Zaprowadzają Black Justice w Polsce !!! MEM-y V.

——————————-

————————————————

——————–

——————————————

————————

Przypomnę młodzieży: Znany uchodźca polityczny, poeta i pisarz. Zdaniem policji i prokuratury dopuścił się zbrodni. Świadomie zakaził wirusem HIV kilkadziesiąt polskich kobiet

——————

———————————–

————————————–

—————————————————-

————————-

Tygodniowe rozwolnienie w Turcji. MEM-y I.

——————————————————–

========================================

—————————————–

—————————————————–

————————————

—————————-

——————————

——————————————–

————————————————-

Polska największym producentem narkotyków syntetycznych w UE

Polska największym producentem

narkotyków syntetycznych w UE.

Nowy raport Brukseli

ujawnia porażające fakty


2026-06-13 bankier/Polska-najwiekszym-producentem-narkotykow-syntetycznych-w-UE

Nielegalne narkotyki, w tym kokaina i narkotyki syntetyczne, są w UE powszechnie dostępne – oświadczył w Brukseli komisarz UE ds. wewnętrznych Magnus Brunner. Z opublikowanego we wtorek europejskiego raportu narkotykowego za 2026 r. wynika, że Polska jest największym producentem narkotyków syntetycznych w UE.

Zgodnie z raportem Agencji UE ds. Narkotyków (EUDA), obejmującym 29 państw – kraje członkowskie UE, Norwegię i Turcję – kokaina jest w Europie bardziej dostępna niż kiedykolwiek wcześniej, a syntetyczne opioidy i nowe substancje psychoaktywne stają się coraz większym zagrożeniem dla zdrowia i bezpieczeństwa Europejczyków.

W dokumencie podkreślono, że opioidy, zwykle w połączeniu z innymi substancjami, pozostają główną przyczyną zgonów spowodowanych narkotykami w Europie. EUDA szacuje, że w 2024 r. w UE odnotowano co najmniej 7,6 tys. ofiar śmiertelnych przedawkowania, często było to właśnie związane z zażyciem mieszanki narkotyków, czyli kilku substancji jednocześnie.

Komisarz Brunner, prezentując raport w Brukseli, ostrzegł, że handel narkotykami coraz silniej napędza przestępczość zorganizowaną. Polityk zauważył, że przestępcy zmodyfikowali działania, w tym zmienili szlaki przemytnicze i sposób przemytu. I tak np. chociaż ilość skonfiskowanej kokainy spadła w 2024 r. o ponad 20 proc. wobec roku wcześniejszego, to liczba konfiskat wzrosła z 95 tys. do 97 tys., co – zdaniem autorów raportu – może świadczyć o przejściu handlarzy na mniejsze, bardziej rozdrobnione przesyłki.

– Handel narkotykami finansuje pranie pieniędzy, korupcję, handel ludźmi, przemoc i inne formy poważnej przestępczości zorganizowanej. Za tym rynkiem stoją profesjonalne sieci przestępcze, które korzystają z najnowocześniejszych technologii, szyfrowanej komunikacji, a także międzynarodowych struktur logistycznych – powiedział komisarz, Jak zauważył handlarze narkotykami często szukają klientów wśród grup słabszych społecznie, osób wykluczonych, bezrobotnych, gdzie „tworzą środowisko, w którym zachęca się do zażywania narkotyków”.

Jak zauważyła Lorraine Nolan z EUDA, dodatkowe obawy budzą zwłaszcza nowe narkotyki, czyli syntetyczne opioidy, które mogą rozprzestrzeniać się bardzo szybko i powodować poważne szkody, zanim systemy ochrony zdrowia zdążą zareagować. – Niektóre są tak silne, że kilka gramów może stanowić tysiące potencjalnie śmiertelnych dawek – podkreśliła.

Z raportu wynika, że w 2024 r. w Europie przechwycono 34 kg silnie działających syntetycznych opioidów, w tym nitazenów. W 2025 r. po raz pierwszy wykryto także 50 nowych substancji psychoaktywnych, co zwiększyło liczbę monitorowanych przez EUDA środków do ponad tysiąca. Jak wynika z raportu produkcja syntetyków jest szczególnie wysoka zwłaszcza w Polsce, z kolei konopie uprawiane są w dużej mierze w Hiszpanii.

Raport zwraca też uwagę na rosnącą popularność ketaminy, szczególnie popularnej w tzw. środowiskach rekreacyjnych, czyli np. w klubach nocnych, która przestała być narkotykiem niszowym. Liczba osób rozpoczynających leczenie z powodu problemów związanych z ketaminą wzrosła w ostatnich latach czterokrotnie. Wciąż jednak jednym z najczęściej zażywanych narkotyków w UE pozostaje kokaina; tylko w ciągu ostatniego roku zażywało ją ok. 2,5 mln młodych dorosłych.

Z Brukseli Jowita Kiwnik Pargana (PAP)

„Polski” dyplomata w Kijowie: „Wieczna wdzięczność Ukrainie”.

Piotr Łukasiewicz, fot. Onet

„Wieczna wdzięczność Ukrainie”. Polski dyplomata w Kijowie komentuje relacje w czasie sporu o „Bohaterów UPA”

13 June 2026 kresy/wieczna-wdziecznosc-ukrainie-polski-dyplomata-w-kijowie-komentuje-relacje-w-czasie-sporu-o-bohaterow-upa

Chargé d’affaires Piotr Łukasiewicz powiedział, że Polska jest wdzięczna Ukrainie i jej żołnierzom za obronę pokoju w Europie. Jego wypowiedź padła w czasie kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich, wywołanego decyzją strony ukraińskiej o nadaniu jednej z jednostek nazwy „Bohaterów UPA”.

Podczas oficjalnego uruchomienia III fazy Programu Wsparcia Zarządzania Finansami Publicznymi na Ukrainie pełniący obowiązki chargé d’affaires Polski na Ukrainie Piotr Łukasiewicz podziękował ukraińskim żołnierzom za obronę pokoju w Europie — podał portal Slawa.

Program EU4PFM dotyczy wsparcia zarządzania finansami publicznymi na Ukrainie. W czasie uroczystości polski dyplomata mówił, że ukraińscy żołnierze bronią nie tylko własnego państwa, ale także całej Europy.

Łukasiewicz zaznaczył, że między sąsiednimi narodami istnieje szerokie spektrum emocji. Wskazał jednak, że w Polsce dominuje wdzięczność wobec Ukrainy.

„Jak wiecie, między narodami istnieje wiele emocji, zwłaszcza między sąsiadami — Polską i Ukrainą. Ale jedna emocja, którą odczuwam i co do której jestem absolutnie pewien, że dominuje w Polsce — to emocja wiecznej wdzięczności Ukrainie, jej obrońcom, którzy są teraz na pierwszej linii frontu, broniąc nie tylko pokoju w swoim kraju, ale i pokoju w całej Europie. Bardzo wam dziękuję” — oświadczył pełniący obowiązki chargé d’affaires Polski na Ukrainie Piotr Łukasiewicz.

Kryzys wokół nazwy „Bohaterów UPA”

Wypowiedź polskiego dyplomaty padła w czasie napięć w relacjach polsko-ukraińskich.  Pod koniec maja Zełenski ogłosił, że Samodzielne Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy otrzymało nazwę „Bohaterów UPA”. Decyzja stała się bezpośrednim tłem dyskusji o odebraniu orderu nadanemu ukraińskiemu prezydentowi.

12 czerwca przedstawiciele KPRP informowali później, że prezydent podejmie decyzję „w odpowiednim czasie”.

Decyzję Zełenskiego skrytykował także premier Donald Tusk. Szef rządu uznał ją za niepokojącą z punktu widzenia relacji polsko-ukraińskich oraz naruszającą polską wrażliwość historyczną. Tusk zaznaczył jednak, że „każdy naród ma prawo do własnej interpretacji historii”, ale ukraińskie władze powinny rozumieć, czym UPA jest w polskiej pamięci historycznej.

Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał stanowisko swojemu ukraińskiemu odpowiednikowi. Polityk oświadczył, że decyzja Kijowa jako „gloryfikowanie UPA jest nie do zaakceptowania”. Minister zaapelował do władz Ukrainy o ponowne rozważenie nazwy jednostki.

Kosiniak-Kamysz podkreślił, że Polska od początku rosyjskiej inwazji wspiera Ukrainę pomocą humanitarną, wojskową, logistyczną i polityczną. Jednocześnie ocenił, że uhonorowanie Ukraińskiej Powstańczej Armii budzi w Polsce „głęboki ból, niepokój i sprzeciw”.

Szef MON zaznaczył również, że „wolna Ukraina to także bezpieczeństwo Polski i całej naszej części Europy”.

Według ukraińskich źródeł, szanse na zbudowanie kompromisu są nikłe. Jak stwierdził rozmówca portalu LIGA.net z otoczenia Budanowa –Kijów nie zamierza zmieniać nazwy jednostki wojskowej uhonorowanej jako „Bohaterowie UPA”, co zaprzecza doniesieniom polskich mediów o możliwym kompromisie po rozmowach z delegacją Ukrainy w Warszawie.

„Die Welt”: Ukraina oddala się od Europy

Wołodymyr Zełenski, fot. Flickr/European Parliament

Niemiecki dziennik krytykuje Zełenskiego. „Ukraina oddala się od Europy”

13 June 2026 kresy

„Die Welt” skrytykował decyzję Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek nazwy „Bohaterów UPA”. Autor komentarza ocenił, że Polska ma rację, sprzeciwiając się tej decyzji, i wskazał na zbrodnie popełnione przez UPA na Polakach oraz pomoc w mordowaniu Żydów.

Pod koniec maja prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadał nazwę „Bohaterów UPA” Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy, co wywołało sprzeciw w Polsce i reakcję niemieckiego dziennika „Die Welt”.

W wydanym dekrecie Zełenski wyjaśnił, że decyzję podjął „w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy”.

„Die Welt”: Ukraina oddala się od Europy

Dziennikarz Jacques Schuster powołał się na myśl Leszka Kołakowskiego, zgodnie z którą Europa jest „darem pozwalającym na kwestionowanie samego siebie”. W ocenie niemieckiego publicysty to zdanie zawiera kwintesencję Europy.

Autor komentarza wyraził zrozumienie dla sytuacji Ukraińców, którzy podczas wojny nie mają czasu, aby zastanawiać się nad znaczeniem tych słów. Dodał jednak, że oznaczają one „krytyczne podejście do własnej historii”.

Schuster ocenił, że gdyby Zełenski poddał się takiej refleksji, musiałby dojść do wniosku, że nie może nadać jednostce specjalnej imienia UPA, której przywódcą był Stepan Bandera. Niemiecki publicysta nazwał Banderę wprost „rzeźnikiem”.

„Bandera i jego żołnierze podczas II wojny światowej nie tylko rozstrzelali dziesiątki tysięcy polski cywilów, lecz także pomagali Niemcom w mordowaniu Żydów. Polska gotuje się z powodu decyzji Zełenskiego i ma rację” — napisał Schuster.

„Ukraina oddala się od Europy” — pisze niemiecki dziennik.

Schuster dodał jednak, że Ukraina broni się przed rosyjską wojną na wyniszczenie i walczy za wolność Europy.

„Ukraina należy do Europy. Co więcej, Ukraina broni się przed prowadzoną przez Rosjan wojną na wyniszczenie i walczy za wolność kontynentu (europejskiego)” — napisał publicysta „Die Welt”.

