Czas odciąć Trumpa i Netanjahu [od władzy]

Czas odciąć Trumpa i Netanjahu

Umożliwienie Izraelowi osiągnięcia dominacji politycznej nie służy żadnym interesom Stanów Zjednoczonych.

Filip Giraldi

Philip M. Giraldi jest byłym oficerem Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA), autorem i komentatorem geopolitycznym. Obecnie pełni funkcję dyrektora wykonawczego Rady Interesu Narodowego (Council for the National Interest) i często krytykuje politykę zagraniczną USA na Bliskim Wschodzie.

Stopień, w jakim interesy Izraela dominują w polityce zagranicznej USA na Bliskim Wschodzie, można zmierzyć ich skutecznością, czego dowodem są siedem wizyt premiera Izraela Benjamina Netanjahu w USA w pierwszym roku urzędowania prezydenta Donalda Trumpa. Netanjahu spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem w Kongresie i mediach, mimo że to on był głównym sprawcą straszliwego ludobójstwa dokonanego na mieszkańcach Strefy Gazy, a także, ostatnio, niesprowokowanych ataków na cele głównie cywilne na palestyńskim Zachodnim Brzegu, w sąsiednim Libanie i Syrii.

Trzeba przyznać, że miękkie lądowanie Netanjahu w Stanach Zjednoczonych zostało ułatwione przez korupcję w Kongresie, której dopuściło się lobby izraelskie, osiągając to dzięki setkom milionów dolarów hojnie rozdzielonych między Demokratów i Republikanów. Ci sami żydowscy miliarderzy udowodnili również, że potrafią skupować firmy medialne, aby zapewnić, że wizerunek Izraelczyków jako nieustannych ofiar pozostanie centralnym punktem tego, co amerykańska opinia publiczna widzi w wiadomościach lub czyta w gazetach.

A amerykańska klasa polityczna miała wpływ na Izrael w obu partiach: prezydent Joe Biden, który określa siebie jako syjonistę, podsycał rozlew krwi w Strefie Gazy pieniędzmi i bronią, a następnie Trump, który zrobił to samo. Obaj prezydenci hojnie udzielali ochrony politycznej w instytucjach takich jak Organizacja Narodów Zjednoczonych, aby zapewnić, że Izrael nigdy nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za wszystkie zbrodnie przeciwko ludzkości, których się dopuścił.

Dzięki hojności Demokratów i Republikanów Izrael w istocie otrzymał od USA pusty czek wsparcia, w tym ignorowanie izraelskich bombardowań szkół, szpitali i budynków religijnych – zarówno chrześcijańskich, jak i muzułmańskich. Ameryka była niedawno przerażona, gdy Stany Zjednoczone zbombardowały szkołę w Iranie, zabijając 165 młodych dziewcząt, a Izrael zabił setki razy więcej dzieci w Strefie Gazy bez żadnych konsekwencji, dzięki wsparciu USA, a nawet umożliwieniu tych zbrodni wojennych. Izrael zademonstrował również swoją siłę w Waszyngtonie w bardziej praktyczny sposób, aby chronić swoich sojuszników politycznych. Na przykład, gdy Demokraci sprzeciwiający się niedawno próbowali uchwalić ustawę, która miałaby zmusić Kongres do głosowania wymaganego przez Konstytucję i ustawę o uprawnieniach wojennych (War Powers Act) do wypowiedzenia wojny Iranowi, przywrócenie „rządów prawa”, które Trump całkowicie zignorował, powinno być oczywiste. Jednak Republikanie i niektórzy Demokraci połączyli siły, aby zablokować tę decyzję, nawet nie próbując przedstawić prawnego ani konstytucyjnego uzasadnienia. Podobnie, nie podjęto próby zdefiniowania interesu bezpieczeństwa narodowego, który mógłby uzasadniać sfabrykowane twierdzenia o „zagrożeniu”, które pierwotnie doprowadziły do ​​wybuchu konfliktu.

Minister spraw zagranicznych i doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Marco Rubio mógł ujawnić pewne aspekty procesu, który doprowadził do wojny z Iranem. Izrael postrzega zniszczenie Iranu jako najwyższy priorytet narodowy, więc można założyć, że Stany Zjednoczone pod wodzą Trumpa pójdą w jego ślady. Powszechnie uważa się, że wojna mająca na celu zniszczenie Iranu, taka jak ta, która obecnie toczy się, była planowana już podczas dwunastodniowej wojny z tym krajem w czerwcu ubiegłego roku. Według Rubio, tym razem wybór czasu wynikał z nalegań Izraela, że ​​przeprowadzi atak samodzielnie, jeśli Stany Zjednoczone nie wezmą w nim udziału. Waszyngton obawiał się, że doprowadzi to do irańskiego odwetu na amerykańskich bazach w regionie, niezależnie od tego, czy Stany Zjednoczone były agresorem, czy nie. Dlatego podjęto decyzję o przyłączeniu się do Izraela i uprzedzeniu wszelkiej irańskiej „agresji”.

Donald Trump w jakiś sposób odwrócił wyjaśnienia Rubia, twierdząc, że to on sam wymusił tę kwestię i wywarł presję na Izraelczyków, aby rozpoczęli wojnę, a nie odwrotnie. Wydaje się jednak, że jest to typowa gafa Trumpa, wynikająca z braku zrozumienia, co tak naprawdę się wydarzyło. Sekretarz obrony Pete „Call of Duty” Hegseth podobno poparł ocenę Rubia, choć osoby z wewnątrz uważają, że „Wojownik Pete” byłby gotowy zaatakować każdego w każdej chwili, tylko po to, by pokazać, że on i jego „zabójcy” są do tego zdolni. Chciał również usłyszeć od wszystkich, że „robi świetną robotę”.

Według innej relacji, kluczowa perspektywa, która skłoniła Trumpa do wypowiedzenia wojny, pochodziła od dwóch jego kluczowych osobistych negocjatorów: jego zięcia Jareda Kushnera i jego partnera biznesowego w branży nieruchomości Steve’a Witkoffa. Przypadkowo obaj są Żydami i blisko związani z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu, co rodzi pytanie, dlaczego zostali wybrani do negocjacji z Iranem. Obaj są również znani jako żarliwi syjoniści, co oznacza, że ​​ich lojalność należy do rządu Izraela i wszystkiego, co się z nim wiąże. „The New Republic” opisuje, jak obaj mężczyźni nie mają „technicznego zrozumienia wzbogacania uranu” po tym, jak przedstawili ocenę irańskiego reaktora badawczego, która nie miała sensu, co oznacza, że ​​„nie mają pojęcia, co robią”. Magazyn stwierdził, że Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę, ponieważ Jared Kushner jest „głupcem”. Jeśli tak jest, jest on jednym z wielu w administracji Trumpa.

Witkoff i Kushner podobno spotkali się z Trumpem przed rozpoczęciem wojny i namawiali go do podjęcia działań przeciwko Iranowi, opierając się na ewidentnie fałszywych informacjach wywiadowczych dostarczonych przez Izrael, które głosiły rychłe opracowanie irańskiej broni jądrowej. W połączeniu z ostrzeżeniem Rubia, to właśnie dzieje się teraz, co w praktyce sugeruje, że Izrael „zastawił pułapkę” na Trumpa, by ten w ich imieniu wypowiedział wojnę. Argument Rubia za wojną, który przeczył ocenom amerykańskiego wywiadu, nie spotkał się z żadnym sprzeciwem, co było przewidywalną konsekwencją polityczną faktu, że przez dekady w Stanach Zjednoczonych absolutne poparcie dla Izraela, bez kwestionowania jego motywów i intencji, było ugruntowanym dwupartyjnym konsensusem. Jedyna debata na temat Izraela miała miejsce, gdy jeden z kandydatów chwalił się, że jest jeszcze bardziej pro-izraelski niż drugi.

Amerykańscy politycy skorumpowani żydowskimi pieniędzmi akceptują fakt, że muszą zawsze finansować, uzbrajać, zapewniać ochronę dyplomatyczną i – w razie potrzeby – wysyłać własnych żołnierzy do walki po stronie Izraela. Potwierdził to były prezydent Barack Obama, „liberalny, z wyjątkiem Izraela”, kiedy w 2014 roku uzbroił Izrael do bombardowania Gazy, a w 2016 roku zgodził się przekazać państwu żydowskiemu 38 miliardów dolarów bezpośrednio ze skarbu USA w ciągu dziesięciu lat. Kwota ta wygasa w tym roku i prawdopodobnie zostanie zwiększona przez Kongres, ale jest to w pewnym sensie nieistotne, ponieważ specjalne środki finansowe znacznie przekraczające tę kwotę były normą w ostatnich latach. Joe Biden i Donald Trump w rzeczywistości zarówno sfinansowali, jak i uzbroili niedawne i trwające niszczenie Gazy przez Izrael, co nie byłoby możliwe bez środków z Białego Domu. Oczekuje się podobnego zniszczenia Iranu, którego celem jest „przekształcenie kraju w Gazę”, jak stwierdził co najmniej jeden czołowy izraelski polityk. Tymczasem Amerykanie krytykujący oddanie Białego Domu Izraelowi są rutynowo poddawani atakom oszczerczym i nazywani antysemitami – to samo dzieje się obecnie z dziennikarzem Tuckerem Carlsonem i kongresmenem Tomem Massie.

W piątek rano, 13-go, Trump, w swoim własnym, ordynarnym i groźnym stylu, powtórzył najnowsze wydarzenia na froncie wojny z Iranem. Napisał na Twitterze: „Mamy bezprecedensową siłę ognia, nieograniczoną amunicję i mnóstwo czasu – spójrzcie, co się dziś dzieje z tymi szalonymi łajdakami”. Jeśli Trump rzeczywiście szuka wyjścia z konfliktu, który ewidentnie nie idzie zgodnie z planem, to wyraża się w sposób, który uniemożliwia jakiekolwiek negocjowane rozwiązanie. Netanjahu niewątpliwie go do tego zachęca.

Wszystko to doprowadziło do narastającego wśród Amerykanów ruchu na rzecz zakończenia wojny za wszelką cenę, ze szczególnym naciskiem na uznanie Izraela za siłę napędową, która w pierwszej kolejności doprowadziła do zaangażowania się USA w konflikt. Być może zatem nadszedł dobry moment, aby zerwać stosunki USA z Izraelem, które kosztują fortunę, niewątpliwie doprowadzą do śmierci niezliczonych amerykańskich żołnierzy i nie przyniosą żadnych korzyści Amerykanom. Jest jednak problem, a tym problemem jest Trump, który może być entuzjastycznie nastawiony do Izraela, ponieważ przeszedł na judaizm, albo ze względu na więzy rodzinne – albo dlatego, że Netanjahu szantażuje go materiałami o Jeffreyu Epsteinie.

Jeśli Trump naprawdę wierzy, że może rozpocząć wojnę w służbie obcego kraju, nie przestrzegając żadnych procedur konstytucyjnych ani prawnych, to musi zostać usunięty z urzędu. W artykule zatytułowanym „Szaleństwo króla Trumpa” John i Nisha Whitehead zauważają, jak „prezydentura kuli do burzenia” oznaczała „dysfunkcję, dekadencję, zepsucie i kult śmierci”: „Pojawiły się niepokojące doniesienia, że ​​apokaliptyczna retoryka chrześcijańska jest wykorzystywana do usprawiedliwiania ataków administracji Trumpa na Iran w ramach „ostatecznej bitwy dobra ze złem„. Prezydent Trump został namaszczony przez Jezusa, aby rozpalić w Iranie ogień sygnałowy, który wywoła Armagedon i będzie oznaczał jego powrót na Ziemię” – powiedział jeden z dowódców jego jednostki bojowej.

George O’Neill, pisząc dla „The American Conservative”, opisuje, jak „Ta gangsterska polityka zagraniczna jest nie tylko nielegalna, ale rujnuje nas moralnie i finansowo. Włożyliśmy biliony dolarów w te przedsięwzięcia i zgromadziliśmy długi przekraczające PKB jakiegokolwiek kraju. Marzenie o Wielkim Izraelu, z jego ekspansjonistycznym zapałem, wciąga nas w permanentny konflikt, podczas gdy zagraniczne lobby wykorzystują nasze wojsko jak osobistą milicję”.

Ryzyko związane z „więzią łączącą” USA z państwem żydowskim jest wyjątkowe pod jednym względem. Zarówno Donald Trump, jak i jego izraelski sojusznik Bibi mają palce na nuklearnym spuście i obaj wykazali się zachowaniem, które można określić jako lekkomyślne, a w jego przejawie „potencjalnie katastrofalnie niebezpieczne”. Izraelczycy mają nawet doktrynę dotyczącą użycia swojej broni, znaną jako „opcja Samsona”. Polega ona między innymi na nieujawnionej, ale powszechnie akceptowanej polityce Izraela, polegającej na masowym odwecie, polegającej na użyciu broni jądrowej nie tylko do atakowania groźnych wrogich sąsiadów, ale także krajów na świecie, które – ich zdaniem – nie zrobiły wystarczająco dużo, aby im pomóc lub je chronić. Na przykład Rzym jest uważany za jeden z celów, co miałoby dodatkową zaletę w postaci zniszczenia katolicyzmu. Czy to myślenie w stylu „zabić ich wszystkich” może być atrakcyjne dla Donalda Trumpa? Ależ skąd!

*

Philip M. Giraldi jest byłym oficerem Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA), autorem i komentatorem geopolitycznym. Obecnie pełni funkcję dyrektora wykonawczego Rady Interesu Narodowego (Council for the National Interest) i często krytykuje politykę zagraniczną USA na Bliskim Wschodzie.

Źródło: Czas odciąć Trumpa i Netanjahu od władzy

Nie ruszaj gniazda os ! MEM-y II

————————————-

———————-

———————————————————

——————————-

———————–

——————————————-

—————————————————

—————————————————————–

Wojna USA z Iranem wymyka się spod kontroli

14.03.2026. – Wojna USA z Iranem wymyka się spod kontroli

freedert.online/der-nahe-osten/us-krieg-gegen-iran-geraet

Chociaż Donald Trump próbuje przedstawiać konflikt z Iranem jako ‚szybkie zwycięstwo’, sytuacja eskaluje. Wojna, którą Trump rozpoczął bez zgody Kongresu, grozi przekształceniem się w katastrofę polityczną i gospodarczą.

Samolot tankujący KC-135 Sił Powietrznych USA

W ciągu ostatnich 24 godzin sytuacja dramatycznie się pogorszyła: amerykański samolot tankujący rozbił się nad Irakiem, irańskie drony zaatakowały francuską bazę, a państwa Zatoki Perskiej coraz bardziej dystansują się od Waszyngtonu.

Centralne Dowództwo Stanów Zjednoczonych (CENTCOM) z siedzibą w Wiesbaden w Niemczech potwierdziło w czwartek stratę tankowca KC-135 Strato-tanker nad zachodnim Irakiem. Spośród sześciu członków załogi czterech zostało odnalezionych martwych, a dwóch nadal uznaje się za zaginionych. Samolot był częścią operacji Epic Fury  przeciwko Iranowi. Dowództwo wojskowe USA twierdzi, że był to wypadek bez udziału wroga – jednak wspierany przez Iran Islamski Ruch Oporu w Iraku bierze na siebie odpowiedzialność i informuje, że drugi tankowiec również został zmuszony do awaryjnego lądowania. To czwarta znana strata załogowego samolotu amerykańskiego w tej wojnie.

Jednocześnie irańskie drony zaatakowały wspólną bazę peszmergów [bojowników kurdyjskich – przypis ZB] i Francuzów w Makhmour niedaleko Irbilu (północny Irak). Co najmniej sześciu francuskich żołnierzy zostało rannych, a jeden francuski oficer (sierżant sztabowy Arnaud Frion) zginął. Prezydent Emmanuel Macron potępił atak, nazywając go ‚niedopuszczalnym’. Zaatakowano również pobliską włoską bazę. Konflikt rozprzestrzenia się w ten sposób na kraje partnerskie NATO.

Cena ropy naftowej pozostaje niezwykle niestabilna. Cieśnina Ormuz jest skutecznie zablokowana od dziesięciu dni – nowy Najwyższy Przywódca Iranu, Modżtaba Chamenei, obiecał utrzymać ją zamkniętą jako narzędzie nacisku. Jednocześnie ambasador Iranu przy ONZ zapewnia, że Teheran nie zamierza blokować żeglugi. Przyjazne statki (na przykład te płynące do Chin lub portów irańskich) najwyraźniej mają możliwość przepływu.

Sekretarz Skarbu USA Scott Bessent przyznał w czwartek w wywiadzie dla Sky News: „Marynarka Wojenna USA sama nie da rady tego zrobić”. Ameryka potrzebuje międzynarodowej koalicji do eskortowania tankowców – „… jak tylko będzie to możliwe z wojskowego punktu widzenia”.

W państwach Zatoki Perskiej narasta niepokój. Arabia Saudyjska, Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie prowadzą poważne rozmowy na temat nowych regionalnych porozumień o bezpieczeństwie, donosi Reuters. Rozmowy te nie są już prowadzone głównie ze Stanami Zjednoczonymi, ale z Iranem. Państwa Zatoki Perskiej czują się zdestabilizowane wojną zainicjowaną przez USA – Izrael i wątpią w gwarancje Waszyngtonu dotyczące ochrony. Nawet dysponując najpotężniejszą armią świata, Trump udowodnił, że nie wie, co robi, jak podają nieoficjalne źródła.

Sam Trump wydaje się coraz bardziej zdenerwowany. NBC i inne źródła donoszą, że obawia się wpływu na rynki finansowe i ceny benzyny przed jesiennymi wyborami. Prezydent próbował bagatelizować skoki cen (‚Jeśli wzrosną, to wzrosną’), ale rynki akcji reagują z rezerwą. Tymczasem Iran rozpoczął kampanię w mediach społecznościowych, wyśmiewając Trumpa jako ‚prezydenta Epsteina’.

Sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Iranu, Ali Larijani, również ostro zareagował: „Trump marzy o szybkim zwycięstwie. Rozpoczęcie wojny jest łatwe – wygranie jej nie jest czymś, co można zrobić kilkoma tweetami. Nie poddamy się i pozwolimy im żałować tej fatalnej pomyłki. Trump musi zapłacić!”.

Warto również zwrócić uwagę na reakcję głównej propagandystki Trumpa, Karoline Leavitt. Zażądała ona natychmiastowego wycofania reportażu ABC o irańskich groźbach wobec USA – argumentując, że takie zagrożenie ‚nigdy nie istniało’. Krytycy postrzegają to jako mimowolne przyznanie się: Czyż właśnie takie groźby nie były jednym z oficjalnych uzasadnień wojny?

