Kropla drąży skałę …

Kropla drąży skałę …

Łukasz Jastrzębski myslpolska/kropla-drazy-skale

Odebranie Orderu Orła Białego niewdzięcznemu przywódcy Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu stało się wydarzeniem przełomowym. Zupełnie nie mają racji komentatorzy – również moi Koledzy – mówiący, że to tylko niewiele znaczący gest. To moment przełomowy. Wraz z odebraniem Orderu Orła Białego, bezczelną reakcją ukraińskich elit i krytycznym nastawieniem części mediów przyszła oczekiwana zmiana. Chyba po raz pierwszy w wielu mediach na Europy powiedziano czym był i jest ukraiński szowinizm spod znaku OUN-UPA.

Symboliczny gest prezydenta Karola Nawrockiego spowodował efekt kuli śniegowej. Bez większego znaczenia jest zapewne to, że sytuacja ta została wymuszona kwestią sondażową i być może rozmową z Amerykanami. Order Orła Białego słusznie utracił Zełenski i dzięki temu zrzekli się go również Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko. To znakomita informacja, ponieważ co najmniej dwóch z nich jest jawnymi stronnikami ukraińskich formacji szowinistycznych, kolaboranckich, antypolskich i zbrodniczych.

Medale oddali również – co niemniej cieszy – Andrij Sybiha, Kyryło Budanow i szarogęszący się w Polsce ambasador Ukrainy Wasyl Bodnar. Dobitnie pokazuje to społeczeństwu, że tradycja stronników czystek etnicznych spod znaku wideł i siekier jest dla nich istotniejsza, niż dobre relacje z Polską. Co dla mnie i mojego środowiska było oczywiste od samego początku konfliktu na Ukrainie.

W filmie w reżyserii Juliusza MachulskiegoSzwadron”, Polak w służbie rosyjskiej, rotmistrz Jan Dobrowolski grany przez Janusza Gajosa tłumaczy baronowi Fiodorowi Jereminowi granemu przez Radosława Pazurę motywy swojego surowego postępowania: „Bo [Polacy] są niecierpliwi, jak szczeniaki. Powoli Jeremin, wszystko mogło się potoczyć ku lepszemu powoli. Tylko oni nie chcieli czekać. Wszystko albo nic. No to nie ma nic. I koniec z marzeniami, z całym postępem”.

Nauczmy się cierpliwości. Kropla drąży skałę. Dokładnie tak było i tak jest w polityce.

Nic praktycznie nie następuje raptownie z dnia na dzień. Spektakularne zmiany poprzedzone są ciężką organiczną pracą. Wszystko jest pewnym cyklem. Potrzeba czasu, by pewne procesy się ziściły. Neo-banderyzm na Ukrainie nie jest żadną nowością, ale nadanie przez Zełenskiego jednostce wojskowej imię „Bohaterów UPA” przelało czarę goryczy. Przedwczoraj coś się zmieniło i już nie ma od tego odwrotu.

Zmieniło się postrzeganie Ukraińców, a przeciętny Kowalski zobaczył roszczeniowość, bezczelność i skrajny egoizm tego państwa. Skończyła się era bezrozumnego i bezkrytycznego patrzenia na Kijów.

Każdy z nas pomyślał, powiedział lub napisał to co wyartykułował były premier Leszek Miller w audycji „Prezydenci i premierzy” Polsatu News: „Jak już tak się wszyscy rozpędzają, że nam zwracają to, co dostali, to niech zwrócą nam MiG-i, które otrzymali, czołgi i broń”.

I chce się dodać oddajcie ogrom naszych pieniędzy. Sami sobie płaćcie za Starlinki i spłacajcie bajońskie długi zaciągnięte w ramach unijnej pomocy. Wiemy, że tak się nie stanie. Jednak nastąpiła pewna nieodwracalna zmiana myślenia ogromnej rzeszy naszych rodaków.

Dodatkowym plusem jest ujawnienie się całej Piątej Kolumny w Polsce wśród polityków, dziennikarzy, publicystów, komentatorów i duchownych. Cała armia ludzi w mediach niczym szaleniec Reytan rwało koszulę i własną piersią broniło stronników banderyzmu. Usłyszeliśmy dziesiątki wypowiedzi i przeczytaliśmy setki wpisów tłumaczących, że Bandera i UPA na Ukrainie są symbolami walki o silną Ukrainę. Wreszcie padł bezczelny mit o tym, że na Ukrainie banderyzm jest putinowskim wymysłem.

Obalona została teza, że dzisiejsza Ukraina nie potrzebuje banderyzmu, bo zyskała w wyniku wojny prowadzonej z Rosją nowych bohaterów, więc ci spod znaku OUN-UPA i 14 Dywizja Waffen SS-Galizien odeszli do lamusa historii. Misternie zbudowany przekaz rozleciał się jak domek z kart.

Zdecydowanie nie jest idealnie. Dalej jest bardzo źle, ale ugraliśmy tyle, ile było realnie do ugrania przy tej jakości polityków jakich mamy. Na bezrybiu i rak ryba. Słaby prezydent, spętany sznurami rusofobii, być może niechcący – ale jednak – lekko skorygował politykę względem Kijowa. Dzisiaj wielu moich rodaków ma odwagę publicznie mówić i pisać to co od dawna myślało.

Ba, wielu ukrainofilskich polityków mówi naszym językiem sprzed 4 lat. O to przecież nam chodziło, przesunęliśmy Okno Overtona w ukraińskim temacie. Pogardliwie nas nazywano „ruskimi onucami” i „trollami Putina” za to, że staliśmy na stanowisku polskiego interesu narodowego. Mieliśmy rację co udowadnia dzisiejsza sytuacja. Odebranie Orderu Orła Białego przez prezydenta wywodzącego z z obozu atlantyckiego jest w walnej części naszym sukcesem.

Efekt motyla to zjawisko, w którym nawet drobna zmiana w warunkach początkowych może z biegiem czasu prowadzić do całkowitych zmian w przyszłości. Czy właśnie to obserwujemy? Być może właśnie odebranie Orderu Orła Białego byłemu komikowi spowoduje w przyszłości jakieś otrzeźwienie na odcinku polityki względem naszych wschodnich sąsiadów?

Być może to wydarzenie, stanie się końcem naszego przekleństwa czyli szaleństwa prometeizmu kojarzonego z giedroyczyzną? Być może uda się w interesie Polaków mieszkających na Wschodzie unormować nasze relacje z Białorusią i Rosją? Być może po długich dziesięcioleciach uda się przynajmniej częściowo godnie pochować naszych rodaków wybitnych przez Ukraińców w latach 1939-1947.

Przyszłościowo ważne, by przy tych zmianach, które mogą nadejść zachować zdrowy rozsądek. Kilku moich bezrefleksyjnie proukraińskich znajomych już po sprawie orderowej odwiedziło konta społecznościowe Ukraińców w mediach społecznościowych. Dostali dysonansu poznawczego. Przekonali się, że wśród „zwyczajnych” Ukraińców niechęć do Polaków jest na poziomie porównywalnym do tego wobec Rosjan. Dla wierzących w przekaz medialny w Polsce jest to niewyobrażalny szok. Moi proukraińscy znajomi przemieniają się w antyukraińskich radykałów.

Dzisiaj oczywiście wydaje się to mało nierealne. Polska jest częścią obozu euroatlantyckiego i dzięki dobrze ulokowanym sorosowskim macherom od polityki jest w awangardzie tego kierunku.

Ale pamiętajmy, że każdy nawet najdłuższy marsz zaczyna się od pierwszego kroku. Ten krok być może został właśnie wykonany. Nie wiem czy się uda. Tego się nie dowiemy, jeśli nie spróbujemy odzyskać Polski. Czeka nas długi marsz krętymi ścieżkami, wielokrotnie poczujemy się zawiedzeni i wyprowadzeni na manowce. Wielu z nas się załamie i odpadnie. Liczni się pogubią. Do mety jaką może być suwerenna Polska dotrą dopiero zapewne nasi potomkowie. Ale nie ma drogi na skróty. Trzeba słono zapłacić za błędną politykę naszych dziadów, ojców i nas. Spoczywa na nas świadomych Polakach obowiązek, by podjąć taką próbę.

Łukasz Jastrzębski

A-jwaj !! My ich mordujemy, a oni ośmielają się bronić !!

Izraelczycy najechali Liban, a potem płakali, gdy ich żołnierze zginęli

Biorąc pod uwagę wszystkie te melodramatyczne rozdzierania szat i płacze o ofiarach, można by założyć, że czterej Izraelczycy zostali zabici we własnych łóżkach w Tel Awiwie, a nie podróżowali czołgami przez obcy kraj, który najechali.

Caitlin Johnstone 20 czerwca 2026 r. caitlinjohnstone-au/israelis-invaded-lebanon-and-then-cried-victim-when-their-soldiers-got-killed

W ruchu, który nie zaskoczył absolutnie nikogo, Izrael po raz kolejny zbombardował Liban, podczas gdy Netanjahu nadal upierał się, że Siły Obronne Izraela (IDF) będą kontynuować rozległą okupację terytorium Libanu. Działania Izraela doprowadziły do ​​odwołania przez Teheran zaplanowanych rozmów pokojowych z Waszyngtonem, ale teraz pojawiają się doniesienia , że ​​Izrael i Hezbollah zgodziły się na kolejne zawieszenie broni.

Izrael praktycznie nigdy nie przestrzega porozumień o zawieszeniu broni w Libanie, ale zobaczymy, co się stanie.

Jednym z głównych czynników tego nowego rozwoju sytuacji mogła być groźba Iranu, że zbombarduje Izrael bez ostrzeżenia, jeśli Trump nie wywrze presji na Netanjahu, aby zakończył wojnę w Libanie. Dowiedzieliśmy się o tym z niedawnego raportu Drop Site News .

Prezydent Trump i wiceprezydent J.D. Vance tworzą viralowe treści z ostrymi słowami o potrzebie Izraela zawarcia pokoju i zaprzestania zabijania ludzi w Libanie, ale w tym przypadku liczą się tylko działania. Albo są gotowi wykorzystać swoją przewagę nad Izraelem, aby zapewnić zawarcie tego porozumienia pokojowego, albo nie. Jeśli Izrael będzie nadal sabotował porozumienie bez ponoszenia poważnych konsekwencji ze strony Waszyngtonu, możemy śmiało stwierdzić, że administracja Trumpa tylko gadała.

A gdyby ktoś miał wątpliwości, Trump nigdy nie zasłuży na żadne „zasługi” za zawarcie pokoju z Iranem, nawet jeśli ostatecznie będzie naciskał na Izrael, by ten dotrzymał umowy. Nie dostaje się pochwał za rozpoczęcie niesprowokowanej wojny agresywnej, a potem przegranie. To nie ma sensu.

