Grupa szesnastu publicystów i historyków opublikowała swoiste potępienie akcji bilbordowej „Chanuka czy Boże Narodzenie”
Panowie napisali we wstępie do swojej deklaracji „czujemy się w obowiązku przypomnieć parę podstawowych faktów religijnych i historycznych”.
Niestety, uczynili to bardzo wybiórczo z dodatkiem niemałej porcji fałszu.
Pierwszy punkt ich oświadczenia zaczyna się słowami „Chrystus Pan obchodził święto Chanuki (por. J 10,22-23), co powinien wiedzieć każdy katolik…”
Warto podkreślić, że właśnie w tym dniu i w tych okolicznościach żydzi podjęli dwukrotnie próbę schwytania Jezusa w celu zamordowania Go. „I znowu Żydzi porwali za kamienie, aby Go ukamienować”. „I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk”.
Oczywiście nie z powodu palenia przez siebie Chanuki, ale za słowa Chrystusa: „Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie! Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mi nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu”
W apelu szesnastu znalazły się zdania zawierające mieszaninę fałszu, prawdy i… hagady
W punkcie drugim piszą: „Nie zmienia to faktu, że obchodzenie uroczystości Poświęcenia Świątyni przez Żydów zasługuje na szacunek, tym bardziej, że Kościół zawsze uważał, że Żydzi praktykując swą religię pozostają świadkami Prawdy chrześcijaństwa, prawdziwości obietnic mesjańskich, które Chrystus wypełnił, i aktów historii Zbawienia, które poprzedziły Narodzenie Pańskie”.
„Zasługuje na szacunek”. Oczywiście. Nikt nie zakłóca żydowskich obrządków dokonywanych w ich Świątyniach czyli w synagogach lub prywatnych pomieszczeniach. Sprzeciw budzi celowa demonstracja żydowskich obrządków w urzędach państwowych i w miejscach publicznych.
Apelowiczom oraz zwiedzonym należy zwrócić uwagę, że Żydzi, którzy demonstrują takie zachowania w miejscach publicznych nie urodzili się w Polsce, a ich przekonania to dwa kompasy: syjonizm i talmudyzm. Ponadto używającym sformułowania „realizacji dobra wspólnego” należy zadać pytanie: na czym polegała realizacja dobra wspólnego przez mniejszości narodowe: żydowską i ukraińską w II RP, bo jeżeli zdarzały się chlubne wyjątki to szybko tonęły w bagnie kolaboracji z Sowietami lub Niemcami.
Punkty 6 i 7 zawierają insynuację. Sygnatariusze piszą o aktach: agresji, wrogości i szerzeniu uprzedzeń oraz o czynnym sprzeciwie wobec zachowań, postaw i opinii, które dewastują życie publiczne, kulturę katolicką i oszpecają wizerunek Ojczyzny. Typowa żydowsko-lewicowa hagada.
____________________________________________
Stanowisko Grzegorz Brauna
Mocne, naprawdę mocne. Ta kolejna próba przyprawienia mnie o śmierć cywilną – istny „mord rytualny” narzędziami publicystycznej manipulacji i insynuacji – w największym skrócie: poprzez mylące i kontrfaktyczne kojarzenie kultu Talmudu (rasistowskiego w teorii i ludobójczego w wielowiekowej praktyce) z religią Najświętszej Rodziny, a jednocześnie propagowanie ahistorycznej, sentymentalizującej wizji obecności Żydów w dziejach Polski (a la „Muzeum Polin”). Zdawać się już mogło, że w strategiach odsądzania mnie od czci i wiary trudno o jakieś nowe słowo – a oto doborowe grono zacnych skądinąd i autentycznie zasłużonych postaci ogłasza mnie ni mniej, ni więcej, złym Polakiem i złym katolikiem – listę sygnatariuszy (spośród których większość miałem niegdyś zaszczyt znać osobiście, z niektórymi przestawać na „Ty”) stanowczo polecam… Państwa w modlitwie.
O autorze: CzarnaLimuzyna
Wpisy poważne i satyryczne
=============================
mail:
Z tego co mi wiadomo to świecznik jaki zapalano w Świątyni nazywał się menora i był siedmioramienny, a ten chanukowy jest dziewięcio-ramienny
Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan w Kościele katolickim w Polsce poprzedza zawsze wyjątkowe w skali świata wydarzenie: Dzień Judaizmu w Kościele. Zaraz, zaraz… Żydzi odrzucają Chrystusa, nauki Talmudu są wobec Zbawiciela wręcz wulgarnie obraźliwe – a katolicy obchodzą dzień żydowskiej religii w Kościele?
Tak to właśnie wygląda – i to już od 27 lat, a znaczna część biskupów nie kryje, że jest z tego dumna. Są nawet tacy, którzy oczekują celebrowania Dnia Judaizmu w każdej polskiej parafii..
Trudno jest dowiedzieć się z oficjalnych kościelnych wystąpień w Dniu Judaizmu, o co tak naprawdę chodzi we współczesnej religii żydowskiej. Dominują, jak zawsze, fałszywe banały o tym, że Żydzi są naszymi „starszymi braćmi w wierze”, albo że nie da się zrozumieć religii katolickiej bez zrozumienia wiary żydowskiej.
Jak jest naprawdę? O tym piszemy w szeregu tekstów, które w tym miejscu proponujemy Państwa lekturze. Zamiast tkwić w oparach filo-judaistycznej poprawności politycznej – lepiej dowiedzieć się, jak naprawdę wyglądają nauki żydowskie i jaki był zawsze stosunek Kościoła katolickiego wobec judaizmu.
Kiedy rzecznik Hamasu, Abu Ubaida, rozpoczął przemówienie z okazji setnego dnia wojny w Strefie Gazy, jedna proklamacja umknęła z głównych komentarzy. Wymieniając motywy masakry dokonanej 7 października w Izraelu, oskarżył Żydów o “sprowadzanie czerwonych krów” do Ziemi Świętej. Krowy, o których mówił, to rude jałówki, które obecnie pasą się w bezpiecznym, nieujawnionym miejscu na okupowanym przez Izrael Zachodnim Brzegu. Niektórzy żydzi i chrześcijanie wierzą, że są kluczem do odbudowy żydowskiej świątyni, która kiedyś stała w Jerozolimie w miejscu, gdzie dzisiaj jest meczet Al Aksa i do przyjścia Mesjasza. Aby to zrozumieć, trzeba cofnąć się o prawie 2000 lat w burzliwej historii Bliskiego Wschodu, kiedy to starożytni Rzymianie zniszczyli świątynię w Jerozolimie. Aby ją odbudować, gorliwi żydzi powołują się na biblijną Księgę Liczb, która nakazuje Izraelitom ofiarować “czerwoną jałówkę bez skazy, która nigdy nie była pod jarzmem”. Twierdzą, że tylko dzięki tej ofierze może powstać świątynia. Kluczową rolę w sprowadzeniu jałówek do Ziemi Świętej odegrał Icchak Mamo z Uvne Jerusalem, grupy zaangażowanej w budowę nowej świątyni na Starym Mieście w Jerozolimie. “Musisz sprawdzić, czy mają białe lub czarne włosy” – powiedział CBS News, wyjaśniając, że każda sierść, która nie jest ruda, dyskwalifikuje krowy z wypełniania ich przepowiedzianej roli. Odnalezienie czerwonych jałówek zajęło lata. Poszukiwania zaprowadziły Mamo nie do żydowskich hodowców, ale do chrześcijańskich ranczerów oddalonych o tysiące mil. Aby obejść surowe przepisy obowiązujące w tamtym czasie, które zakazywały eksportu amerykańskiego bydła do Izraela, jałówki zostały zaklasyfikowane jako „zwierzęta domowe”. Na jałówki czeka ogromny biały ołtarz, na którym mają zostać spalone na działce z widokiem na Górę Oliwną w Jerozolimie. Mamo powiedział, że ceremonia musi być odprawiona patrząc na miejsce, w którym stała starożytna Druga Świątynia, dopóki nie została zniszczona przez Rzymian w 70 roku. To, o czym Mamo nie wspomniał, to że na miejscu tej świątyni stoi obecnie: Kopuła na Skale i meczet Al-Aksa, które należą do najświętszych miejsc islamu. Druga Świątynia, czyli Świątynia Heroda, była zrekonstruowaną wersją pierwszej, zbudowanej według Pisma Świętego w VI wieku p.n.e., “To bardzo ważne dla Żydów, aby powrócić i odbudować świątynię” – powiedziała pochodząca z Nowego Jorku Melissa Jane Kronfeld, która założyła organizację High on the Har, aby oprowadzać wycieczki. Nie ukrywa, co chce aby zrobić z Kopułą na Skale.
“Całość miejsca pójdzie na budowę świątyni” – powiedziała, uznając, że świątynia i jej złota kopuła zostaną zachowane, ale przeniesione. Jest to rozwiązanie, którego wielu się obawia; jeśli zostanie zrealizowane, obecna wojna może stać się jeszcze bardziej krwawa i rozprzestrzenić się poza Strefę Gazy. “Wszyscy mówią, że budowa Trzeciej Świątyni, jest tym, co przyniesie wojnę, zdestabilizuje Bliski Wschód” – stwierdziła Kronfeld. “Bliski Wschód jest zdestabilizowany, a wojna, jeśli się nie mylę, już tu jest”. Marzenie Kronfeld o Trzeciej Świątyni nie są oficjalnie podzielane przez rząd izraelski ani przez zdecydowaną większość Izraelczyków czy Żydów. Sugestia ta oburza jednak liczne grupy islamistyczne. Hamas nazwał swój atak terrorystyczny na Izrael z 7 października “Falą Al-Aksa”, a emblemat tej grupy przedstawia Kopułę na Skale za dwoma skrzyżowanymi mieczami. Większość muzułmanów nie popiera przemocy Hamasu, podziela jednak jego niezachwiane przywiązanie do Ziemi Świętej, mówi Mustafa Abu Sway, główny Imam Al-Ghazali w meczecie Al-Aksa.
“Meczet Al-Aksa należy do wszystkich muzułmanów” – powiedział. “Będą więc reakcje od Indonezji, przez Toronto, po Nowy Jork. Dzisiaj na świecie jest 2 miliardy muzułmanów”. Dodał, że usunięcie Al-Aksy lub Kopuły na Skale jest “niewyobrażalne” i ostrzegł, że byłoby to “otwarciem puszki Pandory, której nikt nie będzie mógł zamknąć”. Żydowskich aktywistów nie odstrasza masakra Hamasu z 7 października ani trwająca wojna w Gazie. Niektórzy wykorzystują konflikt jako kanwę promowania swojej sprawy w Stanach Zjednoczonych. Na niedawnym Narodowym Zgromadzeniu Modlitwy i Pokuty w Waszyngtonie, D.C., Mamo mówił o swoich jałówkach i nadziejach na Żydowską Trzecią Świątynię. Zgromadzenie zostało zwołane przez przewodniczącego Izby Reprezentantów Mike’a Johnsona, który wygłosił przemówienie przed przemówieniami przywódców ewangelickich i kongresmenów. Wielu amerykańskich ewangelikanów wierzy, że czerwone jałówki zapoczątkują powtórne przyjście Chrystusa. “Oczekujemy Mesjasza i potrzebujemy, aby Mesjasz przyszedł” – powiedział Byron Stinson, Teksańczyk, który wyhodował krowy i pomógł wysłać je do Izraela. “Dla mnie czerwona jałówka jest czerwona dla krwi Jezusa Chrystusa. Dlatego kolor jest czerwony”. [brednia typowa dla ewangelikanów md]
“Proroctwa się spełniły i Żydzi wrócili do Izraela” – dodał Stinson. “Teraz muszą zbudować Świątynię. Ale to tak, jakby kupić naprawdę fajny samochód. Jeśli nie masz klucza, nigdzie się nie wybierasz. Czerwona jałówka jest kluczem do tego, by Świątynia działała tak, jak powinna”. Mamo powiedział CBS News, że jałówki muszą tylko przejść ostateczny test czystości. Ceremonia, która, jak ma nadzieję, wskrzesi świątynię i zapoczątkuje przyjście Mesjasza, może odbyć się lada dzień. Powiedział, że rozumie, dlaczego Hamas może być oburzony. “Ale nie mogę zrozumieć, nawet jeśli mają rację, dlaczego muszą mordować i gwałcić ludzi, aby wygrać wojnę” – powiedział. “Terroryści atakowali nas, zanim jeszcze zdążyliśmy pomyśleć o tych krowach” – wspomina. “Nie potrzebują ich jako pretekstu do zabijania”. Czerwona jałówka jest po raz pierwszy wspomniana w Księdze Liczb 19:3, kiedy Bóg mówi Mojżeszowi i Aaronowi: “To jest rytualne prawo, które Bóg nakazał: Powiedz Izraelitom, aby przyprowadzili wam czerwoną krowę bez skazy i na którą nie zostało nałożone jarzmo”. Tora wyjaśnia dalej, w jaki sposób jałówka jest przetwarzana i spalana, a jej prochy mieszane z uświęconą wodą. Ci, którzy stali się nieczyści z powodu dotknięcia ludzkich zwłok, byli oczyszczani przez dwukrotne polanie ich wodą zmieszaną z popiołem: raz trzy dni po kontakcie ze zwłokami i drugi raz siedem dni po kontakcie. Tora podaje, że czerwona jałówka została przyniesiona kapłanowi Elazarowi, synowi Aarona, i została przetworzona na prochy do rytuału. Według Talmudu prochy te były używane od tego momentu aż do końca okresu Pierwszej Świątyni. W okresie Drugiej Świątyni spalono kolejne pięć do siedmiu czerwonych jałówek na popiół. Majmonides napisał w swoim kompendium prawa żydowskiego, Miszne Tora (Prawa czerwonej jałówki, 3:4), że następna czerwona jałówka zostanie przyniesiona przez Mesjasza.