Autor komentarza przyznał, że podczas wojny trudno jest mierzyć się z problemami polityki wewnętrznej i zastanawiać się dłużej nad wartościami, które są symbolem Europy.

„Ukraińcy powinni jednak zdawać sobie sprawę z tego, że jest to konieczne” — podkreślił publicysta.

„Kijów nie jest jeszcze gotowy”

Według autora komentarza decyzja ukraińskiego prezydenta pokazuje, że Ukraina nie jest jeszcze gotowa do pełnego członkostwa w Unii Europejskiej.

Publicysta nawiązał także do propozycji kanclerza Friedricha Merza dotyczącej członkostwa stowarzyszonego Ukrainy bez prawa głosu.

„Ukraina jako członek stowarzyszony bez praw głosu, co niedawno zaproponował kanclerz Friedrich Merz, powinna po zakończeniu wojny zająć się nie tylko spełnianiem warunków Komisji Europejskiej, lecz także przyswojeniem sobie wartości europejskich, i to wszystkich bez wyjątku” — stwierdził niemiecki publicysta.

Kijów nie chce kompromisu z Polską

Decyzja Wołodymyra Zełenskiego stała się bezpośrednim tłem dyskusji o odebraniu orderu nadanemu ukraińskiemu prezydentowi. 12 czerwca przedstawiciele KPRP informowali później, że prezydent podejmie decyzję „w odpowiednim czasie”.

Decyzję ukraińskiego prezydenta skrytykował także premier Donald Tusk. Szef rządu uznał ją za niepokojącą z punktu widzenia relacji polsko-ukraińskich oraz naruszającą polską wrażliwość historyczną. Tusk zaznaczył jednak, że „każdy naród ma prawo do własnej interpretacji historii”, ale ukraińskie władze powinny rozumieć, czym UPA jest w polskiej pamięci historycznej.

Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał stanowisko swojemu ukraińskiemu odpowiednikowi. Polityk oświadczył, że decyzja Kijowa jako „gloryfikowanie UPA jest nie do zaakceptowania”. Minister zaapelował do władz Ukrainy o ponowne rozważenie nazwy jednostki.

Kosiniak-Kamysz podkreślił, że Polska od początku rosyjskiej inwazji wspiera Ukrainę pomocą humanitarną, wojskową, logistyczną i polityczną. Jednocześnie ocenił, że uhonorowanie Ukraińskiej Powstańczej Armii budzi w Polsce „głęboki ból, niepokój i sprzeciw”.

Szef MON zaznaczył również, że „wolna Ukraina to także bezpieczeństwo Polski i całej naszej części Europy”.

Według ukraińskich źródeł, szanse na zbudowanie kompromisu są nikłe. Jak stwierdził rozmówca portalu LIGA.net z otoczenia Budanowa –Kijów nie zamierza zmieniać nazwy jednostki wojskowej uhonorowanej jako „Bohaterowie UPA”, co zaprzecza doniesieniom polskich mediów o możliwym kompromisie po rozmowach z delegacją Ukrainy w Warszawie.

Po wizycie Budanowa w Polsce Wirtualna Polska podała, że strona ukraińska miała rozważać kompromisowy wariant zmiany nazwy jednostki.

Już można to ujawnić?

Już można to ujawnić?

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    14 czerwca 2026

8 czerwca w godzinach przedpołudniowych, miała zebrać się Kapituła Orderu Orła Białego i m.in. wydać opinię, czy godzi się odebrać ten order ukraińskiemu prezydentowi Zełeńskiemu, czy przeciwnie – się nie godzi. Na pomysł odebrania prezydentowi Zełeńskiemu Orderu Orła Białego wpadł pan prezydent Nawrocki zaraz, jak tylko prezydent Zełeński nadał pewnej jednostce ukraińskiej niezwyciężonej armii imię „Bohaterów UPA”.

W tak zwanym międzyczasie jednak rozpoczęły się rozhowory, czy odbierając ukraińskiemu prezydentowi order Polska przypadkiem nie wyleje dziecka z kąpielą i w ogóle. Poza tym do Polski przybył ukraiński generał Kyryło Budanow, były szef wywiadu, a obecnie – szef Biura Prezydenta Ukrainy. Odbył on bliskie spotkania III stopnia z rozmaitymi tubylczymi osobistościami, a teraz ukraińskie media piszą, że „udało się uniknąć najgorszego”. Co to może znaczyć? Pewne światło na tę sprawę rzuca deklaracja obywatela Tuska Donalda, żeby obydwaj prezydenci odbyli bezpośrednią rozmowę.

Warto zwrócić uwagę, że obywatel Tusk Donald, który musiałby złożyć pod decyzją prezydenta Nawrockiego o odebraniu orderu swoją kontrasygnatę, przeżywa silny dysonans poznawczy. Najpierw był na „nie” – bo wystarczy, że pomysł wyszedł od prezydenta Nawrockiego. Potem jednak zaczął się wahać, bo w Polsce górę wzięły nieżyczliwe wobec Ukraińców nastroje, aż nawet Episkopat wezwał parafian, by przestali przeciwko Ukraińcom „szemrać”. Widocznie jednak Niemcy, którzy w kwietniu proklamowali swoje „strategiczne partnerstwo” z Ukrainą obywatelu Tusku dali do zrozumienia, by kontrasygnaty nie składał, bo wtedy oni przypomną mu, skąd wyrastają mu nogi.

Toteż nie tylko obywatel Tusk, ale i Książę-Małżonek wyraża nadzieję, że prezydent Zełeński, który „walczy z Putinem” orderu nie straci, bo ma go nawet były niemiecki kanclerz Schroeder, który z Putinem współpracuje.

Do Kapituły orderu wchodzi pan prezydent Nawrocki. Michał Kleiber, Zofia Romaszewska, Adam Bujak, Wojciech Roszkowski i Bronisław Wildstein. Ale Kapituła tylko wydaje opinię, podczas gdy dla ważności decyzji prezydenta wymagana jest kontrasygnata, na którą chyba się nie zanosi.

Jeśli tak, to byłby to nieomylny znak, że w na stwarzane przez Ukrainę fakty dokonane w sferze polityki realnej i symbolicznej, Polsce nie wolno nawet zareagować w sferze pozorów. Bo wygląda na to, że ukraiński prezydent nie zamierza ustępować, a gwoli zaznaczenia niezależności od Polski, do Londynu nie wyleciał, – jak zwykle – z Jasionki w Rzeszowie, tylko z lotniska w Mołdawii.

Tymczasem ni z gruchy, ni z pietruchy odezwał się pan Tomasz Siemoniak, który w vaginecie obywatela Tuska Donalda na fuchę ministra-koordynatora służb specjalnych. Obawiam się, że nazwa tej funkcji jest na wyrost i to znacznie – bo chyba pan minister Siemoniak niczego nie koordynuje.

Jest raczej odwrotnie – że to bezpieka, która – podobnie jak za pierwszej komuny – nadal pozostaje najtwardszym jądrem systemu, ręcznie steruje w naszym nieszczęśliwym kraju nie tylko całym życiem państwowym, ale całym życiem publicznym – oczywiście z uwzględnieniem zagranicznych central wywiadowczych, którym się wysługuje.

Ale incipiam.

Żeby dać odpór podejrzeniom, że dwaj ukraińscy gangsterzy, bracia Rysicz, którzy na Podkarpaciu założyli sieć burdeli zwanych „agencjami towarzyskimi”, z których korzystały osobistości z pierwszych stron gazet i cieszyli się nadzwyczajną pobłażliwością ze strony policji, ze strony niezależnej prokuratury oraz niezawisłych sądów, to nie dlatego, że korumpowali policjantów, prokuratorów i niezawisłych sędziów, tylko dlatego, że bracia Aleksiej i Jewgienij Rysiczowie byli konfidentami polskich służb.

Czy tak było naprawdę – tego ma się rozumieć, nie wiemy – ale tę wersję właśnie oficjalnie potwierdził pan Tomasz Siemoniak, minister-koordynator bezpieki w vaginecie obywatela Tuska Donalda. Więc jeśli tak było naprawdę, to znaczy – że bracia Rysiczowie mogli rozpocząć na terenie Podkarpacia swoją sutenerską działalność, ponieważ wcześniej zobowiązali się do tajnej współpracy z tubylczą bezpieką. Czy bezpieka pomagała im finansowo w rozwijaniu przedsięwzięcia i czy partycypowała w zyskach z podkarpackich burdeli – wydaje się to bardzo prawdopodobne, bo nawet Pismo Święte powiada, że „nie zawiążesz gęby wołowi młócącemu” – a cóż dopiero, gdy „wół młócący” ma do dyspozycji zarówno policję, niezależną prokuraturę i niezawisłe sądy?

Dlatego właśnie braciom Rysiczom nikt na Podkarpaciu nie podskakiwał, a kiedy bokser Kossecki zaczął podskakiwać, to powiesił się w więziennej celi, więc chyba policja, niezależna prokuratura i niezawisłe sądy stały – jak to się mówi – na świecy – żeby było dobrze. Pewnie dlatego burdele braci Rysiczów uchodziły za przybytki bezpieczne, dzięki czemu cieszyły się zainteresowaniem osobistości z pierwszych stron gazet. Tak naprawdę bezpiecznie jednak nie było, bo szefowie burdeli wszystko nagrywali.

Czy tylko na rzecz polskiej bezpieki? Tej pewności też nie ma, bo mogli być tubylczym bezpieczniakom podstawieni przez ukraińską SBU, która przecież hula po Polsce bez żadnych przeszkód, m.in. dlatego, że do polskiej policji przeniknęło sporo Ukraińców. Oni – podobnie jak bracia Rysiczowie – mają obywatelstwo polskie, ale przecież Ukraińcami być nie przestali. Podobnie jak bracia Rysiczowie, którzy Polskę opuścili, podobno wyjeżdżając na Ukrainę – być może nawet ze wszystkimi nagraniami. Czy Kyryło Budanow, którego prezydent Zełeński mianował w roku 2020 szefem Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, podczas swojego pobytu w Polsce i rozmów z tubylczymi dygnitarzami, mógł dać im do zrozumienia, że jak będą Ukrainie podskakiwać, nawet w sferze pozorów, to przestanie być bezpiecznie? Czy przypadkiem nie z tego właśnie powodu odruch oburzenia nie ustępuje miejsca refleksji i chłodnej rozwadze?

Czy w rezultacie sprawa odebrania orderu Orła Białego ukraińskiemu prezydentowi Zełeńskiemu nie rozejdzie się przypadkiem po kościach, podobnie jak właśnie rozchodzi się po kościach sprawa publikacji „Aneksu”, którą z takim przytupem zapowiadał pan prezydent Karol Nawrocki?

Muszę się przyznać, że i mną targają tak zwane „mieszane uczucia”. Z jednej bowiem strony nie jest przyjemnie uzyskać potwierdzenie podejrzeń, że nasz nieszczęśliwy kraj jest igraszką w rękach bezpieki i to nawet nie tubylczej, tylko ukraińskiej – ale z drugiej odczuwam coś w rodzaju przyjemności z powodu tak oficjalnego i autorytatywnego potwierdzenia mojej ulubionej teorii spiskowej, według której najtwardszym jądrem systemu – podobnie jak za pierwszej komuny – pozostaje bezpieka – a ci wszyscy dygnitarze, prezydenci, ministrowie, posłowie, senatorowie – a być może również pretendenci do sprawowania nad nami przywództwa moralnego – to tylko taka dekoracja, takie przedstawienie, żeby było ładniej, żeby nie było nam przykro, że za nasze podatki dostajemy pozór państwa.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Ostatni dzwonek by uratować Polskę. Braun: Polexit – jedyna droga ratunku

Ostatni dzwonek by uratować Polskę.

