Czy Grupa Wyszehradzka ma wciąż potencjał?

Czy Grupa Wyszehradzka ma wciąż potencjał?

Mateusz Piskorski myslpolska/piskorski-czy-grupa-wyszehradzka-ma-wciaz-potencjal

Format współpracy środkowoeuropejskiej przeżywał wzloty i upadki. Ostatnio, w związku z wewnętrznymi animozjami politycznymi, był praktycznie martwy, a co najmniej uśpiony. 

Wiele wskazuje jednak na to, że – wbrew licznym pesymistycznym prognozom – współpraca środkowoeuropejska wciąż zachowuje potencjał, i to na kilku płaszczyznach. 

Ukraina – wspólny problem?

Stanowisko poszczególnych krajów z wyszehradzkiej czwórki (Polska, Słowacja, Węgry, Czechy) w sprawie najbardziej przepełnionej aktualną treścią, czyli wobec konfliktu na Ukrainie, nie było i nadal nie jest jednolite. Warszawa na przestrzeni ostatnich lat w sposób ewidentny blokowała rozwój współpracy w naszym regionie. „Musimy się przyznać do tego, że polskie rządy w latach 2022-2024 były tymi, które psuły relacje wewnątrz Grupy Wyszehradzkiej. To właśnie Polska sprawiała wrażenie, że nie chce współpracować z Węgrami, czy również w pewnym sensie ze Słowacją” – mówi nam poseł Roman Fritz (Konfederacja Korony Polskiej) z sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Mamy jednak pewne obiektywne, wspólne interesy, które łączą Warszawę, Bratysławę, Budapeszt i Pragę. Tym obiektywnym interesem jest w pierwszej kolejności powstrzymanie dalszej eskalacji, również przestrzennej, toczącej się wojny. Nieuchronnie to właśnie nasze cztery kraje (trzy spośród nich mają z Ukrainą bezpośrednią granicę) narażone są najbardziej na skutki i ryzyka dalszego trwania konfliktu. To również my (w przeważającej mierze Polska) przyczyniamy się do trwania owego niekorzystnego i ryzykownego dla nas konfliktu poprzez sprowadzenie naszego terytorium do roli tranzytowej dla przerzutów broni do Kijowa. Ewentualne odcięcie dostaw przez nasze terytorium, uzupełnione jeszcze o stosowne porozumienie w tej sprawie z Rumunią, właściwie w ciągu kilku miesięcy przyniosłoby kres krwawemu konfliktowi zbrojnemu u naszych granic. 

Po zakończeniu wojny staniemy jednak znów przed obliczem wspólnego zagrożenia dla całego naszego regionu Europy. Tym zagrożeniem będzie geograficzne sąsiedztwo z rozsadnikiem przestępczości (handlu bronią, przemytu ludzi i substancji zakazanych), któremu będziemy musieli stawić wspólnie czoła, nie doprowadzając jednocześnie do zamknięcia wolnego ruchu granicznego między naszymi krajami. 

Tradycja ochrony mniejszości

Europa Środkowa to tradycyjnie obszar przenikania się kultur. Jednocześnie to przestrzeń, na której ośrodkom zewnętrznym bardzo łatwo rozniecić konflikty etniczne i narodowościowe, prowadzące do podziałów i hamujące nie tylko integrację, ale wszelką współpracę w regionie. Problem liczącej około 100 tysięcy populacji węgierskiej na ukraińskim Zakarpaciu nie jest zatem sprawą do rozwiązania wyłącznie dla Budapesztu. Jest raczej wspólnym wyzwaniem, choć społeczności pozostałych narodów środkowoeuropejskich na Ukrainie są mniejsze (wspólnota polska uległa praktycznemu zanikowi wskutek prowadzonej najpierw przez Związek Radziecki, a później przez Kijów polityki). Nie zmienia to faktu, że wykazanie przez kraje naszej części Europy solidarności z Węgrami leży w interesie każdego z państw Grupy Wyszehradzkiej z osobna. 

A z realizacją zawartych ostatnio przez Budapeszt i Kijów ustaleń w sprawie ochrony praw mniejszości mogą być poważne problemy. „Kijów nie będzie w stanie nad tym panować. Straszliwy konflikt zbrojny na terenie Ukrainy i de facto postępująca dekompozycja tego kraju pozwalają jednoznacznie stwierdzić, że trzeba poczekać na pokój i na okrzepnięcie jakiejś przyszłej administracji” – obawia się Roman Fritz .

Nieakceptowalne odwołania historyczne

Problem z mniejszościami wzmacnia ostatnio kwestia polityki historycznej Kijowa. Kolejne odwołania do tożsamości nacjonalistycznej, a właściwie etnocentrycznej, zarówno w duchu Stiepana Bandery, jak i innych nurtów ukraińskiego nacjonalizmu, tworzą grunt pod konfrontację ze wszystkimi sąsiadami, również tymi środkowoeuropejskimi. Warto pamiętać, że ofiarami ludobójstwa dokonanego przez UPA padali nie tylko Polacy, ale również inne grupy mniejszościowe, przede wszystkim Czesi. Wybór tożsamości politycznej przez Kijów niejako w naturalny sposób stawia go w opozycji wobec całej Grupy Wyszehradzkiej. 

Słabość centralnego aparatu władzy na ogarniętej wojną Ukrainie sprawiać będzie jednak, że wiele zależeć będzie od czynnika samorządowego różnych szczebli. „W tej chwili dużo będzie zależało od samorządów na Ukrainie, w tym wypadku samorządów miast znajdujących się na terenie Zakarpacia, czyli Użhorodu i tak dalej. Jak tam będą postrzegane wzajemne relacje i kto tam będzie zarządzał? Mamy oczywiście w Polsce doświadczenia nieciekawe, jeżeli chodzi o samorządy ukraińskie, chociażby takie miasta jak Stanisławów, czyli obecnie Iwano-Frankiwsk, jak gdyby nigdy nic kultywują pamięć o pseudobohaterach przez nadawanie honorowego obywatelstwa miasta ludobójcom – Banderze i Szuchewyczowi” – mówi nam Roman Fritz.

Korzyści z dialogu

Trzy spośród czterech państw Grupy Wyszehradzkiej (Słowacja, Czechy, Węgry) w mniejszym lub większym stopniu spoglądają pragmatycznie na relacje z Rosją, przede wszystkim na ich wymiar gospodarczy. Węgry i Słowacja w dalszym ciągu importują rosyjskie surowce energetyczne, a ich władze otwarcie deklarują, że nie zamierzają z nich rezygnować, dopóki jest to opłacalne ekonomicznie. Polska i Czechy obiektywnie mogłyby zyskać na wznowieniu współpracy z Rosją, obniżając ceny paliw. Wizja traktowania Europy Środkowej jako hubu służącemu importowi i dystrybucji węglowodorów zza oceanu okazała się zbyt optymistyczna. Po prostu cena surowca amerykańskiego jest zbyt wysoka, by można było oprzeć na nim rozwój środkowoeuropejskich gospodarek. „Działania Magyara służą głównie kreacji lepszego wizerunku. Natomiast oczywiście twarde osie geopolityki pozostają bez zmian. Kraje leżą tam gdzie leżą, wyspy leżą tam gdzie leżą, rzeki płyną, tak jak płynęły i szlaki handlowe również. Mogę tylko uzupełnić, że wcale nie jest tak, że Węgry są skazane na najściślejszą współpracę z Niemcami, czy z Unią Europejską” – zauważa Roman Fritz. Wielowektorowość polityki węgierskiej to jednak nie tylko pragmatyczne podejście do stosunków z Rosją. To również współdziałanie z innymi liczącymi się graczami globalnymi, często wbrew naciskom tzw. Zachodu. W tej kwestii rząd Pétera Magyara zapewne niewiele zmieni. „Węgry mają znakomite relacje przede wszystkim z Chinami. Inwestycje chińskie na Węgrzech są naprawdę bardzo imponujące, stąd należy traktować ten kraj jako przyczółek chińskiej ekspansji na Unię Europejską” – ocenia poseł Konfederacji Korony Polskiej. Dodaje też, że w Budapeszcie spory nacisk kładzie się także na kierunek południowy polityki zagranicznej – współpracę z Rumunią czy Chorwacją. 

Wspólny front w Europie?

W interesie wszystkich krajów Grupy Wyszehradzkiej leży wypracowanie wspólnego stanowiska wobec Brukseli, i to w co najmniej dwóch sprawach. Pierwsza to polityka Zielonego Ładu narzucana przez Brukselę, obok innych, nieracjonalnych ekonomicznie agend unijnych. Wyszehradzka czwórka mogłaby z powodzeniem koordynować swoje działania wobec Brukseli, od czasu do czasu pozyskując również wsparcie innych krajów członkowskich, przede wszystkim Rumunii i Bułgarii. Nowy rząd węgierski ma też jednak inne priorytetowe kierunki polityki zagranicznej. „Péter Magyar zapowiada ściślejszą współpracę z państwami niemieckojęzycznymi. To przeniesienie środka ciężkości; zacieśnia relacje i z Austrią i z Niemcami i wręcz zaprasza Niemcy do bycia czymś w rodzaju piątego koła tego wozu, który nazywamy Grupą Wyszehradzką. Świadczą o tym jego intensywne wyjazdy zagraniczne zapoczątkowane w Warszawie, ale potem przecież były Austria, Niemcy i Bruksela” – zauważa Roman Fritz. 

Czy rzeczywiście są szanse na realną reaktywację formatu wyszehradzkiego? Poseł Fritz zauważa rolę innych, nie do końca zależnych od nas czynników: „Ja bym na to w ogóle spojrzał szerzej. To nie zależy nawet od Budapesztu czy od Warszawy, od Pragi i Bratysławy. To zależy od samej kondycji Unii Europejskiej, jej centrali i oczywiście głównego rozgrywającego, czyli Niemiec. Jeżeli sprawy już poszły za daleko i Unia Europejska ugina się pod własnym ciężarem, pod ciężarem przeregulowania gospodarki, tego neokomunizmu, który przejawia się we wspieraniu ruchów antytradycyjnych, tak to nazwijmy delikatnie – to siłą rzeczy następują jakieś tam pęknięcia. Do tej pory Grupa Wyszehradzka była jak gdyby taką małą jamą w tym wielkim konglomeracie unijnym, która pokazywała, że jest możliwa współpraca krajów mających bardzo zbliżony do siebie zarówno poziom gospodarczy, jak i wspólne, podobne pamięci historyczne, bo wszystkie te cztery kraje przecież pamiętały doskonale komunizm, satelickie zarządzanie przez Związek Sowiecki. Na tym tle doszło do naturalnej współpracy. Grupa Wyszehradzka jest rozgrywana jednak przez innych już od wielu lat i te pęknięcia są duże”.

Poseł Konfederacji Korony Polskiej jest sceptykiem co do rozszerzenia formatu współdziałania w naszym regionie. Dostrzega jednak obszary potencjalnej aktywności: „Pewnie pozwolą nam współpracować w Grupie Wyszehradzkiej na zasadzie wizerunkowej, drobnej współpracy przygranicznej, czy projektu Via Carpatia. Natomiast to nie będzie skutkowało niczym poważniejszym” – prognozuje.

Czy zatem wspólnota interesów ustąpi przed wpływami zewnętrznymi? Czas pokaże, jednak nasz region wciąż ma szansę, której może do końca nie zmarnować. 

Mateusz Piskorski

Kto zyskuje przewagę w naszej „zimnej wojnie” z Rosją?

Kto zyskuje przewagę w naszej „zimnej wojnie” z Rosją?

prof. Witold Modzelewski myslpolska/kto-zyskuje-przewage-w-naszej-zimnej-wojnie-z-rosja

Istotą tej „wojny” jest jak dotąd strach: klasa polityczna uwierzyła, że grozi nam nieuchronnie „agresja rosyjska”, przez co zmusza się nas do nadzwyczajnych wydatków na zbrojenia na koszt obecnych i przyszłych pokoleń.

Jest rzeczą oczywistą, że robimy to również (głównie?) poprzez redukcję wydatków na cele cywilne: nie tylko o charakterze rozwojowym, ale również bieżącym – nawet  na wydatki ochrony zdrowia (w NFZ zabrakło ponad 20 mld zł, zamykane są oddziały w szpitalach, a być może i całe szpitale); budżet nie dołoży tych pieniędzy, bo realizujemy wyśrubowany program zbrojeniowy. W podobny sposób reagują niektóre inne państwa NATO, ale nie wszystkie. Rosja podtrzymuje skrzętnie ten strach (głównie poprzez tzw. wrogą narrację). A może dajemy się okpić? Bo przecież dzięki tym wydatkom głównie finansujemy nierentowne fabryki przemysłu zbrojeniowego, zwłaszcza w USA, bo to mocarstwo jako eksporter (poza kilkoma surowcami) nie ma już nic więcej do zaoferowania. To jest system naczyń połączonych: nasze pieniądze, wydawane głównie za granicą, podtrzymują byt w sumie pasożytniczych branż, czyli ktoś się bogaci (nasze „przywództwo”), a my biedniejemy.

Kto więc obiektywnie zyskuje w naszej „zimnej wojnie” z Rosją: my, czy nasz „odwieczny wróg” (tu posługuje się językiem obowiązującym po to, aby nie spotkać się z zarzutem „siania dezinformacji”)? Poprawność nakazuje wskazywać nas jako „zwycięzców” (przynajmniej jak dotąd), bo, po pierwsze, mamy coraz więcej sprzętu wojskowego i możemy się trochę mniej bać „rosyjskiej agresji”; po drugie, możemy dalej słownie pomiatać „ruskimi”, a zwłaszcza do woli nazywać „zbrodniarzem” prezydenta Rosji; i, po trzecie, dalej kupować dużo droższą ropę oraz gaz ziemny od innych państw na złość Rosji. To wielkie przewagi a nawet zwycięstwa – może jeszcze nie na miarę „cudu nas Wisłą” i Odsieczy Wiedeńskiej, ale jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa.