W dzisiejszych czasach zakłada się, że wszyscy Żydzi, w tym kohanim [kapłani in spe md], są nieczyści z powodu nieczystości przekazywanej przez zwłoki. Podczas gdy w życiu codziennym w dzisiejszych czasach status ten nie ma większego praktycznego wpływu, osoby nieczyste z tego rodzaju nieczystością mają zakaz wstępu do Świątyni. Kohanim nieczyści z tego rodzaju nieczystością nie mogą w ten sposób odprawiać nabożeństw wymaganych w Świątyni i musieliby zostać oczyszczeni popiołem czerwonej jałówki, zanim będą mogli ponownie służyć, co sprawia, że stworzenie takich popiołów jest koniecznym wymogiem dla każdej próby ponownego zbudowania Świątyni w Jerozolimie. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy nie-Żydzi pomogli dostarczyć czerwoną jałówkę narodowi żydowskiemu. Talmud (Kiduszin 31a) podaje, że nie-Żyd o imieniu Dama ben Netina odmówił dostarczenia klejnotów potrzebnych do Świątyni, pomimo zaoferowania dużej nagrody, ponieważ jego ojciec spał na kluczu do szkatułki z klejnotami i nie chciał zakłócać ojcu odpoczynku. W nagrodę za szacunek, jaki okazywał swojemu ojcu, w następnym roku w stadzie ben Netiny urodziła się czerwona jałówka, którą mógł sprzedać za pieniądze, które zarobiłby, gdyby sprzedał im klejnoty. za CBS oraz Jerusalem Post
Ks. prof. Waldemar Chrostowski / fot. ilustracyjne / foto: YT: Biały Kruk
Specjalista od tematyki żydowskiej, ks. prof. Waldemar Chrostowski w rozmowie z „DoRzeczy” mówił o coraz popularniejszej wśród Żydów koncepcji odbudowy Świątyni Jerozolimskiej. Obecnie w miejscu, gdzie stała, znajdują się meczety. Istnieje ryzyko, że Izrael będzie chciał doprowadzić do „politycznej katastrofy” czy nawet apokalipsy, by zrealizować swój plan.
Silne organizacje świątyni
Ks. prof. Chrostowski powiedział, że „od dawna istnieją prężne żydowskie instytucje i gremia, których głównymi celami są odbudowa Świątyni Jerozolimskiej i wskrzeszenie kultu w jego dawnym kształcie”.
– Ruch nazwany The Temple Mount Faithful zadbał o przygotowanie kamieni węgielnych pod odbudowę świątyni. Sześciotonowe głazy zostały poświęcone wodą z sadzawki Siloam i pocięte diamentami na mniejsze kawałki. Od kilkunastu lat Gershon Solomon, przywódca tego ruchu, podejmuje próby – do tej pory udaremniane przez policję i wyznawców islamu – wniesienia tych kamieni na Wzgórze Świątynne – wyjaśnił duchowny.
– Od 1987 r. działa The Temple Institute, który zgodnie z instrukcjami rabinów przygotowuje przedmioty, szaty liturgiczne i instrumenty muzyczne niezbędne do sprawowania kultu. Jego siedziba znajduje się w okazałym trzypiętrowym budynku w samym sercu żydowskiej dzielnicy jerozolimskiego Starego Miasta. Na obrzeżach Wzgórza Świątynnego wciąż trwają intensywne prace archeologiczne, których celem jest nie tylko poznawanie przeszłości, lecz także kształtowanie przyszłości – zwrócił uwagę ks. prof. Waldemar Chrostowski.
Okultyzm i czerwone jałówki
Wspomniał także o „czerwonych jałówkach” potrzebnych do wznowienia działalności świątyni.
– Członkowie Boneh Israel, Budowniczowie Izraela, chcąc przyspieszyć nadejście Mesjasza, sprowadzili ze Stanów Zjednoczonych pięć czerwonych jałówek potrzebnych do celebracji rytuału „para adumah”, „czerwonej jałówki” [rytualnego zarżnięcia md], którego przebieg został ustalony w starotestamentowej Księdze Kapłańskiej. Prochy tych krów, uzyskane wskutek spalenia, mają być zmieszane z wodą i używane w rytuale oczyszczania z grzechów lub nieczystości kultowej – wyjaśnił ks. prof. Chrostowski.
Żydzi, jak wyjaśnia duchowny, uznają obecność tych jałówek za „powrót mesjańskiego znaku”. Podkreślił także, że kwestia odbudowy świątyni to nie jest jakaś fanaberia nic nie znaczących miłośników żydowskich tradycji.
Wykup gruntów
– Na Górze Oliwnej, na wschód od Jerozolimy, wykupiono kawałek gruntu, dokąd te krowy mają być przeniesione albo już zostały przeniesione, żeby mogły być spalone nie gdzie indziej, lecz naprzeciw Wzgórza Świątynnego. Ideologia „miłośników Trzeciej Świątyni” nie ogranicza się jedynie do grupy religijnych radykałów, lecz ma stale rosnącą liczbę zwolenników w parlamencie i rządzie Izraela – zwrócił uwagę ks. prof. Chrostowski.
Pojawia się też bardzo konkretny polityczny problem. Świątynia stała na wzgórzu, na którym obecnie jest pełno meczetów. Słynny Meczet Omara stoi w miejscu zarówno I jak i II świątyni.
– Itamar Ben-Gewir, lider skrajnie prawicowej partii Żydowska Siła, od objęcia w 2022 r. teki ministra bezpieczeństwa wewnętrznego Izraela co najmniej dwukrotnie wszedł na teren Wzgórza Świątynnego, dając wyraźnie poznać, w którym kierunku zmierza polityka rządu. Chaim Berkovits, członek ruchu Boneh Israel, deklaruje, że zapoczątkowanie kultu żydowskiego w Trzeciej Świątyni jest „tylko kwestią czasu”. Wiele wskazuje na to, że trzeba mu wierzyć – ocenił duchowny.
Polityczny kataklizm celem Izraela?
Ks. profesor stwierdził też, że „nie jest wykluczone”, że Izrael będzie dążył do politycznego kataklizmu, by zrealizować swój niebezpieczny cel.
– Kiedy coś dramatycznego wydarzy się na Wzgórzu Świątynnym, politycy i większa część środków masowego przekazu najpierw zaprotestują, ale wkrótce te protesty ucichną i przemówią fakty dokonane, wzmocnione starannie opracowaną propagandą proizraelską i prosyjonistyczną. Jest pewne, że zyska ona silne poparcie Stanów Zjednoczonych i znajdzie sprzymierzeńców wśród chrześcijan, nie tylko amerykańskich – ostrzegł ks. prof. Waldemar Chrostowski.
Nie jest dobrze. To znaczy – oczywiście jest, jakże by inaczej – ale nigdy przecież nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze dobrzej. A kiedy może być jeszcze dobrzej? A wtedy, gdy ktoś – najlepiej Judenrat „Gazety Wyborczej” – wdroży jakiś projekt racjonalizatorski. Dlaczego najlepiej, że by taki projekt racjonalizatorski wdrażał Judenrat „Gazety Wyborczej”? Składa się na to szereg zagadkowych przyczyn; po pierwsze – że Judenrat, zgodnie z leninowskimi normami życia partyjnego, które pan red. Michnik musiał wchłonąć będąc jeszcze dzieckiem w kolebce – tak czy owak musi uprawiać organizatorską funkcję prasy. W swoim czasie snop światła na tę sprawę rzucił „drogi Bronisław”, czyli pan prof. Bronisław Geremek, mówiąc o tzw. „faktach prasowych”. Fakty bowiem dzielą się na autentyczne i prasowe. O autentycznych nie mówimy tym bardziej, że według niektórych filozofów, tzw. radykalnych solipsystów, takich faktów w ogóle „nie ma”. Według nich bowiem świat mieści się w ciasnej przestrzeni między ich uszami, więc poza tą przestrzenią nie ma nic. Ciekawe, że ci filozofowie, jak tylko dostaną posadę na uniwersytecie, zaczynają ten radykalny solipsyzm głosić na wykładach. Komu? Przecież nie studentom, tylko jakimś fantomom? No a po co solipsyzm fantomom? Tego oczywiście nikt nie wie, więc dobrze, że chociaż pieniądze, które nasi filozofowie inkasują za te wykłady, są już prawdziwe. W tej sytuacji nie ma rady; musimy wrócić do faktów prasowych. W odróżnieniu od faktu autentycznego, faktu prasowego w ogóle nie musi być; wystarczy, jak Judenrat opublikuje na swoich łamach stosowną informację. Od tego momentu fakt prasowy żyje własnym życiem, a Judenrat może obcinać od tego życia kupony.
Żeby nie być gołosłownym, podam przykład hybrydy faktu autentycznego z prasowym. Mam oczywiście na myśli tak zwany „przemysł molestowania”. To określenie tak zbulwersowało (nic tak nie gorszy, jak prawda!) drogiego pana mecenasa Jarosława Głuchowskiego z Poznania, że aż z obfitości serca naskarżył na mnie do niezawisłego sądu. Hybrydowy charakter przemysłu molestowania polega na tym, że fakt autentyczny zaczyna obrastać w fakty prasowe tak, że potem niepodobna odróżnić jednego od drugiego. Poza tym jest to chyba jeśli nawet nie zakazane, to w każdym razie – niemile widziane przez niezawisłe sądy. Taki jeden z drugim niezawisły sąd już wyrobił sobie pogląd na tak zwany „stan faktyczny” na podstawie wspomnianej hybrydy, a tu przychodzi jakaś pozwana Schwein i zaczyna ten stan faktyczny kwestionować. Jak zauważył nieżyjący już laureat Nagrody Nobla z ekonomii z roku 1992 Gary Stanley Becker („Ekonomiczna teoria zachowań ludzkich”), ludzie zachowują się tak, jakby kalkulowali. Słowem – starają się iść po linii najmniejszego oporu. Skoro tedy niezawisły sąd już wyrobił sobie pogląd na temat „stanu faktycznego”, to nic dziwnego, że odczuwa instynktowną niechęć do wszelkich dysonansów poznawczych, których musiałby doznać, gdyby zaczął słuchać, co mu ma do powiedzenia wspomniana Schwein. Na wszelki tedy wypadek odbiera jej głos, odrzuca wszystkie jej wnioski, nie dopuszczając do żadnych dysonansów, dzięki temu może „mądrze i wesoło”, a także niezawiśle „orzekać”.
Tymczasem wytwarzaniem „stanów faktycznych” zajmuje się właśnie Judenrat, podsuwając niezawisłym sądom tak zwane „gotowce”, którym niezawiśli sędziowie dają wiarę nie tylko z wygodnictwa, ale również – kierowani instynktem samozachowawczym. Jeśli bowiem będą orzekać na podstawie wspomnianych „gotowców”, to nie ma obawy, że Judenrat zrobi z nich potem marmoladę i narazi na dyscyplinarkę. Wydawałoby się tedy, że schemat przemysłu molestowania w naszym nieszczęśliwym kraju działa jak w zegarku; najpierw Judenrat komponuje stan faktyczny w postaci „gotowca”, potem zabiera się za to prawnik, który tak kieruje sprawą, by wszyscy byli zadowoleni – również niezawisły sąd, któremu przecież też się nie przelewa – a płacić za to wszystko ma ten, który akurat znajduje się na linii strzału Judenratu.
A tak się akurat składa, że w miarę rozwoju „dialogu z judaizmem” na celowniku Judenratu znalazł się znienawidzony Kościół katolicki. Warto przypomnieć, że wszelkie ruchy rewolucyjne, z których Żydowie zawsze dlaczegoś znajdowali się w awangardzie, zawsze dybały na majątek Kościoła, jako rzecz ponoć nie do pogodzenia z religią, według której Kościół ma być ubogi, a bogaci – ewentualnie Żydowie. Nic więc dziwnego, że i Judenrat w majątku Kościoła szczególnie sobie upodobał – ale że na tym etapie jeszcze nie może doprowadzić do konfiskaty – jak za Lenina – toteż posługuje się dźwignią Archimedesa w postaci właśnie przemysłu molestowania. Skołowani biskupi, którzy w dodatku nie wiedzą, co tam sławna „komisja Michnika” znalazła w archiwach MSW, wyszli naprzeciw potrzebom wspomnianego przemysłu, tworząc Fundację św. Józefa. Na dochody tej fundacji składają się wpłaty poszczególnych parafii, czyli składają się parafianie, a jej zadaniem jest wypłacanie zadośćuczynień tak zwanym „ofiarom”: jurnych księży czy zakonników. Dzięki temu ciężar odpowiedzialności finansowej został przerzucony na parafian, którzy nikogo nie molestowali. Niezawisłym sądom tylko było w to graj, bo forsa leci, więc pani sędzia Anna Łasik ze znanego na całym świecie z niezawisłości sądowej Poznania, precedensowo wprowadziła zasadę odpowiedzialności zbiorowej: za sprawcę odpowiada majątkowo ogół, w tym przypadku parafianie, którzy nawet o tym nie wiedzą – no ale to przecież tym lepiej.
I kiedy wydawało się, że wszystko – jak mówią gitowcy – „gra i koliduje”, Judenrat wpadł na pomysł racjonalizatorski. Po co tutaj jeszcze jacyś „prawnicy” kiedy przecież można by procedurę uprościć: do biskupa zgłasza się panienka, co to przypomniała sobie, że ksiądz wsadził jej rękę pod spódniczkę, a nawet gmerał w majteczkach, więc nie ma rady – trzeba wypłacić jej milion w gotówce oraz dożywotnią rentę, bo inaczej do śmierci będzie cierpiała katiusze. Podobnie jegomość, który przypomni sobie, jak to ksiądz „gwałcił” go nawet bez przerwy na posiłki i sen, przez trzy lata, zaś on, niebożę, teraz z tej traumy, w każdą miesięcznicę popuszcza w gacie. Więc nie ma rady, tylko milion i renta. Widocznie jednak biskupi skapowali, że jak tak dalej pójdzie, to Judenrat wyszlamuje wszystkich parafian, którzy prędzej, czy później też skapują, o co chodzi i wstrzymają finansowanie wspomnianej Fundacji – i stanęli okoniem. Zgorszony Judenrat nie zostawił na nich suchej nitki za tę „skandaliczną reakcję”. Konkretnie zaś chodzi o to, że tym razem nie dali wiary w „fakty prasowe”, że na przykład dwóch wikarych przez całe trzy lata „gwałciło” pewną panienkę, a ona, jak gdyby nigdy nic, tym praktykom się poddawała – ale oczywiście tylko pozornie, bo wewnątrz cała była przeciw – i tak dalej. Okazuje się, że niestety; trzeba będzie jednak dzielić się z „prawnikami”, przynajmniej do momentu, kiedy Reichsfuhrerin, co to właśnie ponownie stanęła na czele Komisji Europejskiej, nie nakaże obywatelu Tusku Donaldu proklamować Generalne Gubernatorstwo. Wtedy nie tylko możliwe będą konfiskaty jako kara za sabotowanie „niemieckiego dzieła odbudowy”, ale – kto wie – może nawet zostanie otwarty chwilowo nieczynny obóz w Dachau?
