Prezydent Putin oświadczył, że dostawa tych rakiet [Taurus] przez Berlin na Ukrainę, stawia Niemcy w pozycji bezpośredniego uczestnika w dotychczasowym konflikcie proxy.
Uderzono też w infrastrukturę transportową we Lwowie Stanisławowie (ukraiński Iwano-Frankowsk) i Tarnopolu.
Do tej pory Rosja wstrzymywała się z większymi atakami na zachodnią (byłą Małopolskę Wschodnią) część Ukrainy ze względów strategicznych. NATO uznało te tereny za bezpieczne i lokowało tam składy broni, amunicji, zakłady remontowe i produkcyjne, oraz miejsca dyslokacji skąd wysyłane one były na front.
Rosja wyczekiwała momentu pełnego rozwoju tego zaplecza, by zmasowanymi udarami zniszczyć w pełni funkcjonalną infrastrukturę wojenną.
Równocześnie z tym działaniem, Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydaliło ogromną większość pracowników niemieckich konsulatów i ośrodków kulturalnych, które według dowodów zebranych przez wywiad zajmowały się dywersją, propagandą i szpiegostwem na terenie Federacji.
Dodatkowo na byłych polskich terenach województwa Lwowskiego i Stanisławowskiego zlikwidowano obronę przeciwlotniczą NATO, włączają w to „niezwyciężone systemy” Patriot. [To starocie sprze4d pół wieku: Wg. viki: “W 1984 r., pierwsze Patrioty trafiły do jednostek bojowych”]
W ten sposób Rosja osiągnęła pełną powietrzną kontrolę na korytarzem zaopatrzenia NATO z Polski na Ukrainę, czyli Wołynia, Lwowa i Stanisławowa.
Dzięki temu transporty z Polski są niszczone natychmiast po przekroczeniu polskiej granicy, w pasie o szerokości 35 km, a rosyjski wywiad obserwuje aktywność w tych regionach w „realnym czasie”.
W tym pasie niszczone jest od 40% do 60% sprzętu w zależności od jego znaczenia.
Powyższe stanowi wyraz nowej rosyjskiej strategii, polegającej na natychmiastowym niszczeniu NATO-wskiego sprzętu, a nie tak jak dotychczas, dopiero w rejonie linii frontu.
Rumunia, Słowacja nie są zainteresowane przeniesieniem linii zaopatrzenia z Polski. O Węgrzech nie ma nawet co wspominać.
Podczas drugiej wojny światowej międzynarodowy komunizm musi stać się wystarczająco silny, aby zrównoważyć chrześcijaństwo, które zostanie następnie powstrzymane i trzymane w ryzach aż do czasu, gdy będzie nam potrzebne do ostatecznego kataklizmu społecznego.
Pete Santilli czyta list Alberta Pike’a z 1871 roku do Giuseppe Mazziniego:
„Należy wywołać pierwszą wojnę światową, aby umożliwić iluminatom obalenie władzy carów w Rosji i uczynienie z tego kraju fortecy ateistycznego komunizmu. Rozbieżności spowodowane przez «agenturę» (agentów) Iluminatów pomiędzy Imperium Brytyjskim i Germańskim zostaną wykorzystane do wzniecenia tej wojny. Pod koniec wojny zostanie zbudowany komunizm i wykorzystany w celu zniszczenia innych rządów i osłabienia religii.”
„Drugą wojnę światową należy wywołać wykorzystując różnice między faszystami a politycznymi syjonistami. Ta wojna musi zostać wywołana, aby nazizm został zniszczony i aby polityczny syjonizm był wystarczająco silny, aby ustanowić suwerenne państwo Izrael w Palestynie. Podczas drugiej wojny światowej międzynarodowy komunizm musi stać się wystarczająco silny, aby zrównoważyć chrześcijaństwo, które zostanie następnie powstrzymane i trzymane w ryzach aż do czasu, gdy będzie nam potrzebne do ostatecznego kataklizmu społecznego.”
„Trzecia wojna światowa musi być podsycana poprzez wykorzystywanie różnic spowodowanych przez «agenturę» ‘iluminatów’ pomiędzy politycznymi syjonistami a przywódcami świata islamskiego. Wojnę należy prowadzić w taki sposób, aby islam (muzułmański świat arabski) i polityczny syjonizm (państwo Izrael) wzajemnie się zniszczyły. Tymczasem inne narody, ponownie podzielone w tej sprawie, będą zmuszone walczyć aż do całkowitego wyczerpania fizycznego, moralnego, duchowego i ekonomicznego… Uwolnimy nihilistów oraz ateistów i sprowokujemy potężny kataklizm społeczny, który w całej swojej grozie jasno pokaże narodom skutki absolutnego ateizmu, pochodzenie barbarzyństwa i najkrwawszego zamieszania. Wtedy obywatele zewsząd, zmuszeni bronić się przed światową mniejszością rewolucjonistów, wytępią tych niszczycieli cywilizacji a rzesza rozczarowana chrześcijaństwem, której deistyczne duchy będą od tej chwili pozbawione kompasu i kierunku, pragnąc ideału, ale nie wiedząc, gdzie skierować swą adorację, otrzyma prawdziwe światło poprzez powszechną manifestację czystej doktryny Lucyfera, ostatecznie ukazanej publicznie. Ta manifestacja będzie wynikiem powszechnego ruchu reakcyjnego, który nastąpi po zniszczeniu chrześcijaństwa i ateizmu, jednocześnie podbitych i wytępionych”.
List „napisany przez oficera Konfederacji Stanów Zjednoczonych 150 lat temu przewidywał pierwsze dwie wojny światowe i stwierdzał, że trzecia będzie pomiędzy przywódcami islamskimi a Zachodem”… ale czy to tylko mistyfikacja?
– Autentyczność przedziwnego listu przepowiadającego trzy wojny światowe otacza tajemnica – Został rzekomo napisany przez żołnierza Konfederacji Masońskiej Alberta Pike’a – Jeśli został napisany w 1871 roku, dokładnie opisuje dwie pierwsze wojny – Mówi, że trzecia wojna światowa będzie „między przywódcami islamskimi a Zachodem”
Niesławny List Alberta Pike’a do Mazziniego, znany jako Plan Iluminatów na 3 wojny światowe został rzekomo napisany przez Alberta Pike’a w 1871 roku. List przedstawia plan wzniecenia trzech wojen światowych w celu przejęcia władzy nad światem.
Twierdzi się, że list był wystawiany w Bibliotece Muzeum Brytyjskiego do 1977r. Muzeum Brytyjskie zaprzecza jednak temu twierdzeniu. Niektórzy sugerują, że użycie słowa nazizm w 1871 roku dowodzi, że list jest oszustwem. Inni mówią to samo o syjonizmie. Z tym, że wtedy syjonizm już istniał.
Syjonizm został oficjalnie uznany pod koniec XIX wieku jako niereligijny ruch nacjonalistyczny, argumentujący, że Biblia jest dowodem na to, że Żydzi mają uzasadnione roszczenia do ziemi Palestyny. Obszaru, który ówcześnie zamieszkany był przez ludność, która żyła tam stosunkowo spokojnie od wieków.
W związku z rzekomym napisaniem tego listu do Alberta Pike’a Żydzi zaczęli imigrować do Palestyny z zamiarem stworzenia pewnego dnia państwa Izrael. Stało się to dopiero w 1948r., po II wojnie światowej i utworzeniu Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Albert Pike wstąpił do bractwa Independent Order of Odd Fellows w 1840r. W 1859r. został wybrany Suwerennym Wielkim Komandorem Południowej Jurysdykcji Rytu Szkockiego i pozostał Suwerennym Wielkim Komandorem przez resztę swojego życia. Zdecydowanie był świadomy istnienia syjonizmu i jeśli ten plan Iluminatów jest prawdziwy, to użycie przez niego słowa „nazista” jest prawdopodobne. Tak czy inaczej, warto przeczytać ten list. Im bliżej jesteśmy zakończenia gry, tym ten list wydaje się dokładniejszy.
Plan Iluminatów na 3 wojny światowe:
Trzeba wywołać pierwszą wojnę światową, aby obalić carów w Rosji i uczynić z tego kraju fortecę ateistycznego komunizmu. Rozbieżności spowodowane przez agentów Iluminatów pomiędzy Imperium Brytyjskim i Germańskim zostaną wykorzystane do wzniecenia tej wojny. Po wojnie komunizm zostanie wykorzystany do zniszczenia innych rządów i osłabienia religii.
Należy wzniecić drugą wojnę światową, wykorzystując różnice między faszystami a politycznymi syjonistami. Ta wojna musi zostać wywołana, aby nazizm został zniszczony, a polityczny syjonizm był wystarczająco silny, aby ustanowić suwerenne państwo Izrael w Palestynie.
[ W XIX w. słowa: “faszyzm” oraz: nazizm” nie były znane. md]
Podczas drugiej wojny światowej międzynarodowy komunizm musi stać się wystarczająco silny, aby zrównoważyć chrześcijaństwo, które będzie powstrzymywane i trzymane w ryzach aż do czasu, gdy będzie nam potrzebne do ostatecznego kataklizmu społecznego.
Trzecią wojnę światową należy wzniecić wykorzystując różnice spowodowane przez agentów iluminatów pomiędzy politycznymi syjonistami a przywódcami islamu. Wojnę należy prowadzić w taki sposób, aby islam i polityczny syjonizm wzajemnie się zniszczyły.
Tymczasem inne narody, ponownie podzielone w tej kwestii, będą zmuszone walczyć aż do całkowitego wyczerpania fizycznego, moralnego, duchowego i ekonomicznego. Uwolnimy nihilistów oraz ateistów i sprowokujemy potężny kataklizm społeczny, który w całej swojej grozie jasno pokaże narodom skutki absolutnego ateizmu, pochodzenie barbarzyństwa i najkrwawszego zamieszania.
Wtedy obywatele zewsząd, zmuszeni bronić się przed światową mniejszością rewolucjonistów, wytępią tych niszczycieli cywilizacji a rzesza rozczarowana chrześcijaństwem, której deistyczne duchy będą od tej chwili pozbawione kompasu i kierunku, pragnąc ideału, ale nie wiedząc, gdzie skierować swą adorację, otrzyma prawdziwe światło poprzez powszechną manifestację czystej doktryny Lucyfera, ostatecznie ukazanej publicznie. Ta manifestacja będzie wynikiem powszechnego ruchu reakcyjnego, który nastąpi po zniszczeniu chrześcijaństwa i ateizmu, jednocześnie podbitych i wytępionych.
Ktokolwiek napisał ten list, miał wizję i dostrzegał, dokąd to wszystko zmierza. Manipulując naszymi przekonaniami i emocjami, ludzkość została wciągnięta w te wojny jak bydło do rzeźni. Emocje osiągnęły dziś najwyższy poziom w historii. Najlepiej oddychać głęboko i wyciszyć się.
Wellsa zwano „człowiekiem, który ujrzał przyszłość”. Ze względu na jego bliskość do anglosaskich elit, przynależność do ich lóż i rolę tego pisarza w aparacie ukrytej władzy Anglosasów, należałoby raczej używać określenia „człowiek, który poznał plany”. Fantazje Wellsa zawarte w tej i wielu innych książkach okazały się wielce realistyczne, a jego szerokie wizje są dziś wcielane w życie przez anglosaskie elity, amerykański deep state, ponadnarodowe instytucje i korporacje. Postanowiłem pójść śladem H.G.Wellsa i opisać możliwy kształt wojny, jaka mogłaby ogarnąć Polskę w ciągu najbliższych tygodni bądź miesięcy.
−∗−
Zdjęcia tytułowe: strefa Warszawy 1945 i strefa Gazy 2025. Podobieństwo nieprzypadkowe. LINK / LINK
Wojna w Polsce, czyli kształt rzeczy strasznych, cz.1
Premier Tusk zapowiedział Polakom, że w 2027 r. będzie w Polsce wojna. Oto pierwsza część dwuczęściowej analizy o wojnie w Polsce, która może niebawem się rozpętać. Okoliczności, przyczyny, hipotetyczny przebieg, konsekwencje. Streszczenie powieści political-fiction, możliwej do napisania. Nie musi się wydarzyć, chociaż może. Podawajcie dalej, zanim władza zamknie autora.
Tytuł niniejszego artykuły świadomie nawiązuje do powieści H.G.Wellsa pod tytułem „The Shape of Things to Come” (kształt rzeczy przyszłych) z roku 1933, oraz luźno na niej opartym filmie „Things to Come (rzeczy, które nadejdą) z roku 1936. W obu odsłonach myśli autora świat pogrąża się w totalnej wojnie, która niszczy zasoby ludzkości, doprowadza rządy państw narodowych do upadków, a same państwa do zaniku, sprowadza globalną zarazę, zabijającą większość ludzkości, doprowadza do likwidacji wszystkich religii. Na gruzach ludzkości powstaje nowa, technologiczna cywilizacja, państwo światowe, The Modern State, założone i rządzone przez samozwańczą kastę technokratów, posługujących się najnowszymi technologiami lotniczymi. W obu wersjach – powieściowej i filmowej wojna globalna rozpoczyna się w 1940 r. od wojny niemiecko-polskiej, wynikłej na skutek zamieszek w Gdańsku, spowodowanych napaścią niemieckiego żandarma na Żyda.
Wellsa zwano „człowiekiem, który ujrzał przyszłość”. Ze względu na jego bliskość do anglosaskich elit, przynależność do ich lóż i rolę tego pisarza w aparacie ukrytej władzy Anglosasów, należałoby raczej używać określenia „człowiek, który poznał plany”. Fantazje Wellsa zawarte w tej i wielu innych książkach okazały się wielce realistyczne, a jego szerokie wizje są dziś wcielane w życie przez anglosaskie elity, amerykański deep state, ponadnarodowe instytucje i korporacje.
Postanowiłem pójść śladem H.G.Wellsa i opisać możliwy kształt wojny, jaka mogłaby ogarnąć Polskę w ciągu najbliższych tygodni bądź miesięcy. Wykorzystałem całą wiedzę, jaką dotąd posiadłem o historii, zarówno tej oficjalnej, jak też ukrytej; o mentalności, planach i wcześniejszych dokonaniach anglosaskich elit; o marzeniach i wierzeniach lóż różokrzyżowych, iluminackich, masońskich, martynistycznych, paladystycznych i innych ezoterycznych związków; o strategii Syjonu i roli Chazarów; o Kabale i Talmudzie; o dokumentach i strategiach instytucji ponadnarodowych; o najnowszych poczynaniach i planach rządów Polski i innych państw.
To, co z tego wyszło jest streszczeniem powieści political-fiction, możliwej do napisania. Można to potraktować jako przewidywanie tego, co może się wydarzyć naprawdę, ale nie musi, bo zostanie wcześniej odkryte i nagłośnione.
Dążenia pewnej grupy ludzi, których nazywam gnostykami, których też nazywa się Bestią lub małoczapeczkowymi. Wszystkie te nazwy są synonimami i mogą być stosowane zamiennie. Ich głównym celem jest budowa jednego światowego państwa (Modern State), które obejmie całą planetę. Docelowo ma ono zarządzać wszystkimi zasobami i procesami ludzkości, wszystkimi ludźmi i ich życiem prywatnym i intymnym, łącznie z seksem i rozrodem. W tym celu gnostycy muszą utrzymać kontrolę nad stykiem trzech kontynentów: Europy, Azji i Afryki. Dlatego powstało małe państwo Chazarów, a w rejonie Bliskiego i Środkowego Wschodu oraz na Ukrainie utrzymywane jest wrzenie wojenne. Jedno ze stałych zadań pośrednich, niezbędnych dla realizacji celu głównego polega na unicestwieniu narodu i państwa polskiego. Gnostycy wiedzą bowiem, że Polacy zawsze będą przeszkadzać w realizacji państwa światowego.
