Eksperci ogłaszają nieuchronny kryzys paliwowy, ponieważ wojny globalne ograniczają dostawy

Eksperci ogłaszają nieuchronny kryzys paliwowy, ponieważ wojny globalne ograniczają dostawy

Symplicjusz 16 września 2026 r. simplicius76-substack-com.translate.goog/p/experts-declare-fuel-crisis-imminent

Eksperci na całym świecie ogłaszają, że zbliża się poważny kryzys paliwowy, a wszystko to z powodu zbiegu okoliczności, w tym wzajemnych ataków energetycznych Ukrainy i Rosji, a także nagłego wzrostu presji osi Huti-Iran na krytyczną infrastrukturę energetyczną Arabii Saudyjskiej.

https://www.wsj.com/business/energy-oil/dyrektorzy-naftowi-mówią-że-nadchodzi-wielki-kryzys-paliwowy-b6b32030

WSJ podaje:

Amerykańscy szefowie firm naftowych od miesięcy ostrzegali, że przedłużające się zamknięcie Cieśniny Ormuz z pewnością doprowadzi do kryzysu paliwowego. Teraz twierdzą, że kryzys już nastąpił.

Zapasy paliw komercyjnych na całym świecie kurczą się od ponad sześciu miesięcy, a strategicznych rezerw ropy naftowej nie da się już bardziej wykorzystać.W zeszłym tygodniu ataki zamknęły kluczowy rurociąg naftowy w Arabii Saudyjskiej, który omijał Cieśninę, co spowodowało, że co najmniej 2,5 miliona baryłek dziennie utknęło na i tak już napiętym globalnym rynku ropy, szacują analitycy.

Najnowszym powodem była informacja, że ​​Arabia Saudyjska odwołuje „transporty ropy naftowej” do Europy do końca września, a obecnie pojawiają się pogłoski, że zakaz ten będzie obowiązywał również w październiku.

W ciągu ostatnich kilku dni Huti przeprowadzili duże ataki na saudyjską infrastrukturę naftową, w tym na zakłady Aramco o współrzędnych geograficznych 18.485593 i 42.505660 :

PILNE: Załadunek ropy w Janbu, głównym porcie Arabii Saudyjskiej nad Morzem Czerwonym, został wstrzymany po wcześniejszym ataku na rurociąg wschód–zachód, podaje Reuters.

Zbiorniki na ropę płoną po ataku rakietowym Huti na zakład Aramco Abha Bulk Plant na północ od Abhy w Arabii Saudyjskiej.

18.485593, 42.505660

Około 500 mil dalej, rafineria ropy naftowej Yasref w mieście Janbu nad Morzem Czerwonym również została trafiona:

List z Hormuz@ HormuzLetter

PILNE: Jemeńscy Huti najwyraźniej zaatakowali dziś rano rafinerię ropy naftowej YASREF w Janbu na saudyjskim wybrzeżu Morza Czerwonego, spółkę joint venture Aramco-Sinopec o wydajności 400 000 baryłek dziennie i jednego z największych eksporterów oleju napędowego nad Morzem Czerwonym.

Na nagraniu widać duży pożar, w którym…

13:43 · 15 września 2026

Tymczasem krytyczny rurociąg Wschód-Zachód, który miał służyć jako ratunek dla przekierowania przepływu ropy naftowej z Ormuzu, został zauważony na nowych zdjęciach satelitarnych Maxar po ataku, który unieruchomił go 10 września. Według doniesień, wiele stacji pomp wzdłuż długiej trasy zostało zniszczonych , co sprawiło, że atak był znacznie poważniejszy, niż początkowo szacowano:Nie można załadować wideo.

Jest mało prawdopodobne, że kopalnia zostanie ponownie otwarta w najbliższym czasie. Eksperci, którzy rozmawiali z agencją Reuters, szacowali, że potrwa to kilka tygodni, z możliwymi „częściowymi” przepływami ropy naftowej przed upływem tego terminu:

https://www.reuters.com/business/energy/awaria-rurociągu-saudyjskiego-zagraża-stratą-globalnej-podaży-ropy-2026-09-13/
https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-09-15/mbs-and-saudi-arabia-face-crisis-with-key-oil-pipeline-shut-for-weeks

Jednakże, biorąc pod uwagę, jak łatwo było trafić na tę stronę, kto może powiedzieć, że strony odpowiedzialne – niezależnie od tego, czy znajdowały się w Iraku, czy w Jemenie – nie mogły po prostu po prostu dalej ją odwiedzać?

Ceny oleju napędowego w USA gwałtownie wzrosły:

List Kobeissi@ KobeissiLetterPILNE: Ceny oleju napędowego w USA oficjalnie wzrosły do ​​nowego rekordu 6,26 USD/galon, co oznacza wzrost o ponad 80% w ciągu 9 miesięcy. Kierowcy ciężarówek płacą teraz za galon oleju napędowego o prawie 3,00 USD więcej niż w styczniu. To podniosło średnie ceny benzyny w Kalifornii, jednym z najdroższych…

17:44 · 15 września 2026 · 195 tys. wyświetleń


126 odpowiedzi · 369 repostów · 2,77 tys. polubień

Trump zrzucił winę za kryzys na rynku diesli na ukraińskie strajki na rosyjską infrastrukturę rafinerii dieslowych:Nie można załadować wideo.

Cóż za niespójna, leniwa, hipokrytycznie pozbawiona zasad i po prostu chamska polityka zagraniczna: „Niech uderzają w co chcą, ale na razie nie w diesla, bo tam czekają nas poważne wstrząsy!”

Ten rodzaj krótkowzrocznej, nieudolnej dyplomacji przypomina chaotyczne gaszenie kolejnych pożarów, jednocześnie nieumyślnie wzniecając nowe. Trump uważa, że ​​Stany Zjednoczone mogą działać bezmyślnie i wrogo wobec całego świata, bez skrupułów dostarczając broń Ukrainie, by zniszczyć główne sektory rosyjskiej infrastruktury, bezlitośnie atakując Iran itd., a potem zastanawia się, dlaczego skutki uboczne zaczynają zatruwać krajową gospodarkę.

Obecnie rentowność globalnych obligacji zarówno w USA, jak i w Europie gwałtownie wzrosła. 10-letnie obligacje USA i Wielkiej Brytanii osiągnęły najwyższy poziom od 2007 r., a 10-letnie obligacje Niemiec podobno osiągnęły najwyższy poziom od 2006 r.

PILNE: Rentowność 10-letnich obligacji wzrosła do 5,04%, najwyższego poziomu od lipca 2007 r.

To podniosło średnie oprocentowanie 30-letniego kredytu hipotecznego do 7,17%.

Posiadanie domu oficjalnie stało się luksusem. –Źródło

W ramach swojej nieudolnej i sztucznej próby naprawienia sytuacji Trump ogłosił wzajemne zawieszenie broni w dostawach energii, do którego nigdy nie doszło. Był to kolejny z długiej serii oszustw mających na celu uspokojenie napięć na rynku krajowym:

Zarówno Zełenski, jak i przedstawiciele Rosji zaprzeczają istnieniu zawieszenia broni, a dowodem na to jest fakt, że dziś rano oba kraje zaatakowały obiekty energetyczne przeciwnika.

Rosyjski analityk Wiktor Leonow podzielił się ciekawą teorią , która zakłada, że ​​Rosja i Iran współpracują ze sobą, aby obalić zachodni porządek monetarny i gospodarczy:

Dlaczego Iran i Rosja atakują obiekty energetyczne?

Podczas wojny na Ukrainie i napięć na Bliskim Wschodzie, stacje benzynowe, magazyny ropy naftowej i paliw, obiekty energetyczne, infrastruktura i rafinerie są stale atakowane przez Rosję i Iran. Jednocześnie szlaki transportowe i energetyczne, takie jak Cieśnina Ormuz i Bab al-Mandab, są całkowicie zamknięte. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego Rosja i Iran działają w koordynacji i jaki jest ich cel?

Odpowiedź na te pytania wynika z faktu, że Rosja i Iran wspólnie uzgodniły, że zniszczą zachodni i amerykański system kapitalistyczny, wywołując kryzys energetyczny poprzez atakowanie obiektów energetycznych i szlaków transportowych.Równanie wygląda następująco: atakowanie i niszczenie tych obiektów zmniejsza produkcję i dostawy energii, podczas gdy zamknięcie Cieśniny Ormuz i Bab al-Mandab w podobny sposób ogranicza dostawy i dostępność na poziomie globalnym.

W rezultacie ceny paliw i energii zaczynają rosnąć i gwałtownie rosnąć. Rosnące ceny oznaczają większą presję na globalny sektor przemysłowy, który musi zapewnić sobie paliwo po znacznie wyższych cenach. Jednocześnie rosną koszty transportu, a inflacja gospodarcza zaczyna rosnąć.W rezultacie banki centralne są zmuszone do podniesienia stóp procentowych, aby kontrolować inflację, co z kolei spowalnia i osłabia gospodarkę. W ten sposób produkcja i aktywność fabryk stopniowo słabną, a sektor przemysłowy stoi w obliczu poważnego zagrożenia.

W ten sposób Rosja i Iran narażają przemysł, wzrost gospodarczy i obecny porządek świata na ryzyko, do tego stopnia, że ​​fabryki mogą zostać zamknięte, a przemysł w obecnej formie może nie być już w stanie kontynuować działalności. Ponieważ przemysł jest kamieniem węgielnym współczesnego kapitalizmu, krok po kroku obecny porządek świata zmierza ku upadkowi wraz z rozwojem kryzysu energetycznego.

Dlatego Rosja i Iran chcą wykorzystać tę drogę, aby obalić i przekształcić obecny porządek świata, któremu przewodzą Stany Zjednoczone w sposób jednobiegunowy. Z tego powodu należy spodziewać się dalszych bombardowań stacji benzynowych, składów ropy naftowej, gazu i paliw, a także kolejnych ataków na obiekty i infrastrukturę energetyczną.

Nie jestem przekonany, że to aż tak skoordynowana operacja „zniszczenia kapitalizmu”, ale to interesujący kierunek myślenia, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Iran i Rosja są w stanie wzmocnić własne szlaki handlowe na wschód, jednocześnie blokując zachodnie linie energetyczne. Bardziej prawdopodobne jest, że Rosja i Iran po prostu reagują defensywnie, aby zaszkodzić swoim przeciwnikom w ich najbardziej wrażliwych punktach. Rosja chętnie dostarczała energię Zachodowi, aby podtrzymać zachodni „porządek kapitalistyczny”, dopóki Ukraina nie zaczęła zatruwać rosyjskiej infrastruktury energetycznej.

Stawka za wynajem supertankowca na trasie z Zatoki Perskiej do Chin po raz pierwszy w historii osiągnęła 1 milion dolarów dziennie.

W chwili pisania tego tekstu różne doniesienia twierdzą, że Huti zaminowali Bab al-Mandab, co wydaje się być sprzeczne z ich wcześniejszymi twierdzeniami, że jedynie transporty z Arabii Saudyjskiej mają zakaz tranzytu:

Sieć Faytuks@ FaytuksNetworkHuti zaminowali cieśninę Bab al-Mandab – poinformowało jemeńskie źródło wojskowe w niemieckiej agencji prasowej DPA

22:26 · 15 września 2026 · 29,5 tys. wyświetleń


23 odpowiedzi · 154 reposty · 556 polubień

Jeśli doniesienia okażą się prawdziwe — w połączeniu z zakrojonymi na szeroką skalę atakami na saudyjską infrastrukturę naftową — może to być zapowiedź szeroko zakrojonej kampanii mającej na celu zadanie saudyjskiemu reżimowi gospodarczego ciosu.

Jedno jest pewne: podczas gdy Trump nadal traktuje konflikt z Iranem jako luźną dywersję lub plac zabaw dla próżności, Iran posuwa się do skrajności. Dla Iranu konflikt ma charakter egzystencjalny, co wyraźnie pokazują dwa ostatnie wydarzenia:

Po pierwsze: krążą pogłoski, że Iran przygotowuje się do zmobilizowania miliona osób na szkolenia i utworzenia 1000 batalionów rezerwowych, zwanych „batalionami oporu narodowego”, w ramach przygotowań do ewentualnego przyszłego konfliktu.

Iran Observer@ IranObserver0⚡️NAJNOWSZE: Wszyscy Irańczycy otrzymali wiadomość SMS z prośbą o rejestrację do mobilizacji Irańskie siły zbrojne rozpoczynają szkolenie 1000 nowych batalionów (około miliona osób) Szkolenie nie potrwa długo, ponieważ w Iranie obowiązuje obowiązkowa służba wojskowa dla wszystkich mężczyzn

7:19 · 15 września 2026 · 536 tys. wyświetleń


176 odpowiedzi · 1,37 tys. repostów · 7,76 tys. polubień

Potwierdzając powyższe wiadomości, Jerusalem Post podaje, że w całym Iranie pojawiły się billboardy promujące przyłączenie się do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.

Jerusalem Post pisze o nowej kampanii:

Apel wolontariuszy o mobilizację młodzieży

Macmillan podkreślił, że Iran próbował zmobilizować młodzież za pomocą tego przekazu, oferując szkolenia z zakresu obsługi broni, czytania map i udzielania pierwszej pomocy niezbędne w strefach działań wojennych. Działania te miały być częścią kampanii mającej na celu rozszerzenie oddziałów w stylu Basidż poza „zwykłych” zwolenników.

Nowa marka bojowników pokaże Irańczykom i Zachodowi, że reżim „nadal potrafi organizować masowe uczestnictwo po miesiącach napięć”, pomimo zawirowań gospodarczych, wojny i brutalnego tłumienia protestów – powiedział.

„To apel wolontariuszy, przekazywany oficjalnymi kanałami i masową pocztą SMS. To oficjalna infrastruktura kampanii rządu irańskiego, komunikat mobilizacji polityczno-wojskowej, a nie neutralne ogłoszenie w służbie publicznej” – zauważył.

Po drugie, irańskie źródła donoszą , że prominentny irański poseł twierdzi, iż grupa parlamentarzystów przygotowała „pilny projekt ustawy” w sprawie wycofania się Iranu z ustawy o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Projekt ustawy ma zostać poddany pod głosowanie po zatwierdzeniu go przez „radę przewodniczącego” parlamentu.

Najbardziej uderzającą częścią wywiadu posła jest jego bezpośrednie wezwanie do tego, aby Iran uzyskał broń jądrową, biorąc pod uwagę, że agresja USA sprawiła, że ​​stało się to „nieuniknioną koniecznością”:

„Lepiej jest przeprowadzić niezbędne testy broni jądrowej tak szybko, jak to możliwe”, ponieważ Iran potrzebuje odstraszania nuklearnego, a posiadanie broni jądrowej jest obecnie „nieuniknioną koniecznością”.

Oczywiście, nie możemy przesadzać, ponieważ tacy zapalczywi ustawodawcy już się pojawili, a inicjatywa prawdopodobnie nie przyniesie żadnych rezultatów, zwłaszcza że prezydent Iranu Pezeshkian nadal sprzeciwia się pozyskiwaniu broni jądrowej. Wszystko to jednak pokazuje, że irańscy przywódcy i naród stają się coraz bardziej twardzi, jednocząc się wokół zjednoczonego rdzenia i traktują ataki osi amerykańsko-izraelskiej na ich kraj jako egzystencjalne zagrożenie, z którym należy się zmierzyć jak z rakiem, a nie jako z popisem wizerunkowym dla własnych zysków.

W związku z tym CBS „wyciekło” z sieci, ujawniając serię nowych zdjęć przedstawiających nigdy wcześniej niepublikowane sceny zniszczeń w bazach amerykańskich po atakach Iranu:

https://www.cbsnews.com/news/new-photos-damage-us-kuwait-saudi-arabia-iran-drone-missile-attacks

Mario Nawfal podaje listę zniszczonych aktywów :

Aktywni żołnierze przesłali zdjęcia anonimowo.

Słowa jednego z żołnierzy: „Nie bronimy tych baz. Po prostu patrzymy, jak są niszczone”.

Zdjęcia rzekomo przedstawiają: –

Baza Lotnicza Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej:E-3 Sentry z ogonem oderwanymod zwęglonego kadłuba.

– Baza Lotnicza Prince Sultan: opustoszałe budynki i koszary stojące obok nienaruszonych betonowych murów obronnych, fortyfikacji zbudowanych dla moździerzy i granatów w wojnie toczonej z odległości 300 mil.

– Obóz Buehring w Kuwejcie: zniszczone rzędy przyczep na głównym obszarze postoju wojsk lądowych i pancernych.

– Obóz Buehring: spalone pojazdy na otwartej przestrzeni.

– Obóz Arifjan w Kuwejcie: uszkodzenia konstrukcyjne budynku w największym amerykańskim centrum logistycznym w regionie.

– IG naliczył prawie 60 utraconych samolotów i 3,7 miliarda dolarów strat w sprzęcie w ośmiu krajach.

Hegseth nazwał pociski, które zabiły sześć osób w Shuaiba, „sikawkami”, co oznacza pocisk, który przedostaje się przez działającą obronę.

Na zdjęciach widać, że obrona nie działa, a ludzie w środku ogrodzenia o tym wiedzą.

Źródło: CBS News / Autor: Daniel

W nowym raporcie Pentagonu wymieniono „oficjalne straty” poniesione w wyniku nieudanej wojny:

Niektórzy analitycy przeliczyli te liczby i doszli do wniosku, że straty poniesione w trakcie operacji Epic Fury w każdym locie bojowym były jednymi z najwyższych w historii USA:

Oczywiste jest, że Iran dopiero zaczyna, a historyczny błąd Trumpa zapoczątkował odnowę narodową, która prawdopodobnie nigdy więcej nie wyhamuje, teraz, gdy dżin został wypuszczony z butelki, a bezprecedensowa słabość USA została ujawniona.

Patruszew: Sikorski to ignorant i megaloman

Patruszew: Sikorski to ignorant i megaloman

Wypowiedzi Radosław Sikorskiego w Kijowie, w których przekonywał, że w razie konfliktu zbrojnego – Rosja zostanie pokonana w sześć tygodni – odbiły się szerokim echem w Moskwie. Wypowiedział się na ten temat, na [portalu aif.ru,  doradca prezydenta Władimira Putina Nikołaj Patruszew:

„Polski minister spraw zagranicznych Radsław Sikorski, przemawiając w Kijowie, powiedział, że jeśli Rosja zaatakuje Polskę, Warszawa pokona Moskwę, ponieważ ma ona przytłaczającą przewagę militarną. Co to jest, pusta brawura czy te słowa należy traktować poważnie?

————————————————————————————–

Na to pytanie aif.ru zwrócił się do asystenta prezydenta Rosji Nikołaja Patruszewa.

Witalij Cepljajew, aif.ru: Nikołaj Platonowiczu, spotkał się pan kiedyś z Sikorskim. Jak traktować jego słowa?

Nikołaj Patruszew: Tak, spotkałem się z Sikorskim wiele lat temu. Zaskoczył mnie swoją ignorancją w dziedzinie historii i Rosji. Z radością stwierdził, że nigdy nie był w Petersburgu, nie miał pojęcia o soborze św. Izaaka i innych ikonicznych miejscach miasta.

Dziś Sikorski i inni przedstawiciele polskiej elity twierdzą, że  restytuują  polską wielkość. W rzeczywistości reanimują niezdrowe ambicje, ogłaszając plany ożywienia „Polski od morza do morza”, stworzenia „kordonu sanitarnego” przeciwko Rosji oraz ochrony Europy przed mitycznym „rosyjskim zagrożeniem”. Zafascynowany militaryzmem, Sikorski nie chce słyszeć słów prezydenta Rosji, że Rosja nikomu nie zagraża, a nasz kraj nie ma powodu, by prowadzić operacje wojskowe przeciwko Europie.

Wygląda na to, że polscy przywódcy zapomnieli lekcje historii. Zapomnieli, jak oddziały Minina i Pożarskiego na początku XVII wieku wyrzuciły ich przodków z naszego kraju. Zapomnieli, ile pieniędzy Imperium Rosyjskie inwestowało w Królestwo Polskie, które, nawiasem mówiąc, było znacznie bogatsze i wolne niż inne części imperium. Warszawa depcze także pamięć o roli Związku Radzieckiego w wyzwoleniu Polski spod okupacji nazistowskiej, w przywróceniu suwerenności i władzy oraz w powojennym dobrobycie.

Innymi słowy, w swoim rusofobicznym szaleństwie Sikorski, podobnie jak jego długoletni poprzednicy, raz po raz pokazuje niechęć do zapewnienia pokojowego istnienia Polski, dobrobytu jej mieszkańców, a zamiast tego depcze na tym samym historycznym bagnie.

Jeśli chodzi o ocenę siły Warszawy, szef polskiej dyplomacji wyraźnie dyletancko ocenia siłę militarną naszego kraju, nie chcąc zrozumieć, że podczas specjalnej operacji wojskowej rosyjskie siły zbrojne wcale nie wykorzystują pełnego potencjału. Mówiąc o przewadze militarnej Polski nad Rosją, Sikorski najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy, że w przypadku przystąpienia Polski do działań wojennych z Rosją nasz kraj wykorzysta cały arsenał sił i środków, które ma do dyspozycji, a państwowość Polska przestanie istnieć w ciągu 2-3 dni”.

Osama bin Trump

A teraz słówko od naszego potwora – Mr. Fish

====================================

Osama bin Trump

Autorstwa Chrisa Hedgesa

Nasze nadmierne imperialne rozszerzenie rozpoczęło się 25 lat temu od wojny z terroryzmem. Teraz zbliża się ponury koniec wraz z wojną Donalda Trumpa z Iranem.

Donald Trump, którego wojna z Iranem jest największym strategicznym błędem w historii Stanów Zjednoczonych, nie jest odpowiedzialny za początek upadku amerykańskiego imperium, ale ponosi odpowiedzialność za jego katastrofalny koniec.

To już koniec.