„Uderz w stół, a nożyce się odezwą” – tak polski poseł do Parlamentu Europejskiego Grzegorz Braun skomentował nowy donos organizacji żydowskich do przewodniczącej Parlamentu Europejskiego. Co tak oburzyło „starszych i mądrzejszych”? Jak zwykle kilka słów prawdy.
Na Grzegorza Brauna skargę złożył nie byle kto, bo przedstawiciele najbardziej wpływowych organizacji żydowskich na świecie tj. American Jewish Committee i European Jewish Congress. Syjonistom nie spodobało się to, że poseł Grzegorz Braun wytknął im obrzydliwy rasizm.
Dzień wcześniej Braun w parlamencie Europejskim dał krótkie przemówienie ws. wydarzeń w Amsterdamie, gdzie żydowscy kibole sprowokowali zamieszki, a Żydzi twierdzą, że to był „pogrom”.
„Chciałbym wyrazić moją wdzięczność dla wszystkich fanów piłki nożnej w Europie, którzy pokazali, że nie akceptują żydowskiego rasizmu” – mówił Braun.
„Izraelscy chuligani, którzy najechali Amsterdam w ubiegłym tygodniu, śpiewali „Dlaczego nie ma szkół w Strefie Gazy? Bo zabiliśmy wszystkie dzieci!” To ich piosenka. Dlatego wyrażam wdzięczność każdemu, kto potępia taką ekspresję żydowskiego rasizmu. Syjonizm to nazizm. Goje wszystkich krajów – łączcie się” – powiedział Grzegorz Braun.
Musiało to zagotować żydowskich aktywistów syjonizmu, bo już następnego dnia wystosowali pismo do przewodniczącej Parlamentu Europejskiego, Roberty Metsoli, w którym wyrazili swoje oburzenie na Brauna i obsztorcowali Parlament Europejski, że nie zareagował odpowiednio, czyli nie potępił, nie przeprosił i nie wyrzucił Brauna za drzwi.
„Chcemy wyrazić nasze oburzenie antysemickim wystąpieniem i nawoływaniem do przemocy przez posła do Parlamentu Europejskiego Brauna podczas wczorajszej debaty na temat antyizraelskich i antyżydowskich zamieszek w Amsterdamie i wzywamy do ukarania go w najszerszym zakresie przepisów parlamentarnych” – napisali Daniel Schwammenthal, dytrektor AJC Transatlantic Institute i dr Ariel Muzicant, Prezydent European Jewish Congress.
„W swoich uwagach transmitowanych na żywo w Internecie i oglądanych przez cały świat poseł do Parlamentu Europejskiego Braun podziękował bandytom, którzy polują na Izraelczyków i Żydów na ulicach, zniesławił syjonizm jako nazizm i wezwał wszystkich Gojów na całym świecie do zjednoczenia się przeciwko Żydom.”
W powyższym zdaniu panów autorów zdecydowanie poniosła fantazja – poseł Braun mówił o żydowskim rasizmie i syjonizmie i dziękował za potępianie tych negatywnych zjawisk, a nie do jednoczenia się przeciwko Żydom, czy dziękowaniu jakimś bandytom.
„Chcemy także wyrazić nasze rozczarowanie faktem, że wiceprzewodniczący Zīle, który nadzorował debatę plenarną, nie potępił posła do Parlamentu Europejskiego Brauna. Zamiast tego po prostu powiedział „dziękuję” i przeszedł do następnego mówcy, jakby właśnie nie wydarzyło się nic niezwykłego. Kiedy poseł do Parlamentu Europejskiego wygłasza takie nienawistne uwagi, odpowiednią reakcją byłoby co najmniej wezwanie do porządku, jeśli nie wyrzucenie go z izby.”
Dalej panowie przytaczają argumentum ad Holocaustum i wspominają jakie złe rzeczy zrobił im Hamas, jednak nie przypominają, że w wojnie z Hamasem giną głównie palestyńskie kobiety i dzieci. Na końcu domagają się pilnej interwencji ws. posła Brauna.
„Społeczność żydowska w Europie zmaga się nie tylko z szokiem wywołanym masakrą Hamasu z 7 października, ale także z eksplozją antysemityzmu tutaj, na naszym kontynencie. Nasza cenna unia, nasze demokratyczne prawa i wartości zostały zbudowane na popiołach Holokaustu. Dlatego niezwykle istotne jest podjęcie natychmiastowych działań przeciwko temu nikczemnemu przejawowi antysemityzmu i podżegania w Europejskiej Izbie Demokracji. Z góry dziękujemy za zainteresowanie tą sprawą. Z niecierpliwością czekamy na Wasze przywództwo, które zajmie się tym incydentem ze zdecydowaniem, jakiego wymaga ochrona godności i wartości Parlamentu Europejskiego” – kończą swój list przedstawiciele organizacji żydowskich.
Żydowskie wojny i nacjonalizm jest dobry, a inne nacjonalizmy to samo zło, i potępiać można tylko te drugie.
Świetny tekst – wyjaśniający dlaczego w Polsce jest dziś tak, a nie inaczej (dla własnego wygodnictwa, przez stulecia, niszczono systematycznie społeczeństwo polskie, tym samym nie pozwalając mu rozwinąć się z biegiem czasu w normalny sposób, co jest widoczne dziś w totalnym, mentalnym skarłowaceniu narodu ) – więc wart przypomnienia w całej jego okazałości.
Ku przestrodze: Jak szlachta Polskę Żydami zgnoiła…
Oskarżanie Polaków i ogólnie wschodnich Słowian o “antysemityzm” ma charakter sloganu. Nigdy nie brak okazji do tego, by opisywać “cierpienia Żydów ze Wschodu”, pogromy, prześladowania ze strony carów, itp.
Dziś, jeden z czytelników przysłał mu długi esej, napisany przez Amerykanina – E. Michaela Jones’ahttps://en.wikipedia.org/wiki/E._Michael_Jones, który w zaskakujący sposób wyjaśnia naturę i powody antysemityzmu słowiańskiego. Jones miał cierpliwość przeczytać 11 tomów monumentalnej “Historii Żydów” – autorstwa Heinricha Graetz’a (1819 – 1891) – niemieckiego Żyda, uważanego za twórcę historiografii żydowskiej https://en.wikipedia.org/wiki/Heinrich_Graetz.
Graetz, będący illuministą i racjonalistą jest między innymi bezlitosnym krytykiem gnozy kabalistycznej, panowaniu której (w świecie żydowskim) przypisuje funkcjonowanie najrozmaitszych, bezrozumnych nadziei mesjanistycznych (ucieleśnionych w takich “mesjaszach” jak Sabbatai Zevi czy Jacob Frank) i – co jeszcze gorzej – przywar żydowskiej mentalności, a wśród nich “pewnego rodzaju triumfalnej rozkoszy, doświadczanej podczas oszukiwania i okradania” (sic).
Graetz przypomina, że za sprawą Statutu Kaliskiego (1251) – Polska przyznała Żydom zamieszkałym na jej terytorium prawa nieznane wszystkim innym europejskim wspólnotom żydowskim, tj. autonomię zarządzania oraz system prawny niezależny od chrześcijańskiego sądownictwa polskiego – Kahał, który posiadał wyłączność jurysdykcyjną jak chodzi o rozstrzyganie konfliktów między Żydami.
To w Kahałach rozwinęła się “mądrość” talmudyczna (Talmud jest zasadniczo kodeksem karnym) i kazuistyczna szkoła dysput rabinicznych, wraz z ich charakterystyczną tendencją – cytuję Graetz’a – do “przeinaczania i wypaczania; tworzenia podstępnych sofizmatów i budowania wrogości w stosunku do wszystkiego, co nie znajdowało się w ich polu widzenia”.
Według historyka żydowskiego – były to czynniki, które “podminowały poczucie etyki Żydów”, przyzwyczajając ich wprost do “krętactwa i przechwalania się”.
To za sprawą Statusu Kaliskiego Polska została określona w Europie jako “paradisum judaeorum”. Rzeczą nieuniknioną stało się, że wskutek fal prześladowań, jakie miały miejsce w (zachodnich) krajach chrześcijańskich, trwających od 11 do 16 wieku – spora ilość Żydów, w większości pochodzących z Niemiec wyemigrowała do Polski.
Żydzi ci mówili dialektami “juedische Deuych” lub Yiddish. Wykorzystując całkowitą swobodę, jaką dawała im Polska, jak chodzi o kwestię integracji z narodem polskim – nie uczyli się jego języka, a ponadto izolowali się od niego całkowicie, za wyjątkiem sfery handlu i (jak pisze Graetz) przygodnych i niedozwolonych praktyk seksualnych.
Na to jak wiele Żydzi w Polsce “ucierpieli” wskazują wskaźniki demograficzne ich dotyczące. Między rokiem 1340 i 1772 chrześcijańska populacja Polski zwiększyła się 5-krotnie, a żydowska 75-krotnie.
W roku 1795, czyli w czasie trzeciego i ostatniego rozbioru Polski, żyło na jej terytorium 80 % Żydów aszkenazyjskich. Oczywiście, wzrostowi demograficznemu odpowiadał także wzrost bogactw i władzy, jakie zdobyło “cierpiące” potomstwo Judasza.
Złoty wiek polskich Żydów zbiega się z “imperialną” ekspansją Polski, mającą miejsce pomiędzy rokiem 1500 i 1650. W roku 1634 Polska stała się największym państwem Europy, rozciągającym się od Bałtyku prawie po Morze Czarne; od Śląska po Ukrainę – tj. 200 km poza Dniepr. 60 % ludności zamieszkującej kraj nie było Polakami, ani też katolikami. Byli to głównie prawosławni.
Na tychże terytoriach, będących dziś częścią Ukrainy i Białorusi – aż po Krym – szlachta polska (historyczny przykład osobników nieracjonalnch i próżnych)powykrawała sobie posiadłości niejednokrotnie wielkości dzisiejszej Szwajcarii. Były to ogromne latyfundia, znajdujące się w rękach niewielkiej próżniackiej oligarchii, na których pracował źle wynagradzany, a więc będący wiecznie na skraju nędzy – polski chłop.
Wieśniacy ci, pierwotnie mieszczanie-żołnierze, biorący udział w podbojach na szeroką skalę, zrujnowani przez wojny – skończyli na służbie u ziemian. Co więcej, w roku 1633 parlament polski – zdominowany przez szlachtę – przy pomocy ustawy zabronił arystokracji polskiej zajmowania się interesami i jakimkolwiek handlem. Zajmowanie się działalnością produkcyjną wielmoże uznali za rzecz nieprzyzwoitą, a sprzedawanie wódki za czyn wręcz wulgarny.
Z tego to względu zarządzanie ich ogromnymi dobrami powierzeli – zgadnijcie komu? – Żydom. Realizowano to przy pomocy krótkoterminowych umów, w zamian za opłatę stałą i płaconą z góry – a Żydzi, by spraw była dla nich opłacalna odbijali się na chłopach.
Tak to pojęcia “arendarz” i “Żyd” stały się dla polskiego wieśniaka synonimami. Faktycznie, 80 % żydowskich ojców rodzin na wsiach i 15 % w miastach było arendarzami. Sytuację pogarszał fakt, że umowy dzierżawę – kahały żydowskie przyznawały jedynie bogatszym Żydom, którzy następnie podzlecały je Żydom uboższym, tym samym bardziej zachłannym. Arendarz mógł dotyczyć terenów rolnych, karczm, młynów, opłat za przejazd drogami czy mostami, a także wszystkich monopoli.
Szlachta polska (oczywiście jak najbardziej katolicka) dopuściła się nawet tego, że dawała Żydom klucze do kościołów do niej należących. Oznaczało to, że Żyd dysponujący kluczami otwierał je z okazji ślubów, chrzcin czy pogrzebów wieśniaków – za opłatą. Ponadto, jako że umowy o arendarz były krótkoterminowe i mogły nie być odnowione – Żyd dzierżawca miał interes w tym, by ze swych ofiar wydusić jak najwięcej pieniedzy i w jak najkrótszym czasie.
Pobudki, by Żydzi byli ludzcy, czy chociaż łagodni w stosunku do chłopów, będących znienawidzonymi chrześcijanami były a priori prawie że nieistniejące, od strony finansowej zaś najważniejsze były dla nich pieniądze. Tym bardziej, że Państwo Polskie – które 70 % swego przychodu podatkowego otrzymywało z dzierżaw – przy pomocy systemu prawnego całą siłą stało po stronie Żydów, będących jego podatkobiorcami, a nie po stronie narodu.
Od roku 1633 – tj. od kiedy Żydzi zajęli się handlem alkoholem – napadali uzbrojeni na chłopskie chaty, niszczyli nielegalne urządzenia do pędzenia bimbru i nakładali na chłopów wysokie kary, a wszystko to z upodobaniem tych, którzy resztę ludzkości (do dziś) traktują z pogardą, prześladując ją w sposób bezwzględny i pozbawiony skrupułów.
Arendarz i metody jakimi był urzeczywistniony są głęboka przyczyną trwałej nędzy i wiekowego zacofania polskiego rolnictwa. Żydowscy, krótkoterminowi dzierżawcy nie mieli żadnego interesu by utrzymywać w dobrym stanie gospodarstwa, czy narzędzia rolnicze i nie wykorzystywać ponad granice możliwości terenów i pracowników. Co więcej, przyzwyczaili się do manipulowania cenami zboża, tak by można było przeznaczać je do bardziej dla nich dochodowej produkcji alkoholu, popierając także niezwykle aktywnie jego spożycie. Wszystko to dawało im wysoki zarobek w krótkim czasie.
Tak to z czasem, wśród polskiego chłopstwa – “nie wiadomo dlaczego” – pojawiło się pewne nastawienie “antysemickie”, w odróżnieniu od niesamowicie katolickiej szlachty kraju – “Chrystusa narodów”.