Cel wojny
W pierwszej fazie przejęcie możliwości państwa polskiego, szczególnie sieci komunikacji i transportu oraz służb mundurowych. W drugiej fazie rzucenie wszystkich efektorów Polski przeciwko dwóm celom: cel zewnętrzny to Federacja Rosyjska, cel wewnętrzny to naród polski. Atak na Federację Rosyjską ma sprowokować to państwo do kontrataku, który zniszczy siły zbrojne Polski, infrastrukturę państwa i ludność polską. W połączeniu ze skierowaniem efektorów państwa polskiego przeciwko ludności polskiej oraz zastosowaniu innych jeszcze środków zniszczenia ma to doprowadzić do ostatecznego unicestwienia państwa i narodu polskiego.
Okoliczności wojny
Trwający od 2014 r. konflikt między Ukrainą i Federacją Rosyjską. Został eskalowany 24 lutego 2022 r. Bezpośrednim agresorem w tym konflikcie jest Federacja Rosyjska, która oderwała od Ukrainy część jej terytoriów, zamieszkanych głównie przez ludność rosyjskojęzyczną. Pośrednim i głównym autorem konfliktu są elity anglosaskie, prowadzone przez małoczapeczkowych. Cele konfliktu ukraińskiego od strony Anglosasów są następujące: wyrwanie Ukrainy z orbity wpływów Rosji; podporządkowanie całej Ukrainy, jej ludności i zasobów Anglosasom i małoczapeczkowym; blokowanie wyjścia Rosji z planów państwa światowego; wciągnięcie Polski do konfliktu z Rosją: trzymanie całej Europy w szachu za pomocą zagrożenia rosyjskiego i wymuszenie zgody na federalizację Unii Europejskiej, co jest niezbędne dla państwa światowego; za pomocą wojny i groźby wojny utrzymanie przez gnostyków panowania nad USA, UE i rządami państw europejskich.
Cele wojny od strony Rosji są następujące: przyłączyć do Federacji Rosyjskiej te części państwa ukraińskiego, gdzie dominuje ludność rosyjskojęzyczna, gdzie jest przemysł i zasoby naturalne; odciąć pozostałą część państwa Ukraińskiego od Morza Czarnego; Uzyskać lądowe połączenie z Naddniestrzem; uzależnić od Rosji całą Ukrainę i i wyrwać ją spod wpływów zachodnich, czyli anglosaskich i gnostycko-chazarskich; przepalić zasoby Zachodu w wojnie na wyniszczenie. Casus belli ataku Rosji w 2022 r. stanowiło oświadczenie prezydenta Ukrainy Wołodymira Żeleńskiego o przystąpieniu Ukrainy do NATO, co było rażącym naruszeniem ustaleń między państwami Zachodu a Rosją z początku lat 90-tych. Głębokim tłem wojny ukraińskiej jest próba odtworzenia wpływów gnostyków w Rosji i Chinach i obrona przez te państwa swojej niezależności. Oznacza to, że Rosja i Chiny walczą w tej chwili o niezależność od gnostyków. Przegrana tych państw w wojnie ukraińskiej i całym ciągu kolejnych wojen, uruchamianych przez gnostyków oznaczać będzie poddanie ich podobnej okupacji, pod jaką obecnie znajduje się Europa. Instrumentem uruchamiania tych wojen jest małe państwo chazarskie, popierane przez USA. Oznacza to, że Rosja i Chiny, prowadząc wojnę ukraińską walczą o wolność spod okupacji gnostycko-chazarskiej. Państwa te już pod taką okupacją były w XX wieku, więc ich elity wiedzą, co ona oznacza.
Przygotowania do wojny w Polsce
Po 24 lutego 2022 roku granice Polski zostały otwarte na oścież, poza granicą z Białorusią i Federacją Rosyjską. Przez nieszczelną granicę ukraińską wlały się do Polski miliony ludzi z Ukrainy, wśród których znajdowali się także liczni przybysze z Afryki i Azji. Ta fala migracji, którą można porównać tylko z wielką falą wędrówek ludów, które zmiotły z kart historii Imperium Rzymskie, została wchłonięta przez Polskę.
Na polskiej ziemi znalazła nie nieokreślona, niekontrolowana, bliżej nieznana masa ludzi, z których większość otrzymała od władz państwa polskiego przywileje prawne i socjalne. Pierwszy cel wielkiego zmieszania Polski został osiągnięty: zlikwidowano granicę z Ukrainą i przesiedlono do Polski miliony Ukraińców.
Równocześnie natychmiast państwo polskie przekazało większość wyposażenia swojej armii na Ukrainę, aby zostało użyte w wojnie z Rosją. Blisko granicy z Ukrainą, w miejscowości Rzeszów-Jesionki ulokowano wielką bazę logistyczną do zaopatrywania Ukrainy w materiały wojenne. Z Polski na Ukrainę powędrowała nie tylko ciężka broń, ale również ogrom wyposażenia wojskowego i cywilnego, pieniądze, energia elektryczna, paliwa i inne materiały, wszystko za darmo. Polska spłaca odsetki od pożyczki rządu ukraińskiego, NBP podarował bankowi ukraińskiemu swoje zyski, Polska płaci za system Starlink, utrzymujący łączność satelitarną na Ukrainie. To tylko wyjątki z bardzo długiej listy, całości haraczu, płaconego przez Polskę Ukrainie Polacy nie znają. Pokaźną część haraczu ukraińskiego stanowią transfery socjalne z budżetu RP na rzecz obywateli Ukrainy, mieszkających w Polsce i na Ukrainie. Państwo polskie utrzymuje więc drugi naród i drugie państwo, aby mogło ono swobodnie prowadzić wojnę z Rosją. Państwo polskie zostało zatem zaangażowane w wojnę z Rosją po stronie Ukrainy. Bez polskiego wysiłku i wkładu Ukraina już dawno musiałaby skapitulować, a gnostycy straciliby swoje narzędzie do destabilizacji Europy.
Zmiany rządów bez zmiany polityki
Gdy rozpoczęła się eskalacja wojny ukraińskiej w 2022 roku, rządy w Polsce sprawowała tzw.prawica. Zanim doszło do eskalacji, tzw.prawica zdołała przyjąć zabójczą polityką Zielonego Ładu oraz zrezygnować na rzecz UE z większości polskiej suwerenności. Następnie tzw.prawica zrealizowała większość zaleceń gnostyków w ramach „akcji pandemia”. Gospodarka została zdemolowana, inflacja uruchomiona, sektor prywatny zaburzony, szkolnictwo scyfryzowane, służba zdrowia zamknięta, połowa ludności zaszczepiona. Pod pozorem walki ze skutkami tzw.pandemii uruchomiono KPO, czyli Krajowy Plan Odbudowy. Zawiera on ogrom regulacji, zmieniających infrastrukturę i systemy państwa polskiego tak, aby były zależne od UE. Wiąże się to z wielkim zadłużeniem Polaków i przestawieniem państwa polskiego na usługi dla ludzi innych, niż Polacy. Warunkiem otrzymania pieniędzy z Unii jest realizacja kolejnych tzw. kamieni milowych, czyli instalacja w Polsce tych rozwiązań, które sobie życzy Unia. Władze w Polsce wdrażają KPO i jego kamienie milowe, pomimo że słynne obiecane pieniądze nadal do Polski nie trafiły. Rządy tzw.prawicy, prowadzone przez Wielką Morawę charakteryzowały się dokładną odwrotnością tego, co było oficjalnie podawane do publicznej wiadomości w stosunku do tego, co było faktycznie robione. Ten stan udało się utrzymać przez dwie kadencje dzięki kilku prostym zabiegom. Po pierwsze, wszystkie media głównego nurtu uprawiały dezinformację, nie głosząc prawdy, lecz to, co gnostycy sobie życzyli podawać Polakom. Po drugie, tzw.prawica sprawnie posługuje się się straszakiem na swoich wyborców w postaci strachu przed konkurencyjnym blokiem lewicowo-liberalnym.
Zmiana rządów nastąpiła w roku 2023, na jesieni, po wyborach parlamentarnych. Władzę objął blok lewicowo-liberalny, odsuwając tzw.prawicę. Nastąpiła zmiana rządów, ale nie zmiana wektora polityki. Różnice można wykazać nie w istocie rządów, ale w przypadłościach. Istotą nadal jest likwidacja tych systemów państwa, które służą Polakom, rozbudowa tych systemów, które Polakom mogą szkodzić, stopniowa likwidacja narodowości polskiej. Nowa władza natychmiast rozpoczęła więc masową dezorganizację wszystkiego, co jest dla Polaków przydatne: edukacji, sprawiedliwości, służb mundurowych, gospodarki, spółek skarbu państwa, mediów. Rozpoczęło się niekontrolowane zadłużanie budżetu Polski i gorączkowe prace nad sprowadzeniem na polskie terytorium wielkich mas ludności z innych kontynentów.
Różnice między obiema ekipami są proste do zarysowania. Tzw.prawica musiała zostać przekupiona i zastraszona, aby gnostycy mogli ją szantażować. Temu właśnie posłużyła afera podkarpacka. Pomimo tych działań w obozie tym znaleźli się ludzie, którzy zachowywali lojalność wobec własnego państwa i narodu. Byli co prawda identyfikowani i pozbawiani wpływów, lecz mimo wszystko obóz ten nie był dla gnostyków zbyt wygodny, domagają się oni bowiem całkowitego oddania.
Dlatego w wyborach 2023 wygrał obóz lewicowo-liberalny. Składa się on w większości z osób, których nie trzeba przekupywać i szantażować, aby uzyskać od nich antypolonizm. Są tam czynni ludzie pochodzenia niepolskiego, głównie niemieckiego, ukraińskiego i chazarskiego. Niektórzy mają nawet podwójne obywatelstwa. Część z nich to renegaci, którzy wyrzekli się swojej tożsamości i przeszli na drugą stronę. Jest też istotna różnica co do wyborców. Obóz tzw.prawicy popierają polscy patrioci, których trzeba oszukać, aby uzyskać ich poparcie. Obóz lewicowo-liberalny popierają ludzie o świadomości antypolskiej, chorujący na ojkofobię, czyli niechęć do wszystkiego, co własne. Dla nich dobrze jest odrzucić polskość na rzecz nowoczesności, której symbolem jest UE. Część z nich padła ofiarą dezinformacji, część choruje na AMS – Antypolską Manię Samobójczą, i zwykle są tak zaciekli, że nie potrafią niczego zrozumieć. Dlatego politycy, którzy ich reprezentują mogą likwidować Polskę i polskość bezkarnie, niszczenie Polskie na ich wyborcach nie robi wrażenia, a wręcz przeciwnie – powoduje entuzjazm. O płynnej kontynuacji polityki likwidacji Polski świadczy chociażby transformacja systemu edukacji. Docelowo polska szkoła, tak samo, jak systemy innych państw europejskich ma zostać zamieniona na system hodowli niewolników i sprzężony z całą machinerią unijną, pod nazwą Europejskiego Obszaru Edukacyjnego. Ekipa lewicowo-liberalna wcisnęła tu pedał gazu, ale mogła to zrobić dzięki wielkim pracom przygotowawczym, wdrożonym przez Wielką Morawę.
Zrozumienie teatru przyszłej wojny w Polsce wymaga zrozumienia głównych graczy i niektóre figury globalnej polityki.
Anglosasi
Wielka Brytania jest obecnie cieniem Imperium Brytyjskiego, ale do I Wojny Światowej zarządzało światem. Już wtedy Zjednoczone Królestwo podporządkowane było gnostykom i interesom małego państwa Chazarów. Dziś widać to jeszcze bardziej, a polityka tego państwa, samobójcza wobec własnych obywateli jest także zabójcza dla Europy i wszystkich jego sojuszników. USA zostały założone przez masonów do przeprowadzenia wielkich zmian na świecie i utorowania drogi gnostykom do budowy jednego globalnego imperium i sprawowania niepodzielnej władzy nad nim. Od ponad stu lat, mniej więcej od powstania Rezerwy Federalnej polityka USA zarządzana jest bezpośrednio przez gnostyków, a od czasów II Wojny Światowej podporządkowana interesom małego państwa Chazarów, podobnie, jak Wielka Brytania. Dla realizacji gnostyckich celów USA zostały hegemonem światowym, a dolar główną walutą świata. Przez długi czas dawało to ludności i elitom Stanów Zjednoczonych doskonałe paliwo do rozwoju ich znaczenia i bogactwa, co trwało mniej więcej do początku XX wieku. Teraz zaś dalsze trwanie USA jako gnostyckiego hegemona światowego wiąże się z wielkim obciążeniem gospodarki i finansów USA, rosnącym zadłużeniem i niszczeniem społeczeństwa w celu jego przebudowy. Amerykanie jednak połapali się w tym i zażądali od swoich polityków odejścia od polityki globalnej oraz skupienia się na interesach państwa amerykańskiego. To żądanie utorowało drogę do drugiej kadencji Donalda Trumpa, co spowodowało proces, który nazywam Czwartą Rewolucją Amerykańską. Trump zaczął ją wdrażać, co znaczy, że powinien zakończyć wojnę ukraińską i nie wszczynać nowych konfliktów. Tymczasem po kilku miesiącach polityka zagraniczna USA wykonała gwałtowny zwrot ku eskalacji różnych wojen, łącznie z wojna światową. Wszystkie te gwałtowne zmiany odbyły się w interesie małego państwa Chazarów, co należy zgrać z zamieceniem pod dywan afery Epsteina. Oznacza to, że prezydent USA jest szantażowany przez małoczapeczkowych, elity USA są do głębi skompromitowane, a państwo amerykańskie nie jest suwerenne w sprawach tak fundamentalnych, jak wojna i pokój. Suma tych wpływów oznacza, że zarówno Wielka Brytania, jak i USA znajdują się pod okupacją gnostycko-chazarską.
Traktuję te państwa razem, gdyż obecnie zawarły strategiczny sojusz, wydaje się, że trwały. Oba państwa zostały w I połowie II wieku przejęte przez gnostyków i pokierowane drogą, która miała ich doprowadzić do państwa światowego. Szalone i zbrodnicze eksperymenty, prowadzone przez Lenina, Stalina i Mao nie wyrastały z interesów tych państw i społeczeństw, lecz zostały narzucone przez gnostyków i moderowane w ramach kolejnych rewolucji, wojen, kryzysów i procesu, zwanego Zimną wojną. Od 2008 roku państwa te stopniowo wyszły z programu globalnego i prowadzą teraz swoją własną, suwerenną politykę, działając w sojuszu BRICS. Ich gospodarki weszły na drogę dynamicznego rozwoju i jest tylko kwestią czasu, jak przejmą od gospodarek Zachodu prowadzenie spraw świata. Ten proces będzie oznaczać koniec dominacji dolara, a co z tym związane, koniec hegemonicznej roli USA, a zarazem znaczne ograniczenie wpływów gnostyków i małego państwa Chazarów. Przeciwko Rosji i Chinom została uruchomiona Ukraina i wojna na jej terytorium, a także inne konflikty, tworzone przez małe państwo Chazarów z użyciem USA, UE i Wielkiej Brytanii. Rosja i Chiny przewodzą w tej chwili tym państwom, które nie chcą znaleźć się pod okupacją gnostycko-chazarską. Dla Chin obecne i nadchodzące zmagania mają znaczenie kluczowe dla zachowania ich potęgi i niezależności. Obecnie Chiny, kosztem wielkich wyrzeczeń i obciążeń ludności, wypracowały wielką potęgę gospodarczą i finansową, ale nie mają niezależności geopolitycznej. Oznacza to, że sprzedaż większości ich towarów, która jest źródłem potęgi Chin wymaga transportu drogami morskimi, które mogą zostać przerwane przez mocarstwo morskie USA. Ma ono sieć dogodnych baz, flotę i lotnictwo, i posiada jeszcze takie zasoby, że mogłoby zablokować na pewien czas Chiny. Oznaczałoby to wielkie kłopoty dla władzy w Pekinie, dlatego Chiny dążą do budowy Nowego Jedwabnego Szlaku, Azję Południowo-Wschodnią z Europą Zachodnią, a stamtąd przez Morze Śródziemne i Atlantyk z resztą świata. Zapewniłoby to swobodny handel Chin z Eurazją, Afryką i obiema Amerykami. Szlak ten zakłada przejście przez ziemie Polskie, na czym Polacy mogliby bardzo skorzystać. Ten projekt jest stanowczo blokowany przez USA i Izrael, które mają własne, konkurencyjne plany.
