Aleksander Dugin o wojnie eschatologicznej i irańskiej strategii oporu.
Z definicji Trump nie mógłby wygrać wojny z Iranem. I nie może. Pytanie tylko, jak dokładnie ją przegra. To, co mówi, jest niemal bez znaczenia. To po prostu agonia – nie tylko jego osobista agonia, ale agonia całego systemu.
Lobby izraelskie, mimo swojej niezwykłej skuteczności, pociągnie Trumpa w dół. A on pociągnie je w dół ze sobą. To gwarantowane wzajemne zniszczenie.
W lobby syjonistycznym wszystko jest niezwykle racjonalne i starannie wykalkulowane – aż do momentu, gdy nastąpi ostateczny akt: przyjście Mesjasza. To jest weksel, na którym wszystko jest zbudowane. Jest on wystawiony na przyszłe wydarzenie. Jeśli ta przyszłość się nie ziści, wszystko się zawali.
Chrześcijański syjonizm jest jeszcze gorszy: wszystko opiera się w nim na czystej halucynacji (wniebowzięcie ich kościoła itd.), która nie może się wydarzyć, bez względu na to, jak bardzo się tego pragnie.
W ten sposób suma racjonalnych kroków podjętych przez siły, które przejęły kontrolę nad Trumpem, kończy się irracjonalnym akordem. Nieuchronnie.
Iran ma swoją własną eschatologię. Ale nie na niej polega; opiera się na oporze. Cokolwiek Irańczycy mogą sobie wymarzyć, właśnie teraz bronią swojej ojczyzny przed inwazją robactwa, morderców i koalicji Epsteina. Po upadku kompromisowego przywództwa, w Korpusie Strażników Rewolucji Islamskiej pozostały tylko najtwardsze, najbardziej nieugięte siły – ludzie, którzy nie mają nic do stracenia i nic do negocjacji. A już najmniej z robactwem, mordercami i koalicją Epsteina.
Irańczycy głęboko gardzą tchórzliwymi, chwiejnymi Arabami. A sztuczny raj, który ci Arabowie tak pieczołowicie zbudowali – z łatwością go zniszczą. Już go niszczą. Dotarcie do Izraela jest trudniejsze, ale oni również tam dotrą.
Z jeszcze większym zapałem gotowi są wysadzić w powietrze światową gospodarkę, systemy energetyczne i handel, zerwać kable internetowe na dnie Cieśniny Ormuz i zatopić tak zachwalaną flotę zachodnią – wojskową i cywilną – przy użyciu tanich dronów morskich.
Syjoniści postępują eschatologicznie; szyici bronią się eschatologicznie. Irańczycy nie żyją w oczekiwaniu na przyszłość. Stawiają desperacki opór, wszelkimi możliwymi sposobami, tu i teraz.
Widząc to, Trump zachwiał się. Oczywiście, nie wierzy w żadnego mesjasza, ani w czasy zbawienia, ani w Amaleka, ani w Goga i Magoga. Wierzy w siebie i w ryzykowne, nieskrępowane spekulacje giełdowe. To nie fanatyzm religijny, a raczej egocentryczna psychopatia na tle ogólnego wyczerpania starczego i konsekwencji jego burzliwych eskapad na wyspie Epsteina, które pozostawiły głębokie blizny.
Niewykluczone, że Trump w ostatniej chwili zdecyduje się porzucić ten kurs – który ewidentnie zmierza ku katastrofie – zrzucić winę za wszystko na alkoholika Hegsetha i spróbować płynąć na fali, z której właśnie zsuwa się po linie. Ale wtedy musiałby poświęcić syjonistów. Upubliczniliby nagrania z akt Epsteina, ale wtedy Trump mógłby się tym nie przejmować. Albo mógłby ich nie poświęcić i po prostu pójść na dno jak kamień. Albo mógłby umrzeć z powodu stresu. Nie jest już młody. Już zasypia na konferencjach prasowych i czasami nie rozpoznaje ludzi wokół siebie. Śmiał się z Bidena, ale lata robią swoje.
W tej chwili najważniejsze jest to, że Iran wytrzyma – że wytrzyma jeszcze chwilę. Od tego zależy los ludzkości. Wszystko stoi na krawędzi ostatecznego upadku, ale ten, kto upadnie pierwszy, daje stronie przeciwnej szansę na przegrupowanie się i podjęcie działań.
Jednocześnie, tech-bracia z Doliny Krzemowej mają swoją własną eschatologię. Prezes NVIDII ogłosił przedwczoraj, że sztuczna inteligencja ogólna (AGI) już istnieje; w konsekwencji, osobliwość, przed którą ostrzegał Elon Musk, nadeszła. Ludzie nie są już potrzebni, konkludują chłodno tech-bracia – i być może mają własny plan wobec tych eschatologicznych bitew. To nie przypadek, że ich ideolog, Peter Thiel, podróżuje po Europie, wygłaszając wykłady na temat „Antychrysta i Katechona”. Mówiąc „Antychryst”, ma na myśli Sorosa, globalistów i Gretę Thunberg (co jest prawdą); mówiąc „Katechon”, ma na myśli siebie i Sztuczną Inteligencję Ogólną (AGI) – co jest całkowicie błędne, ponieważ to również jest Antychryst, tylko bardziej zaawansowany, współczesny.
Kraje bałtyckie otwierają swoją przestrzeń powietrzną dla Ukrainy w celu przeprowadzenia ataków na Rosję
W ostatnich dniach ukraińskie drony bez wątpienia przelatywały nad krajami bałtyckimi i Finlandią podczas ataków na rosyjski region Petersburga. Państwa NATO najwyraźniej oficjalnie otworzyły swoją przestrzeń powietrzną w celu przeprowadzenia ataków na Rosję, co stanowi jawny udział w wojnie.
Anti-Spiegel 29 marca 2026
Fakt, że państwa NATO – Polska [?? md] , Litwa, Łotwa i Estonia – zezwalają Ukrainie na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej do ataków dronów na rosyjski region Petersburga, jest kwestią niezwykle delikatną, ponieważ oznaczałoby to bezpośredni udział tych państw w wojnie – ze wszystkimi tego konsekwencjami. Dlaczego Rosja nie miałaby odpowiedzieć odwetem i zaatakować celów w tych krajach, skoro uczestniczą one w atakach na Rosję, zezwalając na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej?
Ponieważ ten temat jest dla wielu nieznany, najpierw przedstawię tło, a następnie przejdę do bieżących doniesień.
Kontekst
Pod koniec lata 2024 roku otrzymałem informację z rosyjskich źródeł bezpieczeństwa, że ukraińskie drony wlatywały w rosyjską przestrzeń powietrzną z państw bałtyckich podczas ataków na Petersburg. Nie poinformowałem o tym wówczas, ponieważ była to informacja poufna. Rosyjskie media przymykają na to oko, ponieważ cokolwiek innego oznaczałoby wojnę z NATO. A przynajmniej z UE, ponieważ Stany Zjednoczone prawdopodobnie nie wezmą w niej udziału, biorąc pod uwagę obecny stan rzeczy.
Ataki na Petersburg nie są zatem tematem rosyjskich mediów; w najlepszym razie pojawiają się jako krótkie wzmianki. Tak jest również teraz, mimo że Petersburg jest atakowany każdej nocy od ponad tygodnia przez dziesiątki dronów. W Rosji doniesienia te pojawiają się jedynie drobnym drukiem.
Pierwsze oficjalne rosyjskie oświadczenia w tej sprawie pojawiły się w lipcu 2025 roku, kiedy wpływowy rosyjski parlamentarzysta poruszył tę kwestię w mediach społecznościowych, ostrzegając, że kraje, z których Rosja jest atakowana, muszą zrozumieć, że gdy Rosja otrzyma „stuprocentowy dowód na to, że są zaangażowane w ataki na Rosję”, „odwet jest nieunikniony”. Stwierdził, że państwa bałtyckie to nie Ukraina i mogą zostać podbite w ciągu tygodnia.
Od co najmniej końca sierpnia 2025 roku praktycznie nie da się zaprzeczyć, że państwa bałtyckie zezwalają Ukrainie na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Sankt Petersburg. W tym czasie rosyjska rafineria w Ust-Łudze, niedaleko granicy z Estonią, została zaatakowana i uszkodzona przez drony. Tej samej nocy z krajów bałtyckich donoszono o obserwacjach dronów, dokładnie wzdłuż trajektorii, którą musiałyby obrać drony z Ukrainy. Jeden z dronów rozbił się w Estonii.
Rosyjskie media również „przeoczyły” to wówczas; nie było to wydarzenie warte uwagi mediów, a jedynie rosyjscy blogerzy donieśli o tym za pośrednictwem Telegramu.
Obecna eskalacja
Od tygodnia w Petersburgu obowiązuje codzienny alarm dronowy. Każdej nocy dziesiątki dronów przelatują z krajów bałtyckich w kierunku aglomeracji Petersburga; jednej nocy doniesienia wskazywały na zestrzelenie ponad 50 dronów. Rosyjskie media jak dotąd informowały o tym jedynie drobnym drukiem, o ile w ogóle, i unikały wzmianki o pochodzeniu dronów z krajów bałtyckich.
Ataki są wymierzone przede wszystkim w Ust-Ługę, gdzie znajduje się rafineria i główny port przeładunkowy ropy naftowej i gazu; Kronsztad z ważną bazą morską; oraz port Primorsk. Najwyraźniejszym celem jest zniszczenie infrastruktury energetycznej i portowej, a także stoczni. Oczywiście NATO gromadzi kluczowe dane, ponieważ takie ataki dają możliwość poznania funkcjonowania obrony powietrznej kraju, którego atak dotyczy, jego struktur dowodzenia itd.
W środę, 25 marca, drony rozbiły się również w krajach bałtyckich. Odnotowano również obserwacje dronów, które rosyjski kanał Telegram naniósł na mapę, wskazując w ten sposób trasę ich lotu. To zainspirowało jeden z nielicznych artykułów w Rosji poruszających ten temat. RT-DE przetłumaczył artykuł.
Zmasowany atak w środę, obserwacje dronów w krajach bałtyckich i katastrofa jednego z ukraińskich dronów w Estonii skłoniły Der Spiegel do pierwszej wzmianki o tym, że Ukraina korzysta z przestrzeni powietrznej państw bałtyckich do ataków na region Petersburga. Wkrótce omówimy, co Der Spiegel powiedział swoim czytelnikom na ten temat; najpierw przyjrzyjmy się, jak państwa bałtyckie to wyjaśniły.
Zajęło im to kilka dni, ale 27 marca estoński minister obrony Hanno Pevkur oświadczył w wywiadzie, że Estonia nie zestrzeliła dronów, które wleciały w jej przestrzeń powietrzną, aby zapobiec konfliktowi z Rosją. Powiedział, że kraj myślał, że dron pochodzi z Rosji i „nie miał interesu w dawaniu Rosji pretekstu do oskarżenia Estonii o rozpoczęcie wojny”.
To oczywiście kłamstwo, ponieważ ataki na przestrzeń powietrzną państw bałtyckich trwały już od kilku dni, a NATO ściśle monitoruje tamtejszą przestrzeń powietrzną. Wiadomo już było, że drony wystrzeliwane z północno-zachodniej Ukrainy atakowały Rosję przez kilka dni po przelocie nad Polską i państwami bałtyckimi. Co więcej, podobne katastrofy dronów miały miejsce na Litwie i Łotwie w poprzednich dniach, a litewskie władze poinformowały, że dron wystrzelony z Ukrainy rozbił się na Łotwie w poniedziałek wieczorem.
Państwa te prowokują wojnę z Rosją i posługują się tak bezczelnymi kłamstwami, aby odwrócić uwagę. To z pewnością uciszy większość społeczeństwa, ponieważ mało kto zwraca uwagę na nieliczne doniesienia medialne na ten temat. Media zaś biorą udział w tej grze, publikując jedynie krótkie artykuły, które odwracają uwagę od niebezpieczeństwa wojny z Rosją, sprowokowanej przez państwa bałtyckie, zamiast informować czytelników o niebezpiecznej sytuacji, w jakiej znajdują się te państwa.
W piątek fińskie siły zbrojne ogłosiły zaostrzenie środków bezpieczeństwa w związku z incydentami z udziałem ukraińskich dronów w państwach bałtyckich. Finlandia posiada wielowarstwowy system obrony powietrznej i jest przygotowana do zwalczania dronów, które wkraczają w fińską przestrzeń powietrzną, celowo lub przypadkowo. Obecnie tego typu działania mają miejsce w południowo-zachodniej Finlandii i we wschodniej części Zatoki Fińskiej. Dotyczy to Sankt Petersburga, położonego na wschodnim krańcu Zatoki Fińskiej.
„Zabłąkane” drony
Jak wspomniano, Der Spiegel po raz pierwszy doniósł o tym temacie w zeszłym tygodniu, popisując się wyczynem wzmianki o ukraińskich dronach w bałtyckiej przestrzeni powietrznej, nie odnosząc się do kwestii, czy stanowi to udział państw bałtyckich w wojnie, a zamiast tego obwiniając Rosję.
Po masowym ataku i katastrofie dronów nad państwami bałtyckimi, Der Spiegel po raz pierwszy poinformował o tym incydencie w środę, 25 marca, pod tytułem „Agresywna wojna Rosji – ukraińskie drony w bałtyckiej przestrzeni powietrznej – uderzenie w elektrownię w Estonii”. Absurdalność tego „doniesienia” była widoczna już od samego wstępu:
„Dwa ukraińskie drony wojskowe zabłądziły w Estonii i na Łotwie. Jeden zderzył się z kominem, drugi rozbił się. Władze obwiniają Rosję”.
To nie jest „doniesienie”, to z definicji propaganda. A Der Spiegel musi uważać swoich czytelników za niewiarygodnie głupich, bo rzut oka na mapę wystarczyłby, by zrozumieć, że ukraińskie drony nie tylko „zabłądziły” w Estonii i na Łotwie, ale celowo wybrały tę trasę, by zaatakować cele w pobliżu Sankt Petersburga.
W artykule brzmi to jednak zupełnie inaczej i nagle nie ma mowy o „zabłąkanych” dronach, bo już w pierwszym akapicie dowiadujemy się:
„Dwa ukraińskie drony wojskowe wleciały dziś rano z Rosji w przestrzeń powietrzną państw NATO: Estonii i Łotwy. Jeden z nich rozbił się w kominie elektrowni w Estonii, a drugi na Łotwie, jak poinformowały rządy dwóch krajów bałtyckich. Drony były częścią większego ukraińskiego ataku na cele w Rosji, wyjaśniły władze”.
Der Spiegel wspomina również o katastrofach dronów z poprzednich dni w innych krajach bałtyckich:
„Według źródeł litewskich, w poniedziałek dron rozbił się w jeziorze w tym kraju. (…) Prezydent Łotwy Edgars Rinkevics również potwierdził, że dron, który rozbił się w jego kraju, był ukraiński”.
Dowiadujemy się również, dlaczego Rosja rzekomo ponosi winę za incydenty z udziałem ukraińskich dronów:
„Wojna sprowokowana przez agresora, Rosję, doprowadziła nas do punktu, w którym drony spadają na terytoria wszystkich trzech państw bałtyckich w ciągu 48 godzin” – powiedział litewski minister obrony Robertas Kaunas. „Oczywiste jest, że obrona powietrzna stanowi wyzwanie nie tylko dla Litwy, ale dla całego NATO”.
Obrona powietrzna przed ukraińskimi dronami nie stanowiłaby problemu; wystarczyłoby po prostu zakazać Ukrainie korzystania z przestrzeni powietrznej NATO do ataków na Rosję. Jednak te państwa tego nie robią, ponieważ nie było ani jednego protestu skierowanego pod adresem Kijowa.
„Zboczyły z kursu”
W niedzielę 29 marca Der Spiegel opublikował artykuł pochwalny zatytułowany „Ataki na przemysł naftowy – Ukraina ponownie podpala rosyjski port eksportowy ropy”, w którym stwierdzono również, że ataki są przeprowadzane nad państwami bałtyckimi. Rosyjski port naftowy Ust-Ługa, niedaleko Sankt Petersburga i granicy z Estonią, ponownie został zaatakowany – a artykuł w Spiegelu brzmiał bardzo entuzjastycznie. … Ale każdy, kto uważnie przeczyta i pomyśli krytycznie, zda sobie sprawę, że Der Spiegel w swoim artykule po raz kolejny potwierdza, że Ukraina wykorzystuje przestrzeń powietrzną państw bałtyckich NATO (oraz Polski, która leży między Ukrainą a państwami bałtyckimi) do ataków na Rosję, ponieważ Der Spiegel pisze:
„Ukraińskie drony zostały ostatnio zauważone w krajach sąsiednich Rosji, a niektóre z nich rozbiły się tam. Finlandia zgłosiła w niedzielę podejrzenie naruszenia jej przestrzeni powietrznej przez drony w południowo-wschodniej części kraju. Ministerstwo Obrony poinformowało o wykryciu kilku małych, wolno lecących obiektów na niskiej wysokości. Rozbiły się dwa drony. Siły Powietrzne poderwały myśliwiec w celu przeprowadzenia rozpoznania. Katastrofy dronów odnotowano również niedawno w Estonii, Łotwie i Litwie. Podobno były to ukraińskie drony, które zboczyły z kursu podczas ataków na rosyjskie instalacje eksportu ropy naftowej na wybrzeżu Bałtyku”.