Syjoniści wrzeszczą na cały regulator , że Hezbollah zabił w południowym Libanie załogę czołgu złożoną z czterech izraelskich żołnierzy. Propagandysta wojenny Mark Levin napisał na Twitterze , że „Izrael uderzy z całą mocą” i że „żadne porozumienie o porozumieniu ani ostateczne porozumienie nie zmienią tożsamości tych terrorystów”, podczas gdy minister bezpieczeństwa narodowego Izraela, Itamar Ben-Gvir, ogłasza : „Za każdą łzę izraelskiej matki musi opłakać tysiąc libańskich matek. Cały Liban musi spłonąć!”.

Z całego tego melodramatycznego rozdzierania szat i jazgocie o ofiarach można by wnioskować, że czwórka Izraelczyków zginęła w swoich łóżkach w Tel Awiwie, a nie podróżując czołgiem przez obcy kraj, który najechali.

Jak to ujął Ryan Grim : „Nigdy nie słyszałem, żeby kraj najechał na sąsiada, a potem twierdził, że to niesprawiedliwe, że jego żołnierze zginęli w tej inwazji. Nie sądzę, żeby jakikolwiek inny kraj w ogóle pomyślał o złożeniu takiej skargi”.

Tymczasem zamiast atakować Trumpa za to, że nie zrobił wystarczająco dużo, aby zaprowadzić pokój, Demokraci nazywają go słabą suką, bo nie kontynuuje wojny i zamiast tego zgodził się zapewnić 300 miliardów dolarów na finansowanie odbudowy. 

„Iran ograł Trumpa z tego tak zwanego porozumienia” – powiedział w czwartek na posiedzeniu Senatu lider mniejszości w Senacie Chuck Schumer , dodając: „Czy moi koledzy po drugiej stronie barykady są gotowi wysłać Iranowi 300 miliardów dolarów, kiedy potrzeby gospodarcze są tak dotkliwe? Tego właśnie chce Trump”.

„Za 300 miliardów dolarów moglibyśmy położyć kres bezdomności, finansować badania nad rakiem przez 40 lat i zapewnić każdemu dziecku bezpłatne przedszkole przez ponad 7 lat. Zamiast tego Trump wysyła te pieniądze do Iranu” – napisała na Twitterze senator Amy Klobuchar.

„Otóż umowa ta w zasadzie wygląda tak: Iran nie czyni żadnych ustępstw, a Stany Zjednoczone pozwalają Iranowi handlować ropą naftową za darmo i zobowiązują się do wypłaty mu 300 miliardów dolarów reparacji”powiedział senator Chris Murphy.

„Trump reklamuje «umowę», która obiecuje zniesienie wszystkich sankcji, umożliwienie Iranowi eksportu ropy naftowej i potencjalne pobieranie opłat drogowych oraz przekazanie temu krajowi ponad 300 miliardów dolarów” – powiedział senator Adam Schiff, dodając, że umowa „wygląda raczej na kapitulację”.

Ci prominentni Demokraci sprawiają wrażenie, jakby Trump po prostu zabrał 300 miliardów dolarów amerykańskim podatnikom, podczas gdy według Reutersa finansowanie umowy „będzie w całości pochodzić ze środków sektora prywatnego”. Demokraci w gruncie rzeczy stosują ten sam fałszywy atak, że „Obama dał Iranowi palety gotówki”, którego Republikanie używali, krytykując JCPOA z 2015 roku.

Co ważniejsze, jak bardzo odkrywcze jest to, że ci podżegający do wojny dziwacy nagle udają, że obchodzi ich, jak wiele 300 miliardów dolarów mogłoby pomóc zwykłym Amerykanom? Za każdym razem, gdy ktoś próbuje przesunąć partię o cal w lewo w kwestii powszechnej opieki zdrowotnej czy czegokolwiek innego, urzędnicy Partii Demokratycznej grożą im palcem, mówiąc, że nie ma pieniędzy na takie mrzonki, ale gdy tylko nadarzy się okazja, by naciskać na więcej wojny, od razu mówią, że mogliby wykorzystać te wszystkie pokojowe pieniądze na walkę z bezdomnością. Wszystko to oczywiście przepadnie, gdy nadejdzie czas głosowania nad kolejnym budżetem wojskowym w wysokości 1,5 biliona dolarów.

Demokraci to okropni kłamcy. Ich podłość przewyższają tylko zwolennicy Trumpa, którzy twierdzą, że ich prezydent zasługuje na Pokojową Nagrodę Nobla za przegraną wojnę, którą sam rozpoczął.

Tak czy inaczej, sytuacja jest fatalna. Zobaczymy, jak to się wszystko potoczy.

Zachód prowadzi wojnę z zagranicznymi najeźdźcami, a rządy krajów zachodnich walczą z wyimaginowaną „zmianą klimatu”

Rządy zachodnie zagrażają obywatelom Zachodu

Zachód prowadzi wojnę z zagranicznymi najeźdźcami, a rządy krajów zachodnich walczą z wyimaginowaną „zmianą klimatu”.

Autor: JB Shurk, 12 czerwca 2026 r. lewrockwell/western-governments-endanger-western-citizens

Globalna klasa menedżerska, złożona z biurokratów, bankierów, polityków, szefów korporacji i organizacji pozarządowych, jest zdeterminowana, by podsycać chaos i przemoc w krajach zachodnich. W imię walki z wyimaginowanym chochlikiem „zmiany klimatu”, zakazują tanich form energii i popychają nas w stronę systemu śledzenia emisji dwutlenku węgla, który uzasadnia coraz bardziej inwazyjne formy masowej inwigilacji. W imię walki z egzotycznymi pandemiami, usprawiedliwiają masowe lockdowny, cyfrowe waluty banków centralnych i „paszporty szczepionkowe”. Twierdząc, że antropogeniczna „zmiana klimatu” powoduje nowe pandemie i obwiniając zachodnie społeczeństwa uprzemysłowione za powodowanie „zmiany klimatu”, globalna klasa menedżerska upiera się, że kraje zachodnie muszą zaakceptować „uchodźców klimatycznych” w ramach swojej ciągłej pokuty za przeszłe „grzechy” przemysłowe.

To wszystko to propaganda przesiąknięta ekskrementami, podszywająca się pod „naukę” i „cnotę”.

Co gorsza, wszystkie te absurdalne kłamstwa stanowią ciągły atak na narody Zachodu. Zastanówmy się, jak złośliwi są ci globaliści: spędzili co najmniej ostatnie półwiecze na straszeniu dzieci, wmawiając im, że nowoczesny przemysł nieuchronnie niszczy planetę. Jesteśmy zalewani masową histerią o „globalnym ociepleniu/ochłodzeniu/zmianach klimatu/ekstremalnych zjawiskach pogodowych” przez tak długi czas, że nie zdajemy sobie już sprawy, jak nikczemni są ci faszystowsko-ekologiczni, zwariowani propagandziści.

Gdyby obcy człowiek pojawił się w naszych domach, uciekł z naszymi dziećmi i spędził kolejne piętnaście lat, wmawiając im, że świat się kończy, bylibyśmy przerażeni. Nazwalibyśmy porywaczy „pedofilami” i „potworami”. Zrobilibyśmy wszystko, co w naszej mocy, by uleczyć umysły naszych dzieci.

Jednak w szkołach podstawowych w Kanadzie, Australii, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i całej Unii Europejskiej małe dzieci są uczone wierzyć w kłamstwo, że innowacyjność, produktywność, bogactwo materialne i przemysł to trucizny, które je wszystkie zabiją. To szaleństwo. A jeszcze większym szaleństwem jest to, że na to pozwalamy.

Oszustwo związane ze „zmianą klimatu” to wielki biznes. Kapitalizm kolesiowski działa najlepiej, gdy autorytarne rządy nakazują wszystkim zakup wiatraków, paneli słonecznych, energooszczędnych urządzeń  tego typu , urządzeń o zerowej emisji netto  tamtego . Kiedy politycy i biurokraci sprawiają, że produkcja czegokolwiek dla małych firm staje się horrendalnie droga, wielki biznes uzyskuje regulowany przez rząd monopol na całe sektory przemysłu. Te korporacyjne monopole oddają część łupów politykom, regulatorom i organizacjom pozarządowym, a wszyscy spiskowcy, którzy chcą zarabiać pieniądze, pozostają bogaci i szczęśliwi.

Kto traci? Przegrywa wolny rynek. Skoro tylko wielkie korporacje mogą sobie pozwolić na produkcję, innowacyjność w Europie przypomina tę w Afryce. Zwykli obywatele tracą, ponieważ skutecznie uniemożliwia im się wykorzystanie potencjału intelektualnego i siły fizycznej do tworzenia i sprzedaży nowych rzeczy, które generują dochód, kapitał i mobilność społeczną. Społeczeństwo traci, ponieważ rynek idei przekształca się w centralnie zarządzany kartel zarządzany przez kilka międzynarodowych domów inwestycyjnych.

Kto wygrywa? Wygrywa globalna klasa menedżerska.

Wszyscy ci centralni menedżerowie, którzy są zobowiązani do śledzenia i śledzenia każdego naszego ruchu i myśli, zależą od globalnego systemu, który przekształca istoty ludzkie oparte na węglu, wydychające cząsteczki związane z węglem z każdym oddechem, w jednostki rozliczeniowe, którymi należy zarządzać, programować i kontrolować w ramach niewypowiedzianej umowy społecznej globalizmu narzuconej obywatelom za „przywilej” życia. Komuniści, faszyści i różni podli autorytarni przywódcy z całego świata zjednoczyli się pod sztandarami inicjatyw „zerowej emisji netto” i wezwań do „ratowania planety”, ponieważ „ratowanie planety” daje im pretekst do monitorowania, karania, a nawet  eliminowania .

W końcu, jak „egoistycznym” musi być ktoś, by wierzyć, że jego pragnienia i potrzeby są ważniejsze niż „uratowanie planety” przed zniszczeniem? Totalitaryzm czerpie siłę z baśni, które uczą wartości pracy dla „większego dobra”, a każda z tych baśni jest z natury mordercza. Dla dobra „kolektywu” fanatycy „zielonego nowego ładu” wierzą, że  niektórzy ludzie muszą umrzeć!   To nie oni zgłoszą się na ochotnika do skoku do wulkanu ani nie dadzą się złożyć w ofierze w świątyni Majów. To oni wybiorą „niewiernych” do nadchodzącego rozlewu krwi „na zero emisji netto”.

A ta rzeź już się rozpoczęła! Jak u licha zdrowa osoba mogłaby usprawiedliwić przesiedlenie milionów mężczyzn w wieku poborowym z piekielnych otchłani Trzeciego Świata do rozwiniętych krajów Zachodu?

Nic w masowej migracji nie ma sensu, jeśli celem jest wzmocnienie państw przyjmujących. Ludzie zrzucani do Stanów Zjednoczonych i Europy nie mają żadnych umiejętności ani wykształcenia. Nie mówią po angielsku, francusku, szwedzku, duńsku, polsku, włosku, hiszpańsku ani niemiecku. Nie interesuje ich nauka tych języków. Nie interesuje ich asymilacja. Wolą przejmować historyczne wioski, oblewać szkoły, zamieniać kościoły chrześcijańskie w meczety, przekształcać sklepy w centrach miast w obce enklawy i centra czarnego rynku, gwałcić miejscowych i drenować finansowaną z podatków sieć zabezpieczeń społecznych. Tak jak pasożyty żerują na osłabionych żywicielach, aż w końcu ich zabijają, tak najeźdźcze armie obcych obywateli pożerają osłabione państwa Zachodu, aż zadają im ostateczny cios.