Bazy USA w bogatej w ropę naftową Zatoce Perskiej zostały uszkodzone lub zniszczone i spodziewam się, że nie zostaną odbudowane. Nasi sojusznicy, nawet ci w Europie, odwracają się od nas. Dekadencja i niemoralność amerykańskiego społeczeństwa, ucieleśnione wulgarnością, otępiającą ignorancją i okrucieństwem Trumpa, są cechami definiującymi imperium. Globalne Południe, zbulwersowane rażącym lekceważeniem przez imperium międzynarodowego prawa humanitarnego – w tym jego przyzwoleniem na ludobójstwo w Strefie Gazy – postrzega nas jako wroga. Więzienie Abu Ghraib mogło zniknąć z naszej zbiorowej pamięci, ale dla reszty świata obrazy amerykańskich żołnierzy i kontrahentów sadystycznie upokarzających i torturujących uwięzionych Irakijczyków zastąpiły „disneyowską” wersję Ameryki, którą kiedyś kreowaliśmy. Wojna z Iranem, która zakłóciła globalne dostawy ropy, szybko spycha światową gospodarkę na skraj przepaści.

Toniemy. I zabieramy ze sobą wielu.

Osama bin Laden może spoczywać w wodnym grobie na Morzu Arabskim. Al-Kaida może być zaledwie cieniem samej siebie. Ale najgłębsze pragnienia bin Ladena spełniły się w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat dzięki poważnym błędom w kalkulacjach imperium – roztrwonieniu bilionów dolarów na militarne klęski i dojściu do władzy naszej wersji „Ubu Roi”, Donalda J. Trumpa.

Zamiast pokonać rzekomych wrogów, Stany Zjednoczone pozwoliły im rosnąć w siłę. One i ich kolonia, Izrael, są najbardziej znienawidzonymi narodami na świecie. Każdy postęp Iranu w asymetrycznej wojnie z imperium jest witany z aplauzem na całym świecie.

Upokarzające porażki, marnotrawstwo zasobów i co najmniej 8 bilionów dolarów wydanych na kolejne wojny, które pochłonęły szacunkowo 4,5 do 4,8 miliona ofiar, doprowadziły do ​​wyniszczenia imperium. Jego infrastruktura rozpada się. Demokratyczne instytucje są bezsilne. Imperium przetrwało dzięki niemożliwemu do utrzymania zadłużeniu w wysokości 40 bilionów dolarów. Perły demokracji, takie jak system edukacji, uczciwe wybory i wolna prasa, zostały zdyskredytowane i zdeprecjonowane.

Pozbawiona praw klasa robotnicza, sparaliżowana niepewnością ekonomiczną i rządem, który stopniowo demontuje programy socjalne utrzymujące biednych ludzi na powierzchni, jest pod wpływem propagandy wmawiana, że ​​widoczny upadek jest dziełem zdrajców i wewnętrznych wrogów. To skłoniło zwolenników Trumpa do zwrócenia się przeciwko samym instytucjom i ideałom, które miały podtrzymywać demokrację. Zwyczajowi cele faszyzmu – „radykalna lewica”, muzułmanie, imigranci, intelektualiści, artyści, osoby czarnoskóre i dziennikarze – są prześladowani na mocy przepisów takich jak ustawa o szpiegostwie. Kłamstwa przenikają media, wzmacniając samooszukiwanie się, że gdy tylko wewnętrzni wrogowie zostaną uciszeni lub wykorzenieni, powrócą dni chwały imperium – czasy hiper-nacjonalizmu, patriarchatu, bezpieczeństwa pracy i białej supremacji.

Przemoc wobec wrogów wewnętrznych i oszustwa wyborcze są otwarcie popierane przez Trumpa i jego otoczenie, pochlebców, klaunów, oszustów i chrześcijańskich faszystów. Próba przekupienia wyborców obietnicą 5000 dolarów w przypadku zwycięstwa Republikanów w wyborach uzupełniających – w połączeniu z pogardą Trumpa dla porządku konstytucyjnego – to jawne przyznanie, że amerykańska demokracja to farsa.

George W. Bush, powołany na urząd prezydenta dekretem sądowym, zasiał te ziarna bezprawia i bezkarności. Trump sprawił, że rozkwitły.

Bandyci z Służby Imigracyjnej i Celnej (ICE), zamaskowani i cieszący się taką samą bezkarnością, jaka umożliwiła tortury i zabijanie niewinnych w Iraku i Afganistanie, terroryzują amerykańskie miasta. Przeprowadzają naloty w stylu wojskowym na nieuzbrojonych cywilów, niczym nie różniące się od tych przeprowadzanych przez imperium w Falludży czy prowincji Helmand w Afganistanie. Tworzą sieć nędznych wewnętrznych obozów koncentracyjnych.

Narzędzia zniewalania stosowane przez imperium za granicą – w tym ograniczanie swobód obywatelskich i wprowadzenie masowej inwigilacji – zostały zalegalizowane w kraju wraz z uchwaleniem Patriot Act, wraz z jego listami obserwacyjnymi, informatorami oraz profilowaniem rasowym i religijnym.

Upadające imperia narzucają swoim obywatelom tyranię, która jest aż nazbyt dobrze znana tym podporządkowanym za granicą.

Byłem na Bliskim Wschodzie, kiedy wszystko poszło nie tak. Prawie cały świat muzułmański był przerażony atakami z 11 września. Odbyły się masowe publiczne manifestacje solidarności, w tym czuwania przy świecach w Iranie. Gdybyśmy budowali na tym współczuciu, zamiast demonizować muzułmanów i zadawać cierpienie i śmierć milionom ludzi na Bliskim Wschodzie, bylibyśmy dziś o wiele bezpieczniejsi.

Zamiast tego piliśmy do syta z trującego eliksiru nacjonalizmu. Naiwnie wierzyliśmy, że zostaliśmy zaatakowani – jak powiedział Bush – ponieważ „nienawidzą naszych wolności”, a nie z powodu naszego poparcia dla apartheidu i ludobójczego państwa Izrael, naszej bezdusznej obojętności wobec ludzkiego życia poza naszymi granicami – w tym zabicia ponad miliona ludzi w Iraku w wyniku sankcji USA – i naszego poparcia dla brutalnych arabskich dyktatur.

Wśród zniszczeń, jakie pozostawiły po sobie nasze niekończące się wojny, znajdują się: zagłada całych miast, 940 000 bezpośrednich ofiar na terenach objętych konfliktem zbrojnym po 11 września, od 3,6 do 3,8 miliona pośrednich ofiar oraz 38 milionów przesiedleńców.

Porywacze wybrali masową śmierć i zniszczenie na tle panoramy miasta, aby wysłać wiadomość. Mówili językiem, którego ich nauczyliśmy. To przesłanie, które nasze myśliwce, pociski i drony dostarczyły z Wietnamu do Iraku. Nie posłuchaliśmy. Naiwnie wierzyliśmy, że możemy przekształcić Bliski Wschód na nasze podobieństwo, za pomocą naszej armii.

Porażka wojny z terroryzmem to nie tylko porażka moralna. To porażka strategiczna. Odmówiliśmy zadania oczywistego pytania: dlaczego tak wielu ludzi poza naszymi granicami odczuwało wobec nas tak silną wrogość, że byli gotowi zabić siebie i tysiące naszych współobywateli?

Ci z nas, którzy odważyli się zadać te pytania dwadzieścia pięć lat temu, zostali oczernieni jako zwolennicy terroryzmu i uciszeni.

Jedynym sposobem na pokonanie terroryzmu jest izolowanie tych, którzy dokonują aktów terrorystycznych w ich własnych społeczeństwach. Chodzi o budowanie sieci zrozumienia i solidarności. My zrobiliśmy coś przeciwnego. Staliśmy się terrorystami, których rzekomo pokonaliśmy. Zrobiliśmy dokładnie to, czego oczekiwał od nas Bin Laden. Pokonaliśmy samych siebie.

Trump przewodzi ostatniemu aktowi.

Źródło: Osama Bin Trumphttps://chrishedges.substack.com/p/osama-bin-trump?utm_source=post-email-title&publication_id=778851&post_id=215418509&utm_campaign=email-post-title&isFreemail=true&r=3uby4s&triedRedirect=true&utm_medium=email

Trump oskarżył Ukrainę za wysokie ceny oleju napędowego na świecie

Donald Trump oskarżył Ukrainę

za wysokie ceny

oleju napędowego na świecie

admin3 wt., 15/09/2026 zmianynaziemi/donald-trump-oskarzyl-ukraine-za-wysokie-ceny-oleju-napedowego-na-swiecie

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump poinformował w poniedziałek, 14 września 2026 r., że Ukraina zgodziła się nie atakować rosyjskich celów energetycznych, a Rosja zobowiązała się do analogicznego postępowania. Jednocześnie stwierdził, że wzrost światowych cen oleju napędowego wynika głównie z wojny rosyjsko-ukraińskiej, a nie z konfliktu z Iranem.

Oświadczenie padło dzień po tym, jak Trump podczas wizyty w Irlandii wezwał Wołodymyra Zełenskiego do zaprzestania uderzeń w rosyjskie rafinerie i instalacje produkujące olej napędowy. „Pan Zełenski musi zrobić jedną rzecz. Musi przestać niszczyć olej napędowy w Rosji. Niech atakuje inne cele, ale nie olej napędowy, ponieważ powoduje to niedobory” – powiedział amerykański prezydent dziennikarzom na polu golfowym w Doonbeg. Dodał, że rozmawiał już na ten temat z ukraińskim przywódcą i że „szkodzi to światu”. Podkreślił też, że problem nie wynika z sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Ceny oleju napędowego osiągnęły w ostatnich dniach historyczne maksima. W Stanach Zjednoczonych średnia cena galona diesla przekroczyła 6 dolarów i w niedzielę wynosiła około 6,20 dolara, co oznacza wzrost o niemal 65 proc. od końca lutego, gdy Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły działania przeciwko Iranowi. W Polsce olej napędowy kosztuje obecnie średnio około 8,64–8,76 zł za litr, a na niektórych stacjach cena zbliża się do 9 zł. Analitycy przewidują dalsze podwyżki w najbliższych dniach.

Konflikt na Bliskim Wschodzie, trwający od lutego, poważnie ograniczył eksport ropy i produktów naftowych z regionu Zatoki Perskiej, w tym przez cieśninę Ormuz. Jednocześnie Ukraina od miesięcy prowadzi kampanię ataków dronami dalekiego zasięgu na rosyjskie rafinerie. Uderzenia te zmniejszyły produkcję paliw w Rosji, wywołały niedobory na rynku wewnętrznym i skłoniły Moskwę do wprowadzenia zakazu eksportu oleju napędowego. Rosja, jeden z największych światowych producentów i eksporterów diesla, wycofała z rynku znaczące ilości paliwa.

Eksperci wskazują, że oba konflikty nakładają się na siebie i obciążają globalny system rafineryjny. Międzynarodowa Agencja Energetyczna odnotowała, że w sierpniu eksport diesla i oleju gazowego z krajów Zatoki spadł do zaledwie około jednej czwartej poziomu sprzed wojny z Iranem. Ukraińskie ataki na rosyjskie instalacje dodatkowo pogłębiły niedobory produktów rafinowanych.

Ukraina traktuje rosyjską infrastrukturę naftową jako legalny cel wojskowy. Kijów argumentuje, że przemysł energetyczny finansuje rosyjską inwazję i zasila armię. Ataki mają osłabić zdolności wojenne Moskwy i zmniejszyć jej przychody z eksportu. Jeszcze 11 września prezydent Zełenski zaproponował Rosji „rozejm energetyczny” – wzajemne powstrzymanie się od ataków na obiekty energetyczne – oraz odblokowanie żeglugi na Morzu Czarnym. Zaznaczył, że jeśli Rosja będzie uderzać w ukraiński system energetyczny, Ukraina odpowie analogicznie.

Kreml przyjął wezwanie Trumpa pozytywnie. Rzecznik Dmitrij Pieskow oświadczył, że każde wezwanie do zaprzestania ataków na cywilną infrastrukturę gospodarczą zasługuje na poparcie. Jednocześnie Moskwa podkreśliła, że główna przyczyna zaburzeń na światowych rynkach energetycznych leży w eskalacji w regionie Zatoki Perskiej. Nie potwierdzono oficjalnie istnienia nowego, formalnego porozumienia ogłoszonego przez Trumpa. Zełenski zapowiada, że podczas ewentualnego spotkania z Trumpem w Nowym Jorku pod koniec września będzie zabiegał o zawieszenie broni w sferze energetycznej i na Morzu Czarnym.

Wysokie ceny paliw stają się istotnym czynnikiem politycznym przed listopadowymi wyborami uzupełniającymi w Stanach Zjednoczonych. Diesel napędza transport towarowy, rolnictwo i przemysł, więc jego drożyzna przekłada się na inflację i koszty życia. Administracja Trumpa wielokrotnie wskazywała ataki ukraińskie jako jeden z elementów „szoku energetycznego”, obok wojny z Iranem. Sekretarz skarbu Scott Bessent mówił wcześniej o presji cenowej wynikającej z niszczenia rosyjskich aktywów energetycznych.

Trump nie podał szczegółów dotyczących momentu zawarcia rzekomego porozumienia, jego zakresu ani mechanizmów weryfikacji. Obie strony konfliktu regularnie atakują infrastrukturę energetyczną przeciwnika, a zima zbliża się zarówno na Ukrainie, jak i w Rosji. Wzajemne uderzenia w rafinerie, elektrownie i sieci przesyłowe stanowią ważny element strategii obu stron.

Ogłoszenie Trumpa wpisuje się w szersze wysiłki amerykańskiej dyplomacji zmierzające do deeskalacji i ewentualnego porozumienia pokojowego. Specjalni wysłannicy prowadzą rozmowy zarówno z Kijowem, jak i Moskwą. Częściowe zawieszenie ataków na cele energetyczne mogłoby stanowić pierwszy krok, ale dotychczasowe doświadczenia pokazują, że takie deklaracje bywają krótkotrwałe.

Dla Polski i Europy Środkowej rosnące ceny oleju napędowego oznaczają wyższe koszty transportu i produkcji. Krajowy rynek paliw jest silnie powiązany z notowaniami ropy Brent, które przekroczyły 100–110 dolarów za baryłkę. Dalszy rozwój sytuacji zależy od tego, czy ogłoszone przez Trumpa zobowiązania zostaną potwierdzone i przestrzegane przez obie strony, a także od przebiegu konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Źródła:

https://www.rp.pl/konflikty-zbrojne/art45139631-trump-ros…

https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-trump-rosja-i-ukrai…

https://wydarzenia.interia.pl/ukraina-rosja/news-zaskakuj…

https://wiadomosci.wp.pl/trump-oglsza-przelom-ws-wojny-ro…

https://wiadomosci.gazeta.pl/swiat/7,198075,33023572,trum…

Rosyjski dyplomata o wypowiedziach Sikorskiego: „powinni je komentować ludzie w białych fartuchach”

Radosław Sikorski, fot. MSZ

Rosyjski dyplomata o wypowiedziach Sikorskiego: „powinni je komentować ludzie w białych fartuchach”

15 września 2026 kresy/rosyjski-dyplomata-o-wypowiedziach-sikorskiego-powinni-je-komentowac-ludzie-w-bialych-fartuchach

Wiceminister spraw zagranicznych Rosji, Aleksandr Gruszko odniósł się do niedawnych zdecydowanych wypowiedzi Radosława Sikorskiego na temat zdecydowanego odstraszania Moskwy.

„Szczerze mówiąc, nie chcę komentować wypowiedzi Sikorskiego, ponieważ uważam, że powinni je komentować ludzie w białych fartuchach” – zauważył Gruszko. „To zaskakujące, że minister spraw zagranicznych wygłasza takie oświadczenia, które, po raz kolejny, eskalują napięcia i stwarzają zagrożenia dla samej Polski. Wyglądało na to, że jako minister spraw zagranicznych był opłacany za robienie wszystkiego, co w jego mocy, aby wzmocnić [osłabić?? md] bezpieczeństwo Polski” – dodał rosyjski wiceminister.

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski wezwał NATO do organizowania bardziej intensywnych ćwiczeń wojskowych w pobliżu rosyjskiego obwodu królewieckiego. Wypowiedź padła podczas dorocznego konferencji Yalta European Strategy w Kijowie organizowanej przez fundację ukraińskiego oligarchy Wiktora Pinczuka.

„Gdyby Rosja nas zaatakowała, a my podjęlibyśmy rękawice, uważam, że pokonalibyśmy Rosję dość szybko. Mamy przytłaczającą przewagę nad Rosją w powietrzu” – powiedział Sikorski.

Szef polskiej dyplomacji oszacował, że państwa NATO dysponują łącznie około 2,5 tys. samolotów. Podkreślił, że przewaga nad rosyjskim lotnictwem pozostałaby znacząca nawet bez uwzględnienia sił Stanów Zjednoczonych. Wspomniał również o myśliwcach F-35, pociskach manewrujących JASSM i innych środkach pozwalających na atakowanie celów na dużych odległościach.

Te wypowiedzi skomentowała również rzeczniczka rosyjskiego MSZ, Maria Zacharowa, która stwierdziła, że wypowiedź szefa polskiej dyplomacji jest przykładem „rusofobii, która uderzyła do głowy”.

tass.ru/kresy.pl

Wojna zbliża się do granic Polski

Wojna zbliża się do granic Polski

Rosyjskie rakiety uderzyły w kilka celów na Ukrainie niedaleko granicy z Polską. Mówi o tym Tomasz Piekielnik w 56-minutowym podcaście zatytułowanym „Rosja uderza 800 metrów od Polski. Co naprawdę trafiono”:

Pod filmem-wideo znajduje się dość szczegółowy opis przedstawionych problemów:

Rosyjskie drony uderzyły wyjątkowo blisko polskiej granicy. Po ukraińskiej stronie, w rejonie przejścia Dorohusk–Jagodzin, trafiona została stacja paliw. Straż Graniczna informowała początkowo o odległości około 800 metrów od przejścia, a wybuch był słyszalny i odczuwalny po polskiej stronie. Czasowo wstrzymano odprawy, uruchomiono syreny oraz alerty RCB, a wojsko poderwało lotnictwo.

Ale już kilka godzin później pojawiły się bardzo istotne sprostowania.

Media początkowo informowały o uderzeniu w ciężarówkę lub kolumnę ciężarówek oraz o trafieniu lokomotywy pociągu pasażerskiego Kijów–Warszawa. Donald Tusk po odprawie służb powiedział wprost, że Polska tych informacji nie potwierdza. Potwierdzono natomiast uderzenie w stację benzynową lub jej bezpośrednie okolice oraz atak na infrastrukturę kolejową. Nie stwierdzono również żadnego naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.

Na naradzie premiera Tuska pojawił się także wątek cystern z paliwem jadących z Polski na Ukrainę. Sam transport paliwa tym korytarzem jest faktem — Dorohusk–Jagodzin jest ważnym szlakiem logistycznym, którym przewozi się także paliwa. 

Jeszcze ciekawszy jest drugi atak na infrastrukturę kolejową. Z rejonu wracała grupa zachodnich polityków i ekspertów po konferencji w Kijowie. Byli wśród nich były premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson, były premier Szwecji Carl Bildt oraz wysoki rangą doradca kanclerza Niemiec Günter Sautter. Inny skład w regionie przewoził byłego dyrektora CIA Davida Petraeusa.

Donald Tusk zwołał pilną naradę i zapowiedział przejście państwa w ‚tryb bardzo wzmocniony’. Premier mówi, że polskie i zagraniczne służby wcześniej ostrzegały przed możliwymi rosyjskimi próbami dezorganizowania przejść granicznych i że w kolejnych tygodniach należy oczekiwać zwiększonej aktywności Rosji (Tomasz Piekielnik).

** * * * * *

ZB: Warto wysłuchać wypowiedzi Tomasza Piekielnika, bo powyższe streszczenie jest tylko bladym odbiciem przedstawionej treści. Prelegent twierdzii m.in., że jest w opisanych sprawach mnóstwo dziwnych okoliczności i pyta: „Co tam na Ukrainie robili Borys Johnson i inni europejscy notable ewakuowani z pociągu?”

Wczoraj na popołudniowej naradzie rządowego sztabu Donald Tusk sprostował niektóre doniesienia. Nie potwierdził medialnych informacji, jakoby został trafiony pociąg osobowy, natomiast zaatakowany był pociąg towarowy znajdujący się na bocznicy. Premier III RP przewiduje (od dawna zresztą), że eskalacja przeniesie się niebawem na teren Polski.

Co może nas niepokoić? – Otóż politycy, jak i dziennikarze straszą nas rosyjską agresją. Nikt nie poddaje analizie tego, że konfrontacyjna polityka rządu naraża nas na wejście do nie swojej wojny. Nikt nie pyta, jakie korzyści mamy z angażowania się w poparcie kijowskiego reżimu i co uczynili politycy III RP, by odsunąć widmo nieszczęścia.

Pyta prelegent, które z niedzielnych wydarzeń były operacjami fałszywej flagi. Nie udało mu się znaleźć dowodów wykluczających Rosję. Trzeba wziąć pod uwagę ewentualność, że mogły to być rosyjskie ataki. Być może Kreml ma już dość licznych ukraińskich ataków w głąb Rosji i niezliczonych prowokacji ze strony Zachodu i postanowił atakować bardziej zdecydowanie.

Opracował: Zygmunt Białas

11 września [9/11] i 25 lat „niekończących się wojen”… Raczej 250 lat.

11 września 2026 r. © Zdjęcie: Domena publiczna

11 września i 25 lat „niekończących się wojen”… raczej 250 lat.

Od 2001 roku Stany Zjednoczone prowadzą politykę „niekończących się wojen” lub „nieustannych wojen”.

