Ciągłość większa, niż myślimy. Agenci Putina – czy Bundeswehry?

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  23 lipca 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5217

Kto by pomyślał, że słuszna myśl raz rzucona w powietrze, nie tylko zaczyna żyć własnym życiem, ale w dodatku może stać się myślą przewodnia najtęższych głów? Tymczasem na naszych oczach to właśnie się staje, a to za sprawą rocznicy rzezi ludności polskiej, przeprowadzonej w latach 1942-1944 przez OUN i UPA na terenie Małopolski Wschodniej.

Małopolska Wschodnia, od wieków zamieszkana przez Polaków, przez OUN uważana była za terytorium ukraińskie, stąd główny ideolog demonicznego nacjonalizmu ukraińskiego, Dymitr Doncow i jego wyznawcy doszli do wniosku, że nie ma innej rady, jak dokonać fizycznej eksterminacji tamtejszych Polaków, żeby w ten sposób zrobić Lebensraum dla Ukraińców. Ponieważ inne cele wojenne, jakie stawiali sobie przywódcy OUN, na skutek niemieckich niepowodzeń zaczęły oddalać się w mglistość, to eksterminacja ludności polskiej nadal była możliwa i na tym OUN i UPA się skupiły. Nawiasem mówiąc, ukraińskie mrzonki, że Niemcy, podobnie jak to było podczas i wojny światowej, będą forsowały ukraińską niepodległość, od samego początku były fantasmagorią. To byli zupełnie inni Niemcy, którzy – podobnie zresztą jak Sowieci – żadnych wspólników do władzy nie potrzebowały, toteż Alfred Rosenberg, który w przypływach entuzjazmu może coś tam sobie i wyobrażał, bardzo szybko został przywrócony do pionu.

Warto zwrócić uwagę, że rzeź wołyńska dostarcza dowodu, iż zbrodnia popłaca. Oto Ukraińcy wyrżnęli Polaków, zostawiając tylko ziemię i wodę – i nic się nie stało. Nie tylko oni uznali, że ogołocone tereny prawnie należą do nich, w czym poparł ich Józef Stalin, ale doprowadzili do tego, że nawet przywódcy tak zwanej „wolnej Polski” też tak uważają, dla zamydlenia oczu polskim obywatelom urządzając obłudne uroczystości, podczas których skamlą o „prawdę” i „pamięć”. Ale Ukraińcy te skamlania puszczają mimo uszu, bo doskonale wiedzą, że bez względu na to, co zrobią, Polska będzie im nadskakiwała. Po cóż więc mieliby wykonywać wobec swojej upodlonej służebnicy jakieś gesty? Żadnego powodu ku temu nie ma tym bardziej, że Amerykanie, uznając, że banderowcy stanowią dla nich świetny materiał dla antyrosyjskiej dywersji, nie tylko puścili im w niepamięć kolaborację z Hitlerem, ale w dodatku przez całe dziesięciolecia ich hołubili, dzięki czemu banderowcy nie tylko stanowią przywódczy trzon ukraińskiej diaspory w USA i Kanadzie, ale również siłę napędową „pomarańczowej rewolucji” w 2004 roku i „majdanu” w roku 2014.

Toteż nic dziwnego, że i teraz, kiedy to Amerykanie wraz z Sojuszem Atlantyckim wojują na Ukrainie z Rosją do ostatniego Ukraińca, to nie będą ich korygować ideologicznie. Zresztą w jakim celu? Banderowcy z czarnym podniebieniem są z amerykańskiego punktu widzenia bardziej użyteczni od wszystkich innych, bo w razie potrzeby ichnia „elita” potrafi wziąć za twarz również tamtejszą „czerń”, gdyby ta zaczęła nabierać wątpliwości, czy w celu ugruntowania amerykańskiej hegemonii powinna bez szemrania dać się wkręcić w maszynkę do mięsa.

Tymczasem chociaż nasi Umiłowani Przywódcy już nabrali pewnej wprawy w sztuce plucia pod wiatr, to jednak 11 lipca zawsze czują się trochę nieswojo, bo nie bardzo wiedzą, co im wolno w tej sytuacji powiedzieć. Wprawdzie domagają się „prawdy”, ale przecież im samym ta prawda ze strachu przed Naszym Największym Sojusznikiem nie może przejść przez gardło. Domagają się „pamięci”, ale przecież pomnik rzezi wołyńskiej w Warszawie postawili niemal w krzakach, w każdym razie – w odludnym miejscu, do którego trudno trafić.

Ale boją się też, co sobie o nich pomyślą Polacy, więc gimnastykują się na wszystkie strony. Tegoroczny rekord pobił pan premier Morawiecki, który odpowiedzialnością za eksterminację Polaków przez Ukraińców w latach 1942-1944 obarczył … Niemców – chociaż każde dziecko wie, że chroniąc się przed rezunami, Polacy uciekali ze wsi do miasteczek, w których byli Niemcy, bo ich obecność dawała im szansę przeżycia.

Ale w sukurs Umiłowanym Przywódcom, którzy 11 lipca muszą dostawać świerzbiącej wysypki, przychodzą wybitni publicyści w osobach pana red. Tomasza Terlikowskiego i pana red. Tomasza Sakiewicza. Wprawdzie pan red. Terlikowski jest katolikiem zawodowym, chociaż postępowym, dzięki czemu zatrudniają go nawet bardzo postępowe rozgłośnie, podczas gdy pan red. Sakiewicz jest wzorcowym patriotą, który rośnie wraz z krajem w takim tempie, że niedługo przestanie mieścić się w telewizorze, to jednak argumentacji używają identycznej, jakby podyktował im ją ten sam oficer prowadzący. Oczywiście żadnego oficera prowadzącego nie ma, wystarczy świadoma dyscyplina i osioł obładowany złotem. Poza tym ta identyczność wynika stąd, że prawda nie może być rozmaita, w zależności od tego, kto ją głosi. Musi być taka sama. Dlatego i pan red. Tomasz Terlikowski i pan red. Tomasz Sakiewicz, używają identycznych uzasadnień dla swojego nadskakiwania Ukraińcom.

W tym miejscu muszę cofnąć się w czasie do roku 1968, kiedy to w marcu mieliśmy zajęcia ze szkolenia wojskowego na Studium Wojskowym UMCS w Lublinie. Akurat było to ostre strzelanie pod kierownictwem pułkownika Hipolita Kwaśniewskiego, który miał zwyczaj mówić przez zaciśnięte zęby. Ponieważ padał śnieg z deszczem i było przenikliwe zimno, rezultaty strzelania nie były dobre. Pułkownik Kwaśniewski kazał zrobić zbiórkę i przemówił do nas w te słowa: „to cała kompania nie wykonała strzelania, chociaż karabinki były przystrzelane, warunki widoczności dobre. Ja tu podejrzewam waszą złą wolę, a każden jeden żołnierz, który nie wykona strzelania, będzie uważany za agenta Bundeswehry.

I co Państwo powiecie? Słuszna myśl rzucona w przestrzeń w 1968 roku przez pułkownika Kwaśniewskiego, po 54 latach wraca do nas prawie nie zmieniona. Tyle, że zamiast Bundeswehry, dzisiaj występuje Putin. Cóż bowiem powiada nam pan red. Terlikowski? „Jeżeli komuś służy nagonka, ubolewanie, że wciąż za mało, ataki na Ukraińców, to nie pamięci, nie pojednaniu, nie tym, których zamordowano, ale Moskwie”. – powiada pan red. Terlikowski. A cóż z kolei pan red. Sakiewicz? „Jeżeli pozwolimy, by rosyjskie służby, propaganda, czy ludzie myleni przez Rosjan, pisali prawdę za Polaków i Ukraińców, to tej prawdy nie dojdziemy.

Wygląda na to, że będziemy do tej prawdy dochodzić tak długo, a może nawet jeszcze dłużej, niż do prawdy o katastrofie smoleńskiej. Ma to swoje plusy dodatnie, bo wszelkie wątpliwości można przypisać rosyjskim służbom, na tej samej zasadzie, jak pułkownik Kwaśniewski słabe wyniki strzelania przypisywał Bundeswehrze.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Co właściwie napisał Morawiecki? Putin’s “Russkiy Mir” ??…

Myśli nie do pomyślenia

Zorard https://zorard.wordpress.com/2022/05/17/co-wlasciwie-napisal-morawiecki/

Wspomniałem na końcu ostatniego wpisu o artykule pana Morawieckiego w Daily Telegraph z 10 maja (tu wersja czysto tekstowa, obejście „paywall”).

Warto się pochylić nad tym, co on tam napisał i dlaczego jest to niebezpieczne. Krytyczne są tu trzy końcowe akapity:

Putin’s “Russkiy Mir” ideology is the equivalent of 20th-century
communism and Nazism. It is an ideology through which Russia justifies
invented rights and privileges for its country. It is also the grounds
for the story of “the special historical mission” of the Russian
people. In the name of this ideology Mariupol and dozens of Ukrainian
cities were razed as it sent Russian soldiers to war, convinced them
of their superiority, and encouraged them to commit inhuman war crimes
– the murder, rape and torture of innocent civilians. We also know
that this ideology is spurring the forcible displacement of Ukrainians
deep into Russian territory.

We cannot be under any illusions. This is not insanity but a
deliberate strategy that has already opened the gates to genocide.
“Russkiy Mir” is a cancer which is consuming not only the majority
of Russian society, but also poses a deadly threat to the whole of
Europe. Therefore it is not enough to support Ukraine in its military
struggle with Russia. We must root out this monstrous new ideology
entirely.

Just as Germany was once subject to denazification, today the only
chance for Russia and the civilised world is “deputinisation”. If
we do not engage in this task immediately, we will not only lose
Ukraine, we will lose our soul and our freedom and sovereignty, as
well. Because Russia will not stop at Kyiv. She has set out on a long
march towards the West and it’s up to us to decide where we stop
her.

W moim przekładzie:

Putinowska ideologia „Russkiego Miru” jest ekwiwalentem dwudziestowiecznych ideologii nazizmu i komunizmu. Jest to ideologia, poprzez którą Rosja uzasadnia swoje zmyślone prawa i przywileje. To na jej gruncie opiera się bajeczka o „specjalnej historycznej misji” narodu rosyjskiego. W imię tej ideologii Mariupol i dziesiątki Ukraińskich miast zostało zburzonych, bo wysłała ona rosyjskich żołnierzy na wojnę z przekonaniu o ich wyższości i zachęciła ich do popełnienia nieludzkich zbrodni wojennych – morderstw, gwałtów i tortur na niewinnych cywilach. Wiemy również, że ta ideologia powoduje przymusowe przesiedlenia Ukraińców w głąb terytorium Rosji.

Nie możemy mieć żadnych złudzeń. To nie jest szaleństwo, ale celowa strategia, która już otworzyła bramy do ludobójstwa. „Russki Mir” to rak, który pożera nie tylko większość rosyjskiego społeczeństwa, ale jest także śmiertelnym zagrożeniem dla całej Europy. Dlatego nie wystarczy wspierać Ukrainę w jej wojennej walce z Rosją. Musimy całkowicie wykorzenić tą straszliwą ideologię.

Tak jak Niemcy zostały kiedyś poddane denazyfikacji tak teraz jedyną szansą dla Rosji i cywilizowanego świata jest „deputinizacja”. Jeśli nie rozpoczniemy tego zadania natychmiast, to nie tylko stracimy Ukrainę, ale także stracimy naszą duszę, naszą wolność i suwerenność. Bo Rosja nie zatrzyma się w Kijowie. Rosja rozpoczęła długi marsz na Zachód i to my musimy zdecydować gdzie ją zatrzymamy.

Zacznijmy od tego, że nawet w tych trzech akapitach jest pełno zwykłych kłamstw i manipulacji.

Po pierwszejak już pisałem – nie ma absolutnie żadnych dowodów na „dziesiątki zburzonych ukraińskich miast”. Jedynym, w którym naprawdę zniszczenia są znaczne – centrum miasta praktycznie nadaje się faktycznie do wyburzenia – jest Mariupol. Wszędzie indziej zniszczenia mają charakter powierzchowny, w ogóle nie ma mowy o zniszczeniu nawet dzielnic, że nie wspomnę o miastach.

Kłamstwem jest również twierdzenie, że rosyjscy żołnierze jadą na Ukrainę w przekonaniu, że są nadludźmi i będą mordować ukraińskich podludzi. Jest to bezczelne granie na europejskiej pamięci historycznej, w której zapamiętano w ten sposób nazistów, którzy faktycznie mieli ideę „uber” i „untermenshów”.

Żeby przekonać się, że jest to kłamstwo wystarczy znać rosyjski i posłuchać rosyjskich mediów, w tym wypowiedzi samego Putina skierowanych między innymi do tychże żołnierzy. Jest absolutnie jasne, że na masową skalę propaganda musi być spójna tj. nie można mówić czego innego całości społeczeństwa, a czego innego żołnierzom. Ewentualnie można mówić coś innego małym oddziałom specjalnym, ale nie masie żołnierskiej.

Oddziały niemieckie w czasie II Wojny działały tak jak działały, bo całemu społeczeństwu niemieckiemu wpajano tam od 1933 roku przekonanie o rasowej wyższości Niemców nad Słowianami (m.in. dlatego zarówno armia jak i cywile niemieccy zupełnie inaczej zachowywali się w okupowanej Francji czy Norwegii).

Tymczasem podstawowa i fundamentalna linia propagandowa Rosji jest taka, że Ukraińcy i Rosjanie są jednym narodem tak jak powiedzmy Ślązacy i Polacy. Wedle tego co mówi się żołnierzom ich zadaniem jest wyzwolenie części własnego narodu od okupanta, który wmówił tej części narodu, że są osobni i że mają być wrogami Rosji i Rosjan. I wygonienie z Ukrainy obcych i ich wpływów, które zagrażają Rosji. Jak zatem mieliby ci żołnierze masowo mordować ludzi, których uważają za swoich pobratymców?

Potwierdzają to liczne inicjatywy rosyjskie takie jak dostawy żywności dla cywilów, organizacja korytarzy humanitarnych (charakterystyczną cechą kłamliwej propagandy, którą jesteśmy karmieni jest to, że z niej wynika, że to Rosjanie strzelają do ludzi korzystających z tych korytarzy itp. – problem w tym, że inicjatywa ich organizacji wyszła od Rosji, o czym się można było przekonać śledząc rosyjskie źródła – kwestia korytarzy humanitarnych pojawiła się tam parę dni zanim w naszych mediach pojawiły się oskarżenia), ogólnie dobre traktowanie ukraińskich jeńców wojennych (filmy, na których są maltretowani jeńcy, które się pojawiły pokazywały Ukraińców znęcających się nad rosyjskimi żołnierzami) i tak dalej. Przy tym Rosjanie apelują do ukraińskich żołnierzy o poddanie się i regularnie przekazują w Internecie namiary np. na kanały na Telegramie, gdzie mogą oni nawiązać kontakt i otrzymać instrukcje jak przejść na drugą stronę z minimalnym ryzykiem.

Mało tego – w rosyjskiej propagandzie dla wojska obecne jest hasło „nie zostawiamy swoich” i w tym kontekście pokazuje się rosyjskim żołnierzom, że ukraińskie oddziały porzucają swoich zabitych i rannych. Pokazuje się jako pozytywny przykład właściwej postawy, że rosyjskie oddziały chowają zabitych Ukraińców a rannym udzielają pomocy. Podkreślam, piszę tu nie o materiałach przeznaczonych dla zagranicy, ale o materiałach po rosyjsku, adresowanych do żołnierzy.

Ewentualny gniew i nienawiść żołnierzy skierowana jest na „nac-bataliony” czyli neo-nazistowskie ugrupowania klasy „Azova”, „Prawego Sektora” i tak dalej. Stąd np. kiedy w początkach oblężenia Mariupola rosyjskie posterunki kontrolowały opuszczających miasto cywili to rozbierali mężczyzn, bo wśród bojowników Azova modne są tatuaże ze swastykami i podobnymi symbolami. Tacy mogą się spotkać faktycznie z brutalnym traktowaniem, choć po prawdzie nie ma na to dowodów.

Podobnie Rosjanie podkreślali, że zagraniczni najemnicy nie mają praw zagwarantowanych konwencją Genewską i powinni się liczyć z ostrym traktowaniem. Jak to się dzieje rzeczywiście ciężko powiedzieć, ale tu rzeczywiście można również spodziewać się innego nastawienia żołnierzy, bo „najemnicy” są najczęściej doświadczonymi oficerami i żołnierzami z krajów NATO, głównie anglosaskich, którzy zostali tam skierowani jako „najemnicy” w ramach tzw. „plausible deniability„, czyli możliwości wyparcia się w razie pojmania związków z nimi przez ich państwa dla uniknięcia konfliktu bezpośredniego z Rosją. A to właśnie Anglosasów obwinia się w rosyjskich mediach o przerobienie Ukrainy na „anty-Rosję”, nawiązując do wielu wcześniejszych anglosaskich ataków i spisków wymierzonych w Rosję sięgając od 17 wieku.

Trzecie kłamstwo, to jakieś wywózki Ukraińców w głąb Rosji. Nic takiego nie ma oczywiście miejsca – przeciwnie, obywatele Ukrainy sami wyjeżdżają do Rosji od 2014 roku (w sumie do 2022 roku wyjechało ich tam kilka milionów). No chyba, że pan Morawiecki ma na myśli ewakuację ludności cywilnej z terenów DNR i ŁNR, która zaczęła się już 18-19 lutego. Ale ona również była dobrowolna.

Szansa na „zadziałanie” tego kłamstwa opiera się – ponownie – na wykorzystaniu ignorancji zachodnich czytelników, którzy zapewne są przekonani, że Ukraina to państwo jednolite etnicznie, gdzie wszyscy znajdujący się na jego terenie to Ukraińcy, oczywiście mówiący po ukraińsku. A tymczasem nie dość, że cały wschód Ukrainy zamieszkują w większości ludzie identyfikujący się jako Rosjanie, to w ogóle przytłaczająca większość Ukraińców w ogóle nie mówi w tym „języku” (jest sporne, czy to osobny język w ogóle czy gwara rosyjskiego). Zatem z tego, że ktoś zamieszkiwał na terenach Ukrainy w granicach z 1992 roku i posiada paszport wystawiony przez ukraińskie państwo nie można wnioskować, że ten ktoś w ogóle identyfikuje się jako Ukrainiec. Tymczasem w całej propagandzie – w tym także u nas – tak się to właśnie traktuje! Pan Morawiecki nauczony tym, że większość Polaków tego nie wie (myślą, że na Ukrainie jest podobnie jak unas) ma nadzieję, że i jego zachodni czytelnicy o tym nie wiedzą – i ma rację.

Co więcej, pan Morawiecki liczy na to, że jego czytelnicy myślą, że w Rosji współczesnej jest tak jak w byłym ZSRR, to jest przemieszczanie się jest reglamentowane, ograniczone. Oczywiście nic bardziej błędnego – owi „wywiezieni Ukraińcy” mogliby sobie spokojnie przejechać gdzie indziej, gdyby oczywiście istnieli.

Podobnie jak nie miało jak na razie miejsca nic, co można by nazwać ludobójstwem ani też nie ma żadnych dowodów na to, by Rosja chciała podbijać całą Europę. Rosja w ogóle nie ma ani takich ambicji ani możliwości. Co jednak szkodzi pokłamać trochę jeszcze, trochę jeszcze postraszyć ludzi kłamliwym chochołem, którego się zbudowało?

(zwróćcie uwagę jak prosto pisze się kłamstwa, a ile się trzeba napisać, żeby je obnażyć)

Wreszcie dochodzimy do głównej tezy artykułu – że „Russki Mir” to nowa ideologia, stworzona przez Putina i stanowiąca podstawę dla domaganie się przez Rosję jakichś wydumanych, sztucznych praw.

Co do pierwszej części to nawet polska Wikipedia podaje coś innego:

Pojęcie „świata rosyjskiego” [chodzi o „ruski”, to pojęcie jest o parę wieków starsze, niż „rosyjskość”. MD] ma dawne korzenie historyczne. W źródłach średniowiecznych definiowała cywilizację starożytnej Rusi. W dużej mierze historyczną dominantą w kształtowaniu się świata rosyjskiego jako cywilizacji były duchowe i moralne fundamenty Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej.

Najwcześniejsze zastosowanie terminu „Russkij mir” pojawiło się w zabytku staroruskiej literatury: „Słowo o odnowie dziesięciny w cerkwi” (XI w.), Kiedy wielki książę kijowski Izjasław Jarosławicz wychwalał wyczyn św. Klemensa Rzymskiego, – „…nie tylko w Rzymie, ale wszędzie: zarówno w Chersoniu, jak i w świecie rosyjskim”. Jednocześnie chodziło o okres przedpaństwowy w historii Słowian wschodnich.

Po najeździe mongolskim w latach 1237–1240 Ruś została podzielona na dwa wieki. Jej zachodnia część (terytorium dzisiejszej Ukrainy i Białorusi) weszła w skład Polski i Litwy (później zjednoczonej w Rzeczpospolitą), a północno-wschodnia (dzisiejsza Rosja) pozostała pod jarzmem mongolsko-tatarskim, uwolnionym od niego dopiero w 1480 roku. W rezultacie świat rosyjski [chodzi o „ruski”, to pojęcie jest o parę wieków starsze, niż „rosyjskość”. MD]jako cywilizacja uległ zróżnicowaniu etnicznemu i językowemu:

Rosjanie (Wielkorusini) / j. rosyjski

Ukraińcy (Małorusini) / j. ukraiński

Białorusini / Białorusini/ j. białoruski

(Skopiowałem bo to jednak Wikipedia, nie wiadomo czy jutro nie zmienią na wersję aktualnie politpoprawną)

„Russkij Mir” to zatem nie jest pojęcie nowe, stworzone sztucznie przez Putina ale funkcjonujące od XI wieku (a więc około tysiąca lat)! I oznacza ono [w Rosji -od czasów Piotra I md] połączenie języka rosyjskiego i związanej z nim kultury i cywilizacji. W jakimś przybliżeniu odpowiednikiem jest np. „civilisation française”.

Bo – dodajmy – Rosjanie uważają się obecnie za osobną cywilizację, w czym upewnia ich aktualny stan cywilizacji europejskiej. Mówiąc o tym znany rosyjski historyk i analityk A. Fursow podkreśla zawsze, że rosyjska cywilizacja to inna wersja cywilizacji europejskiej, alternatywa, której korzeniem jest przede wszystkim prawosławie i osobne doświadczenie historyczne Rosji. W charakterystycznym stylu mówi, że „to nie jest ani dobrze ani źle – po prostu tak jest”, ale zwraca uwagę, że zachodnia „wersja” cywilizacji europejskiej ulega szybkiej degeneracji. W tym kontekście postrzega on rosyjską cywilizację jako nadzieję w ogóle cywilizacji europejskiej na przetrwanie.

Patrząc na stan kompletnej degrengolady, w jaką stacza się Zachód Europy i USA trudno się nie zgodzić, aczkolwiek z naszego punktu widzenia mamy ciągle nadzieję, że nasza, polska kultura i społeczeństwo takiego poziomu degeneracji nie osiągną.

Skoro już mowa o polskim punkcie widzenia to w jakimś przybliżeniu można powiedzieć, że [obecnie md] „Ruski Świat” jest to pojęcie zbliżone do „polskość” czy „kultura polska”. Różnica polega na tym, że Polska nie pretendowała nigdy do miana osobnej cywilizacji, osobnej kultury. Przeciwnie, Polska od wieków była kulturowo podporządkowana Zachodowi Europy i w niego wpatrzona – począwszy od przyjęcia chrześcijaństwa w jego katolickiej wersji po powiedzenie „co Francuz wymyśli, Polak pokocha”, które ma już grubo ponad 100 lat. W związku z tym nigdy nie pretendowano do stworzenia jakiejś „Polskiej cywilizacji”, jako bytu nie tylko językowo ale i kulturowo odrębnego od kultury niemieckiej, francuskiej czy ogólnie zachodnio-europejskiej. Rosja natomiast pretensje takie posiada i w sumie ma do nich pewne podstawy.

Zwróćmy teraz uwagę, że głównym prawem jakiego Rosja żąda dla siebie w związku z tymi pretensjami do bycia osobną cywilizacją jest prawo do odrębności i suwerenności. Innymi słowy Rosjanie nie chcą u siebie 72 płci, tęczowych piątków czy zboczeńców czytających dzieciom bajeczki o radości jaką daje im uprawianie sodomii. Nie chcą również jeść przerobionych robaków czy rezygnować z samochodów w imię Gai, bogini Ziemi. Chcą też mieć swoje tereny i swoje firmy, które nie będą zarządzane ani z USA ani z WHO czy ONZ. Byli gotowi na współpracę z Zachodem (ironią jest, że obecna ekipa i sam Putin to najbardziej prozachodnia ekipa na Kremlu od wieków), ale na warunkach poszanowania właśnie tego prawa do odrębności, do działania u siebie i po swojemu.

I to jest podstawowy i najważniejszy problem jaki Zachód ma z Rosją, że nie chce się ona poddać dostosowaniu na modłę zachodnią, że właśnie chce zachować odrębność nie tylko formalną ale i realną, nie tylko polityczną ale i kulturową, cywilizacyjną. Oraz, że – póki co – ma ona potencjał by globalistycznej inicjatywie „Great Reset” powiedzieć „NIE”.

