Świat postradał rozum. Wiara jedynym ratunkiem.

Świat postradał rozum. Wiara jedynym ratunkiem?

Filip Obara pch24.pl/swiat-postradal-rozum-wiara-jedynym-ratunkiem

Kościół – odkąd papież Jan XXIII zdecydował się wyjść naprzeciw oczekiwaniom masonerii i zmieszać go ze światem – jest odzwierciedleniem tych samych chorób duchowych, które toczą świecką rzeczywistość. Świat już parę wieków temu zatracił rozum w jego klasycznym, arystotelesowskim, pojęciu. Co smutniejsze, w Kościele – po wyrugowaniu tomistycznej formacji z seminariów – zapanował zamęt dotykający samej istoty ludzkiej natury i spraw Boskich. Czy wiara – ta tradycyjna, niezmienna w swojej istocie – jest ostatnią deską ratunku, dzięki której będziemy mogli znów korzystać z rozumu?

Na temat wzajemnego stosunku wiary i rozumu napisano wiele. W największym skrócie można powiedzieć, że Pan Bóg stworzył człowieka w stanie pierwotnej doskonałości i od razu wyniósł go do godności nadprzyrodzonej. Wtedy człowiek funkcjonował w idealnej harmonii pomiędzy pierwiastkiem stworzonym (rozumną istotą psychofizyczną) a nadprzyrodzonym (łaską i zdolnością odczytywania woli Bożej).

Gdy jednak człowiek zapragnął być równy Bogu i popełnił grzech pierworodny, utracił łaskę i wszedł na drogę degradacji własnej natury. Rozdzieliły się też w pewnym sensie nasze władze poznawcze. Jak uczy katolicka apologetyka, z jednej strony zachowaliśmy wątlejące z pokolenia na pokolenie resztki objawienia pierwotnego, a z drugiej – rozum jako władzę duszy zdolną do poznania w zakreślonych sobie ramach.

Istnieje koncepcja, wedle której Opatrzność Boża prowadziła te dwie rozdzielone części osobno. Z jednej strony dając ludowi niegdyś wybranemu objawienie, a z drugiej pobudzając rozum Greków do odkrycia prawdy na temat ludzkiej natury i prawideł rządzących światem. Następnie te dwie równoległe perspektywy zaczęły znów łączyć się po narodzeniu Chrystusa i założeniu Kościoła.

Spotkałem się z opinią, że Arystoteles był ostatnim z ludzi, którzy wiedzieli wszystko, to jest posiadali całokształt ówczesnej wiedzy ze znanych człowiekowi dziedzin. Cały system, który zbudował, oparł wyłącznie o przyrodzoną zdolność ludzkiego rozumu do poznania rzeczywistości – aż do ostatecznych granic, a więc wywiedzenia z obserwacji natury konieczności istnienia jakiegoś pierwszego „poruszyciela” (w naszym języku – Boga Stwórcy). Jest to punkt, po którym do dalszego poznania potrzebne jest już objawienie.

Po co nam rozum, jeśli mamy wiarę?

Skoro Arystoteles wyczerpał zakres naturalnego poznania ludzkiej natury i stosunków międzyludzkich (społecznych, państwowych), to co wiara może wnieść do życia umysłowego? Pomijając samą kwestię uszlachetnienia naszego poznania, wzbogacenia go o kwestie cnót nadprzyrodzonych i poukładanie pewnych kwestii (rozumienie grzechu pierworodnego i jego praktycznych skutków, co stanowi najpewniejszą podstawę realizmu poznawczego i politycznego), to musimy wziąć pod uwagę, w jakim momencie historii jesteśmy.

Tomasz Terlikowski w debacie z Pawłem Chmielewskim u Bogdana Rymanowskiego przekonywał, że Kościół oddalił się od świata, ponieważ ten rozwijał nowe filozofie. Ale cóż jest nowego, czego nie wymyślili wcześniej sofiści, a potem heretycy, nominaliści i znów heretycy, aż do ideologów masonerii i oświecenia?

Nic nie masz nowego pod słońcem, jak twierdził mędrzec, oprócz tego, że na pośmiewisko rozumu tzw. oświeceniowcy wymyślili nurt zwany racjonalizmem, który faktycznie pogrążył umysł ludzki w mrokach subiektywizmu i dowolnej, uznaniowej wykładni świata, która nie ogląda się na prawdę i na naturę rzeczy.

Sam grzech pierworodny doprowadził do „zranienia” i pewnej dysfunkcji władz duszy. Skoro więc nieuporządkowane namiętności, pożądliwości i uczucia zaciemniają działanie rozumu, to potrzebny jest jakiś bodziec moralny (ascetyczny), żeby prowadzić życie umysłowe. Wiedzieli o tym już poganie i dlatego – na poziomie naturalnym – sformułowali pojęcie cnoty i rozwinęli naukę dobrego życia. Z perspektywy wiary, łaska Boża wprowadza nie tylko cnoty nadprzyrodzone, ale nawet uczynkom naturalnym – ze względu na intencję – nadaje wartość zasługującą na życie wieczne. Za pośrednictwem sakramentów wspomaga wreszcie proces dążenia do doskonałości, który staje się wydatniejszy i bardziej pogłębiony, a nieraz nawet szybszy.

Rozum doprowadził starożytnych do przekonania o moralnym uwarunkowaniu ludzkiego życia. W dzisiejszych warunkach akt woli prowadzący do nawrócenia stawia człowieka w obliczu dobroci Bożej, a żal za grzechy (niezbędny w konfesjonale) urzeczywistnia się ze względu właśnie na dobroć i miłość Boga do człowieka. To w oczywisty sposób otwiera nas na perspektywę moralną, ta zaś pomaga usunąć nieuporządkowania stojące na drodze do używania rozumu. Tak dochodzimy do tego samego celu, choć inną drogą. Ostatecznie, dzięki zasługom Męki Pana Jezusa jako nowego Adama, zyskujemy szansę odbudowania tej doskonałości, w którą Stwórca wyposażył pierwszego Adama i jego towarzyszkę Ewę.

O tym zaś, jak rozumu pozbawiony wiary łatwo popada w błędy, trafnie pisze o. Adolphe Tanquerey w Zarysie teologii ascetycznej i mistycznej. Francuski dominikanin i tomista wskazuje, że rozum jest jak najbardziej zdolny do poznania, ale napotyka na niezliczone przeszkody z powodu swoich „upokarzających słabości”. Czytamy: Zamiast zwrócić się dobrowolnie ku Bogu i rzeczom Bożym, zamiast wznieść się od stworzeń do Stwórcy, rozum skłonny jest do pogrążania się w badaniu rzeczy stworzonych, nie szukając ich pierwszej przyczyny. Podobnie, skupiając się na „tym, co zadowala ciekawość”, zatracamy sprzed oczu celowość naszego życia.

Sekta scjentystów ogarnia ziemski glob

Ten telegraficzny skrót prowadzi nas poprzez historyczne narodziny Chrystusa do każdorazowego osobistego narodzenia Syna Bożego w nas poprzez łaskę uświęcającą. Jednocześnie dochodzimy do trwającego na naszych oczach momentu w historii zbawienia, w której faktem staje się już nie tylko upadek wiary, ale i samego przyrodzonego. Popadamy w tak daleko idący subiektywizm, że podważamy samą nawet rozumną zdolność do obiektywnego poznania, a za „pewną” uznajemy jedynie tę wiedzę, którą potwierdzają nauki eksperymentalne (określiłbym to jako rodzaj powszechnego scjentystycznego sekciarstwa).

Problem polega jednak na tym, że nauki te dysponują warsztatem obejmującym wyłącznie materię, podczas gdy najważniejsze procesy życiowe odbywają się w nas na poziomie duszy, a więc na poziomie niematerialnym. Grzechem fundacyjnym dzisiejszego światopoglądu (tłuczonego naszym dzieciom do głów w szkołach!) jest negacja duszy i wszystkiego, co niematerialne, choć każdy rozumny jest w stanie stwierdzić istnienie duszy, ponieważ widzi objawy jej działalności.

Wmawia się nam (i naszym dzieciom!), że mózg jest ośrodkiem myślenia. Nic bardziej mylnego. Jesteśmy jednością psychofizyczną, w której mózg jest warunkiem koniecznym funkcjonowania, podobnie jak całe ciało, ale nie jest ani źródłem myśli, ani żadnego rodzaju „organem nadrzędnym” wobec całości naszej istoty. Pełni on funkcję służebną wobec umysłu, który nie jest funkcją mózgu, lecz określeniem całokształtu władz duszy, dzięki którym myślimy. Intelekt, odpowiedzialny za poznanie istoty rzeczy (myślenie abstrakcyjne), jest najwyższą częścią ludzkiego rozumu, czyli szczytem duchowych władz poznawczych. W każdym razie, proces myślowy rodzi się w niematerialnej części człowieka, a mózg służy jedynie do ekspresji i komunikowania myśli.

Jaki ma to skutek dla kierunku nauk? Otóż, gdy wrócimy do cytowanych wyżej spostrzeżeń o. Tanquereya, zrozumiemy, że pominięcie przyczyny i celowości, a skupianie się wyłącznie na „tu i teraz”, prowadzi do wyabstrahowania nauk od rzeczywistości. Nauki ścisłe, w swoim ograniczonym do dowodów materialnych aparacie, dochodzą nieraz do wniosków sprzecznych z rozumem, a więc z konieczności – nieprawdziwych. Tego typu nauka traci sens. Widzimy to nawet w humanistyce, która, popadając w hermetyczność, zatraca nie tylko walory estetyczne (piękno języka), ale i zwyczajnie pojętą przydatność dla „przeciętnego” człowieka.

Nie może być sprzeczności pomiędzy wiarą a rozumem

Wiara katolicka – trochę na zasadzie wpisanej w jej istotę antynomii wobec świata – ma jedną cechę, której nie chcieliby jej przypisać współcześni scjentystyczni obskuranci i pogrobowcy Voltaire’a, mianowicie uwalnia umysł od uprzedzeń. Oczywiście, tylko wiara prawdziwa, tzw. „tradycyjna”, bo w dobie niekończącego się aggiornamento w najradykalniejszych „odłamach” Kościoła posoborowego pojawiają się tak sprzeczne wewnętrzne, nielogiczne i nierozumne poglądy, jak na przykład potępianie kary śmierci czy praktyczna akceptacja dla czynów niemoralnych i wewnętrznie złych, jak aborcja czy homoseksualizm.

Skoro wierzyć po katolicku znaczy praktykować nadprzyrodzoną cnotę posłuszeństwa rozumu wobec prawdy objawionej, to już z tej podstawowej perspektywy jasne jest, po co nam rozum w procesie wyznawania Boga. Dlatego właśnie filozofia klasyczna, arystotelesowska (zwana realistyczną) – którą rozumiem jako sztukę korzystania z rozumu – legła u podstaw metody najlepszych tradycji katolickiej teologii. Rozum prowadzi nas do cnoty roztropności, ta zaś wyznacza miarę praktykowania innych cnót i pozwala uniknąć wielu błędów, co dotyczy także wiary.

Wiara rozumna jest najtrwalszą postawą, na której budujemy relację z Bogiem i jesteśmy wierni pomimo przeciwności. Gdy nie mamy wiary rozumnej, zaczynamy szukać w Kościele rzeczy, do których on nie został (przynajmniej w sposób pierwszorzędny) założony: doświadczeń religijnych, uczuć i emocji, oparcia we wspólnocie, kontaktu z charyzmatycznym przywódcą duchowym, aktywizmu i tak dalej. Taka wiara często nie przechodzi próby, ponieważ jest zbudowana na błędnym zdefiniowaniu celu. Wierzymy po to i należymy do Kościoła po to, żeby poznać Pana Boga, oddawać mu cześć, okazywać mu miłość poprzez zachowywanie Jego nauki i przez to zbawić swoje dusze. To banał, ale zniknął nam sprzed oczu: Kościół jest teocentryczny, a nie antropocentryczny – jego model jest wertykalny, a nie horyzontalny, jak życzą sobie tego protestanci i działający wewnątrz Kościoła moderniści.

Tradycyjna katolicka roztropność nakazuje przyjmować w życiu religijnym tylko to, co zgadza się ze zdrowym rozumem. Uzasadnienie jest proste: ten sam Bóg, który stworzył naturę i nadał jej prawa, nie może – jako miłosierny Zbawiciel pokonujący grzech i śmierć – przeczyć samemu sobie i stanowić czegoś sprzecznego z rozumem, w który sam nas wyposażył.

Wiara jest „jedną z cnót zdobiących rozum”, jak mówi św. Tomasz z Akwinu, ale nie tylko o ozdobę tu idzie. W innym miejscu Doktor Anielski stwierdza: Poznanie zaś zasad znanych z natury Bóg w nas wszczepił, skoro sam Bóg jest twórcą naszej natury. Te zasady więc zawiera także sama mądrość Boża. Cokolwiek się więc sprzeciwia tego rodzaju zasadom, sprzeciwia się mądrości Bożej. Zatem nie może to być od Boga. Te więc rzeczy, które się posiada z objawienia Bożego przez wiarę, nie mogą być przeciwne poznaniu naturalnemu (rozdział VII księgi pierwszej tzw. sumy filozoficznej – Summa contra gentiles).

Zatem wiara przekracza zdolności rozumowe i to rozum ma się jej podporządkować w tym, czego sam nie jest zdolny poznać, jednak pomiędzy jednym i drugim nie może być sprzeczności, co skodyfikował ostatecznie Sobór Watykański I: Chociaż jednak wiara jest ponad rozumem, nigdy nie może zaistnieć praw­dziwa rozbieżność miedzy wiarą a rozumem; Ten sam Bóg który objawia tajemnice i udziela wiary, rozniecił też w ludzkim umyśle światło rozumu, nie może zatem tenże Bóg wyprzeć się samego siebie ani też prawda nie może zaprzeczać prawdzie.

Odpowiedź na dzisiejszy kryzys Kościoła i świata spoczywa zatem na styku tego, co przyrodzone i nadprzyrodzone. Wiara zaś – choć w sposób konieczny potrzebuje rozumu jako narzędzia – otwiera nas na ten powrót, który w logice świata wydaje się niemożliwy: do prawdziwych źródeł naszego człowieczeństwa. Narodzony w ciele Chrystus odwraca bowiem logikę upadku i degradacji ludzkiej natury, a rozum oświecony wiarą jest najpewniejszym sposobem na ponowne rozświetlenie mroków, które sprowadził wciąż pogłębiający się „oświeceniowy” bunt ludzkiego umysłu przeciwko Bogu i naturze.

Filip Obara

System „Lucyfer” dla wojskowych systemów strategicznych sztucznej inteligencji.

Czy ci ludzie są normalni? Czyli system Lucyfer dla wojskowych systemów strategicznych sztucznej inteligencji.
PrisonPlanet.pl 2026-01-10 prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/czy_ci_ludzie_sa
Nauka i technologia

Obecnie na masową skalę wdraża się systemy sztucznej inteligencji Ai do wielu branż. Jedną z nich jest wojsko, które wprowadza te systemy przynajmniej od lat 90-tych. Do lat 2030-35 te wojskowe systemy mają osiągnąć poziom autonomii gdzie będą w stanie samodzielnie podejmować decyzje i współpracować w rojach.

Więcej informacji na ten temat w zakładce „Przyszłość pojazdów bezzałogowych”:

https://www.prisonplanet.pl/files/bannery/986_archive515b.zip/index.html

=========================================

Aby systemy te były w pełni autonomiczne wprowadza się wiele rozwiązań na poziomie sprzętu i oprogramowania. Jednym z zaproponowanych obecnie przez naukowców Microsoftu (Microsoft Ai Frontiers) systemów software’owych jest Lucyfer (LUCIFER Language Understanding and Context-Infused Framework for Exploration and Behavior Refinement). Ma on pozwolić na budowanie pętli zadaniowych w które będą wplecione modele językowe, systemy aktualizujące bieżący kontekst w danej przestrzeni i ludzcy operatorzy. System miałby działać bez potrzeby uczenia go jak ma reagować na nowe sytuacje.

lucf

Wstęp do badania opisującego ten system podaje „W dynamicznych środowiskach szybkie dezaktualizowanie się wcześniejszych informacji o otoczeniu prowadzi do rozbieżności między wewnętrznym modelem agenta a ewoluującą rzeczywistością jego kontekstu operacyjnego. Ta różnica między wcześniejszym a zaktualizowanym ocenianiem środowiska zasadniczo ogranicza skuteczność autonomicznego podejmowania decyzji. Aby zniwelować tę lukę, niezbędne staje się uwzględnienie kontekstowej perspektywy ludzkich interesariuszy, którzy dzięki bezpośredniej, bieżącej obserwacji naturalnie gromadzą cenne spostrzeżenia. Przekładanie ich subtelnych, bogatych w kontekst wskazówek na użyteczną inteligencję dla systemów autonomicznych pozostaje jednak otwartym wyzwaniem.”

Badanie pokazuje schematy działań bojowych w kontekście działania Lucyfera:

Jeden z autorów badania pracujący dla Microsoft Ai Frontiers:

„W odpowiedzi proponujemy LUCIFER (Language Understanding and Context-Infused Framework for Exploration and Behavior Refinement) – framework niezależny od domeny, łączący hierarchiczną architekturę podejmowania decyzji z uczeniem ze wzmocnieniem (RL) i dużymi modelami językowymi (LLM) w jeden spójny system.

Struktura ta odzwierciedla sposób, w jaki ludzie dekomponują złożone zadania, pozwalając osobie planującej wysokiego szczebla na koordynację wyspecjalizowanych pod-agentów, z których każdy koncentruje się na odrębnych celach i powiązanych w czasie działaniach. W odróżnieniu od tradycyjnych zastosowań, w których LLM pełnią tylko jedną rolę, LUCIFER wykorzystuje je w dwóch synergistycznych funkcjach: 1. jako ekstraktory kontekstu – przekształcających słowne wypowiedzi interesariuszy w reprezentacje świadome dla specyfiki danej domeny i kształtujące decyzje za pomocą mechanizmu uwagi w przestrzeni, który wyrównuje wiedzę pochodzącą z LLM z procesem uczenia agenta, 2. jako mechanizmy eksploracji w trybie zero-shot (bez wcześniejszego treningu w danym zadaniu) – kierujące wyborem działań agenta w trakcie eksploracji. Przeprowadziliśmy benchmarking różnych modeli LLM w obu rolach i wykazaliśmy, że LUCIFER zwiększa efektywność eksploracji oraz jakość podejmowanych decyzji, przewyższając płaskie polityki warunkowane celem. Nasze wyniki ukazują potencjał podejmowania decyzji napędzanych kontekstem, w którym systemy autonomiczne wykorzystują ludzką wiedzę kontekstową dla osiągnięcia sukcesu operacyjnego.” czytamy dalej.

W poniższym materiale opisane są m.in. systemy Ai (Satan) rozwijane dla armii USA w latach 90. XX wieku:

Pomijając aspekt technologiczny potrzeby rozwoju takich systemów to tego typu projekt naprawdę wskazuje na to, że wielu naukowców pracujących nad systemami komputerowymi jest albo niespełna rozumu albo jest okultystami [to się nie wyklucza,synku... md] . Dlaczego armia miała by działać w ramach systemu lucyfera by zawiadywać masowymi systemami sztucznej inteligencji i rojami robotów do zabijania ludzi. Czy ci ludzie są normalni?

Grenlandia nadzieją na wyzwolenie wschodnich członków UE z kolonialnego uzależnienia

Grenlandia nadzieją na wyzwolenie wschodnich członków UE z kolonialnego uzależnienia

Ostatnie działania Waszyngtonu, a w szczególności groźba anszlusu Grenlandii przez USA, daje iskrę nadziei na wyzwolenie wschodnio-unijnych kolonii: Polski, Węgier, Rumunii, itd., 

DR IGNACY NOWOPOLSKI JAN 14

Ostatnie działania Waszyngtonu, a w szczególności groźba anszlusu Grenlandii przez USA, daje iskrę nadziei na wyzwolenie wschodnio-unijnych kolonii: Polski, Węgier, Rumunii, itd.,

Sytuacja w jakiej znalazły się państwa tego regionu, jest najtragiczniejsza od ponad tysiąca lat ich sąsiedzkiej historii.

Region ten jest zakładnikiem konającego Zachodniego Imperium Kłamstwa, znajdując się na dodatek na linii frontu z mocarstwową Rosyjską Federacją, która wykazuje coraz mniej cierpliwości w tolerowaniu bezczelnych zachodnich prowokacji i poniżającej to Mocarstwo nuklearne, pogardliwej retoryki.

Niedawne zniszczenie pod Lwowem polskiego eszelonu ze sprzętem wojskowym i likwidacja hipersonicznym Oresznikiem ogromnego zbiornika przy polskiej granicy, to tylko najnowsze ostrzeżenia dla warszawskiego globalistycznego reżimu.

Tak jak obecnie Ukraina zostaje wymazywana z mapy politycznej świata, tak Polska i Rumunia stoją w kolejce po ten sam los.

Nasi „niezależni przywódcy”, jak Prezydent Polski, zmuszeni są lizać stopy swych zachodnich panów, oblizując się przy tym z zadowoleniem (wideo nr 1 poniżej artykułu).

Jednakowoż moment decyzji Waszyngtonu do włączenia duńskiej posiadłości zamorskiej do Stanów Zjednoczonych, powoduje poważne rozbieżności w łonie zachodnich kolonizatorów (patrz wideo nr 2 poniżej).

Dalsza eskalacja napięć wewnątrz sojuszu przyspieszy jego następujący upadek, który pociągnie za sobą ostateczny rozpad zgniłego Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, zwanego w skrócie Unią Europejską.

Nie trzeba być wybitnym mężem stanu, by pojąć, że uczestniczenie we wspólnych strukturach (UE & NATO), takich państw jak Polski i Niemiec, jest równoznaczne z umieszczeniem lisa w kurniku.

Niestety „nasi globalistyczni przywódcy”, wszyscy be wyjątku agenci Zachodu, na tyle byli sowicie opłacani, że przeoczyli ten „drobiazg” przez ostatnie 30 lat funkcjonowania w ramach tego „ekskluzywnego klubu bogatych”!.

Dopiero ewentualna walka wewnątrz kolonialnej kliki, może dać szanse wyrwania się z tej pułapki i stworzenia analogicznych struktur politycznych i militarnych, ale już we własnym gronie. Bowiem tylko wspólne interesy i zagrożenia mogą być spoiwem dla regionu. A dziś już nie tylko Węgry to zauważają!

Miejmy więc cichą nadzieję, że Trump dokona inwazji Grenlandii, zanim rozpocznie się jego impeachment!

1.Prezydent III RP Karol Nawrocki na Downing Street

Putin Will Take The Cake If We…’: NATO Nation Alarms As Trump ‘Prepares’ For Greenland Invasion

2.Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte pod obstrzałem zbulwersowanych Europejczyków

“WE ARE SCARED”: Greenland Confronts NATO, Rutte Refuses Answer

Wojna z Rosją to wojna o władzę nad światem

Wojna z Rosją to wojna o władzę

Autor: Alvaro Zapata apolut.net/der-krieg-gegen-russland-ist-ein-krieg-um-ordnungsmacht

Ukraina i Nord Stream jako instrumenty nowej polityki interesów USA

Punkt widzenia Alvaro Zapaty.