Braun: Skutki będą nieodwracalne

13.6.2026 nczas/ostatni-dzwonek-by-uratowac-polske-braun-skutki-beda-nieodwracalne

NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP

Pakt migracyjny Unii Europejskiej wszedł w życie 12 czerwca bieżącego roku. Wszedł wśród licznych „fajerwerków” w postaci ataków, morderstw, gwałtów i grabieży dokonywanych masowo przez przybyszów na zachodzie Europy. Czy oznacza to ostateczny kres polskiej niepodległości i suwerenności? Grzegorz Braun, prezes Konfederacji Korony Polskiej nie pozostawia złudzeń – nadchodzi czas dramatycznych decyzji dla narodu, który od lat jest oszukiwany przez brukselskich urzędników i krajowych polityków.

Inwazja po cichu – nieodwracalne skutki

Grzegorz Braun wprost opisuje, co realnie przyniesie wejście w życie paktu. Jak mówi: „Wchodzi po cichu. Wchodzi zwiększona liczba gwałtów, grabieży i niepokojów. Wchodzi konieczność zatrudniania ochroniarzy dla dzieci, które idą do szkół. Wchodzi rozwadnianie narodu i czynienie z ludzi poddanych tej tyranii.”

Prezes Konfederacji Korony Polskiej podkreśla, że media i politycy establishmentu próbują bagatelizować pakt, przedstawiając go jako „techniczne rozwiązanie”. W rzeczywistości – jego zdaniem – oznacza on masowy napływ ludzi z zupełnie innych kultur, wzrost przestępczości oraz konieczność ochrony własnych dzieci w polskich szkołach.

„Nie gryziemy się już w język – mówi Braun – bo skutki tego paktu są w praktyce nieodwracalne i niebezpieczne. Konfederacja Korony Polskiej mówi jasno: Polexit powinien być na stole natychmiast. To jedyne wyjście z tej jaskini szulerów, w której od lat jesteśmy oszukiwani na kolejnych etapach w coraz to nowych sprawach.”

Konfederacja Korony Polskiej od początku konsekwentnie powtarzała, że nie ma mowy o żadnych „poprawkach” ani „wyjątkach”. Pakt migracyjny to narzędzie, które ma trwale zmienić skład demograficzny Polski. Społeczeństwo ma być celowo utrzymywane w stanie niepokoju i dezorientacji – wtedy łatwiej nim rządzić.

Rozwadnianie narodu i tyrania z Brukseli

Najmocniejszy fragment wypowiedzi Brauna dotyczy ukrytego celu całego przedsięwzięcia: „Drodzy Państwo, od momentu kiedy media zajęły się tematem, o którym my mówiliśmy od dawna – że Zełenski jest pro-banderowski – nagle od lewa do prawa wszyscy wypowiadają się na temat Ukrainy. A tymczasem tylnymi drzwiami wprowadzany jest nam bandycki pakt migracyjny, którego jedynym celem jest zdestabilizowanie państwa, które i tak zostało już rozprzedane przez obecnych rządzących.”

Braun wskazuje, jak działa ten mechanizm: wielkie tematy zastępcze (jak wojna na Ukrainie) zajmują uwagę opinii publicznej, podczas gdy w tle wprowadza się rozwiązania uderzające w samą istotę państwa narodowego. Pakt migracyjny nie powstał po to, by pomagać komukolwiek. Powstał po to, by osłabić kraje, które jeszcze bronią swojej tożsamości.

Rozwadnianie narodu nie jest przypadkiem – to celowa polityka. Decyzje o tym, kto mieszka w Polsce i jakie ma prawa, mają zapadać w Brukseli, a nie w Warszawie.

Polexit – jedyna droga ratunku

Polska była – zdaniem Brauna – oszukiwana etapami: najpierw w sprawach gospodarczych, potem prawnych, a teraz demograficznych. Pakt migracyjny jest kolejnym, bardzo zaawansowanym etapem tego procesu. Jeśli nie zareagujemy radykalnie, skutki będą nieodwracalne.

Braun ostrzega przed naiwnością tych, którzy wciąż wierzą, że „jakoś to będzie”. Nie będzie. Albo odzyskamy kontrolę nad własnym krajem, albo staniemy się biernymi świadkami jego demograficznej i kulturowej transformacji – co w praktyce oznacza koniec naszego narodu jako wspólnoty historycznej i kulturowej, i zakończenie pięknego dzieła pokoleń zwanego Polską.

Wybór należy do nas.

Ćwiczymy „postawę służebną”

Ćwiczymy „postawę służebną”

Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” 13 czerwca 2026 michalkiewicz

Właśnie rozpoczął się kolejny Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu – ale jakoś nie rozpala emocji, jak to bywało za komuny, kiedy ulice miast pustoszały, a szyby były „niebieskie od telewizorów” – wtedy jeszcze czarno-białych. Również ówczesne media, normalnie trzymane za pysk przez cenzurę, na okoliczność Festiwalu uzyskiwały dyspensę. Dzięki temu czytelnicy prasy mogli się przekonać, że funkcjonariusze ówczesnego Propaganda Abteilung wcale nie są nudni i drewniani, że potrafią zdobywać się na wyrafinowane i subtelne egzegezy treści festiwalowych piosenek.

Teraz – nic z tych rzeczy. Może dlatego, że za komuny teksty piosenek pisali poeci, podczas gdy teraz – dla oszczędności – robią to albo sami wykonawcy, albo grono przyjaciół, więc nie ma materiału do żadnej egzegezy. Muzycznie też wszystkie piosenki są do siebie podobne – eśta-eśta – więc nic dziwnego, że nie słychać żadnych subtelnych recenzji. Jedyne co przecieka z Festiwalu, to plotki – na przykład o panu „Ralfie” Kamińskim i Dodzie-Elektrodzie, którzy wbijają sobie nawzajem „szpilki”. Pani Cienkowska, która w vaginecie obywatela Tuska Donalda – jak to się mówi – „robi w kulturze” – najwyraźniej uważa, że to właśnie jest najtwardsze jądro tubylczej kultury, uzasadniające opodatkowanie współobywateli na rzecz artystów. „Jak forsa – to mi wsuń ją” – nawoływał Konstanty Ildefons-Gałczyński jeszcze przed wojną – i okazuje się, że kontynuacja jest większa, niż myślimy. Sanacja to co innego. Sanacja stała na przeciwnym stanowisku, o czym świadczyła odpowiedź premiera Felicjana Sławoja-Składkowskiego na petycję filharmoników, którzy domagali się rządowej opieki: „Nam wystarczą orkiestry wojskowe!

O marginalnym charakterze opolskiego Festiwalu świadczy choćby to, że nie przyćmił on zgrzytu, jaki w stosunkach polsko-ukraińskich pojawił się za sprawą nadania przez prezydenta Zełeńskiego pewnej jednostce tamtejszej niezwyciężonej armii imienia „Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii. Podobno wojskowi pierwotnie domagali się uhonorowania ich jednostki imieniemKłyma Sawura, osobiście odpowiedzialnego za wydanie rozkazu wymordowania ludności polskiej na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej, ale władze doszły do wniosku, że lepiej trochę poczekać, aż Polacy zmiękną, a póki co „Bohaterowie UPA” wystarczą. Na takie dictum Kukuniek odpiął sobie od koszuli guziczek w ukraińskich barwach narodowych, a pan prezydent Karol Nawrocki zapowiedział odebranie prezydentowi Zełeńskiemu Orderu Orła Białego. Czy tak zrobi – tego nie wiemy, bo konstytucja jest tak dziwacznie zredagowana, że prezydent może „nadawać” ordery i odznaczenia bez kontrasygnaty premiera, ale już odebrać takiego odznaczenia bez kontrasygnaty nie może.

Widać jak na dłoni, że hebesowie, którzy tę konstytucję pisali, najwyraźniej nie słyszeli o zasadzie prawa rzymskiego: cuius est condere eius est tolere – co się wykłada, że kto ustanowił – ten może znieść. No a pomyślmy sami – czy Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, albo sam niemiecki kanclerz Fryderyk Merz pozwoli Donaldu Tusku na takie zuchwalstwo i to wkrótce po podniesieniu w kwietniu br. stosunków niemiecko-ukraińskich do rangi strategicznego partnerstwa? Obawiam się, że takiego pozwolenia nie będzie i w rezultacie Polska – w odpowiedzi na ukraińską politykę realną – nie będzie mogła zareagować nawet w sferze pozorów.

W dodatku Episkopat napomniał tutejszych parafian, żeby „nie szemrali” przeciwko Ukraińcom – tak, jak nie wolno im „szemrać” przeciwko Żydom, którzy załatwili sobie specjalne względy u samego Stwórcy Wszechświata. W tej sytuacji pozostaje nam tylko czekać do roku 2039, kiedy to, zgodnie z niemieckimi planami, Bundeswehra będzie najsilniejszą armią w Europie, a zaraz po niej – drugą najsilniejszą (do 800 tys żołnierzy) będzie uzbrojona po zęby, między innymi za środki z pożyczki SAFE – niezwyciężona armia Ukraińska, nawiązująca do tradycji UPA. W dodatku będziemy mieli u nas prawie 2 mln Ukraińców, podatnych na wezwania do „wołynki”, jeśli tylko nasz mniej wartościowy naród tubylczy spróbowałby albo im, albo Niemcom podskakiwać. Czegóż chcieć jeszcze?

Dopiero na tym tle możemy docenić znaczenie pomysłu obywatela Tuska Donalda – żeby przy Alejach Ujazdowskich, tuż przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, wznieść pomnik Tadeusza Mazowieckiego, a potem, u jego stóp, w roku 2027 poprowadzić „Marsz Patriotów”. Nawet nie „księży-patriotów”, tylko patriotów zwyczajnych, co to słuchają zarówno Judenratu „Gazety Wyborczej”, jak i Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje, która z kolei konsultuje swoje poczynania z niemieckim kanclerzem. Tadeusz Mazowiecki był „pierwszym niekomunistycznym premierem” przy prezydencie Wojciechu Jaruzelskim, co to miał pilnować, żeby transformacja ustrojowa przebiegała zgodnie z planem, to znaczy – żeby komunistyczna nomenklatura nie doznała żadnej krzywdy.

Tadeusz Mazowiecki ani przez Amerykanów, ani przez Sowieciarzy do konfidencji dopuszczony nie był – ale kiedy tylko został „pierwszym niekomunistycznym premierem”, odwiedził go szef sowieckiego KGB Władimir Kriuczkow, którzy wyjaśnił mu, co uzgodniono i czego ma się trzymać. Toteż Tadeusz Mazowiecki zaraz ogłosił doktrynę „grubej kreski”, która miała oznaczać całkiem co innego, niż się potem okazało, no i wyściskał się w Pierwszej Krzyżowej z niemieckim kanclerzem Helmutem Kohlem – że to niby w stosunkach niemiecko-polskich wszystko jest gites, tenteges.

