RĘKOPIS ZNALEZIONY W MECZECIE w stolicy Jemenu – Sanaa – czyli inne odczytanie Koranu


W 1972 roku podczas remontu Wielkiego Meczetu w stolicy Jemenu – Sanaa – robotnicy budowlani natknęli się na poddaszu na zamurowane pomieszczenie, w którym odnaleziono wielką ilość starych manuskryptów. Powiązane w węzełki rękopisy zapakowano do dwudziestu parcianych worków i upchano pod wiodącymi na górę schodami minaretów. Na znalezisko zwrócił uwagę dopiero po dłuższym czasie Qadhi Ismaii al-Akwa, szef jemeńskiego urzędu do spraw zabytków. W 1973 roku zainteresował tym odkryciem niemieckich naukowców, którzy po pierwszych oględzinach stwierdzili, że manuskrypty są najprawdopodobniej wczesnymi kodyfikacjami Koranu, pochodzącymi z IX, VIII, a nawet VII wieku – a więc z tych kluczowych stuleci, w których formował się islam.


Głównym problemem badaczy religii muzułmańskiej jest brak źródeł pochodzących właśnie z VII-VIII stulecia. W swojej pisanej przed dwudziestu laty biografii Mahometa jeden z najwybitniejszych znawców islamu na świecie, prof. Michael Cook wzdychał: „Wspaniale byłoby odnaleźć jaskinię pełną dokumentów lub zapisków współczesnych Mahometowi, lecz czegoś takiego nie mamy i pewnie nigdy nie będziemy mieli”. Kreśląc te słowa Cook nie przypuszczał zapewne, że jego westchnienia zostaną tak szybko wysłuchane, zaś doniosłość znaleziska w sanaańskim meczecie porównać będzie można z najważniejszymi XX-wiecznymi odkryciami rękopisów – gnostyckich papirusów w Nag Hammadi (w Egipcie) i esseńskich zwojów z Qumran (w Izraelu). Być może nawet znaczenie manuskryptów odnalezionych w Jemenie będzie jeszcze większe – ponieważ to, co się w nich znajduje, podważa ortodoksyjną tradycję na temat pochodzenia Koranu obowiązującą w całym świecie islamu.


Naukowcy czy bluźniercy?
W 1981 roku jako pierwszy badacz do rękopisów z Sanaa dopuszczony został niemiecki profesor Gerd Riidiger Puin z Uniwersytetu Kraju Saary w Saarbrücken, wybitny specjalista w dziedzinie kaligrafii arabskiej i paleografii Koranu. Już po wstępnej analizie stwierdził on, że ma do czynienia z bezcennym zjawiskiem. Zwrócił uwagę m.in. na pojawiające się w manuskryptach niekonwencjonalne iluminacje wersetów, częste odmienności od kanonicznego tekstu, rzadko występujący wczesny typ pisma arabskiego – tzw. hijazi czy też niespotykane często odmiany ortografii. Wiele z rękopisów okazało się też palimpsestami, tzn. zawierały wersje ajatów koranicznych napisane na wersjach wcześniejszych, częściowo usuniętych lub wyblakłych. Po tych badaniach profesor Puin nie ma wątpliwości, że tekst Koranu ewoluował w czasie, nie powstał zaś w całości za jednym razem. Już samo to stwierdzenie jest w islamie zamachem na świętość, ponieważ muzułmanie wierzą, że Koran jest słowem w całości objawionym przez Boga Mahometowi i nigdy nie podlegał żadnym zmianom czy ewolucjom.


’W swoich dyskusjach ż chrześcijanami przedstawiciele islamu z jednej strony nie pozwalają na żadną krytyczną lekturę Koranu, z drugiej zaś zachęcają do jak najbardziej krytycznych studiów nad Biblią, która – jak utrzymują – została zafałszowana przez żydów i chrześcijan.
Wróćmy jednak do odkryć. Na początku lat 80-tych trwało w Sanaa sortowanie, czyszczenie i restaurowanie odnalezionych fragmentów pism. Władzom jemeńskim nie zależało jednak – jak twierdzi prof. Puin – na dogłębnej analizie krytycznej oraz interpretacji owych wersetów, lecz raczej na zbadaniu ornamentyki zapisów i estetyki pisma. Tylko dwóch naukowców – oprócz wspomnianego już Puina także profesor Hans Caspar Graf von Bothmer, również z uniwersytetu w Saarsbrücken – otrzymało zezwolenie na bliższe zaznajomienie się ze znaleziskami. O wynikach swoich badań informowali jedynie na łamach specjalistycznych czasopism naukowych, bojąc się, że upublicznienie efektów ich pracy w wysoko-nakładowych mediach spowodowałoby cofnięcie zezwolenia ze strony władz jemeńskich.
W 1997 roku profesor von Bothmer zakończył dokumentowanie odkrytych zbiorów i wywiózł do Niemiec 35.000 mikrofilmów. Od tej pory w Instytucie Badań Koranicznych na Uniwersytecie w Saarsbrücken rozpoczęły się poważne prace naukowe nad znalezionymi tekstami.
Profesor Andrew Rippin z Uniwersytetu w Calgary uważa, że manuskrypty z Sanaa staną się przełomem w badaniach nad islamem. Jego zdaniem, odnaleziony materiał jest na tyle duży i reprezentatywny, że teza, iż Koran powstawał w dłuższym okresie czasowym i ewoluował pod wpływem różnych źródeł, stanie się nie do obalenia. Kłopot polega na tym, że dla miliarda muzułmanów na całym świecie takie twierdzenie jest bluźnierstwem.
O tym zaś, jak islam traktuje bluźnierców, przekonał się chociażby Salman Rushdie, ukrywający się od 1989 roku przed wydanym na niego wyrokiem śmierci.
Żeby przekonać się, dlaczego odkrycia z Sanaa mogą mieć dalekosiężne implikacje dla samego islamu, musimy najpierw poznać jego naukę na temat Koranu.
Koran jak Chrystus
Koran jest uważany przez muzułmanów nie za dzieło Mahometa, lecz objawienie Allaha przekazane ludziom za pośrednictwem Proroka. Owo samo-objawiające się Słowo Boga jest jedyne, doskonałe, niezmienne, ostatecznie skończone. Wyznawcy islamu wierzą, że ich święta księga nigdy nie była poprawiana i nie ewoluowała w czasie.
Profesor Stephen Humphreys z Uniwersytetu w Santa Barbara uważa, że historyzacja Koranu spowoduje delegalizację całego wspólnego doświadczenia społeczności islamskiej, którą powołał do istnienia i kształtował właśnie Koran. Według niego, jeśli okaże się, że święta księga muzułmanów nie jest niezmiennym Słowem Boga, lecz tylko podlegającym ewolucji historycznym świadectwem epoki, wówczas czternaście wieków islamskiej historii okaże się bezsensowne.
Wydana w 1981 roku „Encyklopedia islamu” stwierdza, że roli Koranu w mahometanizmie nie da się porównać do roli Biblii w chrześcijaństwie. Jest ona znacznie donioślejsza i jeśli na miejscu byłyby jakieś porównania, to należałoby powiedzieć, że Koran dla islamu jest tym samym, kim Chrystus dla chrześcijaństwa. Tak jak Chrystus był Słowem, które stało się ciałem, tak Koran jest Słowem Boga, które stało się tekstem. Analfabetyzm Mahometa pełni tą samą rolę, co dziewictwo Maryi – podkreśla objawiony charakter Słowa. Forma i treść Koranu są jakby odpowiednikiem ciała Chrystusa. Dlatego też największym grzechem dla muzułmanów jest właśnie podważanie autorytetu Koranu, o czym przekonał się nie tylko Salman Rushdie, lecz również Nadżib Mahfouz, egipski pisarz, laureat literackiej Nagrody Nobla, który w 1994 roku został pchnięty nożem, gdyż napisał powieść, której kompozycja przypominała Koran, lecz treść została uznana za heretycką.
Za bluźnierców uważani są także ci naukowcy, którzy próbują badać Koran, wykorzystując osiągnięcia hermeneutyki, metody krytycznej czy historycznej interpretacji tekstów. Takie podejście do świętej księgi jest w świecie islamskim równoznaczne z profanacją i świętokradztwem, ponieważ niedopuszczalne jest zgłębianie myśli Boga przez historyczną i spekulatywną myśl człowieka.


O ile Nowy Testament, zwłaszcza od początku XX wieku, stał się obiektem intensywnych badań metodami historyczno-krytycznymi, wśród których wymienić można Formgeschichte (historię form), Redaktionsgeschichte (historię redakcji) czy Wirkungsgeschichte (historię efektów) – i wyszedł z tego egzaminu zwycięsko, tzn. jego historyczna wiarygodność nie została podważona, a przesłanie chrześcijańskie nie uległo na skutek tych badań reinterpretacji, o tyle Koran nie został jeszcze poważnie poddany takiej próbie. Trudno powiedzieć zresztą, czy by ją wytrzymał, biorąc pod uwagę zwłaszcza obowiązujące w islamie podejście do tej księgi (notabene przypominające stosunek członków fundamentalistycznych sekt protestanckich do Biblii).
Nie bezzasadnie pyta więc Vittorio Messori: „Co stanie się z Koranem. kiedy w tym zbiorze wzniosłej poezji i głębokiego uczucia religijnego, a także przepisów higienicznych do użytku nomadów na pustyni, oraz różnych niepokonalnych sprzeczności zanurzy się lancet krytyki? Kiedy – podobnie jak to się dzieje od wieków i z ogromnym zaangażowaniem z Pismami chrześcijan – także wobec Pism muzułmańskich dokona się krytyczny egzamin? Od samego początku, od pierwszej sury. Chodzi o pierwszy rozdział, ten, o którym wierzący zapewniają, że objawił się płonącymi literami na posłaniu wobec Mahometa przerażonego głosem i spojrzeniem biblijnego archanioła Gabriela. Co się stanie, kiedy muzułmanin z ludu – a nie tylko specjalista – dowie się, ilu cytatom, nawarstwieniom, wtrąceniom z tekstów żydowskich i z ewangelii apokryficznych został poddany Koran, który – jak stwierdza wiara – był ’słowo w słowo’ podyktowany przez samego Boga?”
Zdaniem niektórych specjalistów, jeśli rolę Koranu w islamie przyrównać do roli Chrystusa w chrześcijaństwie, to odkrycia z Sanaa mogą wywołać w świecie muzułmańskim trzęsienie podobne do tego, jakie powstałoby w świecie chrześcijańskim, gdyby odkryto grób Jezusa z Jego ciałem w środku.


Twarda skała czy lotny piasek?

Jak już zostało powiedziane, poważne badania nad islamem są bardzo utrudnione ze względu na skąpą liczbę źródeł z pierwszego okresu tej religii. Najstarsze pisane źródła na temat życia Mahometa, który zmarł w roku 632, pochodzą z II połowy VIII i początków IX wieku. Do najbardziej znanych należą dzieła Al-Wakidiego (zm. 823) czy Ibn Hiszama (zm. 833), który powołuje się na zaginione pisma Ibn Ishaka (zm. 767). Podobnie zaginęła biografia Proroka napisana przez Mamara Ibn Raszida (zm. 770), cytowana przez autorów późniejszych.


Tak więc najstarsze pisma dotyczące życia Mahometa, jakimi dysponujemy, zostały napisane około 200 lat po jego śmierci, a powołują się one na dzieła powstałe 150 lat po zgonie Proroka. Obowiązująca w świecie islamskim historia życia Mahometa i objawienia Koranu wywodzi się więc ze źródeł od połowy VIII do połowy X wieku.


W porównaniu z Nowym Testamentem jest to kolosalna różnica – opowieści o życiu Chrystusa czyli Ewangelie spisane zostały przez apostołów lub ich uczniów stosunkowo niedługo po śmierci Jezusa. Egzegeci przyjmują, że najstarsze pisma chrześcijańskie – listy św. Pawła i ewangelia św. Marka powstały już około 20 lat po ukrzyżowaniu Chrystusa.


Wiedza o Mahomecie przez ponad stulecie przekazywana była więc ustnie i istnieje duże prawdopodobieństwo, że mogła ulec w tym czasie poważnym zmianom. Tym bardziej, że jeśli porówna się relacje na ten sam temat (np. okoliczności śmierci ojca Proroka – Abd Allaha), to widoczna jest wyraźna ewolucja – od niepewności do obfitości szczegółów – i tak biografowie w IX wieku wykazują się znacznie większą znajomością różnych detali niż ich poprzednicy pół wieku wcześniej.
Maxime Rodinson, współczesny biograf Proroka, pisze, że „nie istnieje nic, co pozwalałoby nam chociażby na stwierdzenie: to i to pochodzi bez wątpienia z czasów Mahometa„. Badacze tacy, jak Gaudefroy-Demombynes czy Noldeke, uważają, że powstałe dwa wieki po śmierci Mahometa hadisy (mowy Proroka) i sira (żywot Proroka) nie stanowią wystarczającego dowodu historycznego, ale ich odrzucenie spowodowałoby znalezienie sięw punkcie zerowym. Podobnie sądzi wspomniany już Michael Cook, który pisze wprost, że gdyby odrzucić wszelkie źródła historyczne na temat islamu, których nie jesteśmy bezwarunkowo pewni, to wówczas zamiast skalnej opoki pozostanie nam tylko lotny piasek.
Profesor Stephen Humphreys twierdzi, że ze źródeł muzułmańskich da się zrekonstruować sposób, w jaki wyznawcy Allaha na przełomie VIII i IX stulecia rozumieli narodziny swojej społeczności, nie da się jednak odtworzyć, jak te narodziny wyglądały rzeczywiście w VIl wieku. Co ciekawe, badania egipskiego profesora Tahy Husseina, który w latach międzywojennych analizował przed-islamską poezję arabską, doprowadziły go do wniosku, że większość tej literatury została w rzeczywistości sfabrykowana już po pojawieniu się islamu po to, by uwiarygodnić koraniczną mitologię.


Mekki nie ma na mapie
Nie istnieje także zbyt wiele zachowanych źródeł nie-muzułmańskich z czasów współczesnych Mahometowi. Najstarszy zapis o jego życiu pojawia się w ormiańskiej kronice z lat 60-tych VII wieku. Poza tym naukowcy dysponują niewielką liczbą materiałów w języku greckim i syryjskim, pochodzących również z VII stulecia. Ze źródeł tych wynika, że pierwsi muzułmanie modlili się zwróceni twarzą nie w kierunku Mekki, lecz jakiegoś miejsca położonego znacznie dalej na północy, co wskazywałoby, że ich sanktuarium pierwotnie znajdowało się gdzie indziej. Co zastanawiające zresztą, nie ma żadnych historycznych dowodów na istnienie Mekki w VII wieku. Wybitny kartograf Vidal de la Blanche, specjalista w dziedzinie wielkich szlaków handlowych starożytności, opierając się na przed-islamskich mapach świata, wykazał, że w VII stuleciu Mekka nie istniała. A przecież w tym mieście i w tym czasie – według muzułmańskiej ortodoksji – miały się dziać najważniejsze rzeczy w życiu Proroka…
Współczesny Mahometowi VII-wieczny kronikarz ormiański opisuje jego działalność zupełnie inaczej niż podaje to tradycja muzułmańska, co ma zresztą dla islamu poważne implikacje doktrynalne. Otóż pisze on, że pierwotnie Prorok założył społeczność obejmującą dziedziców Abrahama – potomków Izmaela czyli Arabów oraz potomków Izaaka czyli Izraelitów – którzy razem ruszyli na podbój Palestyny (zerwanie Izmaelitów z Żydami nastąpić miało dopiero po arabskim podboju Jerozolimy). Podobne wiadomości podaje źródło greckie, w którym wyczytać możemy o arabskim Proroku głoszącym żydowskiego Mesjasza i o „Żydach, którzy mieszają się z Saracenami [czyli Arabami]”. O sojuszu arabsko-żydowskim wspomina też hebrajska apokalipsa z VII stulecia.
W świetle źródeł nie-muzułmańskich to Jerozolima, a nie Mekka, odgrywa dla wyznawców islamu pierwszoplanową rolę. Muzułmańskie biografie Mahometa podają, że planował on wysłanie ekspedycji na rzymskie terytorium w Palestynie, ale śmierć Proroka przerwała te plany. Zdobycie Jerozolimy przez muzułmanów nastąpiło dopiero po zgonie Mahometa, za panowania kalifa Omara. Podbój ten, według źródeł nie-muzułmańskich, miał charakter religijny. Zdaniem ormiańskiego kronikarza, Prorok uzasadniał prawo Arabów do Palestyny tym, że jako potomkowie Izmaela mają również prawo do ziemi, którą Bóg obiecał Abrahamowi i jego potomstwu.
Mekki nie ma w Koranie
Jeszcze więcej niepewności rodzi się przy studiowaniu Koranu w jego oryginalnym języku – arabskim. Jest to tekst bardzo trudny nawet dla ludzi wykształconych, pełen niekonsekwencji i sprzeczności – miejscami z wersu na wers zmienia się zarówno treść historii, jak i jej styl; w tym samym zdaniu Bóg występuje raz w pierwszej, raz w trzeciej osobie; te same zdarzenia opowiedziane są w różnych wersjach; Boskie rozporządzenia są sprzeczne ze sobą; pojawiają się opuszczenia, czyniące całe partie tekstu niezrozumiałymi; pewne zwroty wyglądają na zwyczajne błędy gramatyczne.
Teologowie islamscy zdają sobie sprawę z tych trudności i tłumaczą je niewspółmiernością między Boskim posłannictwem a ludzkim odbiorcą. Według Seyyeda Hosseina Nasra, niespójność tekstu koranicznego jest tylko pozorna i wskazuje raczej na niespójność ludzkiego wnętrza. Kiedy Denise Masson, tłumaczka księgi na język francuski, próbowała zasugerować, że „niektóre wersy Koranu są niejasne”, została upomniana przez Najwyższą Radę Islamu we Francji, która to Rada zabroniła jej głoszenia podobnych opinii.
Co charakterystyczne, Koran nie może być traktowany jako źródło wiedzy na temat Mahometa, ponieważ ledwie wspomina o niektórych wydarzeniach z jego życia. Prorok wymieniony jest w księdze zaledwie cztery razy lub pięć, jeśli przyjąć, że Ahmad i Mahomet to ta sama osoba. Nie pojawia się natomiast w całym Koranie ani razu słowo Mekka. Zaledwie raz wymieniona jest Bakka, o której tradycja (spisana ok. 200 lat po Mahomecie) mówi, że to wcześniejsza nazwa Mekki.

