Zełenski – UPA – USA

Zełenski – UPA – USA

Łukasz Jastrzębski myslpolska/zelenski-upa-usa

Oczywistością jest to, że nadanie przez przywódcę Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy honorowej nazwy „imienia Bohaterów UPA” zabolało wszystkich świadomych Polaków.

Oczywistością jest również to, że Ukraińcy doskonale wiedzieli jakie reakcje wywoła to Polsce. Liczyli jednak, że skończy się burzą w szklance wody – spowoduje oburzenie w mediach i jak zwykle sprawa przycichnie. Musieli jednak zdawać sobie sprawę, że użytkownicy mediów społecznościowych, dziennikarze i komentatorzy zmuszą władze Polsce do reakcji. Tak się oczywiście stało.

Każdy naród i państwo muszą budować swoją tożsamość na bohaterach. Ukraina ma sprawę utrudnioną. Słusznie prof. Adam Wielomski napisał, że: „Tożsamość Ukrainy budowana jest na bohaterach, którzy mają polską krew na rękach. Bo wszyscy ci, którzy walczyli o niepodległość Ukrainy walczyli o nią z Polską i z Rosją. Ukraina to południowa Ruś, którą historycznie Polacy i Rosjanie wydzierali sobie z rąk. Antypolskość i antyrosyjskość jest genetycznie wbudowana w polityczną tożsamość ukraińską”.

Więc nie mogło i nie może być inaczej. Co jakiś czas te sprawy będą wracać – bo czeka nas zapewne ekshumacja i honorowy pochowek Dmytro Doncowa i Stepana Bandery.

Prawda jest taka, że ukraińskie i polskie stanowisko historyczne się wykluczają.

Sytuacja zaangażowanej po stronie Ukrainy Polski stała się dla rządzących problematyczna. Ociężałe i delikatnie, zaprotestowało jednak polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz Instytut Pamięci Narodowej. Sekretarz Stanu MSZ Marcin Bosacki rozmawiał w tej sprawie z ambasadorem Ukrainy w Polsce Wasylem Bodnarem. Polski dyplomata wyraził głębokie niezadowolenie. Chargé d’affaires Piotr Łukasiewicz z koli przekazał stanowisko strony polskiej wiceministrowi spraw zagranicznych Ukrainy Oleksandrowi Miszcze. Zarówno Ukraińcy, jak i polskie władze liczyły, że sprawa skończy się burzą w szklance wody – spowoduje oburzenie w mediach i jak zwykle sprawa przycichnie. Stało się jednak inaczej.

Nikt nie mógł przewidzieć reakcji Lecha Wałęsy. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla wprost stwierdził, że Zełenskiemu odmawia wsparcia. Myślę, że to zupełnie autonomiczny pomysł byłego lidera Solidarności. Od czasu do czasu niepilnowany wśród wielu bzdur mówi rzeczy niepopularne, słuszne i zdroworozsądkowe. W 2022 roku Wałęsa w wywiadzie dla rosyjskiego portalu RuBaltic powiedział następujące zdanie: „Zaczniemy budować dziś nowy świat. Bo z Gdańska i Warszawy do Moskwy jest zawsze bliżej, niż do Waszyngtonu. Bliżej, lepiej, taniej. Gdzie dwóch się bije – tam trzeci korzysta. Ile razy pozwalaliśmy innym czerpać zyski z tego momentu, ciągle się kłócąc i nie mogąc dojść do porozumienia”. Oburzenie proukraińskich elit wywołała z kolei wizyta byłego prezydenta w 2024 roku w Domostawie pod monumentalnym pomnikiem upamiętniającym Polaków wymordowanych przez Ukraińców „Rzeź Wołyńska”.

Lech Wałęsa jest dzisiaj bardzo słabą marką w Polsce, dużo lepszą w Unii Europejskiej i znaczącą w Stanach Zjednoczonych. Te wydarzenia związane z prezydentem Wałęsą są niedoceniane w Polsce, ale jednak zauważalne wśród elit Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej. To z kolei powoduje, że mają znaczenia dla Ukrainy. Lech Wałęsa zapewne nieświadomie realnie zaszkodził przywódcy Ukrainy.

Strona ukraińska moim zdaniem spodziewała się reakcji w mediach społecznościowych i niezadowolenia wśród prawicowych polityków, Niespodzianką natomiast był dla nich ruch prezydenta Karola Nawrockiego. Prezydent chce – a przynajmniej zadeklarował chęć – odebrania przyznanego przez swojego poprzednika Andrzeja Dudę Orderu Orła Białego Zełenskiemu. Prezydent Polski powiedział: „Wołodymyr Zełeński dostarczył najlepszego materiału i wiele tlenu rosyjskiej propagandzie swoją decyzją”. Stwierdził również, że zaproponuje „aby jednym z punktów kapituły Orderu Orła Białego było odebranie prezydentowi Zełeńskiemu orderu”. Przyznaję, że również tego nie przewidziałem. Uważam, że ta decyzja nie była samodzielna.

Moim zdaniem decyzja o utarciu nosa Wołodymyrowi Zełeńskiemu przez prezydenta Polski Karola Nawrockiego prawdopodobnie mogła zapaść na ulicy Pięknej [amb. USA md] w Warszawie lub, co jest prawdopodobne, zyskała tam zrozumienie i aprobatę. Stany Zjednoczone oczywiście popierają Ukrainę w jej walce z Federacją Rosyjską, ale czynią to zupełnie inaczej niż zdecydowana większość krajów Unii Europejskiej i Wielka Brytania. Wspierają wywiadowczo, sprzedają jej zyskownie broń, ale jednocześnie prowadzą rozmowy z jej przeciwnikami. USA opowiadają się za czymś co Bogusław Jeznach nazywał „wojną w ryzach”. Amerykanie chcą konfliktu terytorialnie ograniczonego i politycznie kontrolowanego. Jawnie konfrontacyjne wypowiedzi liderów zachodnioeuropejskich wadzą procesowi negocjacyjnemu zakulisowo prowadzonemu przez USA z Białorusią i Federacją Rosyjską.

Zełenski dzięki bezwarunkowemu wsparciu ze strony Brukseli i Londynu umocnił swoją pozycję, co utrudnia uplastycznianie kijowskiego stanowiska przez Waszyngton – a dokładniej przez ekipę prezydenta Donalda Trumpa. Dokładnie tak też odczytuje fakt, że w pożyczce dla Ukrainy nie będą partycypować Węgry, Słowacja i Czechy. Uważam, że decyzja Budapesztu, Bratysławy i Pragi była konsultowana z Waszyngtonem. Pozostałe 24 państwa członkowskie – w tym Polska – będą w płacić około 3 000 000 000 euro odsetek rocznie. Myślę, że Polska również miała szansę wyślizgnięcia się z tej pułapki lub przynajmniej ograniczenia jej kosztów.

Stany Zjednoczone mają jeszcze w rękawie specjalną kartę, której do tej pory nie chciały użyć. Jest nią karta izraelska. Waszyngton zawsze może użyć argumentu o skrajnym antysemityzmie formacji czczonych przez rządzących Ukrainą. Bo nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie próbował oczyścić z zarzutu antysemityzmu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii czy 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien”. I moim zdaniem w ostatecznej rozgrywce argument ten zostanie przez Amerykanów użyty, mimo pewnego zabezpieczenia jakim jest pochodzenie przywódcy Ukrainy.

Na polskiej scenie politycznej praktycznie nie ma polityków przeciwnych euroatlantyckiemu, a co za tym idzie antyrosyjskiemu kierunkowi politycznemu. Prezydent Karol Nawrocki również jest euroatlantystą i rusofobem. Moim zdaniem nie jest jednak ideowym ukrainofilem. Jest politykiem bardziej z naciskiem na atlantyzm, niż europeizm. Nadaje się na umiarkowanego trumpistę. Nie ma on już tak nabożnego stosunku do Unii Europejskiej jakie mają weterani styropianu w rodzaju Donalda Tuska. Myślę, że strona amerykańska mogła zagrać z polskim prezydentem sugerując mu pomysł odebrania Orderu Orła Białego roszczeniowemu również względem Stanów Zjednoczonych przywódcy Ukrainy.

Takie stanowisko obecnego prezydenta Polski powoduje większy sceptycyzm polskiego społeczeństwa wobec polityki Ukrainy. Liczące się siły polityczne w Polsce – ze względu na nieprzewidywalność najbliższych lat – muszą brać pod uwagę odczucia społeczeństwa w stosunku do bezwarunkowego wspierania Ukrainy. Sprawa ukraińska stała się kluczowa, co widać po wynikach sondażowych Konfederacji i Korony. Osłabienie pozycji Wołodymyra Zełeńskiego na europejskiej – w tym polskiej – scenie politycznej jest w interesie Stanów Zjednoczonych. Moim zdaniem jest również interesie narodu polskiego. Polityka wewnętrzna krajów Unii Europejskiej ma bezpośrednie przełożenie na politykę wewnętrzną Ukrainy. Całościowo sytuacja może spowodować przyszłościowo większą elastyczność przywódcy Ukrainy względem procesu negocjacyjnego prowadzonego między Waszyngtonem a Mińskiem i Moskwą. W tym kontekście oceniam decyzję prezydenta Karola Nawrockiego za słuszną.

Łukasz Jastrzębski

Czy prezydent Trump dopuścił się zdrady stanu?

Czy prezydent Trump dopuścił się zdrady stanu?

Paul Craig Roberts

paulcraigroberts.org/has-president-trump-committed-high-treason

 Przyjrzyjmy się tej sprawie. W przysiędze składanej podczas zaprzysiężenia prezydent-elekt ślubuje wierność Konstytucji Stanów Zjednoczonych oraz zobowiązuje się bronić jej przed wrogami, zarówno wewnętrznymi, jak i zewnętrznymi. Innymi słowy, wrogowie Konstytucji są wrogami Stanów Zjednoczonych (obecnie do wrogów Konstytucji zaliczają się również wydziały prawa na amerykańskich uniwersytetach). Gdyby zapytać, czym są Stany Zjednoczone, jedni odpowiedzieliby, że są ideą, inni – że określonym terytorium geograficznym. Jednak takie definicje można odnieść do każdego państwa, a więc nie definiują żadnego.

Prawidłowa odpowiedź brzmi: Stany Zjednoczone są Konstytucją. Konstytucja określa ustrój państwa, kompetencje poszczególnych władz, podział kompetencji między rząd federalny a stany, prawa obywateli i ochronę tych praw, a także procedurę zmiany samej Konstytucji, czyli zmiany Stanów Zjednoczonych.

Bez Konstytucji Stany Zjednoczone byłyby innym krajem. To nie wybory czynią człowieka prezydentem. Czyni go nim złożona przysięga obrony Stanów Zjednoczonych poprzez obronę Konstytucji. Gdyby wybrany prezydent odmówił złożenia tej przysięgi podczas ceremonii zaprzysiężenia, nie mógłby objąć urzędu. Kiedy przyszły prezydent przysięga na Konstytucję, przysięga tym samym Stanom Zjednoczonym. Najważniejszą częścią Konstytucji są poprawki, czyli Karta Praw, która musiała zostać dołączona do Konstytucji, aby wszystkie stany założycielskie zaakceptowały ten dokument. Karta Praw chroni obywateli przed ograniczaniem ich praw przez rząd oraz przed stosowaniem wobec nich przemocy lub represji za działania chronione przez Konstytucję. Najważniejszym z tych praw jest wolność słowa. Jest ona zawarta w Pierwszej Poprawce, ponieważ bez wolności słowa obywatele nie są w stanie pociągać władz do odpowiedzialności za naruszanie pozostałych praw i ograniczeń nałożonych na rząd.

Sympatia Trumpa do syjonistycznego Izraela miała doprowadzić go do działania naruszającego jego przysięgę urzędową i być może stanowiącego zdradę stanu wobec Stanów Zjednoczonych.

Trump wydał rozporządzenie wykonawcze, które w praktyce tworzy odpowiednik Ustawy o Podburzaniu (Sedition Act) na rzecz Izraela. Zabrania ono obywatelom Stanów Zjednoczonych korzystania z prawa zagwarantowanego przez Pierwszą Poprawkę do krytykowania Izraela za ludobójstwo Palestyńczyków, gwałty i tortury wobec palestyńskich więźniów, niszczenie domów, wiosek i gajów oliwnych przez izraelskich osadników jawnie przywłaszczających sobie ziemię palestyńską, zabójstwa zagranicznych przywódców, nadmierny wpływ na amerykańską władzę ustawodawczą i wykonawczą, rządy stanowe, media, finanse i edukację oraz za wojny agresywne prowadzone przeciw państwom Bliskiego Wschodu. Amerykańskim krytykom Izraela nie wolno nawet skarżyć się na oszczerstwa, zniesławienia i pomówienia kierowane pod ich adresem przez Żydowską Ligę Przeciw Zniesławieniu (ADL).

Dla Amerykanina samo stwierdzenie, że został zniesławiony przez syjonistów, może oznaczać ryzyko ukarania za antysemityzm. Mówiąc wprost: Trump i pełniąca obowiązki prokuratora generalnego osoba postawili ochronę Izraela, obcego państwa, ponad prawa obywateli amerykańskich wynikające z Pierwszej Poprawki.

Oznacza to, że Trump oraz jego współpracujący z nim prokurator generalny służą interesom obcego państwa, zawieszając – bez jakiegokolwiek prawa czy upoważnienia – wolność słowa gwarantowaną obywatelom przez Konstytucję Stanów Zjednoczonych. To stawia Trumpa w sprzeczności z jego przysięgą obrony Konstytucji i podważa ważność jego zaprzysiężenia na urząd prezydenta. Trump wydał zarządzenie, które jego posłuszny prokurator generalny zaakceptował, podporządkowując Konstytucję Stanów Zjednoczonych interesom Izraela.

19 maja pełniący obowiązki prokuratora generalnego Stanów Zjednoczonych wydał następujące oświadczenie: „Prezydent Trump jasno dał do zrozumienia, że ta administracja nie będzie tolerować antysemityzmu [rozumianego jako jakakolwiek krytyka Izraela i Żydów], a Departament Sprawiedliwości jest zobowiązany do realizacji tej dyrektywy. Ta ogólnokrajowa inicjatywa stanowi ważny krok w zapewnieniu społecznościom w całym kraju świadomości, że rząd federalny jest gotów współpracować z nimi w zwalczaniu zagrożeń antysemickich, ochronie bezpieczeństwa publicznego i obronie praw obywatelskich.” Zwróćmy uwagę, że według prokuratora generalnego Trumpa „obrona praw obywatelskich” oznacza w praktyce pogrzebanie Pierwszej Poprawki, która chroni wolność słowa obywateli Stanów Zjednoczonych. Występując przeciw Pierwszej Poprawce, Trump i jego prokurator generalny wystąpili przeciw Konstytucji Stanów Zjednoczonych, a tym samym przeciw samym Stanom Zjednoczonym.

Innymi słowy, obaj wydają się winni zdrady stanu. Fakt, że Trump i jego prokurator generalny opowiedzieli się po stronie Izraela przeciw prawom obywateli amerykańskich wynikającym z Pierwszej Poprawki i Konstytucji, rodzi pytanie, czyje interesy rzeczywiście reprezentują. Wydaje się oczywiste, że gotowość Trumpa do poświęcenia Konstytucji Stanów Zjednoczonych w celu ochrony Izraela przed słowną krytyką wskazuje, iż dopuścił się on zdrady stanu, służąc interesom obcego państwa. To zaś czyniłoby go wrogiem Konstytucji, a tym samym wrogiem Stanów Zjednoczonych.

Jeśli moje rozumowanie jest poprawne, dlaczego prezydent Trump nie miałby zostać aresztowany i postawiony przed sądem za zdradę stanu przeciwko Stanom Zjednoczonym? Dlaczego pełniący obowiązki prokuratora generalnego, będący zarazem osobistym adwokatem Trumpa, nie ostrzegł go, że wkracza na grunt mogący zostać uznany za zdradę stanu? Czy osoba pomagająca prezydentowi w potencjalnym popełnieniu zdrady stanu nadaje się na urząd prokuratora generalnego Stanów Zjednoczonych? 

Iran wciągnął USA w pułapkę: Larry Johnson ostrzega przed kryzysem energetycznym, dolara i gospodarczym

Iran wciągnął USA w pułapkę: Larry Johnson ostrzega przed kryzysem energetycznym, dolara i gospodarczym

W niedawnym wywiadzie były oficer CIA i analityk wywiadu Larry Johnson analizuje narastającą konfrontację między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Johnson dochodzi do zaskakującego wniosku: pomimo nalotów, sankcji i presji militarnej, Stany Zjednoczone nie osiągnęły jeszcze swoich celów strategicznych. Zamiast tego Waszyngton coraz częściej znajduje się w sytuacji, w której realnymi konsekwencjami konfrontacji są szkody gospodarcze, izolacja geopolityczna i utrata globalnych wpływów.

Ataki na Bandar Abbas – bardziej symboliczne niż skuteczne?

Punktem wyjścia do dyskusji są niedawne ataki amerykańskie na cele w Bandar Abbas.

Podczas gdy Centralne Dowództwo USA twierdzi, że zniszczyło wyrzutnie rakiet i dronów, Johnson zauważa, że ​​władze irańskie informują jedynie o niewielkim obszarze uderzenia, bez poważniejszych zniszczeń.

Dla niego cała sytuacja pokazuje przede wszystkim jedno: Stany Zjednoczone chcą wywierać presję, ale jednocześnie unikają bezpośredniej eskalacji.

„Stany Zjednoczone uderzają Iran w pierś, ale gdy Iran odpowiada atakiem, oni się wycofują” – tak Johnson opisuje obecną sytuację.

Jego zdaniem irański atak rakietowy na amerykańską bazę lotniczą w Kuwejcie został celowo zaplanowany jako sygnał ostrzegawczy, a nie jako próba zniszczenia amerykańskich samolotów lub żołnierzy. Obie strony balansują obecnie między wojną a pokojem.

Negocjacje są na niepewnym gruncie.

Zachodnie media wielokrotnie donosiły, że nowe porozumienie między Waszyngtonem a Teheranem jest bliskie sfinalizowania.

Johnson jest znacznie bardziej sceptyczny.

Podkreśla, że ​​żądania irańskie pozostają niezmienne od miesięcy:

  • Uwolnienie zamrożonych irańskich aktywów
  • Zniesienie sankcji naftowych
  • Zakończenie izraelskich operacji wojskowych w Strefie Gazy i Libanie
  • Uznanie irańskiej kontroli nad Cieśniną Ormuz

Żadne z tych żądań nie zostało dotychczas spełnione.

Jednocześnie Stany Zjednoczone nałożyły nowe sankcje na irańskie linie lotnicze.

Dla Johnsona nie jest to oznaką chęci pójścia na kompromis, wręcz przeciwnie.

Dlatego spodziewa się, że Donald Trump może po raz kolejny pokrzyżować potencjalne negocjacje, gdy tylko zażądane zostaną kluczowe ustępstwa.

Prawdziwą sensacją jest stagflacja.

Były analityk CIA uważa, że ​​największe niebezpieczeństwo nie kryje się na polu bitwy, lecz w gospodarce.

Jeśli niepewność związana z Cieśniną Ormuz będzie się utrzymywać, prawdopodobne jest wystąpienie mieszanki inflacji i recesji, czyli klasycznej stagflacji.

Rosnące ceny energii spowodują wzrost kosztów produkcji na całym świecie.

Jednocześnie firmy ograniczyłyby inwestycje i zlikwidowałyby miejsca pracy.

Johnson ostrzega, że ​​taki rozwój sytuacji może mieć wpływ nie tylko na Stany Zjednoczone, ale na całą gospodarkę światową.

„Ludzie stracą pracę, a jednocześnie będą musieli płacić wyższe ceny. To zabójcza kombinacja”.

Kryzys półprzewodników jako niedoceniane zagrożenie

Johnson zwraca szczególną uwagę na czynnik, który do tej pory nie wzbudził większego zainteresowania opinii publicznej: hel.

Według niego znaczna część światowych zapasów helu zniknęła z rynku z powodu kryzysu w Zatoce Perskiej.

Ma to bezpośredni wpływ na przemysł układów scalonych.

Szczególnie producenci na Tajwanie są zależni od helu.

Chiny z kolei nadal dysponują wystarczającymi ilościami i nawet zwiększyły produkcję.

Wynik:

  • rosnące ceny półprzewodników
  • wyższe koszty smartfonów
  • droższe komputery
  • Obciążenia całego przemysłu elektronicznego

Johnson widzi w tym kolejną pośrednią korzyść dla Chin.

Rzekomy rozłam w Iranie

Media zachodnie niedawno donosiły o napięciach między irańskimi przywódcami politycznymi a Gwardią Rewolucyjną.

Johnson uważa, że ​​takie przedstawienie sytuacji to pobożne życzenia.

Podkreśla, że ​​prezydent Masoud Peseschkian, minister spraw zagranicznych Abbas Araghtschi i przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf mają bliskie powiązania ze Strażnikami Rewolucji Islamskiej i wyłonili się z tych samych struktur politycznych.

„Nie ma podziałów. Wszyscy ci ludzie pochodzą z tego samego środowiska”.

Dlatego też uważa, że ​​nadzieja na wewnętrzny upadek irańskiego przywództwa jest nierealna.

Uran nie jest prawdziwym problemem.

Johnson jest szczególnie krytyczny wobec zachodniej debaty na temat irańskiego programu nuklearnego.

Dyskusja na temat wzbogaconego uranu jest jedynie kwestią poboczną.

Nawet gdyby Iran całkowicie zrezygnował ze swojego programu nuklearnego, konflikt i tak by trwał.

„Czy ktoś naprawdę wierzy, że USA i Izrael nagle zaakceptują Iran?”

Z jego punktu widzenia nie chodzi o uran.

Samo istnienie Republiki Islamskiej jest zagrożone.

Od czasu obalenia szacha w 1979 r. Stany Zjednoczone próbowały odzyskać wpływy w Iranie i zmienić porządek polityczny w kraju.

Izrael jako siła napędowa

Johnson uważa, że ​​zniszczenie Republiki Islamskiej jest jednym z głównych celów strategicznych Izraela.

Twierdzi, że Izrael nie tylko postrzega Iran jako geopolitycznego przeciwnika, ale także zasadniczo odrzuca jego model istnienia.

Jednocześnie oskarża władze Izraela o ciągłe rozszerzanie wojny w Libanie.

Walka z Hezbollahem jest daleka od tak skutecznej, jak oficjalnie ją przedstawiają.

Chociaż Izrael wciąż posiada miażdżącą przewagę w powietrzu, to na lądzie jego możliwości są coraz bardziej ograniczone.

Wojna w Libanie jako czynnik decydujący

Według Johnsona, wydarzenia w Libanie ostatecznie zadecydują o tym, czy napięcia między Waszyngtonem a Teheranem ulegną złagodzeniu.

Iran wielokrotnie dawał jasno do zrozumienia, że ​​warunkiem koniecznym trwałego rozwiązania jest zakończenie konfliktów regionalnych.

Dopóki Izrael będzie kontynuował działania militarne, konflikt z Iranem będzie tlił się.

Granice amerykańskiej potęgi militarnej

Jednym z najistotniejszych punktów wywiadu jest kwestia potencjału militarnego Stanów Zjednoczonych.

Johnson twierdzi, że konflikty ostatnich lat obnażyły ​​ograniczenia amerykańskiej potęgi.

Wysokie spożycie:

  • Pociski manewrujące Tomahawk
  • Precyzyjne pociski rakietowe JASSM
  • Pociski przechwytujące Patriot

znacząco zmniejszyło rezerwy amerykańskie.

Ograniczyłoby to możliwości podjęcia działań przeciwko Rosji, Chinom i innym przeciwnikom.

„Idea nieograniczonej amerykańskiej potęgi militarnej doznała poważnego ciosu”.

Dolar traci na znaczeniu

Na koniec Johnson skupia uwagę na rynkach finansowych.

Podkreśla, że ​​coraz więcej krajów sprzedaje amerykańskie obligacje rządowe zamiast je kupować.

W tym samym czasie ropa naftowa jest coraz częściej przedmiotem obrotu w juanach chińskich i innych walutach.

Dla Johnsona są to oznaki historycznej zmiany.

Świat stopniowo odchodzi od systemu finansowego opartego na dolarze.

„Świat się zmienił – i nie wróci już do tego, czym był kiedyś”.

Wniosek

Larry Johnson kreśli obraz geopolitycznego punktu zwrotnego.

Podczas gdy Stany Zjednoczone próbują wywierać presję na Iran, realne konsekwencje konfliktu mogą stać się widoczne gdzie indziej: w postaci rosnących cen energii, niestabilności gospodarczej, wzmocnienia roli Chin i malejącego zaufania do dominacji finansowej i militarnej Waszyngtonu.

Dla Johnsona konflikt ten już dawno osiągnął wymiar wykraczający daleko poza Iran. Jest częścią globalnej walki o władzę, w której porządek międzynarodowy ulega fundamentalnym zmianom.

Konfabulacje Trumpa na temat ropy naftowej

Konfabulacje Trumpa na temat ropy naftowej

29 maja 2026przez Larry’ego C. Johnsona 130 komentarzy

sonar21/trumps-oil-confabulations

(Poprzedni obraz udostępnił mój przyjaciel „Cardiff”).

Donald Trump wielokrotnie twierdził, że Stany Zjednoczone produkują więcej ropy niż Rosja i Arabia Saudyjska razem wzięte. Powtarzał to stwierdzenie wielokrotnie w 2026 roku, często podkreślając, że jest to wynik jego polityki „Wierć, kochanie, wierć”. Jest tylko jeden mały problem… To nie do końca prawda.

Według amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA), produkcja ropy naftowej w USA wzrosła o 3%, czyli o 350 000 baryłek dziennie, w 2025 roku, ustanawiając nowy rekord rocznej produkcji na poziomie 13,6 miliona baryłek dziennie .

Produkcja ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej, przed zamknięciem Cieśniny Ormuz 28 lutego, wynosiła około 10 086 milionów baryłek dziennie , nieznacznie wzrastając w porównaniu z 10 073 milionami baryłek dziennie w grudniu 2025 roku.

A Rosja? W 2025 roku Rosja produkowała 9,1–9,3 miliona baryłek dziennie.

Twierdzenie Trumpa jest technicznie poprawne tylko wtedy, gdy weźmiemy pod uwagę całkowitą ilość płynów ropopochodnych – tj. ropę naftową + płyny gazu ziemnego, takie jak etan, propan, butan, plus zysk z rafinacji i inne płyny. Stosując tę ​​szeroką definicję, można stwierdzić, że Stany Zjednoczone produkują łącznie 23–24 miliony baryłek dziennie, podczas gdy Rosja i Arabia Saudyjska łącznie produkują 21–22 miliony baryłek dziennie.

