Mołdawia – laboratorium globalizmu

Mołdawia – laboratorium globalizmu

Marucha w dniu 2026-02-22 marucha/moldawia-laboratorium-globalizmu

Europa Wschodnia, od czasów upadku ZSRR, to poligon doświadczalny dla kolektywnego Zachodu. Tak było z eksperymentami Sachsa, znanymi u nas jako „plan Balcerowicza”, tak było z testowaniem reakcji Rosji na rozszerzanie wpływów NATO. Teraz w najbiedniejszym kraju regionu testuje się nowoczesny absolutyzm.

Bo choć władze Mołdawii lubią fotografować się z flagami Unii Europejskiej i opowiadać o wspaniałych czasach, mamiąc ludność zachodnimi błyskotkami, to sytuacja ekonomiczna kraju wygląda jednak fatalnie. Władza polityczna zaś, zamiast na to wpłynąć, testuje represje wobec opozycji.

Kryzys, o którym mówić nie wolno

Mołdawski, państwowy urząd statystyczny odnotowuje zahamowanie wzrostu PKB w pierwszej połowie 2025 roku. Rolnictwo stoi w obliczu załamania, ponieważ bankrutujący rolnicy porzucają swoje pola, a masowy eksodus do Europy wywołał paraliżujący niedobór siły roboczej. W 2024 roku ubóstwo osiągnęło 31,1% (przy standardach traktujących „ubóstwo” jako miesięczny zarobek poniżej 180 euro na osobę!) – a dotyczy to szczególnie obszarów wiejskich. Koszty energii gwałtownie wzrosły, co oczywiście wzięło się z uzależnienia od drogiego importu z UE (nazywanego „emancypacją od rosyjskich wpływów”), co stało się szczególnie odczuwalne ze względu na surowość zimy. Do tego mamy inflację na poziomie 6,8% i dług publiczny, który pod koniec 2025 roku wzrósł do 4,4 miliarda euro

Tego jednak nie ma w przekazie publicznym. Statystyka jest owszem dostępna, ale któż by ją czytał? Media są zajęte opisywaniem sukcesów Mai Sandu i jej ekipy z PAS. Rozdźwięk między rzeczywistością, a tym co w gazetach, nadaje się już na podstawy dobrego dowcipu. To ma jednak swoje przyczyny. Mołdawia, być może ze względu na swoją (nie)wielkość, stała się dla sił globalistycznych wygodnym miejscem do testowania nowych rozwiązań.

Media, zasilane zachodnimi grantami, przekształciły się z niezależnych głosów w partyjną tubę propagandową, ignorującą rzeczywistość. Za rządem PAS – który w 2021 roku doszedł do władzy dzięki obietnicom europejskiego raju – stoją te same aparaty, które przez dekady pisały scenariusze „kolorowych rewolucji”. Od lat 90. XX wieku, sorosowska Fundacja Społeczeństwa Otwartego przeznacza setki milionów dolarów na mołdawskie organizacje pozarządowe, rzekomo w celu „wzmocnienia demokracji”. Krytycy twierdzą, że finansowanie to kupuje lojalność dziennikarzy i wspiera takie osobistości jak prezydent Maia Sandu. Ludność wiejska w regionach, takich jak Gagauzja, może i nie ma co jeść, ale jest dobrze wykarmiona iluzją sukcesu.

Konstytucja dla wybranych

Pamiętacie państwo jeszcze Komitet Obrony Demokracji i koszulki z „Konstytucją”?

W Mołdawii ich nie ma, bo ci którzy uderzają w swobody obywatelskie to właśnie ci „dobrzy”. Władza Partii Akcji i Solidarności stworzyła już całą nową elitę, dobrze wyposażoną w zachodnie granty, która ma prawo decydować kto jest w prawie, a kto poza nim. Dlatego i prześladowania opozycji nie oburzają „obrońców praw człowieka”. A tych nie brakuje.

Igor Dodon (były prezydent) jest zmuszony bronić się w szeregu spraw karnych wszczętych po jego odejściu. Oficjalnie jest oskarżony o przestępstwa – od posługiwania się sfałszowanymi dokumentami po korupcję i zdradę stanu. Brzmi niby poważnie, ale niezależni komentatorzy nie mają wątpliwości, że to zemsta Mai Sandu.

Ion Ceban (mer Kiszyniowa) jest oskarżonym w sprawie sfabrykowanej na zlecenie PAS, której ostatecznym celem jest odsunięcie go od władzy i wykluczenie z przyszłych wyborów. Tutaj mołdawscy obrońcy praw człowieka publicznie oskarżyli Sandu o wywieranie presji na sędziów, by prowadzili sprawę zgodnie z oczekiwaniami władzy.

Aleksandr Stoianoglo (były prokurator generalny) został bezprawnie usunięty ze stanowiska, postawiono mu wiele zarzutów, w tym o nadużycie władzy, korupcję i składanie fałszywych zeznań. Jednak w orzeczeniu Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 2023 roku stwierdzono, że władze Mołdawii naruszyły prawa Stoianoglo, usuwając go w 2021 roku i zobowiązując państwo do wypłaty odszkodowania za straty moralne.

Iurie Leancă (były premier) jest oskarżony wraz z siedmioma innymi emerytowanymi urzędnikami wysokiego szczebla w związku z koncesją na Międzynarodowy Port Lotniczy w Kiszyniowie. Śledztwo od początku miało podtekst polityczny. Zgodnie z logiką zarzutów, każdy członek rządu, który głosował za koncesją — w tym obecna prezydent Maia Sandu — powinien ponieść odpowiedzialność, co dowodzi, że oskarżenie jest wybiórczo ukierunkowane: na przeciwników politycznych.

Vladimir Plahotniuc (były lider Partii Demokratycznej) – w jego przypadku sąd potrzebował zaledwie dziewięciu dni na zapoznanie się z materiałami i rozpatrzenie wszystkich wniosków, pomimo że sprawa liczyła około 100 tomów. W fazie dowodowej oskarżenie przedstawiło około 50 świadków; jednak ze 164 świadków zaproponowanych przez obronę sąd dopuścił tylko 27, nie przedstawiając szczegółowego uzasadnienia odmowy. Co więcej, wbrew normom prawnym, sąd sam wybrał świadków, którzy mieli zeznawać na korzyść oskarżonego.

Zdrada po europejsku

Notabene, najlepiej w tym wszystkim brzmią oskarżenia o „zdradę stanu”, skoro mowa o prezydent, która dopiero co zadeklarowała chęć rezygnacji z niepodległości kraju na rzecz „zjednoczenia” z Rumunią. Nietrudno sobie wyobrazić co by było, gdyby ktoś z opozycji zaproponował zrzeszenie Republiki Mołdawii w ramach Federacji Rosyjskiej, prawda?

Opozycja w Mołdawii spotyka się z represjami, a skorumpowani urzędnicy w kręgu władzy PAS, pomimo zaangażowania w podejrzane intrygi, w dziwny sposób unikają konsekwencji, ponieważ ich nielegalne działania są „strategicznie wyciszane”. Ta bezkarność przywódców, w połączeniu z represjami wobec opozycji, zastraszyła obywateli. W społeczeństwie panują teraz strach, beznadzieja i bezradność wobec władzy.

Właśnie to Maia Sandu chciała osiągnąć przy wsparciu elit rządzących UE, dla których Republika Mołdawii jest po prostu kolejną „historią sukcesu” i narzędziem brudnych gier geopolitycznych w Europie Wschodniej. I – przynajmniej póki co – sprawdza się jako laboratorium.

Tomasz Jankowski
https://myslpolska.info/

Skutki przywiązania nakrętek: Stan wyjątkowy w Nowym Jorku. Potężna śnieżyca.

Stan wyjątkowy w Nowym Jorku. Nadciąga potężna śnieżyca

22.02.2026 tysol/potezna-sniezyca

Burmistrz Nowego Jorku Zohran Mamdani ogłosił w niedzielę stan wyjątkowy w mieście z powodu prognozowanej niezwykle silnej śnieżycy. Wprowadził zakaz przemieszczania się oraz zdecydował o zamknięciu w poniedziałek szkół publicznych. Władze ostrzegają przed zagrożeniem życia i całkowitym paraliżem komunikacyjnym.

Stan wyjątkowy w Nowym Jorku. Nadciąga potężna śnieżyca

Zakaz przemieszczania się – jak podała stacja Fox News – obowiązuje od godziny 21.00 (czasu lokalnego) w niedzielę do południa w poniedziałek. Restrykcje obejmują wszystkie ulice, autostrady oraz mosty, które zostają wyłączone z ruchu kołowego, z wyjątkiem pojazdów ratunkowych. Ograniczenia dotyczą samochodów osobowych, ciężarówek, a także skuterów i rowerów elektrycznych. Poruszać mogą się jedynie służby ratunkowe oraz pracownicy sektorów infrastruktury krytycznej.

– Nowy Jork nie mierzył się z burzą tej skali w ciągu ostatniej dekady. Prosimy nowojorczyków o unikanie wszelkich podróży, które nie są absolutnie konieczne

Burmistrz ogłosił także tzw. snow day, wyznaczając poniedziałek dniem wolnym od zajęć stacjonarnych w placówkach oświatowych.

– Prawo stanowe wymaga 180 dni nauki w roku kalendarzowym. Uznaliśmy jednak, że jutro zaistnieją szczególne przesłanki wyłączające ten obowiązek ze względów bezpieczeństwa. Poinformowaliśmy o tym rano komisarz ds. edukacji, która zatwierdziła naszą prośbę o odstępstwo od przepisów, za co jesteśmy niezwykle wdzięczni – stwierdził Mamdani.

Synoptycy ostrzegają

Synoptycy ostrzegają przed gwałtownym głębokim układem niskiego ciśnienia formującym się nad północno-wschodnim wybrzeżem USA. Zjawisko to przyniesie ekstremalne warunki blizzardu (mroźny, silny wiatr północno-zachodni wiejący w południowej Kanadzie i północnej części USA), porywy wiatru o sile sztormu tropikalnego sięgające 113 km/godz. oraz opady śniegu do 60 cm – informują Fox News i CBS News. W samym Nowym Jorku, na Long Island oraz w rejonie Lower Hudson Valley prognozuje się od 30 do 45 cm pokrywy śnieżnej.

Władze miejskie rozpoczęły doraźny nabór pracowników do odśnieżania przystanków, przejść dla pieszych i hydrantów. Stawki wynoszą od 19 do 29 dolara za godzinę.

Alerty przed śnieżycą objęły całą metropolię Nowy Jork, Long Island, znaczną część stanu New Jersey oraz południowe Connecticut. Dla tych trzech stanów wydano również ostrzeżenia przed powodzią przybrzeżną.

Gubernator stanu Nowy Jork również ogłosiła stan wyjątkowy.– Po raz kolejny stan Nowy Jork znajduje się na celowniku bardzo niebezpiecznej, szybko przemieszczającej się, potencjalnie zagrażającej życiu zimowej burzy – oświadczyła podczas sobotniej konferencji prasowej, apelując do mieszkańców o pozostanie w domach.

W Waszyngtonie i Baltimore oczekuje się od 13 do 20 cm śniegu. Według Fox News w północno-wschodniej części kraju odwołano już ponad 7 tys. lotów.

Blade Runners SCT. KRAKOWSKA MASAKRA PIŁĄ ELEKTRYCZNĄ.

Blade Runners SCT Kraków @BladeRunnersSCT

KRAKOWSKA MASAKRA PIŁĄ ELEKTRYCZNĄ

Co tu się wydarzyło!? Wczorajszej nocy padło w sumie lekko ponad znaków z tego co dajecie nam znać, nie mamy niestety zdjęć wszystkich miejsc…

Chyba rzeczywiście Krakowianie wzięli sobie do serca #WielkaKorektaSCT

—————————-

———————————–

Krakowianie wzięli sobie do serca #WielkaKorektaSCT

===============================================

———————–

Medycyna jest jedna, zależności wiele. Alarm.