Dwadzieścia pięć lat temu, w tym tygodniu, Stany Zjednoczone i świat zostały wstrząśnięte atakiem terrorystycznym znanym jako 11 września [9/11], w którym cztery cywilne samoloty pasażerskie zostały porwane i rozbite, aby zabić jak najwięcej niewinnych ludzi.

Liczba ofiar śmiertelnych 11 września 2001 roku sięgnęła prawie 3000, co stanowi najwyższą liczbę ofiar na amerykańskiej ziemi w ciągu jednego dnia od czasów wojny secesyjnej (1861–1865). Dla porównania, japoński atak na Pearl Harbor 7 grudnia 1941 roku pochłonął 2400 ofiar, głównie wśród żołnierzy amerykańskich.

Niezapomnianym obrazem grozy tamtego poranka było „uderzenie dwóch samolotów pasażerskich w wieże World Trade Center w Nowym Jorku. Trzeci samolot pasażerski uderzył w Pentagon, a czwarty rozbił się na polu w Pensylwanii„.

Wiele pytań dotyczących tego wydarzenia, uważanego za największy atak terrorystyczny w historii Stanów Zjednoczonych, pozostaje bez odpowiedzi. Jak 19 podejrzanych o porywaczy z Al-Kaidy, którzy byli obserwowani przez amerykańskie służby bezpieczeństwa w tygodniach poprzedzających atak, zdołało dokonać takiego przedsięwzięcia? Dlaczego wieże World Trade Center, w tym pobliski WTC 7, nagle runęły, niczym w swobodnym spadku?

Jedno jest jednak jasne: Władze USA wykorzystały szok i konsternację po wydarzeniach z 11 września do prowadzenia wojen za granicą w imię walki z terroryzmem. Paul Wolfowitz, jeden z pierwszych zwolenników post-zimnowojennej „pełnospektralnej dominacji” – czyli nieograniczonej globalnej potęgi militarnej USA – mówił o potrzebie „nowego Pearl Harbor” jako pretekstu do mobilizacji.

Niezliczone osoby ubolewały nad tym, że od 2001 roku Stany Zjednoczone wkroczyły na ścieżkę „niekończących się wojen” lub „wiecznych wojen”.

Jak napisał w tym tygodniu William Astore, wnikliwy amerykański komentator: „Najważniejszym dziedzictwem 11 września jest tragedia permanentnych wojen”.

Dodał: „Jeśli masz 25 lat lub mniej i mieszkasz w Ameryce, nigdy nie zaznałeś czasu, kiedy twój kraj nie był w stanie wojny… Wojna jest postrzegana jako naturalny stan Ameryki”.

Amerykańska stacja informacyjna CNN również skomentowała: „Dwadzieścia pięć lat temu bieg amerykańskiej historii zmienił się w ciągu jednego poranka”.

Ostatnie ćwierćwiecze rzeczywiście naznaczone było niekończącą się serią wojen prowadzonych przez Stany Zjednoczone, niekiedy przy wsparciu sojuszników z NATO. Począwszy od pierwotnych celów zemsty, Afganistanu i Iraku, siły amerykańskie zaatakowały kilka innych państw w imię „wojny z terroryzmem” – wszystkie z wątpliwym mandatem prawnym.

Szacuje się, że wojny po 11 września w wielu krajach – od Afryki, przez Bliski Wschód, po Azję – pochłonęły prawie pięć milionów ofiar śmiertelnych w wyniku bezpośredniej przemocy, chorób lub głodu.

Uważa się, że dodatkowe 38 milionów ludzi zostało przesiedlonych z tych regionów w wyniku wojen prowadzonych przez USA, co stworzyło ogromne problemy humanitarne i polityczne poprzez masową migrację do Ameryki Północnej i Europy.

Rzeczywiście, historia przybrała karygodny obrót od 2001 roku, ponieważ wojny prowadzone przez USA poważnie podważyły ​​prawo międzynarodowe i stworzyły klimat bezprawia i bezkarności.

Należy również podkreślić, że amerykańskie prawo wewnętrzne i prawa demokratyczne zostały śmiertelnie podważone przez eskalację ery bezprawnej wojny. W ciągu kilku tygodni od wydarzeń z 11 września Kongres Stanów Zjednoczonych uchwalił ustawę Patriot Act, która przyznała agencjom bezpieczeństwa bezprecedensowe uprawnienia do inwigilacji obywateli zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i na całym świecie.

Upoważnienia prawne do wszczynania wojen i monitorowania obywateli nigdy nie zostały cofnięte. Stworzyło to w pełni rozwinięte, wojownicze państwo policyjne.

Jednak biorąc to wszystko pod uwagę, istnieje jeszcze jedna kluczowa perspektywa do rozważenia. Ostatnie 25 lat nieprzerwanych działań wojennych prowadzonych przez Stany Zjednoczone nie jest w rzeczywistości nowym wydarzeniem historycznym. Te przesiąknięte krwią ostatnie 25 lat nie jest anomalią, ani przypadkową ofiarą jednego dnia terroru.

W tym roku przypada również 250. rocznica powstania Stanów Zjednoczonych jako nowoczesnego państwa.

W tym ćwierćwieczu (1776–2026) Stany Zjednoczone nieustannie toczyły wojny, o czym świadczą dane Kongresu i prace historyków takich jak David Vine i William Blum. Żaden inny kraj nie dorównuje Stanom Zjednoczonym pod względem liczby konfliktów i częstotliwości aktów przemocy militarnej, w które były zaangażowane na wszystkich kontynentach od momentu powstania republiki w 1776 roku.

Wojny i rzeź innych ludzi stanowią sedno historii podboju Ameryki Północnej przez europejskich kolonizatorów i przekształcenia Stanów Zjednoczonych w mocarstwo imperialistyczne.

To przerażający zapis ludobójstwa i wojen, który trwa do dziś.

Prawda jest taka: niekończące się wojny są nieodłączną częścią Stanów Zjednoczonych nie tylko od 2001 roku, ale od 1776 roku. To nie tylko 25 lat niekończących się wojen, ale 250 lat.

Ta przemoc jest ukrywana pod różnymi pretekstami lub egoistycznymi narracjami propagandowymi, takimi jak „Manifest Destiny”, doktryna Monroe’a, „obrona wolnego świata”, a ostatnio „wojna z terroryzmem”. Zawsze znajdzie się jakaś wymówka, którą przywołują amerykańscy przywódcy i podległe im media, by usprawiedliwić to, co jest po prostu rażącym barbarzyństwem, bezprawiem i terroryzmem państwowym. Zbytnie
skupianie się na błahych pretekstach wojen i przemocy ze strony USA to jedynie odwracanie uwagi. Najważniejszą kwestią jest nieustanna praktyka wojny i podbojów.

Obecny prezydent USA, Donald Trump, został wybrany, ponieważ obiecał położyć kres „niekończącym się wojnom”. Od czasu swojego drugiego powrotu do Białego Domu w styczniu 2025 roku Trump zbombardował co najmniej siedem krajów: Iran, Irak, Nigerię, Somalię, Syrię, Wenezuelę i Jemen. Ponadto, Stany Zjednoczone działają w sprawach trzech kolejnych państw: Libanu, Palestyny ​​i oczywiście Rosji poprzez zbrojenie Ukrainy przez NATO. To całkiem imponujący rejestr zbrodni jak na kogoś, kto obiecał być „prezydentem pokoju”.

Nie chodzi tu jednak tylko o jedną obłąkaną osobę. Wszyscy 47 prezydentów USA prowadziło wojny pełne przemocy i podbojów. Ta długa, nieodpokutowana historia świadczy o katastrofalnej, egzystencjalnej naturze Stanów Zjednoczonych. Nie są one zdolne do pokojowych, legalnych stosunków z resztą świata, ponieważ ich potęga gospodarcza zależy od nieustannego stosowania siły imperialistycznej. Dotyczy to wszystkich potęg kapitalistycznych, ale jak zauważył Martin Luther King Jr. około 60 lat temu podczas wojny w Wietnamie, Stany Zjednoczone są największym podżegaczem przemocy w historii nowożytnej.

Pod tym względem lata po 11 września nie są wyjątkiem. Wiara w coś innego jest złudzeniem. Owszem, lata te nasiliły pewne odrażające tendencje, takie jak bezprawie, brutalna siła, tortury, masowa przemoc i zabójstwa, a także patologiczne oszustwa i propagandowe kłamstwa. Ale całe to zło i zniszczenie są całkowicie i przerażająco normalne w czasach imperium USA.

Źródło: 11 września i 25 lat „niekończących się wojen”… raczej 250 lat

Kaliber troski o człowieka

Kaliber troski o człowieka

14.09.2026 wolnemedia.net/kaliber-troski-o-czlowieka

Generał dywizji WOT Maciej Urbańczyk wyjaśnia, co oznacza bezpieczeństwo w sytuacji zagrożenia: „Na bezpieczeństwo składają się 4 sektory. Sektor pierwszy to wojsko, odmieniane przez wszystkie przypadki, pokazywane i omawiane w telewizjach, mediach wszelkiego nurtu, internecie i tak dalej. Generalnie skupiamy się tylko na tym, co jest ostrzem działania w warunkach wojny. Nic więcej. Wojsko bez zaplecza przeżyje 7–8 dni, góra. Drugim elementem poza wojskiem jest rezerwa, czyli ci, którzy nie są w czynnej armii, ale powinno ich być co najmniej dwa razy więcej. Mówiąc, że na przykład wojska jest 150 tysięcy, to powinniśmy mieć od razu w zapleczu gotowych około 300 tysięcy rezerwistów. Trzecim elementem jest obrona cywilna, której w ogóle nie ma w Polsce. Nie chodzi o panią czy pana, którzy wskażą: tu może pan wziąć wodę, tam opatrunek, ale mówimy o militarnej obronie cywilnej, w której powinno być milion osób. To milion, który ma broń, jest umundurowany, by w razie »W« był informacją, że to są ludzie, którzy bronią mojej ulicy, dzielnicy, miasta. To są ludzie wyłączeni z powszechnej mobilizacji, bo są przeszkoleni, znają topografię terenu, wiedzą, jak opóźniać ruch wojsk, jak zabezpieczyć swoje rodziny i miasto. Taki milion osób na wzór Finlandii albo Szwajcarii spowoduje, że nie jesteśmy atrakcyjni jako państwo, które można okupować”.

My nie mamy z tego nic.

Generał Polko udziela rad, gdzie uciekać, gdy dojdzie do wojny, minister odpowiedzialny za obronę kraju zapewnił już dawno, że ma przygotowany plecak ucieczkowy. W tempie przyspieszonym przysłano nam „poradniki bezpieczeństwa”, a więc pozostaje liczyć na to, że wojny nie będzie, o co trzeba usilnie starać się, temperując zakusy beznadziejnie panikujących polityków.

W światku dziennikarskim krystalizują się opinie o niecelowości wojen, które są marzeniem garści polityków. Zbierając informacje o nastrojach w Azji, Europie i Ameryce, dziennikarz z Moskwy potrafi rozmawiać sensownie z kolegą w USA.

„Nie ma mowy o demokracji, kiedy ludzie, widząc, jak państwo brnie szkodliwą drogą wiecznej wojny, dostrzegają błędy polityków, by po kolejnych wyborach wszystko znów było robione tak samo. Tak niezmienna jest tylko totalitarna dyktatura, skoro zmiana personalna nie zmienia systemu. Budżet wojskowy, stale usprawiedliwiany zagrożeniem bezpieczeństwa państwa, przez lata z kilku milionów dolarów urósł do 3 trylionów. Idiotycznymi wojnami wywoływane są kolejne fale migracji ludzi do niej zupełnie nieprzygotowanych. Do destabilizacji potrzeba wojny domowej, którą celowo wywołuje się, by zmobilizować fale uciekinierów” – mówi z Moskwy Rick Sanchez – dziennikarz w rozmowie z jego kolegą Tuckerem Carlsonem.

Ten ostatni rozwija wątek: „Jest jeszcze gorzej, bo oparte to jest na kłamstwie i przekrętach, przez co człowiek żyje w iluzji, że ma jakiś wybór. Najwyraźniej widać, że w identyczny sposób jak USA degradowane są cała Europa, Kanada, Australia z Nową Zelandią. Taka sama zapaść demograficzna, zmniejszająca się statystyka urodzin, oficjalnie ateistyczne rządy z problemem masowej migracji, przy bogaceniu się i uprzywilejowaniu niewielkiej grupy osób i równoczesnym ubożeniu reszty społeczeństw. Cały anglojęzyczny Zachód jest zniszczony. Od zakończenia II wojny światowej jej zwycięzcy zostali zniszczeni według tego samego wzorca: cierpienie mas ludzkich i trwoga o pokój”.

Z analizy negatywnych zjawisk Tucker Carlson poddaje krytyce wypowiedzi polityków, którzy: „Mówiąc o bezpieczeństwie, nie dostrzegają liczby 50 milionów migrantów (głównie mężczyzn) przybyłych do USA. Bezpieczeństwo obywateli i granic przestało być istotne, zastąpione zostało kosztowną wojną. Za wojnę najwyższą cenę płacą cywile. Bezpieczeństwo oznaczać powinno obronę kobiet i dzieci. Tymczasem dokonujemy (jako Amerykanie) inwazji na jakiś odległy kraj, by importować wojnę na własny grunt, bo przybysze są niezadowoleni z obiecanego im raju na emigracji”.

Opisując najnowszy przykład zalewu Hiszpanii przez migrantów, Tucker Carlson przytacza oficjalne przyznanie się Izraela do roli sprawcy procederu, gdyż dla Izraela migracja jest rodzajem broni. „Stary Testament” zawiera ideę migracji jako narzędzia wojny. Historycznie zamierzchłym przypadkiem był najazd Mongołów na Rosję.

Bezpośrednie kontakty Ricka Sancheza z mieszkańcami Rosji świadczą, że nigdy nie rozważali oni wojny z Ameryką, dlatego nie rozumieją, dlaczego są obiektem podjudzania i finansowania przez Amerykę wielu państw ościennych do wojny przeciwko Rosji. NATO jako pakt obronny odmówiło członkostwa, gdy z propozycją o nie wystąpił Władimir Putin. Przy aktywnej postawie Condoleezzy Rice wspólnota z Rosją została wykluczona. Było to odkryciem kart, gdyż chodziło o uzyskanie kontroli nad Rosją poprzez stopniowe rozdrobnienie i przejmowanie surowców. Świadomi tego Rosjanie nie mogą zgodzić się na ustępstwa terytorialne.

Przy całej niedoskonałości, jaką jest Rosja, to kraj, gdzie buduje się więcej kościołów niż w Ameryce, pełnej sloganów o chrześcijaństwie i wartościach. Rosyjskie wspólnoty religijne jednoczą ludzi wokół parafii, sprzyjają rodzinom pod patronatem życzliwych zjawisku duchownych.

Tucker Carlson, który bywał w Rosji, przyznaje: „Jako Amerykanin jestem bardzo zaniepokojony, jak popychamy świat w kierunku tej wojny, która zbliża nas do konfliktu światowego. Martwi jeszcze bardziej, jak dalece Amerykanie nie mają o tym wiedzy. Chce mi się krzyczeć, kiedy patrzę i słucham przebiegu wojny na Ukrainie, która jest nielegalna, a dzieje się wbrew interesom Ameryki i jej obywateli. Rząd Ameryki jest największą instytucją, jaką sformowano w historii ludzkości, a został przejęty przez ludzi wykorzystujących siłę i pozycję, dlatego klasa rządząca jest zepsuta. Mamy relacje podobne jak w rodzinie, w której zawiódł ojciec – obrońca i żywiciel. Dzięki silnemu ojcu rodzina rozwija się. W procesie wyborczym, gdy dwie partie czynią to samo, skutkiem czego ludzie nienawidzący się jako elektoraty z pozoru różnych partii są zdradzeni. Winić za to zjawisko należy zgodę wybrańców, jako zwycięzców wyborczych, bo ustawiając wyborców przeciwko sobie pozorowanymi animozjami, postępują identycznie, by zwyciężał interes partyjny, a nie – społeczny czy państwowy”.

Polskie rozważania o wojnie wśród komentatorów polityki nie biorą pod uwagę wykorzystania starań o to, by do wojny nie doszło. Amerykańska grupa przeprowadziła przez ostatni tydzień szereg wartościowych rozmów (w tym 3-godzinną z ministrem Siergiejem Ławrowem), utwierdzając siebie i odbiorców nagranych materiałów, że rozmowy bezpośrednie z Rosjanami dają więcej nadziei na pokój niż ograniczenie się do słuchania krakania kruków wietrzących interesy w wojnie.

Wnioski zamiast tchórzostwa

Republikanie są za wojną z Iranem, gdy Demokraci wcale jej nie oponują. Jeśli państwa BRICS jednoczą się, to zasadniczym motywem jest sposób uniknięcia konsekwencji wynikających z relacji z Ameryką. Rządzący narzucają wojnę, bo nie myślą o przyszłości, w przeciwieństwie do przeciętnego obywatela, któremu potrzebny jest spokój zamiast strachu przed niszczącą wojną czy siłowym wcieleniem i posłaniem na front. W desperacji i przy braku sukcesów konfrontacja nuklearna jest bliska, a podstawą – nihilizm władzy – nie liczy się nikt i nic. Mentalność rządzących, którzy wciąż siebie przekonują, że Rosja nie odpowie na atak nuklearny, jest złudzeniem. Przekonanie, że Rosja jest słaba i przegrywa wojnę na Ukrainie, zgodnie z tą logiką, nie powinno być powodem do mobilizacji społeczeństwa przeciwko słabej Rosji.

Bezwzględny cel realizowany bezwzględnymi środkami miał swój epilog w II wojnie światowej. Sposób siłowej rekrutacji na Ukrainie dowodzi słabości Ukrainy. Ataki amerykańskimi dronami na skupiska ludzkie w supermarketach czy na plaży nie przynoszą chluby armii ukraińskiej. Człowiek wyciągnięty z autobusu, zakuty w kajdanki i wysłany na front wie, że to jego koniec. Członek ukraińskiego parlamentu nazywa proceder „brutalną mobilizacją”, przez którą na ulicach przemoc werbujących rodzi przemoc werbowanych. To już zakrawa na apogeum wojny proxy z domową.

Opracowanie: Jola. Na podstawie: YouTube.com [1] [2] [3]
Źródło: WolneMedia.net

Produkcja i eksport ropy z Arabii Saudyjskiej spada do zera

Produkcja i eksport ropy z Arabii Saudyjskiej spada do zera

Dotarliśmy do końca. Po siedmiu miesiącach niesprowokowanych działań wojennych sytuacja na Bliskim Wschodzie przerodziła się w pełnowymiarowy kryzys. Z dnia na dzień eksport saudyjskiej ropy spadł do zera. ZERO! Zastanówcie się nad tym przez chwilę. „Największy producent ropy naftowej na świecie” obecnie NIE eksportuje ropy. Terminale w Zatoce Perskiej są praktycznie zamknięte z powodu wojny z Iranem, a rurociąg Wschód-Zachód – główne połączenie lądowe, transportujące od 4 do 5 milionów baryłek dziennie do terminalu nad Morzem Czerwonym w Janbu – został wysadzony w powietrze w dziewięciu różnych miejscach (przez irackie drony) w czwartek i nie działa już.

Oznacza to, że po raz pierwszy w historii saudyjska ropa nie trafia na rynek. Czy to brzmi dla was jak katastrofa? Czy to coś, co wymaga natychmiastowej reakcji ze strony Trumpa i jemu podobnych?

Jak dotąd jedyną reakcją Trumpa było obszerne oświadczenie, które wygłosił na konferencji prasowej w piątek. Oto, co powiedział:

Zadzwonili do nas Huti. Nie chcą z nami walczyć. Powiedzieli nam, że nie chcą z nami walczyć. Nie chcą, żebyśmy ich ścigali. Byliby bardzo wdzięczni, gdybyśmy się nie wtrącali i pozwolili większości statków przepłynąć. Jest tylko jeden kraj, z którego nie są szczególnie zadowoleni.” (Link)

To bzdura. Trump nie rozmawiał z Hutimi ani nie wie, czego chcą. Oświadczenia prezydenta pokazują jedynie, że doradcy Trumpa zostali zaskoczeni i nie uzgodnili jeszcze żadnej odpowiedzi. Ale dla każdego, kto śledzi tę farsę, jasne jest, że cała sprawa jest organizowana przez Iran. To sojusznicy Iranu w Iraku zaatakowali rurociąg Wschód-Zachód, tak jak to „wspierani przez Iran” Huti zajęli Mochę i wyspę Perim. Oto podsumowanie:

Niespodziewany atak piorunowy na nadmorskie miasto Mocha wzmocnił kontrolę Hutich nad jednym z najważniejszych szlaków żeglugowych świata. Niespodziewana ofensywa, która zmusiła siły Arabii Saudyjskiej do chaotycznego odwrotu, zaledwie kilka godzin później doprowadziła do zdobycia strategicznie ważnej wyspy u południowego ujścia Morza Czerwonego (Perim).

W niecałe 48 godzin jemeńska partia Ansar Allah umocniła kontrolę nad kluczowym szlakiem żeglugowym, powodując gwałtowny wzrost cen ropy naftowej i jednocześnie otwierając drugi front w wojnie przeciwko Stanom Zjednoczonym i Izraelowi . Nie ma wątpliwości, że osiągnęliśmy punkt zwrotny w trwającym siedem miesięcy konflikcie, w trakcie którego amerykańskie bazy wojskowe w Zatoce Perskiej zostały obrócone w gruzy, podczas gdy irańskie wojsko utrzymuje silną kontrolę nad Cieśniną Ormuz. Strategiczny manewr okrążający Hutich zwiększa prawdopodobieństwo wyparcia Stanów Zjednoczonych z Bliskiego Wschodu i wyłonienia się Iranu jako gwaranta bezpieczeństwa regionalnego. Jesteśmy świadkami zmian w krajobrazie geopolitycznym, które zdarzają się raz na stulecie.

