UKRAIŃSKI GŁOS W TWOIM DOMU

UKRAIŃSKI GŁOS W TWOIM DOMU

Krzysztof Baliński

„Bij Ukraińca – wzrost nastrojów antyukraińskich w Polsce” – już sam tytuł napawał strachem. Grozą powiało także w zapowiedzi programu: „Relacje polsko-ukraińskie ulegają wyraźnemu pogorszeniu na tle rosnącej niechęci i incydentów wymierzonych w Ukraińców. Agresja przybiera postać nasilającej się mowy nienawiści w internecie i przestrzeni publicznej, a także bezpośrednich ataków werbalnych oraz napaści fizycznych. W audycji postawimy pytanie o potencjalne wykorzystanie tych napięć w rosyjskich operacjach wpływu. Były prezes Fundacji Solidarności Międzynarodowej Rafał Dzięciołowski przedstawi zagrożenia dla obu krajów i możliwości naprawy relacji”.

Gdy Radio Wnet wyemitowało program, to okazało się, że to dzień pamięci ofiar zbrodni na Wołyniu, że to tuż po tym, gdy we Wrocławiu 18-letni Ukrainiec wszedł za 30-letnią Polką do klatki schodowej i dźgnął ją nożem, a kobieta w stanie krytycznym walczy o życie i że to dokładnie rok po tym, gdy niejaka Natalia Panczenko trafnie (i skutecznie) przewidziała plagi, jakie spadną na Polaków, gdy będą sprzeciwiać się Ukraińcom.

Bohater programu przemówił: „Rozwija się zdziczenie Polaków (…) „Zdziczały kraj bandytów, którzy dokonują samosądów”. Na koniec, łypiąc spode łba bandyckimi ślepiami zapytał lub raczej podsunął pomysł na „naprawę relacji polsko-ukraińskich”: „Dlaczego rząd polski nie weźmie tego za mordę?”. I chyba nie trzeba wyjaśniać, że przez „tego” miał na myśli nas, Polaków. A co do nienawistnych ślepiów, to trudno było odpędzić wrażenie, że takimi ślepiami łypał ukraiński rezun, gdy zarzynał Polaka.

Wyliczając krzywdy, jakie spotykają Ukraińców i złorzecząc na „polskich nienawistników”, ani słowem nie wspomniał, że „zdziczeni” ugościli w lutym 2022 roku milion jego ziomków, że do dziś zapewniają nierobom wikt i opierunek i że wydali na to kilkanaście miliardów złotych. Nie wspomniał też o tym zaproszony do programu wolontariusz Igor Tracz, bo opowiadając o niesionej Ukrainie pomocy ani słowem nie powiedział, kto ją „niesie” i kto za nią płaci. Podsumowując: uchodzące za tubę prawicowych patriotów radio, doszlusowało do akcji polowania na Polaków i przyłączyło się do ataku na „brunatną, szowinistyczną, przepełnioną nienawiścią do gości polską prawicę”.

Co to za jeden? Sam o sobie mówi: „Od zawsze zajmowałem się Polakami na Wschodzie”. My dodajmy, że jego nazwisko pojawia się, też od zawsze, we władzach wszystkich fundacji zajmujących się „pomocą Polakom na Wschodzie” i że na jego przykładzie prześledzić można, jak fundacje te, zamiast zajmować się Polakami na Wschodzie, zajmują się Ukraińcami na Ukrainie. A jeśli już „zajmują się” Polakami, to tak, jak on w Radiu Wnet.

O Dzięciołowski Radio Wnet pisze: „to były prezes Fundacji Solidarności Międzynarodowej”. Przyjrzyjmy się zatem tej fundacji. Przypomnijmy, kto ją założył i czym się zajmowała. A to było tak: Za „Pierwszego Tuska” ministrem sprawa zagranicznych zostaje Radek Sikorski. Na tym stanowisku wykazuje wielką aktywność, ale nie w sprawach dotyczących polskiego interesu narodowego i niekoniecznie najpilniejszych. Na zastępcę dobiera sobie Krzysztofa Stanowskiego, wcześniej wiceministra Edukacji Narodowej, współorganizatora  przewrotu ideologicznego w szkolnictwie, etatowego propagatora i rzecznika wdrożenia w programach szkolnych ideologii „społeczeństwa otwartego”.

Radek przydziela Stanowskiemu nadzór nad tzw. pomocą rozwojową, ale – jak się później okazało – chodziło mu o reorganizację dystrybucji takiej pomocy, poprzez wyprowadzenie przeznaczonych na nią publicznych pieniędzy poza MSZ. A to wyglądało tak: Stanowski tworzy Fundację Solidarności Międzynarodowej, odchodzi z MSZ i zostaje prezesem zarządu fundacji, która „obsługuje” dystrybucję pieniędzy. Takiej machinacji kibicuje „Gazeta Wyborcza” i to dzięki niej dowiedzieliśmy się, o co w tym wszystkim chodziło: Podstawowym działaniem Fundacji będzie wspieranie organizacji pozarządowych poprzez finansowe granty […] Fundację powołano mając na uwadze ograniczenia instytucjonalne administracji rządowej przy realizowaniu projektów pomocowych, aby dzielić się solidarnie tym, co mamy – doświadczeniem skutecznej transformacji.

W skład Rady Fundacji wchodzą Marek Borowski, Henryka Krzywonos, ks. Kazimierz Sowa i Henryk Wujec. Taki egzotyczny skład Rady nie był żadną osobliwością, bo nikogo nie dziwiło, że promocją „praw człowieka” i ich eksportem zajmuje się ferajna Michnika. W zarządzie fundacji Radek umieszcza swego rzecznika prasowego Marcina Wojciechowskiego, dziennikarza „Gazety Wyborczej”, autora filmów poświęconych dziejom Żydów polskich na Wschodzie jak również zakłamanych artykułów opisujących relacje polsko-ukraińskie, w tym rzezie na Wołyniu.

Według tego samego schematu, Stanowski dokonuje selekcji kadr dla nowo powstałej fundacji. W wywiadzie dla „Polityki” wygaduje się: „Doradztwo na Wschodzie to sprawa delikatna, także pod względem etnicznym i historycznym. Ale mamy swoje sposoby, aby dobrać właściwych ludzi do tej pracy. Już na etapie zgłoszenia patrzę, jak ktoś pisze na przykład o Ukrainie. Czy ‘sąsiedzi’, czy ‘Kresy’. Jeśli ‘Kresy’ to wiadomo, że nie ma go tam po co wysyłać. Tylko sprowokuje konflikty”.

Wśród form działalności Fundacji, czyli „Spółki Stanowski & Sikorski” jest „ a także udzielanie kredytów i pożyczek. Do odbiorców tego wsparcia i tych pożyczek wyznaczono opozycjonistów na Ukraina oraz na Białorusi (a nawet w Kazachstan).

Jednak dopiero lektura statusu Fundacji pozwala zrozumieć, po co ją powołano i że celem nie była sama pomoc, a skierowanie przeznaczonych na nią w budżecie MSZ środków na konto Fundacji Stanowskiego. Odpowiednie zapisy statutu czynią z niego organ decyzyjny w zakresie dystrybucji pieniędzy: „W przypadku państw niedemokratycznych lub o niestabilnej sytuacji politycznej” ich rozdział będzie się odbywał „bez konieczności organizowania przetargów publicznych”. A zatem Stanowski sam decydował, komu i za ile udzielić pożyczki. A jeśli konkurs był organizowany, to „ze względu na szczególne warunki polityczne w krajach, do których adresowane są wybrane projekty (a w szczególności – bezpieczeństwo beneficjentów i realizatorów projektów) zarząd Fundacji może zdecydować o niezamieszczaniu szczegółowych informacji na temat wybranych projektów”.

Nie trzeba dodawać, że takim „niedemokratycznym” krajem była wówczas Ukraina jęcząca pod jarzmem Wiktora Janukowycza. Pytany o to w Sejmie, Stanowski oświadczył: „”. Tylko w pierwszym roku działalności Spółka Stanowski & Sikorski „dofinansowała” w takim utajnionym trybie kilkadziesiąt projektów na łączną kwotę 22 mln zł.

Gdy stery Fundacji, a konkretnie jej fundusze przejmuje Rafał Dzięciołowski, szczyci się: „Opracowałem i wdrożyłem sprawny system pomocy humanitarnej, obejmujący analizę potrzeb, proces zakupowy i logistykę oraz dystrybucję na terenie Ukrainy”. Informuje też z dumą, że zorganizował ponad 50 konwojów humanitarnych do 120 hromad z obszarów wschodniej i centralnej części Ukrainy oraz zapowiada kontynuowanie pomocy „nawet na większą skalę”.

Dzięciołowski zajmuje się też Polakami na Wschodzie. Zasiada we władzach Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie, która w swym statucie ma zapis „Niesienie pomocy i wspieranie Polaków zamieszkałych w krajach byłego ZSRR”, ale zajmuje się wyłącznie pomocą Ukraińcom, i to nie tylko tymi na Wschodzie, ale i tym koczującymi w Polsce. Prowadzi zbiórkę pieniędzy „na rzecz ofiar wojny w Ukrainie, dla potrzebujących przebywających zarówno po polskiej jak i ukraińskiej stronie granicy, uchodźców przebywających w Polsce oraz osób w potrzebie, które przebywają w Ukrainie”. Tak więc, zamiast Polakom na Wschodzie, pomaga ciemiężycielom Polaków na Wschodzie. Nic też dziwnego, że tamtejsi Polacy pytają, czy nie powinna nosić nazwę „Fundacja Nękania Polaków na Wschodzie”.

Ale to nie wszystko – na swojej witrynie internetowej szczyci się: „Przy dystrybucji pomocy korzystamy z rozgałęzionej sieci kontaktów z organizacjami polskiej mniejszości narodowej, polskimi szkółkami i parafiami rzymskokatolickimi”. Tak, więc, zamiast służyć Polakom na Wschodzie przerabia tamtejszych Polaków na sługi narodu ukraińskiego.

Przez władze fundacji „pomagającej Polakom na Wschodzie” przewijają się rotacyjnie osobnicy, których łączy jedno: Nie są Polakami. Przyjrzyjmy się bliżej Elizie Dzwonkiewicz. To była konsul generalny RP we Lwowie, „Nie mogę już dłużej milczeć. Z miłości do własnej Ojczyzny. Nie mogę udawać, że nie widzę tych hańbiących Polskę działań na granicy polsko-ukraińskiej. Przepraszam Was, drodzy ukraińscy Przyjaciele. To, co się dzieje, nie może być dziełem moich rodaków. Hańba i wstyd” – takimi pogardliwymi słowami wyzwała tych, którzy protestowali przeciw zalewaniu Polski ukraińskim zbożem.

Gdy Ukraina zablokowała tranzyt pociągów jadących do Polski z Chin, ta sama Dzwonkiewicz milczała. Gdy z okazji rocznicy śmierci Romana Szuchewycza ulicami Lwowa przeszedł marsz ku czci składającej się z ukraińskich ochotników dywizji SS Galizien, która spaliła żywcem tysiąc kobiet i dzieci w Hucie Pieniackiej, też milczała. Dlaczego na placówkę wymagającą najwyższych kompetencji, wysłano dyletantkę? Bo posiadła podstawową kwalifikację – jest Ukrainką. No i wcześniej pracowała w Ośrodku KARTA, wówczas gdy przejęli go Ukraińcy i niszczyli zdeponowane tam archiwa dokumentujące zbrodnie UPA na Polakach.

Rafał Dzięciołowski nie poprzestał na „pomocy” Polakom na Ukrainie. Zabrał się też za Polaków na Litwie. Wziął czynny udział w bitwie z polskością na Litwie wytoczonej przez sitwę wyznającą doktrynę, że przeszkodą w budowaniu dobrych relacji z sąsiadami na Wschodzie są tamtejsi Polacy i liderzy organizacji zrzeszających Polaków. Sekundowała mu ambasador RP w Wilnie Urszula Doroszewska. Nawiasem mówiąc, zadanie takie nikt nie mógł wykonać lepiej niż była aktywistka KOR i współpracowniczka Kuronia, zwolennika depolonizacji Kresów przekształcenia tamtejszych Polaków w grupy folklorystyczne i autora słów: „Ja Polak ze Lwowa dumny jestem z tego, że Lwów jest miastem ukraińskim”.

W antypolskiej akcji brała udział Maria Przełomiec, sekretarz Rady inkryminowanej fundacji, która określiła lidera Polaków na Litwie mianem „łobuza”, a równocześnie chełpiła się „przyjaźnią” z hołubionym przez Geremka i Michnika największym antypolskim draniem Vytautasem Landsbergisem, pogromcą polskich samorządów na Litwie i autorem polityki dyskryminacji Polaków. Nawiasem mówiąc Radek Sikorski, którego zasługi na polu pomocy Polakom na Wschodzie są nie do przecenienia, nadał Przełomiec odznakę Bene Merito („za działalność wzmacniającą znaczenie Polski na arenie międzynarodowej”), a odznaczeniem „Zasłużony dla kultury polskiej” wyróżnił ministra kultury Litwy, mimo że ten popierał rugowanie języka polskiego ze szkół.

Wszyscy, zamiast wspierania rodaków na Wileńszczyźnie, kolaborowali z litewskimi nacjonalistami. Nieprzychylne dla polskich szkół projekty uzgadniali (za plecami Polaków) z władzami Litwy. Nie protestowali, gdy mer Wilna odrzucił pomysł, by w wileńskiej katedrze mogła być odprawiana msza w j. polskim. Tolerowali politykę historyczną Litwy o „zbrodniach polskich okupantów”. Akceptowali judaizowanie pamięci zbrodni na Polakach w Ponarach. Uznawali reprezentację Polaków na Litwie za „ruską agenturę”.

Doszło do tego, że organizacje Polaków na Litwie zwróciły się do Andrzeja Dudy z apelem o odwołanie Dzięciołowskiego z Narodowej Rady Rozwoju. W apelu pisali o haniebnych atakach Dzięciołowskiego na polskie organizacje i ich liderów, o jego nieskrywanie wrogiej i nienawistnej postawie wobec Polaków na Wileńszczyźnie i w ogóle na Kresach, z pełną premedytacją wykonującego działania o charakterze rozbijackim. W apelu widnieje zdanie: „Urzędnik kilku centralnych fundacji, na eksponowanych stanowiskach w centralnych fundacjach w Polsce, które z definicji powinny wspierać Kresy i Kresowiaków, ma na swoim koncie kilka co najmniej wysoce niestosownych, a wręcz hańbiących dokonań w rozdzielaniu publicznych środków finansowych na projekty polonijne”.

Lidera Związku Polaków na Litwie zaatakował także Mikołaj Falkowski, dziś prezes Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie, a wówczas prezes Fundacji Wolność i Demokracja/WiD, która podobnie jak wszystkie wcześniej wymienione ma we władzach Dzięciołowskiego i ma w statucie zapis: Organizacja pozarządowa działająca w obszarze pomoc Polakom i polskim mediom na Wschodzie i niesienie pomocy oraz wspieranie Polaków zamieszkałych w krajach byłego ZSRR. Tymczasem zajmuje się wyłącznie pomocą dla Ukraińców, tych na Ukrainie i tych koczujących w Polsce. Na swojej internetowej witrynie epatuje: wyekspediowaniem 100 TIR-ów z pomocą humanitarną dla Ukrainy; ewakuacją 7,2 tys. ukraińskich rodzin z kompleksowym wsparciem rzeczowym i finansowym; pomocą dla kilkunastu ukraińskich szpitali wojskowych. A fundacja ma z czego „wspomagać”, bo płynie do niej rzeka rządowych pieniędzy, tylko w latach 2017-21 otrzymała 64 mln dotacji.

Członkiem Rady programowej WiD jest oczywiście nasz dobry znajomy Rafał Dzięciołowski. Z innych osób związanych z fundacją wymienićtrzeba Roberta Czyżewskiego. Ten wprost chwali się ukraiński pochodzeniem. To wnuk ministra spraw wewnętrznych Ukraińskiej Republiki Ludowej. Poza chwaleniem się ukraińskimi korzeniami, Czyżewski w wywiadzie dla „Monitora Wołyńskiego” (dwujęzycznego pisma finansowanego przez WiD a redagowanego przez Ukraińców) ogłosił: „Może my, Polacy, powinniśmy zgrzytnąć zębami, niech im ten Bandera stoi, skoro się uparli. Bandera, człowiek, który walczył o wolną Ukrainę, zabijał polskich polityków. Przykro nam, Polakom? No przykro, ale w ostateczności nie on bezpośrednio mordował, ale wydawał rozkazy tak jak Hitler […] Jak się Ukraińcy uparli stawić mu pomniki, to może my powinniśmy odpuścić. Może niech przez polskie gardło przejdzie, że ten cel ukraiński jednak był słuszny. Strona polska również nie jest bez winy, bo reakcja polska była brutalna i również naznaczona akcjami o charakterze zbrodni wojennych”.

Wróćmy do Fundacji Solidarności Międzynarodowej. Znamienny jest skład jej władz: Władysław Teofil Bartoszewski – sekretarz stanu w MSZ (odpowiada za relacje z diasporą żydowską), którego ściga sąd za zdefraudowanie kilkunastu milionów złotych; Marcin Bosacki – były dziennikarz „Gazety Wyborczej” i przewodniczący Polsko-Ukraińskiej Grupy Parlamentarnej;  Aleksandra Uznańska-Wiśniewska – wiceprzewodnicząca Polsko-Tajskiej Grupy Parlamentarnej (co zrozumiałe, z uwagi na jej korzenie etniczne) oraz członkini sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą (co mniej zrozumiałe, bo Polonii w Tajlandii nie ma, chyba że za taką uznamy seksturystów, czego pokłosiem jest zresztą ona sama), też wiceprzewodnicząca Polsko-Ukraińskiej Grupy Parlamentarnej (i jako jedyna w Sejmie nie poparła uchwalenia 11 lipca Dniem Pamięci o ofiarach rzezi wołyńskiej). Prezeską Zarządu jest Justyna Janiszewska, która współpracowała z Fundacją Batorego i działa w zarządzie koalicji 55 organizacji pozarządowych zarejestrowanym pod nazwą Grupa Zagranica, sponsorowanych przez Fundację Batorego (czyli Sorosa) i Fundację Adenauera.

Rafała Dzięciołowskiego w Wikipedii nie ma, ale media piszą o nim: Dziennikarz, w latach 80. działacz Federacji Młodzieży Walczącej, kolporter wydawnictw podziemnych. Ale nie piszą, żeDzięciołowski i jego ferajna są niezwykle elastyczni: Przedwczoraj byli za partią Geremka, wczoraj za PiS a dziś są we frakcji kaszubskiej. Za PRL byli w Federacji Młodzieży Walczącej, a dziś są w Związku Ukraińców w Polsce. i tylko w takiej atmosferze możliwa jest sytuacja, że w Warszawie uchodzą za gorących polskich patriotów, a we Lwowie podają się za banderowców.

A co do kwalifikacji dziennikarskich, to przypomnijmy, że gdy na kijowskim Majdanie, w cieniu czerwono-czarnych flag UPA Jarosław Kaczyński, wyglądając spod pachy banderowca Kliczki i Oleha Tiahnyboka, szefa antypolskiej partii Swoboda, wygłosił przemówienie, kończąc je banderowskim pozdrowieniem „Sława Ukrainie”, to poniżającą dla Polaków scenę w sposób egzaltowany relacjonował z Kijowa Rafał Dzięciołowski, wówczas dziennikarz „Gazety Polskiej” (a wkrótce potem prezes Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie).Dzięciołowski jest również członkiem rady fundacji „Niezależne Media”, założonej przez Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego ukraińskiej gazeta dla Polaków. Nawiasem mówiąc taką gazetą jest też wydawany przez Radio Wnet „Kurier Wnet”, na łamach którego często głos zabiera Dzięciołowski.

Na koniec kilka pytań:

– W co grają i dlaczego w tej grze karty rozdają Ukraińcy? Dlaczego los Polaków na Wschodzie złożyli na ołtarzu (lub raczej na stosie) sojuszu z Ukrainą i popierają żywioły nieprzyjazne Polakom?

– Kto pozwolił, aby sprawy Polaków na Wschodzie wzięła w łapy jednorodna etnicznie ekipa potomków tych, którzy mordowali Polaków na Wschodzie oraz na to, że gdy przejmują jakąś polską instytucję to dokonują wśród zatrudnionych w niej Polaków czystki etnicznej i że dotyczy to nawet sprzątaczek?

– Czy promując Dzięciołowskiego i jego nienawistną mowę, Radio Wnet nie wpisuje się w zamysł rządzącej Polską szajki mający na celu likwidację polskości na Kresach?

Krzysztof Baliński

To nie humorek, ale smutne memy II WS. MEM-y II.

—————————————————

—————————————–

—————————————————

———————————————————-

————————————————————-

—————————————-

———————————————————————

Requiem. MEM-y I.

————————————

——————————————–

—————————-

—————————————

[Jeśli w 1945, to z pomocą sowietów.md]

========================

———————————

————————————————-

Nr 8 – to polscy nauczyciele sfotografowani na chwilę przed egzekucją przez
niemieckie siły okupacyjne w Fordonie, w okolicach Bydgoszczy, w 1939

Czy wojna doprowadzi Zachód do bankructwa?

Czy wojna doprowadzi Zachód do bankructwa?

Wojna i dług publiczny łączą się w fatalną spiralę, która zadecyduje o tym, które kraje przetrwają nadchodzący kryzys walutowy. Rządy zaangażowały się w konflikty na Ukrainie i w Iranie, a także w narastającą konfrontację między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, obciążone już długiem nagromadzonym przez dekady niekompetencji fiskalnej. Teraz zwiększają wydatki wojskowe, subsydiują krajowy przemysł, restrukturyzują łańcuchy dostaw i zaciągają jeszcze większe pożyczki, aby przygotować się na konflikty, do których przyczyniła się ich własna polityka zagraniczna.

Stany Zjednoczone, Chiny, Francja, Wielka Brytania i Japonia mają już długi publiczne brutto przekraczające ich całkowitą roczną produkcję gospodarczą. Rosja wykorzystała znaczną część swojego Funduszu Dobrobytu Narodowego na sfinansowanie wojny na Ukrainie, podczas gdy rządy zachodnie zamroziły około 300 miliardów dolarów rosyjskich aktywów państwowych. Państwa Zatoki Perskiej są zmuszone do zwiększenia wydatków na obronę z powodu konfliktu z Iranem, a Europa zobowiązała się do zwiększenia wydatków związanych z NATO do 5% PKB do 2035 roku. Trump chce zwiększyć roczne wydatki USA na obronę o 500 miliardów dolarów do 1,5 biliona dolarów, a mimo to Waszyngton zaciąga już nowe długi tylko po to, by spłacić odsetki od długu, który zgromadził jeszcze przed rozpoczęciem ostatniej rundy wojen.

Ci ludzie mówią o wydatkach wojskowych, jakby pieniądze powstały z niczego i nie pociągały za sobą żadnych konsekwencji. Państwo nie ma wrodzonego bogactwa. Każdy pocisk rakietowy, każdy dron, każdy pakiet uzbrojenia, każdy program pomocy zagranicznej i każda operacja wojskowa muszą być finansowane z podatków, pożyczek lub inflacji. Podatki drenują kapitał z produktywnej gospodarki, pożyczki rządowe konkurują z kapitałem prywatnym, a inflacja po cichu obniża siłę nabywczą każdego. Politycy wybierają dług, ponieważ pozwala im on ukryć koszty do czasu wyborów i odgrywać rolę cesarza, zostawiając rachunek przyszłym pokoleniom.

Rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych wzrosła prawie trzykrotnie w ciągu pięciu lat, osiągając 4,3%, co oznacza, że ​​Waszyngton musi sfinansować znacznie więcej długu przy znacznie wyższych stopach procentowych. To podstawowa matematyka, której klasa polityczna nie chce uznać. Rząd może przetrwać z 10 bilionami dolarów długu, gdy stopy procentowe są bliskie zeru, ale ta sama struktura fiskalna staje się niemożliwa, gdy dług się mnoży, a koszty pożyczek normalizują.

Każdy dodatkowy dolar wydany na odsetki to dolar, którego nie można przeznaczyć na utrzymanie infrastruktury, obniżki podatków ani wspieranie rzeczywistego wzrostu gospodarczego. Rząd zaciąga wówczas kolejne pożyczki na spłatę odsetek, jeszcze bardziej zwiększając dług, który pierwotnie stworzył problem.

Próba odłączenia gospodarek narodowych od geopolitycznych rywali pociągnie za sobą kolejne ogromne koszty. Europa zrezygnowała z taniej rosyjskiej energii, a potem zastanawiała się, dlaczego jej przemysł nie jest już konkurencyjny. Zachód chce zmniejszyć swoją zależność od chińskiej produkcji i pierwiastków ziem rzadkich, ale odbudowa tych łańcuchów dostaw będzie wymagała subsydiów, ceł, kontroli i lat kosztownych inwestycji. Pozycja Iranu wokół Cieśniny Ormuz pokazuje, jak szybko konflikt regionalny może zagrozić szlakowi, którym wcześniej transportowano około jednej piątej światowych dostaw ropy naftowej. Każda próba zapewnienia bezpieczeństwa gospodarczego poprzez przymus polityczny podnosi ceny, obniża efektywność i wymusza jeszcze większe zadłużenie rządu.

Po dekadach deficytu Stany Zjednoczone są uzależnione od kapitału zagranicznego. Wartość inwestycji zagranicznych w Ameryce przewyższa amerykańskie inwestycje zagraniczne o około 27 bilionów dolarów. Prerogatywa waluty rezerwowej pozwoliła Waszyngtonowi finansować operacje wojskowe, deficyt handlowy i wydatki rządowe na skalę, której żaden inny kraj nie byłby w stanie udźwignąć. Jednak sankcje, militaryzacja systemów płatniczych i konfiskata aktywów rządowych doprowadziły rządy innych państw do zmniejszenia zależności od dolara. Stany Zjednoczone nie mogą w nieskończoność używać dolara jako broni politycznej, jednocześnie oczekując, że reszta świata będzie bezwarunkowo finansować ich długi.

