Unijne zabójstwo Europy

Bartosz Kopczyński: Unijne zabójstwo Europy

pch24.pl/bartosz-kopczynski-unijne-zabojstwo-europy

(Oprac. PCh24.pl)

Pośród gwałtownych przemian polityki światowej i europejskiej murszeć i pękać zaczyna niewzruszony dotychczas gmach przekonania Polaków o dobrodziejstwach Unii Europejskiej i o przewadze przynależności nad życiem suwerennym. Mimo, że wiele jeszcze jest sympatii wobec Unii, a po części też przyzwyczajenia, coraz więcej Polaków zaczyna dopuszczać do siebie myśl, do niedawna wyklętą – że można żyć bez Unii i poza nią. W tym kontekście warto więc zdobyć się na skrócony bilans – jak wygląda Europa i Polska dzięki Unii Europejskiej.

Ideologia

Cieszyliśmy się, gdy odeszliśmy od komunistycznej ideologii, którą wyznawały socjalistyczne państwa, jak ZSRR. Socjalizm i komunizm nie są tym samym. Socjalizm oznacza koncepcję życia społecznego, w której społeczność jest nadrzędna nad jednostką w ten sposób, że wszystkie cele życiowe każdego człowieka muszą służyć społeczności, a wszystko, co człowiek ma do dyspozycji, nie pochodzi z jego własnego wysiłku, tylko od społeczności. Oznacza to, że człowiek musi pracować dla ogółu, bo jest to jego moralny obowiązek, a ogół daje każdemu człowiekowi wszystko, czego człowiek potrzebuje, bo to moralny obowiązek ogółu.

Teorię państwa socjalistycznego, pochłaniającego państwa narodowe, opisał Herbert George Wells w książce Nowe światy dla starych, wydanej w 1908 r. Komunizm zaś potwierdza to, ale idzie jeszcze dalej – wszystko jest wspólne, ale pozornie, w rzeczywistości ludzie nie mają niczego, a wszystko należy do władzy, która wydziela ludziom przydziały, a domaga się niewolniczej pracy.

W praktyce socjalizm prowadzi do komunizmu, różnica polega tylko na tym, że komunizm wprowadza się gwałtownie za pomocą rewolucji, a socjalizm stopniowo, drogą częściowych reform.

ZSRR był więc państwem socjalistycznym, w którym przeprowadzono rewolucję komunistyczną. Myśleliśmy, że Zachód będzie wolny od ideologii. Wprowadzono nas w błąd, UE jest tworem socjalistycznym, gdzie komunizm wprowadzany jest stopniowo, dokładnie według zasad, opisanych przez Wellsa. Początkowo socjalistyczno – komunistyczny charakter UE maskowany był oszustwem. Gdy jednak zaczęły ujawniać się realne skutki tej ideologii i ludzie zaczęli to dostrzegać, społeczeństwa Zachodu zaczęły być straszone, aby zdobyły się na wielkie wyrzeczenia w celu budowy socjalistycznego państwa, w którym będzie panował komunizm. Do niedawna był to straszaki katastrofy klimatycznej i terroryzmu, a gdy one przestały działać, użyto straszaka „pandemii”. Gdy i jego skuteczność okazała się przejściowa, użyto straszaka wojny, a teraz, gdy USA i Rosja zmierzają do zawarcia pokoju, propaganda UE używa straszaka zagrożeniem wojennym.

Równolegle UE stosuje ideologie pomocnicze – klimatyzm, gender, feminizm, mniejszości seksualne, prawa zwierząt, neuroróżnorodność, wielokulturowość. Wszystkie one prezentują fikcyjne problemy jako prawdziwe, przez które społeczeństwo musi się zmienić. Dogłębnie temat fałszowania rzeczywistości przez instytucje globalne, używające ideologii omówiła Marguerite A. Peeters w książce Globalizacja zachodniej rewolucji kulturowej. Celem wszystkich unijnych ideologii jest zmuszenie społeczeństw do określonych zachowań i sparaliżowanie oporu. 

Wszystkie straszaki, którymi posługuje się UE maskują tylko socjalistyczno – komunistyczną ideologię tego tworu i jej właściwy cel – zniewolenie ludności i zabór ich mienia. Tak stanowi Manifest z Ventotene Altiero Spinelliego, będący oficjalnym programem integracji europejskiej. Cel socjalistyczny UE został więc ujawniony już dawno. Tak samo na długo przed holocaustem zostały ujawnione koncepcje nazistów – książka Mein Kampf Adolfa Hitlera ukazała się w 1925 r., książka Alfreda Rosenberga Mit XX wieku – w 1930 r. Nawiasem mówiąc, funkcjonariusze III Rzeszy nie mieli problemów z odnalezieniem się w unijnej rzeczywistości, tak samo, jak funkcjonariusze partii komunistycznych z państw byłego bloku sowieckiego, także z Polski. Możemy ich podziwiać np. jako europosłów. Ideologie zmieniają tylko swoje szyldy, cel zaś jest ten sam – nieograniczona władza kosztem ludzi. Warto przeczytać książki prof. Adama Wielomskiego Zabójcy Zachodu. Prawica i lewica nietzscheańsko – heideggerystyczna oraz Dariusza Rozwadowskiego Marksizm kulturowy. 50 lat walki z cywilizacją Zachodu. Obszernie kwestie te wyjaśnia także publikacja zbiorowa pod redakcją Jakuba Zgierskiego Encyklopedia antykultury.  

Gospodarka

Unijna gospodarka ma się źle i zapowiada się coraz gorzej, bynajmniej nie z powodu niekorzystnych zmian światowej koniunktury, lecz dzięki wewnętrznym regulacjom i szaleńczym programom, mającym przeprowadzić bliźniaczą transformację – zieloną i cyfrową, która z kolei wyrasta z unijnych ideologii. Te wymogi zostały narzucone gospodarkom państw europejskich przez eurokratów, a ich uzasadnienia są iluzją, podpartą przez masowy zaciąg wynajętych naukowców, specjalistów, aktywistów, liderów opinii publicznej, celebrytów i dziennikarzy. Dzięki temu firmy, działające w państwach UE nie są konkurencyjne w stosunku do gospodarek wolnych od ideologii. Cel główny prowadzi do pozbawienia narodów zdolności do wytworzenia własnego dobrobytu i uzależnienia ich od zewnętrznych ośrodków dystrybucyjnych, co jest formą zniewolenia. Przewidział to Spinelli, pisał o tym Krzysztof Karoń w książce Historia antykultury. Niszczenie gospodarki idzie w parze z zaborem wszelkich wolności obywatelskich i osobistych, posługuje się zwykle pojęciem „zielony ład”, który służy do wprowadzenia na całym świecie tzw. zrównoważonego rozwoju, czyli komunistycznej polityki socjalistycznego państwa światowego. Warto o tym poczytać w publikacji Agnieszki Stelmach Zrównoważony rozwój.

Tolerancja

Zachód słynie z tolerancji, jej symbol stanowi londyński Hyde Park, gdzie można wyjść na mównicę i wszystko powiedzieć, bez ryzyka represji ze strony władzy. Zachód chwali się swoimi swobodami i wolnością słowa, podkreślając różnicę między sobą a państwami totalitarnymi, gdzie panuje cenzura polityczna i obyczajowa lub religijna. Tolerancja jest jedną z opiewanych wolności europejskich, wynikających jakoby z osiągnięć Rewolucji Francuskiej. Nie mylą się, tyle że właściwa tradycja rewolucyjna nie wyraża się w Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, to tylko sprawny marketing.

Prawdziwa tradycja rewolucyjna, będąca źródłem wartości europejskich to wielki terror jakobinów, używający nowoczesnej technologii gilotyny i Wandea, używająca wszystkiego, byle było jak najwięcej ofiar. Dziś więc wolność słowa w państwach Zachodu została de facto zlikwidowana, chyba, że się atakuje to, co narodowe, tradycyjne i katolickie. Tolerancja zaś obejmuje tylko lewackie wybryki oraz posunięcia władzy, nie ma jej natomiast dla tych, którzy się im sprzeciwiają, i to w majestacie prawa.

Lewactwu wolno więc robić prawie wszystko, natomiast normalność jest cenzurowana i coraz częściej ścigana przez przymus państwowy. W Europie Zachodniej można więc trafić do więzienia za krytykę rządu i polityków, a nawet za modlitwę pod kliniką aborcyjną. Ten proces opisał myśliciel neomarksistowski Herbert Marcuse w eseju Tolerancja represywna, pisał też o tym Krzysztof Karoń w Historii antykultury. Wolność słowa w zachodnich, a także w polskich mediach głównego nurtu została już mocno okrojona. Aktualnie w UE trwają intensywne prace nad stworzeniem norm prawnych, wyłączających wolność słowa w Internecie, czyli obszarze, jak dotąd zapewniającym dostęp do prawdziwych informacji. UE chce ocenzurować ten obszar, posługując się zmyślonymi uzasadnieniami. Pisze o tym Agnieszka Stelmach w publikacji Misinformacja, Dezinformacja, Malinformacja. Jak powstaje system globalnej cenzury.

Prawo

Państwa Europy Zachodniej, a UE dumne są ze swoich standardów tworzenia i przestrzegania prawa, a w szczególności standardów ochrony praw człowieka i tolerancji. Ta ostatnia jednak przyjęła już neomarksistowską postać tolerancji represywnej, czyli swojego przeciwieństwa. Prawami człowieka natomiast stało się natomiast to, co ustanowi władza polityczno-prawna, działająca na zlecenie władzy kapitału. Finansuje ona jednocześnie głośne mniejszości ludzi zaburzonych i zwichrowanych, co jest nagłaśniane przez media i osoby, pełniące funkcje autorytetów, jedne i drugie finansowane przez ten sam kapitał.

W efekcie władza prawodawcza, wybrana demokratycznie uchwala prawa, szkodliwe dla społeczeństw, które albo o tym nie wiedzą, albo są zastraszone. Dzięki temu prawem człowieka, realizowanym przez UE i państwa członkowskie są takie dobrodziejstwa, jak: aborcja, antykoncepcja, edukacja seksualna, nieheteronormatywność, tranzycja płciowa, eutanazja.

Te okrągłe słowa nie oddają wystarczająco doniosłego znaczenia tych pojęć. Można więc użyć języka nieco bardziej symbolicznego. Współcześni ludzie Zachodu, szczególnie ci z UE i GB przyzwyczaili się już, że ich prawem są: składanie ofiar Molochowi, autosterylizacja kobiet, deprawacja i molestowanie dzieci przez szkołę, sodomia, chirurgiczna kastracja i sterylizacja, zabijanie ludzi zbędnych. Generalnie, obywatele UE i GB bardzo są wrażliwi na sprawy, oscylujące wokół genitaliów, natomiast całkowicie odpuścili sobie to, co w głowie, czyli dobro i prawdę. Pisze o tym profesor Wojciech Roszkowski w książkach Rozstrzaskane lustro. Upadek cywilizacji zachodniej oraz Bunt barbarzyńców.

Dzisiejsze prawo na Zachodzie bardzo odeszło od swoich rzymskich korzeni. Nie jest już stałe i przewidywalne, ale zmienne i zaskakujące. Nie jest logiczne i wewnętrznie spójne, ale pełne sprzeczności. Nie jest precyzyjne i niewątpliwe, ale niejasne i wieloznaczne. Nie jest obiektywnym wzorcem, zapewniającym abstrakcyjną regułę dla każdego konkretnego przypadku, lecz zależy od subiektywnego odczucia osób, uważających się za pokrzywdzone oraz ideologicznych przekonań sędziów, którzy nie czują się już związani precyzyjnymi przepisami, lecz wybierają sobie takie przepisy, jakie chcą i interpretują je zgodnie z osobistą wiarą. Słynna unijna praworządność polega na tym, że praworządne jest to, co robią dygnitarze UE, a niepraworządne jest to, czego nie lubią u innych, choćby było tym samym. O specyficznej praworządności UE dużo informacji można znaleźć na stronach Instytut Ordo Iuris

Obywatele UE mogą więc zmienić sobie płeć, ale coraz częściej instytucje UE i rządy pozbawiają ich w ogóle ochrony prawnej, jednocześnie zalewając bezprawnym prawem, coraz bardziej szczegółowym, coraz bardziej drobiazgowo wnikającym w codzienne życie ludzi. Prawo w instytucjach UE i państwach członkowskich stało się talmudyczne – uporczywie szczegółowe, niejasne, wieloznaczne i zależące od uznania sędziów, pełniących role rabinów. Życie ludzi Zachodu coraz bardziej zależy od procedur, urzędników i sędziów, interpretujących je zawsze na swoją korzyść.  

Zdrowie

Ludzie żyją coraz dłużej i niby coraz zdrowiej, a jednocześnie coraz częściej zapadają na nowotwory, coraz bardziej zależni są od coraz droższych procedur medycznych, coraz trudniej zdobyć im dostęp do lekarza, a ubezpieczenia są coraz droższe. Coraz więcej wydaje wpływów na środowisko człowieka daje się odczuć – w wodzie, powietrzu, lekach, pożywieniu. Coraz więcej promieniowania, coraz więcej szczepionek. Czy to jest zdrowe życie? Czy ochronie zdrowia służyła wielka akcja, w jaką z entuzjazmem zaangażowała się UE i państwa członkowskie, polegająca na zamknięciu szpitali, odmowie świadczeń medycznych, masowym szczepieniu eksperymentalnym, masowym ograniczeniu podstawowych praw obywatelskich? Czy objawem zdrowia jest rosnąca ilość zaburzeń psychicznych i depresji, samotności i prób samobójczych? Jeśli ktoś jeszcze myśli, że tak ma wyglądać zdrowie, to niech porówna sobie sytuację ludzi Zachodu pomiędzy dziś a latami 80 – tymi. Warto poczytać o tym i innych podobnych sprawach w książce Józefa Białka Czas Sodomy.

Państwo dobrobytu

Ludzie Zachodu, w Polsce także, a szczególnie młode pokolenia ściśle wiążą dobrobyt i opiekę państwa, tak, że od swoich przedstawicieli oczekują, aby zapewnili im darmowe rozdawnictwo dóbr. Mamy więc tedy rosnący kontyngent ludzi, uzależnionych od publicznych funduszy, zarówno po stronie odbiorców w postaci beneficjentów środków, jak i po stronie dystrybutorów, w postaci urzędników, przydzielających środki. Rozrost jednej grupy automatycznie pociąga rozrost drugiej i vice versa, obydwie są pasożytniczą masą, żerującą na ludziach, wykonujących pożyteczną pracę.  Cele i wartości UE, zakładające państwo opiekuńcze, wyrównujące nierówności można przeczytać na oficjalnych stronach UE.

Czym jest tego rodzaju administracja opisał Cyril Nothcote Parkinson w dwóch niewielkich książeczkach, opisujących dynamikę systemów urzędniczych: Prawo Parkinsona i Prawo Parkinsona po dziesięciu latach. Możemy też porównać sobie ilość osób, zatrudnionych w administracji rządowej i samorządowej z analogiczną ilością w roku 1989, i przemnożyć to przez średnią pensję krajową. Jeśli dodamy do tego armie urzędników różnych agend unijnych, utrzymywanych za pieniądze Europejczyków i przemnożymy przez średnią pensję unijną, co i tak będzie zaniżone, otrzymamy wynik, przyprawiający o zawrót głowy. Są to jednak realne koszty pokrywane z pracy realnych ludzi. Rosnące koszty życia nie powinny więc nikogo dziwić – luksus państwa opiekuńczego kosztuje, a jego skuteczność zmierza do tego, że dobrobyt mają ludzie związani z aparatem władzy, a reszta – biedę, nazywaną dobrobytem dla niepoznaki. Tak wygląda ideologia socjalizmu w praktyce. 

Finanse

Przy takich obciążeniach, wynikających z przyjęcia ideologii socjalizmu jako podstawy życia społecznego i gospodarczego nie można się dziwić, że rosną koszty i zadłużenie zarówno sfery publicznej, jak i prywatnej. Wszystko kosztuje coraz więcej, a wynajęci specjaliści, urzędnicy i politycy albo zagadują ludzi bzdurami, albo bezczelnie kłamią. Kłamią, że tego nie ma, albo że tak musi być, albo że dzieje się to samo. Putinflacja, koronainflacja i inne podobne absurdy służą tylko odwraceaiu uwagi od prawdziwych sprawców i ich działań. Pouczające będzie spojrzenie na tabelę relacji długu publicznego do PKB.

Państwa zadłużone są na potęgę, także firmy i osoby prywatne. Kto udziela tych pożyczek, kto decyduje, że wszystko musi być takie drogie, kto odpowiada za pojawiające się co jakiś czas kryzysy finansowe, jakie interesy realizuje, i że to wszystko nie jest przypadek, lecz konsekwentne  i planowe działanie, świadczą źródła. Zacząć można od książki Józefa Białka Czas niewolników,  a potem zagłębić się w dwa cykle książek: Song Hong Bing Wojna o pieniądz, oraz Michael E. Jones Jałowy pieniądz. Państwo opiekuńcze z jednej strony psuje ludzi, z drugiej strony prowadzi do zadłużenia i zależności państw od globalnych bankierów. Wzrost kosztów działalności, generowany przez zniewolone i przekupione rządy obciąża przedsiębiorców, to się przekłada na wzrost kosztów życia obywateli, wzrost ich zadłużenia, zależność od państwowego rozdawnictwa i od bankierów. Jak się na to nie spojrzy i nie przeliczy, finalnie zyskują tylko bankierzy. Warto porównać, jak wyglądały koszty życia i prowadzenia działalności w raku dajmy na to 1998.

