Polska kontra Europa: Antychryst nie spieszy się.

Polska kontra Europa: Antychryst nie spieszy się.

Autorstwa Aleksandra Dugina

Trump i eschatologiczny ślepy zaułek Zachodu

Jasne. Oto niemieckie tłumaczenie tekstu, jak najbliższe oryginałowi, z zachowaniem politycznego i geopolitycznego stylu językowego.

Alexander Dugin omawia narastający kryzys polityczny w Polsce, jego powiązania z wyborami uzupełniającymi w USA i losem Donalda Trumpa, głęboki kryzys zachodniego liberalizmu i demokracji, eschatologiczne implikacje walki o władzę między Netanjahu i Eisenkotem w Izraelu oraz konieczność porzucenia przez Rosję jej powolnego nastawienia wobec Zachodu, który utracił wszelkie poczucie rzeczywistości.

=============================

Wywiad z Aleksandrem Duginem w programie telewizji Sputnik „Escalation”.

Moderator: W Polsce dzieją się niezwykle interesujące i dramatyczne wydarzenia. Zdaniem Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, Zbigniewa Kapińskiego, wydarzenia te noszą wszelkie znamiona zamachu stanu.

Spróbujmy wspólnie ustalić, co dokładnie się wydarzyło. Według Kapińskiego, około tysiąca policjantów zostało wezwanych na teren Sądu Konstytucyjnego, rzekomo w celu „ustabilizowania sytuacji”. Powiedz mi, Aleksandrze Geliewiczu [Duginie], co wywołało wydarzenia o takiej skali i intensywności? Dlaczego napięcia między obecnym rządem a sędziami mianowanymi przez poprzedni rząd zaostrzyły się do tego stopnia?

Alexander Dugin: Uważam, że wszystko to ma bezpośredni związek z tzw. wyborami uzupełniającymi w Stanach Zjednoczonych, które obecnie odgrywają kluczową rolę w decydowaniu o losie Trumpa i całej Partii Republikańskiej.

Ameryka pozostaje bowiem asymetrycznie dominującą siłą we współczesnym świecie zachodnim – a zwłaszcza w Europie. Krajowe procesy polityczne, które zachodzą w Stanach Zjednoczonych w następstwie tych wyborów – głosowanie i liczenie głosów jest obecnie w pełnym toku – stawiają nas u progu globalnej zmiany.

W Europie elita globalistów – wszyscy ci Tuskowie, Merzowie i Macronowie – szukają wskazówek wyłącznie u Demokratycznej Partii USA. To klasyczni globaliści, lewicowi zwolennicy struktur Sorosa, zwolennicy agendy LGBT i orędownicy niekontrolowanej migracji. Ich lewicowo-globalistyczny program jest zasadniczo identyczny z kursem politycznym amerykańskich Demokratów.

Jasne. Oto pełne tłumaczenie na język niemiecki. Zachowuję polemiczny, geopolityczny i eschatologiczny styl oryginału i rozróżniam wypowiedzi Dugina od wypowiedzi moderatora.

W tym samym czasie w Europie wydarzyło się coś podobnego, choć na innym poziomie: tak jak w Stanach Zjednoczonych nawet konserwatyści, populiści, prawicowcy i zwykli obywatele wybrali i poparli Trumpa – wbrew Demokratom i globalistom, którzy szukali alternatywnej drogi – porównywalny rozwój sytuacji można zaobserwować również w Europie.

W Polsce na szczyty władzy w państwie doszli przedstawiciele dwóch przeciwstawnych obozów politycznych. Z jednej strony premier Donald Tusk, bezpośredni reprezentant Partii Demokratycznej USA, Sorosa i ultraliberalnego euro-atlantyzmu, odrzucający fundamentalne wartości katolickie i tradycyjne. Z drugiej strony, na fali prawicowego populizmu, prezydentem został Karol Nawrocki, wspierany przez środowiska konserwatywne i katolickie.

Bądźmy szczerzy: zarówno Tusk, jak i Nawrocki są skrajnie wrogo nastawieni do Rosji. To zagorzali rusofobowie i nie należy mieć co do tego złudzeń [ależ nie, to w wypadku prez. Nawrockiego jakaś gra.. A Tusk robi, co mu aktualnie każą w UE md] . Dla nas obie grupy to siły obce i wrogie. Obiektywnie rzecz biorąc, polityka zachodnia, w tym polska, dzieli się jednak na dwa obozy.

I tak, w przededniu wyborów parlamentarnych w USA, gdy większość prognoz wskazywała, że ​​Trump i Republikanie mogą utracić całkowitą kontrolę nad Kongresem, podjęto najwyraźniej milcząco decyzję o siłowym wyeliminowaniu warunkowych „polskich trumpistów” w ich własnym kraju.

Sytuacja tam utknęła w martwym punkcie właśnie dlatego, że sama Ameryka również znajduje się w impasie. Gdyby w Waszyngtonie jedna ze stron odniosła wyraźne zwycięstwo, sytuacja w Warszawie potoczyłaby się inaczej. Ale dopóki Demokraci utrzymują swoje stanowiska, utrzymują swoich europejskich przedstawicieli – wszystkich von der Leyenów, Merzów i Tusków – w stanie najwyższej gotowości: „Naprzód! Oczyśćcie wszystkich konserwatystów, którzy popierają Trumpa i jego ruch, zanim nadejdzie nasza fala zemsty!”

Wygląda na to, że amerykańskie sieci telewizyjne dostarczyły Nawrockiemu informacji. Podczas wizyty w Afryce dosłownie zawrócił samolot w trakcie lotu i wrócił do Warszawy, dowiedziawszy się o planowanym zamachu stanu. Kręgi wywiadowcze i zainteresowane strony poinformowały go, że Tusk w rzeczywistości przeprowadza zamach stanu.

Premier mianował swoich nielegalnych, podporządkowanych sędziów w transparentnym celu wszczęcia procedury impeachmentu i odsunięcia prezydenta Nawrockiego – głównego przedstawiciela linii narodowo-konserwatywnej i protrumpowskiej. W rezultacie w polskim sądownictwie wyłoniła się dwuwładza: z jednej strony prawowity Trybunał Konstytucyjny, oparty na konstytucyjnych uprawnieniach prezydenta, z drugiej – organ quasi-sądowy, który Tusk narzucił rewolucyjnymi i brutalnymi środkami.

Teraz wszystko zależy od tego, który z tych organów wyda decydujący werdykt: czy wszczęcie procedury impeachmentu wobec Nawrockiego, czy wszczęcie postępowania karnego przeciwko samemu Tuskowi za próbę zamachu stanu. Właśnie dlatego Trybunał Konstytucyjny stał się epicentrum konfliktu. Budynek został otoczony kordonem policji lojalnej wobec rządu Tuska. Na zewnątrz gromadzą się dziesiątki tysięcy obywateli popierających Nawrockiego – reprezentujących zdecydowaną większość tradycyjnie zorientowanej polskiej populacji.

Jednocześnie wojsko pozostaje w cieniu, ale z pewnością ma znaczącą obecność. Tradycyjnie przysięga wierność głowie państwa i sympatyzuje z Nawrockim w tym konflikcie. To klasyczny przykład podziału: policja stoi po stronie globalisty Tuska, a wojsko i społeczeństwo popierają prezydenta Nawrockiego.

To, czego jesteśmy świadkami w Polsce, to klasyczny, niemal podręcznikowy zamach stanu, którego lewicowo-globalistyczne siły próbowały dokonać w ukryciu. Liczyli na osłabienie pozycji Trumpa po wyborach uzupełniających w USA, co pozwoliłoby im bezkarnie eliminować niepożądanych konserwatywnych polityków, stosując niekonstytucyjne metody. Jednak dla współczesnych liberałów pojęcie „legitymizacji” dawno już stało się pustym frazesem. Postępują według utartych schematów. Wystarczy pomyśleć, jak odsunęli na boczny tor kandydatów suwerenności w Rumunii lub jak próbowali zniszczyć Alternatywę dla Niemiec (AfD).

Każdy polityk, który odmawia przestrzegania zasad globalistycznego rządu i sieci Sorosa, jest automatycznie uznawany przez nie za „nielegalnego”.

Moderator: Wasze wybory nie są uczciwe, wasi kandydaci nie są odpowiedni.

Aleksander Dugin: Tak: „Waszych kandydatów w ogóle nie lubimy, nigdy nie daliśmy im prawa do istnienia…”

W istocie mamy tu do czynienia z tym, co dziś można by słusznie nazwać nie Unią Europejską, lecz raczej „eurokołchozem” lub „eurotrojką”. To totalitarne państwo liberalne, całkowicie obojętne na wszelkie formy legitymizacji i demokracji, w imieniu których rzekomo działa. Znajdujemy się w klasycznej sytuacji, w której – jak otwarcie przyznają sami przedstawiciele tego systemu – demokracja jest zawieszona. W rzeczywistości została zniesiona na rzecz czysto liberalnej ideologii.

Liberałowie przekształcili się w komisarzy ideologicznych. Ustanawiają system politycznej weryfikacji: jeśli kandydat posiada „właściwą” świadomość globalistyczną i jest lojalnym liberałem w służbie Sorosa, może zostać nominowany i awansowany. Kaja Kallas spełnia wszystkie wymagania niemal idealnie. Annalena Baerbock i inni komisarze globalnego liberalizmu również zdają ten test przydatności celująco. Ci, którzy go nie zdadzą, są jednak automatycznie wykluczani z prawa.

Nadzieja wszystkich sił konserwatywnych i populistycznych w Europie leżała w przekonaniu, że można coś zrobić przeciwko tej liberalnej dyktaturze – zwłaszcza że Ameryka pozostaje wiodącą siłą na Zachodzie. A gdyby Trump był prawdziwym Trumpem, a nie tym nieporozumieniem, którym się okazał, mógłby radykalnie odwrócić tę sytuację. Mógł powiedzieć: „No dalej, przestrzegajmy zasad! Słuchajmy ludzi, którzy zostali wybrani! Zakończmy wasz totalitarny liberalny terror i wróćmy do starej, dobrej demokracji, gdzie większość rzeczywiście miała coś do powiedzenia, a nie mniejszość!”.

Dyskutowałem o tym szczegółowo w licznych rozmowach z Francisem Fukuyamą – czołowym ideologiem amerykańskiego liberalizmu. Fukuyama wyjaśnił tę zmianę dość otwarcie: Wcześniej demokrację rozumiano jako rządy większości. Dziś jednak koncepcja ta uległa zmianie. „Demokracja” stała się instrumentem ochrony i egzekwowania władzy mniejszości – i to bezpośrednio przeciwko większości.

A czego właściwie winna jest większość? Tego, że jest niekontrolowana. Może zagłosować na Trumpa, może zagłosować na Putina, a może na kogoś jeszcze „gorszego”. Dlatego większość została uznana za zagrożenie. Po prostu nie można jej przyznać prawa do prawdziwego wyboru. Zamiast tego, należy nominować tylko kandydatów wstępnie sprawdzonych i przefiltrowanych, wśród których liberalna agenda z pewnością zwycięży.

I to nie przypadek, lecz całkowicie świadomy, systematyczny sposób działania współczesnego Zachodu. Oto jak daleko zaszliśmy. Mamy do czynienia z w pełni rozwiniętym systemem totalitarnym, który może wyeliminować każdego opozycyjnego polityka, zorganizować przeciwko niemu zamach stanu, aresztować go, a nawet fizycznie unicestwić.

To, co obecnie dzieje się w Polsce, jest tylko jedną ze scen, jednym z etapów głębokiej przemiany tektonicznej, która ogarnęła cały system polityczny Zachodu.

Moderator: Aleksandrze Geliewiczu [Dugin], jak Twoim zdaniem ostatecznie zakończy się ten cały polski dramat? Patrząc na obecną sytuację, wydaje się, że globalistom nie udało się w pełni przeprowadzić i dokończyć zamachu stanu za pierwszym razem.

Aleksander Dugin: Tak, nie udało im się jeszcze w pełni przeprowadzić zamachu stanu. Ale sytuacja rzeczywiście wisi na włosku.

Widzicie, stały wzrost nastrojów populistycznych w Europie jest niezaprzeczalnym faktem; wszystkie instytuty badawcze są co do tego zgodne. Nawet Marine Le Pen, która jest zdecydowanie przeciwna obecnemu systemowi politycznemu, otwarcie deklaruje, że zostanie prezydentem Francji w kolejnych wyborach prezydenckich. W Niemczech Alternatywa dla Niemiec (AfD) pozostaje najpopularniejszą siłą polityczną.

W Europie szaleją obecnie gwałtowne zamieszki i pogromy, organizowane przez tajemnicze siły – prawdopodobnie te same lewicowo-globalistyczne kręgi, które celowo destabilizują sytuację. Potrzebują europejskiej wojny domowej jako jedynego sposobu na ratowanie własnej skóry, straciwszy wszelkie poparcie społeczne. Wszystko wskazuje na to, że desperacko próbują utrzymać władzę, wprowadzając stan wyjątkowy i całkowitą dyktaturę.

Sztuczne podsycanie histerii i kreowanie oczekiwań nieuchronnej wojny z Rosją służą temu samemu celowi. Pamiętacie stare ukraińskie hasło: „Ukraina to Europa”? Teraz logika eurokratów zmieniła kierunek: patrzą na Kijów i myślą: „Europa to Ukraina”. Z zazdrością patrzą na reżim Zełenskiego: tam jest wojna, nie ma demokracji, nie ma wyborów, nikt nie może legalnie obalić dyktatora… Globaliści widzą tę hańbę i myślą: „Czy coś takiego było naprawdę możliwe?!” A do tego wszystkiego…

Moderator: Dostają pieniądze.

Alexander Dugin: Wszyscy dają im pieniądze – tak, zasadniczo przesłanie brzmi: Po prostu żyj, jak chcesz. Ale ludzie…

Jednym z zadań dzisiejszych elit zachodnioeuropejskich jest eliminacja ludności rdzennej, tzw. „Wielka Wymiana” ( Le Grand Remplacement ). Jest to dość otwarcie sugerowane, ponieważ biała ludność europejska jest rzekomo skłonna do autorytaryzmu, a przez to niebezpieczna. Głowy państw i rządów krajów europejskich świadomie i systematycznie dążą do zastąpienia ludności rdzennej imigrantami.

A Zełenski realizuje to zadanie jeszcze skuteczniej: po prostu fizycznie unicestwił miliony Ukraińców. Czy zatem wojna jest być może uniwersalnym rozwiązaniem dla takiej elity władzy? Zarówno w celu realizacji ich globalistycznego programu, jak i fizycznej eksterminacji własnej ludności?

Ci migranci i zamieszkujący, którzy obecnie rabują sklepy w europejskich stolicach i miastach, raczej nie pójdą na wojnę z Rosjanami. Czy oni są głupi? Nie odejdą i nie mają zamiaru. Będą kontynuować rabowanie i gwałty – czyli dokładnie to, co potrafią najlepiej i co władze skutecznie tolerują.

Wysyłają ostatnich mieszkańców, których jeszcze da się zmotywować do pójścia na wojnę. Na to właśnie liczą.

Dlatego, moim zdaniem, znajdujemy się w niezwykle skomplikowanej sytuacji. Tak, próba zamachu stanu w Polsce zakończyła się niepowodzeniem za pierwszym razem. Interweniowała frakcja Trumpa w CIA – być może nie największa ani najbardziej wpływowa, ale taka, która zdołała w porę ostrzec Nawrockiego.

Trudno przewidzieć, jak to wszystko się skończy. Jednak Europa jako całość zmierza albo ku wewnętrznej wojnie domowej, albo ku wojnie z nami.

Gdyby potwierdziły się informacje o zamiarze Tuska wysłania polskich wojsk na zachodnią Ukrainę, mielibyśmy idealny pretekst. Natychmiast po tym ogłoszono by stan wyjątkowy. Nawrocki, który protestuje ramię w ramię z narodem, zostałby siłą usunięty ze stanowiska pod pretekstem stanu wojennego. A Tusk przystąpiłby do bezpośredniej walki i zostałby „numerem dwa Zełenskiego”. Następnie Merz zostałby „numerem trzy Zełenskiego”, Macron „numerem cztery Zełenskiego” – lub w innej kolejności – a Kallas „numerem pięć Zełenskiego”.

W ten sposób cała polityczna euroelita, całkowicie zdyskredytowana demokratycznie i składająca się wyłącznie z uzurpatorów władzy, mogłaby utrzymać swoje pozycje. Do tego czasu reżim w Stanach Zjednoczonych mógłby się zmienić – Trump zostałby odsunięty od władzy, co jest więcej niż prawdopodobne – a Ameryka wznowiłaby finansowanie Europy na dużą skalę, tak jak Europa obecnie finansuje Ukrainę.

Wtedy wszystko wróciłoby na swoje miejsce: wszyscy dostaliby pieniądze, wszyscy toczyliby wojny rękami innych, a Ameryka znów znalazłaby się w rękach Demokratów.

Dlatego, pomimo haniebnej porażki w wypełnieniu własnej historycznej misji, wszystko wciąż zależy od Trumpa. W końcu był ostatnią nadzieją wszystkich konserwatywnych kręgów w Ameryce, Europie i na całym świecie. Mógł przecież zaakceptować świat wielobiegunowy – ale nie!

Jego syjonizm, jego chrześcijański syjonizm, Bibi i jego własne słabości polityczne wciągnęły go w przygody, które zniszczyły jego pozytywne, pierwotne podejście.

A jednak to właśnie on nieustannie chroni świat przed całkowitym załamaniem.

Nawet taki Trump – poturbowany Trump, półdealer, okaleczony Trump, „kulawa kaczka ”, jak nazywa się amerykańskich prezydentów po wyborach parlamentarnych – na razie nadal stanowi fundament globalnej równowagi.

Ten kruchy pokój opiera się na tak niepewnej i sprzecznej postaci jak Trump. To sprawia, że ​​sytuacja jest niezwykle napięta dla Europejczyków, Amerykanów, a także dla nas.

Moderator: Wybory parlamentarne w Izraelu odbyły się 27 października. Partia Likud, kierowana przez Benjamina Netanjahu, zdobyła 27 ze 120 miejsc, a główny blok opozycyjny jest tuż za nią z 21 miejscami.

Według danych, Netanjahu wciąż brakuje stabilnej większości, aby utworzyć pełny rząd. Sytuacja wygląda na kolejny niezwykle trudny impas polityczny. Co teraz wydarzy się w Izraelu? Czy to oznacza, że ​​historyczna era Netanjahu dobiega końca?

Alexander Dugin: Warto zauważyć, że Netanjahu wygrał i zdobył nieco więcej głosów i mandatów, podczas gdy jego główny przeciwnik – również syjonista, Gadi Eisenkot – zdobył nieco mniej. Jednak ich programy polityczne są zasadniczo bardzo podobne.

Jedyna różnica polega na tym, że Eisenkot krytykował Trumpa za jego ultraradykalizm. Uważa tę eschatologiczną politykę gwałtownego tworzenia „Wielkiego Izraela” za przedwczesną, podczas gdy Netanjahu uważa, że ​​teraz jest na to odpowiedni moment. To jest ich główny punkt sporny.

Do tego dochodzi konflikt dotyczący poboru prawosławnych chrześcijan do wojska: Netanjahu jest temu przeciwny, Eisenkot za. Prezentuje się jako polityk nacjonalistyczny o bardziej świeckich poglądach.

Ale najważniejsza jest inna kwestia: partie arabskie – Wspólna Lista i Ra’am – łącznie uzyskały około 19 procent głosów w wyborach. Ten udział w parlamencie teoretycznie daje Gadiemu Eisenkotowi możliwość utworzenia rządu. Oczywiście, aby to zrobić, musiałby pójść na kompromis w kwestii pewnych zasad syjonistycznych i zawrzeć sojusz z Arabami, aby zostać premierem.

Gdyby to się stało, doświadczylibyśmy zasadniczych zmian zarówno w Izraelu, jak i w Ameryce, ponieważ cała logika dalszego rozwoju uległaby fundamentalnej zmianie.

Gadi Eisenkot nie jest ani lewicowym pacyfistą, ani liberalnym demokratą. Jest agresywnym syjonistą, w niczym nie ustępującym Netanjahu, ale pozbawionym jego ekstremistycznego, eschatologicznego wymiaru. Jest bardziej świecki, bardziej trzeźwy i pragmatyczny.

Jeśli wejdzie w koalicję z Listą Arabską – czemu sprzeciwiają się już niektórzy na prawicy, tacy jak Lieberman – Netanjahu będzie skończony. A to ma ogromne znaczenie.