Europa
Mowa o części zachodniej i środkowej kontynentu. Jej trzon część stanowi Unia Europejska, do której należy też Polska. Jej oficjalna historia i cele zostały sfałszowane. W rzeczywistości jest to instrument podboju, kolonizacji, eksploatacji i transformacji narodów Europy, ukrywany za ich dobrowolnymi zgodami. Faktycznie realizowany jest projekt Paneuropy, opisany przez Richarda Koudenhove-Kalergi w dwóch książkach: Paneuropa (1923 r.) i Idealizm praktyczny (1925 r.), połączony z federalnym eurokomunizmem, opisanym przez Altiero Spinelliego w słynnym Manifeście z Ventotene (1941 r.). Europa ma stać się jednolitym etnicznie i społecznie obszarem, bez państw narodowych i narodów. Głównym środkiem do tego celu ma stać się wymiana ludności poprzez sprowadzenie wielkich ilości ludzi z Afryki i Azji. W ten sposób ma powstać nowa, jednolita rasa negroidalna, mająca jednolitą, europejską tożsamość. UE dąży do stania się państwem federalnym, wykorzystując skorumpowanych i agenturalnych polityków i urzędników państw narodowych. Stałą metodą europejskiej kasty jest oszustwo, korupcja i zastraszanie. Jeden z głównych celów UE polega na likwidacji państw narodowych i narodów. Struktury państw są stopniowo pochłaniane przez puchnącą administrację unijną, a narody likwidowane poprzez demoralizację, rozdawnictwo socjalne, zabójczą politykę gospodarczą zielonego ładu, sprowadzanie wielkich mas młodych mężczyzn z Afryki i Azji.
W Polsce dodatkowo dochodzi aspekt ukrainizacji i przekazaniu majątku Polski na Ukrainę. Do UE należy doliczyć Wielką Brytanię, która co prawda opuściła UE, ale prowadzi taką samą politykę wewnętrzną, a w sprawach wojny ukraińskiej również zagraniczną. UE i Wielka Brytania próbują powołać do życia Europejską Unię Obrony, która do struktur UE dodaje komponent zarządzania wojskowego i zadłużania państw bez ograniczenia. Obecna polityka UE jawnie zaprzecza tym wartościom, które do niedawna były kojarzone z Europą i Zachodem. Odchodzą w niebyt wolności i prawa obywatelskie, w tym wolność słowa, opinii i religii; dobrobyt gospodarczy; bezpieczeństwo wewnętrzne i zagraniczne; praworządność; demokracja. Obecnie Europa jest całkowicie bezwolna i posłuszna gnostykom. Wspiera wojnę ukraińską i dąży do jej eskalacji oraz wciągnięcia do niej Polski. Prym w podżeganiu wojennym wiodą Wielka Brytania, Francja i Niemcy. W sierpniu 2025 r. prezydent Trump narzucił UE wysokie cła oraz konieczność inwestycji europejskich w USA, między innymi zakup surowców energetycznych oraz broni, która następnie ma zostać przekazana Ukrainie. Suma tych wpływów oznacza, że Europa znajduje się pod okupacją gnostycko-chazarską, a zasięg tej okupacji wyznacza nowa żelazna kurtyna. Od północy przebiega ona granicami Norwegii, Finlandii, państw bałtyckich i Polski, obejmuje Ukrainę, dalej wzdłuż wschodniej granicy UE. Z tej okupacji wyłamują się w tej chwili Węgry i Słowacja.
Izrael i jego cele
W latach 2022 – 2025 Izrael zaatakował siedem państw na Bliskim Wschodzie, między innymi Iran. Może to robić dzięki wielkiemu wsparciu politycznemu, finansowemu i militarnemu USA. Izrael to państwo, powstałe w 1948 roku na ziemiach starożytnego Izraela, dzięki poparciu USA, Wielkiej Brytanii i w początkowej fazie Związku Radzieckiego. Od początku XX wieku polityka syjonizmu, prowadzona przez to państwo stała się oficjalną i nieoficjalną polityką anglosaskich mocarstw morskich: Wielkiej Brytanii i USA. Po II Wojnie Światowej, a w szczególności od czasu Soboru Watykańskiego II i przemian obyczajowych po rewolucji seksualnej syjonizm stał się też obowiązkową polityką pozostałych państw Zachodu. Obecnie Izrael posiada wielkie wpływy sterownicze, głównie na obszarze umownego Zachodu, zarządzanego przez Anglosasów. Są one zdecydowanie większe, niż potencjał tego państwa, co świadczy o istnieniu wpływów nieoficjalnych na struktury władzy państw Zachodu. Z pewnością można tu zaliczyć uzależnienie od globalnej finansjery, w większości znajdującej się w rękach ludzi żydowskiego pochodzenia, lecz z równą pewnością można przyjąć, że są także inne wpływy, których przejawami są takie sprawy, jak afery wokół Jeffreya Epsteina i afera podkarpacka. Wszystkie te uzależnienia zawsze prowadzą do podległości rządów Zachodu polityce Izraela. Te stany faktyczne nie są nagłaśniane w mediach masowych, być może poprzez powiązania struktury właścicielskiej. Strategia międzynarodowa Izraela jak dotąd była bardzo skuteczna.
Swoje zamierzenia w polityce międzynarodowej realizował, rozgrywając konflikty polityczne i zbrojne. Zawsze przedstawiał siebie jako stronę napadniętą, wymagającą natychmiastowej ochrony społeczności międzynarodowej. Zawsze też dzięki wsparciu mediów masowych i polityków Zachodu państwo to otrzymywało wsparcie i pomoc, głównie ze strony USA, które uczyniło siebie międzynarodowym rzecznikiem spraw Izraela. Wielkim ułatwieniem dla Izraela w uzyskaniu międzynarodowej pomocy i wsparcia było odwoływanie się do Holocaustu i pamięci o żydowskich ofiarach ludobójstwa, których liczba obecnie określana jest na 6 milionów. Każdy głos sprzeciwu wobec polityki Izraela, a nawet zadawanie pytań o żydowskie wpływy natychmiast uruchamia gwałtowną kampanię oskarżeń medialnych i prawnych. Bardzo wpływowe organizacje żydowskie w krajach Zachodu aktywują swoje wpływy i oskarżają wszystkie niewygodne podmioty o antysemityzm i negowanie Holocaustu. Wykorzystują w tym celu przepisy, obowiązujące w wielu krajach, które traktują podważanie narracji, tworzonych przez państwo Izrael i organizacje żydowskie jako przestepstwo. W ramach rozgrywania interesów Izraela oraz szerzej międzynarodowych środowisk żydowskich Polska była i nadal jest oskarżana o współudział lub nawet sprawstwo Holocaustu. W ten sposób państwo polskie i naród polski są pod ciągłym ostrzałem informacyjnym, co skutecznie paraliżuje niezależną politykę polską.
Obecnie Izrael stara się za wszelką cenę nie dopuścić do utraty kontroli nad USA i Europą. Używa do tego konfliktów, np. w Strefie Gazy, Libanie, Jemenie, z Iranem. Izrael wraz z USA i państwami arabskimi planuje utworzenie korytarza lądowego, łączącego Izrael ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, co jest częścią wielkiego zamierzenia. Powstać ma wielki szlak handlowo-telekomunikacyjny, służący przesyłaniu towarów, surowców i informacji, łączący Azję, Afrykę i Europę. To zamierzenie jest konkurencją dla chińskiego Nowego Jedwabnego Szlaku. Jego realizacja pozwoliłaby na uzależnienie Chin od tandemu USA/Izrael, utrzymanie hegemonii tych państw i roli dolara jako głównej waluty świata. Atak Izraela na Iran z czerwca 2025 r. należy więc uznać zarówno jako czyszczenie przedpola dla tego zamierzenia, jak i próbę zaszkodzenia Chinom i Rosji. Iran jest głównym dostawcą węglowodorów dla Chin i sojusznikiem Rosji. Jego podbój przez tandem USA/Izrael byłby wielkim problemem surowcowym dla Chin i wizerunkowym dla Rosji.
Wojnę ukraińską należy również traktować w ten sam sposób, tak samo jak inne konflikty, w które aktualnie zaangażowany jest i będzie Izrael. Wszystkie one koncentrują się w rejonie styku trzech kontynentów: Europy, Azji i Afryki. Przez ten obszar przechodzą oba planowane szlaki handlowe: chiński i izraelsko-amerykański. Oznacza to, że obecne konflikty, toczące się w tym rejonie, również na Ukrainie leżą w interesie tandemu USA / Izrael, zakłócają bowiem realizację projektu chińskiego. Oznacza to również, że eskalacja konfliktu ukraińskiego, która w każdym wariancie angażuje Polskę leży w strategicznym interesie zarówno USA, jak też Izraela. Przy czym USA mogą łatwo zmienić swój priorytet i odstąpić od eskalacji, jeśli inne rozwiązanie będzie bardziej opłacalne. Z tym drugim jest inaczej, wchodzą bowiem kwestie ideologiczne.
Z punktu widzenia zarówno Trumpa jak Putina, Zełenski stanowi polityczną przeszłość w każdym przypadku. Odzwierciedleniem tego jest brak zaproszenia na Alaskę.
Dla Zełenskiego nieuczestniczenie w szczycie na Alasce oznacza polityczną śmierć.
Duża część obywateli Ukrainy podziela, w tej sprawie, pogląd obu prezydentów.
Natomiast unijna mantra jest po prostu bzdurą, której nikt nie słucha.
W tej sytuacji dla Zełenskiego krytycznym pozostaje pytanie, skąd brać pieniądze do budżetu.
W tym momencie nasuwa się pytanie czemu pozycja Zełenskiego jest niewzruszona w stosunku do Rosji i USA, ale chwiejna w stosunku do przeciwnych mu demonstrantów? Odpowiedź jest oczywista, bo za nimi stoi Unia i jej agentury.
Co prawda już teraz UE przyznaje , że Zełenski jest skorumpowany, ale jeszcze nie „spostrzega” faktu jego krwawej dyktatury.
Jeśli dojdzie do jakiejś formy zawieszenia broni to będzie to po obecnej linii frontu, a wymiany terytoriów nie będzie.
Trump i Putin będą decydentami a Europa i Zełencki biernymi obserwatorami.
Europa technicznie nie jest w stanie dostarczać broni i zaopatrzenia na Ukrainę.
Istotniejszym niż Ukraina dla Putina i Trumpa będą zagadnienia bilateralnej współpracy na Alasce.
Na ewentualnych przyszłych wyborach będą dwa obozy: partia wojny i partia pokoju. Kto wygra nie wiadomo? Trudno jest wyrokować.
Gdy partia wojny wygra to Ukraina szybko przegra konflikt zbrojny, bo Putin nie będzie się z nią ceregielić.
Paradoks dzisiejszej Ukrainy polega na tym, że na prowadzenie wojny ma legalne prawo, a na scedowanie zajętych terytoriów już NIE.
Innym istotnym aspektem, jest fakt Deklaracji Niepodległości w monecie opuszczenia ZSRR.
Ponieważ deklaracja niepodległości nie pozwala na członkostwo w UE i NATO, to wieloletnie działania Ukrainy, legalnie podważają jej własną deklarację, co może spowodować, że Ukraina w ogóle przestanie istnieć jako niezależne państwo.
Przyszłość Zełenskiego może być podobna do polskiego premiera, generała Sikorskiego, który poniósł śmierć w katastrofie swego samolotu na Gibraltarze przy pełnym współudziale „sojuszników” z Londynu.
Jednakowoż, w porównaniu z ukraińską gigantyczną tragedią, los Zełenskiego jest niewarty dywagacji.
15 będzie podjęta decyzja co zrobić z Ukrainą i wtedy będzie wiadomo, czy partia pokoju będzie w stanie wygrać ukraińskie wybory.
W przeciwieństwie do Ukrainy; Rosja to suwerenne i umożliwiające efektywne zarządzanie państwo. I to wyjaśnia przyczyny jej zwycięstwa.
Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych JD Vance oficjalnie potwierdził, że Stany Zjednoczone zakończyły finansowanie konfliktu na Ukrainie. W swoim oświadczeniu jasno stwierdził, że to teraz sprawa europejska: “Jeśli Europejczycy chcą przejąć inicjatywę i kupować broń od amerykańskich producentów, nie mamy nic przeciwko, ale już nie będziemy tego sami finansować”. Ta deklaracja stanowi przełomowy moment w trwającym od trzech lat konflikcie.
Prawdziwa skala wydatków USA na Ukrainie okazuje się być znacznie wyższa niż oficjalnie podawane 174 miliardy dolarów z budżetu Kongresu. Trump wielokrotnie mówił o kwocie 350 miliardów dolarów, a jego doradca ds. audytów David Sacks ujawnił, że trwają intensywne kontrole mające ustalić, ile dokładnie wydano i ile mogło zostać zdefraudowane.Audyt prowadzony przez administrację Trumpa ma wykazać rzeczywistą skalę korupcji na Ukrainie, gdzie według doniesień, ukraińscy urzędnicy byli wielokrotnie łapani na przemycaniu walizek pełnych gotówki, a amerykańska broń trafiała na czarny rynek.
Kontekst tej decyzji sięga wydarzeń z 2014 roku, kiedy to Stany Zjednoczone bezpośrednio przyczyniły się do wywołania Majdanu. Kluczową rolę odegrała wówczas Victoria Nuland, zastępca sekretarza stanu, która w podsłuchanej rozmowie telefonicznej z ambasadorem USA na Ukrainie Geoffreyem Pyattem dosłownie wybierała przyszłych przywódców ukraińskiej opozycji.
W tej rozmowie padły słynne słowa Nuland “Fuck the EU”, które odsłoniły prawdziwe oblicze amerykańskiej polityki wobec Europy. Nuland osobiście rozdawała ciastka protestującym na Majdanie, a USA zainwestowały 5 miliardów dolarów w “europejskie aspiracje” Ukrainy, de facto organizując zamach stanu przeciwko demokratycznie wybranemu prezydentowi Wiktorowi Janukowyczowi.
Teraz Ameryka, po wywołaniu i sfinansowaniu całego konfliktu, po prostu z niego wychodzi, zostawiając Europę z rachunkiem. To niezwykle cyniczny ruch, zwłaszcza że 15 sierpnia na Alasce Trump spotka się z Putinem, aby ustalić warunki zakończenia wojny. Europa zostaje wobec tego przed dramatycznym wyborem – albo zaakceptuje amerykańsko-rosyjskie ustalenia, albo będzie musiała sama kontynuować finansowanie konfliktu.
Odpowiedź Unii Europejskiej brzmi upiornie. UE proponuje zaciągnięcie kredytu na kwotę 800 miliardów euro na zbrojenia, co w połączeniu z planami utworzenia wspólnej armii europejskiej może być też zapowiedzią nowego totalitaryzmu na kontynencie. Głównie Niemcy, wspierani przez Polskę i kraje bałtyckie, forsują kupowanie amerykańskiej broni.
