Były frontman zespołu “The Police” – Gordon Sumner, znany również jako Sting, sprzedał niedawno swoją toskańską posiadłość o nazwie “Il Palagio” Wołodymyrowi Zełenskiemu, prezydentowi Ukrainy. Sądzi się, że cena sprzedaży wyniosła około 75 000 000 euro. https://www.itstuscany.com/it/tenuta-Il-palagio/
Posiadłość “Il Palagio”, wraz z owcześnie zrujnowaną willą z XVI wieku, została kupiona przez słynnego brytyjskiego piosenkarza i jego żonę, producentkę filmową i reżyserkę Trudie Styler, w roku 1997. W kolejnych latach udało im się zrekonstruować nie tylko willę, ale także całą posiadłość i zrewitalizować podupadłe winnice. Zgodnie z oficjalnymi dokumentami z włoskiego katasteru, Gordon Sumner sprzedał swoją posiadłość winiarską w Toskanii w czerwcu 2024 roku. Nowym właścicielem posiadłości jest włoska firma San Tommaso S.R.L. Dokładna cena sprzedaży nie została ujawniona, ale uważa się, że wyniosła ona około 75 000 000 euro.
Chociaż San Tommaso S.R.L. jest spółką zarejestrowaną we Włoszech, jej właścicielami są obywatel Ukrainy Volodymyr Zelensky i jego żona Olena Zelenska. Faktycznie, San Tommaso S.R.L. jest wymieniona wśród aktywów Wołodymyra Zełenskiegohttps://public.nazk.gov.ua/documents/dbfd6951-3d06-4720-bc4a-fd9cf94042d0.
Według włoskiego katasteru, “Il Palagio” stała się własnością firmy Zełenskiego 28 czerwca, czyli dwa tygodnie po wizycie Zelenskiego z okazji szczytu G7 we Włoszech, gdzie europejscy przywódcy zgodzili się pożyczyć Ukrainie 50 miliardów dolarów gwarantowanych przez zyski z rosyjskich zamrożonychaktywów – w celu ułatwienia działań wojennych w tym kraju.
Nie jest jasne, jakie są plany nowego właściciela wobec winnicy. Według ukraińskich mediów nie jest tajemnicą, że Wołodymyr Zełenskij uwielbia czerwone wino https://www.rbc.ua/rus/styler/nazvan-lyubimyy-alkogol-zelenskogo-upotreblyaet-1569522192.html. Oczywiście wiadomo też, że były ukraiński komik, a obecnie prezydent, przepada także za innymi używkami, zdecydowanie mniej legalnymi niż wino.
“We have to stay woke. Like everybody needs to be woke.”Kamala HarrisTim Walz Gubernator Minnesoty, kandydat de…ratów Demokratów zostanie wiceprezydentem USA, jeżeli Kamala Harris wygra listopadowe wybory prezydenckie.Walz mający opinię osoby opętanej należy do Kościoła Ewangelicko-Luterańskiego.Gubernator Minnesoty Tim Walz podpisał ustawę, która legalizuje aborcję przez cały okres ciąży. Ustawa pozwala na aborcję na żądanie nawet w późnym okresie ciąży, kiedy nienarodzone dziecko jest zdolne do życia i w pełni odczuwa ból.
Realizacja idei gnostyckiego świata, do której dąży Bestia i współpracujące grupy wymaga likwidacji podstawowych instytucji życia społecznego i prywatnego. Zaczęto od religii i władzy, teraz Rewolucja sięga po najbardziej intymne sprawy ludzkie – umysł i seksualność. Dlaczego umysł – to oczywiste, kto panuje nad myślami ludzi, ten panuje nad ich decyzjami, a w konsekwencji nad ich życiem. Seksualność jest już mniej rozpoznanym aspektem, ponieważ w ludziach wciąż jeszcze tkwią katolickie przyzwyczajenia, że są to sprawy prywatne i nie powinny być przedmiotem zainteresowania rządu. Rewolucja chce inaczej, nie ma być prywatności, a seksualność jest jednym z głównych przedmiotów zainteresowania władz i sprawą publiczną. Dzieje się tak z dwóch powodów – popędu i płodności. Popęd seksualny zasadniczo ma każdy, i jest on bardzo silną motywacją ludzkich działań. Płodność decyduje o tym, czy będą rodzili się ludzie, czy będą nadal rodziny, narody i czy będzie miał kto wytwarzać dobra, niezbędne wszystkim.
Optymalnym sposobem realizacji zadań, wynikających z popędu i płodności jest rodzina, której podstawą jest więź kobiety i mężczyzny. Sprawdzonym sposobem regulacji kwestii, związanych z seksualnością jest system etyczny, czyli moralność, dopasowana do ludzkiej natury, rzeczywistych potrzeb, wynikająca z doświadczeń długiego trwania i mająca umocowanie w trwałej religii, niezależnej od wszelkiej władzy ziemskiej. Gnostycy natomiast chcą stworzyć świat, w którym będą zarządzać każdym człowiekiem, między innymi manipulując popędami i warunkami ich zaspokajania. Zarządzanie seksualnością jest obok pieniądza ich najsilniejszym narzędziem panowania.
Realizacja celów gnostyków od zawsze napotyka na kilka fundamentalnych przeszkód, wymienionych w Imagine Lennona. Najpoważniejszymi są: chrześcijaństwo i Kościół katolicki oraz normalna rodzina. Obydwie struktury zostały zaatakowane podczas rytuału paryskiego. Chrześcijaństwo i Kościół poprzez antymszę, a rodzina za pomocą nachalnej promocji rozwiązłości seksualnej, perwersji i zboczeń. Sfera seksualna została zaburzona, zabrudzona i zohydzona. Naturalny popęd seksualny wykoślawiono w sposób skrajny. Można powiedzieć, że był to typowy dla Rewolucji brutalny, zbiorowy gwałt na ludzkiej seksualności. Nawet spontaniczne gesty sportowców, nie mające znaczenia seksualnego przedstawili jako homoseksualne awanse. W ten sposób gnostycy budują odczucia skrajne wobec sfery seksualnej: z jednej strony ochota, by rzucić się w wir bachanaliów, z drugiej – obrzydzenie. Znika gdzieś normalność, bezpieczna strefa, w której ludzie najlepiej się czują, gdzie mogą się kochać i mieć dzieci.
Natomiast płodność została zasadniczo usunięta, co wynika z projektu Paneuropy, zakładającego wymianę rdzennej ludności Europy na napływową, sprowadzoną specjalnie w tym celu. Realizacja tego planu wymaga, aby biali Europejczycy napotykali na rozmaite trudności w reprodukcji, takie, jak antykoncepcja, bezpłodność i aborcja. Antykoncepcja związana jest ściśle z rozwiązłością, będącą od lat 70-tych podstawą wychowania na Zachodzie, szczególnie dziewcząt, oraz podstawą propagandy, kierowanej do młodych kobiet. Życie, oparte na rozwiązłości zachęca do antykoncepcji hormonalnej, a ta zachęca do rozwiązłości. Splot tych okoliczności powoduje taki skutek, że młodzi ludzie nie chcą zakładać rodzin i mieć dzieci, natomiast chętnie oddają się coraz bardziej wyuzdanej i perwersyjnej rozpuście. Przy tak niezdrowym życiu kobiety, regularnie używające antykoncepcji hormonalnej od początku dojrzałości płciowej sterylizują się na własne życzenie, co jest jednym z głównych powodów bezpłodności. Istnieją też podejrzenia co do dodatków do wody, żywności i szczepionek, powodujących takie zmiany hormonalne u chłopców, że jako mężczyźni mało są męscy. Aborcja także została zaznaczona podczas rytuału. Kilka ozłoconych, pomnikowych bohaterek to zasłużone bojowniczki aborcji i antykoncepcji. Również pomnik byczej głowy z brązu, widoczny za masztem flagowym może wskazywać na taką konotację. W komentarzach dostrzeżono ten obiekt i porównano do złotego cielca. To porównanie jak najbardziej pasuje, nie tylko zresztą do gnostyków, jest bowiem cechą ogólnoludzką. Ważniejsze wydaje się inne skojarzenie. Kształt głowy byka i poroża bardzo przypomina Molocha, bóstwo fenickie i kananejskie. Składano mu ofiary z niemowląt, paląc je żywcem na specjalnym palenisku, co nazywano przejściem przez ogień. Od marca 2024 roku w konstytucji Republiki Francuskiej istnieje zapis, że aborcja jest konstytucyjnym prawem kobiety. Projekt przeszedł stosunkiem głosów 780 za i 72 przeciw, głosowanie urządzono w Wersalu – dawnej siedzibie królów Francji, a ludność tego kraju przywitała nowe prawo z entuzjazmem. Rewolucja tak zmieniła ludzkie umysły, że teraz Anty-Francja składa swoje dzieci w ofierze Molochowi, cieszy się z tego, czuje dumę i będzie walczyć zbrojnie w obronie tego kultu. Należy wszelako pamiętać, że rzeźba byka znajduje się w tym miejscu od 1937 roku, a jej koincydencja z ceremonią może być dziełem przypadku.
FALLICZNA ILUMINACJA
Rok 2024 jest dla Francji momentem symbolicznym, bardziej, niż wydaje się mieszkańcom tej krainy i postronnym obserwatorom. Nastąpiło bowiem oficjalne domknięcie procesu, rozpoczętego 14 lipca 1789 roku. Rewolucji zajęło 235 lat dokonanie zaplanowanych zmian w ludzkich umysłach. Od szturmu na Bastylię do wpisania do konstytucji prawa do dobrowolnego przerywania ciąży jako obywatelskiego prawa kobiet oraz mężczyzn transseksualnych, co obecnie zapewnia art.34 Konstytucji Republiki. Inicjatywa pojawiła się w parlamencie francuskim w reakcji na uchylenie w 2021 r. przez Sąd Najwyższy USA wyroku Roe v. Wade, znosząc na poziomie federalnym legalność aborcji, a także na orzeczenie polskiego Trybunału Konstytucyjnego z 2020 r. Projekt ustawy zgłoszony został przez skrajną lewicę oraz poparty przez wszystkie liczące się siły polityczne, łączne ze Zjednoczeniem Narodowym Marine le Pen. Podczas debaty powoływano się na Rewolucję i prawa kobiet, które przyniosła. Zmianę uchwalono przytłaczającą większością głosów, co powitano owacją na stojąco i iluminacją Wieży Eiffla. Ponad 80% obywateli tego państwa popiera aborcję, a co trzecia kobieta jej dokonuje. Nowe brzmienie Konstytucji uznaje za normę konstytucyjną nie tylko aborcję, ale także transseksualizm. Zanim zmieniono Konstytucję, aborcja była powszechnym zwyczajem, zalegalizowanym w 1975 r. dzięki staraniom ówczesnej minister zdrowia Simone Veil, jednej pomnikowych bohaterek, ozłoconych podczas rytuału. Od tego czasu dzieciobójstwo stało się legalną i powszechnie uznaną praktyką społeczną, w ramach której brzemienne francuskie kobiety przeprowadzały swoje dzieci przez ogień na ołtarzu Molocha, a Republika stan ten tolerowała. Od marca 2024 r. Republika uznała zapewnienie dzieciobójstwa za swój obowiązek. Ustanowiła więc ius Molochum – przyznała Molochowi prawo do publicznego kultu państwowego. Zarazem rozciągnęła tą możliwość na osoby transseksualne, uznała więc swoje prawo do decydowania, kto jest kobietą, co jest działaniem typowo lucyferycznym i grzechem przeciw pierwszemu przykazaniu. Republika Francuska oficjalnie jest państwem laickim, co jest nieprawdą. W rzeczywistości jest państwem głęboko wyznaniowym, czego objawem jest nabożeństwo do Molocha. Religia państwa francuskiego ma jednak głębsze umocowanie, co zostało wyraźnie okazane podczas rytuału. Zanim przejdę do wyjaśnienia tego wątku, podkreślam bardzo istotną okoliczność. Dzisiejsza Francja nie jest tą samą Francją historyczną, która istniała do Wielkiej Rewolucji, lecz Anty-Francją. Symboliczne daty początku i końca transformacji to 14 lipca 1789 r. i 4 marca 2024 r. Przed datą początkową była Francja, pomiędzy datami trwał okres przejściowy, po dacie końcowej oficjalnie nastała Anty-Francja. Obywateli tego państwa można podzielić na trzy grupy: większość jeszcze stanowią Antyfrancuzi, sekundują im rosnący w liczbę i siłę Neofrancuzi, jest też nieliczna mniejszość Francuzów. Po zakończeniu transformacji Francji w Anty-Francję Rewolucja przystąpiła do kolejnego etapu, czyli zastąpienia Antyfrancuzów Neofrancuzami, a rytuał paryski jest tego deklaracją polityczną.
Odtąd Anty-Francja, wyznająca publiczny kult Molocha przejęła opiekę nad łonami kobiet, a skoro opiekę, to także kontrolę. Teraz więc państwo będzie decydować, czy dziecko będzie można urodzić, czy poświęcić Molochowi. Od tego następny krok prowadzi do państwowej regulacji, która kobieta i kiedy otrzyma od władzy prawo reprodukcyjne i w jakiej ilości. To tak, jak u nas za komuny były talony na pralki, telewizory i samochody. Teoretycznie nabyć mógł każdy, kogo było stać, w praktyce kupował ten, komu państwo dało przywilej. Skoro jednak państwo ma decydować o urodzeniu bądź złożeniu w ofierze, musi też objąć kontrolą warunki zapłodnienia, inaczej nie będzie mogło sprawować kontroli reprodukcyjnej. Temu właśnie służy antykoncepcja, podkreślana jako prawo kobiety, gwarantowane przez Rewolucję. Antykoncepcja, szczególnie hormonalna jest chemiczną sterylizacją – ubezpłodnieniem. Niemcy w obozach koncentracyjnych używali w tym celu promieni Roentgena, co było zabiegiem pewnym, jednorazowym i nieodwracalnym, aplikowanym kobietom przeznaczonym do likwidacji. Jednak nieodwracalność była jego wadą, bowiem wyłączała dalsze zarządzanie płodnością. Republika dokonała na tym polu znacznych ulepszeń, i teraz możliwa staje się kontrola płodności, a więc liczebności populacji bez stosowania drastycznych środków przymusu, które zawsze budzą naturalny opór, i tym właśnie jest antykoncepcja, zapewniana przez państwo, połączona ze stosowną „edukacją” seksualną od najmłodszych lat – w szkole, mediach i kulturze masowej. Kobiety więc ubezpładniają się same, a rewolucyjna Republika wita to z radością. Dodatkowo tymi procesami można sterować właśnie przez system edukacji, media i kulturę masową. Po co zabijać ludzi, wystarczy tak pokierować zachowaniami kobiet, żeby nie miały dzieci. Z tych, które z jakichś powodów zaszły w ciąże co trzecia złoży swoje dziecko w ofierze Molochowi, a te dzieci, które się urodzą nie dadzą zastępowalności pokoleń. Tak właśnie żyją Antyfrancuzi. W tym samym czasie rewolucyjna Republika sprowadziła miliony Neofrancuzów, których kobiety mają inne wyobrażenie na temat swojej roli i macierzyństwa. Mechanizm wymiany ludności, wprawiony w ruch w latach 60-tych kręci się już sam, wystarczy go tylko oliwić i zapobiegać jego zatrzymaniu. Mając możliwości sterowania procesami społecznymi można też obroty mechanizmu przyspieszać lub spowalniać. Od plandemii obroty podniesiono, a rytuał jest zapowiedzią dalszego przyspieszenia.