Oczywiście, nic z tego nie jest „politycznie poprawne”, gdy się to mówi na głos. Nasza globalna klasa menedżerska spędziła ostatnie trzydzieści lat wbijając nam do głowy nonsensowny refren: „Różnorodność jest naszą siłą!”. „Multikulturalizm” – równoczesne istnienie wielu różnych kultur – ma być lepszy od jakiejkolwiek pojedynczej kultury. Jak to ma sens? Czy generałowi łatwiej dowodzić wojskami, jeśli wszyscy żołnierze mówią różnymi językami? Czy mniejsze jest ryzyko buntu na okręcie wojennym, jeśli każdy marynarz wyznaje inne zwyczaje? Czy świątynia religijna spełnia swoją rolę, jeśli wszyscy jej członkowie modlą się do różnych bogów? Oczywiście, że nie. Bez wspólnych więzi kulturowych ludzie rzadko dobrze ze sobą współpracują.

Dlaczego zatem kraje zachodnie miałyby być przekształcane w mekki multikulturalizmu? Dlaczego racjonalna osoba miałaby świętować przekształcenie europejskich i amerykańskich miast w „strefy zamknięte”, gdzie plemiona różnych narodów walczą ze sobą o władzę i pozycję? Dlaczego zachodnie partie polityczne domagają się masowej amnestii dla milionów cudzoziemców? Jaki sens ma to wszystko, jeśli nie ma na celu zniszczenia poszczególnych krajów zachodnich?

A jeśli państwa zachodnie są atakowane, czyż nie wydaje się rozsądne, aby obywatele Zachodu przygotowali się do obrony? Wiceprezydent Vance  uważa, że  ​​mieszkańcy Zachodu powinni właśnie to zrobić. Po tym, jak człowiek z obcej kultury brutalnie  zamordował  brytyjskiego studenta Henry’ego Nowaka, Vance  potępił  świadomy wybór władz, by poświęcić rodzimego syna na ołtarzu wymuszonej „różnorodności”:

Henry Nowak zginął tak, jak umiera cywilizacja: porzucony, skuty kajdankami przez władze, które mu nie ufały ani się o niego nie troszczyły, i oskarżony o zbrodnie z nienawiści, których nie popełnił. Jego morderstwo jest równie tragiczne, co wściekłe. Powinien żyć i żyłby, gdyby ostatnie pokolenia europejskich elit przeciwstawiły się polityce nienawiści do samego siebie i masowej inwazji migrantów, z których wielu gardzi Zachodem i ludźmi, którzy go kochają. Henry nie był pierwszym, który tak niepotrzebnie stracił życie i obawiam się, że nie będzie ostatnim. Za każdym razem, gdy traci się życie takie jak jego, właściwą reakcją – jedyną reakcją – jest sprawiedliwy gniew.

W ciągu tygodnia od skazania mordercy Nowaka, czterech  afgańskich migrantów  stanęło przed sądem w Bristolu za gwałt na siedemnastolatce, w Manchesterze doszło do masowego ataku nożem, a obywatel Sudanu usiłował ściąć  głowę Irlandczykowi  w Belfaście.

Czy brytyjski rząd nadal twierdzi, że „różnorodność jest naszą siłą”? Oczywiście, że tak. Zamiast obwiniać obcokrajowców za mordowanie obywateli brytyjskich, brytyjski establishment obwinia  obywateli  brytyjskich za to, że zauważyli, że ich kraj jest atakowany.

Zachód jest w stanie wojny z zagranicznymi najeźdźcami, a zachodnie rządy walczą z wyimaginowaną „zmianą klimatu”. Nowi przywódcy Zachodu muszą przejąć władzę, zanim Zachód przestanie istnieć.

Artykuł pierwotnie opublikowano w American Thinker.

Trzymaj Izrael na smyczy!

Trzymaj Izrael na smyczy!

Marek Wojcik 21.06.2026 r. world-scam/trzymaj-izrael-na-smyczy

Pomimo trumpistowskiej strategii, polegającej na nieustannej zmianie nastawienia do Iranu, nie wydaje się, żeby obecna administracja Waszyngtonu dążyła do wielkiej wojny światowej.

Cel wcale nie uświęca środków, dlatego nigdy nie poprę mordowania ludzi: rybaków na łodziach, dzieci w szkole lub czołowych polityków Iranu. Masz prawo się z nimi nie zgadzać. Nie masz prawa nikogo z powodu twoich urojeń zabijać.

Każda wojna sprowadza ludzkie tragedie. Jednak nie na każdej wojnie zabija się i kaleczy cywilne osoby na tak wielką skalę, jak tego dokonuje Izrael. Staram się unikać drastycznych filmów, tym razem postanowiłem jednak pokazać wam skutki izraelskiej wojny w walce z „bojownikami Hamasu”.

Izrael, w kolejnym akcie nieposłuszeństwa wobec Donalda Trumpa, w czwartek i piątek przeprowadził zmasowany atak bombowy na południowy Liban. W czwartek wieczorem Iran, wykorzystując Pakistan jako pośrednika, poinformował Waszyngton, że jeśli Izrael będzie kontynuował bombardowanie Libanu, porozumienie stanie się bezprzedmiotowe, a Iran podejmie odpowiednie kroki w celu rozwiązania konfliktu z Izraelem. Składając tę ​​obietnicę – nie mówię o groźbie, ponieważ Iran ma pełne poparcie Pakistanu i Chin w zakresie zemsty na Izraelu – Iran jasno dał Donaldowi Trumpowi do zrozumienia, że ​​nie będzie dalszych rozmów i że będzie rozmawiał rakietami i dronami.

Cytat pochodzi z opublikowanego wczoraj na sonar21.com artykułu: Iran ostrzega Waszyngton: Załóż smycz Izraelowi albo będzie źle. Źródło.

Teoretycznie Pentagon mógłby w miarę prosty sposób zdalnie zablokować możliwość startu wszystkich myśliwców wielozadaniowych piątej generacji F-35, używanych przez terrorystyczne państwo położone w Palestynie, ale tego nie zrobi. Dlaczego? Ponieważ spowodowałoby radykalny spadek zamówień dla firmy Lockheed Martin, która te samoloty produkuje.

F-35. Źródło zdjęcia: chor. Piotr Gubernat / Combat Camera Poland.

Już bardziej prawdopodobne byłoby ograniczenie zdolności obronnej i tak już dziurawej żelaznej kopuły. Czas pokaże, co jest większą dźwignią: teczki Epsteina, czy rakiety Patriot i arsenał pocisków przechwytujących THAAD?

Wynik tej potyczki wcale nie jest przesądzony, ponieważ Iran praktycznie oślepił system obronny THAAD.

Największym przegranym w tej wojnie jest sam jej sprawca — Izrael. Żaden z celów tego syjonistycznego reżimu, nie został osiągnięty.

Możecie o tym przeczytać we wtorkowym wydaniu biuletynu Andrzeja Korybko: Podczas trzeciej wojny w Zatoce Perskiej Izrael nie osiągnął w pełni ani jednego ze swoich pięciu celów. Źródło.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

TASS: Ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zagroziło Polsce „nieprzyjaznymi krokami lustrzanymi”.

Ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zagroziło Polsce „nieprzyjaznymi krokami lustrzanymi”.

Według ukraińskiego ministra spraw zagranicznych Andrija Sybigi, prezydent Polski Karol Nawrocki działał jako „niszczyciel pozytywnych osiągnięć”.

21 czerwca, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha© Ali Haj Suleiman/Getty Images

MOSKWA, 21 czerwca. /TASS/.

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha stwierdził, że Kijów jest gotowy podjąć kroki odwetowe w odpowiedzi na nieprzyjazne działania Warszawy.

„Żaden prezydent innego kraju nie będzie nam już dyktował naszej historii. Będziemy naśladować wszystkie ich kroki, zwłaszcza jeśli będą one wrogie i pełne pogardy wobec naszego kraju” – cytuje UNIAN słowa Sybigi.

Według ministra „[Prezydent Polski Karol] Nawrocki działał jak niszczyciel pozytywnych osiągnięć, jakie obie strony osiągnęły w ostatnim czasie”. Sybiga zauważyła również, że władze Kijowa dostrzegają wzrost nastrojów antyukraińskich w Polsce.

Nawrocki ogłosił wcześniej decyzję o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego w związku z decyzją tego ostatniego o nadaniu jednostce Sił Zbrojnych Ukrainy tytułu „Bohaterowie UPA” (Ukraińskiej Powstańczej Armii, uznanej za ekstremistyczną i zakazanej w Rosji). Członkowie UPA są w Polsce uważani za zbrodniarzy, odpowiedzialnych za zamordowanie ponad 100 000 obywateli polskich na Wołyniu w 1943 roku. Zełenskiemu order nadał poprzedni prezydent Polski, Andrzej Duda (lata 2015–2025).

Po tym wydarzeniu sam Zełenski, a także byli prezydenci Ukrainy Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko ogłosili, że odmówili przyjęcia polskiej nagrody. 

[ściślej : Odsyłają Order Orła Białego, który kiedyś dostali. md]

Wyspa Epsteina, premier Izraela Ehud Barak i „Nobody’s Girls”

Wyspa Epsteina, premier Izraela i

zakrwawiona dziewczyna.

Szokujące wspomnienia ofiary

22.06.2026 nczas/wyspa-epsteina-premier-izraela-i-zakrwawiona-dziewczyna-szokujace-wspomnienia-ofiary

epstein
NCZAS.INFO | Wyspa Epsteina. / Fot. Netflix/screen

Kiedy zakrwawiona i przerażona osiemnastolatka błagała Jeffreya Epsteina, by nigdy więcej nie zmuszał jej do spotkania z oprawcą, usłyszała w odpowiedzi jedynie chłodne stwierdzenie, że „tak się czasem zdarza”. Opublikowane sześć miesięcy po jej tragicznej śmierci wspomnienia Virginii Giuffre rzucają nowe, przerażające światło na koszmar, jaki przeszła na prywatnej wyspie miliardera. To właśnie tam miało dojść do brutalnego gwałtu i pobicia przez mężczyznę opisywanego jako „znany premier”.

W wydanej pośmiertnie książce zatytułowanej „Nobody’s Girl” Giuffre ze szczegółami opisuje traumę, jakiej doświadczyła, będąc „wypożyczaną” wpływowym postaciom ze świata polityki i biznesu.

Z akt sądowych, do których dotarł dziennik „New York Post”, wynika, że tajemniczym oprawcą opisanym we wspomnieniach jest były premier Izraela, Ehud Barak. Według zeznań Giuffre do ich pierwszego spotkania i napaści miało dojść w 2002 roku, choć sam polityk, pełniący funkcję szefa izraelskiego rządu w latach 1999–2001, stanowczo zaprzecza wszelkim oskarżeniom.