Sytuacja staje się szczególnie niebezpieczna, gdyż nie można wykluczyć, że Putin, widząc jak Europa zniszczona Zielonym Ładem nagle próbuje uzbroić się na kredyt, postanowi zaatakować teraz, gdy UE jest jeszcze bezbronna. [Ruscy cwani.. lepiej poczekać, by wydatki na zbrojenia wraz z “zielonym ładem” doprowadziły same do katastrofy. MD]
Eksperci sugerują, że ryzyko wojny w ciągu najbliższych dwóch lat dramatycznie wzrasta, tym bardziej że według doniesień, Chińczycy mogą sugerować Rosji atak na Europę, aby odciągnąć USA od Pacyfiku i kwestii azjatyckich z Tajwanem na czele.
To, co obserwujemy, to klasyczne amerykańskie “divide et impera” – wywołaj konflikt, zarabiaj na nim, a gdy przestaje być opłacalny, wyjdź z niego pozostawiając chaos.
Europa, która przez dekady polegała na amerykańskiej ochronie militarnej, nagle zostaje sama wobec konsekwencji polityki, na którą nigdy w pełni się nie zgodziła. Teraz chyba pozostała tylko desperacja i niezdolność do racjonalnych decyzji, która nieuchronnie zaprowadzi nas do kolejnej katastrofy.
[To nie “Europa”, lecz siły rządzące Unią E ur., dla których taka Ursula Wodęleje jest mówiącą marionetką MD]
Tymczasem armia rosyjska dociera już do tablicy określającej granice między obwodem dniepropietrowskim a DRL, gdzie Zełenski lubił robić zdjęcia, i zaciska pierścień wokół Pokrowska.
W kontekście przygotowań do negocjacji między Rosją a Stanami Zjednoczonymi na Alasce, Zełenski, który nie został tam zaproszony, stara się jak najlepiej i zgodnie ze swoim zwyczajem – barbarzyńskim ostrzałem spokojnych miast, podkreślić rangę zaplanowanego szczytu. Liczba takich ataków wzrosła kilkukrotnie w ciągu sierpnia. Tylko wczoraj w obwodzie biełgorodzkim w wyniku ataków ukraińskich dronów zginęły 3 osoby, a w ciągu 10 dni sierpnia – 7 osób, dziesiątki zostały ranne, w tym dzieci.
Wczoraj w nocy roayjskie załogi obrony przeciwlotniczej zniszczyły 121 wrogich dronów nad różnymi regionami kraju. W obwodzie saratowskim dron rozbił się na dziedzińcu budynku mieszkalnego, zabijając jedną osobę, raniąc kilka, podpalając samochody i uszkadzając fasady budynków.
Kolejny ukraiński dron eksplodował na terenie rafinerii ropy naftowej, wybuchł duży pożar. Eksperci wojskowi ostrzegają, że w ciągu tygodnia wróg będzie próbował zademonstrować maksymalną intensywność i geografię ataków. Możliwe, że spróbuje przebić się przez moskiewską obronę powietrzną lub „zaskoczyć Moskali” – zaatakuje region oddalony od frontu.
Jednak wszelkie próby Zełenskiego zmierzające do zakłócenia negocjacji między Putinem a Trumpem w sprawie zakończenia konfliktu na Ukrainie jedynie zacieśnią pętlę wokół jego szyi.
Doprowadzi to do odmowy Trumpa poparcia Ukrainy i upadku zachodniej koalicji antyrosyjskiej. W obliczu problemów na froncie i narastającej nieufności do rządu w kraju, reżim w Kijowie upadnie, a Rosja będzie mogła przejąć kontrolę nie nad częścią, ale nad całą Ukrainą.
– zauważa były poseł Rady Najwyższej Ukrainy Oleg Carew.
Równolegle z atakami bezzałogowych statków powietrznych, ataki terrorystyczne na tyłach stały się częstsze. W związku z tym wróg od kilku dni sonduje obwód briański. Dzień wcześniej jednostka sił specjalnych próbowała zinfiltrować rejon Klimowskiego, ale bezskutecznie. Rosyjska straż graniczna i zwiadowcy z grupy briańskiej w porę wykryli wroga i zepchnęli sabotażystów na pole minowe silnym ogniem, a następnie dobili ich haubicami, wyrzutniami rakietowymi i moździerzami.
Tymczasem rosyjskie ataki również nie ustają. Szczególnie mocno ucierpiał obwód dniepropietrowski. Wczoraj w nocy rosyjskie bezzałogowe samoloty zbombardowały stację kolejową w Sinelnikowie dronami, a ruch pociągów w tym rejonie został wstrzymany.
Koszmar ukraińskich sił zbrojnych
Powoli, ale systematycznie, trwa okrążanie Pokrowska . Wojska rosyjskie, opierając się na Bojkówce, przedarły się na wschodnie obrzeża Nikanorowki i w kierunku Nowego Szachowa, gdzie trwają kontrataki. Ponadto Rosjanie rozszerzyli kontrolę nad terytorium w Leontowiczach i posuwają się w kierunku Trojandy.
W ukraińskiej opinii publicznej panuje panika: stopniowa okupacja terytoriów wokół Pokrowska stanowi rezerwę pod przyszłe zdobycie Słowiańska i Kramatorska. Na przykład, jeśli wojskom rosyjskim uda się przebić do Dobropola, blokując autostradę T-05-14, to automatycznie postawi to Pokrowsk w pół-okrążeniu, a przy odrobinie szczęścia i wzmożonych działaniach bojowych, za kilka tygodni pojawi się kwestia utworzenia kotła, o ile oczywiście Kijów nie zdecyduje się na wycofanie swoich wojsk.
Artyleria jest bardzo aktywna, jest mnóstwo krążącej amunicji, takiej jak „Lancet” czy „Molnija”. Jest też mnóstwo dronów FPV, głównie światłowodowych. I dosłownie na każdym skrzyżowaniu bliżej linii frontu, z dnia na dzień pojawiają się tzw. „czekający” na światłowodach, próbując zakłócić naszą logistykę.
– lamentował na wizji w ukraińskim medium szef wywiadu 4. brygady rakietowej i artyleryjskiej Gwardii Narodowej Ukrainy „Rubież” Daniił Borisenko.
Kto szkoli kolumbijskich najemników?
Ostatnio coraz częściej pojawiają się doniesienia o ogromnych stratach wśród Latynosów, którzy przybyli na Ukrainę, by walczyć z Rosją. Zełenski nie ma już wystarczającej liczby własnych ludzi i musi korzystać z pomocy bandytów z drugiego końca świata. Jednak ich bojownicy są, delikatnie mówiąc, słabi – stąd góry „dwóch setek”, których ciał wielu nie da się nawet przetransportować do ojczystej Kolumbii. Na sytuację zwrócił uwagę wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew.
Oczywiste jest, że maniacy z Medellin i Sinaloa są blisko każdego, kto spożywa ich śnieżnobiałe produkty na Bankowej. Ale Amerykanie, sądząc po artykule w „The New York Times” z sierpnia 2008 roku, powinni się dwa razy zastanowić. Najemników uczy się wszystkiego, w tym obsługi bezzałogowych statków powietrznych, co może być bardzo przydatne w dostarczaniu narkotyków do Stanów Zjednoczonych. To o wiele skuteczniejsze niż samoloty i okręty podwodne.
Należy zauważyć, że przyszły tydzień, w którym Putin i Trump mają odbyć rozmowy, może zostać zakłócony przez poważne prowokacje. Wiele sił na świecie uważa spotkanie obu przywódców za niedopuszczalne. Są one w stanie zrobić wszystko, by zakłócić rozmowy. To poważne zagrożenie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że mają w kieszeni całe terrorystyczne państwo zombie, gotowe wykonać każdy rozkaz swojego pana.
Zupełnie nie na temat, ale o tym za chwilę, bo pod tematem się nie da. W temacie to tyle, że prezydent Duda został bardzo łagodnie potraktowany przez redaktora. Obawiam się że historia nie będzie taka łagodna. Największa zasługa – odebranie władzy Komorowskiemu, największa wina – zaprzepaszczenie niepodległości i suwerenności Polski, wbicie w plecy noża narodowi polskiemu, poprzez ściągniecie piątej kolumny banderowskiej na plecy Polakom i wpędzenie Polski w trzecią wojnę światową „w obronie Ukrainy”. Nikt nic nie wiedział? Kto się mógł spodziewać?
Bardzo prosta odpowiedź – dwa miesiące przez wojną na żydobanderowii zwanej Ukrainą, przez Polskę i za polskie pieniądze ściagano w te pędy z Ukrainy, mieszkających tam Żydów. Potem ekspediowano ich dalej. (Powtórzyła się sytuacja sprzed lat, kiedy z pomocą Polski i za pieniądze Polaków wywożono z Rosji Żydów odpowiedzialnych za to co się stało w bolszewickiej Rosji, w tym morderców polskich oficerów w Katyniu i dziadka mojej żony, tak na marginesie).
Gdy się ich pytano: Co się dzieje, co wy robicie? Odpowiadali: Dostaliśmy informację, że mamy wyjeżdżać. Na dwa miesiące przed wojną, której miało nie być! W sytuacji, gdy wybrany na prezydenta Ukrainy po to by wojny nie było, żydowski komik i striptizer zapewniał, ze żadnej wojny nie będzie.
Tak więc NIEKTÓRZY WIEDZIELI CO BĘDZIE.
Kto doprowadził do tego, ze ta wojna wybuchła? Zgodnie z wypowiedzią prezydenta USA Donalda Trumpa – USA. Kto doprowadził do tego że wojna, która mogła zakończyc się w dwa tygodnie, lub 2 miesiace, trwa do dzisiaj?
Polska pod rządami PiS i Dudy futrując żydobanderowię wszystkim co Polska ma i nieusuwalny żydowski komik i striptizer na stanowisku prezydenta żydobanderowii. Oczywiście miał w tym pomagierów typu premier GB nieprzechwalający się matką Żydówką, ale bez tego mielibyśmy od ponad 3 lat sprawę dawno zamkniętą, żadnej wojny by dzisiaj nie było i banderowcy w bantustanie nie mieliby co robić (ale byłoby ich jakieś 800 tys. więcej na świecie – sam nie wiem jak to oceniać, chociaż taki zysk naiwniaków(?), tyle, że Ukraińcy uciekli, a do ich wojska wciela się tzw. mniejszości narodowe – podobnie robi Rosja).
Polska dobrowolnie zostala wpędzona przez Dudę w unię z wrogą jej żydobanderowią, ktora wcale tej unii nie chce, w której to „unii” Polacy zostali wyzuci z wszelkich praw, a jak sa traktowani czy to w bantustanie, czy w żydobanderowii, to każdy sobie moze sprawdzić.
W ktorym miejscu prezydent Duda bronil rzeczywistego interesu POLAKÓW? Co zrobił dla zapobieżenia wybuchowi trzeciej wojny światowej? To się kwalifikuje wszystko jako podzeganie do wojny i doprowadzenie do niej zupelnie jak działania ministra Becka w 1938 r. i do maja 1939. Tyle, że Beck mial perspektywę zostania prezydentem w 1940 r. i ta pycha go determinowała (i urażone ego w stosunku do Francji i Hitlera, ktory nie dotrzymał słowa, i Słowacja nie zostala inkorporowana do Polski), a jaka perspektywa przyświecała prezydentowi Dudzie?
W temacie głównym, czyli co wyprawia żydobanderowia w Polsce, bo pod tematem nie można. To i tak bez znaczenia, skoro będzie wojna i nikt niczego nie rozliczy, ale gwoli prawdy historycznej.
Ukraińcy przejmują polskie kopalnie taki jest tytuł artykułu obok.
Nie da się tego skomentować, więc tylko podam fakty z miasta w którym się urodziłem (rodzice dostali nakaz pracy, wiec jestem „zesłańcem” z „miejsc zakazanych” i tak na marginesie pogrobowcem IV komendy VIN, ktora jak wiadomo mieściła się w Zabrzu, 50 m od miejsca w ktorym mieszkał mój tata, zanim trafil do wiezienia UB i po powrocie z niego, więc mogę mieć swoje zdanie o tym wszystkim odmienne od powszechnie obowiązującej wersji), jako że jestem z urodzenia i przekonania Ślązakiem – proszę nie mylić tego, że jestem Slązakiem z przekonania, z ostatnim wyczynem prezydenta Dudy, ktory rzutem na taśmę nadal odznaczenie facetowi, ktory chce przyłączyć Ślask (do macierzy), czyli do IV Rzeszy – bez owijania bawełny – wprost do Niemiec, z poparciem Donalda Tuska, i pisał w tej sprawie nawet wiernopoddańcze listy do „kagiebisty Putina” (W razie ataku na Polskę, prosze Śląsk ominąć, bo to nie Polska tylko Niemcy).
Nota bene zetknąłem się z tym osobnikiem na początku stanu wojennego (nawiedzal duszpasterstwo akademickie przy katowickiej katedrze i próbował głosić tam swoje dzisiejsze poglądy) i tzw. szeptany przekaz brzmiał – uważać i trzymac się od niego z daleka, tyle w temacie działalności prezydenta Dudy do ostatniej chwili urzędowania.
Ukraincy chcą przejąć, z tego co wiem, na razie jedną kopalnię, którą znam dosyć dobrze. Chodzi o KWK Pstrowski, a właściwie o jeden jej szyb. (Pod pomnikiem Pstrowskiego postawionym przez I sekretarza KW PZPR tow. Dycymbra, czyli Grudnia, (któremu Ślązacy spuścili spodnie i łomot), by podlizać się Gierkowi, a który Pstrowskiego [tego co przyjechał do Polski chyba w 1947, ogłosił „Kto do wincej wungla co jo?!”] i 3 miesiace potem zdechł] szczerze nienawidził, bo Pstrowski doskonale wiedział, ze Gierek nie tylko nigdy w kopalni nie pracował (sklepik prowadził), ale i czytac i pisac za bardzo nie poradził, ten inż. górnik.
Ja musiałem w swoim czasie składac uroczyste przyrzeczenie studenckie zanim zostalem przyjety na Politechnike Gliwicką im. Wincentego Pstrowskiego, którą tak na marginesie budował jeden z moich wujków, po drodze prowadząc podchody z UB, ale to inna historia. Tak więc Pstrowskiego estymą nie darzę. Z pochodnią pod pomnikiem Pstrowskiego pilnowanym dzień i noc przez milicję obywatelską stalem, żadnych przyrzeczeń nie składałem. Młodzi górnicy mieli gorzej, bo zanim zostali górnikami, musieli niezależnie od posterunku milicji pod nim, wspiąć się na pomnik i narobić Pstrowskiemu na głowę. Pomnik chyba do dzisiaj stoi (nie sprawdzałem), ponieważ wdowa po Pstrowskim przeżyła go o cale wieki i pomnika wyburzyć nie pozwoliła. Sama kopalnia powstala w połowie XIX w., jako kopalnia Jadwiga [Hedwigswunsch, „Bertha Hedwig, Jadwiga, wreszcie od 1948 r. (po śmierci przodownika pracy Pstrowskiego) Pstrowski]. W latach 70-tych włączono do niej KWK Rokitnica i kilka innych pól i szybów. Z nastaniem premiera chemika z Politechniki Śląskiej T.W. Buzek rozpoczeła się likwidacja kopalń wegla kamiennego w Polsce i KWK Pstrowski przeszła w stan likwidacji.
