„Wielka Podmiana”, czyli nowe kłamstwa w miejsce starych

„Wielka Podmiana”, czyli nowe kłamstwa w miejsce starych

Marek Klecel wpolityce/wielka-podmiana-czyli-nowe-klamstwa-w-miejsce-starych


Lewica hiszpańska wygrywa wreszcie, jak się zdaje, wojnę domową z 1936 roku. Od tamtych heroicznych lat pełnych legend zachodniej lewicy i wojennego zaciągu europejskich intelektualistów na fronty hiszpańskie, do okopów wojennych, gdzie nie walczono już na słowa, walczono nie na żarty.

Pamiętamy, że na tamtą rewolucyjną frazeologię, hasła „Partia o muerte!”, pieśni w rodzaju „Asturio mych młodych lat, Asturio, ziemio jedyna!”, za którymi szły zbrojne sowieckie posiłki, dali się skusić tacy ludzie jak późniejsi antykomuniści – Orwell czy Koestler lub kultowy w swym czasie pisarz Ernest Hemingway. Przez lata walczyła hiszpańska lewica z cieniem generała Franco i chyba z resztkami monarchii. I do dzisiaj właściwie Hiszpanie „przepracowują” swą przeszłość, ale nie przepracowali jej tak skutecznie jak np. przodujący w tej dziedzinie w Europie Niemcy, którzy zamknęli swą zbrodniczą przeszłość i doszli do tego, że nazizm to międzynarodówka, od której wyzwoliła ich Armia Czerwona. Hiszpania dotąd walczy i chyba nie wyzwoliła się jeszcze z rąk faszystów, Nie wyzwoliła jej Armia Czerwona jak nas w 1945 roku, choć przecież w 1936 roku to pierwszy młody Związek Sowieckich Republik Rad pośpieszył ze zbrojną pomocą młodej republice hiszpańskiej (trzeba tu odnotować także polską pomoc „polskich Hiszpanów” z KPP z generałem ‘Walterem’ Świerczewskim na czele). Teraz jednak powstaje nowa sytuacja, która pozwoli ostatecznie przepędzić winnych wszystkiemu faszystów.

„Ale w Grenadzie zaraza”

Wszystko to przypominam z powodu jednej pięknej sceny, której bohaterką była hiszpańska posłanka Montero Gil z lewicowej partii Podemos; działo się to bodaj w Saragossie (pamiętnej choćby z fantastycznej powieści Jana Potockiego). Na swoim publicznym wiecu młoda Hiszpanka wypaliła wprost o co chodzi z tą imigracją, która stała się plagą Europy (choć to już tzw. tajemnica poliszynela). Nie chodzi o żadne względy humanitarne. Ogłaszając triumfalnie, że udało się przepchnąć prawa obywatelskie, a za tym i wyborcze dla najeżdżających Hiszpanię imigrantów, wyraziła przekonanie, że będą oni głosować właśnie na nich, na lewicę, której zwycięstwo ma usunąć z życia publicznego tamtejszych faszystów, jak się wyraziła, mając zapewne na myśli innych niż ona obywateli hiszpańskich. Ogłosiła to z taką radością, ciesząc się całą sobą, skacząc po scenie i podrygując jak na koncercie rockowym lub kibicując na tradycyjnej corridzie, że wglądało to rzeczywiście było ostateczne zwycięstwo w nieustającej hiszpańskiej wojnie domowej.

Przypowieść z wojny hiszpańsko-hiszpańskiej

Przeglądając ostatni numer zasłużonego pisma „Arcana”, znalazłem ciekawe, polskie świadectwo z tej wojny w Hiszpanii. Jest to krótka relacja polskiego karmelity o. Bernarda Smyraka, który studiował w Hiszpanii, był tłumaczem pism św. Jana od Krzyża i widział wydarzenia wojenne 1936 roku z bliska. Tak oceniał tę rewolucję: „Nie idzie tu o reformy społeczne, o poprawę doli ludu, ale o całkowity przewrót, o zwalczenie Boga i katolicyzmu. By to osiągnąć, czerwoni nie cofnęli się przed niczym. (…) Najwymowniejszym dowodem na to, że zupełne zniszczenie świątyń i zgładzenie całkowite kapłanów było z góry postanowione, jest przerażająca cyfra ofiar. Możemy liczbę kościołów zniszczonych albo całkowicie spustoszonych określić na około 20 tysięcy. Liczba zamordowanych kapłanów w diecezjach spustoszonych średnio 40 na 100, w niektórych nawet 80 na stu. Polowano na nich z psami, ścigano przez góry, tropiono zawzięcie, gdzie mogli się ukryć. Mordowano ich bez procesu, często natychmiast, dlatego tylko, że byli kapłanami”. Zasłużony duchowny (później uczestnik Powstania Warszawskiego, założyciel klasztoru w Zawoi) ledwo umknął z płonącej Hiszpanii. Dostał się w ręce republikanów, którzy przeznaczyli go na śmierć, ale wpadli na wymyślny sposób jej zadania. Wsadzili go do łodzi bez wioseł i wypuścili na morze, szydząc, żeby ratował się modlitwami do tych, którym uwierzył. Ojciec Bernard rzeczywiście uratował się, nie zaniedbując modlitw. Wiatr odwrócił się i przygnał łódź do brzegu.

Nowa lewica w miejsce starej

Każda tzw. lewica, poczynając od rewolucji francuskiej, odznacza się zadziwiającą naiwnością, która staje się z czasem naiwnością zbrodniczą, gdy zabiera się do naprawiania świata, w rezultacie przy użyciu siły, represji, przemocy, w rewolucjach większej niż ta, którą zwalczała. W warunkach demokracji, gdy trudno jawnie używać środków rewolucyjnej przemocy, kamufluje się, ‘etapuje’ swe cele, (‘etapy’ to właśnie frazeologia z ustrojów sowieckich w drodze do pełnego komunizmu) i posługuje ideowym, czy raczej ideologicznym oszustwem, ową podmianą wszystkiego dotychczasowego na coś przeciwnego. Walczymy, powiadają, zawsze o jakieś dobro, choćby to wymagało nieobliczalnych, nieznanych kosztów i konsekwencji niszczenia już jakiegoś dobra, porządku, zbudowanej struktury społecznej. Nie oglądamy się koszty i skutki w ślepym marszu naprzód, w istocie do władzy przecież, a nie czego innego, zawsze władzy dla dobra ludzi.

Naiwność obecnej lewicy hiszpańskiej polega na tym, że ona wierzą, że tamtejsi imigranci, chyba raczej islamscy, będą popierać lewicę, a nie islam, prawo szariatu, państwo islamskie, religię, która wyklucza inne, życie arabskie silne obyczajowo, nie integrujące się ze społeczeństwami europejskimi. Chyba widzą, co się stało w Europie i czym Europa będzie w przyszłości przy rosnącej populacji arabskiej, a dekadencji i depopulacji, przy słabnącej demografii europejskiej. Ale zapewne o to właśnie chodzi, o podmianę Europy w coś innego, ale w co, nie wiadomo; żeby było jakoś dobrze, szczęśliwie i bez dyskryminacji, Ale to właśnie czysta demagogia, populizm, który zarzuca się stronie przeciwnej, by zdobywać poparcie i władzę, nic konstruktywnego, demontaż, destrukcja w rezultacie. Nie wiadomo więc nawet, czy brać ideologię lewicową poważnie, skoro chodzi tylko o zdobycie władzy, a po drodze może być chaos, zniszczenie, odrzucenie tego co już osiągnięto. Bo ta ideologia nie jest nawet konstruktywna, nie chce opierać się na jakichś fundamentach, lecz budować niejako od góry, od dachu, od niewiadomej przyszłości, której teraz niema. Choć od razu zabezpiecza się sankcjami prawnymi i prewencyjną cenzurą.