Ale oto problem… Stany Zjednoczone NIE są niezależne energetycznie. Zachęcam do obejrzenia rozmowy Danny’ego Davisa z Artem Bermanem ( kliknij tutaj ). Kiedy Trump chwali się, że Stany Zjednoczone są największym producentem ropy naftowej na świecie, opowiada mylącą historię. To prawda, że ​​Stany Zjednoczone produkują ogromne ilości ropy, ale rodzaj produkowanej ropy nie w pełni odpowiada rzeczywistym potrzebom ich infrastruktury rafineryjnej i gospodarki, co sprawia, że ​​dalszy import jest nie tylko opłacalny ekonomicznie, ale wręcz konieczny ze względów strukturalnych.

Art Berman, geolog naftowy i konsultant energetyczny, przekonująco argumentuje, że obecny globalny kryzys w dostawach ropy naftowej – wywołany głównie zakłóceniami w Cieśninie Ormuz w wyniku trwającej wojny między USA, Izraelem i Iranem – nie rozwiąże się szybko. Przedstawia realistyczny, oparty na danych pogląd, który ostro kontrastuje z optymistycznymi oświadczeniami administracji Trumpa na temat produkcji i cen ropy w USA.

Z przyjemnością usłyszałem, jak Berman przedstawia ten sam argument, który ja przedstawiałem od czasu zamknięcia Cieśniny Ormuz: tj. że zamknięcie/blokada (poprzez miny, ataki i działania USA) spowodowała usunięcie ogromnej ilości ropy naftowej z rynków światowych (około 20% handlu morskiego). To szok bez precedensu w historii i nie ma łatwego ani szybkiego rozwiązania. Zapasy są szybko zmniejszane, a efekty opóźnienia będą mocno odczuwalne w nadchodzących miesiącach.

Najbardziej fascynującą częścią analizy Bermana było jego twierdzenie, że Stany Zjednoczone, wbrew twierdzeniom Trumpa, nie są niezależne energetycznie w zakresie ropy naftowej. Produkcja ropy łupkowej w USA to w przeważającej mierze lekka, słodka ropa (o niskiej gęstości i niskiej zawartości siarki).

Jednak amerykańska infrastruktura rafineryjna – a w szczególności ogromny kompleks rafineryjny na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej – została zbudowana i zoptymalizowana dziesiątki lat temu w celu przetwarzania ciężkiej, kwaśnej ropy . Z tego powodu Stany Zjednoczone muszą importować ciężką ropę z Kanady, Meksyku, Wenezueli, Arabii Saudyjskiej i innych krajów, aby zasilić istniejące rafinerie, podczas gdy eksportują lekką ropę łupkową do Azji i Europy.

Stany Zjednoczone są uzależnione od ciężkiej kwaśnej ropy naftowej ze względu na kluczową rolę oleju napędowego w amerykańskiej gospodarce. Gospodarka USA w dużej mierze opiera się na oleju napędowym, który najlepiej produkować z ciężkiej ropy naftowej… Ciężarówki, pociągi, sprzęt rolniczy, maszyny budowlane i olej opałowy na północnym wschodzie kraju – wszystkie te paliwa destylowane są produkowane z ciężkiej ropy naftowej. Ponieważ amerykańskie łupki nie dostarczają wystarczającej ilości ciężkich frakcji, aby zaspokoić krajowe zapotrzebowanie na olej napędowy, nasza gospodarka jest strukturalnie podatna na zakłócenia, a import pozostaje strukturalnie niezbędny, niezależnie od ilości produkowanej lekkiej ropy naftowej.

Ten fakt rzuca nowe światło na styczniową inwazję Trumpa na Wenezuelę. W marcu 2025 roku Arabia Saudyjska zajmowała dopiero 4. miejsce wśród dostawców ropy naftowej do USA z dostawą na poziomie 196 000 baryłek dziennie, za Kanadą (3,8 mln baryłek dziennie), Meksykiem (397 000 baryłek dziennie) i Wenezuelą (253 000 baryłek dziennie). Jednak od czasu schwytania Maduro import wenezuelskiej ciężkiej ropy naftowej do USA wzrósł mniej więcej trzykrotnie – z około 99 000 baryłek dziennie w grudniu 2025 roku do ponad 500 000 baryłek dziennie na początku 2026 roku – co stanowi jedną z najbardziej drastycznych zmian w strukturze importu ropy do USA od lat i bezpośrednio rozwiązuje problem luki w dostawach ciężkiej ropy naftowej, którą wcześniej zidentyfikowałem.

W świetle tego wydaje się zasadne pytanie… Czy administracja Trumpa przewidziała zamknięcie Cieśniny Ormuz i wykorzystała pojmanie Maduro jako pretekst do zwiększenia importu dużej ilości ropy naftowej z Wenezueli? Aż nasuwa się pytanie: hmmmm.

Szalony, pracowity dzień podcastu. Zacząłem od Nimy i pułkownika Wilkersona:

Larry Johnson i pułkownik Wilkerson: 4 okręty wojenne USA próbowały wpłynąć do Cieśniny Ormuz – a potem Iran wystrzelił

Po raz pierwszy rozmawiałem z Miroslavem z Czech… słodkim dzieciakiem:

Larry C. JOHNSON NA ŻYWO! Oryginał v AJ - Rozhovor poprvé na kanále Pod Pokličkou ! _ 29.05.2026

Sabby Sabs złapał mnie, żeby porozmawiać o ataku dronów w Rumunii… Pomimo początkowych prób zrzucenia winy na Rosję, prezydent Rumunii przyznał później, że był to zabłąkany dron zestrzelony przez wojnę elektroniczną:

PILNE! Czy Rosja ATAKOWAŁA NATO? Z Larrym Johnsonem

Scott Ritter dołączył dziś do Raya i mnie podczas okrągłego stołu INTEL :

Okrągły stół INTEL z Johnson & McGovern i Scottem Ritterem: podsumowanie tygodnia 29 maja

Mario cierpiał na poważny uraz kręgosłupa szyjnego, próbując sprostać twierdzeniom Trumpa, że ​​umowa z Iranem jest już prawie gotowa do podpisania:

PILNE: USA OGŁOSZENIA O OPERACJI WOJSKOWEJ W HORMUZ! - z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Zakończyłem wieczór z Sulaimanem Ahmedem, rozmawiając zarówno o Hormuzie, jak i o Ukrainie:

PILNE: NOWA OPERACJA WOJSKOWA TRUMP'A W HORMUZ, UKRAINA, RUMUNIA, ATAK DRONAMI CIA LARRY JOHNSON:

USA nadal sabotuje wszelkie szanse na zawarcie porozumienia z Iranem

Trump nadal sabotuje

wszelkie szanse

na zawarcie porozumienia

z Iranem

31 maja 2026 r.przez Larry C. Johnson sonar21/trump-continues-to-sabotage-any-chance-of-making-a-deal-with-iran

Trump i jego pochlebcy od bezpieczeństwa narodowego wciąż żyją w świecie marzeń, jeśli chodzi o negocjacje z Iranem. Kilka dni temu serca w Waszyngtonie waliły z nadzieją, że porozumienie jest bliskie, ale te bijące serca zamilkły po piątkowym popołudniowym spotkaniu Trumpa z jego zespołem ds. bezpieczeństwa narodowego. Zarówno „New York Times”, jak i „Axios” opublikowały w sobotę doniesienia, które – jeśli są prawdziwe – oznaczają, że nie ma widoków na dyplomatyczne, wynegocjowane rozwiązanie.

Zarówno „New York Times”, jak i Axios zgadzają się, że Trump utwardza ​​swoje stanowisko, a reakcje Iranu są niezadowalające dla USA. Podkreślają kluczowe kwestie: ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz, ograniczenie potencjału nuklearnego Iranu oraz groźbę wznowienia ataków. Obaj zauważają, że rozmowy są nadal aktywne, ale kruche. Nie są jednak w pełni zsynchronizowane.

Axios przedstawia historię w swoim charakterystycznym, zwięzłym stylu, skoncentrowanym na osobach z wewnątrz, w dużej mierze opierając się na słowach samego Trumpa i wysokich rangą urzędników amerykańskich. W połowie maja Axios doniósł, że Trump powiedział portalowi wprost, że „ czas uciekadla Iranu. Ostrzegł, że jeśli Teheran nie przedstawi znacznie lepszej oferty, „oberwie znacznie mocniej” i „musi działać szybko, bo inaczej nic mu nie zostanie”.

Relacja Axios podkreśla frustrację Trumpa najnowszą kontrpropozycją Iranu, którą urzędnicy amerykańscy określili jako „niewystarczającą”, szczególnie w odniesieniu do programu nuklearnego. Axios podkreśla binarny wybór, jaki przedstawia Trump: pójść na realne ustępstwa albo stawić czoła wznowieniu działań militarnych („negocjacjom z użyciem bomb”). Axios przedstawia Trumpa jako niecierpliwego, ale wciąż preferującego porozumienie na własnych warunkach, zauważając jednocześnie, że presja wewnętrzna, taka jak inflacja i wysokie ceny energii, zwiększa pilność zawarcia umowy.

Jednak „ New York Times” przedstawia podejście Trumpa jako sianie zamętu, odzwierciedlając wewnętrzne spory między jastrzębiami a tymi, którzy chcieli szybkiego porozumienia, mającego złagodzić problemy gospodarcze w kraju. Donosząc, że Trump zaostrzył warunki proponowanego porozumienia pokojowego i odesłał zrewidowaną wersję Iranowi, częściowo po to, by wywrzeć presję na Najwyższego Przywódcę Modżtabę Chameneiego, reporterzy „Timesa” nie wspomnieli o prawdopodobnej reakcji Iranu. Zauważyli jedynie, że chociaż Trump wywiera coraz większą presję, jego kampania jak dotąd miała ograniczony wpływ na zmianę kluczowych stanowisk Iranu, zwłaszcza w kwestii wzbogacania uranu i jego programu nuklearnego.

Za moich czasów w CIA nazywaliśmy to analizą „No Shit” . Ani „Times” , ani „Axios” nie zdecydowały się donieść, że stanowisko Iranu w tych kwestiach pozostaje stanowcze i bezkompromisowe. Iran, korzystając ze swoich praw terytorialnych, będzie kontrolował przepływ statków przez Cieśninę Ormuz w dającej się przewidzieć przyszłości i pod żadnym pozorem nie odda Stanom Zjednoczonym swoich zapasów wzbogaconego uranu. Nie jestem pewien, czy Trump i jego doradcy to rozumieją, ale z pewnością byłoby pomocne, gdyby media pomogły uświadomić opinię publiczną o tej rzeczywistości.

Ten proces prawdopodobnie przeciągnie się do początku przyszłego tygodnia, kiedy pakistańscy pośrednicy dostarczą odpowiedź Iranu na nowe żądania Trumpa. Myślę, że potrzebny będzie poważny wstrząs gospodarczy w USA, aby przekonać Trumpa do zawarcia umowy, którą Iran zaakceptuje. Nie wstrzymujcie oddechu.

W moim najnowszym filmie dla Counter Current przeprowadziłem wywiad z Alexem White’em, znanym również jako Reporterfy Media . Alex jest traderem instrumentów pochodnych i mieszka w Chinach od kilku lat. W pierwszej połowie filmu rozmawiamy o życiu w Chinach – czyli o tym, jak ono naprawdę wygląda – a w drugiej połowie o niebezpiecznym stanie światowej gospodarki:

Alex White | Chiny zostawiają Amerykę w tyle – a to dopiero początek

Myślę, że Mario w końcu zdał sobie sprawę, że Trump nie prowadzi negocjacji w dobrej wierze i że szanse na prawdziwe zawieszenie broni w Azji Zachodniej maleją:

ROZEJM W IRANIE

Stas Krapivnik i ja rozmawialiśmy w czwartek i omówiliśmy najnowsze wydarzenia na Ukrainie:

Sygnał dla Zachodu: Dlaczego Kijów wydaje się bardziej podatny na ataki — Krapivnik i Johnson

Cieśnina Ormuz w obliczu nowej eskalacji: USA grożą statkom.

Cieśnina Ormuz w obliczu nowej eskalacji: USA grożą statkom siłą militarną

Sytuacja w Cieśninie Ormuz dramatycznie się zaostrza. W wyjątkowo ostrym ostrzeżeniu Stany Zjednoczone ogłosiły, że przeprowadzą operacje wojskowe na północ od Półwyspu Musandam w Omanie i – w razie potrzeby – zatrzymają siłą statki uznane za zagrożenie.

Ostrzeżenie, wydane za pośrednictwem Wspólnego Centrum Informacji Morskiej (JMIC), klasyfikuje sytuację bezpieczeństwa na najważniejszym strategicznie szlaku transportu ropy naftowej na świecie jako ‚KRYTYCZNĄ’. Armatorzy i kapitanowie są proszeni o koordynowanie swoich tranzytów z amerykańskim programem NCAGS (Naval Cooperation and Guidance for Shipping), utrzymywanie stałego kontaktu radiowego i natychmiastowe podporządkowanie się poleceniom sił zbrojnych USA.

Zapowiedziane operacje wojskowe USA skierowane są na obszar na północ od Półwyspu Musandam w Omanie, bezpośrednio przy wejściu do Cieśniny Ormuz. Jest to główny szlak tankowców między Zatoką Perską a Zatoką Omańską. Na północy leży Iran, a na południu omańska enklawa Musandam. Szlak tankowców przebiega właśnie przez ten wąski korytarz.

Szczególnie istotne jest sformułowanie, że każdy statek zauważony podczas prowadzenia lub wspierania irańskich działań może zostać zaatakowany przez siły amerykańskie ‚w samoobronie’. Jednocześnie stwierdza się, że statki, które nie stosują się do instrukcji Marynarki Wojennej USA, mogą zostać uznane za ‚bezpośrednie zagrożenie’.

Waszyngton oskarża Iran o dążenie do ‚nielegalnej kontroli’  nad Cieśniną Ormuz i narażanie żeglugi międzynarodowej poprzez minowanie i ataki na statki. Marynarka Wojenna USA oświadcza, że chce zapewnić wolność żeglugi i przygotowuje się na potencjalne ataki.

Statki zakotwiczone w cieśninie Ormuz

Statki zakotwiczone w cieśninie Ormuz

Ten rozwój sytuacji oznacza dalszą eskalację walki o kontrolę nad szlakiem wodnym, którym zazwyczaj transportowana jest około jedna piąta światowego handlu ropą naftową. Od miesięcy centra bezpieczeństwa morskiego donoszą o atakach dronów, zagrożeniach minowych, zakłóceniach GPS i incydentach wojskowych w regionie. Kilka statków handlowych zostało uszkodzonych lub zmuszonych do skrócenia rejsów.

Chwila ta jest godna uwagi, biorąc pod uwagę sprzeczne sygnały płynące z Waszyngtonu. Podczas gdy prezydent USA Donald Trump ogłosił w piątek zniesienie amerykańskiej blokady morskiej irańskich portów, agencje bezpieczeństwa morskiego wydały niemal jednocześnie ostrzeżenia o operacjach wojskowych i potencjalnych działaniach egzekucyjnych wobec statków w regionie. Obserwatorzy opisują sytuację jako coraz bardziej chaotyczną, a zapowiedzi polityczne i działania wojskowe najwyraźniej nie zawsze idą w parze.

Dla żeglugi międzynarodowej oznacza to przede wszystkim jedno: ryzyko incydentów wojskowych pozostaje wysokie. Stany Zjednoczone jednoznacznie dają teraz do zrozumienia, że są gotowe do militarnego wzmocnienia kontroli nad Cieśniną Ormuz. [co za piękne, wielopiętrowe zdanie… md] Jednocześnie Iran postrzega rosnącą obecność amerykańskich okrętów wojennych jako prowokację i wielokrotnie deklarował zamiar reagowania na zagrożenia w regionie.

Wzrastają obawy, że Cieśnina Ormuz nie tylko pozostanie wąskim gardłem gospodarczym, ale będzie coraz bardziej przekształcać się w bezpośredni obszar konfrontacji militarnej między Waszyngtonem a Teheranem. [Nyyy… A pokojowy Izrael będzie się przyglądał.. md]

uncutnews.ch/strasse-von-hormus-militarisiert-usa-kuendigen-gefaehrliche-operationen-an

Opracował: Zygmunt Białas

Rosja ostrzega USA przed wysyłaniem tysięcy żołnierzy w pobliże swoich granic: NATO zmierza w kierunku „samobójczego konfliktu”

Getty Images

Rosja ostrzega USA przed wysyłaniem tysięcy żołnierzy w pobliże swoich granic: NATO zmierza w kierunku „samobójczego konfliktu”.

Autorstwa Tylera Durdena

Rosja jest głęboko zaniepokojona planami USA dotyczącymi rozmieszczenia tysięcy dodatkowych żołnierzy na wschodniej flance NATO w Polsce. Moskwa uznała doniesienia z Waszyngtonu za niedopuszczalne i ostrzegła przed dalszą eskalacją wojny na Ukrainie.

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa oświadczyła w czwartek na konferencji prasowej, że wysłanie dodatkowych żołnierzy amerykańskich do Polski „doprowadziłoby do eskalacji napięć w całej Europie” i że Moskwa będzie zmuszona podjąć „działania odwetowe”.

Jednocześnie przyznała, że ​​przesunięcie około 5000 żołnierzy z Niemiec do Polski jest zasadniczo sprzeczne z wcześniej ogłoszonymi planami redukcji amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Jej zdaniem, faktyczna redukcja obecności wojsk amerykańskich w Europie byłaby, ogólnie rzecz biorąc, „rozsądnym, uzasadnionym i dawno spóźnionym” krokiem w kierunku stabilizacji „niezrównoważonej” sytuacji bezpieczeństwa stworzonej przez NATO i politykę Zachodu.

Kilka tygodni temu Biały Dom zagroził znaczącą i historyczną redukcją wojsk w Niemczech po tym, jak przedstawiciele niemieckiego rządu wielokrotnie krytykowali wojnę USA i Izraela z Iranem. Początkowo media przedstawiały to jako element szerszego wycofania wojsk z Europy. Jednak obecnie wydaje się, że siły amerykańskie zostaną jedynie przegrupowane – 5000 żołnierzy ma podobno zostać przesuniętych bliżej granicy z Rosją.

Według Zacharowej, rozmieszczenie dodatkowych wojsk w Polsce może skłonić Rosję do podjęcia „środków wojskowo-technicznych”. W najbardziej prowokacyjnym fragmencie swojego oświadczenia ostrzegła, że ​​NATO popycha kontynent europejski w stronę „samobójczego” konfliktu.

Obecnie w Polsce stacjonuje około 10 000 żołnierzy amerykańskich w ramach systemu rotacyjnego. Nowe rozmieszczenie z Waszyngtonu zwiększyłoby tę liczbę o kilka tysięcy. Łącznie w Europie przebywa obecnie około 80 000 żołnierzy amerykańskich.

Polska graniczy bezpośrednio z rosyjską enklawą Kaliningrad. To nasila obawy Moskwy dotyczące potencjalnych celów wojskowych i aktywności dronów.

Zacharowa wyjaśniła:

„Rozmieszczenie dodatkowych sił zbrojnych USA w Polsce może doprowadzić do jakościowej eskalacji napięć między Rosją a Zachodem i zmusić Moskwę do podjęcia działań odwetowych”.

Wyjaśniła również, że liczba ataków dronów na terytorium Rosji z kierunku Europy i państw Europy Północnej rośnie.

Moskwa wyraziła również obawy, że ukraińskie drony mogłyby wykorzystywać przestrzeń powietrzną państw bałtyckich lub innych krajów europejskich do ataków na cele w Rosji. Twierdzenie to zostało odrzucone zarówno przez Kijów, jak i trzy państwa bałtyckie.

Warszawa natychmiast zareagowała na rosyjskie oskarżenia.

Szef polskiego MSZ Maciej Wewiór powiedział polskiej agencji prasowej PAP, że obecność wojsk sojuszniczych w Polsce jest „koniecznym wzmocnieniem wschodniej flanki NATO” w odpowiedzi na działania Rosji na Ukrainie i „eskalację retoryki” Kremla wobec sojuszu.

Wewiór dodał, że „prawdziwym źródłem eskalacji i napięć w Europie” pozostają „nielegalne i agresywne działania militarne” Moskwy, a nie środki podejmowane przez państwa NATO w celu ochrony swoich ludności i granic, które uważał za uzasadnione.

Źródło: Rosja ostrzega USA przed wysłaniem tysięcy kolejnych żołnierzy w pobliże swoich granic: zmierzamy w kierunku „konfliktu samobójczego”

Hucpa i wojna symboli. Dugin.

multipolarpress.com/p/chutzpah-and-the-war-of-symbols

[tłumaczenie – Grok, trochę poprawione. md]

Alexander Dugin potępia ukraiński atak, w którym zginęło 21 studentów, i ostro krytykuje nadmiernie moralistyczne podejście Rosji do wojny, wzywając do zdecydowanego zwycięstwa, strategicznej bezwzględności i fundamentalnej zmiany sposobu prowadzenia konfliktu.

Rozmowa z Alexandrem Duginem w programie telewizyjnym Sputnik „Eskalacja”.

Prowadzący: 22 maja Siły Zbrojne Ukrainy dokonały potwornego ataku terrorystycznego: w Starobielskim Kolegium Pedagogicznym Uniwersytetu Państwowego w Ługańsku zginęło 21 osób. W każdej takiej sytuacji pierwsze pytanie brzmi: dlaczego? Bo nawet za tak potwornymi zbrodniami zwykle stoi jakiś cel. Alexander Gelyevich [Dugin], z Twojego punktu widzenia — dlaczego to zrobili?

Alexander Dugin:

Mamy teraz do czynienia z wojną, w której ogromną rolę odgrywają symbole. W każdej wojnie cele symboliczne, działania i gesty mają wielkie znaczenie, ale w naszych czasach być może mają znaczenie główne. Nie ma znaczenia, co naprawdę się stało, kto w co trafił i co osiągnięto — liczy się symboliczne znaczenie, jakie w to wkładają. Właśnie w tej „wojnie symboli”, moim zdaniem, należy rozumieć ten potworny atak terrorystyczny, tę zbrodnię przeciwko ludzkości, przeciwko życiu, przeciwko młodzieży, dokonaną przez ukraińskich nazistów.

Oczywiście nie było w tym żadnego sensu militarnego. Niemniej jednak uderzyli precyzyjnie, wielokrotnie, w kilku falach. Przede wszystkim wyrażamy kondolencje rodzinom ofiar, Ługańskiej Republice Ludowej, Noworosji, Donbasowi i całemu naszemu narodowi — bo to są nasze dzieci. Zginęły nasze córki i nasi synowie, którzy nie zdążyli jeszcze osiągnąć niczego znaczącego w życiu, którzy dopiero się do tego przygotowywali. W tych czternasto- i piętnastolatków zainwestowano już tak wiele, tyle życia już przeżyli — i zginąć, zanim zdążyli się rozwinąć, to być może najstraszniejsze ze wszystkiego.

Starzy wierzyli, że nie ma większej kary dla człowieka niż pochowanie własnych dzieci. W języku nie ma nawet na to słowa: „wdowa” to ta, która straciła męża, „wdowiec” — żonę, „sierota” — rodziców. Ale dla tego, kto stracił dzieci, ludzki język nie ma słowa, bo jest to coś nienaturalnego i nie do zniesienia bolesnego. I oni zrobili to świadomie.

Próbuję odtworzyć logikę tej diabelskiej świadomości, naszego ontologicznego wroga, tej szatańskiej siły, z którą walczymy. Najwidoczniej zobaczyli, jak działali Izraelczycy i Amerykanie, uderzając na przykład w szkoły dziewczęce, i wyciągnęli wniosek, że demonstracja absolutnej pogardy dla wszelkich ludzkich norm jest oznaką siły.

Nieprzypadkowo gloryfikują nazistów — Banderę, Szuchewycza i wszystkich przestępców oraz łotrów zakazanych w Federacji Rosyjskiej. W istocie na Ukrainie ustanowiono neonazistowski reżim, a jedną z cech nazizmu było świadome odrzucenie humanizmu we wszystkich jego formach: nie ma nic świętego; jeśli to wróg, musi zostać zniszczony, nawet dzieci.

Jest w tym coś starotestamentowego. Nieprzypadkowo dziś także Izrael wyróżnia się bezgranicznym, całkowicie nieludzkim, diabelskim okrucieństwem. W Starym Testamencie, niestety, spotykamy historie, w których wrogów wyniszczano całkowicie, wraz z kobietami, dziećmi i starcami. To staje się normą współczesnych wojen — świadome przekraczanie granicy człowieczeństwa dla sake nowej symboliki: ten, kto ma rację, to ten, kto jest silny, kto może zrobić coś niewiarygodnego i nic mu za to nie będzie.

W amerykańskim slangu, opartym na żydowskim żargonie, istnieje termin „chutzpah”. Co to oznacza? To gdy przestępca schwytany na miejscu morderstwa lub gwałtu zaczyna dziko wrzeszczeć, że to ten, który pierwszy wszedł do pokoju, popełnił zbrodnię. Mówi z taką bezczelnością, zuchwałością i wewnętrznym przekonaniem, że to on jest niewinną ofiarą, a prawdziwy świadek jest katem, że nawet paraliżuje ludzi. To nieskończona, sadystyczna agresywność połączona z pragnieniem wzbudzenia litości dla siebie i zrzucenia winy na niewinnego. I cieszenia się, gdy tego niewinnego się straci.

To właśnie „chutzpah” demonstruje dziś Izrael: im więcej palestyńskich dzieci zabijają, tym głośniej wrzeszczą o wzroście antysemityzmu na świecie i o tym, że są ofiarami niesprawiedliwości. Im więcej zbrodni — tym głośniejszy wrzask. A ukraińscy naziści postępują dokładnie tak samo. To jest prawdziwa chutzpah.

Czyli popełnić potworną zbrodnię na oczach całego świata, obwinić o nią same ofiary, a potem, jakby nigdy nic, prosić o wsparcie, by kontynuować w tym samym duchu. Tym właśnie wyróżniają się zarówno Unia Europejska, Stany Zjednoczone, jak i Trump, który porywa przywódców, niszczy kierownictwo suwerennych państw, a potem, jakby nigdy nic, mówi: „Doskonale się z nimi dogadywałem, osiągnięto wspaniały deal”.