Polska zbroi się po zęby – 186 mld na wojsko + 147 mld odsetki od kredytów = 53% budżetu państwa

Europa znajduje się w jeszcze bardziej rozpaczliwej sytuacji, decydując się na zbrojenia, podczas gdy jej gospodarka stoi w miejscu, społeczeństwo się starzeje, a państwo opiekuńcze pochłania moce produkcyjne sektora prywatnego. Francja nie może zreformować swojego systemu emerytalnego bez wywołania niepokojów społecznych. Niemcy zniszczyły swoją przewagę energetyczną, aby uspokoić Brukselę i alarmistów klimatycznych. Wielka Brytania tonie w długach, jednocześnie zachowując się tak, jakby nadal była imperialną potęgą militarną. Rządy te nie są już w stanie wywiązać się z obietnic złożonych swoim obywatelom, a mimo to dobrowolnie przeznaczają setki miliardów na geopolityczną konfrontację, która nie ma ani jasnego celu, ani jasnego wyjścia.

Cykl wojenny zaostrzy teraz kryzys zadłużenia państwowego, ponieważ nie są to zjawiska niezależne od siebie. Wojna zwiększa wydatki i inflację; inflacja podnosi koszty kredytów; wyższe stopy procentowe pogłębiają deficyt; a pogarszające się finanse publiczne osłabiają zdolność kraju do przetrwania wojny. Politycy reagują podnosząc podatki, wprowadzając kontrole i żądając dalszych poświęceń od społeczeństwa, jednocześnie odmawiając zmiany własnej polityki. Wraz z pogarszaniem się sytuacji finansowej państwo staje się bardziej autorytarne, ponieważ przymus zastępuje utracone zaufanie.

Narody, które wyjdą z tego najsilniejsze, niekoniecznie będą tymi, które obecnie posiadają największe armie. Władza przejdzie w ręce rządów zdolnych do samodzielnego finansowania się bez niszczenia swoich walut i rujnowania krajowych gospodarek.

Zachód wkracza w tę walkę z rekordowym zadłużeniem, starzejącymi się społeczeństwami, słabnącym zaufaniem politycznym i przywódcami, którzy wierzą, że każdy kryzys można rozwiązać kolejną aukcją obligacji. Przygotowują się do niekończącej się wojny z pieniędzmi, których nie mają, a dług niezbędny do utrzymania władzy ostatecznie stanie się siłą, która ich zniszczy.

uncutnews.ch/wird-der-krieg-den-westen-in-den-bankrott-treiben

Napisał: Martin Armstrong

Opracował: Zygmunt Białas

W przypadku dostaw ropy z Zatoki Perskiej obowiązuje zasada „wszystko albo nic”

Źródło zdjęcia: Amirhosein Khorgooi / AP

Ghalibaf wyjaśnia, że ​​w przypadku dostaw ropy naftowej z Zatoki Perskiej obowiązuje zasada „wszystko albo nic”.

uncutnews-ch/ghalibaf-erklaert-bei-den-oellieferungen-aus-dem-persischen-golf-gelte-das-prinzip-alles-oder-nichts

Wysoko postawiony irański urzędnik dodał, że bezpieczeństwo regionu zależy od wycofania wojsk amerykańskich.

Przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf oświadczył 28 sierpnia, że ​​albo wszystkie kraje Zatoki Perskiej powinny mieć możliwość swobodnego eksportu ropy naftowej, albo nie powinny go eksportować wcale, dodając, że bezpieczeństwo Azji Zachodniej zależy od wycofania wojsk amerykańskich.

„Równanie tej wojny jest jasne: albo wszystko, albo nic!” powiedział Ghalibaf, dodając: „W regionie, w którym my nie sprzedajemy ropy, nikt inny też nie będzie jej sprzedawał”.

„Jeśli nie zagwarantujemy naszego bezpieczeństwa, żadna infrastruktura nie będzie bezpieczna” – podkreślił rzecznik.

„Bezpieczeństwo cieśniny zależy od wycofania sił amerykańskich. Wielokrotnie oświadczaliśmy, że sytuacja w cieśninie nie będzie już taka sama jak przed wojną”.

Oświadczenia te były odpowiedzią na twierdzenia dowódcy Centralnego Dowództwa Stanów Zjednoczonych (CENTCOM), admirała Brada Coopera, który twierdził, że siły amerykańskie przejęły całkowitą kontrolę nad Cieśniną Ormuz i wstrzymały eksport irańskiej ropy naftowej.

W oświadczeniu wydanym tego samego dnia irańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało wszystkie państwa, aby odmówiły egzekwowania tego dnia nowego pakietu sankcji USA, ostrzegając, że podporządkowanie się tym sankcjom uczyniłoby rząd współwinnym łamania prawa międzynarodowego i suwerennej równości państw.

Waszyngton wprowadził te środki pod nazwą „Operacja Economic Outcast” po tym, jak nie udało mu się osiągnąć celów wojny z Iranem za pomocą siły militarnej.

Ministerstwo potępiło pakiet sankcji, nazywając go aktem terroryzmu ekonomicznego, stwierdzając, że ujawnia on „przestępcze zamiary tych, którzy go opracowali i wdrożyli, mające na celu zadanie cierpienia narodowi irańskiemu i pozbawienie obywateli Iranu podstawowych praw człowieka; w związku z tym jest to zbrodnia międzynarodowa i zbrodnia przeciwko ludzkości”.

Twierdzono, że USA wykorzystują dolara jako broń, aby naciskać na inne rządy, naruszając w ten sposób Kartę Narodów Zjednoczonych i zasadę nieinterwencji, aby poparły ich politykę wobec Iranu.

Teheran oświadczył również, że sankcje naruszają postanowienie Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (MTS) z 3 października 2018 r., które nakłada na Waszyngton obowiązek usunięcia przeszkód w przepływie żywności, leków i sprzętu medycznego.

Ministerstwo powiązało wojnę ekonomiczną z szerszą ofensywną polityką USA i Izraela przeciwko Iranowi prowadzoną w ciągu ostatniego półtora roku, stwierdzając, że niezdolność ONZ i jej członków do przeciwdziałania tym naruszeniom doprowadziła do „niezwykle niebezpiecznego wzorca bezprawia”.

Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi oświadczył wcześniej, że kampania Trumpa pod hasłem „Gospodarczy D-Day” przyniesie Waszyngtonowi jedynie kolejną porażkę, i określił ją jako taktykę odwracającą uwagę od kryzysu zadłużenia USA, który w tym miesiącu osiągnął rekordowe 40 bilionów dolarów.

Wiceminister spraw zagranicznych Kazem Gharibabadi stwierdził, że zwrot w stronę wojny gospodarczej był konsekwencją nieosiągnięcia przez Waszyngton celów militarnych i że USA teraz zwracają się do swoich sojuszników o pomoc, twierdząc, że Iran stoi na skraju upadku.

Źródło: Ghalibaf deklaruje, że przepływy ropy w Zatoce Perskiej są „całe albo żadne”

Jak wycofanie się Stanów Zjednoczonych z traktatu INF przyniosło odwrotny skutek

Jak wycofanie się Stanów Zjednoczonych

z traktatu INF

przyniosło odwrotny skutek

Autorstwa Briana Berletica uncutnews-ch/wie-die-aufkuendigung-des-inf-vertrags-durch-die-usa-nach-hinten-losging

Doniesienia o rosyjskim pocisku Iskander-1000 nie dotyczą wyłącznie nowej broni – są logiczną konsekwencją systematycznego demontażu architektury kontroli zbrojeń przez Waszyngton, co ostatecznie obróciło się przeciwko USA.

Nagłówki zachodnich mediów donosiły, że Rosja rzekomo opracowała lądowy pocisk balistyczny o nazwie „Iskander-1000” o potencjalnym zasięgu około 1000 km (źródła zachodnie podają, że wcześniejsze pociski Iskander miały zasięg około 390 km, podczas gdy obecny Iskander-1000 ma zasięg 550 km, a potencjalny zasięg w przyszłości to 1000 km). Gdyby nowy wariant Iskandera osiągnął zasięg do 1000 km, całe terytorium Ukrainy znalazłoby się w zasięgu wyrzutni zlokalizowanych na terytorium Federacji Rosyjskiej przed 2022 rokiem.

Zasięg pocisku Iskander był wcześniej ograniczony do 500 km na mocy Traktatu o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu (INF).

Ograniczenie to zostało jednak zniesione po jednostronnym wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z traktatu w 2019 roku, za rządów pierwszej administracji Trumpa. Nastąpiło to po równie jednostronnym wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z Traktatu o pociskach przeciwbalistycznych (ABM) w 2002 roku, za rządów Busha – wszystko to w ramach trwającej polityki USA polegającej na porzucaniu traktatów o kontroli zbrojeń i rozmieszczaniu broni naruszającej traktaty nie tylko wzdłuż granic z Rosją, ale także z Iranem w Azji Zachodniej i Chinami w regionie Azji i Pacyfiku.

Wśród amerykańskich systemów, które naruszały traktat, znalazł się system rakietowy Aegis Ashore, zdolny do śledzenia i przechwytywania pocisków wystrzelonych przez Rosję w ataku odwetowym – co stanowi fundamentalne naruszenie traktatu ABM, który teoretycznie pozwalałby Stanom Zjednoczonym na przeprowadzenie ataku nuklearnego lub konwencjonalnego na Rosję, jednocześnie uniemożliwiając lub minimalizując wszelkie rosyjskie działania odwetowe. System Aegis Ashore jest również zdolny do ofensywnego wystrzeliwania z ziemi pocisków manewrujących Tomahawk (o zasięgu 2500 km), zakazanych przez traktat INF. System Aegis Ashore został zbudowany i wdrożony w Rumunii i Polsce odpowiednio za rządów Obamy i Bidena.

Jak dotąd wygląda na to, że decyzja USA o jednostronnym wycofaniu się z traktatów o kontroli zbrojeń zawartych z Rosją przyniosła odwrotny skutek.

Po wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z traktatu INF, rozpoczęto prace nad rozwojem i rozmieszczeniem mobilnego systemu Typhon, zdolnego do wystrzeliwania z ziemi pocisków manewrujących Tomahawk konwencjonalnych lub zdolnych do przenoszenia głowic jądrowych – co wcześniej było zakazane przez traktat INF. Pierwsze systemy Typhon stały się operacyjne, a za rządów Bidena rozpoczęto planowanie ich rozmieszczenia – co dowodzi ciągłości tego programu, niezależnie od tego, czy władzę w USA sprawowali Demokraci, czy Republikanie.

Oprócz systemów „Aegis Ashore” i „Typhon” Stany Zjednoczone rozpoczęły również prace nad naziemnym hipersonicznym pociskiem rakietowym „Dark Eagle” (3500 km) – kolejnym systemem, który był zakazany na mocy poprzedniego traktatu INF.

Ponadto istnieje amerykański pocisk precyzyjnego uderzenia (PrSM), który ma zastąpić przestarzałe i mniej wydajne pociski ATAMCS wystrzeliwane z wyrzutni HIMARS i M-270. PrSM to amerykański odpowiednik najbardziej zbliżony do pocisku Iskander; jego obecny zasięg wynosi 500 km, a w przyszłych wariantach planowane jest jego zwiększenie do 1000 km.

Po tym, jak Stany Zjednoczone wypowiedziały traktaty ze Związkiem Radzieckim, a później z Rosją, a Waszyngton zaczął otwarcie rozwijać i wdrażać systemy uzbrojenia, Rosja zaczęła wprowadzać własne, porównywalne systemy.

Oprócz Iskandera-1000, Rosja wprowadziła już Iskandera-K (zasięg 500 km, a niektóre warianty sięgają nawet 2000 km) – pocisk manewrujący wystrzeliwany z tych samych mobilnych platform, co pociski balistyczne Iskander-M. Opracowano również lądowe wersje rosyjskiego pocisku manewrującego Kalibr (zasięg 1500–2500 km) i hipersonicznego pocisku Cyrkon (zasięg 1000 km), które są obecnie w służbie.

Najbardziej znanym spośród systemów rozmieszczonych przez Rosję w celu zwalczania broni naruszającej amerykański traktat o całkowitej likwidacji pocisków jądrowych pośredniego zasięgu (INF) jest pocisk balistyczny średniego zasięgu Oresznik (3000–5500 km), który może przenosić do sześciu niezależnie naprowadzanych hipersonicznych pocisków powrotnych (MIRV) – każdy z sześcioma subamunicjami, co daje łącznie 36 pocisków. Jego niszczycielska siła została już zademonstrowana w wojnie zastępczej prowadzonej przez USA przeciwko Rosji na Ukrainie.

Wycofanie się Stanów Zjednoczonych z traktatu INF przynosi odwrotny skutek.

Wycofanie się Stanów Zjednoczonych z traktatu INF (a wcześniej z traktatu ABM) miało na celu nie tylko zapewnienie USA przewagi nad Rosją poprzez dalsze otaczanie jej systemami obrony przeciwrakietowej i rakiet ofensywnych naruszającymi traktat, ale także nad Chinami, które nigdy nie podpisały traktatów o kontroli zbrojeń z USA. Jednak wyłaniający się rezultat to jednostronna przewaga ilościowa i jakościowa zarówno dla Rosji, jak i Chin – nie wspominając o ich łącznym potencjale.

Chociaż teoretycznie Stany Zjednoczone dysponują systemami równoważnymi dla każdego z nowych rosyjskich pocisków rakietowych, ilość, w jakiej mogą je wyprodukować, jest znikoma w porównaniu z ogromną i ciągle rozwijającą się rosyjską bazą wojskowo-przemysłową.

Stany Zjednoczone produkują rocznie około 230 pocisków PrSM, podczas gdy Rosja produkuje prawie 800 pocisków Iskander i planuje stale zwiększać produkcję.

Stany Zjednoczone produkują obecnie od 60 do 190 pocisków manewrujących Tomahawk rocznie, podczas gdy Rosja w tym samym okresie produkuje około 350 pocisków Kalibr, 50 pocisków Zircon i 120 pocisków Iskander-K (łącznie 520 pocisków manewrujących odpalanych z ziemi).

Należy zauważyć, że rzeczywista liczba naziemnych systemów startowych w arsenale USA jest stosunkowo niewielka w porównaniu z rosyjskim – co oznacza, że ​​wiele pocisków manewrujących Tomahawk będzie wystrzeliwanych z okrętów na morzu. Należy również zauważyć, że nie wszystkie rosyjskie pociski Kalibr i Zircon są wystrzeliwane z lądu; niektóre są również wystrzeliwane z okrętów na morzu.

Chiny (podobnie jak Iran) nigdy nie podpisały traktatów o kontroli zbrojeń ze Stanami Zjednoczonymi, co oznacza, że ​​oba państwa mają znaczną przewagę pod względem potencjału i liczby pocisków balistycznych. Podczas gdy Iran pozostaje w tyle w innych dziedzinach militarnych, w których Stany Zjednoczone mają przewagę – w tym w siłach powietrznych – Chiny nadrobiły zaległości lub są bliskie prześcignięcia USA w praktycznie każdym obszarze siły militarnej.

Chociaż Chiny nie dostarczają Rosji bezpośrednio sprzętu wojskowego, są jej bliskim partnerem handlowym, przemysłowym i gospodarczym, co obejmuje również transfer sprzętu przemysłowego, który niemal na pewno pomaga Rosji w dalszym powiększaniu jej i tak już znacznej przewagi ilościowej nad USA w zakresie różnych zdolności wojskowych – w tym naziemnych systemów rakietowych, wcześniej zakazanych przez traktat INF.

Doniesienia o tym, że Korea Północna dostarcza Rosji większe i bardziej dalekiego zasięgu wersje rosyjskich pocisków rakietowych „Iskander” – KN-23 (900 km) – nie tylko oznaczają, że Rosja ma środki, aby jeszcze bardziej poszerzyć swoją przewagę nad USA dzięki importowanym pociskom, ale także wskazują na rolę Chin w pośrednim wzmacnianiu potencjału militarno-przemysłowego Korei Północnej, a tym samym ilości broni, jaką Korea Północna może dostarczyć Rosji.

Chiny utrzymują tę ostrożną równowagę, ściśle regulując swoje zaangażowanie w trwającą wojnę zastępczą USA przeciwko Rosji na Ukrainie, ograniczając je do pośredniego „kropelkowego” udziału, aby jak najdłużej odwlekać ewentualną bezpośrednią konfrontację ze Stanami Zjednoczonymi. Jednakże, gdyby Stany Zjednoczone (lub jeśli w ogóle) przekroczyły dalsze granice, okrążając same Chiny i wkraczając na ich terytorium, ta równowaga mogłaby szybko przekształcić się z strużki w powódź wsparcia militarno-przemysłowego dla Rosji – nie tylko poprzez wzmocnienie rosyjskiego potencjału przemysłowego, ale także poprzez wykorzystanie znacznie większej chińskiej bazy militarno-przemysłowej do bezpośredniego zaopatrywania Rosji w broń i amunicję.

Chociaż Stany Zjednoczone mają ambitne plany, aby ostatecznie prześcignąć Rosję w produkcji wielu rodzajów amunicji i systemów wyrzutni, wcześniej zakazanych traktatem INF, pozostaje pytanie, czy USA będą w stanie zrealizować te plany i czy Rosja będzie w stanie dotrzymać kroku amerykańskiej produkcji wojskowo-przemysłowej, a nawet ją przewyższyć. Jak dotąd wydaje się, że decyzja USA o jednostronnym wycofaniu się z traktatów o kontroli zbrojeń z Rosją przyniosła odwrotny skutek.

Ta rozbieżność w wojskowo-przemysłowej produkcji broni i amunicji, wcześniej zakazanej przez traktat INF, stanowi jedynie mikrokosmos znacznie większego i rosnącego podziału przemysłowego, gospodarczego i militarnego między kształtującym się światem wielobiegunowym a Stanami Zjednoczonymi, które upierają się przy zachowaniu swojej jednobiegunowej potęgi.

Tylko czas pokaże, jak długo USA będą uparcie eskalować wojnę przeciwko wielobiegunowości, a w szczególności swoje wykroczenia, okrążanie i agresję przeciwko Rosji, Chinom i Iranowi – biorąc pod uwagę ich materialne możliwości – oraz jak dobrze Rosja, Chiny i Iran nie tylko będą współpracować, aby przeciwdziałać tej eskalującej wojnie, ale także będą to robić poprzez zacieśnianie współpracy między sobą.

Źródło: Jak zniszczenie traktatu INF przez Stany Zjednoczone przyniosło odwrotny skutek

Głód rakietowy NATO: Co i kto uszczuplił europejskie zapasy obrony powietrznej

Głód rakietowy NATO: Co i kto uszczuplił europejskie zapasy obrony powietrznej

Boris Rozhin o tym, dlaczego zachodni kompleks wojskowo-przemysłowy nie jest w stanie załatać dziur w tarczy powietrznej

Boris Rozhin , ekspert Centrum Dziennikarstwa Wojskowo-Politycznego

31 sierpnia, tass-ru/opinions

Obrona powietrzna Patriot© Omar Marques/Getty Images

Co by się stało, gdyby jutro doszło do masowego ataku rakietowego na cele wojskowe w Europie?

Agencja Associated Press, powołując się na źródła, poinformowała, że ​​europejskie zapasy nowoczesnych pocisków przechwytujących, głównie amerykańskich Patriotów, spadły do ​​poziomu „poza krytycznym”. Wyjaśniono również, że kontyngent nie jest obecnie w stanie odeprzeć nawet pojedynczego ataku balistycznego.

Jednocześnie rosyjscy przywódcy wielokrotnie deklarowali, że nie planują agresji na Europę ani NATO. Zdarza się to rzadko, ale niektórzy politycy w europejskich stolicach potwierdzają tę informację. Właśnie dziś, 31 sierpnia, p.o. ministra obrony Rumunii Radu Miruță powiedział: „Nie sądzę, aby Rosja zamierzała zaatakować którykolwiek kraj NATO”.

Warto jednak zrozumieć, jak doszło do tego, że tak wychwalany zachodni przemysł zbrojeniowy dopuścił do tak systemowej awarii i gdzie zniknęły rakiety.

Dokąd to wszystko poszło?

Agresja USA i Izraela na Iran w latach 2025–2026 obnażyła szereg problemów w amerykańskiej produkcji zbrojeniowej, które nie były uważane za krytyczne przed atakami na Republikę Islamską latem 2025 r. i wiosną 2026 r.

Do lata 2025 roku Waszyngton swobodnie dostarczał swoim sojusznikom pociski przeciwlotnicze. Jeśli chodzi o Ukrainę, nie było żadnych szczególnych przeszkód – pociski były dostarczane albo bezpośrednio (za administracji Joe Bidena), albo poprzez sprzedaż do krajów NATO, a następnie transfer do Kijowa (za administracji Donalda Trumpa, w ramach programu PURL ). Jednak 12-dniowa wojna w czerwcu 2025 roku ujawniła poważny problem: roczna produkcja pocisków przechwytujących dla systemów obrony powietrznej Patriot (SAM) – biorąc pod uwagę niezwykle intensywne zużycie zgromadzonych zapasów – była całkowicie niewystarczająca do utrzymania standardowych arsenałów. Miało to bezpośredni wpływ zarówno na samą armię amerykańską, jak i na amerykańskie satelity wykorzystujące systemy PAC-2 i PAC-3. Sytuacja odbiła się również rykoszetem na Ukrainie, która już w 2025 roku zaczęła narzekać na krytyczny niedobór pocisków Patriot.

Niedobór miał obiektywne uzasadnienie: masowe odwetowe wystrzelenia przez Iran pocisków balistycznych i hipersonicznych przeciwko celom w Zatoce Perskiej i Izraelu doprowadziły do ​​kolosalnego przekroczenia budżetu na amunicję obrony powietrznej w całym regionie Bliskiego Wschodu. Podobne ubytki obserwuje się w przypadku systemów THAAD i Arrow 3, a także okrętowych pocisków przechwytujących SM-3 i SM-6.

Zanim konflikt na Ukrainie wszedł w bardziej zaciętą fazę, amerykańskie rezerwy kluczowych środków obrony powietrznej szacowano na około 3000–3500 pocisków Patriot, 200–250 pocisków THAAD i około 400–500 morskich pocisków SM-3.

Jednak tempo produkcji w tamtym czasie pozostawało stosunkowo niskie: około 200–250 pocisków Patriot, 40–50 pocisków THAAD i zaledwie 30–40 pocisków SM-3 rocznie.

W rzeczywistości amerykański przemysł zbrojeniowy został zaprojektowany do walki w krótkoterminowych i ograniczonych konfliktach, a nie w długich i wyniszczających konfliktach.

Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że do 2026 r. roczna produkcja wzrośnie do 600 Patriotów, 50 THAAD-ów i 35 SM-3, wydatki bojowe wielokrotnie przekraczające te liczby uniemożliwiają szybkie uzupełnienie uszczuplonych arsenałów obrony przeciwlotniczej w dającej się przewidzieć przyszłości.

Druga faza agresji na Iran, która rozpoczęła się pod koniec lutego 2026 roku i z przerwami trwa do dziś, jedynie zaostrzyła te problemy. Straty bojowe wyrzutni Patriot i THAAD, a także ich nielicznych systemów radarowych, były oczywiście istotnym czynnikiem. W związku z tym, w trakcie kampanii, Waszyngton był zmuszony osłabić inne teatry działań wojennych (TOO), pilnie przerzucając rezerwy z USA, Europy, Korei Południowej i innych krajów na Bliski Wschód, aby zrekompensować straty i utrzymać akceptowalny poziom obrony przeciwrakietowej. 

Jednak nawet po tych środkach, po zaledwie 12-14 dniach intensywnych walk, dowództwo USA zostało zmuszone do przejścia na tryb priorytetyzacji celów, rezygnując z prób przechwycenia wszelkiej irańskiej broni. Pozwoliło to Iranowi, w późniejszych etapach kampanii, osiągnąć wysoką gęstość trafień w cele wojskowe i infrastrukturalne w USA, Izraelu, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Kuwejcie, Bahrajnie, Katarze i Arabii Saudyjskiej, wykorzystując jeszcze mniej środków uderzeniowych.

Oceniając tymczasowe skutki agresji na Iran, Pentagon i administracja Trumpa (całkiem logicznie) uznały niedobór pocisków obrony powietrznej (a także systemów precyzyjnego rażenia bazowania powietrznego, morskiego i lądowego) za jeden z kluczowych, długoterminowych problemów armii USA. Podczas marcowego spotkania z przedstawicielami wiodących koncernów przemysłu zbrojeniowego (MIC) Trump zażądał  czterokrotnego zwiększenia produkcji „wysokiej klasy” broni w przyspieszonym tempie. Wstępne szacunki dotyczące harmonogramu uzupełnień okazały się skrajnie pesymistyczne: w przypadku niektórych typów pocisków przechwytujących, przy utrzymaniu obecnych mocy produkcyjnych, Stany Zjednoczone osiągnęłyby poziom sprzed wojny dopiero w latach 2031–2032.

Tymczasem Waszyngton podtrzymuje pozorny optymizm, twierdząc, że wiele fabryk już działa, a proces uzupełniania zapasów rozpoczął się jeszcze przed spotkaniem. Jednak według doniesień amerykańskich mediów, tajny raport Przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, generała Dana Kane’a, wprost odnosił się do krytycznego niedoboru pocisków przechwytujących i niemożności szybkiego uzupełnienia tego deficytu, co stanowiło jedno z uzasadnień pilnej potrzeby zakończenia operacji wojskowych przeciwko Iranowi.

