Dusiciele wielcy i mali

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) 15 maja 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5179

Na kilka dni przed 9 maja świat wstrzymał oddech, a w każdym razie – takie można było odnieść wrażenie na podstawie wiadomości płynących z niezależnych mediów głównego nurtu, powtarzających albo informacje przygotowywane przez ukraiński Sztab Generalny, albo przez wywiad amerykański lub brytyjski, no i oczywiście – wykoncypowane na własną rękę przez dziennikarzy tubylczych – co też w rocznicę zwycięstwa nad Niemcami wykoncypuje zbrodniarz wojenny, zimny ruski „nazista” Putin, który będzie przyjmował w Moskwie defiladę „bandytów”.

Telewizja rządowa i zaprzyjaźnione z nią media, darzone niesłabnącą życzliwością przez rząd „dobrej zmiany” i spółki Skarbu Państwa, rywalizują z telewizjami nierządnymi, kto wymyśli lepsze obelgi i bardziej zjadliwe przymiotniki na określenie Rosji i Rosjan. Przypomina to publicystykę z czasów stalinowskich, kiedy to Wanda Odolska, czy Stefan Martyka pryncypialnie rozprawiali się z „amerykańskimi podżegaczami wojennymi” i „mordercami koreańskich dzieci”. Teraz okazuje się, że „zbrodniarz wojenny” tak samo uwziął się na dzieci, których – jak podaje strona ukraińska – zginęło już około 200. To oczywiście tragedia, chociaż w porównaniu ze 126 tysiącami cywilów, jacy – podług źródeł amerykańskich – zginęli w następstwie „operacji pokojowej” w Iraku, nie jest to dużo.

Ale przecież nie liczby mają tu znaczenie, tylko sprawa. Iraccy cywile zginęli w słusznej sprawie, oddali życie dla demokracji, podczas gdy cywile ukraińscy, a zwłaszcza dzieci, z ręki „nazisty” i „zbrodniarza wojennego”, giną w sprawie głęboko niesłusznej. Wokół tego pojawiają się zresztą nieporozumienia, jak choćby z papieżem Franciszkiem, który w wywiadzie dla „Corriere della Sera” wyraził przypuszczenie, że przyczyną wojny, jaka Rosja na Ukrainie prowadzi z Sojuszem Północnoatlantyckim, mogło być „szczekanie NATO pod rosyjskimi drzwiami”. Strasznie zasmuciło to pana red. Tomasza Terlikowskiego – bo przecież kto jak kto – ale papież powinien stosować się do przykazań nowych Naszego Złociutkiego Pana z Waszyngtonu. Miejmy nadzieję, że pod wpływem tych krytycznych głosów papież Franciszek się opamięta i odtąd będzie mówił tak, jak „wszyscy”.

A skoro już o „szczekaniu” mowa, to warto odnotować informację ze schroniska dla zwierząt we Wrocławiu, gdzie schroniło się kilkanaście psów z Ukrainy, w dodatku – wszystkie ślepe. Jak wiadomo bowiem z komunikatów ukraińskiego Sztabu Generalnego, rosyjscy „ nazistowscy bandyci” – oczywiście w przerwach między gwałceniem kobiet – zajadają się psiną.

Najwyraźniej jakimiś sekretnymi kanałami ta wiadomość trafiła do psów, które postanowiły uzyskać status uchodźców i przedostały się aż do Wrocławia.

Tymczasem „wszyscy” posłusznie wstrzymywali oddech w oczekiwaniu, że zbrodniarz wojenny 9 maja zrobi coś okropnego, na przykład – zarządzi koniec świata, żeby w ten sposób przykryć klęskę armii rosyjskiej na Ukrainie. Tymczasem 9 maja odbyła się w Moskwie defilada, podczas której Putin wygłosił przemówienie do tego stopnia przesiąknięte fałszem i krętactwami, że miłująca prawdę rządowa telewizja w Warszawie nie chciała ich powtarzać nawet przez papierek, więc tak naprawdę nie bardzo wiemy, co powiedział.

Na razie jednak koniec świata ani nie nastąpił, ani nawet chyba się nie zaczął, więc świat odetchnął z ulgą i znowu rozpoczęły się pielgrzymki do Kijowa. Po spektakularnej pielgrzymce z udziałem amerykańskiego sekretarza obrony, który – jakby się umówił z papieżem Franciszkiem – powiedział, że celem tej wojny jest obezwładnienie Rosji, do Kijowa przygalopował też kanadyjski premier Trudeau, który odniósł chwalebne zwycięstwo nad „Konwojem Wolności”, próbującym wierzgać przeciwko nieubłaganemu ościeniowi. Tylko patrzeć, jak do Canossy pofatyguje się też niemiecki prezydent, bo prezydent Zełeński chyba mu wybaczył, chociaż nie wiadomo jak będzie, bo szefowa niemieckiej dyplomacji niedawno powiedziała, że droga Ukrainy do Unii Europejskiej może być długa.

Kiedy rosyjscy „naziści” demonstrowali w Moskwie przeciwko „nazistom” ukraińskim, ambasador rosyjski w Warszawie chciał złożyć kwiatki pod pomnikiem żołnierzy sowieckich. Tymczasem zebrał się tam tłum osób należących do rozmaitych płci, tym razem nie na golasa, tylko poubieranych w rodzaj całunów, dla rozmaitości pochlapanych czerwoną farbą. Celem zebranych było przeszkodzenie ambasadorowi, co pan minister policji Mariusz Kamiński potraktował z pełnym zrozumieniem i dlatego nie nalegał, by policja interweniowała. Skoro okazało się, że jest bezpiecznie, to zaraz pani Iryna Ziemlana, podająca się za ukraińską „dziennikarkę i aktywistkę”, oblała ambasadora czerwoną farbą. W efekcie dyplomata się ewakuował, a drogę ewakuacji zabezpieczała mu już policja. Ta pani Iryna aktywowana była już wcześniej, podczas blokady przejścia granicznego w Koroszczynie, kiedy to ukraińscy uchodźcy i ich polscy podwykonawcy nie przepuszczali białoruskich i rosyjskich ciężarówek, a policja wszystkiemu się przyglądała.

Najwyraźniej szef policji pan Kamiński skądś wie, że nie wolno mu sprzeciwiać się ukraińskim uchodźcom, bo w przeciwnym razie Biały Dom przypomni mu, skąd wyrastają mu nogi. Warto przypomnieć, że snop światła na te zależności skierował pan Łukasz Jasina, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, szczerze oświadczając, że Polska jest sługą narodu ukraińskiego. Ano, jeśli taki jest rozkaz, to nic na to poradzić nie można, tylko posłusznie służyć.

Wprawdzie pan minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau powiedział, że incydent z ambasadorem jest „godny ubolewania”, ale w kręgów rządowych dobiegają fałszywe pogłoski, jakoby pan premier Morawiecki, który w służbie Ukrainie i ukraińskiemu narodowi nie pozwoli się nikomu wyprzedzić, stosował wobec niego jakieś podstępne podchody, podobnie jak pod pana ministra Ziobrę. Ponieważ pan minister Ziobro uporczywie odmawia poparcia pomysłowi pana prezydenta Dudy, by w wojnie hybrydowej, jaką Niemcy prowadzą z Polską i Węgrami pod pretekstem praworządności wywiesić białą flagę. Polegałoby to na możliwości powtarzania postępowania sądowego od początku, jeśli któraś ze stron podniosłaby zarzut, że dotychczas postępowanie prowadził sędzia „nielegalny”, to znaczy rekomendowany do nominacji panu prezydentowi przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Ponieważ licznik naliczania kar dokłada do polskiego sztrafu każdego dnia milion euro i nabił już ponad 200 mln, zniecierpliwiony pan marszałek Terlecki powiedział, że w PiS narasta przekonanie, że „nielojalnych” co to wkładają kije w szprychy kół rozpędzonego parowozu dziejów, trzeba „odstrzelić”.

Ale „odstrzelenie” 19 posłów Solidarnej Polski pozbawiłoby ostatecznie rząd „dobrej zmiany” większości parlamentarnej, a w takiej sytuacji trzeba by chyba powtórzyć manewr z roku 2007, kiedy to Naczelnik Państwa złożył dymisję swego rządu. Efektem tego eksperymentu było jednak przejęcie rządów przez obóz zdrady i zaprzaństwa, któremu przewodziła Volksdeutsche Partei pod przewodnictwem Donalda Tuska, który jest wrogiem publicznym zaraz po „naziście” i „zbrodniarzu wojennym” Putinie. Najwyraźniej minister Ziobro też o tym wie i nie kuca przed groźbą „odstrzału”, podkreślając, że to on miał rację kiedy ostrzegał, że zgoda na „mechanizm warunkowości”, której udzielił premier Morawiecki doprowadzi do szantażowania Polski pod byle pretekstem – a jednocześnie popierając kandydaturę Adama Glapińskiego na kolejną kadencję prezesa NBP – co ma spore znaczenie w sytuacji, gdy opozycja zjadłaby go bez musztardy, niczym Putin ukraińskie dzieci.

Tak sprawdzają się w naszym nieszczęśliwym kraju słowa Klucznika Gerwazego z „Pana Tadeusza”: Gdy wielki wielkiego dusi, my duśmy mniejszych – każdy swego”.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

15.05.22 – Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte, Procesje i Pokutne Marsze Różańcowe

15.05.22 – Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte, Procesje i Pokutne Marsze Różańcowe

10/05/2022 przez antyk2013

W tym dniu Polsce w wielu miejscowościach całej Polski organizowane są przez wspólnoty i stowarzyszenia katolickie także Pokutne Procesje Różańcowe, jako uczestnicy Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę włączamy się także do tej formy modlitwy za Ojczyznę. W trzech miastach Białymstoku, Poznaniu i Zamościu Pokutne Marsze Różańcowe odbędą się w łączności z intencją Procesji Różańcowych podczas których modlitwa za Ojczyznę będzie zanoszona do Boga także za przyczyną św. Andrzeja Boboli (patrz https://krucjatarozancowazaojczyzne.pl/?p=9545).

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 12.00 jest  w Katedrze Msza Święta. O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

https://youtube.com/watch?v=ufbnv-It0Sc%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26fs%3D1%26autohide%3D2%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26wmode%3Dtransparent%26hl%3Dpl-PL

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia

(zdjęcie: Internet)

W najbliższą niedzielę 15 maja Procesje Różańcowe za Polskę.

W najbliższą niedzielę 15 maja w całej Polsce odbędą się Procesje Różańcowe za Polskę. Zachęcam do wzięcia udziału w tym wydarzeniu!
Dla Polski to szczególny czas, bowiem tuż za naszą wschodnią granicą trwa wojna, a sytuacja w Europie i na świecie nie jest stabilna… Dlatego uciekamy do pomocy Pana Boga i Jego Najświętszej Matki. W trakcie Procesji Różańcowych będziemy również wynagradzać Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Niepokalanemu Sercu Matki Bożej za grzechy przeciwko życiu. Na całym świecie – a także i w Polsce – aborcja jest dziś promowana i nazywana „zwykłym zabiegiem”. Skutkiem tego jest śmierć milionów dzieci w łonach matek. Jako katolicy chcemy zadośćuczynić Bogu za ten grzech i modlić się w intencji ustania tej „pandemii aborcji”. Szczególny charakter będzie miała tegoroczna procesja ulicami Warszawy. Dzień 15 maja wypada bowiem dokładnie pomiędzy świętem Matki Bożej Łaskawej, patronki stolicy, a uroczystością świętego Andrzeja Boboli. Wydarzenie rozpocznie się punktualnie o godz. 15:00 przed Sanktuarium św. Andrzeja Boboli przy ul. Rakowieckiej 61. Procesja przejdzie m.in. przez centrum miasta na Plac Zamkowy. Na jej zakończenie o 17:30 w Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej na Starym Mieście odbędzie się dziękczynna Msza święta. Ale Procesje Różańcowe przejdą także przez inne miejscowości, m. in. Kraków, Rybnik, Bolesławiec czy Jarocin. Pełna lista miejscowości, a także szczegółowe informacje znajdą Państwo na stronie RozaniecZaZyciem.pl Zapraszam zatem do uczestnictwa i wspólnej modlitwy! Serdecznie pozdrawiam
Paweł Ozdoba

O niegodziwcach sprawujących władzę. Katecheza Ks. Marka Bąka w dzień św. Stanisława Biskupa –

Katecheza Ks. Marka Bąka w dzień św. Stanisława Biskupa –

https://www.ekspedyt.org/2022/05/13/katecheza-ks-marka-baka-w-dzien-sw-stanislawa-biskupa-przestroga-dla-niegodziwcow-i-glupcow-sprawujacych-wladze/#comment-141450

40 minut

=============================

Ci

CzarnaLimuzyna:

Taki kapłan to skarb. Polecam wszystkim wysłuchajcie proszę w wolnym czasie, nie na chybcika, lecz uważnie. Bardzo duża liczba poruszonych aspektów.

ekawe komentarze w oryginale.

Bezkarność, cynizm, podłość i tchórzostwo. Rządzą.

AlterCabrio https://www.ekspedyt.org/2022/05/13/katecheza-ks-marka-baka-w-dzien-sw-stanislawa-biskupa-przestroga-dla-niegodziwcow-i-glupcow-sprawujacych-wladze/#comment-141450

Jeżeli ktoś z czytających ten tekst żyje w przekonaniu, że działanie rządzących na szkodę Polski i Polaków zaczęło się za Balcerowicza albo jak niektórzy myślą, że za tzw. komuny to się wszyscy mylą. To jest proceder, który trwa od kilku wieków.

Pierwszym poważnym ostrzeżeniem był „potop szwedzki”. Szkody, jakie wtedy wyrządzili szwedzcy najeźdźcy w wyniku zaprzaństwa, głupoty, zdrady i poczucia bezkarności, można porównać tylko z tym, co stało się podczas II wojny światowej.

Większość zapewne jest przekonana, że mieliśmy pecha, że trafiliśmy na zły czas, kiedy Szwedzi byli silni i zaborczy, itd. a my słabi. Oczywiście jest to tylko część prawdy. Problemem narodowym jest kreowanie do systemu władzy ludzi będących przekonanymi o swojej nieomylności a jednocześnie o bezkarności za swoje decyzje albo za brak decyzji. Dobrze to opisał brytyjski premier Churchill „Najdzielniejsi z dzielnych, rządzeni przez najpodlejszych z podłych.”

Minęło 101 lat od czasu, kiedy to Generał Tadeusz Rozwadowski widząc niechęć Piłsudskiego do Powstania we Lwowie zrezygnował z funkcji Szefa Sztabu Wojska Polskiego, na którą został powołany przez Radę Regencyjną. Zrezygnował, aby pojechać do Lwowa i objąć tam dowództwo nad wszystkimi oddziałami Wojska Polskiego znajdującego się w tamtym rejonie, aby walczyć w obronie Lwowa.

21 listopada do jego kwatery przybył przedstawiciel Skody z propozycją przeniesienia fabryki na terytorium Polski. Zapasy, jakie powstały w wyniku rozpadu armii austriackiej, od razu chcieli postawić do dyspozycji Polskiej Armii. Rząd Polski miał propozycję przejęcia 50 % udziałów w tej proponowanej Polsce fabryce uzbrojenia mającej wszystko, co potrzeba Wojsku, aby bronić granic.

Generał Tadeusz Rozwadowski bez wahania przyjął tę tak korzystną ofertę i odniósł się z tym do Warszawy, polecając najgoręcej jej przyjęcie. Tam jednak wbrew wszelkim oczekiwaniom rząd Moraczewskiego propozycję odrzucił. Przyczyna odrzucenia leżała w lewicowym doktrynerstwie i milicyjno-ludowych mrzonkach, w przekonaniu Piłsudskiego o swojej nieomylności a jednocześnie poczuciu bezkarności za swoje decyzje. To cały czas trwa, „grupa rekonstrukcyjna sanacji” rządząca od 30 lat, odrzuca wszystko, co dobre dla Polski i Polaków. Ich celem jest trwanie na ciepłych posadkach do końca. Do bankructwa Państwa i przejęcia jego aktywów przez tych, co przy cichym poparciu rządzących III RP coraz natarczywiej domagają się zapłacenia przez Polskę haraczu w wysokości 300 miliardów dolców.

Zasadniczą przyczyną naszych klęsk i niepowodzeń był i jest fałsz historyczny, podłość i cynizm rządzących oraz zakłamanie w relacjach publicznych i prywatnych, które powszechnie uznajemy za prawdę, za coś normalnego i oczywistego. Poczucie bezkarności za działania i decyzje podejmowane przeciwko Polakom, przeciwko naszym uzasadnionym interesom.

Historia się nie powtarza, ale bez otrząśnięcia się z mrzonek, fałszu historycznego, zakłamania w życiu publicznym i prywatnym, programu porównywalnego z pozytywizmem i „pracą u podstaw” nie mamy szans na przetrwanie jako wspólnota narodowa. Czy stać nas na taki wysiłek? Ja mimo wszystko wierzę że tak.

Rząd Moraczewskiego z Piłsudskim, to ci co odrzucili propozycje SKODY. Nigdy za ta “zbrodnię” przeciw Polsce nie zostali ukarani.

Rosja, Ameryka i ukraiński poligon…

[Nie się to moje, Dakowskiego, poglądy, ale Pana z Ameryki. Ja bym akcenty inaczej postawił. Pojęcie „Putin” mam za marionetkę tamtejszych Planistów. Ale to detale. To uwaga dla mych przyszłych krytyków i korespondentów. MD]

Jacek K. Matysiak Kalifornia, 2022/05/13 https://www.kontrowersje.net/rosja-ameryka-i-ukrainski-poligon/

Amerykanie (podobnie jak Rosjanie) z niesmakiem wspominają swoją 20 letnią “operację specjalną” w Afganistanie, czy wcześniej w Wietnamie, które mimo niepowodzeń przecież nie zablokowały ich  światowej roli.

Interesujące jest samo zestawienie amerykańskich doświadczeń w Afganistanie i na Ukrainie, gdzie przez lata Amerykanie szkolili lokalne wojska.