Europa, właściwie UE w podczerwieni

Oczywiście jasno widać, że dla hiszpańskiej lewicy imigranci są traktowani instrumentalnie, mają posłużyć do usunięcia mitycznych faszystów, którzy śnią się w skołowanej Hiszpanii od 1936 roku, czyli wszystkich, którzy poczuwają się do jakiejś narodowości, ale także do naruszenia czy wręcz usunięcia tradycji europejskiej z Hiszpanii, wiary katolickiej i instytucji Kościoła. No cóż, Hiszpanią rządzili już kiedyś Saraceni, a pochód arabski na Europę zatrzymali niegdyś przodkowie Karola Wielkiego w Pirenejach. Dziś nie ma Karola Wielkiego i Francja jest półislamska, podobnie jak niektóre, mniejsze kraje Europy. Lewica taka jak hiszpańska może być w rezultacie pożytecznym idiotą dla nowego ruchu islamskiego, jak była takową dla ruchu bolszewicko-sowieckiego w 1936 roku. Nie na darmo mówiło się o Europie od Władywostoku do Lizbony. Nawet dziś na zachodnim krańcu Europy nie bardzo interesują się obecną wojną na Ukrainie, bo to daleko, a przecież ślad sowiecki od 1936 roku na tym krańcu Europy pozostał. Hiszpanie, Francuzi, Włosi mają słabość do komunizmu, bo znają go tylko teoretycznie jako szczytną ideologię, nigdy sowieckiej realizacji komunizmu nie doznali. Może dlatego w UE myśli się, że można ten komunizm poprawić, wprowadzać go na nowo, etapami, podmianą, nowymi manipulacjami w miejsce starych. Nie od rzeczy przecież hasło włoskiego komunisty Spinellego, które widniej na głównym budynku UE w Brukseli, głosi, że nie będzie wspólnej Europy bez likwidacji państw narodowych. Walka z mitycznym faszyzmem, nawet jeśli to będzie zwykła narodowość, jest więc w programie wprowadzanej siłą, podstępem prawniczym i sankcjami finansowymi Europy nie ojców założycieli UE, lecz postmarksizmu w rodzaju Gramsciego czy Spinellego. Czy nie wielka podmiana?

Z obecną ‘nowoczesną’ lewicą zachodnią jest jeszcze inny, większy kłopot. Posiada ona przecież cały wywrotowy ideologiczny pakiet haseł i szczytnych idei, który po poprzednich rewolucyjnych celach wygląda dość niezrozumiale, by nie powiedzieć podejrzanie czy wręcz obłędnie. Nie ma dawnego paliwa rewolucyjnego, klasy robotniczej (chłopi jako ‘glebae adscripti’ są raczej konserwatywni, niepodatni na hasła rewolucyjne, dlatego w UE będą eliminowani, by nie powiedzieć dyskryminowani), trzeba wymyśleć nowych ‘nosicieli’, kobiety (stąd feminizm), mniejszości seksualne (Gender+LGBT), wszyscy rzekomo dyskryminowani, właśnie imigranci, których ‘wilkomen’ i właśnie po to sprowadzimy jako nową masę wyborczą, nie z żadnych wyższych powodów, jak się głosi. Obecna polityka i w ogóle komunikacja społeczna opiera się przecież już jawnie w dużym stopniu na oszustwie, manipulacji, pustych obietnicach, propagandzie ideologicznej i tym bardziej jest to w agendzie, jak się ładnie mówi, lewicowej, która ma program walki o lepszy świat (koniecznie cały), postęp i przyszłość w ogóle.

Wielka podmiana natury

Pakiet lewicowy zawiera przecież ogólny program podmiany świata na jakiś inny, ale jest w szczegółach bardzo konkretny. W obronie całej natury i Planety jest polityka klimatyczna, bardzo kosztowna i eliminująca co biedniejszych (czy to w ramach hasła ‘mieszkanie prawem nie towarem’?). W polityce równości, niedyskryminacji i niewykluczania mamy cały pakiet rewolucji obyczajowej i seksualnej. Dla mniejszości seksualnych mamy nie tylko prawa, których nie są przecież pozbawieni, ale i przywileje. Związki homoseksualne i inne mają być zrównane z małżeństwem i rodziną, a więc mają mieć zapewnioną adopcję dzieci. W obronie kobiet, prócz równej z mężczyznami pracy i parytetów (jakby praca w domu dla rodziny nie była pracą i to bardziej odpowiedzialną niż inne), promocja swobodnej aborcji, jako prawa kobiety, ma jej ułatwić sytuację życiową i stałą pracę. Trudno nie zauważyć, że cały ten pakiet liberalno-lewicowy, uchodzący za nowoczesny, postępowy i prospektywny, jest już w swych skutkach, które widać po kilkudziesięciu latach, przeciwny temu co zakładał i głosił. Jest przeciwny naturze, przeciwny naturze samego człowieka. Rewolucja kulturowa, obyczajowa, seksualna nie zatrzymuje się, w tej chwili doszła do absurdu w transseksualizacji zwłaszcza nieletnich z niewiadomymi skutkami i stratami i prowadzi do aberracji w obrębie właśnie natury ludzkiej. Nie ma dwóch płci, nie ma mężczyzny i kobiety, którzy mają, o ile mi wiadomo swoje kody genetyczne (podobnie jak dziecko w łonie matki), lecz jest fantastyczna feeria stanów pośrednich, o jakich Panu Bogu i żadnej naturze się nie śniło. Byłaby to tylko jakaś działalność w rodzaju twórczości artystycznej, gdyby nie sankcjonowano tego faktycznie, prawem i cenzurą. A to jest już niszczenie fizyczne i psychiczne człowieka. Nie wspominam już o reszcie całej cenzurze i produkcji nowych praw, podmianie języka, by osłonić ten absurdalny bieg obłędnej ideologii i idącej, niestety, za nią praktyki.

Contra naturam?

Mamy tu więc wielką podmianę obrony natury i rozwoju człowieka na destrukcję tejże natury i samego człowieka, podmianę wielu szczytnych idei i wartości na pragmatykę polityczną i ideologiczną nieustannego zaparcia postępowego. Nic nie może trwać i rozwijać się w sposób naturalny tylko musi być nieustannie kwestionowane, burzone, by wprowadzać stale coś nowego (stąd ten nieznośny przymus stałego przekraczania granic, jak się powiada w panującym porzekadle), ale nie wiadomo czy lepszego; podmiana języka komunikacji w propagandę, pustosłowie, wreszcie w całkowity fałsz, bo przy takim przewrotnym użyciu języka traci on swe znaczenie, wiarygodność, porozumiewanie się ludzi już potoczne, swoja moc sprawczą. Taki oto przekaz lewicowo-liberalny, przynoszący rozmaite zaburzenia i kompletnie zbędne zmiany bywa wprowadzany mocą władzy, stanowionych praw i ich egzekucji. Czy to nie przemoc, wykluczenie totalne, nowe represje w miejsce starych, odbieranie wolności w imię wolności przez tych, którzy głoszą naprawę świata i obronę człowieka, wyzwolenie go od wydarzającego się zła. Podmiana zła w dobro, czy przeciwnie, głoszonego dobra w jego dziwne przeciwieństwa.

Hipokryzja to za mało

Ostatnio przejęli się sprawą pedofilii, tej amerykańskiej sprzed lat. Ma u nas powstać komisja, która sprawę zbada i rozliczy. Pewnie ma ona tło polityczne, antyamerykańskie. Byłoby to nawet zabawne, jak to w całej naszej coraz bardziej farsowej polityce, gdyby nie było smutne. Bo nie chodzi o żadne dzieci czy nieletnich. Akurat u nas dopiero teraz forsuje się te lewicowe ustawki i standardy naśladowane poniewczasie po Zachodzie. Tak, kamuflowany nowomową ‘status osoby najbliższej’ czyli ‘związki partnerskie’, czytaj ‘homoseksualne’, podejrzana edukacja zdrowotna w szkołach, którą wciska się na siłę, po cichu przemycane standardy WHO już od przedszkola. To też wielka moralna podmiana. Niby to wszystko walka o dobro dziecka. Czy rzeczywiście?

No, bo jak właściwie rozwinęła pedofilia w niepokojące, powszechniejsze, nie tylko jednostkowo kryminalne zjawisko. Przecież dziś wiadomo, że takim jej źródłem była rewolucja obyczajowa na Zachodzie w latach 60., głównie w Ameryce, propagująca całkowitą swobodę seksualną, wszelkiego rodzaju „związki partnerskie”, komuny i sekty seksualne, a w dalszej konsekwencji propagowanie homoseksualizmu, siłą rzeczy kontestacja związków małżeńskich, rodziny i naturalnego wychowania potomstwa. ‘Postęp’ seksualny, coraz większe seksualne wyzwolenie, nie ustawało, choć wikłało się w coraz większe sprzeczności aż do walki z naturą włącznie. Feminizm propagujący swobodną aborcję, tolerował też prostytucję i pornografię, a więc wcale nie bronił godności kobiet; zjednoczone lobby, przemysł medyczny i farmaceutyczny na rzecz antykoncepcji i aborcji, eutanazji i in vitro, ruchy forsujące pakiet LGBT, biologiczną fanaberię o wymienności i dowolności płci. Jednym słowem z popłuczyn ideologii marksistowskiej i freudowskiej rewolucja 68. przeszła do całkiem realnej i dominującej obecnie wszechstronnej praktyki seksualnej. Nie byt już, lecz seks ma kształtować świadomość!