Będzie to miało wpływ na cały świat, ponieważ Netanjahu jest główną siłą napędową eskalacji. Wszystko, co robi Netanjahu, jest bezpośrednio związane z oczekiwaniem, że Mesjasz pojawi się natychmiast, że powstanie „Wielki Izrael”, że Palestyńczycy zostaną poddani ludobójstwu, a świat arabski zostanie zniszczony.

To niezwykle radykalny scenariusz, wokół którego zbudowano znaczną część amerykańskiej polityki zagranicznej. Netanjahu desperacko próbuje przekonać Trumpa do ataku nuklearnego na Iran.

Jeśli Eisenkot umocni swoją pozycję, utworzy koalicję i zostanie prawowitym premierem, sytuacja znacząco przesunie się w stronę deeskalacji – albo co najmniej ten ultraradykalny projekt eschatologiczny zostanie odłożony na później.

Jednakże możliwe są tu różne konstelacje.

Z jednej strony Arabowie sygnalizują gotowość do rozmów, a Eisenkot również jest na to gotowy. Z drugiej strony nie można wykluczyć, że jakaś frakcja w prawicowym obozie Bibiego – na przykład religijna partia Szas, która często waha się – zdecyduje się przejść na stronę Eisenkota. Wtedy, mając poparcie samych partii żydowskich, zdobyłby on wystarczającą liczbę głosów. Taki scenariusz jest mało prawdopodobny, ale nie można go wykluczyć.

Trzecią możliwością jest to, że wszystko utknie w martwym punkcie, koalicja nie powstanie, Netanjahu pozostanie tymczasowym premierem, a wybory zostaną rozpisane. Ale nikt w Izraelu tego nie chce. Zdecydowana większość uważa, że ​​sojusz Eisenkota z blokiem arabskim stanowi realne rozwiązanie zarówno dla umiarkowanych syjonistów, jak i tych, którzy opowiadają się za bardziej umiarkowanym kursem.

W Izraelu nie ma już frakcji demokratycznej ani lewicowej. Analitycy są zgodni: pozostały jedynie różne formy raczej bezkompromisowego ultranacjonalizmu.

Ale nawet na tym tle Netanjahu reprezentuje skrajny, absolutny ekstremizm.

Pomysł wysadzenia meczetu Al-Aksa, zdobycia Damaszku i utworzenia „Izraela od morza do morza” – w oczekiwaniu na Mesjasza i rychłe przybycie „Króla Żydów”, którego ścieżkę, jak szczerze wierzy Netanjahu, toruje – idzie za daleko nawet dla wzburzonego, skrajnie prawicowego społeczeństwa izraelskiego.

Dlatego właśnie teraz rozstrzyga się tam fundamentalna kwestia, której wynik nieuchronnie odbije się na całym świecie, biorąc pod uwagę ogromny wpływ tych sił na arenie międzynarodowej.

Moderator: Jeśli Eisenkot rzeczywiście podejmie ten krok i utworzy rząd, jakie stanowisko zajmie Izrael wobec Iranu? Czym różnią się podejścia Netanjahu i jego oponenta w praktycznej, militarnej polityce?

Aleksander Dugin: Centralne stanowisko Eisenkota jest takie, że Netanjahu popełnił fatalny błąd, rozpoczynając tę ​​wojnę.

W związku z tym Eisenkot prawdopodobnie będzie dążył nie tyle do całkowitego usunięcia kwestii irańskiej z porządku obrad, co do znaczącego zmniejszenia napięć w tym obszarze.

Jeśli Irańczycy nie sprowokują nowej rundy eskalacji – a najprawdopodobniej powstrzymają się od tego, gdyż prowadzą swoją politykę zagraniczną z najwyższą racjonalnością – wówczas można z pewnością spodziewać się deeskalacji.

Byłoby to również niezwykle korzystne dla Amerykanów i stałoby się prawdziwą deską ratunku dla Trumpa.

Widzicie, cała logika Netanjahu opiera się na oczekiwaniu, że Mesjasz musi pojawić się właśnie teraz. Jeśli Mesjasz nie pojawi się w tej krytycznej, eschatologicznej sytuacji, cały jego gmach myśli zacznie się walić i wszystko pójdzie na marne.

W związku z tym znaleźli się w rozpaczliwym ślepym zaułku. Jestem przekonany, że jedyną i ostatnią szansą Netanjahu na utrzymanie władzy jest przekonanie Trumpa, za wszelką cenę, do przeprowadzenia ataku nuklearnego na Iran.

Ten scenariusz pozostaje możliwy. Jest wciąż w zasięgu ręki. A gdyby się ziścił, oznaczałby absolutną, ogromną katastrofę – przede wszystkim dla samego Izraela.

Moderator: Mamy pytanie od słuchaczy, które dotyczy dokładnie tego tematu.

Aleksander z Permu pyta: „Czy Netanjahu i Izrael są pewni, że Iran nie posiada już broni jądrowej? Przecież Iran również przygotowuje się na taki rozwój sytuacji, a to może ostatecznie skończyć się katastrofą”.

Aleksandrze Gielewiczu [Dugin], jak Pan ocenia tę kwestię? Na ile wszystkie strony są faktycznie świadome konsekwencji takich kroków?

Aleksander Dugin: Myślę, że na Zachodzie i w Izraelu istnieje obiektywny obraz rzeczywistych możliwości Iranu.

Zwłaszcza, że ​​Teheran już dawno temu opublikował hipotetyczny scenariusz ataku odwetowego na ośrodek nuklearny w Dimonie.

Ten obiekt w Izraelu to w rzeczywistości gigantyczna, „brudna” bomba atomowa. Gdyby doszło do takiego ataku odwetowego, Izrael po prostu przestałby istnieć.

Oczywiście, coś by pozostało z Iranu – w końcu to ogromny kraj z liczną populacją i rozległym terytorium. Z drugiej strony, maleńki Izrael mógłby zostać fizycznie zmieciony z powierzchni ziemi, a całe jego terytorium stałoby się niezamieszkane.

A Iran posiada wszystkie niezbędne możliwości.

Z przyjemnością. Oto kontynuacja niemieckiego tłumaczenia. Zachowałem argumentacyjny styl, koncepcje filozoficzne i odniesienia religijno-eschatologiczne oryginału.

Chciałbym jednak zwrócić szczególną uwagę na niesłychaną radykalizację świadomości dzisiejszych elit Zachodu we wszystkich dziedzinach.

Weźmy globalistów: choć obecnie są przeciwnikami Netanjahu i Trumpa, ich własny program cechuje absolutny ekstremizm. Ich agresywne dążenie do ultraliberalnych – w istocie posthumanistycznych – projektów, których celem jest korekta płci, wymiana populacji, zniszczenie państw narodowych i narzucenie postmodernistycznej kultury, która rozpuszcza ostatnie ślady ludzkiej osobowości, jest zdecydowanie agresywne.

Aby bronić tego projektu, globaliści są gotowi uciec się do wszelkich prowokacji: mogą wzniecić niepokoje, zorganizować kolorowe rewolucje, wywołać wojny domowe, a nawet rozpętać otwartą wojnę przeciwko nam. Gotowość europejskich globalistów do bezpośredniej konfrontacji z mocarstwem nuklearnym oznacza nic innego, jak doprowadzenie całego świata na skraj samozagłady.

Scenariusz wspólnego ataku Netanjahu i Trumpa na Iran to prowokacja o dokładnie tym samym charakterze eschatologicznym, tyle że w innym regionie. Celem nie jest tu Rosja, lecz Iran i Bliski Wschód. Gdyby doszło do takiego zdarzenia, a doprowadziłoby to do wzajemnego użycia broni jądrowej lub tzw. broni brudnej, cały region zamieniłby się w niezamieszkane pustkowie. Ludzkość stanęłaby w obliczu ogromnej katastrofy gospodarczej, ekologicznej i politycznej.

Przyjrzyjmy się temu, co wydarzyło się na światowych rynkach w ciągu ostatnich kilku dni. Byliśmy świadkami bezprecedensowego załamania. Wszystko zaczęło się od twierdzenia, że ​​północnokoreańscy hakerzy – których zawsze łatwo obwinić – ukradli ponad sześć miliardów dolarów z giełdy kryptowalut Binance.

W rezultacie łączne straty na głównych amerykańskich indeksach giełdowych wyniosły bilion dolarów w ciągu jednego dnia! Bilion dolarów po prostu zniknął z globalnej gospodarki w ciągu 24 godzin, mimo że poważna wojna jeszcze się nie rozpoczęła. Wiele dużych korporacji stanęło na skraju upadku.

A co się stanie, gdy ta bańka finansowa w końcu pęknie i wydarzy się to w czasie ataku nuklearnego, katastrofy ekologicznej na dużą skalę lub wybuchu wojny domowej w Europie?

Scenariusze, między którymi wahają się obecnie zachodni przywódcy, są bez wyjątku potworne. Gdyby choć jeden prominentny zachodni polityk powiedział: „Uznajemy świat wielobiegunowy! Jesteśmy gotowi współistnieć z innymi niezależnymi cywilizacjami, konkurować z nimi, handlować z nimi, mierzyć się z nimi, a nawet, jeśli to konieczne, w niektórych miejscach się z nimi zderzać – ale zachowajmy wspólny porządek, który dziś może być jedynie wielobiegunowy!”. Niestety, takich głosów nie ma dziś na Zachodzie.

Oznacza to, że albo będą rozpaczliwie trzymać się umierającego, jednobiegunowego porządku świata, albo zaproponują całkowite zniesienie wszystkich niezależnych ośrodków władzy, albo będą czekać na Mesjasza – co jest z gruntu niemożliwe.

Najbardziej wpływowe siły polityczne w Izraelu, a za nimi Stany Zjednoczone z ich ogromnym potencjałem globalnym, podzielają fanatyczne, eschatologiczne oczekiwania wywodzące się z najbardziej radykalnych sił religijnych. Taka postawa sprawia, że ​​porządek świata jest niezwykle kruchy, niestabilny i całkowicie nieprzewidywalny.

W tym klimacie izraelskie kierownictwo zaczyna myśleć według następującej logiki: „Do diabła ze wszystkim! Jeśli zostanę zmuszony do ustąpienia ze stanowiska, jeśli Eisenkot osiągnie porozumienie z Arabami, to koniec dla nas! Jeśli nie jestem pionierem Mesjasza, to kim w ogóle jestem?! Wtedy po prostu pokonamy Iran – a potem, cokolwiek się stanie!”

Mniej więcej takie same histeryczne i nieracjonalne decyzje zachodzą obecnie w innych ośrodkach władzy na Zachodzie.

Pod tym względem Rosja, Chiny, Indie, świat islamski, Afryka i Ameryka Łacińska tworzą swego rodzaju archipelag rozsądku. Owszem, nawet w naszym archipelagu istnieją problemy, wewnętrzne napięcia i sprzeczności. Ale zasadniczo nie jesteśmy gotowi zniszczyć całej planety tylko dlatego, że ktoś traci panowanie nad sobą i panowanie nad sobą. Żadna z tych wielkich cywilizacji nie ma interesu w sprowadzeniu Armagedonu.

Zachód z kolei, pomimo różnorodności scenariuszy polityki zagranicznej, zdaje się poważnie rozważać scenariusz końca świata lub też chcieć sprowokować innych do podobnego kroku.

Idea końca świata, która dotąd należała do sfery fikcji, była uważana za coś niewiarygodnego i irracjonalnego, przypisywana wyłącznie niewielkim sektom, niespodziewanie rozwinęła się w jeden z najważniejszych nurtów współczesnego planowania politycznego na Zachodzie.

I to jest chyba najbardziej zaskakujący obrót spraw. Zdecydowanie nie byliśmy na to przygotowani. Nasz prezydent i nasza dyplomacja od dawna opierają się na fundamentalnej racjonalności naszych zachodnich partnerów. Ale co tak naprawdę widzimy?

Pragmatyczny Zachód – Zachód, który wszystko dokładnie kalkulował, szukał cynicznej przewagi, rozkładał ryzyko na różne koszyki i działał według przejrzystych algorytmów (nawet jeśli służyło to jego własnym interesom, nawet jeśli manipulowano zasadami, byle tylko zachowano ramy i porządek) – został zastąpiony przez zupełnie inny podmiot.

Tam, po drugiej stronie frontu – i jesteśmy teraz w bezpośredniej konfrontacji egzystencjalnej z nimi, w którą sami nas wpędzili – siedzą aktorzy, którzy utracili wszelkie poczucie rzeczywistości.

Igrają z ogniem, arsenałem nuklearnym, kolorowymi rewolucjami i masowymi powstaniami, które wstrząsają i niszczą społeczeństwa Europy Zachodniej. Prowokują wszechogarniający kryzys energetyczny i finansowy mocarstw.

Tego zachowania nie da się już sprowadzić do chciwości, oszustwa czy twardych, ale racjonalnych praktyk biznesowych. To coś zasadniczo innego.

Obawiam się, że dotychczas nie mieliśmy do czynienia z prawdziwym Zachodem, lecz z naszą własną projekcją zrodzoną z bezwładności – z Zachodem, którym kiedyś był, a nie z Zachodem, którym ostatecznie się stał.

I właśnie teraz nadszedł czas, aby zwrócić się ku filozofii i dogłębnie zbadać zarówno sam Zachód, jak i naszą własną tradycję.

Ponieważ tego, co dzieje się na świecie, nie da się już sprowadzić do znanych nam modeli ekonomicznych, kalkulacji energetycznych, cykli technologicznych i tradycyjnych metod politologicznych. Te modele wyjaśniające po prostu już nie działają.

Musimy radykalnie zmienić całe nasze pojmowanie Zachodu.

W naszej świadomości panował aksjomat, że użycie broni masowego rażenia to nie tylko krok skrajny, ale coś, co nigdy nie powinno się stać rzeczywistością, pod żadnym pozorem. Z samej swojej natury broń jądrowa jest bezużyteczna.

Zostały one użyte raz w 1945 roku. Jednak gdy tylko dwa antagonistyczne bloki mocarstw weszły w posiadanie takiej broni, wprowadzono stan absolutnego odstraszania strategicznego i nieodwołalnego tabu. Wraz z pojawieniem się równowagi nuklearnej, czynnik nuklearny stracił na znaczeniu jako realistyczna opcja w konflikcie zbrojnym.

Ale najwyraźniej jest inaczej – nie! Z racjonalnego punktu widzenia wszystko rzeczywiście powinno być dokładnie takie, jakie jest. Jeśli jednak zaobserwujemy coś innego, musimy zmienić nasze rozumienie zachodniej „racjonalności”.

Niestety, padliśmy ofiarą ogromnej inercji. Długo patrzyliśmy na zachód, goniąc za nim i nieustannie zostawaliśmy w tyle. Dostrzegliśmy tylko ostatni wagon tego pociągu odjeżdżający i ustawiliśmy się w jego szeregu. Ale dokąd pędziły pierwsze wagony i w jaką otchłań pędziła sama lokomotywa – nigdy nie zadaliśmy sobie tych pytań. A powinniśmy byli.

To już nie jest tylko dawno oczekiwany temat do dyskusji. To kwestia fizycznego przetrwania.

Skąd się wziął ten Zachód? Dokąd zmierza? Dlaczego zmienia się tak szybko i w tak strasznym, przerażającym kierunku? A przede wszystkim: czy w ogóle wsiedliśmy do właściwego pociągu?

Pamiętasz „Roztargnionego mężczyznę z ulicy Basséinaja”? W pewnym sensie miał szczęście: wsiadł do odłączonego wagonu, który nigdzie nie jechał. To jest coś, co można przeżyć.

Ale kiedy pociąg pędzi z szaloną prędkością w kierunku miejsca, gdzie czeka nas zagłada, a my przypadkowo do niego wsiedliśmy – jak wszyscy inni – bo wszyscy zaczęli biec i ja też pobiegłem, bo wszyscy stali w kolejce, żeby kupić bilety, a ja dołączyłem do kolejki – wtedy pojawia się egzystencjalne pytanie: Dokąd właściwie zmierzamy i czy naprawdę musimy tam jechać?

Dlatego też obecnie zachodzące na świecie procesy polityczne wydają się coraz bardziej chaotyczne i niezrozumiałe dla normalnych, suwerennych państw.

A Rosja jest normalną, wspaniałą, rozsądną i uporządkowaną cywilizacją.

Pilnie potrzebujemy radykalnie nowych sposobów myślenia, nowych narzędzi do analizy stosunków międzynarodowych i teorii cywilizacji.

Konieczna jest dogłębna analiza historyczna. Zachód nie popadł bowiem w szaleństwo z dnia na dzień – zmierzał ku temu przez wieki.

Musimy zrozumieć, gdzie ta ścieżka się zaczęła, w którym dokładnie momencie Zachód zboczył z kursu i czy zachodnia matryca od samego początku zawierała tę eschatologiczną siłę wybuchu, którą obserwujemy dzisiaj.

Potrzebujemy kompleksowej ponownej oceny całej historii świata, polityki światowej, teorii cywilizacji oraz naszego pojmowania ludzkości, kultury, nauki i filozofii.

To ogromne zadanie, które musimy wykonać, aby działać tak właściwie, jak to możliwe i odnieść zwycięstwo w tych ekstremalnych warunkach.

Moderator: Tak, Aleksandrze Geliewiczu [Duginie], to podnosi kwestię dotyczącą podstawowych mechanizmów demokratycznych wyborów.

Każde normalne społeczeństwo ma wbudowane mechanizmy samoregulacji – najbardziej zauważalną zmianą władzy jest zmiana w wyborach, podczas których ludzie mogą głosować na bardziej rozsądnego i odpowiedniego przywódcę politycznego, który jest w stanie realizować politykę zgodną z ich interesem.

Dziś jednak widzimy, że wielu zachodnich polityków całkowicie porzuciło ten cel i działa wbrew interesom własnych wyborców.

Oznacza to, że na tym głębokim poziomie sam mechanizm sprzężenia zwrotnego uległ załamaniu.

Alexander Dugin: Można na to spojrzeć w ten sposób. Ale być może powinniśmy również gruntownie przemyśleć nasze pojęcie „demokracji”.

Skąd właściwie wzięło się przekonanie, że demokracja to najlepszy system polityczny? Dlaczego ślepo uwierzyliśmy w ten liberalny mit, że system polityczny nieuchronnie się poprawia dzięki demokracji i regularnym zmianom władzy, zamiast się pogarszać?

Najwięksi myśliciele starożytności – Platon i Arystoteles – byli całkowicie przekonani o przeciwnym stanowisku. Uważali demokrację za jedną z najgorszych i najbardziej zdegenerowanych form rządów, nieuchronnie prowadzącą do chaosu, ochlokracji i demagogii.

Ciągła zmiana przywództwa politycznego pozbawia również władcę możliwości skupienia się na długoterminowym planowaniu strategicznym. Zamiast tego zmusza go do uprawiania populizmu i politycznej teatralności, aby zyskać krótkotrwałą aprobatę mas.

Dlaczego zaczęliśmy gloryfikować demokrację tylko dlatego, że poszliśmy w ślady Zachodu?

Nie ma w niej absolutnie nic świętego. Ani w Starym, ani w Nowym Testamencie, ani w Ewangeliach nie ma o niej ani słowa. Historia zbawienia oferuje nam zupełnie inne modele, sprawdzone przez tysiąclecia: rządy sędziów, rządy charyzmatycznych przywódców, rządy świętych królów i prawowite imperia.

Dlaczego nagle uwierzyliśmy w tę oświeconą zachodnią mitologię, że „demokracja i wybory wszystko naprawią”?

Nigdy niczego nie naprawiają i nigdy tego nie zrobili. Demokratycznym wstrząsom wszędzie towarzyszą potworna przemoc, upadek państw i ludobójstwo. Pomyślmy tylko o rewolucji francuskiej albo o tragedii naszej epoki zamętu i rewolucyjnych wstrząsów.

Demokracja jest w najlepszym razie jedną z kilku możliwych, historycznie uwarunkowanych form rządów politycznych. Jednak dla każdego bezstronnego obserwatora powinno być oczywiste, że nie jest ona w żadnym wypadku panaceum ani „najwyższym osiągnięciem ludzkiego ducha”.

Demokracja od samego początku zawierała w sobie głęboką niejednoznaczność. A to, w co się dziś przekształciła – w otwartą liberalną dyktaturę i rządy mniejszości – nie jest bynajmniej przypadkową ułomnością. Jest to raczej immanentna możliwość, jej genetyczny etap końcowy.

Dlatego naprawdę musimy wszystko przemyśleć na nowo.

Naszym głównym błędem jest to, że nieustannie gonimy Zachód i próbujemy go dogonić. Z czystej inercji wciąż myślimy w starych, liberalnych kategoriach: jakby „coś tam poszło nie tak z demokracją”.