Edukacja

Wychowanie i edukacja są polem bitwy, toczonym przez socjalistów, z czego nie zdają sobie sprawy uśpieni mieszkańcy Zachodu, także Polski. Niemal wszyscy narzekają na szkołę, zapominając, że do szkół podąża dziatwa, którą wpierw przez 7 lat wychowywali rodzice. To, co dzieje się w szkołach jest wypadkową tego, co robi szkoła z tym, jak zachowują się uczniowie. Wbrew obiegowej opinii postawa uczniów ma na szkołę wpływ porównywalny z tym, jaki szkoła wywiera na nich. Ani jedno, ani drugie nie wygląda dobrze. Stan psychiczny młodzieży jest coraz gorszy, pomimo rosnącej armii psychologów i innych specjalistów od dobrostanu. Pomimo, a może raczej dzięki temu – ta zależność czeka na opisanie i publikację, ja twierdzę, że wychowanie dzieci i młodzieży zostało celowo zepsute po to, aby zaburzyć funkcjonalne społeczeństwa, aby pogrążyły się w patologii. Wówczas ludzie mogą powierzyć swój los opiece społecznej, co obciąża państwo, zadłużone u bankierów, tak że staje się zadłużone i zależne jeszcze bardziej. Wychowanie młodych zależy jednak nie od młodych, ale od ich rodziców, a ci podlegają wpływom. Dawno temu były to wpływy prawdziwych mędrców, i wówczas wyrastali ludzie funkcjonalni. Teraz zaś ludzie Zachodu masowo przeszli pod opiekę specjalistów od samorozwoju i dobrostanu, co często jest zakamuflowaną sektą, a zwykle skutecznie wykoślawia człowieka. Proces ten trwa na Zachodzie, także w UE od lat 60-tych. Warto o tym poczytać: Amanda Montell Idź za mną, Michael E. Jones Libido Dominandi, Rebelia. Kościół katolicki i rewolucja kulturowa, Bogusław Śliwerski Współczesne teorie i nurty wychowania.

Zwichnięci wychowawczo ludzie trafiają do szkoły, która od początku XX wieku jest polem bitwy między ideologią socjalizmu, która ukrywa się za parawanem kolejnych reform edukacji a filozofią realistyczną, która po prostu chce nauczać tego, co jest. Szczególnie w od lat 60-tych XX w. szkoła znalazła się pod wpływem ideologii socjalizmu, ukrywającej się za podwójnym parawanem postmodernizmu i zaczęło się wielkie psucie tej bardzo ważnej instytucji społecznej.

Generalny szturm na szkołę zaczął się w latach 90-tych XX w., gdy jednocześnie dokonano podwójnej inwazji: edukacją zrównoważonego rozwoju i edukacją włączającą. Większość ludzi, także nauczycieli nie zdaje sprawy, co się w rzeczywistości stało, proces był bowiem rozłożony na 30 lat. Stopniowo szkoła zaprzestała nauczania większości wiedzy, wymagania i oceniania, a zaczęła kształtować postawy na pożądane przez ONZ i UE, zgodne z socjalistycznym wzorcem, opisanym przez H.G.Wellsa. Pod pozorem walki o dobrostan dzieci wprowadzono inwigilacje rodzin, kontrolę, indoktrynację i deprawację dzieci, zamieniając system edukacji w hodowlę niewolników, biologicznych robotów, uzależnionych od prowadzenia przez system i wsparcia psychologów. Upadek dotknął każdy etap szkolnictwa i całe społeczeństwo, wyłączając wybrane elity, mające dostęp do bardzo drogich szkół elitarnych, gdzie nadal naucza się po staremu.

W UE szkoła i wychowanie mają stać się jednym systemem, zastępującym rodziny i przejmującym wpływ wychowawczy z rąk rodziców, co zostało szczegółowo opisane w corocznym periodyku Komisji Europejskiej Europejski Monitor Kształcenia i Szkolenia za lata 2022 i 2023. Zamiary totalnej przebudowy edukacji  i tą drogą stworzenia nowego człowieka i budowy nowego społeczeństwa opisane są na stronie UNESCO oraz ONZ.

Jest to zgodne z założeniami budowy jednego światowego państwa socjalistycznego, jednego globalnego społeczeństwa, jednego centralnego rządu, koordynującego cały świat, opisanego przez H.G.Wellsa w książkach: Światowy mózg, Nowy porządek świata, Jawna konspiracja, Ocalenie cywilizacji. Rewolucyjne zmiany w szkołach, dokonywane w myśl ideologii socjalizmu i komunizmu opisuje książka Dariusza Rozwadowskiego Marksizm w edukacji. Szkolnictwo jako oręż w budowie nowego człowieka. Unijne plany przebudowy szkolnictwa, człowieka i społeczeństwa, nam bliskie, bo dotyczące m.in. polskich szkół oparte są o wzorce tzw. edukacji włączającej. Czym ona jest, opisałem we własnych dwóch opracowaniach: Model europejski Edukacji Włączającej oraz Edukacja włączająca dla Polski

Kto ma kontakt ze szkołą od środka, wie, że od połowy lat 90 – tych XX w. w polskich szkołach wciąż prowadzone są kolejne eksperymenty, które z czasem stały się codziennością. Szkoła tak bardzo chce się troszczyć o dobrostan uczniów i rozwój ich potencjału, że stopniowo usuwa wiedzę, a za to dąży do przejęcia całego ich życia. Tym należy tłumaczyć takie zjawiska szkolne, jak ocenianie kształtujące, powszechność oceny funkcjonalnej, dynamiczny wzrost ilości psychologów i innych specjalistów, dbających o dobrostan uczniów, przy galopującym braku nauczycieli przedmiotowych. Te zmiany pomoże zrozumieć niewielka książeczka Paolo Lionni Szkoła lipska i systematyczna destrukcja edukacji. A rola psychologów i psychoterapii dla budowy systemu władzy absolutnej systemu nad człowiekiem opisał słynny behawiorysta B.F.Skinner w książce Poza wolnością i godnością.

Religia i duchowość

UE, tak samo, jak i rządy większości państw europejskich są programowo antychrześcijańskie, a swoje wartości wywodzą z Rewolucji Francuskiej, czyli z gilotyny i Wandei. Zanim to się jednak stało widoczne wyraźnie, wcześniej nastąpiła wielka apostazja ludzi Zachodu, tak, że dziś możemy już twierdzić, że UE to kraj pogan. Ludzie wybrali dobrostan zamiast wiary, co wiedzie ich już tu na ziemi do niekończących się kryzysów psychicznych. Opisała to Brigid Delaney w książce Wellmania. W niezdrowej pogoni za dobrostanem. Zanim jednak doszło do masowej apostazji ludu Bożego, odbyła się nieuświadomiona apostazja większości hierarchii, rozpoczęta na Soborze Watykańskim II. Procesy te opisują następujące książki: Dariusz Rozwadowski Kościół w obliczu rewolucji. Marksistowski marsz przez instytucje Kościoła katolickiego, Dominique Bourmand Sto lat modernizmu. Źródła Soboru Watykańskiego II, Ralph M. Wiltgen Ren wpada do Tybru. Historia II Soboru Watykańskiego, Jacek Schmidt Kościół ducha.

Migracje i demografia

Umieściłem te dwa zjawiska razem, stanowią bowiem dwie strony tego samego zjawiska. Z jednej strony mamy społeczeństwa Zachodu, skupione głównie w UE, złożone z białych chrześcijan, którzy odeszli od swojej wiary, a których całe życie prywatne i publiczne staje się coraz bardziej dysfunkcyjne i zależne od instytucji publicznych. Widzimy też fakt obiektywny – dzietność i demografię, i widzimy, że białe społeczeństwa Zachodu, także Polski wymierają w oczach. Dzieje się to w okresie pokoju, dobrobytu, nieznanej dotąd prosperity Europy. Widocznie jednak ludziom wcale nie żyje się lepiej, bo wtedy rodziłoby się ich więcej, ale żyje się gorzej. I to wszystko w otoczeniu płomiennych wyznań polityków, że robią wszystko dla ludzi, i wśród zapewnień specjalistów, że świadczą opiekę najwyższej jakości. Najwyraźniej ludziom chodzi o coś innego, niż zapewnia im UE, bo wymierają, zamiast się mnożyć. Rodziny się rozsypują na skutek kryzysu małżeństw. Ludzie Zachodu, wychowani wedle nowoczesnych trendów są niedojrzali i nieodpowiedzialni, przyzwyczajeni, że państwo dba o nich bardziej, niż oni sami. To sprawia, że nie wytrzymują w małżeństwach lub z lenistwa nie zakładają ich wcale.

Z drugiej strony koszty życia zostały wyśrubowane tak wysoko, że ludzi po prostu nie stać na założenie i utrzymanie rodziny bez pomocy państwa. Z trzeciej strony państwo wdziera się do rodzin, ingerując w stosunki między małżonkami oraz między rodzicami i dziećmi. Rządy wykonują w ten sposób strategie ONZ i UE. Jednocześnie do Europy przybywają miliony obcych ludzi z Afryki i Azji. Są przyjmowani jako uchodźcy bez żadnego sprawdzania, Europa przyznaje im utrzymanie i socjal. Stwarzane są im komfortowe warunki życia, tak, aby nie musieli pracować i mogli zajmować się płodzeniem kolejnych pokoleń nachodźców Europy.

Ten proces nie jest spontaniczny, lecz celowy. Mówi o tym choćby dokument strategiczny Rady Europejskiej z 2010 r. pt. Projekt Europa 2030. Wyzwania i szanse. Projekt ten powstał już 100 lat temu i został opisany przez austriackiego arystokratę Richarda Koudenhove – Calergi w 1925 r. w książce Idealizm praktyczny. Zawiera koncepcję jednolitego państwa europejskiego bez narodów i państw narodowych, podobną zarówno do projektu, opisanego przez Wellsa, jak i przez Spinelliego, zawiera jednak istotną innowację. Ludność Europy należy podmienić, dotychczasowe narody Europy należy zastąpić nową rasą europejską, złożoną z imigrantów z Afryki i Azji, którzy genetycznie wymieszają się z białą rasą, i w ten sposób powstanie rasa negroidalna, podobna do ludności starożytnego Egiptu. Jeśli przyrównamy te założenia do polityki społecznej UE, zobaczymy właśnie to – depopulację białych Europejczyków i rozrost kolorowych. Oto więc zjednoczona Europa w pełnej krasie, na drodze da Paneuropy.        

Obronność

Od II Wojny Światowej zrobiono bardzo wiele, aby rozbroić Europę, i przyczyna była oczywista – aby nie było więcej wojny i holocaustu. Akcentowano potrzebę współpracy międzynarodowej w skali europejskiej i globalnej. Jednocześnie polityki społeczne promowały pacyfizm, feminizm i gender, co w praktyce prowadzi populację męską do zniewieścienia i psychicznej niedojrzałości. Tacy ludzie nie nadają się do armii, ani do małżeństwa, i w coraz mniejszym stopniu nadają się do pracy.  Jak dowodzą wcześniej przytoczone fakty i źródła są to celowe zabiegi, prowadzące do tego, aby narody Europy dały się bez oporu zdepopulować i podmienić skrycie na nową, negroidalną rasę. Oprócz pacyfizmu społecznego zadbano bardzo o to, aby nie było armii zdolnych do walki z realnym przeciwnikiem, a przemysł obronny nie był w stanie wyposażyć żadnej armii w komplet uzbrojenia. UE uczyniła Europę bezbronną, po to, aby można ja było przebudować od wewnątrz, a ochronę zewnętrzną zapewniała US ARMY.  

To wszystko jednak zmieniło się z dnia na dzień, gdy USA wycofały się z projektu globalnego i rozpoczęły starania o zawarcie pokoju z Rosją na Ukrainie. Nagle Europa została bez ochrony Ameryki, jednak najważniejsza obawa elit rządzących Europą polega na tym, że wszystkie polityki społeczne UE zostały zagrożone. Szczególnie czołowy Zielony Ład bez jakiego mocnego impulsu będzie kwestionowany przez coraz więcej państw. Postanowiono, że tym impulsem będzie wojna na Ukrainie i zagrożenie ze strony Rosji. Będzie ono medialnie podtrzymywane i wzmacniane. Zagrożenie wojenne będzie używane na wewnętrzny rynek unijny, po to, aby ludność Europy ze strachu przed Putinem zaakceptowała i wykonała wszelkie rozporządzenia unijnej władzy. Będzie ona utrzymywać na obszarze UE ciągły stan wojenny, co będzie pretekstem do ogromnego zadłużania państw, zwiększenia podatków, wywłaszczenia własności prywatnej, wchodzenia służb do rodzin, reżimu podobnego do kowidowego.

Państwa UE mają zostać pozbawione resztek suwerenności na rzecz Komisji Europejskiej i nowego sztabu generalnego. Nowa administracja terenowa ma być cywilno – wojskowa, i ma zyskać szczególne uprawnienia wobec ludności cywilnej, pod pretekstem tzw. gotowości i odstraszania Putina. Będzie to polegało na dalszym ograniczaniu praw obywatelskich i wolności słowa. Administracja będzie mogła na potrzeby obronności dysponować mieniem publicznym i prywatnym, a cała ludność zostanie uznana za zasób militarny do wykorzystania w celach obronnych. Jednocześnie społeczeństwo zostanie przeszkolone z  gotowości i odporności, czyli radzenia sobie z masowymi zagrożeniami bez państwa. Jest to zgodne z nową unijną taktyką mobilizacji społeczeństwa, opisaną w raporcie Sauli Niinisto, sporządzonym w październiku 2024 r. na zlecenie KE.

Polska będzie tworzyć tzw. Tarczę Wschód, która ma oficjalnie odstraszać Rosję, a de facto drażnić i wabić Rosję do ataku. Jeśli do niego dojdzie, unijna administracja w Polsce będzie miała władzę nad całym majątkiem publicznym i prywatnym, oraz nad ludźmi. Jedno i drugie będzie zasobem unijnym do wykorzystania na cele obronności. Tak więc przeszkodą dla wojsk nieprzyjaciela będzie ludność cywilna, wojsko bowiem będzie poza decyzyjnością Polaków, a UE będzie zajmować się ochroną swoich interesów na Ukrainie. W tej sprawie Parlament Europejski uchwalił Rezolucję w dniu 12 marca 2025 r.

Dokładna analiza Rezolucja wraz z wnioskami znajduje się TUTAJ.

Taki jest więc bilans Europy pod rządami UE – niepełny, choć to, co opisałem wygląda dość ponuro. Pytanie zasadne, dlaczego Europejczycy na to pozwalają, i jak długo będzie to jeszcze trwało. Odpowiedź na pytanie pierwsze należy rozdzielić na dwie części:  polityków i społeczeństwa. Jeśli chodzi o tych pierwszych, prawie wszystkie rządy państw członkowskich i sama UE rekrutują swoje kadry spośród trzech typów ludzi. Typ pierwszy to przedstawiciele tradycyjnego establishmentu Europy, ludzie, którzy świadomie wybrali zło i zdradzili swoje narody i państwa. Znajdują się w sytuacji podpisanych cyrografów, zaprzedali bowiem swoje dusze  i funkcjonują jako ludzkie kukły, napędzane energią diabła. Typ drugi to ludzie występni, mający na swoim koncie postępki na tyle poważne, że zarządcy UE mają czym ich szantażować, oferując jednocześnie apanaże. Typ trzeci to ponadprzeciętni głupcy, nie rozumiejący, w czym biorą udział. W Polsce typ pierwszy praktycznie nie występuje z uwagi na fizyczne zniszczenie naszych elit.

Jeśli chodzi o społeczeństwa podlegają one wpływom mediów i tzw. autorytetów społecznych, które wykonują nieustanne pranie mózgów na skalę masową, czemu poświęcono ogromną ilość środków.  Większość ludności UE jeszcze nie doświadczyła realnych skutków unijnego socjalizmu, a w każdym razie zbyt słabo, aby mogło to ich wybudzić z letargu. Są wciąż przyzwyczajeni, że Zachód to pokój, bezpieczeństwo i dobrobyt, i nie podejrzewają, do jakiego stopnia zdeprawowani są ich przywódcy. Nie zdają sobie jeszcze sprawy z tego, że pokój, bezpieczeństwo i dobrobyt nie istnieją dzięki UE, ale pomimo  niej, a jej struktury usilnie pracują nad tym, aby to wszystko ludziom odebrać.