Najlepszą metodą na utrzymanie mechanizmu wymarcia lub wymiany ludności dowolnego państwa jest sterowanie zachowaniami seksualnymi kobiet. Mężczyznom poświęca się znacznie mniej uwagi, bo działanie męskiego popędu seksualnego jest łatwe do przewidzenia i sterowania. Wiadome jest, że normalny mężczyzna dąży do zbliżenia, i jeśli da się całej populacji męskiej okazje w postaci otwartych na seks kobiet, w swojej masie będzie z tego korzystać. Dzięki tej prawidłowości można łatwo sterować procesami społecznymi poprzez kontrolę zachowań. Jeśli Bestia chce mieć kontrolę nad populacją, musi rozbić rodziny, które realizują seksualność poza kontrolą władzy. W tym celu podnieca mężczyzn pornografią, a kobietom daje iluzję wyzwolenia poprzez swobodę seksualną ze zmiennymi partnerami. Efekt – rodziny się rozpadają lub nie powstają. Problemy społeczne, naturalnie mnożące się w tych warunkach obsługiwane są przez służby socjalne. W życiu społecznym jednostki stopniowo popadają w zależność od państwa.
Swoboda kontaktów seksualnych z punktu widzenia gnostyków ma dwie zasadnicze wady. Po pierwsze, ze swej natury prowadzi do zapłodnień i urodzeń. Po drugie, relacja seksualna może przekształcić się w uczuciową, skutkującą poczuciem odpowiedzialności za drugą osobę, co szczególnie w sytuacji ciąży w naturalny sposób prowadzi do powstania rodzin, a te w skali masowej z czasem przekształcają się w naród, i lennonowskie marzenie znów się oddala. Metodami rozwiązania tych procesów są antykoncepcja i aborcja, nie mają jednak pełnej skuteczności. Wzajemne przyciąganie obu płci jest bowiem determinantą gatunku, naturalnym procesem podtrzymania życia. Gnostycy próbują ten proces ograniczyć, nie są jednak w stanie go powstrzymać, wolą więc przejąć nad nim kontrolę. Taka polityka znana była już w starożytności, gdzie w systemach wierzeń, opartych na gnozie seksualność była ważnym środkiem sterowania społecznego. Stosowano tam szeroko prostytucję sakralną, a częstym elementem świąt, także państwowych było zagospodarowanie i ukierunkowanie energii seksualnej. Bachanalia są jednym z licznych przykładów wciągnięcia seksualności do religii i polityki. W systemach gnostyckich poza kastami rządzącymi lud nie miał wolności osobistej, a nawet kasty zależały od nieubłaganego fatum. W pogańskiej starożytności seks był sprawą publiczną. Dopiero chrześcijaństwo przyniosło zasadniczy przełom, bo uznając duszę nieśmiertelna, przyznało każdemu człowiekowi wolność osobistą i indywidualną odpowiedzialność za swoje czyny przed Bogiem. Seks stał się sprawą prywatną, szczególnie w katolickim małżeństwie, chociaż w praktyce życia społecznego pogańskie zwyczaje utrzymywały się bardzo długo, a obecnie wróciły i wybuchły z nową siłą.
Dzieje się tak, ponieważ Rewolucja chce przejąć kontrolę nad seksualnością, aby mieć sprawne narzędzie sterowania społecznego. Na przeszkodzie stoi moralność katolicka, małżeństwo i rodzina, dlatego trwa tak potężny atak na Kościół i chronione przezeń instytucje. Bestia wykorzystuje w tej wojnie jako mięso armatnie samych ludzi – beneficjentów tego, co likwidują. Zostali oni oszukani, ogłupieni i opętani przez zwodnicze idee fałszywej wolności, która niszczy moralność, małżeństwo i rodzinę. Człowiek staje się od nich wolny, ale za to popada w rosnącą zależność od władzy. Im mniej moralności, małżeństwa i rodziny, tym więcej państwa i jego funkcjonariuszy w życiu prywatnym zwykłych ludzi. Jeśli jest to państwo rewolucyjne, wówczas pozwala sobie ono od czasu do czasu na Wielki Terror i Wandeę, na przemoc, kradzież, niewolę, gwałt i mord. Obywatele rewolucyjnej republiki nie znając historii nie wiedzą o tym, sami niszczą to, co ich chroni, chcą to robić i gotowi są walczyć w obronie prawa do niszczenia własnego świata.
Naturalna seksualność homo sapiens, gdyby pozostawić ją samą sobie, spontanicznie doprowadziłaby do sytuacji, w której mamy rodziny z dziećmi. Mężczyźni pragną kobiet i się w nich zakochują, kobiety pragną bliskości mężczyzn i się w nich zakochują, dochodzi do heteroseksualnej bliskości, kobiety zachodzą w ciąże i rodzą się dzieci. Wychowanie potomstwa to długi proces, wymagający wysiłku. Kobieta, mająca potomstwo będzie wymagała od swojego mężczyzny, aby się starał dla niej i dzieci. Kobieta młoda i płodna jest zarazem atrakcyjna seksualnie, jednak w naturalny sposób z wiekiem atrakcyjność ta spada, coraz trudniej więc przyciągać do siebie nowych partnerów seksualnych. Jeśli jednak u boku kobiety jest stały mężczyzna, z którym ma dzieci będzie on naturalnie zainteresowany przebywaniem i bliskością z nią, a ponieważ patrzy na nią codziennie i sam starzeje się w tym samym tempie, spadek jej atrakcyjności fizycznej nie będzie mu przeszkodą, będzie mu ona bliska jako towarzyszka życia i przyjaciółka. Najlepiej więc sprawdza się trwałe małżeństwo, Nie ma nic bardziej groźnego dla Bestii, dlatego na różne sposoby dąży do rozbicia istniejących rodzin i blokuje założenie nowych.
Walczyć z rodziną można na różne sposoby: prawnie (np. Ustawy Norymberskie, Konwencja Stambulska), ekonomicznie (np. polityka transformacji w Polsce po 1989 r, emigracja zarobkowa), i informacyjnie. Informacyjna walka z rodzina polega na zmianie wyobrażeń, przekonań, pragnień i celów. Zazwyczaj towarzyszą temu zmiany w strukturze państwa. Wyciąga się młode kobiety w wieku rozrodczym z rodzin i wciąga do świata korporacji, oferując im „karierę”, zawierającą wyzysk, samotność, zależność społeczną i ekonomiczną, czyli nowoczesne niewolnictwo. Wstępem do tego jest degradacja szkolnictwa, szczególnie wyższego. Oferuje ono pozorne wykształcenie, które w połączeniu z korpokarierą daje młodej kobiecie iluzję niezależności. Spędza ona swoje najlepsze lata spalając się dla korporacji i nie budując własnej rodziny. Informacyjnie walczy się z rodziną za pomocą propagandy feminizmu, strasząc piękną płeć mężczyznami, patriarchatem i piekłem kobiet, antagonizując płcie, oszukując kobiety, że lepiej im będzie bez mężczyzn i zachęcając do rozwodów. Zapobieganie powstawania rodzin na poziomie informacyjnym, poza propagandą feministyczną realizuje się przez promocje stylów życia, wykluczających rodzinę. Służy temu kultura masowa i jej nośniki – filmy, seriale, gry, celebryci, telewizji, reklama, prasa, poradnictwo, Internet. Poza tradycyjnym już zachęcaniem do antykoncepcji i aborcji wprawia się dziewczęta i młode kobiety do częstej zmiany partnerów, poliamorii i homoseksualizmu. Najnowszym nasilającym się trendem stało się wzbudzanie dysforii płciowej, co jest podstawą do tranzycji, nazwanej korektą błędnego przypisania płci, czyli de facto kastracji mężczyzn i sterylizacji kobiet. Dynamiczny rozwój tego zaburzenia jest skutkiem wojny informacyjnej, prowadzonej przeciw białym narodom, wykorzystującej antykulturę. Na dysforię płciową szczególnie podatne są białe dziewczęta, co z jednej strony wskazuje na intencje gnostyków, a z drugiej uwidacznia skutki ich działań.
Rytuał paryski zachęca do intensywnych zachowań seksualnych, jednakże wykluczających rodzinę i macierzyństwo. Trójkącik w Bibliotheque Nationale i antymsza na moście Debilly są najbardziej dosłowne. Dopełnieniem gnostyckiej koncepcji seksualności był laserowy pokaz świateł z Wieżą Eiffla w centrum. Podczas ceremonii wieża pojawiła się dwojako – jako sama wieża oraz jako podest, prowadzący do masztu flagowego i ołtarza Molocha. Mało kto dziś pamięta, że wieża została wybudowana w 1889 roku z okazji Wystawy Światowej oraz dla upamiętnienia 100 – lecia Wielkiej Rewolucji i po 20 latach miała zostać rozebrana. Podczas budowy budziła wiele kontrowersji i sprzeciwów, w prasie nazwano ją nawet „ohydnym słupem z nitowanego żelaza”. Jej kształt wynika obliczeń statycznych, i taki musiał być, aby zapewnić stabilność tak wielkiej konstrukcji, niezależnie od tego, że jej główny budownik należał do wolnych mularzy.
Trójkątna symbolika masońska, zawarta w wieży narzucona została więc nie przez spisek, ale przez prawa fizyki. Skoro już jednak taka symbolika musiała się pojawić, nie ma przeszkód, aby jej nie wykorzystać. Od biedy wieżę można przyrównać do piramidy, nieco bliżej jej do cyrkla, jeszcze bardziej przypomina „kompas”, trójkąt ostrokątny bez podstawy, skierowany wierzchołkiem ku górze, w symbolice masońskiej oznaczający fallusa. Poza znaczeniami stricte masońskimi Wieża Eiffla spełnia jeszcze postulaty wcześniejszej symboliki ezoterycznej, i tak prosty pionowy kształt jest symbolem fallicznym – lingani, co ma konotacje nie tylko seksualne. Od hinduskiego słowa pala, oznaczającego męski organ płciowy (stąd słowiański pal) wzięło się łacińskie określenie palladium, co dziś pojmujemy jako pałac – znaczenie konkretne – siedzibę władcy, pierwotnie jednak miało znaczenie abstrakcyjne, oznaczało władzę królewską i było uniwersalną alegorią króla – władcy. W kształcie wieży mieści się więc zarówno symbol seksualny jak i symbol władzy. Te konotacje pochodzą z czasów przedhistorycznych, ale wyrażają obserwacje uniwersalne – dotyczące niezmiennych zachowań, zależności i procesów gatunku homo sapiens.
Po zawieszeniu odwróconej flagi, ogłoszeniu przez augura Macrona dies fasti, złożeniu inkluzywnej przysięgi, ponownym pojawieniu się pochodni i wyruszeniu sztafety do znicza rozpoczął się pokaz świateł laserowych z Wieżą Eiffla w centrum. Oszałamiająca feeria promieni ciekawsza była od oklepanych już fajerwerków, poza tym mniej emisyjna. Pośród promieni, rozchodzących się od dołu ku wierzchołkowi kilka razy pojawiło się mocne światło na samym szczycie, wysyłające promienie w dół, ogarniając zgromadzony lud. Wyglądało to jak oko Saurona, omiatające Mordor ze szczytu Barad-Dur. Poza tym włączono stałą instalację, zamontowaną na szczycie wieży w 2000 r., obrotowo wysyłającą smugi światła w dwa przeciwległe kierunki, jak w latarni morskiej. Natomiast wśród krzyżujących się promieni widać było przenikające się cyrkiel i węgielnicę. Można ten pokaz interpretować następująco: pokazano apoteozę władzy Lucyfera nad Ziemią, który wskazuje kierunek jak latarnia morska. Tym, którzy odrzucili wiarę w Boga w Trójcy Jedynego, którzy nie mają Jego pieczęci zastąpił Gwiazdę Morza, odwieczny kompas żeglarzy – Maryję, pośredniczkę z Chrystusem, osłaniającą swym ochronnym płaszczem wszystkie stany Kościoła. Ci jednak, którzy od Kościoła odpadli nie mają tej ochrony i tej busoli. Zamiast tego przyjmują inny kompas – masoński, prowadzący do Lucyfera jako pana, za pośrednictwem braci spod znaku cyrkla i węgielnicy.
Symbolika władzy łączy się z symboliką seksualną, lucyferyczno – masoński kompas jest zarazem symbolem fallicznym. Gdy odbywał się pokaz świateł, wykonano utwór Marc Ceronne’a „Supernature” – nadprzyrodzone, ponad naturą. Od czasów Oświecenia kolejne pokolenia globalistów próbują postawić się ponad naturą, co ma trzy źródła – gnostycki dualizm, traktujący świat materialny jako zły, a duchowy jako dobry, kabalistyczny żal do Stwórcy, że ośmielił się przekazać wybraństwo ludu komu innemu, i przede wszystkim lucyferyczny bunt przeciwko Bogu, wyrażający się okrzykiem: „non serviam”. I tu na ekranach pokazano niezwykłą scenę o wielkiej doniosłości, powszechnie nie zauważoną, przykryta oburzeniem wobec bluźnierstwa na moście Debilly. Kamera pokazała zbliżenie jednej osoby z tłumu zgromadzonych na Trocadero, tak, że wyglądało to jak przypadkowe uchwycenie spontanicznego zachowania. Był to jednak wyjątek w całej transmisji. Kamera nie przyglądała się osobom w tłumie, a każda osoba, na którą została zwrócona uwaga była częścią scenariusza i miała jakąś rolę do odegrania.