Rosja w tym czasie również wydaje krociowe sumy na wojsko (nawet dużo większe), wciąż nam „zagraża” i „niedługo zaatakuje jedno z państw NATO” (tak informują nasi oficjele). Ni mniej, ni więcej – oznacza to, że nie uzyskujemy jakiegokolwiek efektu odstraszenia. Rosja nie tylko nie chce kapitulować, nie prosi o pokój, nie deklaruje wypłaty odszkodowania „walczącej Ukrainie” (jej oligarchom?) oraz nie zapowiada „wydania Putina w ręce międzynarodowej sprawiedliwości”, a przede wszystkim nie chcę wycofać się ze wszystkich okupowanych ziem ukraińskich, łącznie z Krymem. Takie są przecież cele naszej polityki zagranicznej.

Jeśli wydatki publiczne w wysokości 5% na obronność są zbyt małe, aby Rosja po dobroci zrealizowała nasze żądania, to mamy dwa wyjścia: albo jeszcze wyżej podnieść kwoty tych wydatków, zwiększając nasz dług, lub wprowadzić nadzwyczajny podatek wojenny na kwotę kolejnych 5% PKB; albo – wyegzekwować nasze żądania siłą, bo jak wiemy (inaczej nam myśleć nie wolno) Rosja jest „słoniem na glinianych nogach” i tylko patrzeć jak zegnie kolana. Mamy więc do wyboru: dalej wykrwawiać się ekonomicznie, albo zarówno ekonomicznie, jak i być może bezpośrednio.

Można więc zadać retoryczne pytania: gdzie się znaleźliśmy po ponad 10 latach polityki proukraińskiej i czy to jest sukces czy porażka? Czy ktoś w ogóle bierze pod uwagę, że oczekiwane zwycięstwo Ukrainy będzie dla nas największym zagrożeniem; będzie to przecież regionalne mocarstwo, o dużo silniejszej od naszej armii, które nie będzie „wdzięczne” za naszą bezinteresowną pomoc, lecz wejdzie (już weszło?) w sojusz z RFN. Jest to wysoce prawdopodobne.

Może więc czas na zmiany po to, aby oddalić złe scenariusze.

prof. Witold Modzelewski

Myśl Polska, nr 23-24 (7-14.06.2026)

Nowe przygody Murzynka Bambo

Nowe przygody Murzynka Bambo

Autor: CzarnaLimuzyna , 5 czerwca 2026

Murzynek Bambo w Polsce dziś mieszka

czarną ma skórę i też „koleżka”

Polaka w głowę od tyłu bije

albo próbuje złapać za szyję

w ramach kultury i bez agresji

z wielkiej przyjaźni i w wyobraźni –

tak piszą media z syndromem znanym

niezbyt przejrzystej, zamglonej jaźni

=======================================================

Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka.

Bo im szersza strona mego ducha żyje życiem zbiorowym narodu, tym jest mi ono droższe, tym większą ma ono dla mnie cenę i tym silniejszą czuję potrzebę dbania o jego całość i rozwój.

– Roman Dmowski, „Myśli nowoczesnego Polaka”

=========================================================

Mógłbym poprzestać na cytacie z Dmowskiego, bo kto go nie rozumie, nic nie zrozumie. Ludzie, którzy przedstawiają niższy typ człowieka, upodlając się do poziomu przeciwników cywilizacji zawsze będą przeciwko Polsce, popierając barbarzyńców kosztem własnego narodu – własnego tylko teoretycznie, bo identyfikują się przecież nie z Polską tylko z jakąś inną fikcyjną wspólnotą. Za czasów pierwszego Eurokołchozu była to wspólnota krajów komunistycznych, a dziś krajów unijnych – w jednym i w drugim przypadku narodów zdominowanych i zniewolonych, niszczonych na poziomie kultury i tożsamości.

Opis wydarzenia: “Sprawca powinien opuścić nasz kraj”…

Do zdarzenia doszło w nocy z soboty na niedzielę w jednym z lokali przy Krakowskim Przedmieściu w Lublinie. Według relacji świadków 41-letni obywatel Zimbabwe najpierw odepchnął stojącego przy barze 40-letniego mieszkańca Lublina. Po krótkiej wymianie zdań wydawało się, że sytuacja została zażegnana.

Po chwili napastnik wrócił jednak do mężczyzny i niespodziewanie uderzył go szklanką z piwem w okolice głowy. Świadkowie podkreślali, że atak nastąpił nagle i od tyłu. Poszkodowany trafił do szpitala z rozległą raną wymagającą szycia. Według informacji przekazywanych przez media stwierdzono u niego również obrażenia kręgosłupa. Sprawcę ujęli pracownicy ochrony lokalu i przekazali policji. Ponieważ był pod wpływem alkoholu, trafił najpierw do izby wytrzeźwień.

Bosak: Być może nawet usiłowanie zabójstwa

W przedmiotowej sprawie według dostępnych opisów mamy do czynienia co najmniej z pobiciem przy użyciu niebezpiecznego narzędzia, a być może nawet z usiłowaniem zabójstwa” – napisał. Jego zdaniem osoba atakująca człowieka ostrym przedmiotem w okolice głowy, karku i szyi powinna przewidywać możliwość spowodowania śmierci ofiary. /link/

Maccabi Tel Awiw. Właściciel Pogoni Szczecin odmówił Żydom. Nie gryzł się w język.

„Gdybym żył w czasach nazistowskich Niemiec…”. Właściciel Pogoni Szczecin odmówił Żydom. Nie gryzł się w język

5.06.2026 nczas/gdybym-zyl-w-czasach-nazistowskich-niemiec-wlasciciel-pogoni-szczecin-odmowil-zydom-nie-gryzl-sie-w-jezyk

Alex Haditaghi, właściciel Pogoni Szczecin.
NCZAS.INFO | Alex Haditaghi, właściciel Pogoni Szczecin. / Fot. PAP

Gdybym żył w czasach nazistowskich Niemiec, jednego z najczarniejszych rozdziałów historii, nie nawiązałbym współpracy biznesowej z żadnym klubem sportowym reprezentującym nazistowskie Niemcy. (…) Dziś muszę zastosować tę samą miarę moralną – odpisał izraelskiemu klubowi właściciel Pogoni Szczecin Alex Haditaghi.

Izraelski klub Maccabi Tel Awiw złożył oferty za dwóch piłkarzy Pogoni Szczecin. Chodzi o Dimitriosa Keramitsisa i Leo Borgesa.

Właściciel Pogoni, choć mógłby zarobić spore pieniądze, nie chce w ogóle wchodzić w negocjacje z klubem żydowskim. Haditaghi, mający korzenie irańskie, jako powód odmowy wprost podaje cierpienie cywilów w regionie oraz „gwałtowne, ludobójcze i nieludzkie działania państwa izraelskiego”.

Haditaghi ujawnił treść odpowiedzi, jakiej udzielił izraelskiemu klubowi. Cytujemy ją poniżej w całości:

Dziękuję za zainteresowanie współpracą biznesową z Pogonią Szczecin oraz za zainteresowanie naszymi zawodnikami, Léo Borgesem i Dimitriosem Keramitsisem.

Zawsze wierzyłem, że sport powinien jednoczyć ludzi. Piłka nożna powinna być większa niż polityka, większa niż granice i większa niż podziały. Powinna reprezentować nadzieję, szacunek, jedność i człowieczeństwo.

Jednakże są momenty w historii, kiedy milczenie staje się współudziałem, a kiedy pieniądze, interesy biznesowe i okazje muszą ustąpić miejsca sumieniu.

Biorąc pod uwagę trwające cierpienie niewinnych cywilów w Gazie, Libanie, Iranie i w całym regionie, oraz biorąc pod uwagę gwałtowne, ludobójcze i nieludzkie działania państwa izraelskiego, nie uważam, aby było moralnie słuszne, by nasz klub kontynuował jakiekolwiek transakcje biznesowe z klubem reprezentującym Izrael w obecnej chwili.

Moja odpowiedzialność jako Przewodniczącego i Właściciela nie ogranicza się jedynie do ochrony interesów finansowych naszego klubu. Polega również na ochronie wartości, zasad i człowieczeństwa, za które nasz klub musi się opowiadać.

Gdybym żył w czasach nazistowskich Niemiec, jednego z najczarniejszych rozdziałów historii, nie nawiązałbym współpracy biznesowej z żadnym klubem sportowym reprezentującym nazistowskie Niemcy – reżim odpowiedzialny za masowe morderstwa i zbrodnie popełnione na milionach niewinnych ludzi.

Dziś muszę zastosować tę samą miarę moralną.

Są momenty, kiedy etyka musi być silniejsza niż zysk i pieniądze. Są momenty, kiedy człowieczeństwo musi być ważniejsze niż interesy biznesowe i pieniądze. To jeden z takich momentów.

Z tego powodu, z szacunkiem, nie będziemy kontynuować negocjacji w obecnej chwili.

Mam nadzieję, że pewnego dnia piłka nożna i sport znów będą wyłącznie o piłce nożnej. Ale dopóki niewinni ludzie nie będą chronieni, dopóki człowieczeństwo nie będzie szanowane, a świat nie przestanie akceptować nieakceptowalnego, musimy stanąć po stronie sumienia.

Będziesz Kowalem naszego szczęścia. MEM-y V.

———————————-

Dać im!! Bo czym będą wywozić dolary z Ukrainy??

—————————————————

——————————————————

—————————————–

—————————

—————————————

——————————–

————————————

Ukraińcy lubią duże sumy. MEM-y IV.

————————-

————————————–

—————————

———————————————–

————————————————-

———————————

ściślej: Policjanci z Pragi-Południe zatrzymali 57-letniego obywatela Ukrainy w sprawie wyłowienia dużego suma z jeziorka Balaton na Gocławiu.

—————————-

Jaką rolę odegrały Niemcy w przekształceniu Ukrainy w państwo antypolskie?

Jaką rolę odegrały Niemcy w przekształceniu Ukrainy w państwo antypolskie?

Andrzej Korybko 3 czerwca 2026 r. korybko-substack

Zarówno antyrosyjskie, jak i antypolskie przejawy nacjonalizmu ukraińskiego służą interesom Niemiec.

Trwający tydzień skandal, który wybuchł po tym, jak Zełenski gloryfikował sprawców ludobójstwa wołyńskiego , co skłoniło jego polskiego odpowiednika Karola Nawrockiego do ogłoszenia planów cofnięcia mu Orderu Orła Białego nadanego mu przez poprzednika, nadał Polakom napięte więzi międzyludzkie. Bezprecedensowe ataki ukraińskich trolli na Polaków na portalu X, które wielu uważa za skoordynowane z niesławnymi farmami trolli w tym kraju, pokazały Polakom, jak wielu Ukraińców ich zaciekle nienawidzi.

Publiczne świętowanie ludobójców przez Zełenskiego ośmieliło jego naród do pójścia w jego ślady, nie pozostawiając tym samym wątpliwości żadnemu obiektywnemu obserwatorowi, że Ukraina jest teraz nie tylko państwem antypolskim (co nie było jej pisane ), ale także faszystowskim. Polacy są, co zrozumiałe, zbulwersowani tą transformacją, która trwa od czasów „EuroMajdanu”, ale wielu z nich zaprzeczało jej istnieniu aż do zeszłego tygodnia. Niemcy są jednak znacznie bardziej powściągliwi. Jest to szczególnie widoczne, ponieważ Zełenski gloryfikuje kolaborantów Hitlera.

Podczas gdy wielu Polaków było trzymanych w niewiedzy przez elity co do wspomnianej transformacji Ukrainy, a sympatycy Ukrainy w swoim społeczeństwie oczerniali każdego, kto o tym mówił, nazywając go „„Ruską onucą”, (w istocie „rosyjskim pożytecznym idiotą”), w przypadku Niemców było inaczej. Ich media zwracały znacznie większą uwagę na gloryfikację faszyzmu na Ukrainie po „Majdanie”, w tym kolaborantów Hitlera, ale ich elity nadal ignorowały to ze względu na strategiczną wygodę w stosunku do Rosji.

Podobnie jak „elity” polskie, „elit”y” niemieckie kalkulowały, że ten trend społeczno-polityczny można wykorzystać przeciwko Rosji, przekształcając Ukrainę w to, co Kreml obecnie uważa za „antyrosję”, której celem jest wykorzystanie jej jako narzędzia do osłabiania Rosji i rozszerzania NATO. Niezależnie od tego, co myślimy o zaletach i moralności tej polityki, właśnie tym ona jest i rzeczywiście odniosła pewien sukces, jeśli chodzi o status Ukrainy jako cienia NATO .

Niemcy nie dostrzegały żadnych negatywnych skutków tej makiawelicznej polityki, ponieważ to Germanie, tacy jak Austriacy, a następnie sami Niemcy (imperialne, weimarskie i nazistowskie Niemcy), wykorzystali ukraiński nacjonalizm jako broń, gdy Rosjanie i Polacy przestali to robić po rozbiorach Polski. Z rosyjskiej perspektywy, międzywojenna Polska krótko próbowała wykorzystać ukraiński nacjonalizm przeciwko bolszewikom, ale nie udało się to, gdy niewielu Ukraińców przyłączyło się do wspólnych działań Józefa Piłsudskiego i Symona Petlury.

Tak czy inaczej, sednem sprawy jest to, że współczesny nacjonalizm ukraiński został ukształtowany w znacznie większym stopniu przez wpływy germańskie, a konkretnie niemieckie, niż cokolwiek innego, stąd też współczesne Niemcy po raz kolejny wykorzystały tę ideologię jako broń, tym razem przeciwko Federacji Rosyjskiej. Polska przyłączyła się do tego, naiwnie wierząc, że ukraiński nacjonalizm przedłoży swoje tendencje antyrosyjskie nad antypolskie, pomagając w ten sposób Zachodowi jako całości zadać strategiczną klęskę Rosji.