Wyspa Perim leży w sercu Bab al-Mandab, wąskiej cieśniny u południowego wejścia do Morza Czerwonego. To położenie wzmacnia kontrolę Huti nad szlakami żeglugowymi, którymi codziennie transportuje się 10 procent światowej ropy naftowej. Aby ominąć Cieśninę Ormuz, zablokowaną przez siły irańskie, Saudyjczycy transportują większość swojej ropy 1200-kilometrowym rurociągiem ze wschodu na zachód do portu w Janbu nad Morzem Czerwonym. Rurociąg – który dostarcza na rynek od 4 do 5 milionów baryłek dziennie – ma kluczowe znaczenie dla borykającej się z problemami gospodarki Arabii Saudyjskiej. W czwartek rurociąg został zaatakowany w dziewięciu różnych punktach przez irackie drony, co natychmiast wstrzymało przepływ ropy i wywołało panikę w Rijadzie i Waszyngtonie.

Krótko mówiąc, „mapa ropy naftowej jest zwężana z obu stron: na wschodzie przez Cieśninę Ormuz, a na zachodzie przez dostęp do Morza Czerwonego”.

W piątek saudyjski następca tronu, książę Mohammed bin Salman, zwrócił się z rozpaczliwą prośbą do Donalda Trumpa o pomoc wojskową, która została natychmiast odrzucona. Ta odmowa była szeroko komentowana w mediach, ale nie odzwierciedla rzeczywistego zakresu współpracy ze strony USA. Obecnie Stany Zjednoczone mają „ponad 100 amerykańskich doradców wojskowych w Arabii Saudyjskiej, którzy pomagają Rijadowi w gromadzeniu informacji wywiadowczych i wyborze celów dla wznowionej wojny w Jemenie”. (CNN) … Anonimowy urzędnik USA oszacował liczbę żołnierzy USA wspierających te działania na 200, dodając, że byli oni częścią nowej wspólnej grupy zadaniowej utworzonej w ostatnich tygodniach, gdy wojna w Jemenie zaczęła się eskalować.

Należy jednak zauważyć, że „wojna została ponownie rozpalona przez saudyjskie naloty na międzynarodowe lotnisko w Sanie 13 lipca – atak, który według doniesień Axios został autoryzowany przez prezydenta Trumpa. Ataki przeprowadzono w celu uniemożliwienia lądowania w Sanie samolotu odlatującego z Iranu, na pokładzie którego znajdowała się jemeńska delegacja, obecna na pogrzebie ajatollaha Alego Chameneiego…”.

Amerykańska społeczność wywiadowcza i inni sponsorzy wspierali również brutalną wojnę w Jemenie, prowadzoną przez Arabię ​​Saudyjską, w latach 2015–2022. (Wojna ta kosztowała życie dziesiątek tysięcy cywilów i pozostawiła kraj w ruinie). Antiwar.com

Stany Zjednoczone ponoszą zatem znaczną część odpowiedzialności za obecny kryzys; to jest oczywiste.


W piątek, 11 września, saudyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało następujące oświadczenie:

Premier Iraku Ali al-Zaidi poprosił Saudyjczyków o wstrzymanie się z interwencją militarną, dopóki nie ustali tożsamości osób odpowiedzialnych. Choć sprawa pozostaje nierozwiązana, przesłanie jest jasne: Iran i jego regionalni sojusznicy są teraz zdeterminowani, by odciąć dopływ ropy naftowej z Bliskiego Wschodu, aby wywrzeć presję na USA, by zakończyły wojnę. Krótko mówiąc, trzymają globalną gospodarkę za gardło i stopniowo zaciskają pętlę, aby zmusić Trumpa do wywiązania się z zobowiązań wynikających z Porozumienia o Porozumieniu – porozumienia mającego na celu zakończenie działań wojennych i przywrócenie pokoju w regionie.

Wydarzenia rozwijają się tak szybko, że nie możemy być nawet pewni, czy Trump w pełni rozumie, co się dzieje. Sytuacja wymyka się spod kontroli. Czerwone światła ostrzegawcze migają. Stoimy w obliczu mnóstwa nowych ewentualności i mnóstwa różnych scenariuszy. Jedyne, co jest pewne, to to, że Ameryka nie ma przyszłości na Bliskim Wschodzie. Kiedy kurz w końcu opadnie, bazy zostaną zabite deskami, flota zniknie, a „Old Glory” zostanie zapakowana w skrzynię transportową w drodze powrotnej do USA. [popularny przydomek i określenie flangi narodowej Stanów Zjednoczonych (The Stars and Stripes)].

Huti okupują obecnie całe zachodnie wybrzeże Jemenu, a ich siły służą Iranowi jako narzędzie do utrzymania kontroli nad 30 procentami światowych zasobów ropy naftowej. To ewidentnie skoordynowane działania wysoce zmotywowanych, zaprawionych w bojach bojowników, realizujących dalekosiężną strategię mającą na celu wymuszenie wycofania się Amerykanów z regionu, a następnie narzucenie nowej, wielostronnej architektury bezpieczeństwa.

Nie wierzymy, że obsesja Trumpa na punkcie bombardowania z powietrza nieuporządkowanych celów ma jakiekolwiek szanse na powodzenie. Od samego początku Trump odruchowo wybierał destrukcyjną siłę, zamiast celowo wykorzystywać siłę militarną do osiągnięcia politycznego celu. Jego niezdolność do strategicznego myślenia prowadzi kraj ku najbardziej upokarzającej porażce militarnej, po której następują lata kryzysu gospodarczego.

Źródło: Produkcja w Arabii Saudyjskiej spada do zera

Długa droga do środka i krótka droga do wyjścia: Jak Zachód uczynił z Ukrainy broń przeciwko Rosji

Długa droga do środka i krótka droga do wyjścia:

jak Zachód uczynił z Ukrainy broń przeciwko Rosji

W trzech artykułach, które napisałem dla Sonar21, konsekwentnie przedstawiałem jeden argument: Wojna na Ukrainie nie była kryzysem, który wybuchł w 2022 roku. Była wynikiem celowego, trwającego dekady zachodniego projektu, mającego na celu przekształcenie Ukrainy w instrument osłabiania Rosji – realizowanego pod przykrywką „partnerstwa” i „misji pokojowych”.

A po trzydziestu latach budowania tego instrumentu przez Waszyngton i NATO, zrobią z Ukrainą dokładnie to samo, co robili z każdym klientem wcześniej: porzucą ją, gdy tylko przestanie przynosić zyski.

Nos wielbłąda: 1992–1999

Zachód praktycznie wsunął nos pod namiot Ukrainy w momencie upadku Związku Radzieckiego. Formalne struktury zaczęły powstawać w 1992 roku, kiedy Ukraina przystąpiła do Rady Współpracy Północnoatlantyckiej NATO. Praktyczne stosunki wojskowe nawiązały się szybko: amerykańsko-ukraiński program partnerstwa państwowego z Gwardią Narodową Kalifornii w 1993 roku, przystąpienie Ukrainy do Partnerstwa dla Pokoju i pierwsze wspólne ćwiczenia w 1994 roku oraz budowa poligonu w Jaworowie pod Lwowem.

Termin „misje pokojowe” był przykrywką, a same ćwiczenia to zdradzają. Kiedy pod koniec lat 90. ćwiczenia Sea Breeze na Morzu Czarnym zaczęły obejmować zwalczanie okrętów podwodnych, fasada humanitarna legła w gruzach. Nie ćwiczy się polowania na okręty podwodne, aby zapewnić pomoc w przypadku klęsk żywiołowych. Robi się to, aby przygotować się do walki z rosyjską marynarką wojenną.

Przez 23 lata projektowałem ćwiczenia wojskowe dla amerykańskich sił specjalnych i wiem, jaka jest różnica między ćwiczeniami szkoleniowymi a próbą przed wojną. To były próby – ustrukturyzowany program szkolenia i wyposażenia Ukrainy do walki z Rosją, z NATO po jej stronie, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Porównajmy to z rokiem 1999, kiedy NATO przyjęło Polskę, Węgry i Czechy. To rozszerzenie złamało obietnicę Jamesa Bakera, że ​​sojusz nie przesunie się „ani o cal” na wschód – obietnicę, którą Bill Clinton po prostu odrzucił.

I to nie przypadek, że gdy wybuchła wojna, Rosja zaatakowała obiekt w Jaworowie na początku marca 2022 roku. Wiedzieli dokładnie, co tam zbudowano i dlaczego.

Od partnera do faktycznego członka: 2000–2010

Kolejna dekada dopełniła dzieła, czyniąc Ukrainę członkiem NATO, choć nie formalnie. Rozważmy jedną statystykę: w latach 2000–2010 Ukraina była jednym z sześciu głównych gospodarzy ćwiczeń NATO i dowództwa USA w Europie, tuż za nią plasując się Gruzja. Dwa państwa niebędące członkami NATO gościły więcej ćwiczeń sojuszniczych niż zdecydowana większość państw członkowskich. To nie jest partnerstwo. To dowód prima facie, że Zachód chciał przyjąć oba kraje, niezależnie od tego, co mówiła Moskwa.

Do 2010 roku Ukraina dzieliły od pełnego członkostwa tylko dwie rzeczy: nie płaciła składek i nie miała gwarancji Artykułu 5. Pod każdym względem operacyjnym – Sea Breeze, Rapid Trident, rurociąg Jaworowski, roczne planowanie celów – była już członkiem sojuszu. I nigdy nie był to jedynie wysiłek militarny. Amerykańskie i brytyjskie agencje wywiadowcze, w tym CIA, koordynowały działania z NATO i Dowództwem Unii Europejskiej, aby wyciągnąć Ukrainę ze strefy wpływów Rosji i trwale związać ją z Zachodem. Kiedy szczyt w Bukareszcie w 2008 roku ogłosił, że Ukraina „zostanie członkiem” – mimo że Francja i Niemcy zablokowały formalny Plan Działań na rzecz Członkostwa – kurs został wyznaczony na rok 2014 i wszystko, co nastąpiło później.

Wyjście: pod autobusem

Tak właśnie zbudowano ten instrument. I tak właśnie zostanie on zutylizowany. Każdy rząd zagraniczny, który ufa amerykańskim obietnicom bezpieczeństwa, powinien najpierw zbadać, co stało się z Wietnamem Południowym, Afgańczykami, Irakijczykami, Libijczykami i Kambodżanami. Kiedy wojna przestaje służyć celom Waszyngtonu, Stany Zjednoczone żegnają się.

Wzajemne oskarżenia o nieudaną kontrofensywę są początkiem właśnie tego procesu. Zachód ustawia się w pozycji, by zrzucić winę na Kijów, podczas gdy jego obietnice zbrojeniowe okazują się jedynie pustymi frazesami. Ataki dronów morskich na rosyjskie okręty to drobne ukłucia – militarnie nieistotne i niebezpieczne, głównie dlatego, że zachodni nadzór, który nimi kieruje, prowokuje rosyjski odwet za zwiad NATO nad Morzem Czarnym i wzmacnia determinację Moskwy w uduszeniu ukraińskich portów.

Jeśli chcesz uczciwie ocenić, dokąd zmierza ta wojna, zapomnij o raportach brytyjskiego wywiadu i Instytutu Studiów nad Wojną. Czekaj na dzień, w którym londyńscy bukmacherzy zaczną przyjmować zakłady na upadek Zełenskiego.

Wspólny wątek

Jeśli umieścimy te trzy artykuły w kolejności, schemat stanie się wyraźny. Pierwsze dwa dokumentują cierpliwą budowę – trzy dekady ćwiczeń, centrów szkoleniowych, koordynacji wywiadowczej i deklaracji ze szczytów, wszystkie skoncentrowane na Rosji. Trzeci opisuje rozwiązanie: moment, w którym projekt zawodzi na polu bitwy, a ci sami sponsorzy, którzy poświęcili trzydzieści lat na jego budowę, zaczynają szukać wyjścia. Trajektoria od rad partnerskich z 1992 roku do gry oskarżeń w 2023 roku nie jest ani przypadkowa, ani zwyczajna. Jest celowa. Ludzie, którzy utorowali drogę do tej wojny, nie zamierzają z niej wyjść razem z krajem, który na nią sprowadzili.

Źródło: Długa droga do wejścia i krótka droga na wyjście: jak Zachód uczynił z Ukrainy broń przeciwko Rosji

Putin nie próbował zabić Borisa Johnsona i Davida Petraeusa….

Weryfikacja faktów: Putin nie próbował zabić Borisa Johnsona i Davida Petraeusa

Andrzej Korybko, 14 września 2026 r. korybko/fact-check-putin-didnt-try-to-assassinate

Putin mógł z łatwością nakazać ich usunięcie, gdyby chciał, ale zamiast tego chciał dać do zrozumienia, że ​​zachodni dygnitarze nie powinni już dłużej zakładać, że mogą bezpiecznie podróżować na Ukrainę, ponieważ Rosja może wkrótce zacząć atakować ukraińską infrastrukturę transportową na dużą skalę jeszcze przed zimą.

——————————

Zachodnie media są w szoku po weekendowym ataku rosyjskiego drona na stację kolejową w mieście Jagodin, blisko granicy Ukrainy z Polską. Według CNN , „były dyrektor amerykańskiej CIA, David Petraeus, znajdował się na ukraińskim dworcu kolejowym w momencie, gdy rosyjski dron zaatakował pociąg pasażerski w niedzielę, krótko po tym, jak przejechał tamtędy pociąg dyplomatyczny z byłym premierem Wielkiej Brytanii Borisem Johnsonem i innymi zagranicznymi dygnitarzami”. W ten sposób atak został błędnie przedstawiony jako próba zamachu.

Jest wysoce nieprawdopodobne, aby niechętny ryzyku Putin eskalował działania przeciwko NATO , próbując zabić dwóch byłych wysokich rangą urzędników bloku, zwłaszcza że nie zezwolił nawet na takie próby wobec obecnych ukraińskich urzędników, a w szczególności Zełenskiego . Chociaż Putin został zmuszony przez nieudaną 40-dniową operację wpływu Zełenskiego do „eskalowania w celu deeskalacji” konfliktu z Ukrainą, jak dotąd działania te były łagodne – zamiast ataków na ważne osobistości, skierowano je przeciwko infrastrukturze, takiej jak stacje benzynowe, porty i elektrownie.

Mając na uwadze te obserwacje, można stwierdzić, że rosyjski atak dronów na dworzec kolejowy Jagodina nie był próbą zamachu na tych dwóch byłych wysokich rangą urzędników z anglo-amerykańskiego rdzenia NATO, lecz przesłaniem dla ich krajów i sygnałem tego, co może nastąpić. Przesłanie to brzmiało tak, że odwiedzający Ukrainę dygnitarze – zarówno byli, jak i obecni – nie powinni zakładać, że będą mogli bezpiecznie podróżować na Ukrainę.

Nie był to pierwszy raz, kiedy Rosja zaatakowała infrastrukturę kolejową na Ukrainie ani cel blisko granicy z Polską, ale pierwszy raz, kiedy Rosja zaatakowała stację kolejową na granicy. Ta trasa jest jedną z kilku, którymi na Ukrainę trafia 90% eksportu sprzętu wojskowo-technicznego NATO. Zwolennicy Rosji zastanawiali się, dlaczego Putin nie zezwolił na takie ataki wcześniej. Mogło to wynikać z jego niechęci do ryzyka, wcześniej ograniczonych zasobów amunicji i/lub wcześniejszej mocnej obrony powietrznej Ukrainy (która jest obecnie niemal całkowicie wyczerpana ).

W każdym razie, z pewnością nie był to przypadek, że zezwolił na ten ostatni atak na stacji kolejowej, na której Petraeus czekał krótko po przejechaniu Johnsona, więc z pewnością sygnalizuje, iż Rosja może zacząć atakować ukraińską infrastrukturę transportową na dużą skalę. Mogłoby to wykraczać poza stacje kolejowe, obejmując autostrady i mosty na Dnieprze . Celem byłoby utrudnienie logistyki wojskowej NATO na Ukrainie, a jednocześnie utrudnienie transportu broni na front.

Niedzielny atak pokazuje, że Rosja może teraz przeprowadzać precyzyjne ataki w dowolnym miejscu na Ukrainie i o dowolnej porze. Dopóki Rosja ma wystarczającą ilość amunicji, a obecnie nie wydaje się, by brakowało jej dronów, mogłaby ona utrzymać te ataki, wymuszając na Ukrainie znaczące jednostronne ustępstwa poprzez oczekiwane wznowienie trójstronnych rozmów z USA w przyszłym miesiącu.

Eskalacja działań Putina może również mieć na celu uprzedzenie groźby zamknięcia rosyjskiej przestrzeni powietrznej przez Zełenskiego .

Wniosek jest taki, że dynamika militarno-strategiczna ponownie sprzyja Rosji po okresie niepewności latem, wywołanej decyzją Trumpa o „ eskalacji w celu deeskalacji ” poprzez „wojnę na wyniszczenie ” z Rosją, której prowadzi Ukraina. Jeśli Ukraina nie zawrze wkrótce porozumienia z Rosją ( potencjalnie za pośrednictwem USA ), ta zima może być dla niej najtrudniejsza jak dotąd, po czym może zostać zmuszona do kapitulacji przed Rosją, chyba że NATO zaryzykuje III wojnę światową, interweniując bezpośrednio, aby temu zapobiec.

=================

mail:

Dlaczego zaraz Putin.
A może to Zelenski chciał Putinem nastraszyć Johnsona i Petraeusa.

Fałszywy alarm? Tusk: nie potwierdzamy ataku na kolej pasażerską tuż przy granicy

Fałszywy alarm?

Tusk: nie potwierdzamy ataku

na kolej pasażerską

tuż przy granicy

13 września 2026 pch24falszywy-alarm-tusk-nie-potwierdzamy-ataku-na-kolej-pasazerska

26913296.jpg
fot. PAP/Piotr Nowak

W niedzielę 13 września doszło do ataku rosyjskich dronów na zachodnią Ukrainę. Część z trafionych celów znajdowała się blisko polskiej granicy. Komentując te wydarzenia, Donald Tusk podkreślił, że polskie wojsko nie potwierdza wszystkich informacji dotyczących ataku, jakie pojawiły się w mediach.

Premier wskazał, że nie ma dowodów na naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej, ani ataku na lokomotywę pociągu pasażerskiego. 

W niedzielę nad ranem polskie systemy wykryły atak kilkunastu odrzutowych dronów Geran-5 w zachodniej Ukrainie. Polskie wojsko poderwało myśliwce, a służby ostrzegały przed zagrożeniem mieszkańców regionów przygranicznych. Nie odnotowano naruszenia granicy RP.

– Jesteśmy pewni, że została zaatakowana stacja benzynowa lub jej pobliże, dwa kilometry od naszej granicy, od naszego przejścia oraz skład pociągu towarowego na bocznicy – powiedział premier Tusk podczas niedzielnej odprawy służb z udziałem ministrów w siedzibie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Podkreślił, że „ważna jest precyzyjna informacja”.

– Informacje o zaatakowaniu kolumny ciężarówek lub lokomotywy z pociągu pasażerskiego na trasie Kijów-Warszawa, które się pojawiały nie tylko u nas w mediach, ale też w niektórych relacjach ze strony ukraińskiej, nie mogę powiedzieć, że one są nieprawdziwe, ale my nie potwierdzamy takich zdarzeń zaznaczył Tusk.

Polityk odniósł się także do twierdzeń, że została naruszona polska przestrzeń powietrzna.

– Spekulacji, że coś wleciało od strony ukraińskiej, czyli rosyjskiej w tym znaczeniu, też nie potwierdzamy. Nic nie naruszało tej nocy polskiej przestrzeni powietrznej – powiedział premier.

Eksperci twierdzą, że Ukraina traci przewagę techniczną na rzecz przełomowych rosyjskich innowacji

Eksperci twierdzą, że Ukraina traci przewagę techniczną na rzecz przełomowych rosyjskich innowacji

Symplicjusz 14 września 2026 r. simplicius/experts-declare-ukraine-losing

W mediach pojawiły się dwa szokujące artykuły na temat Ukrainy, które ujawniają coraz bardziej ponury nastrój wśród polityków i decydentów establishmentu w kwestii obecnej sytuacji i przyszłych perspektyw Ukrainy.

Należy zauważyć, że główne media są coraz bardziej dosadne w swoich ocenach, o czym świadczy kilka niedawnych artykułów wzywających do „uczciwości” w dialogu Zachodu na temat prawdziwego statusu Ukrainy.

Problem polega na tym, że uczciwość musi wynikać z pierwszych zasad: oznacza to ustalenie najbardziej podstawowych, fundamentalnych, kluczowych faktów danego scenariusza.

W przypadku Ukrainy ocena oparta na pierwszej zasadzie musiałaby wynikać z podstawowych, wymiernych kosztów wojny, a przede wszystkim z liczby ofiar. Jeśli Zachód nie będzie w stanie uczciwie analizować rzeczywistych strat Ukrainy w taki sam sposób, w jaki robi to co tydzień w przypadku Rosji, to nigdy nie zbliży się do prawdy o sytuacji. Dzieje się tak, ponieważ praktycznie wszystkie obecne problemy Ukrainy wynikają z jej horrendalnie rosnącej liczby ofiar, a to jest najważniejszy problem, który Zachód wciąż rażąco ignoruje.

A teraz przejdźmy do szczegółów.

Pierwszy z artykułów w czasopiśmie Spectator zawiera odważne stwierdzenie:

https://spectator.com/article/ukraine-is-lossing-the-war-kushner-witkoff/

Artykuł zaczyna się od trzech „przygnębiających wniosków” nasuwających się po ostatniej, bezsensownej dyplomatycznej wymianie zdań między Kushnerem i Witkoffem:

Władimir Putin nie zmienił swoich celów wojennych ani na jotę od 2022 roku i pozostaje zdecydowany na dalszą walkę. Donald Trump nie ma żadnego nowego planu pokojowego poza zakończeniem wojny na Ukrainie na warunkach Putina.

