ZBRODNIE: Izrael zbombardował jedyny działający w południowej Gazie szpital publiczny. I to dwukrotnie!

Izrael zbombardował jedyny działający w południowej Gazie szpital publiczny. I to dwukrotnie!

https://pch24.pl/izrael-zbombardowal-jedyny-dzialajacy-w-poludniowej-gazie-szpital-publiczny-i-to-dwukrotnie

(EPA/HAITHAM IMAD Dostawca: PAP/EPA.)

W poniedziałek wojsko Izraela zbombardowało główny szpital w południowej Strefie Gazy. Wkrótce, gdy trwała akcja ratunkowa, ten sam szpital został ponownie zaatakowany. W wyniku ostrzału zginęło co najmniej 20 osób, w tym pięciu dziennikarzy, którzy nieśli pomoc rannym. Chociaż działania te wzburzyły opinię międzynarodową, władze Tel Awiwu bagatelizują sprawę.

Najpierw uderzono w najwyższe piętro budynku szpitala Nasser, zabijając między innymi dziennikarza Reutersa, Hussama al-Masriego i innych. Gdy na pomoc rannym pospieszyli ratownicy i pozostali dziennikarze, 15 minut później izraelskie wojsko ponownie uderzyło w to samo miejsce.

„The Guardian” sugeruje, że „izraelski atak na szpital w Strefie Gazy może stanowić zbrodnię wojenną”. [a CZYMŻĘŻ INNYM MOŻE BYĆ? MD]

Telewizja ALGhad podczas transmisji na żywo uchwyciła momenty ataków, pokazując pracowników obrony cywilnej w jaskrawopomarańczowych kamizelkach i dziennikarzy unoszących ręce w celu osłony na kilka sekund przed śmiercią spowodowaną uderzeniem drugiej bomby.

Kolejne nagrania zarejestrowały skutki bombardowań, ukazując ciała ratowników i dziennikarzy leżących jednych na drugich, zakrwawione i pokryte gruzem.

============================================================

Atak izraelskiego wojska spotkał się z powszechną krytyką opinii publicznej na świecie i z falą międzynarodowego potępienia, w tym ze strony polityków.

Szef brytyjskiej dyplomacji David Lammy mówił, że „jest przerażony atakiem Izraela na szpital Nassera”. „Cywile, pracownicy służby zdrowia i dziennikarze muszą być chronieni. Potrzebujemy natychmiastowego zawieszenia broni” – napisał na platformie X.

Prezydent USA Donald Trump komentował, że „nie jest z tego zadowolony”, a prezydent Francji Emmanuel Macron określił go jako „nie do zniesienia”.

Premier Izraela, Benjamin Netanjahu wyraził „głęboki żal” z powodu „tragicznego wypadku” w szpitalu Nassera.

Tel Awiw regularnie atakuje szpitale, twierdząc, że Hamas wykorzystuje je do celów wojskowych. Regularnie zabija także dziennikarzy w Strefie Gazy, sugerując, że mają oni powiązania z Hamasem.

W poniedziałkowych atakach zginęli: dziennikarz Reutersa Hussam al-Masri; Mariam Abu Dagga, która pracowała dla Associated Press; dziennikarz Al-Dżaziry Mohammed Salam; fotoreporter Moaz Abu Taha i Ahmad Abu Aziz z Quds Feed. Inny dziennikarz Reutersa, Hatem Khaled został ranny.

Jak szacuje Komitet Ochrony Dziennikarzy (CPJ), od 7 października 2023 r. zginęło co najmniej 193 palestyńskich dziennikarzy. CPJ potępiło działania Izraela i zaapelowało do społeczności międzynarodowej o podjęcie akcji. – Izraelskie zabójstwa dziennikarzy w Strefie Gazy są transmitowane, a świat wciąż obserwuje to i nie podejmuje zdecydowanych działań w odpowiedzi na najstraszniejsze ataki, jakich doświadczyła prasa w najnowszej historii – ubolewała dyrektor regionalna Komitetu, Sara Qudah. ​- Te bezprawne zabójstwa muszą się natychmiast skończyć. Sprawcy nie mogą dłużej pozostawać bezkarni – dodała.

Agencja Associated Press poinformowała, że ​​jest zszokowana i zasmucona wiadomością o śmierci Daggi, a także o śmierci innych dziennikarzy. „Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby zapewnić bezpieczeństwo naszym dziennikarzom w Strefie Gazy, którzy nadal dostarczają kluczowych relacji naocznych świadków w trudnych i niebezpiecznych warunkach” – poinformowano.

Agencja Reutersa również zaznaczyła, że ​​jest zdruzgotana wiadomością o śmierci Masriego i zranieniu Khaleda. – Pilnie poszukujemy więcej informacji i zwróciliśmy się do władz Strefy Gazy oraz Izraela o pomoc w zapewnieniu pilnej pomocy medycznej dla Hatem – informował rzecznik agencji.

Izraelskie wojsko tłumaczy się, że to był „wypadek” i już zarządzono wstępne dochodzenie w sprawie. Zapewniono, że Izrael „nie atakuje dziennikarzy jako takich”.

Izraelskie dochodzenia w sprawie nadużyć ze strony wojska rzadko kończą się pociągnięciem kogokolwiek do odpowiedzialności. 88% śledztw w sprawie zarzutów popełnienia zbrodni wojennych w Strefie Gazy zostało umorzonych lub pozostawionych bez rozstrzygnięcia.

Izraelskie śledztwo na przykład w sprawie zabójstwa palestyńsko-amerykańskiej dziennikarki Al-Dżaziry, Shireen Abu Akleh przez izraelskiego snajpera w 2022 roku nigdy nie zostało zakończone.

Izrael uniemożliwił międzynarodowym mediom relacjonowanie wojny w Strefie Gazy. To bezprecedensowy zakaz w historii relacji wojennych.

Zaatakowany szpital Nassera jest jedynym działającym szpitalem publicznym w południowej Strefie Gazy.

Tego samego dnia izraelscy żołnierze zabili co najmniej sześć osób i ranili piętnaście innych, które usiłowały dotrzeć do punktu dystrybucji żywności w centrum Gazy, obsługiwanego przez prywatną, wspieraną przez USA Fundację Humanitarną Gazy (GHF).

W najbliższych dniach Tel Awiw planuje inwazję na miasto Gaza.

Od początku wojny w Strefie Gazy zginęło co najmniej 62 686 Palestyńczyków. Izrael rozpoczął szeroko zakrojoną ofensywę po ataku bojowników Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku, w którym zginęło około 1200 osób, a 250 zostało wziętych jako zakładnicy.

Źródło: theguardian.co.uk AS

„Światy Lękowe ukraińskich onuc”

„Światy Lękowe ukraińskich onuc”

Autor: CzarnaLimuzyna , 26 sierpnia 2025

Tytuł sam w sobie zawiera uprzejme założenie, że świadomość przyjaciół banderowskiej Ukrainy została poważnie zaburzona przez lęk.

Do tej grupy należy dołączyć także tych, którzy a priori odrzucają wszystko, co ma związek z Karolem Nawrockim niezależnie od tego czy są to dobre czy złe rzeczy.

Nawrocki może wyłączyć Internet Ukrainie!

– głoszą dramatyczne nagłówki komentarzy.

Oczywista brednia. Po prostu będą musieli zapłacić sami, a często płacą za różne rzeczy – INNYM – wszystkim prócz Polsce, na którą plują.

Od 1 października Polska może wstrzymać płatności, a Starlink to kluczowe łącze dla wojska i uchodźców – alarmuje Mateusz Grzeszczuk, autor książki „Światy Lękowe”.

Adekwatny tytuł. Myślę, że Ukraina należy do “Światów Lękowych” wszystkich tych, którzy nadużywają głównego ścieku do codziennych ablucji.

==============================

Dictum acerbum Radka Pogody:

Przecież Ukraina ma:

– niższy poziom długu publicznego od Polski,

– dość środków, by szykować budowę nowej elektrowni atomowej,

– handluje bronią po całym świecie,

– opłaca setki (jeśli nie tysiące) wysokich urzędników w Unii, Stanach i “innych stranach”. … Ergo: chyba na te abonamenty jakoś będzie ich stać. W końcu urządzeń z okopów nikt wyciągać i odsyłać do Polski nie będzie…

Stawiając kropkę nad „i”. Fakt, że Rosja walczy z banderowską Ukrainą nie stanowi usprawiedliwienia abyśmy z tego powodu mieli pomagać Putinowi. Ruskim i ukraińskim onucom mówimy zdecydowanie – Nie!

Strażniku Konstytucji! Czyń powinność !

Toż to nie wiatraki szkodzą, a obłędna „polityka klimatyczna” !!

[Tytuł mój. Obudźmy się ! md]

Niemcy uderzają w OZE. Stawianie wiatraków: „Niepotrzebne i za drogie”

25.08.2025 https://www.tysol.pl/a145581-niemcy-uderzaja-w-oze-stawianie-wiatrakow-niepotrzebne-i-za-drogie

W niemieckiej debacie publicznej coraz częściej pojawiają się głosy krytykujące dotychczasowy kierunek transformacji energetycznej. Były polityk Zielonych i burmistrz Tybingi Boris Palme ocenił, że obecna polityka klimatyczna Niemiec przynosi więcej szkód niż korzyści i wymaga gruntownej zmiany podejścia. Do jego poglądów skłania się Leonhard Birnbaum, szef koncernu energetycznego E.ON, który stwierdził, że dotąd ignorowano koszty dla społeczeństwa, koncentrując się jedynie na politycznych celach klimatycznych.