Pomiędzy sukcesem „EuroMajdanu” w 2014 roku a wybuchem zakrojonych na szeroką skalę działań wojennych między Rosją a Ukrainą w 2022 roku, a z pewnością tuż po tym ostatnim, Polska mogła uzależnić udzielenie wszechstronnej pomocy Ukrainie od korzystnego dla siebie rozwiązania sporu o ludobójstwo wołyńskie. Warunki te mogły przewidywalnie obejmować zezwolenie na ekshumację i pochówek wszystkich ofiar, formalne uznanie tej zbrodni wojennej oraz kryminalizację gloryfikacji jej sprawców.

Nikt poważnie nie oczekiwał, że Niemcy będą wiązać swoją deklarowaną pomoc po 2022 roku z warunkami politycznymi, które zapobiegłyby transformacji Ukrainy w państwo faszystowskie, ponieważ taki scenariusz nie zaszkodziłby Niemcom, jak to tłumaczono, a jedynie wzmocniłby ich interesy wobec Rosji. Polska zawsze miała zasadniczo inny stosunek do ukraińskiego nacjonalizmu, a wojna polsko-bolszewicka była jedynym wyjątkiem ze względów taktyczno-strategicznych, ze względu na historię ludobójstwa Polaków przez Ukraińców.

Jeszcze przed ludobójstwem wołyńskim z czasów II wojny światowej, Ukraińcy dokonali ludobójstwa na Polakach (i Żydach) podczas powstania Chmielnickiego w połowie XVII wieku , a następnie na „ Koliszczyźnie ” wiek później, ale Polska naiwnie wierzyła, że ​​ukraiński nacjonalizm „wyrósł” ze swoich antypolskich korzeni. To był poważny błąd w kalkulacji i pokazuje, dlaczego Polska nie powiązała pomocy wojskowej z Wołyniem, w tym, co najważniejsze, ciężkiego uzbrojenia, którą przekazała Ukrainie od 2022 roku.

Cynicznie rzecz biorąc, jednym z powodów, dla których Niemcy zwlekały z wysłaniem równoważnej pomocy Ukrainie, mogło być to, że Polska najpierw wyczerpała swoje zapasy, wiedząc, że polski kompleks militarno-przemysłowy jest daleko w tyle za niemieckim i jest zależny od importu z USA i Korei. W związku z tym, gdy Polsce zabrakło dostaw, Niemcy zintensyfikowały swoje działania, co przyniosło dramatyczny efekt, równolegle z kampanią informacyjną, która głosiła, że ​​Niemcy intensyfikują działania, podczas gdy Polska się wycofuje.

Zamierzonym efektem było dalsze zaostrzenie antypolskich tendencji ukraińskiego nacjonalizmu, aby manipulować postrzeganiem Polski i w ten sposób przejąć lukratywne kontrakty od Warszawy. Ostatnio przybrało to formę zawartej w zeszłym miesiącu umowy o koprodukcji obronnej „deep-strike” .

Mówiąc wprost, zarówno antyrosyjskie, jak i antypolskie przejawy ukraińskiego nacjonalizmu służą interesom Niemiec, dlatego nie będzie on ganić Zełenskiego za gloryfikowanie sprawców ludobójstwa wołyńskiego.

Nieuchronna transformacja Ukrainy w państwo antypolskie po tym, jak Polska odmówiła powiązania pomocy wojskowej z Wołyniem w 2022 roku, mogła być tym, czego Niemcy oczekiwały, planowały, a nawet kierowały nią przez cały ten czas. Polska może teraz nie tylko stracić lukratywne kontrakty, ale także Niemcy zwiększają możliwości i tak już największej i najbardziej zaprawionej w bojach armii Europy, stojącej za Rosją, co może ośmielić Ukrainę do zastraszania Polski po zakończeniu konfliktu.

Główny doradca Zełenskiego, Michaił Podolyak, już latem 2023 roku zadeklarował : „Po zakończeniu [konfliktu], oczywiście, będziemy utrzymywać (z Polską) konkurencyjne stosunki, oczywiście, będziemy konkurować o różne rynki, konsumentów itd. I oczywiście, będziemy wyraźnie zajmować proukraińskie stanowiska, chronić te interesy, zaciekle ich bronić”. W najgorszym przypadku Ukraina poprze separatystyczną rebelię terrorystyczną w południowo-wschodniej Polsce, dowodzoną przez jej traumatyzowanych weteranów.

Pomijając spekulacje na temat tego, jak to się przejawia, polska opinia publiczna nie powinna mieć wątpliwości, że powojenna rywalizacja ich kraju z tym, co obecnie jest jawnie antypolskim państwem ukraińskim, będzie „zacięta” i może zbiec się z podobnie zaciętą rywalizacją z Niemcami. Choć mało prawdopodobne, nie można wykluczyć, że Rosja nawiąże powojenne zbliżenie z Niemcami , co z kolei mogłoby doprowadzić do względnej (słowo klucz) poprawy stosunków rosyjsko-ukraińskich.

W tym, co prawda, mało prawdopodobnym scenariuszu, którego jednak nie da się łatwo wykluczyć z patriotycznego punktu widzenia Polski, Niemcy, Ukraina i Rosja (oczywiście wliczając w to ich sojuszniczkę, Białoruś) mogłyby skoordynować kampanię nacisków na Polskę, której konsekwencje mogłyby być katastrofalne. Bardziej realistycznie rzecz biorąc, taka kampania ograniczałaby się do Niemiec i Ukrainy, ale to i tak byłoby wystarczająco złe dla Polski. Dlatego najlepiej byłoby, aby Polska rozpoczęła już teraz planowanie awaryjne.

Antypolska polityka historyczna Ukrainy

Antypolska polityka historyczna Ukrainy

Łukasz Jastrzębski myslpolska/antypolska-polityka-historyczna-ukrainy

Polityka historyczna władz ukraińskich staje się z miesiąca na miesiąc coraz bardziej nieprzychylna Polsce. Ogromne zdziwienie wywołała w naszym kraju seria nieprzyjaznych gestów ze strony władz Ukrainy w ostatnim czasie. Najboleśniejszym ciosem było jednak nadanie jednej z jednostek ukraińskich Sił Zbrojnych przez Wołodymyra Zełenskiego imienia „Bohaterów UPA”.

Na Narodowym Cmentarzu Wojskowym w Kijowie z pełnymi honorami pochowano ponownie jednego z przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Andrija Melnyka. OUN była stronnictwem polityczno-wojskowym o jawnie zbrodniczym i skrajnie antypolskim obliczu. W pogrzebie przywódcy OUN wziął udział Wołodymyr Zełenski, były prezydent Wiktor Juszczenko, szef kancelarii przywódcy Ukrainy Kyryło Budanow i inni znaczący ukraińscy politycy. Msza pogrzebowa odbyła się w katedrze Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego w Kijowie – Patriarchalnego Soboru Zmartwychwstania Pańskiego.

Obecny przywódca Ukrainy powiedział: „Andrij Melnyk powrócił do innej Ukrainy – nie tej, którą był zmuszony opuścić, lecz tej, o której marzył on i tysiące innych znaczących ukraińskich postaci. Powrócił do Ukrainy wolnej, silnej, dumnej, do Ukrainy, która wie, czego chce, do Ukrainy, która trzyma się razem bez wewnętrznego rozbratu i właśnie dzięki swojej jedności utrzymuje silne pozycje”. Melnyk, jak powszechnie wiadomo, był przewodniczącym Prowodu Ukraińskich Nacjonalistów (prowidnykiem OUN). Znawca kwestii ukraińskiej prof. Edward Prus pisał, że był nie tylko antypolsko nastawionym szowinistą, ale również agentem niemieckiego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego (Abwehry) o pseudonimie Konsul.

Dzień później wiceprzewodnicząca Kancelarii Zełenskiego Iryna Wereszczuk poinformowała dziennikarzy, że Kijów przygotowuje się do ponownego pochówku antypolskiego ukraińskiego terrorysty Jewhena Konowalca. W polityce historycznej Ukrainy przedstawia się go jako szlachetnego bohatera, w rzeczywistości był fanatycznym antypolskim nacjonałem. W latach 1920–1929 Konowalec był działaczem a później przywódcą Ukraińskiej Organizacji Wojskowej (UWO), której celem było organizowanie dywersji i sabotażu na polskich Kresach, a następnie poprzez działania terrorystyczne doprowadzenie do masowej walki zbrojnej Ukraińców z Polakami i Rosjanami. Miało to na celu powołanie czystej etnicznie Ukrainy na terenie Galicji Wschodniej i Wołynia. Konowalec, jak całe UWO, utrzymywał bliskie kontakty z reprezentantami Rzeszy Niemieckiej, przez którą był finansowany. Utrzymywał stały kontakt z kolejnymi szefami niemieckiego wywiadu wojskowego. Od 1929 roku do śmierci czyli do 1939 roku pełnił funkcję przewodniczącego zarządu złowrogiej Polsce Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Został zlikwidowany przez NKWD.

Ciekawostką jest to, że już w 2011 decyzjami Lwowskiej Rady Obwodowej i Tarnopolskiej Rady Obwodowej rok ten został ogłoszony w obwodach lwowskim i tarnopolskim rokiem Jewhena Konowalca. Dodatkowo w tym samym roku Tarnopolska Rada Obwodowa uczciła w ten sam sposób zbrodniarza wojennego Dmytra Klaczkiwskiego „Kłyma Sawura”. Człowiek ten był pułkownikiem UPA, dowódcą grupy Ukraińskiej Armii Powstańczej – Północ i członkiem Prowidu OUN. Był współodpowiedzialny za masowe i okrutne mordy na ludności polskiej na Wołyniu.

Kolejnego dnia przywódca Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadał Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy miano „Bohaterów UPA”. Chociaż prawdziwość informacji budziła na początku wątpliwości, rozwiał ją oficjalny komunikat strony ukraińskiej. Decyzja została ogłoszona w dekrecie opublikowanym na stronie ukraińskiego przywódcy. W dokumencie Zełenskiego czytamy: „W celu przywrócenia historycznych tradycji armii narodowej, biorąc pod uwagę wzorowe wykonanie powierzonych zadań w czasie obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy, postanawiam: Nadanie Oddzielnemu Centrum Operacji Specjalnych «Północ» Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy honorowego tytułu «imienia Bohaterów UPA» i nadanie mu odtąd nazwy – Oddzielne Centrum Operacji Specjalnych «Północ» im. Bohaterów UPA Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy”.

Pochodzący z polskich kresów sędziwy Antoni Jośko powiedział: „Na początku maja we Lwowie odbył się „Marsz Wyszywanek”, czyli uroczystości upamiętniające 83. rocznicę utworzenia 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien”. Podczas przemarszu pojawił się transparent z napisem „Banderowców nie da się zatrzymać”. Kilka tygodni później odbyła się w Kijowie nazistowska demonstracja, na której młodzi ludzie wznosili hasła Sława Ukrajini i Sieg Heil.

Przypomniały mi się lata dzieciństwa. Jestem przerażony. Nie tyle tym co dzieje się na Ukrainie, bo dobrze znam mentalność mieszkańców tego kraju – przerażony jestem brakiem zdecydowanej reakcji polskich władz. W moim kraju jedynie był działacz znienawidzonego przeze mnie PZPR-u Leszek Miller ma odwagę nazywać nazistów nazistami. Reszta zamyka oczy i zapomina o pomordowanych noworodkach, dzieciach, kobietach, starcach. Zapomina o polskich kapłanach, rolnikach, urzędnikach, żołnierzach. Wstyd mieć takie władze. Codziennie Pana Boga przepraszam za głosowanie na Dudę i Nawrockiego”.

Rzeczywiście, były premier Polski Leszek Miller w zdecydowany sposób zareagował na politykę historyczną Ukrainy rządzonej przez Wołodymyra Zełenskiego. Dawny lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej napisał: „Zełenski nadał jednostce wojskowej imię „Bohaterów UPA”. To jest otwarte plucie w twarz każdemu Polakowi, którego dziadkowie, babcie, wujowie i ciotki zostali wyrżnięci siekierami, widłami i piłami na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. To jest kopniak w twarz dla pamięci o tysiącach zamordowanych dzieci, kobiet i starców – rzezi, którą UPA przeprowadziła z premedytacją, z takim bestialstwem, że nawet Niemcom robiło się niedobrze. Wyobraźcie sobie, że ktoś w Niemczech nazwałby jednostkę wojskową imieniem „Bohaterów Einsatzgruppen”. Świat by eksplodował. A tu? Cisza. To nie jest uhonorowanie walczących o niepodległość. To jest uhonorowanie rzeźników, którzy mordowali bezbronnych ludzi tylko dlatego, że mówili po polsku i chodzili do kościoła. I Zełenski, zamiast odcinać się od tego bandyckiego dziedzictwa, świadomie wali nim w twarz Polsce. Czuję obrzydzenie i palący wstyd za tych wszystkich, którzy to będą bagatelizować i mówić „nie czas na protest”. Bo jest czas. Zawsze jest czas, żeby nie pozwolić, by mordercy zostali bohaterami.

Działania państwa ukraińskiego w tej kwestii jednak nie powinny nikogo dziwić. Ukraina w tej sprawie jest konsekwentna. Kijów nie chciał i nie chce się zgodzić na powszechne i niezależne ekshumacje wymordowanych przez Ukraińców Polaków. I nie tylko Polaków.

Na całej Ukrainie stoją liczne pomniki Stepana Bandery i mniej liczne, ale obecne Romana Szuchewycza. Tablice i obeliski upamiętniają Andrija Melnyka i Dmytro Doncowa. Spowszechniały ulice, place i skwery sławiące imiona przywódców i dowódców organizacji szowinistycznych, programowo antypolskich oraz kolaborujących z niemieckimi formacjami politycznymi i wojskowymi. Odbudowywane jest muzeum naczelnego dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii w tak drogim dla każdego Polaka Lwowie. Obserwujemy marsze upamiętniające Organizację Nacjonalistów Ukraińskich i 14. Dywizję Grenadierów SS „Galizien”. Tworzony jest ukraiński panteon bohaterów narodowych z tych, których nazwiska często były tym co ostatnie usłyszeli w przeszłości Polacy na byłych naszych Kresach.