Badania RAND „*Extending Russia: Competing from Advantageous Ground*” (2019) i „Overextending and Unbalancing Russia: Assessing the Impact of Cost-Imposing Options” (Rozszerzanie/Rozciąganie Rosji: Konkurowanie z Przewagi)*, oba autorstwa Brenta D. Williamsa dla RAND Corporation,

  • opierają się na jasnej logice strategicznej: Rosji nie należy pokonać militarnie, lecz systematycznie ją przeciążać. Celem jest zmuszenie Moskwy do reakcji politycznych, gospodarczych i militarnych, które ostatecznie będą kosztować kraj więcej, niż jest w stanie udźwignąć. Nie chodzi tu o stabilność ani deeskalację, ale o wykorzystanie strukturalnych słabości Rosji z rzekomo lepszej pozycji wyjściowej Zachodu.

Centralnym narzędziem jest polityka energetyczna. Rosję opisuje się jako gospodarkę zależną od surowców, której budżet państwa w dużej mierze opiera się na dochodach z ropy naftowej i gazu. Badania zalecają zatem celowe osłabienie tych dochodów, w tym poprzez odłączenie Europy od rosyjskiej energii, rozbudowę alternatywnych łańcuchów dostaw, takich jak LNG, oraz świadomą akceptację wyższych cen energii dla państw europejskich. Fakt, że środki te zaszkodzą Europie gospodarczo, nie jest negowany, ale wyraźnie uznawany za akceptowalny, o ile relatywne szkody dla Rosji będą większe. W tej logice Europa nie jawi się jako niezależny aktor, lecz raczej jako przestrzeń geopolityczna, której odporność ekonomiczna może być strategicznie wykorzystana.

Kolejnym tematem jest prowokacja w polityce bezpieczeństwa poniżej progu wojny. Rozszerzanie sojuszy zachodnich, zwłaszcza NATO, wsparcie militarne dla państw sąsiednich Rosji oraz polityczna integracja krajów postsowieckich ze strukturami zachodnimi mają na celu zmuszenie Rosji do kosztownych działań odwetowych. Otwarcie przyznaje się, że niesie to ze sobą ryzyko eskalacji, ale ryzyko to jest skalkulowane i akceptowane. W tym kontekście Ukraina nie jest traktowana jako niezależny byt polityczny, lecz jako strategiczna dźwignia do trwałego związania Rosji, przekierowania zasobów i wywierania presji w zakresie bezpieczeństwa.

Strategię tę uzupełniają środki polityki informacyjnej i narracyjnej. Celem jest dalsze zaszkodzenie międzynarodowej reputacji Rosji, delegitymizacja jej porządku politycznego i ograniczenie jej możliwości w zakresie polityki zagranicznej. Również w tym przypadku nacisk kładziony jest nie na dialog czy zaangażowanie, lecz na izolację i szkody wizerunkowe w ramach kompleksowego scenariusza presji.

Istota obu badań jest jasna: pokój nie jest parametrem docelowym, lecz czynnikiem destrukcyjnym. Nie dąży się do stabilności, lecz przedstawia się ją jako rezultat skutecznego przeciążenia Rosji. Szkody gospodarcze dla sojuszników, zwłaszcza Europy i Niemiec, nie są postrzegane jako problem strategiczny, lecz jako akceptowalna cena w rywalizacji o globalną dominację. W tej logice Europa jest areną działań, a nie partnerem, a zależność energetyczna nie jest ryzykiem, lecz narzędziem.

Wszystko to zostało już podsumowane w oficjalnym dokumencie strategicznym amerykańskiego think tanku w 2019 roku – na długo przed wojną na Ukrainie, na długo przed wybuchem Nord Streamu, na długo przed tym, jak te wydarzenia zostały publicznie przedstawione jako „reakcja” lub „samoobrona”.

Alvaro Zapata

rand.org/content/dam/rand/pubs

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 11 stycznia 2026 roku na stronie: apolut.net/der-krieg-gegen-russland-ist-ein-krieg-um-ordnungsmacht

Wcześniejsze artykuły powiązane z tym tematem:

1

bibula.com/?p=133772

dakowski.pl/nie-chodzi-o-to-by-pomoc-ukrainie-ale-o-to-zeby-oslabic-rosje

2

dakowski.pl/roczna-produkcja-amunicji-amerykanskiej-a-gospodarka-rosji

bibula

3

dakowski.pl/stany-zjednoczone-wypowiadaja-wojne-ue

wolnemedia.net/stany-zjednoczone-wypowiadaja-wojne-europie

USA wycofują się z 66 organizacji „światowych”.

USA wycofują się z 66 organizacji. Jest decyzja

08.01.2026 tysol.pl/usa-wycofuja-sie-z-66-organizacji

Prezydent USA Donald Trump podpisał w środę memorandum o wycofaniu Stanów Zjednoczonych z 66 organizacji, agencji i komisji międzynarodowych – podał Biały Dom. Są to głównie ciała należące do systemu Narodów Zjednoczonych, ale też m.in. zajmujące się zwalczaniem zagrożeń hybrydowych czy problematyką nierozprzestrzeniania broni masowego rażenia.

Jest decyzja administracji Donalda Trumpa

Decyzja jest wynikiem nakazanego przez Donalda Trumpa w ubiegłym roku przeglądu, mającego ustalić, czy członkostwo USA w organizacjach międzynarodowych leży w interesie USA.

„Administracja Trumpa uznała, że te instytucje są zbyteczne, źle zarządzane, niepotrzebne, marnotrawne, źle prowadzone, zawłaszczone przez interesy podmiotów realizujących własne cele sprzeczne z naszymi lub stanowiące zagrożenie dla suwerenności, wolności i ogólnego dobrobytu naszego narodu” – podał Departament Stanu w oświadczeniu.

Chodzi aż o 66 organizacji

Wymienione w memorandum organizacje to w większości mniejsze lub wąsko wyspecjalizowane organizacje, agencje i komisje. 31 z nich to agencje ONZ, zaś 35 to inne organizacje. Wśród tych pierwszych jest m.in. Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC), a wśród drugich Europejskie Centrum Doskonałości ds. Przeciwdziałania Zagrożeniom Hybrydowym (Hybrid CoE), Komisja Wenecka Rady Europy, Globalne Forum Antyterrorystyczne czy Centrum Nauki i Technologii na Ukrainie, zajmujące się problematyką nierozprzestrzeniania broni masowego rażenia.

Środowa decyzja jest już kolejnym krokiem administracji Trumpa zmniejszającym zaangażowanie USA w międzynarodowe inicjatywy. Już na początku drugiej kadencji Trump zdecydował o wyjściu m.in. ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), UNESCO, wycofał wsparcie dla agencji pomocowej ONZ w Gazie (UNRWA) i zakończył udział USA w klimatycznym porozumieniu paryskim.

Mocarstwa dzielą tort

Mocarstwa dzielą tort

Łukasz Jastrzębski myslpolska

Na styczniu 2025 roku napisałem: „Być może obserwujemy najciekawsze rozdanie geopolityczne dziesięcioleci. Być może nowy Triumwirat, będzie kształtował nowy podział wpływów na świecie. Kiedyś Wielka Trójka Winston Churchill, Franklin D. Roosevelt i Józef Stalin na Konferencji w Jałcie ustanowiła nowy ład. Tak być może, dzisiaj Xi Jinping, Władimir Putin i Donald Trump ustanowią nowy porządek rzeczy. Takie prawo mocarstw. Nie jest to najgorsze rozwiązanie dla świata.

Dla Polski skonfliktowanej z największym państwem świata, czyli Rosją to złe prognozy. Szaleńcza polityka III RP, zaprowadziła nasz kraj na krawędź obcej wojny. Tak nie musiało być, co pokazują nam o wiele mniejsze państwa jak Węgry czy Słowacja. Oba wyjdą w razie porozumienia mocarstw znacznie lepiej niż Polska. Niezależnie od tego, którą opcję wybiorą”.

Wielu Kolegów wtedy szydziło, że nigdy Rosja nie pozwoli ruszyć swoich sojuszników w Ameryce Południowej. Koledzy się zaklinali, że Rosja nie odpuści północnej półkuli. Inni zaś twierdzili, że Stany Zjednoczone nie dają wolnej ręki Rosji w sprawie Ukrainy. Że układy między Federacją Rosyjską a Stanami Zjednoczonymi to zupełna fikcja. Świat wygląda jednak inaczej, niż na obrazkach pokazywany w telewizji.

„Bo sojusz wielkich, to nie zmowa
To przyszłość świata – wolność, ład
Przy nim i słaby się uchowa
I swoją część odbierze – strat”

Właśnie runął globalny porządek, do którego przywykliśmy przez ostatnie dziesiątki lat. Powróciła dziewiętnastowieczna doktryna Monroe z wszystkimi konsekwencjami, które z sobą niesie. Małe państwa i narody zależą od polityki mocarstw. Może nie jest to atrakcyjne, ale jest faktem. I żadne święte oburzenie, pohukiwania i Reytanowie targający koszule i wrzeszczący, że nie pozwalają – niczego tutaj nie zmienią. Oflagowanie profilu w mediach społecznościowych niewiele zmienia.

Jest tak jak jest, a nie tak jakbyśmy chcieli by było. Mamy oczywiście do czynienia z podeptaniem prawa, imperialistycznym myśleniem, brutalną siłą i skrajnym egoizmem państwowym ze strony Stanów Zjednoczonych. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy, że realnym powodem agresji na Wenezuelę i porwania prezydenta Nicolasa Maduro były „dowody” przedstawione przez prezydenta Donalda Trumpa. Tak jak nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzył w oficjalne insynuacje dotyczące w przeszłości Iraku i Saddama Husajna, Libii i Muammara Kaddafiego czy Syrii i Baszszara al-Asada. Ich wyimaginowane i realne winy był tylko i wyłącznie pretekstem.

Oczywiście, że atak na Wenezuele jest w interesie koncernów naftowych i banksterów, którzy są zainteresowani ich złożami ropy naftowej. Ale pierwszorzędną „winą” Wenezueli jest to, że znalazła się w amerykańskiej strefie wpływów. To ostrzeżenie dla Kolumbii, Nikaragui czy Kuby. Będę musiały się ułożyć z Stanami Zjednoczonymi, bo reszta świata – nawet ta sojusznicza – najwyżej się oburzy i opublikuje protest. Wystarczy przypomnieć sobie Syrię i jej przywódcę Baszszara al-Asada.

Żelazny Kanclerz Otto von Bismarck powiedział, a przynajmniej przypisuje mu się powiedzenie, że „ludzie nie powinni wiedzieć, jak się robi politykę i kiełbasę”. Miał rację, bo większość stałaby się apolitycznymi weganami. To nie są zawody olimpijskie. Tutaj nie liczy się gra fair play i styl, tylko wynik. Ekscentryczny Donald Trump pokazał, że jest przywódcą skutecznym. W czasie gdy wiele mądrych głów na całym globie analizuje jego sprzeczne wypowiedzi, on konsekwentnie realizuje swoje cele. Działa na rzecz swojego państwa. Prezydenci Putin i Trump przemeblowali architekturę świata jaka znaliśmy.

Rosja się stanowczo oburzy i potępi nieakceptowalne działania Stanów Zjednoczonych. Być może da schronienie jakimś wenezuelskim urzędnikom czasów Nicolasa Maduro jak wcześniej dała Wiktorowi Janukowyczowi lub Baszszarowi al-Asadowi. I na tym się skończy zaangażowanie Moskwy. Chiny mają zdecydowanie większy problem bo Wenezuela to ich alternatywny dostawca ropy. Wbrew pozorom dla USA lepsza jest sytuacja, gdy Rosja stanie się jedynym znaczącym dostawcą tego surowca do Państwa Środka. Wtedy gra globalna staje się wtedy mniej skomplikowana dla Waszyngtonu. To co wydarzyło się w Wenezueli zaniepokoiło co oczywiste wspomnianą Kolumbię, Nikaraguę i Kubę. Ale głownie powinien zaniepokojony być Iran. Dzisiaj Teheran pozostał jedyną realną alternatywą na dostarczanie ropy Pekinowi. I to właśnie Iran może stać się areną jednej z najbliższych wojen sprowokowanych przez Stany Zjednoczone.

Stąd moim zdaniem dalsze pompowanie kasy w projekt Izrael. Dlatego pozwolono Izraelowi uznać państwowość Somali-landu w Afryce, a tym samym kontrolować w znaczny sposób Morze Czerwone. On będzie niezbędny w rozgrywce z Iranem. Chiny na razie milczą. Pekin nie lubi nerwowych i pochopnych ruchów. Komunistyczna Partia Chin – przynajmniej z nazwy – dzisiaj kalkuluje jak zareagować. Jednak żadnych radykalnych kroków moim zdaniem nie będzie. Chiny dzisiaj już zapewne analizują kiedy i z jaką siłą przeprowadzić specjalną operację wojskową na Tajwanie. Ta będzie dla Stanów Zjednoczonych naprawdę bolesna, ale moim zdaniem będą musieć połknąć tę żabę. Świat podzielony na strefy wymaga również od imperiów ustępliwości.

Oczywiście, że pogwałcenie prawa międzynarodowego przez jedno państwo [artykułu 2.4 Karty Narodów Zjednoczonych] w teorii nie uznaje prawda innego państwa do jego łamania. To tylko teoria. W praktyce ten precedens daje wolną rękę pozostałym graczom globalnym, jak i ośmiela mocarstwa lokalne. Ten przekaz na pewno zrozumiała Federacja Rosyjska i Chiny. Świadome swojej roli są również Indie, Turcja a nawet Izrael.

Nie rozumie lub nie chce zrozumieć Nowej Architektury Świata zbiurokratyzowana i naszpikowana odrealnionymi dziwactwami Unia Europejska. Politycy rządzący moim krajem są w awangardzie tych, którzy nie rozumieją, a nawet bardziej nie chcą zrozumieć obecnej sytuacji. Próbują stroić największego swojego sojusznika z NATO w piórka, które ten odrzucił. Ta niezgoda na to co realne wynika z konieczności uznania pozycji Rosji w obszarze postradzieckim. Politycy w Polsce boją się prowadzić politykę zbliżoną do tej węgierskiej, słowackiej, a nawet czeskiej.

Działania USA wywołują naturalny sprzeciw i wewnętrzna niezgodę. Tylko co z tego wynika? Może nam się nie podobać kierunek w jakim zmierza świat. Tak jak może się nie podobać kierunek w którym płynie rzeka. Ale naszym polskim kijkiem nie zawrócimy biegu tej rzeki. Na politykę światową i krajową należy patrzeć endecko czyli przez pryzmat narodu. Kierujmy się mądrym głosem prymasa Stefana Wyszyńskiego: „Nie oglądajmy się na wszystkie strony. Nie chciejmy żywić całego świata, nie chciejmy ratować wszystkich. Chciejmy patrzeć w ziemię ojczystą (…) Chciejmy pomagać naszym braciom, żywić polskie dzieci, służyć im i tutaj przede wszystkim wypełniać swoje zadanie – aby nie ulec pokusie „zbawiania świata” kosztem własnej ojczyzny.” Działania Amerykanów w Wenezueli nie są naszą polską sprawą, tak jak działania Rosjan na Ukrainie nie są naszą polską sprawą. My oczywiście jako Polacy odczuwamy reperkusje wojenne, ale istotne jest to, by wszelkie konflikty trzymać jak najdalej od sprawy polskiej.

Trzeba się pogodzić z okolicznościami i spróbować je przekuć na bezpieczeństwo i zyski dla naszego narodu. Polska nie powinna iść na konfrontacje z żadnym z globalnych graczy. W interesie Polski był i jest pokój z sąsiadami i spokój w naszym regionie. Nasze położenie przez wieki było przekleństwem, zresztą w znacznej mierze z nieroztropności i ciągotek insurekcyjnych naszego narodu. Zamiast miejsca kolejnych insurekcyjnych ruchawek i terenu zgniotu powinniśmy stać się złotą klamrą. Miejscem spotkań Wschodu i Zachodu. To u nas ze względu na położenie powinny odbywać się rozmowy, negocjacje, handel. Do tego jednak potrzeba odrobiny racjonalizmu, elastyczności i politycznego cynizmu.

Łukasz Jastrzębski

Dugin: Koniec prawa międzynarodowego i powrót wojny światowej?

Koniec prawa międzynarodowego i powrót wojny światowej

theburningplatform/the-end-of-international-law-and-the-return-of-world-war

Alexander Dugin wyjaśnia, jak upadło prawo międzynarodowe i dlaczego walka między jednobiegunową dominacją a wielobiegunowym porządkiem świata już zmierza w kierunku Trzeciej Wojny Światowej.

————————————

Jestem pewien, że teraz – będąc świadkiem tego, co dzieje się w globalnej polityce – każdy w końcu zrozumiał, że prawo międzynarodowe już nie istnieje. Jego już nie ma.

Prawo międzynarodowe to traktat między wielkimi mocarstwami zdolnymi do obrony swojej suwerenności w praktyce. To oni określają zasady dla siebie i dla wszystkich innych: co jest dozwolone, a co zabronione. I podążają za nimi. Takie prawo działa w fazach – tak długo, jak długo utrzymywana jest równowaga między głównymi mocarstwami.

System westfalski, który uznaje suwerenność państw narodowych, ukształtował się z powodu impasu w równowadze sił między katolikami a protestantami (do którego dołączyła antyimperialna Francja). Gdyby katolicy wygrali, Stolica Rzymska i Cesarstwo Austriackie ustanowiłyby zupełnie inną europejską architekturę. Dokładniej, zachowaliby poprzednią, średniowieczną.

W pewnym sensie to protestanci z europejskiej północy skorzystali z pokoju westfalskiego w 1648 roku, ponieważ pierwotnie kierowali się w kierunku monarchii narodowych przeciwko papieżowi i cesarzowi. Nie osiągając całkowitego zwycięstwa, mimo to zapewnili sobie bramkę.

Formalnie system westfalski przetrwał do dziś, ponieważ konstruujemy prawo międzynarodowe na zasadzie państw narodowych – dokładnie to, na co nalegali protestanci w wojnie trzydziestoletniej. Ale w istocie, w XVII wieku dotyczyło to tylko państw Europy i ich kolonii, a później nie każde państwo narodowe posiadało prawdziwą suwerenność. Wszystkie narody są równe, ale narody europejskie (Wielkie Mocarstwa) są „bardziej równe” niż inne.

W uznaniu suwerenności narodowej dla słabych krajów istniał pewien element hipokryzji, ale został on w pełni zrekompensowany przez teorię realizmu. W pełni skrystalizował się dopiero w XX wieku, ale odzwierciedlał obraz stosunków międzynarodowych, które ukształtowały się dawno temu. Tutaj nierówność krajów jest równoważona możliwością tworzenia koalicji i „szachowym” porządkiem sojuszy – słabe państwa zawierają umowy z silniejszymi, aby oprzeć się możliwej agresji innych silnych mocarstw. To miało miejsce i nadal się dzieje w praktyce.

Liga Narodów próbowała nadać prawu międzynarodowemu opartemu na systemie westfalskim bardziej stanowczy charakter, dążąc do częściowego ograniczenia suwerenności i ustanowienia uniwersalnych zasad – opartych na zachodnim liberalizmie, pacyfizmie i pierwszej wersji globalizmu – której miały przestrzegać wszystkie kraje, duże i małe. W istocie, Liga Narodów została pomyślana jako pierwsze zbliżenie w kierunku Rządu Światowego. To właśnie wtedy szkoła liberalizmu w stosunkach międzynarodowych w końcu nabrała kształtu, rozpoczynając długi spór z realistami. Liberałowie wierzyli, że prawo międzynarodowe prędzej czy później zastąpi zasadę pełnej suwerenności państw narodowych i doprowadzi do stworzenia jednego systemu międzynarodowego. Realiści w stosunkach międzynarodowych nadal nalegali na swoje stanowisko, broniąc zasady absolutnej suwerenności – bezpośredniego dziedzictwa pokoju westfalskiego.

Jednak w latach 30. XX wieku stało się jasne, że ani liberalizm Ligi Narodów, ani nawet sam system westfalski nie odpowiadał równowadze sił w Europie i na świecie. Nazistowskie dojście do władzy w Niemczech w 1933 roku, faszystowska inwazja Włoch na Etiopię w 1937 roku i wojna ZSRR z Finlandią w 1939 roku skutecznie ją zniszczyła, nawet formalnie. Chociaż został oficjalnie rozwiązany dopiero w 1946 roku, pierwsza próba ustanowienia prawa międzynarodowego jako nadrzędnego, obowiązkowego systemu załamała się już w latach 30. XX wieku.

W istocie w latach 30. XX wieku pojawiły się trzy bieguny suwerenności – tym razem na gruncie czysto ideologicznym. Liczyła się nie formalna suwerenność, ale prawdziwy potencjał każdego bloku ideologicznego. II wojna światowa była dokładnie testem żywotności wszystkich trzech obozów.

Jeden obóz zjednoczył kraje burżuazyjno-kapitalistyczne – przede wszystkim Anglię, Francję i USA. Był to obóz liberalny, który jednak został mimowolnie pozbawiony swojego internacjonalistycznego wymiaru. Liberałowie zostali zmuszeni do obrony swojej ideologii w obliczu dwóch potężnych przeciwników: faszyzmu i komunizmu. Ale ogólnie – jeśli wykluczyć „słabe ogniwo”, Francję, która szybko skapitulowała po rozpoczęciu II wojny światowej – blok burżuazyjno-kapitalistyczny wykazał wystarczający poziom suwerenności: Anglia nie poddała się atakom Hitlerowskich Niemiec, a USA walczyły (stosunkowo) skutecznie przeciwko Japonii na Pacyfiku.

Drugim obozem był europejski faszyzm, który stał się szczególnie silny podczas podboju Europy Zachodniej przez Hitlera. Prawie wszystkie kraje europejskie zjednoczyły się pod sztandarem narodowego socjalizmu. W takiej sytuacji nie można było mówić o suwerenności – nawet w przypadku reżimów przyjaznych Hitlerowi (takich jak faszystowskie Włochy czy Hiszpania Franco). Co najwyżej niektóre kraje (Portugalia Salazara, Szwajcaria itp.) były w stanie zapewnić sobie warunkową neutralność. Tylko Niemcy były suwerenne – a dokładniej hitleryzm jako ideologia.

Trzeci obóz był reprezentowany przez ZSRR i chociaż był tylko jednym państwem, opierał się konkretnie na ideologii: marksizmu-leninizmu. Ponownie, nie chodziło tak bardzo o naród, jak o istotę ideologiczną.

W latach 30. XX wieku prawo międzynarodowe – którego ostatnią wersją były umowy wersalskie i normy Ligi Narodów – upadło. Od tego czasu ideologia i siła decydowały o wszystkim. Co więcej, każda z ideologii miała swój własny pogląd na przyszły porządek świata, co oznaczało, że działały z własnymi wersjami prawa międzynarodowego.