Farma wiatrowa (zdj. ilustracyjne) Niemcy uderzają w OZE. Stawianie wiatraków:

„Model, który prowadzi do ubóstwa”

Boris Palmer, przytaczany przez portal biznesalert.pl, zaznaczył, że Niemcy zbliżają się do granic swoich możliwości gospodarczych, co prowadzi do napięć społecznych i utraty pozycji na arenie międzynarodowej. W jego opinii kraj nie może dalej pełnić roli kosztownego wzorca ochrony klimatu, jeśli nie przynosi to realnych korzyści ekonomicznych. Wezwał do rzetelnej oceny skutków transformacji i skupienia się na efektywności kosztowej. Podkreślił również, że świat nie chce naśladować modelu, który prowadzi do ubóstwa.

Polityczne cele klimatyczne

Podobną krytykę wygłosił szef koncernu energetycznego E.ON Leonhard Birnbaum. W swoim artykule dla „Die Welt” stwierdził, że realizacja niemieckiej transformacji energetycznej została przeprowadzona w sposób nieprzemyślany i zbyt drogi. Jego zdaniem ignorowano koszty dla społeczeństwa, koncentrując się jedynie na politycznych celach klimatycznych. Wskazał na chaotyczne inwestycje w odnawialne źródła energii – m.in. farmy wiatrowe i fotowoltaiczne – budowane w miejscach, gdzie nie są potrzebne, przy już przeciążonej infrastrukturze energetycznej.

Birnbaum ostrzegł, że mimo pozornie darmowych źródeł jak wiatr i słońce system staje się coraz bardziej kosztowny – a ciężar finansowy ponoszą obywatele i przedsiębiorstwa.

Dane Eurostatu

Dane Eurostatu z drugiej połowy 2024 r. pokazują, że Niemcy mają najwyższe ceny energii elektrycznej w UE – 39,4 eurocenta za kWh, podczas gdy np. na Węgrzech jest to 10,3 centa. Dodatkowo, według badania Ipsos z okazji Dnia Ziemi w 2025 r., rośnie sceptycyzm Niemców wobec walki ze zmianami klimatu. Tylko 53 proc. obywateli czuje się za nią odpowiedzialnych (w 2021 r. było to 69 proc.). Obawy dotyczą m.in. rosnących kosztów energii i braku realnych korzyści z transformacji – zarówno dla zdrowia, jak i rynku pracy.
 

Zabójcze terapie leczenia nowotworów czyli medycyna „rokefelerna”

Zabójcze terapie leczenia nowotworów czyli medycyna „rokefelerna” w polskiej medycynie

Anthony Ivanowitz 30.07.2025r. http://www.pospoliteruszenie.org/zabojcze%20procedury.html


Leczenie czy ludobójstwo? Pytanie takie pojawia się samo, po analizie danych statystycznych!



Niemiecki lekarz Stefan Rastocny w książce „Biorezonans i inne techniki terapeutyczne” pisze, że (UWAGA)… 50 do 80 % diagnoz stawianych w niemieckich szpitalach jest błędnych, co wynika z oficjalnych statystyk medycznych!

Co to oznacza dla osób u których zdiagnozowano chorobę nowotworową? (przypomnę w tym miejscu, że wśród przyczyn zgonów w krajach białego człowieka, nowotwory zajmują drugą pozycję, po chorobach kardiologicznych)

Oznacza to, że co najmniej połowa z nich (a być może nawet 80%) nie ma żadnego raka, jest tylko albo ofiarą pomyłki diagnostycznej, albo ofiarą świadomego oszustwa!

Ponieważ leczenie chorób nowotworowych  przynosi lekarzom i szpitalom największy zysk finansowy, więc jest wielce prawdopodobne, że „diagnozują” one chorobę nowotworową  (na którą faktycznie pacjent nie cierpi) tylko po to aby poddać go zupełnie nie potrzebnej terapii, za którą NFZ zapłaci ogromne pieniądze.


Jeśli ktoś sądzi, że takie przekręty są niemożliwe w świetle etyki lekarskiej, to przypomnę, że środowisko „białych kitli” dało się poznać z jak najgorszej strony w czasie tak zwanej pandemii, w czasie której ludzie ci wymordowali ponad 250 tysięcy chorych pacjentów!
[To tylko w Polsce, przypomnę. MD]


Od dłuższego już czasu, Polska przoduje w statystykach amputacji stóp cukrzycowych, a to dlatego, że za amputację stopy NFZ płaci 5 tysięcy złotych, zaś za leczenie 4 tysiące zł.(pisałem o tym tutaj: http://www.pospoliteruszenie.org/ministerstwo%20smierci.html

Oba te przypadki (i szereg innych)pokazują, że polskie środowisko medyczne to zdemoralizowana grupa zawodowa która dla pieniędzy gotowa jest działać na szkodę pacjentów!

Wszyscy ci nieszczęśnicy którzy mają raka i ci u których tylko raka pomyłkowo (bądź z oszukańczym rozmysłem) zdiagnozowano zostaną poddani „nowoczesnej „metodzie leczenia nowotworu, polegającej na chirurgicznym usunięciu tkanki „nowotworowej”, następnie radioterapii i chemioterapii. W wyniku tej „nowoczesnej” terapii onkologicznej, 97% z nich umrze w krótkim czasie (do 5 lat od operacji) a tylko 3 % dożyje 5 lat i dłużej.

Średni okres życia pacjenta poddanego „nowoczesnej” terapii leczenia raka wynosi… 2 lata od momentu zakończenia leczenia! [Oficjalne statystyki mówią co innego.. MD]

Te tragiczne statystyki wydają się być jakąś farsą zwłaszcza w świetle innych statystyk pokazujących, że średni okres przeżycia ludzi z chorobą nowotworową, która nie jest w żaden sposób leczona wynosi…12,5 lat, od momentu zdiagnozowania.

Dlaczego miliony ludzi na całym świecie poddaje się zabójczej terapii „nowoczesnego” leczenia nowotworów? Gdyż o przytoczonej statystyce nie wiedzą, a lekarze o niej nie informują, choć  mają taki prawny obowiązek!!

„Nowoczesna” terapia leczenia chorób nowotworowych praktykowana w szpitalach w Polsce i na świecie,  nie ma żadnego uzasadnienia nie tylko w świetle przytoczonych statystyk, ale również urąga elementarnej wiedzy medycznej!

Jedna z hipotez wyjaśniająca przyczyny chorób nowotworowych, mówi, że są one skutkiem zatrucia organizmu toksynami które dostają się do organizmów ludzi wraz w przyjmowanym pożywieniem, lekami, szczepionkami, wdychanym powietrzem, itp. Toksynami zatruwającymi organizm człowieka mogą być nie tylko związki chemiczne dodawane do żywności, ale również zarodniki grzybów i pleśni obecne we wdychanym powietrzu, różne gazy uwalniane z wyrobów przemysłowych, itp.
Jeśli organizm człowieka (jego układ odpornościowy) jest silny, to toksyny usuwa poprzez pot, mocz, kał, śluz wydalany przez nos i jamę ustną., czy wydychane powietrze.

Za odporność organizmu w dużej części odpowiada mikrobioton jelitowy, czyli mikroorganizmy żyjące w jelitach. Literatura podaje, że tych mikroorganizmów może być nawet…4 kilogramy.
Jeśli człowiek w wyniku nieprawidłowego odżywiania i trybu życia (lekomanii, szczepień, stresu, itp) zatruje swój mikrobioton jelitowy, to jego odporność immunologiczna dramatycznie się obniży! Organizm „zalewany” truciznami nie ma siły je neutralizować i przechodzi w tryb ich magazynowania, w specjalnych „workach” co lekarze nazywają guzami nowotworowymi.
Guzy nowotworowe to takie „kosze na śmieci”, otoczone specjalną tkanką która izoluje „kosz” z truciznami od  zdrowych tkanek.
Chirurgiczne usunięcie takiego guza, a wcześniej uszkodzenie jego „otoczki” w czasie biopsji (pobierania materiału do badań), jest najgorszą rzeczą jaką można w takiej sytuacji wykonać! Część trucizn jaka się w czasie tych operacji wydostanie z „kosza” infekuje zdrowe tkanki organizmu, co zmusza go do tworzenia następnych „koszy”, co lekarze nazywają „przerzutami”.

Ale to dopiero początek nieszczęścia! Po chirurgicznej operacji usunięcia guza, lekarze ordynują absurdalny z medycznego punku widzenia zabieg chemioterapii, co polega na „zalaniu” organizmu trucizną która ma teoretycznie zniszczyć tak zwane przerzuty.

Chemioterapia nie niszczy „przerzutów”, tylko cały organizm, w tym mikrobiotę jelitową, co prawie całkowicie pozbawia organizm odporności immunologicznej!

Jak by tej destrukcji było mało w następnej kolejności pacjent jest poddawany radioterapii, czyli naświetlaniu organizmu falami radiowymi o wysokiej częstotliwości. Suma tych „terapii” wyniszcza człowieka, uśmiercając go w czasie średnio 2 lat!

Naukowcy odkryli, że chemioterapia  powoduje eskalację tak zwanych „przerzutów”!
– To, że chemioterapia może paradoksalnie przyspieszać rozwój choroby to ważne odkrycie – przyznaje prod. Tsonwin Hai, autor badania.
(źródło: https://www.termedia.pl/onkologia/Paradoks-chemioterapii-leczy-raka-i-ulatwia-powstawanie-przerzutow,27126.html

Łatwo ten mechanizm wyjaśnić! Jeśli organizm człowieka zostanie wręcz „zalany” trucizną w ramach tak zwanej chemioterapii, to rozpaczliwie próbuje się bronić poprzez utworzenie wielu „koszy na śmieci”, (czyli tak zwanych przerzutów) w których izoluje trucizny. Ponieważ tej trucizny jest ogromna ilość, ilość przerzutów też jest duża, co w końcu wyczerpuje zdolności obronne organizmu, prowadząc do zgonu!


