GDZIE RZYM, GDZIE KRYM, GDZIE KARCZMY BABIŃSKIE?

  Sławomir M. Kozak www.oficyna-aurora.pl 2022-05-20

https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/gdzie-rzym-gdzie-krym-gdzie-karczmy-babinskie,p117584191

Konferencja jałtańska przeszła do historii, jako symbol zdrady zachodnich sojuszników wobec Polski. Podczas tygodniowych (4 – 11 lutego 1945) obrad w pałacu cesarskim w Liwadii, niedaleko Jałty na Krymie, tak zwana wielka trójka, czyli Stalin, Roosevelt i Churchill, ustalili zasady mające obowiązywać po zakończeniu II Wojny Światowej. Polska utraciła wówczas, tak zwane Kresy Wschodnie, czyli obecne tereny Litwy, Białorusi i Ukrainy, na rzecz Związku Sowieckiego i odzyskała Ziemie Zachodnie. Postanowiono o utworzeniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej i uznano zgodność działań NKWD z konwencją o prowadzeniu wojny na lądzie.

Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie w Londynie, już 13 lutego wydał oświadczenie, w którym potępiając owe postanowienia, mówił, m.in., że „decyzje Konferencji Trzech zostały przygotowane i powzięte nie tylko bez udziału i upoważnienia Rządu Polskiego, ale i bez jego wiedzy. Metoda ta w stosunku do Polski jest nie tylko zaprzeczeniem elementarnych zasad, które obowiązują sojuszników, ale stanowi niewątpliwe naruszenie litery i ducha Karty Atlantyckiej oraz prawa każdego do występowania w obronie własnych interesów. Z tego powodu decyzje Konferencji Trzech nie mogą być uznane przez Rząd Polski i nie mogą obowiązywać Narodu Polskiego. Oderwanie od Polski wschodniej połowy jej terytoriumprzez narzucenie tzw. linii Curzona jako granicy polsko-sowieckiej Naród Polski przyjmie jako nowy rozbiór Polski, tym razem dokonany przez sojuszników Polski”.

Myślę, że warto, byśmy nie zapominali tych słów choć, jak pokazała historia, był to już tylko pusty gest, nacechowany polityczną naiwnością. Brzmi to brutalnie, ale uważam, że premier Arciszewski mógł sobie darować odwoływanie się w tym oświadczeniu do Karty Atlantyckiej, która przecież wyraźnie mówiła, iż określa „

cele polityki Wielkiej Brytanii i USA w okresie II Wojny Światowej i po jej zakończeniu oraz zasady powojennych stosunków międzynarodowych”.

Jej zapisy stanowiły co prawda, że sygnatariusze nie życzą sobie zmian terytorialnych, które nie zgadzałyby się z wolno wypowiedzianymi życzeniami narodów, których te zmiany dotyczą” oraz, że „uznają prawo wszystkich narodów do wyboru formy własnego rządu”, ale opinię społeczną, bo przecież nie własne sumienia, uspokoili na Krymie, przyjmując za dobrą monetę zobowiązanie Stalina do przeprowadzenia w naszym kraju „wolnych, nieskrępowanych wyborów na zasadzie powszechnego głosowania”.

Z efektu tych wyborów nie możemy się podźwignąć do dziś. Porozumienie zawarli na tym samym Krymie, od którego rozpoczęło się tlić kilka lat temu zarzewie wojny kolejnej. Wtedy, w 1945, podjęli  również decyzję o wspólnym udziale, w późniejszej o dwa miesiące, konferencji założycielskiej ONZ. Wszystko wskazuje na to, że po III wojnie światowej, przyszli sygnatariusze traktatu pokojowego, umówią się na udział w konferencji założycielskiej nowego, światowego rządu.

Roosevelt, w drodze powrotnej z Krymu, 14 lutego, spotkał się na pokładzie krążownika USS Quincy (CA-71), stojącego w bezpiecznym Kanale Sueskim, z królem Abdul Azizem Ibn Saudem, założycielem Królestwa Arabii Saudyjskiej. Rozmawiali, między innymi, o żydowskim osadnictwie w Palestynie, przy czym Roosevelt próbował uzyskać poparcie króla dla utworzenia tam żydowskiej ojczyzny, na co król zareagował kategoryczną odmową. Dyskutowano także o niepodległości Syrii i Libanu, ale przede wszystkim skupiono się na przyszłości dynastii saudyjskiej w oparciu o arabską ropę naftową. Efektem tych rozmów był tak zwany Pakt Quincy, który miał gwarantować monarchii saudyjskiej – amerykańską ochronę wojskową, właśnie w zamian za dostęp do ropy. Pakt określał, że „stabilność Arabii Saudyjskiej jest częścią ‘żywotnych interesów’ Stanów Zjednoczonych, które w zamian zapewniają bezwarunkową ochronę rodzinie Saudów i Królestwu, przed wszelkimi, możliwymi zagrożeniami zewnętrznymi”. 

Ustalono, że przywództwo Arabii Saudyjskiej w tym regionie leży również w interesie amerykańskim.  Powołany do życia jeszcze w r. 1933, koncern Aramco (Arabian-American Oil Company), w ramach którego zezwolenie na poszukiwanie i eksploatację zasobów saudyjskich uzyskał Standard Oil of California (SoCal), dzisiejszy Chevron, a później dołączono doń Texas Oil Company (Texaco), Standard Oil of New Jersey (Esso) i Standard Oil of New York (Socony), uzyskał monopol na eksploatację pól naftowych na okres 60 lat. USA zgodzić się miały, w ramach paktu, na nieingerowanie w wewnętrzną politykę Saudów. Warto nadmienić, że ropa miała służyć głównie amerykańskim siłom zbrojnym.

Oczywiście, zgodnie z amerykańskim rytuałem politycznym, obietnice Roosevelta dotyczące Palestyny, złamał już jego następca, czyli Truman, który dał tym samym zielone światło dla budowy państwa Izrael. Jednak wydobycie ropy szło przez kolejne lata, zgodnie z umową, a koncern jest światowym liderem w jej produkcji. Współpraca przebiegała przez wszystkie te lata poprawnie, z małymi  zgrzytami, kiedy USA nie weszły do Syrii w r. 2010 i w 2013, kiedy nastąpiło zbliżenie amerykańsko-irańskie.

Ale, jak wiemy, już w r. 2011, w Syrii wybuchła „wojna domowa”, a w 2020 Amerykanie zlikwidowali [zamordowali] irańskiego generała Solejmaniego, rujnując wzajemne relacje, więc sytuacja między naftowymi partnerami zdawała się pozostawać niezakłócona. 

Arabia Saudyjska, wspólnie ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, pod wpływem usilnych starań Pentagonu, toczy od dłuższego czasu wojnę z Jemenem, wspierana dostawami amerykańskiej broni, w tym samolotów i dronów. Jednym z głównych założeń USA, było niedopuszczenie, by cieśnina Bab-al-Mandab (pomiędzy Jemenem, Dżibuti i Erytreą), łącząca Morze Czerwone z Oceanem Indyjskim, dostała się pod wpływy irańskie. Jest to bowiem istotny punkt żeglugowy na trasie Europa-Daleki Wschód.

Nawiasem mówiąc, Tarek Bin Laden, brat Osamy, właściciel firmy Middle East Development, planował przerzucić nad cieśniną najdłuższy na świecie most, a po stronie Dżibuti grupa Saudi Binladen miała budować miasto Noor, mające być pierwszym z projektowanych, tak zwanych setek „miast światła”.

Ale, w związku z realizacją Nowego Ładu, następca prezydenta Trumpa znowu, zgodnie z tradycją amerykańskiej polityki resetów wcześniejszych umów, postanowił powywracać figury na szachownicy i oskarżył saudyjskiego księcia Muhammada Bin Salmana o morderstwo dziennikarza Dżamala Chaszukdżi (bratanka wielokrotnie przeze mnie opisywanego międzynarodowego handlarza bronią, Adnana), a Arabię Saudyjską nazwał wyrzutkiem.

Równocześnie, Joe Biden wznowił rozmowy z Iranem, wstrzymał sprzedaż broni dla Saudyjczyków i usunął bojowników jemeńskich z amerykańskiej listy organizacji terrorystycznych. Pod koniec kwietnia, desygnował na stanowisko ambasadora w Arabii Saudyjskiej, Michaela Ratney, – co monarchia odebrała, jako dowód braku woli współpracy ze strony Waszyngtonu twierdząc, że Ratney, jako urzędnik cywilny nie spełnia oczekiwań w zakresie umowy o ochronie wojskowej wynikającej z Paktu Quincy, a co za tym idzie, wzbudza obawy dotyczące dalszej kooperacji w zakresie produkcji ropy naftowej. Jakby tego było mało, na początku maja, na polecenie Bidena, FBI upubliczniła dokumenty wskazujące na przekazywanie „porywaczom samolotów” 9/11 pieniędzy w czasie, kiedy przebywali na terenie USA, przez obywatela Arabii Saudyjskiej, Omara al-Bayoumi, powiązanego z saudyjskim wywiadem. Dokumenty, o których wspominałem już w którejś ze swoich książek, nie są niczym nowym i ten wątek pojawiał się znacznie wcześniej, ale obecnie robi się z tego niesamowitą sensację, podpierając te zarzuty kartką papieru, pozyskaną w trakcie przeszukania rzeczy Bayoumi’ego przez wywiad brytyjski (!), na której widoczne są wyliczenia dotyczące „wysokości samolotu dla osiągnięcia celu”.

Są one, moim skromnym zdaniem człowieka związanego z lotnictwem, równie poważne, jak odnaleziony u stóp WTC, nietknięty paszport jednego z porywaczy.

Dla równowagi, odcinając się od działań prezydenta, Sekretarz Skarbu, Janet Yellen, podkreśliła ostatnio znaczenie dwustronnych stosunków amerykańsko-saudyjskich. Obserwując szopkę dla naiwnych, wokół saudyjskiego wątku 9/11 i słuchając diametralnie  różnych wypowiedzi amerykańskich urzędników, a także mając na uwadze fakt, że Ratney pełnił do niedawna funkcję Konsula Generalnego USA w Jerozolimie, a szczególnie czytając wypowiedź byłego szefa wywiadu Arabii Saudyjskiej, Turki al-Faisala, według której „jego kraj czuje się opuszczony przez amerykańskiego sojusznika”, możemy spodziewać się niezwykle ciekawych zwrotów akcji w rejonie arabskim.

Tym bardziej, że Senat USA zagłosował właśnie za poparciem ustawy NOPEC (No Oil Producing and Exporting Cartels Act) czyli wymierzoną w Organizację Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC), a jeśli Biden ją podpisze, to uderzy ona w sektor naftowy i gazowy na całym świecie.

W marcu tego roku, Arabia Saudyjska oświadczyła, że będzie sprzedawała swoją ropę w chińskich juanach, Rosja zrobiła podobny ruch ze swoim rublem, a następnie powiązała swą walutę ze złotem, co zamierzają zrobić również Chiny. Widmo diabelskie na dnie kielicha rośnie coraz szybciej.

Felieton ukazał się pierwotnie w 20 numerze Warszawskiej Gazety

Ingusz – Polak dwa bratanki

[z bardzo dobrej książki Wojciecha Zajączkowskiego „Rosja i narody. Ósmy kontynent. Szkic dziejów Euroazji.”. Dla zainteresowanych obecną sytuacją w Azjopie (niektórzy tak nazywają Eurazję) – książka niezbędna. Ja kupiłem za 26 zł. MD]

Malsagowowie ród inguski, którego gniazdem rodowym była wybudowana w XV wieku twierdza Targim, położona w Górnej lnguszetii (dziś formalnie na terytorium Czeczenii). W 1815 roku Aleksander l nadał rodowi Malsagowych szlechectwo. Jego przedstawiciele zajmowali się głównie rzemiosłem wojennym, osiągając nawet stopnie generalskie (Gajty Malsagow i Safarbek Malsagow, który dowodził elitarnym Dagestańskim Pułkiem Konnym: w 1944 roku zmarł w Warszawie). W ZSRR Malsagowowie zajmowali się również działalnością naukową (m.in. Zaurbek Malsagow był twórcą pierwszej gazety inguskiej – „Serdało” – oraz autorem Gramatyki języka inguskiego), choć nie wyrzekli się kariery wojennej.

Najbardziej znanym przedstawicielem rodu w szeregach Armii Czerwonej był Achmet Malsagow (zginął w 1942 roku), lotnik samolotu myśliwskiego, któremu Stalin dwukrotnie odmówił przyznania tytułu Bohatera Związku Sowieckiego; dopiero pośmiertnie, w latach dziewięćdziesiątych, otrzymał on tytuł Bohatera Federacji Rosyjskiej.

Do najbardziej skomplikowanych w XX stuleciu należały losy potomków Artagana Malsagowa, który podczas wojny z Turcją w latach 1877-1878 otrzymał za swą waleczność order Św. Anny, otwierający jego dzieciom drogę do korpusu kadetów. Dwaj jego synowie, Sozerko i Orccho, ukończyli woroneski korpus kadetów. Podczas l wojny światowej jeden służył w Inguskim Pułku Kawalerii, drugi został artylerzystą.

Rewolucja podzieliła braci. Orccho stanął po stronie czerwonych i był jednym z dowódców obrony lnguszetii przed Denikinem, za co otrzymał Order Czerwonej Gwiazdy. W późniejszych latach zajął się działalnością kulturalną, zorganizował pierwszy teatr inguski i pierwsze muzeum.

Sozerko opowiedział się po stronie białych i walczył przeciw bolszewikom jako oficer Armii Kaukaskiej. W kwietniu 1923, przyjmując za dobrą monetę amnestię dla białogwardzistów, postanowił się poddać, lecz został aresztowany i skazany na trzy lata obozu koncentracyjnego. Trafił do sławnego więzienia na Wyspach Sołowieckich. W 1925 roku wraz z czterema innymi więźniami udało mu się uciec i przedostać do Finlandii. W tym samym roku wydał w Rydze wspomnienia z pobytu na Sołowkach zatytułowane Piekielna wyspa, pierwsze na Zachodzie bezpośrednie świadectwo więźnia tego obozu, przetłumaczone na angielski i wydane w Londynie.

W drugiej połowie lat dwudziestych został oficerem kontraktowym Wojska Polskiego, służył jako rotmistrz m.in 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich. Wziął udział w kampanii wrześniowej w 1939 roku jako dowódca szwadronu 8. Pułku Strzelców Konnych, walczył na Pomorzu, dostał się do niewoli. Udało mu się zbiec z obozu jenieckiego w Niemczech i przedostać do Polski. Wstąpił w szeregi ZWZ (pseudonim „Kazbek”) i decyzją dowództwa został przerzucony w składzie grupy dywersyjnej do Francji. Po wojnie znalazł się na emigracji w Wielkiej Brytanii, gdzie zmarł w 1976 roku.

Jego rodzina żona i dwie córki została w Inguszetii. W 1944 roku wraz z resztą narodu inguskiego była deportowana do Kazachstanu; na Kaukaz wróciła po 1956. W 1963 roku Madina, młodsza córka Sozerko Malsagowa, nigdy nie widziana przezeń na oczy (przyszła na świat po jego aresztowaniu), odważyła się po raz pierwszy napisać list do ojca. Została za to pozbawiona stanowiska głównego lekarza jednego ze szpitali w Groznym. W latach dziewięćdziesiątych córka Madiny i zarazem wnuczka Sozerko, Mariam Jandyjewa, została przewodniczącym Inguskiego Oddziału Stowarzyszenia „Memoriał”, zajmującego się obroną praw człowieka oraz dokumentowaniem represji komunistycznych.

W 1996 roku roku ród Malsagowych liczył ok. 19300 osób, z czego 7000 mieszkało poza granicami Inguszetii, zarówno w Rosji, jak i w innych krajach.

Polska obroni Szwecję i Finlandię, gołymi rękami, na rowerach bojowych

Przez Matka Kurka – 19 maja 2022 https://www.kontrowersje.net/polska-obroni-szwecje-i-finlandie-golymi-rekami-na-rowerach-bojowych/

Które państwo może zachować się najgłupiej i najbardziej niekorzystnie dla siebie? Na tak generalne pytanie odpowiedź niestety brzmi znajomo, to Polska. Jeśli chodzi o konkretny zakres niemądrego i szkodliwego zachowania, to tym razem rzecz dotyczy przystąpienia Szwecji i Finlandii do NATO. Wiadomo już, że wszystkie kraje, oprócz Turcji, wstępnie zgodziły się na wejście nowych członków do paktu, ale też żaden kraj nie wykazał się takim wychodzeniem przed szereg, jak Polska. Dziś premier Morawiecki ogłosił, że nawet na tym etapie, czyli przed oficjalnym przystąpieniem Szwecji i Finlandii do NATO, Polska stanie w obronie tych państw, jeśli zostaną napadnięte przed Rosję. Gdyby ktoś nie skojarzył w sumie prostych faktów, to przypomnę, że Polska jest członkiem NATO, a pakt ten zawiera słynny artykuł 5, który mówi: „wszyscy za jednego, jeden za wszystkich”.

Z tej perspektywy Morawiecki wyrwał się z czymś, co dotyczy całego NATO i zdecydowanie wychodzi poza artykuł 5, ponieważ to nie Polska zostaje napadnięta, ale sama deklaruje przystąpienie do wojny. Na szczęście wiadomym jest, że ta pusta deklaracja nie ma szans na ewentualną realizację, bo ostatnie ruskie T72 oddaliśmy Ukrainie, razem z darmowymi dostawami paliw. Zostały nam jakieś używane niemieckie „Leopardy” i parę F16 niekoniecznie uzbrojonych. Problem jednak w tym, że polityka, to nie tylko sfera faktów i działań, ale również deklaracji i takie słowa z ust polskiego premiera musiały u pozostałych sojuszników wywołać kilka reakcji jednocześnie. Na pewno wstępną reakcją był śmiech wywołany dość klasyczną sytuacją, w której podlotek bez mlecznych siekaczy sepleni jaki łomot spuści kolegom jego starszy brat. Pośmiać się można, ale po chwili warto się zastanowić, czy to aby na pewno są takie polskie żarty, czy może mamy do czynienia z państwem nieprzewidywalnym. Europejski szef NATO z całą pewnością ciągle czuje każdą kroplę potu, jaka mu płynęła po karku i grzbiecie, gdy usłyszał, że Polska chce startować swoimi Migami i wykonywać loty bojowe nad Ukrainą. W ostatniej chwili powstrzymano tę akcję sprowadzającą się do wypowiedzenia wojny Rosji przez Sojusz Północnoatlantycki, ale za chwilę Kaczyński z Morawiakiem zaczęli obiecywać „misję pokojową NATO”.

Nie lubię szafować wartościami, nie przyklejam sobie do nazwiska patriotyzmu i polskości, co nie znaczy, że patriotą i Polakiem się nie czuję. W całej rozciągłości, szerokości i długości się czuję, ale i z tej pozycji dostrzegam, co się musi dziać w głowach przywódców innych państw i armii, po kolejnych wygłupach polskiego sojusznika. Jedynym ratunkiem w tym wszystkim jest to, że Polska nie robi na Rosji większego wrażenia, ciągle jesteśmy uznawani za brzęczącą muchę nad głowami większych i silniejszych. Paradoksalnie nasza słaba pozycja w NATO jest naszą największą tarczą, ale to przecież bardzo niewielkie pocieszenie. Brakuje mi wyobraźni, aby myśleć o tak dojrzałej polityce zagranicznej w wykonaniu Polski, jaką uprawia Erdogan, czy Orban. W zakresie moich cichych marzeń leży jedynie cud milczenia i nie wychylania się. Istnieje taka stara strategia niezwykle skuteczna i zalecana tym, którzy nie mają czym się pochwalić i tym bardziej nie mają czym postraszyć. Po prostu siedź cicho i nie zwracaj na siebie uwagi, bo jak inni zobaczą twoje połatane portki, to złupią cię do gołej skóry.

Szwecja i Finlandia to dwa kraje, które na forum Unii Europejskiej notorycznie występują przeciw Polsce, dyscyplinując nas „liberalną demokracją” i „praworządnością”. W rewanżu Polska będzie ginąć za potencjalnych członków NATO, zanim te kraje członkami zostaną. Erdoganowi pękają zajady, podobnie zresztą Scholzowi i Bidenowi. Niewytłumaczalne dążenie do wiecznego narażania własnego bezpieczeństwa i to w dodatku w tragikomicznych okolicznościach, to jest tak przykry i przygnębiający widok Polski, że naprawdę płakać się chce. Znów wystarczyło się nie odzywać, żeby się nie ośmieszać i nie pakować w kłopoty, których mamy pod dostatkiem. Najwyraźniej polscy politycy nie potrafią się inaczej zaprezentować, niż w roli błaznów krzyczących, że Polska obroni Szwecję i Finlandię, gołymi rekami, na rowerach bojowych.

POMROKA i OPAR

Andrzej Sarwa

Jakiś głos… kobiecy… ciepły, ale smutny zarazem:

– Słuchaj.

Jął więc nasłuchiwać. Jakieś głosy dobiegały z mrocznego oparu, zrazu niezbyt wyraźne, ale z czasem…

Męski chrapliwy tembr i ton nieznoszący sprzeciwu:

Zatem nic się nie nasila i nic się nie zmienia… a zmienić się musi… czas coraz krótszy, praca wciąż ta sama… Gdy osiągniemy to, iż ludzie uwierzą, że świat nie powstał na skutek jednorazowego aktu, lecz w wyniku powolnej ewolucji, że Bóg nie interesuje się światem, że Niosący Światło1 sprawuje nad nim pieczę, że nie ma piekła i nie ma kary i że po śmierci doświadczamy reinkarnacji, aby się doskonalićwygramy ważną bitwę.

– Ale czy wojnę? – z mglistego mroku doleciał czyjś głos.

– To długa droga – rzekł ten, który zdawał się przewodzić zgromadzeniu.

– Zatem wstąpmy na nią i to jak najrychlej. Co mamy przeforsować, by się zalęgło w ludzkich sercach, a potem wrosło w ich umysły i dusze? – powiedział ktoś inny.

Wiele.

– Staczajmy bitwę za bitwą.

Tak właśnie czynimy.

– Ile ich będzie?

– Wiele…

– Mów, Święty Bracie, Panie Przedświtu.

– Pierwsza z bitew to bitwa o rozumienie Boga nie jako kogoś osobowego, lecz bezosobowego, który skonstruował wszystko i jest Wielkim Architektem Świata, ale tylko architektem. Na razie potrzebne będzie uznawanie Jego istnienia, jednak – pod żadnym pozorem – nieakceptowanie Jego Kościoła. Lecz z czasem i takiego Boga trzeba będzie usunąć na dalszy plan, a potem całkiem zamazać i zatrzeć. Nie teraz jednak jeszcze… jeszcze nie teraz… Ważniejsza z bitew będzie o to, ażeby ludzie w swej masie uwierzyli, że istnieje wyłącznie rzeczywistość materialna, powstała sama z siebie, której Stwórca i jego prawa są zbędne, bo w zupełności wystarczają im ich własne prawa. Owe dwie wielkie bitwy i ważne zwycięstwa są nam nieodzowne, lecz to dopiero początek.

– A czy wygramy owe bitwy?

– Wygramy.

– Skądże ta pewność Święty Bracie?

Bo staczać je będziemy ludzkimi sercami i umysłami, które przeżarte są pychą i zarozumiałością. I pycha powygrywa wszystkie owe bitwy, uwierzywszy, że nie ma potrzeby istnienia ni Boga, ni ducha, bo wszystko to materia…

Zatem religia okaże się zbędna?

Nie, bo człowiek nie umie egzystować bez niej. Zabierzmy mu jednego Boga, a on natychmiast wynajdzie sobie innego. Aby zaś znów, siłą własnego rozumu nie odkrył Tego, któregośmy przed nim skryli, będziemy zmuszeni dać mu zastępczego. Najlepsze by jednakowoż było, aby każda z istot ludzkich uwierzyła, że sama dla siebie jest bogiem.

– Trudne.

Pozornie. Krytykujmy tę religię, której obecnie hołduje, wyszydzajmy dogmaty i praktyki, śmiejmy się z tego i wprawiajmy tym Świat w zakłopotanie, aż wszyscy uwierzą, że wierząc, tak jak dotychczas są śmieszni i że są żałośni. Bo ich najczulszymi strunami są duma właśnie i próżność. W każdej formie. A potem podrzućmy im indyferentyzm, niech uwierzą, że nie ma znaczenia, w co się wierzy. Upieczemy przy tym jeszcze jedną pieczeń – indyferentyzm religijny poprowadzi wprost do indyferentyzmu moralnego. A to już nie będzie wygrana bitwa, ale cała wielka kampania!