W Afganistanie jednak Amerykanie byli ludźmi z innej obcej cywilizacji, a ich lokalnych sojuszników interesowały głównie dolary i apanaże, kwitła obok narkotycznego maku, korupcja. W chwili zagrożenia afgański prezydent Ghani, załadował palety “zaoszczędzonych” amerykańskich dolarów na samolot i odleciał jak to czynią ptaki przed zbliżającą się zimą do ciepłych krajów.

Na Ukrainie po pierwszym jej rozbiorze w 2014 r. do akcji wkroczyli wojskowi instruktorzy z USA, Anglii i Polski. Tu sytuacja była nieco inna niż w Afganistanie, Amerykanie nie okupowali kraju, nie zawalili go militarnym sprzętem, ale napotkali bliższą im kulturowo  populację i mimo szalejącej i tu korupcji, jednak z lokalnymi ambicjami wzmocnienia niezależności  państwa od zaborczej Rosji. 

Ukraina jest klasyczną proxy war między Rosją i USA. Rosjanie dostarczają sprzęt i żołnierza. Amerykanie dostarczają sprzęt, ale nie żołnierza, dostarczają wrażliwą elektroniczną wiedzę. Ukraina dostarcza terytorium i żołnierza.

Ukraińcy otrzymują i testują nowoczesną zachodnią broń, a Rosjanie wyciągają swoje zakonserwowane zasoby z magazynów. Królową wojny jest artyleria, elektronika i wyszkolony w jej używaniu żołnierz. Rosjanie idą do boju z scentralizowanym systemem dowodzenia, Ukraińcy stosują bardziej elastyczny zdecentralizowany system dowodzenia wykorzystujący oddolną inicjatywę dowódców.

Tym razem po wstydliwych doświadczeniach z 2014 r. postawa Ukraińców wobec otwartej rosyjskiej agresji zaskoczyła cały świat, który spodziewał się szybkich rosyjskich postępów i zajęcia wschodniej części Ukrainy (do Dniepru) i zajęcia Kijowa (i osadzenia Janukowycza) w ciągu tygodnia. Przemyślny Putin przygotowując świat zachodni do swojego przewidywanego blitzkriegu, wcześniej uzależnił go od dostaw swojej ropy, gazu i węgla. Europa zachodnia (głównie Niemcy) cierpliwie oczekiwały na sukcesy Putina i po werbalnym oburzeniu szybkiego powrotu do robienia z nim biznesu. 

Poprzednio pisałem o wielkich stratach wojennych Ukrainy (obliczanych na $ 550 mld). Ukraina jest/była 4-tym największym eksporterem kukurydzy i 6-tym eksporterem zboża. Przed rosyjską inwazją w rejonie portów Morza Czarnego przez które przepływa 75% ukraińskiego eksportu zgromadzono 6 mln ton zboża i 15 mln ton kukurydzy. Przed wojną przez ukraińskie porty miesięcznie eksportowano ok. 5 mln zbóż, olei roślinnych i kukurydzy. Teraz jedną z możliwości jest częściowy eksport tych zbóż przez Polskę, Mołdawię, etc. W ubiegłym roku Ukraina wyprodukowała ok. 32,5 mln ton pszenicy z czego 80% przeznaczone było na eksport, a ok. 6 mln ton na rynek krajowy. Do połowy grudnia ub. roku wyeksportowano już 16 mln ton pszenicy. Zachód, w tym USA uważają, że Ukraina powinna płacić za sprzęt wojskowy właśnie zbożem. Ukraińcy pamiętają złowrogie lata 1932/33 kiedy Stalin zabrał im zboże (na eksport) i nastał Holodomor. Trzeba dodać, że rosyjscy najeźdźcy ogołacają ukraińskie spichlerze, a nawet kradną maszyny rolnicze.  ONZ oblicza, że w związku z rosyjską agresją na Ukrainę w tym roku produkcja zbóż na świecie spadnie o ok. 20%, a w pewnych regionach świata pojawi się niedobór żywności.

Nieudolność Putina i tym razem niespodziewany twardy opór Ukraińców zburzyły oczekiwania na szybki powrót do status quo. Zdjęcia zabitych, zbombardowanych domów mieszkalnych i napływające informacje o zbiorowych mordach, torturach, gwałtach na cywilach zmusiły zachodnich polityków do bardziej stanowczych działań. Dziś sytuacja wygląda diametralnie inaczej, obok pomocy humanitarnej przez Polskę i inne sąsiadujące kraje (wyjątek Węgry) na Ukrainę napływa ciężki, nowoczesny sprzęt wojskowy. Administracja Bidena uruchomiła słynny z II w.ś. lend-lease ($33 mld), tym razem nie dla Rosji, a przeciwko niej. Inne kraje nie pozostają dłużne i również coraz chętniej wspomagają walczącą Ukrainę wojennym sprzętem (Polska ponad 200 zmodernizowanych czołgów T 72).

Można powiedzieć, że swoim źle przygotowanym atakiem na Ukrainę Putin zmienia  sytuację na całym świecie. W zasadzie trudno się dziwić, kiedy Hitler zdradził Stalina i uderzył (Plan Barbarossa) na Rosję, ówczesny prezydent USA FDR, poprosił swoich ekspertów o szacunkową odpowiedź ile czasu zajmie Hitlerowi podbój Rosji Sowieckiej. Odpowiedź brzmiała: 7 do 11 tygodni!

Wcześniej również podobnie oceniano możliwości obronne Finlandii w wojnie zimowej 1939/40 r. w sytuacji agresji ogromnej Armii Czerwonej, jednak najlepszym żołnierzem II w.ś. został ogłoszony żołnierz fiński. Zapytany przed agresją Putina o ewentualne konsekwencje prezydent Biden, warunkował je w zależności od jej rozmiaru. Więc fachowcy nie zawsze znają swój fach, łatwo wojnę rozpocząć, ale trudno przewidzieć jej skutki…

Jak więc wygląda sytuacja dzisiaj? Amerykanie znaleźli ochotników, których kraju nie muszą  okupować, ochotników walczących w swoim interesie jak i w interesie mocarstwowej pozycji USA. Trzeba im oczywiście dostarczyć broń, informacje wywiadowcze i pieniądze, ale dla Ameryki ta wojna jest daleka i bezpieczna. Również propagandowo ustawiając Rosję w zdecydowanie złym świetle. Przy okazji agresja Rosji stwarza zapotrzebowanie i atrakcyjność pozycji USA w Europie niwecząc mozolnie przygotowywane plany rosyjsko-niemieckie o wypchnięciu USA z Europy. 

Dodatkowo wojna na Ukrainie powoli przekierowywuje europejskie zaopatrywanie w gaz i ropę na Arabię Saudyjską, Bliski Wschód i Amerykę, jednocześnie odcinając Rosję, która popada w większą zależność od Chin. Za kilka lat na rynku pojawi się więcej gazu z Algierii, Kataru, a nawet z Izraela (odkryte [czy zrabowane – np. koło Cypru. md] złoża) i Putin polegnie od własnej broni. Nałożone sankcje i wycofanie zachodnich firm z Rosji powoduje brak komponentów i części zamiennych również dla rosyjskiej machiny wojennej. Od początku wojny niemiecki import rosyjskiej ropy spadł z 35% do 12%…

W tej nowo tworzonej przez bieg wydarzeń  konstelacji w Europie siłą rzeczy większe znaczenie nawet przez swoje położenie i postawę pozyskuje Polska głównie jako hub humanitarny, jak i militarny. 

Diabli wiedzą, czy schorowany Putin zbyt pospieszył się (podobny motyw miał Hitler) z agresją, aby lepiej umocnić szanse na świetlaną przyszłość swojego kraju? W każdy razie jego agresja zmienia sytuację na świecie. Trwają próby ograniczenia roli dolara w światowym biznesie, jednak to nie jest takie proste. W 2019 r., aż 88% transakcji finansowych  na świecie odbyło się przy użyciu dolara, a jedynie 4% przy użyciu chińskiego yuana. Oczywiście kraje biznesowo związane z Rosją, które nie przyłączyły się do nałożonych sankcji próbują wzajemnych rozliczeń w swoich rodzimych walutach: Rosja, Chiny, Indie, Brazylia etc. Nawet w Europie część państw godzi się na żądanie Putina, aby za gaz i ropę płacili w rublach.

Głośnym echem odbiła się samowolka ukraińskiej aktywistki powiązanej z Kramkiem i Sorosem (globaliści z Fundacji Otwarty Dialog), która nadużyła polskiej gościnności aby złamać dobre obyczaje i nawet Konwencję Wiedeńską. Panienka zaatakowała rosyjskiego ambasadora w Warszawie gwałcąc jego osobistą nietykalność i nachalnie częstując go czerwonym syropem. Może nie wiedziała, że ambasador był już po śniadaniu? Dla niej to pewnie zabawny incydent. Jednak Państwo Polskie powinno wyciągnąć wobec tego napadu jakieś konsekwencje, w innym wypadku odrzuci zasady Konwencji Wiedeńskiej i poprze bezprawie, które może przynieść nam niepożądane skutki. Incydent służy Ukrainie i Rosji, nie służy dobremu imieniu i praworządności w Polsce. Poprawnie zareagował szef MSZ Zbigniew Rau.

Ostatnio da się zauważyć, że wielu światowych przywódców wpadło w łapy wirów chorobowych, Biden cierpi na demencję, podobnie Putin (i obydwaj na polityczną  jednostkę chorobową, korupcję), który w nostalgicznym przemówieniu z okazji “pobiedy” nie zauważył istnienia państwa Ukrainy, które napadł. W moskiewskiej paradzie zabrakło tradycyjnego przelotu samolotów, cóż zakonspirowani ukraińscy agenci mogliby jakiś zestrzelić. Zabrakło też głównodowodzącego rosyjską armią podobno rannego gen. Gierasimowa. Na pocieszenie Putin dorabiał reklamując jakiś ocieplający blanket, który biedaczek trzymał na kolanach. 

Jak długo będzie trwała wojna na Ukrainie? Wiadomo, że Putin rozbisurmanił się po akceptowaniu jego wcześniejszych agresji przez zachód. Może do końca roku, kiedy wojenne zapały Putina ostudzą wracające do rosyjskich rodzin trumny i urny ich młodych synów i braci. Wydaje się, że Putin liczy też na dotąd niezawodnego w momentach kryzysowych tradycyjnego rosyjskiego sojusznika. Chodzić tu może o “Dieda Moroza”, który mocno dał w skórę Napoleonowi i Hitlerowi. Tym razem jako putinowski “zielony ludzik” już od jesieni “na wyjeździe” mroziłby europejskie domostwa przeciwników imperialnych zapędów Rosji nawołując do korzystania z zakazanego rosyjskiego gazu i ropy i transakcji w rublach… Pożyjemy, zobaczymy.

Połowa uchodźców/nachodźców chce zostać w Polsce z rodzinami

http://autonom.pl/polowa-uchodzcow-chce-zostac-w-polsce-z-rodzinami/ 2022-05-11

Grupa Progres przeprowadziła kompleksowe badania nastrojów wśród ukraińskich uchodźców, przybyłych do naszego kraju po wybuchu wojny na Ukrainie. Z przeprowadzonego sondażu wynika, że dokładnie połowa z nich zamierza nie tylko osiedlić się w Polsce, ale dodatkowo uczynić to wraz ze swoją rodziną.

Do 9 maja bieżącego roku do Polski przybyć miało już blisko 3,26 mln osób. Jednocześnie od 24 lutego, według danych Straży Granicznej, na Ukrainę miało powrócić około 1,123 mln osób.

W systemie PESEL zarejestrowano z kolei ponad 1,1 mln ukraińskich obywateli, mających dzięki temu dostęp do rynku pracy i szeregu programów socjalnych.

W związku z masowym napływem Ukraińców badania ich nastrojów przeprowadziła Grupa Progres, znana powszechnie jako agencja zatrudnienia zajmująca się ich ściąganiem do naszego kraju.

Z jej sondażu wynika, że 77 proc. Ukraińców poszukujących pracy przybyło do Polski ze swoimi rodzinami (2-3 osobami lub nawet większą liczbą), natomiast pozostałe 23 proc. przyjechało samemu.

Dokładnie 50 proc. ukraińskich uchodźców uczestniczących w badaniu zadeklarowało chęć pozostania w naszym kraju na dłużej, albo nawet na stałe. Po uspokojeniu się sytuacji powrócić na Ukrainę zamierza 42 proc. respondentów.

Jednocześnie przybysze zza wschodniej granicy nie są skłonni do zmiany miejsca zamieszkania, gdy mieliby dzięki temu otrzymać pracę. Taką możliwość w badaniu Grupy Progres dopuściło zaledwie 5 proc. Ukraińców, nawet jeśli w zamian otrzymaliby dodatkowo mieszkanie.

Na podstawie: praca.interia.pl.

A la guerre comme a la guerre. [po polsku, nie bój się…]

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    10 maja 2022

Nareszcie wiemy, o co tak naprawdę chodzi na Ukrainie. Wyjaśnił to podczas spotkania z prezydentem Zełeńskim w Kijowie sekretarz obrony USA Lloyd Austin, który towarzyszył tam sekretarzowi stanu Antoniemu Blinkenowi. Sekretarz stanu stwierdził, że Rosja już „przegrała”, z czego oczywiście bardzo się cieszymy, bo taki jest rozkaz, chociaż w takim razie ciekawe, kto tam na Ukrainie jeszcze wojuje? Najwyraźniej Rosja jeszcze nie wie, że już przegrała i wojuje, jakby nigdy nic – jak ten partyzant, co to wysadzał tory i wysadzał, nie wiedząc, że wojna już się skończyła.

Ale deklaracja sekretarza obrony była nieco inna – że mianowicie celem wojny jest obezwładnienie Rosji. Jeśli tak, to znaczy, że Rosja jeszcze nie przegrała, bo czy zostanie obezwładniona, czy nie, to się dopiero okaże. Na przykład pan Piotr Panasiuk, którego „Gazeta Wyborcza” z pewnością zdemaskuje jako ruskiego agenta – bo właśnie pan red. Wroński podał tam aż pięć sposobów na wykrywanie ruskich agentów. Aż pięć? Myślę, ze wystarczyłby jeden – bo ruskiego agenta, podobnie zresztą, jak człowieka przyzwoitego, można rozpoznać po zapachu. Różnica sprowadza się do tego, że człowiek przyzwoity pachnie inaczej, podczas gdy ruscy agenci – inaczej – ale żeby tę różnicę wyczuć, trzeba mieć specjalnego nosa, a tych w „GW” przecież nie brakuje.

Wracając tedy do pana Panasiuka, to twierdzi on, że straty sił rosyjskich na dzień 16 kwietnia br. to około 2-3 procent zasobów Federacji Rosyjskiej. Na przykład na 2100 samolotów bojowych Rosja straciła 163. Na 2050 śmigłowców Rosja straciła 144. Na 5 tys. zestawów przeciwlotniczych Rosja straciła 66. Na 24 tys. czołgów (z rezerwami), Rosja straciła 756. Na 40500 bojowych wozów piechoty (z rezerwami) Rosja straciła 1976. Na 3391 wyrzutni rakiet (bez strategicznych), Rosja straciła 122. Na 20 tys. luf artylerii polowej i moździerzy Rosja straciła 366. Na 605 okrętów Rosja straciła 2. I wreszcie, na 900 tys żołnierzy Rosja straciła 20 tysięcy. To są dane ze Sztabu Generalnego Ukrainy.

Natomiast straty ukraińskie według Ministerstwa Obrony Rosji na dzień 17 kwietnia kształtują się następująco: Na 159 samolotów bojowych Ukraina straciła 134. Na 147 helikopterów, Ukraina straciła 105. Na 300 zestawów przeciwlotniczych Ukraina straciła 246. Na 2596 czołgów plus 4000 bojowych wozów piechoty, Ukraina straciła 2269. Na 490 wyrzutni rakiet Ukraina straciła 252. Na 3107 luf artylerii polowej i moździerzy Ukraina straciła 987. Na 38 okrętów Ukraina straciła 38. I wreszcie na 209 tys. żołnierzy Ukraina straciła w zabitych 23 367, a w rannych – około 30 tysięcy.

Z tego zestawienia wynika, że bez stałych i obfitych dostaw uzbrojenia i amunicji z zagranicy, Ukraina nie byłaby w stanie kontynuować wojny. Na tym tle widać, że na Ukrainie Stany Zjednoczone i NATO prowadzą wojnę z Rosją do ostatniego Ukraińca. W świetle tego lepiej rozumiemy pragnienie prezydenta Zełeńskiego, by wojna ta rozlała się również na inne kraje, przynajmniej na kraje Europy Środkowej, jak również, dlaczego jest on coraz bardziej natarczywy w żądaniach zagranicznej pomocy dla Ukrainy.

Dotychczas NATO od samego początku zaangażowało się w wojnę z Rosją na Ukrainie, powstrzymując się jedynie od bezpośrednich działań militarnych, natomiast uczestnicząc w konflikcie pod każdym innych względem: finansowym, wywiadowczym, zbrojeniowym i propagandowym.

Jest to zgodne z doktryną elastycznego reagowania z lat 60-tych, według której mocarstwa nuklearne wojują ze sobą na przedpolach, taktownie oszczędzając wzajemnie własne terytoria. Z punktu widzenia USA Ukraina idealnie się na takie przedpole nadaje, podobnie jak Polska i inne państwa Europy Środkowej. USA zatem nie szczędzą tym krajom komplementów, ale – w odróżnieniu od Ukrainy, na wspieranie której wszystkie państwa NATO zostały opodatkowane – każą sobie za „wzmacnianie wschodniej flanki NATO” płacić. Czy byłyby skłonne np. partycypować w kosztach uzbrojenia dodatkowych 200 tys. żołnierzy, o których, zgodnie z ustawą o obronie Ojczyzny, ma być powiększona polska armia – tego nie wiemy, bo żaden z naszych Umiłowanych Przywódców nie ośmielił się takiej propozycji prezydentowi Bidenowi przedstawić, a trudno od niego oczekiwać, by występował z nimi sam.