W tym kontekście Morawiecki mówiąc o tym, że to straszna idea i powinna być wypalona żelazem mówi jak prawdziwy, rasowy globalista, przedstawiciel tej szajki, która zmierza to zniszczenia w ogóle dziedzictwa kulturowego narodów i przerobienia nas wszystkich na podatną na manipulację masę „europejczyków takiego-czy-innego-pochodzenia”. W tym kontekście jego opowiadania o tym, że w przeciwnym razie stracimy naszą suwerenność i duszę to ociekają obłudą.

Zwróćmy uwagę, że pisze on to dokładnie wtedy, kiedy ponownie rusza temat federalizacji Europy, który pozbawi m.in. Polskę nawet tych resztek suwerenności, które zachowała.

Ale odkładając te aspekty na bok Morawiecki powiedział właśnie Rosjanom, że ich kultura i cywilizacja powinna być wymazana z powierzchni ziemi. I oczywiście usunięty ma być Putin, czyli człowiek, który wyciągnął Rosję z nizin upadku jakiego zaznała za Jelcyna. A choć urodziły się od tamtej pory dwa pokolenia, to jednak wciąż żyje wielu Rosjan, którzy pamiętają jak to wyglądało. Rosja przez ostatnie dwadzieścia lat uczyniła ogromne postępy – choć oczywiście w dwadzieścia lat trudno odrobić dziesiątki lat gospodarczej zapaści systemu komunistycznego, która zaczęła się w latach siedemdziesiątych.

Morawiecki poszedł tu dużo dalej niż Biden czy Johnson, którzy głównie oskarżają Putina nie oskarżają jednak narodu rosyjskiego, Rosjan jako takich, nie wzywają do likwidacji Rosji jako kultury w jej obecnym kształcie. Nawet jeśli to myślą i tego by pragnęli to jednak nie mówią tego publicznie.

Dlaczego? No bo czym innym jest kiedy ktoś krytykuje mojego premiera czy prezydenta, a czym innym, kiedy ktoś nazywa moją kulturę „rakiem”. Jak Rosjanie mają na takie coś zareagować? A jak reagowałby Polak gdyby usłyszał, że polskość to rak a polską kulturę należy zlikwidować?

Jest to naprawdę dużo, dużo gorsze od incydentu z oblaniem farbą ambasadora Rosji w Polsce. Tamto to był incydent, w wykonaniu do tego ukraińskiej postępowej aktywistki, w którym państwo polskie można oskarżyć o zaniedbanie odpowiednich środków ostrożności i pobłażliwość dla sprawczyni. Ten zaś artykuł jest oficjalną wypowiedzią premiera Polski, który niestety w oczach Rosjan nas reprezentuje. I na który żaden rosyjski patriota nie może zareagować inaczej niż gniewem, który – co mam nadzieję mój tekst wyjaśnił – jest całkowicie uzasadniony.

Jest przerażające, że nikt – żadna siła polityczna – nie odcięła się jasno od tej wypowiedzi, nie potępiła jej i nie wskazała na to, że pan Morawiecki pisząc takie rzeczy nie wypowiada się w imieniu narodu.

Będziemy tego żałować, wstydzić się tych słów Morawieckiego niezależnie od tego jak historia potoczy się dalej.

W moim zastanawianiu się, czy Putin i rosyjskie państwo grają do jednej bramki z globalistami, z którymi są dogadani czy też przeciwko nim ten tekst stanowi silną poszlakę, że jednak Rosja usiłuję NWO powstrzymać a nie pomóc w jego ustanowieniu.

Nożem, siekierą i liną; powieszony; podcięte nadgarstki. Zginęło 13 oligarchów i ich rodzin, bliskich Putinowi.

28 kwietnia 2022,Zygmunt Białas https://zygumntbialas.neon24.info/post/167772,zginelo-13-oligarcgow-i-rodzin-bliskich-putinowi-28-04-2022

Założenie, że większość zgonów to morderstwa, jest prawdopodobne.

Czy za śmierć tych wszystkich ludzi odpowiedzialne są rosyjskie czy zachodnie służby? A może jest to mieszanka obu czynników? – Do tej pory wiadomo o 13 tajemniczych zgonach. Nie można wykluczyć, że takich przypadków jest więcej.

Wszystkie zgony mają jedną wspólną cechę: ci, którzy popełnili samobójstwo lub zostali zamordowani, byli uważani za ‚przyjaciół’ Putina. W prasie różnych państw wielokrotnie pojawiają się wątpliwości, czy były to rzeczywiście samobójstwa. Jednak dochodzenia prowadzone przez władze wykluczają możliwość popełnienia przestępstwa w prawie wszystkich przypadkach.

Śmierć w wyniku postrzału: Wladislaw Awajew, jego żona i córka
Wladislaw Awajew (51) był wiceprezesem Gazprombanku, pracował w Dumie i w kancelarii prezydenta. 18 kwietnia 2022 roku znaleziono go martwego w jego luksusowym mieszkaniu. Zginęły również: jego żona Jelena (47) i córka Maria (13 lat). Wszystkie ciała miały rany postrzałowe. Tragicznego odkrycia dokonała jego starsza córka Anastazja (26 lat), która wcześniej próbowała skontaktować się telefonicznie z rodziną. Według oficjalnej wersji, Awajew zastrzelił swoją żonę i córkę, a na końcu siebie. Broń palna pozostała w jego rękach. Mieszkanie podobno było zamknięte na klucz, nie było śladów włamania.

Nożem, siekierą i liną: Siergiej Protosenia, jego żona i córka
Protosenia (55) był kierownikiem wyższego szczebla w państwowym przedsiębiorstwie energetycznym Nowatek. Znaleziono go 19 kwietnia martwego wraz z żoną Natalią (33) i córką Marią (13) w wynajętej willi w Hiszpanii, w miejscowości Lloret de Mar. Córka była zarąbana siekierą, ciało żony miało rany kłute, a Protosenia został powieszony. Według raportu z dochodzenia, na jego ciele nie było krwi. Pozostały przy życiu syn Fedor (22) w wywiadach opowiadał, że przypuszcza, iż jego rodzina została zamordowana.

Śmierć przez pchnięcie nożem: Wasilij Fiodorowicz Mielnikow, jego żona i dwóch synów – Śmierć Wasilija Mielnikowa została ogłoszona 24 marca. Był właścicielem Medstomu, rosyjskiej firmy medycznej. Mielnikow (43), jego żona Galina (41) i synowie w wieku 10 i 4 lat zginęli od ran zadanych nożem w swoim mieszkaniu w Niżnym Nowogrodzie. Mówi się, że Mielnikow podciął sobie żyły. Rosyjskie media zakładają, że został on zamordowany. Kierownik był uważany za szczególnie popularnego, zarówno w firmie, jak i w swoim otoczeniu. Oficjalne dochodzenie przeprowadzone przez władze nie wykazało żadnych śladów włamania ani znamion przestępstwa.
Powieszony w Wielkiej Brytanii: Michaił Watford (Tołstoszeja)
66-letni magnat naftowy i gazowy Michaił Watford (urodzony jako Tołstoszeja na Ukrainie) zmarł 28 lutego w Surrey w Wielkiej Brytanii w swojej luksusowej rezydencji wartej 18 milionów funtów. Znaleziono go powieszonego w swoim garażu. W domu Watforda mieszkał kiedyś Augusto Pinochet, który przebywał w areszcie domowym. Na terenie posiadłości znajdują się cztery pola golfowe. Zgodnie z raportami policyjnymi, obecnie nie zakłada się, że winę za zdarzenie ponoszą inne osoby.

Powieszony w swoim garażu: Aleksander Tiuliakow
Kierownik Gazpromu Aleksander Tiuliakow (61) zmarł w garażu swojego wiejskiego domu w pobliżu Petersburga 25 lutego, dzień po rozpoczęciu wojny. Przy jego ciele znaleziono list pożegnalny.

Podcięte nadgarstki: Leonid Szulman
Jeszcze przed rozpoczęciem wojny, pod koniec stycznia, w tym samym miejscu co Tiuliakow zmarł dyrektor Gazpromu Leonid Szulman (60 lat). Znaleziono go martwego w wannie, a przy jego ciele znaleziono list pożegnalny. Mówi się, że podciął sobie żyły nożem typu Stanley, znaleziono jeden taki nóż. Wiceprezes Gazpromu Igor Wołobujew powiedział dziennikarzom, że nie wierzy w samobójstwo. Podejrzewa również, że śmierć rodzin Awajewa i Protosenii była wynikiem zabójstwa.

Na podstawie:  https://report24.news/geheimdienst-morde-seit-jahresbeginn-starben-13-putin-nahe-oligarchen-und-familien/

Spotkanie Prezydenta Putina z Sekretarzem Generalnym ONZ Antonim Guterresem

https://www.bibula.com/?p=133656

Prezydent Rosji Włodzimierz Putin:

Panie Sekretarzu Generalny, bardzo się cieszę, że Pana widzę.

Jako jeden z założycieli Organizacji Narodów Zjednoczonych i stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ, Rosja zawsze wspierała tę uniwersalną organizację. Uważamy, że ONZ to nie tylko uniwersalna, ale w pewien sposób wyjątkowa  – społeczność międzynarodowa nie ma drugiej takiej organizacji. Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby wspierać zasady, na których się ona opiera, i zamierzamy to kontynuować w przyszłości.

Uważamy, że wypowiedzi niektórych naszych kolegów na temat zasad na których opiera się świat za nieco dziwne. Uważamy, że główną zasadą jest Karta Narodów Zjednoczonych i inne dokumenty przyjęte przez tę organizację, a nie jakieś dokumenty napisane przez ich autorów według ich uznania lub w celu zapewnienia ich własnych interesów.

Dziwią nas również wypowiedzi naszych kolegów, które sugerują, że niektórzy na świecie mają wyjątkowy status lub mogą rościć sobie wyłączne prawa, ponieważ w Karcie Narodów Zjednoczonych czytamy, że wszyscy uczestnicy relacji międzynarodowych są równi, niezależnie od siły, wielkości czy położenia geograficznego. Myślę, że jest to podobne do tego, co mówi na ten temat Biblia, że wszyscy ludzie są równi. Jestem pewien, że tę samą myśl znajdziemy zarówno w Koranie, jak i w Torze. Wszyscy ludzie są równi wobec Boga. Dlatego pomysł, że ktoś może sobie przypisywać jakiś wyjątkowy status, wydaje nam się bardzo dziwny.

Żyjemy w skomplikowanym świecie, dlatego kierujemy się realizmem i jesteśmy gotowi do współpracy z każdym.

Bez wątpienia w pewnym okresie, Organizacja Narodów Zjednoczonych została powołana do rozwiązywania ostrych kryzysów i przechodziła różne okresy swojego rozwoju. Całkiem niedawno, bo zaledwie kilka lat temu, usłyszeliśmy, że Organizacja Narodów Zjednoczonych stała się przestarzała i nie jest już potrzebna. Działo się tak zawsze, gdy przeszkadzała komuś w osiągnięciu jego celów na arenie międzynarodowej.

Zawsze powtarzaliśmy, że nie ma drugiej takiej uniwersalnej organizacji jak Organizacja Narodów Zjednoczonych, i że należy pielęgnować instytucje, które powstały po II wojnie światowej w zadeklarowanym celu rozstrzygania sporów.

Wiem, że jesteście zaniepokojeni rosyjską operacją wojskową w Donbasie, na Ukrainie. Myślę, że to będzie głównym tematem naszej dzisiejszej rozmowy. Chciałbym tylko zauważyć w tym kontekście, że cały problem pojawił się po zamachu stanu zainscenizowanym na Ukrainie w 2014 roku. To jest oczywisty fakt. Można go nazywać, jak się chce, i mieć dowolne uprzedzenia wobec tych, którzy go dokonali, ale to był naprawdę zamach antykonstytucyjny.

Po tym wydarzeniu nastąpiła sytuacja, w której swoją wolę wyrazili mieszkańcy Krymu i Sewastopola. Postąpili oni praktycznie tak samo jak mieszkańcy Kosowa – podjęli decyzję o niepodległości, a następnie zwrócili się do nas z prośbą o przyłączenie do Federacji Rosyjskiej. Jedyna różnica między tymi dwoma przypadkami polega na tym, że w Kosowie decyzja o suwerenności została podjęta przez parlament, natomiast na Krymie i w Sewastopolu w ogólnokrajowym referendum.

Podobny problem pojawił się na południowo-wschodniej Ukrainie, gdzie mieszkańcy kilku terytoriów, a przynajmniej dwóch obwodów ukraińskich, nie zaakceptowali zamachu stanu i jego wyników. Zostali oni jednak poddani bardzo silnej presji, częściowo z użyciem lotnictwa bojowego i ciężkiego sprzętu wojskowego. W ten sposób doszło do kryzysu w Donbasie, w południowo-wschodniej Ukrainie.

Jak wiadomo, po kolejnej nieudanej próbie siłowego rozwiązania tego problemu przez władze kijowskie, doszło do podpisania porozumień w Mińsku. Tak je nazwano – porozumieniami mińskimi. Była to próba pokojowego uregulowania sytuacji w Donbasie.

Z przykrością stwierdzamy, że w ciągu ostatnich ośmiu lat ludzie, którzy tam mieszkali, znaleźli się w stanie oblężenia. Władze w Kijowie publicznie ogłosiły, że organizują oblężenie tych terenów. Nie wstydziły się nazywać tego oblężeniem, chociaż początkowo zrezygnowały z tego pomysłu i kontynuowały naciski wojskowe.

W tych okolicznościach, po tym jak władze w Kijowie oświadczyły publicznie – pragnę podkreślić, że najwyżsi urzędnicy państwowi ogłosili to publicznie – że nie zamierzają wypełnić porozumień mińskich, zostaliśmy zmuszeni do uznania tych regionów za niezależne i suwerenne państwa, aby zapobiec ludobójstwu mieszkających tam ludzi. Chciałbym powtórzyć: był to środek wymuszony, aby powstrzymać cierpienia ludzi żyjących na tych terenach.

Niestety, nasi koledzy na Zachodzie woleli to wszystko zignorować. Po uznaniu przez nas niepodległości tych państw, zwróciły się one do nas z prośbą o udzielenie im pomocy wojskowej, ponieważ zostały poddane działaniom militarnym, agresji zbrojnej. Zgodnie z artykułem 51 Karty Narodów Zjednoczonych, rozdział VII, byliśmy zmuszeni to uczynić, rozpoczynając specjalną operację wojskową.

Pragnę poinformować, że mimo iż trwa operacja wojskowa, wciąż mamy nadzieję na osiągnięcie porozumienia na drodze dyplomatycznej. Prowadzimy rozmowy. Nie zrezygnowaliśmy z nich.

Co więcej, podczas rozmów w Stambule – a wiem, że Pan właśnie tam był, ponieważ rozmawiałem dziś z prezydentem Erdoganem – udało nam się dokonać imponującego przełomu. Nasi ukraińscy koledzy nie powiązali wymogów międzynarodowego bezpieczeństwa Ukrainy z takim pojęciem, jak uznane na arenie międzynarodowej granic Ukrainy, pozostawiając na boku kwestię Krymu, Sewastopola i nowo uznanych przez Rosję republik Donbasu, choć nie obyło się to bez z pewnych zastrzeżeń.

Niestety, po zawarciu tych porozumień i po tym, jak – moim zdaniem – jasno zademonstrowaliśmy nasze intencje stworzenia warunków do kontynuowania rozmów, doszło do prowokacji w mieście Bucza, z którą armia rosyjska nie miała nic wspólnego. Wiemy, kto był za to odpowiedzialny, kto przygotował tę prowokację, przy użyciu jakich środków, i wiemy, kim byli ludzie w nią zaangażowani.

Po tym wydarzeniu stanowisko negocjatorów z Ukrainy w sprawie ugody uległo drastycznej zmianie. Po prostu zrezygnowali ze swoich wcześniejszych intencji, aby pominąć kwestie gwarancji bezpieczeństwa dla terytoriów Krymu, Sewastopola i republik Donbasu. Po prostu zrezygnowali z tego. W przedstawionym nam projekcie umowy w dwóch artykułach po prostu stwierdzili, że kwestie te muszą zostać rozwiązane na spotkaniu głów państw.

Jest dla nas jasne, że jeśli przeniesiemy te kwestie na poziom głów państw, nie rozwiązując ich nawet we wstępnym projekcie umowy, to nigdy nie zostaną one rozwiązane. W tym przypadku po prostu nie możemy podpisać dokumentu o gwarancjach bezpieczeństwa bez uregulowania kwestii terytorialnych Krymu, Sewastopola i republik Donbasu.

Mimo to rozmowy trwają. Teraz są prowadzone przez Internet. Wciąż mam nadzieję, że doprowadzi to nas do jakiegoś pozytywnego rezultatu.

To wszystko, co chciałem powiedzieć na wstępie. Jestem pewien, że będziemy mieli wiele pytań związanych z tą sytuacją. Być może pojawią się też inne pytania. Będziemy rozmawiać.

Bardzo się cieszę, że Pana widzę. Witamy w Moskwie.

(W swoim wystąpieniu Sekretarz Generalny ONZ wyraził zaniepokojenie sytuacją na Ukrainie, podkreślając jednocześnie potrzebę istnienia wielostronnego porządku światowego opartego na Karcie Narodów Zjednoczonych i prawie międzynarodowym. Antoni Guterres zaprezentował również dwie propozycje, które przedstawił tego samego dnia podczas spotkania z ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem. Propozycje te dotyczą kwestii humanitarnych, w tym korytarzy humanitarnych, w szczególności dla mieszkańców Mariupola, a także utworzenia humanitarnej grupy kontaktowej, w ramach której Biuro ONZ ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (UN OCHA), Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża (MKCK), Rosja i Ukraina współpracowałyby w celu omówienia sytuacji, tak aby korytarze te były rzeczywiście bezpieczne i skuteczne.)

Włodzimierz Putin:

Panie Sekretarzu Generalny

Jeśli chodzi o inwazję, jestem dobrze zaznajomiony z dokumentami Międzynarodowego Trybunału w sprawie sytuacji w Kosowie. W gruncie rzeczy, sam je czytałem. Pamiętam bardzo dobrze orzeczenie Międzynarodowego Trybunału, w którym stwierdza się, że w celu realizacji prawa do samostanowienia, terytorium należące do jakiegokolwiek państwa nie musi ubiegać się o zgodę rządu centralnego tego państwa, aby ogłosić swoją suwerenność. Takie było orzeczenie w sprawie Kosowa, taką decyzję podjął Trybunał Międzynarodowy i wszyscy ją poparli. Osobiście przeczytałem wszystkie komentarze organów sądowych, administracyjnych i politycznych w Stanach Zjednoczonych i Europie – wszyscy poparli tę decyzję.

Jeśli tak, to republiki Donbasu – Doniecka Republika Ludowa i Ługańska Republika Ludowa – mogą skorzystać z tego samego prawa bez konieczności uzyskania zgody władz centralnych Ukrainy i ogłosić swoją suwerenność, ponieważ precedens został już stworzony.

Czy tak jest? Czy zgadza się Pan z tym?

(Antoni Guterres zaznaczył, że Organizacja Narodów Zjednoczonych nie uznała Kosowa.)

Włodzimierz Putin: Tak, oczywiście, ale sąd to zrobił. Proszę mi pozwolić dokończyć moją wypowiedź.

Jeśli istnieje precedens, republiki Donbasu mogą zrobić to samo. Tak właśnie zrobiły, a my z kolei mieliśmy prawo uznać je za niepodległe państwa.

Wiele krajów na całym świecie, w tym nasi zachodni oponenci, zrobiło to w przypadku Kosowa. Wiele państw uznało Kosowo. Faktem jest, że wiele państw zachodnich uznało Kosowo za niepodległe państwo. Tak samo postąpiliśmy z republikami Donbasu. Następnie zwróciły się one do nas z prośbą o udzielenie im pomocy wojskowej w walce z państwem, które rozpoczęło przeciwko nim operacje wojskowe. Mieliśmy prawo to uczynić w pełnej zgodności z rozdziałem VII, artykułem 51 Karty Narodów Zjednoczonych.

Chwileczkę, porozmawiamy o tym za chwilę. Ale najpierw chciałbym się odnieść do drugiej części Pańskiego pytania – Mariupola. Sytuacja jest tam trudna, a być może nawet tragiczna. Ale w rzeczywistości jest ona bardzo prosta.

Rozmawiałem dziś z prezydentem Erdoganem. Mówił o toczących się tam walkach. Nie, tam nie ma żadnych walk; to już koniec. W Mariupolu nie ma walk, już się skończyły.

Część ukraińskich sił zbrojnych, które były rozmieszczone w innych okręgach przemysłowych, poddała się. Poddało się ich prawie 1300, ale rzeczywista liczba jest większa. Niektórzy z nich byli ranni lub kontuzjowani; są oni przetrzymywani w zupełnie normalnych warunkach. Ranni otrzymali pomoc medyczną od naszych lekarzy, fachową i wszechstronną.

Zakład Azovstal został całkowicie odizolowany. Wydałem instrukcje, rozkaz wstrzymania szturmu. Nie toczą się tam teraz żadne bezpośrednie walki. Tak, władze ukraińskie twierdzą, że w zakładzie są cywile. W tym przypadku ukraińskie wojsko musi ich uwolnić, w przeciwnym razie będzie robić to, co robili terroryści w wielu krajach, co robiło ISIS w Syrii, kiedy wykorzystywali cywilów jako żywe tarcze. Najprostszą rzeczą, jaką mogą zrobić, to uwolnić tych ludzi; to jest bardzo proste.

Mówi Pan, że rosyjskie korytarze humanitarne są nieskuteczne. Panie Sekretarzu Generalny, został Pan wprowadzony w błąd: te korytarze są skuteczne. Ponad 100 000 osób, 130 000-140 000, jeśli dobrze pamiętam, opuściło Mariupol z naszą pomocą i mogą swobodnie udać się tam, gdzie chcą, do Rosji lub na Ukrainę. Mogą jechać, dokąd chcą; nie przetrzymujemy ich, ale zapewniamy im pomoc i wsparcie.

Cywile w Azovstalu, o ile tacy tam są, również mogą to zrobić. Mogą wyjść, tak po prostu. To jest przykład cywilizowanego podejścia do ludzi, oczywisty przykład. I każdy może się o tym przekonać, wystarczy porozmawiać z ludźmi, którzy opuścili miasto. Najprostszą rzeczą dla wojskowych czy członków batalionów nacjonalistycznych jest wypuszczenie cywilów. Przestępstwem jest przetrzymywanie cywilów, jeśli w ogóle tam są, jako żywych tarcz.

Utrzymujemy z nimi kontakt, z tymi, którzy ukrywają się pod ziemią w zakładach Azovstal. Mają przykład, na którym mogą się wzorować: ich towarzysze broni poddali się, ponad tysiąc z nich, 1300. Nic złego im się nie stało. Ponadto, Panie Sekretarzu Generalny, jeśli Pan sobie życzy, jeśli przedstawiciele Czerwonego Krzyża i ONZ chcą sprawdzić warunki, w jakich są przetrzymywani, i na własne oczy przekonać się, gdzie i jak udzielana jest im pomoc medyczna, jesteśmy gotowi to zorganizować. Jest to najprostsze rozwiązanie pozornie złożonego problemu.

Porozmawiajmy o tym.

Tłum. Sławomir Soja

Źródło: TheSaker  (April 26, 2022 )-  „President Putin and UN Secretary-General Antonio Guterres: Meeting”
na podstawie: http://en.kremlin.ru/events/president/news/68287

Bezmyślna zachodnia propaganda odbudowała siłę Putina i patriotyzm Rosjan

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/bezmyslna-zachodnia-propaganda-odbudowala-sile-putina-i-patriotyzm-rosjan/

W socjologii i psychologii, szczególnie tłumu, działają tak samo proste i brutalne mechanizmy, jakie obserwujemy w przyrodzie. Silniejszy wygrywa ze słabszym, ranne zwierzę jest bardziej niebezpieczne niż w pełni sprawne, a stado atakowane prze drapieżników jednoczy się na najwyższym poziomie, bo walczy o życie. Ludzie do tych prostych zasad behawioralnych dodali swoje naukowe i pseudonaukowe dywagacje, z całą masę ornamentów w postaci: humanizmu, kultury, sztuki i praw człowieka. W czasach pokoju jakoś to działa, chociaż natura i tak ma te wszystkie wzniosłe ludzkie wynalazki w najgłębszym poważaniu. Gdy przychodzi wojna albo inne mordobicie, w człowieku zawsze i wszędzie będą się budzić pierwotne instynkty stadne i taki proces właśnie się w Rosji nasilił.

Z chwilą ataku na Ukrainę notowania Putina spadły i to mocno, nawet w polityce wewnętrznej, chociaż przesadą jest to wszystko, co pokazywano w mediach zachodnich. Owszem protesty były, jak na Rosję dość duże, ale jeśli się przyłoży skalę 146 milionów, do kilkunastu tysięcy, wówczas zobaczymy właściwe proporcje. Sankcje też początkowo zrobiły robotę, zirytowały nie tylko zwykłych Rosjan, ale przede wszystkim oligarchów skupionych wokół Kremla, zresztą innych tam nie ma. Z biegiem czasu sytuacja się zmieniła i to radykalnie, za sprawą codziennej dawki absurdalnej propagandy przygotowanej pod portale społecznościowe i media. Poszła w eter gigantyczna liczba filmików, od kultowego już traktora, którym „Romowie” ukraińscy ciągnęli ruski czołg, przez porównania zniszczeń i ofiar na Ukrainie do największych zbrodni w dziejach ludzkości, aż po dehumanizację całego narodu rosyjskiego, który wyłącznie gwałci, morduje i kradnie. Ktoś powie, że w warunkach wojennych nie ma litości i takie przekazy propagandowe są normą. Ten ktoś srogo się pomyli, oczywiście pierwszą ofiarą wojny zawsze jest prawda, jednak kłamać trzeba umieć. W ubiegłym wieku propaganda niemiecka i radziecka dominowały na świecie i pomimo skrajnych różnic, jedną cechę miały wspólną. Zarówno III Rzesza jak i ZSRR oddzielały zdrową tkankę narodu od bolszewików z jednej strony i szpiegów imperializmu z drugiej.