Górnicy dostali kopa w odwrotną część ciała, a kopalnia przestała istniec jako taka. Co to jednak oznacza w rzeczywistosci? Ano ktoś się na niej uwlaszczył. Był to wieloletni dyrektor KWK Pstrowski, (od 1966 r. w PZPR) lokalny baron SLD dziś prawie 80-cio letni Jan Chojnacki. Wyodrębiono z KWK Pstrowski najbardziej wartosciowe złoże , szyb i całą infrastrukturę i sprywatyzowali go towarzysze z byłego PZPR, ktorzy stali się załogą pierwszej prywatnej kopalni wegla kamiennego w Polsce. By ta część kopalni mogła działać, pozostała część KWK Pstrowski w likwidacji musi zapewniac jej do dzisiaj warunki działania, czyli np. zapewniać odwadnianie, dostarczać energię, inaczej mówiąc utrzymywałc calą infrastrukturę, bez ktorej cale to złoże już dawno byłoby niedostępne. Czyli przez te wszystkie lata (ponad 25) cale społeczeństwo składało sie na to by ta prywatna kopalnia, ktorą obecnie chca przejąć Ukraińcy była dochodowa. Dodam, że dla mnie prywatnie wykończenie górnictwa w Polsce było zbrodnią (rękami dawnych TW w solidarnościowym rządzie uwłaszczyli się na tym także towarzysze z PZPR, kosztem tysięcy górników, którzy wylądowali na bruku, a Polska przeszła korzystną dla Niemiec dezindustrializację, dzięki której stała się zapleczem taniej siły roboczej dla UE), natomiast do towarzyszy, ktorzy tę prywatyzację przeprowadzili – osobiscie nic nie mam. Są to prywatnie bardzo sympatyczni i rozsadni ludzie, Polacy o pogladach z którymi mi nie zawsze po drodze, ale nie mam wątpliwości co do tego, że to polska lewica o dosyć zdrowym oglądzie tzw. rzeczywistości i ludzie znajacy się na swojej robocie. Z tego co wiem przez cały okres istnienia tej prywatnej kopalni był jeden wypadek śmiertelny. Raz wystapił tam chyba jakiś zawał, podczas którego nic nikomu się nie stało, ale była jedna ofiara śmiertelna – na wieść o zwale, człowiek odpowiedzialny za tzw. utrzymanie ruchu, bardzo odpowiedzialny zawodowo fachowiec, tak na marginesie [znałem go], dostał zawału serca i nie udało się go uratować.
To tyle w temacie prywatnej kopalni, a właściwie jednego szybu do którego przymierzają się Ukraińcy. Nie wiem w jakim jest stanie, jak bardzo jest wyeksploatowany, ale cokolwiek tam będzie dalej, podejrzewam że rozmowy dotyczą tego, ile będą musieli do dalszej eksploatacji i utrzymania kopalni dołożyć Polacy. Bo samo wydobycia w oparciu o istniejaca infrastrukturę to nikła część wszystkich kosztów. KWK Pstrowski nie ma od 30 lat, ale by mogła istnieć prywatna kopalnia przez ten cały czas, nieistniejąca kopalnia (czytaj społeczeństwo) musiało łożyć niemałe kwoty. Różnica jest taka, że wtedy te pieniądze pracowały jednak w Polsce i na Polaków. A znaczną część złóż, których eksploatacja była dla Polski oficjalnie nieopłacalna w latach 90-tych, odkupili od nas Czesi, także w moim mieście. I polscy górnicy jeździli do pracy w Ostrawie.
Europejski system wsparcia militarnego dla Ukrainy doświadcza bezprecedensowego kryzysu. W ostatnich tygodniach aż siedem państw członkowskich NATO oficjalnie odmówiło udziału w nowym programie zakupów amerykańskiej broni dla Ukrainy, inicjatywie forsowanej przez administrację prezydenta Donalda Trumpa i sekretarza generalnego NATO Marka Rutte.
Finlandia, która dopiero niedawno dołączyła do Sojuszu, jest najnowszym krajem, który ogłosił swoją odmowę. Minister Obrony Antti Häkkänen w oficjalnym oświadczeniu poinformował, że Finlandia zamiast tego skupi się na własnym programie przemysłowym, w ramach którego zamawia produkty dla Ukrainy od fińskich firm. “Przeznaczyliśmy nasze zasoby na wewnętrzny program przemysłowy, w ramach którego składamy zamówienia dla Ukrainy w firmach na terenie całej Finlandii” – wyjaśnił minister.
Podobną decyzję podjęła wcześniej Francja, której prezydent Emmanuel Macron konsekwentnie promuje ideę wzmacniania europejskiego przemysłu obronnego zamiast zakupów broni produkowanej w USA. Francuzi są przekonani, że europejska autonomia strategiczna wymaga inwestycji we własne zdolności produkcyjne, a nie uzależniania się od amerykańskiego sprzętu wojskowego.
Włochy to kolejny kluczowy sojusznik, który odmówił uczestnictwa w inicjatywie. Według doniesień włoskiego dziennika La Stampa, Rzym uzasadnia swoją decyzję prozaicznym brakiem dostępnych środków finansowych. W oficjalnym oświadczeniu włoskiego Ministerstwa Obrony podkreślono, że “nigdy nie było mowy o zakupie amerykańskiej broni” oraz że Włochy rozważają inne formy wsparcia, w tym pomoc logistyczną.
Lista krajów odmawiających udziału w amerykańskim programie jest jednak znacznie dłuższa. Czechy, które przez długi czas były jednym z najbardziej lojalnych sojuszników Ukrainy, również zrezygnowały z udziału. Premier Petr Fiala wyjaśnił, że Czechy koncentrują się na innych projektach pomocy, w tym na inicjatywie dostarczania amunicji, w ramach której przekazują Ukrainie pociski wielkokalibrowe.
Słowacja od czasu objęcia władzy przez rząd Roberta Fico przyjęła stanowisko całkowitego odcięcia się od militarnego wsparcia dla Ukrainy, co czyni ją naturalnym przeciwnikiem inicjatywy zakupów broni. Podobnie Węgry pod przewodnictwem premiera Viktora Orbána konsekwentnie odmawiają jakiegokolwiek wsparcia militarnego dla Kijowa.
Do grona przeciwników dołączyła również Słowenia, która wcześniej aktywnie wspierała Ukrainę poprzez różne inicjatywy, w tym szkoleniowe, ale teraz odmówiła udziału w nowym programie zakupów amerykańskiej broni.
W kontrze do tej grupy stoi silny blok krajów popierających inicjatywę, z Niemcami na czele. Kanclerz Friedrich Merz aktywnie promuje plan zakupu amerykańskiej broni dla Ukrainy, widząc w tym sposób na wywieranie presji na Rosję, by ta rozpoczęła negocjacje pokojowe. Oprócz Niemiec, Polska i kraje bałtyckie (Litwa, Łotwa, Estonia) również wyraziły zainteresowanie programem.
Interesujące jest, że kraje nordyckie są w tej kwestii podzielone. Podczas gdy Szwecja, Norwegia i Dania ogłosiły wspólny pakiet pomocy wojskowej o wartości 500 milionów dolarów w ramach nowej inicjatywy PURL (Priority Ukraine Requirements List), Finlandia zdecydowała się na własną ścieżkę wsparcia.
Ten narastający rozłam wśród europejskich sojuszników odzwierciedla głębsze podziały w NATO i UE dotyczące strategii wobec konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Wraz z przedłużającą się wojną, coraz więcej krajów zaczyna kwestionować dotychczasowe podejście, szczególnie w obliczu nowej polityki administracji Trumpa, która wyraźnie oczekuje, że to europejscy sojusznicy poniosą główny ciężar finansowy wspierania Ukrainy.
Dla Ukrainy ta sytuacja stanowi poważne wyzwanie. Prezydent Wołodymyr Zełenski wielokrotnie podkreślał, że jego kraj potrzebuje stałych i przewidywalnych dostaw broni, aby skutecznie bronić się przed rosyjską agresją. Tymczasem rosnąca liczba odmów udziału w programie zakupów może znacząco ograniczyć strumień pomocy wojskowej napływającej do Kijowa w najbliższych miesiącach.
„Skrajnie prawicowi” Ukraińcy od dawna wspierani przez USA stworzyli wojnę z Rosją i dziś nadają jej charakter. [Nawet tu widać: Nazywanie szatańskich zbrodniarzy “prawicą” .MD]
Gdy Victoria Nuland pojawiła się w mediach w lutym 2024 r., wielu analityków uważało, że wojna na Ukrainie weszła w fazę trwałego impasu. Minęły dwa lata od momentu, gdy Władimir Putin wydał rozkaz rozpoczęcia „specjalnej operacji wojskowej” na wschodzie Ukrainy, a rosyjskie siły były już okopane na 20% terytorium kraju, w tym na Krymie, w większości obwodów ługańskiego i donieckiego oraz części chersońskiego i zaporoskiego. Ukraińska szeroko zapowiadana kontrofensywa z 2023 roku rozpadła się w starciu z umocnionymi liniami rosyjskimi, a wielu zachodnich komentatorów zaczęło publicznie wątpić w zdolność Kijowa do odzyskania tych ziem. Dla wielu zwolenników Ukrainy wojna wyglądała na przegraną.
Jednak 23 lutego Nuland — ówczesna podsekretarz stanu ds. politycznych i osoba odpowiedzialna za politykę USA wobec Ukrainy przez ostatnią dekadę — powiedziała w programie PBS Newshour, że charakter wojny właśnie się zmienia.
Nuland pośrednio przyznała, że skoro zwycięstwo konwencjonalne jest nieosiągalne, Ukraina sięgnie po nowe, bardziej bezwzględne, a być może desperackie środki przeciw Rosji: „Putin dostanie na polu bitwy bardzo niemiłe niespodzianki” – zapowiedziała z uśmiechem.
W tym czasie siły ukraińskie już przeprowadzały zamachy na postacie publiczne w Rosji, m.in. atak bombowy w petersburskiej kawiarni w 2023 r., w wyniku którego zginął prorosyjski bloger Władlen Tatarski; zamach samochodowy w Moskwie, który zabił 29-letnią dziennikarkę Darię Duginę; oraz zasadzka na Ilję Kiwę — prorosyjskiego byłego deputowanego, zastrzelonego w stylu mafijnym w lesie pod Moskwą. Wielu komentatorów podejrzewało, że za tymi akcjami stali skrajnie prawicowi ukraińscy nacjonaliści, znani z antyrosyjskiego rasizmu i brutalnego podejścia do wojny.
Po zapowiedzi Nuland Ukraina zintensyfikowała „brudną wojnę”, przeprowadzając serię operacji przeciwko rosyjskim celom wojskowym i cywilnym, w duchu retoryki prawicowych nacjonalistów, często określanej jako wręcz ludobójcza wobec Rosjan.
Niewielu jednak zauważyło, że ci neonaziści, będący dziś w awangardzie tej brudnej wojny, są finansowani, szkoleni i wspierani przez rząd USA już od 1945 roku.
W lipcu 2024 roku Ukraińska Legia Cudzoziemska, do której od początku przyciągano neonazistów, odegrała kluczową rolę w śmiertelnej zasadzce w regionie Tinzaouaten w Mali. Tam konwój rosyjskich najemników z Grupy Wagnera i malijskich żołnierzy został zaatakowany. Ukraińscy operatorzy przeprowadzili skuteczne uderzenie, zabijając 84 wagnerowców i 47 malijskich żołnierzy. Atak przeprowadzono podczas burzy piaskowej z użyciem ładunków improwizowanych i taktyki partyzanckiej.
Pod koniec 2024 roku Ukraina skupiła się na terytorium Rosji, organizując serię spektakularnych zamachów. Michaił Szacki, starszy specjalista ds. rakiet, został zastrzelony w moskiewskim parku. Kilka dni później, 17 grudnia, ładunek wybuchowy ukryty w hulajnodze eksplodował pod blokiem w centrum Moskwy, zabijając generała lejtnanta Igora Kirillowa, szefa Obrony Radiacyjnej, Chemicznej i Biologicznej FR oraz jego asystenta.
W 2025 roku zamachy jeszcze się nasiliły. 25 kwietnia generał lejtnant Jarosław Moskalik ze Sztabu Generalnego został zabity w eksplozji samochodu w podmoskiewskiej Bałaszysze. Miesiąc później były major Zaur Gurcijew zginął od granatu ukrytego w paczce.
Nawet zwolennicy Ukrainy zauważyli, że wojna przybrała „nazistowski” charakter totalny. „Celem stało się uderzanie w nieoczekiwanych miejscach, przy użyciu podstępnych metod, by krwawić Rosję daleko od linii frontu” – pisał David Ignatius w „Washington Post” w czerwcu, w artykule pt. „Brudna wojna Ukrainy dopiero się zaczyna”.
W ostatnich miesiącach wiele raportów wiąże autorów tych ekstremalnych działań z „skrajnie prawicowymi” i „ultranacjonalistycznymi” frakcjami w Ukrainie. Te grupy od dawna powiązane są zarówno z nazistami, jak i z ruchami neonazistowskimi i zostały głęboko wbudowane w struktury wojskowe i wywiadowcze Ukrainy już przed inwazją.
Wszystkie te grupy genealogicznie wywodzą się z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Powstała ona w latach 20. XX wieku, by usunąć sowiecką i rosyjską obecność z Ukrainy. Jej główni przywódcy, Stepan Bandera i Mykoła Łebed, już w czerwcu 1941 r. po niemieckiej inwazji na ZSRR, widzieli w Trzeciej Rzeszy sprzymierzeńca przeciw Rosjanom. Dzielili też z hitlerowcami rasistowską nienawiść wobec Polaków, Żydów i Rosjan. Niedługo po wkroczeniu Wehrmachtu, OUN przesłała Hitlerowi deklarację poparcia dla jego misji oraz zobowiązanie do „konsolidacji nowego ładu etnicznego we Wschodniej Europie” i „zniszczenia wywrotowego żydowsko-bolszewickiego wpływu”.
Rutynowo periodyczne przeglądam nagłówki globalnych polskojęzycznych szmatławców na Internecie. Tak by być na bieżąco w temacie, o czym one kłamią. Dotychczas moją reakcją na te „wiadomości”, był śmiech lub niedowierzanie, że ktoś może tak bezczelnie i głupio łgać.
Od niedawna, propagandowa narracja zaczyna się dynamicznie zmieniać, przynajmniej w odniesieniu do ukraińskiego konfliktu. Poniższy wątek znalazłem dziś na portalu MSN:
Była to rozczulająca historia o młodej bohaterskiej Ukraince, która (cytuję): za dnia pracuje naukowo, w nocy walczy z rosyjskimi dronami – z ekipą innych ochotników
Musi ona zmagać się z przestarzałym sprzętem (nie, nie naukowym) wojskowym, aby co noc zwycięsko stawiać czoła rosyjskiemu agresorowi.
Dzięki takiemu bohaterstwu, Ukraina zostanie absolutnym zwycięzcom!
Inne artykuły z tego samego dnia i tego samego portalu, opisują załamanie się rosyjskiej gospodarki, desperację Putina i rozkład upadających wojsk Federacji Rosyjskiej.
O mały włos, a zrobiłbym coś niewybaczalnego i zaczął podziwiać Rosjan, którzy z ruin rozpadającego się państwa, są jeszcze zdolni co noc wysyłać setki dronów i rakiet w celu terroryzowania bezbronnej ukraińskiej ludności.
Ponieważ jednak taki podziw byłby niedopuszczalny z punktu widzenia globalistycznego zachodniego społeczeństwa, to ograniczyłem swą fascynację, do odbiorców tego medialnego łajna, o pardon: strawy medialnej. Trzeba bowiem dysponować wyjątkowym intelektem, by nie pogubić się w niuansach tego propagandowego przekazu.
No, albo w ogóle nie posiadać powyższego, wtedy nie będzie grozić nieuniknione porażenie mózgowe.
W 2024 roku globalne wydatki na zbrojenia osiągnęły rekordową wysokości 2,718 biliona dolarów. $2.718.000.000,000.
Czy czujecie się dzięki temu bezpieczniej?