Na pytanie, jak długo może to trwać nie da się obecnie udzielić jednolitej odpowiedzi, sytuacja jest bowiem dynamiczna. Dużo zależy od interakcji globalnych aktorów: USA, Rosji i Chin, oraz od tego, czy zarządcy UE zdecydują się na rozszerzenie wojny poza Ukrainę. Potrzebują oni tego konfliktu, aby pod jego osłoną przeprowadzić plany federalizacji UE, jednak wojna zaczyna im się wymykać z rąk, zmierzając do zakończenia na skutek negocjacji amerykańsko – rosyjskich. Na pewno będą próbowali wykorzystać napięcie wojenne i straszak rosyjski, aby wprowadzić na obszarze UE ciągły stan wojenny, dzięki któremu mają nadzieję spacyfikować Europę i ludziom odebrać sporą część wolności i własności. Będą też dążyć do ogromnego zadłużenia państw Europy, aby narodom trudniej było wydostać się z unijnego uścisku. Dzięki ich zabiegom możliwe są następujące procesy: wzrost inflacji i kosztów życia; prowokacje wojskowe pod fałszywą flagą na styku Polska / Białoruś / Ukraina, mające rozszerzyć wojnę ukraińską na Polskę; ataki ze strony imigrantów; zwiększenie przestępczości; spadek standardu życia; wzrost niepokojów i napięć; ograniczanie podstawowych wolności i swobód; cenzura mediów publicznych i prywatnych; chaos w szkołach; inwigilacja rodzin;  deprawacja dzieci i młodzieży.

Europa, w tym Polska właśnie ma okazję dostać się pod okupację Unii Europejskiej, używającej narzędzi w postaci Europejskiej Unii Obronnej oraz Wspólnej Polityki Obrony i Bezpieczeństwa. Narzędzie te nie są tworzone z myślą o powstrzymaniu ataku zewnętrznego przeciwnika, nie do tego ma służyć armia europejska według Spinelliego. EUO oraz WPBiO mają być narzędziem okupacji Europy i jej przebudowy w Paneuropę, co oznacza fizyczną likwidację narodów i państw narodowych, aby zastąpić je nową rasą europejską, złożoną w dużej mierze z imigrantów, i jednym totalitarnym państwem socjalistycznym. Armia europejska nie ma zaś bronić Paneuropy przed atakiem z zewnątrz, ale spełniać funkcję sił policyjnych, pacyfikujących objawy niezadowolenia likwidowanych narodów. Sfinansować mają to wszystko same narody za pomocą długu, który jest jednym z narzędzi do pozbawienia narodów i ludzi ich własności, co ma przyspieszyć ich likwidację. Nie bez powodu inwestycje obronne mają przede wszystkim koncentrować się na Ukrainie. Dla Paneuropy będzie ona terytorium całkowicie zależnym, wolnym od kontroli i wpływów likwidowanych narodów.

Co należy robić?

Przede wszystkim, zachować spokój i nie wpadać w panikę, to się rozpadnie.

Należy przede wszystkim nie dać się wciągnąć w wojnę, a jednocześnie monitorować imigrację do Polski, to są obecnie główne zagrożenia fizyczne. Nie należy ufać mediom głównego nurtu i politykom. Tych ostatnich pilnować na każdym kroku, aby nas nie sprzedawali i nie zdradzali interesów narodowych. Należy jednoczyć się w oddolne organizacje społeczne o profilu narodowym i niepodległościowym. W ramach tych organizacji przekazywać niniejszą wiedzę. Organizacje te powinny łączyć się w większe struktury, coś na kształt legalnego ruchu oporu społecznego przeciw likwidacji narodu i państwa polskiego. Za pomocą tych struktur należy  wywierać dopuszczalny prawnie nacisk każdego rodzaju na partie i polityków, aby nie wchodzili w strategie UE, a w szczególności w Europejską Unię Obronną, w zielony ład, imigrację i Europejski Obszar Edukacyjny.

Te cele dołączyć do programu każdej oddolnej organizacji społecznej o profilu propolskim. Polityków rozliczać nie z obietnic, ale z efektów. Uczyć się, jak zarządzać państwem i gospodarką, aby odtworzyć struktury zarządzania, gdy nastaną warunki do odzyskania niepodległości. Nie oglądać się na innych, tylko zacząć od siebie i samemu zacząć tworzyć struktury narodowe w swoim otoczeniu.

Docelowo należy opracować założenia zupełnie nowej polityki wewnętrznej i zagranicznej, poza strukturami UE, do czego będą potrzebni nowi ludzie w polityce, kierujący się interesem narodowym, a nie osobistym występkiem, zdradą i głupotą. Zręby tej polityki pod nazwą Program Wolnej Polski są już tworzone w ramach Instytutu Wiedzy Społecznej im. Krzysztofa Karonia, we współpracy ze Stowarzyszeniem Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi.

Bartosz Kopczyński

Towarzystwo Wiedzy Społecznej

Wiceprezydent Vance na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, czyli co powinien robić katolik. To do głębi wstrząsnęło gronem europejskich masonów.

J.D. Vance w Monachium, czyli co powinien robić katolik

Autor: AlterCabrio , 15 lutego 2025

W same Walentynki na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa przemawiał wiceprezydent Stanów Zjednoczonych James David Vance. Jego przemowa do głębi wstrząsnęła gronem europejskich masonów, obecnych na sali.

−∗−

Źródło zdjęcia: LINK

J.D. Vance w Monachium, czyli co powinien robić katolik

W same Walentynki na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa przemawiał wiceprezydent Stanów Zjednoczonych James David Vance. Jego przemowa do głębi wstrząsnęła gronem europejskich masonów, obecnych na sali.

Takiego czegoś nie słyszano w Europie od dziesięcioleci. W takiej imprezie na takiej sali siedzą najgrubsze ryby rządów, polityki, armii, gospodarki, nauki. Znamy ich zachowania z różnych unijnych okazji, gdzie puszą się swoją pychą jak pawimi ogonami, gdzie pławią się w luksusach, zrabowanych ludziom pracy, gdzie knują swoje krwiożercze spiski przeciw narodom, gdzie bezczelnie śmieją się w twarz prawdzie i sprawiedliwości, gdzie już nawet nie kryją się ze swoimi planami pełzającego ludobójstwa, gdzie bawią się swoimi kupionymi pajacykami, gdzie okazują głęboką pogardę ludziom i całej europejskiej tradycji. Oto „elity” Europy Zachodniej, oto siła wiodąca Unii Europejskiej, oto obrońcy demokracji i praw człowieka, oto masoński establishment, oto wyznawcy i słudzy Lucyfera. Oto ci, którym służy Paneuropejski Rząd Ukropoliński.

Przemówienie było krótkie i treściwe, opisywało obecną sytuację w Europie, przywołując przykłady Wielkiej Brytanii, Niemiec, Szwecji i Rumunii, a jego dominanty były następujące:

  • Europa odeszła od swoich własnych wartości, co po zmianie rządów w USA sytuuje ją w opozycji do obecnej polityki amerykańskiej.
  • Największe zagrożenie dla Europy, jej bezpieczeństwa, wartości, demokracji i praw człowieka nie stanowią Rosja i Chiny, lecz polityka europejskich elit rządzących.
  • Obecne elity europejskie nie mają legitymacji demokratycznej, prześladują swoje narody, naruszają prawa człowieka, krępują wolność słowa, postępują niedemokratycznie.
  • Polityka imigracyjna nie jest przypadkiem, lecz wynika ze świadomych decyzji politycznych i jest katastrofalna dla Europy, tak samo, jak dla USA.
  • Elity europejskie nie uzyskają niczego konstruktywnego, jeśli nie będą słuchały swoich narodów, a ludzi, którzy zgłaszają sprzeciw wsadzały do więzień.
  • Europejczycy mogą się nie zgadzać z obecnymi poglądami administracji USA, ale będą zmuszane do podporządkowania się im.

Patrząc na dotychczasową dynamikę polityki Donalda Trumpa, można ufać, że to nie były tylko czcze słowa, ale już zostały podjęte konkretne działania, a przemówienie było ich wyrazem. Był to więc nie tyle zimny prysznic dla unijnej kamaryli, ale raczej mocny cios pałą w łeb, wymierzony krótko po tym, jak USA odcięło swoje finansowanie dla lewackich organizacji, rozwalających narody od środka. Okazało się przy tym, w jakim stopniu cała lewacka działalność przeróżnych aktywistów była od samego początku narzędziem do przeprowadzania rewolucji. Narzędziem jakichś sił zewnętrznych do przejmowania władzy w państwach i zniewalania narodów. Prawa kobiet, klimat, zwierzątka, zboczenia seksualne, imigracja i inne lewackie patologie społeczne, jak się okazuje są i zawsze były narzędziem globalnej polityki, metodą prowadzenia wojny i podbijania terytorium innymi siłami.

Trump ustami Vance,a rzucił europejskim masonom wyzwanie – albo się podporządkujecie, albo wasze narody was zgniotą. Cytat z Jana Pawła II „nie lękajcie się” był skierowany nie do elit, najwyraźniej przerażonych, lecz do narodów. Zawiera zawoalowaną zapowiedź wspierania przez rząd USA europejskich ruchów niepodległościowych. Należy dobrze zrozumieć istotę nowej polityki USA wobec Europy.

To jest frontalne uderzenie w Unię Europejską oraz w Wielką Brytanię, połączone ze wspieraniem ruchów odśrodkowych. Tym można wytłumaczyć wspieranie przez Muska AfD i ujawnienie wieloletnich szajek gwałcicieli – pedofili w UK, skrycie wspierane przez rząd. Nie jest to więc polityka antyeuropejska, lecz antyunijna. Są ku temu dwa powody.

Powód pierwszy – wyłamanie się USA z projektu państwa globalnego. Od czasów II Wojny Światowej USA były używane przez twórców koncepcji globalnej, których zwę gnostykami. Użyli oni USA tak samo, jak wcześniej Imperium Brytyjskiego – najpierw pozwolili osiągnąć wielką potęgę, tą potęgą zdominować połowę globu, a potem pozostawić na upadłość.

Tak samo chcieli zrobić z Ameryką, ale tym razem w skali całego globu. Unia Europejskim była od początku projektem gnostyków z Ameryki, jako prototyp państwa globalnego. Celem Paneuropy jest budowa jednolitego państwa europejskiego i wymiana ludności, czyli usunięcie białych chrześcijan i zastąpienie ich nową rasą negroidalną, wyhodowaną za pomocą masowej imigracji z Afryki i Azji. Nowa rasa ma powstać poprzez zlanie się ich genów z resztkami genów europejskich, dobrowolnie lub poprzez gwałty.

Projekt państwa globalnego zakłada, że będzie tylko jedno państwo i jeden rząd, i żadnego innego. Państwo i rząd amerykański również musiałyby zniknąć, i temu próbuje teraz przeciwstawiać się Trump. Obecnie projekt globalny ograniczył się do Unii Europejskiej, Kanady i Australii. dlatego Trump przybywa da Europy, aby go unieszkodliwić. Najlepiej do tego nadają się ruchy narodowe, z zasady antyunijne.

Powód drugi to budowa własnej pozycji. Po rezygnacji z koncepcji globalnej USA muszą odnaleźć swoje miejsce w świecie, i wydaje się, że tym pomysłem jest rozszerzona doktryna Monroe. Pierwotnie oznaczała ona, że obie Ameryki są wyłączną strefą wpływów USA, teraz została rozszerzona na półkulę zachodnią. Wygląda na to, że Trump dąży do tego, aby Atlantyk stał się wewnętrznym morzem amerykańskim. W tym celu potrzebuje kontrolować Kanał Panamski, Kanał Sueski i Europę Zachodnią i Środkową. Kanałem Panamskim już się zajął, Kanał Sueski leży blisko Strefy Gazy, czym też energicznie się zajął, a przejęcie kontroli nad Europą to stare, dobre „Dziel i rządź”, co najlepiej wychodzi, gdy ma się do czynienia w wieloma podmiotami, które można rozgrywać, a żaden nie jest zbyt silny. Realizacja tego planu zakłada jak najszybsze zakończenie konfliktu na Ukrainie i ułożenia stosunków z Rosją i Chinami, dostosowanych do nowej koncepcji geopolitycznej USA. Preferuje ona rywalizację zamiast wojny. Trump myśli jak prywaciarz, chce zarobić, nawet czyimś kosztem, ale nie chce pozabijać wszystkich kontrahentów, jak robią to gnostycy.

Co z tego dla Polski? Ano bardzo wiele. Wszystko, co rozbija Unię Europejską jest dla nas dobre, tak samo jak zakończenie konfliktu ukraińskiego. Dotąd mocarstwo amerykańskie, prowadzone przez gnostyków szło w jednym zaprzęgu z gnostykami europejskimi. Teraz silny Trump postanowił się im postawić i podporządkować imperialnej polityce USA. Dla nas to lepsze, niż globalna polityka gnostyków. Gdyby była dalej uprawiana, Polska i Polacy byliby przeznaczeni do likwidacji i wymazania. Jeśli polityka imperialna Trumpa będzie konsekwentna, co być może, ale nie musi, na naszej granicy będzie przebiegała granica dwóch zasadniczych bloków sił. Polacy powinni to wykorzystać, aby być łącznikiem między światami, aby zostać Mostem i Strażnicą Eurazji.

Póki co, czeka nas walka z UE i władzami, które ją popierają. Walka ta polega na tym, że rząd atakuje własny naród, aby go unicestwić. Musimy wykorzystać sprzyjającą sytuację międzynarodową, aby zacząć budowę własnej pozycji, co oczywiście wymaga właściwych ludzi przy władzy – ludzi rozumnych o tożsamości polskiej, ludzi honoru. Jak na razie mamy ludzi nierozumnych o poliniackiej tożsamości, pozbawionych honoru, a jedyny rząd, jaki są w stanie sformować to Paneuropejski Rząd Ukropoliński, w skrócie PRUk.

Osobiście czuję satysfakcję, wiceprezydent USA potwierdził bowiem to, co głoszę od początku swojej działalności.

Nie miejmy złudzeń na przyszłość, Nie wybawi nas Donald Trump ani James David Vance, wybawić musimy się sami, ufni w Bożą łaskę. Vance zaś pokazał, jak powinien zachowywać się katolik – mówić prawdę i według niej postępować, a nie dogadywać się z kłamstwem dla pozornego kompromisu. Gdyby katolicy w Polsce tak postępowali, nie mieliby oszustów i kłamców u władzy, a pasterze Kościoła, zamiast służyć władzy gnostyków, służyliby Chrystusowi i prowadzili lud do zbawienia, a nie do NWO. Powinniśmy teraz poważnie potraktować wezwanie Jana Pawła II, powtórzone przez J.D.Vance,a – „NIE LĘKAJCIE SIĘ’ – mówić prawdy, służyć prawdzie, walczyć o prawdę. Dla katolików oznacza to Boga poznawać, Boga miłować, Bogu służyć. Nie Mamonowi, nie Mefistofelesowi, nie Molochowi, nie Lucyferowi, ale właśnie Bogu i ludziom.

Czytaj też: Jak bronić wolności

Już niebawem ukaże się Poradnik świadomego narodu, który opisuje rzeczywistość i podpowiada, jak robić właśnie to – służyć Bogu i ludziom.

______________

J.D.Vance w Monachium, czyli co powinien robić katolik, Bartosz Kopczyński, 15 lutego 2025

−∗−

Więcej: Bartosz Kopczyński

Wiceprezydent USA Vance uderza w Unię Europejską: “Największym zagrożeniem nie jest Rosja, lecz wy sami”.

Wiceprezydent USA J.D. Vance uderza w Unię Europejską: “Największym zagrożeniem nie jest Rosja, lecz wy sami”

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/wiceprezydent-usa-jd-vance-uderza-w-europe-najwiekszym-zagrozeniem-nie-jest-rosja-lecz-wy


Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa w 2025 roku stała się areną mocnego, bezprecedensowego wystąpienia amerykańskiego wiceprezydenta J.D. Vance’a, który w ostrych słowach skrytykował kierunek, w jakim zmierza Europa. Jego przemówienie wywołało konsternację wśród europejskich przywódców i może sygnalizować znaczące zmiany w relacjach transatlantyckich.

Vance, znany ze swojej bezkompromisowej retoryki, przedstawił diagnozę, która zaskoczyła wielu uczestników konferencji. Według wiceprezydenta USA, największe zagrożenie dla Europy nie przychodzi z zewnątrz – ani ze strony Rosji, ani Chin – ale tkwi w samej Europie. Chodzi o systematyczny odwrót od fundamentalnych wartości, które przez dekady stanowiły wspólny mianownik dla społeczeństw po obu stronach Atlantyku.

Szczególnie mocno amerykański polityk uderzył w kwestię wolności słowa i demokracji w Europie. Przywołał szereg niepokojących przykładów, w tym próby komisarzy Unii Europejskiej zmierzające do ograniczania dostępu do mediów społecznościowych podczas niepokojów społecznych. Nie oszczędził także poszczególnych krajów – skrytykował Szwecję za wyrok skazujący aktywistę uczestniczącego w paleniu Koranu oraz Wielką Brytanię za ograniczenia wolności religijnej.

Vance nie poprzestał na krytyce. Poruszył również kluczową kwestię europejskiego bezpieczeństwa, wzywając państwa Starego Kontynentu do wzięcia większej odpowiedzialności za własną obronę. Wiceprezydent podkreślił konieczność zwiększenia wydatków na obronność, sugerując, że Europa zbyt długo polegała na amerykańskich gwarancjach bezpieczeństwa.

Szczególnie mocno wybrzmiała krytyka europejskich elit politycznych. Vance oskarżył je o działanie w strachu przed własnymi wyborcami, przywołując przypadki unieważniania wyników wyborów, jak miało to miejsce w Rumunii. Według senatora, takie praktyki stoją w fundamentalnej sprzeczności z zasadami demokracji i podważają legitymizację europejskich instytucji.