Relacja ofiary jest jednak wstrząsająca. Autorka wyznaje, że napastnik dusił ją aż do utraty przytomności, wyraźnie czerpiąc satysfakcję z jej strachu o własne życie, a jej błagania o litość jedynie potęgowały jego podniecenie i brutalność.

Skrajnie wyczerpana, posiniaczona i brocząca krwią dziewczyna na kolanach błagała Epsteina o pomoc. Ten odparł jedynie, że „tak się czasem zdarza”.

Pozbawiona jakichkolwiek emocji reakcja finansisty rodzi dziś spekulacje, czy sam miliarder obawiał się wpływowego polityka, czy też był u niego w jakiś sposób zadłużony.

Giuffre opisuje tamten moment jako „przełomowy”. Dotychczas całkowicie ufała Epsteinowi, ale wtedy zrozumiała, że jeśli nie zdecyduje się na natychmiastową ucieczkę ze zbrodniczego imperium, ostatecznie zginie jako seksualna niewolnica.

Wspomnienia obnażają szerszy mechanizm działania siatki Jeffreya Epsteina i Ghislaine Maxwell. W latach spędzonych w ich otoczeniu Giuffre była regularnie zmuszana do świadczenia usług dziesiątkom najbogatszych ludzi na świecie, będąc przy tym systematycznie poniżaną, bitą i maltretowaną.

Virginia Giuffre nie doczekała premiery swojej książki „Nobody’s Girl”. W kwietniu 2025 roku oficjalnie „popełniła samobójstwo”.

„Ja rozumiem, że trzeba dać łapówkę. Nawet i 30%. Ale 60% to już jest skrajne złodziejstwo”.

Ukraina ante portas. Problemy są dopiero przed nami

21.06.2026 Autor:Ryszard Czarnecki nczas/ukraina-ante-portas-problemy-sa-dopiero-przed-nami

Ukraina, flaga, symbole, wojna
Ukraińska flaga Fot. Pixabay

Pamiętam doskonale moją rozmowę z polską siostrą zakonną w jednym z krajów Afryki. Ta dzielna kobieta prowadziła tam szpital i przychodnię dla tubylców, potrafiła załatwić pieniądze z Europy (zdaje się głównie z Włoch), ale miejscowe, totalnie skorumpowane władze piętrzyły przed nią liczne, równie biurokratyczne co idiotyczne przeszkody. W emocjach powiedziała do mnie: „ja rozumiem, że trzeba dać łapówkę. Nawet i 30 proc. (!) wartości inwestycji. Ale 60 proc. to już jest skrajne złodziejstwo”.

Przypomniała mi się teraz owa konwersacja z tą naprawdę silną kobietą, rodaczką na drugim końcu świata, takim swoistym dr. Judymem w habicie. A przypomniała mi się po rozmowie z moim znajomym, wieloletnim unijnym dyplomatą, który streścił mi to, co powiedzieli mu ludzie z Komisji Europejskiej, zajmujący się pomocą dla Ukrainy. I żeby było jasne: wielcy zwolennicy owej pomocy. A powiedzieli mu, co następuje: JEDNA TRZECIA środków przekazywanych przez Unię Ukrainie jest po prostu rozkradana! Nie pięć procent, nie dziesięć, nie nawet dwadzieścia – tylko dobrze ponad trzydzieści procent! Owi eurokraci byli tym oczywiście maksymalnie zbulwersowani, ale nie przyszło im do głowy, by władzom z Kijowa powiedzieć: „basta! Już się nakradliście! Guzik dostaniecie, a nie następne miliardy euro! A my przestajemy być eurofrajerami!”.

Korupcyjne DNA

Oczywiście tak nie powiedzieli i pewnie nigdy tak nie powiedzą, bo odgórne decyzje polityczne są jednoznaczne: dawać, nie pytać, udawać, że wszystko jest w porządku. A przecież gigantyczna korupcja u naszego wschodniego sąsiada funkcjonuje tam niezależnie od tego, czy jest tam wojna, czy pokój, czy rządzi Krawczuk, Kuczma, Juszczenko, Poroszenko, czy wreszcie Zełenski. To korupcja systemowa. To DNA współczesnej Ukrainy. My w Polsce uważamy, że najważniejsze za granicą Rzeczypospolitej z Europą Wschodnią są trzy litery: UPA i jej kult odgórnie sterowany, podpierany autorytetem państwa. Owszem też. Tego odpuścić nie można. Tego wybaczyć nie wolno – i niech nikt nie śmie wybaczać.

Jednak najważniejsze trzy litery obrazujące współczesną państwowość ukraińską to właśnie te korupcyjne DNA. Jeśli czasem rozmawiacie z ukraińskimi imigrantami w Polsce, możecie usłyszeć ciekawą rzecz. Otóż cześć z nich mówi wprost, że jednym z głównych powodów wyjazdu z ich kraju do Polski wcale nie była wojna czy nawet trudna sytuacja gospodarcza, tylko właśnie fakt wszechobecnej, wszechogarniającej korupcji. Korupcji, która zeszła tam na najniższe szczeble: nawet do szkolnictwa i to już na szczeblu podstawowym.

To może mniej znana twarz ukraińskiego państwa, ale dla jego mieszkańców, przynajmniej sporej części z nich, decydująca. I dlatego też komediant, komik, a teraz czasem komiczny prezydent Zełenski zdecydowanie woli wrzucać temat „honorowania” UPA, niż odpowiadać na pytania o korupcję. Przez ten pierwszy temat może wygrać – przynajmniej tak uważa – kolejne wybory prezydenckie. Przez ten drugi temat ma duże szanse je przegrać.

Najgorsi są neofici

Co do Zełenskiego, to przypominam sobie zwierzenia wysokiego rangą dyplomaty unijnego, który biegle mówił po rosyjsku, bo tam (w Moskwie) studiował, ale nauczył się również ukraińskiego. Przyjechał do Kijowa w roku 2018 i spotkał się „sam na sam” z Wolodymyrem Zełenskim, który skądinąd przez większość życia był Władimirem Zełenskim. Gość z Brukseli zaczął mówić po ukraińsku. Gospodarz z Kijowa szybko mu przerwał i szczerze wyznał, że on dopiero uczy się języka ukraińskiego, ale słyszał, że przedstawiciel unijnej dyplomacji świetnie mówi po rosyjsku i dlatego proponuje, aby kontynuować konwersację po rosyjsku… Gdy mi to ów Brukselczyk opowiedział, od razu przypomniało mi się stare polskie powiedzenie, iż „najgorsi są neofici”.

Armii nie można lekceważyć

Dla Ukrainy wojna z Rosją nie jest biało-czarnym filmem. Eksponuje się straty wśród ludności cywilnej. Mniej chętnie Kijów pokazuje olbrzymią depopulację, która jest wynikiem walk i nędzy ekonomicznej (francuscy eksperci oceniali przed rokiem, że na Ukrainie mieszka już tylko 28 milionów ludzi, ale są też jeszcze niższe szacunki – przypomnijmy, że gdy upadał Związek Sowiecki, to nowe państwo liczyło przeszło 50 milionów obywateli, a na początku tego wieku ponad 40 milionów). Jednak ewidentnie Kijów na wojnie w Europie Wschodniej skorzystał w jednym przynajmniej aspekcie: zbudował silny przemysł zbrojeniowy. Ilustracją niech będą liczby. W roku 2025 Ukraina wyprodukowała 4,5 miliona dronów, a w tym roku ma wyprodukować znacznie więcej, bo aż 7 milionów!

Kijów eksportuje drony, a także wchodzi w joint venture z szeregiem firm z Europy Zachodniej. Lekceważenie faktu powstania za naszą wschodnią granicą bardzo konkurencyjnego przemysłu zbrojeniowego jest takim samym błędem, jak lekceważenie ich armii: co prawda bardzo przetrzebionej – władze ukrywają realne straty, gdy chodzi o zabitych i rannych, zatem o szczegółach tej prawdziwej masakry można dowiedzieć się dzięki niedyskrecji amerykańskich wojskowych lub polityków – ale jednak mającej żołnierza doświadczonego, który umiejętności zyskiwał nie na manewrach, tylko w boju.

Piszę o Ukrainie trochę inaczej, niż piszą to inni, ale chcę zasugerować, że tak naprawdę problemy w relacjach polsko-ukraińskich są… dopiero przed nami.

Dyrektor Wywiadu Narodowego opublikowała dane o zbrodniach Fauciego. Tak kantowano w czasie tzw. pandemii

Dyrektor Wywiadu Narodowego opublikowała kwity na Fauciego. Tak kantowano w czasie tzw. pandemii [VIDEO]

20.06.2026 nczas/dyrektor-wywiadu-narodowego-opublikowala-kwity-na-fauciego-tak-kantowano-w-czasie-tzw-pandemii

anthony fauci
NCZAS.INFO | Anthony Fauci / fot. YT / Doctor Mike

Dyrektor Wywiadu Narodowego (ODNI) Tulsi Gabbard w ostatnim dniu urzędowania opublikowała dokumenty kompromitujące Anthonego Fauciego w kontekście Wielkiej Histerii zwanej pandemią. Wynika z nich, że Fauci finansował badania laboratoryjne, które wywołały COVID. „Upolitycznieni, egoistyczni przywódcy, tacy jak dr Fauci, tuszowali własne przewinienia i nadużycua władzy, manipulowali danymi wywiadowczymi i okłamywali Kongres” – ogłosiła Gabbard.

„Dzisiaj, w mój ostatni dzień jako Dyrektor Wywiadu Narodowego, publikuję nigdy wcześniej niepublikowane komunikaty i dokumenty, które ujawniają, jak dr Fauci przekazał miliony dolarów amerykańskich podatników na finansowanie niebezpiecznych badań typu gain-of-function w laboratorium w Wuhan, współpracował z upolitycznionymi elementami w ramach Wspólnoty Wywiadowczej (IC), aby stłumić prawdę o swoich działaniach i ukryć laboratoryjne pochodzenie wirusa oraz kłamał przed Kongresem pod przysięgą w 2024 roku. Nadszedł czas, abyście poznali prawdę” – napisała na X Gabbard.

Materiał opublikowany w piątek w niecałą dobę obejrzało prawie 20 mln internautów. Rzuca on nowe światło na i tak skompromitowaną już narrację o „pandemii”, będącej w rzeczywistości Wielką Histerią, zamordyzmem i cenzurą.

https://twitter.com/DNIGabbard/status/2067792184753938484/video/1

W oświadczeniu wydanym przez Wywiad Narodowy czytamy, iż dokumenty „ujawniają bezpośrednią rolę Fauciego we wpływaniu na oceny Wspólnoty Wywiadowczej (IC) dotyczące COVID-19 i manipulowaniu nimi, a także to, jak Fauci skłamał przed Kongresem w 2024 roku, kiedy pod przysięgą zaprzeczył wiedzy lub uczestnictwu w rozmowach z przedstawicielami wywiadu na temat badań nad wirusem”.

