Smoleńsk. Okiem naukowca. Z archiwum. Pożary.

Rajmund Rusakiewicz@Albatros z lotu ptaka

[Rozszerzona wersja artykułu Rajmunda Rusakiewicza z książki dziewięciu autorów „Maskirowka smoleńska” MD]

1. Smoleńsk. Okiem naukowca

Na sprawę Smoleńska patrzę z perspektywy doświadczeń zawodowych i życiowych; jestem głęboko przekonany, że Polska – z racji położenia geograficznego, zasobności w bogactwa naturalne, w tym kopalne, jest obiektem zainteresowania możnych tego świata – ze wszystkimi tego zainteresowania konsekwencjami. Takie wydarzenia, jak Smoleńsk, mają swój międzynarodowy wymiar. Gdyby Smoleńsk był zwykłym wypadkiem lotniczym, o czym starano się nas przekonać, byłby również wydarzeniem kluczowym dla układu sił w Europie, a w szerszej perspektywie układu sił na świecie. Przypadkiem, lub też w wyniku celowego działania, życie straciła faktyczna, ale i symboliczna elita państwa, łącząca sentyment po II RP, w osobie śp. prezydenta Kaczorowskiego, po powagę państwa uosabianą przez urzędującego prezydenta Kaczyńskiego. Strata dwóch prezydentów, to silny symbol katastrofy, ale nie smoleńskiej – katastrofy państwa i narodu. Sztab Generalny – symbolizuje zaufanie dla wojska, zdolności najwyższych dowódców do dowodzenia armią, nienarażania życia niepotrzebnie. Złamanie wszystkich procedur bezpieczeństwa przez najwyższych dowódców, dowódców NATO – a tak musiałoby być, gdyby do katastrofy rzeczywiście doszło – to cios dla morale armii. Brawura i nieodpowiedzialność lotników elitarnego pułku lotniczego, to cios w morale tego rodzaju sił zbrojnych, tym silniejszy dla opinii publicznej, że spośród rożnych rodzajów wojsk, to lotnictwo przedstawia się jako „polską specjalność”. Śmierć osób zasłużonych dla Polonii na świecie, dla „Solidarności”, to kolejny cios w polską, antykomunistyczną historię. Dodajmy do tego posłów, senatorów, ministrów Rzeczpospolitej i przekaz smoleński staje się czytelny: „nie istniejecie, jako naród, a wasze państwo jest atrapą państwa”.

Jeśli sprawa smoleńska ma aż takie znaczenie dla polskiego logos i ethos, to jej wyjaśnienie musi stać się jedną z najważniejszych rzeczy, które muszą zostać wykonane, jeśli chcemy myśleć o suwerenności – bez niej niemożliwy jest rozwój, a nawet trwanie jest zagrożone. Po ośmiu latach nie ma zgody w najbardziej podstawowej kwestii tej sprawy dotyczącej, to jest odpowiedzi na pytanie: „co się wydarzyło”. Wypadek i zamach to przecież dwa skrajnie różne wydarzenia, nawet jeśli mają identyczne skutki. Ci, którzy w tej sprawie ważą się machać ręką i radzą zapomnieć, mają widoczny problem z autoidentyfikacją, tak społeczną, jak i etniczną.

Ta sprawa musi i może być wyjaśniona, bo przy dzisiejszym stanie rozwoju techniki, w szczególności technik służących nauce, w tym również wywiadowczych, ślady tego typu wydarzenia gdzieś są, bo być muszą. Nasze blogerskie śledztwo, z powodu rożnego rodzaju ograniczeń, nie było w stanie odpowiedzieć na kluczowe pytanie o to, co się stało, ale wydaje się, że dość wnikliwie odpowiadamy na pytanie, co się stać nie mogło.

Kluczowe i wystarczające do stawiania takiej tezy są publicznie dostępne dowody w sprawie Smoleńska. Zacząłem myśleć o tych dowodach w roku 2011, po okresie duchowego życia na kolanach, bo przeżywaliśmy Smoleńsk jako wielką, osobistą traumę. Dopiero po miesiącach od samego wydarzenia byłem w stanie zacząć przyglądać się tej sprawie bez odwoływania się do emocji, z dystansem do tego oficjalnego obrazu, który był nam przekazywany od samego początku. Od tego czasu pojawiłem się w przestrzeni publicznej jako bloger, kojarzony z racji licznych odniesień z pracami FYM-a, choć zawsze działałem indywidualnie. Niemniej prace FYM-a, które on wciąż popularyzuje, wysoko sobie cenię. Były jednak również i inne badania, które stały się moim udziałem, i które chciałbym tu opisać, dodać do tej wielkiej panoramy badawczej kilka nowych, istotnych wątków.

Badania te dotyczą głównie obrazu termodynamiki pogorzeliska. Jak wiadomo zdarzenia fizyczne charakteryzują się wzajemnymi relacjami, są umocowanie w czasoprzestrzeni. W przypadku zjawisk geofizycznych mamy miejsce zdefiniowane położeniem geograficznym. W dzisiejszym świecie możliwość pozycjonowania poprzez systemy satelitarne jest bardzo wysoka. W przypadku geodezji to jest dokładność pomiaru rzędu około jednego centymetra, czasami nawet jeszcze dokładniej. W układzie siatki współrzędnych WGS-84, ogólnie przyjętego w systemach międzynarodowych, w geofizyce, układ współrzędnych jest bardzo ściśle zdefiniowany. W tej chwili, poprzez systemy pozycjonowania satelitarnego, przy pracach geodezyjnych, kiedy projektuje się instalacje (punktowe albo liniowe), czy też ocenia się pewne zjawiska o charakterze zjawisk fizycznych, odnosi się je do tejże siatki.

To jest miejsce umocowania na kuli ziemskiej. Drugi parametr jest również bardzo precyzyjny i jest to pomiar czasu (a jestem metrologiem z wykształcenia, skończyłem Wydział Elektroniki Politechniki Gdańskiej; moja specjalizacja to aparatura elektroniczna i miernictwo elektroniczne). Wzorce pomiaru czasu, miały kiedyś charakter mechaniczny, tak jak i pomiar przestrzeni, dziś wszystko to ma umocowanie w fizyce kwantowej.

Na tej podstawie parametry czasowe definiowane są z dokładnością dziesięć do minus szesnastej. Jeśli chodzi o lotnictwo, precyzja pomiaru czasu to jest to co najmniej dziesięć do minus szóstej, czyli to nie są milisekundy, to są mikrosekundy nawet, a milisekunda to jest powszechnie przyjęta norma czasowa, która obowiązuje w pracy bardzo wielu urządzeń w nawigacji lotniczej. Urządzenia elektroniczne, takie jak komputer, pracują z jeszcze wyższym taktowaniem.

Komputery są taktowane dzisiaj z częstotliwością gigaherców; są sterowane poprzez systemy zdalne, zsynchronizowane z zegarem atomowym, a zegar atomowy to jest zdolność rozdzielcza dziesięć do minus piętnastej. Mamy zjawiska fizyczne opisane w czasoprzestrzeni z bardzo wysoką dokładnością. Inaczej żaden statek, bez tej synchronizacji, nawet wolno poruszający się, tak jak w komunikacji morskiej – a co dopiero w komunikacji lotniczej, wystrzeliwaniu rakiet, w tym również rakiet międzykontynentalnych, czy kosmicznych, wyprawy na księżyc – nie osiągnąłby celu.

Wracając do opisu. Został stworzony system badania zjawisk w oparciu o monitorowanie satelitarne, w tym również zjawisk katastroficznych. Tym zajmuje się system COSPAS SARSAT1, w ramach którego każdy statek powietrzny, który ma na swoim pokładzie więcej niż dwie osoby, musi być wyposażony w radio-boję i nie ma tutaj wyjątków. Polska podpisała konwencję międzynarodową, bezwzględnie zobowiązującą do tego, żeby na pokładzie takiego statku była radio-boja. Jeśli ktoś wybiera się w góry, lub porusza się własnym samochodem, może się również wyposażyć w urządzenie, które go identyfikuje w przypadku, gdyby potrzebował pomocy. Można ten sygnał wywołać ręcznie, ale w przypadku pojazdów, takich jak statek powietrzny, sygnał ten jest generowany automatycznie, niezależnie od woli załogi, w tym wypadku pilota; pierwszego, drugiego, jakiegokolwiek członka załogi. To urządzenie uruchamia się pod wpływem wstrząsu lub kontaktu z wodą, lub też przy zaistnieniu innych czynników, i w ciągu dosłownie kilku minut służby ratunkowe na świecie, przy współczesnej technologii pracującej w paśmie 406 MHz, są informowane z dokładności do 100 m o położeniu miejsca zdarzenia. Po pierwsze jest dokładnie zdefiniowany czas wystąpienia tego zdarzenia, ale również miejsce tego zdarzenia. Z dokładnością do 100 metrów, w siatce współrzędnych WGS-84.

Przeglądałem informacje w systemach SARSAT i nie znalazłem tam żadnego takiego sygnału z katastrofy smoleńskiej. Podobnie jest z transmisją ACARS2, która odbywa się w trakcie lotu. Praca systemów pokładowych, praca urządzeń, takich jak silniki, praca awioniki, jest w sposób ciągły monitorowana bez woli pilotów, podobnie jak prowadzone rozmowy, czyli ich komunikaty, zgłoszenia, czy depesze. Każde zdarzenie, nawet takie, że ktoś wejdzie do toalety i nie wychodzi stamtąd przez dłuższy czas, ale i takie, kiedy niesforny pasażer zapalił sobie papierosa, lub uruchomił komórkę. Takie rzeczy są zdefiniowane, podobnie jak stan zdrowia na pokładzie, zarówno pasażerów, jak i załogi. Był przypadek, kiedy kapitan statku lecącego z Warszawy do Pragi, zasłabł, i niestety nie udało się go uratować – zawał był zbyt rozległy, ale samolot posadowił na praskim lotnisku Różne drugi pilot. Komunikacja była pełna. Obowiązują nas międzynarodowe przepisy prawa lotniczego, ujęte przez ICAO, i my żeśmy się pod tymi przepisami podpisali. Polska w 1936/1937 roku była inicjatorem tych legislacji.3

To, co zostało nam zaserwowane z wydarzeń od 7 kwietnia poczynając, do 13 kwietnia – ujmuję, jako okres nie jednego dnia, tylko tygodnia, który jest ciągiem zdarzeń logicznych o charakterze przyczynowo-skutkowym. I ciąg ten pozostawił, albo też musiałby pozostawić, gdyby zaistniał w określony sposób, swoje ślady.

Tutaj musimy szukać problemu, który mamy do rozwiązania: co się stało z ludźmi, z tymi 96 czy 97 osobami (bo jedna, jak pamiętamy, była NN – mówiło się, że taka też zginęła), które poniosły śmierć w zdarzeniu lotniczym o charakterze wypadku na skutek uporu osób na pokładzie (VIP-ów), czy niefrasobliwości pilota, który doprowadził do katastrofy lotniczej poprzez świadome przyziemienie w warunkach braku widoczności z ziemią. W wyniku zderzenia z przeszkodami terenowymi, jak ta pancerna brzoza na drodze Tu-154, który chciał koniecznie usiąść na lotnisku Smoleńsk Siewiernyj.

Wracając do informacji kluczowych, zasadniczych. W otoczeniu Antoniego Macierewicza był/jest taki człowiek, który nazywa się doktor Kazimierz Nowaczyk4. Prosiłem swego czasu w blogosferze pana doktora Nowaczyka o pozyskanie danych na kampusie w ośrodku Maryland, gdzie wówczas działał. Mówiąc oględnie, nie pofatygował się, by pomóc. Ośrodek w Maryland to jest kluczowy ośrodek na świecie, który opracował technologię do identyfikacji czujnikami, sensorami, zamontowanymi na urządzeniach satelitarnych. Można tu mówić o kluczowej platformie, platformie MODIS5 (platformie NASA), która monitoruje zjawiska geofizyczne, ale która została również bogato wyposażona przez Japończyków w rejestratory znacznie wyższej rozdzielczości. Te materiały o wyższej rozdzielczości nie są dostępne za darmo, ale są dostępne.

Za chwilę wrócimy do tych rozdzielczości. W ramach platformy są dwa satelity, które omiatają ziemię w cyklu troszeczkę ponad godzinę; to jest jeden satelita nocny, drugi dzienny, i jeden nosi nazwę Aqua, i monitoruje głównie środowisko wodne i czapę lodowców na Spitsbergenie, ale i na Antarktydzie, na biegunach, a drugi nazywa się Terra i jest przygotowany do monitorowania zjawisk na ziemi.

Oba satelity dostarczają na ziemię olbrzymie spektrum danych, to jest 1.5 GB danych z jednego pola, które nazywa się sub-set. Z niego, jednym zdjęciem obejmującym obszar blisko 2000 kilometrów, poprzez nakładanie sekwencyjne kolejnych zdjęć, w ciągu kilku minut, otrzymujemy platformę diagnostyczną kilkudziesięciu parametrów geofizycznych: od temperatury podłoża, anomalii temperatury podłoża, identyfikacji miejsc pożarów, w sposób bardzo precyzyjny, z rozdzielczością do 250 metrów. Pożary zdefiniowane są w skali, tak jak jest to ujęte w tabelach ośrodka w Maryland, bo oni opracowali ten program. Są tam również inne parametry, takie jak poziom zachmurzenia, ciśnienia parcjalne pary wodnej, zawartość dwutlenku węgla, co jest bardzo istotne, jeżeli chodzi o gazy cieplarniane.

Każdy naukowiec, za darmo, również w Polsce, może z obszaru, który go interesuje określonego dnia, te dane pozyskać. To jest 1,5 GB danych, dostarczonych przez NASA za darmo każdemu naukowcowi. Gdyby istniał właściwy zespół, zespół Polskiej Agencji Badań Kosmicznych, to wychodząc z danych z tej platformy można sięgnąć dalej, w kierunku innych satelitów, na przykład platformy niemieckiej Rapid-Eye, gdzie mamy satelitę o innych cechach, widzącego lądy i morza przez chmury.

Te urządzenia pracują radarowo i identyfikacja jest tam nie 250 x 250 metrów, tylko 15 metrów na 15 metrów, więc rozdzielczości tego identyfikowanego miejsca, jeśli chodzi o piksele, są bardzo wysokie. Sięgając dalej mamy satelity komercyjne, gdzie rozdzielczość jest 60, a nawet 40 centymetrów, a sięgając jeszcze dalej mamy satelity szpiegowskie, gdzie rozdzielczość jest 10 cm na 10 cm, więc jak się wychodzi na spacer z psem, to „oczy” te dokładnie widzą, gdzie człowiek chodzi, jak się porusza, z jaką prędkością, co piesiutek robi, i które krzaki obsikuje.

Wracając do zdarzenia z dnia 10 kwietnia 2010 roku. Byłem mile zaskoczony, że pomimo tego, że pan Nowaczyk danych z Maryland nie pozyskał, udało mi się je otrzymać. Wolałbym je otrzymać od kogoś z kampusu, i stąd prośba do pana Nowaczyka, bo jak wiadomo każdy ośrodek uniwersytecki ma o wiele większe możliwości – ma własne zasoby w Intranecie. Jeśli jest się z tego środowiska, ma się klucz i dostęp do zasobów, to ma się dostęp do danych archiwalnych w postaci cyfrowej na potrzeby własnych badań. Na tym polega nauka, że się po nie sięga.