Kijowowi kończą się pieniądze i ludzie do obrony, tak samo jak skończyły mu się już rakiety Patriot do obrony przestrzeni powietrznej przed ostrzałem Kremla.

Oto trzy przygnębiające wnioski z ostatniej rundy dyplomacji wahadłowej w Moskwie i Kijowie, prowadzonej przez zięcia Trumpa Jareda Kushnera i specjalnego wysłannika Steve’a Witkoffa.

Autor kontynuuje ponury ton swojej oceny, opisując rosnącą przewagę Rosji na polu bitwy, co odegra kluczową rolę w naszej dalszej egzegezie:

Co ważniejsze, podczas gdy Kreml kontynuuje swoją bezwzględną kampanię mającą na celu uczynienie miast Ukrainy niezdatnymi do życia, zniszczenie gospodarki kraju i pozbawienie go przyszłości, zdolność Kijowa do obrony stoi pod poważnym znakiem zapytania.

Część rozwijającego się koszmaru Ukrainy ma charakter taktyczny. Każdy z rosyjskich systemów ataku dalekiego zasięgu stał się bardziej niszczycielski. Nowa generacja odrzutowych dronów szturmowych Geran, znacznie szybszych i celniejszych niż ich stare irańskie modele Szahed, jest masowo wdrażana. Rosja opracowuje co najmniej dwa nowe, tanie systemy pocisków manewrujących i zwiększa produkcję pocisków balistycznych odpalanych z powietrza i ziemi.„To wojna miast i infrastruktury. Nikt jej nie wygra” – powiedział w ten weekend dziennikowi „Guardian” Serhij Bieskrestnow, doradca Zełenskiego ds. technologii obronnych i czołowa postać w kijowskim systemie obronnym.„Atak stał się silniejszy niż obrona”. Bieskrestnow przewiduje, że Ukraina nie będzie w stanie pozyskać wystarczającej liczby pocisków, aby w pełni chronić ukraińskie miasta przed dewastacją tej zimy.

Artykuł jest zaskakująco wnikliwy, ponieważ uczciwie analizuje niezliczone sposoby, w jakie Ukraina przegrywa wojnę:

Ale większa część powoli ujawniającej się porażki Ukrainy ma charakter strategiczny…

…trzecią i najpoważniejszą porażką jest odmowa rozważenia poważnego zaangażowania Kremla w rozmowy pokojowe i uparcie obstające przy przekonaniu, że zachęcanie Ukrainy do walki i nieustannej walki w jakiś magiczny sposób doprowadzi do zwycięstwa.

Co najważniejsze, autor odwołuje się do nadchodzącej katastrofy budżetowej Ukrainy w momencie, gdy apetyt Europy na kolejne, niekończące się pożyczki wysechł:

Punkt krytyczny – w którym te obietnice ostatecznie zderzą się z rzeczywistością – nadejdzie wkrótce w postaci nieuchronnego kryzysu fiskalnego w Kijowie. Premier Ukrainy Serhij Korecki ogłosił niedawno, że Kijów wydał już większość środków na obronę na rok 2026 i stoi w obliczu zbliżającej się czarnej dziury budżetowej w wysokości 26 miliardów euro (30 miliardów dolarów) – pomimo niedawnej pożyczki w wysokości 90 miliardów euro (104 miliardów dolarów) od UE. Pożyczka ta, uzyskana po miesiącach targów z Brukselą, stanowiła szczyt tego, co UE jest realnie w stanie pozyskać. W obliczu najcięższej i najbardziej dotkliwej zimy tej wojny, Ukrainie wkrótce zabraknie nie tylko rakiet Patriot i ludzi na linii frontu, ale także pieniędzy na dalszą walkę.

Przykładem jest:

https://www.wsj.com/world/europe/obrona-ukrainy-staje-się-droższa-a-europa-z-trudem-spłaca-rachunek-eaecea4a

Ostatni akcent autora jest najbardziej szczery i realistyczny — zamiast dyskretnie wzywać do zwiększenia ilości broni i niekończącej się eskalacji, jak to miało miejsce w większości podobnych tekstów w końcowych akapitach, autor przyznaje, że jedyną rzeczą, która może uratować Ukrainę, są dyplomatyczne rozmowy z Rosją, trafnie zauważając, że każda kolejna oferta pokojowa była coraz gorsza:

Co może uratować Ukrainę przed politycznym i militarnym upadkiem? Pojawiają się oznaki, że europejskie tabu polityczne dotyczące walki z Putinem pęka. Alice Weidel z niemieckiej AfD, która niedawno wygrała wybory w Saksonii, zaapelowała o „otwarty kanał komunikacji z Rosją w celu osiągnięcia porozumienia i pokojowego rozwiązania”. Według Iulii Mendel, rzeczniczki prasowej Zełenskiego w latach 2019–2021, „rosną nowe siły i stają się silniejsze”, co stanowi „naszą jedyną szansę na pokojową Europę… Więcej broni nas nie uratuje. Nigdy nas nie uratowało”.

Jak dotąd każda kolejna oferta pokojowa była dla Kijowa gorsza od poprzedniej. Wydaje się, że Putin wyraźnie zamierza zadać ukraińskim miastom ostateczny cios, zanim ostatecznie rozstrzygnie wojnę na własnych warunkach, być może w przyszłym roku. Administracja Trumpa dawno już zrezygnowała z pomysłu wspierania pełnego zwycięstwa Ukrainy i to historycy ocenią, czy decyzja o wycofaniu amerykańskiej pomocy i broni stała się samospełniającą się przepowiednią. Europa ze swojej strony nadal mówi, co myśli. Nie ma jednak konkretnego planu, by pomóc Ukrainie lub ją uratować przed furią Kremla – a tym bardziej zniszczyć rosyjską gospodarkę czy złamać wolę Putina.

Prowadzi nas to do następnego i najważniejszego fragmentu, któremu towarzyszą dwa alternatywne nagłówki:

https://www.washingtonpost.com/opinions/2026/09/09/jak-rosja-niszczy-przewagę-ukrainy-na-polu-bitwy/

Artykuł został napisany dla WaPo przez byłego szefa Google’a, Erica Schmidta, który przeżywa drugą, odradzającą się karierę jako organizator antyrosyjskich technologii wojennych i przedsiębiorca w jednym. Po niedawnej wizycie w Kijowie ocena Schmidta jest bardziej ponura niż kiedykolwiek.

Naćpany czy wariat? Sikorski: „Pokonalibyśmy Rosję bardzo szybko”

Sikorski „Pokonalibyśmy Rosję bardzo szybko”

Autor: Redakcja, 14 września 2026

Głównym propagandowym celem narracji o „naszej wojnie” jest utrzymanie polskiej opinii publicznej w dotychczasowym stanie ogłupienia – umysłowej inercji umożliwiającej kontynuację dotychczasowej grabieży polskich zasobów oraz procesu zasiedlania Polski przez Ukraińców.

Wariant radykalny polegający na bezpośrednim włączeniu Polski do wojny ułatwiłby rozpoczęcie kolejnego etapu polegającego na ostatecznym włączeniu polskich resztek w obce struktury władzy politycznej i finansowej.

– Jeśli Rosja zdecydowałaby się zaatakować nas, to pokonalibyśmy ją bardzo szybko – powiedział w sobotę podczas wystąpienia na kongresie Yalta Euopean Strategy w Kijowie wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski.

11 i 12 września w Kijowie odbyła się kolejna edycja organizowanej przez fundację ukraińskiego miliardera Wiktora Pinczuka konferencji Yalta European Strategy. Wzięło w niej udział około 700 polityków i ekspertów z 28 krajów. Głównym tematem była kwestia zakończenia wojny Ukrainy z Rosją. /Najwyższy Czas/

Zełenski chce nas wkręcić w wojnę?

Zełenski chce nas wkręcić w wojnę?

Tuuuskkk

13 września, wpis nr 1425

Ostatnio prezydent Ukrainy Zełenski ostrzegł, żeby cywilne samoloty nie latały nad Rosją, bo może się przydarzyć krzywda, gdyż niebo nad matuszką Rassiją jest tak gęste od ukraińskiej nawały dronów i rakiet, że może dojść do nieszczęścia.

Można na te oświadczenie patrzeć się z kilku punktów widzenia. Po pierwsze – że to racja, po drugie, że to… troska Zełenskiego o rosyjskich pasażerów, których pewnie prezydent Ukrainy w rzeczywistości utopiłby w łyżce wody. Trzecie wyjście – moim zdaniem najbliższe prawdy w tym „pakiecie” – to groźba. Zełenski mówi, że może być nieszczęście niby na zapas i z troską, ale aspekt straszenia i to cywilów jest tu wyraźny.

Na cywila

Druga wojna ukraińska przeszła już dość dawno w wyraźną fazę, w której obiektem ataków jest ludność cywilna. I to po obu stronach. Na razie chodzi tu o tzw. zawoalowane groźby, bez szerszych ataków bezpośrednich, ale i tu sama groźba ma wywrzeć demoralizujący wpływ na morale ludności. A ta wojna w szczególności nas nauczyła, że wysiłek wojenny jeśli nie jest udziałem całego społeczeństwa, to nawet przy super armii nie ma szans na sukces. Jest to więc działanie stricte wojenne. Zwłaszcza w wojnie na wyniszczenie zasobów, z jaką mamy do czynienia. Po zawaleniu się idei „błyskawicznej operacji specjalnej” okazuje się, że głównym zasobem nie są tanki i amunicja, ale cierpliwość społeczeństwa. O to teraz jest gra.

Ale już nie tylko wojna ukraińska pokazuje nam ostatnio, że scenariusz, że tak powiem, irański nie daje gwarancji powodzenia. Przypomnieć należy że z kolei Trumpa pomysł na „błyskawiczną operację wojskową” polegał na tym, że zdekapituje się władze, wstrząśnie infrastrukturą Iranu do poziomu zapaści podstawowych usług państwa i lud wyjdzie na ulicę, wzburzony, a może tylko głodny. I obali przegrywów we władzach, choćby tylko by ratować własną, egzystencjalną skórę. Ten pomysł nie udał się, jak kiedyś pomysł Hitlera, by tym samym sposobem, przez codzienne naloty, rzucić na kolana Anglię. Zresztą alianci Niemcom odpłacali później w ten sam sposób. W obu tych wypadkach – angielskim i irańskim – skończyło się to konsolidacją narodu wokół flagi państwowej. Czy tak jest w obu przypadkach u Ukraińców i Rosjan?

Popatrzmy – jeśli Zachód liczy na zbuntowane tłumy na rosyjskich ulicach, to można tylko pogratulować niewiedzy lub/i naiwności. Putin dobrze stoi w sondażach, zwłaszcza, że unika mobilizacji, posługuje się najemnikami, szczególnie niewyczerpanym rezerwuarem wojsk Korei Północnej. Dla wielu Rosjan była to zdalna wojna, widziana w telewizorach i sprowadzona do kupowania mięsa armatniego od ochotników z zapyziałych regionów rosyjskiego imperium. Prędzej tam, jeżeli już, Zachód może liczyć na pałacowy zamach na Kremlu, ale musimy wziąć tu pod uwagę jedno zastrzeżenie. Jeżeli ktoś w ogóle krytykuje w Rosji Putina, to głównie z tego powodu, że się za bardzo z Ukrainą certoli. Tak, nad Kremlem krążą jastrzębie, które popychają do eskalacji, łącznie z walnięciem nukiem. Jeśli już, zakładajmy, miałoby dojść do zmiany Putina za pomocą wewnętrznej intrygi, to władze przejmie grono eskalacyjne, a to nie jest (chyba?) intencja Zachodu, tym bardziej (chyba?) Ukrainy.

Niechęć do pokoju

Cały czas się tu zastrzegam z tymi „chyba”, bo możliwy jest (i omawiany) inny scenariusz końca tej wojny. Otóż może Zachód, a także sam Zełenski nie są zainteresowani jakąkolwiek formą pokoju, tylko „wieczną wojną”, wszak to wojna na wyniszczenie. I im dłużej trwa tym bardziej wygrywa ten z lepszymi zasobami. Zachód może myśleć, że zajedzie Rosję, że ta nie wytrzyma materiałowo, ale i… moralnie, w obszarze recepcji społecznej. Ale to zgubna raczej strategia, bo może i lud wyjdzie na ulicę, może się tam na Kremlu zamachną z poduszką na Putina, ale wtedy władze – również w imieniu tłumu – przejmą jastrzębie i może jeszcze zatęsknimy za Putinem, który nagle nie okaże się wariatem, ale całkiem miłym koncyliacyjnym władcą. A więc jeśli Zachód i Zełenski nie chcą pokoju, to idą po cienkiej linie, gdyż eskalacja może doprowadzić Rosję, również z powodów wewnętrznych nastrojów, do działań desperacko agresywnych. I może o to chodzi i Zachodowi, i Zełenskiemu? Wtedy dopiero palec międzynarodowego oburzenia wreszcie wskazałby na Rosję, jako brutalnego agresora, którego popchnie się do działań jeszcze bardziej agresywnych.

Pojmowanie Rosji jako agresora trochę się stępiło obecnie, kiedy walki utknęły na stabilnych frontach, zaś Ukraina odpłaca Rosji dalekosiężnie (za pomocą głównie zachodniej broni) jak równy z równym. Ciężko więc utrzymać jednoczesną narrację, że Ukraina zwycięża, Putin się wali i w tym samym momencie odgrywać rolę bezbronnej ofiary. A jakby Putin walnął nukiem, albo sprawdził NATO na Bałtach, to by się podniosło, przycichłe obecnie, larum. A więc eskalacja jest na rękę wszystkim, pytanie tylko czy Putinowi?

Ukraińcy

Rozważaliśmy tu sytuację rosyjskiego narodu w jego reakcjach na wojenne przygody, wzmacniane przez Kijów. Trzeba teraz zajrzeć do Ukraińców. Cywile też, symetrycznie, są celem ataków Putina. Cywile, a zwłaszcza ich morale. Tam zaangażowanie Ukraińców jest bezpośrednie, szczególnie na froncie. Zagony najemników są symbolicznie małe, trzeba się wspierać rodzimym narybkiem, a ten jest coraz częściej zapraszany na front w formie ulicznych łapanek. Na to liczy Putin, na wyczerpanie się najważniejszego wojennego zasobu – siły żywej, głównie w postaci matek i żon, które jak widać na filmach bronią swoich przed „busikowym” poborem. Zachód może (do czasu) zasilać Ukrainę w sprzęt i amunicję, ale braków w sile żywej to nie zastąpi. (Jest jeszcze dość smutne zastrzeżenie, że jak się Ukraińcom skończą ludzie, to może Zachód sięgnąć zgadnijcie do jakich zasobów?) Dlatego jak Putin deklaruje, że planuje zbierać na „po wyborach” po 300-400.000 żołnierzy rocznie, to oznacza to złe wieści nie tylko dla ukraińskiego frontu.                

No, trzeba postawić pytanie czy przypadkiem i Putin nie liczy na wariant irański, tak jak Zachód, czyli, że naród ukraiński się wkurzy i pogoni prezydenta-komika? Mamy tu też kilka możliwości i to nie tylko z teorii, ale z przesłuchów. Może w ogóle nie dojść do tego scenariusza, choć wyraźnie obecna strategia Putina to „przygotowania do zimy”. To znaczy Rosjanie rozwalają infrastrukturę „na zimę”, przygotowując ciężkie zimowe czasy dla Ukraińców. Ci mają już nie wytrzymać.

Ale wiadomo – motywacje napadniętego są bardziej wartościowe: bronimy się, niecny wróg, nasi dobrzy, nawet jak źli – wewnętrznie rozliczymy się po wojnie. Pamiętamy przecież o polskich przykładach rachunków krzywd wewnętrznych, których „obca dłoń nie przekreśli”, ale „krwi nie odmówi nikt”… Obiecanki cacanki, a po wojnie rozliczył nasze krzywdy ktoś inny, spoza nas. Pamiętacie to? To nie wiersz tylko, ale mechanizm, który funkcjonuje w czasie wojny i jest to mechanizm znany władzy i przez nią wykorzystywany do bólu. Bólu całego narodu.

Warianty dodatkowe

Drugi wariant głosu ludu jest taki, że… da się go zorganizować. Jak dotąd, po rewelacjach od pani Wiktorii Nuland z CIA, okazało się, że z tymi spontanicznymi rewolucjami Ukraińców to naiwne mity. Nawet nie wystarczające by „wymienić” koszmarny mit narodowy banderowców. Jak się dało, okazuje się, że za parę drobnych miliardów, zorganizować zmianę władzy w Kijowie, to można zrobić to i teraz. I nie koniecznie muszą to zrobić albo ci z europejskiego Zachodu czy amerykańskiego Waszyngtonu, bo Zełenski jakoś im obecnie pasuje, ale może to być przewrót w wyniku walki pomiędzy grupami oligarchicznymi, oczywiście „pod kryszą” którejś z koterii zachodnich. Ale i tu – nie bez udziału spontanicznego jak najbardziej tłumu, który powróci do zawieszonych na czas wojny „rachunków krzywd”.

Trzeci wariant, można rzec historyczno-analogiczny to sytuacja, którą widzieliśmy już na kartach historii. Otóż z okopów, po jakiejś formie zawieszenia broni, wracają styrani żołnierze. Jest to dla państwa bardzo wrażliwy moment – bo trzeba postawić pytanie: jacy oni wracają z tej przygody? Zmęczeni, w oczekiwaniu na odpoczynek w ramionach swych żon (często w Polsce, co ma pewne niemiłe dla nas smaczki)? Czy jest to wojsko wkurzone (może i uzbrojone, a na pewno zaprawione w boju) i wkurzone na kogo? Dalej na Rosjan, czy może na Zełenskiego i jego ludzi, którzy nie tylko mogli podpisać porozumienie stambulskie w trzecim miesiącu wojny i z milion, jak nie więcej Ukraińskich, trupów temu? Czy będą chcieli wystawić rachunki za korupcyjne obrywy oligarchów z pieniędzy na pomoc humanitarną, a co gorsza – militarną?

A może poda się im winowajcę zastępczego, np. Polskę, nad czym od afery z Orderem Orła Białego Ukraina pracuje systematycznie i bezwzględnie, podczas kiedy my tylko łapiemy upuszczane przez nią talerze ze stołu aktywnej narracji? Pytanie jest zasadnicze – czy ideolo banderowskie jest w duszach okopowych obecnie żywe, czy tylko dotyczy jakichś azowowskich oddziałów aberracyjnych, z wytatuowanymi swastykami pod pachą i w sercach? Bo jeśli banderyzm jest jedyną motywacją do walki, to po pokoju – jak przyjadą do swych, jak słyszymy bitych przez Polaków żon – to z kogo będą niezadowoleni? Gdzie będą szukali winnych swej sytuacji? W obcym kraju, bez zniszczonej ojczyzny, w państwie polskich panów, Lachów-ksenofobów, którzy zamiast pomagać w walce za „wolność waszą i naszą” używali ichnich żon do prac ponurych, zabrali im socjal, i pluli na nie na ulicach? Gdzie będą mogli wyładować swą ostrzelaną frustrację, skoro nie będą mogli jej wyładować na Zełenskim?

Granice eskalacji

Zaczęliśmy od omówienia groźby Zełenskiego co do lotnictwa cywilnego. Jesteśmy więc bardzo blisko horyzontu, kiedy można przekroczyć granice eskalacji w sposób nieodwracalny. Ale zastanówmy się przez chwilę. Zełenskiemu zależy na takiej eskalacji, by wciągnąć Zachód do tej wojny w tzw. sensie kinetycznym. Bo Zachód wojuje aktywnie z Rosją w sposób już uznany międzynarodowo za udział w wojnie jako strona. Udostępnianie przestrzeni do przelotów, zaopatrywanie frontu, produkowanie na własnym terytorium na potrzeby frontu, szkolenia i ćwiczenia, transfer technologii, wywiadowcza świadomość sytuacyjna na terenie przeciwnika, tzw. targeting, czyli de facto celowanie ze swego terytorium – czegóż trzeba więcej, by to zakwalifikować – również przez Rosję – jako bezpośredni udział w wojnie?

Rosja w świetle prawa międzynarodowego może uznać w każdej chwili Zachód za stronę w tej wojnie, z bardzo przykrymi konsekwencjami. A to, że tego nie robi do tej pory – łącznie z tymi konsekwencjami – dowodzi tylko, że nie chce rozszerzenia tej wojny. O czym wiedzą… nasi przywódcy, którzy straszaka wojennego, tak jak kiedyś kowidowego, używają do powiększenia swej władzy nad obywatelami i realizacji już nie federalnego, ale centralistycznego scenariusza Brukseli.

Zełenski jest więc, również z powodów osobistych, zainteresowany rozszerzeniem tej wojny. Bo jakby się włączył w to Zachód, to nikt by już nie pytał o złote kible jego kolegów, za które można było kupić parę transporterów na jeden sanitariat. Zacząłby się taki zamęt, że nikt by już nie spoglądał w przeszłość. Uwaga – i ja to rozumiem. Tak rozumiem, że jest to Zełenskiego interes i trzeba o tym pamiętać jak się patrzy na ruchy ukraińskich władz. Mają to cały czas w głowie jako główny punkt ciężkości swej strategii. Przy takim myśleniu można już strzelić w Przewodowo, wypuścić, albo tylko wpuścić, stadko styropianowych dronów, czy wyciąć szynę kolejową.

Tu większy interes ma Zełenski niż Putin: dla Zełenskiego to upragnione zbliżanie się do artykułu piątego traktatu NATO, zaś dla Putina to nie tylko testowanie gotowości odpornościowej Zachodu, ale i groźba „obudzenia” się śpiącego dinozaura. Moim zdaniem trzeba to brać pod uwagę i tak czytać – bez moralnego podejścia – strategię ukraińską. Sam bym tak robił na ich miejscu. A tam króluje korupcyjny pragmatyzm, nie nasze podejrzenia o moralne motywacje działań wojennych.