Nie, drony nie zboczyły z kursu. Nawiasem mówiąc, żadne oficjalne źródło tego nie potwierdza; Tylko Der Spiegel i inne media wysuwają takie twierdzenia. Jednak ten dodatek ujawnia, że niektórzy w redakcjach rozumieją niebezpieczną grę, w którą grają te kraje, prowokując otwartą wojnę z Rosją i stają się stroną konfliktu, udostępniając swoją przestrzeń powietrzną dla tych ataków.
Strategia medialna?
Podejście mediów przypomina mi eskalację na Morzu Bałtyckim. Dziś media donoszą o porwaniach statków handlowych przewożących rosyjskie ładunki, jakby to było coś zupełnie normalnego, podczas gdy w rzeczywistości jest to piractwo i jawna prowokacja militarnej odpowiedzi Rosji.
Kilka tygodni temu przedstawiłem chronologię eskalacji na Morzu Bałtyckim w artykule, który ilustruje, jak powstały narracje o uszkodzonych kablach podmorskich i rzekomo niebezpiecznej „flocie cieni”, co sprawiło, że czytelnicy mediów uważają teraz te pirackie metody za całkowicie normalne.
Sposób, w jaki media traktują te ataki dronów z wykorzystaniem przestrzeni powietrznej państw NATO i UE, przypomina mi to podejście. Dla wszystkich jest oczywiste, że stanowi to jawny udział tych państw w wojnie, ale przyzwyczajając się do tych wydarzeń poprzez doniesienia medialne na przestrzeni czasu, ludzie tracą ten fakt z oczu i uważają takie zachowanie za całkowicie normalne.
Te państwa europejskie ewidentnie próbują sprowokować Rosję do oddania pierwszego strzału, zamykając Morze Bałtyckie dla statków handlowych zmierzających do Rosji, co w efekcie blokuje port w Sankt Petersburgu, co samo w sobie jest aktem wojny. Co więcej, prowokują Rosję, pozwalając Ukrainie na wykorzystanie swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję.
Celem jest sprowokowanie Rosji do oddania pierwszego strzału, co nieuchronnie doprowadzi do wojny między Rosją a większością państw UE, podczas gdy Stany Zjednoczone wydają się nie ingerować w ten konflikt. Czy decydenci w stolicach europejskich w ogóle zdają sobie sprawę z konsekwencji?
Tytuł artykułu jest cytatem z wiersza Adama Asnyka Daremne żale z roku 1877 (Gietrzwałd!).
Daremne żale – próżny trud, Bezsilne złorzeczenia! Przeżytych kształtów żaden cud Nie wróci do istnienia.
Świat wam nie odda, idąc wstecz, Zniknionych mar szeregu: Nie zdoła ogień ani miecz Powstrzymać myśli w biegu.
Trzeba z żywymi naprzód iść, Po życie sięgać nowe… A nie w uwiędłych laurów liść Z uporem stroić głowę!
Wy nie cofniecie życia fal! Nic skargi nie pomogą! Bezsilne gniewy, próżny żal! Świat pójdzie swoją drogą.
Trzymanie się usilnie mitu byłej potęgi USA niczego już nie zmieni. Upadł „szereg zniknionych mar” – kto dzisiaj wierzy w obronną tarczę made in USA? Praktycznie wszystkie amerykańskie bazy wojskowe w Zatoce Perskiej, które samą swoją obecnością miały odstraszać, budzą teraz strach wśród uciekających stamtąd żołnierzy.
W Iraku ambasada USA nakazała wszystkim swoim obywatelom opuszczenie tego okupowanego od 23 lat kraju i ostrzegła, żeby w żadnym wypadku nie zbliżali się do baz wojskowych, budynku ambasady (największej na świecie ambasady USA) i konsulatu.
Ambasada Stanów Zjednoczonych w ufortyfikowanej „Zielonej Strefie” w Bagdadzie po ataku dronów 14 marca 2026 r.
Szacuje się, że USA przekazała do Iraku po roku 2003 od 12 do 40 miliardów dolarów. Oczywiście, że głównie w celu eksploatacji irackich zasobów naftowych.
Teraz ten okupowany niewdzięczny kraj „zdradza” Stany Zjednoczone i iracka armia czynnie wspiera proirańskich bojowników, atakujących wszystko, co ma wspólnego z USA. Liga Arabska zażądała od Iraku oświadczenia wsparcia koalicji Epsteina. Odpowiedziało jej milczenie.
Miało to być kolejne łatwe zwycięstwo jak w Libii lub Syrii, lub akcja porwania prezydenta Wenezueli. Odwaga i mądrość Persów doprowadziła do sytuacji, w której USA znalazło się w pułapce bez wyjścia. Jakiekolwiek próby rozwiązania tej patowej sytuacji mogą jedynie dalej pogrążyć Stany Zjednoczone i ich prezydenta. Czas gra na korzyść Iranu. Pomimo poważnych strat wśród ludności cywilnej. Prognozowany wynik jesiennych wyborów w USA nie wygląda dobrze dla partii Republikańskiej. W latach 70. Jan Pietrzak w swoim kabarecie drwił z propagandy telewizji w PRL-u, mówiąc o amerykańskim ropociągu na Alasce: … przecieka i przecieka! Do czego się nie wezmą, to spieprzą! Jak to doskonale opisuje dzisiejszą politykę Białego Domu, chociaż zapewne nie odzwierciedla opinii pana Pietrzaka.
Profesor Mohammed Marandi wykłada na Uniwersytecie w Teheranie. Z powodów jego wywiadów USreal wpisał go na listę osób zakwalifikowanych do usunięcia.
Koalicji Epsteina kończy się amunicja, brakuje drogich rakiet do obrony przed dużo tańszymi irańskimi pociskami i dronami. Opierali się na brutalnej sile, która znacznie osłabła z ich własnej przyczyny.
Ambasada Iranu w RPA opublikowała zdjęcia dwóch dowódców, którzy wydali rozkaz ataku na szkołę, w wyniku którego zginęło 170 dzieci, i napisała: „Zapamiętajcie tych dwóch przestępców. Leigh R. Tate, dowódca, oraz Jeffrey E. York, pierwszy oficer okrętu USS Spruance, którzy trzykrotnie wydali rozkaz wystrzelenia pocisków Tomahawk, zabijając 168 niewinnych dzieci w szkole w Minab. Czy oni sami nie mają dzieci?”
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
W nocy 28 marca 2026 roku konflikt na Bliskim Wschodzie gwałtownie się zaostrzył. Iran odpowiedział szeroko zakrojoną kampanią odwetową na wcześniejsze ataki USA i Izraela na jego infrastrukturę – w tym huty stali, uniwersytety i obiekty cywilne.
Szczególną uwagę poświęcono ciężkiemu atakowi na bazę lotniczą Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej, gdzie stacjonują wojska amerykańskie.
Profesor Mohammad Marandi, irański politolog i stały gość debat międzynarodowych, przeanalizował te wydarzenia w obszernym wywiadzie udzielonym amerykańskiemu analitykowi Danny’emu Haiphongowi.
Marandi podkreśla irański punkt widzenia: Iran nie rozpoczął tej wojny, nie chce eskalacji, ale zdecydowanie odpowiada na agresję.
.
===================================
Atak na bazę lotniczą Prince Sultan – symboliczna i militarna porażka
Baza Lotnicza Prince Sultan (PSAB), położona na południe od Rijadu, jest jedną z najważniejszych baz USA w regionie. Służy jako centrum operacji lotniczych, tankowania w powietrzu i nadzoru.
W nocy 28 marca 2026 roku irańskie rakiety i drony zaatakowały bazę. Według źródeł amerykańskich, rannych zostało od 12 do 15 amerykańskich żołnierzy, kilku z nich poważnie (niektórzy z urazami mózgu). Co najmniej dwóch żołnierzy było w stanie krytycznym.
Jeszcze poważniejsze są straty materialne: trafionych zostało kilka samolotów KC-135 Stratotanker – samolotów mających kluczowe znaczenie dla powietrznego tankowania samolotów myśliwskich. Niektóre z nich zostały zniszczone lub poważnie uszkodzone.
Raporty wskazują, że uszkodzeniu lub zniszczeniu uległo osiem tankowców. Dodatkowo, co najmniej jeden samolot E-3 Sentry AWACS (Airborne Warning and Control System) został poważnie uszkodzony lub zniszczony.
System ten jest niezbędny do obserwacji przestrzeni powietrznej, koordynacji ataków i wykrywania wrogiej obrony powietrznej. Utrata tak cennych celów znacząco osłabia zdolność operacyjną Sił Powietrznych USA w regionie Zatoki Perskiej.
Iran ostrzegł cywilów i personel cywilny, aby opuścili ten obszar przed atakiem – Marandi wielokrotnie podkreśla tę praktykę, aby podkreślić różnicę w porównaniu z atakami drugiej strony.
Z bazy korzysta również Arabia Saudyjska, co jest symbolem ścisłej współpracy wojskowej między państwami Zatoki Perskiej a USA.
Marandi uważa, że skuteczne przełamanie obrony powietrznej pomimo ingerencji USA i Arabii Saudyjskiej jest dowodem odporności Iranu.
Dalsze irańskie ataki na państwa Zatoki Perskiej i cele gospodarcze
Atak na Arabię Saudyjską był częścią szerszej fali odwetu. Iran wystrzelił setki pocisków w kierunku Zatoki Perskiej, trafiając w infrastrukturę w kilku krajach.
Zjednoczone Emiraty Arabskie: Zakład aluminium Emirates Global Aluminium (EGA) w Al Taweelah (strefa ekonomiczna Khalifa w Abu Zabi) doznał „znacznych uszkodzeń”. Zakład jest jednym z największych producentów aluminium na świecie, produkującym ponad 1,6 miliona ton rocznie. Kilku pracowników zostało rannych, a produkcja jest poważnie zakłócona lub tymczasowo wstrzymana. Iran nazwał atak ukierunkowaną odpowiedzią na ataki na irańskie zakłady przemysłowe.
Kuwejt: Zgłoszono pożary na międzynarodowym lotnisku i w hucie stali. Kuwejt jest uważany za szczególnie dotknięty, ponieważ jego infrastruktura wojskowa została już wcześniej poważnie uszkodzona.
Bahrajn: Zaatakowano również fabrykę aluminium Aluminium Bahrain (Alba), gdzie potwierdzono uszkodzenia.
Marandi wyjaśnił, że Iran celowo atakował infrastrukturę, w której stacjonują siły USA lub która wspiera wojnę z Iranem (poprzez wykorzystanie przestrzeni powietrznej, baz i logistyki).
Podkreślił, że ciosy te nie były bezładne, lecz stanowiły proporcjonalną, a nawet nieproporcjonalną reakcję mającą na celu powstrzymanie dalszej agresji.
Jednocześnie oskarżył zachodnie „główne media” (MSNBC, Fox News, BBC, CNN) o to, że początkowo bagatelizowały szkody i dopiero teraz, gdy nie dało się już dłużej zaprzeczać zniszczeniom, częściowo je przyznały.
Główne przesłanie Marandiego: Iran nie rozpoczął wojny i nie chce jej eskalacji.
Profesor Marandi wielokrotnie powtarzał: „Iran nie rozpoczął tej wojny”.
Ataki na irańskie huty stali (w wyniku których zginęli pracownicy), uniwersytety w Teheranie i Isfahanie, szpitale, posterunki policji, a zwłaszcza szkołę w Minab (gdzie według doniesień zginęło 168 lub więcej dziewcząt) wymusiły reakcję.
Określił je jako celowe próby zniszczenia irańskiego społeczeństwa obywatelskiego, młodzieży i spójności społecznej.
Szczególnie krytycznie odniósł się do bombardowań dziennikarzy (w Libanie, a wcześniej w Strefie Gazy i Jemenie), ratowników medycznych i placówek medycznych.
Media zachodnie ignorowałyby te ofiary lub bagatelizowały je, określając je jako „straty uboczne w bastionach Hezbollahu i Hamasu”.
Marandi nazwał zachodnich dziennikarzy „żołnierzami ludobójstwa”, którzy służyli narracji „koalicji Epsteina” (jego polemiczne określenie pro-izraelskiego sojuszu USA, Izraela i niektórych elit).
Zwrócił uwagę na jedność społeczeństwa irańskiego: pomimo ataków rakietowych na zgromadzenia i miasta, ludzie pozostali na ulicach, a młodzi ludzie nie poddali się.
Jest to silniejsze niż w latach 80. podczas wojny w Iraku.
Iran wyjdzie z tego konfliktu silniejszy, podczas gdy druga strona będzie popełniać kolejne błędy w ocenie sytuacji.
Rola Trumpa, Netanjahu i „lobby syjonistycznego”
Marandi wyraził pogląd, że prezydent Donald Trump faktycznie szukał wyjścia z sytuacji, ale uniemożliwiało mu to „lobby syjonistyczne” i Benjamin Netanjahu.
Jako przykład podał rezygnację Joe Kenta, który wyraził podobną krytykę.
Polityka ta służy interesom nie amerykańskim, lecz izraelskim.
Państwa Zatoki Perskiej (Arabia Saudyjska, ZEA, Kuwejt, Bahrajn) stają się coraz bardziej niejednoznaczne, ponieważ ich infrastruktura i gospodarka są niszczone.
Ich armie są niewielkie i uzależnione od najemników oraz wsparcia Zachodu.
Załamanie gospodarcze może doprowadzić do wewnętrznych niepokojów i ewentualnych zmian reżimów – nie w Iranie, ale w tych krajach.
Globalna katastrofa gospodarcza jako konsekwencja eskalacji
Centralna i szczególnie szczegółowa część analizy Marandiego skupia się na globalnych konsekwencjach gospodarczych.
Ataki na zakłady naftowe, gazowe, aluminiowe i petrochemiczne, w połączeniu z zaburzeniami w Cieśninie Ormuz i potencjalnie na Morzu Czerwonym, grożą wywołaniem poważnego kryzysu:
Ceny ropy mogą wzrosnąć do 150–200 dolarów za baryłkę, a nawet więcej.
Niedobory LNG, nawozów i surowców sparaliżowałyby fabryki.
Łańcuchy dostaw zostałyby zakłócone na tygodnie lub miesiące, ponieważ statki musiałyby okrążać Afrykę.
Marandi ostrzegł, że jeśli USA podejmą dalsze działania (np. okupację wysp lub rajdy komandosów), Iran odpowie jeszcze ostrzej – trwale uszkodzi tankowce, elektrownie i infrastrukturę eksportową.
Wówczas Cieśnina Ormuz straci na znaczeniu, a globalna depresja trwająca kilka lat stanie się nieunikniona.
Jemen (Ansar Allah/Houthi) oficjalnie włączył się do wojny i ostrzelał rakietami Izrael.
Irackie grupy oporu mogłyby zaatakować Kuwejt lub Arabię Saudyjską.
Nikt nie uratuje tych małych państw Zatoki Perskiej, z których niektóre mają mniejszą populację niż duże irańskie miasto.
Oś oporu pozostaje nienaruszona.
Marandi odrzucił zachodnią narrację, że „oś oporu” (Iran, Hezbollah, Huti, grupy irackie, Hamas) uległa rozpadowi.
Wręcz przeciwnie: Hezbollah nadal zaciekle atakuje Izrael (straty izraelskie w atakach na czołgi Merkava idą w miliony), Huti otworzyli nowy front, a Iran stawia opór mimo miesiąca ataków.
Zachodnie media uwikłały się w myślenie życzeniowe – o „upadającym Iranie”, „zaginionych rakietach” lub „osłabionym Hezbollahu”.
Zamiast tego widoczna jest siła ideologii cywilizacyjnej, antyhegemonicznej i nastawionej na ofiarę, opartej na takich wartościach jak wsparcie dla Palestyny, Kuby czy Wenezueli.
Podkreślił wymiar religijny i kulturowy: pamięć o Karbali i imamie Husajnie kształtuje kulturę oporu przeciwko ciemiężycielom.
To wyjaśnia, dlaczego Iran nie rozpada się pomimo bombardowań, lecz jednoczy się.
Perspektywy: eskalacja czy otchłań?
Marandi zakończył swoją wypowiedź ponurym ostrzeżeniem: USA i Izrael uwikłały się w spiralę błędnych kalkulacji.
Każda dalsza eskalacja (np. operacje lądowe) doprowadzi do większej liczby ofiar śmiertelnych, zniszczenia infrastruktury i ostatecznie do globalnej katastrofy.
Iran nie ma wyboru – chodzi o przetrwanie.
Mimo to Teheran powstrzymuje się, aby nie dopuścić do całkowitego załamania światowej gospodarki.
Wywiad z Mohammadem Marandim ukazuje jasną irańską kontr-perspektywę wobec narracji zachodnich.
Pokazuje dynamikę eskalacji, militarne porażki USA i ich sojuszników, ryzyko gospodarcze i głęboką motywację ideologiczną Iranu.
Pozostaje pytanie, czy w ciągu najbliższych godzin lub dni nastąpi dalsza eskalacja czy deeskalacja.
Jedno jest pewne: wydarzenia ostatnich 24 godzin po raz kolejny pokazały, jak krucha jest sytuacja bezpieczeństwa regionalnego i jakie ma to globalne implikacje.
Świat z zainteresowaniem – i niepokojem – obserwuje sytuację w regionie Zatoki Perskiej.