Banderyzmu jawnie bronią między innymi były i obecny szef ukraińskiego IPN-u Wołodymyr Wiatrowycz i Ołeksandr Ałfiorow. Stronnikiem banderyzmu jest lwowski arcybiskup ukraińskiego „kościoła greckokatolickiego” Ihor Woźniak. W przedszkolach i szkołach urządza się apele ku czci UPA. Na całej zachodniej Ukrainie, w tym na grobach poległych na froncie ukraińskich żołnierzy, łopoczą czerwono-czarne flagi. Niepojęta wręcz kwestią jest fakt, że wnuk żołnierza Armii Czerwonej urodzony w żydowskiej rodzinie Wołodymyr Zełenski czci jawnie antysemicką formację jaką była bez wątpienia Ukraińska Powstańcza Armia. Banderyzm to nie tylko historia, ponieważ stał się na Ukrainie częścią państwowej polityki historycznej. I jest to dla naszego narodu bardzo niebezpieczne. Bo szowinizm bardzo często prowadzi do chęci rewizji historii i zmiany układu granic. Polską racją stanu jest stanowisko antybanderowskie, które zresztą jest również w interesie tej części Ukraińców, którym obcy jest zbrukany krwią integralny nacjonalizm (moim zdaniem szowinizm) ukraiński.

Pomimo tego, że Ukraina deklaruje chęć przynależności do świata euroatlantyckiego i ciągle prosi o wsparcie ze strony Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych w wojnie toczonej z Federacją Rosyjską, to nie potrafi wyrzec się szowinistycznej tradycji UPA, OUN czy 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien”. Nie ma na Ukrainie powszechnego potępienia eksponowania symboliki kojarzonej jednoznacznie z masowymi mordami polskiej ludności w latach 1939-1947 na naszych dawnych Kresach Wschodnich. Nie ma niestety również z polskiej strony stanowczego stanowiska w tej sprawie.

Łukasz Jastrzębski

KTO I W JAKIEJ WALUCIE ZAPŁACI ZA UKRAIŃSKĄ POLITYKĘ HISTORYCZNĄ?

KTO I W JAKIEJ WALUCIE

ZAPŁACI ZA UKRAIŃSKĄ

POLITYKĘ HISTORYCZNĄ?

Pytanie retoryczne, bo od 2005 roku wiadomo, że zapłaci Polska i wiadomo, że klęską własnej polityki historycznej. Można powiedzieć, że pierwszą ofiarą w wojnie z ukraińską polityką historyczną  będzie mit założycielski III RP w całości zbudowany z kłamstw, przemilczeń i kompilacji. Obnażenie prawdy, tak w przypadku polskich mitów, jak i ukraińskich, będzie tym, czym jest usunięcie taboretu spod nóg stojącego na nim faceta z pętlą na szyi.

Miejsce akcji "Kutschera"– Aleje Ujazdowskie przy skrzyżowaniu z ul. Chopina

Miejsce akcji „Kutschera”– Aleje Ujazdowskie przy skrzyżowaniu z ul. Chopina – Dodam tutaj [ZB], że po zamachu na Franza Kutscherę Niemcy aresztowali kilkaset osób. Około 300 Polaków zostało rozstrzelanych. Zamknięto polskie restauracje, teatry, kina, rozszerzono godzinę policyjną oraz nałożono karę pieniężną (kontrybucję) na wszystkich mieszkańców Warszawy.

Czy można było tego uniknąć? Od momentu, w którym zdecydowano się na budowanie polskiego mitu założycielskiego na fundamencie kultu II RP i jego kontynuacjach w formie mitu AK, mitu żołnierzy wyklętych  i walce z PRL-owską komuną, już nie można było uniknąć nieuchronności.

To oczywiste, że architekt kształtującego się po 1989 roku porządku, aby po czterdziestu czterech latach odzyskać władzę nad kordonem sanitarnym  musiał zaszczepić w nim lokalne ideologie izolujące go od reszty świata. Ukraiński szowinizm wyrósł w początkach XX wieku z dezaprobaty dla polskiego imperializmu, więc wiadomo było, że te dwie ideologie skazane są na czołowe zderzenia.

Dziś szumowiny podające się za polskie elity  usprawiedliwiają swoją tolerancję względem banderyzmu tym, że wprawdzie jest on jaki jest, ale przez to stanowi naturalną przeciwwagę dla rosyjskiego zagrożenia. Udają, że nie wiedzą o tym, że nim OUN-owcy zanim zaczęli walczyć z sowietami, to najpierw walczyli z Polakami. I nim zaczęli zabijać ruskich czynowników, to najpierw zabijali polskich. A emigracyjna ukraino-języczna propaganda w latach 20-tych i 30-tych XX wieku donosiła o głodowej klęsce na obszarach zachodniej i zakarpackiej Ukrainy czyli na wschodnich obszarach II RP, z taką samą pasją, z jaką donosiła o hlodomorze na obszarach należących do ZSRR (link 1).

Odrodził się banderyzm na Ukrainie

Banderyzm jest ze swej natury antypolski i nic tego nie zmieni. Banderyzm bez polakożerstwa nie istnieje, tak jak nie istnieje zupa grzybowa bez grzybów. Żeby o tym wiedziieć, wystarczy mieć podstawową wiedzę na ten temat. Nawiasem mówiąc, owe minimum w roku 2022 zostało zakazane, bo scharakteryzowano je jako wpisywanie się w retorykę Kremla. Aż tu nagle i niespodziewanie w zeszłym tygodniu cały polski mainstream zatrząsł się z gniewu, bo oto ukraiński Zełenski nadał jakiejś jednostce dumny tytuł „Bohaterów UPA”

Nie wiem, o co chodzi, ale nie dam złamanego szeląga za szczerość tego gniewu. Być może właśnie rozpoczęty wyścig w potępianiu UPA to świeży pomysł na zbliżającą się kampanię wyborczą do Sejmu, ale też nie wykluczam, że idzie o jakiś powód globalny, na co wskazywałoby oburzenie Izraela, które wyprzedziło polskie oburzenie o całe cztery dni. Dwa oburzenia równie obłudnych ośrodków to nie przypadek.

22 maja 2026 odbyła się ceremonia pogrzebania prochów (wcześniej wydobytych z luksemburskiej mogiły) Andreja Melnyka i jego żony na Narodowym cmentarzu pamięci (link 2). Obiekt powstał w 2023 roku i pełni funkcję narodowego panteonu (link 3). Podczas ceremonii głos zabrał prezydent Zeleński i zapowiedział:

„Już rozpoczęliśmy pracę nad sprowadzeniem Jewhena Konowalca do domu. I wielu innych Ukraińców. To niezwykle symboliczne, że nasi dzisiejsi ukraińscy bohaterowie, którzy wyrwali Ukrainę z rąk Rosji w dzisiejszej pełnowymiarowej wojnie, będą na zawsze spoczywać obok Ukraińców z poprzednich pokoleń, którzy również działali na rzecz tego, by Ukraina była dokładnie tym, czym jest, by Ukraina była sobą, by Ukraina była wolna”. (Kto to Melnyk i Konowalec proszę poczytać na boku, bo nie chce mi się pisać o rzeczach powszechnie wiadomych).

Tak więc ględzenie polskiego mainstreamu, zwłaszcza politycznego, że Zełenski popełnił gafę, że tym razem przesadził, a nawet że strzelił sobie w kolano, należałoby którymś z naturalnych otworów ciała, wcisnąć z powrotem do gardła owemu mainstreamowi. A bo to nie pamiętamy, że odkąd Ukraina obrała już ewidentnie banderowski kurs, czyli od pomarańczowej rewolucji, uzyskała pełne poparcie polskiego establishmentu? Nie pamiętamy, że w 2005 prezydent Kwaśniewski odznaczył orderem Orła Białego prezydenta Juszczenkę – syna obozowego kapo rodzinnie związanego ze środowiskiem amerykańskich organizacji post-banderowskich Postanowiliśmy zapomnieć o upokorzeniu, jakiego doznali Polacy, kiedy uroczystości związane z obchodem 65. rocznicy wydarzeń w Hucie Pieniackiej ‚imprezę przejęli’  ukraińscy szowiniści zagłuszając tę oficjalną z Lechem Kaczyńskim?

Zapomnieliśmy, że prezydent Komorowski w/w orderem udekorował prezydenta Poroszenkę, który przy światowym aplauzie wiosną 2014 zainicjował wojnę z własną  rosyjskojęzyczną ludnością? 

Zełeński wygrał prezydenckie wybory dzięki antywojennej retoryce z dość widocznym odrzuceniem banderyzmu. Jeszcze kilka miesięcy po zaprzysiężeniu usiłował kontynuować tę linię, ale jako mądry żydowski młodzieniec zrozumiał skąd wiatry wieją,  więc pospiesznie zszedł z błędnej obranej drogi. Zełeński doskonale wie, co robi, a polski establishment doskonale wie, że Zeleński wie. My też wiemy, żepolski mainstream wie o tym, że Zeleński wie.   Wszyscy wiedzą, ale z jakiś powodów udają zaskoczenie.

Jakiekolwiek nie byłyby prawdziwe cele tego powszechnego oburzenia decyzjami Zeleńskiego,  już dziś wiadomo, że strona ukraińska oburzona polskim oburzeniem gwoli usprawiedliwienia własnej polityki historycznej zacznie walić w polskie mity historyczne. A że Ukraina ma na świecie o niebo, a może dwa nieba, lepsze notowania niż Polska, cały świat dowie się, że II RP była państwem znacznie bardziej faszystowskim niż Włochy Mussoliniego, w których przecież nie było placówki porównywalnej z więzieniem w Berezie Kartuskiej, które Ukraińcy i Białorusini zasłużenie nazywają obozem koncentracyjnym. Sama tylko publikacja więziennych statystyk dotyczących narodowości skazanych dowiedzie, kto był docelową grupą tej instytucji.

‚Świat’  dowie się też o urządzanych przez warszawski sanacyjny reżim akcjach pacyfikacyjnych wymierzonych w mniejszości narodowe, których najmniejszy sprzeciw interpretowany był i zwalczany  jako bolszewizm. Nie przymierzając jak dzisiejszy reżim  każde słowo prawdy zwalcza jako przejaw kremlowskiej propagandy. Jak widać wielka jest siła tradycji. Świat dowie się też o prawdziwym obliczu, tym mniej eksponowanym i zasłanianym wzruszającą klechdą o szlachetnym i rycerskim AK i  męczeństwie  żołnierzy wyklętych.

Oczywiście żaden z wymienionych faktów nie jest dla historyków tajemnicą, ale aktualna sytuacja stworzyła doskonałą okazję do tego, aby wydobyć je, odkurzyć i przedstawić światowej opinii publicznej. Jeśli tylko trzecia część z tego, co piszą ukraińscy i białoruscy historycy o AK jest prawdą, to poziom zrozumienia dla Polski i wiecznej żebraniny o współczucie dla jej martyrologii  spadnie do poziomu dzisiejszego współczucia dla Żydów i Izraela.

U mnie nic się nie zmieni, moja opinia o II RP jako o faszystowskim reżimie łamiącym cywilizacyjne normy jest niezmienna, rezerwa względem całokształtu militarnych poczynań AK, nie mówiąc o anty PRL-owskiej opozycji, pozostanie na tym samym poziomie. Nie wiem tylko, jak sobie poradzi większość tak zwanych ‚normalnych Polaków’. Czy na gruzowisku narodowych mitów zdołają się zebrać w sobie i budować rzeczywistość już  tym razem opartą na prawdzie? Nie wiem. Ale mam nadzieję, w końcu  będzie tokatastrofa z kategorii wspaniałych.

1  reibert.info/threads/golodomor-v-zaxidnij-ukrajini

2  nv.ua/ukraine/events/perezahoronenie-andreya-melnika-i-sofii-fedak-melnik-nacionalnyy-memorial

3  https://uk.wikipedia.org/wiki

Napisał: Ikulalibal

Los sojusznika

Los sojusznika

Andrzej Szczęśniak myslpolska/szczesniak-los-sojusznika

Henry Kissinger powiedział, że „źle jest być wrogiem Ameryki, ale bycie jej sojusznikiem jest zgubne”. Dzisiejsza wojna irańska dowodzi, że tak właśnie jest.

Relacje Ameryki z państwami arabskimi można było kiedyś nazwać najpotężniejszym globalnym sojuszem naftowym. Jednak po rewolucji łupkowej w Stanach, gdy rodzime wydobycie ropy zaczęło gwałtownie rosnąć, coś się tu psuje. Sojusznicy z ich ropą i gazem nie jest już tak niezbędny, jak kiedyś, jest wręcz konkurentem Szczęśniak: Dobrze wykorzystany kryzys | Myśl Polska.

Zrodził się ten sojusz w latach 30-tych XX wieku, gdy na Półwyspie Arabskim amerykańskie koncerny odkryły potężne złoża ropy. Przypieczętowany został w Kanale Sueskim na niszczycielu USS Quincy w lutym 1944 roku, gdzie prezydent Roosevelt spotkał się z królem Arabii Saudyjskiej – Abdul Aziz ibn Saudem. Wzmocniony został 30 lat później układem o petrodolarze – fundamencie światowego porządku walutowego. Jednak jak to bywa, sukces niesie w sobie też ziarna klęski, pierwszym bowiem interesem ubitym na pokładzie USS Quincy była zgoda na osiedlenie 10 tysięcy Żydów w Palestynie.

Dzisiaj arabskie monarchie Zatoki doświadczają gorzkich owoców tamtej zgody, choć to wzorcowi sojusznicy. Układ o petrodolarze przewidywał powrót wydawanych przez Amerykę dolarów do ich właściciela. W formie zakupów towarów, inwestycji w starannie wybrane biznesowe aktywa amerykańskie, a może przede wszystkim – w ogromne pożyczki rządowe. Stany w ten bowiem sposób importują towary, a eksportują dolary. Wracają one do ojczyzny, zasilają jej gospodarkę i budują dobrobyt. I są bardzo intensywnie wysysane z zasobnych skarbców arabskich – tylko na ubiegłorocznym szczycie w Rijadzie podpisano porozumienia arabsko-amerykańskie na dwa tysiące miliardów dolarów, a fundusze naftowego bogactwa Zatoki zainwestowały kolejne 70 miliardów dolarów w amerykańskie aktywa.