Jaka powinna być terapia chorób nowotworowych w świetle przedstawionej hipotezy? Po pierwsze trzeba natychmiast przerwać proces „zalewania” organizmu ludzkiego toksynami pochodzącymi z pożywienia, leków, szczepionek, itp.
Wielu lekarzy proponuje specjalne diety odtruwające, najbardziej znana jest dieta profesora Gersona, więcej tutaj: https://www.zwrotnikraka.pl/diety-alternatywne-naturalne-rak/
Obok diety niezależni lekarzy proponują spożywanie substancji odkwaszającej organizm (na przykład sodka oczyszczona, ocet jabłkowy, itp), oraz amigdalinę, substancję obecną w pestkach owoców, w największej ilości w pestkach moreli gorzkiej, bądź jej pochodną: letril..


Z całego świata płyną informacje o wyleczeniu nowotworów poprzez zażywania środków niszczących pasożyty, takich jak: iwermektyna, fenbendazol i mebendazol. To by wskazywało, że pasożyty są jednym z poważnych źródeł zatruwania organizmu ludzi!

Więcej o leczeniu nowotworów lekami niszczącymi pasożyty tutaj: https://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2025/07/rewelacja-iwermektyna-fenbendazol-i-mebendazol-niszcza-raka-badanie-z-2024-r-potwierdza-nastepuje-panika-big-pharma-wideo/  


Polska medycyna ludowa od dziesięcioleci zaleca spożywanie ziół niszczących pasożyty (piołun, wrotycz) przy chorobach nowotworowych. Niestety polscy naukowcy nie zainteresowali się tym tematem, wybierając współpracę z Big Farmą!

Czy alternatywne metody leczenia chorób nowotworowych gwarantują wyleczenie? Oczywiście nie! Jednak w sytuacji gdy medycyna „rokefelerna „zapewnia prawie 100% śmiertelność leczenia nowotworów w ciągu 2 lat po zakończeniu terapii, każde wydłużenie życia  ponad te 2 lata (a często całkowite wyleczenie!), warte jest podjęcia ryzyka. 

Anthony Ivanowitz 30.07.2025r.
www.pospoliteruszenie.org  

=====================================

mail: [o sodzie oczyszcz.]

„Obok diety niezależni lekarzy proponują spożywanie substancji odkwaszającej organizm (na przykład sodka oczyszczona, ocet jabłkowy, itp), oraz amigdalinę, substancję obecną w pestkach owoców, w największej ilości w pestkach moreli gorzkiej, bądź jej pochodną: letril..”

Odpowiedź, poprawka: Nie ma czegoś takiego jak zakwaszony organizm, albo odkwaszanie!
soda oczyszczona – neutralizuje kwas żołądkowy, niestrawione jedzenie trafia do jelita, gdzie bakterie nie są wstanie tej kiszonki z procesami gnilnymi rozłożyć, dochodzi do zapalenia jelit i obniżenia znacząco odporności!

– ocet jakbłkowy nie odkwasza, a problemem jest niedokwaśność żołądka. Powinniśmy mieć ph nawet 1,5!

Ludzie powinni jeść jedynie sól niejodowaną (naszą Kłodawską) – poprawia trawienie

białą śmiercią jest cukier rafinowany

pozdrawiam

SM

Terapia słońcem

Terapia słońcem

Marucha w dniu 2025-08-25 terapia-sloncem

Zamiast łykać chemiczne, trujące gówno zwane lekami, opalaj się. Wyzdrowiejesz i sporo kasy zaoszczędzisz!

Wielu tak zwanych „naukowców” pasożytujących na służbie zdrowia uważa, że przyczyną zapaści polskiej medycyny są zbyt małe nakłady finansowe państwa i obywateli na utrzymanie i rozwój szpitali i leczenia domowego.

Pogląd taki łatwo obalić na podstawie danych statystycznych pokazujących stopień finansowania ochrony zdrowia w poszczególnych państwach. Najwyższe na świecie nakłady finansowe na ochronę zdrowia ponoszą obywatele USA i budżet tego państwa. Jednocześnie Amerykanie stanowią jedno z najbardziej schorowanych społeczeństw na świecie!

Wyjaśnienie tego paradoksu jest proste: współczesna medycyna oparta na chemicznych lekach ( z reguły silnych truciznach) prowadzi do masowego zatruwania całych populacji, co jest w interesie firm farmaceutycznych, które zatruwając ludzi w skali masowej, „tworzą” sobie klientów z reguły dozgonnych!
Pompowanie dowolnie dużych pieniędzy w taki system, tylko dramatycznie pogarsza stan zdrowotny całej populacji, zaś „tuczy” firmy farmaceutyczne i środowisko „białych kitli”.

Medycyna światowa brnie w ślepy zaułek z którego na razie nie widać wyjścia.

Pomijając medycynę ratunkową leczącą przeróżne urazy (która jest na bardzo wysokim poziomie), pozostałe działy lecznictwa stanowią urągające podstawowej wiedzy medycznej dziadostwo, które każdy rozsądny człowiek powinien omijać na kilometr, jeśli chce zachować zdrowie i życie.

Ochrona własnego zdrowia wcale nie jest trudna o ile zachowamy zdrowy rozsądek i wykażemy zainteresowanie problematyką zdrowotną propagowaną przez tak zwaną medycynę alternatywną.

Niewielu ludzi wie, że pierwszym i najlepszym uzdrowicielem jest… słońce!

Wielorazowa ekspozycja na światło słoneczne, wywiera dobroczynny wpływ na zdrowie, gdyż:

– niszczy patogenne mikroby
-zmniejsza nagromadzenie się szkodliwego kwasu mlekowego w mięśniach, nawet bez ćwiczeń.
-spowalnia i pogłębia oddychanie
-zmniejsza tętno spoczynkowe
-pomaga płucom absorbować więcej tlenu
-pomaga mięśniom lepiej wykorzystać tlen już obecny w organizmie
-pomaga w wykształceniu się mięśni i eliminacji tłuszczów nawet przy braku aktywności
-zwiększa ukrwienie głęboko położonych narządów wewnętrznych oraz mięśni dzięki pobudzającemu wpływowi na współczulny układ nerwowy
-normalizuje poziom hormonów, co przynosi korzystne zmiany, poczynając od szybszego leczenia ran aż po redukcję stresu.

Promieniowanie słoneczne wytwarza w skórze człowieka witaminę D3, która stanowi podstawę układu odpornościowego ludzi.

W roku 1903 szwajcarski lekarz Auguste Rollier założył w Alpach pierwszą europejską klinikę do leczenia gruźlicy przy użyciu energii słonecznej.. Odnosiła takie sukcesy, że podobne ośrodki powstały w całej Europie!
W tym samym roku Niels Finsen z Danii zdobył nagrodę Nobla za pierwsze pomyślne leczenie skóry terapią słoneczną (UV).

Na całym świecie lekarze przepisywali opalanie się (najlepiej nago) osobom chorującym na różę , gruźlicę skóry, kości, tocznia i inne dolegliwości.

Doktor Jerzy Jaśkowski, na podstawie przeprowadzonych przez siebie badań, twierdził, że najlepiej opalać się w godzinach od 11 do 13. Ekspozycja w tych godzinach maksymalnie „ładuje” akumulatory” witaminą D3.

[Jurek J. nic nie „badał”, nie musiał. Podał tylko ten „przepis”, bo wtedy kosinus padania promieni Słońca jest największy. Tego uczyli w podstawówce, teraz założę się, że większość absolwentów np. socjologii o tym nie wie. M. Dakowski]

Jaka była przyczyna, że terapia słońcem poszła w zapomnienie? Dlaczego współczesna medycyna okłamuje ludzi, że promienie słoneczne są szkodliwe gdyż wywołują nowotwory skóry?

Przez tysiące lat nasi przodkowie z powodzeniem korzystali z leczniczych promieni słońca, opalając się w granicach rozsądku. Prawidłowa technika opalania polega na stopniowym wystawianiu ciała na słońce tak aby skóra zdążyła wytworzyć warstwę melaminy, pigmentu chroniącym przed oparzeniem słonecznym.

Dlaczego więc terapia słońcem został przez współczesną medycynę zakazana? Gdyż jest darmowa i leczy ludzi pozbawiając tak zwane środowisko medyczne kasy!

Argument, że promienie słoneczne wywołują nowotwory skóry jest kłamliwy, co pokazują dane statystyczne!
Po pierwsze nowotwory skóry są bardzo rzadkimi chorobami, po drugie występują trzykrotnie częściej w krajach o małym rocznym nasłonecznieniu (kraje skandynawskie) niż w krajach o dużym rocznym nasłonecznieniu (kraje położone nad morzem Śródziemnym)

Raki skóry to nie efekt opalania się, tylko stosowania kremów i filtrów do opalania, zawierających kancerogenne składniki!

Terapia słońcem – gdyby została rozpropagowana – podniosła by poziom zdrowia ludzi, bez żadnych kosztów, co stanowi jej podstawową wadę! Nie da się na niej zarobić ani „białym kitlom” ani koncernom farmaceutycznym, więc z ich punktu widzenia jest szkodliwa!

[Ależ ta pani jest ubrana, jak więc Słońce ma ją leczyć? Pokazałbyś jakąś zgrabną golaskę, dla promocji Słońca.. md]

Anthony Ivanowitz
http://www.pospoliteruszenie.org/

Gminy sfinansują w szkołach drugą lekcję religii? Satanistki w min. „oświaty” i w kuratorium w szale.

Gminy sfinansują w szkołach drugą lekcję religii? Kuratorium zapowiada dyscyplinowanie takich placówek

https://pch24.pl/gminy-sfinansuja-w-szkolach-druga-lekcje-religii-kuratorium-zapowiada-dyscyplinowanie-takich-placowek

Część gmin w województwie małopolskim zamierza sfinansować dzieciom drugą lekcję religii w ramach „kółka zainteresowań”.