Smoleńsk „Siewiernyj” XUBS 12 kwietnia 2010 roku – zdjęcie satelitarne

Smoleńsk 12 kwietnia 2010 roku: zdjęcia satelitarne lokalizacji zdarzeń geofizycznych + metadane dołączane do zdjęć: zbiór cech geofizycznych badanego obszaru.

Dostęp: Europejska Agencja Badań Kosmicznych ESA, Polska Agencja Badań Kosmicznych – Gdański Park Naukowo-Technologiczny (Budynek C): Gdańsk, ul.Trzy Lipy 3 https://polsa.gov.pl, Centrum Badań Kosmicznych PAN Warszawa, ul.Bartycka 18A www.cbk.waw.pl .

Centrum Badań Kosmicznych PAN uczestniczy m.in. w projektach GMES (Global Monitoring for Environment and Security), GalileoEGNOS i BRITE. 

Tak zrobił właśnie profesor Chris Cieszewski u siebie, a później te dane rozwinął i przedstawił tezy w publikacjach, które zostały przedstawione na konferencjach smoleńskich, ku wielkiemu zaskoczeniu tego środowiska. Opublikował je również w języku angielskim w wydawanym przez siebie czasopiśmie specjalistycznym, którego jest redaktorem naczelnym. Używa bardzo wnikliwych narzędzi do diagnostyki kultur leśnych, w ogóle prowadzenia polityki zadrzewiania, badania stanu zasobów leśnych, rozwoju lasów, ale też i zwierzyny, bo można również monitorować ruchy zwierząt na terenie.6

Dane dostarczone mi z ośrodka w Maryland, to jest 1600 pożarów w promieniu 500 kilometrów, z uwzględnieniem (rozkład według czasu UTC) dni: 9, 10, 11 kwietnia 2010 roku, dowodzą, że około trzy, cztery kilometry od pasa startowego lotniska Siewiernyj, 10 kwietnia 2010 roku, nie było żadnego pożaru. I to jest sprawa kluczowa dla badań.

Zobrazowanie lokalizacji pożarów wg programu NASA FIRE MODIS w Google Earth:

Lokalizacja ognisk pożarów: dane satelitarne, prezentacja na portalu http://www.kosmosnimki.ru

Natomiast 9 kwietnia 2010 roku były tam podjęte próby wzniecenia pożaru.

Nawet więcej, na podstawie tych badań można ocenić dzień 7 kwietnia 2010 roku i 10 kwietnia, jeśli chodzi o sprawę naszej narodowej ekspiacji, uświęcenia ofiar Katynia. Okazuje się, że podczas pobytu Donalda Tuska, jako premiera rządu i jego spotkania z Władimirem Putinem, wówczas premierem rządu Federacji Rosyjskiej, luminacja i radiacja ze strony tego miejsca w Katyniu była taka, że po stronie sowieckiej – że użyję tego terminu – po stronie Federacji Rosyjskiej, tam gdzie oni mają swoje ofiary ludobójstwa, była większa, niż po stronie polskiej, w tych obszarach, gdzie są groby Polaków. Natomiast 10 kwietnia było dokładnie odwrotnie. Czyli można badać nawet ilość zniczy zapalonych przez pielgrzymów na grobach ofiar, tak zaawansowana to jest technologia, no ale chcieć, to móc7.

NASA-1 subset: AERONET_Minsk date: 2010100 (04/10/10) satellite: Terra (pełne dane w posiadaniu Autora)

Te badania, mimo wnioskowania i mimo próby zainteresowania tym tematem na Konferencjach Smoleńskich, nie zostały wykonane, a przynajmniej nam nic nie wiadomo o tym, że miałyby zostać wykonane i wykorzystane, jako materiały dowodowe.

Zajmijmy się na teraz NTSB, czyli tym, co napisali w swoim raporcie Amerykanie na życzenie Rosjan. To Amerykanie mieli narzędzia, więc czarne skrzynki zostały do nich wysłane, a w szczególności FMS. FMS to komputer pokładowy, który został zdefiniowany przez nich w firmie Avionics. Dane zostały zgrane i w oficjalnym oświadczeniu NTSB jest mowa o tym, że katastrofa wydarzyła się – i tak jest do dnia dzisiejszego – o godzinie 8.56 (pol. czasu), a nie 8.41, i że miał miejsce pożar w miejscu wypadku lotniczego. Twierdzą również, że to się zdarzyło u podnóża lotniska Smoleńsk-Siewiernyj. W konfrontacji z danymi naukowymi, jest to po prostu nieprawda. Firma Avionics została później przejęta przez firmę Elbit, firmę izraelską, która produkuje technologie wojskowe w zakresie awioniki; to z nimi współpracuje między innymi polska firma ATM.

1 http://www.ulc.gov.pl/pl/zegluga-powietrzna/poszukiwanie-i-ratownictwo/cospas-sarsat

Geneza Programu Cospas-Sarsat rozpoczyna się 29 listopada 1979 r. w Leningradzie (obecnie Petersburg). Francja, Kanada, ZSRR i Stany Zjednoczone podpisują pierwsze porozumienie o współpracy, ratyfikowane w 1980 r., integrując narodowe systemy w jeden, międzynarodowy system Cospas-Sarsat, umożliwiając bardziej efektywne wykorzystywanie wszystkich aktywnych satelitów do odbioru sygnałów niebezpieczeństwa, wysyłanych na częstotliwości 121.5MHz i 406MHz, w dowolnym miejscu na świecie.

W sytuacji niebezpieczeństwa, aktywowany nadajnik sygnału niebezpieczeństwa emituje sygnał niebezpieczeństwa na częstotliwości 406MHz (1). Sygnał niebezpieczeństwa odbierany jest przez satelity systemu Cospas-Sarsat (2) i przesyłany do naziemnych komponentów systemu – LUT (3). Następnie, odebrany sygnał niebezpieczeństwa przesyłany jest do Centrum Kontroli Misji systemu – MCC (4) oraz do Ośrodków Koordynacji Poszukiwania i Ratownictwa – RCC (5), które inicjują rozpoczęcie akcji poszukiwawczo-ratowniczej, której zadaniem jest udzielenie pomocy osobom będącym w sytuacji niebezpieczeństwa.

W dniu 31 maja 2005 r. w Warszawie Prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego, upoważniony Uchwałą Rady Ministrów Nr 107/2005 z dnia 25 kwietnia 2005 r., podpisał Notę o przystąpieniu Rzeczypospolitej Polskiej do Programu Międzynarodowego COSPAS-SARSAT jako Państwo Użytkownik (Monitor Polski z 2006 r. Nr 13, poz. 171), której jest wykonawcą.
Zgodnie z Oświadczeniem rządowym z dnia 30 grudnia 2005 r. w sprawie związania Rzeczypospolitej Polskiej Notą o przystąpieniu do Programu Międzynarodowego COSPAS-SARSAT jako Państwo Użytkownik, podpisaną w Warszawie dnia 31 maja 2005 roku (Monitor Polski z 2006 r. Nr 13, poz. 172), Polska od 16 września 2005 r. jest pełnoprawnym członkiem Programu Cospas-Sarsat.

Główne zadania Urzędu Lotnictwa Cywilnego, wynikające z członkowstwa Polski w Programie Cospas-Sarsat:

  • prowadzenie ewidencji pokładowych i osobistych nadajników sygnału niebezpieczeństwa ELT, EPIRB i PLB 406MHz oraz przekazanie informacji zawartych w ewidencji do Ośrodka Koordynacji Poszukiwań i Ratownictwa Lotniczego – ARCC Warszawa;
  • opracowywanie rocznego raportu dotyczącego oceny elementów sytemu Cospas-Sarsat;
  • współpraca z Sekretariatem Programu Cospas-Sarsat;
  • nadzór nad Polską Agencją Żeglugi Powietrznej (SPOC Polska) w zakresie współpracy z Centrum Kontroli Misji Systemu Cospas-Sarsat – CMC Moskwa;
  • wdrażanie i nadzór nad stosowaniem w Polsce przyjętych przez Radę Programu Cospas-Sarsat protokołów kodowania nadajników sygnału niebezpieczeństwa;
  • koordynowanie wykonywania testów nadajników sygnału niebezpieczeństwa, zgodnie z zalecaną i zatwierdzoną przez Radę Programu Cospas-Sarsat procedurą, opublikowaną w dokumencie C/S S. 007 „Handbook of Beacon Regulations” i na stronie internetowej Urzędu Lotnictwa Cywilnego;
  • monitorowanie właściwego wykorzystania nadajników sygnału niebezpieczeństwa zarejestrowanych w Polsce;
  • współpraca z Polską Agencją Żeglugi Powietrznej, ARCC Warszawa i Morską Służbą Poszukiwania i Ratownictwa w sprawach dotyczących Programu Cospas-Sarsat.

Obecnie, do Programu Cospas-Sarsat należą 44 państwa członkowskie.

2 http://niezalezna.pl/33003-acars-klucz-do-tajemnicy-smolenska

3 Jedna z pierwszych konferencji na temat organizacji bezpieczeństwa lotów i komunikowania się krajów, co do poruszania się statków powietrznych pomiędzy różnymi portami, które wtedy istniały, odbyła się zresztą w Warszawie. Mamy więc bardzo bogate tradycje, kilka osób z Polski było przewodniczącymi tej organizacji.

4 Odszukany przez wówczas posła Antoniego Macierewicza i panią byłą minister spraw zagranicznych, Annę Fotygę, pojawił się, jako specjalista od nawigacji lotniczej. Kazimierz Nowaczyk jest tytułowany przez niektórych profesorem, niezasłużenie. Niestety, trzymając się kanonów naukowych, a środowiska naukowe są wrażliwe na tytułomanię, temu panu tytuł się nie należy, bo nie obronił habilitacji, ale w zupełnie innej dziedzinie, nie w nawigacji. Zajmował się fluorescencją naturalną materiałów organicznych, które emitują światło, i w tym miał być dobry.

5 http://www.igik.edu.pl/pl/terra-modis

6 To są niesamowite narzędzia. Dziwię się, że w Polsce do tej pory nie ma wydziałów, które w sposób ściśle zdefiniowany zajmują się geofizyką satelitarną. Próbowałem tym zainteresować ośrodek w Toruniu, ale oni, niestety, zainteresowani są głównie problematyką medialną. Bardzo dobrze, że to robią, ale trzeba pójść głębiej i dalej w tej dziedzinie, dlatego, że to jest podstawa bezpieczeństwa, i podstawa w ogóle rozwoju gospodarki. Ta wiedza, którą się pozyskuje praktycznie to jakby ktoś dotykał ręką, jakby był tam, na zdjęciu, obecny. A tymczasem pracuje w komforcie: w biurze, czy nawet w domu, mając dostęp do tych zasobów. To jest technika XXI wieku. Ktoś, kto to zrozumie wcześniej i będzie posiadał własnego satelitę, który monitoruje dokładnie obszar, poprawi znacznie wyżej standard swojego bezpieczeństwa. Mam nadzieję, że w Polsce kiedyś ktoś zrozumie, że taka potrzeba jest pilna.

7 W tej materii tej woli w Polsce nie ma. W sierpniu w 2010 roku został zlikwidowany potężny ośrodek do komunikacji satelitarnej w Górach Świętokrzyskich. Kiedy telekomunikacja Polska została przejęta przez francuską firmę Orange, firma ta likwidowała ośrodki, które dałyby nam olbrzymie dochody, bo to są narzedzia, które są ludziom potrzebne. Kiedy rozmawiamy na odkległość, rozmawiamy dzieki technologiom, czy to światłowody, czy to technologie satelitarne.

– Nowe zdjęcia i wyjaśnienia – By zrozumieć „Smoleńsk”. Pamięci nieodżałowanego, zasłużonego dla śledztwa Zbrodni Smoleńskiej – @Albatrosa z Lotu Ptaka

By zrozumieć „Smoleńsk”. Pamięci nieodżałowanego, zasłużonego dla śledztwa Zbrodni Smoleńskiej – @Albatrosa z Lotu Ptaka –

Zdjęcia i wyjaśnienie – na końcu tekstu

——————————–

By przeprawić się przez rzekę Missisipi w jej najszerszym miejscu potrzebny jest stalowy most o szerokości dwóch mili, podczas gdy u źródła strumień jest taki mały, że można go przeskoczyć. To wciąż jednak ta sama rzeka. (Bob i Debby Gass)

——————————————–

By zrozumieć „Smoleńsk”, czyli to co według politycznych narratorów i mediów miało się wydarzyć 10.04.2010 roku trzeba zwrócić się do początku tej historii. Jest to możliwe, gdyż jak napisał kiedyś tj. wówczas, prof. Mirosław Dakowski – „rękopisy nie płoną” – gdyż prawda jest możliwa do poznania.

Ktoś niedawno mi powiedział, że Polska nie jest gotowa i nie była, na poznanie Prawdy o Zbrodni Smoleńskiej, że gdyby Naród poznał jak było naprawdę, wstrząśnięty – prawdy by nie przyjął. A nawet gdyby ją wówczas poznał, to kto później osądziłby winowajców tej okrutnej Zbrodni na elicie państwa polskiego?

Zbrodnia ta przykryta została tysiącami kłamstw, manipulacji, wirtualnymi pseudo-prezentacjami i zbrodniami posmoleńskimi seryjnego samobójcy. Na szali matactw i kłamstw położono także suwerenność Polski. Jednakże w tym gąszczu wielowarstwowej, najczęściej kłamliwej narracji szczątki faktów ocalały, istnieją i są czytelne nie tylko dla wytrwałych badaczy. Nie udało się ich wymazać, ukryć choć zrobiono tak wiele, by zniknęły na zawsze.

Jedna z metod badawczych wykorzystuje porównanie zgodności fotografii lub filmów z zawartością map. Dane muszą się pokrywać zarówno w rzucie poziomym całej sytuacji (ortofotomapy) jak i z widokiem pionowym (zdjęcia po wcześniejszym wykluczeniu fałszywek). Następnie ustalany jest ciąg czasowy. Dzięki tym i podobnym badaniom np. dociekliwym blogerskim analizom zapisów stenogramów z MAK’u i zapisów tych „komisyjnych” powstałych na bazie MAK’u dowiedzieć się można bardzo dużo, a już na pewno – jak nie było – owego tragicznego dnia.

Dzięki inwentaryzacji porównawczej samolotowych części ze złomowiska na polance przy Lotnisku Siewienym, badaniom pomiarów czasu, pozycjonowania satelitarnego i monitoringu satelitarnego, choćby dotyczącego występowania pożarów w dniach 9,10,11 kwietnia 2010 roku, wiemy bardzo dużo.

Wiemy np., że 3-4 km od pasa startowego lotniska Siewiernyj nie zanotowano żadnego pożaru w tych dniach – są to dane z satelity AQUA MODIS, Maryland, @Albatros z Lotu Ptaka), wiemy naprzeciw oficjalnej wersji, że na polance przy lotnisku północnym w Smoleńsku nie było żadnej katastrofy i nie było tam samolotu TU 154 M nr boczny 101 (prof. Eugeniusz Wróbel, @3ZET, @Albatros z Lotu Ptaka).