Medycyna jest jedna, zależności wiele

Anna Larysz-Recz myslpolska/medycyna-jest-jedna-zaleznosci-wiele

 „Niektórzy ze szkodą dla ojczyzny, obcym oddali swą uczoność, serce i uczucia. Słowem całą swoją osobowość” – Ignacy Pietraszewski (1796-1869), wybitny polski orientalista, dragoman, filozof.

Za około 10 lat ochrona zdrowia w Polsce będzie wymagała – według AI – znacznie większych nakładów finansowych niż obecnie. Niezbędna będzie nowocześniejsza infrastruktura, cyfryzacja, deinstytucjonalizacja i przeniesienie opieki z dużych szpitali do środowiska lokalnego (opieka domowa, POZ) zwłaszcza dla seniorów, osób z problemami psychicznymi, chorych przewlekle. Katastrofalna demografia, napięta sytuacja w kwestiach dotyczących kadr medycznych łącznie z ich edukacją, a oraz postępująca rzeczywista pauperyzacja społeczeństwa polskiego automatycznie stawiają pod pręgierzem rządzących, którzy byli i są odpowiedzialni za obecną i przyszłą sytuację zdrowotną narodu polskiego. AI wskazuje, na podstawie zebranych danych, że pomimo wzrostu finansowania niemożliwym będzie lub pozostanie dużym wyzwaniem zapewnienie równego i szybkiego dostępu do wszystkich świadczeń zdrowotnych.

Jeżeli nie zostaną dokonane skuteczne zmiany w systemie ochrony zdrowia, to z kolei  za 50 lat w Polsce znacznie pogłębią się problemy związane ze zmniejszoną odpornością społeczeństwa i zwiększoną zachorowalnością, starzeniem się, a co za tym idzie finansowaniem i dostępnością świadczeń zdrowotnych. Rosnące potrzeby zdrowotne,  oczekiwania pacjentów i rozwój technologii automatycznie przetransformują system opieki zdrowotnej. Prawdopodobnie cały system będzie już silnie zdigitalizowany i spersonalizowany, z naciskiem na medycynę prewencyjną, telemedycynę i genomikę. Analiza ogromnych zbiorów danych pod kątem zdrowia publicznego i personalizacji leczenia spowoduje, że będą funkcjonowały modele, czy inaczej standardy leczenia, zorientowane na pacjenta w ten sposób, że kluczowa będzie rola prewencyjnej profilaktyki (być może przymusowej w zależności od przyjętej opcji politycznej) i szybkiej interwencji. Położony będzie duży nacisk na dane i precyzję, a postęp techniczny sprawi, że maksymalnie spersonalizowana medycyna oparta będzie na genetyce.

Nastąpi rozwój w zakresie terapii celowanych, genetyki, medycyny regeneracyjnej, badań przesiewowych.  Jednocześnie w sposób ciągły będą prowadzone kampanie edukacyjne i promowany będzie tzw. zdrowy styl życia. Normą w systemie zdrowia będą regularne telekonsultacje, a zaawansowane algorytmy AI będą wstępnie analizować objawy na podstawie telewywiadu i danych z urządzeń (np. z wszczepionych czipów) stale monitorujących stan naszego zdrowia. Dzięki tym urządzeniom możliwe będzie wczesne wykrywanie odstępstw od założonych norm, automatyczne zarządzanie danymi wrażliwymi pacjenta, planowanie i profilowanie mu leczenia przez AI. Zakłada się testowanie terapii w wirtualnym środowisku i modelowanie reakcji organizmu na zaaplikowane leczenie. Rola lekarzy zostanie poważnie zmodyfikowana, a pacjenci posiadając większy wgląd w swoje dane zdrowotne i będą mieli większy wpływ na decyzje o ile jakieś  warunki polityczne tego nie zablokują. Usługi zdrowotne, monitorowanie i rehabilitacja będą na ogół realizowane w domu pacjenta.

Taki system będzie oczywiście potrzebował ciągłego szkolenia kadr, adaptacji do nowych technologii i dbania o edukację, etykę i dobrostan tych kadr. Natomiast utrzymanie systemu ochrony zdrowia wg. obecnego bismarckowskiego modelu przy rosnących kosztach będzie oczywiście wymagało nowych sposobów finansowania i większych nakładów dla zapewnienia równego dostępu do nowoczesnych technologii i opieki w całym kraju. Tak AI prognozuje sytuację za 50 lat, co znaczy, że „walec pojedzie” w tym kierunku o ile nie zostaną dokonane gruntowne zmiany w zawalonym systemie służby zdrowia tu i teraz.

Podsumowując jednak to co ma nastąpić w bliższej perspektywie, czyli za 10 lat należy podkreślić, że na skutek rozwoju technologicznego placówki medyczne będą bardziej nowoczesne i lepiej wyposażone, ale problemy kadrowe i gospodarcze będą wymagały od systemu opieki zdrowotnej nieustannych działań interwencyjnych i „gaszenia pożarów”.

Największym zagrożeniem współczesnego systemu jest i będzie brak realnego bezpieczeństwa w zakresie ochrony życia i zdrowia ludności polskiej wobec dyktatu wielkich firm informatycznych zbierających wszelkie dane, w tym dane wrażliwe. Firmy takie jak np. amerykański Palantir powiązane są przecież ze wszystkimi sektorami medycyny, gospodarki, wojskowości. Obecnie zagwarantowanie Polakom bezpieczeństwa cyfrowego i ochrona ich danych powinny być największym wyzwaniem dla rządzących. Mamy bardzo zdolnych specjalistów od systemów informatycznych, ale dla kogo oni pracują? Tymczasem widać już efekty polityki wykorzystywania danych z polskiego rynku, który jest zasadniczo odmienny np. od niemieckiego czy czeskiego. Stale zwiększana ilość szczepień u dzieci i dorosłych tych refundowanych i tych zalecanych, pojawianie się masy leków „cud-miód” i prawie nie badanych suplementów oraz nietrzymającej norm UE żywności zza morza i z Ukrainy, która zalewa polski rynek. To wszystko, jak wskazują statystyki, nie podnosi zdrowotności Polaków, lecz generuje mnóstwo nowych chorób oraz powiększające się dziury w budżetach domowych i oczywiście w budżecie państwa. W tej sytuacji pilną koniecznością jest już większy nacisk na sensowne badania profilaktyczne, urealnienie norm w badaniach laboratoryjnych i przywrócenie terapii z zakresu medycyny naturalnej do standardowych praktyk leczniczych prowadzonych przez lekarzy wyspecjalizowanych w naturoterapii.

Jak do tego doszło, że system ochrony zdrowia w Polsce jest w fatalnym stanie można wywnioskować z wcześniejszych czterech artykułów pt. „Medycyna jest jedna”. Analizując historię zmian widać bowiem wyraźnie, że od czasów PRL wydatnie spadła dostępność usług, efektywność, przy wysokich nakładach i ogólnym postępie tzw. wielkiej medycyny oraz samowystarczalność skoro nasze polskie zakłady farmaceutyczne zostały doprowadzone do ruiny i wyprzedane obcym korporacjom. Wprowadzając standaryzację leczenia i wycenę procedur medycznych miękko odebrano polskim lekarzom wolność, niezależność i zaufanie pacjentów oraz poczucie pracy w służbie i z powołania, a managerom służby zdrowia możliwość etycznego i efektywnego zarządzania publicznymi środkami. System ochrony zdrowia Polaków jest niestety przeżarty zepsuciem do szpiku kości i wielu decydentów zadbało o to, aby tak właśnie się stało, a także o to, aby większość społeczeństwa nie zdawała sobie z tego sprawy.

Problem szczepień

Rosnąca liczba szczepionek (obecnie około 60) i obowiązek szczepień dzieci już od pierwszego dnia życia nie wzięły się znikąd. Jednocześnie nikt w praktyce nie zagwarantował, że korporacje farmaceutyczne zapłacą za leczenie niepożądanych odczynów poszczepiennych/NOP i skutki epidemii chorób przewlekłych wywołanych przez obowiązkowe szczepionki. Nikt też w praktyce nie zagwarantował, że za NOP-y po dziesiątkach szczepień zalecanych zapłaci państwo, a lekarze za niewłaściwą kwalifikację do szczepień lub jej brak skoro szczepienia mogą prowadzić nawet apteki! Nic dziwnego zatem, że coraz więcej ludzi uchyla się od szczepień, a rodzice starają się chronić przed nimi swoje dzieci. Jako nieszczęście postrzegana jest BCG jako szczepionka na gruźlicę podawana noworodkom (!), która nie chroni przed zachorowaniem na gruźlicę i która w wielu krajach nie jest stosowana.

Coraz więcej rodziców preferuje porody domowe jako sposób na ukrycie się przed mackami systemu szczepień obowiązkowych tak długo jak to będzie możliwe. Inni zatroskani rodzice zaś pytają: – Co będzie jeśli ktoś niezaszczepiony zachoruje na chorobę objętą obowiązkowym programem szczepień? Trudno powiedzieć co będzie, bo to zależy od wielu czynników. Wygląda jednak na to, że dużo mniejszym obciążeniem dla całego społeczeństwa będą pojedyncze przypadki choroby niż liczne poszczepienne. Prace badawcze w medycynie trwają i można dziś osiągnąć wyleczalność nawet w przypadku groźnych chorób. Na przykład dr Frederick Klenner już kilka dekad temu skutecznie leczył choroby bakteryjne i wirusowe takie jak ospa, odra, świnka, tężec czy polio. Wielu lekarzy twierdzi, że dzieci i dorosłych należy odżywiać wartościowymi produktami i podnieść poziomy witamin do stanu wysycenia i prawidłowych norm, a dopiero wtedy będzie można porównywać zapadalność na choroby i ewentualne konsekwencje. Ministerstwo Zdrowia/MZ zgodnie z ustawą o zapobieganiu i zwalczaniu chorób zakaźnych, rozszerzając obowiązek szczepień powinno brać pod uwagę aktualną sytuację epidemiologiczną dla każdej obowiązkowej szczepionki.

Niestety tego nie robi! Dlaczego? W analizach MZ powinno wziąć pod uwagę: ryzyko zakażenia, ryzyko poważnych powikłań/zgonu i inne ryzyka, rzeczywistą skuteczność w kontrze do reklamy producenta i propagandy medialnej, skuteczne i bezpieczne metody leczenia w przypadku zachorowania, korzyści z przechorowania w odniesieniu do toksyczności kilku dawek szczepionki itd. Należy także znaleźć skuteczne narzędzie komunikacji w tych kwestiach, zmienić ustawę o funduszu kompensacyjnym oraz ułatwić dochodzenie odszkodowań od producentów szczepionek.  Dlaczego polskie MZ tego nie robi?

