Wielka Brytania, Niemcy i Francja wzmocnią swoje wsparcie dla Ukrainy…

Troika UE zamierza zwiększyć swoje wsparcie dla Ukrainy po ataku na Starobielsk

Anti-Spiegel 22 maj 2026 Thomas Röper anti-spiegel.ru/die-eu-troika-beabsichtigt-ihre-unterstuetzung-fuer-die-ukraine-nach-dem-angriff-auf-starobilsk-zu-verstaerken

Oświadczenie wydano po rozmowach online z prezydentem Emmanuelem Macronem, kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem i Wołodymyrem Zełenskim.

LONDYN, 22 maja (TASS). Troika UE (Wielka Brytania, Niemcy i Francja) wzmocni swoje wsparcie dla Ukrainy w nadchodzących miesiącach. Zostało to ogłoszone w oświadczeniu wydanym przez kancelarię brytyjskiego premiera Keira Starmera po rozmowach online z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem i Wołodymyrem Zełenskim.

Zgodnie z oświadczeniem, przywódcy „potwierdzili” swoje zobowiązanie do wzmocnienia wsparcia dla rządu ukraińskiego „w nadchodzących miesiącach”.

Oświadczenie zostało wydane po ataku sił ukraińskich na uniwersytet w Starobielsku (ŁRL).

W nocy 22 maja ukraińskie siły zbrojne zaatakowały dronami budynek i akademik Starobielskiego Kolegium Technicznego Ługańskiego Uniwersytetu Pedagogicznego. W momencie ataku w budynkach przebywało 86 dzieci i młodzieży w wieku od 14 do 18 lat. Wstępne doniesienia wskazują na śmierć czterech osób i 39 rannych.

Prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył, że atak nie był przypadkowy, o czym świadczy użycie przez ukraińskie siły zbrojne 16 dronów. Polecił rosyjskiemu Ministerstwu Obrony opracowanie propozycji działań odwetowych.

Czy Matka Boża Śnieżna pomogła zatrzymać pożar puszczy zroszonej krwią bohaterów?

Czy Matka Boża Śnieżna pomogła zatrzymać pożar puszczy zroszonej krwią bohaterów?

Adam Białous 23 maja 2026

las-pozar-kapliczka.jpg
Źródło: Facebook/OSP Majdan Górny Oprac. PCh24.pl

Ogromny pożar w Puszczy Solskiej [ Lasy Biłgorajskie] trwał siedem dni. Kiedy udało się w końcu poskromić niszczycielski żywioł ognia, strażacy i leśnicy przystąpili  do szacowania szkód. Jeden ze strażaków, wykonujących to trudne zadanie, ujrzał widok, który wprawił go w osłupienie. Zobaczył bowiem drewnianą kapliczkę, której nie tknął ogień. Równie zdumiewające jest to, że w ocalałej kapliczce deskowej znajduje się wizerunek Matki Bożej Śnieżnej „od pożarów”.

Ocalała

Stratymożna było oszacować tylko w jeden sposób: przemierzając pieszo całe pogorzelisko. Do tej akcji zaangażowano blisko dwustu strażaków. Wszystko przebiegało bez niespodzianek – do czasu, kiedy oczom jednego z nich ukazał się widok, który „wbił go w ziemię”.  Najlepiej będzie jak on sam opowie o tym, co zobaczył. „Zatrzymaliśmy się przy pomniku upamiętniającym uczestników bitwy pod Osuchami. Odwróciłem się i po drugiej stronie drogi zobaczyłem sosnę z kapliczką. Widok był zdumiewający – wokół wszystko było spalone – poszycie, mniejsze drzewa, wielkie sosny osmalone na kilka metrów wysokości, a ta jedna sosna z kapliczką pozostała nietknięta” – z dużą dozą emocji relacjonuje strażak Arkadiusz Dudziński.

Pan Arkadiusz zdając sobie sprawę z tego, że opowiadając o tym niezwykłym wydarzeniu, będzie pytany o dowody, zrobił zdjęcie. Rzeczywiście wprawia ono w zadziwienie, a szczególnie jeden szczegół, który jest również opisany w relacji świadka. Otóż sosna poniżej kapliczki jest przewiązana biało-czerwoną wstążką, wykonaną ze sztucznego materiału. Strażak pisze, że nie wie jakim cudem nie uległa ona stopieniu, kiedy całe poszycie lasu płonęło, nagrzewając przy tym powietrze do ogromnej temperatury.

Matka czuwa nad Leśnymi

Samo miejsce wydarzenia nie wydaje się być przypadkowe. Otóż po jednej stronie leśnej drogi stoi monument upamiętniający żołnierzy podziemia niepodległościowego poległych podczas bitwy pod Osuchami. Sosna z kapliczką stoi vis a vis pomnika po drugiej stronie drogi. Bardzo dramatyczna batalia pod Osuchami to największa bitwa partyzancka podczas II wojny światowej. W starciach z Niemcami (czerwiec 1944) zginęło około 500 żołnierzy podziemia. Natomiast Leśni podczas walk położyli ponad 700 żołnierzy Wermachtu. W ściółkę Puszczy Solskiej wsiąkło więc dziesiątki litrów krwi. Do dziś wśród miejscowej ludności krążą legendy o ukrytych gdzieś pod ziemią AK-owskich sztandarach i zjawach poległych żołnierzy, snujących się po puszczańskich ostępach.

Być może pokutują w ten sposób za swoje jakieś ciężkie przewinienia, a Matka Boża, której wizerunek przytwierdzono do sosny, wstawia się za nimi do swojego Syna, aby darował im jak najszybciej się da i wpuścił do swojego Niebieskiego Królestwa. Zagadkową rzeczą jest to, że w ocalałej kapliczce umieszczony został wizerunek Matki Bożej ze Świętej Lipki. Maryjne sanktuarium, w którym znajduje się oryginalny obraz znajduje się na Mazurach, 560 kilometrów od Puszczy Solskiej. O wiele bliżej są sanktuaria ze, słynącymi cudami, wizerunkami Maryi – m.in. w Kodniu czy w Chełmie.

Czy Matka Boża Śnieżna czczona w Świętej Lipce pomogła zatrzymać pożogę?

Pewnie wizerunek Matki Bożej ze Świętej Lipki umieścił w kapliczce jakiś Jej gorący czciciel. Tak czy owak, patrząc z perspektywy pożaru jaki dotknął Puszczę Solską, nie mógł wybrać lepszego wizerunku Maryi. Otóż ten obraz powstały w wieku XVII jest wierną kopią, czczonego od VI wieku, wizerunku Matki Bożej Śnieżnej, która w tradycji ludowej jest uznawana za orędowniczkę chroniącą od pożarów i klęsk żywiołowych. Wiąże się to z cudownym wydarzeniem jakie miało miejsce w Rzymie w sierpniu roku 352. W tym właśnie najgorętszym okresie w Wiecznym Mieście spadł śniegu. Na wzgórzu, które on pokrył, wkrótce zbudowano pierwszą w historii chrześcijaństwa świątynię poświęconą Matce Bożej.

Przed wizerunkiem Maryi, który jest umieszczony w tym kościele, oraz jego kopiami obecnymi w kościołach i domach wiernych na całym świecie, wiele razy skutecznie proszono Matkę Bożą Śnieżną o ugaszenie pożaru. W Polsce znanych jest wiele takich historii.  Dla przykładu w 1638 roku mieszkańcy Jarosławia na Podkarpaciu przed obliczem słynącego łaskami obrazu Matki Boskiej Śnieżnej (od wieków obecnego w tamtejszej kolegiacie) prosili Matkę o ratunek przed pożarem, a Ona ich wysłuchała i miasto ocalało. Być może również modlitwy wiernych o zatrzymanie niszczycielskiego pożaru w Puszczy Solskiej, zostały wysłuchane przez naszą najlepszą pośredniczkę łask – Maryję? Zauważmy, że pożar objął około tysiąca hektarów lasów, kiedy całkowita powierzchnia Puszczy Solskiej to w wielu szacunkach nawet ponad 120 tys. hektarów.

Kapliczka w dawnym stylu

Kapliczka w Puszczy Solskiej, która oparła się ogniowi, jest wykonana w dawnym stylu – kapliczki deskowej – wotywnej, czyli wykonanej w jakiejś intencji. Obecnie wraca tradycja ich tworzenia. Są to pięknie zdobione, nieduże deseczki z krzyżem, pasyjką czy wizerunkiem Matki Bożej i świętych. Wiesza się je na drzewach, głównie w lasach i puszczach. Jest to bardzo dawna tradycja kultywowana na obszarze historycznego Podlasia. Nie jest jednak pewne jak stara, gdyż drewniany materiał, z których robi się deski, nie zachowuje się długo. Najstarsze, istniejące deski wotywne pochodzą z wieku XIX. Są one przechowywane w muzeach.

Dawniej, ale i dziś, szczególną estymą cieszy się drzewo, na którym zawieszono kapliczkę deskową. Takie drzewo mieszkańcy puszczańskich okolic nazywają „świętym”. W powszechnym przekonaniu, nie można go ścinać, ale musi ono obumrzeć ze starości. Przykładem tego była stojąca, około stu lat, w Supraślu ogromna sosna – nazywana przez miejscowych „świętą”. Kiedy upadła, skruszona zębem czasu, pracownicy Lasów Państwowych, przygotowali dla niej specjalną, zadaszoną wiatę, gdzie już kilkadziesiąt lat, do dziś dnia, można ją podziwiać. Sami leśnicy szanują tradycję drzew z leśnymi kapliczkami. Podczas zrębów, pod żadnym pozorem, nie wycina się ich.   

Adam Białous

Grzegorz Braun m.in. o procesie, Izraelu, lex szarlatan, POPiS i aferach

Grzegorz Braun m.in. o procesie, Izraelu, lex szarlatan, POPiS i aferach

Autor: AlterCabrio , 22 maja 2026

−∗−

Grzegorz Braun OSTRO u Marcina Roli o procesie, zbrodniach Izraela, LEX SZARLATAN, POPiS i mega aferze pedofilskiej

„Wielobiegunowość” czyli globalna franczyza starego systemu kontroli

„Wielobiegunowość” czyli globalna franczyza starego systemu kontroli

————————————————————–

Franczyza to model biznesowy, w którym przedsiębiorca (franczyzobiorca) prowadzi własną firmę pod szyldem znanej marki.. md

———————————————–

Autor: Fake Wars & Higher Prices: What a “Multipolar World Order” REALLY Means, Kit Knightly, May 20, 2026

wpisał: AlterCabrio, 21 maja 2026 ekspedyt/wielobiegunowosc-czyli-globalna-franczyza-starego-systemu-kontroli

Dwa duże zespoły, wyznające niemal identyczne ideologie i wykonujące rozkazy tych samych niewybieranych władz, zaciekle walczące o najmniejszy skrawek gruntu.

Spowodują wyborcze bitwy, opierając się na różnicach w ikonografii, frazeologii lub ułamkach punktów procentowych, aby odwrócić uwagę od faktu, że zgadzają się we wszystkim, co naprawdę ważne, nie mają żadnej realnej władzy i są co najwyżej zastępczymi gadżetami w ogromnej machinie wpływów.

Celem tych bitew jest przekonanie ludzi, że demokracja istnieje, że mają wybór i mogą wpływać na zmiany.

To kłamstwo działa i to od dziesięcioleci.

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Fałszywe wojny i wyższe ceny: co NAPRAWDĘ oznacza „wielobiegunowy porządek świata”

Świat się zmienia. Niegdyś dominująca, imperialna potęga Stanów Zjednoczonych chwieje się, wyniszczona korupcją, nadmiernie rozrośnięta pychą, trawiona rakiem nienawiści, nacjonalizmu i chciwości.

Nawet według jej własnych źródeł propagandowych Ameryka „stała się złoczyńcą”, „oficjalnie jest imperium w upadku” i jesteśmy świadkami jej „ostatecznego aktu”.

A podczas gdy my czekamy na nieuchronny upadek tytana, świat zastanawia się nad przyszłością. Wszyscy mówią o „wielobiegunowym porządku świata” tuż za horyzontem.

Od „Pax Americana do Pax Multipolaris”.

„Świat wielobiegunowy” od dawna jest tematem politycznych dyskusji, ale nabiera rozpędu w ciągu ostatnich kilku lat i zauważalnie przyspieszył od początku drugiej kadencji Donalda Trumpa.

Prezydent Rosji Władimir Putin od lat wzywał do wprowadzenia takiego porządku wielobiegunowego i uczynił to ponownie w zeszłym tygodniu. Chiński przywódca Xi Jinping regularnie czyni to samo, ostatnio podczas swojej podróży do Ameryki Południowej w lutym. Kim Dzong Il z Korei Północnej powtórzył te same opinie w kwietniu.

Xi i Putin podpisali dziś rano wspólną deklarację w sprawie „budowy świata wielobiegunowego”.

Dwa tygodnie temu, podczas wykładu w Kennedy School of Government na Uniwersytecie Harvarda, były kanclerz Niemiec Olaf Scholz wezwał do stworzenia „świata postimperialnego [i] odpornego porządku opartego na zasadach w nowej erze wielobiegunowości”.

W przemówieniu wygłoszonym podczas swojej podróży do Chin w zeszłym miesiącu premier Hiszpanii Pedro Sanchez wezwał do „przyjęcia wielobiegunowego porządku świata”:

„To, co dzieje się dzisiaj, to nie transfer hegemonii, lecz wzrost wielobiegunowości – zarówno władzy, jak i dobrobytu”

Oprócz przemówień polityków, wielobiegunowy porządek świata stał się również głównym przedmiotem zainteresowania międzynarodowego środowiska think tanków.

„Multipolaryzacja” była głównym tematem raportu z Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w lutym 2025r.

W grudniu Instytut Tony’ego Blaira nawiązał współpracę z JPMorgan Chase International Council w celu opublikowania raportu zatytułowanego „World Rewired: Navigating a Multi-Speed, Multipolar Order”, który kończy się przedmową (napisaną przez samego Blaira i Jamiego Dimona z JPMC):

Świat nadal oferuje ogromny potencjał tym, którzy chcą się konstruktywnie zaangażować — budować koalicje, inwestować w innowacje i pomagać kształtować zasady nowej ery, zamiast po prostu na nie reagować.

A potem w marcu Światowe Forum Ekonomiczne opublikowało (niezwykle nudny) raport zatytułowany „The Future of Materials Systems: Cooperation Opportunities in a Multipolar World”, w którym użyto zdań takich jak to…

W wielobiegunowym świecie sprawna współpraca oparta na interesach będzie miała decydujące znaczenie dla kształtowania odpornych, produktywnych i zrównoważonych systemów materiałowych.

To tradycyjne środowisko, w którym najczęściej dyskutuje się o „wielobiegunowości”. Raporty dla licznych agencji i organizacji non-profit, prognozy rynkowe i oceny ryzyka. Język akademicki, który maskuje znaczenie warstwami zbędnego słownictwa.

Ale wielobiegunowość nie jest wyłącznie ulubionym tematem prezydentów i ośrodków analitycznych, jest to stały temat rozmów w mediach.

Ameryka nie może uciec od porządku wielobiegunowego

…napisano w grudniowym wydaniu Foreign Affairs, opublikowanym przez Radę ds. Stosunków Zagranicznych.

W artykule w „The European Times” zamieszczono tytuł „Od jednobiegunowości do rzeczywistości wielobiegunowej – szybko wyłania się nowy porządek świata”, który jest znacznie bardziej wyważony:

Wielobiegunowość sama w sobie z natury nie jest ani niebezpieczna, ani korzystna. Jej ostateczny wpływ będzie zależał od tego, jak państwa zdecydują się sprawować władzę, przestrzegać prawa międzynarodowego i współpracować w rozwiązywaniu wspólnych wyzwań.

W wywiadzie dla Politico zatytułowanym „Jak wygląda przyszły porządek świata” brytyjska autorka Rana Dasgupta mówi:

Jeśli wkraczamy w świat wielobiegunowy, to nie jest to niczym niezwykłym. To normalny stan świata.

Jak widać, potencjalny upadek współczesnego Rzymu nie przeraża wielu z tych, którzy zawdzięczają swe pieniądze i pozycję temu Imperium, wręcz przeciwnie, jest to czymś energetyzującym lub może nawet „normalnym stanem świata”.

Wojna USA i Izraela z Iranem została obwiniona i/lub uznana za czynnik przyspieszający długo oczekiwany upadek imperium.

Dwa tygodnie temu The Tehran Times opublikował nagłówek:

Jak konflikt w Iranie katalizuje wielobiegunowy porządek świata

Raport Bliskowschodniej Rady ds. Globalnych przedstawia wojnę w Iranie jako próbę powstrzymania przez USA wyzwolenia się wielobiegunowego świata:

To, co dzieje się w Iranie, to nie tylko wojna o regionalną równowagę sił czy ograniczenie dostępu do broni jądrowej. To próba rozbicia geograficznego jądra rodzącego się porządku wielobiegunowego, którego celem jest ominięcie dominacji Zachodu.

Fundacja Carnegie Endowment for International Peace opublikowała to

Wojna z Iranem pokazuje ograniczenia potęgi Stanów Zjednoczonych – jeśli Waszyngton nie będzie w stanie dostosować się do zachodzących przemian w świecie wielobiegunowym, jego przewaga stanie się obciążeniem.

W wielu niezależnych mediach panuje niemal gorączkowe oczekiwanie.

Imperium amerykańskie upadnie, a na jego miejscu powstanie nowy, wspaniały, wielobiegunowy porządek świata, który na pewno będzie Dobrą Rzeczą.

Oto cała historia.

Ale to tylko opowieść.

Czym tak naprawdę jest „wielobiegunowy porządek świata”?

Co naprawdę oznacza wielobiegunowość

Kultywowany obraz świata wielobiegunowego – pomijając cudzysłów – to obraz globalnej współpracy wolnych i równych suwerennych państw, z których każde realizuje interesy swoich narodów, nie żyjąc w cieniu imperialnej hegemonii.

Równa i uporządkowana […] inkluzywna, powszechnie korzystna globalizacja gospodarcza” – jak powiedział Xi Jinping w przemówieniu wygłoszonym w lutym.

Te same poglądy powtórzył, choć w głębszym stopniu, profesor Wang Yiwei, który napisał opracowanie zatytułowane „Chińska filozofia równego i uporządkowanego wielobiegunowego porządku świata”, w którym opisał, jak bardzo inny będzie świat pod chińskim przywództwem – lub raczej bez przywództwa:

Chiny opowiadają się za równoprawnym i uporządkowanym światem wielobiegunowym oraz inkluzywną globalizacją gospodarczą. Sednem równoprawnego i uporządkowanego świata wielobiegunowego jest przestrzeganie równości wszystkich krajów, dużych i małych, przeciwstawianie się hegemonizmowi i polityce siły oraz skuteczne promowanie demokratyzacji stosunków międzynarodowych.

Mniej utopijna wizja przewiduje wielobiegunowy świat podzielony na bloki lub strefy wpływów, ale wciąż bardziej dynamiczny i potencjalnie sprawiedliwy, ponieważ wyzwolony z cienia Imperium. Takie było pierwotne znaczenie tego określenia, gdy pojawiło się ono po raz pierwszy pod koniec lat 90.

Ale żadne z nich nie odzwierciedla zbliżającej się rzeczywistości ani prawdziwych intencji wpływowych ludzi, którzy wmawiają sobie te bzdury.

To może być wielobiegunowość, ale to nie jest „wielobiegunowość”.

Niesamowite, jaką różnicę może zdziałać para cudzysłowów, prawda?

Prawdziwi władcy, i ich bezduszne marionetki ze sfer korporacyjnych, akademickich i politycznych stworzyły całkowicie eufemistyczną frazeologię językową, definiowaną przez konieczność używania cudzysłowów.