Weszliśmy w erę „chutzpah”. To całkowicie nienaturalny, nieludzki model zachowania, który demonstrują Ukraińcy wraz z Izraelczykami i Amerykanami. To już stało się stylem zbiorowego Zachodu: popełnić potworną zbrodnię na oczach wszystkich, zniszczyć niewinnych z szczególnym cynizmem, a potem domagać się uwagi. Nawet nie żałują ani się nie tłumaczą — wszystko zrzucają na innych, czyniąc same ofiary winnymi. Inaczej tego wyjaśnić nie można.Oczywiście można użyć greckiego terminu hybris, ale jest on zbyt akademicki. Grecy uważali hybris za grzech tytanów, gdy nawet boscy bohaterowie robili coś niedopuszczalnego — na przykład profanowali zwłoki pokonanych wrogów, wyniszczali ich rodziny czy gwałcili żony na oczach dzieci. Kultura grecka kategorycznie to odrzucała. Można więc nadać temu naukową nazwę „hybris” albo użyć współczesnego żargonu politologicznego — „chutzpah”.

Ale jest też drugi moment symboliczny, na niższym poziomie. Kijów chce pokazać mieszkańcom wyzwolonych terytoriów, że Rosja, która przyszła ich chronić — a my absolutnie słusznie mówimy, że przyszliśmy ich chronić i tak właśnie było — rzekomo nie jest w stanie tego zrobić.

Dzieci przeniesiono dalej od linii frontu. Ługańska Republika została wyzwolona, całe jej terytorium oczyszczono z tych terrorystycznych kijowskich grup, a oni z tamtej strony mówią: „Nie, nie cieszcie się. Przyszli was chronić, ale nie potrafią was chronić”. Przyznają, że terytorium Ługańskiej Republiki Ludowej zostało wyzwolone, ale wysyłają sygnał: „Wszyscy jesteście zagrożeni, bójcie się, drżyjcie. Uwierzyliście Moskwie — macie za to; i tak nie można im ufać, i tak pozostajecie bezbronni”.

Gdyby nie ta potworna zbrodnia, w której tak cynicznie i celowo zabito dzieci, dziewczynki, być może trudno byłoby im przekazać tę symboliczną ideę, tę wiadomość. Myślę, że było to działanie świadome. Klasyfikujemy to oczywiście jako zbrodnię wojenną i akt terroru. I jest to absolutnie słuszne. Przyciągamy uwagę społeczności międzynarodowej. Ale kogo chcemy przekonać? Tych, którzy z nami walczą? Tych, którzy to wszystko rozpoczęli, którzy uzbrajali i nadal uzbrajają nazistowski kijowski reżim po zęby, którzy podsuwają im takie symboliczne ruchy, będące przykładem zachowania z punktu widzenia „chutzpah” czy „hybris”? Z kim właściwie rozmawiamy?

I tu oczywiście pytanie jest bardzo poważne. Symboliczne cele, które sobie postawili, niestety zostały osiągnięte. To nie jest porażka, nie jest usterka, nie „się pomylili”. To część strategii symbolicznej wojny, którą prowadzą przeciwko nam, i należy oczekiwać kontynuacji eskalacji właśnie takich symbolicznych działań. Zwróćcie uwagę na ich precyzyjne ataki terrorystyczne na początku wojny, w których zginęła moja córka — uderzenie było skierowane przeciwko mnie — potem zabito Vladlena Tatarskiego, a celem był Zachar Prilepin. Te punktowe uderzenia miały czysto symboliczne znaczenie — nie w wojskowych specjalistów, nie w cele wojskowe. Uderzali w ludzi, którzy ucieleśniali ideę.

Zniszczenie naszych dzieci na oczach wszystkich jest także częścią tej symbolicznej strategii. W tym tkwi groza sytuacji. Projektujemy na naszych wrogów nasze własne postawy moralne i etyczne, ale oni ich nie mają. To społeczeństwo się zmieniło; przez te lata stało się naprawdę nazistowskie, rusofobiczne i rasistowskie z jednej strony, a liberalne i zachodnie z drugiej. Te rzeczy się nie wykluczają, lecz przeciwnie — uzupełniają się. Zamienili się w mieszankę tej niewiarygodnej zachodniej cywilizacji kłamstwa, w którą są zintegrowani. Ponadto jest to rodzaj poligonu doświadczalnego dla potwornych działań, które Zachód prowadzi nie tylko na Ukrainie. I tu pojawia się pytanie: jak na to odpowiedzieć?

Prowadzący: Właśnie tu wpada pytanie od słuchacza, związane z tym: „Cztery lata maratonu nienawiści, wszelkich możliwych historii o Rosjanach, o naszej armii. Jak będziemy w przyszłości współistnieć z takimi »ludźmi«?”

Alexander Dugin: To zasadne pytanie, rozumiem je, ale na razie nie mówmy za dużo o przyszłości, bo potrzebujemy Zwycięstwa. I ta przyszłość zostanie właśnie określona w trakcie naszego zwycięstwa. Teraz nawet myślenie o tym jest nieodpowiedzialne: jak będziemy żyć, kim są ci ludzie, jak to się ułoży — wszystko to zależy od tego, kiedy, jak i w jakiej formie wygramy tę wojnę. A to na razie pytanie otwarte.

W zależności od tego, jak będzie wyglądać nasze zwycięstwo — czy całkowite, gdy ostatecznie wyzwolimy Ukrainę od tej nazistowskiej bestii, czy częściowe — od tego wszystkiego zależy. Czy wyzwolimy Noworosję, czy weźmiemy Kijów, czy całe terytorium, czy zostawimy zachodnie regiony. Od tych parametrów, od formatów zwycięstwa zależy odpowiedź na pytanie słuchacza. Jak mamy z nimi postępować? Nie wiadomo, kim będą ci „oni” po naszym zwycięstwie. Czy w ogóle pozostaną jako tacy? Czy będą mieć państwowość? Jakąkolwiek reprezentację polityczną czy społeczną? Jeśli staną się naszymi obywatelami, to nosicieli takich cech będziemy traktować po prostu jako przestępców, maniaków, chorych psychicznie — to zupełnie inna sprawa.

Albo będziemy uważać ich za jakąś państwowość i zawierać z nimi umowy. To wszystko jest generalnie pytaniem otwartym. Moim zdaniem pytanie o naszą odpowiedź sprowadza się do tego, że całkowicie nie rozumiemy symboliki nowych wojen. Kierujemy się naszą własną wewnętrzną etyką i wewnętrzną logiką, ale nie bierzemy pod uwagę symboliki. I to jest bardzo poważny błąd.

Możemy zadać najcięższe straty i uderzyć w wroga — zarówno w odwecie, jak i wyprzedzając jego działania, karząc go lub po prostu realizując plany naszej specjalnej operacji wojskowej — ale potem nic o tym nie mówić, nic nie pokazać i skierować zarówno uwagę publiczną, jak i nasze rakiety w złym kierunku. W ten sposób w zasadzie nie angażujemy się i nie wykorzystujemy arsenału symbolicznej wojny i symbolicznych środków.I to jest niewątpliwie ważne: chodzi o nagrania, o narracje, o liczne strumienie informacyjne, które musimy kierować do globalnej społeczności, nawet gdy te kanały są wszędzie blokowane. Ale muszą być dobrze skonstruowane, muszą trafiać w symboliczne cele i tworzyć potężne obrazy.

Ta symboliczna wojna jest nie mniej ważna. Zwróćcie uwagę: po naszych uderzeniach, naszych odwetowych uderzeniach, Ukraińcy w zasadzie nic sensownego nikomu nie powiedzieli. Nic szczególnego nie pokazali, nie krzyczeli: „Dajcie nam nowe wsparcie!” Mówią to codziennie i tak.Jeśli spojrzymy na to, co mówili tydzień temu — jest dokładnie tak samo. W rzeczywistości wszystko jest tak samo. A co my osiągnęliśmy? W wielkim obrazie nie przestraszyliśmy ani Ukraińców, ani Zachodu. Nie trafiliśmy w ani jeden symboliczny cel.Chcę podkreślić, że to nie jest krytyka. Po prostu mówię o symbolicznej wojnie. Możliwe, że trafiliśmy w bardzo ważne cele wojskowe. Problem w tym, że prawie nikt o tym naprawdę nie wie — ani nasza ludność, ani Zachód, ani nawet sami Ukraińcy. Bo wojna symboli to zupełnie co innego. Działa na zupełnie innym poziomie.I jeśli używamy jakiejś bardzo poważnej broni i zadajemy znaczący cios wroga, to przede wszystkim — nie drugorzędnie, lecz na pierwszym miejscu — musi to być atak medialno-informacyjno-symboliczny. Czyli muszą zostać dotknięte jasne, globalnie rozpoznawalne osobowości, międzynarodowo zrozumiałe budynki, cele, ludzie i struktury.

Na przykład: rakieta „Orzesznik” trafia nie w lotnisko w Białej Cerkwi, lecz w Majdan Niepodległości — i w miejscu Majdanu jest ogromny krater. Tam się to wszystko zaczęło, całe to nazistowskie plugastwo na Ukrainie. I teraz każdy, kto tam przyjdzie, każdy odwiedzający spotyka się z tym ogromnym kraterem. A tuż obok — zniszczony budynek Rady i w efekcie pozostałości ukraińskiego kierownictwa politycznego. To byłby symboliczny akt, który mógłby naprawdę odpowiedzieć za zbrodnię tego samego rodzaju. Pozostałby widoczny. Bardzo trudno byłoby go nie zauważyć, bo każda wizyta zagranicznych delegacji zaczynałaby się właśnie od tego.

Albo uderzenia powinny być przeprowadzane na takie krytyczne węzły logistyczne, że zachodnia broń po prostu fizycznie nie byłaby w stanie dotrzeć na Ukrainę. Są bolesne punkty, które oprócz nowej fali nienawiści do nas i zwykłych zachodnich ofert dalszej pomocy Ukrainie wywołałyby też inną reakcję — grozę przed nami, strach przed dalszą eskalacją i jasne zrozumienie, co będzie następnym krokiem.

Czyli: teraz likwidujemy kilku ukraińskich przywódców, Majdan już nie istnieje, Rady Najwyższej już nie ma, być może Jermaka czy jakiejś innej postaci już nie ma — nie ma znaczenia, czy byli aktywni, czy czysto symboliczni. I ta „czarownica”, która za nimi stała, też być może już nie istnieje.

I gdy po naszej nocnej, porannej czy dziennej operacji takie symboliczne postaci, obiekty, modele infrastruktury i systemy przestają istnieć — wtedy naprawdę przesuwamy figury na szachownicy symbolicznej wojny. Rozumiem, że chcemy mówić, iż uderzamy tylko w cele wojskowe, ale to na nikim nie robi wrażenia. Więc planujmy nasze uderzenia na cele wojskowe w taki sposób, by nad tymi obiektami unosiły się przerażające, ciężkie i złowrogie chmury. Będziemy uderzać w cele wojskowe, ale chmury wzniosą się w sferę symboliczną i nie będzie można ich zignorować.

Porównajcie obrazy, które pokazali nam po uderzeniu na Kijów, z tym, co widzimy w Gazie, w Iranie czy nawet w Libanie — i zgodzicie się, że w końcu jest to nieprzekonujące. Po prostu nieprzekonujące. Zwłaszcza że wszystko jest pokazywane jakoś ukradkiem, pod stołem… Znajdźmy sposoby, by pokazać: Kijów płonie, Kijów już nie istnieje taki, jaki był, Rady nie ma, tu był plac Majdanu — a teraz jest krater!..

Są nawet sposoby, by to pokazać bez robienia tego w pełnej rzeczywistości, rozumiecie? Właśnie pokazywanie tego na poziomie symbolicznej wojny jest konieczne i jest najważniejszym rezultatem.

Prowadzący: Mam jeszcze jedno pytanie związane z tą zbrodnią. W Stanach Zjednoczonych istnieje firma Palantir. Między innymi rozwija oprogramowanie do broni z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. A Ameryka w kontekście konfliktu irańskiego powiedziała, że testuje broń z AI — wtedy był atak na irańską szkołę dziewczęcą. Dwa tygodnie temu szef Palantiru przyjechał do Kijowa i otwarcie stwierdził, że Ukraina planuje i integruje sztuczną inteligencję tej firmy do planowania uderzeń głęboko na terytorium Rosji. A potem — następuje uderzenie na kolegium w Starobielsku. Czy to zbieg okoliczności, czy sztuczna inteligencja w tym przypadku działa jako rodzaj napędu tych strasznych wydarzeń, jeśli można tak to nazwać?

Alexander Dugin: Myślę, że sztuczna inteligencja jeszcze nie podejmuje w tych wojnach w pełni samodzielnych decyzji. Jest używana instrumentalnie, nie w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie oznacza to, że tak będzie zawsze lub jeszcze długo. W pewnym momencie będzie naprawdę zdolna nie tylko obliczać cele, ale też odpalać uderzenia. Na razie jestem przekonany, że to nie istnieje, nawet w formie eksperymentalnej. Może doradzać, rekomendować, ale ostateczną decyzję nadal podejmuje operator — czyli czynnik ludzki.

Niemniej jednak symboliczna wojna, o której mówiłem, jest także rozumiana i przetwarzana przez sztuczną inteligencję. AI jest już całkiem zdolna do jej pojmowania i oceny. Przy okazji, aktywnie z nią pracuję filozoficznie, używając różnych modeli. Niektóre modele są tak zaawansowane, że już daleko przewyższają poziom kandydata nauk w produktywności całych instytutów, i to w najbardziej poważnych dziedzinach. Czyli ma rozumowanie — zdolność do rozumowania.

Tym właśnie zajmuje się Palantir i Alex Karp (który przyjechał spotkać się z przywódcą ukraińskich nazistów, Zełenskim). To sztuczne rozumowanie, ta zdolność myślenia, jest całkiem wystarczająca, by sztuczna inteligencja zamieniła symboliczną wojnę w dość jasną mapę, system orientacji i priorytetów. Ale by wycelować rakietę w niemilitarny budynek, kolegium zawodowe, w którym mieszkają przyszli nauczyciele, sztuczna inteligencja nie jest potrzebna — to dość prosto zorganizować.

Ściśle mówiąc, sztuczna inteligencja (nie wykluczam tego) mogła powiedzieć, że ta akcja będzie przydatna przede wszystkim do zademonstrowania tego, o czym mówiliśmy: „Rosjanie przyszli nas ratować, ale nie potrafili nas uratować”. To bardzo poważny moralny i psychologiczny cios. Po drugie, jest potrzebna, by sprowokować jakąś ostrą odpowiedź, która, choć poważna, nie uderzy w naprawdę ważne cele symboliczne — a potem mogliby prosić o nową broń, wywołać nową falę protestów i wsparcia Zachodu, nawet jeśli nic naprawdę decydującego by się nie stało. To też można obliczyć.

A sztuczna inteligencja może obliczyć naszą logikę i naszą psychologię: że nie zniszczymy Rady, że nie uderzymy w Majdan prawdziwym „Orzesznikiem”, że znajdziemy nowe cele wojskowe i uderzymy właśnie w nie.

W wielkim obrazie jest to przemyślany krok w stronę eskalacji bez większych strat dla nich. To przemyślany krok, by zadać nam symboliczne i moralne szkody, podczas gdy naszą reakcję — zwłaszcza w sferze humanitarnej — można łatwo zignorować.

I wszystko to sztuczna inteligencja jest w stanie obliczyć w ułamku sekundy. Czego nie rozumiem, to dlaczego my nie zadajemy jej pytania: co my moglibyśmy zrobić? Dlaczego nie skonsultować się ze sztuczną inteligencją?Na razie jest ona stosunkowo neutralna, i do tego nie potrzeba Alexa Karpa ani Palantiru — każdy nowoczesny model AI można spokojnie użyć, by ustawić parametry: „Prowadzimy symboliczną wojnę z Ukrainą”.

Prowadzący: Być może przeważa tu w jakimś stopniu komponent etyczny?

Alexander Dugin: No oczywiście. Czyli my z tego nie korzystamy. Komponent etyczny przeważa u nas we wszystkim i czasem powołujemy się na niego, by usprawiedliwić nasze porażki. To niedobrze. Etyka to etyka, moralność to moralność. Nie jesteśmy jak oni — to jasne. Ale najpierw wygrywajmy, a potem możemy być inni niż oni.

Jeśli ani nie wygrywamy, ani nie jesteśmy inni niż oni, to pojawiają się pytania do wszystkich. Absolutnie wszystkich. Pojawiają się w naszym własnym społeczeństwie: dlaczego nie wygrywamy? Co to za moralność, która wymaga od nas takich ofiar i nadal nie potrafi złamać oporu wroga? Nasza moralność jest odczytywana na Ukrainie jako słabość i jest mnożona wiele razy. Nasze zasady moralne są postrzegane przez Zachód jako możliwość przesuwania czerwonych linii, ignorowania wszelkich porozumień, wysadzania i zabijania kogokolwiek chcą, wiedząc, że nic im za to nie będzie.

I tak stopniowo to, co jest moralnością na poziomie ludzkim, zamienia się po prostu w nieadekwatne zachowanie na poziomie polityki.

Kiedyś — nie lubię o tym szczególnie mówić, ale jednak — był znakomity (choć raczej złowrogi) filozof polityki, Niccolò Machiavelli. W swoim słynnym dziele Książę, które nadal studiuje się na wszystkich wydziałach politologii, napisał, że istnieją dwie moralności: moralność zwykłego człowieka i moralność władcy, księcia. Dla zwykłego człowieka bezwzględne przestrzeganie zasad etycznych i moralnych jest absolutnie konieczne i nic nie jest od tego wyższe — inaczej społeczeństwo popadnie w chaos. Ale dla władcy logika jest nieco inna. Dla władcy pierwotną koniecznością jest zapewnienie suwerenności, dobrobytu, wolności i niepodległości swojej Ojczyzny. Jego osobiste cechy moralne są drugorzędne. Bo co z tego, jeśli jest dobrym, cnotliwym obywatelem, ale zawiedzie swoje państwo, które potem stanie się łatwą zdobyczą o wiele okrutniejszego i bardziej cynicznego sąsiada? Po prostu zawiedzie w najważniejszej sprawie — w końcu powierzono mu życie wielu. Dlatego Machiavelli mówił, że nie ma prawa być miłym; nie ma prawa przestrzegać zasad osobistej moralności, jeśli stoi to w sprzeczności z interesami państwa.

W naszej historii widzimy bardzo jaskrawy przykład tego, jak społeczeństwo rozumie ten problem. W XX wieku mamy wspaniałego, cnotliwego, głębokiego i świętego człowieka — Mikołaja II, naszego zamordowanego Cara, męczennika i patrona ziemi rosyjskiej. Jego cnotliwe postępowanie, w tym niechęć do poważnego i twardego przeciwstawienia się wrogom wewnętrznym i zewnętrznym, gdy było to konieczne, doprowadziło Rosję do takiej katastrofy, że przelano morza krwi, a miliony ofiar stały się, jeśli chcecie, ceną za jego pobożność.

A mamy inną postać — Józefa Stalina, człowieka surowego i skrajnie okrutnego. Z indywidualnego punktu widzenia trudno nawet opisać brutalne decyzje, które podejmował. Ale pomnożył naszą suwerenność i umocnił nasze państwo. Ludzie nie oceniają ich po cechach osobistych — oceniają ich jako książąt.

Mikołaj II jako książę był niestety całkowicie nieudolny, podczas gdy skrajnie surowy tyran Stalin pozostaje do dziś obiektem najgłębszego szacunku, uwagi i miłości narodu, który ocenia według zupełnie innych standardów i kryteriów.

W żadnym wypadku nie usprawiedliwiam ani Machiavellego, ani tego podejścia dwóch moralności. Uważam, że lepiej próbować połączyć oba. Ale w niektórych przypadkach pytanie staje się ostre. Ci, którzy przede wszystkim dbają o ratowanie swojego osobistego wizerunku moralnego i pobożności, lepiej niech idą do klasztoru — to wspaniała rzecz. W takim przypadku idźcie do Boga, całkowicie Mu się powierzcie i przekażcie rządy kraju tym, którzy rozumieją znaczenie i odpowiedzialność zachowania suwerenności. Tu moralność władzy i moralność społeczeństwa naprawdę się różnią; nie ma między nimi bezpośredniej odpowiedniości.

Nie usprawiedliwiam ani nie potępiam nikogo. Uznaję świętość naszego cara-męczennika i jestem bardzo krytyczny wobec Stalina, który wyrządził naszemu narodowi wiele zła. Ale jeśli weźmiemy rzeczy w kategoriach absolutnych: w jednym przypadku mamy sukces polityczny, silne niepodległe państwo, broń jądrową, pół świata pod kontrolą i sprawiedliwość społeczną. Naród dostaje dwie rzeczy życiowe — suwerenność przed wrogiem zewnętrznym i wewnętrzną sprawiedliwość. Za jaką cenę? Straszliwą, ogromną cenę. Ale ogólnie jest to historyczny plus.

Jeśli z najlepszych intencji i ze strachu przed surowymi działaniami pozwolimy społeczeństwu się zdegradować, suwerenności osłabnąć, a wrogowi zadać strategiczną porażkę, to żadne rozważania moralne tego nie usprawiedliwią.To lekcja historii i lekcja filozofii polityki. I w tej chwili wydaje mi się, że trochę się pogubiliśmy właśnie w tym punkcie: gdzie niepotrzebnie się ograniczamy, a gdzie jest prawdziwa granica naszych możliwości? Ale jeśli przestaniemy się ograniczać, te możliwości się pojawią. Musimy tylko spojrzeć, co musimy zrobić, co dodać, uzupełnić, rozwinąć i wdrożyć, by osiągnąć nasze decydujące, silne, jaskrawe i przekonujące zwycięstwo nad Zachodem na Ukrainie — a potem na nowo przemyślimy to, co już mamy. To jest ważne.

Jeśli wychodzimy z założenia zwycięstwa — projekt „Zwycięstwo”, kropka — to od tego zwycięstwa, przez rodzaj inżynierii odwrotnej, przez odwrotną temporalność, o której teraz mówi się w strategii wojskowej, zrozumiemy zasoby, które obecnie posiadamy, na nowo je przemyślimy, uświadomimy sobie, czego nam brakuje, i oczywiście skupimy na tym uwagę.

Ale jeśli zadaniem jest chronienie społeczeństwa przed pełnym uświadomieniem sobie, że jest zarówno na wojnie, jak i nie na wojnie, bez uznania powagi sytuacji historycznej, w jakiej znalazła się Rosja — jeśli trzeba utrzymywać pozory porządku, spokoju i pokojowego życia — to wydaje mi się, że jest to całkowicie demotywujące i demoralizujące. Do tego dochodzi te ciągłe obietnice zawieszenia broni. Dzięki Bogu, ludzie chyba zapomnieli o Anchorage. Ale ludzie na linii kontaktu, którzy codziennie poświęcają życie, słyszą, że zawieszenie broni jest tuż za rogiem. Nikt nie chce umrzeć w ostatnim dniu wojny — a jednak to „ostatni dzień” jest ciągle nadawany i ogłaszany.

Ta historia z Anchorage ciągnie się już prawie rok, od sierpnia zeszłego roku. Z symbolicznego punktu widzenia jest to całkowicie nieadekwatna kampania.Dlatego byłbym bardzo ostrożny z moralnością. Tak, nie jesteśmy jak oni. Tak, nie chcemy szkodzić cywilom. Ale spójrzcie: gdy nasze rakiety są zestrzeliwane, a odłamki obrony przeciwlotniczej spadają na budynki mieszkalne — widzieliśmy to w Kijowie. Czy naprawdę myślicie, że jakikolwiek Ukrainiec uwierzy, że to ich własna obrona przeciwlotnicza? Oczywiście, że nie. Bo wszystkich od razu umieszcza się w gotowym kontekście, że Rosjanie to łajdacy. W końcu nie chcieliśmy nikogo trafić, jesteśmy uczciwi wobec siebie, ale cała ukraińska ludność i cały świat wierzy, że nasze rakiety celowo uderzyły w domy cywilne.

Prowadzący: Bo przekonująco im to mówią.

Alexander Dugin: Właśnie — bo to jest symboliczna wojna, dlatego przekonująco im to mówią. I nie tylko mówią, ale przekonująco — bo to jest właśnie ta zupełnie nowa sfera wojny informacyjnej, której my, wybaczcie, nie prowadzimy na właściwym poziomie. Właśnie dlatego, że jesteśmy dobrzy, mili, uczciwi, szczerzy i prawdziwi. Tak, wszystko to jest słuszne. Szczerze wierzę, że nasze państwo i nasz naród obecnie ucieleśniają prawdę w tej niezwykle trudnej i złożonej globalnej sytuacji. Tak, jesteśmy biegunem prawdy. Tak, walczymy o prawdę, światło i sprawiedliwość, i nie tylko o własne interesy. Mamy w tej wojnie świętą misję. Więc mówmy o tym, wyjaśnijmy to i — co najważniejsze — przejdźmy do potężnych akordów symbolicznej wojny.

Powiedziano im, że domy cywilne trafione rakietami zostały uderzone przez Rosjan. Tam też wyciągają ludzi spod gruzów — prawdopodobnie martwe dzieci — i robi to bardzo silne wrażenie. I właśnie to jest pokazywane wszędzie. Ale dopóki Rada jeszcze stoi, dopóki po Majdanie chodzą ludzie i jeżdżą samochody, nie mamy symbolicznego argumentu. Gdyby tam był krater, wszelka zachodnia propaganda informacyjna po prostu by zamarła. Ale dopóki w ich świadomości „Rosjanie uderzają w obiekty cywilne” — tak właśnie to formułują, choć to ich własna obrona przeciwlotnicza powoduje te ofiary — nikt nie uwierzy w nic innego. I nie będziemy w stanie do nich dotrzeć. Bo ich kanały docierają do nas, ale nasze ledwo do nich.

I tak jest ze wszystkim. Nie potrafimy nawet porządnie nastawić się na zwycięstwo. Sami demonstrujemy w rozmowach z własnym narodem pewną połowiczność i niezdecydowanie. Musimy teraz zdecydowanie wszystko zmienić. Jest oczywiste, że by wygrać, kraj musi bardzo dużo zmienić. Musimy o tym myśleć, musimy to zrobić i musimy też nadać temu wymiar symboliczny. A my na coś czekamy. Tego nie da się już wyjaśnić moralnością.

Prowadzący: Więc może na to właśnie czekamy? Ostatnio coraz częściej mówi się, że Białoruś jest zagrożona wciągnięciem w konflikt. Ukraina już buduje okrężne umocnienia w obwodzie wołyńskim, Zełenski bezpośrednio grozi, a Łukaszenka przyjmuje białoruskich opozycjonistów (w cudzysłowie). Być może to stanie się spustem, gdy zaczną się prowokacje wobec Białorusi?

Alexander Dugin: Po pierwsze, tak jest od samego początku wojny — już w 2022 roku ciągle o tym mówili. Myślę, że nic to nie zmieni. A co by zmieniło? Tak, Łukaszenka jest po naszej stronie, nas wspiera. Dostarczyliśmy temu krajowi broń jądrową. To nasz najbliższy sojusznik, w zasadzie jedno wschodniosłowiańskie, eurazjatyckie terytorium, część naszego większego świata rosyjskiego. No i co? Czy nasze codzienne doświadczenia nie wystarczą? Czy nasze straty nie wystarczą?