Sytuacja nadal się zaostrza. W ostatnich godzinach źródła donosiły o kolejnych atakach dronów na bazy amerykańskie i rosnącym napięciu w regionie. Choć Trump mówi o wojnie ‚prawie zakończonej’, fakty wskazują na coś innego: rosnącą liczbę ofiar, rosnącą krytykę międzynarodową i przekształcający się porządek świata – ze szkodą dla dominacji USA na Bliskim Wschodzie. Konflikt, który wielu nazywa ‚wojną Trumpa’, od dawna przybrał globalny wymiar. Czy Waszyngton zdoła odzyskać kontrolę, jest wysoce wątpliwe.

freedert.online/der-nahe-osten/us-krieg-gegen-iran-geraet

Napisał: Rainer Rupp

Opracował: Zygmunt Białas

Wojna Donalda Trumpa pod komendą Netanyahu z Iranem przeradza się w katastrofę

13.03.2026. – Wojna Donalda Trumpa z Iranem przeradza się w katastrofę

Donald Trump ma teraz kłopoty polityczne z powodu swojej decyzji o rozpoczęciu wojny z Iranem. Poprzedni prezydenci wiedzieli, że trzeba zdobyć poparcie społeczne, zanim wyśle się amerykańskie wojska i samoloty za granicę, by zaatakować inny kraj. W przeciwnym razie ryzykuje się izolacją polityczną i oskarżeniami, jeśli wojna się nie powiedzie. A wojna z Iranem idzie źle dla USA, pomimo 24-godzinnych okrzyków radości nadawanych przez Fox News.

Eksplozja dwóch tankowców w Zatoce Perskiej

Administracja Trumpa faktycznie wierzyła, że atak i zabicie przywódców Iranu 28 lutego podburzą naród irański do powstania przeciwko Republice Islamskiej. Trump zignorował ostrzeżenia generała Caine’a, Przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, i Narodowej Rady Wywiadu. Najwyraźniej Trump nigdy nie brał pod uwagę możliwości, że Iran zablokuje Cieśninę Ormuz i odetnie dostawy ropy naftowej, skroplonego gazu ziemnego i nawozów azotowych z Zatoki Perskiej. Irańska blokada Zatoki Perskiej wywołała głębokie wstrząsy gospodarcze, które doprowadzą do globalnej recesji, a jeśli potrwa ona dłużej niż miesiąc, do globalnego kryzysu.

Chociaż Stany Zjednoczone rzekomo nie są uzależnione od ropy naftowej z Zatoki Perskiej, ceny benzyny dramatycznie rosną we wszystkich 50 stanach. Kiedy tankowałem w niedzielę, cena była o 50 centów wyższa niż sześć dni wcześniej. W środę sprawdziłem ponownie i cena była wyższa o kolejne 15 centów. Wzrost kosztów paliwa nadwyręży całą gospodarkę, ponieważ kierowcy ciężarówek, linie lotnicze i rolnicy będą musieli wydawać więcej pieniędzy na utrzymanie maszyn w ruchu. Koszty te zostaną przerzucone na konsumentów. Będzie to podwójny cios – nie tylko w USA, ale na całym świecie – rosnące ceny i spowolniony wzrost gospodarczy. Ceny ropy naftowej i LNG w końcu ponownie spadną, ale tylko dlatego, że recesja, która dotknie większość gospodarek na świecie, zmniejszy popyt.

Sytuacja jest równie ponura i niepokojąca na froncie militarnym. Pomimo ogromnych zniszczeń w Iranie, siły USA i Izraela nie zdołały zneutralizować irańskich sił rakietowych i pocisków manewrujących, a także dronów. Departament Obrony USA przyznał, że Iran przekroczył amerykańskie oczekiwania militarne, przeprowadzając niszczycielskie kontrataki.

Rakieta balistyczna Chorramszahr nad Izraelem

11 marca 2026 roku ‚The New York Times’  opublikował interaktywną analizę zniszczeń w amerykańskich bazach wojskowych i powiązanych z nimi obiektach na Bliskim Wschodzie w wyniku trwającej wojny. Wykorzystując komercyjne zdjęcia satelitarne o wysokiej rozdzielczości (od dostawców takich jak Airbus DS i Planet Labs), zweryfikowane filmy z mediów społecznościowych oraz oficjalne oświadczenia amerykańskich urzędników i irańskich mediów państwowych, udokumentowano co najmniej 17 zniszczonych amerykańskich obiektów (w tym bazy wojskowe, infrastrukturę obrony powietrznej i placówki dyplomatyczne). Analiza z 10 marca 2026 r. podkreśla irańskie ataki odwetowe – tysiące pocisków i dronów – przeprowadzone w odpowiedzi na amerykańsko-izraelski atak na Iran.

Irańskie ataki rozpoczęły się wkrótce po rozpoczęciu konfliktu i były wymierzone w 13 obiektów w Kuwejcie, Katarze, Bahrajnie, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Jordanii i Iraku:

Kuwejt: Liczne ataki na bazę lotniczą Ali Al Salem (1 marca), obóz Arifyan (4 marca), port Shuaiba (2 marca, w którym zginęło sześciu żołnierzy amerykańskich; zdjęcia satelitarne pokazują częściowe zawalenie się dachu) oraz obóz Buehring (5 marca, eksplozja drona w pobliżu obiektów sportowych; nie było ofiar).

Bahrajn: Atak na kwaterę główną Piątej Floty USA (28 lutego/1 marca), na którym zweryfikowano nagranie wideo, pokazujące uszkodzenie osłony radaru łączności.

Arabia Saudyjska: Baza Lotnicza Prince Sultan (1 marca), w której zginął jeden żołnierz amerykański. // Katar: Baza Lotnicza Al Udeid (9 marca) i stacja radarowa Umm Dahal (uszkodzenie radaru AN/FPS-132).

Zjednoczone Emiraty Arabskie: Baza Lotnicza Al Dhafra (3 marca), port Dżabal Ali (1 marca), Al Ruwais (w pobliżu jednostki THAAD) oraz obiekty w Al Sader. // Jordania: Baza Lotnicza Muwaffaq Salti (4 marca), z poważnymi uszkodzeniami czujników obrony powietrznej.

Irak: Lotnisko w Irbilu (1 marca). // Inne: Ataki dotarły aż do Turcji (NATO przechwyciło pociski rakietowe wycelowane w bazę lotniczą Incirlik 4 marca, Iran temu zaprzeczył).

Kilka baz (np. Al Udeid, Ali Al Salem, Al Dhafra) było wielokrotnie atakowanych. Wśród obiektów dyplomatycznych znalazły się: konsulat USA w Dubaju oraz ambasady w Kuwejcie, Rijadzie i Bagdadzie (atak rakietowy 8 marca, brak potwierdzonych ofiar).

Chociaż amerykańskie dowództwo centralne nadal twierdzi, że Iran spowodował jedynie niewielkie szkody, w rzeczywistości Iran poważnie utrudnił Stanom Zjednoczonym podejmowanie i prowadzenie działań bojowych z wyżej wymienionych baz i obiektów.

Istnieją doniesienia, że Trump próbował wznowić rozmowy z Iranem w nadziei na osiągnięcie zawieszenia broni lub stopniowego wycofywania wojsk amerykańskich. Iran jednak stanowczo odrzuca te działania i będzie kontynuował ataki na obiekty amerykańskie i Izrael, niezależnie od decyzji Trumpa.

uncutnews.ch/donald-trumps-krieg-gegen-den-iran-entwickelt-sich-zu-einem-debakel

Napisał: Larry Johnson

Opracował: Zygmunt Białas

Ambasada USA w Bagdadzie ostrzelana.

Ambasada USA ostrzelana.

Nad budynkiem unosi się dym

14.03.2026 09:53 tysol/ambasada-usa-ostrzelana-nad-budynkiem-unosi-sie-dym

Agencja Reutera poinformowała w sobotę, że irański pocisk rakietowy trafił w ambasadę USA w stolicy Iraku, Bagdadzie. Nie wiadomo na razie, czy ktoś ucierpiał w wyniku ataku.

Ambasada USA w Iraku ostrzelana

Ambasada USA w Iraku ostrzelana / fot. X

Ambasada USA w Iraku ostrzelana

Według portalu telewizji Al-Dżazira, który powołuje się na swoje źródło w służbach bezpieczeństwa Iraku, ostrzał zniszczył część systemu obrony przeciwlotniczej. Pocisk miał trafić w lądowisko dla helikopterów; podkreślono, że amerykańska ambasada w Bagdadzie nie udzieliła komentarza w tej sprawie.

Incydent miał miejsce wkrótce po tym, jak w dwóch innych atakach na Bagdad zginęły prawdopodobnie dwie osoby. Iracka armia potępiła ataki i stwierdziła, że były „rażącym naruszeniem wszelkich wartości humanitarnych i wyrazem lekceważenia konwencji międzynarodowych”. Był to zarazem drugi raz, kiedy ostrzelano ambasadę USA w Bagdadzie w ostatnich dwóch tygodniach.

Wyznaczono nagrodę

Al-Dżazira przypomniała, że w piątek „sprzymierzone z Iranem grupy zbrojne w Iraku” wyznaczyły nagrodę w wysokości 100 tys. dolarów dla każdego, kto udzieli informacji wskazujących na odpowiedzialnych za śmierć byłego irańskiego przywódcy ajatollaha Alego Chameneiego, zamordowanego 28 lutego, w pierwszym dniu izraelsko-amerykańskiej wojny przeciw Iranowi.

Nagonka na katolików i katolicyzm w rządzie Trumpa.

Carrie Prejean Boller zwolniona z Komisji Wolności Religijnej.

Ryszard Kulczyński

Prezydent Trump wyznaczył swoją wieloletnią katolicką przyjaciółkę Carrie Prejean Boller do Komisji Wolności Religijnej – katolickiej bohaterki, która wyzywająco głosiła: „katolicy nie przyjmują syjonizmu”.

Prezydent Trump nagle ją wczoraj zwolnił.

Carrie Prejean Boller odpaliła listem otwartym:

“Jestem zszokowana, że usunięcie jedynej katoliczki z Komisji Wolności Religijnej odbyło się za pośrednictwem krótkiego e-maila od pracownika, a nie bezpośredniej rozmowy z prezydentem, który mnie mianował.

To ten sam pracownik, który zadzwonił do mnie w sierpniu z prośbą o moją rezygnację na polecenie syjonistycznych heretyków Dana Patricka i Pauli White. Wtedy zaczęło się polowanie na czarownice przeciwko mnie.

Uważam, że dla kogoś, kto wiernie służył i bronił wolności religijnej, zasłużyłam przynajmniej na podstawowy szacunek w postaci rozmowy telefonicznej lub formalnego listu od Pana. W końcu nie wstydzi się Pan zwalniać ludzi. Myślę, że obywatele amerykańscy są traktowani z mniejszą godnością niż zagraniczny przywódca oskarżony o zbrodnie wojenne.

Stał Pan przy mnie w 2009 roku, kiedy straciłam tytuł Miss Kalifornii po tym, jak publicznie opowiedziałam się za moimi chrześcijańskimi przekonaniami. Miałam zaledwie 21 lat, kiedy wygłosiłam przemówienie z Panem stojącym obok mnie.

W swoim przemówieniu podzieliłam się czymś, co mój dziadek zawsze mi mówił: „jesteś Amerykanką, Carrie. Walczyłem o Twoje wolności. Nigdy nie pozwól, aby ktokolwiek Ci je zabrał”. To słowa, które dziś cenię.

Moje głęboko zakorzenione przekonania religijne określają, kim jestem i kim zawsze byłam, dlatego teraz nie pozwolę odebrać mi wolności religijnej.

Wiedział Pan dokładnie, kim jestem, kiedy mnie wyznaczył. Może nie mam prestiżowego tytułu ani dużej organizacji za moim nazwiskiem, ale mam przekonanie, serce, i niezachwiane zaangażowanie w chrześcijańskie zasady, za którymi się opowiadam.

Byłam w tej Komisji z jednymi z najbardziej szanowanych ludzi w Ameryce. Zdałam sobie sprawę, że wielu z nich zbyt boi się wypowiedzieć i zostać nazwanymi antysemitami po prostu za to, że nie popierają politycznego państwa Izrael.

Żaden z nich nie był skłonny zabrać głosu i bronić mojej wolności religijnej, aby nie popierać ideologii politycznej i fałszywej teologii. Ale Pan wiedział, dlaczego po raz kolejny postawił mnie na tej scenie, aby stanąć za nim, nawet jeśli oznacza to samotność.

Moja wiara w Chrystusa znaczy dla mnie więcej niż jakiekolwiek stanowisko lub tytuł. Nie zmieniłam się ani trochę od dnia, w którym stał Pan obok mnie w 2009 roku. Dlatego jest tak szokujące, że teraz zostałam usunięta z Komisji Wolności Religijnej za to, że robiłam to samo, czego kiedyś Pan bronił.

Przez prawie dwadzieścia lat stałam przy Panu. Uczestniczyłam w obu Pańskich inauguracjach. Byłam na Pańskich wiecach. Broniłam Pana publicznie, kiedy nie było to popularne. Stałam przy Panu, kiedy nazywano Pana każdym imieniem, jakie można sobie wyobrazić.

Z dumą nosiłam czerwoną czapkę Make America Great Again, gdy nie była popularna, a nawet bezpieczna, ponieważ wierzyłam w to, o co Pan walczył. Już Pana nie poznaję.

Prezydencie Trump, myślałam, że MAGA opowiada się za obroną Amerykanów, którzy wypowiadają swoje przekonania bez obawy o karę. Myślałam, że MAGA stawia Amerykę na pierwszym miejscu, a nie Izrael.

Dzisiaj staram się rozpoznać ruch, który Pan zaczął. Wygląda na to, że został porwany przez obcy rząd i religijnych fanatyków próbujących spełnić swoją heretycką fantazję o czasach ostatecznych.

MAGA, którą znałam, nigdy nie pozwoli amerykańskim żołnierzom umrzeć za obcy rząd.

Synowie i córki Ameryki są wysyłani na Bliski Wschód, aby składać ofiary na rzecz herezji i fałszywych proroctw.

Czy naprawdę jesteśmy suwerennym narodem, Panie Prezydencie? a może zagraniczne interesy i błędna stronnicza interpretacja Pisma Świętego dyktują teraz, komu wolno mieć wolność religijną tutaj w Ameryce?

Miałeś być prezydentem pokoju, a nie prezydentem wojny.

Nasi założyciele nigdy nie przyznaliby jednemu wyznaniu wyższości nad wszystkimi innymi. W rzeczywistości nasz rząd tego zabrania. To nieamerykańskie.

Zostałam niesprawiedliwie usunięta, a moja wolność religijna została naruszona, i większość katolików, którzy głosowali na Ciebie, czuje dokładnie to samo. 

Dlaczego nas zdradziłeś? Zdradziłeś swoją misję, by znów uczynić Amerykę wielką.

Wasza Komisja Wolności Religijnej została porwana przez heretyków i etno-nacjonalistów z zimną krwią. Stwierdzenie, że Twoja prezydentura jest rozczarowaniem dla twoich zwolenników, jest niedopowiedzeniem.

Uwierzyliśmy w ciebie, a Ty nas zdradziłeś. Modlę się za nasz naród i za Ciebie, Panie Prezydencie.

Jak ostrzegł papież Leon XIII, “cofanie się przed wrogiem lub milczenie, gdy ze wszystkich stron taki zgiełk budzi się przeciwko prawdzie, jest oznaką tchórza…Chrystus z pewnością nie uzna takich ludzi za swoich naśladowców”.

Twoje wieczne dziedzictwo zależy od wejścia do Królestwa Niebieskiego i mam nadzieję, że pewnego dnia Cię tam zobaczę.

„Chrystus jest Królem”.

Krucjata Armagedonu „chrześcijańskich syjonistów” przeciwko Iranowi

Krucjata Armagedonu przeciwko Iranowi

Autor: Hermann Ploppa apolut.net/kreuzzug-von-armageddon-gegen-den-iran-von-hermann-ploppa

========================

nowy niemiecki tekst, w kilku momentach musiałem przymknąć oczy, ale tekst przedstawia dużo informacji niedostępnych dla polskiego czytelnika. PJ.

———————————————————

To staje się coraz bardziej dziwaczne. Amerykańscy oficerowie wmawiają swoim rekrutom, że to Jezus namaścił Donalda Trumpa, aby prezydent mógł przewodzić i wygrać biblijną ostateczną bitwę z diabolicznymi hordami.

Punkt widzenia Hermanna Ploppy.

W ostatnich tygodniach w internecie krążyły doniesienia o skrajnie irracjonalnych motywach rządu USA do wypowiedzenia wojny Iranowi. Chrześcijańscy fundamentaliści rzekomo przejęli kontrolę nad administracją Trumpa. Trump rzekomo rozpoczął wojnę z Iranem z powodów religijnych. Niepokojące osobiste relacje z najbliższego otoczenia Trumpa z pewnością dostarczają wystarczających podstaw do takich podejrzeń.

Niestety, to prawda.

Ale tak wielkiego projektu, jak prowadzenie wojny, nie da się skutecznie przeprowadzić wyłącznie opierając się na religijnej arogancji. Zbyt wiele, czasem bardzo różnych, grup interesów musi działać razem. Środowiska finansowe, z ich wrodzonymi uprzedzeniami, muszą dojść do porozumienia. Przemysł musi uznać, że taka przygoda jest warta zachodu. A przede wszystkim, trzeba przekonać znaczną część społeczeństwa do ryzykowania życia i zdrowia, mając niepewny wynik.

W wojnie z Iranem nie chodzi o to, by Stany Zjednoczone zdobywały złoża ropy naftowej. W końcu same Stany Zjednoczone eksportują ropę w ogromnych ilościach. Chodzi raczej o odcięcie głównego rywala, Chin, od dostępu do kluczowych surowców. Jednak rzut oka na bardzo rozsądnie skalkulowany miks energetyczny Chin jasno pokazuje, że Chiny mogą doskonale funkcjonować bez wenezuelskiej czy irańskiej ropy.

Z pewnością celem jest dalsze rozszerzenie dominacji USA i Izraela na Bliskim Wschodzie poprzez wyeliminowanie Iranu, ostatniego głównego przeciwnika w regionie. Jednocześnie jednak na amerykańskim froncie wewnętrznym Trumpa narasta niechęć do merdania ogonem. Aż nazbyt oczywiste jest, że Stany Zjednoczone popierają ryzykowną wojnę, która służy przede wszystkim interesom rządu Netanjahu. To wyjaśnia, dlaczego nielegalna inwazja USA i Izraela na Iran jest tak źle odbierana przez amerykańską opinię publiczną. Tylko 27 procent ankietowanych obywateli USA aprobuje inwazję Trumpa na Iran (1). Fakt, że Stany Zjednoczone marnują oszałamiające 900 milionów dolarów dziennie na wojnę z Iranem, wywołuje gniew i gorycz, zwłaszcza w obliczu stale narastających problemów społecznych w samym sercu Ameryki (2). W przeciwieństwie do swoich poprzedników, Busha I i Busha II, Amerykanie tym razem nie jednoczą się wokół głowy państwa.