A w ogóle, to Tadeusz Mazowiecki znany był – jak zresztą sam to określał – z „postawy służebnej”. Ciekaw jestem tedy, jak go na tym pomniku przedstawi autor – czy w postawie dumnej, czy właśnie – w „postawie służebnej” – no, a jeśli tak, to w jaki sposób tę „postawę służebną” zaprezentuje? Oczywiście jak tam będzie tak tam będzie, bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było – ale nie da się ukryć, że wybór obywatela Tuska Donalda na pomnikową postać nie jest przypadkowy. W osobie Tadeusza Mazowieckiego, znanego wszak z „postawy służebnej”, obywatel Tusk Donald pragnie nam przekazać informację, jakie miejsce z nowej Europie nam przeznacza, podobnie zresztą, jak i sobie – bo przecież żyją ludzie pamiętający, że to Nasza Złota Pani z Berlina upodobała w nim sobie i przenosząc go Mocną Ręką na brukselskie salony, zrobiła z niego człowieka. Ale oprócz tej osobistej, jest i druga przyczyna. Obywatel Tusk Donald, który w swoim czasie doprowadził do zlikwidowania Unii Wolności, w ramach której „aferałowie” kolaborowali z „partią zagranicy”, za jaką uchodziła wówczas Unia Demokratyczna, najwyraźniej chciałby tamten błąd naprawić i zamiast sztukować sobie parlamentarną większość przy pomocy jakichś przypadkowych vaginess, czy jegomościów w rodzaju pana Hołowni, pojednać się z „lewicą laicką”, która na postronku przyprowadzi do niego rzeszę mikrocefali, którym się powie, że oto mamy jasnego idola. Tadeusz Mazowiecki, sterowany zdalnie przez Michnkukuremka znakomicie się nadaje na fasadę reaktywowanej politycznej formacji.

Stanisław Michalkiewicz

W pogoni za ukraińską narracją

W pogoni za ukraińską narracją

Autor: CzarnaLimuzyna, 12 czerwca 2026

Dziennikarz i pisarz Rafał Ziemkiewicz i niestety wieloletni politruk PiS, postanowił trochę skrócić dystans dzielący go od rzeczywistości, a w tym przypadku od narracji ukraińskiej, która pozostawiła daleko w tyle medialny mainstream w Polsce.

Aktualna mądrość etapu jednak nie zmieniła się i można ją streścić w następujący sposób: „Ukraina – tak, wypaczenia – nie”. Pogląd ten, który spowodował wiele tragicznych skutków w polskiej historii wciąż dominuje nie tylko wśród pobierających domniemany jurgielt, ale nie odbierając innym Olakom prawa do umysłowej aberracji, od czasu do czasu przybiera taką formę:

Nie da się uzyskać od Ukraińców potępienia UPA jako całości. To my powinniśmy uznać, że różne były te ukraińskie armie powstańcze. (…) UPA to jest dla nich jakby mit założycielski trochę narodu. Dla mnie UPA jest czymś ciekawym bardzo zjawiskiem wykraczającym poza kwestię zbrodni na Wołyniu

Kto to powiedział? Świeżutka brednia „Bredzisława” Komorowskiego od lat stanowi jeden z głównych wektorów antypolskiej, samobójczej polityki historycznej na kierunku wschodnim.

A teraz zmierzmy dystans pomiędzy poszczególnymi narracjami na X

AIX

….

„Słynny” lekarz Kacprzyk z zarobkami 1,6 mln zł i radny KO to także partyjny bojówkarz

Słynny lekarz z zarobkami 1,6 mln zł i radny KO to także partyjny bojówkarz. „Czy Tusk już się zdenerwował?”

12.06.2026 nczas/slynny-lekarz-z-zarobkami-16-mln-zl-i-radny-ko-to-takze-partyjny-bojowkarz-czy-tusk-juz-sie-zdenerwowal

Dawid Kacprzyk i Rafał Trzaskowski.
NCZAS.INFO | Dawid Kacprzyk (z lewej) i Rafał Trzaskowski. / Fot. PAP

Na jaw wychodzą nowe fakty o 29-letnim Dawidzie Kacprzyku. To nie tylko radny z ramienia Koalicji Obywatelskiej i lekarz w trakcie specjalizacji, który w ubiegłym roku osiągnął dochody na poziomie 1,6 mln zł. To także partyjny bojówkarz, który u boku Jana Grabca zakłócał swego czasu konferencję prasową Jacka Ozdoby.

O powiązanym politycznie z KO 29-letnim lekarzu Kacprzyku zrobiło się głośno po ujawnieniu jego oświadczenia majątkowego. Okazało się, że młody medyk, bez pełnej specjalizacji, koordynujący SOR w warszawskim Szpitalu Południowym, w ubiegłym roku zarobił aż 1,6 mln zł, co daje średnio około 133 tysięcy złotych miesięcznie.

Do tego dochodzą wpływy z tytułu diety radnego, umowy o pracę oraz umowy zlecenia.

Majątek 29-latka uzupełnia kupione bez kredytu mieszkanie o wartości 900 tysięcy złotych oraz nowe Porsche Panamera wyceniane na ponad pół miliona złotych.

Sprawie wnikliwie przygląda się dziennikarz Patryk Słowik. „Dawid Kacprzyk, lekarz-polityk, który zarobił w 2025 r. 1,6 mln zł, przepracował w Szpitalu Południowym średnio 331 godzin miesięcznie. Daje to średnio 11 godzin dziennie, dzień w dzień.

Kacprzyk do tego pracuje w trzech innych placówkach, jest rezydentem, więc powinien mieć etat rezydencki, a także jest radnym dzielnicowym” – napisał.

Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski wprost ocenił tak wysokie zarobki u lekarza bez ukończonej specjalizacji jako sytuację absolutnie wyjątkową, zakładając przy tym pełną prawidłowość rozliczeń. Wtórował mu prezes Porozumienia Rezydentów OZZL Sebastian Goncerz, przypominając, że standardowe wynagrodzenie rezydenta to zazwyczaj około 12 tysięcy złotych brutto.

Wszystko to sprawia, że sprawa szybko nabrała barw politycznych. Wiele osób sugeruje, że milionowe kontrakty w państwowej służbie zdrowia mogą mieć pewien związek z przynależnością partyjną młodego lekarza.

Nie brakuje jego zdjęć z najważniejszymi politykami Koalicji Obywatelskiej. Jacek Ozdoba przypomniał z kolei, że w 2023 roku Kacprzyk, u boku posła Grabca, zakłócał jego konferencję prasową.

Sytuację skomentował redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer. „Nasz lekarz za 1,6 miliona to, jak widać, bojówkarz KO. Stąd i ta kasa. Czy Tusk już się zdenerwował?” – zapytał ironicznie.

Narodowe Centrum Nauki – Płacimy np. 2 miliony 215 tys za : „Epistemiczny wymiar nadużyć seksualnych kleru wobec dzieci”…

Tomasz Sommer @1972tomek

Przeglądam sobie wyniki konkursu OPUS, a tam taki antyklerykalny kwiatek, za który podatnik zapłaci, uwaga 2214632 zł.:

„Epistemiczny wymiar nadużyć seksualnych kleru wobec dzieci. Nadużycia seksualne reprezentantów kleru rzymskokatolickiego, zwłaszcza jeśli dotykają osoby małoletnie, budzą zainteresowanie mediów i oburzenie publiczne na całym świecie. Nauki społeczne szeroko opisały długotrwałą krzywdę psychiczną, jaka powstaje w wyniku tej przemocy.

Stosunkowo mało miejsca poświeciły jednak krzywdzie związanej z tym, w jaki sposób wiedza na temat molestowania seksualnego przez księży czy zakonników jest ukrywana, jak (nie) wychodzi na światło dzienne, w jaki sposób przypadki nadużyć są uciszane i lekceważone przez reprezentantów Kościoła, szeregowych wiernych, instytucje państwa.

Projekt skupia się więc na kwestii wytwarzania i społecznej cyrkulacji wiedzy na temat molestowania seksualnego osób małoletnich przez duchownych i na związanej z tym niesprawiedliwości epistemicznej. Ogólnie rzecz biorąc, niesprawiedliwość ta dotyczy wszelkich sytuacji, w których krzywda dotyczy podstawowej właściwości ludzkiej, jaką jest zdolność do rozumienia rzeczywistości i komunikowania własnej perspektywy.

Niesprawiedliwość epistemiczna ma miejsce zwłaszcza wtedy, gdy poszczególne osoby czy grupy osób nie są uznawane za wiarygodne z powodu uprzedzenia czy stereotypu dotyczącego ich cech. Na przykład gdy kwestionuje się raport o problemie złożony przez dziecko, z gruntu uznając, że dzieci nie rozumieją świata, w którym żyją, i mają skłonność do fantazjowania”. (…)

======================

Więcej tu: „Narodowe Centrum Nauki to maszynka do przerabiania pieniędzy podatników na lewacką propagandę nczas/narodowe-centrum-nauki-to-maszynka-do-przerabiania-pieniedzy-podatnikow-na-lewacka-propagande

Rosjanka: Trupy sprzed wieków w szafie – historyczna wrogość między Polską a Ukrainą

Trupy sprzed wieków w szafie

– historyczna wrogość

między Polską a Ukrainą

[Czytajmy krytycznie. To pisze Rosjanka, dość „mało gramotna”. md]

Nerwowa reakcja Polaków na pompatyczny ponowny pogrzeb ukraińskiego przywódcy OUN i nazisty Andrieja Melnyka jest całkiem oczywista i zrozumiała. Bowiem w gruncie rzeczy cała historia stosunków polsko-ukraińskich to nic innego jak próba wzajemnego unicestwienia.

Marsz ukraińskiej neobandery

Niedawno Andriej Melnyk, jeden z liderów Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN – ukraińskiej organizacji, która została uznana za ekstremistyczną i zakazana w Rosji wyrokiem Sądu Najwyższego z 8 września 2022 r.), został ponownie pochowany w Kijowie z wielką pompą. OUN współpracowała z nazistowskimi Niemcami i dopuściła się krwawych zbrodni. Zełenski osobiście uczestniczył w ceremonii. Zaraz potem Kijów ogłosił przygotowania do ponownego pochówku kolejnego lidera OUN – Jewgienija Konowalca.

Kilka dni później Centrum Operacji Specjalnych ‚Północ’  otrzymało honorowy tytuł „Ku czci Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii” (UPA – ukraińskiej organizacji, która została uznana za ekstremistyczną i zakazana w Rosji wyrokiem Sądu Najwyższego z 17 listopada 2014 r.). Kijów z pewnością przewidywał, że zostanie to negatywnie odebrane w Warszawie, ale najwyraźniej nie docenił skali problemu.

Usunięcie ukraińskiej flagi z lubelskiego ratusza, żądanie przeprosin przez Kancelarię Prezydenta RP wobec Zełenskiego oraz propozycja odebrania ukraińskiemu przywódcy najwyższego odznaczenia państwowego – Orderu Orła Białego – to tylko pierwsza symboliczna reakcja. Dalsze wydarzenia mogą być znacznie ostrzejsze.