Nic się nie zmieni, jeśli to się zacznie. Przy okazji Łukaszenka nie chce być wciągany w ten konflikt — unika go na wszelkie sposoby. Być może ma rację ze swojego punktu widzenia. Wydaje mi się, że to niczego by nie rozwiązało. Oczywiście prawdopodobieństwo wciągnięcia Białorusi w konflikt zawsze istniało, ale nic by nie zmieniło — ludność tam nie jest taka duża. Jeśli Białoruś dołączy, może stać się spustem dla krajów europejskich, krajów UE — bezpośrednio Polski na przykład czy państw bałtyckich. Dostalibyśmy nowe fronty, praktycznie gwarantowane uderzenie na Kaliningrad. I co by to zmieniło?

W rzeczywistości wszystko już się stało — o to chodzi. Po prostu nie ma na co więcej czekać. Wydaje mi się, że gdzieś w naszej świadomości, na dość wysokim poziomie, klatka się zatrzymała. Coś zamarzło w rozumieniu sytuacji historycznej, w jakiej się znajdujemy — rodzaj zamrożonej klatki. Ale to już wszystko się stało, już wszystko tu jest. Nie ma na co więcej czekać. Poważne, decydujące działania nie powinny być podejmowane w odpowiedzi na kolejną zbrodnię. W każdym razie nikogo nie przekonamy, że mieliśmy podstawy do tego czy tamtego. Jakie podstawy mieli Stany Zjednoczone, by zniszczyć całe kierownictwo polityczne, religijne i wojskowe suwerennego, dużego kraju jak Iran, który nic Stanom nie zrobił? Jakie mieli uzasadnienie?

Prowadzący: Na poziomie podstawowym jest to postrzegane jako „oni mogą, więc robią”.

Alexander Dugin: Dokładnie. Ale dla nas — i nie tylko dla nas — jest to postrzegane na tym poziomie jako: „My nie możemy, albo się boimy, albo od kogoś zależymy, albo mamy z kimś porozumienie, albo wszędzie są agenci”. Tak to wygląda. I dlatego nic nie robimy. Jeśli nie robimy, to znaczy, że nie możemy. A jeśli nie możemy — no to przepraszamy. Jeśli nie mogliśmy, ale jednak zaczęliśmy, to powinno być nam bardzo źle. Ale skoro już zaczęliśmy, to przede wszystkim mogliśmy i musimy być w stanie kontynuować. Nie ma drogi powrotnej.

Wydaje się, że wciąż możemy z kimś dojść do jakiegoś porozumienia. To absolutnie błędne. Alex Karp, szef Palantiru, który przyjeżdża do Kijowa — to nie jest Unia Europejska, to najczystsze trumpiści, tak jak Peter Thiel i inni podobni konserwatywni trumpiści. To nie jest jakaś oddzielna, inna siła. To jest zbiorowy Zachód, w tym Stany Zjednoczone. Naiwne i bezsensowne jest wierzenie, że Trump jest naszym zbawieniem i że wyjdzie nam naprzeciw. Nie wyjdzie. Tak, jego priorytetem nie jest Rosja, lecz Iran. Ale w każdym razie mogą nas wykorzystać, by zmienić fokus po porażce z Iranem.

Bo Iran, przy okazji, jest wspaniałym przykładem: Iran, nie będąc w stanie zadać symetrycznego uderzenia w Amerykę, uderzył w jej proxy i poradził sobie z tym znakomicie. Potem ogromna potęga państwa amerykańskiego wycofała się przed stosunkowo małym Iranem. Tak, ponieśli ciężkie straty, tak, oni też stracili dzieci, ale po ataku na dziewczynki w Minab zebrali się w sobie i zrobili to, co konieczne — naprawdę znaleźli słaby punkt przeciwnika.

Naszym zadaniem teraz jest zrobić to samo.Jest wiele asymetrycznych lub nawet symetrycznych odpowiedzi, które moglibyśmy podjąć. Ale z jakiegoś powodu my… Czym jesteśmy zahipnotyzowani? Dlaczego tego nie robimy? W tej chwili nikt nie ma na to odpowiedzi — ani nasi przyjaciele, ani my sami, ani nawet nasi wrogowie.

Żądanie Iranu skierowane do USA: Wycofanie wojsk amerykańskich z Zatoki Perskiej + 300 miliardów dolarów na odbudowę i kontrola nad Ormuzem

Żądanie Iranu skierowane do Waszyngtonu: wycofanie wojsk amerykańskich z Zatoki Perskiej – 300 miliardów dolarów na odbudowę i kontrola nad Ormuzem

Negocjacje między Iranem a USA najwyraźniej osiągnęły punkt, w którym Teheran nie domaga się już tylko ustępstw, ale całkowitej reorganizacji amerykańskiej władzy na Bliskim Wschodzie.

Według doniesień omówionych w rozmowie z Larrym Johnsonem, Iran domaga się trwałego zawieszenia broni, wycofania wojsk amerykańskich z regionu, całkowitego zniesienia sankcji, uwolnienia zamrożonych funduszy, 300 miliardów dolarów odszkodowania za odbudowę oraz kontroli nad Cieśniną Ormuz. Johnson zaznacza jednak, że żądanie 300 miliardów dolarów nie zostało jeszcze oficjalnie potwierdzone.

Kluczowa kwestia: Iran nie zachowuje się jak osłabione państwo proszące o ustępstwa. Teheran negocjuje, jakby miał strategiczną dźwignię. A tą dźwignią jest Ormuz.

Cieśnina Ormuz jako dźwignia

Cieśnina Ormuz to jedno z najbardziej wrażliwych wąskich gardeł energetycznych na świecie. Ktokolwiek ją kontroluje, wpływa na ceny ropy naftowej, przepływy LNG, składki ubezpieczeniowe, łańcuchy dostaw i ostatecznie na globalną gospodarkę.

Johnson wyjaśnił, że Iran jasno określił swoje stanowisko: złagodzić sankcje, uwolnić aktywa, zakończyć wojnę w Strefie Gazy i Libanie – i zaakceptować irańskie roszczenia do wiodącej roli w Ormuzie. Teheran zamierza pobierać tam opłaty, czy to w formie opłat użytkowych, czy podatków środowiskowych.

Nie tylko zwiększyłoby to presję ekonomiczną Iranu, ale także ustanowiłoby strategiczny instrument kontroli nad Zatoką Perską. Dla Waszyngtonu byłby to bezpośredni atak na system porządku, który przez dekady opierał się na amerykańskich lotniskowcach, bazach wojskowych i możliwości nakładania sankcji.

Trump między umową a groźbą

Johnson opisuje Trumpa jako osobę sprzeczną: jednego dnia sygnalizuje gotowość do negocjacji, następnego grozi eskalacją działań zbrojnych. W rozmowie posługuje się analogią do „ludzkiej piłeczki pingpongowej” – rozdartej między porozumieniem, presją ze strony Izraela, krajowymi interesami politycznymi a twardogłowymi politykami w Waszyngtonie.

Johnson uważa za szczególnie uderzające, że Iran nie jest już pod wrażeniem tych gróźb. Teheran określił swoje „czerwone linie” i wydaje się nie chcieć ich porzucić: wzbogacanie uranu, kontrola nad wzbogaconym uranem, władza nad Ormuzem i zniesienie sankcji.

Oto sedno nowej sytuacji: USA nadal stanowią zagrożenie, ale Iran nie wydaje się już wycofującym się przeciwnikiem.

Izrael, Liban i drugi front

Tymczasem sytuacja w Libanie eskaluje. Johnson podkreśla, że ​​Izrael nadal wywiera ogromną presję na południowy Liban. Jednocześnie Hezbollah nie stracił swojego potencjału, a wręcz go rozwinął – szczególnie w zakresie dronów.

To niebezpieczne dla Izraela. Naloty mogą niszczyć budynki, ale nie są w stanie wyeliminować głęboko zakorzenionej, mobilnej i zaprawionej w boju organizacji. Johnson argumentuje, że chociaż Izrael może bombardować, nie gwarantuje to automatycznie kontroli nad terytorium. Im dalej Izrael się posunie, tym większe będą jego straty.

W tej sytuacji każde porozumienie między Waszyngtonem a Teheranem staje się również pytaniem dla Netanjahu: Czy Izrael zaakceptuje nowy porządek regionalny, czy też będzie próbował jeszcze bardziej zaostrzyć sytuację?

Potencjalne wycofanie się Stanów Zjednoczonych z regionu

Szczególnie kontrowersyjna jest ocena Johnsona, że ​​poważna umowa miałaby również widoczne konsekwencje militarne. Jednym z możliwych sygnałów byłoby wycofanie amerykańskich jednostek powietrznych i samolotów wojskowych z regionu. Według doniesień izraelskich, amerykańskie samoloty wojskowe mogłyby zostać przerzucone z Izraela do Europy w ciągu 72 godzin od zawarcia umowy.

Gdyby do tego doszło, byłoby to coś więcej niż tylko relokacja techniczna. Miałoby to wymiar symboliczny: Stany Zjednoczone nie mogłyby już dłużej pełnić funkcji stałego parasola militarnego Izraela i gwarantować Porządku Zatoki Perskiej.

Johnson idzie jeszcze dalej: jeśli rosyjsko-chińska wizja regionu stanie się rzeczywistością, amerykańska obecność wojskowa w regionie Zatoki Perskiej zniknie na dłuższą metę.

Chiny jako zwycięzca nowego porządku

Chiny byłyby jednym z największych zwycięzców. Jeśli Iran będzie potrzebował odbudowy, naprawy infrastruktury, modernizacji portów, budowy elektrowni i zabezpieczenia szlaków transportowych, to, według szacunków Johnsona, chińscy inżynierowie, pracownicy i firmy będą gotowi.

To wpisuje się w logikę Inicjatywy Pasa i Szlaku: Chiny nie muszą dominować, budując bazy wojskowe jak USA. Pekin buduje infrastrukturę, integruje kraje gospodarczo i tworzy zależności poprzez handel, technologię i finansowanie.

Program odbudowy Iranu o wartości 300 miliardów dolarów byłby zatem nie tylko rekompensatą. Stanowiłby potencjalny punkt wyjścia do głębszej integracji Iranu z zdominowanym przez Chiny porządkiem gospodarczym.

Strategiczny upadek USA

Dla Waszyngtonu takie porozumienie oznaczałoby geopolityczny odwrót o historycznych rozmiarach.

Przez dziesięciolecia potęga Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie opierała się na czterech filarach:

  1. Bazy wojskowe w Zatoce Perskiej
  2. Kontrola strategicznych szlaków energetycznych
  3. Sankcje wobec Iranu
  4. Zobowiązania ochronne wobec Izraela i monarchii Zatoki Perskiej

Jeśli Iran zaoferuje teraz jednocześnie złagodzenie sankcji, uwolnienie środków finansowych, pomoc w odbudowie, kontrolę nad cieśniną Ormuz i wycofanie wojsk amerykańskich, to nie chodzi już o normalne porozumienie pokojowe. Chodzi o demontaż istniejącej architektury USA na Bliskim Wschodzie.

Johnson uważa to za przesunięcie tektoniczne: USA tracą siłę odstraszania, Izrael traci bezpieczeństwo strategiczne, Iran zyskuje pole manewru, Chiny zyskują wpływy, a Rosja zyskuje dodatkowy front przeciwko dominacji Zachodu.

Wnioski: Nie porozumienie pokojowe, ale nowy porządek świata na Bliskim Wschodzie

To, o co tu negocjujemy, to coś znacznie więcej niż zawieszenie broni. Chodzi o to, kto będzie w przyszłości ustalał zasady na Bliskim Wschodzie.

Jeśli Iranowi uda się choć częściowo spełnić jego żądania, oznaczałoby to dramatyczną utratę władzy przez Waszyngton. Stany Zjednoczone musiałyby zaakceptować, że ich trwająca od dziesięcioleci strategia sankcji, baz wojskowych i taktyk nacisku osiągnęła swój kres.

Dla Iranu byłoby to historyczne zwycięstwo:
sankcje zostały złagodzone, fundusze uwolnione, Hormuz uznany, wojska amerykańskie wycofane, a odbudowa sfinansowana.

Dla Izraela byłby to strategiczny koszmar:
wzmocniony Iran, gotowy do walki Hezbollah i Ameryka, która nie będzie już automatycznie reagować na każdą eskalację konfliktu.

Dla Chin i Rosji byłby to kolejny dowód na to, że zdominowany przez Zachód porządek nie jest już niekwestionowany.

Krótko mówiąc: jeśli ta umowa wejdzie w życie, nie tylko zakończy ona eskalację, ale także wyznaczy początek nowego porządku sił na Bliskim Wschodzie.

Przepychanki wewnątrz NWO: Jedno – czy wielobiegunowość

Pepe Escobar: Zachód traci Bliski Wschód – Pekin przejmuje władzę.

Jak Chiny i Pakistan mogłyby dostarczyć prawdziwą [wykonalną] ofertę

Autorstwa Pepe Escobara

Prezydent Xi Jinping przyjmuje prezydenta Trumpa w Pekinie. Niecały tydzień później przyjmuje prezydenta Putina: obaj podpisują strategiczną wspólną deklarację, która de facto sygnalizuje restrukturyzację systemu stosunków międzynarodowych. Na początku tego tygodnia prezydent Xi przyjmuje również wysoko postawioną delegację pakistańską, w tym marszałka polowego Asima Munira, głównego mediatora między Iranem a Stanami Zjednoczonymi.

Wszystko to jest ze sobą ściśle powiązane. Poza porozumieniami dotyczącymi Chińsko-Pakistańskiego Korytarza Gospodarczego (CPEC), flagowego projektu Inicjatywy Pasa i Szlaku, oraz nowymi porozumieniami między Islamabadem a Alibabą, kluczowym faktem jest to, że Chiny są cichym gwarantem gorączkowych wysiłków mediacyjnych Pakistanu między Waszyngtonem a Teheranem.

W związku z tym pakistańskie władze musiały udać się do Pekinu, aby szczegółowo wyjaśnić wszystkie zawiłości.

Źródła dyplomatyczne potwierdzają, że po podróży roboczej do Teheranu Asim Munir powtórzył prezydentowi Xi, że z perspektywy Iranu amerykańskie zobowiązania są bezwartościowe. Rzecznik irańskiego MSZ, Esmaeil Baqaei, stale to powtarza.

Jeśli kiedykolwiek dojdzie do podpisania porozumienia – po jakimkolwiek potencjalnym postępie w obecnie zawieszonym Memorandum of Understanding (MoU) – podpis Chin jest absolutnie konieczny. To samo dotyczy Rosji.

Tymczasem w serii „zwrotów akcji” prezydent Trump postawił absurdalne ultimatum kilku państwom islamskim: muszą one jednocześnie podpisać Porozumienia Abrahama, w przeciwnym razie zostaną wykluczone z „jego” porozumienia z Iranem – jakby do niego należało.

Tłumaczenie: Cała wojna z Iranem mogła ostatecznie zostać rozpętana w celu zmuszenia Azji Zachodniej do normalizacji stosunków z Izraelem. Pakistańskie Ministerstwo Obrony już odrzuciło dyktat Trumpa.

Trwające śledztwo dyplomatyczne – od Azji Zachodniej i Południowej po Chiny – ujawniło, że potencjalna umowa między Iranem a Stanami Zjednoczonymi nie jest martwa, wbrew wszelkim oczekiwaniom. Wkracza ona jednak w swoją najdelikatniejszą i najniebezpieczniejszą fazę.

W istocie, dość kompleksowe porozumienie zostało już osiągnięte pomiędzy Iranem, Stanami Zjednoczonymi, Arabią Saudyjską i Katarem (choć niekoniecznie ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi), przy czym Pakistan pełni rolę głównego mediatora, a Chiny zapewniają zdecydowane wsparcie, akceptowane przez wszystkie zaangażowane strony.

Dyplomaci spodziewają się formalnego ogłoszenia już w trakcie obchodów święta Eid, które przypadają w niedzielę 31 maja 2026 r. Obejmowałoby ono następujące elementy: całkowite zawieszenie broni; ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz, którego szczegóły nie zostały jeszcze ustalone; zniesienie opłat drogowych i innych należności w cieśninie (choć Teheran nigdy się na to nie zgodzi); oraz zakończenie blokady morskiej USA.

Dyplomaci spodziewają się kolejnych 30–60 dni intensywnych negocjacji, które powinny doprowadzić do znacznie bardziej kompleksowego, długoterminowego porozumienia – obejmującego zniesienie sankcji, uwolnienie zamrożonych aktywów i ostateczne rozwiązanie kwestii nuklearnej.

Kwestia zaufania

Wszystko to może brzmieć jak pobożne życzenia, ale pochodzi od osób aktywnie zaangażowanych w trwające negocjacje. To praktycy realpolitik, którzy w pełni oczekują, że Izrael i wszystkie frakcje syjonistycznego lobby w Waszyngtonie będą wywierać ogromną presję, aby sabotować i storpedować ten proces. Właśnie to się już dzieje i pokazuje, jak bardzo oś syjonistyczna obawia się nieuchronnej reorganizacji geopolitycznej w Azji Zachodniej.

Ci aktorzy wyjaśnili na przykład, że Pakistan i Chiny – bardzo dyskretnie – stworzyły ramy dyplomatyczne na długo przed tym, jak Trump publicznie przyznał się do negocjacji.

Zwrócili również uwagę, że Arabia Saudyjska i Katar wywierały ogromną presję na Trumpa, by uwolnił się z pułapki eskalacji, podczas gdy amerykańskie media głównego nurtu nadal były zafascynowane scenariuszami bombowymi.

Wszyscy wiemy, że Trump ogłosił „swoją” umowę dopiero po rozmowach z przywódcami Pakistanu, Arabii Saudyjskiej, Kataru, Turcji, Egiptu, Jordanii, Bahrajnu, a nawet niezwykle powściągliwych Zjednoczonych Emiratów Arabskich – de facto sojusznika Izraela: „Ostateczne aspekty i szczegóły umowy są obecnie omawiane i wkrótce zostaną ogłoszone” (Trump on Truth Social, 23 maja).

Po drugiej stronie znajduje się Iran, strategicznie wspierany przez Pakistan, Chiny i Rosję, wolny od teatralnych hollywoodzkich wybuchów – skoncentrowany wyłącznie na konkretnych rezultatach.

Władze Iranu – zwłaszcza najbliższe otoczenie Modżtaby Chameneiego – rzeczywiście dążą do rozwiązania w drodze negocjacji i są nawet gotowe na kompromis, jednak nigdy nie są skłonne do zrzeczenia się swojej suwerenności.

Można było przewidzieć, że główną przeszkodą pozostaje zaufanie: nikt przy zdrowych zmysłach nie mógłby osobiście zaufać Trumpowi, który – mówiąc ostrożnie – uchodzi za impulsywnego, niezrównoważonego i całkowicie niepewnego instytucjonalnie.

Teheran po raz kolejny nie jest zainteresowany zawarciem kolejnego porozumienia na wzór JCPOA, w którym wszystkie obietnice zostaną złamane.

Jeśli chodzi o konkretne rezultaty, to widać pewne poruszenie w sprawie zamrożonych aktywów Iranu. Stanowisko Teheranu jest jasne: bez odpowiednich mechanizmów nie zostanie podpisane żadne Porozumienie o Porozumieniu. W związku z tym w Dosze trwają intensywne rozmowy wielostronne, których celem jest rychłe uwolnienie 12 miliardów dolarów irańskich aktywów.

Saudyjskie przecieki dotyczące potencjalnej umowy – z których żaden nie został w pełni potwierdzony – obejmują zniesienie sankcji wobec irańskiej ropy naftowej oraz zgodę Iranu na niekontynuowanie wzbogacania uranu powyżej 3,67%, co zostało już przewidziane w JCPOA (zniesionym przez Trumpa). Ponadto Teheran zgodziłby się na outsourcing 400 kilogramów swojego obecnego wzbogaconego uranu do poziomu 60% – prawdopodobnie do Chin, Rosji, a nawet Pakistanu – i zachowanie około 10% swoich zapasów bliskiej jakości broni.

Tymczasem Teheran nadal omija amerykańską blokadę i eksportuje dziennie o 100 000 baryłek ropy więcej – głównie do Chin – niż przed wojną. W ciągu zaledwie 72 godzin marynarka wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) przeprowadziła ponad 100 tankowców przez Cieśninę Ormuz zgodnie z przepisami nowo utworzonego Urzędu Zatoki Perskiej (PGSA). Nikt nie narzeka, a wszyscy płacą opłatę, która może sięgać nawet 2 milionów dolarów za supertankowce. W bitcoinach. Bez petrodolarów.

Azja Zachodnia wkracza w nową erę

Stawka jest nie do przebicia. Ale jeśli obecne ramy przetrwają kilka dni, cała architektura geopolityczna Azji Zachodniej ulegnie całkowitej transformacji. I to nie przez przypadek, ale w pełni zgodnie z priorytetami wspólnej deklaracji rosyjsko-chińskiej.

Przyjrzyjmy się najważniejszym konsekwencjom:

  • Chiny z pewnością pozycjonują się jako nowy, długoterminowy geoekonomiczny filar Azji Zachodniej.
  • Pakistan staje się kluczowym mediatorem dyplomatycznym i bezpieczeństwa, aktywnie przyjmując rolę „parasola bezpieczeństwa” – co jest bezpośrednią konsekwencją jego paktu wojskowego z Arabią Saudyjską.
  • Monarchie Zatoki Perskiej skutecznie osiągają większą niezależność strategiczną od Waszyngtonu.
  • Iran nie kapituluje, lecz czerpie korzyści ze swojej zdecentralizowanej mozaikowej strategii wojskowej i rekalibracji swojego suwerennego oporu, stając się kluczową potęgą regionalną i jednym z największych mocarstw Eurazji.
  • Kult śmierci w Azji Zachodniej, opętany ideą ludobójstwa i nieograniczonej ekspansji, traci zdolność do decydowania o dynamice eskalacji.

Wszystko to wyjaśnia, dlaczego w nadchodzących dniach toczyć się będzie bez żadnych zahamowań absolutnie zacięta walka o tę umowę – w każdym najdrobniejszym szczególe.

Pozytywny wstępny wynik sugeruje stopniowe podpisanie porozumienia, które natychmiast wstrzymałoby eskalację, a jednocześnie odłożyło niemal nierozwiązywalne kwestie programu nuklearnego i sankcji na późniejsze negocjacje.

Aby osiągnąć ten Święty Graal, „Porozumienie Islamabad”, Pakistan stoi przed syzyfową pracą.

Islamabad musi bezwzględnie koordynować bezpośrednie powiązania wojskowe i wywiadowcze z irańskimi przywódcami, prowadzić strategiczną współpracę z Chinami – jest to kluczowy cel poniedziałkowej wizyty w Pekinie – w szczególności w zakresie gwarancji, łańcuchów dostaw energii i powojennej architektury; a jednocześnie prowadzić stałe konsultacje z monarchiami Zatoki Perskiej.

Chiny nieuchronnie odniosą największe korzyści z porozumienia w Islamabadzie. Pekin zabezpieczy swoje strategiczne dostawy energii, utrzyma i wzmocni Iran jako ważnego partnera strategicznego oraz ostatecznie ugruntuje swoją pozycję długoterminowego geoekonomicznego centrum potęgi Azji Zachodniej. I to wszystko bez oddania ani jednego strzału.

Trump z kolei przynajmniej znalazłby jakieś wyjście z sytuacji z odrobiną godności – co nieuchronnie sprzeda jako „zwycięstwo”. Jeśli chodzi o wpływy hegemoniczne w Azji Zachodniej, mówimy jednak o głębokiej renegocjacji powojennego porządku świata jednobiegunowego – mówiąc ostrożnie.

Można śmiało powiedzieć, że Iran, Chiny i Pakistan – państwa będące ogniwem łączącym Azję Zachodnią, Południową i Wschodnią – obstawiają, że „Porozumienie z Islamabadu” może stać się rzeczywistością.

Oznaczałoby to w praktyce ostateczne przejście od porządku pozimnowojennego do prawdziwie wielobiegunowej, zorientowanej na Rosję i Chiny architektury geopolitycznej, opartej na „niepodzielności bezpieczeństwa” w całej Azji Zachodniej – z ogromnymi, dalekosiężnymi konsekwencjami dla całej Eurazji.

Źródło: WYŁĄCZNIE: Jak Chiny i Pakistan mogą dostarczyć prawdziwą ofertę

Mapa Chin: Pod rządami Trumpa wyłania się globalna technokracja

[Uwaga !! To jest t.zw. „kontrowersyjny ” artykuł. Jestem przeciwnego zdania co do wniosków. Umieszczam, by był punkt oparcia dla myślących. md]

Associated Press

Mapa Chin: Pod rządami Trumpa wyłania się globalna technokracja.

Patrick Wood

Nie ma wyścigu z Chinami. Chiny nie są naszym arcywrogiem. Zapomnij o wielobiegunowości. Komunistyczna Partia Chin nie jest komunistyczna. To technokracja – a podobne przyciąga podobne. Trump i arcy-technokraci w Chinach nie są tam po to, by „zdradzić Amerykę”, ale by zintegrować Chiny z globalną technokracją. Otoczyli Chiny. Każda inna narracja rozpada się, gdy tylko otworzysz oczy na technokrację. Wkrótce ukaże się biała księga tego autora. —Patrick Wood, redaktor.

Gdzieś nad Oceanem Spokojnym, na wysokości 35 000 stóp, po cichu zadecydowała się przyszłość globalnego porządku. Na pokładzie Air Force One siedział prezydent Donald Trump z dwoma mężczyznami: Elonem Muskiem i Jensenem Huangiem, prezesem Nvidii. Reszta delegacji – szesnastu najpotężniejszych prezesów amerykańskich firm, reprezentujących wszystkie kluczowe ośrodki nowoczesnej gospodarki technologicznej – podążała za nim prywatnymi odrzutowcami. Ten układ miejsc nie był zgodny z protokołem. To była hierarchia. I mówi wszystko o tym, co naprawdę dzieje się w Pekinie w tym tygodniu.

To nie jest szczyt handlowy. Nie jest to dyplomatyczny restart. Nawet nie są to negocjacje geopolityczne w konwencjonalnym sensie. To, co dzieje się w Pekinie, to formalne połączenie amerykańskiej i chińskiej technokracji w jeden, zintegrowany porządek globalny – a Chiny nie zasiadają przy stole jako równorzędny partner. Zasiadają przy stole, bo czas ucieka, a Trump trzyma rękę na pulsie.