Ale Donalda Trumpa to nie rusza. Nawet po tym, jak Irańczycy stawili zdecydowany opór, odważnie kontynuuje on żądanie ich „bezwarunkowej kapitulacji”. Czyniąc to, Trump werbalnie powtarza żądania aliantów wobec nazistowskich Niemiec i Japonii podczas II wojny światowej. To całkowicie błędne. Ich zdaniem alianci mieli na myśli bezwarunkową kapitulację osób odpowiedzialnych politycznie.

Trump powiedział jednak w wywiadzie:

Bezwarunkowa kapitulacja oznacza, że ​​będziemy kontynuować, dopóki [Irańczycy] nie zaczną jęczeć: »Miłości, wujku!«, albo dopóki nie będą mogli już walczyć, albo dopóki nie będzie komu jęczeć… dopóki nie będzie komu się poddać”. (3)

Jest to bardziej zgodne ze stanowiskiem Adolfa Hitlera, który w swoim przełomowym dziele „Mein Kampf” jasno dał do zrozumienia, że ​​chce całkowicie unicestwić Słowian, aby zrobić miejsce dla „rasowo czystych Aryjczyków”. Nie jest to nowa koncepcja dla USA, zważywszy na to, jak rdzenni Amerykanie byli początkowo eksterminowani, aby zrobić miejsce dla europejskich imigrantów. Taka polityka jest jednak niezgodna z cywilizowanymi standardami.

Możemy jasno zrozumieć ofensywę trumpistów jako deklarowane zerwanie ze wszystkimi współczesnymi konwencjami. Sekretarz Obrony Trumpa, Pete Hegzeth, jasno to wyraził w oświadczeniu dotyczącym wojny irańskiej, mówiąc:

Przelatujemy nad Iranem, przelatujemy nad Teheranem. Przelatujemy nad stolicą. Przelatujemy nad bazami Gwardii Rewolucyjnej. Irańscy przywódcy patrzą w górę i widzą tylko izraelskie i amerykańskie siły powietrzne. W każdej minucie. Każdego dnia. Dopóki nie zdecydujemy: to koniec. I nie mogą tego w żaden sposób zmienić. Nasze bombowce B-2, B-52 i B-1; drony Predator; myśliwce dominują w powietrzu. Wybierają cele. Śmierć i zniszczenie z powietrza. Przez cały dzień. Gramy o wszystko. Nasze myśliwce mają największą możliwą władzę, osobiście gwarantowaną przez prezydenta i przeze mnie. Nasze zasady walki są śmiałe, precyzyjne i zdeterminowane, by uwolnić amerykańską potęgę, a nie ją ograniczać. To nigdy nie miała być uczciwa walka. To nie jest uczciwa walka. Pokonujemy ich, gdy są na ziemi. I właśnie tak… Tak będzie!” (4)

Przypadek Pete’a Hegsetha nie pozostawia wątpliwości: chodzi o fanatyzm religijny. Hegseth lubi być fotografowany bez koszulki, a zdumiona publiczność widzi wszelkiego rodzaju tatuaże wojenne. Na przykład motto: „Deus lo vult!”. To średniowieczna łacina i oznacza po prostu: „Bóg tak chce!”. Papież Urban II wypowiedział to hasło bojowe w Clermont w 1095 roku. Wraz z nim rozpoczęły się krucjaty do Ziemi Świętej, których celem było odzyskanie Jerozolimy z rąk muzułmanów. Pete Hegseth nigdy nie ukrywał, że postrzega siebie jako uczestnika Krucjaty 2.0. Pierwsza Krucjata, jak powszechnie wiadomo, doprowadziła do podboju Jerozolimy w 1099 roku. Chrześcijańscy zdobywcy brutalnie wymordowali całą ludność – Żydów i muzułmanów, mężczyzn, kobiety, dzieci i starców. Pijani zdobywcy, jak relacjonowali kronikarze, brodzili w kałuży krwi. Oto wzór do naśladowania dla obecnego Sekretarza Obrony Stanów Zjednoczonych. Hegseth często wzywa ultrakonserwatywnego pastora Douglasa Wilsona na uroczyste okazje. Wilson głosi na przykład, że kobiety całkowicie nie nadają się na wysokie stanowiska.

A propos kaznodziejów dworskich: Donald Trump zatrudnił swoją doradczynię duchową Paulę White jako oficjalną kaznodziejkę w Białym Domu, na koszt podatników. Na YouTube krążą całkowicie dadaistyczne przemówienia tej ewangelistki, na których pani White dziko wymachuje rękami i wielokrotnie krzyczy „Uderz, uderz, uderz!”, po czym popada w niezrozumiałą glosolalię (5). Zgromadziła już miliony dolarów dzięki swoim dziwacznym występom. Obecnie kilku pastorów chrześcijańskich syjonistów zebrało się wokół biurka Trumpa w Gabinecie Owalnym, aby wachlować go siłą duchową niezbędną do wojny z Iranem. Paula White położyła dłoń na ramionach swojego protegowanego, Trumpa. Trump pogrąża się w nietypowej dla siebie pokorze religijnej (6).

Czysta kwestia gustu?

Jak wiadomo, o gustach się nie dyskutuje.

Ale ta farsa w Białym Domu ma głębsze znaczenie. Coraz więcej żołnierzy we wszystkich rodzajach sił zbrojnych USA narzeka na swoich przełożonych. Ci coraz częściej wmawiają swoim podwładnym, że interwencja militarna przeciwko Iranowi nie jest zwykłą wojną, lecz religijną i duchową ostateczną bitwą między zastępami niebiańskimi a zastępami diabła. Były oficer Sił Powietrznych Mickey Weinstein założył fundację Military Religious Freedom Foundation. Podczas czynnej służby w Siłach Powietrznych Weinstein, Żyd, doświadczył na własnej skórze, jak Żydzi i muzułmanie byli prześladowani i gnębieni przez swoich chrześcijańskich towarzyszy. Na przykład, w stołówce Weinsteina pytano go, jak może żyć z myślą, że zabił Jezusa Chrystusa. (7)

Poprzez swoją fundację Weinstein obecnie opowiada się za tolerancją i wzajemnym szacunkiem wśród żołnierzy wszystkich religii i światopoglądów. Fundacja Weinsteina służy jako punkt kontaktowy dla żołnierzy, którzy byli dyskryminowani i nękani. Otrzymał już ponad 200 listów ze skargami dotyczącymi trwającej wojny w Iranie. W jednym przypadku dowódca wezwał swoich żołnierzy, aby

powiedzieli naszym żołnierzom, że „to wszystko jest częścią boskiego planu”, wyraźnie odwołując się do licznych cytatów z Księgi Objawienia, które odnoszą się do Armagedonu i rychłego powrotu Jezusa Chrystusa.

Dowódca dodał, że

Prezydent Trump został namaszczony przez Jezusa, aby rozpalić ogień sygnałowy w Iranie, który doprowadzi do Armagedonu i upamiętni jego powrót na Ziemię”.

… A Weinstein podsumowuje:

Ilekroć Izrael lub Stany Zjednoczone angażują się na Bliskim Wschodzie, słyszymy historie o chrześcijańskich nacjonalistach, którzy przejęli władzę w naszym rządzie i oczywiście w armii USA”. (8)

John Hagee i CUFI

Za dowódcami zagłady stoi mało znana, ale bardzo potężna społeczność: „chrześcijańscy syjoniści”. Chrześcijaństwo i syjonizm w istocie wykluczają się wzajemnie. Przez wieki chrześcijanie prowadzili brutalne i sadystyczne kampanie przeciwko Żydom. Pogromy i podpalenia osiągnęły punkt kulminacyjny w niewypowiedzianym horrorze Holokaustu, który katolik [ależ skądże !! md] Hitler zdołał sprowokować. Nawet w Stanach Zjednoczonych przemoc wobec Żydów była na porządku dziennym. Potem nadszedł Ruch Praw Obywatelskich lat 60., któremu wspólnie przewodzili Afroamerykanie i Żydzi. Teraz sytuacja całkowicie się odwróciła.

Ponieważ kaznodzieje ewangeliczni odkryli swoją miłość do reżimu Netanjahu. Weźmy na przykład teleewangelistę Johna Hagee. Ten człowiek o potężnej głowie zgromadził fortunę dzięki kazaniom transmitowanym w telewizji. Niesamowicie zręczny i z przebiegłą kalkulacją, manipuluje słuchaczami mistrzowską retoryką. Hagee promuje rząd Izraela za pośrednictwem swojej organizacji Christians United for Israel (CUFI).

Organizacja ta twierdzi, że ma dziesięć milionów członków i ogromne zasoby finansowe. Podobnie jak proizraelska organizacja lobbingowa American Israel Public Affairs Committee (AIPAC), CUFI wywiera ogromny wpływ na opinię publiczną i polityków. Sprzeciwienie się Hagee i jego CUFI oznacza pogrzebanie kariery politycznej. Nic więc dziwnego, że spośród 535 członków waszyngtońskiego Kongresu 110 należy do obozu ewangelickiego (9).

Wokół CUFI Hagee’ego skupia się cała sieć organizacji. Na kampusie działa program szkoleniowy CUFI, zrzeszający 3500 studentów w 200 grupach uniwersyteckich. Każdego roku odbywa się tournée, którego kulminacją jest główne wydarzenie o nazwie „Noc na cześć Izraela”. W 2017 roku, podczas pierwszej kadencji Trumpa, w szczycie uczestniczył również jego wiceprezydent Mike Pence. Dla kobiet istnieje coś takiego jak Córki Syjonu. Z CUFI ściśle powiązane jest globalnie działające Centrum Porozumienia i Współpracy Żydowsko-Chrześcijańskiej (CJCUC). Z CJCUC powiązana jest Międzynarodowa Ambasada Chrześcijańska w Jerozolimie (ICEJ).

Głównym zadaniem tej całej chrześcijańsko-syjonistycznej sieci jest wspieranie rządu Netanjahu w dążeniu do stworzenia Wielkiego Izraela. Zwolennicy Hagee’ego przekazali łącznie 3,3 miliarda dolarów izraelskiemu wojsku i żydowskim osadnikom. CUFI organizuje dla swoich członków wycieczki na Zachodni Brzeg. Na terenach dawniej należących do Jordanii żydowscy ekstremiści wypędzają obecnie Palestyńczyków z ich prawowitych terenów. Syjonistyczni bandyci włamują się do palestyńskich domów i eksmitują ich. Izraelska policja wspiera osadników w ich nikczemnych działaniach. Te przestępcze działania są finansowane przez CUFI i przedstawiane amerykańskiej opinii publicznej w atrakcyjny sposób.

John Hagee wpędził się jednak w kłopoty w USA. W wywiadzie oświadczył, że Adolf Hitler również był częścią planu Boga. Twierdził, że Hitler zmusił Żydów do powrotu do ich prawdziwej ojczyzny, Palestyny ​​(10). I to prowadzi nas do wierzeń chrześcijańskich syjonistów w czasy ostateczne.

Chrześcijańscy syjoniści wywodzą z Biblii przekonanie, że Żydzi, rozproszeni po całym świecie w tzw. diasporze, powinni powrócić do Palestyny. Tam mają prawo wypędzić wszystkie inne narody dla swojego Wielkiego Izraela. Przewidują tam ostateczną bitwę Armagedonu – zmagania Zastępów Niebieskich z zastępami zła, siłami szatańskimi. Księga Objawienia, ostatnia księga chrześcijańskiej Biblii, głosi, że Bitwa Armagedonu zakończy się, a wręcz musi, zwycięstwem Zastępów Niebieskich.

W dawnych czasach chrześcijanie z pewnością uważali Żydów za część zastępów diabelskich. Jednak obecnie, ze względów politycznych, uległo to radykalnej zmianie. Chrześcijańscy syjoniści są bowiem zjednoczeni z żydowskim odłamem syjonistycznym Chabad Lubawicz we wspólnej nadziei na rychły koniec świata po przyjściu Mesjasza. Chrześcijanie liczą na powrót Jezusa Chrystusa. Żydzi szabatowi, ze swojej strony, oczekują nadejścia Mesjasza, opierając się na proroctwach starotestamentowego proroka Daniela. Obie postacie łączą się w jedną polityczno-strategiczną postać końca czasów.

Prorok Chabad Lubawicz, Mendel Schneerson, powiedział już w 1985 roku wschodzącemu politykowi Benjaminowi Netanjahu, że będzie ostatnim szefem rządu Izraela (11). Po Netanjahu przyjdzie tylko Mesjasz. A wraz z nim koniec świata.

To właśnie oprogramowanie najwyraźniej napędza psychotyków w centrach dowodzenia zarówno w USA, jak i w Izraelu. Zamiast pracować nad zachowaniem, pielęgnowaniem i ulepszaniem naszego wspaniałego świata, te szalone, przesiąknięte Epsteinem elity nie potrafią wymyślić niczego lepszego niż zniszczenie wszystkiego – w imię urojonego świata fantazji.

Najwyższy czas położyć kres temu szaleństwu.

=================================================================

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 12 marca 2026 roku na stronie : apolut.net/kreuzzug-von-armageddon-gegen-den-iran-von-hermann-ploppa

Źródła i Przypisy:

(1)  https://eu.oklahoman.com/story/news/politics/2026/03/10/donald-trump-approval-ratings-as-iran-war-intensifies-what-polls-say/89080865007/

(2) https://www.youtube.com/watch?v=Q6-mKCAB4Po

(3) https://www.youtube.com/shorts/yqcV8Hrnipo

(4) https://www.youtube.com/shorts/lqxYdhYohGY

(5) https://www.youtube.com/watch?v=vyZpJX7Ww0M

(6) https://www.youtube.com/watch?v=kcysQmPQvbs

(7) https://www.youtube.com/watch?v=yijk3N1t7yo

(8) https://www.theguardian.com/world/2026/mar/03/us-israel-iran-war-christian-rhetoric

(9) https://www.youtube.com/watch?

(10) https://transcripts.cnn.com/show/sitroom/date/2008-05-22/segment/01?utm_source=chatgpt.com

(11) https://apolut.net/netanyahu-der-zerstoerer-von-hermann-ploppa

Nie, wojna z Iranem nie dotyczy Chin. Europa powinna być o wiele bardziej zaniepokojona

uncutnews-ch/nein-der-krieg-gegen-den-iran-geht-nicht-um-china/europa-sollte-sich-viel-mehr-sorgen-machen

Nie, wojna z Iranem nie dotyczy Chin. Europa powinna być o wiele bardziej zaniepokojona.

Arnaud Bertrand

Obecnie na Zachodzie głównym argumentem uzasadniającym nielegalną wojnę agresywną przeciwko Iranowi jest to, że tak naprawdę chodzi o Chiny – jest to część strategii mającej na celu otoczenie Chin i pozbawienie ich geopolitycznego partnera.

Ta narracja posunęła się już do absurdalnych skrajności. Były ambasador USA w Chinach, Nicholas Burns, publicznie wyśmiał Chiny, nazywając je „bezsilnym przyjacielem” za to, że nie wspierają Iranu w walce z USA. To wiele mówi o cynizmie części amerykańskich elit, że wysoko postawiony amerykański polityk wyśmiewa supermocarstwo posiadające broń jądrową za to, że nie rozpoczęło wojny ze Stanami Zjednoczonymi. Można by się z tego śmiać, gdyby sprawa nie była tak poważna.

Ta narracja płynie nie tylko z Waszyngtonu, ale także z Europy – i to z zaskakujących (i rozczarowujących) kierunków. Przykładem jest Jean-Luc Mélenchon, lider La France Insoumise , głównej lewicowej partii opozycyjnej we Francji. Powtarza on argumenty Waszyngtonu, twierdząc, że wojna z Iranem dotyczy w rzeczywistości Chin, ponieważ „ogranicza możliwości Chin w zakresie dostaw ropy naftowej”.

Nie można by oczekiwać, że Mélenchon powtórzy niemal słowo w słowo to, co mówią Lindsey Graham i Hudson Institute (prawicowy, neokonserwatywny think tank w USA) w Fox News – ale właśnie tak się dzieje.

Zasadniczo: jeśli Stany Zjednoczone – a zwłaszcza amerykańscy neokonserwatyści – propagują jakąś konkretną narrację wojenną, należy podchodzić do niej z dużym sceptycyzmem. Nie są oni znani z tego, że przedkładają prawdę nad dobrą narrację.

Naturalnie, powiedzieliby, że ich strategia jest częścią wielkiego planu, którego ostatecznym celem jest przekształcenie porządku globalnego i okiełznanie głównego rywala. To właśnie ta krzepiąca narracja rezonuje w Waszyngtonie.

Może to nawet prawda – może to rzeczywiście ich plan. Kto wie? Ale nawet gdyby tak było, byłoby to całkowicie nierealne. Zresztą, stare powiedzenie ma zastosowanie: „Żaden plan nie przetrwa pierwszego kontaktu z wrogiem”. Albo, jak to ujął Mike Tyson: „Każdy ma plan, dopóki nie dostanie w twarz”.

Stany Zjednoczone również miały plan „demokratyzacji” Bliskiego Wschodu poprzez wojnę w Iraku. Wszyscy wiemy, jak się to skończyło.

Prawda jest taka: niezależnie od tego, jak potoczy się wojna z Iranem – a wciąż jesteśmy na samym początku; doniesienia wskazują już, że Pentagon planuje wojnę do września – Chiny prawdopodobnie odczują jej skutki znacznie mniej niż inni. Dotyczy to zwłaszcza Europy.

Oznacza to również, że pan Mélenchon powinien bardziej martwić się konsekwencjami dla swojego kraju – Francji – zamiast powtarzać argumenty Waszyngtonu o kraju, który właściwie nie potrzebuje Iranu. Francja i Europa są natomiast o wiele bardziej zależne właśnie od rynków energetycznych, które ta wojna w ogromnym stopniu destabilizuje.

Przyjrzyjmy się liczbom i załóżmy idealny scenariusz z amerykańskiej perspektywy: Iran kapituluje, następuje zmiana reżimu i władzę przejmuje nowy, przyjazny Waszyngtonowi rząd – być może pod przywództwem Pahlawiego lub podobnej postaci.

Żeby było jasne: to jest niezwykle mało prawdopodobne. Ale przyjmijmy na chwilę tę neokonserwatywną mrzonkę.

Czy dałoby to Stanom Zjednoczonym większy wpływ na Chiny? Do pewnego stopnia tak – ale ten wpływ byłby niewielki i krótkotrwały.