Polska jest wyraźnie zmęczona rolą sprzymierzeńca i węzła tranzytowego dla Ukrainy. Polscy podatnicy od dawna zastanawiają się, dlaczego mieliby znosić trudności z ‚braterskiej miłości’  do Kijowa. Polskim władzom wystarczył więc odpowiedni pretekst, by ograniczyć finansowanie Ukrainy, a Zełenski podał go jak na tacy. Polscy politycy domagają się teraz zamknięcia lotniska w Rzeszowie, przez które dostarczane są zachodnie dostawy broni na Ukrainę, a także całkowitego wstrzymania wsparcia militarnego dla Kijowa.

‚Bohaterowie’  UPA są znani w Polsce przede wszystkim z rzezi wołyńskiej z 1943 roku. Ukraińskie ugrupowania nacjonalistyczne zniszczyły około 100 polskich wsi i wymordowały ponad 100 000 Polaków. Starców, kobiety i niemowlęta brutalnie mordowano sierpami, siekierami i kosami. Masowe groby ofiar są wciąż odkrywane na Wołyniu. Takie okrucieństwa nie zostaną wybaczone ani zapomniane.

Olbrzymie transparenty na meczu piłkarskim upamiętniają rzeź wołyńską dokonaną przez UPA

——————————————-

Wcześniej, po upadku imperiów rosyjskiego i austro-węgierskiego, wybuchła wojna polsko-ukraińska w latach 1918–1919. W tym czasie wojska ukraińskie zdobyły Lwów. Polacy stawili zacięty opór i już wiosną 1919 roku wojska polskie pod dowództwem Piłsudskiego rozpoczęły kontrofensywę. W rezultacie Ukraińska Armia Galicyjska została pokonana, Zachodnio-ukraińska Republika Ludowa przestała istnieć, a Galicja znalazła się pod rządami Warszawy. To było osiem miesięcy zaciętych walk, w których po obu stronach zginęły tysiące ludzi. W Polsce wielu nadal wierzy, że odzyskanie Lwowa i Iwano-Frankowska będzie aktem sprawiedliwości historycznej.

Do połowy XVII wieku prawosławni mieszkańcy Ukrainy – nie ‚Ukraińcy’, bo termin ten wówczas nie istniał – byli nieustannie upokarzani przez polskich władców. Dopiero zjednoczenie Ukrainy z Rosją w 1654 roku pozwoliło im na swobodne praktykowanie wiary. Nie wyeliminowało to jednak nienawiści Polaków. [?? chyba „do Polaków”? md]

Jedyne, co mogło zjednoczyć Kijów i Warszawę, choćby na krótko, to rusofobia. Ale gdy tylko na tym fundamencie pojawi się choćby najmniejsza rysa, natychmiast wychodzą na jaw wielowiekowe trupy w szafie: Wołyń, Galicja, polityka katolicyzacji, kozackie wyprawy przeciwko Polsce i Polska przeciwko Kozakom.

Nic więc dziwnego w konflikcie między Warszawą a Kijowem. To jedynie dobitna ilustracja pewnego schematu historycznego. Narody, które zbudowały swoją tożsamość na nienawiści do sąsiadów, prędzej czy później zaczynają się wzajemnie rozdzierać. Bo piasek, na którym opiera się ich państwowość, zbyt łatwo ulega rozsypaniu. A kiedy w końcu się rozsypie, nic się spod niego nie odsłoni: żadna kultura, żadne więzi gospodarcze i brak szacunku dla historii. Tylko nienawiść, kurz i ruiny.

rtnewsde/jahrhundertealte-leichen-im-keller-historische-feindschaft-zwischen-polen-und-der-ukraine

Napisała: Anna Szafran

** * * * * *

ZB: Możemy stwierdzić, że rosyjska dziennikarka zna przyzwoicie problemy polsko-ukraińskie. Nie chciała jednak zauważyć, że Polska i Ukraina to jednak inna waga, że Polska istnieje ponad tysiąc lat, gdy Ukraina 30 razy krócej. Inne są osiągnięcia społeczno-polityczne czy na polu kultury i sztuki. Ale też jest Rosjanką, więc jest zrozumiałe, że traktuje ona ukraiński szowinizm oraz polską zwierzęcą rusofobię podobnie, bo obie choroby są czy mogą być zagrożeniem dla jej państwa.

Opracował: Zygmunt Białas

Pakt migracyjny. MEM-y IV.

————————-

————————————–

————————————–

———————————————

————————–

—————————

———————————————

————————————————

————————————

———————————————————-

Centrum Deportacji Cudzoziemców. MEM-y III.

———————————–

—————————-

———————————————-

——————————-

————————————-

——————————

————————————

——————————————————-

————————————

Artyzm i drony. MEM-y I.

————————–

————————————

———————————–

—————————

————————————————

——————————————–

———————————————-

—————————-

Największy proces polityczny III RP. Stachanowskie tempo! Pato-prokurator.

Największy proces polityczny III RP. Stachanowskie tempo!

10.06.2026 Marek Skalski nczas/najwiekszy-proces-polityczny-iii-rp-stachanowskie-tempo

Grzegorz Braun
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. / foto: PAP

W maju mieliśmy dwa kolejne terminy rozpraw w procesie przeciw polskiemu posłowi do euro-kołchozu, czyli prezesowi Konfederacji Korony Polskiej Grzegorzowi Braunowi. Od lutego bieżącego roku mieliśmy już tych terminów blisko dziesięć. Każda rozprawa – całodniowa, tempo iście stachanowskie!

Do największego zgrzytu doszło w trakcie posiedzenia, które w warszawskim sądzie rejonowym odbyło się w dniu 22 maja. Grzegorz Braun już na samym początku rozprawy po raz kolejny podniósł temperaturę i skalę emocji niemal do wrzenia. Po tym, jak sędzia Marcin Brzostko poinformował strony, że wniosek formalny o wyłączenie prokuratora Macieja Młynarczyka z postępowania został odrzucony, oskarżony Grzegorz Braun nie skąpił mu ostrych słów. „Dał on popis swojej bezczelnej, butnej skłonności do manipulacji i kłamstwa. Zaprezentował się Wysokiemu Sądowi jako skrajnie stronniczy, agresywny, napastniczy rzecznik nie interesu publicznego, nie sprawiedliwości, której wyroki mają być ferowane w majestacie Rzeczpospolitej”. Na koniec poseł Braun podkreślił bez cienia wahania: „Ten banderowski pato-prokurator reprezentuje reżim”.

Słowa o „pato-prokuratorze” bardzo zdenerwowały przewodniczącego składu sędziowskiego. Sędzia Brzostko ostrzegł oskarżonego Grzegorza Brauna, że jeśli po raz kolejny użyje sformułowania „pato-prokurator”, to nakaże opuszczenie przez niego sali rozpraw. Za chwilę tak się stało i poseł Braun został wyproszony z sali na 40 minut. Doszło przy okazji do sporego zamieszania, bo gdy poseł Braun zgodnie z ustaleniami wrócił na salę posiedzeń punktualnie o godzinie 10.00, to sędzia orzekł, że zakaz obowiązuje… do godziny 10.20. „Proszę zaprotokołować, że ja stawiłem się punktualnie” – protestował Grzegorz Braun.

W tak zwanym „międzyczasie” głos zabrał sam zainteresowany, który najwyraźniej poczuł się urażony słowami Grzegorza Brauna. „Oskarżony ma usta pełne mafii, służb i lóż, ale ja na tej sali reprezentuję interes Rzeczpospolitej Polskiej” – te słowa wyjątkowo rozbawiły zgromadzoną na sali sądowej publiczność. Spowodowało to nawet interwencję sędziego przewodniczącego, który mówił, że „prosi publiczność o nieokazywanie żywiołowych reakcji w sposób głośny, można się śmiać po cichu”.

Operacja „Choinka LGBT”

W czasie kiedy Grzegorz Braun został de facto wyrzucony z sali posiedzeń, sąd zajął się przesłuchaniem kolejnych świadków. Jak już pisaliśmy, prokuratura i obrona powołali łącznie około 90 świadków, tak że pracy przed sądem i pełnomocnikami jest naprawdę sporo.

Tym razem posiedzenie zdominowała operacja „choinka LGBT”. Sąd wezwał bowiem świadków związanych z tym incydentem. Przypomnijmy, w styczniu 2023 roku Grzegorz Braun powołany na świadka w procesie, który toczył się przed Sądem Okręgowym w Krakowie został poinformowany, że w holu tego sądu znajduje się choinka ustawiona i „ozdobiona” przez sędziów członków Stowarzyszenia „Iustitia” i „Temis”, którzy na drzewku umieścili bombki „przystrojone” takimi napisami, jak „LGBT”, „Konstytucja” czy „PL-UA”. Prezes Konfederacji Korony Polskiej w akcie spontanicznej interwencji poselskiej usunął choinkę i wyrzucił ją do kubła na śmieci na sądowym dziedzińcu. Incydent ten rozwścieczył sędziów-aktywistów, jedna z nich przybyła na miejsce i wezwała policję.

Po kilku latach prokuratura warszawska włączyła ten watek do swojego aktu oskarżenia. Co ciekawe, rzeczoznawca powołany przez prokuraturę wycenił początkowo wartość szkody (potłuczonych bombek i uszkodzonej plastikowej choinki) na około 400 zł. Prokurator Wantuch uznał jednak, że tak być nie może. Bo to by oznaczało, że można jedynie mówić o wykroczeniu, a nie przestępstwie, czyli to postępowanie byłoby bezprzedmiotowe, więc zamówił kolejną ekspertyzę. Rzeczoznawca właściwie odczytał intencję prokuratury i wycenił już szkodę na wartość około 1400 zł (sama praca eksperta natomiast została wyceniona na kwotę 2500 zł – [sic!]). W ekspertyzie podniesiono „wysoką wartość artystyczną ręcznie malowanych bombek”.

Magiel i pensjonarka

No i właśnie kwestia rzeczywistej wartości tej „szkody” zdominowała posiedzenie w dniu 22 maja br. Najpierw sędzia przesłuchał świadka, który wskazał oskarżonemu Grzegorzowi Braunowi sam obiekt, czyli choinkę. Był to krakowski przedsiębiorca, który podobnie jak poseł Braun był świadkiem w innym procesie. Jak sam przyznał, „był w szoku”, kiedy dostrzegł, jak polski poseł do „euro-kołchozu” potraktował to oczko w głowie sędziów ze stowarzyszenia „Iustitia”.

Potem przyszedł czas na przesłuchanie sędzi Marzeny Stoces, byłej przewodniczącej krakowskiego oddziału „Iustitii”. Wypowiedź sędzi była bardzo chaotyczna. Trajkotała ona jak automat, mówiąc tak szybko, że sędzia prowadzący kilkakrotnie musiał jej przerywać, bo protokolanci nie byli w stanie notować zeznań świadka. Najważniejszy przekaz, jaki płynął z tego swoistego strumienia świadomości, był taki, że choinka, która stała w holu krakowskiego sadu okręgowego, była swoistym fetyszem, „ukochanym dzieckiem” całego środowiska. „Zbieraliśmy się wokół niego, składaliśmy sobie życzenia, żeby w Polsce wróciła praworządność i szacunek dla Konstytucji” – mówiła wyraźnie wzruszona sędzia Stoces. Świadek przyznała, że członkowie „rozkminiali, jak sfinansować zakup ozdób choinkowych i założyli grupę na popularnym komunikatorze i zrobili zrzutkę dla pani mecenas Pauliny Bac, która pomalowała bombki”. Co ciekawe, świadek przyznała, że członkiem tej grupy był również obecny minister Sprawiedliwości Waldemar Żurek i jego zastępca”.