Murray twierdzi, że mimo iż Trump sprawia wrażenie klauna, byłoby strasznym błędem brać to za prawdę, ponieważ Trump jest bezwzględny i bardzo niebezpieczny, a jego celem jest zniszczenie Palestyńczyków w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu, Iranu i Irańczyków, a jednocześnie wspiera przejęcie Libanu i Syrii przez Izrael na rzecz Wielkiego Izraela i Stanów Zjednoczonych.
„Same kłamstwa i żarty, a jednak człowiek słyszy to, co chce słyszeć, a resztę ignoruje” „Bokser”, Paul Simon
Słuchanie Donalda Trumpa jest jak wpatrywanie się w płytę kręcącą się na gramofonie i odkrywanie, że umysł wiruje wraz z oczami. Coś, co tu gra, przyprawia o szaleństwo, nie w sensie Patsy Cline, która śpiewała „Crazy” o utraconej miłości, ale raczej w sensie oryginalnego tytułu piosenki – „Stupid” – według Willy’ego Nelsona, autora.
Trump jest jak gangster Vincent Gigante, który przechadzał się po Greenwich Village w kapciach, piżamie i szlafroku, próbując przekonać prokuratorów federalnych, że jest szalony. Bełkot Trumpa to podobny wybryk. Tylko bardzo głupi człowiek dałby się na to nabrać. Irańczycy nie są głupi i my też nie powinniśmy być.
Jego ostatnia czcza gadanina pojawiła się wczoraj rano, kiedy po kilku dniach gróźb „zniszczenia” irańskiej sieci energetycznej, jeśli ten nie otworzy Cieśniny Ormuz w ciągu czterdziestu ośmiu godzin, oświadczył, że odkłada takie ataki na pięć dni, ponieważ USA i Iran przeprowadziły „produktywne rozmowy”. Powiedział:
Poleciłem Departamentowi Wojny odroczenie wszelkich ataków militarnych na irańskie elektrownie i infrastrukturę energetyczną na okres pięciu dni, pod warunkiem powodzenia trwających spotkań i dyskusji.
Niedługo potem Iran zaprzeczył, jakoby takie negocjacje miały miejsce. Materiał irańskiej PRESSTV brzmiał: „Negocjujemy z wrogami za pomocą uderzeń o dużej sile rażenia”, jednocześnie bombardując Izrael falami pocisków.
Trzeba mieć ogromne kłopoty z pamięcią, żeby zapomnieć o tym, że Trump w przeszłości używał „negocjacji” jako pretekstu do ataku na Iran. To podstępny kłamca i to prawdopodobnie kolejna rażąca taktyka opóźniająca, która potrwa dzień, dwa, a może nawet pięć.
Staje się to szczególnie prawdziwe, gdy Simplicius i inni donoszą, że 82. Dywizja Powietrznodesantowa USA „otrzymała instrukcje rozmieszczenia”, a piechota morska kieruje się do Iranu. Istnieje również prawdopodobieństwo, że Pakistan potajemnie wysyła wojska amerykańskie do Iranu od wschodu.
27 lutego, dzień przed atakiem USA i Izraela na Iran, zadałem pytanie: „Czy to tylko zbieg okoliczności, że podczas gdy Trump gromadzi siły uderzeniowe na zachód i południe od Iranu, Pakistan atakuje Afganistan, który to kraj rozciąga się wzdłuż 950-milowej wschodniej granicy Iranu?”
W odpowiedzi na takie ataki Trump stwierdził: „Pakistan [który ma około 170 głowic nuklearnych] radzi sobie znakomicie”.
Kiedy amerykańskie media głównego nurtu donoszą, że Trump rozważa opcje dotyczące wojsk w Iranie, można być niemal pewnym, że już podjął taką decyzję. Właśnie usłyszałem od znajomego, że jego syn, żołnierz, otrzymał wszystkie szczepienia, a jego jednostka jest wysyłana na misję. Dokąd? Nie potrafi powiedzieć.
Ta wojna nieubłaganie zmierza w kierunku niezwykle niebezpiecznej fazy, a ponieważ Amerykanie i rosnąca liczba żołnierzy amerykańskich sprzeciwiają się jej, rośnie ryzyko ataku pod fałszywą flagą w USA, który wywołałby oburzenie Amerykanów wobec Iranu. Były analityk CIA, Ray McGovern, właśnie ostrzegł przed taką możliwością.
Przez lata panował powszechny konsensus wśród mediów głównego nurtu i niezależnych, że dwukrotne objęcie przez Trumpa urzędu prezydenta było zerwaniem z tradycją, ponieważ jest on osobliwą postacią bez żadnego doświadczenia politycznego itd. Tę opinię wyrażali zarówno ci, którzy go kochają, jak i ci, którzy go nienawidzą. Ja od lat argumentuję coś przeciwnego: że od samego początku jest postacią establishmentu, w kostiumie scenicznym, że tak powiem. Niewielu się z tym zgadza. Niedawno napisałem:
Niektórzy twierdzą, że to dlatego, że jest zupełną anomalią i udało mu się dwukrotnie zostać prezydentem dzięki dziwnemu zrządzeniu losu. Jeśli tak jest, byłby to pierwszy i drugi raz w historii nowożytnej, kiedy to się zdarzyło. Człowiek bez politycznego doświadczenia, komiczny żart rodem z reality show, napuszony, gruby imprezowicz z dziwacznie farbowanymi włosami, który mówi jak dziewczyna z Doliny Wschodniego Wybrzeża, kobieciarz, bardzo bogaty nowojorski handlarz nieruchomościami itd. zdobywa głosy przeciętnych Amerykanów, którzy tracą pracę w rolnictwie i fabrykach i są wściekli na rząd. Podawano najróżniejsze wyjaśnienia tej „anomalii”, z tym jednym wyjątkiem, że poza wyglądem anomalią to nie było.
Wygląda na to, że coraz więcej osób podziela tę opinię. W niedawnym artykule „Seeing Trump Clearly” Craig Murray, były brytyjski dyplomata, pisarz i szkocki obrońca praw człowieka, który uczestniczył w procesie ekstradycyjnym Juliana Assange’a i relacjonował jego przebieg, napisał:
Pocieszające jest widzieć Trumpa jako błazna, akceptować prezentowaną powierzchowność pyskatego i niewykształconego ignoranta, który miota się między opcjami politycznymi i nie rozumie świata geopolityki.
Ale to bzdura.
Murray twierdzi, że mimo iż Trump sprawia wrażenie klauna, byłoby strasznym błędem brać to za prawdę, ponieważ Trump jest bezwzględny i bardzo niebezpieczny, a jego celem jest zniszczenie Palestyńczyków w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu, Iranu i Irańczyków, a jednocześnie wspiera przejęcie Libanu i Syrii przez Izrael na rzecz Wielkiego Izraela i Stanów Zjednoczonych.
Tak, to prawda, że Trump i jego skorumpowana rodzina również dorabiają się na Bliskim Wschodzie, dokonując zabójczych interesów finansowych, ale jego polityka jest częścią długoterminowej strategii USA. Co najważniejsze, Murray pisze [podkreślenie moje]:
Niezbędne jest, aby nie stracić z oczu ponadpartyjnego charakteru długoterminowego planu Stanów Zjednoczonych. W bardzo realnym sensie Trump kontynuuje – choć znacznie przyspieszył – politykę Bidena, który chronił i umożliwiał ludobójstwo w Strefie Gazy. Sukces tej polityki USA jest fenomenalny. Wystarczy pomyśleć, że zaledwie 18 miesięcy temu syjonistyczni „prezydenci” Al-Dżolani z Syrii i Aoun z Libanu nie byli u władzy. Obaj zostali wyniesieni do władzy w wyniku działań militarnych wspieranych przez USA, przez działania Izraela przeciwko Hezbollahowi oraz przez aktywność sił HTS sponsorowanych przez CIA i MI6. Wprowadzeni przez Bidena, są teraz centralnym elementem strategii Trumpa.
To samo można powiedzieć o ponadpartyjnym charakterze strategii USA wobec ukraińskiej wojny zastępczej przeciwko Rosji i agresywnych posunięć wobec Chin, przewidywanych dziesięć lat temu przez nieżyjącego już, wybitnego dziennikarza Johna Pilgera w jego poruszającym filmie dokumentalnym „Nadchodząca wojna z Chinami”.
Pewnego wieczoru mężczyzna wybrał się na spacer po swojej dzielnicy mieszkalnej w małym, bardzo liberalnym (Partia Demokratyczna) miasteczku w Nowej Anglii. Nie spotkał nikogo poza wiewiórką, kilkoma wronami i stadem czarnych sępów krążących nad głową.
Gdy wracał do domu, z bocznych drzwi dużego domu, na którym od lutego 2022 roku wisiała flaga Ukrainy, wyszedł mężczyzna. Rozpoznał w nim mężczyznę, który przekazał lokalnej bibliotece dużą kolekcję książek o CIA, Rosji, Philipie Agee (byłym dysydencie CIA) itp.
Mężczyzna zaczął rozrzucać żelki na trawniku. Spacerowicz zapytał go, co robi, a mężczyzna odpowiedział, że robi to, aby powstrzymać Irańczyków przed inwazją. Spacerowicz powiedział: „Ale Irańczycy nas nie najeżdżają”. Na co mężczyzna odparł: „Widzisz? To działa. Rosjanie boją się żelek”.
27 marca 2026 roku stał się dniem przełomowym w kontekście napiętych relacji między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. W wyniku zmasowanego ataku rakietowo-dronowego przeprowadzonego przez Irańską Gwardię Rewolucyjną, doszło do zniszczenia amerykańskiego samolotu E-3 Sentry AWACS w bazie Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej. To dramatyczne wydarzenie rzuca nowe światło na sytuację w Zatoce Perskiej, podważając amerykańską dominację w regionie.
Amerykański E-3 Sentry, znany jako AWACS, to kluczowy element wczesnego ostrzegania i kontroli przestrzeni powietrznej. Jego utrata stanowi poważne osłabienie dla sił USA, które od dekad opierają swoje operacje w regionie na możliwościach tego typu maszyn. AWACS-y, dzięki zaawansowanym systemom radarowym, dostarczają danych o ruchach powietrznych i morskich, co jest nieocenione w trudnym środowisku bliskowschodnim.
Atak na bazę Prince Sultan był niezwykle precyzyjny. Według dostępnych informacji, Iran użył zaawansowanych technologicznie rakiet i dronów, co pozwoliło na jednoczesne uderzenie w kilka celów. Obok E-3 Sentry, zniszczone lub uszkodzone zostały także inne amerykańskie maszyny, w tym tankowce powietrzne KC-135R. To pokazuje, że Iran posiada zdolność do przeprowadzenia złożonych operacji wojskowych, które mogą skutecznie zakłócić działania jednego z najpotężniejszych militarnie państw na świecie.
Konsekwencje tego incydentu są wielowymiarowe. Po pierwsze, zniszczenie AWACS-a to nie tylko cios w amerykańską obecność militarną w regionie, ale także poważny sygnał dla innych krajów zaangażowanych w konflikty na Bliskim Wschodzie. To również ważny test dla amerykańskiej strategii obronnej, która musi teraz uwzględnić możliwość dalszych ataków tego typu.
Po drugie, incydent ten może mieć długotrwałe skutki dla sytuacji geopolitycznej w regionie. Zatoka Perska, będąca kluczowym szlakiem transportu ropy naftowej, staje się coraz bardziej niestabilna. Ataki na amerykańskie instalacje wojskowe mogą skłonić inne kraje do przemyślenia swojej obecności i zaangażowania w regionie. Dodatkowo, nie można wykluczyć wzrostu napięć między Iranem a sąsiednimi państwami arabskimi, które obawiają się rosnącej potęgi militarnej Teheranu.
Dla Stanów Zjednoczonych, które od lat starają się utrzymać przewagę technologiczną i militarną nad Iranem, incydent ten jest poważnym wyzwaniem. Władze w Waszyngtonie będą musiały podjąć decyzję, jak zareagować na tak bezpośrednie naruszenie ich interesów. Możliwości są rozmaite – od dyplomatycznych protestów po potencjalne działania odwetowe. Każda z opcji niesie jednak ze sobą ryzyko dalszej eskalacji konfliktu. Iran, z kolei, zademonstrował swoją zdolność do strategicznego myślenia i wykorzystania nowoczesnych technologii wojskowych. Atak na bazę w Arabii Saudyjskiej to jasny sygnał, że Teheran nie zamierza ustępować w swoim dążeniu do zwiększenia wpływów w regionie. W obliczu międzynarodowych sankcji i presji ze strony Zachodu, Iran pokazuje, że jest gotów na bezpośrednią konfrontację wojskową, jeśli uzna to za konieczne.Podsumowując, zniszczenie amerykańskiego AWACS-a w bazie Prince Sultan to wydarzenie, które może mieć dalekosiężne skutki dla bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej i całym Bliskim Wschodzie. W obliczu narastających napięć, społeczność międzynarodowa będzie musiała znaleźć sposób na złagodzenie sytuacji i zapobieżenie dalszej eskalacji konfliktu. Jedno jest pewne – 27 marca 2026 roku zapisze się na kartach historii jako dzień, który zmienił układ sił w regionie. Źródła:
W obliczu eskalacji konfliktu, który ogarnął cały świat, znany analityk geopolityczny i niezależny dziennikarz Pepe Escobar analizuje dramatyczne wydarzenia na Bliskim Wschodzie w niedawnym wywiadzie. Podczas gdy Iran bombarduje Izrael i państwa Zatoki Perskiej precyzyjnymi pociskami i redefiniuje Cieśninę Ormuz, zapowiedziana operacja militarna Trumpa grozi pogrążeniem się w chaosie, błędnych kalkulacjach i załamaniu gospodarczym. Escobar opisuje „teatr absurdu”, w którym irański opór wstrząsa fundamentami hegemonii USA, nie tylko militarnie, ale także geoekonomicznie.
[Film w oryginale md]
Nowa rzeczywistość w Cieśninie Ormuz: Irańska bramka poboru opłat „Petro-Juan”
Pepe Escobar szczegółowo wyjaśnia, jak sytuacja w Cieśninie Ormuz radykalnie zmieniła się od wczoraj. Do niedawna tankowce z Chin, Indii, Pakistanu, Iraku, Bangladeszu, a nawet krajów takich jak Sri Lanka i Tajlandia mogły korzystać z przeprawy – pod warunkiem spełnienia trzech jasnych warunków: musiały przekazać wszystkie dane brokerowi powiązanemu z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), który je weryfikował. Jakiekolwiek powiązanie z interesami USA, Izraela lub wrogimi stronami natychmiast wstrzymywało przeprawę.
Po drugie, należało uiścić opłatę w wysokości dwóch milionów dolarów amerykańskich za każdy tankowiec – gotówką (najlepiej w juanach) lub kryptowalutą za pośrednictwem niezwykle szybkiego blockchaina Tron (rozliczenie w zaledwie trzy sekundy). Po zapłaceniu i otrzymaniu płatności następował trzeci krok: Statki musiały skorzystać z precyzyjnie określonego kanału żeglugowego o szerokości zaledwie ośmiu kilometrów, znajdującego się na północ od wyspy Keszm, między Keszm a małą wyspą Larak.
Zasady te, które Escobar określa mianem „prywatyzacji lub nacjonalizacji” Cieśniny Ormuz, zostały obecnie wpisane do prawa irańskiego przez parlament. Są one wzorowane na Kanale Sueskim: koniec z swobodnym przepływem. Marynarka Wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej kontroluje nie tylko wody terytorialne, ale także rozległy obszar – od południowego Keszm, przez zachodnią część Zatoki Perskiej do wyspy Qaruh, a dalej obejmując Zatokę Perską, Cieśninę Ormuz i Zatokę Omańską, aż do granicy irańsko-pakistańskiej.
Jednak na dzień dzisiejszy cały ruch został wstrzymany: żadne statki nie przepływają, ponieważ wszyscy spodziewają się rychłej operacji USA. Escobar podkreśla, że zasady pozostają w mocy i będą ściśle egzekwowane. Osoby, które nie są uznawane za „państwa wrogie”, mogą przepłynąć – ale tylko za opłatą i wyznaczoną trasą.
Ten środek to prawdziwy przełom. W ciągu zaledwie kilku dni Iran ustanowił alternatywny system płatności, który skutecznie funkcjonuje jako „petrojuan” – czego nie udało się osiągnąć przez lata szczytów BRICS. Rosja i Chiny, podobnie jak Globalne Południe, obserwują to z wielkim zainteresowaniem. IRGC czerpie bezpośrednie dochody z opłat, a system jest już w pełni operacyjny.
Możliwa inwazja USA i spekulacje na temat „lądowania w Normandii”
Escobar przedstawia scenariusze, które obecnie dręczą świat. Krążą pogłoski o „desantowaniu w stylu normandzkim” – prawdopodobnie na wyspie Larak, do której najpierw należałoby zabezpieczyć Keszm. Inne możliwe cele to region Sistan-Beludżystan w pobliżu portu Czabahar, wyspa Abu Musa (irańska, ale roszczona przez Zjednoczone Emiraty Arabskie) lub inne odcinki wybrzeża. Rząd USA wysyła tysiące marines i do 10 000 żołnierzy, ale nawet amerykańscy urzędnicy ostrzegają Trumpa w swoich negocjacjach: żadna z opcji lądowych nie wygląda obiecująco. Niemniej jednak Waszyngton nadal eskaluje – pomimo niedawnego oświadczenia Trumpa, że jest „znudzony wojną” i chce „iść dalej”. Escobar nazywa to „zdumiewającym”: po tym, jak Trump nazwał konflikt „wycieczką”, teraz jest nim znudzony.