Iran jest rzeczywiście znaczącym dostawcą ropy naftowej dla Chin – drugim co do wielkości po Arabii Saudyjskiej. Jednak ogólnie rzecz biorąc, Chiny są zadziwiająco samowystarczalne energetycznie: wskaźnik samowystarczalności energetycznej w zeszłym roku wyniósł 84,6% .

Jeśli przeliczyć, jak bardzo Chiny są zależne od Iranu, to stanowi to zaledwie około 1,5% ich całkowitego zapotrzebowania na energię . Dla kraju, którego własna produkcja energii pierwotnej rośnie o około 4,6% rocznie , jest to wartość niemal nieistotna.

Chiny mogłyby teoretycznie całkowicie zastąpić Iran w ciągu czterech miesięcy, po prostu zwiększając własną produkcję. W rzeczywistości przygotowania zostały już poczynione: chiński import ropy naftowej wzrósł o 15,8% w styczniu i lutym w porównaniu z rokiem poprzednim, ponieważ Pekin celowo zgromadził rezerwy.

Według analityka Chima Lee z Economist Intelligence Unit, Chiny dysponują obecnie rezerwami importowymi wystarczającymi na około 120 dni . Oznacza to, że teoretycznie kraj ten mógłby przetrwać nawet całkowite wstrzymanie importu ropy przez cztery miesiące – nie mówiąc już o zakłóceniu dostaw ropy irańskiej.

Co więcej, same Chiny są znaczącym producentem ropy naftowej: zajmują piąte miejsce na świecie , wyprzedzając Iran i Wenezuelę. W Chinach produkują mniej więcej tyle samo ropy, co Iran i Wenezuela razem wzięte.

Co więcej, Chiny – w przeciwieństwie do Europy – są sąsiadem Rosji, drugiego co do wielkości producenta ropy naftowej na świecie. I w przeciwieństwie do Europy utrzymują z tym krajem doskonałe stosunki.

Chiny zawarły z Rosją długoterminowe kontrakty energetyczne, które w dużej mierze chronią je przed wahaniami cen.

Nawet założenie, że Stany Zjednoczone wstrzymałyby dostawy do Chin, gdyby przejęły kontrolę nad irańską ropą, jest wątpliwe. Bardziej prawdopodobne jest, że zrobiłyby dokładnie to samo, co już zrobiły w Wenezueli: pobierałyby pieniądze ze sprzedaży, podczas gdy ropa nadal byłaby sprzedawana Chinom – tylko bez zniżki, którą Chiny otrzymały wcześniej.

Najbardziej prawdopodobnym rezultatem gdyby Iran znajdował się pod kontrolą USA byłoby po prostu to, że Chiny w przyszłości pozyskiwałyby te same 1,5% swojej energii z Iranu kontrolowanego przez USA.

Chiny mogłyby sobie z tym poradzić.

W rzeczywistości niektóre skutki wojny miały dotychczas pozytywny wpływ na Chiny .

Stany Zjednoczone musiały wycofać swój system obrony przeciwrakietowej THAAD z Korei Południowej – jedynej stałej amerykańskiej instalacji THAAD poza granicami kraju – aby zastąpić systemy uszkodzone na Bliskim Wschodzie.

System ten wywołał ogromne napięcia w stosunkach z Chinami w 2017 roku. Chiny wstrzymały turystykę do Korei Południowej, Grupa Lotte musiała wycofać się w dużej mierze z rynku chińskiego, Hyundai i Kia zamknęły fabryki, a K-Pop zniknął z chińskich mediów.

A teraz Stany Zjednoczone po prostu demontują ten system i wysyłają go na Bliski Wschód. Korea Południowa poniosła w ten sposób ogromne straty gospodarcze – tylko po to, by Waszyngton wycofał system, gdy tylko będzie mu to odpowiadało.

Lekcja, jaką można z tego wyciągnąć, jest oczywista.

Oprócz braku wiarygodności USA jako gwaranta bezpieczeństwa, można z tego wyciągnąć jeszcze dwie inne lekcje.

Pierwsza kwestia dotyczy ograniczeń amerykańskiej projekcji siły: Iran , państwo średniej wielkości objęte od dziesięcioleci sankcjami, w ciągu tygodnia był w stanie tak poważnie nadwyrężyć amerykańską obronę powietrzną na całym Bliskim Wschodzie, że Waszyngton musiał wycofać systemy z Azji.

Druga kwestia dotyczy jakości amerykańskiego sprzętu. THAAD jest uważany za jeden z najnowocześniejszych systemów obrony przeciwrakietowej w USA, a mimo to Iranowi udało się uszkodzić lub zniszczyć dwa systemy w pierwszych dniach wojny – właśnie tymi pociskami, które THAAD ma przechwytywać.

Jeżeli zdarzy się to w przypadku Iranu – co to mówi o jego zdolności do rywalizacji z takim przeciwnikiem jak Chiny?

Innym skutkiem wojny może być wzmocnienie chińskiej energetyki odnawialnej w perspektywie długoterminowej .

Każdy dzień, w którym Cieśnina Ormuz staje się niebezpieczna, każdy szok cenowy na rynku ropy naftowej, każda panika na rynkach energetycznych pokazuje światu, dlaczego uzależnienie od paliw kopalnych jest ryzykiem strategicznym.

Podczas gdy Stany Zjednoczone pozycjonują się jako „stacja benzynowa świata”, Chiny masowo inwestują w odnawialne źródła energii. Ta wojna potwierdza słuszność chińskiej strategii.

Chiny dominują obecnie w dużej części łańcuchów dostaw zielonej energii – od modułów słonecznych po baterie i samochody elektryczne – a światowy popyt na te technologie rośnie.

Krótko mówiąc: nawet w najlepszym dla Waszyngtonu scenariuszu Chiny po prostu tracą taniego dostawcę ropy naftowej, którego właściwie nie potrzebują – podczas gdy w tym samym czasie rośnie popyt na technologie, w których Chiny są światowym liderem.

Jeśli „wielka strategia” polega na delikatnym zakłócaniu gry przeciwnika i w ten sposób uczynieniu go silniejszym w dłuższej perspektywie, warto rozważyć jej ponowne rozważenie.

Europa jest dotknięta znacznie mocniej

Dla Europy konsekwencje tej wojny są o wiele bardziej niebezpieczne.

UE jest silnie uzależniona od importu energii. Według Eurostatu zależność od importu wynosi 58,4% – co oznacza, że ​​samowystarczalność wynosi zaledwie około 41% , czyli mniej więcej połowę tego, co w Chinach.

A od kogo zależy Europa? Przede wszystkim od USA.

Od czasu wojny na Ukrainie zależność energetyczna Europy od USA wzrosła czterokrotnie: z 4% w 2018 r. do około 22% obecnie .

Mimo że Iran nie jest bezpośrednim dostawcą energii do Europy, wojna ta ma już dramatyczny wpływ na rynki energetyczne.

De facto blokada Cieśniny Ormuz eliminuje z rynku około 20% światowych dostaw ropy naftowej . Jednocześnie katarska produkcja LNG – również stanowiąca około 20% światowego rynku LNG – jest poważnie zagrożona.

Europa jest szczególnie narażona, ponieważ jest w ogromnym stopniu uzależniona od importu energii.

A kto na tym zyskuje?

USA są krajem, który rozpoczął wojnę i największym producentem ropy naftowej i gazu na świecie.

Europa w rzeczywistości płaci Stanom Zjednoczonym premię wojenną za energię – premię stworzoną przez wojnę, którą same Stany Zjednoczone prowadzą.

Wojna mogłaby mieć podobny wynik jak wojna na Ukrainie: wówczas Europa zastąpiła rosyjski gaz rurociągowy amerykańskim LNG.

Jeśli cała Zatoka Perska zostanie zdestabilizowana, alternatyw pozostanie jeszcze mniej, a Europa stanie się jeszcze bardziej zależna od amerykańskiej energii.

Istnieje alternatywa: Europa mogłaby przyspieszyć transformację energetyczną i w większym stopniu polegać na chińskiej technologii solarnej, akumulatorowej i elektrycznej.

Ale to tworzy błędne koło: im bardziej Europa uzależnia się od amerykańskiej energii, tym większa jest presja polityczna ze strony Waszyngtonu, by blokować chińskie alternatywy.

To już się dzieje: Europa nakłada cła na chińskie samochody elektryczne i prowadzi dochodzenia w sprawie chińskich firm produkujących energię słoneczną – często działając pod presją Waszyngtonu.

To jeszcze bardziej wzmocni zależność energetyczną Europy.

Świat, w którym liczy się władza

Wojna z Iranem stanowi również niebezpieczny precedens: supermocarstwo atakuje suwerenne państwo, zabija jego przywódców i podejmuje próbę zmiany reżimu – bez poważnego powodu do wojny.

Tworzy to świat, w którym „siła ma pierwszeństwo” .

A w takim świecie jedno liczy się najbardziej: władza.

Chiny je mają. Europa nie.

Chiny mają największą na świecie marynarkę wojenną, ogromną bazę przemysłową i dominującą pozycję technologiczną w wielu kluczowych gałęziach przemysłu.

Europa jest z kolei rozdrobniona pod względem militarnym, uzależniona energetycznie i politycznie oraz podzielona.

Europa jest potęgą, która może prawdziwie istnieć tylko w świecie, gdzie panują pewne zasady. Ale to właśnie te zasady są obecnie podważane.

Dlatego z perspektywy Europejczyków obawy dotyczące Chin są właściwie irracjonalne.

Chiny prawdopodobnie poradzą sobie dobrze z tą wojną.

Europa z kolei może popaść w strategiczną zależność, z której trudno będzie się wydostać.

I właśnie dlatego Europa powinna zadać sobie pytanie:

Kto właściwie broni interesów Europy?

Źródło: Nie, wojna z Iranem nie dotyczy Chin. Europa powinna być o wiele bardziej zaniepokojona.

Netanyahu i jego sługa z USA zamordowali 20 siatkarek irańskich

Tragedia w Iranie. Władze potwierdzają śmierć 20 siatkarek

[Umknęło mi wtedy. Może też komuś z czytelników?? md]

Instagram / onnews_ir / Na zdjęciu: hala w Iranie po ataku rakietowym
Instagram / onnews_ir / Na zdjęciu: hala w Iranie po ataku rakietowym

Piotr Bobakowski 2.03.2026, sportowefakty/rakieta-spadla-na-hale-w-iranie-20-siatkarek-nie-zyje

Światem siatkówki [nie tylko.. md] wstrząsnęły tragiczne doniesienia z południowego Iranu. Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej oficjalnie potwierdziła śmierć młodych sportowców, a szczegóły napływające z regionu są przerażające.

Według informacji przekazanych przez irańską telewizję SNN oraz lokalne władze, 20 młodych siatkarek straciło życie w wyniku ataku rakietowego na halę sportową w mieście Lamerd, w prowincji Fars.

Do ataku doszło w sobotę (28 lutego) w godzinach wieczornych. Na miasto spadły łącznie cztery rakiety, które uderzyły nie tylko w obiekt sportowy, ale również w dwa budynki mieszkalne. Tragiczne wydarzenia w Fars są skutkiem zmasowanej operacji [agresji md] przeprowadzonej przez siły Stanów Zjednoczonych oraz Izraela przeciwko Iranowi

Liczba rannych szacowana jest na blisko 100 osób, a służby ratunkowe obawiają się, że tragiczny bilans może jeszcze wzrosnąć.

W obliczu tak ogromnej tragedii, Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej (FIVB) podjęła natychmiastowe działania. [bla-bla… ]

Amerykańska prowincja w Polsce

Amerykańska prowincja w Polsce

Amerykańska opcja w Polsce nie jest zwykłą opcją polityczną. Ma ona bowiem również wymiar cywilizacyjny oraz kulturowy, czego świadectwem jest amerykanizacja polskiej kultury i jednocześnie towarzysząca jej makdonaldyzacji, czyli  ujednolicanie z innymi kulturami prowadzące do utraty jej narodowego, tożsamościowego charakteru.

Fenomen opcji amerykańskiej polega jednak na czym innym. Ma ona bowiem nie poddające się racjonalizacji podłoże psychologiczne i ukształtowanie mentalne, ukierunkowane na kopiowanie amerykańskich wzorców. Jest stanem emocji i umysłu opierającym się na wierze w mit Ameryki jako imperium dobra. Z tej świeckiej wiary w opcji amerykańskiej zrodziło się przekonanie, że Stanom Zjednoczonym wolno prawie wszystko – przy założeniu, że jej głównemu „sojusznikowi”, czyli Izraelowi wolno absolutnie wszystko.

Nie oczekujmy więc, że ludzie opcji amerykańskiej – uzależnieni obecnie od nieprzewidywalności prezydenta Donalda Trumpa – poddadzą jakiejkolwiek analizie krytycznej jego wojenną politykę. Że poddadzą w wątpliwość sens ponownego – u boku Izraela – uderzenia na Iran, rozpoczętego w czasie rozmów amerykańsko-irańskich. Ich wiara w Amerykę to przecież świecka quasi-religia, której wyznawców łączy ślepe posłuszeństwo wobec zamorskiego przywódcy. Czyni ono z ludzi tej opcji w Polsce – aktywnych w niemal wszystkich partiach, z wyjątkiem obu Konfederacji – amerykańską prowincję quasi-zakonną, analogiczną do lokalnych prowincji zakonnych utrzymywanych w dyscyplinie posłuszeństwa wobec centralnej władzy danego zgromadzenia.

Prowincja w językach nowożytnych Zachodu – do którego zalicza się przecież  Polska – ma wiele znaczeń: od terytorialno-geograficznych i administracyjnych (np. wspomniana prowincja zakonu), poprzez geopolityczne i geoekonomiczne do cywilizacyjno-kulturowych i socjologicznych. W każdym przypadku oznacza jakieś oddalenie od centrum czy też stolicy w odniesieniu do imperium, zaś w dwu ostatnich opóźnienie, zacofanie, nieudolne kopiowanie.

W historii kultury polskiej prowincja odegrała ważną rolę tylko w jednej epoce – w XIX wieku, na który przypadł okres romantyzmu, a następnie pozytywizmu. Na wschodnich rubieżach I Rzeczypospolitej – podlegających zaborowi rosyjskiemu – rolę centralnych ośrodków, skutecznie konkurujących z Warszawą, odegrały wówczas Lwów i Wilno, które utrzymały swoją pozycję również w odrodzonej Polsce aż do wybuchu II wojny światowej. Ta prowincja, utożsamiana w dyskursie zarówno naukowym, jak i politycznym z kresami, wydała wybitnych twórców kultury polskiej z Mickiewiczem i Słowackim na czele, uczonych, polityków, działaczy patriotycznych i społecznych. Po dzień dzisiejszy aktualne jest pytanie: na czym polegał fenomen polskiej prowincji kresowej? Szczególnie aktualna jest wciąż ta sama odpowiedź: na zachowaniu wolności umysłu będącej gwarantem zachowania tożsamości narodowej, a nade wszystko jej dwóch fundamentalnych wektorów: kulturowego i religijnego.

Gdy porównujemy tę chlubną przeszłość narodu polskiego, z goryczą i wstydem przyznać musimy, że w tym wypadku nie dorównujemy naszym przodkom. Dobrowolne zwasalizowanie Polski wobec USA i UE oraz ich zbrojnego ramienia, jakim jest NATO – nie tylko polityczne i ekonomiczno-gospodarcze, ale również kulturowe – jest faktem. Niestety, faktem jest również i to, że nie zabory i nie komunizm odebrały nam duszę, ale obecna, degradująca zależność od Zachodu kontrolowanego przez USA. Uderzające w trwaniu tej zależności jest zachowanie proamerykańskich elit. Politycy, media i środowiska opiniotwórcze nie tylko ścigają się w jej zwiększeniu, ale ponadto chlubią się nią i coraz częściej dają temu wyraz. Ostatnio wykorzystali atak Izraela i USA na Iran nie po to, aby wreszcie nie stracić okazji, żeby zamilczeć – jak  prezydent Francji Jacques Chirac skomentował dołączenie Polski w 2001 r.  do amerykańskiej koalicji w inwazji na Irak – ale po to, aby publicznie ścigać się w wyrażeniu poparcia dla tej haniebnej agresji na niezagrażający Ameryce irański naród – zakorzeniony w starożytnej Persji.

Prowincjonalne umysły

Określenie amerykańskiej opcji w Polsce mianem prowincji ma wielowymiarowe znaczenie – polityczne, kulturowe, intelektualne, czy wreszcie moralne. Wszystkie determinują stan umysłów tej opcji. Prowincjonalne umysły – są nie tylko niesamodzielne i leniwe, ale również niedouczone, zdolne jedynie do bezkrytycznego kopiowania amerykańskiego wzorca.  Powielają na wszystkie sposoby zdyskredytowaną ideologicznie matrycę transatlantyzmu i podtrzymują irracjonalną wiarę w pochodzący z czasów zimnej wojny mit dobrego po wsze czasy amerykańskiego imperium. Wymienionych wektorów swojego prowincjonalnego myślenia nie weryfikują na poziomie różnych danych zmieniającej się rzeczywistości naszych czasów.

Gwarantem myślenia prowincjonalnego jest bowiem  rutyna i infantylne oczekiwanie na nagrodę stolicy imperium. I wystarczy im, że prezydent USA wymieni w jakimś przemówieniu nazwisko polskiego prezydenta K. Nawrockiego albo „wylewnie uściśnie” dłoń kierownika ambasady polskiej w Waszyngtonie Bogdana Klicha – jak to miało miejsce po wygłoszeniu ostatniego orędzia do narodu – aby w prowincji nad Wisłą zapanował entuzjazm i licytacja między jej stronnictwami: komu bardziej ufa amerykański przywódca;  czy też: kto z nas jest bardziej proamerykański. Już wszyscy wiedzą, że polskie partie polityczne – z wyjątkiem Konfederacji Korony Polskiej i Konfederacji, która stara się pod tym względem zachować neutralność – są proamerykańskie, z tą tylko różnicą, że w okupującym  scenę polityczną duopolu PiS jest zwasalizowany wobec Waszyngtonu bezpośrednio, natomiast PO za pośrednictwem Niemiec uzależnionych od każdej administracji Białego Domu.

Wyścigi prowincjonalnych umysłów o pierwszeństwo w zasługach dla USA już nie robią żadnego wrażenia na przeciętnym polskim wyborcy, który przesuwa swoje poparcie ze zgranych w proamerykańskim programie partii na aspirujące do przejęcia władzy obydwie Konfederacje. Amerykańskiej prowincji w Polsce jest coraz trudniej panować nad wyzwalającymi się z amerykańskiego marzenia umysłami Polaków.