Niemcy wchodząc do Polski stworzyły cały system zachęt, który pozwalał Polakom dołączyć do „cywilizacji niemieckiej”, dość przypomnieć volkslistę. Bolszewicy w po 1945 roku poszli jeszcze szerzej i uznali Polskę za „bratni naród”, naturalnie ciągle mówimy o sferze propagandy. A co się stało w czasie konfliktu na Ukrainie? Największym bandytą jest Putin, co z propagandowego punktu widzenia nie jest błędem, ale za tym poszło przełożenie na cały naród. Nie przeczytasz dziś w Internecie i nie zobaczysz w mediach historii jednego Rosjanina obsadzonego w roli człowieka cywilizowanego, a przecież choćby protestujący w Moskwie i w innych dużych miastach, wręcz błagali, żeby ich zaliczyć do „świata demokracji liberalnej”. Poza jednym papieżem, który słynie z wielu antychrześcijańskich występów politycznych, nikt nie dostrzega w Rosjaninie człowieka, wszyscy są traktowani gorzej niż wściekłe psy i każda próba innego traktowania Rosjan kończy się międzynarodowym linczem. Klasyczny podział na dobrego i złego gliniarza nie istnieje, w przekazie ukraińskim i zachodnim istnieje zły Putin i nie ma dobrych Rosjan, choćby pojedynczych bohaterów. Wszyscy idą do jednego wora z Putinem i są obiektem szyderstwa podszytego autentyczną nienawiścią, podgrzewaną każdego dnia.

Jaki tutaj występuje naturalny mechanizm znany ze świata przyrody? Zaszczuwanie stada przez drapieżników. Rosjanie nie mają dokąd uciekać, nikt ich na świecie nie chce, zewsząd ich wyganiają i nimi pomiatają. Pozostaje im tylko jedno, trzymać się własnego stada i samca alfa, którym ciągle jest Putin. Jeśli każdego dnia słyszysz: „idi na ch..j”, bo jesteś Rosjanką namawiająca męża do gwałtów albo Rosjaninem pedofilem mordującym niemowlęta, to stajesz się zwierzyną łowną.

Skala i beznadziejnie głupi poziomo propagandy zachodniej już doprowadził do zjednoczenia Rosjan i wzmocnienia pozycji Putina, a z każdym dniem te procesy będą coraz silniejsze. Upokorzony naród zawsze domaga się rewanżu i przywrócenia godności. Na początku konfliktu z Ukrainą bardzo duża grupa Rosjan była przerażona i nie chciała wojny, po serii upokorzeń, szyderstw i odczłowieczania, rosyjski niedźwiedź się obudził i ruszy na polowanie.

„Cywilizowany Zachód”, który na każdym kroku podkreśla swoją wyższość, zachowuje się jak barbarzyńca w ogrodzie i zapomniał o elementarzu propagandowym. W efekcie zamiast jednego złego Putina, wyprodukowano 146 milionów upokorzonych i wściekłych Rosjan, którym nic poza Rosją i Putinem nie zostało.

Minęły dwa lata czyli czego covid uczy o Ukrainie

AlterCabrio https://www.ekspedyt.org/2022/03/25/minely-dwa-lata-czyli-czego-covid-uczy-o-ukrainie/

,

(…)konflikt geopolityczny jest tak uproszczony i całkowity, jak to przedstawiono. Po prostu wybierz swojego bohatera i złoczyńcę, a wszystkie trudności ekonomiczne, cenzura, myślenie grupowe i utrata wolności osobistej, które wynikają z tego konfliktu, są (nie)szczęśliwym produktem ubocznym wojny, a nie celem….

−∗−

W menu na dziś danie post(?) pandemiczne. Tekst o tym jak gładko przeszliśmy od narracji covidowej do wojennej, jaki jest w tym udział mediów z grupy tzw. alternatywnych i co jest podawane nam do wierzenia. Felieton z serwisu Off-Guardian.

Zapraszam do lektury.

_______________***_______________

Dwa lata później: najważniejsza lekcja, której Covid może nas nauczyć o Ukrainie

Wczoraj minęły dokładnie dwa lata odkąd Wielka Brytania weszła w swój pierwszy lockdown, tylko „trzy tygodnie na spłaszczenie krzywej”. Kilka miesięcy później lockdown się skończył. Potem zaczął się od nowa w okolicach Bożego Narodzenia.

Nigdy, przenigdy nie było żadnego usprawiedliwienia dla lockdownów. One nie działają w celu powstrzymania rozprzestrzeniania się choroby, a nawet jeśli tak się stało, „Covid” nigdy nie był wystarczającym zagrożeniem, aby ich wprowadzenie usprawiedliwić, a destrukcyjny wpływ efektu domina na zdrowie publiczne i gospodarkę sprawia, że ​​lekarstwo okazuje się gorsze niż choroba.

Nie musimy teraz wchodzić w szczegóły. W tym momencie wszystko jest już jasne.

Co ważniejsze – było to jasne jeszcze przed rozpoczęciem lockdownów.

Od chwili, gdy prasa po raz pierwszy wspomniała o Covidzie, było oczywiste, że to więcej dymu i luster niż czegokolwiek innego.

Jak pisałem w styczniu 2020 roku, kiedy prasa szalała z powodu 800 przypadków i 26 zgonów na świecie:

W dłuższej perspektywie należy rozważać szczepienie. Leki, które musisz brać, nawet jeśli nie jesteś chory, to kopalnia złota dla firm farmaceutycznych, a jeśli rząd wprowadzi je jako obowiązkowe, to jeszcze lepiej.

Nadchodzący program był aż nadto oczywisty, nawet wtedy.

Nadzór. Cenzura. Nakazy dotyczące szczepień. Duże zyski dla Big Pharmy. To wszystko było do zobaczenia już w styczniu 2020 roku.

Do 13 marca 2020r. stało się to jeszcze bardziej rażące, jak wtedy napisałem:

Okazuje się, że aby jak najlepiej uporać się z koronawirusem, musimy zakazać dużych publicznych protestów, wprowadzić stan wojenny, przestać używać gotówki, głosować cyfrowo lub drogą pocztową, pozostawić szeroko otwarte granice, cenzurować główne sieci społecznościowe i rozpocząć egzekwowanie obowiązkowych szczepień. Co akurat dobrze się składa, ponieważ i tak chcieli to wszystko zrobić.

Dzień przed wprowadzeniem lockdownu w Wielkiej Brytanii rzecznik włoskiego Instytutu Zdrowia przyznał [podkreślenie dodane]:

Sposób, w jaki kodujemy zgony w naszym kraju jest bardzo obfity w tym sensie, że wszyscy ludzie, którzy umierają w szpitalach Z koronawirusem, uważani są za umierających Z POWODU koronawirusa

Przynajmniej od marca 2020r. było całkowicie jasne, że dane są manipulowane i że biurokratyczna machina została wdrożona w celu stworzenia „pandemii” wyłącznie za pomocą magii uprawianych statystyk.

To nie była zaledwie jakaś ważna sprawa, to była JEDYNA ważna sprawa.

Ujawnili swój program, a następnie zaczęli fałszować dane, aby uzasadnić ten program, i robili to od samego początku „pandemii”.

To była jedyna historia, która się liczyła i nadal się liczy.

To, że media głównego nurtu nigdy o tym nie dyskutowały, zaskakujące nie jest. Główny nurt to przegrana sprawa, żyją w udawanym świecie, który myślą, że mogą zbudować, używając fałszywych nagłówków o nieistniejących wydarzeniach. Sprzedali się całkowicie i nikt do nich nie dotrze. Rozmawiali o nakazach dotyczących masek, współczynnikach reprodukcji R0, środkach do dezynfekcji rąk i panice przy kupowaniu papieru toaletowego. Uważnie badali korę na każdym drzewie, skrupulatnie ignorując las.

Ale czegoś takiego należało się spodziewać.

Jednak sfera alternatywnych mediów wciąż jest pełna ludzi, którzy chcą mówić prawdę i postępować właściwie. A jednak w kwestii Covid miały miejsce poważne zaniedbania.

W jakiś dziwny sposób nawet alternatywne głosy zaczęły odbijać echem główny nurt, powtarzając kłamstwa, jakby były faktami, wzmacniając fundamentalne mity „pandemicznej” narracji.

Jak napisała Catte w kwietniu 2020r., wiele szeroko znanych niezależnych publikatorów wpadło w histerię. Albo stanęli za państwem policyjnym, radośnie kibicując autorytaryzmowi, ponieważ był „w interesie publicznym”, albo kierowali tematy na rozmowę o sprawach pobocznych, przez co nigdy nie zbliżyli się do zbadania prawdziwego sedna sprawy.

To, czy te niepowodzenia były wynikiem kiepskich poszukiwań, strachu, ego czy ideologii, ostatecznie nie ma znaczenia. Im większe kłamstwo, tym więcej ludzi w to uwierzy. Wszyscy podlegamy tej słabości ludzkich uwarunkowań.

Iwermektyna i „przecieki laboratoryjne”, naturalna odporność oraz „warianty” i z tuzin innych bzdur nie stanowiły problemu, a tyle osób poświęciło na nie dwa lata.

To agenda była problemem. Chodziło o kłamstwo użyte do sprzedania tej agendy.

W końcu rządu nie obchodziło to, czy myślisz, że maski działają, ani dokładnie jak długo się samoizolujesz. Nie obchodziło ich, czy sądzisz, że są niekompetentni, autorytarni lub czy są wspierani całym sercem.

Zależało im tylko na tym, żebyś uwierzył, że pandemia jest prawdziwym zagrożeniem i że trzeba coś zrobić, aby ją zwalczyć.

Chcieli twojego udziału tylko w tym jednym kłamstwie. I każda historia, która pomogła promować to jedno kłamstwo, była do przyjęcia.

Cokolwiek, poza kwestionowaniem najbardziej podstawowego założenia, na którym opiera się narracja, może być równoznaczne ze wspieraniem go – może przypadkowo, może z dobrymi intencjami – ale mimo wszystko wspieraniem.

Odnosi się to do Covid i tak samo do każdego nagłówka, każdej innej wiadomości z ostatniej chwili. W tym wojny na Ukrainie.

I nie dotyczy to tylko narracji zachodniego establishmentu. Wszystkim oficjalnym historiom musimy się jednakowo przyjrzeć:

Tak, Rosja była już po właściwej stronie historii – w Iraku, Syrii, Libii i na Krymie.

Tak, rząd Putina uratował państwo rosyjskie przed upadkiem na początku 2000 roku i prawdopodobnie w rezultacie tego uratował miliony istnień ludzkich.

Tak, imperium amerykańskie, poprzez NATO, było bezwzględnie ekspansjonistyczne i wspierane przez bezczelny, obłudny monopol na „uprawnioną” przemoc.

I tak, na Ukrainie naziści.

===========================

Wszystko to może być prawdą, nie zmieniając faktu, że inwazja Rosji na Ukrainę może być nielegalna lub że wydaje się nie mieć sensu taktycznego. Albo że zachodnie sankcje nałożone na Rosję mogą mieć bardziej szkodliwy wpływ na ich własne gospodarki niż na Rosję. Albo że Rosja i Chiny realizują ten sam globalistyczny program, który promuje się na Zachodzie.

Rosja (i Chiny) całkowicie poparły narrację dot. Covid i globalistyczny program, któremu służyła. Nie można zbyć tego słowami „nie mieli tego na myśli” lub „jest OK, kiedy oni to robią”.

Tu nie chodzi – lub nie powinno chodzić – o branie stron, a takie postępowanie jest szkodliwe. Widzieliśmy, jak konflikty międzypartyjne mogą służyć wzmocnieniu najbardziej szkodliwych aspektów narracji.

Iwermektyna kontra szczepionki, Szwecja kontra Chiny, przeciek laboratoryjny a choroba odzwierzęca. Są to nieporozumienia jedynie na powierzchni, których samo istnienie tylko wzmacnia podstawową narrację establishmentu.

Tak jak twarde dowody były tolerowane, a nawet do nich zachęcano podczas pandemii, ten sam schemat pojawia się na Ukrainie. Strefa zakazu lotów kontra sankcje, naziści kontra „nie-naziści”, Zełenski kontra Putin, Wschód kontra Zachód.

Są to strony wojujące, rzekomo wrogie sobie nawzajem, ale zbudowane na tym samym fundamencie: konflikt geopolityczny jest tak uproszczony i całkowity, jak to przedstawiono. Po prostu wybierz swojego bohatera i złoczyńcę, a wszystkie trudności ekonomiczne, cenzura, myślenie grupowe i utrata wolności osobistej, które wynikają z tego konfliktu, są (nie)szczęśliwym produktem ubocznym wojny, a nie celem.

Istnieje jednak wiele dobrych powodów, by kwestionować to założenie, a także wiele dowodów potwierdzających inne, bardziej złożone interpretacje.

Kto jak kto, ale nawet Tucker Carlson, zwrócił uwagę na wygodę przejścia od Covid do Ukrainy bez utraty rytmu. Inny problem i inna reakcja, ale wymagająca niemal identycznego rozwiązania.

Agenda była oczywista już w styczniu 2020r. i nie dotyczyła Covid.

Ten sam program jest tak samo oczywisty dzisiaj… czy to prawdopodobne, że tym razem naprawdę chodzi o Ukrainę?

To prosty truizm wojny, którego nigdy nie rozwiążesz, jeśli walczysz całkowicie na warunkach wroga. Jeśli pozwolisz przeciwnikowi wybrać, kiedy, gdzie i jak walczyć, wybrać grunt i zasady walki – przegrasz. Za każdym razem.

To samo dotyczy debaty i argumentacji – wojny informacyjnej, jeśli wolisz – jeśli pozwolisz przeciwnikowi ustalić założenia a priori – wygra. Wybiorą niekwestionowaną „prawdę” w samym sednie sprawy i zmuszą cię do kłótni w granicach rzeczywistości, którą stworzyli dla własnych celów.

Z chwilą, gdy pozwolisz, aby jakiekolwiek wspierane przez rząd idee głównego nurtu stały się nienaruszalną, niepodważalną „prawdą”, przegrałeś spór. Pozwolisz innym ludziom wybrać zasady gry.

Nie musimy wybierać komu wierzyć, nie musimy wierzyć nikomu.

Obowiązkiem alternatywnych mediów jest działanie jako kontrola głównego nurtu. Odmówić wzięcia udziału w grach establishmentu. Aby zachować niezależną koncentrację na prawdzie, bez względu na to, jaka ona jest. Kiedy tego nie zrobimy, możemy skończyć na wspieraniu maszynerii władzy państwowej i korporacyjnej, której mamy się przecież przeciwstawiać.

Covid powinien był nas tego nauczyć, chociaż tyle.

______________

2 Years On: The vital lesson Covid can teach us about Ukraine, Kit Knightly, Mar 24, 2022

Uzupełnienia:

Porzućcie wszelką… narrację
Nie ma się czego obawiać poza samymi siewcami strachu, ich „Wielko-Resetowymi” reformami społecznymi i ich „maścią na szczury” – „eksperymentalnym”, całkowicie niepotrzebnym „specyfikiem”. […]

______________

‘Pandemia’ to nie błąd
Zrujnowali życie, kraje i światową gospodarkę w wyniku świadomej polityki na bazie rozległej sieci kłamstw, a ostatnim aktem oszustwa będzie twierdzenie, że to był „błąd”. Tymczasem ta sama agenda, która […]

______________

To nie wirus, to kontrola
Coraz więcej ludzi dostrzega kłamstwa antywolnościowej lewicy. Te kłamstwa to wszystko, co mają w walce z pragnieniem wolności. Mogą do woli nazywać zwykłych ludzi terrorystami, ale fakty mówią same za […]

______________

Wolność od strachu czyli koniec zabawy w rządowe gry umysłowe
Przez cały czas ci, którzy są u władzy – kupieni i opłacani przez lobbystów i korporacje – posuwają się naprzód ze swoimi kosztownymi programami. A „my, frajerzy”, obarczani jesteśmy rachunkami […]

______________

Wzór na pandemię czyli jak zbudować iluzję
Ponad wszystkimi innymi iluzjami, głównym oszustwem jest: „epidemia to jedna choroba lub zespół wywołany przez jeden bakcyl”. Sprzedaje się to z pomocą nieustannej propagandy. Większość ludzi się na to nabiera. […]

Czy dopuścimy się w majestacie prawa zwykłego rabunku?!?

Rząd Prawa i Sprawiedliwości zaproponował zmiany w konstytucji w związku z wojną na Ukrainie. Stanisław Michalkiewicz zapowiedział, że jeśli Konfederacja poprze jeden z postulatów, to „plunie na nich” i nie będzie prawicowego ugrupowania traktował „serio”.

———————————

W ramach zmian konstytucji PiS zaproponował, by wyłączyć z progu zadłużenia publicznego wydatki na armię, wprowadzić prawo pozwalające konfiskować majątek rosyjskich obywateli oraz nakładać dodatkowe podatki na firmy, które kontynuują działalność gospodarczą na terenie Rosji.

W rozmowie na kanale „Niezależny Lublin” do jednego pomysłów rządu odniósł się redaktor Stanisław Michalkiewicz.

Skrytykował pomysł konfiskaty prywatnych majątków Rosjan w Polsce. Nie wykluczył, że większość opozycji ten pomysł poprze, ale jednocześnie wyraził nadzieję, że nie zrobi tego Konfederacja.

Gdyby Konfederacja zgodziła się na konfiskatę prywatnego mienia Rosjan w Polsce, to bym plunął na nich. Nie chciałbym mieć wówczas z tą partią nic wspólnego. Już bym nigdy ich nie potraktował 'serio’ – powiedział Michalkiewicz.

Mam nadzieję, że tak nie będzie. Rozumiem, że można nacjonalizować, czy konfiskować majątek państwa rosyjskiego. Podkreślam – państwa (a nie osób prywatnych) – kontynuował Michalkiewicz.

To, że tak daleko odchodzimy od prawa rzymskiego, że dopuszczamy się w majestacie prawa zwykłego rabunku… ja się z tym nie mogę pogodzić – komentował.

Podkreślił raz jeszcze, że nie można przejmować prywatnego majątku obywatela obcego państwa, tylko dlatego, że przypadkowo jest obywatelem tego państwa.

Niektórzy sugerują, by konfiskować majątek tych Rosjan, którzy sympatyzują z Putinem. – Ciekaw jestem, jak oni będą to sprawdzać. Na przesłuchania będą brać, do prądu będą podłączać? – pytał ironicznie Michalkiewicz.

Ocenił też, że byłby to bardzo niebezpieczny precedens, który w przyszłości mógłby zostać wykorzystany do konfiskaty majątków nie tylko Rosjan, ale na przykład Polaków – pod innym już pretekstem.

Ponadto próbę konfiskaty prywatnych majątków rosyjskich obywateli porównał do chęci karania Polski przez niektóre kraje UE za „brak praworządności”.

Prowadzący rozmowę na kanale „Niezależny Lublin” redaktor Hołubowicz zapytał Michalkiewicza, czy nie boi się, że po głoszeniu takich tez zostanie po raz kolejny okrzyknięty „ruską onucą” czy też „ruskim agentem”.

Michalkiewicz odpowiedział, że nie „musi ćwierkać z danego klucza” i jako wolny człowiek może mówić to, co myśli, a nie to, co wypada powiedzieć. – A jak mnie zamkną, to najwyżej nie będę już mówił – podsumował Michalkiewicz.

Gry i Zabawy Ośrodków Władzy przy obsadzaniu stanowiska Pretendenta.

Aleksander Prochanow, Господин гексоген, Operacja Heksogen, opublikowane po rosyjsku w lipcu 2001 roku, czyli półtora roku po dojściu Pretendenta do władzy. Str. 56-61 md]

Publiczność obserwując Zarieckiego, jego wpływ na rodzinę Prezydenta, nieustanne działania, które powiększają jego miliardowy majątek, mistrzowskie polityczne kombinacje, od których trzęsie się kraj, padają rządy, zaczynają się przygraniczne wojny nasza krótkowzroczna publika myśli, że ja jestem jego sługą i niewolnikiem, posłusznym wykonawcą jego woli, włócznią, przedłużającą jego rękę.

Kopiejko obrzucił wesołymi oczami salon, z lubością oglądając każdy kryształek żyrandola, każdy załamek na sztukatorskim gzymsie, każde złocenie porcelanowego zegara ze śmiesznymi kupidynami, rozkoszował się wykończeniem staromodnego wnętrza, jego muzealną oryginalnością.

Ale nikt się nie domyśla, że wszystkie operacje finansowe i polityczne projekty, które uczyniły Zarieckiego miliarderem, zostały dokonane z naszą pomocą, przy wykorzystaniu naszych kontaktów, naszego wywiadu, analityków i wykonawców, których pan, Wiktorze Andriejewiczu, mógł spotkać w Afganistanie, w grupach specjalnych naszego resortu.

Kopiejko rozkoszował się komfortem wokół siebie. Grubym polanem w kominku, nad którym unosił się złocisto – niebieski płomień. Politurowanym stolikiem z orzecha, w którym jak w tafli lodu, odbijały się filiżanki i dzbanek. Wysokim półokrągłym oknem, pełnym srebrzystego drgającego słońca. Nasłuchiwał, jakby za drzwiami, w sąsiedniej tanecznej sali, lada chwila miały się rozlec dźwięki fortepianu.

To my przeniknęliśmy do państwowych banków i, złamawszy kody, za pomocą fałszywych awizo wykradliśmy ogromne pieniądze, przerzucając je na zagraniczne konta Zarieckiego, i zwaliliśmy tę kradzież na Czeczeńców. My, wykorzystując kontakty miedzy polowymi komendantami Afganistanu, wojskowymi Tadżykami, rosyjskimi pogranicznikami i celnikami, zorganizowaliśmy przerzut narkotyków z Laszkargachu przez Rosję do Europy Zachodniej, a następnie wypraliśmy pieniądze w kasynach Warszawy i Budapesztu, które są kontrolowane przez Zarieckiego. Stworzyliśmy przemyślny łańcuch podstawionych firm i niepodlegających regulacji państwa stref, i tam przerzucane są przydzielane Rosji kredyty Międzynarodowego Funduszu Walutowego wyciekają do nowojorskich banków, powiększając bogactwo Zarieckiego o miliard dolarów rocznie. Pomogliśmy mu zawładnąć największym kanałem telewizji, usuwając niebezpiecznego konkurenta, po którym do dzisiejszego dnia płaczą liberalni dziennikarze, obchodząc co roku dzień tragicznego morderstwa, kiedy to bożyszcze tłumu i sprytny handlowiec został znaleziony na klatce schodowej z zakrwawionymi wąsami.

I to nasi specjaliści, pracujący z izotopami, umieścili kapsułkę z kalifornem w oparciu krzesła, na którym lubił siedzieć jeden z fartownych przeciwników Zarieckiego, i tamten umarł na galopującego raka mózgu.

Kopiejko ostrożnie dotknął porcelanowej filiżanki, tak cienkiej, że przeświecała w słońcu jak różowy płatek kobiecego ucha. Cesarz Napoleon w wojskowym mundurze był co nieco zatarty od wielu dotknięć, jak zmatowiały wzór na skrzydełku motyla, którego wymięły deszcze i wiatry.

-Może wydawać się, że tym wszystkim włada Zariecki. Ale to iluzja. jego bogactwo jest przez nas tak skonstruowane, że wisi na cienkim włosku. Odcina się Zarieckiego i wszystko przechodzi w nasze ręce. Gromadziliśmy to bogactwo tylko wykorzystując jego nazwisko, nie dla niego, a dla nas.

Zaoszczędzone skoncentrowane, istniejące, ono będzie pracowało nie na potentata Zarieckiego, którego pochowają w nieznanym grobie gdziekolwiek w Ameryce Łacińskiej, a na rosyjskie państwo, któremu przysięgaliśmy wierność…

Biełosielcew czuł, że policzki palą go jak młodzika. Oczy, powleczone wilgotną błonka, patrzyły bystro, rozróżniając maleńkie zagłębienia w marmurowej płycie kominka. Nozdrza delikatnie chwytały zapachy jodłowego dymu i gorzkawej brazylijskiej kawy. Słuch wyławiał ciche potrzaskiwania płonącego polana, w którym gotowały się żywiczne soki. To, co usłyszał, nie odstraszało, a zachwycało. W walce z odrażającym złem, które zabijało naród, były dozwolone wszelkie metody i środki, jeśli służyły walce i zwycięstwu. On, wywiadowca, był gotów bić się według reguł bezlitosnej wojny, do której go przygotowano, w której poniósł porażkę, a teraz, kiedy odnalazł ocalałych współtowarzyszy, był szczęśliwy, mogąc kontynuować bitwę.

– Razem z Zarieckim wciągnęliśmy w nielegalny biznes wielu wysokich urzędników, ministrów rządu, czynnych generałów, oficerów bezpieczeństwa. Ostrożnie i niezauważalnie włączyliśmy w jego dochodowe kryminalne sprawy Administrację Prezydenta, córki i krewnych Bałwana, samego Bałwana, którego umazaliśmy kleksami ropy naftowej, krwawymi bryzgami, obsypaliśmy brylantami paluszki jego czarujących pożądliwych córeczek, wybudowaliśmy w Austriackich Alpach, na Lazurowym Wybrzeżu, na wybrzeżach Hiszpanii pałacyki i wille, zapisane na Sierpniową rodzinę.