Kolejnym i ostatnim już świadkiem w tym dniu była adwokat Paulina Bac, która właśnie na prośbę sędziów z „Iustitii” i „Temis” malowała bombki. Tutaj przeszliśmy do clou, czyli faktycznego ustalenia kosztów, jakie poniosła pani mecenas, malując bombki. Już na wstępie pani mecenas na pytanie jednego z obrońców Grzegorza Brauna wyraźnie się rozmarzyła, mówiąc, że „zawsze marzyła, żeby zostać malarką, no ale została adwokatem”. Na samym początku zeznań wyceniła ona swój wkład finansowy w produkcję jednej bombki na 30 zł. Mimo wzmożonych wysiłków obrony nie mogła jednak przedstawić na to jakichś przekonywających dowodów.

Nie pamiętała bowiem, jak sama mówiła, w jakiej cenie kupowała tak zwane „gołe bombki”, które następnie malowała. Tłumaczyła bowiem, że nie każde bombki się nadawały, bo nie na każdych „dobrze siadła farba”. W jej wcześniejszych zeznaniach złożonych w procesie przygotowawczym przyznała jednak, że bombki kupowała w sklepach jednej z dużych sieci marketów budowlanych, w tak zwanej „promocji”. Dodatkowo okazało się, że niezwykle ciężko jej ustalić, czy zniszczeniu uległy bombki „świeżo wykonane”, czy może te z lat wcześniejszych. Jaka więc była wartość amortyzacji pomocy artystycznych (farb, pędzli czy rozpuszczalników do farb)?

Te żenujące lekko i w sumie ośmieszające powagę sądu Rzeczpospolitej spory i dywagacje ostatecznie podsumował sam Grzegorz Braun. „Wnioskuję, aby sąd zlecił biegłemu ustalenie tempa i stopnia amortyzacji choinek plastikowych, bombek z roku 2018, 2019, 2020, 2021, 2022 i 2023, dla porównania. Proszę wyliczyć, jaki był stopień tej amortyzacji i proszę przyjąć najbardziej korzystny dla oskarżonego wariant, że w obliczu niezdolności autorki tych bombek do ustalenia, jakie to właściwie bombki wisiały w dniu krytycznym na choince, która naruszała powagę sądu okręgowego w Krakowie, na co zareagowałem w trybie interwencji poselskiej. Ponieważ nie jest w stanie pani mecenas Bac powiedzieć, czy to były bombki z 2022 roku, czy może jednak z 2018 i czy były bardziej za 15,50 zł, a może jednak bardziej za 11,30 i na dodatek czas upływał, więc proszę, by biegły ustalił, w jakim tempie i na jakie kwoty ulegają amortyzacji bombki i choinki i proszę, żeby to po ustaleniu w najbardziej dla mnie korzystnym procesowo wariancie zostało przyjęte”.

Kolejny termin

28 maja br. odbyło się kolejne posiedzenie sądu. I tym razem nie zabrakło kontrowersji i ostrych sporów na linii prokuratura–oskarżony–obrona. Prokurator Maciej Młynarczyk po raz kolejny poprosił sąd o zrezygnowanie z listy świadków aż 11 osób pierwotnie wskazanych w akcie oskarżenia. „Zeznania tych osób niewiele wniosą, gdyż nie byli wystarczająco blisko sytuacji, w których dochodziło do sytuacji znamionujących popełnienie przestępstwa albo ich zeznania pokrywają się z wcześniejszymi zeznaniami już przesłuchanych przez sąd świadków” – mówił na sali rozpraw prokurator Maciej Młynarczyk.

Takie postawienie sprawy nie znalazło zrozumienia u obrońców Grzegorza Brauna. Dał temu wyraz w sposób dobitny mecenas Mariusz Ratajczak. „Wyłączenie przesłuchania przed sądem jest możliwe jedynie w sytuacji, gdy świadek na stałe przebywa zagranicą. Mamy wtedy do czynienia z przełamaniem zasady bezpośredniości i wtedy mamy uzasadnienie. Przeciw takim fundamentalnym zmianom stanowiska prokuratury my stanowczo protestujemy”.

Nawiązując do sprawy choinki z krakowskiego sądu mecenas Ratajczak zauważył: „Zdroworozsądkowo i tak obiektywnie ujmując sprawę, można było przyjąć wartość tej choinki, która miała wiele lat już, że to było mniej niż te 800 zł. Ale zwraca uwagę ekspresowe działanie prokuratury w tej sprawie. 27 stycznia dochodzi do zdarzenia i już tego samego dnia prokuratura wszczyna postępowanie przygotowawcze”.

W tym dniu sąd przesłuchał aż czterech świadków. Tylko i wyłącznie pracowników policji, bądź firmy ochroniarskiej wynajętej przez prezesa sądu w Krakowie. Jeden z nich wyraźnie miotał się i plątał w zeznaniach, co zauważył sam oskarżony, który wnioskował o przyjęcie przysięgi od świadka.

Był to funkcjonariusz, który podczas incydentu „choinkowego” naruszył nietykalność cielesną posła Brauna i w związku z tym miał nawet postępowanie przed prokuraturą, bronił go były poseł Paweł Śliz. „Charakterystyczne, że świadek odpowiada pytaniami na pytania. Ponieważ jest to proces nie tylko choinkowy, ale także i chanukowy, więc zwrócę uwagę na to, że to jest właśnie retoryka talmudu” – mówił poseł Grzegorz Braun komentując zeznania świadka: „Dyskurs, pytanie na pytanie”

„To tylko moja praca” – największa iluzja odpowiedzialności

„To tylko moja praca” – największa iluzja odpowiedzialności

8.06.2026 Zbigniew Jacniacki wolnemedia/to-tylko-moja-praca-najwieksza-iluzja-odpowiedzialnosci

Ile razy przeczytałeś lub usłyszałeś: „To nic osobistego. To tylko moja praca”? To jedno z najgroźniejszych zdań w historii. Mówili je poborcy podatków, żołnierze, cenzorzy i donosiciele. Dziś mówią je menedżerowie zwalniający ludzi dla wyników albo urzędnicy odsyłający człowieka z kwitkiem, bo brakuje jednego papierka. Sens zawsze jest ten sam: „Nie krytykuj mnie. Ja tylko wykonuję polecenia”.

Prawo czasem to akceptuje. Świadomość nigdy. Nie istnieje przełącznik „praca – życie prywatne”. Nie da się przez osiem godzin krzywdzić ludzi, a wieczorem wrócić do domu jako niewinna osoba.

Największe tragedie świata nie były dziełem potworów. Tworzyli je zwykli ludzie, powtarzający „Takie są procedury”, „Takie były rozkazy” czy „To jest moja praca”. Każde z tych zdań jest próbą zrzucenia odpowiedzialności na kogoś innego. Można przenieść władzę. Można przenieść polecenie. Można przenieść odpowiedzialność na papierze. Nie można przenieść skutków własnych czynów.

Europejska ucieczka: spowiedź bez naprawy

W naszej kulturze istnieje jeszcze jedna wersja tej samej ucieczki. Brzmi: „Wyspowiadałem się”.

Kościół naucza, że prawdziwa pokuta wymaga zadośćuczynienia. Ukradłeś – oddaj. Oszukałeś – napraw szkodę. Skrzywdziłeś – napraw krzywdę.

Proste? Proste. Problem polega na tym, że przez stulecia znacznie więcej mówiono o biciu się w piersi niż o zadośćuczynieniu. W praktyce wielu ludzi uwierzyło, że wystarczy wyznać winę, odmówić kilka modlitw i sprawa jest zamknięta. Naprawa szkody zniknęła. Został rytuał.

Co ciekawe, sama instytucja Kościoła często stosowała wobec siebie dokładnie tę samą zasadę. Gdy wybuchają skandale, słyszymy: „Przepraszamy”, „Wyrażamy ubolewanie”, „Popełniono błędy”.

A gdzie zadośćuczynienie? Gdzie naprawa szkód wyrządzonych przez stulecia prześladowań, przymusowej chrystianizacji, inkwizycji czy niszczenia rodzimych kultur? [tu już dał głos” propagandzie. md]

Przeprosiny są. Czy naprawa szkód się pojawiła?

Powstaje więc wygodny podział: wierny ma naprawiać krzywdy, instytucja ma zwołać konferencję prasową. Przeprosiny nie są zadośćuczynieniem.

Irytacja jako mechanizm obronny

Ten sam mechanizm działa w codziennym życiu. Ktoś mówi: „Przepraszam”, „Wybacz”, „I’m sorry”. I często jest zdziwiony albo nawet oburzony, gdy słyszy, że to dopiero początek. Jakby samo słowo miało usunąć skutki wcześniejszych działań.

Przeprosiny są ważne. Ale nie naprawiają szkody. Nie odbudowują zaufania. Nie cofają tego, co się wydarzyło. Prawdziwa odpowiedzialność zaczyna się od pytania: „Co mogę zrobić, żeby to naprawić?”.

Rachunek, którego nie da się unieważnić

Świadomości nie interesują umowy, stanowiska, sutanny, pieczątki ani rozgrzeszenia. Interesuje ją tylko jedno: co zrobiłeś drugiemu człowiekowi.

Możesz powtarzać: „To była moja praca”, „Takie były rozkazy”, „Wyspowiadałem się”, „Przeprosiłem”. Ale jeśli nie naprawiłeś krzywdy, rachunek pozostaje otwarty.

Żaden autorytet, żadna instytucja i żaden przełożony nie mogą go unieważnić.

Jedno pytanie

Najważniejsze pytanie nie brzmi: „Czy miałem do tego prawo?”, lecz: „Czy chcę być człowiekiem, który robi takie rzeczy?”. To właśnie tego pytania najczęściej unikamy. Bo łatwiej powiedzieć: „Taki mam zawód”, „Tego ode mnie wymagano”, „Odmówiłem Zdrowaśkę”, niż spojrzeć w lustro i przyznać, że każda decyzja współtworzy nas samych.

Prawo może cię uniewinnić. Kościół może cię rozgrzeszyć. Szef może cię pochwalić. Ale konsekwencje i tak pozostaną twoje.

Umowa o pracę nie jest umową na wynajem sumienia. Spowiedź nie jest kasownikiem skutków. W polu świadomego istnienia nie ma ucieczki. Są tylko konsekwencje. I wcześniej czy później każdy spotyka własne.

Autorstwo: Zbigniew Jacniacki
Źródło: WolneMedia.net

Druga prowokacja Zełenskiego. Budanow.

Druga prowokacja Zełenskiego

Leszek Miller myslpolska/miller-druga-prowokacja-zelenskiego

Jeśli uznać decyzję prezydenta Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA” za świadomą prowokację, to wysłanie gen. Kyryła Budanowa do Warszawy było jej logiczną kontynuacją.

Budanow należy do ścisłego kierownictwa państwa ukraińskiego, które konsekwentnie rehabilituje tradycje OUN i UPA. Wielokrotnie publicznie wychwalał UPA, a kilka tygodni temu – uczestnicząc w uroczystości ponownego pochówku Andrija Melnyka – oddał hołd jednemu z liderów OUN, kolaborantowi nazistowskich Niemiec. Budanow nie wykonał żadnego gestu pojednawczego. Przekazał natomiast jasny sygnał: „rozmawiamy, ale nie zamierzamy rezygnować z gloryfikacji naszych bohaterów”.