Zacietrzewione kuratorium oświaty reaguje i już zapowiada kontrole w szkołach, w których uczniowie otrzymają możliwość uczestnictwa w drugiej lekcji religii.

Jak podaje Radio Kraków, w Małopolsce odnotowano przypadki gmin, których władze i mieszkańcy nie zgadzają się z decyzją Ministerstwa Edukacji Narodowej. Chodzi o ograniczenie lekcji religii do jednej godziny w tygodniu. W związku z okrojeniem liczby godzin lekcyjnych przez resort Barbary Nowackiej, niektóre gminy zamierzają same ufundować uczniom dodatkową lekcję religii, tak aby uczniowie na lewicowych zmianach nie byli stratni, a rodzice byli spokojniejsi o edukację dzieci.

Pomysł staje się w Małopolsce coraz popularniejszy, a kolejne gminy zapowiadają działania uchwałodawcze w tej sprawie. Dodatkowa lekcja religii dla uczniów miałaby zostać zorganizowana w ramach „kółka zainteresowań”. Gminy, które zamierzają wprowadzić takie rozwiązania to m.in. Czarny Dunajec, Tuchów oraz Szerzyny.

Jednak stojące „na straży” lokalne kuratorium oświaty nie zamierza stać bezczynnie. Wpadło już na pomysł jak zniechęcić gminy, które chcą pomóc uczniom, udostępniając im drugą lekcję religii. Te placówki, które wprowadzą takie możliwości dla uczniów, muszą liczyć się ze specjalnymi kontrolami.

Kuratorium oświaty chce skrupulatnie badać, czy organizacja dodatkowej lekcji religii zostanie zorganizowana w zgodzie z przepisami prawa. „Sprawdzamy, w jaki sposób, czy przez przypadek nie została wykorzystana tak zwana godzina do dyspozycji dyrektora. Gminy deklarują, że znajdą własne środki, my sprawdzimy arkusze, czy nie ma tam godziny do dyspozycji, bo takie zakusy były. Godziny do dyspozycji dyrektora są finansowane centralnie” – mówi Gabriela Olszowska, małopolska kurator oświaty.

Źródło: radiokrakow.pl

Polscy rodzice chcą wyrwać dzieci ze szponów systemu! Kościół nareszcie reaguje! – Bartosz Kopczyński

Polscy rodzice chcą wyrwać dzieci ze szponów systemu! Kościół nareszcie reaguje! – Bartosz Kopczyński

Autor: AlterCabrio , 25 sierpnia 2025

Kościół nie jest częścią żadnego ziemskiego systemu. Natomiast część ziemskich struktur Kościoła, czyli przynajmniej część Episkopatu, część hierarchii w jakiś sposób wchodzi w różne interakcje z tym systemem, czyli z tym porządkiem szatańskim. Niektórzy robią to świadomie, kierują się dobrą wolą popadając w błędy, inni robią to świadomie. Są tacy, tu można nawet z imienia i nazwiska wymienić, którzy najprawdopodobniej robią to w pełni świadomie i wiedzą, w czym biorą udział. Nie mówmy, że Kościół jest częścią systemu. Część ludzi Kościoła przeszła na stronę wroga, ale udaje, że tego nie zrobiła.

To też nie jest tak, że Episkopat do tej pory milczał, bo Episkopat wypowiadał się w tych kwestiach i wypowiadał się po naszej stronie. Oczywiście było to na skutek działań, usilnych działań KROPSu, czyli Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły.

−∗−

Polscy rodzice chcą wyrwać dzieci ze szponów systemu! Kościół nareszcie reaguje! Bartosz Kopczyński u Julii Gubalskiej!

https://banbye.com/embed/v_BckUGc60yOMB

BONUS:

KAJA GODEK MIAŻDŻY SZKODLIWE POMYSŁY BARBARY NOWACKIEJ

Kaja Godek (Fundacja Życie i Rodzina) i Paweł Momro (Fundacja Wolność i Własność) byli gośćmi Pawła Ozdoby w programie “Tygodnik PCh24”.

00:00 wstęp
01:00 rozmowa z Kają Godek na temat „reform” Nowackiej
26:25 Paweł Momro o pułapce wiatrakowej i systemie ETShttps://www.youtube.com/embed/FWvMZlyZiis?si=256LVDbxpamCMtk9

Veto Karola Nawrockiego utrudni życie banderowcom w Polsce

Veto Karola Nawrockiego utrudni życie banderowcom w Polsce

, 25 sierpnia 2025

Prezydent III RP, Karol Nawrocki zawetował ustawę o dalszej pomocy dla obywateli Ukrainy w Polsce. Ponadto chce ustawowego zrównania symboli Bandery z symbolami nazistowskimi i komunistycznymi.


X

Dostęp do naszych systemów socjalnych oraz ochrony zdrowia wyłącznie dla pracujących i płacących składki w Polsce. Wydłużenie okresu umożliwiającego uzyskanie obywatelstwa oraz zakaz banderyzmu. To niektóre założenia ustawy Prezydenta Karola Nawrockiego. /Nawrocki 2025/X

Amerykanie i Anglicy zabezpieczyli swoje interesy. Polska jak zwykle została [—-]

Amerykanie i Anglicy zabezpieczyli swoje interesy. Polska jak zwykle została pominięta

26.08.2025 Stanisław Michalkiewicz

Prezydent Rosji Władimir Putin i prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Donald Trump podczas spotkania w Anchorage na Alasce.
Prezydent Rosji Władimir Putin i prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Donald Trump podczas spotkania w Anchorage na Alasce. / foto: Wikimedia, kremlin.ru, CC BY 4.0

Świat wstrzymał oddech, gdy do Anchorage na Alasce przyleciał najpierw prezydent USA Donald Trump, a wkrótce potem – rosyjski prezydent Włodzimierz Putin. Prezydent Trump oczekiwał go na rozścielonym uprzednio czerwonym dywanie, a kiedy prezydent Putin, maszerując po dywanie dotarł do prezydenta Trumpa, ten uścisnął mu dłoń, po czym zaprowadził do limuzyny, którą podjechali do gmachu, gdzie miały odbyć się rozmowy.

To zachowanie prezydenta Trumpa spotkało się z pryncypialną krytyką środowisk miłujących pokój. Wiadomo bowiem, że zamiast uściskać dłoń Putina, prezydent Trump powinien udusić go własnymi rękami, albo od razu na czerwonym dywanie, albo – jeszcze lepiej – w limuzynie, żeby ani dzieci, ani osoby wrażliwe nie widziały w telewizji tych drastycznych scen. Stało się jednak inaczej i rozmowy się rozpoczęły.

Jak tam było, tak tam było – bo toczyły się one za zamkniętymi drzwiami – ale o tym, o czym rozmawiano i co uzgodniono, możemy dedukować z wypowiedzi obydwu prezydentów na konferencji prasowej. Pierwszy zaczął prezydent Putin, który swoje wystąpienie odczytał z kartki, podczas gdy prezydent Trump mówił bez żadnych notatek. Z wystąpienia prezydenta Putina można wyciągnąć wniosek, że obydwaj prezydenci odrzucili pomysł ukraiński, by rozmowy pokojowe zostały poprzedzone bezwarunkowym zawieszeniem broni. Przeciwnie – zarówno prezydent Putin, jak i prezydent Trump zgodnie opowiedzieli się za kompleksowym uregulowaniem pokojowym, które siłą rzeczy musiałoby obejmować szerokie spektrum spraw.

Dodatkowo prezydent Putin na tej konferencji powtórzył to, co wielokrotnie mówił wcześniej, a potem jeszcze raz powtórzył to w wystąpieniu po powrocie do Moskwy – że muszą zostać usunięte „pierwotne przyczyny tej wojny”. Co to za przyczyny?

20 listopada 2010 roku, na szczycie NATO w Lizbonie, proklamowane zostało strategiczne partnerstwo NATO-Rosja. Był to efekt zarówno „resetu”, jaki 17 września 2009 roku przeprowadził w stosunkach amerykańsko-rosyjskich prezydent Obama, jak i 25-letnich starań o ustanowienie w Europie nowego porządku politycznego, który ostatecznie zastąpiłby nieaktualny już porządek jałtański. Najważniejszym postanowieniem było oczywiście strategiczne partnerstwo NATO–Rosja – bo ze śmiertelnych wrogów przez całą „zimną wojnę”, obydwaj stali się strategicznymi partnerami. Wcześniejszy „reset” prezydenta Obamy sprawił, że najtwardszym jądrem tego partnerstwa było strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, a jego kamieniem węgielnym był podział Europy na strefę niemiecką i strefę rosyjską – prawie dokładnie wzdłuż linii Ribbentrop-Mołotow.

Prawie – bo republiki bałtyckie, które wraz z innymi państwami Europy Środkowej zostały w 1999 roku przyjęte do NATO, znalazły się po zachodniej, a nie – jak było w 1939 roku – po wschodniej stronie kordonu. I kiedy wydawało się, że klamka zapadła na 50, a może nawet na 100 lat, na przełomie roku 2013 i 2014 prezydent Obama wysadził ten „porządek lizboński” w powietrze. USA wyłożyły 5 mld dolarów na zorganizowanie na Ukrainie „Majdanu” ze strzelaniną i wszelkimi atrakcjami, którego nieukrywanym celem było wyłuskanie Ukrainy z rosyjskiej strefy. Od tego wszystko się zaczęło, to znaczy – Rosja bez wystrzału zajęła Krym, a we wschodnich obwodach, przede wszystkim donieckim i ługańskim, wybuchły niesnaski, których pretekstem były zarządzenia językowe Kijowa. Jeśli zatem od tego wszystko się zaczęło, to „usunięcie pierwotnych przyczyn” wojny może oznaczać jakiś kolejny „reset” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich – bo o strategicznym partnerstwie z NATO na razie chyba nie może być mowy.