W ogóle w porównaniu z Biblią, która pełna jest zawsze konkretów, Koran operuje raczej ogólnikami. O ile w Biblii Żydzi zawsze walczą z konkretnymi przeciwnikami – Filistynami, Jebusytami czy Amalekitami – o tyle w Koranie naprzeciw wiernych stają zazwyczaj „niewierni”, „hipokryci”, „wrogowie Boga” lub „przyjaciele Szatana”. Islamska księga ucieka od podawania konkretnych nazw geograficznych, grup etnicznych czy religijnych lub imion własnych. Jak twierdzi Michael Cook – „identyfikacja tego, o czym mówi Koran w kontekście mu współczesnym, jest zwykle niemożliwa bez interpretacji, która (…) zależy głównie od Tradycji”. Bez tej Tradycji, polegając jedynie na Koranie, nie można nawet stwierdzić, że Mahomet pochodził z Mekki, i że w mieście tym znajdowało się główne sanktuarium. Rozwój zaś owej Tradycji, zwłaszcza jej pierwsze stulecie, giną dla badaczy w mroku dziejów.
Dlatego tak wielkiego znaczenia nabierają odkrycia z Sanaa. Zawierają one bowiem najstarsze zapisy Koranu, z jakimi nie zetknęli się dotąd żadni badacze na świecie – i podważają całkowicie obowiązującą w islamie tezę o pochodzeniu Koranu.
Czy Mahomet był mesjaszem?
Zanim przejdziemy do omówienia wyników badań profesora Puina, zatrzymajmy się przez chwilę na pracach innych naukowców, którzy – nie dysponując tak obfitym materiałem badawczym starali się już wcześniej przedstawić interesujące nas kwestie w innym świetle niż ortodoksja muzułmańska.
Kiedy na początku XX wieku Jerozolimska Szkoła Biblijna rozpoczynała krytyczne studia nad Starym i Nowym Testamentem, kilku uczonych postanowiło podjąć podobne badania nad tradycją islamu. Do najbardziej znanych należał jezuita o. Henri Lamers, który w 1910 roku w swej pracy „Koran a Tradycja” pisał: „Twierdzenia zawarte w świętych pismach muzułmańskiej tradycji ani nie tworzą prawa, ani też nie są źródłem dalszych informacji, jak uważano do tej pory; są natomiast przedmiotem fantastycznej ewolucji. Na bazie koranicznego tekstu hadisy tworzą legendy, z zadowoleniem wymyślają imiona bohaterów wydarzeń i w ten sposób wypełniają treścią koraniczne schematy.”
Jako pierwszy studiami islamistycznymi wstrząsnął jednak nie katolicki duchowny (można go było podejrzewać o stronniczość), lecz świecki naukowiec, brytyjski profesor John Wansbrough, który był jednym z prekursorów zastosowania wobec Koranu instrumentów krytyki biblijnej. Jego zdaniem, Koran ewoluował stopniowo od VII do VIII wieku – w okresie, kiedy żydowskie i chrześcijańskie sekty toczyły na Półwyspie Arabskim zażarte spory teologiczne – i zawierał w sobie ślady owych kontrowersji. Wansbrough uważał, że muzułmańska księga składa się z nakładających się na siebie logii, naznaczonych piętnem mozaizmu i przystosowujących obraz biblijnego proroka do realiów arabskich. Twierdził też, że opowieść o początkach Koranu oraz islamu powstała znacznie później, a następnie rzutowana była na przeszłość.
W 1994 roku w czasopiśmie Jerusalem Studies in Arabie and Islam ukazał się pośmiertny tekst profesora Yehudy D. Nevo z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, który zbadał pochodzące z VII i VIII wieku arabskie napisy na kamiennych tablicach na Pustyni Negev i doszedł do wniosku, że cytaty koraniczne na tych inskrypcjach różnią się od tekstu kanonicznego. Podobne rozbieżności pojawiają się też na arabskich monetach z VII stulecia.
Profesor Patricia Crone, historyk wczesnego islamu z Uniwersytetu w Princeton, uważa, że wytłumaczenie owych różnic w napisach przestanie stanowić problem, jeżeli tylko odrzuci się tradycyjny pogląd muzułmański na powstanie Koranu. To właśnie Patricia Crone wspólnie z Michaelem Cookiem opublikowała w 1977 roku książkę, która całkowicie zanegowała kanoniczną interpretację dziejów wczesnego islamu. Jej tytuł „Hagaryzm. Powstanie świata islamskiego” nawiązywał do biblijnej postaci niewolnicy Hagar, od potomstwa której z Abrahamem wywodzili swój ród Izmaelici czyli Arabowie.
Dwójka naukowców postanowiła odrzucić jako niemiarodajne źródła muzułmańskie, powstałe dwa wieki po Mahomecie – i skoncentrować się na źródłach nie-muzułmańskich, lecz współczesnych Prorokowi.

Po przeanalizowaniu tego materiału doszli oni do wniosku, że tekst Koranu powstał później niż się powszechnie uważa, Mekka nie była od początku głównym sanktuarium islamu, wyznawcy Allaha nie nazywali siebie „muzułmanami” (termin ten nie był w ogóle używany we wczesnym okresie islamu), mit hidżry (czyli emigracji Mahometa z Mekki do Medyny) pojawił się dopiero po śmierci Proroka, zaś arabskie podboje poprzedzały instytucjonalizację islamu. Najciekawszy w „Hagaryzmie” jest jednak wątek pierwotnych założeń doktryny Mahometa. Otóż zdaniem autorów misja Proroka miała swoje źródło nie w pragnieniu zapewnienia sobie ochrony przed plemieniem Kurajszytów przez sojusz z mieszkańcami Medyny – jak utrzymuje tradycja islamska – ale w głoszeniu przez niego idei odkupienia dla Żydów. Wiele wskazuje na to, że Mahomet uważał się za oczekiwanego przez nich odkupiciela. Z VII-wiecznych źródeł niemuzułmańskich wynika, że został zaakceptowany przez Żydów, którzy zawarli sojusz z mahometanami. Rozejście się Arabów z Izraelitami nastąpiło dopiero po zdobyciu Jerozolimy.
Hagaryzm” spotkał się na całym świecie nie tylko z atakiem teologów muzułmańskich, co jest w pełni zrozumiałe (niedopuszczalne było dla nich zwłaszcza opieranie się na świadectwach „niewiernych” czyli źródłach ormiańskich, greckich, syryjskich i hebrajskich), spotkał się jednak również z krytyką wielu zachodnich uczonych. Debata, jaka rozgorzała wokół książki, pokazała stopień uzależnienia zachodnich naukowców od islamskich wpływów interpretacyjnych.
Zdaniem niektórych publicystów, wpływy te wynikają nie tyle z nieodpartej siły argumentów, co raczej z bardziej prozaicznego uzależnienia. Otóż wiele instytucji badawczych na Zachodzie, zajmujących się islamem, powstało i rozwija się dzięki pomocy krajów muzułmańskich (np. Instytut Studiów Islamskich na Uniwersytecie w Berkeley został wybudowany za pieniądze Arabii Saudyjskiej). Większość specjalistów może prowadzić swoje badania dzięki stypendiom, dotacjom czy grantom z państw arabskich. Publiczne podważenie przez naukowca muzułmańskiej ortodoksji – nawet z powołaniem się na źródła historyczne – oznacza narażenie się ze strony owych krajów na odmowę wizy wjazdowej, zamknięcie archiwów, wycofanie się z dotychczasowych umów itd. Grozi to paraliżem całej działalności naukowej takiego śmiałka.


„Zbrodnia przeciw samym sobie”
W jeszcze gorszej sytuacji są naukowcy z państw muzułmańskich, których prace stanowią wyzwanie dla tradycyjnych poglądów islamskich. Na przykład egipski teolog Abu Zaid został w 1995 roku uznany za apostatę, gdyż ośmielił się zaprezentować inną od obowiązującej wykładnię Koranu. W 1996 roku Sąd Najwyższy Egiptu podtrzymał to orzeczenie i na tej podstawie wymusił rozwód Abu Zaida z jego żoną, gdyż muzułmańskim kobietom nie wolno przebywać w związku małżeńskim z „niewiernymi„. Teolog utrzymywał, że jest pobożnym muzułmaninem, ale rozumie posłanie Mahometa w sposób bardziej mistyczny niż islamska ortodoksja, która – jego zdaniem – zredukowała przesłanie Proroka. Nękany i zastraszany Abu Zaid, w obawie o własne życie, wyemigrował do Holandii.
Za swojego patrona uważa on XIX-wiecznego myśliciela Muhammada Abduha, który dążył do wskrzeszenia w islamskiej teologii tradycji mutazylizmu. Była to znacząca w świecie muzułmańskim szkoła interpretacji Koranu, która zanikła jednak ostatecznie w X wieku i jest uważana dziś za heretycką. Kładła ona nacisk na metaforyczne a nie literalne rozumienie tekstu. W 1936 roku egipski pisarz Ahmad Amin napisał, że „odrzucenie mutazylizmu było największym nieszczęściem, jakie dotknęło muzułmanów; popełnili oni zbrodnię przeciw samym sobie”. W tym kierunku zmierzała też refleksja kilku wybitnych teologów XX-wiecznych (m.in. Paki stańczyka Fazlura Rahmana czy Irańczyka Ali Dashtiego), byli oni jednak wyjątkami. Profesor Mohammad Arkoun, Algierczyk wykładający na paryskim uniwersytecie, uważa, że odejście od literalnego rozumienia Koranu z jednej strony może co prawda zdemistyfikować tekst, lecz z drugiej przez podkreślenie prawdziwości ogólniejszych intuicji islamu dopomoże jego duchowemu pogłębieniu.
Muzułmańscy teologowie odrzucają jednak wszelkie rewizjonistyczne teorie na temat powstania islamu oraz Koranu, uważając, że są one motywowane ideologicznie i nie mają nic wspólnego z prawdziwą nauką. Islamski apologeta Parvez Manzur pisze wprost o „wybuchu psychopatycznego wandalizmu” i „dyskursie nagiej siły”.
Trzeba przyznać, że muzułmanie mają już doświadczenie obcowania ze zideologizowaną pseudo-nauką wymierzoną w islam. Wystarczy wspomnieć prace sowieckich orientalistów, np. Tołstowa czy Morozowa, który potrafił utrzymywać, że Mahomet i pierwsi kalifowie nie istnieli realnie, lecz byli tylko figurami symbolicznymi.
Nie sposób jednak na podobnej płaszczyźnie traktować dociekań zachodnich naukowców, którzy odkryli, że Koran ma swoją historię, tak jak wszystkie inne pisma. Patricia Crone mówi, że nie zamierza nikomu odbierać jego wiary. Problem polega tylko na tym, że to, co ona przedstawia jako naukowo udowodnione, kłóci się z islamskim wyznaniem wiary.
Wszystko wskazuje na to, że jeszcze większe zamieszanie może wywołać wkrótce ogłoszenie przez profesora Puina wyników jego badań. Żeby lepiej zrozumieć ich znaczenie, warto zatrzymać się chwilę przy islamskiej tradycji dotyczącej powstania (a właściwie – jak utrzymują muzułmanie – objawienia) Koranu.
„Cocktail różnych tekstów”
Zgodnie z islamską tradycją Mahomet otrzymywał od Allaha, za pośrednictwem Archanioła Gabriela, objawienia, które słowo w słowo zachowywał w pamięci. Przekazywał je swoim towarzyszom, a ci przechowywali je w stanie nienaruszonym „na liściach palmowych, płaskich kamieniach i w sercach ludzkich”. Wkrótce po śmierci Proroka (zmarłego, przypomnijmy, w 632 roku), za panowania trzeciego kalifa Usmana (644-656) Koran został spisany i od tego czasu obowiązuje jedyna i niezmienna kanoniczna formuła świętej księgi.
Trzy najstarsze egzemplarze Koranu, jakie istnieją dziś na świecie, znajdują się w Muzeum Topkapi w Stambule, w Bibliotece w Taszkiencie oraz w British Library w Londynie. Tymczasem w meczecie w Sanaa odnaleziono wiele manuskryptów Koranu starszych od najstarszych znanych do tej pory.
Te najbardziej unikalne pochodzą z VII wieku. Napisane zostały rzadką odmianą arabskiego pisma z Hijaz, a więc z okolic, z których pochodzić miał Mahomet.
Do tej pory niemal wszyscy badacze islamu przyjmowali jako oczywistość muzułmańską wersję powstania i pochodzenia Koranu – również dlatego, że zbyt mało było źródeł historycznych, na których można się było oprzeć. Wszystko wskazuje na to, że jemeńskie odkrycia, znane na razie wąskiemu gronu fachowców, zmienią to powszechne nastawienie.
Ocena profesora Puina, który najlepiej poznał manuskrypty z Sanaa, jest druzgocąca dla obowiązującej w islamie tradycji. Otóż z jego badań wynika, że Koran stanowi swego rodzaju cocktail różnych tekstów, z których najstarsze powstały nawet sto lat przed Mahometem. Jemeńskie odkrycia przeczą też muzułmańskiej tezie, że od czasu kodyfikacji dokonanej za czasów kalifa Usmana treść Koranu nie podlegała zmianom. W tym kontekście Puin cytuje zdanie Hajjaja bin Jusufa, panującego w Iraku w latach 694-714, który był dumny z tego, że dodał do Koranu ponad tysiąc alifów (alif to pierwsza litera arabskiego alfabetu). Profesor Allen Jones z Uniwersytetu w Oxfordzie uważa, że Hajjaj miał znacznie większy wpływ na ostateczny kształt Koranu niż kolegium redaktorskie powołane wcześniej przez kalifa Usmana.
Co ciekawe, w 1991 roku profesor James Bellamy z Uniwersytetu Michigan na łamach Journal of the American Oriental Society – nie znając odkryć z Sanaa, lecz opierając się innych źródłach – zamieścił wykaz tych fragmentów Koranu, które jego zdaniem uległy zmianie, co przez muzułmanów nie może być odbierane inaczej niż jak poprawianie Pana Boga.
O tym, że do Koranu wkradły się tekty przed-islamskie, pisał wcześniej również profesor Cook, podając przykład zamieszczonej w Surze 12 opowieści o Józefie i żonie Putyfara. Otóż jest ona zupełnie niezrozumiała bez znajomości tradycji żydowskiej. W Koranie jest opis jak żona Putyfara zaprasza na ucztę swoje przyjaciółki, każdej z nich daje nóż, a kiedy zjawia się Józef, wszystkie one kaleczą sobie ręce. Ten dziwny opis nabiera sensu dopiero po zaznajomieniu się z post-biblijną legendą żydowską, która opowiada, że kobiety kroiły owoce i plotkowały, a kiedy wszedł Józef, zapatrzone w niego, nie przestawały kroić owoców i niechcący się pokaleczyły.
Zdaniem profesora Cooka na materiale koranicznym bardzo mocno odcisnęło się piętno tradycji judaistycznej. Koresponduje to z opiniami wielu teologów żydowskich, którzy na przestrzeni wieków uważali islam za judaistyczną herezję, czy też z sądami niektórych religioznawców określających islam jako „judaizm dla gojów”.
Podróż z Raju do Piekła