Ale czy można w ogóle zakładać, że cokolwiek z nią pójdzie „dobrze”? Od urodzenia coś z nią było nie tak.

Nie jest przypadkiem, że klasyczna filozofia polityczna wyraźnie na to wskazuje: demokracja pojawia się, gdy społeczeństwo zaczyna się rozpadać, głupieć i rozpływać się w zatomizowaną masę.

I nie jest też przypadkiem, że w naszej tradycyjnej historii praktycznie nigdy nie było demokracji – ani de iure, ani de facto. I dzięki Bogu!

Demokracja nie jest zatem panaceum. Żadna zachodnia instytucja nie oferuje uniwersalnego rozwiązania.

Musimy gruntownie przemyśleć zarówno naszą własną tożsamość, jak i naszą bogatą historię oraz naszą cywilizacyjną przyszłość.

Musimy krytycznie przyjrzeć się i ponownie ocenić drogę, którą obrał Zachód, a która doprowadziła go do obecnego stanu.

W końcu nieustannie go goniliśmy – i dzięki Bogu! Już nie musimy gonić za tym szalonym pociągiem.

Musimy jasno zrozumieć: Zmierzamy w zupełnie innym kierunku. Obieramy fundamentalnie inny kurs.

Nasza rosyjska tradycja, nasza rosyjska cywilizacja, nasz Święty Kościół, nasz naród rosyjski, nasza państwowość, nasza wielka potęga i nasza kultura zawsze podążały swoją własną drogą.

Wróćmy więc na naszą własną drogę, na nasze rodzinne szlaki i ufnie podążajmy ku naszej rosyjskiej, suwerennej i cywilizacyjnej przyszłości.

Wtedy wszystko natychmiast się ułoży. Wtedy wyraźnie zobaczymy otchłań, w którą pędzi zachodnia lokomotywa. Wszystko stanie się dla nas całkowicie zrozumiałe.

Zdajemy sobie sprawę, że nie jest to bynajmniej przypadkowa „awaria” mechanizmu demokracji, ale że demokracja sama w sobie jest historyczną aberracją.

Jest to przedwczesna, bezpodstawna, globalna halucynacja narzucona przez mroczne elity o najbardziej złowrogich intencjach.

Wszyscy mówią o „demokracji”, ale nigdzie jej nie ma. A im głośniej o niej mówią, tym bardziej przerażające maski przybiera, odsłaniając coraz mroczniejsze, chtoniczne strony.

To również nie jest przypadek.

Innymi słowy, musimy nieodwołalnie przyjąć nasz rosyjski punkt widzenia na wszystko – zarówno na politykę, jak i na gospodarkę, technologię, religię i ducha.

Z tej perspektywy, z wysokości naszego własnego cywilizacyjnego punktu obserwacyjnego, musimy zrozumieć zarówno siebie, jak i cały otaczający nas świat.

Dopiero wtedy naprawdę zrozumiemy, co się dzieje na świecie.

W zasadzie już to robimy.

Przypomnijmy oficjalne dekrety naszego Prezydenta: obronę tradycyjnych wartości, oficjalne ogłoszenie Rosji państwową cywilizacją i świadomość pilnej potrzeby historycznego wyjaśnienia.

Wszystko to jest ruchem we właściwym kierunku – w stronę prawdziwej suwerenności cywilizacyjnej.

Oto ostateczne tłumaczenie na język niemiecki. Zachowałem językowo precyzyjny, filozoficzny i geopolityczny styl oryginału.

Problem polega jednak na tym, że wciąż jesteśmy głęboko zakorzenieni w zachodnich schematach myślowych – w zachodnich, pochopnych, sprzecznych, a czasem wręcz rażąco fałszywych i błędnych ideach. Z powodu tego ciężaru wciąż nie jesteśmy w stanie w pełni pojąć skali tego, co dzieje się w skali globalnej. A jednak właśnie to jesteśmy zobowiązani zrobić.

Moderator: Pozostańmy przy temacie demokracji: w Stanach Zjednoczonych zbliżają się wybory uzupełniające do Kongresu. Analitycy i eksperci mają różne oceny, ale wielu zgadza się, że Republikanie są zagrożeni utratą co najmniej jednej z dwóch izb – Izby Reprezentantów. Niektórzy przewidują nawet utratę kontroli nad Senatem.

Jak ocenia Pan ten rozwój sytuacji? Co się stanie w praktyce, jeśli te niekorzystne dla Trumpa scenariusze się ziszczą? I jak będzie on później próbował kształtować relacje z nami i ze społecznością międzynarodową?

Alexander Dugin: Po pierwsze, Trump po prostu nie będzie już w stanie kontynuować wielu z tego, co obecnie próbuje wdrożyć – nawet jeśli wahał się i działał niekonsekwentnie. Będzie bowiem poddawany ogromnej presji.

Demokraci to nasi absolutni, nieprzejednani wrogowie. Zmuszą już wątpiącego i chwiejnego Trumpa do skrajnie wąskiego korytarza działania. Koło zamachowe tzw. afery „Russiagate” zostanie ponownie wprawione w ruch. Powrócą oskarżenia, że ​​jest „agentem Putina”, a cała ta bzdura zacznie się od nowa.

Nie wykluczam w żadnym wypadku impeachmentu Trumpa i jego przedwczesnego usunięcia ze stanowiska pod jakimkolwiek pretekstem.

Demokraci są obecnie wściekli. Jeśli uda im się przejąć kontrolę nad Kongresem, ich zemsta na Trumpie za okropności, których doświadczyli, będzie bezlitosna.

Początkowo rzeczywiście byli przerażeni: kiedy Elon Musk uruchomił DOGE i zaczął wstrząsać USAID, ugruntowane Państwo Głębokie uwierzyło, że faktycznie rozpoczęło demontaż tej agencji i że Trump zrealizuje swoje obietnice.

Ale potem zdali sobie sprawę, że to była tylko zwykła brawura, a nie przemyślana strategia, i trochę się uspokoili.

Ale nigdy nie wybaczą Trumpowi strachu, jaki w nich zaszczepił.

Ich zemsta na zwolennikach Trumpa będzie gorzka. Ustanowiona zostanie surowa liberalna dyktatura na wzór Macrona lub Tuska.

Nie wykluczam też wybuchu wojny domowej w Stanach Zjednoczonych, ponieważ amerykańskie społeczeństwo jest skrajnie spolaryzowane.

Trump podniósł rękę, ale nie uderzył – a w tak ciężkiej walce o władzę nie można tego wybaczyć.

Teraz ci, na których wcześniej kiwał palcem, wracają do władzy. I są zdeterminowani, by go zniszczyć.

Trump znajdzie się w niezwykle trudnej i krytycznej sytuacji. Bardzo szybko zostanie przyparty do muru.

Z pewnością nie będzie w stanie dotrzymać słowa, które nam dał. Już wcześniej nie był szczególnie chętny do dotrzymywania obietnic – a już na pewno nie nam.

W związku z tym sytuacja polityczna w Stanach Zjednoczonych będzie się nadal zaostrzać.

Jedyne, na co Trump mógłby się jeszcze zdecydować, kierując się mottem „Skoro stodoła już spłonęła, dom równie dobrze może spłonąć”, to wspólny atak z Netanjahu na Iran. Mógłby wtedy ogłosić się „królem świata” na jakieś piętnaście minut.

To wywołałoby zupełnie nieprzewidywalną reakcję łańcuchową.

Zdając sobie sprawę, że przyjście Mesjasza się opóźnia, fanatycy mogą próbować „sfałszować” jego przyjście, mówiąc obrazowo, poprzez sztucznie wywołaną katastrofę eschatologiczną.

Porażka Trumpa w wyborach lub jego polityczny paraliż ze strony Kongresu miałyby straszne konsekwencje.

Ale nawet gdyby jakimś cudem udało mu się utrzymać kontrolę nad Kongresem, nie można by się po nim spodziewać niczego fundamentalnie dobrego. Nawet gdyby szczerze pragnął osiągnąć rozsądne porozumienie, jego zacietrzewieni przeciwnicy po prostu by mu to uniemożliwili.

Oczywiście, bylibyśmy bardzo wdzięczni, gdyby Zachód w końcu pogrążył się w swoich wewnętrznych konfliktach i zostawił nas w spokoju.

Ale nie mamy prawa oczekiwać takiego daru z zewnątrz.

Jeśli nie zadbamy o siebie – o nasze bezpieczeństwo, nasze zwycięstwa, nasze fundamentalne wyzwania i nasze głębsze pytania o sens – nikt nie zrobi tego za nas.

Jeśli Rosja nie uratuje się sama – z Bożą pomocą, w wierze w Jego ducha, w Jego historię, w Jego naród, w Jego wielką potęgę państwową i w Jego Święty Kościół – to nikt nie da nam tego zwycięstwa i tego zbawienia.

Jesteśmy zobowiązani walczyć o nich własnymi rękami!

Źródła:

  • 1 Uwaga tłumacza: „Eurokołchoz” (евроколхоз) to pejoratywne określenie łączące słowa „Europa/UE” i „kołchoz” (radziecki kołchoz). Przedstawia ono Unię Europejską jako sztywny, odgórny system kolektywistyczny, w którym suwerenność narodowa jest podporządkowana centralnej biurokracji – podobnie jak radzieccy chłopi byli siłą włączani do kołchozów rolnych pod ścisłą centralną kontrolą, tracąc w ten sposób swoją autonomię ekonomiczną i polityczną.
  • 2 Uwaga tłumacza: „Euro-Trojki” (евротройки) nawiązują do tzw. trojek działających w czasie europejskiego kryzysu zadłużenia państwowego, w skład których wchodziły Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW). Instytucje te uzależniły swoje wsparcie od wprowadzenia środków oszczędnościowych i wprowadzenia warunków polityki gospodarczej dla państw członkowskich. W tym kontekście termin ten odnosi się do organów nadrzędnych, które mają pierwszeństwo przed wybranymi rządami krajowymi i egzekwują przestrzeganie ich dyrektyw. UE jest zatem przedstawiana jako niedemokratyczny mechanizm narzuconych z zewnątrz nakazów, a nie jako dobrowolne stowarzyszenie suwerennych państw.
  • 3 Uwaga tłumacza: „Roztargniony mężczyzna z ulicy Basiejnaja” to aluzja do słynnego dziecięcego wiersza radzieckiego poety Samuiła Marszaka z 1928 roku, który później został zaadaptowany na znany film animowany. Opowiada historię roztargnionego mężczyzny, który doświadcza wszelkiego rodzaju nieszczęść. Między innymi wsiada do pociągu i odkrywa, że ​​przypadkowo znalazł się w oderwanym wagonie, który się nie porusza.
  • W wywiadzie obraz ten jest użyty metaforycznie: W przeciwieństwie do roztargnionego mężczyzny, który miał szczęście, że jego wagon pozostał w miejscu, ci, którzy podążali za Zachodem, mogli wsiąść do pociągu pędzącego z pełną prędkością ku katastrofie.
  • 4 Uwaga tłumacza: Tak zwany „Czas Smuty” (Смутное время, ok. 1598–1613) odnosi się do okresu kryzysu dynastycznego, wojny domowej, głodu i interwencji zagranicznej w Rosji. Rozpoczął się on po śmierci ostatniego cara z dynastii Rurykowiczów, a zakończył wraz z wstąpieniem na tron ​​dynastii Romanowów. W wywiadzie ten okres historyczny służy jako przykład przemocy, upadku państwa i wstrząsów politycznych, które mogą towarzyszyć okresom rozpadu politycznego i spornym stosunkom władzy. Jest on cytowany, wraz z rewolucją francuską, jako przestroga przed chaosem, który może nastąpić po upadku istniejącego porządku politycznego.

Źródło: Polska kontra Europa: Antychryst się opóźnia

I choć przez pewien czas wydawać się może, że zło ostatecznie zatriumfowało, jego panowanie nie będzie trwało wiecznie.

========================================

Rozpad więzi…..
– to bardzo, bardzo przykre
– Ale co te cholerne Czasy robią w naszej, dość poććiwej , wydaje się rodzinie???

– No bo takie właśnie mają być i to nie tylko w rodzinie, a powszechnie:

=======================================================

W miarę zbliżania się czasów ostatecznych moralny i duchowy upadek ludzkości będzie przybierał coraz większe rozmiary. Święty Paweł Ap. przestrzegał, że w dniach ostatnich nastaną czasy trudne, ludzie bowiem staną się samolubni, chciwi, chełpliwi, pyszni, bluźnierczy, niewdzięczni, bezbożni, pozbawieni naturalnych uczuć, nieprzejednani, oszczerczy, niepowściągliwi, okrutni i nieprzychylni temu, co dobre. Będą zdradzieccy, zuchwali i nadęci, bardziej miłujący rozkosze niż Boga, zachowujący wprawdzie pozory pobożności, lecz wyrzekający się jej rzeczywistej mocy (2 Tm 3,1–5).

Wraz z szerzeniem się nieprawości stygnąć będzie miłość między ludźmi, zgodnie z zapowiedzią samego Chrystusa (Mt 24,12). Osłabną więzy rodzinne, zaniknie wzajemne zaufanie, a zdrada, nienawiść i okrucieństwo staną się zjawiskami powszednimi. Wielu, powodowanych strachem i żądzą zachowania życia oraz posiadanych dóbr, nie cofnie się przed żadną niegodziwością. Inni, nie bacząc na mnożące się znaki nadchodzącej zagłady, oddadzą się bez reszty doczesnym przyjemnościom, jak gdyby w nich tylko upatrywali sensu istnienia, powtarzając za tymi, których postawę piętnował Apostoł: „Jedzmy i pijmy, bo jutro pomrzemy” (1 Kor 15,32).

Nie zabraknie również szyderców, którzy, jak zapowiadał święty Piotr, będą drwić z obietnicy powtórnego przyjścia Chrystusa, twierdząc, że od początku stworzenia wszystko pozostaje niezmienne (2 P 3,3–4). Narastające nieszczęścia, wojny, głód i zamęt napełnią serca ludzi przerażeniem, a powszechne zagubienie uczyni wielu podatnymi na kłamstwa i zwodnicze nauki. Wówczas szczególnie niebezpieczne okaże się odstępstwo od prawdziwej wiary, o którym pisał święty Paweł, zapowiadając pojawienie się człowieka nieprawości, wynoszącego się ponad wszystko, co nazywa się Bogiem i odbiera cześć (2 Tes 2,3–4).

Nie wszyscy jednak ulegną powszechnemu zepsuciu. Pośród prześladowań, cierpień i nasilającego się bezprawia pozostaną ci, którzy dochowają wierności Bogu, nie wyrzekną się miłości bliźniego i nie dadzą się zwieść fałszywym prorokom. Ich wytrwałość będzie tym cenniejsza, im większa stanie się przewaga zła, albowiem, jak powiedział Zbawiciel, „kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 24,13).

Tak więc u kresu dziejów szczególnie wyraźnie ujawni się przeciwieństwo między tymi, którzy umiłowali nieprawość, a tymi, którzy pozostali wierni prawdzie. I choć przez pewien czas wydawać się może, że zło ostatecznie zatriumfowało, jego panowanie nie będzie trwało wiecznie. Święty Paweł zapowiada bowiem, że Pan Jezus zgładzi Niegodziwca tchnieniem swoich ust i unicestwi objawieniem swego przyjścia (2 Tes 2,8). Wtedy też okaże się, że wszelka potęga zbudowana na kłamstwie, przemocy i odrzuceniu Boga była jedynie przemijającym złudzeniem, a ostatnie słowo w dziejach stworzenia należy nie do zła, lecz do Chrystusa.

ks. a

Koniec świata obecnego i tajemnice życia przyszłego: Antychryst, Zmartwychwstanie, Sąd Powszechny

Koniec świata obecnego i tajemnice życia przyszłego: Antychryst, Zmartwychwstanie, Sąd Powszechny: Objawienia eschatologiczne o przyszłości w świetle wiary chrześcijańskiej

Oryginalne wydanie 1881 Wydanie: francuskie – Charles Arminjon

amazon.pl/Future-Eschatologiques 44,42zł

Zanurz się w głębi proroczych refleksji człowieka wiary niezwykłego formatu.Odkryj „Koniec świata obecnego i tajemnice życia przyszłego” opata Charles’a Arminjona – fascynujące dzieło, które odsłania chrześcijańskie proroctwa i głębokie nauki wiary.

Arminjon, wizjoner teologii chrześcijańskiej, z jasnością i mądrością podejmuje kluczowe tematy, takie jak koniec świata, tajemnice życia przyszłego oraz biblijne proroctwa.

Zanurz się w naukach o Antychryście i nawróceniu Żydów, które oferują oświecające spojrzenie na zmartwychwstanie ciał, sąd powszechny i nieśmiertelność. Autor prowadzi nas również ku zrozumieniu stanu ciał chwalebnych po zmartwychwstaniu oraz czyśćca, dając pełny obraz życia pozagrobowego. Arminjon bada wieczność kar i nieszczęsny los tych, którzy odrzucają łaskę Bożą, ale także wieczną szczęśliwość i nadprzyrodzone oglądanie Boga, przynosząc promyk nadziei i pocieszenia duszom poszukującym sensu i duchowości.

Poprzez głęboką refleksję nad ofiarą chrześcijańską i odkupieniem Arminjon prowadzi nas do pełniejszego zrozumienia wiary, wskazując drogę do łaski i zbawienia. Wreszcie zgłębia tajemnicę cierpienia i jego głęboki związek z życiem przyszłym, zapraszając czytelników do medytacji nad sensem własnych prób w świetle wieczności.„Koniec świata obecnego i tajemnice życia przyszłego” to znacznie więcej niż książka chrześcijańska. To cenny przewodnik dla poszukujących duchowości, oferujący nauki biblijne i głęboką refleksję nad wiarą i nadzieją. Zanurz się w tym ponadczasowym dziele i pozwól się prowadzić ku głębszemu zrozumieniu nauk chrześcijańskich, które oświecają naszą drogę ku wieczności.

Książka zawiera dziewięć konferencji (dziewięć rozdziałów):

• Pierwsza konferencja: Opat Arminjon bada znaki poprzedzające koniec świata oraz okoliczności, które mu towarzyszą. Niektóre z tych znaków są jak najbardziej aktualne.
• Druga konferencja: Podejmuje temat prześladowań organizowanych przez Antychrysta oraz proroctwo o nawróceniu Żydów.
• Trzecia konferencja: Arminjon rzuca światło na zmartwychwstanie ciał i sąd powszechny, odsłaniając tajemnice życia pozagrobowego.
• Czwarta konferencja: Prowadzi nas do miejsca nieśmiertelności, ukazując stan ciał chwalebnych po zmartwychwstaniu.
• Piąta konferencja: Opat Arminjon zgłębia czyściec, dając nam dogłębne zrozumienie tego etapu życia pozagrobowego.
• Szósta konferencja: Podejmuje temat wieczności kar i nieszczęsnego losu tych, którzy odrzucają łaskę Bożą.
• Siódma konferencja: Arminjon prowadzi nas ku wiecznej szczęśliwości i nadprzyrodzonemu oglądaniu Boga – szczytowemu punktowi wiary chrześcijańskiej. Ujawnione zostają pewne sekrety eschatologiczne.
• Ósma konferencja: Opat Arminjon ukazuje ofiarę chrześcijańską jako środek odkupienia, otwierając drogę do łaski i zbawienia.
• Dziewiąta konferencja: Bada tajemnicę cierpienia i jego głębokie powiązania z życiem przyszłym, zapraszając do medytacji nad sensem naszych prób w świetle wieczności.

Od oświecających proroctw po wieczną szczęśliwość – ta książka daje światło w mrocznych chwilach i transcendentną wizję życia pozagrobowego. Lektura obowiązkowa dla poszukujących sensu i pocieszenia w burzach naszej epoki.

=====================================

Fin du Monde Présent et Mystères de la vie Future: Antéchrist, Résurrection, Jugement Universel : Révélations Eschatologiques sur l’Avenir à la Lumière de la Foi Chrétienne

Édition Originale 1881 Wydanie: Francuski Charles Arminjon

Plongez au cœur des réflexions prophétiques d’un homme de foi hors du commun.


Explorez „Fin du monde présent et Mystères de la vie future” de l’Abbé Charles Arminjon, une œuvre captivante qui dévoile les prophéties chrétiennes et les enseignements profonds de la foi. Arminjon, visionnaire de la théologie chrétienne, aborde avec clarté et sagesse des sujets cruciaux tels que la fin du monde, les mystères de la vie future, et les prophéties bibliques.

Plongez dans les enseignements sur l’Antéchrist et la conversion des juifs, offrant des perspectives éclairantes sur la résurrection des corps, le jugement universel et l’immortalité. L’auteur nous guide également vers la compréhension de l’état des corps glorieux après la résurrection et du purgatoire, offrant ainsi une vision complète de l’au-delà.