A dalej? Przecie to nie koniec.

– I owszem, nie koniec. Dalej wszczepimy w ludzkie umysły wiarę w racjonalizm – rozum i postęp społeczny, w to, że człowiek z natury jest dobry, a wiedza jest czymś pozytywnym, wiara natomiast czymś głupim, śmiesznym, obrzydliwym. A skoro tak, to ten świat, obecny świat – bo muszą uwierzyć, że innego być nie może – jest najcudowniejszym z możliwych, że doczesne życie jest nie tylko dobre, ale wręcz najlepsze i tylko w owym życiu można osiągnąć pełnię szczęścia i wszelką doskonałość. No i Świat-Wszechświat można poznawać wyłącznie poprzez doświadczenie i rozum. To w końcu doprowadzi ludzkość do bezbóstwa2 i wszelkich jego konsekwencji.

To nie będzie możliwe – znów ozwał się jakiś sceptyk – tron i ołtarz wzajemnie się wspierają.

– Zatem trzeba najpierw roztrzaskać trony, wytrzebić monarchów, a potem rozbić ołtarze.

Ktoś jednak będzie musiał zarządzać owym ludzkim bydłem… Rządy poszczególnych krajów do czasu nadal istnieć muszą.

Owszem, na razie. Ostatecznie jednak przymusowo będziemy indoktrynować i kazić ich potomstwo, dowodząc, że jest to przekazywanie zasobu pożytecznej i niezbędnej wiedzy, z której najważniejsza będzie ta, iż żadnego Boga nie ma, bo wszystko powstało przez przypadek. Gdy potem zlikwidujemy prywatną własność (oczywiście nie dla wszystkich) i zniszczymy narody, gdy zmieszamy rasy, podmienimy religie, będziemy ich wszystkich mocno trzymać za gardła. W dalszej kolejności unicestwimy małżeństwa, bo rozstrzygająca bitwa w naszej wojnie toczyć się będzie o małżeństwo i rodzinę właśnie, to jest bowiem kwestia kardynalna. Bez rodziny ludzkość ulegnie destrukcji. I mam nadzieję, iż nieodwracalnej. A wreszcie, gdy wmówimy ludziom, a oni w to uwierzą, że nawet płeć jest czymś umownym, czas zwycięstwa będzie tuż-tuż. na koniec z własnej woli ludzie wyrzekną się wolnej woli i wszelkiej, choćby nawet pozornej wolności. Paradoksalne? Owszem, ale tak się stanie. I już nie będzie jednostek, które by się różniły między sobą. Gdy zatem człowiek dobrowolnie się własnej woli pozbawi, tym samym zamknie sobie drogę powrotu do Tego, którego imię jest nam obrzydliwe… Miast ludzkości złożonej z wolnych i autonomicznych względem siebie istot będzie rój, sterowany przez jeden umysł i przez jedną wolę, złożony z ponumerowanych jednostek, których i myśli nawet zależeć będą od tej woli. Będzie to rój mający tylko jedno jedyne pragnienie – nieustającej sytości zmysłowej – życia, użycia i zaspokojenia. Ale i to do czasu…

A co potem?

– A potem rój sam się unicestwi, bo żadnej przyszłości przed takim tworem nie będzie, my zaś staniemy się jedynymi właścicielami i panami Świata.

A któż nam będzie służył? Wszak i zwierzęta nas nienawidzą i się nas lękają.

Zatem i zwierzęta trzeba będzie wymordować

Kto więc zostanie, by cześć nam oddawać?

I na to pytanie już nie padła odpowiedź. Dopiero po chwili przewodzący zgromadzeniu znowu się odezwał:

– A teraz pora zacząć nowy etap wojny. Uderzyć w fundamenty pradawnego ładu, wywołać chaos i tuman mgły krwawej, który oczadzi serca i zmami umysły.

– W co trzeba uderzyć?

– W owe dwa filary, które na podobieństwo naszych co Jachin i Boaz się zowią, tu Tron i Ołtarz mają na nazwiska.

Nie będzie łatwo, Święty Bracie i Panie Przedświtu.

Ale zacząć trzeba.

– I któż to zacznie i kimże on będzie?

Podłym pyszałkiem, którego wesprzemy… Bestią bez sumienia, Człowiekiem, Białogłowym Wodzem, przed którym jednak – ku przestrodze – poślemy na świat jego Jana Chrzciciela… na urągowisko… i jako znak tego, co nadciąga…

Cały ten wykład, cała ta przemowa…

– Co z nią? – zapytał ten, który przewodził.

– Chaotyczna bardzo. Trudno zrozumieć co, kiedy, dlaczego, w jakiej kolejności, co ważne bardzo, a co mniej jest ważne. W koło to samo, to samo, to samo. Zamiast tu siedzieć i słuchać nieskładnego gadania, starczyło wszystko wyłożyć nam w punktach.

– To wiedz na koniec, że ład i nowy porządek zrodzą się z chaosu… Tymczasem sprawić trzeba, by takich pieśni nie słuchali.

============================

Niemiły głos zamilkł, a on ujrzał las gęsty, bukowy, a przez las ten wąską drożyną szła zgarbiona babina, śpiewając:

A w sobotę po obiedzie

Chodził Pan Jezus po kolędzie,

I napotkał dziewkę w lesie,

A ta dziewka wodę niesie.

„Dziewko, dziewko, daj tej wody,

Ochłodzę się z tej ochłody”.

— „Kiej nieczysta —

Ja bym, Panie, wody dała,

Ale z drzewa liścia napadała”.

— „Dziewko, dziewko,

Kiejbyś ty taka była czysta,

Jak ta woda przezroczysta!

Trojeś dziatków porodziła

I w tej wodzie potopiła,

I samaś się w niej umyła.

Dziewka się tak przelękła,

Na kolana aż uklękła. —

„Dziewko, dziewko, nie lękaj się,

Do kościoła, spowiadaj się,

Do kościoła, do spowiedzi,

A tam kapłan Boży siedzi”.

Dziewka próg przestępuje,

Ziemia się pod nią rozstępuje.

Tam się długo spowiadała,

Aż się w proch rozsypała.

I przyjechał coś za pan,

W takiej postaci jak Szatan.

I złapał ci ją za włosy,

W rzucił ci ją w grób najgłębszy.

Trzydzieści trzy lat płynęło,

Wyrosła na niej mogiła,

Wyrósł ci na niej róży kwiat

I zapłakał jej cały świat.

Wyrosła, na niej lilija,

Zapłakała matka miła.

„Matko miła nie płacz ty mnie,

Masz tam w domu jeszcze ich dwie,

Karz je tam lepiej jako mnie:

Boś ty mnie źle karała,

W wszelkim mym grzechu ostała.3

A zatem? Jakaż ta spowiedź była?…

(Fragment nowej powieści Andrzeja Sarwy: „Majaki. Pomroka i opar”, nad którą aktualnie rozpoczął pracę).

1Lucifer (łac.).

2Bezbóstwo – ateizm.

3Wacław Aleksander Maciejowski, Legendy i pieśni ludu polskiego nowo odkryte, Warszawa 1860.

Pandemia i wojna. Inna rzeczywistość, ta sama choroba

Tomasz Figura https://pch24.pl/pandemia-i-wojna-inna-rzeczywistosc-ta-sama-choroba/

(Oprac. GS/PCh24.pl)

To jasne, że chłodne i metodyczne definiowanie naszych interesów w kontekście wojny na Ukrainie nie jest łatwe. Znacznie prościej jest wrzasnąć: „szable w dłoń i na Moskala”. Ale właśnie kalkulacja może przynieść nam więcej pożytku niż najbardziej szczere szaleństwo.

Wieszczony już u zarania pandemii kryzys gospodarczy nadszedł i to z wielką siłą. Trochę uśmiecham się pod nosem, z ironią ale bez schadenfreude, gdy słyszę lub czytam pełne zdziwienia opinie komentariatu zawodowego bądź domorosłego, że rząd bezradny, że nic nie robi, że Glapiński zły, a Morawiecki rozrzutny i za to rozpasanie i nieporadność płacimy teraz frycowe. Zastanawiam się, w jaki sposób nie przeszkadzało to tym samym komentatorom jeszcze parę tygodni temu wzywać do lockdownów, a obecnie gardłować za tępieniem każdego rodzaju biznesu powiązanego z rynkiem rosyjskim. Są przecież i tacy, którym przeszkadza polska firma handlująca w Rosji… sedesami. Albo inni, którzy patrzą z zachwytem jak banda łobuzów blokuje wschodnie przejścia graniczne, żeby przypadkiem jakiś tir nie przejechał i nie zawiózł Rosjanom czy Białorusinom zakupionego przez nich wcześniej towaru.

Żeby była jasność: jestem zdecydowanym zwolennikiem dociskania Rosji kolanem. To agresywne imperium, którego zduszenie może stanowić dla nas cenny, geopolityczny prezent. Ale – podobnie zresztą jak w przypadku pandemii – nie możemy doprowadzić do sytuacji, że ucierpi zdrowy rozsądek i emocje wezmą górę. Wolę, prawdę mówiąc, bezpośrednią i jasno zdefiniowaną politykę Węgier, które nie wysyłają broni Ukrainie, a do konfliktu trzymają dystans, równocześnie asekuracyjnie deklarując, że nie będą czynić przeszkód w przyjmowaniu Ukrainy do NATO niż dwuznaczną orientację Francuzów, mających usta pełne frazesów, a w głowach marzenie o rychłym końcu wojny i ustaleniu z Putinem nowego modus operandi.

Utarło się wśród publicystów, obłąkanych szaleństwem nakładania na oślep sankcji na Rosję, że przecież mamy wojnę, a w czasie wojny trzeba robić sobie wyrzeczenia. Karierę zrobiła nawet anegdotka – wymyślona czy autentyczna, to mniejsza – z czasów II wojny światowej, gdy jakiś deputowany Izby Lordów skarżył się, że za Churchilla ceny benzyny są wyższe niż za Chamberlaina. To, niestety, obrazuje szaleństwo polskiej debaty: sprowadzanie rosnących cen paliwa do banalnych dykteryjek, by obśmiać każdego, kto ów temat podnosił, dowodząc jak bardzo obosieczną bronią mogą być sankcje. Ciekaw jestem, czy ci wszyscy publicyści, oglądający świat z warszawskich redakcji, opłacani całkiem przyzwoicie w największych polskich mediach, tę samą historyjkę przytoczyliby ojcu czy matce kilkuosobowej rodziny na prowincji, gdzie obydwie pensje nie sięgają średniej krajowej, a samochód i jego utrzymanie jest o tyle ważne, że umożliwia dojechanie do pracy i zawiezienie dzieci do szkół. Dylemat obcy dziennikarzom RMF FM czy „Rzeczpospolitej”, jest realnym problemem tysięcy Polaków.

I wreszcie last but not least: trudno, by zubożałe społeczeństwo zbudowało dzisiaj nowoczesną armię, zdolną do obrony kraju. A przecież to stało się dzisiaj głównym celem, co do którego zgodne są wszystkie siły polityczne. Bezmyślne nakładanie na nas ciężarów, których wielu nie będzie potrafiło unieść, nie jest żadnym „wyrzeczeniem” na czas wojny – dodajmy, że to nie my toczymy tę wojnę, wszak gdy czytam teksty niektórych publicystów, mam nieodparte wrażenie, że wojska rosyjskie już wkroczyły do Polski – ale niszczeniem tego, co udało się Polakom zbudować z wielkim trudem przez ostatnich 30 lat. I niszczeniem marzeń o tym, co można dzięki temu zbudować, chociażby armii zdolnej odstraszyć siły znacznie potężniejszego kraju.

Od pandemii do wojny

Dlatego z wielką trwogą obserwuję, jak wiele osób płynnie przeszło z trybu „więcej lockdownów” na tryb „więcej sankcji”. Zadziwia mnie nieustannie, że nie wyciągnięto żadnych wniosków z pandemicznego szaleństwa. Tysiące ludzi umierało poza systemem opieki zdrowotnej, ogromne pieniądze pompowano w kolejne tarcze antykryzysowe, a głupota niektórych nakazów (vide: maseczki w przestrzeni otwartej) raziła brakiem jakichkolwiek podstaw naukowych. A jednak wielu w to brnęło. Dzisiaj nikt nawet nie zająknie się o wyciąganiu konsekwencji, gdy NIK publikuje dane o horrendalnych dodatkach covidowych dla lekarzy, bo wszyscy skupiają się już na tym, by udusić Rosję sankcjami, choćby miał nas zalać potop. Żeby „udusić ruskiego”, warto podpalić polską gospodarkę, pozbawiać ludzi mieszkań, wpędzić wiele rodzin w skrajne ubóstwo. A wreszcie: wstrząsnąć polskim państwem, bo przecież naiwność chyba każe sądzić, że kraj słaby i rozbity będzie w stanie bronić się przed agresorem.

Przyznam, że podobnie jak w przypadku pandemii, nie dostrzegam żadnego spójnego planu w antyrosyjskiej polityce rządu. Niemcy chociażby, przy całym moim krytycyzmie dla ich stosunku do putinowskiej władzy, są świadomi tego, że nie mogą nałożyć embarga na wszystko, co rosyjskie, bo ich gospodarka się po prostu rozsypie. Dlatego konsekwentnie, choć stopniowo, ograniczają teraz swoją zależność od rosyjskiej ropy, ale gdyby słuchali części polskich publicystów rozgrzanych do czerwoności gniewem na każdego, kto wysyła choćby jednego tira za wschodnią granicę, najpewniej mieliby już dzisiaj kompletną polityczną rozwałkę. Przecież, gdy Moskwa zakręciła nam kurek z gazem, Twitter wręcz eksplodował z radości i niezdrowej napinki: ten obniżał ogrzewanie o 2 stopnia, tamten ogłaszał, że damy sobie radę bez gazu. W konsekwencji gaz od „ruskich” bierzemy, tyle że przez Niemcy. To o tyle „przyjemniejsze”, że biorąc ów gaz, możemy przynajmniej przeklinać pod nosem szwaba, który boi się zrobić kilku wyrzeczeń, by załatwić Putina. A że pieniądze rublach płynął do kieszeni Putina także z naszej kabzy? Trudno, my temu niewinni. Przynajmniej spać można spokojnie.

W Polsce zatem bez zmian: niech pali i niech się wali. Byle ruscy wreszcie padli. Niemal nikt nie pyta o koszty tej polityki, podobnie jak to było w przypadku antypandemicznych obostrzeń. A przecież dramatycznie wysoka inflacja, to właśnie skutek tarcz antykryzysowych, wprowadzanych w czasie lockdownów. Pamiętacie jeszcze państwo tamten nastrój? Pamiętacie, jak wielu napalonych komentorów wzywało rząd do wprowadzania kolejnych restrykcji, bo przecież zdrowie najważniejsze? Gdy ktoś wtedy zająknął się o pieniądzach i gospodarce, natychmiast odpowiadał mu przeraźliwy wrzask, że oto jest zimnym draniem, krwawym kapitalistą i że w chrześcijańskiej Polsce to się tak nie godzi. A czy godzi się, by rodziny traciły jedną pensję rocznie, przeżeraną przez inflację? Czy godzi się pozbawiać ludzi mieszkań, ciepła w domach czy energii elektrycznej, która staje się przecież coraz droższa? Czy znów mamy wrócić do czasów – wcale nie tak dawnych – gdy głód doskwierał dziesiątkom tysięcy dzieci? Zajrzyjmy do raportu z badań firmy MillwardBrown z 2007 roku. 120 tysięcy dzieci przychodziło głodnych do szkoły, a 70 tysięcy jadło tylko jeden posiłek dziennie. To oficjalne dane, które przez ostatnie lata ulegały zmianie, udało się wszak zmniejszyć skalę nędzy w Polsce. Nic jednak nie jest dane raz na zawsze, a prawa ekonomii są brutalne: nie można mieć ciastka i zjeść ciastka.

Szable w dłoń?

Owszem za inflację, która z łatwością może wpędzić nas w biedę, odpowiada w dużej mierze szef NBP, Adam Glapiński. To on finansował dług zaciągany na potęgę przez rząd. Sytuacja na rynku robi się zatem absurdalna: zalane pieniądzem banki nie podnoszą oprocentowania depozytów, ale za to chętnie ściągają wyższe raty kredytów. Rząd uwija się jak w ukropie, by temu zaradzić, ale kto potrafi łączyć pewne fakty, ten wie, że to nie jest kwestia „nieprzewidzianych wydarzeń”, lecz krótkowzroczności. Gdyby rok temu Glapiński powiedział weto finansowaniu rozdętych wydatków rządowych i podniósł – choćby i sygnalnie – stopy procentowe, być może sytuacja byłaby dzisiaj nieco bardziej spokojna. A przecież doskonale wiemy, że to „granica bólu” Morawickiego uratowała nas przed kolejnymi obostrzeniami w pandemii: premier najwidoczniej zdał sobie sprawę, iż kolejne tarcze wpędzą polską gospodarkę w takie kłopoty, że udławi się i rozleci. Wyobraźmy sobie, że rząd nałożyłby kolejny lockdown, którego w pewnym momencie domagała się jakaś połowa Polski. Mielibyśmy dzisiaj inflacje nie na poziomie 12 ale 20 procent. A to byłby już przedsionek katastrofy.

Niestety, towarzyszy nam emocjonalne rozedrganie, a ci, którzy biorą udział w tym szaleństwie stosują argumenty kompletnie nieprzystające do rzeczywistości. Co ciekawe, każdy przy tym powołuje się na zdrowy rozsądek i realizm polityczny. Katolicki publicysta ogłasza, że zwycięstwo Emmanuela Macrona jest korzystne dla Polski, bo Le Pen jest spolegliwa wobec Rosji, ale przecież Macron nie zrobił niczego, by zatrzymać tę wojnę. Zawsze świetnie dogadywał się z Putinem i wprost przyznaje dzisiaj, że Rosja stanowi ważny element architektury europejskiego bezpieczeństwa. Co więcej, o ile śmierć niewinnych ludzi na Ukrainie jest tragedią, o tyle zastanawia, dlaczego za taką tragedię wielu nie uznaje zbrodni aborcji, którą wspomniany Macron wręcz promuje, naciskając by stała się unijnym standardem. W tym kontekście udzielanie poparcia Macronowi skupia jak w soczewce obsesję znacznej części polskich elit na punkcie wszystkiego, co rosyjskie.

W żadnym wypadku nie uważam, że powinniśmy porzucić politykę walki z Rosjanami na terenie Ukrainy. Pobicie wrogiego nam mocarstwa na terenie innego kraju jest dla nas ze wszech miar korzystne. Ale musimy pamiętać także o tym, że Rosja nie zagraża nam w takim stopniu, jak państwom spoza Sojuszu Północnoatlantyckiego. Mamy pole manewru i czas, by kalkulować działania. Zanim zaczniemy pożerać własne ciało, postępując niczym wściekła choroba autoimmunologiczna, zastanówmy się, czy możemy osiągnąć cel środkami, które pozwolą nam obronić także bezpieczeństwo ekonomiczne Polaków. Nie chodzi tu o egoizm, ale o to, by nie pozbawiać milionów ludzi owoców ich pracy. To kwestia wręcz fundamentalna. Zdaje sobie sprawię, że nie jest to postulat tak popularny, jak okrzyk „szable w dłoń i bij Moskala”. Ale może nam przysporzyć nieco więcej pożytku niż krótkowzroczne, choćby i najbardziej szczere, dzikie szaleństwo.

Tomasz Figura

О массовой сдаче в плен недо-викингов из подвалов «Азовстали»

Из подвалов мариупольского комбината „Азовсталь” вышли и сдались в плен почти тысяча украинских боевиков-нацистов.

Сейчас происходит фильтрация, все сдавшиеся террористы будут идентифицированы. Большинство ВСУшников, видимо, обменяют, а гитлеристов-неоязычников из полка „Азов”* ждёт суровое наказание в соответствии с уголовным кодексом РФ или законами ДНР и ЛНР (в народных республиках, напомним, отсутствует мораторий на смертную казнь).

Как подчеркнул руководитель Госдумы Вячеслав Володин, „нацистские преступники не должны подлежать обмену; это военные преступники, и мы должны делать всё для того, чтобы они предстали перед судом„.https://www.youtube.com/embed/tWRp9VPJ41Ehttps://www.youtube.com/embed/IGFAjcAY91Ehttps://www.youtube.com/embed/ibLfgnutncchttps://www.youtube.com/embed/uV-7IvYnanA

https://youtu.be/tWRp9VPJ41E
https://youtu.be/IGFAjcAY91E
https://youtu.be/ibLfgnutncc
https://youtu.be/uV-7IvYnanA

=========================

Моё личное мнение — участников «Азова»* менять нельзя ни в коем случае. Полк должен предстать перед трибуналом, каждый должен получить наказание в меру своих преступлений (допустим, что там будет разная степень вины). Это будет носить не только юридический, но и символический смысл.

Должно быть проведено долгое, скрупулёзное расследование, а потом — приговор…

В сдаче запрещённого «Азова»* есть ещё один принципиально важный момент. Долгое время это формирование было парадной вывеской правой неоязыческой субкультуры во всей Восточной Европе. Крутые съёмки, суровые с виду воины совершают ритуал на языческом (др. рус. поганом) капище, взрывы, бронетехника, факелы. Сами о себе азовцы говорили: «Азов»* — это «Ас-Гоф», двор асов, скандинавских божеств.

Давайте вспомним, как должен вести себя настоящий воин, согласно этой системе взглядов. Для этого обратимся к книге А. М. Стриннгольма «Походы викингов»:

– «Войне от колыбели я жизнь свою обрёк. Ещё ребёнку мне дал Один смелое сердце. Для храбрых неприлично при смерти унывать», говорит сага об Олафе, сыне Трюггви.

Религия и предки внушили древнему северянину правила, что мир принадлежит тем, кто храбрее, что лучше искать славы и чести, нежели доживать до глубокой старости, и что всего славнее жить и умереть с оружием в руках. При этом не бояться, но встречать смерть достойно.

– В саге о Хервёр рассказывается, как Хаки, смертельно раненный в битве при Фюрисвалле, зажёг свой корабль, нагруженный оружием и трупами, велел положить себя на него и в этом пламени на всех парусах поплыл из островов в открытое море, чтобы жить в памяти потомства, как встретивший смерть без страха.

– Cага об Эйрике Рыжем говорит, что Эйрик отказался с негодованием от свободы и всех благ жизни, какие предлагались ему за позор, велел бросить себя на копья и в предсмертных мучениях пел последнюю песню про своё мужество и презрение к смерти.

– Рагнар Лодброк был взят в плен королём Эллой, который бросил его в яму, наполненную змеями. Умирая, Рагнар пел песню.

Что мы видим сейчас? Страшный, несмываемый позор с точки зрения той этической системы, которую продвигали сами азовцы. Если бы все они искренне верили в то, что насаждали в умах молодёжи, пошли бы на наших военных в последний штурм и в глазах своей аудитории стали героями. Погиб с оружием в руках — и прямиком пировать в Вальгаллу. А тут за них вписываются жабы со всех концов глобального болота: их храбрый ярл-козак на каблуках Зеленьский, жинок на поклон к иезуиту Франциску отправили, «Евровидение» в их честь провели. Так себе викинги. Рагнар с Эриком осудили бы. А наши русские князья даже холопами бы не взяли после такого.

Пришло время скальдам писать сагу о Колыне, Волыне и героической сдаче в плен„.

———-

Писатель, публицист Роман Антоновский:

Коллеги обсуждают неоязычество «Азова»* в контексте того, что настоящие викинги или славяне-язычники никогда бы не сдались, а отправились бы радостным гуртом в Вальхаллу, приняв смерть в бою, а также, что азивцы исповедуют тёмную сторону язычества, так называемый путь Левой Руки. Поклонение подземным злым богам, требующим от своих адептов кровавых жертвоприношений. Ну, и зарывание мариупольского «Азова»* в заводские катакомбы можно символически прикрутить к тому, что они полезли в нижний мир, к своим адским божествам.

На самом деле, тот культ, который исповедует «Азов»* — это полный новодел, его можно охарактеризовать, как эзотерический гитлеризм. Идеологом этого культа, считавшим Гитлера аватаром нордического божества, был чилийский философ Мигель Серрано. К слову говоря, не лошара и безумец какой-то, а успешный дипломат и общественный деятель, работавший дипломатом в Индии и Европе и представителем Чили при МАГАТЭ, ставший единственным европейцем, которого принял в изгнании Далай-Лама в 50е годы 20 века.