Ukazała się młoda kobieta, dziewczę nieledwie, atrakcyjna, dobrze zbudowana brunetka z długim warkoczem i wydatnym biustem w obcisłej, czarnej bluzeczce, dziewczyna jak marzenie. Rozbawiona kobieta poruszała się zmysłowo w takt muzyki, wykonując rękami gesty języka migowego. Dwukrotnie ułożyła dłonie w charakterystyczne „diabełki” – mano cornuta – rogatą dłoń z wystawionym kciukiem i małym palcem – popularny w środowiskach heavymetalowych symbol satanistyczny. Ten znak w języku migowym ma swoje znaczenie – „kocham cię” – jednak jest wykonywany wewnętrzną stroną dłoni do rozmówcy. Tymczasem podczas rytuału paryskiego młoda, rozbawiona kobieta odwróciła dłonie, wyraźnie prezentując satanistyczny gest dwukrotnie, wzmacniając przekaz wystawionym językiem.
Stanowi to domknięcie programu społeczno – polityczno – religijnego, zaprezentowanego podczas ceremonii. Oznacza rozbicie rodzin i zepsucie moralne społeczeństwa poprzez odrzucenie chrześcijaństwa jako religii i etyki, seksualizację życia społecznego, promocję dewiacji, antykoncepcji i aborcji. W tym celu każda dziewczyna powinna poświęcić się Lucyferowi i oddać hołd jego ziemskiej władzy. Zrobi to prowadząc życie rozpustne i bezpłodne, do czego namawiają celebrytki, media i psycholożki. Nie zostanie żoną i nie urodzi potomstwa, a jeśli zajdzie w ciążę, złoży swoje nienarodzone dziecko na ołtarzu Molocha w ramach państwowego kultu. Takie ofiary szczególnie miłe są diabłu. Oddając się poliamorycznej rozpuście okaże swoje przywiązanie i miłość do Lucyfera, a on będzie wobec niej wykonywał prawo feudalnego pana – ius primae noctis – prawo pierwszej nocy. Z kimkolwiek kobieta się nie zwiąże, Lucyfer zawsze będzie tym pierwszym. W ten sposób w Anty-Francji zostały ustanowione prawa Sodomy i Lucyfera, a Republika będzie ich strzec, ponieważ są to prawa człowieka i prawa kobiet. Ludność Republiki będzie tych praw bronić, gdyż korzysta z nich na co dzień i nie zamierza rezygnować z osiągnięć Rewolucji, będących podstawą nowych wartości europejskich. Dla Republiki jest ważne, aby kobiety mogły się oddawać sankiulotom, i żeby żaden mąż, ojciec czy ksiądz nie odwodził ich od tego. Rozbawione dziewczę zaś jest nową figurą Marianne – symbolu Francji, na obrazie Delacroix z obnażonymi piersiami – symbolem wyzwolenia. Współczesna Marianne Anty-Francji jest wyzwolona ze stereotypów seksualnych, zakochana w Lucyferze, otwarta i zawsze dostępna, czyli inkluzywna. Rozbawione dziewczyny z pewnością nie wiedzą, do czego są wciągane one same i wszyscy, których za sobą pociągają. Dla nich to impreza życia – beztroska zabawa, przywilej młodości. Odsłonięte piersi Marianne symbolizują rewolucyjne wyzwolenie od opresji, którymi dla gnostyków od zawsze są: trwała miłość, małżeństwo, macierzyństwo, rodziny, narody, chrześcijaństwo, a nawet płeć. Odwieczny symbol kobiecości został ukradziony, odarty z tajemnicy i wystawiony na publiczny widok jako własne zaprzeczenie. Nowoczesne dziewczyny, publicznie obnażone deklarują walkę z tym, co jest tajemnicą kobiecości i jej społeczną rolą. Będą więc używać swej płci i seksualności do rozpusty za pomocą poliamorii, antykoncepcji i aborcji, a w ten sposób same będą używane przez Rewolucję do walki z rodzinami, narodami i Kościołem. Republika zapewni im prawo i dostęp do tego, a w zamian zażąda, aby oddawały się wszystkim akolitom gnostyckiej władzy, tak samo, jak sankiulotom w rewolucyjnej Francji, komsomolcom w rewolucyjnej Rosji, nazistom w rewolucyjnych Niemczech. Nowoczesna, obnażona Marianne jest menadą – bachantką Rewolucji, bojowniczką Molocha, narzeczoną Lucyfera, wyznającą mu swe uczucia i emocje. Poprowadzi tłum na barykady do rewolucyjnej walki o władzę Bestii nad nim samym, poprzez ołtarze Molocha, aż do feudalnego hołdu, składanego Lucyferowi przed jego lingani – fallicznym idolem – słupem z nitowanego żelaza.
W ten sposób liczebność rdzennej ludności Anty-Francji będzie się ustawicznie zmniejszać, a liczebność ludności napływowej – zwiększać. Jeśli zajdzie potrzeba, a organizatorzy zapewnili, że zajdzie, Neofrancuzi staną się dla Antyfrancuzów tym, czym w czasach Wielkiej Rewolucji byli sankiuloci dla arystokracji i kolumny piekielne dla Wandei. Jeśli jednak będą posłusznie spełniać oczekiwania Republiki, dostąpią zaszczytu pracy dla masońskich elit, zarządzających Anty-Francją, dzięki czemu będą mogli przeżyć, przynajmniej do czasu. Upojone dziewczęta i beztroscy soyboye, bawiący się radośnie na paradach i w klubach Rewolucji nie wiedzą jeszcze, że ich zabawa ma wyznaczony kres. Dopóki są przydatni dla gnostyków, Rewolucja im schlebia. Gdy jednak opadną z sił witalnych, a atrakcyjność seksualna przeminie staną się obciążeniem dla rewolucyjnej Republiki, która pracuje właśnie nad najważniejszym i ostatecznym prawem człowieka – eutanazją. Dla niepoznaki użyto pojęcia „pomoc w umieraniu”. Projekt stosownej ustawy, popierany przez augura Macrona trafił w marcu 2024 r. pod obrady parlamentu, jako kontynuacja wpisania prawa do aborcji do konstytucji Republiki.
SZTUKA ILUZJI
Przy tym wszystkim, cała ceremonia okazała się w zasadzie jedną wielką iluzją. To, co działo się w Paryżu, i co wiedzieli widzowie na ekranach całego świata były to dwie różne rzeczywistości, przy czym prawdziwszy okazał się ten, który został wykreowany na potrzeby transmisji. Przede wszystkim jednak iluzja całego przedsięwzięcia dotyczy olimpijskiego ognia. Od samego wskrzeszenia Olimpiady cała ceremonia była tylko oprawą dla przeniesienia ognia z Olimpii i rozpalenia znicza w miejscu igrzysk. W Paryżu stało się odwrotnie – olimpijski ogień i ceremonia otwarcia stały się kontekstem do przeprowadzenia rytuału i realizacji celów politycznych gnostyków. Czy im się to udało – to już inna sprawa, ale o tym za chwilę. Skupmy się na ogniu. Mamy podstawy przypuszczać, że to, co uważaliśmy za ogień olimpijski jest zwykłym płomieniem, ponieważ jego nosiciele wciąż znikali z widoku. Jednak sam znicz przebił wszystko. Następnego dnia po ceremonii otwarcia opinia publiczna dowiedziała się, że to, co uważała za najbardziej oryginalny w historii znicz olimpijski … wcale nie jest zniczem. W trosce o planetę, dążąc do zeroemisyjności, skonstruowano ogień bez ognia. Płomień jest imitowany przez mgłę wodną, wytwarzaną przez zraszacze, która jest podświetlana ledowymi reflektorami. I cały postępowy świat się cieszy – co za nowoczesny, ekologiczny znicz olimpijski, płonie bez ognia. Gdzie w takim razie znajduje się prawdziwy ogień olimpijski, ten przyniesiony z Olimpii, zapalony od promieni słonecznych? Jeśli wierzyć organizatorom, został zamknięty w małej, górniczej lampce, schowany do szklanej gabloty i wystawiony jak muzealny eksponat w Tuileriach, nieopodal fałszywego znicza. Symboliczne usunięcie jednej idei, zesłanie jej do muzeum i zastąpienie inną. Jest to kolejna kpina z olimpijczyków, widzów, kibiców i idei olimpijskiej. Począwszy od ręki w kieszeni, poprzez wątpliwe pochodnie, przygotowywane w ukryciu rytuały, odwrócenie flagi aż po iluzję ognia – całość nie przypomina ceremonii święta sportu, lecz cyrkowe sztuczki iluzjonistów, wyciągających królika z kapelusza, aby okpić zdezorientowanych gapiów.
MOC WIĄŻĄCA RYTUAŁU – CO SIĘ UDAŁO, CO NIE
Nie należy przy tym demonizować całego wydarzenia. Nie było tam żadnej manifestacji demonicznej siły, wszystko było dziełem umysłów i rąk ludzkich. Nawet opętańcze konwulsje tancerzy były tylko dokładnie zaplanowaną dramaturgią. Należy odróżnić intencje reżyserów od ich rzeczywistego wpływu na rzeczywistość. To, co pokazali, a co zostało opisane w sześciu ogniwach niniejszego cyklu jest wyrazem INTENCJI, ZAMIARÓW i MARZEŃ, a nie opisem czegoś, co się stało lub stać się musi.
Ceremonia w Paryżu miała kilku adresatów i różne cele wobec nich.
WOBEC ŚWIATA
Zaangażowano ogrom sił i środków i wydano wiele pieniędzy, aby pokazać coś, co europejscy gnostycy chcieliby, aby było. Oni sami traktują takie rytuały jako wyraz swojego triumfalizmu i panowania nad rzeczywistością, dopóki jednak ludzie, którzy zostali w to wciągnięci nie zaczną postępować zgodnie z ich intencjami, zamiary te pozostaną tylko antyboskimi marzeniami. Nie można więc sądzić, że skoro wszystkie narody (poza białoruskim i rosyjskim) przepłynęły pod ceremonią antymszy na moście Debilly, automatycznie stały się satanistami. Tak samo nie można uważać, że wszystkie państwa (poza Białorusią i Rosją), które poszły w uroczystej procesji za Nazgulem / Śmiercią / Abbadonem do hołdu lennego, złożonego Bestii uznały formalnie jej władzę. Organizatorom rytuału z pewnością wydaje się, że skoro mogli przyciągnąć do siebie tak wielu ludzi i reprezentantów narodów całego świata, mają już wszystkich pod swoją władzą. Tymczasem oni tylko ukradli – nie swoją ideę nie swojej imprezy. Oszukali i wprowadzili w błąd wszystkich uczestników ceremonii, ale ci uczestniczyli w niej z zupełnie innych przyczyn, więc zamiary organizatorów nie wywarły skutków wobec świata. Czynności religijne i quasi – prawne, które podjęli organizatorzy rytuału są więc nieważne ex nunc (od samego początku), ex lege (z mocy samego prawa – nie wymaga specjalnego potwierdzenia), erga omnes (nieważność skuteczna wobec wszystkich). Reakcjami świata był szok, niesmak i oburzenie.
WOBEC UKRYTEJ WŁADZY
Ceremonię należy również traktować jako próbę odzyskania wpływów przez kontynentalnych masonów. Już w XIX wieku tracili swoje wpływy na rzecz Anglosasów, a po II Wojnie Światowej proces ten stał się globalnym status quo. Oni też widzą pogłębiający się kryzys świata atlantyckiego, próbują więc powrócić do pozycji, gdy ich państwa były mocarstwami. Nie jest to już jednak możliwe, ponieważ na skutek ich własnych działań Zachód znalazł się w stanie pogłębiającego się upadku. Nawet, gdyby Wielkiemu Wschodowi z przyległościami udało się zastąpić Szkotów z przyległościami, nie uratuje to Zachodu. Oni wszyscy, niezależnie od obediencji walczą o miejsce za sterami samolotu, który wpadł w korkociąg.
WOBEC EUROPY
Reżyserzy wyraźnie wyeksponowali logo Unii Europejskiej dwukrotnie. Ma to służyć wzmocnieniu pozycji Anty-Francji w Unii Europejskiej, która właśnie zamienia się w federalną satrapię europejską. To też im nic nie da z dwóch powodów. Po pierwsze, włączając się do pociągu o nazwie „integracja europejska” zgodzili się na rolę konduktora w ekspresie, którego maszynistą jest każdorazowy żelazny kanclerz. Koncepcje ustrojowe Anty-Francji i Niemiec są różne i nie do pogodzenia (celowo nie piszę „Anty-Niemcy”, ponieważ państwo to z zasady od swego początku jest „anty”). Dopóki więc będzie trwała integracja europejska, augur Anty-Francji zawsze będzie konduktorem, a żelazny kanclerz zawsze będzie maszynistą. Po drugie, ekspres „Unia Europejska” wjechał już na ślepy tor i zaczął przyspieszać. Polecam świetną nowelę grozy „Ślepy tor” z 1967 r. z cyklu „Opowieści niezwykłe” w reżyserii Ryszarda Bera. Europejskie elity są w sytuacji pasażerów pociągu ślepego toru i taki też zapewne będzie ich koniec.
WOBEC ANTY-FRANCJI
Antyfrancuzi są najbardziej zadowoleni z szaleństwa, jakie odbyło się w dawnej stolicy świata. Augur Macron i jego świta wiedzą, co się podoba ich obywatelom. Cała ta impreza musiała mieć poparcie rządu Republiki i establishmentu rządzącego. Przepych i triumfalizm imprezy świadczy o samouwielbieniu tych ludzi, którzy w ten sposób jeszcze bardziej wbijają się w pychę. Pozycja augura i jego kliki mocno osłabła po wyborach do Europarlamentu i Zgromadzenia Narodowego, taka zaś impreza, ściągająca tłumy jest dobrym sposobem na podreperowanie wizerunku. O tym, czy się to udało zdecydują nastroje społeczne po zakończeniu olimpiady.