Marynarka Wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej jest w stanie najwyższej gotowości. Escobar ostrzega: Cokolwiek wydarzy się w ten weekend lub w nadchodzących dniach, będzie katastrofalne w skutkach. Niezależnie od tego, czy będzie to mini-inwazja, czy potężny atak bombowy, konsekwencje są nieprzewidywalne.
Ofensywa rakietowa Iranu i niszczenie potęgi USA i Izraela
Pomimo twierdzeń USA, że jedna trzecia irańskiego systemu rakietowego została zniszczona (wbrew narracji Trumpa o „wszystkim zniszczeniu”), Iran codziennie ostrzeliwuje Tel Awiw, cele izraelskie i porty Zatoki Perskiej precyzyjnymi pociskami. Escobar mówi o „zdecentralizowanej strategii mozaikowej”, która jest codziennie udoskonalana. Irańska armia publikuje selfie z wystrzeliwania pocisków – to wyraźne zwycięstwo w tej narracyjnej bitwie. Izrael informuje o zniszczeniu ich prawie 100 czołgów przez sam Hezbollah, a armia jest na skraju upadku. Bazy USA w Azji Zachodniej są zniszczone w ponad 90% i nie zostaną odbudowane.
Iran nie wykorzystał jeszcze w pełni swojego potencjału: niewidzialne podziemne miasta rakietowe na południowym wschodzie i wschodzie kraju (w pobliżu granicy z Afganistanem) są nieznane Amerykanom. Cele pozostają jasne: maksymalne zniszczenie Izraela (być może nieodwracalne), całkowite wyparcie USA z Zatoki Perskiej i utworzenie nieodwracalnego mechanizmu odstraszającego.
Rola państw Zatoki Perskiej: ZEA jako podpalacz, Arabia Saudyjska jako obrońca
Pozycja Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) jest szczególnie napięta. Escobar cytuje „przerażający felieton” ambasadora ZEA w USA w „Wall Street Journal”: Emiraty otwarcie przystępują do wojny po stronie USA. Powód: 1,4 biliona dolarów zainwestowanych w amerykańską gospodarkę (sztuczna inteligencja, półprzewodniki itp.). Ich model biznesowy – Dubaj jako centrum „błyskotek”, Dżabal Ali jako kluczowy port – leży w gruzach. Inne porty w Tartusie (Syria), Akabie (Jordania) i Hajfie są sparaliżowane. Iran opublikował już listę pięciu megacelów: elektrowni, zakładów odsalania wody i innych. Jeśli ZEA przystąpią do wojny, ich gospodarka – w tym centra sztucznej inteligencji i lotniska – będzie zagrożona całkowitym zniszczeniem.
Arabia Saudyjska działa ostrożniej, ale pozostaje zaangażowana. Rozumownia Escobara przywołują historyczne ambicje: Kuwejt należał kiedyś do prowincji Basra, Bahrajn do Iranu (do 1971 roku), a Emiraty do Omanu. Iraccy analitycy otwarcie mówią o zwrocie tych terytoriów. Katar i Oman natomiast pozycjonują się sprytnie: potępiają wojnę i nie oferują swojego terytorium do ataków na Iran – widzą, „w którą stronę wieje wiatr”.
Farsa negocjacyjna i „Teatr Absurdu”
Escobar opisuje nieudane negocjacje jako szczyt absurdu. Omańscy dyplomaci przetłumaczyli irańskie propozycje (hojne oferty wzbogacania uranu) na pidgin angielski – ekipa Trumpa („Heckle and Jackal”) ich nie zrozumiała. Później J.D. Vance miał polecieć do Islamabadu, ale Pakistan zdradził Iran: osiem tankowców z irańską ropą, pływających pod pakistańską banderą, zostało zajętych przez Stany Zjednoczone. Trójstronny sojusz Turcji, Egiptu i Pakistanu, pełniących rolę mediatorów, rozpadł się. Iran powtórzył swoje główne żądania: wycofanie wszystkich baz amerykańskich, reparacje, zniesienie sankcji, swobodny cywilny program nuklearny oraz brak ograniczeń dotyczących pocisków rakietowych i sojuszy z Hezbollahem i Ansar Allah.
Trump ogłasza wygraną wojnę i „nudzi się”. Ale rzeczywistość jest taka: obecność USA w Zatoce Perskiej została niemal całkowicie zniszczona, Izrael stoi na krawędzi upadku, a rynki ropy naftowej i obligacji spadają.
Apokalipsa gospodarcza: cena ropy 150 dolarów i globalna recesja
Rynki obligacji zmuszają Trumpa do wycofania się: rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji zbliżyła się do 5%, zanim odroczenie ultimatum na krótko ją uspokoiło. Larry Fink z BlackRock otwarcie ostrzega przed dwoma scenariuszami: ropa naftowa po 40 lub 150 dolarów – ten drugi oznacza globalną recesję. Przy cenie 120 dolarów (która jest już w zasięgu ręki) recesja już się zaczyna. Europa, bez rosyjskiego lub katarskiego gazu, zapłaci najwyższą cenę. Kaskadowe skutki już wpływają na globalne Południe, Azję Południowo-Wschodnią i Indie.
Rosja i Chiny: sztuka milczenia
Rosja i Chiny zachowują strategiczne milczenie – „Nigdy nie przerywaj wrogowi, gdy popełnia poważny błąd”. Udzielają Iranowi wsparcia technicznego (Beidou zamiast GPS, Intel dla planów USA, ulepszone drony), nie przyznając się do tego publicznie. Putin jest przekonany, że wojna zakończy się maksymalnie w ciągu czterech tygodni. Dla Chin petrojuan to dar: alternatywny system płatności w najistotniejszym punkcie zapalnym świata – osiągnięto w trzy tygodnie to, czego nie udało się osiągnąć przez 20–30 lat dyplomacji. Iran walczy samotnie z nuklearnym supermocarstwem i regionalnym mocarstwem atomowym – i wygrywa.
Suwerenny opór Iranu: 2500 lat historii kontratakuje
Pomimo 47 lat brutalnych sankcji – rozpadającej się infrastruktury, podupadłych hoteli, rozpadających się systemów kanalizacyjnych – Iran dysponuje wybitnym kapitałem ludzkim: światowej klasy uniwersytetami, inżynierami, fizykami i matematykami. Zbudowali ukryty kompleks militarno-przemysłowy, który przeraża supermocarstwo. Escobar jest pod wrażeniem: średniej wielkości mocarstwo regionalne w pojedynkę odwraca sytuację. Globalne Południe podziwia Iran jako obrońcę większości ludzkości.
Ten konflikt oznacza prawdziwy punkt zwrotny XXI wieku – nie 11 września. Hegemonia USA chyli się ku upadkowi, wyłania się wielobiegunowy świat. W ciągu zaledwie kilku tygodni Iran zniweczył wszystkie rzekome zdobycze z października 2023 roku (Liban, Syria). To, co nastąpi, zapisze się w historii: suwerenny opór Persji przeciwko imperiom, które nie odrobiły lekcji. Świat patrzy z zapartym tchem – i wyciąga wnioski.
Oś Netanjahu–Trump skupia się przede wszystkim na Iranie. Gdyby Iran upadł, prawdopodobnie – a nawet najprawdopodobniej – zwróciliby uwagę na wsparcie Ukrainy i na Rosję. Jednak zdesperowany opór Iranu odwraca ich główną uwagę. Obecnie nie mają czasu na Rosję – priorytetem jest Iran.
Oczywiście Trumpa już zupełnie nie interesuje „budowanie pokoju”, dlatego też uregulowanie stosunków z Rosją, jeśli ma w ogóle jakiś sens, to jest on bardzo pragmatyczny. Jego wojna to wojna z Iranem. Izrael uczynił tę wojnę wojną Trumpa. A Trump nie rezygnuje z tego. W ten sposób powstała jedna oś: USA/Izrael przeciwko Iranowi.
Pozostałym siłom regionalnym proponuje się dokonanie wyboru: i to trudnego — albo przyłączyć się do koalicji amerykańsko-izraelskiej, albo do Iranu (Ruchu Oporu). Nie ma mowy o stanowisku pośrednim, a jeśli ktoś spróbuje nalegać na neutralność, będzie bombardowany i atakowany z obu stron. Nie ma tu miejsca na neutralność. Pociąg już odjechał.
Druga oś: UE/Wielka Brytania/globalistyczni politycy w USA (przede wszystkim Partia Demokratyczna) przeciwko Rosji i na rzecz wsparcia reżimu kijowskiego. To prawdziwa i zaciekła wojna, do bezpośredniego udziału w której przygotowuje się większość krajów europejskich (z wyjątkiem Węgier i Słowacji). Partia Demokratyczna w USA promuje właśnie tę wojnę, dlatego Ukraina jest dla niej priorytetem.
Głównym celem obu stron jest wbicie klina między Iran a Rosję, aby nie zorientowały się, że toczą wojnę z tym samym przeciwnikiem. A głównym zarzutem USA i Izraela wobec UE i globalistów, a także głównym zarzutem UE i globalistów wobec USA i Izraela jest właśnie to, że prowadzą one dwie wojny przeciwko dwóm wrogom „cywilizacji Epsteina” jednocześnie, a nie po kolei. Ponieważ wojna z Iranem się przedłuża, Izrael stopniowo zamienia się w Gazę, a światowa gospodarka z powodu zamknięcia Cieśniny Ormuz wkrótce się załamie (w niektórych krajach wprowadzono już blokadę energetyczną), globalistom nie podoba się Trump, który z ich punktu widzenia „wystawia Ukrainę” i odwraca uwagę od głównego wroga – Rosji.
Tę linię podtrzymują sieci Sorosa, które ogólnie nienawidzą Trumpa i Netanjahu. Należy jednak pamiętać o jednym: właśnie ci, którzy najbardziej atakują Trumpa i Izrael za wojnę z Iranem, nie są przeciwni wojnie, ale opowiadają się za wojną z Rosją. Praktycznie wszystkie europejskie siły i całe kraje, które rzuciły się na Netanjahu, domagają się po prostu przesunięcia akcentów na korzyść reżimu Zełenskiego. W Stanach Zjednoczonych głośno o tym krzyczą demokraci.
Iran i Rosja doskonale rozumieją, że nie chodzi o to, kto na Zachodzie jest za wojną, a kto przeciw, ale o to, na kim Zachód chce się skupić w pierwszej kolejności. Oznacza to po prostu, że na pozostałych skupią się w drugiej kolejności. Nikt nie ma żadnych złudzeń. I oczywiście Rosja i Iran walczą po tej samej stronie i przeciwko temu samemu przeciwnikowi. Jakiekolwiek działania na powierzchni niczego nie zmieniają w istocie III wojny światowej. Mgła wojny. Negocjacje. Odwracanie uwagi. Rzucanie piasku w oczy.
Najważniejsze jest teraz, aby nie pozwolić wrogowi – zbiorowemu Zachodowi, cywilizacji Epsteina – pokonywać nas jednego po drugim. Do wojny należy przystąpić jak najszybciej i jak najbardziej radykalnie. Należy wspierać przyjaciół i sojuszników, przekonywać wahających się, wprowadzać społeczeństwo w stan wyjątkowy.
Bardzo wyraźnym przykładem jest wojna informacyjna prowadzona przez Iran, którą ten kraj znakomicie wygrywa. To tylko taka uwaga. Nie jest to krytyka. To spostrzeżenie.
Wiele zależy od Chin. Na razie kraj ten przyjmuje postawę wyczekującą, ale już wypuścił swoją najnowszą broń psychologiczną w postaci profesora Jiang Xueqina. Atakuje on świadomość światowych analityków swoimi przepowiedniami. To już całkiem nieźle.
Po raz pierwszy chińscy intelektualiści zaczęli mówić o spisku syjonistycznym, eschatologii, Sabbatai Zevi, Jakobie Franku, iluminatach, wielkiej geopolityce, światowych elitach kapitalistycznych.
Strategiczne myślenie Chin wysuwa się na pierwszy plan. Koniec z podejściem „win-win” i strategiami typu „panda”. Rzeczy zaczęto nazywać po imieniu.
Pekin uderzy na Tajwan, ale nie wiadomo kiedy. Jeśli będzie czekał, aż inne siły wielobiegunowości osłabną lub, broń Boże, upadną, Chiny same nie przetrwają. Dlatego lepiej uderzyć właśnie teraz, otwierając trzeci front. Przeciwko temu samemu wrogowi. Ściśle i bezpośrednio temu samemu.
W tej chwili wróg się przygotowuje, ale nie jest jeszcze gotowy do prowadzenia aż trzech wojen jednocześnie. A jeśli ktoś jeszcze z grona wielobiegunowego otworzy dodatkowy front, siły wroga rozproszą się po całej planecie. Najwyższy czas rozpocząć powszechne, globalne powstanie przeciwko dyktaturze Baala. On wystarczająco się zdradził.
Nieprzypadkowo Peter Thiel, który doprowadził Trumpa do władzy, jeździ po świecie z wykładami o Antychryście. Wszyscy zobaczyli prawdziwe oblicze Zachodu – to Epstein. To zamordowane irańskie uczennice, to dziesiątki tysięcy niemowląt w Gazie. Nikt nie może powiedzieć: nie wiedziałem, nie widziałem, nie byłem w to wtajemniczony. To już nie przejdzie. Wszyscy widzieli i wszyscy wiedzą, a jeśli jeszcze nie walczą po naszej stronie frontu, to w istocie stają po stronie wroga. I stają się uzasadnionymi celami.
Ameryka Łacińska wygląda na razie na wyraźnie słabe ogniwo, a haniebna kapitulacja przed ideami rewolucji i dziedzictwem Chaveza przez żałosnych tchórzy w rządzie Wenezueli przygnębia. Imieniem „Delsi” już nigdy więcej nikt nie będzie nazywał nikogo. Również nazwisko „Rodriguez” mocno ucierpiało. Lula i Brazylia, a także Meksyk i Kolumbia robią coś, aby pomóc Kubie, ale nie decydują się na bezpośrednie rzucenie wyzwania Stanom Zjednoczonym. Boją się. A nie ma się czego bać, jest już za późno.
W Afryce mamy wspaniałych bohaterów w postaci krajów Stowarzyszenia Sahelu (Burkina Faso, Niger, Mali), dumnej Etiopii oraz kilku innych reżimów, które nie ugięły się przed cywilizacją Baala (Republika Środkowoafrykańska, częściowo RPA). Budzi to ostrożny optymizm.
Sunnicki świat islamski jest podzielony, elita jest skorumpowana i zintegrowana z archipelagiem Epsteina, a masy są zdeprawowane przez idiotyczny salafizm i wahhabizm, które zmuszają muzułmanów do wyładowywania gniewu na niewinnych i do obrony interesów USA i Izraela. Osobną pozycję zajmuje dość suwerenny Pakistan(ale ma on swoją własną wojnę z talibami-Pasztunami) oraz Indonezja. Erdogan jest następny do likwidacji w planie syjonistów, ale będzie się wahał (jak zwykle).
Indie, będące filarem wielobiegunowości i państwem-cywilizacją, znalazły się w trudnej sytuacji. New Delhi postrzega Chiny jako głównego regionalnego rywala, a Modi i otaczająca go hindutva z wielką obawą podchodzą do islamu. To skłania Indie do sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem, choć raczej nie należy się spodziewać bardziej aktywnej polityki z tej strony frontu.
[wiki: Hindutva to ideologia polityczna i forma nacjonalizmu hinduskiego, dążąca do ustanowienia kultury hinduskiej jako fundamentu tożsamości narodowej Indii (Hindu Rashtra). md]
Najbardziej adekwatnym krajem wydaje się Korea Północna, a najmniej adekwatnym – Japonia.
Trzecia wojna światowa toczy się między tymi, którzy chcą za wszelką cenę zachować i wzmocnić hegemonię zbiorowego Zachodu (zarówno w wersji dzikiej, trumpowskiej i syjonistycznej, jak i w globalistycznym modelu europejskim), a wielobiegunową ludzkością, czyli nami. Już trwa. Na pełnych obrotach.
Można oczywiście nadal udawać, że nic takiego się nie dzieje. Ale po co?
Trump przyznał, że Iran zaatakował lotniskowiec USS Ford:
„Biegliśmy, by ratować życie”
Trump przyznał, że siły irańskie przeprowadziły skoordynowany atak z wielu kierunków na lotniskowiec USS Gerald R. Ford, zmuszając amerykański lotniskowiec do odwrotu pod presją.
Prezydent USA Donald Trump poinformował, że siły irańskie przeprowadziły skoordynowany atak na USS Gerald R. Ford, zauważając, że ten największy na świecie lotniskowiec stał się celem wielotorowego ataku na Morzu Czerwonym, w ramach eskalacji odwetu Teheranu za agresję USA i Izraela, która rozpoczęła się 28 lutego.
Przemawiając w piątek na forum inwestycyjnym w Miami, Trump nazwał rozwijającą się sytuację „poważną” dla Marynarki Wojennej USA, stwierdzając, że skala i intensywność operacji szybko przekroczyły oczekiwania.