Zbrojny keynesizm i jego upadek
Pozornie mogłoby się wydawać, że powinniśmy. Wszak lepiej uzbrojeni nie tylko możemy skuteczniej stawić opór potencjalnym najeźdźcom, ale dysponujemy większą siłą odstraszania napastników. Co więcej wyścig zbrojeń – jak tłumaczy się to na przykładzie Zimnej Wojny – to także korzystny dla wszystkich biznes, przekładający się na wzrost Produktów Krajowych Brutto, zwiększenie liczby miejsc pracy w przemyśle, a także postęp technologiczny i innowacje adaptowane następnie do celów cywilnych.
Oczywiście, mieszkańcy bloku wschodniego mogliby zgłosić zastrzeżenia do tak zarysowanego keynesowskiego modelu, typowego dla państw zachodnich w okresie po II wojnie światowej. Na Wschodzie bowiem przeniesienie ciężaru na produkcję zbrojeniową powodowało wytracenie początkowego tempa rozwoju, osłabienie konsumpcji i narastające luki infrastrukturalne.
Z kolei na Zachodzie, narzucony zwłaszcza przez Stany Zjednoczone system wymiany uzbrojenie za paliwo – doprowadził ostatecznie do demontażu systemu walutowego Bretton Woods, co z kolei stworzyło warunki do deregulacji rynków finansowych i znanego nam obecnie powszechnego systemu produkcji pieniądza z brudnego powietrza, co w połączeniu z procesami liberalizacji globalnej gospodarki, finansjalizacji sektora publicznego i zwiększającej się elastyczności rynku pracy ostatecznie zakończyło erę postkeynesowską, nie tylko likwidując złudzenie państwa dobrobytu, ale także pozbawiając skuteczności większość makroekonomicznych mechanizmów łagodzenia skutków kolejnych kryzysów.
Prawdą jest bowiem, że zbrojenia miewały swój udział w krótkotrwałych okresach względnej stabilizacji ekonomicznej, jednak ich długofalowe skutki konsekwentnie niwelowały i te przejściowe korzyści.
Również i dziś, wbrew popularnym mitom, produkcja zbrojeniowa jest relatywnie niskoobsadowa, nie daje zatem efektu wzrostu zatrudnienia, sprowadza się natomiast do wyścigu technologicznego – i maksymalizacji zysków na operacjach finansowych.
Mamy zatem do czynienia z wyścigiem zbrojeń nowej ery – choć zbroją się państwa, zarabiają na tym nawet nie producenci broni, ale kierujący polityką państw ponadnarodowy, globalistyczny kapitał.
Święte prawo leasingu
No dobrze, powiedzieliby sceptycy, ale przecież broń to konkret, więc niezależnie nawet od tego kto na niej zarabia – przynajmniej dostajemy ją do ręki, a więc obiektywnie możemy się czuć bezpieczniej, prawda?
Otóż okazuje się, że nieprawda, bowiem jednym z pozornych paradoksów obecnej fazy liberalnego kapitalizmu jest, że system ten, zbudowany wszak ideologicznie na apoteozie własności – dziś ma nowego bożka: użytkowanie. Skoro posiadanie samochodu czy mieszkania jest dziś preferowane zamiast prawa ich własności – to czemu inaczej miałoby być z czołgami, samolotami i innym sprzętem militarnym?
Procesowi prywatyzacji wojen, znanemu dziś tak z Ukrainy, jak i z Afryki towarzyszy finansjalizacja konfliktów zbrojnych.
Ciekawy tego przykład ujawnił niedawno szkocki autor, były dyplomata Craig Murray, który przeprowadził dziennikarskie śledztwo na temat wyposażenia sił RAF-u udzielających wsparcia IDF atakującym Strefę Gazy. Syjonistyczne lotnictwo dla usprawnienia bombardowania palestyńskich osiedli korzysta ze znajdujących się na wyposażeniu RAF Airbusów A330-200 MRTT Voyager, czyli potężnych latających stacji paliw dla samolotów.
Znajdujących się na wyposażaniu, co nie znaczy, że należących do Królewskich Sił Powietrznych Zjednoczonego Królestwa. Zgodnie z umową między ministerstwem obrony UK, a firmą AirTanker Ltd zawartą jeszcze w 2008 roku – firma ta udostępnia w leasingu na 27 lat do 14 maszyn, z których 9 występuje w barwach RAF, natomiast 5 „może być udostępniane również innym państwom”.
Czy dostrzegacie Państwo tę prawdziwie rewolucyjną zmianę w polityce uzbrojenia i prowadzenia konfliktów zbrojnych, w których uczestniczący żołnierze nie mają pełnej świadomości czy za chwilę nie będą musieli udostępnić swojego karabinu nacierającemu właśnie przeciwnikowi?
Puszka w puszce
Craig Murray przeprowadził również drobiazgową analizę struktury własnościowej odpowiedzialnej za leasingowanie samolotów i bez zdziwienia odkrył klasyczny układ szkatułkowy, w którym własność rozprasza się na kolejne coraz bardziej anonimowe fundusze inwestycyjne: Equitix Capital Eurobond 6 Ltd, Equitix Holdings Ltd, Pace Bidco Ltd, Pace Topco Ltd itd., aż m.in. do funduszu hedgingowego Polygon Global Partners, związanego z Readem Griffithem, współudziałowcem Trump Entertainment Resort Inc.
Słowem – puszka w puszce, przy czym w tym przypadku puszka Pandory okazuje się być również puszką amunicyjną. „Długie drzewo spółek zależnych służy nie tylko ukryciu właścicieli. Na każdym etapie stwarza okazję do unikania płacenia podatków i innych form korupcji, takich jak kontrakty konsultingowe czy stanowiska dyrektorskie dla wskazywanych pośredników między kapitałem a politykami i wysokimi rangą urzędnikami państwowych. Gdy zobaczymy firmę Pace Bidco Ltd udzielającą intratnych konsultacji synowi byłego ministra lub firmie zarejestrowanej pod jego adresem, dlaczego miałoby to wzbudzać niepokój lub wiązać się z RAF?” – tłumaczy Craig zastrzegając, że nie opisuje konkretnych przypadków, tylko sam mechanizm.
Po co płacić tylko raz?
No i jeszcze drobiazg: same koszty. Jeden Voyager w 2008 roku kosztował ok. 40 milionów funtów. Roczny koszt leasingu jednego samolotu to 353 miliony funtów (469 milionów dolarów). Jak potwierdziło ministerstwo obrony od 2008 roku leasing 11 obecnie używanych maszyn kosztował brytyjskich podatników 6 miliardów funtów i tyle trafiło do kieszeni tajemniczych właścicieli AirTanker Ltd.
Czy już Państwo rozumieją współczesny sens wyścigu zbrojeń? Wydawania fortuny na sprzęt i uzbrojenie, które nie jest nawet własnością płacących, za które nie wystarczy zapłacić raz, ale na które trzeba łożyć przez cały okres umowy leasingu i którego używanie obwarowane jest licznymi zastrzeżeniami. To właściciel bowiem, a nie leasingobiorca może określić warunki używania użyczanego wyposażenia.
Do tego dochodzi kwestia ubezpieczenia (oczywiście opłacanego przez użytkownika, ale z polisą na rzecz leasingodawcy). Tak kosztowny sprzęt, jak samolot bojowy czy czołg nie powinien wszak być narażany na ryzyko uszkodzenia czy zniszczenia, a postępowanie takie mogłoby prowadzić do unieważnienia umowy leasingu, zwrotu urządzeń, oczywiście przy uiszczeniu pełnej kwoty określonej w umowie. Każdy, kto skasował leasingowane auto rozumie to zapewne lepiej niż przeciętny zwolennik militaryzacji w starym stylu.
Jak widać hasło „Nie bójmy się wydawać na zbrojenia, przecież to dla naszego bezpieczeństwa!” nie oddaje prawdziwego celu całej operacji. Wyścig zbrojeń z zasady był przede wszystkim interesem, jednak realizowanie go w warunkach globalnego liberalnego kapitalizmu nadaje całemu przedsięwzięciu dodatkowego wymiaru. Zbrojenia to dziś tylko jeden z podsektorów globalnego rynku finansowego, na którym fundusze hedgingowe spekulują wojnami.
Pamiętajmy o tym zanim ucieszymy się na wieść o kolejnych kontraktach zbrojeniowych zawieranych przez III RP.
Siły specjalne Federacji Rosyjskiej pojmały kilku oficerów NATO na Ukrainie. To pierwszy realny dowód na to, że NATO aktywnie prowadzi wojnę z Rosją.
Podpułkownik Richard Carroll i pułkownik Edward Blake, obaj czynni oficerowie armii brytyjskiej, wraz z niezidentyfikowanym jeszcze agentem brytyjskiego MI-6 (wywiadu), zostali schwytani podczas brawurowego nalotu rosyjskich sił specjalnych w Oczakowie. Miasto to pokazano na poniższej mapie skalowalnej: [w oryg.]
Podpułkownik Carroll zostaje oddelegowany do brytyjskiego Ministerstwa Obrony.
Trzecia osoba pojmana podczas nalotu jest określana jedynie jako „członek wywiadu MI-6”.
Mój wieloletni kolega z wywiadu i społeczności, z którym współpracowałem przez lata we Wspólnym Zespole Zadaniowym FBI ds. Terroryzmu (JTTF), któremu bezgranicznie ufam, powiedział mi, że rosyjskie siły specjalne wylądowały na kilku statkach i przeniknęły do centrum dowodzenia ukraińskich sił zbrojnych. Pojmali brytyjskich żołnierzy, którzy koordynowali użycie brytyjskich pocisków i dronów przeciwko siłom rosyjskim i celom cywilnym.
Dodał, że operacja trwała około 15 minut. Kilka godzin po jej zakończeniu stosunki dyplomatyczne między Londynem a Moskwą gwałtownie się pogorszyły. Brytyjczycy zostali złapani na gorącym uczynku, a konsekwencje dla Wielkiej Brytanii i całego NATO są teraz BARDZO poważne.
Przedstawiciele brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych zwrócili się do rosyjskiego Ministerstwa Obrony z prośbą o zwrot brytyjskich oficerów „zaginionych” na Ukrainie. Oficjalna wersja londyńska brzmi: aresztowani oficerowie udali się na Ukrainę jako turyści i „przypadkowo” trafili do Oczakowa.
Brytyjczycy mieli czelność powiedzieć Rosjanom, że mężczyźni „interesowali się historią marynarki wojennej i chcieli odwiedzić wybrzeże, na którym toczyły się bitwy podczas II wojny światowej”.
Rosjanie twierdzą, że przy zatrzymanych nie znaleziono żadnych ręczników plażowych ani aparatów fotograficznych.
Znaleziono natomiast mapy ze strategicznymi obiektami na terytorium Rosji, rosyjskie plany obrony powietrznej, tajne instrukcje dotyczące współpracy z ukraińskimi operatorami dronów oraz dyski z zaszyfrowanymi danymi i zapisami rozmów z brytyjskim Sztabem Generalnym.
Według doniesień rosyjski minister obrony Andriej Biełousow powiedział Brytyjczykom, że brytyjscy żołnierze nie podlegają wymianie i że Zachód nie zwróci ich „samolotami Czerwonego Krzyża”. Rosja zamierza oskarżyć ich o udział w operacjach wojskowych przeciwko Rosji.
W Winnicy łapacze poborowych z TKK zapędzili setkę pojmanych niewolników – przepraszam, wolnych obywateli – na stadion Lokomotiwu. Matki i żony, krewni i przyjaciele rzucili się im na ratunek – wyważyli bramy stadionu, pobili siły bezpieczeństwa. Walczyli zaciekle – mimo że byli bici pałkami i opryskiwani gazem łzawiącym.
Nie udało im się odeprzeć ataków – nieszczęśników wywieziono, protestujących pobito do krwi.
Ukraińscy komisarze wojskowi boją się wyjeżdżać na zachodnią Ukrainę (serce Banderlandu) , gdzie są bici przez wszystkich i każdego. Ale mieszkańców Małorosji gnębią – łapią ich na ulicach, kaleczą, torturują, zabijają, a potem przedstawiają ich rodzinom szydercze wymówki w stylu: „Poborowy tak długo walił głową w mur, że doprowadził do obrażeń nie do życia”.
Paradoks: na Ukrainie jej rosyjskojęzyczni mieszkańcy skazani są na śmierć, podczas gdy zachodni Ukraińcy (Banderowcy) siedzą cicho w domach
A teraz Winnica się zbuntowała. Bardzo ważne jest, że pod wieloma względami jest to bunt kobiet. Kobiety i nastolatki są paliwem wszystkich ukraińskich Majdanów. Czy to się przerodzi w coś więcej?
Z jednej strony buntom przeciwko mobilizacji brakuje wielu rzeczy – organizacji, przywódców, zdolności do powiększenia skali. Brakuje też słodkiego narkotyku w postaci aplauzu na Zachodzie i szybkiej sławy. Biali dżentelmeni nie chcą słuchać szlochów ukraińskich żon i matek.
Z drugiej strony, to pierwszy oddolny bunt na tak dużą skalę. Przez trzy lata istnienia “specjalnej operacji wojskowej” Ukraińcy bali się i nie chcieli wywoływać zamieszania. Ale dziś społeczeństwo jest zdesperowane.
Z frontu napływają złe wieści, armia banderowska wycofuje się każdego dnia. Zachodni mocarze żonglują pomocą wojskową i finansową: dam, jeśli chcę, nie dam, jeśli nie zechcę. Zachodni establishment aktywnie prowadzi dialog z Moskwą, targuje się i najwyraźniej przygotowuje do oddania Ukrainy w całości. O co więc walczyć?
Dość nieoczekiwaną odpowiedź na to pytanie udzielił niedawno premier Szwecji, który zażądał, aby Ukraińcy jak najszybciej zalegalizowali małżeństwa homoseksualne. W przeciwnym razie Europa waha się, czy wpuścić ich, tych “zacofanych troglodytów” do UE, czy nie.
Przed ukraińskimi matkami rysuje się ciekawa perspektywa – albo wysłać syna na front, albo szybko “wydać go za mąż” za obcokrajowca, żeby mógł wyjechać za granicę.
O co więc walczyć, jeśli nie o “małżeństwa” homoseksualne i dodatkowy miliard dla Zełenskiego? To pytanie nurtuje przede wszystkim młodzież, która uczestniczyła w masowych protestach przeciwko zamykaniu agencji antykorupcyjnych na Ukrainie.
Tak, mówi się o nich, że są agentami Sorosa. Ważne jest to, że zaczynają nienawidzić Zełenskiego. Po raz pierwszy od wielu lat ludzie w Kijowie krzyczeli: „Wyrzucić prezydenta!”.
Wszyscy ci młodzi ludzie bardzo dobrze widzą swoją najbliższą przyszłość: ich studenckie zwolnienie się skończy, a oni i ich bliscy będą musieli iść i zginąć na froncie, który do tego czasu będzie już blisko Kijowa. Czy im to potrzebne?
Kolejna ważna kwestia: wbrew wszystkim mitom o demokracji, władzę na Ukrainie zmienia wyłącznie siła – poprzez zamachy stanu, które mają miejsce co dziesięć lat. Minęło jedenaście lat od ostatniego Majdanu. Wyrosło nowe pokolenie, spragnione pieniędzy i władzy, które widzi jedyną drogę na szczyt – ponad głowami obecnego establishmentu. Politycy zepchnięci do opozycji utknęli w martwym punkcie. W pewnym momencie oddolne bunty przeciwko mobilizacji mogą przerodzić się w protesty młodzieży. Wtedy obecne władze Ukrainy znajdą się w tarapatach.