Problemy europejskiego teatru działań wojennych

Naturalnie, problemy te nieuchronnie dotknęły Europę i ukraiński teatr działań wojennych. Przekierowanie mocy produkcyjnych na potrzeby obrony powietrznej armii USA, Izraela i państw Zatoki Perskiej doprowadziło do przesunięcia terminów realizacji kontraktów na dostawy pocisków przeciwlotniczych do Europy i Azji, aż do 2030 roku. Co więcej, zapasy operacyjne w tych regionach zostały poważnie uszczuplone. Utrudniało to zaopatrywanie Kijowa nawet w ramach mechanizmu „kup od USA i przekaż Ukrainie” (PURL).

Zimą 2025–2026 roku NATO podjęło żmudne działania, aby zgromadzić minimalną liczbę pocisków przechwytujących Patriot dla ukraińskich sił zbrojnych z wyczerpanych arsenałów. Ich wspólne wysiłki przyniosły jedynie 35 jednostek, co było niewystarczające do odparcia nawet pojedynczego, zmasowanego ataku. Podobna sytuacja powtórzyła się w maju 2026 roku, kiedy Niemcy gromadziły kolejną partię 35 pocisków przechwytujących Patriot z całej Europy. Sam Berlin był w stanie przydzielić tylko pięć z własnych zapasów. 

W czerwcu reżim Wołodymyra Zełenskiego ponownie zaczął aktywnie narzekać na krytyczny niedobór amunicji Patriot. W lipcu Siły Zbrojne Rosji, w odpowiedzi na terrorystyczną strategię Kijowa, rozpoczęły intensywną kampanię ataków na obiekty energetyczne i infrastrukturę wojskową. W sierpniu doprowadziło to do tego, że ukraińska obrona powietrzna nie była w stanie przechwycić ani jednego pocisku balistycznego. Sytuacja osiągnęła punkt, w którym Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy po prostu przestał raportować liczbę nadlatujących pocisków, próbując stłumić panikę wywołaną niemocą własnej obrony powietrznej.

Już samo to odzwierciedla kryzys europejskiego systemu obrony powietrznej, ponieważ kraje europejskie są (i od dawna nie robią z tego tajemnicy) głównymi sponsorami i ideologami tego konfliktu. Według oświadczeń Kijowa, dotkliwy niedobór amunicji dotknął nawet włosko-francuskie systemy SAMP-T. Systemy te nie zostały rozmieszczone na Bliskim Wschodzie, ale od dawna borykają się z niedoborem pocisków ziemia-powietrze Aster-30.

Proponowane rozwiązania, w tym przeniesienie licencji do Kijowa na produkcję pocisków Patriot, napotykają na poważne bariery polityczne, technologiczne i wojskowe. Nawet jeśli taka technologia rzeczywiście zostanie przekazana, odpowiednie fabryki będą zlokalizowane poza Ukrainą ze względów bezpieczeństwa (i kontroli zysków). Będą one również podlegać tym samym ograniczeniom w produkcji drogich komponentów, które dotknęły amerykański kompleks wojskowo-przemysłowy.

Przekazanie Ukrainie czterech kolejnych baterii SAMP-T, zapowiedziane w sierpniu przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona, samo w sobie nie rozwiązuje problemu niedoboru pocisków. Skoro zapas amunicji był niewystarczający dla dwóch wcześniej dostarczonych systemów, to z pewnością nie wystarczy dla sześciu systemów przy obecnych mocach produkcyjnych fabryki. Świadome tego, Paryż i Rzym jednocześnie ogłosiły plany przeniesienia technologii produkcji pocisków Aster-30 do Kijowa i utworzenia nowych linii montażowych (które najprawdopodobniej będą zlokalizowane również poza terytorium Ukrainy). Plany te są jednak na lata, podczas gdy łączna roczna produkcja pocisków Aster-30 przez konglomerat Eurosam nie przekracza obecnie skromnych 300 sztuk.

Ukraiński ersatz

Jednocześnie Ukraina pracuje nad zastępczym następcą pocisków obrony powietrznej Patriot – kierowanymi pociskami ziemia-powietrze Freya – które, według deweloperów, będą tańsze niż ich amerykańskie odpowiedniki. Projekt ten stoi jednak przed tym samym systemowym wyzwaniem, jakim jest skalowanie produkcji. Kraje NATO są gotowe dostarczyć radary i sprzęt pomocniczy dla tych systemów, ale dodatkowe finansowanie produkcji samych pocisków jest bardzo ograniczone, co znacznie ogranicza potencjalne wolumeny montażu. Obecnie plan zakłada zwiększenie rocznej produkcji pocisków Freya do 200–300 sztuk, przy koszcie około 700 000 dolarów za sztukę. Dla porównania, cena jednego europejskiego pocisku Aster-30 wynosi 3,5 miliona dolarów, a amerykańskiego pocisku dla systemu obrony powietrznej Patriot około 4 milionów dolarów.  

Przeczytaj także

Europejczycy nie mogą spłacać swoich długów: jak amerykański import sztucznej inteligencji rujnuje gospodarkę

Skuteczność bojowa tych nowych ukraińskich pocisków pozostaje jednak niejasna, a ich pierwsze rozmieszczenie ogłoszono dopiero na początku 2027 roku. Warto zauważyć, że nawet oryginalne systemy obrony powietrznej Patriot nie są w stanie zagwarantować wysokiej skuteczności przechwytywania rosyjskiej broni, w szczególności pocisków hipersonicznych Kinżał i Cyrkon oraz naddźwiękowych pocisków Onyks.

Okno możliwości

Naturalnie, precyzyjne ataki rosyjskich Sił Zbrojnych na zakłady produkcyjne, magazyny i centra logistyczne pozostają czynnikiem destabilizującym ukraiński kompleks wojskowo-przemysłowy. Skuteczne zniszczenie baz wojskowo-technicznych, w tym składów rakiet Flamingo, potwierdza wysoki poziom świadomości Rosji w zakresie programów obronnych przeciwnika.

Wyczerpywanie się zachodnich arsenałów i złożoność technologiczna produkcji nowoczesnych pocisków przechwytujących znacząco ograniczyły potencjał ukraińskiej obrony powietrznej. Naturalnie, wróg dąży do uzupełnienia swoich zapasów, z których część trafi pod kontrolę władz w Kijowie – w ramach programu PURL lub w ramach ogłoszonych przez Macrona planów dotyczących Aster-30. Zajmie to jednak wiele miesięcy, a nawet lat. 

W tym kontekście inicjatywy zmierzające do osiągnięcia tzw. zawieszenia broni w powietrzu wynikają ze zrozumienia własnej słabości i chęci uzyskania przerwy operacyjnej. Wróg potrzebuje wytchnienia wyłącznie po to, by uzupełnić zapasy pocisków przeciwlotniczych i odbudować infrastrukturę wojskową.

Jednocześnie wyczerpanie zapasów systemów Patriot jasno pokazało, że wychwalana przez NATO europejska tarcza okazała się fikcją, pozostawiając Europę samą w obliczu własnych lęków.

Zachód wiedział o pakcie Ribbentrop-Mołotow. Oczywiście nie ostrzegł Polski.

Zachód wiedział o pakcie Ribbentrop-Mołotow. Dlaczego nie ostrzegł Polski?

Autor: CzarnaLimuzyna, 31 sierpnia 2026

Już za kilka godzin kolejna rocznica napaści Niemiec na Polskę. Rocznicę będą celebrować, na ogół bezrefleksyjnie, słomiani patrioci, a agentura niemiecka tradycyjnie usunie się w cień. Zwolennicy ochlokracji będą mówić o wszystkim: o faszyzmie, nacjonalizmie i bardzo rzadko o nazizmie, bo ten akurat, tym razem, w bliźniaczym wydaniu, trzeba wspierać w walce z rosyjskim imperializmem. Taką mamy aktualnie potworność etapu.

Wiedzieli, a nie powiedzieli

Mówi prof. Eugeniusz Cezary Król…

Jest to Hans von Herwarth, dyplomata niemiecki, który w 1939 roku był sekretarzem osobistym ambasadora Niemiec w Moskwie, czyli hrabiego von der Schulenburga. Otóż Hans von Herwarth zapisał się w historii tym, że 24 sierpnia 1939 roku rano przekazał swojemu koledze amerykańskiej ambasady Charlesowi Bohlenowi w Moskwie tekst tajnego protokołu do paktu Ribbentrop-Molotow. Co oznacza, że 24 sierpnia albo 25 sierpnia ten tekst był już w centrali dyplomacji amerykańskiej, a w następnych dniach Waszyngton powiadomił o tym fakcie Paryż i Londyn.

Co z tego wynikało dla Polski? Powinno wynikać tyle, że nasi sojusznicy, a wtedy oba to byli sojuszniki, mianowicie Wielka Brytania i Francja, powinny nas powiadomić. To wynikało z traktatu sojuszniczego. Tego nie uczynili.

Dlaczego nam nie powiedzieli?

…oni się bali, że Polacy widząc co się dzieje, będą tym bardziej nastawać na obiecaną pomoc, na pozycję sojusznika. A to miało być tylko na papierze.

A druga rzecz, dlaczego nie powiedzieli? Uznali, że już jest sprawa załatwiona. Oni się dogadali, co nam do tego?

1 września 1939 roku Słowacja napadła na Polskę. Kwadrans po Wehrmachcie

Słowaccy żołnierze dekorowani za udział w inwazji na Polskę, fot. Wikipedia, domena publiczna.

1 września 1939 roku Słowacja napadła na Polskę. Kwadrans po Wehrmachcie

1 września 2026 Eugeniusz Wiśniewski kresy/1-wrzesnia-1939-roku-slowacja-napadla-na-polske-kwadrans-po-wermachcie

We wrześniu 1939 roku Polska padła ofiarą agresji nie tylko ze strony Niemiec i Związku Radzieckiego, ale także – co dziś pamięta się znacznie rzadziej – ze strony sprzymierzonej z III Rzeszą Słowacji.

Państwo słowackie, powołane do życia 14 marca 1939 roku pod przywództwem księdza Jozefa Tisy, szybko znalazło się w silnej zależności od Niemiec. Polska, licząc jeszcze na utrzymanie dobrosąsiedzkich stosunków, uznała jego niepodległość już następnego dnia po jej ogłoszeniu. Wkrótce jednak okazało się, że rząd w Bratysławie związał swój los z Hitlerem.

Latem 1939 roku Słowacy intensywnie przygotowywali się do udziału w agresji na Polskę. Modernizowano drogi prowadzące ku granicy, gromadzono informacje wywiadowcze o polskich jednostkach, a Niemcom udostępniano linie kolejowe i lotniska. Z lotnisk na terytorium Słowacji startowały później samoloty Luftwaffe uczestniczące m.in. w bombardowaniach Krakowa i Warszawy.

Jednocześnie nasilała się antypolska propaganda. Szczególnie aktywni byli minister propagandy Aleksander Mach oraz paramilitarna Gwardia Hlinki.

1 września 1939 roku o godz. 5:00, bez wypowiedzenia wojny, wojska słowackie przekroczyły granicę Polski.

Do działań przeciwko Polsce skierowano Armię Polową „Bernolák”. W jej skład wchodziły trzy dywizje: „Jánošík”, „Škultéty” i „Rázus”, a także zgrupowanie manewrowe „Kalinčiak”. Nie wszystkie te siły uczestniczyły jednak w walkach w takim samym zakresie. Słowackie wojska liczyły łącznie około 50 tys. żołnierzy.

Walki toczyły się m.in. w rejonie Zakopanego, Nowego Targu, Krynicy, Muszyny, Przełęczy Dukielskiej i Łupkowa. Słowacy zajęli m.in. Czorsztyn i Tylicz, a na dalszym etapie działań operowali również w kierunku Krosna i Sanoka.

Choć udział Słowacji nie miał decydującego znaczenia dla wyniku kampanii, lokalnie stanowił realne wsparcie niemieckiej ofensywy na południu Polski.

Według danych wojskowych Słowacy stracili 18 zabitych, 46 rannych i 11 zaginionych. Do niewoli wzięli około 1350 polskich żołnierzy.

„Jesteśmy dumni, że przyjaźń słowacko-niemiecką mogliśmy przypieczętować walką i krwią Słowaków” – stwierdził słowacki minister propagandy Aleksander Mach w przemówieniu wygłoszonym 4 października 1939 roku.

Po zakończeniu działań wojennych Niemcy przekazali Słowacji łącznie około 770 km kwadratowych terytorium należącego przed wojną do Polski lub zajętego przez nią jesienią 1938 roku. Obszary te zamieszkiwało ponad 34 tys. osób.

Wśród terenów przejętych przez Słowację znalazło się 26 wsi Spiszu i Orawy, które znajdowały się w granicach Polski jeszcze przed 1938 rokiem. Rozpoczęła się tam intensywna słowakizacja. Usuwano polskich księży i nauczycieli, zamykano polskie szkoły oraz niszczono polskie książki i inne ślady polskiej kultury.

Represjom towarzyszyły demonstracyjne akcje wymierzone w polską tożsamość narodową. W Jurgowie urządzono nawet symboliczny „pogrzeb Polski”.

Okupacja słowacka nie miała skali niemieckiego terroru, jednak na anektowanych terenach władze konsekwentnie prowadziły politykę słowakizacji i usuwania śladów polskości.

Współpracując z gestapo i niemiecką strażą graniczną, słowackie służby zwalczały również polskie podziemie i kurierów przedostających się przez południową granicę. Na zajętych terenach miejscową ludność żydowską objęto ponadto słowackim ustawodawstwem antyżydowskim i deportacjami.

Po zakończeniu wojny Słowacja ponownie znalazła się w granicach Czechosłowacji, jednak kwestia Spiszu i Orawy nie została rozwiązana od razu. Wiosną i latem 1945 roku dochodziło tam do napięć, incydentów i starć.

Dopiero w lipcu 1945 roku Wojsko Polskie [LWP? md] ostatecznie obsadziło tereny należące do Polski przed wojną, przywracając w praktyce granicę sprzed 1939 roku. Napięcia i antypolskie wystąpienia utrzymywały się jednak jeszcze przez pewien czas.

Historia udziału Słowacji w agresji na Polskę przypomina, że we wrześniu 1939 roku nasz kraj stanął do walki nie tylko z Hitlerem i Stalinem, ale również z południowym sąsiadem, który w sojuszu z III Rzeszą wybrał rolę agresora.

„Jeszcze nie ma wielkich klęsk, jeszcze wiele jest przed nami”. Wybuch II wojny światowej

Wieluń po bombardowaniach z 1 września 1939, fot. Wikipedia, domena publiczna.

„Jeszcze nie ma wielkich klęsk, jeszcze wiele jest przed nami”. Wybuch II wojny światowej

1 września 2026 Eugeniusz Wiśniewski

1 września 1939 roku około godziny 4:45 – według dziennika pokładowego o 4:48 – niemiecki pancernik szkolny Kriegsmarine „Schleswig-Holstein” otworzył ogień w stronę Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte.

Ten symboliczny moment uznaje się za początek największego konfliktu zbrojnego w dziejach – II wojny światowej.

Wojskowa Składnica Tranzytowa na Westerplatte była polską placówką wojskową na terenie Wolnego Miasta Gdańska. Teren półwyspu został przekazany Polsce do użytkowania na podstawie decyzji Ligi Narodów.

Około 200 polskich żołnierzy pod dowództwem komendanta składnicy mjr. Henryka Sucharskiego, którego zastępcą był kpt. Franciszek Dąbrowski, przez siedem dni bohatersko odpierało ataki znacznie liczniejszych sił niemieckich, zyskując miejsce w historii jako symbol niezłomnego oporu.

Równocześnie niemiecka Luftwaffe dokonała nalotów na szereg polskich miast. Jednym z pierwszych i najtragiczniejszych celów był Wieluń. W wyniku bombardowań zginęło co najmniej 127 osób, choć rzeczywista liczba ofiar mogła wynosić kilkaset. Dawniej często podawano około 1200 zabitych, jednak liczby tej nie potwierdziło śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej.

Były także miejsca, w których III Rzesza rozpoczęła działania zbrojne przed ostrzałem Westerplatte. Około godziny 4:00 niemieckie oddziały zaczęły przekraczać granicę m.in. na odcinku Janowo–Chorzele, a artyleria ostrzelała Chorzele. Około 4:30 rozpoczęło się natarcie na główną polską pozycję pod Mławą. W Tczewie niemieckie samoloty zaatakowały już o godzinie 4:34.

Tego samego dnia prezydent Ignacy Mościcki wprowadził stan wojenny na terenie całego kraju i w odezwie do narodu wezwał do walki w obronie wolności i honoru. Polacy odpowiadali heroizmem – broniła się Poczta Polska w Gdańsku, której obroną początkowo dowodził ppor. Konrad Guderski, a po jego śmierci Alfons Flisykowski. Wołyńska Brygada Kawalerii stoczyła zwycięską bitwę pod Mokrą, a ułani z 18. Pułku pod Krojantami przeprowadzili skuteczną szarżę na niemiecką piechotę, czasowo dezorganizując działania przeciwnika i ułatwiając odwrót polskich oddziałów.

Jednocześnie rozpoczęła się zbrodnicza operacja „Tannenberg”, wymierzona w polskie elity, oraz systematyczne represje wobec ludności cywilnej.

Polscy piloci, m.in. Stanisław Skalski i Władysław Gnyś, odnieśli pierwsze zwycięstwa powietrzne. Na Wybrzeżu rozpoczęły się walki z nacierającymi Niemcami. Lądową Obroną Wybrzeża dowodził płk Stanisław Dąbek, a całością polskich sił broniących Wybrzeża – kontradm. Józef Unrug.

W nalocie na port wojenny na Oksywiu zatonął artyleryjski okręt szkolny ORP „Mazur”. Jego marynarze prowadzili ogień przeciwlotniczy także po ciężkim trafieniu jednostki.

„Żadnych planów, bałagan śmierdzący”

Świadectwa z pierwszych godzin i dni wojny ukazują grozę i dramat cywilów. Niemal natychmiast ku wschodnim rubieżom Polski ruszyły tłumy uchodźców, próbujących ocalić życie przed niszczycielskim naporem armii niemieckiej.

Rozpoczęły się bombardowania: „O piątej rano zaczęła się wojna. Przy najcudowniejszym poranku spadły na Warszawę pierwsze bomby” – notowała Maria Dąbrowska.

Zofia Nałkowska zapisała z kolei: „Mój pokój zamieniony w schron przeciwgazowy. […] Małe zapasy zalepione w szafeczce ściennej przy drzwiach balkonu. […] Jeszcze nie ma wielkich klęsk, jeszcze wiele jest przed nami”.

Jan Karski, później słynny kurier i dyplomata, a wówczas żołnierz 5. Dywizjonu Artylerii Konnej w Oświęcimiu, zapamiętał to tak: „Jak ja czytam teraz te pamiętniki, tych różnych pułkowników, że «zadaliśmy im ciężkie straty», «walczyliśmy» i tak dalej – ja tego nie widziałem. Żadnych planów, bałagan śmierdzący. Wyobrażałem sobie, że idę do polskiej armii, która obali mit niemieckiej potęgi. I to wszystko się zmieniło w ciągu piętnastu minut 1 września 1939”.

Tak właśnie w Polsce rozpoczął się globalny konflikt, który pochłonął miliony istnień i na zawsze zmienił losy świata.

NATO tworzy nowy front arktyczny przeciwko Rosji

ZDJĘCIE ARCHIWALNE: Żołnierze NATO na śniegu podczas ćwiczeń wojskowych „Cold Response 26” 15 marca 2026 r. © Global Look Press / dpa / Sebastian Gollnow

————————————————————————–

NATO tworzy nowy front arktyczny przeciwko Rosji – Ławrow

Blok coraz częściej postrzega Daleką Północ jako kolejną arenę powstrzymywania Moskwy i jej partnerów.

NATO próbuje przekształcić Arktykę w nowy „gorący punkt” poprzez aktywną rozbudowę sił militarnych w regionie , ostrzegł rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. Działania sojuszu stworzyły atmosferę nieufności i grożą potencjalnie niebezpieczną konfrontacją zbrojną nie tylko z Moskwą, ale także z innymi państwami, ostrzegł w artykule opublikowanym w poniedziałek przez Arctic.ru.

Sojusz wojskowy pod przewodnictwem USA zintensyfikował swoje działania na Dalekiej Północy na początku tego roku, uruchamiając inicjatywę Arctic Sentry . Działanie to przedstawiono jako odpowiedź na starania prezydenta USA Donalda Trumpa o aneksję autonomicznego terytorium duńskiego Grenlandii, powołując się na domniemane groźby ze strony Rosji i Chin.

Zarówno Moskwa, jak i Pekin wielokrotnie odrzucały te oskarżenia, a Chiny argumentowały, że Stany Zjednoczone jedynie wykorzystują te roszczenia jako pretekst do rozbudowy własnej armii w Arktyce. Rosja oświadczyła również, że będzie bronić swoich interesów w Arktyce, mimo że nie jest zaangażowana w spór o Grenlandię.

W swoim poniedziałkowym artykule Ławrow stwierdził, że Rosji zależy przede wszystkim na „utrzymaniu Arktyki jako obszaru pokoju i współpracy ”, jednocześnie oskarżając NATO o „popychanie regionu w stronę militaryzacji ” .

„W bezpośrednim sąsiedztwie naszych północnych granic trwają intensywne przygotowania wojskowe. NATO prowadzi zakrojone na szeroką skalę ćwiczenia wojskowe z udziałem państw spoza regionu i wprowadza nowe komponenty swojego systemu dowodzenia i kontroli” – powiedział minister.

W lutym państwa NATO przeprowadziły ćwiczenia skoncentrowane na Grenlandii i szerzej pojętej Arktyce, z udziałem głównie szwedzkich i duńskich myśliwców. W marcu sojusz przeprowadził zakrojone na szeroką skalę ćwiczenia wojskowe w Norwegii i Finlandii – dwóch krajach nordyckich graniczących z Rosją – z udziałem łącznie 32 500 żołnierzy z 14 państw członkowskich .

Żołnierze ćwiczyli na terytorium obu krajów, a także „na morzu i w powietrzu” w „trudnych warunkach arktycznych” . Norweskie siły zbrojne określiły manewry jako „największe ćwiczenia wojskowe w kraju w 2026 roku” .

W zeszłym tygodniu siły zbrojne USA, Wielkiej Brytanii i Norwegii rozpoczęły kolejne ćwiczenia na norweskiej wyspie Jan Mayen. Według oświadczenia Korpusu Piechoty Morskiej USA, celem operacji jest integracja „wielonarodowych czujników, węzłów dowodzenia i kontroli oraz precyzyjnego ognia w ramach wspólnej sieci rażenia ” .

Jan Mayen – odległa wyspa wulkaniczna położona około 1000 kilometrów od stałego lądu Norwegii – została opisana przez think tank US Naval Institute jako strategicznie ważne miejsce na granicy Grenlandii, Islandii i Wielkiej Brytanii – „wąskie gardło uniemożliwiające wtargnięcie rosyjskich sił morskich na Ocean Atlantycki” , zwłaszcza Floty Północnej.

„Członkowie NATO i inne państwa zachodnie nie ukrywają swoich prawdziwych motywów i otwarcie deklarują zamiar przekształcenia Arktyki w nowy front przeciwko rozwojowi Rosji i jej podobnie myślących partnerów” – powiedział Ławrow o tym wydarzeniu. Ostrzegł, że takie podejście „zwiększa ryzyko incydentów, które mogą doprowadzić do konfrontacji zbrojnej o potencjalnie katastrofalnych skutkach ” .

Minister spraw zagranicznych stwierdził również, że NATO i UE nie tylko stanowią „bezpośrednie zagrożenie” dla bezpieczeństwa Rosji, ale także próbują „podważyć uzasadnione prawa Rosji do współpracy międzynarodowej” poprzez nakładanie sankcji na partnerów Moskwy, w szczególności dotyczących projektów w Arktyce. Wymienił Chiny i Indie jako najważniejszych partnerów Moskwy w regionie.

UE nałożyła na Rosję liczne sankcje, w tym ograniczenia wymierzone konkretnie w rosyjską produkcję ropy naftowej i gazu w Arktyce. Środki te wprowadzono w celu ograniczenia dostępu Moskwy do technologii niezbędnych do wierceń głębinowych i eksploatacji zasobów arktycznych, a także w celu ograniczenia finansowania takich projektów.

Jak wynika z kwietniowego raportu Instytutu Studiów Chińsko-Amerykańskich, sankcje utrudniają współpracę między Moskwą a Pekinem w Arktyce, gdyż chińskie firmy obawiają się wtórnych ograniczeń, jeśli zainwestują we wspólne projekty na dużą skalę.

Mimo wysiłków NATO zmierzających do przekształcenia Arktyki w nowy front, Ławrow oświadczył, że Moskwa jest gotowa „współpracować ze wszystkimi konstruktywnie nastawionymi państwami zagranicznymi, które ze swojej strony wykażą chęć” poszanowania interesów Rosji.

Źródło: NATO tworzy nowy front arktyczny przeciwko Rosji – Ławrow

Morski rdzeń Ukrainy: Porty Morza Czarnego i koszt ich blokady

Morski rdzeń Ukrainy: Porty Morza Czarnego i koszt ich odcięcia

31 sierpnia 2026przez Larry C. Johnson sonar21/ukraines-maritime-jugular-the-black-sea-ports-and-the-cost-of-severing-them

Port Odessa nad Morzem Czarnym

Pozwólcie, że wyjaśnię, dlaczego blokada Rosji jest dla Ukrainy śmiertelnym ciosem. Ukraina jest, pod względem gospodarczym, krajem, który żyje lub umiera w obliczu około dwustu mil morskich spornych wód u jej południowego wybrzeża. Odrzućcie mapy linii frontu i debaty o pomocy, a brutalna prawda o ukraińskiej gospodarce wojennej jest taka: jej zdolność do zarabiania dewiz, zasilania budżetu i utrzymywania wypłacalności gospodarstw rolnych i hut stali opiera się niemal wyłącznie na krótkim ciągu portów Morza Czarnego wokół Odessy. Rosja rozumie to lepiej niż większość zachodnich sponsorów Ukrainy, dlatego latem 2026 roku Moskwa próbowała ogniem zrobić to, czego odmówiła zrobić flotą w 2022 roku – zamknąć porty i zdławić stojącą za nimi gospodarkę.