Na początku lat 70. Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, opierając się na rzekomych badaniach Kinseya, teoriach psychologicznych postfreudysty Reicha i wielu psychologach tej szkoły (później całkowicie skompromitowanych) usunęła homoseksualizm z listy zboczeń seksualnych. Później zamierzała to zrobić z pedofilią, uzasadniając, że to jeden z przejawów „bogactwa życia seksualnego człowieka”. Dopiero protesty psychiatrów zatrzymały to szaleństwo. Ale do dziś jest w zachodniej Europie wiele organizacji domagających się legalizacji pedofilii. Trzeba więc przypomnieć choć jeden przykład guru liberalnej lewicy Daniela Cohn-Bendita, zasiadającego w Parlamencie UE, który sam przyznawał się do pedofilii, opisując w swych wspomnieniach, jak podczas swej pracy w przedszkolu w latach 70. nie tylko molestował małe dziewczynki, ale i sam był przez nie molestowany. Nikt go wtedy nie piętnował za to, nie oskarżał, nie ścigał. Pedofilia była tolerowana jako pewne zachowanie w ramach swobody seksualnej, dopuszczalna również w ramach ‘edukacji seksualnej’ dzieci.

Podmiana seksualna, czyli komu bije dzwon?

Za teoriami „gender” i rozmaitymi ideologiami LGBT szły konkretne praktyki: seksualizacja dzieci i liberalizacja pedofilii (trzeba przypomnieć standardy i edukację według WHO) jako sposoby kształtowania i zaprogramowania człowieka od początku, jeszcze przed okresem osiągania tożsamości osobowej i dojrzałości seksualnej. Tak to się odbywało przez lata i wyglądało na dość chaotyczne, nieskoordynowane i mało zrozumiałe dla postronnych obserwatorów ruchy i postulaty niewielkich środowisk, uzbrojonych wszakże w wymyślne ideologie, wspieranych przez naciski i wpływy medialne na stanowienie odpowiedniego dla tych środowisk prawa. Aż doszło do wynaturzeń, których nie dało się już ukryć.

Teraz święte oburzenie, a przecież to wszystko należało przez lata do ‘pakietu’ liberalnej lewicy, która nie tylko dołączała kolejne aberracje z punktu widzenia rozwoju człowieka i społeczeństwa, ale też obwarowywała je specjalnymi prawami, a następnie cenzurą, która miała zastraszać, dyscyplinować i eliminować krytykę i sprzeciw. Dlatego powstała ‘mowa nienawiści’ jako liberalna podmiana na żądanie wolności, sensu i zdrowego rozumu. Nasi ‘nowocześni’, zawsze spóźnieni, ale gorliwie naśladujący, też chcą dodać swe trzy grosze. Ustawka z ‘edukacją zdrowotną’ w wykonaniu zagadkowych edukatorów, a zwłaszcza organizacji NGO, które już wcześniej próbowały wchodzić do szkół, powinna być ściśle skontrolowana, bo jest to niebezpieczny precedens ingerencji państwa w życie rodzin i dzieci, zwłaszcza gdy jest to w wykonaniu tak zaciętej minister/ry, tej od ‘polskich nazistów’. Podobnie ustawka o ‘związkach partnerskich’ czyli homoseksualnych (w mediach jest to bardzo zamącone, podmieniono właśnie związki homoseksualistów w związki partnerskie kobiet i mężczyzn, którzy ich nie legalizują). To niby taka minimalna ‘ustawka’, jak jednak wszędzie wcześniej oznaczająca początek ‘etapowania’, zrównanie z małżeństwem i rodziną, a później uzyskanie praw z tego wynikających, włącznie z adopcją dzieci. Pytanie, czy adopcja dzieci przez pary homoseksualne jest dla dzieci bezpieczna, czy nie rodzi ryzyka, jeśli nie ich wykorzystania, to przynajmniej wychowania i kształtowania w duchu innym niż rodzinny, gdzie człowiek rozwija się pełniej dzięki bliższym, uczuciowym związkom z matką i ojcem. Wiem, wiem, te słowa mają być zakazane, podobnie jak mąż i żona, a to właśnie ze względu na cały pakiet liberalno-lewicowy (jak tam wplątał się liberalizm, tego nie wiem). Rzeczywiście, konsekwentna aż do paranoi logika.

Co? Pytania i myśli karalne? Język nienawiści? A jest paragraf? Znajdzie się. A wyrok wyda sąd krzywoprzysiężny. Nie, to nie ja, to klasyk, chociaż romantyk…

Ps. Wspominałem o zasłużonym piśmie „Arcana”, z którego wziąłem hiszpańską przypowieść. Obchodzi ono właśnie 30-lecie swego istnienia (przedtem wychodziło jako podziemna „Arka”). Obecne ministerstwo kultury pod kierunkiem zasłużonej inaczej minister/ry, którą trzeba chyba nominować do tytułu mistrza mowy polskiej, odmówiło mu jednak dotacji; zejdzie więc chyba znów do podziemia. Nie pożałowano natomiast takich dotacji „Krytyce Politycznej”, które to środowisko ma wiele dochodów z innych źródeł, a także pismu „Kultura Liberalna” – oba pisma dostały dotacje po prawie pół miliona. Nie wsparto także finansowo poważnego pisma filozoficznego „Kronos”. Podobno sam Premier czytał jakiś jego archiwalny numer, jak pokazały media, ale jak dotąd nic to nie dało.

Walka z Krzyżem w Hiszpanii. Jak socjaliści usiłują zniszczyć prawdę

Ángel Manuel García Carmona:

Walka z Krzyżem w Hiszpanii.

Jak socjaliści próbują zniszczyć prawdę

Ángel Manuel García Carmona https://pch24.pl/angel-manuel-garcia-carmona-walka-z-krzyzem-w-hiszpanii-jak-socjalisci-probuja-zniszczyc-prawde/

(fot. Wikipedia)

Historyczne zapomnienie jako sensacyjny pretekst do ataku na Boga i chrześcijaństwo w Hiszpanii, na przykładzie sprawy Doliny Poległych

W ostatnich dniach hiszpańskie życie polityczne, społeczne i kulturalne przyniosło kilka tematów o niemałym ciężarze. Niektóre z nich starano się szczególnie wyeksponować przy okazji pięćdziesiątej rocznicy śmierci generała Francisco Franco, który zmarł 20 listopada i który przejął władzę w Hiszpanii po zwycięstwie w „Krucjacie Wyzwolenia 1936 roku”.

Niedawno pojawił się projekt rzekomo wybrany jako podstawa do przeprowadzenia eufemistycznie określanego „przekształcenia znaczenia” Doliny Poległych. To naturalny zarazem i duchowy kompleks położony w rejonie Cuelgamuros, jednym z dolin pasma Sierra de Guadarrama na północnym zachodzie Wspólnoty Madrytu. Projekt nazwano La base y la cruz, ponieważ w założeniu jego osią ma być właśnie Krzyż.

Poza elementem rzeźbiarskim odnoszącym się do motywu Pietà przewiduje się budowę „centrum interpretacyjnego”, którego przekaz nie będzie wynikał z wolnej opinii czy interpretacji żadnego zgromadzenia zakonnego ani żadnych spontanicznych środowisk społecznych, lecz z tego, co zadecyduje rząd Hiszpanii. Rząd miałby mianować rzekomych „akademickich ekspertów i badaczy”, odpowiedzialnych za ustanowienie obowiązującej wersji „oficjalnej prawdy”.

Co więcej, dwadzieścia procent składu jury odpowiedzialnego za ten projekt miałoby być powiązane z laicyzmem oraz z tą dziewiętnastowieczną konsekwencją, jaką jest masoneria. W „komitecie” tym znaleźli się Fernando Martínez López, Jordi Martí Grau, Luis Pérez de Prada, María Teresa Verdú Martínez, David Chipperfield, Fuensanta Nieto de la Cierva, María Langarita Sánchez, Cristina Iglesias Fernández Berridi i Elena Calama Martín, przy udziale doradców José Ferrándiza Martínez i Daniela Alberto Escobara Portillo.

W artykule nie zamierzam jednak rozwijać szerzej ani tego zagadnienia, ani różnych interpretacji historycznych dotyczących „Krucjaty Wyzwolenia”, ani też oskarżeń odnoszących się do działań odpowiedzialnych za hiszpański Czerwony Terror. Nie jest również moim celem pogłębiona analiza motywacji, które stały za budową tego pomnika pojednania Hiszpanów według koncepcji Juána de Ávalosa, socjalisty z Méridy.

Chciałbym raczej przypomnieć, i to nieco głębiej, że lewica nie dąży wcale do rzekomego „pojednania”, które sprzedaje się dziś w mediach. Nie chodzi jej też wyłącznie o potępienie tego wojskowego przywódcy, który przyszedł na świat w galicyjskim porcie Ferrol. Sprawy związane z tym miejscem w gminie San Lorenzo de El Escorial wykraczają poza zwykłe „oficjalne wybielanie” zbrodni tych, którzy pragnęli uczynić z Hiszpanii satelitę Moskwy.