Jak pamiętamy, później prezydent Piotr Poroszenko podpisał porozumienia mińskie, które – zwłaszcza w porównaniu z obecną sytuacją – wydawały się dla Ukrainy stosunkowo łagodne. Przewidywały one nieznaczną modyfikację ukraińskiej konstytucji, by w obwodach ługańskim i donieckim można było ustanowić autonomię – przede wszystkim językową, ale obydwa one miały oczywiście pozostać w granicach Ukrainy.

Jednak w międzyczasie nastąpiła zmiana na stanowisku prezydenta Ukrainy; miejsce oligarchy Piotra Poroszenki zajął komik Włodzimierz Zełenski, wynalazek żydowskiego oligarchy z trzema obywatelstwami: ukraińskim, cypryjskim i izraelskim – Igora Kołomojskiego, zaś w USA nowym prezydentem został Józio Biden. Józio Biden musiał naobiecywać prezydentowi Zełenskiemu jakieś gruszki na wierzbie, w rodzaju członkostwa w NATO i w ogóle – bo ten zerwał porozumienia mińskie, a – jak się potem okazało – CIA zainstalowała na Ukrainie 12 tajnych baz.

W tej sytuacji Rosja zareagowała podobnie do reakcji prezydenta Kennedy’ego na rozmieszczenie na Kubie w roku 1962 sowieckich rakiet z głowicami jądrowymi. Kuba była suwerenna, więc mogła przyjaźnić się, z kim chciała oraz na swoim terytorium mogła instalować taką broń, jaką po nieudanej inwazji w Zatoce Świń uznała za stosowne – ale prezydent Kennedy nakazał blokadę morską Kuby, co postawiło świat na krawędzi wojny jądrowej.

Jednak wywiad rosyjski nie docenił uzbrojenia po zęby i wyszkolenia ukraińskiego wojska, w związku z czym nadzieje na powtórkę roku 2014 spaliły na panewce i blitzkrieg się nie udał. W tej sytuacji Rosja niemal z dnia na dzień zmieniła cele wojenne, koncentrując się na wyrąbaniu sobie lądowego połączenia z Krymem – co udało się w stu procentach, łącznie z inkorporowaniem czterech zajętych ukraińskich obwodów do Federacji Rosyjskiej. I teraz – chociaż prezydent Zełenski twierdził, że oddanie Rosji tych obwodów, a co najmniej – donieckiego i ługańskiego – jest „niemożliwe” i że nie nastąpi to „nigdy”, to widocznie prezydent Trump dał mu do zrozumienia, że jak będzie grymasił, to niech sobie dalej wojuje z Rosją – ale już bez Ameryki – bo zrobił się cichy i pokornego serca, zgodził się na rozmowy trójstronne bez wcześniejszego zawieszenia broni i skupił się na „gwarancjach bezpieczeństwa”.

Reichsführerin Urszula Wodęleje wyjaśniła na spotkaniu w szerszym gronie – że chodzi o gwarancje „podobne” do art. 5 traktatu waszyngtońskiego. „Podobne” – a więc jeszcze słabsze niż art. 5, który przecież nie wprowadza ani żadnego automatyzmu reakcji, ani jej wojskowego charakteru. Najwyraźniej „koalicja chętnych” nie ma najmniejszego zamiaru niczego konkretnego Ukrainie gwarantować, zwłaszcza nie mając narzędzi wpływania na postępowanie tego kraju, a jeśli markuje żywe zatroskanie, to dlatego, żeby nie przegapić eksploatacyjnego podziału Ukrainy, gdzie Amerykanie i Anglicy zabezpieczyli swoje udziały wcześniej.

Polska w tym wyścigu jak zwykle została pominięta – ale to nic dziwnego, skoro takie mamy kadry.

W.Brytania: 94 dzieciaczków ukaranych za niezgodę na transfobię. Gdzie są granice absurdu?

94 dzieci ukaranych za niezgodę na transfobię. Gdzie są granice absurdu?

Z raportu brytyjskiego Departamentu Edukacji wynika, że tylko w jednym roku szkolnym aż 94 dzieci zostało zawieszonych albo wyrzuconych ze szkół podstawowych z powodu reakcji na wmuszanie tzw. „transfobii”. Mówimy tu o dzieciach między 5 a 11 rokiem życia. Dzieciach, które często nie rozumieją w pełni pojęcia „płeć”, a już tym bardziej manipulacji przy terminach takich jak „tożsamość płciowa” czy „zaimki”.

A jednak, to właśnie najmłodsi stają się ofiarami bezlitosnej ideologii, która nie przyjmuje sprzeciwu, nie zostawia miejsca na pytania, wątpliwości czy niewinny dziecięcy brak zrozumienia. Dzieci są faszerowane lewackimi ideologiami od początku, a kiedy użyją zdrowego rozsądku są karane za to, że powiedzą obiektywną prawdę bez wydumanej refleksji czy ktoś ma “swoją prawdę”.

Przypomina to historię z „Nowych Szat Króla” Andersena. Tam dziecko również wygłosiło „niepoprawne politycznie” słowa prawy i oszuści zostali zdemaskowani. Współcześni są przebieglejsi.

To, co spotkało na Wyspach czteroletniego chłopca, który nie chciał zwracać się do innego dziecka według „nowych” zaimków, nie było incydentem. Małe dzieci są karane, upokarzane, a nawet usuwane ze szkół – nie za przemoc, nie za agresję, nie za poważne przewinienia, ale za to, że nie podporządkowały się nowemu leksykonowi ideologii gender.

W wielu przypadkach trudno znaleźć szczegółowe opisy każdej sprawy – bo przecież dotyczy to nieletnich – ale skala mówi sama za siebie. Prawie sto przypadków rocznie to nie jest przypadek. To systemowe prześladowanie dzieci, które nie udają, że świat jest czymś innym, niż jest.

Rodzice często są stawiani pod ścianą: albo zaakceptują indoktrynację i wymuszoną zmianę języka, albo ich dzieci spotka ostracyzm, przemoc psychiczna, a w skrajnych przypadkach – wydalenie z placówki edukacyjnej.

Gdzie w tym wszystkim miejsce na ochronę dziecka? Gdzie prawo do wychowania zgodnego z własnym światopoglądem? Gdzie prawo do zadawania pytań, do odmowy, do dziecięcej szczerości?

Tymczasem to właśnie dzieci, których naturalna niewinność nie pozwala im akceptować absurdu, są brutalnie karcone. A to powinno przerażać każdego dorosłego – niezależnie od poglądów. 

Źródło: https://www.telegraph.co.uk/

Wbrew propagandzie, [obecnie] energia odnawialna jest najdroższa

Prof. Mielczarski: wbrew propagandzie, energia odnawialna jest najdroższa

https://pch24.pl/prof-mielczarski-wbrew-propagandzie-energia-odnawialna-jest-najdrozsza

(Fot. Pixabay)

Musimy trzymać w rezerwie elektrownie, to są najczęściej stare elektrownie węglowe, które już powinniśmy zamienić – ostrzwegał prof. Władysław Mielczarski z Instytutu Energetyki Politechniki Łódzkiej

Mamy do czynienia z drugą aktualizacją Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu. Cele się nie zmieniają i są oparte na redukcji dwutlenku węgla. CO2 jest uważane za wroga numer jeden, którego trzeba zredukować – wyjaśniał prof. Milczarski na antenie Radia Maryja.

Wesprzyj nas już teraz!

25 zł

50 zł

100 zł

Cała reszta jest podporządkowana tej redukcji. Nie ma znaczenia, czy jest to osiągalne, czy nie oraz jaką cenę zapłacimy jako społeczeństwo. To jest niemożliwe do zrealizowania, mało tego – grozi nam w pewnym momencie zapaść, szczególnie zimą, kiedy może brakować energii. To jest niezrozumiałe, dlaczego idziemy w tym kierunku – podkreślał uczony.

Gość „Rozmów Niedokończonych” nawiązał do powtarzanych nieustannie przez media sloganów – iż tak zwane odnawialne źródła energii [OZE] są najtańszym sposobem pozyskiwania prądu. Takiemu założeniu podporządkowana jest polityka klimatyczna w wymiarze światowym, krajowym i lokalnym. Jednak wzięcie pod uwagę całego systemu – w tym konieczności bilansowania mocy, utrzymywania rezerw w postaci klasycznych elektrowni, inwestycje w infrastrukturę oraz kosztów – otrzymujemy zupełnie inny  bilans.

Cały czas mówi się, że energia odnawialna jest najtańsza – w rzeczywistości ona jest najdroższa. Kiedy zsumujemy wszystkie koszty, które są, to okazuje się, iż energia klasyczna z węgla nawet po zapłaceniu podatków klimatycznych jest na poziomie rzędu 450 zł za MWh lub 40 gr za kWh. Trzeba wziąć jeszcze pod uwagę, że musimy bilansować energię, bo słońce jest lub go nie ma – zauważył prof. Mielczarski.

Naukowiec wyjaśniał, że generowana przez panele fotowoltaiczne moc 6 tysięcy MW energii jest bardzo duża. „W ciągu kilku godzin produkcja energii z paneli wzrasta i gwałtownie spada, destabilizując system. Musimy trzymać w rezerwie elektrownie, to są najczęściej stare elektrownie węglowe, które już powinniśmy zamienić. One czekają i wieczorem, kiedy spada produkcja z paneli, to w tym momencie one muszą zacząć generować energię, bo my potrzebujemy jej również o godz. 22:00” – czytamy na stronie RadioMaryja.pl.

My nie potrafimy już żyć bez energii. Jeżeli weźmiemy koszty bilansowania, to koszty energii odnawialnej są znacznie większe. Każdy z nas ma rachunek za energię elektryczną, widnieje tam opłata mocowa. Dotyczy ona bilansowania, utrzymywania zdolności produkcyjnej, żeby wtedy, kiedy zajdzie słońce albo przestanie wiać wiatr, klasyczne elektrownie nagle zaczęły produkować i uzupełniać braki. To są ogromnie pieniądze. My płacimy ponad 5 miliardów złotych rocznie na rynek mocy – wyliczał prof. Mielczarski.