Dlaczego porty są ważne

Czarnomorskie korytarze morskie Ukrainy transportują około 90 procent ukraińskiego eksportu rolnego oraz lwią część produkcji górniczej i metalurgicznej – rudę żelaza, stal i resztę ciężkich, niskomarżowych towarów masowych, których śródlądowa sieć kolejowa nie jest w stanie przewieźć po konkurencyjnych kosztach. Ponad 60 procent całkowitego ukraińskiego eksportu, pod względem wartości, oraz znaczna część kluczowych łańcuchów importowych przechodzi przez skupisko portów głębokowodnych znanych pod wspólną nazwą „Wielka Odessa”: Odessa, Czarnomorsk i Piwdennyj (dawniej Jużny). Samo rolnictwo generuje około 60 procent dochodów z eksportu kraju, a zdecydowana większość tego tonażu zbóż i nasion oleistych trafia drogą morską. Ukraina jest czwartym co do wielkości eksporterem zbóż na świecie i wiodącym dostawcą oleju słonecznikowego; te tytuły wynikają z położenia tych portów.

Warto jasno określić skalę. Przed inwazją w 2022 roku porty obwodu odeskiego obsługiwały rocznie od 50 do 60 milionów ton produktów rolnych. Po upadku Inicjatywy Zbożowej Morza Czarnego, wynegocjowanej przez ONZ, w lipcu 2023 roku Ukraina zrobiła coś, czego mało kto się spodziewał: jednostronnie przełamała rosyjską blokadę morską, obejmując zachodnie wybrzeże Morza Czarnego ogniem własnych lądowych pocisków przeciwokrętowych i dronów, i utworzyła narodowy korytarz morski. To zadziałało. Od otwarcia tego korytarza w sierpniu 2023 roku Ukraina przetransportowała przez porty odeskie około 101 milionów ton ładunków, w tym około 78 milionów ton zboża – czasami przekraczając wolumeny sprzed wojny. Dochody portów stanowiły około 60 procent całej gospodarki morskiej. Dla państwa wojennego, odciętego od znacznej części uprzemysłowionego wschodu, korytarz morski nie był wygodą; był najważniejszym osiągnięciem gospodarczym wojny.

Import przyciąga mniej uwagi, ale ma równie duże znaczenie. Te same porty i ich usługi kontenerowe – obsługiwane przez linie takie jak Maersk i CMA CGM – dostarczają paliwo, maszyny, nawozy i towary przemysłowe, których gospodarka wojenna nie jest w stanie sama wyprodukować. Magazyny paliw w Odessie są powracającym celem ataków Rosji właśnie dlatego, że port ten jest bramą w obu kierunkach. Odcięcie portów nie tylko zatrzymuje zboże w głębi lądu, ale także dławi łańcuchy dostaw, na których opiera się kraj.

Jak będzie wyglądało „wyłączanie” w 2026 roku

Obecna metoda Rosji nie jest modelem blokady nawodnej z 2022 roku, egzekwowanej przez okręty wojenne. Moskwa przeszła na blokadę ogniową: ciągłą kampanię pocisków balistycznych, pocisków manewrujących i jednokierunkowych dronów uderzeniowych przeciwko infrastrukturze portowej i cumującym przy niej statkom. Intensywność ataku jest nowa. Po około 14 zarejestrowanych atakach na statki w całym 2025 roku, władze Ukrainy odnotowały około 57 ataków na statki i 67 na infrastrukturę portową w ciągu kilku tygodni od lipca do początku sierpnia 2026 roku. Lista celów obejmuje całą linię brzegową ukraińskiego potencjału eksportowego: Odessę, Czarnomorsk, Piwdennyj, Mikołajów oraz porty naddunajskie: Izmaił, Reni i Kilia, które służyły jako główny szlak zapasowy w czasie wojny.

Punktem zwrotnym był masowiec Golden Leo , uderzony podczas opuszczania portu 19 lipca i później zatonięty, z dziewięcioma członkami załogi i ukraińskim pilotem w śmierci. Ten atak przepisał rachunek ryzyka dla armatorów i, co bardziej decydujące, dla ich ubezpieczycieli. 22 lipca, po raz pierwszy od rozpoczęcia funkcjonowania korytarza, ani jeden statek nie wpłynął do portów Wielkiej Odessy. Około 90 procent operatorów żeglugowych zawiesiło zawinięcia; Maersk i CMA CGM przekierowały ładunki do Konstancy w Rumunii. Liczba zawinięć statków spadła ze 169 w lipcu do garstki w pierwszych dniach sierpnia. Ukraiński eksport zboża był o około 75 procent niższy niż w roku poprzednim do sierpnia, a Kijów ostrzegł, że może zmniejszyć o połowę planowane dostawy produktów rolnych na ten sezon. Ocena intencji Rosji przez Atlantic Council jest bezceremonialna i, w oparciu o dowody, trafna: celem jest uczynienie Odessy funkcjonalnie śródlądową.

Taki jest praktyczny sens „zamknięcia eksportu i importu”. Nie musi być ono całkowite, by miało katastrofalne skutki. Blokada, która przepuszcza 10 procent normalnego ruchu, przy trzykrotnie wyższych kosztach ubezpieczenia i o połowę wolniejszym tempie załadunku, generuje większość strat ekonomicznych w porównaniu z całkowitym zamknięciem, jednocześnie oszczędzając Moskwie ryzyka bezpośredniego zatopienia kadłuba okrętu pod banderą NATO w sposób, który wymusiłby reakcję Zachodu.

Wpływ ekonomiczny odcięcia korytarza

Transmisja biegnie prosto z doków do skarbu państwa. Porty to sposób, w jaki Ukraina zarabia twardą walutę; twarda waluta chroni hrywnę i finansuje dwie trzecie budżetu nieobjętego pomocą Zachodu. Narodowy Bank Ukrainy oszacował, że kraj może stracić około 2,5 miliarda dolarów dochodów z eksportu w drugiej połowie 2026 roku tylko z powodu obecnych zakłóceń. Dla porównania, szacuje się, że blokada morska w 2022 roku kosztowała Ukrainę około 6 procent PKB. Pełne, trwałe zamknięcie teraz – z degradacją przemysłowego wschodu i zmniejszoną poduszką fiskalną – byłoby trudniejsze do osiągnięcia.

Szkody nie rozkładają się równomiernie. Koncentrują się najpierw na sektorze rolniczym, gdzie grożą falą niewypłacalności. Zboże to nietrwały, o ograniczonych możliwościach magazynowania i przepływach pieniężnych biznes: rolnicy muszą sprzedać nowe plony, aby sfinansować kolejne zasiewy. Z powodu zablokowania transportu morskiego, niesprzedany tonaż gromadzi się w krajowym nadmiarze, załamując ceny, które faktycznie otrzymują ukraińscy rolnicy, nawet gdy ceny światowe rosną. Kijów ostrzegł przed niedoborem magazynów sięgającym dwucyfrowych milionów ton, jeśli porty pozostaną zamknięte do czasu zbiorów kukurydzy, a krajowa rada rolna otwarcie ostrzegała przed bankructwami agrobiznesu. Sektor metalurgiczny stoi w obliczu tej samej logiki: ruda żelaza i stal są zbyt duże i mają zbyt niską marżę, aby opłacalnie przewozić je koleją na i tak już zatłoczoną granicę zachodnią.

Alternatywy istnieją, ale nie mogą ich zastąpić. Porty nad Dunajem i trasy lądowe przez Rumunię, Polskę i Mołdawię – ta ostatnia oferująca 50-procentowy rabat na tranzyt kolejowy – mogą złagodzić skutki kryzysu. Jednak udział Dunaju w eksporcie zboża spadł już do około 13 procent, ponieważ porty głębokowodne się odrodziły. Jego przepustowość stanowi ułamek przepustowości Wielkiej Odessy, a sam Izmaił jest pod ostrzałem. Kolej i droga są droższe, wolniejsze i mają ograniczone przepustowości; podnoszą koszty dostawy ukraińskiego zboża właśnie wtedy, gdy jego konkurencyjność w stosunku do dostaw z Rosji, Rumunii i Bułgarii jest tym, co trzyma nabywców w napięciu. Jak ujął to jeden z przedstawicieli ukraińskiego przemysłu, alternatywne korytarze mogą złagodzić kryzys, ale nie zastąpią portów głębokowodnych.

Wymiar globalny

Ponieważ Ukraina i Rosja wspólnie dostarczają znaczną część światowego rynku pszenicy, kukurydzy, oleju słonecznikowego i nawozów, zamknięcie Morza Czarnego nigdy nie jest wyłącznie problemem Ukrainy. Ceny pszenicy wzrosły o około 25 procent powyżej poziomów ze stycznia 2026 roku – najwyższych od dwóch lat, a według niektórych miar zbliżających się do trzyletniego maksimum – ponieważ zakłócenia te pogłębiają skrócone przez suszę zbiory na półkuli północnej. Ceny pszenicy w Chicago osiągnęły limity wzrostowe; ceny kukurydzy umocniły się w atmosferze sympatii. Oxford Economics oszacował, że zagrożonych może być nawet 86 milionów ton łącznego rosyjskiego i ukraińskiego eksportu zboża. Niektórzy analitycy twierdzą, że narażenie rynku pszenicy na zamknięcie Morza Czarnego jest poważniejsze niż narażenie ropy naftowej na zamknięcie Cieśniny Ormuz – uderzające stwierdzenie, biorąc pod uwagę miniony rok dla rynku ropy naftowej.

Najbardziej narażeni na ryzyko są nabywcy, którzy kupili zboże znad Morza Czarnego właśnie dlatego, że było tanie i blisko: Egipt, Turcja, Algieria, Tunezja, Maroko, Bangladesz, Indonezja i coraz dłuższa lista importerów z Afryki Subsaharyjskiej. Dla nich pytanie nie brzmi, czy zboże istnieje w światowych zapasach – istnieje – ale czy uda się znaleźć ładunek zastępczy po cenie, którą ich budżety i waluty będą w stanie udźwignąć. Według szacunków ONZ blokada z 2022 roku doprowadziła około 70 milionów ludzi do poważnego braku bezpieczeństwa żywnościowego. Powtórka z 2026 roku, nałożona na zakłócenia w dostawach nawozów z Ormuz i słabsze globalne zbiory, wiązałaby się z porównywalnym kosztem.

Czarnomorskie porty Ukrainy stanowią nośną ścianę jej gospodarki wojennej: odpowiadają za około 90% eksportu produktów rolnych, większość metali, ponad 60% całkowitego eksportu oraz za napływające łańcuchy paliw i kontenerów, które utrzymują kraj w ruchu. Letnia kampania Rosji pokazała, że ​​nie potrzebuje już marynarki wojennej, aby zagrozić całemu systemowi – ciągłe, precyzyjne ataki na nabrzeża, dźwigi, farmy paliwowe i kadłuby statków już zmniejszyły przepływy o trzy czwarte i zmusiły ubezpieczycieli i przewoźników do wycofania się. Całkowite, trwałe odcięcie korytarza uderzyłoby w Ukrainę mocniej niż blokada z 2022 roku: wielomiliardowa dziura w zyskach walutowych, presja na hrywnę i budżet, kaskada bankructw agrobiznesu i nadwyżka krajowych towarów – a jednocześnie podniosłyby światowe ceny zboża i pogrążyły najbardziej wrażliwych importerów w kryzysie. Linia frontu trafia na pierwsze strony gazet. Porty to miejsca, w których po cichu wygrywa się lub przegrywa wojnę.


Oto mój najnowszy odcinek Transition Protocol :

PILNE Larry Johnson: Wojna Trumpa o Hormuz kosztowała 500 milionów dolarów w jedną noc. Hormuz NIE JEST OTWARTY

Powrót do sędziego Napolitano:

Larry Johnson: Jak Trump kradnie wenezuelską ropę

David Oualaalou i ja omawiamy niedawną wizytę Ratcliffe’a w Moskwie:

Tajny lot do Moskwy: Ultimatum dyrektora CIA dla Rosji! Z Larrym Johnsonem

Rozmawiałem z Kyle’em Anzalone o perspektywach militarnych USA w Iranie:

Larry Johnson: Jak długo wojsko będzie w stanie walczyć z wojną Trumpa z Iranem

Nima i ja rozmawialiśmy o irańskich atakach na amerykańskie bazy lotnicze w Jordanii:

Larry Johnson: Iran atakuje bazę lotniczą USA – zniszczone hangary na F-16 i F-35, Trump zapowiada intensywną ofensywę

Trump zapowiedział odwet za niedzielne ataki Iranu w Jordanii, ale najwyraźniej TACO po raz kolejny zareagowało:

TRUMP PRZYRZEKA ODWET PO DUŻYM ATAKU IRANSKIM – z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Sulaiman zapytał mnie o groźbę Trumpa dotyczącą odwetu przeciwko Iranowi:

Iran zostanie zaatakowany dziś wieczorem, Trump planuje duże ataki z CIA Larrym Johnsonem

Dziękuję za nieocenione wsparcie w postaci czasu poświęconego na czytanie i komentowanie.

„Poważna analiza” Zachodu na temat Ukrainy: Internetowe zrzuty w oficjalnych strojach

„Poważna analiza” Zachodu na temat Ukrainy: Internetowe zrzuty w oficjalnych strojach

Symplicjusz 1 września 2026 r. simplicius76/wests-serious-analysis-on-ukraine

Czy dlatego Rosja wygrywa wojnę?

Od dawna widzimy, że znaczna część „poważnych” analiz Zachodu opiera się na wpisach z Twittera. Zaczęło się już od ściśle tajnych „przecieków z Pentagonu” od uwięzionego obecnie lotnika Gwardii Narodowej Massachusetts, który podawał dane o stratach poniesionych przez Rosję i Ukrainę, opierając się na kiepsko opracowanych informacjach OSINT i żałosnych oficjalnych danych ukraińskich.

Pamiętasz ten żart?

Dało nam to pierwszy wgląd w to, jak zachodni establishment błędnie ocenia wojnę, opierając się na całkowitym braku higieny informacji. Innym „amatorskim źródłem OSINT”, powszechnie używanym standardowo przez zachodnie think tanki, siły zbrojne i przywódców, był ORYX, którego legendarny, skażony zbiór danych przez lata dawał fałszywe i mylące nadzieje na nadchodzące zwycięstwo Ukrainy.

Teraz do tego zbioru żenujących zachodnich informacji dołączył kolejny interesujący dodatek.

Najbardziej głośna sytuacja miała miejsce podczas niedawnej wizyty dyrektora CIA w Moskwie, podczas której John Ratcliffe rzekomo przekazał Putinowi, że przeciętna długość życia rosyjskiego żołnierza na froncie wynosi 35 minut.

Problemy zaczynają się w artykule w „New York Timesie”, który ujawnił tę historię :

Mark Ames@ MarkAmesExiledTa historia jest jeszcze bardziej absurdalna, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Skorzystaj z linków w NYT, a szef CIA czerpie informacje o „Rosjanach zabitych w 35 minut” z szeroko wyśmiewanego artykułu FP autorstwa Petera Frankopana, który pozyskał je z Astry, rosyjskiego kanału opozycyjnego w Telegramie. https://t.co/LPDqHpYMEG

Raport o starciu @ clashreportRatcliffe powiedział Bortnikowowi, że Rosja zdobyła zaledwie około 1% terytorium Ukrainy w ciągu 18 miesięcy, że średnia długość życia rosyjskiego żołnierza na linii frontu wynosi mniej niż 35 minut, a „mistrzostwo” Ukrainy w technologii dronów generuje nieopłacalne koszty.

3:16 · 28 sierpnia 2026 · 136 tys. wyświetleń


=======================================

Mark Ames wyjaśnia, że ​​po kliknięciu hiperłączy w artykule okazuje się, że twierdzenia CIA o 35-minutowej średniej długości życia w rzeczywistości pochodziły z mało znanego kanału w Telegramie, co dało początek całej kampanii informacyjnej opartej na nieszczerych informacjach:

Emil Kastehelmi@ emilkastehelmiNiejasne stwierdzenie rosyjskiego blogera wojskowego w jakiś sposób przekształciło się w powszechnie akceptowany fakt, a jego publikacje powtarzają główne media, a nawet dyrektor CIA. Czas zakwestionować wirusowe „doniesienia”, mówiące, że Rosjanie przeżywają zaledwie 20–30 minut na polu bitwy na Ukrainie. 1/

18:07 · 19 lipca 2026 · 179 TYS. Widoki


Od Emila Kastehelmiego powyżej:

Twierdzenie to najwyraźniej pochodzi z rosyjskiego kanału Telegram, mającego 5000 obserwujących. Kanał cytuje anonimowy artykuł, w którym stwierdza się, że średni czas życia żołnierza w ataku wynosi 20–35 minut – przeżycie oznacza, że ​​znalazł osłonę lub zajął pozycję. 2/

Przeczytaj wyróżniony powyżej fragment oryginalnego posta TG. Przypadkowy bloger na Telegramie „przeczytał kiedyś (przypadkowy, bez źródeł) artykuł”, który donosił, że żołnierz wytrzymuje na froncie 35 minut. To twierdzenie jest podchwytywane i rozpowszechniane w całym zachodnim ekosystemie analitycznym jako „dowód” na to, że Rosja przegrywa – bez potrzeby uzasadnienia.

Całkowita farsa.

Takie twierdzenie nie powinno znaleźć się w poważnym tekście. Kilka krytycznych pytań ujawnia jego kruchość. Kto rzetelnie mierzy czas w poszczególnych sektorach? Jak można konsekwentnie gromadzić dane przy wystarczająco dużej próbie? Dlaczego tak wrażliwe dane miałyby zostać opublikowane? 4/

Tezę tę podtrzymał dyrektor CIA Ratcliffe, który stwierdził, że ich dane wywiadowcze są zgodne z „niektórymi” doniesieniami ze źródeł otwartych: „Szacuje się, że średnia długość życia rosyjskiego rekruta przybywającego na pole bitwy na Ukrainie wynosi obecnie od 20 do 30 minut”.5/

Jak to możliwe, że niegdyś potężna CIA przekształciła się w tak amatorski cyrk?

Could not load video.

Słuchając powyższego, zauważysz, że jego wypowiedź jest jeszcze bardziej rażąca, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Nie dość, że wygłasza absurdalną, 35-minutową bzdurę, to jeszcze twierdzi, że powodem tak szybkiej śmierci Rosjan są „drony napędzane sztuczną inteligencją”.

To skandalicznie nieprofesjonalne ze strony człowieka na stanowisku, które powinno wiedzieć „wszystko”. Nawet teoretyczni obserwatorzy wojny wiedzą, że „drony AI” nie niszczą obecnie całych oddziałów piechoty – a przynajmniej nie bezpośrednio – poza jednym czy dwoma rzekomymi incydentami, a co dopiero na taką skalę i masę, że zapewniają średnią długość życia na całym froncie po stronie rosyjskiej wynoszącą 35 minut. Drony napędzane AI na razie ograniczają się głównie do atakowania określonych statycznych celów i pojazdów, ale Ratcliffe sugeruje, że polują na same oddziały na polu bitwy i w fortyfikacjach, co jest dalekie od prawdy.

To tylko utwierdza nas w przekonaniu, że Rosjanie musieli śmiać się z łatwowiernego i łatwowiernego Ratcliffe’a, co prawdopodobnie wyjaśnia, dlaczego jego wizytę uznano za dziwnie „krótką”, biorąc pod uwagę, że wyleciał z powrotem zaledwie kilka godzin po wylądowaniu w Moskwie.

Drugi przykład jest mniejszy, ale nie mniej pouczający.

Na koncie AMK Mapping wskazano, że w niedawnej audycji słynnego austriackiego pułkownika Marcusa Reisnera zaprezentowano analizę wykorzystującą mapy OSINT AMK:

Mapowanie AMK 🇳🇿@ AMK_Mapping_Dziś dowiedziałem się, że austriackie siły zbrojne korzystają z moich map w celu aktualizacji sytuacji na Ukrainie.

12:17 · 29 sierpnia 2026 · 346 tys. wyświetleń


150 odpowiedzi · 280 repostów · 6,3 tys. polubień

W sekcji komentarzy inny popularny francuski twórca map OSINT ujawnił, że druga mapa na ekranie pułkownika Reisnera jest jego własną:

Nie chcę im niczego umniejszać, bo oboje wykonują znakomitą pracę, ale oto 19-letni nastoletni kartografowie-amatorzy:

Fakt, że ich praca OSINT stanowi obecnie w zasadzie standardowy szablon analityczny dla zachodnich armii, powinien nam o czymś powiedzieć.

Oczywiście, pani poniżej ma rację: świadczy to bardziej o wewnętrznych możliwościach Zachodu — lub ich braku — niż o wyraźnie lepszej pracy takich młodych kartografów.

Chodzi o szersze ukazanie, jak cała zachodnia koncepcja wojny została ujęta w ramy oparte na jakiejś wyrafinowanej „wiedzy z wewnątrz”, która ma nas zapewnić, że Rosja przegrywa, ponieważ jakaś tajemniczo „wyższa” zachodnia doktryna analityczna wywnioskowała to z surowych, niefiltrowanych, fundamentalnych faktów. W rzeczywistości cała zachodnia, krucha machina narracji i pozyskiwania informacji opiera się beznadziejnie na garści skąpych, podawanych z drugiej ręki, niedbale zebranych z jakiegoś wilgotnego zakątka Twittera czy Telegramu, a następnie po prostu „ubranych” w ozdobniki „oficjalnego” oświadczenia.

To całkowity brak higieny informacji, czego ostatnim dowodem jest niezdolność zachodniego establishmentu do przeanalizowania choćby oczywistego dowodu w postaci oświadczenia Budanowa, że ​​AFU potrzebuje 30 000 ludzi miesięcznie, „tylko po to, by utrzymać to, co [oni] mają”.

Choć być może zaczynają pojawiać się pęknięcia, jak widać w najnowszym artykule w głównym nurcie prasy:

https://www.telegraph.co.uk/news/2026/08/30/unrealistic-optimism-isnt-helping-ukraine/

Potępia zachodnie lukrowanie faktów, które prowadzą Ukrainę na drogę zagłady, a w finale podnosi nawet kwestię „oficjalnej” różnicy zdań między Budanowem a Zełenskim, dotyczącej KIA.

Ukraina„stopniowo, powoli przegrywa” wojnę. To nie słowa kremlowskiego propagandysty, ale ukraińskiego ministra obrony Mychajła Fiodorowa, który niedawno został zdymisjonowany, w wywiadzie dla agencji Reuters w zeszłym tygodniu. W dniach po tym, jak wygłosił tę ponurą prognozę, Rosja nasiliła ataki na Ukrainę do niemal apokaliptycznego poziomu.

W diabelnie skutecznym posunięciu Kreml przeszedł od masowych ataków dronów i rakiet do ciągłych, 60-godzinnych fal bombardowań. W ciągu jednego dnia przeprowadzono dziewiętnaście nalotów na Kijów, co wyczerpało obrońców i zmniejszyło zapasy pocisków przeciwlotniczych.

Artykuł porównuje zniszczenie przez Ukrainę 20% rosyjskiej powierzchni magazynowej Wildberries do zniszczenia przez Rosję 90% – według ukraińskich urzędników – ukraińskiej powierzchni magazynowej w handlu detalicznym. Kończy się to gorzkim tonem, bez balsamu pełnej nadziei retoryki ani typowych dla głównego nurtu medialnych banałów i ogólników o ukraińskim „zwycięstwie”:

Zamiast tego Putin wyraźnie zamierza wykorzystać wszystkie swoje zasoby, aby zniszczyć ukraińską infrastrukturę energetyczną, transportową i logistyczną tej zimy, w ostatecznym ataku, który postawi kraj na kolana. Wyzwaniem dla Ukrainy – i jej sojuszników – jest zgromadzenie zasobów, pocisków przechwytujących i kontrataków, które pozwolą jej przetrwać narastającą burzę na Kremlu.

Wcześniej w artykule autorzy poruszyli inny nowy, powszechny wątek w reportażach głównych mediów: rosyjskie moce produkcyjne i ofensywne rosną w tempie przekraczającym wszelkie wcześniejsze szacunki:

Jednak według ostatnich raportów NATO potencjał ofensywny Rosji rośnie znacznie szybciej niż Ukrainy.

W podobnym strumieniu uczciwych doniesień nowy artykuł FT podejmuje tę kwestię:

https://www.ft.com/content/369558d0-357c-41e7-aa1e-dc1c1c07457d

Autor stwierdza, że ​​Rosja powoli przekształca się w najgorszy koszmar Zachodu – moloch, który łączy w sobie wszystkie atuty przemysłu czasów sowieckich z pomysłowością XXI wieku:

Pomimo niedawnych sukcesów Ukrainy na polu bitwy, jest zdecydowanie za wcześnie, by skreślaćRosję, która odbudowuje swoje siły zbrojne w sposób, którego wielu na Zachodzie nie docenia. Zamiast po prostu uzupełniać straty poniesione na polu bitwy, Rosja tworzy przemysł zbrojeniowy, który łączy potencjał przemysłowy z czasów ZSRR z wymogami wojny XXI wieku.Celem jest nie tylko produkcja większej liczby czołgów, ale także przekształcenie armii wokół „asymetrycznych” korzyści ujawnionych przez wojnę na Ukrainie: dronów, kompaktowych systemów walki elektronicznej i innych tanich technologii, które można wdrożyć na dużą skalę.

