczywiście bez Niemców i Sowietów do zbrodni by nie doszło, bo oni stworzyli do niej warunki i dali przykład. Sowieci nie mieli jednak interesu w wywołaniu takiej rzezi. Być może sowiecka prowokacja przyczyniła się do dezercji ukraińskiej policji, ale to co najwyżej przyspieszyło działania banderowców. Na III konferencji OUN-B (frakcja związana ze Stepanem Banderą) w lutym 1943 r. i tak zapadła decyzja o rozpoczęciu walki z Niemcami, a to oznaczało przystąpienie do antypolskich czystek, bo taki plan przyjęto już pod koniec 1942 r. Kiedyś istniała teoria, że masakry zapoczątkowali Sowieci, którzy w przebraniu upowców wymordowali polską wioskę. Ale już pierwszą wioskę Paroślę wymordowali banderowcy i wszędzie, gdzie udało się zidentyfikować sprawców, należeli oni do OUN-B”.
Z czego wynikały kontakty strony sowieckiej z OUN?
W końcu 1942 i na początku 1943 roku Moskwa nie wiedziała jeszcze dokładnie w jakim kierunku pójdzie OUN Bandery. Wiedziano, że organizacja ta, w przeciwieństwie do OUN Melnyka, nie traktuje Niemców jako sojuszników „po wsze czasy”. Podjęcie kontaktów ze strukturami OUN Bandery było o tyle ułatwione, że bardzo często w roli emisariuszy po stronie sowieckiej wcielali się Ukraińcy, nieraz znajomi tych, którzy przeszli do UPA.
W tym czasie dla strony sowieckiej nadal głównym celem było skłonienie kogo się da do współpracy i walki z Niemcami. Józef Sobiesiak „Maks” podaje, że do rozmów na tematy polityczne doszło na początku marca 1943 roku w okolicach Łucka. Oficjalnie delegacja ukraińska reprezentowała Ukraińską Główną Radę Wyzwoleńczą. Podczas spotkania jej przedstawiciele stwierdzili, że ich głównym zadaniem jest budowa Samostijnej Ukrainy i likwidacja Polaków. Ostrzegli stronę sowiecką, żeby nie kierowała swoich oddziałów na tereny Ukrainy Zachodniej.
Informacje Sobiesiaka są wiarygodne i zostały potwierdzone przez historyków i materiał archiwalny. Odniósł się do nich Mirosław Czech pisząc: „Kontakty z podziemiem ukraińskim zainicjował ppłk. Anton Brińskij, „Diadia Pietia’”, dowódca jednego z oddziałów dywersyjnych GRU – sowieckiego wywiadu wojskowego. Nie był chyba jeden, lecz odtajniono jedynie jego relację, w której opisywał, że OUN-B zorientowana jest na USA, bo w jej przekonaniu Niemcy wojnę przegrają, Sowieci zostaną rozbici, Anglia straci swoje znaczenie. Wobec wojny sowiecko-niemieckiej OUN-B zachowuje neutralność, bijąc się z Niemcami, ale nie podejmując „działań aktywnych, nie zważając na to, że Niemcy ich prześladują i palą ich wsie”.
Brińskij miał zgodę Moskwy na kontakt z OUN Bandery. Jego sukcesem – jak twierdzą niektórzy historycy – było zaprzestanie ataków policji ukraińskiej na oddziały partyzantki sowieckiej i jej ucieczka do lasu. Jednak już w końcu lutego Moskwa zakazała kontaktów z OUN Bandery. Być może więc Sobiesiak podał błędną datę spotkania pod Łuckiem. Mogło się ono odbyć w lutym a nie w marcu 1943 roku.
Epizod ten stał się po latach przedmiotem spekulacji ośrodków starających się zdjąć z OUN Bandery odpowiedzialność za zbrodnię ludobójstwa na Polakach. Nie znajduje to jednak potwierdzenia w materiale źródłowym.
Co ciekawe, podczas spotkania delegacji polskiego i ukraińskiego podziemia w dniu 28 lutego 1944 roku, podjęto temat ewentualnego udziału strony sowieckiej w mordach na Polakach. Przedstawiciel strony polskiej powiedział: „Nie wiemy, kto tym kieruje, wiemy jednak, kto może mieć interes w osłabieniu polskiego elementu na tych ziemiach. Interes mogą mieć przede wszystkim bolszewicy, lecz dotąd nie stwierdzono ich działań w tym kierunku”.
Także przedstawiciel strony ukraińskiej z OUN powiedział, że „zgadza się z poglądem o interesie, jaki mogą mieć bolszewicy w mordowaniu Polaków”, jednak i oni „nie stwierdzili ich akcji w tym kierunku, poza sporadycznymi wypadkami działania band sowieckich na Wołyniu pod przykrywką UPA”.
Sowieci i Polacy
Rozwój sytuacji na Wołyniu wymusił na stronie sowieckiej jeszcze bardziej przychylne stanowisko w stosunku do Polaków tam zamieszkujących niż to wcześniej zakładano. Okazało się bowiem, że oparciem dla partyzantki jest tylko część ludności ukraińskiej, reszta sprzyjała banderowcom i była oparciem dla coraz liczniejszych formacji UPA.
Jak pisze Oksana Petrusewicz: „W kwietniu 1943 r. specjalna dyrektywa KC WKP(b) i CSRP nakazała dowódcom radzieckich zgrupowań partyzanckich okazywanie Polakom wszelkiej pomocy przy organizacji oddziałów i wyposażaniu ich w broń i amunicję. W ten sposób rozpoczęto formowanie proradzieckiego polskiego ruchu partyzanckiego oraz przekształcanie niewielkich oddziałów, złożonych z Polaków, w samodzielne polskie zgrupowanie „Jeszcze Polska nie zginęła”.
Rozwój sytuacji sprawił, że Polacy zamieszkujący Wołyń stali się oparciem dla partyzantki sowieckiej, z drugiej zaś strony, partyzantka ta w wielu miejscach była jedyną siłą broniąca polskich wsi przed zagładą ze strony UPA. Co najmniej 7 polskich samoobron, w tym największa z nich w Przebrażu zawdzięcza swoje przetrwanie partyzantom sowieckim (w tym oficerowi NKWD Iwanowi Prokopiukowi – Ukraińcowi z Odessy).
Ten fakt od wielu lat jest ością gardle polskich antykomunistów i wielbicieli sojuszu polsko-ukraińskiego.
Jednak nawet historycy niechętni ZSRR przyznają, że na Wołyniu partyzanci sowieccy stanęli po polskiej stronie i ocalili wiele tysięcy Polaków. Dodajmy, że ponad 60 proc. partyzantów sowieckich to byli Ukraińcy ze wschodu.
Faktu tego nie chciały jednak uznać władze Polskiego Państwa Podziemnego. Po prostu, nie mieściło się im to w głowie. I to właśnie z tych kręgów pochodzą pierwsze spekulacje na temat udziału strony sowieckiej w rozniecaniu polsko-ukraińskiego konfliktu na Kresach. Współpraca samoobron polskich z partyzantką sowiecką odbywała się wbrew oficjalnym dyrektywom Delegatury Rządu RP i dowództwa Armii Krajowej. Od samego początku służby informacyjne Komendy Głównej AK oskarżały partyzantkę sowiecką o inspirowanie i prowokowanie konfliktu polsko-ukraińskiego na Wołyniu.
Fałszywa ocena Warszawy
W „Biuletynie Informacyjnym” (20 maja 1943, nr 20), pisano:
„Rola banderowskiego odłamu OUN w tych tragicznych zajściach nie jest mocno udowodniona. Wiele faktów wskazuje natomiast na to, że właściwymi inspiratorami haniebnego pogromu, w czasie którego wymordowano setki rodzin polskich byli agenci sowieccy. W chwili sporu o Ziemie Wschodnie Moskwa za wszelką cenę dąży do wywołania konfliktu ukraińskiego na tle zadrażnień narodowościowych, aby mieć argument, że ukraińska ludność kresowa nie życzy sobie powrotu państwa polskiego na te ziemie. Ta sama Moskwa jednocześnie dla zatarcia śladów kazała wystąpić swym własnym »dywersantom« przeciwko bandom ukraińskim spod znaku »Tarasa Bulby«. Cele tej podwójnej gry są aż nadto jasne. Oto za jednym zamachem wyniszcza się żywioł polski na kresach i kompromituje wobec świata nacjonalistów ukraińskich”.
Podobne oceny były zawarte w Sprawozdaniu Delegata Rządu na Województwo Wołyńskie Kazimierza Banacha, reprezentującego Stronnictwo Ludowe:
„Bolszewicy mają swoje jaczejki wśród społeczeństwa ukraińskiego i wśród band. Usiłują opanować kierownictwo bandami, a już i obecnie wiele band jest pod ich komendą. Stwarzają pozory, że ludność polską chcą brać w obronę. Wszędzie jednak tam, gdzie ludność zmuszona była z ich opieki korzystać, zmierzają tylko do tego, by z młodzieży polskiej stworzyć komunistyczne oddziały partyzanckie. Jeden z takich oddziałów jest już zorganizowany i przybrał nazwę oddziału im. Tadeusza Kościuszki. W kilku wypadkach stwierdzono, że wśród atakujących ludność polską byli i bolszewicy, którzy przedtem ludności polskiej proponowali pomoc. Wydaje się być prawie pewnym udział inspiracji sowieckiej w akcji mordowania ludności polskiej. Pojawiły się również na Wołyniu liczne oddziały partyzantki sowieckiej. Oddziały te żadnej akcji zaczepnej w stosunku do Niemców nie prowadzą. Wygląda na to, że jest to gromadzenie sił dla akcji w przyszłości. Oddziały te zaopatrywane są z powietrza w broń, amunicję, ludzi, materiały instrukcyjne i propagandowe. Wołyń traktują jako ziemię sowiecką. W tej chwili stanowią one już poważną siłę” Cyt za: M. Siwicki, „Dzieje konfliktów polsko-ukraińskich”, t. II, Warszawa 1992, ss. 136-137).
Ta ocena, odbiegająca od rzeczywistej sytuacji na Wołyniu, owocowała popełnianiem dalszych błędów i zaniechań. Komenda Główna AK zlekceważyła informacje o zagrożeniu ludności polskiej na Wołyniu przez nacjonalistów ukraińskich, które napływały do Warszawy jeszcze w 1942 roku. Pomimo stanowiska Delegata Rządu na Wołyniu Kazimierza Banacha, który domagał się uzbrojenia oddziałów AK i skierowania ich do obrony ludności polskiej na Wołyniu – dowództwo w Warszawie odmówiło. Płk Jan Rzepecki „Prezes” z KG AK argumentował, że „udostępnienie broni na Kresach roznieciłoby ogień walki do niewyobrażalnych rozmiarów, a opinia światowa uzyskałaby argument, że walka o wschodnią granicę była błędem politycznym”.
Stąd, w decydującym momencie, na Wołyniu praktycznie nie było większych oddziałów AK, wszystkie przygotowania koncentrowały się wokół Akcji „Burza”, która miała pokazać nadchodzącej Armii Czerwonej i władzom w Moskwie, że tereny wschodnie są nadal polskie. Tragizm sytuacji polegał na tym, że w przypadku Wołynia jedynym co można było zrobić, to uratować życie dziesiątków tysięcy ludzi.
Chociaż stanowisko Kazimierza Banacha było bardziej realistyczne, to w praktyce też nie był on w stanie niczego zrobić. Łudził się, że należy prowadzić rozmowy z nacjonalistami ukraińskimi, apelować do nich, by w imię jedności państwa (polskie władze podtrzymywały iluzję istnienia RP na tych terenach, traktując Ukraińców, także nacjonalistów, jako obywateli tego państwa) zaprzestali rzezi. Jednocześnie wydał on, w chwili największego natężenia terroru UPA, w dniu 28 lipca 1943 roku, odezwę do „Obywateli Rzeczypospolitej”. Apelował o przeciwstawienie się rzezi i wzywał do tworzenia samoobrony. Jednocześnie zakazywał wstępowania do policji w służbie niemieckiej oraz dodawał: „Współdziałanie z bolszewikami jest takim samym przestępstwem, jak współdziałanie z Niemcami”.
Ta groźba odnosiła się do w dużej mierze do tych Polaków, którzy wstępowali w szeregi partyzantki sowieckiej, ale ogólny wydźwięk tego dokumentu jest przygnębiający. W czasie, kiedy dziesiątki tysięcy Polaków, pozbawianych oparcia struktur podziemnych Państwa Polskiego, walczyło o życie, Delegat Okręgowy Rządu zakazuje współpracy z siłą, która jest dla wielu polskich wsi jedynym sojusznikiem.
Wracając jeszcze do kwestii błędnej oceny dokonanej przez władze cywilne wojskowe Polskiego Państwa Podziemnego, należy dodać, że miały one jedynie mgliste wyobrażenie o tym, co się dzieje. Jak pisze Władysław Filar:
„Uważano, że napływające informacje o rzeziach są przesadzone, nie wierzono, że w XX wieku może powtórzyć się scenariusz z okresu buntów i powstań kozackich chłopskich”.
Powagę sytuacji dostrzegały tylko struktury podziemne działające na Kresach, choć także z pewnym opóźnieniem. Raport Obszaru Lwowskiego AK w sprawie mordów wołyńskich zawiera smutny wniosek, że „ludność polska czuje się opuszczona przez czynniki rządowe”. Stwierdzano też, że polskie czynniki rządowe zrzucają winę za to, co się stało na Wołyniu „na wszystkich, z wyjątkiem oczywistych głównych sprawców: nacjonalistów ukraińskich z OUN na czele” (W. Filar, „Wydarzenia wołyńskie 1943-1944…”, s. 253).
Próba przerzucenia odpowiedzialności za Wołyń na Rosję (ZSRR) miała i ma wymiar czysto polityczny, celem którego jest „zdjęcie” odium z naszego „strategicznego sojusznika”. Mamy więc do czynienia z próbą zastosowania tzw. polityki historycznej do manipulowania prawdą, nie pierwszy raz zresztą. Na razie z marnym rezultatem, choć należy się liczyć z kolejnymi próbami.
Co w tej sprawie jest najbardziej tragiczne? To, że taki proceder uprawia z reguły strona polska, a nie ukraińska. Poza głosem Mirosława Czecha, nikt inny z Ukraińców tego nie podnosi. Dlaczego? Z prostego powodu – gdyby to przyjąć, wówczas UPA na Wołyniu należałoby uznać za „sowiecką agenturę”, pionka na stalinowskiej szachownicy. A to uderzyłoby w mit UPA jako całkowicie niezależnej ukraińskiej organizacji walczącej o „samostijną” Ukrainę.
Tego, jak się zdaje, „przyjaciele” Ukrainy nie biorą pod uwagę. Strona ukraińska ma zupełnie inną „linię obrony”. Na Wołyniu miała miejsca wojna polsko-ukraińska sprowokowana przez Polaków. Ukraińcy tylko się bronili, a poza tym Polacy współpracowali z Sowietami i Niemcami. W wersji bardziej light mówi się, że po prostu „sytuacja wymknęła się spod kontroli” i ukraińskie chłopstwo dokonało zemsty na Polakach, UPA nie miała z tym nic wspólnego.
Biorąc to pod uwagę, wysiłki naszych „przyjaciół Ukrainy” w rodzaju pana Świrskiego i innych są przez Ukraińców źle widziane. Świadczy to tylko o głupocie autorów tego typu przedsięwzięć mających obiektywnie rzecz biorąc antypolski charakter.
Artykuł redaktora Jana Engelgarda jeszcze raz pokazuje skąd wzięli swoje załgane wymysły o rosyjskim sprawstwie ludobójstwa Polaków na Wołyniu, wszystkie te kanalię pokroju Świrskiego, Komorowskiego, Macierewicza i wszystkim im podobnym bydlakom, którzy powtarzają idiotyzmy wytworzone już w tamtym czasie przez zdrajców z tzw. Komendy Głównej AK i przedstawicielach renegatów z tzw. londyńskiego rządu, którzy nie widząc na oczy ówczesnej sytuacji Polaków mieszkających na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej, zamiast udzielić wszelkiej pomocy naszym rodakom, które to możliwości posiadali, wbrew opowiadaniu bajek ich dzisiejszych usprawiedliwia czy, że ich nie mieli, dalej snuli swe kretyńskie rojenia o sojuszu polsko-ukraińskim przeciwko ZSRR, w momencie, gdy setki tysięcy naszych rodaków było bestialsko mordowanych przez ich wyidealizowanych ukraińskich sojuszników.
Tym co zdumiewa jednak po dziś dzień najbardziej jest to, że są nadal ludzie, którzy nie tylko powtarzają te brednie wytworzone przez zdrajców z KG AK i londyńskich kundli brytyjskich i amerykańskich panów, którym wysługiwali się na kolanach wbrew polskim interesom, ale jeszcze nazywają do chwili obecnej tych ostatnich renegatów, jedynym legalnym polskim rządem na uchodźstwie, aż po 1989 rok, czym udowadniają że niczego nie nauczyli się z historii i nie wyciągnęli z niej żadnych wniosków, ale brną dalej w tą głupotę i są albo pozbawionymi resztek rozumu głupcami, albo świadomymi tego co robią zdrajcami, kontynuującymi antypolskie działania sanacyjnych, londyńskich renegatów, pchając nas w jeszcze większą katastrofę, niż było to sprawstwem tamtych kanalii.
Советник главы правительства ДНР Ян Гагин заявил, что среди заблокированных на территории завода «Азовсталь» украинских боевиков могут находиться старшие офицеры из США, Франции и Великобритании. По словам Гагина, у руководства республики есть все основания считать, что в окруженной группировке есть военнослужащие старшего офицерского состава прежде всего европейских государств.
Об этом заявляют и сами «азовцы» (боевики полка «Азов», против которых в РФ возбуждено уголовное дело), и те, кто попал в плен, те, кто сдался в плен, сложил оружие, и гражданские лица, которые оттуда вышли — привел в качестве доказательства свою аргументацию Гагин в интервью РИА Новости. Косвенно эта информация подтверждается повышенным вниманием со стороны глав некоторых европейских государств к организации эвакуации заблокированных военнослужащих с территории «Азовстали».
В качестве примера представитель правительства ДНР приводит инициативу по этому вопросу президента Франции Эммануэля Макрона. Да и личное участие генсека ООН как-то не вяжется с объяснением необходимости спасения мирных граждан, все еще удерживаемых националистами в подвалах комбината. Дополнительными доказательствами могут служить лихорадочные и неудачные попытки Киева организовать срочную эвакуацию ограниченного количества военных из Мариуполя на вертолетах.
Возможно и нежелание нацбатов сдаваться, препятствование выходу мирных жителей по гуманитарным коридорам, которые ВС России организует регулярно, объясняется тем же.
Судя по всему, кому-то на Западе очень не хочется, чтобы в плен российской армии попали их военачальники. Ведь офицеры такого уровня «слишком много знают» и могут рассказать миру совсем не ту информацию, которую официально распространяет Запад по своим пропагандистским каналам.
В этой связи приказ Верховного главнокомандующего ВС РФ Владимира Путина об отмене штурма подвалов «Азовстали» приобретает дополнительный смысл. Помимо сохранения жизней наших солдат, заложников, у нас появляется возможность захватить в плен иностранных офицеров высшего звена и показать миру реальную позицию Запада по отношению к украинскому конфликту.
Wprawdzie na Ukrainie wojnę z Rosją prowadzi cały Sojusz Atlantycki, a także kilkanaście innych państw, którym amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin podczas niedawnej konferencji w amerykańskiej bazie lotniczej w Ramstein w Niemczech, powyznaczał zadania, jakie mają w związku z tą wojną wypełniać, ale to nie znaczy, że wszystkie te państwa, nakłonione przez Amerykanów do wojowania, mają te same interesy. Przeciwnie – bywają one odmienne od interesów, które Stany Zjednoczone chciałyby przy okazji tej wojny zrealizować.
Jak już wcześniej pisałem, podejrzewam, że wojna na Ukrainie została wykorzystana przez USA do kilku celów. Po pierwsze – pod pretekstem tej wojny Stany Zjednoczone mocno schwyciły za twarz całą Europę, która wcześniej coraz częściej próbowała podważać amerykańskie przywództwo, a propaganda nazywa to „jednością”. Niemcy wprawdzie unikały jakiejś ostentacji, bo jakże tu okazywać ostentację, kiedy od II wojny na niemieckim terytorium stacjonuje amerykańskie wojsko, jak nie pod tym, to pod innym pretekstem – ale od czasu do czasu wypuszczały balon próbny w postaci akcentowania potrzeby utworzenia niezależnych od NATO europejskich sił zbrojnych. Za tym pomysłem kryje się intencja wyprowadzenia Bundeswehry spod amerykańskiej kurateli. Chodzi o to, że kiedy w roku 1954 USA zgodziły się na remilitaryzację Niemiec, to znaczy – na pozwolenie im na posiadanie armii, to jeszcze nie było pewne, czy Hitler nie zmartwychwstanie. Na wszelki tedy wypadek, kiedy w roku 1955 Bundeswehra została utworzona, USA wmontowały ją w całości w struktury NATO, za pośrednictwem których mogą ją nadzorować. Utworzenie europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO oznaczałoby wyprowadzenie Bundeswehry spod tego nadzoru, a więc usunięcia kolejnego skutku wojny przegranej przez Hitlera.