Ostatecznym celem jest zburzenie samego krzyża, który łatwo dostrzec z autostrady A Coruña w kierunku północno-zachodnim, kiedy zbliża się do zjazdów prowadzących do najbardziej habsburskiego zakątka Madrytu albo ku przyrodniczym uciechom Cercedilli i Navacerrady. Ktoś powie, że przecież nie odważyli się tego zrobić, ale wszyscy wiemy, że najpierw trzeba „przeprowadzać inżynierię społeczną” i „oswajać ludność”, aby nikt zanadto się nie zbulwersował.

W telewizyjnych tubach propagandy lewicowej i „prawd oficjalnych” płynących z pałacu Moncloa wielokrotnie domagano się likwidacji Krzyża, choć ubierano to w rozmaite słowa. Przykładem są choćby fantazje prezentowane około roku 2019 w programie A partir de hoy w TVE 1 albo kpiny słynnego prezentera i posiadacza nieruchomości z La Sexta, znanego pod pseudonimem El Gran Wyoming. Ale dlaczego ten symbol tak ich uwiera?

Krzyż jest najważniejszym znakiem chrześcijaństwa. Nie jest dekoracją o przypadkowym kształcie, kojarzącą się z czymkolwiek. To narzędzie kaźni, na którym Jezus został ukrzyżowany po odmowie wyrzeczenia się swojego mesjańskiego posłannictwa i Boskiego synostwa, które rzekomo miały stanowić obrazę Cezara. Jego przelana krew nie była jedną z wielu śmierci zadanych w morderstwie.

Chrystus pozwolił się ofiarować, bo jako osoba Boska kocha ludzkość bez granic, a zgodnie z tajemnicą Trójcy Świętej pragnie obdarzyć nas wszystkim, co najlepsze. Kocha i chroni nas niezależnie od tego, jak mało znaczącym może wydawać się pojedynczy człowiek, który jako ciało powróci do prochu, choć jego dusza nie ulegnie unicestwieniu.

Jego śmierć na Golgocie była aktem odkupienia w imię całej ludzkości, uwalniającym ją od wiecznej kary wpisanej w niewolę grzechu, z którym człowiek przychodzi na świat po błędach Adama i Ewy. Natura człowieka, choć przejawia się w niezliczonych wariantach, zawsze może popaść w czyny grzeszne, na które odpowiedzią powinna być osobista skrucha, pragnienie poprawy i rachunek sumienia.

Dlatego coś, co wydaje się jedynie skrzyżowaniem dwóch linii, a pierwotnie było zestawem drewnianych belek, ma znaczenie daleko głębsze niż to, które przypisuje mu nierozumny i złośliwy redukcjonizm. Symbol ten wyraża potrzebę skruchy, ofiary i umartwienia, a także odwagę stawiania czoła życiowym burzom, które z pomocą Boga wzmacniają człowieka.

Krzyż można również pojmować jako potężny znak porządku naturalnego, spontanicznie ustanowionego przez Boga Ojca, działającego we wspólnocie Trójcy wraz z tchnącym dobro Parakletem. Jest to symbol niosący moc zbawienia i odkupienia przez Syna Bożego. Nic dziwnego, że tak drażni tych, którzy stoją po stronie ideowych kontynuatorów promotorów Zapomnienia Historycznego.

Nie ma znaczenia, czy mówimy o niezliczonych małych krzyżach w przestrzeni publicznej, czy o monumentalnych konstrukcjach, nawet najwyższych na świecie. Ten znak budzi w nich więcej niż zwykłą „irytację wzrokową”, bo jego treść jest wyjątkowo mocna. To coś więcej niż odstraszacz wszystkiego, co niesione złymi impulsami.

Krzyż może służyć także do wypędzania złych duchów, które próbują zatruwać lub zniewalać rozumną duszę człowieka albo wpływać na jego życie w inny sposób. Mamy tu do czynienia z aktem egzorcyzmu, walki z Demonem, którego pokusy mają skazić to, co najbardziej ludzkie i codzienne. Dlatego niegdyś niebiańską milicję, działającą pod wodzą świętego Michała Archanioła, postrzegano jako siłę bojową.

Nic więc dziwnego, że współcześni wykonawcy kolejnych etapów procesu rewolucyjnego czują wobec Krzyża tak głęboki dyskomfort. Wszyscy nienawidzą Dobra, Prawdy i Piękna, choć każdy z nich daje temu wyraz w różnym natężeniu. Warto też pamiętać, że socjalizm jest ideologią o korzeniach satanicznych, która gromadzi w sobie wszystkie grzechy główne.

Ángel Manuel García Carmona

Obóz dla dzieci zamienił się w tęczowy koszmar

Obóz dla dzieci zamienił się w tęczowy koszmar

23.10.2025 https://www.tysol.pl/a148345-oboz-dla-dzieci-zamienil-sie-w-teczowy-koszmar

Baskijski obóz dla dzieci, który obiecywał naukę języka, zamienił się w piekło. Dzieci były zmuszane do kąpania się nago z dorosłymi i do wykonywania poniżających rytuałów na opiekunach. Główny organizatorem obozu okazał się natomiast aktywista gender, który już wcześniej zapowiadał, że stara się aktywnie „transować” dzieci.

Smutna dziewczynka. Ilustracja poglądowa Obóz dla dzieci zamienił się w tęczowy koszmar

Obóz dla dzieci

Kolejny lewicowy skandal w Hiszpanii. Ponad 500 dzieci w wieku od 6 do 17 lat spędziło wakacje na obozie, który obiecywał naukę baskijskiego i poznawanie lokalnej kultury. Zamiast tego, według relacji rodziców i samych uczestników, obóz miał stać się miejscem, gdzie dorośli opiekunowie naruszali granice prywatności i bezpieczeństwa najmłodszych. Opiekunowie – trans aktywiści i feminiści – mieli zmuszać dzieci do wspólnych, mieszanych płciowo pryszniców na nago z dorosłymi.

A wszystko to działo się, mimo że obóz był już pod lupą policji ze względu na wcześniejsze podejrzenia o nadużycia seksualne wobec nieletnich.

Obóz, zorganizowany przez stowarzyszenie Euskal Udalekuak, sieć letnich kolonii dla dzieci i młodzieży, trwał od 8 sierpnia do 23 sierpnia 2025 roku. Uczestniczyło w nim około 80 dzieci. W teorii celem wydarzenia miało być promowanie baskijskiej tożsamości, ale w praktyce, jak twierdzą świadkowie, skupiono się na „edukacji transfeministycznej” – czyli na ideach kwestionujących tradycyjne pojęcie płci i ról społecznych. Kierownikiem obozu był 23-letni aktywista Aner Peritz Manterola, „niebinarny” poeta i performer. Peritz od lat 13 uczęszczał na podobne imprezy i publicznie pisał o potrzebie „queerowania” dzieci, czyli wpajania im lewicowej, anarchistycznej perspektywy na świat.

Przymusowe prysznice koedukacyjne

Co działo się w obozie? Relacje dzieci szokują. Chłopców i dziewczynki (w wieku gimnazjalnym) miano zmuszać do wspólnych kąpieli razem, nago, obok rozebranych dorosłych. Takie nagie prysznice koedukacyjne miało „pomóc pokonać wstyd przed ciałem i uczyć pozytywnego podejścia do seksu” – relacjonowała 13-letnia uczestniczka obozu. Gdy dzieci zaprotestowały i same ustaliły harmonogram pryszniców według płci, opiekunowie początkowo zgodzili się, ale potem wrócili do starego porządku. Dzieci musiały się dostosować. Inaczej grożono im prysznicem w lodowatej wodzie.

Absurdalne zachowanie opiekunów opierało się też o inne elementy ideologii gender, np. o wmawianie dzieciom dysforii, czyli nienawiści do własnego ciała. Lustra w łazienkach miano więc zamalować, by dzieci „nie musiały patrzeć na siebie i wstydzić się ciała”. Takie zabiegi od dawna promowane są też przez trans aktywistów, którzy uważają, iż niechęć do siebie jest punktem wyjściowym w tzn. „tranzycji”, czyli przy „zmianie płci”.

„Smacznego”

Dzieci miały też być poddawane przez opiekunów poddawane seksualizacji. Na jednym z zamalowanych luster, narysowano nagą kobietę z rozłożonymi nogami i napisem „On egin!” (co po baskijsku oznacza „smacznego!”).

To jednak nie koniec pomysłów organizatorów. Dzieci opowiadają o upadlających „grach”, w których musiały ssać palec u nogi opiekuna, by dostać przekąskę. Inne ofiary miały musieć zdejmować spodnie i pokazywać swoje pośladki całej grupie. Jeden z opiekunów chodziL po obozie z genitaliami na wierzchu, owiniętymi jedynie w folię plastikową podczas przedstawienia baskijskich mitów.

Mieszkańcy Bernedo twierdzą, że widzieli opiekunów topless na ulicach, kąpiących się nago w basenie i palących marihuanę przy dzieciach.