– Pandemia COVID-19 przyniosła ogromne cierpienie i ból milionom naszych rodaków i niezliczonym ludziom na całym świecie. Po latach kłamstw, cenzury i tuszowania, naród amerykański zasługuje na przejrzystość, prawdę i odpowiedzialność – powiedziała Gabbard.

Dodała, że „w celu ukrycia prawdy” zastosowano taktykę „wprost z podręcznika deep-state”.

Upolitycznieni, egoistyczni przywódcy, tacy jak dr Fauci, tuszowali własne przewinienia i nadużycia władzy, manipulowali danymi wywiadowczymi, okłamywali Kongres i podważali autorytet wybranego prezydenta – podkreśliła.

Ujawnione dokumenty są wynikiem rocznego przeglądu odtajniana prowadzonego przez Gabbard. Celem było wprowadzenie maksymalnej przejrzystości w działaniach Donalda Trumpa.

„W trakcie tego procesu urzędnicy ODNI zebrali zeznania od wielu sygnalistów z IC, którzy zgłaszali odwet za kwestionowanie manipulacji wywiadem przez IC na temat pochodzenia wirusa. Ujawniło to wyraźny schemat tłumienia sprzeciwu, uciszania krytyków i ukrywania dowodów, które podważały integralność IC i szkodziły narodowi amerykańskiemu” – podkreślono w komunikacie.

W oświadczeniu wskazano, że „bliskie relacje” Fauciego z IC pozwoliły mu „pełnić trzy kluczowe role podczas pandemii, chroniące go przed krytyką, ponieważ miał ogromny wpływ”.

Po pierwsze, finansował ryzykowne badania nad koronawirusem powiązane z wielkimi koncernami farmaceutycznymi, które dążyły do opracowania „uniwersalnych szczepionek”. Mowa była o wartościach rzędów „bilionów dolarów”.

Po drugie, Fauci był zakulisowym doradcą, który „e swoimi starannie dobranymi ekspertami naciskał na IC w celu poparcia naturalnego, zwierzęcego pochodzenia wirusa, aby ukryć swoje niebezpieczne badania”. I po trzecie, Fauci stał się „ekspertem od pandemii” i publicznie propagował „kłamstwa, dezinformację i cenzurę”.

ODNI podkreśliło, że niedawno opublikowana korespondencja bezpośrednio przeczy zeznaniom Fauciego złożonym w 2024 roku przed Podkomisją Specjalną Izby Reprezentantów ds. Pandemii Koronawirusa. Wówczas wielokrotnie pytano Fauciego, czy rozmawiał z „FBI, CIA, DIA lub jakąkolwiek amerykańską agencją wywiadowczą w sprawie badań nad wirusami” przed, w trakcie lub po tzw. pandemii. Fauci wielokrotnie unikał odpowiedzi na te pytania, po czym fałszywie w końcu odparł, że „zgodnie z moją wiedzą nie w sprawie COVID”.

„Zeznania wielu sygnalistów ujawniają, że analitycy wywiadu, którzy kwestionowali wnioski Fauciego dotyczące pochodzenia COVID, byli narażeni na odwet, marginalizowani i często ponieśli regres w karierze. To uciszyło sprzeciw i sprzyjało kulturze, w której prawda była poświęcana na rzecz konformizmu, a wiarygodne dowody były ignorowane” – podkreślono w oświadczeniu ODNI.

Dokumenty opublikowane przez ODNI znajdują się w linku poniżej.

odni.gov/reports-publications-fauci-funded-wuhan-lab-research-that-sparked-covid

«Musimy iść naprzód»: Bulwersujące i niepokojące słowa Prevosta…

«Musimy iść naprzód»:

Bulwersujące i niepokojące

słowa Prevosta…

Date: 20 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/musimy-isc-naprzod-bulwersujace-i-niepokojace-slowa-prevosta

Aldo Maria Valli (watykanista)

W Castel Gandolfo, w rozmowie z dziennikarzami, Leon XIV odniósł się do święceń biskupich ogłoszonych przez Bractwo Kapłańskie św. Piusa X i powiedział: „Rozważam możliwość wystosowania kolejnego apelu i powiedzenia: nie róbcie tego, spróbujmy żyć w komunii z Kościołem. Ale decyzja należy do nich. Musimy zrozumieć, co to oznacza dla nich i dla Kościoła”.

Następnie Prevost oświadczył: „Z pewnością rozłam między chrześcijanami jest sprawą bolesną. Jednak oni odmawiają zaakceptowania niektórych fundamentalnych elementów Kościoła, począwszy od różnych stanowisk II Soboru  Watykańskiego. Przykro mi, jeśli podejmą taką decyzję. Ale musimy iść naprzód”.

Z całym szacunkiem dla Leona XIV, są to wypowiedzi sprawiające konsternację. Stwierdzenie, że „musimy zrozumieć, co to oznacza dla nich i dla Kościoła”, oznacza ignorowanie wszystkiego, co działo się w stosunkach między Rzymem a Bractwem przynajmniej od roku 1988. Nie ma tu nic do zrozumienia, ponieważ wszystko jest oczywiste. Z jednej strony są ci, którzy przekształcili ideologiczne pojęcia “odnowy” i “dialogu” w prawdy doktrynalne, z drugiej zaś ci, którzy proszą o możliwość wyznawania wiary katolickiej zgodnie z tradycyjną doktryną, której istoty nie wolno modyfikować.

Fakt, że Leon należy do pierwszego obozu, nie powinien jednak uniemożliwiać mu pełnego zrozumienia, co to wszystko oznacza dla uczniów biskupa Lefebvre’a i dla Kościoła. Twierdzenie, że trzeba to jeszcze zrozumieć, brzmi jak hipokryzja albo ideologiczne zaślepienie. Lub brak dobrej wiary.

Jednak jeszcze bardziej zaskakująca jest druga część oświadczenia, w której Leon stwierdza, że problem z członkami FSSPX polega na tym, iż „odmawiają oni akceptacji niektórych fundamentalnych elementów Kościoła, począwszy od różnych stanowisk II Soboru Watykańskiego”. Podkreślamy: problem nie polega na tym, że odrzucają oni kluczowe punkty doktryny, moralności, dyscypliny i eklezjologii katolickiej. Nie, problem polega na tym, że nie identyfikują się z niektórymi stanowiskami II Soboru Watykańskiego. W ten sposób, Leon nadaje charakter dogmatyczny Soborowi, który miał mieć charakter duszpasterski, przekształcając go w konstytucję fundamentalną. Ale Kościół rzymskokatolicki nie jest instytucją wyłącznie ludzką, którą można założyć od nowa. Został on założony raz na zawsze i w sposób definitywny przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, tak więc każda propozycja zrekonstruowania go na nowych podstawach oznacza coś w rodzaju zamachu stanu i zradę.

Leon mówi o możliwości skierowania nowego apelu do FSSPX, ale w ten sposób pokazuje, że nie zrozumiał – lub nie chce zrozumieć – na czym polega sedno problemu. Zakończył się już czas apeli. Nadeszła pora, by wreszcie przeprowadzić uczciwą, krytyczną analizę II Soboru Watykańskiego oraz wszystkich konsekwencji, jakie spowodował on w sferze doktrynalnej, eklezjologicznej, liturgicznej i kanonicznej. Jednak podjęcie takiego kroku oznaczałoby podważenie sześćdziesięciu lat rewolucji, z której nie chce się zrezygnować.

Choć porównanie to jest nieco zbyt daleko idące, pod pewnymi względami Leona można porównać do dyrektora generalnego przedsiębiorstwa. A przedsiębiorstwo, jakim jest Kościół Katolicki przeżywa obecnie trudne czasy. Wszyscy to widzą. Liczba powołań gwałtownie spada, życie zakonne ledwo tli się, kościoły pustoszeją, a same ruchy kościelne, będące owocem Soboru, przeżywają głęboki kryzys. II Sobór Watykański, przedstawiany jako „wiosna Kościoła”, zapoczątkował okres niszczycielski, zimny i mroczny. A wszystko to dzieje się w czasie, gdy wspólnoty związane z Tradycją, wręcz przeciwnie, przyciągają coraz więcej osób, zwłaszcza młode pokolenia, ponieważ nie proponują naśladowania tego, co oferuje świat, ale Prawdę.

To naprawdę dziwne, że uczeń Augustyna, jakim jest Robert Prevost, zapomina o nauczaniu Świętego z Hippony na temat ludzkiej pychy jako źródła wszystkich grzechów. Czyż dążenie do zdogmatyzowania II Soboru Watykańskiego – do tego stopnia, by uczynić go miarą określającą, kto należy do Kościoła, a kto nie – oraz uparte unikanie jego krytycznej analizy w świetle rzeczywistości nie jest formą pychy? I czyż to nie sam Augustyn przypomina nam, że człowiek pyszny nie toleruje cudzej wielkości?

Musimy iść naprzód – stwierdza Leon XIV, i jest to chyba najbardziej niepokojące zdanie. Naprzód dokąd? –  Czy istnieje zatem jakiś program do zrealizowania? – Zastanawiam się: czy tak właśnie powinien mówić papież?

– Czy Kościół, zamiast „iść naprzód”, nie powinien raczej zawsze wracać do Chrystusa?

VIDEO: silerenonpossum/leone-xiv-in-merito-alle-ordinazioni-dei-vescovi-lefevriani-noi-abbiamo-invitato

INFO: aldomariavalli.it/quelle-parole-di-leone-che-sconcertano-e-inquietano

Dziś !! Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

[strona Krucjaty była popsuta do dzis do rana, udalo sie naprawic]

21/06/2026przez antyk2013, 15/05/2026 przez antyk2013

====================

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

Serdecznie zapraszam, Tadeusz Rosiński

=============

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

=========================

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia

Zełenski, bandera a tanie zboże „techniczne” dla dupków

https://twitter.com/1oloix/status/2068329612212420761/video/1

https://twitter.com/1oloix/status/2068329612212420761/video/1

„Zełenski podczas narady w swoim gabinecie powiedział: «Pieprzyć Polskę i Polaków» — twierdzi były deputowany Rady Najwyższej Ukrainy Ihor Mosijczuk, który stanął w obronie Polski i wystąpił przeciwko Zełenskiemu.” „…

Nazwa jednostki, stopień, nazwa bohatera UPA — to wszystko jest formalnością. Dlaczego? Spójrzcie, po pierwsze. Tak naprawdę główny powód jest inny. Zełenski i jego oszuści oraz złodzieje z sektora rolnego rok temu zrujnowali polski rynek zbożowy, powodując ogromne, ogromne straty dla polskich rolników. Co się stało? Istniało porozumienie, zgodnie z którym Ukraina miała transportować swoje zboże do polskich portów — Gdańska i Gdyni — a stamtąd, w ramach programu ONZ oraz kontraktów zawartych przez ukraiński biznes, miało ono trafiać do innych, trzecich krajów, a nie do Polski. Nasi ukraińscy rolni oszuści i złodzieje uznali jednak, że taki transport jest zbyt kosztowny, i przy pomocy takich samych polskich oszustów i złodziei zaczęli sprzedawać to zboże na polskim rynku. W rezultacie ceny gwałtownie spadły, a najbardziej ucierpieli polscy rolnicy. Próby przemówienia Zełenskiemu do rozsądku nie przyniosły żadnego skutku. Jego były minister rolnictwa Solski, który obecnie jest objęty postępowaniem, gdzieś się ukrywa.