W kontekście trwającego konfliktu między Rosją a Ukrainą, Vance zasygnalizował możliwość osiągnięcia “rozsądnego porozumienia” między stronami. Jednak warunkiem koniecznym jest, według niego, radykalne zwiększenie europejskiego zaangażowania w kwestie bezpieczeństwa. To stwierdzenie można odczytywać jako sygnał, że Stany Zjednoczone mogą oczekiwać od Europy większej samodzielności w rozwiązywaniu regionalnych konfliktów.

Wystąpienie Vance’a wpisuje się w szerszy trend rosnącego sceptycyzmu wobec kierunku, w jakim zmierza Europa. Wiceprezydent Vance zdaje się sugerować, że kontynent [to nie kontynent, panie dziejaszku, to UE. md] znajduje się na rozdrożu – między zachowaniem tradycyjnych wartości demokratycznych a dryfowaniem w stronę coraz większych ograniczeń wolności obywatelskich.

Szczególnie niepokojący jest, według Vance’a, kontrast między deklarowanym przywiązaniem do wartości demokratycznych a rzeczywistymi działaniami europejskich rządów. Wiceprezydent zwrócił uwagę na rosnącą przepaść między elitami a zwykłymi obywatelami, ostrzegając przed dalszym pogłębianiem tego podziału.

Przemówienie amerykańskiego wiceprezydenta może być zwiastunem głębszych zmian w relacjach transatlantyckich. Vance sugeruje, że Stany Zjednoczone mogą przewartościować swoje podejście do europejskich sojuszników, jeśli ci nie powrócą na ścieżkę pełnej demokracji i nie wezmą większej odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo.

Wystąpienie to z pewnością wywoła szereg reakcji ze strony europejskich przywódców i może stać się katalizatorem poważnej debaty o przyszłości relacji transatlantyckich. Pozostaje pytanie, czy Europa weźmie sobie do serca tę ostrą krytykę, czy też uzna ją za kolejny przejaw amerykańskiego unilateralizmu.

Ministerstwo Prawdy UE czyli kto zostanie agentem „dezinformacji”

Ministerstwo Prawdy UE czyli kto zostanie agentem „dezinformacji”

Autor: AlterCabrio , 15 stycznia 2025

To nie jest tylko walka z cenzurą — to walka o duszę naszej cywilizacji. Czy zaakceptujemy przyszłość, w której niewybierani biurokraci będą decydować, co możemy myśleć, mówić i w co wierzyć? Czy też będziemy stać twardo przeciwko tej pełzającej tyranii i domagać się powrotu do wolności i przejrzystości?

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Ministerstwo Prawdy UE: Przejęcie władzy przez globalistów pod przykrywką walki z „dezinformacją”

W przerażającym ruchu, który wygląda jakby wprost zaczerpnięty z powieści Orwella Rok 1984, Unia Europejska formalizuje swoją rolę strażnika informacji, tworząc „Centrum wymiany informacji i analiz” [Information Sharing and Analysis Center] w ramach Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych [European External Action Service – EEAS]. Deklarowany cel? Zwalczanie tak zwanych kampanii „dezinformacyjnych” prowadzonych przez zagranicznych aktorów, takich jak Rosja czy Chiny. Ale bez wątpienia nie chodzi tu o ochronę prawdy czy demokracji. To bezczelna próba globalistycznej elity UE, aby kontrolować sprzeciw wobec narracji, uciszać sprzeciw i przekształcić opinię publiczną tak, aby dostosować ją do ich własnej agendy.

Zasłona legitymizacji dla autorytarnej cenzury

Szef polityki zagranicznej UE, Josep Borrell, ukrył inicjatywę w szlachetnej retoryce, oświadczając, że dezinformacja podważa demokrację, zniekształcając opinię publiczną. Według Borrella demokracja nie może funkcjonować, jeśli obywatele nie mają dostępu do „dokładnych” informacji — zdefiniowanych, oczywiście, przez te same instytucje, które mają największe korzyści z tego aparatu cenzury.

Pod pretekstem ochrony demokracji UE pozycjonuje się jako arbiter prawdy. Ta scentralizowana platforma ma na celu monitorowanie, analizowanie i przeciwdziałanie „zmanipulowanym” informacjom w czasie rzeczywistym, koordynując działania z organizacjami pozarządowymi, państwami członkowskimi i agencjami cyber-bezpieczeństwa. W rzeczywistości infrastruktura ta ryzykuje, że stanie się bronią do tłumienia niezależnego dziennikarstwa, głosów sprzeciwu i wszelkich narracji kwestionujących stanowiska polityczne UE.

Oskarżenia o dezinformację jako broń

Przemówienie Borrella maluje jaskrawy obraz świata pogrążonego w chaosie, w którym rosyjscy i chińscy aktorzy prowadzą wojnę informacyjną, aby zdestabilizować państwa demokratyczne. To również może być prawdą. Jednak retoryka „zagrożenia egzystencjalnego” służy podwójnemu celowi: uzasadnia szeroko zakrojone interwencje w krajobraz medialny, jednocześnie odwracając uwagę od własnych niepowodzeń UE. Od rosnącej inflacji i kryzysów energetycznych po niezadowolenie społeczeństwa z polityki wobec Ukrainy. Zrzucanie winy na „zagraniczne manipulacje” wygodnie odsuwa odpowiedzialność od Brukseli.

Co więcej, UE już zablokowała rosyjskie media państwowe, takie jak RT i Sputnik, pod pretekstem walki z propagandą. Działania te, dalekie od promowania przejrzystości, stanowią niebezpieczny precedens: cenzurę podszywającą się pod ochronę.

Nowa fala cyfrowego totalitaryzmu

Fakt przyznania przez Borrella, że ​​kampanie dezinformacyjne istniały jeszcze przed wojną na Ukrainie, jest szczególnie wymowny. Polityk łączy te wysiłki z wcześniejszymi narracjami, takimi jak sceptycyzm podczas pandemii covid-19. Ujmując „walkę o narrację” jako trwającą bitwę, UE uzasadnia stale rozszerzający się nadzór i regulację platform internetowych oraz wywieranie presji na firmy takie jak Twitter, aby dostosowały się do jej celów. Ta centralizacja kontroli nad przestrzeniami cyfrowymi grozi erozją wolności słowa i dostępu do różnych punktów widzenia.

Prawdziwe cele: ty i ja

Podczas gdy UE twierdzi, że zwalcza „zagranicznych aktorów”, jej skupianie się na „toksyczności” informacji otwiera drzwi do kontrolowania wewnętrznego sprzeciwu. Język zwalczania „stronniczych wyborów” i zapewniania „jakości informacji” jest cienko zawoalowanym uzasadnieniem dla inżynierii narracji. Jeśli informacje sprzeczne ze światopoglądem UE są uznawane za „toksyczne”, to ile czasu minie, zanim celem cenzury staną się zwykli obywatele? Ile czasu minie, zanim krytycy polityki UE zostaną nazwani agentami „dezinformacji”?

Globalne implikacje

To nie jest tylko problem UE. Stworzenie globalnej sieci wymiany informacji oznacza, że ​​ideologiczne działania policyjne UE będą miały wpływ daleko poza jej granice. Poprzez współpracę z partnerami z Afryki, Ameryki Łacińskiej i Azji, UE eksportuje swój model cenzury do krajów o kruchych demokracjach, podważając zasady, których rzekomo broni.

Wezwanie do oporu

Utworzenie tak zwanego Ministerstwa Prawdy oznacza przerażającą eskalację wojny UE z wolnością słowa. Ujawnia globalistyczną agendę taką, jaka jest naprawdę: skoordynowanym wysiłkiem na rzecz centralizacji władzy, tłumienia sprzeciwu i kontrolowania narracji za wszelką cenę.

Musimy odrzucić ten atak na nasze podstawowe wolności. Możliwość kwestionowania, krytykowania i eksplorowania alternatywnych punktów widzenia jest podstawą każdej funkcjonującej demokracji. Jeśli pozwolimy UE dyktować, co stanowi „prawdę”, oddamy jej klucze do naszych umysłów, naszych wyborów i naszej przyszłości.

To nie jest tylko walka z cenzurą — to walka o duszę naszej cywilizacji. Czy zaakceptujemy przyszłość, w której niewybierani biurokraci będą decydować, co możemy myśleć, mówić i w co wierzyć? Czy też będziemy stać twardo przeciwko tej pełzającej tyranii i domagać się powrotu do wolności i przejrzystości?

______________

The EU’s Ministry of Truth: A Globalist Power Grab Disguised as a Fight Against ‘Disinformation’, RAIR Foundation, January 10, 2025

−∗−

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

——————

2 komentarze

AlterCabrio 15 stycznia 2025
_______

  1. Nie ma absolutnej wolności słowa, zwłaszcza związanej z przekazem informacji – uważa prof. Andrzej Zoll. Zdaniem byłego szefa Trybunału Konstytucyjnego “wolność jest zawsze ograniczona, chociażby wolnością innej osoby czy dobrem wspólnym”. Gość Polskiego Radia 24 mówił o tym w kontekście projektu dot. blokowania treści w internecie.Prof. Zoll o blokowaniu treści w sieci. “Nie ma bezwzględnej wolności”, 14.01.2025
  2. ——-Minister cyfryzacji wskazywał w poniedziałkowym “Graffiti”, że jest “odpowiedzialny za bezpieczeństwo ludzi w internecie, legalność treści, za to, żeby nie działy się sytuacje patologiczne, kiedy ktoś czyta o sobie albo bliskiej osobie, że umarła”. – Tekst jest powielany dziesiątki razy i nikt nie reaguje – powiedział Krzysztof Gawkowski. Prowadzący Marcin Fijołek zapytał polityka Nowej Lewicy o propozycję jego resortu, by to prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej wydawał nakazy blokowania treści w sieci. Zdaniem polityków Prawa i Sprawiedliwości to zapowiedź cenzury w internecie. – My chcemy wprowadzić procedurę administracyjną. Dlaczego UKE? Jest niezależny. Prezes jest wybierany na sześć lat (…). Po drugie jest procedura odwołania do sądu – odparł.Wicepremier założył się z dziennikarzem, 13 sty 2025 [17min]
  3. ——-Na szczęście mamy niezłomnych i odważnych obrońców (wolności słowa).
  4. Na pytanie o to, czy jeśli w internecie są rozpowszechniane treści, które mogą zagrażać zdrowiu publicznemu, np. w kwestii szczepień odpowiedział, że “działania rządu Mateusza Morawieckiego polegały właśnie na tym, że udostępniano bardzo szeroki wachlarz informacji sprawdzonych, zweryfikowanych przez lekarzy, ekspertów”. – Blokowanie takich kont, o ile nie jest w sposób bezsprzecznie udowodniony, że stoi za nimi jakaś agentura, jest moim zdaniem wylaniem dziecka z kąpielą, a jeżeli są działania nacelowane w polskie państwo, to ABW i inne służby mają do tego instrumenty przewidziane w ustawach i absolutnie nie ma potrzeby, aby inspektor sanitarny ze Słubic dokonywał takich działań – tłumaczył.
  5. Cieszyński uważa, że “ministerstwo cyfryzacji chciałoby, żeby policjant, funkcjonariusz ABW, inspektor sanitarny, a nawet funkcjonariusz kontroli skarbowej mogli cenzurować internet”. – I działoby się to w sposób, który nie dawałby realnej szansy na ocenę, czy to jest prawda, bo tych skarg mogłoby być tyle, że UKE działałby zachowawczo i wychodziłby z założenia, że jeżeli urzędnik się pomyli, to sąd to naprawi – stwierdził.Cieszyński o projekcie resortu cyfryzacji: to byłaby realna cenzura internetu, 14.01.2025

Dżihad: Europa – na życzenie jej władców – zapłonie jeszcze w tym roku?

Europa zapłonie jeszcze w tym roku?

Jacek Laskowski https://pch24.pl/europa-zaplonie-jeszcze-w-tym-roku/

(Oprac. PCh24.pl)

Wstrząsająca ofensywa syryjskiej al Kaidy, obalając reżim al Asada, przypieczętowała załamanie się geopolitycznego ładu na Bliskim Wschodzie, który rozpadał się już od „arabskiej zimy” 2010-11 r. Zwycięstwo islamistów przyspieszy to, co zwiastowała już napaść Rosji na Ukrainę. Wojna obejmie Europę, tyle, że nie za kilka lat, a już w tym roku. Przegniły do szpiku kości lewicowo-liberalnym rakiem kontynent sobie z nią nie poradzi.

Banałem jest stwierdzić, że Zachód się rozkłada. A jeszcze 35 lat temu, kiedy upadał komunizm, powszechnie uważano, jak Fukuyama, że oto nastał kres historii. Liberalna demokracja miała być ostatecznym stadium cywilizacji, objąć cały świat i trwać w wiecznym pokoju i konsumpcji. Nawet po 11 września 2001 r. mało kto dostrzegał początek nowej epoki konfrontacji, a co dopiero, że Zachód ją przegra. USA przeprowadziły błyskawiczną operację antyterrorystyczną w Afganistanie na końcu świata, o której szybko zapomniano, podobnie jak o interwencji w Iraku z 2003 r.

Lewicowy rak niszczy Zachód od środka
Tyle, że islamski terroryzm, mimo militarnych klęsk, ciągle się odradzał, bo znajdowały się kolejne tysiące gotowe umierać w dżihadzie, podczas gdy Zachód nie był gotów do żadnych poświęceń, a przeżerająca go od środka neomarksistowska ideologia wręcz dążyła do jego klęski. Po 1989 r. komunizm odniósł zwycięstwo zza grobu, bo zanim politycznie upadł, całkowicie zinfiltrował i zatruł duchowo elity Zachodu. Teraz zainfekowany neomarksizmem Zachód niszczy się sam. Jego skrajnie lewicowy establiszment żywi się tak naprawdę jedną ideą – fanatyczną nienawiścią do chrześcijaństwa i wszystkiego co z niego wyrasta.

Sam zupełnie niczego nie tworzy. Jedynym jego celem jest niekończąca się rewolucja, czyli niszczenie cywilizacji, nad którą jak rak mózgu przejął władzę, na wszelkich możliwych poziomach – religii, kultury, gospodarki, indywidualnej duszy, a ostatnio nawet biologii człowieka.

Jednym z przejawów tej dzikiej nienawiści do chrześcijaństwa jest ideologia multi-kulturalizmu, w ramach której lewica od lat 70-tych otworzyła Europę na masową imigrację zarobkową z krajów Afryki i Azji, równocześnie promując wśród Europejczyków bezdzietność, aborcję i antykoncepcję.

Doprowadziło to w ciągu dwóch pokoleń do zapaści demograficznej białych i wymiany etnicznej ludności kontynentu. Oficjalne motywy ekonomiczne tej polityki są tylko pozorem. Sztuczne wykreowanie dużych mniejszości kulturowych miało stanowić uzasadnienie ostatecznego usunięcia chrześcijaństwa z życia publicznego (rzekomo w obronie dyskryminowanych mniejszości), rozmyć dawne narody i stworzyć marksistowską utopię europejskiego superpaństwa bez tożsamości religijnej i narodowej.

Projekt ten zakładał, że ściągnięte do Europy obce grupy etniczne ulegną takiej samej laicyzacji jak rdzenni Europejczycy i staną się twardym zapleczem promującej je skrajnej lewicy. Tyle, że wbrew lewackim ideologom miliony muzułmanów się nie zasymilowały. Zaczęły za to przytłaczać swoją dzietnością z-ateizowanych Europejczyków.

„Islamska zima”

Świadomość tego uderzyła w Europę z całą ostrością po 2010 r., kiedy w świecie islamu wybuchła fala buntów społecznych nazywanych eufemistycznie „arabską wiosną”, chociaż tak naprawdę przetoczyła się zimą i wywołała mrożące skutki. Dość powiedzieć, że po interwencji w Afganistanie al Kaida była na krawędzi unicestwienia. Działało tylko kilka jej kilkusetosobowych komórek. Sam bin Laden przez 10 lat w zasadzie tylko się ukrywał. Do 2010 r. w całej Afryce Północnej istniała tylko jedna dogorywająca komórka al Kaidy Islamskiego Maghrebu, licząca 300 ludzi. „Arabska Zima” zmieniła wszystko w kilka miesięcy. Zamiast rojonej przez Zachód demokracji po całym świecie islamu zaczęły wyrastać terrorystyczne bojówki. Dzisiaj dziesiątki tysięcy islamistów chwytają przyczółki terytorium we wszystkich państwach Afryki Subsaharyjskiej, Libii, Nigerii, na egipskim Synaju, Somalii, a nawet w dalekim Mozambiku. Najgorsza okazała się jednak destabilizacja Syrii i Iraku. Radykalniejsze od al Kaidy Państwo Islamskie w latach 2012-14 opanowało terytorium zamieszkane przez kilka milionów ludzi i zagroziło obaleniem całego porządku społecznego.