Dotąd, mimo upływu 14 lat, oficjalnie nie udowodniono obecności tego tupolewa na polanie smoleńskiej.

Ani rząd ówczesny, ani późniejszy nie zaproponował i nie przedstawił Narodowi bezbłędnej, niepodważalnej wersji ewentualnych wydarzeń. Pokazywane w mediach i raportach mapy satelitarne, które były bazą dla zobrazowania całej tragedii w tym zobrazowanie rozłożenia szczątków ludzkich okazały się fałszywe.

Ciała Ofiar bowiem, musiały by być na tej polanie OD POCZĄTKU – czasu zero i musiałyby być rozpoznane i zidentyfikowane. Pierwsze fotografie, jakoby z tego miejsca, mówią jedno: części jak gondole z odwróconymi kołami, statecznik pionowy z szachownicą, statecznik prawy poziomy, burta przysalonkowa 00003, końcówka ogona zostały na to miejsce włożone z góry dźwigiem i za pomocą helikoptera w różnym czasie i można stwierdzić to jednoznacznie, gdyż brak wokół tych fragmentów jakichkolwiek zniszczeń, które mogłyby zaistnieć podczas spadania z prędkością ok. 250 km/h.

Oczywiste jest, że powinien powstać pas zniszczeń, połamanych drzew, zniszczenia krzewów, darni, oranej upadkiem ziemi. A tego nie ma. Film tzw. Wiśniewskiego, to całkiem osobna historia. Ale i dzięki niemu dowiadujemy się, że to nie kto inny – ale strażacy smoleńscy podpalają nieduży ogień w niektórych miejscach na północno-wschodnich obrzeżach polany.

Mistyfikacja katastrofy przebiegała więc stopniowo, ewoluując, czyniona ręką ludzką: dźwigowych (przerzut poszczególnych fragmentów samolotowego złomu), drwali (wycinka drzew i zagajników), strażaków (rozpalających ogień) – ludźmi służb Omon’u i spasatieli (ktoś w końcu musiał części odebrać i pomóc w ustawieniu).

Porównania nie pozostawiają wątpliwości co do oszustwa – polana przy Siewiernym została zarzucona tysiącami kawałków złomu niewiadomego pochodzenia, ścięto wszystkie drzewa na polanie i wokół, a sama ”katastrofa” zajmowała dwukrotnie większy obszar niż pokazywały mapy. Wywrotkami nawieziono na „metr w głąb” niewiadomego pochodzenia ziemię z bliżej nieokreślonymi odpadami, a być może szczątkami ludzkimi i kawałkami ubrań. Następnie teren poddano rekultywacji ciężkim sprzętem (spychacze, dźwigi).

Pamięci nieodżałowanego, zasłużonego dla śledztwa blogerskiego @Albatrosa z Lotu Ptaka – Orzeł, który szybuje w przestworzach, nie martwi się, jak przekroczyć rzekę. (Gladys Aylward)

/Yurko/

================================

Tekst dedykowany – @Albatrosowi z Lotu Ptaka – Rajmundowi Rusakiewiczowi, który odszedł na Sąd Boga Sprawiedliwego 21.06.2024 . Pochowany 28.06.24 w Lubniewicach k. Gorzowa Wlk.

====================================

Czy ten biały element mógł lecieć poziomo z prędkością ponad 180 km/h? Trawy, krzaki i zero zniszczeń wokół

=============================

Dwa ujęcia porównawcze statecznika poziomego

ujęcie z lewej strony zestawu:

kadr z filmu przypisywanego Sławomirowi Wiśniewskiemu. Na głównym planie stojący na sztorc statecznik poziomy oparty o kikuty samosiejek.

Kierunek wykonania zdjęcia: ze wschodu w kierunku zachodnim.

Obraz: dużo zniszczeń, chaosu, bałaganu, wszędzie strzępy białej folii, błoto. W błocie leżą rozrzucone w różnych kierunkach samosiejki. W głębi statecznik pionowy. Za statecznikami leżące samosiejki i brak zadrzewienia widocznego na innych materiałach.

Kadr z prawej strony zestawu:

Kierunek wykonania zdjęcia z północy na południe.

Zdjęcie ze strony Pani Kurtyki, które dość szybko zostało z niej usuniete wraz z kilkoma innymi. Obraz: taki sam statecznik, podobnie zniszczony. Po jego lewej stronie betonowy nie przewrócony słup widoczny na wielu innych fotografiach. Lasek za stojącym statecznikiem opartym o podobnie złamane kikuty samosiejek jest nie zniszczony i pełniejszy niż ten z filmu Wiśniewskiego.

Jest wiele ujęć tej sceny na innych materiałach potwierdzających różnicę.

Tutaj nawet trawy i krzewy nie są połamane. Brak innego złomu, śladów paliwa. Ogólnie i szczegółowo wyraźnie brak jakichkolwiek zniszczeń terenu wokół tego elementu. Drzewa nie są pościnane lub połamane na jakiejkolwiek wysokości.

Fotografowana scena nie jest wynikiem jakiejkolwiek katastrofy ze spadającym samolotem.

=====================================

Części wstawione z góry, nie zaś lecące poziomo z szybkością ponad 180 km/h

Zestawośmiu z dziesiątek zdjęć pochodzących z różnych źródeł, dobranych pod kątem ich podobieństw. To co je łączy, to nie zniszczony las otaczający fotografowane samolotowe fragmenty.

Wysokie drzewa nie są połamane, brak śladów przelotu i upadku czegokolwiek co mogłoby lecieć z prędkością 250 km/h. Pokazane fragmenty są w różnym stopniu zniszczone, lecz nie wiemy co było powodem tych zniszczeń.

– Widzimy burtę 00003 – schowaną – to ta, która jest dubletem ścianki z fragmentem napisu Ep Of Po” (Republic of Poland). Przy niej biały samochód.

– Widzimy dwa ujęcia końcówki ogona – z boku – tu także wokół brak innego złomu, drugie ujęcie z czerwoną strzałką wskazującą gondole z kołami, których tam nie powinno być gdy porównamy zdjęcie z mapą. Dużo taśm, las brzozowy i mieszany, a toru spadania i zniszczeń otoczenia brak.

– Widzimy także dwa ujęcia gondoli z kołami„na plecach”.

Części z kołami jakby w zagłębieniu terenu. Brak zniszczeń poszycia leśnego, wysokich drzew wokół. Elementy musiały być tam wstawione z góry.

– Widzimy też statecznik poziomy z brakiem zniszczeń wokół.

– Zdjęcie z wozem strażackim innym niż na filmie Wiśniewskiego, fragment spalonej trawy, sama część mocno pokiereszowana. Nie można określić kierunku upadku. Części zrzucone – lub wstawione z góry.

==========================

Scena rozładunku statecznika pionowego i jednego silnika. Jest to rozładunek, a nie załadunek, gdyż wokół brak jakichkolwiek śladów katastroficznych zniszczeń, choćby znanych z tzw. filmu Wiśniewskiego takich jak straszne błoto zamiast suchej trawy.

==============================

Lotnisko Siewiernyj/fabryka SmaZ

Niszczenie, złomowanie starych samolotów. Utylizacja ta trwała cały miesiąc przed 10.04.2010

====================================

Cztery ujęcia rzekomej katastrofy. (jest ich o wiele więcej)

Zdjęcia wykonane z różnych kierunków, obrazują apogeum mistyfikacji. Chaos, bałagan, brak lasu, wysokich drzew, brzózek.

Na „łysej” katastroficznej polanie, w tym miejscu nie stwierdzono (@3Zet Sirkpl) obecności paliwa lotniczego, a TU154M b/n 101 miał w zbiornikach wg. stenogramów 11-12 ton paliwa. Obrazy są szokującym przeciwieństwem zestawu 008a.

======================================

Kolejne zdjęcia ukazujące prawdę o tzw. katastrofie smoleńskiej. Znane z innych zdjęć samolotowe fragmenty ustawione w lesie, na małej polance. Brak śladów przelotu, zniszczeń poszycia leśnego, drzewa i krzewy nawet nie tknięte. Exify zdjęcia końcówki ogona wskazują, że ustawiano ten element już w marcu.


Smoleńsk i (m.inn. PiS-owska) propaganda –

Smoleńsk i (m.inn. PiS-owska) propaganda –

Platforma jest rozsądniejsza,…

,… bo milczy, gdy można tu co najwyżej kłamać i pleść głupoty. PiS drąży temat, posługując się propagandą, a rozsądny bloger, za jakiego uważam Krzysztofa Wojtasa – w nawiązaniu do ostatniego odcinka ’Resetu’powiela smoleńska sieczkę. Pisze bloger Neonu:
„Mnie zastanawia zaś postawa Rosjan biorących udział w pracach związanych z wydarzeniem. […] Pogarda dla ciał, brak jakiegokolwiek szacunku, a wręcz świadome traktowanie przedmiotowe – i to  jak przedmiotów do których czuje się obrzydzenie. […] To świadectwo czegoś gorszego niż barbarzyństwo, świadectwo, że rosyjska barbaria nie zna ograniczeń w podłości”.
 
I dalej: „Nie wiem, czy ktoś zwrócił uwagę na spojrzenie Putina na Tuska w czasie ich spotkania w Smoleńsku po katastrofie. Ja odebrałem je jak przepełnione najwyższą pogardą i obrzydzeniem, a tylko obowiązki polityczne przymuszały go do ’zrobienia misia’ z Tuskiem”.
 ==============================
Przypomnę młodszym Czytelnikom, że po zdarzeniach 10 kwietnia 2010 roku utworzyły się dwie oficjalne grupy badające przyczyny ’katastrofy’: komisja Millera oraz zespół parlamentarny Macierewicza. Obie wydały swoje ekspertyzy i w obu roi się nie tylko od błędów, ale też niedorzeczności.
 
Ta pierwsza oficjalna założyła wypadek komunikacyjny, którego przyczyną było m.in. zderzenie z brzozą o średnicy 30 cm. Biorąc pod uwagę masę tupolewa to taka przeszkoda znaczy tyle, co dla samochodu o średniej wielkości badyl o średnicy 8 mm.
 
Druga mniej oficjalna komisja, ale w końcu parlamentarna, przyjęła za podstawę wybuch bomby podczas lotu. Trudno tu wytłumaczyć, dlaczego oderwany silnik nie zarył się w ziemię, tylko sobie leżał spokojnie. [Oraz- jeden silnik leżał na błocie, ale.. nie wysuszył go. A miałby ponad 800 stopni celsjusza.. A drugi – są zdjęcia: leży na suchej trawie, ale jej nie zapalił. I któryś ma wbita w oś obrotu – skośnie ściętą .. rurkę hydrauliczną. MD]
 
Takich niedorzeczności w ekspertyzach i szalejącej propagandzie były setki, a towarzyszyły temu seryjne śmierci osób, mających wiedzę o tym, co działo się 10 kwietnia i w okolicach tego dnia.

Tak więc obie ekspertyzy dotyczyły faktów, które nie zaistniały. Co działo się więc w tych smutnych dniach?
 
Najprościej można wyrazić to słowami prof. Mirosława Dakowskiego: „Nie wiemy dokładnie, co działo się w Smoleńsku, ale wiemy na pewno, co nie mogło się dziać”. Może jednak wiedział więcej inż. Krzysztof Cierpisz, absolwent Politechniki Warszawskiej na Wydziale Budowy Samolotów?
 
Już w kwietniu 2010 roku pisał autor, iż delegacja polska, udająca się do Katynia, nie zginęła w samolocie, którego wrak znajduje się w Rosji. Można było przyjąć taką wersję, gdyż:

1.  Widać było w telewizji rozbity samolot, ale ofiar nikt nie widział. Polski kamerzysta Wiśniewski oraz ambasador Jerzy Bahr stwierdzili, że nie dostrzegli ciał zabitych lub rannych.

2.  Do miejsca wypadku nie podjechała ani jedna karetka.

3.  Wnętrze kadłuba samolotu, pokazanego w relacji filmowej w dniu tragedii, pozbawione było wszelkich elementów wewnętrznych, takich jak fotele czy półki bagażowe.

4.  Czarna skrzynka nie została zabezpieczona w jej oryginale na miejscu rzekomej katastrofy i jako taka nie stanowi dowodu w sprawie. [W innym kolorze była ona „zaraz po wypadku”, a w innym – i już pognieciona -w „dokumentach MAK i Anodiny” MD].

5.  Filmy ze scenami ’gaszenia pożaru’ ukazują palącą się ziemię, a nie płonący samolot.

6.  Części wraku, pokazywane na filmach, nie bilansują całości samolotu, z którego mogły powstać. Nie ma m.in. kabiny pilotów.

7.  Wirnik nie kręcił się w momencie kontaktu z ziemią, więc silnik nie pracował.

8. Elementy skrzydła zostały ułożone ’ludzką ręką’.[ Na zdjęciach – duże kawałki płata stoją sobie oparte o drzewo – ale po drugiej stronie od hipotetycznego „toru samolotu” MD]

W raporcie MAK nie ma zapisu w CVR i FDR z ostatnich 3 do 6 sekund lotu, to jest od rzekomego uderzenia skrzydłem w brzozę do momentu rozbicia się. Brak więc dowodów na to, że nastąpił wypadek lotniczy. Nie są dowodem resztki poszarpanego samolotu, jak też ’znalezienie’ ciał zabitych w Smoleńsku czy w prosektorium w Moskwie.

[Dużo o tym w moim Archiwum, które zostało przez bardzo sprytnych informatyków uratowane od „dziwnego” zniszczenia. MD]

Kto mógł być sprawcą zamachu na delegację polską? Jakie okoliczności zaistniały? Co mogło być przyczyną tragedii? – Inż Krzysztof Cierpisz próbuje odpowiedzieć na te pytania. Zwrócimy tu uwagę na jego słowa: „Zamach był przedsięwzięciem międzynarodowym”.Autor przypomina różne fakty, które potwierdzają jego hipotezę i stwierdza:

„Wsadzenie wszystkich do wirtualnego tupolewa po to, aby dokonać w nim wirtualnej katastrofy, a dopiero w Smoleńsku podrzucić autentyczne trupy członków delegacji, tego nikt by nie wykombinował jako opcji rzeczywistego zamachu na życie tylu ludzi, ani tym bardziej nie udowodnił w sądzie”.

Czy mamy szansę poznać prawdę? – Inż Krzysztof Cierpisz odpowiada: „Błędy, cechy szczególne, rozpoznanie stron biorących udział w akcji zagłuszania, dają możliwość zidentyfikowania sprawców, których było wielu”. W innym miejscu pisze autor: „Należy zbadać całą drogę osób zaginionych od momentu rozstania się z bliskimi do momentu opuszczenia terytorium RP. Tu jest wielka tajemnica. Poruszenie tego kamienia ujawni prawdę”.

Minęło już ponad 13 lat od wydarzeń smoleńskich i nie znamy prawdy. Zapewne jej nie poznamy. I tu postawimy zasadnicze pytanie: „Czy jest możliwa inscenizacja na tak wielką skalę?” – Przypomnę, że udały się wcześniej, jak i później, inne inscenizacje, np. zburzenie trzech nowojorskich wież przez dwa samoloty czy liczne katastrofy lotnicze, m.in. w Mirosławcu (2008r.) czy w Donbasie (2014r.).
 