Równie spektakularne i w wielu punktach zbieżne z dociekaniami Patricii Crone i Michaela Cooka są wyniki badań francuskiego mnicha br. Bruno Bonnet-Eymarda, teologa specjalizującego się w studiach porównawczych chrześcijaństwa, judaizmu i islamu, a zarazem językoznawcy biegle władającego hebrajskim, aramejskim, greką, łaciną i arabskim. Rozpoczął on monumentalne dzieło przekładu Koranu na język francuski wraz z dokładnym opracowaniem krytycznym. Do tej pory przetłumaczył i opatrzył komentarzami pierwszych pięć sur Koranu, co zajęło około 1000 stron w trzech tomach. Przeprowadzona przez niego egzegeza dowodzi, że „alfabet zastosowany w Koranie jest czystym i prostym przekształceniem alfabetu hebrajskiego w arabski”. Modlitwę otwierającą świętą księgę muzułmanów br. Bonnet-Eymard identyfikuje jako starą modlitwę żydowską o subtelnym zabarwieniu anty-trynitarnym.
W świetle badań francuskiego egzegety, początki islamu jawią się zupełnie inaczej niż w muzułmańskiej teologii. W VII stuleciu Półwysep Arabski był miejscem teologicznych konfliktów pomiędzy chrześcijanami a wyznawcami judaizmu, zarówno w ich ortodoksyjnych nurtach, jak też heretyckich. W odróżnieniu od współczesnego judaizmu ówcześni Żydzi aktywnie poszukiwali konwertytów wśród innych narodów. Z Arabami umieli znaleźć wspólny język, gdyż łączyło ich wspólne pochodzenie od Abrahama i zawarte przez tego patriarchę przymierze z Bogiem. Znakiem owego przymierza było obrzezanie, któremu jako pierwszy z potomków „ojca wiary” poddał się nie Izaak, lecz Izmael – syn Abrahama i niewolnicy Hagar. Abraham i jego syn Izmael nie byli ani Żydami, ani chrześcijanami, lecz pierwszymi „doskonałymi” (po hebrajsku: slm, po arabsku: aslim – według br. Bonnet-Eymarda od tego właśnie słowa, a nie od „poddania się” wywodzi się nazwa islam).
Autor Koranu, zgorszony starciami między chrześcijanami a Żydami, zaczął wzywać do „doskonałości”, jaka była udziałem Abrahama i Izmaela. Według niego interpretacja Tory przez Żydów oraz Ewangelii przez chrześcijan były błędne i wprowadzały tylko podziały między Narody Księgi. Br. Bonnet-Eymard pisze: „Zamiarem autora Koranu nie było stworzenie trzeciej religii, lecz obalenie dwóch poprzednich – żydowskiej i chrześcijańskiej – poprzez przywrócenie tego, co w jego mniemaniu było jedyną 'tradycją’ (giblat), czyli prawdziwym dziedzictwem Abrahama”.
Odbudować prawdziwą religię Abrahama można przez powrót do Jerozolimy czyli miejsca, w którym stoi dom owego patriarchy. Właśnie w kontekście powrotu do domu Abrahama (który, jak mówi tradycja, znajdował się w ruinach Świątyni Jerozolimskiej) pojawia się słowo Bakka. Tą właśnie nazwę, jak pamiętamy, muzułmanie uważają za stare określenie Mekki, która w Koranie nie występuje. Zdaniem br. Bonnet-Eymarda, słowo to odnosi się raczej do „doliny Baka”, znajdującej się na zachód od Jerozolimy. W ogóle lektura Koranu nie daje nam żadnego pojęcia o położeniu i układzie Mekki, natomiast dostarcza wiele szczegółowych informacji o Jerozolimie jako kolebce przymierza zawartego przez Boga z Abrahamem i Izmaelem. Na przykład w Surze 2 występuje słowo as-safa (po hebrajsku: ha-sophim, po grecku: skopos) oznaczające „wartownię” – tak nazywało się wzgórze połączone z Górą Oliwną.
Sura 4, gdy mówi o „wejściu do ogrodów„, gdzie „płyną podziemne rzeki„, nie używa figur literackich, lecz wiernie opisuje system nawadniania ówczesnej Jerozolimy. Otóż obszar położony na północny zachód od murów miasta był nazywany Ogrodami. Po aramejsku mówiono na nie: Pordesaya, po grecku: Phordesa, po hebrajsku: Pardesaya. Wszystkie te słowa oznaczały „raj„. W tym właśnie miejscu zbudowano podziemny ciąg zbiorników, które pełniły rolę systemu irygacyjnego. W tej samej Surze 4 aż siedem razy pojawia się słowo jahannam, na określenie „doliny gniewu”, w której płonie ogień wiecznego potępienia. Otóż słowo to po hebrajsku brzmi gehenna i jest nazwą doliny położonej na południe od Jerozolimy i graniczącej na zachodzie z doliną Baka. Gehenna pełniła rolę jerozolimskiego wysypiska śmieci – było to opustoszałe miejsce, w którym nieustannie płonął ogień spalający nieczystości wywożone z miasta. Br. Bonnet-Eymard zauważa, że podróżując przez miejsca opisane w Surze 4 – z Ogrodów Pordesaya do Doliny Gehenna – nie odbywamy wcale zaświatowej podróży z „raju” do „piekła”, lecz poruszamy się w okolicach Jerozolimy.
Francuski egzegeta pisze też o kamiennej świątyni zwanej Kaba. Według muzułmanów chodzi o ich główne sanktuarium znajdujące się w Mekce. Samo słowo Kaba jest tłumaczone na dwa sposoby: albo jako sześcienna świątynia (w formie kostki – po grecku: kubos), albo jako dziewica. Brat Bruno zidentyfikował dwa istniejące w VII wieku sanktuaria w kształcie sześcianu pierwsze znajdowało się w Petrze, drugie zaś u wrót Jerozolimy i poświęcone było Najświętszej Maryi Pannie.
Br. Bonnet-Eymard ma przed sobą jeszcze wiele pracy – zostało mu do przetłumaczenia i skomentowania jeszcze ponad sto sur, ale wyniki jego dotychczasowych badań już teraz stanowią przełom w naukach islamistycznych.
Kanon czy stenogram?
Na podstawie analizy sanaańskich manuskryptów profesor Puin tłumaczy, dlaczego Koran pełen jest niekonsekwencji i sprzeczności. Otóż w swej pierwotnej wersji zapis koraniczny w języku arabskim, w którym brakuje samogłosek i znaków diakrytycznych, mógł być rozumiany w pełni jedynie przez tych, którzy dobrze rozumieli tradycję ustną. Powstał więc nie tyle jako tekst kanoniczny, lecz raczej jako pomoc czy przewodnik dla tych, którzy znali tekst na pamięć. Był więc czymś w rodzaju stenogramu. To tłumaczyłoby, dlaczego tak wiele sur zaczyna się od tajemniczych kombinacji arabskich liter, niezrozumiałych zupełnie dla współczesnych komentatorów. Z czasem jednak odczytanie Koranu stało się niejasne, gdyż – w miarę upływu czasu i rozprzestrzeniania się islamu – malała liczba osób znających tradycję oralną. Następowała więc standaryzacja tekstu, która – zdaniem Puina – zakończyła się ostatecznie w IX a nie w VII stuleciu.
Inna teza niemieckiego profesora, nie do przyjęcia dla muzułmanów, kwestionuje panujące powszechnie przekonanie, że Koran napisany został w najczystszym języku arabskim. Jego badania wykazały, że w księdze znalazło się wiele wyrażeń obcego pochodzenia. Samo słowo Koran – Puin wywodzi nie tak, jak w obowiązującej wersji muzułmańskiej od arabskiego określenia oznaczającego „recytację”, lecz od aramejskiego odpowiednika słowa „lekcjonarz„. Uściślając, że lekcjonarz był zbiorem fragmentów Pisma Świętego, przeznaczonych do czytania podczas liturgii i przedstawiających w skróconej wersji historię biblijną, Puin zwraca uwagę, że Koran w dużej mierze stanowi również skrót biblijnych dziejów Adama i Ewy, Noego, Abrahama, Mojżesza, Dawida, Salomona i Jezusa.
Co ciekawe, podobna teza pojawiła się już w badaniach nad islamem. W swej pracy „Ocena islamu” z 1957 roku dominikanin o. Thery, publikujący pod pseudonimem Hanna Zakarias, po porównaniu świętej księgi muzułmanów z hebrajską Biblią i rabinackimi midraszami, doszedł do wniosku, że Koran to „Biblia dostosowana do mentalności Arabów” oraz uzupełniona o pisma nazwane przez niego „Aktami islamu”.

Konkluzja profesora Puina po zbadaniu sanaańskich manuskryptów jest jednoznaczna: „Prawie jedna piąta Koranu musi zostać odczytana na nowo!”
Enerdowski zecer jako islamski teolog
Niemiecki naukowiec obawia się, że jego bluźniercza teza o tym, że Koran był zmieniany i rewidowany, ściągnie na niego akty przemocy ze strony muzułmańskich aktywistów. Obecnie pracuje on nad książką, w której opublikuje wyniki swoich badań. Boi się jednak, że publikacja może rozpętać piekło. Ze wstępnych sondaży wynika, że kilka prestiżowych wydawnictw uniwersyteckich odmówiło druku podobnych treści, bojąc się zamachów islamskich fundamentalistów.
Jako ostrzeżenie można traktować list niejakiego Abula Kasima do Yemen Times z listopada 2000 roku, zatytułowany „Konspiracja przeciw islamowi„. Autor nie ma wątpliwości, że działalność profesora Puina nie ma charakteru naukowego, lecz chodzi mu o zniszczenie islamu. Abul Kasim apeluje do jemeńskich władz, aby nie udostępniały znalezisk żadnym naukowcom, a jeśli rękopisy z Wielkiego Meczetu okażą się niekanoniczne, to należy je niezwłocznie spalić. Władze Jemenu zakazały już naukowcom dostępu do manuskryptów. Badań jednak nie da się zahamować, gdyż istnieją mikrofilmy.


Jeśli odkrycia profesora Puina zostaną przez muzułmanów potraktowane jako wypowiedzenie wojny religijnej, będzie to zasługą również niektórych polityków zachodnich, takich jak np. przewodniczący niemieckiego Bundestagu Wolfgang Thierse z SPD, który w grudniu 2001 roku powiedział, że Europejczycy powinni zająć się ucywilizowaniem islamu zgodnie z tradycją oświeceniową i stworzyć na swoich uniwersytetach nową islamską teologię, inną od obowiązującej w Arabii Saudyjskiej, Iranie czy Sudanie, opartą za to na tolerancji i pluralizmie. Jak zauważył jeden z komentatorów: „Trudno sobie wyobrazić, żeby wyznawcy islamu (…) przyjęli z entuzjazmem ideę, aby były zecer, a potem historyk literatury NRD Wolfgang Thierse interpretował dla nich na nowo Koran.”
Być może do uszu działacza SPD doszły wieści o badaniach profesora Puina i od razu w jego głowie powstał śmiały plan przeorientowania całej myśli muzułmańskiej. Jednak zaangażowanie się polityki po stronie teologii i to w z góry określonym celu może spowodować tylko to, że wyniki badań nad Koranem nie zostaną w świecie islamskim odebrane jako rezultat rzeczywistych dociekań naukowych, lecz jako instrument ideologicznego nacisku.
Stephan Olschovsky (tłumaczył Norbert Jankowski)
PS. Chętni, którzy chcą zaznajomić się z wynikami badań profesora Puina, mogą je znaleźć na stronach internetowych Uniwersytetu w Saarsbrücken:
idw-online.de/public/pmid-16522/zeige-pm.html
www.uni-saarland.de/…/20-UdS_neues_ze…

www.uni.saarland.de/…/10-Koran.html

Krucjaty – odpowiedź na ponad 400 lat islamskich agresji wobec Objawienia Chrystusa

 

Krucjaty – odpowiedź na ponad 400 lat islamskich agresji wobec chrześcijan

Date: 19 luglio 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/krucjaty-odpowiedz-na-ponad-400-lat-islamskich-agresji-wobec-chrzescijan

FOTO: “Papież Urban II ogłasza na placu w Clermont pierwszą krucjatę” – obraz Francesco Hayez’a (1791–1882) https://it.wikipedia.org/wiki/Appello_di_Clermont

https://it.wikipedia.org/wiki/Papa_Urbano_II

https://it.wikipedia.org/wiki/Prima_crociata

Chronologia wydarzeń:

Rok 632: Umiera Mahomet.

635: Muzułmanie podbijają chrześcijańskie miasta Damaszek i Antiochię (636)

637: Muzułmanie podbijają Ziemię Świętą.

639: Muzułmanie podbijają pierwsze chrześcijańskie państwo – Armenię.

641: Muzułmanie podbijają Egipt, chrześcijańskie państwo koptyjskie.

650: Armie muzułmańskie docierają do południowych Włoch i na Cypr, czyniąc tysiące Włochów i Cypryjczyków niewolnikami, a kobiety – niewolnicami seksualnymi.

711: Muzułmanie najeżdżają Hiszpanię i do 715 r. zajmują jej znaczną część.

717: Muzułmanie oblegają Konstantynopol, ale zostają odparci.

730: Muzułmanie najeżdżają Francję, ale zostają powstrzymani przez Karola Młota w bitwie pod Tours.

792: Władca Al-Andalus wzywa do inwazji na Francję i zbierane są armie muzułmańskie, by ponownie zaatakować ten kraj, ale zostają odparte.

827: Muzułmanie najeżdżają Sycylię i południowe Włochy, prześladując zakonników. Sycylia pozostaje pod panowaniem islamskim aż do 1092 roku.

846: Muzułmanie najeżdżają Rzym i zmuszają papieża do płacenia daniny.

848: Ma miejsce trzecia inwazja na Francję, a najeźdźcy zostają po raz trzeci odparci.

909: Muzułmanie zajmują Sardynię.

937: Muzułmanie podpalają Bazylikę Grobu Świętego, niszcząc również inne kościoły w Jerozolimie.

1009: Zniszczenie Bazyliki Zmartwychwstania Pańskiego w Jerozolimie.

1012: Początek represyjnych dekretów al-Hakima skierowanych przeciwko chrześcijanom.

1071: Tureccy muzułmanie atakują Bizancjum i zajmują znaczną część Anatolii.

1094: Cesarz bizantyjski Aleksej I Komnen, zwraca się do zachodniego świata chrześcijańskiego o pomoc w obliczu najazdów muzułmańskich Turków.

1095: Papież Urban II ogłasza pierwszą krucjatę.

INFO: t.me/s/Ultimouomo

Ponad siedmiu na dziesięciu Włochów popiera deportacje nielegalnych imigrantów na dużą skalę

Ponad siedmiu na dziesięciu Włochów popiera deportacje nielegalnych imigrantów na dużą skalę

Ponad siedmiu na dziesięciu Włochów popiera deportacje nielegalnych imigrantów na dużą skalę

Michał Rogalski | 10/07/2026 polskakatolicka/ponad-siedmiu-na-dziesieciu-wlochow-popiera-deportacje-nielegalnych-imigrantow-na-duza-skale


Włochy coraz wyraźniej mówią „dość” niekontrolowanej migracji. Według sondażu Euromedia Research, na który powołuje się Breitbart.com, aż 73% Włochów uważa, że nielegalni imigranci powinni zostać deportowani do krajów swojego pochodzenia.

57% postrzega nielegalną migrację negatywnie, zaledwie 14% pozytywnie. Szeroka zgoda ponad podziałami politycznymi pokazuje, że problem masowej migracji islamskiej dotyka większości społeczeństwa – także części elektoratu centrolewicy.

Migracja i rosnące wyzwania

W latach 2024–2025 do Włoch przybywało morzem około 66 tysięcy migrantów rocznie. To głównie młodzi mężczyźni z krajów muzułmańskich i afrykańskich. Liczba muzułmanów w kraju przekracza już 1,5–2 miliony. Przy braku formalnego uznania islamu przez państwo oficjalnych meczetów jest bardzo mało, jednak mnożą się prowizoryczne miejsca kultu w garażach i magazynach.

Taka sytuacja budzi obawy o przyszłość włoskiej kultury, tradycji i chrześcijańskiego dziedzictwa. Integracja w wielu przypadkach postępuje zbyt wolno, a niektóre środowiska tworzą zamknięte społeczności.

Dramatyczny przykład – brutalny atak w Mediolanie

W ostatni weekend w Mediolanie doszło do bestialskiego ataku. 22-letni Lamin Saidilly, urodzony we Włoszech w rodzinie imigrantów z Gambii, bez żadnego powodu zaatakował nożem 55-letniego Gerardo Pastore. Mężczyzna jadł śniadanie w kawiarni La Giada razem ze swoim starszym ojcem. Napastnik zadał ofierze około dwudziestu ran kłutych w głowę, szyję, klatkę piersiową i brzuch. Nie doszło wcześniej do żadnej kłótni – mężczyźni się nie znali.

Saidilly został obezwładniony przez trzech obywateli Egiptu, którzy przebywali w lokalu. Po aresztowaniu miał powiedzieć policji: „Dobrze się bawiłem, jak tylko wyjdę, zrobię to znowu”. Ofiara przeszła kilka operacji i choć nie jest już w stanie krytycznym, jej stan nadal budzi obawy. Włoskie media, w tym Rai News, opublikowały nagranie z monitoringu pokazujące całe zdarzenie.

Takie incydenty pokazują realne konsekwencje braku kontroli nad migracją i nie bez powodu podsycają społeczny niepokój.

Bezpieczeństwo i przestępczość

Chociaż ogólny poziom przestępczości spada od lat, cudzoziemcy są nadreprezentowani w statystykach. Przy 8–10% populacji popełniają około 30% przestępstw – szczególnie rozbojów, kradzieży i handlu narkotykami. W więzieniach obcokrajowcy stanowią 30-34% osadzonych. Te dane przekładają się na realne poczucie braku bezpieczeństwa wśród mieszkańców.