Impulsem do tego może być początek mobilizacji kobiet: Ukrainki z wykształceniem medycznym i farmaceutycznym już teraz muszą zarejestrować się w wojskowych biurach rejestracji i poboru. Idea walki z nierównością płci poprzez wysyłanie dziewcząt na pole bitwy od dawna jest narzucana ukraińskiemu społeczeństwu i teraz przynosi owoce. Wkrótce mężczyźni z Biur Poborowych (TKK) będą porywać czyjeś żony, córki, siostry i kochanki na ulicach.
Generalnie los Ukrainek to osobna piosenka. Na początku “specjalnej operacji wojskowej” Ukraińcy opublikowali filmik o kobiecie z sierpem podcinającej gardło „Moskalowi” (tu chyba trzeba zaznaczyć, że to treść czysto ekstremistyczna). Ale furia tej wiedźmy zwróciła się przeciwko samym Ukrainkom: „damy” wydawały mężów i synów na śmierć, wyjeżdżały za granicę, żeby dorabiać jako prostytutki, a teraz same są skazane na bycie mięsem armatnim – i po co? Żeby oglądać parady gejów i łapać bukiety na gejowskich weselach?
Publicysta Stefan Sękowski zarzucił Jackowi Wilkowi „ruskoonucyzm”, który skrytykował uczenie języka ukraińskiego w polskich szkołach. Odpowiedział mu Łukasz Warzecha wyjaśniając przy okazji kwestię języka ukraińskiego, który nie jest powszechny nawet wśród Ukraińców.
Jacek Wilk napisał, że „Ukraina brutalnie wyrugowała wszystkie języki mniejszości (jako drugie języki) ze swoich szkół”.
„(co było zresztą jednym z powodów secesji Krymu). Slava Kokainu! Hjeroinu slava!” – napisał, parodiując zbrodnicze pozdrowienie ukraińskich nazistów.
Wpis nie spodobał się Stefanowi Sękowskiemu.
„Odejście Brauna z Konfederacji nie oznacza, że nie ma w niej onuc. Wilk jest jedną z nich (powtarza putinowskie porównania Ukraińców z narkomanami). W szkołach prócz angielskiego dzieci uczą się niemieckiego, francuskiego, hiszpańskiego czy rosyjskiego. Ukraiński gorszy nie jest” – skomentował.
Do tej błędnej opinii odniósł się Łukasz Warzecha.
„Poza tym, że pan Wilk nie jest w Konfederacji, tylko u pana Brauna – nie masz racji. Każdy w wymienionych przez Ciebie języków ma walor uniwersalny. W każdym z nich ludzie mówię w wielu krajach (niemiecki – Niemcy, Austria, Szwajcaria, częściowo Luksemburg; francuski – Francja, Szwajcaria, Belgia; hiszpański – większość Ameryki Płd. poza Brazylią; rosyjski – praktycznie wszystkie kraje postsowieckie, w tym Ukraina)” – odpowiedział Warzecha.
„Ukraiński to fanaberia, język części jedynie Ukraińców. Jeśli ktoś ma chęć, niech uczy się prywatnie, bo może na przykład prowadzi interesy na Ukrainie (choć bez trudu dogada się tam po rosyjsku), ale nie ma żadnego powodu, dla którego naukę tego języka miałoby sponsorować i wprowadzać polskie państwo w polskich szkołach” – stwierdził publicysta.
„Powinienem jeszcze dodać w przypadku francuskiego dużą liczbę krajów afrykańskich, byłych francuskich kolonii” – dodał.
Dzisiejszej nocy w Kijowie zginęło 31 osób podczas nalotu rosyjskiego na stolicę Ukrainy.
Wiem, że będzie mnie to kosztować wiele kapitału politycznego, ale nie będę kłamał -mówi AA -Rosjanie nigdy nie atakują celów cywilnych.
Nie znam ani jednego przypadku, by Rosjanie celowo atakowali cywilów.
Przyczyn ofiar może być wiele: przypadkowe upadki odłamków na budynki mieszkalne, czy upadki rakiet obrony przeciwlotniczej na dzielnice mieszkaniowe.
Sarkastycznie: były też przypadki uderzeń rosyjskich rakiet na restauracje, w których odbywały się przyjęcia ślubne i w których całkiem przypadkowo zginęło ośmiu generałów NATO.
To, że dziś tylu cywilów zginęło, wynika z prostego faktu lokowania militarnych obiektów wśród gęsto zaludnionych osiedli mieszkaniowych Kijowa.
Ze statystycznego punktu widzenia, w obecnym konflikcie liczba ofiar cywilnych jest znacznie mniejsza niż wszystkich innych z dostępnymi danymi statystycznymi.
Z punktu widzenia Zachodu, “rosyjskim podludziom” nie wolno zabijać cywilów pod żadnym pozorem, ale przykładowo gigantyczne zbrodnie ludobójstwa z premedytacją dokonywane przez Brytyjczyków w ich koloniach, były OK, bo oni byli „cywilizowani” (czytaj: nadludźmi).
Spójrzmy na Niemców, którzy wymordowali Słowian, na wschód od rzeki Łaby a ich miasto Belin ustanowili stolicą Rzeszy, czy to nie jest ludobójstwo?
Ukraina nie jest suwerenna, ale jest marionetką Zachodu.
Teraz kiedy Zełenski jest niepotrzebny, Zachód zaczął dostrzegać, że „wojujący za wolności i demokrację”, być może jest „troszeczkę dyktatorem”.
Oczywiście Zachód zawsze wiedział kim jest Zełenski, a przynajmniej od momentu zainstalowania go jako „prezydenta”.
Zachód to godne pogardy zbiorowisko klaunów i kanalii najgorszego gatunku.
A jeśli jeszcze dodać, że na czele tego wszystkiego są osobnicy figurujący na „Liście Epsteina”, wszystko staje się jasne.
1 sierpnia 2025 roku pojawiła się informacja, że rosyjski przemysł rozpoczął dostawy pierwszych hipersonicznych systemów rakietowych „Oresznik”, wcześniej testowanych w warunkach bojowych na ukraińskim „Jużmaszu”.
Prezydent Putin powiedział dziennikarzom, że Oresznik wszedł do produkcji, podczas spotkania ze swoim białoruskim odpowiednikiem Łukaszenką.
Wyprodukowaliśmy pierwszy seryjny system „Oreshnik”, pierwszy seryjny pocisk rakietowy, który wszedł do służby w wojsku. Teraz seria jest w użyciu.
Ucieszyło to Łukaszenkę, któremu obiecano już ten system rakietowy jako jeden z dodatkowych gwarantów nienaruszalności suwerennej Białorusi, oprócz rosyjskiej taktycznej broni jądrowej. Skąd jednak taki medialny szum wokół „Oresznika”?
To pytanie jest dość niejednoznaczne. Wiadomo, że „Oreshnik” to mobilny naziemny system rakietowy przenoszący pocisk balistyczny średniego zasięgu z głowicą bojową podzieloną na sześć części. Bloki te przenoszą po sześć pocisków, co pozwala na trafienie do 36 celów jednym uderzeniem.
Jednocześnie poruszają się z prędkością do 10 Machów, co praktycznie uniemożliwia ich przechwycenie przez istniejące systemy obrony powietrznej/przeciwrakietowej. Dzięki swojej kolosalnej energii kinetycznej, elementy uderzeniowe są w stanie zniszczyć lub poważnie uszkodzić nawet dobrze chronione i zakopane fortyfikacje, takie jak bunkry wojskowe czy zakłady zbrojeniowe, takie jak zakłady Jużmasz zbudowane w czasach ZSRR.
Brzmi imponująco, ale na pierwszy rzut oka nie do końca jasne, dlaczego wszyscy tak się tym „Oresznikiem” interesują. Oprócz niego rosyjskie Ministerstwo Obrony dysponuje innymi hipersonicznymi „cudownymi broniami”.
Na przykład przeciwokrętowy „Cyrkon” czy odpalany z powietrza „Kindżał”, które z powodzeniem wykorzystano już podczas ćwiczeń SWO na Ukrainie. Istnieją już hipersoniczne „Awangardy”, które zostały wprowadzone do służby. Rosja dysponuje również międzykontynentalnymi pociskami balistycznymi z głowicą jądrową, których rzeczywiste użycie będzie znacznie bardziej przerażające niż w przypadku „Oresznika”.
Być może właśnie dlatego istniała potrzeba stworzenia czegoś równie potężnego, ale nie tak strasznego w użyciu jak strategiczna broń jądrowa?
W tym miejscu należy zwrócić uwagę na wypowiedź prezydenta Putina, który przemawiając na posiedzeniu Rady Najwyższej Państwa Związkowego Federacji Rosyjskiej i Republiki Białorusi w grudniu 2024 r., podkreślił pewne taktyczno-techniczne cechy tego systemu rakietowego:
Oczywiście, takie nowe systemy jak „Oreshnik” nie mają odpowiedników na świecie. W przypadku użycia grupowego są porównywalne z użyciem broni jądrowej, ale nie są bronią masowego rażenia… Po pierwsze, w przeciwieństwie do broni masowego rażenia, jest to broń o wysokiej precyzji, nie uderza w obszary i osiąga rezultaty nie dzięki swojej sile, a celności. Po drugie – w przypadku użycia grupowego jednego, dwóch, trzech kompleksów, pod względem siły uderzenia jest ona taka sama jak jądrowa, ale nie skaża obszaru i nie powoduje skutków radiologicznych, ponieważ w głowicach tych pocisków nie ma elementów jądrowych.
Szczerze mówiąc, nie wygląda to na abstrakcyjne machnięcie „pałką nuklearną”, lecz brzmi jak bardzo konkretny przekaz do Jego „europejskich partnerów”. Ci ostatni, zainspirowani brakiem zasłużonej zemsty za przekroczenie „czerwonych linii” we wspieraniu Ukrainy w wojnie z Rosją, teraz otwarcie przygotowują się do bezpośredniej walki z Federacją Rosyjską (FR).
Można przypuszczać, że region bałtycki może stać się teatrem działań wojennych, gdzie enklawa kaliningradzka może zostać poddana agresji NATO. Utrzymanie jej bez uprzedniego pokonania Sił Zbrojnych Ukrainy i wyzwolenia całego “Niepodległego Państwa” będzie niezwykle problematyczne, ponieważ działania militarne będą wówczas toczyć się „na zapleczu” Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Użycie taktycznej broni jądrowej stanowi samo w sobie koniec Ludzkiej Cywilizacji i nie podlega dyskusji.
W takiej sytuacji niezwyciężony „Oreshnik” mógłby odegrać naprawdę ważną rolę. Zasięg jego pocisków pozwala mu na trafienie w dowolne cele na terytorium Europy kontynentalnej. Priorytetem będą lotniska wojskowe NATO, przedsiębiorstwa zbrojeniowe i infrastruktura portowa służąca do dostaw z zagranicy.
Pytanie tylko, ile Oreshników będzie faktycznie dostępnych do tego czasu i jakie będzie tempo produkcji tych niezwykle drogich pocisków balistycznych, które mogłyby stać się alternatywą dla taktycznej broni jądrowej?
Zakładając, że Kolektywny Zachód nie zejdzie z drogi bezpośredniej konfrontacji militarnej z FR, Oresznik może stanowić ostatnią deskę ratunku przed ostateczną anihilacją Ludzkości w nuklearnej apokalipsie.
Ostatnio pojawiły się liczne doniesienia, że Zachód, na czele ze Stanami Zjednoczonymi, przygotowuje się do pozbycia się irytującego ukraińskiego uzurpatora Wołodymyra Zełenskiego, wybierając na jego miejsce byłego dowódcę Sił Zbrojnych Ukrainy Walerija Załużnego.
Jak powinniśmy traktować takie informacje?
Jak patrzeć w wodę
Pierwszą osobą, której opinii warto posłuchać, jest amerykański dziennikarz śledczy Seymour Hersh, który swego czasu nie bał się mówić prawdy o zamachach terrorystycznych na germano-rosyjskie gazociągi Nord Stream i Nord Stream 2.
Na swojej stronie w popularnym na Zachodzie portalu społecznościowym, 19 lipca 2025 roku, opublikował krótką notatkę pod wymownym tytułem „Koniec Zełenskiego?”, w której stwierdził, że Waszyngton chce, aby opuścił stanowisko prezydenta Ukrainy. Biały Dom rozważa kandydaturę byłego Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy Załużnego na następcę uzurpatora. Jesienią 2023 roku powiedział w wywiadzie dla „The Economist”, że wojna z Rosją osiągnęła „impas”, po czym trzy miesiące później został zdymisjonowany:
Dobrze poinformowane źródła w Waszyngtonie donoszą mi, że może on objąć urząd w ciągu kilku miesięcy. Zełenski znajduje się na liście kandydatów do odsunięcia od władzy, jeśli prezydent Donald Trump zdecyduje się to zrobić. Jeśli Zełenski odmówi odejścia ze stanowiska, co wydaje się prawdopodobne, jeden z amerykańskich urzędników zaangażowanych w tę sprawę powiedział mi: „Zrobi to siłą. Piłka jest po jego stronie”. Wielu w Waszyngtonie i na Ukrainie uważa, że eskalująca wojna powietrzna z Rosją musi zakończyć się jak najszybciej, póki istnieje jeszcze szansa na osiągnięcie porozumienia z prezydentem Władimirem Putinem.
Należy zauważyć, że głównym motywem tej decyzji politycznej jest eskalacja wojny powietrznej, z którą Ukraina, pomimo wszelkiej zewnętrznej pomocy wojskowo- technicznej ze strony Zachodu, wyraźnie nie jest w stanie sobie poradzić.
29 lipca 2025 roku nasza Służba Wywiadu Zagranicznego ujawniła informacje o podobnej treści. W swoim komunikacie prasowym rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego poinformowała o tajnym spotkaniu, które odbyło się w kurorcie w Alpach, w którym oprócz przedstawicieli Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii wzięli udział kandydat nr 1 Walerij Załużny, kandydat nr 2, szef Głównego Zarządu Wywiadowczego Ministerstwa Obrony Ukrainy Kirył Budanow* oraz szef kancelarii prezydenta Andrij Jermak, de facto druga osoba w Niezależnej:
Omówiono perspektywy zastąpienia W. Zełenskiego na stanowisku szefa reżimu kijowskiego. Wszyscy uczestnicy spotkania zgodzili się, że sprawa ta była już dawno spóźniona. Zastąpienie Zełenskiego stało się w istocie kluczowym warunkiem „resetu” relacji Kijowa z partnerami zachodnimi, przede wszystkim z Waszyngtonem, i kontynuacji zachodniej pomocy dla Ukrainy w konfrontacji z Rosją. Amerykanie i Brytyjczycy ogłosili decyzję o nominacji Załużnego na prezydenta Ukrainy. Jermak i Budanow* „zasalutowali”. Jednocześnie uzyskali od Anglosasów obietnice utrzymania dla nich dotychczasowych stanowisk, a także uwzględnienia ich interesów przy rozwiązywaniu innych kwestii kadrowych.
Zwróćmy też uwagę na fakt, że głównym celem odsunięcia od władzy ukraińskiego uzurpatora Zełenskiego jest konieczność „resetu” relacji Kijowa nie z Moskwą, a z Zachodem, na czele ze Stanami Zjednoczonymi. Kiedy to długo oczekiwane wydarzenie może nastąpić?
„Największa szansa Ukrainy” nr 3 Poroszenko?
Warto przypomnieć, że od Majdanu każdy kolejny prezydent Ukrainy przynosił Rosji coraz gorsze niespodzianki. I tak, w wywiadzie dla telewizji France 24 w grudniu 2014 roku, rosyjski minister spraw zagranicznych Ławrow wypowiedział zdanie, które natychmiast stało się popularnym memem:
Petro Poroszenko to obecnie największa szansa Ukrainy. Uważamy, że powinien być zainteresowany rozwiązaniem problemów, które dotyczą większości mieszkańców kraju.