Długoterminowe wyzwanie dla Europy może okazać się jeszcze większe niż dla Ukrainy, której armia od ponad dekady dostosowuje się do starych rosyjskich taktyk i możliwości.

Ale to nie tylko puste slogany, argumentuje autor. Rewitalizacja koncentruje się wokół poważnych reform strukturalnych rosyjskiej bazy przemysłowej, w tym budzącej grozę zdecentralizowanej innowacji, którą Zachód przez tak długi czas uważał za nieuchwytną dla „zacofanego” i zacofanego narodu rosyjskiego:

Dzisiejszy system selektywnie uwzględnia zachęty rynkowe, firmy prywatne i zdecentralizowaną innowację.Dobrym przykładem jest Ushkuynik, akcelerator technologii, który łączy krajowe start-upy i inicjatywy wolontariackie z większymi przedsiębiorstwami przemysłu obronnego i państwowym systemem zamówień.Taka struktura umożliwia małym przedsięwzięciom, które normalnie pozostałyby poza zasięgiem ministerstwa, reagowanie na potrzeby na pierwszej linii. Model ten ułatwia również unikanie sankcji. Zamiast polegać wyłącznie na zamówieniach państwowych, firmy prywatne i sieci pośredniczące zatrudniają firmy fasadowe, dystrybutorów z krajów trzecich i platformy e-commerce, takie jak Alibaba, do zakupu zachodnich komponentów podwójnego zastosowania, jednocześnie omijając kontrole eksportowe.

Co jeszcze bardziej zaskakujące, jak zauważa autor, sowieccy giganci przemysłowi udowodnili, że są elastyczni i potrafią dostosować się do współczesnych wymagań:

Wbrew oczekiwaniom, sowieccy giganci obronni udowodnili swoją elastyczność, stawiając na skalowalne i tanie rozwiązania – takie jak drony i kompaktowe systemy walki elektronicznej. Tradycyjni producenci coraz częściej inwestują w systemy bezzałogowe, systemy namierzania oparte na sztucznej inteligencji oraz technologie autonomiczne.Partnerstwa firmy Kałasznikow z oddolnymi inicjatywami, takimi jak Ushkuynik i Projekt Archangel, pokazują, jak innowacje wojenne są konsolidowane przez głównych państwowych wykonawców w dziedzinie obronności. Rosyjskie drony dalekiego zasięgu Geran ewoluowały od pierwotnej irańskiej konstrukcji śmigłowej do wersji z napędem odrzutowym, a także nowszych wariantów działających w sieciach kratowych (samoorganizującej sięsieci bezprzewodowejumożliwiającej dronom bezpośrednią komunikację i przekazywanie danych między sobą). Walka elektroniczna przeszła podobną transformację: zamiast polegać na dużych, strategicznych systemach, Rosja zaczęła wprowadzać tysiące kompaktowych systemów przeciwdronowych do zakłócania komunikacji i nawigacji.

To wszystko prawda: wiele obecnych rosyjskich innowacji na polu walki wynika z zaskakująco swobodnego traktowania rodzimych, garażowych „start-upów” przez rosyjskie MON, co pozwala im na włączanie swoich innowacji do szerszych, oficjalnych ram MIC.

Co najważniejsze, ludzie w fabrykach otrzymują bezpośrednie, bieżące informacje zwrotne z frontu, co tworzy synergistyczną relację sprzyjającą natychmiastowym, pozytywnym zmianom i ulepszeniom trwającego procesu rozwoju broni:

Wreszcie, wojna stworzyła pętlę sprzężenia zwrotnego między linią frontu a fabrykami, umożliwiając rosyjskim firmom szybkie testowanie, udoskonalanie i wdrażanie nowych systemów. Te przetestowane na polu walki systemy budzą międzynarodowe zainteresowanie. Rosyjskie firmy prezentowały sprawdzony w boju sprzęt na międzynarodowych wystawach broni, co doprowadziło do zawarcia umów eksportowych. W 2026 roku Kałasznikow podpisał umowę na dostawę cywilnych bezzałogowych statków powietrznych partnerowi z Indii. Popyt ten prawdopodobnie wzrośnie, szczególnie w krajach globalnego Południa.

Artykuł kończy się pesymizmem, w którym zauważono, że NATO nie podjęło jeszcze nawet próby nadrobienia zaległości:

Podczas gdy Rosja przez lata dostosowywała się do zachodnich broni i taktyk na polu bitwy, NATO miało znacznie mniej okazji do zdobycia porównywalnego doświadczenia. Czas zacząć nadrabiać tę lukę.

Jako bonus, podkreślający niektóre z powyższych punktów, nowy artykuł hiszpańskiego dziennika El Mundo wyjaśnia, że ​​„euforia” otaczająca ukraińskie kampanie uderzeniowe dobiegła końca, biorąc pod uwagę, że nowy rosyjski zakłócacz sygnału Starlink zaczyna zwiastować koniec dominacji Starlink:

https://www.elmundo.es/internacional/2026/08/26/6a8c82bdfc6c83a05a8b4578.html

Oficjalna rosyjska agencja prasowa TASS informuje , że nowy, budzący obawy zakłócacz sygnału Starlink o nazwie Wolna Kupol Garant został wprowadzony do masowej produkcji:

MOSKWA, 28 sierpnia. /TASS/. Rozpoczęto seryjną produkcję najnowszego rosyjskiego systemu walki elektronicznej, Wolna Kupol Garant, który jest zdolny do skutecznego zwalczania satelitów Starlink, poinformowało TASS źródło w rosyjskim przemyśle zbrojeniowym.

System Wolna Kupol Garant okazał się skuteczny i zaczęliśmy go produkować i wdrażać na większą skalę. Teraz ilość przekształciła się w jakość i praktycznie zablokowaliśmy przestrzeń powietrzną dla Starlink, gdziekolwiek było to potrzebne.Wróg otrzymał miażdżący cios.

Jak działa system Volna Kupol Garant EW

Źródło z rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego podkreśliło, że system Wolna Kupol Garant nie zakłóca pracy terminali naziemnych. „Działa z góry i zakłóca pracę samych satelitów na orbicie. Używając wąskiego, silnego, kierunkowego sygnału radiowego, oślepia anteny odbiorcze satelitów, powodując awarię systemów pokładowych statku kosmicznego i zatrzymanie działania terminali naziemnych. Na naszych oczach system Wolna został pomyślany, opracowany, wyprodukowany jako prototyp i przeszedł szereg modyfikacji i ulepszeń. I dziś możemy śmiało powiedzieć, że wszedł do masowej produkcji” – stwierdziło źródło.

Według niego sygnał systemu jest tak silny, że pojedyncze urządzenie Volna Kupol Garant może wyłączyć Starlink na rozległym obszarze. „Kilka urządzeń może wyłączyć cały region. Dziesiątki urządzeń aktywowanych jednocześnie mogą spowodować tymczasowe zakłócenia w działaniu Starlink.Ale najciekawsze jest to, że Rosja zastrzega sobie prawo do dystrybucji tej technologii do wszystkich zainteresowanych krajów na całym świecie. Narzędzia o podobnych możliwościach i mocy pojawiły się już w Chinach. To dopiero początek. Elon Musk wpakował się w niewłaściwą grę. Jeśli Starlink nie przestanie wspierać i podżegać do terroryzmu, to od Rosji będzie zależeć, czy wyłączyć Starlink tylko na naszym terytorium, czy na całym świecie” – powiedziało źródło.

W artykule w El Mundo ukraiński dowódca jednostki powiedział dziennikarzom, że po zniszczeniu dronami jednego z nowych systemów Wolno Kupol Garant, ich łączność Starlink w tym rejonie natychmiast zaczęła działać normalnie. W połączeniu z uruchomieniem przez Rosję własnego nowego systemu Rassvet – będącego odpowiednikiem Starlink – przyszłość Ukrainy rysuje się w coraz gorszych barwach.

Artykuł w El Mundo kończy się w odpowiedni sposób:

Mykoła Kolesnyk twierdzi jednak, że nigdy nie podzielał tej „euforii”. „Lubię być realistą. Rosjanie to bardzo poważni wrogowie” – mówi.

Zarówno Kołoesnyk, jak i Anton Zemlianyj zgadzają się, że skoro Ukraina stała się wojskowym poligonem doświadczalnym, to jedynymi krajami, które nie potrafią wykorzystać tej rzeczywistości, są kraje Zachodu.

„Doktryna NATO jest przestarzała. Nie będą w stanie przeciwstawić się Rosjanom” – podsumowuje Zemlianyi.

Nie chodzi o to, że Rosja jest wyjątkowo potężnym narodem, ale raczej o to, że NATO i UE – pogrążone w historycznej korupcji i kulturowym rozpadzie – są skrajnie niefunkcjonalne jako cywilizacje.

Właśnie dlatego konieczne było wywołanie wojny na Ukrainie: aby upewnić się, że suwerenna Rosja nie stanie się nieproporcjonalnie silna w porównaniu z wykastrowanymi państwami niewolniczymi Europy i Zachodu, które muszą być stale podtrzymywane w stanie poniżenia i destabilizacji, aby podtrzymywany idol „globalizmu” mógł nadal być wiarygodnym „latarnią” zbawienia ludzkości.


Twoje wsparcie jest nieocenione. Jeśli lektura przypadła Ci do gustu, będę niezmiernie wdzięczny za miesięczną/roczną wpłatę na rzecz mojej pracy, dzięki której będę mógł nadal dostarczać Ci szczegółowe i wnikliwe raporty, takie jak ten.

Trump: „Jesteśmy właścicielami”. „Mur ze stali” znów przecieka w pobliżu Larak w Cieśninie Ormuz.

„Jesteśmy właścicielami”: „Mur ze stali” znów przecieka w pobliżu Larak w Cieśninie Ormuz.

Larry C. Johnson

Ktoś powinien powiedzieć Korpusowi Strażników Rewolucji Islamskiej, że Cieśnina Ormuz jest zamknięta dla biznesu – przynajmniej dla amerykańskiego biznesu – i całkowicie pod kontrolą”. Prezydent Trump powtarza to od tygodni. 11 sierpnia powiedział światu na Truth Social, że Stany Zjednoczone mają cieśninę „całkowicie pod kontrolą” i „MYŚLĘ, ŻE JĄ UTRZYMAMY”, a blokada morska to „stalowy mur”, z którym „Iran nic nie może zrobić”. 14 sierpnia poszedł jeszcze dalej: „Jesteśmy właścicielami Cieśniny Ormuz” – powiedział, wyjaśniając, że łodzie mogą przez nią przepływać tylko „jeśli chcemy, żeby przez nią przepłynęły”. Ze śmiechem obiecał również wkrótce ogłosić ten szlak wodny terytorium USA. Zaledwie trzy dni temu Biały Dom wydał oświadczenie zatytułowane „Prezydent Trump miał rację: Ameryka kontroluje Cieśninę Ormuz” – zwięzły zapis zapewnień prezydenta dla dziennikarzy, że cieśnina jest otwarta, działa i zalewana ropą.

Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej najwyraźniej nie zapisał się na newsletter. W niedzielę siły amerykańskie zaatakowały dwie irańskie wyrzutnie rakiet na wyspie Larak – pierwszy znany amerykański atak na terytorium Iranu od końca lipca – ponieważ, jak powiedział przedstawiciel USA w wywiadzie dla Al-Dżaziry i Reutersa, zaobserwowano jednostki Straży Rewolucyjnej przygotowujące rakiety z minami morskimi do rozmieszczenia w cieśninie, którą Stany Zjednoczone rzekomo kontrolują. To nieuchronnie rodzi pytanie, w jaki sposób Teheran zamierza zaminować szlak wodny, którego nie kontroluje i na który rzekomo nie ma nawet pozwolenia na wodowanie łodzi. Stalowy mur najwyraźniej musi być regularnie bombardowany, aby utrzymać go w miejscu.

Irańska agencja informacyjna Tasnim określiła atak jako atak dronów. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) potwierdził ofiary śmiertelne i obrażenia wśród żołnierzy i cywilów oraz ogłosił reakcję. „ Washington Post” i „US News” poinformowały o tym samym incydencie w ciągu kilku godzin. Jeśli przyjąć oficjalne wyjaśnienie za dobrą monetę, atak miał charakter ograniczony, niemal rutynowy: był to środek przeciwko górnictwu, mający na celu utrzymanie cieśniny otwartej. Jednak cel, moment i dyplomacja rozgrywająca się pod powierzchnią tej wojny sugerują inną interpretację wartą rozważenia – znacznie mniej pochlebną dla tezy „to my jesteśmy odpowiedzialni”.

Prawdziwą przeszkodą może być kawałek papieru, a nie rakieta.

Od trzech tygodni Iran i Oman prowadzą potajemne negocjacje w sprawie tego, kto faktycznie kontroluje ruch przez Cieśninę Ormuz – dość osobliwa sytuacja dla dwóch innych państw, jeśli chodzi o cieśninę, która według Stanów Zjednoczonych należy do Stanów Zjednoczonych. Wiceminister spraw zagranicznych Iranu Kazem Gharibabadi oświadczył, że obie strony są bliskie porozumienia w sprawie współrzędnych bezpiecznego korytarza tranzytowego, mechanizmów technicznych jego funkcjonowania oraz – co kluczowe – wspólnego centrum koordynacyjnego do zarządzania ruchem morskim i gromadzenia danych o tranzycie statków . Opiera się to na Protokole z Maskatu, który obie strony podpisały w kwietniu i który ustanowił wspólnie zarządzany „Zielony Korytarz” monitorowany przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) i Królewską Marynarkę Wojenną Omanu.

Dwa aspekty tego powstającego systemu zasługują na szczególną uwagę. Po pierwsze, według doniesień CNN z 5 sierpnia, nowe korytarze miałyby częściowo przebiegać przez irańskie wody terytorialne – co stanowiłoby odejście od obowiązującego od dziesięcioleci porozumienia, które kierowało żeglugę handlową przez wody Omanu. Po drugie – i to właśnie ten szczegół łączy je z niedzielnym atakiem – proponowane porozumienie zamknęłoby tymczasowe szlaki w pobliżu wyspy Larak i przez wody Omanu, zastępując je nowymi, wspólnie zarządzanymi korytarzami.

Oznacza to, że wyspa, którą Waszyngton zbombardował w niedzielę, leży w geograficznym i administracyjnym centrum irańsko-omańskiego kondominium dotyczącego żeglugi przez Cieśninę Ormuz: systemu, który sformalizowałby irańską kontrolę nad tym strategicznym wąskim gardełkiem, potencjalnie go spieniężył – Teheran zaproponował już opłaty za pośrednictwem swojego „ Urządu Cieśniny Zatoki Perskiej ” – i po cichu wykluczył Stany Zjednoczone z zarządzania szlakiem wodnym, który ich prezydent nazywa amerykańską własnością. CNN ujmuje to jednoznacznie: Porozumienie nabiera kształtów, ale nie takie, jakiego chce Trump.

Wniosek analityczny jest zatem następujący: uzasadnienie obrony przed minami morskimi jest realne, ale może nie wyczerpuje tematu. Atak na Larak osłabia konkretny potencjał Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i – co ważniejsze – sygnalizuje, że Waszyngton nie będzie biernie przyglądał się, jak Iran i Oman instytucjonalizują system kontroli, który sprawia, że ​​twierdzenie o „całkowitej kontroli” jawi się jako prawdziwe. Oficjalnie podanym powodem jest zagrożenie minowe. Strategiczną kwestią jest jednak kontrola nad transportem morskim – i problem ten będzie się utrzymywał długo po tym, jak szczątki na Larak zostaną usunięte, a kolejny wpis na Truth Social ogłosi zamknięcie sprawy.

Odpowiedź Iranu: Powrót do sprawdzonego schematu ataków na bazy.

Iran zareagował błyskawicznie – i wcale nie tak, jak można by się spodziewać po zdziesiątkowanej armii uciekającej przed nieprzebytym murem. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) ogłosił wspólną operację rakietowo-dronową przeciwko pozycjom USA, wskazując jako cele bazę lotniczą im. Króla Husajna i bazę lotniczą Al-Azraq w Jordanii . Poinformował również, że baza lotnicza Al Udeid w Katarze – wysunięta siedziba CENTCOM – została trafiona. Irańska telewizja państwowa poinformowała o wystrzeleniu pocisków z wielu miejsc w całym kraju; nad Jordanią aktywowano obronę przeciwlotniczą, a w Katarze, Kuwejcie i Dubaju ogłoszono alarmy. Amerykańskie źródło poinformowało Fox News, że niemal wszystkie nadlatujące pociski zostały przechwycone i że „na razie” nie odnotowano znaczących skutków – co jest standardową i całkiem realną metodą ograniczania strat. Ebrahim Azizi, przewodniczący Komisji Bezpieczeństwa Narodowego irańskiego parlamentu, zapowiedział kolejne ataki, nie brzmiąc jak człowiek, który uważa, że ​​jego kraj „nie ma już pieniędzy” i jest „skończony”.

Schemat jest znany – Al Udeid w czerwcu 2025 roku, bazy w Zatoce Perskiej wiosną 2026 roku – a wynik, z dużą liczbą przechwyconych pocisków, ponownie wskazuje na przemyślaną reakcję: wystarczającą, by zaspokoić potrzebę odwetu, ale nie na tyle masową, by zmusić Teheran do eskalacji, na którą nie może sobie pozwolić. Liczą się nie tyle szkody wyrządzone w ciągu jednej nocy, ile skumulowana rzeczywistość, jaką te fale ataków nakładają na pozycję militarną, którą prezydent wielokrotnie ogłaszał niezwyciężoną.

Koszty strategiczne: Iran wypycha USA na zachód.

I oto nadchodzi moment, którego nie powstrzyma żaden stalowy mur. Każda fala irańskich ataków na Al-Udeid, na bazy jordańskie i na kwaterę główną Piątej Floty w Bahrajnie dodatkowo utwierdza w przekonaniu, do którego Pentagon doszedł już całkowicie bez irańskiego wsparcia: wysunięta architektura militarna zbudowana po operacji Pustynna Burza jest zbyt bliska, zbyt nieruchoma i zbyt narażona na irański arsenał precyzyjnej broni, by można ją było utrzymywać w nieskończoność.

Ta ponowna ocena nie jest spekulacją, niezależnie od tego, co zostanie powiedziane na podium. Jak donosiły Washington Post i Times of Israel w połowie sierpnia, Pentagon aktywnie rozważa wycofanie się z Zatoki Perskiej i bada bardziej rozproszone rozmieszczenie, przesuwając siły dalej na zachód — do bazy lotniczej Prince Sultan w pobliżu Rijadu, w głąb Arabii Saudyjskiej, do Jordanii, Izraela, południowej Europy i do bardziej odległych obiektów na Oceanie Indyjskim — a zatem poza zasięg najkrótszego zasięgu irańskich systemów. Memorandum z czerwca 2026 r., które zakończyło główną fazę wojny, zawierało już zobowiązanie do redukcji obecności wojskowej USA w Zatoce Perskiej. Rada Stosunków Zagranicznych i całe mnóstwo analiz wojskowych dochodzą do tego samego wniosku: wojna obnażyła podatność baz w Zatoce Perskiej na ataki, a presja na ich relokację rośnie.

Niedzielna wymiana ognia natychmiast wzmacnia tę dynamikę. Za każdym razem, gdy Iran demonstruje swoją zdolność do wystrzeliwania pocisków i dronów z lotnisk Al-Udeid i Jordanii – nawet jeśli większość z nich podobno zostaje zestrzelona – rosną koszty utrzymania wysokiej jakości systemów wojskowych w tym rejonie, a wewnętrzny argument Pentagonu na rzecz bardziej rozproszonych sił zyskuje na popularności. Ataki nie muszą niszczyć baz, aby były skuteczne; muszą jedynie sprawić, że staną się one nie do utrzymania jako skoncentrowane, dalekosiężne platformy operacyjne.

Iran wypiera siły USA z regionu za pomocą pocisków balistycznych i dronów. To sprawia, że ​​obecna taktyka militarna jest na tyle kosztowna, że ​​Waszyngton jest zmuszony ją zmienić – po cichu wycofując własne siły z cieśniny , którą rzekomo kontroluje, podczas gdy prezydent jednocześnie deklaruje, że może ją zaanektować.

Oficjalnym powodem ataku na Larak jest obrona przed miną. Jednak znacznie ważniejszym kontekstem jest irańsko-omańska próba zinstytucjonalizowania kontroli nad Ormuzem – przedsięwzięcie, którego celem mógł być dezorganizacja i odstraszanie, co kłóci się z twierdzeniem, że cieśnina i tak jest już amerykańska.

Irański odwet na Al-Udeid i dwie jordańskie bazy jest zgodny z ustalonym, wyrachowanym schematem Teheranu. Prawdziwy zysk strategiczny tkwi jednak w dalszym zwiększaniu presji na Pentagon, aby przemieścił swoje siły na zachód – z dala od wąskiego gardła i poza zasięgiem.

Cieśnina, którą faktycznie kontrolujesz, nie musi być odzyskiwana co kilka tygodni. Jednak w tym przypadku wydaje się, że właśnie tego potrzeba.

Źródło: „My to mamy”: Ściana stali powoduje kolejny wyciek w Larak w Cieśninie Ormuz

Od Hollywood do medycyny: Coraz więcej prominentnych osób domaga się wyjaśnień na temat potencjalnych szkód wyrządzanych przez szczepionki przeciwko

USA zbombardowały dwa obiekty wojskowe na irańskiej wyspie Larak

Larry Johnson: PILNE WIADOMOŚCI:

USA zbombardowały dwa obiekty wojskowe

na irańskiej wyspie Larak,

w pobliżu kluczowego punktu

dostaw ropy naftowej

W niedzielę, 30 sierpnia 2026 roku, siły amerykańskie zaatakowały dwie irańskie pozycje na wyspie Larak w strategicznie ważnej Zatoce Omańskiej, bezpośrednio przylegającej do Cieśniny Ormuz.

Atak, pierwszy publicznie potwierdzony atak USA na cele irańskie od końca lipca, przerwał kruchy okres względnej powściągliwości i w ciągu kilku godzin wywołał irański atak rakietowy na bazy amerykańskie w Jordanii. W wywiadzie na żywo dla kanału Dialogue Works, były analityk CIA Larry Johnson określił te wydarzenia jako symptom braku amerykańskiej strategii i początek nowej rundy eskalacji.

https://youtube.com/watch?v=ApuFYdI9ATc%3Ffeature%3Doembed

Wyspa Larak leży zaledwie kilka kilometrów od irańskiego wybrzeża, w pobliżu Bandar-Abbas, bezpośrednio na jednym z najwęższych i najważniejszych szlaków żeglugowych świata. Znaczna część światowej ropy naftowej przepływa przez Cieśninę Ormuz. Stany Zjednoczone oświadczyły, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) przygotował tam wyrzutnie rakiet do wystrzeliwania min morskich w kierunku cieśniny. Oficer amerykański potwierdził użycie dronów. Irańskie źródła poinformowały o ofiarach śmiertelnych i rannych wśród żołnierzy i cywilów oraz zapowiedziały „odpowiedź i karę”.

Johnson wierzy w irańskie zapowiedzi. Teheran nie rzuca pustych gróźb. Drony podobno pochodziły z Jordanii; w związku z tym Iran zaatakuje właśnie tam. Jordania ma dwie istotne bazy: Muwaffaq Salti (znaną również jako Al-Azraq) i King Hussein. Te same cele zostały zaatakowane w godzinach po ataku USA kilkoma falami pocisków balistycznych z zachodnich prowincji Iranu, takich jak Teheran, Fars, Tebriz, Kermanszah, Lorestan i Chorramabad. Zgłoszono co najmniej jedno trafienie w Muwaffaq Salti. Systemy obrony powietrznej – najwyraźniej Patriot PAC-3 – wystrzeliły pociski przechwytujące. Niektóre pociski zostały przechwycone, inne nie.

Johnson uważa, że ​​zapasy [USA] są w dużej mierze wyczerpane: „To butelka szampana, która została opróżniona”. Przeciwko systemom manewrującym lub hipersonicznym, takim jak pocisk Fatah, Patriot, THAAD i Żelazna Kopuła mają w każdym razie niewielką skuteczność. Iran często najpierw wykorzystuje starsze rakiety do wyczerpania obrony przeciwnika, a następnie wysyła nowocześniejszą broń.

Moment ten jest politycznie i gospodarczo napięta. Obie strony od tygodni mówiły o deeskalacji. Amerykańscy dyplomaci mieli wrócić. W tym samym czasie Amerykanie najwyraźniej wycofywali tankowce z Kataru – co wskazywało na spodziewane ataki na państwa Zatoki Perskiej. Johnson postrzega to nie jako przemyślany plan, ale jako zwykłą praktykę: „Co zrobimy dzisiaj? Zbombardujmy wyspę”. Waszyngton nadal nie docenia gotowości i zdolności Iranu do odwetu.

Jednocześnie prezydent Trump próbuje obniżyć ceny ropy naftowej, zawierając rzekomo historyczne porozumienie w sprawie wenezuelskich rezerw. Johnson nazwał to iluzją na stronie sonar21.com. Rezerwy znajdują się pod ziemią, ropa jest ciężka i lepka, a niezbędna infrastruktura jest niewystarczająca. ExxonMobil wcześniej podawał koszty rzędu 100 miliardów dolarów i odrzucił ten pomysł. Co więcej, wenezuelska ciężka ropa nie rozwiąże problemu dotkliwego niedoboru oleju napędowego i paliwa lotniczego spowodowanego zakłóceniami na trasie Ormuz. Atak w niedzielę jeszcze bardziej podniesie ceny na rynkach w poniedziałek.