Słowa i zwroty, które nie oznaczają tego, co udają, że oznaczają.

„Zmiana klimatu”, „mowa nienawiści”, „zdrowie publiczne”.

„Terroryzm”, „dezinformacja” i „zrównoważony rozwój”.

W naszym krajobrazie politycznym przestały być one słowami mającymi znaczenie, a stały się zarówno kamuflażem, jak i czynnikiem warunkującym.

Nieuczciwa mieszanka programującego języka i sugestii hipnotycznej; z jednej strony frazy zaprojektowane tak, aby zaciemniać rzeczywistość, a z drugiej strony mechanicznie przywoływać zaprogramowane odpowiedzi lub wywoływać silne, warunkowe reakcje emocjonalne.

„Wielobiegunowość” to jedno z takich słów. I zawsze należy je ujmować w cudzysłów.

Prawda kryjąca się za tym słowem jest prosta: globalna franczyza starego systemu kontroli.

Polityka partyjna staje się globalna

Obrońcy narracji o „wielobiegunowym porządku świata” często argumentują w stylu: „czyż świat wielobiegunowy nie jest lepszy niż imperializm USA? Czy nie powinniśmy zaakceptować oporu wobec hegemonii?”

Ten sam argument przytaczają zwolennicy zmian klimatycznych, którzy twierdzą, że „nawet jeśli klimat się nie zmienia, ochrona środowiska i tak jest dobrą rzeczą, prawda?”

Wadą tego argumentu jest brak zakwestionowania podstawowych założeń i oficjalnych definicji tych zwrotów.

To, że coś ma ładnie brzmiącą nazwę, nie oznacza, że ​​ta rzecz jest ładna.

Partia Pracy nie wspiera pracowników. Demokraci nienawidzą demokracji.

Wspierany przez państwo korporacyjny „ekologizm” nie polega na sadzeniu drzew ani ratowaniu zwierząt, a wspierana przez globalistów korporacyjna „wielobiegunowość” nie ma nic wspólnego ze zwiększaniem suwerenności narodowej ani zapewnianiem niezależności od globalnej władzy.

Rzeczywistość „świata wielobiegunowego” będzie systemem przeplatających się instytucji korporacyjnych i państwowych, wdrażających autorytarną, antyludzką politykę i ukrywających ideologicznie monolityczną strukturę władzy za iluzoryczną fasadą „wyboru”.

My, ludzie Zachodu, znamy ten model aż za dobrze – w ten sposób funkcjonują nasze „demokracje”.

Dwa duże zespoły, wyznające niemal identyczne ideologie i wykonujące rozkazy tych samych niewybieranych władz, zaciekle walczące o najmniejszy skrawek gruntu.

Spowodują wyborcze bitwy, opierając się na różnicach w ikonografii, frazeologii lub ułamkach punktów procentowych, aby odwrócić uwagę od faktu, że zgadzają się we wszystkim, co naprawdę ważne, nie mają żadnej realnej władzy i są co najwyżej zastępczymi gadżetami w ogromnej machinie wpływów.

Celem tych bitew jest przekonanie ludzi, że demokracja istnieje, że mają wybór i mogą wpływać na zmiany.

To kłamstwo działa i to od dziesięcioleci.

„Wielobiegunowość” to rozwinięcie tego modelu – mechanizmu kontroli fałszywej, zero-jedynkowej polityki partyjnej na lewicę i prawicę, czerwonych i niebieskich, Coca-Coli i Pepsi, rozwijającej się na całym świecie.

To dokładnie ta sama metoda zastosowana w tym samym celu: plemienność jako droga do dysonansu poznawczego, zakończenia myślenia i śmierci obiektywizmu.

Dlaczego to? Dlaczego teraz?

Warto pamiętać, że ta fałszywie antagonistyczna wersja „wielobiegunowości” nie była częścią długoterminowego planu.

Prawie od samego początku było oczywiste, że „pandemia” covid miała być wielkim globalnym momentem jednoczącym.

Mieliśmy wszyscy zdać sobie sprawę z absurdalności tych różnic etnicznych, narodowościowych czy religijnych i zjednoczyć się, by odeprzeć wspólnego wroga. Zagrożenie dla świata, które zjednoczyło świat, jak w Dniu Niepodległości.

Powinniśmy już korzystać z waluty cyfrowej w ramach globalnie wdrożonego systemu kredytu społecznego. Nie posiadać niczego i być szczęśliwym.

Ale to nie zadziałało.

W chwili, gdy próbowali znieść poziome podziały stworzone w celu kontrolowania społeczeństwa, zwrócili uwagę jedynie na znacznie większe podziały pionowe. Ludzie nagle stali się bardziej świadomi scentralizowanej, zunifikowanej natury globalnych struktur władzy.

Wspaniały plan wprowadzenia Globalnego Rządu do świata za pomocą konia trojańskiego o nazwie Covid nie tylko zakończył się fiaskiem, ale także przyniósł spektakularny efekt odwrotny do zamierzonego.

Potrzebna była ponowna korekta. Nowe podejście.

Jedność międzynarodowa się nie sprawdziła i się nie sprzedaje, ale zero-jedynkowość międzynarodowa mogłaby zadziałać.

To jest właśnie „wielobiegunowy porządek świata”.

Impet prawdziwego podziału

Nie ma to na celu zaprzeczenia istnieniu rzeczywistych podziałów ani zatuszowania historycznych zbrodni. Oczywiście, w krajach rozwijających się, a także w kręgach dysydenckich w krajach rozwiniętych, istnieją głęboko odczuwalne i w pełni uzasadnione nastroje antyimperialne.

Stany Zjednoczone były mocarstwem imperialnym przez prawie dwa stulecia, a globalnym hegemonem przez prawie czterdzieści lat. W tym czasie dopuściły się potwornych aktów agresji kolonialnej i zniszczyły miliony istnień ludzkich. Omówiliśmy wiele z nich.

W pogoni za ropą i złotem przetoczyli krwawą ścieżkę przez Bliski Wschód i raz po raz wpędzali Amerykę Południową i Środkową w polityczny chaos.

Podobnie Izrael – niezależnie od tego, czy uznamy go za siłę stojącą za tronem USA, czy za marionetkę Waszyngtonu na Bliskim Wschodzie – jest brutalnym państwem apartheidu, które tysiąckrotnie łamało i opluwało prawo międzynarodowe.

Wszystko to są prawdziwe fakty i narracja wielobiegunowa znajduje w nich zastosowanie.

Tak jak krajowa polityka partyjna przekształca bardzo realne problemy ekonomiczne w płytką niechęć klasową, a zrozumiałe obawy dotyczące niekontrolowanej imigracji w reakcyjną ksenofobię, tak samo narracja o „świecie wielobiegunowym” żeruje na historycznych traumach i pragnieniu zemsty, aby zakorzenić partyjne myślenie, które osłabia myślenie krytyczne.

Narracja wykorzystuje impet historycznej nienawiści, aby popchnąć siebie naprzód.

Rzeczywiście, jak już wspominałem w wywiadach, entuzjazm dla tego nowego modelu ze strony klasy politycznej w Rosji, Chinach i innych krajach jest całkowicie zrozumiały. Z ich punktu widzenia o wiele lepiej jest zasiąść przy stole globalistów niż mieszkać z bronią atomową Wujka Sama przy skroni.

Możliwe, że wiele osób zaangażowanych w ten proces naprawdę wierzy, że fałszywy „wielobiegunowy porządek świata” rzeczywiście zapobiega wojnie nuklearnej i jest najlepszym rozwiązaniem.

Ironią jest, że w ich mniemaniu „wojna” tak naprawdę oznacza pokój.

Rola wojny

Wojna odgrywa kluczową rolę w rozwoju tego wielobiegunowego modelu na dwa główne sposoby:

  1. Maskuje, dyskredytuje i/lub odwraca uwagę od ujawnienia współpracy globalistów, która została uwypuklona przez pandemię.
  2. Wspiera także realizację programu „wielkiego resetu” za pomocą innych środków.

Posiada również inne funkcje uzupełniające.

Jeśli „wielobiegunowość” jest globalną franczyzą fałszywej demokracji, to wojnę można postrzegać jako substytut urn wyborczych. Nie mamy jeszcze wyborów globalnych, więc ich rolę w systemie przejmują zmagania geopolityczne, umowy handlowe lub inscenizowane/ograniczone „wojny”.

Globalny rząd jedności był i jest bardzo niepopularną ideą, dlatego jego stopniowe wdrażanie musi być maskowane. Nic tak dobrze nie maskuje jedności celu jak konflikt zbrojny.

Ogromna liczba osób powtarzających jakąś wersję argumentu „jak oni mogą być po tej samej stronie, przecież strzelają do siebie!” świadczy o skuteczności tej strategii.

Nic tak nie jednoczy społeczeństw, jak wyczuwalne zagrożenie zewnętrzne. Historia zna wielu władców, którzy w obliczu niezadowolenia w kraju, wszczynali wojnę, by zyskać poparcie. Stan wojny zazwyczaj jednoczy ludzi wokół rządu.

To naturalna konsekwencja tej znanej taktyki, że dwa rządy zgadzają się na wojnę, aby wzajemnie skorzystać z dynamiki grupowego myślenia.

To międzynarodowa teoria gier geopolitycznych, jak wyjaśniono w Pięknym Umyśle. Obie strony wygrywają, jeśli zgodzą się nie rywalizować w realny sposób.

Po obu stronach są skorumpowani politycy, po obu stronach są producenci broni chętni do czerpania zysków z chaosu, po obu stronach pożądane są „nadzwyczajne uprawnienia wojenne” umożliwiające tłumienie wewnętrznych protestów.

Widzimy więc, jak „wojna” przynosi korzyści władcom każdej ze stron w krótkiej perspektywie. Co jednak ważniejsze, mocarstwa ponadnarodowe mają szerszy, długoterminowy plan (patrz poniżej), któremu wojna również służy.

Wojna powoduje wzrost cen, zużycie zasobów, obniżenie standardu życia, uzasadnia niedobory i brak producentów.

Czynniki te łączą się, sprawiając, że bycie – lub pozorowanie bycia – w stanie wojny ma kluczowe znaczenie dla zaplanowanego rozpadu i odbudowy społeczeństwa.

Nie jest to nowy pomysł. Państwo od wieków wykorzystuje wizję wojny lub przynajmniej groźbę wojny, aby wzmocnić jedność narodu i zwiększyć władzę.

Nowością jest to, że te „wojny” nie są prawdziwe, lecz – w mniejszym lub większym stopniu – są inscenizowane.

Wszystkie wojny to scena

Żyjemy w epoce nierealności – perfidnej nierealności nowej normalności – jak już mówiliśmy, używając wszystkich tych cudzysłowów.

Regularnie doświadczamy „terroryzmu”, który wcale nim nie jest, organizujemy „wybory”, w których głosowanie nie ma znaczenia, a niedawno przeżyliśmy światową „pandemię” bez żadnej choroby.

Zupełnie naturalne jest, że wojna jest wpleciona w system kontroli propagandy, który coraz częściej polega na prostym zmyślaniu.

Tak jak zachodnie „demokracje” potrzebują „wyborów”, aby podtrzymywać iluzję systemu, tak samo „świat wielobiegunowy” potrzebuje „wojen”, aby stworzyć pozory konfliktu.

Te wojny nie są realne.

A może „realne” to nie najlepsze słowo – jeśli chcesz, możemy powiedzieć, że te wojny nie są uczciwe, nie są prawdziwe, nie są szczere.

Ale co oznacza wojna inscenizowana?

Czy to oznacza, że ​​nie zrzucano żadnych bomb i nie ginęli żadni ludzie?

Nie, jak już wielokrotnie mówiliśmy: czy to na Ukrainie, w Strefie Gazy czy w Iranie, prawdopodobnie dochodzi tam do śmierci i zniszczenia – ale to niekoniecznie oznacza wojnę.

Jak pisze Catte w swoim artykule z 2024r.:

Śmierć nie jest definicją wojny. To konflikt jest definicją wojny.

Czy kilka nalotów lub tysiąc ofiar wśród cywilów oznacza, że ​​USA i Iran są tak naprawdę wrogami uwikłanymi w ideologiczną walkę o przetrwanie? Nie. Oczywiście, że nie.

Wiemy, że te rządy i agencje nie dbają o swoich obywateli, a co dopiero o siebie nawzajem.

Ludzi traktowano jednorazowo, gdy usadzano ich w domach, wydawano im nielegalne nakazy DNR [nie reanimować] lub wstrzykiwano toksyczną breję firmy Pfizer, i są tak samo jednorazowi, gdy wysadza się ich w powietrze.

To jak psychopatyczny, morderczy sport. Zawodnicy są prawdziwi – może grają, żeby wygrać, a może płacą im, żeby przegrać – ale to nie ma znaczenia, bo walkę kontroluje liga, która ustala warunki.

Liczby, czasy, miejsca, zasady i ograniczenia są ustalane wcześniej.

Podobnie jak w sporcie, kibice nienawidzą się nawzajem bardziej niż sami zawodnicy, wszyscy dostają pieniądze, niezależnie od tego, kto wygra, a wszystkim zarządza garstka miliarderów, którzy chodzą na te same imprezy.

Jak wyglądałaby zainscenizowana wojna?

Cóż, to jest bardziej skomplikowane pytanie.

Prosta odpowiedź brzmi: „koordynacja”. Każda koordynacja – zwłaszcza co do skali czy zakresu – oznacza, że ​​możemy wnioskować o pewnym stopniu fałszu. W końcu, jeśli obie strony mogą się zgodzić na prowadzenie ograniczonej wojny, mogą się również zgodzić, że w ogóle jej nie będą toczyć.

Istnieje kilka bardziej szczegółowych oznak, na które należy zwrócić uwagę.

Na przykład obie strony mogą wcześniej zadzwonić do siebie i poinformować się, gdzie planują przeprowadzić bombardowanie (lub gdzie nie), aby umożliwić ewakuację ludzi.

Albo jedna z armii dociera do stolicy wroga w ciągu miesiąca, a następnie zawraca i odchodzi z nieznanych powodów.

Albo wstrzymuje się działania wojenne w celu przeprowadzenia akcji szczepień przeciwko polio.

Albo może podaje się niejasne i ciągle zmieniające się warunki zwycięstwa.

Lub widać schemat nalotów na puste lub przeznaczone do rozbiórki budynki w sposób zgodny z wcześniejszymi planami renowacji.

Albo powtarzające się zachowania autodestrukcyjne lub akty autosabotażu, które zdają się sztucznie wstrzymywać postęp lub przedłużać konflikt.

Albo nagłe, sprzeczne wydarzenia w narracji, które nie są logicznie powiązane.

Lub widoczna współpraca stron walczących w zakresie strategii służących realizacji globalistycznych planów.

…tego typu rzeczy.

To logiczne rozwinięcie już istniejącego modus operandi. Nieuniknione skrzyżowanie wielowiekowego modelu wojny dla zysku z epoką symulakrów, opisaną przez Baudrillarda w latach 80. XX wieku.

Jakie są korzyści z inscenizowanej wojny?

Korzyść płynąca z inscenizowanej wojny w porównaniu z prawdziwą wojną jest taka sama jak w przypadku fałszywej pandemii w porównaniu z prawdziwą pandemią – kontrola.

Skoordynowana „wojna” może trwać tak długo, jak potrzeba, być wstrzymywana lub wznawiana na rozkaz, zabijać dowolną liczbę osób i nigdy nie może przypadkowo doprowadzić do zagłady nuklearnej.

George Orwell opisał to niemal idealnie osiemdziesiąt lat temu. Superkontynenty uwikłane w wieczny, a może nawet fikcyjny konflikt. Wojna staje się „sprawą czysto wewnętrzną”, nie do wygrania, lecz do nieustannego trwania.

Ich sposobem na zwycięstwo jest niekończąca się gra i ciągły chaos.

Tak wygląda nasza sytuacja: ciągłe wojny z niejasnymi warunkami zwycięstwa, w których żadna armia nigdy nie przegrywa, ale obie strony stale twierdzą, że wygrywają.

Tymczasem ceny energii wciąż rosną, jesteśmy ostrzegani przed kryzysami nawozowymi, niedoborami żywności i wyższymi podatkami.

Różne ścieżki, ten sam cel

Podobnie jak w krajowej polityce partyjnej, głośne i gwałtowne różnice zdań między partiami są przykrywką dla wspólnych celów, forsowanych przez władzę kontrolującą obie strony każdego widocznego podziału.

Nawet gdy trwają korzystne dla obu stron „wojny”, raporty i ośrodki analityczne mówią o potrzebie „ograniczonej współpracy” lub „regionalnych projektów wielostronnych”.

Walcząc razem po jednej stronie globu, wymieniają się technologiami, współpracują przy rozwiązywaniu problemów związanych z ochroną środowiska lub kupują od siebie gaz i ropę.

I uzgadniają najważniejsze dokumenty polityczne.

Cały świat (obecnie poza USA) podpisał Traktat Pandemiczny, czyli przystąpił do „Paktu na rzecz Przyszłości” Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Wszystkie kraje BRICS mają powiązania globalistyczne – przypomnijmy, że termin BRICS został ukuty w raporcie Goldman Sachs z 2001 roku – i wszystkie podpisały Deklarację Kazańską w 2024 roku. Wspierają między innymi MFW, WHO, Agendę 2030 i „cele zrównoważonego rozwoju”. (Przeczytaj świetną analizę Rileya Waggamana tutaj)

Protokoły z Kioto, Porozumienia Paryskie w sprawie klimatu, Cele Zrównoważonego Rozwoju ONZ – wszystkie te elementy są popierane przez każdy z naszych biegunów.

Wszyscy po obu stronach konfliktu wierzą w te same rzeczy i rozpowszechniają te same fundamentalne globalistyczne kłamstwa, takie jak zmiany klimatyczne i covid.

A pomijając dziwactwa implementacji i nomenklatury, wszyscy chcą tego samego i forsują tę samą, znaną listę działań politycznych:

  • Programowalna waluta cyfrowa
  • biometryczny identyfikator cyfrowy
  • zakończenie anonimowości w sieci
  • Społeczeństwo bezgotówkowe
  • Cenzura
  • „Cele zrównoważonego rozwoju”

Niewypowiedziany finał tego zbiorowego horroru można łatwo podsumować: techno-autorytaryzm.

Hrvoje Moric pisał o tym, że wielobiegunowość, jako model, jest formą globalnego rządu.

Dystopijne społeczeństwo, w którym państwo i megakorporacje łączą się w swojego rodzaju monstrum, które ma stały dostęp w czasie rzeczywistym do wszelkich danych praktycznie każdego mieszkańca planety. Ma ono możliwość i narzędzia monitorowania – lub kontrolowania – każdej transakcji, każdej podróży, każdej wiadomości czy rozmowy telefonicznej.

„Wielobiegunowość” maskuje tę prawdę i posługuje się partyjnym myśleniem i ideologią, aby tworzyć fałszywe lub powierzchowne rozróżnienia.

BRICS kontra NATO, USA kontra Chiny, Izrael kontra Iran, Europa kontra Rosja, Inicjatywa Pasa i Szlaku kontra Korytarz Handlowy Indie-Bliski Wschód-Europa.

Wybierz flagę i pomachaj nią. Fałszywe wojny i wyższe ceny, wszystko w służbie Wielkiego Resetu.

To jest właśnie cel i to właśnie oznacza „wielobiegunowość”.

_______________

Fake Wars & Higher Prices: What a “Multipolar World Order” REALLY Means, Kit Knightly, May 20, 2026

Chodzi o hegemonię, a ofiary o tym nie wiedzą

[Dziwny tekst.. Jakby mało przenikliwy.. A o co mu chodzi naprawdę ?? Chyba zobaczymy niedługo. md]

Chodzi o hegemonię, a ofiary o tym nie wiedzą.