Demograficzne samobójstwo dla 10-latków
Otworzyło to drogę do zalewu Europy już zupełnie nielegalną imigracją – wcale nie spontaniczną. Od zewnątrz organizują ją muzułmańskie gangi i dążące do wywołania kryzysu w Europie Turcja i Rosja, od wewnątrz kontrolujący Zachód lewico-liberalny establiszment. Wyrazem tego była słynna polityka „Herzlich willkommen” – całkowicie bezprawne a zupełnie bezkarne zaproszenie w 2015 r. przez kanclerz Niemiec Angelę Merkel milionów muzułmanów do UE.

Jak samobójcza jest ta polityka, można sobie uświadomić, dodając najprostsze liczby. Już przed 2015 r. muzułmanie w Niemczech stanowili około 5,5 % populacji. W praktyce oznacza to, że w młodszych rocznikach było ich co najmniej 10 %, bo dzietność muzułmanów jest znacznie wyższa od Europejczyków. W pojedynczym roczniku rodziło się w Niemczech około 350 tys. chłopców, co oznacza, że populacja mężczyzn, którzy dziś są w wieku poborowym (20-40 lat) wynosiła około 7 mln, z tego około 700 tys. muzułmanów. Na skutek Merkelowego „damy radę” w ciągu niecałych 2 lat do Niemiec napłynęło 1,5 mln imigrantów, w 3/4 młodych mężczyzn, przedstawianych jako wdowy i sieroty.

Populacja muzułmanów w wieku poborowym wzrosła więc skokowo do około 1,8 mln. Już w 2016 r. na 8 mln młodych mężczyzn, więcej niż co piąty miał muzułmańskie pochodzenie. A przecież kryzys migracyjny się nie skończył. Dalej co roku do Niemiec przybywa kilkaset tysięcy młodych muzułmanów. Sytuacja w mniejszych krajach zachodniej Europy jest równie katastrofalna.

Co teraz zrobić z tą hordą młodych niepracujących byczków? Albo pozwolić im sprowadzić muzułmańskie kobiety do Europy, co spowoduje napływ kolejnych milionów, albo tolerować gwałty na białych kobietach. Nawet według oficjalnych statystyk w Europie Zachodniej dochodzi do 100 tys. przestępstw seksualnych rocznie. W rzeczywistości zapewne jest znacznie więcej. To oczywiście lewakom i feministkom nie przeszkadza. Sami żyją w strzeżonych osiedlach dla „elit” i nie odczuwają skutków swojej polityki. Ich wrogiem jest biały „patriarchalny” mężczyzna.

Przegrana „wojna z terroryzmem”
Co oczywiste, porządek społeczny w Europie się załamie. Zanosiło się na to już po szokującym zdobyciu przez Państwo Islamskie Mosulu w 2014 r. Wówczas w morzu imigrantów dostały się do Europy tysiące terrorystów, a w drugą stronę popłynęły dziesiątki tysięcy ochotników do Państwa Islamskiego, uznając, że nadeszła chwila podrzynania gardeł „niewiernym”. Skutkowało to falą zamachów terrorystycznych z 2015-16 r. Nie było w Europie miesiąca bez masakry w strzelaninie lub staranowaniu samochodem.

Ta fala stopniowo wygasła, bo międzynarodowa interwencja zdołała w latach 2015-19 obalić Państwo Islamskie i zepchnąć je do podziemia. Trwałe stłumienie islamizmu przez militarne interwencje nie jest już jednak możliwe. Kiedy prezydent USA George Bush ponad 20 lat temu ogłaszał, że „wojna z terroryzmem” potrwa dekady, odbierano to jako szukanie pretekstu do przeciągania interwencji. Okazało się, że miał rację. Tyle, że wynik wojny okazał się inny niż oczekiwał. Wojna na Bliskim Wschodzie jest już przegrana. Znakiem tego było wycofanie się USA z Afganistanu w 2021 r. Zarazem przyspieszyło to klęskę, bo natychmiast cały kraj opanowali talibowie. Tysiące dżihadystów zyskały bezpieczną wyspę, z której mogą prowadzić ofensywy na całym świecie. Wprawdzie al Kaida pozostawała przez ten czas cicha i niewidoczna, ale to część jej ogólnej strategii przetrwania, przyjętej w ciągu 20 lat ukrywania się przed amerykańskim pościgiem. Tym różniła się od Państwa Islamskiego, które na fali chwilowego powodzenia w 2014 r. ostentacyjnie wzywało muzułmanów do światowego dżihadu, dążąc do obalenia międzynarodowego ładu i oskarżając al Kaidę o odstępstwo. Ściągnęło tym na siebie zagraniczną interwencję i klęskę.

Milczenie al Kaidy się opłaciło. Po agresji Rosji na Ukrainę i Izraela na Liban, zagraniczni sojusznicy dyktatora Syrii Baszara al Asada, odwrócili uwagę od zamrożonej od 5 lat wojny w Syrii. I tę nieuwagę wykorzystało syryjskie skrzydło al Kaidy. Piorunująca ofensywa z niewielkiej prowincji Idlib w ciągu zaledwie 11 dni obaliła reżim, który był bliski wygrania 13-letniej wojny. Niech nikogo nie mylą nic niemówiące i stale zmieniające się oficjalne nazwy islamskiego ugrupowania. Te zmiany były częścią tej samej strategii al Kaidy roztapiania się w szerszych organizacjach i schodzenia z oczu Zachodnim interwenientom.

Al Kaida znalazła się teraz w o niebo lepszej sytuacji niż Państwo Islamskie w 2014 r. Zmęczony i zajęty wojną na Ukrainie Zachód nie podejmie nowej interwencji. Al Kaida będzie więc miała olbrzymią swobodę działania (czego wyrazem jest świeża wizyta w Damaszku ugodowej delegacji UE).

Wszystko się posypie
Dotychczasowy porządek w regionie nie tylko jest nie do odtworzenia, ale sytuacja będzie się gwałtownie pogarszać. Al Kaida w przeciwieństwie do Państwa Islamskiego opanowała sztukę mydlenia oczu, ale cel – globalny islamski kalifat – pozostaje ten sam. Upadek Asada w Syrii ma zaś efekt uboczny. Rosja w ostatnich latach całkowicie wypchnęła Francję i jej wojska z dawnych kolonii w Afryce Subsaharyjskiej. Słabe armie tamtejszych państw liczą po kilkanaście tysięcy żołnierzy. Już w 2013 r. jedynie francuska interwencja uratowała Mali przed zajęciem przez al Kaidę Islamskiego Maghrebu. To głównie obecność Francji stabilizowała region. Jednakże kolejne dyktatury wojskowe na Sahelu krótkowzrocznie wyprosiły armię francuską i zastąpiły rosyjskimi najemnikami, zainteresowanymi jedynie eksploatacją lokalnych zasobów.

Stabilność regionu zależy teraz od kilku tysięcy najemników o wątpliwym morale ze stacjonującej tam Grupy Wagnera, przeorganizowanej po buncie z 2023 r. w „Afrika Korps”. Tyle, że Putin jest całkowicie pochłonięty wojną na Ukrainie i nie upilnował nawet tak ważnej dla niego Syrii. Przez bazy w Syrii szło zaopatrzenie dla wagnerowców w państwach Sahelu, teraz odcięte. Jakakolwiek silniejsza ofensywa saharyjskich dżihadystów doprowadzi do natychmiastowego załamania tamtejszych państw i tarcza rosyjskich najemników okaże się iluzją. Wypchnięta z regionu Francja nie przyjdzie nikomu z pomocą. Do ataków dochodzi bezustannie i wagnerowcy tracą w Afryce dziesiątki ludzi. Cały ład w Północnej Afryce wisi na włosku i w każdej chwili może się rozsypać jak domek z kart.

Można przewidzieć, co się wkrótce stanie w Europie Zachodniej. Powtórzy się sytuacja z 2015 r. Pod wpływem wydarzeń w Syrii uaktywnią się ukryte od lat komórki terrorystyczne i tysiące domorosłych islamistów, czujących, że nadchodzi ich dzień. Kontynent już w tym roku zaleje fala ataków i strzelanin, tyle że na znacznie większą skalę niż 10 lat temu, bo sytuacja demograficzna zmieniła się jeszcze bardziej na korzyść muzułmanów. Różnica będzie taka, że tym razem ta fala nie wygaśnie, bo nikt nie obali islamistycznych państw na Bliskim Wschodzie, które staną się niewyczerpanym rezerwuarem terrorystów. Otoczona pasem wyrastających emiratów Europa będzie ulegać dezintegracji.

Proces ten jeszcze wzmocni Rosja, która za wszelką cenę dąży do destabilizacji Europy przy pomocy imigrantów przerzucanych od 2021 r. przez Białoruś, by w ten sposób odwrócić uwagę od Ukrainy. Ukraina już od roku toczy wojnę z Rosją wyłącznie dzięki pomocy militarnej z Zachodu. Ustanie tej pomocy oznaczałoby natychmiastową klęskę i drugi rozbiór Ukrainy. Celem Putina jest jednak całkowite wchłonięcie i Ukrainy, Białorusi i państw bałtyckich oraz odbudowa imperium w granicach Związku Radzieckiego (wbrew różnym pseudo-realistycznym mędrkom, którzy do końca twierdzili, że Rosja żadnej agresji nie planuje, chociaż nawet zwykły zjadacz chleba bez pojęcia o polityce mógł z telewizji dowiedzieć się o zbliżającej się wojnie; a kiedy wojna wybuchła, ci sami mędrkowie twierdzą, że jej przyczyną było szczekanie NATO u bram Rosji, a metodą osiągnięcia pokoju odcięcie pomocy napadniętemu, żeby Rosja go szybciej podbiła, a potem napadła nas).

Trump przy pomocy Muska wzywa do buntu
Jaka na to będzie reakcja establiszmentu Unii Europejskiej? Udawanie zmiany polityki imigracyjnej oraz zwiększenie agresji przeciw „faszystom” i „rasistom”, czyli zwykłym ludziom, przenoszącym poparcie na partie „populistyczne” ze strachu przed zalewem islamu. Lewicowemu establiszmentowi UE wojna na Ukrainie najbardziej przeszkadza przez to, że rodzi możliwość powrotu demonów patriotyzmu. Najchętniej wróciłby on do tego, co było, czyli biznesów z Rosją i wojny z prawdziwym wrogiem, czyli do fanatycznego niszczenia resztek cywilizacji chrześcijańskiej poprzez walkę o „wolność, równość, braterstwo”, eko-religię, wymyślanie praw dla kolejnych zboczeń, mniejszości gatunkowych, rasowych i płciowych.

Wydawało się, że bezustannie pałowani i lżeni przez terror medialny normalni Europejczycy mogą już bezsilnie uciekać na wewnętrzną emigrację od coraz bardziej nieznośnej rzeczywistości. Zwycięstwo Donalda Trumpa wywołuje jednak wstrząs w lewicowych rządach Zachodu. Upadł rząd Niemiec. 6 stycznia dymisję zapowiedział ultra-lewicowy premier Kanady Justin Trudeau. Elon Musk zaczął kampanię agitacji na rzecz najbardziej anty-imigranckich sił w Europie, dotychczas traktowanych jak trędowaci. Zuchwale wzywa do głosowania na AfD w lutowych wyborach w Niemczech. Do tej pory na takie rzeczy pozwalały sobie tylko Niemcy i Bruksela, bezprawnie ingerując w wewnętrzne sprawy krajów UE i bezczelnie obalając lub kreując rządy we Włoszech, Grecji, czy Polsce.

Każdą wypowiedź Muska śledzi teraz cały świat. 2 stycznia odpalił przeciw brytyjskim socjalistom medialną bombę atomową. Wyciągnął sprawę tysięcy gwałtów na białych dziewczynkach (niektórych w wieku 11 lat), jakich dopuszczali się pakistańscy imigranci. Aferę tuszowały brytyjskie władze i policja, a zamiast bronić ofiar ścigały za „rasizm” i „islamofobię” ludzi próbujących ujawnić prawdę.

Nie ma bardziej upokarzającego aspektu islamizacji Europy i europejski establishment boi się sprawy jak ognia. Musk nie dał głosu wykluczonym. Prawie otwarcie wezwał do buntu. Wezwał do obalenia brytyjskiego rządu, a nawet do ustąpienia Nigela Farage’a, popularnego sprawcy Brexitu, przywódcy uważanej za skrajnie prawicową Partii Reform (dawniej „Brexit”). Farage nie chciał bowiem bronić z Muskiem Tommy’ego Robinsona, prawicowego działacza relacjonującego procesy muzułmańskich gwałcicieli, który za swoje anty-islamskie nagrania w sądzie trafił do więzienia. Bez wątpienia Musk działa w porozumieniu z Trumpem. Wprawdzie prezydent USA nie ma aż takiej mocy sprawczej, żeby sobie umeblować rządy w Europie. Swoją aktywnością może jednak doprowadzić do eksplozji społecznej frustracji Europejczyków, przez dekady tłamszonej przez terror lewicowego monopolu medialno-kulturowego. Wtedy nadchodzący kryzys będzie miał jeszcze gwałtowniejszy przebieg.

Wojna przyjdzie do Europy szybciej niż się spodziewa, tyle, że nie ze wchodu, a od środka. Polska zostanie wciśnięta między dwa śmiertelne zagrożenia. I jest na to kompletnie nieprzygotowana. Zatruwana duchowo przez tą samą skrajnie lewicową toksynę, sączącą się od dekad z organów Michnika, TVN-ów, Onet-ów i kontrolowana politycznie przez proniemiecką koalicję ryżego folksdojcza, która podrzuci nam muzułmańskie kukułcze jajo poprzez pakt migracyjny. Alternatywą są zaś rządy tchórzliwych pseudo-patriotów, którzy mieli przeciwdziałać zagrożeniu, a potulnie się pod unijne trendy dostosowali i jako uzasadnienie swojej władzy wymyślili rozdawnictwo socjalne poprzez 500+ i 14 emerytury.

Kryzys nadchodzi nieubłaganie. Trzeba szykować się jak Churchill na pot, krew i łzy, a nie obiecywać rozdawnictwo masła, kiedy potrzeba czołgów. Bez nich wkrótce zabiorą nam masło.

Jacek Laskowski

Holandia jest prześladowana – to nie jest teoria, to fakt. “Jesteśmy świadkami wymazywania naszego dziedzictwa i rozpadu naszych społeczności”

Wrogowie: „Imigracji należy żądać” czyli koniec jednorodności krajów europejskich

„Wymiana populacji” [population replacement]

Autor: AlterCabrio , 7 stycznia 2025

Meijeren podkreślił erozję holenderskich korzeni kulturowych, ostrzegając, że masowa imigracja osłabia wartości, język i tradycje, które definiują Holandię. „Nasza tożsamość narodowa jest stopniowo zastępowana przez wielokulturowe społeczeństwo bez stałych ram” – argumentował. To, jak powiedział, wzmacnia poczucie wyobcowania wśród rdzennej ludności i tworzy napięcia między grupami, torując drogę do większej kontroli rządowej pod pozorem utrzymania porządku. „Zdezorientowane społeczeństwo jest bardziej podatne na scentralizowaną władzę i globalistyczne plany”

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

„Wymiana populacji jest faktem”: holenderski poseł ujawnia sztucznie wywołany kryzys demograficzny w Holandii .

„Holandia jest prześladowana – to nie jest teoria, to fakt. Bez zdecydowanych działań będziemy świadkami wymazywania naszego dziedzictwa i rozpadu naszych społeczności” – oświadczył Gideon van Meijeren, poseł Forum for Democracy (FvD).

Podczas debaty na temat budżetu azylowego i migracyjnego na rok 2025 poseł Forum for Democracy (FvD) Gideon van Meijeren wygłosił śmiałą i ostrą krytykę holenderskiej polityki imigracyjnej, ujawniając jej niszczycielskie skutki społeczne i kulturowe.

Centralnym punktem jego przemówienia było użycie terminu „wymiana populacji” [population replacement], zwrotu, który wywołał intensywną debatę i kontrowersje w parlamencie. Wcześniej pojawiały się nawet wnioski mające na celu zakazanie jego używania. Niezrażony tym Meijeren bronił tego terminu jako faktycznego opisu zmian demograficznych spowodowanych masową imigracją, odmawiając ugięcia się pod parlamentarną cenzurą.

Meijeren rozpoczął od uznania humanitarnej odpowiedzialności za pomoc tym, którzy uciekają przed przemocą. Jednak później ostro zmienił temat, krytykując politykę otwartych granic kraju, twierdząc, że niekontrolowana imigracja przez dziesięciolecia doprowadziła do katastrofalnych skutków. Powołując się na statystyki Centralnego Biura Statystycznego (CBS), podkreślił drastyczną zmianę demograficzną: „Od 2000r. populacja Holandii wzrosła o ponad 2 miliony osób, z których około 95 procent ma pochodzenie migracyjne. Od tego czasu populacja osób o holenderskim pochodzeniu maleje, ponieważ umiera więcej osób niż rodzi się dzieci”.

Ostrzegał przed przyszłością, w której prawie połowa populacji będzie miała pochodzenie migracyjne, co opisał jako „celową transformację demograficzną”. Meijeren cytował historycznych zwolenników UE, takich jak Richard Coudenhove-Kalergi — teoretyk polityczny i jeden z pierwszych orędowników integracji europejskiej, który wyobrażał sobie zjednoczoną Europę ukształtowaną przez masową imigrację — oraz architektów polityki, takich jak Peter Sutherland, były szef ds. migracji ONZ i komisarz UE, często nazywany „ojcem globalizacji”. Meijeren oskarżył ich o promowanie globalistycznej agendy mającej na celu podważenie jednorodności narodowej.