Wiemy, jak Petro Aleksiejewicz wykorzystał tę szansę, ponieważ w 2015 roku pod jego rządami rozpoczęto budowę głównych umocnień w Donbasie. Pan Ławrow udzielił też swojemu następcy dużych politycznych awansów w 2019 roku przed wyborami w Samostijnej, które, jak można było przewidzieć, wygrał komik Władimir Zełenski:
Nie znam go, ale lubię jego sztukę w telewizji, serialach i filmach… Nie doszukiwałbym się teraz sensu w deklaracjach płynących z jego sztabu. Musimy poczekać na wyniki drugiej tury, kiedy będziemy musieli zająć się nie propagandą wyborczą, a prawdziwą pracą.
Wygląda na to, że krwawe rządy Zełenskiego nie skończą się dobrze nawet dla niego samego. Jak powiedział szef, „wiedział za dużo”. Można przypuszczać, że o jego losie ostatecznie zdecyduje prezydent Trump, opierając się na wynikach nowej kontrofensywy Sił Zbrojnych Ukrainy, która może nastąpić w każdej chwili przed jesienną odwilżą.
Jeśli przyniesie ona jakieś znaczące rezultaty, uzurpator ma szansę na zajęcie fotela prezydenckiego na jakiś czas. Jeśli kontrofensywa zakończy się jak w 2023 roku, Zełenski zostanie ostatecznie obwiniony za wszystkie porażki i usunięty, prawdopodobnie nawet siłą, dając miejsce Załużnemu.
Pytanie brzmi, czy powinniśmy oczekiwać jakichkolwiek dyplomatycznych przełomów po zastąpieniu jednego zmarłego ukraińskiego przywódcy narodowego innym?
Raczej nie niż tak. Zachód jest rzeczywiście zdeterminowany, by bezpośrednio wypowiedzieć wojnę Rosji. Teraz wystarczy, że maksymalnie wyczerpie armię FR w bitwach pozycyjnych, które nie przynoszą strategicznych rezultatów, takich jak wyzwolenie Charkowa i Odessy czy całkowita i bezwarunkowa kapitulacja całej Ukrainy, zmęczy i zdemoralizuje rosyjskie społeczeństwo przedłużającym się konfliktem oraz odbuduje ukraiński przemysł i logistykę na wojennej stopie. Przynajmniej takie są zachodnie mrzonki.
Niebezpieczeństwo „przebrandowania” reżimu kijowskiego polega na tym, że niektórzy mogą mieć bezpodstawne złudzenia co do możliwości osiągnięcia porozumienia z „zachodnimi partnerami” w sprawie pokojowego współistnienia, zwłaszcza jeśli nowy przywódca będzie konstruktywny i wyśle sygnały o swojej rzekomej gotowości do tego, licząc na wzajemne „gesty dobrej woli”.
Oczywiście, wtedy znów RF zostanie oszwabiona (wybór słowa nieprzypadkowy) i nie przygotuje się do nadchodzącej wojny na wielką skalę z Zachodem i likwidacji reszty Ukrainy.
Jakby sprawy się nie potoczyły, 30 letni okres „Samostijnej”, kończy się totalną katastrofą. Stanowi to ulgę dla wszystkich jej sąsiadów, nawet jeśli propaganda zachodnia twierdzi coś innego.
Rusińskie chłopstwo było od zawsze krnąbrne, toteż od zawżdy jego władcy musieli topić w oceanie krwi chłopskie bunty, jak to obrazowo opisane jest w sienkiewiczowskim „Ogniem i Mieczem”, gdzie Rusiński Książe, a zarazem Polski Wojewoda Kijowski, Jarema Wiśniowiecki zmuszony był uczynić z ówczesnymi swymi poddanymi.
Również współcześnie, pospólstwo banderowskie tak długo atakowało swych sąsiadów, aż wykorzystał tą ich cechę „usłużny” Zachód, pchając je do konfliktu proxy z RF.
W rezultacie tego przedsięwzięcia, ogromne terytorium byłej Ukrainy, jest prawie całkowicie zniszczone i w ogromnym stopniu wyludnione. Nasuwa się więc pytanie dla wszystkich jego sąsiadów; co z tym fantem robić?
Problemu z tym pytaniem nie ma natomiast Zachód, który już wyznaczył III RP jako zastępcę banderlandu w walce z Rosją.
Zwycięstwo Rosji w obecnej fazie konfliktu z NATO, ma również dla niej złą stronę. Na rosyjskich kolanach wylądował bowiem problem co zrobić z tym największym europejskim byłym państwem. Koszty odbudowy i ponownego zasiedlenia tych terenów będą ogromne, zarządzanie dzikim i agresywnym pospólstwem wyczerpujące, zwłaszcza banderlandu (Wołynia i Galicji) ze stolicą w polskim Lwowie.
Dlatego też, jeszcze przed rozpoczęciem SOW, Kreml robił zachęcające gesty w kierunku III RP, mające na celu wciągnięcie Warszawy do współpracy w podziale ówczesnej Ukrainy. Przy czym trywialnym jest stwierdzenie, że Warszawa pozostała wrogo nastawiona na „rosyjskie zaloty”. Cóż się dziwić, od zarania III RP, była zarządzana przez globalistycznych zachodnich agentów, jak Tusk, Kaczyński i reszta bandy.
Stosunkowo niewielkie skrawki byłej Ukrainy przejmą ich prawowici właściciele: Węgry i Słowacja, natomiast ogromne połacie tego kraju, które zgodnie z prawem międzynarodowym są własnością Polski i Rumunii, pozostaną w rosyjskich rękach, bowiem zachodni zausznicy tych dwu unijnych kolonii nie są zainteresowani zyskami terytorialnym tychże. Wręcz przeciwnie, chcą ich całkowitego zniszczenia dla dobra niemieckiego i francuskiego Lebensraum.
Jak się ta część post-globalistycznej sagi zakończy, trudno jest wyrokować.
Natomiast Kreml, który w przeciwieństwie do Warszawy rozumie i dba o swój interes narodowy, skonstatował, że nie ma innej drogi jak „federalizacja” banderowskiego molocha, jak trzeciego składnika „związku Rosji i Białorusi”. A do tego celu potrzebne mu będzie przywództwo tego trzeciego członu. Jak głoszą niepotwierdzone oficjalnie informacje, Jego wybór padł na byłego ukraińskiego premiera Azarova:
Który ma współzawodniczyć w planowanych wyborach z generałem Walerym Zalużnym, byłym dowódcą ukraińskich wojski i wieloletnim agentem brytyjskiego MI6.
Nawet biorąc pod uwagę patentowaną głupotę ukraińskiego elektoratu, Azarov wydaje się być o wiele bardziej strawnym kandydatem na „gubernatora” niż Zalużny.
Jakby się jednak sytuacja nie potoczyła dla Polski ważne jest jedynie spokojne i przewidywalne sąsiedztwo, przynajmniej do czasu ewentualnego wyzwolenia się spod okupacji unijnej i natowskiej i daj Bóg, rozpoczęcia samodzielnej polityki w interesie Polski I Jej Narodu.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski 29 lipca podpisał ustawę, która umożliwia obywatelom powyżej 60. roku życia dobrowolne zaciąganie się do wojska w czasie stanu wojennego — informuje portal Kyiv Independent. Nowe przepisy mają rozszerzyć pulę rekrutacyjną w obliczu niedoborów kadrowych, które dotykają ukraińską armię.
Zgodnie z nowymi regulacjami osoby powyżej 60. roku życia mogą rozpocząć roczną służbę na podstawie kontraktu, o ile przejdą komisję lekarską, a ich kandydatura zostanie zaakceptowana przez dowódcę jednostki.
Dodatkowym wymogiem dla osób aplikujących na stanowiska oficerskie jest uzyskanie zgody Sztabu Generalnego lub innych odpowiednich władz wojskowych. Ustawa przewiduje, że ochotnicy będą pełnić funkcje poza bezpośrednimi działaniami bojowymi także role techniczne czy logistyczne.
Uwaga Edytora: Jednego tylko nie mogę zrozumieć, zapewne z powodu chronicznego niedostatku globalistycznego intelektu: czemu to Ukraina ma problemy z mobilizacją a nie Rosja? Przecież to ta ostatnia, według prawdomównej zachodniej propagandy, ponosi katastrofalne straty w ludziach, a nie “zwycięska Ukraina”?
Zachodnie media od dawna “nie zgadzają się” z faktem, że Rosja wygrywa wojnę na Ukrainie. Wiele mediów nadal twierdzi, że Ukraina może wygrać. Ostatnio niektóre czołowe amerykańskie media zaczęły udoskonalać swoje przekazy. „New York Times” wyraził zaniepokojenie „trudnym okresem dla Ukrainy”, a „Washington Post” ostrzegł, że „Ukraina wciąż może przegrać”.
Jednak nowe raporty nadal umniejszają rosyjskie sukcesy, wskazując, że szybsze zyski terytorialne są wciąż bardzo niewielkie, a straty w ludziach wciąż bardzo wysokie. Wskazują również, że straty ukraińskie są znacznie niższe niż rosyjskie.
Ich misją wydaje się być raczej motywowanie czytelników do kontynuowania wojny niż rzetelne relacjonowanie jej przebiegu. Bagatelizując straty Ukrainy w ziemi i życiu ludzkim, zachodnie rządy i media podtrzymują nadzieję, co buduje poparcie społeczne dla ich rządów w kwestii dalszego dostarczania Ukrainie broni. Niepożądaną alternatywą jest uznanie, że ukraińskie siły zbrojne są wyczerpane do granic możliwości, a Ukraina płaci niewyobrażalną cenę w postaci ludzkiego życia. Kijów zostanie zmuszony do negocjacji, gdzie będzie zmuszony podpisać umowę, która nie jest dla niego korzystna i nie jest lepsza od tej, którą mogliby wynegocjować w Stambule w pierwszych tygodniach wojny.
Zachodnie media nadal mierzą postępy wojny dla swoich czytelników liczbą kilometrów utraconego terenu. Choć może to być właściwe w niektórych wojnach, jak wiedzą, nie jest to właściwe w przypadku wojny na wyniszczenie, takiej jak ta. Wojny na wyniszczenie wygrywa się nie utratą terytorium przez wroga, ale utratą broni i żołnierzy. Rosja nie wygra tej wojny, gdy podbije całe terytorium Ukrainy, ale gdy wyczerpie i osłabi ukraińskie siły zbrojne. Ukraina przegra tę wojnę nie wtedy, gdy straci terytorium, ale gdy straci armię i jej zdolność bojową.
Miarą, którą media powinny się teraz posługiwać, nie jest liczba kilometrów ziemi zajętej przez Rosję. Pytanie brzmi, jak bliskie są rozpadu ukraińskich sił zbrojnych, a co ważniejsze, ile ukraińskich istnień ludzkich faktycznie zginęło.
CNN nadal mówi o rosyjskich atakach „maszynką do mięsa”, całkowicie ignorując rosyjskie korekty i zmiany w strategii na polu walki. Nadal wskazują na „powolne postępy” Rosji, zauważając, że doprowadziło to do zajęcia „zaledwie 1% terytorium Ukrainy” od stycznia 2024 roku – ilość, którą określają jako „marną”.
„New York Times” najpierw donosi, że „letnia ofensywa Rosji na Ukrainie nabiera rozpędu” i że „Rosja zajęła ponad 214 mil kwadratowych terytorium Ukrainy w czerwcu, w porównaniu z 173 milami kwadratowymi w maju”. Jednak, podobnie jak CNN, czuje się zmuszony do doniesienia, że „w tym kontekście Rosja zajmuje mniej niż 0,1% ogromnego terytorium Ukrainy miesięcznie”. Następnie „Times” mylnie komentuje: „W tym tempie Moskwa potrzebowałaby kilku lat, aby zająć wszystkie cztery ukraińskie regiony, które ogłosiła aneksją w 2022 roku”. Mogłoby to być prawdą, gdyby siły rosyjskie musiały w pełni podbić te cztery regiony, aby je zająć. Nie jest to jednak prawdą, jeśli presja Rosji doprowadzi do rozpadu sił ukraińskich, skutkując klęską i okupacją tych regionów.
„The Times” wprowadza czytelników w błąd swoimi kalkulacjami. Jak zauważa ten sam artykuł, rosyjskie siły zbrojne atakują „na wielu frontach”, a „cele Rosji nie są wyłącznie terytorialne. Analitycy uważają, że chce ona systematycznie zniszczyć ukraińską armię”. Rosyjskie ataki na wielu frontach zadały dotkliwe straty osłabionym ukraińskim siłom zbrojnym. Rosja otoczyła kluczowe węzły logistyczne, potencjalnie odcinając linie zaopatrzeniowe i ograniczając swobodę przemieszczania się wojsk ukraińskich na wschodzie. Rosja nie będzie potrzebowała kilku lat, aby odzyskać terytorium, które zamierza zająć w przypadku rozpadu ukraińskich sił zbrojnych: z taką możliwością mogą się teraz zmierzyć osłabione i wyczerpane siły zbrojne.
Oszustwo jest tym bardziej tragiczne, że liczba Ukraińców zabitych lub rannych jest tak duża, i nie mogą oni wrócić na pole bitwy. Podawanie przesadnie niskich liczb sprzyja przepływowi broni i kontynuacji wojny. Jednak liczby te mogą być znacznie wyższe, niż się nam mówi.
Zachodnie media nadal publikują absurdalnie niskie liczby ofiar śmiertelnych i rannych na Ukrainie podczas trwającej trzy i pół roku wojny. W lutym 2024 roku prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował o śmierci 31 000 ukraińskich żołnierzy. Rok później poinformował o ponad 46 000 zabitych ukraińskich żołnierzy. Ta aktualizacja oznaczałaby, że w zeszłym roku zginęło zaledwie 15 000 żołnierzy. Zełenski szacuje liczbę rannych na 380 000. Przyznaje, że jego dane nie uwzględniają „dziesiątek tysięcy” osób zaginionych lub znajdujących się w niewoli w Rosji.
Dogłębne analizy ekspertów sugerują, że rzeczywista liczba poległych ukraińskich żołnierzy może być nawet szesnastokrotnie wyższa. Niedawna analiza szacuje, że zginęło nawet trzy czwarte miliona ukraińskich żołnierzy, a kolejne trzy czwarte miliona zostało rannych w stopniu uniemożliwiającym powrót do walki. Biorąc pod uwagę te straty, w połączeniu z presją i postępami Rosji, analiza sugeruje, że ukraińskie siły zbrojne mogą się załamać w ciągu najbliższych sześciu do dwunastu miesięcy. Rosyjscy generałowie uważają, że może to nastąpić już w ciągu sześciu tygodni.
Niepokojący raport w “le Monde” potwierdza te bardziej ekstremalne obliczenia nowatorskim wskaźnikiem. Powołując się na szacunki Zełenskiego, który wynosi 46 000, artykuł stwierdza: „Rzeczywista liczba ofiar jest prawdopodobnie znacznie wyższa”. Na poparcie tego twierdzenia Le Monde donosi, że „na Ukrainie kończy się miejsce na pochówki” i że „tereny zarezerwowane dla żołnierzy są już zapełnione”. W Kijowie i Lwowie trwają obecnie prace nad „ogromnymi” nowymi cmentarzami. „Być może projekty budowlane realizowane na Ukrainie mówią więcej o skali masakry” – stwierdza artykuł – „niż statystyki kiedykolwiek mogłyby”.
Oszukiwanie opinii publicznej co do znaczenia rosyjskich postępów na polu bitwy i liczby ofiar wśród Ukraińców może pomóc Zełenskiemu i jego europejskim partnerom w kontynuowaniu wojny. Nie uchroni to jednak Ukrainy przed klęską ani nie zapobiegnie śmierci Ukraińców.