Heinrich Graetz pisze:
“Żyd w pewnym stopniu równoważył wady narodowe. Impulsywna niestałość, bezmyślność czy rozrzutność polskiej szlachty znajdowała przeciwwagę w ostrożności i gospodarskiej roztropności żydowskiej. Dla polskiego szlachcica Żyd był czymś więcej niż finansistą; był jego przezornym doradcą, tym, który wydobywał go z długów, był wszystkim we wszystkim… Pomiędzy polskim właścicielem ziemskim i żydowską elitą finansową utworzyło się jedyne w swym rodzaju przymierze utylitarne”.
W roku 1572, kiedy zmarł król Zygmunt II (który zarządzanie kraju powierzył w ręce Żydów – rabbi Mendel z Brześcia nazywany był “sekretarzem króla”) – “cierpiący” Żydzi osiągnęli tak wielkie wpływy, że decydowali o jego następcy. Zrobili to konsultując się z Imperium Otomańskim, hugonocką Francją i protestantami brytyjskimi, którzy również zainteresowani byli sukcesją w Polsce. Wielkim pośrednikiem całego przedsięwzięcia (podczas którego rozdano miliardy) był Solomon ben Nathan Askenazi, lekarz króla Zygmunta, który wyemigrował do Konstantynopola, gdzie służył sułtanowi z takim samym oddaniem jakim wcześniej darzył króla Polski. W Konstantynopolu, Solomon zastapił Josepha Nasi, doradcę sułtana, będącego pewnym rodzajem nieoficjalnym leaderem ówczesnego żydowskiego świata.
Jednakże w owych żydowskich, złotych czasach nad polskim “paradisus judaeorum” zaczynały zbierać się groźne chmury. Doszło do tego z powodu Kozaków, wcielonych do państwa polskiego. Również na nich rozszerzony został reżim żydowskiej dzierżawy i Kozacy dowiedzieli się wtedy, że muszą płacić podatek za możliwość wejścia do cerkwi. Poddanie się katolickim panom polskim Kozacy byli gotowi znieść, ale płacenie Żydom za wódkę i chrzest przekraczało ich możliwości.
Polscy chłopi – ucywilizowani “antysemici” wytrzymywali wszystko, jednakże Kozacy mieli dość. Wkrótce pojawił się wśród nich Bogdan Chmielnicki. Jego zawołanie “Polacy zrobili z nas niewolników przeklętej rasy Żydów” nie spotkało się bynajmniej z westchnieniem rezygnacji«à la polonaise».
W krótkim czasie, Chmielnicki znalazł sie na czele hordy Kozaków i Tatarów, która 16 maja 1648 roku pobiła wojska polskie i stała się autorem niezliczonej ilości grabieży, masakr i gwałtów.
Kozacy i Tatarzy w specjalny sposób skoncentrowali się na Żydach. Wydaje się, że wymordowali ich 100 000. Jak przyznaje żydowski historyk Henryk Grynberg – “wycofujące się polskie wojska były jedyną obroną Żydów”. https://en.wikipedia.org/wiki/Henryk_Grynberg
Kiedy oddziały Chmielnickiego zaatakowały Lwów – Chmielnicki wezwał oblężonych:“Oddajcie nam Żydów, których macie w mieście, a zaprzestaniemy oblężenia”.
Jak zareagowali Polacy – “antysemici” – znajdujący sie w bardzo poważnych trudnościach – oblężeni i wygłodniali? – Odpowiedzieli: “Nie!”. Nie oddali ani jednego Żyda, odparli oblężenie i w ten sposób uratowali tych, którzy znajdowali się w mieście.
Oto, do jakiego stopnia Polacy prześladowali Żydów. Oto na jakie “cierpienia” skazali swych “dobroczyńców”.
——–
Komentarz do eseju Jones’a: Nie chciałbym zepsuć wytwornego stylu przedstawionego historycznego ekskursu poprzez użycie obrzydliwego zwrotu neapolitańskiego i rzymskiego. Zwrot ten przychodzi mi jednakże na myśl i dlatego umieszczam go w przypisie. Wyraża on sposób, w jaki Izrael traktuje Arabów – w jaki traktuje wszystkich gojów; zwrot brzmi: «chiagni e’ffotti». Znaczy to tyle samo, co “prześladuj i krzycz, że cię prześladują, ciemięż i skarż się, że cierpisz”.https://it.wikipedia.org/wiki/Chiagni_e_fotti
Szefowa berlińskiej policji Barbara Slowik zaleciła Żydom i homoseksualistom zachowanie szczególnej ostrożności w pewnych obszarach stolicy Niemiec. W niektórych dzielnicach Berlina wyrażana jest otwarta wrogość wobec Żydów – zauważyła Slowik.
Zasadniczo nie ma tak zwanych obszarów no-go, czyli takich, do których wstęp jest zbyt niebezpieczny. – Istnieją jednak obszary – i w tym momencie musimy być szczerzy – w których radziłabym osobom noszącym jarmułkę lub będącym jawnymi gejami lub lesbijkami zachować większą ostrożność – powiedziała Slowik w poniedziałek gazecie „Berliner Zeitung”.
Nie chcę „zniesławiać” żadnej konkretnej grupy ludzi jako sprawców – kontynuowała Slowik. Zauważyła jednak, że „niestety, istnieją pewne dzielnice, w których mieszka większość osób pochodzenia arabskiego, które również sympatyzują z grupami terrorystycznymi”. Wyraża się tam otwarty antysemityzm wobec osób pochodzenia żydowskiego.
W atmosferze przyjaźni i wzajemnego zrozumienia, w tajemniczych zakamarkach u nowojorskiego rabina, odbyło się spotkanie w którym uczestniczyli:
Rabin Shmuley Boteach znany jako „Amerykański rabin”, syjonista, uczeń Menachema Mendela Schneersona, związany w przeszłości z Chabad-Lubawicz, a także znany z dwóch artykułów opisujących koszerne kolacje z Mateuszem Morawieckim.
W 2022 r. czasopismo Jewish Journal uznało Boteacha za jedną z 10 najlepszych gwiazd reality show w rankingu “The Top 10 Jewish Reality TV Stars of All Time.”.
Adrian Kubicki, konsul generalny III RP w Nowym Jorku. Były rzecznik prasowy PLL LOT. Mianowany w okresie rządu Morawieckiego. Kubicki jest znany z postulatu włączenia części amerykańskich Żydów do Polonii.
Być może to zabrzmi w jakimś stopniu kontrowersyjnie, ale uważam, że diasporę żydowską w nowojorskim okręgu konsularnym, należy włączyć w szeroką definicję Polonii, dlatego że znakomita większość Żydów, którzy zamieszkują dzisiaj nowojorski okręg konsularny, to są Żydzi pochodzenia polskiego, z czego sobie bardzo często nie zdają sprawy i nie rozumieją nawet, jaką wartość to niesie dla ich osobistych historii.
Do poczynań pana Kubickiego, odniosła się swego czasu, Katarzyna Treter-Sierpińska publicystka wprawo.pl, pisząc:
“O tym, jak wygląda polsko-żydowski dialog w Nowym Jorku, mogliśmy przekonać się w kwietniu 2018, kiedy urządzono nagonkę na dr Ewę Kurek. Dr Kurek została laureatką nagrody im. Jana Karskiego przyznawanej przez Komitet Dialogu Polsko-Żydowskiego związany z Kongresem Polonii Amerykańskiej. Nagroda miała być wręczona podczas gali w Konsulacie RP w Nowym Jorku. Gala została jednak odwołana, a w nagonce wziął udział m.in. ówczesny sekretarz premiera Morawieckiego, Andrzej Pawluszek, który stwierdził, że uroczystość z udziałem dr Kurek „prowadziłaby do podziałów”
W nagonce na dr Kurek wziął również udział Jonny Daniels (na zdjęciu z ówczesnym rzecznikiem LOT i obecnym konsulem Kubickim). Zdjęcie zostało zrobione w maju 2018, a więc tuż po haniebnym ataku na polską historyk. Najwidoczniej Adrian Kubicki nie widział nic niestosownego w robieniu sobie fotek z Żydem, który zmieszał z błotem dr Kurek. Tak zachowuje się człowiek, który będzie teraz dbał o polsko-żydowski dialog w Nowym Jorku.
Kubicki już wykazał się na tej niwie jako szef Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku. W ramach dialogowania instytut urządził chanukową celebrę połączoną z wystawą zdjęć chasydów z Jerozolimy oraz uczestniczył w organizowaniu festiwalu Jidysz Nowy Jork”. /Były rzecznik LOT został konsulem RP w Nowym Jorku…/
Trzecim uczestnikiem spotkania był Michał Rachoń dziennikarz „PiS-owskich mediów”
Przebieg spotkania był nagrywany i sprawiał wrażenie rytualnego w sensie wygłaszanych wciąż tych samych standardowych formułek.
Shmuley Boteach przedstawiając do kamery Kubickiego powiedział: Robiliśmy wspaniałą pracę razem, w Carnegie Hall /nowojorska hala koncertowa – przypis red./ i innych miejscach, aby wzmocnić polsko-żydowskie relacje, ale również w Polsce. Nowojorski rabin pochwalił rząd PiS, który „robił tyle dla promocji Holokaustu”. Zwracając się do Rachonia podkreślił, ze zarówno rząd PiS oraz stacja telewizyjna w której pracuje Rachoń są bardzo pro-izraelskie.
Fakt, że różne ideologie zła w swoistych cyklach demolują nam świat, walcząc również ze sobą, jest dostrzegany przez ludzi rozumnych. Jednak najciekawiej wygląda to w szczegółach.
Ideologie (ideolodzy) walczą ze sobą, ale także zawierają sojusze, aby realizować wspólne cele. Skąd biorą się rozbieżności i podobieństwa?
Spór ideologów w ramach cywilizacji żydowskiej
Pogląd mówiący o tym, że główne ideologie dojrzewały i konkurowały ze sobą w ramach cywilizacji żydowskiej wyraził m.in. Adam Wielomski dwa lata temu w rozmowie „Nowego Ładu”:
Spór Ludwika von Misesa i Karola Marksa jest wewnętrznym sporem w ramach tego, co Koneczny określał mianem cywilizacji żydowskiej. W pewnym sensie można rzeczywiście tak do tego podejść, bo to jest spór na temat modelu emancypacji z getta i z tradycyjnej kultury żydowskiej. To jest spór o model asymilacji.
Dziś jest to również spór o model dominacji Żydów nad światem “nie ludzi”.
Żydzi nie mający nigdy dobrej opinii byli nielubiani i nie akceptowani, a samo wyjście z getta i towarzyszące temu próby asymilacji w nowym środowisku, często kończyły się niepowodzeniem. Nic więc dziwnego, że niektórzy z nich, będąc zawieszeni pomiędzy dwoma światami, mieli ochotę zmienić „swój nowy świat”, przystosowując go do siebie na miarę swoich oczekiwań, a jak nieraz okazywało się potem, na miarę swoich chorobliwych obsesji.
Wszystkie wymyślone utopie oparte o ideologie marksizmu, neomarksizmu (szkoła frankfurcka) neoliberalizmu, postmodernizmu powstały z istotnym – dominującym lub znacznym udziałem Żydów i osób pochodzenia żydowskiego. Wszystkie te ideologie mające na swoich szyldach slogany o nowym lepszym porządku, o nowym wspaniałym świecie, okazały się receptą na piekło na ziemi.
Metody z których korzystają Żydzi i nie tylko oni są znane teoretykom dywersji ideologicznej. Uderzenie w religię, edukację i życie społeczne poprzez zastąpienie tradycyjnego systemu wartości, norm kulturowych, moralnych – „wartościami demokracji liberalnej” powoduje stan anomii, ogłupienia, a tym samym wzrost tolerancji dla zła i związanej z tym bezbronności danego społeczeństwa i narodu.
To nie są nasze idee!
„Metoda życia zbiorowego” jakim jest według Feliksa Konecznego cywilizacja łacińska jest sprzeczna w samej istocie z cywilizacją żydowską, a także z każdym wytworem żydowskich ideologii podrzucanych gojom. Nasza cywilizacja może przyjąć Żydów tylko i wyłącznie w jednym przypadku. W momencie akceptacji przez nich naszych zasad i wyrzeczenie się diabelskich inspiracji. W każdym innym przypadku, tak jak do tej pory, będą elementem obcym i destrukcyjnym.
Jest to podstawowa wiedza historyczna, zgromadzona w bolesnych doświadczeniach każdego pokolenia w ciągu minionych 2 tys. lat.
Znany ze szkalowania Polski na arenie międzynarodowej prof. Jan Grabowski, przedstawił skandaliczną propozycję.
„Niestety, politykę pamięci realizowaną w Polsce można obecnie najlepiej opisać jako zniekształcanie Holokaustu” – twierdzi Grabowski, cytowany przez portal ottawacitizen.com.
Profesor Uniwersytetu w Ottawie chce, aby Organizacja Narodów Zjednoczonych lub inna struktura międzynarodowa przejęła główne miejsca Holokaustu w Polsce, aby „zachować ich tragiczną historię i zapobiec zniekształcaniu historii przez polskich nacjonalistów” – donosi serwis, opisując esej „Whitewash: Poland and the Jews”, opublikowany niedawno w „The Jewish Quarterly”.
Grabowski znowu szkaluje Polskę
„Niestety, politykę pamięci realizowaną i egzekwowaną w Polsce można obecnie najlepiej opisać jako zniekształcanie Holokaustu. W przeciwieństwie do negacjonistów Holokaustu z dawnych lat, państwa, instytucje i osoby zaangażowane w zniekształcanie Holokaustu nie zaprzeczają prawdziwości żydowskiej katastrofy. Swobodnie przyznają, że Niemcy zamordowali sześć milionów europejskich Żydów. Jednak odmawiają przyznania, że ich naród miał coś wspólnego z tym wydarzeniem. Że ich przodkowie brali udział w niemieckim ludobójczym projekcie” – przekonuje Grabowski.
Ottawacitizen.com przypomina, że w dotychczasowej działalności Jan Grabowski wielokrotnie wskazywał na współudział poszczególnych Polaków w zabijaniu Żydów podczas Holokaustu.