Przyszli kontrolerzy świata

Wśród tytanów i arcy-technokratów tej delegacji znajdują się przedstawiciele bankowości, sztucznej inteligencji, przemysłu układów scalonych i globalnych inwestycji:

Elon Musk (Tesla, SpaceX, xAI) – sztuczna inteligencja, systemy energetyczne i infrastruktura kosmiczna.

Tim Cook (Apple Inc.) – Platformy technologii konsumenckich i globalne łańcuchy dostaw półprzewodników.

Larry Fink (BlackRock) – globalna firma zarządzająca aktywami o wartości ponad 10 bilionów dolarów.

David Solomon (Goldman Sachs) – Bankowość inwestycyjna i przepływy kapitału rządowego.

Stephen Schwarzman (Blackstone) – Private Equity i zarządzanie aktywami alternatywnymi.

Jane Fraser (Citigroup) – globalna bankowość biznesowa i detaliczna.

Kelly Ortberg (Boeing) – Produkcja samolotów i systemy obronne.

Cristiano Amon (Qualcomm) – projektowanie półprzewodników i standardy technologii bezprzewodowej.

Sanjay Mehrotra (Micron Technology) – produkcja układów pamięci.

Michael Miebach (Mastercard) – globalna infrastruktura płatnicza i systemy rozliczeniowe.

Ryan McInerney (Visa) – globalna sieć płatnicza i infrastruktura rozliczeniowa.

Dina Powell McCormick (Meta Platforms) – architektura mediów społecznościowych i komunikacja cyfrowa.

Lawrence Culp Jr. (GE Aerospace) – silniki i awionika obronna.

Jacob Thaysen (Illumina) – Platformy genomiczne i infrastruktura biotechnologiczna.

Jim Anderson (Coherent Corp.) – Fotonika i zaawansowane materiały optyczne.

Brian Sikes (Cargill) – globalne łańcuchy dostaw produktów rolnych.

Chuck Robbins (Cisco) – Sieci korporacyjne i infrastruktura cyberbezpieczeństwa [zaproszony; odwołany ze względu na datę przyznania nagrody].

Jensen Huang (Nvidia) – [niespodzianka ostatniej chwili] – największy na świecie producent układów scalonych AI.

Nigdy w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat tak wpływowa grupa nie przybyła z wizytą państwową do Chin.

Dwie technokracje, jedno zjednoczenie

Od dziesięcioleci dokumentuję technokratyczną transformację Chin. Jeszcze zanim zachodni analitycy na przełomie tysiącleci nazwali Pekin „komunistycznym”, Chiny już zakończyły swoją transformację. Komunistyczna Partia Chin systematycznie zastępowała rewolucyjnych generalistów inżynierami, naukowcami i menedżerami technicznymi na wszystkich szczeblach kierownictwa partii. Magazyn Time zauważył to mimochodem w 2001 roku.

Nazywałem to po swojemu. Technokracja – ta sama doktryna, ta sama filozofia działania, to samo przekonanie, że rząd to problem inżynierii technicznej, który rozwiązują wykwalifikowani eksperci, a nie kwestia polityczna, którą rozstrzygają obywatele.

Szesnastu dyrektorów, którzy przylecieli do Pekinu prywatnymi odrzutowcami, reprezentuje tę samą doktrynę po stronie amerykańskiej. Larry Fink z BlackRock zarządza globalnymi aktywami o wartości ponad 10 bilionów dolarów i zasiada w radzie doradczej Szkoły Ekonomii i Zarządzania Uniwersytetu Tsinghua – instytucji założonej przez chińskiego architekta technokracji, Zhu Rongji, a której honorowym przewodniczącym jest obecnie były wiceprezydent Chin Wang Qishan. Tim Cook przewodniczy tej samej radzie doradczej. David Solomon z Goldman Sachs jest jej członkiem. Podobnie jak Stephen Schwarzman z Blackstone. Mężczyźni ci od lat spotykają się corocznie z chińskimi wicepremierami w Diaoyutai State Guesthouse, doradzając w sprawie chińskiej strategii gospodarczej i nawiązując relacje na najwyższych szczeblach chińskiego aparatu technokratycznego.

Nie polecieli do Pekinu jako obcokrajowcy.

Przylecieli jako koledzy na spotkanie w sprawie fuzji, przygotowywane od 25 lat. To, co jest formalizowane w tym tygodniu, nie jest nową relacją. To instytucjonalna konsolidacja relacji, która istniała już wcześniej, po cichu, w ramach Rady Doradczej Tsinghua, chińskiego oddziału Goldman Sachs, relacji BlackRock z państwowymi funduszami majątkowymi oraz strategicznego dialogu gospodarczego między USA a Chinami od czasów Henry’ego Paulsona – prezesa Goldman Sachs, późniejszego sekretarza skarbu i założyciela Rady Doradczej Tsinghua SEM.

Ideologia prezentowana na flagach na zewnątrz sali konferencyjnej nie ma nic wspólnego z tym, co dzieje się w środku. To nie jest walka kapitalizmu z komunizmem. To spotkanie klasy menedżerskiej ze swoim własnym odbiciem.

Uniwersytet Tsinghua: chiński odpowiednik MIT

Założony w Pekinie w 1911 roku, Uniwersytet Tsinghua jest wiodącą chińską uczelnią naukowo-techniczną i inżynieryjną. Nieustannie plasuje się w czołówce najlepszych uniwersytetów w Azji i w pierwszej piętnastce na świecie. Jego absolwenci dominują w chińskim kierownictwie technokratycznym na szczeblu korporacyjnym, rządowym i wojskowym.

Uniwersytet Tsinghua ma radę doradczą – i zasiada w niej nie mniej niż sześciu członków delegacji Trumpa:

Larry Fink – dyrektor generalny BlackRock.

Jane Fraser – dyrektor generalny Citi.

Tim Cook – prezes Apple i obecny przewodniczący Rady Doradczej Tsinghua SEM – zajmuje najwyższą pozycję w radzie. W ramach tej funkcji spotkał się z wicepremierem He Lifengiem w Diaoyutai State Guesthouse w październiku 2025 roku.

David Solomon – dyrektor generalny Goldman Sachs.

Stephen Schwarzman – założyciel Blackstone. Sfinansował również program stypendialny Schwarzmana na Uniwersytecie Tsinghua – stypendium Rhodesa wzorowane na chińskim systemie kształcenia przyszłych globalnych liderów.

Elon Musk został powołany do Rady Doradczej Tsinghua w 2015 roku i piastował to stanowisko przez kilka lat.

Kiedy w 2000 r. powołano radę doradczą, jej pierwszym przewodniczącym został Henry Paulson: dyrektor generalny Goldman Sachs, późniejszy sekretarz skarbu USA, twórca strategicznego dialogu gospodarczego między USA i Chinami oraz człowiek, który odbył ponad siedemdziesiąt podróży do Chin, zanim objął urząd w tym kraju.

Architektura dominacji

Centralnym punktem instytucjonalnym tego szczytu jest planowana Rada Handlu i Rada Inwestycji – dwa dwustronne organy mające na celu regulację handlu i przepływów kapitału między USA a Chinami poza istniejącymi ramami WTO. Ich pomysłodawcami byli Sekretarz Skarbu Scott Bessent i Przedstawiciel ds. Handlu Jamieson Greer.

Żadna z tych organizacji nie wyznaczyła członków. Żadna nie ma regulaminu. To koncepcje przedstawiane jako fakty dokonane, przeznaczone do późniejszej sformalizowania – właśnie tak powstaje architektura technokratyczna. Najpierw powstaje struktura. Debata demokratyczna nigdy się nie odbywa.

Te dwa ciała nie istnieją samodzielnie. Uzupełniają trylogię.

Pierwszą z nich jest Rada Pokoju Trumpa – powołana rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ w listopadzie 2025 roku, rzekomo w celu zarządzania odbudową Gazy, ale z tak szerokim mandatem, że krytycy określają ją jako swego rodzaju „płać, aby grać” (pay-to-play) alternatywę dla Rady Bezpieczeństwa ONZ. Trump sprawuje stałe przewodnictwo. Członkostwo kosztuje miliard dolarów. Trzy rady. Trzy suwerenne domeny – konfliktów, handlu i kapitału. Żadna z nich nie jest rozliczana przed wyborcami. Wszystkie zostały zaprojektowane tak, aby przetrwać niezależnie od tego, którzy politycy są u władzy.

Termin „zarząd” nie jest przypadkowy. To język ładu korporacyjnego stosowany do funkcji rządowych. Na waszych oczach kształtuje się architektura porządku świata po ONZ i WTO – zarząd po zarządzie – a Chinom oferuje się miejsce: na amerykańskich warunkach albo wcale.

Pięć murów otaczających Pekin

Chiny nie przybyły na ten szczyt z pozycji siły. Przybyły, ponieważ wokół kraju równolegle budowane są pięć murów, a ich szansa na negocjacje się zamyka. Trump o tym wie – i każdy obserwator to widzi.

Izolacja technologiczna. Pax Silica – uruchomiony przez administrację Trumpa w grudniu 2025 roku – to koalicja sojuszniczych państw zaangażowanych w amerykańską infrastrukturę sztucznej inteligencji i dążących do wykluczenia chińskiej technologii ze swojej architektury cyfrowej. Do koalicji przystąpiły Australia, Indie, Japonia, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Korea Południowa, Singapur i Wielka Brytania. Każde państwo, które dołączy do amerykańskiego stosu, zostanie trwale utracone przez Chiny. Koszty przejścia sprawiają, że wycofanie się jest praktycznie niemożliwe. Pax Silica nie jest programem technologicznym. To droga jednokierunkowa, która szybko zacieśnia się wokół Chin.

Fizyczne korytarze obejściowe. Korytarz Gospodarczy Indie-Bliski Wschód-Europa (IMEC) prowadzi handel z indyjskich portów przez Zatokę Perską, przez Izrael, do Europy Południowej – omijając w ten sposób każdy węzeł Pasa i Szlaku, który Chiny budowały przez dekadę. Wojna iracko-irańska uniemożliwiła Iranowi wykorzystanie go jako korytarza BRI. Umowa handlowa między UE a Indiami dodatkowo przyspieszyła rozwój IMEC. Najważniejszy chiński projekt infrastrukturalny ostatniej dekady jest systematycznie omijany.

Zbuntowani sojusznicy. Zjednoczone Emiraty Arabskie i Katar – najważniejsi partnerzy Chin w Zatoce Perskiej, kluczowe centra finansowe BRI i najwięksi odbiorcy irańskiej ropy – są obecnie sygnatariuszami Pax Silica, stałymi członkami Rady Pokoju i punktami tranzytowymi IMEC. Są one integrowane z amerykańską architekturą kawałek po kawałku – bez jednego wystrzału.

Uduszenie energetyczne. Trump jednocześnie odciął trzy kluczowe, przecenione źródła dostaw ropy naftowej do Chin. Interwencja wojskowa USA w Wenezueli ograniczyła dostawy ropy o 778 000 baryłek dziennie, które Chiny pozyskiwały po znacznych obniżkach. Wojna z Iranem zakłóciła transport 3,4 miliona baryłek dziennie przez Cieśninę Ormuz, w tym 1,38 miliona baryłek irańskiej ropy naftowej przeznaczonej dla Chin – co dało Pekinowi roczną sytratę cenową w wysokości od 12 do 15 miliardów dolarów. Wydalenie chińskich operatorów z obu końców Kanału Panamskiego i przejęcie infrastruktury portowej przez BlackRock dodatkowo zamknęły kluczowy korytarz logistyczny. 109-dniowe strategiczne rezerwy ropy naftowej Chin stanowią bufor, a nie rozwiązanie. Z każdym dniem przewaga konkurencyjna Pekinu maleje.

Luka w doświadczeniu bojowym. Pomimo całej wojskowej retoryki, Armia Ludowo-Wyzwoleńcza nie stoczyła żadnej większej wojny od 1979 roku. Wielu doświadczonych dowódców zostało odwołanych – obecnie obsadzonych jest tylko 21 procent kluczowych stanowisk. Jednocześnie Stany Zjednoczone prowadziły równoległe operacje wojskowe w Iranie, Jemenie i Wenezueli, testując systemy uzbrojenia, logistykę i struktury dowodzenia w rzeczywistych warunkach bojowych. Chiny obserwowały sytuację z boku. Wszelkie naciski wywierane przez Trumpa – w Wenezueli, Panamie czy Ormuz – były stosowane na obszarach, gdzie Chiny nie dysponowały wiarygodną odpowiedzią militarną.

Mężczyzna w samolocie

Następnie Trump zadzwonił do Jensena Huanga.

Huang pierwotnie nie znajdował się na liście delegacji. Jego nieobecność była celowa – jego obecność w Pekinie wywołałaby niewygodne pytania dotyczące chińskiego rynku Nvidii o wartości 50 miliardów dolarów oraz układów scalonych H200 AI, których sprzedaż rząd wcześniej ograniczył.

Trump osobiście uchylił decyzję, zadzwonił do Huanga i nakazał mu polecieć na Alaskę i wejść na pokład Air Force One. Chińscy radykałowie w Kongresie jasno dali do zrozumienia: pozwolenie firmie Nvidia na sprzedaż zaawansowanych chipów Pekinowi oznaczało zgodę Komunistycznej Partii Chin na militaryzację amerykańskiej technologii. Trump i tak zabrał Huanga ze sobą.

I właśnie to zdradza układ miejsc na pokładzie Air Force One w kontekście tego szczytu. Człowiek kontrolujący xAI – warstwę programową amerykańskiej sztucznej inteligencji – i człowiek kontrolujący Nvidię – warstwę chipów, na których działa cała sztuczna inteligencja – siedzą sam na sam z prezydentem Stanów Zjednoczonych, aby negocjować warunki amerykańskiej dominacji w dziedzinie sztucznej inteligencji z chińskim państwem technokratycznym. Pozostałych szesnastu dyrektorów lata prywatnymi odrzutowcami. Dwaj mężczyźni, których firmy stanowią niezastąpione jądro infrastruktury technologicznej mającej chronić Pax Silica, siedzą w sali, w której zapadają decyzje.

Obecność Huanga sygnalizuje, że dostęp do układów AI jest częścią negocjacji. Najbardziej ograniczona technologia w relacjach amerykańsko-chińskich – a dokładnie ta, która ma powstrzymać Pax Silica przed wejściem do Chin – trafia do stołu negocjacyjnego na zaproszenie samego prezydenta, wbrew oporowi Kongresu. To nie przypadek. To władza przekuwana w interesy – wysoko ponad Pacyfikiem.

Ostatnia szansa Chin na miejsce przy stole negocjacyjnym

Xi Jinping jest wystarczająco inteligentny, by to wszystko dostrzec. Rozumie, że Pax Silica wyrywa mu cyfrową przyszłość, kraj po kraju. Rozumie, że IMEC odwraca przepływy handlowe, które miały zdominować chińską Inicjatywę Pasa i Szlaku. Rozumie, że jego sojusznicy z Zatoki Perskiej – których przez dwie dekady zabiegał o projekty infrastrukturalne i tanie towary przemysłowe – są instytucjonalnie włączani do amerykańskiego porządku.

Rozumie, że choć chińska kontrola nad pierwiastkami ziem rzadkich jest realna, to jej termin ważności upływa wraz z finansowaniem przez Pax Silica alternatywnych centrów przetwarzania w krajach sojuszniczych. Rozumie też, że pomimo imponującego sprzętu, chińska armia nie stoczyła prawdziwej wojny od 1979 roku i nie jest w stanie zagrozić amerykańskiej projekcji siły w obecnych strefach konfliktów.

Rada Handlu i Rada Inwestycji to wyjście awaryjne. Określają one warunki, na jakich Chiny będą mogły uczestniczyć w handlu dwustronnym w przyszłości – na amerykańskich warunkach, w ramach amerykańskich ram i pod nadzorem technokratycznych organów, które przetrwają cykle wyborów politycznych. Ceną za ten udział jest akceptacja ram. Alternatywą jest obserwowanie, jak te ramy są tworzone, aż drzwi w końcu się zamkną.

Porozumienia Abrahama, podpisane w 2020 roku pod przewodnictwem Jareda Kushnera, ustanowiły pewien schemat na Bliskim Wschodzie: normalizacja gospodarcza poprzedza i ostatecznie zastępuje rozwiązania polityczne. Tajwan jest palestyńską kwestią Pacyfiku – nierozwiązanym rdzeniem politycznym, który Rada Handlu instytucjonalnie chroni, tak jak Porozumienia Abrahama chroniły palestyńską państwowość. Handel jest nieustalony. Kwestia polityczna staje się niewygodna ekonomicznie. Architektura przetrwa polityków, którzy ją zbudowali.

Jest to ostatnia realna szansa Chin na wynegocjowanie swojej pozycji w ramach rodzącego się globalnego porządku technokratycznego, zamiast pozwolić, by on zarządzał nim z zewnątrz.

Za pięć lat, gdy w państwach sojuszniczych będzie się odbywać przetwarzanie pierwiastków ziem rzadkich, gdy IMEC będzie transportować towary z Bombaju do Mediolanu, gdy wszystkie państwa Zatoki Perskiej powiążą swoją infrastrukturę cyfrową z amerykańskim stosem, a Rada Handlu i Rada Inwestycji będą jedynymi legalnymi kanałami handlu między USA a Chinami, warunki będą w całości dyktowane przez stronę, która zbudowała tę architekturę. Miejsce oferowane Chinom w Pekinie w tym tygodniu nigdy więcej nie zostanie przyznane na takich warunkach.

Różne opakowania, ten sam producent

Komisja Trójstronna poświęciła trzydzieści lat na budowę architektury WTO – wielostronnego systemu zarządzanego handlu międzynarodowego, który dominował w handlu światowym od 1995 roku do wojny celnej Trumpa. Potwierdzeni członkowie Komisji Trójstronnej pełnili funkcję Przedstawiciela Handlowego USA w kluczowych latach: Charlene Barshefsky wynegocjowała przystąpienie Chin do WTO w 2001 roku; Susan Schwab przedłużyła system do 2009 roku. Henry Paulson – prezes Goldman Sachs, sekretarz skarbu i przewodniczący-założyciel Rady Doradczej Tsinghua SEM – ustanowił Strategiczny Dialog Gospodarczy USA-Chiny jako nadrzędne ramy dyplomatyczne.

Lighthizer i Greer rozwalili ten system na kawałki. Ale teraz, w Pekinie, Larry Fink – potwierdzony członek Komisji Trójstronnej, prezes BlackRock, współprzewodniczący WEF, dyrektor CFR i członek rady doradczej Tsinghua SEM – i inni są gotowi zbudować następcę. Opakowanie się zmieniło. Architekci nie.

Doktryna ta rozprzestrzenia się za pośrednictwem instytucji, a nie list członkowskich. Doktryna, że ​​handel globalny musi być kontrolowany przez organy technokratyczne, chronione przed demokratycznym udziałem, jest taka sama w modelu WTO, jak i w modelu Izby Handlu. Wielostronna struktura została zastąpiona dwustronną. Treść technokratyczna pozostaje ta sama.

To, co powstaje w tym tygodniu w Pekinie, nie jest ani umową handlową, ani ożywieniem dyplomacji, ani zbliżeniem geopolitycznym.

To fundamentalna architektura postdemokratycznego porządku świata – otwarcie wzniesiona przez dwa zbieżne systemy technokratyczne pod pretekstem wizyty państwowej. Rada Handlu, Rada Inwestycji i Rada Pokoju to instytucje tego porządku. Musk, Huang, Fink, Cook, Solomon i Schwarzman są jego architektami. Trump jest technokratą naczelnym.

A Xi Jinping ostatecznie wybierze technokrację – pomimo dziesięcioleci retoryki o wielobiegunowości.

Źródło: The China Card: Globalna technokracja wyłania się pod rządami Trumpa

CIA wygrała? Wszystko [w meRdiach] w co wierzysz jest kłamstwem

CIA wygrała: wszystko w co wierzysz jest kłamstwem.

Autorstwa Jamesa Corbetta

„Będziemy wiedzieć, że nasz program dezinformacyjny został ukończony, gdy wszystko, w co wierzy amerykańska opinia publiczna, okaże się kłamstwem”.

– były dyrektor CIA William Casey

Jeśli od jakiegoś czasu obracasz się w kręgach teorii spiskowych, z pewnością słyszałeś ten niesławny cytat byłego dyrektora CIA/nieoskarżonego współspiskowca Iran-Contras/Rycerza Malty/członka Le Cercle, Williama Caseya. I w przeciwieństwie do wszystkich innych cytatów, które stały się viralem w internecie i rzekomo zawierają sensacyjne wyznanie spiskowca, ten może być prawdziwy!

Tak przynajmniej twierdzi Barbara Honegger. Zapytana przez internetowego detektywa o pochodzenie cytatu, była pracownica kampanii Reagana i analityczka polityczna potwierdziła, że ​​słyszała, jak Casey wypowiadał te słowa na spotkaniu w Białym Domu w 1981 roku.

Osobiście byłem źródłem tego cytatu Williama Caseya. Wypowiedział go na spotkaniu na początku lutego 1981 roku w Sali Roosevelta w Zachodnim Skrzydle Białego Domu, w którym uczestniczyłem. Natychmiast opowiedziałem o tym mojej bliskiej przyjaciółce i mentorce politycznej/starszej korespondentce Białego Domu, Sarah McClendon, która następnie upubliczniła go, nie podając źródła.

No i proszę. Według naocznego świadka, jeden z tajemniczych spiskowców po prostu stwierdził oczywistą prawdę: CIA nie tylko chce ogłupić amerykańską opinię publiczną, ale celowo chce ją oszukać do tego stopnia, że ​​będzie się mylić dosłownie we wszystkim, w co wierzy. Cóż za zdumiewające wyznanie!

Ale czy kiedykolwiek zastanowiłeś się nad tym, co ten cytat naprawdę oznacza? I czy kiedykolwiek pomyślałeś, że ci, którzy jako pierwsi rzucają tym cytatem w swoich ideologicznych przeciwników, mogą być w rzeczywistości największymi ofiarami tej kampanii dezinformacyjnej?

Cóż, ja osobiście zatrzymałem się, żeby się nad tym zastanowić! I wnioski, do których doszedłem, was zaskoczą.

Myślisz, że dasz radę znieść prawdę? Czytaj dalej, żeby się dowiedzieć!

WSZYSTKO W CO WIERZYSZ JEST ZŁE

Prawdopodobnie nie muszę się wysilać, żeby przekonać moich stałych czytelników, że wszystko, w co wierzy dziś amerykańska opinia publiczna, jest błędne. Ale jeśli mi nie wierzycie, rozejrzyjcie się dookoła.

Czy to nie są ci sami ludzie, którzy dwie dekady temu ostro krytykowali przemysł farmaceutyczny, a potem zaczęli wychwalać firmę Pfizer, gdy poplecznicy głównego nurtu mediów powiedzieli im, żeby zaszczepili się na COVID-19?

Oczywiście, że tak!

Czyż ci sami ludzie, którzy potępiali cenzurę państwową, gdy była prowadzona przez Scary Poppins i skierowana przeciwko zwolennikom Trumpa, nie są teraz tymi samymi ludźmi, którzy wiwatują na cenzurę państwową, gdy prowadzi ją Trump i skierowana jest przeciwko propalestyńskim protestującym na kampusach uniwersyteckich i lewicowym gospodarzom talk-show?

Wiesz o tym!

A czy ci sami ludzie, dla których noszenie maseczki było centralnym elementem tożsamości w czasie „oszustwa pandemii”, nie zdjęli po prostu maseczki i nie wywiesili ukraińskiej flagi, gdy tylko porzucono narrację o Covidzie?

Możesz w to uwierzyć, kolego!

A czyż ci sami ludzie, którzy głosowali na Trumpa, bo obiecał osuszyć bagno, ujawnić akta Epsteina i uchronić Amerykę przed niepotrzebnymi wojnami na Bliskim Wschodzie, nie są teraz tymi samymi ludźmi, którzy bronią Trumpa za zasypanie bagna, zatuszowanie akt Epsteina i wciągnięcie Ameryki w kolejną niepotrzebną wojnę na Bliskim Wschodzie?

Czy w ogóle trzeba zadawać to pytanie?

Właściwie nie trzeba szukać daleko, żeby znaleźć przykłady na to, jak Joe Q. Normie i Jane Q. Soccermom (nacisk na „Q”) dają się nabrać na każdą bzdurę, jaką serwuje nam telewizyjna prasa.

Żeby było jasne: to nie jest zjawisko wyłącznie amerykańskie. William Casey mógł celowo wprowadzić w błąd amerykańską opinię publiczną podczas spotkania w Białym Domu w 1981 roku, ale to tylko dlatego, że powszechnie przyjmuje się, że oszukiwanie reszty świata jest istotną częścią misji CIA. Casey powiedział jedynie, że kampania dezinformacyjna agencji nie będzie kompletna, dopóki amerykańska opinia publiczna nie zostanie oszukana tak samo jak wszyscy inni na świecie. I uwierzcie mi, Kanadyjczykowi mieszkającemu w Japonii, który mieszkał w Irlandii i dużo podróżował po Europie i Azji: ludzie na całym świecie są wprowadzani w błąd tak samo jak Amerykanie.

No cóż, to dopiero! Ktoś powinien zadzwonić do fotografów i przygotować kombinezon lotniczy George’a Busha. Czas na zdjęcie z napisem „Misja wykonana”!

…ale chwila. Zaczekaj chwilę. Jesteś członkiem społeczeństwa, prawda? I nie jesteś jednym z tych, którzy dali się nabrać na kampanię dezinformacyjną CIA, prawda?

Nie jestem częścią amerykańskiej opinii publicznej, ale jestem częścią globalnej opinii publicznej, która, jak już ustaliliśmy, była niewypowiedzianym celem kampanii Caseya. I z pewnością nie jestem jedną z ofiar kampanii dezinformacyjnej CIA, prawda?

Przecież nie wszystko w co wierzymy jest złe… prawda?

MYŚLISZ, ŻE WSZYSTKO JEST ZŁE

Tak, my, tu, w krainie teorii spiskowych, uważamy się za garstkę wybrańców, którym jakimś cudem udało się przejrzeć kampanie dezinformacyjne CIA. Ale czy kiedykolwiek zastanawialiście się, że rosnąca świadomość społeczna kampanii dezinformacyjnych i brudnych sztuczek CIA może sama w sobie być wykorzystana do napędzania kolejnych kampanii dezinformacyjnych?

Przyjrzyjmy się fascynującemu studium przypadku, które właśnie się pojawiło: narastającemu sprzeciwowi wobec centrów danych AI. Widzowie programu „The Corbett Report” wiedzą, że narasta ruch sprzeciwu wobec budowy tych pochłaniających wodę i energię, a umożliwiających inwigilację potworów – i nie bez powodu. Centra danych niszczą lokalne środowisko, podnosząc koszty użytkowania dla mieszkańców, którzy i tak ledwo wiążą koniec z końcem, pomagają gigantom Big Tech stać się jeszcze bogatszymi, budując sieć inwigilacji „Wielkiego Brata” dla Państwa Głębokiego, a także ułatwiają zastępowanie stanowisk pracy technologiami AI.