Wydają też krocie, setki miliardów dolarów na zakupy uzbrojenia od sojusznika. Są największymi i najlepszymi klientami amerykańskiego kompleksu zbrojeniowo-przemysłowego. To co dzisiaj rozpoczyna się w Europie, a Polska jak zawsze w takich sprawach jest liderem, czyli militaryzacja terenów konfliktów, w Zatoce trwa od dawna. Od 1990 zakupiono tam amerykańskiego uzbrojenia za ponad 500 miliardów dolarów. A jak wiadomo, to świetna forma uzależniania do siebie sojuszników, którzy nawet myśleć nie powinni o zakupie alternatywnych środków obrony (jak Turcja choćby).

Więc arabscy sojusznicy płacą, płacą i jeszcze raz płacą. Co w zamian? Obietnica bezpieczeństwa. No i dzisiaj mają. Amerykanie realizują przede wszystkim interesy Izraela, a te bardzo różnią się od arabskich. Od trzech miesięcy praktycznie totalnie odcięci zostali od eksportu swoich jedynych źródeł dochodu – ropy i gazu. Tylko Saudowie dzięki rurociągowi do Janbu uratowali część eksportu. I na dodatek, nie patrząc na ponoszone przez nie straty, sojusznik żąda kategorycznie, by zapłaciły za tę wojnę dziesiątki, a nawet setki miliardów dolarów. Mają też podporządkować się żądaniom Izraela, a przypomnieć należy, że z krajów Zatoki jedynie Emiraty uznały istnienie państwa żydowskiego na Bliskim Wschodzie. Wszystkie pozostałe je bojkotują.

Państwa Zatoki mają otwarte pretensje do USA, że w ogóle nie zawiadomiono ich o planowanej agresji, wystawiono na ataki odwetowe, koncentrując siły na obronie Izraela przed kontratakami Iranu, a nie chroniąc ich, nie dając nawet uzupełnić zapasów uzbrojenia. Generalnie są traktowani jako sojusznicy drugiej kategorii, a ich interesy gospodarcze – nawet gorzej niż irańskie. Potencjał obronny Ameryki skoncentrowany został bowiem na ochronie Izraela.

Arabowie (podobnie jak i Europejscy) są intensywnie wciągani w tę wojnę, czasami także poprzez prowokacje, jednak nie dali się wepchnąć w konflikt z Iranem. Choć i tutaj widać rysy w jednomyślności świata arabskiego. Zjednoczone Emiraty Arabskie już potajemnie przeprowadzają ataki na Iran we współpracy z USA i Izraelem.

Państwa arabskie mają podobny sojuszniczy problem, jak i Polska. Sojusznicze bazy nie są po to, by chronić Saudów czy Polaków. Służą amerykańskiej projekcji siły w regionie i realizacji imperialnych celów osłabiania wrogów i konkurentów. A przy okazji sojuszników także.

Andrzej Szczęśniak

Myśl Polska, nr 23-24 (7-14.06.2026)

Stojąc u bram piekielnych.

3 Czerwca 2026 magnapolonia.org/michalkiewicz-stojac-u-bram-piekielnych

Stanisław Michalkiewicz: Stojąc u bram piekielnych

   Już czwarta osoba została zatrzymana w związku z wysyłaniem fałszywych alarmów do straży pożarnej i policji. Z wcześniejszych deklaracji prokuratury i pana ministra Kierwińskiego wiedzieliśmy, że sprawa jest „rozwojowa”, ale tempo zatrzymań pokazuje, że jest wyjątkowo rozwojowa. I słusznie – bo jak jest rozkaz, żeby zatrzymywać, to policja zatrzyma każdego, kto akurat się nada. Wykona plan i pokaże, że nie bierze pieniędzy za darmo. Z kolei z komunikatu prokuratury wyłania się zagadkowy obraz „organizacji przestępczej”, która właśnie przy pomocy wspomnianej fali zatrzymań, jest rozgramiana.

Przyzwyczailiśmy się bowiem, że celem organizacji przestępczych jest osiąganie jakichś korzyści materialnych – a tu nic z tych rzeczy. Z fałszywych alarmów, po których policja wchodzi do mieszkania razem z drzwiami i futryną, żadna organizacja przestępcza korzyści materialnych nie odniesie, nawet, gdyby składała się ze stolarzy i cieśli. Tymczasem z przecieków wynika, że żadnych stolarzy, ani cieśli w tej organizacji przestępczej nie ma.

Składa się ona z 20-latków, którzy podobno nawet się wzajemnie nie znają, ale mimo to przestrzegają „ścisłej hierarchii” i nawet „kontrolują wykonywanie zadań”, które chyba sami sobie nawzajem stawiają – chociaż z ostatnich komunikatów wynika, że prokuratura dostała rozkaz skierowania energicznego śledztwa  w kierunku wykrycia powiązań wspomnianej organizacji przestępczej z „obcymi służbami”.

Czegoś takiego się spodziewałem od samego początku, tylko w naiwności swojej myślałem, że energiczne śledztwo od razu, po nitce do kłębka, wykaże, że do straży pożarnej i na policję dzwonił Putin – ale rozumiem, że napięcie trzeba dozować stopniowo, jak w filmach Hitchcocka – najpierw wybucha bomba atomowa, a potem napięcie narasta. Poza tym, natychmiastowe wykrycie Putina jako sprawcy fałszywych alarmów,  mogłoby wzbudzić wątpliwości, czy to aby na pewno prawda, podczas gdy w sytuacji, gdy energiczne śledztwo będzie posuwało się po nitce do kłębka, to jest szansa, że żadne wątpliwości się nie pojawią.

Inna sprawa z tą zagadkową organizacją przestępczą. Gdyby nie to, że śledztwo jest energiczne, a policja wykonując rozkaz zatrzymywania, wykazuje nadzwyczajną gorliwość, to można by powiedzieć, że przypomina ona opis dziwnego samochodu w pijackim monologu Antoniego Słonimskiego: „Wsiadam na rogu do samochodu – ale to jakiś dziwny samochód, Kierownicy nie ma, kół nie ma, nie ma nawet karoserii, tylko stoi jakiś facet i bije mnie po mordzie.” Któż jednak może na pewno wiedzieć, czy w epoce sztucznej inteligencji nie pojawią się takie dziwne organizacje przestępcze?

Podejrzliwcy, którzy nie brakuje, zwłaszcza w opozycji – bo mikrocefale stanowiące środowisko entuzjastów Volksdeutsche Partei obywatela Tuska Donalda i formacji kierowanych przez jego aktualnych kolaborantów, wierzą we wszystko, co powie pan minister Kierwiński, a nawet – obywatel Żurek Waldemar – więc wspomniani podejrzliwcy wysuwają podejrzenia, że skoro pan minister Kierwiński dostał od obywatela Tuska Donalda rozkaz wyłapania nieznanych sprawców, to policja od razu łapie tych, co są akurat pod ręką, a dopiero potem niezależna prokuratura będzie musiała sprokurować im jakieś powiązania.

Z kim? Niechby nawet i z Putinem. Tak było za pierwszej komuny, więc dlaczegóż by nie powtórzyć tego tricku i teraz  tym bardziej, że Putin jest dobry na wszystko, a już specjalnie – na przykrycie operacji podjętej przez stare kiejkuty, gwoli przekonania pana prezydenta Karola Nawrockiego, by nie dopuszczał się „antypaństwowego” czynu w postaci publikacji „Aneksu”?

Obywatelską odpowiedzialnością wykazał się Wielce Czcigodny pan marszałek Czarzasty Włodzimierz, który – po ostrzeżeniu ze strony pana generała Marka Dukaczewskiego, że publikacja „Aneksu” byłaby czynem „antypaństwowym” – na wszelki wypadek nawet nie otworzył worka z Pandorą, żeby nie padło nań jakieś podejrzenie, podobnie też zachowała się posągowa pani Kidawa-Błońska Małgorzata – co pokazuje, że jak ktoś w młodości nasiąknął świadomą dyscypliną, to trąci nią również w wieku dojrzałym.

Ani w jednym, an i w drugim przypadku nie trzeba było organizować żadnych fałszywych alarmów, ani wchodzenia do mieszkania razem z drzwiami i futryną – podczas gdy w przypadku pana prezydenta Karola Nawrockiego takiej pewności widocznie nie było – bo o panu redaktorze Tomaszu Sakiewiczu nawet nie ma co wspominać.

Wprawdzie Naczelnik Państwa Kaczyński Jarosław dawał do zrozumienia, że w tym całym „Aneksie” to nie ma żadnych rewelacji, tylko kiepska „publicystyka” – ale wypadki pokazały, że niestety jego też trzeba dyscyplinować – bo w przypadku mianowania pana sędziego Zbigniewa Kapińskiego na I Prezesa Sądu Najwyższego, czynił panu prezydentowi gorzkie wyrzuty – chociaż nominacja ta została ogłoszona już po fałszywych alarmach.

Tymczasem okazało się, że pan prezes Kapiński wcale nie należy do Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”, które w dodatku uważa go za „neosędzię” – chociaż trudno powiedzieć, dlaczego właściwie,  bo przy orzekaniu w sprawie oświadczenie lustracyjnego „Kukuńka” zachował się na poziomie – co na tamtym etapie musiał przyznać nawet Judenrat „Gazety Wyborczej”. Jak pamiętamy, niezawisły sąd uznał wtedy, że Kukuniek złożył zgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne, że nie był konfidentem SB i że to SB produkowała na niego fałszywe kompromaty.

Wprawdzie trochę to kolidowało z wcześniejszymi przechwałkami Kukuńka, że „kupił sobie same oryginały”, ale niezawisły sąd tym przechwałkom nie dał wiary i w rezultacie zaordynował Kukuńkowi taką kurację przeczyszczającą, jakby go ktoś skropił hyzopem. Zatem teraz już chyba można ujawnić, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i trzeba tylko sprowadzić do naszego nieszczęśliwego kraju złowrogiego Zbigniewa Ziobrę, żeby można było odprawować pełną  liturgię przywracania praworządności z obywatelem Żurkiem Waldemarem, jako głównym celebransem.

Wstępem mogłoby być zdemaskowanie rozgramianej właśnie zagadkowej organizacji przestępczej, że działała na rozkaz Putina, nawet gdyby nie udało się udowodnić, że to on osobiście dzwonił do straży pożarnej i na posterunki policji. Zresztą – dlaczego właściwie nie można by tego udowodnić?

Liturgia praworządności przewiduje różne procedury, przy pomocy których można każdemu udowodnić wszystko, a odpowiednio pouczony niezawisły sąd już tam będzie wiedział, czemu dać wiarę, a czemu nie. W tej sytuacji nie ma rady, jak poczekać najpierw na wyniku energicznego śledztwa, no a potem – na konfesaty podejrzanych, którzy w całej rozciągłości ujawnią powiązania ze złowrogim Putinem, dzięki czemu stare kiejkuty pozostaną poza wszelkim podejrzeniem, a „Aneks” nie ujrzy światła dziennego – bo i po co go publikować, skoro wiadomo, że ciekawość, to pierwszy stopień do piekła?

Myśli robota ateisty. MEM-y II.

—————————-

——————————

——————————————-

———————————–

—————————–

——————————————

——————————————–

——————————————–

——————-

Ważne słowa premiera. Ryży u szczytów swego intelektu.

Ważne słowa premiera

Eugeniusz Zinkiewicz myslpolska/zinkiewicz-wazne-slowa-premiera

Przed wylotem do Wielkiej Brytanii polski premier objaśnił przyczynę podpisania w Londynie traktatu, pomiędzy Polską a Wielką Brytanią. 

Oto najważniejsze słowa premiera Tuska wyjaśniające powody jego zawarcia: „zagrożeniem strategicznym, także długoterminowym, dla Polski i dla Wielkiej Brytanii, dla NATO jest Rosja”. Premier (od 4 minuty 27 sekundy wyjaśnia), do czego, w jakim celu Polsce potrzebne są traktaty dwustronne: „otóż, rzeczą bardzo ważną jest, i tak czytamy oba traktaty (z NATO i z Wielką Brytanią – Traktat z Northolt), że niezależnie od reakcji NATO jako całości, będzie można liczyć i na Francję, i na Wielką Brytanię. Na szybkie reakcje dwustronne. W przypadku zagrożenia zanim zapadnie decyzja wszystkich 32 członków NATO”.

Traktat prowojenny 

Przekładając ten histeryczny, ezopowy język premiera Donalda Tuska na język polski, znaczy to tyle, że po pierwsze – Polska z powodu rosyjskiego zagrożenia (stosując pewne określenie medyczne) niemalże jest w stanie terminalnym! Po drugie, w przypadku gdyby państwa zrzeszone w NATO, nie wsparły tych działań „obronnych” Polski z Rosją i nie uruchomiły art 5 NATO, rozpoczętą wojnę z Rosją, bezzwłocznie wesprze Francja i Wielka Brytania.

Obawa premiera o reakcje NATO jest słuszna, albowiem w przypadku, gdyby to Polska swoim działaniem sprowokowała wojnę z Rosją, wówczas wdrożenie art. 5 NATO byłoby bezpodstawne. Ponadto współczesne USA pod rządami Donalda Trumpa, będące głównym filarem NATO, nie chcą wejść głębiej w wojnę z Rosją. Chcą się wycofać z uczestnictwa w wojnie z nią prowadzonej na Ukrainie. Natomiast nowo zawarty traktat z Wielką Brytanią – traktat z Northolt – ma za zadanie kontynuowanie tej wojny, aż do czasu pełnej kapitulacji Rosji na Ukrainie!