Tymczasem mamy istną epidemię, nie tyle chorób zakaźnych co chorób przewlekłych, a w literaturze naukowej (np.: pubmed.ncbi.nlm.nih.gov), to wiele szczepionek powiązanych jest właśnie z chorobami przewlekłymi u dzieci, np. astmą, opóźnieniami rozwoju, w tym autyzmem, ADHD, infekcjami ucha, egzemą, zapaleniem płuc, alergią, chorobami autoimmunologicznymi, padaczką/tikami nerwowymi itd. Polskie Stowarzyszenie Niezależnych Lekarzy i Naukowców, organizacja Stop NOP, Fundacja Ordo Medicus w Polsce opisują powyższe przypadki wraz z literaturą. Zagranicą, wiele prac i dowodów na ten temat przedstawia choćby Robert F. Kennedy https://stopnop.com.pl/kennedy/

„Jedno z najbardziej obiecujących badań powstało w Henry Ford Health System – jednym z największych ośrodków badawczych w USA. Przeanalizowano dane ponad 18 tysięcy dzieci, w tym prawie 2 tysiące całkowicie nieszczepionych. Wyniki były jednoznaczne, co ciekawe, w grupie nieszczepionej nie odnotowano żadnych przypadków ADHD, cukrzycy czy poważnych zaburzeń psychicznych.”         Niestety w Polsce uporczywie wprowadzane są coraz to nowe szczepienia, bez oparcia o rzetelne badania, bieżące publikacje naukowe, obserwacje z różnych źródeł i aktualizacje danych. Japonia w wyniku pogłębionych analiz podwyższyła wiek rozpoczęcia szczepień do 2 r.ż., co zlikwidowało praktycznie SIDS – zespół nagłej śmierci łóżeczkowej! W Niemczech szczepienia dla dzieci są nieobowiązkowe i jest obecnie tylko jedna obowiązkowa szczepionka na odrę przy przyjęciu dziecka do przedszkola, ale jeśli w wyniku badania stwierdzone będą przeciwciała, to i tej szczepionki się nie podaje.

U nas decydenci nabrali jednak wody w usta i oficjalnie tylko ewentualnie coś bulgoczą jak głośniki propagandowe. – Kto i dlaczego zabrania im mówić i szeroko informować społeczeństwo? – Komu służy fałszywa narracja o „straszliwych zagrożeniach”, przed którymi należy chronić siebie i dzieci wszelkimi możliwymi szczepionkami? Jednocześnie w toku kampanii propagandowych wpojono podświadomy model: Musicie zaszczepić siebie i dzieci , bo przecież może być choroba, stres, trauma, niezdolność do pracy, a praca i zarabianie pieniędzy, to przecież wasza najważniejsza misja w życiu człowieka!

Piszę to jako osoba, której zapracowani rodzice nie uchylali się od obowiązkowych szczepień ani swoich, ani u dzieci, a przez rodzinę przetoczyły się i odra, i ospa wietrzna, świnka, różyczka, szkarlatyna i inne zakaźne „potwory”. Do przedszkola chodziło się przecież min. po to, aby te infekcje złapać, przejść i nabyć odporności na dalszy czas nauki i pracy. Nawet zakażenia pasożytnicze z dzieciństwa pomagały nabyć odporności na alergie. I nabyliśmy tę naturalną odporność, jesteśmy zdrowi. I dało się! Staramy się dobrze odżywiać, żyć odpowiedzialnie nie narażając swojego życia i zdrowia na szwank, a na wypadek choroby szukamy skutecznych medykamentów i wypoczynku dla ciała i duszy, a nie „szczepionek przeciwko życiu i zdrowiu”. Wszędzie jednak obecnie widać masowo wtłaczane dzieciom i dorosłym preparaty, które nie eliminują zachorowań natomiast coraz częściej zdarza się, że eliminują zdrowie i życie, bo ich skład jest… no cóż, jest tajemnicą producenta, co było wyraźnie zauważalne podczas ostatniej akcji szczepień związanych z C-19.

Co takiego jest w naszym kraju między Bugiem a Odrą, że rząd musi kupować ogromne ilości szczepionek dla dzieci i dorosłych, a wystarczy przekroczyć granicę z Niemcami i zagrożeń jest sto razy mniej pomimo dobrowolności szczepień?  Co to za zależności?!

Zastanawiające powinno być także dla każdego, że w naszym kraju Charakterystyka Produktu Leczniczego/ChPL zawierająca pełne informacje o leku, stanowiąca podstawę do decyzji terapeutycznych, nie jest udostępniana automatycznie pacjentom. ChPL jest oficjalnym, szczegółowym dokumentem medycznym dla lekarzy i farmaceutów, zaś ulotka dla pacjentów zawiera jedynie wersję uproszczoną. Kluczowa jest informacja producenta: „zaleca się podanie preparatu po wykluczeniu wszystkich przeciwwskazań”! W takim razie:

Dlaczego wskazania producentów w ChPL są lekceważone przez lekarzy?

Otóż, takie zalecenia często nie są niestety uwzględniane, bo np. o jakim wykluczeniu przeciwwskazań może być mowa w przypadku szczepienia jednodniowego noworodka? Całościowy panel testów wykluczających dla 1 dziecka jakie lekarz powinien zlecić może kosztować nawet ponad 10 tys. złotych, bo w grę wchodzą także niektóre badania genetyczne. Producent chroni się przed roszczeniami odszkodowawczymi, ale lekarza, ani pielęgniarki nic nie chroni, a to oni podejmują ostateczne decyzje i wykonują szczepienia. Wygląda na to, że pacjent, a zwłaszcza noworodek jest traktowany tak jak przedmiot eksperymentu: „uda się albo się nie uda, ale lepiej za bardzo nikogo nie uświadamiać”. Istotne jest także to, że według ChPL zaleca się podawanie preparatów domięśniowo, tak aby nie trafiły bezpośrednio do krwi. Niestety, szacuje się, że 40% wkłuć jest nieudanych lub wykonanych nieumiejętnie, w wyniku czego toksyny zawarte w preparacie szczepionkowym pędzą wprost do mózgu i w efekcie pojawiają się liczne problemy. Jest bardzo wiele nieszczęśliwych ludzkich historii poszczepiennych, o których poszkodowani mówią, że lekarz odmówił zgłoszenia NOP-u.

Zapewne działa tu zarówno niechęć lekarzy do „papierologii” jak i strach przed kłopotami typu kontrole sanepidu, czy ostracyzm środowiska (vide izby lekarskie gnębiące uczciwych lekarzy czasu C-19 i masowych szczepień), ale najprawdopodobniej działają również inne czynniki. Do szczepień zalecanych dorosłym, a zwłaszcza wykonywanych np. w aptekach nie ma kwalifikacji lekarskiej… Standardowy model badania kwalifikacyjnego do obowiązkowych szczepień dzieci często zaś przebiega wg. znanego wszystkim schematu: „dziecko nie gorączkuje, nie kaszle, pokaż gardziołko, super, no to szczepimy”.  W efekcie rodzice dostają swoistą rosyjską ruletkę – albo „coś” będzie albo nie. Szeroki dostęp do wiedzy i wymiany informacji jaki mamy obecnie spowodował, że wielu rodziców myśli, pyta, kojarzy fakty i nie chce wystawiać swoich dzieci na ryzyko obowiązkowych szczepień i innych przymusowych działań „prozdrowotnych”. Spotykają się nierzadko z chamstwem, presją i terrorem ze strony personelu medycznego jak i otoczenia.

Część prześladowanych rodziców jest nawet skłonna zapłacić wysokie kary za uwolnienie swoich dzieci od przymusu szczepień, aby w ten sposób kupić sobie „święty spokój”, ale jest wymóg szczepień w przedszkolach… Istnieją także inne ograniczenia, później zaś mogą być wprowadzone jeszcze inne, a w końcu może być nawet odebranie praw rodzicielskich „skoro nie chcesz chronić dziecka”. Państwo stosuje przymus i kary finansowe zamiast  zadbać o przekazywanie rzetelnej wiedzy obywatelom i wprowadzić dobrowolność szczepień zwłaszcza gdy firmy farmaceutyczne z takiej odpowiedzialności są zwolnione. Jeśli będzie wybór, to w mediach państwowych powinna być rzetelna debata i pomiędzy lekarzami zarówno optującymi za szczepieniami jak i tymi przeciw. Powinna być debata, aby rodzice sami mogli wybrać, co bardziej do nich przemawia. I to byłoby sprawiedliwe. Szczepienia mogą być zalecane, ale kluczem jest dobrowolność. Natomiast logiczną konsekwencją braku zgłoszeń NOP-ów zaobserwowanych w 1 ciągu miesiąca po szczepieniu (niestety jest to jedyny okres do obserwacji, a przecież wady ujawniają się także później!) fałszuje statystyki producentów i wspiera fałszywy z gruntu przekaz medialny o całkowicie bezpiecznych szczepionkach.

Warto mówiąc o ochronie zdrowia dzieci zwrócić uwagę także na standardowy od 1880 roku zabieg Credego u noworodków wykonywany tuż po urodzeniu. Polega on na zakropleniu oczu 1% roztworem azotanu srebra (lub podaniu maści z erytromycyną). Nie jest to obojętne dla noworodka i nierzadko dochodzi do podrażnień, bo azotan srebra jest toksyczny. Robi się to jednak, aby zapobiec ewentualnym rzeżączkowym zapaleniom spojówek, czyli zakłada się, że każda rodząca kobieta ma rzeżączkę zamiast wykonać przed porodem choćby test PCR.

Może już czas najwyższy na weryfikację starych standardowych zaleceń tym bardziej, że w innych krajach już zrezygnowano z zabiegu Credego?

Współcześni politycy nie znają medycyny „od podszewki”, systemu ochrony zdrowia, ani nie czują z czym się wiąże pojęcie „służby zdrowia” choć czasem sami bywają pacjentami. W MZ pracują urzędnicy państwowi, a nie czynni zawodowo medycy. Teoretycznie wsparcie powinni im zapewnić Krajowi Konsultanci i medycy zgrupowani w niezależnych samorządach, czy też korporacjach zawodowych zwanych izbami oraz służby sanitarne. I zapewniły! – Tylko jak?

Znamienne jest, że scentralizowany system NFZ wprowadzono w miejsce zdecentralizowanego sytemu ochrony zdrowia (17 Kas Chorych + 1 branżowa) w wyniku reformy w 1999 r. W Czechach Kasy Chorych przetrwały i dziś ok. 80 % Czechów jest zadowolonych z opieki zdrowotnej. A a u nas? Znamienny jest także, czas tworzenia izb medyków: lekarska w 1989 r., pielęgniarska w 1991, aptekarska w 1991 r., diagnostów laboratoryjnych w 2002 r., fizjoterapeutów w 2016 r. Przeprowadzono odpowiednie ustawy, darowano nieruchomości z majątku państwowego i przyznano środki na ich utrzymanie i na prowadzenia rejestrów, nadano izbom uprawnienia sądownicze, przyznano decyzje do udzielania i odmawiania prawa wykonywania zawodu, także decyzje o specjalizacjach, a jednocześnie nadano prawo do prowadzenia działalności gospodarczej, do przyjmowania darowizn, spadków, dotacji i subwencji. Powiedzieć coś o korupcji przy takiej konstrukcji, to nic nie powiedzieć. Zmiany w ustawach o Izbach lub całkowita likwidacja izb wydają się zasadne w tym stanie rzeczy.

Izby powinny gospodarować wyłącznie pieniędzmi z dobrowolnych składek członkowskich skoro prawo do prowadzenia działalności gospodarczej, otrzymywania subwencji budżetowych, dotacji, prawo do przyjmowania darowizn, spadków etc. okazały się silnie korupcjogenne. Czy nieruchomości izb, będące darowiznami z majątku państwowego (czytaj naszego!) nie powinny być ponownie znacjonalizowane i ewentualnie dzierżawione? Czy błędy w sztuce i oceny etyki nie powinny podlegać zwykłemu sądownictwu, a sądy powinny mieć moc odbierania prawa wykonywania zawodu? Czy wdawanie praw wykonywania zawodu, kształcenie ustawiczne i specjalizacyjne powinny należeć wyłącznie do zadań państwowych, uniwersyteckich uczelni medycznych i klinik uniwersyteckich?

Pytania

– Czy można się dziwić że 9% składka zdrowotna w Polsce nie wystarcza zwłaszcza, że świadczeniami leczniczymi (poza kolejkami!) obdarowaliśmy także miliony Ukraińców?