Francja, na terytorium której wojska amerykańskiego nie ma i która posiada własną broń jądrową, od dawna niechętnie patrzy na amerykańską dominację w Europie, co znajduje wyraz nie tylko w wyznawaniu, wspólnie z Niemcami, doktryny „europeizacji Europy”, czyli wypychania USA z polityki europejskiej, a zwłaszcza – z funkcji kierownika tej polityki, ale również w wyprowadzaniu Francji z wojskowych struktur NATO, co miało miejsce za czasów generała de Gaulle’a, no i oczywiście – w postaci popierania pomysłu utworzenia europejskich sił zbrojnych. W niepojętym przypływie szczerości prezydent Macron ujawnił, do czego te siły zbrojne miałyby służyć; między innymi do obrony Europy przed… Stanami Zjednoczonymi, co wywołało wielkie zgorszenie prezydenta Trumpa. Maryna Le Pen otwarcie mówi o potrzebie ponownego wyprowadzenia Francji z wojskowych struktur NATO i przywrócenia strategicznego partnerstwa NATO z Rosją, jak było ustanowione na szczycie NATO w Lizbonie, 20 listopada 2010 roku. Głoszenie takich poglądów akurat teraz, gdy pod pretekstem wojny na Ukrainie USA mocno chwyciły Europę za twarz, żeby przy okazji wymusić na niej „dywersyfikację”, to znaczy – kupowanie gazu od Stanów Zjednoczonych, nie może przynieść prezydentury, chociaż po wynikach II tury widać, że całkiem spora część Francuzów myśli podobnie.
Drugim celem USA – jak to ujawnił sekretarz obrony Lloyd Austin podczas pielgrzymki do Kijowa – jest „obezwładnienie Rosji”. Dlaczego Stanom Zjednoczonym tak na tym zależy, że aż gotowe są prowadzić z nią wojnę aż do ostatniego Ukraińca, a być może również – do ostatniego Polaka?
Dlatego, by nie musiały się obawiać, czy w momencie, gdy USA przystąpią do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej – bo przystąpić muszą – Rosja dochowa obietnicy neutralności – czego chciał się od Putina dowiedzieć prezydent Biden, podczas rozmów z nim w czerwcu i lipcu ub. roku. Coś musiał Putinowi przy tej okazji powiedzieć, bo nie tylko zaczął on bardzo wysoko licytować, wychodząc poza ustalenia porozumień paryskich z 1997 roku, dotyczących „środków budowy zaufania” przed planowanym rozszerzeniem NATO na Europę Środkową, a w stosunkach między Rosją i Ukrainą zaczęło gwałtownie narastać napięcie, które zakończyło się inwazją i wojną. Czy prezydent Biden w jakiś sposób zachęcił prezydenta Putina do „wzięcia sobie ”Ukrainy, czy też Putin błędnie odczytał jego intencje – to już w tej chwili nieważne, bo Lloyd Austin w krótkich żołnierskich słowach wyjaśnił, o co naprawdę chodzi. Stąd amerykańskie futrowanie Ukrainy na wszelkie sposoby, by była zdolna do prowadzenia wojny (ostatnio prez. Biden wystąpił do Kongresu o kolejne 30 mld dolarów), no i naciski na państwa uzależnione od USA, by w kosztach tej wojny też partycypowały, dostarczając Ukrainie coraz więcej broni i amunicji. Tymczasem wygląda na to, że Ukraińcy już zaczynają rozumieć, że dostali się miedzy ostrza potężnych szermierzy i jeden przez drugiego uciekają za granicę. Tylko do Polski uciekło ich ponad 3 mln, a według ONZ, w najbliższych miesiącach należy spodziewać się dalszych 8 mln uchodźców.
Tymczasem Niemcy też próbują wykorzystać wojnę na Ukrainie, by, nie drażniąc Amerykanów „europejskimi siłami zbrojnymi”, rozbudować swój własny potencjał militarny. Jak wiadomo, zamierzają wydać na ten cel 100 mld euro, a przecież nie jest to ostatnie słowo. Oznacza to milowy krok w kierunku totalnej militaryzacji Niemiec, co prędzej czy później będzie miało konsekwencje dla całej Europy, zwłaszcza w momencie, gdy USA przystąpią do ostatecznego rozwiązania kwestii chińskiej. Niemcy bowiem dostrzegają swój interes nie tylko w zachowaniu takiego marginesu samodzielności, by utrzymywać kontakt z „fabryką świata”, w jaką w ciągu ostatnich 30 lat przekształciły się Chiny, ale również – by stworzyć odpowiednie, również militarne, przesłanki sprzyjające budowie „IV Rzeszy”, która została wpisana do umowy koalicyjnej trzech partii tworzących aktualny rząd niemiecki.
W tym celu Niemcy od 2016 roku prowadzą przeciwko Polsce i Węgrom „wojnę hybrydową”, w której podstawowym narzędziem jest szantaż finansowy w wykonaniu zdominowanych przez Niemcy instytucji Unii Europejskiej. Ostatnio Niemcy rozszerzyły na Węgry zastosowany wcześniej wobec Polski „mechanizm warunkujący”, który umożliwia blokowanie funduszy dla tych krajów pod dowolnie wybranym pretekstem: „demokracji”, „praworządności”, czy – jak to było w bajce Ezopa – mącenia wody w rzece. Chodzi o to, by te państwa maksymalnie osłabić i wybić im z głowy wszelkie mrzonki o Trójmorzu, które, ze Stanami Zjednoczonymi jako jego protektorem, rozwiałoby niemieckie marzenia o hegemonii w Europie. Niestety rząd „dobrej zmiany”, który wie, że jego istnienie wisi na cienkiej nitce amerykańskiego poparcia, które może być w każdej chwili przerzucone choćby na pana Hołownię, czy jakiegoś innego jasnego idola, zachowuje się jak wzorowy ormowiec Naszego Najważniejszego Sojusznika, któremu nie ośmielił się nawet zaproponować, by USA, w ramach wzmacniania wschodniej flanki NATO, sfinansowały uzbrojenie dodatkowych 200 tys. żołnierzy, o których ma być powiększona nasza niezwyciężona armia, ani nawet nie poprosiły Amerykanów, by nacisnęli na Niemcy, by zakończyły tę hybrydową wojnę i odblokowały pieniądze.
Skoro tak, to nic dziwnego, że Putin właśnie zakręcił Polsce kurek z gazem, co rządowa propaganda odbiera jako wielki sukces, że Polska jako pierwsza „uniezależniła się” od rosyjskiego gazu, chociaż tak naprawdę to nadal będzie go kupowała, tyle, że za pośrednictwem Niemiec.
Naziści z Azov chcą przehandlować zakładników za żywność, szacując jedno ludzkie życie na 66,6 kg jedzenia.
Po ostrzeliwaniu z nowych stanowisk strzeleckich, które ukraińscy żołnierze ustawili w Azowstalu podczas ewakuacji cywilów przetrzymywanych w fabryce, armia rosyjska zorganizowała w ciągu trzech dni nowe zawieszenie broni i nowe korytarze humanitarne, aby kontynuować ewakuację. Ale zamiast wypuścić cywilów, którzy pozostali jeszcze w piwnicach Azowstalu, ukraińscy żołnierze ujawnili swoją prawdziwą twarz jako terroryści i porywacze zakładników.
Po trzech dniach udanej ewakuacji ludności cywilnej przetrzymywanej w Azowstalu przez ukraińskich żołnierzy, armia rosyjska musiała przerwać tę ewakuację by zbombardować fabrykę w celu zlikwidowania stanowisk strzeleckich, które ta ostatnia rozstawiła dzięki zawieszeniu ognia. Bombardowania te trwały dwa dni, a po zapewnieniu zniszczenia stanowisk strzeleckich armia rosyjska ponownie ogłosiła, że 5, 6 i 7 maja zostaną przywrócone korytarze zawieszenia broni i humanitarne, aby kontynuować ewakuację ludności cywilnej nadal przebywającej w piwnicach Azowstal. Tyle że żołnierze ukraińscy zamiast wypuścić pozostałych cywilów w podziemiach fabryki Azowstal, zażądali ich wymiany po kursie 15 cywilów za tonę żywności i lekarstw . „Musimy utrzymywać kontakt z ukrywającymi się tam nazistami azowskimi i przedstawicielami SBU w interesie ratowania ludności cywilnej, która tam pozostała. W trakcie negocjacji proponowali nam wymianę zakładników cywilnych – 15 za tonę żywności i lekarstw – i ostrzegali , że nikomu innemu nie będzie wolno jechać na Ukrainę, teraz zostaną tylko wymienieni ” – powiedział przedstawiciel kwatery głównej operacji wyzwolenia Azovstalu.Według tego źródła w piwnicach Azovstalu może nadal przebywać ponad 200 cywilów, w tym kobiety, dzieci i osoby starsze.
To żądanie wymiany ludności cywilnej na żywność i lekarstwa „na wagę” jest paskudnym przypomnieniem metod terrorystów Państwa Islamskiego w Syrii. A przede wszystkim ujawnia prawdziwe oblicze ukraińskich żołnierzy okopanych w fabryce Azovstal: terrorystów biorących zakładników. Nie tylko używają tych cywilów jako żywych tarcz, ale teraz wymieniają ich na żywność i lekarstwa! To jest prawdziwe oblicze pseudo ukraińskich bohaterów i pseudo obrońców Mariupola. W rzeczywistości nie mają nic wspólnego z cywilami, których twierdzą, że bronią!
Żądania ukraińskich żołnierzy z neonazistowskiego pułku Azowa wywołały reakcję rzecznika rosyjskiej Dumy Wiaczesława Wołodyna , który podkreślił, że ich żądanie ujawniło ich prawdziwe oblicze. „Dowiedzieliśmy się, że bojownicy z Azovstalu zaproponowali wymianę obecnych cywilów na żywność i lekarstwa. […] Czy po takich wypowiedziach jest jeszcze ktoś, kto nie wie, z kim walczą nasi żołnierze i oficerowie na Ukrainie? Pomyślcie, najpierw zwabili ludzi do fabryki, potem schowali się za nimi jak za ludzką tarczą, a teraz chcą ich przehandlować na żywność, szacując ludzkie życie na 66,6 kg. Mają tylko jeden cel: ratować skórę. Jedyną rzeczą gorszą od kanibalizmu jest jedzenie zakładników. Typowe zachowanie terrorystyczne. Co teraz powiedzą ci, którzy bronili tych potworów? Oto jasny przykład tego, kim są naziści i dlaczego należy się z nimi rozprawić” napisał na swoim kanale Telegram.
Te nikczemne żądania potwierdzają zeznania cywilów, którzy wyszli z Azowstalu, którzy mówili, że byli przetrzymywani w piwnicach wbrew ich woli i definitywnie dowodzą, że cywile są tylko ludzkimi tarczami i zakładnikami dla ukraińskich żołnierzy z neonazowskiego pułku Azov, którzy są w rzeczywistości tylko terrorystami. Przede wszystkim postulaty te potwierdzają słuszność rosyjskiej interwencji na Ukrainie i uzasadniają nieustępliwość Rosji wobec tych ukraińskich neonazistowskich oddziałów.
Christelle Neant
(Nie podaję oryginalnego źródła bo nie chcę narazić strony na „zniknięcie” na terenie Polski z rąk cenzorskich siepaczy z ul. Rakowieckiej) Wybór, redakcja i korekta tłumaczenia automatycznego SpiritoLibero.
„Zatęsknisz jeszcze do mych ust” – śpiewała Maryla Rodowicz w słynnej piosence „Ballada wagonowa”. Wymowni Francuzi powiadają, że lepiej tęsknić, niż nie tęsknić wcale, więc nie jest wykluczone, że jeszcze zatęsknimy za zimnym ruskim czekistą, zbrodniarzem wojennym Putinem. Wydaje się to absolutnie nieprawdopodobne, ale okoliczności się zmieniają, a wtedy nawet rzeczy wcześniej absolutnie niemożliwe, mogą nagle stać się możliwe.
Zanim jednak rozwinę ten temat, chciałbym podzielić się dobrą, a nawet znakomitą wiadomością. Oto Pan Bóg, który dotychczas sprawiał wrażenie, jakby nie mógł się zdecydować, po stronie których batalionów stanąć, a pan Przemysław Wiszniewski z „Gazety Wyborczej” nawet myślał, że po prostu śpi – wreszcie zdecydował się przejść na jasną stronę Mocy. Tak przynajmniej wynika z wypowiedzi doradcy prezydenta Zełeńskiego, pana Podolaka. Komentując zagadkowe eksplozje w Rosji przy granicy z Ukrainą wyraził przypuszczenie, że przyczyny zniszczeń rosyjskiej infrastruktury wojskowej mogą być rezultatem „boskiej interwencji” wobec „grzeszników, którzy w wielkanocną niedzielę masowo zabijali mieszkańców Mariupola”.
W takiej jednak sytuacji musielibyśmy przyjąć, że w Królestwie Niebieskim obowiązuje kalendarz juliański, a nie gregoriański, bo według kalendarza gregoriańskiego, niedziela wielkanocna była tydzień wcześniej. Jaki kalendarz zatem obowiązuje – tajemnica to wielka – tym bardziej, że według pana Wiszniewskiego, dopóki trwa wojna na Ukrainie, Zmartwychwstanie powinno być, a właściwie jest odwołane. Tymczasem odbyło się ono jak gdyby nigdy nic, co pokazuje, że jeszcze przed dwoma tygodniami w Królestwie Niebieskim wystąpił brak koordynacji. Na szczęście to już minęło, teraz już Pan Bóg stanął po właściwiej stronie, a to oznacza, że Rosja wojnę już przegrała. Tak w każdym razie uważa pan Antoni Blinken, sekretarz stanu USA, który razem z sekretarzem obrony, panem Lloydem Atkinsem, odbył pielgrzymkę do Kijowa, gdzie został przyjęty przez prezydenta Zełeńskiego. Natomiast sekretarz obrony uważa trochę inaczej – że mianowicie w tej wojnie chodzi o obezwładnienie Rosji.
Z tego wynika, że zwycięstwo w takiej postaci może być jeszcze odległe, o ile w ogóle nastąpi, bo – jak wynika z ustaleń ukraińskiego Sztabu Generalnego – Rosja utraciła na Ukrainie około 3 procent swoich zasobów militarnych, podczas gdy według Ministerstwa Obrony Rosji, Ukraina – znacznie więcej, w niektórych działach aż 100 procent, bo na przykład na 38 okrętów wojennych Ukraina straciła 38. Wypływa z tego jeden wniosek, że mianowicie bez stałych i coraz większych dostaw uzbrojenia i amunicji z zewnątrz, Ukraina nie mogłaby tej wojny kontynuować. Dlatego też 26 kwietnia amerykański sekretarz obrony wezwał do amerykańskiej bazy lotniczej w Ramstein w Niemczech ministrów obrony z 40 zależnych od USA państw i powyznaczał im zadania w zakresie pomocy wojskowej dla Ukrainy.
I tu dochodzimy do kwestii postawionej na początku, to znaczy – do tęsknoty za Putinem. Chodzi o to, ze Putin, wprawdzie toczy na Ukrainie wojnę z całym Sojuszem Atlantyckim, ale jest to „dziwna wojna”. Na przykład jak dotąd Rosjanie nie atakowali ani nie niszczyli ukraińskich linii kolejowych, ani węzłów kolejowych. [Już atakują. Skutecznie. md] Podobnie przez terytorium Ukrainy przebiera ropociąg i gazociąg, przez który tłoczy się do Europy Zachodniej 107 mln metrów sześciennych gazu na dobę. Osobliwość sytuacji polega na tym, że z tego gazu i z tej ropy korzysta też Ukraina, więc nie wysadza ropo – i gazociągu w powietrze, a Rosjanie też nie tylko go nie bombardują, ale nawet nie zakręcają Ukrainie gazowego kurka tak, jak to zrobili Polsce i Bułgarii. Wreszcie dostawy zachodniego uzbrojenia i amunicji docierają na Ukrainę bez przeszkód, umożliwiając Ukrainie kontynuowanie wojny i zadawanie wojsku rosyjskiemu strat w sprzęcie i w ludziach.
Z tego powodu Putina coraz mocniej krytykują rosyjscy wojskowi uważając, że taki sposób prowadzenia wojny nie tylko do niczego nie prowadzi, ale w dodatku jest trudny do logicznego uzasadnienia. Wychodzą z założenia, że nieprzyjaciela trzeba jak najszybciej obezwładnić wszelkimi dostępnymi środkami i na wszelkich polach, tymczasem wojna ograniczona to właśnie albo uniemożliwia, albo w dużym stopniu utrudnia.
Ciekawe, że podobnie było w Wietnamie, gdzie za sprawą sekretarza obrony Roberta McNamary, armia amerykańska, a zwłaszcza lotnictwo, prowadziło ograniczone działania, nie atakując wielu dostępnych celów tylko dlatego, że były one wyłączone w specjalnej liście. Taki sposób prowadzenia wojny powodował spore straty tym bardziej, że Amerykanie nie wojowali tam tylko z Wietnamem, ale – z całym Układem Warszawskim i Chinami na dodatek. McNamara był bowiem wierny swojej doktrynie „elastycznego reagowania”, zakładającej – jak się okazało – naiwnie – że nieprzyjaciel w rewanżu też nie będzie atakował niektórych celów. Oczywiście strona wietnamska ani myślała o takiej kurtuazji, bo w tym przypadku nie chodziło o broń jądrową, której użycia w Wietnamie domagał się senator z Arizony Barry Goldwater. Tymczasem doktryna elastycznego reagowania odnosiła się przede wszystkim do konfrontacji między mocarstwami atomowymi, przewidując, że będą one walczyły na przedpolach, taktownie oszczędzając nawzajem własne terytoria.
Pierwszy pomruk tego niezadowolenia wojskowych dał się słyszeć jeszcze przed świętami, kiedy to jeden z kremlowskich dygnitarzy oświadczył, że Rosja będzie traktowała transporty broni z zagranicy na Ukrainę, jako „legalne cele wojskowe”. Z czysto militarnego punktu widzenia jest to logiczne, ale może doprowadzić do gwałtownej eskalacji działań wojennych i rozlania się wojny poza granice Ukrainy, przede wszystkim na terytorium Polski, która jest głównym punktem tranzytowym tych transportów. Przy takim obrocie sprawy możemy zacząć tęsknić za powściągliwym Putinem, który, wbrew własnym „siłownikom”, prowadził na Ukrainie „dziwną wojnę”. Czy w swoim postępowaniu wzorował się na francuskim mężu stanu Jerzym Clemenceau, który uważał, że wojna jest sprawą zbyt poważną, by ją powierzać wojskowym, czy też jego powściągliwość wynikała z innego powodu – to nieważne, bo ważniejsze jest pytanie, czy „siłowniki” przekonają go do swoich racji, czy on ich – do swoich.
Niedawno świat obiegło kilka opinii, które od razu media okrzyknęły mianem „kontrowersyjnych”, czy wręcz oburzających, skandalicznych itp. Pierwszą z nich była wypowiedź rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa w wywiadzie telewizyjnym. Szef rosyjskiej dyplomacji w czasie rozmowy nazwał Żydów „największymi antysemitami”. Ławrow w udzielonym w niedzielę wywiadzie dla włoskiej telewizji został zapytany, jak Rosjanie mogą „denazyfikować” Ukrainę – kraj, którego przywódca jest Żydem. Ławrow odparł, że „to, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski miałby być Żydem, nie ma żadnego znaczenia”. – Według mnie także Hitler miał żydowskie pochodzenie – stwierdził. Podsumował swoją wypowiedź, nazywając Żydów największymi antysemitami. Ławrow powiedział więc po prostu prawdę, że Zełenski, podobnie jak Adolf Hitler, ma żydowską krew, oraz że największymi antysemitami są sami Żydzi. Nie jest to nic odkrywczego.
Oczywiście nie trzeba było długo czekać na reakcję ze strony państwa (a właściwie to organizacji terrorystycznej), które leży w Palestynie, i które od kilkudziesięciu lat prowadzi zorganizowane ludobójstwo na narodzie palestyńskim (który zalicza się do Semitów). „Słowa rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa są niewybaczalne, to najniższy poziom rasizmu wobec Żydów” – napisał w poniedziałek na Twitterze izraelski szef dyplomacji Jair Lapid w odpowiedzi na uwagi wygłoszone przez Ławrowa. „Uwagi ministra spraw zagranicznych Ławrowa prezentują zarówno niewybaczalne, jak i skandaliczne stanowisko i ukazują okropną historyczną pomyłkę. Żydzi nie mordowali samych siebie w Holokauście. Oskarżanie samych Żydów o antysemityzm to najniższy poziom rasizmu” – dodał Lapid. Doprawdy?
Jak widać Żydzi potrafią świetnie kłamać i manipulować aby wybielić się i pisać historię po swojemu, a każdy kto ośmieli się zanegować ich wersję lub obalić mit i nową religię „Holocaustu” (który ma zastąpić Ofiarę Krzyżową Jezusa Chrystusa) jest wg. nich „rasistą”, i „antysemitą”. Jeśli ktoś chce jednak zobaczyć prawdziwy rasizm, niech zajrzy do talmudu… W artykule analitycznym w Jerusalem Post napisano, że oznacza to, że Izrael nie może dłużej być neutralny w sprawie wojny na Ukrainie, a plany Jerozolimy, aby pozostać neutralnym, zostały zniweczone.
Być może? To raczej jest oczywiste i nie podlega dyskusji.