Sam był związany z handlarzami zbożem. To oni faktycznie przepchnęli i wywalczyli to rozwiązanie. Chodziło o ogromne pieniądze. I właśnie wtedy pojawiło się pierwsze poważne pęknięcie w relacjach między Zełenskim a Polską. Dlaczego? Ponieważ polski rolnik, który ucierpiał przez działania tych oszustów i złodziei Zełenskiego, stanowi podstawę prawicowo-konserwatywnego elektoratu PiS — partii, którą, choć formalnie jest bezpartyjny, reprezentuje prezydent Nawrocki. I dalej. Aby przypodobać się Niemcom, na ich prośbę Zełenski otwarcie poparł podczas wyborów w Polsce Donalda Tuska i Platformę Obywatelską, bezpośrednio ingerując w polski proces wyborczy. Tego mu nie zapomniano. Polscy konserwatyści mu tego nie zapomnieli.

Temat UPA, Bandery, Melnyka oraz nadania jednostce wojskowej imienia bohatera UPA został wykorzystany przez Nawrockiego jako kwestia ciesząca się szerokim poparciem w polskim społeczeństwie — podobnie jak temat zbrodni wołyńskiej i podobnych wydarzeń. Nawrocki wykorzystał to po to, aby jego decyzja o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego nie została zablokowana przez premiera Donalda Tuska. Nie może przecież wyjść i powiedzieć: „Nawrocki powiedział wtedy: «A więc popierasz gloryfikację tego wszystkiego»”. Rozumiecie? Tak właśnie faktycznie do tego doszło.

Pogorszenie relacji polsko-ukraińskich absolutnie nie leży w interesie narodowym Ukrainy. Absolutnie. Utrata dobrych relacji z jakimkolwiek sąsiadem Ukrainy, zwłaszcza w czasie wojny na pełną skalę, jest w istocie działaniem przeciwko narodowym interesom Ukrainy. A przecież to tylko jeden z wielu przykładów. Choćby Starlink — to Polska za niego płaci.

Przejdźmy do drugiego punktu. Wiem to na pewno. Ukraińscy historycy i przedstawiciele ukraińskiej nauki historycznej po pierwszych wypowiedziach Nawrockiego rozmawiali z Zełenskim i zaproponowali rozwiązanie tego problemu poprzez przekazanie dialogu o pamięci historycznej i przeszłości historykom — zarówno ukraińskim, jak i polskim. Zełenski stanowczo odmówił. U ludzi, którzy z nim rozmawiali, a później rozmawiali ze mną, powstało wrażenie, że ma do tego osobisty stosunek. Że to dla niego coś osobistego. Ponieważ gdy zaproponowano mu rozwiązanie sporu poprzez naukowy dialog historyczny, odpowiedział: „Niech spier… i Polska, i Polacy”…

Wojna wnika coraz głębiej w Rosję: Ile jeszcze ukłuć szpilką może znieść Moskwa?

Wojna wnika coraz głębiej w Rosję:

Ile jeszcze ukłuć szpilką

może znieść Moskwa?

Atak na rosyjską rafinerię ropy naftowej w obwodzie tiumeńskim, ponad 2000 kilometrów od granicy z Ukrainą, może oznaczać nowy punkt zwrotny w wojnie na Ukrainie. Nawet zachodnie media donoszą, że ukraińskie drony docierają do celów, które jeszcze kilka lat temu uważano za całkowicie nieosiągalne.

Wojna nie ogranicza się już do linii frontu w Donbasie i na terenach przygranicznych. Wnika coraz głębiej w rosyjskie serce.

To, co zaczęło się od ataków na Krym, rozprzestrzeniło się na Biełgorod, Kursk i Briańsk. Później ataki dronów wymierzone były w Moskwę, lotniska wojskowe, terminale naftowe i zakłady energetyczne. Teraz celem ataków są nawet strategiczne instalacje w głębi zachodniosyberyjskiej.

Każdy pojedynczy atak może wydawać się ograniczony militarnie. Ale razem wzięte, te operacje ujawniają pewien schemat.

To wojna tysiąca ukłuć szpilką.

Kłęby dymu unoszą się z zachodniej Syberii po tym, jak ukraińskie drony dalekiego zasięgu zaatakowały rosyjską rafinerię ropy naftowej „Tiumeń” (Antypiński) położoną ponad 2000 kilometrów od granicy.

https://twitter.com/WarMonitors/status/2068325325268717877/video/1

Rosyjskie rafinerie płoną. Atakowane są bazy paliw. Lotniska wojskowe są ostrzeliwane. Pokonywane są coraz większe odległości. Jednocześnie na Ukrainę nadal napływa zachodnia broń, dane satelitarne, informacje rozpoznawcze i wsparcie techniczne.

Oficjalnie państwa NATO podkreślają, że nie są stroną konfliktu. Jednocześnie zachodnie systemy, zachodni wywiad i zachodnia technologia umożliwiają coraz bardziej niszczycielskie ataki na cele w Rosji.

W Moskwie wydarzenia te nie są już postrzegane jako typowo ukraińska wojna.

Z rosyjskiej perspektywy coraz częściej odnosi się wrażenie, że jest to wojna zastępcza, w której Ukraina wystrzeliwuje drony, a podstawowa infrastruktura i wsparcie pochodzą z Zachodu.

Właśnie tu kryje się prawdziwe niebezpieczeństwo.

Ponieważ każda nowa fala ataków przesuwa czerwone linie o krok dalej. Każda zniszczona rafineria, każdy zaatakowany ośrodek przemysłowy i każdy nowy poligon zwiększają presję polityczną na rosyjskie władze.

Jak długo państwo może stać z boku, gdy ataki wnikają coraz głębiej w jego terytorium? Jak długo Moskwa może reagować, nie eskalując sytuacji?

Oficjalnie rządy zachodnie podkreślają swoją chęć zapobieżenia eskalacji wojny. Jednocześnie dostarczana jest broń o coraz większym zasięgu, opracowywane są nowe systemy uderzeniowe, a cele są atakowane coraz dalej w głąb Rosji.

Krytycy tej strategii widzą w niej niebezpieczną sprzeczność.

Twierdzą, że Rosja jest stopniowo wpychana w sytuację poprzez liczne mniejsze ataki, w której ostrzejsza odpowiedź wydaje się niemal nieunikniona. To nie pojedynczy atak mógłby wywołać eskalację, ale raczej skumulowany efekt wielu drobnych ciosów. Wojna nie rozszerzyłaby się wówczas poprzez jeden wielki, zdecydowany ruch, ale poprzez powolne przyzwyczajanie się do coraz to nowych wykroczeń.

W Moskwie narastają apele o bardziej zdecydowane działania. Rosyjscy komentatorzy mówią o strategii wyniszczającej i ostrzegają, że Zachód najwyraźniej zakłada, że ​​Rosja zaakceptuje każdą nową eskalację.

Nie da się udowodnić, czy było to rzeczywiście świadome obliczenie.

Jednak dla wielu obserwatorów dowody są niezwykłe: coraz większy zasięg, coraz głębsze ataki i jednocześnie ciągłe wsparcie militarne Ukrainy przez państwa NATO.

Atak na Tiumeń może zatem oznaczać coś więcej niż tylko kolejny atak dronów. Może to być znak, że wojna wkroczyła w nową fazę – fazę, w której decydującym czynnikiem nie są już tylko linie frontu na Ukrainie, ale także to, ile ukłuć szpilką wytrzyma mocarstwo nuklearne, zanim zmieni zasady gry.

Prawdziwe zagrożenie może nie tkwić w pojedynczym ataku. Polega ono na tym, że obie strony wierzą, że druga strona również zaakceptuje kolejny krok.

Jednak historia pokazuje, że główne mocarstwa rzadko reagują bezterminowo na strategiczne upokorzenia, nie wspinając się ostatecznie po szczeblach eskalacji.

Czemu nie odpowiadamy tak, żeby ich zabolało? – pytają Rosjanie

Czemu nie odpowiadamy tak, żeby ich zabolało? – pytają Rosjanie

Ukraińskie drony hulają nad rosyjskimi miastami. Tylko stosunkowo niewielka ich część osiąga cel, ale skutki są dla Rosji druzgocące: zniszczenia w infrastrukturze energetycznej, przerwanie komunikacji i dostaw towarów na Krym, gdzie paliwo jest teraz racjonowane, i gdy dalej tak pójdzie, a Kreml nie znajdzie sposobu na ‚uciszenie’  kijowskiego reżimu, zabraknie żywności na półwyspie. I giną ludzie, bo neobanderowscy terroryści nieszczególnie mają na uwadze rosyjskich cywilów.

Intensywność i częstotliwość ataków nasila się, płoną bloki mieszkalne, wieżowce, rafinerie, co sprawia, że Ukraińcy – a widzimy to na krótkich filmach-wideo – cieszą się, wpadają w euforię; nie traktują Rosjan jako braci, lecz jako śmiertelnych, znienawidzonych wrogów. 

Co na to rosyjska opinia publiczna? Czy nastąpią zmiany fundamentalne w prowadzeniu wojny z kijowskim reżimem? Ile razy mogą państwa NATO przekraczać ‚czerwone linie’  wyznaczone przez Kreml? – Próbuje na te pytania odpowiedzieć szef platformy  strajk.eu  Maciej Wiśniowski, który akurat powrócił z 10-dniowego wojażu po Rosji. W 54-minutowym podcaście zadaje pytania i podejmuje dyskusję Bojan Stanisławski.

Pojawiły się nowe, nieprzewidziane przeszkody w wojnie z neo-banderą. Nastąpiła przewaga Ukraińców w zakresie dronów. Niebezpieczny jest transport drogowy w Rosji, co utrudnia zaopatrzenie lub w ogóle uniemożliwia komunikację z Półwyspem Krymskim (droga na Krym to ‚droga śmierci’). W wieloletniej już wojnie śmierć poniosło około 350 tysięcy żołnierzy rosyjskich. Dodać tu trzeba ogromną ilość ciężko rannych, którzy wyłączeni zostali z normalnego życia.

„Czemu nie odpowiadamy tak, żeby ich zabolało?” pytają rozmówcy. Jeden z nich stwierdza: „Próbujemy dopchać się do stolika, gdzie rozdają karty. Problem w tym, że jeszcze niedawno chcieliśmy wywrócić ten stolik, a teraz prosimy, żeby nas tam dopuścili”. BRICS miał być antyimperialistyczny, a teraz Kreml próbuje dogadać się z imperializmem. Pytają Rosjanie, dlaczego Iran, o znacznie mniejszych zasobach niż ich kraj, potrafił efektywnie walić po Amerykanach i żydach, a rząd rosyjski stoi niezmiennie na pozycji rozważnej, a teraz defensywnej.