„Nigdzie indziej w Europie Holokaust nie był tak kompletny, tak totalny; nigdzie indziej zagłada narodu żydowskiego nie przebiegała z tak koszmarną perfekcją” – pisze Grabowski. Jak twierdzi, to nakłada na Polskę „wyjątkowy obowiązek pamięci i dbania o miejsca upamiętniające Holokaust”.
Grabowski o „zniekształcaczach historii”
„Ale zniekształcacze Holokaustu coraz częściej wykorzystują Auschwitz i Treblinkę do docenienia tych polskich nie-Żydów, którzy starali się pomóc Żydom, ignorując jednocześnie tych, którzy pomagali Niemcom w eksterminacji żydowskiej ludności kraju. Zniekształcacze przerzucają całą winę za historyczną zbrodnię na Niemców” – pisze historyk w swoim eseju.
Jan Grabowski twierdzi, że główne miejsca Holokaustu w Polsce nie powinny podlegać „wpływom polskiego nacjonalizmu”. „Biorąc pod uwagę widoczną niechęć polskich władz do działania jako uczciwi powiernicy pamięci o Holokauście, być może nadszedł czas, aby umieścić te miejsca pod jurysdykcją europejską, Organizacji Narodów Zjednoczonych lub innymi międzynarodowymi jurysdykcjami” – wskazuje.
Burmistrz Londynu uruchomił specjalną trasę autobusową w północnej części miasta, aby pomóc londyńskim Żydom poczuć się „bezpiecznie podczas podróży”. Autobusami linii 310 będą mogli podróżować wyłącznie Żydzi.
I promised to introduce the 310 bus route to directly connect Golders Green and Stamford Hill if re-elected—I'm really pleased to have fulfilled that promise. pic.twitter.com/BlzdxPKfpr
Londyn wprowadził autobusy Nur für Juden. Autobus linii 310 ma kursować co 20 minut pomiędzy Stamford Hill w dzielnicy Hackney i Golders Green w Barnet. Jak poinformowało biuro burmistrza, projekt powstał w odpowiedzi na wieloletnie prośby ortodoksyjnych społeczności żydowskich o stworzenie usługi łączącej obie żydowskie dzielnice. Sadiq Khan powiedział, że stworzenie trasy, która będzie kursować codziennie w godzinach 7:00-19:00, było jedną z jego obietnic wyborczych.
Khan powiedział w BBC London: – Od 16 lat społeczności żydowskie w Stamford Hill i Golders Green zabiegają o bezpośrednie połączenie między tymi dwiema społecznościami. Byłem pod wrażeniem rozmów, jakie w ostatnich miesiącach odbyłem ze społecznością żydowską. Byli przerażeni z powodu gwałtownego wzrostu antysemityzmu od siódmego października ubiegłego roku. Opowiadano mi historie od rodzin, które, gdy przesiadały się z autobusów ze Stamford Hill do Golders Green w Finsbury Park, były przerażone nadużyciami, których doświadczyły. [Ciekawe, jakimi? Chyba pytaniami o rzeź przez Izrael Palestyńczyków, w tym kobiet i dzieci? ]
Metropolitalna Policja odnotowała 2065 incydentów przestępstw na tle „nienawiści na tle antyżydowskim” w okresie od października 2023 roku do lipca br. Spośród 2065 zgłoszeń, 390 miało miejsce w Barnet, 277 w Westminster, 250 w Hackney i 190 w Camden.
Khan dodał, że nowa trasa autobusowa „łączy społeczności” i zapewni londyńskim Żydom, że będą „bezpieczni podczas podróży między swoimi dwiema społecznościami”. – Myślę, że musimy zdać sobie sprawę ze strachu, jaki czują londyńczycy, którzy są Żydami, musimy zdać sobie sprawę z fali nienawiści, którą odczuwają Żydzi w całym kraju. Musimy być dobrymi sojusznikami dla naszych żydowskich przyjaciół i sąsiadów – powiedział.
London Jewish Forum i Board of Deputies of British Jews oświadczyły, że są „zachwycone” trasą autobusową Nur für Juden. – Ten autobus stanowi znaczące ulepszenie dla naszej ściśle ortodoksyjnej społeczności – napisano w oświadczeniu.
Testowa linia 310 to pierwsza bezpośrednia linia autobusowa łącząca Stamford Hill i Golders Green. Kosztowała Transport for London (TfL) ponad 3 160 000 funtów. Biegnie równolegle do linii 253, między stacjami Stamford Hill i Finsbury Park oraz do linii 210, między stacjami Finsbury Park i Golders Green. Autobusy kursują w godzinach 7.00-19.00.
NASZ KOMENTARZ: Jak zwykle, zgodnie z oficjalną narracją, ataki na Żydów są wynikiem spontanicznych wybuchów nienawiści gojów, a nie działań samych Żydów. W tym wypadku wzrostowi niechęci wcale nie są winni żydowscy naziści, mordujący kobiety i dzieci w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu Jordanu. Co więcej, autobusy wyłącznie dla Żydów nie spowodują spadku tzw. antysemityzmu. Wręcz przeciwnie.
Swoją drogą dziwne, że Londyn nie zaproponował budowy dla Żydów specjalnych przejść podziemnych, wzorowanych na tych z siedziby Chabad Lubawicz w Nowym Jorku.
==============================
mail:
Jak sprawdzają, że kandydat na pasażera jest żydem? Każą spuścić spodnie?
Istnieje zasada, że o zmarłych należy mówić dobrze, albo wcale. Całe szczęście, zasada ta nie obowiązuje wobec noblistów.
Od dziś (10.10.2019) noblistką jest Olga Tokarczuk.
Olga Tokarczuk przed paroma laty (2015) powiedziała w wywiadzie: „Wymyśliliśmy historię Polski jako kraju tolerancyjnego, otwartego, jako kraju, który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości. Tymczasem robiliśmy straszne rzeczy jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów”.
Smutne, że hasła Tokarczuk podważyć aż tak łatwo: np. zaczynając od strony tego nieszczęsnego przywołania „niewolnictwa”. Zapomina ona najwyraźniej, że właściciele niewolników, czyli pańszczyźnianych chłopów, stanowili zaledwie 10% populacji, natomiast niewolnicy, czyli ci chłopi, stanowili absolutną większość. Tak więc współcześni Polacy są w przeważającej liczbie potomkami niewolników, a nie ich właścicieli. Zarzut więc całkiem mylnie sformułowany: żadne „myśmy robili straszne rzeczy”, tylko – jeżeli już – to „z nami robiono straszne rzeczy”.
Nie wiele lepiej z innymi aspektami jej opinii, ale polemizowanie z nimi nie jest moim celem. Podstawowym zarzutem jest coś poważniejszego. Mam pretensję do pisarki o nonszalancję jej wypowiedzi i o postrzeganie historii Polski z zaściankowej perspektywy, czyli tak, jakby nie rozgrywała się ona w kontekście historii takich sąsiedzkich narodów, jak Niemcy i Rosjanie, których doświadczenia z kolonizacją, ludobójstwem oraz zniewoleniem w ich wykonaniu dają dopiero właściwe tło porównawcze. Tło dla tak bardzo ahistorycznej oceny dziejów Polski, jaką jest – ze swej natury – ocena etyczna, dokonywana wedle dzisiejszych kryteriów.
To nasi sąsiedzi robili straszne rzeczy: zniewalali Europę (Niemcy) lub pół Azji (Rosjanie). Mordowali miliony ludzi (Holokaust) i wysiedlali całe narody a inne skazywali na śmierć głodową (Ukraińców za Stalina). Prowadzili wojny religijne i siłą odbierali ludziom narodową tożsamość.
Tu nie chodzi o wypieranie przeszłości, jej idealizowanie, lub odwoływanie się do hasła „a u was biją Murzynów”, a jedynie o kontekst. Historyczny kontekst.
Ogólnie: wydawałoby się, że od Olgi Tokarczuk można oczekiwać czegoś więcej. Chociażby świadomości, że postrzeganie historii Polski ma co najmniej dwie silne tradycje w literaturze i publicystyce historycznej. Jedną – wywodzącą się z Sienkiewicza i jego literatury „ku pokrzepieniu serc”, która stawiała sobie doraźne cele propagandowe w okresie zaborów. Drugą – obecną najsilniej w twórczości Żeromskiego – której zdaniem było, jak to określił sam Żeromski, „rozdrapywanie polskich ran, aby nie zarosły bliznami podłości”.
To już było. Te dwie tradycje toczyły ze sobą ostry spór. W literaturze, ale także obok niej. Trwał on przez długie dziesięciolecia, w zasadzie przez cały XX wiek. W jego procesie zgromadził się całkiem poważny dorobek dobrze uzasadnionych argumentów. Te dwie wizje historii Polski są nadal żywe i w żywym konflikcie. Jednak występowanie z prowokacyjnymi i nie do końca przemyślanymi hasłami tak, jakby nic nie zaistniało w tej materii wcześniej, jest – niestety – podejściem dość … barbarzyńskim.
Jest sprowadzaniem tej tematyki „do parteru”. Rzucaniem jej na żer.
Polityków i demagogów. Czyli polityków…
Paweł Jędrzejewski
======================
mail:
Potwierdza ten tekst prawdę, starannie ukrywaną przez „postęp”, że prawdziwe są różnice kulturowe, nie rasowe.
„Zmiękczanie” Irlandii na potrzeby trwającego programu masowej wymiany ludności nabiera tempa po mianowaniu Nigeryjki – Ebun Josephhttps://en.wikipedia.org/wiki/Ebun_Joseph na orwellowską funkcję »specjalnego sprawozdawcy ds. krajowego planu walki z rasizmem«.
Zadeklarowanym celem tegoż planu jest „uczynienie Irlandii miejscem, w którym wszelkie aspekty rasizmu są w pełni dostrzegane i aktywnie zwalczane”. Innymi słowy, celem omawianego planu jest pranie mózgu irlandzkiej populacji pod kątem poczucia tzw. Białej Winy, lub jak to ujął niedawny artykuł w The Spectator,„urodzony w Nigerii Specjalny Sprawozdawca będzie regularnie dostarczał irlandzkiemu rządowi raporty na temat tego, jak ohydnie białym i rasistowskim narodem są Irlandczycy”.
Irlandzki Krajowy Plan Przeciwko Rasizmowi rozpocznie proces, w którym specjalne prawa i przywileje zostaną przyznane obcokrajowcom, podczas gdy Irlandczycy staną się obywatelami drugiej kategorii we własnym kraju.
Według Shane’a O’Curry’ego, dyrektora Irlandzkiej Sieci Przeciwko Rasizmowi (INAR), powodem wdrażania planu ma być to, że „migranci w Irlandii zgłaszają, jakoby nie czuli się bezpiecznie we wszystkich obszarach życia”.
O’Curry nie wydaje się być zaniepokojony spadającym poczuciem bezpieczeństwa wśród irlandzkich kobiet i dzieci za sprawą tych samych migrantów, ale ja podejrzewam, że O’Curry otrzymuje zbyt wysoką pensję – w dużej mierze dostarczaną przez globalistyczne organizacje pozarządowe – by przejmował się takimi sprawami.
Jak wyjaśnimy poniże, Ebun Joseph jest jedynie figurantem dla czegoś, co ma wyraźnie żydowską specyfikę, ponieważ irlandzki Narodowy Plan Działania przeciwko Rasizmowi posiada żydowskie korzenie.
Alice Feldman i potrzeba „antyrasistowskiej Irlandii”
Ebun Joseph jest bezpośrednim protegowaną żydowsko-amerykańskiej wykładowczyni Alice Feldman, socjolog pracującej na University College w Dublinie https://people.ucd.ie/alice.feldman. To właśnie Feldman nadzorowała doktorat Joseph i to właśnie Feldman przygotowała Joseph do jej obecnej roli jako twarzy irlandzkiego „antyrasizmu”. Choć na liście autorów „Narodowego Planu Przeciwko Rasizmowi” znalazło się wiele nazwisk Irlandczyków oraz przedstawicieli mniejszości etnicznych, nawet pobieżne badania ujawniają, że plan ten powstał już w roku 2003, a jego autorką był nie kto inny jak właśnie Feldman; projekt dokumentu noszącego tę nazwę znajduje się wśród jej publikacji z roku 2003.
Zgodnie z osobistym profilem Feldman zamieszczonym na stronie internetowej University College Dublin:„W ciągu ostatnich dwóch dekad pracowałam jako badacz, doradca i wolontariusz w wielu organizacjach obywatelskich, społecznych i innych organizacjach w Irlandii zaangażowanych w działania antyrasistowskie, migracyjne i międzykulturowe”. Innymi słowy, podobnie jak inni Żydzi, którzy zostaną uwzględnieni w tym eseju, zainwestowała ona ponad dwadzieścia lat w przeciwstawianie się interesom rdzennych Irlandczyków.