Polityka rządu i dalsze oczekiwania

Rząd Giorgii Meloni osiągnął częściowe sukcesy – dzięki porozumieniom z Libią i Tunezją liczba migracji spadła niemal o połowę, a deportacje wzrosły. Mimo to napływ islamskich migrantów nadal przewyższa liczbę deportacji (ok. 6 tys. deportacji wobec ponad 66 tys. przybyłych). Wygląda na to, że nowe rozwiązania, takie jak ośrodki w krajach trzecich (np. Albania), idą we właściwym kierunku.

Po stronie prawicy rosną głosy domagające się więcej – m.in. szerszej remigracji nielegalnych migrantów oraz tych, którzy nie potrafią dostosować się do włoskich realiów, a także silniejszego wsparcia dla dzietności rdzennych Włochów. Jak podaje Breitbart.com, te nastroje prowadzą do powstania nowych ugrupowań na prawicy.


Potrzeba zdecydowanych działań

Włosi jasno komunikują swoje oczekiwania: chcą ochrony granic, porządku i zachowania charakteru swojego kraju. Niekontrolowana masowa migracja islamska niesie ryzyko dalszego wzrostu napięć społecznych, kosztów oraz zmian w codziennym życiu.

Kluczowe będą:

  •     Skuteczne deportacje nielegalnych migrantów;
  •     Wymagająca integracja osób legalnie przebywających na terenie Włoch, z poszanowaniem włoskiego prawa i norm;
  •     Mocna polityka demograficzna wspierająca dzietność włoskich rodzin;
  •     Nadzór nad miejscami kultu i ograniczenie obcego wpływu finansowego.

Ponad 70 % włoskiego społeczeństwa popiera twarde działania. Politycy powinni to uszanować i działać konsekwentnie – zanim problemy przybiorą jeszcze większą skalę, jak ma to miejsce w krajach Europy Zachodniej.

As Islam Surpasses Christianity in Practice, Many Ask: Is „Holy Mother Russia” Holy?

As Islam Surpasses Christianity in Practice,

Many Ask: Is „Holy Mother Russia” Holy?

by John Horvat II February 6, 2026 returntoorder

As Islam Surpasses Christianity in Practice, Many Ask: Is Holy Mother Russia Holy?
As Islam Surpasses Christianity in Practice, Many Ask: Is Holy Mother Russia Holy?

After the fall of the Soviet Union, many believed the Russian Orthodox Church experienced a revival, evoking memories of “Holy Mother Russia.” The outward signs of official government policies favoring orthodoxy and the rebuilding of churches were offered as proof of positive change.

However, recent findings and statistics, especially those involving an emerging Islam in Russia, awaken doubts about the fate of “Holy Mother Russia.” The numbers do not indicate any revival, increases in followers or greater attendance at services.

Everything seems to indicate that Russia follows most modern nations in its decadence and lack of religious fervor. There is nothing special about its situation.

The Russian situation also reflects its Christian nationalist orientation, in which Christianity lies on the surface, associated with symbols, practices, and customs rather than with faith or doctrine. Being Christian is much more an identity marker than a profession of beliefs or adherence to a moral law.

Demographic Meltdown

The first indication of a problem is the demographic crisis caused by Russia’s low birthrate. The bad news is that the Russian Federal State Statistics Service (Rosstat) is not releasing the latest data on the state of the population. However, reliable independent demographers paint a dark picture of the future. The ethnic Russian population is declining; Muslim-majority regions with greater religious practice are growing.

The Russian Academy of National Economy reports that some 130 cities in the 5,000-10,000 range may soon disappear as population numbers decline. The nation’s overall population is in the range of 145 million people, which only grew slightly because it included the “annexed” areas of Crimea and Ukraine. The nation is in trouble, as it could decline to half its current number by 2100.

Russia’s birth rate has been consistently declining for over a decade. The present rate of 1.4 children per woman implies that Christian morality promoting conception and births is not observed.

A Growing Muslim Presence

Even more concerning is the state of religion. Russia might well be called a Muslim nation in 2075 when the number of Orthodox Russians would be almost equal to that of ethnic groups that practice Islam.

Religious practice is also low, although exact numbers vary. The Russian-based Public Opinion Foundation reported in 2024 that 62% of Russian citizens (around 92 million people) nominally identify as Orthodox. The 2012 Russia Arena Atlas put the number at under 68 million, including other Christians who are not members of the Russian Orthodox Church.

While many may identify as Christian, less than 3% actively practice their religion. Indeed, Muslims tend to be more observant than ethnic Russians. Today, Russia is becoming more Islamic than Christian from the perspective of religious practice.

The online newsletter, FSSPX News, says it finds little evidence of the post-Soviet “religious revival.” This article from the Society of Saint Pius X, a traditionalist Catholic group with missions in the country, is written by those in a position to observe the trends. Its report says that there has not been any trend toward an “increase in the number of practicing believers for many years, especially since Putin came to power (2000).”

“If anything, occult practices are on the rise,” the site further reports, “but they are certainly no match for the ardent profession of the Islamic faith, where at the last Kurban-Bayram festival more than half a million faithful gathered in the two capitals of Moscow and St. Petersburg, compared to 200,000 Orthodox Christians for Easter.”

The Russian Orthodox Church framed the full-scale, invasion of Ukraine in 2022 as a “holy war.” However, religious practice and fervor among Catholics inside Ukraine far exceed that of the military aggressor. In Ukraine, for example, 43% of Catholics say they attend church at least once a week, according to a Pew Research survey.

The Nationalist Model

While the data does not support the notion of a post-Soviet or even a Putinist revival of Christianity in Russia, there is no denying the appearances of religious imagery and rhetoric that attract the Russian people. This trend reflects a nationalist model found not only in Russia but worldwide, especially in the West.

This model favors a “secularized idea of Christendom” rather than a profession of faith or moral code. Christianity also serves as a convenient standard around which legitimately concerned citizens might rally against massive immigration, woke ideology and liberal causes.

All these cultural manifestations appeal to the religious sense of many Christians. However, the populist model does not take these sentiments to their final consequences found in conversion, the practice of Christian virtue and the worship of God. They often adopt strange ideologies and even pagan practices. Such superficial impulses do not have the power to transform souls and societies.

Thus, the Russian model is an illusion, not the answer to its problems. Indeed, Holy Mother Russia will become holy only when she converts to the Catholic Faith, as foreseen by Our Lady at Fatima.

Nie wszyscy muzułmanie są tacy sami. MEM-y V.

——————————————

Transmisja meczu siatkówki

—————————————–

———————————————

——————————————

———————————————-

————————————

[a co mu zrobili współ-wyznawcy, gdy to przeczytali? ]

—————————————————-

———————

Szariatu chcemy !!! MEM-y IV.

————————————————

—————————————————

———————————-

Tolerancyjny Islam – a anglikanizm to straszna choroba!

——————————————————-

—————————————

[a tu otwarcie… ]

—————————–

———————————

————————————–

—————————————

No to ścinamy głowy !! Bo islamofobia. MEM-y III.

——————————

———————————-

———————————————

—————————————-

—————————————————-

———————————————

——————————————-

—————————————————

———————————–

Kobiety w islamie. MEM-y II

————————-

————————————————————

————————————————————–

—————————————————-

———————————————————

———————————————————————

—————————————————–

——————————————–

—————————————-

Męczeństwo chrześcijan w Nigerii – za przyzwoleniem rządu i mocarstw !!

Prawdziwe ludobójstwo nie ma miejsca w Strefie Gazy, lecz w Nigerii

Autor: AlterCabrio, 2 listopada 2025

W obliczu największego natężenia konfliktów na świecie od czasów II wojny światowej Nigeria stała się krajem najbardziej niebezpiecznym dla chrześcijan. Skoordynowane powstania islamistyczne zabiły tam ponad 52 000 wiernych w ludobójczej kampanii czystek religijnych, która spotkała się z obojętnością świata i przyzwoleniem rządu.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Ignorowane: prawdziwe ludobójstwo nie ma miejsca w Strefie Gazy, lecz w Nigerii

————————————————–

W obliczu największego natężenia konfliktów na świecie od czasów II wojny światowej Nigeria stała się krajem najbardziej niebezpiecznym dla chrześcijan. Skoordynowane powstania islamistyczne zabiły tam ponad 52 000 wiernych w ludobójczej kampanii „czystek” religijnych, która spotkała się z obojętnością świata i przyzwoleniem rządu.

Globalny poziom konfliktów osiągnął najwyższy poziom od czasów II wojny światowej, napędzany wzrostem liczby powstań terrorystycznych, wstrząsami politycznymi i wojnami na pełną skalę na Ukrainie, w Strefie Gazy, Sudanie i dziesiątkach innych regionów. Według Instytutu Badań nad Pokojem (Peace Research Institute), w 35 krajach toczy się 61 aktywnych konfliktów.

«W długiej i brutalnej historii prześladowań religijnych, Nigeria ma teraz swój własny, ponury rozdział, z nieustającymi pogromami chrześcijan. Nigeria jest najludniejszym krajem na kontynencie afrykańskim i stała się tyglem cierpienia dla swojej chrześcijańskiej mniejszości.»

Islamscy rebelianci atakują nocą, podpalając domy, gdy rodziny śpią. Podczas niedzielnych nabożeństw atakują kościoły, strzelając do całych zgromadzeń. Napadają na chrześcijańskie wioski rolnicze, mordując mężczyzn, gwałcąc kobiety i porywając dzieci. To skoordynowane akty religijnego oczyszczenia, w których ocaleni są zmuszani do przejścia na islam lub giną.

Przemoc wobec chrześcijan w Nigerii na przestrzeni lat tylko się nasiliła. Według nigeryjskiej organizacji Intersociety, od 2009 roku zamordowano ponad 52 000 chrześcijan, a ponad 20 000 kościołów zostało zbezczeszczonych lub zniszczonych.

Nie są to odosobnione przypadki.

«W 2024 roku w Nigerii zginęło 4100 chrześcijan, co stanowiło 82% wszystkich męczeństw chrześcijan na świecie. Do sierpnia 2025 roku liczba ta przekroczyła 7000

Ten wzrost odzwierciedla nie tylko kryzys bezpieczeństwa, ale także pogłębiający się schemat prześladowań, który można by nazwać ludobójstwem. Podczas gdy Kościół upamiętnia każde męczeństwo modlitwą i pamięcią, Ciało Chrystusa w Nigerii wciąż cierpi z powodu ran, które wołają o sprawiedliwość, solidarność i globalne świadectwo.

Global Christian Relief i inne organizacje monitorujące sytuację na świecie uznały Nigerię krajem najbardziej niebezpiecznym dla chrześcijan. Tytuł ten odbija się echem w cichej pustce ogólnoświatowej obojętności.

Za tymi okrucieństwami stoi sieć islamistycznych grup ekstremistycznych, do których należą Boko Haram, milicje Fulani i dziesiątki innych frakcji powiązanych z ISIS i Al-Kaidą. Ich skoordynowane kampanie niszczą społeczności chrześcijańskie nie tylko w Nigerii, ale na całym kontynencie afrykańskim w alarmującym i nieustającym tempie.

Milczenie świata przypomina ciszę Wielkiego Piątku, gdy niesprawiedliwość sięgała zenitu i była traktowana jako codzienność, a cierpienie i śmierć były na porządku dziennym. Nigeryjskie wspólnoty chrześcijańskie doświadczają jednych z najgorszych prześladowań w czasach nowożytnych, a mimo to „świat” nie przyjmuje tego do wiadomości.

Przed ustąpieniem z urzędu w 2020 roku administracja Trumpa podjęła działania, umieszczając Nigerię na liście „krajów szczególnego zagrożenia” (CPC) Departamentu Stanu. Lista CPC pozwalała na nakładanie sankcji gospodarczych w celu wywarcia presji na rząd Nigerii, aby chronił chrześcijan i inne mniejszości religijne przed przemocą.

Jednak w 2021 roku administracja Bidena usunęła Nigerię z listy CPC, mimo że masakry nasiliły się.

W rezultacie rząd Nigerii, poprzez umyślny współudział lub rażące zaniedbanie, umożliwił kontynuowanie tych okrucieństw w sposób niepohamowany. Brak reakcji jest zdradą obywateli.

W odpowiedzi na trwającą masakrę w Nigerii, koalicja przywódców religijnych, na czele której stała Nina Shea z Centrum Wolności Religijnej Instytutu Hudsona, wysłała 15 października petycję do prezydenta Trumpa, potępiając traktowanie mniejszości religijnych przez rząd Nigerii i wzywając Trumpa do ponownego włączenia Nigerii na listę CPC. Wśród sygnatariuszy znaleźli się arcybiskup katolicki San Francisco Salvatore Cordileone, prezes Family Research Council Tony Perkins, prezes Focus on the Family Jim Daly i dziesiątki innych osób.

Petycja jednoznacznie stwierdza, że ​​rząd Nigerii „bezpośrednio narusza wolność religijną, egzekwując islamskie przepisy o bluźnierstwie, które przewidują karę śmierci i surowe wyroki więzienia dla obywateli różnych wyznań. Rząd Nigerii wyraźnie toleruje również bezlitosną agresję, szczególnie wobec chrześcijańskich rodzin rolniczych, ze strony bojowników, muzułmańskich pasterzy Fulani, którzy najwyraźniej dążą do islamizacji Pasa Środkowego”.

Ten kryzys wykracza poza geopolitykę i politykę zagraniczną i rozpaczliwie potrzebuje moralnego imperatywu. Jak stwierdza św. Paweł w 1 Liście do Koryntian 12,26: „Jeśli cierpi jeden członek, cierpią wszystkie inne członki”. Jako członkowie Ciała Chrystusa, chrześcijanie są powołani do dawania świadectwa, zabierania głosu i działania, aby położyć kres okrucieństwom szerzącym się w Afryce.

Bez interwencji ludność chrześcijańska w wielu regionach będzie musiała liczyć się z wysiedleniem [ wymordowaniem.. md] w ciągu jednego pokolenia.

Nie myśl, że to nie może się tu zdarzyć.

______________

Off the radar: The real genocide is not taking place in Gaza, but in Nigeria, Greg Maresca, October 24, 2025

−∗−

Warto porównać:

Ponad 1000 syryjskich chrześcijan zamordowanych i ukrzyżowanych
Syria upadła w grudniu ubiegłego roku i dzieje się to, czego się spodziewano… Chrześcijanom i mniejszościom dano trzy możliwości: nawrócić się, uciekać lub zostać wymordowanym. Po raz kolejny islamiści z […]

_____________

O tym się prawie nie mówi…
Na całym świecie jest jedna grupa mniejszościowa, która jest uciskana, prześladowana i brutalnie atakowana o wiele bardziej niż którakolwiek inna. Ale media głównego nurtu nigdy się tym nie zajmują, ponieważ […]

Czy Nowy Jork stanie się Domem Islamu?

Czy Nowy Jork stanie się Domem Islamu?

Grzegorz Górny  https://wpolityce.pl/swiat/744049-czy-nowy-jork-stanie-sie-domem-islam


Głównym kandydatem w wyborach na burmistrza Nowego Jorku, które odbędą się 4 listopada, pozostaje Zohrad Mamdani z Partii Demokratycznej. Faworyt elekcji ma 33 lata, pochodzi z rodziny indyjskiej, urodził się w Ugandzie, a wychowywał w RPA. Dopiero w 2018 roku uzyskał obywatelstwo USA.

Zaledwie pięć lat temu przystąpił do obozu Demokratów, a więc doświadczenie polityczne ma niewielkie. Zawodowe też, ponieważ nigdy tak naprawdę nie pracował – w jego życiorysie widnieje jedynie staż u własnej matki. Kandydat na burmistrza obiecuje bezpłatne mieszkania, bezpłatny transport publiczny, wspieranie nielegalnych imigrantów, miliardowe inwestycje w mieszkania socjalne czy odebranie funduszy policji i zastąpienie jej pracownikami socjalnymi. Na ostatniej prostej przed wyborami wyprzedza zdecydowanie pozostałych rywali.

Kampania w meczecie

Tym, co najbardziej wyróżnia go spośród innych kandydatów, jest religia: Mamdani jest muzułmaninem. Z jednej strony krytykuje państwo Izrael za ludobójstwo w Strefie Gazy, z drugiej [?] odmawia potępienia Hamasu. Nieprzypadkowo punktem kulminacyjnym jego kampanii był wiec, który odbył się 17 października przed piątkową modlitwą w meczecie At-Taqwa w Brooklynie, gdy w triumfalnym tonie zwrócił się do zebranych:

Nasze zwycięstwo będzie nie tylko moim, ale wszystkich muzułmanów w Nowym Jorku. Mieszkamy w mieście, o którym wiemy, że jest naszym miejscem, ale dziś wiemy również, że potrafimy mu przewodzić.

Jego przemówienie przerywane było chóralnymi okrzykami: „Allah Akbar!” i „Takbir!”