W tym celu Amerykanie 26 kwietnia wezwali ministrów obrony 40 państw w jakimś stopniu od USA uzależnionych do amerykańskiej bazy lotniczej w Ramstein w Niemczech, by wyznaczyć im zadania w zakresie wspierania Ukrainy tak, aby mogła kontynuować wojnę z Rosją do ostatniego Ukraińca. Ukraińcy chyba coraz bardziej zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, że zostali wepchnięci między ostrza potężnych szermierzy, bo nie czekając na ostateczne zwycięstwo, próbują ratować się ucieczką na własną rękę. Tylko do Polski uciekło z Ukrainy co najmniej 3 mln osób, a ONZ przewiduje, że w najbliższych miesiącach ucieknie stamtąd dalszych 8 milionów. Tymczasem, o ile w wysyłaniu na Ukrainę broni i amunicji państwa NATO, aczkolwiek nie wszystkie i niechętnie – uczestniczą, to w kosztach utrzymania tych milionów Ukraińców partycypować nie chcą. Nawet gorzej, niż „nie chcą”, bo w ramach szantażu finansowego, jaki Niemcy wcześniej zastosowały wobec Polski, właśnie rozszerzyły ten szantaż również na Węgry w ramach sławnego „mechanizmu warunkującego”. O ile zatem Stany Zjednoczone chciałyby „’obezwładnić” Rosję, by się już nie denerwować, czy dotrzymałaby ona obietnicy neutralności w momencie, gdy USA przystąpią do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej, to Niemcy wzięły na celownik kontrolowanych przez siebie instytucji Unii Europejskiej Polskę i Węgry, by raz na zawsze wybić im z głowy wszelkie mrzonki o Trójmorzu, które w 2017 roku wprawiły Berlin w takie zdenerwowanie, że aż Niemcy zgłosiły do tego projektu akces, co z zagadkowych powodów tak ucieszyło pana prezydenta Dudę. Słowem – jak mówił w „Panu Tadeuszu” Klucznik Gerwazy – „gdy wielki wielkiego dusi, my duśmy mniejszych – każdy swego”.

Oczywiście Rosja zjazd w Ramstein zauważyła i tego samego dnia zakręciła Polsce kurek z gazem pod pretekstem, że w przewidzianym terminie Polska nie uiściła należności w rublach, co specjalnym ukazem zadekretował od 1 kwietnia Putin. Nasi Umiłowani Przywódcy, jak zwykle niczego się nie boją tym bardziej, że brytyjski minister sprawiedliwości natychmiast zapewnił, że Wielka Brytania stanie z nami „ramię w ramię”. Nie wiadomo, co to konkretnie oznacza – czy że premier Johnson udostępni nam nieco własnego gazu, czy coś innego – ale Anglicy zawsze mieli skłonność do udzielania niejasnych obietnic, o czym Polska przekonała się we wrześniu 1939 roku. Również pani Urszula von der Layen ofuknęła Putina, że zastosował wobec Polski szantaż gazowy, bo jużci – gazowy szantaż wobec Polski to zbrodnia, podczas gdy finansowy, to czyn szlachetny.

Jak u Orwella: „cztery nogi dobre, dwie nogi złe”. Na zamknięcie gazowego kurka złoty od razu stracił na wartości, a cena gazu w Europie skoczyła o 20 procent. Wygląda na to, że inflacja będzie coraz większa, ale na szczęście mamy wojnę na Ukrainie i Putina, na którego można wszystko zwalić, więc nic dziwnego, że w kołach rządowych panuje nastrój pogodny. Na razie walka z inflacją w Polsce sprowadza się do wprowadzenia nazwy „Putinflacja”, którą niezależne media głównego nurtu, zarówno te rządowe, jak i te nierządne, skwapliwie propagują. Tymczasem słychać, że już następnego dnia po zakręceniu Polsce kurka z gazem, kolejne 10 państw poważniejszych otworzyło sobie rachunki bankowe w ruskim Gazprombanku. Będą wpłacały należność za gaz w dolarach lub euro, a Gazprombank będzie regulował te należności Gazpromowi już w rublach. Decyzja w tej sprawie została w UE podjęta jeszcze przed świętami, ale na najwyraźniej nasi Umiłowani Przywódcy albo nie zostali o niej poinformowani, albo nawet mogli zostać, tylko, jako wzorowi ormowcy, nie przyjęli tego do wiadomości wskutek czego Polacy już wkrótce będą musieli przejść na własny gaz, bo na razie, żeby dokuczyć Putinowi, właśnie odmrażamy sobie uszy.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

O prowokacjach…Czy na ambasadora Rosji ???

Posłowie Konfederacji o ataku na ambasadora Rosji w Polsce. „Dziwne”

10 maja 2022 Na podst.: https://nczas.com/2022/05/10/poslowie-konfederacji-o-ataku-na-ambasadora-rosji-w-polsce-dziwne/

Warszawa, 09.05.2022. Ambasador Federacji Rosyjskiej w Polsce Siergiej Andiejew (C) oblany czerwoną farbą przez uczestników protestu podczas próby złożenia kwiatów przy Cmentarzu-Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. Foto: PAP
Warszawa, 09.05.2022. Ambasador Federacji Rosyjskiej w Polsce Siergiej Andiejew (C) oblany czerwoną farbą przez „uczestników protestu” podczas próby złożenia kwiatów przy Cmentarzu-Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. Foto: PAP

W poniedziałek 9 maja ambasador Rosji w Polsce Siergiej Andriejew został zaatakowany przez ukraińskich demonstrantów. Sprawę szeroko komentują media w Polsce i na świecie. Głos zabrali także politycy jedynej prawicy w Sejmie.

Rosyjski ambasador Siergiej Andriejew wraz z delegacją przybył w południe pod Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. Chciał tam złożyć kwiaty, ponieważ 9 maja Rosja obchodzi dzień zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.

Demonstranci z ukraińskimi i polskimi flagami uniemożliwili Andriejewowi przejście pod miejsce upamiętnienia radzieckich żołnierzy, wznosili antyrosyjskie hasła i oblali Andriejewa czerwoną substancją. Po tym rosyjski dyplomata wrócił do służbowego auta.

Do ataku przyznała się ukraińska dziennikarka Irena Zemljana, która miała jakieś konszachty z fundacją „Otwarty dialog” czyli jedna z lewackich jaczejek ze stajni Sorosa.

Poseł Janusz Korwin-Mikke:

„P. Irena Zemljana dostanie pewno pół roku więzienia (minimalna kara to 3 miesiące) i zostanie „Bohaterką Ukrainy”. Nie rozumiem tylko dlaczego niektórzy chcą Ją „wydalić z Polski”??? Przede wszystkim trzeba sprawdzić, czy nie jest rosyjską agentką – a potem przykładnie ukarać!” – napisał JKM

Poseł Robert Winnicki także nie do końca wierzy w przypadki.

„Rosyjski ambasador miał świadomość co robi a jego ochroniarze i on sam „dziwnie” spokojnie reagowali na atak. Ukraińska, lewicowa aktywistka doskonale wiedziała, że wywoła skandal. Służby Mariusz Kamińskiego powinny zrobić wszystko, by do tej rosyjsko ukraińskiej ustawki na polskiej ziemi nie dopuścić” – napisał Winnicki. https://platform.twitter.com/embed/Tweet.html?dnt=true&embedId=twitter-widget-2&features=eyJ0ZndfZXhwZXJpbWVudHNfY29va2llX2V4cGlyYXRpb24iOnsiYnVja2V0IjoxMjA5NjAwLCJ2ZXJzaW9uIjpudWxsfX0%3D&frame=false&hideCard=false&hideThread=false&id=1523742930388750337&lang=pl&origin=https%3A%2F%2Fnczas.com%2F2022%2F05%2F10%2Fposlowie-konfederacji-o-ataku-na-ambasadora-rosji-w-polsce-dziwne%2F&sessionId=09dc6fbfa3c957f92f57d84514701eea1a980d34&theme=light&widgetsVersion=c8fe9736dd6fb%3A1649830956492&width=550px

Rozliczenia ministra Kamińskiego domaga się także poseł Grzegorz Braun.

„Atakowanie dyplomatów jest zawsze aktem barbarzyństwa, a w aktualnych okolicznościach jednocześnie aktem prowokacji wojennej. Bez względu na bezpośrednie sprawstwo, za sytuację odpowiadają władze RP – min. ⁦Mariusz Kamiński⁩ do dymisji!” – napisał Braun na Twitterze.

„Dzisiejszy atak na JE Amb. Andriejewa to prostackie barbarzyństwo i antypolska prowokacja; sprawcy – pod sąd i do więzienia; Mariusz Kamiński⁩ do dymisji – jego urzędowanie przynosi hańbę i sprowadza powszechne niebezpieczeństwo” – dodał Braun w kolejnym wpisie.

Pasztet ukraiński

Eugeniusz Moczydłowski

Pół wieku temu, w maju 1972  roku Stefan Kisielewski zanotował w swoim dzienniku:

W Wietnamie piekło, ofensywa, bombardowanie. Toczy się w istocie wojna rosyjsko-amerykańska, tylko że rękami maleńkich Wietnamczyków (…) I nikt im nie wyperswaduje, może nawet, głupie barany, wierzą, że biją się o swoje sprawy.

https://www.bibula.com/?p=133937

Tu i teraz nikt o zdrowych zmysłach nie może sądzić, że obecna wojna rosyjsko-amerykańska toczy się o jakąś wolność lub denazyfikację Ukrainy.

Powód prosty jak klasyczna konstrukcja cepa: trzeba ustalić czy niezmierzone bogactwa Ukrainy będą eksploatować oligarchowie wyznania finansowego od Putina, czy od Bidena. To jest widocznie tak oczywiste, że  rządowo-medialna żenująco nachalna propaganda nawet  o tym nie wspomina uznając za pewnik, że Amerykanom ten wyjątkowo tłusty kąsek się należy jak psu buda.

Alternatywne propozycje genezy tej wojny mogą być prawdziwe, ale mają ograniczone znaczenie. Na przykład Tomasz Sommer twierdzi, że to społeczeństwo rosyjskie oczekiwało i tym sposobem wymogło na Putinie zrobienie porządku na Ukrainie. Często słyszymy i czytamy, że USA chce za wszelką cenę osłabić Rosję w nadziei, że taka Rosja opowie się za Ameryką w czekającym ją nieuchronnie starciu z Chinami. Stałym elementem amerykańskich wojen jest konieczność utylizacji arsenału, który trzeba zastąpić bardziej nowoczesnym uzbrojeniem. W końcu USA wydają na zbrojenia więcej, niż cała reszta świata i ten biznes musi się żwawo kręcić.

Okoliczności towarzyszące temu starciu gigantów nie są już tak klarowne. Dla mnie są niepojęte i co najgorsze, znikąd  nie widać światełka w czarnym tunelu. Nie znajduję żadnego sensownego, nie mówiąc o racjonalnym, wyjaśnieniu przesiedlenia 3 milionów Ukraińców na wyłączne utrzymanie Polaków.  Zrobili to ci sami ludzie, którzy latami tłumaczyli komisarzom Unii Europejskiej i kanclerz Merkel, że po pierwsze to Polski nie stać na przyjęcie tysięcy (nie milionów!) uchodźców,  po drugie wielu z nich to są migranci ekonomiczni, i po trzecie, że Polska rozumie konieczność pomocy ludziom na obszarach objętych wojną, ale tam, na miejscu konfliktu.

Rok przed wojną na Ukrainie, ci sami ludzie konsekwentnie organizowali skuteczny opór przed tysiącami migrantów próbujących przekroczyć nielegalnie granicę z Białorusią. Trwa absurdalna budowa muru na tej granicy, której dalszy ciąg został praktycznie całkowicie otwarty. Podobno do końca wojny można spodziewać się przesiedlenia nawet 8 milionów Ukraińców. Przyznam się, że jestem bardziej niż przerażony. Nie tylko tym, że to może być prawdziwa katastrofa, ale może nawet bardziej tym, ze nikt tym się  nie przejmuje.

Nie ma właściwie żadnych głosów, które by jakkolwiek tłumaczyły jaka jest przyczyna i cel tej operacji. Oficjalne stanowisko systemu rządowo-medialnego to czysto ludzki obowiązek pomocy ludziom, którzy stracili dach nad głową w wyniku zbrodniczego ataku. Dr Lucyna Kulińska twierdzi, że ta akcja przesiedleńcza była dawno przygotowana, a z rozpoznania socjotechnicznego ewentualnej reakcji Polaków wynikało, że taka narracja zostanie przyjęta w społeczeństwie bez większych oporów i można ją łatwo przeprowadzić.

Nikt nie odważy się wskazać, że właściwie przesiedleńcy nie widzieli żadnej wojny, że jedyne naprawdę zniszczone miasto na Ukrainie to 400-tysięczny Mariupol

Nikt nie chce być nieludzki dlatego taki szantaż jest bardzo skuteczny. Nikt nie odważy się wskazać, że właściwie przesiedleńcy nie widzieli żadnej wojny, że jedyne naprawdę zniszczone miasto na Ukrainie to 400-tysięczny Mariupol. Nikt nie zapyta: dlaczego mamy przyjąć 8 milionów przesiedleńców na utrzymanie. Jest tylko głos niezawodnego redaktora Stanisława Michalkiewicza: Amerykanie kazali!

To bardzo być może. W końcu wybraliśmy sobie nowego pana i trudno wierzgać przeciw ościeniowi. Ale to, że kazali, nie wyjaśnia czemu to ma służyć. Polska jest w sprawie wojny na Ukrainie bardziej papieska od samego jankeskiego papieża. Będzie musiała za to zapłacić, tylko nie wiadomo kiedy i ile. Niedźwiedź jak wiadomo to nie lampart, ale jak już dopadnie upatrzoną ofiarę, to marne szanse na przeżycie.

Ale czy wobec tej bojowej postawy Polski strategiczny sojusznik mógł nakazać dokonanie samozagłady najbardziej oddanemu harcownikowi? Wiadomo z historii, że nie jest niemożliwe działanie wbrew własnym interesom z głupoty, strachu lub niewiedzy, ale jednak to jest mało prawdopodobne. Redaktor Leszek Sykulski podobno sugeruje, że służby ukraińskie dostały nagrania, na których wyczyny naszej elity władzy są o parę klas bardziej pikantne niż pokazywały pamiętne nagrania z lokalu  Sowa i Przyjaciele i nimi szantażują decydentów, którzy muszą realizować wszelkie żądania naszych sąsiadów i przyjaciół w myśl owej kontestacji: „pan to musi kochać swoją żonę!  Oj, muszę, muszę!” .

Trudno jednak uwierzyć, że nagrano wstydliwe ekscesy wszystkich, łącznie z opozycją i władzami samorządowymi, które z równym entuzjazmem i zaangażowaniem jak władze centralne, wspierają i realizują gigantyczny program przesiedlania Ukraińców. Polska  i bez tego ogromnego obciążenia jest w dramatycznej sytuacji finansowej. Składają się na to skutki polityki pandemicznej, setki milionów różnych nałożonych przez Unię kar, niewypłacanie należnych pieniędzy unijnych, tragiczna wpadka Polskiego Ładu, potężna i rosnąca inflacja.

Perspektywy ekonomiczne są jeszcze gorsze w związku z zupełnie nieodpowiedzialną polityką energetyczną w ramach dalszego ciągu harców antyrosyjskich. W tej sytuacji przyjęcie na utrzymanie nawet tych dodatkowych 10% jest po prostu niewyobrażalne, gdyby nie to, że jest już faktem z perspektywą wzrostu nawet do 25% obecnej liczby mieszkańców. I co? Ano nic. Dosłownie nikt na ten temat nie dyskutuje, nie protestuje – nie myśli? Ja nie mogę przestać o tym myśleć, ale z bardzo mizernym skutkiem. Mogę tylko z braku danych nieudolnie spekulować.

Na mój chłopski rozum przyczyny mogą być trzy: wewnętrzna, zewnętrzna i oczywiście obie razem. Być może sytuacja Polski jest tak tragiczna, że rządzący dla utrzymania się przy władzy musieli sięgnąć po środki specjalne. Będzie bardzo źle, ale władza ma alibi: przez zbrodniczy atak Putina, musieliśmy przecież przyjąć jego ofiary, a to kosztuje. Niewdzięczna Europa nam nie pomaga i dlatego jest tak tragicznie, a będzie jeszcze gorzej.

Takie są skutki naszej niezłomnej polityki, zresztą jedynie słusznej. Możliwe też, że zagraniczni starsi i mądrzejsi doszli do wniosku, że nie może być tak, że w całej starej Europie prawie wszystkie państwa muszą borykać się z gettami imigrantów, gdzie policja nie ma wstępu, płoną samochody, rabowane są sklepy, gwałcone kobiety, a jednie Polska się wyłamuje z tej przecież nieuchronnej, humanitarnej krucjaty o społeczeństwo multi-kulti. No i ten denerwujący wzrost gospodarczy, mimo zarządzonej pandemii i licznych unijnych szykan. Nie są to na pewno opcje wzajemnie się wykluczające. Pewne zaś jest tylko jedno: dobrze to już było.

Eugeniusz Moczydłowski

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (9-05-2022) | https://myslpolska.info/2022/05/08/pyszne-pl-pasztet-ukrainski/ | – [Org. tytuł: «Pyszne.pl – pasztet ukraiński»]

Wesprzyj naszą działalność [Bibuły. MD]

Ilu piętrowa prowokacja na cmentarzu poległych żołnierzy.

M. Dakowski, 9 maja 2022

W dniu 9 maja, czyli w dniu, który rząd Rosji uważa za rocznicę zakończenia II wojny światowej, na cmentarzu żołnierzy sowieckich przy ulicy Żwirki i Wigury nastąpiło obrzydliwa prowokacja. Ambasador Rosji został oblany czerwoną farbą.