WOBEC SIŁ DUCHOWYCH
Umocowanie duchowe władz Anty-Francji i całego Zachodu jest coraz wyraźniej widoczne, bo coraz mniej ukrywane. Jako ludzie wierzący, organizatorzy imprezy skorzystali, aby odnieść się do bytów duchowych. Jest więc tam dziękczynienie za otrzymane dary, przede wszystkim dar władzy. Już wcześniej, w marcu 2024 r. zmieniając konstytucję Republika wprowadziła jako swoje prawo kardynalne ius Molochum. Rytuał paryski jest więc swoistym wotum dziękczynnym za to wielkie wydarzenie. Jednak megalomania kierowników Republiki nie zna granic, postanowili więc ustanowić ius Luciferis – poświęcić Anty-Francję księciu ciemności, a jednocześnie powierzyć mu pod opiekę wszystkie narody (poza białoruskim i rosyjskim). Z przyczyn, wyżej już wyjaśnionych nie mogło to być skuteczne, a intencja organizatorów ograniczyła się co najwyżej do samej Anty-Francji.
KRÓL JEST NAGI
Cały ten triumfalizm, całe usilne starania, by wypaść jak najlepiej wobec wszystkich bierze w łeb. Ilość i rozmiar ideowych nadużyć jest tak wielka, że nawet lewacy czują się zniesmaczeni. Ludzie Bestii się ujawnili, pokazali swoje intencje i plany. To tak, jakby zdradzili swoim wrogom, gdzie i jak chcą zaatakować. Rytuał paryski 26 lipca 2024 roku jest jednym z momentów przełomowych. Ludzie Bestii, wcześniej miarkując i ukrywając swoje działania, poczuli się wszechpotężni i niepokonani. Jednocześnie jednak rzeczywistość nie nagina się do ich woli tak, jakby chcieli. Dlatego upychają oporną rzeczywistość na siłę. Plandemia, Biden, wojna na Rusi, Zielony Ład, Eurowizja, teraz to – coraz mniej ślepych, coraz więcej zwykłych ludzi zaczyna budzić się z letargu. Nie znaczy to, że będą czynnie walczyć z Bestią, ale że będą reagować inaczej, niż Bestia zaplanowała, a to jest wielką porażką gnostyków. Istnieje również nadzieja dla wiary przeciętnych Europejczyków, formalnie chrześcijan, ale żyjących jak poganie. Do rytuału mogli spokojnie przyłączać się do niszczycieli chrześcijaństwa, ponieważ używane były metody fabiańskie – powolnego gotowania żaby. Teraz jednak każdy antykatolik powinien poczuć się posadzony pośród kolorowego towarzystwa na moście Debilly, wraz z ciałopozytywną kapłanką.
Triumfalizm i dobre samopoczucie organizatorów rytuału nie udzielą się dalej, gdy do szerokiej opinii publicznej będą dochodzić kolejne afery, związane z organizacją Igrzysk. Złe zarządzanie, bałagan, kiepskie warunki zakwaterowania i wyżywienia, brak klimatyzacji, problemy z zeroemisyjnym transportem, transpłciowi sportowcy, oburzenie po ceremonii otwarcia – niesmak pozostanie, a w miejsce podziwu pojawi się lekceważenie, nie tylko Anty-Francji, ale całego zachodniego establishmentu, służącego Bestii.
ZNACZENIE DLA POLAKÓW
Powinniśmy jak najszybciej wyciągnąć wnioski co do kondycji i przyszłości Zachodu i Unii Europejskiej. Zachód to samolot w korkociągu, a dodatkowo Unia Europejska to rozpędzający się ekspres ślepego toru. Polska nie powinna patrzeć na Zachód i Unię jako na rakiety, które wydźwigną ją w górę, tylko jako na balast, ciągnący na dno. Ludność Unii Europejskiej najwyraźniej zaakceptowała swój własny upadek i w swojej masie nie robi świadomie niczego, aby go uniknąć. Działania społeczne, sprzeczne z wolą gnostyków są naturalnymi, spontanicznymi reakcjami, nie ma natomiast w tej chwili żadnego ośrodka politycznego, który byłby ratunkiem dla Europy. Ośrodkiem takim może być Polska, ponieważ istnieją u nas jeszcze pewne zasoby myśli i woli, zdolne do zaproponowania, co robić dalej. Samego upadku praktycznie nie da się już powstrzymać. Refleksja powinna przede wszystkim objąć sytuację w Polsce, która tym się różni od Anty-Francji, że my wciąż jesteśmy ofiarą Bestii, a Antyfracuzi – w znacznej części wspólnikami. Nadzieja, z jaką patrzę na Polskę uwzględnia również fakt, że niemal cały układ rządzący III RP pochodzi z nadania Bestii i w przyszłości nie odegra dla Polski żadnej roli pozytywnej. Wszystko, co w Polsce zdarzy się dobrego wyjdzie spoza obecnego establishmentu.
NADZIEJA DLA FRANCJI
Jedyna nadzieja dla Francji polega na tym, że musiałaby przestać być Anty-Francją, a z powrotem stać się Francją. Na razie sami mieszkańcy tego państwa nie chcą nic zmienić w swoim życiu, i jeśli pozostaną w tym dalej, czeka ich dalsza wymiana ludności, a potem kryzys ekonomiczny i krwawe konflikty. Antyfrancuzów czeka nieuchronne przebudzenie, ale najpewniej nastąpi ono dopiero wtedy, gdy zaczną umierać od eutanazji i ginąć od maczet. Nie jest natomiast pewne, co ci ludzie zrobią z tym przebudzeniem. Jest bardzo wątpliwe, aby większość Antyfrancuzów był w stanie znowu być Francuzami. Musieliby odrzucić Rewolucję, a tego nie chcą, o czym świadczy poparcie dla prawa Molocha. Wydaje się raczej, że powstanie tam jakiś nowy naród, będący wypadkową Neofrancuzów, Francuzów i tych Antyfrancuzów, którzy przetrwają.
Najlepsza rada, jaką można dać Antyfrancuzom, to cytat z Henryka IV Nawarskiego. Gdy całej Francji zbrzydły już przeciągające się, krwawe wojny religijne XVI wieku, zaproponowano Henrykowi, przywódcy hugenotów objęcie tronu Francji pod warunkiem konwersji na katolicyzm. Henryk przyjął warunki, wypowiadając słynne słowa: „Paryż wart jest mszy”. Jeśli ma przetrwać i odrodzić się Francja, warunkiem jest katolicka msza – nie tylko w Paryżu, ale w każdym mieście i wsi na francuskiej ziemi. Nie dlatego, że to ma jakieś właściwości magiczne, ale dlatego, że ludzie, będący w stanie łaski uświęcającej lub do niego dążący dbają o swoje rodziny, naród i państwo, tak, że Bestia nie ma czego tam szukać. Jeśli natomiast lud, zamieszkujący ziemie Francji sam z siebie nie przyjmie chrystusowej wiary, będzie można go nawrócić. I to jest też rada i wyzwanie dla nas, Polaków.
Zachęcam do zainteresowania się interpretacją proroctw Starego i Nowego Testamentu dotyczących końca czasów. Wydaje się że są one już w trakcie wypełniania.
Część pierwsza – Interpretacja snu Nabuchodonozora
Minister infrastruktury w rządzie warszawskim D. Tuska przedstawił osobliwy pomysł na skłonienie Polaków do pokłonienia się ideologii ekologizmu. Jak ogłosił wiceszef tego resortu, woda ma być na początku tańsza, a przy większym zużyciu droższa i ma to być sposób na zmuszenie nas do picia wody z kranu… zamiast butelkowanej.Wiceminister Przemysław Koperski poinformował o międzyresortowych konsultacjach pomysłu, w myśl którego pierwszy metr sześcienny zużytej wody miałby kosztować złotówkę, dwa kolejne mniej, natomiast później cena miałaby już rosnąć.Poprzez zapewnienie „bezpłatnej” wody „pitnej” (mówimy o wodzie z kranu) rząd Tuska chce przyczynić się do wdrożenia globalistycznej ideologii ekologizmu, która próbuje wyrugować użycie plastiku.
– Tysiąc litrów to gwarancja dostępu do bezpłatnej wody pitnej dla każdego Polaka. Chcemy, żeby nie było bariery ekonomicznej dla nikogo, a jest różnie. Niektórzy z nas zużywają wody więcej, a niektórym jej brakuje. Chcemy zachęcić Polaków, żeby korzystali z wody z kranu zamiast butelkowanej. (…) Chcemy też, żeby w hotelach, restauracjach, kawiarniach był dostęp do bezpłatnej wody pitnej, tak jak to się dzieje w Europie – mówił Koperski w rozmowie z Polskim Radiem 24.
Wiceminister, jak widać po jego wypowiedzi, jest pełen wiedzy na temat optymalnego standardu zużycia wody, który ma zapewnić komfort wszystkim Polakom. – Jeżeli ktoś zużywa powyżej trzech metrów sześciennych na osobę – musi być przygotowany na wyższe rachunki, bo cały system musi się bilansować. Ci, którzy nie podchodzą w sposób oszczędny do korzystania ze wspólnych zasobów wodnych, będą musieli zapłacić więcej. 3 metry na osobę to standard, w którym każdy może komfortowo funkcjonować – przekonywał.
Polityk nie podał żadnych szczegółów co do kwot powyżej wskazanego przez rząd warszawski „optymalnego” zużycia wody. Powiedział jednak, że kompetencja w tej sprawie zostanie przywrócona samorządom.
Parę dni temu zwróciłem uwagę na profanacje figury Matki Bożej :
Figurze Matki Boskiej stojącej pod krzyżem w podlaskiej wsi Kościuki ktoś m.in. odciął ręce i wydłubał oczy. Lokalna społeczność jest oburzona i wstrząśnięta. – Powstrzymywałam łzy, jak to zobaczyłam – słyszymy. Policja potwierdza, że prowadzona jest sprawa dot. obrazy uczuć religijnych. Wandale zniszczyli także inne obiekty kultu religijnego w tym regionie. – To na pewno nikt z naszej parafii. To była zorganizowana, nocna akcja – spekuluje ksiądz z choroszczańskiej parafii. Wieś Kościuki leży w gminie Choroszcz niedaleko Białegostoku. Społeczność podlaskiej miejscowości jest zdruzgotana tym, co wydarzyło się w miniony weekend.To wtedy doszło do aktu wandalizmu, który obraził uczucia religijne mieszkańców. Figurce Matki Boskiej Niepokalanej odcięto ręce, wyłupano dziurę w głowie, zniszczono twarz. Uszkodzone zostały m.in. oczy i nos. https://polskieradio24.pl/artykul/3409663,wydlubano-maryi-oczy-i-odcieto-rece-profanacja-na-podlasiu-mieszkancy-wstrzasnieci
DZISIAJ CZYTAM ŻE W TEJ SAMEJ GMINIE DOSZŁO DO KOLEJNEJ PROFANACJI!
Betonowy krzyż z figurką Jezusa został trzykrotnie zniszczony w podlaskiej wsi Izbiszcze. – Kątówką wycięto ręce i nogi figurce Jezusa – mówi pan Dariusz Śliwonik. Wcześniej, w wiosce obok, figurze Matki Boskiej wydłubano oczy i również obcięto ręce. Reaguje już Archidiecezja Białostocka.Mieszkańcy gminy Choroszcz są przerażeni po tym, jak zniszczono kolejny symbol religijny. Tym razem trzykrotnie uszkodzono betonowy krzyż, na którym zamocowana była figura Jezusa Chrystusa.Stało się to w Izbiszczach. Jest to podlaska wieś w gminie Choroszcz. Tej samej, w której w ubiegłym tygodniu w Kościukach zdewastowano figurę Matki Boskiej Niepokalanej. Wydłubano jej m.in. oczy i odcięto ręce. Lokalna społeczność była wstrząśnięta.”Kątówką obcięto Jezusowi ręce i nogi”W wiosce Izbiszcze jest około 10 krzyży. Część z nich została tam postawiona jeszcze przed I wojną światową. Jak mówi dla portalu polskieradio24.pl pan Dariusz Śliwonik, radny gminy Choroszcz (okręg Kruszewo, Śliwno, Izbiszcze, Konowały), jeden z nich został zniszczony, jeszcze przed zdewastowaniem figurki Maryi w Kościukach. – Wtedy myśleliśmy, że to wiatr lub błąd pracowników Zarządu Dróg, którzy wtedy pracowali w tym rejonie. Krzyż został naprawiony przez mieszkańców – słyszymy.
Pan Dariusz po szczegółowych oględzinach zauważył jednak, że nie tylko uszkodzony został betonowy krzyż. Zdewastowano też figurę Jezusa Chrystusa, która była tam doczepiona. – Ktoś ją pociął, moim zdaniem kątówką, piłką lub czymś podobnym.Pocięte były ręce i nogi Jezusa – mówi lokalny samorządowiec. Mieszkańcy nie tylko naprawili krzyż, ale też doczepili nową figurkę.Krzyż po dwóch dniach znów został połamany, a figurka wyrzucona w krzaki. Symbol religijny znów został naprawiony. Pan Dariusz skleił betonowy krzyż. Na tym jednak nie koniec. – Nie minął dzień, ktoś podszedł i prawdopodobnie dużym kamieniem rzucił w krzyż. Ten znów pękł – relacjonuje rozmówca polskieradio24.pl.
Sprawa została zgłoszona na policjęRadny ujawnia, że sprawa została zgłoszona na policję. – Mundurowi przyjechali na miejsce i zaczęli zbierać dowody. Jak słyszymy od rozmówcy polskieradio24.pl, pobrano odciski palców, zrobiono zdjęcia, zabezpieczono pierwszy pocięty krzyż i drugi krzyż, który został wyrwany i porzucony w krzaki – podkreśla Dariusz Śliwonik.
Brazylijskie media szeroko komentują we wtorek informację o groźbie kary dla brązowej medalistki igrzysk olimpijskich w Paryżu w skateboardingu Rayssy Leal. 16-letnia sportsmenka w trakcie zawodów w stolicy Francji pokazała w języku migowym gest o przesłaniu: „Jezus jest drogą, prawdą i życiem”, co część osób z Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) oraz komentatorów miała uznać za „niedopuszczalne i godne kary”.Portal UOL zauważa, że ostatecznie w sprawie młodej Brazylijki, najmłodszej medalistki olimpijskiej, MKOl wydał jedynie lakoniczny komunikat, w którym wezwał sportowców „do większego skoncentrowania się na sporcie”.16-latka wyznała wiarę w języku migowym. Organizatorzy mówią o karze dla sportsmenkiBrazylijska gazeta online przypomina, że deklaracja Rayssy Leal nie jest jedyną w historii brazylijskiego uczestnictwa w olimpiadach odnoszących się do Boga. Przypomina, że w przeszłości wielokrotnie brazylijscy piłkarze demonstrowali gesty świadczące o swojej chrześcijańskiej wierze.W 2016 r. podczas olimpiady w Rio de Janeiro piłkarz Neymar już na podium ustawił się po odbiór złotego medalu z opaską, na której było napisane: „Jezus 100 procent”, przypomniał brazylijski portal, podkreślając, że były gwiazdor FC Barcelony nie został wówczas ukarany.Większość brazylijskich mediów wyraziło zdziwienie, że MKOl za gesty religijne grozi sankcjami sportowcom, podczas gdy władze tejże organizacji zezwoliły na spariodiowanie podczas piątkowej ceremonii otwarcia igrzysk w Paryżu scenę z „Ostatniej Wieczerzy” Leonardo da Vinciego. W postać Jezusa wcieliła się deklarująca jako lesbijka DJ Barbara Butch, zaś apostołów naśladowała grupa mężczyzn przebranych za kobiety.