A kiedy wszyscy zaplątali się w przestępczy kłębek z łapówek, nielegalnych sprzeniewie— sprzeniewierzeń niewyjaśnionych zabójstw, zrobiliśmy przeciek. Najpierw do francuskich gazet – o rosyjskich kontach w oddziałach banku „Barklay”. Potem do amerykańskich – o nielegalnym praniu pieniędzy w „Bank of New York”. Potem zamieściliśmy w angielskich czasopismach zdjęcie willi w Bawarii, podarowanej prezydenckiej córce przez bogatego bankiera. Potem dostarczyliśmy szwajcarskiej prokuraturze trochę informacji o łapówkach i operacjach z dolarami za narkotyki.

I skandal zaczął się rozrastać, jak kwitnąca georginia z pełnymi płatkami. Mówiono o nim w amerykańskim Kongresie, o nim szeptano na międzynarodowych zjazdach, zaczęli się nim zajmować prokuratorzy kilku krajów. I co najważniejsze – zaczął się nim zajmować nasz prokurator, zaczęły pisać nasze gazety. Stopniowo Kreml zaczął wydawać się miejscem, dokąd zwozi się kradzione łupy, gdzie zagnieździła się brudna mafia, gdzie przechowuje się narkotyki, magazynuje fałszywe dolary, gdzie odbywają się orgie jak w Sodomie. Prezydent ze swoją świtą stał się celem bezlitosnej krytyki ze strony konkurentów.

Łysego Mera, marzącego, by wjechać na Kreml, mnóstwa żarłocznych jak piranie dziennikarzy, kupionych przez Mera, i głównie Prokuratora który założył sprawę karną „o korupcję na kremlowskich szczytach”. Powstał konflikt, w który włączają się coraz to nowe siły, dzieląc klasę rządząca, na dwie frakcje. Dzielą armię, bezpiekę, rząd, wspólnotę oligarchów. jako ze przeciwnik Zarieckiego, którym niezauważalnie kieruje nasz mądry towarzysz Burawkow, utalentowany Astros, włączył się w konilikt po stronie Prokuratora i Mera z całą mocą swojego telewizyjnego imperium, swoich kapitałów, międzynarodowych żydowskich kontaktów, przekształcając to starcie w preludium wojny domowej. W monolitycznym lodowcu powstała szczelina, pojawił się prześwit wolnej wody, i tam skierowaliśmy nasze maleńkie zwinne czółno — „Pirogę Suahili”.

Kopiejko rozchichotał się, pokazując równe sztuczne zęby, które sprawiały, że wyglądał wiecznie młodo. Biełosielcew odczuwał delikatną rozkosz, jak od dźwięków ulubionej muzyki albo oglądania ulubionych obrazów. Wyrafinowana sztuka kierowania ludzkimi wadami, namiętnościami i żądzami, rozpracowana w judejskich domach modlitw, udoskonalona w przybytkach egipskich kapłanów, sprawdzona w rzymskich pałacach i łaźniach, olśniewająco wykorzystywana przez watykańskich nuncjuszy, weszła do polityki Stalina, który umiejętnie szczuł i skłócał swoich najgorszych wrogów. Rękami jednych likwidować drugich, a ostatnich, co stracili siły w krwawym konflikcie, przykuć do swojego politycznego rydwanu, włócząc po bruku pięciolatek, kolektywizacji i czystek. Po czym został jedynym władcą Czerwonego Imperium, któremu nadał rangę światowego i kosmicznego.

Ta metoda, wypróbowana od czasów biblijnych, w doskonałej formie stosowana przez Dzierżyńskiego i Berię, była teraz jedynym środkiem walki, któr’ą prowadzili tajni agenci. I on, Biełosielcew, nie miał wyrzutów sumienia. Mając opanowaną metodę, był gotów włączyć się do walki.

– W tę szczelinę, stopniowo ją poszerzając, nie pozwalając, by się zamknęła, wprowadziliśmy Wybrańca. Prowadzimy go w niezauważalny dla oka sposób. ja mam zadanie opiekować się Zarieckim. Kierować jego działaniami. jego rękoma torować drogę Wybrańcowi do władzy. A potem zlikwidować potentata. Wykorzystałem tysiące sposobów, żeby uczynić go potężnym. I znam tysiące sposobów, żeby go zetrzeć na proch. Znamy jego nawyki, jeden z nich skłania go do zamykania się w łazience, i tam, wśród pienistych szamponów i luster, zajmuje się miłosnymi igraszkami z samym sobą. Znane nam są wiersze Baudelaire’a których nauczył się na pamięć iw których widzi odzwierciedlenie swojego masochizmu i swojej patologicznej ambicji. Mamy pełną historię jego chorób od wczesnego dzieciństwa, włącznie z zaburzeniami psychicznymi i wenerycznymi infekcjami. Mamy odciski jego palców, szczęk, zdjęcia rentgenowskie szkieletu, próbki włosów, dane kodu genetycznego. Mamy wykresy jego zachowań w przypadku sukcesu, niepowodzenia, śmiertelnego zagrożenia, ataków mizantropii.

Kiedy zamknie się koło wokół niego i ucieknie z Rosji, zrobi sobie operację plastyczną, nałoży perukę, zapuści wąsy, to my i tak go rozpoznamy. Znajdziemy w jakiejkolwiek, choćby najmniejszej, portorykańskiej osadzie na brzegu oceanu, a nasz snajper puści kulkę przez otwarte okno, przy którym tamten będzie drzemał w wyplatanym fotelu z tomikiem Baudelairea w ręku. Zakopiemy go w rudej glinie nasypu, pod transamerykańską szosą, a nad jego kośćmi będą przemykać niezliczone auta tych, którym chciał się przypodobać, z którymi pragnął rządzić, którymi gardził i których bał się, i którzy nigdy więcej o nim nie wspomną.

Zełenski […jego prowadzący…] próbuje rozpętać konflikt światowy – pilnujmy Polski !

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/zelenski-w-obronie-ukrainy-probuje-rozpetac-konflikt-swiatowy-pilnujmy-polski/

Sam tytuł wystarczy, aby hordy „prawych” skomentowały cały felieton, oczywiście bez czytania, jednym bojowym hasłem – „narracja Putina”. Nie dbam o to i jak zawsze powołuję się na fakty, a że wbrew pozorom obraz rzeczywistości nie jest skomplikowany, to wnioski praktycznie wyciągają się same.

Na początek warto ustalić na czym się opiera strategia Putina i Ukrainy. W przypadku Putina chodzi o zastraszenie zarówno Ukrainy jak i reszty świata. Plan zakładał, że wojska z demobilu ZSRR swoją liczbą i hukiem armat wywołają panikę wśród ludności, po czym Putin zrobi na Ukrainie co będzie chciał. Część terytorium na wschodniej części Ukrainy miał sobie po prostu wziąć, natomiast reszta miała stanowić kadłubowate państewko z marionetkowym rządem sterowanym z Moskwy. W całym procesie Zachód z założenia ma pełnić rolę biernego obserwatora, bo jeśli nie: „konsekwencje dla wrogów Rosji będą straszliwe i jakich jeszcze nie widzieli”.

Putinowi nie tylko nie zależało na wywołaniu wojny światowej, ale robił wszystko, żeby sparaliżować cały świat szantażem militarnym, łącznie z użyciem potencjału nuklearnego, gdyby świat do konfliktu na Ukrainie chciał się przyłączyć. I to są fakty, widoczne gołym okiem, zresztą potwierdzone przez obie strony. Dla Ukrainy z kolei bandycka strategia Rosji jest najgorszą z możliwych, ponieważ skazuje Ukrainę na samotną walkę, w której ma niewielkie szanse. Zełenski doskonale o tym wie i postępuje dokładnie odwrotnie, każdego dnia apeluje, epatuje i szantażuje poszczególne kraje, aby militarnie wsparły Ukrainę

Przykładów jest mnóstwo, ale skupię się na trzech najgłośniejszych z ostatnich dni.

Rzekome zbombardowanie szpitala w Mariupolu, pełnego dzieci i kobiet w ciąży, było najmocniejszą jak dotąd akcją propagandową zbudowaną z faktów, mitów i politycznych gier. Jeśli chodzi o fakty, to szpital rzeczywiście jest zniszczony i nikt przy zdrowych zmysłach tego nie zakwestionuje, ale cała reszta to już cyniczna inscenizacja na potrzeby polityczne, czego Zełenski specjalnie nie ukrywał. Zaraz po tej akcji wygłosił płomienne przemówienie z apelem do Zachodu, aby zamknięto przestrzeń powietrzną nad Ukrainą, w przeciwnym razie odpowiedzialność za śmierć kobiet i dzieci spadnie na sumienie Zachodu. . [por.: Szpital dziecięcy w Mariupolu: Był ewakuowany już 24 lutego? md]

Wczoraj odbyło się Zgromadzenie Narodowe, na które został zaproszony Zełenski i zabrał głos za pomocą zdalnego łączenia. Niczego nowego się nie dowiedzieliśmy, przekaz był bardzo podobny do wcześniejszych wstąpień, ale w pewnym momencie padły mocne słowa o Smoleńsku. Wiadomo co dla obozu rządzącego i szczególnie Jarosława Kaczyńskiego znaczy Smoleńsk, a ponieważ Zełenski jest jednym z nielicznych prezydentów, który niemal wprost mówił o zamachu, to choćby podświadoma wdzięczność i chęć zadośćuczynienia w biedzie się pojawia. Rzecz jasna nie wierzę, że Kaczyński, czy PiS zaraz wyślą polskie jednostki na Ukrainę, niemniej takie zabiegi ze strony ukraińskiego prezydenta nie były przypadkowe.

Podobnie sprawy się mają przy najnowszej akcji propagandowej z udziałem rzekomo zbombardowanego meczetu, w który ma się znajdować 80 ludzi, w tym obywateli Turcji. Jak dotąd nie pokazano ani jednego zdjęcia meczetu i ofiar, za to poszedł w świat następny komunikat naszpikowany emocjonalnym i religijnym przekazem. Cel jest jasny, Turcja powinna zareagować i wesprzeć Ukrainę, najlepiej poprzez włączenie się do konfliktu albo chociaż dostarczenie broni.

Z ukraińskiego punktu widzenia ta cyniczna strategia jest jedyną sensowną strategią i trudno mieć do nich pretensje, walczą o swoją wolność i swoje interesy. Prawdą jest też to, że świat nie chce Ukrainie udzielić militarnego wsparcia, z obawy przed reakcją Putina. Tak wygląda brutalna polityka i w tym miejscu trzeba zdefiniować strategię dla Polski. W naszym interesie leży, aby to Putin zebrał baty i w tym kierunku powinniśmy działać, ale wyłącznie do tej granicy, którą jest militarne zaangażowanie Polski. Ukraińskie prowokacje są szczególnie dla nas niebezpieczne, bo jesteśmy członkiem NATO w bezpośrednim sąsiedztwie konfliktu zbrojnego. My wykreowanymi obrazami „zbombardowanych dzieci i kobiet w ciąży” nie możemy się wzruszać, my musimy z taką samą polityczną brutalnością dbać o bezpieczeństwo Polski.

PO CO PUTINOWI WOJNA? Kto z kim, dlaczego i za ile?Były AMBASADOR RP w Syrii Krzysztof Baliński ujawnia.

Były AMBASADOR RP w Syrii Krzysztof Baliński ujawnia.

Kard. Stefan Wyszyński: Każdy naród pracuje przede wszystkim dla siebie. A nieszczęściem jest zajmowanie się całym światem kosztem własnej ojczyzny.

Jeśli tu „Nieznany sprawca” blokuje, można zobaczyć wRealu. Warto!!

43 minuty… ważne i bolesne.

Bardzo potrzebny głos rozsądku.

Kierujmy się rozumem a nie sercem. Kierujmy się większą miłością do Polski niźli nienawiścią do Rosji.

Książka Krzysztofa Balińskiego „ Ministerstwo Spraw Przegranych”.

Czy grozi nam „Rząd Jedności Narodowej” i min. spraw zagranicznych Ryszard Schnepf ?

=====================

Próba uczciwego spojrzenia na kryzys ukraiński.Zbrodnicze wojenki USA.

Okiem nauki. Próba uczciwego spojrzenia na kryzys ukraiński.

Zbrodnicze wojenki USA.

Christopher A. Ferrara https://www.bibula.com/?p=131938

W dniu inwazji Putina, około 65% ludności Ukrainy było niezaszczepione. Czy Putin naprawdę miał wybór?

Żarty na bok, wojna to nie powód do śmiechu. Śmieszny, a także karygodny jest sposób, w jaki nieustannie kłamliwe media i Zjednoczona Partia Wojny zdołały ukryć fakty historyczne, które dowodzą, że to, co dzieje się obecnie na Ukrainie, to kolejna katastrofa zaaranżowana przez aroganckich bufonów zarządzających amerykańską polityką zagraniczną. Jest ona tak zaprojektowana, by destabilizować, wprowadzać zamęt w rozległych regionach świata i wywoływać niekończące się wojny i cierpienia, które nigdy nie dotykają samych podżegaczy. Jak słusznie zauważył Pat Buchanan, te gbury zrobiły wszystko co w ich mocy aby tę inwazję sprowokować. W istocie byliby wściekli, gdyby Putin nie dokonał inwazji. Teraz są zachwyceni pojawieniem się kolejnego wywołanego przez siebie kryzysu, który wykorzystają do maksimum.

Myślcie co chcecie o Putinie i jego posunięciach wobec Ukrainy, ale kto z nas może zaprzeczyć, biorąc pod uwagę nasze gorzkie doświadczenia, prawdziwość jego spostrzeżenia z 24 lutego, że

nawet „amerykańscy politycy, politolodzy i dziennikarze piszą i mówią, że w ostatnich latach w Stanach Zjednoczonych powstało istne 'imperium kłamstwa’. Trudno się z tym nie zgodzić – tak jest naprawdę„.

Inwazja Stanów Zjednoczonych na Irak, wspomagana przez marionetkową Wielką Brytanię, opierała się na wielkim kłamstwie o „broni masowego rażenia”, o której Bush i jego współpracownicy wiedzieli, że nie istnieje.Wynikiem tego skandalu było zniszczenie państwa irackiego, śmierć około 500 000 cywilów w wyniku samej wojny i zniszczenie irackiej infrastruktury, a następnie krwawa wojna domowa z udziałem sunnickich, szyickich i kurdyjskich frakcji, w której życie straciło kolejne 100 000 niewinnych osób. Dzisiejszy Irak jest szyicką teokracją, ściśle powiązaną z szyicką teokracją w Iranie. Od czasu niemoralnej i nielegalnej inwazji Stanów Zjednoczonych, liczba chrześcijan w Iraku spadła o ponad 80% – z 1,4 miliona, z których większość stanowili katolicy chaldejscy, do „mniej niż 250 tysięcy”. Nikt nie podsumował tej moralnej parodii w tamtym czasie lepiej niż australijski dziennikarz John Pilger:

Jak to się stało, że doszliśmy do takiego stanu, w którym dwa zachodnie rządy zabierają nas na nielegalną i niemoralną wojnę przeciwko narodowi, z którym nie mamy żadnych zatargów i który nam nie zagraża? Jest to akt agresji, któremu sprzeciwiają się prawie wszyscy i którego fałsz jest aż nadto przejrzysty.

Jak mogą w naszym imieniu atakować kraj, który już został zmiażdżony 12-letnim embargiem wymierzonym głównie w ludność cywilną, z której 42% stanowią dzieci. Jest to średniowieczne oblężenie, które pochłonęło życie co najmniej pół miliona dzieci, a przez byłego koordynatora ONZ ds. pomocy humanitarnej w Iraku określone jest jako ludobójcze?

Jeśli chodzi o Irak, redaktor tego czasopisma [The Remnant – przyp. red.] utracił ogromną część swoich czytelników, wypowiadając oczywistą prawdę, którą nawet brygada „wspierajcie nasze wojska” będzie musiała w końcu uznać. Tak, mówiliśmy Wam o tym.

A czymże innym, jak nie plątaniną kłamstw emanujących z Imperium Kłamstwa, była amerykańska „polityka zagraniczna” w Afganistanie? Przez ponad 20 lat amerykańska krew i pieniądze były przelewane w pustynne piaski 7000 mil od naszych wybrzeży w pogoni za głupią próbą zrobienia z Afganistanu repliki stanu Delaware, jak to ujął Buchanan. Katastrofalnie spartaczone wycofanie się Bidena pozwoliło talibom, z których wielu należało wcześniej do finansowanych przez CIA mudżahedinów, przejąć władzę w kraju, podczas gdy rząd afgański upadł. W ten sposób cała trwająca 20 lat wojna stała się natychmiast bezcelowa.

Wybór Trumpa był w dużej mierze wynikiem wstrętu wyborców do rezultatów szaleńczych działań Waszyngtonu na Bliskim Wschodzie. Od Iraku po Afganistan, zginęło 7000 żołnierzy, niezliczone rzesze zostały okaleczone na całe życie, a 8,5 biliona dolarów poszło na marne. Za nic. Nawet za coś znacznie gorszego niż nic.

W 1999 roku NATO pod przywództwem Stanów Zjednoczonych przeprowadziło bombardowanie serbskich chrześcijan, którego nie przerwano nawet w Wielkim Tygodniu. Celem było wymuszenie od Serbii akceptacji odłączenia się prowincji Kosowo w wyniku powstania etnicznych muzułmańskich Albańczyków, którym broń dostarczyła administracja Clintona. Apel hierarchii prawosławnej do Clintona o zaprzestanie bombardowań pozostał bez echa. Po tym, jak Serbia została zbombardowana, aby zaakceptować utworzenie zdominowanej przez muzułmanów Republiki Kosowa, „wiosenne czystki etniczne Serbów zostały 'zastąpione jesiennymi czystkami etnicznymi Serbów, Romów, Bośniaków i innych nie-Albańczyków, którym towarzyszyły te same okrucieństwa’”.

Weźmy też pod uwagę pozasądowe zabójstwo Muammara Muhammada Abu Minyara al-Kaddafiego w 2011 roku, które obejmowało sodomizację bagnetem. Hillary Clinton, upiór wśród upiorów, pochwaliła zaangażowanie USA w powstanie, które doprowadziło do zabójstwa Kaddafiego, w tym bombardowanie libijskich celów przez bombowce B-52 i B-1: „Przybyliśmy, zobaczyliśmy, on nie żyje„. W rezultacie doszło do kryzysu humanitarnego, który trwa do dziś z powodu „ciągłego chaosu w Libii, ponieważ uzbrojone grupy bojowników próbują podzielić kraj wzdłuż linii politycznych i plemiennych. Ponadto, z powodu braku głównego organu zarządzającego, migracja i handel ludźmi nadal stanowią problem”. Tymczasowy rząd Libii przyrzekł, że „będzie ścigał każdego, kto zostanie uznany za odpowiedzialnego za śmierć Muammara Kadafiego [sic] „. Hillary nie pojawiła się jeszcze na ławie oskarżonych.

Jeśli chodzi o wojnę Arabii Saudyjskiej z Jemenem za czasów administracji Obamy – która trwa do dziś – to znów były to bomby wyprodukowane przez Amerykanów. Na przykład, jak zauważył Rand Paul: „Samoloty produkcji amerykańskiej z amerykańskimi bombami zostały użyte przez Saudyjczyków do zbombardowania konduktu pogrzebowego w Jemenie. Zginęło ponad 100 osób, a 500 żałobników zostało rannych. Amerykańscy piloci w czynnej służbie uzupełniali paliwo w samolotach zrzucających bomby w całym Jemenie„. Celem Saudyjczyków jest zrzucenie bomby na bojowników Huti, którzy w 2015 roku obalili rząd marionetki Saudów, Abdrabbuha Mansura Hadiego. Huti sprzymierzyli się z częścią jemeńskiego wojska, które pozostało lojalne wobec Ali Abdullaha Saleha, byłego prezydenta Jemenu, obalonego podczas Arabskiej Wiosny Ludów w 2011 roku, a następnie zamordowanego (przez Huti!). Kto finansował i pomagał w organizacji tych powstań? Oczywiście Stany Zjednoczone.

Przytaczając te przykłady interwencji amerykańskich na Bliskim Wschodzie, nie mam na celu moralnego usprawiedliwienia inwazji Putina na Ukrainę. Byłoby to błędne rozumowanie typu tu quoque. Nie można jednak uczciwie zaprzeczyć, że inwazja Putina jest operacją przeprowadzaną według amerykańskich zasad: bombardować, najeżdżać, niszczyć, aby doprowadzić do pożądanej zmiany reżimu. Bomba, inwazja, zniszczenie – to zasady amerykańskiej „polityki zagranicznej” na Bliskim Wschodzie. Jednak w przypadku Putina, jego wojna z Ukrainą ma przynajmniej sens strategiczny w porównaniu z całkowicie bezsensowną amerykańską inwazją i hurtowym zniszczeniem Iraku, przy których inwazja na Ukrainę wygląda jak drobna potyczka. Jeśli to twierdzenie wydaje się przesadzone, rozważmy ocenę znanego historyka Andrew Bacevicha, emerytowanego profesora stosunków międzynarodowych i historii na Uniwersytecie Bostońskim. W artykule zatytułowanym „Inwazja na Ukrainę jest niczym w porównaniu z Irakiem” Bacevich wyśmiewa twierdzenie, że Putin narusza „normy” prawa międzynarodowego:

Często słyszany zarzut, że inwazja Putina na Ukrainę narusza rzekomo święte „normy” międzynarodowe, nie ma racji bytu. Takie normy nie istnieją – a przynajmniej nie istnieją takie, które wielkie mocarstwo uznałoby za ograniczające jego swobodę działania. Dowodem na to jest ostatnie zachowanie Stanów Zjednoczonych, które rutynowo wykazują gotowość do tworzenia własnych norm, stosując jednocześnie przemoc na skalę znacznie przekraczającą wszystko, co zrobiła lub może zrobić Rosja.

Bacevich dodaje, że „działania Rosji na Ukrainie zasługują na powszechne potępienie”. Ale podobnie było z działaniami USA w Iraku i Iranie, przy czym w tym ostatnim przypadku USA wspierały Saddama Husajna, gdy ten był jeszcze użyteczny dla Waszyngtonu: „Jeśli chodzi o zbrodnie, agresja Putina jest nieporównywalna ze stratami ludzkimi poniesionymi w wyniku wspieranej przez USA wojny Saddama Husajna przeciwko Iranowi. Jeśli chodzi o katastrofalne skutki amerykańskich inwazji na Afganistan i Irak, to w porównaniu z nimi, wpływ rosyjskiej inwazji na Ukrainę wydaje się błahy„. Takie są po prostu fakty.

To, co dzieje się na Ukrainie, zdaniem Bacevicha, jest jedynie odbiciem „geopolitycznych imperatywów, które powstały jeszcze przed naszą erą. Państwa narodowe rywalizują ze sobą o realizację własnych interesów. W ramach tej rywalizacji stosują różne środki, przy czym preferowaną opcją jest zazwyczaj perswazja. Biorąc pod uwagę niepewność związaną z wojną, gdzie występuje prawdopodobieństwo wystąpienia niezamierzonych konsekwencji i wyższych niż spodziewane kosztów, przemoc jest ostatecznością. Ostateczność nie oznacza jednak, że do wojen nigdy nie dochodzi. Takie są fakty w polityce międzynarodowej. Nawet Obama to przyznał: „Faktem jest, że Ukraina, która jest krajem nienależącym do NATO, będzie narażona na militarną dominację Rosji bez względu na to, co zrobimy…. Jest to jednak przykład tego, że musimy bardzo jasno określić, jakie są nasze podstawowe interesy i za co jesteśmy gotowi pójść na wojnę”.

Jednak w chwili, gdy piszę ten tekst, szaleńcy w Kongresie Stanów Zjednoczonych i bełkoczące bobasy z wiecznie kłamiących mediów, domagają się ustanowienia przez USA strefy zakazu lotów nad Ukrainą, co oznaczałoby gorącą wojnę z Rosją o państwo, które nie ma dla nas żadnego strategicznego znaczenia. Decyzja taka na pewno wywołałoby III wojnę światową. Dlaczego ci szaleńcy są gotowi zaryzykować los ludzkości dla integralności granic Ukrainy? Odpowiedź, choć nieumyślnie, została ujawniona przez członkinię ukraińskiego parlamentu w nagraniu wideo na Twitterze, w którym pozuje z karabinem: „Znajdujemy się teraz w krytycznym momencie, ponieważ wiemy, że nie tylko walczymy o Ukrainę, [ale] walczymy o Nowy Porządek Świata dla krajów demokratycznych„. Mówiąc „Nowy Porządek Świata”, prawdopodobnie nie ma na myśli Nowego Porządku Świata z rządem światowym, ale po prostu o powszechną liberalną demokrację, w której miliony nienarodzonych dzieci są mordowane, a mężczyźni udający kobiety są dopuszczani przez obłąkanych kretynów do pokonywania prawdziwych kobiet w zawodach sportowych. W każdym razie, ta uzbrojona, farbowana blondynka, zrozumiała, że reprezentuje coś znacznie większego niż Ukraina.