Przez kilka lat Europa Zachodnia była wstrząsana przez liczne ’muzułmańskie zamachy’, które po bliższej analizie okazywały się inscenizacjami.

I jeśli mamy wątpliwości co do wydarzeń smoleńskich, to zwrócę tu uwagę, że ta najszerzej zakrojona odbyła się w latach 2020 – 2022, gdy cały (prawie) świat uległ hipnozie (i przymusowi) i wziął udział w covidowym cyrku.
—————– 

MD: Polecam bardzo sensowne komentarze w oryginale.

W moskiewskim morgu [trupiarni] ; – bliny z kawiorem.

W moskiewskim morgu; – bliny z kawiorem.

Materiał dla uczciwej prokuratury.

https://www.dakowski.pl/archiwum/pliki/index.17816_100.php

Dymitr Książek:Nie mogę milczeć… 

[Umieściłem już w 2014. Wart przypomnienia – póki nie ma nowych dokumentów na te tematy. Ten tekst wywołał duże poruszenie wśród Rosjan. Przetłumaczono na rosyjski – wielka dyskusja, ale raczej nie na temat,  tylko…. – kto w Rosji zjada kawior, jak się postponuje RosjęA to materiał dla uczciwej prokuratury – tyle danych… md] 

Rodzinom dano sutą ko­lację – bliny z kawiorem – i kazano czekać.

[… siedziało trzech typków. Coś pili, jedli kanapki z kiełbasą, a potem wstawali i pakowali do trumien ]

[Publikuję cały ten potworny materiał – jako dokument w Sprawie. Pamiętajmy, że w chwili, gdy wywalczymy wolna Polskę, tacy ludzie, jak ten lekarz, jak „świadkowie odlotów” i inni przesłuchiwani [bez konsekwencji karnych] przez Zespół Parlamentarny – będą zeznawali z PEŁNYMI KONSEKWENCJAMI.

Jakieś rozgrywki miedzy odłamami „razwiedek” powodują, że choć trochę prawdy wycieka z tego wielkiego wrzodu kłamstwa i oszustwa. Wymusimy resztę ! Zaznaczenia na czerwono – moje .

Ten tekst przetłumaczono w październiku z mej strony na rosyjski „sajt” . Tam dyskutanci byli głównie przejęci tytułem. Bo:  „Kto u nas jada bliny z kawiorem, a polacziszki jeszcze narzekają”.    MD]

================================

Wprost”, nr. 41, 14. X. 2012

Dymitr Książek,lekarz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, towarzyszył Rodzinom Ofiar w Moskwie.

– Nie, nie mówiliśmy nic przez dwa i pół roku. Tak się umówiliśmy między sobą, że nic. Nawet razem z kumplami, z ratownikami nie rozmawialiśmy o tym, co widzieliśmy tam, w Moskwie. To była taka… Ech, nie będę prze­klinał… Wie pani, kiedy w czwartek 15 kwietnia przy­jechałem do domu, to do żony powiedziałem: „Wiesz, Aga, jeszcze wszystkich będą ekshumować”. Byłem jak w amoku. Spaliśmy tam po godzinie, po dwie. Rodziny w ogóle nie spały – mówi Dymitr Książek.

MAGDALENA RIGAMONTI: Dlaczego już kilka dni po katastro­fie, kiedy jeszcze nie odbyły się wszystkie pogrzeby, mówił pan o ekshumacjach?

Bo widziałem, co się działo w Moskwie, jaki był bała­gan, jaki brak kontroli, jakie zamieszanie.

Pan tam pojechał w charakterze…

W niedzielę 11 kwietnia 2010 r. poleciały do Moskwy dwa samoloty. Mieliśmy lecieć pierwszym, z naszymi patomorfologami. Było nas dwóch doktorów, dwóch pielęgniarzy i dyrektor, też medyk. Podstawiono pierw­szy samolot. Załadowaliśmy go naszym sprzętem i całą masą rzeczy patomorfologów, głównie tym wszystkim do badań DNA. Dostaliśmy informację, że będziemy się zajmowali rodzinami ofiar. Baliśmy się tylko, że jest nas pięciu na jakieś 200 osób.

Pamiętam żonę rzeczni­ka praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego, któ­ra informowała nas o przebytych chorobach męża, jego znakach szczególnych. Była przekonana, że to, co mó­wi, może przyspieszyć identyfikację zwłok. A my prze­cież nie zdawaliśmy sobie sprawy, że będziemy poma­gali przy identyfikacjach, że będziemy w chłodniach, w prosektorium, wszędzie. Zapakowaliśmy pierwszy samolot, ale polecieli nim patomorfolodzy, żeby praco­wać z Rosjanami przy sekcjach zwłok.

Rosjanie prawie wszystkie sekcje ukończyli do 11 kwietnia.

Niemożliwe, bo sekcje trwały jeszcze przez kilka dni po naszym przyjeździe. Ekipa naszych patomorfologów liczyła w sumie pięć osób. Oni wszyscy lecieli z my­ślą, że włączą się w pracę z Rosjanami i kiedy wieczor­nym samolotem przylecą rodziny, to wszystkie ciała będą gotowe do okazania, do identyfikacji. Mówiło się, że rodziny będą wchodziły, rozpoznawały, wychodzi­ły i wracały do Polski. Że ciała do trumien i do Polski… I zaczęła się jazda. W Moskwie byliśmy 11 kwietnia ok. godz. 23. Wszystkim zabrano paszporty. Oddano nam chyba po dwóch dniach. Wsadzono nas w auto­busy i przewieziono do hotelu. Część rodzin chciała je­chać, identyfikować swoich bliskich, nikt nie chciał spać. Ale nic nie było wiadomo. Techników, patomor­fologów nie było.

Późną nocą minister Arabski i mini­ster Kopacz zwołali spotkanie. Rodzinom dano sutą ko­lację – bliny z kawiorem – i kazano czekać.

Rosyjscy wojskowi byli w tym hotelu?

Nie, tylko pełno tajniaków ze słuchawkami w uszach. Dostaliśmy informację, że rano będziemy jechali z ro­dzinami do prosektorium. Dwie godziny drogi od ho­telu. Z przodu samochody na błyskach, z tyłu też na błyskach. A, i tak korek. Czuliśmy się wszyscy jak trę­dowaci. Chyba wszystkie służby nas pilnowały.

 Na czyje polecenie tam polecieliście?

Minister Ewy Kopacz, to ona nas desygnowała do ro­boty. W poniedziałek dojechaliśmy do prosektorium, wszystkich posadzono w auli i kazano czekać. Miałem poczucie, że minister Kopacz chce dużo zrobić, że chce pomóc. Ale wiem też, że to, co tam się działo, złamało ją, przerosło. Jak wszystkich…

Pamiętam na pięciu stołach sekcyjnych pięć kobiecych ciał, nie do rozpoznania. I nagle minister Kopacz mówi, że ten kolor włosów pasuje do koloru włosów jednej z posłanek…

 Pana też? Przecież pan ratuje ludzi z najgorszych – ..­więc już się pan napatrzył.

Nigdy wcześniej nie widziałem tylu ciał i takiej tragedii. Poszedłem z mężem i matką jednej z ofiar na tzw. przesłuchanie. Siedzi taki chłopak, prokurator. Zaczyna py­tać o dane personalne, ale po rosyjsku, a tłumacza nie ma. Przez 15 minut pisze rosyjskimi bukwami adres za­mieszkania najpierw męża ofiary, potem matki. Zanim dochodzi do pytań przydatnych do identyfikacji, mija co najmniej godzina. Cały jeden dzień na tym był stracony.

 Gdzie w tym czasie byli patomorfolodzy?

Na dole, siedzieli na ławce przed prosektorium. Pod­czas tych przesłuchań nie byliśmy potrzebni, więc zeszliśmy na dół, by sprawdzić, co z nimi się dzieje. Prosektorium było trzypiętrowe. Na trzecim piętrze la­boratoria, na drugim sale do okazywania ciał, a na dole prosektoria i chłodnie. Trzeba było iść przez podwórko. Trafiliśmy – przepraszam, że tak mówię – po smrodzie.

Siedzieli na drewnianej ławie, przed nimi biurko, na biurku sprzęt m.in. do badań DNA. I czekanie. I nic nie wiadomo, bo nic nie było uzgodnione. Oni byli poin­formowani, że będą pomagali w sekcjach, w pobieraniu materiału genetycznego, w identyfikacjach. To są spe­cjaliści wysokiej klasy, a okazało się, że Rosjanie do ni­czego nie dopuszczają. Cały poniedziałek tak siedzieli. I cały poniedziałek trwało dogadywanie, żeby w końcu weszli do tego prosektorium.

 I weszli?

Tak, ale nie do sekcji, tylko do identyfikacji. I dopiero we wtorek. Widziałem, że Rosjanie się spinali, chcie­li pomóc, żeby przygotować ciała do identyfikacji, ale przy tym nawale roboty, przy tym krojeniu ciał dzień i noc, bez przerwy w zasadzie…

 Ile osób kroiło?

W sumie przy sekcjach pracowało ok. 10 Rosjan.

 W pośpiechu?

W pośpiechu. Ale oni tak chcieli przygotować ciała, że­by znaki szczególne były od razu widoczne.

 A nasi patomorfolodzy co robili?

Część zajmowała się ubraniami ofiar, a część pracowała przy identyfikacji ciał. Jednak nikt z nich nie był przy sekcjach. Co do ubrań, to one były powyciągane z bło­ta, uwalane w paliwie lotniczym. Szukano dokumen­tów, jakichś osobistych przedmiotów. Te ubrania były w takich worach.

 Pomieszane wszystkie razem?

Nie. Każdy wór miał numer i w tym worze były ubra­nia, które zostały zdjęte ze zwłok. Jeden z polskich techników robił zdjęcia każdemu strzępkowi materiału, każdemu butowi, kolczykowi, obrączce, pierścionkowi. Każda rzecz miała nadany numer. To odbywało się bar­dzo profesjonalnie. [??? MD]

 Rosjanie fotografowali każdy fragment, każdy strzępek ciała?

Nie widziałem. Praca polskiej ekipy przydała się przy identyfikacji, bo rodzina najpierw mówiła, co bliska im osoba miała na sobie, co mogła mieć. Potem brano pod uwagę znaki szczególne, które w trakcie sekcji znajdo­wali Rosjanie, i wypisywano je w rosyjskim protoko­le. Kiedy już ciało po sekcji wyjeżdżało na marmuro­wych blatach, wtedy nasi patomorfolodzy je oglądali i sporządzali swój protokół, głównie dotyczący znaków szczególnych. I potem była zapraszana rodzina. Choć nie zawsze od razu.

 Dlaczego?

Był ogromny galimatias. Rodziny się mieszały. Cia­ło wytypowane po ubraniach, po znakach szczególnych wjeżdżało windą na górę. Przygotowane, umyte, przykryte białym płótnem. [??? MD]  Jeśli ciało było poszarpane, trudne do rozpoznania, nie miało głowy, to do okazania była wystawiona np. tylko ręka, żeby żona mogła po­znać swojego męża po ręce albo znakach szczególnych. Jeśli była zachowana głowa, a poszarpany tułów, to od­kryta była tylko głowa.

 Rodzina wchodziła i widziała kilka ciał?

Tak. Trzy. Ale była prowadzona do konkretnego. Mini­ster Kopacz chciała być pomocna i też się włączyła w te identyfikacje.

 Była pierwsza przed rodzinami?

Tak, bo ona znała posłów, polityków, którzy zginęli w katastrofie, i mogła przed rodzinami stwierdzić, czy jest szansa na to, że to ciało pasuje do typów propono­wanych przez patomorfologów.

 Mówi pan o ciałach, które były w bardzo złym stanie.

Niestety, w paru przypadkach te ciała były tak zniekształcone, że identyfikacja była niemalże niemożliwa. Byłem przekonany, że w takich sytuacjach zostanie po­brany materiał genetyczny, ciało zostanie wysłane do Polski, do któregoś laboratorium, i tam zbadane.

 Kto w Moskwie został zidentyfikowany jako pierwszy?

Pierwsza dama Maria Kaczyńska. I ja to strasznie prze­żyłem. Byłem przy tej identyfikacji. Jej ciało było w ca­łości, ale twarz była bardzo zniekształcona. Nie było wiadomo, jakie ma znaki szczególne, co miała na so­bie, jakie ubranie, jaką biżuterię. Nikt nic nie wiedział. Z pielęgniarzem zaczęliśmy oglądać srebrny pierścio­nek z wygrawerowanymi dwoma imionami i rokiem 1920. Później się okazało, że to były imiona rodziców pierwszej damy. Mój szef poszedł do minister Kopacz z tym pierścionkiem. Nie wiem kto, ale ktoś zadzwonił do garderobianej prezydentowej, która potwierdziła, że Maria Kaczyńska miała taki pierścionek. Krok po kroku dochodziliśmy do prawdy. I nagle przyszedł Rusek, po­ciągnął nos prezydentowej do góry.. .

 I co? .

Wszyscy zdrętwieliśmy. On zrozumiał, co zrobił. Chciał pewnie, żeby kształt twarzy był bardziej rozpoznawal­ny. Ale tego nie robi się tak ostentacyjnie.

 Brat Marii Kaczyńskiej to widział?

Na szczęście nie. Byliśmy my, minister Kopacz, polscy prokuratorzy wojskowi. Z drugiej strony czuliśmy du­mę, że pomogliśmy rozpoznać pierwszą damę. Każdy z nas z innej opcji politycznej, a jednak dla każdego to było ważne. A potem brat i zięć prezydentowej popro­sili o wydanie ubrań Marii Kaczyńskiej i spalili je pod płotem. [SIC !!!! md] To było coś symbolicznego.

 Pan też identyfikował?

Pomagałem. I my wszyscy pomagaliśmy, bo przecież wielu z tych ludzi znaliśmy z telewizji. Mam wielkie współczucie dla tych rodzin, które wchodziły, były pro­wadzone do ciała, a okazywało się, że to nie to ciało.

I musiały przejść, obejrzeć kilka innych zwłok. Między jednym okazaniem a drugim musiały czasem czekać kil­ka godzin. I ten dławiący smród. Przerażający. Siedzie­liśmy tam cztery doby non stop, w tej zgniliźnie, więc przywykliśmy. Poza tym my jesteśmy medykami.

Ale te rodziny… Ci ludzie byli w szoku nie do opisania. Dla młodej kobiety, która jest sama, która w domu zosta­wiła dziecko, taka sytuacja jest nie do przeżycia. A cia­ło jej męża było bardzo trudne do zidentyfikowania. Do takich identyfikacji wzrokowych w ogóle nie powinno dojść. Wystarczyłyby przecież badania DNA.

 Rosjanie pili alkohol?

Ktoś, kto kroi, kto przemłócił wnętrzności 96 osób, to… Sam widok stosów ciał… Nikt tam pijany nie cho­dził. Te stosy nie mieściły się w chłodniach. Były po­zawijanie w folie. Wyglądały jak takie wielkie cukierki. Na każdym worku była żółta taśma, a na taśmie numer.

 A nazwisko?