Mroczna postać w czarno – srebrnej zbroi, z flagą olimpijską jako peleryną, przemierzająca ciemne odmęty wód na srebrnym, mechanicznym szkielecie konia łączy w sobie kilka znaczeń. Należy zacząć od tego, czego jakoś nikt nie dostrzegł, w jakim celu ta kreatura została wpleciona w rytuał. Z początku wydawało się, ze rolą jeźdźca jest dostarczenie flagi – peleryny przed trybunę honorową, gdzie umieszczono maszt flagowy. Jednak wciągnięto inną flagę, nie tą z peleryny, lecz tą, która czekała na miejscu, a którą jeździec otrzymał i przeniósł zaledwie kilkadziesiąt metrów. Po co więc był jego rajd po Sekwanie? Widzom wydawało się, że ceremonia czeka na flagę, tymczasem rozkład znaczeń jest odwrotny – to nie jeździec był dla flagi, tylko flaga dla jeźdźca.
Różne interpretacje tej postaci nie muszą się wykluczać, lecz mogą uzupełniać. Z wyglądu przypomina Nazgula, upiora Pierścienia z tolkienowskiej sagi „Władca pierścieni”. Nazgule byli niegdyś dumnymi władcami ludzi, których opanowała żądza władzy i moc Jedynego Pierścienia. Tolkienowska opowieść pełna jest symboli, Władca Pierścieni jest więc figurą szatana, a Nazgule najpotężniejszymi i najwierniejszymi spośród ziemskich sług, coś jakby najwyższe kręgi Bestii.
Najczęściej wskazywaną interpretacją był czwarty jeździec Apokalipsy, na bladym koniu, któremu towarzyszy Otchłań, a którego imię Śmierć. To, że czwarty interpretuje się z tego, że w ostatnich czasach mieliśmy już trzech – wojnę, zarazę i głód, skoro więc pojawia się samotny jeździec, to musi być ten czwarty. Wszyscy zgromadzeni czekali na mroczną postać, która przybyła wodą. Na ląd wjechał jednak inny jeździec na innym koniu. Należy przyjąć, że powody były czysto praktyczne – gdyby technicy byli w stanie skonstruować sprawnego konia mechanicznego, który wskoczyłby z łodzi na brzeg, zapewne by go użyli. Musieli jednak użyć żywego zwierzęcia jako bardziej niezawodnego. Gdy Nazgul / Śmierć pojawił się na nabrzeżu, eskortowany przez republikańską armię francuską przedefilował przez szpaler narodów, symbolizowanych przez chorążych, niosących flagi państwowe. Następnie cała czereda flag ruszyła za jeźdźcem tam, dokąd ich poprowadził. Jeździec otrzymał skrzydła z neonów umieszczonych na Wieży Eiffla, co technicznie było majstersztykiem, szacunek dla realizatorów. Tą sztuczką gnostycy sami siebie i swoje twory uznają za nadprzyrodzone, i pragną, aby cała ludzkość traktowała ich jako boskie istoty, wznoszące się ponad ludzkimi ograniczeniami.
Za Nazgulem / Śmiercią podążyła cała ludzkość symbolizowana przez chorążych (poza Rosją i Białorusią, wykluczonymi przez organizatorów). Jest to dopełnienie obrzędu inicjacyjnego, odprawionego na moście Debilly. Tam symbolicznie wprowadzono ludy Ziemi do nowej, lucyferycznej religii. Nowej dla ludów, bo gnostyckie elity praktykują ją od wieków. Natomiast na Trocadero dokonano obrzędu politycznego, składając hołd Bestii z nieświadomym udziałem ludów Ziemi. Nazgul / Śmierć, jadąc wśród honorów wojskowych rewolucyjnej armii Republiki, dokładnie za sobą miał Wieżę Eiffla z neonami w kształcie skrzydeł. Jeździec znalazł się między nimi, tak, że wyglądał na postać uskrzydloną. Czwartemu jeźdźcowi Apokalipsy towarzyszyła otchłań, czeluść. W Objawieniu św. Jana aniołem przepaści, władcą otchłani jest Abbadon, po grecku Apollyon, niosący cierpienia tym ludziom, którzy nie mają pieczęci Boga na czołach. Poddawani będą cierpieniom i sami będą chcieli umrzeć, ale śmierć od nich ucieknie. Oznacza to, że do antykościoła Lucyfera zostanie przyjęta ta część ludzkości, która dobrowolnie wyrzeknie się Boga w Trójcy Jedynego. Sam rytuał więc nie wystarczy, musi być także wola ludzi, wyrażona przez zachowania. Na moście odbyła się więc część religijna zasadniczego rytuału, tycząca się władzy duchowej, natomiast na Trocadero przeprowadzono część polityczną, dotyczącą władzy ziemskiej. Widzieliśmy chorążych z flagami, podążających za Nazgulem / Śmiercią / Abbadonem, w kierunku władzy politycznej Bestii – struktury ludzkiej, tworzącej porządek polityczny, oparty na absolutnej i ukrytej władzy. Celem tej struktury w aspekcie doczesnym jest absolutna władza i absolutny wyzysk, natomiast w aspekcie duchowym – umożliwienie Lucyferowi realizacji jego celu, czyli potępienia ludzkości. Symbolem tej władzy stało się odwrócenie flagi olimpijskiej oraz to, co później działo się wokół Wieży Eiffla, o czym będzie dalej.
Symboliczna ludzkość, prowadzona przez jeźdźca (z wyjątkiem Rosji i Białorusi) została doprowadzona przed augura, którego funkcje podczas rytuału sprawował prezydent Macron. Jego pozycja jest porównywalna z pozycją kapłanki na moście Debilly – pełnili oni role mistrzów ceremonii, inicjujących pewne działania w obrębie rytuału, natomiast wobec świata rzeczywistego ich zabiegi mają znaczenie magiczno – symboliczne. O mocy wiążącej rytuału będzie dalej. Augur Macron wyrzekł uroczystą formułę, otwierającą Igrzyska. W ten sposób oznajmił urbi et orbi, że rytuał jest prawidłowy i godny – zabieg mający to samo znaczenie, co w Rzymie orzeczenie augurów o tym, czy są dies fasti, w których czynności oficjalne podobają się bogom, czy dies nefasti, w których czynności takie są bezbożne. Augur Macron orzekł, że nastały dies fasti, więc rytuał może zostać dokonany.
Gdy jeździec otrzymał flagę olimpijską, wstąpił z nią na podium – rampę w kształcie Wieży Eiffla, która też ma swoją symbolikę, o czym będzie dalej. Po drodze mijał wiwatujący tłum machający do niego flagami. On jednak, niewzruszony, z twarzą ze srebra, ledwo widoczną pod kapturem kroczył dalej bez wahania, aż dotarł do masztu i pocztu sztandarowego, po czym wręczył złożoną w kostkę flagę ciemnoskóremu oficerowi i zniknął ze sceny. Dalej nastąpiła rzecz pozornie przedziwna. Poczet, złożony z czterech oficerów francuskich sił zbrojnych rozwinął flagę według protokołu, przypiął do linki i wciągnął na maszt. I wtedy okazało się, że flaga wisi odwrotnie – dołem do góry. W komentarzach pisano, że była to wpadka. Jest to oczywiście możliwe, zdarzają się wpadki, sądzę jednak, że nie tu. Cały rytuał został dopracowany szczegółowo i zrealizowany dokładnie. Oficerowie pocztu sztandarowego nie przyglądali się fladze z dwóch powodów. Po pierwsze, musieliby wpierw rozwinąć cały złożony materiał, aby się zorientować, gdzie góra, gdzie dół. Po drugie – w tak ważnych uroczystościach flagę daje się tak ułożoną, aby została powieszona prawidłowo, i żaby poczet nie musiał się martwić jej ułożeniem. Pilnuje się tego ściśle, właśnie po to, aby uniknąć wpadek. Flagę mógł przekręcić Nazgul, ale tego nie zrobił. Tak, jak ją dostał, tak oddał. Człowiek, który wręczał flagę Nazgulowi też nie mógł jej przekręcić bez zwracania na siebie uwagi. Pomyłka musiała nastąpić na etapie składania flagi, na zapleczu. Jedynie tam było to możliwe. Biorąc jednak pod uwagę całość rytuału, wydaje się, że odwrócenie flagi było jego częścią. Komentatorzy uważają to za wpadkę, bo nie mieści im się w głowie, że organizatorzy mogliby to wykonać celowo. Jest to jednak logiczne. Tak dopracowana impreza, i nagle ktoś się myli przy czynności, która zawsze jest pod szczególnym nadzorem. Organizatorzy od samego początku pokazali, że mają swój własny scenariusz, realizujący ich własne cele. Jednym z nich jest odwrócenie idei olimpijskiej, ponieważ jest częścią tradycyjnej kultury europejskiej, a oni chcą stworzyć antykulturę dla Anty-Europy, muszą więc pozbyć się wszystkiego, co tradycyjne. Odwrócenie flagi jest więc kolejnym elementem antyolimpiady, nie ostatnim.
SOLENNITE – INAUGURACJA ZŁUDZENIA
Przemówienia oficjeli jak zwykle, dwa większe i jedno króciutkie. Tony Estanguet mówił o sporcie i zaangażowaniu, rywalizacji i dumie. Thomas Bach pozwolił sobie już na lennonowsko – masońskie wtręty o równości płci, ludzkości zjednoczonej w różnorodności i o wspólnym jej życiu jako jednego, żywego organizmu. Potem przemówił augur – prezydent rewolucyjnej Republiki Francuskiej Emmanuel Macron, wypowiadając ceremonialną kwestię – że Igrzyska XXXIII Olimpiady są otwarte.
Rota przysięgi olimpijskiej zawierała już nowe treści, dostosowane do wyznania wiary z mostu Debilly, czyli równość, inkluzywność i antydyskryminację. Jest to sprzeczne z ideą sportu wyczynowego – citius, altus, fortius – szybciej, wyżej, silniej. Sport wyczynowy jest nierówny – bo wygrywa najlepszy; ekskluzywny – bo nie każdy może być wyczynowym sportowcem; dyskryminacyjny – bo eliminuje tych, którzy przegrywają. Czego się jednak spodziewać po ludziach, którzy stawiają Olimpiadę na głowie – trucizna Bestii już się rozprzestrzenia w organizmie.
Pozostała jeszcze jedna czynność zwyczajowa, i jedna ceremonialna – fajerwerki po ogłoszeniu otwarcia Igrzysk, i zapalenie znicza olimpijskiego. Na podeście w kształcie Wieży Eiffla pojawił się znów Zinedine Zidane, powróciła też pochodnia, niesiona przez asasyna. Wyłonił się nagle z otworu w podeście, jakby spod ziemi. Pochodnia z ogniem (nie mamy pewności, czy olimpijskim – musimy na słowo wierzyć satanistom) ruszyła sztafetą olimpijczyków. Rozpoczął się oszałamiający pokaz świateł na Wieży Eiffla, o czym będzie dalej.
ETERNITE – PRAGNIENIE ZIEMSKIEJ WIECZNOŚCI
Grupa olimpijczyków powiększała się o kolejne osoby, niosące pochodnie. Przez ulice Paryża, z przystankiem przy piramidzie w Luwrze, aż do ogrodów Tuillerie, w których bracia Montgolfier po raz pierwszy wypuścili balon. Tam, pośrodku fontanny widzowie zobaczyli zakotwiczony balon z podczepioną gondolą, która okazała się zniczem olimpijskim. Stuletni biały olimpijczyk przekazał ogień dwójce młodych, silnych czarnoskórych sportowców, którzy podeszli uroczyście do balonu i podpalili jego gondolę, po czym cała konstrukcja uniosła się w przestworza, do wysokości ok. 60 metrów.
Reżyserzy i ich zleceniodawcy mają apetyty absolutne – pragną wszystkiego, czyli całego świata. Ich nowy, wspaniały świat, symbolizowany przez idealnie okrągłą kulę dźwiga jednak pokaźny bagaż obciążeń – stary świat, pełen dawnych idei, zwyczajów, pragnień, stereotypów. Czas najwyższy pozbyć się tego balastu, i wreszcie pojawiły się możliwości ku temu. Dotąd bowiem główne działania Rewolucji, chociaż wywodzące się z lucyferyczno – demonicznej duchowości, miały ograniczone możliwości przejęcia rządu dusz. Zawsze musiała ona używać przemocy – wojny, terroru, głodu, prześladowań, mordów, tortur, gwałtów, aby zmusić ludzi do posłuszeństwa. Ludzie świadomie lub instynktownie opierali się złemu. Teraz zaś Rewolucja opracowała metody, prowadzące do społecznej epidemii NDSP – nabytego debilizmu schizofreniczno – paranoicznego. To, co wcześniej Rewolucja musiała robić rękami wynajętych i opłacanych siepaczy, dziś ludzie robią sami, radują się tym, dumni są z tego, uznali to za swoje prawa. Nie chcą już walczyć w obronie swojego świata, ale walczą o to, żeby mogli ten świat niszczyć. W tym stanie dusz białych ludzi wystarczy tylko pod stary świat podłożyć pochodnię, aby zgorzał do szczętu, a wówczas nowy, wspaniały świat, lekki i wolny od krepujących go ciężarów wzniesie się do wiecznej chwały swoich twórców i ich pana. Jest więc ogień i są nowi Europejczycy, proletariat, nowy stan trzeci, który trzeba po marksistowsku uświadomić, wzmocnić i zradykalizować, a wówczas sami podłożą pochodnię pod świat białego człowieka – takie są marzenia gnostyckich reżyserów.