Drugą, podobną wypowiedzią są słowa Jerzego Bergoglio, ps. „Papież Franciszek”. W rozmowie z dziennikarzem Bergoglio miał się zastanawiać, czy wojna na Ukrainie była sprowokowana „szczekaniem NATO pod drzwiami Rosji”. – To złość, nie wiem, czy została sprowokowana, ale może tak ułatwiona – dodał. „Upadek”, „niewybaczalne słowa” – to dominujące komentarze medialne i polityczne po wywiadzie, którego „Franciszek” udzielił włoskiemu dziennikowi „Corriere della Sera”. Wychodzi na to, że z pana Bergoglio jest dużo lepszy geopolityk niż teolog. Nie spodziewałem się tego, pozytywnie mnie zaskoczył! Po raz pierwszy od 2013 r. W sprawach geopolitycznych jak widać, Bergoglio w przeciwieństwie do „naszych” polityków nie kieruje się głupotą, naiwnością i całkowitą nieznajomością świata.
Oczywiście w tej wypowiedzi pana Bergoglio nie ma nic odkrywczego, ani nadzwyczajnego. Po prostu powiedział on (a raczej zasugerował, w formie pytania) prawdę. Nawet największemu kłamcy czasem się to zdarza. Chyba pierwszy raz w życiu coś mądrego powiedział… No, może nie pierwszy, bo w sumie ciężko w kółko gadać fałsz, ale chyba pierwszy raz tak wkurzył przedstawicieli establishmentowej narracji, którzy dotąd wyjątkowo się nim zachwycali.
Jednak słowa naprawdę skandaliczne, niewybaczalne i po prostu obrzydliwe, padły wczoraj w Warszawie, na Zamku Królewskim, u ust osoby przedstawiającej się jako „Prezydent RP”. Andrzej Duda powiedział 3 maja podczas uroczystości upamiętniających rocznicę uchwalenia konstytucji majowej: – Otwierając swoje domy, rodziny i serca na przyjęcie naszych sąsiadów z Ukrainy, a ściślej mówiąc, tego co dla nich najcenniejsze, ich dzieci, żon, matek, sióstr, dziadków, przyjęliście do siebie naszych sąsiadów z Ukrainy, uchodźców chroniących się w naszym kraju przed wojną. Że oni nam zaufali, że przybyli do nas i że stało się coś, o czym powiedział ostatnio prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, że „wobec tego, co zrobili Polacy cała historia jest nieważna” – mówił Duda. W ocenie Dudy, „w jakimś sensie można powiedzieć, że tak, że w całym ogromie tej historii, przecież w ostatnich stuleciach tak trudnej, gdzie na wspólnym stole między Polakami, a Ukraińcami tak często leżał karabin, topór, broń, został położony chleb. Została położona dłoń na dłoń”. „Dziękuję wam za to” – podkreślił Duda.
To chyba najbardziej skandaliczne słowa tego człowieka, przez niektórych nazywanego „prezydentem Polski” wypowiedziane w ciągu ostatnich 7 lat…
Nie zgadzamy się! Historia zawsze będzie ważna dla nas Polaków!!! Bez przyznania się Ukraińców do ludobójstwa na polskim narodzie nigdy nie będzie między nami porozumienia!
Źródło: Fundacja „Wołyń Pamiętamy”
Wycięty fragment przemówienia prezydenta tzw. III RP z okazji święta Konstytucji 3 Maja. Historia stała się nieważna??? – Nie ma na to MOJEJ zgody!!! „…Naród, który nie zna swej historii skazany jest na jej powtórne przeżycie….”. Pamiętajmy: „Historia magistra vitae est – Historia jest nauczycielką życia”
Dziennik „Rzeczpospolita” ujawnił, że Ukraina domaga się od Polski 200 tys. zezwoleń na międzynarodowe przewozy ciężarowe. Jeśli nasz kraj nie spełni oczekiwań sąsiadów, to może nas czekać spór sądowy.
Ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczyca podkreślił w rozmowie z ukraińską agencją Ukrinform, że jego kraj jest zdeterminowany, aby bronić interesów swoich przewoźników i chce przywrócenia liczby zezwoleń do poziomu, jaki miała Ukraina przed wejściem w życie umowy o wolnym handlu między Ukrainą a UE.
Dyplomata zaznaczył, że Ukraina chce „zaangażować wszystkie istniejące mechanizmy prawne w rozwiązanie konfliktu”. – Spory sądowe nie są katastrofą, ponieważ takie przypadki nie są rzadkością między krajami europejskimi – powiedział Deszczyca. – Postaramy się znaleźć kompromis w warunkach, w których istnieje już poważna konkurencja między ukraińskimi i polskimi przewoźnikami – dodał.
W 2016 roku Ukraina otrzymała 200 tys. zezwoleń na międzynarodowe przewozy ciężarowe, a od 2018 roku Polska zmniejszyła ich liczbę do 160 tys., co według ambasadora „krępuje ukraińską wymianę handlową i ogranicza wzrost gospodarki kraju”. Polska warunkuje zgodę poprawą przepustowości przejść granicznych. Obecnie odprawa jest nieefektywna i ciężarówki tracą czas w długich kolejach.
Od pewnego czasu, rzędu paru lat, paru miesięcy, z szeregu portali „niezależnych” ciągle ktoś ubywa.
Dawno temu – ukazała swoje „oblicze” tuba T.Sakiewicza, .. „Niezależna”. I połączone z nią „Nasze blogi”. Gapol dołączył wtedy do swego braciszka – Wybiórczej. No i dobrze…
Ale różne walki frakcyjne w PCh, Prawym… itp. spowodowały „niezauważalne”, ale ostre cenzurowanie tak publicystów, jak i komentatorów. Dotyczyło to tak polityki, jak spraw Kościoła.
Ogromne luki w „niezależnych” spowodowała plandemia.
Ale jeszcze większe – ta groteskowa, ale realna „wojna na Ukrainie”. Część od razu zaczęła kaleczyć język polski, wymuszając pisanie „w Ukrainie”.
Przechodzenie Ncz! na pozycje „pro- Zelenskiemu” [częściowe !!] przyjęliśmy spokojnie. Toż tam zawsze pisywały różne „pojeby”, używając modnego obecnie języka.
Jednak postawa RKW, w tym sprawdzonych kolegów walki z lat 80-tych [m.inn. Jadzia Chmielowska] , mnie zadziwiła, więc próbowałem się pytać.
Okazało się, że z pięć mych komentarzy zostało zlikwidowanych. Interwencje u Naczelnego spowodowały zdjęcie „klątwy REKAPCHA” na chwilę. Ale nawet przyjęte przez admina komentarze – znikają.
Dla przykładu:
W RKW przyjęto, a po paru godzinach ocenzurowano do paru nijakich zdań – i wreszcie nawet to znikło:
===================================
Dotąd „rekapcha” komentarze złośliwie wyrzucał. Admin, zdaje się tylko dla mnie, bo gorąco prosiłem Naczelnego, wyłączył tę pułapkę.
Spróbuje więc jeszcze raz, po raz czwarty:
Czy Autorka musi być tak jednostronna? Czemu? Wiemy od stulecia, że propaganda, szczególnie w czasie wojny, jest brutalna i prostacka. Elementarne zasady propagandy wojennej.
Cała oficjalna banda/granda żurnalistów w neo-PRL pieje kłamstwa po stronie – nie narodu ukraińskiego – lecz wyzyskującej go gromady „oligarchów”.
Czemu odważna kiedyś Jadzia do nich dołączyła???
Dla równowagi podaję parę artykułów pro-polskich, lub nie tak jednostronnych:
[o PCh] : Mnie po komentarzu zwymyślano, że jestem płatnym agentem Putina, i zagrożono, że zajmie się mną ABW. Naiwny, dałem się nabrać na pobożny i patriotyczny tytuł. Odrażające typki. rw
================
mail:
Próbowałem prostować brednie publikowane w „Prawym” – ale wyłączyli komentowanie…
…ale o to, żeby osłabić Rosjan. https://www.bibula.com/?p=133772
„Jestem bardzo przywiązany do klimatu. Musimy uratować świat i przestać spalać węgiel, ropę i gaz. Także dlatego, że korzystają na tym tylko zbrodniarze wojenni na Kremlu. Chcę zielonej rewolucji i dlatego nigdy nie piję z plastikowych słomek, tylko z papierowych słomek. Ale teraz wszyscy musimy najpierw uratować biednych Ukraińców z ich wspaniałą demokracją przed złymi rosyjskimi podludźmi. W tym celu musimy również zapewnić im ciężką broń, aby chronić niewinne ukraińskie kobiety i dzieci przed szalonym rosyjskim przywódcą Putinem. Warto zaryzykować za to III wojnę światową i może trochę wojny nuklearnej. Osobiście mocno wierzę, że nie będzie wojny nuklearnej. Wszyscy wiemy, że wiara przenosi góry.„
To z grubsza ten przekaz, gdy śledzisz coraz bardziej szalone talk show w telewizji lub słuchasz dyskusji w radiu. To przerażające, jak przedstawiciele berlińskiej kolorowej koalicji rządzącej, najwyraźniej w stanie szaleństwa psychicznego, prześcigają się w chęci zaryzykowania końca świata. Ale to szaleństwo nadal można podkręcić. W tych dyskusjach dziennikarze zwykle nie są wystarczająco zadowoleni planami koalicji rządowej i chcą zepchnąć społeczeństwo o kilka kroków bliżej otchłani przy wiwatach CDU/CSU.
Podobnie jak wcześniejsza histeria Corona, „histeria broni dla Ukrainy” zżera mózgi mas. Można mieć tylko nadzieję, że ta masowa psychoza, którą również zmanipulowano, zniknie jak psychoza Covida.
Grupy parlamentarne koalicji rządowej SPD/FDP/Zieloni wraz z frakcją parlamentarną CDU/CSU ukoronowały w środę tego tygodnia (27 kwietnia) panujące bzdury wspólnym, 10-stronicowym wnioskiem do Bundestagu.
Były pułkownik Bundeswehry przesłał mi w środę wieczorem tę nieoficjalną broszurę z komentarzem: „Historyczny dokument zbiorowego szaleństwa”. Po wczorajszej zgodzie parlamentu na dostawę ciężkiej broni na Ukrainę, jako dokument Bundestagu ukaże się dokument pod imponującym tytułem „Obrona pokoju i wolności w Europie – kompleksowe wsparcie dla Ukrainy”. Będzie to dokumentować całkowitą klęskę kasty politycznej naszego kraju, ku przerażeniu przyszłych pokoleń.
Ponieważ dobrobyt ludności niemieckiej, a konkretnie życie w skromnym dobrobycie w pokoju, oczywiście nie ma znaczenia dla tych fałszywych przedstawicieli w Bundestagu. Służą innym mistrzom. Ale to nie powstrzymuje ich przed pomaganiem sobie w bogactwie stworzonym przez ludzi, tylko po to, by jednocześnie oskarżać polityków w innych krajach o korupcję. Poniżej omówimy, które plany obcego mocarstwa idealnie wpisują się w ten niezwykle niebezpieczny krok Bundestagu.
W rzeczywistości dokument Bundestagu, napisany przez grupy parlamentarne pięciu partii (SPD-FDP-Zieloni-CDU i CSU), jest najczystszym środkiem na wymioty. Fakt przyjęcia wniosku zdecydowaną większością 586 głosów, przy zaledwie 100 głosach przeciwnych, głównie AfD i Die Linke, oraz 7 wstrzymujących się, świadczy o stanie psychicznego rozstroju, w jakim pozostaje zdecydowana większość posłów do Bundestagu. Ponieważ dokument w swoim historycznym znaczeniu jest równoznaczny z wypowiedzeniem wojny Rosji.
Nie inaczej zinterpretował to wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrij Miedwiediew. W komunikatorze na Telegramie, Miedwiediew ostrzegał przed konsekwencjami i nawiązywał do wyniku II wojny światowej, w szczególności zdobycia Berlina i zniszczenia Reichstagu, mówiąc:
„Najwyraźniej „laury” ich poprzedników nie pozostawiają spokoju niemieckim ustawodawcom. Spotkali się w niemieckim parlamencie, który w ubiegłym stuleciu nosił inną nazwę [poprzednia nazwa to Reichstag – przyp. tłumacza]. Wstyd dla Parlamentu. Takie rzeczy zwykle mają smutne zakończenie”.
Chciałbym prosić wszystkich czytelników o przeczytanie tego dokumentu Bundestagu w całości i przekazanie go dalej, aby jak najwięcej wyborców wiedziało, jacy ludzie są w Bundestagu i jakie ogromnie niebezpieczne szaleństwo prowadzą w naszym imieniu. Link do druku Bundestagu znajduje się tutaj [1], a aktualności dotyczące tego punktu porządku obrad plenum Bundestagu można znaleźć tutaj [2].
Tymczasem dla imperium w Waszyngtonie i jego geostrategicznych podżegaczy wojennych wszystko idzie zgodnie z planem, który obejmuje niedawną decyzję Bundestagu o przyznaniu ciężkiej broni dla Ukrainy. Ten plan nie jest tajnym, ani ściśle tajnym dokumentem, ale szeroko nagłośnioną rekomendacją korporacji RAND z 2019 r. dotyczącą postępowania z Rosją. Ponieważ Amerykanie już wtedy zdawali sobie sprawę, że militarne zwycięstwo nad Rosją nie jest już opcją, RAND opracowało serię wojennych i realistycznie możliwych do wdrożenia strategii podporządkowania Rosji globalnej dominacji USA.
Tytuł tego badania RAND brzmi: „Rozszerzenie Rosji: konkurowanie z pozycji uprzywilejowanej”. W niniejszym opracowaniu wiodącą rolę odgrywa strategia z udziałem Ukrainy.
RAND to ogromny think tank Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, w którym pracują tysiące wojskowych i cywilnych naukowców z różnych dziedzin. Nie trzeba dodawać, że RAND jest bardzo ściśle powiązany z armią amerykańską, ale także z polityką amerykańską, a przede wszystkim z establishmentem polityki zagranicznej w Waszyngtonie. Ale RAND działa również w prawie wszystkich państwach wasalnych USA. Wydany w 2019 roku dokument „Rozszerzeni Rosji” został zainicjowany przez szereg departamentów planowania Pentagonu, w tym Biuro Przeglądu Obrony Pentagonu, Biuro Zastępcy Szefa Sztabu w Kwaterze Głównej G-8 oraz Departament Armii.
Dokument bada i zaleca sposoby, w jakie Stany Zjednoczone mogłyby zdominować rosyjską gospodarkę i wojsko w sposób, który przyniósłby korzyści USA. Oprócz tego, że daje laikowi doskonały wgląd w sposób myślenia rządu USA jego doradców na temat polityki zagranicznej, badanie pokazuje najbardziej realny sposób, w jaki Stany Zjednoczone mogą uzyskać strategiczną przewagę nad Rosją, np. poprzez zwiększenie produkcji własnej energii oraz nałożenie na Rosję sankcji handlowych i finansowych, tym samym obciążając rosyjską gospodarkę oraz wydatki rządowe i obronne.
Wnioski z badania „przeciążenia Rosji” sugerują, że najbardziej realnym sposobem uzyskania przewagi USA jest wyposażenie i szkolenie Ukrainy we wszelkiego rodzaju śmiercionośne bronie oraz wykorzystanie niestabilności w Donbasie w celu wycelowania w przytłaczające siły rosyjskie i umożliwienie USA zastosowania sankcji niezbędnych do osiągnięcia większego celu. Im dłużej jest to przeciągane, tym lepiej dla USA, ponieważ dodatkowo osłabia to Rosję i lepiej umożliwia Stanom Zjednoczonym realizowanie swoich celów.
W opublikowanym w 2019 r. opracowaniu badawczym zaleca się następnie wywieranie nacisku na Szwecję i Finlandię, aby przystąpiły do NATO, przy jednoczesnym umożliwieniu przez USA sprowadzenia i rozmieszczania nowej broni jądrowej w Europie, po wcześniejszym anulowaniu traktatu nuklearnego INF z Rosją.
To opracowanie jest dostępne na stronie internetowej organizacji RAND (link poniżej) i jest w Bibliotece Kongresu (dane katalogowe w publikacji: ISBN 978-1-9774-0021-5). Link do oryginalnego dokumentu. [3]
Co ciekawe, w przedmowie dokumentu czytamy: „Zakładane przez nas kroki nie miały na celu ani obrony, ani odstraszania”. Bo celem jest osłabienie Rosji. Aby osłabić Rosję, ludzie na Ukrainie są obecnie masowo poświęcani dla interesów USA.
Należy zauważyć, że Waszyngtonowi nie chodzi o „obronę ani odstraszanie”, ale o osłabienie Rosji, włącznie z niepokojami wewnętrznymi i zmianą reżimu w Moskwie. A Bundestag popiera taką politykę przytłaczającą większością. Nic dziwnego, że Miedwiediew zajmuje się porównaniem z Reichstagiem. Wojna gospodarcza z Moskwą, którą nasi wielcy wizjonerzy w Berlinie rozpoczęli hurra, od dawna okazała się nie do rozpoczęcia, z wielką szkodą dla narodu niemieckiego. A teraz niewidomi piloci w Berlinie są również gotowi zaryzykować wojnę militarną z Rosją.
Według innego kompleksowego badania przeprowadzonego przez RAND, które symulowało wojnę USA z Rosją w Europie Wschodniej w różnych warunkach,
Ostatecznie stało się jasne, że nawet przy najbardziej korzystnych założeniach dla „niebieskiej” strony, wojsko amerykańskie „poniosłoby miażdżącą porażkę z Rosjanami” już po krótkim czasie.
Należy zauważyć, że RAND doszedł do tego druzgocącego dla USA wniosku w czasie, gdy znaczenie pierwszej na świecie militarno-technologicznej rewolucji dla nowoczesnych działań wojennych, która w międzyczasie została w dużej mierze zakończona przez Rosję, nie było prawie znane.
Oznacza to, że w sytuacji zagrożenia nie będzie w przyszłości floty bojowej amerykańskich lotniskowców na Morzu Śródziemnym, Północnym czy Bałtyckim. Nie będzie też dostaw przez Atlantyk. Bazy USA/NATO, takie jak Ramstein, głęboko schowane centra dowodzenia, kontroli i łączności, stacje rozrządowe i strategicznie ważne mosty w krajach NATO, stały się łatwym celem dla nowych rosyjskich pocisków hipersonicznych. Pomimo prędkości dochodzących do 10 000 kilometrów na godzinę nowe rakiety nie latają po przewidywalnych, balistycznych ścieżkach, ale w razie potrzeby zbaczają w górę, w dół lub w bok z kursu. Dlatego w dającej się przewidzieć przyszłości na Zachodzie nie będzie możliwości odparcia tej nowej rosyjskiej broni. Te fakty nie zapadły jeszcze w umysły wielu czołowych polityków i przywódców wojskowych na Zachodzie, ponieważ ucinają oni sprawę za pomocą brzytwy myśląc, że to, czego nie może być, nie może być.
Przez wiele dziesięcioleci zaufanie polityków i wojska USA/NATO do absolutnej wyższości zachodnich sił powietrznych i systemów przeciwrakietowych urosło do nieugiętego przekonania, że zachodnie zaplecze jest bezpieczną przystanią przed rosyjskim atakiem powietrznym. Dziś już tak nie jest, ale wydaje się, że jest to głęboko zakorzenione przekonanie wielu zachodnich decydentów. Nie ma innego sposobu na wyjaśnienie, dlaczego na przykład niemiecki rząd nadal uważa, że Rosja ostatecznie uniknie konwencjonalnej konfrontacji z NATO, i że Niemcy będą bezpieczne przed poważnymi atakami nawet w sytuacji zagrożenia. Tu kryje się niebezpieczeństwo zsunięcia się w kierunku wielkiej wojny.
Aroganckie przecenianie strony USA/NATO, połączone z jednoczesnym niedocenianiem rosyjskich zdolności militarnych, jest receptą na niebezpieczne błędne decyzje Zachodu, który m.in. celowe działanie strony rosyjskiej interpretuje jako przejaw słabości.
Uważny obserwator już dawno powinien zauważyć, że Rosjanie prowadzą swoją operację na Ukrainie z dużą pewnością siebie i spokojem, który z pewnością wynika ze świadomości, że w sytuacji kryzysowej mogą wystąpić przeciwko NATO.
Na zakończenie chciałbym zwrócić uwagę na długi wywiad z byłym oficerem szwajcarskiego wywiadu Jacques’em Baud, który został niedawno opublikowany w Nachdenkseiten, zatytułowany „Zachód nie chce pokoju”. Baud ma między innymi wieloletnie doświadczenie w NATO, w kontaktach z Rosjanami i był na miejscu jako członek personelu OBWE w Donbasie i na Ukrainie. Pełny wywiad o przyczynach wojny na Ukrainie i jej rosnących zagrożeniach dla Europy można znaleźć tutaj. [4]
Poniżej kilka fragmentów:
Plan osłabienia Rosji
„Ponadto prawdopodobnie wiedzą, że ta wojna, którą teraz widzimy [na Ukrainie], jest częścią większej wojny przeciwko Rosji, która rozpoczęła się lata temu i myślę… w rzeczywistości nikt nie dba o Ukrainę. Prawdziwym celem, głównym planem, jest osłabienie Rosji, a kiedy skończą z Rosją, zrobią to samo z Chinami, jak już dziś widać. To znaczy, widzieliśmy, że do tej pory kryzys na Ukrainie przyćmiewał resztę, ale coś bardzo podobnego może się zdarzyć na przykład z Tajwanem. Chińczycy są w pełni świadomi tej możliwości. Dlatego nie będą zagrażać ich, powiedzmy, stosunkom z Rosją”.
„Nazwa tej gry to osłabienie Rosji, a jak wiecie, RAND Corporation przeprowadziła kilka badań dotyczących nadmiernego rozciągania Rosji. Chodziło o znalezienie sposobów, aby Stany Zjednoczone mogły imperialnie rozciągnąć i zachwiać równowagę Rosji, a najważniejszą opcją, która się pojawiła, było wysłanie broni na Ukrainę i rozpoczęcie tam konfliktu, który obejmowałby Rosję. A więc dokładnie taki scenariusz, który się teraz pojawił.”