Biedna Ukraina. Jak słusznie zauważa Lee Smith, jest ona tylko zbędnym pionkiem w geopolitycznej grze w szachy na amerykańskich zasadach. Przypomnijmy sobie „rosyjski reset” z lat 2009-13 za czasów administracji Obamy. Przypomnijmy sobie kpiny, jakim Mitt Romney został poddany przez Demokratów i media, a nawet większość rywalizujących z nim kandydatów, gdy w okresie poprzedzającym wybory w 2012 r. zasugerował, że Rosja jest „naszym wrogiem geopolitycznym nr 1”. Jak zauważa Ann Coulter, „Times” opublikował artykuł wyśmiewający Romneya za „szokujący brak wiedzy o sprawach międzynarodowych lub po prostu zuchwałą politykę”, a BBC stwierdziła, że poglądy Romneya na temat Rosji świadczą o „braku doświadczenia w polityce zagranicznej”. Rachel Maddow – zanim stała się histerycznym Młotem na Putina – szydziła z samej idei „groźnej Rosji”. Przypomnijmy sobie również dawny sprzeciw elit waszyngtońskich wobec wysłania śmiercionośnej broni na Ukrainę jeszcze w 2015 roku. Jak przypomina Coulter, w tamtym roku „Times” opublikował wywiad z Matthew Rojansky’m, dyrektorem Instytutu Kennana, który wyjaśniał, że „wysłanie śmiercionośnej broni na Ukrainę uczyniłoby z USA 'stronę agresywną w wojnie zastępczej z Rosją, jedynym krajem na Ziemi, który może zniszczyć Stany Zjednoczone’. Dlatego jest to poważna sprawa”. Takiego zdania było „wielu ekspertów” – dodał „Times”. Przeciwko śmiercionośnej broni dla Ukrainy byli wówczas także kanclerz Niemiec Angela Merkel, Leslie Gelb, emerytowany prezes Rady Stosunków Międzynarodowych oraz profesor Graham Allison z Harvardu, ekspert ds. obrony narodowej.

Nie możemy też zapomnieć, że Joe Biden był wiceprezydentem, gdy Putin zaanektował Krym w reakcji na zainicjowane przez USA obalenie prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza w 2014 r. (o czym więcej poniżej). Jak wyjaśnia Buchanan: „Zamiast stracić Sewastopol, historyczną bazę marynarki wojennej Rosji na Krymie, Putin zajął półwysep i ogłosił go rosyjskim terytorium”. Odpowiedzią administracji Obamy i Bidena na tę inwazję na Ukrainę były, jak przyznaje nawet neokonserwatywny Brookings Institute, „słabe i niewystarczające” – tzn. sankcje.

Co więcej, zdaniem Brookings, chociaż „inwazja Rosji na Ukrainę w 2014 roku była ostatnim gwoździem do trumny tzw. Resetu, prezydent Obama niechętnie postrzegał Moskwę jako kogoś więcej niż lokalnego mąciciela i uważał, że z całym tym bałaganem najlepiej poradzą sobie Europejczycy”. Tak się składa, że jest to prawda.

Jednak wraz z wyborem Donalda Trumpa, Rosja została natychmiast magicznie przekształcona [przez przeciwników Trumpa md] , jak pisze Coulter, „w najgorsze państwo na ziemi”, a Putin w arcy-wroga USA, z którym Trump w jakiś niejasny i zdradziecki sposób „zmówił się”, aby „ukraść” wybory w 2016 roku. Trump aby udowodnić, że nie jest marionetką Putina, jak twierdzili fantaści, wysłał śmiercionośną broń na Ukrainę. Nie przeszkodziło to jednak w postawieniu go w stan oskarżenia za rzekome wstrzymanie transportu do czasu otrzymania informacji na temat korupcyjnych interesów Huntera Bidena na Ukrainie – informacji, które on i naród amerykański mieli prawo otrzymać, a Trump miał nawet obowiązek uzyskać. To rzekome quid pro quo z prezydentem Wołodymyrem Żeleńskim – któremu on sam stanowczo i wielokrotnie zaprzeczał – nigdy nie miało miejsca. Podobnie zresztą, jak mglista „zmowa” Trumpa z Rosją, była to czysta fantazja.

Jak widzimy, w partii szachów, którą USA rozgrywają swoim ukraińskim pionkiem, amerykańska polityka zagraniczna wobec Rosji (znów cytując Coulter) „zmienia się w zależności od potrzeby chwili”. Jednak ogólnie rzecz biorąc, Putin postrzega Ukrainę jako poważne zagrożenie, ponieważ „przez prawie dwie dekady amerykański establishment, zarówno pod rządami Demokratów, jak i Republikanów, wykorzystywał Ukrainę jako instrument destabilizacji Rosji, a w szczególności jako cel ataku na Putina”. Przede wszystkim należy zastanowić się, w jaki sposób Zelenski doszedł do władzy po wspomnianym już obaleniu prezydenta Janukowycza (po tym, jak rosyjski Reset przestał być użyteczny). W wyniku „pomarańczowej rewolucji” w latach 2004-2005 – jednej z serii zaaranżowanych przez USA „kolorowych rewolucji” w byłych republikach radzieckich – wybór Janukowycza z 2005 roku zostały unieważniony, a on sam przegrał nowe wybory zarządzone przez Sąd Najwyższy Ukrainy. Jednak w 2010 roku prorosyjski Janukowycz miał czelność zostać wybrany ponownie, tym razem w wyborach, które, jak przyznaje nawet Wikipedia „zostały uznane przez międzynarodowych obserwatorów, za uczciwe i wolne”. Globalistyczny establishment, na czele z Waszyngtonem, nie chciał się na to zgodzić. Tak więc, jak podejrzewali pesymiści, Janukowycz został obalony podczas wspieranej przez USA „rewolucji godności” w 2014 roku.

Dwa miesiące po ucieczce Janukowycza z kraju, ówczesny wiceprezydent Biden odwiedził Ukrainę „jako twarz administracji amerykańskiej w sprawach Ukrainy”. Kilka dni później Hunter Biden znalazł się w zarządzie firmy Birisma, a miliony dolarów zaczęły wpływać do wspólnej kieszeni rodziny Bidenów. Nigdy w historii amerykańskich relacji zagranicznych nie było bardziej rażącego konfliktu interesów. Może z wyjątkiem korupcyjnych interesów rodziny Bidenów z Chinami, w tym zakulisowych spotkań wiceprezydenta Bidena, Huntera Bidena i chińskich urzędników komunistycznych w Białym Domu, po których nastąpiły chińskie transakcje biznesowe, które przyniosły Bidenom około 31 milionów dolarów. (To wyjaśniałoby, dlaczego Biden nie miał nic do powiedzenia podczas swojego bałamutnego orędzia o stanie państwa na temat wsparcia Chin dla inwazji Putina, w tym pomocy Chin w obejściu sankcji finansowych nałożonych przez USA i UE).

Po rocznej kadencji tymczasowego prezydenta Ołeksandra Turczynowa w 2014 roku i pięcioletniej kadencji Petro Poroszenki – podczas której wiceprezydent Biden wymusił zwolnienie z pracy prokuratora prowadzącego śledztwo w sprawie korupcyjnych interesów jego syna (a więc i jego samego) z Birmą – Zelenskij został wybrany na szóstego prezydenta Ukrainy. Były komik i aktor, pierwszy żydowski prezydent tego kraju, znany był z odgrywania diabolicznie obscenicznych skeczy „komediowych” o tak niewypowiedzianym zwyrodnieniu, że nie potrafię ich nawet opisać, a tym bardziej zamieścić odnośnika do nich.

Ten palant jest teraz okrzyknięty współczesnym Churchillem (o wiele bardziej imponującym palancie) i bohaterskim obrońcą demokracji dla narodu ukraińskiego. Zelenski jest jednak tylko kolejnym autokratą wspieranym przez USA. W maju 2021 r. jego najbardziej prominentny przeciwnik polityczny, prorosyjski szef partii Opozycja dla Życia Wiktor Medwedczuk, został umieszczony w areszcie domowym pod zarzutem „zdrady”, gdzie pozostaje do dziś. Na wszelki wypadek Zelenski wydał dekret o zamknięciu trzech prorosyjskich kanałów telewizyjnych na co najmniej pięć lat oraz o nałożeniu sankcji na osiem firm telewizyjnych i medialnych „w celu ochrony bezpieczeństwa narodowego”. Szef Ukraińskiego Związku Dziennikarzy zaprotestował, że „pozbawienie milionowej publiczności dostępu do ukraińskich mediów bez postępowania sądowego […] jest atakiem na wolność słowa”. Do tych milionów zalicza się ludność wschodniej Ukrainy, która jest zasadniczo rosyjska. W istocie, cała Ukraina była historycznie częścią Rosji w czasach Imperium i Związku Radzieckiego. Dziś separatystyczne regiony Doniecka i Ługańska formalnie znów uważają się za część Rosji.

Dla zachodnich elit przydatna jest również żona Zelenskiego, Olena, która „zainicjowała przystąpienie Ukrainy do międzynarodowej inicjatywy na rzecz równości płci, Partnerstwa Biarritz” powołanej przez G7. Wśród innych zdeprawowanych zachodnich postulatów, komitet doradczy Partnerstwa Biarritz wzywa do rygorystycznego egzekwowania „praw seksualnych i reprodukcyjnych” dziewcząt w wieku szkolnym. Śmiertelnie amoralne zachodnie demokracje nie mogłyby sobie wymarzyć bardziej posłusznych ukraińskich pachołków niż pierwsza para Ukrainy, beneficjentów wspieranego przez USA zamachu stanu.

Dlatego też, poza oczywistym zagrożeniem militarnym ze strony Ukrainy jako potencjalnie uzbrojonego w broń jądrową członka NATO sąsiadującego z Rosją, Putin przyznaje, że obawia się kulturowych i społecznych konsekwencji ekspansji mocarstw zachodnich na wschód, aż do samych granic Rosji. Jak powiedział w przemówieniu i rozmowie z międzynarodowym grupą dziennikarzy, intelektualistów i polityków w październiku ubiegłego roku:

Patrząc na to, co dzieje się w wielu krajach zachodnich, ze zdumieniem obserwujemy rodzime praktyki, które my, na szczęście, pozostawiliśmy – mam nadzieję – w dalekiej przeszłości. Walka o równość i dyskryminację zamieniła się w agresywny dogmatyzm graniczący z absurdem, kiedy dzieła wielkich autorów przeszłości – takich jak Szekspir – nie są już wykładane w szkołach i na uniwersytetach, ponieważ ich idee uważa się za zacofane.Klasycy są uznawani za zacofanych i ignorujących znaczenie płci czy rasy. W Hollywood rozprowadza się memoranda na temat właściwego relacjonowania historii i tego, ile postaci jakiego koloru lub płci powinno znaleźć się w filmie. Jest to jeszcze gorsze niż wydział agitacji Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego….

Niektórzy ludzie na Zachodzie wierzą, że agresywne usuwanie całych kart z własnej historii, „odwrotna dyskryminacja” większości w interesie mniejszości, żądanie porzucenia tradycyjnych pojęć matki, ojca, rodziny, a nawet płci – wierzą, że to wszystko są kamienie milowe na drodze do społecznej odnowy….

Każdy, kto odważy się wspomnieć, że mężczyźni i kobiety istnieją, co jest faktem biologicznym, ryzykuje ostracyzm. „Rodzic numer jeden” i „rodzic numer dwa”, „rodzic rodzący” zamiast „matka”, „mleko ludzkie” zamiast „mleko matki”, ponieważ może to zdenerwować osoby niepewne własnej płci. Powtarzam, że nie jest to nic nowego; w latach 20. ubiegłego wieku tak zwani sowieccy kultur-agitatorzy również wymyślili pewną nowomowę, wierząc, że w ten sposób tworzą nową świadomość i zmieniają wartości. Jak już wspomniałem, narobili takiego bałaganu, że do dziś wywołuje to dreszcze.

Nie wspominając już o naprawdę potwornych rzeczach, kiedy dzieci od najmłodszych lat uczone są, że chłopiec może łatwo stać się dziewczynką i odwrotnie. Oznacza to, że nauczyciele narzucają im wybór, który podobno wszyscy mamy. Czynią to, wyłączając z tego procesu rodziców i zmuszając dziecko do podejmowania decyzji, które mogą zaważyć na całym jego życiu. Nie zawracają sobie nawet głowy konsultacjami z psychologami dziecięcymi – czy dziecko w tym wieku jest w ogóle zdolne do podjęcia takiej decyzji? Nazywając rzecz po imieniu, można powiedzieć, że graniczy to ze zbrodnią przeciwko ludzkości, a dzieje się to w imię i pod szyldem postępu.

Uczciwość nakazuje przyznać, że gdyby do tych „antyamerykańskich” i „antydemokratycznych” uwag nie dołączono nazwiska Putina, publiczność złożona z czytelników tego czasopisma zgotowałaby im owację na stojąco.

Uczciwość wymaga również uznania, że ta wojna nie jest naszą sprawą, jak słusznie zasugerował nawet Obama, oraz że zachodnie elity i ich medialni rzecznicy zachęcają naród ukraiński do walki i umierania w konflikcie, którego nie mogą wygrać, jak to cierpliwie wyjaśnił genialny pułkownik Doug McGregor pozbawionemu wiedzy Treyowi Gowdy’emu, zamykając mu tym usta.Celem Putina, mówi McGregor, jest osiągnięcie wynegocjowanego neutralnego statusu dla wschodniej Ukrainy – która jest zasadniczo rosyjska – w celu stworzenia bufora przed NATO, być może łącznie z całkowitą aneksją, przy jednoczesnym pozostawieniu zachodniej Ukrainy w spokoju, ponieważ nie ma on środków wojskowych do jej zdobycia i utrzymania. McGregor zauważył, że Biden dał Putinowi do zrozumienia, że takie rozwiązanie konfliktu byłoby do przyjęcia. McGregor powiedział:

Przypisujemy mu(Putinowi),w naszych wysiłkach demonizowania jego i jego kraju, rzeczy których on nie chce robić. Pamiętajmy, że Ukraina jest na czwartym miejscu od końca wśród najbardziej skorumpowanych państw świata. Rosja jest może trzy lub cztery miejsca wyżej. To nie jest liberalna demokracja, świecąca przykładem, o czym wszyscy mówią. Wręcz przeciwnie. Pan Zelenski zamykał w więzieniach dziennikarzy i opozycję polityczną. Uważam, że powinniśmy trzymać się od tego z daleka. Amerykanie uważają, że powinniśmy się trzymać od tego z daleka. Europejczycy uważają, że powinniśmy się trzymać od tego z daleka. Powinniśmy przestać wysyłać broń i zachęcać Ukraińców do umierania w tym beznadziejnym przedsięwzięciu.

USA i Europejczycy rzeczywiście „nie będą się wtrącać”. Będą dolewać oliwy do ognia z daleka. Tymczasem Stany Zjednoczone będą nadal importować rosyjską ropę, finansując w ten sposób pośrednio rosyjską machinę wojenną, a także ropę z Iranu. Administracja Bidena nie zrobi absolutnie nic w sprawie roli Chin we wspieraniu inwazji Putina, której nie potępiły nie tylko Chiny, ale także Indie, Pakistan i 32 innych państw, wstrzymując się od głosu w głosowaniu nad potępiającą rezolucją ONZ.

To wszystko jest grą mocarstw, a małe i zbędne narody są pionkami na ich globalistycznej szachownicy. Cytując Lee Smitha: „Wiążąc się z amerykańską administracją, która okazała się lekkomyślna i niebezpieczna, Ukraińcy popełnili geopolityczny błąd, który politolodzy analizować będą przez lata. Państwo buforowe postawiło swoją przyszłość na szali interesów odległego mocarstwa, które widziało w nim jedynie narzędzie do drażnienia potężnego sąsiada, bez propozycji jakiejkolwiek większej koncepcji strategicznej, którą byłoby skłonne poprzeć”.

W szachach trzeba być przygotowanym na poświęcenie pionka lub dwóch w celu zbicia króla. Jeśli wysiłek się nie powiedzie, pionki przepadają, a król – w tym przypadku Putin – przeżywa. Wydaje się, że tak samo będzie z narodem ukraińskim.

Niech Bóg im pomoże. I niech Matka Boża Fatimska interweniuje, aby zapobiec wojnie światowej, którą bezbożni, lekkomyślni głupcy, rządzący umierającym Zachodem, są zdecydowani wywołać.

Christopher A. Ferrara Tłum. Sławomir Soja

Źródło: The Remnant ( March 4, 2022) – 'FOLLOW THE SCIENCE: An Honest Look at the Crisis in Ukraine’

Prognoza z 2018: Do 2022 roku Rosja wywoła wojnę w Europie lub na Bliskim Wschodzie

Krzysztof Wojczal Analizy, Europa Wschodnia, Geopolityka, Rosja

Książka pisana przez 2 lata. Zaczyna się sprawdzać! Ostatnie egzemplarze:

Po tak mocnym tytule, kilka faktów.

Sprzedaż węglowodorów stanowi wartość przeliczoną na USD w wysokości 53% całego eksportu Rosji (dane za 2018 rok). Dochody z tego tytułu to 14% PKB kraju, co odpowiada połowie wartości całego budżetu państwa (liczonego w USD). Największymi importerami rosyjskiego gazu to Europa łącznie z Turcją (ponad 90% sprzedaży). Europa z Turcją są też łącznie drugim największym odbiorcą ropy naftowej z Rosji. Wnioski? Rosyjski budżet jest niezwykle uzależniony od wolumenu sprzedaży surowców energetycznych, a także od ich ceny na międzynarodowym rynku. Co by się stało, gdyby Rosja musiała ograniczyć eksport gazu ziemnego, ropy naftowej i węgla? Czy taki scenariusz jest realny w najbliższych latach? Co mogłoby uratować rosyjską gospodarkę w skrajnie niekorzystnym scenariuszu?

Gazociągowe Trio – Braterstwo, Nord Stream i Jamał,.

Jamał-Europa czy Polska zakręci kurek?

Podtytuł może wydawać się zabawny, zwłaszcza w kontekście tego, iż to Polska zawsze borykała się z zagrożeniem „zakręcenia kurka” z gazem przez Rosjan. Po raz pierwszy w historii, sytuacja ta może się jednak odwrócić.

Jamał-Europa to jeden z trzech głównych gazociągów z Rosji do Europy. Jego maksymalna przepustowość wynosi blisko 33 mld m³ gazu rocznie. Przy czym Polska za jego pośrednictwem importuje mniej niż 10 mld m³ rosyjskiego surowca. Co za tym idzie, ponad 2/3 przepustowości gazociągu służy dostawom dla odbiorców z zachodu Europy. Do 16 maja 2020 roku między Polską, a Rosją obowiązuje umowa dotycząca tranzytu błękitnej energii na zachód (niezwykle dla nas niekorzystna, bowiem Polska praktycznie na tym nie zarabia). Ponadto jesienią 2022 roku wygasa polsko-rosyjska umowa dotycząca dostaw gazu do Polski.

Tymczasem polski rząd zapowiedział, że nie zamierza przedłużać żadnej z ww. umów. Od maja 2020 roku eksport gazu na zachód ma odbywać się na zasadach aukcji, co zwiększy ceny przesyłowe i pozwoli Warszawie zacząć zarabiać na tranzycie gazu. Brak bilateralnej umowy w tym zakresie sprawi ponadto, iż aukcje będą mogły zostać w każdej chwili „wstrzymane” z przyczyn politycznych (np. z uwagi na dalsze sankcje). Warszawa nie będzie wówczas związana z Moskwą żadną umową nakazującą przesył gazu na zachód.

Z kolei do października 2022 roku Polska ma zamiar ukończyć Baltic Pipe czyli gazociąg o przepustowości 10 mld m³ gazu/rok. Już złożona, wiążąca oferta opiewa na dostawy 8,1 mld³ norweskiego gazu rocznie do 2037 roku. Ponadto rozważane jest wynajęcie pływającego terminala LNG (najpóźniej do 2024-2025r.). Zaplanowała została również rozbudowa terminala w Świnoujściu (do końca 2021 roku zostanie rozbudowany regazyfikator, a do połowy 2023 roku trzeci zbiornik i infrastruktura kolejowa). Może się więc okazać, że do 2022 roku Polska stanie się całkowicie niezależna od dostaw gazu rurociągiem Jamał-Europa, a do 2024 roku będzie ponadto zdolna obsługiwać inne rynki. Warto podkreślić, że Polska to szósty największy importer rosyjskiego gazu w Europie i kraj, przez który surowiec ten dociera m.in. do Niemiec – największego importera rosyjskiego gazu.

Braterstwo w czasie wojny

Na podstawie ukraińsko-rosyjskiej umowy, przez gazociągi poprowadzone na ukraińskim terytorium (Braterstwo i Sojuz) w latach 2009-2019 Rosjanie mieli puszczać na zachód 110 mld m³ gazu rocznie. Maksymalna ich przepustowość wynosi 144 mld m³ gazu rocznie (dotyczy to kierunku zachodniego, bowiem ogólnie system gazociągów ukraińskich może przyjąć 288 mld m³ gazu i eksportować prawie 180 mld m³).  Umowa właśnie się kończy, a negocjacje dotyczące jej odnowienia trwają. Dotychczas Kijów był tutaj w pozycji znacznie słabszej. Władze z Kremla groziły, iż jeśli Ukraina nie zgodzi na tranzyt gazu na zachód, po niższych niż dotychczas cenach, to Moskwa odetnie byłą republikę sowiecką od błękitnego paliwa. Szantaż ten był tym bardziej groźny, że brak transferu lotnego surowca przez gazociąg Braterstwo Rosjanie zamierzali zrekompensować m.in. przy pomocy Nord Stream II. Jednak wraz z komplikacjami związanymi z budową i wykorzystaniem bałtyckiego gazociągu, pozycja negocjacyjna Kijowa wzrasta. Bowiem Rosjanie najprawdopodobniej będą zmuszeni przesyłać swój gaz przez Ukrainę jeszcze przynajmniej przez kolejny rok. O ile nie dłużej.

errata:

Ponadto również Ukraina stara się o uniezależnienie się od dostaw gazu z Rosji. Aktualne potrzeby Kijowa to ok. 32 mld m³ gazu na rok. Produkują około 22 mld m³, a brakujące 10 importują. Ukraina ma jednak w planach zwiększenie własnego wydobycia do poziomu 27 mld m³ gazu/rok (w najbliższych latach, plan był na 2020 rok, ale proces się wydłuża). Jednocześnie Polska i Ukraina mają zamiar zbudować dodatkowe połączenie gazociągowe między krajami, które pozwalałoby przesyłać do Kijowa norweski gaz lub LNG w ilości 5 mld m³.  Dotychczasowe możliwości Polski w tym zakresie są ograniczone do przepustowości 1,5 mld m³. Gdy projekt zostanie ukończony, Polska może odpowiadać nawet za 65% ukraińskiego zapotrzebowania importowego. Dopóki władze z Kijowa nie zwiększą własnej produkcji. To może doprowadzić w najbliższym czasie (perspektywa 2-4lat?) do całkowitej niezależności Ukrainy od Rosji w opisywanym temacie. 

Oznacza to, że w niekorzystnym dla Rosji scenariuszu około 2022-2023 roku Polska i Ukraina nie tylko zrezygnują z rosyjskiego gazu, ale i będą mogły zablokować transfer tego surowca na Zachód przez własne terytoria. Co trudno będzie zrekompensować poprzez Nord Stream I i II jeśli te będą ograniczane przez UE.

Nord Stream IInawet ukończony, może okazać się nieopłacalny

Obie nitki Nord Streamu miały łącznie gwarantować przesył 55 mld m³ gazu rocznie (po 27,5 mld m³ każda). Nord Stream II  ma podwoić te możliwości co łącznie da przepustowość 110 mld m³ gazu rocznie.

Tymczasem we wrześniu 2019 roku zapadło orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej podważające decyzję Komisji Europejskiej dającą Gazpromowi pełny dostęp do rurociągu OPAL będącego lądową odnogą Nord Stream. Zmniejszenie przesyłu gazu przez ten rurociąg stało się już faktem. Co każe zastanowić się nad sensownością budowy i opłacalnością Nord Stream II.  Ponadto budowa Nord Stream II wydłuża się, z uwagi na brak na brak zgody Duńczyków na przeprowadzenie gazociągu po dnie ich wód terytorialnych. Pod znakiem zapytania stoi więc nie tylko data ukończenia gazociągu, ale i także docelowa efektywność jego wykorzystywania. Nawet w przypadku ukończenia do 2020 roku drugiej nitki bałtyckiego gazociągu, będzie potrzeba aż 5 lat by osiągnęła ona docelową przepustowość. Ponadto, uzgodnienia w UE dotyczące rozszerzenia wymogów trzeciego Pakietu Energetycznego (TPE III) na podmorską infrastrukturę przesyłową może ograniczyć możliwości transportowe Nord Streamu II aż o 50%.

Wobec powyższego rodzi się pytanie, czy Niemcy podporządkują się unijnym regulacjom i czy są gotowi na ewentualne zmniejszenie dostaw rosyjskiego gazu (lub co najmniej brak wzrostu importu)? Odpowiedź na to może stanowić projekt Republiki Federalnej Niemiec dotyczący zbudowania, do 2022 roku, własnego terminala LNG. W ten sposób Niemcy będą mogli importować błękitną energię za pośrednictwem drogi morskiej z innych kierunków.

Amerykańska ofensywa

Jednocześnie trwa amerykańska ofensywa na europejski rynek energetyczny. Amerykanie dostarczają LNG do Europy od 2016 roku. Przy czym sprzedaż tego surowca na skalę istotną dla rynku ma miejsce dopiero od lipca 2018 roku, tj. od czasu porozumienia prezydenta Donalda Trumpa z przewodniczącym Komisji Europejskiej Jeanem-Claude’m Junckerem. Od tego momentu, przez kolejnych 10 miesięcy amerykańskich eksport LNG do Europy wzrósł prawie o 300%. I to zapewne nie jest jeszcze ostatnie słowo Amerykanów w tym zakresie.