Skandalem jest że dopuściły do tego służby specjalne Polski, właściwie „rządu warszawskiego”, które miały obowiązek strzeżenia dyplomaty obcego państwa. Na zdjęciu widoczny jest kpt. M. Kwaśniewski – ze służb umundurowanych.

Dlaczego dopuściła do tego, bardzo przecież profesjonalna, obstawa ambasadora Rosji też nie mogę tego zrozumieć. Zastanawiające jest godne, spokojne przyjęcie tego aktu agresji ze strony Pana Ambasadora.

Jakie będą dalsze skutki dyplomatyczne, międzynarodowe tego oburzającego faktu – zobaczymy niedługo.

Zachodzim w um z Podgornym Kolą – jak pisał Szpot – ile jest pięter w tej zadziwiającej, prostackiej prowokacji.

Czy – groźnych przecież – łobuzów, bandytów – aresztowano? Mogą wyśpiewać [przyciśnięci…] swych mocodawców.

https://twitter.com/i/status/1523608890121760769

Oczywiście podobnych filmików jest dużo, żurnaliści na coś takiego czekali…

==================

Do oblania ambasadora Rosji czerwoną farbą przyznała się ukraińska dziennikarka Iryna Zemlyana.

Tfu, niech go sobie oblewa w Kijowie! Albo pod Kremlem. Nie w Warszawie. Czy ją, wredną prowokatorkę, aresztowano??

===============================

Wreszcie rozsądny głos:

Poseł Konfederacji Grzegorz Braun wyraził na Twitterze pogląd, że „atakowanie dyplomatów jest zawsze aktem barbarzyństwa, a w aktualnych okolicznościach jednocześnie aktem prowokacji wojennej”. Jak dodał: „bez względu na bezpośrednie sprawstwo, za sytuację odpowiadają władze RP – min. (spraw wewnętrznych i administracji) Mariusz Kamiński do dymisji!”.

===========================

A tak to skomentowała Bibuła:

KOMENTARZ BIBUŁY: Nie wiemy na ile była to prowokacja (strony polskiej, rosyjskiej), a na ile akt niebywałego skandalu w wykonaniu „aktywistów ukraińskich”, jak to ostatnio przyznają media. Nie wiemy na ile zawiodły służby ze strony polskiej, a na ile ochrona ambasadora. W każdym razie należy stanowczo potępić ten gwałt, przeprowadzić wnikliwe śledztwo, nadzór ukarać, a sprawców osądzić w procesie pokazowym, aby wybić z głowy podobne pomysły ich ewentualnym naśladowcom.

Niestety, sprowadzając do Polski nachodźców ukraińskich, ściągnęliśmy w tej masie całą rzeszę kryminalistów, zbrodniarzy, morderców, przestępców, gwałcicieli, wandali, zamachowców, wykolejeńców i bezlitościwych rzezimieszków. Wielu z nich to potomkowie ukraińskich band UPA mordujących Polaków, wychowanych w kulcie nienawiści. Sprowadziliśmy sobie zarzewie niepokoju, niestabilności i smutnej przyszłości znikającej Polski.

Zanim zostaniemy mocarstwem

Stanisław Michalkiewicz Komentarz    tygodnik „Goniec” (Toronto)    8 maja 2022

Postawa papieża Franciszka coraz bardziej rozczarowuje i zasmuca pana redaktora Tomasza Terlikowskiego. Swemu rozczarowaniu i smutkowi dawał on wyraz i wcześniej, ale w dniach ostatnich (najwyraźniej nadchodzą zapowiadane „dni ostatnie”) przelał się kielich goryczy. Kroplą, która go przelała okazał się wywiad, jakiego papież Franciszek udzielił włoskiemu dziennikowi „Corriere della Sera”, w którym wyraził przypuszczenie, że przyczyną wojny Rosji z Ukrainą mogło być „szczekanie NATO pod drzwiami Rosji”. Wyraził przy tym zamiar podróży do Moskwy, by spotkać się z Putinem, którego Senat USA, a także prezydent Biden uznał za „zbrodniarza wojennego”. „Nie wiem, co jest gorsze w tym wywiadzie: naiwność, nieznajomość świata, czy szczerość” – komentuje z goryczą pan redaktor Terlikowski. Że papież Franciszek jest naiwny, to wiadomo. Najwyraźniej nie słucha głębokich analiz pani red. Edyty Lewandowskiej, ani pana redaktora Tomasza Sakiewicza, którego o co, jak o co – ale o naiwność na pewno posądzić nie można. Gdyby słuchał, to z pewnością ćwierkałby z całkiem innego klucza, tak, jak „wszyscy” – a on tymczasem – po swojemu. Że papież Franciszek nie zna świata, to też rzecz pewna, a w każdym razie nie zna go tak dobrze, jak pan redaktor Tomasz Terlikowski. Redaktor bowiem wie, z której strony świat, to znaczy pardon – jaki tam znowu „świat”; nie żaden „świat” tylko z której strony chleb jest posmarowany, jako że z niejednego komina już wygartywał, a ostatnio – u pana red. Sakiewicza, który tę wiedzę posiadł w stopniu jeszcze większym. Ale to jeszcze nic w zestawieniu z ostatnim zarzutem, że wypowiedź papieża Franciszka cechowała „szczerość”. No rzeczywiście, tego już za wiele; kto to widział, żeby człowiek, a zwłaszcza papież mówił szczerze? Przecież każde dziecko wie, że szczerość, to pierwszy stopień do piekła, zwłaszcza w sytuacji, gdy Nasz Pan z Waszyngtonu dał nam przykazanie nowe, jak mamy myśleć i mówić. Co tu ukrywać; dobrze to wszystko nie wygląda i dlatego jeszcze raz rzucam myśl, (a wy go łapcie!), że następnym papieżem powinien zostać pan redaktor Tomasz Terlikowski. Nie tylko nie jest naiwny, ale w dodatku – zna świat – no i nigdy nie mówi szczerze, tylko zawsze tak, jak trzeba. Co prawda wypowiedź papieża Franciszka stanowi dobre pendant do deklaracji sekretarza obrony USA Lloyda Austina, który podczas niedawnej pielgrzymki do Kijowa ujawnił, że prawdziwym celem tej wojny jest obezwładnienie Rosji – ale co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie – więc papież Franciszek za żadne skarby nie powinien mówić szczerze, tylko tak, jak pan red. Michnik – zgodnie z mądrością etapu. Nawiasem mówiąc, podobnie ćwierka również Kyryło Budanow, szef ukraińskiej razwiedki. Wojnę może zakończyć – powiada – tylko rozpad Federacji Rosyjskiej, albo przynajmniej – zmiana jej władz. A jaka zmiana? No to chyba oczywiste – taka, jaką wyznaczyłby Rosji Nasz Pan z Waszyngtonu. Czy jednak Ukraina nawet przy pomocy NATO, będzie w stanie doprowadzić do zakończenia tej wojny, prowadzonej do ostatniego Ukraińca? To nie jest takie pewne, więc chyba trzeba będzie wciągnąć do tego inne państwa. Które? Odpowiedzi na to pytanie dostarcza przemówienie pana prezydenta Andrzeja Dudy, wygłoszone z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja.

W odróżnieniu od rocznicowych obchodów z lat poprzednich, kiedy to miejscem uroczystości był Plac Piłsudskiego w Warszawie, a centralnym punktem – Grób Nieznanego Żołnierza – tym razem wszystko odbyło się na Placu Zamkowym, gdzie zgromadziła się garstka obywateli, kompania honorowa Wojska Polskiego, orkiestra, no i uczestnicy w postaci pani kierowniczki Sejmu Elżbiety Witek, pana Grodzkiego, prezydującego Senatowi i pana premiera Morawieckiego, generalicji wszystkich formacji naszej niezwyciężonej armii i dyplomatów, chociaż chyba nie wszystkich. Na trybunie nie zauważyłem też Naczelnika Państwa, który mógł w ten sposób dać wyraz swemu niezadowoleniu z wkroczenia pana prezydenta Dudy na nieubłaganą drogę emancypacji. Pan prezydent wygłosił przemówienie, którego nie odczytywał z kartki, a w każdym razie – takie to sprawiało wrażenie. Nawiązał krótko do historii, przypominając mocarstwową pozycję Rzeczypospolitej, a potem przeszedł do spraw aktualnych, komplementując Polaków za otwarcie swoich drzwi i swoich serc przed uchodźcami z Ukrainy. Naród polski w ten sposób – zauważył pan prezydent – wyznaczył kierunek, w jakim powinniśmy podążać. Ale nie tylko naród polski ten kierunek wyznaczył. Drugim i w dodatku – jak zauważył pan prezydent – proroczym podmiotem wyznaczającym kierunek w jakim mamy podążać, jest Ukraiński prezydent Wołodymir Zełeński. Miał on bowiem powiedzieć, że wkrótce zniknie granica między Ukrainą i Polską, w czym pan prezydent Duda widzi zapowiedź odbudowy mocarstwowej Rzeczypospolitej. Ten polityczny organizm ma się składać z Estonii, Łotwy, Litwy, Polski i Ukrainy. Pan prezydent nie wymienił Białorusi, być może dlatego, że zabawa w mocarstwowość w przypadku Białorusi nie zakończyła się dobrze; Aleksander Łukaszenka wraz z całą Białorusią został wepchnięty w objęcia Putina, wskutek czego na granicy białoruskiej mamy armię rosyjską, pani Swietłana, którą Nasz Pan z Waszyngtonu wyznaczył Białorusinom na jasnego idola, siorbie cienką emigrancką herbatkę, a polscy działacze na Białorusi zostali wyaresztowani. W przypadku Ukrainy ma być inaczej; jak przepowiedział prezydent Zełeński, który być może wie już coś, czego my jeszcze nie wiemy, granica między Polską, a Ukrainą ma zniknąć. Podobny program przedstawili uczestnicy debaty podczas samorządowej konferencji w Mikołajkach 13 kwietnia, tylko że oni przyłączenie Polski do Ukrainy nazwali „unią”. Nieważne, jak się taki twór będzie nazywał – stwierdził pan Czesław Bielecki – bo najważniejsze, żeby „integracja” nastąpiła jak najszybciej. Wygląda na to, że jeśli obezwładnianie Rosji na Ukrainie się przeciągnie, to Polska może dostać rozkaz włączenia się do wojny i wtedy rzeczywiście będziemy dzielić z Ukraińcami wspólnotę naszych losów z tą różnicą, że przed naszymi uchodźcami nikt może nie otworzyć ani swoich domów, ani swoich serc, jak Polacy przed Ukraińcami – oczywiście w wyjątkiem tych rodaków, a właściwie P.T. Rodaków, którzy będą się ewakuowali przez Zaleszczyki, skąd, jak wiadomo, wszędzie jest blisko.

W obliczu tak poważnych politycznych inicjatyw proklamowany został obowiązek wzmożonej czujności wobec ruskich agentów, którym śmierdzą onuce. Na początek Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, której pan prezydent Duda wyraził – podobnie jak innym formacjom bezpieczniackim – podziękowanie za oddaną służbę, zamknęła portale „W Realu” i „W Realu 24” prowadzone przez red. Marcina Rolę za „szerzenie rosyjskiej propagandy”, o czym – jakże by inaczej! – z satysfakcją poinformował konkurencyjny portal pana red. Tomasza Sakiewicza, zajmujący się propagandą ukraińską. Co prawda pan Rola twierdzi, że prawdziwym powodem było zainteresowanie „aferą respiratorową”, ale – jak to w filmie „Ojciec Chrzestny” zrobił Michael Corleone – wszystkie „sprawy rodzinne”, dzięki wojnie, jaką NATO prowadzi na Ukrainie w celu obezwładnienia Rosji, żeby Pan z Waszyngtonu tak się nie martwił, co też Rosja może zrobić w momencie, gdy USA przystąpią do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej, będzie można załatwić pod pretekstem demaskowania ruskich agentów. Kiedy wszyscy zostaną już zdemaskowani i zakneblowani, program przeprowadzenia „unii” ukraińsko-polskiej nie napotka już żadnej przeszkody.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

NIK: 15 tys. zł dodatku covidowego za 30 minut pracy w skali miesiąca

https://www.rp.pl/sluzba-zdrowia/art36249811-nik-15-tys-zl-dodatku-covidowego-za-30-minut-pracy-w-skali-miesiaca

Najwyższa Izba Kontroli zbadała wypłacanie dodatków covidowych dla medyków. W przeprowadzonej kontroli w czterech placówkach w woj. zachodniopomorskim ujawniono szereg nieprawidłowości, w tym m.in. dodatki w wysokości 15 tys. zł za 30 minut pracy w skali miesiąca – informuje branżowy portal rynekzdrowia.pl.

Publikacja: 08.05.2022 Wnioski pokontrolne NIK przedstawiono w trakcie piątkowego – 6 maja – posiedzenia „Parlamentarnego Zespołu ds. Nadużyć i Naruszeń Prawa w związku z COVID-19”. reprezentujące szczecińską delegaturę NIK Bogumiła Mędrzak oraz Sylwia Krawczyk wyjaśniły, iż „kontrola była doraźna, podjęta z inicjatywy własnej NIK, w związku z doniesieniami medialnymi dotyczącymi nieprawidłowości w udzielaniu dodatków covidowych”.

Wśród nieprawidłowości wymieniono m.in. to, że dodatki covidowe były wypłacane wielokrotnie jednej osobie w danym miesiącu, z tytułu wykonywania pracy w różnych podmiotach leczniczych i przekraczały łącznie limit, czyli 15 tys. zł. Rekordziści otrzymywali po ponad 40 tys. zł

Przedstawicielka NIK wskazywała, iż zdarzały się przypadki dodatków covidowych w wysokości 15 tys. zł za 30 minut pracy w skali miesiąca.

Choć dodatki covidowe będą obowiązywać tylko do końca marca, do sądów wciąż wpływają pozwy od lekarzy, którym ich nie wypłacono.

Przypomnijmy, iż uprzedzając nadchodzącą tzw. „druga falę” pandemii koronawirusa Minister Zdrowia poleceniem z 4 września 2020 r. zobowiązał Prezesa NFZ do przekazania podmiotom leczniczym środków finansowych na wypłatę dodatkowego wynagrodzenia -„świadczenia” określonym grupom personelu medycznego. Zmianą polecenia z listopada 2020 r. rozszerzono zakres podmiotów zobowiązanych do realizacji świadczeń opieki zdrowotnej w związku z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 oraz zakres osób uprawnionych do otrzymania dodatkowego świadczenia. Podwyższono także wysokość tego świadczenia – do wartości 100% kwoty wynagrodzenia – oraz wypłaty maksymalnej kwoty dodatku – z 10 000 zł do 15 000 zł.

Na mocy polecenia ministra zdrowia dla prezesa NFZ dodatki covidowe obowiązywały do 31 marca 2022 r.

NKWD, UPA i Wołyń. No i Komorowski i Macierewicz.

Polskie ośrodki ukrainofilskie starają się co pewien czas podejmować próby „zdjęcia” odpowiedzialności z zagładę ludności polskiej na Wołyniu z UPA na NKWD.

Jan Engelgard https://myslpolska.info

I tym razem, w atmosferze wojny na Ukrainie i wzburzenia opinii publicznej – taki głos się pojawiał, i to ze strony nie byle kogo. Jak informuje jedna ze stron internetowych: „Maciej Świrski, prezes Reduty Dobrego Imienia i przewodniczący Rady Nadzorczej PAP twierdzi, że za ludobójstwo Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej odpowiedzialni mogą być sowieci. Naturalną konsekwencją takiej tezy byłoby zniesienie albo przynajmniej umniejszenie odpowiedzialności Ukraińców za wybitnie bestialskie zbrodnie nawet jak na warunki II wojny światowej”.

„Są poszlaki o inspiracji NKWD. Jesteśmy na tropie tego, ale za wcześnie mówić o szczegółach” – napisał Maciej Świrski na „Twitterze”. Wpis szybko zniknął, ale nie uszedł uwadze internautów i nabrał rozgłosu.

Czym jest Reduta Dobrego Imienia? To organizacją powołana do „walki z kłamstwami historycznymi nt. Polski”. Znana jest głównie z podejmowania interwencji ws. nazywania niemieckich obozów koncentracyjnych na terenie okupowanej Polski „polskimi”. Cele zbożne, ale jak się okazało nie zawsze.

Komorowski i Macierewicz

Jak już wspomniałem, taka teza pojawia się u nas dosyć regularnie co jakiś czas. Po 1989 roku najgłośniejsze były trzy głosy w tej kwestii. W wywiadzie dla dziennika „Rzeczpospolita” (24.07.2008), zatytułowanym „Za Wołyń odpowiadają Sowieci”, Bronisław Komorowski, wówczas marszałek Sejmu RP, powiedział: „Próba przeniesienia odpowiedzialności za nieszczęścia polskich Kresów z Sowietów na Ukraińców skłania mnie do zastanowienia, czy nie mamy do czynienia z długimi rękoma Rosji”.

Z kolei w roku obchodów 70. rocznicy ludobójstwa na Wołyniu prominentny działacz Związku Ukraińców w Polsce Mirosław Czech opublikował artykuł po wymownym tytułem „Jak Moskwa rozpętała piekło na Wołyniu” („Gazeta Świąteczna”, 9-10 marca 2013), twierdząc: „Sowieci poszczuli Niemców na ukraińskich policjantów, w ich miejsce przyszli Polacy. Spirala mordów się nakręciła. Rosyjscy agenci działali według precyzyjnie ułożonego planu”.

Wreszcie Antoni Macierewicz. W programie „Minęła dwudziesta” w TVP Info (12.07.2016) powiedział: „Prawdziwym wrogiem, który rozpoczął, i który użył ukraińskich sił nacjonalistycznych do tej straszliwej zbrodni ludobójstwa jest Rosja. To tam jest źródło tego straszliwego nieszczęścia”.