I jeżeli interesem Zełenskiego jest umiędzynarodowienie tej wojny, to nasz interes jest dokładnie odwrotny. Tyle czy realizowany?

Wrzesień 1939

Pamiętacie czasy Września’39? Polska też robiła wszystko by umiędzynarodowić swoją przegraną pozycję. Ale – tu pech – my w odróżnieniu od Ukrainy mieliśmy traktaty i gwarancje bezpieczeństwa ze strony Zachodu. I to, że na nich polegaliśmy, to dlatego też między innymi polegliśmy w tym względzie. Po prostu sprawę załatwiono traktatowo, a nie „w realu”. Na atak na Polskę Francja i Wielka Brytania zachowały się traktatowo, wypowiedziały wojnę Hitlerowi i… poszły do domu się zbroić. I tak zeszedł rok „dziwnej wojny”, my zaś posłużyliśmy za „próg spowalniający” dla Hitlera. Za naszą zdradzoną krew Zachód kupił sobie trochę czasu na dozbrojenie. Francja nie zdążyła, Anglicy – tak.

A trzeba nam było wtedy przebrać paru komandosów w mundurki „ze sklepu wędkarskiego” i przyatakować taki Paryż czy Londyn i wciągnąć towarzystwo do wojny. Ale u nas myślano elegancko – honorowo i traktatowo. I co dostaliśmy za to od Zachodu na koniec zwycięskiej przecież wojny? Jałtę, nieobecność na defiladzie zwycięstwa polskich żołnierzy, by nie drażnić Stalina, który akurat to miał gdzieś. I jeszcze uwaga! – rachunek za nasz wysiłek wojenny na Zachodzie wystawiony nam (sic!) w postaci zarekwirowania polskich zapasów złota zgromadzonych w Wielkiej Brytanii.

Co ma Ukraina? Ano nie ma żadnych traktatów gwarancji bezpieczeństwa, nie ma więc na czym romantycznie i moralnie polegać. Polega więc na sobie. Nie wie, a może wie, tylko jej władze udają, że nie wiedzą, bo ich to nie będzie osobiście dotyczyć, że i tak zostaną oddani na pożarcie. Tym bardziej Zełenski będzie więc eskalował wojnę, by ta się rozszerzyła i nie ma co mu się dziwić. To desperacja, miotanie się w saku. Jeśli ta wojna się rozszerzy, to tylko na wymiar uzupełnienia „siły żywej” głównie o Słowian, użytych nie pierwszy raz do zachodniego pochodu na Rosję. A to, że i u nas są ochoczy do tego politycy i ich przerażająco głupi akolici, to osobna sprawa. Tych, jak dożyją, zobaczymy jeszcze w pierwszych szeregach narracji „a nie mówiliśmy, że będzie wojna”? Choć sami do tej wojny parli wdeptywaniem w ziemię Putina, własną słabością i służalczością klienta wobec swego zagranicznego patrona. Pal ich tam licho, ale dlaczego wciągnięto w to cały naród, bo nawet niechciana wojna – dotyczy go w całości?

Second to fight?

Pozostaje już tylko smutna satysfakcja, że to tym razem Ukraina, nie my, poszła jako pierwsza na ten front. Tym bardziej musimy Ukraińcom nie tyle współczuć, co ostrzegać ich przed tym, nieznanym im jako twór państwowy zdradzonego narodu, scenariuszem, który ćwiczyliśmy w swej historii przez stulecia. Słaba, jako się rzekło to satysfakcja, że inni idą naszą krwawą ścieżką. My idziemy bowiem zaraz za nimi, w drugim szeregu. 

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

السعودية خسرت حرب أربعة أيام كل ما راكمته في حرب اليمن منذ عام

Saudyjczycy stracili wszystko, co zgromadzili w wojnie w Jemenie od 2015 r., w ciągu zaledwie czterech dni.

Saudyjczycy stracili wszystko, co zgromadzili w wojnie w Jemenie od 2015 r., w ciągu zaledwie czterech dni.

Bez przesady i dramatyzmu: aby zrozumieć, jak katastrofalne w skutkach są dla Arabii Saudyjskiej wydarzenia w Jemenie, należy najpierw zrozumieć kontekst samej wojny w Jemenie.

W marcu 2015 roku Arabia Saudyjska rozpoczęła operację Resolve Storm, tworząc wielonarodową koalicję wojskową pod swoim dowództwem w celu walki z Ansar Allah.

Lata wcześniej Ansar Allah była grupą skoncentrowaną głównie w Saadzie i północnym Jemenie. Prowadziła kilka wojen z armią jemeńską pod dowództwem Alego Abdullaha Saleha. Reżim Saleha wykorzystywał wojnę z Ansar Allah – a także walkę z Al-Kaidą i innymi grupami zbrojnymi – jako element relacji bezpieczeństwa ze Stanami Zjednoczonymi i w celu zapewnienia sobie wsparcia ze strony Waszyngtonu.

Jednakże po tzw. Arabskiej Wiośnie i upadku starego systemu politycznego w Jemenie, sytuacja zmieniła się radykalnie w krótkim czasie.

Ansar Allah zdołało posunąć się na południe od Saady, zdobyć Sanę w 2014 r. i kontynuować natarcie, aż niemal dotarło do Adenu.

W tym momencie interweniowała Arabia Saudyjska.

Zdobycie Adenu przez Ansar Allah oznaczało, że ruch ten był o krok od przejęcia kontroli nad większością Jemenu – w tym nad jego portami i strategicznie ważnymi obszarami nad Morzem Czerwonym, Cieśniną Bab al-Mandab i Zatoką Adeńską.

Początkowo interwencja saudyjska rzeczywiście zakończyła się sukcesem: Siły Ansar Allah zostały odparte od Adenu. Następnie wojska wspierane przez Arabię ​​Saudyjską i Zjednoczone Emiraty Arabskie odbiły części południowego i zachodniego wybrzeża. Po tym linia frontu ustabilizowała się, a Jemen pogrążył się w długiej wojnie na wyniszczenie.

Jednak w ciągu ponad dziesięciu lat wojny, pomimo środków finansowych, samolotów i broni, a także wsparcia politycznego i militarnego, Arabia Saudyjska, Emiraty i ich sojusznicy nie zdołali zdobyć Sany, zniszczyć Ansar Allah ani odzyskać większości terytoriów kontrolowanych przez ten ruch.

Najważniejszym osiągnięciem było przejęcie kontroli nad zachodnim wybrzeżem na południe od Al-Hudajdy aż po Al-Mukha, Dhubaab, Bab al-Mandab oraz okoliczne obszary i wyspy.

Obszar ten stanowił praktycznie najważniejszy militarny zysk terytorialny, jaki Arabia Saudyjska i jej sojusznicy osiągnęli w zachodnim Jemenie w ciągu dziesięciu lat wojny.

I dokładnie to się teraz zmieniło: Ansar Allah potrzebowało zaledwie kilku dni, aby niemal całkowicie odzyskać ten obszar.

W ciągu tygodnia intensywnych działań ofensywnych załamał się front, który Arabia Saudyjska i jej sojusznicy budowali i zabezpieczali przez lata.

A to jest prawdziwa katastrofa dla Arabii Saudyjskiej.

Aby to zrozumieć, trzeba wziąć pod uwagę znaczenie samego zachodniego wybrzeża.

Jednym z najważniejszych miast Jemenu, które w ostatnich latach pozostawało poza kontrolą Ansar Allah, jest Al-Mukha – nie tylko dlatego, że jest miastem nadmorskim, ale również dlatego, że ma ważny port i znajduje się przy głównej drodze do Bab al-Mandab.

W ostatnich latach Ansar Allah kontrolował port Al-Hudajda i ograniczony pas wybrzeża na północy. Z tego obszaru ruch ten przeprowadził większość operacji morskich przeciwko statkom powiązanym z Izraelem od początku wojny w Strefie Gazy w 2023 roku.

Stamtąd następnie rozwinęła się bezpośrednia konfrontacja ze Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią na Morzu Czerwonym.

Jednakże Ansar Allah działała z relatywnie ograniczonego obszaru geograficznego.

Ruch musiał użyć rakiet balistycznych dalekiego zasięgu, pocisków manewrujących, dronów i broni morskiej, aby dotrzeć do statków położonych dalej na południe lub w pobliżu Bab al-Mandab.

Niemniej jednak Ansar Allah udowodnił, że Ruch ten jest w stanie zakłócić transport morski i zmusić duże firmy do zmiany tras.

Jednak wdrożenie bardziej kompleksowej blokady – zwłaszcza wobec saudyjskich tankowców – było znacznie trudniejsze, dopóki Al-Mukha, znaczna część zachodniego wybrzeża i Bab al-Mandab pozostawały poza ich kontrolą.

Powodem jest to, że Arabia Saudyjska do tej pory mogła efektywnie transportować ropę naftową przy użyciu własnych tankowców, dzięki czemu nie musiała się tak bardzo martwić rosnącymi kosztami ubezpieczeń morskich.

I dokładnie to się teraz zmieniło.

Od początku wojny Arabia Saudyjska nałożyła daleko idącą blokadę na Jemen, a zwłaszcza na obszary kontrolowane przez Ansar Allah. Rijad nałożył ograniczenia na lotnisko w Sanie, ruch portowy oraz przepływ towarów, dochodów, wynagrodzeń i całej gospodarki, wykorzystując tę ​​blokadę jako narzędzie do osłabienia rządu w Sanie i przytłoczenia go problemami gospodarczymi.

Ansar Allah podjęła wówczas decyzję – jak powszechnie wiadomo – o nałożeniu blokady morskiej na Arabię ​​Saudyjską, aby zmusić Rijad do zniesienia blokady obszarów kontrolowanych przez Ansar Allah.

Ansar Allah sprawuje teraz ścisłą kontrolę nad zachodnim wybrzeżem Jemenu i bramami Bab al-Mandab. To znacznie zwiększa ich możliwości monitorowania żeglugi i stwarzania zagrożenia dla statków i tankowców w porównaniu z rokiem 2023.

I właśnie w tym momencie stają się widoczne pełne konsekwencje tego, co wydarzyło się w Arabii Saudyjskiej.

Ponieważ Arabia Saudyjska, która do tej pory była w stanie transportować dużą część swojej ropy naftowej przez cieśninę Bab al-Mandab pomimo blokady jemeńskiej, nie będzie już mogła tego robić tak łatwo w nowych warunkach militarnych.

Źródło: السعودية خسرت حرب أربعة أيام كل ما راكمته في حرب اليمن منذ عام

Fabryka VW będzie produkowała izraelską broń

Fabryka VW będzie produkowała izraelską broń

12.09.2026 wolnemedia.net/fabryka-vw-bedzie-produkowala-izraelska-bron

7 września 2026 r. Volkswagen ogłosił wstępne porozumienie w sprawie sprzedaży zakładu w Osnabrück. Nabywcą większościowym ma być izraelska firma inwestycyjna Aurelius Capital (specjalizująca się w projektach obronnych), a mniejszościowym — kraj związkowy Dolna Saksonia. Zakład ma zostać przekształcony w centrum produkcji rozwiązań obronnych, a pierwszym „projektem kotwicznym” będzie współpraca z izraelskim koncernem zbrojeniowym Rafael Advanced Defense Systems (m.in. Iron Dome).

Nie jest to jednak bezpośrednie przejęcie fabryki przez Rafael. To sprzedaż izraelskiemu funduszowi obronnemu + niemieckiemu landowi, a następnie produkcja komponentów systemów obrony powietrznej we współpracy z izraelską zbrojeniówką. Transakcja jest na etapie porozumienia o kluczowych warunkach i wymaga jeszcze finalnych umów, zgód organów i decyzji nadzorczych.

Zamiast kabrioletów — wyrzutnie i transportery. Fabryka VW w Osnabrück przechodzi pod izraelskiego inwestora i ma produkować komponenty obrony powietrznej. Volkswagen wycofuje się z historycznego zakładu w Osnabrück. Zamiast T-Roc Cabrioletów mają tam powstawać elementy systemów obrony powietrznej we współpracy z izraelskim Rafaelem — producentem m.in. Iron Dome.

W poniedziałek 7 września 2026 r. koncern, kraj związkowy Dolna Saksonia i izraelska spółka inwestycyjna Aurelius Capital uzgodniły kluczowe warunki sprzedaży Volkswagen Osnabrück GmbH. Aurelius ma objąć pakiet większościowy, land — mniejszościowy. Po zakończeniu produkcji samochodów latem 2027 r. zakład ma być stopniowo przekształcany w „centrum kompetencji ds. rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa i obronności”. Obecnie pracuje tam ok. 1800 osób. Rada zakładowa szacuje, że nowa perspektywa może objąć około trzech czwartych załogi, czyli ok. 1400 miejsc pracy.

Pierwszym projektem kotwicznym ma być współpraca z Rafael Advanced Defense Systems. Chodzi o potencjalną produkcję systemów i komponentów obrony powietrznej przeznaczonych dla Niemiec i Europy — transporterów rakiet, wyrzutni, generatorów prądu i innych elementów. Same pociski przechwytujące Tamir (kluczowy element Iron Dome) nie mają być tam wytwarzane.

Prezes Rafaela Yoav Tourgeman podkreślił, że celem jest długoterminowe partnerstwo przemysłowe, w którym technologia będzie w pełni produkowana w Niemczech, „aby chronić Niemcy i Europę”.

Media donoszą też o możliwych kolejnych projektach, m.in. przebudowie pick-upów Amarok na pojazdy wojskowe we współpracy z polską grupą WB Group.

Rozmowy o przekształceniu zakładu toczyły się od wiosny 2026 r. Początkowo rozważano joint venture Volkswagena z Rafaelem. Projekt zablokował jednak katarski fundusz Qatar Investment Authority, który ma ok. 17 proc. praw głosu w VW i dwa miejsca w radzie nadzorczej. Rozwiązaniem stała się sprzedaż zakładu podmiotom trzecim: izraelskiemu funduszowi Aurelius (z siedzibą w Tel Awiwie, specjalizującemu się w technologiach obronnych) oraz Dolnej Saksonii, która i tak jest drugim największym akcjonariuszem Volkswagena. Dopiero nowi właściciele mają współpracować z Rafaelem.

Aurelius to fundusz defense-tech założony m.in. przez Alona Lifshitza i Tomera Jacoba, z udziałem m.in. byłego dowódcy izraelskich sił powietrznych gen. Amira Eshela. To ten sam, który podczas samowolnego niskiego przelotu izraelskich F-15 nad Auschwitz na protesty polskiej kontroli powietrznej powiedział: „Słuchaliśmy Polaków przez 800 lat. Dzisiaj już nie musimy słuchać”.

Zakład w Osnabrück (dawna fabryka Karmanna, przejęta przez VW) od 2024 r. był przeznaczony do wygaszenia produkcji. Koncern ogranicza moce w Niemczech z powodu słabego popytu, wysokich kosztów i konkurencji z Chin. Jednocześnie Europa gwałtownie zwiększa wydatki obronne. Przekształcenie zakładów motoryzacyjnych w linie zbrojeniowe staje się jednym ze sposobów na zagospodarowanie nadwyżki mocy produkcyjnych — podobne ruchy robi m.in. Rheinmetall.

Prezes VW Oliver Blume: „Podejmujemy ważny krok, by otworzyć temu zakładowi nową przyszłość przemysłową. Volkswagen poczuwa się do odpowiedzialności za Osnabrück”.

Premier Dolnej Saksonii Olaf Lies mówił o „prawdziwej szansie przemysłowej” i zmianie sytuacji bezpieczeństwa.

Porozumienie jest wstępne. Szczegóły finansowe nie zostały ujawnione. Finalizacja zależy od dalszych negocjacji, zgód korporacyjnych i kontroli urzędowych.

Autorstwo: Andrzej Kumor Źródło: Goniec.net

Jak Niemcy stały się największym sponsorem ludobójstwa i terroryzmu

Jak Niemcy stały się największym sponsorem ludobójstwa i terroryzmu

Niemcy są najważniejszym dostawcą broni dla obu wielkich wojen, które obecnie ogarniają świat. W przypadku Izraela Niemcy są współwinne ludobójstwa; w przypadku Ukrainy wspierają terroryzm państwowy.

F. Merz, 2024: Pokój jest na cmentarzu – Upadek

Rząd niemiecki z dumą wielokrotnie ogłasza dwie rzeczy: po pierwsze, że bezpieczeństwo Izraela leży w niemieckim interesie narodowym, co rząd wykorzystuje do uzasadnienia sprzedaży broni Izraelowi, a nawet przekazywania wielu systemów uzbrojenia; po drugie, że Berlin jest największym sponsorem Ukrainy. W obu przypadkach dostarczają broń krajom prowadzącym wojnę, a to nawet nie jest najgorsze.

Naprawdę przerażające jest to, że Niemcy stały się obecnie największym sponsorem wojen agresywnych, zbrodni wojennych, ludobójstwa i terroryzmu państwowego – i że niemiecka opinia publiczna nawet o tym nie wie.

Dostawy broni do stref wojennych

Większość Niemców zdaje się zapominać, że dostawy broni do stref wojennych i obszarów kryzysowych są w Niemczech surowo zabronione przez prawo. Ponieważ rząd niemiecki może przyznawać wyjątki ‚w indywidualnych przypadkach’, partia Zielonych prowadziła kampanię w 2021 roku, obiecując, że nie będzie można dostarczać broni ani sprzętu wojskowego do stref kryzysowych i obszarów wojennych, jeśli dojdzie do władzy. Jak wiadomo, zaraz po dołączeniu do rządu stali się oni najzagorzalszymi tej sprawy.

Nie zmienia to jednak faktu, że w Niemczech obowiązuje zasadniczy zakaz takich dostaw. Mimo to rząd niemiecki z dumą ogłasza przy każdej okazji, że Niemcy są największym sojusznikiem Ukrainy i już dostarczyły jej pomoc wojskową, tj. broń i amunicję, o wartości około 57,6 miliarda euro.

Dym unoszący się nad budynkiem trafionym podczas izraelskiego ataku w Chan Junus na południu Strefy Gazy.

Strefa Gazy – dym unoszący się nad budynkiem trafionym podczas izraelskiego ataku

A Izrael, który od 2023 roku prowadzi wojnę na wyniszczenie w Strefie Gazy, który dokonuje tak brutalnych czystek etnicznych na Zachodnim Brzegu, że krytykował go nawet ‚Der Spiegel’, który najechał Liban i Syrię, i który wraz z USA prowadzi również wojnę agresywną przeciwko Iranowi z naruszeniem prawa międzynarodowego, nadal otrzymuje broń z Niemiec.

Niemcy nie są jedynym dostawcą broni dla Izraela. W latach 2020–2024 Izrael otrzymywał 66% swojej broni z USA, a 33% z Niemiec, co oznacza, że poza USA i Niemcami praktycznie żaden inny kraj na świecie nie jest już skłonny dostarczać terrorystycznemu państwu broni, za pomocą której Izrael otwarcie i bezczelnie popełnia zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości.

Historyczna odpowiedzialność Niemiec

Jeśli Niemcy ponoszą historyczną odpowiedzialność wynikającą z czasów nazistowskich, to z pewnością nie jest nią obowiązek wspierania Izraela w wojnie na wyniszczenie ani bezsensownego przedłużania wojny na Ukrainie poprzez dostawy broni. Moim zdaniem historyczną odpowiedzialnością Niemiec jest zrobienie wszystkiego, co w ich mocy, aby zapobiec wojnom, a przede wszystkim ludobójstwom.

Jednak rząd federalny Niemiec robi dokładnie odwrotnie, wspierając izraelskie wojny agresywne przeciwko Libanowi, Syrii i Iranowi, a także izraelskie ludobójstwo na Palestyńczykach i przedłużając wojnę na Ukrainie zamiast dążyć do jej zakończenia. Mówiąc wprost: dostarczając broń Izraelowi i Ukrainie, Niemcy są jednym z głównych podżegaczy najkrwawszych wojen toczących się obecnie na świecie.

Ale to nie wszystko, bo to również należy jasno powiedzieć: Niemcy są jednym z najaktywniejszych zwolenników ludobójstwa na Palestyńczykach i jednym z największych dostawców broni wojennej na czarnym rynku, ponieważ znaczna część broni dostarczanej Ukrainie jest odsprzedawana islamistycznym terrorystom i zorganizowanej przestępczości w Europie.

Niemcy łamią prawo międzynarodowe

Niemcom postawiono już zarzuty przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości za współudział w izraelskim ludobójstwie na Palestyńczykach. Jednak tylko kilka niemieckich mediów poinformowało, że ustne argumenty w procesie rozpoczęły się kilka dni temu.

Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości nie należy mylić z Międzynarodowym Trybunałem Karnym. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości jest organem ONZ, a jego orzeczenia są wiążące dla wszystkich państw na całym świecie, natomiast Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) jest instytucją państw-sygnatariuszy Statutu Rzymskiego, a jego orzeczenia i decyzje są wiążące wyłącznie dla tych państw.

Niemcy są jednak sygnatariuszem Statutu Rzymskiego, a Międzynarodowy Trybunał Karny wydał nakaz aresztowania premiera Izraela Netanjahu pod koniec 2024 roku za ludobójstwo Izraela na Palestyńczykach. Niemcy byłyby teraz zobowiązane do aresztowania Netanjahu, gdyby miały ku temu środki. Rząd niemiecki jednak odmawia tego i po prostu nadal wspiera Izrael w utrwalaniu ludobójstwa.

Niemcy ignorują zatem postępowania toczące się przed dwoma sądami międzynarodowymi i pozostaje kwestią otwartą, czy sądy te ostatecznie wydadzą orzeczenia i czy Niemcy będą je następnie egzekwować, do czego są zobowiązane na mocy prawa międzynarodowego.