Nie. Te ciała były poukładane w rzędach, między który­mi można było chodzić. Między tymi ciałami były wy­znaczone trasy. Jak się szło tymi trasami, to się docho­dziło do sal sekcyjnych.

 Wiedział pan, że zakazano w Polsce otwierania trumien?

Ja tego zakazu nie słyszałem, tylko ludzie o tym mówi­li. Wiem, że rodziny po spotkaniach z ministrem Arab­skim były wściekłe. Tam powinni być inni ludzie z rzą­du. Wrzucono minister Kopacz w jakiś straszny wir i jej uwaga rozbiła się na milion rzeczy.

 Byliście przy niej?

Jak gladiatorzy. Ale to nie wystarczyło. Rodziny mogły mieć poczucie, że zostały zostawione same sobie. Nas było pięciu, ale nie mieliśmy kompetencji do działania.

 Co się stało, że dokumenty dotyczące ofiar są błędne, że pro­kuratura zarządza kolejne ekshumacje?

W te trumny wsadzano czarne worki. I teraz już nie można uwierzyć, że do tych metalowych trumien wkła­dano właściwe ciała. Nikt tego nie sprawdzał. Na ka­napie wśród tych worków siedziało trzech typków. Coś pili, jedli kanapki z kiełbasą, a potem wstawali i pakowali do trumien.

 Kim byli?

Nie wiem. Wtedy byli pakowaczami do trumien. Ale nikt ich nie pilnował. Nie było nadzorców ze strony ro­syjskiej, nie widziałem też polskich prokuratorów, któ­rzy dopilnowaliby tego pakowania. Nie wiem, czy ktoś pilnował, jak ciała były wkładane do worków.

 A kiedy był nadzór?

Tylko podczas lutowania trumien: Trumna przyjeżdża­ła otwarta. Ciało było już w worku.

 Nie było ciał nie zapakowanych?

Kilka było. Ubranych w rzeczy od rodzin. Ciała, które były w workach, miały ubrania na wierzchu.

 Rodziny mogły sprawdzić, czyje ciało jest w worku?

Nie. Wcześniej rodzinom obiecano, że ciała będą ubie­rane. Byłem święcie przekonany, patolodzy też, że w Polsce zostaną przeprowadzone badania genetyczne.

 Rosjanie pobierali materiał genetyczny?

Ja nie widziałem. I nie przypominam sobie, żeby ktoś o tym mówił. Proszę pamiętać, że my wszystkiego nie widzieliśmy. Kiedy trumny lakowano, to w sali Rosja­nie zrobili granicę polsko-rosyjską. To był kosmos. Po jednej stronie siedziała rosyjska celniczka, po drugiej byliśmy my. Wszyscy. Po zalutowaniu trumna trafiała na polską stronę. Ale rozpętała się kompletna awantu­ra, bo rodziny chciały wkładać do trumien święte ob­razki, modlitewniki i różańce. Rosjanie nie chcieli się na to zgodzić. To było straszne, oburzające. Politycy na­si wymogli na Rosjanach, by na to pozwolili. Niech pani pamięta, że to była ceremonia pogrzebowa, ale Ro­sjanka jakby tego nie rozumiała. A po naszej stronie wszyscy się modlili.

 Kto przybijał tabliczki do trumien?

Rosjanie, ale one były przykręcane, a nie przybijane. I robiono to porządnie. Nie wiem, czy mogły się od­czepić. Ale teraz to ja nie mam pewności, czy w tych trumnach nie ma worków wypchanych trocinami albo jeszcze czymś innym. Tam było pięć stołów sekcyjnych, a po bokach kawałki ciał do niczego nie pasujące.

13. rocznica „katastrofy” smoleńskiej.: Zaczęło się od kłamstw bezczelnych. One trwają; teraz dochodzą żenujące, kłamliwe slogany J.Kaczyńskiego i Macierewicza. Katastrofa PRAWDY.

13. rocznica „katastrofy” smoleńskiej.: Zaczęło się od kłamstw bezczelnych. One trwają; teraz dochodzą żenujące, kłamliwe slogany J.Kaczyńskiego.

Katastrofa PRAWDY.

=================

O samej Zbrodni pisaliśmy przez 12 chyba lat.

Są analizy, jest ich, wiele.

Co ukrywaja: Inscenizacja na Siewiernym, trumny Ofiar, oraz Zespol Parlamentarny.

Zbrodnia Smolenska a Zlo Absolutne

Z szokujących :

W moskiewskim morgu; – bliny z kawiorem. Material dla uczciwej prokuratury.

Są książki:

“Maskirowka smoleńska”, red. Tomasz Pernak, wyd. Bollinari
“O to, co najważniejsze. Krzaczek na drodze lawiny”, Mirosław Dakowski, wyd. Antyk

“Kłamstwu na odlew. Nie było ‘katastrofy’ smoleńskiej”. Jerzy Gawryołek.

“Czerwona Strona Księżyca” – FYM

https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-cz-1.pdf

http://biblioteka.kijowski.pl/free%20your%20mind/czerwona-strona-ksiezyca.pdf

„Zeszyty smoleńskie”, chyba kilka tomów. wyd. Antyk

I wiele innych.

O nich, o wynikach tych analiz, Prezes nie wspomina, stara się wymazać z pamięci Narodu. Czy mu się uda?

====================================

Na podstawie 13-rocznica-katastrofy-smolenskiej-zalew- kłamstw-kaczynskiego

– Najpierw było naprawdę trudno, jeżeli chciało się dojść do prawdy – stwierdził prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas obchodów 13. rocznicy katastrofy smoleńskiej. – Po krótkim okresie zjednoczenia i autentycznej żałoby przyszedł czas nienawiści – ocenił.

Kaczyński zapowiedział także złożenie „zawiadomienia do prokuratury w sprawie zamordowania Lecha Kaczyńskiego”.

– Od momentu tragedii smoleńskiej, od tego czarnego dnia, minęło 13 lat i 6 dni. To długi okres w życiu człowieka, ale to także okres, który ma znaczenie w wymiarze historycznym. To już czas, w którym często zmienia się obraz świata, bieg historii. Historia staje lub rusza z miejsca. Tego rodzaju wydarzenia miały też miejsce w ciągu ostatnich 13 lat – powiedział Jarosław Kaczyński.

– Spójrzmy na ten okres z punktu widzenia tragedii, która tak bardzo wstrząsnęła Polską, patriotyczną Polską. Najpierw było naprawdę trudno, jeżeli chciało się dojść do prawdy. Ten cel, był dla wielu od początku celem głównym. Przeszkody były ogromne, a środki do wykorzystania naprawdę skromne – ocenił prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Jarosław Kaczyński stwierdził, że „od pierwszych godzin po tragedii zaczęło się od kłamstw”.Cztery lądowania czy generał, który pod wpływem alkoholu miał wpływać na decyzję o lądowaniu. Nieco później pojawiły się kłamstwa o strachu pilotów przed prezydentem. Pojawiały się też wiadomości o rzekomej kłótni na lotnisku. Wszystkie te opowieści były nieprawdziwe i z czasem zostały zdezawuowane – podkreślił prezes PiS.

Szef Prawa i Sprawiedliwości stwierdził, że jego środowisko oskarżano także o chęć wykorzystania tragedii narodowej do celów politycznych. – Niektórzy używali nawet określenia, że chcemy uczynić z niej polityczną pałkę. Mówiono, że zamiast prawdy o katastrofie wywołanej przez zderzenie ciężkiego i jeżeli chodzi o swoją konstrukcję bombowego samolotu z niewielką brzozą, wolimy walkę. Że chcemy ustalenia komisji Anodiny i Millera zakwestionować w jakimś niecnym celu – ocenił Jarosław Kaczyński.

– Byli ludzie, wydaje się, że było ich dużo, którzy w to wierzyli. Dlaczego wierzyli? Dlaczego po śmierci 96 Polaków, w tym prezydenta państwa i bardzo wielu polityków oraz znanych osobistości z różnych dziedzin życia, po krótkim okresie zjednoczenia i autentycznej żałoby przyszedł czas nienawiści? To było coś całkowicie sprzecznego z polską tradycją. Tego do dziś nie potrafimy wyjaśnić, to powinni wyjaśnić historycy – stwierdził prezes PiS.

Jarosław Kaczyński: Dziękuję Antoniemu Macierewiczowi za żelazną wolę

Jarosław Kaczyński przypomniał, że w ciągu ostatnich 13 lat podjęto różnego rodzaju próby wyjaśnienia katastrofy. – Zorganizowano zespół pod przewodnictwem pana Antoniego Macierewicza. Powstały później konferencje smoleńskie, w których uczestniczyli nie tylko polscy naukowcy. To wszystko było jeszcze ciągle bardzo słabe [sic !!! md] . Nie z winy tych, którzy w tym uczestniczyli. Jeszcze raz muszę tutaj podziękować Antoniemu Macierewiczowi – powiedział szef Prawa i Sprawiedliwości, a wśród zgromadzonych przed Pałacem Prezydenckim uczestników obchodów rozległy się brawa i okrzyki: „Dziękujemy!”.

– Dziękuję mu za tę żelazną wolę, za upór – podkreślił Kaczyński. – Za to, że się nie cofał mimo, że mijały trudne lata, w których ten postęp ku prawdzie był trudny i, co za tym idzie, bardzo wolny – dodał.

Front walki z prawdą był potężny. Dominował w Polsce, ale także poza nią. Także w tych miejscach, co do których niektórzy mieli nadzieję, że stamtąd coś uzyskają. Nie będę dzisiaj, w czasie wojny na Ukrainie, w czasie zjednoczenia demokratycznego Zachodu, wymieniał konkretnych miejsc i przedsięwzięć, które się nie udawały, bo to nie ma sensu. Ale tak było: świat chciał zapomnieć i chciał wierzyć – a po części wciąż wierzy – w te wszystkie bzdurne opowieści, nawet te z samego początku – powiedział Jarosław Kaczyński.

Jarosław Kaczyński o odpowiedzialności Putina: W sprawie zbrodni smoleńskiej dzieje się bardzo mało

Prezes PiS wspomniał, że „jeszcze niedawno od pewnego ważnego człowieka mogliśmy usłyszeć o czterech próbach lądowania, o nieodpowiedzialnym zachowaniu załogi”. – Dopiero to, co uczynili nasi ukraińscy bracia, ten niebywały, wydawałoby się – niemożliwy jeżeli chodzi o skuteczność opór – ta walka, która zadziwia dzisiaj cały świat, ta pomoc, której myśmy udzielili i której udzielili także przede wszystkim Amerykanie i Anglicy, doprowadziła do tego, że świat pod tym względem nieco ruszył z miejsca – powiedział Jarosław Kaczyński.

– Nieprzypadkowo użyłem słowa „nieco”, bo w dalszym ciągu idzie to trudno. Z jednej strony Putin jest postawiony w stan oskarżenia przez Międzynarodowy Trybunał Karny, a z drugiej strony, jeżeli chodzi o przedsięwzięcia międzynarodowe w sprawie zbrodni smoleńskiej, w sprawie, która – jeżeli chodzi o podjęcie decyzji była zbrodnią Putinadzieje się bardzo mało – ocenił Jarosław Kaczyński.

Kaczyński: Zostanie złożone zawiadomienie do prokuratury

Jarosław Kaczyński dodał, że „ostatnio coś się rusza, także w Polsce”. – Za chwilę złożone zostanie zawiadomienie o prawdopodobieństwie popełnienia przestępstwa z art. 134 Kodeksu karnego, przestępstwa zamordowania prezydenta Rzeczypospolitej – zapowiedział prezes PiS, a deklaracja została nagrodzona brawami.

– Polskie organy śledcze prowadzą śledztwo odnoszące się do katastrofy i jej przyczyn, ale takiego śledztwa ciągle nie prowadzą. Mam nadzieję i wyrażam ją w tym miejscu, że podejmą tę sprawę, że się nie cofną, że znajdą się odważni prokuratorzy. Dziś, żeby podejmować te sprawy, ciągle trzeba odwagi. Z góry za tę odwagę dziękuję – podkreślił Jarosław Kaczyński.

Jarosław Kaczyński o osobach kwestionujących zamach: Zła wola i myślenie tunelowe

 – Mam, nadzieję, że za rok, jeżeli się tutaj spotkamy, w co wierzę, będzie można powiedzieć już nieporównanie więcej. Nie dlatego, że nie wiemy dziś, co się stało, bo każdy rozsądny człowiek wie. Opowieść drugiej strony jest z punktu widzenia fizyki i innych okoliczności całkowicie absurdalna i niemożliwa do przyjęcia dla nikogo rozsądnego – ocenił szef Prawa i Sprawiedliwości. – Tylko zła wola może w tym kierunku prowadzić, albo coś innego, co ma w Polsce bardzo szeroki zasięg – życie w informacyjnych bańkach i tak zwane myślenie tunelowe – dodał.

Jarosław Kaczyński dodał, że „takich ludzi w Polsce jest dużo”, ale ciągle wierzy, że wielu z nich można przekonać. – To też jest nasze zadanie, by ci którzy dotąd uwierzyć nie chcieli, którzy nie chcą uwierzyć nawet w czasie wojny na Ukrainie, widząc te wszystkie zbrodnie, jednak zmienili zdanie i uwierzyli – podkreślił. – Są oczywiście tacy, którzy nigdy nie będą chcieli uwierzyć i powiedzieć, że nigdy, bo to by uderzało w ich ego, w ich interesy, ich jakieś powiązania. Tych nie przekonamy. Całą resztę narodu musimy przekonać, to sprawa dla naszej przyszłości bardzo ważna – podkreślił prezes PiS.

Prezes PiS stwierdził, że katastrofa smoleńska była wydarzeniem tyleż tragicznym, co ogromnie istotnym. – Odnosiła się ona do spraw najważniejszych, do polskiej solidarności, suwerenności, a także – może niektórzy będą zaskoczeni – do polskiego ustroju. Spór który toczy się w Polsce, to spór o ustrój. Czy ma trwać ten, powołany po 1989 roku, lepszy od komunizmu, ale eksploatatorski, wykorzystujący ludzi, okradający miliony Polaków, w którym były głodne dzieci, w którym była nędza, czy to będzie ustrój, który te praktyki odrzuci, czyli ten który budujemy konsekwentnie od 2015 roku – ocenił Jarosław Kaczyński.

Jarosław Kaczyński: Dzień prawdy wkrótce nastąpi

– Ta katastrofa wpisuje się w ten spór, cytując Jana Olszewskiego, „czyja jest Polska”. Czy Polska jest Polaków, czy tylko niektórych Polaków, a może w ogóle nie Polaków, tylko tych, którzy są na zewnątrz naszych granic i chcą Polskę podporządkować – powiedział prezes PiS.

– Wyjaśnienie do końca i – w miarę możliwości – ukaranie odpowiedzialnych za zbrodnię smoleńską, ale także oszustwo smoleńskie, to jeden z warunków naszego ostatecznego zwycięstwa. Zwycięstwa tej lepszej Polski. Polski nieidealnej, ale w której dąży się do tego, by ludzie mieli równe prawa i by nikt nie cierpiał głodu, w której każdy może znaleźć miejsce – dodał Kaczyński.