Ratunek – Państwo Środka?

Istotne przy tym wszystkim jest to, że Rosjanie po części zrekompensują sobie ewentualne straty na rynku europejskim, dzięki gazociągowi Siła Syberii (ma być ukończony w grudniu 2019 roku). Jednak Siła Syberii ma osiągnąć pełną przepustowość dopiero około 2025 roku. Należy też pamiętać, że gaz płynący tym rurociągiem do Chin, będzie pochodził z innych złóż, niż te, które zaopatrują Europę. Innymi słowy, dla jamalskiego gazu, Rosjanie nadal nie mają alternatywnego odbiorcy.

errata:

Inną alternatywą może być dla Rosjan planowy gazociąg Turk Stream , jednak jego nitka dająca możliwość eksportu gazu do Europy będzie miała przepustowość jedynie 15,75 mld m3/rok. Na lata 2020-2022 planowany jest niewielki przesył surowca do Bułgarii, Grecji i Serbii. Następnie trafi na Słowację, Węgry i Austrię. Więc de facto  nie jest to kierunek, z którego będzie korzystać Europa Zachodnia. Konsumująca najwięcej rosyjskiego gazu.

Rosjanie zwiększają również możliwości eksportowe skroplonej wersji gazu – LNG. Problem tutaj jednak jest taki, iż LNG transportowane jest drogą morską. A szlaki morskie kontrolowane są przez US Navy.  To oznacza, że gro z rosyjskiego eksportu gazu może być wkrótce zależna od woli USA i jej sojuszników (Polska/Ukraina).

Nadchodzą chude lata dla Rosji?

Z punktu widzenia Moskwy, istnieje spore zagrożenie, iż od 2022 roku europejski, gazowy rynek zbytu może nie być już tak chłonny jak dotychczas. Jeśli Niemcy ograniczą import rosyjskiego gazu (dzięki m.in. terminalowi LNG), a Wielka Brytania, Ukraina i Polska zrezygnują z odbioru tegoż surowca, to straty budżetowe w Rosji mogą okazać się bardzo bolesne. Zwłaszcza, gdy za pośrednictwem Polski, norweski i amerykański gaz będzie płynąć do innych państw Europy środkowo-wschodniej. W tym do Ukrainy (w tym celu planowana jest rozbudowa infrastruktury). Strat tych Rosjanie nie zrekompensują sprzedażą do Chin, z uwagi na fakt, iż te będą importować surowiec z zupełnie innego złoża. Ponadto pełna przepustowość Siły Syberii zostanie osiągnięta dopiero 3 lata po 2022 roku i pozwoli na tranzyt 38 mld m³ gazu rocznie. Tymczasem cały europejski rynek chłonie z Rosji około 200 mld m³ gazu rocznie. Sama Polska w 2018 roku importowała z Rosji ponad 9 mld m³ gazu. Wielka Brytania zakupiła w tym czasie od Moskwy ponad 16,3 mld m³ tegoż surowca, a Niemcy aż 58,5 mld m³. I należy w tym miejscu przypomnieć, że w zeszłym roku Brytyjczycy zapowiedzieli rezygnację z rosyjskiego surowca i pozyskanie gazu z innych źródeł.

Tak więc lata 2022-2025 mogą okazać się dla Kremla bardzo trudnym okresem. W skrajnie niekorzystnym scenariuszu, ich eksport gazu do Europy mógłby spaść nawet o ok. 15% -20% w stosunku do aktualnego poziomu. Jednocześnie transfer gazu na zachód mógłby być podatny na naciski polityczne, gdyby Rosjanom nie udało się podpisać długoterminowej umowy przesyłowej z Ukrainą (Polska będzie już podlegać normom unijnym, więc nie ma na to szans).

O ile w niniejszym artykule skupiłem się na gazie ziemnym, o tyle pamiętać również należy, że Amerykanie bardzo wyraźnie wchodzą na europejski rynek, jeśli chodzi o ropę naftową. Choć w przypadku czarnego złota, możliwości zredukowania eksportu Rosji są bardziej ograniczone.

Widoczna jest wobec tego strategia Stanów Zjednoczonych polegająca na dociskaniu władz z Moskwy na jedynej płaszczyźnie, na której Rosja uzależniona jest od świata zewnętrznego. Pamiętać bowiem należy, iż Federacja Rosyjska to państwo heartlandowe, niezwykle odporne na zewnętrzne naciski handlowo-gospodarcze. Sankcje oraz izolacja polityczno-gospodarcza są dla rosyjskiej gospodarki stosunkowo niegroźne. O ile nie dotyczą surowców energetycznych. W tej kwestii, uzależnieni od rosyjskiego gazu i ropy Europejczycy byli gwarancją utrzymania stałego źródła dochodów dla budżetu Moskwy. Jednakże sytuacja w tej materii może w najbliższych latach ulec zmianie.

Rosyjski atut siły i terroru

Od 2014 roku trwają zmagania pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Rosją. Które można nazywać negocjacjami, przed przyszłym układem. Tzw. drugim resetem lub drugą Jałtą. Dlaczego, w mojej opinii, układ taki nie zostanie zawarty napisałem w analizie, poświęconej właśnie temu zagadnieniu. W tych negocjacjach, niemal wszystkie atuty leżą po stronie Amerykanów. Niemal, bowiem Rosjanie posiadają jeden, bardzo konkretny argument. Argument siły. Federacja Rosyjska jest zbyt słaba gospodarczo, finansowo, handlowo, a także politycznie, by zagrozić pozycji Stanów Zjednoczonych. Nawet w sposób pośredni. Waszyngton stanowi nieosiągalny dla Moskwy cel. Rosja praktycznie nie może symetrycznie odpowiedzieć na nałożone na nią sankcje i ograniczenia. Jednakże władze z Kremla dysponują lądową potęgą militarną, zdolną do osiągania przewag na konkretnych frontach. O ile interwencja w Syrii stanowiła szczyt rosyjskich możliwości, jeśli chodzi o działanie w bardziej odległych zakątkach świata, o tyle w swoim najbliższym sąsiedztwie Rosjanie posiadają duże przewagi. Których dotychczas NATO nie było w stanie zrównoważyć. Rosyjskie interwencje zbrojne na Krymie i Donbasie pozostały bez symetrycznej odpowiedzi. Stany Zjednoczone ściągają do Europy Środkowej pewne siły, w ramach rotacyjnej obecności, jednak wciąż jest to dużo za mało, by móc równoważyć Rosyjski potencjał militarny.

Najlepszą rosyjską walutą negocjacyjną jest więc groźba użycia siły. Waluta ta stanowi tym większą wartość, im groźba jest bardziej realna. Przy jej pomocy Kreml może dokonywać nacisków politycznych na najbliższe otoczenie. I co roku, przy okazji ćwiczeń wojskowych (tj. np. ZAPAD), o tym przypomina. Przypomnieć tutaj należy, że Stany Zjednoczone są z kolei bardzo czułe na ewentualną utratę zaufania. Cały konstrukcja NATO oraz bilateralnych amerykańskich sojuszy opiera się o wiarygodność USA oraz przekonanie, że US Army, a przede wszystkim US Navy dają gwarancję bezpieczeństwa. Rosjanie mogliby w łatwy sposób naruszyć ten wizerunek, bowiem w ich strefie oddziaływania militarnego znajdują się będące w NATO państwa bałtyckie, a także Ukraina posiadająca specjalny status sojusznika specjalnego USA. W tym kontekście, wszelkie nowe działania siłowe (w tym hybrydowe) przeciwko formalnym partnerom Stanów Zjednoczonych uderzałyby w interesy Amerykanów. I mogłyby przyczynić się do zawalenia zbudowanego przez nich systemu bezpieczeństwa światowego. Waszyngton bez sojuszników prawdopodobnie nie miałby szans konfrontować się z Chinami w taki sposób, jaki robi to w tej chwili.

Czas się kończy

Wbrew pozorom, Rosja nie dysponuje nieograniczonym zasobem czasu, jeśli chodzi o możliwość trwania w obecnym stanie relacji z USA i UE. Do 2030 roku ilość Rosjan może wg niektórych szacunków spaść aż o 3,5 miliona (wskazuję tutaj na małą wiarygodność oficjalnych danych, które zakładają utrzymanie wielkości populacji). Niż demograficzny, wysoka śmiertelność wśród mieszkańców (uzależnienia, słaba opieka zdrowotna, etc.etc.) i problem z niską dzietnością rdzennych Rosjanek oznaczają potężne problemy w przyszłości. Tak dla gospodarki, jak i armii (brak rekruta). Rosjanie nie są również w stanie dotrzymać kroku Amerykanom i Chińczykom w wyścigu technologicznym. Co wcześniej czy później musi przełożyć się na skuteczność uzbrojenia. Ramy czasowe mogą się jeszcze bardziej ograniczyć z uwagi na możliwość pojawienia się dziury budżetowej spowodowanej zmniejszeniem eksportu surowców lub ich ceny (vide wcześniejsza część artykułu). Niekorzystne są dla Rosji również perspektywy polityczne. Amerykanie są zdeterminowani by trzymać Berlin i Brukselę na bezpiecznej odległości od Moskwy. Jednocześnie Trump wciąż prowadzi grę na dwa fronty i zachęca Chińczyków do podpisania nowego układu. Który byłby katastrofą dla Moskwy i wykoleiłby kompletnie politykę zagraniczną Kremla. Pamiętać przy tym należy, że o ile Rosjanie są dość odporni na amerykańskie sankcje, o tyle Chińczycy są, póki co, całkowicie zależni od USA, jeśli chodzi o handel. Pekin jest zdeterminowany, by utrzymać dla siebie dotychczasowe, pokojowe warunki systemowe (ze swobodą handlową do USA i Europy).  Po to, by zdążyć zbudować własny wewnętrzny rynek z bogatą klasą średnią. Jeśli się to nie uda, Chiny może czekać katastrofa gospodarcza i kryzys, jakiego nie przechodziły od czasów Mao Zedonga. Dlatego Chiny zrobią wszystko (łącznie ze „zdradą” Rosji) by ugrać dla siebie jak najwięcej czasu. Z duetu Rosja-Chiny, to te drugie są dla Amerykanów znacznie łatwiejsze do „odwrócenia”. O czym pisałem w innej analizie. To wszystko będzie szerzej opisane w powstającej właśnie książce (informacje o niej będę wysyłał za pośrednictwem newslettera). Z tego względu pozwalam sobie pisać w dużym skrócie.

Pamiętać również należy, że z każdą kolejną umową dotyczącą obecności żołnierzy USA w Polsce, Wschodnia Flanka NATO staje się bardziej odporna na ewentualne groźby. Wzmacnianie Polski i Bałtów odbywa się miarowo, ale systematycznie. Co w końcu może ograniczyć siłę nacisku Kremla.

Wobec powyższego, decydenci z Kremla z pewnością zdają sobie sprawę, że nie mają za wiele czasu. Podatne na naciski (jak blokada handlowa, cła) Chiny mogą pójść w końcu na ugodę z USA. Dlatego Moskwa musi ubiec władze z Pekinu. Jednocześnie Władimir Putin ma świadomość, iż trzeba starać się uzyskać dla siebie jak najlepsze warunki wówczas, gdy posiada się najsilniejsze karty. Więc im dłużej Rosjanie będą zwlekać, tym ich pozycja może być słabsza. Chyba, że podbiją stawkę.

Przyszłe ruchy Kremla

Bliskowschodnie inspiracje

By zachować swoją pozycję negocjacyjną względem USA, Federacja Rosyjska musi utrzymać swoją gospodarkę i budżet państwa na powierzchni. Przy całkowitej bierności, w najbardziej niekorzystnym scenariuszu, już w 2022 roku Moskwa może stanąć przed sporym problemem. By zrekompensować sobie obniżenie wolumenu sprzedaży gazu ziemnego, władze z Kremla mogą starać się wpłynąć na cenę surowców energetycznych. Na niekorzyść Moskwy gra w tej materii fakt, iż państwa OPEC są podatne na wpływy Stanów Zjednoczonych. Które same w sobie są dużym graczem na energetycznym rynku. Współpraca na linii Waszyngton – OPEC praktycznie uniemożliwia Rosjanom wpłynięcie na ceny surowców w sposób rynkowy. Natomiast w politycznych i militarnych możliwościach Kremla jest stworzenie na Bliskim Wschodzie jeszcze większego chaosu. O ile w przypadku Syrii (sojusznika Rosji), rosyjskie działania należy uznać za czynnik stabilizujący region, o tyle w przypadku Iraku czy Iranu, Władimir Putin może grać na wywołanie chaosu i być może konfliktu zbrojnego. Blokada eksportu irańskiej ropy, niedawny atak na rafinerie w Arabii Saudyjskiej, perspektywa całkowitego zamknięcia Zatoki Perskiej (skąd wypływają tankowce z iracką, saudyjską, katarską i irańską ropą) są w jak najlepszym interesie Rosji. Największym wygranym kolejnej wojny w Zatoce Perskiej byłaby obecnie Federacja Rosyjska, o czym pisałem w ostatnim artykule.

Niewątpliwie, w kwestii Bliskiego Wschodu, Władimir Putin elastycznie dopasowuje się do sytuacji w regionie i rozgrywa wszystkie możliwe karty. Rosyjskie wsparcie dla: celów Izraela, ambicji Turcji oraz interesów Iranu przyczynia się do zwiększania napięcia między tymi graczami. Dlatego prezydent Rosji gra na wszystkich tych fortepianach licząc na to, że wzajemne animozje lokalnych graczy doprowadzą do kolejnego chaosu i destabilizacji Bliskiego Wschodu. Gdzie znajdują się najwięksi konkurencji Moskwy, jeśli chodzi o rynek surowców energetycznych. Rosjanie, przykładając rękę do powstania chaosu na Bliskim Wschodzie, upiekliby dwie pieczenie na jednym ogniu. Wyeliminowaliby konkurencję oraz doprowadziliby do wzrostu cen surowców energetycznych.

W interesie Rosji jest, by Izrael działał agresywnie i wywoływał reakcje zwrotne wśród muzułmańskich przeciwników. Dla Rosji atak na Iran nie byłby zagrożeniem, natomiast irańska blokada Cieśniny Ormuz mogłaby okazać się zbawieniem dla gospodarki i budżetu państwa. Tureckie działania przeciwko Kurdom podejmowane wbrew woli USA i Izraela, również są na rękę Putinowi. Działają osłabiająco na sojusz NATO i na identyfikacje się z tym sojuszem przez Ankarę. Wyjaśnia to liczne spotkania premiera Izraela z prezydentem Rosji, a także ostatni szczyt w Ankarze z udziałem Rosji, Iranu i Turcji.

Inspirowanie agresywnych reakcji oraz wzmaganie animozji na Bliskim Wschodzie pomiędzy poszczególnymi państwami stanowi rosyjską rację stanu. Oczywiście w tym wszystkim władze z Kremla starają się bronić Assada i swojego dostępu do regionu, za pośrednictwem portu w Tartus oraz bazy lotniczej w Latakii.

Plan „B”

Istnieje jednak możliwość, iż sytuacja na Bliskim Wschodzie nie doprowadzi do, wystarczających dla rosyjskiej gospodarki, podwyżek cen. W takiej sytuacji, władze z Kremla mogą zagrać bardzo agresywnie w Europie Wschodniej. Przygotowania w tym kierunku (swoistego planu „B”) są już zresztą widoczne. Opisywałem to w tekstach dotyczących znaczenia Białorusi w moskiewskiej układance.

Wówczas Federacja Rosyjska będzie prawdopodobnie wykorzystywać swoją siłę tam, gdzie ma największą przewagę. Czyli w naszym regionie. Naciski Kremla dotyczące integracji z Białorusią nie są powodowane potrzebami politycznymi czy gospodarczymi. Terytorium Białorusi jest natomiast kluczowe, jeśli chodzi o projekcję siły na całym Międzymorzu. Gdyby Rosjanie rozmieścili na Białorusi swoje wojska, wówczas mogliby zagrozić użyciem siły we wszystkich newralgicznych dla wschodniej flanki NATO kierunkach. Zagrożone byłyby państwa bałtyckie. Zagrożona byłaby Polska (z dwóch kierunków, Obwodu Kaliningradzkiego i od strony Brześcia). Wreszcie, w fatalnej sytuacji znaleźliby się okrążeni niemal Ukraińcy. Warto tutaj powrócić do ram czasowych. Kreml nalega bowiem, by do integracji z Mińskiem doszło najpóźniej do 2021 roku. Widać więc pośpiech Rosjan i zbieżność terminów z wcześniej przytoczonymi datami odnoszącymi się do umów na dostawy gazu do Europy.

W mojej opinii, Władimir Putin zamierza zakończyć sprawę negocjacji z USA i resetu jeszcze przed 2022 rokiem. Do tego czasu Rosjanom zależy na wzroście cen surowców energetycznych. Jeśli się to nie stanie w najbliższej przyszłości, decydenci z Kremla będą chcieli doprowadzić do integracji z Białorusią najpóźniej w 2021 roku. Tym, czy innym sposobem (jeśli Łukaszenko będzie dalej lawirował, to możliwe jest nawet zainspirowanie puczu). Po to, by jeszcze przed rokiem 2022 mieć możliwość siłowego szantażu Ukrainy, Polski i Bałtów (nie tylko w kontekście resetu z USA, ale i ze względu na umowy dot. dostaw gazu). Tylko w taki sposób Rosjanie zagwarantują sobie utrzymanie, a nawet wzmocnienie pozycji względem USA.

Dotychczas nakreślałem ww. zagrożenia w wielu analizach, natomiast dopiero teraz, po przeanalizowaniu kwestii związanych z rynkiem gazu ziemnego, mogłem spróbować nakreślić pewnego rodzaju ramy czasowe (to oczywiście czysta spekulacja, jednak oparta na pewnych przesłankach).

Możliwe skutki

Ugoda pomiędzy USA i Iranem jest, w mojej ocenie, niemożliwa do zawarcia. Z różnych, obiektywnych przyczyn (pisałem o nich m.in. w analizie dot. Iranu). Natomiast z pewnością Moskwa będzie inspirowała Teheran do bardziej agresywnych działań. Co zresztą nie powinno być trudne, bowiem Ajatollahowie nie widzą innej możliwości w starciu z USA, niż zablokowanie Cieśniny Ormuz dla wszystkich bogatych w ropę państw znad Zatoki Perskiej (skoro USA blokuje transporty z Iranu). Bliski Wschód czeka prawdopodobnie drugie przesilenie, co może bardzo mocno odbić się na Iraku. Gdzie stabilność polityczna wisi praktycznie na włosku. Póki co, wszyscy przeciwnicy Iranu (Izrael, Saudowie i USA) nie są zainteresowani wojną. Arabia Saudyjska boi się zamknięcia Cieśniny Ormuz, co uniemożliwiłoby jej eksport ropy naftowej. USA nie ma w tej chwili interesu w tym, by angażować się militarnie na Bliskim Wschodzie. I wchodzić w kolejną, kosztowną, chyba niemożliwą do wygrania, wojnę. Izrael z kolei nie jest gotowy na przeprowadzenie lotniczych ataków na terytorium Iranu by zniszczyć newralgiczne placówki nuklearne (bo chyba na tym im teraz najbardziej zależy). Bombardowanie Iranu mogłoby bowiem wywołać odwet w postaci masowego ataku rakietowego znad granic Izraela (Liban, Syria). Żelazna Kopuła to świetny system, ale jak każdy inny, nie jest niezawodny. Można ją „przeciążyć”. Dlatego Izrael w pierwszej kolejności będzie starał uporać się z Hezbollahem w Libanie. I wciąż będzie atakować bojówki irańskie na terenie Syrii.

Wstrzemięźliwa postawa przeciwników, może zachęcić Iran do bardziej stanowczych działań. Zwłaszcza, gdy Teheran będzie mógł liczyć na wsparcie Moskwy. To może z kolei jeszcze bardziej zwiększyć napięcie na Bliskim Wschodzie, a być może doprowadzić do niechcianego (na tą chwilę) przez nikogo (za wyjątkiem Rosji) konfliktu.

W zakresie Europy Wschodniej, trudny czas czeka Aleksandra Łukaszenkę, a być może wszystkich Białorusinów. Rosjanie będą zwiększać presję, co może odbić się na gospodarce naszego wschodniego sąsiada. Zresztą nacisk jest już i tak spory, z uwagi na fakt, że trwają negocjacje w sprawie cen gazu dostarczanego na Białoruś (teoretycznie nowa umowa miała zostać zawarta do 1 lipca 2019 roku).  Gaz ten jest dostarczany przez gazociąg Jamał-Europa. I o ile w tej chwili odcięcie Białorusi od tegoż surowca, musiałoby się wiązać z zakręceniem kurka również dla Polski i Niemiec, o tyle za trzy lata może okazać się, że rurociąg jamalski będzie służył tylko i wyłącznie Białorusi. Co kompletnie pozbawi Mińsk jakichkolwiek argumentów w negocjacjach (gdyby przeciągnęły się aż do tego czasu – co wątpliwe). Warto przypomnieć również, że w wyniku zmiany prawa podatkowego w Rosji, do 2024 roku Białoruś przestanie zarabiać na odsprzedaży rosyjskiej ropy naftowej (a zyski z tegoż już są systematycznie zmniejszane).

Idź na całość, albo giń

Pod względem gospodarczo-finansowym Rosja albo będzie musiała dążyć do rozstrzygnięć negocjacyjnych przed 2022 rokiem, albo zabezpieczyć sobie zdolność do przetrwania w okresie co najmniej do 2025 roku. Kiedy to eksport do Chin pozwoli na uzyskanie dodatkowego kapitału. Przy czym należy pamiętać o problemach demograficznych Rosji, które pogłębiają się z każdym kolejnym rokiem i będą już dotkliwe pod koniec tej dekady. Zwłaszcza z uwagi na coraz mniej wydolny system emerytalny. Do 2028 roku w Rosji zostanie podniesiony wiek emerytalny do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn (co ciekawe, obecnie mężczyźni żyją średnio krócej!). Ten kolejny istotny problem może albo spowodować ogromne napięcia społeczne wewnątrz kraju, albo doprowadzić do załamania się budżetu państwa. Innymi słowy. Dla Rosji, każdy rok zwłoki powoduje, iż staje się ona coraz słabsza i przybliża władze z Kremla do konfrontacji z dotykającymi kraj ogromnymi problemami wewnętrznymi.

Dlatego najlepiej dla Moskwy byłoby uzyskanie stosownych koncesji do roku 2022, dzięki czemu, wsparta przez Niemcy i USA gospodarka Rosji, mogłaby stawić czoła przyszłym wyzwaniom. Jeśli Rosjanie nie uzyskają na czas znaczących korzyści oraz gwarancji w sferze polityczno-gospodarczej, wówczas ich państwo może wejść w okres kolejnej smuty. Ale szerzej o tym będzie napisane w książce

Niemniej, perspektywy dla Federacji Rosyjskiej nie wyglądają najlepiej. Wiadomym jest natomiast, iż im bardziej władze z Kremla będą czuły się zagrożone i przyparte do muru, tym bardziej skłonne będą do wykonania agresywnych kroków. Kto przed 2014 roku spodziewał się, że po Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Soczi, Putin wyda rozkaz zajęcia Krymu i zbrojnego wkroczenia do Donbasu?

Mając na uwadze tą analogię, nie wykluczone jest, że Władimir Putin zdecyduje się nie tylko na bardziej lub mniej przymusową integrację Białorusi, ale i, w sytuacji podbramkowej, na uderzenie zbrojne na Ukrainę. Wszystko będzie zależało od sytuacji na arenie międzynarodowej, a także na rynku surowców energetycznych. Jeśli decydenci z Moskwy stwierdzą, iż wszystko zmierza w kierunku ograniczenia eksportu rosyjskich gazu i ropy do Europy, wówczas zaczną reagować bardzo stanowczo. Najpewniej w sposób dla siebie najbardziej właściwy. Czyli siłowy.

W skrajnie niekorzystnym dla Rosji przypadku, władze z Kremla będą zdeterminowane (a może i zdesperowane) by za pomocą siły postawić Amerykanów pod ścianą. Czy to poprzez działania hybrydowe przeciwko Bałtom, czy to nawet otwartą inwazję Ukrainy w celu osadzenia pro-rosyjskich władz. Co ostatecznie doprowadziłoby do postawienia wojsk rosyjskich na całej długości polskiej granicy wschodniej. Groźba jednoczesnego ataku od strony Kaliningradu, Białorusi i Ukrainy byłaby niczym miecz Demoklesa zwisający nad szyją Paktu Północnoatlantyckiego. Amerykanie musieliby wówczas albo zdecydować się na prowadzenie drugiej Zimnej Wojny z Rosją, albo na ugodę na warunkach Kremla. Oznaczałoby to totalną porażkę dotychczasowej polityki zagranicznej USA. Rezygnację z Europy, zgodę na oś Berlin-Moskwa, a w konsekwencji porażkę, jeśli chodzi o utrzymanie hegemonii. Game over. O czym również pisałem kilkukrotnie. USA nie może bowiem prowadzić Zimnej Wojny z Rosją oraz zwozić do Europy Środkowej masy wojska i sprzętu (zdolnych ewentualnie powstrzymać dwie armie rosyjskie) w sytuacji, gdy czekają ich wyzwania na Zachodnim Pacyfiku (vide rywalizacja z Chinami).