Nawiasem mówiąc, rozwiązanie dwupaństwowe, tj. utworzenie państwa palestyńskiego, jest również częścią prawa międzynarodowego, ponieważ podczas powstawania Izraela ONZ zdecydowała o utworzeniu dwóch państw: jednego dla Żydów i jednego dla Palestyńczyków. Oficjalnie rząd niemiecki deklaruje poparcie dla rozwiązania dwupaństwowego, ale w rzeczywistości popiera rząd Netanjahu, który otwarcie deklaruje, że jego działania w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu (prowadzone przy wsparciu Niemiec) mają na celu definitywne zapobieżenie powstaniu państwa palestyńskiego i aneksję obu terytoriów.

Niemcy wspierają terroryzm państwowy

Ukraińcy regularnie atakują cele w głębi Rosji. Na celowniku jest ostatnio zwłaszcza Tuapse

Ukraińcy regularnie atakują cele w głębi Rosji

To, że ludność cywilna ucierpiała w wyniku wojny, jest smutnym faktem. Jednak celowe zabijanie cywilów jest zbrodnią wojenną. Właśnie to robi Ukraina, celowo wystrzeliwując drony i rakiety, które Niemcy, między innymi, finansują i dostarczają, w kierunku ludności cywilnej w Rosji. Dzieje się tak niemal codziennie, gdy Ukraina używa dronów do atakowania cywilnych autobusów w Donbasie lub celowo kieruje drony dalekiego zasięgu na budynki mieszkalne w rosyjskich miastach położonych daleko od linii frontu.

Obiektywnie rzecz biorąc, Niemcy ponownie stały się państwem zbójeckim, które wspiera i promuje wojny agresywne, zbrodnie wojenne, ludobójstwo, terroryzm państwowy itd.

Fakt, że rzekomo niezależne, obiektywne i krytyczne niemieckie media milczą na ten temat, zamiast faktycznie przyznać się do historycznej odpowiedzialności Niemiec i skrytykować rząd za jego zbrodnie, pokazuje, że dzisiejsze niemieckie media są co najmniej tak samo kontrolowane, jak w latach 30. XX wieku. Po prostu lepiej jest – jak wówczas – ukryć to przed opinią publiczną.

anti-spiegel.ru/wie-deutschland-zum-groessten-unterstuetzer-von-staatsterrorismus-und-voelkermord-wurde

Napisał: Thomas Röper

Opracował: Zygmunt Białas

Siły Ansar Allah rozpoczynają błyskawiczną kampanię mającą na celu zmianę rachunku różniczkowego i całkowego regionu

Siły Ansar Allah rozpoczynają błyskawiczną kampanię mającą na celu zmianę rachunku różniczkowego i całkowego regionu

Symplicjusz 12 września 2026 r. simplicius/ansar-allah-forces-launch-lightning

Wczoraj jemeńskie siły Ansar Allah dokonały szokującego przejęcia dużego obszaru, który wcześniej znajdował się w posiadaniu wspieranych przez Arabię ​​Saudyjską sił narodowych. Następca tronu, książę MBS, błagał nawet Trumpa o interwencję i uderzenie w „rebeliantów”, jak donosi Axios , czego Trump rzekomo odmówił.

Jak poinformowali dwaj amerykańscy urzędnicy, saudyjski następca tronu Mohammed bin Salman (MBS), dzwonił w czwartek dwukrotnie do prezydenta Trumpa, wzywając go do rozpoczęcia ataków na Hutich, w związku z tym, że wspierana przez Iran grupa zbliża się do ważnego punktu przewężenia na Morzu Czerwonym.

Trump odmówił, a urzędnicy amerykańscy podkreślili, że administracja na razie nie planuje bezpośredniej interwencji przeciwko Huti.

Ta ostatnia ofensywa wywołała burzę na Bliskim Wschodzie, szczególnie w związku z bezprecedensowym atakiem na saudyjski rurociąg naftowy Wschód-Zachód, który uznano za kluczowy atut USA i ich sojuszników w przełamaniu irańskiej blokady Ormuzu.

Iran Observer@ IranObserver0IranObserver0⚡️PILNE:

USA potwierdziły uszkodzenie saudyjskiego rurociągu naftowego Wschód-Zachód. Stacje pompowe zostały trafione pociskami pochodzącymi z Iraku lub Jemenu. W rezultacie nie można przetransportować 7 milionów baryłek ropy dziennie. Rurociągi nie są realną opcją ominięcia…

19:48 · 11 września 2026 · 30,9 tys. wyświetleń Views


Źródło

Jak podają źródła, opublikowane zdjęcia pokazują stację pompową tego rurociągu, która została uszkodzona:

Ayden@ squatsonssquatsons

Z sieci zniknęły nowe zdjęcia przedstawiające zniszczenia spowodowane atakiem rakietowym Huti na dwie stacje pompujące wzdłuż saudyjskiego rurociągu naftowego Wschód-Zachód – stacje Al-Dhekraa i Al-Misbaah.

19:06 · 11 września 2026 · 684 tys. wyświetleń Views


Zdjęcia satelitarne pokazujące uderzenie rurociągu.

Dla porządku dodam, że wszyscy zakładali, że to Huti zaatakowali rurociąg, ale CNN donosi , że za tym mogła stać iracka grupa oporu, a Al Jazeera donosi, że Arabia Saudyjska również to potwierdziła .

Agencja Reuters pisze, że iracki dowódca został zdymisjonowany po tym, jak „potwierdzono”, że drony pochodziły z Iraku:

https://www.reuters.com/world/middle-east/iraqi-military-commander-dismissed-after-drone-attacks-against-saudi-arabia-2026-09-11/

KAIR, 12 września (Reuters) –Iracki dowódca wojskowy został odwołany w sobotę rano po tym, jak śledztwo potwierdziło, że ostatnie ataki dronów na Arabię ​​Saudyjską pochodziły z Iraku,wynika z oświadczenia biura premiera Iraku.

Zgodnie z oświadczeniem dowódca dowodził operacjami w prowincji Majsan w południowym Iraku.

Z drugiej strony, bagatelizowanie ostatnich sukcesów Huti może być uzasadnione, ponieważ, jak zauważyli dziś inni, większość kanałów MSM z jakiegoś powodu zamiatała strajk na rurociąg pod dywan.

Doniesienia twierdzą teraz , że cały rurociąg został zamknięty „środkiem ostrożności”, choć nie sprecyzowano, na jak długo.

Sieć Faytuks@ FaytuksNetworkFaytuksNetwork

PILNE: Arabia Saudyjska ogłosiła, że ​​w ramach środków ostrożności zamknęła rurociąg Wschód-Zachód, powołując się na liczne ataki w czwartek. Ataki te spowodowały wiele obrażeń.


The Wall Street Journal@ WSJWSJPilne:

Arabia Saudyjska zamknęła kluczowy rurociąg, który umożliwiał eksportowi ropy naftowej ominięcie Cieśniny Ormuz, twierdząc, że był on wielokrotnie atakowanyon.wsj.com

Arabia Saudyjska zamyka rurociąg, który był kluczowym ominięciem cieśniny Ormuz

============================================

Przypomnijmy, że przez wiele miesięcy jednym z najczęściej omawianych tematów było to, czy Iran będzie w stanie zaatakować saudyjski rurociąg i skutecznie uniemożliwić Królestwu przekierowanie swojej ropy, a tym samym sprawić, że Ormuz stanie się „zbędny”, jak przechwalał się Trump.

To, co najwyraźniej obserwujemy , to skoordynowana kampania Iranu, mająca na celu ostateczne przejęcie kontroli nad USA i ich sojusznikami. Nie może być zbiegiem okoliczności, że kilka dni po tym, jak Iran przeprowadził największy od miesięcy atak na amerykańskie aktywa i ogłosił szerokie rozszerzenie własnej blokady Ormuz, nagle jego Huti, jego sojusznicy, wkroczyli do akcji, by zadać druzgocący cios osi amerykańskiej.

Według doniesień Huti opanowali już cały newralgiczny obszar cieśniny Bab al-Mandab na Morzu Czerwonym, zapewniając Iranowi i jego sojusznikom całkowitą kontrolę nad ogromną częścią globalnego transportu morskiego:

Źródło

Jak dotąd przedstawiciele Ansar Allah stwierdzili, że jedynie statki z Arabii Saudyjskiej będą mogły przepłynąć przez Bab al-Mandab:

Główny negocjator i rzecznik Mohammed Abdusalam (Abdulsalam) oświadczył:„Nie ma mowy o zamknięciu Bab al-Mandab, jak niektórzy sugerują… [pozycja] ogranicza się do blokady morskiej, która dotyczy wyłącznie strony saudyjskiej”.

Główny cios nadszedł wraz z przejęciem kluczowego portu Morza Czerwonego Mocha, górującego nad cieśniną, tuż w momencie, gdy cena ropy wzrosła do 105 dolarów za baryłkę, a cena oleju napędowego w USA po raz pierwszy w historii osiągnęła szczyt na poziomie 6 dolarów za galon.

https://www.ft.com/content/cd652b20-1fa3-4a51-bea7-4d7e33b1eaa2

Wspierani przez Iran rebelianci Huti opanowali jemeński port Mocha nad Morzem Czerwonym, posuwając się na południe w kierunku Cieśniny Bab al-Mandab, ważnego szlaku wodnego dla międzynarodowego handlu morskiego.

Zdobycie Mochy stanowi poważny cios dla Arabii Saudyjskiej, zmuszając Jemen do wycofania się, a także stanowi wsparcie dla Iranu, który stara się utrzymać presję na światowe ceny energii.

Widać wyraźnie, że irańska oś zaciska pętlę na całym regionie, na co nikt nie ma odpowiedzi. Dzieje się tak, ponieważ siły irańskie stosują asymetryczną taktykę wojny hybrydowej, która doskonale uzupełnia słabości i możliwości ich wrogów. Nie ma nic łatwiejszego do trafienia niż ogromne, ociężałe statki w wąskim korytarzu wodnym dla kraju, którego niezmierzoną specjalnością są tanie drony, pociski i inne technologie inwigilacyjne, a który dysponuje mnóstwem jednorazowych sił zastępczych i partyzanckich krążących po całym regionie.

Stany Zjednoczone i ich sojusznicy, tacy jak Arabia Saudyjska, od dziesięcioleci inwestują wszystkie swoje pieniądze i nadzieje w systemy o superwysokiej technologii i prestiżu, które są poza ich zasięgiem w starciu z nowymi, tanimi metodami prowadzenia wojny, które rozwinęły się w naszej neo-industrialnej erze rewolucji, hiper-globalistycznego offshoringu produkcji, zaopatrzenia w części i procesory itd. Zachodnie korporacje zdemokratyzowały towary i produkcję przemysłową, aby doić i wyłudzać zyski od krajów trzeciego świata, co umożliwiło całemu „rozwijającemu się” globalnemu Południu dostęp do powszechnie dostępnej technologii, którą można masowo produkować w warsztatach za niewielkie pieniądze i wykorzystywać do przeciwdziałania wszelkim ociężałym systemom „prestiżowym” używanym przez zachodnie firmy z sektora MIC do powiększania swoich portfeli akcji.

Dowiedz się, jakie są najnowsze doniesienia, że ​​Huti rzekomo użyli Claude AI firmy Anthropic do zaprogramowania własnej, zaawansowanej technologii rakietowej:

Raport o kolizji@ clashreportclashreportHuti wykorzystali kod Claude’a do opracowania oprogramowania do naprowadzania rakiet:

Anthropic Anthropic podaje, że operatorzy w północnym Jemenie uruchamiali równolegle wystąpienia kodu Claude’a w celu zaprojektowania oprogramowania do naprowadzania, symulacji trajektorii i analizy nieudanego testu rakietowego. clashreport.com

Huti wykorzystali kod Claude’a do opracowania oprogramowania do naprowadzania pocisków: Antropiczny · Raport o starciach

· 11 września 2026 ·

———————————–

Zachód chciał globalnej fabryki wyzysku, a zamiast tego dostał zbrojną rewolucję proletariacką i antyimperialistyczną intifadę w jednym.

W wywiadzie udzielonym Ryanowi Morganowi z Epoch Times sekretarz marynarki wojennej USA Hung Cao przyznał się szokująco:

Sekretarz Marynarki Wojennej USA Hung Cao w wywiadzie:

„Irańczycy rozwalili Bahrajn. Marynarka Wojenna USA nie ma gdzie cumować. Powołaliśmy grupę zadaniową, która rozważa opuszczenie bazy [NSA Bahrajn]”.

Dobrze…

W poprzednim artykule informowaliśmy o ostatnich atakach Iranu na amerykańską bazę w Jordanii z 9 września, teraz główne media potwierdziły, że w atakach faktycznie uszkodzono wiele amerykańskich samolotów:

https://www.cbsnews.com/news/multiple-us-military-aircraft-damaged-iran-strikes-military-base-jordan/

Z powyższego materiału CBS:

Jak podają źródła, jeden samolot szturmowy A-10 Thunderbolt znany jako Warthog został trafiony i stracił skrzydło.

Według osób znających szczegóły zniszczeń, które rozmawiały z CBS News pod warunkiem zachowania anonimowości, ponieważ nie były upoważnione do wypowiadania się publicznie,około ośmiu samolotów F-15 odniosło niewielkie uszkodzenia i zostało ponownie przywróconych do służby.

Aż osiem F-15 zostało trafionych, choć twierdzą, że zostały już naprawione, co jest wysoce nieprawdopodobne i podejrzane. Wiemy na pewno, że uszkodzonych zostało więcej maszyn, niż przyznają, ponieważ wyciekły już zdjęcia uszkodzonych śmigłowców wywożonych ciężarówkami .

Trump nadal podwaja swój błąd o utraconych kosztach, twierdząc, że ambicje nuklearne Iranu stanowią poważne zagrożenie dla świata. Żartuje, że gdyby Iran miał broń jądrową, musiałby uklęknąć i schlebiać ajatollahowi jak pochlebca:Nie można załadować wideo.

Czy istnieje ważniejszy powód, dla którego Iran – czy jakikolwiek inny kraj – miałby nabyć broń jądrową, niż ten film powyżej? Trump równie dobrze mógłby puścić reklamę promującą rozprzestrzenianie broni jądrowej.

Teraz jest jasne, że Iran i jego siły zbrojne zyskują decydującą przewagę i strategiczną inicjatywę w regionie. Już w chwili pisania tego tekstu Iran przypuścił nowy atak na statki próbujące przepłynąć przez omańskie wody terytorialne, korzystając z „złotego” szlaku przemytniczego Trumpa. Możemy jedynie założyć, że całkowite zamknięcie Bab al-Mandab jest odkładane na ostateczny, eskalujący cios łaski, gdyby zaszła taka potrzeba. Nie warto grać na chybił trafił, a Iran na razie nie ma potrzeby, by użyć swojej ostatecznej karty Armagedonu. Samo posiadanie swoich pełnomocników na stanowiskach kontroli ognia, gotowych do natychmiastowego przeprowadzenia blokady, samo w sobie stanowi wystarczająco silny sygnał odstraszający.

Trump zasygnalizował teraz, że jego zdaniem wojna zakończy się „po wyborach uzupełniających”. Co więcej, wydaje się to sugerować, że Trump może próbować utrzymać wojnę na niskim poziomie, nie wywołując żadnych poważnych konfliktów do zakończenia wyborów uzupełniających, aby skandaliczny charakter tej katastrofy nie zrujnował szans Republikanów na utrzymanie władzy.

Po wyborach uzupełniających Trump prawdopodobnie uważa, że ​​może wznowić bardziej „twardą grę” z Iranem, zwłaszcza że Stany Zjednoczone uzupełnią część swoich zapasów, zapewnią załogom lotniskowców niezbędny odpoczynek i regenerację, a być może – w optymistycznym umyśle Trumpa – odzyskają niezbędny kapitał polityczny dzięki zwycięstwu w wyborach uzupełniających, które mogłoby wzmocnić mandat Trumpa i dać mu wiatr w żagle do bardziej zdecydowanych działań.

Dlatego obecnie dominująca narracja kręci się wokół obaw, że wojna potrwa do końca jego kadencji, a nawet dłużej. (Ale hej, przynajmniej nie tak długo, jak II wojna światowa czy wojna w Wietnamie!… przynajmniej jeszcze nie).

Najnowsze doniesienia wskazują, że Ansar Allah otoczyli kluczowe miasto Marib i grożą jego zdobyciem, podczas gdy siły wspierane przez Arabię ​​Saudyjską zaczynają się pospiesznie wycofywać :

Iran Observer@ IranObserver0IranObserver0⚡️NAJNOWSZE WIADOMOŚCI:

Ansarullah (Houthi) z Jemenu rozpoczęli ofensywę w bogatym w ropę naftową okręgu Marib Trwają zacięte walki

Jeśli Marib wpadnie w ręce Huti, będą oni mieli w swoich rękach kluczowe centrum energetyczne Jemenu

22:12 · 11 września 2026 · 54,2 tys. wyświetleń Views


49 odpowiedzi Replies· 617 repostów Reposts· 3,16 tys. polubień Likes

Duże konwoje sił wspieranych przez Arabię ​​Saudyjską w Jemenie przygotowują się do ewakuacji z miasta Marib w kierunku Hadramawt. –Źródło

Wygląda na to, że Iran jest o krok bliżej regionalnego mata szacha-mata, gdyż pionki Persa zbliżają się do ostatniego rzędu awansu na oczach drżącego króla przeciwnika, osaczonego w jego pocisku H1.

Czy pokonany wróg przełknie dumę i zaproponuje remis, by ratować twarz, czy też będzie kontynuował poszukiwania haniebnego celu, jakim jest odkrycie partnera?

Znając predyspozycje Króla Pomarańczowego, bardziej prawdopodobny wynik przedstawia się zgodnie ze słynnym przysłowiem gołębia:

Brzmi znajomo, prawda?

Korowód ślepców zmierza ku katastrofie

Korowód ślepców zmierza ku katastrofie

Krzysztof Warecki

Już od kilku lat jesteśmy świadkami niezwykle niepokojących wydarzeń w Europie i na Bliskim Wschodzie, które w ostatnim czasie nabrały zastraszającego tempa.

W Europie szczególnie niepokojąca jest szybko postępująca ogromna eskalacja wojny zastępczej, jaką na terytorium Ukrainy NATO prowadzi z Rosją. Także na Bliskim Wschodzie obserwujemy gwałtowny wzrost napięcia, skutkujący rozszerzającą się wojną amerykańsko-irańską, która zasysa coraz więcej krajów.

Jako Polacy, którzy zajmujemy obszar w centrum Europy, powinniśmy odbierać eskalację NATOwsko-rosyjską jako prawdziwy koszmar. Gdy słuchamy wypowiedzi czołowych zachodnich polityków, okazuje się, że wszyscy kochają wojnę, zaś pokój interesuje tylko nielicznych. Nawet dyplomaci – i to jest przerażające – zamiast intensywnie pracować nad powstrzymaniem tego szaleństwa śmierci za naszą wschodnią granicą, wydają się jedynie dolewać oliwy do ognia. Akademickim przykładem tego typu postawy na europejskim podwórku jest szefowa dyplomacji UE Kaja Kallas, u nas zaś równie żałosna osobliwość w osobie ministra spraw zagranicznych RP, Radosława Sikorskiego.

Nie lepiej jest za Oceanem. W 2025 roku, kiedy polityczny i medialny mainstream na całym Zachodzie trwożliwie krzyczał, że Donald Trump dogaduje się z Władimirem Putinem, sprawy miały się zupełnie inaczej. W rzeczywistości Trump, ściśle współdziałając z CIA i korporacją Palantir, przygotowywał potężną eskalację konfliktu z Federacją Rosyjską w postaci trwającej od kilku miesięcy wojny dronowej. W tle wizyt Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera (Flip i Flap militarnej komiwojażerki USA) w Moskwie, Waszyngton planował zakrojone na szeroką skalę ataki na cele i krytyczną infrastrukturę położoną w głębi Rosji. Mrocznym preludium do trwającej obecnie wojny dronowej był przeprowadzony w nocy z 28 na 29 grudnia 2025 roku ukraiński atak na rezydencję prezydenta Federacji Rosyjskiej w Wałdaju. Innymi słowy, pomimo deklaracji, że wojnę można zakończyć jednym telefonem, a nawet po ubiegłorocznym szczycie w Anchorage, w rzeczywistości Donald Trump ani na chwilę nie odstąpił od swojej strategii podporządkowania Rosji i jej zasobów zachodnim plutokratom. W tym właśnie tkwi istota problemu.

Wojno trwaj!

W kontekście tych wszystkich pozornych sprzeczności w działaniach administracji Trumpa, niebagatelną rolę odgrywa wspomniana spółka Palantir, która doskonale wpisuje się w logikę bieżących wydarzeń i naszych czasów w ogóle. Jako zarządca należącego do Pentagonu systemu Maven znajduje się ona w samym sercu amerykańskiej machiny wojennej i ze względu na lukratywne kontrakty z Pentagonem użyje wszelkich wpływów i pieniędzy, aby wojny nigdy się nie skończyły. I nie ma tutaj znaczenia czy będzie to wojna z Rosją, Iranem, czy też niekończąca się wojna z terroryzmem, która obecnie przyjmuje postać wojny z zaganianymi do globalnego obozu koncentracyjnego narodami świata.

Bez wątpienia interesy globalistycznej finansjery i sektora zbrojeniowo-technologicznego idealnie połączyły się w osobie Donalda Trumpa, który jest w bliskich relacjach z założycielem i przewodniczącym rady nadzorczej Palantir, Peterem Thielem. Z kolei jeśli przyjrzeć się dyrektorowi wykonawczemu Palantir, Alexowi Karpowi, to jest on wyjątkowo obleśnym podżegaczem wojennym, który „wierzy”, że broni całej zachodniej cywilizacji i że zabijanie mas ludzi za pomocą sztucznej inteligencji ma wymiar zbawczy oraz jest konieczne. To indywiduum o mentalności banderowca jest z kolei bliskim przyjacielem byłego ministra obrony Ukrainy, Michaiła Fiodorowa, za sprawą którego firma Palantir jest wszechobecna na Ukrainie, odgrywając pierwszoplanową rolę w dronowej wojnie z Rosją. Karp przyznał, że to Palantir wybiera większość celów, które atakuje Ukraina w głębi Rosji. Należy podkreślić, że wszystkich ich łączy ekstremalny brak zasad moralnych, przejawiający się w niepohamowanej chciwości i żądzy władzy.