Skargi rodziców

Rodzice ofiar skarżą się też na izolację swojego potomstwa. Telefony komórkowe miały zostać skonfiskowane, rozmowy z rodzinami miały być nagrywane, a pomoc medyczną ograniczana. Jedna dziewczynka z problemami ciśnieniowymi miała nie dostać potrzebnych leków i nie otrzymać pomocy szpitalnej, mimo zawrotów głowy.

– To nie był obóz, to była indoktrynacja

– mówiła później w hiszpańskich mediach jedna z matek. Co gorsza: podczas obozu zgłoszono przypadek napaści seksualnej: chłopiec zaatakował dziewczynkę, a opiekunowie zmusili ich potem do wspólnego prysznica, zamiast interweniować.

Podejrzenia, że na takich obozach dzieje się coś złego, istniały już wcześniej. Policja w Zarautz (prowincja Gipuzkoa) bada rzeczony obóz już od grudnia 2024 roku. Wtedy to pojawiły się pierwsze donosy o przypadkach nadużyć seksualnych wobec dzieci z domów dziecka, które brały udział w edycjach obozu z lat 2021-2024. Mimo to, w 2025 roku obóz ruszył bez przeszkód.

Do października 2025 roku śledztwo baskijskiej policji (Ertzaintza) objęło już 12 zarzutów, w tym naruszenia intymności i godności nieletnich. Stowarzyszenie działało też bez oficjalnej rejestracji, co potwierdził rząd Basków.

Trans aktywista

Aner Peritz, centralna postać afery, nie kryje swoich poglądów. W eseju z lutego 2025 roku w gazecie Berria, zatytułowanym „Dzieci i esencjalizm płciowy”, mężczyzna pisał:

„Nazywajcie to indoktrynacją. Chcemy prowadzić transową indoktrynację […] Chcemy 'zgejować’ wasze dzieci, żebyście ich nie heteroseksualizowali, jak zrobiliście to z nami”.

Stowarzyszenie Euskal Udalekuak zaprzecza jednak nadużyciom i przymusowi nagich kąpieli w towarzystwie dorosłych, twierdząc, że „[wspólne] prysznice to szansa na normalizację ciał i walkę ze stygmatami”. W oświadczeniu stowarzyszenia czytamy natomiast: „Nie zmuszamy nikogo do nagości, oferujemy alternatywy. Pracujemy nad deseksualizacją ciała, by chronić przed przemocą”.

Wielu rodziców, których synowie i córki byli na obozie, jest jednak przekonanych, że ich dzieci zostały skrzywdzone.  

Hiszpania: Nadzy opiekunowie i wspólne prysznice z podopiecznymi obu płci. Oto feministyczne i inkluzywne kolonie dla dzieci.

Hiszpania: Nadzy opiekunowie i wspólne prysznice z podopiecznymi. Oto feministyczne i inkluzywne kolonie dla dzieci

https://pch24.pl/hiszpania-nadzy-opiekunowie-i-wspolne-prysznice-z-podopiecznymi-oto-feministyczne-i-inkluzywne-kolonie-dla-dzieci

(Oprac. PCh24.pl)

Od 40 lat stowarzyszenie Sarrea Euskal Udalekuak organizuje skierowane do baskijskiej młodzieży obozy letnie. Ugrupowaniu przyświecają lewicowe przekonania. Jak podają organizatorzy, ich projekt ma na celu wsparcie rozwoju baskijskiej tożsamości u młodych oraz koncentruje się na „feminizmie, języku baskijskim i pracy społecznej”.

Tegoroczny turnus wywołał jednak spory skandal.

W sierpniu b.r młodzi z Kraju Basków, pomiędzy 13 a 15 rokiem życia, którzy zdecydowali się uczestniczyć w kolonii w Bernedo, zaczęli wysyłać do swoich rodziców niepokojące wiadomości. Nastolatkowie informowali, że opiekunowie zarządzili wspólne prysznice dla dziewcząt i chłopców. Powodem miała być troska o… młodzież „transseksualną”. Kto nie utożsamia się ani z płcią męską, ani żeńską mógłby w innym wypadku poczuć się kategoryzowany, twierdzili organizatorzy. Wraz z podopiecznymi prysznice brali również opiekunowie. Według doniesień uczestników obozu, zachęcali oni do pełnego rozbierania się w trakcie mycia… ponoć dla „lepszej higieny”.

To jeden z przykładów nadużyć, do jakich doszło w ośrodku wypoczynkowym w czasie jednego z tegorocznych wyjazdów. Nastolatkowie donosili również o niestosownym wystrój łazienek. Lustra w nich były zamalowane, a na jednym z nich widniała namalowana kobieta w seksualnej pozie z podpisem „smacznego”.  

Część z młodych wypoczywających na kolonii zgłaszała również rodzicom, że opiekunki i opiekunowie przechadzali się po ośrodku nadzy od pasa w górę. Matka jednej z dziewcząt zapewniła zaś, że ma dowody przeciwko jednemu z dorosłych, który miał chodzić po obozie z widocznymi genitaliami.

O niestosownych zachowaniach kolonijnej kadry mówili również mieszkańcy Bernedo. Media lokalne wskazały, że donosili oni o nagich kąpielach opiekunów w basenie oraz paleniu przez nich marihuany w obecności podopiecznych.

Pod koniec września władze Kraju Basków potwierdziły, że fakty te znane są policji, która rozpocznie śledztwo w sprawie nadużyć. Obejmie ono nie tylko doniesienia z ostatniego turnusu, ale również skargi, jakie kierowali rodzice dzieci uczestniczących w koloniach organizowanych przez Sarrea Euskal Udalekuak w dwóch innych miejscowościach w poprzednich latach.

Sami organizatorzy w wydanym w odpowiedzi na skandal oświadczeniu stwierdzili, że doniesienia to „narracja bardzo odległa od rzeczywistości”.

Źródła: maldita.es, libertaddigital.com, elmundo.com FA

Hiszpanie za deportacją 8 milionów imigrantów i ich dzieci

Adam Gwiazda @delestoile

Nareszcie ktoś! Vox otwarcie opowiada się za deportacją 8 milionów imigrantów i ich dzieci, w tym legalnych, którzy nie integrują się z hiszpańskim obyczajami.

Rocío de Meer, rzeczniczka partii, twierdzi, że proces będzie złożony, ale konieczny dla przetrwania narodu hiszpańskiego. Propozycja obejmuje audyt obywatelstwa i deportację m. in. przestępców, osób narzucających obce religie czy żyjących na koszt państwa.

https://elpais.com/espana/2025-07-07/vox-habla-ya-abiertamente-de-deportar-a-ocho-millones-de-inmigrantes-y-sus-hijos.html

Zdjęcie

·

52,5 tys. wyświetleń

Dwa miesiące męczeństwa. 58 dni, kiedy 108 księży zostało zamordowanych w Toledo

58 dni, kiedy 108 księży zostało zamordowanych w Toledo

Republikańscy terroryści pozują do zdjęcia ze zmumifikowanym ciałem zakonnicy po ataku na klasztor Conceptionist w Toledo.

==============

Między lipcem a wrześniem 1936 r. Toledo w Hiszpanii stało się miastem męczeństwa, a krew katolików dosłownie płynęła ulicami.

Mordercze republikańsko-komunistyczne bojówki szalały po mieście w pierwszych miesiącach hiszpańskiej wojny domowej.

Popełniały straszliwe zbrodnie. W ciągu zaledwie 58 dni polowały na księży i zakonników.

Między 22 lipca a 18 września 1936 r. komunistyczni zbrodniarze upolowali 108 księży (11 marystów, 1 franciszkanina, 14 karmelitów bosych, 3 jezuitów i 79 księży diecezjalnych). Zostali aresztowani i zabici.

Bez słowa. Nawet bez procesu. Nawet bez symulacji. Byli księżmi i to wystarczyło, by skazać ich na śmierć.

Republikańscy terroryści pozują do zdjęcia ze zmumifikowanym ciałem zakonnicy po ataku na klasztor Conceptionist w Toledo.

Don Jorge López Teulón, ksiądz, opisuje to w swojej najnowszej książce, Mártires a la sombra del alcázar de Toledo (Męczennicy w cieniu alkazaru w Toledo, opublikowanej przez San Román).

Wśród przypadków opisanych w książce jest przypadek Don Ricardo Pla Espí, mozarabskiego kapelana katedry prymasowskiej, profesora seminarium i doradcy Katolickiego Stowarzyszenia Propagandystów.

Został aresztowany w domu swoich rodziców. Jego matka, która leżała chora w łóżku, powiedziała do syna: „A czy pan jest gotowy na śmierć?”. Jej syn odpowiedział: „Tak, matko, teraz jestem gotowy”.

Kiedy weszli zbrodniarze wojenni, nie pozwolili księdzu pożegnać się z rodzicami.