Takie działania wzmacnia brak zdecydowanej reakcji Zachodu, a przede wszystkim Polski. Po uroczystym sprowadzeniu i państwowym pochówku szczątków Melnyka protest zgłosił jedynie Izrael. Tymczasem wypowiedzi niektórych polskich polityków w stylu „nie będziemy meblować Ukrainie historii” tylko zachęcają Kijów do kolejnych prowokacji.

Decyzja Zełenskiego nie jest wyjątkiem – to reguła stosowana od lat.

Prezydenci Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski i Andrzej Duda odznaczyli Orderem Orła Białego prezydentów Ukrainy: Wiktora Juszczenkę, Petra Poroszenkę i Wołodymyra Zełenskiego. Wszyscy trzej aktywnie uczestniczyli w procesie wybielania zbrodni UPA, uznawaniu jej członków za „bohaterów i kombatantów walki o niepodległość”, przyznawaniu im przywilejów oraz nagradzaniu ich działań zbrojnych. W Polsce przez długi czas panowało w tej sprawie kłopotliwe milczenie.

Na tym tle postawa prezydenta Karola Nawrockiego zasługuje na szacunek. Po raz pierwszy od wielu lat mamy wrażenie, że polskie państwo realnie stoi na straży pamięci o ukraińskim ludobójstwie na Wołyniu i w Galicji Wschodniej i domaga się prawdy historycznej bez oglądania się na polityczną poprawność.

Strona ukraińska często powtarza, że UPA „walczyła przede wszystkim z Sowietami”. Fakty są jednak inne. Według dostępnych danych z rąk UPA zginęło około 8340 żołnierzy i funkcjonariuszy radzieckich. Jednocześnie ukraińscy nacjonaliści wymordowali ok. 100–150 tysięcy bezbronnych polskich cywilów – w tym dziesiątki tysięcy kobiet, dzieci i starców.

Gdy ktoś twierdzi, że UPA „bohatersko walczyła z Sowietami”, warto zadać proste pytanie: dlaczego z rąk tej formacji zginęło ponad dziesięciokrotnie więcej polskiej ludności niż radzieckich żołnierzy i funkcjonariuszy KGB? Ta dysproporcja najlepiej pokazuje prawdziwą naturę działań UPA i jej zbrodniczy charakter.

Leszek Miller

Fot. Kancelaria Prezydenta RP (X)

Pod rządami ignorancji

Pod rządami ignorancji

Prof. Stanisław Bieleń myslpolska/pod-rzadami-ignorancji

Porządki międzynarodowe zawsze mają przed sobą wiele niewiadomych. Nie bez powodu scenę międzynarodową uznaje się za najbardziej tajemniczą w życiu społecznym i trudno poznawalną.

Największym jednak źródłem niepewności i ryzyka nie jest sama natura tej sfery rzeczywistości, lecz ignorancja towarzysząca jej poznaniu. Dotyka ona szerokich kręgów politycznych, medialnego komentariatu, a nawet – o zgrozo – środowiska uniwersyteckiego Wielu obserwatorów stosunków międzynarodowych ulega rozmaitym presjom i koniunkturom. Zamiast poszukiwać prawdy, zajmują się oni w sposób świadomy tworzeniem fałszywych diagnoz, tendencyjnych rekomendacji i bałamutnych wizji. W odpowiedzi na zapotrzebowanie polityczne odrzucają niewygodną wiedzę, stosują rozmaite niejednoznaczności, eufemizmy, omijają tematy tabu. W rezultacie zanika rozróżnienie między wiedzą a ignorancją, prawdą a fałszem.

Najwięcej szkód wywołuje komentowanie bieżących zdarzeń międzynarodowych przez niekompetentnych, a ściślej mało rozgarniętych polityków. Samo zasiadanie w parlamencie nie czyni z wszystkich posłów i senatorów  wybitnych i wszechstronnych znawców czegokolwiek. Wieje grozą, gdy w rozmaitych przekazach medialnych popisują się samozwańcze pseudo-autorytety, które nie mają żadnego merytorycznego przygotowania,  ale mają tupet i niczym nieuzasadnione przeświadczenie o swojej amatorskiej mądrości. Nie rozumieją norm porządkujących rzeczywistość międzynarodową, ani nie kontrolują dysonansów między światem powinności i realnego bytu. Pretendują ponadto do krytycznych ocen i moralizatorskich pouczeń wobec innych – zwłaszcza Rosji i  Białorusi – co wynika z megalomanii i chełpliwości.

Całkowite oderwanie od realiów widać wyraźnie na przykładzie zawirowań wokół wiarygodności zobowiązań sojuszniczych NATO i Ameryki, wokół ukraińskich kampanii dezinformacyjnych, za które obwinia się wyłącznie Rosję, wokół zachodniej historycznej amnezji i licznych manipulacji medialnych, na przykład wokół Izraela. Promocja ignorancji  ułatwia zakłamywanie rozmaitych zjawisk i procesów.

Wystarczy przywołać polityczny, medialny i akademicki dyskurs o prawach człowieka, które funkcjonują w sferze ideologicznej i propagandowej, ale są całkiem oderwane od realiów. Tym postawom towarzyszy ślepota wobec imperialistycznych praktyk w przeszłości i obecnie, wybiórcze podejście do systemów opresyjnych, przemilczanie jaskrawych form dyskryminacji i wyzysku.

Anatomia manipulacji

Innym przykładem zakłamania jest wmawianie obywatelom, że Polska jest suwerenna i niepodległa jak nigdy dotąd, podczas gdy we współczesnym porządku międzynarodowym żadne państwo nie sprawuje prawdziwie najwyższego, niepodzielnego władztwa, jakiego wymagają definicje prawne i politologiczne. Nieprawdą jest także równość suwerenna państw, jak sugeruje Karta Narodów Zjednoczonych. Suwerenność państw istnieje więc jedynie dzięki ignorancji co do jej empirycznej rzeczywistości. Obrońcy pełnej suwerenności i niepodległości sami sobie zaprzeczają, gdyż w tym samym czasie respektują przemożną rolę sieci i rynków, klękają przed potęgą wielkich korporacji, a także uczestniczą w sposób pośredni lub bezpośredni w rozmaitych interwencjach w sprawy wewnętrzne innych państw.

Nadawanie sensu zjawiskom i procesom oznacza w wielu przypadkach ucieczkę od wiedzy i informacji. Dzieje się tak z dwu różnych powodów. Albo dana sfera rzeczywistości jest nierozpoznawalna z natury (ignorancja ontologiczna), albo poznawczo niedostępna (ignorancja epistemologiczna). Zasadniczy problem w nauce o stosunkach międzynarodowych polega na tym, że badacze z powodów obiektywnych (np. brak dostępu do danych) nie są w stanie wniknąć w „naturę rzeczy”, albo też świadomie lub mimowolnie podtrzymują niewiedzę, sięgając do mitów, uproszczeń, niedopowiedzeń i przemilczeń.

Najczęściej taka aktywność ma charakter celowy, zaprawiony stronniczością i wyrachowaniem. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że gdyby naprawdę zaczęto likwidować obszary ignorancji, choćby na temat charakteru reżimu politycznego na Ukrainie (korupcja, kradzież majątku narodowego, depopulacja, zamordyzm, haniebny kult zbrodniarzy), to mogłaby runąć cała konstrukcja fałszywej narracji, uzasadniającej ogromną pomoc udzielaną przez Zachód soldatesce ukraińskiej w Kijowie.

To  nieprawda, że każdy naród ma wyłączne prawo do kultywowania pamięci swoich bohaterów, nawet gdy byli zbrodniarzami. Wspólnota Zachodu wypracowała po II wojnie światowej wiele reguł, zinternalizowanych w różnych państwach i regionach świata, aby nigdy więcej nie dawać przyzwolenia ideologiom i reżimom, pochwalającym ludobójstwo. Choć ciągle nie udaje się zapobiec recydywie katastrof humanitarnych, to jednak dzisiejszy trzon Zachodu (państwa NATO i Unii Europejskiej) ciągle wyznaje – przynajmniej deklaratywnie – te wartości. Z tego względu ma rację prezydent Polski, że Ukraina nie ma szans na wejście do wspólnot zachodnich ze swoim  panteonem zbrodniarzy i kultem barbarzyństwa.

We współczesnych studiach międzynarodowych, wykorzystujących dorobek konstruktywizmu społecznego dowodzi się, że porządek międzynarodowy (a właściwie jego wyobrażenie) oparty jest na fabrykowaniu fałszywej wiedzy lub odwracaniu uwagi od faktycznych patologii i ukrywaniu niewygodnych faktów. Osławiony porządek liberalny, do którego z gorliwością neofity dołączały rządy państw pokomunistycznych, oparty był zawsze na subordynacji słabszych wobec silniejszych oraz na akceptacji ukrytych i jawnych form wyzysku. Robiono jednak wszystko po każdej ze stron, aby wizerunek zglobalizowanego kapitalizmu przedstawiać w jak najkorzystniejszym świetle. Mamiono ludzi postępem cywilizacyjnym, zatajając nowe formy zależności i podporządkowania.

W przedstawianiu struktury systemu międzynarodowego świadomie i celowo zacierano asymetrię władzy, a w rzeczywistości stosowanie dyskryminacji i podwójnych standardów wobec „późno-przychodzących”. W okresie ustrojowej transformacji ignorancja pozwalała na ucieczkę od nazywania źródeł społecznego zła (zawłaszczania majątku narodowego, ubóstwa, dehumanizacji, eksploatacji) i od wskazywania winnych tego stanu rzeczy. Spełniała zatem funkcję ochronną w procesie przemian. Z jednej strony celowe działania nowych elit kompradorskich, a z drugiej obojętność i naiwność gremiów społecznych powodowały, że procesy stowarzyszania się, a następnie integracji w ramach liberalnego porządku przebiegały w praktyce bez większego sprzeciwu. Opornych marginalizowano, a w skrajnych wypadkach eliminowano (w Polsce przypadek Andrzeja Leppera). Dopiero teraz  następuje powolne przebudzenie, ale straty są nie do naprawienia.

Ignorancja i jej skutki

Niewiedza łagodzi negatywne skutki dysonansu poznawczego na tle hipokryzji i sprzeczności między deklaracjami władz a realiami społeczno-gospodarczymi. Niewątpliwie sprzyja promowaniu interesów różnych uprzywilejowanych i wpływowych aktorów. Upowszechnienie wiedzy o faktycznych mechanizmach sprawowania władzy i procesach zewnętrznego sterowania mogłoby spowodować wzrost niepewności i sprzeciwu, a w rezultacie chaosu. Rządzący robią więc bardzo dużo, zwłaszcza za pomocą usłużnych mediów, aby niewygodną wiedzę o patologiach społecznych poddawać kontroli i reglamentacji. Stąd strategie urzędowego przemilczania i zinstytucjonalizowanej amnezji.

Wspólnikiem „produkcji ignorancji” jest współczesne dziennikarstwo, które odwraca uwagę od spraw naprawdę ważnych czy istotnych, zwalcza „niewygodną wiedzę” i jej eksponentów, upowszechnia „nowomowę”, odwracając znaczenia terminów i dezawuując racjonalną argumentację. Media masowe tworzą na skalę przemysłową „szum informacyjny”, rozpowszechniając bałamutne informacje i „alternatywne” fakty.