Już tak łatwo jak przed dziesięciu laty – gdy rząd Beaty Szydło skutecznie zahipnotyzował polskie społeczeństwo i za jego przyzwoleniem zainstalował w Polsce pierwszą bazę USA – nie uda się nam wmówić, że 10 tysięcy, a nawet pięciokrotnie więcej amerykańskich żołnierzy zapewni nam bezpieczeństwo. Że jakiś Fort Trump stanie się cudowną kopułą chroniącą nas przed znienawidzoną przez prowincjonalne umysły  Rosją.

Odpowiedź Iranu na amerykańsko-izraelski atak na początku marca otrzeźwiła w Polsce wielu, z wyjątkiem proamerykańskiego establishmentu. Iran – co jest nowością w historii wojen proxy Waszyngtonu na Bliskim Wschodzie – zaatakował bazy amerykańskie w krajach arabskich. Dlaczego w starciu USA – NATO z Rosją Kreml miałby postąpić inaczej i w czarodziejski sposób oszczędzić Polskę, która do tego starcia dąży ze wszystkich sił? Przeciętny umysł otrząśnie się z tej hipnozy, w jaką wprowadziła Polaków amerykańska prowincja i zacznie formułować pytanie: jak długo obce bazy będą stacjonować w Polsce, bo irański precedens sprawił, że stały się dla nas niebezpieczne. Co więcej,  w polskich umysłach może zrodzić się konkluzja, że po akcji w Wenezueli i Iranie zagrożeniem dla światowego pokoju stały się USA. Prowincjonalne umysły z góry wykluczają takie wyzwalające Polaków myślenie i stygmatyzują je – oczywiście w rusofobicznym amoku – jako oddziaływanie rosyjskiej propagandy.

Programowy nihilizm

Działalność amerykańskiej prowincji jest  sprzeczna nie tylko z chrześcijańskimi wartościami moralnymi, ale również z polskim etosem narodowo-patriotycznym. I na  nic się tu zdadzą spektakularne wystąpienia jej polityków w kościołach i sanktuariach narodowych, promowanie przez katolickie media – z toruńskimi na czele. Liczą się konkretne czyny, akty polityczne, gesty, wpisy w internecie etc. Wszystkie razem są wyrazem zgody na łamanie prawa międzynarodowego przez USA i na amerykańskie wojny proxy, na wyniszczanie całych narodów przez neokolonizacyjną politykę Waszyngtonu, na bezprawne, trwające od dziesięcioleci sankcje wobec Kuby i Iranu, czy wreszcie na popieraną przez amerykańskich przywódców  ludobójczą działalność Izraela w Strefie Gazy, a ostatnio w Iranie.

W tym miejscu wymienić trzeba jeszcze jeden grzech amerykańskiej prowincji w Polsce, obciążenie szczególnie ważne dla katolików: cicha zgoda na dokonywaną od lat przez tandem Izrael – USA eliminację chrześcijaństwa i chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Towarzyszy jej  tresura Polaków w ramach walki z antysemityzmem, ukierunkowana na wygaszenie ich zainteresowania Ziemią Świętą i w ostateczności odcięcie się od niej. W ramach tej tresury Polacy mają się bać stawiania pytań w rodzaju: Czyja jest Ziemia Święta? Dlaczego w Boże Narodzenie w Betlejem nie ma chrześcijan? Kiedy będziemy znowu pielgrzymować do miejsc upamiętniających narodziny, życie i męczeńską śmierć Jezusa Chrystusa? O problemach zawartych w tych pytaniach obecnie się nie mówi, tych problemów nie porusza nawet hierarchia kościelna kibicująca amerykańskiej prowincji.

Wspólnicy Trumpa i Netanjahu  

Na gruncie chrześcijaństwa, które przez wieki wyznaczało na Zachodzie normy etyczne w życiu zarówno pojedynczych osób, jak i całych narodów, każda forma poparcia ludobójstwa – nawet symboliczna, nawet będąca tylko milczeniem wobec jego zaistnienia – oznacza współudział w nim, moralne wspólnictwo. Ludzie amerykańskiej opcji w Polsce nawet nie zadrżeli  przed ewentualnym zarzutem takiego wspólnictwa. Nikt nie zabrał głosu, gdy amerykańsko-izraelscy agresorzy w ludobójczym ataku na irańską szkołę podstawową dla dziewcząt w Minabie uśmiercili ponad 160 osób – niewinnych uczennic, nauczycieli, rodziców. Nikt nie wyraził żalu z tego powodu, nikt nie przesłał rodzinom ofiar wyrazów współczucia. Opcja amerykańska zamilkła również wtedy, gdy w kolejnym ludobójczym ataku na, tym razem na irański kompleks sportowy, zginęło 20 irańskich siatkarek.

Cynizm moralny tej opcji zdumiewa tym bardziej, że wszyscy pamiętamy oburzenie jej polityków, gdy w 2022 roku banderowska Ukraina ogłosiła, że Rosja dokonała ludobójstwa w Buczy. Mimo, iż na żądanie Moskwy Kijów do tej pory nie przedstawił imiennej listy ofiar – na wzór listy katyńskiej –  amerykańska prowincja w Polsce jednomyślnie wydała w tej sprawie wyrok: to było na pewno ludobójstwo Rosji – która notabene zdecydowanie twierdzi, że było ono upozorowane. Opcja amerykańska oczywiście potępiła Moskwę i kolejny raz Władimira Putina, demonstrując spektakularnie swoje uwrażliwienie moralne na tego typu zbrodnie. W przypadku amerykańsko-izraelskiego ludobójstwa zademonstrowała natomiast  nie tylko to, że jest po stronie ludobójców, ale również i to, że akceptuje  ich normy postępowania na arenie międzynarodowej, przyjmuje je za swoje.

To są normy dżungli, umożliwiające bezkarne zabijanie niewinnych cywili, a także panowanie w świecie w oparciu o prawo silniejszego oraz szybszego w likwidacji przeciwnika. Agresorzy amerykańsko-izraelscy nie zawahali się również zademonstrować prawa dżungli w tym drugim przypadku i z cynicznym zacięciem zlikwidowali irańskiego przywódcę Chameneiego oraz najważniejszych polityków z jego otoczenia. I jeszcze mają odwagę przekonywać opinię publiczną, że jest to jedyny sposób na „zmianę reżimu” w Iranie, otwierający jego naród na „amerykańską demokrację”.

Trumpowskie prawo silniejszego w  polityce międzynarodowej pozwala na przeprowadzenie analogii między dżunglą amerykańskiego prezydenta i dżunglą GUŁagu, który 100 lat temu zaistniał na jej prawach. Najwybitniejsze  dzieła rosyjskiej literatury łagrowej – Aleksandra Sołżenicyna i Warłama Szałamowa – pokazują, czym się kończy budowa świata opartego na prawach dżungli: zezwierzęceniem człowieka, zarówno kata, jak i ofiary. Szałamow, który dłużej od Sołżenicyna był więźniem GUŁagu – ponad 20 lat – pokazuje, że łagrowe doświadczenie jest doświadczeniem dna w życiu ludzkim. Jego bohaterowie mówią, że jednak o wiele gorsze dla człowieka jest to, że może przyjąć normy dżungli za swoje.

Najwyższą stawką w obecnej zagrywce polityków amerykańskiej opcji  w Polsce jest właśnie duchowa walka o to, aby polski naród przyjął normy dżungli za swoje.

Prof. Anna Raźny Myśl Polska, nr 11-12 (15-22.2026)

Tucker Carlson rzuca wyzwanie prawico-lewicy

Tucker Carlson rzuca wyzwanie prawico-lewicy

13.03.2026 wolnemedia/tucker-carlson-rzuca-wyzwanie-prawico-lewicy

Czasami jedno zdanie potrafi uruchomić procesy, których nikt nie jest w stanie już zatrzymać. W marcu 2026 roku takim zdaniem okazały się słowa Tuckera Carlsona: „Jeśli budzisz się rano i żyjesz w kraju, który uważa, że zabijanie nie tylko oficerów wojskowych, ale także ich córek jest w porządku, to ten kraj nie jest wart walki.”

Na pierwszy rzut oka był to tylko komentarz do tragicznego wydarzenia w Iranie. W rzeczywistości było to coś znacznie więcej – moment, w którym pękła pewna dominująca narracja amerykańskiej polityki. A gdy pęka narracja, zaczyna się walka o nową.

28 lutego 2026 roku doszło do ataku na szkołę podstawową dla dziewcząt Shajareh Tayyebeh w Minab na południu Iranu. Szkoła znajdowała się w pobliżu bazy marynarki wojennej i uczęszczało do niej wiele dzieci rodzin wojskowych. Według doniesień zginęło ponad 160 dziewczynek i kilkunastu nauczycieli. Szczególne kontrowersje wywołał charakter uderzenia – tzw. „double tap”, czyli dwa ataki w odstępie kilkudziesięciu minut. Tego typu operacje są znane z tego, że drugie uderzenie następuje wtedy, gdy na miejscu pojawiają się ratownicy.

Takie wydarzenia natychmiast stają się czymś więcej niż tylko faktem militarnym. Stają się symbolem. A symbole są paliwem narracji.

Carlson nie analizował szczegółów operacyjnych. Zrobił coś innego. Uderzył w sam rdzeń moralnej opowieści, która od lat towarzyszy amerykańskim interwencjom. Powiedział w istocie, jeśli w imię tej opowieści akceptujemy śmierć dzieci, to coś w tej opowieści jest głęboko nieakceptowalne.

W tym momencie konflikt przestał dotyczyć jednego wydarzenia. Stał się konfliktem dwóch narracji o świecie. Kilka dni później Carlson opublikował odcinek podcastu pt. „Pionki propagandy, groźba Bibiego wobec Trumpa i wielka amerykańska zdrada”.

W materiale tym zasugerował, że eskalacja konfliktu z Iranem nie była wynikiem autonomicznej decyzji Waszyngtonu. Według niego potężne wpływy – związane między innymi z polityką izraelską i osobą premiera Benjamina Netanjahu – miały odgrywać kluczową rolę w nacisku na administrację Donalda Trumpa. Według relacji przywoływanych w podcaście Netanjahu miał w prywatnych rozmowach powtarzać, że „kontroluje Stany Zjednoczone” oraz „kontroluje Donalda Trumpa”. Nagłośnił tezę, że Ameryka może być wciągana w konflikty, które nie wynikają z jej własnych interesów. To była narracja, która uderzała w fundament obowiązującego porządku politycznego.

Odpowiedź przyszła szybko. Senator Ted Cruz, jeden z najbardziej konsekwentnych zwolenników twardej polityki wobec Iranu i bliskiej współpracy z Izraelem, nazwał Carlsona „najbardziej niebezpiecznym demagogiem w tym kraju”. Nie chodziło jednak tylko o osobisty spór. W rzeczywistości była to reakcja systemu politycznego, który nagle zobaczył, że pojawiła się narracja zdolna podważyć jego podstawowe założenia.

Wydarzenia takie jak ta debata pokazują, że zanim pojawią się rakiety, armie i decyzje polityczne, wcześniej pojawia się coś innego: opowieść o świecie. To w niej określa się kto jest ofiarą, kto jest agresorem, kto ma moralne prawo do działania. Gdy taka opowieść zostaje przyjęta przez społeczeństwo, decyzje polityczne stają się tylko jej konsekwencją.

To, co widzimy w sporze Carlson–Cruz, jest tylko widzialnym przejawem znacznie poważniejszego procesu niż medialne utarczki. Pojawiła się konkurencyjna interpretacja rzeczywistości. Z niej rodzi się narracja. Narracja zaczyna organizować myślenie społeczeństw. A dopiero potem pojawiają się decyzje polityczne i konflikty. Polityka jest więc często tylko zewnętrznym przejawem tego, co wcześniej wydarzyło się w przestrzeni świadomości zbiorowej. Dlatego właśnie reakcja establishmentu była tak gwałtowna. Carlson nie zakwestionował tylko jednej decyzji politycznej. Zakwestionował opowieść, na której przez lata opierała się część amerykańskiej polityki zagranicznej. A gdy pęka dominująca opowieść, pojawia się próżnia. A w próżni natychmiast zaczynają rodzić się nowe narracje.

Dlatego prawdziwe pytanie tej debaty nie brzmi tylko „Kto decyduje o wojnie?”, lecz „W jakiej narracji świadomości te decyzje się rodzą?”. Bo zanim pojawi się rozkaz, zanim ruszą armie i zanim politycy zaczną przemawiać – wcześniej musi pojawić się opowieść, która nada temu wszystkiemu sens. I to właśnie w tej przestrzeni – zanim pojawią się wydarzenia – rodzi się historia świata.

Autorstwo: Zbigniew Jacniacki
Źródło: WolneMedia.net

[O]błędne kalkulacje

Piskorski: Błędne kalkulacje

Mateusz Piskorski myslpolska/piskorski-bledne-kalkulacje

W pewnym sensie mógłbym powiedzieć, że triumfuję: moja prognoza zrealizowała się w pełni, a nawet z nawiązką. Nigdy szczególnie nie zachwycałem się postacią Donalda Trumpa.

Od samego początku traktowałem jego fenomen jako wybuchową syntezę prostackiego populizmu (w negatywnym tego słowa znaczeniu), narcyzmu i innych problemów osobowościowych oraz mentalności nowojorskiego biznesowego cwaniaka.  To z definicji nie może być materiał na polityka tradycyjnego, szanowanego i dającego się traktować poważnie. Widocznie społeczeństwu amerykańskiemu to jednak nie przeszkadza, podobnie jak społeczeństwu ukraińskiemu – komik przebrany za prezydenta, a polskiemu – burzyciel polskiej pamięci z IPN jako głowa państwa.

Powiedzmy sobie jednak szczerze: to nie Donald Trump decyduje o rozpoczynaniu kolejnych agresji amerykańskich na świecie, to nie on wskazuje kogo ze światowych przywódców porwać, a kogo od razu zabić. Robi to klasa rządząca, której sam Trump jest posłuszną, może czasem tylko pociesznie się zacinającą marionetką. Kręgi rządzące Stanów Zjednoczonych skalkulowały, że nie opłaca im się samoograniczanie do półkuli zachodniej. Uwierzyły, że mogą zagrać o pełną stawkę, przynajmniej w jednym obszarze – surowców energetycznych.

No i zagrały, czego świadkami jesteśmy na Bliskim Wschodzie. Amerykanie chcą przejąć na zasadzie niemalże monopolistycznej światowe rynki ropy naftowej i gazu. Dlatego agresja na Iran była nieunikniona – wynikała z aktualnego układu sił grup interesów w Stanach Zjednoczonych. Kalkulacja zakładająca, że Donald Trump będzie prezydentem amerykańskiej zgody na świat wielobiegunowy i bardziej sprawiedliwy układ w stosunkach międzynarodowych zawiodła. Była bowiem od samego początku obciążona błędnym założeniem, że mocarstwem amerykańskim rządzić będą politycy wybieralni (a za nimi opinia publiczna oraz wyborcy), a nie trwałe struktury klasy realnie rządzącej.

Te ostatnie również jednak dokonały błędnej kalkulacji. Ich błąd polegał na nadmiernej pewności siebie, zakładającej, że scenariusz wenezuelski – szybka operacja specjalna prowadząca do zmiany władzy na podporządkowaną całkowicie Waszyngtonowi – jest możliwy do zrealizowania w innych częściach naszego globu. Ta błędna kalkulacja zadziwia, biorąc pod uwagę fakt, że u boku Amerykanów w koalicji zwanej przez wielu komentatorów koalicją Epsteina (jedną z niewątpliwych funkcji obecnej agresji amerykańskiej jest medialne przykrycie przykładu rozkładu i degeneracji elit rządzących bawiących się przez lata w najlepsze na prywatnej wyspie nowojorskiego stręczyciela i handlarza żywym towarem) są Izraelczycy.

Ci ostatni znani byli z dobrego rozpoznania wywiadowczego całego Bliskiego Wschodu, w tym Iranu. Powinni byli zatem wiedzieć, że system władzy w Teheranie ma zaprogramowane mechanizmy kryzysowe, które nie pozwalają na jego anihilację prostym ruchem w postaci zabójstwa formalnej głowy polityczno-religijnej teokratycznej republiki.

Aż dziw bierze, że nie wzięto pod uwagę pewnych powszechnie znanych faktów na temat państwowości irańskiej i modelu jej funkcjonowania. Chyba że założymy, że to nie żaden błąd Izraela, lecz świadoma próba wciągnięcia przezeń do długotrwałej wojny na Bliskim Wschodzie sojusznika zza oceanu. Zawiódł jednak nie tylko czynnik ludzki. W programowaniu agresji na Iran kluczową rolę odgrywać miała sztuczna inteligencja. To jej algorytmy ustalały cele ataku, odporność struktury militarnej na uderzenie i jej zdolność do odwetu. Tu też okazało się, że rzeczywistość irańska nie jest możliwa do interpretacji i zrozumienia przez najbardziej nawet zaawansowane narzędzia analityczne.

Często spotyka się twierdzenia, że najważniejsza bitwą tzw. Zachodu z resztą świata jest konflikt toczący się od ponad czterech lat na Ukrainie. Teraz o palmę pierwszeństwa rywalizować będzie z nim bliskowschodni kocioł, który zagotował dla świata Waszyngton z Tel Awiwem. W desperacji oba te ośrodki odwołują się do sił nadprzyrodzonych i argumentacji religijnej – żydowskiego mesjanizmu i chrześcijańskiego syjonizmu. Obawiam się jednak, że i to im nie pomoże.

Mateusz Piskorski Myśl Polska, nr 11-12 (15-22.03.2026)

Prof. Jeffrey Sachs: Bardzo dobre podsumowanie tej wojny bez strategii i bez sensu

[Z bardzo mieszanymi uczuciami to umieszczam. Bo ten Sachs za swej młodości to diabelski kat Polski w 1989r. On wybierał – reprezentant Sorosa, z pomocą Geremka – wykonawców z niewolenia i rabunku. A teraz – napadło go pisanie prawdy? MD]

=====================================================

Prof. Jeffrey Sachs: Bardzo dobre podsumowanie tej wojny bez strategii i bez sensu (z polskim tłumaczeniem)

Autor: pokutujący łotr, 11 marca 2026

Tragedia i upadek wszelkich zasad, nawet tych rządzących wojnami,  jaką od 11 dni przeżywa świat jest spowodowana głównie głupotą rządzących arsenałami wojennymi i tchórzliwym merdaniem przed nimi ogonkami  pozostałych polityków świata. Kongres amerykański rozkłada bezradnie ręce, gdy Trump ogłasza według własnego widzimisię i za podszeptem równie psychopatycznego prezydenta innego kraju, napad z użyciem całego amerykańskiego arsenału wojennego na trzecie niepodległe państwo.