Arminjon explore l’éternité des peines et la destinée malheureuse pour ceux qui refusent la grâce divine, mais aussi la béatitude éternelle et la vision surnaturelle de Dieu, apportant une lueur d’espoir et de réconfort aux âmes en quête de sens et de spiritualité.

À travers une réflexion profonde sur le sacrifice chrétien et la rédemption, Arminjon nous guide vers une compréhension plus profonde de la foi, offrant une voie vers la grâce et le salut. Enfin, il explore le mystère de la souffrance et son lien profond avec la vie future, invitant les lecteurs à méditer sur le sens de leurs épreuves à la lumière de l’éternité.

„Fin du monde présent et Mystères de la vie future” est bien plus qu’un livre chrétien. C’est un guide précieux pour ceux en quête de spiritualité, offrant des enseignements bibliques et une réflexion profonde sur la foi et l’espérance. Plongez dans cette œuvre intemporelle et laissez-vous guider vers une compréhension plus profonde des enseignements chrétiens qui éclairent notre chemin vers l’éternité.

Le livre comprend neuf conférences (neuf chapitres) :

  • PREMIÈRE CONFÉRENCE : L’Abbé Arminjon explore les signes précurseurs de la fin du monde et les circonstances qui l’accompagneront. Certains signes sont tout à fait actuels.
  • DEUXIÈME CONFÉRENCE : Il aborde la persécution orchestrée par l’Antéchrist et la prophétie de la conversion des juifs.
  • TROISIÈME CONFÉRENCE : Arminjon éclaire sur la résurrection des corps et le jugement universel, dévoilant ainsi les mystères de l’au-delà.
  • QUATRIÈME CONFÉRENCE : Il nous conduit vers le lieu de l’immortalité, révélant l’état des corps glorieux après la résurrection.
  • CINQUIÈME CONFÉRENCE : L’Abbé Arminjon explore le purgatoire, nous offrant une compréhension approfondie de cette étape dans l’au-delà.
  • SIXIÈME CONFÉRENCE : Il aborde l’éternité des peines et la destinée malheureuse pour ceux qui refusent la grâce divine.
  • SEPTIÈME CONFÉRENCE : Arminjon nous guide vers la béatitude éternelle et la vision surnaturelle de Dieu, point culminant de la foi chrétienne. Certains secrets eschatologiques sont révélés.
  • HUITIÈME CONFÉRENCE : L’Abbé Arminjon met en lumière le sacrifice chrétien comme moyen de rédemption, offrant une voie vers la grâce et le salut.
  • NEUVIÈME CONFÉRENCE : Il explore le mystère de la souffrance et ses liens profonds avec la vie future, invitant à méditer sur le sens de nos épreuves à la lumière de l’éternité.


Des prophéties éclairantes à la béatitude éternelle, ce livre offre une lumière dans les moments sombres et une vision transcendante de l’au-delà. Une lecture incontournable pour ceux en quête de sens et de réconfort dans les tourments de notre époque.

200 milionowa armia wojowników Islamu

200 milionowa armia


Ryszard Kulczyński

Wspólna umowa obronna z Mekki tworzy 200 milionową armię, przepowiedzianą w Biblii

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, książę koronny Arabii Saudyjskiej Mohammed bin Salman i premier Pakistanu Shehbaz Sharif spotkali się wczoraj w najświętszym islamskim mieście Mekka, aby podpisać historyczną „Wspólną Umowę Obronną Mekki”, która skutecznie połączyła wszystkie ich siły zbrojne.

Umowa łączy tureckie siły zbrojne, które mają 1,011 000 aktywnych żołnierzy i 42 miliony więcej dostępnych, siły zbrojne Arabii Saudyjskiej, które mają łącznie 397000 aktywnych żołnierzy i 19 milionów więcej dostępnych, oraz pakistańskie siły wojskowe uzbrojone w broń jądrową, które mają 1,710 000 aktywnych sił i 108 milionów więcej dostępnych.

21 czerwca Egipt gościł ministrów spraw zagranicznych Turcji, Arabii Saudyjskiej i Pakistanu, podczas gdy przygotowywali Wspólną Umowę Obronną w Mekki.

Turcja chce wprowadzić do umowy Egipt, który ma 1,217 500 aktywnych sił i 45 milionów więcej dostępnych – połączone siły wojskowe dostępne dla Turcji, Arabii Saudyjskiej, Pakistanu i Egiptu wynosiłyby 214 milionów – co jest liczbą, o której Biblia przepowiedziała ponad 2000 lat temu:

„A cztery anioły, które były gotowe na tę samą godzinę i dzień i miesiąc i rok, zostały uwolnione, aby zabić jedną trzecią ludzkości. Liczba żołnierzy konnych wynosiła 200 milionów; słyszałem ich liczbę. I tak ujrzałem konie w widzeniu i tych, którzy na nich siedzieli, mających napierśniki ognia, jacyntu i siarki; a głowy koni były jak głowy lwów; a z ich ust wydobywał się ogień, dym i siarka”. – Objawienie św. Jana 9:16

Kto jest potencjalnym zagrożeniem, któremu umowa z Mekki ma na celu przeciwdziałać?

Oficjalnie pakt nie wskazuje na nikogo. W praktyce jego podtekst jest powszechnie rozumiany. Wszystkie trzy rządy wyraziły zaniepokojenie rozszerzającym się śladem wojskowym Izraela w Gazie, Libanie i Syrii, a Erdogan wielokrotnie oskarżał rząd izraelski o próbę „dynamizacji” protokołu ustaleń USA-Iran podpisanego w czerwcu, aby wstrzymać walki.

Możliwe, że porozumienie z Mekki oznacza pierwszy krok w kierunku, jaki wspomnieli prezydent Putin i minister spraw zagranicznych Chin Wang Yi po spotkaniu z ministrem spraw zagranicznych Iranu Aragchi odpowiednio 27 kwietnia i 6 maja. Po tym spotkaniu prezydent Władimir Putin wezwał do nowej architektury bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej / na Bliskim Wschodzie.

Idąc za słowami Putina, Wang Yi stwierdził, po spotkaniu z Aragchi, że kraje Zatoki Perskiej i Bliskiego Wschodu „powinny wziąć swoją przyszłość w swoje ręce” i wyraził poparcie Chin dla „ustanowienia regionalnych ram pokoju i bezpieczeństwa prowadzonych przez kraje regionalne”. – Larry Johnson

Nie powinniśmy ignorować symboliki podpisania tej umowy w Mekce. Gdyby to była zwykła umowa dyplomatyczna skoncentrowana tylko na bezpieczeństwie, to ceremonia podpisania mogłaby się odbyć w Rijadzie.

Podpisując dokument w Mekce, Turcja, Arabia Saudyjska i Pakistan wysyłały jasny komunikat, że jest to deklaracja związana z obroną muzułmanów, a nie tylko ich krajów.

Czy to już koń trupio blady? A imię jego jeźdźca Śmierć?

Czy to już koń trupio blady? A imię jego jeźdźca Śmierć?

Andrzej Górzny

„Więc to Otchłań – stwierdziła . Oczy zalśniły jej podnieceniem. – Może to nie jest ostateczne miejsce? Istnieje jeszcze nadzieja…
-Nie ma nadziei. – oznajmiłem. – I nie ma innego miejsca.”
– John Everson

=========================================

To wszystko wydaje się absurdalne a ogółowi zajętemu grillem, korzystaniem z życia albo próbami wiązania końca z końcem, całkowicie obce, nie istniejące lub tak bardzo odległe i w czasie i w przestrzeni, że zgoła nie istniejące. A jednak sygnały, niczym odległy odgłos burzy przybliżają się z każdym dniem, każdą prowokacją i każdym obrotem na spirali eskalacji.

Dyskusje na temat granic a raczej ich braku w groźbie rozpalenia ognia konfliktów w stopniu który już bez ogródek pozwoli określać sytuację III wojną światową, trwają zarówno w gronie niezależnych publicystów i ich słuchaczy, jak i w zaciszach gabinetów zarządców państw a także, czego możemy się tylko domyślać wśród otoczenia tych którzy dyrygując zza kulis sceny politycznej, mogą być określani jako władcy marionetek i twórcy chaosu.

Jakie opcje leżą na stole? Co staje się prawdopodobne? Ile mamy jeszcze czasu aby kontynuować życie w błogiej nieświadomości?

Obok pytania czy to czego jesteśmy świadkami, już można określać mianem pierwszej fazy kolejnej wojny światowej, na stole leżą jeszcze, ewentualna opcja jądrowa na Ukrainie, atak na bazy i strategiczne cele w Europie, otwarte przystąpienie do wojny z Rosją wojsk NATO oraz zakres ewentualnej eskalacji działań zbrojnych poza obszary dzisiaj nimi objęte i na koniec, jak długo uda się nam zachować pozory pokoju?

Czy na stole leży jeszcze karta deeskalacji? To skomplikowane pytanie. Pomimo pozorów działań zmierzających w tym kierunku, czynniki podsycające obecne zbrojne konflikty i zmierzające do ich rozszerzenia, są zdecydowanie silniejsze i w zasadzie od co najmniej dwóch dekad widoczne dla wnikliwych obserwatorów. To temat obszerny i odrębny, dlatego zostawmy go na osobne rozważania.

Jakie są obecnie na stole opcje rozwoju sytuacji?

Po pierwsze opcja zakończenia konfliktu na warunkach zachodu i jego elit sprawujących władzę, czyli całkowite wycofanie się Rosji ze wszystkich celów, które postawiła ona sobie w 2022 roku i tych które w toku walk stawia sobie obecnie. Opcja całkowicie nierealna i nieprawdopodobna, nawet biorąc pod uwagę różne jej warianty. Zachód w swoich dalekosiężnych planach, ma tylko jeden cel. Całkowitą kapitulację Moskwy, zmianę władzy na całkowicie sobie podległą, zagarnięcie lub kontrolę zasobów, de-industrializację, rozbrojenie i podział kraju w celu łatwiejszego nim zarządzania. Dodatkowo kontrola nad Rosją albo tym co z niej pozostanie ma być dźwignią na Chiny oraz wszystkie pozostałe kraje globalnego południa próbujące uniezależnić się od dyktatu i wyzysku głównych, globalistycznych sił zachodu. To oczywiście cele dalekosiężne i mogą one być realizowane etapami, ale globalni władcy będą, gdyż muszą być, konsekwentni w realizacji planu pokonania Rosji, ponieważ stanowi ona wraz z Chinami, klucz do realizacji całej idei globalizmu i kontroli nad światem.

To właśnie ten dalekosiężny plan, powoduje, że obecna wojna zastępcza na Ukrainie jest dla Rosjan wojną egzystencjalną i jako taka musi być kontynuowana. Obecne opcje zmiany władzy na Kremlu, posiadają wyłącznie jeden wariant. Zmiana na ekipę bardziej radykalną i godzącą się na eskalację konfliktu, niezależnie od jej konsekwencji. Obecne nastroje znacznej większości społeczeństwa tego kraju, wbrew naszemu powszechnemu mniemaniu, tę opcję wspierają i na nią się godzą.
A co z opcją odwrotną? Całkowite wycofanie się zachodu ze wspierania Ukrainy, próba normalizacji stosunków z Rosją, wycofanie sankcji, zmuszenie Ukrainy do akceptacji warunków Kremla i podpisanie trwałego porozumienia pokojowego zgodnego z interesami Moskwy?

To również nierealna opcja. Nie tylko z powodu tego, że sprawy zaszły już za daleko a zachód poczuł krew na skutek „sukcesów” w atakowaniu celów w głębi Rosji, ale przede wszystkim ze względu na wcześniej przedstawione dalekosiężne cele globalne ekip sterujących światowymi procesami i polityką.

Dla tej grupy, wojna Rosji z Ukrainą, wojna którą można eskalować na grupę państw europejskich do której to grupy należy tez Polska, ta wojna jest darem od losu, ponieważ wykrwawiają się w niej państwa tworzące kilka dekad wcześniej Związek Radziecki, czyli największego przeciwnika zachodu i jego idei hegemonistycznych oraz globalnych. Co więcej ewentualna eskalacja, dotyczyć będzie głównie innych państw powstałych na bazie dawnych republik ZSRR albo jego państw sojuszniczych w tamtym okresie. Fakt, że wykrwawiają się one dosłownie i gospodarczo, nie jest dla zachodnich elit żadną traumą albo powodem do zmartwień. Musimy bowiem w końcu uświadomić sobie, że nasze życia i egzystencja, warte są dla nich mniej niż zero, że jesteśmy tylko rasą użytkową, drewnem rzucanym na stos po to aby podsycić i nakarmić płomień na którym władcy marionetek pieką własną pieczeń.

A więc co dalej? Eskalacja jest wariantem bardzo prawdopodobnym. Ale jaka?

Co z opcją jądrową? Czy jest realne, że Rosja użyje taktycznej broni jądrowej na Ukrainie aby przełamać impas i wysłać „zachodowi” sygnał i ostrzeżenie przed dalszym i głębszym włączaniem się w wojnę? W mojej ocenie to opcja bardzo odległa i ostateczna. Z kilku powodów. Już w 2023 roku napisałem, że główni orędownicy wojny Moskwą wręcz marzą o tym aby użyła ona w tym konflikcie broni jądrowej. Konsekwencje jej użycia dla niej byłyby katastrofalne. Przede wszystkim ze względu na reperkusje międzynarodowe które mogłyby się skończyć faktyczną izolacją Rosji we wszystkich dziedzinach, blokadą wymiany handlowej i jej załamaniem gospodarczym. Całkowity upadek idei BRICS. Szanghajskiej Organizacji Współpracy i więzi z Chinami to aspekt kolosalny.

Propaganda zachodu, wciąż jeszcze najpotężniejsza na naszej planecie, nie pozostawiłaby takiej okazji do całkowitej dyskredytacji Rosji oraz rosyjskiego świata i byłaby w tym bardzo skuteczna.

Inne aspekty takiego, nawet najbardziej ograniczonego, użycia broni jądrowej byłyby nie mniej dalekosiężne. Jej użycie na Ukrainie mogłoby otworzyć puszkę Pandory. Precedens byłby skrupulatnie wykorzystany przez USA. Czy możemy się łudzić, że w takim przypadku również to państwo albo Izrael nie użyłyby tej broni wobec Iranu? Zawoalowane groźby jej użycia wobec tego państwa już były. Czy ktoś wobec tego wierzy, że po precedensie na Ukrainie Trump lub jacykolwiek jego następcy zawahaliby się przed takim rozwiązaniem w Iranie? To byłby precedens drugiej strony i on z kolei pozwoliłby na stosowanie jądrowego szantażu przez USA wobec wszystkich niepokornych i chcących uwolnić się spod hegemonii tego państwa.
Z tych powodów opcja nuklearna jest ciągle odległa i ostateczna. Zachód zdaje sobie z tego sprawę i próbuje ten arsenał zagłady lekceważyć. Może dziś to robić, ale do czasu.

Czy wobec tego istnieje zagrożenie, że Rosja zdając sobie sprawę, że NATO i grupa państw zachodnich, już prowadzi z nią wojnę, udając brak swojego bezpośredniego zaangażowania, w ramach działań odwetowych zaatakuje bazy logistyczne, zakłady zbrojeniowe i niektóre obiekty strategiczne w państwach wspierających Kijów, na przykład w Polsce, Rumunii, krajach bałtyckich czy w Niemczech?

Ten wariant wydaje się bardziej prawdopodobny, ale tylko pozornie. Rosja zdaje sobie sprawę z dysproporcji sił konwencjonalnych pomiędzy NATO a własną armią a także z istnienia własnego miękkiego podbrzusza, do zaatakowania którego, taka akcja dałaby wiarygodny pretekst.

Włączenie konwencjonalnych sił zbrojnych NATO oraz jego środków napadu powietrznego do ataku na Rosję, powodowałoby dla niej koszty absolutnie nieakceptowalne. Ponadto taki wariant eskalacji byłby lustrzanym powtórzeniem wydarzeń z lutego 2022 roku. Tak więc, pomimo tego, że tysiące zachodnich dronów i pocisków każdego dnia atakuje rosyjskie zaplecze, to Rosja w przypadku odpowiedzi poza granicami Ukrainy, uznana byłaby za agresora jej atak za „niesprowokowaną agresję” na spokojne i niezaangażowane państwa europejskie.

Uderzenie zostałby wykorzystany zarówno do rozpoczęcia już jawnego ataku konwencjonalnego państw „koalicji chętnych” przeciwko tysiącom celów w Rosji jak również do blokady morza bałtyckiego i czarnego, inwazji na enklawę kaliningradzką, Naddniestrze i niewykluczone że Białoruś. Taki rozwój sytuacji tym razem mogłyby stanowić powód do ostrzegawczego użycia broni jądrowej, pomimo wszystkich konsekwencji o których mówiłem wcześniej.

Rosja w ostatnim roku znalazła się w sytuacji przymusu krzyżowego, stąd każdy wariant dalszego rozwoju konfliktu, aż do przekształcenia go w tym razem naprawdę pełnoskalową wojnę co najmniej europejską, jest prawdopodobny.

Logika obecnych wydarzeń i perspektyw ich rozwoju, pokazuje z jednej strony, że jawne włączenia naszego państwa do wojny, choć prawdopodobne w dalszej perspektywie, wciąż jeszcze nie jest na na stole. To co nas w zasadzie na pewno czeka w obecnej konfiguracji politycznej, to dalsze coraz szybsze pogrążanie się w bagnie tego konfliktu z pełnymi konsekwencjami i gigantycznymi kosztami wyborów jakie podjęto za nas już bardzo dawno i których co najgorsze, ciągle nie dostrzegamy.

Andrzej Górzny

Hakerzy ujawnili plan „elit” budujących globalny „System Bestii” za pomocą wojskowej AI

Hakerzy ujawnili plan elit budujących globalny „System Bestii” za pomocą wojskowej sztucznej inteligencji.

Eschatologia.pl 2026-06-30 eschatologia.pl/hakerzy-ujawnili-plan-elit-budujacych-globalny-system-bestii-za-pomoca-wojskowej-sztucznej-inteligencji

Trzynasty rozdział „Księgi Objawienia” zawiera uderzający opis mechanizmu, który ma dotknąć wszystkich ludzi, niezależnie od ich statusu społecznego, klasy czy wyznania, paraliżując ich zdolność do normalnego funkcjonowania i handlu. Współcześni badacze wskazują, że bezgotówkowe systemy transakcyjne, połączone z profilowaniem behawioralnym przez algorytmy Palantiru, stanowią techniczną realizację „znamienia Bestii”.

Świat stanął w obliczu bezprecedensowego zwrotu akcji, gdy niezależne grupy hakerskie dotarły do ściśle strzeżonych zapisów cyfrowych. Wyciek materiałów dokumentujących tajny dialog miliardera Petera Thiela z enigmatyczną organizacją End Times Society odsłonił strukturę, która zdaniem wielu badaczy stanowi kręgosłup „Nowego Porządku Świata” (NWO). To, co dotychczas traktowano jako zbiór odizolowanych „teorii spiskowych”, nagle zyskało materialny dowód pod postacią konkretnych planów globalnej transformacji cywilizacyjnej.

Przepowiednie o ukrytych elitach sterujących losami ludzkości przestają być domeną literackiej fikcji, stając się namacalną rzeczywistością, w której zakulisowe decyzje garstki potężnych ludzi zaczynają bezpośrednio kształtować globalną geopolitykę. W samym centrum tej cyfrowej sieci wpływów znajduje się Palantir – potężna platforma fuzji danych i wojskowej sztucznej inteligencji, której nazwa, zaczerpnięta z mitologii Tolkiena, oznacza „widzący kamień”.

W kontekście eschatologicznym technologia ta zaczyna przypominać biblijne proroctwa o wszechwidzącym oku, które monitoruje każdy krok człowieka na Ziemi. Narzędzie stworzone do integracji danych wywiadowczych, analizy zachowań masowych i zarządzania polem bitwy przestało być zwykłym oprogramowaniem korporacyjnym. Stało się ono autonomicznym systemem operacyjnym dla struktur globalnej władzy, który bez przerwy gromadzi, przetwarza i przekształca informacje w cyfrową broń wymierzoną w suwerenność jednostki.

Wokół tajnych spotkań Thiela narosła aura współczesnego „okultyzmu technologicznego”, w którym tradycyjne rytuały zostały zastąpione przez algorytmy i symulacje trzeciej wojny światowej. Analizy ujawnionych dokumentów sugerują, że End Times Society nie jest jedynie platformą wymiany myśli, lecz nowoczesnym klanem eschatologicznym, zrzeszającym technokratów zafascynowanych budowaniem kultów i inżynierią społeczną.