Oczywiście wyżej zakreślony scenariusz, to jeden z wielu możliwych wariantów. Należy pamiętać o tym, iż Polska może nie zdążyć z Baltic Pipe, UE może nie ograniczyć możliwości korzystania z Nord Stream II, a Amerykanom nie uda się wymusić na RFN ograniczenia importu gazu ziemnego z Rosji. Niemniej, głównym celem artykułu było przedstawienie zbiorcze kilku dość istotnych informacji, w bardziej przystępnej formie z zarysem ewentualnych skutków związanych z nadchodzącymi wydarzeniami.

Putin przy minimalnych nakładach dostaje w prezencie to czego oczekiwał: paraliżujący strach…

Na Ukrainie zatankujesz i wypłacisz kasę z bankomatu, w Polsce nie.

Putin przy minimalnych nakładach dostaje w prezencie to czego oczekiwał, paraliżujący strach, hiperboliczne oderwane od rzeczywistości opisy wydarzeń.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/na-ukrainie-zatankujesz-i-wyplacisz-kase-z-bankomatu-w-polsce-nie/

Na mnie nic już nie działa, przeszedłem przez tyle ścieżek zdrowia, że gdy słyszę jak 999 na 1000 krzyczy: „Wielgucki ty debilu”, to czuje się jak ryba w wodzie. Dwa lata miliony patrzyły na „pandemię” i wydawało się, że chociaż po części zrozumieli w co zostali wkręceni, ale nic się takiego nie stało.

„Pandemia” jeszcze się nie skończyła, a już uwierzyli w „wojnę” i to ogłupieni tymi samymi „argumentami”, które sypią się tą samą lawiną. Naturalnie wszystko się zaczyna od doboru głównego słowa i tak narodziła się „wojna” w nowej definicji, czy nawet bez definicji. Z chwilą narodzin słowo staje się tabu, którego nie wolno w żaden sposób kalać, łącznie z odstawieniem na właściwe miejsce i przypisaniem do właściwych zjawisk.

W konsekwencji każdy, kto zgodnie z faktami i obrazem rzeczywistości, odważy się nazwać po imieniu nieudolną operację militarną teatrem wojennym, ten zostaje spalony na stosie. Dokładnie tak samo się działo, gdy trwała wojna pomiędzy zwykłą infekcją i „pandemią”, śmiertelnym wirusem i grypą. Jak podkręcano rzeczywisty obraz do wymiaru medialnej histerii? Tak jak zawsze – słowami, zdjęciami, filmikami. Mówisz, że nie ma „pandemii”, to leć do Bergamo! Ślepy jesteś? Ciężarówki wywożą ciała, krematoria zakorkowane, moja kuzynka umarła, ty bandyto! Następny nieodzowny element to szantaż emocjonalny, rzecz serwowana w każdej godzinie przekazu. Nie zostaniesz wyznawcą nowej religii, to nie szanujesz siebie i innych, nie uczestniczysz w świętych obrzędach, to zabijesz swoje dziecko, matkę, babcię. I ostatni z istotnych czynników przekształcania rzeczywistości w wierzenia, to budowanie histerii, zamiast uspokajania tłumów. Wszystko to widzieliśmy od marca 2020 roku i wszystko widzimy teraz. Nazywanie teatrem wojennym tego, co się dzieje na Ukrainie, a dokładnie to się dzieje, jest największą zbrodnią.

Dlaczego? Choćby zginał chociaż jeden człowiek i spłonął chociaż jeden blok, to jest wojna, ty bandziorze, ruski agencie! Ciekawe co byś zrobił, gdyby tam zginęła twoja matka, ty zj…e? Ja mam tam rodzinę, sąsiadki dziecko rozerwał granat, ty popie…u! I tak dalej i tak bez końca. Fanatyzm „religijny” zastępujący wszelkie racjonalne myślenie, które precyzyjnym nazywaniem rzeczy i zjawisk stawia właściwą diagnozę, aby podjąć niezbędne leczenie. Putin zorganizował teatr strachu, zgromadził na granicy demobil po ZSRR, 100 tys sołdatów, przerażonych i kompletnie nie rozumiejących w czym biorą udział, a potem wygłosił trzy groźne orędzia i przypomniał, że ma w arsenale bomby atomowe.

Na Ukrainie w kilku symbolicznych miejscach spadło parę pocisków na cele wojskowe, zazwyczaj puste cele, kilka rakiet rykoszetem trafiło w budynki cywilne. Bardziej to wszystko przypomina zamachy terrorystyczne niż jakąkolwiek operację wojskową na szeroką skalę, ale przepuszczone przez media, Internet i patriotyczne uniesienia polityków tworzy obraz wojny, co więcej jest to III Wojna Światowa, w domyśle zagłada jądrowa.

Terrorysta Putin przy minimalnych nakładach dostaje w prezencie to czego oczekiwał, paraliżujący strach, hiperboliczne oderwane od rzeczywistości opisy wydarzeń. Jakakolwiek próba tłumaczenia, że ludzie swoją głupotą wpisują się w scenariusz agresora, kończy się emocjonalną obroną nowej wojennej religii.

Charakterystyczne jest również i to, że Ukraińcy, którzy czołgi, rakiety i ruskich sołdatów widzą od siedmiu lat na własne oczy, a nie w telewizorze, czy mediach, zareagowali spokojniej niż obserwatorzy z zewnątrz. Na Ukrainie bez większych problemów można zatankować, wypłacić pieniądze z bankomatu, w Polsce od dwóch dni na stacjach benzynowych i przy bankomatach trwa prawdziwa wojna. Zewsząd się słyszy, że Putin zaraz sięgnie po Kraków i Warszawę, Niemcy podpiszą pakt z Rosją i będzie nowa okupacja. Nie ma lekarstwa na takie zjawisko jak stado, które jest jednym wielkim zbiorowym debilem nie zdolnym do wyciągania jakichkolwiek wniosków.

Dekompozycja

Stanisław Michalkiewicz tygodnik „Goniec” (Toronto)  •  13 lutego 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5121

To słowo znane jest jeszcze z czasów II Rzeczypospolitej, kiedy po śmierci Józefa Piłsudskiego obóz piłsudczykowski zaczął się rozpadać.

Ponieważ ideałem Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego jest przedwojenna sanacja, to nic dziwnego, że w jej naśladowaniu musiało dojść również do etapu dekompozycji. Nie tylko wewnątrz obozu „dobrej zmiany”, nie tylko ze względu na strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, które jak dotąd funkcjonuje, jak w zegarku, ale również dlatego, że od roku 2016 Niemcy prowadzą przeciwko Polsce wojnę hybrydową – aktualnie pod pretekstem praworządności. W tej wojnie wykorzystane są już wszystkie instytucje Unii Europejskiej, z Komisją Europejską i Europejskim Trybunałem włącznie.

Możemy przekonać się o tym właśnie teraz, kiedy – mimo protestów z polskiej strony, że kara za kopalnię „Turów” jest „bezprawna” – Komisja Europejska właśnie oświadczyła, iż potrąciła sobie te 70 mln euro z pieniędzy, jakie teoretycznie należały się Polsce z tytułu Funduszu Odbudowy. Skłoniło to Wielce Czcigodnego europosła Adama Bielana do wysunięcia pomysłu, by Polska z tego Funduszu w ogóle zrezygnowała. Wywołało to w Sejmie wściekłe ataki ze strony obozu zdrady i zaprzaństwa, co wzbudza podejrzenia, że skóra na niedźwiedziu mogła już zawczasu zostać podzielona.

A przecież te 70 mln euro to nie wszystko, bo licznik codziennie wybija milion euro z tytułu drugiej kary za zwlekanie z nakazanym przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości rozpędzeniem Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Od października uzbierało się już tego całkiem sporo; do połowy lutego może to być już około 120 mln euro, a końca nie widać. Wprawdzie prezydent Duda przedstawił projekt obliczony na to, by wilk był syty i owca cała, to znaczy – zastąpienia Izby Dyscyplinarnej Izbą Odpowiedzialności Zawodowej, ale sędziowie z antyrządowej partii „Iniuria” już ten pomysł wyśmiali, wyjaśniając, że nie tyle chodzi o Izbę, co o to, że w Sądzie Najwyższym i w innych zasiadają sędziowie „nielegalni” tzn. rekomendowani przez „nową” Krajową Radę Sądownictwa.

Na domiar złego środowisko skupione wokół ministra sprawiedliwości deklaruje, że prezydenckiego projektu nie poprze, co oznacza, że może on podzielić los „lex konfident”, która została odrzucona m.in. przy pomocy 24 głosów obozu „dobrej zmiany”. Jeśli tedy Polska ma nie zostać puszczona w skarpetkach, to nie ma rady – będzie musiała się ugiąć, rozpędzić Izbę Dyscyplinarną, żeby już całkiem nie demolować finansów państwowych, no i oczywiście pogodzić się z tym, że co upadło, to przepadło – bo Komisja Europejska z pewnością wykorzysta precedens „Turowa” i potrąci sobie nabite przez licznik kary z resztek Funduszu Odbudowy i z tego, co tam jeszcze zostanie.

Na to wszystko nakłada się w dodatku sprawa zbrodniczego „Pegasusa”, do którego w charakterze ofiary usiłował podłączyć się pan Hołownia, ale kanadyjska firma jego kandydaturę na męczennika odrzuciła. Obóz zdrady i zaprzaństwa domaga się powołania sejmowej komisji śledczej, ale wszystko zależy od Wielce Czcigodnego Pawła Kukiza, który gotów jest poprzeć powołanie tej komisji pod warunkiem, że zostanie jej przewodniczącym. Oprócz niego miałoby być jeszcze dwóch wiceprzewodniczących; jeden z obozu zdrady i zaprzaństwa, a drugi – z obozu „dobrej zmiany”. Kiedy badane byłyby przypadki inwigilacji w czasach rządów Donalda Tuska i Ewy Kopacz, to pracami komisji kierowałby wiceprzewodniczący z „dobrej zmiany”, a kiedy badane byłyby przypadki inwigilacji przez „dobrą zmianę”, to przewodniczyłby wiceprzewodniczący z obozu zdrady i zaprzaństwa. Wielce Czcigodny poseł Pupka wolałby jednak na stanowisko przewodniczącego tej komisji wysunąć pobożnego posła Jarosława Gowina, który po powrocie z kuracji już nie może się doczekać, by Naczelnikowi Państwa zadać dzięgielu, ale na wszelki wypadek sam przezornie wysuwa kandydaturę Wielce Czcigodnej pani Sroki.

Tymczasem po skrytykowaniu przez samego Naczelnika Państwa „Polskiego Ładu” już nie podoba się on tak bardzo nawet rządowej telewizji, ale to jeszcze nic, bo wszyscy czekają na przetasowania w rządzie. Swoją dymisję na wypadek odrzucenia „lex konfident” zapowiadał pan minister Niedzielski, ale głównym kozłem ofiarnym jak na razie został pan Kościński, który był ministrem finansów. Biuro Polityczne PiS podobno rozważa różne kandydatury, np. Pawła Nowaka, którego nominacja na to stanowisko oznaczałaby moim zdaniem, że wojskówka ponownie przejmuje kontrolę nad sektorem finansowym.

Fałszywe pogłoski nie omijają nawet premiera Morawieckiego – że to niby ma zostać prezesem NBP. Byłaby to już prawdziwa wisienka na torcie. Coś może być na rzeczy, bo podczas skromnej uroczystości z okazji 3 rocznicy śmierci b. premiera Jana Olszewskiego, fotografowie uchwycili moment, gdy podczas wymiany zdań z Antonim Macierewiczem, premier Morawiecki wprost przeszył go na wylot wzrokiem. Wygląda na to, że Antoni Macierewicz musiał przekazać mu jakiś niedobry komunikat, skoro tak to pana premiera wzburzyło.

Jakby tego było mało rośnie napięcie w związku z sytuacją na pograniczu rosyjsko i białorusko- ukraińskim. Zimny ruski czekista knuje coraz to nowe spiski przeciwko „suwerennej Ukrainie”, a ich plany natychmiast „wyciekają” do Amerykanów, którzy przedstawiają je opinii publicznej, podobnie jak to było z rewelacjami na temat broni masowej zagłady, posiadanej przez Saddama Husajna. Wtedy okazało się, że to były fakty prasowe, ale teraz, to co innego; teraz to chyba wszystko naprawdę. Toteż Amerykanie wysyłają na Ukrainę broń, a w ich ślady truchcikiem podąża Polska, przekazując Ukrainie amunicję i uzbrojenie za darmo.

Na szczęście nie wpłynie to na zdolność bojową naszej niezwyciężonej armii – a przynajmniej tak uważa się w kręgach zbliżonych do Ministerstwa Obrony. W dodatku Wielka Brytania znowu zaoferowała Polsce – Ukrainie też – sojusz, podobnie jak w roku 1939 i 1945. Jak widzimy, niepokojących analogii jest całkiem sporo, więc nic dziwnego, że prezydent Macron nie chcąc, by Francja została z tej walki o pokój wymiksowana, odbył 5-godzinną rozmowę z czekistą Putinem, który jednak nawet go ofuknął, jako że wcześniej dogadał się z Chińczykami, co pozwoliło mu przerzucić na Białoruś dywizje syberyjskie. Niemiecki kanclerz Scholz podczas konferencji prasowej z prezydentem Józiem Bidenem pławił się w ogólnikach, a na pytania o losy gazociągu Nord Stream 2 udzielał odpowiedzi wymijających, podczas gdy prezydent Biden oświadczył, że jeśli Rosja zaatakuje Ukrainę, to będzie to koniec Nord Stream 2.

Co to konkretnie oznacza – nie wiadomo – ale cokolwiek by to konkretnie nie oznaczało, świadczyłoby o dekompozycji również wewnątrz NATO.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

To Chiny powstrzymały Putina od ataku na Ukrainę

Dotychczasowymi rezultatami pomachiwań wirtualną szabelką przez UE, USA i NATO i mnożenia pogróżek o przewidywanych rzekomo strasznych sankcjach było zwiększanie ilości ruskich żołnierzy w pobliżu granic Ukrainy i stanowcze noty dyplomatyczne Kremla skierowane do NATO, USA i UE

https://www.prokapitalizm.pl/chiny-powstrzymaly-putina-od-ataku-na-ukraine/ Rajmund Pollak

———————

Od dwóch miesięcy media całej Europy trąbią o nadchodzącej ponoć nieuchronnie inwazji Moskwy na Ukrainę. Telewizje wszystkich nacji przepełnione są obrazkami ruskich czołgów, dział i rakiet zbliżających się do granic naszego wschodniego sąsiada.

Emitowane są filmiki o potężnych manewrach armii rosyjskiej z użyciem broni ciężkiej i koncentracji już ponad 120 tysięcy sołdatów nowego cara, zasiadającego obecnie na Kremlu.

Nasi politycy od posłów na Sejm po Premiera Rządu RP, machają wirtualnymi szabelkami grożąc Putinowi „poważnymi konsekwencjami” w przypadku ataku na Ukrainę.

Większość decydentów Unii Europejskiej prześciga się oświadczeniami o „solidarności z narodem ukraińskim”.

Organizowane są nawet międzynarodowe konferencje, które obfitują nie tylko sutymi posiłkami, okraszanymi syberyjskim kawiorem i wnoszeniem toastów za zdrowie prezydenta Zełenskiego z Kijowa, ale przede wszystkim wysyłaniem w świat rezolucji ostrzegawczych jakie to straszne larum podniesie cała Unia Europejska w przypadku, gdyby armia Moskali zaatakowała Ukrainę.

Do chóru euro-krzykaczy dołączył Premier Wielkiej Brytanii, który spektakularnie pogroził Putinowi palcem wskazującym swojej prawej ręki.

Z kolei Prezydent USA Biden zamiast zająć stanowcze stanowisko w tej samej sprawie, to wyraźnie się wygłupił, bo zaczął bredzić na temat małej agresji dokonanej ewentualnie na małym narodzie i chociaż stwierdził, że Ameryka odpowie na ewentualną agresję poważnymi restrykcja, to zaraz potem odwołał jakiekolwiek sankcje wobec firm niemieckich, które wspierają kładzenie drugiego już rosyjskiego rurociągu pod Bałtykiem.

Dotychczasowymi rezultatami tych pomachiwań wirtualną szabelką i mnożenia pogróżek o przewidywanych rzekomo strasznych sankcjach było zwiększanie ilości ruskich żołnierzy w pobliżu granic Ukrainy i stanowcze noty dyplomatyczne Kremla skierowane do NATO, USA i UE.

Nie wiadomo jak mogłaby się zakończyć ta wymiana pogróżek, gdyby nie wkroczyło do akcji Państwo Środka. Prezydent Chin przywołał do porządku Władimira Putina w sposób znany z nauk Konfucjusza. Nie zagroził Rosji żadnymi sankcjami, ale wysłał tak stanowczą notę dyplomatyczną, że nowy car na Krymie raczej nie odważy się zaryzykować prawdziwego konfliktu z póltoramiliardowym narodem.

Prezydent ChRL napisał, że nie życzy sobie żadnych działań wojennych aż do zakończenia Olimpiady w Pekinie i przypomina Putinowi starogrecką zasadę, że gdy trwa święto sportu, to ustają wszelkie walki zbrojne i agresje.

Nie mam żadnych wątpliwości, że do końca olimpiady Putin nie uderzy na Ukrainę, ale nasze telewizje od TVP1, TVP Info, poprzez TVN, Polsat, Cyfra+ itp. nie przestaną nas straszyć wojną możliwą już od jutra, bo medialne pogróżki podwyższają przecież oglądalność!

Ten pajac Biden – a dyplomacja. I do śmiechu i do płaczu!

Jak będzie mała wojna, to się pokłócimy – Biden powiedział wszystko, Niemcy przyklepały

Nie ma w tej chwili łatwiejszego pytania w geopolityce, niż pytanie, co zrobi Putin? Co będzie chciał, to zrobi, nie pierwszy i nie ostatni raz. Wszystko zostało powiedziane i przeklepane, w dodatku w tak kuriozalnej formie, że Rosja ma premię satyryczną. Znane powiedzenie o strzelających korkach szampana na kremlu, po wypowiedzi Bidena, z całą pewnością znalazło pełne praktyczne zastosowanie. Dyplomacja to jest taka sztuka, w której chodzi o to, aby nie mówić o co chodzi, ewentualnie udawać, że będzie zupełnie inaczej niż będzie. Amerykański prezydent, jaki jest każdy widzi i nie należy się spodziewać, że cokolwiek się w tym obszarze zmieni na lepsze. Przeciwnie, będzie jeszcze gorzej i to dostrzegają nawet nieszczęśni wyborcy Bidena, jak i media sprzyjające politykowi.

We wszystkich językach świata wybrzmiało pozbawione dyplomacji oświadczenie prezydenta USA i trzeba przyznać, że chyba nasz rodzimy Ryszard Petru nie ma na koncie takiej kompromitacji:

To zależy, co (Rosja) zrobi. Będzie to jedna rzecz, jeśli będzie to mniejszy najazd i skończy się to tym, że będziemy się kłócić, co z tym zrobić.

Tutaj nie trzeba czytać między wierszami, wszystko jest powiedziane wprost. Biden po prostu zdradził jakie były ustalenia z Putinem. USA już pozwoliły na operację militarną na Krymie, który ma być ostatecznie połączony z Rosją, a gdyby Putin chciał iść dalej, to się Biden z nim „pokłóci”.

I do śmiechu i do płaczu!

Po jakimś czasie ktoś w administracji amerykańskiej zaskoczył, że tę wypowiedź trzeba jak najszybciej sprostować. Pomogło? Gorzej się zrobiło, w myśl zasady, że tylko nie zdementowane oświadczenia polityków są nieprawdziwe. Od lat wiadomo też, że jedynie USA, ewentualnie Chiny, są w stanie powstrzymać Rosję przed agresją na inne państwa. W Europie Putin nie ma przeciwnika, za to ma potężnych sojuszników. Niemcy na starcie umyły ręce i jeśli coś tam będą brzdąkać o sankcjach, to można jedynie pod nosem się uśmiechnąć. Francja tradycyjnie jest rusofilem, oni kochali Stalina, to z miłością do Putina nie mają najmniejszego problemu. Nikt za Ukrainę nie będzie umierał, o ile na taki „genialny” pomysł nie wpadną Kaczyński z Dudą.

Straszenie sankcjami w jednoznacznych okolicznościach gospodarczych, to tylko gra pozorów. Niemcy robią gigantyczne biznesy z Rosją i właśnie finalizują jeden z najważniejszych projektów. Nic nowego pod słońcem się nie dzieje, cała potęga Rosji opiera się na szantażowaniu lub robieniu biznesów na gazie i ropie z krajami europejskimi. Jedynie zerwanie sojuszu rosyjsko-niemieckiego i realna dywersyfikacja dostaw surowców dawałyby szansę na ukrócenie zapędów Putina. Naturalnie tak się nie stanie, inwestycje i plany są zbyt poważnie zaawansowane i wycofanie się z nich to miliardowe straty, poza tym nie ma innej infrastruktury i pomysłów na dostawy strategicznych paliw, bo nikt się tym na serio nie zajmował. Biorąc to wszystko pod uwagę dość łatwo można przewidzieć przyszłość. Najpewniej będziemy mieli klasyczny manewr, jakich widzieliśmy wiele. Rosja zrobi dokładnie tak, jak wygadał się Biden. Postraszą inwazją na Kijów, a zatrzymają się na Odessie. Zbudują sobie stały dostęp do Krymu, przeczekają pełne oburzenia głosy ze świata i zakaz lotów dla członków politbiura, by za kilka lat albo i miesięcy odciąć następny kawałek tortu.

Banałem jest stwierdzenie, że tylko siła działa na moskiewskich kacyków i nic innego. Problem polega na tym, że wśród krajów tak zwanej „liberalnej demokracji” nie ma już takiej siły, która byłaby zdolna przeciwstawić się Rosji. Scenariusz jest rozpisany i ewentualne korekty wprowadzi Putin i tylko Putin.

Naszym dodatkowym zmartwieniem jest to, co zrobi „obóz patriotyczny”. Pomodlić się wypada, żeby nie zaczęli wstawać z kolan i włączać się militarnie w konflikt na Ukrainie, a niestety do takiej skrajnej głupoty są zdolni.

Matka Kurka

„Romantycy”, czy agenci?

Najwyraźniej negocjacje Stanów Zjednoczonych z Rosją w sprawie warunków, na jakich Rosja może obiecać Ameryce neutralność w przypadku przystąpienia USA do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej, wchodzą w nową fazę. Mam oczywiście na myśli gwałtowne zamieszki w Kazachstanie, dokąd Rosja – oczywiście na prośbę tamtejszych władz – wysyła wojska pokojowe. Nie ulega wątpliwości („nie ulega wątpliwości, jak mawiała stara niania, lepiej…” – no, mniejsza z tym), że te pokojowe wojska nie tylko przywrócą w Kazachstanie porządek, ale według wszelkiego prawdopodobieństwa, będą już stale nad nim czuwały.

W ten oto prosty sposób rosyjski prezydent Włodzimierz Putin krok po kroku realizuje swoje polityczne marzenie o odtworzeniu ZSRR, którego rozpad zarówno on, jak i słynny rosyjski polityk narodowości prawniczej („matka Rosjanka, ojciec prawnik”), Włodzimierz Wolfowicz Żyrynowski, uważa za największą klęskę w przyrodzie w wieku XX. Jeszcze nie ochłonęliśmy z wrażenia po wchłonięciu przez Rosję Białorusi, która wprawdzie jeszcze fika nogami, ale już jest w sytuacji żaby w paszczy węża, z której nie ma odwrotu, a tu Kazachstan. Ten Kazachstan nie tylko jest wielokrotnie większy od Białorusi, nie tylko ma wielkie zasoby ropy i rozmaitych surowców strategicznych w rodzaju uranu, ale przede wszystkim na odcinku 1533 kilometrów graniczy z Chinami. Dzięki temu granica chińsko-rosyjska licząca prawie 4200 kilometrów, może wydłużyć się o dalsze półtora tysiąca. To ważna okoliczność, bo – jak pamiętamy z lipca 1939 roku, kiedy to Moskwę odwiedziła delegacja brytyjskiego sztabu imperialnego, żeby namówić Stalina do opowiedzenia się przeciwko Niemcom, Ojciec Narodów nie powiedział: „niet”, ale zwrócił uwagę, że ZSRR nie ma wspólnej granicy z Niemcami, więc jakże Armia Czerwona ma wejść w kontakt bojowy z Wehrmachtem? Gdyby tak – rozmarzył się Chorąży Pokoju – Armia Czerwona obsadziła zachodnią granicę Polski – aaa, to co innego!

W przypadku Rosji i Chin wspólna granica istniała zawsze – ale cóż to komu szkodzi wydłużyć ją o dalsze półtora tysiąca kilometrów? Tak, jak Polska nie wie, w jaki sposób w razie czego zachowa się NATO – ale Putin też do końca tego nie wie i to jest, jak dotąd, nasza jedyna korzyść, jaką mamy z uczestnictwa w Pakcie – tak i Chiny nie będą do końca pewne, czy ewentualna deklaracja rosyjskiej neutralności to naprawdę, czy tylko taki zwód, więc w przypadku przystąpienia USA do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej, na wszelki wypadek będą musiały przygotować się do konfliktu na dwa fronty, co zawsze bywa kłopotliwe.