Эзотерический языческий гитлеризм является для европейской праворадикальной молодёжи тем же, чем ваххабизм для радикальной исламской молодежи. Тоже культ силы и войны, короткий путь в рай через гибель в бою, и оправдание любого насилия в отношении людей иной веры или национальности. Так что, параллели между ИГИЛ* и украинскими неонацистами не случайны. Белорусский нацик Ляшук, воевавший в самом изуверском нацбате «Торнадо»*, после неоязычества принял ислам ваххабитского толка. А главный идеолог русского ваххабизма Харун Сидоров тоже в прошлом был праворадикалом из Питера.

Забавно ещё вот что. По сути, неогитлеристы из «Азова»* с их расизмом, антисемитизмом, гомофобией, воюя против России и русского мира, сражаются против здорового консервативного реванша на стороне неомарксизма, ЛГБТК, мирового компрадорского капитала и прочих вещей, который они должны, по идее, ненавидеть. И, наоборот, западные геи и трансгендеры, левые и либеральные политики, этнические евреи либеральных взглядов из Европы, России и Израиля поддерживают неонацистов из «Азова»*, упорно не замечая свастики, руны и чёрной Солнце на их нашивках и прапорах. Что их объединяет ? Ситуативная ненависть к нам, русским.

Но так ли странен сей союз? Я уже писал вам о Рейвене Кальдере, американском идеологе Рёккатру, неоязыческого течения, популярного среди неонацистов. Его адепты поклоняются Йотунам, злым великанам, которые воюют с солярными богами скандинавского пантеона. Но не все наши и украинские неонацики знают реальную биографию Кальдеры. Этот ныне бородатый неоязычник до 30 лет был бабой, даже родил дочь. А потом ему якобы явилась скандинавская Богиня Хель и заставила его стать мужиком-шаманом. Он сменил пол, женился на трансгендерной женщине, которая раньше была мужиком, а ещё у них есть раб-мазохист, с которым они на троих практикуют неоязыческие бдсм-ритуалы.:)

Господи, спасибо Тебе, что Россия — христианская страна!

———-

Военкор, боец батальона „Восток” (11-й отдельный гвардейский мотострелковый Енакиевско-Дунайский полк Народной милиции ДНР) Максим Фомин:

Чему нас учит история пленения полка «Азов»*?

Хохлы в своей массе не готовы умирать за свои идеалы. Только ситуация пахнет безнадëгой, они стараются себя подороже продать. Лозунг «Воля або Смерть» всего лишь красивые слова. Я не говорю, что среди уркаинцев нет героизма, безусловно, он есть, но это лишь индивидуальные качества отдельного человека или небольшой группы.

Можно долго думать в то, что ты викинг, пока у тебя над башкой не взорвалась ФАБ-3000. Потом наступает дзен…

Сидишь, трясёшься и понимаешь, что ты никакой не берсерк, а просто мальчик, обклеевший себя суровыми патчами, который хочет к маме„.

———-

Заместитель председателя Мосгордумы, секретарь Союза журналистов России, замдиректора дирекции информационных программ „Вести” ВГТРК Андрей Медведев:

В истории с капитуляцией «Азова»* есть один важный момент.

«Азов»* — тут многие правильно отмечают — самое мотивированное, самое идеологически прокачанное, самое старое нацистское подразделение. Чётко структурированный полк. На базе которого, кстати, создавали и сержантскую школу. И конечно, «Азов»* имеет, возможно, наиболее обкатанный в локальных боях на границе ДНР личный состав. Про отмороженность и жестокость и так всё очевидно.

Но, что обычно забывают отметить. «Азов»* был модным подразделением. В глазах украинской молодёжи он выглядел привлекательно, тактикульно, очень убедительно.

Вчера простой футбольный хулиган, а сегодня захыстник. Модная форма, плитники, каски, беспилотники, подсумки. Клипы и ролики. Не знаю, что за агентство работало над пиаром «Азова»*, но всё было сделано очень толково. Для молодёжной целевой аудитории попадание стопроцентное. Опять же, за всем этим была и есть идея. Чистый, незамутненный неонацизм, где азовец это типа рыцарь, защищающий Запад от орды с Востока. Мифологемы, нелепые заумности, клановость.

Ну вот теперь выходит, что «рыцари» немного поломались. Пошли сдаваться в плен. Причём те же самые, что любили фото с оружием, руны и свастики. В плен пошли не только раненые. На видео вполне здоровые мужики. Сытые и довольно крепкие.

Но они сломались духом. Ибо идея, идеология у них дерьмо. Осовец или Брестская крепость держались потому что люди верили — то, что они защищают, ценнее жизни.

А у боевиков «Азова»* их жалкие жизни для них главное сокровище. Ну они же элита нации, а не абы кто. Однако, судя по сообщениям с мест, азовцы аж всю ночь сдавались. Даже когда наши уже устали их паковать. А те всё шли и шли в плен.

«А в тюрьме сейчас ужин. Макароооны…».

Вот и вся цена свидомым патриотам.

На Украине, впрочем, это поймут не сразу. Но поймут. Конец азовцев это конец мифа о «героических» нацистах„.

* террористическая группировка, запрещённая в России

От «спецоперации» к «войне народной»

[Oto, jak zagrzewa swoich ideolog, a wcześniej – autor m. inn. „Operacja HEXOGEN”. Musimy ich poznawać ! MD]

Русская Мечта является важнейшей сущностью нашего военного грозного времени

Восемь лет пропаганда в жестяные трубы дудела, что Украина — гнилое яблоко, в нём черви, у неё нет плоти, нет власти, нет оружия, она — упавший с древа плод, который можно поднять и положить в карман. А на деле русские вой­ска, вступившие на Украину, увидели страну-крепость, пролом в которой нужно выбивать по малому камушку.

Жестяные трубы пропаганды все восемь лет молчали о России, отделывались легковесными суждениями, лакированными картинками, целлулоидными образами. И когда случилась специальная военная операция, вместо этой парадной, лакированной, целлулоидной России появился оползень. С фасада государства сползала гнилая отсыревшая штукатурка, и вместо нарядных виньеток появилась жестокая голая арматура.

Каков враг, с которым мы воюем на Украине? Кто они, засевшие в „Азовстали”? Кто контратакует русские войска под Харьковом, оттесняя их обратно к границе? Украина мобилизована. Волна за волной резервисты бросаются на фронты, затыкая дыры и пробоины, нанесённые русскими ракетами и самолётами. Украина управляема до такой степени, что оказалась способной под русскими бомбардировками и обстрелами не прерывать потоки боеприпасов, солдат, продовольствия, валом идущие из Европы на украинский фронт.

Украинская пропаганда сформировала образ врага в лице России и русских не только в исконно антирусских западных украинских землях, но и на востоке, в русских городах Донбасса, в Одессе, Днепропетровске. Украина сумела встроить себя в гигантский синтезированный Запад, именуемый НАТО, подключить к своей войне с русскими могущественную западную экономику, военный потенциал, оружейные заводы, средства разведки и тотальную, всеохватывающую глобальную пропаганду, которая демонизировала Россию в глазах миллиардов людей. И это превращает Украину в наконечник жестокого копья, нацеленного на Россию.

Помимо американских крупнокалиберных гаубиц, турецких „Байрактаров”, норвежских ракетных комплексов „земля-море” на вооружении украинской армии стоит мистическое, огненное, помещённое в сердце воюющего украинца чувство — раскалённый факел, который в своё время Гитлер сумел зажечь в душах немецких солдат, бросив их на покорение мира. Украинский фашизм — та грозная, загадочная реальность, которая, как раскалённый чёрный фонтан, вырвалась из преисподней и является силой, оплодотворяющей своей чёрной спермой весь прочий мир.

Украинский фашист думает о себе как о лучшем человеке Земли, у ног которого лежит и тлеет увядающее человечество. И он, украинский фашист, отвергает падшее земное человечество и становится небожителем, населяющим чёрное небо фашизма. У украинского фашиста есть таинственная огромная чёрная родина, из которой берёт начало «богоподобный» украинский народ. У украинского фашиста есть страна, простирающаяся от Карпат до Урала, от Чёрного моря до Балтики. У украинского фашиста есть письменность, на которой изъяснялись боги и которой солдаты нацбатальона испещряют свои тела. Есть орнаменты, состоящие из молний, свастик и драконов. Этот фашистский огонь, идеи фашистского величия и превосходства несут под бронежилетами украинские нацбатальоны. Этот ненавидящий огонь, сливаясь с громом „Градов” и „Ураганов”, направлен на Россию, на русских, вовлекая в этот удар всю мощь объединённого Запада, спаянного идеей фашизма.

Русские полки ведут в бой не только свою сверхсовременную технику, свои „Кинжалы”, „Калибры”, не только возрождённую современную армию с новыми военными структурами, с новым качеством командира и бойца. Они не только отрабатывают тактику новой современной войны, основанной на господстве в воздухе, войне в больших городах, точечном уничтожении военной структуры противника. Но русские полки несут с собой оружие Русской Победы — глубинное, живущее в душе каждого русского человека, каждого русского солдата чувство, превращавшее пахаря в ратника, школьного учителя во фронтового разведчика, обыденного служащего в героя и мученика. Этот победный код, всплывающий в русском человеке не сразу, иногда сквозь дремоту и апатию, этот огненный код пробуждается и делает русского человека непобедимым.

На украинских полях сражений бьются насмерть украинские фашистские коды и коды Русской Победы. Эта война не освещается в военных сводках. Но за исходом этой войны следят мистики, историософы, экстрасенсы, священники, ибо схватка этих кодов определяет ход специальной военной операции. Эти коды, как и боевые подразделения, нуждаются в постоянной подпитке, постоянном восполнении, и русское сознание с каждым месяцем войны становится всё в большей степени оборонным сознанием, победным сознанием. Эти коды, пробуждаясь на огненной передовой, в глубоком тылу, превращают специальную военную операцию в народную войну.

Победный код — это та глубинная, исконная энергия, которая влечёт русского человека к исполнению его божественной мечты о справедливом, могучем, сильном, цветущем государстве, где нет насилия, тьмы, порабощения, где человек человеку не только брат, но и бог. Где покорены все формы несправедливости, и одна самая страшная из этих форм покорена — смерть.

Русская Мечта — это мировоззрение русского народа, воплощённое в русских народных сказках и волхвованиях, в проповедях великих православных мистиков, в творчестве великих русских языкотворцев, гениев Серебряного и Золотого веков, в прозрениях русских космистов и в деяниях большевиков, мечтавших построить на Земле Небесное Царство.

Эта мечта, попадая в огни и пожары, выглядит, как обуглен­ная русская икона, как простреленное в боях красное победное знамя. И сегодня этот победный код, Русская Мечта, является важнейшей сущностью нашего военного грозного времени.

Зеленский — не клоун, не шут, не паяц, как его пытается изобразить всё та же пропаганда своими жестяными иерихонскими трубами. Зеленский — это зловещая колба, в которой совершается таинственный химический процесс, где либеральное, западное, гуманистическое соединяется с фашистским, древним и беспощадным. Где шоу-бизнес превращается в Освенцим, публицистика — в расовую теорию, права человека — в пленных солдат, которых мучители подвергают кастрации. Будем внимательно следить за Зеленским. Будем смотреть, как на его лице смещается ось симметрии, и оно превращается в свастику.

В России начинаются великие перемены, начинаются грозные времена. Государство, которое создавалось Гайдаром и Ельциным, страна, в которой кумирами были фридманы и усмановы, где шоу-бизнес превратился в искусство осквернения и хуления, это государство осыпалось. И нам в условиях боевых действий приходится строить новую экономику, индустрию, находить новые формы управления, создавать новую элиту, черпая её с поля боя и оборонных заводов. Мы создаём экономику Русской Победы, индустрию Русской Победы, элиту Русской Победы, искусство Русской Победы. И такая победная страна ведома лидером Русской Победы.

У русской армии, у России помимо людских резервов, резервов экономического производства есть гигантский не использованный нами исторический резерв, который мы держим под спудом и который мы должны расчехлить, как расчехляют сверхмощные орудия. Перестанем драпировать Мавзолей. Он является не гробницей или саркофагом. Он является алтарём, с которого генералиссимус Сталин в сорок первом провожал Бессмертные полки под Волоколамск и Истру. А в сорок пятом, огненном, принимал пламенный Парад Победы.

На Волге, у священной русской реки, стоит великолепный град — место священной победной битвы. Имя ему — Сталинград. И оно должно вновь засверкать, как бриллиант в Звезде Победы.

В святой Софии Златодева,

Войду и припаду к стопам.

И выпью в завершенье дела

Победы огненный стакан.

22.05.22 Łomża – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

22.05.22 Łomża – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

18/05/2022

Z Maryją Królową Polski módlmy się o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

_____________________________________________________________________________

Jako przedstawiciele Kościoła walczącego wychodzimy na Pokutny Marsz Różańcowy aby wynagrodzić Trójcy Przenajświętszej i Matce Bożej za grzechy Polski

22 maja ok. godz.13:00

spod kościoła św. Andrzeja Boboli w Łomży pójdziemy w modlitwie pod figurę Chrystusa Króla,

aby zawierzyć co kochamy Chrystusowi Królowi Polski.

O godz.12:00 Msza Św. w intencji Ojczyzny i PODJĘCIA POKUTY przez naród.

Przed Mszą św. część radosna Różańca św.

Tak toczymy duchową bitwę o Polskę Bogobojną i sprawiedliwą, rządną i gospodarną, aby Chrystus królował w sercach Polaków i państwie polskim!

Króluj nam Chryste, w Polsce i wszędzie!

Śpiewamy nowe piosenki

Stanisław Michalkiewicz  19 maja 2022

Polska wygrała kolejną bitwę z Rosją. Pierwsze zwycięstwo nasz nieszczęśliwy kraj odniósł nad Rosją kilka tygodni temu, kiedy zostało przejęte tzw. „Szpiegowo”, czyli budynek, w którym za czasów sowieckich, a i później też, mieszkali rosyjscy dyplomaci i pracownicy rozmaitych rosyjskich instytucji w Polsce. Tamto zwycięstwo odniósł podobno pan prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, który złożył był już wizytę ad limina apostolorum w Waszyngtonie, namaszczając się tym samym na przyszłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju, kiedy już panu prezydentowi Dudzie skończy się przygoda na stanowisku prezydenta naszego bantustanu. Myślę, że z tej okazji pan prezydent Trzaskowski powinien przez pana prezydenta Dudę zostać udekorowany Krzyżem Wielkim Orderu Virtuti Militari, bo skoro tym orderem odznaczony został Leonid Breżniew, to dlaczego nie miałby go otrzymać pan prezydent Trzaskowski? Polska powinna w związku z tym wystąpić oficjalnie do Rosji, by ta zwróciła order posiadany przez Leonida Breżniewa – bo chyba nie został on pochowany z orderami? To oczywiście nie będzie rzeczą łatwą, ale – jak mi powiedział szef Instytutu Polityki Światowej w Waszyngtonie – trudne sprawy też trzeba podejmować. Co prawda wtedy nie chodziło o odzyskanie Virtuti Militari po Breżniewie, tylko o uzyskanie amerykańskiej obietnicy, że rząd USA nie będzie wywierał na Polskę żadnych nacisków w sprawie żydowskich roszczeń majątkowych – ale żaden z naszych Umiłowanych Przywódców nie odważył się czegoś takiego prezydentowi Bushowi zaproponować.

Podobnie zresztą żaden nie odważył się zaproponować prezydentowi Bidenowi, by USA, w ramach wzmacniania wschodniej flanki NATO, sfinansowały uzbrojenie dodatkowych 200 tys. żołnierzy, o których ma być powiększona nasza niezwyciężona armia, ani – żeby USA nacisnęły na Niemcy, żeby zakończyły hybrydową wojnę z Polską i Węgrami i odblokowały unijne fundusze. Niczym Polska nie ryzykowała, bo nawet gdyby prezydent Biden odmówił, no to przecież gorzej by nie było – ale prezydent Duda po poklepaniu go po plecach przez prezydenta Bidena podobno doznał ekstazy i z tego szczęścia zapomniał o całym świecie. W dodatku, powołując się na „proroctwa” prezydenta Żełeńskiego, 3 maja ogłosił likwidację granicy między Ukrainą i Polską. To na razie nie nastąpiło, ale to tylko kwestia czasu i to niedługiego, bo nasi Umiłowani Przywódcy już nie mogą doczekać się chwili, gdy Polska zostanie wciągnięta do bezpośredniej wojny z Rosją. Czeka na to nie tylko prezydent Zełeński, ale również amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin, który niedawno zapewnił nas, że jak tylko Rosja Polskę zaatakuje, to USA przyjdą jej z pomocą. Na pewno tak będzie, podobnie jak było w 1939 roku, ale na razie USA, wraz z pozostałymi państwami NATO, prowadzą z Rosją na Ukrainie wojnę do ostatniego Ukraińca. A co będzie, jak Ukraińców zabraknie? Wtedy trzeba będzie prowadzić wojnę z Rosją do ostatniego Polaka, co byłoby nawet zgodnie z doktryną „elastycznego reagowania”, sformułowaną jeszcze w latach 60-tych przez ówczesnego sekretarza obrony USA, Roberta McNamarę. Wtedy ordery Virtuti Militari, zwłaszcza nadawane pośmiertnie, posypałyby się niczym groch, podobnie jak to było podczas Insurekcji Kościuszkowskiej. Nawiasem mówiąc, Tadeusz Kościuszko, uwolniony z w ruskiej turmy przez niestabilnego psychicznie cara Pawła, przez Finlandię, Szwecję i Anglię przedostał się do Ameryki, by wreszcie wylądować w spokojnej Szwajcarii.

Ale tamto zwycięstwo nad Rosją blednie i to dosłownie, w porównaniu ze zwycięstwem odniesionym 9 maja nad rosyjskim ambasadorem w Warszawie, Sergiuszem Andriejewem. Jak wiadomo, nie został on dopuszczony do złożenia kwiatów na Cmentarzu-Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie w taki sposób, że przebywająca w Polsce ukraińska „aktywistka” oblała go czerwoną farbą. Muszę powiedzieć, że, jak na aktywistkę, zachowała się bardzo powściągliwie, bo przecież mogła ambasadora zadźgać, w czym pewnie nikt by jej nie przeszkodził, bo policja nie odważyła się ukraińskim demonstrantom przeszkadzać. Prawdopodobnie miała taki rozkaz od swojego szefa, pana ministra Kamińskiego, który – podobnie jak sam Naczelnik Państwa – na takie świętokradztwo by się nie odważył. Wprawdzie pan minister Rau wyraził z tego powodu „ubolewanie”, ale wiadomo, że chyba nieszczerze, bo wszyscy pamiętamy, jak rzecznik MSZ, pan Łukasz Jasina, z potrzeby serca gorejącego wyznał publicznie, że „Polska jest sługą narodu ukraińskiego”, a więc również – pogromczyni ambasadora, pani Iriny Ziemlianej, kolaborującej z Fundacją „Otwarty Dialog”. Warto zwrócić uwagę, że taki jeden z drugim sługa sobie przecież nie służy, tylko wysługuje się swojemu panu i władcy. Nic dziwnego, że zarówno pani Irina, jak i inni ukraińscy aktywiści, idąc za przykładem JE ambasadora Andrieja Deszczycy, zachowują się wobec służebnego, mniej wartościowego narodu tubylczego coraz bardziej mocarstwowo.

W tej sytuacji warto postawić pytanie, jak teraz zachowa sie nasze demokratyczne państwo prawne, urzeczywistniające zasady sprawiedliwości społecznej. Rzecz w tym, że pani Irina nie omieszkała się swoim zwycięstwem nad ruskim ambasadorem pochwalić, co z aprobatą odnotowały wszystkie niezależne media. Tymczasem taki czyn w art. 136 polskiego kodeku karnego zakwalifikowany jest jako przestępstwo zagrożone karą od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. Przepis ten bowiem stanowi, żekto na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej dopuszcza się czynnej napaści na głowę obcego państwa lub akredytowanego szefa przedstawicielstwa dyplomatycznego takiego państwa, albo osobę korzystającą z podobnej ochrony na mocy ustaw, umów lub powszechnie uznanych zwyczajów międzynarodowych, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Na dobry porządek niezależna prokuratura powinna wszcząć w tej sprawie postępowanie karne z urzędu, bo o zwycięstwie pani Iriny nad rosyjskim ambasadorem trąbiły wszystkie media, a następnie postawić ją przed obliczem niezawisłego sądu – ale wydaje mi się, że na takie świętokradztwo żaden z dygnitarzy naszego państwa prawnego się nie odważy, bo ręka która podniosłaby się na ukraińskiego aktywistę lub aktywistkę, zostałaby mu natychmiast odrąbana, niczym wszystkim tym, którzy w przeszłości podnosili rękę na władzę ludową. To właśnie jest najlepsze świadectwo powrotu do naszego nieszczęśliwego kraju „władzy ludowej” z tą modyfikacją, że teraz podmiotem tej władzy jest panujący nam – jeszcze nie wiemy, czy miłościwie, czy niemiłosiernie – naród ukraiński, a zwłaszcza – tamtejsi „aktywiści”.

Jednym w objawów tego panowania jest program zaprezentowany przez pana wicepremiera i ministra kultury, pana Piotra Glińskiego, że „na życzenie strony ukraińskiej” z polskiej sceny kulturalnej zniknie kultura rosyjska. Między innymi – piosenka o Anastazji Pietrownie, która jechała saniami po petersburskim Newskim Prospekcie, a na jej twarz padały płatki śniegu wielkości złotych pięciorublówek. A tymczasem na Newie cumował już krążownik „Aurora”. A potem krążownik „Aurora” wystrzelił i od tego czasu śpiewamy inne piosenki – śpiewał Maciej Zembaty. No a teraz będzie śpiewali jeszcze inne, między innymi – „Czerwoną kalinę” o Strzelcach Siczowych, a to nie będzie ostatnie słowo, bo – jak 3 maja objawił nam pan prezydent Duda – dotychczasowa historia została unieważniona i od tej pory będziemy musieli wierzyć w jej nową, zatwierdzoną wersję.

Ukraiński żołnierz o dowódcach: Kradną, kradną, kradną!

Brudna prawda o pomocy dla Ukrainy. Ukraiński żołnierz o dowódcach: Kradną, kradną, kradną! [VIDEO]

https://nczas.com/2022/05/18/brudna-prawda-o-pomocy-dla-ukrainy-ukrainski-zolnierz-o-dowodcach-kradna-kradna-kradna-video/
Oleksandr Mazur, młody ukraiński żołnierz, zwraca się z prośbą do prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Chłopak twierdzi, że ogromna część pomocy gotówkowej i materialnej, które Polacy wysyłają na Ukrainę, jest rozkradana przez dowódców, którzy nigdy nie byli na linii frontu.

– Jak się wojna zaczęła, ja pojechałem dobrowolnie na Ukrainę z Polski. Chociaż mogłem siedzieć sobie w Polszy na d**ie – mówi gorzko na nagraniu Oleksandr Mazur.

– Kochani, kiedy zabieram z Dniepra człowieka rannego na wylot i sześć operacji i matka płaci za to pieniądze – coś nie tak. Coś 53 brygada źle to robi – mówi młody wojak.

– Kiedy ja ściągam humanitarkę i 7 milionów dzięki wam Polaki – dzięki wam, od was ja ściągałem – i tu 80 proc. nie doszło na zerówkę, na jedynkę, tylko to, co ja rozdałem, więcej nikt tego nie widział, to też coś jest nie to – kontynuuje Mazur.

Z kontekstu wynika, że „jedynką” i „zerówką” Mazur określa linie frontu, pierwszą linię bezpośrednio walczącą i jej bezpośrednie zaplecze.

– Drodzy kochani, kradną. Jeżdżą na jeepach – dowódcy 53 brygady. Nigdy nie byli na linii frontu – ani na jedynce, ani na zerówce. Nigdy nie walczyli i nigdy nie strzelali. Kradną, kradną, kradną. Jeżdżą na jeepach. Chcą zarobić – mówi Ukrainiec o dowódcach brugady.

Następnie żołnierz zwrócił się do prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i poprosił o osobiste spotkanie, by pokazać „jak tu ludzie śpią”.

– Jak tu nic nie ma, chociaż tu wszystko jest, tylko tam nie dochodzi, bo 80 proc. tam ku*wa kradną – mówi żołnierz.

Na koniec Mazur stwierdza: – My tak wojny nie wygramy.