W tych hermetycznych pokojach wojennych, z dala od oczu opinii publicznej, ważą się losy traktatów nuklearnych, przepływów kapitałowych oraz strategicznych rezerw energetycznych planety. Tradycyjna polityka demokratyczna okazuje się w tej perspektywie jedynie teatrem cieni, maskującym realne centrum decyzyjne ukryte w krzemowych systemach. Zderzenie militarnego AI z apokaliptycznymi wizjami końca świata stanowi ostateczny etap przygotowań do nadejścia ery totalnej kontroli, określanej w literaturze proroczej jako „System Bestii”.

Prorocy i badacze Biblii od wieków ostrzegali przed systemem, który zjednoczy pod jednym przywództwem finanse, wojsko, technologię i politykę. Dzisiejsza fuzja algorytmów predykcyjnych z bazami danych systemów rządowych tworzy strukturę tak szczelną, że ucieczka poza jej ramy staje się matematycznie niemożliwa. Wszystko to dzieje się nie w wyniku nagłego kataklizmu, lecz poprzez systematyczne, pełzające wdrażanie systemów nadzoru pod pretekstem zapewnienia globalnego bezpieczeństwa.

Trzynasty rozdział „Księgi Objawienia” zawiera uderzający opis mechanizmu, który ma dotknąć wszystkich ludzi, niezależnie od ich statusu społecznego, klasy czy wyznania, paraliżując ich zdolność do normalnego funkcjonowania i handlu. Współcześni badacze wskazują, że bezgotówkowe systemy transakcyjne, połączone z profilowaniem behawioralnym przez algorytmy Palantiru, stanowią techniczną realizację „znamienia Bestii”.

Każda transakcja finansowa, każdy ruch w sieci i każda interakcja społeczna są analizowane pod kątem lojalności wobec systemu, co wprost prowadzi do urzeczywistnienia biblijnego scenariusza o absolutnym wykluczeniu osób niepodporządkowanych globalnej machinie. Rola sztucznej inteligencji w planowaniu konfliktów zbrojnych nabiera w tym kontekście wymiaru wręcz demonicznego, gdzie ludzkie życie zostaje sprowadzone do cyfrowych punktów w symulacjach pola walki.

Proroctwa o wielkiej wojnie ostatecznej, Armagedonie, w interpretacji End Times Society przestają być symbolem gniewu Bożego, a stają się z góry zaplanowanym przez AI procesem depopulacji i restartu cywilizacyjnego. Skomplikowane algorytmy decyzyjne, analizując zasoby energii jądrowej oraz potencjał militarny mocarstw, mogą w każdej chwili uruchomić sekwencję zdarzeń, która doprowadzi do globalnego konfliktu, realizując tym samym starożytne wizje o ogniu spadającym z nieba.

Ujawniony przez hakerów „Dialog” pokazuje również głęboką fascynację elit koncepcją transhumanizmu i poszukiwania technologicznej nieśmiertelności, co zbiega się z grzechem pychy i wieżami Babel opisywanymi w świętych księgach. Magnaci technologiczni, dysponując nieograniczonymi funduszami, próbują oszukać ludzką śmiertelność i stworzyć nową formę świadomości opartej na maszynach, co w kategoriach proroczych jest postrzegane jako ostateczna zniewaga wobec stwórcy.

W tym szalonym dążeniu do boskości, elity traktują resztę ludzkości jako biomasę i poligon doświadczalny dla swoich systemów kontroli, budując globalny kult oparty na strachu i technologicznej zależności. Wielu badaczy ukrytych struktur władzy zauważa, że mechanizm działania Palantiru opiera się na ciągłym generowaniu kryzysów, które następnie ta sama technologia ma rzekomo rozwiązywać.

Pandemie, kryzysy klimatyczne, załamania rynków finansowych czy lokalne wojny są precyzyjnie analizowane pod kątem ich wpływu na stabilność społeczną, co pozwala na stopniowe odbieranie wolności obywatelskich w zamian za iluzoryczny spokój. To klasyczna doktryna szoku, która w ujęciu apokaliptycznym stanowi przygotowanie gruntu pod nadejście jednego, globalnego przywódcy, mającego przynieść pokój i ocalenie dla pogrążonego w chaosie świata.

Szalone konsorcjum End Times Society, zdemaskowane przez hakerów, jawi się jako loża współczesnych architektów przeznaczenia, którzy bez żadnego mandatu społecznego decydują o kierunku ewolucji całego gatunku ludzkiego. Fakt, że tak potężne narzędzia nadzoru i fuzji danych znajdują się w rękach prywatnych korporacji powiązanych z agencjami wywiadowczymi, udowadnia istnienie głębokiego państwa (Deep State) na skalę globalną.

Każda demaskatorska informacja, która przedostaje się do opinii publicznej, jest natychmiast cenzurowana lub deprecjonowana jako niedorzeczna teoria spiskowa, co stanowi element mechanizmu obronnego tej potężnej, cyfrowej nadbudowy. Kurtyna została jednak zerwana i światło dzienne ujrzało to, co miało pozostać w wiecznym mroku tajnych serwerów i luksusowych rezydencji.

Stoimy obecnie na krawędzi wypełnienia się najmroczniejszych proroctw, gdzie technologia przestała służyć człowiekowi, a stała się narzędziem jego ostatecznego zniewolenia w ramach „Nowego Porządku Świata”. Świadomość istnienia tego mechanizmu i zrozumienie roli, jaką odgrywają w nim postacie takie jak Peter Thiel oraz platformy pokroju Palantiru, to pierwszy krok do oporu przeciwko cyfrowej apokalipsie, która na naszych oczach przestaje być przepowiednią, a staje się rzeczywistością.

Antychryst, nowy Dawid i Apokalipsa. Nieświęte wojny Donalda Trumpa

Antychryst, nowy Dawid i apokalipsa. Nieświęte wojny Donalda Trumpa


Antychryst, nowy Dawid i apokalipsa. Nieświęte wojny Donalda Trumpa

Piotr Relich


pch24.pl/antychryst-nowy-dawid-i-apokalipsa-nieswiete-wojny-donalda-trumpa

„Nie wiem czy jestem powołany do nieba (heaven-bound). Nie sądzę, żeby cokolwiek mogło zapewnić mi miejsce w niebie, naprawdę (…). Nie wiem czy trafię do nieba, ale sprawiłem, że życie wielu ludzi stało się dużo lepsze” – oznajmił w przypływie szczerości Donald Trump.

Prezydent USA ma tu całkowitą rację. Przecież niebo nie jest w stanie pomieścić dwóch mesjaszów jednocześnie…

Pomazaniec…

Administracja Donalda Trumpa, jak żadna inna władza na zachodzie, zaczęła posługiwać się w polityce językiem religii. Problem w tym, że środek ciężkości przeniósł się z tradycyjnego amerykańskiego modelu „jednego narodu oddanego Bogu” (one nation under the God) na rzecz ewangelikalno-syjonistycznego fundamentalizmu. Dyżurni krytycy Trumpa nad Wisłą zdają się bagatelizować kwestie protestantyzacji Białego Domu, uciekając się do wygodnej erystyki przekonującej o sekciarstwie waszyngtońskiej administracji. Od katolickich zwolenników ekumenizmu nie dowiemy się jednak, że poparcie jakim cieszy się Trump, nierzadko uosabia esencję protestanckiej „teologii politycznej”; ideę władcy namaszczonego przez Boga, posiadającego nadprzyrodzony autorytet. 

Wielu ewangelikanów przyznaje, że choć moralność prezydenta pozostawia wiele do życzenia, to jednocześnie postrzegają swojego przywódcę jako narzędzie realizacji Bożego planu. Podobnie jak w przypadku biblijnych królów Cyrusa i Dawida, którzy choć nieidealni, również zostali wykorzystani przez Boga do ochrony Jego ludu. Sam Donald Trump skrzętnie ukrywa swoje przekonania religijne. Nie wiemy do jakiego denominacji należy, a zapytany o ulubione cytaty z Biblii zasłania się, że to „szalenie prywatna sprawa”.    

Jak ujawniło badanie Pew Research Center, w 2020 r. niemal połowa białych ewangelikanów uważała, że Trump „został zesłany przez Boga”. Przekonanie to jedynie wzmocnił nieudany zamach z sierpnia 2024 r., kiedy kula cudem minęła głowę kandydata Republikanów. Wyborcy z tzw. pasa biblijnego stanowią trzon jego zwolenników, który może liczyć tam na poparcie sięgające 80 proc. Czy również oni „nie tylko nie mają nic wspólnego z chrześcijaństwem, ale są jego zaprzeczeniem”?

Kiedy doradca duchowy Białego Domu, Paula White-Cain porównuje prezydenta do Chrystusa, czy przekonuje, że sprzeciwienie się Trumpowi oznacza „odmówienie samemu Bogu”, wysyła tak naprawdę sygnał do swojego żelaznego elektoratu. Ludzi, dla których Trump – jak tłumaczy badaczka Katherine Stewart – jest długo wyczekiwanym „mocarzem”.

I choć według teologii protestanckiej, „namaszczony” władca nie stoi ponad prawem Bożym, z powodu braku wypracowania jednolitej doktryny, prerogatywy głowy państwa stanowią w istocie przedmiot nieustannej debaty. Dla jednych Trump wywołując wojny napastnicze łamie V przykazanie, dla innych z kolei, wypełnia obietnice zawarte w Piśmie Świętym, broniąc Naród Wybrany przed współczesną Persją (jak królowa Estera) lub niczym Jozue pomaga „oczyścić” Ziemię Obiecaną z plemion Amalekitów.

W praktyce oznacza to, że władza „bożego pomazańca” może okazać się właściwie nieograniczona, jak długo subiektywna interpretacja Pisma Świętego będzie w stanie usankcjonować nawet najbardziej niemoralne decyzje polityczne.

…czy Antychryst?

Przywrócenie języka religii na salony spowodowało wyniesienie debaty politycznej na poziom metafizyczny. A w sprawach ostatecznych nie ma miejsca na kompromisy, co pokazuje „wojna domowa” wewnątrz ruchu MAGA a także trwający spór prezydenta USA z papieżem Leonem XIV.

Cały świat wpadł w osłupienie, kiedy w otoczeniu Trumpa ujawniło się środowisko wyznawców tzw. chrześcijańskiego syjonizmu; herezji nakazującej bezwzględnie wspierać Izrael, nawet w wysiłku wojennym pochłaniającym tysiące niewinnych ofiar. W tej optyce, celowanie do palestyńskich dzieci czy spuszczanie rakiet na głowy 11-letnich dziewczynek ma w jakiś sposób przyspieszać nawrócenie narodu żydowskiego i ponowne przyjście Pana Jezusa. Z nie mniejszą krytyką spotkały się również sugestie części środowisk w samym Izraelu, przekonujące, że ostatecznym celem syjonistów jest przywrócenie kultu świątynnego.

Przełom nastąpił jednak w okresie wielkanocnym, kiedy Paula White-Cain w bluźnierczy sposób porównała prezydenta do samego Jezusa Chrystusa. – Zostałeś zdradzony, aresztowany i niesłusznie oskarżony. To schemat podobny do tego, jaki ukazał nasz Pan i Zbawca Jezus Chrystus (…). Panie prezydencie, za sprawą Jego Zmartwychwstania, Ty również zmartwychwstałeś. Ponieważ On zwyciężył, ty również okazałeś się zwycięzcą – mówiła z uniesieniem przy aprobacie członków komisji ds. wolności religijnej.

Tymczasem porównywany do Chrystusa Trump w samą Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego zagroził przeprowadzeniem ludobójstwa w Iranie. – Odblokujcie tą p********* cieśninę (…) albo obudzicie się w piekle. Tylko patrzcie i módlcie się do Allacha – napisał zupełnie nie w stylu Mistrza z Nazaretu. Jakby tego było mało, dzień później zagroził, że „cała cywilizacja zginie i nigdy się nie odrodzi”.

Niezwykle emocjonalnie na wpis Trumpa zareagował wpływowy publicysta Tucker Carlson, sugerując wręcz, że prezydent uzurpuje sobie boskie kompetencje, a przez to może być pod wpływem sił ciemności. – Tylko wtedy, gdy uważasz się za Boga, mówisz w ten sposób – powiedział były prezenter Fox News, nazywając słowa Trumpa „kpiną z chrześcijaństwa”. W tym kontekście zapytał, czy decyzja polityka o nietrzymaniu ręki na Biblii podczas ceremonii zaprzysiężenia, nie była celową zapowiedzią kierunku jego przyszłej administracji.

Kilka dni później Carlson zaprosił do swojego studia znanego egzorcystę, ks. Chada Rippergera, który wprost przyznał, że Stany Zjednoczone znajdują się pod panowaniem demonów (aborcji, homoseksualizmu, rozwiązłości seksualnej, pornografii etc.). W ocenie kapłana, szczególnie podatni na działanie złego ducha mają być zwłaszcza politycy. Skojarzeń z obecną administracją nie trzeba było daleko szukać.

Jakby tego było mało, na działania Donalda Trumpa w wyjątkowo ostry jak dla siebie sposób zareagował Leon XIV. Papież Prevost wprost oznajmił, że kto wzywa imienia Boga do niszczenia i zabijania, „nie ma Boga w sercu” i nie może cieszyć się Jego błogosławieństwem. Z kolei podczas rozważań różańcowych przed Niedzielą Miłosierdzia ogłosił, że wykorzystanie wojny jako narzędzia politycznego wynika z „bałwochwalstwa samego siebie i kultu pieniądza”.

Na odpowiedź, która jednoznacznie potwierdziła trafność diagnozy, nie trzeba było długo czekać. Donald Trump w obszernym wpisie ostro zaatakował papieża, zarzucając mu flirt z lewicowymi ideologiami. Co jednak najważniejsze – zasugerował, że Kościół katolicki powinien milczeć lub całkowicie wspierać Stany Zjednoczone, jako największego strażnika wartości chrześcijańskich na świecie. Sam Trump przekonywał, że robi dla katolików więcej niż sam papież.

Jakby tego było mało, kilka godzin później Trump opublikował grafikę wygenerowaną przez AI i pokazującą prezydenta USA w roli Pana Jezusa uzdrawiającego chorego. Swojemu przełożonemu wtórował wiceprezydent J.D Vance, sugerując papieżowi (sic!) powstrzymanie się od komentowania amerykańskiej polityki przez pryzmat teologii. Ostatecznie obie strony starały się de-eskalować konflikt; Trump usunął skandaliczny obrazek, z kolei Leon XIV podkreślił, że jego kazanie nie było skierowane w stronę waszyngtońskiej administracji.

Nie zmienia to jednak faktu, że Biały Dom wyraził otwarty sprzeciw wobec prawa Stolicy Apostolskiej do obrony uniwersalnych prawd moralnych. Bezprecedensowy atak na papieża Prevosta, poprzedzony pół-złośliwymi zaczepkami (przebieranie się za papieża czy sugerowanie, że sam byłby najlepszym następcą św. Piotra) ujawnił przy okazji głęboki kompleks protestantyzmu wobec Kościoła rzymskiego, jakim jest chęć pretendowania do roli przewodnika świata chrześcijańskiego.

To zjawisko doskonale znane z historii. Purytanin i przywódca angielskiej rewolucji Olivier Cromwell zachęcał Karola Gustawa do ataku na Rzeczpospolitą, aby „utrącił róg katolickiej bestii” (drugi róg miał stanowić Rzym). Gustaw II Adolf podczas wojny trzydziestoletniej bronił „prawdziwego chrześcijaństwa” przez agresją Rzymu. Henryk VIII mimo zerwania z Kościołem wciąż uważał się za katolika i „Obrońcę Wiary” – tytuł jaki w młodości nadał mu papież. Angielski władca stworzył nawet doktrynę rezonującą przez wieki w świecie protestanckim, przekonującą, że to król, nie papież jest wyznaczonym przez Boga defensor fidei. Podobne znaczenie miał termin notbischofe (biskupów ratunkowych) popularny wśród książąt niemieckich.

Tymczasem dzisiaj zachodni świat na własnej skórze doświadcza błędów protestantyzmu, zwłaszcza w jego charyzmatycznym wydaniu, pełnym skrajnej emocjonalności i pobożności na pokaz. Na własnych oczach dostrzegliśmy jak przestrzeń zapewne szczerej wiary, modlitwy i chęci kontaktu z Bogiem może zamienić się w narzędzie manipulacji, również tej w wymiarze politycznym. Na jego tle Rzym jawi się jako ostoja wiary racjonalnej, posiadającej spójną doktrynę, pomimo targających nią wewnętrznych i zewnętrznych kryzysów wciąż potrafiąca rezonować i stanowić punkt odniesienia w epoce duchowych porywów serca i religijnych instynktów.

Z kolei sam prezydent USA powinien przypomnieć sobie historię króla Dawida. Mimo bycia pomazańcem Bożym, niewierność wobec Prawa Bożego kosztowała go śmierć syna, tragedie rodzinne oraz epidemię dziesiątkującą poddanych. Dopiero kiedy żydowski król skruszył się i wyznał przed Panem swoje grzechy, Bóg okazał mu swoją dobroć. Ale taka postawa wymaga to nie tylko pokory, ale przede wszystkim wiary w Opatrznościowe miłosierdzie i łaskę zdolną wybaczyć każdy grzech.

W tym kontekście przekonanie Trumpa, że nie jest „przeznaczony do nieba” wyraża bardziej głęboką rozpacz bliższą Judaszowi niż zaufanie i nadzieję Piotra. Dlatego rację mają wszyscy ci, którzy zamiast wieszać psy na amerykańskim prezydencie, wolą pomodlić się o jego nawrócenie.

Piotr Relich

Wojna, której Trump nie może wygrać – koniec imperium

Wojna, której Trump nie może wygrać – koniec imperium

Aleksander Dugin o wojnie eschatologicznej i irańskiej strategii oporu.

Z definicji Trump nie mógłby wygrać wojny z Iranem. I nie może. Pytanie tylko, jak dokładnie ją przegra. To, co mówi, jest niemal bez znaczenia. To po prostu agonia – nie tylko jego osobista agonia, ale agonia całego systemu.

Lobby izraelskie, mimo swojej niezwykłej skuteczności, pociągnie Trumpa w dół. A on pociągnie je w dół ze sobą. To gwarantowane wzajemne zniszczenie.

W lobby syjonistycznym wszystko jest niezwykle racjonalne i starannie wykalkulowane – aż do momentu, gdy nastąpi ostateczny akt: przyjście Mesjasza. To jest weksel, na którym wszystko jest zbudowane. Jest on wystawiony na przyszłe wydarzenie. Jeśli ta przyszłość się nie ziści, wszystko się zawali.

Chrześcijański syjonizm jest jeszcze gorszy: wszystko opiera się w nim na czystej halucynacji (wniebowzięcie ich kościoła itd.), która nie może się wydarzyć, bez względu na to, jak bardzo się tego pragnie.

W ten sposób suma racjonalnych kroków podjętych przez siły, które przejęły kontrolę nad Trumpem, kończy się irracjonalnym akordem. Nieuchronnie.

Iran ma swoją własną eschatologię. Ale nie na niej polega; opiera się na oporze. Cokolwiek Irańczycy mogą sobie wymarzyć, właśnie teraz bronią swojej ojczyzny przed inwazją robactwa, morderców i koalicji Epsteina. Po upadku kompromisowego przywództwa, w Korpusie Strażników Rewolucji Islamskiej pozostały tylko najtwardsze, najbardziej nieugięte siły – ludzie, którzy nie mają nic do stracenia i nic do negocjacji. A już najmniej z robactwem, mordercami i koalicją Epsteina.

Irańczycy głęboko gardzą tchórzliwymi, chwiejnymi Arabami. A sztuczny raj, który ci Arabowie tak pieczołowicie zbudowali – z łatwością go zniszczą. Już go niszczą. Dotarcie do Izraela jest trudniejsze, ale oni również tam dotrą.

Z jeszcze większym zapałem gotowi są wysadzić w powietrze światową gospodarkę, systemy energetyczne i handel, zerwać kable internetowe na dnie Cieśniny Ormuz i zatopić tak zachwalaną flotę zachodnią – wojskową i cywilną – przy użyciu tanich dronów morskich.

Syjoniści postępują eschatologicznie; szyici bronią się eschatologicznie. Irańczycy nie żyją w oczekiwaniu na przyszłość. Stawiają desperacki opór, wszelkimi możliwymi sposobami, tu i teraz.