„Myślę, że to dojrzały plan osłabienia Rosji i to właśnie dzieje się teraz na naszych oczach. Mogliśmy to przewidzieć i myślę, że przewidział to Putin. I myślę, że zrozumiał w dniach poprzedzających 24 lutego, że nie może nic zrobić. Musiał coś zrobić.”
Decyzja Putina (kolejny fragment wywiadu z Baudem)
„Opinia publiczna w Rosji nigdy by nie zrozumiała, gdyby Rosja obserwowała inwazję lub zniszczenie republik Donbasu przez Ukrainę. Nikt by tego nie zrozumiał. Więc musiał coś zrobić. A potem – pamiętacie, co powiedział 24 lutego: Bez względu na to, co zrobi, pakiet (zachodnich) sankcji dla Rosji pozostanie taki sam. Wiedział więc, że najmniejsza interwencja w Donbasie pociągnie za sobą ogromny pakiet sankcji, to było jasne. Dlatego od razu zdecydował się na opcję maksymalną. Inną możliwością byłaby obrona republik tylko na linii styku, bez uznania państwa. (Ale to nie rozwiązałoby problemu) Ale wybrał większą opcję, a mianowicie zniszczenie sił zagrażających Donbasowi.”
„A potem masz te dwa cele (wskazane przez Putina): rozbrojenie i denazyfikację. Rozbrojenie nie dotyczy całej Ukrainy, ale zażegnanie militarnego zagrożenia Donbasu, to było głównym celem. … Dokładnie to powiedział Putin 21 lutego. powiedział, gdy mówił o rozbrajaniu zagrożenia militarnego wobec Donbasu. Jego drugi cel, denazyfikacja, nie oznacza zabicia Zełenskiego ani obalenia rządu w Kijowie. Jak powiedziałem, wojna dla Rosjan to połączenie walki i dyplomacji. Przy takim podejściu potrzebne jest nienaruszone przywództwo jako osoba kontaktowa w negocjacjach, dlatego wykluczone są wszystkie warianty, w których kierownictwo Kijowa zostanie zabite lub zniszczone.”
Tak więc „denazyfikacja” nie dotyczy tych 2,5 procent prawicowych partii ekstremistycznych w Kijowie. Ale około 100 procent mieszkańców Azowa w Mariupolu czy Charkowie i innych podobnych grupach. To jest zawsze źle rozumiane. Zdecydowanie chodzi o grupy zwerbowane przez rząd ukraiński w 2014 r. do, powiedzmy, walki, tłumienia i kontrolowania potencjalnych buntowników, czyli prorosyjskich Ukraińców w Donbasie. … Ci ludzie są ekstremistami, faszystami i są niebezpieczni.”
Europa igra z ogniem (kontynuacja z pułkownikiem Baudem)
„To, co mnie martwi w całej sprawie [chodzi o Buchę i Kramatorsk], nie polega na tym, że tak mało wiemy. Takie sytuacje, w których nie można określić odpowiedzialnych, są normalne w czasie wojny. Martwi mnie to, że zachodni przywódcy zaczęli podejmować decyzje, nie wiedząc, co się dzieje, co się stało. I to mnie naprawdę niepokoi. Zanim pojawią się jakiekolwiek wyniki jakiegokolwiek śledztwa – a powinno to być międzynarodowe, bezstronne śledztwo. Bez tego zaczynamy już nakładać sankcje, podejmować decyzje – myślę, że to pokazuje, jak wypaczony jest ten cały proces decyzyjny na Zachodzie.”
„Mieliśmy już coś podobnego po porwaniu – a raczej nieuprowadzeniu – lotu Ryanaira na Białorusi. To było w maju 2021 r., kiedy kilka minut po tym, jak doniosła o tym prasa, ludzie zareagowali, nawet nie wiedząc, co się dzieje!”
„Tak reaguje przywództwo polityczne w Europie – na poziomie UE, ale także w poszczególnych krajach. Jako oficerowi wywiadu to mnie niepokoi. Jak możesz podejmować tak poważne decyzje dla ludności lub dla całych krajów, które nawet zaburzają nasze gospodarki?”
„Więc uderza to w nas. Ale podejmujemy też decyzje, nie znając tak naprawdę stanu rzeczy. I to, jak sądzę, pokazuje, jak niedojrzałe przywództwo mamy na Zachodzie w ogóle. To z pewnością prawda w USA, ale myślę, że na przykładzie kryzysu na Ukrainie widać, że europejskie przywództwo nie jest lepsze niż to, które mamy w USA. Chyba nawet gorzej, czasem myślę. To powinno nas naprawdę niepokoić!”
To ostatnie zdanie pułkownika Bauda odnosi się również w całości do Niemiec. Ale to prawdopodobnie nie tylko ignorancja, ale także zgodność z USA i UE. Faktem jest, że to niezwykle niebezpieczne, że nasi politycy rządowi w Berlinie podejmują decyzje dotyczące wojny i pokoju oraz naszego dobrobytu gospodarczego bez żadnych podstaw! Jeśli polityka militarna Zachodu wobec Rosji jest równie „świetnie” przemyślana, jak polityka sankcji, która uderza głównie i szczególnie mocno w ludność Zachodu, to Dobranoc Niemcom. Ale proszę nie panikować, to może być tylko wojna nuklearna.
Rainer Rupp
Tłumaczył: Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.
Oryginalny tekst ukazał się 29 kwietnia 2022 na stronie https://apolut.net/es-geht-nicht-darum-der-ukraine-zu-helfen-von-rainer-rupp/
Dla świata staje się coraz bardziej jasne, że istnieje nie jeden, ale dwa, a właściwie trzy, odrębne poziomy konfliktu osadzone w tym, co światowe media i przywódcy polityczni zwodniczo nalegają na nazwanie „wojną ukraińską”. Pierwszy poziom został wyraźnie zainicjowany 24 lutego 2022 r., kiedy Rosja rozpoczęła agresywną wojnę przeciwko Ukrainie, zagrażając jej suwerennym prawom i integralności terytorialnej.
Drugi poziom był trudny do rozpoznania w pierwszych tygodniach wojny, ale wkrótce stał się oczywisty, gdy państwa NATO pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych kładły coraz większy nacisk na udzielanie wsparcia przyjętym przez Ukrainę celom, w tym osiągnięcia nieoczekiwanego zwycięstwa militarnego. Wsparcie to przybierało różne formy, w tym stałe dostawy ciężkiej broni, solidną pomoc gospodarczą, sankcje i uderzenie w bęben „oficjalnej” demonizacji Rosji i jej przywódców. Na początku wydawało się stosowne udzielenie wsparcia Ukrainie jako ofierze agresji i pochwalenie wysiłku oporu kierowanego przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, w obronie stosunkowo małego kraju atakowanego przez dużego sąsiada.
Nawet ta szeroko popierana narracja była zwodnicza i jednostronna, ponieważ pomijała prowokacyjny charakter polityki NATO, w przypadku Ukrainy polegającej na amerykańskiej ingerencji w politykę wewnętrzną tego kraju, aby skierować go jeszcze bardziej przeciwko Rosji. To właśnie w tym wewnętrznym otoczeniu utrzymuje się trzeci poziom wojny, ponieważ nie ma wątpliwości, że nastawienie antyrosyjskie na zachodniej Ukrainie wpływało na reakcję rosyjskojęzycznej ludności we wschodniej Ukrainie, znanej jako region Donbasu. Porozumienia mińskie wynegocjowane w latach 2014-2015 w celu ochrony Ukraińców na Wschodzie nigdy nie zostały właściwie zrealizowane. Pozostaje pytanie, czy napięcie rosyjsko-ukraińskie można rozwiązać bez poważnego zajęcia się obawami Rosji i Donbasu leżącymi u podstaw tego trzeciego poziomu konfliktu.
Od pewnego czasu widać jasno, że zachodnia dyplomacja zaangażowała się przede wszystkim w wojnę geopolityczną drugiego poziomu, nawet kosztem znacznego przedłużenia i zaostrzenia ukraińskiej wojny w terenie i spowodowania rosnącego ryzyka konfliktu światowego. Dopiero w ciągu ostatnich kilku dni priorytet ten został mniej lub bardziej uznany przez wysokich urzędników w rządzie USA, najbardziej dramatycznie podczas wizyty Antony’ego Blinkena, sekretarza stanu i Lloyda Austina, sekretarza obrony na Ukrainie, a później podczas spotkania w Europie z ich odpowiednikami z NATO. Ujawniono, że najważniejszym celem politycznym USA było „osłabienie Rosji”, które stało się realnym przedsięwzięciem dzięki nieoczekiwanym zdolnościom oporu ukraińskich sił zbrojnych wzmocnionym pokazem jedności politycznej Zachodu. Zgodnie z tym tokiem myślenia dostawy broni na Ukrainę zostały znacznie zwiększone, a co bardziej wymowne, dostawy ciężkiego uzbrojenia ofensywnego. W miarę rozwoju tej dynamiki Niemcy radykalnie zmieniły swoją politykę niedostarczania ciężkiej broni, a akcent został przesunięty z pomagania Ukrainie na stawianie oporu zbrojnego z przyjęciem dwóch celów: zadania upokarzającej porażki Rosji i zasygnalizowanie Chinom, aby nie wątpiły w zachodnią determinację w obronie Tajwanu.
Pomimo tej zmiany akcentów nie porzucono wcześniejszych obaw o eskalację wojny z Rosją, takich jak wywoływanie sytuacji prowokujących użycie broni jądrowej. Postrzeganie przez Biały Dom tego, co może taką sytuację wywołać, wydaje się niebezpiecznie niekonsekwentne. Najwyraźniej administracja Bidena nadal sprzeciwia się naruszaniu strefy zakazu lotów nad Ukrainą, ponieważ znacznie zwiększyłoby to perspektywy bezpośredniego kontaktu bojowego między NATO a Rosją, a wraz z nią ryzyko, że wojna z zimnej przekształci się w gorącą. Ale co z demonizacją przez Bidena Rosji jako winnej ludobójstwa i Putina jako zbrodniarza wojennego, który powinien zostać odsunięty od władzy? A co z ciągle rosnącą pomocą dyplomatyczną, finansową i wojskową dla Ukrainy? Przez cały czas brakowało jakichkolwiek oznak ze strony Waszyngtonu otwartości na dyplomację podkreślającą podstawowy humanitarny imperatyw natychmiastowego zawieszenia broni oraz politycznego procesu doprowadzającego do kompromisu między Rosją i Ukrainą.Brakuje go, ponieważ zaangażowanie USA w wojnę geopolityczną z Rosją ma pierwszeństwo przed interesem narodu ukraińskiego.
Zełenski na początku wojny wskazywał otwartość na zawieszenie broni i kompromis polityczny, w tym trwałą neutralność Ukrainy, i zasygnalizował gotowość do spotkania z Putinem. Ostatnio jednak Zełenski wycofał się z tej postawy zbrojnego oporu i dyplomacji pokojowej i przyjął stanowisko zgodne z stanowiskiem USA. Domyślam się, że Zełenski, choć wykazuje wielkie talenty jako przywódca oporu w czasie wojny, ma bardzo mało doświadczenia w stosunkach międzynarodowych w ogóle i wydaje się podatny na tę bardziej militarystyczną linię, zarówno przez obietnice zdecydowanego wsparcia ze strony Waszyngtonu, jak i możliwe rady ze strony własnego sztabu generalnego. W końcu Zełenski ma doświadczenie w teatrze i jako komik i sprawia wrażenie, że nie zdaje sobie sprawę z szerszego ryzyka, jakie grozi Ukrainie, jeśli Ukraina pójdzie drogą zwolenników eskalacji wojny.
Zgodnie z oczekiwaniami Moskwa już zareagowała na tę eskalację ostrzeżeniem, że nie wycofa się, ale podejmie wszelkie niezbędne kroki w celu ochrony swoich interesów bezpieczeństwa narodowego, sugerując możliwość odwołania się do broni jądrowej. Taka zaogniona atmosfera może z łatwością wywołać działania wyprzedzające, które przyspieszą eskalację, co jest szczególnie niebezpieczne w obecnym kontekście, w którym brakuje powiązań zarządzania kryzysowego, takich jak ustanowione między Moskwą a Waszyngtonem w następstwie kryzysu kubańskiego. Dopiero bezpośrednie zetknięcie się z groźbą wojny doprowadziło oba supermocarstwa do zrozumienia, że tylko dzięki zwykłemu szczęściu zapobiegli globalnej katastrofie.
Podczas gdy większość uwagi skupia się na międzyrządowej grze sił, pomocne jest uwzględnienie innych perspektyw: inicjatyw pokojowych społeczeństwa obywatelskiego, poglądów Globalnego Południa i inicjatyw Sekretarza Generalnego ONZ. Te perspektywy zwracają uwagę na zaskakujący fakt, że istnieją alternatywy dla wojny i ambicji geopolitycznych oraz że Rosja jest bardziej globalnie wspierana w wojnie geopolitycznej niż Stany Zjednoczone. Globalna Północ kontroluje dyskurs panujący na najbardziej wpływowych platformach medialnych, tworząc mylne wrażenie, że cały świat, z wyjątkiem odstających, jest zadowolony z przywództwa USA.
Inicjatywy społeczeństwa obywatelskiego
Niemal od dnia rozpoczęcia rosyjskiego ataku działacze pokojowi i organizacje pozarządowe w jakiś sposób zainteresowane pokojem, bezpieczeństwem i humanitaryzmem wzywały do zakończenia zabijania poprzez zawieszenie broni i jakiś proces polityczny, który zajmował się skargami poziomu 1 i 3. Nie oznacza to, że nie było ostrych napięć w społeczeństwie obywatelskim, zwłaszcza wokół tego, jak interpretować przedwojenne manewry NATO lub konflikty w Donbasie.
Ogólnie rzecz biorąc, liberalny i lewicowo-liberalny mainstream popierał jawne potępienie rosyjskiej agresji, ale opowiadał się za natychmiastowym zawieszeniem broni i dyplomacją, aby zakończyć wojnę i złagodzić konsekwencje wojny, dewastacji i przesiedleń. Ci, których można brutalnie zidentyfikować jako antyimperialną lewicę, mieli tendencję do usprawiedliwiania lub przynajmniej kładzenia dużego nacisku na kontekst zachodnich prowokacji i ingerencji w wewnętrzną politykę Ukrainy od 2014 roku, podobnie jak niektórzy ze skrajnej prawicy, którzy identyfikowali się z autorytaryzmem Putina.
Tym, co wyróżniało stanowisko społeczeństwa obywatelskiego, pomimo ich różnorodności, z postawami NATO/mediów głównego nurtu, był ich wspólny nacisk na powstrzymanie zabijania, znaczenie dyplomacji oraz ich ukryta lub wyraźna odmowa zaakceptowania uciekania się do wojny geopolitycznej na poziomie 2. Typowe przykłady propozycji społeczeństwa obywatelskiego można znaleźć w Pugwash Peace Proposal i broszurze Just World Education rozpowszechnianej pod tytułem „Ukraina: Ukraina: Stop the Carnage, Build the Peace”).
Głos Globalnego Południa
Na Globalnej Północy nie zauważono odmowy większej części Globalnego Południa poparcia mobilizacji dyplomacji i sankcji skierowanych przeciwko Rosji i jej przywódcy. Ten rozłam z Zachodem po raz pierwszy stał się widoczny w dwóch głosowaniach w sprawie Ukrainy w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. Cały świat, w tym większość głównych krajów Globalnego Południa, poparł potępienie rosyjskiej agresji poziomu 1, ale albo wstrzymał się od głosu, albo sprzeciwił się poparciu dla wojny geopolitycznej poziomu 2 zainicjowanej przez USA przeciwko Rosji we wczesnych stadiach ataku na Ukrainę. Jak zauważyła Trita Parti z waszyngtońskiego think tanku Quincy Institute, znaczna część Globalnego Południa faktycznie wspierała Rosję w kontekście wojny geopolitycznej.
Globalne Południe bardzo preferowało dynamikę wielobiegunowego świata i uważało, że Rosja na Ukrainie dąży do potwierdzenia swojego tradycyjnego geopolitycznego zwierzchnictwa nad swoją „bliską zagranicą”, sprzeciwia się Ameryce jako niekwestionowanemu strażnikowi bezpieczeństwa na całej planecie. Należy pamiętać, że USA mają 97% zagranicznych baz wojskowych i odpowiadają za 40% światowych wydatków wojskowych, czyli więcej niż kolejne 11 krajów.
Stanowisko USA w żaden sposób nie wyrzeka się tradycyjnej geopolityki, ale dąży do zmonopolizowania jej realizacji. W tym duchu postrzega próbę potwierdzenia przez Chiny i Rosję tradycyjnych stref wpływów jako ingerencję w prawo międzynarodowe, podczas gdy USA jednocześnie bronią swojej praktyki zarządzania pierwszą globalną strefą wpływów na świecie. Blinken powiedział to samo, uznając strefy wpływów za sprzeczne z prawem międzynarodowym, jednocześnie roszcząc sobie prawo do zarządzania przez USA bezpieczeństwem w takim rządzonym przez rządy świecie. ONZ lub prawo międzynarodowe są podporządkowane w obliczu tego założenia geopolitycznej dominacji Ameryki opartej na mieszance ambicji politycznych i zdolności wojskowych.
Sekretarz Generalny ONZ
Podczas kryzysu ukraińskiego Antonio Guterres, sekretarz generalny ONZ, wyrażał punkt widzenia na kryzys ukraiński, który w zasadniczy sposób kontrastuje ze stanowiskiem zajętym przez aktorów politycznych na trzech poziomach konfliktu. Jego słowa i propozycje są znacznie bliższe duchowi wezwań emanujących ze społeczeństwa obywatelskiego i Globalnego Południa. Krótko po ataku Rosji wyraził credo swoich wysiłków: „Zakończcie teraz działania wojenne. Otwórzcie drzwi do dialogu i dyplomacji”.
Jadąc do Moskwy, aby spotkać się z Putinem i ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem, przesłanie było takie samo: Skoncentrujmy się na sposobach zakończenia wojny i zaprzestańmy kontynuowania walki. Powiedział Ławrowowi, że „jesteśmy niezwykle zainteresowani znalezieniem sposobów na stworzenie warunków do skutecznego dialogu, stworzenie warunków do zawieszenia broni tak szybko, jak to możliwe, stworzenie warunków dla pokojowego rozwiązania”. Putin na spotkaniu w cztery oczy, biorąc pod uwagę agresywność swojego odpowiednika w Waszyngtonie, wydawał się ostrożnie otwarty na pozwolenie ONZ i Czerwonemu Krzyżowi na odgrywanie roli humanitarnej na Ukrainie i wydawał się chętny do poszukiwania wynegocjowanego zakończenia konfliktu w terenie. Oczywiście, przedwczesne jest dokonywanie jakiejkolwiek oceny, dopóki czyny nie pójdą za słowami, ale musimy jeszcze usłyszeć porównywalny poziom spokoju w publicznych wypowiedziach Bidena, które jak dotąd wydają się obliczone na wywołanie antyrosyjskiej furii, a nie na przygotowanie gruntu pod zakończenie tego przerażającego wielopoziomowego konfliktu.
Wyraźna różnica między podejściem Sekretarza Generalnego ONZ a podejściem geopolitycznego przywództwa świata powinna skłonić wiele osób oddanych lepszej przyszłości do zainicjowania kampanii na rzecz uwolnienia ONZ od geopolitycznego prymatu mocarstw.
Obserwacja podsumowująca
Rozwikłanie splecionej natury tych trzech poziomów konfliktu związanych z niejednoznacznościami wojny na Ukrainie ma kluczowe znaczenie dla zrozumienia jej złożoności i przeanalizowania, czy odpowiedzi i propozycje służą ludzkości. Ułatwia również identyfikację wniosków, jakie się nasuwają. Na tej podstawie uważam, że wyłaniają się dwa nadrzędne priorytety: powstrzymanie zabijania wszelkimi dostępnymi środkami i bezwarunkowe odrzucenie wojny geopolitycznej.
Richard Falk
Autor jest emerytowanym profesorem prawa międzynarodowego Alberta G. Milbanka na Uniwersytecie Princeton oraz profesorem wizytującym w dziedzinie studiów globalnych i międzynarodowych na Uniwersytecie Kalifornijskim w Santa Barbara.
Za: CounterPunch
Na zdjęciu: Antonio Guterres w Moskwie (kremlin.ru)
Za: Mysl Polska – myslpolska.info (2-05-2022) | https://myslpolska.info/2022/05/02/falk-dwa-poziomy-wojny-na-ukrainie/
MSZ Izraela wezwało na dywanik ambasadora Rosji po wypowiedzi Ławrowa na temat Żydów we włoskiej TV w niedzielę 1 maja.Izrael jest bardzo oburzony
Wywiad z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem, wyemitowany w niedzielę 1 maja 2022, w programie «Zona Bianca» włoskiego kanału telewizyjnego «Rete 4»(«Mediaset»), wywołuje kontrowersje – informują massmedia włoskie. Oprócz słów oskarżenia pod adresem Włoch («stoją w pierwszym rzędzie przeciwko Rosji, co nas zaskoczyło») –dyskusję wywołał również fakt, iż Ławrow porównał Zelenskiego do Hitlera.