ZSRR wierzył w rewolucję światową i zniesienie państw (jako zjawisko burżuazyjne), co reprezentowało marksistowską wersję globalizacji i proletariackiego internacjonalizmu. Hitler ogłosił „Tysiącletnią Rzeszę” z planetarną dominacją samych Niemiec i „rasą aryjską”. Nie przewidziano suwerenności dla nikogo poza światowym narodowym socjalizmem. I tylko burżuazyjno-kapitalistyczny Zachód – zasadniczo czysto anglosaski – utrzymywał ciągłość z systemem westfalskim, obliczając przyszłe przejście do liberalnego internacjonalizmu i, ponownie, do rządu światowego. W rzeczywistości Liga Narodów, która formalnie przetrwała, choć była niefunkcjonalna, była w tamtym czasie pozostałością po starym globalizmie i prototypem przyszłego.

W każdym razie prawo międzynarodowe zostało „zawieszone” – zasadniczo zniesione. Rozpoczęła się epoka przejściowa, w której wszystko było decydowane wyłącznie przez powiązanie ideologii i siły, co pozostało do udowodnienia na polu bitwy. W ten sposób podeszliśmy do II wojny światowej jako kulminacji tej konfrontacji ideologii siły. Prawa międzynarodowego już nie było.

Konkretny wynik konfrontacji władzy i ideologii między liberalizmem, faszyzmem i komunizmem doprowadził do zniesienia jednego z biegunów – europejskiego narodowego socjalizmu. Burżuazyjny Zachód i antyburżuazyjny socjalistyczny Wschód stworzyły koalicję antyhitlerowską i wspólnie (z większą częścią należącą do ZSRR) zniszczyły faszyzm w Europie.

W 1945 roku powstała Organizacja Narodów Zjednoczonych jako podstawa nowego systemu prawa międzynarodowego. Do pewnego stopnia było to odrodzenie Ligi Narodów, ale gwałtowny wzrost wpływów ZSRR, który ustanowił całkowitą ideologiczną i polityczną kontrolę nad Europą Wschodnią (i Prusami Zachodnimi – Niemiecką Republiką Demokratyczną), wprowadził wyraźną cechę ideologiczną do systemu suwerenności narodowych. Prawdziwym nosicielem suwerenności był obóz socjalistyczny, którego państwa zjednoczył Układ Warszawski, a gospodarczo COMECON [Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej]. Nikt w tym obozie nie był suwerenny oprócz Moskwy, a co za tym idzie, KPZR [Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego].

Na biegunie burżuazyjno-kapitalistycznym miały miejsce zasadniczo symetryczne procesy. USA stały się rdzeniem suwerennego liberalnego Zachodu. W świecie anglosaskim centrum i peryferia zamieniły się miejscami – przywództwo przeszło z Wielkiej Brytanii do Waszyngtonu. Kraje Europy Zachodniej i, szerzej, obóz kapitalistyczny, znalazły się w pozycji wasali Ameryki. Zostało to utrwalone przez utworzenie NATO i przekształcenie dolara w światową walutę rezerwową.

W ten sposób ONZ zakotwiczyła również system prawa międzynarodowego – formalnie oparty na uznaniu suwerenności, ale w rzeczywistości na równowadze sił między zwycięzcami II wojny światowej. Tylko Waszyngton i Moskwa były naprawdę suwerenne. W konsekwencji powojenny model utrzymywał związek z ideologią, znosząc narodowy socjalizm, ale znacznie wzmacniając obóz socjalistyczny.

To jest świat dwubiegunowy, który rzutował swój wpływ na wszystkie inne regiony planety. Każde państwo – w tym nowo wyzwolone kolonie Globalnego Południa – stanęło przed wyborem: który (z dwóch!) modeli ideologicznych przyjąć. Jeśli wybrali kapitalizm, przenieśli suwerenność na Waszyngton i NATO. Jeśli socjalizm, to oddali ją Moskwie. Ruch Państw Niezaangażowanych próbował ustanowić trzeci biegun, ale brakowało mu zarówno zasobów ideologicznych, jak i władzy, aby to zrobić.

Epoka powojenna ustanowiła system prawa międzynarodowego oparty na rzeczywistej korelacji sił między dwoma obozami ideologicznymi. Formalnie suwerenność narodowa została uznana; w praktyce tak nie było. Zasada westfalska była utrzymywana nominalnie. W rzeczywistości wszystko zostało rozstrzygnięte poprzez równowagę sił między ZSRR a USA i ich satelitami.

W 1989 roku, podczas upadku ZSRR – z powodu destrukcyjnych reform Gorbaczowa – blok wschodni zaczął się rozpadać, a w 1991 roku ZSRR rozpadł się. Dawne kraje socjalistyczne przyjęły ideologię swojego przeciwnika z czasów zimnej wojny. Rozpoczął się świat jednobiegunowy.

Oznaczało to, że prawo międzynarodowe zmieniło się jakościowo. Pozostała tylko jedna suwerenna władza, która stała się globalna – USA lub zbiorowy Zachód. Jedna ideologia, jedna siła. Kapitalizm, liberalizm, NATO. Zasada suwerenności państwa narodowego i sama ONZ stała się reliktem przeszłości, tak jak kiedyś Liga Narodów.

Prawo międzynarodowe zostało odtąd ustanowione tylko przez jeden biegun – zwycięzców zimnej wojny. Pokonani (dawny obóz socjalistyczny i przede wszystkim ZSRR) zaakceptowali ideologię zwycięzców, zasadniczo uznając wasalną zależność od kolektywnego Zachodu.

W tej sytuacji liberalny Zachód dostrzegł historyczną okazję do połączenia międzynarodowego liberalnego porządku z zasadą hegemonii władzy. Wymagało to dostosowania prawa międzynarodowego do rzeczywistego stanu rzeczy. Tak więc od lat 90. rozpoczęła się nowa fala globalizacji. Oznaczało to bezpośrednie podporządkowanie państw narodowych organowi ponadnarodowemu (ponownie rządowi światowemu) i ustanowienie bezpośredniej kontroli nad nimi przez Waszyngton, który stał się stolicą świata. Unia Europejska została stworzona w tym duchu jako model takiego ponadnarodowego systemu dla całej ludzkości. Migranci zaczęli być masowo sprowadzani właśnie w tym celu – aby pokazać, jak powinna wyglądać uniwersalna międzynarodowa ludzkość przyszłości.

W takiej sytuacji ONZ straciła swoje znaczenie:

Po pierwsze, została zbudowana na zasadzie suwerenności narodowej (która już niczemu nie odpowiadała).

Po drugie, specjalne stanowiska ZSRR i Chin oraz ich miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ stanowiły relikt epoki dwubiegunowej.

Dlatego w Waszyngtonie rozpoczęły się rozmowy na temat stworzenia nowego – otwarcie jednobiegunowego – systemu stosunków międzynarodowych. Nazywano to „Ligą Demokracji” lub „Forum Demokracji”.

Jednocześnie, w samych Stanach Zjednoczonych, globalizm podzielił się na dwa nurty:

⁃ Ideologiczny liberalizm, czysty internacjonalizm (Soros ze swoim „otwartym społeczeństwem”, USAID, wokeizm itp.);

⁃ Bezpośrednia amerykańska hegemonia polegająca na NATO, którego bronili neokonserwatyści.

Zasadniczo, oba nurty były zbieżne, ale ci pierwsi upierali się, że głównym priorytetem jest globalizacja i pogłębienie liberalnej demokracji w każdym kraju na świecie, podczas gdy ci drudzy nalegali, aby USA bezpośrednio kontrolowały całe terytorium ziemi na poziomie wojskowo-politycznym i gospodarczym.

Jednak przejście od dwubiegunowego modelu prawa międzynarodowego do jednobiegunowego nigdy nie nastąpiło w pełni, nawet pomimo zniknięcia jednego z biegunów władzy ideologicznej. Zapobiegł temu synchroniczny wzrost Chin i Rosji pod rządami Putina, kiedy kontury zupełnie innej architektury świata – wielobiegunowości – po raz pierwszy zaczęły się wyraźnie manifestować. Po przeciwnej stronie globalistów (zarówno lewicowych, czystych liberalnych internacjonalistów, jak i prawicowych neokonserwatystów) pojawiła się nowa siła. Chociaż nie jest jeszcze jasno zdefiniowana ideologicznie, to jednak odrzuca ideologiczny wzór liberalno-globalistycznego Zachodu. Ta początkowo niejasna siła zaczęła bronić ONZ i przeciwdziałać ostatecznej formalizacji jednobiegunowości – to znaczy przekształceniu władzy i ideologicznego status quo (rzeczywistej dominacji kolektywnego Zachodu) w odpowiedni system prawny.

W ten sposób znajdujemy się w sytuacji przypominającej chaos. Okazuje się, że pięć systemów operacyjnych stosunków międzynarodowych funkcjonuje obecnie na świecie jednocześnie, tak samo niekompatybilne jak oprogramowanie różnych producentów:

Przez bezwładność, ONZ i normy prawa międzynarodowego uznają suwerenność państw narodowych, które w rzeczywistości straciły swoją siłę prawie sto lat temu i istnieje ona jako „ból fantomowy”. Niemniej jednak suwerenność jest nadal uznawana i czasami staje się argumentem w polityce międzynarodowej.

Również przez bezwładność, niektóre instytucje zachowują ślady dawno zawartego układu dwubiegunowego świata. To niczemu nie odpowiada, ale od czasu do czasu daje o sobie znać – na przykład w kwestii parytetu nuklearnego między Rosją a USA.

Zbiorowy Zachód nadal nalega na globalizację i ruch w kierunku rządu światowego. Oznacza to, że wszystkie państwa narodowe są zaproszone do odstąpienia swojej suwerenności na rzecz ponadnarodowych instancji – takich jak Międzynarodowy Trybunał Praw Człowieka lub Trybunał Haski. UE nalega, by być wzorem dla całego świata w zakresie wymazywania wszystkich zbiorowych tożsamości i pożegnania z państwowością narodową.

USA – zwłaszcza pod rządami Trumpa – pod wpływem neokonserwatystów, zachowują się jak jedyny hegemon, uważając „prawo” za wszystko, co leży w interesie Ameryki. To mesjanistyczne podejście częściowo sprzeciwia się globalizmowi, lekceważy Europę i internacjonalizm, ale równie ostro nalega na stratęsuwerenności wszystkich państw – przez prawo siły.

I wreszcie, kontury wielobiegunowego świata pojawiają się coraz wyraźniej, gdzie posiadaczem suwerenności jest cywilizacja państwowa – taka jak współczesne Chiny, Rosja lub Indie. Wymaga to jeszcze innego systemu prawa międzynarodowego. Prototypem takiego modelu może być BRICS lub inne regionalne platformy integracyjne – bez udziału Zachodu (ponieważ Zachód przynosi ze sobą własne, bardziej wyartykułowane i sztywne modele).

Wszystkie pięć systemów działają jednocześnie i naturalnie zakłócają się nawzajem, powodując ciągłe awarie, konflikty i sprzeczności. Dochodzi do logicznego zwarcia sieci, tworząc wrażenie chaosu lub po prostu braku jakiegokolwiek prawa międzynarodowego. Jeśli istnieje pięć równoczesnych praw międzynarodowych, które wzajemnie się wykluczają, to w istocie nie ma żadnego.

Wniosek z takiej analizy jest dość niepokojący.

Takie sprzeczności na poziomie globalnym, tak głęboki konflikt interpretacji, prawie nigdy w historii (szczerze, w ogóle) nie został rozwiązany pokojowo. Ci, którzy nie chcą walczyć o swój porządek świata, zostają natychmiast pokonani. I będą musieli walczyć o czyjś porządek świata, już w statusie wasali.

W związku z tym trzecia wojna światowa jest bardziej niż prawdopodobna. A w 2026 roku jest to bardziej prawdopodobne niż w 2025 roku lub wcześniej. To nie znaczy, że jesteśmy na to skazani; to tylko, że jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji. Z definicji wojna światowa dotyczy wszystkich lub prawie wszystkich. Dlatego nazywa się to wojną światową. Ale mimo to, w każdej wojnie światowej, są podstawowe podmioty. Dzisiaj są to:

Zbiorowy Zachód w obu jego wcieleniach (liberalno-globalistyczny i hegemonistyczny);

Wschodzące bieguny świata wielobiegunowego (Rosja, Chiny, Indie).

Wszyscy inni są na razie tylko instrumentem.

Jednocześnie Zachód ma ideologię, podczas gdy świat wielobiegunowy nie. Sama wielobiegunowość już ogólnie się manifestowała, ale ideologicznie nie jest jeszcze sformalizowana. Prawie wcale.

Jeśli prawo międzynarodowe nie istnieje, a z definicji niemożliwa jest obrona świata Jałty, starej ONZ i bezwładności dwubiegunowości, to musimy wysunąć nasz własny nowy system prawa międzynarodowego. Chiny podejmują pewne próby w tym kierunku („Społeczność Wspólnego Przeznaczenia”), my w mniejszym stopniu (wyjątkami są Teoria Świata Wielobiegunowego i Czwarta Teoria Polityczna). Ale to oczywiście nie wystarczy.

Być może w tym roku będziemy musieli uczestniczyć w planetarnej „walce wszystkich przeciwko wszystkim”, podczas której przyszłość, odpowiedni porządek świata i system prawa międzynarodowego zostaną określone. W tej chwili nie ma żadnego. Ale musi istnieć prawo międzynarodowe, które pozwala nam być tym, kim musimy być – państwem-cywilizacją, rosyjskim światem. To jest to, co musi być konceptualizowane tak szybko, jak to możliwe.

Tłumaczenie: Ryszard Kulczyński

theburningplatform/the-end-of-international-law-and-the-return-of-world-war

Fetysz Zachodu: Kontrola

Fetysz Zachodu: Kontrola

Mariusz K. Pomianowski myslpolska/fetysz-zachodu-kontrola

Na wstępie małe wyjaśnienie: w niniejszym artykule przez „Zachód” pojmujemy rodziny oligarchiczne oraz arystokratyczne, których korzenie są umiejscowione w Europie Zachodniej, USA i na Bliskim Wschodzie.

Są one właścicielami globalnych korporacji oraz ich podmiotów zależnych, a także wszelkiego rodzaju giełdy, banki, agencje ubezpieczeniowe, inne instytucje finansowe, fundacje, stowarzyszenia i inne organizacje przez nich stworzone, koordynowane i finansowane. Ich nazwiska oraz pochodzenie tych rodzin będą przedmiotem osobnego artykułu, jeśli czas, zdrowie i okoliczności na to pozwolą.

W wielu przypadkach są to rody będące potomkami domów królewskich i książęcych, otoczone rojem bezpośrednich poddanych różnej maści tytulatury. Równolegle dochodzą do tego rody, które swego czasu wzbogaciły się na handlu jak Medyceusze, oraz te, które kupiły tytuły arystokratyczne, na przykład Rothschildowie.

To są już arystokraci nie krwi, ale pieniądza. Nauczeni doświadczeniem rewolucji francuskiej, rewolucji przemysłowej oraz koszmaru I wojny światowej i rewolucji październikowej arystokraci krwi wycofali się ze świecznika, z życia jawnie publicznego, stając się deep state, głębokie państwo.

Powierzają oni swoim plenipotentom funkcje polityczne, tworząc w ten sposób pozory demokracji. Dzięki temu zeszli z oczu masom ludzkim, które w tym momencie straciły możliwość weryfikacji, kto jest ich prawdziwym władcą, a tym samym potencjalnym wrogiem, przeciwko któremu mogliby wznieść swój krwawy gniew. Przykład dzisiejszej Francji, Belgii oraz innych krajów wskazuje, że jest to bardzo skuteczna praktyka. Gniew społeczny jest obracany przeciwko pozornym wrogom i wypala się, nie uczyniwszy krzywdy prawdziwie odpowiedzialnym. Instytucja kozła ofiarnego była i jest stosowana wielokrotnie.

Obecna sytuacja kryzysowa to efekt walki pomiędzy Zachodem bojącym się utracić władzę nad światem a podmiotami dojrzałymi i na tyle mocnymi, że chcą już się od niego uniezależnić. To odwieczna walka podległych z dominującym, która dziś ociera się o ryzyko unicestwienia ludzkości. Dominant bowiem nie odda władzy dobrowolnie. Nie robił tego w przeszłości, nie robi w teraźniejszości ani nie zrobi w przyszłości. Tylko krwawa rewolucja jest w stanie powstrzymać ich zapędy, przynajmniej na jakiś czas. Czasu przecież mają pod dostatkiem. Mogą planować i wdrażać swoje cele na przestrzeni nie czterech czy ośmiu lat, ale dziesiątków, setek, w skali całych kontynentów czy świata jako całości, co jest nieosiągalne dla zwykłych urzędników.

Podmioty i narzędzia kontroli:

  1. kontrola umysłu: A) media, B) Internet, C) sztuczna inteligencja, D) oświata;
  2. kontrola gospodarcza: A) banki, B) giełdy, C) ubezpieczyciele, D) przemysł i rolnictwo;
  3. kontrola polityczna: A) państwa, B) organizacje ponadpaństwowe.

Powyższy wykaz nie wyczerpuje ich liczby, jest tylko zakresem, do którego się ograniczę w dalszej części artykułu.

Każda władza jest formą biurokracji, czy jest to władza jawna, marionetkowa czy ta właściwa. Ich cechą wspólną jest to, by wiedzieć dużo, a najlepiej wszystko, o swoich poddanych. Wiedza, co mówią, piszą, co myślą i co chcą zrobić, jest jak najbardziej pożądana, aby po jej zdobyciu wyciągać wnioski, planować i wpływać na masy ludzkie. Przez pewien czas rozwoju cywilizacji tę rolę pełniła prasa, a później radio i telewizja. To nie był proces szybki, wręcz przeciwnie, i do tego pracochłonny. Wiedzę zdobywały służby specjalne, struktury siłowe. Ten etap miał też najwięcej błędów, gdyż opierał się na tym, co dany człowiek powiedział lub napisał. Nie wiedziano jednak, co myśli.

Jeszcze do lat 80. minionego wieku wiele gazet, czasopism było w miarę obiektywnych i nie podlegało władzy tak bardzo jak obecnie. Istniało wtedy jeszcze doskonałe dziennikarstwo śledcze. Wynikało to z prostego czynnika opłacalności. Ludzie kupowali to, co ich interesowało.  Koniec nastąpił, gdy na szeroką skalę pojawiły się reklamy. Gdy czasopisma, gazety stały się własnością spółek. W ten sposób głębokie państwo przejęło klasyczne media i zmieniło ich funkcję z informacyjnej na opiniotwórczą. Do tej pory taką rolę pełniły media finansowane i podległe państwu. To bardzo ważne, by umieć rozróżniać funkcję informacyjną od opiniotwórczej! Zależność jest oczywista: jeśli treść będzie niezgodna z interesem reklamodawcy, ten się wycofa, a ponieważ zysk z udziału reklam stanowi główne źródło dochodu, jakość pisma przestała być siłą wiodącą.

Dodajmy, że właściwy właściciel pisma zaczął pilnować, aby zawartość nie kolidowała z innymi aktywami z jego portfolio –  by nie pisano o problemach jego firmy ani o skandalu z jego synem handlującym narkotykami. W ten prosty sposób prawdziwe dziennikarstwo umarło. Kontrola. Zyskano narzędzie do kontrolowania tego, co można wydrukować. W ten sposób uzyskano jednolity wpływ na świat polityki. Media przestały wyrażać sympatie lub antypatie swoich właścicieli. Po monopolizacji i konsolidacji rynku, gdzie najpierw setki, potem dziesiątki tytułów prasowych przejęto i zlikwidowano, ośrodek kontroli i wpływów przeniósł się do głębokiego państwa. Ofiarą tego rodzaju zdarzeń padły znane i lubiane pisma, jak Stern, Lui i wiele innych. Dziś zapomniane, choć kiedyś kanclerz Strauss, a po nim Kohl zaczynali od nich dzień.

Prawdziwa rewolucja zaczęła się wraz z upowszechnieniem internetu. Powie ktoś, że nastała wolność w sferze informacji, że jest to szkodliwe dla głębokiego państwa. To złudzenie. Nastała złota era kłamstwa, manipulacji i dezinformacji – doskonała dla głębokiego państwa sfera poznania tego, co ludzie myślą, i wpływania na nich. Do tej pory identyfikacja i przypisanie danego poglądu do konkretnej osoby było bardzo utrudnione. Człowiek w kiosku kupował gazetę za gotówkę i po przeczytaniu lądowała ona w koszu albo pełniła inną rolę w gospodarstwie domowym. Czasem tacy jak ja je kolekcjonowali. Uzbierałem tym sposobem parę tysięcy numerów tygodnika Forum. Dla śledczego to już informacja – ta osoba interesuje się polityką. Raczej mało konkretna to informacja. Teraz śledczy nie musi wchodzić do mieszkania i przeglądać biblioteki domowej obiektu śledztwa. Teraz siada przy ekranie i ma do dyspozycji cały wachlarz narzędzi pozwalający wniknąć w poglądy danej osoby dzięki prześledzeniu jej komentarzy.

Sztuczna inteligencja

Głębokie państwo dysponuje narzędziami identyfikującymi, umiejscawiającymi każdego człowieka w sieci, która jest na bieżąco w czasie realnym monitorowana, zapisywana. Cały czas weryfikacji pod kątem użycia słów kluczowych podlega każdy użytkownik piszący jakikolwiek wpis czy choćby komentarz. Algorytmy wyszukują ich użycie i tworzą katalogi przypisane do danego użytkownika. Na ich podstawie powstaje profil psychologiczny jednostki z wyliczeniem prawdopodobieństwa zagrożenia dla systemu. Dodajmy używanie tak zwanej prowokacji, kiedy przy użyciu botów lub fałszywych kont pobudza się agresywną dyskusję, aby skłonić innych do wyrażenia opinii. Wszystko, co napiszesz w internecie, może być użyte przeciwko tobie. Imię, nazwisko, adres, spod którego napisałeś, i to nie tylko IP, ale konkretne miejsce, data, godzina, minuta, sekunda. Ba, nawet to, w jakim stanie emocjonalnym dokonałeś danego wpisu, ponieważ bierze się pod uwagę tempo i sposób uderzania palcami w klawisze klawiatury. Oczywiście głębokie państwo nie robi tego osobiście, używa do tego organów władzy marionetkowej.

Wraz z nadejściem czasów współczesnych pojawiły się zaawansowane algorytmy nazywane sztuczną inteligencją. Wcześniej były tylko przeglądarkami, wyszukiwarkami, potem dodano im  możliwość interakcji z użytkownikiem. Do prawdziwej sztucznej inteligencji jeszcze bardzo daleko. Te algorytmy o nazwie Grok, ChatGPT oraz wiele innych mają – poza swoimi oczywistymi funkcjami graficznymi, tekstowymi czy wyszukującymi – inną prawdziwą funkcję: kontrolują to, co zamierzasz zrobić, a nawet myśleć. Nie zalecam nikomu wpisać frazy typu: „Jak popełnić morderstwo doskonałe?”, „Jak skutecznie popełnić samobójstwo?”, czy „Jak zbudować bombę?”. Chyba że ktoś chce mieć o szóstej rano załogę G u drzwi.