Historycy sceptyczni

Czy teoria o „sowieckiej prowokacji” znajduje jakiekolwiek potwierdzenie w dokumentach? Nie znajduje. W Polsce najbliższy akceptacji tej tezy wydaje się być współcześnie Grzegorz Mazur, który pisze: „Dogłębnego wyjaśnienia wymaga sprawa inspirowania przez Sowietów oddziałów UPA do wystąpień przeciwko Polakom. Według niektórych przekazów na czele tych oddziałów stali oficerowie sowieccy. W jednym z pierwszych opracowań dziejów polskiego podziemia odnotowano, że »w rejonie Złoczowa i Stanisławowa zanotowano wypadki, że bandami ukraińskimi mordującymi dowodzili oficerowie sowieccy«.

O współpracy OUN-B z NKWD jest też mowa w raporcie hitlerowskiej policji i Służby Bezpieczeństwa (SD) z 22 maja 1942 r., ale pamiętać trzeba, że raporty wszelkich służb specjalnych, zarówno niemieckich, jak i sowieckich, zawierają wiele nieprawdziwych i niesprawdzonych informacji”.

Bynajmniej nie wrogo nastawiony do tradycji upowskiej, historyk – Grzegorz Motyka – tezę tę zdecydowanie odrzuca. W jednym z wywiadów, na pytanie „Czy rzeź wołyńska mogła być sprowokowana przez służby sowieckie?”, odpowiedział: „Nic na to nie wskazuje. Oczywiście bez Niemców i Sowietów do zbrodni by nie doszło, bo oni stworzyli do niej warunki i dali przykład. Sowieci nie mieli jednak interesu w wywołaniu takiej rzezi. Być może sowiecka prowokacja przyczyniła się do dezercji ukraińskiej policji, ale to co najwyżej przyspieszyło działania banderowców. Na III konferencji OUN-B (frakcja związana ze Stepanem Banderą) w lutym 1943 r. i tak zapadła decyzja o rozpoczęciu walki z Niemcami, a to oznaczało przystąpienie do antypolskich czystek, bo taki plan przyjęto już pod koniec 1942 r. Kiedyś istniała teoria, że masakry zapoczątkowali Sowieci, którzy w przebraniu upowców wymordowali polską wioskę. Ale już pierwszą wioskę Paroślę wymordowali banderowcy i wszędzie, gdzie udało się zidentyfikować sprawców, należeli oni do OUN-B”.

Z czego wynikały kontakty strony sowieckiej z OUN?

W końcu 1942 i na początku 1943 roku Moskwa nie wiedziała jeszcze dokładnie w jakim kierunku pójdzie OUN Bandery. Wiedziano, że organizacja ta, w przeciwieństwie do OUN Melnyka, nie traktuje Niemców jako sojuszników „po wsze czasy”. Podjęcie kontaktów ze strukturami OUN Bandery było o tyle ułatwione, że bardzo często w roli emisariuszy po stronie sowieckiej wcielali się Ukraińcy, nieraz znajomi tych, którzy przeszli do UPA.

W tym czasie dla strony sowieckiej nadal głównym celem było skłonienie kogo się da do współpracy i walki z Niemcami. Józef Sobiesiak „Maks” podaje, że do rozmów na tematy polityczne doszło na początku marca 1943 roku w okolicach Łucka. Oficjalnie delegacja ukraińska reprezentowała Ukraińską Główną Radę Wyzwoleńczą. Podczas spotkania jej przedstawiciele stwierdzili, że ich głównym zadaniem jest budowa Samostijnej Ukrainy i likwidacja Polaków. Ostrzegli stronę sowiecką, żeby nie kierowała swoich oddziałów na tereny Ukrainy Zachodniej.

Informacje Sobiesiaka są wiarygodne i zostały potwierdzone przez historyków i materiał archiwalny. Odniósł się do nich Mirosław Czech pisząc: „Kontakty z podziemiem ukraińskim zainicjował ppłk. Anton Brińskij, „Diadia Pietia’”, dowódca jednego z oddziałów dywersyjnych GRU – sowieckiego wywiadu wojskowego. Nie był chyba jeden, lecz odtajniono jedynie jego relację, w której opisywał, że OUN-B zorientowana jest na USA, bo w jej przekonaniu Niemcy wojnę przegrają, Sowieci zostaną rozbici, Anglia straci swoje znaczenie. Wobec wojny sowiecko-niemieckiej OUN-B zachowuje neutralność, bijąc się z Niemcami, ale nie podejmując „działań aktywnych, nie zważając na to, że Niemcy ich prześladują i palą ich wsie”.

Brińskij miał zgodę Moskwy na kontakt z OUN Bandery. Jego sukcesem – jak twierdzą niektórzy historycy – było zaprzestanie ataków policji ukraińskiej na oddziały partyzantki sowieckiej i jej ucieczka do lasu. Jednak już w końcu lutego Moskwa zakazała kontaktów z OUN Bandery. Być może więc Sobiesiak podał błędną datę spotkania pod Łuckiem. Mogło się ono odbyć w lutym a nie w marcu 1943 roku.

Epizod ten stał się po latach przedmiotem spekulacji ośrodków starających się zdjąć z OUN Bandery odpowiedzialność za zbrodnię ludobójstwa na Polakach. Nie znajduje to jednak potwierdzenia w materiale źródłowym.

Co ciekawe, podczas spotkania delegacji polskiego i ukraińskiego podziemia w dniu 28 lutego 1944 roku, podjęto temat ewentualnego udziału strony sowieckiej w mordach na Polakach. Przedstawiciel strony polskiej powiedział: „Nie wiemy, kto tym kieruje, wiemy jednak, kto może mieć interes w osłabieniu polskiego elementu na tych ziemiach. Interes mogą mieć przede wszystkim bolszewicy, lecz dotąd nie stwierdzono ich działań w tym kierunku”.

Także przedstawiciel strony ukraińskiej z OUN powiedział, że „zgadza się z poglądem o interesie, jaki mogą mieć bolszewicy w mordowaniu Polaków”, jednak i oni „nie stwierdzili ich akcji w tym kierunku, poza sporadycznymi wypadkami działania band sowieckich na Wołyniu pod przykrywką UPA”.

Sowieci i Polacy

Rozwój sytuacji na Wołyniu wymusił na stronie sowieckiej jeszcze bardziej przychylne stanowisko w stosunku do Polaków tam zamieszkujących niż to wcześniej zakładano. Okazało się bowiem, że oparciem dla partyzantki jest tylko część ludności ukraińskiej, reszta sprzyjała banderowcom i była oparciem dla coraz liczniejszych formacji UPA.

Jak pisze Oksana Petrusewicz: „W kwietniu 1943 r. specjalna dyrektywa KC WKP(b) i CSRP nakazała dowódcom radzieckich zgrupowań partyzanckich okazywanie Polakom wszelkiej pomocy przy organizacji oddziałów i wyposażaniu ich w broń i amunicję. W ten sposób rozpoczęto formowanie proradzieckiego polskiego ruchu partyzanckiego oraz przekształcanie niewielkich oddziałów, złożonych z Polaków, w samodzielne polskie zgrupowanie „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Rozwój sytuacji sprawił, że Polacy zamieszkujący Wołyń stali się oparciem dla partyzantki sowieckiej, z drugiej zaś strony, partyzantka ta w wielu miejscach była jedyną siłą broniąca polskich wsi przed zagładą ze strony UPA. Co najmniej 7 polskich samoobron, w tym największa z nich w Przebrażu zawdzięcza swoje przetrwanie partyzantom sowieckim (w tym oficerowi NKWD Iwanowi Prokopiukowi – Ukraińcowi z Odessy).

Ten fakt od wielu lat jest ością gardle polskich antykomunistów i wielbicieli sojuszu polsko-ukraińskiego.

Jednak nawet historycy niechętni ZSRR przyznają, że na Wołyniu partyzanci sowieccy stanęli po polskiej stronie i ocalili wiele tysięcy Polaków. Dodajmy, że ponad 60 proc. partyzantów sowieckich to byli Ukraińcy ze wschodu.

Faktu tego nie chciały jednak uznać władze Polskiego Państwa Podziemnego. Po prostu, nie mieściło się im to w głowie. I to właśnie z tych kręgów pochodzą pierwsze spekulacje na temat udziału strony sowieckiej w rozniecaniu polsko-ukraińskiego konfliktu na Kresach. Współpraca samoobron polskich z partyzantką sowiecką odbywała się wbrew oficjalnym dyrektywom Delegatury Rządu RP i dowództwa Armii Krajowej. Od samego początku służby informacyjne Komendy Głównej AK oskarżały partyzantkę sowiecką o inspirowanie i prowokowanie konfliktu polsko-ukraińskiego na Wołyniu.

Fałszywa ocena Warszawy

W „Biuletynie Informacyjnym” (20 maja 1943, nr 20), pisano:

„Rola banderowskiego odłamu OUN w tych tragicznych zajściach nie jest mocno udowodniona. Wiele faktów wskazuje natomiast na to, że właściwymi inspiratorami haniebnego pogromu, w czasie którego wymordowano setki rodzin polskich byli agenci sowieccy. W chwili sporu o Ziemie Wschodnie Moskwa za wszelką cenę dąży do wywołania konfliktu ukraińskiego na tle zadrażnień narodowościowych, aby mieć argument, że ukraińska ludność kresowa nie życzy sobie powrotu państwa polskiego na te ziemie. Ta sama Moskwa jednocześnie dla zatarcia śladów kazała wystąpić swym własnym »dywersantom« przeciwko bandom ukraińskim spod znaku »Tarasa Bulby«. Cele tej podwójnej gry są aż nadto jasne. Oto za jednym zamachem wyniszcza się żywioł polski na kresach i kompromituje wobec świata nacjonalistów ukraińskich”.

Podobne oceny były zawarte w Sprawozdaniu Delegata Rządu na Województwo Wołyńskie Kazimierza Banacha, reprezentującego Stronnictwo Ludowe:

„Bolszewicy mają swoje jaczejki wśród społeczeństwa ukraińskiego i wśród band. Usiłują opanować kierownictwo bandami, a już i obecnie wiele band jest pod ich komendą. Stwarzają pozory, że ludność polską chcą brać w obronę. Wszędzie jednak tam, gdzie ludność zmuszona była z ich opieki korzystać, zmierzają tylko do tego, by z młodzieży polskiej stworzyć komunistyczne oddziały partyzanckie. Jeden z takich oddziałów jest już zorganizowany i przybrał nazwę oddziału im. Tadeusza Kościuszki. W kilku wypadkach stwierdzono, że wśród atakujących ludność polską byli i bolszewicy, którzy przedtem ludności polskiej proponowali pomoc. Wydaje się być prawie pewnym udział inspiracji sowieckiej w akcji mordowania ludności polskiej. Pojawiły się również na Wołyniu liczne oddziały partyzantki sowieckiej. Oddziały te żadnej akcji zaczepnej w stosunku do Niemców nie prowadzą. Wygląda na to, że jest to gromadzenie sił dla akcji w przyszłości. Oddziały te zaopatrywane są z powietrza w broń, amunicję, ludzi, materiały instrukcyjne i propagandowe. Wołyń traktują jako ziemię sowiecką. W tej chwili stanowią one już poważną siłę” Cyt za: M. Siwicki, „Dzieje konfliktów polsko-ukraińskich”, t. II, Warszawa 1992, ss. 136-137).

Ta ocena, odbiegająca od rzeczywistej sytuacji na Wołyniu, owocowała popełnianiem dalszych błędów i zaniechań. Komenda Główna AK zlekceważyła informacje o zagrożeniu ludności polskiej na Wołyniu przez nacjonalistów ukraińskich, które napływały do Warszawy jeszcze w 1942 roku. Pomimo stanowiska Delegata Rządu na Wołyniu Kazimierza Banacha, który domagał się uzbrojenia oddziałów AK i skierowania ich do obrony ludności polskiej na Wołyniu – dowództwo w Warszawie odmówiło. Płk Jan Rzepecki „Prezes” z KG AK argumentował, że „udostępnienie broni na Kresach roznieciłoby ogień walki do niewyobrażalnych rozmiarów, a opinia światowa uzyskałaby argument, że walka o wschodnią granicę była błędem politycznym”.

Stąd, w decydującym momencie, na Wołyniu praktycznie nie było większych oddziałów AK, wszystkie przygotowania koncentrowały się wokół Akcji „Burza”, która miała pokazać nadchodzącej Armii Czerwonej i władzom w Moskwie, że tereny wschodnie są nadal polskie. Tragizm sytuacji polegał na tym, że w przypadku Wołynia jedynym co można było zrobić, to uratować życie dziesiątków tysięcy ludzi.

Chociaż stanowisko Kazimierza Banacha było bardziej realistyczne, to w praktyce też nie był on w stanie niczego zrobić. Łudził się, że należy prowadzić rozmowy z nacjonalistami ukraińskimi, apelować do nich, by w imię jedności państwa (polskie władze podtrzymywały iluzję istnienia RP na tych terenach, traktując Ukraińców, także nacjonalistów, jako obywateli tego państwa) zaprzestali rzezi. Jednocześnie wydał on, w chwili największego natężenia terroru UPA, w dniu 28 lipca 1943 roku, odezwę do „Obywateli Rzeczypospolitej”. Apelował o przeciwstawienie się rzezi i wzywał do tworzenia samoobrony. Jednocześnie zakazywał wstępowania do policji w służbie niemieckiej oraz dodawał: „Współdziałanie z bolszewikami jest takim samym przestępstwem, jak współdziałanie z Niemcami”.

Ta groźba odnosiła się do w dużej mierze do tych Polaków, którzy wstępowali w szeregi partyzantki sowieckiej, ale ogólny wydźwięk tego dokumentu jest przygnębiający. W czasie, kiedy dziesiątki tysięcy Polaków, pozbawianych oparcia struktur podziemnych Państwa Polskiego, walczyło o życie, Delegat Okręgowy Rządu zakazuje współpracy z siłą, która jest dla wielu polskich wsi jedynym sojusznikiem.

Wracając jeszcze do kwestii błędnej oceny dokonanej przez władze cywilne wojskowe Polskiego Państwa Podziemnego, należy dodać, że miały one jedynie mgliste wyobrażenie o tym, co się dzieje. Jak pisze Władysław Filar:

„Uważano, że napływające informacje o rzeziach są przesadzone, nie wierzono, że w XX wieku może powtórzyć się scenariusz z okresu buntów i powstań kozackich chłopskich”.

Powagę sytuacji dostrzegały tylko struktury podziemne działające na Kresach, choć także z pewnym opóźnieniem. Raport Obszaru Lwowskiego AK w sprawie mordów wołyńskich zawiera smutny wniosek, że „ludność polska czuje się opuszczona przez czynniki rządowe”. Stwierdzano też, że polskie czynniki rządowe zrzucają winę za to, co się stało na Wołyniu „na wszystkich, z wyjątkiem oczywistych głównych sprawców: nacjonalistów ukraińskich z OUN na czele” (W. Filar, „Wydarzenia wołyńskie 1943-1944…”, s. 253).

Próba przerzucenia odpowiedzialności za Wołyń na Rosję (ZSRR) miała i ma wymiar czysto polityczny, celem którego jest „zdjęcie” odium z naszego „strategicznego sojusznika”. Mamy więc do czynienia z próbą zastosowania tzw. polityki historycznej do manipulowania prawdą, nie pierwszy raz zresztą. Na razie z marnym rezultatem, choć należy się liczyć z kolejnymi próbami.

Co w tej sprawie jest najbardziej tragiczne? To, że taki proceder uprawia z reguły strona polska, a nie ukraińska. Poza głosem Mirosława Czecha, nikt inny z Ukraińców tego nie podnosi. Dlaczego? Z prostego powodu – gdyby to przyjąć, wówczas UPA na Wołyniu należałoby uznać za „sowiecką agenturę”, pionka na stalinowskiej szachownicy. A to uderzyłoby w mit UPA jako całkowicie niezależnej ukraińskiej organizacji walczącej o „samostijną” Ukrainę.

Tego, jak się zdaje, „przyjaciele” Ukrainy nie biorą pod uwagę. Strona ukraińska ma zupełnie inną „linię obrony”. Na Wołyniu miała miejsca wojna polsko-ukraińska sprowokowana przez Polaków. Ukraińcy tylko się bronili, a poza tym Polacy współpracowali z Sowietami i Niemcami. W wersji bardziej light mówi się, że po prostu „sytuacja wymknęła się spod kontroli” i ukraińskie chłopstwo dokonało zemsty na Polakach, UPA nie miała z tym nic wspólnego.

Biorąc to pod uwagę, wysiłki naszych „przyjaciół Ukrainy” w rodzaju pana Świrskiego i innych są przez Ukraińców źle widziane. Świadczy to tylko o głupocie autorów tego typu przedsięwzięć mających obiektywnie rzecz biorąc antypolski charakter.

===================

Por.: O TYM ŚWIRSKI NIGDY WAM NIE POWIE. KRESY WE KRWI i PŁK. SATANOWSKI.

===============================

Jacek Boki:

Artykuł redaktora Jana Engelgarda jeszcze raz pokazuje skąd wzięli swoje załgane wymysły o rosyjskim sprawstwie ludobójstwa Polaków na Wołyniu, wszystkie te kanalię pokroju Świrskiego, Komorowskiego, Macierewicza i wszystkim im podobnym bydlakom, którzy powtarzają idiotyzmy wytworzone już w tamtym czasie przez zdrajców z tzw. Komendy Głównej AK i przedstawicielach renegatów z tzw. londyńskiego rządu, którzy nie widząc na oczy ówczesnej sytuacji Polaków mieszkających na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej, zamiast udzielić wszelkiej pomocy naszym rodakom, które to możliwości posiadali, wbrew opowiadaniu bajek ich dzisiejszych usprawiedliwia czy, że ich nie mieli, dalej snuli swe kretyńskie rojenia o sojuszu polsko-ukraińskim przeciwko ZSRR, w momencie, gdy setki tysięcy naszych rodaków było bestialsko mordowanych przez ich wyidealizowanych ukraińskich sojuszników.