Widząc to, Trump zachwiał się. Oczywiście, nie wierzy w żadnego mesjasza, ani w czasy zbawienia, ani w Amaleka, ani w Goga i Magoga. Wierzy w siebie i w ryzykowne, nieskrępowane spekulacje giełdowe. To nie fanatyzm religijny, a raczej egocentryczna psychopatia na tle ogólnego wyczerpania starczego i konsekwencji jego burzliwych eskapad na wyspie Epsteina, które pozostawiły głębokie blizny.

Niewykluczone, że Trump w ostatniej chwili zdecyduje się porzucić ten kurs – który ewidentnie zmierza ku katastrofie – zrzucić winę za wszystko na alkoholika Hegsetha i spróbować płynąć na fali, z której właśnie zsuwa się po linie. Ale wtedy musiałby poświęcić syjonistów. Upubliczniliby nagrania z akt Epsteina, ale wtedy Trump mógłby się tym nie przejmować. Albo mógłby ich nie poświęcić i po prostu pójść na dno jak kamień. Albo mógłby umrzeć z powodu stresu. Nie jest już młody. Już zasypia na konferencjach prasowych i czasami nie rozpoznaje ludzi wokół siebie. Śmiał się z Bidena, ale lata robią swoje.

W tej chwili najważniejsze jest to, że Iran wytrzyma – że wytrzyma jeszcze chwilę. Od tego zależy los ludzkości. Wszystko stoi na krawędzi ostatecznego upadku, ale ten, kto upadnie pierwszy, daje stronie przeciwnej szansę na przegrupowanie się i podjęcie działań.

Jednocześnie, tech-bracia z Doliny Krzemowej mają swoją własną eschatologię. Prezes NVIDII ogłosił przedwczoraj, że sztuczna inteligencja ogólna (AGI) już istnieje; w konsekwencji, osobliwość, przed którą ostrzegał Elon Musk, nadeszła. Ludzie nie są już potrzebni, konkludują chłodno tech-bracia – i być może mają własny plan wobec tych eschatologicznych bitew. To nie przypadek, że ich ideolog, Peter Thiel, podróżuje po Europie, wygłaszając wykłady na temat „Antychrysta i Katechona”. Mówiąc „Antychryst”, ma na myśli Sorosa, globalistów i Gretę Thunberg (co jest prawdą); mówiąc „Katechon”, ma na myśli siebie i Sztuczną Inteligencję Ogólną (AGI) – co jest całkowicie błędne, ponieważ to również jest Antychryst, tylko bardziej zaawansowany, współczesny.

Źródło: Wojna, której Trump nie może wygrać

Koniec świata według Jianga: Pax Judaica i Znamię Bestii

[to są – ujawniane dla gojów – plany globalistów.

Nie są to „proroctwa” na pewno, bo wśród „Autorytetów” nie ma Apokalipsy wg. św. Jana, nie ma perspektywy katolickiej, prawdziwej.

Ale ciekawe, więc jednak umieszczam. MD]

==================================================================

Koniec świata według Jianga: Pax Judaica i Znamię Bestii

Date: 25 marzo 2026Author: Uczta Baltazara 0 Commenti

Najbliższa przyszłość naszej planety – przewidziana, nakreślona i poddana pod głosowanie – w oparciu o prognozy nauczyciela z pekińskiej szkoły średniej, który, jak dotąd, w tajemniczy sposób, nie myli się.

Czy profesor Jiang jest prorokiem, posłańcem KPCh, któremu przekazano scenariusz, czy też największym farciarzem i oszustem wszechświata? – Zapoznajcie się z jego eschatologiczną prognozą dotyczącą końca obecnego porządku świata w ciągu najbliższych dwóch do czterech lat – sześć przewidywań już się sprawdziło, a trzynaście kolejnych czeka w kolejce – a następnie zagłosujcie na każdy element domina na stronie SimulationTerminal https://simulationterminal.app/. Ekran ładowania zniknął. Symulacja trwa.

Człowiek, o którym nikt nie słyszał

Jeszcze półtora roku temu nikt nie słyszał o Jiang Xueqinie. Był nauczycielem historii w liceum w Pekinie, zapisującym na tablicy wykłady dla nastolatków, którzy prawdopodobnie woleli być gdzie indziej. Potem wybuchła wojna i nagle ten człowiek — z licencjatem z literatury angielskiej, niebędący profesorem w żadnym instytucjonalnym rozumieniu tego słowa, wydalony z Chin w 2002 roku za niewygodne dziennikarstwo i w jakiś sposób wpuszczony tam z powrotem bez wyjaśnienia — pojawił się u Tuckera Carlsona, w programie „Breaking Points”, jednocześnie we wszystkich algorytmach, znikąd pojawiło się dwa miliony subskrybentów, a media nazwały go „chińskim Nostradamusem”, nie zadając sobie pytania, kto wpuścił go z powrotem przez bramę.

Przewidział powrót Trumpa. Przewidział wojnę z Iranem. Przewidział, że JD Vance zostanie kandydatem na wiceprezydenta w maju 2024 roku, na wiele miesięcy przed oficjalnym komunikatem. Przewidział co do joty retorykę, jaką Trump zastosuje, by uzasadnić wojnę – słowo w słowo – na rok przed tym, jak Trump wypowiedział te słowa w telewizji. Czy Jiang jest niezależnym teoretykiem, który lepiej niż ktokolwiek inny rozumie historię, czy też bardzo dobrze pozycjonowanym posłańcem przekazującym scenariusz zachodniej publiczności gotowej go przyjąć, pozostaje najbardziej interesującym pytaniem, którego nikt w jego sekcji komentarzy nie zadaje. Obie opcje są możliwe. Żadna z nich nie jest pocieszająca.

To, co opisuje teraz, jest poważniejsze niż wojna z Iranem i ma swoją nazwę.

Ramy teorii: punkty, w których wszystkie proroctwa zgadzają się

Prawo eschatologicznej zbieżności to opracowana przez Jianga koncepcja pozwalająca zrozumieć, dlaczego ludzie, których według powszechnych standardów nie można uznać za głupich, wciąż podejmują decyzje szalone z geopolitycznego punktu widzenia. Teoria ta brzmi następująco: weźmy proroctwa dotyczące końca świata wszystkich głównych tradycji religijnych, znajdźmy punkty, w których się one pokrywają, a otrzymamy współrzędne, do których faktycznie dążą prawdziwi wyznawcy dysponujący pieniędzmi i rakietami. Nie dlatego, że tak postanowił Bóg. Ale dlatego, że oni wierzą, iż Bóg tak postanowił – a w geopolityce szczera wiara poparta arsenałem nuklearnym ma sposób na tworzenie własnego potwierdzenia.

Religie, o których mowa, nie są marginalne. Stanowią one systemy operacyjne ludzi, którzy obecnie rządzą światem.

Chrześcijański syjonizm – amerykański ruch ewangelicki, który skupia dziesiątki milionów wyborców i ma znaczącą reprezentację w Kongresie – głosi, że Izrael musi sprawować kontrolę nad terytoriami biblijnymi, na Wzgórzu Świątynnym musi powstać Trzecia Świątynia, musi wybuchnąć wojna światowa z udziałem Izraela, a dopiero potem nastąpi powrót Chrystusa. Dla tych ludzi nie jest to metafora. To program polityki zagranicznej. John Hagee, założyciel organizacji „Christians United for Israel”, od dziesięcioleci prowadzi działania lobbingowe w Waszyngtonie właśnie w tej sprawie, dysponując takimi kontaktami, że nawet zawodowi dyplomaci zaczynają się niepokoić.  Mike Pompeo, sekretarz stanu w pierwszej kadencji Trumpa, udzielił wywiadu, w którym zasugerował, że wierzy, iż żyjemy w czasach opisanych w Księdze Estery. Nie mówił hipotetycznie.

Żydowski mesjanizm – w swojej najbardziej ekstremalnej, osadniczej formie – głosi, że Trzecia Świątynia nie może zostać zbudowana, dopóki na Wzgórzu Świątynnym stoi meczet Al-Aksa, że Wielki Izrael – od Nilu po Eufrat, obejmujący części Egiptu, Jordanii, Arabii Saudyjskiej, Libanu, Syrii i Iraku – jest boską obietnicą, a nie polityczną aspiracją, i że jej spełnienie zapoczątkuje erę mesjańską. Itamar Ben Gvir, obecny minister bezpieczeństwa narodowego Izraela, odwiedził Wzgórze Świątynne ponad dwieście razy, aby potwierdzić żydowską suwerenność. Został sfotografowany z portretem Barucha Goldsteina – który w 1994 roku zmasakrował dwudziestu dziewięciu modlących się muzułmanów – wiszącym na ścianie jego salonu. Nie jest on postacią marginalną. Zasiada w rządzie.

Rosyjska eschatologia prawosławna – głosi, że Moskwa jest Trzecim Rzymem – ostatnim obrońcą prawdziwego chrześcijaństwa po upadku Konstantynopola – oraz że Rosja ma boskie powołanie do zjednoczenia świata prawosławnego, przywrócenia Konstantynopola do chrześcijańskich rządów i zniszczenia zachodniego liberalnego porządku, który zdeprawował dwa pierwsze Rzymy. Patriarcha Cyryl z Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej publicznie przedstawił wojnę na Ukrainie jako metafizyczną walkę z bezbożnym Zachodem. W trakcie wojny Putin spotykał się z Cyrylem w celu uzyskania tego, co Kreml określa jako duchowe doradztwo. Nie jest to rozdział kościoła od państwa. Jest to kościół i państwo działające jako jeden organizm wyposażony w czołgi.

Szyicka eschatologia islamska – tradycja, która rządzi irańską teologią strategiczną – przewiduje powrót Ukrytego Imama, poprzedzony okresem wielkiej wojny, powstaniem Persji jako dominującej siły oraz ostateczną konfrontacją z siłami kłamstwa – co w obecnej chwili odnosi się do Izraela i jego amerykańskiego sponsora z precyzją, którą ajatollahowie uważają za dodającą otuchy. Dowódcy irańskiej Gwardii Rewolucyjnej opisali obecny konflikt w kategoriach wyraźnie teologicznych. Nie jest to retoryka przeznaczona do użytku wewnętrznego. To realne ramy podejmowania decyzji.

Punktem zbieżności – punktem, w którym wszystkie cztery tradycje zbiegają się jednocześnie – jest wielka wojna skupiona wokół Jerozolimy, zniszczenie lub zbezczeszczenie Wzgórza Świątynnego, klęska potęgi amerykańskiej, wzrost znaczenia perskiej siły cywilizacyjnej, upadek obecnego porządku światowego oraz ustanowienie nowej architektury globalnego zarządzania.

Wymienione elementy stanowią również dość trafny opis prognozy geopolitycznej Jianga na najbliższe dwa do czterech lat.

Po zapoznaniu się z przewidywanym scenariuszem wydarzeń, sami oceńcie, jaki jest najbardziej prawdopodobny wynik, korzystając z gry symulacyjnej Jianga.

Efekt kaskadowy: jak upadają kostki domina

Oto jak, według Jianga, upadają kostki domina.

Stany Zjednoczone przegrywają wojnę powietrzną ekonomicznie, zanim przegrają ją militarnie – cztery miliony dolarów za przechwycenie drona wartego dwadzieścia tysięcy dolarów, i to na czas nieokreślony, podczas gdy Iran zamyka Cieśninę Ormuz, a państwa Zatoki Perskiej odkrywają, że pustynne królestwo bez sprawnej logistyki to po prostu bardzo kosztowna piaskownica. Gulf Cooperation Council, GCC – Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, cały pozłacany aparat cywilizacji petrodolarowej (6 państw Zatoki Perskiej) – zaczyna pękać. To nie jest efekt uboczny. Petrodolar to mechanizm, dzięki któremu Stany Zjednoczone mogą bez konsekwencji utrzymywać dług w wysokości trzydziestu dziewięciu bilionów dolarów, ponownie wprowadzając dochody z ropy z Zatoki Perskiej na amerykańskie rynki finansowe. Kiedy Zatoka Perska upadnie, wraz z nią upadnie strukturalne wsparcie dla dolara. Gospodarka amerykańska jest, zgodnie z precyzyjnym sformułowaniem Jianga, piramidą finansową, która wymaga, aby inne kraje nadal w nią inwestowały. Zamknięcie cieśniny przez Iran to moment, w którym ktoś z tyłu sali przestaje kupować.

Wkraczają oddziały lądowe, bo działania powietrzne nie są w stanie zakończyć konfliktu, a oddziały lądowe oznaczają pobór do wojska, a pobór to mechanizm, który zamienia katastrofę polityki zagranicznej w katastrofę wewnętrzną. Amerykańska młodzież, wychowana w przekonaniu, że ich uczucia stanowią stanowisko polityczne, otrzymuje list, który wyjaśnia, że jest inaczej. Odmawiają. Gwardia Narodowa zostaje wysłana przeciwko własnym obywatelom. Ulice wyglądają jak rok 1968 sfilmowany pionowo telefonem, a kraj zaczyna samo-pożerać się w sposób, który sprawia, że spójne dowodzenie wojskowe staje się prawie niemożliwe. Konflikt społeczny nie wymaga pojedynczej dramatycznej chwili. Wymaga po prostu wystarczającej ilości nagromadzonych pretensji i wystarczającej liczby żołnierzy Gwardii Narodowej na wystarczającej liczbie rogów ulic, aż umowa społeczna rozpadnie się jak papierowa torba na deszczu.

Podczas gdy Ameryka jest tym zajęta, do wojny wkraczają Turcja i Arabia Saudyjska, ponieważ scenariusz wymaga, aby regionalna opozycja została wykrwawiona w mundurach przed następnym aktem. Wkraczają. Cierpią. Gospodarki krajów GCC całkowicie się załamują. Geometria jest teraz przygotowana na Wielki Izrael – biblijne terytorium od Nilu do Eufratu – ponieważ nie można wchłonąć tego, co wciąż ma funkcjonujący rząd z wystarczającą ilością pieniędzy, by się sprzeciwić. Gospodarcze zniszczenie świata arabskiego jest warunkiem wstępnym, a nie konsekwencją.

Wtedy dochodzi do zburzenia meczetu. Meczet Al-Aksa, trzecie najświętsze miejsce w islamie, stojące na Wzgórzu Świątynnym od VII wieku, zostaje zburzony w wyniku jakiejś kombinacji wojskowej konieczności i boskiej opatrzności, jaką przynosi ta chwila – i to właśnie jest ten punkt zapalny, który sprawia, że wszystko inne wydaje się jedynie prologiem. Dwa miliardy muzułmanów nie są teraz zmotywowane politycznie, lecz mają religijny obowiązek zareagować. Każdy imam na ziemi właśnie otrzymał rozkaz mobilizacji, opatrzony kosmicznym autorytetem. Wojna, która już wcześniej miała katastrofalny charakter regionalny, staje się czymś, czego obecne słownictwo stosunków międzynarodowych nie potrafi opisać.

Oto zwrot akcji, który sprawia, że koncepcja Jianga jest wyjątkowo osobliwa: Iran ma wygrać. Zwycięski Iran, powstający z ruin, odzyskuje swoją przedislamską tożsamość perską – starożytne imperium, Cyrusa i Dariusza oraz cywilizacyjne ego, które poprzedza każdy kalifat – i staje się, zgodnie z harmonogramem i proroctwem – Gogiem. Rosja, po zakończeniu projektu na Ukrainie, rozmontowaniu wschodniej flanki NATO, przywróceniu Konstantynopola pod kontrolę greckich prawosławnych czymś, co nie miało miejsca od 1453 roku, oraz spełnieniu proroctwa o Trzecim Rzymie, staje się Magogiem. Razem maszerują przeciwko Izraelowi, co jest dokładnie tym, czego najbardziej pobożni izraelscy eschatolodzy wymagają, aby Mesjasz mógł nadejść. Nie można wystawić ostatniego aktu bez wiarygodnego wroga. Tę rolę obsadzali przez trzy tysiąclecia w konkurujących ze sobą pismach świętych.

Upadek Europy i chińska błędna kalkulacja

Tymczasem Europa, pozbawiona od 2022 roku taniej rosyjskiej energii, wyczerpana finansowo przez zobowiązania wojskowe, których nie jest w stanie utrzymać, a obecnie obserwująca, jak Cieśnina Ormuz odcina dopływ ropy zasilającej jej pozostałą bazę przemysłową, wkracza w stan kontrolowanego upadku. NATO pęka. Projekt europejski – już i tak nadwyrężony ciężarem dwóch dekad nadmiernych ambicji elit i niezadowolenia klasy robotniczej – traci swoje strukturalne uzasadnienie i staje się organem administracyjnym rządzącym terytorium, które już w niego nie wierzy. Kryzys energetyczny nie jest dramatyczny. Jest to rodzaj powolnego, miażdżącego ubóstwa, które radykalizuje społeczeństwa, które zakładały, że dobrobyt jest stanem trwałym.

W owej końcowej fazie, Chinom nie udaje się zwyciężyć. Przetrwają, ale muszą zmienić swoje plany. Trzy czwarte ropy sprowadzają z zagranicy, a aż czterdzieści procent pochodzi wyłącznie z krajów GCC. Wojna, której chciały uniknąć, niszczy strukturę handlową, na której zbudowały swój dobrobyt. Sieci „Jednego pasa i jednej drogi” przebiegające przez Iran i region Zatoki Perskiej – infrastruktura, którą Chiny budowały przez dziesięciolecia jako szkielet alternatywnego porządku światowego – zostają przerwane lub destabilizowane. Chiny lądują przy stole negocjacyjnym, a nie na jego czele, próbując uratować multilateralną strukturę z ruin tej, która służyła im wystarczająco dobrze. Juan w żaden sposób nie zastępuje dolara. To, co zastępuje dolara, to chaos, a następnie coś nowego, tworzonego na bieżąco przez ludzi, którzy mają bardzo konkretne wyobrażenia o tym, jak powinno to wyglądać.

Finał: Pax Judaica i Znamię

Wspomnianym “czymś nowym” jest to, co Jiang, bez większego rozwodzenia się nad tym, określa mianem Pax Judaica — a co działy marketingu na całym świecie nazywają transformacją cyfrową, nową architekturą finansową, gospodarką bezgotówkową czy zintegrowaną infrastrukturą tożsamości. Niezależnie od nazwy, opis funkcjonalny tego rozwiązania jest spójny we wszystkich jurysdykcjach, które obecnie je testują: jest to system, w którym udział w gospodarce wymaga zweryfikowanej tożsamości cyfrowej, transakcje są widoczne i programowalne, a dostęp można cofnąć. W I wieku n.e. Księga Objawienia nazwała to znakiem bestii. Światowe Forum Ekonomiczne nazywa to inkluzją finansową. Różnica polega głównie na nazwie.

W tym miejscu przestaje to być abstrakcją, a staje się planem działania.

We wrześniu 2024 roku, 193 państwa członkowskie ONZ podpisały Pakt na Rzecz Przyszłości, zobowiązując się – w sposób niewiążący, jak zawsze podkreślają – do wdrożenia cyfrowej infrastruktury publicznej na całym świecie do 2030 roku. DPI https://en.wikipedia.org/wiki/Digital_public_infrastructure to trzyczęściowy zestaw narzędzi obywatelskich: tożsamość cyfrowa, programowalne systemy płatności oraz masowa wymiana danych między podmiotami publicznymi i prywatnymi. Cel 16.9 Agendy 2030 nakazuje zapewnienie do tego czasu legalnej tożsamości każdemu człowiekowi na świecie, przy czym wyraźnie wskazano, że mechanizmem realizacji tego zadania będą identyfikatory cyfrowe powiązane z kontami bankowymi.

UE jako pierwsza wprowadziła wiążące przepisy. Rozporządzenie 2024/1183 nakłada na każde państwo członkowskie UE obowiązek zapewnienia obywatelom portfela tożsamości cyfrowej do końca 2026 r. Do 31 grudnia 2026 r. wszystkie instytucje publiczne muszą je akceptować. Do listopada 2027 r. wszystkie przedsiębiorstwa sektora prywatnego muszą pójść w ich ślady. Wielka Brytania ogłosiła swój własny krajowy program identyfikacji cyfrowej we wrześniu 2025 r. — petycja przeciwko niemu zebrała 2,9 mln podpisów, co stanowi jedną z największych petycji w historii brytyjskiego parlamentu. W styczniu 2026 r. rząd złagodził sformułowania dotyczące obowiązkowości, ale program zostanie wdrożony do 2029 r. niezależnie od tego. Tony Blair, finansowany częściowo przez Fundację Gatesów, publicznie argumentował, że Brytyjczycy poświęcą prywatność na rzecz wydajności. Być może ma rację.