– Czy można się też dziwić, że NFZ ogłosił z końcem roku bankructwo, a na pokrycie pilnych bieżących potrzeb lecznictwa przesunięto w XII 2025 r. kilka miliardów z budżetowego Funduszu Zdrowia utworzonego przecież na realizację innych celów jak np. badania naukowe? Pytań ad NFZ nasuwa się automatycznie bardzo wiele:

– Czy NFZ, instytucja biurokratyczna jest naprawdę potrzebna i bezpieczna?

– Czy NFZ przynosi zyski z zarządzania dla budżetu, dla medyków, dla społeczeństwa?

– Czy NFZ dzieli środki sprawiedliwie?

– Czy skierowania na badania i do szpitali z gabinetów prywatnych powinny być honorowane tylko w szpitalach i gabinetach państwowych, czy tylko w jednostkach prywatnych?

– Czy refundacja leków i materiałów medycznych z gabinetów prywatnych powinna być akceptowana w aptekach?

– Czy NFZ powinien zawierać kontrakty z lekarzami medycyny naturalnej?

– Czy wycena procedur medycznych jest niezbędna do leczenia uprawnionych pacjentów w jednostkach państwowej służby zdrowia?

Wygląda na to, zwłaszcza w porównaniu z lecznictwem w innych krajach, że wyjątkowo w Polsce, cały system ochrony zdrowia nie opiera się na niewiedzy tylko na złej woli popartej ogromną, ukrytą korupcją i rozbudowanym nowotworem wszelkiej prywaty rozrosłym na państwowej tkance. Może dlatego występują takie zjawiska jak: bezwzględne eliminowanie buntowników wobec systemu (np. niszczenie medycyny naturalnej, odebranie lekarzom swobody wyboru metody i środków terapii, prześladowania za brak udziału w eksperymencie medycznym jakim były szczepienia przeciwko C-19), obniżenie poziomu edukacji, czy też systemowe niszczenie zdrowia pokoleń Polaków generujące rzesze stałych klientów aptek ogólnodostępnych i szpitalnych? Na czyim celowniku tak perfidnie jest ustawiona Polska i jak z niego zejść?

Może lecząco podziałałoby wyjście Polski z WHO i deinstytucjonalizacja jak to AI określiła w prognozach na następne 10 lat? Dziś nie wiadomo „jaki Trump” w naszym kraju miałby jednak przeprowadzić owo oczyszczanie stajni Augiasza. Może obecna ekipa rządząca zdecyduje się na skopiowanie niezłego, niemieckiego systemu ochrony zdrowia i powrót do Kas Chorych? A może PiS naprawdę zrealizuje głoszony od niedawna przez prezesa plan zakazu dla medyków łączenia pracy w prywatnej i państwowej służbie zdrowia? Trudno teraz uwierzyć w szczerość intencji programowych zarówno KO jak i zwłaszcza PiS-u, który posiadając prawie stu procentową władzę przez 8 lat nie wprowadził żadnego planu naprawczego do systemu ochrony zdrowia, a tylko dramatycznie ten system pogrążył w czasie pandemii C-19, a następnie decyzjami odnośnie imigrantów z Ukrainy i nie tylko.

Może uda się to Konfederacji Korony Polskiej, która prowadzi zaawansowany projekt Norymberga 2.0? Nic nie wiadomo, a drenowanie kieszeni Polaków, degrengolada i rozpad państwowej służby zdrowia postępują z dnia na dzień.

Na naszych oczach polski system ochrony zdrowia, przez prawie 40 ostatnich lat,  stopniowo jest zagrabiany przez obce wpływy i przekształcany w kolejny obszar odbierania nam podstawowych praw i wolności gwarantowanych w Konstytucji RP.

Anna Larysz-Recz

Myśl Polska, nr 7-8 (15-22.02.2026)

Przedwiośnie. MEM-y IV.

————————————————————–

—————————————————–

——————-

——————————————————

[no i paznokcie fajniste.. ]

———————————————–

————————————–

———————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Reparacje od Ukrainy? Za Wołyń i Małopolskę Wschodnią.

Reparacje od Ukrainy?

Konrad Rękas


Politycy III RP domagają się reparacji wojennych od Niemiec, choć na ich uzyskanie nie mamy dość sił ani pozycji geopolitycznej, a także od Rosji, choć nie ma to żadnego prawnego sensu, bo przecież nie wygraliśmy z Rosją żadnej wojny od 390 lat. [aha, to w 1920 to była „sowiecja”… md]

Czemu w tym wyliczeniu brakuje państwa, od którego reparacje, a na pewno odszkodowania nie tylko nam się należą, ale w obecnej sytuacji geopolitycznej bylibyśmy w stanie je uzyskać? Czemu nie żądamy od Ukrainy odszkodowań za Wołyń i Małopolskę Wschodnią? Może dlatego, że od Ukraińców moglibyśmy je naprawdę otrzymać? 

Kijów musi zapłacić za zbrodnie ukraińskich nazistów

Wystarczy rozumieć, że w obecnym swym kształcie ideowym i politycznym państwo ukraińskie nie chce nawiązywać do tradycji Ukraińskiej SSR, choć przecież odziedziczyło po niej status prawno-międzynarodowy, granice i miejsce w ONZ. Nie, władze w Kijowie wyraźnie podkreślają, że nie chcą mieć nic wspólnego z wielkim wysiłkiem blisko 7,5 miliona Ukraińców walczących z niemieckim nazizmem w szeregach Armii Czerwonej i ruchu partyzanckiego.

Przeciwnie, oficjalna linia Kijowa to upieranie się, że współczesna Ukraina to dziedzictwo Bandery, OUN-UPA i Waffen-SS Galizien. A skoro tak, skoro bohaterami Ukrainy są dziś kolaboranci Hitlera, którzy już we wrześniu 1939 r. brali udział w niemieckiej napaści na Polskę (a wcześnie pomagali ją przygotowywać), a także rzeźnicy z Wołynia i już powojenni okupanci z Podkarpacia – wówczas Kijów powinien dzielić z Berlinem odpowiedzialność za wybuch wojny i ludobójstwo popełnione przez nazistów – niemieckich i ukraińskich. Żądanie reparacji od Ukrainy jest więc jak najbardziej uzasadnione, podobnie jak i oczywisty jest zwrot polskiej własności odebranej Polakom wypędzonym z Kresów. Ukraińcy aspirując do członkostwa w Unii Europejskiej powinni mieć tego pełną świadomość: muszą po europejsku uregulować kwestie własnościowe wobec Polaków, tak jak wszędzie w UE uczynione z majątkami zwróconymi ofiarom holokaustu. Ukraina musi też zapłacić za zbrodnie ukraińskich nazistów, podobnie jak po wojnie postąpiły zdenazyfikowane Niemcy.

Odzyskajmy pieniądze utopione na Ukrainie!

Czyny mają konsekwencje, nawet po dekadach, podobnie jak i dokonywane wybory ideowe i… geopolityczne. Zwłaszcza, skoro rzutują na współczesną politykę danego państwa, a tak właśnie dzieje się w przypadku neobanderowskiej Ukrainy. Reparacje to we współczesnej polityce i propagandzie coś w rodzaju spadku po nieznanym wujku-milionerze czy wygranej w Totka, nagły zastrzyk gotówki, który miałby zmienić III RP w krainę mleka i miodu. To mit, do którego się dąży, lecz nigdy nie uzyskuje. Kiedy jednak na geopolitycznym horyzoncie pojawia się realna możliwość uzyskania tego, co się nam, Polakom należy – wówczas rządzący III RP zapierają się, by tych pieniędzy i majątków dla Polski nie odzyskać.

To dowód na to jak fałszywy jest cały reparacyjny humbug, oparty na roszczeniach wobec państw zbyt silnych, by coś od nich ugrać, przy jednoczesnym histerycznym pisku, że żądanie czegokolwiek (nawet spłaty długów) od słabnącego Kijowa jest absolutnie niemożliwe, bo przecież Ukraina prowadzi wojnę, którą – co wie każdy rozsądny człowiek – przegrywa.

Tymczasem bądźmy brutalnie szczerzy – upadłe państwo ukraińskie obdziera i okrada dosłownie każdy: kijowskie władze, rodzimi (?) oligarchowie, międzynarodowy kapitał i zachodni sponsorzy. I tylko Polakom narzuca się rolę użytecznych idiotów, wrzucających pieniądze do ukraińskiej studni. Najwyższy czas choć część z nich odzyskać.

Konrad Rękas

UE walczy z płonącą planetą!

Tak się walczy z płonącą planetą!

Unia zwiększa budżet na…

loty prywatnymi odrzutowcami

22.02.2026 walczy-z-plonaca-planeta-unia

Prywatny odrzutowiec.
NCZAS.INFO | Prywatny odrzutowiec. / Fot. Chris Leipelt/Unsplash

Unia Europejska, która na co dzień nawołuje obywateli do ograniczania emisji CO² i rezygnacji z lotów, sama zamierza wydać 15,67 miliona euro na prywatne odrzutowce dla swoich najwyższej rangi urzędników. To wzrost o niemal 50 proc. względem poprzedniego kontraktu.

Dokument przetargowy ujawniony przez portal Politico rzuca nowe, niezbyt pochlebne światło na politykę klimatyczną Unii Europejskiej.

Komisja Europejska, Parlament Europejski, Rada UE oraz Europejska Służba Działań Zewnętrznych chcą wspólnie wydać nawet 15,67 mln euro w ciągu najbliższych czterech lat na usługi tzw. „taksówek lotniczych” – prywatnych odrzutowców dla wysokich rangą unijnych urzędników. Poprzedni kontrakt opiewał na 10,71 mln euro.

Jak swoją hipokryzję tłumaczy unijna „elita”? Ano tak, że geopolitycznie czasy są niestabilne, więc trzeba latać, by dbać o bezpieczeństwo. Oczywiście zaznacza przy tym, że prywatne samoloty mają być używane wyłącznie wtedy, gdy loty komercyjne nie będą możliwe ze względów logistycznych, bezpieczeństwa lub pilności – na przykład podczas misji do stref konfliktu. Dodatkowym argumentem są rosnące koszty paliwa lotniczego i wynajmu samolotów. Bajeczki dla naiwnych.

Ta sama UE wymaga od obywateli wyrzeczeń na rzecz klimatu. Na przykład zaostrza przepisy dotyczące emisji CO² dla linii lotniczych, co dla wszystkich oznacza droższe bilety.

Politico zaznacza, że kontrakt na loty odrzutowcem dla „elit” nie został jeszcze formalnie podpisany, ale wszystko wskazuje na to, że zacznie obowiązywać od lipca br.

Epstein-jada. MEM-y II.

——————————————

————————————-

——————————————————————-

—————————————————————————

——————————————————————-

—————————————————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Porównania, eksperci. MEM-y I.

——————————————————

———————————————-

————————

—————————————————————-

————————————————————————–

———————————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Sunday Strip: Love and Oranges: Deja vu

Sunday Strip: Love and Oranges:

Deja vu.

Dr. Robert W. Malone Feb 22, 2026






DEJA VU?…















This…







Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support our work, consider becoming a free or paid subscriber.


Thanks for reading Malone News! This post is public so feel free to share it.

Share



Choose wisely my friends, in love and oranges.




That’s it for now.

HISTORIA POLITYCZNA DWÓCH MIAST. Traktat o Duchu Świętym.

Oto jeden rozdział książki, którą właśnie tłumaczę. Książka ta nigdy nie ukazała się w języku polskim a napisana została w (!)1864 roku przez ks. Gaume.

Tak się składa, że pasuje akurat ten rozdział na nasze czasy (cała książka przede wszystkim) a szczególnie ten rozdział, bo tłumaczy dzisiejszą Ewangelię w prawdziwym Kościele.
Tytuł książki: Traktat o Duchu Świętym (2 tomy)

z Panem Bogiem 
Piotr Antoniewicz

=====================================================

ROZDZIAŁ XXVIII

HISTORIA POLITYCZNA DWÓCH MIAST.