Straty gospodarcze w regionie są już ogromne. Od początku wojny w lutym 2026 roku Katar odnotował spadek PKB o 8% do ponad 17% oraz ogromne straty w produkcji LNG; Kuwejt odnotował spadek wydobycia ropy o około 53%, Irak o 63%, Arabia Saudyjska o 29%, a Zjednoczone Emiraty Arabskie o 40%. Państwa Zatoki Perskiej chcą ponownie otworzyć Cieśninę Ormuz; Iran w zamian domaga się zniesienia blokady nałożonej przez USA. W Stambule niebawem odbędzie się spotkanie w sprawie tzw. Paktu Mekkańskiego.

Jednocześnie Rosja zaostrza sytuację na Ukrainie: Trwające prawie 80 godzin nieprzerwane ataki dronów i rakiet na magazyny, sieci energetyczne i infrastrukturę cywilną. Supermarkety stoją puste. Johnson postrzega to jako przejaw determinacji Putina i braku woli zawarcia zawieszenia broni. Według niego Stany Zjednoczone nie mają jasnej strategii ani wobec Ukrainy, ani wobec Iranu. Trump podwaja skalę operacji wojskowych, a wstrząsy gospodarcze – związane z ropą, pszenicą i olejem napędowym – uderzają w rynki.

Johnson spodziewa się kolejnych dni lub tygodnia wzajemnych ataków, zanim w końcu nastąpi przerwa lub negocjacje. Iran będzie ostro reagował na każdy atak USA. W momencie rozmowy nie było jeszcze jasne, czy rakiety uderzą również w Izrael lub amerykańskie okręty w Zatoce Omańskiej i na Morzu Arabskim. Noc była jeszcze młoda. Cieśnina Ormuz pozostaje punktem krytycznym.

Odpowiedź Johnsona na pytanie, czy Waszyngton wyciągnął jakiekolwiek wnioski z sześciu miesięcy wojny, jest jednoznaczna: nie.

Zełenski wykorzystuje cywilów jako żywe tarcze, ale wygląda na to, że cierpliwość Putina się wyczerpała

Rosja atakuje skład amunicji w pobliżu budynków mieszkalnych w Kijowie

Ukraińskie wojsko wielokrotnie wykorzystywało cywilów jako żywe tarcze, ale wygląda na to, że cierpliwość Putina się wyczerpała.

29 sierpnia 2026 roku – dym unosi się po rosyjskim nalocie na Kijów

W piątek wieczorem rosyjski dron zaatakował ukraiński wojskowy skład amunicji we wsi Myla, na zachód od Kijowa. W wyniku pożaru i kilkugodzinnych eksplozji zginęło co najmniej 37 osób, kilkadziesiąt zostało rannych, uszkodzono około 50 budynków mieszkalnych i dom opieki dla osób starszych i niepełnosprawnych, a setki osób zmuszono do ewakuacji. Wśród ofiar był sołtys wsi, który pospieszył z pomocą.

W odpowiedzi Wołodymyr Zełenski nazwał utworzenie składu broni w pobliżu ludności cywilnej ‚rażącym zaniedbaniem‚. Dodał, że pierwszy wybuch trafił w skład zawierający granaty, miny, inną amunicję i drony, które „nigdy nie powinny się tam znaleźć”. Kijowska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie legalności przechowywania materiałów wybuchowych w pobliżu obszarów mieszkalnych. To już drugi taki incydent w ciągu dwóch miesięcy. Lipcowy atak na skład w pobliskim Wysznewie doprowadził do podobnych wtórnych eksplozji, ofiar śmiertelnych, a następnie aresztowań kadry kierowniczej państwowych przedsiębiorstw zbrojeniowych.

Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że w bazie w Myle składowane były komponenty i rakiety nośne dronów dalekiego zasięgu. Ministerstwo stwierdziło również, że przeprowadziło ataki na obiekty związane z pociskiem manewrującym Flamingo w obwodzie kijowskim, a także na porty w Mikołajowie i Izmaił. Krążące w mediach społecznościowych doniesienia o przechowywaniu tam pocisków Patriot nie zostały jeszcze potwierdzone przez oficjalne oświadczenia ukraińskie.

Eksplozja w piątek wieczorem miała miejsce w ramach wielodniowej rosyjskiej ofensywy z użyciem dronów odrzutowych i pocisków rakietowych, która doprowadziła do niemal nieustannych ostrzeżeń przed nalotami nad Kijowem i uderzenia w magazyny należące do sieci supermarketów, operatorów pocztowych, sprzedawców detalicznych i firm logistycznych.

Minister rolnictwa Ukrainy Taras Wysocki powiedział dziennikarzom, że około 90% infrastruktury logistycznej żywności wykorzystywanej przez duże sieci handlowe (duże centra dystrybucyjne zaopatrujące sieci takie jak Fora, Silpo, NOVUS i Varus) zostały zniszczone.

Niemniej jednak Wysocki zapewnia, że nie doprowadzi to do głodu, ponieważ sieci przechodzą na droższe dostawy ‚na kółkach’  bezpośrednio od producentów. Mimo to w sklepach w Kijowie widać puste półki z owocami i warzywami, nabiałem i podstawowymi produktami spożywczymi. Ostatni działający hipermarket Epicentr w Zaporożu również został zaatakowany w piątek rano, zaledwie kilka godzin przed eksplozją w Myle.

Obie strony systematycznie atakują wzajemnie swoją logistykę i cywilno-wojskową infrastrukturę handlową. Ukraina zaatakowała rosyjskie rafinerie, elektrownie i magazyny sklepów internetowych. Rosja odpowiedziała atakiem na magazyny zaopatrujące ukraińskie sklepy. Obrona przeciwlotnicza Kijowa jest nadal utrudniona przez dobrze udokumentowany niedobór pocisków przechwytujących Patriot – jedynego systemu zdolnego do niezawodnego przechwytywania pocisków balistycznych. Drony z napędem odrzutowym dodatkowo zwiększyły presję.

Rząd Zełenskiego przedstawił własne ataki dalekosiężne jako sposób na zmuszenie Rosji do negocjacji. Natychmiastowe konsekwencje są widoczne na przedmieściach Kijowa: kolejna źle zlokalizowana amunicja wybucha w pobliżu ludności cywilnej, sieć logistyczna handlu detalicznego została zniszczona w 90%, według ukraińskiego ministra, a do tego dochodzi nadchodząca zima. Śledztwo w sprawie tego, kto zdecydował o przechowywaniu materiałów wybuchowych w pobliżu obszarów mieszkalnych, wyjaśni część sprawy. Resztę dopowiedzą puste półki i wyjące syreny.

uncutnews.ch/russland-greift-munitionsdepot-in-kiew-in-der-naehe-von-wohnhaeusern-an-ukraine-raeumt-ein-dass-90-der-logistik-fuer-den-lebensmitteleinzelhandel-zerstoert-sind

Napisał: Tyler Durden

Opracował: Zygmunt Białas

Radar geopolityczny Hollistera, 24–30 sierpnia 2026 r.

Radar geopolityczny Hollistera, 24–30 sierpnia 2026 r.

Radar geopolityczny Hollistera, 24–30 sierpnia 2026 r.

apolut-/hollisters-geopolitik-radar-vom-24-30-august

Wojny toczą się za pomocą pocisków. Ale władza jest coraz bardziej uwarunkowana tym, kto ma dostęp . Waszyngton oplata Iran siecią sankcji, banków, ubezpieczycieli i zakazów technologicznych, podczas gdy Teheran tworzy własne zasady przepływu przez Ormuz. USA zapewniają sobie długoterminowy dostęp do wenezuelskiej ropy, Syria wymienia centralizację wojskową na powrót do zachodnich sieci płatniczych, Europa Północna konsoliduje swoje struktury dowodzenia, a Chiny dalej rozbudowują swoją infrastrukturę strategiczną.

Radar geopolityczny KW35 Hollistera ukazuje świat, w którym granice nie istnieją już wyłącznie na mapach, lecz są definiowane przez konta, licencje, łańcuchy dostaw, czujniki, porty i prawa dostępu .

Radar geopolityczny z 24 do 30 sierpnia 2026 r.

Artykuł publicystyczny autorstwa  Michaela Hollistera.

W tym tygodniu geopolityczna władza z uderzającą częstotliwością przesuwała się w kierunku zasad dostępu. Waszyngton próbuje izolować Iran nie tylko militarnie i poprzez handel ropą, ale także za pośrednictwem banków, ubezpieczycieli, dostawców technologii i firm żeglugowych. Teheran odpowiada, wprowadzając własne zasady przepływu przez Cieśninę Ormuz. W Wenezueli problem nie dotyczy już wyłącznie sankcji, ale długoterminowej kontroli nad polami naftowymi. Syria łączy likwidację armii równoległej z jej powrotem do międzynarodowych sieci płatniczych.

Ten schemat jest widoczny również poza tymi konkretnymi teatrami działań. Szwecja oddaje siły pod dowództwo Finlandii, państwa Morza Bałtyckiego planują wspólny system obrony przed dronami, Kanada odpowiada na cła USA cłami odwetowymi i pomocą przemysłową, a Chiny i Indie opracowują nowe procedury mające na celu ograniczenie konfliktów granicznych. Siła przejawia się zatem nie tylko w broni i terytoriach. Znajduje się również w licencjach, kanałach płatności, kontroli eksportu, prawach inwestycyjnych, misjach obserwacyjnych i strukturach dowodzenia wojskowego.

Nie oznacza to, że wydarzenia przebiegają według wspólnego planu. Interesy, ramy prawne i dynamika władzy znacznie się różnią. Metoda jest jednak porównywalna: państwa zmieniają warunki, w jakich inni mogą działać. W przypadkach, gdy fakty pozostają niejasne – dotyczące wyniku referendum w Islandii, dynamiki władzy w Nigrze i funkcji nowych chińskich obiektów na Morzu Południowochińskim – ten radar wyraźnie odróżni sytuację w momencie publikacji od potwierdzonych ustaleń.

SERCE

1. Waszyngton rozpoczyna globalną kampanię sankcji w ramach „Operacji Economic Outcast” (24 sierpnia 2026 r.)

Departament Skarbu USA nałożył sankcje na prawie 60 osób, firm i statków, a także rozszerzył ryzyko sankcji wtórnych na pięć dodatkowych sektorów irańskiej gospodarki: aktywa cyfrowe, technologię, złoto, lotnictwo i żeglugę. Administracja ogłosiła, że ​​wyznaczy terminy dla państw trzecich na zakończenie zidentyfikowanych transakcji biznesowych z Iranem. W odpowiedzi Zjednoczone Emiraty Arabskie wszczęły dochodzenie w sprawie dotkniętych sankcjami banków; egipski Banque Misr również analizuje konsekwencje dla swoich oddziałów w ZEA. Waszyngton łączy zatem te indywidualne sankcje z globalną strategią dostępu do strefy dolara. Najnowsze doniesienia o Iranie z 30 sierpnia 2026 r. umieszczają te wydarzenia w kontekście trwającej wojny.

2. Iran umieszcza tankowce na czarnej liście i negocjuje korytarz z Omanem (24–27 sierpnia 2026 r.)

Teheran oświadczył, że 45 tankowców naruszyło nowe przepisy tranzytowe w Cieśninie Ormuz. Statki te zostały ukarane grzywnami, konfiskatą lub konfiskatą ładunku. Jednocześnie Iran i Oman omawiały tymczasowy korytarz żeglugowy i rozminowanie. Liczba przejść nieznacznie wzrosła w ciągu tygodnia, ale nadal była uzależniona od zgód, opłat za bezpieczeństwo i odstraszania militarnego. W rezultacie powstają dwa konkurujące ze sobą systemy: tranzyt kontrolowany przez Iran i wspierany przez USA. Kontekst planowanego korytarza został omówiony w artykule „Szlak Południowy ” .

3. Stany Zjednoczone i Wenezuela zgadzają się na zabezpieczenie dostępu do rezerw ropy naftowej na 25 lat (28-30 sierpnia 2026 r.)

Prezydent USA Donald Trump oświadczył, że Stany Zjednoczone zapewniły sobie większościową kontrolę nad ponad 65 miliardami baryłek wenezuelskich rezerw ropy naftowej dzięki partnerstwu z firmami prywatnymi. Tymczasowa prezydent Wenezueli, Delcy Rodríguez, mówiła następnie o 25-letniej umowie. Wymieniła 17 istniejących złóż ropy naftowej, osiem nowych bloków i cel produkcji 1,5 miliona baryłek dziennie; suwerenność nad zasobami pozostanie w gestii Wenezueli. Pełne teksty umów i dokładna struktura prawna nie były publicznie dostępne w momencie publikacji. Tło ekonomiczne i polityczne zostało omówione w artykule „Insider Trading off Caracas ” .

4. Syria rozwiązuje SDF i jednocześnie otwiera międzynarodowe kanały płatnicze (24-28 sierpnia 2026 r.)

Dowodzone przez Kurdów Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) zostały formalnie rozwiązane; ich jednostki mają być stopniowo włączane do struktur państwowych. Kilka dni później prezydent Ahmed al-Sharaa mianował byłego dowódcę SDF, Mazloum Abdi, na stanowisko doradcy. Pytania dotyczące integracji jednostek kobiecych i faktycznego zakresu dowodzenia pozostają bez odpowiedzi. Jednocześnie Stany Zjednoczone usunęły Syrię z listy państw sponsorujących terroryzm. Visa i Mastercard rozpoczęły przetwarzanie międzynarodowych płatności kartami za pośrednictwem partnerów syryjskich. Damaszek łączy w ten sposób centralizację sił zbrojnych z reintegracją gospodarczą. Wstępne etapy zostały przeanalizowane w artykule „Ciche zwycięstwo Trumpa w Syrii ” .

5. Trump przedstawia Kongresowi porozumienie nuklearne z Arabią Saudyjską (25 sierpnia 2026 r.)

Rząd USA przedłożył Kongresowi 30-letnią cywilną umowę nuklearną z Arabią Saudyjską. Przewiduje ona między innymi budowę reaktorów Westinghouse AP1000; Kongres ma 90 dni sesyjnych na jej rozpatrzenie. Trump politycznie powiązał umowę z uznaniem Izraela przez Arabię ​​Saudyjską. Rijad jednak podtrzymuje swoje żądanie wiarygodnej ścieżki do utworzenia państwa palestyńskiego. Krytycy wskazują, że wyraźne zrzeczenie się wzbogacania i przetwarzania uranu nie zostało jasno określone. Regionalna architektura bezpieczeństwa została opisana w dokumencie „Pakt Mekka – część 2” .

6. Wojna między Rosją a Ukrainą dotyczy paliw, magazynów i terenów cywilnych (28-29 sierpnia 2026 r.)

Rosja przedłużyła zakaz eksportu oleju napędowego z rafinerii do 30 września 2026 roku. Jako powód podano niedobory po ukraińskich atakach na zakłady przetwórcze oraz konieczność zabezpieczenia rynku krajowego. Z kolei rosyjski atak uderzył w ukraiński magazyn pod Kijowem, którego eksplozja, według władz, zabiła 37 osób i uszkodziła budynki mieszkalne oraz dom opieki. Ukraina potwierdziła, że ​​w pobliżu terenów cywilnych składowano tam materiały wybuchowe; prezydent Wołodymyr Zełenski zapowiedział dochodzenia i analizy. Aktualizacja sytuacji na Ukrainie z 28 sierpnia 2026 roku dokumentuje strategiczną głębię wojny powietrznej.

7. Szwecja i Finlandia wzmacniają swoją obronę – państwa Morza Bałtyckiego planują utworzenie grupy zadaniowej ds. dronów (28-29 sierpnia 2026 r.)

Szwecja ogłosiła, że ​​jesienią wzmocni Finlandię myśliwcami Gripen, korwetą Visby oraz potencjalnym wsparciem radarowym i obrony przeciwlotniczej przed dronami. Siły szwedzkie mogą zostać podporządkowane dowództwu fińskiemu. Jednocześnie, według niemieckiego rządu, państwa Morza Bałtyckiego planują utworzenie wspólnej grupy zadaniowej ds. obrony przed dronami i szybsze mechanizmy reagowania. Prezydent Finlandii Alexander Stubb przedstawił kluczowy kontrargument: nie ma konkretnych dowodów na rychły atak Rosji na NATO. Niemniej jednak, integracja operacyjna jest wdrażana jako środek zapobiegawczy. Finansowe aspekty tego przedsięwzięcia zostały omówione w filmie dokumentalnym „Od Zielonego Ładu do zdolności bojowych ” .

8. Islandia podejmuje decyzję o nowych negocjacjach z UE minimalną większością głosów (29-30 sierpnia 2026 r.)

Islandia głosowała nad wznowieniem negocjacji akcesyjnych z UE, przerwanych w 2013 roku. W momencie oddawania artykułu do druku, po przeliczeniu około 152 000 głosów, przeciwnicy mieli minimalną przewagę, 50,1% do 49,9%; ostateczny wynik wciąż nie został ustalony. Głosowanie nie rozstrzyga samo w sobie o członkostwie w UE. Wynegocjowane porozumienie musiałoby zostać zatwierdzone w drugim referendum. Koncentruje się ono na prawach połowowych, kwestiach walutowych, stopach procentowych i strategicznym porozumieniu. Analiza „Zerwanie z Rosją, zależność od Ameryki, konflikt z Chinami” pokazuje, jak zależności gospodarcze ograniczają możliwości polityczne .

9. Próba zamachu stanu wstrząsa Nigrem – kluczowe szczegóły pozostają sporne (29-30 sierpnia 2026 r.)

Zbuntowani żołnierze zaatakowali lotnisko, pałac prezydencki i państwową stację radiową w Niamey. Ministerstwo Obrony ogłosiło, że sytuacja jest opanowana; jednak walki trwały nadal, szczególnie na lotnisku. Państwowe media donosiły o licznych ofiarach śmiertelnych i aresztowaniach, twierdząc, że siły rosyjskie wspierały rząd. Te twierdzenia mogły zostać zweryfikowane jedynie częściowo. Powstanie ma miejsce w kraju, którego dowództwo wojskowe wyparło wojska zachodnie, rozszerzyło współpracę z Rosją i zrestrukturyzowało swoje interesy górnicze. Ryzyko strukturalne związane z rosyjskimi partnerstwami wojskowymi w Sahelu zostało omówione w artykule „Mali Burns – Russia Bleeds ” .

10. Chiny budują na Wyspach Paracelskich – Wietnam żąda wstrzymania prac (25–28 sierpnia 2026 r.)

Zdjęcia satelitarne przeanalizowane przez agencję Reuters pokazują nowe instalacje na kontrolowanej przez Chiny rafie Yagong na Wyspach Paracelskich. Konstrukcja może być częścią radaru wczesnego ostrzegania; jej funkcja nie została jeszcze potwierdzona. Wietnam zażądał wstrzymania budowy i potwierdził swoją suwerenność. Pekin również uważa grupę wysp za swoje terytorium i stopniowo rozbudowuje swoją infrastrukturę wojskową i cywilną na Morzu Południowochińskim. Kluczowym czynnikiem jest nie tyle pojedyncza instalacja, co zagęszczenie sieci czujników, baz i obecności administracyjnej. To podejście opisano w artykule „The Countermove – China’s Quiet Response Without Firing a Shot ” .

11. Chiny i Indie tworzą nowe mechanizmy dla swojej nierozwiązanej granicy (25-26 sierpnia 2026 r.)

Podczas 25. rundy rozmów specjalnych wysłanników Chiny i Indie uzgodniły osiem punktów dotyczących kwestii granicznej. Obejmują one dodatkowe wojskowe punkty kontaktowe, dwa nowe kanały infolinii, grupy robocze ds. demarkacji i zarządzania granicami oraz spotkanie ekspertów ds. rzek transgranicznych we wrześniu. Kolejna runda rozmów planowana jest w Indiach w 2027 roku. Nie osiągnięto ostatecznego porozumienia granicznego. Zamiast tego obie strony starają się szybciej opanować incydenty wzdłuż linii faktycznej kontroli i oddzielić powiązania gospodarcze od sporu terytorialnego. Szerszy kontekst azjatycki można znaleźć w dokumencie „Chiny – Cichy Manewr” .

12. Kanada odpowiada na cła USA cłami odwetowymi i inwestycjami przemysłowymi (25–29 sierpnia 2026 r.)

Ottawa ogłosiła cła odwetowe w wysokości 15, 25 i 50 procent na towary amerykańskie o wartości 27,6 miliarda dolarów kanadyjskich, obowiązujące od 8 września 2026 roku. Cła obejmą między innymi stal, produkty mleczarskie, sprzęt gospodarstwa domowego, maszyny rolnicze, papier i elektronikę; 7,5 miliarda dolarów kanadyjskich zostanie przeznaczone na pomoc towarzyszącą. Tymczasem wstępne porozumienie między General Motors a związkiem zawodowym Unifor przewiduje nowe inwestycje w Kanadzie, w tym montaż GMC Sierra w Oshawie. Ratyfikacja jest nadal w toku. Ten rozwój sytuacji ilustruje, jak konflikty handlowe mogą przyspieszać politykę lokalizacji przemysłu. Podobną logikę zależności analizuje się w badaniu „12 think tanków, 30 studiów, jedna komisja ” .

13. Obserwatorzy zawieszenia broni docierają do wschodniego Konga – walki trwają (24 sierpnia 2026 r.)

Wspólna misja obserwacyjna, złożona z przedstawicieli rządu kongijskiego, M23 i państw regionu, rozpoczęła pracę w Kiwu Południowym. Jej misją jest dokumentowanie naruszeń zawieszenia broni wynegocjowanego przez Katar; misja ONZ MONUSCO podobno zapewniła wsparcie logistyczne. Jednocześnie w kilku rejonach trwały walki, a obie strony oskarżały się wzajemnie o ataki i nadużycia. Misja po raz pierwszy ustanawia w ten sposób wspólny mechanizm weryfikacji, ale nie zapewnia jeszcze skutecznego rozdziału sił. Za konfliktem kryją się nie tylko interesy bezpieczeństwa, ale także dostęp do terenów bogatych w minerały. Aspekt łańcucha dostaw opisano w artykule „Konflikt o koltan – systemy nie zawodzą ” .

14. Seul ogranicza dwustronne ćwiczenia wojskowe i pozostaje przy formacie trójstronnym (28 sierpnia 2026 r.)

Korea Południowa popiera wznowienie rozmów USA z Koreą Północną, ale chce utrzymać gotowość militarną i prawo głosu w tej sprawie. Dwustronne ćwiczenia Ulchi Freedom Shield zostały wcześniej skrócone z jedenastu do pięciu dni, a ich część polowa została zmniejszona. Jednocześnie Korea Południowa, Japonia i Stany Zjednoczone ogłosiły ćwiczenia Freedom Edge w dniach 9-11 września 2026 roku na wodach międzynarodowych w pobliżu Dżedżu. Deeskalacja i odstraszanie nie przebiegają zatem sekwencyjnie, lecz równolegle, w różnych formatach. To regionalne powiązanie jest głównym tematem artykułu „ World in Flames – część 9”.

15. Tajwan oskarża dziewięć osób o nielegalny eksport serwerów AI do Chin (24 sierpnia 2026 r.)

Tajwańscy śledczy oskarżają dziewięciu oskarżonych o eksport 130 serwerów zawierających układy sztucznej inteligencji Nvidia B300 na podstawie fałszywych deklaracji dotyczących przeznaczenia końcowego. 74 urządzenia rzekomo wjechały do ​​Chin przez Indonezję, Japonię i Hongkong; 56 zostało przechwyconych, według władz. Zaangażowane w sprawę firmy oświadczyły, że współpracują ze śledztwem. Sprawa dowodzi, że kontrola eksportu wysokowydajnych układów scalonych nie kończy się na granicy układu: kluczowe znaczenie ma integracja serwerów, pośrednicy, logistyka i weryfikacja rzeczywistego użytkownika. To stawia Tajwan w centrum uwagi, zarówno jako miejsce produkcji, jak i centrum kontroli. Strategiczne środki zaradcze opisano w dokumencie „Three Levers, Four Countermeasures .

W naszym własnym interesie – wcześniejsze powiadomienie – Iran Special

Dominuje narracja, że ​​Waszyngton ugrzązł w wojnie z Iranem i nie może znaleźć wyjścia. Ale co, jeśli to założenie jest błędne? Blokada wpływa na chińskie dostawy energii, wzmacnia amerykańskie interesy eksportowe i daje USA dostęp do jednej z najważniejszych dźwigni strategicznych światowej gospodarki. Pojawiło się kilka okazji do zakończenia konfliktu – ale żadna nie została wykorzystana. Poniższa analiza stawia zatem pytanie rzadko zadawane w debacie o Iranie: czy Waszyngton w ogóle chce wycofać się z tej wojny?

Specjalny raport dotyczący Iranu zostanie opublikowany w środę 2 września 2026 r . w centrum sytuacyjnym na stronie michael-hollister.com .

PUNKTY ANALIZY

Iran: Waszyngton zamyka kanały finansowe, Teheran przyznaje prawa tranzytowe

Dwa kluczowe doniesienia tego tygodnia dotyczące Iranu są ze sobą powiązane. „Operacja Economic Outcast” nie jest wymierzona tylko w pojedyncze firmy. Departament Skarbu USA próbuje przerzucić koszty wszelkich powiązań z Iranem na strony trzecie. Banki, firmy spedycyjne, ubezpieczyciele, dostawcy usług kryptograficznych i firmy technologiczne nie muszą mieć siedziby w Stanach Zjednoczonych, aby ryzykować dostęp do amerykańskiego systemu finansowego. Presja wywierana na instytucje w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Egipcie pokazuje, jak szybko amerykańskie oświadczenie może zostać przełożone na krajowe procedury weryfikacji. Aktualizacja sytuacji w Iranie z 30 sierpnia 2026 r. śledzi ten front gospodarczy na równi z sytuacją militarną.