ChatGPT zakłada, że jeśli pytasz o wrastające paznokcie u stóp, to masz z tym problem. Zakres pytań, jakie zadajesz sztucznej inteligencji, powoduje, że tworzona jest mapa twojej osobowości, która pomimo zapewnień i tak jest udostępniana na zewnątrz. Jeśli zapytasz o buty, to reklama butów pojawi ci się zaraz po zamknięciu Chata, gdy otworzysz pocztę w przeglądarce. Im więcej i dłużej z chatbotem rozmawiasz, tym dokładniejsza jest mapa cyfrowa ciebie samego. Masz agenta, który na ciebie donosi. Zbudowano narzędzie, które pośrednio wnioskuje, co myślisz. Do narzędzia skanującego w tym celu umysł jeszcze tylko krok. Ale profil twojego przewidywalnego zagrożenia dla systemu jest już prawie gotowy.

Jak zapewne większość zdążyła zauważyć, z roku na rok obniża się poziom oświaty, wykształcenia w Polsce, ale nie tylko – w każdym kraju, gdzie oligarchia Zachodu ma wpływy. Za minionego systemu w Polsce edukacja miała tworzyć Twórcę. Dziś tylko konsumenta. Wynika to z prostej przyczyny: osoba dobrze wykształcona ma rozwinięte rozumowanie, zmysł krytyczny, zadaje trudne pytania i pragnie prawdziwych, szczerych odpowiedzi. Takie osoby trudno kontrolować, trudno na nie wpływać, a jaszcze trudniej wymagać od nich posłuszeństwa. System oświaty tworzący takie osoby jest drogi, pracochłonny i wymagający pod każdym względem. Jego cechą jest to, że podnosi poziom ucznia. Dziś pani Nowacka, ministra oświaty mówi, że uczeń ma w szkole być szczęśliwy, że szkoła powinna dostosować się do poziomu ucznia [i]. To szkodliwe, antyludzkie stwierdzenie wstrząsnęło mną. Nie wiem, czy ta pani zdaje sobie sprawę, jakie są konsekwencje takiego trybu nauczania. Jest to zaprzeczenie całej historii nauczania, począwszy od czasów antycznych. Jednak to, co pani Nowacka proponuje, jak najbardziej wpisuje się w pragnienie totalnej i nienegowanej kontroli, jaką oligarchia globalna pragnie narzucić. Ofiara takiego systemu nauczania, a właściwie „deedukacji”, nie będzie myśleć, negować ani tym bardziej buntować się.

W razie braków wiedzy wszystko znajdzie w internecie za pomocą smartphone’a. Choć jak się przekonaliśmy na przykładzie Wikipedii, można ją modyfikować w czasie rzeczywistym. Dla oligarchii wyższość internetu nad książką drukowaną jest oczywista. Raz wydanej książki nie można modyfikować pod względem jej treści. Można dopiero przy następnym wydaniu. Dla przykładu w Szwecji książki Astrid Lindgren były korygowane, cenzurowane [ii]. Książka w formie elektronicznej, może być zmieniana w każdej chwili, kiedy tylko przyjdzie odpowiednia dyrektywa z góry i nowa formuła tekstu. Czy to Wam czegoś nie przypomina? Na szczęście są kraje, gdzie tego typu reformy nie są wdrażane. Choćby Chiny. Dodam tylko, że obniżanie edukacji dotyczy zwykłych ludzi. Dzieci samej elity są uczone według tradycyjnych metod i z użyciem komputerów na niewielką skalę. Są dostępne wyniki badań, że czytanie tradycyjne jest o wiele skuteczniejsze [iii].

Oligarchia Zachodu…

ma ogromny problem wynikający ze zmian zachodzących na świecie. W sferze gospodarki traci kontrolę nad morskimi szlakami handlowymi, których znaczenie maleje z powodu powstawania nowych wzdłuż północnych granic Rosji oraz rozwijania tras kolejowych na kontynencie azjatyckim do Europy; część z nich jest nazywana nowym jedwabnym szlakiem. Dzięki agencjom ubezpieczeniowym, które ubezpieczały okręty handlowe, Zachód kontrolował, co jest przewożone, skąd i dokąd. Dzięki bankom i przelewom międzynarodowym SWIFT wiedział, za jaką cenę, kto, gdzie i kiedy zawarł umowę. I oczywiście zapłacił w dolarach.

Dziś z powodu powstania alternatywy dla SWIFT, czyli CIPS – wynalazku chińskiego – tę wiedzę traci, a tym samym traci narzędzie kontroli nad podmiotami gospodarczymi. Przez wymianę handlową w walutach narodowych z pominięciem dolara opada następny element kontroli. Są to dla Zachodu straty bardzo wymierne i bolesne. Ideolodzy globalizacji zakładali, że taki kraj jak Chiny zawsze będzie pod ich kontrolą, dlatego przenieśli centra przemysłowe do tego kraju, kierując się oczywiście zasadą maksymalizacji zysków i minimalizacji kosztów. Najlepiej zaś przerzucić koszty na stronę społeczną, czyli zyski dla właściciela firmy, a koszta dla społeczeństwa. W swojej pysze Zachód zapomniał, że Chiny są dla ich pojmowania całkowicie obce i nieprzewidywalne. Tak samo jak Rosja.

W wyniku wielu działań stare pieniądze, czyli oligarchia Zachodu, powołały do istnienia nowe byty, które nazwę nowymi pieniędzmi – można też nazwać je warstwą średnią. Jednak stare pieniądze zauważyły, że ich zyski maleją i nowe podmioty, kiedyś częściowo od nich zależne, teraz nabierają samodzielności i wyszarpują z tortu coraz większe kawałki. Dlatego oligarchia Zachodu niszczy i przejmuje te podmioty, stosując agresywną politykę na rynku giełdowym, przy pomocy sfery politycznej, poprzez wpływanie na pewne regulacje prawne, a także stosując presję w postaci zielonej energii, zmian klimatycznych. Wywołują chaos w wielu krajach, wojny domowe. Efektem jest ubożenie społeczeństwa, zanikanie warstwy średniej, upadek wielu setek tysięcy, wręcz milionów firm w skali świata, choć w tym samym czasie powstają wielkie, monopolistyczne korporacje starych pieniędzy. I notują one niebotyczne zyski. Doskonałym narzędziem do niszczenia firm są giełdy. Odurzeni prezesi firm wchodzą na giełdę i ze zdziwieniem patrzą, jak nagle ich firma przestaje być ich, bo ktoś wykupił pakiet kontrolny akcji i firma nie jest dłużej własnością jej twórcy, tylko staje się z aktywem w portfolio korporacji globalnej.

Na celowniku rolnictwo

Globalni gracze w swoim nienasyconym pragnieniu zwrócili oczy na rolnictwo jako na obszar zysków, które tracą. Ich celem stali się rolnicy indywidualni, którzy odbierają im klientów. Proszę zauważyć jak w ramach EU celowo i świadomie niszczy się rolnictwo krajów jak Polska. Dopłaty do ugorowania, ulgi przy zmianie formuły produkcyjnej, a ostatnio premie za likwidowanie gospodarstw rolnych. Najnowszym takim sygnałem jest likwidacja branży futrzarskiej w Polsce. Niech każdy czytelnik sam sprawdzi, kto na tym zyskuje. EU w swoim szale biurokratycznym ciągle wdraża regulacje dotyczące rolnictwa, to znaczy normy, warunki, obostrzenia, zakazy, nakazy i wszechobecną biurokrację.

Wszystko to ma na celu zniechęcenie do prowadzenia działalności rolniczej przez zwykłego człowieka. I nagle słyszymy, że na rynek EU mogą być wprowadzone produkty rolne z Ukrainy i strefy Mercosur, które nigdy nie słyszały o żadnych normach i tym bardziej ich nie przestrzegają, są więc wielokrotnie tańsze niż analogi ze strefy EU. Czy to nie przejaw szczególnej hipokryzji? Wszak to uderza w producenta rolniczego indywidualnego, a nie w korporacyjnego. Trzeba sobie uświadomić, że towary ze strefy Mercosur czy Ukrainy nie pochodzą od odpowiedników rolnych naszych gospodarzy, tylko od korporacji Bayer, Monsanto, Cargill – choć to są trzy z pozoru różne nazwy, tak naprawdę tworzą jeden moloch.

Dodam tylko, że podwaliny pod niemieckie inwestycje, firmy i gospodarstwa rolne, ogromne latyfundia w strefie Mercosur zbudowano w latach 1943-1945, gdy z Niemiec Adolfa Hitlera wytransferowano aktywa w złocie oraz kamieniach szlachetnych [iv]. Dziś ta inwestycja niemiecka wraca do EU. Osoby, które za tym stoją to „[…] Alfried Krupp von Bohlen und Halbach zwany „królem armat” oraz baron Georg von Schnitzler, członek zarządu IG Farbenindustrie uważany za mózg tego gigantycznego koncernu chemicznego. […] szara eminencja przemysłu chemicznego Albert Pietzsch, wpływowy finansista, Brigadeführer SS, baron Kurt Freiherr von Schröder oraz bankier i rotarianin dr Otto Christian Fischer z zarządu Reichskreditgesellschaft” [v].

Czy wciąż dziwicie się, że dla EU dobro takich gigantów jest ważniejsze od zwykłego rolnika indywidualnego w Polsce? I nie ważne jest, że przy okazji gwałci się prawa, które się samemu ustanowiło.

Oligarchia Zachodu lubi kontrolować całe państwa przy użyciu niby obieralnych polityków, którzy są promowani, szkoleni, przygotowywani do pełnienia roli administratora ziem podległych ich władzy. Jeśli zaś nie daj Boże do polityki pchają się ludzie nieszkoleni przez Sorosa, nieocenieni przez Klausa Schwaba, są oni likwidowani jak politycy AfD w Niemczech Albo osadzani w więzieniach jak w Mołdawii, gdzie przeprowadzono parodię wyborów. Gdy te metody nie wystarczą, dokonuje się ataku terrorystycznego jak na premiera Słowacji. Mieliśmy możność poznać, jakiej klasy eksperci są wybierani do przewodzenia i bycia liderem na przykładzie pana Wiecha. Co prawda w ostatniej chwili nie doszło to do skutku…

Przykładem bytu ponadpaństwowego stworzonego do kontroli i utrzymania hegemonii oligarchii Zachodu jest choćby EU. Oficjalnie za ojca uważa się Schumana, ale prawdziwym twórcą i ideologiem jest Calergii, tak czczony przez panią Merkel, kanclerz Niemiec. Ten twór nazywany mylnie przez pana Brauna eurokołchozem, a trafnie określonym przez pana Michalkiewicza kontynuacją III Rzeszy Niemieckiej jest doskonałym narzędziem kontroli całych państw, które są wysysane i niszczone na rzecz tylko jednego państwa – Niemiec.

Ten moloch biurokratyczny niszczy nas. W tym gąszczu norm, przepisów, dyrektyw rozmywa się indywidualna odpowiedzialność. Przykład Ursuli von de Leyen pokazuje, że pomimo oskarżeń można pozostać nietykalnym [vi].

To, że ten chory twór się rozpadnie, jest rzeczą pewną, tylko kiedy? Zapewne wtedy, gdy oligarchia Zachodu uzna, że spełnił swoją rolę i już nie jest potrzebny.

Proszę wybaczyć, ale ten artykuł jest tylko próbą zasygnalizowania problemu. Temat jest bowiem olbrzymi i wymaga naprawdę szerokiego opracowania.

Mariusz K. Pomianowski

[i] J. Pytlak, Win-Win Barbary Nowackiej, edunews.pl, 2025, https://www.edunews.pl/badania-i-debaty/opinie/7126-win-win-barbary-nowackiej?utm_source=chatgpt.com

[ii] R. Donadio, Pippi Longstocking Ignites a Debate on Race, „New York Times”, 2014, https://www.demorgen.be/nieuws/pippi-longstocking-ignites-a-debate-on-race~bf2a7d9e/?utm_source=chatgpt.com&referrer=https%3A%2F%2Fchatgpt.com%2F

[iii] S. Habeshian, Reading print is better for comprehension than screens, study finds, „Axios”, 2023, https://www.axios.com/2023/12/15/reading-comprehension-print-digital?utm_source=chatgpt.com

[iv] B. Report, The Vatican and the Ratlines, „Journal of Contemporary History”, 2001, vol. 36

U.S. Department of State, U.S. and Allied Efforts to Recover and Restore Gold and Other Assets Stolen or Hidden during World War II: Preliminary Study, „Eizenstat Report”, Washington D.C. 1997

[v] R. Brzeski, X, 2025, https://x.com/drRafalBrzeski/status/1971465996406813062

[vi] A.-L. Dufeal, PfizerGate: EU Court says von der Leyen wrong to keep vaccine negotiation details secret, Brussels Signal, 2025, https://brusselssignal.eu/2025/05/pfizergate-eu-court-says-von-der-leyen-wrong-to-keep-vaccine-negotiation-details-secret/?utm_source=chatgpt.com

  1. Cormand, Ursula von der Leyen commet une trahison en abandonnant l’un des piliers de l’Union européenne que constitue la PAC, lemonade.fr, 2025, https://www.lemonde.fr/idees/article/2025/07/24/ursula-von-der-leyen-commet-une-trahison-en-abandonnant-l-un-des-piliers-de-l-union-europeenne-que-constitue-la-pac_6623489_3232.html?utm_source=chatgpt.com
  2. Liboreiro, V. Genovese, Ursula von der Leyen slams 'Russian puppets’ as MEPs debate motion to topple her presidency, euronews.com, 2025, https://www.euronews.com/my-europe/2025/07/07/ursula-von-der-leyen-slams-russian-puppets-as-meps-debate-motion-to-topple-her-presidency?utm_source=chatgpt.com

S.V. Rasquinho, Irish activist accuses European Commission head of ‘enabling genocide’ in Gaza, aa.com, 2024, https://www.aa.com.tr/en/europe/irish-activist-accuses-european-commission-head-of-enabling-genocide-in-gaza/3195308?utm_source=chatgpt.com

Myśl Polska, nr 47-48 (23-30.11.2025)

Jak Demony gryzą się w Dolinie Krzemowej. Serio??

Dolina Krzemowa, z Peterem Thielem, przyjmuje „chrześcijański nacjonalizm” Donalda Trumpa

Alfredo Jalife-Rahme https://www.voltairenet.org/article223017.html

To rewolucja intelektualna wstrząsająca Doliną Krzemową: według supermiliardera Petera Thiela, przez pół wieku główne światowe mocarstwa wymyśliły formę globalizacji, która jest niczym więcej niż panowaniem Antychrysta. Narody znikają na rzecz instytucji takich jak Międzynarodowy Trybunał Karny i Organizacja Narodów Zjednoczonych, podczas gdy innowacje naukowe, takie jak sztuczna inteligencja, są spowalniane.

Dzisiaj konflikt geostrategiczny przeciwstawia trzy największe mocarstwa Drogi Mlecznej, które konfigurują „strategiczną stabilność” – Stany Zjednoczone/Rosja/Chiny – do której Indie mogą być z powodzeniem dodane dzięki niedawnemu przejęciu koncepcji RIC Primakova (Rosja/Indie/Chiny), która, krótko mówiąc, dałaby nowy porządek tetrapolarny.

Na Zachodzie, głównie w anglosferze prowadzonej przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską, toczy się prawdziwa kosmogoniczna i teologiczna bitwa między upadkiem globalistycznej sorosokracji Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, którego tymczasowym prezesem jest Larry Fink, wielki szef BlackRock, z jego kontrowersyjną Agendą 2030/przebudzony/zielony, a powrotem „chrześcijańskiego nacjonalizmu” typu suwerennego/reaganowskiego z projektem Dziedzictwo 2025.

Niemiecko-amerykański multimilioner Peter Thiel (PT) wygłosił w San Francisco cztery „prywatne” konferencje o charakterze apokaliptycznym/eschatologicznym – których treść została ujawniona przez Washington Post – w których atakuje krytyków sztucznej inteligencji (AI) Doliny Krzemowej, których opisuje jako „Legionistów Antychrysta”.

Thiel, lat 58, współzałożyciel Palantir Technologies, PayPal, Founders Fund i zewnętrzny inwestor Facebooka, z majątkiem w wysokości 26 miliardów dolarów, jest wielkim sojusznikiem wiceprezydenta JD Vance’a, „chrześcijańskiego nacjonalisty” pokolenia Y i mentora Charliego Kirka, niedawno zamordowanego.

Peter Thiel atakuje Gretę Thunberg, osławioną wyznawczynię globalistycznej sorosokracji, i Eliezera Yudkowsky’ego, krytyka dereglementacji sztucznej inteligencji w Dolinie Krzemowej, którą opisuje jako „ministranci Antychrysta XXI wieku”. Gerrit de Vynck z Washington Post nie omieszka podkreślać, że konferencje Petera Thiela to „zbieg okoliczności z powstaniem chrześcijańskiego nacjonalizmu w Stanach Zjednoczonych”. Gerrit de Vynck komentuje, że „Chrześcijanie mają różne interpretacje biblijnego Antychrysta, ale jego obraz jest często rozumiany jako wizerunek przeciwnika Boga, który pojawia się na końcu czasu”.

Reuters, rzecznik Anglo-sfery, ujawnił już niektóre z konferencji Petera Thiela w San Francisco, dodając, że obecny zwolennik Trumpa zasugerował swojemu byłemu partnerowi Elonowi Muskowi, aby nie wpadał w naiwną pułapkę oddawania swojej fortuny „lewicowym organizacjom non-profit, które zostałyby wybrane przez Billa Gatesa, według niego jednego z liderów rządu światowego” i najbliższego „Antychrysta”.

Według Gerrita de Vyncka, „jeden z najbardziej wpływowych liderów w branży sztucznej inteligencji opiera się inwigilacji rozwoju technologicznego jako religijnej bitwie, która może zintensyfikować krucjatę branżową”, przyciągająca uwagę jako „przekonujący pokaz religijności w branży, która zawsze była świecka”. Chrześcijaństwo ugruntowało ostatnio znaczącą obecność w niektórych wpływowych kręgach technologicznych, częściowo dzięki ACTS 17 Collective, organizacji non-profit zajmującej się upowszechnianiem chrześcijańskich zasad w branży technologicznej, która organizowała konferencje Thiela”.

Nawiasem mówiąc, ACTS 17 Collective bierze swoją nazwę od ACTS 17 (Akta Apostolskie 17 – to Dzieje Apostolskie), tekstu odnoszącego się do kazań apostoła Pawła do elit Aten. ACTS 17 to również akronim od Uznanie Chrystusa w Technologii i Społeczeństwie.

W marcu zeszłego roku Lauren Goode z portalu naukowego Wired opisała „Chrześcijan z Doliny Krzemowej jako tych, którzy chcą zbudować raj na ziemi”. Gerrit de Vynck wyjaśnia, że Peter Thiele „był częścią sieci elit technologicznych, które pomogły zainstalować Vance’a, jego protegowanego, na stanowisko wiceprezydenta”.

Moim zdaniem „Antychryst” Petera Thiele jest bardzo potężną manichejską metaforą biblijnej kosmogonii w Stanach Zjednoczonych, która ma głębokie konsekwencje wyborcze.

======================

Wycierają sobie gęby pojęciem „chrześcijańskich zasad”… Na ile serio?? Zobaczymy?? md

Czy Trump może stać się inicjatorem globalistycznego „Wielkiego Resetu”?

Czy Trump zainicjuje Wielki Reset?

Autor: AlterCabrio, 9 września 2025

Śledzę powstawanie sojuszu BRICS od 2009 roku, a motywem przewodnim bloku gospodarczego (na pierwszy rzut oka) zawsze było zerwanie z dolarem jako światową walutą rezerwową. Przywódcy BRICS od lat nawołują do zniesienia dolara i wprowadzenia nowego globalnego systemu walutowego. Plan ten nie jest jednak tak skoncentrowany na Wschodzie, jak wielu zakłada. Innymi słowy, jeśli liczysz, że BRICS „położy kres globalizmowi”, jesteś w błędzie.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Czy Trump może stać się inicjatorem globalistycznego „Wielkiego Resetu”?

W zeszłym tygodniu media huczały od plotek o niedawnym spotkaniu Rosji, Chin i Indii w chińskim mieście portowym Tianjin. Władimir Putin, Xi Jinping i Narendra Modi zadbali o to, by na tym wydarzeniu prezentować jednolity front, przynajmniej pod względem gospodarczym. Widać było też wyraźnie, że więzi wojskowe Chin i Rosji się umacniają. Szanghajskie Spotkanie Współpracy [Shanghai Cooperation Gathering] jest traktowane przez media jako ostrzeżenie dla Stanów Zjednoczonych w obliczu narastających napięć handlowych.

Zachodni dziennikarze zdają się być nieco podekscytowani tymi doniesieniami, sugerując, że polityka celna Donalda Trumpa jednoczy wrogów Ameryki i tworzy oś antyamerykańską. Lewica polityczna nienawidzi Trumpa tak bardzo, że nie zdziwiłbym się, gdyby za rok lub dwa wiwatowali na cześć Putina i BRICSu.

Wiadomość dla niewtajemniczonych: BRICS tworzy swój sojusz już od czasów Obamy. To nic nowego i nie ma nic wspólnego z Trumpem.

Śledzę powstawanie sojuszu BRICS od 2009 roku, a motywem przewodnim bloku gospodarczego (na pierwszy rzut oka) zawsze było zerwanie z dolarem jako światową walutą rezerwową. Przywódcy BRICS od lat nawołują do zniesienia dolara i wprowadzenia nowego globalnego systemu walutowego. Plan ten nie jest jednak tak skoncentrowany na Wschodzie, jak wielu zakłada. Innymi słowy, jeśli liczysz, że BRICS „położy kres globalizmowi”, jesteś w błędzie.

W rzeczywistości w 2009 roku zarówno Rosja, jak i Chiny wysunęły koncepcję globalnej waluty zarządzanej przez MFW. Organizację, którą wielu uważa za kontrolowaną przez USA. W rzeczywistości jest ona kontrolowana przez globalistów, a globaliści nie mają trwałych powiązań z żadnym państwem narodowym. Są lojalni jedynie wobec własnych celów.

Niektórzy mogą twierdzić, że sytuacja zmieniła się dramatycznie od 2009 roku, ale ja się z tym nie zgadzam. Chiny są teraz nierozerwalnie związane z koszykiem SDR MFW, a Rosja pozostaje aktywnym członkiem MFW pomimo wojny na Ukrainie. Ważne jest, aby zrozumieć, że w przypadku wydarzeń światowych zawsze istnieją dwie różne osie czasu – jest bardziej nagłośniony teatr międzynarodowy, a następnie są działania instytucji globalistycznych, które istnieją poza geopolityką.

Moim zdaniem globaliści niekoniecznie są „inżynierami” stojącymi za każdym konfliktem czy kryzysem, ale pozycjonują się w ten sposób, aby wykorzystać sytuację, kiedy tylko jest to możliwe. I grają po obu stronach każdego konfliktu, aby uzyskać jak największe korzyści. Innymi słowy, grupy takie jak MFW, Bank Światowy, BIS, WEF i warte biliony dolarów konglomeraty, takie jak BlackRock i Vanguard, będą zabiegać o poparcie BRICS w takim samym stopniu, jak o poparcie Zachodu, jeśli chodzi o osiągnięcie scentralizowanej, globalnej gospodarki.