  Jeszcze dekadą wstecz, taka samowola skończyłaby się natychmiastowym impeachmentem. Dziś – kongres rozkłada ręce, choć 3 na 4 Amerykanów jest przeciw tej wojnie. Co gorsza, media roją się od coraz głupszych i bezczelniejszych wypowiedzi prezydenta USA oraz jego bubków w Pentagonie. Mówi na przykład: bezczelnie, wobec grona najpierwszych dziennikarzy USA, że według jego rozeznania, to Irań sam zaatakował szkołę, w której zginęło 180 irańskich dziewczynek. I mówi to w sytuacji, gdy ostatnie badania wykazują, że w szkołę trafiły dwie z pięciu wysłanych rakiet tomahawk, z których jedna była tak skonstruowana, aby z reszty swego paliwa wywołać pożar. Dziewczęta więc zginęły w płomieniach. I to miałby zrobić Iran swoim stu osiemdziesięciu dzieciom!

Takie oświadczenie przynajmniej składa przed kamerami prezydent kraju napastniczego, byle nie przyznać się do błędu. Dygnitarz przekonany, e rządzi światem i nie tylko gadający już jak wariat, ale i zaczynający tak wyglądać.

Warto posłuchać tej brutalnej kwintesencji zdarzeń amerykańskiego analityka, który widzi kropki i potrafi je łączyć w całość. Szkoda, że inteligentni inaczej “polscy” politycy, zwłaszcza pisiory ślepo wpatrzone w A-amerykę! nie posiedli tej umiejętności. Niektórzy za to  pokazują się w mediach w czerwonych trumpowskich bejsbolówkach, przekonani w swoich parobczańskich łepetynach, że są niezwykle cool i na czasie. Równie głupi, niestety, są “polscy” dziennikarze i komentatorzy polityczni w mediach głównego ścieku. Czasem, słuchając ich mądrości z trzeciej ręki ma się wrażenie, że nic nie wiedzą i nic nie czytają, a jak coś usłyszą lub przeczytają to nie zrozumieją albo zaraz zapomną.

Niestety, kiedy “myśl polityczna” III RP upada, to zawsze w gnojówkę.

==============================

USA i Izrael bombardują irańskie szkoły i szpitale – bez „głupich zasad walki”.

„Zaatakujemy ich, gdy będą na ziemi”: USA i Izrael bombardują irańskie szkoły i szpitale – bez „głupich zasad walki”.

Stany Zjednoczone i Izrael zbombardowały 20 szkół i 13 szpitali w Iranie w ciągu tygodnia. Minister obrony USA Pete Hegzeth chwalił się, że rozpętał „śmierć i zniszczenie”, aby doprowadzić do upadku, bez „głupich zasad postępowania”.

Stany Zjednoczone i Izrael celowo niszczą obszary cywilne w Iranie, brutalnie bombardując szkoły, szpitale i obszary mieszkalne. Ich celem jest nie tylko zniszczenie państwa, ale także postawienie irańskiego społeczeństwa na kolana.

Sekretarz obrony USA  Pete Hegseth opisał strategię spalonej ziemi  na  konferencji prasowej w Pentagonie  4 marca.

„To nigdy nie miała być uczciwa walka i nie jest. Uderzamy ich, gdy leżą, i tak właśnie powinno być” – chwalił się Hegseth.

Z dumą dodał, że Stany Zjednoczone i Izrael przez cały dzień zsyłały na Iran „śmierć i zniszczenie z nieba”.

Hegseth zauważył, że w ciągu pierwszych czterech dni wojny z Iranem (nazwanej operacją Epicka Furia) armia amerykańska użyła „dwa razy więcej sił powietrznych” niż podczas „szokującej i przerażonej” inwazji na Irak w 2003 r.

Na kolejnej konferencji prasowej 2 marca  Sekretarz Wojny USA potępił organizacje międzynarodowe,  takie jak Organizacja Narodów Zjednoczonych, oświadczając: „Niezależnie od tego, co mówią tak zwane instytucje międzynarodowe, Ameryka rozpętuje najkrwawszą i najprecyzyjniejszą kampanię wojny powietrznej w historii”.

Hegseth chwalił się, że USA walczą bez „głupich zasad zaangażowania”. Według niego Pentagon celowo atakuje obszary cywilne i lekceważy zasady prowadzenia wojny.

USA i Izrael zbombardowały 20 szkół i 13 szpitali w Iranie w ciągu jednego tygodnia.

Według Światowej Organizacji Zdrowia,  Stany Zjednoczone i Izrael zbombardowały co najmniej 13 szpitali i placówek służby zdrowia w Iranie w ciągu pierwszych pięciu dni wojny, którą Donald Trump i Benjamin Netanjahu rozpoczęli 28 lutego. 

Według UNICEF-u,  w pierwszym tygodniu wojny Waszyngton i Tel Awiw zbombardowały co najmniej 20 irańskich szkół.

Zniszczyli  również zakład odsalania wody  , pozbawiając dostępu do wody dziesiątki irańskich wiosek.

USA i Izrael  zabiły ponad 1300 Irańczyków w pierwszym tygodniu  . 30% ofiar stanowiły dzieci.

Zarówno CNN  , jak i  New York Times  niezależnie potwierdziły, że armia amerykańska zbombardowała szkołę podstawową w mieście Minab w południowym Iranie pierwszego dnia wojny.

Stany  Zjednoczone zbombardowały szkołę dwukrotnie,  w odstępie 40 minut, aby mieć pewność, że nikt nie ocaleje.

Wojsko amerykańskie zabiło co najmniej 168 dzieci i 14 nauczycieli.

Minister obrony Hegseth opublikował  mapę obszarów  w Iranie zbombardowanych przez USA, a szkoła podstawowa w Minab wyraźnie znalazła się w strefie ataku.

Dokładnie to miał na myśli Hegseth, gdy chwalił się, że imperium USA „uderzy ich ponownie, gdy zajdzie taka potrzeba”, i to bez „głupich zasad walki”.

Masakra dokonana przez USA i Izrael jest tak drastyczna, że ​​nawet niektóre prawicowe media zachodnie, takie jak konserwatywny brytyjski dziennik The Telegraph, musiały przyznać, że „  Teheran to 'apokalipsa’ płonących szpitali  i dzieci pogrzebanych pod gruzami”, ponieważ USA i Izrael celowo bombardują obszary cywilne.

USA i Izrael chcą upadku państwa i rozpadu irańskiego społeczeństwa.

To, czego Waszyngton i Tel Awiw chcą w Iranie, to nie tylko zmiana reżimu; chodzi o zniszczenie państwa i upadek irańskiego społeczeństwa.

Niektórzy izraelscy urzędnicy otwarcie przyznali to w  raporcie Financial Times  .

Financial Times zacytował wypowiedź ministra obrony Izraela Israela Katza, który stwierdził, że „każdy przywódca mianowany przez irański reżim terrorystyczny… będzie jednoznacznym celem eliminacji”.

Plan Tel Awiwu zakłada zabicie wszystkich irańskich przywódców, tak aby kraj nie mógł być dłużej rządzony i pogrążył się w chaosie.

Potwierdził to również były wysoko postawiony funkcjonariusz izraelskiego wywiadu.

Financial Times przeprowadził wywiad z  Dannym Citrinowiczem  , który przez 25 lat pracował dla izraelskiego wywiadu wojskowego (IDI) i był szefem sekcji irańskiej w departamencie badań i analiz.

Citrinowicz powiedział FT, że Izrael dąży do „całkowitego zniszczenia tego reżimu, filarów tego reżimu, wszystkiego, co go spaja”.

Były szef wydziału analiz Iranu w izraelskim wywiadzie wojskowym powiedział, że Tel Awiw postrzega wojnę w następujący sposób (podkreślenie dodane):

Jeśli uda nam się dokonać zamachu stanu, to wspaniale. Jeśli uda nam się wyprowadzić ludzi na ulice, to wspaniale. Jeśli uda nam się wywołać wojnę domową, to wspaniale. Izraela w najmniejszym stopniu nie obchodzi przyszłość… [ani] stabilność Iranu.

Innymi słowy, USA i Izrael chcą powtórzyć w Iranie tę samą wojnę na wyniszczenie, jaką prowadzili w Strefie Gazy, a która  została uznana przez komisję ONZ za kampanię ludobójstwa  .

Wojna prowadzona przez USA i Izrael przeciwko Iranowi stanowi rażące naruszenie prawa międzynarodowego.

UNESCO, organizacja edukacyjna Organizacji Narodów Zjednoczonych, podkreśliła, że ​​bombardowanie irańskich szkół przez USA i Izrael „stanowi  poważne naruszenie  ochrony, do której szkoły mają prawo na mocy międzynarodowego prawa humanitarnego”.

Eksperci prawni jednoznacznie orzekli, że  wojna USA [ Izraela narusza prawo międzynarodowe  . Wskazali również, że Waszyngton prowadził negocjacje z Teheranem,Iran był gotowy na znaczne ustępstwa w zamian za porozumienie,  gdy Trump rozpoczął tę niespodziewaną wojnę agresywną i sabotował rozmowy.

Prestiżowa szkoła prawa Uniwersytetu Stanforda opublikowała  wywiad z  profesorem prawa międzynarodowego Allenem Weinerem, który stwierdził: „Z perspektywy prawa międzynarodowego uważam, że atak był ewidentnie nielegalny”.

Weiner podkreślił, że państwa mają prawo do samoobrony na mocy prawa międzynarodowego. Iran skorzystał z tego prawa.

Reżimy USA i Izraela twierdziły, że przeprowadziły „prewencyjne” ataki na Iran, ale Weiner podkreślił, że nie było to zgodne z prawem międzynarodowym.

Twierdził, że aby powołać się na samoobronę, państwo może uderzyć tylko wtedy, gdy ma dowody, że „znajduje się  w bezpośrednim niebezpieczeństwie ataku  ”.

W tym przypadku tak nie jest – podkreślił Weiner. Profesor prawa ze Stanford wyjaśnił:

Założenie, że Iran stanowi ogólne zagrożenie bezpieczeństwa dla interesów USA, nie stanowi bezpośredniego zagrożenia atakiem . Możliwość, że Iran w przyszłości zdobędzie broń jądrową lub międzykontynentalne rakiety balistyczne o zasięgu do kontynentalnych Stanów Zjednoczonych, również nie stanowi bezpośredniego zagrożenia atakiem.

Wojna USA i Izraela przeciwko Iranowi opiera się na kłamstwach.

Wszystkie argumenty, którymi administracja Trumpa próbowała usprawiedliwić tę nielegalną wojnę, upadły.

Pentagon  przyznał podczas zamkniętego przesłuchania  przed Kongresem, że Iran  nie  zaatakuje USA i Izraela jako pierwszy i że planuje jedynie działania odwetowe w ramach samoobrony.

Administracja Trumpa twierdziła również, że Iran jest o krok od stworzenia broni jądrowej. To również było nieprawdą.

Dyrektor generalny Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), Rafael Grossi, w wywiadzie dla CNN bardzo wyraźnie stwierdził, że  Iran  nie jest  na skraju posiadania broni jądrowej  .

Było to kolejne kłamstwo rozpowszechniane przez rząd USA w celu usprawiedliwienia nielegalnej wojny.

„Czy Irańczycy za kilka dni lub tygodni będą musieli zbudować lub posiadać bombę [jądrową]?” – pytała prezenterka CNN Becky Anderson Grossi.

„Nie” – odpowiedział wprost.

Szef Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej oświadczył: „Nigdy nie dysponowaliśmy żadnymi informacjami sugerującymi, że istnieje zorganizowany, systematyczny [irański] program budowy broni jądrowej”.

Źródło: „Bijąc ich, gdy leżą”: USA i Izrael bombardują irańskie szkoły i szpitale, „bez żadnych głupich zasad postępowania”

Tłumaczenie: LZ

Mit ochronnego parasola

Mit ochronnego parasola

11. marca 2026 Autor artykułu Marek Wójcik mit-ochronnego-parasola

Bezmyślna decyzja Trumpa, by pod naciskiem przyjaciela terrorysty, zaatakować Iran przyniosła światu wspaniały prezent. Pokazała, jak pokonać to upadające mocarstwo wydając zaledwie ułamek sumy w porównaniu z rozrzutnością budżetu militarnego USA. Iran nie musi wysyłać swoich żołnierzy na front, żeby wygrać tę wojnę. Bo frontu nie ma i nie będzie. Wystarczy, żeby wytrwale kontynuował taktykę, która w najbliższych dniach doprowadzi do upadku możliwości obrony powietrznej w rejonie wojny, głównie w Izraelu.

Chiny już wiedzą, w jaki sposób odzyskać Tajwan. Kilkaset dronów ogłupi każdy system amerykańskiej obrony powietrznej. To samo dotyczy Korei Północnej. 80 lat europejskiej geopolityki opartej na błędnej wierze w skuteczność amerykańskiego parasola obronnego, dopełnia obrazu naiwnej polityki krajów, które upadną razem ze swoim wielkim Bratem.

Nikt Europy nie musi napadać – sama potrafi siebie wykończyć.

Jeszcze Iran nie wystrzelił ani jednej rakiety hipersonicznej, przed którą nie ma ochrony. Dlaczego więc jeszcze nie zatopił amerykańskich lotniskowców? Żeby zostawić tę opcję otwartą. Prezentowanie przeciwnikowi wszystkich swoich możliwości nie jest dobrą strategią.

A Iran stosuje najlepszy z możliwych i skuteczny sposób pokonania przeciwnika.

Inwazja? Stany Zjednoczone potrzebowałyby więcej żołnierzy, niż wysłały w roku 2003 do Iraku, Czyli przynajmniej milion. Przyjrzyjmy się, jak wygląda przeciętny obywatel USA.

Zagros – tak nazywa się pasmo górskie, które taki żołnierz musiałby pokonać, żeby przedostać się w głąb Iranu. Długość ok. 1600 km, szerokość 200–300 km. Najwyższy szczyt Zard Kuh, 4548 m n.p.m. Ile lat szkolenia musiałby przejść taki mieszkaniec Dakoty, Kalifornii czy Utah, zanim będzie w stanie wykonać choćby proste zadanie?

No dobrze, żarty żartami w końcu USA ma ponad 1,34 miliona żołnierzy w służbie czynnej. Spora część z nich doskonale wyszkolona.

Widzicie jakąś możliwość zgromadzenia w pobliżu Iranu większej ilości żołnierzy bez ryzyka ostrzelania ich przez irańskie rakiety?

Dawno minęły czasy, kiedy żołnierze mieli możliwość dokonania bohaterskich czynów.na froncie. Większość z nich, zanim umrze, nie zobaczy przeciwnika. Zostają rozszarpani przez pociski i rakiety wystrzeliwane z odległości wielu kilometrów lub z dronów.

Dzisiejszy artykuł w tkp.at podaje szczegóły kolejnych wydarzeń wojny: Dzień 12 wojny agresywnej przeciwko Iranowi. Źródło.

Sen o bezpieczeństwie chronionym mitem o potędze USA, śniony przez polityków niedostrzegających radykalnych zmian na świecie jest niebezpieczną hipnozą. Niebezpieczne będą skutki takiej bezwarunkowej wiary, że oni nas ochronią. Dramatyczne przebudzenie państw z rejonu Zatoki Perskiej powinno być ostrzeżeniem dla naiwnych wyznawców amerykańskiego parasola. Ten parasol naprawdę istnieje jakkolwiek jedyna realne jego część to szpikulec, który przebije bańkę mydlaną zaufania w mit, że jakieś państwo stanie w obronie tych, którzy naiwnie liczą na pomoc, sami przy tym niewiele robiąc, by wzmocnić własną siłę obronną.

Prawo międzynarodowe w tym umowy nie mają dla Trumpa przecież żadnej wartości. Dla niego liczy się jedynie siła, której wszyscy z wyjątkiem Iranu i dwóch potęg światowych boją się bez sprawdzania, czy to nie jest blef.

Pamięci ofiar z wyspy Epsteina.

Cóż my możemy zrobić, kiedy zdajemy sobie sprawę, jak blisko znaleźliśmy się miejsca, gdzie nie ma żadnego dobrego rozwiązania i światu grozi totalna zagłada?

Przede wszystkim nie dajmy się zastraszyć. Wiem, że nie jest to łatwe, ale co nam pomoże panika? Sprowadzi nasze życie do poziomu, w którym nie warto naprawdę żyć. Każdy z nas musi kiedyś umrzeć. Obawa przed śmiercią jest naturalnym odruchem człowieka. Życie natomiast w nieustannym poczuciu zagrożenia jest koszmarem, który sami sobie zadajemy.

Gdybym mógł, zniszczyłbym wszystkie czerwone przyciski, tak, żeby nie dało się ich użyć. Skoro nie mogę, więc jedyne co mi zostało to cieszyć się życiem jak długo je mam. Właśnie na tym polega nasz wkład we własnym nieszczęściu, że zadręczamy siebie i innych strachem, który nie powoduje przeciwdziałania potencjalnemu złu.

Mam na przykład propozycją dla firmy Lego jak, zamiast narzekać, zarobić na tworzeniu produktów przedstawiających rzeczywistość.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Iran wysłał do USA „nakaz eksmisji”.

Pepe Escobar: Iran wysłał do USA nakaz eksmisji.

Nowy Najwyższy Przywódca Iranu, 57-letni Modżtaba Chamenei, wybrany przez Zgromadzenie Ekspertów, nie wypowiedział jeszcze publicznie ani jednego słowa.

IRGC przemawia za nim. Od samego początku Mojtaba był preferowanym kandydatem na następcę ajatollaha Chameneiego, człowieka, który w najdrobniejszych szczegółach zaplanował, jak złamać kręgosłup imperium.

IRGC pokazuje teraz całej planecie, a zwłaszcza Globalnemu Południu, co kryło się za „powściągliwością” zalecaną latami przez Chameneiego.

W ciągu kilku dni Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej oślepił radary USA w całej Azji Zachodniej, uzbroił Cieśninę Ormuz i zdestabilizował światową gospodarkę, a także wysłał do Waszyngtonu żądanie, które w praktyce można by uznać za żądanie kapitulacji.

——————————————————–

Oto kilka najważniejszych warunków ewentualnego zawieszenia broni – zakładając, że Teheran kiedykolwiek zaufa Stanom Zjednoczonym w kwestii ich przestrzegania:

  1. Zniesienie wszystkich sankcji wobec Iranu i uwolnienie wszystkich zamrożonych irańskich aktywów.
  2. Uznanie prawa Iranu do wzbogacania uranu na własnym terytorium.
  3. Pełne odszkodowanie za szkody spowodowane narzuconą wojną.
  4. Ekstradycja irańskich piątych felietonistów za granicę i położenie kresu zorganizowanym kampaniom medialnym przeciwko Teheranowi.
  5. Żadnych ataków na Hezbollah w Libanie ani na Ansarallah w Jemenie.
  6. Zamknięcie wszystkich amerykańskich baz wojskowych w Azji Zachodniej.