Była godzina pierwsza w nocy.„” – powiedział Trump, wspominając moment, w którym statek został zaatakowany „z 17 różnych stron”.
„Dowiedzieliśmy się, że mamy problem ” – dodał.
„Byli tu, byli tam. Uciekliśmy, by ratować życie, i wszystko się skończyło”.„Powiedział Trump, przytaczając historię dowódcy marynarki wojennej, który w tym czasie znajdował się na pokładzie.
Lotniskowiec USS Gerald R. Ford, stanowiący centralny element amerykańskiej projekcji siły morskiej, został wysłany do Azji Zachodniej w ramach agresji Waszyngtonu na Iran. Natychmiast po zgłoszeniu kolizji lotniskowiec został zmuszony do opuszczenia teatru działań wojennych w wyniku pożaru, który wybuchł na pokładzie 12 marca . W wyniku pożaru rannych zostało wielu członków załogi, około 200 marynarzy zostało rannych wskutek zatrucia dymem, a znaczne części okrętu uległy uszkodzeniu.
Po prawie dziewięciu miesiącach nieprzerwanego działania, naznaczonego narastającymi problemami technicznymi, w tym ciągłymi awariami systemów, które już wcześniej budziły obawy o niezawodność operacyjną okrętu w warunkach długotrwałego obciążenia, okręt wojenny początkowo wycofał się na grecką wyspę Kretę.
Pomimo przebiegu wydarzeń Pentagon upierał się, że szkody zostały wyrządzone przez „niezwiązanyz operacjami bojowymi”pożar w pralni , próbując przedstawić wycofanie wojsk jako normalny problem techniczny, a nie wynik działań wojskowych.
****
Irańscy urzędnicy kategorycznie odrzucili tę wersję, twierdząc, że jest to wyraźna próba ukrycia skutków irańskich działań odwetowych, które coraz bardziej obnażają słabości nawet najnowocześniejszych amerykańskich zasobów militarnych.
Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wyśmiał amerykańską wersję wydarzeń, mówiąc: „Jaki gigant militarny, w obliczu kryzysu, jest zmuszony opuścić pole bitwy z powodu pożaru pralni?”
Teheran wielokrotnie ostrzegał, że amerykańskie lotniskowce operujące na wodach regionalnych będą traktowane jako uzasadnione cele , podkreślając, że ich obecność stanowi bezpośrednie zagrożenie dla suwerenności Iranu.
W tym kontekście irańscy urzędnicy i analitycy uważają nagłe wycofanie lotniskowca za wyraźny dowód, że ciągłe operacje rakietowe i dronów nakładają realne ograniczenia na siły amerykańskie, osłabiając zdolność Waszyngtonu do utrzymania kontroli pomimo jego miażdżącej przewagi technologicznej.
Irańskie wojsko poinformowało również o udanych atakach dronów i rakiet na inny amerykański lotniskowiec USS Abraham Lincoln, co potwierdziło deklarowaną przez Teheran rozszerzającą się i skuteczną strategię odstraszania, która może zmienić równowagę militarną w regionie.
On zerżnął od Rosjanina, nie od Uczty. Nie podał ani autora, ani linku.
Myśmy tę pozycję zauważyli u Pana. Jako że w przeszłości, Ruszkiewicz podawał jako swoje teksty Blondeta, pofatygowaliśmy się, żeby poszukać prawdziwego autora artykułu i żeśmy go znaleźli. A potem opublikowaliśmy tłumaczenie, oddając sprawiedliwość autorowi tekstu. Ot co.
[No, wiec to ptaszysko łykające żabę ma więcej znaczeń.. MD]
Teheran przejął strategiczną inicjatywę w tej wojnie, zamykając Cieśninę Ormuz. Stany Zjednoczone nie są obecnie w stanie wycofać się, przeprowadzić inwazji lądowej ani zrobić sobie przerwy w działaniach. Z tego powodu Amerykanie doświadczają upokorzeń bez precedensu w historii ich „globalnej hegemonii”.
We wtorek, prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zaszokował rynki i opinię publiczną wpisem w mediach społecznościowych, w którym ogłosił, że rozmowy pokojowe z Iranem są w toku i przebiegają pomyślnie. W następstwie owych rozmów, Pentagon ogłosił nawet rozejm odnośnie bombardowania infrastruktur energetycznych Iranu.
Jednak reakcja Teheranu jest naprawdę zaskakująca w kontekście globalnej sceny politycznej. Irańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oświadczyło, że nie prowadzi żadnych rozmów ze Stanami Zjednoczonymi, ani bezpośrednio, ani za pośrednictwem pośredników. Komunikaty Waszyngtonu dotyczące negocjacji i zawieszenia broni mają na celu wyłącznie zyskanie na czasie i obniżenie cen ropy. Innymi słowy, był to gest dobrej woli. Biały Dom zaproponował Irańczykom wymianę: my przestaniemy bombardować wasze elektrownie na kilka dni, wy udacie, że o to poprosiliście, a w zamian odblokujecie Cieśninę Ormuz dla naszych tankowców.
A Iran, jak się wydaje, wysłał Biały Dom do diabła.
Tego jeszcze nie było. „Światowy hegemon” prosi o dialog z krajem, który ogłosił pariasem, zasypywał rakietami, którego przywódców zrównał z bandą terrorystyczną i wszystkich zabił. A „kraj-parias” odrzuca wyciągniętą „rurkę pokoju” i gardzi kontaktami z „błyszczącym miastem na wzgórzu”.
Jest oczywiste, że Iran ma wszelkie powody, by tak reagować. Jak można rozpocząć negocjacje z krajem, który je przerywa, zabijając negocjatorów? Z krajem, który rozpoczyna inwazję wojskową po tym, jak strony uścisnęły sobie dłonie przy stole negocjacyjnym?
Należy jednak podkreślić, że Irańczycy mają nie tylko potencjał, ale i korzyść w tym, by odrzucić propozycję Amerykanów. Teheran przejął strategiczną inicjatywę w tej wojnie. Stany Zjednoczone nie dysponują obecnie dobrymi posunięciami na szachownicy – dysponują wyłącznie złymi.
Operacja powietrzna zakończyła się niepowodzeniem. Planowano zniszczyć Iran w ciągu kilku dni, ale bombardowania trwają już prawie miesiąc, a Islamska Republika Iranu stawia opór. Aby wygrać wojnę, Stany Zjednoczone i Izrael muszą walczyć na poważnie, czyli przeprowadzić operację lądową. Tylko że nikt jej nie przygotował. Dlaczego – patrz wyżej: wierzyli, że Iran upadnie w ciągu kilku dni.
Przygotowanie się do inwazji lądowej wymaga czasu. Ale również Iran przez cały ten czas będzie się przygotowywał. A zatem albo Amerykanie rzucą się do walki dysponując siłami nieprzygotowanymi do tego, albo będą musieli zmierzyć się ze starannie zaplanowaną odpowiedzią na agresję. W obu przypadkach, dla amerykańskich żołnierzy będzie to krwawa rzeź.
Ale jaka jest alternatywa wobec poświęcenia marines? Scenariusz inercyjny: bombardowanie Iranu z powietrza, aż wyczerpie on swoje zasoby? Również w tym przypadku zakładano, że nie ma on żadnych zasobów, a reżim ajatollahów upadnie przy pierwszym ataku.
Jednak operacja trwa już prawie miesiąc, a jej końca nie widać, i nie wiadomo, komu wcześniej wyczerpią się zapasy: wojskom irańskim czy też Amerykanom zabraknie rakiet.
Jeszcze ważniejsze jest to, ile czasu minie, zanim wyczerpie się cierpliwość sojuszników Stanów Zjednoczonych w Zatoce Perskiej. Irańczycy atakują amerykańską obecność na ich terytorium, Cieśnina Ormuz jest zamknięta i nie mogą dostarczać ropy. Jeśli ta sytuacja będzie się przedłużać, arabscy szejkowie prędzej czy później stracą cierpliwość i będą negocjować bezpośrednio z Irańczykami. Teheran postawi podstawowy warunek: zerwanie sojuszu z Waszyngtonem i wycofanie amerykańskiej obecności z ich krajów, co oznacza wydalenie Amerykanów z regionu.
Taki sam warunek, tj. wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Bliskiego Wschodu – a co za tym idzie, rezygnacja z kontroli nad światowym przemysłem naftowym – będzie miał kluczowe znaczenie przy negocjacjach z USA, o ile życzenie Trumpa by do nich doszło, urzeczywistni się.
Iran może sobie pozwolić na narzucenie takich warunków, ponieważ obecnie działa z pozycji siły, trzymając przeciwnika za gardło. Amerykanie natomiast występują w roli przegranych, co jest dla nich nie do zniesienia: postawili wszystko na zero (ruletka) i przegrali. Wszystkie możliwe rozwiązania są fatalne. Wycofanie się ze świata islamskiego jest nie do pomyślenia: co stanie się z ropą, co stanie się z Izraelem? Przeprowadzenie inwazji lądowej to gwarantowana tragedia dla narodu amerykańskiego, a nikt nie może zagwarantować sukcesu interwencji. Kontynuowanie obecnej polityki może doprowadzić do wyrzucenia Amerykanów z regionu. Gdziekolwiek się nie spojrzy – wszędzie trudności.
Nie ma wątpliwości, że przyszło nam żyć w historycznym momencie, kiedy decydują się losy przyszłego świata. Każdy dzień przynosi zaskakujące wiadomości, które wywracają nasze dotychczasowe pojmowanie świata. Kiedy ponad trzy dekady temu upadł i to całkiem zasłużenie ZSRR, jego konkurent USA pozostał jedynym hegemonem świata. Swoją władzę opierały Stany Zjednoczone na bezspornej potędze militarnej oraz powszechnej akceptacji dolara jako waluty stosowanej do wszystkich większych transakcji międzynarodowych.
Dolar traci swoją przywódczą rolę. Nic dziwnego – przy tak wielkich długach, że rząd USA musi zaciągać nowe, by spłacić procenty od tych długów. Każdy, kto żyje ponad stan, wie, jak to się musi skończyć.
Koniec ery petrodolara jest również końcem hegemonii USA.
Naćpaj się z odrobiną pomocy od moich przyjaciół – śpiewał Joe Cocker na Woodstock w roku 1969. Dzisiaj jest ta rada jak najbardziej aktualna. Gdy „przyjaciel” namówi cię na udział w awanturze, to zostaną ci jedynie prochy, by jakoś to dalej ciągnąć. Upadek idei petrodolara nie jest jedynym kłopotem Trumpa. Jego potęga militarna staje się powoli mitem, którym zawsze była. Wystarczyło tupnąć i dotychczas wszyscy wrogowie kulili ze strachu ogon. Ta powszechna opinia o przeważającej potędze militarnej USA topnieje z każdym nowym incydentem na Bliskim Wschodzie.
Cóż z tego, że technicznie rzecz biorąc, USA ma najsilniejszą flotę i najwięcej lotniskowców ze wszystkich krajów na świecie? Taki potężny okręt z tysiącami żołnierzy, z samolotami i helikopterami na pokładzie, z dużym zapasem rakiet balistycznych oraz z najbardziej wyrafinowaną technicznie obroną przeciwrakietową, okazuje się pomimo eskorty wielu okrętów wojennych możliwym celem ataków. Według Pentagonu dwa tygodnie temu amerykańska perła marynarki wojennej lotniskowiec USS Gerald R. Ford został zaatakowany przez pralki na pokładzie, których pożar sprawił, że to cacko nadaje się jedynie do naprawy mającej trwać około roku. Tu trzeba dodać, że także ochrona przeciwpożarowa tego okrętu stała na najwyższym możliwym poziomie.
Iran twierdzi, że trafił lotniskowiec USA – Pentagon milczy o tym, co naprawdę się stało!
Po wstępnym przeglądzie „pożarowych” szkód na najdroższym lotniskowcu świata dokonanym na greckiej wyspie Kreta okazało się konieczne odesłanie tej „łódki” na poważniejszą naprawę do chorwackiego Splitu na Adriatyku. Tak więc Iran pozbył się w ten prosty sposób jednego kolosa US Navy.
Wyrafinowana technika ma poważną wadę – jest bardzo kosztowna i może zostać zniszczona przy użyciu wielokrotnie tańszych środków. Nie ma 100% ochrony, o czym przekonał się Izrael i pobliskie kraje arabskie. Nie można przewidzieć wszystkich możliwych wariantów ataku. Zawsze jest jakaś luka w obronie i tę wykorzystuje właśnie Iran.
19.03.2026 r. Amerykańskie okręty przeciwminowe opuszczają Zatokę Perską i nagle pojawiają się w Malezji. Źródło.
Także sprzymierzone z Iranem oddziały Hezbollah (uznane przez USA i Izrael za terrorystyczne, podczas gdy terrorystą jest właśnie USrael) przynoszą poważne straty Izraelowi. Można o tym przeczytać we wczorajszym artykule na tkp.at: Armia izraelska poniosła największe straty czołgów od ponad 40 lat.Źródło.
W pełnym emocji wywiadzie udzielonym sędziemu Andrew Napolitano w jego programie „Judging Freedom” 26 marca 2026 r. były pułkownik armii amerykańskiej Douglas Macgregor przedstawił bezkompromisową ocenę amerykańsko-izraelskiej operacji wojskowej przeciwko Iranowi.
Macgregor, doświadczony strateg wojskowy i ostry krytyk polityki interwencjonistycznej, wyjaśnia, dlaczego prezydent Donald Trump zmaga się z coraz większą presją w obliczu niespodziewanie przedłużającego się konfliktu – i jakie katastrofalne skutki dalsza eskalacja może mieć dla USA, regionu i światowej gospodarki.
[wywiad gadany – w oryginale. md]
Fundamentalna krytyka polityki zagranicznej USA
Pułkownik rozpoczyna swoją analizę od fundamentalnej krytyki amerykańskiej polityki zagranicznej:
Niewypowiedziane wojny i agresja prewencyjna stały się niestety normą, bez żadnego oporu ze strony społeczeństwa amerykańskiego. Społeczeństwo przyzwyczaiło się do bezprawnego użycia siły przez państwo.
Aby stworzyć prawdziwie wolne społeczeństwo, należy fundamentalnie odrzucić zasadę prawa inicjatywy. Macgregor przywołuje słowa Thomasa Jeffersona i retorycznie stawia pytanie, czy czasami konieczna jest zmiana lub obalenie własnego rządu, aby kochać kraj – i czy największe zagrożenie dla wolności nie zbliża się właśnie teraz.
Nieudana strategia blitzkriegu
Sednem rozmowy jest aktualna sytuacja w Zatoce Perskiej:
Trump stoi w obliczu podwójnego upokorzenia – zarówno w kraju, jak i za granicą. Jego pierwotny plan krótkiej, zdecydowanej kampanii mającej na celu ścięcie irańskich przywódców, demontaż rządu i wywołanie wewnętrznych niepokojów zakończył się spektakularną porażką.
Zamiast tego nastąpiła długa i wyczerpująca faza bombardowania, podczas której cele wybierano z powodów militarnych i innych.
Teraz Trump planuje pięciodniową przerwę w celu przygotowania „ofensywy ostrzegawczej” z powietrza za pomocą rakiet i bomb – ostatni desperacki krok w celu odzyskania inicjatywy.
Ograniczenia opcji militarnych
Macgregor podkreśla, że ofensywa lądowa z udziałem dużych kontyngentów wojsk nigdy nie miała miejsca i nie jest realistyczna.
Iran ma 93 miliony mieszkańców i jest mniej więcej wielkości Europy Zachodniej. Inwazja wymagałaby ogłoszenia stanu wyjątkowego, przywrócenia poboru i co najmniej 12-18 miesięcy przygotowań z udziałem dwóch do trzech milionów żołnierzy – scenariusz nie do pomyślenia z politycznego i militarnego punktu widzenia.
Jedyna pozostała „opcja lądowa” jest niezwykle ograniczona: chodzi o zajęcie kilku strategicznych wysp w Cieśninie Ormuz, w tym wyspy Kharg (w transkrypcji określanej jako „Wyspa Car”), wyspy Kish lub wyspy Keshm, a także mniejszych wysepek u wybrzeży Bandar Abbas.
Na tych wyspach stacjonują jednostki Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) wyposażone w łodzie motorowe i pociski rakietowe. Ale nawet tutaj ich przydatność jest wątpliwa.
Cieśnina Ormuz i wojna gospodarcza
Macgregor zauważa, że Cieśnina Ormuz została zamknięta nie w wyniku działań militarnych Iranu, lecz z inicjatywy Lloyd’s of London:
Żaden armator bez ubezpieczenia nie odważyłby się wysłać przez wąski przesmyk tankowców wartych setki milionów dolarów.
Irańczycy sprytnie to wykorzystali, pozwalając na przepływanie statkom z krajów niezwiązanych sojuszem, takich jak Chiny, Indie i Japonia – pod warunkiem zapłaty za ropę.
Osłabia to petrodolara i pokazuje, że konflikt toczy się na dwóch poziomach: wojny ekonomicznej, którą USA już przegrywają, oraz nowej, asymetrycznej formy wojny, prowadzonej przez Iran.