Wybór miejsca na wiec nie był przypadkowy. Przełożonym meczetu At-Taqwa jest Siraj Wahhaj. W 1993 roku znalazł się on na liście osób podejrzewanych przez prokuraturę o udział w spisku mającym na celu zburzenie World Trade Center (załadowana materiałami wybuchowymi furgonetka została zdetonowana wówczas na podziemnym parkingu, zabijając sześć osób, a raniąc ponad tysiąc, jednak nie niszcząc wież WTC). Wahhajowi nie udało się udowodnić winy, jednak podczas procesu wsparł on publicznie islamskich zamachowców, sprzeciwiając się nazywaniu ich terrorystami. Zeznawał też w sądzie na korzyść swojego przyjaciela: ślepego szejka Omara Abdel-Rahmana – przywódcy terrorystycznego ugrupowania Al-Dżamaa al-Islamija i głównego organizatora zamachu na WTC w 1993 roku (zmarłego w 2017 roku, gdy odsiadywał wyrok dożywocia w amerykańskim więzieniu).

Wiele wypowiedzi Siraja Wahhaja wywoływało publiczne kontrowersje, np. popieranie kary śmierci przez ukamienowanie za cudzołóstwo czy zachęcanie muzułmanów do zastraszania homoseksualistów, aby ci porzucili swój grzeszny sposób życia. Głośne stało się też jego przemówienie, w którym powiedział:

Pomóżmy naszym muzułmańskim braciom i siostrom, wysyłając pieniądze i dostarczając broń muzułmanom w Bośni wszelkimi możliwymi sposobami. Ale nie poprzestawajmy na tym. Zbierajmy fundusze dla muzułmanów, którzy umierają milionami w Somalii. Nie poprzestawajmy na tym. Maszerujmy do Palestyny i uwolnijmy tam naszych braci i siostry. Ale nie poprzestawajmy na tym. Udajmy się do Algierii i uwolnijmy tamtejszych muzułmanów. Nie przestawajmy na tym. Wyruszmy w świat.

Przyjaźń zobowiązuje

Zohar Mamdani nazywa imama Siraja Wahhaja swoim przyjacielem. Ten ostatni rewanżuje mu się nie tylko datkami na kampanię. Podczas niedawnego kazania zwrócił się do obecnego w meczecie kandydata Demokratów ze słowami:

Kocham cię bardziej, niż możesz sobie wyobrazić. Nigdy nie przestawaj robić tego, co robisz!

Gdyby w 2001 roku, po zburzeniu wież World Trade Center, ktoś powiedział, że nie minie ćwierć wieku, a mieszkańcy Nowego Jorku będą gotowi wybrać na burmistrza swojego miasta muzułmanina, który przyjaźni się ze zwolennikami radykalnego nurtu islamu, uznano by to za rojenia szaleńca. To, co jeszcze niedawno było jednak obciążeniem przekreślającym kandydaturę, dziś okazuje się atutem.

Co stało się z mieszkańcami Nowego Jorku?

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/744049-czy-nowy-jork-stanie-sie-domem-islam

Samobójczy pakt Zachodu z kultem śmierci

Samobójczy pakt Zachodu z kultem śmierci

[Nie podoba mi się jakaś obca nam agresja autora. Ale publikuję, bo spora część warta pomyślenia. MD]

Autor: AlterCabrio, 7 października 2025

Ustępstwa kulturowe są powszechne: dzieci poszczą w Ramadanie pomimo zagrożeń dla zdrowia, rośnie przestępczość z użyciem noża wśród młodzieży migrującej, nasilają się wezwania muezinów.

Jarmarki bożonarodzeniowe przemianowano na „jarmarki światła”, Wielkanoc na „święta zajączków”, a procesje św. Marcina na „parady światła”. Wieprzowina znika z publicznych stołówek, pieśni chrześcijańskie są zakazane w szkołach, a zajęcia w Ramadanie wstrzymywane. W 2024 roku Kolonia i Frankfurt rozświetliły ulice na Ramadan, a baseny zarezerwowały godziny tylko dla kobiet w związku z rosnącą liczbą gwałtów. Arabskie broszury turystyczne pomijają krzyże na szczytach, a cmentarze rozważają wydzielone strefy. Zachód demontuje swoją tożsamość, by udobruchać ideologię barbarzyńskich karaluchów.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Samobójczy pakt Zachodu z kultem śmierci

Zachód lunatykuje i zmierza ku spreparowanej przez siebie rzeźni, szczerząc zęby w złudzeniu moralnej wyższości, podczas gdy kat ostrzy swój bułat. Nasza cywilizacja krwawi, wypatroszona przez tchórzliwą fascynację islamem, totalitarną ideologię podszywającą się pod wiarę, nieustępliwą w swojej 1400-letniej krucjacie podboju i zniszczenia.

Trzymajcie się tego urojenia, że ​​to tylko zachodnia polityka zagraniczna i CIA rodzą islamski ekstremizm, jeśli tak chcecie, ale będziecie idiotami, wierząc w tę muzułmańską żałosną historyjkę. Historia ma dla was bolesny sygnał, wykrzykując ostrzeżenia, a wy jesteście głusi, ozdabiając swój upadek banałami o „tolerancji”, podczas gdy barbarzyńcy otwarcie zabijają i gwałcą na waszych ulicach, nie obawiając się żadnych reperkusji.

Niedawno jakiś świętoszkowaty, pro-palestyński, „przebudzony prawicowy” gnojek [virtuecrat] miał czelność się na mnie wkurzyć, gdy zdał sobie sprawę, że jego ukochany lud w Palestynie nic mnie nie obchodzi. Ten samozwańczy intelektualista miał czelność zapytać, czy nie miałabym nic przeciwko utracie praw przez homoseksualistów (podobnie jak Palestyńczycy), jakby to był jakiś sprytny podstęp, który ma mnie związać z ich sprawą. To pytanie jest kompletnie bezmyślne, zważywszy na to, że ci sami ludzie, których broni wychodząc z siebie, prawdopodobnie zabiliby mnie za bycie lesbijką, zanim zdążyłabym mrugnąć. W moim świecie to jest ostateczne prawo do przegranej, ale najwyraźniej śmierć to tylko drobny szczegół w tym pokręconym rachunku moralnym. Akrobacje umysłowe, które ten klaun wykonuje, udając zszokowanego tym, że sprzeciwiam się kulturze muzułmańskiej w całości, są po prostu oszałamiające. To żałosny przejaw ideologicznych akrobacji.

Moje stanowisko w sprawie konfliktu izraelsko-palestyńskiego jest proste: nie obchodzi mnie, kto twierdzi, że jest pierwszym właścicielem ziemi, ani kwestia państwowości Izraela, a kwestia izraelskiego nadzoru podważającego amerykańskie wolności to temat istniejący niezależnie od tego konfliktu. Walczę wraz z tymi, którzy sprzeciwiają się toksycznemu rozprzestrzenianiu się islamu. To dżihadystyczny kult śmierci. W państwach rządzonych szariatem, takich jak Iran, Arabia Saudyjska czy kontrolowany przez talibów Afganistan, mój homoseksualizm jest przestępstwem zagrożonym karą śmierci – powieszeniem, ukamienowaniem lub defenestracją. Nie, nigdy nie powiem ani jednego pozytywnego słowa o ropiejącym raku pochodzącym z Bliskiego Wschodu.

Wersety Koranu, takie jak Sura 7:80-84, opowiadające o zagładzie ludu Lota za „nieprzyzwoite czyny”, są wykorzystywane do uzasadnienia tych czystek. Jeśli wpływ islamu rozprzestrzeni się na Zachodzie bez kontroli – poprzez migrację, kompromisy kulturowe lub polityczne ustępstwa – wolności, za które tak ciężko krwawiliśmy, runą. Już widzimy ten rozkład: zabójstwa honorowe w enklawach imigrantów i „strefach zamkniętych” [no-go zones], gdzie cień szariatu narzuca średniowieczne normy na współczesnych ulicach. Kolejne państwo pod rządami islamu nie jest latarnią postępu, lecz kolejnym teokratycznym więzieniem, w którym gnijący rak może rosnąć, organizować się i rozprzestrzeniać.

Redukcja takich krajów nie jest stratą dla ludzkości. To strategiczny zysk dla wolności, zagłodzenie bestii radykalnej ideologii. Dopuszczenie islamizmu gdziekolwiek zagraża wolności wszędzie, a jako lesbijka odmawiam płaszczenia się po aprobatę tych, którzy wiwatowaliby na myśl o mojej egzekucji. Jeśli to czyni mnie złoczyńcą w ich utopijnej narracji, niech tak będzie – przetrwanie góruje nad ich świętoszkowatą postawą.

Bezmyślna wypowiedź tej osoby jest objawem złośliwości pożerającej duszę Zachodu: fobią wobec islamofobii, paraliżującego lęku przed byciem nazwanym nietolerancyjnym za krytykę istoty islamu. To tchórzostwo przerodziło się w islamofilię – groteskowe uwielbienie dla średniowiecznej ideologii zbudowanej na podboju, zniewoleniu, nienawiści i rasizmie.

Termin „islamofobia” został przejęty i przekształcony z tarczy chroniącej przed uprzedzeniami wobec muzułmanów w pałkę chroniącą przed jakąkolwiek krytyką doktryny islamskiej, utożsamianą z „rasizmem antymuzułmańskim”. Religia nie jest rasą. Jest systemem idei, a obsesja islamu na punkcie poddania się, męczeństwa i panowania nad niewiernymi – zwłaszcza kobietami – wymaga nieustannej analizy, a nie rozpieszczania.

Naukowcy, politycy i dziennikarze drżą na myśl o ostracyzmie, piętnowani jako prowokatorzy za głoszenie prawdy. To scena z filmu Maxa Frischa „Biedermann i podpalacze”: Zachód jako naiwny głupiec, zapraszający piromanów do swojego domu i klaszczący, gdy zapalają zapałkę. Większość muzułmanów nie jest terrorystami w klasycznym tego słowa znaczeniu, ale fundamentalne teksty islamu rodzą przemoc, gloryfikując męczenników i watażków, którzy postrzegają niewiernych jako ofiary. Daj im żyzną glebę, a chętnie dołączą do dżihadu. Zaprzeczanie temu to gwizdanie na przesiąknięte krwią karty historii.

Rozważmy Deklarację Kairską o Prawach Człowieka w Islamie (1990), popartą przez 56 państw Organizacji Współpracy Islamskiej (OIC). Podporządkowuje ona wszelkie prawa szariatowi, kpiąc z powszechnych wolności zawartych w Powszechnej Deklaracji z 1948 roku. Liczba egzekucji w Iranie – 834 w 2023 roku, 975 w 2024 roku, 343 w ciągu pierwszych czterech miesięcy 2025 roku, według raportów Amnesty International i ONZ – jest wymierzona w dysydentów, homoseksualistów i nonkonformistów.

Jednak zachodni przywódcy klękają. Wolfgang Schäuble z Niemiec, podczas Niemieckiej Konferencji Islamskiej w 2006 roku, oświadczył: „Islam jest częścią Niemiec i Europy”. Zupełna bzdura – nigdy nim nie był i nigdy nie będzie. Christian Wulff, w Dniu Jedności Niemiec w 2010 roku, powtórzył: „Islam należy do Niemiec”. Polityka migracyjna Angeli Merkel z 2015 roku spowodowała przyjęcie ponad miliona migrantów, wielu z krajów z muzułmańską większością, bez weryfikacji, co zaostrzyło kryzys. W 2017 roku Thomas de Maizière zaproponował muzułmańskie święto państwowe, normalizując wkraczanie szariatu. Zachód wręcza swoim wrogom klucze do własnej zagłady.

Państwa Zatoki Perskiej – Arabia Saudyjska, ZEA, Katar – są przykładem tej zdrady, ich pochlebczy sojusz z Zachodem, podsycany bogactwem ropy naftowej i moralnym tchórzostwem. W systemie kafala wiza staje się łańcuchem: sponsorzy przejmują paszporty, pensje i milczenie, egzekwując niewolę pod batem szariatu. Próba ucieczki kończy się chłostą lub pogrzebaniem w rowie. Łańcuch dostaw żeruje na desperatach – Filipince goniącej za ofertami pracy w Bangkoku, rumuńskiej nastolatce zwabionej pracą modelki w Dubaju – tylko po to, by trafić do piwnic willi, sprzedawanych przez szejków licytujących gotówkę za noc. Dane ONZ potwierdzają, że co roku znika 150 000 Filipinek, 500 rumuńskich nastolatek zaginęło w zeszłym roku, 70 000 lankijskich pokojówek nigdy nie wraca. Ich los? „Małżeństwo tymczasowe”, uświęcone wersetem Koranu 4:24, pozwalające mężczyznom „cieszyć się tym, co posiada twoja prawica”. Klasyczni prawnicy i współcześni imamowie z Zatoki Perskiej je popierają. Sądy przypieczętowują umowę. Dzieci – pięć procent nieletnich z Ukrainy, Tajlandii i Indii – są przewożone samolotami A380 linii Emirates, które latają na nieopłacalnych trasach, a następnie sprzedawane jako towar, numerowane i wyceniane. Ta forma współczesnego niewolnictwa jest wpleciona w materię szariatu, skalowana do przemysłowego horroru przez bogactwo Zatoki Perskiej. Zachód, uzależniony od ropy naftowej, milczy – Hollywood skrępowany pieniędzmi z Emiratów, budżety ONZ dławione przez tych samych darczyńców, którzy finansują te łańcuchy. Żadnych bojkotów, żadnych demaskatorskich artykułów, tylko nieustanny strumień dziewcząt, których paszporty znikają na pustyni.

Miraż „liberalnego” islamu: złudzenie naiwnych marzycieli

Zachód kurczowo trzyma się fantazji o „tolerancyjnej” przeszłości islamu, niczym o „złotym wieku” średniowiecznej Hiszpanii, gdzie muzułmanie, chrześcijanie i Żydzi rzekomo współistnieli w harmonii. To fikcja historyczna. Wcześni władcy Umajjadów pozwalali chrześcijanom i Żydom istnieć jako dhimmi – opodatkowani, posłuszni obywatele drugiej kategorii. Pod koniec XI wieku Almorawidzi i Almohadzi dopuścili się przymusowych nawróceń, wypędzeń i masakr. „Minaret z czaszek” budowany z głów chrześcijan obala mit „religii pokoju”.

Nadzieja Zachodu na zreformowanie islamu w liberalny, „euroislam” to aroganckie szaleństwo, zakładające, że uda nam się oswoić siłę, która od wieków pożera rozwinięte cywilizacje. Bassam Tibi, syryjski uczony muzułmański, w swojej książce z 2009 roku promował euroislam, przewidując świecką kompatybilność. Do 2017 roku odwołał swoje stanowisko, powołując się na zakorzeniony antysemityzm i patriarchalną sztywność islamu jako nie do pokonania. Migranci wykorzystują zachodnie dobrodziejstwa, jednocześnie odrzucając jego wartości, dążąc do da’wa – prozelityzmu – jako narzędzia islamizacji. Wniosek Tibiego: zachodnia pobłażliwość rodzi pogardę.

„Oświecony islam” to sprzeczność sama w sobie. Reformatorzy tacy jak Imad Karim (libański filmowiec), Necla Kelek (turecko-niemiecka socjolog), Hamed Abdel-Samad (egipsko-niemiecki autor książki „Islamic Fascism”) i Seyran Ateş (założyciel berlińskiego liberalnego meczetu Ibn Rushda-Goethego, żyjący w ciągłym strachu z powodu gróźb) mierzą się ze śmiercią za swoje wysiłki. Ocalały z Holokaustu Ralph Giordano nazwał islamizację „tchórzostwem”, a nie ubogaceniem. W książce Samuela P. Huntingtona z 1996 roku „The Clash of Civilizations” ostrzegano przed „odrodzeniem” islamu bez reformacji, podobnym do nieustępliwego odrodzenia marksizmu. Rdzeń islamu opiera się wolności, a udawanie, że jest inaczej, jest preludium do zagłady.

Podboje islamu w VII wieku były kulą burzącą, która zrujnowała wysokie kultury Bliskiego Wschodu pod rządami totalitarnego credo. W Imperium Perskim Sasanidów, w latach 632-654 n.e., dziedzictwo zaratusztriańskie zostało zmiażdżone, ludność miejscowa została zmuszona do arabskiej supremacji, a wpływy grecko-rzymskie zostały odcięte pod groźbą miecza. Egipt, najechany w 641 n.e. u szczytu swojej dekadencji kulturowej, utracił swoje faraońskie, hellenistyczne i koptyjskie dziedzictwo na skutek podatków dżizja, przymusowych konwersji, grabieży artefaktów i zniewolenia ludności, a jego koptyjska tożsamość uległa bezpowrotnej erozji. Niegdyś intelektualne centrum Morza Śródziemnego, stało się zaściankiem szariatu, z palonymi bibliotekami i wiedzą spętaną dogmatami Koranu. Lewant i Mezopotamia – kultury asyryjska, babilońska i fenicka – zostały splądrowane, zniewolone i zdławione pod arabskim monolityzmem.

Islam nie zachował wiedzy. Zawłaszczył jej resztki i stłumił pozostałości, zapewniając, że żaden renesans nie będzie mógł podważyć jego panowania. To dziedzictwo kulturowego zniszczenia trwa, będąc ponurym świadectwem niekompatybilności islamu z pluralistycznym rozkwitem. Zachód patrzy na te ruiny i łudzi się: „Nam się to nie przydarzy”. Historia twierdzi inaczej.