Paul Craig Roberts

W świecie zachodnim, a być może nawet globalnie, odmowa Rosji podjęcia działań odwetowych za zniszczenie gazociągu Nord Stream zaszkodziła jej reputacji i przekonała syjonistycznych neokonserwatystów w Waszyngtonie, że Rosja Putina to papierowy tygrys. Waszyngton był już o tym przekonany; w przeciwnym razie nie odważyłby się wysadzić rurociągu, którym przesyłano rosyjską energię do Europy. Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby Waszyngton rozpoczął tak agresywny atak na Rosję, gdy Związek Radziecki jeszcze istniał. Putin poparł twierdzenie Waszyngtonu, że odpowiedzialność jest nieznana. Putin z pewnością nie chce, aby Waszyngton został obwiniony, ponieważ skłoniłoby go to do podjęcia działań.

Ale tego nie zrobi. Tak jak nic nie zrobi w sprawie ataku Waszyngtonu na rosyjską flotę bombowców strategicznych. Tak jak nic nie zrobi w sprawie próby zabicia go przez Waszyngton w jego domu za pomocą ataków rakietowych. Tak jak nic nie zrobi w sprawie przejęcia rosyjskich tankowców. Tak jak odmawia użycia wystarczającej siły, aby zakończyć niewielki konflikt, który przeradza się w jedną z najdłuższych wojen w najnowszej historii, wkraczając coraz głębiej w rosyjskie obszary cywilne i energetyczne.

Putin nie robi nic innego, jak tylko składa hołd Trumpowi i nie przepuszcza żadnej okazji, by przesłać mu pozdrowienia i wyrazić chęć negocjacji.

Nie bez powodu nazywam go Putinem Nieprzygotowanym. Doktryna Wolfowitza głosi, że głównym celem polityki zagranicznej USA jest zapobieganie wzrostowi jakiejkolwiek potęgi, która mogłaby osłabić status Waszyngtonu jako mocarstwa jednobiegunowego od czasu upadku Związku Radzieckiego. Ale najwyraźniej nie na Kremlu Putina. Putin został całkowicie zaskoczony w 2008 roku zainicjowanym przez Waszyngton atakiem Gruzji, byłej rosyjskiej prowincji, na Osetię Południową. Putin przynajmniej coś z tym zrobił, ale to był ostatni raz, kiedy Rosja zareagowała na prowokacje. Zamiast tego, rosyjska społeczność zajmująca się polityką zagraniczną już mówiła o „Nowej Jałcie”.

Kiedy Waszyngton obalił prorosyjski, demokratycznie wybrany rząd na Ukrainie, byłej prowincji rosyjskiej, Putinowi zabrakło dalekowzroczności, by dostrzec oczywistość. Waszyngton chciał wykorzystać Ukrainę do wojny zastępczej z Rosją, aby zdestabilizować lub odizolować rosyjski rząd. Zamiast stawić czoła rzeczywistości, Putin schował się za porozumieniami mińskimi, którymi Zachód go oszukał, jednocześnie budując ukraińską armię.

Gdy rząd USA pod przewodnictwem Bidena, UE i NATO całkowicie zignorowały prośbę Putina i Ławrowa o zawarcie umowy o wzajemnym bezpieczeństwie, która umożliwiłaby normalne stosunki między Rosją a Zachodem, a duża, wyszkolona i wyposażona przez USA armia ukraińska stanęła na skraju inwazji na oderwany Donbas – terytorium należące do Rosji, ale przydzielone byłej radzieckiej prowincji Ukrainy ze względów politycznych lub innych – całkowicie nieprzygotowany Putin musiał interweniować.

Dlaczego przywódca tak potężnego kraju był nieprzygotowany? Ponieważ Putin albo nie znał doktryny Wolfowitza o amerykańskiej hegemonii, albo nie traktował jej poważnie, podobnie jak najwyraźniej cały rosyjski wywiad i ekspert w dziedzinie polityki zagranicznej. Podobnie jak cały świat muzułmański, pomimo otwartego przyznania się Izraela do oczywistości syjonistycznego planu Wielkiego Izraela, nie chce go uznać.

Podczas gdy Izrael rości sobie prawo do hegemonii w jednym regionie – na Bliskim Wschodzie – strefa wpływów Waszyngtonu obejmuje cały świat. Celem polityki zagranicznej USA jest zapobieganie powstaniu jakiegokolwiek państwa, które mogłoby ograniczyć amerykańską hegemonię. Za takie państwa uważa się Rosję, Chiny i Iran.

Hegemonia Izraela przejawia się w syjonistycznym planie Wielkiego Izraela. Pierwotnie terytorium to rozciągało się od Nilu do Eufratu. Ostatnio izraelscy ministrowie rozszerzyli zasięg Izraela na obszar od Nilu do Pakistanu, w tym na niearabskie państwa Turcji i Iranu.

Rosyjski minister spraw zagranicznych jest równie nieświadomy tego syjonistycznego planu, jak świat muzułmański, który nie podjął się jego rozwiązania. Ławrow niedawno oświadczył, że Waszyngton i Izrael rozpoczęły wojnę z Iranem, aby uniemożliwić Iranowi normalizację stosunków z państwami Zatoki Perskiej i w ten sposób zmusić świat arabski do wycofania się ze wsparcia dla Palestyny. Oświadczenie Ławrowa ignoruje syjonistyczny projekt izraelskiej hegemonii na Bliskim Wschodzie oraz fakt, że Iran stanowi największą przeszkodę dla hegemonii Izraela.

Kontrola przepływów energii jest częścią hegemonicznych ambicji Waszyngtonu. Według rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Ławrowa, Waszyngton chce przejąć uszkodzony gazociąg Nord Stream i wykorzystać przepływy energii do kontrolowania Europy. ( > LINK ) Plan najwyraźniej przewiduje przejęcie i naprawę gazociągu przez Stany Zjednoczone, podczas gdy Rosja dostarcza gaz, który Waszyngton następnie sprzedaje Europie.

Zapytany o to rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził, że po rozwiązaniu konfliktu na Ukrainie istnieje wiele projektów, które byłyby korzystne dla obu stron. Wygląda na to, że negocjacje między rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Kiryłem Dmitrijewem a dwoma negocjatorami Trumpa, Witcoffem i Kushnerem, koncentrują się bardziej na transakcjach biznesowych niż na pierwotnych celach Putina.

Ani Rosja, ani Iran zdają się nie rozumieć, że stoją w obliczu ambicji hegemonicznych. Jak właściwie negocjować z mocarstwami, których celem jest odebranie im suwerenności?

Pokój wymaga od Waszyngtonu porzucenia doktryny Wolfowitza, a od Izraela zrzeczenia się Wielkiego Izraela. Bez tych deklaracji zrzeczenia się, jakiekolwiek negocjacje są bezsensowne.

Źródło: Problemem jest hegemonia, a jej ofiary nie są świadome

Rosyjsko-chińska sonda kosmicznie zmierza w kierunku planety Multipolarity

Rosyjsko-chińska sonda kosmiczna

zmierza w kierunku

planety Multipolarity.

Pepe Escobar

Nowy Jedwabny Szlak/BRI i jego odnogi, takie jak Północnomorski Szlak Morski/Arktyczny Jedwabny Szlak, to tętniące życiem i dynamiczne szlaki.

SZANGHAJ – I to już wszystko. Strategiczne partnerstwo między Rosją a Chinami, wiodącymi siłami w procesie integracji euroazjatyckiej oraz organizacjami wielobiegunowymi BRICS i SCO, oficjalnie potwierdziło i znacząco przyspieszyło proces zmierzania w kierunku wielobiegunowości i nowego systemu międzynarodowego poprzez wspólną deklarację strategiczną – podpisaną, opieczętowaną i ogłoszoną podczas wizyty prezydenta Putina w Chinach w tę środę.

To moment, który z wielu powodów przejdzie do historii. Miałem zaszczyt spędzić cały dzień w Pekinie, w Aurora College – prestiżowej prywatnej szkole i uniwersytecie w Szanghaju – w otoczeniu imponującej społeczności nauczycieli i uczniów.

Dało nam to wystarczająco dużo czasu na omówienie implikacji tego, jak dwa największe mocarstwa Eurazji – i globalni potentaci – kształtują zarys nowej geopolitycznej przyszłości dla większości ludzkości. Wyjątkiem będą rebelianci i wasale z obsesją na punkcie wyjątkowości, mający skłonność do popełniania seryjnych politycznych samobójstw.

Wszyscy pamiętamy wizytę prezydenta Xi w Rosji w 2023 roku. Opuszczając Kreml, stojąc obok Putina, wypowiedział zdanie, które przygotował na długo przedtem: „Obecnie doświadczamy zmian, jakich nie widzieliśmy od 100 lat”. Później Xi i Putin zgodzili się, że „to my wspólnie napędzamy te zmiany”.

Praktycznym rezultatem jest precyzyjnie sformułowana wspólna deklaracja Pekinu – napisana przez niewątpliwe „cywilizacje o starożytnej historii”.

Przyjrzyjmy się kilku kluczowym punktom. Deklaracja nie szczędzi słów ani koncepcji, jeśli chodzi o oferowanie poważnej alternatywy dla obecnego – przemijającego – jednostronnego momentu historycznego.

Policentryzm : „Próby niektórych państw, by jednostronnie kontrolować sprawy globalne, narzucać swoje interesy całemu światu i ograniczać suwerenny rozwój innych krajów w duchu epoki kolonialnej, zakończyły się niepowodzeniem”. Rosja i Chiny chcą skupić się na stworzeniu „długoterminowego państwa policentryzmu”.

„Prawo silniejszego” : „Podstawowe, powszechnie uznawane normy prawa międzynarodowego i stosunków międzynarodowych są regularnie naruszane (…). Istnieje ryzyko rozbicia społeczności międzynarodowej i powrotu do „prawa dżungli”.”

Nowa architektura bezpieczeństwa : „Należy zwrócić należytą uwagę na uzasadnione interesy bezpieczeństwa wszystkich krajów, wzmocnić współpracę w dziedzinie bezpieczeństwa, odrzucić konfrontacje blokowe i strategie gry o sumie zerowej, zwalczać ekspansję sojuszy wojskowych, wojny hybrydowe i wojny zastępcze oraz promować budowę odnowionej, zrównoważonej, skutecznej i trwałej globalnej i regionalnej architektury bezpieczeństwa (…). Niedopuszczalne jest zmuszanie suwerennych państw do porzucenia neutralności”.

Właśnie to Moskwa zaproponowała Waszyngtonowi i NATO w grudniu 2021 roku: niepodzielność bezpieczeństwa. Brak odpowiedzi doprowadził dwa miesiące później do specjalnej operacji wojskowej na Ukrainie, ponieważ Moskwa była przekonana, że ​​NATO planuje błyskawiczną wojnę w Donbasie.

Hegemonia : „Hegemonia na świecie jest niedopuszczalna i powinna być zakazana. Żadne państwo ani grupa państw nie powinna kontrolować spraw międzynarodowych, decydować o losie innych krajów ani monopolizować możliwości rozwoju”.

Globalne zarządzanie : Jest to preferowana koncepcja prezydenta Xi, która została już szczegółowo przedstawiona na szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Tianjinie w zeszłym roku: „Globalne zarządzanie, ważne narzędzie porządkowania systemu międzynarodowego, musi być zgodne z zasadami suwerennej równości, prawa międzynarodowego, multilateralizmu, skupienia na ludziach i zorientowania na wyniki”.

Organizacja Narodów Zjednoczonych stwierdziła, że ​​konieczne jest „wzmocnienie roli multilateralizmu jako centralnego instrumentu rozwiązywania złożonych globalnych wyzwań i zapobieżenie osłabieniu Organizacji Narodów Zjednoczonych”. Powinno to ostatecznie doprowadzić do „reformy Organizacji Narodów Zjednoczonych”. Wszyscy jednak wiedzą, że nie uda się to za obecnej kadencji Białego Domu.

Punkt 4 Deklaracji dotyczy globalnej różnorodności cywilizacji i wartości. To jest być może sedno sprawy – i ostateczny pogrzeb każdej ideologii opartej na wyjątkowości: „System duchowy i moralny żadnej cywilizacji nie może być postrzegany jako wyjątkowy ani lepszy od innych. Wszystkie kraje powinny promować zrozumienie cywilizacji oparte na równości, wzajemnej wymianie doświadczeń i dialogu oraz wzmacniać wzajemny szacunek, zrozumienie, zaufanie i wymianę między różnymi narodami i cywilizacjami”.

Nowy „niezbędny naród”

Oświadczenie Rosji i Chin przedstawia – tak zwięźle, jak to tylko możliwe – bardzo potrzebną ludzkości nadzieję: powrót do matrycy cywilizacyjnej przeszłości jako podstawy bardziej sprzyjającej i sprawiedliwej przyszłości.

Jest to w istocie humanistyczny mini-manifest, który wykracza daleko poza stworzenie nowej architektury bezpieczeństwa i zmiany w systemie międzynarodowym. Jego wiarygodność opiera się na wsparciu dwóch mocarstw, które są jednocześnie w pełni cywilizowanymi, suwerennymi i całkowicie niezależnymi państwami.

Od dawna nazywam ten proces „Wiekiem Eurazji”. To właśnie to święto obchodzono w Pekinie 20 maja 2026 roku, podczas oficjalnej wizyty prezydenta Putina.

Zakres, głębia i ambicje wspólnego oświadczenia przyćmiewają nawet inne istotne aspekty wizyty Putina w Pekinie.

Obejmuje to w szczególności narodziny nowego „niezbędnego narodu”. Era mocarstw o ​​wyjątkowej pozycji dobiega końca – na scenę wkraczają Chiny. Stary porządek ulega natychmiastowemu przesunięciu. I tak, to najistotniejsza zmiana w sojuszach mocarstw od zakończenia zimnej wojny. „Imperium Chaosu”, które dążyło do izolacji i gospodarczego zniszczenia Rosji poprzez sankcje, zostało zniwelowane przez strategiczne partnerstwo między Rosją a Chinami.

Obowiązujący od 25 lat traktat o dobrosąsiedzkich stosunkach między Rosją a Chinami został znacząco rozszerzony – obejmuje strategiczne korytarze energetyczne, takie jak rurociąg Siła Syberii 2, ścisłą koordynację wojskową i wspólne ramy cywilizacyjno-ideologiczne.

Oczywiście, nic istotnego nie wycieknie z dwugodzinnej, nieformalnej ceremonii parzenia herbaty między Xi a Putinem. Z pewnością jednak omawiano wojnę zastępczą na Ukrainie i nielegalną wojnę z Iranem. Putin mógł również poinformować Xi o kolejnych krokach Rosji w coraz bardziej toksycznej konfrontacji z NATO, a także o wsparciu technicznym udzielanym Iranowi przez Rosję i Chiny.

Krótko mówiąc: Inicjatywa Pasa i Szlaku (BRI) i jej odnogi, takie jak Północna Droga Morska i Arktyczny Jedwabny Szlak, wciąż są żywe – podobnie jak de-dolaryzacja światowej gospodarki. Handel między Rosją a Chinami odbywa się obecnie niemal wyłącznie w juanach i rublach.

Jeśli chodzi o BRICS – wewnętrznie destabilizowane przez USA, szczególnie przez Indie i Zjednoczone Emiraty Arabskie – sojusz mógłby w końcu obudzić się ze śpiączki. Proces ten musiałby jednak być prowadzony przez Ławrowa i Wang Yi. Punkt ciężkości musi się zmienić: BRICS potrzebuje strategicznej spójności w ramach Globalnej Większości, aby transformacja wielobiegunowa rzeczywiście się powiodła.

Następnie pojawia się kwestia przyszłości Power of Siberia 2. Chiny mogłyby w końcu przezwyciężyć obsesję na punkcie „ucieczki z Malakki”, która trwa od początku XXI wieku – zwłaszcza teraz, gdy USA de facto blokują Cieśninę Ormuz i irańskie porty.

Władze w Pekinie zawsze wiedziały, że kontrola nad Cieśniną Malakka jest kluczowym elementem amerykańskiej strategii powstrzymywania Chin. Program „Potęga Syberii 2” oferuje rozwiązanie całkowicie wykraczające poza talasokratyczne „imperium piractwa”: transport gazu bezpośrednio z Półwyspu Jamalskiego do Chin przez góry Ałtaj i mongolskie stepy.

Pośród całego geopolitycznego dramatu, w Wielkiej Hali Ludowej miał miejsce również moment niezwykłego ludzkiego zaangażowania: wspólna wystawa agencji TASS i Xinhua zatytułowana „Nierozerwalna przyjaźń wielkich narodów, strategiczne partnerstwo wielkich mocarstw”. Dwadzieścia sześć fotografii udokumentowało przyjaźń między Putinem a Xi na przestrzeni lat – podczas szczytów G20, BRICS i SCO, Forum Pasa i Szlaku, Dnia Zwycięstwa w Moskwie i Igrzysk Olimpijskich w Pekinie.

Putin i Xi zwiedzili wystawę w towarzystwie dwóch specjalnych przewodników: dyrektora generalnego TASS Andrieja Kondraszowa i dyrektora generalnego Xinhua Fu Hua.

Ceremonia parzenia herbaty ukazała głęboko ludzką więź – osobisty kontakt – który jest niezbędny, aby wyruszyć długą i krętą drogą ku geopolitycznej przyszłości pełnej równowagi i wzajemnego szacunku.

Źródło: Statek kosmiczny Rosja-Chiny zmierza w kierunku planety wielobiegunowej

Chiny ostrzegają przed globalnym załamaniem systemu – Pekin opracowuje plan nowego porządku świata

Chiny publikują niezwykły dokument strategiczny – sytuacja na świecie jest niezwykle niebezpieczna

Chiny ostrzegają przed globalnym załamaniem systemu – Pekin opracowuje plan nowego porządku świata

Podczas gdy Zachód nadal pogrąża się w eskalacji militarnej, wojnie gospodarczej i tworzeniu bloków geopolitycznych, Chiny opublikowały niezwykły dokument strategiczny , który brzmi jak ostrzeżenie przed globalnym upadkiem. Jego tytuł: „Wielki globalny wstrząs i ścieżka współistnienia Chin i Stanów Zjednoczonych”.

Dokument pochodzi ze źródeł w chińskiej dyplomacji i pokazuje, jak przywódcy w Pekinie oceniają obecnie sytuację na świecie: Z chińskiej perspektywy stary porządek pod dominacją Stanów Zjednoczonych chyli się ku upadkowi.

Ton dokumentu jest niezwykle szczery [żartujesz… md] . Autorzy mówią o historycznej fazie przejściowej, w której system międzynarodowy ulega przekształceniu. Poprzedni stan globalnej dominacji Stanów Zjednoczonych nie może być już dłużej utrzymany. Zamiast stabilności, Waszyngton coraz bardziej sieje chaos: konfrontację geopolityczną, sankcje, bloki militarne, wojny handlowe i coraz bardziej agresywną politykę powstrzymywania rywali.

Uderzające jest to, że choć Chiny nadal postrzegają Stany Zjednoczone jako swojego głównego przeciwnika strategicznego, jednocześnie ostrzegają przed niekontrolowanym starciem między supermocarstwami. Właśnie to jest prawdziwe przesłanie dokumentu: Pekin nie chce otwartej wojny światowej, lecz nowej formy współistnienia rywalizujących ośrodków władzy.

Tekst momentami przypomina rozliczenie z zachodnim, powojennym porządkiem. Autorzy przytaczają wojnę na Ukrainie, napięcia na Bliskim Wschodzie, kryzys w Cieśninie Ormuz i zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw jako symptomy systemu sięgającego swoich granic. U podstaw tego leży chińska perspektywa, zgodnie z którą era jednobiegunowej hegemonii USA dobiega końca, a na horyzoncie pojawia się porządek wielobiegunowy.