Dla Ukrainy

Jego artykuł 1 „Współpraca w dziedzinie polityki zagranicznej i polityki bezpieczeństwa” brzmi: „4. Strony podkreślają, że Federacja Rosyjska stanowi zagrożenie dla międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa. Strony potwierdzają swoje zaangażowanie w przeciwdziałanie i powstrzymywanie rosyjskiej agresji oraz wszelkich form ingerencji z jej strony. Strony są zdeterminowane wywierać odpowiednią presję na tych, którzy umożliwiają rosyjskie wrogie działania i agresję oraz działać wspólnie, także na forach międzynarodowych, aby pociągnąć Federację Rosyjską (w tym jej przywódców politycznych i wojskowych) do odpowiedzialności za naruszenia prawa międzynarodowego popełnione w tym kontekście, w tym międzynarodowego prawa humanitarnego i międzynarodowego prawa praw człowieka. Strony będą kontynuować współpracę z Ukrainą i innymi partnerami, aby zapewnić zgodne z prawem wywiązanie się przez Federację Rosyjską z obowiązku zapłaty za szkody wyrządzone Ukrainie. 5. Kierując się trwałym zaangażowaniem na rzecz suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy w jej międzynarodowo uznanych granicach, Strony potwierdzają swoje niesłabnące wsparcie wojskowe dla bezpieczeństwa i niepodległości Ukrainy oraz pomoc w jej odbudowie i rekonstrukcji, polegającą między innymi na wspieraniu Ukrainy w budowie odpornej gospodarki, tworzeniu silniejszych instytucji demokratycznych i pogłębianiu integracji euroatlantyckiej”.

Szyderstwo z Polaków

Dostrzegam podobieństwo do sytuacji z sierpnia 1939 roku. Zawarte traktaty z Francją i Wielką Brytanią nie pomogły Polsce. Wręcz odwrotnie, zaszkodziły jej. Polska, biorąc na siebie ściągnięcie niemieckiej nawałnicy, poniosła ogromne straty. Po zakończeniu wojny na paradach zwycięstwa w Wielkiej Brytanii zapomniano o polskich pilotach z Northolt. Walczących o niebo nad Wielką Brytanią.

W tym stanie rzeczy, nazywanie tego zgniłego traktatu traktatem z Northolt jest szyderstwem z Polski i Polaków.

Eugeniusz Zinkiewicz

Piłsudski, Jaruzelski i… Konstytucja 3 Maja. Czy obecnie w Polsce potrzebny byłby zamach stanu?

Piłsudski, Jaruzelski i… Konstytucja 3 Maja.

Andrzej Szlęzak konserwatyzm.pl/szlezak-pilsudski-jaruzelski-i-konstytucja-3-maja

Czytam i rozmyślam o setnej rocznicy zamachu majowego z 1926 roku. Tydzień temu minęła kolejna rocznica uchwalenia konstytucji 3 maja. To de facto również był zamach stanu. Wprowadzenie stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku także było zamachem stanu. Do wniosków z tych faktów wrócę niebawem, a teraz kilka uwag nad tym czy obecnie w Polsce potrzebny byłby zamach stanu. Pisałem przed kilku laty o tym problemie, ale trzeba do niego wrócić.

Swoje uwagi zacznę od oczywistego – przynajmniej dla mnie – stwierdzenia, że Polska jako organizacja państwowa gnije. Procesy gnilne toczą niemal wszystkie najważniejsze instytucje i systemy decydujące o funkcjonowaniu państwa. Żeby cokolwiek zmienić na lepsze, żeby cokolwiek uratować przed rozpadem potrzeba szybkich, zdecydowanych i daleko idących zmian. Zmiany te powinny być przemyślane, czyli ich wprowadzaniu powinna towarzyszyć wizja państwa wolnego od plag, które je niszczą obecnie. Nie będę ukrywał, że nie widzę innej możliwości koniecznej i radykalnej naprawy państwa niż zamach stanu. Zamach stanu ze swej istoty, to właśnie zmiany szybkie, zdecydowane i daleko idące. Niestety obecny kształt systemu politycznego i prawnego Polski wyklucza możliwość owych koniecznych zmian.

Żadna siła polityczna czy społeczna nie jest w stanie zdobyć takiej przewagi, żeby na drodze zmian zgodnych z obecnym systemem prawnym – na czele z konstytucją – doprowadzić do tego, żeby Polska odzyskała możliwości decydowania o sobie w swoim interesie narodowym. Wrócę jeszcze do sensu zamachu stanu w obecnym kształcie państwa. Teraz chcę nawiązać do uwag o zamachach stanu w przeszłości.

Celowo wizję przemyślanych zmian jako celu zamachu stanu wymieniłem na końcu, ponieważ we wszystkich powyżej wspomnianych zamachach było z tym najgorzej. Konstytucja 3 maja z 1791 roku wydawała się taką przemyślaną zmianą, ale faktycznie nią nie była. Okazała się zbiorem postulatów w tamtych realiach niemożliwych do realizacji, a nawet paradoksalnie przyspieszających zagładę I Rzeczpospolitej.

Przewrót majowy miał w zasadzie jedną ideę, czyli cała władza w ręce Józefa Piłsudskiego. Nie stała za tym żadna wizja nowoczesnego państwa, przygotowanego na konfrontację z którymkolwiek z rosnących w siłę sąsiadów, a taka konfrontacja coraz szybciej stawała się nieuchronną.

Z kolei wprowadzenie stanu wojennego również pozbawione było jakiejkolwiek wizji naprawy upadającego PRL-u. Wszystkie te zamachy skończyły się katastrofą. Konstytucja 3 maja skończyła się rozbiorami.

Zamach majowy skończył się katastrofą września 1939 roku, a stan wojenny skończył się upadkiem PRL-u, co jednak paradoksalnie okazało się w dużej mierze błogosławionym skutkiem. Zatem jak widać zamachy stanu w naszej historii nie owocowały niczym dobrym dla Polski w sensie przemyślanych zmian. W tym kontekście paradoksalnie również o III RP, jako efekcie upadku PRL-u, trudno powiedzieć, że jest efektem przemyślanych zmian.

Wracam teraz do uwag na temat sensu zamachu stanu obecnie. Napisałem, że obecny system prawny i kształt życia politycznego wykluczają przeprowadzenie szybkich i daleko idących zmian. Jestem przekonany, że jeśli to się nie zmieni, to Polska zgnije od wewnątrz i zostanie rozdeptana od zewnątrz. Jaką sytuacją polityczną to się skończy pewności nie mam. Nawiążę tu do obrazu Petera Breugela „Upadek Ikara”, który traktuję jako metaforę tego, co stanie się z Polską. Na obrazie flamandzkiego mistrza wielkie wydarzenie jakim jest lot Ikara, kończy się katastrofą upadku do morza, ale cały świat wokół w ogóle tego nie zauważa i żadna z postaci na obrazie nie przerywa swoich codziennych czynności.

Innymi słowy Polska stanie się jak zgnieciona puszka po piwie. Niby to jeszcze nazywa się puszka – Polska, ale całkowicie zniekształcona i pozbawiona zawartości.

Po lewej stronie obrazu widać skały, które nadają namalowanej scenie głębi i podkreślają wrażenie przestrzeni. Dopiero na końcu zauważa się wystające z wody nogi tonącego człowieka – macha nimi, co wzburza wodę, a dookoła opada jeszcze kilka piór.

=================================

Co najgorsze, to nie widać żadnej siły, która mogłaby taki zamach przeprowadzić i uchronić nas przed losem Ikara z obrazu Breugela i staniu się zgniecioną puszką po piwie. Bardzo mnie to przygnębia i chciałbym, żeby choć ci, którzy przeczytają moje uwagi mieli jakąkolwiek świadomość tej sytuacji. To odrobinę zmniejszyłoby moje poczucie niemocy. To dla mnie ważne w kontekście sensu mojego pisania.

Andrzej Szlęzak

Wcale nie  „przeterminowane”. Mem-y I.

————————

————————————

—————————————-

—————————————

—————————–

——————————

———————————————-

——————————————–

———————————————————–

Kierwa to jednak nie jest taki gapa. Żona w spółce kolejowej zarabia fortunę.

Kierwa to jednak nie jest taki gapa.

Żona ministra w spółce kolejowej

zarabia fortunę

1.06.2026 nczas/kierwa-to-jednak-nie-jest-taki-gapa-zona-ministra-w-spolce-kolejowej-zarabia-fortune

Marcin Kierwiński
NCZAS.INFO | Marcin Kierwiński. / foto: screen TVN24

Agnieszka Gierzyńska-Kierwińska, radna oraz żona ministra Marcina Kierwińskiego, jako dyrektorka ds. strategii i rozwoju Kolei Mazowieckich zarabia ponad 340 tys. zł rocznie, czyli więcej niż prezydent Warszawy — donosi „Gazeta Wyborcza”.

Agnieszka Gierzyńska-Kierwińska to radna Koalicji Obywatelskiej, która od 2002 r. działała w Śródmieściu, przez dziewięć lat przewodnicząc radzie dzielnicy. W 2024 r. została wybrana do Rady Warszawy z pierwszego miejsca na liście.

Gierzyńska-Kierwińska w swoim biogramie na stronie Rady Warszawy przedstawia się jako samorządowiec, politolog i menedżer oświaty, specjalizujący się w pozyskiwaniu środków europejskich na projekty edukacyjne. Zapytana o swoje kompetencje do pracy w Kolejach Mazowieckich, podkreśla, że od wielu lat zajmuje się pozyskiwaniem i wykorzystywaniem funduszy unijnych, co — jak twierdzi — jest umiejętnością niezależną od branży.

Wyjaśnia, że wie, jak przygotować wniosek o dofinansowanie z UE i skutecznie go poprowadzić. Z oświadczeń majątkowych Agnieszki Gierzyńskiej-Kierwińskiej wynika, że jej wynagrodzenie w Kolejach Mazowieckich systematycznie rośnie. W 2023 r. zarobiła 270,1 tys. zł, w 2024 r. — 295,3 tys. zł, a w 2025 r. — już 342,7 tys. zł.

Oprócz pensji dyrektorskiej, Gierzyńska-Kierwińska w ubiegłym roku otrzymała także dietę radnej miejskiej w wysokości 55,6 tys. zł, z czego część była nieopodatkowana.

źródło:onet.pl

IM należy się pomoc. Tobie – NIE. MEM-y II.

——————————-

————————————

————————-

———————————————–

———————————-

——————————————————

——————————————–

—————————————–

————————————————

Zełenski – UPA – USA

Zełenski – UPA – USA

Łukasz Jastrzębski myslpolska/zelenski-upa-usa

Oczywistością jest to, że nadanie przez przywódcę Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy honorowej nazwy „imienia Bohaterów UPA” zabolało wszystkich świadomych Polaków.

Oczywistością jest również to, że Ukraińcy doskonale wiedzieli jakie reakcje wywoła to Polsce. Liczyli jednak, że skończy się burzą w szklance wody – spowoduje oburzenie w mediach i jak zwykle sprawa przycichnie. Musieli jednak zdawać sobie sprawę, że użytkownicy mediów społecznościowych, dziennikarze i komentatorzy zmuszą władze Polsce do reakcji. Tak się oczywiście stało.

Każdy naród i państwo muszą budować swoją tożsamość na bohaterach. Ukraina ma sprawę utrudnioną. Słusznie prof. Adam Wielomski napisał, że: „Tożsamość Ukrainy budowana jest na bohaterach, którzy mają polską krew na rękach. Bo wszyscy ci, którzy walczyli o niepodległość Ukrainy walczyli o nią z Polską i z Rosją. Ukraina to południowa Ruś, którą historycznie Polacy i Rosjanie wydzierali sobie z rąk. Antypolskość i antyrosyjskość jest genetycznie wbudowana w polityczną tożsamość ukraińską”.

Więc nie mogło i nie może być inaczej. Co jakiś czas te sprawy będą wracać – bo czeka nas zapewne ekshumacja i honorowy pochowek Dmytro Doncowa i Stepana Bandery.

Prawda jest taka, że ukraińskie i polskie stanowisko historyczne się wykluczają.

Sytuacja zaangażowanej po stronie Ukrainy Polski stała się dla rządzących problematyczna. Ociężałe i delikatnie, zaprotestowało jednak polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz Instytut Pamięci Narodowej. Sekretarz Stanu MSZ Marcin Bosacki rozmawiał w tej sprawie z ambasadorem Ukrainy w Polsce Wasylem Bodnarem. Polski dyplomata wyraził głębokie niezadowolenie. Chargé d’affaires Piotr Łukasiewicz z koli przekazał stanowisko strony polskiej wiceministrowi spraw zagranicznych Ukrainy Oleksandrowi Miszcze. Zarówno Ukraińcy, jak i polskie władze liczyły, że sprawa skończy się burzą w szklance wody – spowoduje oburzenie w mediach i jak zwykle sprawa przycichnie. Stało się jednak inaczej.

Nikt nie mógł przewidzieć reakcji Lecha Wałęsy. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla wprost stwierdził, że Zełenskiemu odmawia wsparcia. Myślę, że to zupełnie autonomiczny pomysł byłego lidera Solidarności. Od czasu do czasu niepilnowany wśród wielu bzdur mówi rzeczy niepopularne, słuszne i zdroworozsądkowe. W 2022 roku Wałęsa w wywiadzie dla rosyjskiego portalu RuBaltic powiedział następujące zdanie: „Zaczniemy budować dziś nowy świat. Bo z Gdańska i Warszawy do Moskwy jest zawsze bliżej, niż do Waszyngtonu. Bliżej, lepiej, taniej. Gdzie dwóch się bije – tam trzeci korzysta. Ile razy pozwalaliśmy innym czerpać zyski z tego momentu, ciągle się kłócąc i nie mogąc dojść do porozumienia”. Oburzenie proukraińskich elit wywołała z kolei wizyta byłego prezydenta w 2024 roku w Domostawie pod monumentalnym pomnikiem upamiętniającym Polaków wymordowanych przez Ukraińców „Rzeź Wołyńska”.