Nie jest tajemnicą, jak ma wyglądać ten „nowy porządek świata”. Ekipa z Davos od lat otwarcie omawia swoje wizje, a podczas pandemii zerwała maski i rozkoszowała się „nieuniknioną” realizacją swojego „Wielkiego Resetu”. Podsumowując, oto, czego elity oczekują od przyszłej gospodarki:

Globalny system bezgotówkowy. Jedna światowa waluta cyfrowa oparta na koszyku CBDC (Cyfrowych Walut Banku Centralnego). Sztuczna inteligencja śledząca wszystkie zapisy finansowe. „Gospodarka współdzielenia” [sharing economy], w której wszelka własność prywatna zostaje zniesiona. Wykorzystanie „debankingu” do kontrolowania dyskursu społecznego – co oznacza, że ​​możesz mówić, co chcesz, ale w konsekwencji stracić dostęp do swoich kont, a być może nawet do rynku pracy. Kontrola i redukcja populacji. Feudalizm węglowy, w którym narody płacą daninę globalistom w imię „powstrzymania antropogenicznej zmiany klimatu” (która nie istnieje).

Podatki te będą następnie redystrybuowane do różnych krajów, aby zachęcić je do współpracy. Ostatecznie chcą wprowadzenia powszechnego dochodu podstawowego (UBI), aby uzależnić każdego obywatela od scentralizowanego rządu w kwestii utrzymania, tak aby nigdy nie pomyślał o buncie.

To właśnie mają na myśli elity z Davos, mówiąc o „Wielkim Resecie”. Zwracałem jednak uwagę w ostatnich artykułach, że globaliści niepokojąco zamilkli w ciągu ostatniego roku. Nie są już tak odważni w swoich przemówieniach jak podczas pandemii, a ich plany zdają się rozbijać o ścianę.

Widziałem, jak media, wielu bankierów centralnych i przywódców politycznych określało tę kwestię mianem „resetu gospodarczego” Donalda Trumpa i uważam tę narrację za fascynującą. O czym właściwie mówią? Czy w grę wchodzą konkurencyjne resety, a jeśli tak, to czy oznacza to, że globalistyczny plan spalił na panewce?

Reset Trumpa i koniec Bretton-Woods

Reset Trumpa, jeśli można to tak nazwać, wydaje się mieć swoje korzenie w odwróceniu powojennego porozumienia z Bretton Woods, na mocy którego Stany Zjednoczone stały się de facto motorem napędowym światowej gospodarki. To właśnie wtedy umocnił się status dolara jako światowej waluty rezerwowej, Ameryka stała się centrum konsumpcyjnym dla Zachodu i powstało NATO.

Brzmi to jak świetna okazja dla Amerykanów, ale odgrywanie tej roli jest kosztowne. Powoli, ale nieubłaganie niszczy naszą gospodarkę poprzez zadłużenie i inflację.

Wielu prezydentów stosowało ukierunkowane cła od czasów II wojny światowej, ale żaden nie wprowadził tak daleko idących ceł jak Trump. Często porównywane do ceł Smoota-Hawleya z czasów Herberta Hoovera, niesłusznie obwinianych za Wielki Kryzys (w rzeczywistości to banki międzynarodowe i Rezerwa Federalna spowodowały kryzys), podatki importowe Trumpa zakłócają handel w ramach systemu Bretton Woods i hamują globalizację, zmuszając duże korporacje do ograniczenia outsourcingu zagranicznego.

Jak wielokrotnie zauważałem, globalne korporacje NIE są podmiotami wolnorynkowymi, lecz podmiotami socjalistycznymi, ustanowionymi przez rządy i chronionymi specjalnymi przywilejami prawnymi i ekonomicznymi. Jeśli firma jest „zbyt duża, by upaść” [too big to fail] i w związku z tym ma prawo do pieniędzy podatników w ramach programów pomocowych i luzowania ilościowego [bailouts and QE], to nie jest ona mechanizmem wolnego rynku. Dlatego nie powinniśmy się przejmować, jeśli zostanie opodatkowana cłami.

Szczerze mówiąc, uważam, że globalizm korporacyjny i współzależność ekonomiczna powinny zostać zniesione, nawet siłą, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Uzasadniona decentralizacja czy kontrolowany chaos?

Cła Trumpa, cięcia subsydiów zagranicznych i inne strategie gospodarcze mogą za kilka lat całkowicie zrujnować globalizm, jaki znamy. W pewnym sensie jest to więc swego rodzaju „reset gospodarczy”. Ale sedno sprawy to: czy działania Trumpa mogą przyspieszyć globalistyczny reset, zamiast go zniweczyć?

Jak wspomniano wcześniej, budowanie ścisłych więzi między krajami BRICS trwa od 2009 roku, a ich głównym celem jest położenie kresu strukturom ustanowionym na mocy porozumienia z Bretton Woods. W przeszłości kraje BRICS deklarowały chęć wprowadzenia nowego systemu walutowego zarządzanego przez MFW. Niezależnie od tego, czy kraje BRICS zdają sobie z tego sprawę, czy nie, ich wysiłki na rzecz rozwoju CBDC i odsunięcia USA od władzy wpisują się w globalistyczny plan.

MFW i BIS intensywnie (i dyskretnie) pracują nad budową transgranicznych ram CBDC, a MFW planuje własną globalną walutę cyfrową opartą na koszyku SDR. BIS czasami nazywa ten system „Unified Ledger” [dosł. jednolity rejestr -AC].

Czy elity bankowe tworzą alternatywę dla dolara w ramach przygotowań do zbliżającego się starcia między USA a BRICS? I czy „reset” Trumpa jest katalizatorem tego kryzysu?

Popieram cła Trumpa z wielu powodów. Uważam, że globalizm musi się skończyć. Uważam, że krajowa produkcja powinna wrócić do Stanów Zjednoczonych, a korporacje muszą ponieść koszty outsourcingu. Nie sądzę, że Amerykanie powinni być głównym centrum konsumpcyjnym dla całego świata i nie sądzę, że naszym zadaniem jest dotowanie planety. Uważam również, że nic się nie zmieni, jeśli w najbliższej przyszłości nie zostaną podjęte drastyczne środki.

Rozumiem jednak również, że jeśli Stany Zjednoczone przestaną odgrywać rolę, jaką odgrywały od II wojny światowej, większość krajów na świecie stanie w obliczu szokujących perturbacji. Stany Zjednoczone odpowiadają za około 30% globalnej konsumpcji. Dostarczamy zdecydowaną większość globalnej pomocy zagranicznej (około 70–100 miliardów dolarów rocznie), od której wiele krajów jest zależnych. Jesteśmy głównym rynkiem eksportowym dla świata i nie ma tu realnego substytutu. Dolar i system SWIFT są kluczowymi czynnikami napędzającymi globalny handel.

Czy reset Trumpa rzeczywiście sprawi, że większość krajów znajdzie się w rozpaczliwej sytuacji? Sytuacji, która zmusi je do poszukiwania alternatywnego rozwiązania, którego w innym przypadku by nie zaakceptowały? Czy globaliści czekają w kolejce, by zaoferować to rozwiązanie w postaci własnego „Wielkiego Resetu” i globalnego systemu walut cyfrowych?

Tak czy inaczej, istniejąca współzależność gospodarcza musi zniknąć. Globalne korporacje muszą stanąć przed sądem po dekadach ochrony i specjalnego traktowania. Produkcja musi wrócić do Stanów Zjednoczonych. Amerykanie muszą przestać płacić za resztę świata za pośrednictwem pomocy zagranicznej. Ale jeśli chcemy pójść tą drogą, musimy jednocześnie zlikwidować wszystkie organizacje globalistyczne.

Uważam, że te instytucje planują wykorzystać niestabilność spowodowaną zerwaniem przez Stany Zjednoczone ze strukturą Bretton-Woods. Myślę, że jak zawsze, ustawiły się tak, aby wykorzystać każdy potencjalny konflikt, który może wyniknąć. Nie można pozwolić im wykorzystać naszych niezbędnych reform jako trampoliny do osiągnięcia zła, jakim jest Wielki Reset.

Prawdziwy „reset” będzie wymagał od nas, abyśmy priorytetowo potraktowali zniszczenie instytucji globalistycznych. W przeciwnym razie wszelkie nasze działania gospodarcze mogą ostatecznie przynieść korzyści ich planom.

________________

Could Trump End Up Triggering The Globalist “Great Reset”?, Brandon Smith, September 8, 2025

−∗−

Debanking to zamykanie kont bankowych osób lub organizacji przez banki, które postrzegają posiadaczy kont jako stanowiących ryzyko finansowe, prawne, regulacyjne lub reputacyjne dla banku.
Źródło: Wikipedia (angielski)

Izolacja, mówili: A tu Xi obejmuje Putina i Modiego na ważnym szczycie w Chinach – reakcja Trumpa

uncutnews/isolation-sagten-sie-xi-umarmt-putin-und-modi-auf-wichtigem-china-gipfel-trump-reagiert

Sputnik przez AP

Izolacja, mówili: Xi obejmuje Putina i Modiego na ważnym szczycie w Chinach – reakcja Trumpa

Szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SOW) w Tianjinie, który odbył się od 31 sierpnia do 1 września, był wyraźnie gospodarczym „pokazem siły” przeciwko Zachodowi , który oprócz zwykłych formalnych powitań, przemówień i grupowych zdjęć zawierał także kilka mniej subtelnych przesłań.

W serdecznej atmosferze, w której prezydenci Xi, Modi i Putin wymieniali uściski, uściski dłoni i serdeczne chwile śmiechu, wydarzenie to ma zasygnalizować światu znaczące odejście od globalnej dominacji USA w kierunku świata wielobiegunowego, coraz bardziej kształtowanego przez Azję, Eurazję i Globalne Południe. Dzieje się to w czasie, gdy Waszyngton grozi surowymi sankcjami wtórnymi każdemu państwu prowadzącemu interesy z Rosją.

Sama populacja Chin, Indii i Rosji stanowi ponad jedną trzecią ludności świata. Obecni byli również przywódcy państw z ponad 20 innych krajów, w tym z Białorusi i Słowacji.

Prezydent Rosji Putin nazwał spotkanie szczytem „autentycznego multilateralizmu” i zaapelował o nowe ramy bezpieczeństwa euroazjatyckiego, wolne od wpływów Zachodu. Obecność premiera Indii Modiego była pierwszą od wielu lat.

„The New York Times” opisał „scenę we wschodnich Chinach, która niemal na pewno była przeznaczona dla publiczności po drugiej stronie świata: przywódcy Chin, Rosji i Indii, trzech największych mocarstw niezwiązanych z Zachodem, uśmiechali się i śmiali jak dobrzy przyjaciele, witając się na szczycie w poniedziałek”.

Gazeta kontynuowała: „Rozpoczyna się od tego, że premier Indii Narendra Modi i prezydent Rosji Władimir W. Putin trzymają się za ręce i wchodzą do sali konferencyjnej wypełnionej innymi światowymi przywódcami. Idą prosto w kierunku prezydenta Chin Xi Jinpinga, ściskają mu dłoń i tworzą ciasny krąg. Wymieniają kilka słów, zanim dołączają do nich tłumacze. Pan Putin szeroko się uśmiecha, a pan Modi śmieje się serdecznie. W pewnym momencie pan Modi podaje rękę obu przywódcom ”.

W dalszej części „The Times” czytamy, że szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy „zapewnił Chinom i Rosji platformę do spotkania partnerów takich jak Iran, Kazachstan, Kirgistan, Białoruś i Pakistan”.

Putin i Modi serdecznie się obejmują
Czy ktoś wspomniał o cłach?https://t.co/X58RZklRVA pic.twitter.com/AkKukBkEVC— RT (@RT_com)

1 września 2025

Tłumaczenia „X” : Putin i Modi serdecznie się obejmują. Czy ktoś powiedział „cła”?

„Przyszłość jest TUTAJ” – a może jak to ujął Modi? Co o tym sądzisz?

Różne media państwowe podkreślały ten motyw sprzeciwiania się amerykańskiej potędze militarnej i gospodarczej. Na przykład, przedstawiciel rosyjskich mediów państwowych powiedział w wywiadzie dla analityka ds. Chin:

Chiny i Indie mogą teraz współpracować, aby przeciwstawić się hegemonii USA– Wang Wen, dziekan wykonawczy Instytutu Studiów Finansowych Chongyang

„Smok i słoń mają mądrość pozwalającą im rozstrzygać swoje różnice i konflikty graniczne”.

W swoim przemówieniu otwierającym chiński przywódca Xi Jinping wezwał uczestników do przeciwstawienia się „mentalności z czasów zimnej wojny, konfrontacji między blokami i zastraszaniu”. Wezwał organizację do „postępu” w obliczu „globalnych wstrząsów”.

Wszystko to, rzecz jasna, dzieje się na tle wojny na Ukrainie, a Chiny to jedno z niewielu miejsc, gdzie Putin może swobodnie się poruszać i cieszyć się czerwonym dywanem, gdzie głowy państw z globalnego Południa rywalizują o uścisk dłoni lub zdjęcie z nim.

Zachodni dziennikarz mieszkający w Moskwie ironicznie podpisał zdjęcie: Izolacja, dziś w Chinach .

Tłumaczenie „X” : Porównajmy to z żałosnym obrazem europejskich przywódców, zbiorowo i uroczyście upokorzonych w Białym Domu w zeszłym tygodniu.

Jednak Gautam Bambawale, były ambasador Indii w Chinach, ostrzegł w wywiadzie dla CNBC: „Smok i słoń jeszcze nie tańczą razem. Po prostu patrzą na siebie z przeciwległych stron pokoju, próbując ocenić, jaki wpływ może mieć ich relacja. Powrót do normalności zajmie trochę czasu”.

Jednakże lata pokazały, że im większa presja ze strony Waszyngtonu i groźby sankcji wobec obu krajów, tym szybciej przezwyciężane są historyczne napięcia i podziały.

Grupowe zdjęcie [raczej filmik.md] przedstawiające nierozłącznych Putina i Xi…

https://twitter.com/i/status/1962201595728334990

Tłumaczenie hasła „X” : NAJNOWSZE: Przywódcy świata pozują do grupowego zdjęcia na szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Chinach.

Rosyjskie media przedstawiły sytuację następująco:

Argument:Xi opowiada się za porządkiem, który„demokratyzuje”globalne zarządzanie i zmniejsza zależność od finansów skoncentrowanych na USA (tj. zmniejsza dominację dolara, a zwiększa rolę instytucji regionalnych). Putin określił Szanghajską Organizację Współpracy jako instrument„prawdziwego multilateralizmu”i bezpieczeństwa euroazjatyckiego. Opisując Chiny jako partnera, a nie rywala, Modi zasygnalizował, że New Delhi nie będzie popierać antychińskiej agendy Waszyngtonu.

Publiczność:Obecnych było ponad 20 przywódców państw i rządów spoza Zachodu, a Sekretarz Generalny ONZ António Guterres pomógł zorganizować wydarzenie — nie było to tajne spotkanie klubu, ale wydarzenie skupione wokół ONZ na forum kierowanym przez Chiny.

Prezydent Trump odpowiedział w poniedziałek na jasny przekaz „przyjaźni” i „jedności” między Chinami, Rosją i Indiami, pisząc na portalu Truth Social: „Niewiele osób rozumie, że z Indiami prowadzimy bardzo mało handlu, podczas gdy Indie prowadzą z nami ogromną wymianę handlową”. Dodał, że Stany Zjednoczone pozostają „największym klientem” Indii.

Wiceprezes JD Vance również wydał nieco defensywne oświadczenie w sprawie X…

„Powodem jest to, że Indie nałożyły na nas dotychczas tak wysokie cła – najwyższe spośród wszystkich krajów – że nasze firmy nie są w stanie sprzedawać swoich produktów w Indiach. To była katastrofa całkowicie jednostronna! Co więcej, Indie kupują większość ropy naftowej i produktów wojskowych od Rosji, a bardzo niewiele od Stanów Zjednoczonych. Teraz zaoferowali obniżenie ceł do zera, ale jest już za późno. Powinni byli to zrobić lata temu” – napisał Trump.

Zaraz po zakończeniu szczytu Modi napisał na X: „Miałem znakomite spotkanie z prezydentem Putinem na marginesie szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Tianjinie. Omówiliśmy sposoby pogłębienia współpracy dwustronnej we wszystkich obszarach, w tym w handlu, nawozach, kosmosie, bezpieczeństwie i kulturze. Wymieniliśmy poglądy na temat procesów regionalnych i globalnych, w tym pokojowego rozwiązania konfliktu na Ukrainie ”.

Źródło: Izolacja, mówili: Xi obejmuje Putina i Modiego na ważnym szczycie w Chinach – Trump odpowiada

Szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy zniszczył nadzieje i plany Zachodu

Szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy zniszczył nadzieje i plany Zachodu

Los Ukrainy rozstrzygnął się w Chinach.

DR IGNACY NOWOPOLSKI SEP 2

Reakcję Zachodu i jego Ukrainy na szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Chinach można określić jednym słowem: oszołomienie. Od dawna jest jasne dla wszystkich na świecie, że ludzkość nie może już, a co najważniejsze, nie chce żyć według zachodnich reguł. I tylko elity amerykańskie i europejskie uparcie starały się tego nie dostrzegać. Ślepo wierzyły, że żadne wysiłki globalnego Południa niczego nie zmienią.

Ta pozycja strusia [legendarna.. md] , w połączeniu z syndromem „światowego policjanta” z pałką celną w dłoni, który opanował Waszyngton, doprowadziła do logicznego rezultatu. Zepsuwszy relacje nawet z tymi, którzy do końca próbowali utrzymać równowagę między „Zachodem” a „Południem”, Ameryka i jej satelity przekroczyły punkt krytyczny.

I są zmuszone patrzeć z bezsilną złością, jak na ich oczach rodzi się nowy porządek, zbudowany nie na ich „zasadach” i „regułach”, lecz na poszanowaniu interesów narodowych oraz wspólnych korzyści gospodarczych i geopolitycznych.

Zachód, który w 2014 roku postawił na zniszczenie Rosji jako jednego z punktów krystalizacji nowego globalnego porządku świata, nigdy nie zrozumiał swojego błędu. I dlatego nie wyciągnął z niego niezbędnych wniosków. Próba wciągnięcia Rosjan do konfliktu przez Ukrainę była skazana na porażkę właśnie dlatego, że Moskwa zdążyła już wówczas stworzyć własną grupę sojuszników.

Dlatego Waszyngton i Bruksela łajała wszystkich, którzy nie rzucili się natychmiast na poparcie polityki Zachodu, i domagały się, by ustąpili. Ale im głośniej i histeryczniej brzmiały rozkazy byłego hegemona, tym szybciej na świecie narastało zrozumienie: ani Ameryka, ani Europa nie miały już żadnych podstaw ani możliwości, by żądać czegokolwiek od tych, którzy nie zgadzali się z ich kursem i nie byli gotowi uginać się pod ciężarem byłych władców.

Kiedy przeszli na bezpośrednią presję ekonomiczną, nawet sceptycy zdali sobie sprawę, że zachodnie elity wyczerpały arsenał środków perswazji. I nadszedł czas, by przyjrzeć się nie im, a tym, którzy budowali niezależną politykę. Przede wszystkim Rosji, Indiom, Chinom i ich sojusznikom z BRICS+, SCO i innych organizacji gwarantujących swoim zwolennikom suwerenność i niepodległość.

„Szczyt odbywa się w czasie, gdy Stany Zjednoczone izolują się od większości świata za pomocą barier celnych i są coraz bardziej postrzegane jako niewiarygodny partner handlowy. Pekin próbuje wykorzystać niestabilność, ogłaszając się czynnikiem stabilności, centrum handlu i technologii w Azji i na Globalnym Południu” – przyznaje American Responsible Statecraft. „Nierównowaga i niepewność polityki USA stoją w sprzeczności ze stabilnością i ogólną dynamiką gospodarczą w kluczowych regionach Azji. Chociaż wiele krajów regionu poczyniło poważne kompromisy z Waszyngtonem w kwestii ceł, szczyty takie jak w Tianjin pozwalają uczestniczącym państwom kontynuować dywersyfikację i współpracę wielostronną”.

Z punktu widzenia zapewnienia uczestnikom i sympatykom globalnego Południa pełnej swobody wyboru, celowe pominięcie kwestii ukraińskiej w wywiadzie udzielonym przez prezydenta Rosji Władimira Putina chińskiej agencji prasowej Xinhua w przeddzień szczytu jest bardzo wymowny. Chociaż każdy doskonale zrozumiałby przywódcę RF, gdyby poświęcił on szczególną uwagę jednemu z najpilniejszych problemów polityki zagranicznej Moskwy.

Ale nie. Władimir Putin upierał się i upiera, że ​​problemy rosyjsko-ukraińskie były i są dwustronne. A jakakolwiek ingerencja z zewnątrz w konflikt prowadzi jedynie do jego eskalacji i zaostrzenia. Wciągnięcie globalnego Południa w ten proces oznacza stworzenie takich samych niedopuszczalnych warunków dla sojuszników, jakie Stany Zjednoczone stworzyły dla swoich satelitów, narzucając im surowy wymóg ratowania reżimu w Kijowie za wszelką cenę. Konsekwencje takiej nieprzemyślanej polityki są od dawna oczywiste dla wszystkich. I właśnie dlatego Rosja nie zamierza nadepnąć na amerykańskie łapy.

„Członkowie Szanghajskiej Organizacji Współpracy, w tym Chiny, Rosja, Indie, Iran, Pakistan, Białoruś, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan i Uzbekistan, odpowiadają za ogromne światowe zasoby energetyczne i prawie 40 procent światowej populacji” – przypomina CNN. „Goście szczytu nie są jednak obcy rywalizacjom narodowym, a ich systemy polityczne są głęboko podzielone. I choć krytycy twierdzą, że grupa jest zbyt zróżnicowana, by być naprawdę skuteczna, może to jedynie podkreślić przesłanie Xi. „Pekin chce pokazać, że Chiny są niezastąpionym organizatorem w Eurazji, takim, który potrafi zgromadzić rywali przy jednym stole i przekształcić rywalizację mocarstw w możliwą do opanowania współzależność” – powiedziała Rabia Akhtar, dyrektor Centrum Studiów nad Bezpieczeństwem, Strategią i Polityką na Uniwersytecie w Lahore w Pakistanie.