Szczególnie kontrowersyjna jest sekcja poświęcona sztucznej inteligencji. W tym miejscu dokument opisuje sztuczną inteligencję nie tylko jako kluczową technologię ekonomiczną, ale także potencjalne globalne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Według dokumentu, systemy autonomiczne, cyber-operacje i procesy decyzyjne oparte na sztucznej inteligencji mogą wymknąć się spod kontroli, a nawet zagrozić stabilności jądrowej.

Pośrednio sygnalizuje to, że technologiczna konfrontacja między Waszyngtonem a Pekinem już dawno weszła w kolejną fazę. Wyścig o sztuczną inteligencję, półprzewodniki i dane został w dokumencie opisany jako geopolityczna walka o przetrwanie.

Warto również zauważyć, że dokument nie wydaje się triumfalny. Zamiast tego dominuje mieszanka niepokoju i strategicznej ostrożności. Chiny zdają się dostrzegać, że upadek starego porządku stanowi również ogromne zagrożenie dla ich własnej stabilności.

Dlatego Pekin wzywa do stworzenia nowej globalnej architektury:

  • wzajemne uznawanie stref wpływów,
  • Wyrzeczenie się całkowitej dominacji,
  • strategiczna stabilność między głównymi mocarstwami,
  • i wielobiegunowy porządek świata bez wyłącznego przywództwa Stanów Zjednoczonych.

Między wierszami staje się jasne: Chiny postrzegają obecną sytuację światową jako wyjątkowo niebezpieczną. Prawdziwym zagrożeniem jest nie tylko wojna między państwami, ale utrata kontroli nad globalnym systemem, który staje się coraz bardziej niestabilny z powodu zadłużenia, kryzysów energetycznych, technologicznego wyścigu zbrojeń i polaryzacji ideologicznej.

Dokument ujawnia przede wszystkim jedno: Pekin od dawna przygotowuje się do świata po amerykańskiej hegemonii. Pozostaje tylko pytanie, czy ta transformacja przebiegnie gładko – czy zakończy się łańcuchową reakcją globalnych konfliktów.

Płeć inteligencji

Płeć inteligencji 21/2026(775) 

Małgorzata Todd www.mtodd.pl

    Obsesyjny podział na płcie nie powinien się ograniczać tylko do ich ilości (58, lub więcej) ale i jakości. Czym różni się poseł od posłanki?

Może tym, czym sztuczna inteligencja od sztucznych inteligentów, takich, z których składa się obecny rząd?
     W PRL-u były zasadniczo 3 klasy: robotnicza, chłopska i inteligencji pracującej. Od tej pierwszej, jako przewodniej siły narodu, pracy się nie domagano. Chłopstwo dzieliło się na uprzywilejowanych zatrudnionych PGR-ach i kułaków, którzy przeznaczeni byli do likwidacji. Za radzieckiej dominacji, jedynie inteligencja miała dopisek „pracująca”, w odróżnieniu od tej niepracującej i nieistniejącej zarazem. 
     Jak to jest obecnie? „Inteligent niepracujący”, to wzorzec każdego potencjalnego celebryty. Taki sztuczny inteligent, wystarczy, że kupi sobie dyplom doktora „słowo honoris” w kramie z dyplomami i będzie mógł zasiadać w radach nadzorczych spółek państwowych, nic nie robiąc, do końca życia. Co innego rolnik. Ten, jako posiadacz dóbr – prywaciarz, pozostał solą w oku „demokracji warczącej”, bo a nóż nie zechce po dobroci oddać tego co ma Niemcom, którzy przecież lepiej niż my, wiedzą co z tym zrobić.
     Inteligencja sztuczna, czy nie sztuczna, byle prawdziwa, lubi kierować się zdrowym rozsądkiem. A tego żaden despota, nawet ewentualny, tolerować nie może. Stąd, zamiast pytać cię o opinię w jakiejś sprawie, wolą pytać, co czujesz, permanentnie wmawiając, że uczucia są najważniejsze. Szczególnie uczucie nienawiści, które należy zwalczać.

Secret Service

‒ Na czym właściwie polega praca polskiego agenta za granicą? – spytała Małgorzata. – Na tym samym, co i w kraju – odpowiedział DUCH CZASU.
‒ Czyli na czym?
‒ Na pilnowaniu, żeby kochał on „władzę ludową”.
‒ Nic się nie zmieniło?
‒ Nazewnictwo tylko i ograniczenia RODO. Tak działa mafia. Ziobro, to przecież straszny przestępca, bo podarował wozy strażackie strażakom, czym kupił sobie ich przychylność.
‒ To rzeczywiście groźna transakcja.
‒ Mało tego, za czasów kiedy był Ministrem Sprawiedliwości, to niejaki mecenas Giertych, musiał ukrywać się we Włoszech, bo nakradł tyle, że sam się tego wystraszył. .
‒ Gdzie go jednak pozwami nie nękano.
‒ Dodajmy, że było to potem, jak biedak zemdlał na widok prokuratora.
‒ Swoją drogą, adwokat mdlejący przed prokuratorem, to ewenement na skalę światową. Księga Ginesa czeka na wpis.
‒ Skąd biedaczek mógł wiedzieć, co kierowca podsuwa mu do podpisania, ani skąd się biorą miliony na jego koncie?
‒ Niezawisły (od prawa i zdrowego rozsądku) sąd wykazał niezbicie, że to tylko głupek, który nie wiedział co podpisuje.
‒ Rzeczywiście, głupota nie podlega paragrafom.
‒ I jest szczególnie ceniona, bo praktykowana przez koalicję 13 grudnia.

Waldemar Żurek w zorganizowanej grupie przestępczej?

Stanisław Michalkiewicz: Waldemar Żurek w zorganizowanej grupie przestępczej?

   14 maja Judenrat “Gazety Wyborczej”, a za nim inne postępowe media z radością poinformowały o zarejestrowaniu przez stołeczny Urząd Stanu Cywilnego pierwszego “małżeństwa” jednopłciowego.  Chodzi o panów Jakuba i Mateusza Trojanów, którzy najpierw zawarli w Niemczech umowę o wzajemne świadczenie sobie usług seksualnych, a następnie uzyskali w Naczelnym Sądzie Administracyjnym wyrok, nakazujący polskim urzędom stanu cywilnego zarejestrowanie tej umowy, jako “małżeństwa”.

W ten oto sposób, za sprawą nienawistnych sądów i ich politycznych protektorów, dokonany został milowy krok na drodze rewolucji komunistycznej, której nasz nieszczęśliwy kraj dość długo się opierał. Jednak – co zauważyli już starożytni Rzymianie – “nie ma takiej bramy, jakiej nie przeszedłby osioł obładowany złotem” – więc jeśli Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje oraz jej brukselscy i luksemburscy kolaboranci mogli uzależnić od rejestrowania takich umów o wzajemne świadczenie sobie usług seksualnych jako “małżeństw.

Chodzi na przykład o przekazywanie Polsce kolejnych transz podpisanej niedawno przez Władysława Kosiniaka-Kamysza z PSL oraz pana ministra Domańskiego, który w vaginecie obywatela Tuska Donalda ma fuchę ministra finansów, pożyczki SAFE, na podstawie której polska będzie kupowała broń i amunicję, a potem – na podstawie nadal obowiązującej umowy z 2 grudnia 2016 roku –  nieodpłatnie przekazywała ją Ukrainie.

W takim przypadku nic dziwnego, że nie tylko środowiska postępackie, ale również – nienawistne sądy – powinność swojej służby zrozumiały, podobnie jak stołeczny Urząd Stanu Cywilnego, który przeszedł do porządku dziennego nad art. 18 konstytucji, który definiuje małżeństwo, jako “związek kobiety i mężczyzny”. Najwyraźniej nienawistne sądy i urzędnicy, którzy dla miłego grosza podpiszą wszystko, co tam będzie trzeba, doszły do wniosku, że nie ma co wierzgać przeciwko ościeniowi i lepiej płynąć na fali komunistycznej  rewolucji, niż być odrzuconym przez ten prąd.

   Kiedy bowiem tradycyjny proletariat, to znaczy – pracownicy najemni – odwrócili się od promotorów komunistycznej rewolucji, by drążyć sobie nisze ekologiczne w systemie kapitalistycznym, promotorzy rewolucji obrócili swoje argusowe oczy na proletariat zastępczy – a to w postaci “kobiet”, czy też – sodomczyków i gomorytek – który mogliby “wyzwalać”. Rewolucjonista bez proletariatu, który mógłby “wyzwalać” jest bowiem figurą śmieszną, a “socjały nudne i ponure” niczego się tak nie boją, jak właśnie śmieszności. Inna sprawa, że takie np. “kobiety” nawet lepiej nadają się na proletariuszki, niż proletariusze tradycyjni.

Taki jeden z drugim tradycyjny proletariusz pragnął jak najszybciej przestać być proletariuszem, to znaczy – dorobić się – a kiedy już mu się to udało, to – jako “drobnomieszczanin” –  stawał się nieprzejednanym wrogiem rewolucjonistów, nie bez powodu obawiając się, że zechcą mu oni odebrać wszystko, czego z takim trudem się dorobił.

Tymczasem “kobieta” – wszystko  jedno – biedna, czy bogata – kobietą być nie przestanie, więc wystarczy tylko jej wmówić, że jest oprymowana przez “męskie szowinistyczne świnie” a z tej opresji wyzwolić ją mogą tylko rewolucjoniści – co prawda razem z majtkami – ale – jak powiadają Francuzi – a la guerre comme a la guerre; straty muszą być, więc i bez majtek jakoś trzeba będzie się obejść.

Podobnie sodomczykowie i gomorytki, którym rewolucjoniści schlebiają, jakoby stanowili oni awangardę postępu i w ogóle – sól ziemi czarnej. Oczywiście do czasu, bo kiedy już rewolucja komunistyczna zwycięży, to żaden proletariat do “wyzwalania” nie będzie już potrzebny. Toteż zostanie on przepuszczony przez maszynkę do mięsa, jak tzw. “starzy bolszewicy” w Rosji za Stalina. Na tym etapie jednak dominują umizgi, więc  nic dziwnego, że postępactwo, co to nie widzi dalej od własnego nosa –  się raduje.

   Tymczasem jest zasadnicza różnica między umowami o wzajemne świadczenie sobie usług seksualnych przez osoby tej samej płci, a małżeństwem. Chodzi o to, że z bzykania się osób należących do tej samej płci nie będzie żadnego potomstwa, podczas gdy z małżeństwa, a nawet konkubinatu – może się ono pojawić. I właśnie z tego względu władza publiczna traktuje małżeństwo inaczej niż umowę o wzajemne świadczenie sobie usług seksualnych.

Wobec tego potomstwa bowiem rodzice mają wiele poważnych obowiązków, które są egzekwowane przez prawo, podczas gdy z bzykania się osób tej samej płci nie musi wynikać nic, co by władzę publiczną w ogóle interesowało.

Mówiąc nawiasem, nigdy nie mogłem się nadziwić, po co właściwie sodomczykom, czy gomorytkom potrzebny jest taki urzędowy certyfikat. Bzykać przecież mogą się i bez tego. Wprawdzie podają oni pozory uzasadnienia, ale o ich bezwartościowości przekonałem się już dawno, kiedy jeszcze byłem działaczem UPR.

Przed jakimiś wyborami zadzwonił do mnie przedstawiciel sodomczykowskiego stowarzyszenia “Lambda”, pytając o nasz stosunek do “małżeństw” jednopłciowych, Wyjaśniłem mu powody, dla których jesteśmy przeciwni instytucjonalizacji takich par. – Ale skoro już pan zadzwonił, to proszę, nich mi pan wyjaśni, dlaczego wam na tym tak zależy? Na to on, że to konieczne, żeby mogli po sobie dziedziczyć. Ja na to, że wcale nie – bo przecież mogą sporządzić sobie nawzajem  testamenty – podobnie, jak mogą wystawić sobie wzajemnie pełnomocnictwa na przykład dla otrzymywania informacji medycznych.

Nie wymaga to żadnej zmiany prawa. On na to, że owszem – ale wtedy musieliby płacić wyższy podatek spadkowy. Ja na to: to tak mi pan mów! UPR jest za zniesieniem podatku od spadków i darowizn, więc możecie śmiało na nas głosować.

   I jeszcze jedna sprawa. Oto Urząd Stanu Cywilnego w Warszawie, wystawiając panom Trojanom dokument, jakoby zawarli oni “małżeństwo”, ostentacyjnie dopuścił się przestępstwa poświadczenia nieprawdy w świetle prawa polskiego – z uwagi na  art. 18 konstytucji. Co innego, gdyby zgodnie z prawdą stwierdził, że obydwaj panowie zawarli w Niemczech umowę o wzajemne świadczenie sobie usług seksualnych.

Tak się jednak nie stało, więc mamy tu do czynienia z oczywistym przestępstwem  urzędniczym, w którym – jak się wydaje – w charakterze podżegacza, a być może i pomocnika – uczestniczył również prezydent Warszawy, pan Rafał Trzaskowski, podobnie, jak członkowie Naczelnego Sądu Administracyjnego, którzy podpisali się pod wyrokiem nakazującym zarejestrowanie tej umowy, jako “małżeństwa”.

Na dobry porządek obywatel Żurek Waldemar powinien nakazać wszczęcie postępowania karnego nie tylko przeciwko urzędnikowi, który nieprawdę poświadczył, ale wszystkich podżegaczy i pomocników, wśród których są oczywiście również panowie będący stronami wspomnianej umowy. Jeśli tego nie zrobi, to opinia publiczna będzie miała oczywisty dowód, że obywatel Żurek Waldemar wcale nie stoi na nieubłaganym gruncie praworządności, tylko uczestniczy w zorganizowanej grupie przestępczej.

Polecamy również: Miliony dla OMZRiK. Gdzie są pieniądze?

Polska golonka czy unijny świerszczowy

Polska golonka czy unijny świerszczowy

22.05.2026 Marcin Rola nczas/polska-golonka-czy-unijny-swierszczowy

Cały czas trwa walka o normalność na przekór totalitarnej, marksistowskiej Unii Europejskiej. Walka nie ustaje, głównie za sprawą w części bardzo naiwnego społeczeństwa, które liczy na posiadanie czegoś, ale bez pracy („bo UE da”). Tym bardziej warto powiedzieć o planach polskich rolników, którzy wyjdą na ulice Warszawy, aby protestować przeciwko unijnemu zamordyzmowi.

Zacznijmy od tego, że tzw. Unia Europejska z Europą nie ma nic wspólnego – oprócz okupacji całego naszego kontynentu. Jeśli idzie o kwestie polityczne to pod wieloma względami bliżej jej do III Rzeszy niż do normalnej, demokratycznej organizacji prawa.

UE to totalitarne pseudo państwo?

W samej UE widzimy totalny zamordyzm, bandytyzm, totalitaryzm. Odejście od zasad demokracji i totalną anarchię prawną. Dlatego rodzimi rolnicy znowu będą protestować ws. polityki unijnej, która chce wyrugować rolnictwo. Wszystko ma być produkowane i kontrolowane przez globalne koncerny.

Przypomnijmy, że niegdyś Polska stała rolnictwem, produkcją żywności i zdrowiem, dziś mamy wysyp wszelkiej maści nowotworów, chorób i non stop słyszę o kolejnym dziecku z autyzmem. Rzecz jasna to ostatnie ma dużo wspólnego ze szczepieniami. Tak przynajmniej twierdzą niektórzy amerykańscy naukowcy i władza. Coraz więcej badań potwierdza jednak te opinie.

Big Pharma i Big Food?

W mojej opinii za liczne nasze tzw. „cywilizacyjne” nieszczęścia odpowiada tzw. Big Food i Big Pharma. Jedna napędza klienteli drugiej. Ludzie oczywiście z własnej woli żyją coraz szybciej i gorzej – co oczywiście nakłada się na kwestie zdrowotne. UE nie pomaga, ale szkodzi wspierających tych wielkich, korporacyjnych, kosztem tych małych, lokalnych. Dlatego rolnicy zapowiedzieli, że będą protestować przeciwko unijnym zamordyzmom i totalitaryzmom.

Kolejny protest rolników, ale potem znowu UE i POPiS?

Solidarność Rolników zapowiada ogromny protest w Warszawie, ale czy to coś da? W mojej opinii jedyna opcja, która może cokolwiek zrobić i zmienić pozytywnie, ale i systemowo, to Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Niestety ogrom rolników nadal chce tkwić w Unii Europejskiej i być trzymane za twarz przez unijnych komunistów. Część woli to niż zacząć działać na własną rękę i robić wszystko zgodnie ze sztuką – jak robili ich ojcowie, dziadowie czy pradziadowie. Ostatnio sporo jeżdżę z Grzegorzem Braunem po Polsce i widzę, jak to wygląda.

Polski rolnik inaczej robi dla swojej rodziny i siebie, a inaczej na handel, bo dyrektywy każą mu np. faszerować zwierzęta chemią, by szybciej rosły i nabierały masy. Z tym należy czym prędzej skończyć i przywrócić ustawienia fabryczne w tej dziedzinie. Inaczej czeka nas kompletna zapaść, nie wspominając o ciągłych chorobach dzieci i kobiet. Nie oszukujmy się! Elitom-bandytom zależy na tym, abyśmy wiecznie byli chorzy. To jest system naczyń połączonych i jedni napędzają klienteli drugim. W tym wypadku Big Food Big Pharmie i na odwrót.

Czas odzyskać niepodległość polskiej wsi. Zrezygnować z unijnej patologii i wymysłów klimatycznych terrorystów. Inaczej będziemy wiecznie głodni, chorzy i zniewoleni.

USA: Dobrze wykorzystany kryzys

Dobrze wykorzystany kryzys

Andrzej Szczęśniak myslpolska/szczesniak-dobrze-wykorzystany-kryzys

Ameryka, która wywołała największy kryzys energetyczny w historii, doskonale nim zarządza. Mocniej podporządkowuje sobie sojuszników, przydusza wrogów. Zwiększa własne dochody, buduje wpływy i siłę. Energia staje się dla niej narzędziem globalnej władzy na kształt dolara.

Napaść USA i Izraela na Iran przekształciła się 8 kwietnia w blokadę morską. Nastąpiło zawieszenie broni, ale jego najważniejszy warunek – uwolnienie transportu ropy i gazu przez Cieśninę Ormuz – nie został spełniony. Już prawie trzy miesiące ten najważniejszy punkt światowej logistyki nie działa. Donald Trump, zaprzestawszy bombardowań Iranu, zaczął przyduszać energetycznie świat i skutecznie wykorzystuje sytuację do osłabienia energetycznych konkurentów i zajęcia ich rynków. Jak mawiają bowiem amerykańscy politycy: nie pozwól, by taki piękny kryzys się zmarnował, można przecież osiągnąć to, czego wcześniej nie byłeś w stanie….

Najmocniej przyduszane są państwa Zatoki Perskiej, najwięksi producenci, czerpiący dobrobyt praktycznie wyłącznie z eksportu ropy i gazu. A Waszyngton wprost oferuje Chinom, by zastąpiły ropę z Zatoki Perskiej – surowcami z Teksasu czy Alaski.

Amerykański eksport ropy naftowej w czasie tej wojny niezwykle wzrósł – o prawie 40 procent wobec lutego. Mobilizacja zasobów była błyskawiczna i dostawy skierowano do sojuszników – Europy, Japonii i Korei. W ciągu miesiąca Stany potrafiły je zwiększyć o 1,4 mln b/d (to dwa razy tyle, ile zużywa Polska). Produktów naftowych także, choćby paliwo lotnicze. Stany wykorzystały potęgę swego sektora rafineryjnego i eksport wzrósł ponad 80% r/r. Dzięki temu na sezon wakacyjny nie zapowiadają się odwołane loty.