–  Oprócz rynku mocy jest potrzeba bardzo szybkiej regulacji. Są to w stanie zrobić magazyny energii, ale one są kosztowne, jeżeli chodzi o zwrot. W związku z tym dajemy subsydia. Ostatnio daliśmy 4 miliardy złotych subsydiów dla firm, które będą budować magazyny energii po to, by skompensować braki. To jest dopiero pierwsza transza, a będą następne, my tego nie widzimy, ale za wszystko płacimy. 85 proc. kosztów, które idą na energię, jest inwestowane w źródła odnawialne, aby je przyłączyć. Myślę, że cała ta polityka jest skonstruowana tak, żeby utrzymywać trochę ludzi w nieświadomości, bo gdyby zobaczyli całkowity rachunek za energię, to może by powiedzieli, iż oni tego nie chcą – zauważył łódzki uczony.

Tak zwany blackout, jakiego doświadczyły niedawno Hiszpania, Portugalia czy Francja, stanowi poważne ostrzeżenie przed oparciem tak znacznego udziału potencjału energii na źródłach zależnych od zmiennej pogody.

– W momencie, kiedy Hiszpania i Portugalia straciły system energetyczny, on się rozłączył, wynikało to ze zbyt dużej ilości źródeł odnawialnych. Rządy nie chcą się do tego za bardzo przyznać. Agencje rządowe w tym przypadku wydały komunikat, że nie wiadomo, jaka była przyczyna braku energii i będzie powołana komisja, która to zbada. My jako inżynierowie widzimy zapisy i widzimy, jaka była kolejność, nie tylko w Hiszpanii, bo 5 lat temu to samo było w Anglii. Tam również była taka sytuacja, iż niestabilność wielkiej farmy morskiej spowodowała, że niestabilności przeniosły się na ląd – przypomniał gość Radia Maryja.

Źródło: RadioMaryja.pl RoM

====================================

M. Dakowski

To są słuszne argumenty- w walce przeciw ideologom „zielonej rewolucji”. Ale gdy ich diabli wezmą, a na pewno wezmą, bo to anty-realistyczne, więc gdy będzie bez dotacji na absurdy – powstanie zdrowa energetyka , gdzie na każdym poziomie można będzie stabilizować wahanie podaży oraz popytu przy pomocy – małych i dużych – magazynów. Nie są drogie, wbrew przesadom obecnych rządzących, a nawet części energetyków. Wielokrotnie tańsze od obecnych podatków „od CO2”.

Cywilizacja łacińska – najlepsza odpowiedź na Wcielone Słowo Boże – ks. prof. St. Koczwara

Niedościgniona cywilizacja łacińska najlepsza odpowiedź ludzka na Wcielone Słowo Boże – ks. prof. St. Koczwara

Autor: AlterCabrio, 24 sierpnia 2025

»Na nowo bardziej rzeczywista jest prawda zawarta w podstawowym twierdzeniu katechizmowym, że
człowiek został stworzony po to, by Boga chwalić, czcić i służyć Mu, a przez to zbawić duszę. Najprostsze ze stwierdzeń dla wielu wydaje się formułą dziecinną czy naiwnie prostą, a jednak głosi ono prawdę leżącą u podstaw każdej ludzkiej egzystencji.«

»Jak mówi psalmista: w pełnieniu woli Bożej jest życie. I to nie tylko dlatego, że nasze życie doczesne jest zależne od woli Bożej, ale zwłaszcza dlatego, że od jej wypełniania zawisło nasze życie duchowe, które sprawia, że Bóg w nas żyje i panuje. My zaś żyjemy i trwamy w Nim.

Możecie za św. Franciszkiem Salezym błagać swojego Oblubieńca: ‘O Panie Przedwieczny, nie dopuść, aby kiedykolwiek stała się moja wola, a nie Twoja. Jesteśmy bowiem na tym świecie nie po to, by spełniać swoją wolę, lecz po to, aby się stała wola Twojej Dobroci, która nas na nim umieściła’.«

−∗−

Niedościgniona cywilizacja łacińska najlepsza odpowiedź ludzka na Wcielone Słowo Boże – ks. prof. Stanisław Koczwara

Szokujące ustalenia w sprawie szczepionek mRNA. Ukrywane zgony i skutki uboczne

Szokujące ustalenia w sprawie szczepionek mRNA. Ukrywane zgony i skutki uboczne

https://dorzeczy.pl/zdrowie/769731/szczepionki-mrna-pfizerbiontech-ukrywal-informacje.html

Szokujące dokumenty badań szczepionki Pfizer/BioNTech na COVID-19, do których dotarł serwis Die Welt, ujawniają możliwe tuszowanie poważnych skutków ubocznych i zgonów uczestników testów.

Nowe dokumenty ujawnione przez niemiecki dziennik „Die Welt” wywołały prawdziwą burzę wokół szczepionki mRNA Pfizer/BioNTech przeciwko COVID-19. Wynika z nich, że podczas kluczowej, trzeciej fazy badań klinicznych mogło dojść do nieprawidłowości, które – jak twierdzą eksperci – powinny zostać natychmiast ujawnione opinii publicznej.

Zatajone informacje o zgonach i skutkach ubocznych

Z materiałów wynika, że część danych o skutkach ubocznych i zgonach uczestników została zatajona lub przedstawiona w sposób, który minimalizował potencjalne ryzyko. Budzi to poważne wątpliwości co do rzetelności procesu zatwierdzania preparatu, zwłaszcza że – jak ujawniono – organy rejestracyjne w USA, Europie i Wielkiej Brytanii wyznaczyły daty dopuszczenia szczepionki do obrotu, zanim zapoznały się z pełną dokumentacją badań.

Dodatkowo, dokumenty wskazują na liczne wykluczenia uczestników z badań – setki uczonych zniknęły z ostatecznych analiz, a przyczyny tego kroku w dokumentacji są niejasne i sprzeczne. Eksperci podkreślają, że takie działania mogą świadczyć o celowym ukrywaniu danych, które mogłyby podważyć bezpieczeństwo lub skuteczność preparatu.

Nierzetelna ocena szczepionki?

Farmakolodzy i specjaliści od badań klinicznych biją na alarm, ostrzegając przed brakiem przejrzystości oraz możliwymi manipulacjami przy raportowaniu skutków ubocznych. Ich zdaniem rzetelna ocena bezpieczeństwa szczepionki jest możliwa tylko po pełnym ujawnieniu wszystkich materiałów z badań.

Pfizer w odpowiedzi na pytania mediów twierdzi, że „wszystkie organy rejestracyjne na świecie zatwierdziły szczepionkę po niezależnej ocenie danych naukowych”. Jednak ujawnione dokumenty pokazują, że szybkie tempo procesu dopuszczenia mogło nie pozwolić na dokładną weryfikację wszystkich informacji.

Eksperci apelują o niezależne śledztwo i dostęp do pełnej dokumentacji, wskazując, że tylko pełna transparentność może odbudować zaufanie do instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo szczepień.[bla…bla… md]

AI porównuje los zesłańców syberyjskich-pasjonatów nauki z losem pasjonatów wykluczonych obecnie

AI porównuje los zesłańców syberyjskich-pasjonatów nauki z losem pasjonatów wykluczonych obecnie

Posted on 24 sierpnia, 2025 blogjw

„Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie…”

[ z Wikipedii]

AI porównuje

los zesłańców syberyjskich pasjonatów nauki z losem pasjonatów wykluczonych obecnie

Powszechnie wiadomo, że carat rosyjski przez dziesięciolecia stosował represje wobec Polaków walczących o niepodległość. Zsyłki, więzienia i katorga stały się symbolem XIX-wiecznej historii narodu polskiego. Jednak mniej oczywisty jest fakt, że Syberia – obszar, który miał być „więzieniem narodów” – paradoksalnie stała się miejscem rozkwitu nauki. Wbrew oczekiwaniom władz rosyjskich wielu polskich zesłańców potrafiło przekształcić przymusowy pobyt na Wschodzie w okazję do badań naukowych, a nawet zdobycia światowego uznania. System autokratyczny, choć bezwzględny, wykazywał pewną zdolność do pragmatyzmu: jeśli wiedza mogła służyć imperium, talent badacza był ceniony i wspierany.

Zesłańcy jako odkrywcy Syberii

Już po powstaniu listopadowym i styczniowym dziesiątki polskich intelektualistów znalazło się na zesłaniu. Wielu z nich miało wykształcenie przyrodnicze, techniczne lub medyczne, co uczyniło ich przydatnymi dla carskiej administracji. Gdy w tajdze brakowało piśmiennych i zdyscyplinowanych urzędników, byli powstańcy stawali się kancelistami, lekarzami lub nauczycielami. Z czasem zaczęli dokumentować przyrodę i geologię Syberii, prowadząc badania pionierskie na skalę światową.

Najbardziej znany jest przykład Jana Czerskiego (1845–1892) – uczestnika powstania styczniowego, zesłanego na Syberię w 1863 roku. Początkowo skazany na ciężką pracę fizyczną, szybko zwrócił uwagę władz swoimi zdolnościami. Dzięki wsparciu Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego rozpoczął badania geologiczne, tworząc pierwsze mapy geologiczne obszaru nad Bajkałem i Kołymą. Dziś jego nazwisko nosi pasmo górskie w Jakucji – Góry Czerskiego.

Podobną drogę przeszedł Benedykt Dybowski (1833–1930), lekarz i zoolog, który jako zesłaniec prowadził wieloletnie badania nad fauną jeziora Bajkał, odkrywając kilkaset nowych gatunków. Jego prace stały się podstawą światowej limnologii, a Syberia – mimo że była miejscem katorgi – stała się laboratorium przyrody.