„Peter Sutherland, były szef ds. migracji ONZ, powiedział w 2012r. dosłownie, że imigracji należy żądać, aby podważyć jednorodność krajów europejskich” — stwierdził Meijeren, podkreślając dodatkowo celowy charakter takiej polityki. Coudenhove-Kalergi w swojej pracy „Praktyczny idealizm” opisał, że masowa imigracja z Afryki i Bliskiego Wschodu doprowadzi do zmieszania, czego efektem będzie „rasa euro-azjatycko-negroidalna”.

W swoim przemówieniu Meijeren podkreślił również systemową porażkę obecnego podejścia do polityki imigracyjnej. Skrytykował brak odpowiedzialności i przejrzystości w procesie podejmowania decyzji, argumentując, że takie niepowodzenia jeszcze bardziej wyobcowują holenderską ludność i pogłębiają jej nieufność do instytucji rządowych. „Ludzie czują się niesłyszani i porzuceni przez te same systemy, które powinny chronić ich interesy” – powiedział, podkreślając rosnący rozdźwięk między obywatelami a decydentami.https://rumble.com/embed/v63fnsg/?pub=4

Cenzura wywołuje sprzeciw

Odniesienie Meijerena do „wymiany populacji” wywołało natychmiastowe sprzeciwy ze strony innych parlamentarzystów, powołujących się na wcześniejszy wniosek potępiający ten termin jako propagandę. Meijeren odpowiedział: „Nie może być tak, że większość parlamentarna decyduje w drodze uchwały o tym, czego mniejszość nie może powiedzieć. Podważa to nasz demokratyczny system równej reprezentacji”.

Omówił szczegółowo niebezpieczeństwa związane z tłumieniem konkretnej terminologii, łącząc je z szerszymi wysiłkami na rzecz stłumienia sprzeciwu i kontrolowania dyskursu publicznego. „Konstytucja chroni moją wolność wypowiedzi” – oświadczył. „Tłumienie języka jest narzędziem tłumienia idei. Kto reguluje język i zabrania słów, zapewnia tłumienie pewnych idei”. Według Meijerena stanowi to fundamentalny atak na zasady demokratyczne.

Ostrzegł, że bez zdecydowanych działań trwające zmiany demograficzne i kulturowe sprawią, że Holandia stanie się nie do poznania w ciągu kilku dekad. „Jesteśmy świadkami wymazywania naszego dziedzictwa i rozpadu naszych społeczności” – oświadczył. Meijeren argumentował, że ta trajektoria jest nie tylko niezrównoważona, ale także fundamentalnie niesprawiedliwa dla przyszłych pokoleń obywateli Holandii.

Pretekst humanitarny czy wyzysk?

Kwestionując humanitarną narrację polityki imigracyjnej, Meijeren argumentował, że większość osób ubiegających się o azyl nie ucieka przed sytuacjami zagrażającymi życiu, ale jest migrantami ekonomicznymi wykorzystującymi hojne państwo opiekuńcze Holandii. „Jeśli uciekasz przed wojną, dlaczego zostawiasz swoją rodzinę? Dlaczego przejeżdżasz przez osiem bezpiecznych krajów, żeby akurat tu przyjechać?” – pytał.

Meijeren podkreślił również zagrożenia związane z obecną polityką azylową, nazywając ją nieludzką i kontrproduktywną. Jako dowód na istnienie systemu, który zachęca do podróży zagrażających życiu, przytoczył niebezpieczne przeprawy przez Morze Śródziemne ułatwiane przez handlarzy ludźmi. „Wielu migrantów tonie, odnosi obrażenia lub staje się ofiarami handlu ludźmi i wykorzystywania, w tym dzieci i nieletni, którzy doświadczają poważnych urazów, a nawet przemocy seksualnej” — zauważył Meijeren. „Los tysięcy osób nie jest znany, po prostu znikają w chaosie systemu”. Te niedociągnięcia, argumentował, nie tylko szkodzą migrantom, ale także podważają zasadność holenderskiej polityki azylowej.

Koszt multikulturalizmu

Gideon van Meijeren twierdził, że skutki społeczne masowej imigracji wykraczają daleko poza doraźne kwestie humanitarne, zagrażając infrastrukturze kraju i podważając jego tożsamość kulturową.

Meijeren podkreślił erozję holenderskich korzeni kulturowych, ostrzegając, że masowa imigracja osłabia wartości, język i tradycje, które definiują Holandię. „Nasza tożsamość narodowa jest stopniowo zastępowana przez wielokulturowe społeczeństwo bez stałych ram” – argumentował. To, jak powiedział, wzmacnia poczucie wyobcowania wśród rdzennej ludności i tworzy napięcia między grupami, torując drogę do większej kontroli rządowej pod pozorem utrzymania porządku. „Zdezorientowane społeczeństwo jest bardziej podatne na scentralizowaną władzę i globalistyczne plany” – ostrzegł Meijeren, wiążąc ten proces z Celami Zrównoważonego Rozwoju (SDGs) ONZ i szerszym naciskiem na globalne zarządzanie.

Wyzwanie ze strony Meijerena wykraczało poza krytykę polityki, obejmując szersze potępienie tego, co opisał jako „europejską elitę technokratyczną”. Oskarżył te elity o priorytetowe traktowanie celów globalistycznych ponad dobrobyt i suwerenność poszczególnych narodów. „Naród holenderski zasługuje na przywódców, którzy walczą za niego, a nie za Brukselę” – stwierdził, przedstawiając swoje wezwanie do reform jako walkę o samą duszę Holandii.

Wezwanie do radykalnej reformy

Meijeren zakończył wystąpienie apelem o całkowitą przebudowę systemu azylowego i imigracyjnego, wzywając Holandię do opuszczenia UE w celu odzyskania suwerenności. „Dopóki będziemy związani dyktatami UE, nie będziemy mogli skutecznie kontrolować naszych granic ani definiować naszej polityki. Opuszczenie UE nie jest opcją — jest koniecznością”.

Meijeren przedstawił szereg praktycznych reform, w tym uchylenie międzynarodowych traktatów, takich jak Konwencja ONZ w sprawie uchodźców, i wprowadzenie stałych kontroli granicznych. Wezwał również Holandię do odzyskania suwerenności poprzez całkowite opuszczenie UE. „Dopiero wtedy będziemy mogli określić naszą politykę azylową i zdecydować, kogo wpuścić do naszego kraju” – stwierdził. Meijeren podkreślił, że bez tych zmian strukturalnych wszelkie tymczasowe środki będą jedynie „leczyć objawy, nie rozwiązując podstawowego problemu”.

Ponadto przemówienie Meijerena podkreśliło obciążenia ekonomiczne spowodowane masową imigracją, wskazując na rosnące bezrobocie wśród rodzimych obywateli i zwiększoną konkurencję o ograniczone zasoby. „To nie jest współczucie. To zaniedbywanie naszych własnych obywateli” – argumentował, wzywając rząd do przekierowania zasobów, aby w pierwszej kolejności wesprzeć obywateli Holandii.

Zakończył mocnym stwierdzeniem: „Dopiero wtedy możemy uczynić Holandię ponownie Holandią. Nasz kraj jest wart walki”. Obiecał: „Nawet jeśli będziemy musieli płynąć pod prąd, nawet jeśli będziemy stać sami, będziemy nadal walczyć o Holandię, jaką kiedyś znaliśmy. Ponieważ nasz kraj jest tego więcej niż wart”.

_______________

‘Population Replacement is a Fact’: Dutch MP Exposes the Netherlands’ Engineered Demographic Crisis (Video), Amy Mek, January 4, 2025

−∗−

BONUS:

Biała rasa na wymarciu przez podmianę kulturową! Dlaczego Polki lgną do czarnych? Robert Tamioła

Porcja jadu. Zatrute korzenie Unii Europejskiej (Stanisław Michalkiewicz)

Porcja jadu. Zatrute korzenie Unii Europejskiej (Stanisław Michalkiewicz)

https://sklep-niezalezna.pl/pl/p/MICHALKIEWICZ-Porcja-jadu.-Zatrute-korzenie-Unii-Europejskiej/1796

Czy są Państwo gotowi na porcję jadu? Tym razem Stanisław Michalkiewicz bierze na tapet historię Unii Europejskiej, aby dotrzeć do samych jej korzeni. Zatrutych korzeni. Opowieść, którą snuje w rozmowie z red. Markiem Skalskim, wielu może zaszokować, a niektórym z pewnością dostarczy brakujących elementów układanki. To pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy patrzą na dzisiejszą “Wspólnotę” i dogłębnie czują, że zostali oszukani. W końcu tak promowane “wejście do Europy” zupełnie rozminęło się z obietnicami, którymi byliśmy karmieni. Nastał więc moment, aby poznać prawdziwe plany, na których wsparli się architekci Unii Europejskiej.

W kręgach prounijnych powszechne jest przekonanie, że idea paneuropeizmu wykluła się w kręgach związanych z Ruchem Oporu z lat II wojny światowej. Przykładem tego ma być słynny już Manifest z Ventotene, którego autorem był Altiero Spinelli, uważany za jednego z “Ojców Założycieli” Unii Europejskiej. Podobne znaczenie przydawano publikacjom tzw. Movimento Federalista Europea.

Tymczasem rasistowskie przesłanie filozofii niemieckich nazistów nie jest wcale ideą narodową. Przeciwnie, jest ideą antynarodową. Hitler i jego akolici wielokrotnie dawali wyraz swojej pogardy dla suwerennych państw narodowych, zwłaszcza do małych narodów. Sam Führer o Europie, takiej jaka była w latach trzydziestych ubiegłego wieku, mówił jako o Kleinstaatengerümpel, czyli jako o rupieciarni małych państw. Oczywiście takiej “rupieciarni” nie zamierzał zbyt długo tolerować.

W 1943 roku w ramach Ministerstwa Spraw Zagranicznych III Rzeszy powołano specjalny oddział o nazwie Komitet Europejski, który miał się zająć opracowaniem konkretnej koncepcji politycznej przyszłej “Konfederacji Europejskiej”. Wcześniej to sam marszałek Hermann Göring wydał rozkaz, w wyniku którego powstał projekt “ekonomicznego zjednoczenia Europy na wielką skalę”.

Ktoś mógłby pomyśleć, że te hitlerowskie idee umarły wraz z ich twórcą, pogrzebane w ruinach gmachu Kancelarii Rzeszy w maju 1945 roku, a nawet jeśli nawet jacyś wyjątkowo dociekliwi badacze mieliby się doszukiwać jakichś podobieństw z podwalinami “naszej” Unii Europejskiej, to przecież można uznać, że takowe mogły ewoluować równolegle i myśl nazistowskich dygnitarzy żadnego wpływu na “Ojców Założycieli” Unii nie miała…

Można by oczywiście tak pomyśleć, gdyby nie kilka nazwisk osób odgrywających wyjątkowo ważne role w obu tych “europejskich projektach”.

Ze wstępu do książki

Komisja Europejska da nam 7 płci do wyboru. Zwariowali, ale bezczelni bandyci.

Komisja Europejska da nam 7 płci do wyboru. Kolejne idiotyczne przepisy, a Polska nie protestuje. Płaczek: Nikt nawet słowem nie wspomniał, że zwariowali

27.12.2024 komisja-europejska-zwariowali

Ursula von der Leyen
Ursula von der Leyen Fot. EPA/YANNIS KOLESIDIS

Komisja Europejska pod rządami Ursuli von der Leyen szykuje „Europejską Tożsamość Cyfrową”. Obywatele państw UE będą wybierać sobie spośród siedmiu płci – dwóch normalnych i pięciu baśniowych. Poseł Konfederacji Grzegorz Płaczek zwrócił uwagę, że Polska w żaden sposób nie sprzeciwiła się temu pomysłowi.

„Uwaga groźne! Obecnie w Komisji Europejskiej trwają prace nad European Digital Identity (EUDI), czyli Europejską Tożsamością Cyfrową, która ma na celu stworzenie powszechnie dostępnego systemu cyfrowej tożsamości dla obywateli. Komisja Europejska zaproponowała, aby użytkownik (w tym również każdy Polak) na etapie rejestracji w EUDI mógł mieć do wyboru SIEDEM PŁCI” – napisał na X poseł Konfederacji Grzegorz Płaczek.

Jak czytamy, moglibyśmy wybrać, niczym w klasę w starych grach RPG, płeć „męską; żeńską; inną; między (ang. ‘inter’); 5) zróżnicowaną (ang. ‘diverse’); 6) otwartą (ang. ‘open’) i 7) nieznaną”.

„Propozycja siedmiu płci (tzw. atrybutów określających płeć użytkowników) została zawarta w projekcie Rozporządzenia z 12.08.2024 r. [Ares(2024)5786783]” – podkreślił Grzegorz Płaczek.

„W odpowiedzi (podpisanej przez Sekretarza Stanu w Ministerstwie Cyfryzacji – BM.WP.056.32.2024) na moją interwencję poselską w tej kwestii, otrzymałem informację, iż Polska przekazała Komisji Europejskiej uwagę, iż… ‘w przeważającej większości usług płeć nie ma żadnego znaczenia i co więcej, jest daną wrażliwą.’ Ministerstwo Cyfryzacji zasugerowało zatem, aby wybór SIEDMIU płci był uznawany za ‘daną opcjonalną’ na terenie unii” – kontynuował poseł Konfederacji.

„Innymi słowy, strona polska NIE ZGŁOSIŁA sprzeciwy w kwestii planowanych SIEDMIU PŁCI, a jedynie… zgłosiła postulat, aby pole wyboru (które może zawierać aż SIEDEM płci), podczas rejestracji w EUDI, było… opcjonalne. Nikt nawet słowem nie wspomniał, że ktoś w Komisji Europejskiej zwariował” – podkreślił poseł Płaczek.

Poseł Płaczek zaznaczył, że ministerstwo cyfryzacji „nie dostrzega problemu, bowiem SIEDEM płci będzie obowiązywało tylko w tych krajach, które… będą chciały je na terenie Unii Europejskiej uwzględniać”.

„I właśnie dokładnie tutaj leży problem! W ten sposób Polska ‘nabrała wody w usta’ i dała ciche przyzwolenie, aby takie groźne lewicowe rozwiązanie ‘gdzieś’ na terenie Unii Europejskiej mogło zafunkcjonować. Najwyższy czas, aby Polska jasno sprzeciwiała się takim patologicznym planom, a nie tylko wyrażała tchórzliwe stanowisko, że… nie ma potrzeby publicznie pytać w systemie EUDI o płcie! Co za obrzydliwy unik!” – ocenił poseł Konfederacji.

„Ktoś mi podpowie, dokąd jako kraj zmierzamy?” – podsumował Grzegorz Płaczek.

Muzeum Koszmaru Zielonego Ładu

23 grudnia 2024 https://pch24.pl/muzeum-koszmaru-zielonego-ladu-w-koncu-dowiedzielibysmy-sie-ile-stara-unia-zarobila-na-kolonizacji-europy-srodkowej/

Muzeum Koszmaru Zielonego Ładu? W końcu dowiedzielibyśmy się, ile „stara Unia” zarobiła na kolonizacji Europy Środkowej

(PCh24TV)

„Miałem sen. Wreszcie – na gruzach zmiecionej z powierzchni ziemi przez wolnych Europejczyków Unii Europejskiej – powstała Unia Wolnych Państw Europy. Wszyscy – co do jednego – unijczycy oraz wszyscy – co do jednego – eurokraci zostali przegnani z Brukseli na cztery wiatry – przy aplauzie setek milionów Europejczyków”, pisze na łamach tygodnika „Do Rzeczy” Piotr Gabryel.

Jednym z elementów nowego świata bez UE, w wizji publicysty, jest Muzeum Koszmaru Zielonego Ładu, gdzie „z najmniejszymi szczegółami obliczono i zobrazowano, do jakiej to hekatomby zamierzali doprowadzić Europę działający wspólnie i w porozumieniu – jako zorganizowana grupa przestępcza – Frans Timmermans i jego wspólnicy od tzw. Zielonego Ładu”.

W muzeum, o którym pisze zastępca redaktora naczelnego tygodnika „Do Rzeczy” znalazłyby się również szczegółowe informacje o tym, jakie firmy: niemieckie, francuskie, belgijskie, holenderskie, włoskie etc. brały udział w „zielonym przekręcie” oraz „o ile setek miliardów euro już się wzbogaciły i jeszcze miały się wzbogacić na pogłębiającej się przez tzw. Zielony Ład nędzy obywateli państw UE – oczywiście głównie państw ze środkowej Europy”.

„To bowiem właśnie państwa tzw. starej Unii, czyli z Europy Zachodniej, zmówiły się, że zmuszą państwa tzw. nowej Unii, czyli z Europy Środkowej, najpierw do zamknięcia wszystkich kopalni węgla i zasilanych nim elektrowni i ciepłowni, a potem do kupowania od firm z państw tzw. starej Unii nowych źródeł zasilania w energię elektryczną i grzewczą oraz materiałów do ocieplenia domów. A także do wydawania kolejnych kroci na zakup od firm z Europy Zachodniej aut elektrycznych – zamiast spalinowych, których będą zmuszeni się pozbyć”, podsumowuje Piotr Gabryel.