Prezydent Władimir Putin notuje spadek poparcia. Zwykli Rosjanie doceniają jego osiągnięcia w zakresie dotychczasowego rozwoju rosyjskiej gospodarki i – jest to charakterystyczne dla naszych wschodnich sąsiadów – krytykują rząd, ale nie samego prezydenta, choć zwracają uwagę na jego wiek i zużycie po 26 latach sprawowania władzy. Pojawia się myśl: ‚Może trzeba go zmienić? – Tak, ale na kogo?’

Siergiej Karaganow to przewidział; proponował oddać władzę w sprawach militarnych w ręce wojskowych. I tu nasuwają się myśli o pierwotnych zamierzeniach demilitaryzacji i denazyfikacji Ukrainy. I wychodzi tak, że po ponad czterech latach działań wojennych armia ukraińska jest 3-krotnie silniejsza, a neo-banderyzm wzniósł się na wyżyny.

I jeszcze parę słów o dzisiejszym życiu społeczeństwa w Rosji. Maciej Wiśniowski opowiada o niewyobrażalnej biurokracji, która jeszcze niedawno nie była rozwinięta w takim stopniu, oraz o ograniczeniu swobód obywatelskich. Obraz nie do pozazdroszczenia. Dodam, że narrator był wielokrotnie w Federacji, ma tam wielu przyjaciół i jest nader przychylny Rosji.

Zygmunt Białas

Książka „Kłopot z Zełenskim”

Prawda o Zełenskim

„Kłopot z Zełenskim”.

Inauguracja sprzedaży tej książki nie mogła trafić na lepszy moment. Skandal jaki wywołała decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek ukraińskich imienia „Bohaterów UPA” zbiegł się z promocją książki pod tytułem, „Kłopot z Zełenskim”.

Już sam tytuł jest intrygujący. Lektura zaś nie przynosi rozczarowania, wręcz przeciwnie. Bezkrytyczni wielbiciele ukraińskiego polityka będą skonfudowani, choć przecież sam autor na koniec nie kryje pewnej nutki podziwu dla bohatera swojej książki, uznając jego wręcz nadzwyczajne zdolności do przetrwania.

Zbigniew Parafianowicz zebrał mnóstwo anonimowych opinii na temat Zełenskiego, tak polskich, jak ukraińskich. Nie poznamy tu z nazwiska żadnego z autorów tych opinii, być może dlatego są tak odważne. Zacytujmy opinie ukraińskich współpracowników Zełenskiego.

Współpracowniczka prezydenta Wołodymyra Żeleńskiego: „Pracując dla Żeleńskiego, dziwiłam się, że zagraniczni dziennikarze wierzą mu na słowo i niczego nie sprawdzają. Panowało przekonanie, że ukraiński prezydent reprezentuje siły dobra i przecież nie może kłamać albo manipulować. To fascynujące doświadczenie, jak masa doświadczonych dziennikarzy z wielkich redakcji przyjmowała bezkrytycznie wszystko, co powiedział nasz prezydent. To wielki sukces Zełenskiego. Przekonanie świata do swoich racji i uniknięcie zadawania dodatkowych pytań. Rzadko się zdarza taki komfort. Nawet Obama nie miał tak lekko. Wszędzie, gdzie wchodziliśmy, Zełenski był witany jak Bóg. Momentami czułam się wręcz zażenowana. Czerwone dywany i kwiaty jak w Korei Północnej podczas wywiadów w państwach zachodnich.

Dopiero gdy władzę w USA objęli Trump i Vance – ludzie w oczywisty sposób niechętni Zełenskiemu – zaczęły się problemy. Prezydent nie był przygotowany na takie traktowanie. Do tej pory wszyscy go uwielbiali, a teraz na niego ktoś krzyczał albo zadawał mu niewygodne pytania na konferencji prasowej. Do tej pory każde słowo Zełenskiego przyjmowano jak prawdę objawioną. Pociski firmy związanej z jego ludźmi – Fire Point – były najdoskonalszą bronią na świecie, mimo że brakowało potwierdzenia na ich skuteczność. Drony produkowane przez Ukrainę zawsze trafiały w cel i cały świat o nich marzył albo ustawiał się w kolejce, by je kupić. Który polityk miał taki komfort prowadzenia polityki informacyjnej? Za jakiś czas, gdy na prezydenturę Zełenskiego popatrzymy z większym dystansem, wielu dziennikarzy będzie się wstydziło swoich peanów na jego cześć”.

Polityk Sługi Narodu: „Propaganda i media służyły Żeleńskiemu też do dyscyplinowania krajowej polityki. Gdy Rada Najwyższa zaczęła kwestionować jego decyzje, zarzucał jej, że jest leniwa. Gdy Sługa Narodu (partia proprezydencka w Radzie Najwyższej – przyp. Z.P.) zaczął się dzielić, Zełenski groził deputowanym, że pośle ich w kamasze. Nie zawahał się nawet zagrozić wyborami, gdy parlament przestał spełniać jego wymagania.

Tak, dobrze pan słyszy, wyborami, które dla niego samego przez wiele miesięcy były przecież nielegalne, bo trwa wojna. Jeśli trzeba było tupnąć, sięgnął nawet i po ten argument. Wielu polityków Sługi Narodu już od dawna wiedziało, z kim ma do czynienia”.

Współpracowniczka prezydenta Wołodymyra Zełenskiego: „Z łatwością przyklejamy etykietkę populisty Trumpowi albo skrajnym politykom na zachodzie Europy. Prawda jest jednak taka, że Zełenski jest liberalnym populistą. Fasadowe popiera demokrację liberalną i parlamentaryzm. W praktyce stosuje zamordyzm ukryty za fasadą wojownika o wolność Zachodu. Nie było tak bardzo uzależnionego parlamentu od Bankowej, jak wojenna Rada Najwyższa. Nie było takiej skali koncentracji władzy, jak za czasów Zełeńskiego. Żaden prezydent nie skonsolidował tak dużej władzy w jednym ręku. Stało się to za zasłoną jedności narodowej wokół wojny. Polityka zniknęła. Rywalizacja zniknęła. A Zełenski to wykorzystał do maksimum. Przejął państwo”.

Ale najciekawsze w tej książce jest dociekanie przez Autora jakie są  motywy polskiej polityki wobec Ukrainy. Twierdzi on, że polscy politycy mają świadomość kim jest Zełenski i jak propagandowy obraz Ukrainy odbiega od rzeczywistości. Ponoć z pogardą do Ukrainy odnosi się sam Donald Tusk. Skąd zatem taka polityka Polski? I tu oddajmy głos Parafianowiczowi:

„Skoro zarówno w polityce Tuska, jak i Nawrockiego wobec Ukrainy więcej było gry niż treści, jaki był właściwie jej cel? Żaden dyplomata ani polityk nie przyzna tego wprost, jednak w warunkach niesterowalnego Trumpa i coraz skuteczniej wychodzącego z izolacji Putina – głównym celem Polski było to, by Ukraina walczyła jak najdłużej. Kluczowe dla władz w Warszawie było jak najdłuższe wiązanie sił rosyjskich na wschodzie i południu Ukrainy. Zupełnie na dziesiątym, jeśli nie na setnym planie były kwestie dotyczące integracji tego państwa z Unią. Nieważne było to, czy Trump lubi Zełenskiego, czy nie. Czy uważa, że prezydent Ukrainy wmieszał się w wybory w USA oraz czy sprzeda Ameryce złoża minerałów lub czy pozwoli je rozkraść lokalnym oligarchom.

W gruncie rzeczy nieważna była nawet mityczna odbudowa Ukrainy, bo – bądźmy szczerzy – niewielu polityków wierzyło w jej powodzenie w przyszłości. Ważna była wojna. I jej trwanie. Nie dlatego że Polska i jej elity były podżegaczami wojennymi, jak chciała to widzieć rosyjska propaganda. Chodziło o czas. Dofinansowując „mięsne szturmy” na Donbasie za unijne pieniądze, Polska mogła kupić jeszcze kilka lat spokoju. To dlatego rząd pod koniec 2025 roku poparł pakiet pomocowy Unii Europejskiej dla Ukrainy wart dziewięćdziesiąt miliardów euro. I to dlatego Pałac Prezydencki – już z Karolem Nawrockim – nigdy nie zakwestionował jednoznacznie tego (w sumie ogromnego) zobowiązania finansowego. Te pieniądze w rachubach władz w Warszawie zapewniały Ukrainie trwanie przez kolejne dwa lata. Umożliwiały sfinansowanie wojny, która dawała Polsce i reszcie wschodniej flanki NATO możliwość przemyślenia tego, jak żyć z Rosją, która za chwilę legalnie dokona rozbioru Ukrainy. Zełenski nie bił się za nas, tylko za siebie. Ale dopóki się bił, korzystaliśmy z tego”.

Brzmi to skrajnie cynicznie. I tak chyba jest w istocie. Kiedyś Andrzej Duda „wygadał” się w jednym z wywiadów i powiedział, że chodzi o to, żeby ginęli Ukraińcy a nie Amerykanie. Chyba to samo myśli się w przypadku Polski – nich giną Ukraińcy, którzy dają nam czas. Tylko, że ta cała konstrukcja oparta jest na całkowicie fałszywym założeniu, że jak „padnie” Ukraina, to Putin ruszy na Europę. Nigdy nie było ze strony Rosji żadnych planów „Marszu na Zachód”. To jest umysłowa aberracja polskich elit, wynikająca z obsesji historycznej i histerii propagandowej Partii Wojny. Co więcej, stawia to sprawę polskiej pomocy dla Ukrainy w dwuznacznie moralnym świetle, tym bardziej, że Zełenski i jego otocznie wiedzą o co Polsce chodzi.

Jan Engelgard

Zbigniew Parafianowicz, „Kłopot z Zełenskim”. Wyd. Czerwone i Czarne, Warszawa 2026, ss. 262.

„Katolicki” uniwersytet we Lwowie broni UPA i atakuje Polskę. Miller: „Jak się nie podoba niech oddadzą pieniądze”

„Katolicki” uniwersytet we Lwowie broni UPA i atakuje Polskę. Miller krótko, ale dosadnie. „Oczywiście, mają prawo, jeśli…”

21.06.2026 nczasuniwersytet-we-lwowie-broni-upa-i-atakuje-polske-miller-krotko-ale-dosadnie

Władze Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie (UKU) pokazały, że jak typowa współczesna uczelnia odwołująca się w nazewnictwie do Kościoła niewiele faktycznie ma z nim wspólnego. Przekonywano m.in., że Ukraińcy mają „moralne prawo” do oddawania czci ludobójcom z UPA.

Doniesienia krótko, ale celnie skomentował były premier Leszek Miller.