To samo w gazie ziemnym i światowym handlu LNG – w ciągu miesiąca eksport amerykański wzrósł o 20%, a do wygłodniałej Azji wręcz podwoił się, zastępując gaz z Kataru. Do pracy przystąpiły nowe instalacje skraplające, inne zwiększyły wydajność. Dzisiaj Korea, Hiszpania, Francja kupują o połowę więcej LNG u swego strategicznego sojusznika.

Amerykańscy sojusznicy, jak Kanada czy Argentyna, a także kontrolowana już Wenezuela, również zwiększyli eksport. Za to rafinerie i infrastruktura Rosji na dodatek do ostrych sankcji i ścigania floty tankowców zostały poddane zmasowanym atakom dronów. Startujące z Ukrainy, ale kierowane zachodnimi środkami naprowadzania i bezkarnie przepuszczanych przez terytoria państw sąsiedzkich.

Ameryka użyła, także dla eksportu, ogromnych zapasów ropy ze Strategicznej Rezerwy Naftowej. Zalała rynek, sprzedając ponad milion baryłek dziennie. Użyto także rezerw stworzonej przez Stany ponad pół wieku temu i kontrolowanej do dziś Międzynarodowej Agencji Energii. A ta zarządza zapasami ogromnymi – 1,8 miliarda baryłek ropy. Przez ponad rok kraje zachodnie mogą uzupełniać braki ropy, zablokowane w Cieśninie.

Donald Trump potrafił też zmusić rynki finansowe do niewiarygodnej wręcz wstrzemięźliwości. Ta największa katastrofa to utrata co dziesiątej baryłki światowych potrzeb, ale ceny ropy nie szaleją. A potrafią przecież przebijać sufit ze znacznie mniej poważnych powodów – wystarczy porównać ceny z 2022 roku, gdy realne podstawy były żadne wręcz w porównaniu z dzisiejszymi. I jaka wtedy kwitła spekulacja cen gazu w Europie i na globalnym rynku ropy. Za to jaki dzisiaj spokój – notowania ropy utrzymują się wokół zadanego rynkom poziomu 100 dolarów i gracze finansowi się tego trzymają. Okiełznanie ich jest z pewnością ogromnym sukcesem Donalda Trumpa i jego sekretarza skarbu Scotta Bessenta, choć dzisiaj nie nagłaśnianym. Zbyt delikatna sprawa.

Donald Trump na początku swojej kadencji wydusił od wszystkich sojuszników deklaracje potężnych inwestycji w amerykański sektor energetyczny. Przede wszystkim od tych, którzy na ropie zarabiają najwięcej – Zjednoczone Emiraty Arabskie obiecały 1400 miliardów dolarów, Katar 1200 mld, Arabia Saudyjska – bilion. Ale zobowiązania padły ze strony Unii (750 mld USD na zakupy surowców i 600 mld na inwestycje), Japonii (550 mld) czy Korei Południowej (450 mld USD). Te pieniądze mają wrócić do Ameryki, w końcu do handlu ropą używa się dolara… Więc żeby gdzieś te pieniądze się nie zawieruszyły, Donald Trump włączył akcelerator, wymuszający realizację obietnic. Co chwilę słychać o nowych inwestycjach sojuszników, tworzących amerykańskie miejsca pracy i budujących potęgę Stanów.

Ameryka w ropie naftowej i gazie ziemnym powtarza to, czego dokonała w dolarze, czyniąc go światową walutą. Kontroluje coraz większe ich zasoby i staje się pożyczkodawcą ostatniej szansy – dostarcza awaryjnie węglowodorów sojusznikom, stojącym na progu kryzysu. Dolar daje jej ogromną władzę i kontrolę nad światowym handlem, ropa i gaz pozwoli kontrolować gospodarkę światową. Hasło Donalda Trumpa „dominacja energetyczna” jest naprawdę realizowane.

Świetnie wykorzystany kryzys. To już kolejny. Jaki będzie następny?

Andrzej Szczęśniak

Israel’s Rafael Defense Systems Factory DESTROYED in Haifa

Israel’s Rafael Defense Systems Factory DESTROYED — $2.3 Billion Loss Says

DR Marandi https://www.youtube.com

=========================================

Explosive claims are circulating online alleging that a major facility connected to Israel’s Rafael defense systems industry has been destroyed, causing billions of dollars in losses and raising serious questions about the security of critical military infrastructure. In this urgent analysis, Dr. Marandi examines what is being claimed, what has actually been verified so far, and why strategic defense industries are increasingly becoming targets in modern conflict.

At this time, there is no independent confirmation from major international outlets that a Rafael Advanced Defense Systems factory was completely destroyed or that verified losses reached $2.3 billion. Claims involving large-scale industrial destruction and financial damage often spread rapidly during wartime and may be difficult to independently confirm in real time. However, northern Israel and areas near Haifa — where major defense and industrial facilities are located — have faced repeated missile alerts and escalating security threats amid growing regional tensions. Analysts warn that attacks targeting defense manufacturers, energy facilities, ports, and logistics hubs could significantly impact military readiness, supply chains, and economic stability. (reuters.com)

Rafael Advanced Defense Systems is closely associated with some of Israel’s most important defense technologies, including missile interception systems and advanced military electronics. Experts note that any confirmed strike on such facilities would represent a major escalation with significant strategic and symbolic implications. At the same time, information warfare and exaggerated wartime claims continue spreading widely across social media during periods of conflict. (factcheck.afp.com) In this breakdown, Dr. Marandi explores whether strategic industrial targets are becoming the new frontline in regional warfare, how Israel may respond to growing threats against critical infrastructure, and why the economic dimension of modern conflict is becoming increasingly important.

Szwedzi i Norwedzy to rozbójnicy! [uzup.]

==============================

mail:

Mężczyźni pokazani na zdjęciu to somalijczycy, którzy gwałcili nieletnie dziewczynki w Bristolu w Anglii w 2014 r.

garoweonline.com/en/news/somalia-13-men-guilty-of-enforced-prostitution-and-rape-of-vulnerable-girls-in-bristol

Natomiast mężczyźni, których zatrzymano w Gdańsku, to: 17-letni Mohamad H.,
23-letni Aran Acib A., 18-letni Jabril H. oraz 19-letni Senal Saned O.

Najstarszy z nich, według gazety „Goeteborgs-Posten”, jest powiązany ze
środowiskiem przestępczym w Angered, dzielnicy Goeteborga. Według PAP, 23-latek
był jedną z osób skazanych na dwa lata więzienia za udział w pobiciu ze skutkiem
śmiertelnym. Ofiarą był 40-letni mężczyzna zaatakowany w 2023 r. na placu w
Gardsten w Goeteborgu.

Obecnie mężczyznom postawiono zarzut rozboju z użyciem noża, grozi im od 3 do 20
lat pozbawienia wolności.

Źródło: https://wbijamszpile.pl/nowe-fakty-ws-rozboju-na-obywatelu-norwegii-przez-szwedow

[Tam szczegóły, dla nas nieciekawe md]

Skandal z pobieraniem organów w Izraelu ujawnia profanacje

Skandal z pobieraniem organów w Izraelu ujawnia zwyczaje profanacji

Pokaz cnoty Tel Awiwu w kwestii oddawania nerek nie może ukryć palestyńskich zwłok, ostrzeżeń ekspertów medycyny sądowej i skandali związanych z handlem ludźmi, które wciąż wymagają uwagi.

Robert Inlakesh

25 stycznia prezydent Izraela Isaac Herzog stanął przed tłumem świętującym ustanowienie – jak to określił Tel Awiw – światowego rekordu w liczbie donacji nerek. Wydarzenie, promowane w ramach kampanii lobbingowej z Księgą Rekordów Guinnessa, miało na celu zademonstrowanie hojności, dyscypliny i moralnego celu.

Jednakże w Księdze Rekordów Guinnessa odnotowano jedynie samo zgromadzenie, a nie donację nerek, którą Tel Awiw zamienił w pokazówkę PR-ową.

Ciała stojące za liczbami

W Strefie Gazy, gdzie Izrael zwracał ciała Palestyńczyków w workach – niektóre w stanie rozkładu, okaleczone lub noszące ślady interwencji chirurgicznej – ceremonia była postrzegana inaczej. Dla palestyńskich urzędników służby zdrowia pytanie nie brzmiało, jak Izraelowi udało się pozyskać tak wielu dawców, ale czy wszystkie te ciała w ogóle wyraziły na to zgodę.

Izraelską „fasadę propagandową” zakwestionował sam dr Munir al-Bursh, dyrektor generalny palestyńskiego Ministerstwa Zdrowia w Strefie Gazy. Stwierdził, że izraelskie „rekordowe liczby” rodzą poważne pytania o pochodzenie nerek i innych narządów, które obecnie są przedmiotem celebracji. Zwrócił uwagę na rażącą sprzeczność między państwem okupacyjnym, które przez lata przetrzymywało palestyńskie ciała na „cmentarzyskach liczb” i w chłodniach, a jednocześnie prezentowało się światu jako humanitarny wzór w zakresie dawstwa narządów.

Bursh przytoczył udokumentowane przypadki zwrotu rodzinom zwłok bez organów – zwłaszcza nerek – bez dokumentacji medycznej, dokumentacji autopsji ani jakiejkolwiek prawnej możliwości pociągnięcia ich do odpowiedzialności. Zaapelował o przeprowadzenie niezależnego międzynarodowego śledztwa w celu ustalenia, czy rzekome osiągnięcia Izraela opierały się na kradzieży palestyńskich organów.

Nieco ponad tydzień później Izrael zwrócił rozproszone szczątki około 54 Palestyńczyków do szpitala Al-Shifa w Strefie Gazy. Zespoły medycyny sądowej natychmiast rozpoczęły prace mające na celu identyfikację ciał i uspokojenie rodzin, ale odnotowały, że wiele z nich nosiło wyraźne ślady tortur i chirurgicznego usunięcia narządów.

Nie było to pierwsze tego typu ostrzeżenie od czasu operacji „Potop Al-Aksa”. Zarzuty dotyczące pobierania narządów pojawiły się zaledwie dziesięć dni po rozpoczęciu izraelskiego ludobójstwa w Strefie Gazy. Pod koniec listopada 2023 roku Euro-Med Human Rights Monitor zaapelował o wszczęcie śledztwa w sprawie kradzieży palestyńskich narządów po tym, jak „pracownicy służby zdrowia znaleźli dowody pobierania narządów, w tym brakujące ślimaki i rogówki, a także inne ważne organy, takie jak wątroba, nerki i serca”.

Izrael i jego obrońcy próbowali stłumić rozpowszechnianie tych oskarżeń, powołując się na „oszczerstwa rytualne” i antysemityzm. Ponieważ dowody pochodziły od Palestyńczyków, apele o wszczęcie międzynarodowego śledztwa w dużej mierze trafiały w próżnię.

Skandal, którego Izrael nigdy nie zakopał.

Dokładnie to wydarzyło się na początku lat 90., kiedy palestyńscy lekarze i krewni zmarłych oskarżyli Izrael o nielegalne pobieranie organów podczas pierwszej intifady. W rzeczywistości, ówczesny minister zdrowia Izraela Ehud Olmert zorganizował publiczną kampanię na rzecz oddawania narządów już w 1992 roku. Podobnie jak dzisiaj, celem było stworzenie wizerunku organizacji humanitarnej.

W 1999 roku amerykańska antropolog Nancy Scheper-Hughes zaczęła odkrywać to, co od dawna było ignorowane. Jako współzałożycielka Organs Watch – organizacji monitorującej handel organami i jego koszty ludzkie – w 2001 roku poruszyła tę kwestię podkomisji Kongresu USA.

Przełom nastąpił wraz z opublikowaniem wywiadu z Yehudą Hissem, głównym patologiem Instytutu Medycyny Sądowej Abu Kabira – jedynej izraelskiej instytucji uprawnionej do przeprowadzania sekcji zwłok w przypadkach nienaturalnej śmierci.

Hiss przyznał, że Abu Kabir pobierał organy z ciał Palestyńczyków bez ich zgody.

Oficjalne izraelskie sprawozdanie, oparte na wewnętrznym dochodzeniu, twierdziło, że pobieranie organów nie było skierowane konkretnie do Palestyńczyków, ale że ofiarami byli również izraelscy żołnierze. Jednak izraelski Kanał 2 wyemitował film dokumentalny o tym przypadku i przeprowadził wywiady z patologami z Abu Kabir, z których jeden wyraźnie stwierdził: „Nigdy nie pobieraliśmy skóry od izraelskich żołnierzy, ale od innych”.

Sheper-Hughes oświadczyła w 2009 roku, że znaczna część nielegalnego handlu nerkami na świecie ma swoje korzenie w Izraelu. „Izrael jest numerem jeden” – powiedziała, twierdząc, że „ma macki sięgające na cały świat”. Doniosła, że ​​obywatele Izraela – często otrzymujący wynagrodzenie od Ministerstwa Zdrowia i w ramach projektu wspieranego przez Ministerstwo Obrony – byli odpowiedzialni za masową turystykę transplantacyjną.

Izraelczycy eksploatują bezbronne populacje od Brazylii po Filipiny. Reportaż BBC z 2001 roku opisał nawet sytuację, w której „setki Izraelczyków stworzyło linię produkcyjną, która zaczyna się w wioskach Mołdawii, gdzie dziś mężczyźni chodzą z jedną nerką”.

W kontrowersyjnym wówczas artykule szwedzki dziennik Aftonbladet z 2009 r. opublikował twierdzenia, że ​​Palestyńczycy byli celowo zabijani przez izraelskie wojsko w celu pozyskania ich narządów.

Chociaż Izrael i jego zwolennicy lubią przedstawiać cały ten skandal jako odosobnioną serię incydentów, Hiss i jego koledzy z Abu Kabir, którzy publicznie przyznali się do pobierania organów, nie zostali nawet ukarani. Hiss nie został skazany na długoletnie więzienie; wręcz przeciwnie, pozwolono mu kontynuować pracę w Abu Kabir.

Innymi słowy, nigdy nie pociągnięto do odpowiedzialności – przeprowadzono jedynie wewnętrzne dochodzenie w Izraelu, po którym nastąpiły obietnice ze strony izraelskiej armii i rządu, że nie będą już pobierać organów od Palestyńczyków.

Liczby stojące za rekordem Tel Awiwu

Izraelska organizacja, która stoi u podstaw obecnego rekordu świata, to Matnat Chaim, założona w lutym 2009 roku, wkrótce po uchwaleniu przez Tel Awiw przepisów zakazujących handlu narządami. Jerozolima, gdzie organizacja ma siedzibę, stała się wiodącym miastem w Izraelu pod względem altruistycznego oddawania nerek. Tel Awiw twierdzi, że Matnat Chaim przeprowadził ponad 2000 przeszczepów, ustanawiając tym samym rekord ustanowiony w styczniu.

Dostępne dane rodzą oczywiste pytania.

W latach 2009–2021 organizacja Matnat Chaim podała, że ​​wykonała 1000 przeszczepów. W 2022 roku organizacja non-profit zgłosiła, że ​​umożliwiła przeprowadzenie 202 przeszczepów – w porównaniu z 215 w roku poprzednim. Oznacza to, że przed oskarżeniami z listopada 2023 roku publicznie dostępna liczba wynosiła 1277. Aby osiągnąć liczbę 2000, organizacja musiałaby wykonać dodatkowe 723 przeszczepy w ciągu nieco ponad trzech lat.

Według Izraelskiego Narodowego Centrum Transplantologii, łączna liczba przeszczepów od żywych dawców w latach 2023, 2024 i 2025 wyniosła 923. W 2022 roku – ostatnim roku, dla którego publicznie dostępne są dane dotyczące udziału Matnat Chaim – organizacja odpowiadała za 63% przeszczepów od żywych dawców. Gdyby ten udział pozostał stały, w ciągu tych trzech lat wyniósłby on około 581 przeszczepów – znacznie poniżej 2000.

To samo w sobie nie obciąża Matnata Chaima. Wyjaśnia jednak, dlaczego Bursh po prostu nie przyjął tego twierdzenia – zwłaszcza w cieniu długiej historii izraelskiego procederu grabieży organów i zeznań ze szpitali w Gazie.

Kolejnym interesującym argumentem przemawiającym za sceptycyzmem wobec wyjątkowo wysokich wskaźników w Izraelu jest fakt, że zaledwie 14% populacji podpisało kartę darczyńcy Adi (Ehud) Ben-Dror. To plasuje Izrael w czołówce krajów rozwiniętych pod względem liczby datków. W większości krajów zachodnich średnia wynosi około 30% populacji.

Dawstwo narządów od dawna budzi kontrowersje wśród Izraelczyków. Na przykład naczelny rabin Palestyny ​​okupowanej przez Brytyjczyków oświadczył, że pogląd, jakoby praktyka ta profanowała zmarłych, jest „wyjątkowy dla Żydów… Nie-Żydzi nie mieliby żadnego szczególnego powodu, by jej unikać, gdyby istniał ku temu naturalny cel, na przykład względy medyczne”.

W 1996 roku wpływowy rabin Icchak Ginsburgh z sekty Chabad-Lubawicz wyjaśnił, że jeśli Żyd potrzebuje wątroby: „Czy można zabrać wątrobę niewinnemu nie-Żydowi, który akurat przechodzi obok, aby go uratować? Tora prawdopodobnie by na to pozwoliła. Życie żydowskie ma nieskończoną wartość. W życiu żydowskim jest coś nieskończenie świętszego i bardziej wyjątkowego niż w życiu nie-Żyda”.

Chociaż obecnie najwyższe autorytety religijne Izraela publicznie uznają, że oddawanie narządów jest dozwolone dla Żydów, konsensus ten jest stosunkowo nowy. Liczba żydowskich dawców znacząco wzrosła w ciągu ostatniej dekady. Dla wielu ściśle praktykujących Żydów kwestia ta pozostaje kontrowersyjna.

Ten kontekst społeczny, w połączeniu ze stosunkowo niewielką liczbą ludności Izraela, sprawia, że ​​tym bardziej podejrzane jest, że Izraelski Narodowy Bank Skóry jest uważany za jeden z największych – jeśli nie największy – banków skóry na świecie. INSB jest zarządzany wspólnie przez izraelskie Ministerstwo Zdrowia i wojsko.

Profanacja jako polityka

Izrael od dawna traktuje ciała Palestyńczyków jako instrumenty kontroli nad masami.. W 2017 roku Tel Awiw przyznał się do utraty śladów ciał palestyńskich więźniów politycznych zmarłych w areszcie. Oświadczenie wskazywało na izraelską praktykę chowania Palestyńczyków w nieoznakowanych grobach na tak zwanych „cmentarzach liczb” – okrutną metodę stosowaną w celu uniemożliwienia rodzinom ustalenia miejsca pobytu ich bliskich. Palestyńczycy wyrażali również obawy, że z niektórych zaginionych ciał pobrano organy.

Poza Palestyną, Izraelczycy byli wielokrotnie wiązani ze skandalami związanymi z handlem organami na całym świecie.

Jedyną osobą skazaną za handel organami w USA był Izraelczyk Levy Izhak Rosenbaum. Sędzia okręgowa USA Anne Thompson z New Jersey określiła go mianem „spekulanta” działającego na czarnym rynku, który „handlował ludzkim nieszczęściem”. Odsiedział zaledwie dwa i pół roku więzienia i uniknął deportacji.