Lech Wałęsa jest dzisiaj bardzo słabą marką w Polsce, dużo lepszą w Unii Europejskiej i znaczącą w Stanach Zjednoczonych. Te wydarzenia związane z prezydentem Wałęsą są niedoceniane w Polsce, ale jednak zauważalne wśród elit Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej. To z kolei powoduje, że mają znaczenia dla Ukrainy. Lech Wałęsa zapewne nieświadomie realnie zaszkodził przywódcy Ukrainy.

Strona ukraińska moim zdaniem spodziewała się reakcji w mediach społecznościowych i niezadowolenia wśród prawicowych polityków, Niespodzianką natomiast był dla nich ruch prezydenta Karola Nawrockiego. Prezydent chce – a przynajmniej zadeklarował chęć – odebrania przyznanego przez swojego poprzednika Andrzeja Dudę Orderu Orła Białego Zełenskiemu. Prezydent Polski powiedział: „Wołodymyr Zełeński dostarczył najlepszego materiału i wiele tlenu rosyjskiej propagandzie swoją decyzją”. Stwierdził również, że zaproponuje „aby jednym z punktów kapituły Orderu Orła Białego było odebranie prezydentowi Zełeńskiemu orderu”. Przyznaję, że również tego nie przewidziałem. Uważam, że ta decyzja nie była samodzielna.

Moim zdaniem decyzja o utarciu nosa Wołodymyrowi Zełeńskiemu przez prezydenta Polski Karola Nawrockiego prawdopodobnie mogła zapaść na ulicy Pięknej [amb. USA md] w Warszawie lub, co jest prawdopodobne, zyskała tam zrozumienie i aprobatę. Stany Zjednoczone oczywiście popierają Ukrainę w jej walce z Federacją Rosyjską, ale czynią to zupełnie inaczej niż zdecydowana większość krajów Unii Europejskiej i Wielka Brytania. Wspierają wywiadowczo, sprzedają jej zyskownie broń, ale jednocześnie prowadzą rozmowy z jej przeciwnikami. USA opowiadają się za czymś co Bogusław Jeznach nazywał „wojną w ryzach”. Amerykanie chcą konfliktu terytorialnie ograniczonego i politycznie kontrolowanego. Jawnie konfrontacyjne wypowiedzi liderów zachodnioeuropejskich wadzą procesowi negocjacyjnemu zakulisowo prowadzonemu przez USA z Białorusią i Federacją Rosyjską.

Zełenski dzięki bezwarunkowemu wsparciu ze strony Brukseli i Londynu umocnił swoją pozycję, co utrudnia uplastycznianie kijowskiego stanowiska przez Waszyngton – a dokładniej przez ekipę prezydenta Donalda Trumpa. Dokładnie tak też odczytuje fakt, że w pożyczce dla Ukrainy nie będą partycypować Węgry, Słowacja i Czechy. Uważam, że decyzja Budapesztu, Bratysławy i Pragi była konsultowana z Waszyngtonem. Pozostałe 24 państwa członkowskie – w tym Polska – będą w płacić około 3 000 000 000 euro odsetek rocznie. Myślę, że Polska również miała szansę wyślizgnięcia się z tej pułapki lub przynajmniej ograniczenia jej kosztów.

Stany Zjednoczone mają jeszcze w rękawie specjalną kartę, której do tej pory nie chciały użyć. Jest nią karta izraelska. Waszyngton zawsze może użyć argumentu o skrajnym antysemityzmie formacji czczonych przez rządzących Ukrainą. Bo nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie próbował oczyścić z zarzutu antysemityzmu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii czy 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien”. I moim zdaniem w ostatecznej rozgrywce argument ten zostanie przez Amerykanów użyty, mimo pewnego zabezpieczenia jakim jest pochodzenie przywódcy Ukrainy.

Na polskiej scenie politycznej praktycznie nie ma polityków przeciwnych euroatlantyckiemu, a co za tym idzie antyrosyjskiemu kierunkowi politycznemu. Prezydent Karol Nawrocki również jest euroatlantystą i rusofobem. Moim zdaniem nie jest jednak ideowym ukrainofilem. Jest politykiem bardziej z naciskiem na atlantyzm, niż europeizm. Nadaje się na umiarkowanego trumpistę. Nie ma on już tak nabożnego stosunku do Unii Europejskiej jakie mają weterani styropianu w rodzaju Donalda Tuska. Myślę, że strona amerykańska mogła zagrać z polskim prezydentem sugerując mu pomysł odebrania Orderu Orła Białego roszczeniowemu również względem Stanów Zjednoczonych przywódcy Ukrainy.

Takie stanowisko obecnego prezydenta Polski powoduje większy sceptycyzm polskiego społeczeństwa wobec polityki Ukrainy. Liczące się siły polityczne w Polsce – ze względu na nieprzewidywalność najbliższych lat – muszą brać pod uwagę odczucia społeczeństwa w stosunku do bezwarunkowego wspierania Ukrainy. Sprawa ukraińska stała się kluczowa, co widać po wynikach sondażowych Konfederacji i Korony. Osłabienie pozycji Wołodymyra Zełeńskiego na europejskiej – w tym polskiej – scenie politycznej jest w interesie Stanów Zjednoczonych. Moim zdaniem jest również interesie narodu polskiego. Polityka wewnętrzna krajów Unii Europejskiej ma bezpośrednie przełożenie na politykę wewnętrzną Ukrainy. Całościowo sytuacja może spowodować przyszłościowo większą elastyczność przywódcy Ukrainy względem procesu negocjacyjnego prowadzonego między Waszyngtonem a Mińskiem i Moskwą. W tym kontekście oceniam decyzję prezydenta Karola Nawrockiego za słuszną.

Łukasz Jastrzębski

KO i PiS tracą. Dwie Konfederacje z największym wzrostem poparcia. Sondaże gwałcą matematykę.

KO i PiS tracą. Dwie Konfederacje z największym wzrostem poparcia [SONDAŻ]

1.06.2026 nczasko-i-pis-traca-dwie-konfederacje-z-najwiekszym-wzrostem-poparcia-sondaz

Jarosław Kaczyński, Sławomir Mentzen, Grzegorz Braun oraz Donald Tusk. / foto: PAP (kolaż)
Jarosław Kaczyński, Sławomir Mentzen, Grzegorz Braun oraz Donald Tusk. / foto: PAP (kolaż)

Koalicja Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość tracą poparcie; najwięcej zyskują natomiast dwie Konfederacje – wynika z najnowszego sondażu Instytutu Badań Pollster dla „Super Expressu”.

Z opublikowanego w niedzielę 31 maja sondażu wynika, że na Koalicję Obywatelską chce głosować 32,98 proc. respondentów. Partia Donalda Tuska pozostaje na czele, ale traci aż 3 punkty procentowe w porównaniu do poprzedniego badania.

Na drugim miejscu znalazło się Prawo i Sprawiedliwość z wynikiem 26,66 proc. Ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego również traci, choć znacznie mniej, bo jedyne 0,23 pkt proc.

Podium zamyka Konfederacja Wolność i Niepodległość, której notowania wzrosły aż o 1,55 pkt proc. Na sojusz Nowej Nadziei i Ruchu Narodowego wskazało 13,29 proc. badanych.

Do Sejmu weszłyby jeszcze Nowa Lewica z poparciem 7,76 proc. ankietowanych (wzrost o 0,58 pkt proc.) oraz Konfederacja Korony Polskiej z wynikiem 7,03 proc. (wzrost o 1,5 pkt proc.).

To oznacza, że dwie Konfederacje notują największy wzrost poparcia, przy czym minimalnie lepiej wypada ugrupowanie Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka, niż partia Grzegorza Brauna.

Pod progiem wyborczym znalazłyby się: Partia Razem, którą wskazało 4,78 proc. badanych, Polskie Stronnictwo Ludowe z wynikiem 4,25 proc. oraz Polska 2050 z poparciem 2,71 proc. respondentów. 0,54 proc. ankietowanych wskazało na inną partię.

Badanie wykonano w dniach 28–29 maja na próbie 1057 dorosłych Polaków.

=========================================================

Mirosław Dakowski

Podawanie oszacowań z dokładnością ułamków procenta [np trzech dziesięciotysięcznych], gdy na konkretną partię oddano np. 70 głosów, świadczy o bezczelności , ale i głupocie tak zamawiających te sondaże, jak i publikujących je. Przecież sigma z 70 to 8, więc wynik znamy z dokładnością ok 10 % jedynie.

JEST KOSZERNY INTERES DO ZROBIENIA. Krzysztof Baliński

JEST KOSZERNY INTERES DO ZROBIENIA

Krzysztof Baliński

Na początek kilka cytatów. „Jest koszerny interes do zrobienia” – to słowa (już kultowe), które padły podczas wizyty Rywina u Michnika. „Pierwszy milion trzeba ukraść” – to zawołania (też kultowe), które padło z ust Janusza Lewandowskiego, kiedyś ministra przekształceń własnościowych. No i „Tęsknię za tobą, Żydzie!” – graffiti, które wołało przed laty z murów warszawskich kamienic.

Pierwszy stał się mottem procesu grabieży majątku narodowego Polaków, gdy po formalnym odzyskaniu niepodległości kilkakrotnie padli ofiarą rabunku na wielką skalę, na skutek zawartej pod auspicjami Rockefellera umowy Jaruzelski -Geremek, w myśl której masa upadłościowa po PRL została „sprawiedliwie” podzielona między ludźmi Kiszczaka, a środowiskiem tożsamym etnicznie i biznesowo z Rockefellerem.

Drugi to zapowiedź szykowanego kolejnego zamachu na mienie Polaków, „jako rekompensaty dla ubogich ofiar holokaustu”, którego konsekwencją będzie wytworzenie elity mającej ogromną przewagę materialną nad Polakami. Tu przytoczmy „przemyślenia” Dawida Warszawskiego zamieszczone na łamach nowojorskiej „Moment”: „Lobby żydowskie wkrótce wzrośnie w siłę […] w połowie wieku polscy Żydzi będą siłą przewodnią Polski […] Do 2050 roku Polska będzie ekonomiczną potęgą z polskimi Żydami, jako jej siłą napędową”.

„Tęsknię za tobą, Żydzie!” to z kolei motto polsko-żydowskiej „Love Story” w biznesie. Ta niby artystyczna prowokacja żydowskiego artysty pod wszystkimi względami ziściła się – Polska stała się Mekką dla izraelskiego biznesu, tysiące Izraelczyków upatrzyło sobie nasz kraj, jako pierwszą ojczyznę i w rezultacie nie było i nie ma w Polsce żadnego oszustwa, gdzie w cieniu nie kryłby się żydowski geszefciarz.

Podobnymi myślami uraczył nas Donald Tusk. „Nie macie w Europie pewniejszego i bardziej lojalnego sojusznika i prawdziwego przyjaciela, niż Polska” – takie zapewnienie złożył premierowi Izraela (a towarzyszący mu minister zdradził, że „wszystkie ugrupowania sejmowe są niezmiennie usposobione do Izraela przyjaźnie”), co, przekładając na język biznesu, było uspokajającą deklaracją, że bez względu na to, któremu ugrupowaniu Judenrat pozwoli rządzić, żydowscy aferzyści nie będą zagrożeni (i będą mogli ukraść nie tylko pierwszy milion).

Gdy Polską wstrząsnęła afera Zondacrypto, okazało się, że główny aferzysta ma izraelski paszport, że zakupił luksusową posiadłość w Izraelu i że jest nieuchwytny nie tylko dla klientów i mediów, ale… prokuratury. Bo tak zawsze czujny prokurator krajowy ocknął się dopiero wtedy, gdy Przemysław Kral czmychnął z Polski (a wraz z nim co najmniej 500 mln złotych). Dariusz Korneluk podliczył jedynie, że Kral pozostawił po sobie 30 tysięcy poszkodowanych, ale i w tym nie był skrupulatny, bo liczba pokrzywdzonych ciągle rośnie, bo Zondacrypto była największą polską giełdą kryptowalut i deklarowała ponad pół miliona aktywnych użytkowników. Okazało się też, że nasz dzielny prokuratur nie tylko nie zamierza ścigać aferzysty, ale nie zamierza odzyskać ukradzionych pieniędzy. A geszeft nie polegał na tym, że Kral zwiał do Izraela, ale że w Izraelu ukrył ukradzione Polakom miliony.

Gdy pojawiły się żądania, by wystąpili o ekstradycję geszefciarza (poza napomnieniem, że zadawanie takich pytań „to niedobra jest”), mówili, że ekstradycja z Izraela jest praktycznie niemożliwa. Nic natomiast o tym, jak odzyskać ukradzione pieniądze i zwrócić pokrzywdzonym. „Gazeta Wyborcza” przekonywała, że „kontrolę nad giełdą Zondacrypto miała mafia tambowska, powiązana z politykami partii Władimira Putina”, czyli że za wszystkim stoi nie Kral, nie Izrael, nie Mosad, ale Putin. Żydowska gazeta dla Polaków powątpiewała też, czy Kral naprawdę jest w Izraelu, „bo aferzyści nie szukają ucieczki w cywilizowanym kraju z niezależnym sądownictwem, lecz w państwie z dużo mniejszą transparentnością, na przykład w Dubaju”. Sekundował w tym żydowsko-niemiecki Onet, według którego Przemysław Kral był tylko figurantem, a prawdziwym twórcą i właścicielem Zondacrypto biznesmen o pseudonimie „Maniek” z Czeladzi, który pieniądze wywiózł nie do Izraela, ale do Emiratów Arabskich.

Wytoczyli klasyczny już argument w obronie aferzysty: „To sprawa czysto polityczna podszyta antysemityzmem”. A w ślad za nim pojawiły się apele o powściągliwość w „antysemickich komentarzach” dotyczących izraelskiego obywatelstwa Krala, bo mogą zaszkodzić pokrzywdzonym, bo wystarczy je wydrukować z internetu i dołączyć do izraelskiej odpowiedzi na wniosek ekstradycyjny, bo izraelska linia obrony będzie wyglądać tak: Krala nie wydamy, bo nie będzie miał szans na uczciwy proces, bo rozpętano wobec niego antysemicką nagonkę. Krótko mówiąc – nakazali nam milczeć, oczywiście dla dobra pokrzywdzonych.