Czy rzeczywiście? Według źródeł rosyjskich Ławrow stwierdził, że żołnierze batalionów narodowych (wcielonych oficjalnie do armii ukraińskiej – przyp JMW) noszą symbole i tatuaże swastyk i niemieckich jednostek nazistowskich, a jednocześnie Zelenskyi twierdzi, że na Ukrainie nie ma nazizmu, ponieważ jest Żydem.
Jak podkreślił Ławrow, „to absolutnie nic nie znaczy, mądrzy Żydzi mówią, że najbardziej zagorzałymi antysemitami są zazwyczaj Żydzi”. „Jeśli dobrze pamiętam, a obawiam się, że się nie mylę, ale wydaje mi się, że Hitler również miał żydowską krew” – powiedział minister. W Izraelu uwagi Ławrowa wywołały oburzenie, po którym ambasador Rosji został wezwany do MSZ. „Wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Ławrowa są niewybaczalne i oburzające, a także stanowią straszliwy błąd historyczny. Najniższym poziomem rasizmu wobec Żydów jest oskarżanie samych Żydów o antysemityzm” powiedział minister spraw zagranicznych Izraela Yair Lapid. Izrael zażądał oficjalnych przeprosin. Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie skomentowało dotąd oświadczenia Izraela. Oto linki do wywiadu:
„Kto należy do narodu polskiego, musi zniknąć. Najzaszczytniejszym dla nas zadaniem jest uczynienie wszystkiego, aby każdy przejaw polskości zginął bez reszty” – Albert Forster.
Kainowi sprzymierzeńcy
Jak podał na swoich stronach internetowych GUS, w Polsce od stycznia 2020 do marca 2022 roku zmarło 1 milion 123, 374 tysięcy ludzi, a urodziło się w tym samym czasie niespełna 640 tysięcy. Wśród tego ponad miliona zmarłych, jest ponad 200 tysięcy ofiar nadmiarowych zgonów spowodowanych zamknięciem przed Polakami służby zdrowia w czasie trwania fałszywej pandemii Davida 19. Takiej hekatomby ludobójstwa, żeby dwa lata z rzędu, gdzie liczba zgonów wyniosła po 561 tysięcy osób w ciągu każdego roku, nie było nawet w ciągu żadnego roku, spośród sześciu lat trwania drugiej wojny światowej, wśród których rok 1945 uznano za najbardziej tragiczny pod tym względem, gdyż zamknął on się łączną liczbą ponad 450 tysięcy Polaków, zmarłych, pomordowanych i poległych w walkach z hitlerowskimi Niemcami i ich kolaborantami.
Dwa ostatnie lata rządów PiS to hekatomba ludobójstwa na narodzie polskim, w porównaniu ze wszystkimi latami drugiej wojny światowej. Gdy dodamy do tego wszystkiego ponad 8 milionów Polaków, wypędzonych z Ojczyzny za chlebem przez wszystkie rządy zdrady narodowej, z wyłonionych w Magdalence zorganizowanych grup przestępczych o charakterze zbrojnym, dewastujących i grabiących bez opamiętania nasz kraj od 33 lat, dokładnie w ten sam sposób, w jaki robiła to III Rzesza, który to taki sam proceder, którego sprawcami w latach okupacji były hitlerowskie Niemcy, opisał dokładnie i to w najdrobniejszych szczegółach Hans Frank:
Hans Frank, ojciec chrzestny Kainowych sprzymierzeńców
,,Otrzymałem polecenie bezwzględnego złupienia zdobytych ziem wschodnich; mam doprowadzić do ich całkowitej gospodarczej, społecznej, kulturalnej i politycznej dewastacji.
Nie należy nam zresztą wcale na rozkwicie tego kraju. Jest to może najsmutniejsza prawda, jaką musimy powiedzieć. Nam nie zależy zupełnie na tym, aby Polacy stali się bogatsi albo czuli się bezpieczniej lub przejawiali coraz więcej żywotności w wykorzystaniu swej własności. Nam zależy jedynie na podniesieniu autorytetu niemieckiego w tym kraju. Miarą tego dzieła nie może być dla nas, ile osobistego szczęścia – według pojęć rządów dawnych stuleci – przysporzymy poszczególnym Polakom, lecz jak najskuteczniej wykluczyć możliwość, aby Polska kiedykolwiek jeszcze powstała. (…) Führer również przedwczoraj wyraźnie oświadczył, że ten Nebenland (kraj przyboczny) Rzeszy Niemieckiej ma spełnić trudne zadanie rozprawienia się z Polakami za wszelką cenę; aby więc wolny był także od obowiązku prowadzenia polityki zniemczania. Dalej Führer wyraźnie powiedział, że nie nakłada na Gubernię Generalną obowiązku kształtowania tu życia na wzór niemiecki, ale również żadne tendencje germanizacyjne nie byłyby tu na miejscu. Kraj ten powołany jest do spełniania roli rezerwuaru robotników na wielką skalę. Mamy tu jedynie gigantyczny obóz pracy, w którym wszystko, co oznacza siłę i samodzielność, jest w rękach Niemców.
Polakom należy umożliwić kształcenie się jedynie w tym zakresie, aby uświadomili sobie, że jako naród nie mają żadnych perspektyw (…), szkoły wyższe są już zamknięte. Seminaria duchowne, otwarte ponownie przez Wehrmacht, również zostaną bezwarunkowo zamknięte, gdyż są one jedynie inkubatorami nienawiści do Niemców.”
Rondo III Rzeszy w Gdańsku
Po dokładnym przyjrzeniu się tym wszystkim faktom, otrzymamy obraz nieprawdopodobnej tragedii, zgotowanej i wydanej nam po 1989 roku wojny totalnej, do całkowitego, fizycznego wyniszczenia nas Polaków, żeby kto inny zajął naszą Ojczyznę i przejął wszystkie jej bogactwa, czego jesteśmy świadkami obecnie, mogąc oglądać te wydarzenia na własne oczy, jak realizowane są wobec nas projekty III Rzeszy. Bo na naszych oczach wprowadzany jest w życie, i to z żelazną konsekwencją hitlerowski Plan zagłady Słowian, którymi wedle jego scenariusza ofiarami przeznaczonymi do całkowitej anihilacji, byliśmy jako pierwsi my Polacy, a nie Żydzi, jak wmawia to wszystkim antypolska propaganda. Dziś widać to już wyraźnie, że to czego nie udało się dokonać wobec nas 80 lat temu Hitlerowi, kontynuują wprowadzanie jego planów, obecni spadkobiercy jego myśli i idei
Zamordyzm, zniewolenie i cenzura prewencyjna, jaką zaprowadził obecnie PiS, nie ma sobie podobnych w żadnym okresie całej historii Polski, bo nawet cezura czasów stalinowskich, w porównaniu z cenzurą, jaką na rozkaz klauna z Nowogrodzkiej zaprowadziła pisowska ABWhera, była igraszką w porównaniu z tym medialnym zamordyzmem, z jakim mamy do czynienia obecnie. Otóż pisowska bezpieka poprzez nakaz, wydany wszystkim dostawcom internetu w Polsce, zablokowała praktycznie wszystkie, istniejące jeszcze wolnościowe portale internetowe, które nie poddały się rządowemu zmuszaniu ich, do udziału w propagowaniu przez nie zakłamanej, nazistowskiej narracji i propagandy, dotyczącej zarówno plandemii Covid19, a w szczególności do aktualnej reżimowej polityki kłamstw w kwestii sytuacji na Ukrainie, a te do których jest jeszcze dostęp, zostaną, najprawdopodobniej zablokowane na dniach. A wszystko to dzieje się pomimo konstytucyjnego zakazu stosowania cenzury prewencyjnej w jakiejkolwiek formie i sytuacji. Wszystkie te okoliczności obnażyły jednocześnie do szpiku kości, kim jest w rzeczywistości PiS, na czyich jest usługach, dokąd zmierza i gdzie ma obowiązujące w Polsce prawo, konstytucję, o sprawiedliwości już nie wspominając. I trzeba być durniem, ślepcem, albo człowiekiem złej woli, żeby nie chcieć tego wszystkiego dostrzec. Gdy patrzy się na poczynania tych renegatów, jedynym uczuciem, jakie się do nich ma, to nie nienawiść, ale wyłącznie obrzydzenie i pogarda, albowiem na nic więcej nie zasługują. Ponadto, nie zdają sobie być może sprawy, że gdy przeglądają się każdego dnia w domowym lustrze, to nawet się nie domyślają, że również i zwierciadłu na ich widok robi się nie tylko niedobrze, ale wręcz zbiera mu się na wymioty.
Banderamok 2022
To zdjęcie z Suwałk. Poliniakom rozum odebrał najpierw David 19y, a teraz Banderamok 2022.
Stare przysłowie mówi,że jak Pan Bóg chce człowieka ukarać, to mu rozum odbiera. I taki właśnie stan nieprzychylności niebios, w każdym razie do większości polskiego społeczeństwa, możemy obserwować właśnie teraz. A dzieje się tak z bardzo prostego powodu, gdyż większość naszych rodaków robi sama z własnej woli, wszystko aby na to zasłużyć, zarówno przez własną głupotę, jak i umiłowanie kłamstwa, któremu oddali się w niewolę cały sercem i duszą podpisując cyrograf z diabłem. Niczego nie tylko nie nauczyli się z historii i nie wyciągnęli z niej żadnych wniosków, ale jeszcze bardziej brną w jej błędy. Dlatego powtórzymy ją jeszcze raz wszyscy, z o wiele gorszymi konsekwencjami, niż poprzednio, w jeszcze większym wymiarze.
Dlaczego to coś wisi w Polsce?
Psychiatra poliniakom pilnie potrzebny
Ołtarzyk ku czci świętego kijowskiego klauna i zbrodniarza wojennego w witrynie jednej z księgarni na Podkarpaciu
Flaga Ukrainy obok Polski i Unii Europejskiej zawisła na budynku Urzędu Miejskiego w Gdańskufot. Piotr Wittman / www.gdansk.pl
Przez całkowicie bezrozumne i bezrefleksyjne przyjmowanie ukraińskich nachodźców, nawet nie widzą, że już stali się obywatelami drugiej kategorii we własnym kraju, a już niedługo zostaną sprowadzeni do roli podludzi, jak w czasach Generalnego Gubernatorstwa zarządzanego przez Hansa Franka, gdzie Ukraińcy, tak jak dzieje się to dzisiaj, otrzymali wszelkie możliwe przywileje i społeczny awans, a Polacy zostali sprowadzeni do roli niewolniczych rabów, których jedynym prawem była galernicza praca, wykonywanie wyłącznie najprostszych i zarazem najcięższych prac, zakaz edukacji, sprowadzony jedynie do umiejętności napisania własnego imienia i nazwiska i liczenia góra do stu, a także zakaz jakiejkolwiek opieki medycznej, itp. I to samo co miało miejsce osiemdziesiąt lat temu, widzimy w naszym kraju również teraz, a mianowicie, że Ukraińcy mają tak jak w tamtych czasach, dostęp do usług medycznych w Polsce poza wszelką kolejnością w trybie natychmiastowym, gdy Polacy muszą czekać na wizytę u specjalistów od kilku miesięcy do dwóch lat, a nawet gdy odczekali już taki termin co do minuty, a zjawi się nagle jakiś Ukrainiec, Polak znów czeka na kolejny termin, bo nachodźca zza wschodniej granicy jest przyjmowany przed nim poza wszelką kolejnością.
Ukraińcy po 24 lutego otrzymali z marszu takie względy w naszym kraju, o jakich my Polacy możemy jedynie pomarzyć i to obejmujące wszystkie poziomy ludzkiego życia. Oddaliśmy wszystko zupełnie bezrefleksyjnie i bez żadnego sprzeciwu, pozwalając się sprowadzić do roli przysłowiowych Elojów na własnej ziemi, więc nie miejmy za naszą sytuację, w jakiej się znaleźliśmy do nikogo żadnych pretensji, poza nami samymi, bo tylko my sami jesteśmy temu winni. A oto tylko kilka przykładów naszego tragicznego położenia, będącego wyłącznie skutkiem naszej bezmiernej głupoty i bierności, bo nie mamy nawet cywilnej odwagi zapytać naszych okupantów, w czyim imieniu i za czyją zgodą, a także za czyje pieniądze, nie pytając w ogóle o zdanie, a tym bardziej o pozwolenie na swoje działania suwerena, którym jest Naród, wysyłają broń banderowskiej juncie z Kijowa, pchając nas w wojnę, z którą nie chcemy mieć nic wspólnego, a także przyjmując miliony Ukraińców, gdy jeszcze niedawno ten sam reżim opowiadał wszystkim bzdury, że nie jest w stanie sprowadzić kilkuset tysięcy Polaków, potomków Kresowian z czasów drugiej wojny światowej, zesłanych na daleki wschód Rosji i Kazachstanu.
Wszystko to pokazuje, że historia zatoczyła koło, a my Polacy znaleźliśmy się z powrotem w Generalnym Gubernatorstwie. I tak jak w Generalnym Gubernatorstwie, czasów Hansa Franka, Ukraińcy byli nie tylko najbardziej uprzywilejowaną grupą narodowościową, ale stanowili wówczas jego elitę, tak i dziś spełnia się sen, nie tyle Gowina, Bartosiaka i Zychowicza, co samego Adolfa Hitlera, że jego projekt jest wprowadzany z całą mocą w Nebenlandzie, groteskowym tworze, zwanym dziś czarcią erpe, przez samych polińskich podludzi zupełnie dobrowolnie, którymi ostentacyjnie gardził, tak jak gardzili nimi jego dawni i obecni ukraińscy kolaboranci. Nie mogąc wyjść ze zdumienia nad kolejnymi nawrotami polskiej głupoty, naiwności i frajerstwa. Najtrafniej podsumował studium nad polską durnotą, nie mogąc pojąć jej bezrozumnej powtarzalności, a szczególnie nieuleczalności tej przypadłości w wydaniu zbiorowym całego naszego społeczeństwa, ponad dwadzieścia lat temu, pewien ukraiński nacjonalista, z którego opinią można się zgodzić lub nie, ale nie można odmówić mu trafności jego spostrzeżeń, Oto one.
Mimo wszystko ciśnie się nieodparcie inne zakończenie, które nas Polaków, umocni w przekonaniu, że w oczach ukraińskich nacjonalistów uchodzimy za ,,naród idiotów.” Warto przytoczyć wypowiedź lidera melnykowskiej frakcji OUN Mykoły Pławiuka, który na wieść o porozumieniu polsko-ukraińskim podpisanym przez prezydentów obu państw (,,magistra” Kwaśniewskiego, w nawrocie ataku choroby filipińskiej, z prezydentem UPAdłej Leonidem Kuczmą) powiedział:
,,Porozumienie z Polską odsunęło w przeszłość stare konflikty między dwoma narodami, a to dzięki polityce nowego rządu Polskiego, który jako należący do lewicy, sam dobrze poznał system komunistyczny i dlatego rozgląda się za sojusznikami na przeciwwagę Rosji. Porozumienie nie starło zadań pewnych polskich kół szowinistycznych, jednak stwarza ono dobra perspektywę w dziedzinie międzynarodowej. Przy tym wszystkim Ukraina nie tylko nie przeprosiła za wydarzenia na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej podczas II wojny światowej, jak tego domagali się polscy szowiniści, ale osiągnęła to, że rząd Polski, chociaż nieoficjalnie, przeprosił za akcję Wisła.”
A teraz przeczytajmy uwagę na temat naszego najsłabszego punktu narodowego charakteru, przez co przegrywamy niemal wszystko od zawsze i z każdym, którą to naszą zbiorową, nieuleczalną słabość, zauważył już ponad sto lat temu Roman Dmowski:
,,Do tego, żeby nie uniknąć prawdy, gdy ta może przerazić, trzeba dość silnego charakteru, a w społeczeństwie naszym charaktery silne są ogromną rzadkością”.
To prawdziwe szyderstwo historii, z której polactwo jeszcze się cieszy, nie dostrzegając, że to najsłabsze ogniwo, będące najnikczemniejszą cechą naszego charakteru, które nie wiedzieć czemu jeszcze pielęgnujemy, jak gangrenę z taką pieczołowitością, godną samobójcy, zamiast usunąć ją spośród nas bez wahania, choćby ostrzem miecza, bo jeśli tego nie zrobimy, to w końcu zmiażdży nas jak walec, doprowadzając do krawędzi przepaści, z której nie ma już odwrotu, a tylko upadek do otchłani, oznaczający ostateczne zniknięcie z kart historii. Czy tego właśnie chcemy?
***
W szpitalu wojewódzkim we Wrocławiu chorych onkologicznych do leczenia onkologicznego zapisuje się na pierwszą wizytę na najbliższy termin … za 2 dwa lata. Od jednego z czytelników (autentyk): „Kluczbork, ponad dwudziestotysięczne miasteczko, nie wyłamuje się ze schematu i też został owładnięty banderamokiem – flaga krainy U przed budynkiem urzędu miasta, rysunki w barwach ukrowych w szkolnych oknach, mnóstwo samochodów na ukraińskich blachach, banderowcy ulokowani w każdym miejscu (w tym także tuż za ścianą w kamienicy, w której mieszkają moi rodzice – awantury i darcie gęby na porządku dziennym, a po zwróceniu uwagi, za każdym razem, odpowiadają, że obchodzą urodziny), a także…
No właśnie, w Kluczborku zrobiło się głośno o sytuacji z jednego z salonów fryzjerskich. Otóż do salonu przyszły trzy nachodźczynie zrobić się na bóstwo, każda z nich zrobiła metamorfozy za 300 zł i jak przyszło do zapłaty, kazały wystawić fakturę na Pana Kielara, burmistrza miasta. Pani fryzjerka nie wiedząc, co zrobić, zadzwoniła na milicję, a milicja zgłosiła się po odpowiedź do urzędu miasta. Odpowiedź z urzędu miasta nie mogła być inna i faktura rzeczywiście została wystawiona na Pana Kielara, tfu, na urząd miasta, w istocie.”
Kolejna pocztówka znad krawędzi: „Szanowny Panie Tomaszu,Mam zaszczyt być córką polonistyki uczącej w jednej z wielkopolskich szkół na terytorium przemarszu. W środę Moja Mama była świadkiem, a później także uczestnikiem okropnej sytuacji w pokoju nauczycielskim. Pani Diana, zatrudniona niedawno w charakterze psychologa dla dzieci ukraińskich (sic!), zaczęła obrażać polskie nauczycielki, które skarżyły się jej na skandaliczne zachowanie młodszych ukraińców (tak, z małej litery, gdyż to nie naród). Te dzieci zupełnie ignorują wszelkie polecenia, przeszkadzają swoim rówieśnikom i nie szanują nauczycieli. Diana, była pracownica sklepu wielobranżowego, a teraz zatrudniona jako psycholog bez dyplomu („dyplom zaginął na wojnie”) uważa, że takie zachowanie to wina złego wychowywania polskich nauczycieli, bo te dzieci były bardzo grzeczne zanim przyjechały do Polski. Moja Mama, nie wytrzymawszy kuriozalnych oskarżeń, zapytała: ”Jak te dzieci mają szanować polskiego nauczyciela, skoro w ukraińskich szkołach uczycie banderyzmu, który jest skrajnie antypolski?”. Dodała również, że Dla Bandery „każdy zamordowany Polak to jeden metr wolnej Ukrainy”. Kobieta ukraińska wpadła w szał i zaczęła wykrzykiwać, że to wszystko nieprawda. Na to moja Mama, jako jedyna pośród sześciu nauczycielek obecnych w pokoju, zapytała: „Czy nieprawdą jest, że stawiacie pomniki mordercom Polaków, a rok 2022 jest rokiem Bandery?”. Zapytała również siedzącej obok historyczki czy nie ma racji. Milczenie. Absolutnie nikt nie poparł Mojej Mamy, a ukrainka wybiegła z pokoju nauczycielskiego na skargę do dyrektora pokrzykując, że przecież „Piłsudski robił to samo”. Tego samego dnia wieczorem miała miejsce rada pedagogiczna, na której ów dyrektor, nie robiąc wycieczek osobistych, powiedział, że szkoła jest „multikulturalna i nie życzy sobie głoszenia poglądów, którejkolwiek partii politycznej w szkole”. Nadmienię jedynie, iż Moja Mama nie przynależy i nie sympatyzuje z żadna partią polityczną. Jest normalną, dumną Polką. Dzisiaj również powinny odbyć się szkolne obchody z okazji 3 maja. Szkoła cała wyklejona niebiesko-żółtymi serduszkami. Zabrakło miejsca na akademię, pieśni patriotyczne, flagi, a nawet na symboliczne biało-czerwone przypinki. Moja Mama i kilkoro dzieci z jej klasy miały takowe przypinki. Oburzona, próbowała dociec, co jest przyczyną braku jakichkolwiek szkolnych obchodów, bądź co bądź, ważnego (jak dotychczas) polskiego święta. Koło historyczne odpowiedzialne za tego typu wydarzenia schowało głowę w piasek tłumacząc, że „przecież co chwile jest jakaś rocznica”. Obawiam się, że Moja Mama nieformalnie skazana jest na potępienie w gronie nauczycieli za mówienie prawdy historycznej. Ta sklepowa zatrudniona w szkole jest wysłannikiem SBU i strażnikiem banderyzmu, bo to nie pierwsza taka osoba zatrudniona w polskich placówkach edukacyjnych, dla której znalazło się jakieś zupełnie niepotrzebne i absurdalne stanowisko w budżetówce. Podejrzewam, że nauczyciele dostali „prikaz” od MEN, aby nie robić banderowcom przykrości i nie obchodzić żadnych patriotycznych świąt. Czy w innych szkołach również nie było jakichkolwiek obchodów? To już nawet nie jest banderamok, to masowy pogrzeb polskości, polskiej kultury, historii i całej naszej ojczyzny.”