Pięć minut później, na Paseo del Tránsito, na dużych schodach, został dwukrotnie postrzelony, raz w czoło i raz w bok.

Kiedy zobaczył, że w niego celują, krzyknął: „Niech żyje Chrystus Król!”.

Wszystko to wydarzyło się, gdy kilkaset osób, głównie katolików, było zabarykadowanych w Alcazar w Toledo przez 70 dni.

Oblężenie trwało do 27 września 1936 r., kiedy to wojska pod dowództwem generała Francisco Franco wyzwoliły obrońców Alcazaru.

W ciągu czterech lat komuniści w Hiszpanii zamordowali 4000 męczenników.

Tłumaczenie AI

Nie wolno zapomnieć. Zatuszowane horrory: Jak wykrwawiano Kościół w Hiszpanii

https://gloria.tv/post/36NJPeC4pWzj2ckYj7GB3EbDa pl.news

Zatuszowane horrory: Jak Kościół wykrwawił się w Hiszpanii

Don José Luis Alfaya, 80 lat, były biznesmen, porzucił finanse w wieku 40 lat, aby zostać księdzem.

Napisał kilka książek, z których jedna, Como un río de fuego (Jak rzeka ognia), stała się fundamentalnym dziełem dla zrozumienia straszliwych prześladowań religijnych w Madrycie podczas hiszpańskiej wojny domowej (1936-39).

Powiedział ElDebate.com (7 września), że w ramach doktoratu na Uniwersytecie Nawarry przestudiował wszystkie dokumenty zarchiwizowane przez archidiecezję madrycką na temat tego, co stało się ze świeckim duchowieństwem Madrytu w tym okresie.

Wojna domowa była rewolucją marksistowską wspieraną przez elementy socjalistyczne. Przerodziła się ona w brutalne prześladowania religijne.

Don Alfaya odkrył wiele dokumentów dotyczących księży, którzy zginęli jako męczennicy podczas tych prześladowań.

Kiedy udał się do wydawcy z książką gotową do publikacji, powiedziano mu, że jest ona zbyt „niepoprawna politycznie” [ponieważ dotyczyła zamordowanych księży i katolików…].

Największe okrucieństwa miały miejsce od 17 lipca do połowy sierpnia 1936 roku. Rozwinęły się gwałtowne prześladowania wszystkiego, co katolickie.

Członek Akcji Katolickiej, który pracował w firmie ubezpieczeniowej, został zadenuncjowany jako katolik przez kolegę z zazdrości. Został aresztowany i zniknął. Pod koniec wojny domowej syn ofiary zgłosił donosiciela na policję. Sprawca został aresztowany i przesłuchany.

Żona zaginionego powiedziała mu: „Wybaczam panu; jeśli zabił pan mojego męża, wybaczam panu. Ale proszę mi powiedzieć, gdzie jest pochowany, żebym mogła pójść się pomodlić”.

Mężczyzna w końcu wyjawił: „Pani mąż nie jest nigdzie pochowany. Został pożarty przez dzikie bestie z Parque del Retiro (gdzie wówczas znajdowało się zoo)”.

Odkryto, że wielu więźniów zabito, rzucając ich rozczłonkowane części dzikim bestiom z Retiro. Fakt ten został później zatuszowany.

Od samego początku komuniści, socjaliści i anarchiści podpalali kościoły, seminarium i katedrę San Isidro, które płonęły przez trzy dni, od 17 do 21 lipca.

Ostatecznym celem było zniszczenie relikwii San Isidro. Próbowali tego już w 1931 roku.

Księża z katedry ukryli relikwie, wraz z relikwiami Santa María de la Cabeza i kilkoma dziełami sztuki, w tajnym miejscu. Podjęto próby zniszczenia ściany, w której ukryto relikwie, ale pozostały one nienaruszone, mimo że obszar ten płonął przez trzy dni.
Komuniści uniemożliwili nawet strażakom ugaszenie płomieni. To był cud, że urna zawierająca relikwie nie została uszkodzona w ogromnym upale.

Nienawiść do Kościoła narastała przez długi czas, kiedy idee marksistowskie zaczęły się wkradać z powodu ignorancji klasy robotniczej.

Na sytuację wpłynęło to, co wydarzyło się w Związku Radzieckim od 1917 roku. Doprowadziło to do szczytu prześladowań. Nierozważnie było chodzić po ulicy w sutannie.

Antonio Montero, który był pionierem w badaniu wszystkich danych dotyczących prześladowań religijnych w Hiszpanii w latach trzydziestych, mówił o około 350 księżach diecezjalnych zamordowanych w Madrycie, nie licząc zakonników.

Don Alfaya, ze wszystkimi dokumentami, które znalazł w archiwach archidiecezjalnych, był w stanie policzyć do 450 i udokumentować prawie wszystkie z nich.

Jest jedna bardzo szczególna okoliczność, którą należy wziąć pod uwagę, a mianowicie, że nie było ani jednego apostaty.

Kapłani z wiosek byli ścigani po okolicy. Niektórzy donosiciele odkryli ich i zadenuncjowali.

Polowano na nich jak na robactwo, jak na zwierzęta. Komunistyczni przestępcy wykańczali ich i wrzucali do rowu lub składali z nich prawdziwe, piekirlne ofiary.

Don Alfaya badał również niesławne masakry w Paracuellos z listopada 1936 roku.

Gdy siły wyzwoleńcze Francisco Franco zbliżały się do Madrytu, tysiące więźniów politycznych zostało zabranych z madryckich więzień przez komunistów i przewiezionych do Paracuellos de Jarama i innych pobliskich miejsc, gdzie zostali masowo rozstrzelani i pochowani w masowych grobach.

Szacunkowa liczba zabitych waha się od 2 000 do 5 000.


Don Alfaya znalazł pisemne dowody na to, że przywódca komunistyczny Santiago Carrillo (1915-2012), ówczesny radny ds. porządku publicznego w Madrycie, był jedną z głównych osób odpowiedzialnych za egzekucję. Dokumenty egzekucyjne, które podpisał, nadal istnieją.

Dezinformacyjna encyklopedia Wikipedia wybiela tego zbrodniarza jako „przywódcę demokratycznej opozycji” (sic) wobec rządu Franco.

Guardia Civil: Broń wysłana na Ukrainę – pracuje w rękach handlarzy narkotyków

Hiszpańska Guardia Civil: Broń wysłana na Ukrainę w rękach handlarzy narkotyków

Data: 6 giugno 2024 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/dozbojenie gangów narko

Funkcjonariusze Guardia Civil w południowej Hiszpanii z zadaniem stawienia czoła handlarzom narkotyków odnotowują niezwykły wzrost ilości i jakości broni, której ci używają. W ostatnich tygodniach pojawiły się nowoczesne karabiny bojowe produkcji amerykańskiej lub europejskiej. Źródła wskazują na zaopatrywanie się w nie na czarnym rynku, co jest konsekwencją wojny na Ukrainie.

Broń długa zaczęła stopniowo pojawiać się wśród arsenału przejętego od klanów narkotykowych. Jednym z powodów była konieczność obrony przed organizacjami rywalizującymi ze sobą po to, by zapobiec kradzieżom narkotyków między gangami. Ale obecnie, narcos używają ich do obrony przed agentami policji krajowej oraz funkcjonariuszami Guardia Civil.

Nowością w ostatnich tygodniach jest to, że ta broń, która wcześniej była mocno przestarzała – a wiele z nich było radzieckimi kałasznikowami – teraz jest produkcji europejskiej lub północnoamerykańskiej. Źródła, z którymi się skonsultowano, wskazują, że pochodzi ona z czarnego rynku spowodowanego wysyłaniem broni na Ukrainę.

We wrześniu ubiegłego roku Guardia Civil zorganizowała w Barcelonie konferencję prasową poświęconą przejęciu 5,7 tony haszyszu. Najbardziej uderzające było to, że podczas operacji znaleziono dwie sztuki broni wojennej i trzy sztuki broni palnej. Były to karabin szturmowy AR-10 arad lite i APC223, oba z amunicją kalibru NATO.

Kaliber NATO w Kadyksie

22 maja ubiegłego roku, funkcjonariusze Guardia Civil w Sanlúcar de Barrameda (Kadyks) spotkali się z ostrzałem wojskowym z tego typu broni. Mieli właśnie rozpocząć operację, gdy handlarze narkotyków otworzyli ogień. Strażnicy przejęli około 2500 kilogramów haszyszu w 77 belach, a także cztery pojazdy terenowe, które zostały wcześniej skradzione. Aresztowano dziewięć osób. Operacja rozpoczęła się, gdy zauważono podejrzaną łódź. Kiedy przybiła do brzegu, przestępcy mieli do dyspozycji cztery SUV-y, aby uciec. Kiedy agenci przybyli na miejsce, uczestnicy narkotykowego procederu zaczęli uciekać, oddając liczne strzały z broni automatycznej kalibru NATO z różnych kierunków w stronę żołnierzy Guardia Civil, którzy musieli odpierać agresję przy użyciu broni.