Czy Mazur mówi prawdę? Oczywiście nikt poza osobami, które mają bezpośredni kontakt z rzeczoną brygadą i ich dowódcami nie jest w stanie tego stwierdzić. Jednak zawsze warto przyjrzeć się i skontrolować czy pomoc, której tak szczodrze udzielają Polacy, trafia tam gdzie powinna.

Polskie służby powinny się zainteresować tematem, i sprawdzić co i gdzie znika.

Całe nagranie: https://twitter.com/coolfonpl/status/1526930677605728256

80 sekund…

Mazur już wcześniej zasłynął apelem do „pana Jareczka”, czyli do Jarosława Kaczyńskiego. Prosił w nim, by Ukraińców, którzy będą się źle zachowywać w Polsce, wysyłać na Ukrainę na front.

Małpia ospa atakuje pedałów w Europie. To oni już … i z małpami ???

W Wielkiej Brytanii dotyka… homo i biseksualistów

https://nczas.com/2022/05/18/malpia-ospa-atakuje-w-europie-w-wielkiej-brytanii-dotyka-homo-i-biseksualistow/
Małpia ospa to zakaźna choroba odzwierzęca. Źródłem zakażenia dla ludzi są głównie gryzonie (zwłaszcza wiewiórki), rzadziej same małpy. Do zakażenia dochodzi najczęściej w wyniku pogryzienia lub bezpośredniego kontaktu z zakażonymi zwierzętami.

W teorii do zachorowań u ludzi dochodzi bardzo rzadko, do niedawna zwłaszcza w Afryce Subsaharyjskiej, ale teraz choroba pojawiła się w Europie.

Małpia ospa raczej nie zastąpi koronawirusa, ale jest groźna. Okres wylęgania wynosi około 12 dni, a choroba rozpoczyna się wysoką gorączką, powiększeniem węzłów chłonnych, a na skórze i błonach śluzowych jamy ustnej pojawia się wysypka.

W ciężkiej postaci uogólniona wysypka pokrywa całe ciało, łącznie ze skórą owłosioną głowy. Początkowo wykwity są plamiste, następnie pęcherzykowe, a w przypadku nadkażeń bakteryjnych pojawiają się krosty. Proces chorobowy trwa zazwyczaj 2-4 tygodnie. Blizny utrzymują się przez kilka lat.

Ospa małpia pojawiła się w Europie. Około trzydziestu przypadków zanotowano w Hiszpanii i Portugalii. Kilka w Wielkiej Brytanii.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) potwierdziła i bada przypadki w Wielkiej Brytanii, które pojawiły się tam na początku maja. Ospa małpia pojawiła się w… społeczności homoseksualnej. [to oni już mają „społeczność” ?? Łańcuchy, gwiazdy czy inne figury ?? MD]

Brytyjska Agencja Bezpieczeństwa Zdrowia (UKHSA) w swoim ostatnim oficjalnym komunikacie z 16 maja napisała:

„Brytyjska Agencja Bezpieczeństwa Zdrowia ( UKHSA ) wykryła 4 dodatkowe przypadki małpiej ospy, 3 w Londynie i jeden powiązany przypadek w północno-wschodniej Anglii. 4 nowe przypadki nie mają znanych powiązań z poprzednimi potwierdzonymi przypadkami.

Trwają dochodzenia w celu ustalenia powiązań między ostatnimi 4 przypadkami, z których wszystkie wydają się pochodzić z Londynu. Wszystkie 4 przypadki dotyczą mężczyzn, którzy identyfikują się jako homoseksualiści, biseksualiści lub inni mężczyźni uprawiający seks z mężczyznami ( MSM ??? A cóż to ?? md).

W Portugalii ponad 20 podejrzanych przypadków miało miejsce w regionie Lizbony, z których pięć zostało potwierdzonych. Przypadki te dotyczą także większości młodych ludzi i samych mężczyzn. [oj, te maszynowe tłumacze… md]

W Hiszpanii zgłoszono osiem podejrzanych przypadków,

Do przewozu pszenicy z Ukrainy w świat – należy wykorzystać polski transport rzeczny.

Minister rolnictwa ma problem: Tymczasem do przewozu pszenicy z Ukrainy w świat – należy wykorzystać polski transport rzeczny.

https://www.wnp.pl/logistyka/polska-nie-ma-mozliwosci-przewozu-5-mln-ton-ukrainskiego-ziarna-miesiecznie,580795.html#comment

Alina:

… Bo przecież można wykorzystać barki z Linii Hutniczo-Siarkowej [LHS] do transportu zboża z Ukrainy, co zauważa wielu komentatorów, którzy wpadli na taki sam pomysł jak ja, że najlepiej przeładować zboże na barki z LHS przecinającej San i Wisłę.

Od tego może zależeć życie albo śmierć z głodu w państwach afrykańskich. Przy okazji Polska może przecież zarobić, a przy okazji odbudować własny transport po największych polskich rzekach. 

Powinniśmy już mieć koncepcję i zaawansowane prace przygotowawcze wraz z kosztorysem. UE powinna czym prędzej szukać na to pieniędzy, w przeciwnym bowiem razie południowców czeka inwazja głodnych Afrykańczyków.

Najlepszy moim zdaniem jest komentarz:  

Skiper 2022-05-17

Do przewozu pszenicy z Ukrainy należy wykorzystać transport rzeczny. Przez port rzeczny, gdzieś na Sanie potem Wisłą do Gdańska. Barki-składaki, składane do przewozu jednym tirem po 20 sztuk barek, w górę szlaku spływu. Wystarczy zobaczyć jak to się robi na Dunajcu i trochę dopracować, panie ministrze.

…. do którego dodałam swój:

Jest jeszcze prostszy sposób, bez budowania specjalnego portu przy mostach na Sanie i Wiśle. Wystarczą dodatkowe bocznice. Wyładunek można by wykombinować  z wagonów na moście bezpośredniona barki, jakimś sprytnym elastycznym lejkiem. To potrafi wymyślić zespół sprytnych mechaników w dzień, dwa, i jak to ustrojstwo zamontować na moście żeby szybko i BEZPIECZNIE zrzucić zboże.

Wystarczy dopasować  wielkość i zanurzenie barek do stanu wody w Sanie (bo Wisła pewnie głębsza) oraz do ładowności wagonów (jako krotność). Barki mogą dopłynąć do Gdańska chyba już nawet przez przekop, bez ruszania mostów obrotowych.

Trzecia Tajemnica ujawniona w całości ?

Trzecia Tajemnica ujawniona w całości ? – O. Paul Kramer

The Devil’s Final Battle        Ostatnia bitwa Szatana


O. Paul Kramer i Stowarzyszenie Misjonarzy (2002)
http://www.devilsfinalbattle.com/content2.htm
Tłumaczenie Ola Gordon

ROZDZIAŁ  13

Trzecia Tajemnica ujawniona w całości

Kard. Oddi uważa, że Trzecia Tajemnica Fatimska “ostrzegała przed apostazją w Kościele”. Kard. Ciappi uważa, że w Trzeciej Tajemnicy “Jest przepowiednia, między innymi, że wielka apostazja w Kościele rozpocznie się od góry”. Inaczej mówiąc, apostazja będzie szerzona z Watykanu do innych części Kościoła.

Papież Jan Paweł II uważa, iż przekaz fatimski ostrzega przed osłabieniem wiary katolickiej od środka Kościoła, oraz nas byśmy mieli się na baczności przed odstępczymi “gwiazdami na niebie” (Ap 12:4) w naszych czasach. Jan Paweł II ostrzega nas także przed apostazją we współczesnym Kościele.

Bp Joao Venancio, drugi biskup Leiria-Fatima jest świadkiem tego, że tekst Trzeciej Tajemnicy mieści się na jednej kartce papieru z marginesami ¾ cm po obu stronach i około 25 linijkami tekstu. Jest to oczywiście nie to co ujawnili kard. Ratzinger i abp Bertone 26 czerwca 2000 roku, gdyż ich tekst liczył 62 linijki na 4 kartkach papieru bez marginesów.

 Jeśli, co wydaje się w tym przypadku – i jak twierdzą miliony odpowiedzialnych katolików – jest więcej w Trzeciej Tajemnicy niż niejasna wizja “biskupa w bieli”, bez żadnego wyjaśnienia Matki Bożej Fatimskiej jak należy ją interpretować, to gdzie mogła być brakująca część Tajemnicy? Już zaproponowaliśmy odpowiedź. W tym rozdziale przedstawimy ją bardziej szczegółowo.

 Każdy świadek się zgadza

Świadectwo każdego świadka, który wypowiadał się o tej sprawie wskazuje na tylko jeden wniosek: brakująca część Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej przepowiada katastrofalną utratę wiary i dyscypliny w ludzkich elementach Kościoła – czyli w skrócie, wielką apostazję. Przypomnijmy ich zeznania, przedstawione w Rozdz. 4:

 Papież Pius XII

Niepokoją mnie przekazy Najświętszej Dziewicy do Łucji z Fatimy. Ta uporczywość Maryi o niebezpieczeństwach zagrażających Kościołowi jest boskim ostrzeżeniem przeciwko samobójstwu zmiany wiary, jego liturgii, jego teologii i jego duszy. . .

 Ojciec Joseph Schweigl

Nie mogę ujawnić nic, co wiem o Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej, ale mogę powiedzieć, że składa się z dwóch części: jedna dotyczy papieża; druga logicznie, (chociaż nie mogę nic powiedzieć) musi być kontynuacją słów: ‘W Portugalii dogmat wiary zawsze zostanie zachowany’.

 Ojciec Fuentes

26 czerwca 1957 roku, z imprimatur i za zgodą biskupa Fatimy, o. Fuentes opublikował następujące rewelacje s. Łucji dotyczące Trzeciej Tajemnicy:

Ojcze, Matka Boża jest bardzo smutna, gdyż nikt nie zwrócił uwagi na Jej przekaz, ani dobry, ani zły. Dobrzy podążają swoją drogą, ale nie nadają żadnego znaczenia Jej przekazowi. Źli, nie widząc spadającej na nich kary Bożej, nadal prowadzą grzeszne życie, nie dbając nawet o ten przekaz. Ale wierz mi, ojcze, Bóg ześle karę na świat, i to straszną. Kara niebios jest nieunikniona.

Ojcze, ile czasu zostało do 1960 roku? Będzie bardzo przykre dla każdego, nikt nie będzie się cieszył, jeśli wcześniej świat nie będzie się modlił i pokutował. Nie mogę przekazać żadnych innych szczegółów, bo to jest jeszcze tajemnicą. . .

I to jest trzecia część Orędzia Matki Bożej, która pozostanie tajemnicą do 1960 roku.

Ojcze, powiedz im, że Matka Boża wiele razy mówiła moim kuzynom, Franciszkowi i Hiacyncie, jak również mnie, że wiele narodów zniknie z powierzchni ziemi. Powiedziała, że Rosja będzie narzędziem kary wybranej przez niebiosa żeby ukarać świat, jeśli wcześniej nie uzyskamy nawrócenia tego nieszczęsnego narodu.

Ojcze, szatan ma ochotę zaangażować się w decydującą bitwę z Najświętszą Dziewicą. A szatan wie, co najbardziej ubliża Bogu i co w krótkim czasie przysporzy mu największej liczby dusz. Dlatego szatan robi wszystko żeby opętać dusze poświęcone Bogu, bo w ten sposób uda mu się pozostawić dusze wiernych opuszczone przez ich przywódców, w ten sposób łatwiej będzie je przejąć.

To, co trapi Niepokalane Serce Maryi i Serce Jezusa jest upadek dusz religijnych i kapłańskich. Szatan wie, że religijni i księża, którzy odchodzą od pięknego powołania ciągną za sobą dusze do piekła. . . Szatan chce przejąć poświęcone dusze. Próbuje je przekupić żeby uśpić dusze świeckich, i tym sposobem doprowadzić je do ostatecznej zatwardziałości.

Ojciec Alonso

Przed śmiercią w roku 1981, o. Joaquin Alonso, który przez 16 lat był oficjalnym archiwistą Fatimy, oświadczył co następuje:

Dlatego jest całkowicie prawdopodobne, że tekst ściśle dotyczy kryzysu wiary w Kościele i zaniedbań samych księży [i] walk wewnętrznych w łonie Kościoła i duszpasterskich zaniedbań ze strony wysokiego szczebla hierarchów [1].

W okresie przed wielkim triumfem Niepokalanego Srca Maryi, mają wydarzyć się straszne rzeczy. One stanowią treść trzeciej części Tajemnicy. Jakie one są? Jeśli ‘w Portugalii dogmat wiary zawsze zostanie zachowany, . . .’ to z tego można wyraźnie wywnioskować, że w innych częściach Kościoła te dogmaty będą zaciemnione albo nawet całkowicie stracone [2].

Czy nieopublikowany tekst mówi o konkretnych sytuacjach? Bardzo możliwe, że mówi nie tylko o prawdziwym kryzysie wiary w Kościele podczas tego okresu przejściowego, ale tak jak tajemnica z La Salette, na przykład, jest w nim więcej konkretnych odniesień do walk wewnętrznych katolików, albo odchodzenia księży i osób religijnych. Być może to nawet dotyczy zaniechań wysokiej hierarchii Kościoła. W tej sprawie, nic z tego nie różni się od innych przekazów otrzymanych przez s. Łucję w tej kwestii [3].

 Kardynał Ratzinger

Zgodnie z orzeczeniem papieży, to niczego nie dodaje do tego, co z objawień musi wiedzieć chrześcijanin: radykalne wzywanie do nawrócenia, absolutna powaga historii, niebezpieczeństwa grożące wierze i życiu chrześcijanina, a zatem światu. A także znaczenie ostatnich czasów. . . Jeśli nie zostanie opublikowana – przynajmniej teraz – to dlatego, żeby uniknąć pomylenia proroctwa religijnego z sensacją. Ale rzeczy zawarte w tej Trzeciej Tajemnicy zgadzają się z tym co jest w Piśmie Świętym i są potwierdzone przez liczne objawienia maryjne, począwszy od samych objawień fatimskich w znanej ich treści [4]. (11.11.1984)

 Biskup Amaral

Jej treść dotyczy tylko naszej wiary. Utożsamianie Tajemnicy z katastroficznymi ogłoszeniami lub z holokaustem nuklearnym jest zniekształcaniem znaczenia przekazu. Utrata wiary na kontynencie jest gorsza niż unicestwienie narodu; i prawdą jest to, że wiara stale zanika w Europie [5].

Warto zauważyć, elementem ogólnej próby ukrycia i tłumienia prawdy o Fatimie, były naciski na bpa Amarala by wycofał się z uwag wkrótce po ich wypowiedzeniu. Ale wtedy, 10 lat później, a teraz na spokojnej emeryturze, biskup mimochodem potwierdził swoje świadectwo w publicznym wywiadzie w 1995 roku, dodając istotny element dowodu: “Zanim potwierdziłem w Wiedniu (w 1984 roku), że Trzecia Tajemnica dotyczyła jedynie naszej wiary i jej utraty, skonsultowałem s. Łucję i najpierw otrzymałem jej zgodę” [6]. A zatem s. Łucja sama pośrednio potwierdziła, jeszcze raz, że prawdziwa i całkowita Trzecia Tajemnica prognozuje apostazję w Kościele.

 Kardynał Oddi

Ona [Trzecia Tajemnica] nie ma nic wspólnego z Gorbaczowem. Matka Najświętsza ostrzegała nas przed apostazją w Kościele.

 Kardynał Ciappi

Do tych świadków musimy dodać świadectwa dwu kolejnych. Pierwszym jest kard. Mario Luigi Ciappi, który był osobistym teologiem papieża Jana Pawła II. W osobistej korespondencji z prof. Baumgartnerem z Salzburga, kard. Ciappi ujawnił że:

Trzecia Tajemnica przepowiada, między innymi, że wielka apostazja w Kościele rozpocznie się od samej góry [7].

 Ojciec Valinho

Jest też o. Jose dos Santos Valinho, siostrzeniec s. Łucji. W książce Renzo i Roberta Allegri Reportage su Fatima [Reportaż o Fatimie, Mediolan 2000],  opublikowanej  – dosyć opatrznościowo – tuż przed ujawnieniem wizji Trzeciej Tajemnicy i publikacją w TMF Ratzingera / Bertone, o. Valinho  wyraził pogląd, że Trzecia Tajemnica przepowiada apostazję w Kościele [8].

 W skrócie, każdy świadek w tej sprawie – nawet kard. Ratzinger w 1984 roku – zeznał to samo; treść Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej odnosi się do kryzysu wiary w Kościele Katolickim, apostazji, z ogromnymi konsekwencjami dla całego świata. Nawet jeden świadek nigdy nie zanegował tego, że o tym mówi Trzecia Tajemnica. Ani s. Łucja nigdy nie skorygowała żadnego z tych świadectw, mimo że w ciągu życia nie wahała się poprawiać tych, którzy błędnie interpretowali treść Orędzia Fatimskiego.

 Papież Jan Paweł II dwukrotnie ujawnia sedno Tajemnicy

 Jakby tego było mało, przy dwu okazjach, w homiliach w Fatimie, Jan Paweł II potwierdził istotną treść Trzeciej Tajemnicy. Jest oczywiste, że Jan Paweł II powiedział nam o istotnych elementach Trzeciej Tajemnicy w homilii w Fatimie 13 maja 1982 roku, jak również w homilii podczas beatyfikacji bł. Hiacynty Marto i bł. Franciszka Marto w Fatimie 13 maja 2000 roku.

 Przy pierwszej okazji papież zapytał w swojej homilii: “Czy Matka, która całą miłością, jaką budzi w Niej Duch Święty, i pragnie zbawienia każdego, może milczeć w obliczu podważania samej podstawy ich zbawienia?” I sam odpowiada:  “Nie, nie może milczeć”. Tutaj papież mówi nam, że Orędzie Fatimskie dotyczy ostrzeżenia Matki Bożej o tym, że podważane są same podstawy naszego zbawienia. Zauważmy uderzające podobieństwo tego świadectwa z tym papieża Piusa XII, który powiedział o samobójstwie zmiany wiary w liturgii, teologii i samej duszy Kościoła.

 Następnie, 13 maja 2000 roku, w homilii podczas beatyfikacji, papież ostrzegł wiernych następującymi słowami:

“I inny znak się ukazał na niebie: ujrzycie wielkiego smoka” (Ap 12:3). Te słowa z pierwszego czytania mszalnego przywodzą nam na myśl wielki bój, jaki toczy się między dobrem a złem, a jednocześnie uświadamiają, że spychając Boga na ubocze, człowiek nie może osiągnąć szczęścia, ale przeciwnie — zmierza do samozniszczenia. . .

Orędzie Fatimskie wzywa do nawrócenia, ostrzega ludzkość, aby nie stawała po stronie “smoka”, który “ogonem zmiata trzecią część gwiazd niebieskich i rzuca je na ziemię” (Ap 12:4).

Ostatecznym celem człowieka jest niebo, jego prawdziwy dom, gdzie Ojciec niebieski oczekuje wszystkich z miłosierną miłością. Bóg nie chce, aby ktokolwiek się zagubił; dlatego dwa tysiące lat temu posłał na ziemię swojego Syna, aby “szukał i zbawił to, co zginęło” (Łk 19:10). . .

Powodowana macierzyńską troską, Najświętsza Panna przybyła tutaj, do Fatimy, ażeby zażądać od ludzi, by “nie znieważali więcej Boga, naszego Pana, który dosyć już został znieważony”. Przemawia, bo jako Matka boleje, kiedy zagrożony jest los Jej dzieci. Dlatego wzywa pastuszków: “Módlcie się, wiele się módlcie i umartwiajcie się w intencji grzeszników; wiele dusz idzie do piekła, bo nikt nie modli się za nie ani nie umartwia”.

 Widzimy, że Jego Świątobliwość przywołał Rozdz. 12 wersety 3 – 4 Księgi Apokalipsy, i że te wersety powszechnie interpretuje się i oznacza, iż jedna trzecia katolickich duchownych zostaje zmieciona z ich wywyższonego stanu poprzez utratę wiary lub zepsucie moralne – i obecnie widzimy to wśród katolickich księży. Zauważmy precyzyjną zgodność homilii papieża z ostrzeżeniem s. Łucji przekazanym o. Fuentesowi, o tym jak “szatan wie, że osoby religijne i księża, którzy odchodzą od swojego pięknego powołania ciągną ze sobą liczne dusze do piekła”.

 Dlatego też wydaje się całkowicie jasne, że papież Jan Paweł II próbował powiedzieć nam, że Trzecia Tajemnica odnosi się do wielkiej apostazji przepowiedzianej w Piśmie Świętym. Dlaczego papież nie powiedział tych rzeczy bezpośrednio i wyraźnie, a raczej w sposób ukryty, językiem zrozumiałym tylko dla bardziej uczonych? Wydaje się prawdopodobne, że wysyłał sygnał do bardziej przebiegłych o tym, co uważał miało zostać ujawnione bardzo niedługo – a mianowicie cała Trzecia Tajemnica.

Jak się okazało, oczywiście, otrzymaliśmy tylko wizję “biskupa w bieli” i tzw. “komentarz” w TMF. Być może papież zauważył siłę oporu reprezentowaną przez kard. Sodano i jego kolaborantów, i miał nadzieję, że w swojej homilii przynajmniej będzie mógł ujawnić istotę Tajemnicy uważając, że wcześniej czy później cała prawda wyjdzie na jaw. Być może papież nie czuje, że może mówić swobodnie, dlatego iż pozwolił sobie na to, by otaczali go duchowni, religijni, biskupi i kardynałowie, którzy okazali się być niegodni zaufania, ale których, jak czuje, nie może zastąpić, którzy są nadal w watykańskich urzędach i którzy podważają wiarę, którzy są częścią jednej trzeciej poświęconych dusz wymiatanych z ich wysokich stanowisk przez szatana. Być może papież albo nie wie kim są, albo wie i nie uważa, iż może wypowiadać się publicznie i żyć dalej. (Przypominamy tutaj nagłą śmierć papieża Jana Pawła I.) niezależnie od powodu, papież nie mówi bardzo swobodnie – ale wystarczająco jasno, by można było doszukać się znaczenia jego słów. Jak Jezus powiedział swoim uczniom: “Kto ma uszy do słuchania niech słucha”.

 A zatem, nie tylko każdy świadek, od przyszłego papieża Piusa XII w latach 1930, przez siostrzeńca s. Łucji w roku 2000, jest zgodny w tej kwestii, ale i panujący papież dodaje własny głos do ich głosów: Trzecia Tajemnica przepowiada szeroko zakrojoną utratę wiary i łaski wśród katolickiego kleru na różnych szczeblach.

Dwie pierwsze części Tajemnicy Fatimskiej absolutnie nic nie mówią o apostazji w Kościele. Podobnie jak wizyjna część Trzeciej Tajemnicy, dotycząca “biskupa w bieli” nic nie mówi o apostazji. Skoro każdy świadek uważa, że Trzecia Tajemnica mówi o apostazji w Kościele, a te ujawnione do dzisiaj części Orędzia Fatimskiego, łącznie z wizją “biskupa w bieli”, o niej nic nie mówią, nieunikniony wniosek jest taki, że część Trzeciej Tajemnicy została ukryta. O czym faktycznie mówi ta część?

 Logicznym miejscem, od którego rozpoczniemy, jest to wiele mówiące zdanie, które aparat watykański w wielkich bólach chciał pomniejszyć i przysłonić, jakby był to jedynie przypis do Orędzia Fatimskiego: “W Portugalii dogmat wiary zawsze zostanie zachowany itd.” Zdanie to jest jedynym dowodem na nadchodzącą apostazję w opublikowanych częściach Orędzia (chcemy tu szybko dodać, że nawet bez tego zdania, byłoby jasne ze wszystkich zeznań, że Trzecia Tajemnica odnosi się do apostazji w Kościele). Tutaj, i tylko tutaj, ujawniona część integralnego Orędzia Fatimskiego dotyka kwestii dogmatów wiary, i jak zostaną one zachowane w Portugalii.

 Jaki byłby cel, żeby Matka Boża wspominała o zachowaniu dogmatu w Portugalii, jeśli nie po to by nas ostrzec, że dogmat nie będzie zachowany w innych miejscach Kościoła? I jak zasugerowaliśmy wcześniej, “inne miejsca” to niewątpliwie słowa użyte przez s. Łucję jako “itd.”