Biorąc pod uwagę wszystkie te niezaprzeczalne fakty, z pewnością każdy może sympatyzować z ruchem przeciwko centrom danych, prawda? Młodzi/starzy, robotnicy/pracownicy umysłowi, liberałowie/konserwatyści – jak jedna z typowych taktyk „dziel i rządź” mogłaby zadziałać, by skłonić ludzi do odwrócenia się od protestujących przeciwko centrom danych?

…A potem nasi przyjaciele z głównego nurtu mediów przychodzą z nowym, szokującym odkryciem: „Finansowana przez Sorosa firma Indivisible atakuje centra danych w Temple w Teksasie”.

Zgadza się, czołowi reporterzy „The Dallas Express” odkryli skandal stulecia! Okazuje się, że ogólnokrajowa grupa, która kiedyś otrzymywała finansowanie od Sorosa, ma lokalny oddział w Temple w Teksasie, który kiedyś poparł pojedynczy protest i petycję przed ratuszem Temple, protestując przeciwko lokalnemu centrum danych. Wiecie więc, co to oznacza: sprzeciw wobec centrów danych jest całkowicie fałszywy! To część tej samej armii astroturfowej Sorosa, która odpowiada za każdy protest, jaki kiedykolwiek miał miejsce w Ameryce! Sprawa zamknięta!

…A przynajmniej taki wniosek sugeruje raport, który przenika świat teorii spiskowych, gdy „godne zaufania” „alternatywne” źródło informacji, ZeroHedge, podchwytuje tę historię i kontynuuje ją. Jak zauważył jeden z bystrych komentatorów ZeroHedge:

ZeroHedge naprawdę ujawnia swoje prawdziwe oblicze, przedstawiając opór wobec centrów danych jako rodzaj ideologii luddyzmu. Warto zauważyć, że artykuł nie łączy bezpośrednio Sorosa z tym oporem, a jedynie wskazuje na udział w nim jednej organizacji opozycyjnej, finansowanej przez niego. Kto czytając to, może faktycznie twierdzić, że te centra poprawią nasze życie? Kto ma nadwyżki wody i prądu?

Albo, cytując innego komentatora: „Wyobrażam sobie burzę mózgów na ZH: Jaki nagłówek możemy wymyślić, aby przekonać naszych czytelników o zaletach centrów danych?”

Ale tak to już jest w świecie, w którym ludzie przejrzeli kampanię dezinformacyjną CIA. Gdy już wszyscy zidentyfikujemy złoczyńcę, można go wykorzystać do zastraszenia dysydentów i voilà: problem rozwiązany!

Więc jeśli masy są o krok od rozpoczęcia dżihadu butlerowskiego, wystarczy wysłać Kevina O’Leary’ego, żeby argumentował, że wszelki opór przeciwko wielkim technologiom jest finansowany przez Chińczyków . A jeśli to nie zadziała – co oczywiście nie zadziała – po prostu powiedzcie ludziom, że Soros finansuje ten opór.

Szach-mat, teoretycy spiskowi! Teraz musicie wesprzeć centra danych. Przecież nie jesteście w drużynie Sorosa, prawda?!

Ale czekaj, będzie jeszcze gorzej! Tak, teoretycy spiskowi, którzy nie czytają dalej niż nagłówki, mogą dać się zmanipulować sztuczką „finansowania Sorosa” lub podobnymi zwodniczymi manewrami. Ale co, gdyby udało się skłonić byłych krytycznych myślicieli ze społeczności spiskowej do całkowitego odrzucenia wszelkich informacji na dany temat? Czyż nie byłby to szczytowy trik poznawczy?

No cóż, zgadnij co…

ŚWIAT POSTPRAWDY

Zatrzymaj mnie, jeśli już to słyszałeś: żyjemy w świecie postprawdy.

Oczywiście, słyszeliście już to wyrażenie. Od pierwszej inauguracji Trumpa w 2017 roku ukazały się niezliczone analizy, felietony, komentarze, a nawet artykuły naukowe, zmagające się z naturą naszej „ery postprawdy”. Te lamentujące jeremiady globalistycznych propagandystów i kolesi z establishmentu ostrzegają nas, że Trump spycha członków swojego kultu MAGA w epistemologiczną przepaść i że wkraczamy w świat, w którym „obiektywne fakty liczą się mniej niż osobiste odczucia i ideologiczna lojalność”.

Prawda jest taka, że ​​od bardzo dawna żyjemy w tej „post-faktycznej” rzeczywistości .

Właśnie taką rzeczywistość opisał Orwell w „Retrospektywnym spojrzeniu na hiszpańską wojnę domową”, swoich wspomnieniach z 1943 roku, opisujących jego walkę po stronie republikanów w hiszpańskiej wojnie domowej. W tekście tym autor opowiada nie tylko o swoich doświadczeniach bojowych, ale także o tym, jak wojna była przeinaczana w gazetach w kraju.

Już na początku życia zauważyłem, że żadne wydarzenie nie jest dokładnie relacjonowane w gazecie, ale w Hiszpanii po raz pierwszy zobaczyłem relacje prasowe, które nie miały żadnego związku z faktami, nawet tego sugerowanego przez zwykłe kłamstwo. Widziałem doniesienia o wielkich bitwach, w których nie doszło do żadnej walki, i absolutną ciszę, w której zginęły setki ludzi. Widziałem żołnierzy, którzy walczyli dzielnie, potępianych jako tchórze i zdrajcy, a innych, którzy nigdy nie oddali strzału, czczonych jako bohaterów wyimaginowanych zwycięstw. Widziałem, jak londyńskie gazety rozpowszechniają te kłamstwa, a gorliwi intelektualiści wznoszą emocjonalne nadbudowy nad wydarzeniami, które nigdy nie miały miejsca. W rzeczywistości widziałem historię pisaną nie według tego, co się wydarzyło, ale według tego, co powinno się wydarzyć według różnych „linii partyjnych”.

To, że gazety kłamią o wydarzeniach, aby stworzyć narrację zgodną z ich poglądami politycznymi, niestety nie jest szokujące. Zszokowało jednak Orwella – i powinno zszokować nas – to, że opinia publiczna nie tylko wiedziała, że ​​jest okłamywana, ale wręcz to akceptowała. Wręcz przeciwnie, ostrzegał, że przekonanie opinii publicznej, iż wszelkie doniesienia są propagandą, jest jeszcze bardziej niebezpieczne niż sama propaganda.

Tego rodzaju rzeczy mnie przerażają, ponieważ często sprawiają, że czuję, że koncepcja obiektywnej prawdy znika ze świata. […] Wiem, że modne jest twierdzenie, że większość udokumentowanej historii i tak składa się z kłamstw. Jestem skłonny uwierzyć, że historia jest w dużej mierze niedokładna i stronnicza, ale cechą charakterystyczną naszych czasów jest porzucenie idei, że historię można napisać zgodnie z prawdą.

To właśnie ta obserwacja – obserwacja, że ​​społeczeństwo tak bardzo przyzwyczaiło się do kłamstw, że przestało wierzyć w samą prawdę – ukształtowała późniejszą konstrukcję państwa policyjnego Orwella w „ Roku 1984” , a w konsekwencji naszą wizję totalitarnego reżimu. Misja Wielkiego Brata nie została wypełniona, dopóki Winston nie uwierzył , że dwa plus dwa równa się pięć, czy cokolwiek innego partia mu wmówiła.

Nietrudno dostrzec paralele do naszych czasów. Jak często słyszeliśmy w społeczności zwolenników teorii spiskowych i poszukiwania rzeczywistości, że „wszystko, co nam powiedziano, jest kłamstwem”? Czy dotyczy to również samej obserwacji – że „wszystko, co nam powiedziano, jest kłamstwem” – czy też ta obserwacja jest wyłączona z tego dictum? W rzeczywistości, krótka chwila refleksji ujawnia, że ​​destrukcyjny cynizm refrenu „wszystko jest kłamstwem” grozi nawet zniszczeniem samego refrenu.

Te rozważania nie są jedynie ćwiczeniem filozoficznym. Jeśli pozwolimy sobie na oderwanie się od prawdy, skończymy jako rozbita, apatyczna i niezdolna do działania grupa, całkowicie niezdolna do przeciwstawienia się spiskowcom i ich machinacjom.

CZY CIA WYGRAŁA?

Nic nie jest bardziej szkodliwe dla świadomego, zmotywowanego i zorganizowanego oporu niż społeczeństwo, które przestało wierzyć w prawdę.

Co może być bardziej sprzeczne z badaniami, studiami i dochodzeniami niż toksyczne wzruszenie ramion cynicznego zaprzeczenia?

Po co tracić czas na studiowanie wojny w Iranie? Nie ma broni jądrowej!

Po co tracić czas na badanie broni biologicznej? Wirusy nawet nie istnieją!

Po co marnować czas na zgłębianie tajnego programu kosmicznego? Kosmos nie istnieje (a Ziemia jest płaska, ty ignorancie, obieżyświatze!).

Po co tracić czas na martwienie się 11 września, zamachem bombowym na maratonie w Bostonie czy jakimkolwiek innym incydentem w wojnie z terroryzmem? To wszystko hologramy i aktorzy inscenizujący kryzysy!

Widzisz, nie chodzi tylko o to, że wszystko, w co wierzysz, jest fałszywe. Chodzi o to, że jeśli dasz się nabrać na kampanię dezinformacyjną Caseya, uwierzysz, że wszystko jest fałszywe! Nie ma ani jednego wydarzenia w wiadomościach ani przełomowego wydarzenia, którego nie dałoby się zignorować hasłami współczesnych teoretyków spiskowych: „To nie istnieje!”, „To się nigdy nie wydarzyło!” albo „To wszystko jest fałszywe!”.

Nie potrzeba żadnego śledztwa. Nie trzeba przyjmować żadnych informacji. Nie potrzeba żadnego wysiłku. Tylko protekcjonalne machnięcie ręką, podczas gdy spiskowcy forsują swoje plany.

A jeśli naprawdę wierzymy, że „wszystko, co nam powiedziano, jest kłamstwem” – innymi słowy, jeśli nie mamy żadnego fundamentu prawdy, na którym moglibyśmy się oprzeć, poza naszymi własnymi uczuciami i intuicją – to jaki jest sens budowania wspólnoty? Jaki jest sens podejmowania działań przeciwko przestępcom? Jaki jest pożytek ze znalezienia wspólnego gruntu z osobami o podobnych poglądach i zawiązania sojuszy, aby poprawić nasze życie?

Wreszcie, twój sąsiad, który nie wierzy w 99,99% rzeczy, w które ty nie wierzysz, prawdopodobnie potajemnie w coś wierzy. Może jest płaskoziemcą ( ups !)! A może * powie, że to nieprawda! * wierzy, że wirusy są najlepszym wytłumaczeniem rozprzestrzeniania się przeziębienia w społeczności, którego wszyscy doświadczyliśmy dziesiątki razy w życiu. A może * na litość boską! * wierzy, że broń jądrowa naprawdę istnieje i że warto uniknąć nuklearnego holokaustu!

Każdy, kto kiedykolwiek poświęcił czas na dyskusję na te tematy na forach internetowych, doskonale wie, że ludzie wolą kłócić się z sąsiadami niż współpracować z nimi w celu tworzenia równoległych struktur i ograniczania kontroli spiskowców.

W świetle powyższego, wypowiedź Caseya można przeformułować w następujący sposób: „Będziemy wiedzieć, że kampania dezinformacyjna CIA dobiegła końca, gdy ludzie na świecie przestaną wierzyć w cokolwiek”.

Gdyby tak było, jakie dictum moglibyśmy sformułować, aby temu przeciwdziałać? Co moglibyśmy ustanowić jako punkt odniesienia, mierząc nie sukces, ale porażkę CIA?

Być może: „Będziemy wiedzieć, że kampania dezinformacyjna CIA poniosła porażkę, gdy krytyczna masa społeczeństwa zacznie aktywnie współpracować ze swoimi przyjaciółmi i sąsiadami, aby weryfikować informacje, ustalać, co jest prawdą, i wspólnie pracować nad poprawą warunków życia”.

Z jakiegoś powodu wątpię, że zdanie to przyjmie się wśród ogółu społeczeństwa, ale może któryś z Was, znawców sztuki słowa, zasugeruje coś bardziej zwięzłego.

Źródło: CIA wygrała: wszystko w co wierzysz jest kłamstwem

Kreml wyznacza czerwoną linię: Ławrow ostrzega i grozi końcem wojny „Ukrainy wraz z Zachodem”.

Kreml wyznacza czerwoną linię: Ławrow ogłasza koniec wojny Ukrainy „wraz z Zachodem”.

Larry C. Johnson

Dzisiejsza rozmowa telefoniczna między Ławrowem a Rubio była niezwykle ważnym i alarmującym elementem komunikacji dyplomatycznej, poruszającym trzy kluczowe kwestie.

Rozmowa odbyła się na prośbę Ławrowa, podczas gdy Rubio przebywa obecnie w czterodniowej podróży do Indii, aby wziąć udział w spotkaniu QUAD w New Delhi. Rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Tommy Pigott, potwierdził: „Minister spraw zagranicznych Marco Rubio rozmawiał dziś z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem na prośbę ministra. Strony wymieniły poglądy na temat wojny rosyjsko-ukraińskiej, stosunków dwustronnych oraz sytuacji w Iranie”. Oto pełny raport:

Wiadomość 1: Nieuchronne systematyczne ataki na Kijów – na bezpośrednie polecenie Putina

Najbardziej niepokojącym elementem rozmowy był jej główny cel. Na bezpośredni rozkaz prezydenta Władimira Putina, Ławrow poinformował Rubia, że ​​siły rosyjskie przeprowadzają systematyczne ataki na obiekty w Kijowie wykorzystywane przez ukraińskie siły zbrojne.

Moskwa określiła te ataki jako odpowiedź na ciągłe ataki reżimu w Kijowie na ludność cywilną i infrastrukturę w Rosji – w szczególności odnosząc się do niedawnego śmiertelnego ataku na akademik w rosyjskim mieście Starobielsk, w którym zginęło co najmniej 21 osób, głównie nastoletnie dziewczyny. Moskwa nazwała to „kroplą goryczy”.

Następnie wojska rosyjskie rozpoczęły zmasowany atak na Kijów, wykorzystując pociski manewrujące Iskander, Zircon, X-101 i hipersoniczne pociski Oresznik — łącznie około 50 pocisków i 700 dronów.

Wiadomość 2: Ewakuacja dyplomatów amerykańskich z Kijowa

Ławrow zwrócił uwagę Rubia na oświadczenie wydane przez rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych 25 maja, w którym zalecono Stanom Zjednoczonym i innym państwom posiadającym misje w Kijowie, aby zapewniły ewakuację swojego personelu dyplomatycznego i innych obywateli ze stolicy Ukrainy w oczekiwaniu na zbliżającą się kampanię systematycznych ataków.

Wiadomość 3: Porozumienia Anchorage są podważane

Ławrow przypomniał Rubio o porozumieniach na wysokim szczeblu zawartych w Anchorage w sierpniu 2025 roku, na wniosek Stanów Zjednoczonych, w związku z konfliktem na Ukrainie i wyraził ubolewanie, że „dominująca postawa elit europejskich i reżimu w Kijowie” podważa te porozumienia, które, według Moskwy, „utorowały drogę do trwałego, długoterminowego rozwiązania opartego na równowadze interesów”. Jest to formalny komunikat Rosji do Waszyngtonu, że Moskwa obwinia nie Rosję, ale stolice europejskie i Kijów za załamanie się porozumienia z Anchorage.

Niektórzy pytali: „Dlaczego Rosja czekała z tym cztery lata?”. Myślę, że są dwa powody: po pierwsze, uważam, że Rosja ma źródła informacji wywiadowczych we wszystkich kluczowych ukraińskich jednostkach wojskowych i wywiadowczych w Kijowie i nie chciała ryzykować ich zabicia ani narażenia na niebezpieczeństwo poprzez nieuzasadnione ataki na te miejsca.

Po drugie, Rosja chciała uniknąć zabicia personelu wojskowego i wywiadowczego USA i innych państw NATO, współpracujących z ukraińskimi odpowiednikami, aby zapobiec konfrontacji militarnej z Zachodem.

W obliczu ataku terrorystycznego na dzieci w szkole w Ługańsku, skonfrontowana z faktem, że atak ten został umożliwiony przez zachodni wywiad i technologię, Rosja osiągnęła kres swojej cierpliwości i położy kres możliwości Ukrainy do przeprowadzania kolejnych ataków terrorystycznych – nawet jeśli oznacza to śmierć personelu amerykańskiego i europejskiego. Zostali ostrzeżeni. Rosja daje im czas na wycofanie się. Każdy, kto zostanie, prawdopodobnie zginie. Taka była istota przesłania Ławrowa do Rubia.

Źródło: Ławrow mówi Rubio, że Rosja zakończy wojnę z Ukrainą i Zachodem

Nawet amerykańscy jastrzębie wojenni przyznają teraz, że Iran pokona USA – a to zmieni świat

Nawet amerykańscy podżegacze wojenni przyznają teraz, że Iran pokona USA – a to zmieni świat.

Ben Norton

Obecnie tak powszechnie wiadomo, że USA przegrywają wojnę, że przyznają to nawet neokonserwatywni radykałowie. Ubolewają, że zwycięstwo Iranu odzwierciedla upadek hegemonii USA i wzrost wielobiegunowości.

Obecnie powszechnie przyjmuje się, że Stany Zjednoczone przegrywają wojnę z Iranem, którą sam Waszyngton rozpoczął.

Nawet niektórzy neokonserwatywni jastrzębie – architekci wojen z Irakiem, Libią i Syrią, którzy przez lata opowiadali się za atakiem na Iran – teraz niechętnie przyznali, że Teheran wygrywa tę wojnę i że porażka Waszyngtonu będzie miała ogromne reperkusje geopolityczne.

„Nie będzie powrotu do status quo ante, nie będzie ostatecznego amerykańskiego triumfu, który mógłby cofnąć lub naprawić wyrządzone szkody” – napisał wybitny  neokonserwatysta Robert Kagan w magazynie „The Atlantic”  . „Dzięki kontroli nad Cieśniną Ormuz Iran staje się kluczowym graczem w regionie i jednym z kluczowych graczy na świecie. Rola Chin i Rosji jako sojuszników Iranu ulega wzmocnieniu; rola Stanów Zjednoczonych natomiast ulega znacznemu osłabieniu”.

Zachodnie media donoszą, że USA przegrywają wojnę z Iranem.

Zaledwie kilka tygodni po tym, jak Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły 28 lutego tę agresywną wojnę, brytyjski dziennik The Independent przyznał: „ Iran jest wyraźnym zwycięzcą  , ponieważ desperacka oferta pokojowa Trumpa pokazuje, że chce on wycofać się z wojny”.

Niedługo później amerykańskie media korporacyjne również zaczęły to przyznawać.

W połowie kwietnia „Wall Street Journal” opublikował artykuł, w którym stwierdzono, że „  wojna z Iranem najwyraźniej kończy się porażką  ”. Artykuł napisał Gerard Baker, były konserwatywny redaktor naczelny gazety i były zwolennik Trumpa.

Tymczasem amerykańskie agencje wywiadowcze przekazały mediom w USA informacje wskazujące na to, że sytuacja na wojnie jest bardzo zła.

W maju gazeta „New York Times” poinformowała, powołując się na amerykańskie źródła wywiadowcze, że Iran wciąż  ma dostęp do większości potencjału rakietowego tego kraju  .

Teheran może nadal korzystać z 30 z 33 wyrzutni rakietowych w Cieśninie Ormuz, która jest najważniejszym wąskim gardłem w tranzycie ropy naftowej na świecie. Przed wojną przez tę cieśninę codziennie transportowano około 20% światowej sprzedaży ropy naftowej.

Trump nałożył amerykańską blokadę morską na Cieśninę Ormuz, aby powstrzymać eksport irańskiej ropy naftowej.

Jednakże przedstawiciele amerykańskiego wywiadu przyznali w artykule w „Washington Post”, że Iran był w stanie  przeciwstawić się amerykańskiej blokadzie militarnej przez wiele miesięcy  .

Co więcej, przedstawiciele amerykańskiego wywiadu poinformowali liczne media – w tym  CNN NBC News New York Times Washington Post  – że Iranowi udało się zniszczyć lub przynajmniej poważnie uszkodzić większość amerykańskich baz wojskowych i innych obiektów w Azji Zachodniej.

W tym samym czasie magazyn Fortune poinformował, że armia amerykańska  szybko wyczerpała swoje zapasy pocisków rakietowych  .

Magazyn Fortune zacytował Lindę Bilmes, wykładowczynię z Harvard Kennedy School, która oszacowała, że ​​wojna USA z Iranem będzie kosztować ponad bilion dolarów.

Trump publicznie zaprzeczył wszystkim tym doniesieniom i stanowczo ogłosił, że odniósł zwycięstwo.

„Są  militarnie pokonani  . Być może sami nie są tego świadomi” – powiedział Trump o Iranie.

Jednak ciągłe przecieki od amerykańskich agentów wywiadu do szerokiego kręgu mediów malują zupełnie inny obraz. Pokazują, że ta wojna zmierza w bardzo złym kierunku.

https://youtube.com/watch?v=m_wC4KuEcWI%3Ffeature%3Doembed

Neokonserwatywni jastrzębie przyznają, że Iran wygrywa wojnę

W rzeczywistości wojna przebiega w tak złym kierunku, że niektórzy z najbardziej prominentnych neokonserwatywnych ideologów w Stanach Zjednoczonych publicznie przyznali, że Iran wygrywa.

Do takich wniosków doszedł artykuł opublikowany w proatlantyckim organie prasowym „The Atlantic”. Artykuł nosił tytuł „  Szach-mat w Iranie  ” i podtytuł „Waszyngton nie może ani cofnąć, ani kontrolować konsekwencji porażki w tej wojnie”.

Autorem tego eseju nie jest nikt inny, jak Robert Kagan, prawdopodobnie najbardziej wpływowy intelektualista neokonserwatywny.

Kagan był jednym z pierwszych zwolenników amerykańskiej inwazji na Irak i od dawna opowiadał się za podobną wojną przeciwko Iranowi.

Kagan był współzałożycielem wpływowego think tanku Project for the New American Century (PNAC), którego miano najściślej wiązało się z określeniem „kościoła neokonserwatyzmu”.

PNAC prowadził hiperagresywną politykę zagraniczną. Jego neokonserwatywni zwolennicy byli dumni, że Stany Zjednoczone rządzą globalnym imperium. Uważali, że armia amerykańska powinna prowadzić wojnę wszędzie, aby obalić niezależne rządy sprzeciwiające się hegemonii Waszyngtonu.

Wśród członków założycieli PNAC znajdowało się kilku wysoko postawionych urzędników z administracji George’a W. Busha, takich jak Dick Cheney (wiceprezydent) i Paul Wolfowitz (zastępca sekretarza obrony i były prezes Banku Światowego).

Innym sygnatariuszem-założycielem Deklaracji Zasad PNAC był John Bolton, radykał, który pracował w administracji Busha i został przywrócony przez Donalda Trumpa na stanowisko doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego w trakcie jego pierwszej kadencji (i  miał nadzorować próbę zamachu stanu w Wenezueli przeprowadzoną przez Waszyngton  ).

Pierwotny sojusz neokonserwatywnych członków PNAC rozpadł się podczas wyborów w 2016 roku. Mniej więcej połowa poparła Trumpa, reszta  Hillary Clinton  .

Kagan należała do prominentnych neokonserwatystów, którzy stali się Republikanami sprzeciwiającymi się Trumpowi.

Kagan jest również mężem innej wpływowej neokonserwatystki, Victorii Nuland, która pełniła funkcję ambasadorki USA przy NATO w administracji George’a W. Busha, a później zajmowała wysokie stanowiska w Departamencie Stanu za rządów Baracka Obamy i Joe Bidena.

Nuland  odegrała kluczową rolę w zamachu stanu na Ukrainie w 2014 r., który zapoczątkował wojnę zastępczą trwającą ponad dekadę.

W tym kontekście  artykuł Kagan w „The Atlantic”  , w którym przyznaje, że Iran pokona Stany Zjednoczone, wydaje się niemal niewiarygodny. To niemal tak, jakby papież publicznie przyznał się do błędu i przeszedł na islam.

Kagan należy do najgorętszych zwolenników wojny w polityce amerykańskiej. Dlatego poniższy fragment jego autorstwa jest szczególnie istotny (podkreślenie dodane):

Porażka w obecnej konfrontacji z Iranem będzie zupełnie inna [w porównaniu do porażek USA w wojnach w Wietnamie i Afganistanie]. Nie można jej ani cofnąć, ani zignorować. Nie będzie powrotu do status quo ante , żadnego ostatecznego amerykańskiego triumfu, który mógłby cofnąć lub zniwelować wyrządzone szkody. Cieśnina Ormuz nie będzie już „otwarta” jak kiedyś. Kontrolując cieśninę, Iran staje się kluczowym graczem w regionie i jednym z kluczowych graczy na świecie Rola Chin i Rosji jako sojuszników Iranu jest wzmocniona rola Stanów Zjednoczonych, z drugiej strony, jest znacznie osłabiona . Daleko od zademonstrowania amerykańskiej siły, jak wielokrotnie twierdzili zwolennicy wojny, konflikt ujawnił, że Ameryka jest zawodna i niezdolna do dokończenia rozpoczętych projektów . Wywoła to reakcję łańcuchową na całym świecie, gdy zarówno przyjaciele, jak i wrogowie przygotują się na porażkę Ameryki.

Co więcej, Kagan nie jest jedynym znanym neokonserwatystą, który doszedł do takiego wniosku.

Drugi współzałożyciel Project for a New American Century, Bill Kristol, niechętnie potwierdził to.

Kristol jest redaktorem neokonserwatywnej witryny The Bulwark, gdzie ubolewał nad tym, że Stany Zjednoczone  zostały „upokorzone” przez nieudaną wojnę Trumpa  z Iranem.

Wojna USA z Iranem jest wśród Amerykanów wyjątkowo niepopularna.

Jak wytłumaczyć nagły opór tych znanych neokonserwatywnych jastrzębi, którzy od dziesięcioleci walczą o wojnę z Iranem?

Najwyraźniej rozpoznali znaki czasu. Wojna zakończyła się katastrofalną porażką i jest niezwykle niepopularna w kraju.