Feldman doprowadziła również do perfekcji sztukę językowego akademickiego nonsensu, opisując kiedyś swoją pracę jako czerpiącą „z transdyscyplinarnej różnorodności tradycji w celu pielęgnowania i stymulowania praktyk dekolonizacyjnych, które mogłyby oddziaływać na globalne kolonialne dziedzictwo leżące u podstaw obecnego momentu nekropolitycznego”. https://gript.ie/the-woke-are-seeking-to-rewrite-irish-history-instead-of-commemorating-it/
Patrząc na relacje między Feldman i Joseph, jasne jest, że rzeczywistą aktywistką jest Feldman, choć zadowoloną z tego, że Nigeryjka jest osobą publiczną realizującą jej program. Opis jednego z ich przedsięwzięć brzmi następująco:
Pracownicy naukowi UCD (University College Dublin) dr Ebun Joseph i dr Alice Feldman poprowadzili w czwartek 2 lipca wykład zatytułowany: „ I co dalej? Stawanie się antyrasistą za pośrednictwem Zooma”. … Joseph jest konsultantem ds. relacji rasowych, specjalistą ds. rozwoju kariery i koordynatorem modułu Black Studies na UCD. Feldman pracuje w Szkole Socjologii UCD i jest koordynatorem UCD MA Race, Migration and Decolonial Studies oraz Decolonial Dialogues Platform. Podczas webinarium, badaczki skomentowały, że łączy ich już długa współpraca. Joseph i Feldman skupiły się na dwóch tematach: dyskomforcie i defensywności białych oraz sojuszu przeciwko rasizmowi. Feldman powiedziała, że sądzi, iż biali ludzie powinni lepiej zgłębić ich dyskomfort i nadwrażliwość, aby mogli pracować na rzecz sojuszu antyrasistowskiego. …Rozmawiały o tym, że kiedy biali ludzie bronią się podczas rozmów o rasie z powodu ich dyskomfortu lub strachu, że zostaną zaatakowani, obarczają osoby kolorowe męczącą odpowiedzialnością zapewnienia, że czują się komfortowo, w wyniku czego rozmowa zostaje zakończona. Obydwie uważają, że jeśli nie możemy prowadzić otwartych rozmów na temat rasy i rasizmu, nie możemy tego zmienić. Joseph podkreśliła, że istnieją wyłącznie rasiści i antyrasiści; jeśli ktoś broni się, mówiąc, że nie jest rasistą, oznacza to jedynie, że jest rasistą niezdolnym zaakceptować tego faktu. Joseph dodała, że „cisi rasiści” stanowią większość, podczas gdy ci głośni i agresywni stanowią mniejszość. Feldman stwierdziła, że antyrasiści powinni zaakceptować fakt, że żyją w społeczeństwie rasistowskim i powinni zbadać, w jaki sposób można wyeliminować rasizm z organizacji, których są częścią. …Badaczki chciałaby, aby w UCD pojawił się obowiązkowy program antyrasistowski, ponieważ uważają, że nie możemy oczekiwać antyrasistowskiego społeczeństwa, jeśli nie nauczamy antyrasizmu.
FOTO: Alice Feldman
Artykuł z roku 2020 opublikowany na Gript słusznie zauważył, że:
Ideologią badaczek Joseph i Feldman, która zdeprawowała irlandzką uczelnię, tak jak zniszczyła uniwersytety w innych zachodnich demokracjach, jest Krytyczna Teoria Rasy. Teoria ta, bez względu na to, kto jest jej zwolennikiem, może być wykorzystywana równie złośliwie, jak fałszywe teorie rasowe, które pojawiły się przed nią. Jest to rasizm skierowany przeciwko białym ludziom: ni mniej, ni więcej. Jego metodami są buciory i bomby benzynowe Antify i Black Lives Mattersprzymierzone z tchórzliwą kapitulacją intelektualną ze strony wykolejonych burżuazyjnych liberałów i lewaków, którzy kontrolują większość instytucji, w których trucizna jest rozpowszechniana.
Laura Weinstein i zagrożenie „irlandzkim chowem wsobnym”
Feldman nie jest pierwszym amerykańskim Żydem, który przybył na irlandzkie wybrzeże i zaczął mówić Irlandczykom, że nie posiadają interesów narodowościowych. W roku 2019 Laura Weinstein, pochodząca z Nowego Jorku i mieszkająca w Irlandii doktor, twierdząca, że jest ekspertem w dziedzinie irlandzkiej historii i kultury, wmieszała się w narastającą debatę na temat imigracji w Irlandii. Ze wszystkich aspektów irlandzkiej historii i kultury, na których Weinstein mogła się skupić, zdecydowała, że jest najbardziej zainteresowana – podobnie jak Feldman i inni –„mitem” jednorodnej irlandzkiej tożsamości oraz„prawicowym irlandzkim nacjonalizmem”. https://theconversation.com/profiles/laura-a-weinstein-1128659
FOTO: Laura Weinstein
Weinstein wykorzystała swoje konto na Twitterze do trollowania irlandzkich polityków sprzeciwiających się masowej imigracji. W jednym z przykładów odpowiedziała na post Partii Narodowej, sugerując, że irlandzki sprzeciw wobec imigracji sprawi, że Irlandczycy będą jak „neurotyczne”, „”wsobnie hodowane” „psy”. Napisała: „Przepływ genów w wyniku imigracji zapobiega negatywnemu wpływowi chowu wsobnego. Ale śmiało, ograniczcie migrację i przepływ genów, jeśli chcecie stworzyć rasę ludzi, która będzie przypominać neurotyczność „rasowych” psów. Pamiętajcie tylko, by najpierw przeprowadzić referendum w sprawie chowu wsobnego”.
Nie będzie zaskoczeniem dla czytelników tej strony, że Weinstein jest bardzo zatroskana o przetrwanie własnego narodu i jest wymieniona przez Algemeiner jako „analityk antysemityzmu w ADL”. „Chów wsobny” dla mnie, ale najwyraźniej nie dla ciebie https://www.algemeiner.com/author/laura-weinstein/.
Demontaż Irlandczyków prowadzony przez Ronit Lentin
Oprócz bycia bezpośrednim protegowanym Alice Feldman, Ebun Joseph jest ideologicznym dzieckiem Ronit Lentinhttps://en.wikipedia.org/wiki/Ronit_Lentin – izraelskiej Żydówki, która w roku 1997 założyła pierwszy w Irlandii program „Studiów etnicznych i rasowych”, a tym samym zapoczątkowała w Irlandii pojawienie się Krytycznej Teorii Rasy. Lentin była również koleżanką i współpracowniczką Alice Feldman przy realizacji pobocznego projektu Krajowego Planu Działań Przeciwko Rasizmowi z początku roku 2008 https://www.artscouncil.ie/News/The-Arts-Council-and-the-National-Action-Plan-Against-Racism/.
W latach 1997-2012, Lentin była kierownikiem wydziału socjologii i pełniła funkcję dyrektora programu studiów magisterskich „Rasa, etniczność, konflikt”. Była także założycielką Trinity Immigration Initiative, w ramach której opowiadała się za polityką imigracyjną otwartych drzwi dla Irlandii oraz sprzeciwiała się wszelkim deportacjom, a także angażowała się w działania na rzecz liberalizacji irlandzkich przepisów aborcyjnych[1].
Jako działaczka akademicka i „antyrasistowska,”Lentin sformułowała niektóre z głównych aspektów irlandzkiego samooskarżenia w kwestiach rasowych, zaczynając od definicji Irlandii jako „biopolitycznego państwa rasistowskiego.”[2] Według jej własnej relacji, zanim rozpoczęła pracę nad podsycaniem irlandzkiego poczucia winy z powodu rasy na początku lat 90-tych,„większość ludzi nie była świadoma istnienia irlandzkiego rasizmu.”[3]
FOTO: Ronit Lentin [uwaga: to-to jest kobietą md]
W pewnym sensie, Lentin zapoczątkowała koncepcję irlandzkiego rasizmu. Jej pierwszym krokiem do przekonania Irlandczyków, że rzeczywiście są rasistami, było zaprzeczenie ich istnieniu jako narodu. Twierdziła, że Irlandczycy byli jedynie „teoretyzowani jako homogeniczni – biali, chrześcijańscy i osiadli”[4]. Lentin nigdy nie sprecyzowała, kto i kiedy opracował ową teorię na temat Irlandczyków, ani też nie próbowała wykazać, że biały, chrześcijański i osiadły status zdecydowanej większości irlandzkiej populacji był czymś innym niż kwestią faktów i rzeczywistości. Wydaje się, że Lentin wystarczyło po prostu stwierdzić, że irlandzkość była niczym innym jak teorią i tak to zostawić. Była szczególnie urażona faktem, że Irlandczycy, najwyraźniej nieświadomi tego, że są wytworem własnej wyobraźni, zagłosowali (80%) za powiązaniem obywatelstwa z więzami krwi (kończąc „obywatelstwo z urodzenia”)poprzez konstytucyjne rozróżnienie między obywatelem a nieobywatelem – podczas referendum w sprawie obywatelstwa w czerwcu 2004 roku.
Posunięcie to zostało podjęte przede wszystkim w celu powstrzymania afrykańskiej „turystyki porodowej”oraz tzw. „dzieci kotwic” afrykańskich kobiet, które na początku XXI wieku stawały się coraz to bardziej powszechne. Dla Lentin posunięcie to było jednak symbolem faktu, że „Republika Irlandzka świadomie i demokratycznie stała się państwem rasistowskim”[5]. Doszła do wniosku, że należy porzucić wszelką koncepcję Irlandczyków jako historycznych ofiar, a „nowa pozycja Irlandii na czele Indeksu Globalizacji, jej status symbolu jako miejsca »fajnej« kultury i jej uprzywilejowana pozycja w stale rozszerzającej się Wspólnocie Europejskiej wzywają do przekształcenia irlandzkości w białą supremację”[6].
Tak więc w światopoglądzie Lentin, irlandzkość jest nie tylko fikcją, ale rasistowską, „białą supremacjonistyczną” fikcją. Lentin radzi Irlandczykom, by – jeśli chcą pozbyć się złudzenia tożsamości narodowej – zaangażowali się w masowe obchody „różnorodności i integracji oraz wielorasowości, wielokulturowości i międzykulturowości”[7]. Lentin dodaje: „Proponuję zbadanie, w jaki sposób naród irlandzki może stać się inny niż biały”. Kontynuując rodzinną tradycję, córka Ronit Lentin, Alana, przeprowadziła się do Australii kilka lat temu, gdzie szybko stała się równie wściekłą promotorką Białej Winy i zaangażowała się w późniejszą krytykę australijskiego „rasizmu” https://www.westernsydney.edu.au/ics/people/researchers/alana_lentin.
W roku 2008, wraz z Feldman i Lentin, nad powstaniem Krajowego Planu Przeciwko Rasizmowi współpracowała irlandzka pisarka żydowskiego pochodzenia Katrina Goldstone https://www.katrinagoldstone.com/. Goldstone pozostaje członkiem zarządu New Communities Ireland – „największej w Irlandii niezależnej krajowej sieci ponad 150 grup kierowanych przez imigrantów, obejmującej 65 narodowości” –https://www.newcommunities.ie/about/people/boardofdirectors/organizacji podobnej do Migrant Rights Centre Ireland, której zastępcą dyrektora jest sefardyjski Żyd Bill Abom https://www.mrci.ie/about-us/. Goldstone opisała siebie jako osobę „zaangażowaną w prawa azylowe i kwestie mniejszości” od ponad dwóch dekad http://www.metroeireann.com/news/1413/nothing-about-us-without-us.html.
FOTO: Katrina Goldstone
Louise Derman-Sparks i zagrożenie rasistowskimi irlandzkimi dziećmi
„Nauczanie antyrasizmu” jest głównym priorytetem żydowskich działaczy etnicznych na całym Zachodzie i obejmuje wpajanie poczucia winy i wstydu związanego z wyrażaniem białych interesów etnicznych. Podwaliny pod pranie mózgu irlandzkich dzieci położyła Katherine Zapponehttps://en.wikipedia.org/wiki/Katherine_Zappone – amerykańska lesbijka, która w latach 2016-2020 pełniła funkcję ministra ds. dzieci, równości, niepełnosprawności, integracji i młodzieży. W roku 2016, Zappone zaprezentowała „Kartę różnorodności, równości i integracji oraz wytyczne dotyczące opieki i edukacji we wczesnym dzieciństwie”. Dokument rozpoczyna się od wyjaśnienia, że owe wytyczne dotyczące przekształcania irlandzkiej edukacji w kierunku anty-białym „oparte są na krajowych i międzynarodowych równościowych i antydyskryminacyjnych podejściach i praktykach edukacyjnych. Opierają się one w dużej mierze na podejściu do zwalczania uprzedzeń opracowanym przez LouiseDerman-Sparks w USA” https://keywiki.org/Louise_Derman-Sparks.
FOTO: Louise Derman-Sparks
Derman-Sparks jest amerykańską Żydówką, która „zapoczątkowała” kursy anty- uprzedzeń i anty-rasizmu dla dzieci w latach 80-tych poprzez takie prace jak „Prowadzenie programów anty-uprzedzeniowych dla wczesnego dzieciństwa: Przewodnik na rzecz zmian, Wychowanie anty-uprzedzeniowe małych dzieci i nas samych, Nauczanie/uczenie się antyrasizmu: Podejście rozwojowe, oraz Co jeśli wszystkie dzieci są białe? – Derman-Sparks podróżowała do Irlandii co najmniej raz, w październiku 1998 roku, aby głosić tam swoją doktrynę; przemawiała na konferencji poświęconej wczesnej edukacji i wystąpiła z referatem zatytułowanym „Edukacja bez uprzedzeń we wczesnym dzieciństwie”https://www.paveepoint.ie/wp-content/uploads/2023/12/eist.pdf.
Z biologicznego punktu widzenia nie ma czegoś takiego jak rasa. Wszyscy ludzie są członkami jednej rasy, Homo sapiens, rasy ludzkiej – nawet jeśli nie wszyscy wyglądają tak samo. … Różnorodność nie powoduje uprzedzeń, podobnie jak dzieci nie zauważają i nie mówią o różnicach, których obawiają się niektórzy dorośli. … Bardzo wcześnie białe dzieci zaczynają cenić swoją biel, zakładają, że jest to definicja normalności i wierzą, że dlatego wszystkie inne kolory skóry są dziwne i gorsze. Podczas gdy nauczyciele wczesnego dzieciństwa chcą, aby wszystkie dzieci lubiły to, kim są, wyzwaniem dla pedagoga przeciwdziałającego uprzedzeniom jest umożliwienie białym dzieciom polubienia tego, kim są, bez rozwijania poczucia białej wyższości.
W publikacji zatytułowanej Co jeśli wszystkie dzieci są białe (2011), Derman-Sparks pisze, że „uczenie się przez białe dzieci bycia »białymi« jest częścią utrwalania systemowego rasizmu, a »białość« odgrywa znaczącą rolę w zachowaniu wszystkich białych dorosłych.”[8] Włączając pracę Derman-Sparks do krajowego systemu edukacji, Irlandia przypieczętowała los swojej młodzieży, zgadzając się na trwające przez pokolenia pranie mózgu.