Iran stosuje inną, ale strukturalnie powiązaną, metodę na morzu. Każdy, kto chce przepłynąć Cieśninę Ormuz, musi spełnić irańskie zezwolenia, opłaty i przepisy bezpieczeństwa. Teheran nie może sankcjonować globalnego handlu przez strefę dolarową, tak jak Waszyngton. Kontroluje jednak bliskość geograficzną, infrastrukturę przybrzeżną, pola minowe i ryzyko eskalacji cieśniny, przez którą przepływa znaczna część światowego handlu ropą naftową. Czarna lista tankowców ma na celu przekształcenie tej lokalnej potęgi w system oparty na regułach.

Korytarz omawiany z Omanem byłby zatem czymś więcej niż tylko przejściem technicznym. Mógłby potwierdzić przynależność Iranu do traktatu, jednocześnie umożliwiając ograniczony ruch bez całkowitego zniesienia blokady. Ta selektywna przepuszczalność ma wartość strategiczną: generuje dochody, nagradza współpracujących partnerów i utrzymuje presję na przeciwników. Artykuł „Follow the Oil – How Washington is Dismantling China’s Energy Supply” przedstawia kontekst polityki energetycznej. Te dwa systemy nie są prawnie ani materialnie równoważne. Łączy je to, że sam dostęp staje się bronią.

Granice wytrzymałości gospodarczej stają się już widoczne. Agencja Reuters, powołując się na dane irańskie, podała roczną inflację na poziomie 66 procent i spadek handlu zagranicznego o prawie 35 procent. Jednocześnie, według dostępnych danych, Iran był w stanie sprzedać około 90 milionów baryłek ropy naftowej w ramach umowy tranzytowej zawartej w czerwcu. To wyjaśnia, dlaczego ustanowienie nowego korytarza jest tak ważne dla obu stron: dla Teheranu chodzi o walutę obcą i polityczne uznanie jego kontrolującej roli; dla Waszyngtonu chodzi o to, czy ograniczone wyjątki złagodzą presję, czy też zostaną wykorzystane jako narzędzie dalszych ustępstw. Całkowicie zamknięty szlak morski byłby kosztowny nawet dla sojuszników USA; z drugiej strony, całkowicie otwarty korytarz osłabiłby najważniejszą siłę nacisku Iranu.

Pytania

  • Czy Oman i inni mediatorzy mogą stworzyć korytarz, który sprawdzi się w praktyce, nie ogłaszając żadnej ze stron politycznym zwycięzcą?
  • Ile krajów trzecich wdroży amerykańskie sankcje wtórne, jeśli w ich wyniku poniosą straty w handlu i energetyce?
  • Czy irańskie porozumienia tranzytowe pozostaną narzędziem wojny, czy staną się trwałym elementem powojennej architektury?

Wenezuela: Polityka sankcji przekłada się na długoterminową kontrolę

Porozumienie z Wenezuelą oznacza potencjalną transformację. Przez lata Stany Zjednoczone ograniczały wenezuelski sektor naftowy poprzez sankcje, licencje i kontrolę kanałów płatności. Teraz Donald Trump mówi o kontroli większościowej nad ponad 65 miliardami baryłek, podczas gdy Delcy Rodríguez mówi o 25-letnim programie rozwoju. Te dwa stwierdzenia niekoniecznie oznaczają to samo. Wenezuela może formalnie pozostać właścicielem swoich zasobów naturalnych, podczas gdy prawa do wydobycia, decyzje inwestycyjne, kanały dystrybucji i rachunki przychodów są kontrolowane zewnętrznie. Kluczowym czynnikiem jest zatem nie tylko to, kto jest właścicielem ropy, ale także to, kto decyduje o tempie, nabywcach, cenach i przepływach płatności.

Opublikowane kluczowe dane są imponujące: 17 istniejących złóż, osiem nowych bloków i cel 1,5 miliona baryłek dziennie. Rodríguez prognozował dochody rządu w setkach miliardów. Jednak takie długoterminowe prognozy zależą od inwestycji, infrastruktury, cen na rynkach światowych, stabilności politycznej i warunków kontraktów. Dopóki teksty nie zostaną ukończone, są to cele polityczne, a nie gwarantowane zyski.

Dla Waszyngtonu model ten oferuje szereg korzyści. Amerykańskie firmy uzyskują dostęp do ciężkiej ropy naftowej, rafinerie na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej mogą zabezpieczyć odpowiednie dostawy, a Stany Zjednoczone zyskują wpływ na bazę rezerwową, która wcześniej miała strategiczne znaczenie również dla Chin. „Operacja Pivot” opisuje zmianę polityczną, „handel poufnymi informacjami z Caracas” – związek między decyzjami rządu, firmami naftowymi i interesami finansowymi. To, czy nowe porozumienie przywróci autonomię Wenezueli, czy też ją na stałe ograniczy, zależy od klauzul, których obecnie brakuje.

Należy rozróżnić kontrolę państwową od prywatnej realizacji. Trump mówił o partnerstwie z firmami; strona wenezuelska ogłosiła umowy z kilkoma inwestorami. Takie porozumienie pozwala rozłożyć ryzyko inwestycyjne na podmioty prywatne, podczas gdy Waszyngton zachowuje wpływy polityczne poprzez licencje, finansowanie lub prawa do odbioru. Z drugiej strony, Caracas może zwiększyć produkcję i dochody w krótkim okresie, bez konieczności ponoszenia wyłącznie kosztów odbudowy. Nie eliminuje to asymetrycznej dynamiki władzy. Im dłuższy okres obowiązywania umowy i wyższe koszty początkowe, tym trudniejsza będzie późniejsza zmiana kursu politycznego. Dopiero przepisy regulujące rozstrzyganie sporów, podział zysków, wpływ na środowisko, lokalnych pracowników i rozwiązanie umowy pokażą, ile z obiecanej suwerenności faktycznie pozostaje.

Pytania

  • Jakie konkretne prawa obejmuje „kontrola większościowa”, którą rości sobie Trump – promocję, marketing, finansowanie czy zarządzanie przychodami?
  • Czy pełne brzmienie umów i ich zgodność z prawem wenezuelskim zostaną poddane publicznej kontroli?
  • Jaką rolę będą musieli odegrać chińscy, rosyjscy i europejscy wierzyciele oraz firmy energetyczne?

Syria: Monopol na przemoc i dostęp do systemów płatniczych powstają jednocześnie

Rozwiązanie SDF to początkowo proces wojskowo-administracyjny. Sojusz wojskowy, niezależny od wielu lat i wspierany przez Stany Zjednoczone, ma przerzucić personel i jednostki do państwa syryjskiego. Mianowanie Mazloum Abdi na doradcę prezydenta tworzy powiązanie polityczne, ale nie rozwiązuje problemu operacyjnego: kto wydaje rozkazy, kontroluje broń i decyduje o operacjach na obszarach zamieszkanych przez większość kurdyjską? Przyszłość kobiecych jednostek bojowych i regionalnych struktur samorządowych również pozostaje niejasna.

Jednocześnie zmienia się zewnętrzny wizerunek gospodarczy Syrii. Usunięcie jej z amerykańskiej listy państw sponsorujących terroryzm zmniejsza ryzyko prawne dla banków. Pierwsze transakcje za pośrednictwem kart Visa i Mastercard pokazują, że to złagodzenie ograniczeń nie jest jedynie symboliczne. Międzynarodowe płatności kartami, banki korespondencyjne i weryfikowalne kanały transakcyjne są warunkiem koniecznym dla handlu, inwestycji i przekazów pieniężnych. „Ciche zwycięstwo Trumpa w Syrii” od samego początku opisywało ten związek między uznaniem politycznym a dostępem do gospodarki.

Oba procesy wzajemnie się wzmacniają. Bez kontroli nad podmiotami zbrojnymi liberalizacja gospodarcza pozostaje ryzykowna. Bez dochodów, systemów płatności i inwestycji Damaszek nie ma środków na finansowanie nowych struktur państwowych. Jednocześnie rośnie jego zależność od państw i firm, które zapewniają konta, karty, licencje i ochronę inwestycji. Pakt Mekka – część 2 sytuuje Syrię w ramach rodzącej się regionalnej architektury bezpieczeństwa. Integracja nie oznacza zatem automatycznie suwerenności. Może ona wzmocnić władzę państwa, jednocześnie tworząc nowe zewnętrzne instrumenty nacisku.

Dla państw sąsiednich kolejność wydarzeń ma kluczowe znaczenie. Turcja postrzega uzbrojone struktury kurdyjskie na swojej granicy jako zagrożenie dla bezpieczeństwa i będzie oceniać integrację na podstawie tego, czy istniejące sieci dowodzenia faktycznie znikną. Podczas gdy USA tracą bezpośredniego partnera w postaci niezależnych SDF, zyskują możliwość warunkowania stabilności poprzez złagodzenie sankcji i dostęp do finansowania. Dla regionów kurdyjskich istnieje kontrzagrożenie: to, co na poziomie krajowym jawi się jako przywrócenie jedności państwa, może być odczuwane lokalnie jako utrata autonomii politycznej. Doradcza rola Abdiego zapewnia widoczność, ale nie gwarantuje jeszcze udziału. Sukces integracji zależy zatem mniej od dokumentu o rozwiązaniu, a bardziej od budżetów, nominacji, lokalnych sił bezpieczeństwa i weryfikowalnych praw.

Pytania

  • Czy SDF zostanie faktycznie włączone do jednolitego łańcucha dowodzenia, czy też będzie po prostu funkcjonować dalej pod nową nazwą?
  • Jakie prawa polityczne i kulturalne otrzymają w zamian regiony, w których zamieszkiwana jest większość kurdyjska?
  • Czy syryjskie banki będą w stanie sprostać międzynarodowym standardom bez zastępowania starych sankcji nowymi zależnościami?

Ukraina i Rosja: Wojna powietrzna przenosi się na grunt ekonomiczny i cywilny.

Rosyjski zakaz eksportu oleju napędowego i eksplozja w ukraińskim składzie amunicji ujawniają dwie strony tego samego medalu. Obie strony konfliktu próbują sparaliżować nie tylko jednostki frontowe, ale także systemy, które za nimi stoją. Ukraińskie ataki na rafinerie mają na celu zakłócenie dostaw paliw, dochodów z eksportu i zdolności naprawczych Rosji. Moskwa odpowiada ograniczeniami eksportowymi, aby ustabilizować swój rynek krajowy. Wstrzymanie dostaw oleju napędowego przez Rosję, jako głównego dostawcę, wzmacnia wpływ ataków wojskowych na rynki cywilne i klientów zagranicznych.

Rosyjskie ataki na ukraińskie składy i logistykę przebiegają w odwrotnym kierunku: celem jest zniszczenie amunicji, zanim dotrze ona na front. Jednak uderzenie w pobliżu Kijowa wywołało serię eksplozji wtórnych, które przyniosły wysokie straty wśród ludności cywilnej. Ukraińskie potwierdzenie, że materiały wybuchowe były składowane w pobliżu obszarów mieszkalnych, sprawia, że ​​sam wybór lokalizacji staje się przedmiotem analizy. Rozsądne pod względem wojskowym rozmieszczenie składów może utrudniać rozpoznanie, ale w przypadku uderzenia przenosi ryzyko na obszary zaludnione.

Raport sytuacyjny dotyczący konfliktu rosyjsko-ukraińskiego pokazuje, jak ataki na infrastrukturę energetyczną, linie kolejowe, magazyny i zakłady produkcyjne stają się osobnym frontem. „Kontratak – jak Rosja zamierza przełamać okrążenie” opisuje strategiczną odpowiedź Moskwy. Wojna nie stanie się geograficznie nieograniczona, ale jej zakres funkcjonalny się poszerzy: ceny paliw, zakazy eksportu, środki bezpieczeństwa pożarowego i ewakuacje miejskie staną się częścią jej wpływu.

Z militarnego punktu widzenia prowadzi to do konfliktu celów. Duże magazyny są skuteczne w ochronie i zaopatrywaniu, ale stają się podatne na ataki po ich wykryciu. Liczne małe magazyny zwiększają redundancję i komplikują planowanie wroga, ale wymagają więcej transportu, personelu i stref bezpieczeństwa. Podobnie jest w przypadku rafinerii: naprawy mogą zniwelować pojedyncze awarie, ale powtarzające się ataki trwale blokują wykwalifikowanych pracowników i części zamienne. Obie strony starają się zatem zmusić wroga do korzystania z droższej infrastruktury. Strategicznego wpływu nie można mierzyć wyłącznie poprzez zniszczone budynki, ale także poprzez objazdy, zaopatrzenie, przestoje w produkcji i środki bezpieczeństwa. Właśnie w tym momencie militarna wojna na wyniszczenie dotyka odporności społecznej – i zwiększa ryzyko, że straty cywilne nie pozostaną efektem ubocznym pojedynczych ataków, lecz zostaną wkomponowane w logikę rozproszonej gospodarki wojennej.

Pytania

  • Jak długo Rosja będzie w stanie utrzymać olej napędowy poza rynkiem światowym, nie obciążając swoich dochodów i partnerów bardziej niż Ukraina?
  • Jakie konsekwencje poniesie Kijów za składowanie ładunków wybuchowych w pobliżu osiedli cywilnych?
  • Czy obie strony dalej będą rozszerzać swoje kampanie przeciwko energetyce i logistyce, jeśli linia frontu będzie się przesuwać powoli?

+++

Michael Hollister  służył sześć lat w niemieckich siłach zbrojnych (SFOR, KFOR) i posiada wiedzę na temat wewnętrznych mechanizmów strategii wojskowych. Po 14 latach pracy w dziedzinie bezpieczeństwa IT analizuje militaryzację Europy, politykę interwencjonizmu Zachodu oraz geopolityczne zmiany sił, korzystając ze źródeł pierwotnych. Jego praca koncentruje się na Azji, a zwłaszcza na Azji Południowo-Wschodniej, gdzie bada zależności strategiczne, strefy wpływów i architekturę bezpieczeństwa. Hollister łączy wiedzę operacyjną z bezkompromisową krytyką systemową – daleką od dziennikarstwa opiniotwórczego. Jego prace są publikowane dwujęzycznie na stronie www.michael-hollister.com  oraz w krytycznych mediach w krajach niemiecko- i anglojęzycznych. 

+++

Źródło obrazu: Michael Hollister

+++

LISTA ŹRÓDEŁ

A) Źródła pierwotne i źródła zewnętrzne

Iran, sankcje i Cieśnina Ormuz

Wenezuela

Syria i Arabia Saudyjska

Rosja, Ukraina i Europa Północna

Islandia, Niger i wschodnie Kongo

Chiny, Indie, Korea i Tajwan

Kanada

B) Własne analizy i raporty sytuacyjne


=================================================================

Podoba Ci się nasz program? Wspólnie działajmy na rzecz niezależności od systemu bankowego poprzez „cyfrową samoobronę finansową” i wesprzyj nas \darowizną w kryptowalucie „Nackte Mark”: https://apolut.net/unterstuetzen/#nacktemark

lub

Bitcoinem: https://apolut.net/unterstuetzen#bitcoin.

Informacje o innych sposobach wsparcia znajdziesz tutaj: https://apolut.net/unterstuetzen/

+++
Zachęcamy do polecania nas innym i udostępniania naszych treści w mediach społecznościowych. Niniejszym wyrażasz zgodę na udostępnianie, przesyłanie i publikowanie naszych postów w Twoich mediach społecznościowych i na platformach wideo.

+++
Zapisz się teraz do newslettera apolut: https://apolut.net/newsletter/

+++
Możesz również okazać wsparcie dla apolut poprzez ubrania! Oto link do naszego sklepu dla fanów: https://harlekinshop.com/pages/apolut

Handel ropą naftowąSyriageopolitykaWenezuelaObrona dronamiOperacja Wyrzutek EkonomicznyIranRezerwy ropy naftowejRezerwy ropy naftowej

Zaktualizowano dnia30 sierpnia 2026 r.


Również ciekawe…

AfD ponownie ponosi porażkę w głosowaniu nad wotum nieufności – Mario Voigt pozostaje premierem Turyngii (zdjęcie główne)

AfD ponownie ponosi porażkę w głosowaniu w sprawie wotum nieufności – Mario Voigt pozostaje premierem Turyngii

Zaktualizowano dnia28 sierpnia 2026 r.

Czy Iran planuje zamach na Netanjahu? Prof. Marandi omawia wojnę gospodarczą, odporność Iranu i możliwą nową fazę militarną.

Czy Iran planuje zamach na Netanjahu? Profesor Seyed Mohammad Marandi omawia wojnę gospodarczą, odporność Iranu i możliwą nową fazę militarną.

Na początku dyskusji moderator serdecznie powitał teherańskiego profesora Seyeda Mohammada Marandiego i zapytał go, jak się czuje, po czym przeszedł bezpośrednio do amerykańskiej strategii wojny gospodarczej.

Centralnym pytaniem był prawdziwy stan irańskiej gospodarki – pomiędzy skrajnościami rzekomo nieuchronnej implozji i powstania a twierdzeniem, że gospodarka jest silniejsza niż przed wojną. Marandiego poproszono o umiejscowienie sytuacji gdzieś pośrodku, zwłaszcza w świetle tego, co sekretarz skarbu USA Scott Bessent nazwał ekonomicznym „D-Day”.

Wywiad z profesorem literatury angielskiej i orientalistyki Uniwersytetu w Teheranie, który regularnie występuje jako analityk polityczny, odbył się 29 sierpnia 2026 roku. Dotyczą one obecnego konfliktu między Iranem, Stanami Zjednoczonymi i Izraelem, fazy, którą Marandi opisuje jako wojnę ekonomiczną z możliwością ponownej eskalacji militarnej. Wypowiedzi są wypowiedziami profesora i odzwierciedlają irańską perspektywę.

https://youtube.com/watch?v=CHCQwG9oMjQ%3Ffeature%3Doembed

Sytuacja gospodarcza: Ani załamanie, ani siła jak poprzednio

Marandi jednoznacznie odrzucił oba skrajne stanowiska. Gospodarka Iranu nie załamywała się, ale nie była też lepsza niż przed wojną. Życie w Iranie było dziś trudniejsze niż w zeszłym roku. Wojna, oblężenie, maksymalne sankcje i naloty sprawiły, że codzienne życie stało się trudniejsze. Jednak odporność narodu irańskiego była wyjątkowa.

Jego zdaniem zachodni dyplomaci i obserwatorzy błędnie interpretują typowe irańskie narzekania. Irańczycy zawsze narzekają – na złe zarządzanie, sytuację lub rząd. Nie oznacza to jednak, że kraj się rozpada. Jako dowód przytoczył ogromne tłumy na pogrzebach w Teheranie (około 16 milionów) i w Meszhedzie. Ci sami ludzie, którzy protestowali lub narzekali na ulicach, często mówili w rozmowach, że sytuacja była straszna. To, jak argumentował, odróżnia Iran od wielu krajów regionu sprzymierzonych z USA, gdzie taka otwarta krytyka jest bardziej ryzykowna.

Niewielka część społeczeństwa popiera drugą stronę, nawet podczas nalotów. Rząd przechodzi na gospodarkę wojenną, co wskazuje, że Teheran spodziewa się przedłużającego się konfliktu. Obie strony wywierają presję, ale żadna nie jest w stanie szybko wyeliminować drugiej.

Pomimo blokad, ropa nadal płynie – Marandi wymienił około sześciu milionów baryłek dziennie, z czego znaczną część stanowi ropa irańska, której eksport odbywa się za zgodą Iranu. Wyjaśnił, że istnieją złożone modele biznesowe, takie jak transport ropy z Zatoki Perskiej małymi statkami do supertankowców wzdłuż wybrzeża Omanu.

Nawet przeciwnicy, tacy jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, które wspierały Stany Zjednoczone w wojnie z Iranem, utrzymują kontakty handlowe z Teheranem. Iran zezwala na przepływ irackiej ropy i nie zamyka całkowicie Cieśniny Ormuz, aby uniknąć niepotrzebnego obciążania państw sojuszniczych. Chińskie statki i mniejsze łodzie mogą przepłynąć. Handlu z Chinami i Rosją nie da się po prostu odciąć.

Niedobór amunicji na Zachodzie i powiązania z Ukrainą

Moderator połączył doniesienia z „Wall Street Journal” i Associated Press o niedoborach pocisków przechwytujących Patriot, taktycznych pocisków balistycznych, systemów THAAD i zdolności do zwalczania bezzałogowych statków powietrznych. EUCOM dostarczył amunicję do CENTCOM na potrzeby konfliktu z Iranem.

Europa ledwo wytrzymałaby ciągły atak rakietowy Rosji i miałaby trudności nawet z pojedynczymi pociskami. Takie ostrzeżenia były ignorowane przed wojną z Iranem.

Marandi postrzegał to jako konsekwencję czterech lat polityki wobec Ukrainy i bezpośredniej wojny z Iranem. Obie te sytuacje katastrofalnie osłabiły Stany Zjednoczone. Wspomniał o informacji, że dyrektor CIA udał się do Moskwy, aby szukać rozwiązania, ponieważ sytuacja na Ukrainie była katastrofalna. Amerykańskie niepowodzenie w Europie miałoby pozytywny wpływ na Azję Zachodnią i Iran. Niedobór amunicji nie był wyłącznie winą Iranu.

Choć Stany Zjednoczone są potężne, nie dysponują nieograniczonymi możliwościami przechwytywania. Marandi nie wykluczył wznowienia fazy militarnej – niekoniecznie przez USA. Iran mógłby wznowić konflikt. Polityka Iranu jest wyrachowana, podczas gdy polityka Zachodu często opiera się na emocjach.

Dziesięciolecia przygotowań i rosnąca siła militarna

Iran planował tę wojnę od lat 80. i 90. XX wieku, zwłaszcza po 11 września i amerykańskiej obecności w Afganistanie i Iraku. Cieśnina Ormuz odegrała kluczową rolę w tym planie. Podziemne instalacje, technologia dronów i rakiet były rozwijane przez dekady. Iran niedawno po raz pierwszy ujawnił podziemną fabrykę rakiet. Marandi odrzucił twierdzenia, że ​​Izrael zniszczył zakłady produkcyjne, twierdząc, że nawet ich nie tknięto.

Iran dynamicznie produkuje nowe, bardziej precyzyjne i zwrotne pociski rakietowe oraz drony. Z czasem jego przewaga nad USA, które borykają się z problemami związanymi z pierwiastkami ziem rzadkich, mechanizmami produkcji i korupcją w systemie, będzie rosła. W Iranie państwo kontroluje przemysł zbrojeniowy.

Irańskie siły zbrojne są dziś silniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Rząd zapewnia znaczne środki. Budowane są nowe podziemne bazy i centra dowodzenia.

Oświadczenie dotyczące Netanjahu: interpretacja jako długoterminowy zamiar

Kluczowym punktem było oświadczenie nowego przewodniczącego Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, generała Mohsena Rezaei, który w wywiadzie dla libańskiej stacji telewizyjnej Al-Manar oświadczył, że Netanjahu prędzej czy później zostanie „zesłany do piekła”. Marandi zinterpretował to jednoznacznie jako groźbę przemocy, a nie jedynie retorykę czy symbolikę. Oznaczało to, że Iran planował zabić Netanjahu w pewnym momencie – czy to teraz, czy za dziesięć, czy za dwadzieścia lat.

Marandi podkreślił, że nie był to priorytet, lecz forma kary. Netanjahu zabił tysiące niewinnych ludzi i zbombardował szpitale i budynki mieszkalne. Jako przykład podał budynek mieszkalny z bankiem na parterze w Teheranie, który został zaatakowany. Zachodnie media określiły to wówczas mianem precyzyjnych ataków. Podobne tendencje można było zaobserwować w Strefie Gazy i Bejrucie.

Moderator jasno dał do zrozumienia, że ​​jest przeciwny zabójstwu jakiegokolwiek przywódcy państwa, w tym Netanjahu, i zwrócił uwagę, że Izrael i Stany Zjednoczone wystosowały podobne groźby pod adresem irańskich przywódców. Marandi odpowiedział, że priorytetem Iranu jest opuszczenie Libanu przez Izrael i zakończenie ludobójstwa w Strefie Gazy. Rezaei wspomniał o obu tych kwestiach w tym samym wywiadzie. Iran zapewniłby to, niezależnie od wsparcia Zachodu dla Izraela.

Ewentualne wdrożenie byłoby spekulatywne i uzależnione od stworzenia wystarczających środków odstraszających, aby zapobiec wybuchowi kolejnej poważnej wojny. Marandi wspomniał o różnych możliwych scenariuszach, nie podając szczegółów.

Presja ekonomiczna jako dźwignia i potencjalna eskalacja

Iran stopniowo zwiększa presję na Trumpa. Środki gospodarcze są coraz bardziej intensywne. Teheran domaga się wdrożenia Porozumienia o Porozumieniu (MoU): zakończenia ludobójstwa, zwrotu skradzionych irańskich aktywów i zakończenia okupacji Libanu. Z perspektywy Iranu, poprzednie negocjacje były fikcyjne – przed, w trakcie i po 12-dniowej wojnie. Stany Zjednoczone podważyły ​​Porozumienie, zaostrzyły sankcje, nie zwróciły aktywów i otworzyły własny korytarz.

Iran ma przewagę: rynki obligacji, jena oraz niedobory helu, siarki i oleju napędowego. Obecnie może pozwolić na przepływ około dziesięciu milionów baryłek ropy naftowej z Półwyspu Arabskiego. Może to szybko lub stopniowo spaść do zera. Handel innymi towarami jest trudniejszy niż ropa naftowa, więc ich niedobory rosną szybciej.

Kraje Zatoki Perskiej zainwestowały ogromne środki w amerykańskie obligacje, akcje i sektor sztucznej inteligencji. Ponieważ same zużywają ogromne ilości gotówki, a końca kryzysu nie widać, są zmuszone do sprzedaży aktywów. To zwiększa presję na gospodarkę USA. Stany Zjednoczone zaoferowały już linie swapowe Emirates.