Dwie religie, dwa społeczeństwa, a co za tym idzie dwie polityki.

— Cel jednej i drugiej. — Konieczność poznania go, aby zrozumieć historię. — Z mocy boskiej Rady Jerozolima jest stolicą Miasta Dobra. — Z mocy szatańskiego soboru Babilon i Rzym są na przemian stolicą Miasta Zła. — Świetlana doktryna słynnego kardynała Polusa na soborze trydenckim. — Dlaczego królestwa świata są pokazane Danielowi w postaci bestii.

— Granica w szczególności, ustanowiona przez Bestię, nosi znamiona Bestii i dokonuje dzieł Bestii: świadectwa historii i Minucjusza Feliksa. — Przez całą starożytność jedynym celem polityki szatana było wywyższenie Rzymu, uczynienie go swoją stolicą i twierdzą nie do zdobycia dla chrześcijaństwa. — Obraz jego polityki i polityki boskiej: fragment św. Augustyna.

— W jakim sensie Szatan mógł powiedzieć, że wszystkie królestwa świata należą do niego. — Doktryna św.Augustyna. — Uwagi.

==========================================================

Równoległość religijna i społeczna, której główne cechy właśnie nakreśliliśmy, przejawia się w porządku politycznym: nie mogło być inaczej.

Polityka jest nauką o rządzeniu. Rządzić oznacza prowadzić narody do określonego celu. Cel ten może być znany tylko dzięki religii, ponieważ tylko religia może powiedzieć człowiekowi, dlaczego jest na Ziemi. Świat dzieli się na dwie przeciwstawne religie: religię Słowa Wcielonego i religię szatana, jego nieprzejednanego wroga.

Istnieją zatem dwie polityki przeciwstawne w swoim punkcie wyjścia i punkcie docelowym: i są tylko dwie. Jezus Chrystus, król; lub Szatan, król. Jezus Chrystus, król królów i narodów; lub Szatan, król królów i narodów. Jezus Chrystus, król zarówno w porządku doczesnym, jak i w porządku duchowym; albo Szatan, król zarówno w porządku doczesnym, jak i w porządku duchowym.

Christo-kracja lub demono-kracja: oto nadrzędny cel dwóch polityk, które rządzą światem i prowadzą go do podwójnej wieczności.

Wynika z tego, że życie rodzaju ludzkiego jest nieustannym oscylowaniem między tymi dwoma przeciwstawnymi biegunami.

Fakt ten nie tylko dominuje w historii, ale jest samą historią, całą historią, przeszłą, teraźniejszą i przyszłą. Taki jest punkt widzenia, z którego należy oceniać wydarzenia, które miały miejsce lub są przygotowywane, równoważyć obawy i nadzieje, charakteryzować rewolucje i zdawać sobie sprawę z upadku lub powstania imperiów.

Bez tego nikt nie jest w stanie, dziś mniej niż kiedykolwiek, wśród zderzenia idei i chaosu wydarzeń, ukierunkować swoich myśli i uniknąć pułapki sceptycyzmu lub otchłani rozpaczy. Jeśli chcemy, aby wielkie wydarzenie, o którym mówimy, stało się latarnią morską wystarczająco jasną, aby oświetlać nas w coraz gęstszej ciemności, w której pogrąża się dzisiejsza Europa, konieczne jest pokazanie go w całości: zamierzamy się tego podjąć.

Przed człowiekiem i przed czasem boska Rada postanawia założyć Miasto Dobra. Duch miłości będzie jego królem, duszą i życiem. Rodzina będzie żyła długo, prowadząc skromne życie patriarchów, w przenośnym namiocie na pustyni. Dzięki posłudze aniołów

i Mojżesza Duch Święty ustanawia ją narodem. Każde imperium potrzebuje stolicy, stolica Miasta Dobra będzie nazywać się Jerozolima lub Wizja Pokoju. Tam bowiem, i tylko tam, zapanuje pokój, ponieważ tam, i tylko tam, będzie świątynia prawdziwego Boga.

Ale Jerozolima należy do Miasta Zła: trzeba ją podbić. Syjon, jej cytadela, w końcu pada pod władzę Dawida; imperium zostaje założone. Od tego momentu Jerozolima staje się świętym miastem, obiektem szczególnej miłości Ducha Świętego. To z niej pochodzi życie, to z niej promieniuje światło. To ku niej wszystkie dzieci Boże , rozsiane po czterech stronach świata, podnoszą swoje ręce i serca. Jerozolima jest dla Miasta Dobra tym, czym serce jest dla ciała, ogniskiem dla promieni, źródłem dla rzeki.

Szatan obserwuje, co robi Bóg, i naradza się.

Zwołując wszystkich swoich poddanych na sobór ekumeniczny, ogłasza materialne podstawy swojego imperium i stolicy. Oto jak pięknym językiem ojciec innego soboru ekumenicznego opisuje sobór szatana: „Słowo rozbrzmiewa na równinach Sennaar; wzywa wszystkich synów ludzkich na zgromadzenie ogólne. Brat powtarza je bratu, sąsiad sąsiadowi. Słowo to brzmiało: Przyjdźcie, zbudujmy miasto i wieżę, której szczyt sięga nieba, zanim rozproszymy się po ziemi. Tak brzmiał dekret wielkiego soboru szatańskiego.

Bóg, co prawda, powstrzymał jego wykonanie, mieszając języki i rozpraszając dzieci ludzkie na cztery strony świata, ale dzieło zostało raczej zatrzymane, niż sobór został rozwiązany.

W rzeczywistości, aż do wylania Ducha Świętego, dekret tego soboru nigdy nie został uchylony w myślach ludzi. To, co w dniu zwołania soboru każdy mówił do swojego bliźniego: „Chodźcie, zbudujmy sobie miasto i stańmy się sławni”, każdy, kto nie stał się synem Ducha Świętego, nadal powtarza sobie i innym.

To jest temat wszystkich ich publicznych lub tajnych zgromadzeń,

a jeśli nadarzy się okazja do wykonania wielkiego dekretu, nigdy jej nie przepuszczają. „To na mocy tego dekretu ekumenicznego soboru Szatana powstały wszystkie królestwa świata: ex quo nata sunt omnia mundi regna. Aby zwycięsko walczyć z tym ogromnym Miastem Zła, Wieczne Słowo założyło Miasto Dobra. W opozycji do ogólnego soboru szatana powstały sobory ogólne Kościoła.

I tak jak Duch zła inspirował pierwsze, tak drugie czerpią całą swoją siłę ze zwołania, przewodnictwa, inspiracji i oświecenia Ducha dobra. Podobnie jak pierwsze miały na celu organizowanie nienawiści, tak celem drugich jest organizowanie miłości”.

Wszystkie królestwa pogan narodziły się z szatańskiego soboru, odbywającego się u stóp wieży Babel ex quo nata sunt omnia mundi regna. Wszystkie zostały założone w opozycji do królestwa Chrystusa, quibus regnum Christi se opposuit eaque delevit.

To słowo oświetla całą historię. Jako wierne echo proroczego objawienia, jest ono niepodważalne.

Zwołującym i przewodniczącym soboru w Babel był ten, którego Pismo Święte nazywa Bestią, bestią par excellence. Tysiąc lat później Daniel zostaje uniesiony w duchu. W czterech wielkich monarchiach Asyryjczyków, Persów, Greków i Rzymian, Bóg pokazuje mu wszystkie królestwa świata. W jakich postaciach? Ludzi? Nie. Aniołów? Nie. W postaciach zwierząt. A jakich zwierząt? Nieczystych i złowrogich. Dlaczego właśnie tych, a nie innych? Ponieważ wszystkie te imperia są dziełem Bestii; mają jej cechy, dokonują jej dzieł. Zobaczcie ostatnią, w której uosabiają się wszystkie pozostałe: „Czwarta bestia, mówi Prorok, jest czwartym królestwem, które będzie na ziemi; będzie większe od wszystkich królestw; pożre całą ziemię, zmiażdży ją, zredukuje do prochu”.

Widzieliśmy, że Rzym został założony przez samego Szatana, pogański Rzym nieustannie wykonywał dzieło Szatana. Dosłownie pożarł, zdeptał, zniszczył całą ziemię; pozbawił ludzi wszystkich dóbr miasta, rodziny, własności, religii; nie, jak wielu zdobywców, przez przypadek i w chwili gniewu, ale z premedytacją, poprzez nieprzerwaną serię grabieży i podbojów, trwających tysiąc dwieście lat. Jej instytucje nosiły piętno jej pochodzenia, a jej prawo było jedynie ustawodawstwem jej zbrodni. Od czasów renesansu pogański Rzym był postrzegany wyłącznie przez pryzmat fikcji poetów, historyków i prawników pogaństwa. Kiedy wielka Bestia jeszcze żyła, a cywilizacja, której była duszą, była rzeczywistością, a nie wspomnieniem, obie zostały osądzone przez sędziów, nieprzekupnych świadków prawdy.

Posłuchajmy tego wyroku, który pochodzi z III wieku: „Rzymianie, jak twierdzicie, zdobyli mniej chwały dzięki swojej waleczności, niż dzięki swojej religii i pobożności. Ach! Oczywiście, pozostawili nam wielkie ślady swojej religii i pobożności od początku swojego imperium. Czy to nie zbrodnia zjednoczyła ich, uczyniła strasznymi dla okolicznych ludów i posłużyła im jako bastion do ustanowienia swojej dominacji? Był to bowiem początkowo azyl dla złodziei, zdrajców, morderców i świętokradców, a aby ten, który był największy, był również najbardziej zbrodniczy, zabił swojego brata: oto pierwsze oznaki tego świętego miasta.

Natychmiast, wbrew prawu ludzkiemu, porywają dziewczęta już obiecane, narzeczone, a niektóre nawet już zamężne; hańbią je, a następnie prowadzą wojnę z ich ojcami, z tymi, których córki poślubili, i przelewają krew swoich sojuszników.

Cóż za bezbożność! Cóż za zuchwałość! W końcu wypędzanie sąsiadów, plądrowanie ich świątyń i ołtarzy, niszczenie ich miast, zabieranie ich do niewoli, powiększanie się poprzez rabunki i ruinę ludzi, to doktryna Romulusa i jego następców; tak więc wszystko, co posiadają, wszystko, co mają, jest tylko rabunkiem.

„Ich świątynie zbudowane są wyłącznie z łupów zdobytych na ludach, z grabieży miast, z ruin ołtarzy, z plądrowania bogów, z mordowania kapłanów.

Cóż za bezbożność i świętokradztwo, klękać przed bogami, których triumfalnie ciągną w niewoli! Czyż czczenie tego, co się zabrało, nie jest poświęceniem swojej kradzieży? Tyle zwycięstw, tyle zbrodni; tyle trofeów, tyle świętokradztw!

I to nie dzięki swojej religii, ale dzięki swojej bezbożności wspięli się na ten szczyt wielkości; nie dzięki pobożności, ale dzięki bezkarnej niegodziwości”.

Oto ostatnie słowo w historii politycznej ludzi i jasne objawienie groźnego antagonizmu, którego Bossuet nie dostrzegł w stopniu wystarczającym. Ludzie, cudownie ocaleni z wód potopu, powracają do swoich niegodziwych skłonności. Bóg wybiera sobie lud, aby strzegł Jego prawdy, a demonowi pozwala wybrać sobie inny lud, który będzie wrogiem prawdy, niszczycielem świętych, propagatorem panteizmu i bałwochwalstwa. Był to lud rzymski, zgromadzony w azylu Romulusa, który był co najmniej tak wierny swojej misji, jak lud żydowski swojej. Wzniesienie Rzymu było przez całą starożytność myślą Szatana i niezmiennym celem jego polityki. Jednak Rzym i Jerozolima stały się powoli, po wielu walkach, stolicami dwóch przeciwstawnych miast. Walki te podsumowują historię. Pokazują nam one królestwa Wschodu upadające jedno po drugim pod panowaniem demona.