Wygodna tajność, czyli kluczowa rola CIA

Sposób, w jaki prowadzi się obecnie wojnę, z perspektywy amerykańskich i europejskich polityków nie ma znaczenia, bo są oni bezpieczni i dalecy od bitewnego zgiełku. Dla nich realia wojny są abstrakcją, czymś w rodzaju gry wideo. Dlatego Trump, mówiąc o bombardowaniu Iranu, mówi tak, jakby brał udział co najwyżej w kowbojskim mordobiciu na Dzikim Zachodzie. Wydaje się on w ogóle nie dostrzegać barbarzyństwa wojny, która w krótkiej perspektywie jest opłacalna dla takich polityków, jak on, i stojących za nim koterii biznesowych.

To wszystko oczywiście odbywa się na koszt amerykańskiego i europejskiego podatnika, ponieważ swoją szaleńczą polityką zarówno prezydent USA, jak też i jego europejscy wasale kumulują potężne długi, które pomnożą bogactwo nielicznych, a pogłębią biedę milionów. Nie oszukujmy się, tych długów nie będą spłacać właściciele Palantira, Lokheed Martina czy Chevrona, lecz zwykli ludzie. Pod pretekstem prowadzenia „słusznych” wojen z „agresywną” Rosją czy „terrorystycznym” Iranem, z wiszącym nad światem złowieszczym cieniem Chin, dokonuje się na Zachodzie na ogromną skalę transfer publicznych pieniędzy na prywatne konta.

Aby nie tłumaczyć się przed społeczeństwem, amerykańskie elity polityczno-biznesowe już kilka dekad temu postawiły w samym centrum amerykańskiej polityki zagranicznej CIA. Z punktu widzenia okupujących Stany Zjednoczone grup interesu tak jest ze wszech miar wygodnie, bo jeśli coś jest tajne, to można się tego wyprzeć. Jeśli coś jest tajne, to wystarczy powiedzieć, że jest to kwestia bezpieczeństwa narodowego i nie ma potrzeby wyjaśniać czegokolwiek opinii publicznej. Sekretność jest więc jednym z najistotniejszych czynników w amerykańskiej polityce zagranicznej.

Z punktu widzenia zwykłego człowieka jest to katastrofa, która może doprowadzić do wojny nuklearnej i końca naszej cywilizacji, ale dla Trumpa i środowiska, które reprezentuje, nie ma w tym żadnego ryzyka, bo nikt z nich za to nie odpowiada. Wszystko dzieje się w dużej mierze w tajemnicy i na kredyt, a z perspektywy USA może to trwać bardzo długo, ponieważ istnieją konkretne grupy nacisku, które mają interes w tym, aby to się nie skończyło. A lobby numer jeden to oczywiście szeroko rozumiany kompleks militarno-przemysłowy, czy też raczej przemysłowo-technologiczny.

Najbardziej aktywnymi lobbystami na rzecz wojny są obecnie Dolina Krzemowa, na czele z Palantir, Space X oraz inne korporacje technologiczne, bo dzięki temu testują swoje wysokotechnologiczne systemy uzbrojenia w realiach bojowych. Warunkuje to tak szybki postęp, że zmiana całych generacji technologicznych następuje w ciągu tygodni, a najwyżej miesięcy. Alex Karp nie kryje zachwytu, że tak szybko udoskonalane są technologie służące do zabijania Palestyńczyków w Strefie Gazy, do celowego niszczenia cywilnej infrastruktury w Iranie, czy do uderzeń w głębi Rosji. Tymczasem amerykańskie społeczeństwo nie ma nad tym realnej kontroli i podobnie jest w państwach Europy Zachodniej. Cały ten szwindel ukrywa się za szyldem CIA, co pozwala elitom tak łatwo kontynuować tę lukratywną zabawę jako realną wojnę.

Rzucić Rosję na kolana

Jednak nie da się zachować tak ogromnego i nikczemnie zdobytego bogactwa oraz zapewnić dalszego jego pomnażania bez zdobycia absolutnej władzy, najlepiej na poziomie globalnym. Wspaniała perspektywa ku temu otworzyła się po rozpadzie Związku Radzieckiego, w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia 1991 roku. Wówczas to talmudyczno – anglosaskie elity zleciły CIA, aby obrała sobie za cel ostateczne rzucenie Rosji na kolana. Zainicjowaną wówczas aktywność ujął w spójną doktrynę Zbigniew Brzeziński w wydanej w 1997 roku książce Wielka Szachownica. Szczególnie znamienny i wiele mówiący jest jej podtytuł: Prymat Ameryki i jego imperatywy geostrategiczne, który oddaje sens całej ówczesnej amerykańskiej polityki zagranicznej. W swojej istocie sprowadzała się ona do trwałego podporządkowania Rosji Stanom Zjednoczonym. Po Rosji następne miały być Chiny. Od tamtego czasu nic się w tej kwestii się nie zmieniło.

Jednym ze sposobów osiągnięcia tego celu jest to, co Brzeziński nazwał państwami geopolitycznego zwrotu. Są to te państwa, które same w sobie nie mają dla Amerykanów żadnego znaczenia poza jednym – można je wykorzystać jako swoje narzędzia przeciwko wielkim mocarstwom. Na szczycie listy takich państw Brzeziński postawił Ukrainę, bo – jak trafnie zauważył – z chwilą, gdy Amerykanie „zdobędą” Ukrainę, Rosja przestanie być mocarstwem.

Chociaż idea ta została sformułowana dekady temu, to jest ona konsekwentnie realizowana, pomimo że w trakcie tego procesu giną i milionami odnoszą obrażenia konkretni, kompletnie nie związani z tą ideą ludzie. Na naszych oczach Ukraina rozpada się jako państwo, ale dla spragnionych dominacji nad światem rządzących Stanami Zjednoczonymi grup interesów nie ma to żadnego znaczenia. Dlatego sprowokowana przez nich wojna na Ukrainie będzie kontynuowana bez zbędnych wyrzutów sumienia tak długo, jak uznają to za konieczne.

Drugim państwem geopolitycznego zwrotu na liście Brzezińskiego był Iran, identyfikowany przez niego jako kluczowy ze względu na położenie i zasoby kraj dla regionu Zatoki Perskiej i Morza Kaspijskiego. Kto kontroluje Iran, ten kontroluje wszystko, a więc ma dominację nad światem i jego zasobami. Wszystko to sięga więc bardzo głęboko (nie tylko w przeszłość) i zasadniczo ma niewiele wspólnego z Trumpem, choć w sposób idealny uosabia on chciwość, korupcję i przemoc talmudyczno-anglosaskich plądrowników. Jest on tylko marionetką w ich ręku, podobnie jak jego poprzednicy na urzędzie prezydenta Stanów Zjednoczonych, począwszy od Billa Clintona.

Obejmując urząd prezydenta w 1993 roku, Clinton wyznaczył kurs, zgodnie z którym celem amerykańskich elit była globalna dominacja USA nad światem. Wprawdzie sam pomysł pojawił się w napisanej w 1992 roku (kilka tygodni po upadku ZSRR) przez Paula Wolfowitza strategii Pentagonu jeszcze za prezydentury George’a Busha starszego (tzw. Doktryna Wolfowitza), ale to właśnie Clinton skierował Amerykę na tę ścieżkę. Z tego względu można powiedzieć, że prezydentury Clintona, Busha młodszego, Baracka Obamy, Trumpa w pierwszej kadencji, Joe Bidena i Trumpa w drugiej kadencji mają ten sam wspólny mianownik – niekończącą się wojnę. Doktryna Wolfowitza polegająca zasadniczo na eliminowaniu konkurentów USA w Eurazji jest aktualna i uporczywie realizowana po dzień dzisiejszy.

Wszyscy chcieli pokoju, USA wybrały wojnę

Co szczególnie interesujące, w czasach, kiedy powstała doktryna Wolfowitza wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały, że trwały pokój, taki na wiele pokoleń, jest na wyciągnięcie ręki. Rok 1992 to był właśnie ten moment, kiedy wszyscy w Europie chcieli pokoju, ale przede wszystkim to Rosjanie pragnęli pokoju i normalnego życia, czyli takiego jak na Zachodzie. Dlatego ówczesna Rosja szeroko otworzyła się na Zachód, praktycznie podporządkowując mu swoją gospodarkę.

Wszystko to jednak zostało odrzucone przez ówczesne elity polityczne Stanów Zjednoczonych, które nie chciały pokoju, lecz pełnej dominacji nad światem. Nie tylko nie chcieli, żeby Rosja stanęła na nogi, ale wręcz przeciwnie, aby – jak marzył Brzeziński – rozpadła się na trzy słabe państwa: Rosję Europejską, Rosję Syberyjską i Rosję Dalekowschodnią. Echa tego słyszeliśmy później z ust Anny Fotygi, minister spraw zagranicznych RP za pierwszych rządów PiS. Wszystko to miało oczywiście na celu zachowanie amerykańskiej dominacji.

Militarnym gwarantem tej dominacji stało się NATO, które – jak to trafnie w akcie szczerości zauważył sekretarz generalny Mark Rutte – „służy do projekcji amerykańskiej siły”. Nie chodzi więc o bezpieczeństwo, lecz o projekcję siły w ramach realizacji idei amerykańskiej dominacji nad światem, która na przestrzeni 35 lat ani o jotę się nie zmieniła. Ameryka dąży do dominacji, a to oznacza, że bycie bezpiecznym i życie w dobrobycie to za mało.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że Pakt Północnoatlantycki był narzędziem w rękach Amerykanów do osiągnięcia dominacji od początku swego istnienia. To, co stało się w pierwszych tygodniach po upadku Związku Radzieckiego (Doktryna Wolfowitza) pokazuje, że w zimnowojennych zmaganiach wcale nie chodziło o dobro milionów ludzi zniewolonych przez „imperium zła”, lecz tylko i wyłącznie o zdobycie przez USA dominacji nad światem. Gdyby było inaczej, NATO zostałoby rozwiązane dzień po rozwiązaniu Układu Warszawskiego. Kto tu więc był tak naprawdę przez cały powojenny okres „imperium zła”?

Założenie, że Stanom Zjednoczonym uda się tego dokonać było najsłabszym punktem koncepcji Brzezińskiego. Jego główna teza była taka, że Ameryka utrzyma pozycję światowego lidera, ponieważ nikt nie może się z nią równać i nigdy się nie zrówna w sferze gospodarczej, technologicznej i militarnej. Jednak po upływie 30 lat okazało się to nieprawdą, i to nie tylko ze względu na rozwój Chin. Stany Zjednoczone całkowicie się pomyliły także w odniesieniu do Iranu, postrzegając ten kraj jako relikt średniowiecznego państwa, które rozpadnie się, gdy tylko uderzy w nie amerykańska potęga technologiczno-militarna. Tymczasem Iran to zaawansowane technologicznie państwo, które od dziesięcioleci i z powodzeniem przygotowywało się do obrony przed spodziewaną agresją USA.

Fiducjarna potęga Ameryki

Bankructwo idei Brzezińskiego nie powstrzymuje jednak amerykańskiej machiny wojennej w działaniach na rzecz realizacji strategii dominacji. Do 28 lutego 2026 roku opierała się ona z niezłym skutkiem nie tyle na wielkim potencjale wojskowym USA, lecz na tworzeniu wrażenia wyższości technologicznej i niezwyciężoności. Wszyscy mieli wierzyć, że Stany Zjednoczone są niekwestionowaną potęgą, z którą nikt nie może się równać. Operacja „Absolute Resolve” (porwanie prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro w nocy z 2 na 3 stycznia 2026 roku) wydawała się nawet wzmacniać to wrażenie, jednak przegrana wojna z Iranem wszystko zmieniła.

Ale czy to coś zmieniło w postępowaniu amerykańskiej administracji? Oczywiście nie, bo Amerykanie, tak długo, jak długo będą usiłowali realizować strategię dominacji, nie przyznają się do porażki. Ameryka musi nieustannie deklarować (obecnie ustami Donalda Trumpa), że wygrywa. Oczywiście tak nie jest, bo po rozlewie krwi i zniszczeniach spowodowanych przez USA i Izrael, okazuje się, że Iran wygrywa, niwecząc cały dotychczasowy wysiłek USA i czyniąc coraz mniej poważnymi przyszłe roszczenia Ameryki do dominacji nad światem.

Dla zwolenników globalnego prymatu Ameryki to prawdziwa katastrofa, chociaż wciąż udają, że sprawy mają się zupełnie inaczej. I będą to robić tak długo, jak długo będą mogli bezkarnie generować monstrualne deficyty budżetowe, nie ponosząc z tego tytułu żadnej odpowiedzialności ani przed skorumpowanym Kongresem, ani tym bardziej przed opinią publiczną. Nawet jeśli Demokraci zdobędą kilka dodatkowych miejsc w Kongresie w listopadowych wyborach, to i tak niczego to nie zmieni, bo jak pokazało ostatnie 35 lat wcale nie chodzi tutaj o różnice partyjne.

Wszystko… czyli nic

Brzeziński nie bez słuszności uważał, że geopolityka to przede wszystkim kwestia terytorium. Dlatego szczególne znaczenie przypisywał on Eurazji, jako obszarowi, gdzie koncentruje się większość światowego terytorium, ludności i zasobów. Dlatego patrząc z punktu widzenia Waszyngtonu istnieją trzy linie frontu: z Rosją na zachodzie Eurazji, z Chinami na wschodzie i z Iranem na południowym zachodzie. Z perspektywy Waszyngtonu są to trzy główne państwa, które należy pokonać i właśnie z tymi trzema państwami Stany Zjednoczone są obecnie w konflikcie.

Ale aby osiągnąć ten cel, Ameryka wyznaczyła konkretną rolę państwom przyfrontowym, takim jak na przykład Ukraina i Polska na zachodzie, które bez wyrzutów sumienia można poświęcić na ołtarzu wojny o dominację USA nad światem. Jednakowoż, widząc jak Ukraina wykrwawia się na śmierć, widzimy coraz więcej symptomów wpychania bezpośrednio do wojny całej Europy. Stany Zjednoczone stawiają wszystko na jedną kartę, ponieważ jeśli nie pokonają Rosji, Iranu i Chin, to w efekcie pchną te kraje do jeszcze bliższego sojuszu.

Wygląda więc na to, że dotarliśmy do bardzo niebezpiecznego momentu, kiedy to skonfliktowane kraje są skłonne iść na ogromne ryzyko. Gołym okiem widać, że znaczący komponent dyplomacji Trumpa skupia się na przerzuceniu ciężaru wojny na barki Europy. Jeśli przyjrzymy się jak bardzo zaostrzyło się stanowisko Europy w odniesieniu do Rosji od czasu dojścia do władzy Trumpa, to trzeba przyznać, że bardzo dobrze mu idzie. Jednak nawet sekretarz stanu Marco Rubio ma duże wątpliwości, czy Europa udźwignie brzemię wojny.

Sytuacja jest o tyle niebezpieczna, że Amerykanie w ogóle nie dostrzegli fundamentalnego błędu w koncepcji Brzezińskiego, która zakładała, że przewaga technologiczna USA jest tak wielka i niezawodna, że Rosja nigdy nie będzie w stanie na tym polu przeciwdziałać. Oczywiście, to wszystko okazało się nieprawdą. Jakże ironicznie obecnie brzmi wypowiedziana w 1997 roku teza Brzezińskiego, że żadna amerykańska strategia nie będzie tak głupia, aby pchnąć Rosję, Chiny i Iran ku sobie. Tymczasem Ameryka dokładnie to zrobiła, i nie była to tylko taktyczna reakcja tych trzech krajów na agresywność Ameryki, lecz stało się to projektem o wymiarze strategicznym.

Kurs na pokój i współpracę

Szeroko rozumiana współpraca eurazjatycka powinna być tym kierunkiem, do którego powinny zmierzać wszystkie liczące się geopolityczne podmioty istniejące na tym obszarze. Bez wątpienia stworzyłyby one bardzo udane połączenia polityczno-gospodarcze. Chiny i Rosja mają naturalną komplementarność gospodarczą, a w obliczu agresywnych działań Zachodu także i polityczną. Ich sojusz to nie jest doraźna taktyka, lecz głębokie, obustronnie korzystne więzi gospodarcze. To samo dotyczy Iranu i Chin. Dlatego sojusz między tymi trzema krajami wydaje się całkiem logiczny, a wręcz naturalny.

Jeśli chodzi o gospodarkę, to samo co o Chinach i Rosji można powiedzieć o Europie i Rosji. Europa jest uboga w zasoby naturalne, a jednocześnie bardzo gęsto zaludniona, tymczasem Rosja ma niską gęstość zaludnienia, ale jest bogata w zasoby naturalne, co stwarza doskonałą podstawę do wzajemnej gospodarczej komplementarności.

Na podstawie tej komplementarności znajdująca się na odległym zachodnim krańcu Eurazji Europa mogłaby rozkwitać, ale sama się odcina od swoich naturalnych partnerów handlowych, jakimi są Rosja i Chiny. Ostentacyjnie deklarowanym motywem tego szaleńczego działania jest obrona wysokich standardów moralnych w relacjach międzynarodowych. Motywem rzeczywistym jest chęć działania na rzecz zachowania amerykańskiej dominacji nad światem, która ma jakoby uchronić Europę przed nieistniejącym zagrożeniem ze strony Federacji Rosyjskiej.

Niestety Europa nie rozumie, że Stany Zjednoczone i rządzące Starym Kontynentem globalistyczne elity wcale nie są jej przyjacielem. Naiwnie wierząc, że amerykańska dominacja zapewni jej bezpieczeństwo, Europa nie była w stanie wznieść się ponad wasalne relacje ze Stanami Zjednoczonymi i dała się zapędzić w przysłowiowy kozi róg. Gdyby europejscy politycy czytali Brzezińskiego, to dostrzegliby, że już 30 lat temu europejscy sojusznicy USA byli postrzegani przez Waszyngton jako wasale, a obecnie jest to jeszcze bardziej oczywiste.

Najlepszą chyba nadzieją na wyjście z tego szaleństwa pychy i chciwości jest rosnąca świadomość ludzi w USA i Europie, którzy są tym wszystkim bardzo zmęczeni i widzą, że to, co wyprawiają ich elity rządzące nie leży w ich interesie. Mieszkańcy regionu euratlantyckiego dostrzegają szybko postępującą dezintegrację ich państw. I nie chodzi tutaj tylko o katastrofę demograficzną czy też szybko postępujące zubożenie społeczeństw, ale nawet dezintegrację coraz gorzej działającej infrastruktury. Na to wszystko nakłada się potężna demoralizacja demolująca duchowe fundamenty tych państw. Europa jest o krok od cywilizacyjnej implozji.

Tymczasem w obliczu nadchodzącej katastrofy, zachodnich liderów stać jedynie na deklaracje, że ich celem jest wojna z Rosją. Można być raczej pewnym, że nikogo z nich nie otrzeźwiłoby nawet to, gdyby rzeczywiście zaczęła się gorąca wojna. Przeciwnie – z pewnością dostrzegliby nowe perspektywy szybkiego wzbogacenia się. A tymczasem zwykli mieszkańcy, którzy nie chcą wojny, zachowują się jak ślepcy błądzący w absolutnej ciemności. Mając przetrącony przez pozbawionych zasad moralnych liberałów system wartości, nic nie mogą zrobić, bo nie bardzo wiedzą co mają robić.

Wybić się na niepodległość, i to szybko

Cała ta koszmarna sytuacja, którą obecnie przeżywamy, została zbudowana na idei amerykańskiego prymatu i na zmuszeniu europejskich wasalnych państw do zaakceptowania tej logiki, aby Stany Zjednoczone mogły dominować w Eurazji. Spoiwem, które jednoczy Europę dla tej nierealnej idei jest wdrukowane w umysły Europejczyków kłamstwo, że Federacja Rosyjska stanowi dla Europy śmiertelne zagrożenie. Zaślepienie tym kłamstwem nie pozwala dostrzec Europejczykom, że idea amerykańskiej dominacji nad światem jest nierealnym projektem, który szybko zbliża nasz kontynent do nuklearnej wojny.

Jako Polacy nie jesteśmy tutaj żadnym wyjątkiem i nie jest to optymistyczna obserwacja. Wchodząc do świata euroatlantyckiego blisko cztery dekady temu, ponosimy teraz wszystkie wynikające z tego negatywne konsekwencje. Aby się uratować, pierwsze co musimy zrobić to wybić się szybko na niepodległość, i to dosłownie. Tylko wtedy przejrzymy na oczy i będziemy mogli zerwać z prowadzącym nas ku przepaści konfesyjnym paradygmatem, że Rosja jest naszym wrogiem. Musimy w ogóle przestać myśleć w tych kategoriach, a jednocześnie zacząć myśleć w kategoriach interesu narodowego.

Jeśli tego nie zrobimy, to na jeszcze większą skalę staniemy się płatnikami rachunków zaciągniętych przez Stany Zjednoczone na poczet ich wojen. A płacenie rachunków (nie tylko finansowych, ale i politycznych) jest nieuniknione i raczej nie będzie to przyjemne.

Musimy więc wysiąść z tego pociągu samobójców jak najszybciej, bo jak pokazała wojna na Ukrainie, Amerykanie nie zamierzają płacić za swoje krwawe awantury – ich interesują wyłącznie profity. Ostatecznie, jak trafnie zdefiniował Stany Zjednoczone w 1925 roku prezydent Calvin Coolidge, business of the America is business.

Krzysztof Warecki