 Biorąc pod uwagę to, że wizja opublikowana 26 czerwca 2000 roku nie zawiera dalszych słów Matki Bożej, można tylko wywnioskować, że brakujące słowa Matki Bożej znajdują się w “zapisie dźwięku” Trzeciej Tajemnicy, w którym Matka Boża wyjaśnia tę wizję. Wizja, wydawałoby się, jest końcowym rezultatem tej katastrofalnej utraty wiary: papież i pozostali hierarchowie są ścigani i zabijani poza na wpół zrujnowanym miastem Rzym, być może (możemy jedynie spekulować, gdyż brakuje słów Matki Bożej) po holokauście nuklearnym.

 To rzeczywiście idealnie zgadza się z przyznaniem kard. Ratzingera w 1984 roku, że Trzecia Tajemnica odnosi się do “niebezpieczeństw wobec wiary i życia chrześcijan, a zatem i świata“. Mówiąc obrazowo, ciała otaczające papieża idącego niepewnie w kierunku wzgórza, gdzie zostaje zabity przez żołnierzy, przedstawiałyby ofiary apostazji, a na wpół zrujnowane miasto sytuację w Kościele w okresie tej apostazji.

 Największe zagrożenie ze wszystkich: utrata katolickiego dogmatu

 Kiedy matka Angelica oświadczyła w telewizji ogólnokrajowej 16 maja 2001 roku, iż uważa, że “nie poznaliśmy całości” [tzn. całej Trzeciej Tajemnicy], gdyż “według mnie jest straszna”, to na pewno miała rację. Ne ma nic straszniejszego niż niebezpieczeństwo szeroko zakrojonej utraty wiary w Kościele, zwłaszcza jeśli niebezpieczeństwo to wychodzi “z samej góry”, jak powiedział kard. Ciappi, osobisty teolog papieża, odnośnie Trzeciej Tajemnicy. Wynikiem tego niebezpieczeństwa, jeśli mu się nie zapobiegnie, będzie wieczne potępienie milionów dusz. A kto wie ile z nich już stracono z powodu nie przekazania zbawiennych ostrzeżeń i rady Trzeciej Tajemnicy?

 Ale wizja opublikowana 26 czerwca po prostu nie wyraża czegoś tak strasznego. Faktycznie wizja nie wyraża nic tak strasznego, co Watykan trzymałby zamknięty przez 40 lat. Faktycznie kard. Ratzinger chciałby byśmy wierzyli, że Trzecia Tajemnica, przedstawiona tylko przez wizję, nie zawiera “żadnych wielkich niespodzianek”. Jest tak, dlatego, że niespodzianki występują po nadal ukrywanym zakończeniu zdania “W Portugalii dogmat wiary zawsze zostanie zachowany itd.” – znowu, zdanie, które “komentarz” kard. Ratzingera usunął z integralnego tekstu słów Matki Bożej w Czwartym Dzienniku s. Łucji.

 Kiedy papież mówił o “podważanych podstawach naszego zbawienia” w homilii fatimskiej w 1982 roku, z pewnością miał na myśli podważanie wiary katolickiej. Wiemy to ze stałych nauk Kościoła Katolickiego. Na przykład Kredo Atanazyjskie mówi: “Każdy, kto chce być zbawiony musi przede wszystkim zachować wiarę katolicką. Musi zachować tę wiarę całą i nietkniętą; w przeciwnym wypadku na pewno zginie na zawsze”. Podstawą naszego zbawienia jest przynależność do Kościoła Katolickiego i trzymanie się naszej wiary katolickiej całej i nietkniętej. Utrata tej podstawy musi być tym, czego dotyczy Trzecia Tajemnica. Tak mówi każdy świadek, tak mówi papież Jan Paweł II, i tak mówi również zdanie “W Portugalii dogmat wiary zawsze zostanie zachowany itd.”

Jak ostrzegł nas Chrystus: “Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?” Jeśli człowiek utraci duszę dla nowej orientacji Kościoła, nowego porządku świata, jednej religii światowej, albo obietnicy pokoju  dobrobytu na świecie, nie ma z tego korzyści, bo będzie się smażył w piekle przez całą wieczność. Tylko z tego powodu, Trzecia Tajemnica jest dla nas żywotnie ważna. Nie może być ważniejsza, gdyż dotyczy zbawienia naszych dusz. Dotyczy również zbawienia duszy papieża, kardynałów, biskupów, księży, faktycznie każdego żyjącego człowieka. A zatem, Trzecia Tajemnica dotyczy każdego mężczyzny, kobiety i dziecka na powierzchni ziemi, a zwłaszcza katolików.

 Przypominamy ponownie, że w 1984 roku kard. Ratzinger przyznał, iż jeśli Tajemnicy nie opublikowano “przynajmniej na razie”, to żeby “uniknąć pomylenia religijnego proroctwa z sensacją” – daleko od jego obecnego twierdzenia, że zgodnie z linią partyjną Sodano, punktem kulminacyjnym Trzeciej Tajemnicy był nieudany zamach w 1981 roku. Dalej, Trzecia Tajemnica jest proroctwem, którego realizacja rozpoczęła się w 1960 roku, o którym s. Łucja powiedziała, że był to rok, w którym proroctwo będzie “dużo jaśniejsze” (mais claro). Jak zauważa o. Michel, proroctwo które zaczyna się realizować, oczywiście staje się dużo  jaśniejsze. A zatem realizacja proroctwa rozpoczęła się co najmniej w roku 1960. Dlatego jest proroctwem mówiącym o naszych czasach. Jest ostrzeżeniem Matki Bożej z miłości, a także radą jak zareagować na wyraźne i obecne niebezpieczeństwo w Kościele.

 Przyjrzyjmy się teraz istocie Trzeciej Tajemnicy. Jak przyznał kard. Ratzinger 18 lat temu – znowu, zanim kard. Sodano wyjawił swoją linię partyjną o Fatimie – Trzecia Tajemnica dotyczy, przede wszystkim niebezpieczeństw wobec wiary. Św. Jan mówi, czym jest to co przezwycięża świat: mówi, że jest to nasza wiara. Dlatego żeby świat przezwyciężył Kościół, najpierw musi przezwyciężyć naszą wiarę katolicką.

 Więc istota Trzeciej Tajemnicy dotyczy próby świata pokonania naszej wiary katolickiej. Jak wykazaliśmy w poprzednich rozdziałach, od roku 1960 siły świata przeprowadzały znaczący atak na wiarę katolicką. Po prostu nie ma tu żadnych wątpliwości, jeśli weźmiemy pod uwagę przedstawione przez nas przytłaczające dowody.

 Co jeszcze istotniejsze, Tajemnica dotyczy dogmatu wiary. Matka Boża Fatimska powiedziała o dogmacie wiary zawsze zachowanej w Portugalii, nie tylko o “wierze”. Dlaczego Matka Boża skupiła się na katolickim dogmacie? Jest jasne, że zrobiła to gdyż Tajemnica jest proroctwem o tym, że dogmat katolicki, specyficznie, będzie na celowniku tych, którzy będą atakować Kościół od wewnątrz i od zewnątrz. Jak nasz Pan ostrzegł nas w Piśmie Świętym: “Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą znaki i cuda, żeby wprowadzić w błąd, jeśli to możliwe wybranych” (Mk 13:22). Jak pokazuje kryzys ariański, do tych fałszywych proroków mogą należeć nawet księża i biskupi. Możemy tu zacytować słynny opis kard. Newmana tego okresu w historii Kościoła: “Stosunkowo nielicznych, którzy pozostali wierni, dyskredytowano, a nawet zmuszano do uchodźstwa; reszta była albo oszustami albo oszukiwanymi“. W takich czasach kryzysu, katolicy muszą zachować dogmat wiary.

 Co to jest dogmat?

Dogmatem jest to, co zostało nieomylnie zdefiniowane przez Kościół. Dogmatem jest to, w co katolicy muszą wierzyć żeby być katolikami. Dogmatem wiary jest to, co wchodzi w skład poważnych, nieomylnych definicji Magisterium – a mianowicie to co sam papież, wypowiadając się w sposób który wyraźnie zobowiązuje Kościół Powszechny by wierzył w to co on mówi, albo synod ekumeniczny wszystkich biskupów katolickich pod przewodnictwem papieża, wydający takie obowiązujące oświadczenia, lub rzeczy nauczane przez Zwykłe i Powszechne Magisterium Kościoła.

 Co oznacza nieomylna definicja dogmatu? Wyraz nieomylny oznacza “niezawodny“. A zatem definicje wiary, uroczyście zdefiniowane przez Kościół, są niezawodne. Wiemy, czym jest wiara, czym są dogmaty wiary, za pomocą nieomylnych definicji. Jeśli wierzymy i mocno trzymamy się tych nieomylnych definicji, to nie damy się oszukiwać w kwestiach tak zdefiniowanych.

 Skąd wiemy, że kwestia została zdefiniowana nieomylnie, tak jak artykuł katolickiej wiary? Wiemy to ze sposobu, w jaki przedstawia się nauczanie.

 Cztery źródła nieomylnej nauki

 Istnieją cztery główne sposoby, jakimi nauka Kościoła przedstawiana jest nieomylnie:

Pierwszy, poprzez szerzenie credo przez papieży i synody ekumeniczne, dające podsumowanie tego, w co katolicy muszą wierzyć po to, by być katolikami.

Drugi, metoda uroczystych definicji zawierających takie wyrażenia jak “Deklarujemy, ogłaszamy i definiujemy”, albo podobnej formuły wskazującej na to, że papież lub papież razem z synodem ekumenicznym wyraźnie zamierza zobowiązać Kościół do wierzenia w naukę. Takim definicjom zwykle towarzyszą anathemas (potępienia) tych, którzy w jakiś sposób negują zdefiniowaną naukę.

Trzeci, definicje Zwykłego i Powszechnego Magisterium, oznaczające stałe nauki Kościoła w “zwykły” sposób, zawsze i wszędzie, nawet jeśli nauka nigdy nie jest zdefiniowana takimi słowami jak ”Deklarujemy, ogłaszamy i definiujemy. . .” (Jednym tego przykładem jest stała nauka Kościoła, na przestrzeni jego historii, że antykoncepcja i aborcja są głęboko niemoralne).

Czwarty, są ostateczne wyroki papieża, zwykle potępionych propozycji, są to propozycje w które wierzenie przez katolików jest zakazane. Kiedy papież, lub papież i synod razem, uroczyście potępiają daną propozycję, wiemy nieomylnie, że jest to sprzeczne z wiarą katolicką.

 Przykładem credo jest Wyznanie Wiary ogłoszone przez Sobór Trydencki. Poniżej prezentujemy je, wygodnie zorganizowane w formie punktów, w niezmienionym języku:

 1. Ja N. wierzę mocno i wyznaję każdą prawdę z osobna i razem wszystkie prawdy, jakie się zawierają w Składzie Wiary, którego używa święty Kościół Rzymski, to jest:

2. Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych.

3. Wierzę w Pana Jezusa Chrystusa, jedynego Syna Bożego, który zrodzon jest z Ojca przed wszystkimi wieki, Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego; zrodzony, nie zaś stworzony, współistotny Ojcu, i przez niego wszystko się stało.

4. Który dla nas ludzi i dla naszego zbawienia z nieba zstąpił i przyjął ciało za sprawą Ducha Świętego z Maryi Panny, i stał się człowiekiem.

5. Który ukrzyżowany został dla nas pod Ponckim Piłatem, umęczony i pogrzebany

6. I trzeciego dnia zmartwychwstał według Pisma, wstąpił na niebiosa,

7. Siedzi na prawicy Ojcowskiej, i powtórnie przyjdzie sądzić żywych i umarłych, a królowanie jego końca mieć nie będzie.

8. Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Dawcę łask, który od Ojca i Syna pochodzi, który z Ojcem i Synem jedną cześć i uwielbienie odbiera, który mówił przez proroków.

9. Wierzę w Jeden, Święty, Katolicki i Apostolski Kościół.

10. Wyznaję jeden Chrzest na odpuszczenie grzechów; oczekuję wskrzeszenia zmarłych i żywota w wieku przyszłym. Amen.

11. Ochotnie i ze czcią przyjmuję to, co Apostołowie i Kościół do wierzenia podają, oraz wszystkie tegoż Kościoła zwyczaje i ustawy.

12. Przyjmuję również Pismo święte w tym rozumieniu, jakiego się trzymał i trzyma Kościół święty, matka nasza, do którego należy sąd wydawać o prawdziwym znaczeniu i wykładzie Pisma świętego, i zawsze tylko według jednozgodnego rozumienia Ojców rozumieć je i wykładać będę.

13. Wyznaję również, że prawdziwie siedem jest istotnych Sakramentów Nowego Zakonu przez Jezusa Chrystusa Pana naszego ustanowionych, że są one potrzebne do zbawienia ludzkiego, choć nie każdy z nich człowiekowi każdemu.

14. Tymi zaś Sakramentami są: Chrzest, Bierzmowanie, Eucharystia, Pokuta, Ostatnie Namaszczenie, Kapłaństwo i Małżeństwo. Wyznaję, że one udzielają łaski, i że z nich Chrztu, Bierzmowania i Kapłaństwa bez świętokradztwa ponownie przyjmować się nie godzi.

15. Przyznaję też i uznaję zwyczajem uświęcone i zatwierdzone obrzędy Kościoła Katolickiego, używane przy uroczystym sprawowaniu wszystkich wyżej wymienionych Sakramentów.

16. Wszystko w ogóle i w szczególności, co o grzechu pierworodnym i o usprawiedliwieniu na świętym Soborze Trydenckim określono i wyjaśniono, bez zastrzeżeń przyjmuję.

17. Wyznaję także, iż we Mszy świętej ofiaruje się Bogu prawdziwą, istotną, błagalną Ofiarę za żywych i umarłych, i że w Najświętszym Sakramencie Eucharystii jest prawdziwie, rzeczywiście i istotnie Ciało i Krew razem z Duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa; i że się tam przemienia cała istota chleba w Ciało i cała istota wina w Krew, którą to przemianę Kościół Katolicki nazywa przeistoczeniem.

1)Wyznaję też, iż nawet pod jedną tylko postacią przyjmujemy prawdziwie całego Chrystusa i rzeczywisty Sakrament.

18. Wierzę niezachwianie, że jest Czyściec, i że duszom tam zatrzymanym pomagać może wstawiennictwo wiernych.

19. Wierzę również, iż Świętych w niebie czcić i wzywać należy, że oni modlitwy za nas Bogu zanoszą, że Relikwie ich należy szanować.

20. Uznaję, iż obrazy Chrystusa Pana, najświętszej Panny, Matki Bożej, i innych Świętych mieć i zachowywać trzeba, oraz oddawać im należną cześć i poszanowanie.

21. Uznaję też, że Chrystus Pan udzielił Kościołowi władzy nadawania Odpustów, i że korzystanie z nich jest bardzo zbawienne dla wiernych.

22. Uznaję Święty, Katolicki i Apostolski Kościół Rzymski za matkę i mistrzynię wszystkich Kościołów,

23. Biskupowi Rzymskiemu, następcy świętego Piotra, Księcia Apostołów, jako Namiestnikowi Jezusa Chrystusa, ślubuję i przyrzekam prawdziwe posłuszeństwo.

24. Wszystko również, co przez święte kanony i sobory powszechne, a zwłaszcza przez święty Sobór Trydencki i Sobór Watykański zostało podane, określone i wyjaśnione, a w szczególności o najwyższym zwierzchnictwie Biskupa Rzymskiego i o nieomylnym jego nauczycielstwie,

25. Bez zastrzeżeń przyjmuję i wyznaję; żadnych natomiast przeciwnych twierdzeń i kacerstw, przez Kościół nieuznanych, odrzuconych i potępionych, ja także nie uznaję, odrzucając je i potępiając.

Ja N. obiecuję, przyrzekam i zaręczam, że tę prawdziwą wiarę katolicką, poza którą nikt zbawionym być nie może, a którą ja teraz dobrowolnie wyznaję i prawdziwie w sercu swoim żywię, całkowicie i nieskażenie aż do ostatniego tchu życia, przy pomocy Bożej, stale chować i wyznawać będę; nadto wedle sił swoich starać się będę, aby moi podwładni i ci, o których piecza do mnie z obowiązku ma należeć, tę wiarę zachowywali, głosili i jej nauczali.

Tak niech mi pomoże Bóg i ta święta jego Ewangelia.

[źródło: http://www.ultramontes.pl/wyznanie_wiary.htm]

 Jeśli chodzi o uroczyste i nieomylne definicje dogmatów katolickich, niedawnym ich przykładem jest List Apostolski papieża Piusa IX, Ineffabilis Deus (1854), nieomylnie definiujący dogmat o Niepokalanym Poczęciu Maryi:

Oświadczamy, stanowimy i wyrokujemy, że od Boga jest objawiona, a przeto przez wszystkich wiernych mocno i stale ma być wiarą wyznawana nauka, według której Najświętsza Dziewica Maryja w pierwszej chwili swego Poczęcia za szczególniejszą łaską i przywilejem Boga Wszechmogącego, przez wzgląd na przyszłe zasługi Jezusa Chrystusa Zbawiciela rodzaju ludzkiego zachowana była wolną od wszelkiej zmazy pierworodnej winy.

Z tego powodu jeśliby ktoś inaczej, Boże uchowaj, miał sądzić, niż My o tym zawyrokowaliśmy, niechże pozna i na przyszłość o tym wie, że sam na siebie wydał wyrok potępienia, że stał się rozbitkiem w sprawach wiary i odpadł od jedności z Kościołem, a nadto przez sam ten fakt ściągnął na siebie kary prawem przewidziane, jeżeli błędną swoją myśl przekazuje innym w słowie, piśmie albo jakimś innym sposobem to uzewnętrznia.

[źródło: http://sanctus.pl/index.php?grupa=89&podgrupa=425&doc=376]

 W tym miejscu przypomnijmy, że w TMF kard. Ratzinger rażąco podważył ten dogmat – i Orędzie Fatimskie – ośmielając się stwierdzić, że “Zgodnie z Mateuszem 5:8, “niepokalane serce to serce które, z łaski Bożej, osiągnęło idealną wewnętrzną jedność i dlatego ‘ogląda Boga’”. Nie, nie, nie! Niepokalane Serce nie jest “jakimś” sercem, ale tym sercem – jedynym – Najświętszej Maryi Dziewicy, która jest jedyną istotą ludzką, poczętą bez grzechu pierworodnego, i która nigdy nie popełniła nawet najmniejszego grzechu w czasie Jej wspaniałego życia na tej ziemi.

I na koniec istnieje propozycja potępiona. Najlepszym jej przykładem jest “Program błędów” bł. papieża Piusa IX, w którym ten wielki papież wyliczył błędy liberalizmu w formie propozycji, które uroczyście, definitywnie i nieomylnie potępił, jako błędy przeciwko wierze [1], łącznie z propozycją nr 80 (wspomniana wcześniej): “Papież Rzymu może i powinien pogodzić się z postępem, liberalizmem i nowoczesną cywilizacją”.

Jak wykazaliśmy, tutaj także kard. Ratzinger chciał podważyć wcześniejszą naukę Kościoła, mówiąc, iż nauka II Soboru była “antyprogramem”, który był “próbą oficjalnego pogodzenia się z nową erą zapoczątkowaną w roku 1789″ i próbą korekty tego co ośmielił się nazwać “jednostronnością stanowiska przyjętego przez Kościół za panowania bł. Piusa IX i św. Piusa X, w reakcji na sytuację stworzoną przez nowy etap historii zapoczątkowany przez rewolucję francuską. . .” [11] Żeby swoje odrzucenie uroczystej, nieomylnej nauki bł. Piusa IX uczynić wyraźniejszą, kard. Ratzinger deklaruje, że na II Soborze “postawa krytycznego zastrzeżenia wobec sił, które pozostawiły ślad na nowoczesnym świecie ma być zastąpiona pogodzeniem się z ich ruchem” [12]. Ta opinia kard. Ratzingera kategorycznie zaprzecza naukom bł. papieża Piusa IX, że Kościołowi nie wolno “godzić się” na “postęp, liberalizm i nowoczesną cywilizację”.

Oburzające naruszenie dogmatu o Niepokalanym Poczęciu kard. Ratzingera i jego aroganckie odrzucenie “programu” jako “jednostronnego”, pokazuje samo sedno posoborowego kryzysu w Kościele: atak na nieomylne definicje Magisterium.

W większości atak ten był raczej pośredni. Nieomylna definicja zwykle nie jest negowana bezpośrednio, a raczej podważana poprzez krytykę lub “rewizję”. Innowatorzy w Kościele nie są tak głupi żeby tylko zadeklarować, że nieomylna nauka Kościoła jest błędna. I będąc rzekomo “oświeconymi”, ci innowatorzy mogą faktycznie uważać, że “pogłębiają” lub “rozwijają” naukę katolicką dla dobra Kościoła – znowu, nie osądzamy ich subiektywnych motywacji. Ale skutek tego co robią jest oczywisty: podważanie nieomylności zdefiniowanych nauk Magisterium.

Kolejnym przykładem tego podważania jest atak na dogmat, że poza Kościołem Katolickim nie ma zbawienia. Zacytowane powyżej całe Kredo Trydenckie twierdzi: “Będę stale zachowywał i wyznawał tę prawdziwą wiarę katolicką, poza którą nikt nie może zostać zbawiony. . .”  W Rozdz. 6 pokazaliśmy, jak wielokrotnie Magisterium uroczyście definiowało dogmat, że nie ma zbawienia poza Kościołem Katolickim. Ale teraz, ten dogmat jest negowany i podważany przez “ekumenizm”, który deklaruje, iż żaden protestancki heretyk, ani prawosławny schizmatyk, nie potrzebuje wracać do Kościoła Katolickiego, gdyż jest to “przestarzała eklezjologia” [13]. I w wielu miejscach obecnie, dogmat ten jest bezpośrednio negowany, a w innych nie negowany bezpośrednio, ale w praktyce upada w wyniku podstępnego, wielokrotnego, pośredniego ataku,  i w wyniku tego, już nie wierzy się weń i nie przestrzega w tych miejscach.

Niezaprzeczalne jest to, że od II Soboru, w Kościele uchwalono wiele nowych pojęć jako “rozwój” doktryny katolickiej, mimo że te nowinki co najmniej domyślnie (a czasami wyraźnie) przeczą i podważają nieomylne definicje. Idea, na przykład, że dokument soborowy Gaudium et Spes jest “antyprogramem”, który sprzeciwia się potępieniom przez bł. papieża Piusa IX [14] podważa całą integralność nieomylnego Magisterium. Takie mówienie jest atakiem na wiarygodność nauki urzędu Kościoła, i dlatego ostatecznie atakiem na sam katolicki dogmat.

Nie może być “nowego zrozumienia” katolickiego dogmatu

Tego posoborowego ataku  na dogmat przez podważanie i niejawną sprzeczność nie można usprawiedliwiać “rozwojem” czy “nowym spojrzeniem” na dogmat. Jak uroczyście nauczał I Sobór Watykański: “Duch Święty został, bowiem obiecany następcom św. Piotra nie dlatego, aby z pomocą Jego objawienia ogłaszali nową naukę, ale by z Jego pomocą święcie strzegli i wiernie wyjaśniali Objawienie przekazane przez apostołów, czyli depozyt wiary” [15]

[źródło: http://soborowa.strefa.pl/code-22/]

 Jak nauczał I Sobór, nie może być żadnego “nowego zrozumienia” tego, co Kościół już nieomylnie zdefiniował:

Dlatego należy nieprzerwanie zachowywać takie znaczenie świętych dogmatów, jakie już raz określiła święta Matka Kościół, a od tego znaczenia nigdy nie można odejść pod pozorem lub w imię lepszego zrozumienia [16].

[źródło: http://soborowa.strefa.pl/code-22/]

Tak więc sprawą wiary katolickiej jest to, że wierzymy, iż Pan Bóg nie ujawnił żadnej nowej doktryny od śmierci ostatniego apostoła, św. Jana, i że nie powstało żadne nowe zrozumienie doktryny w wyniku II Soboru Watykańskiego, ani w żaden inny sposób.

 W związku z tym, ta “nowa” doktryna czy “anty” doktryna, o której tak dużo słyszeliśmy od II Soboru, może być jedynie pseudodoktryną. Ta pseudodoktryna naucza w bardzo subtelny sposób. Kiedy pseudodoktryna przeciwstawia się doktrynom nieomylnie zdefiniowanym, to katolicy muszą się trzymać nieomylnych doktryn i odrzucać “nowe” doktryny.