To nie pierwszy taki przypadek. Antysemityzmem było sprzeciwianie się reprywatyzacji warszawskich kamienic. Burmistrz Pragi Północ Wojciech Zabłocki opisując działania mafii adwokatów i urzędników Hanny Gronkiewicz-Waltz ujawnił, że nie wolno było podważać decyzji, w których występowały osoby pochodzenia żydowskiego, „bo miało to  uchronić ratusz przed zarzutami o antysemityzm”. Mówił, że dokumenty, które do niego docierały z Ratusza były przerażające: „Tam było napisane, żeby się nie interesować sprawą, ponieważ na przykład osoba była pochodzenia żydowskiego, a ten, kto będzie to robił, jest antysemitą i że próba dociekania w danej sprawie naraża miasto na wielomilionowe odszkodowania”.

Nalepkę „antysemita” przyklejają każdemu, kto zagraża ich interesom. Mieliśmy już: „Łączenie reakcji Izraela na nowelizację ustawy o IPN z kwestią majątków pożydowskich jest jaskrawym przykładem antysemickiego fake newsa” (ambasador Izraela). „Antysemityzmem jest mówienie o skorumpowanych sitwach u władzy i ich rozbijaniu” (żydowski uczony z Muzeum Polin). „Antysemityzmem jest prześwietlanie interesów obywateli obcego państwa tylko dlatego, że są Żydami” („Gazeta Wyborcza”). Gdy pod hasłem „Jesteś Polakiem, Kupuj Polskie” pojawiła się inicjatywa promująca patriotyzm konsumencki, zareagowała małżonka Radka Sikorskiego – zrównała je z przedwojennym antysemickim hasłem „Nie kupuj u Żyda”.

Wiedzą, co jest piętą achillesową rządzących, że nie mogą rozliczyć żadnego aferzysty, bo natychmiast poleci do Sorosa ze skargą, że jest ofiarą „antysemickiego pogromu”. I regułą jest, że gdy natrafiają na żydowskiego aferzystę, to pochodzenie staje się okolicznością łagodzącą i usprawiedliwia największe świństwa. Wiedzą, że mają w Polsce immunitet absolutny, bo żaden nie został skazany, nawet za miliardowy przekręt. Wiedzą też, że w Polsce kraść bezkarnie można poprzez nabycie odpowiedniego paszportu (w tym, w przypadku odzyskiwania mienia pożydowskiego, paszportu polskiego).

„Polacy nie lubią banków, bo są głupkami i antysemitami” – taką diagnozę postawił Przemek Gdański, prezes banku BNP Paribas. „Moim zdaniem niechęć do banków ma korzenie w antysemityzmie. Historycznie pożyczaniem pieniędzy, w niektórych okresach nazywanym lichwą, zajmowali się Żydzi. Szło się do Żyda i brało na procent kiedy była potrzeba, nawet, jak się go nie lubiło, bo innych możliwości zaciągnięcia kredytu nie było (…) nadal funkcjonuje skojarzenie, że banki to Żydzi, a przecież Żydów się nie lubi”. Ale nie poprzestał na tym.  „Polska jest krajem, w którym pozornie antysemityzm jest marginalnym zjawiskiem, ale de facto jest on głęboko zakotwiczony w społeczeństwie. (…) śmiem twierdzić, że jakiś element niechęci do banków bierze się z tego głęboko zakorzenionego antysemityzmu i kojarzenia banków z Żydami, czyli tymi, którzy nie pracowali na roli, ale obracali pieniędzmi” – zgłębił temat. A więc nie kredyty we frankach szwajcarskich, nie polisolokaty i niczym nieuzasadnione gigantyczne zyski, ale… antysemityzm! I chyba jesteśmy antysemitami, bo wydaje nam się, że Polacy powierzając swoje pieniądze takim banksterom, jak Przemek Gdański powinni wiedzieć, czy oprócz polskiego nie mają także paszportu izraelskiego.

A co do ekstradycji Krala, to zabrakło najważniejszego – Strona polska nie zwróciła się do Izraela z wnioskiem o ekstradycję! Mało tego – do dziś  nie postawiła mu żadnych zarzutów, nie oskarżyła o żaden zabroniony czyn. Prokurator Dariusz Korneluk, pytany o ucieczkę prezesa Zondacrypto do Izraela, stwierdził: „Kral ma obywatelstwo izraelskie, a to znaczy, że nie zostanie wydany do Polski, bo Izrael nie przekazuje swoich obywateli w ręce służb innych krajów”. Donald Tusk, pytany o to samo, odparł: „Z Izraelem nie jest łatwo. Mamy w swojej historii Polaków, którzy mieli powody uciekać z Polski i znajdowali tam schronienie”. Wiceminister spraw wewnętrznych też odpowiedział wymijająco: „Polskie służby nie mają dobrego doświadczenia ze sprowadzaniem osób z Izraela”. O ekstradycji nic nie mówi Włodzimierz Czarzasty, który niedawno złożył do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Konrada Berkowicza, mimo że ten tylko obraził ambasadora Izraela, a Kral okradł na pół miliarda złotych kilkadziesiąt tysięcy Polaków. No i najważniejsze – nic nie mówią o odzyskaniu od Żydów ukradzionych Polakom pieniędzy!

Jaki jest jeszcze inny powód, że nie występują o ekstradycję? Muszą zostawić sobie otwartą furtkę na wypadek, gdyby sami musieli uciekać. Dokąd ucieknie Tusk, wiemy. Dokąd ucieknie Koroluk, też wiemy. A dokąd Morawiecki i Kowal? Czy nie do Izraela, gdzie schronienie znalazły już ich ciotki? A gdyby zbyt stanowczo żądali ekstradycji, to na ogrodzeniu polskiej ambasady w Tel Awiwie pojawi się namazana swastyka i graffiti „polskie gówno” i „mordercy spieprzajcie”, a składający się aferzystów tłum, z Kralem na czele, wedrze się na teren ambasady i opluje ambasadora. I jeszcze jedno – gdy izraelskie służby bezkarnie porwały na międzynarodowych wodach aktywistów domagających się sprawiedliwości dla Palestyńczyków, to czy naszych polityków nie naszła refleksja, że gdy zbyt namolne będą dopominać się o ekstradycję Krala, to Izrael zrobi z nimi to samo, na przykład porwie sprzed gmachu Sejmu.

To nie pierwszy przypadek, kiedy aferzysta okrada Polaków, a później, bez żadnych przeszkód i z wielkimi pieniędzmi, odnajduje się w Izraelu. Żydowscy oszuści Bagsik i Gąsiorowski, bohaterowie afery Art-B, kilka godzin przed aresztowaniem wsiedli w samolot linii El-Al, wylądowali w Tel Awiwie z siedmioma walizkami wypełnionymi 85 milionami dolarów, zamieszkali kilka kroków od rezydencji kupionej przez Krala i stali się bohaterami światowej społeczności żydowskiej. Bo zgodnie z historycznym wzorcem i tradycją, oszustwa finansowe popełniane przez Żyda przynoszą korzyści wszystkim Żydom, tym w Izraelu i tym międzynarodowym.

Izrael czasami wydaje przestępców. Ale nigdy nie wydaje ukradzionych pieniędzy. Przykładem Józef Jędruch, który wyłudził 430 milionów od należącej do Skarbu Państwa Elektrowni Będzin, uciekł do Izraela i powołując się na żydowskie pochodzenie dostał izraelskie obywatelstwo. Polsce został wydany, ale dopiero po tym, gdy sam zgodził się na ekstradycję. Odpowiadał z wolnej stopy. Skazany zostało na kilkaset tysięcy grzywny. Zdefraudowanych pieniędzy Skarb Państwa nigdy nie odzyskał, bo „zaopiekował się” nim podstawiony żydowski adwokat i podstawiona izraelska żona, po ślubie sfingowanym w izraelskim areszcie.

Szczególnie dobrze idzie im w biznesie mieszczącym się w rubryce „Wasze ulice, nasze kamienice”. Należy do nich większość działających w Polsce firm deweloperskich, także te, które wybudowały kilkanaście centrów handlowych w głównych polskich miastach. Podobnie ma się sprawa z Komisją Nadzoru Finansowego, która wynajmuje siedzibę w biurowcu należącym do… Chabad Lubawicz, a której – przypomnijmy – statutowym obowiązkiem jest zapobieganie przekrętom na rynku finansowym. I tu pytanie: Czy nie dlatego KNF milczała, gdy Kral kradł? Przypomnijmy też, że Timur Mindycz, przed odlotem do Tel Awiwu ze zrabowanymi 100 milionami dolarów, wpadł do synagogi Chabad w Warszawie. Ale nie na modlitwę tylko na rozmowy biznesowe, bo Chabad nie zajmuje się krzewieniem talmudycznych mądrości, lecz… kamienicami. I tu drugie pytanie: Czy to Chabad nie dokończy przedwojennego żydowskiego zamysłu: „Wasze ulice, nasze kamienice”?

Izrael to „Ziemia Obiecana”, także dla… oszustów. To światowe centrum przekrętów finansowych, w tym spekulacji kryptowalutami, które macherom zwabiającym ofiary z całego świata przynoszą miliardowe zyski. Władze izraelskie przyznają, że przestępczość przybrała monstrualne rozmiary i mimo że ich zwalczanie jest niezwykle łatwe, blokują współpracę z międzynarodowymi organami ścigania. Tamtejsze prawo pozostawiło furtkę, dzięki której oszuści często robiący geszefty przez telefon i internet, z „siedzib” mieszczących się w garażach i kotłowniach przenoszą działalność za granicę, między innymi do Polski. Także izraelski kodeks podatkowy sprawia, że Izrael stał się magnesem dla przestępców – zwalnia nowych imigrantów z płacenia podatku od dochodów uzyskanych za granicą oraz z wykazywania źródeł dochodu. Sprzyja temu także prawo zapewniające obywatelstwo każdemu imigrantowi o żydowskich korzeniach. A wszystko to wywołuje pytania: Czy taka rozgałęziona struktura przestępcza i sztaby sterujące geszeftami mogą funkcjonować bez przyzwolenia władz Izraela? Czy taki parasol ochronny nie roztoczyły też nad Zondacrypto?

Takie afery w pomagdalenkowej Polsce posypały się jak z dziurawego wora. Wymieńmy tylko FOZZ, Art-B, NFI, Bank Śląski, Domy Towarowe Centrum, Getin Bank i Amber Gold. W tej ostatniej, metodą piramidy finansowej z kont klientów wyprowadzono 600 milionów. W stworzeniu spółki oraz przekręcie udział brali Ihor Kołomojski i Wadim Rabinowicz, a Amber Gold miało służyć przejęciu PLL LOT. Częścią geszeftu było mianowanie na przewodniczącego rady nadzorczej LOT-u Teofila Bartoszewskiego. W aferze przenikały się tajne służby państewka leżącego w Palestynie i syn Tuska. No i miała ochronę ze strony Agencji Wywiadu kierowanej wówczas przez gen. Macieja Hunię, dziś ambasadora RP w Izraelu. Gra toczyła się na jeszcze wyższym poziomie i pod jeszcze większą ochroną – Kołomojski i Rabinowicz to wyznawcy i sponsorzy Chabad.

To wszystko nie wzięło się znikąd. To ma swoją chronologię. Pierwszym był powrót żydokomuny, czyli przekazanie władzy Żydom nastręczonym Jaruzelskiemu przez Davida Rockefellera. Potem była zmanipulowana transformacja ustrojowa. Bo, kto zakładał albo kto przejmował partie w Polsce? A gdy już uchowała się jakaś czysto polska, to kto wdeptywał jej przywódcę w ziemię albo mordował i to na rytualny sposób? I czy racji nie mają ci, którzy uważają, że Polsce nie można pomóc zakładając partię, bo w jej kierownictwie natychmiast pojawia się dwóch albo trzech „organizatorów” z Chabad?

Dekadę temu na bazarze podziału łupów „Przedsiębiorstwa Holocaust” pojawiają się nowi gracze, którzy nie chcą bezsilnie przyglądać się, jak inni sprzątają im łup spod nosa. Przebiegły i chciwy Chabad Lubawicz próbuje wykroić dla siebie nowe żerowisko, którego nazwę podpowiedział prezydent RP – POLIN. Przy władzy w Warszawie jest sługa narodu niemieckiego. Potrzebny jest więc nowe rozdanie i podmienienie na sługę narodu żydowskiego. W tym celu rabini dobijają targu z Jarosławem Kaczyński. Za pomoc w koszernym coup d’état żądają wiele i dostają wiele.  Od tego czasu mówić też możemy, że agenta Stasi przejął od Niemców rabin prowadzący z Chabad, nadał mu pseudonim „Krzywousty”, kazał posyłać dzieci do żydowskiej szkoły, tolerować żydowskie geszefty i nadać Żydom immunitet absolutny, tak aby żaden nie został skazany nawet za miliardowy przekręt.

Jak to jest, że na jeden gwizdek Szaloma Ber Stamblera do zapalenia świeczek stawiają się prezydent, marszałek Sejmu i Senatu, ministrowie i posłowie ze wszystkich partii? Jak to jest, że w tej kwestii zapanowała jednomyślność nieznana od czasu PRL-owskiego Frontu Jedności Narodu i że w jego miejsce wytworzył się swoisty Front Chanukowy, złożony ze środowisk dotychczas walczących ze sobą na śmierć i życie? Skąd nienotowana od czasu Magdalenki jedność ponad podziałami najbardziej antychrześcijańskiej sekty żydowskiej i Episkopatu, biblistów z KUL, prawosławnych popów, protestanckich pastorów? Kto pociąga za sznurki? Kim jest niewidzialna ośmiornica, która tym steruje? I czy nie jest nią ośmioramienny świecznik? Bo nie jest tak, że w chanukowych ceremoniach chodzi o obrzędy religijne. Tu chodzi o przejęcie Polski, a zwłaszcza polskich kamienic.

Krzysztof Baliński

=========================================