Według sondażu opublikowanego w maju przez NPR, PBS News i Marist Poll, 60% Amerykanów nie pochwala  działań Trumpa w wojnie z Iranem, podczas gdy jedynie 33% je popiera.

sondażu YouGov  przeprowadzonego w maju wynika, że ​​tylko 13% Amerykanów wierzy, że USA wygrają wojnę z Iranem, podczas gdy 39% jest przekonanych, że nie.

Wybitni neokonserwatyści po prostu opuszczają tonący okręt. Zdają sobie sprawę, że Trump i Partia Republikańska są skrajnie niepopularni i że ta wojna będzie miała dla nich poważne konsekwencje.

Źródło: Nawet amerykańscy jastrzębie wojenni przyznają teraz, że Iran pokonuje USA – i że zmieni to świat

250 000 000 powodów, dla których Trump wycofuje się z umowy z Iranem

Larry C. Johnson

250 000 000 powodów, dla których Trump wycofuje się z umowy z Iranem

Larry C. Johnson

Jeśli nadal masz wątpliwości co do siły wpływu syjonistów na Donalda Trumpa, wydarzenia ostatnich 36 godzin powinny je rozwiać.

23 maja Trump opublikował na portalu Truth Social wpis: „Porozumienie zostało w dużej mierze wynegocjowane, z zastrzeżeniem jego finalizacji między Stanami Zjednoczonymi Ameryki…”. Ogłosił, że Cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta, podczas gdy pozostałe szczegóły umowy – w tym to, co otrzyma Iran – pozostały niejasne. W niedzielę dodał: „Nie zawieram złych umów!” i zaapelował do krytyków: „Nie słuchajcie przegranych, którzy krytykują coś, czego nie rozumieją”.

Krytyczna reakcja w mediach społecznościowych była gwałtowna, gwałtowna i pochodziła z niezwykle szerokiego spektrum — z lewicy, prawicy i centrum — co sprawiło, że sobotnia reakcja była jednym z najbardziej niezwykłych momentów krytyki w obrębie jego własnej koalicji.

Przeciwny wiatr republikanów i konserwatystów – najbardziej szkodliwy

Największy sprzeciw wyraziło prawicowe skrzydło Trumpa, którego krytycy twierdzili, że cele wojny zostały porzucone:

Senator Ted Cruz napisał na X:

Jeśli w rezultacie tego wszystkiego powstanie irański reżim – nadal rządzony przez islamistów krzyczących „Śmierć Ameryce!” – który otrzymuje miliardy dolarów, potrafi wzbogacać uran i rozwijać broń jądrową, a także sprawuje faktyczną kontrolę nad Cieśniną Ormuz, to taki wynik będzie katastrofalnym błędem.

Mike Pompeo, były sekretarz stanu Trumpa, wyraził się miażdżąco:

Płacenie Korpusowi Strażników Rewolucji Islamskiej za stworzenie programu broni masowego rażenia i terroryzowanie świata nie jest nawet w przybliżeniu zgodne z zasadą „Ameryka przede wszystkim”. To proste: Otworzyć tę cholerną cieśninę. Odciąć Iranowi dostęp do pieniędzy. Unieszkodliwić wystarczająco dużo irańskich możliwości, żeby nigdy więcej nie mogli nam zagrozić.

Marjorie Taylor Greene, niegdyś lojalna sojuszniczka Trumpa, napisała:

Trump, „prezydent pokoju”, nigdy nie powinien był rozpoczynać tej wojny u boku Izraela, który ewidentnie nie chce pokoju.

Senator Lindsey Graham zasługuje na nagrodę Chutzpah. Graham opublikował wpis w mediach społecznościowych:

Jeśli zostanie osiągnięte porozumienie kończące konflikt irański, ponieważ istnieje przekonanie, że Cieśnina Ormuz nie może być chroniona przed irańskim terroryzmem, a Iran nadal ma możliwość zniszczenia najważniejszej infrastruktury naftowej w Zatoce Perskiej, to Iran będzie postrzegany jako dominująca siła, która wymaga rozwiązania dyplomatycznego.

Kontynuował:

Ta kombinacja — Iran jest postrzegany jako kraj stale zdolny do terroryzowania cieśniny i wyrządzania ogromnych szkód infrastrukturze naftowej w Zatoce — oznacza znaczącą zmianę w regionalnym układzie sił i będzie go tylko nasilać z czasem.

Opublikował również:

Osobiście jestem sceptyczny co do poglądu, że nie można pozbawić Iranu możliwości terroryzowania cieśniny i że region nie jest w stanie obronić się przed irańską siłą militarną.

Graham nie był odosobniony. Senator Roger Wicker z Missisipi, przewodniczący senackiej Komisji Sił Zbrojnych, ostrzegł, że „pogłoski o 60-dniowym zawieszeniu broni – w przekonaniu, że Iran kiedykolwiek będzie negocjował w dobrej wierze – będą katastrofą”, dodając, że wszystko, co osiągnięto dzięki operacji Epic Fury, zostanie „zaprzepaszczone”. Wicker oskarżył w piątek doradców Trumpa o naciskanie na niego w kierunku porozumienia „niewartego papieru, na którym jest napisane”, zamiast pozwolić prezydentowi „dokończyć rozpoczętą pracę”.

„The Times of Israel” zacytował wysokich rangą izraelskich urzędników i opublikował artykuł pod tytułem: „Koszmar dla Izraela”: czołowi senatorowie Partii Republikańskiej krytykują rzekome warunki nowej umowy z Iranem”. Oficjalne konto senatorów Partii Republikańskiej w serwisie X retweetowało wpis Grahama, podobnie jak senator Tom Cotton, przewodniczący senackiej komisji ds. wywiadu – sygnał, że sceptycyzm Grahama odzwierciedlał znaczącą część opinii republikanów w Senacie, a nie tylko pojedynczy głos sprzeciwu.

Największą ironią stanowiska Grahama – szeroko komentowanego w mediach społecznościowych – jest fakt, że przez lata wzywał do podjęcia działań militarnych przeciwko Iranowi, świętował rozpoczęcie operacji Epic Fury, a teraz stoi przed możliwością, że wojna, którą popierał, przyniosła strategiczny wynik, który wzmocnił, a nie osłabił regionalną dominację Iranu.

Powstanie w sekcji komentarzy Fox News

W jednym z najbardziej niezwykłych momentów w mediach społecznościowych, nawet post Trumpa spotkał się z oporem ze strony odbiorców Fox News. Kiedy Fox News udostępnił w mediach społecznościowych wpis Trumpa, ujawniający „prawdę” o umowie, jego obserwatorzy zareagowali z głębokim sceptycyzmem. Jeden z komentujących napisał: „Nikt tego nie widział, nikt nie wie, co to jest, nie jest jeszcze w pełni wynegocjowane” – ale zaufajcie mu, to lepsze niż umowa Obamy. Niesamowita reklama!”. Inny napisał: „Musi posłuchać krytyków, zanim podpisze coś głupiego”. Trzeci napisał: „Krytycy nie pytają, co zawiera umowa, pytają, dlaczego w ogóle została zawarta”.

Reakcja lewicy

Demokraci znacznie wyolbrzymili sprzeczności — zauważając, że Trump publicznie oświadczył, iż irańska armia została „zdziesiątkowana”, a jej program nuklearny „zniszczony”, podczas gdy teraz najwyraźniej zgodził się na zamrożenie irańskich aktywów i umożliwienie dalszego wzbogacania, i zadając pytanie, po co właściwie była ta wojna.

Jak wskazałem w nagłówku tego wpisu, 250-milionowy wkład Miriam Adelson na kampanię Trumpa daje jej bezpośredni dostęp do Trumpa, z którego chętnie korzysta. Niszczycielska reakcja Miriam, prawodawców i opinii publicznej sprawia, że ​​jest wysoce nieprawdopodobne, aby Trump faktycznie zawarł porozumienie z Iranem. Spodziewam się, że ta szarada negocjacyjna będzie trwała do ceremonii zaprzysiężenia, która ma się rozpocząć wieczorem 26 maja, a główny dzień ceremonii przypada na 27 maja – za trzy dni. Uroczystości potrwają do soboty, 30 maja. Chociaż możliwe, że Trump wznowi wojnę z Iranem już w środę, sądzę, że poczeka do przyszłej soboty z rozkazem nowego ataku na Iran – aby uniknąć antagonizowania Saudyjczyków, którzy goszczą w Arabii Saudyjskiej około trzech milionów muzułmańskich pielgrzymów pielgrzymujących do Hadżdż.

Źródło: 250 000 000 powodów, dla których Trump wycofuje się z umowy z Iranem

Administracja Trumpa w pełni angażuje się w działania pro-izraelskie Czy Donald zostanie kolejnym premierem Izraela?

Administracja Trumpa w pełni angażuje się w działania pro-izraelskie Czy Donald zostanie kolejnym premierem Izraela?

Philip Giraldi • 24 maja 2026 r

Jeśli Donald Trump naprawdę pragnie drugiej kariery po tym, jak zniszczy Stany Zjednoczone i znaczną część świata, powinien rozważyć karierę stand-upowca. Posiada już ogromny zasób żartów, składających się z jego zwariowanych improwizacji, gdy odpowiada reporterom i opinii publicznej. Większość jego uwag, które nie są jawnymi kłamstwami, jest obraźliwa i/lub niespójna i w każdym razie lepiej byłoby je uznać za humorystyczne obserwacje na temat opłakanego stanu polityki w Ameryce niż za poważny komentarz szanowanego przywódcy państwa.

Niemniej jednak, w sporadycznie pół-funkcjonalnym mózgu Donalda może istnieć poczucie, że jest prezydentem, aby służyć amerykańskiemu narodowi i narodowi, nawet jeśli to uczucie nie trwa długo i jest zasadniczo fałszywe. W zeszłym tygodniu musiał odrzucić zaproszenie na ślub swojego syna Donalda Jr. z celebrytką z Florydy, Bettiną Anderson. Wcześniej zablokował parze możliwość zawarcia związku małżeńskiego w Białym Domu, a następnie potwierdził, że nie weźmie udziału w ceremonii ślubnej na Bahamach, pisząc na Truth Social : „Chociaż bardzo chciałem być z moim synem, Donem Jr., i najnowszym członkiem rodziny Trumpów, jego przyszłą żoną, Bettiną, okoliczności związane z rządem i moja miłość do Stanów Zjednoczonych Ameryki nie pozwalają mi na to. Uważam, że ważne jest, abym pozostał w Waszyngtonie, w Białym Domu, w tym ważnym okresie”.

Przypuszczano, że jego zaangażowanie na rzecz „dobrych rządów” miało coś wspólnego z tym, jak później to rozwinął: „Wiesz, to nie jest dla mnie dobry moment. Mam coś takiego jak Iran i inne rzeczy…”. Albo mógł nawet mieć coś wspólnego z przygotowaniami do ponownego spotkania ze swoim mistrzem, premierem Izraela Benjaminem Netanjahu, który zabiega o kolejną wizytę w Waszyngtonie, prawdopodobnie w celu sprzedania nowego planu wojny na Bliskim Wschodzie. Albo alternatywnie, mogło to polegać na współpracy z jego nieustraszonym syjonistycznym ekspertem od nieruchomości, zięciem Jaredem Kushnerem i Stevem Witkoffem, osobistymi negocjatorami , aby faktycznie dojść do jakiegoś porozumienia w sprawie Cieśniny Ormuz lub rzeczywistego zawieszenia broni, które najwyraźniej jest omawiane w Pakistanie z Irańczykami.

Okazało się jednak, że zamiast tego planował zagrać w golfa na swoim polu w Bedminster w stanie New Jersey. Według jednego z obliczeń, grał w golfa 128 razy od objęcia urzędu w styczniu ubiegłego roku, co kosztowało podatników około 140 milionów dolarów na transport i bezpieczeństwo. Szacuje się, że po zakończeniu jego kadencji wydatki na grę w golfa wyniosą ponad 1 miliard dolarów.

Pomijając oszukiwanie w golfie, z którego jest znany, Trump zdaje się zastanawiać, co zrobi po kolejnych wyborach prezydenckich, jeśli nie wymyśli jakiegoś planu, by ponownie kandydować wbrew Dwudziestej Drugiej Poprawce do Konstytucji , która zakazuje jednej osobie więcej niż dwóch wyborów prezydenckich. Ostatnio jednak szukał za granicą dobrego miejsca, gdzie doceni jego umiejętności. Nieuchronnie, Izrael pojawił się w jego umyśle jako odpowiednie miejsce na objęcie przez niego stanowiska głowy państwa lub szefa rządu, ponieważ już wcześniej służył jako popychadło dla interesów tego kraju za pośrednictwem „najlepszego przyjaciela i najbliższego sojusznika” Ameryki, premiera Benjamina Netanjahu.

W pewnym sensie Donald mógłby objąć urząd bez wahania, gdy Netanjahu ustąpi, ponieważ jest całkowicie posłuszny Izraelowi odkąd został prezydentem. A jeśli chodzi o potrzebę bycia Żydem, aby piastować takie stanowisko, ja i wielu innych obserwatorów uważamy, że Trump wygodnie przeszedł na judaizm w 2017 roku. Sam Trump zasugerował w zeszłym tygodniu, że jego przyszłość leży w państwie żydowskim, kiedy powołał się na swoje notowania, które, jak twierdził, były w Izraelu przytłaczająco pozytywne . Zwracając się do reporterów zgromadzonych przed Białym Domem, powiedział: „Mam teraz 99% poparcia w Izraelu. Mógłbym kandydować na premiera! Może po tym uda mi się pojechać do Izraela”.

Niewątpliwie Trump był marionetką Izraela, z tego powodu cieszy się tam popularnością, nawet większą niż jego poprzednik Joe Biden, który bezczynnie przyglądał się rozwojowi i narastaniu ludobójstwa w Strefie Gazy, jednocześnie dostarczając pieniądze, broń i wsparcie polityczne żydowskim zbrodniarzom wojennym. Prezydent Trump był bardziej otwarty w osobistych spotkaniach z Netanjahu i robił wszystko, czego premier sobie życzy, a nawet posunął się daleko poza żałosne zachowanie swojego poprzednika-szumowiny z Partii Demokratycznej. Co więcej, ustawa, która obecnie przechodzi przez Kongres , po raz pierwszy w historii Ameryki, będzie traktowała służbę w armii zagranicznej jako prawnie równoważną służbie w siłach zbrojnych USA – ale tylko wtedy, gdy armia ta jest izraelska. Rezolucja Izby Reprezentantów nr 8445, zaproponowana przez republikańskich kongresmenów Guya Reschenthalera z Pensylwanii i Maxa Millera z Ohio, zmieni obowiązujące przepisy tak, aby Amerykanie zaciągający się do Sił Obronnych Izraela (IDF) byli traktowani „tak samo jak służba w służbach mundurowych” USA. Szacuje się, że około 20 000 obywateli amerykańskich, którzy obecnie służą lub służyli w izraelskiej armii, odniesie znaczące korzyści, jeśli zmiany wejdą w życie i w wyjątkowy sposób zmniejszą różnice między Izraelem a Stanami Zjednoczonymi pod względem praw i świadczeń.

Można by zasadnie argumentować, że żydzi, obywatele USA powracający ze służby w izraelskiej armii powinni być raczej badani pod kątem udziału w potencjalnych zbrodniach wojennych. Jednak biorąc pod uwagę całe to specjalne traktowanie państwa żydowskiego, Trump mógłby uznać, że jest w jakiś sposób logicznym wyborem na przywódcę rządu Izraela – rozróżnienie, któremu przynajmniej niektórzy Amerykanie mogliby się sprzeciwić, argumentując, że powinien zostać oskarżony o zdradę stanu przed impeachmentem i uwięziony lub deportowany. Albo jedno i drugie.

19 maja administracja Trumpa zaostrzyła politykę na korzyść Izraela, publikując dokument prawny, który miał na celu uznanie wszelkiej krytyki Izraela za przestępstwo federalne, zagrożone karą surowego więzienia. P.o. prokuratora generalnego i były osobisty prawnik Trumpa, Todd Blanche, ogłosił nową ustawę o podżeganiu do buntu , która nie została wydana przez coraz mniej istotną instytucję, Kongres, zgodnie z wymogami Konstytucji. Ustawa Trumpa o podżeganiu do buntu jest wyjątkowa, ponieważ nie dotyczy wyłącznie ataków wewnętrznych na Stany Zjednoczone. Wyraźnie chroni przed niektórymi formami krytyki nie tylko rząd USA, ale także rząd zagraniczny, a tym krajem, co nie dziwi, jest Izrael. Komunikat prasowy Departamentu Sprawiedliwości USA zawiera następujące stwierdzenie: „Prezydent Trump jasno dał do zrozumienia, że ​​ta administracja nie będzie tolerować antysemityzmu, a Departament Sprawiedliwości jest zdeterminowany, aby wdrożyć tę dyrektywę”. Dyrektywa zawiera ostrzeżenie o inicjatywie 15 miast pod hasłem „Narodowa Trasa Świadomości i Akcji”, która wkrótce odbędzie się w całych Stanach Zjednoczonych, aby zwalczać antysemityzm. Odzwierciedla to szersze zaangażowanie w walkę z antysemityzmem w ramach polityki krajowej, dzięki której Waszyngton stał się również obrońcą Izraela zarówno w USA, jak i na całym świecie. Należy zrozumieć, że w tym przedsięwzięciu Departament Sprawiedliwości USA, wraz z Departamentem Wojny i Departamentem Stanu, w którego skład wchodzi Biuro Monitorowania i Zwalczania Antysemityzmu, kierowane przez Specjalnego Wysłannika o Statusie Ambasadora, rabina Yehudę Kaplouna, już wspierają Izrael.

Departament Stanu i Biały Dom również szczególnie otwarcie wspierały Izrael, a ambasador Mike Huckabee został wybrany na przedstawiciela USA w Izraelu. Huckabee to jawny chrześcijański syjonista, który popiera interesy Izraela bardziej niż interesy Stanów Zjednoczonych. Ponieważ Stany Zjednoczone stosują obecnie roboczą definicję przyjętą przez Międzynarodowy Sojusz na rzecz Pamięci o Holokauście (IHRA) w odniesieniu do tego, co stanowi antysemityzm, niemal każda krytyka Izraela może zostać zinterpretowana jako antysemicka przez wszystkie agencje federalne USA. Na przykład krytyka ludobójstwa Izraela na Palestynie i jej mieszkańcach; ingerencja Izraela w funkcjonowanie i obsadę kadrową amerykańskich uniwersytetów; rola Izraela w zatrudnianiu i polityce dotyczącej świadczeń dla rządów stanowych, takich jak Teksas i Floryda; oraz bezpośrednia ingerencja w wybory w USA poprzez finansowanie i manipulację mediami – wszystkie te działania zostały potraktowane z przymrużeniem oka, czego nie można powiedzieć o podobnym zachowaniu jakiegokolwiek innego kraju.

Dodajmy do tego niedawną, celową i wyrachowaną porażkę republikańskiego kongresmena Thomasa Massiego, spowodowaną 32 milionami dolarów finansowania od grup takich jak AIPAC, mającą na celu zademonstrowanie siły izraelskiego lobby. Zabójstwa zagranicznych przywódców przez Izrael również nie leżą w amerykańskim interesie narodowym, a Tel Awiw również zabija Amerykanów, w tym 34 marynarzy marynarki wojennej USA, którzy zginęli w czerwcu 1967 roku, gdy Izrael zmówił się z prezydentem Lyndonem B. Johnsonem, aby zatopić okręt wywiadowczy USS Liberty operujący na wodach międzynarodowych na Morzu Śródziemnym.

Izrael jest również podejrzewany o zabójstwo Charliego Kirka, ponieważ ośmielił się skrytykować Izrael, a także prezydenta Johna F. Kennedy’ego, który chciał powstrzymać nielegalny program nuklearny Izraela. Można też dodać bardzo prawdopodobne przekonanie, że Izrael wiedział wcześniej o zamachach z 11 września lub faktycznie w nich uczestniczył.

Jeśli chodzi o izrael-filię Trumpa, jego bliski przyjaciel Jeffrey Epstein był niewątpliwie agentem Mossadu, zbierającym informacje służące do szantażu Amerykanów, aby móc wpływać na amerykańską politykę zagraniczną na Bliskim Wschodzie. Program ten, jak się wydaje, okazał się bardzo skuteczny w przypadku obecnego prezydenta, który kontynuuje tuszowanie dokumentów w sprawie Epsteina. Aby kontynuować tuszowanie, każda myśl, pytanie lub stwierdzenie faktu, które syjoniści otaczający Trumpa uznają za wrogie wobec Izraela, staje się antysemityzmem i nie będzie tolerowane przez rząd USA. Najwyraźniej reżim Trumpa, będący w istocie kontrolowanym i sterowanym przez syjonistów spiskiem, nie ma zamiaru dopuścić do upublicznienia jakichkolwiek rzetelnych informacji o państwie żydowskim. Jeśli rzucisz wyzwanie reżimowi lub będziesz go drwił, Trump zaatakuje cię, nazywając „głupim”, „niskim IQ” lub rozpowszechniaczem „fałszywych wiadomości” i podejmie kroki, aby cię wykluczyć, tak jak Stephena Colberta, Thomasa Massiego, Marjorie Taylor Greene i wielu innych, którzy sprzeciwili się izraelskiemu lobby i politykom, których przekupiono i opłacono, aby egzekwowali swoją immunitet od zasad obowiązujących wszystkich innych.

Porozumienie USA z Iranem – koszmarem Izraela

„Izrael nie może funkcjonować bez USA” – Douglas Macgregor ostrzega przed konfliktem regionalnym i załamaniem się amerykańskiej projekcji siły.

Podczas gdy zachodnie media wciąż mówią o możliwych negocjacjach, dyplomatycznych przełomach i rzekomej „deeskalacji” między Waszyngtonem a Teheranem, były doradca Pentagonu, pułkownik Douglas Macgregor, przedstawia zupełnie inny obraz rzeczywistości. W kontrowersyjnym wywiadzie opisuje Bliski Wschód jako region na krawędzi historycznej geopolitycznej przebudowy – i ostrzega, że ​​Stany Zjednoczone mogą zostać wciągnięte w wojnę, której nie będą w stanie kontrolować ani wygrać.

Macgregor jest pewien:
konflikt z Iranem nie jest już tylko wojną regionalną.
Stał się częścią znacznie szerszej walki o władzę.

  • o przyszłości Izraela,
  • aby utrzymać amerykańską supremację,
  • globalne zaopatrzenie w energię,
  • i strategiczna reorganizacja całego Bliskiego Wschodu.

Jego analiza jest druzgocąca:
USA drastycznie niedoceniły Iranu, zignorowały własną podatność na zagrożenia i teraz stoją przed geopolitycznym dylematem, z którego nie ma łatwego wyjścia.

„Wycofanie się USA byłoby katastrofalne w skutkach dla Izraela”.

Macgregor rozpoczyna swoją analizę od stwierdzenia, które jest szokujące:
Izrael po prostu nie może sobie pozwolić na wycofanie się Ameryki z wojny.

Twierdzi, że izraelskie władze doskonale wiedzą, że cała ich pozycja strategiczna opiera się na stałym wsparciu Stanów Zjednoczonych.

Czy Donald Trump powinien nagle ogłosić:

  • „nie ma rozwiązania militarnego”
  • Stany Zjednoczone wycofają się,
  • lub walki zostałyby zamrożone,

Według Macgregora byłoby to „katastrofalne” z perspektywy Izraela.

Ponieważ:
Izrael musi stale angażować Waszyngton w konflikt.
Tylko w ten sposób Tel Awiw może zapobiec izolacji geopolitycznej.

Strach przed końcem amerykańskiej ochrony

Między wierszami Macgregor opisuje ogromną panikę strategiczną w Izraelu.

Jego zdaniem
izraelscy przywódcy obawiają się raczej tego,
że pewnego dnia Stany Zjednoczone nie będą już chciały lub nie będą w stanie ponosić głównego ciężaru militarnego niż samego Iranu.

Właśnie dlatego, według jego analizy, ogień wojny nigdy nie powinien zostać całkowicie ugaszony.

Ponieważ gdy tylko Waszyngton się wycofa, natychmiast pojawia się niebezpieczne pytanie:
dlaczego USA miałyby później ponownie interweniować militarnie —
na przykład przeciwko Turcji, Iranowi lub innym regionalnym przeciwnikom Izraela?

„Wielki Izrael” i eskalacja w Libanie

Wypowiedzi Macgregora na temat strategicznych celów Izraela w Libanie są szczególnie kontrowersyjne.

Otwarcie twierdzi, że
Izrael obecnie próbuje stopniowo „zgazować” południowy Liban — to znaczy zniszczyć go militarnie i w dłuższej perspektywie przekształcić w strefę kontrolowaną.

Jest to część szerszego planu:
rozszerzenia terytorialnego i bezpieczeństwa polityki Izraela.

Niezależnie od tego, czy ocena ta jest trafna, czy nie —
niezwykłe jest to, że były wysoko postawiony doradca wojskowy USA teraz publicznie wypowiada się w takich kategoriach.

Turcja staje się strategicznym rywalem.

Wywiad staje się jeszcze bardziej emocjonujący, gdy Macgregor zaczyna mówić o Turcji.

Obecnie uważa Ankarę za jednego z najgroźniejszych rywali geopolitycznych Izraela.

Według Macgregora tureccy stratedzy coraz częściej realizują idee neoosmańskie:
strefy wpływów w:

  • Syria,
  • Irak,
  • Liban
  • i części wschodniej części Morza Śródziemnego.

Relacjonuje nawet dyskusje na temat tureckich map dawnych terytoriów osmańskich, które Ankara nadal postrzega jako historyczną strefę wpływów.

Stwarza to zupełnie nowy scenariusz: Izrael mógłby w przyszłości stanąć twarzą w twarz
nie tylko z Iranem, ale również z rosnącą w siłę Turcją.

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że
Macgregor powołuje się na wypowiedzi byłego premiera Izraela Naftalego Bennetta, który stwierdził, że Turcja może być w dłuższej perspektywie groźniejszym przeciwnikiem dla Izraela niż sam Iran.

Egipt – niedoceniane państwo beczki prochu

Macgregor ostrzega również przed zjawiskiem, o którym zachodnie media rzadko mówią:
narastającym gniewem w Egipcie.

Opisuje kraj, którego mieszkańcy coraz bardziej buntują się przeciwko bierności rządu w obliczu zniszczeń w Strefie Gazy i Palestynie.

Wielu Egipcjan pytało:

  • Dlaczego Egipt nic nie robi?
  • Dlaczego największy naród arabski po prostu stoi i się temu przygląda?
  • Dlaczego nikt nie interweniuje?

Macgregor uważa:
Jeśli Egipt ulegnie wewnętrznej destabilizacji,
cały Bliski Wschód może eksplodować.