 Doktryna wiary nie może zawieść, a nowinki mogą. Ludzie mogą zawieść; świeccy mogą zawieść; księża mogą zawieść; biskupi mogą zawieść; kardynałowie mogą zawieść; a nawet papież może zawieść w sprawach, które nie wymagają jego charyzmatu nieomylności, jak pokazała historia, kiedy więcej niż jeden papież nauczał lub wydawał się nauczać jakichś nowinek.

 Na przykład papież Honoriusz został pośmiertnie potępiony przez III Sobór Konstantynopolitański w 680 AD za pomoc i podżeganie do herezji [17], i to potępienie aprobował Leon II i powtórzyli późniejsi papieże. Jak pokazuje inny przykład, papież Jan XXII w XIV wieku (1333 AD) wygłaszał homilie (ale nie uroczyste definicje), w których podkreślał, że zmarli błogosławieni nie cieszą się wizją uszczęśliwiającą aż do Dnia Sądu Ostatecznego. Za to został skrytykowany i skorygowany przez teologów, i w końcu na łożu śmierci odwołał swoje heretyckie poglądy.

 W przypadku Jana XXII, mający wiedzę katolicy (tu teolodzy) wiedzieli, że był w błędzie nauczając o Szczególnym Sądzie. Wiedzieli, że było coś złego z nauczaniem Jana XXII, gdyż było sprzeczne z tym w co Kościół zawsze wierzył, nawet jeśli nie było żadnej nieomylnej definicji. Katolicy, którzy znali swoją wiarę w XIV wieku nie powiedzieli po prostu: “Och, papież wygłosił homilię, dlatego musimy zmienić to, w co wierzymy”. Patrząc na stałe nauczanie Kościoła, że zmarli błogosławieni cieszą się wizją uszczęśliwiającą tuż po czyśćcu, teolodzy wiedzieli, że Jan XXII był w błędzie i to mu powiedzieli.

 Jak się okazało, bezpośredniość wizji uszczęśliwiającej była uroczyście i nieomylnie zdefiniowana przez następcę Jana XXII w roku 1336. To postawiło sprawę poza wszelką dalszą dyskusją – co jest dokładnie powodem potrzeby nieomylnej definicji. To samo jest prawdą w kwestii każdej innej sprawy nieomylnie zdefiniowanej przez Kościół. Możemy i musimy polegać na tych nieomylnych definicjach z absolutną pewnością, odrzucając wszystkie opinie przeciwne – nawet gdyby przeciwne opinie pochodziły od kardynała czy nawet papieża.

 Są inne przykłady słabości papieży. Nawet pierwszy papież, św. Piotr, popełnił błąd, jak pokazuje Pismo Święte – nie dlatego, że coś powiedział, ale przykładem jaki dał. Św. Piotr odmówił siedzenia przy stole z pogańskimi konwertytami w Antiochii około 50 AD. Unikając tych konwertytów dał fałszywe wrażenie, że Pierwszy Synod w Jerozolimie był w błędzie nauczając, że ceremonialne prawo Mojżesza, łącznie z zakazem dla żydów spożywania z “nieczystymi” poganami, nie obowiązywał w Kościele Katolickim. Był to incydent, za który św. Paweł publicznie zganił św. Piotra (Ga 2:11).

 Kolejnym przykładem jest papież Liberiusz w 357 AD (około), który nie podpisał zaproponowanego mu przez arian credo, nie wspominającego o Synu współistotnym Ojcu. Zrobił to po dwu latach pobytu na wygnaniu i pod groźbą śmierci. I również zawiódł (pod presją przebywania na wygnaniu) błędnie potępiając i ekskomunikując św. Atanazego, który w tej sprawie bronił wiary. Papież Liberiusz, pierwszy papież nieogłoszony przez Kościół świętym, był w błędzie, gdyż Atanazy nauczał katolickiej doktryny – prawdziwej doktryny, nieomylnej doktryny – nauczanej nieomylnie przez Sobór Nicejski w 325 AD. To była ta nieomylna definicja, a nie wadliwe nauczanie papieża Liberiusza, którego należało przestrzegać w tamtym czasie.

 Z tych przykładów w historii Kościoła dowiadujemy się, że wszystko proponowane nam do uwierzenia musi być osądzone przez te definicje. A zatem, jeśli kardynał, biskup, osoba świecka, a nawet papież naucza jakichś nowinek sprzecznych z każdą definicją wiary, możemy wiedzieć, iż ta nauka jest błędna, i że musimy ją odrzucić dla zbawienia naszych nieśmiertelnych dusz. Tak, nawet papież może popełniać błędy, a tak jest, jeśli wyraża opinię sprzeczną z uroczystą i nieomylną definicją Kościoła Katolickiego. Nie oznacza to, że Kościół popełnia błędy, kiedy tak się dzieje, a że tylko papież popełnił błąd bez narzucania go na cały Kościół. I oczywiście, jeśli nawet papież może popełnić błąd w nauczaniu pewnych nowinek, to z pewnością kardynałowie, biskupi i księża mogą popełniać błędy w nauczaniu i opiniach.

 I dlatego, kiedy Matka Boża mówi o “dogmacie wiary”, wskazuje nam niebezpieczeństwo wobec wiary – i wobec “życia chrześcijanina i dlatego (życia) świata”, przypominając twierdzenie kard. Ratzingera – pojawi się ono, kiedy uroczyste definicje dogmatyczne o wierze katolickiej są sprzeczne lub podważane; bo to te definicje są fundamentem wiary katolickiej, i dlatego podstawą naszego zbawienia, zgodnie z homilią papieża w Fatimie w roku 1982.

 Na zarzut, że sami księża, albo sami świeccy, nie mogą się nie zgadzać z duchownymi wysokiego szczebla, jak kard. Ratzingerem, czy nawet (w przypadku nadzwyczajnej sprawy, przykłady, której pokazaliśmy powyżej) papieżem, należy odpowiedzieć: To dlatego Kościół ma nieomylne definicje. Porównując każde nauczanie z uroczystymi i nieomylnymi definicjami, można rozpoznać czy nauka jest prawdziwa czy fałszywa – nie przez stanowisko zajmowane przez człowieka wśród duchowieństwa. Jak nauczał św. Paweł: “Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty!” (Ga 1:8) Wierni mają uważać nawet apostoła za przeklętego, odciętego od Kościoła, zasługującego na ogień piekielny – jeśli przeciwstawia się nieomylnej nauce Kościoła. To, dlatego teolodzy mogli korygować błędne nauczanie z pulpitu papieża Jana XXII; i to dlatego katolicy dzisiaj mogą odróżnić dobre nauczanie od złego, nawet jeśli stoją na niższym szczeblu niż prałat popełniający błąd.

 Wybornym tego przykładem jest sprawa prawnika o imieniu Euzebiusz, który wykazał, że Nestoriusz, wysokiego szczebla arcybiskup w Konstantynopolu, najwyższy rangą dostojnik po papieżu, nie miał racji, kiedy negował to, że Maryja jest Matką Boga. Euzebiusz podniósł się w swojej ławie podczas Mszy w Boże Narodzenie, i skrytykował Nestoriusza za głoszenie herezji. Ale wszyscy “wysocy” księża i biskupi milczeli wobec herezji Nestoriusza. Dlatego świecka osoba miała rację, a pozostali byli w błędzie. W celu wysłuchania tej sprawy zwołano Sobór w Efezie, i uroczyście i nieomylnie określono, iż Maryja jest Matką Boga. A ponieważ Nestoriusz nie chciał się wycofać, został zwolniony i ogłoszony heretykiem. Nestoriusz został ekskomunikowany!

 Podsumowując, prawda to nie sprawa liczby czy szczebla; prawda to sprawa tego co Chrystus i Pan Bóg ujawnili w Piśmie Świętym i Tradycji, co zostało uroczyście zdefiniowane przez Kościół Katolicki, i czego Kościół Katolicki zawsze uczył – zawsze, a nie od roku 1965!

 Katastrofalne skutki majstrowania przy nieomylnych definicjach

 Podobnie historia daje nam znamienne przykłady tego co może się wydarzyć Kościołowi kiedy chociaż jeden dogmat jest przeciwstawiany na szeroką skalę. Ariańska herezja wywołała katastrofalną konfuzję nawet w Kościele w latach 336-381 AD. W 325 arianizm potępiono; ale w 335 AD powstał ponownie. Począwszy od roku 336 herezja wchłonęła około 90% biskupów zanim ją pokonano 50 lat później. W wywołanej konfuzji i stracie wiary, nawet wielki św. Atanazy został “ekskomunikowany” przez papieża w roku 357. W 381 arianizm został pokonany przez I Sobór Konstantynopolitański. Ale nadal kwitł przez jakiś czas w latach 360-380. Jego skutki były całkowicie niszczycielskie dla Kościoła.

 Kryzys ariański daje nam dobrą lekcję o prawdopodobnej treści brakującego tekstu Trzeciej Tajemnicy. Powodem tego, że wtedy arianom się udało, było to, że “z sukcesem” zaatakowali dogmat, który był uroczyście i nieomylnie zdefiniowany na Soborze Nicejskim w roku 325 – że Chrystus to Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego, zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu.  Ta uroczysta i nieomylna definicja jest zawarta w Kredo Soboru Nicejskiego, które odmawiamy podczas niedzielnej Mszy św.

 Arianie wywrócili definicję zmuszając wielu “wiernych” do spierania się o zastąpienie jej fałszywą definicją, która nie była nieomylna. W 336 roku grecki wyraz Homoousion zastąpili innym wyrazem Homoiousion. Pierwszy wyraz oznacza “współistotny” Ojcu. Bo żeby Bóg Syn był współistotny Ojcu, Syn musi nie tylko być Bogiem, ale tym samym Bogiem jak Ojciec, tak że istota Ojca jest istotą Syna, mimo, że osoba Ojca nie jest Osobą Syna. W ten sposób są trzy Osoby w jednym Bogu. Jest to tajemnica Trójcy. Ale nowy wyraz Homoiousion oznacza “podobną istotę” do Ojca. A zatem krytyczne wyrażenie w dogmacie – “współistotny Ojcu” – została zmieniona na “podobną istotę z Ojcem” lub “jak Ojciec”.

 Tym sposobem arianie doprowadzili do masowej konfuzji w Kościele, dodając jedną literę w wyrazie Homoousion, żeby stworzyć nowy wyraz o nowym znaczeniu: Homoousion. Zaatakowali uroczystą definicję, twierdząc, że ich nowa definicja będzie lepsza niż uroczysta definicja. Ale, oczywiście, nowa definicja nie mogła być lepsza od uroczystej, gdyż uroczysta, zapoczątkowana na Soborze Nicejskim, była nieomylna.

 Przez dodanie jednej litery w jednym wyrazie, arianie pozbyli się nieomylnej definicji. To otworzyło im i pół-arianom drogę do walki. Ludzie stawali się męczennikami, prześladowanymi, zmuszanymi do opuszczenia kraju z powodu tej jednej zmiany w jednym nieomylnym dogmacie. Sobór Egipski zmusił św. Atanazego do pięciokrotnej ucieczki z kraju (w wyniku czego co najmniej 17 ostatnich lat spędził na uchodźstwie). Ale to on miał rację, a heretyccy biskupi na tym synodzie jej nie mieli.

 Nieomylne definicje są ważniejsze od wiedzy i rangi w Kościele

 Skąd Atanazy wiedział, że ma rację? Bo trzymał się nieomylnej definicji, niezależnie od tego co mówili inni. Żadna wiedza na świecie, ani ranga urzędowa, nie może zastąpić prawdy jednego nieomylnego nauczania katolickiego. Nawet najzwyklejszy wierzący, trzymając się nieomylnej definicji, wie więcej niż najbardziej “wykształcony” teolog, który neguje lub podważa definicję. Taki jest cel nieomylnie zdefiniowanej nauki Kościoła – żeby uczynić nas niezależnymi od opinii ludzi, bez względu na ich wykształcenie i rangę.

 W 325 roku uroczysta definicja Soboru Nicejskiego była nieomylna, ale wielu ludzi wtedy nie zdawało sobie w pełni sprawy z tego, że nieomylne definicje wiary były nieomylne. To znaczy w tamtym czasie w historii Kościoła, Kościół nie wydał jeszcze uroczystej definicji uczącej, że definicje wiary są nieomylne. Ale w roku 1879, I Sobór Watykański uroczyście i nieomylnie zdefiniował nieomylność uroczystych definicji Kościoła. Teraz wiemy, w sposób nieomylny, że uroczyste definicje są nieomylne. Jeszcze raz: one nie mogą zawieść – nigdy.

 W naszych czasach atakuje się nieomylne definicje

 Dlatego w naszych czasach nie ma usprawiedliwienia dla przyjmowania herezji i rezygnacji z obrony uroczystych definicji. I to jest dokładnie tym, co ma miejsce współcześnie, tak jak w czasach Ariusza. Duchowni wyrokują w świetle II Soboru Watykańskiego zamiast osądzania II Soboru w świetle nieomylnych definicji. Zapomnieli o tym, że to nieomylne definicje, a nie II Sobór, stanowią niezmienny standard, którym mierzy się każdą doktrynę, tak jak 36-calowa linia jest niezmiennym wzorcem mierzenia ‘yard’a (3 stopy = 90 cm). nie można nagle zdecydować, że nowym standardem mierzenia ‘yard’a jest 35-calowa linia. I podobnie Kościół nie może nagle zdecydować, że II Sobór stanowi nowe kryterium wiary.

 I znowu dochodzimy, po bardziej szczegółowym badaniu, do sedna Trzeciej Tajemnicy. To dlatego rozpoczyna się ona odniesieniem Matki Bożej do dogmatu wiary. To, dlatego s. Łucja powiedziała, że Trzecia Tajemnica będzie “bardziej zrozumiała” po roku 1960. I w tym miejscu należy zauważyć, że już żyjemy w okresie nieszczęścia przepowiedzianego w Trzeciej Tajemnicy. Skąd to wiemy? Bo Dziewica powiedziała nam, że Tajemnica “będzie jaśniejsza” po roku 1960, oraz powiedziała także, że w końcu Jej Niepokalane Serce zatriumfuje. Skoro jeszcze nie ma triumfu Niepokalanego Serca, musimy żyć w okresie przejściowym od 1960 do tego końcowego triumfu – czyli okresie objętym proroctwem Trzeciej Tajemnicy.

 To co widzieliśmy od II Soboru, to znowu jest atakiem – bardzo subtelnym, pośrednim atakiem – na uroczyste definicje Kościoła. Mieliśmy tzw. pastoralny / duszpasterski sobór, który nie chciał mówić uroczystymi definicjami i – według niektórych – faktycznie sprzeciwiał się pewnym uroczystym definicjom. Ale sobór, jak widzieliśmy, życzył sobie być “pastoralnym”, żeby uniknąć uroczystych definicji, uniknąć potępienia błędu, jak w przemówieniu inauguracyjnym powiedział papież Jan XXIII.

 Cóż, co w tym złego? Złe jest to, że poprzez subtelny błąd odmowy dokonania uroczystych definicji, otworzyły się drzwi soborowe dla używania języka, który mógł podważyć istniejące uroczyste definicje – dokładnie taka sama sztuczka, jakiej użyli arianie w IV wieku żeby wywołać konfuzję w Kościele. I niemal udało im się pokonać cały Kościół.

 Ten sam proces toczy się od otwarcia II Soboru. Ale wierni mają lekarstwo na ten problem. II Sobór nie jest autorytatywny do tego stopnia, że nie wypowiedział swojego najwyższego Magisterium, swojej władzy do zdefiniowania doktryny, i swojej władzy do wyklęcia błędu. Ponieważ nie skorzystał ze swojego autorytetu, wszystko nauczane przez II Sobór, co nie było nauczane nieomylnie przed II Soborem, musi zostać zbadane w świetle nieomylnych definicji dogmatycznych i nauk Kościoła Katolickiego.

 Ale obecnie nie robi się tego. Teraz ludzie redefiniują “wiarę” w świetle II Soboru. Na pewno jest to proces, o którym mówi Matka Boża Fatimska, kiedy przechodząc prosto do sedna sprawy, mówi, że dogmat wiary zostanie zawsze zachowany w Portugalii – ale utracony w innych miejscach – mówiąc s. Łucji, że to ostrzeżenie musi zostać ujawnione w roku 1960, kiedy sobór już został ogłoszony.

 Ten wniosek potwierdził papież w homilii w Fatimie w latach 1982 i 2000.  W 1982 roku papież powiedział, że podważane są podstawy naszego zbawienia. I w roku 2000, w homilii podczas beatyfikacji bł. Hiacynty i bł. Franciszka, papież Jan Paweł II ostrzegł nas przed niebezpieczeństwami dla naszego zbawienia dzisiaj, mówiąc, że “Orędzie Fatimskie jest wezwaniem do nawrócenia, zaalarmowania ludzkości, by nie miała nic wspólnego ze ‘smokiem’, którego  ’ogon zmiótł trzecią część gwiazd nieba i rzucił je na ziemię’ (Ap 12:4). I znowu, gdzie znajdziemy to w ujawnionych częściach Orędzia Fatimskiego? Nigdzie. Dlatego to musi stanowić Trzecią Tajemnicę. Papież mówi, że Trzecia Tajemnica dotyczy niebezpieczeństw wobec wiary, i że ma w tym udział jedna trzecia katolickiego kleru.

 Atak pochodzi ze środka Kościoła

Teraz skupimy się na jeszcze innym szczególe istoty Trzeciej Tajemnicy. Papież wskazał również, że atak na wiarę katolicką pochodzi od środka. W 1982 roku powiedział: “Czy Matka, która całą miłością, jaką budzi w Niej Duch Święty, pragnie zbawienia każdego, może milczeć w obliczu kwestionowania samej podstawy ich zbawienia?” Wyraz kwestionowanie implikuje osłabianie podstawy naszego zbawienia od środka. Zewnętrzny wróg Kościoła atakuje z zewnątrz, infiltrator od środka. I w drugim przypadku atak jest niespodziewany, nie ma strażników, a napastnik jest postrzegany, jako “przyjaciel”.

 Tak więc Jan Paweł II mówi, że wiara katolicka jest podważana od środka (13.05.1982: “same podstawy zbawienia Jej dzieci są kwestionowane”) przez katolicki kler (13.05.2000: “jedna trzecia gwiazd nieba”).

 Tę sprawę zakończymy wykazując, że istnieje inne źródło, z którego można zaczerpnąć ten aspekt Trzeciej Tajemnicy. W 1963 roku niemiecki Neues Europa ujawnił to co ma rzekomo stanowić część Trzeciej Tajemnicy: że kardynał sprzeciwi się kardynałowi, biskup biskupowi. Wiemy, że kiedy zapytany czy należy opublikować artykuł  Neues Europa, kard Ottaviani, który również przeczytał Trzecią Tajemnicę – który miał bardzo oschłą osobowość i był obojętny na większość objawień –  wykrzyknął bardzo zdecydowanie: “Publikujcie 10.000 egzemplarzy! Publikujcie 20.000 egzemplarzy! Publikujcie 30.000 egzemplarzy!” [18]

 Mamy też świadectwo nieżyjącego już o. Malachi Martina, że przekaz z Garabandal zawiera Trzecią Tajemnicę lub jej części. O. Martin, który znał Trzecią Tajemnicę, bo ją przeczytał, i który przeczytał również przekaz z Garabandal, powiedział, że skoro Watykan postanowił nie ujawniać Trzeciej Tajemnicy w 1960 roku, Matka Boża objawiła się w Garabandal w roku 1961, by ujawnić Trzecią Tajemnicę. Co jest w przekazie z Garabandal? Przekaz ten mówi, między innymi: wielu kardynałów, biskupów i księży jest na drodze do piekła i ‘ciągną’ za sobą wiele dusz”. Zauważmy jeszcze raz pojęcie ciągnięcia dusz do piekła. To samo określenie występuje w wypowiedzi s. Łucji do o. Fuentesa, że “szatan wie, że osoby konsekrowane i księża, którzy odchodzą od pięknego powołania ciągną za sobą liczne dusze do piekła” [19], i w homilii papieża z 13 maja 2000 roku, który nawiązuje do sceny w Księdze Apokalipsy, w której ogon smoka zmiata z nieba jedną trzecią gwiazd (dusz konsekrowanych).

 Ponieważ objawienia w Garabandal nie są uznane formalnie, biskup sprawujący jurysdykcję nad Garabandal – czyli biskup Santander – powiedział, że w przekazie nie ma nic sprzecznego z wiarą katolicką.

 Atak obejmuje złe praktyki, a także złą doktrynę

 Tu należy zaznaczyć, że to czy członek kleru (czy świeckich) jest dobry lub zły, nie określa jedynie to czy słowem zachowuje czy nie zachowuje wiary. Oprócz porównywania nauk (tzn. słów) księdza, biskupa, kardynała lub papieża z nieomylną nauką Magisterium, trzeba przyjrzeć się czy człowiek zachowuje również pobożne praktyki Kościoła słowem (pisanym i mówionym), swoim działaniem i chrześcijańskim zachowaniem w życiu. Musimy wiedzieć czy człowiek (ksiądz, biskup, kardynał lub papież) angażuje się w heteropraxis – praktyki sprzeczne z wiarą – takie jak brak szacunku dla Najświętszego Sakramentu.

 Atak na wiarę można prowadzić działaniami dokonywanymi albo w sposób widoczny, albo subtelny. Nasze działania muszą być zgodne z naszymi słowami. Zachowujemy wiarę zachowując doktryny w naszych myślach, słowach i pisaniu, a także zachowując pobożne praktyki Kościoła wspierające nasze przywiązanie do wiary. Wprowadzając nowe praktyki w lokalnych parafiach (albo diecezji, czy lokalnej prowincji kościelnej, a nawet w Kościele Powszechnym, co jest możliwe, o czym pisali doktorzy Kościoła), które sprawiają wrażenie, że nie trzeba wierzyć w zdefiniowaną wiarę, poprzez heteropraxis skandalizuje się maluczkich, a nawet uczone dusze.

 Na przykład na podstawie uroczystych definicji Soboru Trydenckiego wiemy, że Pan Bóg gwarantuje, iż poświęcona Hostia faktycznie jest Jego Prawdziwą Obecnością – tzn. Ciałem i Krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa, razem z Jego Duszą i Boskością. Protestanccy buntownicy chcieli zanegować ten artykuł wiary, i chcieli wpływać na innych by zrobili to samo. Dlatego wprowadzili praktykę Komunii św. na rękę (oryginalnie wprowadzili to, jako szeroką praktykę ariańscy heretycy w IV wieku, by zanegować, to, że Jezus jest Bogiem). Poprzez tę symboliczną akcję, ich negacja była jasna dla wszystkich.

 Heteropraxis stosują obecnie wrogowie Kościoła żeby wywołać skandal wśród katolików, by tracili wiarę w Prawdziwą Obecność. To, dlatego przyjmowanie Komunii na rękę było zakazane przez prawo powszechne Kościoła przez wiele stuleci, i jest zakazane prawem Kościoła do chwili obecnej. Ostatni indult (pozwolenie) działania wbrew literze prawa  pozwolony jest jedynie jeśli ta praktyka nie prowadzi do pomniejszenia wiary w Prawdziwą Obecność, i nie prowadzi do zmniejszenia szacunku do Prawdziwej Obecności. Ale to zawsze ma taki skutek, jak widać z codziennego doświadczenia z tą formą heteropraxis [2].

 Natomiast praktyki zachowujące ortodoksyjną doktrynę nazywane są orthopraxis (pobożne praktyki katolickie). Należą do nich: klękanie przed Najświętszym Sakramentem, rozdawanie / otrzymywanie Komunii św. na język, utrzymywanie tabernakulum z Najświętszym Sakramentem jako główny punkt uwagi (i czczenia) w centrum kościoła, poważne zachowanie kleru na terenie kościoła, okazywanie należnej czci Obecności Boga w Najświętszym Sakramencie. Te przykłady orthopraxis (pobożne działania zachowujące wiarę) świadczą o prawdzie dogmatu, że Najświętszy Sakrament jest Prawdziwą Obecnością Boga – Ciała, Krwi, Duszy i Boskości naszego Pana Jezusa Chrystusa pod postacią chleba – jak również odpowiedniego szacunku człowieka wobec Pana Boga.