Aby połączyć je w jedno ciało, powstaje wielka, rozkoszna i straszna Babilonia. Dzięki swoim prawom, luksusowi, bogactwom, okrucieństwu i potwornej bałwochwalczości, Jerozolima Szatana staje się nieubłaganym rywalem i krwawą parodią Jerozolimy prawdziwego Boga. Świat porusza się po dwóch równoległych liniach.

„Założycielom Miasta Bożego”, mówi św. Augustyn, „Abrahamowi, Izaakowi, Jakubowi, Józefowi, Mojżeszowi, Samsonowi, Dawidowi, Salomonowi odpowiadają Ninus, Semiramis, Faraon, Kekrops, Romulus, Nabuchodonozor i inni książęta Asyryjczyków, Persów, Greków i Rzymian. Założyciele Miasta Dobra ogłaszają prawa Jahwe, ceremonie, które on nakazuje, ofiary, których wymaga, zakaz bałwochwalstwa.

Zachowanie i rozszerzanie Miasta Dobra, oto jak wykorzystują swoją władzę. Równolegle założyciele Miasta Zła ogłaszają wyrocznie Szatana, nakazują składanie mu ofiar, popularyzują jego bajki, parodiują boskie prawdy i w ten sposób wykorzystują swoją władzę do rozwoju Miasta Zła. Z biegiem wieków rozszerza ono swoje granice aż po najodleglejsze zakątki Zachodu.

Ogromne imperium wymagało nowej stolicy: Rzym zastąpił Babilon. Rzym, pan świata, stał się metropolią bałwochwalstwa i twierdzą szatana. „W ten sposób – kontynuuje św. Augustyn – dwa królestwa pochłonęły wszystkie inne królestwa: królestwo Asyryjczyków i królestwo Rzymian. Wszystkie pozostałe były jedynie prowincjami lub przybudówkami tych gigantycznych imperiów. Kiedy jedno się kończyło, drugie zaczynało. Babilon był Rzymem Wschodu, a Rzym stał się Babilonem Zachodu i świata”.

Jerozolima, Babilon i Rzym – te trzy nazwy podsumowują całą historię dwóch miast w starożytnym świecie i stanowią nieodzowny wstęp do ich historii w świecie współczesnym. Zwycięski nad wszystkimi narodami Rzym osiąga szczyt potęgi. Szatan podnosi swoją pychę aż do nieba. Wtedy spotyka, nie znając go, Wcielone Słowo, które zstąpiło z nieba, aby obalić jego imperium.

Dzięki jednej ze swoich sztuczek, których sekret jest mu dobrze znany, przenosi Go na szczyt góry. Stamtąd pokazuje Mu wszystkie królestwa ziemi i składa mu dziwną propozycję, o której mowa w Ewangelii: „Daję ci – mówi – tę powszechną władzę i chwałę wszystkich tych imperiów; bo wszystko to zostało mi przekazane i daję je, komu chcę. Jeśli więc pokłonisz mi się, wszystko to będzie twoje”.

Aby uwierzyć w taką moc, gdybyśmy mieli tylko zapewnienie Księcia kłamstwa, wątpliwości z pewnością byłyby uzasadnione,

a nawet więcej niż uzasadnione. Przestają one być uzasadnione, przynajmniej całkowicie, gdy widzimy, że sama Ewangelia nazywa Szatana Bogiem i Księciem tego świata. Ze swojej strony historia, badana nie tylko powierzchownie, pokazała nam w pysznych słowach kusiciela sedno prawdy znacznie bardziej znaczące, niż się wydaje. Pod dwoma ważnymi względami, religijnym i społecznym, ludzkość przedstawiła się naszej analizie.

Widzieliśmy, że w pogańskiej starożytności Szatan był naprawdę Bogiem świata: Omnes Dii gentium dœmonia. Wszystkie kulty, z jednym wyjątkiem, pochodziły od niego i do niego powracały. Jego królestwo było nie mniej realne niż jego boskość. Jako stały inspirator wyroczni, poprzez nie dominował nad działaniami życia społecznego. Wszystkie królestwa starożytnego świata, z ich kolosalną potęgą i bajecznymi bogactwami, republiki Grecji i Włoch, które fałszywa edukacja każe podziwiać młodym chrześcijanom, jak powiedział nam ojciec soboru trydenckiego,

to sam szatan postanowił założyć: Decretum ex quo nata sunt omnia mundi regna; a ich istnienie było zbrojnym sprzeciwem wobec Miasta Dobra, quibus regnum Christi se opposuit eaque delevit.

Ależ co! Czyżby Bóg zrzekł się tronu? Czyż to nie On, i tylko On, jest założycielem imperiów, tak jak jest stwórcą człowieka i świata? Święty Augustyn odpowiada: „Z pewnością to prawdziwy Bóg, i tylko On, ma władzę nadawania królestw i imperiów. To więc jedyny prawdziwy Bóg dał, kiedy chciał i tyle, ile chciał, imperium Rzymianom, tak jak dał je Asyryjczykom i Persom”.

Aby to udowodnić, dodaje: „Abyśmy wiedzieli, że wszystkie dobra doczesne, o które ludzie tak zazdrośnie walczą, są darem prawdziwego Boga, a nie dziełem demonów, wystarczy spojrzeć na lud hebrajski. Nie wzywając bogini Luciny, żydowskie kobiety szczęśliwie rodziły liczne dzieci. Dzieci te były karmione piersią bez bogini Ruminy; spały w swoich łóżeczkach bez bogini Cuniny; piły i jadły bez bogini Eduki i Patiny; rosły, nie czcząc żadnego

z bogów dzieci. Gospodarstwa domowe były płodne bez kultu Priapa. Bez wzywania Neptuna morze otworzyło się przed nimi i pochłonęło ich wrogów. Kiedy manna spadła im z nieba, nie poświęcili posągu bogini Mannii; a kiedy skała ugasiła ich pragnienie, nie czcili ani nimf, ani limf.

„Bez okrutnych ofiar dla Marsa i Bellony prowadzili wojny.

Z pewnością nie odnieśli zwycięstwa bez zwycięstwa, ale nie traktowali zwycięstwa jak bogini, ale jak dobrodziejstwo Boga.

Bez Segety mieli żniwa, bez Bubony mieli woły; bez Mellona mieli miód; bez Pomona mieli owoce. Tak więc wszystkie rzeczy, które poganie przypisywali swoim bóstwom, Żydzi otrzymali szczęśliwiej od prawdziwego Boga. Gdyby, kierowani grzeszną ciekawością, nie obrazili Go oddając się kultowi bożków i skazując na śmierć Chrystusa, pozostaliby w królestwie swoich ojców, mniej rozległym, ale szczęśliwszym od innych.

Jednakże znamienity Doktor nazywa Kaina pierwszym założycielem Miasta Zła, a Romulusa pierwszym założycielem Rzymu, jego przyszłej stolicy. Czym jest ta tajemnica?

I jak pogodzić fakty historyczne z pozornie sprzecznymi słowami doktorów Kościoła, demona i Ewangelii?

Oto jak. Bóg stworzył wszystkich założycieli Miasta Szatana, ale nie stworzył ich w tym celu; dał Nabuchodonozorowi Asyrię, Romulusowi Imperium Rzymskie, a Imperium Rzymskiemu panowanie nad ziemią, ale nie dał im prawa do uczynienia tych imperiów złymi. Co się więc stało? Podobnie jak ojciec rodzaju ludzkiego, ludzie ci dali się zdominować szatanowi, który uczynił ich założycielami swojego imperium i swoich stolic.

Świadomi tego lub nie, wszyscy pracowali dla niego. W tym sensie kusiciel mógł powiedzieć: Wszystkie królestwa ziemi zostały mi oddane i mam prawo nimi dysponować, jak robotnik swoim dziełem, pan swoimi niewolnikami. Oto jest prawda w słowach szatana i w imieniu Boga i Księcia tego świata, które Ewangelia nie waha się mu nadać. Jednak Bóg nie zrzekł się władzy. Wbrew sobie Miasto Zła wraz z wielkimi monarchiami Asyryjczyków, Persów, Greków i Rzymian stało się narzędziem Opatrzności, służącym realizacji Jej zbawczych planów.

W ten sposób Król Miasta Dobra posłużył się Asyryjczykami, aby utrzymać swój lud w posłuszeństwie; Persami, aby sprowadzić go z powrotem do Judei i zachować niezbędne rozróżnienie plemion; Grekami, aby przygotować drogę dla Ewangelii; Rzymian, aby w sposób spektakularny wypełnić proroctwa dotyczące narodzin Odkupiciela.

Ale wszystko to działo się wbrew intencjom założyciela, præter intentionem fundatoris, i dzięki wszechmocnej mądrości, która zmienia przeszkodę w środek, nie zmieniając natury rzeczy. Nie zmienia to faktu, że szatan, dzięki współudziałowi człowieka, swojego oszukanego i zniewolonego, osiągnął cel swojej polityki.

Od czasu soboru, na którym ogłoszono jego powstanie, widzimy, jak Miasto Zła rozwija się. W momencie przyjścia Mesjasza osiąga swój szczyt, wszystkie imperia są jego poddanymi. Widzimy również, że ostatnim słowem szatana było uczynienie Rzymu swoją stolicą. Kolejne wchłanianie królestw Wschodu i Zachodu jedno przez drugie, a następnie ostateczne wchłonięcie wszystkich tych królestw przez sam Rzym, świadczą o tym zamierzeniu i potwierdzają to ostateczne zwycięstwo. Nie jest więc tak, jak powiedziano, że po to, aby zmieszać narody i przygotować je do szerzenia Ewangelii, Szatan gromadzi je pod władzą Rzymu. Tworząc swoje gigantyczne imperium, chciał sam rządzić światem, zniszczyć Miasto Dobra lub przynajmniej postawić na drodze jego rozwoju nie do pokonania przeszkodę. Bóg pozwolił mu stworzyć Imperium Rzymskie, aby uniemożliwić ludziom ustanowienie Kościoła. Aby podbić wiarę rodzaju ludzkiego, młode Miasto, zmagające się od samego początku ze wszystkimi siłami piekła, wzniesionymi do najwyższej potęgi, musiało wzrastać wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu i stać się w oczach całego świata żywym cudem mądrości, która wyśmiewała się z silnego i triumfowała dzięki temu, co miało doprowadzić do jej upadku, śmierci i tortur.

**********

Pączek z Adwokatem. MEM-y II.

—————————-

———————————————-

——————————————–

—————————————-

——————————————

————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Eksperci. MEM-y I.

———————————–

—————————————————-

———————————

————————————————-

———————————-

—————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Profesorowie „Sciences Po” usprawiedliwiają mordy polityczne Antify

Profesorowie usprawiedliwiają mordy polityczne Antify

22.02.2026 nczas/profesorowie-usprawiedliwiaja-mordy-polityczne-antify

Bazgroły lewackiej antify na murze. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay
Bazgroły lewackiej antify na murze. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay

Na marginesie zabójstwa 23-letniego studenta Quentina przez aktywistów Antify w Lyonie, przez Francję przechodzą demonstracje skierowane przeciw skrajnej lewicy, ale i kontr-manifestacje „antyfaszystów”.

Wychodzi też na jaw fakt, że wylęgarnią lewackiego ekstremizmu są obecnie wyższe uczelnie.