Europejski Bank Centralny zakończył fazę przygotowań do wprowadzenia cyfrowego euro w październiku 2025 roku. Parlament Europejski zagłosuje nad rozporządzeniem w czerwcu 2026 roku. Jeśli zostanie ono przyjęte, transakcje pilotażowe rozpoczną się w połowie 2027 roku, a pełne wprowadzenie cyfrowego euro planowane jest na 2029 rok. EBC podkreśla, że nie zastąpi ono gotówki. EBC kontroluje również harmonogram, zgodnie z którym gotówka stanie się praktycznie bezużyteczna.

W kwestii emisji dwutlenku węgla: w 2027 r. uruchomiony zostanie system handlu uprawnieniami do emisji UE 2, który po raz pierwszy obejmie opłatami za emisję dwutlenku węgla bezpośrednio energię zużywaną przez gospodarstwa domowe oraz transport drogowy. W 2022 r. w Davos przedstawiciel kierownictwa Alibaby zaprezentował narzędzie do śledzenia osobistego śladu węglowego. W marcu 2026 r. profesor ekonomii bankowej powiedział przed panelem Parlamentu Europejskiego, że programowalność CBDC oznacza, że pieniądze mogą zostać zamrożone za przekroczenie limitu emisji dwutlenku węgla, wyjście poza obszar „piętnastominutowego miasta” lub wyrażenie niewłaściwej opinii na temat trwającej wojny. Nie były to spekulacje. Cytował on specyfikacje techniczne.

Sekwencja nie wymaga żadnych przewidywań. Jest opublikowana – rezolucja ONZ, rozporządzenie UE, ustawodawstwo krajowe, komunikat banku centralnego, harmonogram, program pilotażowy, emisja. Każdy etap jest udokumentowany, opatrzony datą i przebiega zgodnie z planem. Architekci tego projektu zapewniają, że przebiega to całkowicie niezależnie od jakichkolwiek eschatologicznych koncepcji czy proroctw spisanych trzy tysiące lat temu na pustyni przez ludzi, którzy nigdy nie słyszeli o cyfrowej walucie banku centralnego, a mimo to w jakiś sposób opisali ją z niepokojącą dokładnością.

Co się tak naprawdę dzieje?

Uzasadnienie Trumpa dla wojny z Iranem pokryło się co do joty z przewidywanym przez Jianga scenariuszem – spisanym na rok przed tym, jak Trump wypowiedział te słowa na żywo w telewizji. Cieśnina Ormuz została zamknięta dokładnie tak, jak zostało to przewidziane. Gospodarki krajów Zatoki Perskiej krwawią dokładnie tak, jak zostało to przewidziane. Stany Zjednoczone debatują obecnie nad wysłaniem wojsk lądowych, co Jiang uznał za czynnik, który zamienia katastrofę w polityce zagranicznej w katastrofę wewnętrzną. Europa powraca do dyskusji na temat energii, które wydawały się już przeszłością. Ben Gvir zasiada w rządzie i na Wzgórzu Świątynnym był już dwieście razy. Cyryl błogosławi czołgi. Irańska Gwardia Rewolucyjna używa wyraźnie teologicznych sformułowań w komunikacji operacyjnej.

To sześć potwierdzonych lub wyraźnie realizujących się prognoz człowieka, który nie jest profesorem, który został wydalony z Chin za niewygodne dziennikarstwo i w jakiś sposób został tam ponownie wpuszczony; który pojawił się znikąd z gotową koncepcją dokładnie w momencie, gdy stała się ona aktualna. Jak dotąd sześć na sześć. Nie w przybliżeniu – ale dokładnie, w sposób niepokojący, słowo w słowo.

Czy Jiang jest częścią operacji programowania predykcyjnego, historykiem o wyjątkowo dobrym wyczuciu, czy też największym farciarzem w historii – ocena należy do was. To, co nie jest jednak stanowiskiem sensownym, to odrzucanie pozostałych prognoz tylko dlatego, że brzmią one absurdalnie.

Symulacja trwa. A przy okazji możemy się trochę zabawić, zgadując, co będzie dalej.

INFO: https://janwellmann.substack.com/p/the-end-of-the-world-according-to

Exorcist Fr. Ripperger: ‘The situation for the Antichrist is just about present’

Exorcist Fr. Ripperger:

‘The situation for the Antichrist

is just about present’


lifesitenews/exorcist-fr-ripperger-the-situation-for-the-antichrist-is-just-about-present

Fr. Chad Ripperger said in a new interview that there will be a global collapse in morality and a ‘unification of the worldwide economy’ before the arrival of the Antichrist, who could control people through a social credit system.

Featured ImageFr. Chad Ripperger


Emily Mangiaracina (LifeSiteNews) —

Exorcist Father Chad Ripperger warned in an interview that the stage is almost completely set for the arrival of the Antichrist.

While we ultimately cannot be certain about when the Antichrist will publicly appear, the situation needed for his arrival “is just about present,” Fr. Ripperger told podcaster and former U.S. Navy SEAL Shawn Ryan.

The Church Fathers say there will be a “worldwide implosion of people’s morality” before the Antichrist arrives, which we have seen since the 1950s, noted Fr. Ripperger. There has been a widespread defiance of the laws of God and natural law.

Another condition for his rule is the “unification of the worldwide economy,” said the exorcist, because it is through the economy that the Antichrist will control people, although “he’ll have control of governments too.”

=================================

============================================================

Fr. Ripperger said such a worldwide unification of economies appears to be “a little bit down the road.”

“So I don’t think he is immediately around the corner, but I could be wrong,” he added.

Fr. Ripperger also points to Catholic prophecies, like the one given by Our Lady of La Salette, which say there will be a chastisement involving a war, which will be “brutal even for those of us who are good and who are prepped for it.”

Regarding the Mark of the Beast, Fr. Ripperger said, “We’re almost there.”

“They could literally just decide, unless you decide to sign off on certain things, you’re not going to have access to the digital currency that [they’re] going to enact worldwide,” he said. 

“I think that’s one of the ways he’s going to control people, through digital currencies,” he continued, noting that these currencies can be used to shut people out of access to goods and services.

“And that’s how they’ll basically starve people out if they’re not willing to sign off on the Antichrist’s rule,” said Fr. Ripperger, affirming to Ryan that this would or could be enacted like a social credit score.

Ryan asked Fr. Ripperger what people should do once the Mark of the Beast is ushered in. “What are we supposed to do if we can’t eat, take care of ourselves, provide for families?”

The priest highlighted the nature of the mark, which he said will be “something in our bodies that will give us access” to goods, like an RFID chip that can be scanned, or involve a device similar to Neuralink.

“The Fathers of the Church say you’re not going to be able to get that chip without some type of renunciation of Christ,” Fr. Ripperger said. This means people must accept something they “know is contrary to the will of God and to the will of Christ.”

Ultimately, to refuse the mark, we “have to be willing to sacrifice the lesser good in order to achieve the greater good.”

However, he pointed out that God can help people survive without the mark.

“God will very often provide for people. If it’s His will that people survive that time frame, He’ll make it possible,” said Fr. Ripperger.

He advised that people “have to be smart about it and learn basic survival skills and learn how to fend for themselves.” 

Fr. Ripperger added, however, that it is “going to be extraordinarily difficult to even be able to evade detection,” given the current level of technology.

During his interview, he highlighted the opinion of the Church Fathers – that he is familiar with – that the Jewish Temple in Jerusalem will never be rebuilt.

Scripture’s reference to the “abomination of desolation” standing the in the holy place “is actually a reference to the Catholic Church” suffering desecration, according to the Church Fathers. 

This means the Catholic Church would “become compromised in that process.”

During his four hour-long interview with Ryan, Fr. Ripperger also discussed different levels of spiritual warfare, Satanism and the occult, exorcism, demonic hierarchies and manifestations, spiritual defense, and more.

=============================

Krótka interpretacja po polsku jest tu:

pch24.pl/egzorcysta-o-swiatowych-przemianach-i-przybyciu-antychrysta-beda-glodzic-ludzi-jesli-nie-zgodza-sie-na-jego-rzady

Model epsteino-centryczny: Analiza społeczno-polityczna zachodniego jądra władzy. Czyli Potestas tenebrarum

Alexander.dugin/the-epsteino-centric-model-a-sociopolitical

Model epsteino-centryczny: Analiza społeczno-polityczna zachodniego jądra władzy

Alexander Dugin, 7 lutego 2026

W tym artykule Alexander Dugin interpretuje zachodnią potęgę jako system grawitacyjny zorganizowany wokół ukrytego jądra, ku któremu nieuchronnie zbiegają się wszystkie trajektorie elit.

Sieć Epsteina to tylko jądro kolektywnego Zachodu. Ale wszystkie inne kręgi ją otaczające – polityka, kultura, media, moda, filmy, edukacja, rynki, nauka, służby specjalne, po prostu wszystko – tworzą warstwy grawitacji, przyciągając masy na wyspę.

Prawdziwa struktura globalnych zachodnich elit jest epsteino-centryczna. Nie ma znaczenia, skąd zaczynasz – edukacja, biznes, moda, polityka, nauka, media, prostytucja, przestępczość – jeśli odniesiesz prawdziwy sukces w swojej karierze, trafisz na wyspę Epsteina.

Elita to ci, którzy docierają do jądra – wyspy Epsteina lub jego krainy Zorro. Tam możesz stać się ofiarą lub drapieżcą. Zawsze jesteś jednym i drugim.

I. Wstęp: Paradygmat grawitacyjny zachodniej potęgi

W rygorystycznych badaniach systemów geopolitycznych tradycyjne modele hierarchiczne – przedstawiające władzę jako statyczną, odgórną piramidę – stają się coraz bardziej niewystarczające do uchwycenia złożonej dynamiki zbiorowości Zachodu. Aby zrozumieć współczesny rozkład wpływów, należy przejść od perspektywy liniowej do grawitacyjnej. W tym paradygmacie władza funkcjonuje jak potężne ciało niebieskie, wywierając stały nacisk, który przyciąga rozbieżne sfery instytucjonalne ku pojedynczemu, ukrytemu jądru.

Teza „epsteino-centryczna” zakłada, że sieć Epsteina nie jest peryferyjną anomalią ani marginalnym skandalem; jest fundamentalnym rdzeniem – samym jądrem – zachodniej struktury władzy.

Model ten dowodzi, że architektura zbiorowości Zachodu jest zorganizowana wokół tego centrum, a każdy główny filar społeczny działa jak „warstwa grawitacji”. Podczas gdy konwencjonalna analiza traktuje takie dziedziny jak nauka, moda i polityka jako niezależne silosy, metafora grawitacji ujawnia, jak te pozornie niepowiązane ze sobą ścieżki sukcesu na wysokim szczeblu zbiegają się we wspólnym punkcie początkowym i kontrolnym. Zrozumienie tego jądra jest jedynym sposobem na dokładne odwzorowanie trajektorii współczesnej elity.

II. Definicja jądra: Centrum kolektywnego Zachodu

Zidentyfikowanie ostatecznego „centrum” systemu jest podstawowym wymogiem każdej systemowej analizy instytucji zachodnich. Bez rozpoznania jądra ruch otaczających go warstw wydaje się chaotyczny i zdecentralizowany, podczas gdy w rzeczywistości jest silnie ukierunkowany. W strukturze Zachodu jądro służy jako ostateczny cel dla tych, którzy osiągają szczyt w swoich dziedzinach.

„Prawdziwa elita” nie jest definiowana przez samo gromadzenie bogactwa lub zdobywanie oficjalnych tytułów. Zamiast tego, status elity jest ściśle uzależniony od osiągnięcia tego jądra. Służy jako ostateczny próg – ostateczny filtr – oddzielający osoby o wysokich osiągnięciach od tych, którzy zajmują wewnętrzne sanktuarium globalnej władzy strukturalnej. Dotarcie do centrum oznacza, że jednostka przeszła od sukcesu zawodowego do funkcjonalnego elementu zachodniego rdzenia.

————————————————–

Zgodnie z kontekstem źródłowym, jądro to manifestuje się w dwóch głównych lokalizacjach geograficznych i symbolicznych:

• Wyspa Epsteina

• Kraina Zorro

To centrum wywiera stały, niewidzialny wpływ, naginając światło dyskursu publicznego i kształtując trajektorie wszystkich sfer społecznych w kierunku własnych interesów.

III. Warstwy grawitacji: mapowanie konwergencji instytucjonalnej

Stabilność epsteino-centrycznego rdzenia jest utrzymywana przez szereg „warstw grawitacyjnych”. Warstwy te działają jak mechanizm o podwójnym działaniu: zapewniają niezbędne „przyciąganie mas”, aby podtrzymać legitymację i energię systemu, jednocześnie filtrując i przyspieszając jednostki o wysokich osiągnięciach w kierunku centrum. Te kręgi nie są niezależnymi bytami, lecz połączonymi elementami jednego, zunifikowanego pola grawitacyjnego.

W miarę jak jednostki osiągają „prawdziwy sukces” w obrębie tych konkretnych pól, logika systemu wygina ich ścieżkę w kierunku jądra.

Poniższa tabela identyfikuje dziewięć odrębnych sfer grawitacji i ich specyficzne funkcje ułatwiające ruch w kierunku jądra:

Sfera społeczna: funkcja grawitacyjna

Polityka

Organizuje legislacyjne i administracyjne działania niezbędne do utrzymania nadrzędnej struktury.

Kultura

Ustanawia ramy normatywne, które uspołeczniają masy, aby zaakceptowały obecność systemu.

Media

Zarządzają masową percepcją i kreują zgodę niezbędną do dalszego funkcjonowania systemu.

Moda

Zapewnia estetyczny i społeczny prestiż, maskując ukrytą dynamikę władzy elit.

Filmy

Funkcja głównego wektora mitotwórstwa i kulturowego zatwierdzania trajektorii elit.

Edukacja

Kształtuje ramy ideologiczne i identyfikuje talenty o wysokim potencjale

Rynki

Służą jako silnik finansowy, kierując graczy gospodarczych wysokiego szczebla do centrum poprzez akumulację kapitału.

Nauka

Zapewnia legitymację intelektualną i techniczną, gwarantując, że rdzeń posiada monopol na zaawansowaną wiedzę.

———————————————-

———————————————————-

Służby specjalne

Funkcjonują jako aparat bezpieczeństwa i wywiadu, zapewniając „pozwolenie” i ochronę wymaganą do wejścia do jądra.

Te warstwy nie są zmiennymi niezależnymi; są zintegrowaną maszynerią jednego pola grawitacyjnego. Sukces w dowolnej sferze to trajektoria, która ostatecznie przecina się ze wszystkimi innymi w punkcie jądra.

IV. Mechanizm awansu: Sukces zawodowy jako droga do jądra

Mit merytokratyczny sugeruje, że awans jest nagrodą za talent lub służbę publiczną. Jednak rzeczywistość epsteino-centryczna jest znacznie bardziej kliniczna: awans zawodowy na wysokim szczeblu to jedynie mechanizm konwergencji w kierunku jądra.

Kluczową cechą tego systemu jest nieistotność punktów startowych. Kontekst źródłowy podkreśla, że „nie ma znaczenia, skąd zaczynasz”. Stwarza to głęboki paradoks merytokratyczny: system nagradza najwyższe osiągnięcia w „czystych” dziedzinach, takich jak nauka i edukacja, wejściem do tego samego „nieczystego” jądra, które zajmują osoby ze sfer przestępczości i prostytucji. Ujawnia to, że najbardziej „święte” i najbardziej „profanalne” ścieżki społeczne mają tę samą prędkość końcową w kierunku sieci Epsteina.

Ten wspólny cel skutecznie ujednolica interesy rzekomo odrębnych sektorów społecznych. Kiedy czołowy fizyk, czołowy finansista i czołowy polityk osiągają ten sam punkt zbieżności, ich odmienne doświadczenia zawodowe ustępują miejsca wspólnej przynależności do rdzenia.

V. Kluczowe wnioski z Mechanizmu Wspinaczki

1. Systemowa Prędkość 

Końcowa: niezależnie od dziedziny działalności – czy to nauki ścisłe, polityka, czy przestępczość – szczyt sukcesu zawodowego na Zachodzie kończy się w sieci Epsteina.

2. Obojętność pochodzenia

System jest strukturalnie obojętny na moralny lub zawodowy punkt wyjścia; uznaje jedynie osiągnięcie „prawdziwego sukcesu”.

3. Homogenizacja interesów elit

Siła przyciągania do jądra zapewnia ujednolicenie interesów elit, sprawiając, że widoczne publicznie rozróżnienia między różnymi sektorami społecznymi stają się nieistotne.

5. Implikacje systemowe: architektura kolektywnego Zachodu

Organizacja społeczeństwa wokół tajnego, scentralizowanego jądra ma niszczycielskie konsekwencje strategiczne. Najważniejszym z nich jest systemowy upadek legitymacji merytokratycznej. Kiedy „prawdziwy sukces” w jakiejkolwiek dziedzinie opiera się na dotarciu do epsteino-centrycznego jądra, podstawowa lojalność każdego aktora wysokiego szczebla nie jest już skierowana do jego zawodu, wyborców czy narodu, lecz do samego jądra.

Przyciąganie mas do warstw zewnętrznych – takich jak media, moda i edukacja – służy jako siła stabilizująca jądro. Społeczeństwo zapewnia pęd i siłę ekonomiczną, które napędzają te zewnętrzne kręgi, nieświadome, że system został zaprojektowany tak, aby kierować najbardziej „sukcesowne” jednostki w stronę ukrytego centrum. Model epsteino-centryczny to nie tylko opis „rządu cieni”; to ukryta strukturalna rzeczywistość tego, jak zachodnia potęga globalna jest kształtowana, sprawowana i utrzymywana.

—————————————-

6. Wnioski: Rzeczywistość struktury epsteino-centrycznej

Ta analiza społeczno-polityczna identyfikuje zachodnią architekturę władzy, która jest znacznie bardziej scentralizowana i spójna, niż sugerują to publiczne narracje. Syntetyzując relację między jądrem (Wyspą Epsteina/Ziemią Zorro), warstwami grawitacyjnymi instytucji społecznych i trajektorią elitarnych karier, odkrywamy system całkowitej konwergencji.

Strategiczną rzeczywistością tego modelu jest to, że sieć Epsteina nie jest wyjątkiem, usterką ani chwilową porażką nadzoru. To funkcjonalne jądro – samoorganizujące się serce – obecnego zachodniego systemu społeczno-politycznego. Elita nie jest „rekrutowana” w tradycyjnym sensie; jest „przyciągana” przez samą logikę sukcesu. Każda analiza geopolityczna lub systemowa, która ignoruje to jądro, jest funkcjonalnie przestarzała i strategicznie ślepa.

Musimy nieustannie mówić o Epsteinie. To tworzy globalną narrację demaskującą skorumpowane liberalno-globalistyczne elity Zachodu i podważa ich władzę. Epstein JEST Zachodem. Nie ofiarą, a samą jego istotą. CAŁA klasa rządząca Zachodu to Epstein.

Epstein jest prawdziwą esencją kapitalizmu. Socjalizm był irytujący, okrutny i zły. Sam tego doświadczyłem. I wcale mi się nie podobał. Ale współczesny zachodni liberalny kapitalizm to prawdziwa katastrofa. Znacznie gorsza. To Epstein.

Jedynym sposobem na wyjście z piekła, w którym tkwi współczesny Zachód, jest powrót do wiary chrześcijańskiej, do Kościoła i do świętej Tradycji. Zero tolerancji dla nowoczesności. W przeciwnym razie prędzej czy później dopadną cię zbrodniczy oligarchowie satanistyczni. Współczesne społeczeństwo jest bezradne i bezbronne wobec okrutnej rzeczywistości upadłych aniołów.

Jeśli jesteś pewien, że Szatan nie istnieje, już jesteś złapany w jego sieci. To, co mamy teraz, to stacja końcowa długiej podróży, którą rozpoczął renesans i protestantyzm.

===============================

Tytle słów i wykresów, by potwierdzić to, co wiemy z Objawienia od dwóch tysięcy lat:

To budowa Królestwa Szatana.

Wiemy, że skończy się jego ostateczną klęską. Problem tylko w tym, gdzie się znajdzie konkrety człowiek. Gdzie „zechce się znaleźć”.

Mirosław Dakowski

Beatus z Liebany. Komentarz do Apokalipsy. Iluminacje. VIII – X wiek.

[gdyby pojawiła się pusta strona, proszę klepnąć w „przewiń” – wróci rysunek]

The Morgan Beatus, Woman clothed with the sun escaping from the dragon.

Page from the medieval book „Commentary on the Apocalypse„. Each book was hand copied, including the art, making each copy unique. This page comes from the Morgan Beatus copy, also known as the Beatus of San Miguel de Escalada. Ca. 960. Morgan Library (New York). Ms 644. 280 x 380 mm. 89 miniatures, painted by Magius, archipictor.