Niech to dotrze do was. Oto mamy Iran, który w zasadzie każe samozwańczej, najbardziej przesadzonej, najpotężniejszej armii w historii świata poddać się.

A teraz połączmy to z oświadczeniem dowódcy sił powietrzno-kosmicznych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, Madżida Musawiego, że „Iran przechodzi na nową doktrynę rakietową po zneutralizowaniu amerykańskich systemów obrony powietrznej w regionie. Od teraz pociski z głowicami o masie poniżej 1 tony nie będą już używane. Fale ataków rakietowych będą częstsze i będą miały większy zasięg”.

W praktyce oznacza to, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wystrzeliwuje więcej pocisków rakietowych średniego zasięgu na paliwo stałe Kheibar Shekan, podobnie jak miało to miejsce wcześniej w tym tygodniu w Tel Awiwie i w bazie Piątej Floty USA w Bahrajnie.

Kod tej pierwszej operacji, co znamienne, brzmiał „Labbayk ya Khamenei”, co oznacza „Do usług, Chamenei”. Można to uznać za pierwszą irańską operację wyraźnie dedykowaną nowemu Najwyższemu Przywódcy. Cheibar Shekan – o zasięgu 1450 km – jego wyrzutnia porusza się po drogach; można go wystrzelić z ciężarówki w mniej niż 30 minut; lata z naprowadzaniem satelitarnym i jest zwrotnym pociskiem, który wykonuje zygzakowate manewry obronne przy prędkości, która według IRGC sięga Mach 10.

I tak: od teraz przenosi głowice o masie 1 tony. To podwaja promień rażenia i siłę rażenia każdego pocisku, niezależnie od tego, jak bardzo podwaja, potraja lub czterokrotnie zwiększa piekło przechwytywania między USA a Izraelem. Pocisk przechwytujący Patriot PAC-3 kosztuje 4 miliony dolarów. Pocisk przechwytujący THAAD kosztuje 12,7 miliona dolarów. Pocisk Arrow-3 kosztuje 3,5 miliona dolarów. Wszystkie zostały systematycznie niszczone, jeden po drugim, przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej.

W praktyce Epstein Group będzie musiała teraz rozmieszczać więcej pocisków przechwytujących, których nie posiada, na każdy nadlatujący pocisk, aby osiągnąć takie samo prawdopodobieństwo sukcesu.

Następnie mamy rakiety Chorramszahr-4: zasilane paliwem ciekłym, o zasięgu od 2000 do 3000 kilometrów, przenoszące jeszcze cięższe głowice bojowe o wadze od 1500 do 1800 kilogramów, z manewrowymi pojazdami powrotnymi sterowanymi ciągiem.

Mowa o najcięższych konwencjonalnych głowicach w arsenale irańskim, które są odpalane razem ze zmodernizowanymi głowicami Kheibar Shekan.

Wszystko w imię „Labbayk ya Khamenei”. Symbolika mówi sama za siebie.

Upokorzenie, nie negocjacje

Oto najnowsze, niezaprzeczalne fakty z pola bitwy.

Zakładając, że ktoś w Waszyngtonie z IQ wyższym od temperatury pokojowej zadał sobie trud, by wyjaśnić to Białemu Domowi, nic dziwnego, że Trump teraz chwali się, że wojna jest „całkowicie zakończona”. Nawiasem mówiąc, nastąpiło to po (podkreślenie moje) jego godzinnej konferencji telefonicznej z prezydentem Putinem, o którą poprosił Biały Dom.

Oświadczenie Moskwy, przekazane przez niezłomnego doradcę prezydenta Jurija Uszakowa, zawiera następujący fragment:

„Prezydent Rosji wyraził szereg pomysłów mających na celu szybkie polityczne i dyplomatyczne rozwiązanie konfliktu irańskiego, uwzględniając m.in. kontakty, jakie utrzymywał z przywódcami państw Zatoki Perskiej, prezydentem Iranu i przywódcami kilku innych krajów”.

To dyplomatyczny żargon Putina, który wyjaśnia Amerykanom trudne fakty dotyczące życia i zgłasza się na ochotnika, by znaleźć tę nieuchwytną drogę ucieczki.

Załóżmy, że Teheran chce wziąć udział.

Według nieustannej manipulacji Waszyngtonu, przysłowiowi pochlebcy z Waszyngtonu namawiają Trumpa do „opracowania planu wycofania Stanów Zjednoczonych z wojny” i ogłaszają, że „wojsko w dużej mierze osiągnęło swoje cele” (choć nie jest to prawdą).

Faktem jest, że Biały Dom zwrócił się już do Turcji, Kataru i Omanu z prośbą o przekazanie Teheranowi amerykańskich propozycji zawieszenia broni.

Podsumowanie reakcji Iranu przedstawiono tutaj:

„Negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi nie są już przedmiotem obrad”.

Przewodniczący parlamentu Mohammad Ghalibaf: „Absolutnie nie dążymy do zawieszenia broni. Uważamy, że agresor musi zostać tak dotkliwie pokonany, aby wyciągnął wnioski i nigdy więcej nie pomyślał o ataku na drogi Iran”.

Co sprowadza nas z powrotem do pytania, dlaczego Trump, który nieustannie przechwala się, że „wygrywamy”, dzwoni do Putina, gdy wojna szaleje, i to zaledwie kilka godzin po tym, jak Putin potwierdził swoje „niezachwiane poparcie” dla Iranu i nowego Rahbara („przywódcy”), Modżtaby Chameneiego.

Nieunikniona odpowiedź brzmi, że Trump szuka strategii wyjścia. Zdecydowana większość świata, a także szereg podmiotów w państwach wasalnych, już teraz obwiniają Stany Zjednoczone za załamanie się światowej gospodarki.

Dzieje się tak, ponieważ cały rząd, powołany do życia przez zamordowanego ajatollaha Chameneiego, jest pewien, że zdoła położyć korporację Epsteina na kolanach, skąpanych we krwi.

Ajatollah Chamenei dokonał czegoś, co może przejść do historii jako największe zaskoczenie geopolityki XXI wieku. Cała zasługa należy się jego jasności wizji, wytrwałości, poświęceniu i zapierającej dech w piersiach skrupulatności planowania obecnie obowiązującej strategii obrony mozaikowej. Iran pod rządami Modżtaby Chameneiego – i jest to ogólnonarodowy konsensus – pragnie teraz jednoznacznego zwycięstwa. Imperium chaosu, grabieży i nieustającej agresji, z jego etyką „jeśli cię nie lubię, to cię zabiję”, musi zostać doszczętnie upokorzone.

Źródło: Pepe Escobar: Iran wysłał do USA nakaz eksmisji

Anglosasi – największy wróg Polski. [Wrogów ci u nas dostatek].

Anglosasi – największy wróg Polski

Kamil Waćkowski myslpolska./wackowski-anglosasi-najwiekszy-wrog-polski

Myślałem, że nic nie przebije w serwilizmie wobec Anglosasów prezydentury Andrzeja Dudy. Niestety myliłem się. Szkolony przez Amerykanów prezydent Karol Nawrocki opłakiwał śmierć  ludzi dobrowolnie służących w armii Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Polskojęzyczni politycy nie opłakiwali i przemilczeli zabitych przez ukraińską rakietę dwóch Polaków, przemilczano także śmierć polskiego wolontariusza Damiana Sobola zabitego przez Siły Obrony Izraela.

Przy okazji agresji Izraela i SZA na Islamską Republikę Iranu nie brakuje ludzi, którzy wspierają tą agresję. Polacy od wieków są wykorzystywani przez Anglosasów ze szkodą dla interesów Polski. 

Anglosaski lęk

Mam jak najgorszą opinię na temat systemu politycznego w Polsce w XVII wieku, niemniej Bohdan Chmielnicki walczył z państwem polskim. Chmielnicki prawdopodobnie pisał listy do Olivera Cromwella, który wtedy rządził Anglią. Anglia pod rządami Cromwella była też w sojuszu ze Szwecją, która była wrogiem Polski w tamtym czasie. Głównym prowodyrem rozbiorów Polski były Prusy. Anglicy wielokrotnie wykorzystywali Prusaków / Niemców jako swoje proxy na terenie Eurazji. Anglicy bali się współpracy francusko-rosyjskiej z udziałem Polaków. 

Tragedia styczniowa

Królestwo Polskie powstało dzięki inicjatywie propolskiego cara Aleksandra I. Anglicy na Kongresie Wiedeńskim występowali przeciwko planom stworzenia Królestwa Polskiego. Z jednej strony mówili o oderwanych od rzeczywistości wizjach odrodzenia Polski w granicach sprzed rozbiorów, by wbić klin między Polakami a Rosjanami. Józef Konrad Korzeniowski to polski pisarz znany również jako Joseph Conrad z racji tego, że wiele lat życia spędził w Anglii. Wujkiem Korzeniowskiego był słynny Stefan Bobrowski (ten, co mówił o wylewaniu polskiej krwi, ażeby niemożliwe było porozumienie polsko-rosyjskie). Ojcem Józefa Konrada Korzeniowskiego był Apollo Korzeniowski. Apollo Korzeniowski także był zaangażowany w walkę o niepodległość Polski. Korzeniowscy mieli swoje majątki na Wołyniu. Młody Korzeniowski wspomniał, że ojciec przyjmował Anglików w okresie poprzedzającym wybuch powstania styczniowego. Wołyń ma wiele walorów przyrodniczych ,jednak nie sądzę, by Anglicy podziwiali tam przyrodę. Powstania stanowiły stratę dla Polski. Zyskali przede wszystkim Prusacy (powstanie przyczyniło się do zjednoczenia Niemiec), Anglicy, koła niechętne Polakom w Petersburgu (zdominowane przez bałtyckich Niemców).  Powstanie styczniowe zablokowało powstanie sojuszu francusko-rosyjskiego z Polakami jako junior partnerami.

Granice Namiera 

Infantylizacja edukacji w naszej ojczyźnie po 1989 roku wpoiła wielu ludziom (użyję tutaj pewnej hiperboli), że Józef Ignacy Paderewski tak pięknie grał na fortepianie, iż prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Woodrow Wilson tak się wzruszył, że postanowił dać Polsce niepodległość. Gra Paderewskiego na fortepianie z całą pewnością nie zaszkodziła sprawie polskiej, niemniej Wilson chciał osłabić upadające monarchię w Europie poprzez stworzenie wielu małych i średnich państw, w których SZA miałby wpływy. Brytyjski premier David Lloyd George powiedział słynne słowa ,,oddać Polakom śląski przemysł to jak dać małpie zegarek’’. Politycy brytyjscy sprzeciwiali się przyznaniu Górnego Śląska naszej ojczyźnie. Podobnie Wielka Brytania podchodziła do kwestii innych ziem na zachodzie  i północy. Z drugiej strony Wielka Brytania nic Polakom nie oferowała na wschodzie. George Curzon był ministrem spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii w latach 1919-1924. Prawdziwym autorem linii Curzona był Lewis Bernstein Namier (cioteczny dziadek braci Kurskich). Linia Curzona był niekorzystna dla Polski. Lauda, Wileńszczyzna były zdominowane etnicznie przez Polaków i z całą pewnością linia Curzona była niekorzystna dla Polski. 

Politycy sanacyjni, zakompleksieni i naiwni, uwierzyli w brytyjskie gwarancje. Polscy politycy powinni pójść drogą Królestwa Rumunii czy nawet Jugosławii, czyli grać na czas czy nawet próbować się dogadać z Moskwą (Wielka Brytania Rumunom chciała to samo zaoferować co Polsce, jednak Bukareszt nie był naiwny). 

Anglosasi przeciwko polskim granicom na zachodzie

Różni wariaci, hochsztaplerzy bredzą o zamachu w Smoleńsku. Ja nie znam się na fizyce, jestem politologiem, więc będę oceniał te kwestię z puntu widzenia politologicznego. Mam wiele zastrzeżeń co do prezydenta Władimira Putina, jednak z całą pewnością nie jest on wariatem, więc nie zdecydowałby się na tego typu działanie wobec Lecha Kaczyńskiego – nieudacznika na arenie międzynarodowej, który nie miał żadnych szans na reelekcję. Tymczasem w kwestii śmierci generała Władysława Sikorskiego – Naczelnego Wodza i premiera (na zdjęciu) na Gibraltarze 4 lipca 1943 roku nie wzbudza należytego zainteresowania. Zawsze przy tego typu zdarzeniach patrzę kto zyskuje. Zyskała jedynie Wielka Brytania. Mogła dalej mamić i wykorzystywać naiwnych Polaków. Wiele na to wskazuje, że Sikorski zdał sobie sprawę z okoliczności międzynarodowych i w tamtym czasie zdecydował się na bezpośredni sojusz z Josifem Stalinem. Miejsce Sikorskiego zajął Stanisław Mikołajczyk, który na początku był brytyjską, a potem amerykańską marionetką. Na temat poziomu oderwania od rzeczywistości tego człowieka świadczy fakt, że uznawał, że powstanie warszawskiego będzie stanowiło atut w rozmowach ze Stalinem. Anglosasi, a zwłaszcza Wielka Brytania sprzeciwiali się przyznaniu Polsce Wrocławia i Szczecina. Jednocześnie nie oferowali Polakom nic na wschodzie. Czy się komu to podoba czy nie, to, że Wrocław i Szczecin są w Polsce, zawdzięczamy ZSRR.

Neobanderowcy i „Solidarność”

Niemcy wspierali przez wiele lat Organizację Ukraińskich Nacjonalistów. Gdyby ZSRR nie wkroczył do Polski we wrześniu 1939 roku, Niemcy mieli plan B w postaci wykorzystania ukraińskich terrorystów. Po klęsce Niemiec to Anglosasi przejęli niemieckie zasoby na odcinku ukraińskim. To Anglosasi wspierali działania bandytów z UPA działających na terenie naszej ojczyzny i mordujących Polaków. Neobanderyzm wspierany i tolerowany jest w anglojęzycznej części Kanady, Stanach Zjednoczonych Ameryki i w Wielkiej Brytanii.

Anglosasi finansowali ,,Solidarność’’. To Anglosasi poprzez różne fundacje polityczne rozmontowali system władzy Polsce. Naiwny I sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Edward Gierek wysyłał szereg działaczy partyjnych na studia na Zachód, a oni potem rozmontowali system polityczny PRL. 

Anglosaskie wzorce

Politycy wywodzący się z „Solidarności” [no nie.. to była i jest żydo-komunistyzna agentura. md] plus koniunkturaliści z PZPR doprowadzili do ludobójstwa ekonomicznego w naszej ojczyźnie. Po 1989 roku miliony Polaków z przyczyn ekonomicznych opuściło naszą ojczyznę. Anglosasi, Niemcy poprzez swoje aktywa w Polsce doprowadzili do grabieży polskiego przemysłu. Po 1989 roku nasza kultura, literatura, film przesiąknięte są prymitywnymi wzorcami anglosaskimi. Polska służba zdrowia nie działa idealnie, ale są kraje, w których działa źle, jak na przykład kraje anglosaskie. Nawet w sferze języka mamy do czynienia z penetracją przez Anglosasów. Coraz częściej mówi się ochrona zdrowia, a nie służba zdrowia. 

Wspólni patroni POPiS

Nadwiślańska klasa polityczna przesiąknięta jest różnymi grantojedami. Oprócz niemieckich fundacji politycznych w naszej ojczyźnie potężne są też jankeskie fundacje. Naiwni wyznawcy POPiS skaczą sobie do gardeł, tymczasem zarówno prezydent Karol Nawrocki, jak i premier Donald Tusk brali udział w programie International Visitor Leadership Program. Anglosasi od wieku wykorzystują naiwnych Polaków do realizacji swoich celów, do grania kartą polską.

Wbrew temu, co się mówi w polskojęzycznych mediach, Anglosasi są wrogami Polski, którzy za wszelką cenę będą podsycać w Polsce rusofobię, bo normalizacja stosunków polsko-rosyjskich stanowi zagrożenie dla ich interesów. W przypadku normalizacji relacji Moskwy i Warszawy położenie Polski byłoby nie przekleństwem, a korzyścią do czerpania ze szlaków transportowych. Normalizacja relacji z Federacją Rosyjską otworzyłaby możliwości wejścia Polski w kooperację z krajami Globalnego Południa. 

Kamil Waćkowski

Wojna III ? : Te same wyrazy powtarzać klika razy.

10.03.2026. – Płk Douglas Macgregor o wojnie w Iranie

uncutnews.ch/oberst-a-d-douglas-macgregor-warnt-wir-steuern-auf-den-dritten-weltkrieg-zu

W obliczu eskalacji wojny między USA, Izraelem i Iranem, emerytowany pułkownik Douglas Macgregor, były doradca sekretarza obrony za czasów pierwszej prezydentury Trumpa, przedstawił ponurą prognozę w obszernym wywiadzie. Postrzega obecny konflikt jako preludium do potencjalnej III wojny światowej i ostro krytykuje strategie Waszyngtonu i Tel Awiwu.

Macgregor argumentuje, że wojna nie tylko zakończy się klęską militarną Waszyngtonu, ale także znacząco osłabi globalną pozycję USA w perspektywie długoterminowej – z katastrofalnymi konsekwencjami dla Bliskiego Wschodu, światowej gospodarki i porządku międzynarodowego.

Odporność Iranu

Macgregor zaczyna od jasnej oceny konfliktu: wojna zakończy się źle dla USA i Izraela, podczas gdy Iran przetrwa jako potęga cywilizacyjna. Iran nie jest państwem, które może po prostu zniknąć. Nawet jeśli obecny reżim teokratyczny upadnie – co uważa rozmówca za możliwe, biorąc pod uwagę, że zmiany trwają od co najmniej dekady – wyłoni się nacjonalistyczny następca. Ludność pozostanie lojalna wobec swojego kraju i pewna jego przyszłości.

Pomysł, że bombardowania i zabijanie mułłów odmienią sytuację, jest absurdalny i halucynogenny. Wręcz przeciwnie, ogromne zniszczenia i ofiary cywilne wywołują traumę u milionów Irańczyków. Nikt nie będzie wdzięczny Stanom Zjednoczonym ani Izraelowi – wręcz przeciwnie, następny reżim prawdopodobnie zrobi wszystko, co w jego mocy, aby szybko opracować broń jądrową.

Ironia nuklearna

Właśnie na tym polega gorzka ironia polityki USA: pod pretekstem zapobiegania proliferacji broni jądrowej, maksymalna presja, a obecnie otwarta wojna, jedynie popchnęły Iran w tym kierunku. Fatwa ajatollaha Alego Chameneia przeciwko broni jądrowej z powodów religijnych straciła ważność wraz z jego śmiercią. Świecki lub nacjonalistyczny reżim mógłby porzucić tę powściągliwość i dojść do wniosku, że tylko broń jądrowa zapewnia ochronę przed zagrożeniami ze strony Stanów Zjednoczonych i Izraela.