Nowa wojna: rakiety i drony
Pułkownik zestawia klasyczny amerykański model wojny z czasów II wojny światowej – lotniskowce, niszczyciele, okręty podwodne i samoloty z baz w regionie, a nawet ze Stanów Zjednoczonych i Diego Garcia – z irańską odpowiedzią w XXI wieku:
Ogromne ilości precyzyjnie kierowanych pocisków i bezzałogowych systemów (dronów), które można wystrzeliwać z podziemnych obiektów oddalonych nawet o 1000 mil.
Iran nie potrzebuje ani sił powietrznych, ani marynarki wojennej, a jedynie armii, rakiet i dronów.
Strategia ta wysunęła amerykańską flotę daleko w morze, wymusza stałe uzupełnianie paliwa w powietrzu nad Irakiem, Arabią Saudyjską i innymi obszarami i okazała się niezwykle skuteczna.
Irańskie systemy obrony powietrznej są nadal skuteczne poniżej pułapu 15 000 stóp, co sprawia, że misje śmigłowców lub samolotów Osprey są niezwykle ryzykowne.
Krytyka historii sukcesu Trumpa
Dwa dni wcześniej Trump oświadczył, że wojna została „wygrana”, że Irańczycy nie mają ani marynarki wojennej, ani sił powietrznych i nie mogą nic zrobić przeciwko amerykańskim samolotom nad Teheranem.
Macgregor obala te twierdzenia, uznając je za absurdalne i nieaktualne.
Użyte wskaźniki – zniszczone czołgi, okręty i samoloty, określone na podstawie raportów pilotów lub zdjęć satelitarnych – są takie same, jak te, które zawiodły już w wojnie w Wietnamie i Iraku.
Od czasu obalenia szacha Iran nie dysponował znaczącymi siłami powietrznymi.
„Zatopiona flota” składa się ze starych fregat i setek małych, załogowych lub bezzałogowych łodzi wyposażonych w pociski i materiały wybuchowe – celów, które można bombardować tygodniami bez całkowitego ich unieszkodliwienia.
Prawdziwe straty są często wyolbrzymiane lub przypisywane fikcyjnym twierdzeniom, jak to miało już miejsce w Kosowie w 1999 r.
Globalne konsekwencje gospodarcze
Globalne skutki gospodarcze są jeszcze bardziej dramatyczne.
Zakłócenia w dostawach ropy naftowej i gazu mają wpływ na cały świat: pojawiają się kryzysy żywnościowe, paliwowe, nawozowe i paszowe.
Wielka Brytania za dwa tygodnie zostanie bez rezerw ropy naftowej, Indie zamykają przemysł, a na stacjach benzynowych tłoczą się miliony ludzi, Japonia zmaga się z podobnymi problemami.
Lepiej przygotowane są tylko Chiny, ze względu na duże rezerwy strategiczne.
Irańczycy doskonale wiedzieli, że globalna presja na Waszyngton, by zakończył wojnę, będzie wzrastać.
W tym samym czasie gospodarka USA stoi na krawędzi załamania: budżet obronny wzrósł z biliona do 1,5 biliona dolarów, a inflacja i kruchość systemów finansowych dają o sobie znać.
Minister finansów Janet Yellen lub podobne osoby (w transkrypcji „Besson”) po prostu drukowałyby pieniądze i skupowały własne długi – a to byłby przepis na przyszłą katastrofę.
Cele strategiczne i krytyka
Macgregor uważa, że prawdziwym celem wojny nie są negocjacje, lecz zniszczenie Iranu i późniejszy podział jego zasobów – zwłaszcza ropy naftowej i gazu – między USA i Izrael.
Jest to powtórka nieudanej strategii wobec Rosji na Ukrainie, gdzie sankcje okazały się nieskuteczne, a Rosja czerpała zyski nawet ze sprzedaży ropy.
Stany Zjednoczone dysponują obecnie jedynie około 10 000 lekkozbrojnymi żołnierzami piechoty, którzy mogliby uczestniczyć w ewentualnych operacjach na wyspach. Jest to niezwykle niebezpieczna misja obarczona dużym ryzykiem dla żołnierzy.
Sytuacja amunicyjna i rzeczywistość wojskowa
Odnosząc się do kwestii amunicji, Macgregor powołuje się na analizę Royal United Services Institute (RUSI):
Izrael stoi na skraju upadku; osiem na dziesięć rakiet przebija izraelski system obronny.
USA borykają się również z niedoborem wysokiej jakości systemów, takich jak THAAD i PAC-3; po kilku tygodniach muszą uciekać się do „głupich bomb” z bombowców B-52 – bombardowań obszarowych jak w czasie II wojny światowej, które jednak nie pozwalają wygrać wojny.
Same ataki powietrzne nigdy nie rozstrzygnęły wojny; prawdziwa okupacja Iranu nie miałaby sensu strategicznego i w dłuższej perspektywie doprowadziłaby do powstania wrogiego państwa.
Najlepszym przykładem jest Irak: po okupacji Bagdad znajduje się na linii frontu przeciwko USA i wspiera Teheran.
Krytyka doradców wojskowych
Pułkownik ostro krytykuje doradców, takich jak ten, który szepnął Trumpowi w wózku golfowym, że dwie jednostki ekspedycyjne marynarki wojennej mogą przejąć wyspy takie jak Iwo Jima i doprowadzić do „upadku reżimu”.
Takie analogie do II wojny światowej są niebezpieczne i ignorują rzeczywistość: wiele wysp Pacyfiku zostało kupionych po niepotrzebnie wysokich cenach, Okinawa była krwawą łaźnią i doprowadziła do wybuchu bomby atomowej.
Ta wojna nie służy interesom Ameryki, a wyłącznie Izraela i jego wpływowych lobbystów w USA.
Siły zbrojne USA miałyby zostać zdegradowane do roli „sił najemnych” działających na rzecz interesów zagranicznych – ocenę tę podzielił się również młody żołnierz piechoty morskiej w wywiadzie dla Tuckera Carlsona.
Możliwe konsekwencje upadku Iranu
Nawet jeśli „ofensywa kończąca wojnę” odniesie sukces i państwo irańskie upadnie, nadal grozi chaos:
Efekt uboczny: Turcja, Syria, Półwysep Arabski i w końcu Europa.
Rosja i Chiny nie zaakceptują trwałego zamknięcia Cieśniny Ormuz i rozwiązania Rady Współpracy Zatoki Perskiej.
Państwa Zatoki Perskiej zniknęłyby, a odbudowa regionu zajęłaby dziesięciolecia.
Krytyka społeczna w USA
Macgregor kończy gorzką refleksją na temat społeczeństwa amerykańskiego:
Zniesienie obowiązkowej służby wojskowej i utworzenie armii składającej się wyłącznie z ochotników umożliwiło prowadzenie wojen bez poważnych konsekwencji społecznych – ciężar ten ponosi mniej niż jeden procent Amerykanów.
Od czasów Ronalda Reagana i George’a H.W. Busha mało kto przejmuje się żołnierzami.
George W. Bush krzyknął „Idźcie na zakupy” dopiero po 11 września.
Dziś warto zadać sobie pytanie, czy ta wojna ma rzeczywiście sens dla USA.
Trump jest zdesperowany, ponieważ wojna nie idzie zgodnie z planem, ani pod względem militarnym, ani gospodarczym, kończy się amunicja, świat cierpi, a presja polityczna w kraju rośnie.
Zapowiedziana ofensywa to ostateczny rzut kością – niosący ze sobą nieobliczalne ryzyko dla amerykańskich wojsk, światowej gospodarki i stabilności całego regionu.
Czy doprowadzi to do upragnionego „zwycięstwa”, czy też przyniesie jedynie dalsze upokorzenie, pozostaje pytanie.
Analiza Macgregora stanowi mocny apel o rozwianie złudzeń i zastanowienie się nad kosztami wojny, która nigdy nie leżała w żywotnym interesie Stanów Zjednoczonych.
Premier Węgier Viktor Orban powiedział w opublikowanym w piątek na Facebooku nagraniu, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski „płaci złotem i dolarami tym, którzy wspierają ukraińską wojnę”. Zaznaczył, że znaczna część wysyłanych rzekomo z Ukrainy sum trafiła do przeciwników prezydenta Donalda Trumpa w USA.
– Zełenski przesyłał pieniądze proukraińskiemu kandydatowi w wyborach prezydenckich w USA mierzącemu się z Donaldem Trumpem. Ukraińskie fundusze były używanie do wspierania kampanii Demokratów – powiedział Orban.
Komentując śledztwo w sprawie zatrzymanego na terenie Węgier ukraińskiego konwoju bankowego stwierdził, że „pieniądze płyną nie tylko z Zachodu na Ukrainę, ale też w przeciwnym kierunku”.
– Śledztwo w sprawie ukraińskiego konwoju z pieniędzmi odkryło, że pieniądze płynęły nie tylko z Zachodu na Ukrainę, ale też w przeciwnym kierunku. Ze zubożałej Ukrainy wysyłano miliardy dolarów na Zachód, przez Węgry. Znaczna część tej sumy trafiała do USA. Zełenski płaci ukraińskim złotem i dolarami tym, którzy chcą wspierać ukraińską wojnę – uważa węgierskie premier.
– To samo robią teraz na Węgrzech. Chcą tu proukraińskiego rządu, wysyłają swoich agentów, pomagają proukraińskiej opozycji – podkreślił Orban. Dodał, że węgierskie władze „położą temu kres”.
Węgierska agencja antyterrorystyczna przeprowadziła 5 marca nalot na dwa opancerzone pojazdy należące do ukraińskiego państwowego banku Oszczadbank, które transportowały przez Węgry gotówkę z Austrii na Ukrainę w ramach rutynowego przejazdu. Zatrzymano siedmiu pracowników banku oraz skonfiskowano ok. 82 mln dolarów w gotówce i złoto. Po ponad dobie zatrzymanych deportowano na Ukrainę i objęto zakazem wjazdu do strefy Schengen. Zarekwirowany ładunek pozostaje na Węgrzech.
Władze Węgier podały, że prowadzą postępowanie w sprawie podejrzenia prania pieniędzy przez przewoźników z Ukrainy. Portal śledczy VSquare, powołując się na źródła bliskie sprawie, ujawnił następnie, że celem operacji nie było egzekwowanie prawa, ale wywołanie kryzysu dyplomatycznego między Węgrami i Ukrainą, który mógłby przynieść korzyści premierowi Orbanowi w przedwyborczej kampanii.
Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. Opozycyjna partia TISZA wyprzedza Fidesz premiera Orbana w większości niezależnych sondaży. W marcowym badaniu firmy Median partia ta uzyskała 23-punktową przewagę wśród zdecydowanych wyborców. Sondaże ośrodków powiązanych z rządem wskazują z kolei na kilkuprocentową przewagę Fideszu.
Donald Trump zasłużył jako nieugięty pacyfista, na pokojową nagrodę Nobla.
W najnowszym artykule zatytułowanym „Ataki Iranu zmuszają amerykańskich żołnierzy do pracy zdalnej” dziennik „The New York Times” naprawdę pominął najważniejsze informacje. Artykuł wspomina, że przed wybuchem konfliktu z Iranem Pentagon dysponował w regionie około 40 000 żołnierzy, a obecnie wielu z nich zostało rozproszonych w wyniku irańskiej kampanii bombowej w Zatoce Perskiej – nawet aż do Europy – i musi „pracować zdalnie”.
Do podboju dużo mniejszego Iraku w roku 2003 zmobilizowano około 300 tysięcy żołnierzy (250 000 żołnierzy amerykańskich wspieranych przez około 45 000 żołnierzy brytyjskich, 2000 australijskich i 200 polskich). Teraz Pentagon wysyła przeciwko Iranowi najwyżej 70 tysięcy, grożąc przy tym boosterem – to takie skojarzenie z wojną biologiczną sprzed 6 lat – 10 tysięcy dodatkowych żołnierzy.
Tymczasem szykuje się kolejna blokada na Morzu Czerwonym, która zamknie okrętom dostęp do Kanału Sueskiego.
Jemen jest gotowy militarnie do przystąpienia do wojny po stronie Iranu i otwarcia kolejnego frontu przeciwko Stanom Zjednoczonym i Izraelowi poprzez wprowadzenie blokady morskiej na Morzu Czerwonym.
Większość z nas uważa, że nasz świat zwariował. Zabijamy nieznanych nam ludzi na podstawie spreparowanych w tym celu zarzutów. Dzielimy świat na wrogi i przyjazny, chociaż po obu stronach są ludzie tacy sami jak my. Po obu stronach propaganda wojenna tworzy z normalnych ludzi potwory, które trzeba zniszczyć. Tak naprawdę, jedynie garstka zbrodniarzy podjudza do takiej nienawiści, ponieważ dostrzega swoje korzyści na prowokowaniu tragedii świata.
Problemy świata zaczęły się, gdy zebry w białe paski zaczęły nienawidzić zebr w czarne paski.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Trump odnosi jedynie sukcesy i nigdy nie popełnia błędów, dlatego należy znaleźć tych, którzy „naprawdę” zawinili. Niektórzy twierdzą, że sposób z kozłem ofiarnym jest starszy niż same kozły. Na początku marca Trump uzasadnił operację (furii szaleństwa) między innymi konsultacjami ze Stevem Witkoffem i swoim zięciem Jaredem Kushnerem. Zapewne dostał niezłą reprymendę od zięcia, dlatego wczoraj przypisał tę inicjatywę amerykańskiemu ministrowi obrony Pete’owi Hegsethowi: „Pete, to ty byłeś pierwszy. To ty powiedziałeś: «Zróbmy to»”. Doświadczenie mi mówi, że w końcu winnym okaże się Putin.
Powodów do zmartwień nie brakuje. Raport „New York Timesa” na temat skali zniszczeń w amerykańskich bazach w całym regionie:
🔹 Największe straty poniosły najwyraźniej amerykańskie bazy w Kuwejcie, położone w pobliżu Iranu.
🔹 W wyniku ataku na port Shuaiba zniszczono centrum operacji taktycznych armii, w wyniku czego zginęło sześciu amerykańskich żołnierzy.
🔹 Irańskie drony i pociski uderzyły również w bazę lotniczą Ali Al Salem, uszkadzając hangary lotnicze.
🔹 W Camp Buehring uderzono podobno w obiekty paliwowe i serwisowe.
🔹 Zniszczono system radarowy wczesnego ostrzegania w bazie lotniczej Al Udeid.
🔹 Iran zaatakował również siedzibę Piątej Floty Marynarki Wojennej USA w Bahrajnie.
🔹 W bazie lotniczej Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej irańskie pociski i drony uszkodziły sprzęt łącznościowy oraz kilka samolotów tankujących. Źródło: Telegram, 26 marca 2026 r., godz. 03:40.
Tysiące młodych Amerykanów wysyła się na pewną śmierć jako ofiary krwi dla „Wielkiego Izraela”. Umrą, a to nie przyniesie korzyści ani bezpieczeństwu narodowemu, ani interesom gospodarczym Ameryki – zyskają na tym częściowo syjonistyczni pedofile i miliarderzy-filantropi. Źródło.
Najpoważniejszym problemem w negocjacjach pokojowych jest brak chętnych do pertraktacji. Nic dziwnego, skoro „koalicja Epsteina” wymordowała większość irańskich negocjatorów. Nie z takimi problemami walczył skutecznie pan prezydent. Skoro władze w Teheranie odmawiają jakichkolwiek pertraktacji, to najwyższa pora wymyślić takowe. Po co? Żeby pomóc rodzinie i przyjaciołom w spekulacjach giełdowych. Działa to na krótko, ale wystarczy wiedzieć, co powie wkrótce Trump na temat Iranu, żeby odpowiednio zainwestować na wzrost lub spadek cen ropy, by w tak łatwy i nielegalny sposób dorobić się fortuny.
Stąd właśnie dowiadujemy się o tak dobrych „negocjacjach” pokojowych oraz o wielkim prezencie od irańskich przywódców dla Trumpa.
Wielki obrońca pokoju prowadzi twarde negocjacje z Iranem! Źródło.
Sytuacja, w którą Trump sam siebie – z niewielką pomocą przyjaciela Beni [Bibi?? md] – wmanewrował, jest rzeczywiście trudna. Skąd mógł wiedzieć, że najsilniejsza na świecie armia ulegnie zacofanemu, dzięki sankcjom USA, Iranowi.
Mądra strategia, wieloletnie przygotowanie militarne do takiej sytuacji oraz wspomagający sprzymierzeńcy, bez konieczności utraty niezależności przez Iran i oczywiście odwaga, to najważniejsze powody przegranej przez agresorów wojny.
Najnowsza okładka The Spectator World.
Jedynym sposobem dla Trumpa, żeby wyjść z tej dramatycznej sytuacji, byłoby odwrócenie uwagi od wojennej katastrofy przez publikację wszystkich dokumentów ze śledztwa Epsteina.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Wojna na Bliskim Wschodzie ciągle się rozszerza & eskaluje bez widoku na jej zakończenie, ale już teraz jej rezultaty są dramatyczne dla Świata.
W nadchodzącym sezonie rolniczym na półkuli północnej niedostatek nawozów sztucznych spowoduje spadek urodzaju. Mało tego, wzrost cen & spadek dostaw materiałów pędnych zmniejszy możliwość kultywacji gleby, zwłaszcza w dużych gospodarstwach rolnych.
Nie trzeba być jasnowidzem, by pojąć, że spowoduje to niedostatek produktów rolnych & ogromny wzrost ich cen.
Na większości terytorium świata przełoży się to po prostu na głód.