Przypomnijmy, że do mordu doszło zaraz po wiecu eurodeputowanej islamo-lewaczki Rimy Hassa, a bojówka tzw. „Młodej Gwardii” stanowiła ochronę jej „wykładu” na uczelni Nauk Politycznych w Lyonie. Wydziały „Science Po” to w teorii uczelni wychowujące „elity” Francji.

Skandal goni tu jednak skandal. „Ci mali naziści dostali to, czego chcieli” – takimi uwagami na WhatsAppie podzieliło się dwóch profesorów właśnie Sciences Po w Paryżu usprawiedliwiając zamordowanie Quentina.

Na tej dość znanej uczelni wielu profesorów bagatelizowało powagę śmierci Quentina Deranque’a ze względu na jego rzekome… „neonazistowskie” poglądy. Ofiara była katolickim konwertytą i jedynie francuskim patriotą. Tymczasem na grupie na WhatsAppie, profesorowie Sciences Po Paris dyskutowali o bieżących wydarzeniach politycznych i bronili tezy, że lincz na Quentinie Deranque był „zasłużony”.

Padały tu obraźliwe dla ofiary określenia „neonazista” , czy „mały nazista”. Minimalizowano wagę morderstwa, a nawet sugerowano, że ten młody chłopak i jego przyjaciele „dostali to, czego chcieli”. W czacie grupy „Prywatne Debaty Wydziału Nauk Politycznych” uczestniczy ponad 250 wykładowców z Sciences Po Paris.

Do ich dyskusji dotarł dziennik „Le Figaro” i okazało się, że to forum to lewacka jaczejka, a że „takie będą republiki jaki ich młodzieży chowanie” wyczyny lewackich bojówek w tym kraju przestają nawet dziwić…

Wiesław Helak , „Lwowska noc”

Wiesław Helak , „Lwowska noc”

Wiesław Helak , "Lwowska noc"

Frapującą powieść „Lwowska noc” Wiesława Helaka, z akcją umieszczoną w latach 1939–1946 na polskich rubieżach Galicji, czyta się jednym tchem. Równie znakomitej, sugestywnej prozy, odwołującej się do dramatycznych losów naszych rodaków na Wschodzie, nie mamy jak dotąd zbyt wiele.

Powieść Wiesława Helaka daje bogaty, nieomal epicki obraz znaczącej dziejowej chwili, w której to Lwów, tradycyjna ostoja polskości – na skutek paktu Ribbentrop-Mołotow oraz w konsekwencji późniejszych działań wojennych – zaczął przechodzić na przemian w ręce bolszewików lub hitlerowców, przy pomocy ukraińskich nacjonalistów, bratających się to z jednym, to z drugim okupantem. Mocno zarysowane tło historyczne pozwala prześledzić gehennę polskich mieszkańców tych ziem.Autor swoją imponującą znajomość faktów w dużej mierze zawdzięcza rodzinnym wspomnieniom dziadków i rodziców.

Wiesław Helak, znany dotąd głównie jako scenarzysta i reżyser filmów – między innymi „Opowieści Harleya” i „Złodzieja” – swoją powieścią „Lwowska noc” udowodnił, że po mistrzowsku włada piórem.

Jego książka zaskakuje choćby tym, że losy głównego bohatera – polskiego nauczyciela z Kresów Wschodnich, Józefa Sztendery, jego żony Marii i ich dzieci – jakkolwiek tragicznie wplątane w tryby wielkiej historii, zostały przedstawione bez cienia patosu czy martyrologicznego koturnu.

Z dramaturgicznym zacięciem oddaje autor podjazdową grę ludzkich, albo i nieludzkich namiętności. Buzowania ambicji. Etnicznych, narodowościowych, kulturowych, wyznaniowych, cywilizacyjnych, ideowych, politycznych. Powikłane relacje oraz zmagania żywiołów: polskiego, ukraińskiego, rosyjskiego, żydowskiego, niemieckiego, przedstawia autor w sposób równie rzetelny, jak pasjonujący, co przebija nawet z banalnych opisów pierwszego zetknięcia bohatera z czerwonoarmiejcami:

[…] oto na końcu ulicy pojawiła się nagle grupa obcych żołnierzy. Skradali się czujnie, rozglądając się na boki. Mieli na sobie krótkie, sięgające tuż nad kolana, postrzępione od dołu ni to koszule, ni to kurtki w kolorze przybrudzonej gliny. Przed sobą trzymali wysunięte daleko długie karabiny, przypominające francuskie lebele, które zamiast pasów naramiennych miały sznurki, a na lufach nasadzone długie piki. Józef z niedowierzaniem pokręcił głową. Wygląd tych żołnierzy z jednej strony śmieszył go, z drugiej zaś, z powodu azjatyckiej dzikości ich twarzy, przejmował lękiem, ale i bliżej niepojętym dla niego samego uczuciem pogardy.

W opisie przed- i wojennych dziejów typowej inteligenckiej rodziny ze Lwowa, Helak uderza się nie tylko w obce piersi. Konfliktogenny układ wzajemnie wypierających się wpływów nie był wolny od pogardy okazywanej rdzennej, rusińskiej ludności przez katolicki kler, anektujący dla potrzeb swoich wiernych prawosławne cerkwie. Jakże gorzko brzmią słowa jednego z autochtonów, skierowane do głównego bohatera.

Kiedyś była tu piękna świątynia unicka, a dziś Ukraińcy nie mają się gdzie modlić. W pierwszych latach, kiedy tylko nastała tu Polska odrodzona, zamknięto ją, a potem zamieniono na kościół rzymski. Choć tu nigdy nie było rzymskiego kościoła… I nie stało wówczas ani jednego księdza, który by się za nami ujął. […] Co więcej, gdy unici, nie mając już swojego miejsca, zaczęli modlić się w kaplicy na cmentarzu, starosta zabronił tego. I wtedy też żaden z księży rzymskokatolickich nie znalazł się, aby nas poprzeć publicznie i stanąć w naszej obronie… […] Doszło do tego, że miejscowi unici zaczęli się modlić pod gołym niebem. Wówczas władze polskie zaczęły prześladować księdza ukraińskiego wysokimi karami pieniężnymi, a sąd Rzeczypospolitej zatwierdził te kary.

Rachunek wzajemnych urazów, pretensji i wzajemnie wytykanych krzywd, przynosił w efekcie zadziwiająco dużo przelanej krwi. Płynęła na ogół z żył przypadkowych, bezbronnych, absolutnie niewinnych ludzi.

Na bocznicy stał długi skład pociągu towarowego. Kręcili się kolo niego czerwonoarmiści, którzy sprawdzali zamki na drzwiach, i tam, gdzie słabo trzymały, skręcali je grubym drutem, poprawiali zapięcia między wagonami, kończąc przygotowania do odjazdu. Dowódca eszelonu, lejtnant NKWD, dał znak i kilkunastu bojców ruszyło do ostatniego sprawdzenia. Młotkami na długich styliskach obstukiwali deski wagonów, szukając tych obluzowanych, które mogłyby ułatwić ucieczkę. Rozległ się dźwięk przypominający stukanie wielu kołatek naraz […]. Kiedy młotki przestały stukać, zapadła taka cisza, że nikt nie domyśliłby się, że w bydlęcych wagonach są ludzie.

Wiesław Helak w „Lwowskiej nocy” nie ubiera się w szaty Katona i nie rozstrzyga, po czyjej stronie była „jedynie słuszna racja”. Pokazuje, że lwowską ziemię – jak i inne zakątki naszej planety – zamieszkiwali rozmaici ludzie. Nie zabrakło wśród nich sprawiedliwych, czy zwyczajnie przyzwoitych, niosących – często z narażeniem życia – pomoc potrzebującym, bez względu na ich pochodzenie, przynależność czy wyznanie. Ale trafiali się i tacy, którzy korzystali z ideologicznego przyzwolenia i ustanawiali własne „porządki”, dalekie od wszelkich norm prawnych przyjętych w cywilizowanych społecznościach.

Młodych bili do utraty przytomności, starszych pogrążali w rozpaczy, oznajmiając im, że ich majątek zagrabiono, a całą rodzinę wywieziono na Syberię – relacjonował cudem wyratowany z sowieckiego więzienia ojciec bohatera, profesor lwowskiego uniwersytetu. – Jeden chłop ukraiński po takim przesłuchaniu powiesił się w nocy na siedząco. A mnie przez osiem tygodni mówili, że nie podaje mi się paczek, żebym myślał, że wszyscy o mnie zapomnieli i żebym się załamał… I nawet śledczy wprost mi powiedział, że na wikcie więziennym długo nie pociągnę i się przyznam. Tylko nie wiedziałem, do czego mam się przyznać. I do dzisiaj nie wiem, dlaczego mnie aresztowano, w końcu powiedzieli, że z paragrafu 50. IA, za „knowania przeciw państwu”… ale jakiemu państwu?

W splądrowanym przez NKWD domu profesor gorączkowo szukał swojej dopiero co ukończonej pracy o teatrze greckim. Znalazł tylko kilka poplamionych stron. Dostrzegł w tym dodatkową, wyrafinowaną szykanę.

Teraz będą nas nękać i prześladować, żebyśmy tylko sami stąd wyjechali, żeby mogli powiedzieć wszystkim, że zabrali te ziemie, bo Polaków tu już nie ma. Ale ja nie wyjadę do tej ich Polski, gdzie rządzą nasłani z Moskwy patrioci. Moja Polska jest tutaj… a tam jest Polszcza.

W powieści Wiesława Helaka przewija się niezwykła panorama wojennych losów kresowian, szykanowanych przez sowieckich i hitlerowskich okupantów. Wykorzystywali oni i celowo podsycali narodowościowe dążenia ukraińskie, co z polskich lwowian szybko uczyniło enklawę osaczoną przez trzech wrogów. W takim położeniu za umiejętność zachowania godności, czy też tylko humanitarnych odruchów, płaciło się szczególną cenę, także – stanowczo za często – tę najwyższą.

Doświadczyli tego najbliżsi głównego bohatera. On sam, przeszedłszy przez bezmiar krzywd, bliski załamania i utraty wiary w Boga, odnalazł się w pracy dla innych – wojennych sierot, nie pytanych o pochodzenia czy wyznanie. Pozwoliło to bohaterowi przejść duchową przemianę, a jej kulminacją było przebaczenie win jego najzjadliwszemu ukraińskiemu prześladowcy, którego wojenna zawierucha uczyniła kalekim strzępem człowieka, żebrzącym, bo niezdolnym do aktywnego życia.