Tym co zdumiewa jednak po dziś dzień najbardziej jest to, że są nadal ludzie, którzy nie tylko powtarzają te brednie wytworzone przez zdrajców z KG AK i londyńskich kundli brytyjskich i amerykańskich panów, którym wysługiwali się na kolanach wbrew polskim interesom, ale jeszcze nazywają do chwili obecnej tych ostatnich renegatów, jedynym legalnym polskim rządem na uchodźstwie, aż po 1989 rok, czym udowadniają że niczego nie nauczyli się z historii i nie wyciągnęli z niej żadnych wniosków, ale brną dalej w tą głupotę i są albo pozbawionymi resztek rozumu głupcami, albo świadomymi tego co robią zdrajcami, kontynuującymi antypolskie działania sanacyjnych, londyńskich renegatów, pchając nas w jeszcze większą katastrofę, niż było to sprawstwem tamtych kanalii.

A JUDEJCZYKOWIE ZACHODZĄ NAS OD TYŁU

Krzysztof Baliński, 8 maj 2022

Niemal w jednym czasie zaatakowali pałką antysemityzmu i poszły w świat kłamstwa o „polskich obozach”. Najpierw Emmanuel Macron nazwał premiera „prawicowym antysemitą”. Potem dziennikarka CNN zapytała Dudę, „czy polska pomoc dla Ukrainy nie jest próbą naprawienia krzywd polskich obozów koncentracyjnych”. Podobną retoryką grillowały nowojorskie media: Od inwazji Rosji na Ukrainę ekstremiści i antysemici z całego spektrum ideologicznego wykorzystują wojnę, jako pożywkę dla propagowania antysemickich teorii spiskowych. Niektórzy twierdzą, że sama wojna jest aranżowana przez Żydów, dla kontroli finansowej i globalnej sprawczości. Inni, aby usprawiedliwić a nawet gloryfikować rosyjską inwazję, odwołują się do „mafii chazarskiej” lub „inwazji chazarskiej”, czyli nawiązują do tezy, że ​​współczesne wschodnioeuropejskie żydostwo wywodzi się od ludu Chazarów, który rzekomo przeszedł na judaizm w VIII wieku i mieszkał na dzisiejszej Ukrainie, a wkroczenie Putina na Ukrainę pomogło Ukraińcom odeprzeć inwazję „chazarskich Żydów”.

W podobnym tonie alarmuje izraelski minister ds. diaspory: Wyłania się niepokojący obraz sytuacji; nasilają się antysemickie teorie spiskowe, obarczające Żydów odpowiedzialnością za światowe kryzysy; ekstremistyczne, skrajnie prawicowe ruchy, przywołując żydowskie pochodzenie Zełenskiego, wykorzystują konflikt rosyjsko- ukraiński dla szerzenia antysemickiej propagandy o żydowskiej odpowiedzialności za wojnę; biali suprematyści boleją nad tym, że „bratnia wojna” między dwiema białymi nacjami jest napędzana przez żydowski spisek mający na celu anihilację zachodniej cywilizacji i ustanowienia NWO. Wg izraelskiego ministra, jest i teoria spiskowa głosząca, że Putina kontrolują rosyjsko-żydowscy oligarchowie, a ekstremistyczna antysyjonistyczna skrajna lewica, porównuje wojnę na Ukrainie do konfliktu arabsko-izraelskiego.

W dniach, kiedy wszystkie zasoby polskiej dyplomacji nakierowane są na obronę „ukraińskich przyjaciół” przed złowrogim Putinem, w Warszawie pojawił się dziwny gość. 25 kwietnia Andrzej Duda spotkał się w Pałacu Prezydenckim z Davidem Harrisem z Komitetu Żydów Amerykańskich – AJC. Komunikat z rozmów jest bardzo lakoniczny. Ujawnia tylko tyle, że poruszono działania pomocowe podjęte dotychczas przez Polskę na rzecz obywateli Ukrainy, relacje transatlantyckie oraz stosunki polsko-izraelskie (wcześniej, bo w połowie marca David Harris zamieścił na Twitterze filmik z podziękowaniami i pochwałami postawy polskiego państwa i społeczeństwa odnośnie przyjęcia uchodźców uciekających z Ukrainy). Pomijając dyplomatyczne kuriozum – prezydent, było nie było 40 milionowego kraju, omawia z przedstawicielem drugorzędnej organizacji żydowskiej, jak równy z równym, relacje transatlantyckie, komunikat każe nam wierzyć, że Harris pofatygował się zza Oceanu, aby rozmawiać o uchodźcach. Nie jest to wiarygodne z jednego powodu – w kontaktach Harrisa z Polską zawsze dominowała kwestia zwrotu majątków pożydowskich, a Komitet – jak sama się przedstawia – działa na rzecz pomyślności narodu żydowskiego.

O czym zatem Duda rozmawiał z Harrisem albo w jakiej sprawie się układał? W tym miejscu trochę historii. Gdy w 2005 roku Polska, za pieniądze Sorosa,zabrała się za krzewienie demokracji na Białorusi, od tyłu zaczęli nachodzić nas Judejczykowie, naciskając na ówczesnego premiera, aby zadośćuczynił żydowskim roszczeniom finansowym. Kiedy w 2014 roku, wspomagając paramilitarne bojówki nazistowskie, rząd zaangażował się w instalowanie demokracji na Majdanie, też od tyłu zaszli nas Judejczykowie, bo z ich inspiracji brytyjska Izba Lordów podjęła uchwałę żądającą spełnienia przez Polskę żydowskich roszczeń majątkowych.

David Harris cieszy się szczególnymi względami głowy naszego państwa, który nie przepuścił żadnej okazji, aby dziękować Harrisowi za „wspieranie Polski w obronie prawdy historycznej”. Tymczasem przy takim „wspieraniu” Polski, AJC zawsze wtrąca komentarz: „mimo że Polacy to antysemici” lub „Polska, najbardziej antysemicki kraj”. Gdy 12 lipca 2013 roku Sejm podtrzymał zakaz uboju rytualnego, Harris uznał głosowanie za wrogie judaizmowi, a społeczność żydowską za pierwszą ofiarę tej „okrutnej” decyzji. I lamentował: „Widzimy w akcji Sejmu bezpośredni atak na wolność religijną Żydów, na ich prawo do koszernego mięsa”. Gdy prof. Norman Finkelstein w książce „Przemysł Holokaustu” zdemaskował praktyki organizacji żydowskich wobec Polski, Harris gromił autora: „To trucizna, nienawidzący żydostwa Żyd, to najgorsze plugastwo”. Gdy w lutym 1997 r. otwarto drogę do zwrot wartego miliardy mienia gmin żydowskich, namolnie nalegał na przyspieszenie restytucji mienia bezspadkowego.

Przy czym modus operandi był zawsze taki sam – alarmujące raporty o wzroście antysemityzmu w Polsce. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” biadolił: Odczułem to na własnej skórze, bo Radio Maryja oskarżyło AJC i mnie osobiście o wykorzystywanie ofiar holokaustu do wyciągania z Polski pieniędzy. Tymczasem Polska nie ma większego przyjaciela niż AJC. Wystarczy prześledzić jak bardzo popieraliśmy przystąpienie Polski do NATO i zniesienie obowiązku wizowego wobec Polaków”. Wizy pomińmy milczenie – ich zniesienie załatwił jednym szybkim pociągnięciem Donald Trump. Co do poparcia dla członkostwa w NATO, przypomnijmy zapiski Jana Nowaka-Jeziorańskiego: „Ku mojemu zdumieniu znalazłem wśród Żydów kilku sojuszników. Przede wszystkim Daniela Frieda, który o sobie mówił ‘jestem żydkiem z Galicji’. Poparła nas też organizacja żydowska – AJC. David Harris uważał, że przyjęcie Polski do NATO leży w interesie społeczności żydowskiej. Oczywiście, mieliśmy też wśród Żydów zaciekłych wrogów”. Nowak-Jeziorański nie przytoczył jednak, wypowiedzi Harrisa w Senacie: „Integracja Polski z NATO zabezpieczy zagrożone prawa Żydów i innych mniejszości”.

Oburzaliśmy się, gdy ryży rzecznikpolskiego MSZ obwieścił: Jesteśmy sługami narodu ukraińskiego. Dziwiliśmy się, że nie wyciągnięto wobec niego konsekwencji, że nie było dymisji. Ale to nie on po raz pierwszy zdradził, czyimi są sługami. No bo czym były słowa Lecha Kaczyńskiego wygłoszone w Izraelu: Chciałbym państwa zapewnić, że chociaż rządy się zmieniają jak w każdym demokratycznym państwie, to polityka wobec Izraela się nie zmieni. A czym były, wykrzyczane przez Jarosława Kaczyńskiego podczas debaty w Sejmie o udziale polskich żołnierzy w inwazji na Irak, słowa „To jest nasza wojna!”?

Nawiasem mówiąc, czy rzecznik mówiąc o sługach narodu ukraińskiego nie miał na myśli sług ukraińskich oligarchów? I czy jego słowa nie powinny służyć za motto polskiej polityki wschodniej?

W Stanach Zjednoczonych funkcjonuje trockistowska formacja, przewrotnie (albo dla niepoznaki) zwana neokonserwatywną, która (szczególnie przy Bushu i Clintonie) nadawała niepodzielnie ton w amerykańskiej polityce i stała za inwazją na Irak i Afganistan. To grupa skrajnie pro-izraelskich polityków wywodzących się ze Wschodniej Europy, z polskich Kresów, z terenów dzisiejszej Ukrainy, najczęściej synów lub wnuków liderów Komunistycznej Partii USA. Przy tym, co ciekawe, wszyscy odziedziczyli po trockistowskich przodkach parcie na rozpalanie światowych rewolucji oraz ambicje „robienia porządków” w krajach swego pochodzenia, w Polsce, Rosji i na Ukrainie. Dodajmy, że do dziś są dobrze okopani w ośrodku administracji najbardziej Polsce wrogim, Departamencie Stanu, dominują we wpływowych think tankach, zadomowili się w CIA. Duplikatem neokonserwatystów w Polsce są politycy PiS, których marzeniem od zawsze są USA na ścieżce wojennej z Rosją.

To z tego powodu Trump był dla nich koszmarem, bo oznaczał (szczególnie dla Antoniego Macierewicza) utratę gruntu pod nogami, gdyż spadku po neokonserwatystach Trump nie przejął, i trudno było wojować z Putinem w „strategicznym partnerstwie” z lilipucią Litwą i zbankrutowaną Ukrainą. Także z tego powodu słowa Trumpa: „Najpierw zadbamy o nasz kraj, zanim będziemy się przejmować wszystkimi innymi”, przeraziły nie tylko elity waszyngtońskie, ale i te nad Wisłą.

Podczas jednej z wizyt w Warszawie David Harris powiedział: „Jarosław Kaczyński mówił z wielką sympatią o trudnej sytuacji Izraela na Bliskim Wschodzie. Podkreślił rolę, jaką Polska chce odegrać w UE w obronie stanowiska Izraela. My z kolei podziwiamy Polskę i jesteśmy jej wdzięczni za udział w operacji wojskowej w Iraku i Afganistanie. To są bardzo trudne misje. Modlimy się za bezpieczeństwo i powodzenie polskich żołnierzy”. Wywołana przez neokonserwatystów inwazja na Irak i Afganistan była w interesie Izraela i amerykańskich Żydów, stąd pytanie: Czy warszawska wyprawa Harrisa nie ma związku z Zełenskim i jego oligarchami, i czy wojenka na Ukrainie nie jest w interesie tych samych „żydków z Galicji”?

Sprawę można drążyć innym pytaniem: Czy „ukrainizacja” polskiej polityki zagranicznej nie jest dziełem środowisk lobbujących na rzecz ukraińskich oligarchów? Czy w całej miłości PiS do Ukrainy nie chodzi o Zełenskiego i sponsorujących go oligarchów (których łączy jedno – przed świętem chanuki gremialnie udają się prywatnymi odrzutowcami do Izraela, którzy stworzyli system mafii rabującej i rozkradającej Ukrainę i doprowadzili do obecnej sytuacji)? Na Ukrainie interesy robili wszyscy – Rosja, USA, Niemcy, Izrael i międzynarodowi handlarze bronią. Fortunę zbiła nawet taka biznesowa miernota jak Sławomir Nowak.

Wszyscy, tylko nie Polska. Polska pomagała… dając kredyty żydowskim oligarchom. Dziś też pomaga – aby ratować oligarchów z opresji, oddaje do ich dyspozycji wszystkie swe zasoby dyplomatyczne, ekonomiczne, wojskowe, dzieli się z nimi polskim PKB, gotowa jest powołać UkraPolin. Czy przyczyną miłości do Ukrainy nie jest także to, że w szeregach PiS działa, oprócz lobby żydowskie, równie silne lobby ukraińskie? No i to, że Polską i Ukrainą od dekad rządzi żydokomuna? Chociaż przyznać trzeba, że Zełenski lepiej udaje Ukraińca, niż Morawiecki Polaka. No i że Morawiecki jest bardziej pro-ukraiński niż Zełenski.

Wśród polskich polityków nie ma Panów. Są kmioty zalęknione o parobczańskiej mentalności. W dawnych czasach ukraiński parobek lub żydowski pachciarz stawali przed oblicze szlachcica w zgiętej postawie, miętosząc w ręku czapkę. Dziś polityk polski (lub raczej z Polski) wita żydowskiego przybysza w postawie na baczność, a ukraińskiemu, zgięty w pas, podaje na powitanie przednią łapę. Weźmy takiego Dudę – na co dzień wygłasza buńczuczne mowy wojenne, miota groźbami pod adresem Putina, gdy jednak spotyka się z drugorzędnym Żydem z trzeciorzędnej żydowskiej organizacji, następuje w nim jakaś dziwna przemiana, staje się cichutki, szepcze głosem przymilnym, główkę na bok przechyla, w oczy służalczo patrzy, żeby – choćby niechcący – rozmówcę nie urazić.

Wypowiedzi ukraińskiego prezydenta robią wrażenie niesmacznych żartów. Za taką można uznać odzywkę „między Polakami a Ukraińcami nigdy nie było poważniejszych sporów”. Ale wypowiedź o „Ukraińcach ratujących Żydów podczas II wojny światowej” to nie tylko dowcip komika. Chodzi o wysłanie w świat przesłania, że to nie Ukraińcy, ale Polacy tworzyli formacje pomocnicze w niemieckich obozach zagłady w Bełżcu, Sobiborze, Treblince, i że to Polacy, a nie UPA, przed rzezią na Wołyniu przećwiczyli masowe mordowanie Żydów. Jeszcze inna ponura groteska: sponsorujący Zełenskiego żydowski oligarcha, sponsoruje neonazistowskie bojówki. No i groteską jest, że partia Zełenskiego „Sługa Narodu” wzięła nazwę z telewizyjnego programu satyrycznego.

Niezauważenie odwiedził Polskę Sundar Pichai, prezes Alphabet, właściciela Google, YouTube i wielu innych serwisów, by spotkać się z  Morawieckim oraz wygłosić złowieszcze słowa: Polski rząd i Google chcą wspólnymi siłami stworzyć potężny system walki z fałszywymi wiadomościami i dezinformacją. Nie jest tajemnicą, że Kreml czyni co tylko może, by skłócić Polaków z Ukraińcami, doprowadzić do niepokojów społecznych. Z YouTube zniknęło ponad 12 tysięcy kanałów i 30 tysięcy filmów, które naruszały nasze zasady, szerzyły dezinformację, mowę nienawiści i publikowały niedozwolone treści. Google ma zamiar skupić się na Polsce, ponieważ to właśnie tutaj istnieje potrzeba wsparcia zarówno społeczeństwa polskiego, jaki ukraińskiego, w walce z wielkim zagrożeniem dla wolności słowa i praw człowieka oraz w obronie prawdy historycznej.

Joe Biden, w wygłoszonej na dziedzińcu Zamku Królewskiego mowie, eksponował żydowskie pochodzenie Zełenskiego, jako dowód na to, że Ukraina nie wymaga „denazyfikacji”. Denazyfikacja Ukrainy nie będzie. Będzie za to denazyfikacja Polski, którą zainteresowani są, oprócz Bidena, wszyscy: Kaczyński, Tusk, Timmermans, Macron, Scholz, nie mówiąc o Harrisie, YouTube i CNN. Jej zapowiedzią był wpis ryżego ministra „Hej @Twitter – chyba już czas pożegnać @MarcinRola89 i resztę V kolumny”. Przy czym „naziści” w Polsce to nie tylko antysemici i anty-szczepionkowcy, ale także ci, którzy mówią o nazistach z SS Galizien i mordach UPA na Wołyniu.

Dziś nie oskarża się o antysemityzm, ale o putinizm, a „ruska onuca” to synonim „antysemity”. W procesie denazyfikacji uczestniczą z wielkim entuzjazmem wszyscy Polacy. Kneblowanie ust cieszy się powszechną aprobatą, przechodzi w samosądy, lincze medialne, duszenie własnymi rękami nazistów, i uznawane jest za „patriotyczne”. Pamiętajmy też, że mamy więźniów politycznych, kamratów Tadeusza Olszańskiego i Marcina Osadowskiego oraz że mamy medianarodowe.tv nawołujące do dalszych aresztowań. No i mamy Roberta Bąkiewicza, który jeszcze kilka lat temu krzyczał „Stop 447”, a dziś milczy, troszcząc się jedynie o los przesiedleńców Zełenskiego i polując na polskich nazistów.

28 kwietnia „Gazeta Wyborcza” zamieszcza tekst: 75 lat od akcji „Wisła”. Co stało się z majątkiem przesiedlonych Ukraińców? Środowiska ukraińskie w Polsce konsekwentnie i z uporem drążą na forum Sejmu temat prześladowań Ukraińców podczas Akcji „Wisła”. Raz po raz żądając uchwał potępiających akcję. W jakim celu, skoro zrobił to już Senat, a wyrazy ubolewania wyrazili w przeszłości Kwaśniewski i Kaczyński?

Otóż kilka lat temu Światowy Kongres Ukraińców wystąpił z żądaniem wypłacenia odszkodowań za akcję. Przy czym żądania restytucji mienia ukraińskiego różnią się od żądań Światowego Kongresu Żydów jedynie skalą nagłośnienia i kwotą roszczeń. I czy publikację żydowskiej gazety dla Polaków nie należy uznać za perfidną grę, która otwiera nową furtkę dla roszczeń wobec państwa polskiego?