Stowarzyszenie Asociación Unificada de Guardias Civiles wzywa rząd do podjęcia „pilnych działań w obliczu tej niezwykle poważnej sytuacji. Jego rzecznik, Pedro Carmona, uważa, że „istnieje duże ryzyko dla ogółu społeczeństwa”  z powodu rozprzestrzeniania się tego typu broni, a jego organizacja domaga się, aby Ministerstwo Spraw Wewnętrznych podjęło działania w tej sprawie, aby „nie dopuścić do możliwości używania ich przeciwko”  agentom „walczącym z handlem narkotykami”.

INFO: https://www.elindependiente.com/espana/2024/06/05/los-guardias-civiles-piden-medidas-por-el-uso-de-armas-de-la-guerra-en-ucrania-por-parte-de-los-narcos/

W Hiszpanii powstanie największa w Europie statua Buddy. Posąg ma być jedynie symbolem „wrogiego przejęcia” katolickiego niegdyś miasta…

W kierunku pogaństwa. W Hiszpanii powstanie największa w Europie statua Buddy

https://pch24.pl/w-kierunku-poganstwa-w-hiszpanii-powstanie-najwieksza-w-europie-statua-buddy/

W hiszpańskim mieście Cáceres, pełnym katolickich świątyń i klasztorów,‎ ma powstać największa w Europie statua… Buddy. 47-metrowa figura z białego jadeitu będzie ważyć 6 tysięcy ton.

Z deklaracji inicjatorów wynika, że posąg ma być jedynie symbolem „wrogiego przejęcia” katolickiego niegdyś miasta…

Chodzi o uczynienie z Cáceres europejskiego centrum buddyzmu, a z pomysłem tym wystąpiła Lumbini Garden Foundation z siedzibą w Madrycie. To wywodzące się z Nepalu hiszpańskie stowarzyszenie deklaruje, że chce stworzyć pomost pomiędzy Zachodem i Wschodem. Żerując na duchowej pustce, jaka nastąpiła na Zachodzie, buddyści chcą „ułatwić Europie zrozumienie azjatyckiej duchowości i wartości w czasach, gdy ludzie coraz bardziej odwracają się od religii”.

Z oświadczeń jasno wynika charakter inicjatywy, która oficjalnie ma być ateistyczna. Promotorzy projektu traktują buddyzm jako „sposób rozumienia życia”, twierdząc, iż propaguje on wartości takie jak: empatia, współczucie, uprzejmość „bez patrzenia na nie z perspektywy religijnej”, a jedynie humanistycznej. José Manuel Vilanova, kierujący Lumbini Garden Foundation podkreśla, że szczególnie młodzi interesują się buddyzmem jako filozofią, która „nie jest kierowana przez Boga”, lecz „bardziej naturalną, zgodną z prawami wszechświata”. Jego zdaniem jest to podejście bardzo atrakcyjne dla młodych, których wielu „w pseudoreligiach i innych stylach życia szuka odpowiedzi, których nie otrzymuje od tradycyjnych religii”.

Ta pogańska inicjatywa wymierzona w resztki europejskiej duchowości nie cieszy się na szczęście popularnością wśród Hiszpanów. Wcześniej odrzuciły ją duże miasta, Madryt i Barcelona. Z kolei lokalny Historyk i przewodnik po regionie Estremadury, Antonio Cancho Sierra, mówi, że budzi ona niechęć również wśród mieszkańców.

Źródło: KAI oprac. FO

==================================

mail:

Mam nadzieję, że poświęci go sam Jorge Bergoglio, ksywka „Franciszek”

Hiszpania na szerokiej autostradzie do piekła. Feministki zastąpią świętych.

Feministki zastąpią świętych. Barcelona rozpoczyna nowy rozdział walki z chrześcijańskimi symbolami

#feministki #Hiszpania #nazwy ulic #przesladowanie chrześcijan

Antykatolicki i antycywilizacyjny walec, który od wielu lat niszczy Hiszpanię, przyspiesza. Po zrównaniu praw zwierząt domowych z prawami dzieci, po zalegalizowaniu przymusowej eutanazji, po uderzeniu w modlących się katolików, zdecydowano o nowym otwarciu, jeśli chodzi o walkę z katolickimi symbolami.

Socjaliści (komuniści?) rządzący Barceloną zatwierdzili plan zmiany nazw ulic noszących imiona świętych: Rafała, Magdaleny, Agaty oraz Róży. Święci zostaną zastąpieni przez nazwiska feministek zasłużonych m.in. w walce o „podstawowe prawa kobiet”, jak w Hiszpanii nazywa się antykoncepcję i aborcję.

I tak oto barcelońskie ulice Świętego Rafała i Świętej Magdaleny zmienią nazwę Marii Casas Mira, a także Magdaleny E. Blanc.

Z kolei ulice poświęcona Świętej Agacie i Świętej Róży będą nosić imiona Agaty Badia Puig-rodon oraz Rosie Puig-rodon Pla.

Władze Barcelony twierdzą, że zmiana nazw ulic uczyni stolicę Katalonii miastem o „większej inkluzyjności” i nada mu jeszcze bardziej „świecki charakter”.

Źródło: PAP / Oprac. TG

Klasztor klarysek w Hiszpanii, w Granadzie sprzedany buddystom. Modliły się pięćset lat. Ludzie protestują, ale naród sam wybrał apostazję. „Nowa Tradycja Kadampy”.

Klasztor w Hiszpanii sprzedany buddystom. Ludzie protestują, ale naród sam wybrał apostazję.

Paweł Chmielewski

https://pch24.pl/klasztor-w-hiszpanii-sprzedany-buddystom-ludzie-protestuja-ale-sami-zawinili/


Hiszpański klasztor klarysek został sprzedany buddystom. Był pusty: klaryski zmarły, ostatnia przełożona kilka lat temu. Należał do sióstr przez prawie pięćset lat.

Klasztor (Convento de las Vistillas) został zbudowany na początku XVI wieku. Jest położony w hiszpańskiej Granadzie. W związku z upadkiem kultury chrześcijańskiej w Hiszpanii nie ma zbyt wielu powołań, dlatego w ostatnich latach klasztor coraz bardziej pustoszał, aż w końcu, wraz ze śmiercią ostatniej przełożonej, na dobre umarło w nim klauzurowe życie modlitwy i wyrzeczenia. Budynek został następnie sprzedany buddystom.

Przeciwko transakcji protestują mieszkańcy Granady, którzy stworzyli petycję wzywającą do „obrony kulturowego i religijnego dziedzictwa” miasta.

Buddyści z grupy „Nowa Tradycja Kadampy” kupili klasztor za 2,5 mln euro. Organizacja ma siedzibę w Wielkiej Brytanii, a w Granadzie działa od ponad 20 lat, oferując zlaicyzowanym Hiszpanom kursy medytacji. W dawnym klasztorze klarysek buddyści chcą utworzyć centrum duchowe, kawiarnię i ogród. Kaplica sióstr będzie używana jako przestrzeń do medytacji.

Inicjatywa autorów petycji, choć wydaje się słuszna, w ostateczności budzi tylko gorzki śmiech. Hiszpania zdradziła Jezusa Chrystusa: ludzie masowo odwrócili się od Boga. Masońskie, a później skrajnie lewicowe rządy; przyjęcie licznych skrajnie antykościelnych i otwarcie bluźnierczych ustaw; liberalizacja aborcyjnego ludobójstwa; instytucjonalizacja sodomskich związków, które nazywane są małżeństwami; zniszczenie rodziny, które ma swój efekt w postaci skrajnie niskiej dzietności – tak wygląda dziś ten dawniej katolicki kraj. W tej sytuacji klasztor klarysek jest już rzeczywiście tylko „dziedzictwem” – świadectwem pobożnej przeszłości, zamienionej przez wiarołomny naród na pogańską teraźniejszość. Nic dziwnego, że Bóg dopuszcza, by klasztor przejęli dziś poganie. Czego Hiszpanie nie potrafili uszanować, zostaje im zabrane. 