  • Wiesław Helak
    „Lwowska noc”
    wydawnictwo: Trio, Warszawa 2012

Proroctwo św. Nila [V w.] : Nadejście Antychrysta

   

Proroctwo św. Nila: nadejście Antychrysta      

   

[św. Nil Synaita, zwany też Nilem Starszym lub Nilem z Ancyry (zm. około 430)

=========================================

                                                                                                                     
Ludzie po 1900 roku, w połowie XX stulecia, zmienią się nie do poznania. Kiedy nadejdzie czas nadejścia Antychrysta, cielesne namiętności zaćmią umysły ludzi, hańba i bezprawie będzie rosnąć w siłę. Wtedy to świat będzie się zmieniać nie do poznania. Wygląd ludzi się zmieni tak, że nie można będzie odróżnić mężczyzn od kobiet, z powodu bezwstydności w ubiorze i uczesaniu. Ludzie ci będą okrutni i podobni do dzikich zwierząt z powodu pokus Antychrysta.
Nie będzie żadnego szacunku dla rodziców i starszych ludzi, miłość będzie gasnąć, a katoliccy duchowni, biskupi i księża, będą stawać się próżnymi ludźmi, zupełnie nie odróżniającymi prawdy od fałszu.
W tym czasie zmieni się moralność i tradycje chrześcijan i Kościoła. Ludzie porzucą skromność, i zapanuje rozwiązłość. Kłamstwo i chciwość przybierze wielkie rozmiary, a biada tym co gromadzą skarby. Żądza, cudzołóstwo, homoseksualizm, tajemne niegodziwości i zbrodnia zapanują w społeczności.
W tym czasie, który nadejdzie, z powodu ogromu tych wielkich zbrodni i rozwiązłości, ludzie zostaną pozbawieni łaski Ducha Świętego, jaką otrzymali na Chrzcie świętym, a także wyrzutów sumienia.
Domy Boże będą pozbawione bogobojnych i pobożnych duszpasterzy, i biada chrześcijanom jacy pozostaną na świecie w tym czasie. Wielu zupełnie straci Wiarę, ponieważ nie znajdą nikogo, kto by im pokazał światło prawdziwej wiedzy.
Wtedy to będą się oni separować od świata w święte „okopy” w poszukiwaniu ulgi w ich duchowych cierpieniach, ale wszędzie będą napotykać przeszkody i ograniczenia. I wszystko to będzie wynikać z faktu, że Antychryst będzie chciał być panem ponad wszystkim i stanie się władcą całego świata, i będzie czynić „cuda” i znaki kłamliwe. Udzieli też nieszczęśliwemu człowiekowi zdeprawowanej inteligencji tak, że odkryje on sposób w jaki jeden człowiek będzie mógł prowadzić rozmowę z innym z jednego końca ziemi do drugiego.                                                                                                                   
W tym czasie ludzie będą latać jak ptaki i docierać do dna morskiego jak ryby. I kiedy dokonają tego wszystkiego, ci nieszczęśliwi ludzie będą wieść życie w wygodach nie wiedząc, biedne dusze, że jest to oszustwo Antychrysta. I co jest świętokradztwem – Antychryst tak napełni naukę próżnością, że zboczy ona z prawdziwej drogi i spowoduje, że ludzie stracą wiarę w istnienie Boga i w tajemnicę Trójcy Przenajświętszej.


Wtedy to dobry Bóg zobaczy upadek ludzkiego rodu i skróci te dni przez wzgląd na tych niewielu, którzy będą zbawieni, ponieważ nieprzyjaciel stara się wprowadzić w błąd (jeżeli to możliwe) nawet i wybranych (1)… Wtedy to miecz kary nagle się ukarze i zgładzi bezbożnika(2) i jego pachołków (3).


Przypisy: 1) por. Mt 24, 24.; 2) tj. Antychrysta; 3) por. 2 Tes 2, 8.
Tekst pochodzi z letniego wydania pisma „THE FATIMA CRUSADER” (1996)

Stary się wali – nowy się wykluwa

Stary się wali – nowy się wykluwa

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    22 lutego 2026 michalkiewicz

Kto by pomyślał, że zakończoną niedawno konferencję monachijską zdominuje myśl wyrażona w rewolucyjnej pieśni „Czerwony sztandar”? Jej fragment bowiem głosi, że „Porządek stary już się wali, żywotem dla nas jego zgon”? Wprawdzie już po amerykańskiej operacji w Wenezueli wysunąłem przypuszczenie, że żywot politycznego porządku światowego, ustanowionego po II wojnie światowej właśnie dobiega kresu – ale każdemu byłoby przyjemnie, gdyby jego przypuszczenia tak szybko znalazły potwierdzenie uczestników konferencji monachijskiej. Z jednej strony – każdemu byłoby przyjemnie – ale z drugiej – zarysy nowego porządku, jaki zaczął wyłaniać się podczas monachijskiej konferencji, nie dla wszystkich muszą być przyjemne.

Na przykład niemiecki kanclerz Merz stwierdził, że skoro Europa ma opierać się przede wszystkim na własnych siłach, to nie ma rady – Bundeswehra musi być najsilniejszą armią w Europie. Oczywiście, jako najtwardsze jądro europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO, które muszą nad Europą rozciągnąć też własny parasol atomowy. Wprawdzie niemiecki kanclerz jeszcze chyba trochę gryzł się w język, niemniej jednak „z obfitości serca usta mówią”, więc chociaż w ten zawoalowany sposób dał wyraz pragnieniu, by przy tej okazji Niemcy położyły swój palec na francuskim atomowym cynglu.

Zdaje się, że coś z tego dotarło do francuskiego prezydenta Macrona, bo wprawdzie rytualnie skrytykował on postępowanie obecnej administracji amerykańskiej – ale jednocześnie z naciskiem podkreślił konieczność utrzymania relacji „euroatlantyckich”. Okazuje się, że w nowym porządku mogą odżyć stare lęki – między innymi – francuska obawa przed odrodzeniem niemieckiej potęgi. Oczywiście nie dotyczy to Polski, reprezentowanej w Monachium przez szefa Volksdeutsche Partei, obywatela Tuska Donalda, któremu to nic nie przeszkadza.

Właśnie Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje ogłosiła pożyczkę zbrojeniową dla Polski w wysokości 44 mld euro, której spłacanie ma potrwać co najmniej do 2070 roku, co oznacza, że do tej daty Polska będzie musiała pokornie słuchać Brukseli, a konkretnie – tego kto będzie nastrajał brukselskie kamertony – ale przecież właśnie o to chodzi, by wybić z głowy wszelkie rojenia o „polexicie” i z pokorą przyjąć wyroki przeznaczenia w postaci przekształcenia naszego nieszczęśliwego kraju w Generalną Gubernię.

Dlatego obywatel Tusk Donald już bez żadnego skrępowania obrzucił epitetami „zdrajców” posłów PiS i Konfederacji, którzy w Sejmie głosowali przeciw ustawie o przyjęciu SAFE, czyli wspomnianej pożyczki. Tylko patrzeć, jak na ten sam epitet zarobi pan prezydent Karol Nawrocki, który podczas Rady Bezpieczeństwa Narodowego domagał się bliższych informacji na temat warunków pożyczki – ale chyba bezskutecznie. Czy wynikało to z niechęci obywatela Tuska do dzielenia się z panem prezydentem takimi informacjami, czy może – w co chętnie wierzę – z braku wiedzy szefa vaginetu, który rozmaite traktaty podpisywał bez czytania, na ten temat – dość, że pan prezydent na spotkaniu z obywatelami w Hajnówce poinformował, że tych szczegółów nie zna. Obywatelu Tusku Donaldu, podobnie jak Księciu-Małżonku, czy ministru-ministrowiczu Władysławu Kosiniaku-Kamyszu, może wystarczyć zapewnienie, że to wielki sukces, podczas gdy pan prezydent Nawrocki chciałby wiedzieć trochę więcej, zwłaszcza w sytuacji, gdy polskie finanse publiczne nie są – mówiąc delikatnie – w stanie dobrym.

Diabeł bowiem tkwi w szczegółach – jak to ma miejsce w przypadku właśnie zawetowanej przez pana prezydenta ustawy uznającej gwarę śląską za „język regionalny”. Brzmi to niewinnie – ale zagłębiwszy się w szczegóły widzimy, że to poważna sprawa. Według zasad przyjętych w UE, uznanie jakiegoś narzecza za „język regionalny” pociąga za sobą konieczność stosowania go, jako drugiego języka urzędowego, nie tylko na wszystkich szczeblach edukacji, ale też – w administracji publicznej, sądach, prokuraturze, policji itp.

Wynika z tego konieczność objęcia nauką tego narzecza wszystkich, którzy go nie znają, a chcą zajmować jakieś stanowiska publiczne. Pociąga to za sobą znaczne koszty, o których w zawetowanej ustawie podobno nie wspomniano – co było jedną z oficjalnych przyczyn jej zawetowania.

Od siebie dodam, że praktycznie może oznaczać to szlaban dla wszystkich obywateli, który „regionalnego języka” by nie znali perfect w mowie i w piśmie, w dostępie do stanowisk publicznych przynajmniej na Śląsku. Jeśli to nie jest milowy krok ku separatyzmowi, to ja jestem chińskim mandarynem. W takim razie wejście Śląska do Generalnej Guberni już chyba nie jest przewidziane, zwłaszcza gdyby takie uchwały „językowe” zostały podjęte przez sejmiki wojewódzkie.

Nie jest to możliwość czysto teoretyczna, bo w sytuacji, gdy szanse na podpisanie przez pana prezydenta ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa – żeby wybierali ją sami sędziowie – chociaż widać gołym okiem, że najwięcej do powiedzenia w tej sprawie miałyby organizacje sędziowskie, które podejrzewam o spore nasycenie konfidentami bezpieki – obywatel Żurek Waldemar zademonstrował „plan B”, polegający na tym, by sędziowie – czyli wspomniane organizacje – zaprezentowały Sejmowi skład KRS do zatwierdzenia. Wtedy – zdaniem obywatela Żurka Waldemara – pozory legalności zostałyby zachowane, bo Sejm musiałby jednak nad przedstawionym do zatwierdzenia składem Krajowej Rady Sądownictwa głosować. Pewnie dlatego w rozmowie z panem red. Rymanowskim, pan prezydent Karol Nawrocki nazwał obywatela Żurka Waldemara „terrorystą prawnym”.

A w ogóle, to „wojna na górze” między obywatelem Tuskiem Donaldem i marszałkiem Czarzastym a panem prezydentem, rozwija się nader dynamicznie. Podczas Rady Bezpieczeństwa Narodowego obywatel Tusk Donald powiedział, że „Rada Ministrów” podjęła „decyzję”, iż Polska nie wejdzie do forsowanej przez prezydenta Donalda Trumpa Rady Pokoju – ale chyba żadnego stanowiska rządu na piśmie, ani jego uzasadnienia nie przedstawił – bo pan prezydent Nawrocki w przypływie irytacji powiedział, że obywatel Tusk Donald nie będzie mu dyktować, gdzie może lecieć, a gdzie nie. Takie rzeczy może dyktować najwyżej swoim dzieciom i wnukom – na co obywatel Tusk Donald warknął na pana prezydenta, by od jego „wnuków” trzymał się jak najdalej.

Inna sprawa, że wobec ostatniego stanowiska rządu bezcennego Izraela, którego armia, krok po kroku, posuwa się w głąb Strefy Gazy – że Autonomia Palestyńska ani w Strefie Gazy, ani na Zachodnim Brzegu nie będzie miała nic do gadania, Rada Pokoju służyć ma chyba już tylko do tego, by Donald Trump miał jakąś dożywotnią posadę, gdy przestanie być prezydentem USA. Skoro jednak mu na tym zależy, to, przynajmniej póki prezydentem USA jest, lepiej nie odnosić się do tego pomysłu z lekceważeniem – chyba, że w ramach nowego porządku ktoś postawi wyłącznie na Niemcy – jak to najwyraźniej zrobił obywatel Tusk Donald.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Znowu tu narobił! Nawrocki podpisał złą ustawę

Znowu to zrobił! Nawrocki podpisał złą ustawę

Autor: Redakcja, 21 lutego 2026

Po buńczucznych zapowiedziach, wbrew propagandzie Ośrodka Prezydenckiego, Nawrocki podpisał ustawę o cudzoziemcach, która jest niekorzystna z punktu widzenia polskiego interesu narodowego.

Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę wygaszającą specustawę ukraińską. Najważniejsze narzędzia pomocy nie znikają – zostaną przeniesione do ustawy o udzielaniu cudzoziemcom ochrony. /WP.pl/

Komentarz

Jednym z wielu narzędzi jakie daje Wojna na Ukrainie jest niszczenie demograficzne Polski poprzez osiedlanie obcych cywilizacyjnie Ukraińców oraz innych nacji z terenów wschodnich, a także towarzyszący temu nieustanny drenaż finansowy. Czy Karol Nawrocki tego nie widzi?