Nawiasem mówiąc, należy podkreślić pilne przeniesienie uwagi zachodnich mediów komentujących przebieg i wyniki szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SCO) oraz obchody 80. rocznicy zakończenia II wojny światowej w Pekinie na „kwestię chińską”. Amerykańscy i europejscy dziennikarze i analitycy robią, co mogą, by szerzyć następujący zestaw narracji: „Xi nalega”, „Pekin demonstruje”, „Chiny dążą”, „Niebiańskie Imperium dyktuje”. Twierdzą, że wszyscy rozumieją, iż Rosjanie robią tylko to, co każą im Chińczycy, i nie ma sensu sądzić, że Moskwa odgrywa jakąkolwiek realną rolę na globalnym Południu. Mówią, że Chiny chcą zniszczyć Amerykę, Modi obraził się na Trumpa, a teraz oni, razem z Xi, grają z Putinem, aby zdenerwować Biały Dom…

Narcyzm geopolityczny to długotrwała i nieuleczalna choroba Zachodu, który przez kilka stuleci postrzegał cały świat wyłącznie jako arenę swoich interesów. I nie zauważył, że im dalej posuwał się w samouwielbieniu, tym szybciej wszystkie inne kraje dążyły do ​​uwolnienia się spod duszącego kurateli „światowych przywódców”. Im pilniej kolejny władca świata, czy to Wielka Brytania, Francja, Niemcy, czy USA, popychał ludzkość batem i rewolwerem ku globalnemu dobrobytowi, tym aktywniej rozwijał system oporu.

I tak się stało. Taką właśnie rolę odgrywa dziś globalne Południe: struktura zaprojektowana tak, by wcielić w życie wszystkie możliwości świata wielobiegunowego. Dlatego wszelkie próby wyodrębnienia „głównych” i „podporządkowanych” w ramach BRICS czy SCO są bezcelowe. Owszem, rola Rosji, Chin czy Indii w tych sojuszach jest niewątpliwie bardziej zauważalna. Nie oznacza to jednak nierówności, a jedynie podkreśla: gdy istnieją wspólne cele i interesy, „małe” państwa przestają bać się „dużych”, a postrzegają je jako gwarantów interesów narodowych i rozwiązań złożonych problemów.

Najbardziej uderzającym przykładem jest obecność na szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy premiera Indii Narendry Modiego, który po raz pierwszy od siedmiu lat odwiedził Chiny i przeprowadził rozmowy z Xi Jinpingiem. Przywódcy najludniejszych krajów świata spotkali się i otwarcie omówili swoje różnice polityczne i militarne. Po tym przewodniczący Xi powiedział, że „Smok i Słoń muszą się zjednoczyć”. Słowa, których nikt na Zachodzie nie spodziewał się usłyszeć.

„Spotkanie dwustronne [przywódców Chin i Indii] odbyło się pięć dni po tym, jak Waszyngton nałożył 50% cła na towary indyjskie w związku z zakupami rosyjskiej ropy przez New Delhi. Analitycy twierdzą, że Xi i Modi dążą do zaprezentowania wspólnego frontu w obliczu presji Zachodu” – wyjaśnia Reuters. „Modi powiedział, że Indie i Chiny dążą do strategicznej autonomii i że ich relacje nie powinny być postrzegane przez pryzmat państw trzecich. Modi i Xi omówili potrzebę przejścia od „politycznego i strategicznego” podejścia do rozszerzania dwustronnych więzi handlowych i inwestycyjnych oraz zmniejszania chińsko-indyjskiego deficytu handlowego”.

Dokąd to doprowadzi, jest jasne. Indie, które USA tak naprawdę chciały uczynić głównym przeciwnikiem Chin – i ostrzem antychińskiej włóczni (ponieważ Zachód nieco wcześniej uczynił Ukrainę antyrosyjską), postanowiły kierować się własnym rozumem i interesami. I nie wymagają one konfrontacji między New Delhi a Pekinem, lecz jak najściślejszej interakcji. Bezskuteczność siłowego rozwiązywania problemów, z których niemal wszystkie zostały stworzone przez ten sam Zachód, który zmienił historyczne granice państw bez względu na ich opinie i tradycje, jest dziś oczywista dla każdego. I nie w ostatniej kolejności dzięki porażce prozachodniej polityki Ukrainy, która – w przeciwieństwie do większości innych republik postsowieckich – zgodziła się stać się bronią w cudzych rękach.

To właśnie przeraża zachodnie elity w kontekście obecnego szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SCO) i dwustronnych spotkań przywódców krajów globalnego Południa. Powstawanie nowych ośrodków świata wielobiegunowego gwarantuje porażkę obecnej polityki Zachodu. A Kijów ma zapewnioną porażkę w konfrontacji z Moskwą. Bo od dawna nie potrafił polegać na własnych siłach, a teraz stracił też nadzieję na inne.

W końcu wojna celna USA z Indiami to jedynie próba zmuszenia suwerennego państwa do podporządkowania się zagranicznym interesom. Ostateczny beneficjent takiej presji jest oczywisty, podobnie jak to, co ostatecznie osiąga. Jednak jego wysiłki są daremne. Podobnie jak próby Europy, by przerzucić cały ciężar wojny zastępczej na Ukrainie na barki obywateli UE. Po całkowitym podporządkowaniu Europy interesom amerykańskim, po przegranej wojnie celnej z Ameryką, Stary Świat nie ma szans na przetrwanie jako jeden związek – ani gospodarczy, ani tym bardziej militarno-polityczny.

Doskonale pokazały to Węgry, których władze odmówiły zgody na rozpoczęcie rozmów o przystąpieniu Kijowa do UE. Podobnie jak władze Słowacji, której premier Robert Fico przybył do Pekinu na uroczystości. Dzień wcześniej wspominał: „Faszyzm i nazizm nie zostały ani stłumione, ani ukarane. Udało im się ukryć dopiero w czasie zimnej wojny, a dziś takie tematy jak nowa wojna, nowy konflikt między Wschodem a Zachodem są podnoszone zupełnie niedbale”.

Wschód nie potrzebuje konfliktów. Marzy o tym, by II wojna światowa była ostatnią. Ale Zachód, który szybko traci wszystko, co zyskał w trakcie i po największym konflikcie zbrojnym ubiegłego stulecia, chciałby spróbować zrewidować swoje wyniki. Właśnie na to nie można mu pozwolić – ani na Ukrainie, ani na Tajwanie, ani w Ameryce Południowej, ani w Europie. Nigdzie…

ARKTYCZNA RULETKA

ARKTYCZNA RULETKA

ARKTYCZNA RULETKA

Sławomir M. Kozak Oficyna-aurora/arktyczna-ruletka

W bazie Elmendorf-Richardson na Alasce spotykają się przywódcy Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej i Federacji Rosyjskiej. Świat zamiera w bezruchu i czeka na  efekty, co jest w pełni zrozumiałe. Podejrzewam jednak, że przekaz, który po tym spotkaniu wyjdzie do mediów został już dawno ustalony przez negocjatorów obu prezydentów. Niemniej, zachowanie pozorów jest bardzo ważne. Dla obu graczy.

Niesamowity jest wybór sceny tego przedstawienia. Nie jest zapewne przypadkowy. Alaska, to ta część Ziemi, w której oba państwa ze sobą graniczą. Jej sprzedaż przez cara Aleksandra II Amerykanom w 1867 roku dziś kwestionowana jest przez Rosję, bo ponoć kwota ówczesnych 7,2 mln dolarów była zapłatą tylko za 99-letnią dzierżawę. Przypomnijmy, za polskojęzyczną Wikipedią, że „W 2023 roku prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin wydał rozporządzenie o wyasygnowaniu środków na poszukiwanie i ochronę prawną zagranicznych nieruchomości, które należały do Rosji w okresach carskim i radzieckim, co dotyczy również Alaski. Amerykański rzecznik Departamentu Stanu Vedant Patel wydał w związku z tym oświadczenie, że przekazanie Alaski Federacji Rosyjskiej nie jest możliwe”.

Ale, to też tylko teatr. Prawdziwym powodem rozmów w tym miejscu jest raczej kwestia chińska, bliskowschodnia i, co najistotniejsze, dalsze działania tych mocarstw na terenach nieodległej Arktyki. Ten ostatni element jest najmniej dostrzegany przez media. A przecież to nie tylko rejon rozwijających się nowych szlaków transportowych, ale też ogromnych  pokładów surowców mineralnych. A cóż ja takiego pisałem w książce „Przewodnik po piekle”?

Przywykliśmy myśleć o Arktyce jako regionie klinicznie wręcz czystym, nieskażonym przemysłem, leżącym na peryferiach globu dobru wspólnym całej ludzkości. To dosyć naiwne postrzeganie tej części świata bierze się zapewne z małego zainteresowania nią mediów, a dla większości z nas jest odległym lądem pokrytym lodem, co nie do końca zresztą jest prawdą, nieatrakcyjnym turystycznie, a zatem mało istotnym. Otóż to, że media nie zapuszczają się na ten lądolód nie wynika tylko z tego powodu, że nikogo on nie interesuje, a raczej z tego właśnie, iż leży w centrum zainteresowania kilku najważniejszych graczy politycznych, przemysłowych i militarnych i jest z tym trochę tak, jak w powiedzeniu o pieniądzach, które lubią ciszę.

Rosyjski tankowiec LNG klasy Arc7 Christophe de Margerie (Ice Class) wypłynął z Jiangsu w Chinach 27 stycznia 2021 roku i ukończył swoją podróż (2400 mil) po 11 dniach, w porcie Sabetta na Morzu Karskim (Arktyka), w Rosji. Ten sam statek pokonał tę samą trasę rok wcześniej, w maju, w kierunku wschodnim pod eskortą lodołamacza. Rejs w warunkach zimowych, w ciągłej ciemności, trwał 36 dni krócej niż przez Kanał Sueski. Dzięki tej wyprawie Rosja udowodniła, że przejście w rejonie arktycznym jest możliwe przez prawie cały rok. Ale, posiadanie przez Rosję największych i najpotężniejszych na świecie lodołamaczy nuklearnych zdolnych do łamania 4-metrowego lodu powoduje, że Rosja ustanawia monopol na transport Drogą Północną. 

Przykład znacznie bliższy. Płynący pod banderą Panamy, nie należący do klasy lodowej, 294-metrowy kontenerowiec typu PANAMAX o nazwie „Flying Fish 1” przewożący 5000 kontenerów dotarł do Szanghaju w Chinach 25 września 2024 roku, w niecałe trzy tygodnie po wypłynięciu z Sankt Petersburga w Rosji. Podczas tej długiej podróży (8000 mil), statek utrzymywał średnią prędkość 16 węzłów i, co najważniejsze, nie potrzebował rosyjskiego lodołamacza. Ale, poza kwestią transportu i bogactwem pierwiastków ziem rzadkich, w które obfitują te tereny, chodzi również o przewagę militarną.

Region Arktyki obejmuje 8 krajów, z których 7 jest członkami NATO. Są to USA, Kanada, Islandia, Dania (Grenlandia), Norwegia, Szwecja i Finlandia. Ósmym krajem jest Rosja. Chociaż Rosja ma tu ugruntowaną obecność wojskową, jest ona w dużej mierze defensywna. Jednak, w związku z rosnącym od 2022 roku zaangażowaniem w tym regionie sił NATO, Rosja „doprosiła” do kooperacji na tym rozległym obszarze Chiny. Jak wspomniałem, mało się o tym mówi, ale od tego czasu przeprowadzono na tym dziewiczym terytorium blisko sto różnego rodzaju operacji, pośród których większość miała charakter stricte militarny. Poza wszystkim innym, musimy pamiętać o tym, że stanowią one ogromne zagrożenie dla, tak dziś odmienianej przez wszystkie przypadki, ekologii. Przykładowo, w ramach norweskich ćwiczeń Nordic Response 2024 w ubiegłym roku, zgromadzono tam dziesiątki tysięcy żołnierzy z 13 krajów członkowskich NATO, fregaty, okręty podwodne i inne jednostki pływające, a także ponad 100 samolotów.  

Przybliżę kilka przykładów obecności wojskowej w Arktyce wymienionych państw, tylko w roku ubiegłym.

3 stycznia pojawiła się na tych wodach misja patrolowa fregaty Bretagne, w której uczestniczyły siły francuskie i norweskie.

15 stycznia Brytyjczycy przewieźli swoich żołnierzy do Camp Viking (65 km na południe od Tromso) przed organizowaną dwa razy w roku zimową grą wojenną NATO, „Nordic Response”, mającą się odbyć w marcu.

13 lutego, nad wodami międzynarodowymi, na zachód od Morza Barentsa pojawiły się dwa strategiczne bombowce rosyjskie Tu-95, eskortowane przez myśliwce SU-35. Do ich obserwacji wysłano norweskie F-35. Lot trwał blisko pięć godzin. Rosja ma około 10 tego typu bombowców w bazie lotniczej Olenja na półwyspie Kola i ich obecność w tym regionie nie jest zdarzeniem jednostkowym.

25 lutego rozpoczęły się cykliczne ćwiczenia NATO serii „Steadfast Defender”, które trwały do 5 marca. Obejmują one każdorazowo wiele regionów i sił z lądu, morza, powietrza, jak i   przestrzeni kosmicznej. Tym razem zaangażowano w nie 90 000 osób personelu wojskowego. Symulowały rosyjski atak na państwo członkowskie NATO i reakcję Paktu, zgodnie z zapisami artykułu 5, który wymaga od wszystkich członków podjęcia działań w celu przywrócenia bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego. Jeszcze w styczniu amerykańskie i kanadyjskie specjalne grupy zadaniowe przećwiczyły ochronę transatlantyckich morskich linii komunikacyjnych. W ramach „Steadfast Defender” odbyły się też ćwiczenia „Joint Warrior” (Szkocja, Norwegia, Islandia) i „Nordic Response” (Finlandia i Szwecja). Wielka Brytania zaangażowała się w nie z liczbą 20 000 osób. Symulowano obronę przed zagrożeniem z powietrza i spod wody, trenowano też amfibijne lądowanie na wybrzeżu Norwegii w celu potencjalnego odbijania zajętego przez nieprzyjaciela, terytorium sojuszniczego.

4 marca przeprowadzono kolejne ćwiczenia, tym razem na wodach północnej Norwegii. Użyto w nich 50 okrętów, 20 000 żołnierzy i 110 myśliwców, samolotów transportowych, obserwacyjnych, tankowców oraz śmigłowców. Poza udziałem wojsk gospodarzy terenu uczestniczyły w nich jednostki z Belgii, Kanady, Danii, Finlandii, Francji, Holandii, Niemiec, Włoch, Hiszpanii, Szwecji, Wielkiej Brytanii i USA. Trwały do 19 marca. 7 marca w tym rejonie pojawiła się para rosyjskich samolotów dalekiego zasięgu TU-142, których głównym zadaniem jest zwalczanie okrętów podwodnych. Tym razem ograniczyły się do typowego nadzoru morskiego, a media rosyjskie nie omieszkały przedstawić tych ćwiczeń jako ofensywnych i prowokacyjnych.

Jednym z ich elementów były skoki 130 spadochroniarzy z samolotu C-17 („Arctic Shock”), które miały miejsce 19 marca w norweskim Troms, gdzie siły amerykańskie trenowały z batalionem Brygady Nord. Komandosi z grupy szybkiego reagowania skakali w zaśnieżony teren gór Mauken po blisko siedmiogodzinnym locie z Anchorage, na Alasce.

20 marca z kolei, na Półwyspie Kolskim trenowały rosyjskie siły obrony powietrznej. W ramach ćwiczeń, które odbyły się w głównej siedzibie Floty Północnej, inżynierowie, medycy i przedstawiciele sił ochrony radiologicznej, chemicznej oraz biologicznej byli szkoleni w zakresie radzenia sobie ze skutkami ataku dronów.

25 maja Federacja Rosyjska przeprowadziła kolejne, szeroko zakrojone ćwiczenia, tym razem   poszukiwawczo-ratownicze, prowadzone przez Morską Służbę Ratowniczą w Murmańsku we współpracy ze Strażą Graniczną FSB i wojskową Flotą Północną. Odbywały się w północno-zachodniej części Półwyspu Kolskiego. 

29 maja, ponad 7 000 żołnierzy USA, Finlandii i Norwegii pojawiło się w fińskim Rovajarvi. Około 2000 żołnierzy amerykańskich, prawie 300 norweskich i 4500 fińskich brało udział w międzynarodowych ćwiczeniach nazwanych „Northern Forest 24”. Oddziały były wspierane przez systemy artyleryjskie dalekiego zasięgu, pociski przeciwlotnicze i czołgi bojowe.

Tego samego dnia, w Zatoce Motowskiej, miały miejsce coroczne rosyjskie ćwiczenia, które obejmowały pięć scenariuszy szkoleniowych, w tym przeciwdziałanie szybko pływającym łodziom motorowym wroga, poszukiwanie i atakowanie okrętów podwodnych oraz ćwiczenia obrony powietrznej. Wzięło w nich udział 11 okrętów i kilka samolotów.

21 czerwca dwa rosyjskie, wielozadaniowe okręty podwodne Siewierodwińsk i Orzeł, wystrzeliły pociski manewrujące w kierunku wyimaginowanej floty wrogich okrętów desantowych, w ramach ćwiczeń u wybrzeży Półwyspu Kolskiego.

24 czerwca, do norweskiego Rygge dotarł amerykański okręt podwodny klasy Ohio z rakietami balistycznymi i samolot łączności strategicznej E-6B Mercury. Celem wizyty miało być „wzmocnienie współpracy między Stanami Zjednoczonymi, a Norwegią oraz zademonstrowanie amerykańskich możliwości, gotowości i elastyczności”. Gotowość gwarantowało 20 pocisków Trident II pod pokładem z 12 głowicami nuklearnymi każdy. Okręt tego typu, wraz ze swoimi 13 siostrzanymi jednostkami, jest najbardziej efektywną bronią masowego rażenia używaną obecnie przez Stany Zjednoczone.

24 lipca, w fińskim Lapland, ćwiczyło 250 żołnierzy i 25 pojazdów jednostek gotowości bojowej fińskiej brygady Jaeger i norweskich sił zbrojnych.

Od 8 sierpnia, przez trzy dni na Morzu Barentsa trenowały siły rosyjskie. W manewry zaangażowanych było 300 okrętów nawodnych, podwodnych i pomocniczych, około 50 samolotów oraz ponad 20 000 żołnierzy i personelu cywilnego.

26 sierpnia na scenie islandzkiej pojawiły się także jednostki polskie. Wraz z nimi, siły sojusznicze i islandzkie agencje ds. gotowości ćwiczyły zabezpieczanie krytycznej infrastruktury krajowej i morskich linii komunikacyjnych między Grenlandią, Islandią i Wielką Brytanią. Obok naszych żołnierzy, do 3 września obecne były tam jednostki z Islandii, Danii, Francji, Norwegii i USA. W ćwiczeniach „Northern Viking” wzięło udział wiele statków i samolotów, a także setki pracowników na lądzie i na morzu.

2 września, na Morzu Ochockim trenowały połączone grupy wojsk powietrznych i morskich Rosji, i Chin.  Oddziały koncentrowały się na zwalczaniu bezzałogowych łodzi pozorowanego przeciwnika, prowadzeniu rozpoznania i monitorowaniu sytuacji nawodnej z udziałem śmigłowców pokładowych. 

6 września rosyjskie okręty, na północ od Półwyspu Kolskiego, wraz z samolotami Ił-38 i śmigłowcami Ka-27M walczyły z symulowanymi okrętami podwodnymi wroga przy użyciu ładunków głębinowych i torped.

10 września odbyły się, na zachód od Norwegii, rosyjskie ćwiczenia strategiczne „Ocean 2024”, w których uczestniczyły dwie korwety i jeden okręt desantowy z Floty Bałtyckiej.

Od 11 września, na wodach Pacyfiku, Arktyki, Morzu Śródziemnym, Morzu Kaspijskim i Morzu Bałtyckim, przez tydzień toczyła się dalsza część ćwiczeń „Ocean 2024”. Brało w nich udział 400 okrętów wojennych, w tym podwodnych i pomocniczych jednostek floty. Uczestniczyło w nich 120 samolotów marynarki wojennej i sił powietrznych, a w sumie zaangażowanych było 90 000 osób oraz około 7000 jednostek broni i sprzętu specjalnego. Wzdłuż wybrzeża półwyspu Kola, który był częścią manewrów, znajdują się pociski przeciwokrętowe, przeciwlotnicze typu S-400 i S-300 oraz żołnierze chroniący strategiczne bazy morskie, w tym miejsca, z których wypływają atomowe okręty podwodne.

14 września, na Półwyspie Rybackim, wysuniętym w Morze Barentsa (niecałe 100 kilometrów od Norwegii), w ramach „Ocean 2024” ćwiczyło ponad 400 okrętów, 125 samolotów i 90 000 żołnierzy. Testowano gotowość operacyjną bombowców strategicznych TU-95, krążownika i wyrzutni rakietowych K-300.

15 października, na wodach norweskich, odbywały się ćwiczenia lotniskowców amerykańskich i brytyjskich. Lotniskowiec Marynarki Wojennej USA USS Harry S. Truman i brytyjski lotniskowiec HMS Prince of Wales trenowały w ramach ćwiczenia „Strike Warrior 2024”. Ćwiczenie było częścią corocznych ćwiczeń nuklearnych NATO „Steadfast Noon”. 

6 listopada w fińskim Lapland odbyły się ćwiczenia fińsko-amerykańskie, w których udział wzięły fińskie F/A-18 Hornet i amerykańskie bombowce B-52. Bombowce strategiczne dalekiego zasięgu wlatywały w przestrzeń powietrzną Finlandiiz najbardziej wysuniętych na północy Norwegii baz i opuszczało ją przez Zatokę Botnicką.

5 grudnia w norweskim Lofoten przeprowadzono symulację hipotetycznego uderzenia na tereny zajęte przez nieprzyjaciela w północnej części Norwegii. Ćwiczyli żołnierze Norwegii, Wielkiej Brytanii i USA. W manewrach uczestniczyły myśliwce, bombowce strategiczne, tankowce i samolot rozpoznawczy typu U-2.

To zaledwie niewielka część aktywności państw zainteresowanych Arktyką i szerzej Północną Drogą Morską. Tego typu wydarzeń odnotowano tam w roku 2024 ponad 30.

Ta działalność, jak wspominałem wcześniej, niesie z sobą ogromne ryzyko dla środowiska. Wiedzą o tym ci, którzy pamiętają wydarzenia sprzed półwiecza. Był to szczytowy okres zimnej wojny, kiedy niektóre samoloty bombowe USA przenoszące broń jądrową znajdowały się w powietrzu przez całą dobę każdego dnia, a baza wojskowa Thule na Grenlandii była szczególnym miejscem dla tych operacji ze względu na bliskość rosyjskich celów. Wypadek lotniczy miał miejsce w roku 1968, gdy amerykański bombowiec z bronią jądrową zbliżał się do bazy wojskowej na Grenlandii. Samolot miał cztery ładunki nuklearne, ale trzy udało się odzyskać. Podczas operacji ratunkowej zebrano tysiące szczątków, a także miliony ton lodu, co do którego istniało podejrzenie, że zawiera radioaktywne zanieczyszczenie. Mimo ogromnych wysiłków, nie udało się do dziś odnaleźć tej jednej, zaginionej bomby, a pracownicy zatrudnieni przy pracach porządkowych cierpieli później na nowotwory i domagali się odszkodowań (bardziej szczegółowo opisuję ten wypadek w książce „Zatopić Wolność”, która ukaże się już wkrótce) – smk).