W 2010 roku pięciu obywateli Izraela, w tym emerytowany generał armii, zostało oskarżonych o prowadzenie siatki handlarzy organami. Ich system nadużyć został opisany jako „forma współczesnego niewolnictwa”, w ramach której bezbronni ludzie w krajach rozwijających się byli wykorzystywani do pozyskiwania narządów. Sprawa ujawniła niewygodną sprzeczność dla izraelskiego wymiaru sprawiedliwości: zachowania, które są obecnie ścigane, były skutecznie tolerowane przez struktury państwowe zaledwie dwa lata wcześniej.

W 2015 roku tureckie władze aresztowały podejrzanego izraelskiego handlarza organami i zbadały grupę, która celowo atakowała syryjskich uchodźców. Jeszcze w 2024 roku turecka policja aresztowała czterech obywateli Izraela podczas nalotu na inną grupę, która również wykorzystywała syryjskich uchodźców i inne grupy de-faworyzowane w Turcji.

W 2018 roku cypryjska policja aresztowała obywatela Izraela Mosze Harela, oskarżając go o kierowanie globalnym gangiem handlu organami – skandalem, którego początki sięgają 2008 roku, kiedy to pewien Turek zemdlał na lotnisku w Prisztinie z widocznym bólem po usunięciu nerki. Harel został wcześniej aresztowany przez władze izraelskie w 2012 roku, ale później zwolniony.

Wspomniane przypadki są obecnie uznawane za nielegalne w świetle prawa izraelskiego. Jednak był czas, kiedy Izraelczycy podróżujący za granicę w celu oddania narządów byli nie tylko tolerowani, ale wręcz zachęcani. Ta historia wyjaśnia, dlaczego obywatele Izraela nadal pojawiają się w skandalach związanych z handlem narządami na różnych kontynentach. Samo izraelskie Ministerstwo Zdrowia przyczyniło się do ukształtowania kultury, w której ciała ubogich, przesiedleńców i osób okupowanych mogły być traktowane jako materiały medyczne.

Dlaczego nie przeprowadzono śledztwa?

Pomimo tej udokumentowanej historii, instytucje zachodnie nadal wspierają izraelskie wojsko. W październiku ubiegłego roku Uniwersytet Południowej Kalifornii został zdemaskowany po sprzedaży 32 szczątków ludzkich armii amerykańskiej, które następnie wykorzystano do szkoleń chirurgicznych dla izraelskiej armii. Rada Stosunków Amerykańsko-Islamskich (CAIR) potępiła to odkrycie jako „niepokojące”. Ciała zmarłych Amerykanów zostały sprzedane do łańcucha dostaw obsługującego armię dopuszczającą się ludobójstwa w Strefie Gazy.

Miesiąc później lekarze ze Strefy Gazy wysunęli nowe oskarżenia o pobieranie organów. Miało to miejsce w związku z powrotem kilku ciał do szpitala Nasser w Chan Junis, gdzie jeden z lekarzy powiedział: „Ciała przybyły wypchane watą, z lukami wskazującymi na usunięcie organów. To, co zobaczyliśmy, jest nie do opisania”.

Biorąc pod uwagę mnogość dowodów i oskarżeń wskazujących na to, że Izrael systematycznie pozyskiwał organy w trakcie ludobójstwa, pojawia się pytanie, dlaczego do tej pory nie wszczęto żadnego niezależnego międzynarodowego dochodzenia.

Podobnie jak miało to miejsce na początku lat 90., dowody palestyńskie po raz kolejny są ukrywane pod ochroną „polityki” Zachodu, w obawie przed odwetem ze strony lobby izraelskiego oraz w milczącym założeniu, że izraelskie instytucje mogą przeprowadzić własne dochodzenie.

Źródło: Skandal związany z kradzieżą organów w Izraelu obnaża kulturę profanacji

Amerykańska demokracja nie istnieje

Amerykańska demokracja nie istnieje

Amerykanie właśnie obserwowali, jak lobby izraelskie otwarcie manipuluje kolejnymi wyborami, a za jakieś dwa tygodnie usłyszą, jak ich rząd mówi im, że muszą zmienić reżim w innym obcym kraju, aby przynieść „demokrację” tamtym obywatelom. Sami Amerykanie nie mają demokracji.

Caitlin Johnstone 20 maja 2026 r. caitlinjohnstone-au/american-democracy-does-not-exist

Thomas Massie stracił mandat w Kongresie w prawyborach z przeciwnikiem, którego finansowanie lobbingu na rzecz Izraela sprawiło, że wybory te były najdroższymi prawyborami Izby Reprezentantów w historii. Massie był rzadkim republikańskim przeciwnikiem nadużyć Izraela na Kapitolu.

Wydatki na odsunięcie Massiego od władzy osiągnęły oszałamiający pułap 32 milionów dolarów, ostatecznie. Drugie i trzecie najdroższe wybory do Izby Reprezentantów były również w dużej mierze finansowane przez lobby izraelskie, a AIPAC przeznaczył miliony na obalenie postępowych demokratów Cori Bush i Jamaala Bowmana

Amerykanie właśnie obserwowali, jak lobby izraelskie otwarcie manipuluje kolejnymi wyborami, a za jakieś dwa tygodnie usłyszą, jak ich rząd mówi im, że muszą zmienić reżim w innym obcym kraju, aby przynieść „demokrację” swoim obywatelom. Sami Amerykanie nie mają demokracji.

———————————————–

AIPAC @AIPAC

Congratulations to US Navy SEAL Ed Gallrein for defeating anti-Israel incumbent Thomas Massie! Pro-Israel Americans are proud to back candidates who support a strong alliance and help defeat those who work to undermine it. Being pro-Israel is good policy and good politics!

Steve Kornacki @SteveKornacki 20 maj

NBC projects that Ed Gallrein will defeat Rep. Thomas Massie in the KY-4 GOP primary

————————————–

Zawieszenie broni z Iranem jest kruche i może się skończyć w każdej chwili. Waszyngton obecnie wymyśla absurdalnie przejrzyste preteksty , by usprawiedliwić atak na Kubę. I wiadomo, że gdy tylko bomby zaczną spadać na kraj, na który mają spaść, Amerykanie usłyszą, że to dobra rzecz, bo przyniesie wolność i demokrację każdemu narodowi rozdzieranemu przez wojskowe materiały wybuchowe.

To po prostu śmieszne, jak często amerykańska machina propagandowa ględzi o „demokracji”, podczas gdy olbrzymie fortuny są przeznaczane na manipulowanie amerykańskim procesem wyborczym, aby realizować cele plutokratów i grup interesów. 

Przynieśmy demokrację Irakijczykom! O nie, Rosjanie ingerują w naszą demokrację!

Tymczasem w Ameryce nic takiego nie istnieje. Kiedy w wyborach liczy się ten, kto może sobie pozwolić na wydanie jak największej kwoty na manipulację i oszukiwanie opinii publicznej, by głosowała po swojemu, to nie jest demokracja. To plutokracja.

Bogaci wykupują agencje prasowe i platformy mediów społecznościowych, finansują think tanki i grupy lobbingowe oraz sponsorują kampanie wyborcze każdego, kto się z nimi nie zgadza, i dzięki temu są w stanie wywrzeć wystarczający wpływ, aby nakłonić społeczeństwo do głosowania w sposób, który sprzyja ich programom. 

Dlatego Amerykanie mają żarty z płacy minimalnej i nie mają normalnego systemu opieki zdrowotnej. Dlatego korporacje mogą bezkarnie wykorzystywać klasę robotniczą i zanieczyszczać środowisko. Dlatego sztuczna inteligencja jest nam wciskana na siłę bez żadnych regulacji, jednocześnie zużywając naszą czystą wodę i odbierając nam pracę. I dlatego amerykańskie bomby wciąż spadają w Libanie i Strefie Gazy.

Bogaci i wpływowi będą to robić, dopóki nie zostaną zmuszeni do zaprzestania. Będą wykorzystywać swoje bogactwo i wpływy do manipulowania zachowaniem społeczeństwa, dopóki ludzie nie przestaną im na to pozwalać. Nie da się tego problemu rozwiązać głosami, bo to oni kontrolują głosy. 

Zapomnij o wprowadzaniu demokracji na Kubę. Spróbuj wprowadzić demokrację w Stanach Zjednoczonych.

Iran kontratakuje – wojna z Teheranem może okazać się katastrofą polityczną dla Trumpa

Scott Ritter: Iran kontratakuje – dlaczego wojna z Teheranem może okazać się katastrofą polityczną dla Trumpa

W kontrowersyjnym wywiadzie, były inspektor ONZ ds. uzbrojenia i były oficer wywiadu USA, Scott Ritter, przedstawia ponury obraz obecnej sytuacji między USA, Izraelem a Iranem. Ritter argumentuje, że Waszyngton i Tel Awiw nie tylko popełniły błąd geopolityczny, ale także zdały sobie sprawę, że bezpośrednia wojna z Iranem może wymknąć się spod kontroli – militarnej, gospodarczej i politycznej. Jego analiza opiera się na narastającej eskalacji na Bliskim Wschodzie, ogromnych stratach poniesionych przez systemy zachodnie oraz obawie przed globalnym załamaniem gospodarczym.

Ritter opisuje tę sytuację jako kryzys, z którego administracja Trumpa desperacko próbuje się teraz wydostać. Oficjalnie prezydent Donald Trump mówi o udanych negocjacjach i celowej deeskalacji. W rzeczywistości jednak, według Rittera, Waszyngton po prostu nie jest w stanie stoczyć poważnej wojny z Iranem, nie narażając się na strategiczną katastrofę.

Według Rittera, debata koncentruje się na niedawnych wypowiedziach irańskiego ministra spraw zagranicznych Abbasa Araghchiego, który oświadczył, że Iran wyciągnął wnioski z poprzednich ataków i że w razie ponownej eskalacji sytuacji czeka go „wiele niespodzianek”. Ritter wskazuje również na doniesienia o ogromnych stratach zachodnich systemów powietrznych i dronów w poprzednich konfliktach. Szczególnie podkreśla rzekome zniszczenie licznych dronów MQ-9 Reaper i innych samolotów w ciągu zaledwie 37 dni aktywnych działań wojennych.

Według Rittera, to właśnie w tym momencie zmieniła się geopolityczna rzeczywistość. Izrael i Stany Zjednoczone początkowo wierzyły, że mogą zdestabilizować Iran poprzez ukierunkowane ataki i ostatecznie doprowadzić do zmiany reżimu. Izrael przekonał Trumpa, że ​​irańskie przywództwo jest słabe, społeczeństwo staje się świeckie, a Republika Islamska stoi na skraju upadku. Jednak ta kalkulacja zawiodła.

Ritter twierdzi, że izraelskie władze sprzedały Trumpowi iluzję: ideę, że można wyeliminować Najwyższego Przywódcę, zneutralizować dowództwo wojskowe, a następnie wprowadzić nowy rząd, który położy kres irańskiemu programowi rakietowemu i nuklearnemu. Dziś jednak Waszyngton dostrzega, że ​​stało się odwrotnie: irańskie władze są silniejsze w kraju niż wcześniej, podczas gdy strategiczne cele Izraela stały się nieosiągalne.

Ocena Rittera dotycząca potencjalnych konsekwencji nowej wojny jest szczególnie dramatyczna. Jego zdaniem, gdyby doszło do bezpośredniego ataku na Iran, Teheran nie tylko uderzyłby w Izrael, ale także zaatakowałby całą infrastrukturę energetyczną regionu Zatoki Perskiej. Ritter wskazuje w szczególności na Zjednoczone Emiraty Arabskie, które, jego zdaniem, odgrywają obecnie kluczową rolę w izraelskiej strategii bezpieczeństwa.

Iran jasno dał już do zrozumienia, że ​​w przypadku wojny celem ataków staną się obiekty energetyczne, zakłady odsalania wody i systemy zasilania państw Zatoki Perskiej. Ritter opisuje scenariusz ciągłych ataków rakietowych i dronów „godzina po godzinie, dzień po dniu”. Według jego szacunków konsekwencje byłyby katastrofalne: załamanie produkcji energii, poważne zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw, zamknięcie rafinerii, a ostatecznie globalny kryzys gospodarczy.

Szczególnie kontrowersyjne jest jego twierdzenie, że Stany Zjednoczone z trudem podołałyby logistycznemu utrzymaniu takiej wojny. Według Rittera Waszyngton dysponuje jedynie ograniczonymi zapasami broni dalekiego zasięgu i systemów obrony powietrznej. Iran natomiast jest zdolny do prowadzenia długotrwałej wojny na wyniszczenie. Według Rittera, Stany Zjednoczone „zaczną się wyczerpywać po tygodniu”.

Kolejnym tematem wywiadu jest sytuacja polityczna Trumpa w kraju. Ritter kreśli obraz prezydenta coraz bardziej zaabsorbowanego problemami ekonomicznymi. Amerykańska opinia publiczna nie interesuje się geopolitycznymi narracjami o irańskiej broni jądrowej, lecz inflacją, cenami energii i rosnącymi kosztami utrzymania. Ritter wielokrotnie przywołuje słynne powiedzenie z czasów Clintona: „Gospodarka, głupcze”.

Trump próbuje teraz zademonstrować siłę, grożąc atakami, a następnie przedstawiając się jako rozjemca. Ritter nazywa to czystym teatrem politycznym. W rzeczywistości, według jego analizy, sam Trump wie, że wojna z Iranem może oznaczać jego polityczny upadek. Załamanie gospodarcze wynikające z gwałtownego wzrostu cen energii zrujnowałoby wybory uzupełniające i ostatecznie doprowadziłoby do wszczęcia procedury impeachmentu.

Ponadto Ritter rozpoczyna zmasowany atak na zachodnie media i agencje wywiadowcze. Szczególnie krytycznie odnosi się do doniesień o rzekomych kontaktach Izraela z byłym prezydentem Iranu Mahmudem Ahmadineżadem. Ritter określa te doniesienia jako „najtańszą formę wojny informacyjnej” i oskarża CIA oraz media takie jak „The New York Times” i „Financial Times” o aktywny udział w psychologicznej manipulacji.

Według niego, Stany Zjednoczone nie mają obecnie praktycznie żadnych funkcjonujących sieci wywiadowczych w Iranie. Poprzednie struktury CIA zostały rozbite przez irańskie agencje kontrwywiadowcze. Chociaż Izrael od dawna budował sieci operacyjne, one również zostały poważnie uszkodzone w ostatnich miesiącach.

Pod koniec wywiadu Ritter skupia się na szerszym zjawisku geopolitycznym: strategicznym zbliżeniu między Rosją a Chinami. Chociaż wizyta Trumpa w Pekinie, według Rittera, „nie przyniosła żadnych rezultatów”, podczas spotkania Władimira Putina z Xi Jinpingiem podpisano dziesiątki konkretnych porozumień. Dla Rittera świadczy to o tektonicznej zmianie globalnego układu sił.

Jego wniosek jest jednoznaczny:
Stany Zjednoczone i Izrael wierzyły, że mogą odizolować i zdestabilizować Iran. Zamiast tego powstała sytuacja, w której jakakolwiek dalsza eskalacja niesie ze sobą ryzyko regionalnego konfliktu z globalnymi konsekwencjami gospodarczymi. Ritter jest przekonany, że Waszyngton wycofuje się już nie z powodu siły, ale z obawy przed konsekwencjami wojny, której może nie być już w stanie kontrolować.

Nie są źli na Ben-Gvira za to, że jest zły, są na niego źli za to, że jest szczery

caitlinjohnstone-com-au/theyre-not-mad-at-ben-gvir-for-being-evil-theyre-mad-at-him-for-being-honest/

Nie są źli na Ben-Gvira za to, że jest zły, są na niego źli za to, że jest szczery

Ben-Gvir jest idealnym uosobieniem rasistowskiej morderczości zarówno Izraela, jak i zachodniego imperium. Reprezentuje wszystko, w co przekształciła się ta wypaczona cywilizacja.

Caitlin Johnstone

Przedstawiciele władz zachodnich i izraelskich grożą obecnie palcem w udawanym oburzeniu wobec ministra bezpieczeństwa narodowego Izraela Itamara Ben-Gvira za publiczne chwalenie się złym traktowaniem aktywistów flotylli, którzy próbowali dostarczyć pomoc humanitarną do Gazy.

Na koncie Ben-Gvira na Twitterze opublikowano film, na którym minister drwi z aktywistów porwanych przez siły izraelskie na wodach międzynarodowych na początku tego tygodnia. Film opatrzono podpisem: „Tak akceptujemy zwolenników terroryzmu” po hebrajsku, a po angielsku: „Witamy w Izraelu”.

Na nagraniu widać, jak aktywiści flotylli z Europy, Ameryki Północnej, Australii i Nowej Zelandii są popychani, trzymani w pozycjach napięciowych na ziemi i wyśmiewani przez Ben-Gvira, gdy są unieruchomieni. To wszystko oczywiście blednie w porównaniu z codziennymi nadużyciami, jakich doświadczają palestyńscy jeńcy , ale dziś jest to przedmiotem międzynarodowego oburzenia, ponieważ ofiary pochodzą z Zachodu.

Zachodni urzędnicy ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Kanady, Włoch, Niemiec, Holandii, Hiszpanii, Irlandii, Australii i Nowej Zelandii wydali pełne oburzenia oświadczenia potępiające Ben-Gvira i domagające się powrotu aktywistów, podczas gdy izraelscy urzędnicy demonstracyjnie próbują zdystansować się od działań własnego ministra bezpieczeństwa narodowego.

„Sposób, w jaki minister Ben Gvir potraktował aktywistów z flotylli, jest niezgodny z wartościami i normami Izraela” – napisał na Twitterze premier Beniamin Netanjahu w odpowiedzi na kontrowersje.

„Świadomie wyrządziłeś krzywdę naszemu państwu tym haniebnym pokazem – i nie po raz pierwszy” – izraelski minister spraw zagranicznych Gideon Saar upomniał Ben-Gvira na Twitterze, dodając: „Nie, nie jesteś twarzą Izraela”.

„Nieodpowiedzialne popisywanie się Itamara Ben Gvira nie jest reprezentatywne dla polityki rządu” – napisał na Twitterze Yechiel Leiter, ambasador Izraela w Stanach Zjednoczonych, dodając: „Wybryki Ben Gvira niweczą nasze wysiłki dyplomatyczne, podczas gdy wrogowie Izraela z radością rzucają się na każdą nieszczęsną bzdurę, aby go zdyskredytować i demonizować”.

Całe to twierdzenie, jakoby działania Ben-Gvira nie reprezentowały Izraela ani jego wartości, miałoby zapewne większy ciężar gatunkowy, gdyby nie to, że miało miejsce tuż po międzynarodowym skandalu wywołanym artykułem „New York Timesa” na temat zamiłowania Izraela do stosowania tortur seksualnych wobec swoich jeńców —  w tym wykorzystywania tresowanych psów gwałcicieli .

Analitycy zauważyli, że minister bezpieczeństwa narodowego Izraela najprawdopodobniej udostępnia te materiały w celu zdobycia poparcia wśród swojej skrajnie prawicowej bazy w roku wyborczym, co mówi nam wszystko, co trzeba wiedzieć o obecnej sytuacji politycznej w tym kraju.

Warto również zauważyć, że Ben-Gvir publikował już wcześniej tego typu filmy – z tą różnicą, że jego ofiarami na tych filmach byli Palestyńczycy. Dziś widzimy oburzenie ze strony świata zachodniego tylko dlatego, że Zachód postrzega życie ludzi Zachodu jako nieskończenie cenniejsze niż życie Arabów.

Więc to trochę przesada, że ​​zachodnia klasa polityczna/medialna robi zamieszanie wokół tego filmu, po tym jak przez cały czas entuzjastycznie popierała nieustanną przemoc i nadużycia ze strony Izraela. I raczej głupie jest ze strony izraelskich urzędników twierdzenie, że działania ich ministra bezpieczeństwa narodowego nie reprezentują wartości ich kraju. 