„Trump działa emocjonalnie, a nie strategicznie”

Jedna z najostrzejszych części wywiadu jest skierowana przeciwko samemu Donaldowi Trumpowi.

Macgregor otwarcie stwierdza:
Ataki na Iran nigdy nie były racjonalnie obliczone.

Gdyby w grę wchodziło myślenie strategiczne,
Waszyngton nigdy nie zaatakowałby Iranu.

Jego zdaniem:

  • Emocje wzięły górę nad rozsądkiem
  • Trump jest impulsywny,
  • i coraz częściej działają pod presją polityczną.

Macgregor szczególnie krytycznie odniósł się
do faktu, że Trump najwyraźniej założył, że
konflikt szybko się zakończy —
była to błędna ocena mogąca mieć katastrofalne skutki.

Iran dostosował się i jest silniejszy, niż oczekiwano

Ocena sytuacji militarnej dokonana przez Macgregora jest szczególnie alarmująca.

Wyjaśnia:
Iran dokonał obecnie radykalnej adaptacji swoich sił zbrojnych:

  • rozmieszczono mobilne wyrzutnie rakiet
  • infrastruktura rozproszona
  • Struktury dowodzenia ustabilizowane,
  • Analiza zachodnich wzorców lotów,
  • Obrona przeciwlotnicza dostosowana.

Dodatkowo musieliby:

  • Rosja,
  • Chiny,
  • Rozpoznanie satelitarne,
  • Systemy ISR,
  • pomoc techniczna
  • i wsparcia rakietowego

Iran stał się znacznie bardziej odporny.

Macgregor twierdzi nawet, że
zachodnie operacje powietrzne stały się przewidywalne,
podczas gdy potencjał Iranu został drastycznie niedoceniony.

Cieśnina Ormuz jako globalny punkt wstrząsu

Dostawy energii pozostają kluczową kwestią.
Dalsza eskalacja może zachwiać całą globalną architekturą energetyczną.

Cieśninę Ormuz uważa się za najniebezpieczniejsze wąskie gardło na świecie.

W przypadku eskalacji poważnego konfliktu:

  • Ceny ropy mogą gwałtownie wzrosnąć,
  • Łańcuchy dostaw się załamują,
  • Gospodarka światowa weszła w fazę szoku.

Szczególnie dramatyczne jest to, że
Macgregor mówi o możliwej dekadzie globalnych zniszczeń gospodarczych.

Koniec amerykańskiej dominacji militarnej?

Jednakże najważniejsza część wywiadu nie dotyczy Iranu,
lecz samych Stanów Zjednoczonych.

Macgregor wyjaśnia:
Cała amerykańska strategia wojskowa ostatnich dziesięcioleci jest technologicznie przestarzała.

Doktryna światowych baz wojskowych („wysunięta obecność”) już nie działa:

  • nowoczesne rakiety,
  • Broń hipersoniczna
  • Roje dronów
  • Rozpoznanie satelitarne,
  • Precyzyjne uderzenia

naraziłoby na niebezpieczeństwo duże bazy amerykańskie.

Według niego wiele baz na Bliskim Wschodzie jest dziś praktycznie nie do obrony.

Stany Zjednoczone same w sobie stanowią zagrożenie dla swoich sojuszników.

Macgregor idzie jeszcze dalej:
amerykańska obecność wojskowa jest coraz częściej
postrzegana nie jako ochrona, a jako zagrożenie.

Ponieważ:
Gdziekolwiek znajdują się bazy USA,
automatycznie pojawiają się potencjalne cele ataków.

Dlatego w przyszłości:

  • Niemcy,
  • Korea Południowa,
  • Japonia
  • i inni sojusznicy

coraz bardziej kwestionując amerykańską obecność.

Prawdziwy przekaz wywiadu

Pośród wszystkich analiz geopolitycznych, przez całą rozmowę przewija się jedno, centralne przesłanie:

Porządek świata zmienia się szybciej, niż Waszyngton jest skłonny zaakceptować.

Macgregor opisuje:

  • Ameryka w strategicznym nadmiernym rozszerzeniu,
  • Izrael w rosnącej niepewności,
  • Iran, który jest bardziej odporny niż oczekiwano,
  • a Türkiye on the rise
  • Chiny i Rosja jako cisi zwycięzcy,
  • i doktryna wojskowa, która pod względem technologicznym ulega coraz większemu rozpadowi.

Jego ponury wniosek:
USA być może nie wygrają wojny z Iranem,
ale wciąż mogą ją jeszcze bardziej zaostrzyć.

I tu tkwi największe niebezpieczeństwo:
konflikt, który początkowo miał charakter regionalny,
może przerodzić się w globalny kryzys energetyczny, militarny i systemowy,
którego skutki będą sięgać daleko poza Bliski Wschód.

Czy pokój jest w zasięgu ręki? Nie pokładaj w tym zbyt wielkich nadziei.

Czy pokój jest w zasięgu ręki? Nie pokładaj w nim zbyt wielkich nadziei.

Larry C. Johnson

Od czasu powrotu Neville’a Chamberlaina z negocjacji z Hitlerem w Monachium 30 września 1938 r. nie byliśmy świadkami tak widowiskowego oszustwa i fałszywej nadziei.

W ten weekend Trump z entuzjazmem ogłosił na swojej platformie Truth Social:

„W dużej mierze wynegocjowano umowę, z zastrzeżeniem jej ostatecznego sfinalizowania, między Stanami Zjednoczonymi Ameryki, Islamską Republiką Iranu i innymi wymienionymi krajami… Ostateczne aspekty i szczegóły umowy są obecnie omawiane i zostaną wkrótce ogłoszone. Oprócz wielu innych elementów umowy, Cieśnina Ormuz zostanie otwarta”.

Irańczycy mają jednak inne zdanie: twierdzenie Trumpa o powrocie Cieśniny Ormuz do dawnego stanu jest nieprawdziwe. Według Fars, badania dziennikarza pokazują, że to twierdzenie również jest dalekie od rzeczywistości.

Zgodnie z tym, Cieśnina Ormuz pozostanie pod kontrolą Iranu, jeśli zostanie osiągnięte potencjalne porozumienie. Chociaż Iran zgodził się na zwiększenie liczby przepływających statków do poziomu sprzed wojny, nie oznacza to w żadnym wypadku „swobodnego przepływu” jak przed wojną. Administracja cieśniną, ustalanie trasy, czasu i sposobu przepływu, a także wydawanie zezwoleń, pozostaną wyłącznie pod kontrolą i uznaniem Islamskiej Republiki Iranu. Relacja Trumpa jest zatem niepełna i sprzeczna z rzeczywistością.

Warto również zauważyć, że Trump wcześniej określił negocjacje w sprawie irańskiego programu nuklearnego jako jeden z centralnych i nieodłącznych warunków każdego porozumienia. Iran jednak nie podjął takich zobowiązań, a kwestia nuklearna nie była nawet omawiana na tym etapie.

Tymczasem Arabia Saudyjska podobno wysunęła pomysł zawarcia paktu o nieagresji z Iranem. Stało się to po tym, jak Rijad był świadkiem przełamania przez Teheran licznych warstw amerykańskiej obrony powietrznej i morskiej w Cieśninie Ormuz, przeprowadzając alarmująco szybkie ataki w ciągu pierwszych pięciu tygodni wojny ramadanowej – wojny, która rozpoczęła się 28 lutego.

Według Financial Times Arabia Saudyjska, która kiedyś polegała na „niepodważalnych” gwarancjach bezpieczeństwa Waszyngtonu, które w rzeczywistości okazały się mirażem, obecnie po cichu rozważa regionalne porozumienie wzorowane na starych porozumieniach helsińskich: współpraca gospodarcza, gwarancje bezpieczeństwa i stabilność bez imperium dyktującego zasady.

Jeśli to prawda, oznaczałoby to, że Arabia Saudyjska nie uważa już Stanów Zjednoczonych za swojego głównego obrońcę i zamiast tego akceptuje nową architekturę bezpieczeństwa, która uznaje Iran za nowego szeryfa w niebezpiecznym regionie. Kiedy twój obrońca wydaje się słaby i bezbronny, zaczynasz rozmawiać z krajem, który właśnie udowodnił, że potrafi sprostać zadaniu.

Według wysoko postawionego pakistańskiego źródła dyplomatycznego ds. bezpieczeństwa:

„Zbliżamy się do przełomowego momentu. Ramy są już praktycznie gotowe. Pozostaje pytanie, czy dyplomacja zdoła załatać tę ostatnią lukę, zanim region pogrąży się w znacznie poważniejszej konfrontacji”.

Pakistan wydaje się odgrywać kluczową rolę w tym dramacie. Feldmarszałek Asim Munir zakończył właśnie drugą misję w Teheranie, która obejmowała bezpośrednie rozmowy z wysoko postawionymi irańskimi strukturami politycznymi, wojskowymi i religijnymi – w tym z osobami z wewnętrznego kręgu Najwyższego Przywódcy.

Jednocześnie minister spraw wewnętrznych Mohsin Naqvi pozostaje aktywnie zaangażowany w umożliwianie codziennych mechanizmów pośredniej komunikacji między USA a Iranem i koordynację ram współpracy.

Pakistan wydaje się obecnie jedynym krajem, który jednocześnie utrzymuje funkcjonujące kanały zaufania z Teheranem, Pekinem, Dohą, Rijadem, Abu Zabi oraz z mediatorami bliskimi Waszyngtonowi.

Równie istotny jest szybko rosnący opór regionalny wobec ponownej eskalacji działań militarnych USA. Arabia Saudyjska, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Pakistan podobno bezpośrednio ostrzegły Waszyngton przed nowymi działaniami militarnymi.

Ich obawy nie wynikają z ideologicznej sympatii do Teheranu, lecz z niebezpieczeństwa niekontrolowanej destabilizacji regionu, która może wpłynąć na infrastrukturę Zatoki Perskiej, systemy energetyczne, szlaki żeglugowe, zakłady odsalania wody i światowe rynki ropy naftowej.

Jednocześnie Iran nie działa już z osłabionej pozycji militarnej, w jakiej znajdował się na początku tego roku. Irańska infrastruktura rakietowa została w dużej mierze odbudowana. Potencjał marynarki wojennej został redystrybuowany i wzmocniony. Struktury dowodzenia pod dowództwem Gwardii Rewolucyjnej ustabilizowały się.

Bieżące oceny wskazują, że Teheran wciąż dysponuje około 70% swojego potencjału rakietowego i przywrócił funkcjonalność operacyjną około 30 z 33 strategicznych wyrzutni rakietowych w pobliżu Cieśniny Ormuz.

Chiny i Rosja również po cichu wzmocniły odporność Iranu, nie ingerując otwarcie w konflikt. Chińskie wsparcie ma obejmować technologie podwójnego zastosowania, wsparcie satelitarne, komponenty dronów i pocisków rakietowych, integrację z BeiDou oraz pośrednią pomoc obronną za pośrednictwem tajnych kanałów.

Rosja najwyraźniej dostarcza informacji wywiadowczych i jednocześnie czerpie korzyści strategiczne z szoku energetycznego wywołanego trwającą niestabilnością.

Przygotujcie proch i poczekajcie, co przyniesie poniedziałek.

Źródło: Pokój jest blisko? Nie wstrzymuj oddechu

Nikt szczerze nie wierzy, że Kuba zagraża Stanom Zjednoczonym

Nikt szczerze nie wierzy, że Kuba zagraża Stanom Zjednoczonym.

Caitlin Johnstone 22 maja 2026 r. caitlinjohnstone-/nobody-sincerely-believes-cuba-threatens-the-united-states

Znakiem przygotowań USA do kolejnej okrutnej wojny jest fakt, że Marco Rubio twierdzi , iż Kuba stanowi „zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego” dla Stanów Zjednoczonych, a prawdopodobieństwo pokojowego porozumienia „jest niewielkie”.

„Kuba nie tylko dysponuje bronią, którą pozyskała od Rosji i Chin na przestrzeni lat, ale także gości u siebie rosyjskie i chińskie służby wywiadowcze – niedaleko od miejsca, w którym obecnie się znajdujemy” – powiedział Rubio prasie w czwartek. „Kuba zawsze stanowiła zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Nawiasem mówiąc, byli oni jednym z głównych sponsorów terroryzmu w całym regionie”.

Komentarze Rubia pojawiły się w kontekście raportu amerykańskiego wywiadu, który został wyprany przez Axios, donoszącego, że Kuba może przygotowywać się do ataku dronów na amerykańskie siły zbrojne. Hawana stwierdziła, że ​​raport Axios błędnie przedstawia działania obronne Kuby jako przygotowania do ataku, oskarżając USA o „fabrykowanie pretekstów, tworzenie i rozpowszechnianie kłamstw oraz wypaczanie logicznych przygotowań wymaganych do stawienia czoła potencjalnej agresji”.

Stany Zjednoczone opublikowały również akt oskarżenia przeciwko Raulowi Castro, 94-letniemu bratu Fidela Castro. Działanie to przypomina scenariusz wykorzystany w przypadku porwania prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro.

Preteksty do działań militarnych są już wysuwane. Dzieje się tak w czasie, gdy amerykańskie maszyny wojenne przemieszczają się na Karaiby , a Kuba zmaga się z miażdżącą blokadą naftową USA, która już teraz powoduje poważne straty humanitarne

I wszyscy wiedzą, że to wszystko opiera się na kłamstwach. Ty to wiesz. Ja to wiem. Marco Rubio to wie. Propagandyści wojenni to wiedzą. Gusanos brygadujący media społecznościowe, błagając o wojnę, to wiedzą. Wszyscy wiemy, że to oszustwo.

Nikt szczerze nie wierzy, że Kuba stanowi zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych.

Nikt szczerze nie wierzy, że Kuba po prostu nagle i niespodziewanie stała się poważnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego USA, dokładnie w momencie, gdy USA zaczęły usilnie zabiegać o umocnienie kontroli geostrategicznej nad Bliskim Wschodem i półkulą zachodnią. 

Nikt tak naprawdę nie myśli, że mały, ubogi kraj wyspiarski przygotowuje się do rozpoczęcia wojny agresywnej przeciwko Stanom Zjednoczonym.

To spektakl wystawiany przez podżegaczy wojennych i lizusów. Obraża naszą inteligencję i odziera nas z godności.

Jeśli sytuacja z Iranem się uspokoi, można śmiało założyć, że zaatakują Kubę. Imperium USA nigdy nie zawiera pokoju, po prostu przesuwa celownik swojej machiny wojennej z kraju na kraj.

Widzimy to ciągle i ciągle.

Hurra! Wojska opuszczają Afganistan – o, teraz prowadzą wojnę zastępczą na Ukrainie.

Świetnie, deeskalują konflikt w Jemenie — wow, teraz porywają prezydenta Wenezueli.

O, hej, wygląda na to, że masowa rzeź w Strefie Gazy wyhamowała — o, teraz idą na wojnę z Iranem.

Spójrz, wycofują tysiące żołnierzy z Niemiec — ach, chodzi o to, żeby móc ich przenieść do Polski .

No cóż, te negocjacje z Iranem w końcu przynoszą jakiś skutek — no człowieku, teraz dokonują inwazji na Kubę.

W kółko, w kółko i w kółko. Jak tylko ludzka rzeź zwalnia w jednym miejscu, zaczyna się gdzie indziej.

Imperium USA znajduje się w stanie ciągłej wojny. Wojna jest spoiwem, które spaja imperium. Jeśli wojny ustaną, imperium upadnie.

Dlatego mieszkańcy imperium nigdy nie mogą głosować za zakończeniem wojen. Można głosować na kandydatów, którzy położą kres aborcji, prawom osób transpłciowych czy regulacjom korporacyjnym, ale nie można głosować na kandydata, który faktycznie zakończy wojny. Pokój nigdy nie jest brany pod uwagę, ponieważ wojna jest zbyt krytyczna dla funkcjonowania imperium.

Dlatego tak ważne jest, abyśmy wszyscy przeciwstawili się machinie wojennej. Jeśli uda nam się położyć kres wojnom, możemy położyć kres imperium. Dopiero wtedy będziemy mieli szansę na zbudowanie zdrowego świata.

Wygląda na to, że analitycy CIA całkiem nieźle sobie radzą w kwestii Iranu

Wygląda na to, że analitycy CIA całkiem nieźle sobie radzą w kwestii Iranu.

Autorstwa Larry’ego C. Johnsona

Do niedawna miałem poważne obawy, że moja dawna agencja, CIA, nie wywiązuje się ze swojej misji dostarczania prezydentowi rzetelnych analiz. Wygląda na to, że moje obawy były bezpodstawne. Chociaż w historii CIA zdarzało się kilka przypadków, gdy analitycy mówili administracji to, co ich zdaniem prezydent chciał usłyszeć, częstszym problemem jest to, że analitycy CIA krzyżują plany prezydenta, a ich analizy są ignorowane. Wygląda na to, że tak właśnie jest obecnie w przypadku Iranu.

Zanim przejdę do szczegółów tego, co CIA powiedziała na temat wojny w Iranie, chciałbym zwrócić Państwa uwagę na niedawne oświadczenie szefa operacji morskich – Daryla Caudle’a – dotyczące Cieśniny Ormuz:

Jeśli spróbujemy podjąć się eskorty – rozważaliśmy to. To bardzo wymagające zadanie w tej wąskiej cieśninie, gdy jest ona sporna.

Najpierw musimy osiągnąć stan, w którym cieśnina będzie otwarta i zostanie powszechnie przyjęte zawieszenie broni, zanim będzie można wdrożyć te zmiany na szeroką skalę.

W mojej ocenie wojskowej zapewnienie ochrony eskortowej przez cieśninę, wykraczałoby poza możliwości marynarki wojennej w zakresie skutecznego wykonania tego zadania.

Admirał potwierdza to, o czym mówiłem od kilku tygodni, a mianowicie, że Stany Zjednoczone nie mają żadnego sensownego rozwiązania militarnego, aby uniemożliwić Iranowi blokowanie przepływu statków przez cieśninę bez zgody władz irańskich.

Od początku wojny CIA, pod nadzorem Dyrektora Wywiadu Narodowego, przedstawiła Kongresowi trzy raporty wojenne. Wszystkie trzy raporty ujawniły spójną i głęboką rozbieżność: CIA i cała społeczność wywiadowcza systematycznie oceniały wojnę jako trudniejszą, Iran jako bardziej odporny, zagrożenie rakietowe jako większe, a perspektywy szybkiego rozwiązania jako mniej optymistyczne, niż sugerowały publiczne oświadczenia administracji Trumpa. Rozdźwięk między tajnymi informacjami wywiadowczymi a publicznymi oświadczeniami prezydenta stał się jedną z cech definiujących polityczny krajobraz konfliktu.

3 marca – Tajne spotkanie informacyjne całego Kongresu

3 marca dyrektor CIA John Ratcliffe, wraz z sekretarzem stanu Rubio, sekretarzem obrony Hegsethem i generałem Caine’em, zorganizowali tajne briefingi najpierw przed całym Senatem, a następnie przed całą Izbą Reprezentantów. Republikanin Josh Hawley z Missouri powiedział później reporterom, że operacja była zakrojona na szeroką skalę i szybko ewoluowała. Demokraci wydawali się wyraźnie zaniepokojeni po briefingach. Kongresmenka Ami Bera bezpośrednio skonfrontowała się z Gabbard, pytając, czy ostrzegała Trumpa, że ​​wojna z Iranem będzie tak kosztowna i niszczycielska, że ​​„nasze wojny w Iraku i Afganistanie będą wyglądać jak piknik” – oświadczenie, które Gabbard złożyła publicznie przed objęciem urzędu. Gabbard odmówiła udzielenia merytorycznej odpowiedzi, stwierdzając, że pełniąc funkcję Dyrektora Wywiadu Narodowego, jest zobowiązana „pozostawić swoje osobiste poglądy za drzwiami”.

18 marca – przesłuchanie senackiej komisji ds. wywiadu w sprawie zagrożeń globalnych

Było to najbardziej głośne przesłuchanie w sprawie ustaleń wywiadowczych i wywołało znaczne kontrowersje.

Szefowie wywiadu zeznali, że chociaż irańskie duchowieństwo zostało osłabione, nie zostało pozbawione władzy i że mullahowie będą mogli odbudować swoje osłabione zdolności militarne w nadchodzących latach, pomimo ciągłych ataków ze strony USA i Izraela – ustalenie to znacząco relatywizowało twierdzenia Trumpa, że ​​zagrożenie militarne ze strony Iranu zostało w dużej mierze wyeliminowane.

Sprzeczność dotycząca programu nuklearnego stała się wyraźnie widoczna podczas tego przesłuchania. W „Ocenie Zagrożeń Globalnych 2026” stwierdzono, że przed operacją „Epic Fury” Iran „zamierzał odbudować swoją infrastrukturę nuklearną po zniszczeniu jej podczas 12-dniowej wojny” – ocena ta znacząco różniła się od pisemnych oświadczeń Gabbard złożonych senatorom, w których określiła irański program nuklearny jako „wymazany”.

W kluczowej kwestii, czy Trump został ostrzeżony o Cieśninie Ormuz: Zapytani przez senatorów Angusa Kinga i Marka Kelly’ego, ani Ratcliffe, ani Gabbard nie chcieli powiedzieć, czy Trump wnioskował o ocenę ryzyka zablokowania cieśniny, czy ją przedstawili, ani co ona mogła zawierać. Gabbard stwierdził, że wywiad „od dawna wierzył, że zablokowanie cieśniny jest możliwe”. Ratcliffe odmówił odpowiedzi na pytanie, czy poruszał tę kwestię w dniach poprzedzających wojnę, ale potwierdził, że rozmawiał z Trumpem 10–15 razy w tygodniu.

Świadkowie odmówili również potwierdzenia, zaprzeczenia lub skomentowania doniesień o wzroście wsparcia wojskowego i wywiadowczego Rosji dla Iranu oraz udzielenia informacji na temat wpływu wojny na zdolność Stanów Zjednoczonych do udzielenia pomocy państwom NATO w zbrojeniu się.

Początek maja – tajna ocena CIA wysłana do decydentów politycznych w Białym Domu

Najbardziej znaczące i szkodliwe ujawnienie informacji wywiadowczych miało miejsce na początku maja, kiedy „Washington Post” uzyskał szczegóły tajnej analizy CIA, która została wysłana bezpośrednio do decydentów rządowych:

CIA doszła do wniosku, że Iran mógłby wytrzymać amerykańską blokadę morską przez co najmniej trzy do czterech miesięcy, zanim stanąłby w obliczu poważniejszych trudności gospodarczych – wniosek ten bezpośrednio przeczył optymizmowi Trumpa, że ​​blokada wymusi szybką kapitulację Iranu.

Jeśli chodzi o potencjał rakietowy – w bezpośredniej sprzeczności z publicznymi twierdzeniami Hegsetha i Trumpa – ocena CIA wykazała, że ​​Iran zachował około 75% swoich przedwojennych zapasów mobilnych wyrzutni rakietowych i około 70% swoich przedwojennych zapasów pocisków. Ocena wykazała również, że Iranowi udało się ponownie uruchomić niemal wszystkie podziemne magazyny, naprawić niektóre uszkodzone pociski, a nawet dokończyć montaż pocisków, które były w zaawansowanej fazie produkcji w momencie wybuchu wojny. Trump twierdził, że irański arsenał został „w znacznym stopniu zdziesiątkowany” i zredukowany do „18 lub 19%” stanu sprzed wojny – twierdzeniu temu bezpośrednio przeczyły dane CIA.

Odnośnie skuteczności blokady: amerykańskie satelity szpiegowskie wykryły dowody na transport towarów i energii przez granice lądowe i nieoficjalnymi szlakami, co sugeruje, że kraje sąsiadujące z Iranem nie w pełni współpracowały z amerykańską blokadą. CIA ustaliła, że ​​nawet w przypadku całkowitej blokady Iran zgromadził zapasy niezbędnych zapasów i paliwa na kilka miesięcy.

Odnośnie prognozy strategicznej: źródło w USA poinformowało „Post”, że zdolność Iranu do przetrwania długotrwałych trudności gospodarczych jest znacznie większa, niż sugerowała sama ocena CIA, stwierdzając: „Przywódcy stali się bardziej radykalni i pewni swojej zdolności do przetrwania woli politycznej USA, a także do kontynuowania represji wewnętrznych w celu udaremnienia ewentualnego sprzeciwu”. Były szef izraelskiego wywiadu wojskowego, cytowany w podsumowaniu oceny, dodał:

„Wojna, która zaczęła się jako rzekomo mająca na celu obalenie reżimu i zniszczenie jego programu nuklearnego” może zakończyć się strategiczną porażką pomimo sukcesów militarnych, ponieważ „nie wierzą, że muszą się poddać”.

Hollywoodzka wersja interakcji CIA z prezydentem to w dużej mierze nonsens. Ta fantastyczna wersja zakłada, że ​​CIA dostarcza prezydentowi niezbitych faktów, a prezydent chętnie przyjmuje ustalenia wywiadu. Rzeczywistość jest inna… Prezydent, otoczony pochlebcami, już zdecydował, jak będzie przedstawiana narracja i odmawia przyjęcia oceny CIA. Widzimy tu ten sam schemat: Trump ogłasza unicestwienie wszelkich irańskich zdolności militarnych, podczas gdy CIA przedstawia diametralnie odmienny obraz. Widziałem to już wiele razy.

Nie twierdzę, że analizy CIA zawsze były trafne od początku wojny 28 lutego, ale przynajmniej analitycy nie powtarzają bezsensownych twierdzeń Trumpa o pokonaniu Iranu. Wręcz przeciwnie. Uważam, że potencjał militarny Iranu wzrósł od 28 lutego dzięki dodatkowemu wsparciu militarnemu ze strony Chin i Rosji.

Dzień rozpocząłem od rozmowy z Mario Nawfalem:

https://youtube.com/watch?v=4RQmBzC4KQY%3Ffeature%3Doembed

Jim Webb, syn Jamesa H. Webba Jr. – wielokrotnie odznaczonego weterana wojny w Wietnamie, pisarza i byłego senatora USA z Wirginii – uruchomił nowy kanał na YouTube . Dwadzieścia dwa lata temu spotkałem się na lunchu z senatorem Webbem i prywatnym spotkaniu, ale to już inna historia. Jego syn, który również służył w Korpusie Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych, podobnie jak jego ojciec, to inteligentny i dowcipny młody człowiek.

https://youtube.com/watch?v=meFPXbx1rQk%3Ffeature%3Doembed

Garland Nixon i ja odbyliśmy naszą czwartkową pogawędkę. Garland jest bardzo hojnym gospodarzem:

https://youtube.com/watch?v=uf0RBC4ZMHg%3Ffeature%3Doembed

Źródło: Wygląda na to, że analitycy CIA całkiem dobrze sobie radzą w kwestii Iranu