Pach

=========================

„Paw narodów i papuga” 2 grudzień 2023

Sekularyzacja i laicyzacja, odchodzenie od religii całych społeczeństw i grup społecznych, zjawisko „obumierania” religii – procesy te, zanim wystąpiły w Polsce, od dłuższego czasu trwają na Zachodzie i nic nie wydaje się wskazywać na to, że nasz kraj – jeśli ma być członkiem respektującym standardy obowiązujące we Wspólnocie Europejskiej – pójdzie jakąś inną, własną drogą. Zachód – jak zauważa współczesny filozof religii Louis Dupré – już dawno rozstał się z kulturą chrześcijańską i nic w nim nie pozostało z dawnej wrogości ze „starych dobrych” czasów Woltera, Diderota czy innych postaci wojującego ateizmu. Nie wydaje się także, aby – oprócz słyszalnych pomruków niezadowolenia środowisk tradycyjnych – Polskę, pyszniącą się swoją przynależnością do cywilizacji Zachodu, a zarazem będącą – jak to ujął Słowacki – „pawiem narodów i papugą” („Co Francuz wymyśli – pisał też Mickiewicz – to Polak polubi”), stać było w tej sferze na jakąś szczególną oryginalność. Wszystkie znaki na polskim i europejskim „niebie” i „ziemi” zdają się potwierdzać nieubłagalność tej ogólnoeuropejskiej tendencji. W tym kontekście jakże trafnie, głęboko i gorzko brzmią słowa francuskiej filozof Chantal Millon-Delsol. Mając na uwadze procesy sekularyzacyjne i sytuację religii na Zachodzie, ze smutkiem konstatuje ona: „Po walczącym ateizmie przyszła obojętność i pogarda wobec Boga. Ateizm walczący nie ma już sensu, bo straciły sens obrazy Boga i same instytucje «zajmujące się transcendencją». Nowoczesność wygrała więc, jak się wydaje, swą ostateczną walkę, gdyż jednym z jej celów było właśnie wyzwolenie ludzi od transcendencji powodującej ich alienację” (Ch. Millon-Delsol, Bóg na wygnaniu, przeł. D. Zańko, „Znak” 2001, nr 10, s. 11). Kultura zwana chrześcijańską została zasymilowana i niemal zupełnie wchłonięta przez świecką, nowożytną, „odczarowaną” (Max Weber), zachodnią cywilizację i stała się niczym więcej niż jednym z jej „kulturowych artefaktów”. I – jakkolwiek paradoksalnie by to zabrzmiało – oznaką bardziej wskazującą na zjawisko „śmierci Boga” i jego konsekwencję, czyli nihilizm, jest nie to, że – jak pisał Heidegger – „burzy się kościoły i klasztory i morduje ludzi” (Przyczynki do filozofii), ale że w wyemancypowanej i tolerancyjnej Europie już się tego nie robi i nic nie wskazuje na to, aby miał nastąpić powrót do tych praktyk. Zupełnie inaczej jest nadal w tej części świata, w której przeważającą religią jest islam.

Hiszpania: Po raz pierwszy w historii mężatki urodziły mniej dzieci niż samotne… A współczynnik dzietności w rodzinach Hiszpanów jest ok. 1.00… Szybko wymrą.

Hiszpania: Po raz pierwszy w historii mężatki urodziły mniej dzieci niż samotne… A współczynnik dzietności w rodzinach Hiszpanów jest ok. 1.00…

pch24.pl/hiszpania-samotne-matki-urodzily-wiecej-dzieci-niz-mezatki

„Po raz pierwszy w historii Hiszpanii w jednym roku samotne matki urodziły więcej dzieci niż mężatki”, wynika z opublikowanego w środę studium dotyczącego demografii za 2022 r. Jego autorem jest Narodowy Instytut Statystyczny (INE) w Madrycie.

W minionym roku w Hiszpanii wśród małżeństw przyszło na świat ponad 164,1 tys. dzieci. W tym samym czasie samotne kobiety urodziły na terenie tego kraju ponad 165 tys. niemowląt.

Władze rządowej agendy, wskazując na nienotowane wcześniej w historii kraju zjawisko, odnotowały też drastyczny spadek liczby urodzeń pomiędzy 2021 r. a 2022 r. O ile w tym pierwszym urodziło się 454,6 tys. dzieci, to już rok później zaledwie 329,2 tys.

Analizujący w środę statystyki INE dziennikarze gazety „El Pais” zauważyli, że tak niską liczbę urodzeń zanotowano w Hiszpanii po raz ostatni w 1900 r.

Zgromadzone przez rządową agendę dane potwierdzają też postępujący niemal we wszystkich hiszpańskich prowincjach spadek liczby noworodków.

===================

Hiszpania jest drugim państwem Europy o najniższym współczynniku dzietności, „wyprzedza” ją tylko Malta.

Kobieta w Hiszpanii w ciągu swojego życia urodzi średnio 1,19 dziecka, które będzie miała w wieku średnio 31,2 lat.[Ten współczynnik podnoszą do – żałosnego przecież poziomu – imigrantki – mahometanki. Więc w rodzinach hiszpańskich jest o wiele niższy, ale ile wynosi – tego zabraniają publikować md]

W krajach UE dzietność spadła w 2020 r. do 1,5 dziecka na kobietę. Do osiągnięcia dzietności, która pozwoliłaby na zachowanie obecnej wielkości populacji konieczne jest utrzymanie współczynnika na poziomie 2,1.

Muzułmanie mieli zmienić kościół na meczet. Stary Hiszpan nie wytrzymał.

Muzułmanie mieli zmienić kościół na meczet. Stary Hiszpan nie wytrzymał.

muzulmanie-mieli-zmienic-kosciol-na-meczet

80-letni mieszkaniec Katalonii został oskarżony przez regionalną prokuraturę o umyślne podpalenie małego kościoła w prowincji Girona, który miał zostać przekazany lokalnej społeczności muzułmańskiej i zamieniony na meczet.

Jak twierdzą śledczy, mężczyzna działał z „pobudek ideologicznych”. Gdy dowiedział się, że lokalne władze chcą przekazać świątynię pod wezwaniem św. Sebastiana wyznawcom islamu, postanowił ją podpalić.

Z cytowanego przez lokalne media komunikatu policji wynika, że przełom w śledztwie nastąpił po odnalezieniu we wnętrzu świątyni dwóch kamieni.

80-latek miał nimi wybić szybę świątyni, a następnie przy pomocy łatwopalnej substancji zaprószyć ogień.

Znajdujący się w gminie Bescano, w prowincji Girona, XVII-wieczny kościół był wpisany na listę katalońskiego dziedzictwa regionalnego.

Tropienie „złodziei wody” w południowej Hiszpanii. „Truskawki połykają wodę z ptasiego raju”. Jak UE niszczy rolnictwo.

Tropienie „złodziei wody” w południowej Hiszpanii. „Truskawki połykają wodę z ptasiego raju”. Jak UE niszczy rolnictwo.

„W ciągu ostatnich czterech lat zamknęliśmy 1116 nielegalnych otworów wodnych. „

euronews–tracking-water-thieves

[Euronews, największa tuba propagandowa zielonych komunistów]

Andaluzja w południowej Hiszpanii, gdzie nasz reporter szuka – i znajduje! – dużo nielegalnych studni wodnych.

Dwie trzecie Hiszpanii jest zagrożone pustynnieniem. Kryzys klimatyczny przybiera na sile. Mnożą się konflikty związane z wykorzystaniem wody. Doñana, jeden z najbardziej wyjątkowych rezerwatów przyrody w Europie, jest jednym z takich miejsc.

Ochrona wody

Solidnie wyglądający strażnicy patrolują granicę rezerwatu Doñana. Intensywne rolnictwo szklarniowe jest coraz bliżej. Uprawia się tu około 80% hiszpańskiej produkcji owoców jagodowych. Truskawki połykają wodę z ptasiego raju.

Nielegalne rozbudowy i przepompownie „rosną jak grzyby po deszczu”. Ziemia jest perforowana i przekształca się w rodzaj „szwajcarskiego sera”.

Antonio Santos, lider jednostki Konfederacji Hydrograficznej Gwadalkiwiru, podjął działania: „W ciągu ostatnich czterech lat zamknęliśmy 1116 nielegalnych otworów wodnych. „

W lesie napięcie rośnie. Rolnicy energicznie bronią swoich odwiertów. Czasami Antonio musi wzywać Guardia Civil. Zamykanie nielegalnych studni nie jest łatwe. To prawdziwa wojna papierkowa, toczona za pomocą pism procesowych i procedur sądowych, które mogą trwać nawet osiem lat.

======================================================

Mój korespondent:

Niszczenie europejskiego rolnictwa odbywa się różnymi metodami.

W Polsce ukraińskie zboże wypiera nasze.

W Holandii wyrzuca się na ten cel ciężkie pieniądze wykupując i zamykając gospodarstwa rolne.

Kolej na Hiszpanię:

Tam pod pozorem ochrony przyrody zabiera się rolnikom wodę, aby nie mieli czym podlewać:

Ale oni jeszcze walczą o swoją egzystencję i nie dają za wygraną.

Oglądam często Euronews, bo to największa tuba propagandowa zielonych komunistów. Tam można się dowiedzieć co nam grozi i jak się ogłupia widzów, żeby to łyknęli.

Euronews nadaje w 12 językach, ale (jeszcze?) nie po polsku.