PRAKTYKA ZASTĄPIENIA
Tym nowym proletariatem są ci wszyscy, którym kultura białej Europy jest obca lub wroga. Do niedawna biali Europejczycy byli gotowi walczyć za swój świat, ale to było wtedy, gdy wierzyli w Boga. Gdy dali się lewicy namówić na apostazję, sami stali się lewakami. Zanurzyli się z życiu bezbożnym, rozpustnym, bezpłodnym, bezsensownym. Celem życia stał się dobrostan. Przestało im się chcieć czegokolwiek, jak myszkom w eksperymencie Calhouna, ogarnęła ich gnuśność, bezsens i beznadzieja. Pozwolili na to, aby elity władzy ich krajów stały się sługami Bestii, i obojętnie przyglądają się, jak ci zdrajcy sprowadzają miliony ludzi obcych pod każdym względem, z przewagą wyznawców islamu, tradycyjnie dążącemu do opanowania Europy. Frankowie obronili Francję pod Poitiers w 732 roku, Antyfrancuzom nie przeszkadza nawet, że nie ma już Francji, tylko Anty-Francja, i bardziej, niż islamskich rezunów obawiają się nacjonalizmu i chrześcijaństwa.
Neofrancuzi wyraźnie są promowani przez reżyserów rytuału paryskiego. Oni mają zastąpić białych, i jest to zgodne z założeniami planów unijnej integracji europejskiej. Realizuje ona projekt Paneuropy Richarda Koudenhove – Kalergi, który był zbieżny z zamiarami masonów i Bestii, dlatego dostał zielone światło i wsparcie z Ameryki. Antyfrancuzi, dumni ze swojej rewolucji i z tego, że ich przodkowie – sankiuloci obcinali głowy arystokratom i masakrowali katolików, śpiewając Ca ira, nie zdają sobie jeszcze sprawy z tego, że na kolejnym etapie Rewolucji to oni zajmą miejsce mordowanych arystokratów i katolików, to oni usłyszą Ca ira, rapowane przez Neofrancuzów, i to ich głowy potoczą się po paryskim bruku, obcięte maczetami. Wystarczy spojrzeć, kto w ramach rytuału paryskiego został ozłocony, kogo wyróżniono i kto kogo zastępuje. Neofrancuskie towarzystwo, buszujące po bibliotece; złote raperki, dyrygujące żołnierzami; złote bohaterki Rewolucji, egzotycznego pochodzenia; nowa Marianne; rapujący artyści; na końcu – komu ogień przekazuje biały starzec, kto podpala znicz. Nawet osiągnięcia nauki i techniki, z których wciąż dumni są Antyfrancuzi zostały przedstawione jako przeszłość – aby je zobaczyć, asasyn musiał wsiąść do wehikułu czasu.
SYNCHRONOCITE – REGULACJA MASOŃSKIEGO ZEGARA
To hasło pojawiła się na początku widowiska, ale jego wymowa widoczna jest dopiero po objawieniu dalszych części rytuału. Pokazano bowiem, jaka jest dopuszczalna forma funkcjonowania białych w nowym, wspaniałym, lucyferycznym świecie, zarządzanym przez Bestię. Na rusztowaniach odbudowywanej katedry Notre Dame pracowali ludzie w kaskach i kombinezonach roboczych. Odgłosy ich pracy ułożyły się w jeden rytm. Każda postać, symbolizująca świat pracy miała plamy złotej farby na stroju w tych samych miejscach – na rękawach, nogawkach i na ramionach. To miejsca na ciele ludzkim, szczególnie angażowane przy wykonywaniu pracy fizycznej. Chwilę później na nabrzeżu pokazano liczną grupę w codziennych strojach, używanych do prac domowych, umieszczoną na złotym tle. Ludzi ci imitowali czynności prac fizycznych i walki na pięści. Ich ruchy były skoordynowane z tańcem czarnoskórego tancerza na przeciwnym brzegu Sekwany. Swój występ wykonywał na złotym podium, ustawionym na dachu kamienicy, nadając rytm jak demiurg. Na końcu swojego występu cała grupa zastygła jak automaty, którym wyłączono prąd, w charakterystycznym geście – serduszkach – emotkach.
Wygląda więc na to, że biali ludzie będą mogli uniknąć eliminacji, pod warunkiem, że posłusznie będą wykonywać polecenia władz i wydajnie pracować na swoich panów. Oczywiście mowa tu o panach, należących do gnostyków i władzach, wykonujących ich polecenia. Wtedy zostaną docenieni i pozwoli im się żyć. Docenienie w rytuale paryskim symbolizuje kolor złoty. Osoby lub obiekty, przedstawione na złoto zostały wyróżnione jako narzędzia gnostyków. Próżno jednak łudzą się ci, którzy myślą, że jeśli będą użyteczni dla Bestii, zachowają pozycję lub ją wzmocnią. Wszyscy, których gnostycy dziś złocą, jutro będą chcieli wykorzystać jako sankiulotów w Paryżu i kolumny piekielne w Wandei, do zniszczenia tego, co przeszkadza Bestii. Po wykonaniu swojego zadania sami pójdą na szafot, a Bestia wyznaczy innych do ozłocenia. Rewolucja robi tak zawsze, i gdyby białym ludziom chciało uczyć się historii, wiedzieliby, co im grozi i jak to zwalczać.
TAJEMNICZE POSTACI
W trakcie rytuału pojawiły się dwie ważne dla dramaturgii postaci. Jedna – jeździec, czyli Nazgul / Śmierć / Abbadon została już omówiona. Druga to tajemniczy asasyn – skrytobójca, nosiciel pochodni z ogniem (podobno) olimpijskim. Zachodzi jakościowa różnica między tymi postaciami, widoczna dopiero w szczegółach. Jeździec ma twarz – zakrytą kapturem srebrną maskę. Natomiast asasyn jest postacią bez twarzy, przemykającą po dachach, ulicach i budynkach Paryża i momentach historii, na przemian pojawiającą się i znikającą. Tajemniczy świadek, a może raczej inspirator, który chce dla siebie zachować swoją tożsamość, a może już jej nie ma, bo realizując różne misje dla czarnego pana utracił ją, jak Nazgul.
Asasynowi powierzono przenoszenie ognia olimpijskiego, nie wiadomo jednak, jak wszedł w jego posiadanie. Ostatnimi nosicielami ognia, którym można przypisać sukcesję, była trójka dzieci z arabskim chłopcem na czele. Potem jednak one znikają, a pojawia się asasyn. Wygląda na to, że odebrał dzieciom pochodnię, być może zabił chłopca lub całą trójkę, w końcu to zabójca. Zanim przekazał pochodnię Zidanowi, pojawiał się i znikał, nie możemy więc powiedzieć, co się wtedy działo z ogniem. Jego pojawienie się na Trocadero było barokowym zabiegiem teatralnym, gdzie praktykowanym zwrotem akcji było pojawienie się „deus ex machina” – postaci jakiegoś boga z mitologii grecko – rzymskiej. W rytuale paryskim zastosowano zabieg „diabolus ex machina” – asasyn wyłania się spod ziemi z ogniem. Widzowie byli przekonani, że jest to wciąż ogień olimpijski, chociaż równie dobrze mógł to być ogień piekielny lub zwyczajny – odpalony od zapalniczki. Raczej to drugie, ponieważ, jak dowiedzieliśmy się dwa dni po ceremonii – rolę asasyna grało kilkanaście postaci, inaczej nie dałoby się umieścić go w tak różnych miejscach Paryża. Czy zadbano o to, aby w każdej pochodni, a szczególnie w ostatniej palił się prawdziwy ogień olimpijski – pozostaje tajemnicą organizatorów.
Pochodnię powierzono asasynowi nie po to, aby doniósł ją do znicza, ale by był przewodnikiem przez oficjalną i tajną historię Rewolucji. Ludzie Bestii ujawnili ludzkości, że zawsze, gdy dzieją się wydarzenia rewolucyjne, towarzyszą im jacyś asasyni bez twarzy. Masoneria zdradziła ludzkości szczegóły swojego modus operandi
GRYWALIZACJA MASOŃSKA
Skoro mowa już o tym jakże sympatycznym, ezoterycznym towarzystwie, wątki masońskie, użyte w rytuale nie powinny budzić wątpliwości. Podstawą dramaturgii rytuału była Rewolucja, szczególnie jej najważniejszy dla Anty-Francji i zachodniego świata moment – Wielka Rewolucja Antyfrancuska, z której wywodzą się republikańskie wartości Anty-Francji, Unii Europejskiej i oficjalnej części globalizmu. Moment ten został ściśle zaplanowany i rozpracowany, tak, że trudno było znaleźć wśród aktorów rewolucyjnej sceny kogoś, kto nie był masonem. Rewolucja posługiwała się ideologią, która nie zmieniła się od wieków. Od starożytnych gnostyków, poprzez herezje antykatolickie, różokrzyż, iluminatów bawarskich, masonów, jakobinów i inne ugrupowania Anty-Francji, karbonariuszy, socjalistów, komunistów, anarchistów, aż po globalistów, wciąż jest to ta sama ideologia – likwidacja religii i moralności chrześcijańskiej, Kościoła katolickiego, państw, narodów, rodzin, małżeństwa, własności prywatnej – marzenie Lennona w Imagine i zmysłowy śpiew Juliette Armanet przy płonącym fortepianie podczas rytuału paryskiego. Jego organizatorzy orzekli arbitralnie, że to Imagine jest hymnem olimpijskim, na razie jeszcze nieoficjalnym, pomimo, że od 1896 r. istnieje oficjalny. Jednak Rewolucja zmienia wszystko, hymny też. Tak sobie powiedzieli, a Przemysław Babiarz publicznie ich zdemaskował, co wywołało paniczną reakcję minionków (sługusów) Bestii.
Rozmach i jawność rytuału paryskiego można bardzo łatwo wytłumaczyć – jest to grywalizacja (wykorzystanie elementów gier w kontekście niezwiązanym z grami) między dwiema głównymi obediencjami masońskimi – masonerią regularną i nieregularną. Główną siłą masonerii regularnej jest Masoneria Rytu Szkockiego Dawnego i Uznanego, która od samego początku określała założenia ustrojowe i polityczne Stanów Zjednoczonych. Dąży ona do osiągnięcia swoich celów drogą ewolucyjną. Jej najważniejszą emanacją polityczną jest Towarzystwo Fabiańskie, z którego wyprowadzono szereg organizacji różnego typu, tworzących do teraz politykę Anglosasów. Działania takie zakładają dyskrecję i umiarkowane afiszowanie się ze swoimi osiągnięciami. Tradycyjnie najważniejszym ugrupowaniem masonerii nieregularnej jest Wielki Wschód Francji, od samego początku skupiający zadziorów i radykałów, dążących do realizacji celów szybko, nie bacząc na przeszkody i koszty. Dla nich właściwym sposobem działania jest Rewolucja, i to oni najprawdopodobniej zaplanowali rytuał paryski.
Między różnymi frakcjami tajnych organizacji wcale nie panuje pokój, do jakiego oficjalnie wzywają, lecz ukryta wojna, jaką faktycznie przynoszą. Od czasu I Wojny Światowej pałeczka polityki światowej przeszła do USA, a Europa została zmarginalizowana. Trudno to znieść francuskim megalomanom, którzy i bez masonerii uważają się za pępki świata. Nie powinno więc dziwić, że gdy dorwali się do globalnej imprezy, postanowili ją wykorzystać, aby odzyskać wpływy. Animozje między Wielkim Wschodem a Szkotami były widoczne w dwóch momentach: gdy asasyn leciał balonem w kosmosie, mijał pustynną planetę, porosłą z rzadka kaktusami, z której wyrastała Statua Wolności, symbol Nowego Yorku, (prezent od Francji nota bene). Statua miała wyraźnie oznaki korozji i opuszczenia. Drugi moment nastał wtedy, gdy rozpoczynała się antymsza na moście Debilly, ważny element religijny całego rytuału. Usłyszeliśmy wtedy piosenkę „Ca balance pas mal a Paris”, w której tekście wyraźnie zawarty jest bunt przeciw amerykańskiej hegemonii kulturowej i przeciwstawienie jej Paryża, który jest lepszy niż wszystko, co oferuje Ameryka. Być może znaczenie ma też numeracja – 33 olimpiada, 33 stopnie wtajemniczenia u Szkotów.
Nie jest to jedyny powód tak wielkiej jawności. Poza rywalizacją między sobą, ludzie spod znaku symbolicznej kielni czują się już tak pewni swego panowania nad rzeczywistością, ludźmi i naturą, że sami uwierzyli w to, że Boga nie ma, a oni mogą wszystko. Zbiega się to z widocznym coraz bardziej uwiądem intelektualnym ludzi, tworzących struktury Bestii. Między tymi dwiema grupami zachodzi ścisła korelacja i zależność, z tym, że Bestia stoi wyżej, niż masoneria, którą wykorzystuje jako jedno ze swoich licznych narzędzi. Teraz jednak obydwie grupy coraz bardziej przestają odróżniać, co jest rzeczywistością, a co ich wyobrażeniem. Zapewne właśnie dlatego od kilku lat tak jawnie głoszą światu swoje orędzie. Wystarczy spojrzeć na pozostałe głośne ceremonie – 2016 – hołd Spinelliemu na wyspie Ventotene – premier Włoch, prezydent Francji, kanclerz Niemiec; ten sam rok, otwarcie tunelu św. Gotarda – ta sama ekipa, plis kilku pomniejszych; 2021 – pożegnanie kanclerz Merkel; 2022 – Igrzyska Wspólnoty Narodów w Birmingham; 2024 – Eurowizja; ten sam rok – otwarcie Igrzysk Olimpijskich; 2020 – 2024 – prezydentura Joe Bidena. To tylko niektóre z cyrkowych przedstawień, urządzonych przez gnostyków.
Przedstawienia takowe mają zawsze kilka celów i kilka kręgów adresatów:
szeroka opinia publiczna – narody. Przekaz dla nich dzieli się na trzy rodzaje: triumfalizm gnostyków i poniżenie narodów – „jesteśmy potężni, i wszechmocni, a wy nic nie możecie”; dążenie do samosprawdzającej się prognozy – „musicie robić wszystko, co wam powiemy, inaczej nastąpi koniec świata”; fałszywa troska – „kochamy was i chcemy waszego dobra”. .
Gnostycy – zacięta rywalizacja między grupami interesów, zarazem zwalczającymi się i współpracującymi. Ich działania mają zbudować przeświadczenie, że są najlepsi, najpotężniejsi, bezbłędni, najlepiej służący czarnemu panu. Każda licząca się grupa gnostyków chce o tym przekonać pozostałe grupy, swoich własnych podwładnych i samych siebie. Wynika z tego rosnąca tendencja do samooszukiwania i oderwania od rzeczywistości. .