Ben-Gvir jest idealnym uosobieniem rasistowskiej morderczości zarówno Izraela, jak i zachodniego imperium. Reprezentuje wszystko, w co przekształciła się ta wypaczona cywilizacja.

Nie są źli na Ben-Gvira za to, że jest zły. Są na niego źli tylko za to, że jest szczery.

Genetyczna ruletka

Genetyczna ruletka

Autor artykułu Marek Wójcik 21. maja 2026 world-scam/genetyczna-ruletka

Medycyna przyszłości jest nam sprzedawana jako „medycyna precyzyjna”. Jednak za terminami takimi jak spersonalizowane szczepionki mRNA, samo-amplifikujące się RNA (saRNA) czy programowane nanocząsteczki lipidowe kryje się eksperyment biologiczny o bezprecedensowej skali. Jak ostrzegają John A. Catanzaro i dr Peter A. McCullough w swojej niedawnej analizie , podejmujemy ryzyko, którego długoterminowe konsekwencje dla całego naszego genomu, mitochondriów i układu odpornościowego nie są nawet w przybliżeniu poznane.

Powyższy cytat pochodzi z wczorajszego artykułu na tkp.at: Genetyczna ruletka: Kiedy ludzkie ciało staje się bioreaktorem. Źródło.

Mój ostatni artykuł został skomentowany przez osobę, której zdecydowaną większość komentarzy cenię za rzeczowość w ten oto sposób:

Panie Marku, niech Pan nie powtarza absurdalnych informacji o możliwościach modyfikacji DNA, projektowania człowieka. BIOLOGIA podlega PRAWOM, nie HUCPIE !

Genetyka jest nadużywana na przykład jako wytłumaczenie dla otyłości. W ten sposób usiłuje się ukryć prawdziwy powód epidemii nadwagi, czyli przede wszystkim „leki” farmakologiczne oraz fałszywa propaganda psuedo-dietetyczna, którą szkoli się mało zainteresowanych prawdą dietetyków. Pytanie: czy tzw. szczepionki mRNA przeciwko wymyślonej pandemii nie są manipulacją genetyczną? Manipulacja genami to fakt, przynajmniej jeśli chodzi o opisaną w poprzednim artykule modyfikację epigenetyczną.

Jeśli nadal przeczysz możliwościom stosowania przeróbek genetycznych w biologii, to siłą rzeczy musisz uważać, że rośliny, którym zmienia się geny jak na przykład kukurydza, to fejk. Jeśli jest to kłamstwo, to bardzo dochodowe.

Nowe rośliny „NGT-1” bez oznaczenia GMO – ponieważ w przeciwnym razie konsumenci by ich nie akceptowali

Za kulisami Komisja Europejska przygotowuje kolejny etap kontroli przemysłowej nad żywnością. W najbliższych dniach Parlament Europejski ma głosować nad nowym rozporządzeniem w sprawie „nowych technik genomowych” (NGT), które wprowadza system dwuklasowy dla roślin modyfikowanych genetycznie. Źródło.

Skoro to jest jedynie hucpa, to nie powinniśmy się takimi sprawami przejmować.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Ujawniono: Wielka Brytania wiedziała, że ​​rozszerzenie NATO „sprowokuje” wojnę z Rosją

Rosjanie protestują przeciwko bombardowaniom Jugosławii przez NATO przed brytyjską ambasadą w Moskwie.

Opublikowano: Wielka Brytania wiedziała, że ​​rozszerzenie NATO „sprowokuje” wojnę z Rosją.

Przez Kit Klarenberg

15 kwietnia Declassified UK opublikował druzgocący raport z dochodzenia, który ujawnił, że wysocy rangą brytyjscy politycy i dowódcy wojskowi w połowie lat 90. doskonale zdawali sobie sprawę, że rozszerzenie NATO na Europę Środkową i Wschodnią „sprowokowałoby Rosjan” i prawdopodobnie wywołałoby wojnę totalną. Niepublikowane wcześniej dokumenty Ministerstwa Obrony pokazują, że Londyn zdawał sobie sprawę z głębokiej „wrażliwości” Moskwy na „wrogi sojusz wojskowy” rozszerzający się na jej granice i oparty na bardzo „realnych” obawach. Niemniej jednak, niebezpieczna kampania NATO na rzecz integracji Europy Środkowej i Wschodniej została szybko podjęta, co ostatecznie doprowadziło do konfliktu zastępczego na Ukrainie.

Od wybuchu tzw. „specjalnej operacji wojskowej” w lutym 2022 roku brytyjscy urzędnicy rządowi niestrudzenie powtarzali mantrę, że wojna zastępcza była „niesprowokowana”. Jednak odtajniona notatka Ministerstwa Spraw Zagranicznych z marca 1995 roku stwierdzała: „W Moskwie panowało powszechne przekonanie, zarówno psychologiczne, jak i intelektualne, że NATO stanowi realne zagrożenie”. W maju tego roku ówczesny premier John Major zwięźle opisał rosyjskie obawy swojemu irlandzkiemu odpowiednikowi, Johnowi Brutonowi, jako „głęboki lęk… przed okrążeniem”. Obawy dotyczące członkostwa w UE były stosunkowo stonowane.

„Dla Rosjan NATO miało o wiele groźniejsze znaczenie symboliczne i polityczne… Sytuacja w państwach bałtyckich była szczególnie trudna, ponieważ stanowiła dla Rosji niezwykle delikatną kwestię. Bardzo trudno byłoby mieć granicę NATO bezpośrednio przylegającą do Rosji”.

Niemniej jednak w 1997 roku NATO zaprosiło do przystąpienia Czechy, Węgry i Polskę, co uczyniły dwa lata później. W 2004 roku do sojuszu wojskowego jednocześnie przystąpiły Estonia, Łotwa i Litwa. Do sojuszu przystąpiły również byłe państwa Układu Warszawskiego: Bułgaria, Rumunia, Słowacja i była Jugosłowiańska Republika Słowenii. Odtajnione brytyjskie dokumenty ujawniają, że brytyjski wywiad wojskowy przygotował już w sierpniu 1996 roku studium dotyczące rozszerzenia NATO, które jednoznacznie przewidywało, że przystąpienie tych państw może wywołać wojnę, a w odpowiedzi zainicjować operację wojskową sojuszu na mocy artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego.

Odnosi się to do zbiorowej samoobrony, zgodnie z którą członkowie NATO są zobowiązani do udzielenia sobie nawzajem pomocy w razie ataku. W tym scenariuszu wywiad wojskowy założył, że „Rosja stanowczo sprzeciwiała się członkostwu państw bałtyckich w NATO i groziła środkami odwetowymi w celu ochrony własnego bezpieczeństwa przed sojuszem wojskowym postrzeganym jako wrogi na jej granicach”. W rzeczywistości Borys Jelcyn okresowo publicznie wygłaszał gniewne oświadczenia dotyczące rozszerzenia NATO w państwach bałtyckich, jednocześnie za zamkniętymi drzwiami lobbował w tej sprawie u prezydenta USA Billa Clintona.

Mimo to rozszerzenie NATO trwało. W grudniu 1996 roku, według odtajnionych brytyjskich raportów, ówczesny premier Rosji Wiktor Czernomyrdin prywatnie ostrzegł Majora: „Rosja nie może powstrzymać rozszerzenia NATO, ale zrobienie tego stworzyłoby niestabilną sytuację, która mogłaby eksplodować”. Inne odtajnione dokumenty z tego okresu pokazują, że wysocy rangą urzędnicy w Londynie doskonale zdawali sobie sprawę z „zaniepokojenia”, „strachu”, „wrogości”, „negatywnego nastawienia” i „niezadowolenia” Moskwy wobec rozszerzenia sojuszu. Zarówno Major, jak i jego następca, Tony Blair, osobiście wyraźnie zapewnili przedstawicieli Kremla, że ​​NATO „nie zbliży się do granic Rosji”.

Jednak tajny dokument strategiczny z września 1996 roku jasno wskazywał, że Wielka Brytania jest zdecydowana „rozszerzyć NATO na wschód”, nawet jeśli „zgoda Rosji nie będzie możliwa”. W lutym 1997 roku rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Nikołaj Afanasjewski, podczas spotkania z Jeremym Greenstockiem, brytyjskim ambasadorem w Moskwie, ze złością nazwał publiczne dyskusje w stolicach zachodnich na temat przyjęcia byłych republik radzieckich do Sojuszu „rażącą prowokacją”. Greenstock zapewnił swojego rosyjskiego odpowiednika, że ​​NATO „nie ma zamiaru” przyjmować byłych republik radzieckich „w chwili obecnej” – co formalnie rzecz biorąc, było prawdą.

„Problem rosyjski”

Notatka Departamentu Stanu z marca 1997 roku przewidywała, że ​​szybkie rozszerzenie NATO „rozgniewa” Rosję i ostatecznie „sprowokuje” reakcję militarną. „Obawy” Jelcyna dotyczące „możliwego przystąpienia Ukrainy, państw bałtyckich i innych państw byłego Związku Radzieckiego” uznano za „najtrudniejszą kwestię” wpływającą na stosunki Zachodu z Moskwą. Konieczne było zatem bardziej etapowe podejście. W tym samym miesiącu John Major spotkał się z sekretarzem generalnym NATO Javierem Solaną, który mówił o „rosyjskich obawach dotyczących przemieszczenia wojsk i sprzętu NATO na wschód”.

Odzwierciedlając głęboką niepopularność i nieufność wobec rozszerzenia NATO wśród znacznej części rosyjskiej opinii publicznej i klasy politycznej, Solana Major doniósł, że minister spraw zagranicznych Moskwy Jewgienij Primakow „mniej więcej poprosił go o pomoc w zapewnieniu Rosjan, że siły NATO nie będą posuwać się na wschód”. Miesiąc później Jelcyn wysłał ostro sformułowany prywatny list do Johna Majora:

„Nasz sprzeciw wobec planów rozszerzenia NATO pozostaje niezmienny. Wdrożenie tych planów byłoby największym błędem, jaki Zachód popełnił w całym okresie powojennym”.

Niepublikowane wcześniej, odtajnione dokumenty CIA wyraźnie pokazują, że Waszyngton zdawał sobie sprawę z zaciekłego sprzeciwu opinii publicznej i państwa w Rosji wobec działań wojskowych NATO i rozszerzenia NATO – nie tylko w byłym Układzie Warszawskim i Związku Radzieckim, ale także w byłej Jugosławii, a sprzeciw ten sięgał jeszcze dalej. Notatka CIA ze stycznia 1993 roku dotyczyła „Serbii i problemu rosyjskiego”. Agencja uznała za konieczne – choć potencjalnie trudne – uzyskanie zgody Moskwy na działania USA i ONZ przeciwko Serbom w związku z wojną w Bośni.

W tym czasie nowo zaprzysiężony Biały Dom Clintona otwarcie rozważał bezpośrednią interwencję w narastającym kryzysie humanitarnym, a nawet pełną inwazję. Rok wcześniej Waszyngton nałożył druzgocące sankcje na to, co pozostało z Jugosławii, z powodu rozlewu krwi. CIA uznała za konieczne uświadomienie nowemu zespołowi politycznemu Clintona rosnącego zagrożenia związanego z oddaleniem się Rosji od polityki Zachodu wobec Serbii. Agencja obawiała się, że historyczne więzi między Belgradem a Moskwą mogą utrudnić skuteczną reakcję międzynarodową – innymi słowy, otwarte zaangażowanie USA.

„Nawet jeśli USA nie mogą zastawić Rosji swojej polityki wobec Jugosławii, Waszyngton prawdopodobnie powinien dołożyć większych starań, aby skonsultować się z Moskwą przed podjęciem decyzji o nowych środkach politycznych” – ostrzegała notatka CIA. Agencja próbowała wyjaśnić, „dlaczego rosyjskie zaniepokojenie polityką Zachodu wobec Serbii może doprowadzić do weta wobec rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie użycia siły”. CIA donosiła, że ​​rząd rosyjski jest „coraz bardziej zaniepokojony potencjalnym użyciem siły przeciwko Serbii”, a następnie przedstawiła „pięć czynników napędzających ten niepokój”.

Wśród nich była „pseudo-geopolityka”. Problem Jelcyna – a tym samym CIA, Pentagonu i Białego Domu – polegał na tym, że „niektórzy Rosjanie” pytali: „Dlaczego Zachód, a zwłaszcza Stany Zjednoczone, miałby ingerować w obszar, który Rosja zawsze uważała za swoją tradycyjną strefę wpływów?”. CIA z pogardą oświadczyła, że ​​„Zachód nie powinien traktować tego argumentu zbyt poważnie we współczesnym świecie”, ale agencja ostrzegła, że ​​argument ten jest „podnoszony” w Rosji na szczeblu publicznym i politycznym i że Kreml „będzie musiał się z nim zmierzyć”.

Kolejny „problem” dotyczył „słowiańskiego braterstwa”. CIA zauważyła, jak „romantyczni nacjonaliści” w kraju zastępowali marksistowskie hasło „Robotnicy, łączcie się” hasłem „Słowianie, łączcie się”. W rezultacie rosyjscy „ultranacjonaliści” uważali, że Moskwa ma „obowiązek przyjść z pomocą Serbom”. Nie rozwijając tematu, CIA uznała, że ​​„nie powinniśmy traktować tego zbyt poważnie z niektórych z wyżej wymienionych powodów, ale nie możemy ignorować sytuacji, gdy inni aktorzy przychodzą z pomocą swoim etnicznym lub religijnym braciom”.

„Niebezpieczny precedens”

Bałkany mają ogromne znaczenie kulturowe, gospodarcze, historyczne, militarne, polityczne i strategiczne dla Rosji. Jugosławia dołączyła do Związku Radzieckiego bezpośrednio po II wojnie światowej, zanim doszło do ich odłączenia w 1948 roku. Później Belgrad i Moskwa utrzymywały harmonijne, choć chwilami napięte, stosunki. Było całkowicie zrozumiałe, dlaczego Rosja i naród rosyjski obawiali się destrukcyjnych działań pod przewodnictwem USA przeciwko rozpadającej się Jugosławii, która była siłą dzielona na łatwe do wykorzystania państwa marionetkowe Zachodu i przyszłych członków NATO.

CIA – podobnie jak Biały Dom i NATO – założyła jednak, że w jednobiegunowym świecie niekwestionowanej i niepodważalnej globalnej hegemonii USA, pogląd, że Rosja posiada jakąkolwiek strefę wpływów na świecie i interesy poza własnymi granicami, nie powinien być traktowany „bardzo poważnie” w planowaniu politycznym – o ile w ogóle. Lekceważąca przez Zachód lekceważenie jasno określonych przez Moskwę czerwonych linii i oczywistych obaw znacznie się utrwaliła, a dodatkowo wzmocniło ją bombardowanie Jugosławii w okresie od marca do czerwca 1999 roku.

Stolice zachodnie przewidywały, że Chiny i Rosja sprzeciwią się tej kampanii. Dlatego NATO ominęło nieuniknione weta Pekinu i Moskwy w Radzie Bezpieczeństwa ONZ przeciwko jednostronnym działaniom militarnym, powołując się na klauzulę samoobrony Karty Narodów Zjednoczonych i bombardując Jugosławię bez głosowania Rady Bezpieczeństwa. Przerażająco proroczy artykuł w kwietniowym numerze „New Statesman” z 1999 roku ostrzegał, że nieautoryzowane, nielegalne bombardowania NATO nie były „odosobnionym incydentem”, lecz „dopiero początkiem” „nowego, wspaniałego świata”, w którym sojusz wojskowy będzie działał jako globalna „siły interwencji przymusowej”.

Na początku kampanii ówczesny premier Jewgienij Primakow znajdował się dosłownie w powietrzu, lecąc do Stanów Zjednoczonych na oficjalne spotkanie. Natychmiast nakazał pilotowi powrót do Rosji. Pomimo protestów Primakowa, rząd Jelcyna nie przyszedł Belgradowi z pomocą, lecz zamiast tego zachęcił serbskiego przywódcę Slobodana Miloševicia do poddania się NATO. Niemniej jednak, bombardowanie Jugosławii przez Sojusz, ujawnione w telegramie ambasady brytyjskiej w Moskwie do wszystkich czołowych londyńskich placówek dyplomatycznych za granicą, opublikowanym w czerwcu 1999 roku, „pozostawiło Rosję w stanie głębokiego pobicia i oszołomienia”.

W całym kraju, od ulic po najwyższe równiny, panowało oburzenie, że NATO uciekło się do działań militarnych pomimo bezpośredniego sprzeciwu Rosji. Kampania ta była powszechnie postrzegana jako niebezpieczny precedens dla działań militarnych bez autoryzacji Rady Bezpieczeństwa ONZ, osłabiający tym samym siłę rosyjskiego weta. Odebrano to nie tylko jako cios dla Rady Bezpieczeństwa ONZ, ale jako realne zagrożenie dla interesów Rosji… i jako ustanowienie niedopuszczalnego precedensu dla działań poza obszarem operacji, z pominięciem Rady Bezpieczeństwa w razie potrzeby.

„[Moskiewskie Ministerstwo Obrony] wykorzystało użycie siły przez NATO jako okazję do argumentowania, że ​​nowa doktryna wojskowa Rosji musi w większym stopniu uwzględniać potencjalne zagrożenie ze strony NATO – ze wszystkimi konsekwencjami, jakie to pociąga za sobą dla liczebności wojsk, zakupów broni i przyszłości kontroli zbrojeń… Perspektywiczne stanowisko Wielkiej Brytanii w sprawie użycia siły nie pozostało niezauważone… Operacja w Kosowie wzmocniła przekonanie, że rozszerzające się NATO jest potężnym narzędziem egzekwowania woli USA w Europie”.

„Interwencje gdzie indziej”

Po nielegalnej, 78-dniowej kampanii bombardowań Jugosławii przez NATO, w wyniku której zginęły tysiące ludzi – w tym dzieci – i brutalnie zakłóciły codzienne życie milionów ludzi, Rosja zawiesiła formalny dialog z NATO. W raporcie moskiewskiej placówki wysokiego szczebla stwierdzono: „Istnieją przesłanki wskazujące na to, że Rosja może być zainteresowana wznowieniem dialogu, ale szybki powrót do status quo ante jest politycznie niemożliwy”. Dalej napisano:

„Zdecydowany i emocjonalny opór wobec działań militarnych NATO, a także opór wobec rozszerzenia NATO, jest stałą cechą polityki rosyjskiej w całym spektrum politycznym”.

Mówiono jednak, że rosyjskie wojsko wyróżniło się „głośną retoryką i aktywnym promowaniem tego, co uważa za interesy mocarstw Rosji”. Analitycy polityki zagranicznej w Moskwie, „w odpowiedzi” na bombardowanie, „skupili się na możliwości zbliżenia polityki rosyjskiej z Chinami i Indiami”, choć „jak dotąd bez przekonania, czy okaże się to praktyczne”. Niemniej jednak opcja ta była szeroko dyskutowana przez wpływowych myślicieli politycznych, ponieważ „zaufanie” do Zachodu zostało poważnie „podważone” na miejscu.

W depeszy przewidziano, że „odbudowa wzajemnego zaufania” między NATO, jego państwami członkowskimi a Moskwą po bombardowaniu Jugosławii przez Sojusz będzie „prawdopodobnie długotrwałym procesem”. Zakładano, że zbliżające się spotkanie Rady Europejskiej w Kolonii, mające na celu opracowanie Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony, „będzie ważną pierwszą okazją, by pokazać Moskwie, że nadal przywiązujemy wagę do współpracy z Rosją”.

„Pomogłoby złagodzić rosyjskie obawy dotyczące potencjalnie szerszych skutków akcji militarnej NATO, gdyby [Tony Blair] mógł jasno dać Jelcynowi do zrozumienia, że ​​[bombardowanie Jugosławii] nie stanowi precedensu dla interwencji gdzie indziej”.