Nie jestem tchórzem ale obecna sytuacja mnie przeraża. Taki los jaki zgotowali psychopaci rządowi Polakom ,za to powinno postawić się ich pod Trybunał Stanu i wyeliminować na zawsze życia publicznego Kwestią czasu jest jak wybuchnie konflikt. Już słychać niezadowolenie Polaków z zaistniałej sytuacji . Przebudzenie nastąpi.
Wszystko wskazuje na to, że nasz „patriotyczny” warszawski reżim, pragnie wysunąć się na czoło pozostałych unijnych wasalów Ameryki i jej globalistycznych pryncypałów, w dziele szerzenia chaosu i wojen na starym kontynencie, zgodnie z promulgowaną doktryną NWO „Agenda 2030”.
Jak zwykle, w takich narodowych momentach obłędu i histerii, odbywa się to „ponad politycznymi podziałami”. Cała agenturalna „elita” jest scementowana w dziele służeniu wrogom Polski, świata, a przede wszystkim Boga.
Podjudzanie Polaków przeciw Rosji, we wszystkich polskojęzycznych mediach osiągnęło apogeum, a ortodoksyjne działania „władz” potwierdzają niewzruszona wolę kroczenia ku narodowej zagładzie.
Demonstrując swą pryncypialność w odrzucaniu jakiejkolwiek kooperacji z „Kacapami”, „prymus zachodniej wolności i demokracji” III RP, zawstydziła Niemcy, odrzucając możliwość zakupu rosyjskiego gazu za ruble. Miast tego zakupiła tenże sam rosyjski gaz, jedynie po wyższej cenie, od swego zachodniego sąsiada i pośredniaka w handlu z Rosją, czyli Republiki Federalnej:
Te i wszystkie inne działania władz III RP znajdują coraz większy oddźwięk na Zachodzie, który oskarża Polskę o „pęd do rozpętania III Wojny Światowej, z dużym prawdopodobieństwem, nuklearnej”:
O ile Biden i jego neo-bolszewicka klika z Waszyngtonu poklepuje przyjaźnie swych kundli z Warszawy, o tyle większość niezależnych zachodnich mediów, z podejrzaną gorliwością, doszukuje się historycznych paralel, w zachowaniu Polski i Polaków. Coraz częściej przywoływane są kłamstwa, że to właśnie Polska, a nie Niemcy, odpowiada za wybuch II Wojny Światowej, z powodu represjonowania mniejszości niemieckiej na jej terytorium.
Polacy w swym serwilistycznym stosunku do Zachodu nigdy nie uzyskali żadnych korzyści, lub choćby tylko uznania zasług, a jedynie wyzysk i poniżanie. Pomimo to, a może właśnie dlatego, z uporem godnym lepszej sprawy nadal włażą „zachodnim nadludziom” w cztery litery, oblizując się przy tym rozkosznie.
Jak w zwierciadlanym odbiciu ukazuje się ich stosunek do Rosjan, arogancki oraz pogardliwy i to nawet w okresie PRLu! Przy czym, zwłaszcza dziś, w dobrze pojętym interesie narodowym, nie należałoby drażnić rosyjskiego niedźwiedzia, który nawet zagnany w kozi róg, może w odwecie zniszczyć Polskę w oka mgnieniu.
Tylko głupiec prowokuje i drażni silniejszego od siebie sąsiada, w momencie gdy jest on całkowicie zaabsorbowany zmaganiami z banderowską Ukrainą.
Niestety naszą Ojczyzną rządzą zdrajcy, a rządzonym brak nawet elementarnego pomyślunku.
Nie pisałem o wojnie na Ukrainie, choć trwa już trzeci miesiąc. Parę razy się przymierzałem, ale odpuszczałem. Bo w sumie problem jest taki, że jako cywil po prostu mało co wiem. W szczególności nie jestem w stanie wiedzieć co naprawdę dzieje się na Ukrainie, gdzie są jakie jednostki wojskowe, kto popełnia jakie zbrodnie i tak dalej.
W szczególności zaś do czasu zwycięstwa Rosji lub zawarcia pokoju z Ukrainą – co jest równoznaczne z klęską Rosji – nie będzie jasne kto wygrywa. Oczywiście, istnieje też opcja rozwinięcia się konfliktu na pełnoskalową wojnę w Europie.
Analogie historyczne
Taka sytuacja – że cywile nic nie wiedzą – nie jest niczym nowym. W czasie II wojny światowej media stron walczących też pełne były propagandowych kłamstw a cywile tak naprawdę wiedzieli tylko to, co sami widzieli. Co więcej, jako cywile często nawet jak już coś widzieli to nie wiedzieli co dokładnie widzą, bo nie mieli przygotowania do np. rozpoznawania sylwetek samolotów.
Świetny przykład tego to kampania na Zachodzie Europy w roku 1940. Przed rozpoczęciem ataku Niemiec – podczas „dziwnej wojny” – media alianckie podawały, że Niemcy są za słabe by zaatakować. Zmieniło się to dopiero po zajęciu przez Niemcy Norwegii. Oczywiście, w mediach alianckich przedstawiano to jako całkowicie nieuzasadnioną okupację biednego neutralnego kraju – nie poinformowano publiczności francuskiej czy brytyjskiej, że Wielka Brytania sama planowała zająć Norwegię (chodziło o zabezpieczenie drogi dostaw cennych rud i wyrobów metalowych – przede wszystkim łożysk tocznych – ze Szwecji) i Niemcy wyprzedzili tą operację. Kiedy zaś 10 maja 1940 zaczeło się niemieckie natarcie prasa brytyjska i francuska podawała pokrzepiające wiadomości o powstrzymywaniu wojsk niemieckich, które miały ponosić „ciężkie straty”. To samo było podawane przez BBC i rozgłośnie francuskie (wtedy w większości prywatne). Jeszcze 28 maja francuskie media budowały nadzieje obywateli na „planie generała Weyganda” i kontynuowały to aż do 4 czerwca. Dziesięć dni później Wehrmacht wkroczył do Paryża a Francja prosiła Niemcy o pokój. Dopiero po latach historycy ustalili, że stosunek strat w tej kampanni wynosił 1:5 na korzyść Niemców, a więc za jednego zabitego niemieckiego żołnierza alianci tracili pięciu. Okazuje się więc, że również owe „ciężkie straty” Niemców były propagandowym kłamstwem, ale oczywiście współcześni cywile nie byli tego świadomi.
Jeśli ktoś zna angielski i/lub francuski polecam zapoznać się z materiałami źrodłowymi – ówczesna prasa się zachowała, jest też całkiem dużo zachowanych nagrań audycji radiowych.
Podsumowanie czego uczy nas historia:
na wojnie media kłamią, ich głównym zadaniem jest zagrzewanie ludzi do walki, a nie informowanie o prawdziwej sytuacji,
będąc cywilem nie mającym dostępu do tajnych informacji i danych wywiadu nie ma się szans na bieżące ustalenie rzeczywistego obrazu sytuacji,
z czasem prawda wychodzi bo dużych rzeczy, dużych klęsk czy zwycięstw a także dużych trendów nie da się ukryć czy przykryć propagandą, a w każdym razie nie na dłuższą metę.
Zatem wniosek płynie z tego taki, że jako cywile powinniśmy zwracać uwagę na owe duże rzeczy i trendy oraz na to, co obserwujemy sami, bezpośrednio. Stąd warto było poczekać te dwa miesiące w nadziej, że sytuacja się rozjaśni.
Dziwna wojna
Tymczasem ona się nie rozjaśnia, a przeciwnie, zaciemnia. Wojna na Ukrainie to bardzo dziwna wojna (dużo dziwniejsza niż „dziwna wojna” na Zachodzie między wrześniem 1939 a majem 1940).
Zwróćmy uwagę na kilka ciekawych faktów:
1. Na większości terytorium Ukrainy nie ma żadnych działań wojennych, czego najlepszym przykładem jest publikowana przez koleje ukraińskie mapka pokazująca które stacje kolejowe działają normalnie (czyli rozkładowo jeżdżą tam pociągi), a które są wyłączone z użytkowania lub występują tam problemy w związku z wojną – co ciekawe mapka ta nie ulega istotnym zmianom od dwóch miesięcy.
Ponadto indagowani przesiedleńcy z Ukrainy (pytani bezpośrednio + relacje znajomych) zeznają, że żadnych walk nie widzieli. Klasyczny przekaz brzmi tak: „u nas nic nie było, coś latało na niebie i siedzieliśmy w piwnicy bo był alarm przeciwlotniczy i trzeba było, ale gdzie indziej jest bardzo źle”. Skąd więdzą, że gdzie indziej jest źle? Z telewizji i Internetu.
Co więcej ich przejazd do Polski odbywał się w sposób uporządkowany i zorganizowany. Potwierdzają to relacje filmowe niezależnych reporterów np. z dworca w Kijowie, gdzie w sposób zorganizowany ładuje się pociągi z przesiedleńcami, zapewniając im jedzenie i picie itp. Wygląda to na zorganizowaną, systematyczną akcję przesiedleńczą, a nie na paniczną ucieczkę przed wojną.
Kto czytał wspomnienia ludzi, co przeżyli II wojnę światową ten wie, że żadnych zorganizowanych ewakuacji cywili tam nie było – nawet w krajach Zachodu np. we Francji. Uciekano na własną rękę a na dworcach rozgrywały się dantejskie sceny wśród całkowitego rozkładu organizacyjnego zarówno kolei jak i służb. Tymczasem na Ukrainie kolej jak już pisałem działa sprawnie a nawet chwali się na swojej stronie, że przewiozła już 3.5 miliona uchodźców.
Dziwna sprawa.
2. Wycieczki do Żeleńskiego
Wyprawa Kaczyńskiego i kolegów do Żeleńskiego zapoczątkowała pewną modę czy trend wśród zachodnich polityków – jeżdżą oni już regularnie do Kijowa na spotkania z Żeleńskim, które są w istocie dla tych polityków okazją, żeby sobie zrobić zdjęcia na użytek swojej publiczności. Znaczące jest, że poza pierwszą „wycieczką” oraz wizytą Johnsona o pozostałych w zasadzie mało kto wie poza publicznością kraju, z którego przyjechał dany gość na sesję zdjęciową do Kijowa.
24 marca – marszałkowie (speakers) parlamentów Litwy (Čmilytė-Nielsen), Łotwy (Mūrniece) i Estonii (Ratas)
2 kwietnia – Metsola (parlament EU)
8 kwietnia – Heger (premier Słowacji), von der Leyen, Borrell – komisja EU (odwiedzili też miejsce ukraińskiej zbrodni w Buczy),
9 kwietnia – Johnson (premier UK), Nehammer (kanclerz Austrii)
13 kwietnia – Duda, Karis (prezydent Estonii), Nauseda (prezydent Litvy), Levits (prezydent Łotwy) – odwiedzili też opuszczone przez wojska rosyjskie miejscowości pod Kijowem
14 kwietnia – Amerykańscy parlamentarzyści – senator Daines (R-Mont.) and reprezentantka Spartz (R-Ind.)
20 kwietnia – Charles Michel European Council president
21 kwietnia – Frederiksen (premier Danii), Sanchez (premier Hiszpanii)
24 kwietnia – amerykańscy sekretarze obrony (Austin) i spraw zagranicznych (Blinken) – jak dotąd najważniejsi oficjele,
28 kwietnia – Petkov, premier Bułgarii.
Schemat wszystkich tych wycieczek jest taki sam: zainteresowani przylatują do Rzeszowa, przejeżdżają do Przemyśla a następnie jadą do Kijowa specjalnym pociągiem kolei ukraińskich. Tam odbywają sesję zdjęciową z Żeleńskim oraz (od wizyty Johnsona) spacer po Kijowie, po czym tym samym specjalnym pociągiem wracają do Polski, skąd odlatują do swojego kraju.
Można by zażartować, że niedługo dla ułatwienia rząd Ukrainy wprowadzi stronę webową umożliwiającą rezerwację sesji foto z Żeleńskim – w pakiecie przejazd specjalnym pociągiem i zdjęcia przy stole w znanej już wszystkim salonce.
Dużo bardziej poważne jest pytanie skąd owi „foto-turyści” mają pewność, że się im nic nie stanie? Przecież na Ukrainie trwa wojna, rosyjskie lotnictwo lata sobie jak chce po całym kraju, latają też rosyjskie rakiety i drony, które raziły zarówno cele w Kijowie jak i dalej na zachód. Np. 13 kwietnia – a więc na dwa dni przed wizytą Kaczyńskiego i pozostałych – ponad 30 rakiet rosyjskich uderzyło na bazę na poligonie w Jaworowie gdzie m.in. szkolili się międzynarodowi ochotnicy oraz składowano zaopatrzenie wojskowe z Zachodu. Skąd zatem Kaczyński, Morawiecki i pozostali mieli pewność, że taka rakieta nie trafi w ich pociąg, w tory po których on jedzie lub w stację w Kijowie, na której wysiadają?
Ktoś może powiedzieć, że Kaczyński, Morawiecki, premier Słowenii czy Słowacji to na tyle mało znaczące postaci, że po prostu nie mieli żadnej pewności, że nie zostaną zaatakowani. No ale co z kierownictwem EU? Co z Borisem Johnsonem, w końcu oficjalnie głową państwa dysponującego bronią jądrową? Czy jego zaplecze (czy raczej kontrolerzy) pozwoliłoby na to, żeby jechał do Kijowa i jeszcze spacerował tam po ulicach gdyby nie było pewności, że wróci cały i zdrowy? Jest oczywiste, że nie. Podobnie rzecz się ma z Blinkenem i Austinem – gdyby był choć cień obawy, że może ich coś choćby zadrasnąć oczywiście by się tam nie pojawili.
Kto zatem mógł zagwarantować Johnsonowi, Blinkenowi, Austinowi i pozostałym bezpieczeństwo podczas ich wycieczek do Kijowa? Tylko Rosja. To by jednak świadczyło o tym, że te wizyty były uzgodnione z Rosją i dała ona zielone światło na nie choćby obiecując, że nie będzie w tym czasie prowadzić operacji powietrznych w tym rejonie ani tym bardziej celowo atakować pociągów wiozących dygnitarzy na sesję zdjęciową z Żeleńskim. Od razu nasuwają się kolejne pytania, z których najważniejsze jest takie: dlaczego Rosja na to pozwala?
A skoro przy tym jesteśmy: Rosja nie musiałaby strzelać do zachodnich dygnitarzy, wystarczyłoby kilka rakiet by skutecznie odciąć linie kolejowe do Kijowa. Przy fatalnym stanie dróg na Ukrainie czyniłoby to dalsze wizyty dygnitarzy z Zachodu niemożliwym. Utrudniłoby też przerzut ludzi z Ukrainy do Polski oraz przerzut dostaw z Polski i Słowacji na Ukrainę. Nic takiego się jednak nie działo, pociągi – czy to z zaopatrzeniem, przesiedleńcami czy dygnitarzami – śmigały w najlepsze, nie niepokojone przez rosyjskie lotnictwo.
Dopiero 25 i 26 kwietnia Rosja zaatakowała koleje… ale w ten sposób, że zaatakowała podstacje energetyczne zasilające je w prąd. Wyłącza to z eksploatacji elektrowozy – ale nie unieruchamia koleji jako takiej, bo są jeszcze spalinowozy. A, dodajmy, mówimy tu o trzecim miesiącu Straszliwej Wojny.
Dziwne to.
3. Niewątpliwie istotne walki toczyły się Mariupolu. Zdjęcia i relacje z różnych źródeł (a więc także rosyjskich) potwierdzają duże zniszczenia w mieście, zwłaszcza w centrum.
Co jest niejasne, to co takiego właściwie znajduje się na terenie zakładów Azovstal, że nie tylko broniący się tam bojówkarze Azova (czy tylko oni?) nie zamierzają się poddawać ale aż sam Putin zakazał szturmowania tego miejsca (po co?). Krążą tu różne pogłoski np. o obecności tam oficerów NATO (w tym sprawa generała Coultera) lub istnieniu tam jakiegoś laboratorium zajmującego się badaniami nad bronią biologiczną, dodatkowo podsycane desperackimi próbami ewakuacji czegoś lub kogoś stamtąd podejmowanymi przez siły Ukraińskie (helikoptery, statek), a ponoć udaremnionymi przez siły Rosyjskie. Jak na razie dowodów potwierdzających te pogłoski brak.
Poza tym jakieś walki toczyły sie głównie na wschodzie Ukrainy. Zachodu Ukrainy nikt nie tykał poza wspomnianym już atakiem na budynki i magazony w Jaworowie i rafinerię we Lwowie. Na kanałach Telegramowych rosyjskich podających relacje ponoć wprost od żołnierzy pojawił się nawet – i to już na początku marca – komunikat o jakiejś linii demarkacyjnej na Zachodzie Ukrainy, z góry uzgodnionej z Zachodem (!), poza którą wojska rosyjskie nie wyjdą.
Tak czy siak:
brak masowych ofiar, zarówno wśród żołnierzy jak i ludności cywilnej, podawane w celach propagandowych opowieści o „tysiącach ofiar” nie odpowiadają liczbom podawanym oficjalnie – i to przez obie strony,
brak masowych bitew – za wyjątkiem Mariupola – w mediach pokazywane są pojedyncze czołgi czy pojazdy zniszczonew walkach, ale nic co by chociaż trochę zbliżało się do znanych nam walk pancernych z II wojny czy choćby wojny w Zatoce Perskiej,
poza Mariupolem i kilkoma mostami brak masowych zniszczeń infrastruktury.
Dziwne, w ogóle nie pasuje do żadnej wojny jaką mieliśmy do tej pory. I – ponownie – mam tu na myśli nie tylko II Wojnę Światową, ale także bardziej współczesne konflikty.
4. Rosja wycofała się spod Kijowa. Ponoć w „geście dobrej woli” po rozmowach delegacji Ukraińskiej i Rosyjskiej w Istambule.
Powstaje pytanie: dlaczego tak naprawdę to zrobili? Porzucając np. zdobywane przez rosyjskich spadochroniarzy w heroicznym rzeczywiście boju lotnisko w Hostomelu. A także tą część ludności, która liczyła, że będzie tam już Rosja i podjęła współpracę z wojskiem rosyjskim, a którą zostawiono na pastwę wroga znanego przecież nie od dziś z brutalności (to zapewne efekty operacji „likwidacji kolaborantów” prowadzonej przez Ukraińców w iście banderowskim stylu pokazywano potem światu w Buczy).
To się nie składa w logiczną całość, trudno np. uwierzyć, że posłano elitarną jednostkę do zajęcia lotniska w Hostomelu tylko po to, żeby „odwrócić uwagę” od działań dalej na Wschodzie. I to tym bardziej, że ponoć i tak siły Ukraińskie były skoncentrowane na Wschodzie a także prawdę pisząc jakiś spektakularnych sukcesów Rosja tam nie odnosi zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Ukraina nadal jest w stanie ostrzeliwać Donieck.
5. Na Ukrainę płynie szeroki strumień zaopatrzenia. Jadą ciężarówki i pociągi z amunicją, rakietami a także ciężkim sprzętem. Co więcej, Czechy mają naprawiać ukraińskie czołgi uszkodzone w walkach, Polska ma leczyć rannych żołnierzy. Do tego premier Wielkiej Brytanii Johnson ujawnił, że ukraińscy żołnierze są szkoleni w zakresie używania przekazywanych im nowoczesnych rakiet przeciwczołgowych i przeciwlotniczych na terytorium Polski. Zaś rzecznikowi Departamentu Stanu wymsknęło się, że jakiś kraj przekazał jednak Migi-29, podkreślając, że USA nie miały z tym nic wspólnego poza jakimś wsparciem logistycznym, co później energicznie zdementowano zaprzeczając, że cokolwiek przekazano. Za to zupełnie oficjalnie potwierdzono właśnie, że Polska przekaże (ciekawe czy za darmo? zapewne tak) 200 sprawnych czołgów T-72.
Jak wiemy Rosja relatywnie szybko zlikwidowała ukraińskie lotnictwo wojskowe (część samolotów transportowych uciekła zresztą do Polski i np. wożą nowe drony bojowe dla Ukrainy z Turcji do Rzeszowa), co możemy wnioskować po tym, że właściwie nie słyszymy już o sukcesach ukriańskiego lotnictwa. Obecnie dla operujących nad Ukrainą rosyjskich samolotów i śmigłowców zagrożeniem wydają się być tylko przenośne systemy rakietowe. Zatem, od 24 lutego żadne zaopatrzenie nie dociera na Ukrainę drogą lotniczą. Pozostaje więc tylko droga lądowa, przez Polskę, Słowację i Rumunię (Węgry od początku konfliktu konsekwentnie zajmują rozsądnie stanowisko neutralne i żadnych transportów broni nie przepuszczają).
Jest ogólnie wiadome – nasi politycy mówili o tym otwarcie, nawet się tym chełpiąc – że to Polska odgrywa tu rolę głównego „hubu” logistycznego. Transporty docierają albo drogą kołową lub kolejową z Zachodu a następnie do przejść granicznych (oficjalnych i tworzonych naprędce nieoficjalnych) albo też drogą lotniczą na lotnisko w Rzeszowie (które jest obecnie najruchliwszym lotniskiem w Polsce!). Tam i w okolicach Przemyśla następuje przeładunek na ciężarówki lub pociągi i sprzęt jest następnie transportowany dalej na wschód.