***
Nigeryjka Ebun Joseph jest często wyśmiewana przez prawicowe media, zarówno ze względu na swoje skrajne stanowiska, jak i nieudolność w wyrażaniu swoich poglądów. Jest figurantką wykorzystywaną przez innych stojących za kulisami, która absorbuje wiele żartów i wrogości. Joseph jest z pewnością ideologiczną aktywistką, która widzi „rasizm” także w samej irlandzkości. Dobry przykład miał miejsce w 2019 roku, kiedy omyłkowo podano jej sok z czarnej porzeczki zamiast domowego wina w Galway Bay Hotel. Podczas gdy inni goście całkiem zwyczajnie zwrócili uwagę personelowi, Joseph ogłosiła się ofiarą rasizmu. Gdy sprawa nabrała rozgłosu, za pośrednictwem mediów społecznościowych zażądała: „Proszę, żeby więcej czarnoskórych tam jeździło. Nie mogą nas zniechęcać do chodzenia tam, gdzie chcemy!”. Irlandia dysponuje obecnie taką oto osobą, tak wojowniczo nastawioną z powodu szklanki soku, nakazującą rządowi, aby uczynił naród mniej „rasistowskim”.
Błędem byłoby jednak lekceważenie Ebun Joseph. Została przygotowana do swojej roli i będzie starała się ją pełnić agresywnie i z zaangażowaniem, ze szkodą dla Irlandczyków i ku wielkiej satysfakcji jej mentorów. Na całym Zachodzie mamy do czynienia z wzorcem prania mózgu prowadzonego przez elity, w którym idee przygotowane przez wrogich żydowskich naukowców są przekazywane studentom, którzy stają się klasą zawodową narodu, a stamtąd rozpraszają się na ogół populacji. Joseph chce, aby materiały „antyrasistowskie” przygotowane przez jej mentorów stały się obowiązkowe w systemie edukacji. Idee te zarażają siły policyjne, media i departamenty kadr. Przenikają do każdego aspektu życia, aż stają się niemożliwe do uniknięcia.
Krytyczna Teoria Rasowa nie osiągnie zadowolenia, dopóki wszystko, co związane jest z europejską kulturą i tożsamością nie zostanie zniszczone. Nie ustalono konkretnego momentu, w którym będzie można uznać, że Irlandia jest wystarczająco „zróżnicowana” i nie ma żadnego progu, za którym z Irlandczyków zostanie zdjęta plama rasizmu. W świetle Krytycznej Teorii Rasowej, istnienie jednej irlandzkiej rodziny jest rasistowskie. Irlandczycy przestaną być rasistami tylko wtedy, gdy przestaną być Irlandczykami; gdy zostaną całkowicie zastąpieni i gdy nic z Irlandii nie pozostanie. Takie są dyktaty nowych władców – klasy zdobywców, którzy nie przybyli z mieczami i karabinami, ale z łzawymi historiami, kłamstwami i perwersyjnym szantażemakademickim.
Odnośniki:
[1] See Lentin, R. (2013). A Woman Died: Abortion and the Politics of Birth in Ireland. Feminist Review, 105(1), 130—136.
[2] R. Lentin, After Optimism? Ireland, Racism and Globalisation (Dublin: Metro Eireann Publications, 2006), 3.
[8] Derman-Sparks, Louise., Ramsey, Patricia G.. What If All the Kids Are White? Anti-Bias Multicultural Education with Young Children and Families. (United States: Teachers College Press, 2011), 31.
«Włochy znikną, ponieważ są siedzibą chrześcijaństwa. Zrobi to dla nas islam, bo Izrael używa islamu jak szczotki do dywanów. Wysyłamy tam muzułmanów, żeby rozwiązali ten problem dla nas».
Skandaliczny list poparcia! Holland, Engelking i Gross bronią decyzji o usunięciu polskich bohaterów z muzeum
(fot. Lukasz Dejnarowicz / Forum)
Skandaliczny list poparcia dla władz Muzeum II wojny światowej w Gdańsku wysłało grono nauczycieli akademickich, dziennikarzy i postaci życia publicznego. Wśród nazwisk broniących usunięcia z ekspozycji błogosławionej rodziny Ulmów, św. Maksymiliana Marii Kolbego i rtm. Witolda Pileckiego znaleźli się prof. Barbara Engelking, Michał Boni czy Agnieszka Holland. Nie brakuje nazwisk związanych z żydowskimi instytucjami kulturalnymi w Polsce.
Grupa 163 naukowców, historyków i działaczy opublikowała list otwarty, wyrażający poparcie dla działań prof. Wnuka i dr. Janusza Marszalca, mających na celu „przywrócenie wystawie jej pierwotnej formy”, zaprojektowanej przez prof. Pawła Machcewicza. List podkreśla, że zmiany nie mają na celu wymazywania kogokolwiek z historii, lecz przywrócenie „spójności narracji o polskim doświadczeniu II wojny światowej”.
Jak tłumaczyły władze instytucji, „wprowadzenie gabloty poświęconej wyłącznie duchownym rzymskokatolickim oraz zawieszenie w centralnych punktach tej przestrzeni portretów o. Kolbego i rtm. Pileckiego zaburzyło antropologiczny charakter narracji”. Ze względu na rzekomo uniwersalny charakter, celowo nie wyróżniono kategorii zawodowych, narodowych, społecznych czy…seksualnych.
„Nie zostali wyróżnieni np. więźniowie polityczni czy homoseksualiści” [sic!!! md] – napisano w oświadczeniu. W lekceważący sposób o polskich bohaterach wypowiadał się również sam dyrektor muzeum, prof. Wnuk. W jednym z wywiadów radiowych porównał swoje decyzje z usuwaniem „myszki miki” czy innych fikcyjnych postaci z przestrzeni, do których nie należą.
Decyzja władz muzeum spotkała się z krytyką środowisk patriotycznych i kościelnych. O przywrócenie bohaterom należnego miejsca zaapelował m.in. szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, szef IPN dr Karol Nawrocki czy biskup polowy Wiesław Lechowicz. W wyniku protestów, na ekspozycję wróciły usunięte postaci.
Sygnatariusze listu wyrazili „sprzeciw wobec nagonki na twórców muzeum i jego obecne kierownictwo, która prowadzi do otrzymywania przez nich gróźb i spotykania się z przejawami agresji”. Wezwali liderów rządzącej koalicji do wycofania się z poparcia dla tych ataków i „poszanowania autonomii historii, kultury i nauki”. Treść listu zamieścił portal Więź.
Wśród sygnatariuszy znaleźli się m.in. były polityk PO i współpracownik Służby Bezpieczeństwa Michał Boni [TW Znak md] , znani z powielania kłamstw o Polakach mordujących Żydów prof. Jan Tomasz Gross i prof. Barbara Engelking a także reżyser Agnieszka Holland.
Pod listem podpisali się również „opozycjonista” Seweryn Blumsztajn, przedstawiciele Żydowskiego Instytutu Historycznego, dr Tomasz Frydel (United States Holocaust Memorial Museum), Jerzy Halbersztadt – b. dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich, Monika Koszyńska – Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, Tomasz Kuncewicz – dyrektor Muzeum Żydowskiego w Oświęcimiu Oszpicin czy Irena Wóycicka i Paula Sawicka ze Stowarzyszenia przeciw antysemityzmowi i ksenofobii.
Źródło: wiez.pl / wbijamszpile.pl / własne PCh24.pl PR
Od dnia wybuchu wojny na Ukrainie, a szczególnie gdy okazało się, że Rosjanom idzie całkiem dobrze, zarówno nowojorskie organizacje żydowskie jak i rząd Izraela, z dnia na dzień zrobiły się dla Polski bardzo miłe. Urwały się dywagacje o tym, co Polacy wysysają z mlekiem matki. Znikł temat „polskich obozów”. Fenomen wyjaśnić można tylko tak: Polska okazał się ważna dla lobby żydowskiego w USA, i opłacalna stała się przyjaźń z nami. Sielankę przerwała dziennikarka CNN, która zapytała Dudę, „czy polska pomoc dla Ukrainy nie jest próbą naprawienia krzywd polskich obozów koncentracyjnych”, i „Times of Israel”.Zamysł gazety oddaje tytuł – „W roszczeniach wobec Niemiec Polska domaga się odszkodowań za Żydów zabitych przez Polaków”. Tekst nie mówi tylko o reparacjach od Niemców, lecz głównie nawiązuje do oferty Jarosława Kaczyńskiego, kiedy to podczas prezentacji raportu o stratach poniesionych przez Polskę, zaproponował Żydom „udział w tym przedsięwzięciu, z odpowiednimi skutkami finansowymi”, kiedy rzucił pomysłutworzenia swoistego polsko-żydowskiego tandemu łączącegodochodzenie przez Polskę niemieckich reparacji z żydowskimi roszczeniami.
Paszkwil posiłkuje się wypowiedzią prof. Jana Grabowskiego: „Umieszczenie tych okrucieństw dokonanych na Żydach przez polskich cywilów i polskie władze na liście było absolutnie przerażające”. Nie podaje jednak, że „badania” Grabowskiego, w tym jego „naukowe” odkrycia, że „Żydom było łatwiej przeżyć w niemieckich obozach zagłady, niż wśród Polaków” i że z 3 milionów polskich Żydów eksterminowanych w Holokauście około 200 tysięcy zostało zamordowanych przez Polaków, współfinansuje żydowska Claims Conference, jedna z organizacji wymuszających na polskim rządzie zwrot mienia pożydowskiego. Że o „biznes holokaustu” chodziło, potwierdza przyłączenie się do akcji „Jerusalem Post”, która explicite, bez owijania w bawełnę stwierdziła: „Polskie roszczenia wobec Niemców i propozycja przyłączenia się do nich Izraela, to nic innego jak próba dalszego unikania restytucji mienia żydowskiego w Polsce”.
Do akcji dołączył prof. Maciej Gdula: „Domaganie się reperacji za zamordowanie 6 milionów polskich obywateli w czasie drugiej wojny światowej to odrażający cynizm polityczny. Śmierć tych ofiar nie ma ceny. Rolą Polski jest pamięć o II wojnie, a nie zarabiać na niej”. Głupotę „mózgu lewicy” usprawiedliwia to, że nie pobrał korepetycji od nowojorskich organizacji żydowskich, które brylują w wycenianiu i egzekwowaniu należności za śmierć swoich pobratymców. Nieuctwo Gduli wyjaśniać też może to, że sam korzysta z grantów niemieckiej Fundacji Friedrich-Ebert Stiftung, czyli że akurat jemu Niemcy reparacje wypłacają. Czy to samo odnosi się do Tuska? Czy w jego przypadku na poczet reparacji niemieckich dla Polaków nie trzeba zaliczyć dojczmarek, które wynosił w reklamówkach z konsulatu RFN w Gdańsku? No i reperacjami były też paczki z Niemiec wysyłane w stanie wojennym do Gdańsk dla tamtejszej opozycji.
Że o „biznes holokaustu” chodziło świadczy to, że na pomoc Grabowskiemu i Gduli pośpieszyła niemiecka „FAZ”: „Rząd Donalda Tuska uważa sprawę reparacji za zamkniętą. Warszawa życzy sobie teraz przede wszystkim silnego zaangażowania Niemiec na rzecz Ukrainy (…) „Taka postawa znajduje w Polsce duże poparcie wśród renomowanych naukowców”. Niemiecki cajtung nie pisze jednak, że owych renomowanych naukowców finansują Niemcy. Ta sama gazeta podała, że niemiecka minister ds. edukacji i badań naukowych wyraziła poparcie dla nowego rozwiązania prawnego forsowanego w Parlamencie Europejskim, dotyczącego „ochrony badań naukowych”. Niemiecka inicjatywa odnosi się do przypadku profesorów Jana Grabowskiego i Barbary Engelking, szykanowanych jakoby przez państwo polskie.
Jeszcze, co do paszkwilu „Times of Israel”. Odpowiedź na pytanie, co miał na celu, jest o tyle łatwa, gdy przypomnimy, że propagandowe kampanie wyłudzania odszkodowań od Polski zawsze wyprzedzają alarmujące raporty o wzroście antysemityzmu w Polsce. I tu zagadka: A może to „żydowscy przyjaciele” podpuścili Kaczyńskiego, aby bez wystarczającego przemyślenia, przy wyjątkowo niesprzyjającej koniunkturze zgłosił godną handełesa z warszawskich Nalewek propozycję Żydom? Bo istotą żydowskiej machinacji z roszczeniami jest oficjalne uznanie przez Polskę zasadności roszczeń, a wtedy do uzgodnienia pozostanie tylko ich wysokość.
Jakże trzeba być głęboko naiwnym albo głupim, żeby sądzić, że uchroni to Polaków przed zabiegami żydowskimi wokół zwrotu przez Polskę ich „mienia”, że ktoś w Tel Awiwie czy w Nowym Jorku uzna Polaków za równorzędnych partnerów i towarzyszy niedoli, i pozwoli wprowadzić do grona ofiar II wojny światowej. Taki układ jest zarezerwowany tylko dla Żydów. A nawet gorzej – „nasiżydowscyprzyjaciele” wrogo patrzą na zabiegi, które mają na celu wprowadzić Polaków i innych gojów do grona ofiar II wojny światowej.
Tu przypomnienie: Konrad Adenauer i David Ben-Gurion zawarli w latach 60. ubiegłego wieku tajny układ, w myśl którego Niemcy w pełni sfinansowały izraelski program budowy bomby atomowej. Ale za tak drogi prezent trzeba się odwdzięczyć. Dlatego rozpoczęła się akcja ściągania odpowiedzialności z Niemców i przerzucaniu jej na Polaków. Stąd „polskie obozy zagłady. Stąd paradygmat: „Polacy to antysemici, mordercy Żydów i złodzieje mienia żydowskiego, które muszą zwrócić”. Gideon Taylor, herszt szajki roszczeniowców stwierdził: „W restytucji mienia nie chodzi tylko o pieniądze, ale o opowiedzenie światu na nowo historii II wojny”. Według niego to, że Polska jest „jedynym krajem, który nie dokonał żadnej restytucji”, ma związek z „narracją o tym, iż Polacy byli ofiarami II wojny światowej”.
Czy, zamiast wzywać Żydów na pomoc, nielepiej kopiować ich metody? Żydzi dlatego nieprzerwanie narzucają światu dogmat o wyjątkowości żydowskiej martyrologii i nie dopuszczają na tym polu do żadnej konkurencji, bo status jedynej ofiary wiąże się z namacalnymi korzyściami materialnymi. Dlaczego nie przypominać zatem, że wojenne straty Polski w ludziach były nie mniejsze od żydowskich, a w majątku nieporównanie większe oraz że Niemcy wypłacili odszkodowania wszystkim, tylko nie nam?