Nie ma zawieszenia broni. Państwa Zatoki Perskiej gościły bazy USA, tankowce, żołnierzy i sprzęt. Jeśli irańska gospodarka zostanie poważnie uszkodzona, na przykład w wyniku ataków na sektor bankowy, Iran mógłby zaatakować amerykańskie banki lub infrastrukturę sztucznej inteligencji w Dubaju (inwestycja warta wiele miliardów dolarów). Rezaei został mianowany, aby reprezentować bardziej asertywne podejście.

Sankcje i kwestia pierwszego uderzenia

Moderator argumentował, że sankcje i tak zawiodą: gdyby okazały się nieskuteczne, Iran po prostu przeczekałby globalne skutki gospodarcze. Gdyby okazały się skuteczne i wywołały niepokoje, Iran mógłby gwałtownie wznowić konflikt i wciągnąć Stany Zjednoczone w wojnę, w której Teheran miałby przewagę dzięki niedoborom amunicji. Marandi uznał to za rozsądną ocenę.

Trudno powiedzieć, czy „Operacja D-Day” miała charakter symboliczny. Rząd USA zachowuje się inaczej niż poprzednie administracje. Zdecydowane deklaracje bez ich realizacji podważają wiarygodność. Jeśli Bessent poważnie myśli o obaleniu reżimu, konflikt jest nieunikniony.

Marandi zwrócił również uwagę na zachodnie wsparcie dla ideologii ekstremistycznych – od Afganistanu, przez Syrię, Irak i Libię, po Afrykę i Zachód. Nie ma to nic wspólnego ze zwykłym sunnickim islamem ani judaizmem. Pierwsze podręczniki szkolne takfiri zostały wydrukowane w USA.

Na koniec polecił książki takie jak te autorstwa Alastair Crooke’a i inne analizy spoza głównego nurtu zachodnich mediów i ośrodków analitycznych, które miały pomóc zrozumieć Iran.

Wywiad przedstawia obraz przedłużającego się konfliktu, w którym siły gospodarcze, militarne i polityczne są ze sobą powiązane. Marandi dostrzega wzrost militarny Iranu i jest gotowy do zwiększenia presji, jeśli Waszyngton nie wdroży Porozumienia. Interpretacja oświadczenia Netanjahu jako konkretnego, długoterminowego zamiaru pozostaje w gestii profesora, opartego na słowach przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa. Sytuacja pozostaje niestabilna, z ryzykiem wznowienia działań militarnych po obu stronach.

Ukraina się ugina: Nowa rosyjska strategia uderzeniowa niszczy Kijów przez całą dobę, gdy ujawniono prawdziwe motywy wizyty CIA w Moskwie

Ukraina się ugina: Nowa rosyjska strategia uderzeniowa niszczy Kijów przez całą dobę, gdy ujawniono prawdziwe motywy wizyty CIA w Moskwie

Symplicjusz 30 sierpnia 2026 r. simplicius/ukraine-buckling-new-russian-strike

Poniżej znajduje się specjalny raport premium na temat obecnej sytuacji związanej z poważnymi eskalacjami na Ukrainie. Artykuł, liczący blisko 4000 słów, będzie najbardziej wyczerpującym opracowaniem na temat rozwoju sytuacji, jakie można znaleźć, i będzie starał się odpowiedzieć na najważniejsze pytania dotyczące tego, co się dzieje, w tym na prawdziwy powód wizyty dyrektora CIA w Moskwie.


Wczoraj wieczorem Kijów padł ofiarą kolejnego potężnego ataku, w wyniku którego doszło do eksplozji składu broni – drugiego tego typu – znajdującego się tuż obok obszaru cywilnego. Zginęło prawie 40 cywilów, a nawet Zełenski jest wściekły z powodu „zaniedbania” swoich pracowników:

Wołodymyr Zełenski / Володимир Зеленський@ ZelenskyyUa Od wczorajszego wieczora i przez cały dzień otrzymuję raporty o sytuacji we wsi Myla w obwodzie kijowskim, gdzie po ataku rosyjskim doszło do detonacji. Straszna sytuacja i rażące zaniedbania ze strony osób przechowujących materiały wybuchowe.

14:20 · 29 sierpnia 2026 · 240 tys. wyświetleń


776 odpowiedzi · 727 repostów · 4,26 tys. polubień

==================================

Z jego posta:

Straszna sytuacja i rażące zaniedbanie ze strony tych, którzy składowali materiały wybuchowe tuż obok ludzi. Kolejna taka zbrodnia – po tym, co wydarzyło się w Wysznewie – jest absolutnie niedopuszczalna. Oczekuję, że szczegóły zostaną niezwłocznie przedstawione opinii publicznej. Pierwszy atak miał miejsce na skład amunicji, który zdecydowanie nie powinien się tam znajdować – na skład Sił Obronnych. Wybuchły pociski, miny, inna amunicja i drony. Skala jest znacząca.

Rozmawialiśmy już z Prokuratorem Generalnym, Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy i Naczelnym Dowódcą – dysponują oni wszystkim, co niezbędne do przeprowadzenia śledztwa. Chcę osobno podziękować wszystkim, którzy są na miejscu i w innych miejscach rosyjskich ataków, robiąc wszystko, co możliwe, aby pomóc i ratować ludzi.


Trzeba mu oddać sprawiedliwość: od razu bierze odpowiedzialność, co jest cechą dobrego przywództwa.

Niektóre raporty twierdzą, że niedawno dostarczona partia pocisków Patriot została zmagazynowana w magazynie, ale teraz spłonęła w spektakularnym płomieniu.

Eksplozja: Nie można załadować wideo.

Konkursy kulinarne — potencjalne rakiety Patriot: Nie można załadować wideo.

Jeszcze bardziej znaczący jest fakt, że Rosja całkowicie niszczy ukraińską infrastrukturę i możliwości eksportu zboża.

Najbardziej niepokojący raport pochodzi z ukraińskiego portalu Ukrinform , który cytuje ministra polityki rolnej Ukrainy Tarasa Wysockiego, który stwierdził, że w ramach działań odwetowych Rosja zniszczyła już aż 90% wszystkich powierzchni magazynowych przeznaczonych pod handel detaliczny na Ukrainie:

https://www.ukrinform.ua/rubric-economy/4158531-vorog-znisiv-blizko-90-skladiv-torgovelnih-merez-ale-ukrainci-ne-zalisatsa-bez-produktiv-visockij.html

Mimo że wróg zniszczył około 90% magazynów sieci handlowych, Ukraińcy nie zostaną bez jedzenia.

Poinformował o tym minister polityki agrarnej Ukrainy Taras Wysocki w rozmowie z dziennikarzami, podaje Ukrinform.

„Obecnie około 90% logistyki żywnościowej sieci handlowych zostało zniszczone, ale jednocześnie nie oznacza to, że Ukraińcy zostaną bez jedzenia.Będzie logistyka zmianowa, jak to się mówi, z kołami, innymi opcjami zaopatrzenia operacyjnego. To znaczy, nie będzie zagrożenia głodem i systemowym fizycznym niedoborem żywności” – zapewnił Wysocki.

======================

Bardzo trudno uwierzyć, że to nie przesada, ale jest to informacja prosto z ust źródła, więc na razie możemy po prostu przyjąć ją za dobrą monetę.

Przypomnijmy, że Ukraina zaczęła atakować Wildberries pod pretekstem, że sprzedaje tam sprzęt wojskowy, taki jak radia i kamizelki pancerne. Rosja zaczęła niszczyć ukraińskie magazyny „Epicenter”, w których – według prezes FirePoint, głównego ukraińskiego producenta dronów – przechowywane są niektóre komponenty do niesławnych pocisków rakietowych Flamingo jej firmy:

Co dobre dla gęsi… jak głosi przysłowie.

==============================

Trudno pojąć tempo destrukcji: jeśli choć ułamek z 90% jest prawdziwy, oznacza to, że Rosja sparaliżowała Ukrainę w ciągu zaledwie tygodnia lub dwóch ataków odwetowych. Jeszcze trudniej wyobrazić sobie, co czeka Ukrainę.

I właśnie tu narastają obecnie spekulacje. Coś ewidentnie jest na rzeczy. Tuż po wizycie dyrektora CIA, który miał „ostrzec Moskwę przed ryzykiem w stosunkach z NATO”, słyszymy różne doniesienia, które zdają się wskazywać na eskalację właśnie w tym obszarze – i trudno jednoznacznie stwierdzić, która strona będzie odgrywać kluczową rolę.

Rosja ze swojej strony wydała ostatnio kilka interesujących oświadczeń, które zdają się grozić krajom NATO odwetem. Na przykład rzeczniczka MSZ Maria Zacharowa wydała w tym tygodniu stanowcze oświadczenie, grożąc odwetem wobec brytyjskich interesów na Ukrainie i za granicą, po potwierdzeniu użycia brytyjskich pocisków Storm Shadow w ataku na Donieck:

https://www.theguardian.com/world/2026/aug/27/brytania-ukraina-wojna-rosja

Margarita Simonyan@ M_SimonyanMaria Zacharowa o brytyjskiej decyzji o dostarczeniu Kijowowi planów rakiet „Storm Shadow”: „Wszelkie brytyjskie obiekty wojskowe i sprzęt, zlokalizowane zarówno na Ukrainie, jak i poza jej granicami, mogą stać się uzasadnionymi celami w odpowiedzi na ukraińskie ataki na rosyjskie

17:16 · 27 sierpnia 2026 · 80,1 tys. wyświetleń


57 odpowiedzi · 300 repostów · 1,04 tys. polubień

==========================================

Jej dokładny cytat:

„Wszelkie brytyjskie obiekty i sprzęt wojskowy, zlokalizowane zarówno na Ukrainie, jak i poza jej granicami, mogą stać się uzasadnionymi celami w odpowiedzi na ukraińskie ataki na terytorium Rosji z użyciem brytyjskiej broni.Osoby współwinne zbrodni wojennych, w tym działań wymierzonych w naszą ludność cywilną, zostaną ukarane proporcjonalnie do popełnionych przestępstw”.

„Próba zadania Rosji „strategicznej klęski” jest skazana na porażkę, choć Londyn już całkowicie się w to wmieszał. Wzywamy wszystkich mieszkańców Wielkiej Brytanii do zastanowienia się nad nieuniknionymi katastrofalnymi skutkami wrogich działań ich własnego rządu”.

Następnie rosyjski wiceminister spraw zagranicznych wygłosił kolejną ciekawą uwagę, stwierdzając, że konflikt mógłby zostać rozwiązany po objęciu Kijowa administracją międzynarodową:

https://www.pnp.ru/politics/mid-vneshnee-upravlenie-v-kieve-moglo-by-otkryt-put-k-uregulirovaniyu.html

Zewnętrzne zarządzanie w Kijowie pod auspicjami ONZ może utorować drogę do rozwiązania dyplomatycznego. Stwierdził to 29 sierpnia w wywiadzie dla RIA Novosti Michaił Galuzin, wiceminister spraw zagranicznych.

Przypomniał, że prezydent Rosji Władimir Putin zaproponował wcześniej wprowadzenie tymczasowej administracji zagranicznej na Ukrainie pod auspicjami ONZ, Stanów Zjednoczonych, krajów europejskich i partnerów rosyjskich w celu przeprowadzenia wyborów na najwyższe stanowiska w ukraińskim rządzie. Według Putina, Rosja może już prowadzić negocjacje w sprawie rozwiązania konfliktu ukraińskiego.

„To mogłoby otworzyć drogę do rozwiązania dyplomatycznego” – podkreślił Galuzin.

Może to dać nam wskazówkę, w którym kierunku Kreml jest gotowy pójść, aby zakończyć konflikt.

Bloomberg twierdzi, że Rosja zamierza „eskalować” wojnę :

Rosja przygotowuje się do eskalacji ataków na Ukrainę po tym, jak doszła do wniosku, że negocjacje pokojowe utknęły w martwym punkcie, twierdzą trzy osoby zbliżone do Kremla.

Rosja rozważa na razie nasilenie potężnych konwencjonalnych ataków rakietowych na Kijów, w tym na centrum stolicy, a także na cele infrastrukturalne w innych miastach Ukrainy –twierdzą ci ludzie, proszący o zachowanie anonimowości ze względu na delikatny charakter sprawy.

Najbardziej rozpowszechniony fragment artykułu głosi, że Rosja może zdecydować się na użycie taktycznej broni jądrowej:

Według osób bliskich Kremlowi, narastająca spirala ataków sprawia, że ​​coraz większa liczba rosyjskich urzędników dochodzi do wniosku, że Putin może w końcu zdecydować się na użycie taktycznej broni jądrowej jako ostateczności na Ukrainie.

Oczywiście, że to bzdura. Ale to część zaplanowanej kampanii mającej na celu podsycenie eskalacji między Rosją a Europą.

W tym samym czasie Niemcy podobno planują rozpocząć własną nową kampanię prowokacji przeciwko Rosji, oficjalnie oskarżając Moskwę o „tajemnicze” ataki dronów pod fałszywą flagą na niemieckie lotniska w tym miesiącu:

Raport o kolizji@ clashreportDUŻE: Niemcy przygotowują to, co urzędnicy nazywają „Zeitenwende 2.0” wobec Rosji. Oczekuje się, że Berlin formalnie obwini Moskwę za sierpniowy atak dronów na lotnisko Lipsk/Halle i połączy to z surowszymi środkami krajowymi, większym wsparciem dla Ukrainy i znaczącym

14:18 · 29 sierpnia 2026 · 200 tys. wyświetleń


65 odpowiedzi · 292 reposty · 1,6 tys. polubień

Z Politico:

https://www.politico.eu/article/friedrich-merz-berlin-sanctions-russia-vladimir-putin-leipzig-attach-ascalate/

Jeden z urzędników zaznajomionych ze sprawą powiedział, że w reakcji na incydent z dronem w Lipsku nie wystarczyło już wydalenie pojedynczych rosyjskich dyplomatów ani zamknięcie Domu Rosyjskiego w Berlinie. Konieczne były surowsze środki, takie jak zaostrzenie sankcji lub jeszcze większe dostawy broni na Ukrainę. Trzej urzędnicy odmówili podania dalszych szczegółów na temat tego, jakie konkretne środki planuje ogłosić Merz.

Politico donosi, że w rezultacie Niemcy zamierzają rozpocząć kolejną agresywną militaryzację przeciwko Rosji:

Dwóch urzędników określiło nadchodzące posunięcie mianem „Zeitenwende 2.0”, nawiązując dohistorycznej zmiany w kwestii obronności, którą zapowiedział były kanclerz Olaf Scholz w odpowiedzi na pełnoskalową inwazję Moskwy na Ukrainę w 2022 roku.

W ciągu ostatnich kilku tygodni można było zaobserwować wiele „dziwnych” i groźnych działań NATO także w okolicach Kaliningradu.

Przypomnijmy, że gdy zachodni przywódcy i prasa wpadali we wściekłość z powodu domniemanych rosyjskich ataków w Europie, te same osoby otwarcie gloryfikowały i zachęcały do ​​ataków na rosyjską infrastrukturę cywilną:

Teraz pojawia się coraz więcej doniesień o planowanej rosyjskiej operacji z północy, potencjalnie w kierunku Kijowa – i tu właśnie wszystkie fakty się łączą.

Ukraińska gazeta Ukraińska Prawda donosi dziś o oświadczeniach zastępcy szefa Kancelarii Prezydenta Pawła Palisy:

https://www.pravda.com.ua/eng/news/2026/08/29/8050908/

Rosyjskie dowództwo wojskowe otrzymało od władz politycznych zadanie zaplanowania i przygotowania kilku możliwych scenariuszy operacji na Kijów i Czernihów.Ukraina nie wykryła jednak dotychczas formowania sił ofensywnych w tych rejonach.

Źródło:Pavlo Palisa, zastępca szefa Kancelarii Prezydenta, rozmawia z dziennikarzami, jak podaje LIGA.net

Szczegóły: Palisa powiedziała, że ​​Ukraina otrzymała tę informację od służb wywiadowczych i zweryfikowała ją w kilku źródłach.

Cytat:„Otrzymaliśmy informacje od służb wywiadowczych, potwierdzone przez kilka źródeł, że dowództwo wojskowe Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej otrzymało od kierownictwa politycznego zadanie zaplanowania kilku możliwych scenariuszy takiej operacji w kierunku Kijowa i Czernihowa”.

Tymczasem Radio Svaboda informuje, że w obwodzie homelskim na Białorusi trwają prace budowlane w celu „szybkiego, masowego rozładunku ciężkiego sprzętu kołowego i gąsienicowego”:

WojnaPrzetłumaczone@wartranslated​W obwodzie homelskim na Białorusi, niedaleko granicy z Ukrainą, budowana jest infrastruktura kolejowa umożliwiająca szybki i masowy rozładunek ciężkiego sprzętu kołowego i gąsienicowego bezpośrednio z pociągów wojskowych. Klientem jest „Wojskowy Instytut Projektowy”. Projekt obejmuje:

11:28 · 26 sierpnia 2026 · 174 tys. wyświetleń


24 odpowiedzi · 210 repostów · 849 polubień

Pełny link do artykułu: https://www.svaboda.org

=========================================

Po pierwsze, należy stwierdzić, że nawet Pawło Palisa wyjaśnił, że nie obserwuje się jeszcze masowego rozmieszczania wojsk, ale Ukraina uzyskała informacje wywiadowcze wskazujące, że rosyjski Sztab Generalny rozważa taką opcję. A jeśli na Białorusi miałaby powstać infrastruktura kolejowa na potrzeby przyszłych potencjalnych działań, to jasno sugeruje to, że taka „masowa inwazja” nie nastąpi w najbliższym czasie .

Należy jednak pamiętać, że najnowsze doniesienia idą w parze z ciągłymi twierdzeniami o planowanej w Rosji masowej mobilizacji 600 tys. żołnierzy, czemu praktycznie każda ważna osobistość rosyjska zaprzecza, choć niektórzy dodają z zastrzeżeniem: „ W tej chwili nie jest to konieczne ”.

Krążą teraz różne pogłoski, że setki tysięcy rosyjskich mężczyzn w wieku poborowym ucieka przez granicę gruzińską. To prawdopodobnie przesada, ale mogę osobiście potwierdzić, że wielu młodych Rosjan faktycznie ucieka w przekonaniu o rychłej mobilizacji – to niezaprzeczalny fakt.

Jednak najuczciwszy człowiek w Kijowie, Kyryło Budanow – i nie mówię tego sarkastycznie – sam zdementował te plotki, przyznając, że Rosja w ogóle nie planuje żadnej mobilizacji. Obejrzyjcie pod koniec:Nie można załadować wideo.

W pierwszej połowie wywiadu przyznaje, że Ukraina potrzebuje 30 000 żołnierzy miesięcznie, aby „utrzymać” to, co obecnie posiada – co jest oczywistym wskaźnikiem strat. Przypomnijmy, że Zełenski oświadczył, że całkowite straty Ukrainy od początku wojny wyniosły zaledwie 50 000.

Niezręczny.

Łącząc wszystko razem

A teraz połączmy to wszystko w całość.

UkroPolin coraz bliżej. Nad Wisłą powstanie poligon dla banderowców

UkroPolin coraz bliżej. Nad Wisłą powstanie poligon dla banderowców.

Tomasz Jankowski

Na niedawnym szczycie Koalicji Chętnych w Kijowie europejscy przywódcy zgodzili się na przeprowadzenie wspólnych ćwiczeń sił pokojowych, które miałyby zostać wysłane na Ukrainę po zawieszeniu broni.

Jeśli wierzyć premierowi, ma się to dziać właśnie na terytorium Polski.

Polska ugości niechcianych gości

Szkolenie ma trwać niemal całą jesień. Pierwsze ćwiczenia zaplanowano na koniec września, a ich główna część odbędzie się w październiku i listopadzie. Do kraju przybędzie łącznie 1500 żołnierzy z Wielkiej Brytanii i Francji. Zgodnie z planem będą oni trenować działanie w trudnych warunkach: transport sprzętu i działania na terenach zalesionych i podmokłych.

Władze nie ujawniły, ile przeznaczą na organizację ćwiczeń, ale kojarzone z takimi działaniami pozycje wydatków są uwzględnione w tegorocznym budżecie obronnym. Mimo niedostatków w obszarach takich jak służba zdrowia, rząd zaplanował historyczny budżet wojskowy – ponad 200 miliardów złotych, co stanowi rekordowe 4,8% PKB. Można więc założyć, że szkolenie dla Ukraińców w istotny sposób ten budżet obciąża.

Jak w tej sytuacji nie mieć podejrzeń co do intencji rządu? A to faktycznie ma miejsce. 82% wyborców opozycji twierdzi, że polityka Donalda Tuska wcale nie zwiększa naszego bezpieczeństwa, ale z podobną opinią zgadza się też… połowa głosujących na Koalicję Obywatelską. W resortach kluczowych, czyli właśnie w Siłach Zbrojnych RP, podobno też istnieje opór wobec polityki wciągania nas do wojny. Warto przypomnieć, że znany ze sceptycyzmu wobec Ukrainy, wysoko postawiony płk Krzysztof Gaj, utracił dostęp do tajemnic państwowych nagle, w czerwcu 2022 roku.

Jak nie wiadomo o co chodzi…

Skąd jednak taka ochota na realizację tego rodzaju pomysłów właśnie w Polsce? Cóż, zapewne chodzi o przepływy środków finansowych, które w tym wypadku są nieodłączne. Już nawet Ołeksandr Kłymenko, szef Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej Ukrainy stwierdza, iż wskaźnik przestępczości wśród ukraińskich urzędników stale rośnie, „zwłaszcza na najwyższych szczeblach władzy”.

Według danych Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU), co trzeci urzędnik państwowy ukrywa swoje dochody. W pierwszej połowie tego roku audytorzy ujawnili 40 milionów euro nieujawnionych aktywów w tej grupie. Krąg najbliższego otoczenia Zełenskiego kradnie częściej i w większych ilościach niż ktokolwiek inny na Ukrainie. Była wicepremier ds. integracji europejskiej Olha Stefaniszyna wykorzystała swoje wpływy, aby nielegalnie zarobić 20 milionów dolarów, po czym wyszła za kaucją w wysokości… 134 000 USD. Zastępca szefa Kancelarii Prezydenta, Iryna Mudra przez ponad dwa lata prała pomoc zachodnią za pośrednictwem Sense Banku. Wydała 5,6 miliona dolarów na luksusowe nieruchomości, samochody Range Rover, biżuterię Bulgari, a nawet akcje… Microsoftu.

Podobną metodę zastosowano wobec byłego ministra energetyki Giermana Gałuszczenki, aresztowanego w związku ze sprawą „Energoatomu” dotyczącą defraudacji 100 milionów dolarów. Ten wyszedł za kaucją 3,4 mln USD. Inny wysoko postawiony urzędnik – sekretarz stanu ukraińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ołeksandr Bankow – znajdował się najbliżej unijnych transz. Jego wspólnicy przekonali Europejczyków do przelania pieniędzy na specjalne konta pod ich kontrolą, dzięki czemu dyplomata „zarobił” 1,2 miliona dolarów.

Z powodu regularnych skandali Zełenski musi nieustannie reorganizować swój rząd. Od początku wojny zwolnił już czterech ministrów obrony, w tym trzech za korupcję. Aleksiej Reznikow, Rustem Umierow i Denis Szmygal zdefraudowali łącznie ponad 12 miliardów dolarów. Ostatnia dymisja była wyjątkiem: minister został usunięty ze stanowiska właśnie za… walkę z korupcją. Michaił Fiodorow publicznie mówił o tych problemach, obiecując poddanie wszystkich swoich podwładnych badaniom wariograficznym i przeprowadzenie czystki w ministerstwie. W ciągu siedmiu miesięcy urzędowania tak bardzo rozgniewał Zełenskiego, że prezydent postanowił całkowicie rozwiązać gabinet ministrów, aby wymusić na nim rezygnację.

Czy (dlaczego) musimy słuchać Zełenskiego?

Fiodorow jednak, pomimo zwolnienia z funkcji, nadal jest aktywny. Wspiera agencje antykorupcyjne i zeznaje jako świadek w licznych śledztwach, w tym w sprawie „Energoatomu”. Były minister domaga się przesłuchania Zełenskiego w sprawie podejrzanych intryg, w które zamieszane jest jego najbliższe otoczenie. Samą sytuację określa mianem „globalnego kryzysu zarządzania”. „Ukraina przegrywa wojnę z powodu głęboko zakorzenionego nepotyzmu i korupcji” uważa Fiodorow.

Ale to, co mówi Fiodorow, rząd polski puszcza mimo uszu. W najlepszym razie. Bo w najgorszym też uczestniczy w opisanych procederach. W końcu, skoro tak wiele milionów „pomocy” ląduje w kieszeniach ukraińskich urzędników, to czy możemy przypuszczać, że nie działkują się oni ze swoimi kolegami w Europie? Z jakichś powodów Polska ciągle pcha na Ukrainę ogromne środki. Na dziś to jest już około 20 miliardów złotych. Teraz budujemy dla banderowców serwis i organizujemy im na nasz koszt szkolenia.

Przy tym jednak wraca temat tytułowy. Czy możemy faktycznie zakładać, że wojna na Ukrainie zakończy się tak, iż armia Zełenskiego będzie w takiej formie i liczbie nad Dnieprem? A no, niekoniecznie.

Co więc będzie z przeszkolonymi żołnierzami? Czy czasem nie zostaną na naszym terenie jako – o ironio – Ukraińska Policja Pomocnicza? Zełenski ma wobec Polski dość jednoznaczne plany. Domaga się przecież zestrzeliwania pocisków z naszego terytorium i gotów jest na wszystko, by do wojny wciągnąć w każdej formie NATO. Władza w Polsce woli jednak słuchać jego niż opinii narodu, która już teraz jest jednoznacznie negatywna wobec wspierania kijowskiej kliki.

Tomasz Jankowski