Dlaczego zatem Rosjanie, którzy od samego początku mogli spodziewać się takiego rozwoju sytuacji nie wyprowadzili od strony Białorusi – gdzie mają rozlokowane siły i już używali ich w tej kampanii – uderzenia po linii Sarny-Równe-Kamieniec Podolski, które odcięłoby ukraińskie siły od zagranicznego zaopatrzenia?
Zdecydowanie łatwiej walczyć z przeciwnikiem, który nie może liczyć na duże dostawy i musi polegać tylko na zapasach oraz własnej produkcji. Przy tym nie byłoby to uderzenie ani na Polskę ani na Słowację czy Rumunię, zatem nie stwarzałoby podstaw dla NATO do interwencji. Zarazem przy większości sił ukraińskich związanych na wschodzie takie uderzenie nie powinno napotkać dużego oporu a ewentualny kontratak Ukrainy wymagałby przerzucenia sił ze wschodu, co po pierwsze osłabiłoby ich tam a po drugie można by temu przerzutowi zapobiegać atakując na bieżąco transporty. Z punktu widzenia wojskowego same korzyści.
Nie robiąc tego Rosja niejako sama się prosi o to, żeby NATO poszerzało coraz bardziej zakres wsparcia materialnego dla Ukrainy. W efekcie Polska, Słowacja i Czechy stają się niejako zapleczem frontu istotnie wzmacniając Ukrainę i jej możliwości odpierania lub choćby spowalniania rosyjskich ataków. Czyli Rosja walczy ze zdecydowanie większym przeciwnikiem, niż to się może wydawać, bo nie tylko z dość liczną armią ukraińską (), ale w istocie z całym Zachodem.
Teorię, że Rosjanie tego nie mogą zrobić bo ich siły zbrojne są na to za słabe nie wytrzymuje krytyki. Wystarczyłoby przecież skierować tam te siły, które bez sensu (skoro później się wycofano) uderzały pod Kijowem i Charkowem. Wystarczyłoby użyć lepszych jednostek, przede wszystkim pancernych, które Rosja posiada ale nie wprowadziła ich do walki. I tak dalej.
To naprawdę bardzo dziwne, to tak wygląda jakby Rosja wręcz chciała aby konflikt się przeciągał.
6. Po co Rosja prowadzi rozmowy pokojowe z rządem w Kijowie?
Prowadzenie tych rozmów jest całkowicie sprzeczne z deklarowanymi celami „specjalnej operacji wojskowej”, a mianowicie „demilitaryzacją i denazyfikacją” Ukrainy.
Demilitaryzacji nie da się osiągnąć atakami z powietrza, samo niszczenie zabudowań i sprzętu nie wystarczy. Demilitaryzacja wymaga całkowitego demontażu ukraińskiej armii, a to z koleji wymaga jej pełnej kapitulacji lub przejścia znaczących jej części na stronę Rosji. O ile Rosja chyba liczyła w początkach konfliktu na przejście jakiejś części lub nawet większości oddziałów ukraińskich na jej stronę – wskazuje na to przede wszystkim apel prezydenta Putina do ukraińskich oficerów – to od co najmniej początku kwietnia wiadomo, że tak się nie stanie. Zatem, demilitaryzacja będzie wymagała pełnego pokonania armii ukraińskiej w walce. I tu ponownie pojawia się pytanie czemu nie następuje logiczny krok, jakim powinno być odcięcie jej od zaopatrzenia, o czym pisałem wyżej.
Denazyfikacja to jeszcze trudniejszy cel. Nie zostało to nigdy oficjalnie ozwinięte przez Rosję w szczegółach, ale z konieczności „denazyfikacja” musiałaby oznaczać:
likwidację wszystkich bojówek nacjonalistycznych, zwłaszcza kultywujących tradycje UPA i SS Galizien (dygresja: prawdziwe SS samo by zlikwidowało te bataliony traktując ich jako degeneratów – nikt w SS nie tatuował sobie swastyk na głowie),
likwidację pomników Bandery i innych ukraińskich „bohaterów narodowych” czyli po prostu zbrodniarzy, zmianę nazw ulic itp,
zmianę programów nauczania i przemiał obecnie stosowanych podręczników historii, literatury itp.,
przywrócenie równouprawnienia różnych języków w miejsce obecnego specjalnego statusu ukraińskiego,
wyłapanie i osądzenie tych, którzy byli odpowiedzialni za powstanie tego kultu – tu czasem rosyjscy komentatorzy próbując objaśniać na czym miałaby polegać „denazyfikacja” przywoływali przykład Niemiec po II wojnie, gdzie stosowano kary i ograniczenia proporcjonalne do skali zaangażowania w nazizm – a więc liderzy na szubienicę, ale szef lokalnej komórki NSDAP czy Hitler Jugend niekoniecznie, być może jak był gorliwy to jakiś zakaz pracy w strukturach państwa.
Cała konstrukcja ukraińskiego państwa oraz cała propaganda usilnie stwarzająca „naród ukraiński” jest zbudowana na kulcie UPA, Bandery i tak dalej. Jest tak, bo – dodajmy – żadnej innej historii nadającej się na „historię narodową” Ukraina zwyczajnie nie ma, Ukraińcy jako naród to byt sztuczny stworzony pod koniec I wojny światowej na doraźne potrzeby polityczne przez bolszewików i… Polskę pod wodzą Józefa Piłsudkiego (całą akcja z Semenem Petlurą), który to proces potem – również z przyczyn doraźnych – kontynuowały Niemcy w czasie II wojny. Skoro tak, to de facto „denazyfikacja”, o której mówi Putin, musiałaby oznaczać demontaż fundamentów ukraińskiej tożsamości narodowej w jej obecnym kształcie. Przemówienie Putina z 21 lutego nie pozostawia cienia wątpliwości, że jest tego świadom zarówno on – jak i w ogóle kierownictwo Rosji.
Biorąc pod uwagę to wszystko „denazyfikacja” musiałaby z konieczności oznaczać całkowity demontaż aktualnych struktur państwa Ukrainy – de facto jego likwidację i – jeśli taki byt miałby być w ogóle utrzymany – budowę pod nowa, na nowych kadrach jakiejś „Ludowej Republiki Ukrainy”. Alternatywą byłoby rozczłonkowanie kraju i stworzenie wielu „ludowych republik” (na wzór DNR i ŁNR), które następnie zostałyby inkorporowane do federacyjnego państwa rosyjskiego nie tracąc swojej administracyjnej odrębności.
Nie ma najmniejszych wątpliwości, że czegoś takiego nie da się osiągnąć drogą negocjacji. Żaden reżim nie zgodzi się w negocjacjach na układ, który oznacza całkowitą utratę władzy a być może więzienie dla wielu jego członków. Do tego potrzebne jest pełne i bezapelacyjne zwycięztwo w polu, takie, po którym reżimowi w Kijowie pozostaje wyłącznie bezwarunkowa kapitulacja – lub ewakuacja.
Czyli oddziały rosyjskie muszą w końcowym boju opanować Kijów i wyprowadzić z ministerstw i urzędów w kajdankach ich dotychczasowych lokatorów (tych, którzy nie uciekną do Polski), a struktury, którymi oni kierowali muszą przestać istnieć tak samo jak w maju 1945 przestały istnieć NSDAP, SS i tak dalej.
Wspomnieć trzeba, że otwierające kampanię przemówienie prezydenta Putina z 21 lutego było zgodne z takim planem bo najwięcej miejsca w nim nie poświęcił on kwestii uznania republik DNR i ŁNR (co było decyzją owego dnia), ale nakreśleniu szerokiej historii Ukrainy, z której płynął jasny i widoczny wniosek, że jest to państwo sztuczne i nie mające sensu.
Mimo to Rosja prowadziła z Ukrainą rozmowy, w tym nagłaśniane spotkania na Białorusi oraz w Trucji a także „rozmowy w formacie zdalnym”, które ponoć są kontynuowane.
Ale na tym nie koniec – oficjalne czynniki Rosji (w tym minister Ławrow) regularnie sugerują, że prezydent Żeleński i jego otoczenie to narkomani i amerykańskie marionetki. Tym bardziej: po co prowadzić negocjacje z narkomanami, do tego marionetkami? O czym z nimi gadać?
Dziwna sprawa.
Dygersja: demilitaryzacja i denazyfikacja Ukrainy – gdyby udało się ją Rosji przeprowadzić – jest w interesie Polski i narodu Polskiego. Istnienie pod naszym bokiem państwa dużo ludniejszego, o dużej i dobrze uzbrojonej armii, jednocześnie wrogiego Polsce i zbudowanego na tradycjach UPA, organizacji po prostu polakożerczej i zapisanej w historii ludobójstwem wobec Polaków to dla Polski zagrożenie. Przyjaźnienie się z taką Ukrainą, dofinansowywanie jej, dostarczanie jej broni itp. to wyraz albo głupoty albo serwilizmu naszych władz wobec ich amerykańskich panów. Polska powinna w tym konflikcie zająć stanowisko takie jak Węgry – a może nawet rozważyć zmianę sojuszy.
Co tu jest grane?
Wróćmy jednak do meritum, czyli dziwnej wojny na Ukrainie. Jakie są możliwe wyjaśnienia tych wszystkich dziwnych zdarzeń i aspektów, które wymieniłem?
Rysują się tu trzy możliwe teorie:
1. Rosja jest faktycznie słaba a jej wojsko źle wyszkolone i wyposażone, Putin nie był tego świadom, bo do niego szły tylko pozytywne raporty, w efekcie przeliczył się bo dzielnie broniący się Ukraińcy wspierani przez Zachód świetnie sobie z rosyjską armią radzą i mają szansę wygrać tą wojnę (czyli – w skrócie – narracja mediów głównego nurtu jest prawdziwa).
Tę opcję należy od razu odrzucić. Po pierwsze z samego faktu, że tak nadają główne media. Jakim cudem media, które bezczelnie lecz w pełnej synchronizacji kłamały przez ostatnie dwa lata tworząc atmosferę „Okropnej Pandemii” miałyby nagle z dnia na dzień odzyskać rzetelność i prawdomówność? Zwłaszcza, że znów gadają chórem i bezkrytycznie powtarzają wszystko co powie ukraińskie cokolwiek (sztab wojskowy, wywiad, media) jako świętą prawdę, na co mogą się nabierać tylko wyjątkowo ograniczeni intelektualnie ludzie (czyli – w praktyce – szerokie masy społeczeństwa; trudno mi to zaakceptować, ale są ludzie tak głupi, że do dziś wierzą w „Ducha z Kijowa” i bohaterów z Wyspy Węży).
Po drugie, Rosja przygotowywała się do tej operacji od kilku lat – co najmniej od roku 2014, aczkolwiek za postawienie wojska „na nogi” Putin zabrał się jak tylko doszedł do władzy w 2000 roku. Samą operację poprzedziło wiele ćwiczeń i manewrów, w tym niespodziewanych, służących sprawdzaniu rzeczywistego stanu armii. Można sądzić, że Putin jako były funkcjonariusz służb zdaje sobie sprawę z ryzyka jakie ma każdy władca, że będzie dostawał tylko pozytywne informacje co za tym idzie powinien był wypracować mechanizm, który by temu zapobiegał. Podstawą takiego mechanizmu może być służba, z której się wywodzi, czyli FSB, tym bardziej, że jako służba „cywlina” tradycyjnie od czasów sowieckich stoi w pewnej opozycji do armii w wewnętrznym balansie sił państwa rosyjskiego. Innymi słowy, dla kierownictwa FSB informowanie o niedostatkach i wpadkach armii to nie tylko element ich obowiązku, ale także okazja do zyskiwania politycznych punktów. Tak więc moim zdaniem przekonanie, że Putin i ścisłe kierownictwo Rosji, które on reprezentuje mogłoby w ogóle nie wiedzieć o fatalnym stanie armii żyjąc w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości trudno przyjąć.
Co więcej, w Syrii Armia Rosyjska poradziła sobie świetnie, mimo trudnej sytuacji (ograniczenia w działaniu wynikające z obecności na miejscu sił USA i Turcji oraz interesów Izraela, odległość od kraju – logistyka) ratując de facto państwowość Syryjską i w ten sposób zapobiegając dalszej destabilizacji Bliskiego Wschodu, którą rozkręcało USA przy pomocy tak zwanego „państwa islamskiego” ISIS. Trudno uwierzyć, że działając w dużo lepszych warunkach, bez problemów logistycznych jakie stwarza Syria, na dobrze znanym terenie nagle stali się nieporadni i źle wyszkoleni.
Nawet na moment założywszy, że kierownictwo było oszukiwane i zamiast obiecanego „blitzkrieg” dostali „kichę” – no to powinni się zorientować już po dwóch tygodniach, wymienić kierownictwo armii i zasadniczo zmienić sposób działania „w polu”. To jednak nie nastąpiło.
Mały szczegół: Rosjanie pokazali też, że dysponują dużo większymi zapasami rakiet różnych rodzajów niż się spodziewano. Pentagon początkowo oceniał, że Rosji zapasy skończą sie po dwóch tygodniach działań tymczasem jakoś do dziś nie widać by się im kończyły. Pentagon więc twierdzi teraz, że wystrzelili już 1/3 tego co mieli. Oczywiście nie wiemy czy Pentagon w oficjalnych komunikatach rzeczywiście dzieli się swoim prawdziwym rozeznaniem sytuacji (wątpliwe). Nie wiemy również jakie Rosja ma tempo produkcji tych rakiet, a więc w jakim tempie jest w stanie uzupełniać to, co wystrzeli.
Moim zdaniem tą opcję możemy skreślić. Zostają dwie dalsze możliwości:
2. Rosja szykuje się do większej wojny. W związku z tym celowo marudnie działa na Ukrainie, nie kieruje tam zbyt dużo wojska, celowo nie używa swojego najlepszego sprzętu i tak dalej. Celowo też zostawia taką „zapraszającą” trasę dostaw z Polski i wytwarza aurę „nieporadności”. W efekcie Zachód zmarnuje dużo sprzętu, który trafiając na Ukrainę może być niszczony przez siły rosyjskie – a także rozkradany i sprzedawany „na czarno” przez Ukraińców. Rosja zaś zachowa większość swojej armii nienaruszoną „na później”.
Nie da się zrobić tego co USA – masowo „wyoutsourceować” produkcji do tanich krajów Azji (gł. Chin) przy tym zachowując ją jedynie w wąskich, kluczowych dla obronności sektorach. Po pierwsze powoduje to, że nie ma zakładów, które by można przestawić na produkcję wojenną (rzecz, która w latach 1941-45 działa się masowo). Po drugie nie ma kadr pracowników wytwórczych (robotników przemysłowych), które mogłyby tą produkcję podjąć w już istniejących zakładach zwiększając ich możliwości. Po trzecie, nawet super-tajne i super-nowoczesne bronie buduje się z komponentów, w tym także takich całkiem „zwykłych” jak stal, drut itp. ale także elementy elektroniczne (a wciąż urządzenia elektroniczne to nie tylko same wysoko zaawansowane chipy jak procesory, ale także elementy takie jak oporniki, kondensatory, diody i tak dalej). Jeżeli nie mamy bazy przemysłowej wytwarzającej to wszystko, to jest słabo zwłaszcza kiedy jakieś dziwne cuda powodują „problemy z zaopatrzeniem”.
Bazę wytwórczą to mają teraz tak naprawdę Chiny, a nie USA. To Chiny byłyby w stanie bez problemu „podkręcić” produkcję uzbrojenia i amunicji – dla USA może to być trudniejsze.
Wracając do Rosji – jeśli rosyjscy decydenci o tym wiedzą „wykrwawienie” Zachodu z zasobów, które utoną na Ukrainie może mieć większy sens niż odcięcie ich dopływu, bo wtedy pozostałyby one w krajach NATO, z których pochodzą wzmacniając je. Momentem, w którym Rosja zdecyduje się na uderzenie odcinające dostawy może być dopiero moment kiedy zachęcone pozorną słabością Rosji NATO zdecyduje się posłać na Ukrainę swoje jednostki wojskowe. Wiele wskazuje, że mogą to być jednostki polskie działające w sposób, który pozwoli NATO uchylić sie od pełnoskalowego ataku na Rosję gdyby Rosja postanowiła owe polskie jednostki zniszczyć.
Na scenariusz „większej wojny” wskazują także:
skala przygotowań wojennych na Zachodzie, w tym także w samej Polsce,
wciąganie do NATO Finlandii i Szwecji (dodajmy, że na poziomie operacyjnym, wojskowym to się już dzieje w praktyce np. szwedzkie samoloty zwiadu elektronicznego, które na początku konfliktu latały nad wodami międzynarodowymi nad Bałtykiem stamtąd starając się zebrać jak najwięcej informacji obecnie latają nad Polską i Rumunią),
przerzut wojsk z Zachodu do Polski, w tym także wojsk USA.
W tym ujęciu ostatecznym celem USA są Chiny. Najwyraźniej decydenci w USA postanowili nie czekać na dalszy rozwój wypadków – dalszy wzrost potęgi chińskiej gospodarki i rozwój technologiczny tamże – i rozwiązać temat zbrojnie atakując słabszy element układu Rosja-Chiny, jakim niewątpliwie jest Rosja. Idealny dla USA scenariusz to wymiana władzy w Rosji, wasalizacja Rosji, a następnie użycie Rosji do ataku na Chiny – czyli przeprowadzenie wojny z Chinami rękami rosjan tak jak obecnie prowadzi się wojnę z Rosją rękami ukraińców i – na razie w roli zaplecza – Polaków, Rumunów itp. Zarówno Rosja i Chiny są świadome tego, co chcą osiągnąć Amerykanie, stąd a) uprzedzające uderzenie na Ukrainę ale b) słabe, by zachować siły na dalszy, być może frontalny konflikt.
3. Wszystko co obserwujemy jest ściemą, podobną w konstrukcji propagandowo-psychologicznej do ściemy pt. „Covid-19”. Cele operacji o skali ogólnoświatowej pozostają niezmienione – obniżenie konsumpcji zasobów przez populację, obniżenie zużycia energii, zmniejszenie samej populacji, zmiana systemu z kapitalizmu – czy ściślej – post-kapitalizmu w coś nowego, o czym nie wiemy za wiele poza tym, że będzie cyfrowe, totalitarne i mało przyjemne.
W tym scenariuszu kierownictwo rosyjskie gra rolę mu wyznaczoną a nawet wcześniej uzgodnioną w ramach „podziału pracy” światowych elit. Dodatkowym bonusem będzie „wypalenie” rosyjskiego patriotyzmu i niechęci wobec programu globalistycznego, co zapewne nastąpi jeśli Rosja tą wojnę przegra (a wszystko poza likwidacją państwa ukraińskiego i jego obecnych władz będzie dla Rosji klęską).
I zobaczmy co udaje się osiągnąć:
już na umownego „Putina” zrzucono odpowiedzialność za rosnącą inflację, co dotyka nie tylko Polski ale także USA i strefy Euro oraz właściwie wszystkich powiązanych z nimi pomniejszych walut, mimo kłamliwych statystyk i ukrywania danych o podaży pieniądze szydło wyłazi z worka bo obywatele widzą rosnące ceny – no to mamy wyjaśnienie, to przez Putina,
podobnież winą „Putina” i Straszliwej Wojny na Ukrainie są zaburzenia w logistyce skutkujące brakami różnych towarów od półprzewodników poprzez samochody po olej rzepakowy, chociaż nikt tak naprawdę nie zbadał jakie są rzeczywiste przyczyny tych braków (na ile np. sankcje nałożone na Rosję mają podobny skutek do lockdown-ów i innych „auto-sankcji” nakładany na siebie same przez kraje podczas Globalnej Strasznej Pandemii czyli ściemy pt. Covid-19),
już zapowiadane na jesień braki żywności to także wina „Putina”,
no i to przez „Putina” musimy czym prędzej przestać korzystać z węgla, ropy i gazu ziemnego przechodząc na „zieloną energię” a przede wszystkim… mniej zużywając, a więc mając niedogrzane domy, szkoły i urzędy, nie korzystając z klimatyzacji, z samochodów – a jesli już to tylko jadąc bardzo wolno, choć najlepiej w ogóle nigdzie nie jeździć i wszystko załatwiać „zdalnie”. Stosowne wytyczne International Energy Agency – przygotowane we współpracy z UE – są tu wystarczająco czytelne.
Dodatkowo, lokalny polski fenomen to praktycznie dziejące się na naszych oczach przygotowania do przejęcia Polski przez żydowskich oligarchów pod hasłem „Unii” czy „Konfederacji Polsko-Ukraińskiej” – te wszystkie flagi ukrainy wszędzie, to brzmiące wszędzie w Polsce banderowskie hasło „Sława Ukrainie, gierojam sława”, ten język ukraiński na wszystkich serwsiach internetowych (co jest dodatkowo groteskowe, bo większość przesiedleńców z Ukrainy języka tego nie zna) i tak dalej, te przywileje dla przesiedleńców zachęcające ich by pozostali w Polsce i nie jechali dalej na Zachód itp. itd. W ten sposób globaliści likwidują jedno z nielicznych pozostałych na świecie etnicznie czystych państw białego człowieka.
I „wisienka na torcie” z dnia dzisiejszego – „Konferencja w sprawie przyszłości Europy” zatwierdza radykalne reformy EU: koniec jednomyślności, likwidacja veta [krajowego], uruchomienie wspólnego europejskiego wojska, ponadnarodowe bezpośrednie wybory do parlamentu EU itp. Czyli ten globalistyczny, masoński projekt przerobienia Europy na jedno super-państwo rusza pełną parą do przodu – i oczywiście pretekstem będzie znowu „zagrożenie rosyjskie” i Straszliwa Wojna na Ukrainie. Dokładnie tak samo, jak uprzednio fałszywa i wykreowana całkowicie „z d..y” Straszliwa Pandemia była pretekstem nie tylko do wstrzyknięcia milionom szkodliwych substancji, ale także do wprowadzenia ograniczeń w poruszaniu i przyzwyczajeniu „obywateli” EU do cyfrowych certyfikatów, które trzeba okazywać na każdym niemal kroku.