Nawet w ciągle jeszcze bogatych krajach Zachodu, spowoduje to dalszą pauperyzację najbiedniejszych warstw społecznych.
W najbliższej przyszłości będziemy obserwować coś w rodzaju lawiny, która nabierać będzie szybkości i zmiatać wszystko na swej drodze.
Nawet gdyby konflikt zakończył się dziś, to przemożne jego konsekwencje trwać będą latami. Naprawa samej tylko infrastruktury naftowej i gazowej na Półwyspie Arabskim zajęłaby kilka lat. A konflikt ciągle narasta bez realnych perspektyw na zakończenie.
Jeśli tempo eskalacji utrzyma się, to wystarczy jeszcze tylko kilka tygodni akcji kinetycznej przeciwników, by nastąpiły nieodwracalne zmiany w obszarze konfliktu.
Już dziś, obok zniszczeń we wspomnianej infrastrukturze, następuje odpływ siły roboczej z Trzeciego Świata, która stanowi większość zatrudnionych. Odpływ kadry technicznej i kierowniczej z powrotem na Zachód, zamyka możliwości funkcjonowania przemysłu wydobywczego & przetwórczego. Możliwości transportu z regionu w szeroki świat, są już de facto nieistniejące dzięki zamknięciu cieśniny Ormuz.
Na polecenie Teheranu, Huti z Jemenu rozpoczęli blokadę Morza Czerwonego, zamykając ostatni szlak transportu morskiego z regionu.
Te blokady nie tylko uniemożliwiają eksport produktów naftowych z regionu, ale też utrudniają zaopatrzenie w importowane produkty, na których te pustynne obszary opierają swą fizyczną egzystencję.
Jakby tego było mało, niezbędną do życia wodę produkuje się w obiektach odsalających wodę morską. Ich zniszczenie, lub odcięcie od źródeł energii, spowodować może totalną apokalipsę dla regionu.
Jak więc z tego krótkiego przeglądu wynika, przyszłość regionu rysuje się w coraz czarniejszych barwach. A co za tym idzie, przyszłość świata nie wygląda zachęcająco!
Larry Johnson: Nierealne cele militarne armii USA w Iranie – szczegółowa analiza
uncut-news.ch
W niedawnym wywiadzie z byłym analitykiem CIA i gospodarzem sonar21.com Larrym Johnsonem, rzuca on światło na wysoce nierealistyczne i ryzykowne plany militarne Stanów Zjednoczonych w konflikcie z Iranem. Johnson, doświadczony ekspert w dziedzinie wywiadu i wojskowości, ostro krytykuje rozbieżność między oficjalnymi oświadczeniami Waszyngtonu a brutalną rzeczywistością militarną i geopolityczną. Opierając się na obecnych ruchach wojsk, oświadczeniach publicznych i historycznych tendencjach, ostrzega przed potencjalną katastrofą, która może wpłynąć nie tylko na siły zbrojne USA, ale na całą globalną gospodarkę.
Podcast z Danielem Davisem z formatu „Deep Dive” koncentruje się wokół pytania, czy Stany Zjednoczone rzeczywiście przygotowują się do wojny lądowej z Iranem – czy też jest to mieszanka oszustwa, wewnętrznej kalkulacji politycznej i strategicznej pomyłki. Johnson krok po kroku obala te plany i pokazuje, dlaczego nawet ograniczone operacje, takie jak zajęcie wysp w Zatoce Perskiej, są militarnie niepraktyczne.
Johnson zaczyna od konkretnych dowodów na zatuszowane straty USA. Jest przekonany, że oficjalna wersja zestrzelenia tankowca KC-135 to „bezczelne kłamstwo”: samolot został zestrzelony nie w wyniku zderzenia, lecz przez irański pocisk. Podobny sceptycyzm wyraża w odniesieniu do doniesień o rzekomym zestrzeleniu myśliwca F-18 marynarki wojennej USA przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Podczas gdy dowództwo wojskowe USA (CENTCOM) temu zaprzecza, Johnson argumentuje, że kłamstwo jest powszechne w czasie wojny – zwłaszcza gdy pilot katapultuje się nad terytorium Iranu, a akcja ratunkowa jest w toku.
Jeszcze bardziej uderzający jest przypadek lotniskowca USS Gerald R. Ford. Oficjalnie „pożar pralni” unieruchomił okręt na ponad rok. Johnson uważa to za absurd: zwykły pożar pralni nie mógł zniszczyć stalowych konstrukcji na wiele godzin i wywołać 30-godzinnego pożaru. Zdjęcia pokazywały uszkodzenia zewnętrzne, które bardziej wskazywały na uderzenie pocisku lub drona. Jako porównanie przytacza incydent na USS Forrestal z 1967 roku, gdzie awaria amunicji trwała 19 godzin – w tym przypadku rzekomo trwała 11 godzin dłużej. Rząd po prostu nie chce przyznać się do uszkodzeń bojowych, aby uniknąć uznania własnej słabości.
Negocjacje jako fasada – Iran dyktuje warunki
Pomimo wszystkich publicznych sygnałów z Białego Domu – od „15-punktowego planu pokojowego” po rzekome pięciodniowe zawieszenie broni – Johnson nie dostrzega rzeczywistej woli Iranu do negocjacji. Teheran już dwukrotnie zgodził się na negocjacje i został następnie zaatakowany. Panuje całkowity brak zaufania. Iran stawia teraz własne żądania i oczekuje, że Stany Zjednoczone je spełnią, zanim rozmowy w ogóle się rozpoczną. Oświadczenia irańskich urzędników, w tym rzecznika Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, wcale nie brzmią jak kapitulacja, a raczej jak pewność siebie: „Stany Zjednoczone negocjują same ze sobą”.
Johnson ujawnił również element manipulacji: optymistyczne zapowiedzi Trumpa w poniedziałek doprowadziły do spadku cen ropy i wsparły notowania giełdowe – najwyraźniej była to umowa z insiderami, o której inwestorzy z Wall Street zostali wcześniej poinformowani. W rzeczywistości masowe transporty lotnicze mające na celu rozmieszczenie sił specjalnych rozpoczęły się już 12 marca. Twierdził, że jest to sprzeczne z autentycznymi działaniami na rzecz pokoju.
Masowe ruchy wojsk – przygotowania do podboju wysp?
Johnson szczegółowo analizuje ruchy obserwowane od 12 marca: ponad 35 lotów transportowych C-17 z baz amerykańskich (lotniska Hunter Army, bazy wspólnej Lewis-McChord, Fort Bragg, Oceana, Fort Campbell) do baz w Jordanii i Izraelu. W działania zaangażowane są elitarne jednostki, takie jak 75. Pułk Rangerów, Delta Force, SEAL Team 6, 82. Dywizja Powietrznodesantowa oraz oddziały 160. Pułku Lotnictwa Operacji Specjalnych (Night Stalkers). Dodatkowo, pod koniec marca spodziewane jest przybycie dwóch jednostek ekspedycyjnych piechoty morskiej (31. i 11. MEU).
Prawdopodobne cele: wyspa Charg (w północnej części Zatoki Perskiej, główny irański terminal naftowy obsługujący 90% irańskiego eksportu) oraz wyspa Keszm (w najwęższym miejscu Cieśniny Ormuz). Johnson ostrzega: To nie jest „zwykła operacja polegająca na przemieszczaniu się między wyspami”. Charg jest płaski i odsłonięty, Keszm zamieszkuje około 150 000 Irańczyków. Garstka amerykańskich marines lub rangersów (realnie tylko 800–1000 żołnierzy na jednostkę MEU) stanęłaby w obliczu przytłaczającej przewagi wroga. Iran od lat fortyfikuje ten region – za pomocą min, dronów, okrętów podwodnych, motorówek i pocisków nadbrzeżnych.
Nawet generał Keith Kellogg (były doradca Trumpa) i Lindsey Graham promowali ten pomysł, powołując się na „rzymskie legiony” i desantowe siły szybkiego reagowania. Johnson ripostuje sucho: Okręty musiałyby zbliżyć się na kilka mil do irańskiego wybrzeża – stając się „łapkami na pożarcie” irańskich ataków. Zajęcie okrętów nie tylko otworzyłoby Cieśninę Ormuz, ale wręcz ją całkowicie zamknęło: Iran już teraz grozi zaminowaniem całej Zatoki. Co więcej, okręty nie są zaprojektowane do długotrwałej okupacji – linie zaopatrzeniowe nie byłyby bezpieczne, a ludność cywilna mogłaby stać się katastrofą wizerunkową.
Johnson powołuje się na własne szkolenie w CIA: To, co wydaje się wykonalne na papierze, zawodzi w praktyce z powodu terenu, pogody, logistyki i odporności człowieka. 800 marines przeciwko uzbrojonej populacji liczącej dziesiątki tysięcy ludzi? To kończy się jak misja Custera – tylko bardziej nowocześnie, z dronami i pociskami.
Kontekst historyczny: USA jako agresor
Johnson obala narrację o „47 latach irańskiej agresji”. W rzeczywistości Stany Zjednoczone namawiały Saddama Husajna do ataku na Iran w 1980 roku, dostarczały broń chemiczną i dzieliły się informacjami wywiadowczymi – co doprowadziło do śmierci setek tysięcy Irańczyków. Później Stany Zjednoczone uzbroiły organizację terrorystyczną MEK (Mudżahedin-e-Khalq) i wykorzystały ją do przeprowadzenia ataków w Iranie. Prawdziwymi „potworami” w regionie nie jest Teheran, ale Waszyngton.
Konsekwencje ekonomiczne i globalne
Operacja miałaby katastrofalne skutki. Iran już teraz pompuje więcej ropy (1,5 miliona baryłek dziennie zamiast 1,1 miliona) i sprzedaje ją po wyższej cenie (97 dolarów zamiast 47 dolarów). Zamknięcie Cieśniny Ormuz podniosłoby ceny ropy do 150–200 dolarów, podwoiłoby ceny benzyny w USA i wywołało globalny kryzys. Łańcuchy dostaw helu, kwasu siarkowego i nawozów uległyby załamaniu. Iran już zapowiada zmiany w przepisach dotyczących żeglugi i pobieranie opłat tranzytowych w juanach – cios dla petrodolara.
Nawet brytyjscy eksperci (były szef MI6 i były minister obrony) mówią teraz o „wojnie nie do wygrania”. Johnson uważa, że Trump jest w pułapce: posłuchał rad Izraela i teraz może tylko eskalować. Jeśli to się nie powiedzie, będą szukać kozłów ofiarnych takich jak Tulsi Gabbard.
Wnioski: Krótkowzroczność militarna i porażka strategiczna
Larry Johnson maluje jasny obraz: plany USA są nie tylko niepraktyczne, ale wręcz samobójcze. Elitarne jednostki bez odpowiedniego zabezpieczenia, niewystarczająca logistyka, niedoceniana obrona Iranu oraz zignorowana lekcja z Ukrainy i Bliskiego Wschodu: drony i wojna asymetryczna sprawiają, że konwencjonalna przewaga jest bezwartościowa. Zamiast zmiany reżimu czy kontroli nad ropą naftową, wisi w powietrzu globalna katastrofa gospodarcza – wraz z utratą wszelkiej wiarygodności, jaką Stany Zjednoczone mogłyby mieć jako potęga militarna.
Johnson kończy ostrzeżeniem: Każdy, kto planuje takie operacje bez zrozumienia realiów ludzkich, logistycznych i geopolitycznych, powtarza błędy minionych wojen – tyle że tym razem stawka jest wyższa dla całego porządku świata. Nadchodzące dni pokażą, czy zwycięży rozsądek, czy pycha.
15-punktowy plan przedstawiony Iranowi przez ekipę Trumpa jest od początku skazany na porażkę.
Jest to wymuszona kapitulacja: dokument kapitulacji podszywający się pod „negocjacje”.
Plan, który nie jest planem – stawiającym żądania i jednocześnie błagającym o miesięczne zawieszenie broni – obejmuje: zerowe wzbogacanie uranu na terytorium Iranu; całkowity demontaż obiektów w Natanz, Isfahanie i Fordow; eksport całego wzbogaconego uranu z Iranu; drastyczne ograniczenia programu rakietowego; brak finansowania dla Hezbollahu, Ansarallah i irackich milicji; oraz całkowite otwarcie Cieśniny Ormuz.
Wszystko to w zamian za niejasne „zniesienie groźby wznowienia sankcji”.
Jedyną realistyczną reakcją Iranu na te nagromadzone pobożne życzenia może być rozpowszechnienie przez pana Khorramshahr-4 swojej wizytówki wśród wybranych celów – zgodnie z zasadą stosowania odstraszania ekonomicznego i militarnego w celu dyktowania rzeczywistych warunków.
A warunki są naprawdę trudne:
Zamknięcie WSZYSTKICH baz wojskowych USA w Zatoce Perskiej; gwarancja, że nie będzie dalszych wojen; zakończenie wojny z Hezbollahem; zniesienie WSZYSTKICH sankcji; reparacje za szkody wojenne; nowy porządek w Cieśninie Ormuz (już obowiązujący: pobieranie opłat, tak jak Egipt w Kanale Sueskim); program rakietowy pozostanie nienaruszony.
Wniosek: Diaboliczna machina eskalacji nadal działa.
Klub członkowski z opłatą wstępu w Petro-yuan
Tymczasem ceny ropy naftowej i gazu ziemnego ulegają gwałtownym wahaniom, które wpływają na waluty, akcje, surowce, łańcuchy dostaw i obawy o inflację. To już teraz wymykający się spod kontroli globalny wstrząs gospodarczy o katastrofalnych skutkach, który ujawnia się właśnie teraz.
Przed wojną Iran wydobywał nieco poniżej 1,1 miliona baryłek ropy dziennie, które sprzedawano po 65 dolarów za baryłkę z rabatem 18 dolarów: w praktyce tylko 47 dolarów. Teraz Iran zwiększył produkcję do 1,5 miliona baryłek dziennie i sprzedaje ją po 110 dolarów (i rośnie), głównie Chinom, z rabatem do 4 dolarów.
I to nie obejmuje nawet sprzedaży petrochemicznej: ta stale rośnie i trafia do wielu nowych klientów. Co gorsza, wszystkie płatności realizowane są za pośrednictwem alternatywnych mechanizmów. Co prowadzi nas do zaskakującego faktu: w praktyce oznacza to de facto zniesienie sankcji.
A teraz święty Graal tej wojny: Cieśnina Ormuz. Jest de facto otwarta, ale z punktem poboru opłat kontrolowanym przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej. Punkt z pewną osobliwością: prawem weta w sprawie listy gości. To jak wejście do ekskluzywnego, prywatnego klubu.
Aby uzyskać zezwolenie IRGC, tankowiec musi uiścić opłatę: 2 miliony dolarów za statek. Oto jak to działa: Kontaktujesz się z brokerem powiązanym z IRGC. Broker przekazuje IRGC najważniejsze informacje: właściciela statku, banderę narodową, manifest ładunkowy, miejsce przeznaczenia, listę załogi oraz dane transpondera AIS.
IRGC przeprowadza weryfikację przeszłości. Jeśli nie masz powiązań ze Stanami Zjednoczonymi, nie przewozisz ładunków związanych z Izraelem i nie pływasz pod banderą „państwa agresora”, kwalifikujesz się. Na przykład Japonia i Korea Południowa nie przeszły jeszcze kontroli.
Następnie płacisz opłatę. Gotówką – w dowolnej walucie, jaką posiadasz – ale najlepiej w juanach. Albo w kryptowalucie.
To złożony mechanizm. IRGC korzysta z wielu adresów, mostów między-łańcuchowych do innych sieci, punktów obsługi klienta w jurysdykcjach daleko poza zasięgiem USA oraz integracji ze wszystkimi możliwymi kanałami rozliczeniowymi w juanach.
Po uiszczeniu opłaty, IRGC wyda zezwolenie radiowe VHF – obejmujące konkretny przedział czasowy powiązany z wąskim, 5-milowym korytarzem morskim na irańskich wodach terytorialnych, między Keszm a małą wyspą Larak, gdzie marynarka wojenna IRGC będzie mogła wizualnie zidentyfikować Twój statek. Możesz wtedy kontynuować. Statek eskortowy nie jest wymagany.
Wszystko to dotyczy obecnie tankowców z Chin, Indii, Pakistanu, Turcji, Malezji, Iraku, Bangladeszu i Rosji. Niektóre z nich nie muszą płacić pełnej opłaty. Inne korzystają ze zwolnień – na szczeblu międzyrządowym (jak w przypadku Sri Lanki i Tajlandii, uznanych za „kraje przyjazne”). Jeszcze inne nie płacą nic.
Witamy zatem w klubie członkowskim, gdzie opłata wstępu jest w dużej mierze płacona w petrojuanach. Wystarczył jeden krok ze strony Iranu, aby osiągnąć to, czego nie udało się osiągnąć na niezliczonych szczytach globalnych: ustanowienie alternatywnego systemu płatności – pod ostrzałem, pod ekstremalną presją i wdrożonego w najbardziej dotkliwym wąskim gardle na świecie.
Każda opłata za przejazd uiszczona w petrojuanie omija petrodolar, SWIFT i sankcje USA – wszystko naraz. Irański parlament uchwali ustawę instytucjonalizującą pobór opłat jako „opłatę bezpieczeństwa”. Nikt się tego nie spodziewał – i to tak szybko: zalegalizowanej monetyzacji wąskiego gardła. Bez oddania jednego strzału. Na tym właśnie polega handel w ramach de-dolaryzacji.