Czarny pan i jego demony. Różne koterie gnostyków próbują przekonać byty duchowe, z którymi mają kontakt, lub z którymi chcieliby nawiązać kontakt, lub co do których wydaje im się, że mają kontakt, że to właśnie ta, a nie inna grupa lepiej służyła, służy i będzie służyć swojemu panu.
Przez dwadzieścia lat funkcjonowania euro Francja, Hiszpania i Włochy straciły ok. 2 do 3 rocznych PKB. Ta waluta zaburza funkcjonowanie gospodarki – mówił w programie „Strefa Złotego” Zbigniew Krysiak, prof. SGH, prezes Instytutu Myśli Schumana.
“W poszczególnych krajach strefy euro inflacja jest różna. Oprocentowanie obligacji rządowych też jest odmienne, co wynika z tego, że inne jest ryzyko danego obszaru geograficznego, w związku z tym emitowanie obligacji podmiotu o danym ryzyku musi mieć odpowiednie oprocentowanie. Jest to jednak sprzeczne z zasadą, że jeśli jest jedna waluta, to koszt pieniądza powinien być ten sam. […] Być może Niemcy liczyli na to, że przez ten mechanizm, będą przejmowali kapitałowo rożne obszary.”
Estonia obecnie przeżywa jeden ze swoich trudniejszych okresów gospodarczych. Jej PKB kurczy się już kilkanaście kwartałów z rzędu. Obecnie jak w całym regionie inflacja w Estonii ponownie rośnie.
Ceny żywności i odzieży w Estonii są wyraźnie powyżej średniej unijnej. Prawdopodobnie wciąż będą rosły.
Estonia mierzy się ze spadkami konkurencyjności międzynarodowej. Skuteczną walkę z tym procesem uniemożliwia posiadanie euro.
Według Peetera Raudseppa, dyrektora Estońskiego Instytutu Badań Ekonomicznych Estonia w niedługiej perspektywie może stać się 5. najdroższym państwem w Europie.
Estonia zmaga się z niskim popytem oraz problemami z przyciąganiem bezpośrednich inwestycji zagranicznych.
PKB Estonii spada już 10 miesięcy z rzędu. W II lub III kwartale PKB tego państwa może skurczyć się do mniejszego poziomu niż przed pandemią COVID-19 dołączając do Finlandii oraz Czech.
Cóż – proste daleko od portów w Rotterdamie i Anwerpii więc koszt towarów droższy + drogie ceny energii + przyjęcie waluty Euro co równa się z rezygnacją z możliwości sterowania walutą celem zapewnienia gospodarce konkurencyjności + realizacja socjalizmu Europoejskiego .
Jest muza, wódka, piwo , mnóstwo osób – pozostaje pytanie gdzie milicja (policja to była przed wojną)? Pewnie walczą z piratami drogowymi co to jadą 60 tam gdzie wolno 50!
Fake asylum seekers celebrate their illegal entry into Poland in a barn. Someone wants to destroy Poland too. May God help our Polish friends get out of this apocalypse. pic.twitter.com/TT9rQVRz8p
Luwr opustoszał. Postaci z obrazów wyszły z ram, by podziwiać widowisko gnostyków. Wcześniej zapowiadano, że przejazd drużyn olimpijskich Sekwaną będzie główną częścią ceremonii. Okazało się coś odwrotnego – to parada sportowców pod narodowymi flagami była dodatkiem. Płynące łodzie mijały przedziwną galerię – rząd głów postaci, przeniesionych z obrazów, eksponowanych w Muzeum Luwru. Odwzorowano je na płytach, przyciętych do kształtów głów, i umieszczono na wodzie na pływakach. Całość wyważono tak, aby usta postaci znajdowały się tuż pod wodą, a widoczne były przede wszystkim oczy.
Tak Rewolucja traktuje sztukę – sama tworzyć nie umie, musi więc zniszczyć to, czego nienawidzi, a nienawidzi wszystkiego, co wypływa z naturalnego porządku i tworzy harmonię. Rewolucja nie znosi Piękna, jest to bowiem czynnik, wywierający tak wielki wpływ na ludzkie dusze, że może odciągnąć je od Rewolucji i przyciągnąć z powrotem do tego, co wcześniej odrzuciły – do Prawdy i Dobra. Dzieła wielkiej sztuki stworzone zostały przez ludzki talent, a ten zawiera w sobie Bożą iskrę, a ta działa na ludzi, podziwiających piękno. Dzieła sztuki przemawiają, i nie potrzebują do tego słów. Bestia wie o tym, i zawsze starała się niszczyć wybitne dzieła ludzkiego geniuszu, co widoczne było w każdej odsłonie Rewolucji. Także i dziś rewolucjoniści w służbie Bestii atakują dzieła sztuki w obronie klimatu. W Paryżu reżyserowie przestali się już patyczkować. Obcięli obrazom głowy, tak, jak wcześniej królowej Francji i tysiącom ofiar Terroru, wsadzili je do Sekwany, usta symbolicznie zasłonili, aby nie przemawiały i przeprowadzili orszak przed tym makabrycznym szpalerem. Rewolucja nie dość, że niszczy, to jeszcze się tym chlubi, i każe bliskim swoich ofiar podziwiać krwawe, rewolucyjne dzieło. Tak, jak obcięte głowy królowych w oknach Conciergerie, tak obcięte głowy obrazów w Sekwanie są symbolem tego samego zniszczenia europejskiej kultury i porządku. A Mona Lisa, najbardziej znany i najcenniejszy obraz, ukradziony przez Minionków – sługi sług czarnego pana, porzucona przez debilnych burzycieli na pastwę wód, dopełnia scenerię upadku Europy i świata białych ludzi. Ci jednak beztrosko bawią się i niczego nie widzą.
SORORITE – PRZYMUSOWE SIOSTRZEŃSTWO
Rewolucji nie wystarczy powszechne braterstwo, nie pomija nikogo, tym bardziej piękniejszej połowy ludzkości, stworzyła więc kolejną kategorię swojej ukrytej władzy – siostrzeństwo. W ten sposób semantycznie oddzieliła kobiety od mężczyzn. Nie wystarczy teraz powiedzieć: Polacy, trzeba zawsze: Polki i Polacy; polityczki i politycy; naukowczynie i naukowcy, itd. Podczas rytuału paryskiego reżyserzy postanowili wynieść kobiety na piedestał i ozłocić, w sensie symbolicznym i dosłownym. Współczesna Marianne, symbol Rewolucji i Republiki zaintonowała Marsyliankę z dachu Pałacu Odkryć, po czym z cokołów zaczęły wysuwać się złocone pomniki kobiece. Tylko jedna z nich miała związek ze sportem, wybór pozostałych wydaje się dość przypadkowy – cztery współczesne feministki, jedna pionierka kina, jedna XIX-wieczna rewolucjonistka, jedna XVIII-wieczna badaczka przyrody, jedna oświeceniowa sufrażystka, ścięta przez jakobinów, jedna średniowieczna pisarka. Jakież to mogły być kryteria wyboru? Gdzie podziała się św. Genowefa, patronka Paryża? Gdzie Heloiza, patronka miłości, łamiącej stereotypy społeczne? Gdzie Eleanora Akwitańska, królowa Anglii i Francji, muza truwerów? Gdzie Joanna d’Arc, patronka Francji? Gdzie Katarzyna Medycejska, królowa i regentka Francji, grająca władcami jak figurami szachów? Gdzie Madame Pompadour, protektorka filozofów Oświecenia? Gdzie Maria Skłodowska-Curie, patronka współczesnej nauki? Wydaje się jednak, że kryterium nie polegało na ocenie zasług dla Francji jako takiej, ludzkości jako takiej i kobiet jako takich. Wydaje się, że o wyborze postaci na pomniki zdecydowały zasługi dla Rewolucji, a ta chce wszystkie kobiety uszczęśliwić antykoncepcją, czyli sterylizacją i aborcją, czyli dzieciobójstwem. Wzięli więc kilka współczesnych rewolucjonistek, bo te znali, a pozostałe wzięli takie, którym kiedyś przypisano określenie: „feministka”, bez sprawdzania dokładnej historii. Dzięki temu pomnikowymi postaciami stały się dwie kobiety, które rzeczywiście na to zasługują: Olympe de Gouges i Christine de Pizan.
Olympe de Gouges zasłynęła ze swojej działalności prokobiecej w czasie Wielkiej Rewolucji, przez co jakobini wysłali ją na gilotynę. Jej pomnik będzie więc symbolizował kobiety, zgładzone przez Rewolucję. Natomiast Christina de Pizan jest pięknym przykładem dojrzałości Średniowiecza, które nie czyniło dyskryminacji dla płci, jeśli towarzyszyły jej zdolności. Reżyserzy Rewolucji zapewne nie wiedzą, że de Pizan uważała sakramentalne małżeństwo katolickie za obronę kobiet przed nieuczciwością mężczyzn. I takiej kobiecie masoni wystawili pomnik. Zaiste, jakże często Mefistofeles, pragnąc zła, wbrew swej woli doprowadza do skutku, z którego Bóg wyprowadza dobro.
Kobiety powinny bardzo uważać na Rewolucję. Szatan nienawidzi kobiet, i jeśli składa im hołdy i daje przywileje, to tylko po to, aby skusić, zwabić, zniewolić, użyć do swoich celów i zniszczyć życie tych kobiet, ich rodzin i narodów. Każda Rewolucja wykorzystywała naiwność zwabionych kobiet, ich emocje i powab, aby poruszyć tłumy i popchnąć do orgii rewolucyjnej żądzy. Zawsze to jednak kobiety płaciły najwyższą cenę. Znakomita większość bachantek Wielkiej Rewolucji została przez nią zabita lub prześladowana. W Wandei żołnierze Republiki, przybyli w dwunastu Kolumnach Piekielnych, po gwałtach rozpruwali kobietom brzuchy, obcinali im piersi, nabijali je ładunkami prochowymi. W Nantes wymyślono „małżeństwa republikańskie” – obnażone młode kobiety wiązano z nagimi mężczyznami plecami do siebie, wystawiano tak przez godzinę na publiczny widok dla większej hańby ofiar i uciechy morderców, po czym oboje przebijano mieczem lub wrzucano do Loary. Rewolucja awansuje kobiety – morduje demokratycznie i równościowo, nie czyniąc żadnej dyskryminacji ze względu na płeć. Przedtem jednak docenia kobiecość brutalnym, zbiorowym gwałtem. Takie jest dziedzictwo Rewolucji i Republiki.
FESTIVITE – WESOŁE ZABAWY SODOMY
Z pewnością nikt z drużyn olimpijskich ani zgromadzonych widzów nie wiedział, co przygotowane jest na Passerelle Debilly. Zobaczyć to mogli jedynie widzowie na ekranach. Ich oczom ukazał się jeden z kilku niezapomnianych widoków tego wieczoru. Na rzęsiście iluminowanym moście przy stole, będącym jednocześnie podium i wybiegiem superwymiarowa queerowa lesbijka francusko – marokańsko – żydowska didżejka zajęła centralne miejsce pośród grupy różnorodnych postaci. Skojarzenie z Ostatnią Wieczerzą Leonardo da Vinci było natychmiastowe i powszechne, i z pewnością takie właśnie miało być, chociaż reżyserowie temu zaprzeczają.
Gest, wykonywany przez didżejkę, modny bardzo wśród lewaczątek wszelkiej maści, czyli palce obu dłoni ułożone w serduszko pojawił się wielokrotnie podczas rytuału paryskiego. Jako że jest to szydercza parodia Chrystusa i apostołów, należy uznać ów gest za antybłogosławieństwo. Teoretycznie osoba, wykonująca serduszko, które stało się już emotką wysyła przekaz, że jest uczynna, szczera i serdeczna. Nie można wątpić w szczerość intencji tej pani z mostu, można jedynie snuć domysły, do kogo ten przekaz był kierowany, skoro pochodził ze środka czegoś, co obraża wszelkie ludzkie uczucia i każdą przyzwoitość. Jakie to proste – całą ohydę, zepsucie, złą wolę i złość można pokryć jednym gestem, udawać, że się kocha, usprawiedliwić się z każdej niegodziwości i dać sobie przywilej robienia wszystkiego, co się chce, byle pod pozorem „miłości”. Ową „miłość” celowo biorę w cudzysłów, z prawdziwą miłością nie ma to bowiem nic wspólnego, oznacza bowiem żądzę usprawiedliwioną przez pozór miłości. Widzimy więc samousprawiedliwienie, samouświęcenie i samozbawienie, wyrażane tym niewinnym na pozór gestem. Skoro nawet premier Tusk go używa, musi coś być na rzeczy. Kto by pomyślał – stare gnostyckie herezje w nowoczesnej odsłonie internetowej emotki. Oto pozdrowienie szatańskie.
Osoba z emotką miała przed sobą konsolę DJ. Na spędach, gdzie młodzi głównie ludzie poddają się psychodelicznym wpływom dźwięków i bitów osoba disc-jockey’a pełni rolę wiodącą. To on decyduje, co wyemitują głośniki, i co przejmie kontrolę nad umysłami i ciałami wijącego się tłumu. Oto widzimy więc postindustrialny ołtarz kultu, starego jak grzech Kaina, a nad nim kapłana, lub coraz częściej kapłankę, udzielającą antybłogosławieństwa, dzięki któremu wyznawcy mogą udawać sami przed sobą, że są szczęśliwi, co dla nich oznacza samozbawienie.
Korona didżejki też nie zdaje się być przypadkiem. Tak właśnie przedstawia się Hostię, która po przemienieniu stała się boskim Ciałem. Dokonuje się to na ołtarzu, podczas mszy, za pośrednictwem kapłana. Przyjmując Ciało, człowiek uzyskuje drogę do zbawienia. Wszystkie elementy się zgadzają – tu też mamy kapłana (kapłankę vel osobę kapłańską), ołtarz, gest zbawienia, a wszystko w trakcie bardzo uroczystej ceremonii. Oznacza to, że cały ten rytuał ma takie znaczenie, jak katolicka msza, tylko odwrotnie. Do tego wątku jeszcze powrócę.