Szczególny przypadek z polskiego podwórka dotyczy podważania zaufania opinii publicznej do realizmu politycznego. Trwa bezmyślne etykietowanie jego zwolenników, oparte na mechanizmie naznaczenia, dyskredytacji i stygmatyzacji. Silne reminiscencje historyczne i panująca rusofobia kierują ten nurt myślenia, którego nazwę pisze się celowo w cudzysłowie, albo ze skrótem „tzw.”, w stronę zdradzieckiej formacji prorosyjskiej („targowicy”). W ten sposób zawęża się jego przydatność analityczną i wartość wyjaśniającą w odniesieniu do  gry wielkich potęg na przestrzeni dziejów. Tymczasem jest to jedna z najstarszych konceptualizacji stosunków międzynarodowych, której źródła sięgają antycznego histora Tukidydesa i jego „Historii wojny peloponeskiej”. Teoretyczny dorobek realizmu politycznego jest niezaprzeczalny.

Polscy politycy i publicyści najczęściej nie znają schedy XX-wiecznych realistów anglosaskich, począwszy od Edwarda H. Carra, Hansa Morgenthaua czy Kennetha Waltza. Wydają  natomiast jednoznacznie negatywne  opinie o myśleniu realistycznym, będąc faktycznie ignorantami w tej dziedzinie. Polski świat akademicki także unika sięgania po konstrukcje teoretyczne i założenia metodologiczne realizmu politycznego, aby nie stać się obiektem prymitywnej krytyki ze strony ignorantów. Chwalebnym wyjątkiem jest publikacja profesora W. Juliana Korab-Karpowicza pt. „Realizm polityczny. Ewolucyjna teoria stosunków międzynarodowych” (SCHOLAR, 2026). Sprowokowanie dyskusji wokół niej mogłoby zapobiec  utonięciu dzieła w „produkcji ignorancji”.

Porządek międzynarodowy w sferach koncepcyjnej i realizacyjnej funkcjonuje zawsze dzięki temu, że dominujące mocarstwa, poddając uniwersalizacji swoje partykularne interesy, dążą do utrzymania systemu międzynarodowego we względnej równowadze. Ich hipokryzja i cynizm polegają na tym, że wykorzystują dla egoistycznych celów całe wspólnoty państw, podporządkowując je sobie w imię bezpieczeństwa, dobra wspólnego, pokoju czy ochrony praw człowieka. Liberalne demokracje nie różnią się pod tym względem od reżimów niedemokratycznych.

Wiara w kapryśnego hegemona

W polskiej wyobraźni politycznej na temat stosunków międzynarodowych istnieje ciągła tęsknota za ustanowionym raz na zawsze porządkiem międzynarodowym, który zapewniałby trwałe zakotwiczenie państwa w bezpiecznych i niezawodnych sojuszach. Takie myślenie ma charakter ahistoryczny i jest niestety produktem ignorancji. Każdy bowiem porządek społeczny, w tym międzynarodowy, jako zamknięty zespół wartości, norm i instytucji, które zapewniają stabilność i przewidywalność, istnieje jedynie w teorii. W praktyce mamy do czynienia ze stale zmieniającym się środowiskiem, w którym dynamika układów sił geopolitycznych determinuje mobilizację strategiczną, skierowaną na maksymalne zaspokojenie egoistycznych interesów.

Zwłaszcza państwa o rangach niemocarstwowych nigdy nie są pewne osiągniętego etapu konsolidacji porządku, do którego należą. Po latach względnego spokoju i stabilności zazwyczaj dochodzi do kumulacji sytuacji kryzysowych, które podważają skuteczność przywództwa i obniżają funkcjonalność sojuszy. Aby zaradzić negatywnym zjawiskom, przekierowuje się uwagę uczestników na zagrożenia zewnętrzne, a powszechna militaryzacja staje się zjawiskiem pierwszoplanowym. I znowu daje o sobie znać ignorancja, której efektem są potężne, często nietrafione wydatki na zbrojenia i przywiązanie do „bezalternatywnych” strategii rywalizacyjnych.  W przypadku Polski jedynie przywrócenie normalności w stosunkach z Rosją może ograniczyć negatywne skutki irracjonalności w zachowaniach  decydentów.

Oddawanie swojego losu i bezpieczeństwa w ręce kapryśnego hegemona świadczy nie tylko o braku mądrego wnioskowania z historii. Jest także dowodem samooszukiwania się i głębokiego upodlenia. Wyścig polskich notabli o łaskawość zaoceanicznego protektora w sprawie stacjonowania amerykańskich legionów jest objawem „zbiorowego infantylizmu”. Nie trzeba przecież specjalnego dowodu na to, że uzależniając się całkowicie od obcej „polisy ubezpieczeniowej”, polscy politycy pchają Polskę we wspieranie wszelkich awantur inicjowanych przez USA.

Poza polityką zbrojeń ignorancja połączona z brakiem wyobraźni rządzi także bezpieczeństwem energetycznym i żywnościowym, migracjami i zarządzaniem granicami. Doprawdy trudno pojąć logikę barykadowania Polski od strony Rosji i Białorusi, gdy tymczasem granica z Ukrainą, będącą w stanie wojny, jest miejscem wielu przemilczanych nadużyć, a państwo jest otwarte na imigrację jak nigdy przedtem. Brakuje ponadto debaty na poziomie politycznym i eksperckim na temat szkodliwych skutków jednostronnych uzależnień, a dogmatyzacja lojalności sojuszniczej „na dobre i złe” wobec Ukrainy uodparnia „reżim ignorancji” na zmiany i przewartościowania dotychczasowej strategii.

Ignorancja stoi na przeszkodzie właściwemu rozpoznaniu natury liberalnego porządku międzynarodowego. W istocie opiera się on na wspólnocie interesów dawnych potęg kolonialnych i brutalnych imperiów, których praktyki wobec podbijanych ludów miały charakter haniebny. To tam zrodził się rasizm i wszelkie możliwe formy opresji. Polska, która w swoim dziedzictwie historycznym powołuje się na własne wartości  tolerancji, humanitaryzmu i solidarności, zamiast dystansować się od  nikczemności idei i instytucji wymyślonych na Zachodzie, przyjmuje je bezkrytycznie, co jest niewątpliwie skutkiem głębokiej ignorancji. Nie wiadomo, czy rządzący zdają sobie sprawę z tego, że biorą na siebie odium za czyny nigdy niepopełnione przez Polaków.

Pułapka narracji historycznej

Będąc przez wiele dekad pryncypialnym uczestnikiem rozliczania zbrodni reżimów totalitarnych – nazizmu i stalinizmu – Polska afirmuje zachodnią narrację zwycięstwa w II wojnie światowej. Skutkuje to przyzwoleniem na włączenie do uznanej pamięci historycznej ukraińskich zbrodniarzy wojennych, winnych czystek etnicznych na Polakach Wołynia i Galicji Wschodniej.  Wizja porządku międzynarodowego opartego na heroizacji zbrodniarzy ma zawsze charakter jątrzący i konfliktogenny. Prędzej czy później doprowadzi do kolejnej katastrofy w stosunkach między zwaśnionymi stronami. Szkoda, że polskie elity polityczne III RP, ogłupiane przez lata rusofobiczną propagandą, doprowadziły do zhańbienia pamięci o ofiarach banderowskiego ludobójstwa poprzez obojętność wobec oficjalnego na Ukrainie kultu zbrodniarzy, ale na domiar złego, brną dalej we wspieranie skorumpowanego reżimu kijowskiego, nieliczącego się z wrażliwością Polaków.

W związku z ludobójstwem Izraela w Gazie oraz odkryciem ogromnej korupcji w ukraińskich kręgach władzy, niemal na całym Zachodzie przyjęto tworzenie „prawdy alternatywnej”. Odwracanie uwagi i lekceważenie niewygodnej wiedzy bazuje na podkreślaniu „prawa Izraela do obrony”, a w przypadku Ukrainy wyolbrzymianiu jej roli w obronie wartości „wolnego świata”, których sama Ukraina nigdy nie przestrzegała i nie przestrzega.  Każdy krytyk Izraela jest napiętnowany jako „antysemita”, a oskarżający Ukrainę z automatu nabywa miano „agenta Putina”. To tylko dwie ilustracje tego, jak liberalny porządek wykorzystuje umyślną ignorancję dla zaciemniania prawdy o przestępczej działalności rządów i armii.

Gdy dzięki prezydentowi Donaldowi Trumpowi zrezygnowano z idealizacji liberalnego porządku, okazało się, że nie obowiązują w nim żadne „wartości ani zasady”, którymi „czarowano” przez lata swoich i obcych. Nie oznacza to jednak, że populizm Trumpa nie sięga do podobnych praktyk ignorancji, które rażą swoją nachalnością i brakiem skrupułów. Przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii wytwarzania wiedzy (przy zastosowaniu sztucznej inteligencji) dochodzi do algorytmicznego dobierania treści i zacierania w oczywisty sposób granic między prawdą a kłamstwem. W połączeniu z porażającą niekompetencją funkcjonariuszy publicznych prowadzi to do demontażu demokratycznych podstaw ustrojowych – rządów prawa i kontroli władz.

Kłamstwa i tupet

W oficjalnej propagandzie sięga się do jawnych zmyśleń i przeinaczeń, co obrazują wypowiedzi najwyższych funkcjonariuszy z prezydentem USA na czele, na przykład w odniesieniu do Iranu. Odwoływanie się w wielu sprawach do spiskowych tropów służy ignorantom do unikania dowodów empirycznych. Język debaty publicznej nie sięga do wyszukanych retorycznych popisów, ale celem wywołania emocjonalnych odruchów w społeczeństwie – do pospolitych obelg, inwektyw i zniesławień.

Na szczęście, są jeszcze przyzwoici ludzie, którzy ujawniają szkodliwe manipulacje i nadużycia władz. Dzięki wysiłkowi intelektualnemu i cywilnej odwadze amerykańskich dziennikarzy doszło na przykład do ujawnienia, że wojnę z Irakiem w 2003 roku oparto na sfabrykowanych dowodach i fałszywych zarzutach przeciw Saddamowi Husajnowi posiadania broni masowej zagłady. Warto przypomnieć najsłynniejszego sygnalistę i demaskatora w historii, Edwarda Snowdena, który w 2013 roku obnażył na łamach prasy bezprawne praktyki inwigilacji i prześladowań obywateli USA. W związku z kryzysem migracyjnym  w Europie wielu uczciwych ludzi ujawniło głęboki rozdźwięk między retoryką humanitarną rządów państw unijnych a utrzymywaniem brutalnych reżimów granicznych.

Konkludując, można pokusić się o twierdzenie, że współczesny porządek międzynarodowy, będący mieszaniną dezynwoltury i chaosu, jest rezultatem świadomie konstruowanej ignorancji, systematycznej produkcji niewiedzy. Wielkim potęgom ciągle udaje się pod szyldami moralnej wyższości i cywilizacyjnego posłannictwa  maskować sprzeczności między głoszonymi postulatami a faktycznymi, często haniebnymi i szkodliwymi zachowaniami.

Prof. Stanisław Bieleń

Myśl Polska, nr 23-24 (7-14.06.2026)