W gruncie rzeczy zatem kwestia sprowadza się do tego czy Putin (i grupa kierownicza Rosji, która stoi za nim [lub nim kieruje.. MD]) a także Xi (i grupa kierownicza Chin, która stoi za nim[lub nim kieruje.. MD]) grają w jednej drużynie z kontrolerami Schwaba, Bidena, polityków EU itp. – czy też przeciwko nim.
Innymi słowy:Czy Putin, Xi i ich ekipy też uczestniczą w budowie NWO (Nowy Porządek Świata), czy próbują go zatrzymać?
Na tą chwilę – nie będąc członkiem międzynarodowej elity lub wysoko postawionym funkcjonariuszem służb jednego z dużych krajów – nie można jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Może być przecież tak, że sprzeciw Rosji i jej walka o suwerenność jest autentyczny a globaliści jedynie wykorzystują to, by piec dalej swoją pieczeń (innymi słowy dzięki Rosji nie muszą sięgać po kolejną, jeszcze gorszą pandemię czy powiedzmy najeźdźców z kosmosu by zastraszyć populację tak, by przyjęła program Wielkiego Resetu czyli „nie będziesz mieć nic i będziesz szczęśliwy”).
Mimo to należy brać pod uwagę i taką możliwość, że niestety władze Rosji grają tak naprawdę do tej samej bramki. To zaś oznaczałoby, że faktycznie nastały dni ostatnie.
Na Ukrainie toczy się „wojna” jakiej jeszcze świat nie widział!
https://gloria.tv/post/3CR9XuSfoUjc4zrhuvQXCpTjZ
Z jednej strony (jak chce światowa propaganda chazarskich mediów) armia ukraińska walczy z żołnierzami rosyjskimi poprzebieranymi za „separatystów”, zaś z drugiej strony obie wojujące strony, jak gdyby nigdy nic współpracują ze sobą w wielu dziedzinach. Rosja sprzedaje Ukrainie gaz, węgiel, energię elektryczną, pręty uranowe do elektrowni atomowych i wiele innych towarów, bez których gospodarka ukraińska poszłaby na dno, a jednocześnie ukraiński przemysł zbrojeniowy pracuje pełną parą dostarczając broń do…. Rosji. Wiele ukraińskich przedsiębiorstw wysyła tam swoje towary, kupując potrzebne do produkcji surowce. Były prezydent, oligarcha Poroszenko, robi interesy w Rosji (ma tam fabrykę czekolady) i nikt mu w tym nie przeszkadza!
Jednym słowem: z jednej strony wojna na całego (i wojenna propaganda z obu stron), a z drugiej współpraca jak za dobrych komuszych czasów!
Działania zbrojne ograniczają się do niewielkiego obszaru wschodniej Ukrainy, zaś reszta kraju funkcjonuje normalnie! Po stronie ukraińskiej walczą głównie ochotnicy, których zostawia się samych, gdy tylko „separatyści” ich okrążą. Licząca 50 tysięcy armia ukraińska nie bierze udziału w walkach, choć mogłaby przykryć „separatystów” czapkami!
Walczące strony nie atakują zaplecza gospodarczego przeciwnika, co zawsze miało miejsce w wojnach normalnych!
Co jest grane? Przecież takiej „wojny” w historii świata jeszcze nie było!
Zauważmy, że cały majątek narodowy „walczących” stron (i Rosji i Ukrainy) rozkradli tak zwani „oligarchowie”, w tym w większości pochodzenia chazarskiego (1). Większość oligarchów i na Ukrainie i w Rosji to nasi starsi bracia w wierze. Rozkradli oni i Rosję i Ukrainę do samego „dna”! W tych państwach nie ma już czego ukraść, chyba, że jeden oligarcha obrabuje innego, co jest czasami praktykowane! W tym celu na Ukrainie organizuje się kolejne „Majdany” które odsuwają od koryta jednych oligarchów i robią miejsce dla innych, zaś w Rosji „rozkułacza” się niepokornych oligarchów wykorzystując do tego państwowe sądy!
Jednak generalnie możliwości rabunku i w Rosji i na Ukrainie już się skończyły, a apetyty oligarchów rosną w miarę jedzenia!
Jak te apetyty zaspokoić? Ano w prosty sposób! Skoro Rosjanie i Ukraińcy zostali już obrabowani i nic już się nie da z nich wycisnąć, to teraz trzeba dobrać się do kasy podatników amerykańskich i europejskich metodą na „dywersanta”. Jeśli Ukraina ogłosi się dywersantem złowrogiej Rosji (i da tego dowód prowadząc małą wojenkę), to głupi Amerykanie i ich europejscy sojusznicy sypną dolarami, bo gryzienie po kostkach Putina zębami kogoś innego, warte jest każdych pieniędzy!
Więc płyną te pieniądze na Ukrainę szerokim strumieniem ze wszystkich możliwych źródeł (w tym i z Polski), by trafić ostatecznie (jak zawsze na Ukrainie) do kieszeni… oligarchów, będących aktualnie przy korycie.
Dlaczego na taki prostacki numer dali się nabrać politycy zachodni? Ano po pierwsze wielu z nich ma prawnicze pochodzenie (i nie robi tego bezinteresownie), zaś po drugie nawet jeśli dany polityk nie reprezentuje starszych braci w wierze, to jest przez nich dyskretnie (bądź nawet na chama) sterowany.
Media światowe (będące w rękach chazarskich) nakręcają wojenną atmosferę, aby ułatwić transfer kasy do kieszeni oligarchów ukraińskich (licząc na swoją prowizję od zrabowanych pieniędzy) i…. interes się kręci!
A kiedy przestanie się kręcić? Jak przestanie płynąć na Ukrainę kasa z Zachodu. Wtedy natychmiast zapanuje spokój! Efektem ubocznym tego chazarskiego geszeftu będzie ekonomiczna ruina całej Ukrainy, oraz fizyczne i biologiczne wyniszczenie wschodnich rubieży tego państwa! Ale cóż, każdy biznes wymaga poniesienia jakiś kosztów, a gdy jeszcze koszty ponosi ktoś inny niż ci co inkasują zyski, to jaki w tym problem?
Po zakończeniu „wojny” ukraińscy oligarchowie którzy porobili na niej majątki, pouciekają do Izraela, zaś Ukraina będzie dogorywać w nędzy i rozpaczy! =============== Przedstawiona wyżej teoria niesie pozytywne przesłanie dla Polaków i całego świata: żadnej wojny światowej z powodu Ukrainy nie będzie! To co się tam dzieje, to tylko teatralna ustawka, której celem jest wydojenie podatników europejskich (w tym i nas) i amerykańskich z kasy, metodą na ”rosyjskiego dywersanta”!
Na prawdziwej wojnie światowej nie da się zarobić nawet naszym starszym braciom w wierze, gdyż żaden z nich nie ma pewności, że atomowy kataklizm by przeżył!
Możemy więc spać spokojnie, żadnej wojny światowej nie będzie – okradną nas tylko pod pozorem „walki ze złowrogim Putinem”, tak jak wcześniej okradli nas metodą na „dziurę ozonowa”, „grypę ptasią i świńska”, „globalne ocieplenie” itp.
W następnym etapie nasi starsi bracia w wierze mogą się dobrać i do naszych tyłków, do czego czynią przygotowania od dawna. Zapewne wyegzekwują 65 miliardów dolarów „odszkodowana” za pozostawione po wojnie mienie żydowskie, przejmując polskie lasy.
Z materiałów opublikowanych swego czasu w tygodniku „W sieci” wynika, że były polski rząd i polski prezydent, w tajemnicy przed opinią publiczną, od wielu już lat intensywnie pracowali na rzecz „strony żydowskiej”, by umożliwić jej grabież polskiego majątku pod pozorem „odszkodowań”! Pierwsze podejście do takiego geszeftu okazało się nieudane (Sejm nie zmienił Konstytucji uniemożliwiającej prywatyzację lasów państwowych), ale będą następne, aż do skutku!
Czy międzynarodowa oligarchia żydowska może obrabować Polskę metodą „ukraińską” (jeśli inne metody zawiodą) rozpętując ograniczoną „wojenkę” z Rosją i przechwytując finansową pomoc płynącą z zachodu na ten cel?
Jest to wielce prawdopodobne, metoda jest przetrenowana na Ukrainie, wykonawców tej koncepcji w Polsce nie zabraknie. Różne KOD-y, oraz „opozycja” parlamentarna już przebierają nogami, aby sprowokować wewnętrzny konflikt w Polsce, zaś politycy PIS groźnie kiwają palcem w bucie złowrogiemu Putinowi, co łatwo może przerodzić się w małą kolejną wojenkę w stylu ukraińskim.
—————————————–
[1] Profesor uniwersytetu w Tel Awiwie, Shlomo Sand, w książce „The Invention of the Jewish People” udowadnia, że współcześni mieszkańcy Izraela (i rozsiana po świecie diaspora) nie mają nic wspólnego z Żydami! Są oni potomkami Chazarów, plemienia tureckiego które posiadało w średniowieczu własne państwo (położone na terenie dzisiejszej Ukrainy), i które jako religię państwową przyjęło judaizm. Chazaria została podbita przez Ruś Kijowską, zaś jej mieszkańcy rozpierzchli się po świecie. Genetycznymi potomkami Żydów są…. Palestyńczycy, których Chazarowie próbują unicestwić! Przeprowadzone ostatnio w Izraelu badania genetyczne potwierdzają tezy profesora Shlomo: to nie potomkowie Żydów zamieszkują to państwo, lecz mający korzenie tureckie Chazarowie. Cóż za paradoks: naród wybrany przez Boga (Żydzi, których potomkami są Palestyńczycy) jest poddawany eksterminacji przez Chazarów, którzy od Żydów przejęli religię!
Kiedy wydaje mi się, że nie ma granic, które można przekroczyć to w przypadku wojny na Ukrainie wydarza się coś, co się normalnemu człowiekowi nie mieści w głowie. I to są pytania o granice człowieczeństwa. I nie mówię tu mordowaniu cywilów, gwałceniu kobiet, czy torturowaniu jeńców. Co niestety ma miejsce na każdej wojnie. Także masowo na tej. Mówię o… kanibalizmie! I to nie wynikającego wcale z głodu, choć mam nadzieję, że było to tylko kłamstwo dla chwały w internecie i youtuber nikogo nie zeżarł, tak jak opowiada.
Granice człowieczeństwa – kanibalizm
Cóż jeden z ukraińskich yotuberów i instagramerów (to takie istoty, w większości niewypowiedziane durne, co to brylują na portalach społecznościowych) postanowił zabłysnąć. I nagrał filmik, po którym człowiek ma ochotę zapytać, czy to nie jest koniec ludzkiej cywilizacji?
Na jednym z portali ukazał, się wpis: „The story is this Ukrainian sicko went to a burned out tank and found some 'meat and bone’ inside. He cooked and ate it for social media fame, receiving thousands of positive comments from Ukrainian commentators who said Russian soldiers should be 'eaten’ more often. However experts analyzed the tank footage and confirmed it to be a Ukrainian T-64, which means he ate his own”. Co więcej dołączony do niego był film, na którym jakiś ukraiński youtuber opowiada, że poszedł na spacer w okolic lotniska w Hostomelu pod Kijowem.
Kto chce może zobaczyć: [Odradzam. Ohyda. MD]
I ten ukraiński celebryta internetowy poszedł do spalonego czołgu i jak sam mówi „znalazłem w nim trochę mięsa i kości”. Po czym z dumą opowiada, jak te ludzkie szczątki ugotował i je zjadł. Zrobił to jak sam mówi „dla sławy w mediach społecznościowych”, a także z patriotycznych pobudek. Cóż jako polski patriota, nigdy nie zjadłbym pieczeni z niemieckiego, czy rosyjskiego czołgisty, ale jak widać Ukraina to kulturowo zupełnie inny świat (i nie, wcale nie są nam bliscy kulturowo, jak wmawiają polskojęzyczne media).
Zachwyt ukraińskich internautów i zonk
Ukraiński youtuber puszył się z dumy otrzymując tysiące pozytywnych komentarzy od ukraińskich komentatorów, którzy powiedzieli, że rosyjscy żołnierze powinni być częściej „zjadani”. I pewnie dalej byłoby pięknie, a sława zjadacza zupki z czołgistów by rosła, jak liczba zestrzeleń mitycznego „Ducha Kijowa”, gdyby nie pewien zonk. Otóż eksperci przeanalizowali materiał z czołgu i potwierdzili, że to ukraiński T-64. Co oznacza, że nasz milusiński zjadł, ale swojego rodaka – Ukraińca, który się spalił w tym czołgu. Pytanie teraz brzmi, czy internauta odpowie karnie za swój czyn? Skoro ludzina nie była rosyjska, tylko ukraińska.
Mam nadzieję, że ów Ukrainiec wcale nikogo nie zjadł, a konkretnie nie zjadł zupki ze spalonego czołgisty. I że w internecie po prostu kłamał dla poklasku. Jednak to, że w ogóle o czymś takim pomyślał wskazuje, że normalny to on nie jest.
Co gorsza reakcja ukraińskich internautów pokazuje, że ten naród również normalny nie jest. I choć im pomagamy, to powinniśmy na nich uważać, ponieważ nie zmienili się od czasów, kiedy byli oprawcami Polaków, choć dziś są ofiarami wojny.
Mości panowie, chyba proroctwa mnie wspierały, kiedy pisałem felieton o potrzebie jedności Nieba i Ziemi, chociaż wtedy nie wiedziałem jeszcze wszystkiego. Teraz oczywiście też wszystkiego nie wiem, nie wiem nawet, jaka jest sytuacja na Ukrainie, ale to chyba nie takie ważne. Ważne jest, by wierzyć, że wszystko zakończy się wesołym oberkiem, czyli ostatecznym zwycięstwem.
Jak będzie wyglądało ostateczne zwycięstwo – tego też nie wiemy – bo rysują się dwa programy: jeden minimum, a drugi – maksimum. Minimalny program ostatecznego zwycięstwa sprowadza się do wyparcia Rosjan z prastarych ziem ukraińskich łącznie z Krymem. Program maksymalny oznacza zniszczenie Rosji i obsadzenie Kremla – o ile oczywiście przetrwa on ten eksperyment – przez ukraińską załogę.
Wprawdzie polscy zwolennicy programu maksimum pewnie woleliby, żeby Kreml został obsadzony przez załogę polską, ale sęk w tym, że Polska – jak dotychczas – nie prowadzi z Rosją wojny; to znaczy prowadzi, jakże by inaczej – ale przede wszystkim – jakby to powiedzieć – w sferze frazesu, bez bezpośredniego angażowania się działania militarne – na co nie pozwala nam Nasz Najważniejszy Sojusznik. W tej sytuacji możliwość obsadzenia Kremla przez polską załogę jest bardzo mało prawdopodobna. No dobrze, ale co będzie, jeśli Kreml zostanie obsadzony przez wojsko ukraińskie? Wtedy Ukraina przejmie wszystkie zasoby Rosji, z arsenałem jądrowym włącznie. To następny problem, bo w tej sytuacji możliwość awansu Polski do roli regionalnego lidera wydaje się jeszcze mniej prawdopodobna, więc już teraz widać, że „post–jagiellońskie mrzonki” mogą służyć jedynie do uwodzenia wyznawców odbudowy I Rzeczypospolitej, żeby myśleli, że to wszystko naprawdę – a potem będzie jak zawsze, czyli – jak powiada poeta – „A potem Adam i cholera, a potem Juliusz i suchoty; o filareci, biedne dzieci, kochany kraju złoty!”
Ale to są sprawy ziemskie, sprawy nader światowe, podczas gdy jedność Nieba i Ziemi oznacza konieczność uporządkowania pewnych spraw również w Niebiesiech. Z tym też może nie być łatwo, bo tuż przed Świętami Wielkanocnymi światem wstrząsnęła wiadomość o rozstaniu pana red. Konstantego Geberta z „Gazetą Wyborczą”. Poszło o to, że pan Gebert chciał podstępnie wydrukować na łamach „Gazety” opinię, że ukraiński pułk „Azow”, to naziści”. Trudno się dziwić, że Judenrat „Gazety Wyborczej” był tą inicjatywą kompletnie zaskoczony, bo przecież dziś prawdziwych nazistów, podobnie jak prawdziwych Cyganów już nie ma i proponował nawet wyjście kompromisowe, żeby mianowicie pan Gebert napisał, że ten cały „Azow” to „skrajna prawica”- ale autor nie chciał o niczym słyszeć i ogłosił swoje pożegnanie.
W normalnych warunkach niezależne media rządowe rzuciłyby się na Judenrat i samego red. Michnika, że tłumi wolność słowa, ale obecnie żyjemy w warunkach nienormalnych, więc funkcjonariusze Propaganda Abteilung w mediach rządowych nie mogli nie zauważyć, iż opinia pana red. Geberta przynajmniej częściowo pokrywa się z opinią zbrodniarza wojennego, zimnego ruskiego czekisty Putina. W tej sytuacji jest rzeczą oczywistą, że pan Gebert racji mieć nie może.
Z drugiej jednak strony przyznanie racji redakcyjnego Judenratowi „Gazety Wyborczej” byłoby jeszcze gorsze, bo przecież Judenrat stoi na nieubłaganym gruncie popierania przewodniczącego Volksdeutsche Partei, znienawidzonego Donalda Tuska, drugiego po Putinie wroga publicznego. Podobna sytuacja wystąpiła w przypadku śmiertelnego wypadku drogowego, w którym bierny udział wziął samochód prowadzony przez pana Zdziennickiego, małżonka pani Małgorzaty Gersdorf, z którą rząd „dobrej zmiany” miał tyle zgryzoty w pierwszym etapie walki o praworządność w Polsce. Najpierw rządowe media skwapliwie rzuciły się na ten smakowity kąsek, bo co tu ukrywać – w towarzystwie wybitnych przedstawicieli naszego demokratycznego państwa prawnego trup nie ściele się tak znowu gęsto – aż pani Małgorzata Gersdorf zaczęła żalić się na doznawane „szykany”. Potem jednak wszystko ucichło, bo widocznie polityczni przyjaciele pani Małgorzaty ruszyli z odsieczą, poruszając Niebo i Ziemię gwoli ustalenia korzystniejszej dla naszego małżeństwa wersji wydarzeń. W tej sytuacji ta nieprzyjemna sprawa zakończy się wesołym oberkiem, zwłaszcza gdyby trafiła przed niezawisły sąd, który „powinność swej służby” by „zrozumiał”.
Tymczasem nieubłaganie zbliżały się Święta Wielkanocne, aż tu nagle w „Gazecie Wyborczej” tamtejszy Judenrat opublikował list pana Przemysława Wiszniewskiego, którego podejrzewam, że może dla „GW” świadczyć usługi Honorable Correspondant. Pan Wiszniewski skorzystał z łamów „Gazety Wyborczej”, by poinformować „całą społeczność wolnego świata, że dopóki Ukraina nie zwycięży, Chrystus nie zmartwychwstanie”. Konkretnie chodzi o to, by papież Franciszek „nabrał odwagi”, a patriarcha Cyryl nabrał „serca i rozumu”, bo jak nie, to Zmartwychwstanie zostanie bezterminowo odwołane. Z dalszej części publikacji wynika, że jeśli chodzi o ostateczne zwycięstwo, to pan Przemysław Wiszniewski stoi na stanowisku ukraińskiego programu minimum, bo oznajmia, że żadnego Zmartwychwstania nie będzie dopóki Ukraina nie zwycięży, to znaczy – „nie wyzbędzie się armii rosyjskiej ze swojego terytorium”. Ale to jeszcze nic, bo pan Wiszniewski powiada, że „zło Kremla i jego popleczników muszą pokonać ludzie, bo świat realny jest najważniejszy, a świat duchowy i metafizyczny stanowczo nas zawiódł”. Przy okazji dostało się samemu Panu Bogu, który „śpi” podczas gdy triumfuje „demon wojny”.
Okazuje się, że chociaż Putin mógł zapuścić swoje macki nawet do Judenratu „Gazety Wyborczej”, to pan Wiszniewski najwyraźniej sprawia wrażenie lepiej poinformowanego, przynajmniej tak, jak gdyby wspierał go wywiad amerykański. Któż inny bowiem mógł by wywąchać, że padł rozkaz, iż dopóki Ukraina nie zwycięży, to żadnego Zmartwychwstania nie będzie? Ale nie ma rzeczy doskonałych, więc jest możliwe, że również ustalenia wywiadu amerykańskiego zawierają jakiś margines błędu. Oto pan Wiszniewski, najwyraźniej bazując na meldunkach naszego człowieka w Niebiesiech twierdzi, że Pan Bóg „śpi”, podczas gdy to wcale nie jest takie pewne, bo równie dobrze może być „na wakacjach”. Taką możliwość spenetrował jeszcze w latach 70-tych pewien Francuz, u którego pracowaliśmy na winnicy, więc chyba sprawdzenie, jak było naprawdę, nie przekracza możliwości umysłu ludzkiego. Wydaje się to tym bardziej koniczne, że na domiar złego Chrystus punktualnie zmartwychwstał, jak gdyby nigdy nic, co pokazuje, że w stosunkach między Niebem, a Ziemią nadal panuje nieporządek.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.