Tę samą jednoznaczną obietnicę Blair i wysoko postawieni dyplomaci złożyli „osobno” równie oburzonym i zaniepokojonym Chińczykom. Jednak bombardowanie Jugosławii szybko stało się precedensem dla dalszych jednostronnych działań militarnych Zachodu „poza obszarem działań”, niezależnie od tego, czy były one prowadzone pod auspicjami NATO, czy nie. W rezultacie niepodległe państwa, takie jak Libia, zostały zredukowane do otwartych targów niewolników. Tymczasem resztki krajów zniszczonych przez imperializm NATO były wchłaniane przez sojusz jeden po drugim w coraz bardziej drapieżnym tempie.

Również w tym przypadku Brytyjczycy doskonale zdawali sobie sprawę, że działania Zachodu w byłej Jugosławii znacząco nasiliły obawy Rosji dotyczące narzuconej przez NATO jednobiegunowości i nieubłaganej ekspansji sojuszu coraz bliżej granic Moskwy. We wrześniu 1999 roku prywatny sekretarz ówczesnego ministra spraw zagranicznych Robina Cooka napisał do Blaira, ostrzegając, że Rosjanie uznali niedawne jednostronne anglo-amerykańskie działania gospodarcze i militarne przeciwko Irakowi i Jugosławii za „szczególnie trudne do przełknięcia”.

Prawdziwym powodem tego (całkiem uzasadnionego) zaniepokojenia jest poczucie, że Stany Zjednoczone i NATO ignorują wszelkie prawa. Pogląd, że… Zachód nie zwraca uwagi na interesy Rosji, a… rozszerzenie NATO ma na celu dalsze ograniczanie Rosji.

„Silne różnice zdań”

Raport Ministerstwa Spraw Zagranicznych z lutego 2000 roku ze spotkania Blaira z sekretarzem generalnym NATO George’em Robertsonem stwierdzał: „Rosyjski sprzeciw wobec rozszerzenia NATO jeszcze bardziej się zaostrzył w wyniku bombardowania Jugosławii”. Niezrażony tym, sojusz nadal się rozwijał, a na czele tych wysiłków stali brytyjscy wojskowi i wywiadowcy. Na ich czele stał Chris Donnelly, wieloletni aparatczyk obrony, który awansował do NATO w 1989 roku – tuż przed rozpadem Układu Warszawskiego i Jugosławii.

W miażdżącej recenzji naukowej swojej książki z 2004 roku „Reforming For Wars Of The Future” stwierdzono: „Jeśli istnieje człowiek, który odegrał kluczową rolę w procesie rozszerzenia NATO i konstruktywnym wsparciu reform wojskowych w nowo wyzwolonych krajach Europy Środkowej i Wschodniej, to jest nim Chris Donnelly”. W wielu przypadkach państwa były przyjmowane do NATO pomimo znacznego sprzeciwu społecznego i politycznego. Co ciekawe, sam Donnelly przyznał w styczniu 2002 roku, że NATO nie było w istocie defensywnym sojuszem wojskowym.

„Małe armie z małych krajów niewiele mogą zdziałać” – wyjaśnił – „dlatego NATO lepiej funkcjonuje jako sojusz polityczny”. Donnelly opuścił NATO w 2003 roku. Jego poglądy na temat rozszerzenia NATO pozostały później bardzo wpływowe. Na początku 2004 roku wewnętrzne czasopismo NATO, NATO Review, opublikowało esej jego autorstwa na temat budowania NATO „dla Wielkiego Bliskiego Wschodu”. W artykule z października 2006 roku, opublikowanym przez U.S. Army War College, omawiającym możliwości wciągnięcia Ukrainy w wojnę z terroryzmem, cytowano rozprawę doktorską Donnelly’ego z 1997 roku pt. „Transformacja obronności w nowych demokracjach”.

Ukraina została tymczasowo wprowadzona na ścieżkę członkostwa w NATO podczas szczytu NATO w kwietniu 2008 roku. W lutym tego roku ówczesny ambasador USA w Moskwie, Bill Burns – dyrektor CIA za prezydenta Joe Bidena – zakomunikował Waszyngtonowi, że Moskwa jest „szczególnie zaniepokojona” „poważnymi podziałami na Ukrainie w kwestii członkostwa w NATO”. Znaczna część „etnicznej społeczności rosyjskiej” w tym kraju sprzeciwiała się przystąpieniu, co „mogło doprowadzić do poważnego rozłamu, który mógłby skutkować przemocą, a w najgorszym przypadku wojną domową”. Zmusiłoby to Rosję „do podjęcia decyzji o interwencji; decyzji, której Rosja nie chce podejmować”.

Z sondażu NATO z 2011 roku wynika, że ​​mniej niż 20% Ukraińców popierało przystąpienie. Bombardowanie Jugosławii było „szczególnie niepopularne” na poziomie lokalnym – „dla wielu… obraz NATO wciąż budzi lęk”. Tydzień później Burns przedstawił Białemu Domowi prawdopodobne reakcje Moskwy na ofertę członkostwa w NATO dla Gruzji i Ukrainy. Odnosząc się do Gruzji, stwierdził, że „perspektywy późniejszego… konfliktu zbrojnego są wysokie” – w sierpniu 2008 roku wybuchła wojna rosyjsko-gruzińska. Tymczasem spostrzeżenia Burnsa na temat Ukrainy brzmią teraz jak klątwa proroka, która tragicznie się spełniła.

„Dla rosyjskich elit (nie tylko Putina) przystąpienie Ukrainy do NATO jest absolutnie nieprzekraczalną czerwoną linią. W ciągu ponad dwóch i pół roku rozmów z kluczowymi rosyjskimi aktorami – od radykałów z mrocznych głębin Kremla po najbystrzejszych liberalnych krytyków Putina – nie spotkałem się jeszcze z nikim, kto postrzegałby członkostwo Ukrainy w NATO inaczej niż jako bezpośrednie wyzwanie dla rosyjskich interesów… Oferta członkostwa byłaby postrzegana jako strategiczne wypowiedzenie wojny… Rosja odpowie”.

Źródło: Odtajnione: Wielka Brytania wiedziała, że ​​rozszerzenie NATO „sprowokowałoby” wojnę z Rosją

Obserwacje ze szczytu Xi-Trump

Obserwacje ze szczytu Xi-Trump

Wiele hałasu o nic

Kiedy Szekspir pisał komedię o wielkim hałasie wokół czegoś nieistotnego i trywialnego, około 420 lat temu, zapewne nie miał pojęcia, że ​​tytuł sztuki będzie trafnym opisem szczytu Chiny-USA, który odbył się w zeszłym tygodniu.

Poza pompą i przepychem wielkiego przyjęcia, bankietem państwowym i możliwością zrobienia sobie zdjęć w Świątyni Nieba, wydaje się, że ze spotkania niewiele wynika.

Kiedy pisałem swój ostatni esej „  Czego można oczekiwać po spotkaniu Xi i Trumpa?”  , miałem bardzo niskie oczekiwania, a przerosło je to, że dostarczono jeszcze mniej.

Krótko mówiąc, spotkanie było „rozczarowujące” – słowo, którego ostatnio często używam.

Celem Pekinu była stabilizacja relacji z prezydentem USA, którego stabilność psychiczna może być chwiejna. Pod tym względem szczyt okazał się sukcesem.

Ogólnie rzecz biorąc, jest oczywiste, że obie strony tak bardzo różnią się w kluczowych kwestiach, że nie można oczekiwać, że rozwiążą swoje różnice, a tym bardziej wspólnie rozwiążą problemy świata.

Chciałbym jednak podzielić się kilkoma spostrzeżeniami na temat tego, co działo się poza salami zgromadzeń i jakie wnioski można z tego wyciągnąć.

Relacje na chińskich mediach społecznościowych były stonowane.

W porównaniu do kompleksowych i dogłębnych analiz wojen na Ukrainie i w Iranie, publikowanych w chińskich mediach społecznościowych, szczyt spotkał się z niewielkim entuzjazmem i podekscytowaniem.

Wygląda na to, że chińscy internauci poświęcają szczytowi tyle samo obojętnej uwagi, co wizycie Starmera, Merza i Carneya na początku tego roku, czy wizycie Macrona w grudniu ubiegłego roku.

Zainteresowanie wydaje się nieco wzrosnąć z powodu wizyty prezydenta Putina pod koniec tego tygodnia. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Wiadomości pozostawione w ostatnich tygodniach przez chińskich internautów na koncie WeChat ambasady USA w Pekinie są wymowne.

Większość komentarzy zamieszczanych pod zdjęciami z wizyty państwowej Trumpa lub jego serdecznymi wyrazami „przyjaźni” to krótkie teksty w stylu „hehe, miło” lub „tak, to prawda” (oznaka niedowierzania i cynicznej nieszczerości) lub memy przedstawiające ziewanie i chichotanie.

Wiadomości te wykazują zadziwiające podobieństwo do wiadomości pozostawionych na koncie ambasady USA w serwisie WeChat w pierwszym miesiącu wojny z Iranem, kiedy to zamieszczano tam relacje o zwycięstwie USA w Iranie i uzasadnieniach zdradzieckiego ataku.

Z drugiej strony chińscy internauci zalali konta irańskiej ambasady na WeChat wyrazami wsparcia, prośbami o możliwość przekazania darowizn na rzecz Iranu, a nawet nieproszonymi sugestiami, w jaki sposób zniszczyć F-35.

Poradnik opublikowany na chińskim koncie w mediach społecznościowych („Old Hu Talks the World”) stał się viralem. Poradnik został opublikowany w połowie marca przez inżyniera lotnictwa i kosmonautyki, absolwenta Northwestern Polytechnic University, wiodącej instytucji badawczej w dziedzinie obronności w Xi’an, objętej sankcjami USA.

W filmie, opatrzonym perskimi napisami, szczegółowo wyjaśniono, w jaki sposób Iran mógłby wykorzystać swoje tanie systemy do namierzenia i zniszczenia wysoce zaawansowanego myśliwca stealth.

Strategia starożytnego Hu skupiała się na wykorzystaniu znanych ograniczeń fizycznych technologii stealth przy użyciu różnych metod:

  • Pasywna detekcja podczerwieni: W samouczku zalecono stosowanie systemów czujników elektrooptycznych/podczerwonych (EO/IR). W przeciwieństwie do konwencjonalnych systemów radarowych, systemy te działają pasywnie i nie emitują sygnałów, które mogłyby aktywować odbiorniki ostrzegawcze samolotu F-35.
  • Atak na „wrażliwy ogon”: Hu zauważył, że chociaż F-35 został zaprojektowany do stealth z przodu, jego sygnatura cieplna była łatwiejsza do rozpoznania z tyłu. W samouczku zalecano odczekanie z aktywacją ognia przeciwlotniczego do momentu, aż przeleci samolot stealth, aby zaatakować go od tyłu.
  • Sieci „tripwire”: Dzięki wykorzystaniu sieci pasywnych czujników starsze, szybkie pociski – takie jak radzieckie R-27T/ET Wympieł – mogły być naprowadzane na sygnaturę cieplną samolotu bez aktywnego naprowadzania radarowego.
  • Ekonomiczne manewry dezinformacyjne: Strategia polegała na wykorzystaniu fałszywych systemów radarowych w celu przekierowania izraelskich lub amerykańskich ataków na fałszywe cele, chroniąc w ten sposób rzeczywiste systemy obronne do momentu, aż będą gotowe do ataku.

Pięć dni po opublikowaniu poradnika Iran ogłosił, że udało mu się zestrzelić F-35 przy użyciu krajowej obrony powietrznej, jednak Stany Zjednoczone przyznały jedynie, że F-35 „lądował awaryjnie” i że „zarówno pilot, jak i samolot są bezpieczni”.

O tym niewielkim wydarzeniu poinformował dziennik South China Morning Post; artykuł można znaleźć tutaj:  scmp.com/news/china/science/how-take-down-us-f-35-over-iran-chinese-engineers-prophetic-tutorial-goes-viral

Niezależnie od tego, czy samouczek okazał się pomocny w zestrzeliwaniu myśliwców F-35, Iran zastosował tę samą taktykę, aby zniszczyć liczne drony MQ-9 Reaper za pomocą pocisku rakietowego Typ 358. Szczegóły można znaleźć w moim wcześniejszym poście tutaj:  huabinoliver/the-us-war-machine-underwhelms-part-abd

Pekin rozczarowuje swoją przewidywalnością i samozadowoleniem.

Chociaż celem Pekinu było utrzymanie stosunków na zrównoważonym poziomie, o co dbał prezydent Xi, przewidywalne podejście Pekinu do Trumpa jest rozczarowujące, przynajmniej dla mnie i wielu obserwatorów w mediach społecznościowych.

Pekin słynie ze ścisłego przestrzegania norm dyplomatycznych. Z zasady nie poucza ani nie prawi kazań innym państwom. I oczywiście nie ma sensu drażnić znanego egocentrycznego narcyza, takiego jak Trump.

Poza tym, ten człowiek jest całkowicie nieuczciwy i skorumpowany, a podczas niesprowokowanych wojen agresywnych dopuścił się zbrodni przeciwko ludności cywilnej w Iranie i Wenezueli. Groził nawet ludobójstwem, by zniszczyć irańską cywilizację.

Rzekoma „przyjaźń” Trumpa z prezydentem Xi nie jest wystarczająca, aby zasługiwać na wielki szacunek i cześć.

Pekin nie powinien był ignorować swoich zbrodni. Znaczna część chaosu i zawirowań na świecie, do których nawiązał prezydent Xi w swoim przemówieniu otwierającym, była spowodowana przez jego „gościa”.

Marco Rubio podlega chińskim sankcjom i nie powinien zostać wpuszczony do kraju, dopóki sankcje te obowiązują. Pekin powinien był jasno dać do zrozumienia, że ​​sankcje są poważne i że doraźne korzyści nie mogą mieć pierwszeństwa przed zasadami.

Dyplomaci Pekinu działają również zbyt biernie i reaktywnie. Ważne kwestie handlowe i technologiczne są determinowane przez działania USA, a Pekin jedynie na nie reaguje.

Dlaczego Pekin miałby dopuścić się sytuacji, w której wojny handlowe i embarga technologiczne byłyby inicjowane przez USA i Zachód, zamiast kierować się własnymi życzeniami?

Chiny mogłyby z pewnością podjąć proaktywne działania w celu ochrony swoich łańcuchów dostaw i interesów gospodarczych, takich jak import ropy naftowej i gazu z Zatoki Perskiej, zamiast reagować na ofensywne działania drugiej strony.

Pekin mógłby na przykład wysłać własną flotę morską w celu ochrony swoich tankowców przed nielegalną blokadą i przechwytywaniem stosowanym przez Stany Zjednoczone przez Iran.

Dlaczego Pekin upiera się, że to wróg „oddaje pierwszy strzał”?

Ostatecznie to, co dotyczy jednej strony, dotyczy również drugiej. Jeśli inne kraje będą ostro negocjować wprowadzenie zasad eksterytorialnych, Pekin powinien nie tylko zareagować środkami zaradczymi, ale także proaktywnie ustanowić własne zasady.

Istnieje również silna asymetria w relacjach między USA a Chinami. Dlaczego Apple i Tesla są mile widziane na rynku chińskim, a Huawei i BYD są zakazane w USA?

Dlaczego prezesi Huawei, DJI, BYD i SMIC nie mogą podróżować do USA, aby zawierać nowe umowy biznesowe?

Dlaczego Pekin miałby kupować soję, wołowinę i olej ze Stanów Zjednoczonych, skoro te towary są łatwo dostępne gdzie indziej po niższych cenach?

Dlaczego nie podejmuje się żadnych działań mających na celu zachęcenie USA do kupowania chińskich pojazdów elektrycznych, paneli słonecznych i akumulatorów, skoro są one konkurencyjne na skalę światową?

Dlaczego Pekin miałby pozwolić na działalność BlackRock, Citigroup lub Visa, skoro ich chińskie odpowiedniki są wykluczone z rynku amerykańskiego?

Zamiast grzecznie poprosić USA, aby nie sprzedawały broni Tajwanowi, zbuntowanej prowincji, dlaczego nie mielibyśmy pozwolić Pekinowi, według własnego uznania, w ramach stosunków międzypaństwowych i w pełnej zgodności z prawem międzynarodowym, sprzedawać broni Iranowi, Rosji lub komukolwiek innemu?

Podejście Pekinu do Trumpa i amerykańskiego reżimu jest zbyt przewidywalne i bezkonfliktowe; Pekin dąży do stabilności i nie chce nikogo szokować.

Inne podejście mogłoby lepiej służyć interesom Chin poprzez bardziej proaktywne ustalenie planu działania i przejście do ofensywy.

Nadszedł czas na nowy początek w relacjach, ale szczyt nie stworzył nawet warunków do takiego nowego początku.

Nie da się ukryć faktu, że USA są oligarchią.

Jeśli niektórzy Chińczycy wciąż żywią złudzenie, że USA to „demokracja” godna naśladowania, lista pasażerów Air Force One definitywnie rozwiewa tę iluzję.

Chińscy internauci zauważyli, że wśród 17 liderów biznesu towarzyszących Trumpowi w Pekinie znajduje się 5 miliarderów – Elon Musk, Tim Cook, Jensen Huang, Larry Fink (Blackrock) i Steve Schwarzman (Blackstone).

Według magazynu Forbes wśród członków gabinetu i doradców Trumpa jest od 12 do 15 miliarderów, nie licząc samego Trumpa.

Delegacja w Pekinie reprezentuje interesy amerykańskich korporacji na najwyższym szczeblu, od sektora technologicznego (Nvidia, Tesla, Apple, Micron, Qualcomm) po Wall Street (Goldman Sachs, Citigroup, Visa, Blackrock) oraz firmy z branży rolniczej i lotniczej (Cargill, Boeing, GE Aerospace).

Ci prominentni prezesi/miliarderzy to nie zwykli pracownicy w podróży służbowej, którzy chcą sfinalizować kilka transakcji. To  klasa rządząca  USA.

Rząd USA jest obecnie całkowicie przesiąknięty interesami oligarchicznymi. Na jego czele stoi miliarder z branży nieruchomości, który bogaci się na transakcjach kryptowalutowych, handlu informacjami poufnymi i różnych metodach korupcyjnych.

Państwo istnieje po to, aby służyć interesom tych oligarchów.

Pekin zaprosił na oficjalną kolację również kilku wysoko postawionych przedstawicieli świata biznesu, m.in. Lei Jun (Xiaomi), Liang Rubo (ByteDance), Yang Yuanqing (Lenovo) i Cao Hui (Fuyao Glass).

Są to również miliarderzy, którzy dorobili się majątku własnymi siłami, ale żaden z nich nie ma wpływu politycznego na Xi ani chiński rząd.

Brakuje im środków, aby zdobyć władzę, takich jak grupy lobbingowe, ośrodki analityczne, darowizny polityczne i SuperPAC-i.

Był czas, gdy część Chińczyków żyła złudzeniem, że „demokracja” jest lepsza od rządów jednej partii i że w USA panuje demokracja.

Ale „rządy bogatych” to plutokracja, a nie demokracja. Te dwie rzeczy wzajemnie się wykluczają; nie da się być jednocześnie plutokracją i demokracją.

Wesoła banda rabusiów Trumpa na pokładzie Air Force One pokazała nieświadomym Chińczykom, kto tak naprawdę podejmuje decyzje w USA.

Nie sposób nie zadać sobie pytania: kto dzisiaj uważa, że ​​lepiej jest być rządzonym przez Trumpa, Larry’ego Finka i Elona Muska niż przez Xi i Komunistyczną Partię Chin?

Źródło: Obserwacje ze szczytu Xi-Trump