Niepokoi, a nawet trwoży wyjątkowa jednomyślność polskiej klasy politycznej. Jednomyślność, która dotychczas występowała jedynie w podejściu do Żydów (i do antysemitów). Drobne animozje wynikają jedynie z licytowania się, kto jest bardziej pro-ukraiński i kto da Ukraińcom więcej (no i kto jest bardziej anty-ruski i kto bardziej przyłoży Putinowi). To klasyczny przykład funkcjonowania nieformalnego układu PO-PiS, kiedy spór nie toczy się o polski interes narodowy, ale o to, kto lepiej ma rządzić Polakami w interesie i w imieniu kosmopolitycznego układu.

Ale szykuje się nam jeszcze większa tragedia – Tusk na czele rządu, Sznepf w MSZ, rząd jedności narodowej z Kosiniak-Kamyszem i jego pomysłem na unię polsko-ukraińską oraz z Markiem Sawickim i jego pomysłem, że państwo wyremontuje i wykupi 200 tysięcy opuszczonych chłopskich chałup i przekaże je ukraińskim przesiedleńcom.

A kto obejmie Belweder? Na Ukrainie nie pieścili się z tubylcami i prezydentem zrobili żydowskiego komika.

I tak wiemy już, jak świat będzie tłumaczył brak pomocy dla Polski, kiedy stanie się ofiarą ataku. Wiemy też, pod jakim pretekstem zostanie zaatakowana, że będzie to bój o „wyzwolenie Polski spod okupacji zoologicznych antysemitów”. Wiemy też, że nikt nie przyjdzie nam z pomocą. Latami mozolnie pracowała na to medialna piąta kolumna, która w kwestiach dla Polski żywotnych zachowuje się tak, jak Komunistyczna Partia Polski przed wojną, przyłączając się do każdego ataku wymierzonego w polską państwowość. Z tym, że władze II Rzeczypospolitej piątą kolumnę zdelegalizowały, a Kaczyński się z nią układa i dogaduje!

Psychiatria leży, a po lockdownach wielu potrzebuje pomocy. „Dzieci na oddział już nie przyjmujemy…”

https://nczas.com/2022/05/07/panstwowa-psychiatria-lezy-a-po-lockdownach-wielu-potrzebuje-pomocy-dzieci-na-oddzial-juz-nie-przyjmujemy/
Dr Mariusz Kaszubowski, dyrektor Woj. Szpitala Psychiatrycznego im. prof. T. Bilikiewicza w Gdańsku, w wywiadzie dla „Dziennika Bałtyckiego” mówi o tragicznej kondycji polskiej psychiatrii państwowej. Tymczasem teraz, po lockdownach, wiele osób potrzebuje pomocy.

– W tym momencie nie jesteśmy już w stanie przyjmować dzieci. Mamy 46 miejsc na oddziale, zaś obecnie przebywa na nim około 60 pacjentów, część z nich na tzw. dostawkach – mówi dr Mariusz Kaszubowski, dyrektor Woj. Szpitala Psychiatrycznego im. prof. T. Bilikiewicza w Gdańsku.

To nie jest obraz psychiatrii wyłącznie na Pomorzu, ale ogólny obraz państwowej psychiatrii w Polsce.

Tymczasem po lockdownach, które wprowadził rząd w Warszawie, ograniczając ludziom możliwość zarabiania na życie i spotykania się z innymi ludźmi, wiele osób potrzebuje pomocy specjalistów.

– Obserwujemy duży napływ pacjentów, których stan wymaga hospitalizacji. Tymczasem mamy ograniczone możliwości, jeśli chodzi o ich przyjmowanie. Przyczyną rosnącej fali osób potrzebujących pomocy psychiatrycznej jest postęp cywilizacyjny, pandemia koronawirusa czy również wojna na Ukrainie i jej ekonomiczne konsekwencje tłumaczy dr Kaszubowski.

Najmocniej w tej sytuacji ucierpieli najmłodsi – tymczasem to właśnie dziecięca psychiatra państwowa jest w najgorszym stanie.

To są dzieci w głębokim kryzysie – najczęściej po próbach samobójczych albo z myślami samobójczymi. Od dawna obserwujemy wzrost liczby dzieci z problemami psychiatrycznymi, ale pandemia jeszcze bardziej te problemy zaostrzyła tłumaczy dr Kaszubowski.

Znów okazuje się, że państwo stworzyło problem, ale nie potrafi go rozwiązać. Jest to tym bardziej przytłaczające, że cierpią na tym najbardziej niewinni, czyli dzieci.

15.05.22 w Polsce Pokutne Procesje Różańcowe

15.05.22 w Polsce Pokutne Procesje Różańcowe

03/05/2022 przez antyk2013

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Zwracamy się do wszystkich Polaków z apelem o włączenie się do inicjatywy organizowania 15 maja w Polsce Procesji Różańcowych razem z Św. Andrzejem Bobolą. Pomóżcie, by jak najwięcej osób się dowiedziało i włączyło się w organizowanie.

Jesteśmy w obliczu realnego zagrożenia wojną. Dlatego uciekajmy się do szukania pomocy przez wstawiennictwo Matki Bożej Łaskawej, która jest Patronką Warszawy i Strażniczką Polski oraz do Św. Andrzeja Boboli.  

Przesyłam link do plakatów: 

https://www.dropbox.com/sh/0go4fmo0wgezsl2/AAD0GgTh8T9_TzGMJLO8KzC8a?dl=0

Prośba o przekazanie dalej. Dołączyłam również link – prośba do proboszczów. 

Serdecznie pozdrawiam.

Urszula S. Nieustający Różaniec

Z Panem Bogiem.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Drodzy Polacy!
15 stycznia br. w Warszawie miało miejsce spotkanie wielu grup i wspólnot, zwłaszcza różańcowych. Celem było uzgodnienie podejmowanych inicjatyw w roku 2022, które jako świeccy wierni Kościoła Katolickiego pragniemy, by zaowocowały zrywem w Polskim Narodzie do modlitwy, pokuty i odnowy moralnej, by przebłagać Pana Boga za nasze grzechy, by uratować Polskę przed zasłużonym karaniem i przed grożącą nam wojną.

Jedną z inicjatyw jest zorganizowanie w Polsce w dniu 15 maja pokutnych procesji różańcowych. Dzień 15 maja (niedziela) jest łącznikiem dla dwóch szczególnych dni. Bowiem 14 maja przypada Święto Matki Bożej Łaskawej, Patronki Warszawy i Strażniczki Polski. Natomiast 16 maja obchodzimy Święto św. Andrzeja Boboli.

Zwracamy się z gorącą prośbą o włączenie się do naszej inicjatywy i zorganizowanie procesji różańcowej w swojej miejscowości, parafii, aby tego dnia z Polskiej Ziemi popłynęła do Pana Boga wielka modlitwa i błaganie o Miłosierdzie nad nami. Wspólnie ratujmy od niewiary polską młodzież, polskie rodziny – by ustała plaga rozwodów i pijaństwa, by udoskonalone było prawo chroniące życie od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci, by chronić świętość Kapłanów i Pasterzy. Wszyscy bądźmy świętymi!

Niech Polska będzie coraz piękniejsza przez moralną odnowę naszego narodu. Prosimy, by była odmówiona tego dnia w parafii Litania do Św. Andrzeja Boboli oraz Akt Zawierzenia Polski Bożemu Miłosierdziu ułożonego przez Bł. Ks. Michała Sopoćkę.

Litanię oraz Akt Zawierzenia można znaleźć na stronach:
www.rozaniec24.pl, www.rozanieczazyciem.pl

Wierni w parafii, którzy z racji różnych trudności zdrowotnych nie będą mogli uczestniczyć w procesji różańcowej, prośmy księdza proboszcza o umożliwienie modlitwy w kościele przed Najświętszym Sakramentem. Chorych prosimy o łączność i modlitwę w domach, łącząc z ofiarowaniem swojego cierpienia. Św. Andrzej Bobola wielokrotnie przez wiele lat ukazywał się obecnemu Proboszczowi w Strachocinie, przypominając w ten sposób o sobie oraz wskazując, że w tych trudnych dla naszej Ojczyzny czasach, mamy szczególnie do niego zwracać się o pomoc.

Matka Boża Łaskawa, która ma w rękach siedem połamanych strzał Gniewu Bożego, od XVII wieku kilkukrotnie ratowała Warszawę, a także Kraków i Wilno, przed epidemiami. W 1920 r., to w tym wizerunku Matka Boża dwukrotnie ukazała się Rosjanom podczas Bitwy Warszawskiej. Zjawienie się Matki Bożej wywołało taką panikę i popłoch wśród bolszewików, że krzycząc z przerażenia «uchadi, Matier Bożija zasłaniajet Poljakow», uciekali z miejsca walki porzucając broń. Dzisiaj chcemy ponownie za pośrednictwem Matki Bożej Łaskawej błagać o ratunek dla Polski i Polaków przed epidemiami i wojną realnie grożącą nam od wschodu, dlatego podejmujemy Pokutne Procesje Różańcowe w całej Polsce.

Zwracamy się z serdeczną prośbą do każdego organizatora procesji różańcowej (nawet w małych grupkach) o zgłoszenie do p. Marii, tel. 791577901, mail: fundacjanazaret@o2.pl.

Z serdecznym pozdrowieniem, z darem modlitwy i z prośbą o modlitwę
Urszula Strynowicz Wspólnoty Nieustającego Różańca

Artur Wolski Męski Różaniec

Maria Bienkiewicz Fundacja Nowy Nazaret

Wojna a interesy

Stanisław Michalkiewicz 6 maja 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5174

Wprawdzie na Ukrainie wojnę z Rosją prowadzi cały Sojusz Atlantycki, a także kilkanaście innych państw, którym amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin podczas niedawnej konferencji w amerykańskiej bazie lotniczej w Ramstein w Niemczech, powyznaczał zadania, jakie mają w związku z tą wojną wypełniać, ale to nie znaczy, że wszystkie te państwa, nakłonione przez Amerykanów do wojowania, mają te same interesy. Przeciwnie – bywają one odmienne od interesów, które Stany Zjednoczone chciałyby przy okazji tej wojny zrealizować.

Jak już wcześniej pisałem, podejrzewam, że wojna na Ukrainie została wykorzystana przez USA do kilku celów. Po pierwsze – pod pretekstem tej wojny Stany Zjednoczone mocno schwyciły za twarz całą Europę, która wcześniej coraz częściej próbowała podważać amerykańskie przywództwo, a propaganda nazywa to „jednością”. Niemcy wprawdzie unikały jakiejś ostentacji, bo jakże tu okazywać ostentację, kiedy od II wojny na niemieckim terytorium stacjonuje amerykańskie wojsko, jak nie pod tym, to pod innym pretekstem – ale od czasu do czasu wypuszczały balon próbny w postaci akcentowania potrzeby utworzenia niezależnych od NATO europejskich sił zbrojnych. Za tym pomysłem kryje się intencja wyprowadzenia Bundeswehry spod amerykańskiej kurateli. Chodzi o to, że kiedy w roku 1954 USA zgodziły się na remilitaryzację Niemiec, to znaczy – na pozwolenie im na posiadanie armii, to jeszcze nie było pewne, czy Hitler nie zmartwychwstanie. Na wszelki tedy wypadek, kiedy w roku 1955 Bundeswehra została utworzona, USA wmontowały ją w całości w struktury NATO, za pośrednictwem których mogą ją nadzorować. Utworzenie europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO oznaczałoby wyprowadzenie Bundeswehry spod tego nadzoru, a więc usunięcia kolejnego skutku wojny przegranej przez Hitlera.

Francja, na terytorium której wojska amerykańskiego nie ma i która posiada własną broń jądrową, od dawna niechętnie patrzy na amerykańską dominację w Europie, co znajduje wyraz nie tylko w wyznawaniu, wspólnie z Niemcami, doktryny „europeizacji Europy”, czyli wypychania USA z polityki europejskiej, a zwłaszcza – z funkcji kierownika tej polityki, ale również w wyprowadzaniu Francji z wojskowych struktur NATO, co miało miejsce za czasów generała de Gaulle’a, no i oczywiście – w postaci popierania pomysłu utworzenia europejskich sił zbrojnych. W niepojętym przypływie szczerości prezydent Macron ujawnił, do czego te siły zbrojne miałyby służyć; między innymi do obrony Europy przed… Stanami Zjednoczonymi, co wywołało wielkie zgorszenie prezydenta Trumpa. Maryna Le Pen otwarcie mówi o potrzebie ponownego wyprowadzenia Francji z wojskowych struktur NATO i przywrócenia strategicznego partnerstwa NATO z Rosją, jak było ustanowione na szczycie NATO w Lizbonie, 20 listopada 2010 roku. Głoszenie takich poglądów akurat teraz, gdy pod pretekstem wojny na Ukrainie USA mocno chwyciły Europę za twarz, żeby przy okazji wymusić na niej „dywersyfikację”, to znaczy – kupowanie gazu od Stanów Zjednoczonych, nie może przynieść prezydentury, chociaż po wynikach II tury widać, że całkiem spora część Francuzów myśli podobnie.

Drugim celem USA – jak to ujawnił sekretarz obrony Lloyd Austin podczas pielgrzymki do Kijowa – jest obezwładnienie Rosji”. Dlaczego Stanom Zjednoczonym tak na tym zależy, że aż gotowe są prowadzić z nią wojnę aż do ostatniego Ukraińca, a być może również – do ostatniego Polaka?

Dlatego, by nie musiały się obawiać, czy w momencie, gdy USA przystąpią do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej – bo przystąpić muszą – Rosja dochowa obietnicy neutralności – czego chciał się od Putina dowiedzieć prezydent Biden, podczas rozmów z nim w czerwcu i lipcu ub. roku. Coś musiał Putinowi przy tej okazji powiedzieć, bo nie tylko zaczął on bardzo wysoko licytować, wychodząc poza ustalenia porozumień paryskich z 1997 roku, dotyczących „środków budowy zaufania” przed planowanym rozszerzeniem NATO na Europę Środkową, a w stosunkach między Rosją i Ukrainą zaczęło gwałtownie narastać napięcie, które zakończyło się inwazją i wojną. Czy prezydent Biden w jakiś sposób zachęcił prezydenta Putina do „wzięcia sobie ”Ukrainy, czy też Putin błędnie odczytał jego intencje – to już w tej chwili nieważne, bo Lloyd Austin w krótkich żołnierskich słowach wyjaśnił, o co naprawdę chodzi. Stąd amerykańskie futrowanie Ukrainy na wszelkie sposoby, by była zdolna do prowadzenia wojny (ostatnio prez. Biden wystąpił do Kongresu o kolejne 30 mld dolarów), no i naciski na państwa uzależnione od USA, by w kosztach tej wojny też partycypowały, dostarczając Ukrainie coraz więcej broni i amunicji. Tymczasem wygląda na to, że Ukraińcy już zaczynają rozumieć, że dostali się miedzy ostrza potężnych szermierzy i jeden przez drugiego uciekają za granicę. Tylko do Polski uciekło ich ponad 3 mln, a według ONZ, w najbliższych miesiącach należy spodziewać się dalszych 8 mln uchodźców.

Tymczasem Niemcy też próbują wykorzystać wojnę na Ukrainie, by, nie drażniąc Amerykanów „europejskimi siłami zbrojnymi”, rozbudować swój własny potencjał militarny. Jak wiadomo, zamierzają wydać na ten cel 100 mld euro, a przecież nie jest to ostatnie słowo. Oznacza to milowy krok w kierunku totalnej militaryzacji Niemiec, co prędzej czy później będzie miało konsekwencje dla całej Europy, zwłaszcza w momencie, gdy USA przystąpią do ostatecznego rozwiązania kwestii chińskiej. Niemcy bowiem dostrzegają swój interes nie tylko w zachowaniu takiego marginesu samodzielności, by utrzymywać kontakt z „fabryką świata”, w jaką w ciągu ostatnich 30 lat przekształciły się Chiny, ale również – by stworzyć odpowiednie, również militarne, przesłanki sprzyjające budowie „IV Rzeszy”, która została wpisana do umowy koalicyjnej trzech partii tworzących aktualny rząd niemiecki.

W tym celu Niemcy od 2016 roku prowadzą przeciwko Polsce i Węgrom „wojnę hybrydową”, w której podstawowym narzędziem jest szantaż finansowy w wykonaniu zdominowanych przez Niemcy instytucji Unii Europejskiej. Ostatnio Niemcy rozszerzyły na Węgry zastosowany wcześniej wobec Polski „mechanizm warunkujący”, który umożliwia blokowanie funduszy dla tych krajów pod dowolnie wybranym pretekstem: „demokracji”, „praworządności”, czy – jak to było w bajce Ezopa – mącenia wody w rzece. Chodzi o to, by te państwa maksymalnie osłabić i wybić im z głowy wszelkie mrzonki o Trójmorzu, które, ze Stanami Zjednoczonymi jako jego protektorem, rozwiałoby niemieckie marzenia o hegemonii w Europie. Niestety rząd „dobrej zmiany”, który wie, że jego istnienie wisi na cienkiej nitce amerykańskiego poparcia, które może być w każdej chwili przerzucone choćby na pana Hołownię, czy jakiegoś innego jasnego idola, zachowuje się jak wzorowy ormowiec Naszego Najważniejszego Sojusznika, któremu nie ośmielił się nawet zaproponować, by USA, w ramach wzmacniania wschodniej flanki NATO, sfinansowały uzbrojenie dodatkowych 200 tys. żołnierzy, o których ma być powiększona nasza niezwyciężona armia, ani nawet nie poprosiły Amerykanów, by nacisnęli na Niemcy, by zakończyły tę hybrydową wojnę i odblokowały pieniądze.

Skoro tak, to nic dziwnego, że Putin właśnie zakręcił Polsce kurek z gazem, co rządowa propaganda odbiera jako wielki sukces, że Polska jako pierwsza „uniezależniła się” od rosyjskiego gazu, chociaż tak naprawdę to nadal będzie go kupowała, tyle, że za pośrednictwem Niemiec.