Sekwencja na Passerelle Debilly jest bardzo ważna, wiele się tam dzieje i zmienia. Po antymszy rozpoczyna się pochód queerowych postaci, stylizowany na pokaz mody. Nie jest to jednak prezentacja strojów, lecz postaci i tego, co mają do przekazania. A przekaz jest prosty – wszystko ma być na odwrót. Antynormalność, która po antymszy jest już normalnością. Triumfalnemu pochodowi antynormalności towarzyszy muzyka, opowiadająca o clubbingu, romansach, uwodzeniu i uwolnionym seksie. To kolejna rzecz, jakiej w swoim życiu nie dostrzegają już postchrześcijanie. Te wszystkie elementy były obecne w życiu ludzkości niemal od zawsze. Były one jednak dozowane, aby nie zaburzyć homeostazy społecznej. Sytuacje i zachowania, opiewane w piosenkach i zachowaniach postaci na moście, gdyby nie były wyjątkiem od reguły, skutecznie uniemożliwiłyby powstanie cywilizacji wysokich technologii. Regułą była praca i życie poukładane według obyczajów normalności. Innymi słowy, gdyby ludzie w dawnych wiekach zachowywali się zgodnie z tym, co zobaczyliśmy na moście, nie mielibyśmy ani mostów, ani elektryczności, ani miast. Zwierzątka czegoś takiego nie potrafią zbudować. Teraz zaś taki sposób życia stał się zalecaną regułą.
Ruchy queerowych postaci na moście stają się coraz bardziej szaleńczo – opętańcze i jednocześnie wyuzdane seksualnie. W tym czasie pod mostem przepływają statki z drużynami olimpijskimi. Pasażerowie radują się, skaczą, machają flagami, nieświadomi tego, co odbywa się tuż nad ich głowami. Kapłanka przez cały czas ceremonii na moście nie opuściła swojego miejsca, w odróżnieniu od queerowych uczestników, którzy na przemian wychodzą na wybieg i siadają na miejsca. Gdy przepłynęły już wszystkie statki, nadpłynęła łódź – platforma taneczna, z grupą tancerzy. Przepłynęła pod mostem i zatrzymała się. Wtedy doszło do kulminacji na moście, z którą współgrała rosnąca dynamika na łodzi. Wszyscy queerowi uczestnicy ceremonii (poza kapłanką) weszli na wybieg, tworząc jedną, drgającą masę ciał ludzkich, łącznie z dziećmi. Jednemu z uczestników niesforne jaja wysunęły się z poluzowanej bielizny. Ten przynajmniej chłop, chyba, że to falloplastyka.
Aby zrozumieć, jaki był charakter tej części rytuału należy unieść się w powietrze i spojrzeć z lotu ptaka. Passerelle Debilly był najbardziej oświetlonym mostem, i wszystkie statki musiały pod nim przepłynąć, jak przez wrota, prowadzące do nowego świata nowej normalności. Przejście pod mostem, na którym odbywała się ceremonia miało więc charakter inicjacyjny. Tymi wrotami, symbolicznie oddzielającymi stary, chrześcijański świat od nowego, lucyferycznego był most o nazwie Passarelle Debilly, co przy pewnej dawce złośliwości można tłumaczyć jako „przejście debili”. Tak też zostali potraktowani uczestnicy tej całej parady, nieświadomi, w czym biorą udział. Oto bowiem przepłynęli przez wrota, którymi była ceremonia antymszy, należąca do bardzo starego kultu. Inicjacja polega na tym, że aż dotąd był on ekskluzywny, wyznawany przez niewielką grupę, uznającą siebie za absolutną elitę. Podczas rytuału paryskiego pod „przejściem debili” – mostem, pełniącym funkcję lucyferycznej świątyni przepłynęły niemal wszystkie narody, poza rosyjskim i białoruskim, które szczęśliwie dla nich wykluczono z inicjacji. Odtąd więc lucyferyzm stał się kultem inkluzywnym, łączącym cały świat w jeden organizm. Teraz jasne staje się, dlaczego reżyserzy wybrali rzekę – bo nad nią są mosty. Kapłan to po łacinie pontifex – budowniczy mostów, a Francuzi mają praktykę w tworzeniu fałszywych kultów, na przykład w czczeniu Najwyższej Istoty w katedrze Notre Dame. Gdyby nie rzeka, mosty i statki, nie dałoby się zagnać reprezentantów całego świata, aby potraktowani jak debile przepłynęli przez wrota do piekła. Cała konstrukcja wyraża też, jak bardzo swoimi wyznawcami gardzi czarny pan. „Przejście debili” może bowiem odnosić się nie tylko tych, którzy przechodzili pod mostem, ale też tych, którzy chodzili po moście.
OBSCURITE – NIEJASNOŚĆ ZNACZEŃ I MROK DUSZY
Na zakończenie ceremonii na moście pojawił się prawie nagi mężczyzna z brzuszkiem w samych majtkach, ucharakteryzowany na pogańskie bóstwo. Można się spierać, czy odtwarzał Dionizosa, czy Bachusa, moim zdaniem to drugie, gdyż Bachanalia były znacznie bardziej orgiastyczne niż Dionizje, a to co się działo na moście przypominało orgię bachantek. Bóg wina, płodności i dzikiej natury został oczywiście zaadoptowany do nowych czasów, wyeliminowano więc płodność, nie rezygnując z orgii. Zastanawiająca jest charakteryzacja paryskiego Bachusa na bóstwo lunarne. Mogę tu jedynie spekulować. Bóstwa te odpowiedzialne były za cykliczność, a także za zmienność, co zapewne jest najważniejsze dla reżyserów. Fazy księżyca wiązano z cyklem miesięcznym kobiet, lunarność więc była kobieca, a solarność męska. Cały rytuał paryski jest mocno feminizacyjny, podobnie, jak cała współczesna kultura Zachodu. Prowadzi to oczywiście do zniewieścienia mężczyzn i wszelkich wynaturzeń, co jest jedną z przyczyn upadku tej kultury. Kobiety wówczas, pozbawione męskiej ochrony i wsparcia zależą już tylko od władzy, która może robić z nimi, czego chce. A lucyferyczna władza pragnie zapanować nad seksualnością i płodnością kobiet, gdyż dzięki temu może sterować mężczyznami i decydować o życiu lub umieraniu narodów. Dzietność narodów Zachodu (także polskiego) dowodzi skuteczności tych praktyk.
Bachus opiewał nagość, jednak nie miał na myśli naturalnego piękna lub konotacji erotycznych, lecz równość w nędzy i bezbronność. Człowiek ma zachowywać się jak zwierzę, czyli nie budować i nie tworzyć, wówczas będzie równościowy i bezbronny, bo bez środków do życia nie będzie też miał środków walki, nie będzie wtedy wojen, nie będzie nierówności majątkowych i społecznych, i zapanuje pokój. Z taką koncepcją życia korespondują teksty emitowanych piosenek – wolni od pragnień materialnych, od własności, pieniędzy, władzy i sławy. Powolny upadek z wysoka, wszystkie marzenia są złudzeniem, które się rozwiewa, wszystko jest chaosem, ideały i słowa zostają zniszczone. Taką propozycje mają dla ludzkości najbogatsi ludzie tego świata – „nie będziecie mieli niczego i będziecie szczęśliwi”.
Grupa taneczna na łodzi dochodzi do swojej kulminacji. Ich drogę wyznacza podświetlana podłoga łodzi, na której tańczą. Zaczyna się od Unii Europejskiej, przechodzi przez stroboskopową regularność, potem rozbicie kształtów, chaos elementów, nieokreśloność barwnych plam, aż do czerwonego pola. Układ taneczny przechodzi przez kilka dynamicznych faz. Zaczyna się od plemiennego tańca, przechodzi przez dzikie okrzyki, szaleństwo, zombifikację aż do opętańczego spełnienia, po którym wszyscy wpadają jak martwi w morze krwi, i nastaje ciemność. Każdy rozumny człowiek po obejrzeniu tego pokazu powinien raz na zawsze wyleczyć się z unijnych złudzeń, skoro sami animatorzy Unii pokazują wprost, co chcą zrobić z mieszkańcami Europy – zamienić w debili, doprowadzić do szaleństwa, opętania, a na końcu utopić w morzu krwi.
Jak na zamówienie nadpływa ruchoma wyspa z płonącym fortepianem i pani miękkim i zmysłowym głosem śpiewa „Imagine” Lennona, kontynuując wątek, wprowadzony podczas antymszy i podjęty przez Bachusa. Bez religii, państw, narodów, własności, dopiero gdy to wszystko zniknie, ludzkość wreszcie będzie jedną całością i wszyscy będą żyli jednym życiem w pokoju. Na ekranach telewizorów pojawiają się napisy: „stoimy i wołamy o pokój, zjednoczeni razem dla pokoju”. Należy bardzo uważać na używane często przez gnostyków słowo „pokój”. Jest to dla nich słowo – klucz, podobnie, jak „miłość”. Nigdy nie definiują oni tych pojęć, wiedząc, że nieświadomym odbiorcom kojarzą się one dobrze i będą je popierali. Tymczasem słowa te mają swoje ezoteryczne, ukryte znaczenia. „Miłość” u współczesnych gnostyków przyjmuje znaczenie dwojakie. Po pierwsze jest to antymiłość – pożądanie, zmierzające do egoistycznego zaspokojenia miłości własnej. Po drugie, oznacza całkowitą bezbronność wobec działań, podejmowanych pod hasłem miłości. Złoczyńcy przychodzą, wykonując gest emotki serduszka, tak, jak zrobiła to kapłanka na moście debili, i nikt nie może im się przeciwstawić. Walka ze złoczyńcami z serduszkiem zostałaby bowiem okrzyknięta walką z miłością, którą wcześniej wszyscy oszukani biali ludzie przyjęli za dogmat, nie interesując się, co on naprawdę oznacza. Drugi dogmat to „pokój”, traktowany przez gnostyków właśnie tak, jak ujął to Lennon. Nie wolno sprzeciwiać się tym, którzy przychodzą w imię pokoju, chociaż ich celem jest pozbawienie swoich ofiar wszystkiego – religii, państwa, własności, rodziny, wolności, a w końcu życia. Są też kolejne dogmaty gnostyków, narzucane przez globalistyczną propagandę i obecne również w rytuale paryskim. „Tolerancja” to bezbronność wobec zła, „solidarność” oznacza wywłaszczenie pod hasłem wspierania uciśnionych, „inkluzja” tłumaczy się jako przymusowe wcielenie do łagru. Gdy nasz komentator Przemysław Babiarz zauważył, że ten wszechogarniający pokój to wizja komunizmu, dodając słowo „niestety”, i opowiadając się za suwerennym państwem, minionki (sługusy) Bestii natychmiast go zawiesiły za sprzeciwianie się „wzajemnemu zrozumieniu, tolerancji, pojednaniu”. Kiedyś używano wytrycha „odchyleń prawicowo – nacjonalistycznych”. To nie tylko komunizm, to czysty lucyferyzm.
Walczyli w całkowitej ciszy. Ich serca biły jednak głośniej od bomb… W Powstaniu Warszawskim brał udział oddział, który był fenomenem na skalę światową. Był to oddział złożony z niesłyszących żołnierzy. Znacie historię Plutonu Głuchoniemych Armii Krajowej?
W warszawskim Instytucie Głuchoniemych i Ociemniałych nauczyciel WF-u, ppor. Wiesław Jabłoński “Łuszczyc” (zdjęcie) organizuje konspiracyjną komórkę Związku Walki Zbrojnej. Wstępuje do niej 20 wychowanków Instytutu.
“W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny Królowej Korony Polskiej, kładę swe ręce na ten Święty Krzyż, znak męki i zbawienia. Przysięgam być wiernym Ojczyźnie mej…” Wstępując do ZWZ-AK tekst przysięgi konspiratorzy z Instytutu wypowiadali w języku migowym.
Ich głównym zadaniem było roznoszenie podziemnej prasy. Opaski z napisem “Taubstumm” (głuchoniemy) chroniły ich przed podejrzeniami Niemców. Inny nauczyciel Instytutu, ppor. Edmund Malinowski “Mundek” , weteran 1920 i powstaniec śląski, ćwiczył ich z obsługi broni. Wybucha Powstanie. Plutonem dowodzi wpierw ppor.”Łuszczyc”, a jego zastępcą jest niesłyszący żołnierz kpr. Kazimierz Włostowski “Igo”
Wkrótce dowództwo przejmie ppor. Edmund Malinowski “Mundek”.
Pluton liczy 50 żołnierzy, z czego 33 niesłyszących, w tym 3 kobiety. Początkowo żołnierze Plutonu pełnią funkcję pomocnicze. Wykazują się jednak wyjątkową odwagą – jak wspominali inni powstańcy, zgłaszali się oni np. do prac w budynkach, do których, z obawy przed ich zawaleniem, nie chcieli wchodzić inni. W końcu zaczynają brać także udział w walce. Biją się blisko Placu Trzech Krzyży.
Zdobywają “Soldatenheim” w dawnym gimnazjum św. Jadwigi (zdjęcie).
Uczestniczą w brawurowym zdobyciu budynku YMCA 2.09.1944. W akcji tej poległa sanitariuszka Plutonu Celina Kiluk “Poprad”. Sanitariuszka “Poprad” była jedynym poległym żołnierzem Plutonu Głuchoniemych. Nikt więcej nie zginął.
Po upadku Powstania większość z nich opuściła Warszawę z ludnością cywilną.
Dziesięciu, w tym dowódca, ppor. Edmund Malinowski “Mundek”, trafiło do obozów jenieckich.
O Plutonie Głuchoniemych długo nikt nie słyszał. Dowódca Plutonu, mieszkając w PRL, do końca życia ukrywał swoją przeszłość w AK.
Ppor. Edmund Malinowski “Mundek” spoczywa na cmentarzu w Gdyni.
Dziś jego grobem opiekują się dzieci z miejscowej szkoły dla niedosłyszących.
“Nie musisz słyszeć, by walczyć o swój dom, nie musisz słyszeć, by za innych skoczyć w ogień, gdy serce bije głośniej od bomb”
historię opisał:
Józef Kasprowicz
Prawnik, ekonomista. Wnuk oficera Brygady Świętokrzyskiej NSZ i żołnierza BCh. Piszę On też historii Polski Podziemnej, czasem też o Kresach i podróżach po świecie.
Walczyli w całkowitej ciszy. Ich serca biły jednak głośniej od bomb…
W Powstaniu Warszawskim brał udział oddział, który był fenomenem na skalę światową.
Był to oddział złożony z niesłyszących żołnierzy.
Znacie historię Plutonu Głuchoniemych Armii Krajowej?