=========================================================

Morgan Beatus wikipedia/Morgan_Beatus

Morgan Beatus, f. 112: The opening of the Sixth Seal: „And I beheld when he had opened the sixth seal, and, lo, there was a great earthquake; and the sun became black as sackcloth of hair, and the moon became as blood” (Revelation, 6.12)
The Morgan Beatus, Woman clothed with the sun escaping from the dragon.

The Morgan Beatus (New York, Morgan Library & Museum, MS 644) is an illuminated manuscript with miniatures by the artist Magius (or Maius) of the Commentary on the Book of the Apocalypse by the eighth-century Spanish monk Beatus, which described the end of days and the Last Judgment. The manuscript is believed to have been produced in and around the scriptorium of the Monastery of San Miguel de Escalada in Spain.[1] Having been created at some time in the 10th century, the Morgan Beatus is one of the oldest examples of a revived Spanish apocalypse tradition. According to the style it was created by Mozarabs (Christians in Muslim-Spanish land).[2] As one of the earliest works of Mozarabic art, the Morgan Beatus exemplifies the interworking connections between the Christian citizens of Spain under the Muslim Moorish leaders, especially in newly Arabicized areas such as Léon and Córdoba.

The Apocalypse and the commentary on this scripture by Saint Beatus of Liébana became one of the most important religious texts of the Middle Ages, and was often illustrated very fully.

Świecki teolog: Nie żyjemy już w czasach napomnień z Nieba, lecz realizowania się przepowiedni

13 października 2023 pch24.pl/swiecki-teolog-nie-zyjemy-juz-w-czasach-napomnien-z-nieba

Świecki teolog: nie żyjemy już w czasach napomnień z Nieba, lecz realizowania się przepowiedni

Niebo wymaga i prosi wiernych… Przede wszystkim o postawę opanowania, o modlitwę całym sercem, o ile to możliwe, o spowiedź pierwszosobotnią każdego miesiąca, przystępowanie do Komunii Świętej wierząc całym sercem, że nie jest to zaledwie symbol czy upamiętnienie Ostatniej Wieczerzy, ale prawdziwe Ciało i Krew, Dusza i Bóstwo naszego Pana Jezusa Chrystusa – powiedział w kontekście trwających konfliktów zbrojnych teolog Xavier Ayral w rozmowie z redaktorem Life Site News Johnem-Henrym Westenem.

Gość redaktora Westena skomentował kontekst wojny w Ziemi Świętej. Przypomniał między innymi, że terroryści islamscy traktują poniesienie śmierci za swoje przekonania jako rzecz zaszczytną. Wynika to z dawanej im przez duchowych przywódców obietnicy, że osiągną raj.

Według Ayrala, zarówno Hamas, jak i jego libański odpowiednik Hezbollah są finansowane przez islamskie władze w Teheranie. – Ponieważ ludzie na całym świecie są słusznie wściekli z powodu ohydnych zbrodni Hamasu, rząd Izraela może wykorzystać to jako pretekst do rozpoczęcia ataku nie tylko na Gazę, ale także na „mózg” napaści: Iran – ocenił.

– Iran przez ostatnie 20 lat wzbogacał duże ilości zubożonego uranu tylko w jednym celu: rozwinięcia arsenału nuklearnego, dzięki czemu zapowiadał „wykorzenienie państwa Izrael” – dodał komentator.

Z kolei cios militarny Izraela w Iran „bez wątpienia zjednoczyłby każdy naród i organizację muzułmańską w celu wykonania kontrataku w ten czy inny sposób” – przewidywał.

Obydwaj rozmówcy zgodzili się, iż trwająca obecnie ze szczególnym nasileniem wojna nie jest „czarno-białym” przypadkiem wystąpienia dobrych ludzi przeciwko złym, ale bardzo złożonym konfliktem, w którym obie strony są zdolne do uśmiercania ludności cywilnej.

W dyskusji pojawił się wątek proroctw dotyczących czasów ostatecznych. – Nie żyjemy już w czasach napomnień. Ten okres już za nami – podkreślił Xavier Ayral.

– Teraz będziemy dosłownie żyć wydarzeniami z proroctw. I z przykrością muszę stwierdzić, że to, co nas czeka, jest najbardziej niepokojące – dodał.

Według gościa Life Site News, wojna izraelsko-palestyńska, konflikt na Ukrainie oraz potencjalna chińska inwazja na Tajwan są powiązane geopolitycznie, a ich efektem może być wybuch trzeciej wojny światowej.

„Według teologa wojna rosyjsko-ukraińska nie jest po prostu sporem terytorialnym pomiędzy Ukrainą a Rosją, ale raczej wojną zastępczą, która doprowadziła do starcia dwóch sojuszy: NATO oraz sojuszu zawiązanego wyraźnie przez Iran, Rosję, Koreę Północną i Chiny” – czytamy na stronie LSN.

– Jeśli dojdzie do gwałtownych starć lub brutalnego ataku na Iran, nie może to pozostać bez reakcji – podkreślił. – I jest to pułapka zastawiona od przedednia ataku Hamasu na Izrael. To była pułapka, która miała skłonić Izrael do tak brutalnej odpowiedzi – dodał Ayral.

Rozmówca Johna-Henry’ego Westena wskazał, że katolicy nie są bezradni wobec dziejowych wydarzeń, które mogą doprowadzić świat do katastrofy.

– Niebo wymaga i prosi wiernych… Przede wszystkim o postawę opanowania, o modlitwę całym sercem, o ile to możliwe, o spowiedź pierwszosobotnią każdego miesiąca, przystępowanie do Komunii Świętej wierząc całym sercem, że nie jest to zaledwie symbol czy upamiętnienie Ostatniej Wieczerzy, ale prawdziwe Ciało i Krew, Dusza i Bóstwo naszego Pana Jezusa Chrystusa – powiedział Ayral.

Teolog wezwał katolików do czytania Pisma Świętego i Katechizmu, odmawiania Różańca oraz postu.

– To są środki zbawienia i środki zmiany biegu historii – przypomniał Ayral.

– Jeśli [obecne wydarzenia] będą nadal podążać dotychczasową ścieżką, nastąpi poważny międzynarodowy kataklizm. Musimy się więc modlić, bo jest to jedyna broń, o którą Niebo nas prosi – abyśmy unikali nienawiści i uczuć odwetu wobec tych, którzy nie są natchnieni przez Pana Boga, ale przez Jego przeciwnika – powiedział rozmówca red. Westena.

Źródło: Life Site News RoM

Starszy ekologista Franciszek straszy apokalipsą ekologiczną. Dosłownie.

Starszy ekologista Franciszek straszy apokalipsą ekologiczną. Dosłownie.

Franciszek przedstawił 4 października swoją szóstą adhortację apostolską. Nosi tytuł Laudate Deum. Została poświęcona zagadnieniom ekologicznym. Papież – między innymi – straszy w niej dosłowną apokalipsą ekologiczną; wzywa do tworzenia międzynarodowych gremiów, które będą zarządzać kryzysem; nawołuje do zdecydowanego przyspieszenia tzw. transformacji energetycznej. Co ważne, podkreśla też, że za problemy klimatyczne nie odpowiada przeludnienie. Niestety, tej sprawie poświęca relatywnie niewiele miejsca.

========================

Adhortacja jest kontynuacją encykliki Laudato si’ z 2015 roku. Dokument jest dość obszerny, składa się z 72 paragrafów. 

To, co zasługuje na pochwałę, to podkreślenie, że błędna jest ideologia mówiąca o przeludnieniu ziemi. W punkcie 9 papież pisze:

„Próbując uprościć rzeczywistość, nie brakuje tych, którzy obwiniają ubogich za posiadanie zbyt wielu dzieci i próbują rozwiązać problem poprzez okaleczanie kobiet w krajach mniej rozwiniętych. Jak zwykle, wydaje się, że winni są ubodzy. Ale w rzeczywistości, bardzo niski procent najbogatszej światowej populacji zanieczyszcza więcej, w porównaniu do 50 procent najbiedniejszej światowej populacji, a emisje na osobę najbogatszych krajów są o wiele wyższe niż tych najbiedniejszych. Jak zapomnieć, że Afryka, w której mieszka ponad połowa osób najuboższych na świecie, jest odpowiedzialna za zaledwie ułamek emisji historycznych?”.

Niestety, to tylko jeden akapit poświęcony temu problemowi. Dalej papież nie podejmuje już wątku dzietności. Skupia się za to na innych tematach.

Najbardziej zaskakująca jest pierwsza część, w której papież dowodzi, iż globalne ocieplenie jako zjawisko spowodowane przez człowieka jest „niezaprzeczalnym faktem”. Franciszek straszy nadciągającą katastrofą ekologiczną. Posuwa się do tego, by przestrzegać przed swoistą apokalipsą. W punkcie 17 pisze:

„Niektóre diagnozy apokaliptyczne często wydają się nierozsądne lub niewystarczająco uzasadnione. Nie powinno nas to skłaniać do ignorowania faktu, że realna jest możliwość osiągnięcia punktu zwrotnego. Niewielkie zmiany mogą wywołać poważne, nieprzewidziane i być może już nieodwracalne zmiany z powodu czynników inercyjnych. Uruchomiłoby to ostatecznie lawinową kaskadę zdarzeń. W takim przypadku zawsze jest już za późno, ponieważ żadna interwencja nie może zatrzymać już rozpoczętego procesu. Stamtąd nie ma już odwrotu”.

Według papieża jednym z narzędzi mogących przeciwdziałać mającej nadchodzić katastrofie jest powoływanie do życia międzynarodowych organizacji, które będą sprawować rzeczywistą władzę. W punkcie 35 napisał:

„Nie należy mylić multilateralizmu ze światową władzą skoncentrowaną w jednej osobie lub elicie z nadmierną władzą: «Kiedy mówimy o możliwości istnienia jakiejś formy globalnego autorytetu, regulowanego przez prawo, niekoniecznie należy myśleć o autorytecie osobowym». Mówimy przede wszystkim o «organizacjach światowych, obdarzonych autorytetem, aby zapewnić globalne dobro wspólne, eliminację głodu i ubóstwa oraz pewną obronę podstawowych praw człowieka». Chodzi o to, że muszą one być wyposażone w rzeczywistą władzę, aby «zapewnić» realizację pewnych niezbywalnych celów. W ten sposób powstałby multilateralizm, który nie zależałby od zmieniających się okoliczności politycznych lub interesów nielicznych kręgów, i który miałby stabilną skuteczność.

Papież odniósł się też do szczytu klimatycznego, jaki na przełomie listopada i grudnia odbędzie się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Według Franciszka powinna to być okazja do radykalnego przyspieszenia transformacji energetycznej. W punkcie 54 napisał:

„Jeśli ufamy w zdolność człowieka do wykraczania poza swoje małostkowe interesy i myślenia na wielką skalę, to nie możemy wyrzec się marzenia, że COP28 doprowadzi do stanowczego przyspieszenia transformacji energetycznej, ze skutecznymi zobowiązaniami, które mogą być monitorowane w sposób stały”.

Ojciec Święty pośrednio zaaprobował też działalność ekstremistycznych grup ekologicznych. Napisał w punkcie 58:

„Często, przy okazji konferencji klimatycznych, uwagę przyciągają działania tak zwanych grup „zradykalizowanych”. Odrzucając wszelkie formy przemocy i instrumentalizacji, należy odczytywać w takich prowokacjach konieczność, aby społeczeństwo jako całość wywierało zdrową presję, ponieważ to każda rodzina powinna myśleć, że stawką jest przyszłość ich dzieci”. 

Można to zrozumieć jako zachętę do podejmowania radykalnych działań, o ile tylko nie wiążą się z przemocą.

Wreszcie papież skrytykował zachodni konsumpcjonizm, jako przykład bardziej rozsądnego stylu życiu podając… Chiny.

„Jeśli weźmiemy pod uwagę, że emisje na osobę w Stanach Zjednoczonych są około dwukrotnie wyższe niż w przypadku mieszkańca Chin, i około siedmiokrotnie wyższe niż średnia w najbiedniejszych krajach, możemy stwierdzić, że powszechna zmiana nieodpowiedzialnego stylu życia związanego z modelem zachodnim, miałaby znaczący długoterminowy skutek. W ten sposób, wraz z bardzo potrzebnymi decyzjami politycznymi, bylibyśmy na drodze do wzajemnego uzdrowienia” – napisał w punkcie 72.

Pach

Apokalipsa teraz?

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5244  •  6 września 2022

Pod koniec lat 70-tych furorę robił amerykański film na kanwie powieści Józefa „Conrada” Korzeniowskiego „Jądro ciemności”, pod tytułem „Apocalypse now!” – co się wykłada jako „Apokalipsa teraz!” Akcja osadzona była w realiach wojny wietnamskiej, co oczywiście „dodawało dramatyzmu”, zgodnie z receptą Stevena Spielberga. Dziwnym zbiegiem okoliczności film ten trafił do Polski z pewnym opóźnieniem i miał być wyświetlany w kinie „Moskwa” w Warszawie akurat w grudniu 1981 roku. Reklamował go stosowny bilboard przed kinem, z wyeksponowanym tytułem obrazu. 13 grudnia proklamowany został jednak stan wojenny, kina zamknięto, a naprzeciwko wspomnianego bilboardu stanął transporter opancerzony typu „Skot”. Jakiś fotograf zrobił zdjęcie, które miało swoją wymowę nawet bez żadnych dodatkowych objaśnień i obiegło świat.

Jak powstało zdjęcie "Czas Apokalipsy" - najpopularniejszy symbol stanu  wojennego?

Film ten po raz pierwszy oglądałem w Paryżu, kiedy pracowałem tam jako pikolak, czyli commis de la salle w restauracji „Chez Raspoutine”. Nie bardzo mi się podobał, bo chociaż były tam piękne sceny, jak np. atak śmigłowców na wioskę opanowaną przez Vietcong przy akompaniamencie „Galopu Walkirii” z potężnych głośników zamocowanych na helikopterach, to w całości wydawał mi się pretensjonalny, zaś przesadne nagromadzenie okrucieństwa, które w założeniu miało epatować widza, nadawało całości niezamierzony efekt komiczny. Ale założenie było ciekawe, bo uczestnicy wydarzeń zupełnie nie mieli świadomości, że oto mogą brać udział w rzeczach ostatecznych – co sugerował tytuł filmu.

Ciekawe, czy Czesław Miłosz inspirował się tym obrazem pisząc swój wiersz o końcu świata – że kiedy się on rozpocznie, to nikt nie będzie zdawał sobie z tego sprawy, nikt tego nie zauważy, bo wszystko będzie tak, jak dotychczas, no a potem będzie już za późno.

Nie ulega jednak wątpliwości, że i film i wiersz Czesława Miłosza inspirowany był „Apokalipsą” św. Jana Ewangelisty, który przedstawił w niej wizję końca świata, ale chyba nie tylko naszego, bo jest tam wzmianka nie tylko o „nowej ziemi”, ale i „nowym niebie” i że „czasu już więcej nie będzie”, co sugeruje, że prawdopodobnie chodzi o koniec świata w skali kosmicznej, koniec Wszechświata. Świadczy o tym również poruszenie Mocy Niebieskich, co Konstanty Ildefons Gałczyński w „Refleksjach z nieudanych rekolekcji paryskich” nazywał „chwianiem się fundamentów światów” („Niebo i ziemia przemijają. Chwieją się fundamenty światów…”).

Mamy tedy do czynienia z monumentalną wizją o rozmiarach przekraczających ludzką wyobraźnię, ale na marginesie tej wizji pojawia się wątek niebywale realistyczny, żeby nie powiedzieć – przyziemny i plugawy. Mam tu oczywiście na myśli „znamię Bestii”, którym w czasach ostatecznych będzie napiętnowana większość ludzi, a ci, którzy tego unikną, nie będą mogli nic sprzedać, ani niczego kupić.

Nadejście czasów ostatecznych będą poprzedzały zwiastuny. Jednym z nich ma być „wylanie Ducha na wszelkie ciało”, w związku z czym ludzie będą prorokowali, młodzieńcy będą mieli widzenia, a starcy – sny. Chyba ze 20 lat temu wydawało mi się, że czasy ostateczne właśnie nadchodzą, w powziąłem takie podejrzenie, kiedy JE Ekscelencja, abp. Józef Życiński ofuknął pana Słomkę za podanie informacji, jakoby charyzmatyczny Jerzy Buzek był tajnym współpracownikiem SB i to aż o dwóch pseudonimach. Skąd Ekscelencja wiedział, że to nieprawda – tajemnica to wielka, bo właściwie wiedzieć na pewno o tym nie mógł, więc w tej sytuacji nie było innego wyjścia, jak uprzejmie uznać, że Ekscelencja prorokuje. Pismo bowiem nie wspominało, że Duch wylany zostanie na „wszelkie ciało” jednocześnie, a skoro tak, to od kogoś musi się to wylanie zacząć, a w takim razie – dlaczego nie od JE abpa Józefa Życińskiego? Z uwagi na jego urząd byłoby to nawet jak najbardziej stosowne. Tak czy owak, zwiastuny się pojawiły, ale znowu dotyczyły one tej patetycznej strony końca świata, a nie tej realistycznej, chociaż archiwa IPN niewątpliwie stanowią już konkret.

Ale oto niedawno pojawił się całkiem inny zwiastun, który w dodatku ma ciąg dalszy – czego nie było w przypadku Ekscelencji. Chodzi mi o pana ministra Tadeusza Kościńskiego, który – jako minister finansów – nie ukrywał swego pragnienia zlikwidowania pieniężnego obiegu gotówkowego, a pozostawienia jedynie obiegu elektronicznego.

To już było zbliżone do „znamienia Bestii” nawet nie ze względu na konieczność posiadania „znamion” w postaci kart płatniczych, czy kredytowych, ale przede wszystkim ze względu na to, że przy braku pieniądza gotówkowego, każdego człowieka można byłoby dosłownie „wyłączyć” i nie mógłby on ani niczego sprzedać, ani niczego kupić. Na przykład w stanie wojennym, jako „wróg ludu”, nie miałem kartek żywnościowych, ani żadnych innych, ale za gotówkę można było kupić i rąbankę i wszystko inne – bo „czarny”, czyli wolny rynek działał jakby nigdy nic. Gdyby jednak nie było w obiegu gotówki?

Pan minister Kościński został zdymisjonowany pod pretekstem sknocenia „Polskiego Ładu”. Nie jestem pewien, czy to nie pretekst, bo czyż Polskiego Ładu nie można było nie sknocić, skoro był sknocony od samego początku? Tak czy owak pan Kościński został dymisjonowany, ale oto wrócił na ministerialne stanowisko w Kancelarii Premiera Morawieckiego, gdzie podobno zajmuje się zakupami uzbrojenia dla naszej niezwyciężonej armii. Niewątpliwie musi on mieć jakieś ukryte, a potężne zalety, skoro jest taki niezatapialny. Czy to nie w związku z tym pojawiły się zapowiedzi ograniczeń w obiegu gotówkowym, m.in. w postaci ustanowienia limitów wypłat z bankomatów? Nawiasem mówiąc, coś takiego jest i w Szwecji, a nawet gorzej. Tam są limity wypłat z banków. Bank nie wypłaca właścicielowi pieniędzy tyle, ile on chce, tylko – w granicach limitu. Mieszkająca tam moja znajoma chciała podjąć ze swojego konta większą sumę w gotówce, bo wybierała się do chorej siostry w Ameryce, ale funkcjonariusze banku okazali się nieugięci. Okazało się że nie tylko chodzi o gotówkę, ale w ogóle – o stopniowe ograniczanie prawa własności, stanowiącego od wieków fundament autonomii jednostki wobec politycznych gangów. Rzeczywiście, dzieje się coś złego, co może być kolejnym zwiastunem końca świata.

Kropkę nad „i” postawił tymczasem Narodowy Bank Polski. Na stronie Centrum Pieniądza im. Sławomira Skrzypka pojawiła się informacja o „nowym i niezwykłym nabytku” w postaci „płatniczego implantu podskórnego”. Wyglądem przypomina on agrafkę o rozmiarach 0,5 mm, 7 mm i 28 mm, a waży niecały 1 gram. Wykonany jest z biopolimerów, dzięki czemu organizm ludzki nie reaguje nań, jak na ciało obce. Do jego rozlicznych zalet należy dodać i tę, że dzięki niemu nie będziemy już musieli się martwić zapomnianym portfelem, czy numerem PIN.

Znaczy – ktoś takie implanty już wytwarza – i nie wiemy tylko czy ktoś (KTO?) może je wyłączyć, no bo wtedy nie moglibyśmy ani nic sprzedać, ani – co gorsza – niczego kupić.

Stanisław Michalkiewicz