 Przykłady heteropraxis przeciwko dogmatowi Prawdziwej Obecności obejmują Komunię św. do ręki. Ta forma heteropraxis wysyła błędny przekaz do wiernych, że Najświętszy Sakrament nie jest tak ważny, że To tylko chleb, i promuje herezję, że To nie jest Prawdziwa Obecność Boga – Ciała, Krwi, Duszy i Boskości naszego Pana Jezusa Chrystusa pod postacią chleba. Innym przykładem heteropraxis w tym zakresie jest permanentne usuwanie tabernaculum z Najświętszym Sakramentem z sanktuarium na boczne miejsce albo do pomieszczenia dla sprzątaczek, żeby głównym miejscem uwagi (i czci) w kościele stało się krzesło “celebranta” czy “prezydującego” “zgromadzeniu”. Daje się i otrzymuje subtelny przekaz, że człowiek siedzący na krześle jest ważniejszy od Najświętszego Sakramentu. A skoro “prezydujący” (lub przewodniczący “zgromadzenia”) reprezentuje ludzi, to wysyła się subtelny przekaz, że Pan Bóg jest mniej ważny niż ludzie.

 Te przykłady jeszcze raz przypominają słowa papieża Piusa XII cytowane wcześniej:

Załóżmy, drogi przyjacielu, że komunizm [jeden z „błędów Rosji” wymienionych w Orędziu Fatimskim]  był najbardziej niebezpiecznym z instrumentów dywersji wykorzystywanej przeciwko Kościołowi i tradycji Boskiego Objawienia. . . Jestem zaniepokojony tym, co wyznała Dziewica Maryja Łucji w Fatimie. Ta uporczywość Maryi o niebezpieczeństwach grożących Kościołowi jest boskim ostrzeżeniem przed samobójstwem zmian w wierze, w jego liturgii, jego teologii i duszy Kościoła. . . Nadejdzie dzień, kiedy cywilizowany świat zaneguje Boga, kiedy Kościół zwątpi tak jak zwątpił Piotr. Kościół będzie kuszony żeby uwierzył, że człowiek stał się Bogiem. . . W naszych kościołach, chrześcijanie na próżno będą szukać czerwonego światełka gdzie oczekuje na nich Bóg, tak jak Maria Magdalena płakała przed pustym grobem, i będą pytać “dokąd Go zabrali”? [21]

 Ze słów Piusa XII wydaje się, że te wyżej wymienione formy heteropraxis przeciwko Najświętszemu Sakramentowi były wyraźnie wymienione w Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej, bo podczas gdy Pius XII odnosi je do Orędzia Fatimskiego, to nie są one wymienione w żadnej części Orędzia, które opublikowano. To dlatego one muszą być wymienione w Trzeciej Tajemnicy – czyli w tej części, której jeszcze nie opublikowano. Papież Pius XII wyraźnie mówi, że to Matka Boża Fatimska ostrzega nas przed “samobójstwem zmiany wiary w jego liturgii, jego teologii jego duszy“. A zatem Trzecia Tajemnica ostrzega nas zarówno przed fałszywą doktryną i heteropraxis, jak i atakami na “dogmat wiary”.

Atak obejmuje zepsucie moralne kleru którego jesteśmy świadkami

Jak widzimy dzisiaj, z wybuchu ogromnego, na światową skalę skandalu występkami seksualnymi członków duchowieństwa, ma miejsce atak z trzeciego szeregu na Kościół w czasie wielkiego kryzysu: zepsucie moralne wielu konsekrowanych dusz. Ogon smoka zmiata dusze z nieba – od stanu konsekrowanych – nie tylko poprzez heterodoksję i heteropraxis, ale również poprzez niemoralność.

 Przypomnijmy wypowiedzi s. Łucji dla o. Fuentesa:

Szatan chce przejąć konsekrowane dusze. Próbuje je skorumpować żeby uśpić dusze świeckich, i w ten sposób doprowadzić je do ostatecznej zatwardziałości.

Tym, co dotyka Niepokalane Serce Maryi i Serce Jezusa jest odchodzenie religijnych i kapłańskich dusz. Szatan wie, że religijni i księża, którzy odchodzą od ich pięknego powołania ciągną za sobą liczne dusze do piekła.

 Obecnie widzimy szeroko zakrojone zepsucie wśród katolickiego kleru, które teraz pokazuje się w formie skandali seksualnych o niewyobrażalnym charakterze w diecezjach w Ameryce Północnej, Europie i Afryce. Ogon smoka ściągnął wielu członków duchowieństwa do najgorszych form niemoralności.

W wyniku tego, wiarygodność wielu księży, którzy nie szanują swoich ślubów i wiary, jest niszczona, razem z wiarygodnością Kościoła, jako instytucji. Nawet, jeśli jest dobra doktryna i dobra praktyka, korzyści z nich są często negowane, kiedy zepsucie moralne podważa wiarygodność Kościoła.

 Kto za to odpowiada?

 Teraz nasuwa się pytanie: ale kto jest utożsamiany w Trzeciej Tajemnicy jako odpowiedzialny za podważanie wiary poprzez heterodoksję, heteropraxis i zepsucie moralne i upadek konsekrowanych dusz? Przede wszystkim członkowie samego aparatu watykańskiego. Przywołajmy ponownie ujawnienie kard. Ciappi, oficjalnego teologa papieża Jana Pawła II, że “w Trzeciej Tajemnicy jest przepowiedziane, między innymi, że wielka apostazja w Kościele rozpocznie się od samej góry“. Dlatego odpowiedzialność spoczywa przede wszystkim na ludziach Watykanu. W tym widzimy spełnienie nie tylko Trzeciej Tajemnicy, ale także ostrzeżenia papieża Piusa X w encyklicePascendi z roku 1907, w której pisze: “zwolennicy błędów nie znajdują się już wśród otwartych jedynie nieprzyjaciół, ale. . .  kryją się w łonie i wnętrzu Kościoła i o tyle są niebezpieczniejsi, o ile trudniej ich rozpoznać”.  Tymi wrogami są osoby świeckie i księża “całkowicie przesiąknięci zapatrywaniami głoszonymi przez przeciwników Kościoła”, i którzy przedstawiają się “jako reformatorzy Kościoła” [22].

 Św. Pius X twierdzi:

“Kościół nie ma żadnych większych wrogów. Przemyśliwają bowiem o zgubie Kościoła nie z zewnątrz, ale w jego łonie i stąd tkwi niebezpieczeństwo w samych niemal żyłach i wnętrznościach Kościoła, a cios mu zadany tym groźniejszy, im dokładniej owi nieprzyjaciele Kościół znają, a cios mu zadany tym groźniejszy, im dokładniej owi nieprzyjaciele Kościół znają” [23].

“Oni przejmują profesury w seminariach i na uniwersytetach, i stopniowo robią z nich siedzibę zarazy” [24].

“Stąd musimy zedrzeć maskę tym ludziom i okazać ich całemu Kościołowi w ich prawdziwej postaci” [25].

 Ale wtedy zapytamy: “Skąd mamy wiedzieć, którzy z księży są częścią jednej trzeciej gwiazd, do których nawiązał papież Jan Paweł II; skąd mamy wiedzieć kim są ci zwolennicy błędów” Odpowiedź znowu znajduje się w tym co zostało nieomylnie zdefiniowane. Ci którzy zachowują wiarę, którzy mocno trzymają się doktryny Jezusa, są przyjaciółmi (Ap 12:17). Ci którzy tego nie robią są wrogami. Jak powiedział nasz Pan: “Poznacie ich po owocach” (Mt 7:16). Można powiedzieć, komu wierzyć przez to czy zachowują wiarę katolicką zdefiniowaną przez uroczyste definicje. Innym znakiem jest to czy żyją zgodnie z wiarą katolicką.

 Na zakończenie, kiedy papież Paweł VI lamentował w 1967 roku, że “dym szatana przedostał się do Kościoła” i w roku 1973, że “otwarcie się na świat stało się prawdziwą inwazją na Kościół przez światowy sposób myślenia”, tylko potwierdził treść Trzeciej Tajemnicy; tak było z papieżem Janem Pawłem II w jego bardziej zawoalowanych wypowiedziach w latach 1982 i 2000. Pierwsze dwie części Wielkiej Tajemnicy Fatimskiej ostrzegają o szerzących się na całym świecie błędach Rosji. Trzecia Tajemnica, jej pełna treść, na pewno jest ostrzeżeniem, że te błędy przedostaną się do samego Kościoła, a szczególnie zagnieżdżą się przez “otwarcie się na świat” na II Soborze. Infiltracja Kościoła Katolickiego przez elementy masońskie, komunistyczne, neomodernistyczne i homoseksualne, postrzegana jest poprzez rujnujące rezultaty ich działalności i utratę wiary wśród katolików w ławach kościołów.

 Tym, którzy szydzą z twierdzenia, że takie nieszczęście spadło na Kościół w naszych czasach, możemy powiedzieć tylko, że są ślepi, i zignorowali historię Kościoła, która pokazuje, że coś bardzo podobnego wydarzyło się wcześniej. Nawiązaliśmy tu do opinii kard. Newmana na temat stanu Kościoła w czasach herezji ariańskiej. Więcej cytatów tej opinii, znalezionych w jego książce On Consulting the Faithful in Matters of Doctrine [O konsultacjach z wiernymi w sprawach doktryny], wystarczy by udowodnić, że stan spraw w Kościele dzisiaj nie jest bez precedensu:

Gremium biskupów zawiodło w ich wyznaniu wiary. . . Oni wypowiadali się różnie, jeden przeciwko drugiemu; po Nicei nie było nic z mocnych, niezmiennych, stałych świadectw, przez prawie 60 lat. Były niewiarygodne synody, niewierni biskupi; była słabość, strach przed konsekwencjami, błądzenie, fikcja, halucynacje, ciągłe, beznadziejne, sięgające niemal każdego zakątka Kościoła Katolickiego. Stosunkowo nielicznych, którzy pozostali wiernymi dyskredytowano i zmuszano do uchodźstwa; pozostali byli albo oszustami albo oszukanymi [26].

 Sensem książki kard. Newmana było to, że to świeccy, trzymając się zdefiniowanego dogmatu wiary razem z kilku dobrymi biskupami takimi jak św. Atanazy, zachowywali wiarę żywą w czasach kryzysu ariańskiego. To samo ma miejsce obecnie.

 Ale jedną z wielkich różnic między kryzysem ariańskim i obecnym kryzysem w Kościele jest to, że Maryja Dziewica nie tylko dała nam ostrzeżenie wiele lat przed wystąpieniem obecnego kryzysu, ale także sposoby na uniknięcie go poprzez spełnienie Jej fatimskich próśb. Pozbawienie Kościoła ostrzeżenia zawartego w Trzeciej Tajemnicy, ukrywanie proroctwa apostazji, które implikuje osoby, które nałożyły rujnującą nową orientację na Kościół i pozwolenie na to, by był atakowany przez wrogów, a tym samym uniemożliwienie wiernym zrozumienie przyczyny tego wszystkiego i uzbrojenia się przeciwko nim, jest kolejnym kluczowym elementem omawianej tu wielkiej i strasznej zbrodni.

 Ale to ukrywanie nie powiodło się. Orędzia Fatimskiego nie zakopano; niewiara w całość rzekomego ujawnienia Trzeciej Tajemnicy jest szeroka i wzrasta. Ustaliwszy to, zidentyfikowani przez nas członkowie aparatu watykańskiego próbowali kolejny raz zakopać je 17 listopada 2001 roku, pogarszając w ten sposób swoją zbrodnię przeciwko Kościołowi i światu. Teraz zajmiemy się tą sytuacją.

 Przypisy

[1] o. Michel de la Sainte Trinité, Cała prawda o Fatimie – t. III, s. 704.

[2] Ibid., s. 687.

[3] Ibid., s. 705-706.

[4] Ibid, t. III, s. 822-823. Zob. czasopismo Jesus, 11.11.1984, s. 79. Zob. The Fatima Crusader, Nr 37, lato 1991, s. 7.

[5] Cała prawda o Fatimie – t. III, s. 676.

[6] Contre-Réforme Catholique , grudzień 1997.

[7] Zob. o. Gerard Mura, “The Third Secret of Fatima: Has It Been Completely Revealed?” [Trzecia Tajemnica Fatimska: czy ujawniono ją w całości?], czaspismo Catholic, (Transalpine Redemptorists, Orkney Isles, Szkocja, W Brytania) marzec 2002.

[8] Ibid.

[9] Wyrazy w nawiasach są teraz umieszczone w Trydenckim Wyznaniu Wiary z nakazu bł. papieża Piusa IX w dekrecie wyd. przez Swięte Oficjum, 20.01.1877. (Acta Sanctae Sedis, X [1877], 71 ff.)

[10] W akapicie 6 encykliki Quanta Cura, wydanej z Syllabus [Program] 8.12.1864, bł. papież Pius IX oświadczył uroczyście: “Dlatego wśród tak wielkiej przewrotności zdeprawowanych poglądów, dobrze pamiętając nasz apostolski urząd, i bardzo mocno zatroskani o naszą najświętszą religię, dla mocnej doktryny i zbawienia dusz, które jest nam powierzone przez Boga, i (zatroskani także) o dobro samej społeczności ludzkiej, uważamy, że mamy prawo zabrania naszego apostolskiego głosu. Dlatego, na mocy naszej apostolskiej władzy, potępiamy, zakazujemy i pietnujemy wszelkie osobliwe i złe opinie i doktryny solidarnie wymienione w niniejszym piśmie, i nakazujemy, by były one uważane przez wszystkie dzieci Kościoła Katolickiego jako potępione, zakazane i napiętnowane“. The Popes Against Modern Errors [Papieże przeciwko nowoczesnym błędom] (TAN Books and Publishers, Rockford, Illinois, 1999) s. 21.

[11] Kard. Joseph Ratzinger, Zasady teologii katolickiej, (Ignatius Press, San Francisco, 1987) s. 381-382.

[12] Ibid., s. 380.

[13] The Balamand Statement, Nr 30, 23.06.1993.

[14] Zob. przypis 10 tego rozdziału.

[15] Vatican Council I – 1870 AD, zob. Denzinger (Dz.) 1836.

[16] Vatican Council I, zob Dz. 1800.

[17] W wyniku swoich zaniedbań, papież Honoriusz był głównie odpowiedzialny za szerzenie się herezji Monothelite twierdząc, że jest tylko jedna wola w Chrystusie, boska wola – błąd który wyraźnie zaprzecza iż Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem – chociaż rozumiał to w sensie katolickim, a mianowici, że nie ma konfliktu między boską wolą i ludzką wolą Chrystusa. Ale jego formuła pozwoliła heretykom Monothelite twierdzić, że była jedynie wola w Chrystusie, i że papież z nimi się zgadzał.

[18] Osobiste świadectwo emerytowanego prałata Corrado Balducci dla o. Nicholaa Grunera, Christophera Ferrara i innych świadków. Fakt ten potwierdza także Marco Tosatti w książce Il Segreto Non Svelato [Nieujawniona Tajemnica], (Edizioni Piemme Spa, Casale Monferrato, Włochy, maj 2002), s. 86.

Marco Tosatti pisze: “O. Mastrocola, dyrektor biuletynu religijnego ‘Santa Rita’, poprosił kard. Ottaviani o pozwolenie na reprodukcję proroctw opublikowanych w ‘Neues Europa’. Odpowiedź była zachęcająca, ale w świetle ‘ujawnienia’ tajemnicy 26.06.2000, żenująca. ‘Zróbcie to, zróbcie to’ – odpowiedział kardynał kustosz Trzeciej Tajemncy – ‘opublikujcie w tylu egzemplarzach ile chcecie, bo Madonna chciała by opublikowano ją już w roku 1960′. I o tym tekście Radio Watykan mówiło w 1977 roku z okazji 10 rocznicy wizyty papieża Pawła VI do Fatimy. Tekst z ‘Neues Europa’ opublikowano w ogromnym nakładzie i ponownie nawet w niedzielnym wydaniu L’Osservatore Romano 15.10.1978”.

Oryginalny tekst w języku włoskim: “Padre Mastrocola, direttore di un foglio religioso, «Santa Rita», chiese al cardinale Ottaviani il permesso di riprendere l’anticipazione fatta da «Neues Europa». La risposta fu incoraggiante, ma alla luce dello «svelamento» del segreto del 26 giugno 2000, imbarazzante. «Fatelo, fatelo pure—rispose il porporato custode del terzo segreto—pubblicatene quante copie vi pare, perché la Madonna voleva che fosse reso noto già nel 1960». E di quel testo parlò anche la Radio Vaticana nel 1977, nel decennale del viaggio di Paolo VI a Fatima. Il testo di «Neues Europa» conobbe grande fortuna, e venne ripreso persino il 15 ottobre 1978 dall’ «Osservatore della Domenica»”.

[19] Zob. Francis Alban, Fatima Priest [Ksiądz fatimski] wyd. I (Good Counsel Publications, Pound Ridge, Nowy Jork, 1997) Appendix III, “A Prophetic Interview with Sister Lucy of Fatima” [Proroczy wywiad z s. Łucją z Fatimy], s. 312. Zob. Cała prawda o Fatimie – t. III, s. 503-510 razem z wyjaśnieniami o. Michela.

[20] Zob. Ksiądz fatimski, wyd. 1 i 2,  Appendix V, “Regarding Communion in the Hand” [O Komunii na rękę], zob. The Fatima Crusader, Nr 28, czerwiec-lipiec 1989, s. 33ff, 34ff, 36ff; The Fatima Crusader, Nr 29, wrzesień-listopad 1989, s. 16; i The Fatima Crusader, Nr 7, wiosna 1981, s. 11.

[21] Papież Pius XII, cyt.w książce Pius XII Devant L’Histoire, s. 52-53.

[22] Papież św. Pius X, Pascendi Dominici Gregis, akapit 2.

[23] Ibid., nr 3.

[24] Ibid., nr 61.

[25] Ibid., nr 3.

[26] John Henry Newman, On Consulting the Faithful in Matters of Doctrine, (Kansas City, Sheed and Ward, 1961) s. 77.

Bełkot rządowej Maląg: Wypłata czternastej emerytury to nasza odpowiedź na inflację…

Naszą odpowiedzią na inflację jest 14-sta emerytura – mnie nie śmieszy

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/nasza-odpowiedzia-na-inflacje-jest-14-sta-emerytura-mnie-nie-smieszy/

Pewnego dnia do drzwi komendanta Ochotniczej Straży Pożarnej zapukał starszy strażak Zenon Kociuba. Gdy tylko usłyszał donośne: „wlazł”, natychmiast otworzył drzwi i jeszcze w progu zaczął alarmować, że we wsi pali się stodoła. – Co mamy robić, panie komendancie? – pytał z troską w głosie. – Bierzcie wóz bojowy, nalejcie zamiast wody benzyny i gaście! – odpowiedział komendant. No i pojechali, no i dolali benzyny do ognia.

Bardzo podobnie w ostatnim czasie wyglądają posiedzenia rządu. Przychodzi do premiera Morawieckiego, jeden, drugi i trzeci minister-strażak, zgłasza pożar, pyta o plan działań, a Morawiecki każe tankować benzynę po 7,50 zł i gasić pożary. Metafora jest dość czytelna, rzekłbym nawet, że banalna i nadużywana, ale idealnie koresponduje działaniami PiS.

Wczoraj odbyła się konferencja pani minister Marleny Maląg z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy mogą kojarzyć o kogo chodzi, to podpowiem co nieco. Pani Malag to jest ta minister, która cały czas mówi i nie wiadomo kiedy bierze oddechy. W jej ustach wszystko się pnie, gdy trzeba i spada, jeśli zajdzie tak potrzeba. Na wspomnianej konferencji pani minister, w swoim stylu, wypowiedziała następujące słowa:

Wypłata również w tym roku czternastej emerytury to nasza odpowiedź na inflację, bo chociaż ma ona charakter zewnętrzny….

Wydaje się, że powyższy cytat w pełni uzasadnia i usprawiedliwia przywołanie zgranej metafory z dolewaniem benzyny do ognia. Pani minister Maląg chce odpowiadać inflacji dorzucaniem pieniędzy, co samo w sobie jest śmieszne i tragiczne zarazem. Śmieszność i tragedię przypisuję przedstawicielce władzy, natomiast co do wypłaty 14-stej emerytury mam już mieszane uczucia. Oczywiście nie jest to żadne gaszenie inflacji, chyba że mówimy o gaszeniu benzyną, ale po całej serii decyzji rządowych, które oddawały pieniądze Polaków w obce ręce, żeby utrzymywać obywateli obcego państwa, akurat ta decyzja wydaje się najmniej nieszczęśliwa. Oszukiwani i okradani przez większość życia nasi rodzice i dziadkowie, otrzymają niewielką rekompensatę za ciężką pracę. Podkreślę słowo „praca”, ponieważ cała rzesza obcokrajowców otrzymuje nasze pieniądze za nic nie robienie. Propagandowo minister Maląg kompletnie się skompromitowała, podstawowej wiedzy na temat gospodarki również nie posiada, ale jej śmieszność i ignorancja przynajmniej posłuży milionom polskich emerytów. Znacznie gorzej wygląda to w wydaniu innych nieudolnych propagandystów ministerialnych.

Minister Michał Dworczyk, który dawano powinien z rządu wylecieć z hukiem, za szereg afer i spektakularnych katastrof, gasi inflację w zupełnie innym sposób, mianowicie poprzez inwestycje na Ukrainie. Pan minister będzie budował „wojenne” osiedla kontenerowe, na co rzecz jasna potrzeba pieniędzy i bynajmniej nie będą to ukraińskie hrywny. Zapłacimy za ten i wiele innych projektów, w ramach „bratniej pomocy”, złotówkami wyjętymi z polskich portfeli, ewentualnie dodrukuje się trochę banknotów i tak pokonamy inflację.

Obecna władza umiłowana przekroczyła Rubikon propagandy, czyli weszła do tej samej rzeki, w której notorycznie kąpali się poprzednicy. Nieważne co mówią, ważne do kogo i trzeba brutalnie powiedzieć, że odbiorcami komunikatów władzy są coraz więksi… mało mądrzy.

W zaistniej sytuacji człowiek bardziej mądry ma do wyboru dwie reakcje: śmiech lub płacz. Można też te dwa skrajne stany emocjonalne połączyć i śmiać się przez łzy. Nie ma w tej chwili drugiego takiego państwa na świecie, które by w tak podłych czasach bardziej troszczyło się o obywateli obcego, niż własnego kraju. Daleki jestem od klepania liberalnych zdrowasiek o wielkim wolnym rynku i wszechmocnej inflacji, nie mniej zgodzę się i z liberałami i po prostu z myślącymi Polakami, że to co się dzieje obecnie jest realnym socjalizmem i to w formule RWPG.

Kapitulacja t. zw. „garnizonu mariupolskiego” w Azowstal

Joanna M.Wiórkiewicz na podst. źródeł rosyjskich i niemieckich

https://niemcy.neon24.info/post/167971,kapitulacja-garnizonu-mariupolskiego-w-azowstal

Znane są dokładne dane dotyczące żołnierzy ukraińskich (w tym zbrodniarzy z pułku Azowa) przebywających 83 dni w kombinacie Azovstalu.

W Azovstalu trwa kapitulacja „garnizonu mariupolskiego”, jak ich nazywają w Kijowie.

Wychodzący z białą flagą z tuneli i hangarów zrównanego z ziemią kombinatu żołnierze są rozbrajani, a następnie wysyłani autobusami do Nowoazowska (tam trafiło do szpitala 55 rannych) lub Jeleniowki (areszt śledczy). Część z nich zostanie wysłana na terytorium Rosji (oficerowie). Ministerstwo Obrony Rosji zdecydowało o nie komentowaniu publicznie obecnej sytuacji z Azowstalu.

Na terenie kombinatu znajdowało się do niedzieli łącznie ponad 2,5 tys. żołnierzy ukraińskich sił zbrojnych, z których 404 było rannych. 55 ciężko i nie chodzących rannych, 200 zwłok zamrożonych w ciężarówkach-chłodniach. Było też trzech rosyjskich jeńców wojennych – 1 oficer i dwóch szeregowych.
Z ogólnej liczby żołnierzy z nacjonalistyczego pułku „Azow „* (formacja ekstremistyczna zakazana w Rosji) 804 osoby, pozostali to przedstawiciele 53, 54 i 56 samodzielnej brygady AFU, 36 samodzielnej brygady morskiej, 501 i 503 samodzielnego batalionu morskiego oraz 12 brygady Gwardii Narodowej, w skład której wchodził „Azow”.
Dziennikarze ukraińscy  skarżą się, że nie mogą nawiązać żadnego kontaktu z przywództwem „garnizonu mariupolskiego”

Rosjanie planują wymienić z Ukrainą większość jeńców wojennych.
Tymczasem rosyjska Duma, komentując poddanie się żołnierzy z Azowstalu, stwierdziła, że zbrodniarze wojenni z pułku Azow w żadnym wypadku nie powinni być wymieniani. Poinformował o tym przewodniczący niższej izby parlamentu Wiaczesław Wołodin, który polecił Dumie Państwowej przygotowanie specjalnego protokołu.
Zbrodniarze nazistowscy nie powinni być wymieniani, są to zbrodniarze wojenni i musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby postawić ich przed sądem” – powiedział Wołodin.