Krytyka polityki USA

Macgregor jest bardzo krytyczny wobec wiarygodności USA. Cytuje oświadczenia z negocjacji – w tym Jareda Kushnera – w których Iran upierał się przy swoim prawie do wzbogacania uranu na mocy Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej (NPT), które to prawo jest wyraźnie gwarantowane przez ten traktat. Strona amerykańska odpowiedziała po prostu: „Mamy prawo was powstrzymać”. Jest to rażące lekceważenie porozumień międzynarodowych.

Ruiny budynków w Gazie po atakach Izraela, październik 2023.

Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku działań Izraela wobec Palestyńczyków. Masowe przesiedlenia i zabójstwa są przedstawiane jako ‚niezbywalne prawo’ – tylko dlatego, że USA zapewniają broń i ochronę polityczną. Ten podwójny standard niszczy wszelką wiarygodność.

Narracje a rzeczywistość

Pułkownik zaprzecza powszechnie panującym narracjom. Nie ma dowodów na to, że Iran zamierza podbić region, użyć broni jądrowej przeciwko USA lub zagrozić Zachodowi. Dekady propagandy stworzyły zniekształcony obraz. Zamiast tego, to Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały najwięcej krajów w ciągu ostatnich 14 miesięcy – nie Iran.

Aktualny przebieg wojny

Wojna już przynosi realne konsekwencje. Irańskie pociski uderzają w cele w Tel Awiwie i Jerozolimie, amerykańskie bazy w Bahrajnie i innych krajach są atakowane, a amerykańscy żołnierze giną. Po kilku dniach wojny Iran nie wykazuje ani militarnego, ani politycznego wyczerpania.

Netanjahu twierdził nawet, że Trump wzywał do wojny przed swoją drugą kadencją, aby powstrzymać irański program nuklearny. Macgregor ripostuje pytaniem: „Kto tak naprawdę definiuje się tutaj poprzez destrukcję i fanatyzm?”

Przewidywane strategiczne wycofanie USA

W dłuższej perspektywie Macgregor spodziewa się strategicznego wycofania USA z regionu. Sojusznicy tacy jak Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar i Bahrajn przekonali się, że bliskie relacje z Waszyngtonem ich nie chronią – wręcz przeciwnie. Amerykańskie systemy obrony powietrznej okazały się niewystarczające, a amerykańskie bazy wojskowe są atakowane. Po wojnie kraje te mogłyby uprzejmie zwrócić się do USA o wycofanie wojsk.

Macgregor dostrzega podobne tendencje w Azji. W Korei Południowej i Japonii trwają już dyskusje na temat tego, dlaczego wojska amerykańskie nadal tam stacjonują, skoro nie mogą zagwarantować ochrony w razie kryzysu.

Konsekwencje ekonomiczne

Z gospodarczego punktu widzenia zbliża się poważny kryzys. Cieśnina Ormuz jest zablokowana. Ceny ropy wzrosły o jedenaście procent, a indeks Dow Jones spada. Kraje takie jak Japonia, która pozyskuje około 72% ropy naftowej z Zatoki Perskiej, Korea Południowa – 65%, Indie i Chiny po około 50%, zostałyby poważnie dotknięte – właśnie te państwa, które są jednymi z najważniejszych filarów światowej gospodarki. Rosja korzysta na tej sytuacji i dostarcza alternatywną ropę.

Stany Zjednoczone szkodzą w ten sposób nie tylko Iranowi, ale także swoim sojusznikom. Firmy ubezpieczeniowe odmawiają ubezpieczania tankowców. Niektóre chińskie statki nadal przepływają przez Zatokę Perską – ale jeśli Waszyngton spróbuje je również zatrzymać, bezpośrednia eskalacja jest nieuchronna.

Wojna światowa ‚o niskiej intensywności’

Macgregor opisuje sytuację jako „trzecią wojnę światową o niskiej intensywności” – preludium do III wojny światowej. Dalsza eskalacja, taka jak abordaż chińskich tankowców, mogłaby wywołać globalną eksplozję.

Broń jądrowa to przede wszystkim broń polityczna bez zastosowania militarnego. Stalin już zdał sobie sprawę, że służy ona przede wszystkim jako środek odstraszający. Państwa nieposiadające własnego potencjału nuklearnego byłyby w rezultacie narażone.  Właśnie to demonstruje obecnie Zachód: dwa mocarstwa nuklearne – Stany Zjednoczone i Izrael – zagrażają państwu nieposiadającemu broni jądrowej.

Ostrzeżenie przed strategicznym upadkiem

Podsumowując, Macgregor ostrzega, że Stany Zjednoczone pilnie potrzebują bardziej zrównoważonego przywództwa, takiego, które potrafi przebić się przez propagandę i zrozumieć świat poza własnymi granicami. Obecny kurs prowadzi do strategicznej porażki – a w Waszyngtonie mało kto zdaje się w pełni pojmować konsekwencje.

Konflikt ten to coś więcej niż wojna regionalna. Może on oznaczać koniec amerykańskiej dominacji w Zatoce Perskiej i zapoczątkować fundamentalną reorganizację globalnych relacji sił.

uncutnews.ch/oberst-a-d-douglas-macgregor-warnt-wir-steuern-auf-den-dritten-weltkrieg-zu

Opracował: Zygmunt Białas

Czy Trump podjął złą decyzję o wojnie? [Groźne perspektywy, czy fantazje?]

[z dużym wahaniem umieszczam ten artykuł; ale takie perspektywy też trzeba wziąć pod uwagę MD]

Czy Trump podjął złą decyzję o wojnie?

Ta strona internetowa opiera się na wsparciu czytelników

Czy Trump podjął złą decyzję o wojnie?

Paul Craig Roberts

Propaganda, którą Amerykanie słyszą o tym, jak mocno Waszyngton i Izrael uderzają w Iran, wydaje się nie być poparta dowodami. Wygląda na to, że Marynarka Wojenna USA, którą Trump miał użyć do eskortowania tankowców przez Cieśninę Ormuz, musiała zostać przeniesiona poza zasięg irańskich rakiet. Wygląda na to, że amerykańskie bazy w naftowych państwach-miastach już nie funkcjonują, a Stany Zjednoczone będą operować z odległych Włoch. Co więcej, retoryka Trumpa nie wspiera propagandy wojennej. Mówi teraz o wojnie w kategoriach miesięcy zamiast kilku dni, ale Stany Zjednoczone i Izrael, głupio spodziewając się szybkiego upadku Iranu, nie zgromadziły wystarczającej liczby rakiet na wojnę trwającą miesiące. Dlatego Trump zaczął wspominać o „wojskach lądowych”, których wcześniej, jak twierdził, nie było w planach. Biorąc pod uwagę ogromne rozmiary Iranu – Iran jest większy niż Francja, Niemcy, Hiszpania i Wielka Brytania razem wzięte – Stany Zjednoczone nie mają wystarczającej liczby żołnierzy i wątpliwe jest, aby Izrael zaryzykował swoją obecność. Izraelczycy sprytnie wykorzystali zachodnie wojska przeciwko Irakowi i Libii oraz siły arabskie do obalenia Syrii.

Nawet nieliczni komentatorzy, z których wielu to doświadczeni wojskowi, mówią o Rosji, Chinach czy Indiach jako mediatorach konfliktu i o tym, jak doprowadzić go do końca za pomocą mediacji. Najwyraźniej nigdy nie zastanawiali się nad tym, jak można mediatować konflikt, gdy jedna strona, izraelsko-amerykańska, zamierza zniszczyć drugą. W jaki sposób Iran zamierza mediować w tej sprawie? Dla Iranu jest to konflikt egzystencjalny. Przetrwanie Iranu jako suwerennego państwa zależy wyłącznie od zwycięstwa Iranu. Rząd irański, który poddałby się mediacji, poddałby się unicestwieniu Iranu jako państwa. Byłby to rząd zdrajców.

Nigdy nie rozumiałem, jak rząd irański mógł być tak kompletnie źle poinformowany, by sądzić, że chodzi o to, czy Iran wzbogacał uran do produkcji broni jądrowej. Kwestia nuklearna nigdy nie była niczym więcej niż pretekstem do zniszczenia Iranu. Prawdziwym problemem zawsze było usunięcie Iranu z drogi Wielkiego Izraela. Poprzednim pretekstem była „wojna z terroryzmem”, którą syjonistyczni Bush i Obama wykorzystali do zniszczenia Iraku i Libii, a która została wykorzystana do zniszczenia Syrii. Syjoniści jasno dali do zrozumienia, że ​​ich celem jest Wielki Izrael. Sam Netanjahu i kilku izraelskich ministrów pokazywało w telewizji mapy Wielkiego Izraela, terytorium obejmującego muzułmański Bliski Wschód. To nowe określenie amerykańskiej wojny o Wielki Izrael w XXI wieku zostało zapoczątkowane przez syjonistyczny reżim Donalda Trumpa. Jak to możliwe, że rząd irański uważał, że Waszyngton jest w jakikolwiek sposób zainteresowany negocjowaniem umowy o broni niejądrowej z Iranem? Tak jak Rosja i Chiny zdają się nie rozumieć doktryny Wolfowitza, tak Iran zdaje się nie rozumieć planu Wielkiego Izraela. Nie ma żadnej możliwości, aby jakikolwiek rząd irański wynegocjował wyjście z Wielkiego Izraela. Ale spójrzmy, jak Iran ponownie oddaje zwycięską kartę i wraca do negocjacji.

Według posiadanych przeze mnie informacji, przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA ostrzegł prezydenta Trumpa, aby nie inicjował wojny, jeśli nie zgromadzono wystarczających zapasów broni. Jednak Trump, przekonany przez kogoś, być może Netanjahu, że wystarczy kilka pocisków i bomb, a upadek irańskiego rządu umożliwi narzucenie władzy marionetkowego władcy, takiego jak syn byłego amerykańskiego marionetkowego władcy Iranu.

Jak wiedzą moi wierni czytelnicy, zawsze obawiałem się, że syjonistyczni neokonserwatyści sprzymierzeni z Izraelem, którzy kontrolują amerykańską politykę zagraniczną od czasów George’a W. Busha, zbyt mocno naciskają na Rosję, Chiny i Iran. Plan syjonistycznych amerykańskich neokonserwatystów, zakładający amerykańską hegemonię światową i izraelską hegemonię na Bliskim Wschodzie, prowadzi do nuklearnego Armagedonu.

Moim zdaniem Rosja, Chiny i Iran są źle rządzone przez przywódców, którzy przedkładają nadzieje nad rzeczywistość i dlatego nie rozumieją, że są celem amerykańskiej i izraelskiej hegemonii. To prawie tak, jakby nigdy nie czytali doktryny Wolfowitza ani nie mieli pojęcia o syjonistycznej doktrynie Wielkiego Izraela.

Staram się zachować optymizm. Ale Rosja i Chiny, które mają powstrzymywać amerykańską neokonserwatywną agresję, całkowicie zawiodły w swoich obowiązkach. W rezultacie Putin prowadzi wojnę na Ukrainie, której nie chce wygrać. Chiny udają, że mogą uniknąć wojny, mimo że ich import ropy naftowej został zmniejszony o 50% przez wojnę, której Chiny mogłyby zapobiec. Rząd Iranu, próbując uniknąć wojny, która dla każdego inteligentnego człowieka była oczywista, po raz drugi poddał się amerykańskim „negocjacjom” i znów został oszukany i zaatakowany z zaskoczenia. Wygląda na to, że Rosją, Chinami i Iranem nie kierują ludzie kompetentni i mający kontakt z rzeczywistością. Czy zanim Rosja i Chiny ockną się i ockną, ich jedyną opcją będzie broń jądrowa?

Glenn Greenwald wskazuje na hipokryzję prezydenta Donalda Trumpa i jego zwolenników z kampanii Make Israel Great Again, którzy twierdzą, że zmiana reżimu za pomocą bomb i pocisków nie jest wojną.   Prawdziwe pytanie brzmi jednak, czyj reżim zostanie zmieniony?   Iranu czy Trumpa? greenwald/trump-iran-war-is-an-open-ended-regime

Twierdzenie Trumpa, że ​​Iran to „domek z kart”, który się zawali, już okazało się błędne. Jeśli irańskie rakiety przetrwają Trumpa i Izrael, amerykańskie bazy i szatański Izrael zostaną zmiażdżone, chyba że Iran będzie miał niekompetentny rząd, który nie rozumie, że walczy o przetrwanie Iranu i głupio zgodzi się na zawieszenie broni. Dopływ ropy zostanie wstrzymany, a winą obarczony zostanie Trump. Inflacja w Ameryce wzrośnie, zatrudnienie spadnie, spadki na giełdzie wyczerpią majątek, a jeśli Trump nie będzie w stanie przekupić jakiegoś głupiego kraju, by najechał Iran (choć nie zrobiłoby to żadnej różnicy), jedyną alternatywą dla utraty twarzy jest atak atomowy na Iran lub nakazanie Izraelowi dokonania tego za zgodą prezydenta Trumpa.

Jeśli Trump będzie musiał ratować się bronią atomową, kiedy obiecano nam trzydniowy okres bez wojny, Trump i Stany Zjednoczone będą skończeni. Trump będzie skończony również, jeśli przegra wojnę z wyboru, którą głupio rozpoczął w roku wyborów parlamentarnych.

Oczywiście, nie powinniśmy tak mówić, ale fakty są faktami.

Tymczasem reżim Trumpa nadal utwierdza swoją władzę nad resztą świata. Trump jest jeszcze bardziej bezczelny w swoim twierdzeniu o hegemonii Waszyngtonu niż syjonistyczni neokonserwatyści, którzy kontrolowali amerykańską politykę zagraniczną w imieniu Izraela w XXI wieku. Zastępca sekretarza stanu oświadczył, że Waszyngton nie pozwoli Indiom stać się silnym rywalem Ameryki, takim jak Chiny. Tyle w kwestii suwerenności narodowej Indii. https://www.rt.com/india/633990-us-wont-allow-india-to/  

Trump oświadcza, że ​​„musi brać udział w wyborze następnego przywódcy Iranu”.   Według Trumpa, buduje on demokrację w Iranie, ale ludzie nie mogą sami wybrać swojego przywódcy.

Trump oświadcza, że ​​zmiana reżimu na Kubie „to tylko kwestia czasu”. Najpierw Trump zmieni reżim w Iranie, a potem zmieni reżim na Kubie.

Innymi słowy, „Prezydent Pokoju” stał się „Prezydentem Wojny”.

Traci zwolenników Trumpa.   Baza Trumpa jest podzielona. Trump stracił Marjorie Taylor Green i Thomasa Masseya, swoich najskuteczniejszych zwolenników w Kongresie. Trump stracił Tuckera Carlsona, swojego najskuteczniejszego zwolennika w mediach. 

Jeśli okaże się, że Trump pozwolił szatańskiemu premierowi Izraela sprowokować go do rozpoczęcia wojny, którą   przegra w roku wyborów parlamentarnych, nie będzie nikogo, kto obroniłby Trumpa przed impeachmentem.

Powiedz mi, czy to świadczy o inteligencji prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Wojna, którą Trump rozpoczął w imieniu Izraela, niesie ze sobą wiele zagrożeń. Jednym z nich jest to, że aby uniknąć porażki, Trump lub Izrael mogą użyć broni jądrowej.

Pamiętajmy, że Stany Zjednoczone nie były w stanie pokonać Korei Północnej i Chin w wojnie koreańskiej. Stany Zjednoczone przegrały wojnę w Wietnamie. Stany Zjednoczone w Afganistanie nie były w stanie pokonać kilku tysięcy słabo uzbrojonych talibów. Prawdopodobieństwo, że Stany Zjednoczone pokonają kraj tak duży i pozornie spójny, jak Iran, jest niewielkie.

W każdym kraju jest pełno zdrajców, w tym w Iranie, gdzie „postępowcy” są przekupieni i opłacani przez Waszyngton i Izrael. Możliwe, że tym „postępowcom” uda się zdradzić naród irański. Jeśli im się to uda, a Iran upadnie, wzrost ego Trumpa sprawi, że kolejne cele staną się Rosja i Chiny.

Zarówno Putin, jak i Xi wystawili swoje kraje na próbę obalenia ich przez Trumpa. Każdy z nich mógłby z łatwością, niewielkim kosztem, zapobiec izraelsko-amerykańskiemu atakowi na Iran.  

To było takie proste. Rosja, Chiny i Iran musiały tylko ogłosić porozumienie o wzajemnym bezpieczeństwie. Atak na jedno państwo to atak na wszystkie. Nawet egoiści tacy jak Trump i Netanjahu wiedzą, że nie mogą jednocześnie toczyć wojny z Rosją, Chinami i Iranem. 

Ale Iran po raz drugi zaufał negocjacjom z Waszyngtonem, które ponownie zostały wykorzystane do podstępnego ataku na Iran.   Putin wierzy, że jego „specjalne stosunki z Donaldem Trumpem” zapewnią Rosji wzajemny pakt bezpieczeństwa, który zakończy konflikt na Ukrainie. Chińskie władze najwyraźniej nie potrafią myśleć dalej niż umowy handlowe. Dlatego jeśli ten obraz przywódców Rosji i Chin jest prawdziwy, a Trump odniesie zwycięstwo nad Iranem, Trump prawdopodobnie rozpocznie większe wojny.

Przez ćwierć wieku, a właściwie dłużej, obserwowałem, jak głupi Arabowie, zajęci walką i wzajemnym wyprzedaniem, są masakrowani przez syjonistyczne siły amerykańskie, sformowane przeciwko nim przez Izrael. Przez ćwierć wieku obserwowałem, jak Rosja, Chiny i Iran nie dostrzegają śmiertelnego zagrożenia dla ich narodowego bytu, jakie stwarza Waszyngton i jego marionetkowe państwa NATO. Rosyjscy komentatorzy, tak postępowi w swoim myśleniu, łudzą się, że Rosja w jakiś sposób doprowadziła do rozłamu między Ameryką a Europą. Co za nonsens.

Poza Aleksandrem Duganem, niezwykle trudno jest znaleźć w Rosji inteligentny komentarz na temat wyzwań, przed którymi stoi kraj.

Chiny zdają się być zagubione w przekonaniu, że Chiny zwyciężają, nic nie robiąc i czekając na agresora.   To działa tylko wtedy, gdy agresor współpracuje.

Być może Donald Trump, sprawdzony i niezawodny agent Izraela w czasie wojny, zostanie usunięty z urzędu po wyborach uzupełniających. Jeśli tak się stanie, perspektywa wojny nuklearnej w okresie przejściowym zmniejszy się.   Jeśli nie, a Iran utrzyma władzę, Stany Zjednoczone po raz drugi w historii prawdopodobnie uciekną się do użycia broni jądrowej. Myślę, że to by wykończyło Amerykę.