Rektorat Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie w apelu do Polaków odniósł się do sporu wokół decyzji Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imienia 'Bohaterów UPA’. Autorzy oświadczenia stwierdzili, że tylko Ukraińcy mają moralne prawo decydować, na jakich przykładach chcą się wzorować” – podaje portal kresy.pl.

Władze UKU twierdzą, że rozumieją oburzenie Polaków. Zarzucają jednak „gorącym głowom” brak dążenia do dialogu i narzucanie „własnego spojrzenia” oraz oczekują od Ukraińców „wyrazów samo-upokorzenia”.

„Ukraińska Powstańcza Armia, na cześć której prezydent Ukrainy nadał jednej z jednostek wojskowych Sił Zbrojnych Ukrainy imię, jest częścią ukraińskiej historii — i tylko Ukraińcy mają moralne prawo decydować, na jakie przykłady mają się wzorować w swojej walce o własne prawo do istnienia jako naród i jako państwo” – przekonuje rektorat UKU.

Napisano też, że Polska „nigdy nie słyszała od Ukraińców podobnego ultimatum”, choć „nie wszyscy bohaterowie polskiej historii mogą być dla Ukraińców akceptowalni”. Ostro zaatakowano natomiast sprawę od strony politycznej. Twierdzono, że rozwój wydarzeń pokaże, ile w „kolejnej zradykalizowanej reakcji części polskiej klasy politycznej” było „historycznego kolonialnego resentymentu”, „politycznych kalkulacji” i „dywersyjnej pracy rosyjskiej FSB”. Zdaniem władz „katolickiej” uczelni, wystąpiły wszystkie te elementy.

Na koniec powołano się na Jana Pawła II, m.in. by „oczyścić pamięć historyczną”, co Ukraińcy interpretują chyba nie jako przyznanie się do win i nazwanie zbrodniarzy zbrodniarzami, ale jako swego rodzaju możliwość fałszowania historii i pozostawienia wciąż żyjących sprawców w bezkarności.

List UKU opublikowano w poniedziałek.

Artykuł portalu kresy.pl na ten temat udostępnił na X były premier Leszek Miller ze swoim komentarzem do sytuacji.

Oczywiście że tylko 'Ukraińcy mają moralne prawo decydować, na jakich przykładach chcą się wzorować’. Mają prawo jeśli czynią to za własne pieniądze. Polska przekazała już pomoc o wartości 100 mld zł zatem weszliśmy w proces decyzyjny także w tej sprawie” – napisał na X Leszek Miller.

„Jak się nie podoba niech oddadzą pieniądze” – podsumował były premier.

Zełenski: „Niech spierdalają! I Polska, i Polacy!”

Zelenski:

„Niech spier… i Polska, i Polacy!”

Kulisy polsko-ukraińskiego sporu

21.06.2026 nczas/zelenski-niech-spier-i-polska-i-polacy

NCZAS.INFO | Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zelenski. Foto: PAP/EPA
NCZAS.INFO | Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zelenski. Foto: PAP/EPA

Relacje polsko-ukraińskie znalazły się w głębokim kryzysie, którego źródeł nie sposób sprowadzić wyłącznie do sporów historycznych wokół zbrodni wołyńskich czy symboliki UPA. Kluczową rolę odgrywa postawa prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zelenskiego, który zamiast dążyć do porozumienia z polskim prezydentem Karolem Nawrockim, ignoruje próby dialogu i odmawia jakichkolwiek gestów dobrej woli. Prawdziwy obraz sytuacji, ukazujący zarówno arogancję ukraińskiej władzy wobec sojusznika, jak i poważne problemy wewnętrzne Kijowa utrudniające konstruktywną współpracę, wyłania się z doniesień medialnych oraz krytycznych analiz pochodzących z samej Ukrainy.

Polska wyszła z propozycjami porozumienia. Zelenski milczał

Jak pisze Zbigniew Parafianowicz dla portalu WP.pl, prezydent Nawrocki udzielił ukraińskiej stronie dodatkowego czasu na reakcję po kontrowersyjnej decyzji Zelenskiego o nadaniu Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” imienia „bohaterów UPA”. Planowana była rozmowa telefoniczna, podczas której Ukraina miała zobowiązać się do otwarcia znacznej liczby miejsc dla polskich ekip ekshumacyjnych ofiar ludobójstwa na Wołyniu. Zelenski jednak nie zadzwonił ani nie podjął żadnych działań.

Po wyjeździe z Warszawy szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego Kyryła Budanowa sprawy utknęły w martwym punkcie. Polska strona zaproponowała kompromisowe rozwiązania, takie jak przeniesienie jednostki pod skrzydła HUR lub SBU albo wspólną deklarację historyczną wzorowaną na polsko-izraelskiej z 2018 roku, jednak ukraińska władza nie wykazała zainteresowania.

Szanse na porozumienie malały, Zelenski czuje się silny dzięki postępom w integracji z UE, atakom na Moskwę oraz udziałowi w szczytach G7, ignorując potrzeby polskiego partnera. Polska wywiązała się ze swoich zobowiązań, dając czas na namysł, podczas gdy strona ukraińska grała na zwłokę.

Tak językiem dyplomacji sprawę opisał szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta RP Marcin Przydacz.

„Strona ukraińska miała pełną świadomość tego, że próby gloryfikacji zbrodniarzy spod znaku UPA spotkają się z adekwatną reakcją strony polskiej. Prezydent Wołodymyr Zełenski miał pełnię możliwości wycofania się ze swojej złej decyzji. W ostatnich tygodniach prowadzony był aktywny dialog z Kijowem. O taki dialog i czas wnosiła strona ukraińska. Spotkało się to z naszą otwartością. Niestety, nie przyniósł on zmiany podejścia władz Ukrainy do kwestii nazwania jednej z jednostek wojskowych imieniem tzw. „bohaterów” UPA. Dialog w dyplomacji ma sens, ale tylko wtedy, gdy ma prowadzić do pozytywnych rezultatów i tylko wtedy, gdy dwie strony są tym zainteresowane. Dialog jako gra na czas powinien zostać ukrócony. I tak też było w tym przypadku. Polska nie będzie zamykać oczu na gloryfikację zbrodniczej organizacji. Tysiące niewinnych ofiar ludobójstwa wołyńskiego nie zostaną nigdy zapomniane. Nigdy też nie będzie zgody na gloryfikację ideologów i wykonawców tego ludobójstwa.”

„Niech spier… i Polska, i Polacy”

Były deputowany Rady Najwyższej Ihor Mosijczuk, cytowany na portalu X przez ukraińskiego blogera Myroslava Oleshko, ujawnił, że podczas narady w gabinecie prezydenckim Zelenski miał powiedzieć dosłownie: „Niech spier… i Polska, i Polacy”. Miało to nastąpić w kontekście odmowy rozwiązania sporu o pamięć historyczną poprzez dialog między polskimi i ukraińskimi historykami. Zelenski kategorycznie odrzucił taką propozycję, mimo że ukraińscy historycy sami ją sugerowali.

Tak opisuje to Mosijczuk: „Ukraińscy historycy i przedstawiciele ukraińskiej nauki historycznej po pierwszych wypowiedziach Nawrockiego rozmawiali z Zelenskim i zaproponowali rozwiązanie tego problemu poprzez przekazanie dialogu o pamięci historycznej i przeszłości historykom — zarówno ukraińskim, jak i polskim. Zelenski stanowczo odmówił. U ludzi, którzy z nim rozmawiali, a później rozmawiali ze mną, powstało wrażenie, że ma do tego osobisty stosunek. Że to dla niego coś osobistego. Ponieważ gdy zaproponowano mu rozwiązanie sporu poprzez naukowy dialog historyczny, odpowiedział: „Niech spier… i Polska, i Polacy”…”

Mosijczuk przypomniał także sprawę ukraińskiego zboża, które przez miało jechać tranzytem przez Polskę. „Ukraińscy rolni oszuści i złodzieje uznali jednak, że taki transport jest zbyt kosztowny, i przy pomocy takich samych polskich oszustów i złodziei zaczęli sprzedawać to zboże na polskim rynku. W rezultacie ceny gwałtownie spadły, a najbardziej ucierpieli polscy rolnicy” – mówił Mosijczuk. Zelenski wiedział o tym procederze, ale nie zareagował.

Korupcyjny system władzy ZelenskiegoZelenski i jego ekipa rozwinęli korupcję na niespotykaną skalę, ignorując ostrzeżenia przed inwazją Rosji i podejmując decyzje, które kosztowały życie wielu Ukraińców. Podczas gdy Polska pomagała Ukrainie, w tym finansując Starlinki, lojaliści władzy budowali sobie ogromne pałace pod Kijowem. Na Ukrainie panuje system represji: opozycjoniści i krytycy siedzą w więzieniach za samą krytykę Zelenskiego, a nawet samotne matki otrzymują wyroki za posty w internecie. Zelenski odwołał wybory, stworzył system fikcyjnych rezerwacji dla lojalistów, podczas gdy zwykli mężczyźni są łapani na ulicach przez struktury TCK i rzucani na front bez przeszkolenia.

Ukraina pod obecnymi rządami ma według krytyków gorszy poziom wolności niż Rosja w wielu aspektach. Zelenski wykorzystuje tematy historyczne wyłącznie do przykrywania własnych przestępstw korupcyjnych i wojennych. Pogorszenie relacji z Polską, która dała schronienie setkom tysięcy Ukraińców i wspierała militarnie, leży wyłącznie w interesie ukraińskiej elity władzy, a nie narodu ukraińskiego. Prawdziwe partnerstwo jest niemożliwe, dopóki Ukrainą rządzi system oparty na strachu, korupcji i arogancji wobec najbliższego sojusznika.

Iran ponownie zamknął całkowicie Cieśninę Ormuz. Przez agresję Izraela na Liban.

Iran ponownie zamknął całkowicie Cieśninę Ormuz. Przez Izrael

20.06.2026 nczas/iran-ponownie-zamknal-calkowicie-ciesnine-ormuz-przez-izrael

Mapa Bliskiego Wschodu z zaznaczoną Cieśniną Ormuz, kluczowego szlaku transportowego dla światowego handlu ropą naftową. Foto: google map
NCZAS.INFO | Mapa Bliskiego Wschodu z zaznaczoną Cieśniną Ormuz, kluczowego szlaku transportowego dla światowego handlu ropą naftową. Foto: google map

Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) powiadomił w sobotę, ze cieśnina Ormuz jest teraz zamknięta dla wszystkich statków. Strażnicy ostrzegli także jednostki przebywające na morzu, aby nie zbliżały się do cieśniny, ponieważ może być to dla nich niebezpieczne.

W cytowanym przez agencję Reutera oświadczeniu Marynarki Wojennej Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej napisano, że decyzja o zamknięciu cieśniny jest efektem naruszenia przez Izrael zawieszenia broni w Libanie, które zostało zapisane w 14-punktowym wstępnym porozumieniu zawartym przez USA i Iran wcześniej w tym tygodniu.

Wcześniej informację o zamknięciu cieśniny Ormuz podała agencja Mehr, powołując się na irański Sztab Generalny.