Zdaniem szefa Prawa i Sprawiedliwości, „taka Polska jest nam potrzebna”. – Taka Polska jest Rzeczpospolitą, taka Polska wyrasta z tego, co w naszej historii było najlepsze, w tym z największego ruchu społecznego w dziejach świata czyli „Solidarności”. „Solidarności”, która powstała w dużej mierze dzięki świętemu Janowi Pawłowi II, który jest dzisiaj tak gwałtownie, brutalnie, niesprawiedliwie i obrzydliwie atakowany – dodał prezes.

– Potrzebne są miesięcznice, rocznice, aktywność i szukanie nowych dróg w dochodzeniu do prawdy, bo potrzebny jest dzień prawdy. On nastąpi, daj Boże już niedługo, i będzie kolejnym zwycięstwem polskich patriotów, „Solidarności”, będzie zwycięstwem Polski. Jestem pewien, że będzie to niedługo – podsumował Jarosław Kaczyński.

W odpowiedzi na wystąpienie prezesa PiS, zgromadzeni zaczęli skandować jego imię. – Dziękuję, że tu słyszę moje imię, ale bez mojego świętej pamięci brata nie mogłoby powstać Porozumienie Centrum i później nasze ugrupowanie. Dziękuję, ale Lech jest tutaj ważniejszy – dodał Jarosław Kaczyński.

=========================

Swoje kłamstwa dodał też A. Macierewicz:

Dziś zawiadomienie do prokuratury ws. zbrodni smoleńskiej

macierewicz-zawiadomienie-do-prokuratury

Prof. Mirosław Dakowski | Lewe i prawe skrzydło PTASZYSKA KŁAMSTWA SMOLEŃSKIEGO. Przypomnienie; inaczej… 33 minuty

Prof. Mirosław Dakowski | Lewe i prawe skrzydło PTASZYSKA KŁAMSTWA SMOLEŃSKIEGO. Przypomnienie…

33 minuty

=====================

Поступил вопрос в радио Ереван:

Dlaczego Dakowski czasem umieszcza swoje filmiki, a niezwykle rzadko cudze. Odpowiedź: Wiem, co chce powiedzieć i co mówię, a jeśli się pomylę, to mogę to sprostować; i biorę za to co powiedziałem odpowiedzialność. Tymczasem wypowiedzi innych nie mogę sprostować czy komentować, a odpowiedzialności brać nie chcę.

Legendarne dialogi – Wyimki smoleńskie.

Jerzy Gawryołek

Przypominam odrobinę archiwalnych wypowiedzi blogerów, ludzi smoleńskich – jak ich niedawno nazwano, a którzy poświęcili tysiące godzin na badanie Zbrodni smoleńskiej. Przypomnienie ich to hołd dla ich pracy mało znanej większości Polaków. Oficjalnie badania te, osób o różnych specjalnościach odrzucono gdyż nie pasowały do oficjalnej narracji „dwóch machających skrzydeł ptaszyska kłamstwa smoleńskiego” (prof. Dakowski) czyli komisji Obu Stron. Wyrywkowo wybrane komentarze dotyczą przykładowo stron @FREE YOUR MIND „Układ Warszawski – rekonstrukcja”/2016r. i INTHECLOUDS, ale tych stron jest o wiele więcej np. ALbatros z Lotu Ptaka, PIKO, i inni., które pokazują jaki „klimat” panował wówczas i jak wiele wydarzeń około smoleńskich zostało dziś zapomnianych lub zamiecionych pod dywan.

Free Your Mind

https://www.salon24.pl/u/freeyourmind/732575,sensacja-wyladowali

A.M.: Samolot nie uderza w brzozę, nie odwraca się do góry, do góry kołami. Odwrotnie. Samolot uderza podwoziem, wypuszczonym podwoziem uderza o ziemię – wtedy następuje jego zapalenie się i odwrócenie.

Innymi słowy, miałoby dojść do awaryjnego lądowania, a dopiero potem do katastrofy. Czemu ten sensacyjny scenariusz musiał tyle lat spoczywać na półce w Warszawie, w jakimś telewizyjnym depozycie – Macierewicz jeden wie.

Czemu też stenogramów związanych z „taśmami Tuska-Putina” nie opublikowano (np. na łamach tak znakomicie ws. „smoleńskich” poinformowanej Gazety Polskiej) wraz z ogłaszaniem tej sensacji z „wylądowaniem” (na antenie TVP Info) – też nie wiadomo[4].

@MMARIOLA A.M. bardzo wybiórczo i dowolnie podchodzi do róznych informacji i środków dowodowych…

Z jednej strony „film Wisniewskiego” jest dla niego autentykiem i źródłem wiedzy jak choćby w temacie czarnych skrzynek ale już nie w temacie spostrzeżeń Wiśniewskiego co do jego wrażeń z miejsca „katastrofy”, które zakładając, ze to jego film, powinny być kompatybilne z jego opowiadaniem koło bramy.

Ptaszki śpiewaja…, totalna cisza…zadnego wybuchu…żadnych ciał… nie było porozrzucanego bagażu, brak foteli, taka mała katastrofa… jakby mały samolot itp.itd.

xl4.pl

@FREE YOUR MIND Moim zdaniem przez ostatnie miesiące szukano na gwałt takiego materiału, który spowodować mógłby u opinii publicznej wrażenie, że w dążeniu do prawdy o Smoleńsku dokonany został jakiś postęp. Najprawdopodobniej uznano jednak, że np. „nowe nagrania” CVR „przekazane przez Łotwę, Szwecję czy inną Danię” mogłyby spowodować zbyt duży „postęp” w dochodzeniu do prawdy i stąd opóźnienie w prezentacji dotychczasowych efektów pracy Zespołu. Ale w końcu przecież udało się znaleźć taki materiał który to odsłaniając niczego nie odsłania, prawda? Znaleźć takie coś naprawdę nie jest łatwo, wśród licznych „depozytów” PRiTV. A gdyby tak przez przypadek ktoś przypomniał poranne wiadomości Polskiego Radia Program 1, z godziny 8:00 lub 9:00 rano z 10 kwietnia 2010? Mogłoby przecież wówczas dojść do poważnego politycznego trzęsienia ziemi. Co najmniej dwójka w skali Rywina.

Free Your Mind

@XL4.PLtu oczywiście masz rację – posiedzenie odfajkowane, można odtrąbić sukces. Jak zaś wspominałem wyżej, najbardziej interesujące było wystąpienie E. Kochanowskiej (można się z nim zapoznać tu). Zastanowiło mnie w nim to, że była mowa o jakichś „niedawnych” pochówkach (czy „dochówkach”):

„(…) Do Polski przylatywały zalutowane trumny, bez dokumentacji medycznej, bez zaświadczenia lekarskiego stwierdzającego zgon, co wielu rodzinom utrudniało pochówek. Już w Moskwie wiele osób zaczęło mieć wątpliwości, które z czasem tylko się pogłębiały. Trumny były za lekkie albo tak ciężkie, że kilku mężczyzn nie mogło ich podnieść. A kilka dni po oficjalnych pogrzebach zaczęły się pojawiać dalsze szczątki i rozpoczęły się tak zwane dochówki. Niektóre rodziny miały ich po kilka i trwały one jeszcze do niedawna.”

Jak tu rozumieć określenie „do niedawna”? Czy to tylko przejęzyczenie, obrazowe określenie, czy mimo upływu lat jakieś szczątki są przewożone do Polski? I dalej:

„W maju 2010 r. 13 rodzin pochowało małe trumienki ze szczątkami swoich bliskich na Powązkach. Były tam też szczątki dwóch osób tak sprasowanych, że nie można było ich rozdzielić. W lipcu na Powązkach ofiarom postawiono pomnik, a pod tym pomnikiem urnę z prochami dwustu kilogramów niezidentyfikowanych szczątków. Decyzja została podjęta bez informowania rodzin przez ówczesnego ministra cyfryzacji Michała Boniego. (…)”

Aż się więc prosi o to, by powstała nadzwyczajna komisja parlamentarna, by np. przesłuchać Boniego i inne osoby decydujące o tego typu sprawach.

Kisiel

@XL4.PL” A gdyby tak przez przypadek ktoś przypomniał poranne wiadomości Polskiego Radia Program 1, z godziny 8:00 lub 9:00 rano z 10 kwietnia 2010? Mogłoby przecież wówczas dojść do poważnego politycznego trzęsienia ziemi.”

/…/

Free Your Mind

Co do „katyńskiego nastroju modlitewnego”, warto przytoczyć tę wymianę uwag (z posiedzenia z udziałem J. Sasina, głównego akustyka prezydenckiego, który też dość szybko z lotniska udał się na nabożeństwo):

„(Poseł NN.): (…) powiem szczerze, gdybym był sam borowcem, to by mnie w tym momencie mniej interesowała msza, a bardziej tutaj działalność wokół tego wraku i poszukiwanie tych szczątków – co robili ci pana towarzyszący borowcy, czy oni też pojechali z panem na mszę, czy zostali tam i, i, i szukali tych szczątków?

JS: Yyy…

AM: Proszę bardzo panie ministrze, ale ja mam taką prośbę do państwa wszystkich – formułujmy pytania, no, maksymalnie szanując yyy… wszystkie osoby i wszystkich, wszystkich ludzi, wszystkich z nas, funkcjonariuszy, urzędników, którzy brali w tym udział, bo to naprawdę niezwykle dramatyczne były okoliczności. Proszę bardzo.

JS: Wg mojej wiedzy funkcjonariusze BOR-u zostali tam na miejscu. Ja udałem się yyy… na mszę tylko z ambasadorem yyy… Bahrem i jeszcze jednym pracownikiem kancelarii. Wszyscy pozostali zostali na miejscu katastrofy…”

Strona INTHECLOUDS

Jest 10.04.2010. Czas około ósmej rano. Mój znajomy będąc jeszcze w pracy otrzymuje telefon odo żony. – Słuchaj, na TV TRWAM pokazują, że w Smoleńsku doszło do tragedii. To straszne, ale była katastrofa nie wiadomo czy ktoś przeżył.

To połączenie później w tajemniczy sposób zniknęło z jego telefonu.

Około ósmej rano… Po wielu miesiącach w internecie pojawiają się zrzuty ekranowe z „czwórki” z logo włoskich wiadomości i godziną: 7:52,

sporo detali które widać na zdjęciach, na filmach, które jednoznacznie wskazują: TU154 w polskich barwach lądowało 7ego kwietnia 2 razy.

Planowo 7. kwietnia miały lecieć 2 casy, 1 jak-40 i 1 tu-154.

Casy miały lądować w Smoleńsku kolejno (czas warszawski) 7:20 i 9:05

Jak-40 – 10:15

TU-154 – 11:00

http://clouds.web-album.org/photo/364929,program-10-04-2010-i-program-lotu-7-04-2010

Jak-40 musiał więc lądować wcześniej – może w ostatnim momencie przesunięto czas wylotu (dokument jest z 1.04)

Później lądował TU-154 z Lilientalem, Klimowiczem i Zubą – ok. 11:00.

Ok. 11:50 wylądował drugi TU-154 z Allenem Paulem na pokładzie.

„cokolwiek to bedzie postawię bilet, aby sikorski lecial oddzielnym samolotem“ (Donald Tusk)

http://niepoprawni.pl/blog/509/w-drodze-z-afganistanu-b-komorowski-ladowal-w-armenii

Bronisław Komorowski pójdzie na polowanie na wilki. Zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż… “ (Palikot)

http://smolensk-2010.pl/2010-06-05-gruppenfuhrer-kat.html#comment-3871

http://wolnemedia.net/gospodarka/umowa-gazowa-symbolika-wasali/# w tle tej katastrofy jest GAZ

„…“Co się stało? Odpowiedź na to pytanie łatwo da ten, kto przeczyta The Wall Street Journal z 8 kwietnia 2010 roku – to znaczy z następnego dnia po wizycie Putina i Tuska w Katyniu. Cały gazowy przemysł Polski i specjalny przedstawiciel USA ds. energetyki zebrali się na konferencję na temat gazu łupkowego sponsorowanej przez Chevron, ExxonMobil i Halliburton. Gazowi giganci z USA rozpoczną badawcze odwierty gazu łupkowego w Polsce w ciągu najbliższych kilku tygodni. W razie ich sukcesu energetyka Polski, jej problemy ekologiczne, finansowe a nawet polityka zagraniczna mogą się całkowicie zmienić. taka właśnie jest odpowiedź na to pytanie. Całość nowej imperialnej polityki Rosji budowana była na fakcie, że ma światowy Gazprom i rurę tego światowego gazociągu wsadzi Polakom to samo miejsce, co i Ukraińcom. A wiosną 2010 r. na Kremlu nagle zrozumiano, że gaz łupkowy powoduje zerwanie ze światowym gazociągiem i że, jeżeli nie podejmie się środków, to być może to Polska będzie eksportować gaz do Europy.

Niektóre cytaty z wypowiedzi Premiera Donalda Tuska, Palikota, Niesiołowskiego i Nałęcza:

Powiem brutalnie: nie potrzebuję pana prezydenta, na tym polega problem.

(Premier Donald Tusk o śp. Lechu Kaczyńskim, 14 X 2008)

Bronisław Komorowski pójdzie na polowanie na wilki. Zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż… “ (Palikot)

Gdyby tym samolotem nie leciał Lech Kaczyński, nie było by tej katastrofy. (Niesiołowski)

Dla tego spotkania premiera Tuska z Putinem warto było ponieść każdą cenę. (T. Nałęcz)

…przyjdą wybory prezydenckie albo prezydent będzie gdzieś leciał.. i to się wszystko zmieni“ – fragment wypowiedzi w RMF FM B. Komorowskiego

Powyższy zestaw tylko szczątkowo przypomina olbrzymią pracę blogerów z S24. Ukoronowaniem zespołowej pracy jest książka „Czerwona strona księżyca” i „Maskirowka smoleńska”.

Natomiast Książki „Kłamstwu na odlew. Nie było katastrofy smoleńskiej” nie ma w księgarniach i wydawnictwach. Żadne z tych „patriotycznych” nie zdecydowało się na jej wydanie. Mimo to, jest wciąż rozprowadzana.

Podana niżej forma zamawiania jest jedynym sposobem by tę książkę otrzymać.

Dziękując dotychczasowym darczyńcom zapraszam do zamawiania:

książka, + plakat A3 dwustronny, + wysyłka – razem 60zł.
proszę przekazać wpłatę na konto PLN

SKOK Stefczyka 79 7065 0002 0650 0352 2003 0001

dopisz : darowizna na druk książki
właściciel rachunku: Jerzy Gawryołek

(z racji, że niekiedy adres na potwierdzeniu wpłaty jest inny niż adres odebrania książki) –
potwierdź na mail: xubs2010@gmail.com podając adres doręczenia.

Otrzymane pieniądze pokrywają koszt druku z wysyłką i wspierają druk nastepnych egzemplarzy.