Z tego punktu widzenia wkroczenie rosyjskich sił pokojowych do Kazachstanu wcale nie musi być nieprzyjemną niespodzianką dla Ameryki. Przeciwnie – może to być kolejny fragment prezentu, jaki prezydent Józio Biden przygotował, dla rosyjskiego prezydenta Putina. Jak wielokrotnie zwracałem uwagę, taki prezent za żadne skarby nie może przypominać prezentu, bo co by sobie wtedy pomyśleli płomienni szermierze demokracji na całym świecie?. Musi on przybrać postać dopustu Bożego, za który nikt, a już zwłaszcza Stany Zjednoczone, nie ponoszą odpowiedzialności. Czy jednak taka opinia nie jest przejawem nadmiernej, chorobliwej podejrzliwości? Wszystko to oczywiście być może, chociaż z drugiej strony poeta przypomina, że „na tym świecie pełnym złości, nigdy nie dość jest przezorności”. A cóż nakazuje przezorność? Przezorność nakazuje brać po uwagę wszystkie, nawet mało prawdopodobne możliwości. Dobrze jednak, gdy podejrzenia można wesprzeć jakimiś dodatkowymi poszlakami.

I oto pan Witold Jurasz w święto Trzech Króli opublikował na portalu „Onet” artykuł pod intrygującym tytułem: „Szybka klęska polskich romantyków w Kazachstanie”. Tytuł intrygujący z kilku powodów. Po pierwsze – skąd w Polsce w 2022 roku jacyś „romantycy”? Nie ma takich ani w obozie „dobrej zmiany”, gdzie wszyscy patrzą, jakby tu wypić i zakąsić. Nie ma ich też wśród folksdojczów z nieprzejednanej opozycji, bo jakże pogodzić romantyzm z folksdojczyzmem? Tym bardziej nie ma takich w PSL, bo to contradictio in adiecto, czyli sprzeczność sama w sobie.

Po drugie – nawet gdyby w Polsce jacyś romantycy się znaleźli, to cóż im do Kazachstanu? Owszem, były czasy, gdy Józef Stalin polskich romantyków masowo ekspediował do Kazachstanu, ale większość z nich pozostała tam na zawsze, a ci, którym udało się wrócić, o ile jeszcze żyją, nie chcą mieć z Kazachstanem nic wspólnego.

Tymczasem z komentarza pana Jurasza wynika, że romantycy nie tylko w jakiś zagadkowy sposób w Kazachstanie się znaleźli, ale w dodatku – że wdali się tam w jakieś awantury, w których ponieśli „szybką klęskę”. Musimy to sobie rozebrać z uwagą tym bardziej, że pan Wiktor Jurasz uchodzi za specjalistę od takich spraw, więc na pewno wie, co napisał.

Wprawdzie wiadomo, że – w odróżnieniu od Ameryki – Rosji wierzyć nie można, ale nawet w takiej sytuacji warto zwrócić uwagę, iż 5 stycznia rosyjskie media oskarżyły Polskę, że „stoi” ona za rozruchami w Kazachstanie. Oczywiście nie dosłownie, co to, to nie; w coś takiego nawet najbardziej łatwowierny wyznawca Putina by nie uwierzył – toteż rosyjskie media oskarżyły o to nie całą Polskę, tylko nadający z Polski kanał Nexta”, który po raz pierwszy objawił się w trakcie zabawy Polski w mocarstwowość na Białorusi. Jak wiadomo, zabawa ta skończyła się nie tylko spacyfikowaniem na oczach całego, bezradnego „wolnego świata” przeciwników prezydenta Aleksandra Łukaszenki, który w ten sposób, razem z całą Białorusią, został wepchnięty w objęcia Putina, który już go z tego uścisku nie wypuści, no i wyaresztowaniem polskich działaczy na Białorusi, którzy już po raz kolejny zostali poderwani do walki z prezydentem Łukaszenką. Jak pamiętamy, taka mobilizacja Związku Polaków w charakterze jedynej opozycji przeciwko białoruskiemu prezydentowi, miała miejsce wkrótce po wizycie w Wilnie pani Kondolizy Rice, która powiedziała, że z tym całym Łukaszenką trzeba zrobić porządek. Wtedy pani minister Adam Daniel Rotfeld w podskokach to zadanie wykonał, podrywając do walki z Łukaszenką Związek Polaków i redukując w ten sposób polskie wpływy na Białorusi do gołej ziemi, bo sprytny prezydent Łukaszenka wykorzystał tę sytuację do oskarżenia Polski o dywersję. Ale dosyć już o tym, bo przecież chodzi o to, co robili „romantycy” w Kazachstanie?

Otóż ruscy szachiści twierdzą, że Nexta jest finansowana przez polskich bezpieczniaków. Oczywiście kłamią, jakże by inaczej – ale z drugiej strony 23-letni pan Sciapan Puciła, „bloger, reżyser, youtuber, muzyk, influencer i osobowość medialna” – jak charakteryzuje go Wikipedia, który ten kanał prowadzi, jest współpracownikiem telewizji „Biełsat”. Musi to być prawdziwy człowiek renesansu, ale nie o to chodzi, tylko – skąd ma szmalec, zarówno on, jak i cała telewizja „Biełsat”? Oficjalna informacja jest taka, że jest to część rządowej telewizji, finansowana przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych i „międzynarodowych donatorów”. Jeśli chodzi o MSZ to miejmy nadzieję, że już nie przekazuje ono informacji, kto ile dostał, do białoruskiego urzędu skarbowego, a co do „międzynarodowych donatorów”, to nie śmiem się nawet domyślać ich tożsamości. Gdybym jednak się ośmielił, to pewnie bym się domyślił, że mogliby to być np. bezpieczniacy amerykańscy, dla których polskie pośrednictwo może być bardzo wygodne, bo pozwala wszelkie podejrzenia kierować w stronę Polski, a nie kogokolwiek innego. Dzięki temu uzgodniony prezent może być jeszcze lepiej zakonspirowany, ku satysfakcji płomiennych szermierzy demokracji na całym świecie.

Pan Jurasz pisze, że Nexta, podobnie jak wcześniej w przypadku Białorusi, teraz też otwarcie wzywała Kazachów do wyjścia na ulice Ałmaty, gdzie doszło do strzelaniny. W związku z tym, „nawet pobieżna analiza” przekazywanych treści wskazuje, że w odniesieniu do wydarzeń w Kazachstanie, kanał „nie zachował żadnej neutralności, czy dziennikarskiego obiektywizmu” – twierdzi pan Jurasz – i ja mu wierzę, bo skoro oglądał on przekaz Nexty, niechby nawet „pobieżnie”, to musi na ten temat wiedzieć więcej ode mnie, który Nexty nie oglądałem wcale.

No dobrze – ale co ma wspólnego pan Sciapan Puciła z „polskimi romantykami”? Nazwisko wskazywałoby na to, że jest on Białorusinem, a więc już z tego powodu nie nadaje się na żadnego „polskiego romantyka”, a poza tym sprawia wrażenie człowieka bardzo twardo stąpającego po ziemi i wiedzącego, z której strony chleb jest posmarowany. Skoro on nie jest ani Polakiem, ani – prawdopodobnie – „romantykiem”, to gdzie tych „polskich romantyków” szukać?

Obawiam się, że pan Witold Jurasz może używać tu pewnego szyfru, w którym pod pojęciem „polskich romantyków” ukrywają się agenci amerykańskiej bezpieki, która zleca im rozmaite zadania, oczywiście nie informując ich o tym, w jakim kierunku one zmierzają i do czego mają doprowadzić. To, że ich nie informują, to oczywista oczywistość, bo wystarczy przecież, że jako „międzynarodowi donatorzy” dają im zadania i szmalec. Jeszcze tego brakowało, żeby taka CIA spowiadała się panu Sciapanowi Pucile ze swoich najskrytszych marzeń. Ale znacznie gorsze jest to, że te cele sprawiają wrażenie, że nie są znane również polskim władzom, które wprowadziły się w tak zwaną „spółkę lwią”. Charakteryzuje się ona tym, że jedna strona takiej spółki inkasuje zyski, podczas gdy druga – pokrywa straty. Ale to nie jest wina Amerykanów, że traktują władze naszego nieszczęśliwego kraju w podobny sposób, jak w wieku XVIII traktowały naszych dygnitarzy mocarstwa rozbiorowe. „Zwiódł król pruski marszałków, marszałkowie posłów, a carowa rosyjska targowickich osłów” – głosił anonimowy, niestety spóźniony wierszyk. Jak pamiętamy, w przypadku króla pruskiego chodziło o zaoferowanie Polsce antyrosyjskiego sojuszu. Marszałkowie i posłowie, którzy myśleli, że to wszystko naprawdę, mało jaja nie znieśli z radości. Tymczasem królowi pruskiemu chodziło o to, by Rosja nie połknęła całej Polski, tylko żeby się z nim Polską podzieliła – co też się i stało.

O co chodzi dzisiaj Naszemu Najważniejszemu Sojusznikowi? Obawiam się, że tego nikomu postronnemu on nie mówi, toteż sytuacja naszych Umiłowanych Przywódców jest podobna do recenzji, jaką w swojej piosence Jacek Kaczmarski wkłada w usta ambasadora Repnina: „Rozgrywka z nimi to nie żadna polityka, to wychowanie dzieci, biorąc rzecz en masse”.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5105 18 stycznia 2022

Wojny hybrydowe – pod tęczową flagą

Wojny hybrydowe pod tęczową flagą

28 listopada 2021

Wygląda na to, że po czerwcowej, pojednawczej wizycie prezydenta Józia Bidena w Europie, strategiczni partnerzy, czyli Rosja i Niemcy zaczęli intensywnie, a nawet z pewną ostentacją koordynować wojny hybrydowe przeciwko Polsce, zwłaszcza po niedawnych rozmowach telefonicznych Naszej Złotej Pani nie tylko z prezydentem Putinem, ale i z Aleksandrem Łukaszenką. Ten ostatni wpadł z tego powodu w taką euforię, że chyba pomylił mu się rok 2021 z rokiem 1945, kiedy to Stalin dyktował pokonanym Niemcom warunki. Mam na myśli propozycję, by utworzyć „korytarz humanitarny”, przez który egzotyczni turyści, których Aleksander Łukaszenka pościągał ilu tylko mógł z Bliskiego i Środkowego Wschodu, przeszliby do Niemiec i tam żyli sobie długo i szczęśliwie na koszt tamtejszych podatników. Niemcy pominęły tę propozycję wzgardliwym milczeniem, zgodnie z polskim przysłowiem, że co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie. O takich sprawach to Niemcy mogą ewentualnie rozmawiać z prezydentem Putinem, ale nie z Aleksandrem Łukaszenką, który powinien zadowolić się tym, że ktoś z nim w ogóle rozmawia.

Nawiasem mówiąc, wskutek twardej postawy Polski, której władze ani nie przestraszyły się hord egzotycznych turystów, ani nie dały się zbić z pantałyku różnym osobom o wrażliwych serduszkach, tylko po staremu pilnowały granicy, prezydent Łukaszenka chyba wpadł we własne sidła. Nie tylko odesłał na ojczyzny łono dwa tysiące turystów, ale nie bardzo wie, co zrobić z pozostałymi, którzy ani myślą wracać. Jego ministrowie już płaczą, że „cały ciężar” ich utrzymania przyjęła na siebie Białoruś, podczas gdy Polska nic, tylko „łamie prawa człowieka”. Ale niedawno sam Książę-Małżonek odkrył, że nie istnieje żadne prawo człowieka do nielegalnego przekraczania cudzych granic, więc tutaj niewiele chyba uda się wytargować. No i bardzo dobrze, nich utrzymuje ich i niech się z nimi ewentualnie przepycha w Mińsku ten, kto ich tam pościągał, skąd tylko mógł.

Mam nadzieję, że żaden pożyteczny idiota nie przekona innych krajów, by się na to utrzymanie składały, chociaż precedens już jest, bo UE dała prezydentowi Łukaszence 700 tys. euro. W sam raz tyle, żeby i on wziął sobie swoją dolę i jeszcze podzielił się z pozostałymi tamtejszymi mężami stanu, oczywiście według kolejności dziobania. Na razie prezydent Łukaszenka chyba zrezygnował z masowych szturmów, które wymagały skoncentrowania nad granicą w jednym miejscu kilku tysięcy egzotycznych turystów, co z jednej strony miało plus ujemny, że reprezentowali oni większą siłę inercji, ale dzięki temu łatwiej było ich upilnować, co stanowiło plus dodatni. Toteż po odparciu przez Polskę wściekłych szturmów, Białorusini przegrupowali swoje mięso armatnie, koncentrując je w jakimś wielkim magazynie niedaleko granicy, skąd wypuszczają ich w małych grupkach w nadziei, Ze którymś uda się niepostrzeżenie granicę sforsować. Jest to możliwe, bo odcinka 180 kilometrów trudniej upilnować, niż przejścia granicznego w Kuźnicy Białostockiej. Dopiero na tym tle widać, ile korzyści przyniosłoby Polsce zaminowanie granicy z Białorusią, przynajmniej na niektórych odcinkach, no ale mówi się: trudno.

Tymczasem prezydent Putin skoncentrował już około 100 tys. żołnierzy przy granicy z Ukrainą, a tamtejszy szef Zarządu Wywiadu twierdzi, że rosyjski atak nastąpi w styczniu, albo w lutym. Nie bardzo chce mi się w to wierzyć, bo bardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tej koncentracji mogą być uzgodnienia, jakich dokonał prezydent Józio Biden z prezydentem Putinem. Kiedy napięcie będzie rosło, prezydent Biden, w imię ratowania pokoju światowego poprosi Putina o wycofanie tego wojska w głąb Rosji, w zamian za co USA uznają rozbiór Ukrainy, a może nawet jej zhołdowanie przez Rosję bez jednego strzału. Nie jest bowiem tajemnicą, że prezydent Putin pragnie odbudować Związek Radziecki na tyle, na ile to możliwe, więc nie jest wykluczone, że ad captandam benevolentiam prezydent Biden mu na to pozwoli, ale oczywiście tak, żeby wyglądało to na wymuszenie.

Taka sama kombinacja wystąpiła podczas kryzysu sueskiego w roku 1956, więc dlaczego nie można by jej powtórzyć? Wydaje się to prawdopodobne tym bardziej, że przygotowania do ostatecznego, rozwiązania kwestii chińskiej zaczynają w Stanach Zjednoczonych i na Tajwanie nabierać rumieńców. Podobno Republika Chińska, czyli Tajwan, już nie może wytrzymać bez proklamowania niepodległości, co zmusiłoby Chiny do reakcji, a ta reakcja zmusiłaby do reakcji Stany Zjednoczone i w ten sposób mogłaby się rozpocząć „mała zwycięska wojna”.

Tymczasem Niemcy – jak przystało na sojusznika – w ramach wojny hybrydowej przeciwko Polsce tak się uwinęły, że na posiedzenie Parlamentu Europejskiego poświęcone sytuacji na granicy polsko-białoruskiej, niemiecki owczarek Dawid Sassoli, postanowił nie dopuścić polskiego premiera Morawieckiego. Tamtejsi folksdojcze bowiem doszli do wniosku, że na ten temat już wszystko wiedzą i premier Morawiecki niczego nowego im nie powie. Skąd to wszystko tak dobrze wiedzą – tajemnica to wielka, więc nie można wykluczyć, że od swoich oficerów prowadzących z BND, którzy w takich sprawach dysponują przecież wiedzą aprioryczną. W tej sytuacji jest bardzo prawdopodobne, że winą za sytuację na granicy polsko-białoruskiej Parlament Europejski obarczy Polskę, co stworzy sprzyjające warunki nie tylko dla nowej Jałty genewskiej, ale w dodatku dostarczy kolejnych pozorów moralnego uzasadnienia dla zastosowania wobec Polski i Węgier szantażu finansowego. Bo właśnie pojawiły się słuchy, że ani Polska, ani Węgry do końca roku na pewno nie dostaną pieniędzy na Fundusz Odbudowy. Premier Orban w odpowiedzi wezwał Komisję Europejską do partycypowania w kosztach ochrony zewnętrznych granic Unii Europejskiej. Nasi Umiłowani Przywódcy na coś takiego na razie się nie odważyli i nie wiadomo, czy odważą się kiedykolwiek.

W cieniu tych wydarzeń w polityce międzynarodowej pozostają wydarzenia kulturalne. Jednym z nich jest premiera filmu „Dziewczyny z Dubaju”, czy jakoś tak, który opowiada o przygodach polskich seks-workerek, kiedyś zwanych kurwami, w tym egzotycznym arabskim emiracie. Podobno tamtejsi szejkowie bardzo sobie polskie wyrobnice seksualne cenią. Ale nie będzie to jedyne wydarzenie kulturalne, bo innym będzie debata nad książką „Polacy pod tęczową flagą” pani Anny Konieczyńskiej o przygodach pederastów. Dodatkowego smaczku dodaje okoliczność, że w debacie i promocji książki, w charakterze autorytetu moralnego weźmie udział dyrektor zarządzający Kampanii Przeciw Homofobii, niespełna 30-letni Ukrainiec Slava Melnyk. Ciekawe, czy jest kuzyn ukraińskiego nacjonalisty z czarnym podniebieniem Andrieja Melnyka, czy też to tylko zbieżność nazwisk. To zresztą nie jest takie ważne, bo czyż nie jest ważniejsze, że do sodomii i gomorii zaczynają Polaków tresować Ukraińcy, którzy spod flagi biało-czerwonej, która tak wielu postępaków kłuje w oczy, chętnie zagoniliby wszystkich, jak nie pod flagę banderowską, to przynajmniej – tęczową.

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5077

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Trzeci front, a może czwarty?

Trzeci front, a może czwarty?

Sytuacja na granicy polsko-białoruskiej nieco się ustabilizowała – oczywiście, jak na garbatego (prosty, jak na garbatego), ale widać, że zanosi się na dłuższą wojnę, może nawet pozycyjną. Białoruskie wojsko buduje bowiem dla egzotycznych turystów prezydenta Łukaszenki miasteczko niedaleko granicy, wokół wielkiego magazynu, w którym turystów osadzono. Wprawdzie podobno mają telefony, ale obawiam się, że ich głównym źródłem informacji są białoruskie media i politrucy z tamtejszej armii, więc wygląda  to na bombę z opóźnionym zapłonem.

W dodatku okazało się, że 600 takich jegomościów, umieszczonych w specjalnym ośrodku w Wędrzynie w pobliżu granicy niemieckiej, właśnie się zbuntowało i pragnie przedrzeć się do Niemiec, więc trwają wysiłki, żeby ich jakoś uspokoić.

Najgorsze są nieproszone rady, ale przypominam sobie film oparty zresztą na prawdziwych wydarzeniach, jak to zaraz po wojnie niemieccy jeńcy zamknięci w obozie, zarządzanym przez jakiegoś Kanadyjczyka o miękkim sercu, uparli się, by dokonać egzekucji na swoim koledze-jeńcu, który tuż przed zakończeniem wojny został przez niezawisły Gericht skazany na śmierć za dezercję. Kanadyjski komendant o miękkim sercu nie wiedział, co zrobić, więc Niemcy, kierowani przez swoich oficerów, zaczęli przybierać coraz groźniejszą postawę. Kiedy usiedli na placu apelowym, tłukąc w menażki, któryś z oficerów z załogi obozu kazał otworzyć ogień z karabinów maszynowych, co natychmiast przerwało demonstrację.

Więc to jest jedna metoda uspokajania egzotycznych buntowników. Druga metoda polegałaby na wysłaniu tam kompanii psychologów, którzy poradziliby sobie z buntownikami po dobroci. Nawiasem mówiąc, rola psychologów bardzo wzrosła w miarę, jak w społeczeństwie zaczęła lawinowo narastać liczba mazgajów. Mazgajstwo bowiem zaczęło przynosić profity, więc nic dziwnego, że nawet ci, którzy mazgajami tak naprawdę nie są, chętnie się pod nich podszywają. Jak tak dalej pójdzie, to każdy mazgaj będzie miał swojego psychologa, który będzie utulał go do snu, śpiewając mu kołysanki. W końcu trzeba dla tych psychologów wymyślić jakieś rządowe posady, bo inaczej to i oni zaczną się buntować, ale jeszcze się taki nie urodził, któremu udałoby się uśmierzyć bunt psychologów. Może w tej sytuacji zrobić desant psychologów na Mińsk, doprowadzić ich jakoś do prezydenta Łukaszenki, żeby go zawstydzili, a potem już wszystko pójdzie gładko; zawstydzony Aleksander Łukaszenka ze łzami w oczach ustąpi miejsca pani Swietłanie i uda się na pokutę do jakiejś pustelni, dzięki czemu Białoruś wkroczy na drogę dynamicznego rozwoju, a problem egzotycznych turystów zostanie po cichu ostatecznie rozwiązany ku zadowoleniu świata cywilizowanego. Czym innym bowiem jest urządzanie ostatecznych rozwiazań z pozycji wstecznych, a czym innym – z pozycji nieubłaganie postępowych.

Tymczasem kiedy na froncie polsko-białoruskim zapanował póki co względny spokój, rząd “dobrej zmiany”, który prowadzi wojny hybrydowe na wschodzie i na zachodzie, właśnie próbuje otworzyć trzeci front. Po wrogach zagranicznych przyszła kolej na krajowych. Ale  doświadczenia nabyte przez rząd “dobrej zmiany” podczas dwóch wojen hybrydowych skłoniły go do przyjęcia bardziej skutecznej strategii. Z wrogami zewnętrznymi, rząd, jak dotąd daje sobie radę samodzielnie, to znaczy – niezupełnie, bo wrogowie, a właściwie sojusznicy – jak to sojusznicy – działają przy użyciu sankcji finansowych, na które Polska jest wyjątkowo wrażliwa. Zresztą próżno tu szukać sojuszników w sytuacji, gdy trzon nieprzejednanej opozycji, czyli folksdojcze, słuchają się Naszej Złotej Pani, która zresztą już wkrótce ustąpi miejsca Naszemu Złotemu Panu, co to stanie na czele rządu skleconego z SPD i Zielonych. SPD, czyli Czerwoni z Zielonymi?

Hm. Mieszanka koloru zielonego z czerwonym, jak wiadomo, daje kolor brunatny, co w przypadku Niemiec może budzić rozmaite wspomnienia.

Ale nie martwmy się na zapas, bo chodzi przecież o otwarcie przez rząd “dobrej zmiany” kolejnego, trzeciego już, a może nawet czwartego frontu. Nie możemy bowiem zapominać o dintojrze przeciwko Polsce, jaka, z udziałem German Marschall Fund, odbyła się w Kongresie USA, a słychać, że wkrótce przybędzie tam pan Rafał Trzaskowski, który zreferuje Amerykanom stan demokracji w Polsce. Nie ulega wątpliwości, że nie będzie to recenzja pozytywna, bo skoro pan Rafał przegrał wybory prezydenckie z panem Andrzejem Dudą, no to jasne, że z demokracją w Polsce nie jest dobrze. Próżno zatem liczyć tu na sojuszników. Jak pisał Franciszek Villon, “tu się pomocnik nie nadarzy; sami se zżują, dobrzy ludzie”.

Natomiast na froncie wewnętrznym – aaa, to co innego! Właśnie kierowniczka Sejmu, pani Elżbieta Witek urządziła spotkanie, podczas którego nasi Umiłowani Przywódcy namawiali się, jakby tu zrobić porządek z obywatelami niezaszczepionymi, którzy okazali się nie mniej groźnym wrogiem od Aleksandra Łukaszenki. Po tym spotkaniu na mieście pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby Lewica stanęła na nieubłaganym stanowisku, że obywatele niezaszczepieni, to wrogowie klasowi, może nawet kontrrewolucjoniści. Z kolei Platforma Obywatelska stanęła na stanowisku, że obywatele niezaszczepieni swoją postawą dokonują tchórzliwego zamachu na niemieckie dzieło odbudowy, a takie zachowania nie były puszczane płazem nawet w Generalnej Guberni.

Obóz “dobrej zmiany”, w którym też zarysowała się różnica zdań, na razie przybrał postawę wyczekującą i tylko, na wszelki wypadek, zapowiedział obniżenie cen paliw, dzięki czemu ostateczna rozprawa z obywatelami niezaszczepionymi może zostać przez zdrowe siły przyjęta ze zrozumieniem, a może nawet –  z zadowoleniem. Pojawia się bowiem coraz więcej ormowców, gotowych nie tylko donosić na wszystkich rodaków niezaszczepionych, ale nawet na podejmowanie ochotniczych przedsięwzięć, mających na celu utrudnianie im życia, aż albo się do tego życia zniechęcą, albo machną ręką na wszystko i się zaszczepią.

W socjalizmie bowiem, który pod przewodnictwem rządu “dobrej zmiany” intensywnie budujemy, nie ma miejsca na różnorodność. Wszystko ma być takie samo, więc i otwarcie kolejnego, wewnętrznego frontu walki przeciwko obywatelom niezaszczepionym wymaga uprzedniego ustalenia, czy są oni przede wszystkim wrogami klasowymi, czy też sprawcami tchórzliwych zamachów na niemieckie dzieło odbudowy, czy może – i myślę, że to najbardziej zadowoliłoby kierowniczkę Sejmu, panią Elżbietę Witek i oczywiście – Naczelnika Państwa –  gdyby ci obywatele zostali uznani za wrogów klasowych, którzy dokonują tchórzliwych zamachów na niemieckie dzieło odbudowy w General… – to znaczy pardon; nie w żadnym Generalnym Gubernatorstwie, tylko w demokratycznym państwie prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.

Stanisław Michalkiewicz https://www.magnapolonia.org/trzeci-front-a-moze-czwarty/