1001 gestów poddania się

Nieodpowiedzialna polityka otwartych drzwi Angeli Merkel rozpętała muzułmańską inwazję na Zachód, z Niemcami jako punktem zerowym. W 2015 roku łzy syryjskiej dziewczyny w talk-show, po pustym, ale zaskakująco realistycznym stwierdzeniu Merkel, że „nie możemy ich wszystkich przyjąć”, pojawiły się w tle. Tydzień później rozpoczęła się niekontrolowana migracja. Tchórzliwa odmowa Niemiec wobec radykalnego islamu nie jest tolerancją ani szlachetnym gestem „Nigdy więcej” – to zdrada. Niszczy nie tylko mieszkańców Zachodu i Żydów, którzy zmagają się z narastającym antysemityzmem, ale także umiarkowanych muzułmanów, którzy opuścili swoje kraje w latach 70. i 80., zintegrowali się i zbudowali tu życie. Co najgorsze, to nikczemna zdrada niezliczonych kobiet, chrześcijan z Bliskiego Wschodu i innych mniejszości religijnych, które uciekły przed koszmarem szariatu, tylko po to, by stawić czoła jego powrotowi do swoich nowych domów.

Statystyki przestępczości niemieckiej policji z 2023 roku: 42% podejrzanych to osoby niebędące obywatelami, mimo że stanowili 17% populacji. Tendencja ta utrzymuje się do 2024 roku i na początku 2025 roku – choć nie waż się mówić o tym głośno. Islamizm dominuje wśród zagrożeń ekstremistycznych, z 476 sprawami prokuratorskimi w 2023 roku, w porównaniu z 29 w przypadku ekstremizmu prawicowego i 3 w przypadku ekstremizmu lewicowego. Raport o Ochronie Konstytucji z 2024 roku odnotował ciągły wzrost nastrojów antysemickich ze strony islamistów, a 99 przestępstw o ​​charakterze antysemickim ze strony lewicy to jedynie przypis. W 2025 roku protesty w Berlinie i Düsseldorfie gloryfikują syryjski reżim dżihadystyczny, podczas gdy państwowe środki zaradcze i działania mające na celu moderowanie meczetów nie przynoszą żadnych rezultatów.

Zachód sam się niszczy w 1001 gestach poddania. Małżeństwa dzieci, okaleczanie żeńskich narządów płciowych (tysiące rocznie w społecznościach migrantów, według Terre des Femmes), zabójstwa honorowe (niedostatecznie zgłaszane, ale udokumentowane), małżeństwa między krewnymi (obecnie świadczenie zdrowotne według NHS), przymusowe związki i poligamia utrzymują się pomimo prawnych zakazów. W szkołach panują normy patriarchalne: chłopcy lekceważą nauczycielki, domagają się zajęć z podziałem na płeć i ubiegają się o zwolnienia dla muzułmańskich dziewcząt z zajęć pływania lub sportu. Rzeczywiste reakcje feministek są stonowane. Polityka azylowa pozwala małżonkom z drugiej linii na ominięcie przepisów o bigamii. Ponad 100 udokumentowanych małżeństw dzieci w Berlinie? Aydan Özoğuz, były komisarz ds. integracji z ramienia niemieckich socjaldemokratów, sprzeciwia się unieważnieniu małżeństwa w celu zachowania praw spadkowych, stawiając na pierwszym miejscu ustępstwa kulturowe nad dobro dziecka.

Ustępstwa kulturowe są powszechne: dzieci poszczą w Ramadanie pomimo zagrożeń dla zdrowia, rośnie przestępczość z użyciem noża wśród młodzieży migrującej, nasilają się wezwania muezinów. Jarmarki bożonarodzeniowe przemianowano na „jarmarki światła”, Wielkanoc na „święta zajączków”, a procesje św. Marcina na „parady światła”. Wieprzowina znika z publicznych stołówek, pieśni chrześcijańskie są zakazane w szkołach, a zajęcia w Ramadanie wstrzymywane. W 2024 roku Kolonia i Frankfurt rozświetliły ulice na Ramadan, a baseny zarezerwowały godziny tylko dla kobiet w związku z rosnącą liczbą gwałtów. Arabskie broszury turystyczne pomijają krzyże na szczytach, a cmentarze rozważają wydzielone strefy. Zachód demontuje swoją tożsamość, by udobruchać ideologię barbarzyńskich karaluchów.

Antysemityzm jawnie się rozprzestrzenia: palone są izraelskie flagi, szyldy sklepowe z napisem „Żydzi niemile widziani” (choć oczywiście „nie z powodów antysemickich”), muzułmańskie ulotki wymierzone w firmy „wspierające Izrael”. Po 7 października 2023 roku uniwersytety określają działania obronne Izraela mianem „ludobójstwa”, skandując: „Od rzeki do morza Palestyna będzie wolna” – od Jordanii po Morze Śródziemne, Żydom wstęp wzbroniony. Karl Lagerfeld ostrzegał we francuskiej telewizji w 2017 roku: „Nie możemy zabić milionów Żydów, powiedzieć »nigdy więcej«, a potem sprowadzić do kraju miliony ich najgorszych wrogów”. Przewidział to.

Adolf Hitler podziwiał wojowniczą gorliwość islamu. W programie „Hitler’s Table Talk” (nie, to nie nowy talk-show Candace Owen) chwalił „mahometanizm” za jego etos wojownika, ubolewał nad osłabieniem germańskiej determinacji przez chrześcijaństwo. Od 1933 roku naziści zabiegali o względy arabskich nacjonalistów. W latach 1937-38 usunęli antyarabskie fragmenty z arabskich wydań „Mein Kampf”. Podczas operacji w Strefie Gazy w 2023 roku siły izraelskie odkryły symbolikę Hitlera, podkreślając powiązania faszystowsko-islamistyczne. Była muzułmańska aktywistka Sabatina James argumentuje, że okrucieństwa są zgodne z tekstami islamskimi, a nie są jakimiś aberracjami. Elias Canetti w książce „Crowds and Power” (1960) nazwał islam „religią wojny”. Navid Kermani, laureat Pokojowej Nagrody Nobla z 2015 roku, zwrócił uwagę na jego pokrewieństwo z faszyzmem. Rola Arabów w transsaharyjskim niewolnictwie – miliony ludzi na przestrzeni wieków – jest rutynowo minimalizowana.

Islam nie jest wiarą. To siła przerzutowa, pochłaniająca niemuzułmanów nieustanną przemocą, której korzenie tkwią w jego kulcie śmierci. W Nigerii dżihadyści, tacy jak Boko Haram, wymordowali ponad 52 000 chrześcijan od 2009 roku, z czego 7087 zginęło w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy 2025 roku (prawie 30 dziennie), według doniesień. Atakujący z 23 września 2025 roku zniszczyli chrześcijańską wioskę, zabijając cztery osoby i paląc kościół, co podsyciło obawy przed ludobójstwem i żądania sankcji ze strony USA. Morderstwo księdza potęguje strach.

W Syrii, rzeź wyznaniowa w 2025 roku dotknęła Druzów: setki ofiar, w tym 46 egzekucji pozasądowych w Suwajdzie, według Amnesty International. W lipcu sunnickie milicje wspierane przez siły rządowe spowodowały śmierć 600 osób, w tym 300 Druzów (146 bojowników, 154 cywilów, 83 straconych w trybie doraźnym). Wsie takie jak Ta’ara, Al Doura i Al Douweira padły ofiarą ostrzału artyleryjskiego, grabieży i przemocy seksualnej, w wyniku czego zginęło ponad 1000 osób. Nagrania wideo ukazujące nieuzbrojonych Druzów zastrzelonych z bliskiej odległości ujawniają nietolerancję islamu dla odmienności.

Rdzeń islamu jest źródłem ekstremizmu niczym rak toczący ludzkość, pozostawiając po sobie pustkowia od Nigerii po Syrię, a każdy wyznawca staje się potencjalnym wektorem przemocy w dążeniu do globalnej dominacji.

Tymczasem sojusz lewicy z islamem to celowa zdrada, a nie sprzeczność. Pomimo świeckiej postawy, tolerują islam ze względu na jego antyzachodnią niechęć i ukryty antysemityzm, podzielany przez „przebudzonych” [woke] konserwatystów i skrajne ugrupowania prawicowe. Pokolenie 1968 roku poparło OWP w walce z Izraelem. Muzułmanie zastąpili proletariat jako „uciśnieni” lewicy.

Politolog Hendrik Hansen identyfikuje „nowy sojusz lewicowego ekstremizmu i islamizmu”, widoczny w antysemickim bojkocie Izraela przez ruch BDS. Samuel Schirmbeck krytykuje lewicową „kulturę tabu”, unikającą kontroli islamu.

Islam/islamizm – niezróżnicowane w języku arabskim – odzwierciedla ideologie totalitarne, takie jak komunizm i nazizm: ekspansjonistyczne doktryny zbawienia, obiecujące wyzwolenie od wyzyskiwaczy lub niewiernych, domagające się indywidualnego poświęcenia dla celów zbiorowych. Walka klasowa w komunizmie jest odpowiednikiem „walki o wiarę” w islamie, społeczeństwo bezklasowe odzwierciedla Dar al-Islam, towarzysze kontra wrogowie stoją po stronie wierzący kontra niewierni.

Postępowcy, napędzani nienawiścią do Żydów maskowaną antysyjonizmem, sprzymierzają się z islamistami, których statuty domagają się eksterminacji Żydów. Projekt Esther (2024-2025) Fundacji Dziedzictwa określa ruch „pro-palestyński” mianem „Sieci Wsparcia Hamasu”, piorącej antysemityzm poprzez apele o „globalną intifadę”. Zaślepieni poczuciem winy po Holokauście, postępowcy opowiadają się po stronie sił, które ukamienowałyby ich queerowych sojuszników, zasłoniłyby ich feministyczne towarzyszki i wymazały ich dziedzictwo kulturowe. To samobójstwo – wymiana żydowskiego przetrwania na oklaski skandujące „Chajbar, Chajbar, ya Yahud”, przywołujące średniowieczne masakry żydowskie. Sura 5:51 w Koranie zabrania sojuszy z Żydami i chrześcijanami. Postępowcy się temu poddają, gardząc swoimi tak zaciekle, że popierają gwałcicieli wolności.

W Wielkiej Brytanii rok 2025 to kocioł podsycanego islamizmem antysemityzmu związanego z protestami w sprawie Strefy Gazy. Community Security Trust odnotował 1521 incydentów antysemickich w pierwszej połowie 2025 roku – ponad 200 miesięcznie – których przyczyną były marsze z okazji Dnia Al-Kuds, podczas których wymachiwano flagami Hezbollahu i karykaturami mordów rytualnych. Raport Counter Extremism Project z czerwca 2025 roku dostarczył „przekonujących dowodów” łączących ekstremizm islamistyczny z antysemityzmem za pośrednictwem kazań w meczetach i sieci negujących Holokaust. Swastyki szpecą festiwale muzyczne, napady nękają ulice, a integracja chwieje się w obliczu skandali gangów pedofilskich w Rotherham i Oldham, skrywanych z obawy przed „islamofobią”. Rady szariatu działają równolegle z prawem cywilnym, dyskryminując kobiety, podczas gdy protesty gloryfikują wzrost liczby egzekucji w Iranie.

Oczywiście islamofilia dławi Zachód także po drugiej stronie Atlantyku. W Ameryce sytuacja jest fragmentaryczna, ale tragiczna. Dearborn w stanie Michigan – „Amerykańska Stolica Dżihadu” – pęcznieje. Na ArabCon 2025 mówcy bronili ataku Hamasu z 7 października. We wrześniu 2025 roku burmistrz Abdullah Hammoud wydał zakaz wstępu dla chrześcijańskiego krytyka za sprzeciw wobec ulicy nazwanej imieniem Osamy Siblaniego, działacza Hezbollahu i Hamasu, co wywołało walkę o wolność słowa. Sierpniowy Marsz Arbain z 2025 roku, największy poza Irakiem, zgromadził proirańskie transparenty, alarmując społeczności żydowskie. Skandowanie „Śmierć Ameryce, śmierć Izraelowi” na antyizraelskich wiecach w 2024 roku – prowokujące republikańskie wezwania do wszczęcia śledztw przez FBI – trwa także w 2025 roku.

Islam nie jest łagodną wiarą, lecz ideologią supremacji, ścierającą się z demokracją, a jego „tolerancja” to mit podtrzymywany przez zachodnie zaprzeczenie. Postępowcy, zwłaszcza ci, których nienawiść do Żydów jest ważniejsza od przetrwania, tolerują to zjawisko, idealizując „opór”, ignorując jednocześnie egzekucje w Teheranie czy tunele gwałtów w Strefie Gazy. To zdrada zrodzona z ideologicznego delirium, zaślepiająca ich na zaciskającą się na wolności pętlę.

Ważne jest, aby zdać sobie sprawę, że „multikulturalizm” jest z natury przeciwny jakiejkolwiek cywilizacji. Wyparty, fundamentalny problem marzycieli o „multi”-kulturze jest następujący: udają, że „multikulturalizm” funkcjonowałby bez zarzutu, gdyby tylko społeczeństwo większościowe było wystarczająco otwarte na integrację z „nowymi obywatelami”. Jednak „nowi obywatele” muszą się asymilować lub adaptować, aby różnorodność mogła odnieść choćby umiarkowany sukces. Odwrotnie nie da rady.

W przeciwnym razie imigranci wierzą, że mogą tworzyć alternatywne społeczności i ignorują istniejące prawa i zwyczaje. Destabilizacja państwa narodowego jest fundamentalnym celem ideologicznym, jakim jest akceptacja tożsamości kulturowej każdej mniejszości. Idea, że ​​wszystkie cywilizacje są w istocie wariantami jednej, globalnej cywilizacji, stanowi podstawę tego uniwersalizmu.

Akceptowanie wszystkich możliwych przejawów kultury jako równie ważnych (lub obojętnych?) jest aktem egalitarnego nihilizmu, a nie szacunku. Kiedy społeczeństwo większościowe akceptuje wszystko, co nie podlega praworządności i prawom człowieka, jak małżeństwa dzieci czy okaleczanie narządów płciowych, jest to niczym więcej niż relatywizm kulturowy, a nawet nihilizm kulturowy. Można to nazwać tak zwaną „liberalną” i „pluralistyczną” wrażliwością kulturową lub idealizacją obcości.

Tribalizm, w którym plemiona ustalają własne standardy, jest wspierany przez taką tolerancję, która atomizuje społeczność. Warunkiem koniecznym istnienia grupy jest jednak jej gotowość do stawiania własnych zwyczajów i standardów ponad standardami grupy obcej.

Pomimo braku prawa do imigracji, ruch na rzecz „multikulturalizmu” wydaje się nabierać rozpędu pomimo przepisów azylowych. Absurd polega na tym, że suweren nigdy nie został zapytany, czy chce „multikulturalizmu”, milionów niekontrolowanych imigrantów, czy całkowitego zniesienia prawa azylowego jako punktu swobodnego wjazdu dla dowolnej liczby imigrantów.

„Podejście multikulturalizmu zawiodło, całkowicie zawiodło!” – mogło to być odważne stwierdzenie wygłoszone wiele lat temu przez tzw. „burżuazyjne” grupy polityczne, ale w rzeczywistości było to odważne oświadczenie wygłoszone przez ówczesną kanclerz Merkel, pięć lat przed jej polityką otwartych granic.

Upadek Zachodu przepowiedziano w dwóch francuskich książkach. Na obrazie Jeana Raspaila z 1973 roku „Obóz świętych” milion Hindusów przybywa na francuskie wybrzeże w rdzewiejących statkach niczym fala pandemonium. Kultura Zachodu płonie, elity uciekają na północ, media się radują, ludzie toną w humanitarnej nienawiści do samych siebie, a Południe ogarnia anarchia. W Paryżu powstają „komitety wielokulturowe”, a establishment przygotowuje się do bycia wymazanym.

W książce „Submission” (2015), opublikowanej w dniu tragedii w redakcji „Charlie Hebdo”, Michel Houellebecq wyobraża sobie Francję w 2022 roku, w której Mohamed Ben Abbes z Bractwa Muzułmańskiego, wspierany przez konserwatystów i socjalistów, pokonuje Front Narodowy Marine Le Pen i zostaje prezydentem. Wybucha konflikt wewnętrzny, media milczą, a Abbes odrzuca świeckość i narzuca szariat, poligamię i patriarchat.

Aby skorzystać z lukratywnej kariery i posłusznych młodych przyjaciół, główny bohater, François, profesor literatury, przechodzi na islam. Społeczeństwo przepełnione samotnością, uzależnieniem od pornografii i nieustanną chęcią zaspokajania dopaminowego głodu mózgu coraz bardziej nagannymi aktami dominacji seksualnej już teraz stwarza podatny grunt dla takiej przyszłości.

Zostaliście ostrzeżeni.

________________

The West’s Suicide Pact with a Death Cult, A Lily Bit, Oct 07, 2025

Uciekł przed prześladowaniami, zginął we Francji. Katolik z Iraku zasztyletowany przez islamistę

14 września 2025

Uciekł przed prześladowaniami, zginął we Francji. Chrześcijanin z Iraku zasztyletowany przez islamistę

https://pch24.pl/uciekl-przed-przesladowaniami-zginal-we-francji-chrzescijanin-z-iraku-zasztyletowany-przez-islamiste

(Zdjęcie ilustracyjne Pixabay.com)

10 września w Lyonie tragicznie zginął 45-letni iracki katolik obrządku chaldejskiego, Ashura Sanayi. Mężczyzna był niepełnosprawny, poruszał się na wózku, a w mediach społecznościowych ewangelizował w języku arabskim. Sanayi został ugodzony w szyję nożem. Wydarzenie wstrząsnęło miejscowymi wspólnotami chrześcijańskimi, które domagają się wyjaśnienia motywów zbrodni i ukarania sprawców.