Poprzedzające akcję wyłudzania odszkodowań od Polski alarmujące raporty gazet żydowskich dla Amerykanów i gazet żydowskich dla Polaków o wzroście antysemityzmu w Polsce, mają także na celu wpędzenie w kompleks winy samych Polaków. Tak, by sterroryzowani, nie śmieli nawet pisnąć, gdy przyjdzie do wypłacenia miliardów. Tymczasem ze strony władz warszawskich nigdy nie było woli politycznej, aby to zmienić. Zamiast walczyć z oszczerstwami i dawać odpór żydowskim roszczeniowcom, walczyli z „polskimi antysemitami”, to jest tymi, którzy roszczeniowców demaskowali.
Zadekretowali „Ziemię Polin”. Zaśmiecają świadomość Polaków o Żydach, naszych braciach i współgospodarzach tej ziemie. Eksponują wierność i oddanie państwu Izrael. Dali Mosadowi zielone światło na penetrację wywiadowczą Polski. Złożyli obietnicę oddania pod żydowski zarząd CPK. Zabiegi o „certyfikat koszerności” w sposób szczególny dotyczą Jarosława Kaczyńskiego. Na całej linii zawiodła wykoncypowana w jego kiepełe koncepcja, że pomocna mu będzie ochrona mafii żydowskiej, tej w Ameryce i tej w Polin. Biedak zapomniał, że obie szajki mają jeden wspólny i niezmienny cel, że nie odstąpią od swoich żądań majątkowych, że Polacy muszą zapłacić, a kasa musi się zgadzać. Kaczyńskiego nie naszła też refleksja, że tak, jak Amerykanie, mimo skrajnie poddańczych gestów, spuścili go z klozetową wodą, tak Żydzi, prędzej czy później, zrobią z nim to samo.
Myślą, że w przymilaniu się Żydom wystarczy być oddanym i szczerym filosemitą. Tymczasem Żydzi nie potrzebują w Polsce filosemitów, bo tych mają w nadmiarze. Potrzebują antysemitów, którzy grillowani i zastraszeni, zaspokoją ich roszczenia i wypłacą reparacje. Oskarżanie Polaków o antysemityzmto także taktyka negocjacyjna Żydów, środek nacisku w negocjacjach biznesowych. I właśnie dlatego nie chcą żadnego kompromisu, a ich świadomie przyjętym celem jest maksymalne podgrzewanie konfliktu.
Ktoś rzucił butelkę z jakimś płynem (którą żydowski prowokator rabin Schudrich nazwał „koktajlem Mołotowa”) w warszawska synagogę. Incydent potępił Duda, Tusk i wszystkie media. Na nogi postawili amerykańskiego ambasadora. Odezwał się ambasador Izraela. Bredząc o „tych, którzy starają się spalić relacje polsko-żydowskie”, wyraził żądanie: „sprawcy” (był tylko jeden, a więc chodziło mu o wszystkich Polaków?) „muszą być ukarani”. Wkrótce po tym opublikował wpis z podziękowaniem dla ambasadora Niemiec, gdy ten zamieścił na portalu X: „Nikt nie może cofnąć zniszczenia żydowskiego życia w Polsce podczas II wojny światowej. Możemy jednak pomóc pokazać, że życie żydowskie nadal tu kwitnie. Synagoga Nożyków w Warszawie jest tego potężnym symbolem. Uzgodniłem z Gminą Wyznaniową, że Niemcy wesprą renowację jej drzwi”. Szwab pominął, że żydowskie życie w Polsce zniszczyli jego rodacy, a zbrodnia odbywała się na terenie jednostki administracyjnej III Rzeszy o nazwie Generalne Gubernatorstwo. Innymi słowy – przedstawiciel nacji, który spalił całą Warszawę, mówi ozadośćuczynieniu polegającym na pokryciu kosztów renowacji drzwi.
Co do Jakowa Liwne – nie ustaje w pluciu nam w twarz, nie ma dnia, żeby nie obraził Polaków. Gdy hasło „Żydzi, wracajcie do Polski” wybrzmiało w Malmoe w czasie manifestacji przeciwko obecności Izraela w konkursie Eurowizji, napisał: Niektórym antysemitom wydaje się tęsknić za przywódcą palestyńskim, Aminem Husseinim, nazistowskim kolaborantem, który również chciał, aby Żydzi udali się do Polski, a dokładniej do komór gazowych w Polsce”. Krótko mówiąc, znieważył Polskę i wziął udział w kłamliwej antypolskiej propagandzie uprawianej od lat przez środowiska żydowskie. No bo, czym się różnią „polskie obozy” od „polskich komór gazowych”?
„Jest to coś, nad czym także polski rząd powinien pracować znacznie poważniej niż dotychczas (…) Kiedy widzę ludzi maszerujących po ulicach Warszawy, którzy skandują antysemickie hasła, to muszę przyznać, że nie różni się to od tego, co widzieliśmy w latach 30. XX w. na ulicach nazistowskich Niemiec. (…) Obojętność nie jest odpowiedzią. Nie była odpowiedzią podczas Holokaustu. Nie jest odpowiedzią także i dzisiaj”. W taką antypolską konwencję wpisała się „Gazeta Wyborcza”, która wywiad z żydowską „socjolożką” zatytułowała: „Atak Hamasu z 7 października był pełen cytatów z polskich pogromów Żydów i Zagłady”. Nie przytoczyła jednak żadnego cytatu, ani po arabsku, ani po polsku.
„Polska jest krajem bezpiecznym do życia dla Żydów – przekonują się o tym coraz częściej potomkowie ocalonych z Auschwitz. Przeprowadzają się do Polski, gdzie czują się bardziej chronieni niż w Europie Zachodniej” – taki Bekanntmachung zamieszcza w reportażu z Krakowa dziennik „FAZ”. Innymi słowy – Polska pod władzą folksdojcza to idealne miejsce na osiedlenie się Żydów. Uderza niekonsekwencja: Polska w niemieckiej gazecie jest przedstawiana, jako miejsce żydowskiej sielanki, gdy wcześniej ta sama gazeta opisała Warszawę jako „europejską stolicą antysemityzmu”. W reportażu nie zabrakło opisu krakowskiego Centrum Społeczności Żydowskiej, jako miejsca nad którym powiewają flagi polska, izraelska, ukraińska oraz… gejowska, co ma oznaczać, że znajdzie tu swoją przystań każdy Żyd, szczególnie pederasta. Gazeta przytacza wypowiedź dyrektora Centrum: „W Polsce łatwiej i bezpieczniej, być Żydem niż w jakimkolwiek kraju Europy zachodniej”. Jest też relacja o Alexie Dancygu, porwanym przez Hamas posiadaczu polskiego i izraelskiego obywatelstwa. Przekaz jest jasny: najlepiej osiedlić się w Polsce, a przed przeprowadzką do Polski zdobyć polskie obywatelstwo. Tekst nie oznacza, że niemiecka gazeta nagle zapałała miłością do Polski. Oznacza tylko tyle, że Niemcy promują plany zasiedlenia Polski swoimi Żydami, że dzięki nim wzmocnią swoje wpływy w Polsce, że przy ich pomocy odzyskają majątki z terenów utraconych po wojnie.
Skupieni na rozróbach ferajny Tuska, przeoczyliśmy kolejną brudną żydowską napaść na Polskę. W przededniu rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz, gościł w Polsce były prezydent Izraela Reuwen Riwlin. Podczas konferencji poświęconej „rosnącemu w Europie antysemityzmowi”, uderzając pięścią w stół wypowiedział wredne słowa: „Zostaliśmy tu wyrżnięci również przez Polaków”. W jego obecności, na trasie Marszu Żywych pojawił się wielki baner, na którym na tle flag Polski i Izraela zamieszczono napis po hebrajsku, po angielsku i po polsku: „Prosimy o wybaczenie za naszych przodków. Prosimy o wybaczenie za polski antysemityzm. Polscy chrześcijanie”. Kolejnym incydentem było umieszczenie na torach prowadzących do bramy obozu plansz z napisami po angielsku: „To jest polski obóz koncentracyjny”.
Uniwersytet Hebrajski przeprowadził badania. Wyniki okazały się szokujące: 54 procent Izraelczyków uważa, że Polacy są dokładnie w takim samym stopniu odpowiedzialni za Holocaust, jak Niemcy. 28 proc. uznaje „częściową” odpowiedzialność Polaków, a tylko 8 proc. sądzi, że Polacy „też byli ofiarami”. Izraelscy respondenci byli pytani także o antysemityzm. Jako najmniej antysemickie (21 proc.) oceniono Niemcy. Za najbardziej antysemicki kraj uznano Francję (55 proc. respondentów), a tuż za nią uplasowała się Polska (38 proc.) Najwięcej mieszkańców Izraela uznaje Niemcy za «przyjaciela Izraela» (53 proc.), a na samym końcu Polskę (19 proc.)”.
Inne, równie złe wieści – w okolicy Sejmupojawił się JonnyDaniels. Przedstawiany przez media i przez PiS jako wielki przyjaciel Polski i Polaków, gdy pojawiły się głosy żądające wznowienia ekshumacji w Jedwabnem, buńczucznie stwierdził: „Nawet jeśli 40 milionów Polaków podpisze petycję, to ekshumacji w Jedwabnem nie będzie”. A wiedzieć trzeba, że ekshumacja wykazałaby kłamstwo Grossa i obaliła moralną podstawę rekompensat za „udział Polaków w holokauście”. Pytanie, jakie wraz z Jojne pojawia się, brzmi: Kim naprawdę jest? Portal „Jewish News”, będący częścią „Times of Israel” nazwał Danielsa „aktywistą na rzecz restytucji mienia Holokaustu” (ang. „Holocaust restitution activist).
Wiedzieliśmy, że Tusk bardzo szybko ukręci łeb niemiecki reparacjom. Ale mało kto przypuszczał, że folksdojcze dopuszczą się czegoś, co nie mieści się w głowie – działające przy Uniwersytecie Wrocławskim Centrum im. Willy’ego Brandta i stowarzyszenie Konferencja Ambasadorów RPdomagają się rozliczenia tych, którzy śmieli domagać się zadośćuczynienia od Niemców za wojenne zbrodnie. Treść dokumentu jest szokująca, nawet jak na standardy antypolskich zaprzańców. Dążą nie tylko do tego, aby Polska nie dostał zadośćuczynienia należnego jej za zniszczenie tysięcy miast i wsi, zrabowanie majątku państwowego i prywatnego, ale by polscy podatnicy sfinansowali raport na temat „prywatnego niemieckiego mienia przejętego przez Polskę”.
Dodajmy, że grono byłych ambasadorów tworzących Konferencję składa się w 1/3 z Żydów, w 1/3 z kapusiów SB i w 1/3 z folksdojczów (a są i tacy, którzy łączą w sobie wszystkie trzy przymioty). Niekwestionowany lider jaczejki RyszardSznepf, to syn płk. Maksymiliana Schnepfa, który brał udział w Obławie Augustowskiej oraz Alicji, funkcjonariuszki MBP. Jego wuj Oswald Sznepf był stalinowskim sędzią, który wydawał wyroki śmierci na polskich patriotów. Sznepf jest prymusem, gdy chodzi o czytanie w myślach hersztów organizacji roszczeniowych. Jest członkiem żydowskiej loży B’nei B’rith, czyli praktycznie funkcjonariuszem ADL, zbrojnego propagandowego ramienia loży, artystów w sztuce szkalowania i zniesławiania oponentów. Przy czym mechanizm działania roszczeniowców polega na tym, że ADL młotkuje antysemitów, a organizacje roszczeniowe zbierają kasę. I jeszcze jedno – to właśnie w tej jaczejce Radek Sikorski znalazł rezerwuar nominacji dyplomatycznych – Sznepfa mianował ambasadorem wszystkich Polaków w Rzymie.
Nie tylko na haniebny wpis ambasadora Izraela, nie tylko na wredne słowa Konferencji Ambasadorów nie było reakcji. Oszczerstwa żydowskie i kłamstwa niemieckie przeszły bez echa. Tusk, dla którego polskość to „nienormalność”, nie zatroszczył się o dobre imię Polski. Rząd, jak zwykle, oficjalnie i urzędowo skapitulował. Kierowane przez Radka Applebauma polskie MSZ udaje, że problemu nie ma. Krótko mówiąc – zamiast dyplomacji mamy łajzy, którym uginają się nogi z obawy, że najmniejsza krytyka takich postaw to „antysemityzm wyssany z mlekiem matki”, a zamiast ministerstwa spraw zagranicznych mamy ministerstwo spraw obcych i spraw przegranych. Żydowski młot i niemieckie kowadło działają coraz bezczelniej. W Polsce bezkarnie hasa sobie żydowska i niemiecka piąta kolumna, trybiki w wielkiej machinie „Przedsiębiorstwa Holokaust”.
W Polsce ma miejsce sponsorowana z zewnątrz, prowadzona przy otwartej kurtynie akcja demolowania państwa i jego instytucji. Wpisuje się w nią usunięcie naszych bohaterów z gdańskiego muzeum, zmiany w listach lektur szkolnych, a nawet usuwanie z Facebooka wpisów, że Auschwitz założyli Niemcy. Jej finałem ma być nie tylko rezygnacja z reparacji wojennych, zwrot pożydowskiego i poniemieckiego mienia, ale także przekształcenie Polski w niemiecką kolonię. I jeśli Polacy się nie przebudzą, jeśli ten cieszący się poparciem wielomilionowej gawiedzi rząd przetrwa, to jest duża szansa, że ekipa namiestnika Berlina uwinie się z tym zadaniem do końca kadencji. A jeśli zagonią do tego pożytecznych idiotów, i przy braku sprzeciwu funkcjonariuszy Policji i żołnierzy WP oraz ciulowatości opozycji, to wystarczy im na to kilka miesięcy.
Czy nie jest montowany wspólny żydowsko-niemiecki front wobec Polski? Czy cała intryga nie skończy się tak: Nie dostaniemy reparacji od Niemców, ale wypłacimy im reparacje za mienie pozostawione na Ziemiach Odzyskanych; Niemcom pomogą w tym Żydzi, dzieląc się zdobytym łupem; Odszkodowania od Niemiec dla Polaków będą polegały na pokryciu kosztów renowacji drzwi synagogi zniszczonej po zamachu polskich antysemitów.