Problemem jest to, co nie jest transportowane przez Cieśninę Ormuz: nawozy. Ponad 49% mocznika przeznaczonego na eksport pochodzi z Zatoki Perskiej. Do produkcji amoniaku potrzebny jest gaz ziemny; jednak Katar powołał się na siłę wyższą po ataku syndykatu Epsteina na Południowy Pars i irańskich atakach odwetowych. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej koncentruje się na ropie naftowej, ponieważ ropa zasila skarb państwa i w dłuższej perspektywie stanowi podstawę systemu rozliczeń energetycznych po zniesieniu dolara, w pełni wspieranego przez strategiczne partnerstwo między Rosją a Chinami.
Nic więc dziwnego, że imperium chaosu i grabieży kompletnie oszalało. W mgnieniu oka, w ciągu trzech tygodni, Petroyuan przejął kontrolę nad najważniejszym na świecie morskim korytarzem komunikacyjnym – korytarzem, który został de facto sprywatyzowany. CENTCOM będzie zatem z całych sił dążył do zniszczenia tego punktu poboru opłat, niczym Terminator, próbując wszystkiego, od bombardowania obiektów Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej wzdłuż wybrzeża i ustanowienia eskorty morskiej dla alianckich tankowców, po rozpętanie lawiny sankcji przeciwko pośrednikom w punktach poboru opłat.
CENTCOM nie jest w stanie zbombardować precedensu ustanowionego przez Petroyuan, który właśnie wszedł w życie. Całe Globalne Południe obserwuje i analizuje sytuację. Ta cała szalona wojna w rzeczywistości pomaga w stworzeniu nowej infrastruktury płatniczej. Finansowy wymiar wojny jest nawet ważniejszy niż jakiekolwiek przełomy w dziedzinie rakiet.
Co czeka Radę Współpracy Zatoki Perskiej
Katar wielokrotnie ostrzegał Trumpa 2.0, że atak na irańską infrastrukturę energetyczną zniszczy również jego własną infrastrukturę energetyczną w Dosze. I dokładnie tak się stało. Minister energii Kataru, al-Kaabi, ogłosił, że codziennie ostrzegał sekretarza energii USA Chrisa Wrighta, a także dyrektorów ExxonMobil i ConocoPhillips.
Na próżno. Katar ostatecznie stracił 17% swoich mocy LNG: 20 miliardów dolarów utraconych przychodów i do pięciu lat na naprawę szkód. Al-Kaabi: Cena ropy może wzrosnąć do 150 dolarów za baryłkę, a ta wojna może „pociągnąć za sobą światowe gospodarki”.
Zapuszczamy się w krainę absurdu, gdy staje się jasne, że atak na irańskie złoże naftowe South Pars przyniósł mniej niż zerową przewagę strategiczną. Wręcz przeciwnie, kontratak ten poważnie wpłynął na sektor energetyczny w Zatoce Perskiej. Jednak przewrotność naprawdę rządzi. Kto ostatecznie na tym skorzystał? Amerykańskie firmy gazowe.
Iran liczy – i to jest niezwykle ambitne – na to, że monarchie Zatoki Perskiej w końcu się tym zajmą. To tak, jakby Teheran jasno mówił: jeśli nauczycie się z nami robić interesy, pozwolimy wam dalej robić własne.
Nowe zasady obejmują zarówno omijanie petrodolara przez Radę Współpracy Zatoki Perskiej, jak i likwidację amerykańskich centrów danych. A jeśli Rada Współpracy Zatoki Perskiej będzie dążyć do nowego porozumienia w sprawie bezpieczeństwa, lepiej będzie zwrócić się do Chin. Jednocześnie Rada Współpracy Zatoki Perskiej musi nauczyć się radzić sobie z tym szokiem naftowym, który stale dokonuje rewizji premii za ryzyko dla jej dostaw energii. Termin „strukturalny restart” nawet nie zaczyna go opisywać.
Obecnie pewne jest tylko jedno: Rada Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) w znacznym stopniu przyczyni się do załamania międzynarodowego systemu finansowego, gdyż przygotowuje się do wycofania co najmniej 5 bilionów dolarów z rynku amerykańskiego, aby zapewnić sobie przetrwanie.
Podsumowując, po ataku na złoże gazu Południowy Pars – największe na świecie – i „punkt poboru opłat” w Cieśninie Ormuz, to właśnie powszechne rozliczenia oparte na juanach i złocie dają strategicznemu partnerstwu Rosji i Chin przewagę, która jeszcze kilka tygodni temu byłaby nie do pomyślenia.
Długa i kręta droga petro-złota
Strategiczne partnerstwo umacnia nic innego, jak tylko nowy, powstający globalny mechanizm rozliczeniowy, w którym transakcje Petroyuan będą przesyłane bezpośrednio do fizycznego złota.
Podczas gdy Rosja sprzedaje ogromne ilości ropy naftowej i gazu, nie ucierpiawszy na wojnie ze swoim sojusznikiem Iranem, Chiny, wiodący operator rafinerii, kupują rosyjską energię, jednocześnie starając się wspierać swoich partnerów z Azji Południowo-Wschodniej poza dolarem amerykańskim.
Rosja zamienia płatności w juanach na giełdzie w Szanghaju na fizyczne złoto. Iran gromadzi płatności w juanach w Ormuzie i wykorzystuje je do finansowania kontraktówna ropę naftową w juanach, które są wymienialne na złoto. Chiny budują skarbce i korytarze złota za granicą. Nowy Trójkąt Primakowa, RIC (Rosja-Iran-Chiny), kontroluje rzeczywistą energię fizyczną i złoto.
To jest zatem najważniejsza lekcja, jaką można wyciągnąć z wojny syndykatu Epsteina z Iranem. Rosja i Chiny osiągnęły Świętego Graala: dominację energetyczną i oparty na złocie układ juanowy, który na zawsze ominie petrodolara.
W praktyce architektura tworzona od lat 90. przez „niezbędny naród” ujawnia dziś widoczne strukturalne pęknięcia, podczas gdy rynki globalne na bieżąco aktualizują każdą możliwą wersję modelu.
To tak, jakby Persowie zreinterpretowali Sun Tzu, Clausewitza i Kutuzowa (pogromcę Napoleona) w zupełnie nowej, hybrydowej formie. A co więcej, w zaledwie trzy tygodnie osiągnęli to, czego nie udało się osiągnąć przez lata spotkań na szczycie.
Petrodolar jest przestarzały. Alternatywne systemy płatności już działają. Globalne Południe obserwuje na bieżąco, jak imperium niekończących się bombardowań może zostać sparaliżowane przez zdecentralizowaną wojnę na wyniszczenie, prowadzoną przez suwerenne państwo dysponujące jedną pięćdziesiątą imperialnego budżetu obronnego.
Wielobiegunowość nie powstanie dzięki garniturom czytającym dokumenty w gabinetach. Wielobiegunowość powstanie na polu bitwy, pod ostrzałem, wbrew wszelkim przeciwnościom.
Chodzi jednak o coś więcej niż tylko promowanie odnawialnych źródeł energii. Celem jest określenie wojny w Iranie mianem „wojny przez zmiany klimatyczne”, konfliktu, który był nieunikniony z powodu naszego nadmiernego uzależnienia od paliw kopalnych i coraz bardziej niestabilnego klimatu, który sprawia, że ludzie są zdesperowani.
Na tej podstawie niemal na pewno pojawi się narracja dotycząca zmian klimatu/odnawialnych źródeł energii, w której twierdzi się, że cena ropy naftowej jest „zbyt zmienna”, a nasze uzależnienie od paliw kopalnych „powoduje śmierć i zniszczenie”, a zmiany klimatu stanowią „międzynarodowe zagrożenie bezpieczeństwa”.
Był to, bez zbędnej zarozumiałości, dość bezpieczny zakład, ale prasa nie traciła czasu, aby udowodnić, że jest on słuszny.
A teraz Sekretarz Generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych podkreśla ten fakt:
Program na rzecz energii odnawialnej stał się od razu jasny, a tysiące zupełnie pozbawionych oryginalności osób twierdziło, że „w cieśninie Ormuz nie ma żadnych paneli słonecznych” i wygłaszało wariacje na ten temat.
Pojawiły się dziesiątki nagłówków obwiniających za wojnę bezpośrednio ropę i nasze „uzależnienie” od paliw kopalnych. Co zabawne, to, co było podtekstem w 2003 roku, w 2026 roku jest już oczywiste.
Chodzi jednak o coś więcej niż tylko promowanie odnawialnych źródeł energii. Celem jest określenie wojny w Iranie mianem „wojny przez zmiany klimatyczne”, konfliktu, który był nieunikniony z powodu naszego nadmiernego uzależnienia od paliw kopalnych i coraz bardziej niestabilnego klimatu, który sprawia, że ludzie są zdesperowani.
A skoro już ustaliliśmy, że zmiana klimatu jest bezpośrednią przyczyną wybuchów wojen, to już tylko krok dzieli nas od bezpośredniego powiązania „zmian klimatycznych” z „bezpieczeństwem narodowym”.
Jak pisałem na Twitterze/X, to coś więcej niż tylko semantyka. Tak jak łączenie „zmian klimatycznych” z „pandemiami” czyni ją problemem zdrowia publicznego, tak łączenie jej z wojną czyni ją problemem bezpieczeństwa narodowego. Propaganda skojarzeń i definicji ma implikacje prawne.
Greenpeace publikuje artykuły, w których przekonuje, że przejście na energię odnawialną „należy rozumieć jako strategię bezpieczeństwa i odporności”.
George Monbiot pisze w „Guardianie”, że „te dwa kryzysy – polityczny i środowiskowy – są jednym. Musimy postawić się na pozycji antywojennej z takim samym zapałem, z jakim narody tradycyjnie stawiały się na pozycji wojennej: wdrożyć program awaryjny, aby wyeliminować paliwa kopalne z naszego życia”.
Potrzeba „ścieżki wojennej” do przeforsowania „strategii bezpieczeństwa” polegającej na pilnym przejściu na „zieloną” energię skutkowałaby przekazaniem ogromnych kwot „finansów awaryjnych” z rąk publicznych do prywatnych.
Gdzie indziej naukowcy publikują prace przewidujące „wojny klimatyczne”, w których powołują się na zmieniający się klimat jako „mnożnik siły” napędzający niedobory wody i masowe migracje. Problemy te mogą prowadzić do wybuchów przemocy; zatem, jak głosi narracja, zmiana klimatu jest początkiem wojen.
Jeśli zmiany klimatyczne stanowią problem bezpieczeństwa narodowego, to czy „negowanie” klimatu staje się buntem? A może zdradą? Czy wymaga to kary? A może cenzury? Racjonowanie żywności sprawdziło się podczas II wojny światowej, czy sprawdzi się również podczas klimatycznej wojny światowej?
Ostatecznie, gdy zmiana klimatu stanie się zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego – lub międzynarodowego – rządy będą mogły powołać się na nadzwyczajne uprawnienia wojenne, aby sobie z nią poradzić. I tak właśnie zrobią.
Raport Międzynarodowej Agencji Energetycznej: 10 „środków nadzwyczajnych” żywcem wyjętych z podręcznika Wielkiego Resetu
Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) właśnie opublikowała nowy raport, w którym twierdzi, że wskazano dziesięć „środków po stronie popytu” [demand-side measures], które „złagodzą skutki gospodarcze wojny na Bliskim Wschodzie”.
Dokument nosi tytuł „Ochrona przed wstrząsami naftowymi” i teoretycznie ma na celu „złagodzenie presji cen ropy naftowej na konsumentów”, ale czyta się go jak stronę żywcem wyjętą z podręcznika Wielkiego Resetu.
Wśród dziesięciu rekomendacji znalazły się stare, ulubione rozwiązania, takie jak praca z domu, ograniczenie podróży lotniczych, a nawet wycofanie kuchenek gazowych…
…skierowane działania mogą złagodzić presję na paliwa, których dostępność jest szczególnie ograniczona. Ograniczenie podróży lotniczych tam, gdzie istnieją alternatywy, może znacząco obniżyć popyt na paliwo lotnicze. Działania mające na celu przeniesienie wykorzystania LPG z transportu na podstawowe zastosowania, takie jak gotowanie, mogą pomóc chronić wrażliwe gospodarstwa domowe. Jednocześnie, zachęcanie do korzystania z alternatywnych, czystych rozwiązań w zakresie gotowania, tam gdzie to możliwe, może zmniejszyć uzależnienie od LPG i zapobiec powrotowi do bardziej zanieczyszczających środowisko paliw, które szkodzą zdrowiu ludzi.
Pełna treść ich rekomendacji brzmi…
W miarę możliwości pracuj z domu. .
Zmniejsz limity prędkości na autostradach o co najmniej 10 km/h .
Zachęcaj do korzystania z transportu publicznego .
Zróżnicuj dostęp samochodów prywatnych do dróg w dużych miastach w różne dni .
Zwiększ udział współdzielonych samochodów [car sharing] i wprowadź efektywne praktyki jazdy .
Stosuj efektywną jazdę pojazdami użytkowymi i dostawczymi .
Przekieruj wykorzystanie LPG z transportu .
Unikaj podróży lotniczych, jeśli istnieją alternatywne opcje .
Jeśli to możliwe, przejdź na inne, nowoczesne metody gotowania .
Wykorzystuj efektywnie elastyczność w zakresie surowców petrochemicznych i wdroż krótkoterminowe środki zwiększające wydajność i konserwację
Numer 4 jest szczególnie fascynujący. Co dokładnie oznacza „Zróżnicuj dostęp samochodów prywatnych do dróg w dużych miastach w różne dni”? Bo na pierwszy rzut oka nie wygląda to na poprawną angielszczyznę.
W raporcie wyjaśniono:
Prywatne pojazdy mogą wjeżdżać do wyznaczonych stref w dużych miastach tylko w określone dni, na podstawie numeru rejestracyjnego. Pojazdy z nieparzystymi numerami rejestracyjnymi mają do nich dostęp w inne dni robocze niż te z parzystymi. Ten środek zmniejsza korki uliczne, pracę silnika na biegu jałowym i zużycie paliwa podczas jazdy z częstym zatrzymywaniem się i ruszaniem. Zmniejsza również lokalne zanieczyszczenie powietrza i poprawia atrakcyjność centrum miasta dla rowerzystów i pieszych.
…ale co ciekawe, nie wyjaśnia w jaki sposób miałoby to być egzekwowane.
Wymagałoby to zainstalowania monitoringu CCTV z technologią automatycznego rozpoznawania tablic rejestracyjnych (ANPR) w celu skanowania całego ruchu, a prawdopodobnie także automatycznego wystawiania mandatów każdemu, kto w czwartek odważy się prowadzić samochód z parzystym numerem.
To pomysł zaczerpnięty z planów „15-minutowych miast”.
Numer 5 rekomenduje „zwiększenie współdzielenia samochodów”, co raczej nawiązuje do apeli o zakończenie prywatnej własności samochodów, prawda? To polityka, którą Światowe Forum Ekonomiczne promuje od dziesięciu lat.
Jest i punkt 8: „Unikaj podróży lotniczych, jeśli istnieją alternatywne opcje”, punkt 1: „Pracuj z domu, jeśli to możliwe” oraz punkt 9: „przejdź na nowoczesne metody gotowania”.
Żadna z nich nie jest nową polityką ani oryginalnym pomysłem; wszystkie istniały już wcześniej jako proponowane rozwiązania zupełnie różnych problemów.
W części uzupełniającej zatytułowanej „Ukierunkowane wsparcie konsumenckie” zaproponowano wypłatę dodatkowych świadczeń gospodarstwom domowym o niskich dochodach w celu pokrycia rachunków za energię (coś w rodzaju prototypu dochodu gwarantowanego), a także zwiększenie popularności pojazdów elektrycznych i zastąpienie starych systemów grzewczych pompami ciepła.
Krótko mówiąc, mamy tu do czynienia z „lockdownem klimatycznym” pod inną nazwą. Być może próbą generalną.
To powinno położyć kres dyskusji w przypadku każdego, kto nie jest przekonany, że wojna w Iranie jest wykorzystywana do przeforsowania dobrze znanego programu „Wielkiego Resetu”.
A na wypadek, gdybyście nie widzieli, co się wydarzy, pamiętacie (całkowicie fałszywe) doniesienia o „odradzaniu się natury” podczas lockdownów związanych z covid-19?
A to właśnie nastąpi.
Poddano nas tym środkom w ramach „systemu zarządzania kryzysowego”, a potem – co szokujące – powiedziano nam, że to naprawdę pomogło środowisku, zmniejszyło zanieczyszczenie i emisję CO2, spowolniło ocieplenie i… cokolwiek jeszcze chcą powiedzieć.
Rzeczywistość ich nie ogranicza. To jest zaleta zmyślania.
Po raz kolejny każą nam uwierzyć, że całkowitym zbiegiem okoliczności to, co musimy zrobić, to jest to, co wszystkie rządy na Ziemi chciały zrobić.
Lockdowny? To jeszcze nie koniec… Wygląda na to, że w zamian zostaną przemianowane na „lockdowny klimatyczne” i albo wymuszane, albo po prostu groźnie trzymane nad głową społeczeństwa. − ♦ − W ramach „lockdownu klimatycznego” rządy […]