W poniedziałek, 16 maja poddało się 265 żołnierzy, większość z nich z  ekstremistycznej formacji Azow, a wczoraj (wtorek, 17 maja) dołączyło do nich ponad 200 kolejnych. Według doniesień z Mariupola, z terenu huty, gdzie poddaje się ukraiński garnizon, odjechało we wtorek siedem autobusów. Jeńcy są przewożeni do Jeleniowki, na teren aresztu śledczego, gdzie pracują z nimi donieccy i rosyjscy śledczy.

Transfer odbywa się w trybie konwojowania, a strażnicy znajdują się również wewnątrz autobusów. Na wideoclipach widać, że jeńcy mają przy sobie wiele rzeczy – plecaki i torby.

Wczoraj  w ciągu dnia wojska ukraińskie szczególnie mocno uderzały artylerią w tę samą Jeleniwkę, gdzie od  poniedziałku trzymani jeńcy Azovstalu i z innych jednostek, które poddały się w hucie w Mariupolu.

Dowódca Brygady Wostok DNR Aleksander Chodakowski poinformował wczoraj, że w ciągu dnia z piwnic Azovstalu wyszły do poddania się kolejne grupy, liczące od 8 do 80 osób. Przed wyjściem przyszli jeńcy niszczą telefony, ponieważ w pamięci tych urządzeń mogą znajdować się dowody zbrodni wojennych. Czy to jednak pomoże uniknąć w przyszłości procesu?

Według Chodakowskiego, w ciągu następnego dnia może wyjść z białą flagą nawet tysiąc żołnierzy.
Co ciekawe: brak jest informacji na temat zagranicznych oficerów i laborantów z laboratorium mikrobiologicznego. , którzy z całą pewnością znajdowali się w piwnicach Azowstalu. Wśród nich byli też Polacy.

=============================

mail:

Rosyjskie dowództwo – ciągle jeszcze – jakoś zupełnie się nie chwali, ilu oficerów i mikrobiologów z państw NATO oddało się do niewoli. Ciekawe, czy ich „obrabiają”, czy też pozostawienie tej sprawy w tajemnicy może dać lepszą cenę przy wymianie „swoich” z państwami NATO.

Капитуляция и плен: всё новые группы боевиков выходят с завода „Азовсталь”

Вчера, 20:33

Подтверждается информация о продолжающейся сдаче в плен боевиков на мариупольском комбинате «Азовсталь». К капитулировавшим накануне 265 боевикам, среди которых большинство представляют запрещённое в России экстремистское формирование «Азов», сегодня прибавились ещё более 200.

В сводках из Мариуполя говорится о том, что ещё 7 автобусов выехали с территории металлургического предприятия, где осуществлялась капитуляция украинского гарнизона.

На неофициальном канале заместителя министра информации ДНР Даниила Безсонова представлены фотографии с пленными украинскими боевиками, которые находятся в автобусах. На некоторых автобусах – автомобильные номера Ростовского региона. При этом, как ранее сообщается, пленные вывозятся в Еленовку, на территорию СИЗО, где с ними работают донецкие и российские следователи.

Перевозка осуществляется в конвойном режиме, с охраной в том числе и внутри автобусов. Можно видеть, что у боевиков при себе немало вещей – рюкзаки, сумки.

===========
Сегодня в течение дня украинские войска особо усиленно били из артиллерии по той самой Еленовке, куда и свозят боевиков «Азова»* и других капитулировавших на металлургическом комбинате Мариуполя подразделений.
Командир бригады «Восток» ДНР Александр Ходаковский сообщает, что в течение дня для сдачи в плен выходили из подвалов «Азовстали» разные по численности группы противника: от 8 до 80 человек. Отмечается, что свои телефоны боевики предварительно уничтожают, ведь в памяти гаджетов явно содержатся свидетельства многочисленных военных преступлений, совершённых боевиками. Но свидетельств для проведения суда (вполне возможно, и открытого) уже и без того достаточно. Потому капитулировавшим боевикам уничтожение смартфонов избежать суда в ДНР не поможет.
По словам Александра Ходаковского, за сутки для сдачи в плен может выйти до тысячи боевиков.

=======================

украинские военнослужащие, блокированные на „Азовстали”, приняли решение сложить оружие самостоятельно, без всяких условий с их стороны. Заявления Киева, что существуют некие договоренности, согласно которым сдавшихся в плен в последствии обменяют, является украинской пропагандой, призванной прикрыть полный провал политики Зеленского и его команды.

============================

Cреди сдавшихся националистов пока нет командиров самого высокого звена. Они по-прежнему остаются в подземных коммуникациях завода.

Jak prostacko kłamią różne TV w Polsce…. Goebbels się nisko kłania, obaj panowie Kurscy..

M. Dakowski

Ale skutecznie – bo sporo ludzików to-to ogląda – i wierzy. Goebbels się nisko kłania, obaj panowie Kurscy.. Oczywiście inne meRdia też, ale TV to broń masowego rażenia.

Oczywiste jest, że propagandę leją obie strony [a pewnie więcej?? ]. Ale to w POlsce wszystkie media oficjalne [ i duża część „niezależnych”] powtarzają i wzmacniają kłamstwa przywódców Ukrainy [nie podam ich oczywistych afiliacji, by nie zaognić sprawy] , a blokują – propagandę Kremla.

No i – blokują prawdę, przy okazji.

Przykłady:

„Kuzyn czeczeńskiego dyktatora Ramzana Kadyrowa, pełni funkcję dowódcy pola walki w Mariupolu” – pisze sobie 18 maja TVP [a w tytule piszą – „brat”…].

A tymczasem miasto Mariupol jest od ponad trzech tygodni w rękach Rosjan, i to wtedy Putin „nakazał” [cudzysłów – boć to nie on realnie decyduje…] przerwać ataki żołnierzy na Azowstal – tylko nękać te ukryte resztki pułku Azow – i ich dowódców z NATO – bombami i artylerią – by nie narażać swoich. I – by wziąć „w plen”, szczególnie tych dowódców z NATO. Oni są niezbędni żywi, bardzo ważni dla przyszłych negocjacji – i dla propagandy, rozumnej.

Dobrze więc, że ich ci z „Azow” tam, w bunkrach, nie wystrzelali. Można by było zwalić na ruskich..

======================

Dziennik: „Obrońcy Mariupola, uwięzieni w zakładach Azowstal, prawdopodobnie poddali się po wynegocjowaniu przez Kijów warunków ich ewakuacji.

Mimo to Kreml, w obliczu niezadowolenia części rosyjskich elit i społeczeństwa, …[—]

=============

A żadnych „negocjacji” nie mogło być, bo bunkry Azowstali były od paru tygodni odcięte od jakiejkolwiek pomocy, a Zełenski już pod koniec marca oświadczył oficjalnie, że pomocy nie będzie. Zamknięci w piwnicach azowcy od paru tygodni dostawali oferty wyjścia – w niewolę – z zapewnieniem zachowania życia, ale nie „do negocjacji”.

Zełenski nazwał kapitulację bojowników w fabryce Azowstalu „ewakuacją kierowaną przez ukraińskich oficerów wywiadu”

===============

…Nie, nie będę kontynuował, są takich bzdetów setki, ale różne Elig-i nie chcą ich krytyczne czytać…

Obudźcie się, poczciwcy! Bo szubrawców, w tym żurnalistów się nie dobudzimy.

Podam więc u siebie parę wiadomości po rosyjsku – ale to są informacje, nie bajeczki.

Feministki, poganki, masonki

https://naszdziennik.pl/mysl/182401,feministki-poganki-masonki.html

24 maja 2017

Kto tworzy żeńskie loże masońskie w Polsce?

Środy nie ruszamy! – usłyszałam w 2011 r. z ust znanego tzw. prawicowego publicysty, kiedy próbowałam scharakteryzować sposób działania i myślenia osób związanych z ideą zachodniej rewolucji kulturowej, która podtapia polską tradycję kulturową.

W Polsce feministki i masonki są „żandarmami” tej rewolucji. Towarzyszy im sympatia mediów. Siłę realnego wpływu tych środowisk na politykę każdego z polskich rządów udowadnia każdorazowy problem z wprowadzeniem pełnej ochrony życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci i relatywizacja klauzuli sumienia. Ten wpływ na politykę, kulturę, edukację i ekonomię wynika z jednej strony z pozycji kobiet skupionych w tych grupach lub pełnionych przez nie funkcji w polityce, kulturze, biznesie, mediach, nauce, organizacjach pozarządowych, a z drugiej strony z ponadpartyjnej zgody na włączanie idei tej rewolucji do polityki w Polsce.

Fakt ten ukrywa się przed społeczeństwem od początku transformacji, choć potwierdza go treść art. 5 Konstytucji, który tam, gdzie jest mowa o zrównoważonym rozwoju, otwiera nas na rewolucję kulturową i ekonomiczną w duchu zarządzania globalnego. Tymczasem w biografię kobiet lewicy wpisane są niekiedy osobiste i rodzinne związki ze starą, szeroko pojętą komuną i z neokomuną w jej neohumanistycznej odsłonie społeczeństwa obywatelskiego, która zdominowała politykę światową po upadku muru berlińskiego według sentymentów wolnomularskich i celów zrównoważonego rozwoju zaproponowanych światu przez zarządzanie globalne ONZ, UE (Sachs, Soros).

Kontrkultura w Polsce

Ta rewolucja jest antykatolicka, proaborcyjna, tzw. równościowa, progenderowa, kosmopolityczna. Globalizuje się, idąc przez instytucje międzynarodowe i państwowe. Jej cechą charakterystyczną jest np. wrogi stosunek do klauzuli sumienia, przeakcentowanie ochrony powietrza i środowiska oraz polityka tzw. rozwoju przez samoograniczanie (por. J. Żakowski, Kongres Obywatelski). Ponadto jednym z dowodów zakorzeniania jej w Polsce jest np. obligatoryjne ustanowienie stanowiska Biura Pełnomocnika ds. Równego Traktowania (przez PiS zastąpiony pełnomocnikiem rządu ds. społeczeństwa obywatelskiego i równego traktowania). Innym dowodem jest stosowanie terminologii tej rewolucji. Na przykład określenie „zrównoważony rozwój’ jako pojęcie/klucz rewolucji jest ”kodem„ globalistycznych celów zrównoważonego rozwoju z tzw. zdrowiem i prawami seksualnymi i reprodukcyjnymi. Stanowią one ”korzeń„ aborcji i antykoncepcji, ochrony tzw. orientacji seksualnej, tzw. równości, w której np. postulowane jest paraprawo homoseksualistów do adopcji dzieci – stąd wynika zwalczanie tradycyjnych ról w rodzinie jako stereotypów.

W Polsce idee kontrkultury są wzmacniane głosem prof. Magdaleny Środy i środowiska Kongresu Kobiet z dr Henryką Bochniarz, szefową Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, minister przemysłu i handlu w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego (1991 r.), oraz związanego z nimi Klubu 22 i tzw. Loży 28. Idee kontrkultury podzielane są również przez żeńskie loże masońskie ”Prometea„ i ”Gaja Aeterna„. Nazwiska pań wchodzących w skład Rady Programowej Kongresu Kobiet i jego gabinetu cieni, będącego nieformalnym rządem z ministerstwami, widnieją na jego stronie internetowej. O masonkach w Polsce można się dowiedzieć np. ze stron internetowych wspomnianych wyżej dwóch lóż. Klub 22, Loża 28 i Kongres Kobiet Jak twierdzą uczestniczki spotkań Klubu 22, dr Henryka Bochniarz uchodzi za jego nieformalną liderkę i to ona z Barbarą Labudą wpadły na pomysł stworzenia grupy kobiet określanych przez nie mianem kobiet sukcesu. Grono kobiet Klubu 22 współtworzą takie osoby, jak np.: Małgorzata Niezabitowska, Olga Krzyżanowska, piosenkarka Kora Jackowska, Hanna Suchocka (była premier i ambasador Polski przy Watykanie), Nina Terentiew (b. szefowa telewizyjnej Dwójki), Lena Kolarska-Bobińska (dyrektor Instytutu Spraw Publicznych), Magdalena Środa, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Danuta Hübner, Olga Lipińska, Henryka Bochniarz, Bożena Wawrzewska (była zastępczyni redaktora naczelnego ”Rzeczpospolitej„), Maria Szyszkowska, Ewa Plucińska, Izabela Cywińska, Anna Popowicz (pracuje w firmie zarządzającej funduszami, kiedyś w rządzie Bieleckiego), Anna Fornalczyk (profesor ekonomii, członek zarządów kilku firm, współwłaścicielka firmy doradczej), Bożena Walter, Irena Eris, Maria Wiśniewska (ekonomistka, była prezes Pekao SA).

Na swoich comiesięcznych, prywatnych spotkaniach gościły Lecha Kaczyńskiego, Leszka Balcerowicza, Jacka Rostowskiego, Donalda Tuska. Klubowi 22 przypisuje się pomysł stworzenia Kongresu Kobiet, który działa od 2009 r. W skład Kongresu Kobiet wchodzą również panie związane z tzw. Lożą 28, której nazwa nie ma związku z liczbą członków, ale z feministycznym ”sznytem„ ich mentalności. Lożę tworzą m.in. Magdalena Środa, Wanda Nowicka, Kinga Dunin, Henryka Bochniarz, Kazimiera Szczuka, wskazująca Instytut Badań Literackich PAN jako miejsce jej intelektualnej formacji za przyczyną prof. Marii Janion (Stowarzyszenie na rzecz Humanizmu i Etyki Niezależnej.)

Z IBL związany był przez lata Jan Józef Lipski, członek Klubu Krzywego Koła, wieloletni przewodniczący pozostającej w podziemiu wolnomularskiej loży ”Kopernik„.

Masonki w Polsce

O żeńskich lożach masońskich w Polsce ”Gaja Aeterna„ i ”Prometea„ mówią strony internetowe obu lóż, które przynależą do francuskiej ”Róży Wiatrów„ (”La Rose des Vents„) – Wielkiej Żeńskiej Loży Francuskiej (GLFF). Masonka loży ”Prometea„, dr Mirosława Dołęgowska-Wysocka, inicjowana w loży paryskiej, należy do Instytutu Sztuka Królewska w Polsce, promującego myśl masońską, i prowadzi swój blog w internecie, który nazwała imieniem bogini pogańskiej – Aszery. Jest wydawcą i redaktorem ”Gazety Ubezpieczeniowej„ oraz ”Wolnomularza Polskiego„, magazynu poświęconego w całości tematyce masońskiej (wolnomularskiej). W jego pierwszej radzie programowej zasiadała prof. Maria Szyszkowska (Klub 22), filozof i – podobnie jak wspomniana prof. Maria Janion – członek Stowarzyszenia na rzecz Humanizmu i Etyki Niezależnej, które wchodziło w skład Polskiej Federacji Humanistycznej (w Europejskiej Federacji Humanistycznej z siedzibą w Brukseli), do której należały także Barbara Labuda, Olga Lipińska, Danuta Waniek. Szyszkowska jest autorką projektu ustawy o rejestrowanych związkach tej samej płci, projektów ustaw dotyczących aborcji i eutanazji. Za aborcją Wspomniane środowiska łączy walka o para-prawo do aborcji i propagowanie mentalności antykoncepcyjnej. Wpis na stronie internetowej Kongresu Kobiet pt. ”Ani kroku dalej. Demonstracja Ratujmy kobiety„ z dnia 5 września 2016 r. informuje: ”To projekt całkowitego zakazu aborcji, który odbiera nam, kobietom, prawo do decydowania o swoim życiu i zdrowiu. […] Będziemy demonstrować w gronie wielu organizacji pozarządowych i inicjatyw nieformalnych„.

W ”Wolnomularzu Polskim„ z dnia 3 października 2016 r. czytamy: ”Dziś ’Czarny poniedziałek’ – dzień powszechnego strajku kobiet. Redakcja ’Wolnomularza Polskiego’ rozumie ten protest jako walkę o to, żeby każda kobieta mogła żyć w zgodzie ze swoim światopoglądem i sumieniem, których nie powinna narzucać innym osobom„. W ”Rzeczpospolitej Wolnomularskiej„ masonka z loży ”Róża Wiatrów„ odpowiada Dołęgowskiej-Wysockiej: ”Jak sądzę, jest jedna dziedzina, w której wpływy masonów-kobiet i mężczyzn wyraźnie się uwidoczniły: jest nią popularyzacja antykoncepcji„.

Z kolei w oenzetowskich Celach Zrównoważonego Rozwoju (Cel nr 3) czytamy m.in.: ”Do 2030 roku zapewnić powszechny dostęp do świadczeń z zakresu zdrowia seksualnego reprodukcyjnego, w tym planowania rodziny, informacji i edukacji, oraz włączyć zdrowie reprodukcyjne do krajowych strategii i programów„. (Cel nr 4): ”Zapewnić powszechny dostęp do ochrony zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego oraz korzystanie z praw reprodukcyjnych, zgodnie z Programem Działań Międzynarodowej Konferencji na rzecz Ludności i Rozwoju, Pekińską Platformą Działania i dokumentami końcowymi ich konferencji przeglądowych„. Inicjacja okultystyczna Światło na to, co inspiruje postawy proaborcyjne, rzuca fakt inicjacji okultystycznej, do którego powyższe środowiska się przyznają.

Na przykład w telewizyjnym programie ”W roli głównej„ prof. Magdalena Środa opowiada z powagą: ”Na nasze zjazdy […] w Mądralinie przyjeżdżała pewna czarownica – prosto z Salem. I uczyła nas różnych rzeczy […] wszystkiego nie mogę powiedzieć, bo jesteśmy związane tajemnicą i każda z nas ma dyplom. […] w Noc Walpurgii, albo w głęboką noc bogini Hekate, i gry, i wtajemniczenia trwają do samego rana. Efekty tego widać oczywiście potem w życiu politycznym przez następnych 6 miesięcy. […] My jesteśmy dobre czarownice. […] od pewnego momentu na konferencjach feministycznych rzeczywiście pojawił się wątek wiedźm„.

Również Kinga Dunin w tekście ”Mądralińskie baby, czyli przechadzka feministyczna dla czytelników płci obojga„ [”Teksty Drugie„, nr 4-5-6/1993] napomyka o Nocy Walpurgii w ”Mądralinie„, miejscu zjazdów feministek pod Warszawą. Z kolei dr Dołęgowska-Wysocka o inicjacji do masonerii mówi: ”To jest ten obszar naszych rytuałów i obrzędów, i obrządków, o których po prostu nie mówimy„ (por. Masoni a sprawa polska, https://www.youtube.com/watch?v=IjptB-O4iJI). Sprawę inicjacji do masonerii przybliża mason i masonolog prof. Tadeusz Cegielski: ”Kandydat do loży przeżywa symbolicznie swoją śmierć i swoje symboliczne narodziny. Ten kandydat wychodzi z głębi ziemi, czyli z izby rozmyślań; to jest taka, na czarno udekorowana izba, w której pewne znaki i symbole przypominają mu problem zmartwychwstania„. Jak rozumianego, tego prof. Cegielski nie wyjaśnia.

Profesor Tadeusz Cegielski to syn Longina Cegielskiego, wicepremiera w rządzie Piotra Jaroszewicza, odznaczony w 2005 r. przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Złotym Krzyżem Zasługi, ”współbrat„ w masoństwie z Janem Olszewskim za komuny, organizator wystawy wraz z Uniwersytetem Warszawskim ”Masoneria pro publico bono w Muzeum Narodowym„. Żerowanie na chaosie Neopogaństwo, wypluwając z siebie kontrkulturę oraz około-rewolucyjny chaos, przewrotnie określa swoją rolę jako koncyliacyjną. Cegielski wyjawia np., że wolnomularstwo ”odkryło w sobie nowe energie, a te znalazło w obszarze Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie ta misja koncyliacyjna, która ma zaprowadzić pewien ład w społeczeństwie zantagonizowanym, w społeczeństwie, w którym powstała pewna próżnia ideowa […] że ta formuła wydaje się być bardzo atrakcyjna. I burzliwy rozwój wolnomularstwa w Czechosłowacji, czyli w Czechach, na Słowacji, na Ukrainie, na Węgrzech, w Rumunii, w Bułgarii, w Polsce, nawet na Białorusi, w republikach bałtyckich, na terenie dawnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej, czyli w tych krajach związkowych wschodnich, wszystko to pokazuje, że formuła wolnomularska jest atrakcyjną formułą samoorganizowania się społeczeństwa po przejściach […] że ona taką samoorganizację w czasach trudnych, w czasach konfliktowych może przejąć„ (”Zrozumieć masonerię„, 5 kwietnia 2017, Stowarzyszenie Edwarda Abramowskiego).

Pod szyldem dobra zło

Magdalena Środa, w latach 80. – tuż po powrocie z USA – wzięła udział w konferencji naukowej poświęconej problemom macierzyństwa. Fotografie z tej konferencji ukazują znane dziś twarze Kazimiery Szczuki, Agnieszki Graff i innych polskich feministek. Wówczas to uczynienie prywatnych spraw kobiet sprawami publicznymi stało się feministyczną misją Magdaleny Środy (por. ”W roli głównej„). Środa, będąc jedną z twarzy rewolucji kulturowej w Polsce – w ciągu trzech dekad – oswoiła polskie społeczeństwo z nowotworami językowymi tej rewolucji. (Feminizację języka Środa nazywa ”wyrąbywaniem„ miejsca w języku – np. doktorka, profesorka – zamiast klasycznego: pani doktor, pani profesor). W konsekwencji owej pracy nad zmianą języka i myślenia – w masce filantropii i postępowości – gender, prawo do orientacji seksualnej, prawo do aborcji, zdrowie seksualne i prawa reprodukcyjne, związki partnerskie kaleczą system prawny także w Polsce.

Dlatego Środy nie ruszamy, ale musimy rozprawić się z myślą, którą m.in. prof. Środa holuje. Jeśli chcemy być prawdziwie wolni.

Dr Aldona Ciborowska

Artykuł opublikowany na stronie: https://naszdziennik.pl/mysl/182401,feministki-poganki-masonki.html

TRĄD W PAŁACU NAUKI. KU JAKIEJ CYWILIZACJI ZMIERZA ŚWIAT [grajdołek?] AKADEMICKI

JÓZEF WIECZOREK

Książka dotyczy fundamentalnych problemów domeny akademickiej i winna skłonić czytelnika do zastanowienia się ku jakiej cywilizacji zmierza świat akademicki. Książka jest kontynuacją wydanych w roku 2020 ”Plag akademickich”.

Naukę w Polsce (i nie tylko w Polsce) gnębią liczne plagi, ale są niechętnie ujawniane w przestrzeni publicznej. W stosunku do plag stosuje się, i to z dużym sukcesem, antykulturę unieważniania, kasowania, wymazywania, znaną jako cancel culture. Tym samym ich zwalczanie nie jest skuteczne, bo trudno walczyć z czymś co w świadomości społecznej, także społeczności akademickiej nie istnieje, a ci, którzy taki temat podnoszą uważani są za frustratów, nieudaczników, pragnących się mścić na tych, którym się udało.

Warto przytoczyć opinię Alberta Einsteina, że najważniejszy jest charakter a nie intelekt i trudno się z tym nie zgodzić w świecie, gdzie wielu ma mniejszy lub większy intelekt, ale tych z charakterem jest coraz mniej. Nie bez przyczyny mamy kryzys uniwersytetu. Zauważyłem to jeszcze w stanie wojennym (stan wymazywany z historii uczelni!) wyrażając opinię, że mamy do czynienia ze śmiercią uniwersytetu. Wielu, i to wybitnych, zauważyło to dopiero w ostatnich latach. Chyba za późno.

Sklep Gazety Polskiej
ul. Filtrowa 63/43
02-056 Warszawa
Polska
Zadzwoń do nas: 722 111 655
Napisz do nas: sklep@gazetapolska.pl

39,90 zł

===========================

Dostępna także w Krakowie w 
Księgarni ZBROJA
 https://ksiegarniazbroja.pl/
31-004 Kraków, pl. Wszystkich Świętych 9
pon. – piątek 11-19.00
tel/ 692-308-776 https://www.facebook.com/KsiegarniaZbroja/

w Księgarni Akademickiej

ul. św. Anny 6 31-008 Kraków