Feministki już gryzą ludzi. A ciągle – są bezkarne, „po opieką”.

Szanowny Panie,

1 maja zorganizowaliśmy dużą akcję informacyjną o aborcji na Placu Zamkowym w Warszawie, którą próbowała zakłócić agresywna feministka. W pewnym momencie kobieta rzuciła się na jednego z naszych działaczy i… ugryzła go!

Obecni na miejscu liczni funkcjonariusze policji obchodzili się z prowokatorką bardzo wyrozumiale, dając swym zachowaniem do zrozumienia, że jest przyzwolenie „z góry” na tego typu działania. Takiej akceptacji nie ma natomiast dla pokazywania prawdy o aborcji – dwaj nasi wolontariusze zostali właśnie skazani przez sąd na ponad 3 500 zł kary za ostrzeganie Polaków przed tym procederem! Opowiem Panu szczegóły.

Dzięki ulicznym akcjom informacyjnym nasza Fundacja dociera do tysięcy Polaków, których udaje się uświadomić czym jest i jak wygląda aborcja. Spotyka się to z agresywnymi reakcjami zwolenników dzieciobójstwa. Naszą akcję na Placu Zamkowym próbowała zakłócić znana warszawskiej policji aktywistka aborcyjna posługująca się pseudonimem „babcia Kasia”. Zagłuszała nasz przekaz płynący z megafonów i eksponowała proaborcyjny transparent. Gdy to nie pomogło, rzuciła się na jednego z naszych wolontariuszy, zaczęła go uderzać i ugryzła go w rękę. Wszystkiemu przyglądały się setki osób – obecnych na miejscu i oglądających transmisję na żywo w sieci.

„Babcia Kasia” była już wcześniej zatrzymywana m.in. za naruszanie nietykalności cielesnej i znieważanie policjantów oraz zakłócanie legalnych zgromadzeń. Pomimo tego, funkcjonariusze obchodzili się z nią niezwykle delikatnie, nawet pomimo tego, że w wulgarnych słowach im ubliżała. Jest to czytelny sygnał dla wszystkich aborcyjnych chuliganów i zadymiarzy, że mogą liczyć na wyrozumiałość i łagodne traktowanie.

A wie Pan czego niemal w tym samym czasie doświadczyli nasi działacze?

Adam Brawata oraz Bawer Aondo-Akaa usłyszeli prawomocne wyroki sądu za mówienie prawdy o aborcji. Muszą zapłacić ponad 3 600 zł grzywny i kosztów sądowych za to, że koordynowali akcje billboardowe w ramach których wywieszamy wielkoformatowe plakaty ostrzegające Polaków przed skutkami aborcji. Zdaniem sądu we Wrocławiu, jest to działanie „nieprzyzwoite”. To jednak nie koniec prześladowań.

Równolegle przeciwko Adamowi zapadł w tym samym sądzie inny prawomocny wyrok skazujący za publiczne nazwanie aborcji zabijaniem dzieci – 9 000 zł kary i kosztów. W sumie Adam w przeciągu tylko jednego miesiąca musiał zapłacić ponad 12 000 zł kary za to, że ratuje niewinne dzieci przed aborcją i zmienia świadomość Polaków na temat tego procederu.

Podczas gdy służby prześladują wolontariuszy naszej Fundacji, przestępstwa i wybryki aborcjonistów są tolerowane. Mamy na to kolejny przykład.

W jeszcze innym procesie, sędzia wrocławskiego sądu Magdalena Jurkowicz skazała jednego z naszych wolontariuszy za organizację ulicznej akcji informacyjnej na temat aborcji. Również jej zdaniem pokazywanie prawdy o aborcji w przestrzeni publicznej było „nieprzyzwoite”. Niemal równolegle, ta sama sędzia uniewinniła feministkę, która… obnażyła się w centrum Wrocławia!

Sprawa dotyczy akcji na wrocławskim Placu Solnym, gdzie nasi wolontariusze za pomocą rzutnika wyświetlali film informacyjny na temat aborcji. Nasze działania zaczęła zakłócać feministka, której nie podobało się to, że ostrzegamy Polaków przed aborcją. W pewnym momencie kobieta obnażyła się przed naszymi działaczami pokazując gołe piersi i pytając, czy wywołuje to u nich zgorszenie?

Sprawa została zgłoszona do sądu, który uniewinnił feministkę nie dopatrując się niczego nieprzyzwoitego w jej zachowaniu. Za to nasi wolontariusze zostali już kilka razy skazani za „nieprzyzwoite” działania przeciwko aborcji. Co więcej, w trakcie procesu sędzia dała wiarę feministce, która podczas rozprawy zaprzeczała obnażeniu się, a zeznania naszych wolontariuszy potraktowała jako niewiarygodne.

To wszystko ma pewien szerszy kontekst, który jest bardzo ważny. Nie chodzi tylko o konkretne sprawy sądowe, gdyż nadal większość z nich wygrywamy (a mamy ich obecnie około 100 jednocześnie). Chodzi o to, że politycy rządzący oraz podlegli im funkcjonariusze i urzędnicy nie są zainteresowani przestępstwami, wykroczeniami i aktami terroru dokonywanymi przez polskich aborcjonistów. Jeżeli już kogoś zatrzymują lub skazują (co dzieje się rzadko), to sprawcy otrzymują często śmiesznie niskie wyroki lub są uniewinniani. Dzięki temu zwolennicy dzieciobójstwa swobodnie rozwijają swoją działalność i eskalują przemoc.

W ubiegłym roku działające w Polsce zorganizowane grupy przestępcze pomogły dokonać ponad 30 000 aborcji za pomocą nielegalnych pigułek poronnych. Organizacje te funkcjonują już od kilku lat i nieustannie reklamują się w mediach. Ich członkowie byli nawet zapraszani na posiedzenie Sejmu! Jak dotąd nikt nie odpowiedział prawnie za masowe ludobójstwo, które dokonuje się na polskich dzieciach. W ubiegłych latach doszczętnie spalono dwie nasze furgonetki, a kilka innych pojazdów podpalono i zdewastowano. Sprawców nie udało się znaleźć pomimo tego, że podpalenia transmitowane były na żywo w internecie (!) Liczni zwolennicy aborcji publicznie grożą śmiercią naszym wolontariuszom, wzywając do mordowanie naszych działaczy i niszczenia naszego mienia. Żaden z nich nie stanął za to przed sądem.

Wie Pan czym jeszcze skutkuje w praktyce ta bezczynność wobec aborcyjnych przestępców?

Niedawno informowaliśmy o tym, że do naszej Fundacji napisała pani Monika z Częstochowy, która opisała dramatyczna historię, jaka się jej przydarzyła. Gdy była w ciąży do jej domu wdarł się bandyta, który skatował ją, używając paralizatora i gazu, a także kopał ją po brzuchu. Udało jej się wezwać pomoc i dzięki temu przeżyła, ale jej dziecko straciło życie. Bandyta był ojcem tego dziecka i wcześniej wywierał presję na matkę, aby dokonała aborcji. Ponieważ pani Monika odmówiła, agresor dokonał zabójstwa osobiście.

Kilka tygodni temu sąd w Częstochowie zwolnił bandytę z aresztu, a Sąd Apelacyjny w Katowicach podtrzymał tę decyzję, argumentując, że do żadnego zabójstwa nie doszło, bo „według naszego stanowiska o człowieku można mówić od momentu rozpoczęcia akcji porodowej.” Innymi słowy – zdaniem sądu dziecko przed rozpoczęciem porodu nie jest człowiekiem i nie przysługują mu prawa równe człowiekowi, dlatego jego mordercę można potraktować ulgowo.

Pani Monika próbowała nagłośnić tę sprawę. Wiedziały o niej organizacje i media feministyczne, które głośno deklarują przecież, że stają w obronie praw kobiet, w szczególności tych, które doświadczają przemocy. Środowiska te milczą jednak w tej sprawie. Najwyraźniej katowanie ciężarnych kobiet nie jest dla nich istotne. A może chodzi o to, że bandycki napad jest zgodny z celem ich działalności – przerywaniem ciąży bez ograniczeń i bez kary? Przecież na co dzień właśnie tym się zajmują – promują nielegalne aborcje pigułkowe i domagają się wprowadzenia bezkarności dzieciobójstwa.

Do tego typu sytuacji dochodzi, gdyż polskie prawo jest wadliwe i niespójne, a umysły wielu Polaków, w tym sędziów, prokuratorów i urzędników, zainfekowane są mentalnością aborcyjną. Nasza Fundacja wielokrotnie próbowała zmienić ten stan rzeczy i naprawić nasze prawo poprzez szereg obywatelskich inicjatyw ustawodawczych, pod którymi zebraliśmy w sumie ponad milion podpisów. Za każdym razem były one odrzucane przez Sejm.

Na skutek tchórzostwa polityków, polskie dzieci są masowo mordowane przy pomocy środków poronnych, a dostarczający ich handlarze pozostają bezkarni. Konsekwencje nie spotykają także aborcyjnych terrorystów, którzy eskalują przemoc i nawołują do nienawiści wobec naszych wolontariuszy, a także mnożą wulgarne i nieprzyzwoite zachowania w przestrzeni publicznej. Zamiast nich, obiektem zainteresowania służb i sądów są nasi działacze.

Nie zamierzamy jednak zrezygnować z głoszenia prawdy i ostrzegania Polaków przed skutkami aborcji. Im więcej osób dowie się czym jest ten barbarzyński proceder, tym więcej dzieci uda nam się ocalić. Prawda o aborcji ratuje także matki i ojców przed zostaniem zabójcami własnych dzieci, co ma ogromne konsekwencje dla przyszłości całego naszego narodu.

Już wkrótce chcemy zorganizować kolejne akcje zmieniające świadomość Polaków, między innymi kolejne kampanie billboardowe, które tak bardzo przeszkadzają zwolennikom aborcji. Jeden billboard umieszczony w dobrym miejscu reklamowym pozwala na dotarcie do tysięcy osób. Koszt wywieszenia takiego plakatu to ok. 1 000 zł miesięcznie.Chcielibyśmy wywiesić w najbliższym czasie co najmniej 10 kolejnych takich billboardów, oraz naprawić te, które nieustannie niszczą aborcjoniści. Potrzebujemy na ten cel ok. 14 000 zł.

Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby wznowić kampanię billboardową i dotrzeć do tysięcy kolejnych Polaków z prawdą o aborcji, zanim umysły naszego społeczeństwa całkowicie zatruje propaganda cywilizacji śmierci.

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

„Naród, który zabija własne dzieci jest narodem bez przyszłości” – powiedział Jan Paweł II. W Polsce w rok zamordowano ponad 30 000 dzieci, a przestępcy i chuligani, którzy są za to odpowiedzialni, pozostają bezkarni i swobodnie pomagają w kolejnych morderstwach, a także zakłócają pokazywanie prawdy o aborcji w miejscach publicznych. Jaka przyszłość czeka nasz kraj, jeśli ten proceder dalej będzie tolerowany?

Musimy dalej głosić prawdę, aby zmienić świadomość i sumienia Polaków (w tym polityków, policjantów, sędziów, prokuratorów i innych urzędników). Temu służą nasze kampanie, w tym akcje uliczne i billboardowe, które pozwalają na dotarcie do tysięcy osób. Dlatego raz jeszcze proszę Pana o pomoc finansową w ich organizacji.
Serdecznie Pana pozdrawiam,

„Kontrowersyjne” wypowiedzi Ławrowa i Bergoglio, skandaliczne słowa A. Dudy.

Komentarz polityczny.

4 maja 2022

Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę” http://tenetetraditiones.blogspot.com/2022/05/komentarz-polityczny-kontrowersyjne.html#more

Niedawno świat obiegło kilka opinii, które od razu media okrzyknęły mianem „kontrowersyjnych”, czy wręcz oburzających, skandalicznych itp. Pierwszą z nich była wypowiedź rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa w wywiadzie telewizyjnym. Szef rosyjskiej dyplomacji w czasie rozmowy nazwał Żydów „największymi antysemitami”. Ławrow w udzielonym w niedzielę wywiadzie dla włoskiej telewizji został zapytany, jak Rosjanie mogą „denazyfikować” Ukrainę – kraj, którego przywódca jest Żydem. Ławrow odparł, że „to, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski miałby być Żydem, nie ma żadnego znaczenia”. – Według mnie także Hitler miał żydowskie pochodzenie – stwierdził. Podsumował swoją wypowiedź, nazywając Żydów największymi antysemitami. Ławrow powiedział więc  po prostu prawdę, że Zełenski, podobnie jak Adolf Hitler, ma żydowską krew, oraz że największymi antysemitami są sami Żydzi. Nie jest to nic odkrywczego.

Oczywiście nie trzeba było długo czekać na reakcję ze strony państwa (a właściwie to organizacji terrorystycznej), które leży w Palestynie, i które od kilkudziesięciu lat prowadzi zorganizowane ludobójstwo na narodzie palestyńskim (który zalicza się do Semitów). „Słowa rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa są niewybaczalne, to najniższy poziom rasizmu wobec Żydów” – napisał w poniedziałek na Twitterze izraelski szef dyplomacji Jair Lapid w odpowiedzi na uwagi wygłoszone przez Ławrowa. „Uwagi ministra spraw zagranicznych Ławrowa prezentują zarówno niewybaczalne, jak i skandaliczne stanowisko i ukazują okropną historyczną pomyłkę. Żydzi nie mordowali samych siebie w Holokauście. Oskarżanie samych Żydów o antysemityzm to najniższy poziom rasizmu” – dodał Lapid. Doprawdy? 

Jak widać Żydzi potrafią świetnie kłamać i manipulować aby wybielić się i pisać historię po swojemu, a każdy kto ośmieli się zanegować ich wersję lub obalić mit i nową religię „Holocaustu” (który ma zastąpić Ofiarę Krzyżową Jezusa Chrystusa) jest wg. nich „rasistą”, i „antysemitą”. Jeśli ktoś chce jednak zobaczyć prawdziwy rasizm, niech zajrzy do talmudu… W artykule analitycznym w Jerusalem Post napisano, że oznacza to, że Izrael nie może dłużej być neutralny w sprawie wojny na Ukrainie, a plany Jerozolimy, aby pozostać neutralnym, zostały zniweczone.

Być może? To raczej jest oczywiste i nie podlega dyskusji.

Drugą, podobną wypowiedzią są słowa Jerzego Bergoglio, ps. „Papież Franciszek”. W rozmowie z dziennikarzem Bergoglio miał się zastanawiać, czy wojna na Ukrainie była sprowokowana „szczekaniem NATO pod drzwiami Rosji”. – To złość, nie wiem, czy została sprowokowana, ale może tak ułatwiona – dodał. „Upadek”, „niewybaczalne słowa” – to dominujące komentarze medialne i polityczne po wywiadzie, którego „Franciszek” udzielił włoskiemu dziennikowi „Corriere della Sera”. Wychodzi na to, że z pana Bergoglio jest dużo lepszy geopolityk niż teolog. Nie spodziewałem się tego, pozytywnie mnie zaskoczył! Po raz pierwszy od 2013 r. W sprawach geopolitycznych jak widać, Bergoglio w przeciwieństwie do „naszych” polityków nie kieruje się głupotą, naiwnością i całkowitą nieznajomością świata. 

Oczywiście w tej wypowiedzi pana Bergoglio nie ma nic odkrywczego, ani nadzwyczajnego. Po prostu powiedział on (a raczej zasugerował, w formie pytania) prawdę. Nawet największemu kłamcy czasem się to zdarza. Chyba pierwszy raz w życiu coś mądrego powiedział… No, może nie pierwszy, bo w sumie ciężko w kółko gadać fałsz, ale chyba pierwszy raz tak wkurzył przedstawicieli establishmentowej narracji, którzy dotąd wyjątkowo się nim zachwycali.

Jednak słowa naprawdę skandaliczne, niewybaczalne i po prostu obrzydliwe, padły wczoraj w Warszawie, na Zamku Królewskim, u ust osoby przedstawiającej się jako „Prezydent RP”. Andrzej Duda powiedział 3 maja podczas uroczystości upamiętniających rocznicę uchwalenia konstytucji majowej: – Otwierając swoje domy, rodziny i serca na przyjęcie naszych sąsiadów z Ukrainy, a ściślej mówiąc, tego co dla nich najcenniejsze, ich dzieci, żon, matek, sióstr, dziadków, przyjęliście do siebie naszych sąsiadów z Ukrainy, uchodźców chroniących się w naszym kraju przed wojną. Że oni nam zaufali, że przybyli do nas i że stało się coś, o czym powiedział ostatnio prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, że „wobec tego, co zrobili Polacy cała historia jest nieważna” – mówił Duda. W ocenie Dudy, „w jakimś sensie można powiedzieć, że tak, że w całym ogromie tej historii, przecież w ostatnich stuleciach tak trudnej, gdzie na wspólnym stole między Polakami, a Ukraińcami tak często leżał karabin, topór, broń, został położony chleb. Została położona dłoń na dłoń”. „Dziękuję wam za to” – podkreślił Duda.

To chyba najbardziej skandaliczne słowa tego człowieka, przez niektórych nazywanego „prezydentem Polski” wypowiedziane w ciągu ostatnich 7 lat… 

Nie zgadzamy się! Historia zawsze będzie ważna dla nas Polaków!!! Bez przyznania się Ukraińców do ludobójstwa na polskim narodzie nigdy nie będzie między nami porozumienia!

Źródło: Fundacja „Wołyń Pamiętamy”

Wycięty fragment przemówienia prezydenta tzw. III RP z okazji święta Konstytucji 3 Maja. Historia stała się nieważna??? – Nie ma na to MOJEJ zgody!!! „…Naród, który nie zna swej historii skazany jest na jej powtórne przeżycie….”. Pamiętajmy: „Historia magistra vitae est – Historia jest nauczycielką życia”

Michał Mikłaszewski, redaktor naczelny