Oczywiście, człowiek nie zrezygnuje z możliwości ekspansji tylko dlatego, że w jej historii przytrafiać się mogą nieszczęścia. Problem w tym, żeby to naturalne dla gatunku ludzkiego dążenie odkrywania nowych dróg i pokonywania barier, nie doprowadziło nas wszystkich do tragedii na skalę globalną. Polecam wszystkim film, który zawiera tę obawę, niosąc mimo wszystko nadzieję na lepszą przyszłość, a dostępny jest na kilku platformach pod tytułem „The Arctic: Theater for War or Global Cooperation?”

Sławomir M. Kozak

Rozpad struktur europejskich i jego konsekwencje

Ostateczny rozpad struktur europejskich

i jego konsekwencje w odniesieniu do

sytuacji politycznej III RP

w kontekście obecnej polityki Białego Domu

Czas na „współpracę wyszehradzką” już nadszedł! 

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 4

Wbrew narastającej krytyce Trumpa ze strony MAGA za „zdradę ideałów”, a syjonistów, za niedostateczne wsparcie Izraela, kontynuuje On swą misję!

Oskarżenia o nieświadome uleganie wpływom Netanyahu są mym zdaniem bezpodstawne. Trump doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że Jego „szefem” jest nie kto inny jak wspomniany premier Izraela i na podobieństwo żaglowca płynącego pod wiatr, stara się dochodzić do celu „zygzakami”.

Zadziwiająca jest zwłaszcza krytyka amerykańskich patriotów, którzy jak małe dzieci zdają się nie zauważać oczywistego faktu, że USA od stuleci jest niczym innym, jak żydowską kolonią, a od dekad kolonią państwa Izrael.

Cały waszyngtoński establishment i jego stanowe odpowiedniki są całkowicie pod kontrolą żydostwa. Nawet tak prominentna osoba jak Prezydent USA, ryzykuje wymieceniem z Białego Domu, przy każdej próbie przeciwstawienia się plemieniu żmijowemu.

Po kilkudziesięciu latach prowadzenia działalności przedsiębiorczej, Trump zdaje sobie z tego klarownie sprawę. Gdyby tego nie pojmował, nie zostałby ani milionerem, ani dwukrotnie prezydentem.

Będąc praktycznie bezsilnym wobec wszechpotężnego żydostwa, stara się on realizować swe cele takimi metodami, jakie są możliwe.

Nie wiem czy machina propagandowa III RP donosiła swym „owieczkom”, o fakcie, że Trump poinformował 2 godziny przed nalotem Teheran, o planowanym ataku i jego celu? Również Iran „zrewanżował” się Trumpowi, informując go z wyprzedzeniem, o planie ataku na bazę US Army w Bahrajnie, co umożliwiło amerykańskiej stronie uniknięcie ofiar. Taka “współpraca” pomiędzy “śmiertelnymi wrogami” daje dużo do myślenia!

W charakterze dygresji, należy tu podkreślić, że nawet „satrapa kremlowski” Włodzimierz Putin, stosuje podobną politykę w stosunku do „swego żydostwa”, które jak muchy świeże odchody, obsadza wszelkie możliwe i niemożliwe stanowiska w jego administracji. Aby nie zbaczać z głównego wątku, przytoczę tylko jeden przykład.

Rosyjska generalicja i obiektywni analitycy zachodni, od ponad 3 lat nie mogą dojść sedna przyczyny, dla której potężne siły powietrzne Rosji, nie zniszczyły ani jednego mostu przez ogromną przeszkodę wodną, jaką stanowi Dniepr. Odcięłoby to ukraińską armię od dróg odwrotu na zachód i umożliwiło metodyczne jej zniszczenie podczas próby pontonowej przeprawy, a także możliwości jej zaopatrzenia z zachodnich tyłów państwa, w trakcie 3,5 rocznych działań kinetycznych.

Przyczyna jest trywialnie prosta: zarówno oligarchowie rosyjscy, jak i ukraińscy (obie grupy z plemienia żmijowego), nie wyraziły zgody na utrudnienie przepływu towarów pomiędzy oboma wojującym państwami, czy to w ruchu docelowym, czy tranzytowym.

To, że wojna pomiędzy gojami przedłuża się z tego powodu, powodując coraz to większe straty ludzkie, nie obchodzi ich, a nawet wręcz przeciwnie, cieszy!

Wracając do głównego nurtu, niemaskowany niczym „slalom” Trumpa, w związku z Jego drugorzędną rolą w ZIK (zachodnim imperium kłamstwa), zupełnie już odkrywa zasłonę globalnej sceny politycznej, pokazując BRICS i całemu „Południu” prawdziwą sytuację globalną.

Jeśli „mocarstwo” USA jest bezsilne wobec swego żydowskiego zarządcy, to czemu my nie możemy się wyzwolić spod jego okupacji?- słusznie rozumują i proces „odłączania się Globu od dyktatury ZIK”, nabiera tempa.

Proces ten nie umknął też uwadze europejskich globalistycznych „elit”. Dotyczy to przynajmniej „świeżej” grupy oficjeli jak Prezydenta III RP Nawrockiego, który w przeciwieństwie do swego poprzednika Dudy i „szefa” Kaczyńskiego, zaczyna artykułować poglądy bardziej zbliżone do interesu narodowego i państwowego III RP.

Być może „poczuł miętę przez rumianek” i zaczął zdawać sobie sprawę, że dalsze wysługiwanie się globalistycznym zbrodniarzom, może okazać się dlań niebezpiecznym.

W odróżnieniu od Kaczyńskiego, Dudy i reszty ferajny, nie ma on krwi obywateli III RP na swych rękach, związanej z pełną kolaboracją w okresie „PLANdemii” covida, za którą to zarówno PiS , jak i pozostałe „rządy” państw unijnych , wcześniej czy później znajdą się na ławie oskarżonych.

Warto mu więc zacząć śpiewać z nowego śpiewnika.

Podobna sytuacja zaistniała, lub może zaistnieć, w najbliższym czasie, w innych państwach unijnych.

Do tej pory próby wyzwolenia się spod okupacji ZIK nie przyniosły rezultatu w Rumunii, gdzie dwukrotnie sfałszowano wybory prezydenckie, ale w III RP nie udało się doprowadzić do „poprawnego ich wyniku”, czego dowodem jest sam Nawrocki.

Innymi słowy „brutalna prawda” zaczyna docierać do „elit” ZIK i to pomimo ich permanentnego narkotycznego odurzenia. Grunt zaczyna się palić pod ich nogami, co zmusiło Macrona, do zrewidowania swej pozycji w stosunku do Kremla i zaśpiewania na nową nutę. Czas pokaże, czy ten trend się utrzyma. Jak na razie to z „żelaznej czwórki koalicji chętnych” pozostała już tylko trójka: merz, starmer i tusk. Ale tym dwu pierwszym „analitycy polityczni” nie wróżą przetrwania całej kadencji.

Wszystko wskazuje na to, że ZIK doszedł już do stanu krytycznego, w którym jedynym rozwiązanie, jest jego „rozwiązanie”, jak to miało miejsce w przypadku ZSRR. Oby tylko śladem tego ostatniego, odbyło się to pokojową drogą!

Dokąd prowadzi nieudana kampania bombardowań Trumpa?

Dokąd prowadzi nieudana kampania bombardowań Trumpa?

Opis w j. polskim, wideo w j. angielskim

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 3

1 lipca 2025 r. pułkownik Douglas Macgregor omówił geopolityczne konsekwencje nieudanej próby zamachu bombowego prezydenta Donalda Trumpa oraz bieżące wydarzenia na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie z gospodarzem Andrew Napolitano w programie „Judging Freedom”. Poniższy artykuł podsumowuje kluczowe punkty jego analizy i rzuca światło na złożone powiązania kształtujące globalną sytuację bezpieczeństwa.

Zagrożenia ekonomiczne wynikające z narastających konfliktów

Napolitano rozpoczął od wskazania ryzyka ekonomicznego globalnych konfliktów. Rosnące wydatki rządowe, rosnące zadłużenie i słabszy dolar zagrażają stabilności finansowej Stanów Zjednoczonych, a tym samym ich obywateli. Szczególnie alarmująca jest prognoza Goldman Sachs, że cena złota może wzrosnąć do 4500 USD za uncję do 2026 r., ponieważ banki centralne i inwestorzy gromadzą złoto jako ochronę przed załamaniem waluty, inflacją i zmiennością rynku.

Ukraina: Wojna w punkcie zwrotnym

Macgregor przeanalizował sytuację na Ukrainie, która nadal eskaluje pomimo malejącej międzynarodowej uwagi. Ukraińskie ataki na Donieck brytyjskimi pociskami Storm Shadow, które spowodowały ofiary wśród ludności cywilnej, świadczą o desperacji Kijowa. Donieck i Ługańsk zostały już całkowicie wyzwolone spod ukraińskich wojsk, a rosyjskie jednostki, wspierane przez czeczeńskich bojowników, zbliżają się do Kijowa, aby postawić przed sądem członków neonazistowskiego batalionu Azow. Prezydent Władimir Putin jest pod presją, aby zakończyć wojnę szybciej, ale pozostaje oddany swojej ostrożnej, metodycznej strategii, aby uniknąć bezpośredniej konfrontacji z NATO. Macgregor przewiduje, że do końca września 2025 r. mapa Ukrainy ulegnie znacznej zmianie. Putin oczekuje również zmian politycznych w Europie, szczególnie we Francji i Niemczech, które mogłyby wpłynąć na dynamikę konfliktu.

Bombardowanie Trumpa: porażka o daleko idących konsekwencjach

Dyskusja koncentrowała się na niedawnym nalocie bombowym Trumpa, który według Macgregora został nakazany przez premiera Izraela Benjamina Netanjahu, aby wymusić zawieszenie broni. Izrael znalazł się w niepewnej sytuacji, ponieważ irańskie rakiety wyrządzały znaczne szkody, a izraelskie systemy obrony przeciwrakietowej były eksploatowane do granic możliwości. Atak, który nie spowodował żadnych ofiar wśród Irańczyków, został przedstawiony jako sukces przez Trumpa, ale Macgregor podkreślił, że konflikt wcale się nie zakończył. Podkreślił to irański kontratak na amerykańskie obiekty w Bahrajnie. Prośba o zawieszenie broni wyraźnie wyszła od Izraela, który według Macgregora był zaskoczony precyzją i niszczycielską siłą irańskich rakiet. Izraelski minister finansów ostrzegł również przed zbliżającym się załamaniem gospodarczym, jeśli konflikt będzie kontynuowany. Koszty odbudowy Izraela ostatecznie poniosą Stany Zjednoczone, a kontrakty prawdopodobnie otrzymają duże amerykańskie firmy.

Długoterminowe konsekwencje geopolityczne

Macgregor ostrzegł, że bombardowanie uczyniło ze Stanów Zjednoczonych de facto stronę wojny, która wywarła trwałe napięcia na stosunki z Iranem, Rosją i Chinami. Iran postrzegał Trumpa jako instrument Izraela, co utrudniało negocjacje. Ponadto Azerbejdżan odgrywał coraz bardziej problematyczną rolę, służąc jako baza operacyjna Izraela przeciwko Iranowi, jednocześnie narażając interesy Rosji w regionie. Turcja pod rządami prezydenta Erdogana wspierała tę dynamikę, wykorzystując Syrię jako platformę do ataków na grupy szyickie w Iraku i Iranie. Egipt, największy kraj arabski, również był pod presją. Rząd prezydenta Sisiego był ekonomiczny zależny od Stanów Zjednoczonych, co ograniczało jego zdolność do działania. Niemniej jednak ludność wrzała z powodu bezczynności wobec Izraela w konflikcie w Strefie Gazy. Macgregor podkreślił, że wizja „Wielkiego Izraela” od Suezu do Eufratu nadal kształtowała program wielu aktorów, wspieranych przez interesy finansowe w Nowym Jorku, Londynie i Waszyngtonie.

Kontrowersje wokół informacji wywiadowczych

Innym punktem było oświadczenie senatora Johna Kennedy’ego po odprawie, że Iran jest „kilka dni od” posiadania bomby atomowej. Macgregor skrytykował Kennedy’ego za to, że nie zna źródła tej informacji — czy izraelskiego, czy amerykańskiego. To rodzi pytania o wiarygodność, powiedział, biorąc pod uwagę, że Izrael wydaje podobne ostrzeżenia od dziesięcioleci. Ścisłe powiązanie amerykańskiego wywiadu i izraelskich interesów, szczególnie poprzez postacie takie jak generał Kurilla z Centralnego Dowództwa USA, wzmacnia sceptycyzm co do niezależności amerykańskiego podejmowania decyzji.

Wniosek: Niebezpieczna eskalacja

Macgregor zakończył ponurą prognozą: Stany Zjednoczone są głęboko uwikłane w konflikt, którego konsekwencje są trudne do przewidzenia. Niebezpieczeństwo rozszerzonej wojny, być może nawet z użyciem taktycznej broni jądrowej, pozostaje realne. Zależność od interesów zagranicznych i brak przejrzystości w podejmowaniu decyzji zagrażają nie tylko bezpieczeństwu narodowemu, ale także niepodległości Stanów Zjednoczonych.

Macgregor wezwał do wyciągnięcia wniosków z lekcji George’a Washingtona, który ostrzegał przed wpływem obcych mocarstw. Analiza pokazuje, że kampania bombardowań Trumpa nie tylko zakończyła się porażką militarną, ale także wmanewrowała Stany Zjednoczone w niebezpieczną pozycję geopolityczną o potencjalnie niszczycielskich konsekwencjach dla regionu i świata.

Dr Paul Craig Roberts: Amerykańska demokracja to mistyfikacja – Kim są prawdziwi władcy Ameryki

Dr Paul Craig Roberts: Amerykańska demokracja to mistyfikacja — władcy Ameryki to nie ludzie

Źródło: https://www.paulcraigroberts.org/2025/06/03/american-democracy-is-a-hoax-the-rulers-of-america-are-not-the-people

American Democracy Is A Hoax — The Rulers of America Are Not the People

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 7

W niedawno recenzowanym przeze mnie zbiorze esejów Eda Curtina ( https://www.paulcraigroberts.org/2025/04/27/are-americans-still-americans/) autor wyjaśnia „Opening the CIA’s Can of Worms”, kto stworzył i utrzymuje fikcyjny, sterowany narracją świat, w którym Amerykanie żyją w nieświadomości prawdziwych celów działania.

Curtin twierdzi, że to CIA, a nie media, firmy internetowe czy politycy, kontroluje narracje. Autentycznymi władcami CIA są potężne interesy finansowe i korporacyjne, od których zależy sukces Ameryki. Relacja Curtina jest zbieżna z wyznaniem dowódcy US Marines, generała Smedleya Butlera, że ​​on i jego US Marines byli egzekutorami w Ameryce Łacińskiej dla United Fruit Company i New York Banks.

Istnieje niezliczona ilość udokumentowanych dowodów na słuszność wniosku Curtina. Wiele napisano o „Operacji Mockingbird” CIA, obecnie opisywanej przez medialne zasoby CIA, takie jak Wikipedia, jako „rzekoma operacja”. Począwszy od 1950 r. CIA zaczęła stosować łapówki, takie jak „przecieki” do amerykańskich mediów, które miały na celu wpływanie na opinię amerykańską i zagraniczną za pomocą kontrolowanych narracji, które promowały tajne plany. „Przecieki” CIA stworzyły kariery reporterów, którzy mogli poświadczyć, że ich redaktorzy są „źródłami CIA” i trafili na pierwsze strony, jeśli nie na nagłówki. Większość dziennikarzy uważanych za wpływowych to zasoby CIA.

Niedawno książka Udo Ulfkotte’a, Bought Journalism , ujawniła, że ​​on, redaktor największej niemieckiej gazety, i najbardziej znaczący dziennikarze w Europie jest agentem CIA. Potwierdził to Otto Schulmeister, redaktor naczelny i wydawca austriackiego Die Presse ( https://www.paulcraigroberts.org/2019/10/22/udo-ulfkottes-book-exposing-cia-control-of-western-journalism-now-available-in-english/ ). Ujawniono też jego własne powiązania z CIA.

Wiemy o tym również z książki Stephena Kinzera pt. Bracia , która opowiada historię o tym, jak sekretarz stanu USA John Foster Dulles oraz dyrektor CIA Allen Dulles wykorzystali Departament Stanu, CIA oraz amerykańskich i zagranicznych dziennikarzy do obsługi klientów korporacyjnych swojej potężnej kancelarii prawnej.

Dzisiaj, oczywiście, wiele udowodnionych faktów jest odrzucanych przez media-kurwy i Wikipedię jako teoria spiskowa. Aktywa CIA nadal wykonują swoją przydzieloną pracę kontrolowania narracji.

Curtin popiera stwierdzenie Douglasa Valentine’a w jego odkrywczej książce The CIA As Organized Crime : „CIA i media są częścią tego samego przestępczego spisku”. Curtin dodaje własnymi słowami:

„Korporacyjne media głównego nurtu są stenografami trwających operacji psychologicznych państwa bezpieczeństwa narodowego wymierzonych w naród amerykański, tak samo jak robiły to dla międzynarodowej publiczności. Od dawna jesteśmy poddawani tej „wojnie informacyjnej”, której celem jest zdobycie serc i umysłów narodu amerykańskiego i uspokojenie go, aby stał się ofiarą własnego współudziału, tak jak było to praktykowane przez CIA w Wietnamie i przez New York Times, Washington Post, CBS itp. na narodzie amerykańskim przez lata, gdy amerykańskie państwo wojenne prowadzi niekończące się wojny, zamachy stanu, operacje pod fałszywą flagą i zabójstwa w kraju i za granicą. . . . role, jakie odgrywają CIA i korporacyjne media głównego nurtu, nie mogą być od siebie odróżnione”.

A miliony głupich Amerykanów wciąż siedzi przed „wiadomościami” w telewizji i poddaje się ich indoktrynacji. Naród tak głupi nie może przetrwać w wolności.

książce The Secret Team Fletcher Prouty udokumentował, że CIA umieściła agentów w każdej agencji rządu USA. Frances Stonor Saunders ( The Cultural Cold War ) i Joel Whitney ( Finks ) wyjaśnili, w jaki sposób oficerowie CIA Cord Myer i Frank Wisner prowadzili tajne programy, które zmieniały zwolenników Pierwszej Poprawki w głosy cenzury. Widzieliśmy rezultaty. Mamy fałszywą opowieść o 11 września, fałszywe opowieści o naszych wojnach na Bliskim Wschodzie, fałszywą opowieść o Covidzie i „szczepionce” na Covid, fałszywą opowieść o „rosyjskiej inwazji na Ukrainę”, fałszywą opowieść o „irańskiej broni nuklearnej”, ale ani słowa o izraelskiej broni nuklearnej. Jesteśmy ofiarami ogromnej machiny kłamstw.

Curtin przypomina nam, że niedawno New York Times z radością poinformował, że Robert F. Kennedy Jr., który od lat dokumentuje negatywne skutki szczepionek u dzieci, został „zablokowany na Instagramie z powodu fałszywych twierdzeń o wirusie”. Kobieta, Jennifer Jett, która napisała tę kwestię, nie użyła słowa „rzekomo”. Skąd Jennifer Jett lub Instagram miałyby mieć jakiekolwiek uprawnienia, aby wiedzieć, że twierdzenia Kennedy’ego są fałszywe?

Widzimy tutaj, że media są wykorzystywane przez Big Pharma do dyskredytowania wysoce kompetentnego źródła. Przez lata obserwowałem, jak wysoce wiarygodni eksperci byli dyskredytowani przez medialnych agentów o zerowych osiągnięciach. Zero, o którym nikt nigdy nie słyszał, stał się ekspertem.

O ile wiem, ostatnie dwa pokolenia absolwentów amerykańskiego systemu edukacyjnego – w rzeczywistości prania mózgu – nie nauczyły się nigdy czytać. 

Potrafią rozpoznać ograniczoną liczbę słów, ale nie potrafią opanować znaczenia słów na stronie. Jest to częściowo celowe, a częściowo wynik zintegrowanych szkół, które wymagają równych wyników rasowych. 

Elity rządzącej znacznie łatwiej jest oszukiwać i kontrolować ludzi, którzy nie rozumieją tego, co czytają. 

Ponieważ nie jest dopuszczalne, aby biali i Azjaci osiągali lepsze wyniki jako grupa niż czarni i Latynosi, standardy są obniżane do tego stopnia, że ​​wszyscy mogą mieć tę samą ocenę.

Niedawno uczestniczyłem w uroczystości ukończenia szkoły średniej w północnej Florydzie. 41% absolwentów otrzymało oceny Summa Cum Laude, Magna Cum Laude i Cum Laude. Jak myślisz, jakie jest tego wytłumaczenie? Gorący punkt genów geniuszu czy obniżone standardy, aby ukryć różnice rasowe w wynikach edukacyjnych? Za kilka lat 100% absolwentów otrzyma oceny Summa Cum Laude, a to wyróżnienie nie będzie miało żadnego znaczenia.

W numerze City Journal z jesieni 2023 r . Renu Mukherjee informuje o zniszczeniu elitarnych amerykańskich szkół średnich, takich jak Thomas Jefferson High School for Science and Technology w północnej Wirginii, Stuyvesant High School i Bronx High School of Science. Szkoły przeprowadzały surowe testy wstępne, aby upewnić się, że przyjmowani uczniowie są w stanie skorzystać z kosztownego i wymagającego doświadczenia. Ponieważ Azjaci i biali stanowili większość uczniów, standardy edukacyjne oparte na zasługach zostały uznane za rasistowskie przez tyranów DEI, którzy nami rządzą i mają kontrolę nad amerykańską edukacją.

Zamiast testów wstępnych, każda szkoła średnia w danym obszarze geograficznym ma prawo do udziału w przyjęciach. Być może od tego momentu staje się to loterią. Tak czy inaczej, rezultatem jest obniżenie odsetka najbardziej wykwalifikowanych i podniesienie odsetka najmniej wykwalifikowanych. Aby najmniej wykwalifikowani ukończyli szkołę z równym udziałem w wyróżnieniach, standardy muszą zostać obniżone. W interesie DEI elitarne szkoły przygotowawcze są niszczone. Fakt, że elitarne szkoły średnie uległy propagandzie, że zasługi są rasistowskie, zwiastuje upadek amerykańskiej nauki i inżynierii. 

Z biegiem czasu Stany Zjednoczone stają się zależne od chińskich, indyjskich i rosyjskich imigrantów w zakresie nauki i technologii.

Tak jak wyróżnienia cum laude tracą znaczenie, tak samo tracą znaczenie nominacje prezydenckie w USA. Dawniej mianowanie na stanowisko zastępcy sekretarza miało jakieś znaczenie. Teraz już nie. Po nominacjach Bidena na stanowisko DEI, które obejmowały zboczeńców seksualnych, zaszczyt, który wiązał się z nominacją i jej zatwierdzeniem przez Senat, już nie istnieje.