Źródło: tygodnik „Do Rzeczy” TG

Unia Europejska zrujnuje Polaków. Oto konkretne EUROPODATKI

Tomasz Cukiernik: Unia Europejska zrujnuje Polaków. Oto konkretne EUROPODATKI

https://pch24.pl/tomasz-cukiernik-unia-europejska-zrujnuje-polakow-oto-konkretne-europodatki

Transformacja energetyczna w Unii Europejskiej zrujnuje nasze budżety i doprowadzi do gospodarczej zapaści. Mówił o tym w PCh24 TV Tomasz Cukiernik.

Tomasz Cukiernik od lat zajmuje się analizowaniem patologii socjalistycznej i klimatystycznej polityki Unii Europejskiej. Rozmawiał teraz na ten temat z red. Tomaszem Kolankiem w PCh24 TV.

Transformacja energetyczna rzeczywiście rujnuje nasze życie – i nie jest to proces nowy. Trwa on od kilku lat, a jego początki można datować co najmniej na moment, gdy ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla zaczęły znacząco wzrastać, czyli na lata 2019-2020. Ten wzrost miał bezpośredni wpływ na nasze wydatki – powiedział Tomasz Cukiernik.

Kiedy sektor energetyczny i przemysły energochłonne muszą kupować drogie uprawnienia do emisji CO₂, ich koszty działalności rosną. Przekłada się to na wyższe ceny produktów, takich jak energia elektryczna i cieplna. Trudno sobie wyobrazić działalność jakiejkolwiek firmy bez energii elektrycznej – korzystamy z niej także w domach, dlatego wyższe koszty energii uderzają bezpośrednio w każdego z nas – wskazał.

Jak mówił Tomasz Cukiernik, jedną z największych patologii jest system ETS2.

Wzrost kosztów energii oznacza również wyższe ceny wszystkich produktów i usług, gdyż żadna firma nie jest w stanie funkcjonować bez dostępu do energii. Uprawnienia do emisji to zatem rodzaj „zielonego europodatku”, który już dziś odczuwamy. Niestety, na horyzoncie są kolejne obciążenia – w roku 2027 ma zostać wprowadzony system ETS2. Spowoduje on radykalny wzrost kosztów ogrzewania oraz paliw silnikowych, co przełoży się na zwiększone wydatki na transport – powiedział ekspert.

Szacuje się, że w skali całego kraju straty wynikające z ETS2 mogą wynieść kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie – podobnie jak w przypadku obecnego systemu ETS1. Już teraz polska gospodarka traci z tego tytułu znaczące kwoty, sięgające również kilkudziesięciu miliardów złotych rocznie. Warto zaznaczyć, że ETS2 dotknie w dużej mierze także osoby fizyczne, choć firmy również poniosą dalsze koszty. Co więcej, na horyzoncie widać kolejne zielone podatki – zielone europodatki, których lista jest znacznie dłuższa niż tylko ETS1 i ETS2 – dodał gość red. Tomasza Kolanka.

Jak podkreślił krytyk zielonej transformacji UE, ETS jest w istocie parapodatkiem i papierem wartościowym zarazem.

ETS to w rzeczywistości podatek, który można uznać za rodzaj papieru wartościowego handlowanego na giełdzie w Lipsku. Uprawnienia do emisji dwutlenku węgla są przedmiotem obrotu między różnego rodzaju spekulantami. Można je kupować, sprzedawać, a w efekcie na nich zarabiać lub ponosić straty. Mechanizm funkcjonuje właśnie w ten sposób. Budżet państwa sprzedaje tak zwane darmowe uprawnienia, których z roku na rok jest coraz mniej, również na tej giełdzie w Lipsku. Wpływy z ich sprzedaży trafiają do budżetu, jednak trzeba pamiętać, że są one znacznie niższe niż koszty, jakie z tytułu tych uprawnień ponoszą firmy – czyli faktyczna, żywa gospodarka – mówił.

Tomasz Cukiernik zaznaczył, że ETS to nie jest bynajmniej jedyny zielony europodatek. Niestety, jest ich o wiele więcej…

Co poza ETS? Od 2021 roku płacimy również inny zielony europodatek – podatek od nierecyklingowanego plastiku. Jest to podatek, który, co ciekawe, bezpośrednio zasila budżet Unii Europejskiej. Obecnie jego wysokość przekracza dwa miliardy złotych rocznie, co oznacza, że z polskiej gospodarki wypływają znaczące środki, by trafić do unijnej kasy. W ciągu czterech lat – 2021, 2022, 2023 i 2024 – łączna kwota wynosi już ponad osiem miliardów złotych. Nie są to drobne sumy, choć w porównaniu z kosztami ETS-u można je uznać za mniejsze. Kolejnym podatkiem, który planuje wprowadzić Unia Europejska, jest graniczny podatek węglowy. Ma on być odpowiedzią na sytuację, w której system ETS doprowadził do wyprowadzania przemysłu poza granice Unii Europejskiej. Produkcja w Europie staje się coraz mniej opłacalna, a przedsiębiorstwa działające w UE tracą konkurencyjność – nie tylko z powodu ETS-u, ale także innych unijnych regulacji. Unia wpadła więc na pomysł wprowadzenia tego podatku, by obciążać firmy importujące produkty spoza UE. Nie ma to jednak wiele wspólnego z ochroną klimatu, a raczej z próbą wyrównania kosztów dla europejskich przedsiębiorstw. Podatek ten ma zacząć obowiązywać w 2026 roku. Ostatecznie jednak zapłacą go konsumenci, ponieważ koszty te zostaną na nich przerzucone – jak to zawsze bywa w przypadku podatków – mówił.

Kolejnym planowanym obciążeniem jest podatek CAFE, dotyczący emisji dwutlenku węgla przez nowe samochody spalinowe. Od 1 stycznia 2025 roku będą go płacić koncerny motoryzacyjne, co również wpłynie na ceny pojazdów i ich dostępność – wymieniał dalej Tomasz Cukiernik.

Podatek od samochodów spalinowych może być bardzo dotkliwy. Chodzi o naprawdę znaczące kwoty…

Limit emisji dwutlenku węgla dla samochodów został ustalony na poziomie 93,6 g CO₂ na kilometr. Za każdy gram przekroczenia tego limitu naliczany będzie podatek w wysokości 95 euro. Przeciętny rodzinny samochód spalinowy emituje około 140-150 g CO₂ na kilometr, co oznacza, że jego cena może wzrosnąć od 1 stycznia nawet o ponad 20 tysięcy złotychwyjaśnił gość PCh24 TV.

Nie jest to jednak regułą, ponieważ wpływ tego podatku zależy od polityki poszczególnych koncernów motoryzacyjnych. Podatek nie będzie naliczany od każdego pojedynczego samochodu, lecz na poziomie całego producenta. Jeśli koncern produkuje pojazdy hybrydowe lub elektryczne, które emitują mniej CO₂ (lub w przypadku elektrycznych – wcale), możliwe jest rozłożenie tego obciążenia na inne pojazdy, w tym spalinowe. Co ciekawe, nawet samochody hybrydowe nie spełniają obecnych limitów. Na przykład oszczędna Toyota Corolla Hybrid emituje około 100-105 g CO₂ na kilometr, co oznacza, że także w jej przypadku konieczne będzie uiszczenie podatku, choć w znacznie niższej kwocie. W 2030 roku sytuacja ma się jeszcze zaostrzyć – limit emisji zostanie obniżony do około 40 g CO₂ na kilometr. Osiągnięcie takiego poziomu przy obecnym stanie technologii będzie prawdopodobnie niemożliwe, co spowoduje radykalny wzrost podatku, nawet dwukrotny. Już teraz w przypadku pojazdów takich jak SUV-y, samochody sportowe czy modele z dużymi, paliwożernymi silnikami, dodatkowy koszt podatku może przekroczyć 50 tysięcy złotych – wskazał.

Tomasz Cukiernik podkreślił, że rząd Donalda Tuska nieszczególnie dba o polskie portfele…

Mamy więc podatek CAFE, ale także cały szereg innych unijnych, zielonych podatków powiązanych z kamieniami milowymi Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Po pierwsze, jest to podatek od korzystania z autostrad i dróg ekspresowych. Po drugie, podatek od rejestracji samochodów spalinowych, a po trzecie – podatek od posiadania takich pojazdów. Początkowo rząd Donalda Tuska zapowiadał, że podatek od posiadania samochodów spalinowych zostanie wstrzymany, a zamiast niego miały być oferowane dopłaty do zakupu samochodów elektrycznych. Ostatecznie jednak wszystko wskazuje na to, że podatek ten zostanie wprowadzony, choć w pierwszej kolejności będzie dotyczył jedynie przedsiębiorców – co rząd na razie niechętnie przyznaje – powiedział.

W sumie sytuacja jest zatem katastrofalna. – Do tego dochodzą inne podatki związane z KPO czy kamieniami milowymi, które niekoniecznie można zaliczyć do kategorii zielonych, jak choćby oskładkowanie umów cywilnoprawnych. Są jednak również dodatkowe opłaty o charakterze środowiskowym, takie jak: opłata od uwalniania metanu w kopalniach (od 2025 roku), opłata recyklingowa od toreb foliowych, opłata od produktów jednorazowego użytku wykonanych z tworzyw sztucznych, podatek opakowaniowy, obciążający producentów opakowań przeznaczonych na produkty sprzedawane gospodarstwom domowym. Podsumowując, unijnych, zielonych podatków i dodatkowych opłat jest całkiem sporo, a ich wpływ na gospodarkę będzie coraz bardziej odczuwalny – powiedział rozmówca red. Tomasza Kolanka.
Do tego dochodzi jeszcze na przykład dyrektywa budynkowa.

Oprócz podatków istnieją także inne obciążenia, które będziemy musieli ponieść, w tym konieczne inwestycje. Dotyczą one zarówno sektora publicznego, czyli będą finansowane z naszych podatków, jak i prywatnego, czyli bezpośrednio z naszych kieszeni. Przykładem są inwestycje związane z tzw. dyrektywą budynkową. Choć sama dyrektywa jeszcze nie weszła w życie, już teraz pojawiają się różnego rodzaju naciski, by rezygnować z tradycyjnych metod ogrzewania domów na rzecz fotowoltaiki czy pomp ciepła. Okazuje się jednak, że wielu ludzi nie jest w stanie sprostać finansowym konsekwencjom takich zmian. W szczególności dotyczy to pomp ciepła, które generują wysokie rachunki, często niemożliwe do opłacenia. W efekcie wiele osób czuje się oszukanych. Kiedy dyrektywa budynkowa zacznie obowiązywać, wprowadzone zmiany staną się obligatoryjne. Brak dostosowania się do nowych wymogów – w tym przeprowadzenia kosztownych remontów – będzie skutkował nakładaniem kar finansowych – opowiadał.

Widać wyraźnie, w jaki sposób Unia Europejska coraz mocniej obciąża nasze domowe budżety i rujnuje nasze życie. Perspektywy są, niestety, bardzo niedobre – podsumował.

Zapis jest zredagowaną wersją części rozmowy z kanału PCh24 TV. Całość rozmowy do obejrzenia poniżej.

Sabotaż klimatyczny. Jak transformacja energetyczna rujnuje nasze życie

Sabotaż klimatyczny! Skutki będą katastrofalne

16.11.2024 Autor:Redakcja NCzas sabotaz-klimatyczny

Wiatraki
Wiatraki. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay

Realizowanej przez polski rząd polityki wobec branży energetycznej nie można nazwać inaczej niż sabotażem, który będzie miał katastrofalne skutki dla gospodarki i całego społeczeństwa – mówi z rozmowie z „Najwyższym Czasem!” redaktor Tomasz Cukiernik w związku z wydaniem jego najnowszej książki „Sabotaż klimatyczny. Jak transformacja energetyczna rujnuje nasze życie”.

Redakcja NCZ!: Skąd pomysł na taką książkę?

Tomasz Cukiernik: – Wśród opinii publicznej – bombardowanej dezinformacją i zmanipulowanymi faktami – panuje błędne przekonanie na temat tzw. transformacji energetycznej. Chciałbym, aby moja książka była odtrutką na ciągle powtarzaną propagandę i dezinformację medialną oraz mity dotyczące Europejskiego Zielonego Ładu, energetyki węglowej oraz odnawialnych źródeł energii.

Jakie to mity?

– W pierwszym rozdziale wskazuję na gigantyczne koszty realizowanej przez polskich polityków unijnej polityki energetyczno-klimatycznej, w tym Zielonego Ładu: niepotrzebne inwestycje na niewyobrażalną skalę, cała gama zielonych europodatków, które po części już płacimy, a następne będą stopniowo wdrażane, uderzenie w wolność wyboru i we własność prywatną oraz pozbycie się suwerenności i bezpieczeństwa energetycznego. W kolejnych rozdziałach tłumaczę, dlaczego farmy wiatrowe i fotowoltaiczne nigdy nie zastąpią energetyki konwencjonalnej – a to dlatego, że nawet Bruksela miliardami euro nie zmieni praw fizyki.

Prostuję kłamstwa o dopłatach: państwo i Unia Europejska na olbrzymią skalę dotuje budowę i funkcjonowanie instalacji odnawialnych źródeł energii, a w przypadku górnictwa węglowego wspierana jest przede wszystkim redukcja mocy wydobywczych i likwidacja kopalni. Gdyby w górnictwie dotacje miały iść na rozwój, tak jak to jest w przypadku OZE, to byłyby wspierane inwestycje w otwieranie nowych ścian wydobywczych. Z kolei gdyby w przypadku OZE dotacje wydawano na to, na co idą w górnictwie, to powinny iść na demontaż i utylizację wiatraków i paneli słonecznych.

Nieprawdą jest też, że w Polsce kończy się węgiel – w rzeczywistości starczyłoby go na 800 lat. Zafałszowaniem jest także to, że nikt nie chce w węgiel inwestować – w rzeczywistości to polskie rządy blokują takie inwestycje. Na przykład ostatnio australijska spółka GreenX Metals wygrała postępowanie arbitrażowe przeciwko polskim władzom w sprawie niezrealizowania projektu budowy kopalni węgla kamiennego i my jako podatnicy będziemy musieli zapłacić ponad 1,3 mld zł odszkodowania. Istotne jest też to, że cała ta tzw. transformacja energetyczna realizowana jest wbrew nie tylko zdrowemu rozsądkowi, ale i wbrew prawom ekonomii. Unia Europejska na siłę – depcząc zasady rynkowe i wykorzystując szczególnie nam bardzo źle kojarzące się centralne sterowanie i interwencjonizm państwowy – przekształca całą gospodarkę, by doprowadzić do urojonej zeroemisyjności. A tymczasem choćby pojęcie miksu energetycznego w skali roku czy miesiąca to rodzaj oszustwa wtłaczanego opinii publicznej. A to dlatego, że istotne jest jedynie to, ile energii elektrycznej produkuje się w danym momencie i to, że musi ono wypełnić zapotrzebowanie tego danego momentu.

Skąd tytuł książki?

– Sabotażem określam proces likwidacji przez kolejne władze górnictwa i energetyki węglowej pod dyktando Brukseli. A to dlatego, że doprowadzi on do katastrofalnych skutków: ruiny gospodarki i ubóstwa obywateli. Odczuwamy to już teraz wzrostem cen energii elektrycznej i cieplnej. Z tego powodu zamykane są dziesiątki tysięcy małych firm, które nie wytrzymują tych wzrostów. Ale to początek. Armagedon drobnej działalności gospodarczej dopiero przed nami. Z kolei zwykłych ludzi nie będzie stać na ogrzanie własnego domu, nie wspominając o niepotrzebnych, ale obowiązkowych inwestycjach w panele fotowoltaiczne i pompy ciepła. Natomiast słowo „klimatyczny” odnosi się do pretekstu, pod jakim przeprowadzana jest cała ta rewolucja. Ja tylko powiem, że jeśli weźmiemy pod uwagę dwutlenek węgla emitowany łącznie przez procesy naturalne i przez człowieka, to Unia Europejska emituje 0,3 proc. całości, a Polska – 0,03 proc. I mamy zarżnąć całe gospodarki tylko po to, by tę niemającą właściwie żadnego znaczenia emisję ograniczyć. Czyż to nie jest sabotaż? Dodam, że w Chinach wydobywa się 53 razy więcej węgla niż w Polsce, a chińskie elektrownie węglowe emitują 33 razy więcej CO2 od polskich, ale to Polska, która odpowiadała zaledwie za… 1 proc. światowej produkcji węgla, ma ratować klimat, a nie Chiny.

Jaką konkretnie tematykę poruszasz w książce?