Prof. M. Dakowski rekomenduje tekst @Yurko o Smoleńsku

https://www.salon24.pl/u/zygmuntbialas/567919,prof-m-dakowski-rekomenduje-tekst-yurko-o-smolensku

Gdyby było inaczej…

Yurko 14/02/2014/strona nieaktywna http://arkanoego.net/index.php/2014/02/14/gdyby-bylo-inaczej/

https://www.youtube.com/watch?v=B8tqiL7-Vzw

. Pozostają nam dwie rzeczy:

– Ofiary w trumnach

– Znaczna ilość zdjęć i filmów. To na ich podstawie ktoś kiedyś zauważy iż części leżące na polance samosiejek nie są z polskich Tu154M. (ś.p. @3ZET Paweł Konrad SIRK PL)

Zmarł nagle prokurator Pasionek, nadzorujący „śledztwo smoleńskie”

Zastępca Prokuratora Generalnego. Marek Pasionek miał 61 lat

https://wiadomosci.wp.pl/zmarl-zastepca-prokuratora-generalnego-marek-pasionek-mial-61-lat-6753174255790592a

W czwartek rano zmarł zastępca Prokuratora Generalnego Marek Pasionek – przekazała Prokuratura Krajowa. Prokurator Pasionek służył w prokuraturze od ponad 30 lat. Nadzorował pracę zespołu śledczego zajmującego się wyjaśnianiem przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Zmarł zastępca Prokuratora Generalnego Marek Pasionek Zmarł zastępca Prokuratora Generalnego Marek PasionekŹródło: East News

„Z głębokim żalem zawiadamiamy, że dzisiaj rano zmarł Prokurator Marek Pasionek – Zastępca Prokuratora Generalnego” – napisano na stronie Prokuratury Krajowej.

Jak przekazano, prokurator Pasionek służył w prokuraturze od 1989 r. i prowadził największe śledztwa w sprawach dotyczących przestępczości zorganizowanej. W latach 1993–1997 był pięciokrotnie uhonorowany przez ówczesnych ministrów sprawiedliwości nagrodami za szczególne osiągnięcia w pracy śledczej. W 2004 r. odznaczono go Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Marek Pasionek. Zajmował się śledztwem ws. Smoleńska

Od 12 grudnia 2005 r. do 25 maja 2007 r. był podsekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Od 2007 r. był prokuratorem Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Warszawie.

W 2010 r. Pasionek był prokuratorem nadzorującym śledztwo Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie w sprawie katastrofy samolotu Tu-154 w Smoleńsku. Po 2016 r. w ramach powierzonej funkcji zastępcy Prokuratora Generalnego nadzorował pracę Zespołu Śledczego Nr 1 zajmującego się wyjaśnianiem przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Miał 61 lat. Zostawił żonę i dwóch synów.

Zagadnienia smoleńskie – dochodzenie prawdy. Trajektorie i wybuchy. Tu154 widmo: Nie można przypisać mu jakiejkolwiek trajektorii.

Yurko (tekst nigdzie nie publikowany wcześniej)

Obecność dwóch, inaczej zniszczonych ale kluczowych dla badania, bliźniaczych burt „przysalonkowych” – egzemplarz 00003 z płyty lotniska z widocznym fragmentem napisu Republic Of Poland i nr. 71 z mapy satelitarnej „miejsca” – polanki (nie są to jedyne dublety, stan ze znanych powszechnie zdjęć ze Smoleńska) może sugerować jedynie to, że miejsce destrukcji jednego kompletu np. tego z płyty lotniska jest nieznane. Nie jest to z całą pewnością polanka smoleńska.

Pytania dotyczące trajektorii lotu samolotu oraz wnioski płynące z ich analizy:

– Jak określić jedną trajektorię lotu przy dwóch kompletach, podrzuconych tzw. „czarnych” skrzynek „znalezionych” w jednym „wypadkowym” miejscu?

– Jak określić jedną trajektorię lotu na podstawie dwóch różnych zestawów złomu złożonych w dwóch odrębnych miejscach?

– Jak określić jedną trajektorię lotu danego samolotu na podstawie sztucznie ułożonych części, które nie należały do badanego statku z wersji oficjalnej?

– Jak określić i opisać trajektorię lotu na podstawie przywiezionych z niewiadomego miejsca fragmentów złomu lotniczego i ułożonych na bocznej płycie lotniska? (jest tam mieszanka tych z polanki i tych „nie wiadomo skąd”).

Który komplet czarnych skrzynek z rumowiska złomu podaje prawdziwe dane?

Wobec zaistnienia opisanej wcześniej zależności trzeba oba komplety czarnych skrzynek uznać za fałszywe. Przy prawdziwości jednego kompletu, drugi nie jest potrzebny.

Sztuczne ułożenie złomu (duplikaty) nie może dać prawdziwego oglądu co do domniemanego przelotu samolotu ale musi dać fałszywy wynik, gdyż wnioskowanie nie dotyczy statku „lecącego”. Zatem nie można przypisać mu jakiejkolwiek trajektorii.

Gdy pytamy o wybuchy – w przypadku sztucznie ułożonego, pełnego „fałszywek” „wraku” na polanie można jedynie stwierdzić, że „wybuchy” gdyby były, to musiałyby być naziemne. Miały one za zadanie upozorować falsyfikat katastrofy na katastrofę realną. (zamach.eu/inż K. Cierpisz) Zestaw złomu z bocznego Siewiernego miał przypominać ten z polanki. Podobnie wyglądający, podobnie utytłany w błocie, choć gdzie indziej zniszczony.

Przy badaniu dwóch kompletów złomu bez przeprowadzenia porównawczej inwentaryzacji, którą wielokroć zapowiadano, a nie wykonano – który zestaw złomu należy uznać za prawdziwy, a który fałszywy? Który „leciał” i gdzie ostatecznie zakończył lot?

Obecność dwóch, inaczej zniszczonych ale kluczowych dla badania, bliźniaczych burt „przysalonkowych” (nie są to jedyne dublety, stan ze znanych powszechnie zdjęć ze Smoleńska) może sugerować jedynie to, że miejsce destrukcji jednego kompletu np. tego z płyty lotniska jest nieznane. Nie jest to z całą pewnością polanka smoleńska. Przy tym, nie ma żadnej pewności i poszlaki, by uznać, że w „zestawie 00003” byli ludzie w momencie destrukcji tego fragmentu samolotu, dopóki to miejsce nie zostanie zidentyfikowane. (patrz „Kłamstwu na odlew. Nie było katastrofy smoleńskiej, wyd. II)

Fakt, że nie było na polanie podanej przez oficjalne media i organa państwowe jako miejsce „katastrofy”, w żaden sposób fragmentu samolotowego kadłuba z salonką prezydencko/generalską (00003) znanego z płyty lotniska Siewiernyj Smoleńsk (brak materialnego śladu), jest dowodem na podrzucenie ciał ofiar z Delegacji w nieznanej liczbie na polanę.

Dopiero uznanie tej Prawdy przez oficjalne gremia i powiązanych z nimi ludźmi nauki powinno mieć dla polskiego społeczeństwa siłę trzęsienia ziemi.

Tezy naukowe pomijające okoliczności i fakt zdublowania zestawów złomu są oderwane od całości materiału badawczego, fragmentarycznie skupione na wyciętym zagadnieniu (wybuchy, bomba termobaryczna), nie domykają wiedzy o Zbrodni Smoleńskiej w żaden sposób. Pomijanie tak istotnych faktów o fragmentach – burtach – „bliźniakach” jest drogą na skróty, która nadal nie rozwiązuje zagadki mordu na Delegacji Smoleńskiej*.

* Zdanie odnosi się do recenzji profesora Witakowskiego (portal wpolityce.pl) artykułu dr. hab. Jacka Wójcika – „Mass spectrometry of the soot left after ethylene oxide explosion answers some questions on the crash of Polish Air Force Flight 101” („Spektrometria masowa sadzy pozostałej po wybuchu tlenku etylenu odpowiada na pytania dotyczące katastrofy samolotu nr 101 Polskich Sił Powietrznych”)

00003 – burta z zachowanym fragmentem napsu REPUBLIC OF POLAND (UBLIC Of PO) zbudowana z duraluminium leżąca na bocznej płycie lotniska (pod budą)

71 – burta z polanki schowana za rosochatym drzewkiem na północnej krawędzi obszaru przypisanego tzw. katastrofie smoleńskiej. Choć konstrukcyjnie pochodzi z tego samego miejsca w samolocie co 00003, jest inaczej zniszczona.

Oba fragmenty w wyniku inscenizacji i podmiany wykluczają się i nie można ich przypisać tylko do jednego samolotu.

00003≠71

Yurko

Książki „Kłamstwu na odlew. Nie było katastrofy smoleńskiej” – obecnie Wydanie II, jak dotąd nie ma w księgarniach i wydawnictwach.

Książka „Kłamstwu na odlew. Nie było katastrofy smoleńskiej” Wydanie II wydrukowana jest na papierze albumowym. Koszt pozostaje bez zmian mimo podwyżki cen papieru, czyli – 60 zł = książka+plakat dwustronny A3+koszt wysyłki.

Podana niżej forma zamawiania jest jedynym sposobem by tę książkę otrzymać.

Jak otrzymać książkę:

przekaż wpłatę na konto PLN
60zł

SKOK Stefczyka 79 7065 0002 0650 0352 2003 0001
dopisz : darowizna na druk książki
właściciel rachunku:
Jerzy Gawryołek

potwierdź wysłanie pieniędzy na mail:

xubs2010@gmail.com

by podać adres wysyłki, gdyż czasem inny adres jest na dowodzie wpłaty.

Blogerzy smoleńscy – Władze ich nie słuchały, potem zostali zagłuszeni. Przed dwunastą rocznicą ZBRODNI.Kłamstwu na odlew.

„Kłamstwu na odlew. Nie było katastrofy smoleńskiej”. Jerzy Gawryołek.

10.04.10 – Nie doszłoby do tej tragedii, gdyby w 70. rocznicę zbrodni katyńskiej udała się na jej miejsce jedna polska delegacja z prezydentem Rzeczypospolitej na czele i z udziałem premiera polskiego rządu, gdyby ten ostatni nie prowadził przedtem wspólnie z czynnikami rosyjskimi grywykorzystującej narodową rocznicę przeciwko głowie własnego państwa. (Łażący Łazarz)

10.04.10 to data, której przypisywana jest Tragedia smoleńska, a która była w istocie Zbrodnią smoleńską. 96 bardzo ważnych osób w Państwie Polskim na czele z prezydentem Lechem Kaczyńskim i małżonką nie zginęło w katastrofie lotniczej, inaczej wszystkie oszustwa z nią powiązane nie byłyby potrzebne.

Przy lotnisku północnym w Smoleńsku (XUBS Siewierny) nie było katastrofy lotniczej, lecz jej imitacja (maskirowka, inscenizacja). Tego faktu nie zmienią nawet najbardziej technicznie zaawansowane symulacje komputerowe oparte na danych wywodzących się z Raportu MAK, na których bazowały wszystkie oficjalne komisje w Polsce.

Wobec napaści Rosji na Ukrainę, dziś media głośno przypominają ostrzeżenie Lecha Kaczyńskiego z 2008r. – „…dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze Państwa Bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę!”

Książki „Kłamstwu na odlew. Nie było katastrofy smoleńskiej” (kolejny „krzaczek” na drodze „lawiny”) – obecnie Wydanie II, jak dotąd nie ma w księgarniach i wydawnictwach. Może to się niedługo zmieni. Tymczasem informacja pojawiająca się w internecie, jakoby wydawcą była drukarnia ACAD jest myląca i powstała bez wiedzy autora. Drukarnia ta nie ma żadnych praw, by uważać siebie za wydawcę pierwszego wydania, a tym samym być sprzedawcą mojej książki.

Wybrane recenzje i opinie o książce:

Witam, dziękuję Panu za tę pracę i życzę, by ta książka trafiła do licznego grona naszych rodaków, M.B.

Dziękuję za Pana wieloletni trud, podziwiam ogrom pracy. A.Sz.

Niektórym nie przemówisz… Widzieli w telewizorni – a jakby to nie była prawda – to by nie pokazywali… Po co jeszcze książki czytać… Dlatego jest problem z dotarciem. Ja oglądając to w TV cierpiałem na dysonans poznawczy. Tak jak we wrześniu 2001 r. Jeszcze raz dziękuję! Teraz mam to na piśmie! B.Ś.

Patrząc na zdjęcia, przerażające, widzimy, w jak zakłamanym kraju żyjemy. Notabene spoglądając na dobrą pracę Sławomira Kozaka „Operacja dwie wieże” mistyfikacja dotyka szerszych kręgów. Do tego obecnie plandemia, fundusz zadłużenia i szarańcza tańcząca na warszawskim lotnisku… Książka dotarła. Ładnie wydana. M.M.

Dopiero wczoraj wróciłem do domu i potwierdzam – książka doszła. Na pierwszy rzut oka jest bardzo ładnie wydana. Dziękuję L.D.

Dziękuję panu za ogromny wysiłek i czas, jaki poświęcił pan na opracowanie książki. J.K.

Kilku moich kolegów czytało już pańską książkę i dobrze ją oceniają. Pozdrawiam. M.M.

Książkę przeczytałem. Bardzo dobrze udokumentowana i przeprowadzona analiza. Gratuluję! /../ Mam nadzieję, że książka „trafi pod strzechy” i sprawi, że więcej osób zacznie myśleć samodzielnie. Pozdrawiam serdecznie. S.K.

Zobacz najważniejszą rzecz bez retuszu i fotomontażu. Zobacz jak oszukano Polaków i świat w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku.

Książka „Kłamstwu na odlew. Nie było katastrofy smoleńskiej” Wydanie II wydrukowana jest na papierze albumowym. Koszt pozostaje bez zmian mimo podwyżki cen papieru, czyli – 60 zł = książka+plakat dwustronny A3+koszt wysyłki.

Podana niżej forma zamawiania jest jedynym sposobem by tę książkę otrzymać.

Jak otrzymać książkę:

przekaż wpłatę na konto PLN
60zł

SKOK Stefczyka 79 7065 0002 0650 0352 2003 0001
dopisz : darowizna na druk książki
właściciel rachunku:
Jerzy Gawryołek

potwierdź wysłanie pieniędzy na mail:

xubs2010@gmail.com

by podać adres wysyłki, gdyż czasem inny adres jest na dowodzie wpłaty.

Obawy i przestrogi, jaki będzie los Ojczyzny po 10.04.10, kto był winien – kto współpracował, a nie został osądzony, czyli wybrane „krzaczki na drodze lawiny(określenie prof. Mirosława Dakowskiego) po które warto sięgnąć:

Gruppenführer KAT https://niepoprawni.pl/blog/229/gruppenfuhrer-kat

Nie doszłoby do smoleńskiej tragedii, gdyby nie dwojaka polityka prowadzona przez premiera Donalda Tuska i jego środowisko: systematyczne marginalizowanie oraz propagandowe dyskredytowanie i zniesławianie prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, a jednocześnie populistyczne oszczędzanie na bezpieczeństwie najważniejszych osób w państwie.

Zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa:

https://niepoprawni.pl/blog/229/polski-watek-zbrodni-smolenskiej-zawiadomienie

Prof. Dakowski pisze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratora Seremeta

„Czerwona Strona Księżyca” – FYM

https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-cz-1.pdf

http://biblioteka.kijowski.pl/free%20your%20mind/czerwona-strona-ksiezyca.pdf

Zeszyty smoleńskie”, wyd. Antyk

„Maskirowka smoleńska”, red. Tomasz Pernak, wyd. Bollinari

oraz
„O to, co najważniejsze. Krzaczek na drodze lawiny”,prof. Mirosław Dakowski, wyd. Antyk

Kłamstwu na odlew – Prawdą na odlew. Jeszcze przed wzrostem [kolejnym] cen książek.