To samo stało się z sądownictwem. Niekompetentni dwulicowi ideolodzy punkowi, których Kongres mianował na ławę sędziowską, nie zasługują na szacunek. Są wrogami sprawiedliwości i narodu amerykańskiego. Obecnie są zajęci pracą nad unieważnieniem wyborów prezydenckich. Nic dziwnego, że rządzący establishment pozwolił Trumpowi wygrać. Wiedzieli, że mogą go powstrzymać za pomocą sądownictwa i skierować w swoim kierunku za pomocą porad, które dadzą mu „szersze perspektywy”.

Maga-Amerykanie powinni wziąć pod uwagę, że jeśli prezydent Trump odmówi dostosowania się do rządzącego establishmentu, stanie w obliczu możliwości, że wybory uzupełniające zostaną skradzione dla Demokratów. Ponownie przewodząc Kongresowi, postawią Trumpa w stan oskarżenia i skażą go. Następnie oskarżą go i jego rząd, zastraszą jego zwolenników i ustanowią DEI Woke Truth over America.

Koniec eksperymentu Ojców Założycieli może być już bliski.

Ale nie oczekuj, że głupi Amerykanie to zrozumieją. Są łatwym łupem, ponieważ są uwikłani we własnym współudziale.

Uwaga Edytora IGNACY NOWOPOLSKI : To co pisze dr. Roberts i cytowani przezeń analitycy, w równym stopniu odnosi się do III RP, która jest tylko miniaturową repliką “wiodącej demokracji świata”.

Ronin, to samuraj, który stracił swojego pana. Wygląda na to, że takim roninem będzie Europa.

Ronin

Marucha w dniu 2025-06-05 https://marucha.wordpress.com/2025/06/05/ronin/

Ronin, to w dawnej Japonii samuraj, który stracił swojego pana. Wygląda na to, że takim roninem będzie Europa.

Thierry Meyssan w swoim kolejnym i jak zwykle szalenie ciekawym artykule przewiduje kolejne posunięcia Donalda Trumpa. Podobnie jak Gilbert Doctorow spodziewa się on pozostawienia Europy samej sobie. A to może się zakończyć rozpadem nie tylko Unii Europejskiej, ale także NATO.

*** Początek tłumaczenia ***

Donald Trump oddziela Stany Zjednoczone od Unii Europejskiej

autor: Thierry Meyssan

W przeciwieństwie do tego, co myśleliśmy w 1991 roku, upadek „amerykańskiego imperium” nie będzie przypominał upadku ZSRR. Zachodnioeuropejscy sojusznicy Waszyngtonu zamierzają je utrwalić, z ich przywódcą lub bez niego. Wynika z tego, że prezydent Donald Trump porzuci ich na polu bitwy.

Po oddzieleniu Stanów Zjednoczonych od „rewizjonistycznych syjonistów” rządzących w Izraelu, prezydent Trump oddziela je od NATO i Unii Europejskiej: nie chce już, aby jego kraj miał cokolwiek wspólnego z „amerykańskim imperium” i jego spadkobiercami, ukraińskimi „integralnymi nacjonalistami”.

Po oddzieleniu Stanów Zjednoczonych od Izraela [1], Donald Trump zaczął oddzielać je od Unii Europejskiej. Podobnie jak w przypadku Izraela, najpierw sprawiał wrażenie, że pozostawia członkom UE i Wielkiej Brytanii carte blanche, a następnie zaczął się izolować.

Przypomnijmy: prezydent Trump przekonał zachodnich przywódców, że mogą samodzielnie walczyć z Rosją na Ukrainie. Na licznych spotkaniach w Paryżu, Londynie i Kijowie przywódcy UE i Wielkiej Brytanii próbowali ogłosić, że wspólnie zapewnią bezpieczeństwo kontynentu w obliczu niebezpieczeństwa „rosyjskiej inwazji”. Przewidywali umieszczenie wszystkich swoich krajów pod brytyjskim i francuskim parasolem nuklearnym, a nie pod parasolem Stanów Zjednoczonych. Przewidywali wojnę kontynentalną przeciwko Rosji i reorganizację sojuszy wokół Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Polski.

A potem: nic. Stany Zjednoczone zawiesiły koordynację z UE [2]. Nie konsultują już ze sobą jednostronnych środków przymusu podejmowanych wobec Rosji. Siedemnasty pakiet unijnych „sankcji” był ostatnim uzgodnionym w Brukseli z Waszyngtonem. Osiemnasty będzie samodzielnym. Ogłoszono, że będzie większy niż kiedykolwiek, ale bez Stanów Zjednoczonych jest już skazany na porażkę.

W ramach Rady Europy Stany Zjednoczone obserwują przygotowania „międzynarodowego trybunału karnego do osądzenia rosyjskich zbrodni na Ukrainie”, ale trzymają się od tego z daleka [3]. Ich zdaniem taki trybunał nie ma sensu. Trybunały karne w Norymberdze i Tokio powstały po zwycięstwie aliantów nad nazizmem, ale ten przewiduje zwycięstwo nad Rosją ukraińskich „integralnych nacjonalistów”, którzy kolaborowali z nazistami. Nie został on zatwierdzony przez Organizację Narodów Zjednoczonych i nie ma na to szans, biorąc pod uwagę rosyjskie prawo weta.

Dziś Wielka Brytania i UE muszą stawić czoła faktom. Nie mają środków militarnych do realizacji swojej polityki. Zamknęły się w swoich sprzecznościach, potępiając ukraińskie ofiary wśród ludności cywilnej, będące skutkiem rosyjskiej specjalnej operacji wojskowej, jednocześnie wyrażając zadowolenie ze znacznie większych palestyńskich ofiar wśród ludności cywilnej spowodowanych izraelską wojną z Hamasem. Zdystansowały się od Stanów Zjednoczonych, które nie są przez nich traktowane poważnie.

Pozostała im jeszcze jedna broń: konfiskata rosyjskich aktywów, które już zamrozili. Umożliwiłoby im to odbudowę Ukrainy bez konieczności płacenia za nią. Ale konfiskata aktywów z powodów politycznych jest naruszeniem praw własności. Taka decyzja byłaby nieodwracalna. Jest to możliwe tylko w czasie wojny. Konfiskata tych aktywów oznacza zatem wypowiedzenie wojny wrogowi kilkakrotnie potężniejszemu niż Wielka Brytania i UE razem wzięte.

Pomijając fakt, że ich armie nie wytrzymałyby dwóch dni w wojnie z Rosją, UE przestraszyłaby wszystkich swoich partnerów na całym świecie: jeśli możliwe jest skonfiskowanie rosyjskich aktywów, dlaczego Bruksela miałaby na tym poprzestać i nie skonfiskować również aktywów państw, które nie potępiły Rosji?

Postawmy sprawę jasno. Prezydent Donald Trump ogłosił, że od teraz będzie wymagał od wszystkich sojuszników przeznaczania 5% ich PKB na wydatki wojskowe. Ponieważ jest to niemożliwe do osiągnięcia – oznacza to podwojenie wydatków – wyjście Stanów Zjednoczonych ze zintegrowanego dowództwa NATO było do przewidzenia.

Jednocześnie prezydent wielokrotnie zapewniał, że Unia Europejska została stworzona, aby zaszkodzić Stanom Zjednoczonym, podczas gdy UE jest cywilnym ramieniem „amerykańskiego imperium”, którego wojskowym ramieniem jest NATO.

Teraz, po ustaleniu, że ani Wielka Brytania, ani UE nie są w stanie rzucić wyzwania „amerykańskiemu imperium”, że ich przywódcy są zależni od „amerykańskiego imperium” ze szkodą dla swoich obywateli i że odmawiają wolności i niezależności, Waszyngton zrywa z nimi wszelkie więzi.

Należy pamiętać, że Donald Trump nie atakuje zachodnich Europejczyków. On po prostu pozwala im dryfować w pogoni za jakąś mrzonką.

Dla tych, którzy tak jak ja przewidywali rozpad NATO i UE od czasu rozpadu Związku Radzieckiego, jest to krok naprzód. Ale dla Brytyjczyków i obywateli Europy jest to katastrofa.

W nadchodzących miesiącach będziemy świadkami pojednania Stanów Zjednoczonych i Rosji. Wszystko, co organizowało nasz sposób myślenia, zostanie wyrzucone na śmietnik historii. Nadszedł czas, aby ludzie Zachodu wymienili swoje elity i przemodelowali swoje społeczeństwa. Są na to zupełnie nieprzygotowani.

Podczas gdy w 1991 roku przewidywaliśmy rozpad „amerykańskiego imperium” na wzór ZSRR, widzimy, że prezydent Donald Trump zamierza zrealizować zupełnie inny scenariusz. Podobnie jak Michaił Gorbaczow, chce przywrócić swój kraj do jego korzeni (Make America Great Again!), ale jego europejscy sojusznicy chcą przedłużyć imperium.

Administracja UE w Brukseli nadal nie zaakceptowała tego kowboja. Mają nadzieję, że zostanie on wkrótce zamordowany lub że przegra wybory w połowie kadencji i zostanie zmuszony do podporządkowania się.

W pewnym sensie stawką jest dziś koniec zimnej wojny, kiedy to służby NATO utrzymywały rządy w Europie Zachodniej. Przywódcy UE, począwszy od Ursuli von der Leyen i Kaji Kallas, są bezpośrednimi potomkami tych tajnych operacji. Są dziećmi „amerykańskiego imperium” i zamierzają je utrzymać.

[1] “Donald Trump Decouples the United States from Israel”, by Thierry Meyssan, Translation Roger Lagassé, Voltaire Network, 13 May 2025.

[2] «Russland-SanktionenEnde der Absprache mit den USA», Florian Flade & Ben Huebl & Joerg Schmitt, Süddeutsche Zeitung, 27. Mai 2025.

[3] Press Release 3526: “The Justice of Victors Who Have Lost”,” Voltaire, International Newsletter – No. 135 – May 30, 2025.

*** Koniec tłumaczenia ***

============================================

W artykule brakuje mi jednego wątku: dlaczego Unii Europejskiej tak potrzebna jest wojna na Ukrainie. Podzielam tu zdanie Państwa Wielomskich, że nie tyle Unii, ile niemieckim elitom ta wojna jest potrzebna do zbudowania europejskiego imperium pod wodzą Niemiec. A brak amerykańskiej kurateli jest im na rękę.

Straszenie „zagrożeniem rosyjską inwazją” jest metodą do budowania wspólnej europejskiej armii, która będzie służyła do ewentualnej pacyfikacji nieposłusznych krajów. Pani Wielomska porównuje dotychczasowe działania Niemiec w ramach Unii do metod, jakimi Prusy doprowadziły do zjednoczenia Niemiec. Podobieństwa są zadziwiające!

https://youtube.com/watch?v=YIbOQJCYol8%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Meyssan ma rację, że czekają nas ciekawe czasy. Ma także rację, że zachodnie kraje będą zmuszone przemodelować swoje społeczeństwa, ale są do tego zupełnie nieprzygotowane. Powiedziałbym raczej: obecnie są nieprzygotowane.

O ile w innych krajach taki proces przemodelowania mogę sobie wyobrazić, to w naszym kraju jest on praktycznie niemożliwy. W naszej 1000-letniej historii jedynie przez krótkie okresy czasu mieliśmy elity, które kierowały się dobrem kraju. Przez większość naszej historii nie mieliśmy silnego państwa. Nie mam tu na myśli siły militarnej, ale siłę i sprawność aparatu państwowego.

Nie mamy tego także w dzisiejszej Rzeczpospolitej. Nie mamy elit, które potrafiłyby zanalizować położenie naszego kraju i wybrać najkorzystniejszą dla nas strategię, a nieliczne jednostki, które próbują to robić, nie są słuchane. Jesteśmy naiwni jak dzieci w naszym rozumieniu polityki. Nie znamy historii własnego kraju i nie rozumiemy, że przez wiele stuleci byliśmy umiejętnie manipulowani, wpychani w niepotrzebne powstania, wojny i bezsensowne sojusze.

[Ależ NIE ! Elity są – ale na razie nie mają dostępu do Głównego Ścieku. Widać je jednak w internecie. Mirosław Dakowski]

Byliśmy szczuci na Rosję, która przez większość czasu nie była dla nas żadnym zagrożeniem. Podobnie jest dzisiaj. Straszy się nas Rosją, ale prawdziwym zagrożeniem są Niemcy i Ukraina! Ale przeciętnemu obywatelowi nikt tego nie wytłumaczy!! To do nikogo nie dociera!! Fakt, wiem to z własnego doświadczenia, że dojście do takich wniosków wymaga ogromu pracy, zdobycia wiedzy, przełamania uprzedzeń i schematów myślowych. To przejście przez dysonans poznawczy.

Jestem przekonany, że w innych krajach europejskich proces przebudowy będzie trudny, ale w końcu się powiedzie, gdyż kraje te mają elity, które są w stanie poprowadzić społeczeństwa przez ten trudny okres. Dla naszego kraju nie widzę najmniejszych szans. Czeka nas katastrofa, która albo nas otrzeźwi, albo zmaże jako kraj i naród z mapy świata.

robertwaterski https://pecuniaolet.wordpress.com

Freedom News Digest

Monday, May 26, 2025 
Freedom News Digest 
Email preferences |  View articles on one page | Submit News Tip
 
Featured
FDA says Pfizer, Moderna must expand warnings for COVID shots to young men By LifeSiteNews staff
DOJ opens investigation into Andrew Cuomo for lying about nursing home deaths cover-up By Calvin Freiburger
 
Videos
Dejection to HOPE | What caused my delayed embrace of Pope Leo By LifeSiteNews.com
Babies or bio-waste? The dark cost of IVF By LifeSite
A new dawn for the unborn or same old lies? | Trump’s America By LifeSite
ENCORE | Faith before politics: Catholics can SAVE the WEST By John-Henry Westen
Is Trump turning against Israel? By LifeSite
U.K. BACKS DOWN on surrogacy … for now By LifeSiteNews.com
 
Editor’s Picks
Mark Carney’s Liberals sign WHO’s globalist ‘pandemic agreement’ By Anthony MurdochPlanned Parenthood closing 8 locations in Iowa and Minnesota citing funding cuts, pro-life laws By Doug Mainwaring
Virginia high school boys under investigation for opposing ‘transgender’ girl in their locker room By Doug MainwaringDeSantis defends ‘fundamental’ parental rights at Florida homeschooling conference By Stephen Kokx
 
Top News
Joe Rogan discusses shocking study on deaths linked to COVID shot with Aaron Rodgers By LifeSiteNews staff
Australian state health department permanently halts massive COVID vaccine study, scraps data By Angeline Tan
Canada Pension Plan becomes latest institution to drop carbon ‘net zero’ target By Anthony Murdoch
Parents pack school board meeting to protest boy competing in girls’ track meet By Calvin Freiburger
Canadian Broadcasting Corporation fails ‘fact check,’ forced to issue correction By Anthony Murdoch
Canadian sports bar removes job ad for workers who oppose COVID mandates after backlash By Anthony Murdoch
DeSantis signs bill to strengthen punishment for deadly ‘swatting’ harassment used by leftists By Calvin Freiburger
Elderly pro-lifer assaulted in Baltimore says city is ‘dragging its feet’ in case against attacker By Doug Mainwaring
UK police will now body search detainees of same biological sex, not ‘gender identity’ By Emily Mangiaracina
Big Pharma company Regeneron buys 23andMe, set to acquire genetic data of millions By LifeSiteNews staff
 
Blogs
Female prisoner describes horror of being incarcerated with gender-confused men By Jonathon Van Maren
Canadian media trod out hysterics over Trump’s affirmation of biological sex By Jonathon Van Maren
France poised to legalize ‘right’ to assisted suicide in coming days By Jeanne Smits, Paris correspondent
Advance requests for lethal injection are illegal in Canada. Hundreds have made them anyway By Jonathon Van Maren
Don’t have a will? Create one for free in 15 minutes By John-Henry Westen
Hollywood freaks out over Planned Parenthood defunding threat By Jonathon Van Maren
Surrogacy operation in China exploits the disabled, further exposes horrors of human trafficking By Jonathon Van Maren
Planned Parenthood’s annual report shows it commits crimes against humanity By Susan Ciancio, American Life League

Wojna celna czy koniec globalizacji?

Wojna celna czy koniec globalizacji?

Data: 13 aprile 2025Author: Uczta Baltazara INFO: https://italiaeilmondo.com/2025/04/12/guerra-dei-dazi-di-michele-rallo/

Co się dzieje?Krach na rynkach?Recesja?Planetarna wojna handlowa?

Pomijając aroganckie zachowania Donalda Trumpa, propagandową buńczuczność i wreszcie niewłaściwą politykę komunikacyjną, odpowiedź brzmi NIE. Całkiem zwyczajnie, mamy do czynienia ze zmianą kierunku – radykalną, ekstremalną, o 180 stopni – amerykańskiej polityki gospodarczej oraz spazmatyczną reakcją przegrywających: przede wszystkim w samych Stanach Zjednoczonych, a następnie w reszcie świata.

Kim są przegrywający?Są nimi tzw. „rynki”, lub raczej duże międzynarodowe korporacje, które zdominowały rynki i które za rynkami się kamuflują i ukrywają. To przede wszystkim one zostaną ukarane przez cła Trumpa, ponieważ od tej pory nie będą mogły już więcej oddawać się swojej ulubionej zabawie: „delokalizacji”, czyli produkowaniu w Chinach lub krajach Trzeciego Świata przy śmiesznie niskich kosztach, a następnie sprzedawaniu gotowych produktów na rynku amerykańskim po cenach niebotycznie wyśrubowanych – nie tylko osiągając oszałamiające zyski, ale także powodując efekt uboczny w postaci powalania małych firm na kolana, nie będących w stanie konkurować z „chińskimi” kosztami produkcji.

Kiedy gazety i serwisy informacyjne mówią nam, że w tym i tym dniu biliony dolarów wyparowały z giełd, nie jest to wcale prawdą, ponieważ pieniądze nie „parują”, nie znikają, nie ulegają zniszczeniu. Zmieniają tylko właściciela. To, co ktoś traci, ktoś inny zyskuje. W szczególności, to głównie duże międzynarodowe korporacje z nałogiem relokacji straciły pieniądze poprzez deprecjację ich akcji. Pieniądze te zostały jednak w tym samym czasie pozyskane przez kogoś innego, na przykład poprzez zakup tychże samych akcji po korzystnych, a niekiedy bardzo korzystnych cenach, z konkretnymi perspektywami przyszłych (i znacznych) zysków. W grze rynków, „czarny dzień” dla kogoś prawie zawsze odpowiada „pomyślnemu dniu” dla kogoś innego.

Abstrahując jednak od kwestii niewyparowanych miliardów, to, co zapoczątkował Trump, jest zmianą o gigantycznych proporcjach, z pewnością pozytywną, ogromnie pozytywną. Naturalnie patrząc perspektywicznie, z zastrzeżeniem nieuniknionych negatywnych reperkusji krótkoterminowych. Podobnie, pozytywne tego skutki mogą być również w Europie, jeśli i w Europie, zamiast funkcjonować jak pudło rezonansowe dla żalów „rynków”, znajdzie się odwagę, by dokonać radykalnej zmiany kursu; jeszcze lepiej, jeśli zrezygnuje się z niektórych idiotycznych „reform” i powróci do współpracy gospodarczej z Rosją.

Ale na czym, poza środkami warunkowymi, polega zmiana Trumpa? – Krótko mówiąc, na odrzuceniu globalizacji i powrocie do starego i wypróbowanego protekcjonizmu. Oznacza to wyrzucenie za burtę całej amerykańskiej historii XX wieku i pierwszych dekad XXI wieku i powrót do głębokiej Ameryki XIX wieku, z (rosnącym) bogactwem, które rozlewało się na ludzi, a nie było zarezerwowane wyłącznie dla wielkiego kapitału spekulacyjnego, jak stało się później za sprawą globalizacji.

To wielki anglosaski kapitał spekulacyjny – co więcej, z siedzibą w Londynie, a nie w Waszyngtonie – doprowadził do końca amerykańskiego protekcjonizmu; a także do ustanowienia polityki „wolności handlu”, która zubożyła naród amerykański i wzbogaciła wielkie międzynarodowe korporacje oraz wielki kapitał. I to zawsze w imię „wolności handlu” Ameryka podjęła dwie wojny światowe, oraz kolejne, które po nich nastąpiły (ostatnio tę zakamuflowaną jako wojna rosyjsko-ukraińska) pod – kłamliwym – pretekstem chęci eksportu anglosaskiej demokracji do wszystkich zakątków globu ziemskiego.

Pamiętacie „Czternaście Punktów” https://en.wikipedia.org/wiki/Fourteen_Points, za pomocą których prezydent Wilson podyktował zasady, jakim miał podlegać świat po pierwszej wojnie światowej? – W szczególności, trzeci z owych punktów, który stwierdza: „Zniesienie, w największym możliwym stopniu, wszelkich barier gospodarczych i ustanowienie równych warunków handlu dla wszystkich narodów, które zgadzają się na pokój i stowarzyszają się w celu jego utrzymania.”  Był to manifest globalizacji ante litteramwytrych, który miał pozwolić anglo-amerykańskiej finansjerze na inwazję na świat za pomocą jej „handlowych” oraz finansowych machinacji. I nie dla dobra narodu amerykańskiego, ale dla własnego zysku, to znaczy dla zysku owego bardzo wąskiego kręgu macherów i spekulantów, którzy za sznurki światowego „handlu” pociągali tak wczoraj, jak i dziś.

Oczywiście, na krótką metę trudno jest ogarnąć skalę protekcjonistycznej rewolucji, która stawia właśnie pierwsze kroki. To, co się wyłania, to „wojna celna” z jej bezpośrednimi konsekwencjami dla gospodarek innych krajów. Aż do momentu, gdy inne kraje – poczynając od naszego własnego – zdadzą sobie sprawę, że powrót do protekcjonizmu z pewnością byłby dobry także dla nich. Że dobrze i słusznie byłoby przekazać owoce rozwoju gospodarczego własnym społeczeństwom, a nie pozwalać na to, by korzystali z nich znani potentaci należący do korporacji międzynarodowych oraz finansjery.

Przypominam, że taryfy celne istniały zawsze: jako instrument ochrony produkcji gospodarczej państw (dawniej także poszczególnych gmin) przed konkurencją ze strony innych krajów. Były instrumentem obrony interesów narodowych. Ich stopniowe osłabianie szło w parze z osłabianiem obrony interesów narodowych, na rzecz bardzo wąskiego kręgu macherów hiperkapitalizmu pasożytniczego.

Dlatego racjonalna rewaloryzacja ceł, ze szkodą dla wysokiej finansjery, będzie mile widziana, pod warunkiem, że taka rewaloryzacja nie będzie dotyczyć tylko jednego kraju. Pod warunkiem, że – żeby wszystko było jasne – zamiast szukać nierealistycznej „zemsty”, która połaskotałaby tylko Stany Zjednoczone, zaczniemy dążyć do powrotu do protekcjonizmu również w naszym kraju, po to, by chronić naszą produkcję, naszą gospodarkę, nasze interesy. Także za cenę niezadowolenia »rynków« oraz banków „inwestycyjnych”.

INFO: https://italiaeilmondo.com/2025/04/12/guerra-dei-dazi-di-michele-rallo/