Również Aleksander Czekanowski (1833–1876), zesłany do Tunki, przekształcił swoje zesłanie w misję naukową. Opracował szczegółową geologię dorzecza Leny i Angary, a jego kolekcje paleontologiczne do dziś stanowią podstawowy materiał badawczy w rosyjskich muzeach.

Przykład Bronisława Piłsudskiego

Wśród zesłańców wyjątkowe miejsce zajmuje Bronisław Piłsudski (1866–1918) – starszy brat Józefa. Skazany za udział w spisku terrorystycznym na 15 lat katorgi, trafił na Sachalin, gdzie początkowo pracował przy wyrębie lasów. Jego wykształcenie i intelekt sprawiły jednak, że powierzono mu zadania administracyjne i badawcze. Piłsudski rozpoczął pionierskie badania nad kulturą i językiem Ajnów, opracował ich status prawny, a jego relacje z gubernatorem Sachalinu były pełne szacunku.

Paradoksalnie, po powrocie do Galicji, mimo światowego uznania i publikacji w językach obcych, Piłsudski nie znalazł miejsca na uniwersytecie – brakowało mu formalnych tytułów akademickich. W „wolnym” świecie jego dorobek nie miał takiej wagi jak tytuły i dyplomy, podczas gdy w autokratycznym imperium ceniono realną wiedzę.

Współczesne formy wykluczenia

Historia polskich zesłańców jest pełna tragicznych paradoksów. Carat był brutalny, ale potrafił docenić talent. Dziś, w demokratycznej Polsce, wolność słowa i badań naukowych jest konstytucyjną zasadą, lecz nie zawsze praktyką. Transformacja ustrojowa po 1989 roku nie przywróciła wszystkim uczonym swobody pracy badawczej. Wielu naukowców, którzy sprzeciwiali się systemowi PRL lub krytykowali nowe elity akademickie, zostało na marginesie życia naukowego.

Ostracyzm przybrał subtelniejsze formy: brak etatów, wykluczenie z grantów, pomijanie w awansach, a nawet zakaz nauczania studentów pod pretekstem ochrony przed „szkodliwym wpływem”. W przeciwieństwie do zesłańców XIX wieku, którzy mogli prowadzić badania choćby w trudnych warunkach Syberii, współczesnym badaczom często odmawia się dostępu do laboratoriów czy archiwów.

Niewygodni dla systemu

Dzisiejsza nauka w Polsce stała się systemem silnie sformalizowanym: liczą się punkty ministerialne, wskaźniki cytowań i przynależność do określonych grup. Niezależny uczony, który nie wpisuje się w dominujące schematy, ma niewielkie szanse na publikacje, finansowanie czy etat. Mechanizmy wykluczenia nie są tak spektakularne jak zsyłki na Syberię, lecz ich efekt jest podobny – odizolowanie od naukowej wspólnoty i utrudnienie prowadzenia badań.

To sytuacja szczególnie dramatyczna, gdy zestawimy ją z losami zesłańców, którzy wbrew prześladowaniom potrafili stworzyć szkoły naukowe i wzbogacić światową wiedzę. Polska tradycja naukowa opiera się w dużej mierze na ich dorobku – to oni badali Bajkał, Kołymę, Sachalin, to oni tworzyli zręby etnografii czy geologii Syberii. Dziś podobne umysły bywają ignorowane tylko dlatego, że nie mieszczą się w administracyjnych schematach.

Refleksja końcowa

Historia uczy, że prawdziwa nauka rozwija się tam, gdzie istnieje wolność myślenia i docenianie talentu, niezależnie od formalnych barier. Carat – choć represyjny – potrafił być pragmatyczny i wykorzystywać wiedzę dla dobra państwa. Współczesna Polska, dumna ze swojej wolności, często zapomina o tym, że nauka wymaga nie tylko systemu finansowania i formalnych kryteriów, ale przede wszystkim szacunku dla niezależnych umysłów. Gdy władza i administracja akademicka nie dostrzegają wartości nonkonformistów, powstaje pytanie: czy rzeczywiście żyjemy w wolnym kraju?

Słowa pieśni: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie…” nabierają nowego znaczenia. Wolność nie jest tylko politycznym faktem – jest także przestrzenią dla prawdy, badań i myśli. Jeśli dziś niezależny badacz czuje się bardziej wykluczony niż zesłaniec XIX wieku, to znaczy, że wiele jeszcze przed nami.

Koalicja jest – chętnych nie ma

Koalicja jest – chętnych nie ma

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    24 sierpnia 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5882

I oto mamy ilustrację tego, co głoszę od wielu lat – że mianowicie uprawianie prawdziwej polityki nasi Umiłowani Przywódcy mają od Naszych Sojuszników surowo zakazane. Jak wiadomo, świat wstrzymał oddech przed szczytem, jaki urządził prezydent Donald Trump na Alasce, gdzie spotkał się z prezydentem Putinem. Zanim jeszcze doszło do rozmów, środowiska najbardziej miłujące pokój w Ameryce i poza nią, zaczęły kręcić nosem na prezydenta Trumpa, że na lotnisku w Anchorage kazał rozwinąć czerwony dywan, a kiedy już Putin znalazł się na dywanie, uścisnął mu rękę, jak gdyby nigdy nic. Tymczasem wiadomo, że zgodnie z dobrymi obyczajami międzynarodowymi, przyjaźnią dla Ukrainy i w ogóle – w interesie pokoju, światowego, prezydent Trump powinien rzucić się na Putina i udusić go własnymi rękami. Wtedy i prezydent Zełeński byłby udelektowany, no a świat by zobaczył, jak należy walczyć o pokój.

Niestety prezydent Trump zachował się nie na poziomie, za co skarciła go nasza Jabłoneczka, czyli Małżonka Księcia-Małżonka, któremu obywatel Tusk Donald dal w swoim vaginecie fuchę ministra spraw zagranicznych, nazywając go „radosnym szczeniakiem”. Ponieważ – jak już wspomniałem, uprawianie polityki, zwłaszcza zagranicznej, Nasi Umiłowani Przywódcy mają surowo od Naszych Sojuszników zakazane, to Książę-Małżonek doskonali się w puszczaniu złotych myśli, jak nie w fotel, to na Twiterze, no i oczywiście – wiąże krawaty, w czym rzeczywiście ociera się o genialność. Ot, na przykład, kiedy tylko gruchnęła wieść o spotkaniu prezydenta Trumpa z prezydentem Putinem, białoruski prezydent Łukaszenka wystąpił z propozycją nawiązania przyjaznych kontaktów z Polską.

Ale nie z Księciem-Małżonkiem takie numery! Wprawdzie politologowie powiadają, że polityka zagraniczna to przede wszystkim – stosunki z sąsiadami – ale Książę-Małżonek, absolwent Oxfordu, nie będzie przecież pospolitował się z jakimś Łukaszenką, toteż jego inicjatywę skwitował wyniosłym milczeniem. Nasi Umiłowani Przywódcy wolą bawić się w mocarstwowość z panią Swietłaną Cichanouską, co to o mały włos nie została prezydentem Białorusi. Dopiero teraz wyszło na jaw, że dostała od tamtejszego KGB kopertę z piętnastoma tysiącami euro – chyba tytułem odstępnego – ale ani prezydent Duda, ani nikt inny o tym wcześniej nie wiedział, więc zabawiali się z panią Swietłaną w mocarstwowość na całego.

Tymczasem okazało się, że kiedy Książę-Małżonek zbywał plebejskiego Łukaszenkę wyniosłym milczeniem, nieoczekiwanie życzliwe słowa pod jego adresem skierował sam prezydent Trump. No tak – ale jak ktoś wie, że ryby nie jada się nożem, to bez utraty reputacji może jadać ryby nawet dwoma nożami, natomiast ten, kto nie jest pewny – musi się pilnować. Ciekawe, co będzie, jak prezydent Trump nakaże Naszym Umiłowanym Przywódcom nawiązać przyjazne stosunki z Łukaszenką, albo nawet – z zimnym, ruskim czekistą Putinem? Czy Naczelnik Państwa, wraz ze wszystkimi patriotami, popełni harakiri, czy też poświęci się dla Polski i z zaciśniętymi zębami będzie się stosunkował?

Jak wiadomo, szczyt na Alasce zakończyła konferencja prasowa obydwu prezydentów, podczas której prezydent Putin po raz kolejny powiedział, że trzeba „usunąć pierwotne przyczyny tej wojny”. Czy miał na myśli wysadzenie w powietrze przez prezydenta Obamę „porządku lizbońskiego” ogłoszonego na szczycie NATO w Lizbonie 20 listopada 2010 roku, kiedy to USA wyłożyły 5 mld dolarów na zorganizowanie na Ukrainie „majdanu”, którego nieukrywanym celem było wyłuskanie Ukrainy z rosyjskiej strefy Europy? Nie można tego wykluczyć, bo od tego przecież wszystko się zaczęło, więc mogła to być „pierwotna przyczyna” tej wojny. Czy wobec tego teraz ma znowu nastąpić „reset” w stosunkach amerykańsko–rosyjskich, a podobieństwo tego, którego dokonał prezydent Obama 17 września 2009 roku? Tego też nie można wykluczyć, bo jedno wydaje sie pewne – że oczekiwanie prezydenta Zełeńskiego i jego klakierów, że Rosja zgodzi się na bezwarunkowe zawieszenie broni, chyba się nie spełni – bo i prezydent Trump w swoim wystąpieniu na konferencji mówił o kompleksowym uregulowaniu pokojowym, a nie o „zawieszeniu broni”.