Z przedmowy do książki:

Organizatorzy przedsięwzięcia, które przeszło do historii pod fałszywą nazwą „katastrofy smoleńskiej” zadbali z jednej strony o spektakularny przekaz medialny kreujący wydarzenia, które się nie wydarzyły albo wydarzyły inaczej: od prezydenckiej wizyty w Wilnie do wybuchu wulkanu Eyafjallajökull i uziemienie ruchu lotniczego . Dzieje się w Europie, po oczywiste i widoczne gołym okiem zalewie kłamstwa, przeinaczenia, blefy i półprawdy, z drugiej. Upokarzające, bo możliwe do mentalnego strawienia jedynie przy natężeniu złej woli albo niewiedzy lub tchórzostwa.

Książka „Kłamstwu na odlew” mogłaby być również zatytułowana „Prawdą na odlew”, bo tak jak kłamcę i zdrajcę godzi się prać po pysku, tak czasami trzeba cucić tą samą metodą człowiekaomdlałego z braku sił bądź sparaliżowanego strachem.

Jerzy „Yurko” Gawryołek wniósł istotny rozdział do pracy zbiorowej „Maskirowka Smoleńska”, którą miałem zaszczyt współtworzyć i redagować. Każdy z nas, biorących udział w tamtym przedsięwzięciu, miał świadomość konieczności wyboru z ogromu materiałów i analiz oraz przewidywał, że pełne zdanie raportu z efektów prawie dziesięcioletniej pracy nieformalnej grupy poszukiwawczej będzie wymagało kontynuacji i doprecyzowania wątków.

Przed Państwem raport dotyczący manipulacji i aranżacji tego, co najtrudniej jest precyzyjnie zafałszować – materialnych składników zdarzenia o charakterze fizycznym. W trakcie lektury przekonacie się Państwo, że organizatorzy zdarzenia pozornie katastroficznego nie zadbali nie tylko o detale, ale nawet o sprawy kluczowe. Przy okazji każdej fabularnej produkcji filmowej inscenizatorom zdarzają się wpadki i tak było i tym razem, chociaż ilość niedociągnięć sugeruje film klasy C.

Dlaczego nie dołożyli należytej zawodowej staranności? Bo założyli z góry, że jesteśmy słabi, głupi i mamy kłopoty z pamięcią. Nie jesteśmy i nie mamy, dlatego: „Kłamstwu na odlew”. Tomasz Pernak

===================================

Jeszcze dwa miesiące ceny książek będą jak obecnie (styczeń-marzec). Już cena papieru poszła mocno w górę, i mam komunikat z drukarni że za dwa, trzy miesiące cena druku będzie wyższa. Jeśli będzie więcej zamówień, będzie można wydrukować jeszcze jedną partię po starej cenie.

Dzięki zmianom – mimo plandemii, książka pt.”Kłamstwu na odlew” która trafia do Państwa rąk, jest teraz tańsza -zapowiadają że będzie drożej z powodu wzrostu cen papieru.

Zamawianie mojej książki „Kłamstwu na odlew. Nie było katastrofy smoleńskiej”, Wydanie II poprawione, 266 stron. Wydana w pełnym kolorze, na papierze albumowym, dedykowana „ludziom smoleńskim”, mnóstwo fotografii i analiz, dodatkowo plakat A3 dwustronny, poglądowy jak fałszowano obraz złomowiska.

książka, + plakat, + wysyłka – razem 60zł.
proszę przekazać wpłatę na konto PLN
SKOK Stefczyka 79 7065 0002 0650 0352 2003 0001
dopisz : darowizna na druk książki
właściciel rachunku: Jerzy Gawryołek 

(z racji, że niekiedy adres na potwierdzeniu wpłaty jest inny niż adres odebrania książki) –
potwierdź na mail: xubs2010@gmail.com podając adres doręczenia.

Otrzymane pieniądze pokrywają koszt druku z wysyłką i wspierają druk nastepnych egzemplarzy.

Dziękuję wszystkim którzy dotąd wsparli to dzieło. 

Przede wszystkim zamawiającym oraz @Rolexowi za projekt okładki i słowo wprowadzające, profesorowi Mirosławowi Dakowskiemu za dopingowanie i @Albatrosowi z Lotu Ptaka, który wsparł pomysł zawarcia w formie książki moich analiz i opracowań. 
Pracę dedykuję „ludziom smoleńskim”.

Jerzy Gawryołek

„Smoleńskie ślady”

„Smoleńskie ślady”

To co chcę napisać wydaje mi się – obiektywnie patrząc – jak najbardziej ważne. Otóż analizując dokumentację tzw. smoleńską dotyczącą głównie miejsca fałszywego złomowiska na miejscu fałszywej katastrofy czyli „polanki samosiejek” jak nazwali owe miejsce smoleńscy blogerzy nie sądziłem, że będzie to trwało aż tyle lat.

Dociekanie prawdy, tej ludzkiej która nam wszystkim ludziom się należy, prowadzić może do różnych ustaleń, ale gdy o tym rozmyślam to i tak dochodzę do miejsca tajemnic które zna tylko sam Bóg. Owszem, są zapewne ludzie żyjący którzy wiedzą o wiele więcej o Zbrodni smoleńskiej niż wszyscy blogerzy smoleńscy razem wzięci, może i znają całą prawdę o niej. Jestem pewien, że tacy ludzie w Polsce żyją z wiedzą „jak było naprawdę” – wiedzą o logistyce przygotowań, jaka była celowość takich a nie innych posunięć, o miejscach prawdziwych zdarzeń a nie fikcyjnych, znają szczegóły odnośnie prawdziwych wydarzeń z czasoprzestrzeni choćby udawania się na Okęcie osób z Listy (list) na Uroczystości w Katyniu.

Jako blogerzy pisaliśmy – wiemy z całą pewnością jak nie było, a o tym jak było określono kilka spójnych hipotez. Ślady medialne, czyli informacje oparte przede wszystkim na spreparowanych materiałach prowadziły lub raczej wiodły za nos do lotniska Siewiernyj w Smoleńsku jakoby tam, między ulicą Kutuzowa a murem Zakładów SMAZ (zajmujących się utylizacją złomu lotniczego) spadł polski samolot z Delegacją 96 osób zasłużonych i ważnych dla Polski w różnych obszarach życia społecznego. Powiedzmy sobie to wyraźnie, że nigdy w katastrofach nazwijmy je państwowych nie giną zwykli ludzie ale ważni z różnych względów dla danego kraju. Tak było i 10 kwietnia 2010r. Trzeba to jeszcze raz powiedzieć, to nie byli ludzie bez znaczenia. Choćby tak jak w katastrofie pod Mirosławcem – tu i tu zginęli generałowie – sumując – za rządów Tuska generałów Wojska Polskiego straciliśmy więcej niż w II Wojnie Światowej.

Ślady smoleńskie prowadziły jak napisałem, siłą rzeczy na lotnisko smoleńskie północne używając narracji oficjalnych dokumentów komisji i podkomisji i sugestii mediów wprost w „łapy”, jak piszą o nim media, największego wroga Polski czyli Putina. To on i jego służby według oficjalnej narracji z „prawej strony” mieli być sprawcami śmierci Delegacji 10.04.10r. Wydaje się to takie oczywiste. Jeśli zamach, to sprawca musi być tylko jeden, tylko Putin.

Wbijano nam do głów, że jeśli ktoś śmie w to wątpić i myśli inaczej, jest zapewne pracownikiem tychże służb, a więc mówiąc pospolicie, jest na pewno ruskim agentem. Kto zaś nie zgadza się z ustaleniami komisji parlamentarnej i podkomisji afirmowanej osobą pana Przewodniczącego także zasługuje na wykluczenie jako ucieleśniony wróg Polski. Zakładamy w ten sposób, że owe opiniotwórcze źródło ma rację zawsze bez względu na fakty.

To straszne, że dotąd, blisko przez 11 lat nie ujawniono prawdziwych zdarzeń, i prawdziwych przyczyn śmierci tak ważnych dla Polski ludzi. Co się z nimi naprawdę stało? To nie są czasy gen. Sikorskiego i gibraltarskich tajemnic, a ludzi chcących prawdę o „Smoleńsku” poznać stygmatyzowano, oczerniano. Gdy okazywało się, że za dużo wiedzieli, ginęli w nie wyjaśnionych do dziś okolicznościach. Tak się dziwnie składa, że nie ginęli za granicą, w Rosji co by upewniło ostatecznie, że faktycznie „katastrofa smoleńska” to jedynie „sprawka Putina” ale ginęli w Polsce. Jeśli ginęli w Polsce oznacza to dwie rzeczy – albo Putin ma tak długie macki (zapomnijmy o suwerenności) albo, co jest najbardziej realne, była to współpraca dwóch stron z podziałem na role z wiedzą i oczekiwaniami szerszego gremium. Takie swoiste Przymierze ponad podziałami. Całkiem możliwe, że „strony” mają nawzajem na siebie tzw. haki. Dokąd więc prowadzą prawdziwe „smoleńskie ślady”? Jakie są więc fakty? Może dlatego dotąd nikt nie poniósł konsekwencji zaniedbań lub świadomych działań o czym nas, Polaków z powagą wielokroć zapewniano? Czy nie jest to zastanawiające?

Spójrzmy na zabójstwo świętego Kapłana i Męczennika, księdza Jerzego Popiełuszki. Tak jak przy tej zbrodni – ktoś ją zlecał, ktoś wykonywał a ktoś nad przebiegiem czuwał. Zbrodnia smoleńska jest jednym z licznych dowodów, że komunizm w Polsce się nie skończył, że dawny aparat nadal odgrywa kluczową rolę i pisze różne scenariusze, które wdrażane są w życie nawet wtedy kiedy nie zdajemy sobie z tego sprawy. Powstały i powstają tylko nowo-stare twory tzw „ugrupowania partyjne” przykrywające właściwe struktury pod nowoczesnymi nazwami urzeczywistnione słupkami sondażowni. Widz faktów telewizyjnych czyli najzwyczajniej w świecie medium zaczadzania i ogłupiania społeczeństwa traci swój obywatelski instynkt który po równi pochyłej dezinformacji zbliża się do zera i kompletnie nie odróżnia już fikcji od prawdy. A na co najbardziej się nabiera? Na strach. Strach opanował skutecznie wiele milionów ludzi, a media i ich przekazy nie informowania ale zastraszania, mutują się coraz bardziej jak przysłowiowy coronawirus wśród zaszczepionych. Nie łudźmy się więc, że z telewizji coś usłyszymy prawdziwego lub czegoś prawdziwego się dowiemy. Stacje nadawcze i to obojętnie które, stosują te same metody. A Prawdziwe życie toczy się poza telewizorem.

Dla wąskiej grupki „ludzi smoleńskich” – blogerów oraz dla wielu setek tysięcy „cichych”, prawych ludzi jest oczywistą oczywistością, że w Smoleńsku nie było „katastrofy smoleńskiej” i że wiele z nią związanych prawdziwych wydarzeń miało miejsce w Polsce. Wiele bowiem „bliźniaczych śladów” o tym mówi. Taki monitoring na przykład. Działa wszędzie, w każdej sferze życia publicznego. I na Okęciu i w Smoleńsku nie zadziałał. Jak tłumaczono – zepsuły się kamery, tu i tu. Czy to nie swoiste kuriozum? Elementów synchronizacji było więcej. Dziewięć satelitów które nagle równocześnie oślepły, też odegrały swoją rolę. Nie zobaczyliśmy więc, jak rodziny żegnają swoich bliskich ale i nie zobaczyliśmy, jak to bywało w wielu przypadkach na świecie, jak rozbija się „prezydencki tupolew”. Media światowe dość skwapliwie takie wydarzenia publikują jako newsy które przyciągną jeszcze większą oglądalność. Najwyraźniej, chciano uniknąć fatalnych wpadek przy „zamachu” 9/11. Ówczesne live pokazało z jakim ryzykiem jest powiązane pokazywanie na żywo fałszywych katastrof.

Nie zawsze więc nawet tak skrupulatnie przygotowana mistyfikacja przynosi oczekiwany rezultat. Dlatego w przypadku „Smoleńska”, w przypadku „wylotu” oglądalność miała być równo zeru. To samo już w Smoleńsku – zarejestrowanego filmu kamerami czy też telefonami komórkowymi „upadku prezydenckiego samolotu” wykonującego rzekomo ekwilibrystyczne figury i ryjącego dziobem ziemię po przeoraniu gleby skrzydłem – niestety nie ma i wszystko wskazuje, że nie było, tak jak nie było „katastrofy smoleńskiej”. bez względu jak ją zalegendowano. Przelatującego samolotu w wyznaczonym czasie „zero” ze wschodu na zachód albo od zachodu na wschód, obojętnie, próbującego lądować w dymie palących się wokół łąk, i w sztucznie wytworzonej mgle, poza Iłem Frołowa mającym takie same silniki jak tupolewy, nikt z oczekujących oficjeli na Delegację nie widział i nie słyszał. Jak pamiętamy, długo bo wiele tygodni, trwało dopasowywanie czasu „zero” do dokumentów MAK. Do wyjaśnienia tutaj pozostaje informacja o Delegacji, która „już tu jest”, „przyleciała godzinę temu” – jaki był jej skład i jakie były okoliczności wcześniejszego przybycia (czy od zachodu?), dlaczego „godzinę wcześniej” oraz czy te osoby żyją (?), czy też to właśnie ich ciała zostały podrzucone na smoleńskie błoto z fałszywym złomem. (Fałszywa szachownica lewego skrzydła, fałszywe fotele, burty = fałszywa katastrofa) Logika mówi, że musiała to być nieduża grupa osób. Jak wyglądała odprawa, jeśli ta grupa wylądowała wcześniej np. Jakiem? Czy to im odebrano paszporty i oderwano wojskowe oznaczenia zanim zginęli? Może dokumenty Ofiar wędrowały z Polski do Rosji i z powrotem?

Wracając do Okęcia trzeba zapytać z kolei – kto w feralną sobotę „czuwał” na Okęciu, kto sprawował kontrolę, zabezpieczał teren? Kto miał zadbać o bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie? Sporo tych pytań bez odpowiedzi, ale czas pokaże czy takimi pozostaną.

Yurko
Uroczystość Chrystusa Króla 21.11.2021

Dzięki zmianom – mimo plandemii, książka pt.”Kłamstwu na odlew” która trafia do Państwa rąk, jest teraz tańsza.

Zamawianie mojej książki „Kłamstwu na odlew. Nie było katastrofy smoleńskiej”, Wydanie II poprawione, 266 stron, pełny kolor (wydana na papierze albumowym, dedykowana „ludziom smoleńskim”, mnóstwo fotografii i analiz, dodatkowo plakat A3 dwustronny poglądowy jak fałszowano obraz złomowiska).

książka, + plakat, + wysyłka – razem 60zł.

przekaż wpłatę na konto PLN

SKOK Stefczyka 79 7065 0002 0650 0352 2003 0001

dopisz : darowizna na druk książki

właściciel rachunku: Jerzy Gawryołek potwierdź na mail: xubs2010@gmail.com