Według lokalnego dziennika „Le Progrès” Irakijczyk prowadził stronę na TikToku, na której mówił o swojej wierze. Był osobą niepełnosprawną, poruszał się na wózku inwalidzkim a w owym tragicznym dniu wracał do swego domu, gdy inny mężczyzna, najwyraźniej na niego czekający, ugodził go nożem w szyję. Służby ratunkowe, wezwane tuż przed godziną 22:30, znalazły go w stanie zatrzymania krążenia i nie zdołały go uratować.

[A co zrobiły z mordercą?? Nic? md]

Urodzony w 1979 Sanaya mieszkał w budynku razem ze swoją siostrą od ponad dekady, po ucieczce przed ofensywą tzw. Państwa Islamskiego (ISIS) w Iraku w 2014 r. Sąsiedzi opisywali go jako „osobę bezbronną, która nie chodziła i nigdy nie sprawiała problemów”. Krewni powiedzieli miejscowym mediom, że Sanaya – asyryjski katolik obrządku chaldejskiego – regularnie mówił wieczorami na żywo na TikToku o chrześcijaństwie. W jednym z nagrań, które wciąż krążyło w sieci następnego ranka, widać go było z twarzą zalaną krwią płynącą z nosa i ust.

Na swoich kontach w mediach społecznościowych Sanaya często dzielił się świadectwami wiary w języku arabskim. W jednym z wpisów, cytowanym przez portal Aleteia France, skarżył się, że jego treści były często blokowane lub zawieszane z powodu zgłoszeń ze strony islamskich użytkowników. W marcu twierdził, że został fizycznie zaatakowany przez muzułmanów.

Wydział ds. Przestępczości Zorganizowanej i Wyspecjalizowanej Prokuratury w Lyonie wszczął śledztwo w sprawie zabójstwa. Na obecnym etapie śledczy nie opowiadają się za żadną hipotezą: kryminalną, polityczną, religijną czy narkotykową. Agencja AFP otrzymała nagranie przedstawiające opuszczającego miejsce zdarzenia mężczyznę w ciemnym ubraniu z kapturem, wskazanego jako domniemany napastnik.

[To hańbi Francję, niegdyś Pierwszą córę Kościoła. France, fille aînée de l’Église… md]

Organizacje katolickie we Francji wyraziły głębokie zaniepokojenie tą tragedią. Istniejące od ponad 170 lat stowarzyszenie Œuvre d’Orient, działające na rzecz wyznawców Chrystusa na Wschodzie, stanowczo potępiło „zamordowane bezbronnego irackiego chrześcijanina”. Podkreślono, że „niezbędne jest, aby chrześcijanie z Bliskiego Wschodu mogli bezpiecznie świadczyć o swojej wierze i żyć godnie”.

Inna podobna organizacja – SOS Chrétiens d’Orient przypomniała, że Sanaya szukał we Francji schronienia przed zagrożeniem ze strony ISIS w Iraku. „Nie do pomyślenia jest, aby ktoś, kto uciekł przed prześladowaniem, został zamordowany we Francji” – stwierdziła organizacja, wzywając do modlitwy za spokój duszy i za rodzinę ofiary.

Reakcje przywódców politycznych były, jak dotąd, ograniczone. Marine Le Pen, liderka prawicowego Zgromadzenia Narodowego (Rassemblement National), napisała na X, że Sanaya „został bestialsko zasztyletowany w Lyonie przez islamistę. O ile udzielanie azylu prześladowanym jest słuszne, o tyle nasza niekontrolowana polityka imigracyjna sprawia, że przyjmujemy teraz ich oprawców”.

Katolicka dziennikarka Solène Tadié zauważyła, że zabójstwo to „wpisuje się w szerszy kontekst rosnących obaw dotyczących aktów wymierzonych w chrześcijan we Francji. Organizacje monitorujące wielokrotnie ostrzegały przed nasileniem działań wymierzonych w kościoły, cmentarze i wiernych w ostatnich latach”. Wyraziła przy tym obawy ,że „stosunkowo niewielkie nagłośnienie medialne aktów antychrześcijańskich, których liczba sięga setek rocznie, budzi obawy obserwatorów katolickich, że zjawisko to może się nasilać, jeśli nie zostanie potraktowane z większą powagą”.

7 sierpnia minister spraw wewnętrznych Bruno Retailleau wezwał prefektów do wzmocnienia ochrony chrześcijańskich miejsc kultu, szczególnie w okolicach uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia). Według danych urzędowych między styczniem a czerwcem  br. w całym kraju odnotowano 401 aktów antychrześcijańskich, co oznacza wzrost o 13 proc.  w porównaniu z tym samym okresem w 2024 r. Większość z nich dotyczyła wandalizmu i profanacji kościołów.

KAI / oprac. PR

Ranking imion we Francji. Wygrywają Ibrahim, Issa, Mohamed, Aminata i Nour

Ranking imion we Francji. Pod Paryżem wygrywają Ibrahim, Issa, Mohamed, Aminata i Nour

Bogdan Dobosz pch24.pl/ranking-imion-we-francji-pod-paryzem-wygrywaja-ibrahim-issa-mohamed-aminata-i-nour

Krajowy Instytut Statystyki (INSEE) publikuje co roku we Francji „ranking najpopularniejszych imion” w tym kraju. Obecnie opublikowano zestawienie za rok 2024. Ranking pokazuje pośrednio zmieniający się krajobraz społeczny w tym kraju. W skali całego kraju na czele listy są jeszcze takie imiona jak Louise, Gabriel i Jade. Tradycyjnych imion nadawanych noworodkom jednak z roku na rok ubywa, a pojawia się coraz więcej imion nadawanych dzieciom, które wywodzą się z kultury islamu.

W 2024 roku imiona Louise dla dziewczynek i  Gabriel dla chłopców zajęły czołowe miejsca w kraju i w wielu departamentach. Popularne imiona to także Léo, czy Ambre.

Wystarczy jednak zajrzeć do statystyk podparyskich departamentów i miejsc związanych z osiedlaniem się imigrantów, by stwierdzić, że coraz trudniej tam znaleźć rodziców nadających dzieciom imiona wywodzące się z tradycji chrześcijańskiej. Dominują imiona z kręgu kultury muzułmańskiej, ewentualnie „neutralne”. Ciekawostką jest zmniejszający się udział nadawania imion inspirowanych kulturą anglosaską (np. ubywa Kevinów, Rayanów, itp.).

Podparyski departament Seine Saint Denis uważany jest za za najbardziej „imigrancki” i specjalnie nie dziwi, że od lat na pierwszym miejscu w rankingu popularnych imion jest Mohamed. Drugie miejsce zajmuje Adam, a kolejne miejsca to takie imiona jak Ibrahim, Issa, Imran, Issac, Moussa, Ismael, Noah, Ali, Amir, Aylan, Ayoub, Zayn. Popularne imiona dziewczynek to Inaya, Maryam, Fatoumata, Nour, Aminata, Aicha, Fatima, Lina, Mariam, Sofia… W porównaniu z rokiem poprzednim Fatoumata awansowała z 10. pozycji na 3, a postępy poczyniły także imiona – Aminata i Aïcha. Wśród chłopców Mohamed jest od lat najpopularniejszym imieniem, a trzeba tu dodać jeszcze rozmaite odmiany i wariacje tego imienia rejestrowane osobno, a które także są w czołówce popularności. W pierwszej „dziesiątce” w ubiegłym roku zaszły jednak pewne znaczące zmiany i np. imiona Noah i Ali wypchnęły z tego zestawienia… Gabriela i Rayana.

Nie inaczej jest w innych departamentach Regionu Paryskiego. W Essone wygrywa Adam przed Noahem, Leo i Mohamedem. Kolejne popularne imiona to Gabriel, Ibrahim, Issac, Eden, Ethan, Imran. W Val de Marne wygrywa Ibrahim przed Mohamedem i Gabrielem. Mieszkańcy departamentu Val d’Oise preferują Adama, Gabriela, a Mohamed jest na trzecim miejscu przed Issakiem, Ibrahimem i Liamem. W samym Paryżu, w którym skład społeczny ludności jest jednak odmienny, na czele rankingu popularności imion jest Gabriel, na drugiej pozycji Adam, a na trzeciej Raphael. Mohamed jest tu „dopiero” na 5 pozycji. To tylko kilka przykładów z regionu stołecznego, ale podobnie jest w większości ośrodków wielkomiejskich Francji.

Zanikanie tradycyjnych imion to swoisty „znak czasów” i ilustracja m.in. zmniejszającego się wpływu chrześcijaństwa w życiu społecznym. Nowi „patroni” małych Francuzów mają swoje „korzenie” coraz częściej gdzieś na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Ta ewolucja zmiany imion trwa już od lat, razem ze zmianami demografii i raczej nie widać trendów odwrotnych.

Przypomina się tu rysunkowy żart z policjantami zatrzymującymi za kilkanaście lat do kontroli kierowcę samochodu. Jeden z funkcjonariuszy sprawdza dokumenty kierowcy i mówi do drugiego – „Ty, Mohamed, popatrz jak on się śmiesznie nazywa – Jean-Pierre”.

Bogdan Dobosz

Ks. Guy Pages: Muzułmanie szczerze nas nienawidzą

Ks. Guy Pages: Muzułmanie szczerze nas nienawidzą , 8 lipca 2025

Grafika: PCh24.pl

Nie znam żadnej innej religii, w której bóstwo nakazuje eksterminację chrześcijan, konkretnie nazwanych, a raczej konkretnie wskazanych. Tak więc Islam sam w sobie ma potencjał, by zniszczyć chrześcijaństwo, ponieważ jest z natury antychrystem, czy nam się to podoba, czy nie.

Kim może być przychodzący po Chrystusie, jeśli nie antychrystem?

Paweł Chmielewski: Czy to nie za mocne, tak rozpoczynać dialog z muzułmanami?

Ks. Guy Pages: Wszystko zależy od tego, co chcemy uzyskać. Czy dialog służy po prostu docenieniu rozmówcy, czy też jego celem jest wspólne poszukiwanie prawdy.

Dlatego też chrześcijanin, który ma być świadkiem prawdy, ma obowiązek poruszyć tę kwestię. Jak bowiem powiedział Jezus, jeśli będziecie zachowywać moje słowa, poznacie prawdę. A prawda was wyzwoli.

Nie możemy więc traktować dialogu jako celu samego w sobie. W przeciwnym razie popadamy w gadulstwo, a gadulstwo jest grzechem.

Dlatego Jezus w Ewangelii nie mówi tylko po to, by mówić. Mówi, aby doprowadzić umysły swoich rozmówców do poznania prawdy.

Dopóki będą muzułmanami, nie mogą zostać zbawieni.

Islam uniemożliwia im bowiem wiarę w Jezusa Chrystusa i przyjęcie chrztu. Islam jako taki jest antychrystem, ponieważ świadomie i dobrowolnie odrzuca chrześcijańskie objawienie, twierdząc, że Jezus nie jest Bogiem, nie umarł i nie zmartwychwstał.  I właśnie to jest zasadniczym sensem istnienia islamu, zastąpienia chrześcijaństwa.

Zatem muzułmanin, dopóki jest muzułmaninem, nie może zostać zbawiony. Jezus wyraźnie powiedział, kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony. Zatem szczere poszukiwanie prawdy musi doprowadzić muzułmanina do odejścia od islamu.

Należy wyraźnie odróżnić, jak wspomniałeś w swoim pytaniu, religię od muzułmanów. Religia to jedno, a muzułmanie to drugie. Muzułmanie są kochani przez Boga, który, jak mówi Jezus, zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych, a słońce wschodzi nad dobrymi i złymi.

Muzułmanie otrzymują więc naturalne dary, tak samo jak chrześcijanie i wszyscy inni ludzie. Dzięki temu mogą rozwijać naturalne cechy ludzkie. Ale nie jesteśmy zbawieni dzięki naszym cechom, cnotom i zasługom.

Jesteśmy zbawieni dzięki bezinteresownemu darowi Boga, który wymaga od nas wiary. Jest to dar bezinteresowny, ale trzeba go pragnąć i o niego prosić.

O przyjmowaniu muzułmanów do Europy

W swoim drugim liście napisał (Św. Jan) – jeśli ktoś przychodzi do was bez Ewangelii, nie przyjmujcie go do domu. Każdy kto go wita uczestniczy w jego złych uczynkach.

Święty Paweł w drugim liście do Koryntian, rozdział szósty, wersy czternaście do szesnaście mówi Jaka jedność między Chrystusem a Antychrystem? Jaka jest jedność między światłością a ciemnością? Jakie jest połączenie między wiernym a niewiernym?

Tak więc islam jako taki, jak już powiedziałem, nie ma innego powodu istnienia niż zniszczenie kościoła i zastąpienie go samym sobą. Nie wierzymy, jak napisał papież Franciszek w Abu Zabi wraz z wielkim imamem Al-Azhar, że Bóg pragnie pluralizmu religii, tak jak pragnie pluralizmu ras, kultur, kolorów, skóry, północy. Nie wierzymy w to.

Nie wierzymy również, że wszystkie religie prowadzą do Boga. Wierzymy, że tylko Jezus Chrystus prowadzi do Boga.

Europa mogła się rozwijać, utrzymując islam poza swoimi granicami. A dzisiaj, jak pan wspomniał, ponieważ Europa nie jest już chrześcijańska, islam powraca. Ale islam niesie ze sobą tylko śmierć ludzkości, śmierć duchową, śmierć wieczną.

O stosunku do muzułmanów

Przyjmowanie muzułmanów jako ludzi to jedno. Musimy ich kochać.

Nie możemy ich krzywdzić. Musimy pozwolić im mieć to, czego potrzebują, aby mogli żyć jak ludzie. Ale oddawanie im szacunku jako muzułmanom jest zdradą Chrystusa

Herezje Franciszka i co z nimi zrobi nowy papież Leon XIV?

Paweł Chmielewski: … mamy teraz nowego papieża i pytanie, czy spodziewa się ksiądz czegoś lepszego po Leonie XIV, a może Leon XIV powinien po prostu skorygować wypowiedzi Franciszka na temat Islamu.

Ks. Guy Pages: Nie tylko w stosunku do Islamu jest wiele takich rzeczy. Bardzo chciałbym, aby następca Franciszka unieważnił wszystkie decyzje dotyczące nie tylko religii innych niż chrześcijaństwo. Wiele z jego wypowiedzi jest heretyckich, np. kiedy mówi, że Bóg kocha nas wszystkich i zbawi nas wszystkich, że ma nadzieję, że piekło będzie puste, że można błogosławić pary homoseksualne, że osoby rozwiedzione i ponownie zawarte związki małżeńskie mogą przyjmować komunię, że każda religia prowadzi do Boga itd. Dlatego oczekuję, że następca Franciszka unieważni i uzna za niebyłe wszystkie takie heretyckie deklaracje papieża Franciszka. Nie byłby to pierwszy taki przypadek w historii.

Paweł Chmielewski: Kto zatriumfuje na końcu czasów? Chrystus czy Mahomet?

Ks. Guy Pages: Uważam, że Jezus zapowiedział nam Islam. Wiecie, jest to przypowieść z Ewangelii św. Mateusza rozdział 13…

Jest oczywiste, że Islam został sprowadzony na świat przez diabła. Jezus zapowiedział nam więc nadejście Islamu. W Apokalipsie widzimy bestię o siedmiu głowach, która chce pożreć kobietę i dziecko, czyli dziewicę Maryję i Jezusa, ale także Kościół i chrześcijan.

Siedem głów, ponieważ wróg Chrystusa ma wiele twarzy. To może być głowa komunizmu, masonerii, islamu i tym podobnych. Historia zna wielu wrogów Chrystusa.

Nowa fala migracji, stare cele: Osłabić chrześcijaństwo, zmienić Europę

Nowa fala migracji,

stare cele: osłabić chrześcijaństwo,

zmienić Europę

Nowa fala migracji, stare cele: osłabić chrześcijaństwo, zmienić Europę

Rafał Topolski | 23/5/2025 polskakatolicka/migracjia-stare-cele-oslabic-chrzescijanstwo-zmienic-europe

Europa na rozdrożu

Europa, kontynent o chrześcijańskich korzeniach, przechodzi obecnie dramatyczne przemiany. W imię „wartości europejskich” – takich jak równość, tolerancja czy prawa człowieka — forsuje się politykę otwartych granic, która w praktyce okazuje się narzędziem ideologicznej rewolucji. Kampania Polska Katolicka, nie laicka ostrzega przed tym procesem, ukazując, że niekontrolowana migracja prowadzi nie tylko do chaosu społecznego, lecz także do stopniowej dechrystianizacji i osłabienia kulturowej tożsamości katolickiej narodów.