O zawieszeniu broni mówi tak zwana „koalicja chętnych” z Europy, z Reichsfuhrerin Urszulą Wodęleje na czele. Przypomina ona trochę bijatykę wiejskich, podpitych osiłków, którzy wprawdzie rwą się do bitki, ale tylko dopóty, dopóki są przytrzymywani przez kolegów: „ty mnie trzymaj, ja się będę rwał”. Toteż prezydent Trump zaprosił prezydenta Zełeńskiego do Waszyngtonu na poniedziałek 18 sierpnia – żeby mu powiedzieć, co wraz z prezydentem Putinem w sprawie Ukrainy postanowili. Prezydent Zełeński, jak wiadomo, zajął postawę mocarstwową, że „nigdy” nie zgodzi się na to, czy na tamto – ale wtedy może usłyszeć od prezydenta Trumpa: no to się nie zgadzaj i nadal wojuj sobie z Rosją – ale już bez Ameryki. Ciekawe co z tej sytuacji stałoby się z „koalicją chętnych”? Koalicja może by została, ale „chętnych” prawdopodobnie wkrótce by zabrakło.

W każdym razie do Waszyngtonu „koalicja chętnych” stawiła się prawie że w komplecie, chociaż zaproszony – o ile dobrze zrozumiałem – był tyko prezydent Zełeński. Prezydent Trump pewnie nie zapyta przybyłych z Europy dygnitarzy – a was, to kto właściwie tutaj wpuścił? – ale też chyba nie będzie cierpliwie wysłuchiwał ich moralizanckich peror – chyba, że pod pozorem wprowadzenie na Ukrainę „sił rozjemczych”, po prostu powyznaczają sobie, do spółki z USA, rejony eksploatacji zasobów tego państwa.

Wspomniałem, że „koalicja chętnych” przybyła do Waszyngtonu prawie w komplecie. Prawie – bo zabrakło przedstawiciela naszego nieszczęśliwego kraju. A zabrakło – bo pan prezydent Karol Nawrocki został zaproszony do Białego Domu dopiero 3 września, więc nie ma sensu, żeby szlajał się tam teraz, razem z Urszulą Wodęleje i innymi dygnitarzami, którzy będą molestować prezydenta Trumpa, by słuchał się prezydenta Zełeńskiego i ewentualnie utulać ukraińskiego prezydenta. Z kolei Donald Tusk chyba trochę się obawiał lecieć do Waszyngtonu po tym, jak oskarżał prezydenta Trumpa, że jest ruskim agentem,, a z kolei Książę-Małżonek też nie czułby się w Białym Domu swobodnie po tym, jak jego Małżonka nazwała prezydenta Trumpa „radosnym szczeniakiem” – „Ja bym udusił taką żonę!” – wykrzyknął pewien socjalista na zebraniu partyjnym, w obecności Arystydesa Brianda. – „O tak, towarzyszu” – odpowiedział mu Briand. – To jest rozwiązanie – a potem moglibyście urządzić jej pogrzeb cywilny!” Na szczęście nieobecność przedstawiciela Polski w Waszyngtonie nie będzie miała żadnych fatalnych konsekwencji, po pierwsze dlatego, że Nasi Umiłowani Przywódcy uprawianie prawdziwej polityki mają przecież surowo zakazane, a po drugie – pan prezydent Karol Nawrocki będzie w Białym Domu 3 września, więc i tak się dowiemy, co przystoi nam czynić.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

„Postępy urologii”. Tekst głównie dla panów z przerośniętą prostatą oraz urologów.

” Postępy urologii”. Tekst głównie dla panów z przerośniętą prostatą oraz urologów.

Mirosław Dakowski, sierpień 2025

Każdy dział nauki ma, miewa, postępy. O nich trzeba fachowców informować. Ze zdziwieniem, bólem i zgorszeniem zauważyłem, że tego w urologii, a zapewne i całej medycynie, brak. W każdym razie w Polsce.

Incipiam. Tu tylko przykład.

Ogromna część Starszych Panów miewa kłopoty z sikaniem. Bo prostata z wiekiem się głupio rozrasta i blokuje pęcherz i jego ujście.

W sporym procencie przypadku urolodzy podejrzewają jako przyczynę- raka. Test PSA nie jest jednak rozstrzygający, wbrew popularnym wierzeniom. Dalsze testy, w tym radioaktywnym technetem, mówią, czy są przerzuty do kości. Jeśli są, to podobno bardzo bolesne, ale leczą to.

Tymczasem samo zatkanie pęcherza, na przykład w trakcie blokujących się poszukiwań raka może spowodować wielomiesięczne kłopoty z cewnikami, z różnymi zapaleniami pęcherza spowodowanymi przez obce ciała. Ta sytuacja często skutkuje niespodziewanymi zatykaniami cewnika, jakimi śluzami czy piaskiem i co gorsze skutkuje leczącym to podobno – nadmiarem pigułek i ich skutkami ubocznymi. Każą połykać ogromne ilości różnych piguł, które i tak nie pomagają, a są coraz droższe. W ciągy 10-lecia piguły podrożały ok 3-5 razy, zauważyliście to?? Oczywiście teraz są „neo-”.

Bywają wtedy bóle, o których można pisać, że są potworne – i wg. większości lekarzy są nieuleczalne. Byłem na wizytach u wielu urologów, u bardzo znanego dobrego doktora, kandydata do profesury [pacjentkom każe się tytułować „profesorem”, tak na zapas…], którego błagałem o szukanie, znalezienie przyczyny tych wielomiesięcznych boleści. Tymczasem przepisał mi – brać więcej pastylek anty- bólowych i – jeśli nie pomogą – plastry narkotyczne [—]. Czy taki lekarz zrobił to z lenistwa, czy braku, przecież o uczonego, zainteresowania przyczyną? Domowymi, babskimi sposobami zmniejszono mi, po miesiącach, te bóle dziesięciokrotnie.

Poza naszym leczącym mnie ciągle miłym urologiem, byłem jeszcze u czterech czy pięciu lekarzy. Nikt z nich nie zlecił mi wycięcia nadmiaru prostaty. Dopiero po wielu miesiącach strasznych dni i nocy, a szczególnie weekendów [bo to wtedy najczęściej cewnik się zatyka, a nie ma kto wymienić] pewien starszy urolog sklął mnie po wojskowemu i nakazał natychmiast” wyciąć dziurę ” w prostacie.

Ale… zlecił szukać tych możliwości w Piasecznie i okolicach, bo tam robili to jego koledzy sprzed lat. Tą metodą jest TURP – jakieś Elektro – WYCINANIE części gruczołu przez pisiaka! Podobno skuteczne. Ale piszą w internecie, że jest sporo powikłań i długa rekonwalescencja. Ale, jako że metoda jest starawa, więc uznana [opłacana] przez NFZ, z czego wynika, że kolejki są bardzo długie. A tu człowiek wyje z bólu dni i noce.

Tymczasem istnieje już możliwości szybkiego, bezbolesnego zabiegu przy pomocy laserów. Chyba wprowadzają tę energię do pęcherza przy pomocy światłowodu, bo samo pudło lasera stoi obok stołu operacyjnego.

Te metody to HOLEP I THULEP, [zainteresowani mogą sobie wygooglać] to laser holmowy albo thulowy]. Wieczorem umówionego dnia przychodzisz do szpitala, kładą cię i coś mierzą, sprawdzają, następnego dnia biorą na stół [ ten z laserem]. Po wybudzeniu nic nie boli, tylko wypłukują z pęcherza resztki krwawych farfocli. Następnego ranka wypisują do domu! Bez cewnika!!

Oczywiście NFZ nie ma na takie operacje czy zabiegi pieniędzy. Zapewne musi budować bardziej okazałe pałace NFZ u, a również rozbudowywać kadrę informatyczną i biurokratyczną. Już ledwo wspomnę o możliwości niezbednych kurso-konferencji dla władz wysokich, gdzieś w Tajlandii czy na Karaibach.

Natomiast, ponieważ zabieg jest płatny, to jest wykonywany szybko i profesjonalnie. Ale, jeśli prostata ma do 100 ml, to płacisz 10 000 a jeśli większa, to 13,5 tysiąca.

Zadziwiające jest, że nikt z urologów [znanych mi..] o tym nie mówi, a większość zapewne nie wie. Ale nawet dobry urolog pracujący, jak się potem okazało w sąsiednim chyba pokoju od tego doktora od laserów – pytany o możliwości wycięcia niepotrzebnej części prostaty – nic nie wie. A do tych metod stanowczo zniechęca.

Nie wiem co go – i podobnych – tak odrzuca? Zazdrość??

To samo pytanie dotyczy kolegów onkologów, razem nawet z tymi od lasera pracujących.

Dlatego opisują te przygody i metody tutaj, marząc o konieczności dostępnych dla wszystkich lekarzy, z tych okolic medycyny „Postępów urologii „.

Urologów podobno jest w Polsce ponad 700.

Szkolenie urologów w Polsce to poziom światowy”, piszą władze POLSKIEGO TOWARZYSTWA UROLOGICZNEGO. No to szkolić! Przecież każdy z nich ma maila i powinien nowe sposoby leczenia znać, stosować. Na mój mail do nich o tym nie odpisali . Może też rejs na Adriatyku?

Przy okazji „drobiazg „: Wyjmowanie cewnika jest niemiłe, trzeba tłumić odruch krzyku. Tymczasem raz przyszła pielęgniarka, powiedziała „wyjmę panu cewnik, proszę nabrać dużo powietrza i odwrócić głowę „. W trakcie tego nabierania usłyszałem „już”. Nic nie czułem!!

Ona też jakoś powinna móc ten sposób rozpowszechnić, tyle tysięcy pacjentów się skręca przy takich czynnościach. Ponieważ [ na razie??] nie ma ” Postępów urologii”, i ten drobiazg tutaj dodaję.

Przekażcie, proszę, tę notkę cierpiący pacjentom i leczącym ich urologom.