– Przede wszystkim próbuję odkłamywać rzeczywistość. Społeczeństwo zmanipulowane dezinformacją medialną i propagandą polityków nie zdaje sobie sprawy, że aktualnie w Polsce – na rozkaz płynący z Brukseli – odbywa się bardzo głęboka rewolucja. Jej efektem będzie to, że Polska, która u progu tej rewolucji była krajem suwerennym i bezpiecznym energetycznie, stanie się krajem uzależnionym energetycznie od czynników i sił zewnętrznych. W rezultacie przekłada się to również na całą gospodarkę – najpierw dojdzie do rosnących cen energii eklektycznej i cieplnej – z czym już mamy do czynienia, a wkrótce czekają nas braki energii i blackouty. A żadna współczesna gospodarka nie może funkcjonować bez energii. Oznacza to, że realizacja tej polityki prowadzi do destrukcji całej polskiej gospodarki. To jednocześnie poskutkuje tym, że narazimy się na utratę choćby możliwości poprawy bezpieczeństwa militarnego – zniszczona gospodarka nie wytworzy nadwyżek, które można by przeznaczyć na żołnierzy i uzbrojenie, nie wspominając o tym, że w kraju nie będzie nawet hut, które mogłyby wytwarzać stal do produkcji uzbrojenia.

No ale czy jednak ta polityka klimatyczna nie spowoduje, że będziemy żyli w czystszym środowisku? To argument często podnoszony przez zwolenników „zielonej” transformacji.

– Polityka klimatyczna nie ma nic wspólnego z ochroną środowiska. To dwie całkowicie odmienne sprawy. Aktualnie w powietrzu jest około 0,04 proc. dwutlenku węgla i jest to jedna z niższych wartości w historii geologicznej. CO2 jest konieczny do procesu fotosyntezy i wszystko wskazuje na to, że przy aktualnym poziomie rośliny są na głodzie węglowym. Właściciele szklarni tłoczą do środka ten gaz, aby było go czterokrotnie więcej. Wtedy hodowane rośliny szybciej rosną. Naukowcy obliczają, że gdyby poziom dwutlenku węgla w powietrzu spadł o połowę, to przestałby zachodzić proces fotosyntezy, a to oznacza koniec życia na Ziemi w postaci, jaką znamy. Czy o to chodzi tym, którzy promują całą tę ideologię klimatyzmu?

No to może chociaż po zrealizowaniu całej tej transformacji energetycznej dojdziemy, o ile nie do darmowej, to może chociaż do bardzo niskich cen energii?

– To kolejne kłamstwo. Badanie zlecone przez BusinessEurope wykazało, że do 2050 roku w ramach scenariusza, w którym cele klimatyczne są osiągane bez większych zakłóceń, koszty wytwarzania energii elektrycznej w Unii Europejskiej będą co najmniej o 50 proc. wyższe niż w USA i Chinach. Z kolei w scenariuszu „trudności transformacyjnych” koszty te mogą być nawet trzykrotnie wyższe niż u głównych konkurentów.

Z pewnością zaletą książki jest to, że nie tylko krytykujesz politykę klimatyczną, ale też dajesz pozytywną alternatywę, a to już rzadkość…

– Na ten temat jest cały ostatni rozdział. Porównuję koszty produkcji energii elektrycznej z różnych źródeł i wychodzą bardzo ciekawe wnioski. Okazuje się, że nawet z podatkiem ETS w Polsce najtańsza jest energia produkowana z węgla brunatnego. Z kolei moja rozmowa z dr. Grzegorzem Chocianem pokazuje, w jaki sposób Polska mogłaby zablokować ten skrajnie szkodzący nam Europejski Zielony Ład.

Czy nie obawiasz się hejtu ze strony osób, które wierzą w całą tę ideologię klimatyzmu?

– Jestem przyzwyczajony do hejtu, który na mnie spadł, choćby po wydaniu mojej poprzedniej książki „Dwadzieścia lat w Unii. Bilans członkostwa”. Pisząc „Sabotaż klimatyczny”, zrobiłem wszystko, by nikt nie mógł się do niczego przyczepić. Przede wszystkim opieram się na autorytetach w tej dziedzinie: wykładowcach akademickich i praktykach z branży. Przedmowę do mojej książki napisał prof. Wojciech Naworyta z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, a konsultację merytoryczną przeprowadził dr inż. Mirosław Gajer z tej samej uczelni (teksty Pana profesora często goszczą na naszych łamach – dop. red.). Z kolei na końcu książki czytelnik znajdzie bogatą bibliografię, z której korzystałem przy pisaniu.

Zdecydowana większość organizacji ekologicznych wspiera działania pro-klimatyczne. A tymczasem na okładce tak wywrotowej książki, pokazującej problem z odmiennego punktu widzenia, poza logotypem między innymi „Najwyższego Czasu!”, znalazły się także logotypy organizacji ekologicznych…

– Trzeba odróżnić organizacje ekoterrorystyczne wspierane finansowo przez różne fundacje mniej lub bardziej bezpośrednio powiązane z możnymi tego świata, takimi jak ci od Wielkiego Resetu czy rządy niektórych państw, których celem jest zamiana Ziemi w obóz koncentracyjny, od organizacji prawdziwie ekologicznych, które właśnie objęły patronat nad moją książką: Fundacja Konstruktywnej Ekologii EcoProBono, Polski Klub Ekologiczny 80 i Międzynarodowy Instytut Polityki Strategii Ekologicznej.

Książka red. Tomasza Cukiernika „Sabotaż klimatyczny. Jak transformacja energetyczna rujnuje nasze życie” jest do nabycia w oficjalnej księgarni Najwyższego Czasu: sklep-niezalezna.pl.


Spotkania otwarte Tomasza Cukiernika na temat książki:

20.11.2024 – godz. 17.00, Dąbrowa Górnicza, Villa Moda, ul. Kościuszki 4b.

23.11.2024 – godz. 16.00, Gliwice, ul. Prymasa Wyszyńskiego 7/2.

28.11.2024 – godz. 18.00, Kraków, ul. Św. Filipa 7.

1.12.2024 – godz. 15.00, Warszawa, wystąpienie podczas XV Konferencji Prawicy Wolnościowej, ul. Freta 39.

7.12.2024 – godz. 10-19, Kraków, Świąteczny Kiermasz Dobrej Książki, Restauracja Avangarda, Zyblikiewicza 1

13.12.2024 – godz. 18, Częstochowa, ul. Jagiellońska 59/65, sala konferencyjna na 1 piętrze

14.12.2024 – godz. 10-18, Toruń, Targi Książki Patriotycznej

21.12.2024 – godz. 10-18, Poznań, Targi Książki Patriotycznej

Elektryczność Polsce aż 4 razy droższa niż w Chinach!

Polska kopalnia węgla vs chińska elektrownia atomowa

Energetyka

Prąd w Polsce aż 4 razy droższy niż w Chinach! Ceny energii wzrosły dwukrotnie

Konrad Karpiuk 2024-11-15 superbiz/prad-w-polsce-az-4-razy-drozszy-niz-w-chinach

Jak podaje Polska Izba Gospodarcza Sprzedawców Węgla (PIGSW), ceny energii w Polsce są jednymi z najwyższymi w Europie. Koszty odbijają się na firmach, które muszą być konkurencyjne z firmami z Chin, które za prąd płacą aż cztery razy mniej!

Ceny energii w Polsce, a ceny energii w Chinach. Polskie firmy mogą mieć problem z konkurencyjnością

W raporcie PIGSW czytamy, że wzrost cen energii w Polsce wynika głównie z wysokich i wciąż rosnących kosztów uprawnień do emisji CO2. Uprawnienia w ramach unijnego systemu ETS opierają się na zasadzie “zanieczyszczający płaci”, czyli w zależności od poziomu emisji CO2, firmy energetyczne ponoszą dodatkowe koszty. To przekłada się na wyższe ceny energii u producentów, więc i dla przedsiębiorców i odbiorców prywatnych.

Zdaniem PIGSW gdyby nie system ETS, Polska energetyka oparta na węglu mogłaby mieć jedną z najniższych cen energii w Polsce. W raporcie porównano polską gospodarkę do Chińskiej, która ma podobny udział węgla w miksie energetycznym. W Polsce w 2023 roku węgiel stanowił o 63 proc. wyprodukowanej energii, a w Chinach 65 proc.

Chiny mają czterokrotnie tańszy prąd. Tam ceny spadają, u nas rosną

Cena energii w Polsce od stycznia 2024 wynosiła 1,15 zł/kWh, a w Chinach w przeliczeniu na polską walutę 0,30 zł/kWh. 

Jeszcze w 2019 roku cena za kWh energii w Polsce wynosiła 0,61 zł, a w Chinach 0,38 zł/kWh. To oznacza, że w Chinach cena za kWh energii spadła, a w Polsce wzrosła niemal dwukrotnie!

Jak podaje PIGSW elektrowni węglowych w Polsce wynosi 36 GW, w Chinach 1160 GW. Jednocześnie udział Polski w światowej emisji CO2 wynosi 0,84 proc., a udział Chin to 32,88 proc.

PIGSW wskazuje również, że Chiny budują nowe jednostki węglowe. Polska powoli wycofuje się z mocy węglowych, jednak perspektywa budowy elektrowni jądrowej jest dosyć odległa, niedawno minister przemysłu Marzena Czarnecka powiedziała, że realny termin uruchomienia pierwszego reaktora to 2040 rok! Przez ten czas Polska będzie skazana na korzystanie z drogich przez unijne opodatkowanie mocy węglowych i uzupełniania miksu energetycznego Odnawialnymi Źródłami Energii. [MD: Jeśli nie rozwali tej idiotycznej, komunistycznej Unii “Europejskiej”]

“Polacy stracą nawet połowę dochodu”. Prof. Mielczarski ostrzega przed Zielonym Ładem

“Polacy stracą nawet połowę dochodu”. Prof. Mielczarski ostrzega przed Zielonym Ładem polacy-straca-nawet-polowe-dochodu

"Polacy stracą nawet połowę dochodu". Prof. Mielczarski ostrzega przed Zielonym Ładem

Prof. Władysław Mielczarski wskazuje, że mocno zbiedniejemy przez Europejski Zielony Ład Fot. PTWP

– Zielony Ład będzie szczególnie kosztowny dla biedniejszych krajów europejskich. Np. Niemcy przez niego nieco zbiednieją, ale Polacy stracą nawet połowę dochodu liczonego na osobę – mówi portalowi WNP.PL prof. Władysław Mielczarski, ekspert ds. energetyki.

  • – Polityka Europejskiego Zielonego Ładu jest i będzie bardzo kosztowna. Przede wszystkim zaś jest ona niemożliwa do zrealizowania. Ustanowiono bowiem nierealne cele – uważa prof. Władysław Mielczarski, ekspert ds. energetyki.
  • – Żeby osiągnąć cele założone w Zielonym Ładzie, trzeba byłoby zamknąć cały przemysł, a ludzie musieliby się wyprowadzić ze swoich domów do namiotów – ironizuje nasz rozmówca.
  • Jak uważa prof. Władysław Mielczarski, Europejski Zielony Ład doprowadzi do utraty konkurencyjności europejskiego przemysłu.

Co oznaczać będzie realizacja założeń Europejskiego Zielonego Ładu?

– Na pewno polityka Europejskiego Zielonego Ładu jest i będzie bardzo kosztowna. Natomiast przede wszystkim jest ona niemożliwa do zrealizowania.

Ustanowiono bowiem nierealne cele. Unia Europejska chce osiągnąć zerowe emisje netto do 2050 roku. Jednak tego nie uda się osiągnąć.

Prof. Mielczarski: żeby osiągnąć cele założone w Zielonym Ładzie, trzeba byłoby zamknąć cały przemysł, a ludzie musieliby się wyprowadzić ze swoich domów do namiotów

Nie uda się?

– Gdyby chcieć to osiągnąć, trzeba byłoby zamknąć cały przemysł, a ludzie musieliby się wyprowadzić ze swoich domów do namiotów. Ironizuję, ale tak to właśnie wygląda.

Ten Europejski Zielony Ład będzie szczególnie kosztowny dla biedniejszych krajów europejskich, w tym dla Polski. Przykładowo Niemcy przez Europejski Zielony Ład nieco zbiednieją, ale Polacy stracą przez niego nawet połowę dochodu liczonego na osobę.

Oznaczać to będzie pauperyzację społeczeństw w UE. Ponadto będzie szybko postępować utrata konkurencyjności europejskiego przemysłu.

Niektórzy wskazują, że forsowanie rozwiązań z zakresu Europejskiego Zielonego Ładu wygląda jak jakiś sabotaż ze strony urzędników unijnych. Co pan o tym sądzi?

– Sytuacja jest teraz taka, że jak mówi stare przysłowie: „siali wiatr, a teraz zbierają burzę”. Unia Europejska chciała znaleźć sobie takie obszary, gdzie będzie lepsza od innych i wyprzedzi konkurencję.

Wymyślono przed laty, że będzie to sektor zielonej energetyki i rozwoju odnawialnych źródeł energii. Jednak UE mocno się przeliczyła. Okazało się bowiem, że kraje azjatyckie dużo lepiej opanowały te technologie.

Potrafią produkować o wiele taniej i teraz zalewają nas między innymi panelami fotowoltaicznymi czy samochodami elektrycznymi. To oni coraz więcej tych produktów sprzedają w Europie i na tym zarabiają. Natomiast firmy europejskie popadają w coraz większe tarapaty, musząc ponosić koszty wyśrubowanej polityki klimatycznej.

Oprócz powszechnie znanego podatku klimatycznego ETS (Europejski System Handlu Emisjami  – przyp. red.) coraz powszechniejszy staje się przymus inwestowania w „zielone” technologie poprzez wymagania ESG (z ang. Environmental, Social and Corporate Governance, środowisko, społeczna odpowiedzialność i ład korporacyjny) dotykające obszarów związanych z ochroną środowiska naturalnego, odpowiedzialnością społeczną i ładem korporacyjnym.

A chodzi między innymi o to, że przykładowo dana firma w UE nie otrzyma dziś kredytu, jeżeli nie udowodni, że jest „dość zielona” i musi kupować zieloną energię, samochody elektryczne i inne zupełnie jej niepotrzebne rzeczy. To wszystko kosztuje i przez to firmy europejskie tracą konkurencyjność wobec firm spoza Unii. I będą ją tracić nadal.

Ponad 20 lat temu grupa aktywistów zgłaszała postulaty walki z emisją gazów cieplarnianych. Mówiono o potrzebie walki ze zmianami klimatycznymi. Jednak to się potem wymknęło spod kontroli.

Obecnie masy ludzi w UE żyją z różnych grantów, propagując Europejski Zielony Ład. Oni otrzymują coraz to nowe granty i sami już uwierzyli w zieloną utopię. Dzisiaj przez to bardzo trudno zrobić krok w tył. Miliony ludzi bowiem dały się zindoktrynować. Takim przykładem jest znana aktywistka klimatyczna Greta Thunberg. Powstało coś na kształt nowej pseudoreligii.

Prof. Mielczarski: upiliśmy się Europejskim Zielonym Ładem

Czy da się to jeszcze odwrócić?

– Nie wierzę raczej w to, że się uda. Upiliśmy się bowiem całym tym Europejskim Zielonym Ładem. I jesteśmy jak alkoholik. On nie przestanie pić, dopóki sobie czegoś nie zrobi, dopóki nie przestraszy się swojego stanu.

W UE ludzie przez Europejski Zielony Ład mocno zbiednieją. Może dopiero wtedy do nich dotrze, że coś jest nie tak. Chyba innej drogi dla społeczeństw UE, jak przejście przez „smugę cienia”, nie ma.

Możliwe, że czeka nas okres upadku Europy. Przecież upadek Cesarstwa Rzymskiego też nastąpił. Za jakiś czas UE też może upaść. Zachodzi tutaj pytanie: czy potem Europa zdoła się odbudować i ile czasu jej to zajmie. Obecnie prym na świecie zaczyna wieść Azja. Teraz mamy czas Azji, która się rozwija i nie zawraca sobie głowy kwestiami ochrony klimatu.

Jako UE popełniamy zbiorowe samobójstwo. Być może jako UE musimy mocno upaść również pod względem cywilizacyjnym, żeby nadeszło otrzeźwienie.

Nie wszystkich będzie stać na to, żeby przystosować stare domy do nowych restrykcyjnych norm wynikających z założeń Europejskiego Zielonego Ładu. Jak się pan na to zapatruje?

– Oczywiście, że Europejski Zielony Ład będzie wywoływał zmiany społeczne i własnościowe. Wielu ludzi nie będzie stać na to, aby dostosować się do rygorystycznych norm. I zostaną oni wywłaszczeni.

Może będą musieli przenieść się do jakichś klitek w blokach z wielkiej płyty. A ich własność przejmą wielkie koncerny. Spójrzmy na Ukrainę, gdzie są olbrzymie gospodarstwa rolne. Tyle że one nie należą do Ukraińców, tylko do międzynarodowych koncernów. Trudno rozdzielać kwestie dalszego rozwoju gospodarczego od polityki.

Pomysły z Zielonym Ładem to są pomysły unijne. Reszta świata tym się nie przejmuje i stawia na rozwój. Niestety u nas polityka unijna ciągnie społeczeństwa i gospodarki w dół.

Problemem ostatnich ośmiu lat było to, że politycy dali się zaczarować środkami z tytułu Krajowego Planu Odbudowy i godzili się na wszystko, byle tylko uzyskać KPO. Tyle że tu chodzi nie tyle o subsydia unijne, tylko o pożyczki, które trzeba będzie spłacić. I dalej niestety brniemy w sytuację, w której KPO stało się rodzajem bożka, dla którego można wszystko poświęcić.

Rozmawiał: Jerzy Dudała