Nielegalna migracja i jej realne skutki

Przykład Niemiec jest przestrogą dla całej Europy. Pomimo ustaleń koalicyjnych, czarterowe samoloty z migrantami wciąż przylatują do niemieckich miast. Samolot z 162 Afgańczykami, z których większość nie ma żadnych związków z Niemcami, to nie odosobniony przypadek. Świadczy on o ideologicznym uporze rządzących oraz lekceważeniu głosu obywateli. Koszty? Ponad 4 miliony euro na same kontrole bezpieczeństwa, które i tak okazują się nieskuteczne.

Zagrożenie dla bezpieczeństwa

Zarzuty wobec procesu selekcji są poważne: fałszywe dokumenty, brak weryfikacji tożsamości, przyjmowanie dyplomów wystawionych przez reżimy terrorystyczne. Policja niemiecka ostrzega: to nie tylko groźni przestępcy, ale i realne niebezpieczeństwo dla funkcjonariuszy. Wzrost przestępczości potwierdzają liczne przykłady: ataki nożem, brutalne napady, akty terroru. To nie incydenty — to nowa rzeczywistość.

Dlaczego islam pozostaje trwałym zagrożeniem

Islam — religia ekspansji

Analiza historii islamu pokazuje jasno, że od początku był on religią ekspansywną, podporządkowaną idei dżihadu. Łagodne sury mekkańskie to jedno, ale agresywna ideologia okresu medyńskiego, nawołująca do przemocy wobec niewiernych, to drugie. Praktyka „znoszenia” różnych sur sprawia, że każdy może interpretować Koran wedle własnych przekonań, co czyni z islamu narzędzie nieprzewidywalne i podatne na radykalizację.

Demograficzny dżihad i cicha ekspansja

Nie tylko przemoc jest metodą ekspansji. Wielu muzułmanów podejmuje tzw. pokojowy dżihad: zakładanie licznych rodzin, finansowanie meczetów, infiltrację instytucji. Arabia Saudyjska, choć nie zawsze otwarcie wspiera terroryzm, hojnie sponsoruje budowę meczetów w Europie. Tymczasem Europa zamyka kościoły. W Niemczech, Francji czy Holandii coraz częściej katolicy muszą ukrywać swoje przekonania, a tradycje chrześcijańskie są eliminowane z przestrzeni publicznej.

Polska – ostatni bastion?

W tej sytuacji Polska jawi się jako ostatni bastion chrześcijańskiej Europy. Jednak presja z zewnątrz jest ogromna: unijna polityka przymusowej relokacji migrantów, medialna propaganda tolerancji, krajowa dechrystianizacja wspierana przez lewicowe środowiska. Kampania Polska Katolicka, nie laicka wskazuje jasno: jesteśmy na rozdrożu. Czy zachowamy nasz katolicki charakter, czy staniemy się kolejną ofiarą wielokulturowej utopii?

Czas działania

Nie możemy dłużej milczeć. Trzeba jasno powiedzieć: nielegalna imigracja, szczególnie z krajów muzułmańskich, niesie zagrożenie nie tylko społeczne, ale i duchowe. To nie kwestia nienawiści, lecz przetrwania. Obrona naszej tożsamości jako katolików polskich to nie akt dyskryminacji, ale prawa do istnienia.

Zakończenie: powrót do źródeł

Europa, a w szczególności Polska, musi powrócić do korzeni — do Chrystusa. Tylko wierność Ewangelii, modlitwa, sakramenty i odwaga w świadectwie mogą nas ocalić. Historia zna momenty, gdy Bóg interweniował, bo ludzie otwierali serca. Czy i my otworzymy swoje?

Nielegalna migracja to nie tylko problem polityczny. To walka o duszę Europy.

Już dziś podpisz petycję przeciwko dechrystianizacji naszej Ojczyzny:

Francja bramą do Europy dla islamu

Wstrząsający raport. TEN kraj jest „bramą” do Europy dla islamu

21.05.2025 francja-brama-do-europy-dla-islamu

Mekka. Muzułmanie w Al-Masdżid al-Haram
Mekka. Muzułmanie w Al-Masdżid al-Haram. / Foto: Pixabay

Rozległe sieci, tajne organizacje, zislamizowane dzielnice – takie wnioski zawiera wstrząsający raport na temat Bractwa Muzułmańskiego, którego celem ma być wprowadzenie prawa szariatu we Francji.

Raport liczący ponad 73 strony, udokumentowany przez służby wywiadowcze, został przekazany do MSW, którym kieruje Bruno Retailleau. Ma przedstawiać obraz kraju „podkopanego od wewnątrz przez islamistów”. Odtajniona wersja została ujawniona przez „Le Figaro” i określono ją jako „wybuchową”.

„My, Bractwo Muzułmańskie, jesteśmy jak ogromna sala, do której każdy muzułmanin może wejść przez dowolne drzwi, aby podzielić się tym, czym zechce. Gdybyś szukał sufizmu, znalazłby go. Gdyby szukał zrozumienia islamskiej jurysprudencji, znalazłbyś ją. Jeśli szukałbyś sportu i skautingu, znalazłbyś je tutaj. Jeśli szukałbyś oporu i walki zbrojnej, znalazłbyś je. (…) Przyszedłeś do nas z troską o naród, więc witam cię” – takie przemówienie wygłosił w 1928 roku Hassan-Banna, założyciel Bractwa Muzułmańskiego w Ismalii, na przedmieściach Kairu i jest ono rodzajem „przewodnika” tej organizacji.

Bractwo zajmuje się rekrutacją ludzi na różnych poziomach, którzy ostatecznie doprowadzą do utworzenia państwa islamskiego i podporządkowania go islamskiemu prawu szariatu. Prawie sto lat po ogłoszeniu tej deklaracji, Francja stała się „bramą otwartą” do osiągnięcia takiego celu – stwierdza „Le Figaro”.

Raport rządowy zatytułowany „Bracia Muzułmańscy i polityczny islamizm we Francji” dziennik określa jako „wstrząsający”. Długie lata „tolerancji”, „wielokulturowości” i „otwartości na imigrantów” przynoszą swoje owoce. Francja budzi się z ręką wiadomo w czym, a Francuz okazuje się „mądry po szkodzie”.

UE finansuje projekt „europejski Koran”. A my – zgadzamy się i płacimy.

UE finansuje projekt „europejski Koran”

europejski Koran

conajwazniejsze-ue-finansuje-projekt-europejski-koran

Fundusze europejskie wspierają projekt „uświadamiania roli Koranu w Europie”. Inicjatywa ta, nazwana „europejski Koran”, wzbudza protesty prawicy i niezależnych naukowców, którzy widzą w tym islamistyczny prozelityzm na rzecz Bractwa Muzułmańskiego.

Projekt „europejski Koran”

Unia Europejska, poprzez jej nowy program „doskonałość naukowa”, zarządzany przez komisyjną Europejską Radę ds. Badań Naukowych, przekazała 10 milionów euro na rzecz projektu „europejski Koran”.

Ten projekt, funkcjonujący od 2019 roku, łączy prace trzydziestu naukowców hiszpańskich, włoskich, holenderskich, węgierskich, duńskich i francuskich i ma na celu „odkryć, jak Koran wpłynął na kulturę i religię w Europie w latach 1150–1850”.

Organizatorzy prac piszą: „Nasz projekt opiera się na przekonaniu, że Koran odegrał ważną rolę w kształtowaniu różnorodności religijnej i tożsamości Europy w średniowieczu i wczesnym okresie nowożytnym i że nadal to robi”. To hasła, które rodzą pytania, gdy islamizm postępuje w całej Europie, zagrażając jedności kulturowej kontynentu.

Zwłaszcza że francuski dyrektor projektu, profesor John Tolan z uniwersytetu Nantes, jest autorem książki pod tytułem Mahomet Europejczyk i funkcjonuje blisko kręgów związanych z Bractwem Muzułmańskim. W 2019, 2020 i 2022 r. John Tolan brał również udział w wydarzeniach organizowanych przez stowarzyszenie Musulmans de France, opisanych przez badacza CNRS Haouesa Seniguera jako „przyczółek neobractwa muzułmańskiego we Francji”.

Projekt „europejski Koran” zawiera także pedagogiczny wymiar. Zorganizowano dwie wystawy, jedną w Tunezji i jedną w Wiedniu, mające na celu „pokazanie, że islam zawsze stanowił integralną część kultury europejskiej”.

Według informacji francuskiej gazety „Journal du Dimanche” kolejne wystawy tego typu są planowane we Francji, Hiszpanii, Węgrzech i Watykanie. W dodatku komiksy dla dzieci mają się także ukazać pod tytułem Safar. Historia Koranu w Europie. Ewidentnym celem jest osłabienie naturalnej nieufności Europejczyków wobec imigrantów muzułmańskich i ich roszczeń.

„Służyć retoryce Bractwa Islamskiego”

Profesor Florence Bergeaud-Blackler, antropolog i naukowiec francuskiego Narodowego Centrum Badań Naukowych, mówi w wywiadzie dla dziennika „Le Figaro”, że projekt „europejski Koran” służy retoryce Bractwa Islamskiego. Opisuje profesora Johna Tolana jako naukowca, którego prace są wykorzystywane w celach islamistycznych: „Jest to problem dotyczący badaczy islamu, którzy, co godne pochwały, chcą zwalczać negatywne stereotypy, ale ostatecznie tworzą pozytywne stereotypy, które są równie fałszywe z naukowego punktu widzenia”. „Mówienie o europejskim Koranie nie jest zasadne z naukowego punktu widzenia, ale jest ciekawym tematem dla Bractwa Muzułmańskiego i ich projektu islamskiej Europy”, dodaje.

Co ważne, pani Bergeaud-Blackler przedstawia obraz świata naukowego podporządkowanego brukselskiej ideologii: „W świecie akademickim, jeśli chce się uzyskać finansowanie badań w naukach humanistycznych i społecznych, trzeba zwrócić się do UE, która jako jedyna ma odpowiednią siłę finansową. Aby uzyskać te środki, należy napisać wnioski w sposób zgodny z europejską polityką inkluzyjności, używać instytucjonalnego języka nowomowy…”.

Dodaje, że promuje to badaczy, „którzy spełniają oczekiwania instytucjonalne i są zgodni ze standardami, a nie prawdziwie krytyczne i innowacyjne umysły”.

Promuje także podejście polityczne i ideologiczne dostosowane do tzw. „wartości europejskich”. Na przykład aby skutecznie przekonać brukselskich urzędników, dobrze jest używać takich haseł, jak „inkluzyjność”, „różnorodność”, „dialog”, „spójność”, „otwarcie”, „dostępność”, „postęp”, „sprawiedliwość społeczna”.

To coś, co doskonale zrozumieli działacze islamistyczni, stawiając na promowanie islamu jako uciśnionej mniejszości religijnej. „W przypadku projektu »europejski Koran« taki program mógłby służyć pewnemu rewizjonizmowi historycznemu, który ma na celu przekształcenie Europejczyków w ummę (naród islamski), który ignoruje sam siebie.

Jest to marzenie Bractwa Muzułmańskiego”, alarmuje Florence Bergeaud-Blackler.

Nathaniel Garstecka

Imigracja islamska: «Żydowska miotła» na chrześcijaństwo w Europie – piszą Żydzi

Imigracja islamska: «Żydowska miotła» na chrześcijaństwo w Europie…

Data: 14 giugno 2023 Author: Uczta Baltazara 8 Commenti

babylonianempire/imigracja-islamska-zydowska-miotla

Barbara Lerner Spectre – jest Żydówką, założycielką Instytutu Studiów Żydowskich Paideia. Finansowana przez państwo szwedzkie, Paideia ma na celu nauczanie «wartości żydowskich» przywódców na całym świecie. Według Lerner Spectre, wielokulturowość jest «niezbędna dla przetrwania Europy». https://paideia-eu.org/ https://paideia-eu.org/people-p/paideia-staff/ (2 osoby urodzone w Polsce)

“Europa nie stała się jeszcze wielokulturowa i wierzę, że będziemy częścią jej transformacji. Europa nie będzie już takim monolitycznym społeczeństwem, jakim była w przeszłości. Żydzi znajdą się w centrum owej ogromnej transformacji Europy, a niektórym będzie przykro z powodu priorytetowej roli Żydów. Ale bez tej priorytetowej roli i bez tej transformacji Europa nie przetrwa” – stwierdza Lerner Spectre

Żydzi są głównymi promotorami imigracji i wielokulturowości w Europie. Chcą Europy wieloetnicznejbez tożsamości narodowej. I to nie jest  żadna «teoria spiskowa», to nie jest tajemnica. To fakt i oni sami to przyznają.

Wielokulturowość: Żydzi chcą jej w cudzych krajach, ale nie w Izraelu! – Masowa imigracja: Żydzi chcą jej w Europie, ale w Izraelu wznieśli mury pod napięciem, aby uniemożliwić migrantom wejście do ich państwa!Metysaż: Żydzi sponsorują go na Zachodzie, ale sami kojarzą się między sobą. Oni są “wybrańcami”, inni to goje.

https://youtube.com/watch?v=G45WthPTo24%3Ffeature%3Doembed

VIDEO: https://www.facebook.com/chiara.lagrange/videos/2714998185309824

Barbara Lerner Spectre (ur. 1942) jest naukowcem[1] i wykładowcą filozofii, który jest dyrektorem-założycielem organizacji Paideia,[2] Europejskiego Instytutu Studiów Żydowskich w Szwecji, bezwyznaniowego instytutu akademickiego założonego w 2001 roku. Barbara Spectre urodziła się w Madison w stanie Wisconsin. Studiowała filozofię i uzyskała tytuł Bachelor of Arts na Columbia University oraz tytuł Master of Arts na NYU, uzyskując tytuł doktora filozofii na Uniwersytecie Bar-Ilan. Wyszła za mąż za rabina Philipa Spectre i w roku 1967 przeprowadziła się do Aszkelonu w Izraelu, gdzie pracowała na wydziale studiów żydowskich w Achva College of Education. Po przeprowadzce do Jerozolimy w 1982 roku, pracowała na wydziale filozofii w Instytucie Shalom Hartman w Jerozolimie, Centrum Melton Uniwersytetu Hebrajskiego i Yellin College of Education, gdzie została uznana za wybitnego wykładowcę w latach 1995-1997. Była przewodniczącą-założycielką Instytutu Schechtera w Jerozolimie w 1984 roku. W latach 1987, 1990, 1992, 1996 była stypendystką United Synagogues, Midwest Regions i prowadziła liczne wykłady w całych Stanach Zjednoczonych. https://en.wikipedia.org/wiki/Barbara_Lerner_Spectre

…………………..

David Touitou jest francuskim rabinem. Jest znany głównie we francuskojęzycznej społeczności żydowskiej i publikuje w Internecie filmy wideo z “kursami”, w których mówi o judaizmie. Jest również związany z francuskojęzyczną żydowską stroną internetową Torah Box, gdzie często dzieli się swoimi poglądami. Stał się znany dysydentom dzięki kilku filmom wideo, zwłaszcza nagranym przez antysyjonistycznych i antysemickich dysydentów. Te dwa filmy są czasami wykorzystywane przez dysydentów do uzasadnienia teorii żydowsko-syjonistycznego spisku mającego na celu zniszczenie Europy i chrześcijaństwa. Kontrowersje wokół rabina wynikają z dwóch nagrań wideo, często łączonych ze sobą, w których mówi on o Europie, chrześcijaństwie i islamie.

W nagraniu wideo z 2013 r. rabin Touitou mówi, że Europa zostanie wkrótce “najechana” przez islam i opisuje tę “inwazję” jako “doskonałą wiadomość” dla Żydów. Opowiada się również za tym, by islam zastąpił chrześcijaństwo jako religia większościowa w Europie.

Wideo to zostało wyemitowane przez E&R w 2016 roku[1], ale także w filmie Raptor Dissident, w którym atakowany jest Alain Soral[2], lub w utworze Juden Raus nacjonalistycznego rapera YoM. Wideo jest również przekazywane przez innych dysydentów, często antysemickich, w sieciach społecznościowych i Internecie.

Na drugim filmie rabin Touitou mówi, że islam dąży do wyeliminowania “siedziby chrześcijaństwa”, co uważa za dobrą rzecz. 3] Ten film, podobnie jak pierwszy, jest często wykorzystywany w kręgach dysydenckich, na przykład przez rapera YoM i Alaina Sorala. Rabin twierdzi, że islam może być użyty jako “miotła Izraela”, aby chrześcijaństwo zniknęło. https://wiki-dissidence.dimg.fr/David_Touitou

VIDEO (ocenzurowane na YT) z napisami angielskimi i włoskimi dostępne pod linkiem: https://www.facebook.com/InformarePerSopravvivere/videos/482569935844328/?extid=CL-UNK-UNK-UNK-AN_GK0T-GK1C&mibextid=2Rb1fB

https://www.bitchute.com/embed/umo1Klcw1Eo2/?feature=oembed#?secret=ae0Ks58TVF

https://youtube.com/watch?v=8qST8I3j0u4%3Ffeature%3Doembed

https://m.facebook.com/rav.touitou https://play.google.com/store/apps/details?id=bh.Lancement.ToratHaim

INFO: https://www.egaliteetreconciliation.fr/Rappel-Rav-Touitou-C-est-une-excellente-nouvelle-que-l-islam-envahisse-l-Europe-34615.html